Wikiźródła
plwikisource
https://pl.wikisource.org/wiki/Wiki%C5%BAr%C3%B3d%C5%82a:Strona_g%C5%82%C3%B3wna
MediaWiki 1.46.0-wmf.23
first-letter
Media
Specjalna
Dyskusja
Wikiskryba
Dyskusja wikiskryby
Wikiźródła
Dyskusja Wikiźródeł
Plik
Dyskusja pliku
MediaWiki
Dyskusja MediaWiki
Szablon
Dyskusja szablonu
Pomoc
Dyskusja pomocy
Kategoria
Dyskusja kategorii
Strona
Dyskusja strony
Indeks
Dyskusja indeksu
Autor
Dyskusja autora
Kolekcja
Dyskusja kolekcji
TimedText
TimedText talk
Moduł
Dyskusja modułu
Wydarzenie
Dyskusja wydarzenia
Wikiźródła:Brudnopis
4
1341
4078586
4078376
2026-04-08T13:23:24Z
Jalokimiks
41196
/* List of leap years */
4078586
wikitext
text/x-wiki
<!-- Prosimy o nieusuwanie tej linii -->{{/Nagłówek}}
== List of leap years ==
45 BC<br>42 BC<br>39 BC<br>36 BC<br>33 BC<br>30 BC<br>27 BC<br>24 BC<br>21 BC<br>18 BC<br>15 BC<br>12 BC<br>9 BC<br>8 AD<br>12 AD<br>16 AD<br>20 AD<br>24 AD<br>28 AD<br>32 AD<br>36 AD<br>40 AD<br>60 AD<br>80 AD<br>100 AD<br>200 AD<br>300 AD<br>400 AD<br>500 AD<br>600 AD<br>700 AD<br>800 AD<br>900 AD<br>1000 AD<br>1100<br>1200<br>1300<br>1400<br>1500<br>1600<br>1696<br>1704<br>1708<br>1712<br>1716<br>1720<br>1724<br>1728<br>1732<br>1736<br>1740<br>1744<br>1752<br>1816<br>1896<br>1904<br>1908<br>1912<br>1916<br>1920<br>1924<br>1928<br>1932<br>1936<br>1940<br>1944<br>1948<br>1952<br>1956<br>1960<br>1964<br>1968<br>1972<br>1976<br>1980<br>1984<br>1988<br>1992<br>1996<br>2000<br>2004<br>2008<br>2012<br>2016<br>2020<br>2024<br>2028<br>2032<br>2036<br>2040<br>2044<br>2048<br>2052<br>2056<br>2060<br>2064<br>2068<br>2072<br>2076<br>2080<br>2084<br>2088<br>2092<br>2096<br>2104<br>2108<br>2112<br>2116<br>2120<br>2124<br>2128<br>2132<br>2136<br>2400<br>2800<br>3200<br>3600<br>6000<br>10,000<br>30,828 AD<br>275,760 AD<br>292,277,026,596 AD
o36l5tdbg7vmasrbx517m5jhbht7upi
4078880
4078586
2026-04-08T19:35:45Z
NiktWażny
34639
Wycofano edycje użytkownika [[Special:Contributions/Jalokimiks|Jalokimiks]] ([[User talk:Jalokimiks|dyskusja]]). Autor przywróconej wersji to [[User:NiktWażny|NiktWażny]].
4052888
wikitext
text/x-wiki
<!-- Prosimy o nieusuwanie tej linii -->{{/Nagłówek}}
lsv8he7wjstzt28tw5ke721tvgz17mn
Szablon:Siostrzane
10
2388
4078896
3527972
2026-04-08T22:26:20Z
Nux
149
Wikinews
4078896
wikitext
text/x-wiki
<templatestyles src="Siostrzane/style.css"/>
<div class="plainlinks tpl-sisproj">
<ul class="tpl-sisproj--main tpl-sisproj-12">
<li>
<div aria-hidden="true">[[Image:Wikipedia-logo.svg|32px|link=|Wikipedia]]</div>
<p>[[w:|'''Wikipedia''']]<br /><span class="sub">Encyklopedia</span></p>
</li>
<li>
<div aria-hidden="true">[[Image:WiktionaryPl nodesc.svg|32px|link=|Wikisłownik]]</div>
<p>[[wikt:|'''Wikisłownik''']]<br /><span class="sub">Wielojęzyczny słownik</span></p>
</li>
<li>
<div aria-hidden="true">[[Image:Wikibooks-logo.svg|32px|link=|Wikibooks]]</div>
<p>[[b:|'''Wikibooks''']]<br /><span class="sub">Wolne podręczniki</span></p>
</li>
<li>
<div aria-hidden="true">[[Image:Wikispecies-logo.svg|32px|link=|Wikispecies]]</div>
<p>[[species:Strona główna|'''Wikispecies''']]<br /><span class="sub">Katalog gatunków</span></p>
</li>
<li>
<div aria-hidden="true">[[Image:Commons-logo.svg|31px|link=|Commons]]</div>
<p>[[:c:Strona główna|'''Commons''']]<br /><span class="sub">Repozytorium mediów</span></p>
</li>
<li>
<div aria-hidden="true">[[Image:Wikiquote-logo.svg|32px|link=|Wikicytaty]]</div>
<p>[[q:|'''Wikicytaty''']]<br /><span class="sub">Kolekcja cytatów</span></p>
</li>
<li>
<div aria-hidden="true">[[File:Wikivoyage-Logo-v3-icon.svg|32px|link=|Wikivoyage]]</div>
<p>[[voy:|'''Wikipodróże''']]<br /><span class="sub">Informacje turystyczne</span></p>
</li>
<li>
<div aria-hidden="true">[[Image:Wikiversity-logo.svg|32px|link=|Wikiwersytet]]</div>
<p>[[betawikiversity:Strona Główna|'''Wikiwersytet''']]<br /><span class="sub">Wolna edukacja</span></p>
</li>
<li>
<div aria-hidden="true">[[Image:Wikidata-logo.svg|37px|link=|Wikidata]]</div>
<p>[[d:Wikidata:Strona główna|'''Wikidane''']]<br /><span class="sub">Repozytorium danych</span></p>
</li>
<li>
<div aria-hidden="true">[[Image:Wikifunctions-logo.svg|32px|link=|Wikifunkcje]]</div>
<p>[[f:|'''Wikifunkcje''']]<br /><span class="sub">Wolna biblioteka funkcji</span></p>
</li>
</ul>
<ul class="tpl-sisproj--extra">
<li>
<div aria-hidden="true">[[File:Wikimedia-logo.svg|32px|link=|]]</div>
<p>[[Wikimedia:Home/pl|'''Fundacja Wikimedia''']]<br /><span class="sub">Organizacja odpowiadająca za Wikimedia</span></p>
</li>
<li>
<div aria-hidden="true">[[Image:Wikimediapolska-logo.png|32px|link=|]]</div>
<p>[http://pl.wikimedia.org/wiki/Strona_g%C5%82%C3%B3wna '''Stowarzyszenie Wikimedia Polska''']<br /><span class="sub">Promocja polskich projektów Wikimedia</span></p>
</li>
<li>
<div aria-hidden="true">[[Image:Wikimedia Community Logo.svg|32px|link=|]]</div>
<p>[[m:Strona główna|'''Meta-Wiki''']]<br /><span class="sub">Koordynacja projektów</span></p>
</li>
</ul>
</div><noinclude>[[Kategoria:Szablony strony głównej]]</noinclude>
ab72admjoyvtua2mufqr928e00sdgnj
Strona:PL Bolesław Leśmian-Sad rozstajny.djvu/027
100
161284
4078583
4078551
2026-04-08T12:47:59Z
Draco flavus
2058
Anulowano wersję [[Special:Diff/4078551|4078551]] autorstwa [[Special:Contributions/~2026-21539-86|~2026-21539-86]] ([[User talk:~2026-21539-86|dyskusja]])
4078583
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="4" user="Lilibalu" /></noinclude>''<poem>
<big><sub>*</sub> <sup>*</sup> <sub>*</sub></big>
Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz,
Ale w innym sadzie, w innym lesie, —
Możeby inaczej zaszumiał nam las,
Wydłużony mgłami na bezkresie...
Może innych kwiatów wśród zieleni brózd
Jęłyby się dłonie, dreszczem czynne, —
Możeby upadły z niedomyślnych ust
Jakieś inne słowa — jakieś inne...
Możeby i słońce zniewoliło nas
Do spłonięcia duchem w róż kaskadzie,
Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz,
Ale w innym lesie, w innym sadzie...
</poem>''
<br /><br /><noinclude><references/></noinclude>
dpyoe8506h2vwnoyipd0jnz4q2tmks5
Autor:Jan Aleksander Karłowicz
104
206461
4078676
4069863
2026-04-08T16:01:43Z
Seboloidus
27417
ft
4078676
wikitext
text/x-wiki
{{Autorinfo
|Nazwisko=Jan Aleksander Ludwik Karłowicz
|Grafika=Jan Aleksander Karłowicz.jpg
|podpis=
|opis=Polski etnograf, muzykolog, językoznawca i folklorysta.
|back=K
|tłumacz=K
}}
== Teksty ==
* [[Opis ziem zamieszkanych przez Polaków/Tom I/Rys ludoznawczy|Rys ludoznawczy]] – część dzieła zbiorowego ''[[Opis ziem zamieszkanych przez Polaków]]''
* [[Sierota w pieśniach ludu]]
* [[Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX/Izydor Kopernicki|Izydor Kopernicki]], w ''[[Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX|Albumie biograficznym zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX]]''.
* [[Niezałatwiona kwestia kwestya kwestyja kwestja ortograficzna]]
== Przekłady ==
* [[Dzieje stosunku wiary do rozumu]] – ''[[Autor:John William Draper|John William Draper]]''
{{PD-old-autor|Karłowicz, Jan Aleksander}}
{{DEFAULTSORT:Karłowicz, Jan Aleksander}}
[[Kategoria:Etnografowie]]
[[Kategoria:Folkloryści]]
[[Kategoria:Jan Aleksander Karłowicz|*]]
[[Kategoria:Językoznawcy]]
[[Kategoria:Muzykolodzy]]
9raw7kfxpi4rqd8qma0qxkdol063bvx
Szablon:PAGES NOT PROOFREAD
10
292653
4078941
4078470
2026-04-09T06:57:35Z
SodiumBot
37548
Unattended update of statistics templates
4078941
wikitext
text/x-wiki
322706
80oshd22wucbc9nzw54tpu3olfqlzyi
Szablon:ALL PAGES
10
292654
4078942
4078471
2026-04-09T06:57:45Z
SodiumBot
37548
Unattended update of statistics templates
4078942
wikitext
text/x-wiki
1006015
jyzwd7x9h0m919q8wwgymxmobcys9nb
Szablon:PR TEXTS
10
292655
4078943
4078472
2026-04-09T06:57:55Z
SodiumBot
37548
Unattended update of statistics templates
4078943
wikitext
text/x-wiki
263743
2daicdj9c8rl167l0stskgjycpv2x1g
Szablon:ALL TEXTS
10
292656
4078944
4078473
2026-04-09T06:58:05Z
SodiumBot
37548
Unattended update of statistics templates
4078944
wikitext
text/x-wiki
266210
nz96yb55ig5rgurzafdx7hnhe22g3k2
Szablon:IndexPages/Matejko (Witkiewicz)
10
304546
4078775
4078313
2026-04-08T18:09:14Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078775
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>351</pc><q4>162</q4><q3>20</q3><q2>0</q2><q1>127</q1><q0>42</q0>
h2hvap4rk3t99u4pi17q3p9niz7knmw
4078871
4078775
2026-04-08T19:09:21Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078871
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>351</pc><q4>163</q4><q3>19</q3><q2>0</q2><q1>127</q1><q0>42</q0>
f9eq1sbzpvoir09dvemg8wynl24ptyl
Szablon:IndexPages/Nauczanie języka polskiego (Biliński)
10
305044
4078945
2677318
2026-04-09T07:09:13Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078945
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>189</pc><q4>11</q4><q3>13</q3><q2>0</q2><q1>164</q1><q0>1</q0>
08pz93325nxf17gs9qatoillgx2r4cx
Na słup kamienny
0
313281
4078719
4040027
2026-04-08T17:02:28Z
PG
3367
drobne redakcyjne
4078719
wikitext
text/x-wiki
{{DisambigT}}
* Na słup kamienny – fraszka [[Autor:Jan Kochanowski|Jana Kochanowskiego]]:
** [[Na słup kamienny (Kochanowski, 1803)|wydanie z 1803 roku]] – ze zbioru ''[[Jana Kochanowskiego dzieła polskie (1803)|Jana Kochanowskiego dzieła polskie]]''
** [[Na słup kamienny (Kochanowski, 1857)|wydanie z 1857 roku]] – ze zbioru ''[[Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego]]''
** [[Na słup kamienny (Kochanowski, 1882)|wydanie z 1882 roku]] – ze zbioru ''[[Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego (1882)|Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego]]''
** [[Na słup kamienny (Kochanowski, 1883)|wydanie z 1883 roku]] – ze zbioru ''[[Fraszki (Kochanowski, 1883)|Fraszki]]''
** [[Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/Fraszki/Księgi III/Na słup kamienny|wydanie z 1919 roku]] – ze zbioru ''[[Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)|Jana Kochanowskiego Dzieła polskie]]''
1z14v90o8jfpjohxesxcwr3jlnu9x35
Nagrobek dwiema braciej
0
313282
4078718
4040023
2026-04-08T17:01:56Z
PG
3367
drobne redakcyjne
4078718
wikitext
text/x-wiki
{{DisambigT}}
* Nagrobek dwiema braciej – fraszka [[Autor:Jan Kochanowski|Jana Kochanowskiego]]:
** [[Nagrobek dwiema braciey (Kochanowski, 1803)|wydanie z 1803 roku]] – ze zbioru ''[[Jana Kochanowskiego dzieła polskie (1803)|Jana Kochanowskiego dzieła polskie]]''
** [[Nagrobek dwiema braciej (Kochanowski, 1857)|wydanie z 1857 roku]] – ze zbioru ''[[Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego]]''
** [[Nagrobek dwiema braciej (Kochanowski, 1882)|wydanie z 1882 roku]] – ze zbioru ''[[Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego (1882)|Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego]]''
** [[Nagrobek dwiema braciej (Kochanowski, 1883)|wydanie z 1883 roku]] – ze zbioru ''[[Fraszki (Kochanowski, 1883)|Fraszki]]''
** [[Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/Fraszki/Księgi III/Nagrobek dwiema braciej|wydanie z 1919 roku]] – ze zbioru ''[[Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)|Jana Kochanowskiego Dzieła polskie]]''
pgc91uszdmogd38kb4aw4brpl7k23p2
O mądrości
0
313285
4078717
4040015
2026-04-08T17:01:27Z
PG
3367
drobne redakcyjne
4078717
wikitext
text/x-wiki
{{DisambigT}}
* O mądrości – fraszka [[Autor:Jan Kochanowski|Jana Kochanowskiego]]:
** [[O Mądrości (Kochanowski, 1803)|wydanie z 1803 roku]] – ze zbioru ''[[Jana Kochanowskiego dzieła polskie (1803)|Jana Kochanowskiego dzieła polskie]]''
** [[O mądrości (Kochanowski, 1857)|wydanie z 1857 roku]] – ze zbioru ''[[Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego]]''
** [[O mądrości (Kochanowski, 1882)|wydanie z 1882 roku]] – ze zbioru ''[[Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego (1882)|Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego]]''
** [[O mądrości (Kochanowski, 1883)|wydanie z 1883 roku]] – ze zbioru ''[[Fraszki (Kochanowski, 1883)|Fraszki]]''
** [[Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/Fraszki/Księgi III/O mądrości|wydanie z 1919 roku]] – ze zbioru ''[[Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)|Jana Kochanowskiego Dzieła polskie]]''
mis40xx4idyiuxm7mfew9leky7115fv
Nagrobek Gąsce
0
313286
4078716
4040006
2026-04-08T17:00:48Z
PG
3367
drobne redakcyjne
4078716
wikitext
text/x-wiki
{{disambig}}
* Nagrobek Gąsce – fraszka [[Autor:Jan Kochanowski|Jana Kochanowskiego]]:
** [[Nagrobek Gąsce (Kochanowski, 1803)|wydanie z 1803 roku]] – ze zbioru ''[[Jana Kochanowskiego dzieła polskie (1803)|Jana Kochanowskiego dzieła polskie]]''
** [[Nagrobek Gąsce (Kochanowski, 1857)|wydanie z 1857 roku]] – ze zbioru ''[[Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego]]''
** [[Nagrobek Gąsce (Kochanowski, 1882)|wydanie z 1882 roku]] – ze zbioru ''[[Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego (1882)|Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego]]''
** [[Nagrobek Gąsce (Kochanowski, 1883)|wydanie z 1883 roku]] – ze zbioru ''[[Fraszki (Kochanowski, 1883)|Fraszki]]''
** [[Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/Fraszki/Księgi III/Nagrobek Gąsce|wydanie z 1919 roku]] – ze zbioru ''[[Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)|Jana Kochanowskiego Dzieła polskie]]''
* Temuż – fraszka [[Autor:Jan Kochanowski|Jana Kochanowskiego]]:
** [[Temuż II (Kochanowski, 1803)|wydanie z 1803 roku]] – ze zbioru ''[[Jana Kochanowskiego dzieła polskie (1803)|Jana Kochanowskiego dzieła polskie]]''
** [[Temuż II (Kochanowski, 1857)|wydanie z 1857 roku]] – ze zbioru ''[[Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego]]''
** [[Temuż II (Kochanowski, 1882)|wydanie z 1882 roku]] – ze zbioru ''[[Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego (1882)|Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego]]''
** [[Temuż II (Kochanowski, 1883)|wydanie z 1883 roku]] – ze zbioru ''[[Fraszki (Kochanowski, 1883)|Fraszki]]''
** [[Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/Fraszki/Księgi III/Nagrobek Gąsce. Temuż|wydanie z 1919 roku]] – ze zbioru ''[[Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)|Jana Kochanowskiego Dzieła polskie]]''
te3jl1q2lno164gk2bodkw87hp19d3k
Człowiek Boże igrzysko
0
313293
4078715
4039995
2026-04-08T17:00:06Z
PG
3367
drobne redakcyjne
4078715
wikitext
text/x-wiki
{{disambigT}}
* Człowiek Boże igrzysko – fraszka [[Autor:Jan Kochanowski|Jana Kochanowskiego]]:
** [[Człowiek Boże igrzysko (Kochanowski, 1803)|wydanie z 1803 roku]] – ze zbioru ''[[Jana Kochanowskiego dzieła polskie (1803)|Jana Kochanowskiego dzieła polskie]]''
** [[Człowiek boże igrzysko|wydanie z 1857 roku]] – ze zbioru ''[[Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego]]''
** [[Człowiek boże igrzysko (Kochanowski, 1882)|wydanie z 1882 roku]] – ze zbioru ''[[Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego (1882)|Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego]]''
** [[Człowiek Boże igrzysko (Kochanowski, 1883)|wydanie z 1883 roku]] – ze zbioru ''[[Fraszki (Kochanowski, 1883)|Fraszki]]''
** [[Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/Fraszki/Księgi III/Człowiek Boże igrzysko|wydanie z 1919 roku]] – ze zbioru ''[[Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)|Jana Kochanowskiego Dzieła polskie]]''
6ii3qh3r6g51j5a7ka5v4eeub5w6v81
Nagrobek koniowi
0
313294
4078714
4039990
2026-04-08T16:59:33Z
PG
3367
drobne redakcyjne
4078714
wikitext
text/x-wiki
{{DisambigT}}
* Nagrobek koniowi – fraszka [[Autor:Jan Kochanowski|Jana Kochanowskiego]]:
** [[Nagrobek Koniowi (Kochanowski, 1803)|wydanie z 1803 roku]] – ze zbioru ''[[Jana Kochanowskiego dzieła polskie (1803)|Jana Kochanowskiego dzieła polskie]]''
** [[Nagrobek koniowi (Kochanowski, 1857)|wydanie z 1857 roku]] – ze zbioru ''[[Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego]]''
** [[Nagrobek koniowi (Kochanowski, 1882)|wydanie z 1882 roku]] – ze zbioru ''[[Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego (1882)|Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego]]''
** [[Nagrobek koniowi (Kochanowski, 1883)|wydanie z 1883 roku]] – ze zbioru ''[[Fraszki (Kochanowski, 1883)|Fraszki]]''
** [[Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/Fraszki/Księgi III/Nagrobek koniowi|wydanie z 1919 roku]] – ze zbioru ''[[Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)|Jana Kochanowskiego Dzieła polskie]]''
26ho2ewn0h9691o7qrj7i40yb5xyrsa
Nagrobek Hannie Spinkowej od męża
0
313301
4078713
4039971
2026-04-08T16:58:50Z
PG
3367
drobne redakcyjne
4078713
wikitext
text/x-wiki
{{DisambigT}}
* Nagrobek Hannie Spinkowej od męża – fraszka [[Autor:Jan Kochanowski|Jana Kochanowskiego]]:
** [[Nagrobek Hannie Spink: od męża (Kochanowski, 1803)|wydanie z 1803 roku]] – ze zbioru ''[[Jana Kochanowskiego dzieła polskie (1803)|Jana Kochanowskiego dzieła polskie]]''
** [[Nagrobek Hannie Spink. od męża|wydanie z 1857 roku]] – ze zbioru ''[[Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego]]''
** [[Nagrobek Hannie Spink. od męża (Kochanowski, 1882)|wydanie z 1882 roku]] – ze zbioru ''[[Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego (1882)|Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego]]''
** [[Nagrobek Hannie Spinkowej od męża (Kochanowski, 1883)|wydanie z 1883 roku]] – ze zbioru ''[[Fraszki (Kochanowski, 1883)|Fraszki]]''
** [[Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/Fraszki/Księgi III/Nagrobek Hannie Spinkowej od męża|wydanie z 1919 roku]] – ze zbioru ''[[Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)|Jana Kochanowskiego Dzieła polskie]]''
cnqysupoorl6ua3v3dai1d31oh6npkd
Strona:Stanisław Witkiewicz-Matejko.djvu/147
100
473140
4078729
3809292
2026-04-08T17:16:29Z
Zbigad1970
39748
/* Uwierzytelniona */ lit.
4078729
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="4" user="Zbigad1970" /></noinclude>staje się teraz źródłem, z którego on czerpie możność dalszej nad obrazem pracy.
[[Plik:Jan Matejko p0147 - Szkic do 'Bolesława Śmiałego'.png|thumb|220px|left|{{c|w=85%|102. Szkic do »Bolesława Śmiałego«. (Fot. A. Pawlikowski.)|table}}]]
Pamięć ta może być przygnieciona innemi wrażeniami, chwilowe wyczerpanie jej pod wpływem znużenia zdaje się ją usuwać całkowicie i bezpowrotnie, lecz uwaga i wola kojarzy rozmaite czynniki psychiczne, które ją dobywają na wierzch, stawiając przed wzrokiem świadomości napowrót pierwotny obraz. Ta to siła pozwala malarzom dokonywać olbrzymich dzieł, które wymagają niekiedy długich lat czasu, tą siłą działał geniusz Michała Anioła, uwięziony pod sklepieniem Sykstyny — dzięki niej, mógł Matejko utrzymać się w tak niezachwianym stanie duszy aż do ostatniego pociągnięcia pędzla, malując {{roz|Skargę}} lub {{roz|Rejtan}}a. Wogóle, bez tej siły, dla człowieka takiego, jakim on jest dzisiaj, niedostępnemby było dokonanie dzieła sztuki, działającej tak złożonymi pierwiastkami, jak malarstwo, nie możebnemby było skoordynowanie formy, światła, barwy w całość, będącą zupełnym wyrazem duszy twórcy.<br />{{***}}
{{tab}}Forma w malarstwie ma dwa wymiary rzeczywiste, trzeci wytwarza się w wyobraźni widza przez wyzyskanie jego pamięci wrażeń wzrokowych i jego pojęć o przestrzeni, przy pomocy linii i perspektywy światła i barwy. Ściśle biorąc, malarstwo działa tylko płaskiemi plamami, których kształt i wielkość, ustosunkowane na płaszczyźnie płótna odpowiednio do tonów świetlnych i barwnych, powstających na rzeczywistych bryłach, dają obraz wypukłości i przestrzeni. Sylweta ludzkiej postaci, wypełniona plamami, {{pp|odpowiada|jącemi}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
9r5zp2mggf70wlxzs54qdlwar3n61a2
Strona:Stanisław Witkiewicz-Matejko.djvu/148
100
473145
4078754
3809296
2026-04-08T17:40:31Z
Zbigad1970
39748
/* Uwierzytelniona */ lit.
4078754
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="4" user="Zbigad1970" /></noinclude>{{pk|odpowiada|jącemi}} różnym szczegółom tej postaci, oświetlonym z pewnego punktu, daje złudzenie ludzkiego kształtu trójwymiarowego.
I nawet rysując liniami formę przedmiotów, działa się na świadomość widza przez wykreślenie sylwety rozmaitych płaszczyzn, składających się na całość kształtu przedmiotu.
[[Plik:Jan Matejko p0148 - Bolesław Śmiały i Św. Stanisław (r. 1887).png|thumb|360px|right|{{c|w=85%|103. Bolesław Śmiały i Św. Stanisław (r. 1887.) (Fot. A. Szubert.)|table}}]]
Lecz na zachowaniu kształtu rzeczy nie kończy się rola formy w malarstwie, przez wzrok do świadomości dostaje się olbrzymi świat wrażeń, które, po największej części, zależne są od formy widzianego zjawiska. I jak w rzeczywistości nie tylko pojedyncze rzeczy, lecz i ich związki między sobą stanowią składniki wzrokowego wrażenia — tak samo jest w malarstwie. Nie tylko kształt różnych wiadomych przedmiotów jest zadaniem rysunku, ponad tem jest jeszcze forma obrazu, forma całości zjawiska, która bywa nieraz ważniejszą od tego, czy pewne jego szczegóły są mniej lub bardziej ściśle narysowane.<br />
{{tab}}Formą są ogólne linie obrazu, wynikające z kształtu sylwet przedmiotów i ich wzajemnych stosunków, formą wydobywa się charakter rzeczy i istot żywych, ich ruch i ich bezwład, całość ich życia aż do najsubtelniejszych przejawów uczuć i stanów duszy, które wyrażają się odchyleniami kształtów, nie dającemi się ująć w słowa i wydobywanemi tylko przy pomocy najsubtelniejszej wrażliwości wzroku i najdoskonalszej precyzyi ruchów ręki.<br /><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
lobkn7k71mzi0s1rv25tn5ifdb2e4nl
Strona:Stanisław Witkiewicz-Matejko.djvu/149
100
473150
4078772
3810190
2026-04-08T18:06:40Z
Zbigad1970
39748
/* Uwierzytelniona */
4078772
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="4" user="Zbigad1970" /></noinclude>[[Plik:Jan Matejko p0149 - Bolesław Rogatka (r. 1877).png|thumb|280px|right|{{c|w=85%|104. Bolesław Rogatka (r. 1877.) (Fot. A. Szubert.)|table}}]] {{tab}}Ten właśnie najsubtelniejszy przejaw kształtu był punktem wyjścia twórczości Matejki. Wydobyć z możliwą siłą indywidualny charakter danego człowieka i, z również wielką potęgą i prawdą, oddać wyraz jego uczuć, jego stanu duszy w danej chwili i pod wpływem danych zdarzeń — oto to zagadnienie, które było najistotniejszym fermentem jego wyobraźni i rzeczywistą treścią jego obrazów. Były one nie tylko ilustracyą pewnej historycznej chwili z dziejów Polski, ich zagadnienie artystyczne polegało na rozwiązaniu pewnego zagadnienia psychologicznego, pewnego stosunku uczuciowego i myślowego między ludźmi, zapełniającymi obraz, były one wyrazem sił psychicznych i życia indywidualnego, jego harmonii lub sprzeczności z życiem tłumów.<br>
{{tab}}Jak w rzeczywistości, tak i w malarstwie życie człowieka uzewnętrznia<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
pde3utyr1snhfq8ba38mdnxbacme9yr
Strona:Stanisław Witkiewicz-Matejko.djvu/150
100
473160
4078853
3810194
2026-04-08T18:44:37Z
Zbigad1970
39748
/* Uwierzytelniona */ int.
4078853
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="4" user="Zbigad1970" /></noinclude>się jego typem, charakterem indywidualnym, wyrazem i ruchem.
[[Plik:Jan Matejko p0150 - Portret J. Szujskiego (r. 1886).png|thumb|240px|{{tns|right|left}}|{{c|w=85%|105. Portret J. Szujskiego (r. 1886.) (Fot. J. Mien.)|table}}]]
Ruch, gest służy nie tylko do wykonywania pewnych czynności, lecz również do wyrażania uczuć. Różne rasy w rozmaitym stopniu używają gestu, dla dopełnienia wyrazu uczuć i uzupełnienia wypowiadanej myśli. Między gwałtownością, wyrazistością i nieustannością gestów Włocha, a bezwładem, bezruchem i spokojem Niemca leży przepaść. Każda rasa ma swój temperament, który się wyraża siłą, rozmachem i szybkością ruchów. Można powiedzieć, że łuk, który zakreśla ręka człowieka, proporcyonalny jest do jego temperamentu indywidualnego i rasowego. Gestykulacya włoska, razem z włoską sztuką, stała się dla całej sztuki europejskiej wzorem, który ujęły w kanony i wykładały wszystkie szkoły i akademie, złączywszy go jeszcze z zasadą piękności ruchów, pewnego zaokrąglenia linii ciała i członków i hamowania gestów, rzekomo wymaganego przez klasyczną sztukę. Z tego się urodziły te szematyczne, konwencyonalne, ujęte w pewien rytm, dla wszystkich jednaki, ruchy, które panowały w tak zwanej {{Rozstrzelony|poważnej}} sztuce, a specyalnie {{Rozstrzelony|w malarstwie historyczne}}m. Szematy te narzucały się wszystkim rasom: Francuz, Niemiec, Polak, Rosyanin przedrzeźniali mimikę i gestykulacyę włoską, miarkowaną klasyczno–szkolnym kanonem, to jest pewnym konwencyonalnym gestem, jednakim dla wszystkich.<br>
{{tab}}Sztuka miała cele i dążenia poza {{Rozstrzelony|indywidualną duszą}}artysty, który nią władał. Nie służyła ona do wyrażenia tej duszy, tylko do spełnienia zagadnień, leżących poza nią, wydedukowanych z fałszywego pojęcia psychologii sztuki i niezrozumienia sztuki greckiej, z której zrobiono wzór i którą powołano na cenzora i policyanta, utrzymującego prawomyślność i porządek w świecie twórczości artystycznej. Forma tej sztuki miała być jedyną formą, jaką należało posługiwać się i, wzorując się na niej, do konwencyonalnego, urobionego w szkołach ruchu i wyrazu dodano draperye, które łączyły się<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
t9c6yyy7w9f744rimaq2zuelmfnncdp
Wikiskryba:Fallaner
2
487315
4078855
4078336
2026-04-08T18:45:36Z
Fallaner
12005
/* PROFREAD */ -1
4078855
wikitext
text/x-wiki
{| class="wikitable" style="float:right; margin: 0"
|-
| {{User language|pl|N}}
|-
| {{User language|en|3}}
|-
| {{User language|la|1}}
|-
| {{User admin}}
|-
| {{User admin Wikipedia}}
|-
| {{User commons}}
|-
| {{User email}}
|-
| {{user ZT|s|2022-08|2022-09|2022-10}}
|}
{|style="width: 70%; margin: 0 "
|| [[Plik:Bouncywikilogo.gif]] ||
|}
{{clear}}
__NOTOC__
{| align="center"
|style="vertical-align:top;"|
{| align="left"
|+ {{f*|'''Przybornik'''|font=Comic Sans MS}}
|style="text-align:left; vertical-align:top;"|
✽ [[:Kategoria:Skany zawierające grafikę]]<br>
✽ [[Wikiskryba:Fallaner/Orkan ujednoznacznienia|Orkan ujednoznacznienia]]<br>
✽ [[Wikiskryba:Fallaner/Tips&Tricks|Tips&Tricks]]<br>
✽ [https://pl.wikisource.org/w/index.php?title=Specjalna:Nieprzejrzane_strony&offset=&limit=200&namespace=0&level=0&category=Władysław+Orkan Orkan Nieprzejrzane strony]<br>
✽ {{f*|Najstarsze indeksy: [[Wikiskryba:Joanna Le/brudnopis/Najstarsze indeksy 2010|2010]] ✽ [[Wikiskryba:Joanna Le/brudnopis/Najstarsze indeksy 2011|2011]] ✽ [[Wikiskryba:Joanna Le/brudnopis/Najstarsze indeksy 2012|2012]]}}<br>
✽ [[Wikiźródła:Wikiprojekt Uzupełnianie skanów|Wikiprojekt Uzupełnianie skanów]]
✽ [[Indeks:F. Antoni Ossendowski - Huculszczyzna.djvu|Huculszczyzna: Gorgany i Czarnohora]]<br>
✽ [[Pomoc:Zamknięcie projektu|Zamknięcie projektu]]<br>
✽ Do sprawdzenia:
:[[Indeks:PL F.Messner - Jak strzedz się chorób zaraźliwych dyfterya tyfus, szkarlatyna, suchoty płucne, odra, cholera, zimnica, ospa i.t.p.pdf|Jak strzedz się chorób zaraźliwych]] – Kim był F.Messner?
|}
|style="width: 10%;|
|
{| align="right"
|{{c|'''Proofread 2025'''|font=Comic Sans MS}}{{c|w=85%|(nad kolumnami liczba tekstów<br>ukończonych w 2025 roku)|h=85%}}
|
|-
|style="vertical-align:top;"|
<timeline>
ImageSize = width:480 height:400
PlotArea = left:60 right:20 top:20 bottom:40
TimeAxis = orientation:vertical
AlignBars = late
Colors =
id:linegrey value:gray(0.85)
id:cobar value:rgb(0.6,0.9,0.6)
id:cobar2 value:red
DateFormat = yyyy
Period = from:0 till:400
ScaleMajor = unit:year increment:50 start:0 gridcolor:linegrey
TextData =
pos:(30,20) textcolor:black fontsize:S
text:
PlotData =
bar:2009 color:cobar2 width:1 from:0 till:2 width:20
bar:2010 color:cobar width:1 from:0 till:37 width:20
bar:2010 color:cobar2 width:1 from:0 till:36 width:20
bar:2011 color:cobar width:1 from:0 till:36 width:20
bar:2011 color:cobar2 width:1 from:0 till:35 width:20
bar:2012 color:cobar2 width:1 from:0 till:26 width:20
bar:2013 color:cobar2 width:1 from:0 till:86 width:20
bar:2014 color:cobar width:1 from:0 till:68 width:20
bar:2014 color:cobar2 width:1 from:0 till:67 width:20
bar:2015 color:cobar width:1 from:0 till:126 width:20
bar:2015 color:cobar2 width:1 from:0 till:122 width:20
bar:2016 color:cobar width:1 from:0 till:149 width:20
bar:2016 color:cobar2 width:1 from:0 till:146 width:20
bar:2017 color:cobar width:1 from:0 till:134 width:20
bar:2017 color:cobar2 width:1 from:0 till:132 width:20
bar:2018 color:cobar width:1 from:0 till:277 width:20
bar:2018 color:cobar2 width:1 from:0 till:275 width:20
bar:2019 color:cobar width:1 from:0 till:292 width:20
bar:2019 color:cobar2 width:1 from:0 till:289 width:20
bar:2020 color:cobar width:1 from:0 till:297 width:20
bar:2020 color:cobar2 width:1 from:0 till:283 width:20
bar:2021 color:cobar width:1 from:0 till:288 width:20
bar:2021 color:cobar2 width:1 from:0 till:276 width:20
bar:2022 color:cobar width:1 from:0 till:163 width:20
bar:2022 color:cobar2 width:1 from:0 till:157 width:20
bar:2023 color:cobar width:1 from:0 till:172 width:20
bar:2023 color:cobar2 width:1 from:0 till:151 width:20
bar:2024 color:cobar width:1 from:0 till:191 width:20
bar:2024 color:cobar2 width:1 from:0 till:158 width:20
bar:2025 color:cobar width:1 from:0 till:356 width:20
bar:2025 color:cobar2 width:1 from:0 till:312 width:20
PlotData=
bar:2009 at: 4 fontsize:S text: 0 shift:(-5,5) textcolor:black
bar:2010 at: 39 fontsize:S text: 1 shift:(-5,5) textcolor:black
bar:2011 at: 38 fontsize:S text: 1 shift:(-5,5) textcolor:black
bar:2012 at: 28 fontsize:S text: 0 shift:(-5,5) textcolor:black
bar:2013 at: 88 fontsize:S text: 0 shift:(-5,5) textcolor:black
bar:2014 at: 70 fontsize:S text: 1 shift:(-5,5) textcolor:black
bar:2015 at: 128 fontsize:S text: 4 shift:(-5,5) textcolor:black
bar:2016 at: 151 fontsize:S text: 3 shift:(-5,5) textcolor:black
bar:2017 at: 136 fontsize:S text: 2 shift:(-5,5) textcolor:black
bar:2018 at: 279 fontsize:S text: 2 shift:(-5,5) textcolor:black
bar:2019 at: 294 fontsize:S text: 3 shift:(-5,5) textcolor:black
bar:2020 at: 299 fontsize:S text: 14 shift:(-5,5) textcolor:black
bar:2021 at: 290 fontsize:S text: 12 shift:(-5,5) textcolor:black
bar:2022 at: 165 fontsize:S text: 6 shift:(-5,5) textcolor:black
bar:2023 at: 174 fontsize:S text: 21 shift:(-5,5) textcolor:black
bar:2024 at: 193 fontsize:S text: 33 shift:(-5,5) textcolor:black
bar:2025 at: 358 fontsize:S text: 44 shift:(-5,5) textcolor:black
</timeline>
|-
|{{c|w=60%|'''Uwaga!''' W obliczeniach nie uwzględniono kategorii:<br>Indeksy wielojęzyczne i w wielu projektach<br>oraz Indeksy niekompletne lub z problemami<br>'''rok 2009''' pozostały 2 teksty}}
|-
|{{c|'''ZOBACZ: [[Wikiskryba:Fallaner/Proofread|Proofread 2017–2025]]'''|w=80%}}
|}
|}
== '''[[Wikiźródła:Wikiprojekt Proofread|PROFREAD]]''' ==
{| width=100% class="wikitable sortable"
!width=40%|Tytuł
!width=23%|Autor
!width=5%|Strony
!width=20%|Uwagi
!width=10%|Start
!Stan
!
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf
|tytuł=Obrazek z objawów życia Zbawiciela w Kościele św. Katolickim
|autor=Rafał Kalinowski
|uwagi=
|start=2026-04-07
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Hadaczek Slady epoki tak zwanej archaiczno-mykenskiej.pdf
|tytuł=Ślady epoki tak zwanej archaiczno-mykeńskiej we wschodniej Galicji
|autor=Karol Hadaczek
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-09-26
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Pisma V (Aleksander Świętochowski)
|tytuł=Pisma V
|autor=Aleksander Świętochowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-09-21
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Miodonski Czas powstania historyi Florusa.pdf
|tytuł=Czas powstania historyi Florusa
|autor=Adam Miodoński
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-02-06
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Władysław Junosza-Szaniawski - Wujaszek.djvu
|tytuł=Wujaszek
|autor=Władysław Junosza-Szaniawski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2026-04-01
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Miodonski O świadectwie duszy.pdf
|tytuł=„O świadectwie duszy“ Tertuliana
|autor=Adam Miodoński
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-02-10
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Sekreta różne
|tytuł=Sekreta różne
|autor=Anonimowy
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2017-01-26
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks= Pogrzeb O. Wacława Nowakowskiego Czas (12 stycznia 1903).pdf
|tytuł= Pogrzeb Wacława Nowakowskiego (Czas)
|autor=anonimowy
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2026-03-30
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks= Nekrolog Wacław Nowakowski Czas (9 stycznia 1903).pdf
|tytuł= Nekrolog Wacława Nowakowskiego (Czas)
|autor=anonimowy
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2026-03-20
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Hugo Zapałowicz - Zdarzenie w Tatrach.djvu
|tytuł=Zdarzenie w Tatrach
|autor=Hugo Zapałowicz
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-03-19
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Walery Eljasz-Radzikowski - O nazwie Morskiego Oka w Tatrach.djvu
|tytuł=O nazwie Morskiego Oka w Tatrach
|autor=Walery Eljasz-Radzikowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-10-03
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks= Wspomnienie pośmiertne O. Wacław Nowakowski Głos Narodu (11 stycznia 1903).pdf
|tytuł= Wspomnienie pośmiertne Wacława Nowakowskiego (Głos Narodu)
|autor=Juliusz Jejde
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2026-03-16
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Hoesick - Napoleon I i Józef Elsner.pdf
|tytuł=Napoleon I i Józef Elsner
|autor=[[Autor:Ferdynand Hoesick|Ferdynand Hoesick]], [[Autor:Józef Elsner|Józef Elsner]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-10-02
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski - Wykaz zniesionych kościołów, kaplic i klasztorów w Krakowie.pdf
|tytuł=Wykaz zniesionych kościołów, kaplic i klasztorów w Krakowie
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2026-03-12
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Kazimierz Ehrenberg - Gwiazda przewodnia.djvu
|tytuł=Gwiazda przewodnia
|autor=Kazimierz Ehrenberg
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-11-30
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Karol Irzykowski - Małżeństwa koleżeńskie.pdf
|tytuł=Małżeństwa koleżeńskie
|autor=Karol Irzykowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-11-11
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Abstrakty z konferencji Etnobiologia w Polsce.pdf
|tytuł= Abstrakty z konferencji Etnobiologia w Polsce
|autor=[[Autor:Artur Adamczak|Artur Adamczak]], [[Autor:Agnieszka Gryszczyńska|Agnieszka Gryszczyńska]], [[Autor:Waldemar Buchwald|Waldemar Buchwald]], [[Autor:Manel Barrachina|Manel Barrachina]], [[Autor:Anna Forycka|Anna Forycka]], [[Autor:Waldemar Buchwald|Waldemar Buchwald]], [[Autor:Piotr Klepacki|Piotr Klepacki]], [[Autor:Monika Kujawska|Monika Kujawska]], [[Autor:Karolina Konieczna|Karolina Konieczna]], [[Autor:Łukasz Łuczaj|Łukasz Łuczaj]], [[Autor:Joanna Sosnowska|Joanna Sosnowska]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-08-09
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Edward Szalit - Mały katechizm higjeniczny dla ludu wiejskiego.djvu
|tytuł=Mały katechizm higjeniczny dla ludu wiejskiego
|autor=Edward Szalit
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-02-27
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL O. Rafał Kalinowski - Cześć Matki Boskiej w Karmelu Polskim.pdf
|tytuł=Cześć Matki Boskiej w Karmelu Polskim
|autor=Rafał Kalinowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2026-01-10
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Z izby sądowej (Nowa Reforma, 1896).djvu
|tytuł=Z izby sądowej
|autor=anonimowy
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2026-01-07
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski - Główna przyczyna upadku Unji religijnej i konieczność jej odnowienia.pdf
|tytuł=Główna przyczyna upadku Unji religijnej i konieczność jej odnowienia
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2026-01-06
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Aleksander Świętochowski - Aleksander Głowacki (Bolesław Prus).djvu
|tytuł=Aleksander Głowacki (Bolesław Prus)
|autor=Aleksander Świętochowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-12-06
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski - Kalinowski, Karmelita
|tytuł=Kalinowski, Karmelita
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2026-01-02
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Adam Nowicki - Ostatnia kochanka Franciszka Józefa.pdf
|tytuł=Ostatnia kochanka Franciszka Józefa
|autor=Adam Nowicki
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-10-02
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski - Kościół i Klasztor OO. Franciszkanów w Kownie (na Żmudzi).pdf
|tytuł=Kościół i Klasztor OO. Franciszkanów w Kownie (na Żmudzi)
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-12-27
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Teodor Dunin - O habitualnem zaparciu stolca, jego przyczynach i leczeniu.djvu
|tytuł=O habitualnem zaparciu stolca, jego przyczynach i leczeniu.
|autor=Teodor Dunin
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-11-26
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Jean-Joseph Huguet - Wstawienie się Ojca św. Piusa IX.pdf
|tytuł= Wstawienie się Ojca św. Piusa IX
|autor=[[Autor:Jean-Joseph Huguet|Jean-Joseph Huguet]], [[Autor:Józef Siekanowicz|Józef Siekanowicz]], [[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-11-30
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Nemezys (Waleria Marrené)
|tytuł=Nemezys
|autor=Waleria Marrené
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-04-24
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks= Klepsydra Wacław Nowakowski.pdf
|tytuł= Klepsydra Wacława Nowakowskiego
|autor=Anonimowy
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-11-29
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Zgon redaktora Kazimierza Ehrenberga (Express Poranny, 1932).djvu
|tytuł=Zgon redaktora Kazimierza Ehrenberga
|autor=Anonimowy
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-11-23
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Prawda o Sowietach (1937).pdf
|tytuł=Prawda o Sowietach
|uwagi= {{c|✽}}
|autor=Franciszak Alachnowicz
|start=2023-11-04
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks= Nekrolog Wacław Nowakowski Kurier Krakowski (11 stycznia 1903).pdf
|tytuł= Nekrolog Wacława Nowakowskiego (Kurier Krakowski)
|autor=Anonimowy
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-11-16
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Edmund Krzymuski - O odpowiedzialności karnej zwierząt.djvu
|tytuł=O odpowiedzialności karnej zwierząt
|autor=Edmund Krzymuski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-08-07
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski - Kościół i klasztor PP. Franciszkanek w Zawichoście.pdf
|tytuł=Kościół i klasztor PP. Franciszkanek w Zawichoście
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-11-13
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Leblanc - Arsen Lupin w walce z Sherlockiem Holmesem.djvu
|tytuł=Arsen Lupin w walce z Sherlockiem Holmesem
|autor=Maurice Leblanc
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-05-20
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Bogumił Hoff - Wyprawa po skarby w Tatrach.djvu
|tytuł=Wyprawa po skarby w Tatrach
|autor=Bogumił Hoff
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-12-12
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Antoni Potocki - Żyd w wiosce.djvu
|tytuł=Żyd w wiosce
|autor=Antoni Potocki
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-01-13
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Józef Starkman - Cholera.pdf
|tytuł=Cholera
|autor=Józef Starkman
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-03-14
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Jan Jeleński - Żydzi na wsi.djvu
|tytuł=Żydzi na wsi
|autor=Jan Jeleński
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-08-14
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski - Modlitwy podczas Mszy św. żałobnej.pdf
|tytuł=Modlitwy podczas Mszy św. żałobnej
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-11-08
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Leon Blumenstok-Halban - O śmierci z gazu kloacznego.djvu
|tytuł=O śmierci z gazu kloacznego
|autor=Leon Blumenstok-Halban
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-10-17
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Kazimierz Laskowski - Poradnik dla dłużników.djvu
|tytuł=Poradnik dla dłużników
|autor=Kazimierz Laskowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2021-02-15
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Wacław Sieroszewski - Za kręgiem polarnym.pdf
|tytuł=Za kręgiem polarnym
|autor=Wacław Sieroszewski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-11-03
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Leopold Świerz - Wycieczka do Morskiego Oka zimową porą.djvu
|tytuł=Wycieczka do Morskiego Oka zimową porą
|autor=Leopold Świerz
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-10-02
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski - Zestawienie przedmiotów w dziełach Eustachego Heleniusza.pdf
|tytuł=Zestawienie przedmiotów w dziełach Eustachego Heleniusza
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-10-27
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Mark Twain - Niuniek ma hiszpankę.djvu
|tytuł=Niuniek ma hiszpankę
|autor=[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-09-20
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski - Aleksander Sipajłło.pdf
|tytuł= Aleksander Sipajłło
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-10-26
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Franciszek Nowodworski - Ś.p. Klemens Junosza.djvu
|tytuł=Ś.p. Klemens Junosza
|autor=Franciszek Nowodworski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-10-19
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Zdzisław Dębicki - Gabrjela Zapolska.djvu
|tytuł=Gabrjela Zapolska
|autor=Zdzisław Dębicki
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-10-19
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Czy Zapolska umarła śmiercią naturalną (Kurjer Wieczorny).djvu
|tytuł=Czy Zapolska umarła śmiercią naturalną
|autor=anonimowy
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-10-25
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Zofia Przewóska-Czarnocka - Dzieje pogańskiej Litwy.pdf
|tytuł=Dzieje pogańskiej Litwy
|autor=Zofia Przewóska-Czarnocka
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2021-10-10
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Wróblewice (Giller)
|tytuł=Wróblewice
|autor=Agaton Giller
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2014-10-13
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks= Pogrzeb O. Wacława Nowakowskiego Nowa Reforma (13 stycznia 1903).pdf
|tytuł= Pogrzeb O. Wacława Nowakowskiego (Nowa Reforma)
|autor=Anonimowy
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-10-25
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL JI Kraszewski Album Wileńskie J K Wilczyńskiego.djvu
|tytuł=Album Wileńskie J.K. Wilczyńskiego
|autor=Józef Ignacy Kraszewski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2021-07-31
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks= Nekrolog Wacław Nowakowski Nowa Reforma (10 stycznia 1903).pdf
|tytuł= Nekrolog Wacława Nowakowskiego (Nowa Reforma)
|autor=Michał Konopiński
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-10-21
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Andrzej Janocha-Ostatnie chwile O. Wacława Nowakowskiego kapucyna.djvu
|tytuł= Ostatnie chwile O. Wacława Nowakowskiego kapucyna
|autor=Andrzej Janocha
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-10-19
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=M. J. Wielopolska - Józef Piłsudski w życiu codziennym.djvu
|tytuł=Józef Piłsudski w życiu codziennym
|autor=Maria Jehanne Wielopolska
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-01-12
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Józef Ignacy Kraszewski-Wilno tom I.pdf
|tytuł=Wilno tom I
|autor=Józef Ignacy Kraszewski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-09-11
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Jerzy Bandrowski - Mohammed II.djvu
|tytuł=Mohammed II
|autor=Jerzy Bandrowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-10-26
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Etnobiologia 2011 2.pdf
|tytuł= Bukiety zielne święcone w dniu Matki Boskiej Zielnej w Sanockiem
|autor=Łukasz Fitkowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-05-07
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Rdestowiec ostrokończysty (Reynoutria japonica Houtt.) – roślina użytkowana kulinarnie w Puszczy Białowieskiej.pdf
|tytuł= Rdestowiec ostrokończysty – roślina użytkowana kulinarnie w Puszczy Białowieskiej
|autor=Ewa Pirożnikow
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-08-14
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Karol Mátyás - Chłop czarownik.djvu
|tytuł=Chłop czarownik
|autor=Karol Mátyás
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-12-12
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Zwycięstwo (Conrad)
|tytuł=Zwycięstwo
|autor=Joseph Conrad
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-07-18
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Tajemnica lwiej grzywy.djvu
|tytuł=Tajemnica lwiej grzywy
|autor=Arthur Conan Doyle
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-04-19
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Abraham Penzik - Przyszły rząd Polski.pdf
|tytuł=Przyszły rząd Polski
|autor=Abraham Penzik
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-01-11
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Witkowski Rekopis w Eskoryalu.pdf
|tytuł=Rękopis w Eskoryalu polskiego pochodzenia
|autor=Stanisław Witkowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-06-19
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Witkowski Do genezy słynnej przenośni.pdf
|tytuł=Do genezy słynnej przenośni „Sonetów krymskich“ i „Farysa“
|autor=Stanisław Witkowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-06-29
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Leon Wachholz - Z kazuistyki tak zwanych otruć mięsem.djvu
|tytuł=Z kazuistyki tak zwanych otruć mięsem
|autor=Leon Wachholz
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-03-31
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Dzieje miasta Brzostku.pdf
|tytuł=Dzieje miasta Brzostku
|autor=Marian Mysłowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-02-24
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Limanowski - Tegoczesna dążność społeczna (Przegląd Tygodniowy, R. 4, 1869, nr 31).pdf
|tytuł=Tegoczesna dążność społeczna
|autor=[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-09-18
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Rozstrzelani, powieszeni, otruci, zamordowani i umęczeni księża polscy przez Moskali (Ruch Literacki).pdf
|tytuł= Rozstrzelani, powieszeni, otruci, zamordowani i umęczeni księża polscy przez Moskali (Ruch Literacki)
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-06-07
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Bartoszewicz O kalendarzu dawnych Rzymian.pdf
|tytuł=O kalendarzu dawnych Rzymian
|autor=Zygmunt Bartoszewicz
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-05-27
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Rozporządzenie Kierownika Resortu Rolnictwa i Reform Rolnych z dnia 10 października 1944 r. w sprawie ustalenia wykazu imiennego majątków i części majątków niepodlegających podziałowi.pdf
|tytuł=Rozporządzenie Kierownika Resortu Rolnictwa i Reform Rolnych z dnia 10 października 1944 r. w sprawie ustalenia wykazu imiennego majątków i części majątków niepodlegających podziałowi dla woj. białostockiego, lubelskiego i okręgu rzeszowskiego
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-01-01
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Dawne posiadłości polskie nad brzegami morza Czarnego.pdf
|tytuł= Dawne posiadłości polskie nad brzegami morza Czarnego
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-06-02
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=O potrzebie stowarzyszeń
|tytuł=O potrzebie stowarzyszeń
|autor=[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-10-31
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Klemens Junosza - Spracowany.djvu
|tytuł=Spracowany
|autor=[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-12-22
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Władysław Niegolewski-Bieda Narodu Polskiego i Polskiego Języka.pdf
|tytuł= Bieda Narodu Polskiego i Polskiego Języka
|autor=Władysław Niegolewski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-05-08
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Adolf Jełowicki-Przechadzki po Jerozolimie i bliższych jej okolicach.pdf
|tytuł=Przechadzki po Jerozolimie i bliższych jej okolicach
|autor=Adolf Józef Jełowicki
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-04-07
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Faraon (Prus)
|tytuł=Faraon
|autor=[[Autor:Aleksander Głowacki|Bolesław Prus]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-02-10
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-O cudownym obrazie Najśw. Maryi P. Ostrobramskiej w Wilnie wiadomość historyczna.pdf
|tytuł= O cudownym obrazie Najświętszej Maryi Panny Ostrobramskiej w Wilnie
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2025-03-15
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Antoni Schneider - Babiagóra w Beskidach.djvu
|tytuł=Babiagóra w Beskidach
|autor=Antoni Schneider
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-10-27
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Schneider Sofista Antyfont.pdf
|tytuł=Sofista Antyfont jako psychiatra
|autor=Stanisław Schneider
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2021-07-24
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Brzozowy sok, „czeremsza” i zielony barszcz – ankieta etnobotaniczna wśród botaników ukraińskich.pdf
|tytuł= Brzozowy sok, „czeremsza” i zielony barszcz – ankieta etnobotaniczna wśród botaników ukraińskich
|autor=Łukasz Łuczaj
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-08-12
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=List Krzysztofa Kolumba o odkryciu Ameryki.pdf
|tytuł=List Krzysztofa Kolumba o odkryciu Ameryki
|autor=Krzysztof Kolumb
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-12-04
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Maria Steczkowska - Wycieczka na Babią górę.djvu
|tytuł=Wycieczka na Babią górę
|autor=Maria Steczkowska
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-07-04
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Niemcewicz - Rok 3333.pdf
|tytuł=Rok 3333
|autor=Julian Ursyn Niemcewicz
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2021-07-05
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Karolina Szaniawska - Samarytanin.djvu
|tytuł=Samarytanin
|autor=Karolina Szaniawska
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-10-31
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Gabriela Zapolska - Geneza powieści.djvu
|tytuł=Geneza powieści
|autor=Gabriela Zapolska
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-02-09
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski - Cudowne obrazy Przebłogosławionej Matki Bożej w Wilnie.pdf
|tytuł= Cudowne obrazy Przebłogosławionej Matki Bożej w Wilnie
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-12-01
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu
|tytuł=O człowieku, który chciał być królem
|autor=Rudyard Kipling
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-12-18
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Leon Wachholz - Z kryminologii wrodzonego niedołęstwa umysłu.djvu
|tytuł=Z kryminologii wrodzonego niedołęstwa umysłu
|autor=Leon Wachholz
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-04-03
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Poezye.pdf
|tytuł=Poezye (Tuwim, 1918)
|autor=Julian Tuwim
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-01-02
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Leon Wachholz - Z kazuistyki ciał obcych w odbycie i odbytnicy.djvu
|tytuł=Z kazuistyki ciał obcych w odbycie i odbytnicy
|autor=Leon Wachholz
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-03-28
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Bulwki rajgrasu wyniosłego (Arrhenatherum elatius (L.) P. Beauv. ex J. PRESL & C. PRESL subsp. bulbosum) na stanowiskach archeologicznych.pdf
|tytuł= Bulwki rajgrasu wyniosłego na stanowiskach archeologicznych
|autor=Aldona Mueller-Bieniek
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-08-13
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Wspomnienia z Wrocławia
|tytuł=Wspomnienia z Wrocławia
|autor=Ignacy Polkowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-11-21
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski - Arcybiskup Feliński.pdf
|tytuł= Arcybiskup Feliński
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-11-20
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Juliusz Kaden-Bandrowski - Miasto mojej matki.djvu
|tytuł=Miasto mojej matki
|autor=Juliusz Kaden-Bandrowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2018-02-24
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Uchwała nr XXVI-472-12 z dnia 28 grudnia 2012.pdf
|tytuł=Uchwała Sejmiku Województwa Świętokrzyskiego w sprawie ustanowienia herbu województwa świętokrzyskiego
|autor=[[Autor:Zbiorowy|Sejmik Województwa Świętokrzyskiego]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-02-07
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Marian Gawalewicz - W Tatrach, wodewil w 4-ch aktach Klemensa Junoszy.djvu
|tytuł=W Tatrach, wodewil w 4-ch aktach Klemensa Junoszy
|autor=Marian Gawalewicz
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-12-24
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Bruchnalski Mickiewicz a Moore.pdf
|tytuł=Mickiewicz a Moore
|autor=Wilhelm Bruchnalski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2021-08-27
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Stefan Janas - Wybór wierszy z tygodnika 'To i Owo!'.djvu
|tytuł=Wybór wierszy opublikowanych w tygodniku To i Owo!
|autor=Stefan Janas
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-12-09
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Wianeczek z kwiatków majowych uwity na cześć i chwałę Przenajśw. Matce Bożej Królowej Korony Polskiej.pdf
|tytuł= Wianeczek z kwiatków majowych uwity na cześć i chwałę Przenajświętszej Matce Bożej Królowej Korony Polskiej
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-10-21
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Auerbach Arytmetyka grecka u szczytu rozwoju.pdf
|tytuł=Arytmetyka grecka u szczytu rozwoju (Diophantos)
|autor=Marian Auerbach
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2021-06-20
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Antoni Schattauer - Nieco o barwikach w moczu ludzkim.djvu
|tytuł=Nieco o barwikach w moczu ludzkim
|autor=Antoni Schattauer
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-12-11
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Joseph Conrad - Między lądem a morzem.djvu
|tytuł=Między lądem a morzem
|autor=Joseph Conrad
|start=2015-11-07
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Juliusz Kaden-Bandrowski - W cieniu zapomnianej olszyny.djvu
|tytuł=W cieniu zapomnianej olszyny
|autor=Juliusz Kaden-Bandrowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2021-05-03
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Wiadomość historyczna o cudownym obrazie Matki Bożej w Rokitnie w Wielkopolsce.pdf
|tytuł= Wiadomość historyczna o cudownym obrazie Matki Bożej w Rokitnie w Wielkopolsce
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-10-13
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Joseph Conrad - Opowieści niepokojące.djvu
|tytuł=Opowieści niepokojące
|autor=Joseph Conrad
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-07-15
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Chylinski Idea narodowa.pdf
|tytuł=Idea narodowa w starożytnej Grecji
|autor=Konstanty Chyliński
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-07-04
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Chyliński Związek miast greckich Azji Mniejszej.djvu
|tytuł=Związek miast greckich Azji Mniejszej w końcu V-go wieku
|autor=Konstanty Chyliński
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-11-28
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Wykolejeniec (Conrad)
|tytuł=Wykolejeniec
|autor=Joseph Conrad
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2014-12-24
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Pogrzeb Klemensa Junoszy (Kurjer Warszawski).djvu
|tytuł=Pogrzeb Klemensa Junoszy
|autor=[[Autor:Zygmunt Józef Naimski|Zygmunt Józef Naimski]], <br>[[Autor:Franciszek Nowodworski|Franciszek Nowodworski]], <br>[[Autor:Gustaw Doliński|Gustaw Doliński]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-12-02
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-O cudownym obrazie Najświętszej Maryi Panny Berdyczowskiej.djvu
|tytuł= O cudownym obrazie Najświętszej Maryi Panny Berdyczowskiej
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-10-03
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=List Michała Federowskiego do Józefa Rostafińskiego z dnia 24 grudnia 1883.pdf
|tytuł=List Michała Federowskiego do Józefa Rostafińskiego z dnia 24 grudnia 1883
|autor=Michał Federowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-01-12
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Pogląd na nowszą poezję ukraińską.pdf
|tytuł=Pogląd na nowszą poezyę ukraińską
|autor=Sydir Twerdochlib
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2021-04-18
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Baliński - Śpiewakowi Mohorta.djvu
|tytuł=Śpiewakowi Mohorta bratnie słowo
|autor=Karol Baliński
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-06-11
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Heinrich Hoffmann - Zlota roszczka.pdf
|tytuł=Złota rószczka
|autor=Heinrich Hoffmann
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-03-22
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski - Afryka środkowa już w 1700 znaną była.pdf
|tytuł= Afryka środkowa już w 1700 znaną była
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-09-26
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski - Kościół i Klasztor OO. Kapucynów we Włodzimierzu na Wołyniu.pdf
|tytuł= Kościół i Klasztor OO. Kapucynów we Włodzimierzu na Wołyniu
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-09-25
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Feliks Berdau - Wycieczka botaniczna w Tatry odbyta w r. 1854.djvu
|tytuł=Wycieczka botaniczna w Tatry odbyta w r. 1854
|autor=Feliks Berdau
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-03-24
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Tukidydes - Mowa pogrzebowa Peryklesa.pdf
|tytuł=Mowa pogrzebowa Peryklesa
|autor=[[Autor:Perykles|Perykles]], [[Autor:Tukidydes|Tucydydes]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-06-20
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL M Auerbach Platon a matematyka grecka.djvu
|tytuł=Platon a matematyka grecka
|autor=Marian Auerbach
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2021-05-12
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Matejko (Witkiewicz)
|tytuł=Matejko
|autor=[[Autor:Stanisław Witkiewicz|Stanisław Witkiewicz (ojciec)]]
|start=2012-08-01
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Dziewosłęb.djvu
|tytuł=Dziewosłęb
|autor=Władysław Abraham
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2012-01-03
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Filozofija Lucyjusza Anneusza Seneki.pdf
|tytuł=Filozofija Lucyjusza Anneusza Seneki
|autor=Alfred Roch Brandowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-12-22
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Gallus Anonymus - Kronika Marcina Galla.pdf
|tytuł=Kronika Marcina Galla
|autor=Gall Anonim
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-10-16
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie istnienia.djvu
|tytuł=Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie istnienia
|autor=Stanisław Ignacy Witkiewicz
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-09-13
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Nabożeństwo majowe
|tytuł=Nabożeństwo majowe
|autor=Anonimowy
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-05-04
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Adam Krechowiecki - Józef Ignacy Kraszewski.djvu
|tytuł=Józef Ignacy Kraszewski
|autor=Adam Krechowiecki
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-01-20
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Rozstrzelani, powieszeni, otruci, zamordowani i umęczeni księża polscy przez Moskali.pdf
|tytuł= Rozstrzelani, powieszeni, otruci, zamordowani i umęczeni księża polscy przez Moskali
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-05-02
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.2
|autor=zbiorowy
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2017-06-05
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-O cudownym obrazie Matki Bożej w kościele oo. karmelitów w Białyniczach.pdf
|tytuł= O cudownym obrazie Matki Bożej w kościele OO. Karmelitów w Białyniczach
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-04-10
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Historja chłopów polskich w zarysie II (Aleksander Świętochowski)
|tytuł=Historja chłopów polskich w zarysie II
|autor=Aleksander Świętochowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-07-28
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Uduszenie cara Pawła I.pdf
|tytuł= Uduszenie cara Pawła I
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-03-09
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Poezye Alexandra Chodźki.djvu
|tytuł=Poezye Alexandra Chodźki
|autor=Aleksander Chodźko
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2016-08-11
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Najnieszczęśliwsze dziatki i najnieszczęśliwsze matki.pdf
|tytuł= Najnieszczęśliwsze dziatki i najnieszczęśliwsze matki
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-03-07
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Karol Mátyás - Oryla Michała Haliniaka wspomnienia z podróży Wisłą do Gdańska.djvu
|tytuł=Oryla Michała Haliniaka wspomnienia z podróży Wisłą do Gdańska
|autor=Karol Mátyás
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-12-08
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Karol Mátyás - Z krynicy mądrości ludu.djvu
|tytuł=Z krynicy mądrości ludu
|autor=Karol Mátyás
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-12-10
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Historja chłopów polskich w zarysie I (Aleksander Świętochowski)
|tytuł=Historja chłopów polskich w zarysie I
|autor=Aleksander Świętochowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-07-28
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Karol Mátyás - Wilija.djvu
|tytuł=Wilija
|autor=Karol Mátyás
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-12-18
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Podhorce.pdf
|tytuł= Podhorce
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-02-24
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Koronka kamedulska.pdf
|tytuł= Koronka kamedulska
|autor=[[Autor:Michele Pini|Michele Pini]], [[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2024-02-21
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Zwycięzca (Jerzy Żuławski)
|tytuł=Zwycięzca
|autor=Jerzy Żuławski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-03-31
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Władysław Ludwik Anczyc - Wspomnienie z Tatr.djvu
|tytuł=Wspomnienie z Tatr
|autor=Władysław Ludwik Anczyc
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-10-27
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Wybór poezyj pomniejszych Wiktora Hugo.djvu
|tytuł=Wybór poezyj pomniejszych Wiktora Hugo
|autor=Victor Hugo
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2018-10-20
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Maurycy Urstein-Eligjusz Niewiadomski w oświetleniu psychjatry.pdf
|tytuł=Eligjusz Niewiadomski w oświetleniu psychjatry
|autor=Maurycy Urstein
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-12-27
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Instrukcja w sprawie regulacji Osady Sukienniczej w Łodzi
|tytuł=Instrukcja w sprawie regulacji Osady Sukienniczej w Łodzi
|autor=Rajmund Rembieliński
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-12-25
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Teatra ogródkowe (Gazeta Warszawska, 1888).djvu
|tytuł=Teatra ogródkowe
|autor=Anonimowy
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-12-24
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Pisma T.4 (Edward Abramowski)
|tytuł=Pisma T.4
|autor=Edward Abramowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-09-22
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Odezwa Rady Jedności Narodowej i p.o. Delegata Rządu Stefana Korbońskiego Do Narodu Polskiego.pdf
|tytuł=Odezwa Rady Jedności Narodowej i p.o. Delegata Rządu Stefana Korbońskiego Do Narodu Polskiego
|autor=Rada Jedności Narodowej
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2023-10-04
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Władysław Tarnawski - Autograf sonetów Szekspira
|tytuł= Sonety (Shakespeare, 1948)
|autor=[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]] tłum. [[Autor:Władysław Tarnawski|Władysław Tarnawski]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-10-07
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Święty Franciszek Seraficki.pdf
|tytuł= Święty Franciszek Seraficki
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-10-02
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Adam Dobrowolski - Klemens Junosza Szaniawski. Portret literacki.djvu
|tytuł=Klemens Junosza Szaniawski
|autor=Adam Doliwa Dobrowolski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-02-23
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Ksiądz Ignacy Polkowski.pdf
|tytuł= Ksiądz Ignacy Polkowski
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-09-08
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks= PL-Święta Droga Krzyżowa Jezusa Chrystusa podzielona na 14 stacyj aż do grobu świętego.pdf
|tytuł=Święta Droga Krzyżowa Jezusa Chrystusa podzielona na 14 stacyj aż do grobu świętego
|autor=anonimowy
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2022-08-24
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Myśli (Blaise Pascal)
|tytuł=Myśli
|autor=Blaise Pascal
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2012-01-07
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Feliks Kon - Etapem na katorgę.pdf
|tytuł=Etapem na katorgę
|autor=Feliks Kon
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-03-28
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Wznowione powszechne taxae-stolae sporządzenie, Dla samowładnego Xięstwa Sląska
|tytuł=Wznowione powszechne taxae-stolae sporządzenie, Dla samowładnego Xięstwa Sląska, Podług ktorego tak Auszpurskiey Konfessyi iak Katoliccy Fararze, Kaznodzieie i Kuratusowie Zachowywać się powinni. Sub Dato z Berlina, d. 8. Augusti 1750
|autor=Fryderyk II Wielki
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2013-12-08
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Wincenty Smoczyński-Droga Krzyżowa ułożona po wł. przez Św. Leonarda a Porto-Maurizio.pdf
|tytuł=Droga Krzyżowa
|autor=Leonard z Porto Maurizio
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2021-05-02
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Postanowienie w sprawie katastrofy pod Otłoczynem
|tytuł=Postanowienie Prokuratury Wojewódzkiej w Toruniu z dnia 2 października 1980, o umorzeniu śledztwa w sprawie katastrofy kolejowej zaistniałej w dniu 19 sierpnia 1980 na szlaku Aleksandrów Kujawski – Toruń Główny w pobliżu stacji Brzoza Toruńska
|autor=Prokuratura Wojewódzka w Toruniu
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2013-04-13
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|tytuł=Biblia królowej Zofii
|indeks=PL Biblia Krolowej Zofii.djvu
|autor=
|uwagi=OCR
|start=2010-06-09
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Stara Ziemia (Jerzy Żuławski)
|tytuł=Stara Ziemia
|autor=Jerzy Żuławski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-03-31
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Aspis - Adam i Ewa.djvu
|tytuł=Adam i Ewa
|autor=Bogumił Aspis
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2016-06-12
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Basma.djvu
|tytuł= Basma
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2021-03-01
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Jaszczur (Balzac)
|tytuł=Jaszczur
|autor = Honoré de Balzac
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2012-12-09
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Falk wspomnienie, Amy Foster, Jutro (Joseph Conrad)
|tytuł=Falk: wspomnienie, Amy Foster, Jutro
|autor=Joseph Conrad
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2014-12-08
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL-Krzysztof Nawratek-Miasto jako idea polityczna.pdf
|tytuł=Miasto jako idea polityczna
|autor=Krzysztof Nawratek
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-07-28
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Mowa X. Wacława z Sulgostowa, kapucyna podczas uroczystego obchodu jubileuszowego 50-cio letniej rocznicy ślubów zakonnych M. Eufrazyi od św. Eliasza.pdf
|tytuł= Mowa X. Wacława z Sulgostowa, kapucyna podczas uroczystego obchodu jubileuszowego 50-cio letniej rocznicy ślubów zakonnych M. Eufrazyi od św. Eliasza
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2021-02-07
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=O. Jan Beyzym T. J. i Trędowaci na Madagaskarze
|tytuł=O. Jan Beyzym T. J. (wydanie z 1904)
|autor=Jan Beyzym
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-09-29
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Indeks:PL Pierre de Ronsard-Szesnaście sonetów miłosnych do Kassandry, do Maryi, do Heleny.pdf
|tytuł=Szesnaście sonetów miłosnych: do Kassandry, do Maryi, do Heleny
|autor= Pierre de Ronsard
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-12-13
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Buffalo Bill -02- Pojedynek na tomahawki czyli Topór wojenny wykopany.pdf
|tytuł=Buffalo Bill. Nr 2. Pojedynek na tomahawki czyli Topór wojenny wykopany
|autor=anonimowy
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-10-10
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Nabożeństwo Ś.Drogi Krzyżowej odprawiane przez Ojców Franciszkanów Każdego Piątku o godzinie 3 po południu.pdf
|tytuł=Nabożeństwo Ś. Drogi Krzyżowej odprawiane przez Ojców Franciszkanów Każdego Piątku o godzinie 3 po południu
|autor=anonimowy
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-11-07
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Pamiętniki (Pasek)
|tytuł=Pamiętniki
|autor=Jan Chryzostom Pasek
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-09-21
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Jantek z Bugaja - Dobranoc
|tytuł=Dobranoc
|autor=Antoni Kucharczyk
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-08-11
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Buffalo Bill -01- U pala męczarni.pdf
|tytuł=Buffalo Bill. Nr 1. U pala męczarni
|autor=anonimowy
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-03-07
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Eustachy Iwanowski-Pielgrzymka do Ziemi Świętej odbyta w roku 1863.djvu
|tytuł= Pielgrzymka do Ziemi Świętej odbyta w roku 1863
|autor=Eustachy Iwanowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-08-15
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Jego Eminencya kardynał Albin Dunajewski książę biskup krakowski.djvu
|tytuł= Jego Eminencya kardynał Albin Dunajewski książę biskup krakowski
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-08-10
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Z przeszłości niemiecko-moskiewskiej.pdf
|tytuł= Z przeszłości niemiecko-moskiewskiej R. 1796 — R. 1896
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-08-06
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Filozofia bytu w „Beniamin Major” Ryszarda ze świętego Wiktora (Mieczysław Gogacz)
|tytuł=Filozofia bytu w „Beniamin Major” Ryszarda ze świętego Wiktora
|autor=Mieczysław Gogacz
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-07-28
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Władysław Orkan-Marsz strzelców.pdf
|tytuł=Marsz strzelców (Orkan, 1915)
|autor=Władysław Orkan
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-06-05
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Eustachy Iwanowski-Nekrolog św. p. Konstantego Świdzińskiego.pdf
|tytuł=Nekrolog św. p. Konstantego Świdzińskiego
|autor=Eustachy Iwanowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-05-15
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Władysław Orkan-Poezje Zebrane tom 1.pdf
|tytuł=Poezje Zebrane tom I (Orkan)
|autor=Władysław Orkan
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-05-10
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Władysław Orkan-Poezje Zebrane tom 2.pdf
|tytuł=Poezje Zebrane tom II (Orkan)
|autor=Władysław Orkan
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-05-10
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Kazanie miane podczas odprawionej pierwszej Mszy św. o. Alberta.pdf
|tytuł=Kazanie miane podczas odprawionej pierwszej Mszy św. o. Alberta
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-05-06
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Przegląd 50-letniej pracy literackiej Eu... Heleniusza.pdf
|tytuł=Przegląd 50-letniej pracy literackiej Eu... Heleniusza
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-05-03
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Kazanie o czci św. Józefa w dzień konsekracyi kościoła OO Karmelitów bosych.pdf
|tytuł=Kazanie o czci św. Józefa w dzień konsekracyi kościoła OO. Karmelitów bosych
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-04-30
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Niektóre poezye Andrzeja i Piotra Zbylitowskich
|tytuł=Niektóre poezye Andrzeja i Piotra Zbylitowskich
|autor=[[Autor:Andrzej Zbylitowski|Andrzej Zbylitowski]]<br />[[Autor:Piotr Zbylitowski|Piotr Zbylitowski]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-10-03
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Komornicy (Władysław Orkan)
|tytuł=Komornicy
|autor=Władysław Orkan
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-01-20
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Dzieła Juliusza Słowackiego T4
|tytuł=Dzieła Juliusza Słowackiego tom IV
|autor=Juliusz Słowacki
|uwagi=OCR,<br>red. Henryk Biegeleisen
|start=2014-01-01
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Augustyn Lipiński-Wielebna siostra Teresa od św. Augustyna Karmelitanka Bosa.pdf
|tytuł=Wielebna siostra Teresa od św. Augustyna Karmelitanka Bosa
|autor=Augustyn Karol Lipiński
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-02-26
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Wiadomość historyczna o cudownym obrazie Najśw. Panny Maryi Łaskawej w kościele katedralnym we Lwowie.pdf
|tytuł=Wiadomość historyczna o cudownym obrazie Najśw. Panny Maryi Łaskawej w kościele katedralnym we Lwowie
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-02-17
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Kazanie miane podczas professyi zakonnej s. Anny Joachimy od Dzieciątka Jezus.pdf
|tytuł=Kazanie miane podczas professyi zakonnej s. Anny Joachimy od Dzieciątka Jezus
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-02-11
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Walka (Waleria Marrené)
|tytuł=Walka
|autor=Waleria Marrené
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-04-24
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Pisma pośmiertne Franciszka Wiśniowskiego.pdf
|tytuł=Pisma pośmiertne Franciszka Wiśniowskiego
|autor=Franciszek Wiśniowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2020-01-16
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Wróblewski, Stanisław - Opinie o oficerach - 701-001-119-585.pdf
|tytuł=Opinie o oficerach
|autor=Stanisław Wróblewski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-02-02
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Szymon Tokarzewski - Na Sybirze.djvu
|tytuł=Na Sybirze
|autor=Szymon Tokarzewski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2017-03-18
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Alfons Daudet-Tartarin z Tarasconu.djvu
|tytuł=Tartarin z Tarasconu
|autor=Alphonse Daudet
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2014-08-01
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Ostatni człowiek
|tytuł=Ostatni człowiek (Piotrowski, 1829)
|autor=Konstanty Piotrowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-12-29
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Problem istnienia Boga u Anzelma z Canterbury i problem prawdy u Henryka z Gandawy (Mieczysław Gogacz)
|tytuł=Problem istnienia Boga u Anzelma z Canterbury i problem prawdy u Henryka z Gandawy
|autor=Mieczysław Gogacz
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-07-28
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Konstanty Piotrowski-List heloizy do abelarda.pdf
|tytuł=List Heloizy do Abeilarda
|autor=Konstanty Piotrowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-12-25
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Przemówienie nad grobem ś. p. Józefy z Podgórskich Hofmeistrowej d. 8 kwietnia 1890 r. w Krakowie.pdf
|tytuł= Przemówienie nad grobem ś. p. Józefy z Podgórskich Hofmeistrowej
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-12-23
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Władysław Warneńczyk
|tytuł=Władysław Warneńczyk
|autor=Konstanty Piotrowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-12-22
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Andrzej Janocha-Krótki życiorys o. Wacława Nowakowskiego, kapucyna (Edwarda z Sulgostowa).pdf
|tytuł= Krótki życiorys o. Wacława Nowakowskiego, kapucyna (Edwarda z Sulgostowa)
|autor=Andrzej Janocha
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-12-01
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Przemówienie nad grobem ś.p. Apolina Hofmeistra, wojewody brzesko-litewskiego, w Krakowie dnia 3 lipca 1890 roku.pdf
|tytuł= Przemówienie nad grobem ś.p. Apolina Hofmeistra, wojewody brzesko-litewskiego
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-11-29
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego (Piotr Chmielowski)
|tytuł=Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego
|autor=Piotr Chmielowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-10-23
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Legendy, podania i obrazki historyczne T. 17 (Cecylia Niewiadomska)
|tytuł=Emigracja — Rok 1863
|autor=Cecylia Niewiadomska
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2013-03-11
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Wyspiański - Dzieła malarskie.djvu
|tytuł=Dzieła malarskie
|uwagi= {{c|✽}}
|autor=Stanisław Wyspiański
|start=2018-11-09
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Władysław Smoleński-Ksiądz Marek, cudotwórca i prorok konfederacyi barskiej szkic historyczny.pdf
|tytuł= Ksiądz Marek, cudotwórca i prorok konfederacyi barskiej
|autor= Władysław Smoleński
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-11-02
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Mowa żałobna przy odsłonięciu pomnika grobowego dla św. p. Dra Władysława Krajewskiego w kościele krakowskim OO. Kapucynów.djvu
|tytuł=Mowa żałobna przy odsłonięciu pomnika grobowego dla św. p. Dra Władysława Krajewskiego w kościele krakowskim OO. Kapucynów
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-11-01
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Mowa żałobna podczas pogrzebu ś. p. ks. Teodora Rogozińskiego kanonika H. i podkustosza, w kościele katedralnym krakowskim.pdf
|tytuł=Mowa żałobna podczas pogrzebu ś. p. ks. Teodora Rogozińskiego kanonika H. i podkustosza, w kościele katedralnym krakowskim
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-10-23
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=W oczach Zachodu (Joseph Conrad)
|tytuł=W oczach Zachodu
|autor=Joseph Conrad
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-10-11
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Pamiątka 200-letniej rocznicy przybycia do Krakowa OO. Kapucynów 1695 r.pdf
|tytuł=Pamiątka 200-letniej rocznicy przybycia do Krakowa OO. Kapucynów 1695 r.
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-10-13
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Polacy i polskość ziemi złotowskiej w latach 1918-1939 (Henryk Zieliński)
|tytuł=Polacy i polskość ziemi złotowskiej w latach 1918-1939
|autor=Henryk Zieliński
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-04-28
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Tajny agent (Joseph Conrad, tłum. Gąsiorowska)
|tytuł=Tajny agent (tłum. Gąsiorowska)
|autor=Joseph Conrad
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-10-11
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Traktat WIPO.pdf
|autor=[[Autor:Zbiorowy|Państwa członkowskie WIPO]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-04-12
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Statua Najśw. Maryi Panny przed Kościołem OO. Kapucynów w Krakowie.djvu
|tytuł=Statua Najświętszej Maryi Panny przed Kościołem OO. Kapucynów w Krakowie
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-10-03
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Pisma IV (Aleksander Świętochowski)
|tytuł=Pisma IV
|autor=Aleksander Świętochowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-09-21
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Wilia w Usolu na Syberyi 1865 roku.pdf
|tytuł= Wilia w Usolu na Syberyi 1865 roku
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-09-27
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-O. Elizeusz z Uściługa, kapucyn w Syberyi.djvu
|tytuł= O. Elizeusz z Uściługa, kapucyn w Syberyi
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-09-22
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Banita (Joseph Conrad)
|tytuł=Banita
|autor=Joseph Conrad
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-10-08
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Pisma VI (Aleksander Świętochowski)
|tytuł=Pisma VI
|autor=Aleksander Świętochowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-09-21
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Dzieła poetyckie T. 6 (Jan Kasprowicz)
|tytuł=Dzieła poetyckie Tom 6
|autor=Jan Kasprowicz
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-09-17
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Dzieła poetyckie T. 2 (Jan Kasprowicz)
|tytuł=Dzieła poetyckie Tom 2
|autor=Jan Kasprowicz
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-09-17
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Mocny człowiek (Stanisław Przybyszewski)
|tytuł=Mocny człowiek
|autor=Stanisław Przybyszewski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-06-07
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Edward Nowakowski-Wspomnienie o duchowienstwie polskiem znajdujacem sie na wygnaniu w Syberyi w Tunce.pdf
|tytuł= Wspomnienie o duchowieństwie polskiém znajdującém się na wygnaniu w Syberyi, w Tunce
|autor=Edward Nowakowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-08-10
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=A. Baranowski - O wzorach.pdf
|tytuł=O wzorach służących do obliczenia liczby liczb pierwszych nie przekraczających danej granicy
|autor=[[Autor:Antanas Baranauskas|Antoni Baranowski]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2016-02-18
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Zbiór pieśni nabożnych katolickich do użytku kościelnego i domowego
|autor=
|uwagi=OCR
|start=2012-12-25
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Wspomnienia z wygnania (Zygmunt Wielhorski)
|tytuł=Wspomnienia z wygnania 1865-1874
|autor=Zygmunt Wielhorski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2013-07-21
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Porozumienie w przedmiocie ścigania i karania głównych przestępców wojennych
|autor=Polski ustawodawca
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2013-11-25
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=F. Mirandola - Kampania karpacka II. Brygady Legionów polskich.djvu
|tytuł=Kampania karpacka II. Brygady Legionów polskich
|autor=Franciszek Mirandola
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2017-12-10
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Stanisław Korab Brzozowski - Nim serce ucichło.djvu
|tytuł=Nim serce ucichło
|autor=Stanisław Korab-Brzozowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-04-08
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Jan Siwiński - Katorżnik.djvu
|tytuł=Katorżnik czyli Pamiętniki Sybiraka
|autor=Jan Siwiński
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-07-04
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL - ACTA wniosek z 2012-01-18
|tytuł=Wniosek w sprawie ACTA
|autor=Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2012-01-20
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Sonety (Jan Nepomucen Kamiński)
|tytuł=Sonety
|autor=Jan Nepomucen Kamiński
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2019-02-10
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Poezye Adama Mickiewicza. T. 1. (1899)
|tytuł=Poezye Adama Mickiewicza. T. 1. (1899)
|autor=Adam Mickiewicz
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2012-01-14
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Rozkład jazdy pociągów 1919
|tytuł=Rozkład jazdy pociągów osobowych i mieszanych od dnia 15 Maja 1919r.
|autor=PKP
|uwagi= brak 4 stron
|start=2012-10-28
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Pielgrzym
|tytuł=Pielgrzym (legenda Ossjaku)
|autor=Zofia Reutt-Witkowska
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2013-02-08
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Safo (Daudet)
|tytuł=Safo
|autor=Alphonse Daudet
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2014-08-01
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Flis to jest spuszczanie statków Wisłą (Klonowic)
|tytuł=Flis to jest spuszczanie statków Wisłą
|autor=Sebastian Fabian Klonowic
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-05-11
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Nieznany zbiór poezyj (Fredro)
|tytuł=Nieznany zbiór poezyj
|autor=Aleksander Fredro
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-10-26
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Legendy, podania i obrazki historyczne T. 18 (Cecylia Niewiadomska)
|tytuł=W dolinie łez. Od r. 1863—1901
|autor=Cecylia Niewiadomska
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2013-03-11
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Karol May - Klęska Szatana.djvu
|tytuł=Klęska Szatana
|autor=Karol May
|start=2016-08-19
|uwagi= {{c|✽}}
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Karol May - The Player.djvu
|tytuł=The Player
|autor=Karol May
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2016-08-19
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Karol May - Yuma Shetar.djvu
|tytuł=Yuma Shetar
|autor=Karol May
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2016-08-19
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Karol May - Święty dnia ostatniego.djvu
|tytuł=Święty dnia ostatniego
|autor=Karol May
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2013-12-02
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Podróż więźnia etapami do Syberyi
|autor=Agaton Giller
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-04-07
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Felicjan Faleński - Odgłosy z gór.djvu
|tytuł=Odgłosy z gór
|autor=Felicjan Faleński
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-08-09
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=O ontologicznej beznadziejności logiki, fizykalizmu i pseudo-naukowego monizmu wogóle.djvu
|tytuł=O ontologicznej beznadziejności logiki, fizykalizmu i pseudo-naukowego monizmu wogóle i o perspektywach koncepcji monadystycznej
|autor=Stanisław Ignacy Witkiewicz
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2017-12-09
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Praktyka bałtycka na małym jachcie
|autor=Jerzy Kuliński
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-04-14
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Karol May - Śmierć Judasza.djvu
|tytuł=Śmierć Judasza
|autor=Karol May
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2016-08-31
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Karol May - Jasna Skała.djvu
|tytuł=Jasna Skała
|autor=Karol May
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-05-23
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Karol May - Dżebel Magraham.djvu
|tytuł=Dżebel Magraham
|autor=Karol May
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-05-24
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Karol May - Dolina Śmierci.djvu
|tytuł=Dolina Śmierci
|autor=Karol May
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-05-24
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu
|tytuł=Winnetou w Afryce
|autor=Karol May
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-05-24
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Jerome K. Jerome - Trzej ludzie w jednej łodzi.djvu
|tytuł=Trzej ludzie w jednej łodzi
|autor=Jerome K. Jerome
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-12-11
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Grom Powszedni (Gajcy)
|tytuł=Grom Powszedni
|autor=Tadeusz Gajcy
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-01-02
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Jarema.djvu
|tytuł=Wybór pism Jana Zacharyasiewicza
|autor=Jan Chryzostom Zachariasiewicz
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2013-02-18
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Zdrada Wincentego z Szamotuł
|autor=Karol Potkański
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2014-01-12
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Protokół - Mirosławiec katastrofa lotnicza.pdf
|tytuł=Protokół - Mirosławiec katastrofa lotnicza
|autor=Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-07-14
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Z lat nadziei i walki (Anc)
|tytuł=Z lat nadziei i walki 1861 — 1864
|autor=[[Autor:Bolesław Anc|Bolesław Anc]], [[Autor:Józefa Anc|Józefa Anc]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2013-09-02
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Dwa odczyty Marji Skłodowskiej-Curie.djvu
|tytuł=Dwa odczyty Marji Skłodowskiej-Curie
|autor=Maria Skłodowska-Curie
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2016-01-06
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Podróż na wschód Azyi 1888-1889 (Paweł Sapieha)
|tytuł=Podróż na wschód Azyi 1888-1889
|autor=Paweł Sapieha
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-09-15
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Astarot - Fin de siècle.djvu
|tytuł=Fin de siècle
|autor=Karol Wachtl
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2017-06-15
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Mowa posła Korfantego wygłoszona dnia 19 stycznia 1917.djvu
|tytuł=Mowa posła Korfantego
|autor=Wojciech Korfanty
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2017-05-09
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Wojciech Korfanty - Kościół a polityka.djvu
|tytuł=Kościół a polityka
|autor=Wojciech Korfanty
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2017-05-09
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Stanisław Chodyński - Szkoła OO. Bernardynów w Warcie.djvu
|tytuł=Szkoła OO. Bernardynów w Warcie
|autor=Stanisław Chodyński
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2017-03-08
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Poezye T. 6 (Maria Konopnicka)
|tytuł=Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom VI
|autor=Maria Konopnicka
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-09-13
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=List otwarty B. Prusa.djvu
|tytuł=List otwarty B. Prusa
|autor=[[Autor:Aleksander Głowacki|Bolesław Prus]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2017-07-26
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=J. Grabiec - Sto lat walki o prawa Królestwa Polskiego 1815—1915.pdf
|tytuł=Sto lat walki o prawa Królestwa Polskiego 1815—1915
|autor=Józef Dąbrowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-07-10
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=O pracy unijnej w Polsce
|autor=Henryk Przeździecki
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2013-11-05
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=W Roztokach (Władysław Orkan)
|tytuł=W Roztokach
|autor=Władysław Orkan
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-01-20
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Wesele (Stanisław Wyspiański)
|tytuł=Wesele
|autor=Stanisław Wyspiański
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-09-12
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Poezye Konstantego Piotrowskiego.djvu
|tytuł=Poezye Konstantego Piotrowskiego
|autor=Konstanty Piotrowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2017-09-12
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Władysław Orkan - Nad urwiskiem.djvu
|tytuł=Nad urwiskiem
|uwagi= {{c|✽}}
|autor=Władysław Orkan
|start=2017-08-26
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Władysław Orkan - Drogą czwartaków od Ostrowca na Litwę.djvu
|tytuł=Drogą czwartaków od Ostrowca na Litwę
|uwagi= {{c|✽}}
|autor=Władysław Orkan
|start=2017-08-26
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Miłość pasterska (Władysław Orkan)
|tytuł=Miłość pasterska
|autor=Władysław Orkan
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-01-20
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Władysław Orkan - Z tej smutnej ziemi.pdf
|tytuł=Z tej smutnej ziemi
|autor=Władysław Orkan
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2017-03-29
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Walka rewolucyjna w zaborze rosyjskim (Józef Piłsudski)
|tytuł=Walka rewolucyjna w zaborze rosyjskim
|autor=Józef Piłsudski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2013-05-17
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Józef Piłsudski - Przemówienia Józefa Piłsudskiego - 701-001-173-002.pdf
|tytuł=Przemówienia Józefa Piłsudskiego
|autor=Józef Piłsudski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2017-08-27
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Jędrzej Cierniak - O treść teatru chłopskiego.djvu
|tytuł=O treść teatru chłopskiego
|autor=Jędrzej Cierniak
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2017-07-01
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Władysław Orkan - Nowele.djvu
|tytuł=Nowele
|autor=Władysław Orkan
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2016-10-04
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Jan Sygański-Obraz łaskami słynący.djvu
|tytuł=Obraz łaskami słynący
|autor=Jan Sygański
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-01-15
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=PL Wujek-Biblia to jest księgi Starego i Nowego Testamentu 1923
|tytuł=Biblia to jest księgi Starego i Nowego Testamentu
|autor=[[Autor:Jakub Wujek|Jakub Wujek]] (tłumacz)
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2010-04-04
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Byronizm i skottyzm w Konradzie Wallenrodzie
|autor=Józef Ujejski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2013-04-04
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Don Kiszot z la Manczy i jego przygody (Kamiński)
|tytuł=Don Kiszot z la Manczy i jego przygody
|autor=[[Autor:Miguel de Cervantes y Saavedra|Miguel de Cervantes y Saavedra]]<br />[[Autor:Zbigniew Kamiński|Zbigniew Kamiński]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2013-10-29
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Władysław Orkan - Opowieść o płanetniku.djvu
|tytuł=Opowieść o płanetniku
|autor=Władysław Orkan
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2016-10-04
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu
|tytuł=Herkules nowożytny i inne wesołe rzeczy
|autor=Władysław Orkan
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2017-07-28
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Władysław Orkan - Wskazania.djvu
|tytuł=Wskazania
|autor=Władysław Orkan
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2016-10-04
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Żołnierskie piosenki obozowe (Zagórski)
|tytuł=Żołnierskie piosenki obozowe
|autor=Adam Zagórski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2014-11-11
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=List otwarty do pana Prezydenta Rzeczypospolitej w sprawie Eligjusza Niewiadomskiego
|autor=[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2013-01-13
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu
|tytuł=Poeci angielscy (Wybór poezyi)
|autor=red. [[Autor:Jan Kasprowicz|Jan Kasprowicz]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2016-12-05
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Światełko (antologia)
|tytuł=Światełko. Książka dla dzieci
|autor=[[Autor:Zbiorowy|grono autorów polskich]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2014-07-18
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Biernata z Lublina Ezop (Ignacy Chrzanowski)
|tytuł=Biernata z Lublina Ezop
|autor=[[Autor:Ezop|Ezop]]<br />[[Autor:Biernat z Lublina|Biernat z Lublina]]<br />[[Autor:Ignacy Chrzanowski|Ignacy Chrzanowski]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2013-09-04
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Marja Skłodowska-Curie - Jak powstał i jak się rozwija Instytut Radowy w Paryżu.djvu
|tytuł=Jak powstał i jak się rozwija Instytut Radowy w Paryżu
|autor=Maria Skłodowska-Curie
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2016-01-06
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Wybór sonetów Szekspira, Miltona i lorda Bajrona.pdf
|tytuł=Wybór sonetów Szekspira, Miltona i lorda Bajrona
|autor=[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]] i inni, red. [[Autor:Konstanty Piotrowski|Konstanty Piotrowski]]
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2016-12-02
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Maria Sułkowska - Tristan II.djvu
|tytuł=Tristan II
|autor=Maria Sułkowska
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2016-11-08
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Sonety Shakespeare'a 1913.djvu
|tytuł=Sonety (Shakespeare, 1913)
|autor=William Shakespeare
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2016-10-13
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Moje pierwsze boje (Józef Piłsudski)
|tytuł=Moje pierwsze boje
|autor=Józef Piłsudski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2011-07-28
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=Pseudonimy i kryptonimy polskie (Czarkowski)
|tytuł=Pseudonimy i kryptonimy polskie
|autor=Ludwik Czarkowski
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2013-05-26
}}
{{Wiersz tabelki proofread
|indeks=William Shakespeare - Sonety.djvu
|tytuł=Sonety (Shakespeare, 1922)
|autor=William Shakespeare
|uwagi= {{c|✽}}
|start=2015-12-24
}}
|}
{{Strona użytkownika}}
2um18qinu8zj8prep99blyn7fcvedmq
Strona:Jan Biliński-Nauczanie języka polskiego.djvu/020
100
489016
4078940
2712910
2026-04-09T06:20:11Z
Jacek991
41548
/* Skorygowana */ po czyszczeniu kodu przejrzyj wykonane zmiany!
4078940
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Jacek991" /></noinclude># nauczyć poprawnie mówić i pisać;<br>
# uświadomić podstawowe zjawiska językowe w zakresie form współczesnego języka literackiego.<br>
''B. W zakresie lektury:''<br>
: nauczyć czytać przystępne utwory prozaiczne i poetyczne z możliwie najlepszem ich zrozumieniem i odczuwaniem.<br>
{{f|''II. Ze względu na cele formalne nauczania'' szczególnem zadaniem nauczyciela języka polskiego jest:|wys=20px}}
# zaprawiać do jasnego, rzeczowego i możliwie samodzielnego myślenia i wypowiadania swych myśli;<br>
# kształcić wyobraźnię i smak estetyczny, uszlachetniać i rozwijać uczucia;<br>
# wpajać świadomą miłość języka ojczystego i rzeczy ojczystych, a na ich gruncie szczepić i pielęgnować ideały religijne, etyczne i estetyczne.<br>
<br>
{{c|''B. Szkoła powszechna.''}}
{{tab|26}}1. Rozumienie mowy, którą w obcowaniu codziennem posługuje się oświecony ogół narodu polskiego.<br>
{{tab|26}}2. Rozumienie języka książkowego: a) prozy autorów popularnych, t. j. języka tych książek, z pomocą których uczeń po skończeniu szkoły uzupełniać będzie swe wykształcenie; b) języka poetyckiego (pięknego) popularnych autorów.<br>
{{tab|26}}3. Praktyczne opanowanie języka: a) swobodne i poprawne wyrażanie się w mowie; b) poprawne wyrażanie się w piśmie w zakresie życia codziennego.<br>
{{tab|26}}4. Wzbudzenie zamiłowania i wyrobienie uzdolnienia do czytania jako środka kształcącego umysł i serce.<br>
{{tab|26}}5. Wzbudzenie świadomej miłości języka ojczystego.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
a58gyn767xw86ri1cpcsokt1tgvts9m
Szablon:IndexPages/Szanchaj (Ossendowski)
10
577167
4078777
4078310
2026-04-08T18:09:18Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078777
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>720</pc><q4>13</q4><q3>617</q3><q2>0</q2><q1>83</q1><q0>7</q0>
h9hhcfu52c819pntmw71wbwl27njwrk
4078867
4078777
2026-04-08T19:09:13Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078867
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>720</pc><q4>13</q4><q3>619</q3><q2>0</q2><q1>81</q1><q0>7</q0>
fh8bi5f0uok9vl8pzda1nem3hss1ks1
Strona:F. A. Ossendowski - Szanchaj - II.djvu/277
100
599949
4078733
1534705
2026-04-08T17:21:35Z
Zbigad1970
39748
/* Skorygowana */
4078733
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Zbigad1970" /></noinclude>poczciwy Fred Hastings, poczem Sergjusz natychmiast zaśmiał się w duchu i pomyślał:<br />
{{tab}}— Zresztą co mnie to wszystko może obchodzić? Czyż nie mam większych zmartwień?<br />
{{tab}}Właśnie, że miał. Nie przyznając się sobie do tego, wyglądał listu od Ludmiły, lub przynajmniej od pani Somowej. Mogły były przecież przesłać mu wieść o sobie przez biuro Ti-Fong-Taja? List jednak nie nadchodził. Drugie zmartwienie szło z innego źródła. Sergjusz otrzymał telegram, w którym komprador nakazywał mu czekać w Kantonie na przybycie angielskiego statku „Plymouth“ z Singapoore z pociskami armatniemi i drugiego — „Illinois“, płynącego z amerykańskiemi karabinami. Ten ładunek, jak depeszował Ti-Fong-Taj, zgodnie z zleceniem sztabu, miał być również doręczony korpusowi południowemu.<br />
{{tab}}W oczekiwaniu przybycia statków, Wagin w towarzystwie oficerów chińskich poznawał życie miasta, któremu jego założyciele — czarownicy przynieśli talizmany bogactwa i pokoju. Zapewne ten drugi był fałszywy, bo pokoju Kanton nie zaznał nigdy; bogactwo zato, jak oswojone króliki, samo szło mu do rąk. Tak bogate, że nawet niszcząca rewolucja i wojna domowa nie były w stanie doprowadzić je do ruiny. Miasto zdumiewało gorączkowym handlem, ogromnemi tranzakcjami i natężoną pracą w fabrykach tkackich, metalurgicznych, olejarniach i w warsztatach rzemieślniczych. Te szczególnie zainteresowały Wagina. Poznał majstrów z rodów od pięciuset lat trudniących się w jednym i tym samym zawodzie. Byli to przeważnie artyści, rzeźbiarze, wyrabiający przedmioty z kamieni, kości słoniowej i perłowej<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
3qdwgldjpesjcwvm0weh2zq5buxnyq9
Strona:F. A. Ossendowski - Szanchaj - II.djvu/278
100
599950
4078762
1534708
2026-04-08T17:45:38Z
Zbigad1970
39748
/* Skorygowana */
4078762
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Zbigad1970" /></noinclude>masy; stolarze, produkujący najdroższe meble z hebanu; tkacze i hafciarze; majstrowie w branży wyrobów z laki czarnej, czerwonej i złotej. W małych pracowniach przygotowywano wonne pomady i świeczki, robiono papierosy, szkła do okularów i zwierciadła; barwniki z roślin, papier jedwabny i inny z drzewa „papierowego“ oraz tysiące innych towarów. Wszystkie te warsztaty i warsztaciki mieściły się w ciemnych, wąskich uliczkach dzielnicy Szamin, gdzie przewalały się tłumy Chińczyków i Europejczyków. W płynących potokach ludzkich widniały skupione i podejrzliwe twarze Japończyków; kroczyli majestatycznie sztywni, o płonących oczach Hindusi i uśmiechnięci, przebiegli Arabowie, których przodkowie założyli tu niegdyś swoją kolonję, o czem świadczył meczet, gdzie rozlegało się jękliwe wołanie do Allaha i jego proroka — Mahometa. Barwne japońskie „joro“, szczebiocząc, jak ptaki, flirtowały zawzięcie ze smagłymi Filipińczykami, a jakaś drobna, zwinna Jawajka targowała się z kupcem chińskim, pokazującym jej bogato rzeźbiony wachlarz z szyldkretu, i poruszała rytmicznie biodrami i ramionami, ni to tancerka z Bali, bo spostrzegła, zapewne, że przygląda jej się pożądliwie jakiś rozrosły, rudy, jak marchew, Kanadyjczyk.<br />
{{tab}}Nie mając nic do roboty i nudząc się straszliwie, Wagin na całe godziny zapadał w stan męczącego odrętwienia, gdy przed jego wzrokiem wewnętrznym przesuwały się postacie Ludmiły, Hastingsa, Chaj-Czina, tajemniczego Hung-Wu i mieszały się w niepokojący go chaos, by wkońcu zogniskować się w majaczącej gdzieś daleko i mgliście sylwetce Miczurina, który stał się władcą nielitościwym, {{pp|rozporządzają|cym}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
raej4r8fr35dlkt2ue67s79yyfnxnv1
Strona:F. A. Ossendowski - Szanchaj - II.djvu/279
100
599952
4078795
1534711
2026-04-08T18:20:57Z
Zbigad1970
39748
/* Skorygowana */
4078795
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Zbigad1970" /></noinclude>{{pk|rozporządzają|cym}} losami dwojga ludzi. Z radością przyjmował Sergjusz zaproszenie oficerów, bo odrywało go to od niewesołych, gnębiących myśli. Większość oficerów garnizonu kantońskiego pochodziła z prowincyj Kwangsi i Junnań. Przybyli tu niedawno na rozkaz sztabu i w wolnych od służby chwilach zwiedzali „chiński Paryż“ i jego okolice. Pewnego wieczoru Wagin z całą grupą oficerów pojechał do Fati — malowniczego zakątka, w którym niedawno jeszcze bujni Holendrzy każdej niemal nocy wyładowywali swój temperament i niezadowolenie z „ekscelencji“ — kontrolera rządowego. Niewysokie, malownicze góry, okryte wspaniałym płaszczem roślin i drzew tropikalnych, tworzyły tło starannie utrzymanego parku, gdzie pomysłowi i wyrobieni ogrodnicy chińscy — mistrzowie w sztuce dekoracyjnej — stworzyli jedno z najpiękniejszych i najestetyczniejszych miejsc na kuli ziemskiej. Krzaki w kształcie żórawi, tygrysów, leżących koni i wielbłądów, sosny i dęby o powyginanych dziwacznie konarach, wyobrażające smoki lub ludzi o rozwichrzonych włosach i wzniesionych ramionach; gazony, ozdobione porcelanowemi figurami; potoczki z przerzuconemi przez nie mostkami z laki lub porcelany; jeziorka, pełne lotosów i jaskrawo-zielonego sitowia, gdzie pluskały czerwono-złote karpie; kwietniki — tu jednobarwne, tam znów — niby paleta rozszalałego malarza — stanowiły czarowną ozdobę parku Fati. Stawało się zrozumiałem, dlaczego miejsce to dawało natchnienie poetom południa chińskiego. Koło ścieżek, posypanych grubym żwirem morskim, tkwiły wykute w miękkim kamieniu kapliczki i misternie ozdobione latarnie. Tam i sam, nad zielonym kobiercem gazonów<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
hrevij2zs9etuyj3ixvjwaupah0rf5m
Strona:F. A. Ossendowski - Szanchaj - II.djvu/280
100
599953
4078860
1534712
2026-04-08T18:52:36Z
Zbigad1970
39748
/* Skorygowana */
4078860
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Zbigad1970" /></noinclude>i ustronnych łąk wznosiły się mahoniowe i hebanowe arki „paj-lou“ o najszlachetniejszych zarysach i ozdobach. Za niemi w odległości kilkuset kroków, w cieniu drzew, w otoku kwitnących krzewów, oplecione pnącemi się roślinami tonęły w zieleni wytworne restauracyjki i herbaciarnie. Gdy Wagin z towarzyszami swymi wszedł do jednej z nich — milczący, biało ubrani i ugrzecznieni młodzieńcy podali im krzesła i przyjęli zamówienie, uważnie i pieszczotliwie zaglądając gościom w oczy, jakgdyby pytając ich o coś. W małej, półciemnej i przewiewnej salce zgromadziło się sporo gości. Większość ich stanowiły kobiety. „Wyzwolone“, europeizowane i najzupełniej „współczesne“ Chinki — żony i córki urzędników, przemysłowców i bankierów, przyjeżdżały tu samochodami i rikszami, aby pokazać nowe suknie, okrycia i obuwie, a klejnotami w uszach i na rękach wywołać zazdrość koleżanek i znajomych. Rozmawiały swobodnie i głośno, wtrącając co chwila angielskie wyrazy i niezwykle arogancko ukazując nogi aż powyżej kolana, aby zademonstrować modne pończoszki z jedwabnej siatki lub koloru „marocaine“ z czarnemi strzałkami.<br />
{{tab}}Wagin, rzuciwszy na nie okiem, był przekonany, że widzi przed sobą wytworne kokoty chińskie, choć w Szanchaju tego typu „kapłanek wolnej miłości“ nie spotykał. Pamiętał jednak, że siedzi w herbaciarni kantońskiej, w mieście, skąd wszystko, co jest nowe, rozchodzi się po całym kraju — od zniesienia monarchji do pończoch ze strzałkami.<br />
{{tab}}— Są to damy z towarzystwa! — zawołał ze śmiechem siedzący obok niego major, posłyszawszy uwagę Wagina, że kokoty kantońskie są zbyt wyzywające.<br /><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
hjh89urn171s90eu4th9hmvvregqnyo
Szablon:IndexPages/Wojciech Kętrzyński - O Mazurach.djvu
10
673496
4078778
4078316
2026-04-08T18:09:20Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078778
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>100</pc><q4>20</q4><q3>29</q3><q2>0</q2><q1>47</q1><q0>4</q0>
eqgbrbnce3cg5rmtmm4wig65fm4xpre
4078872
4078778
2026-04-08T19:09:24Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078872
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>100</pc><q4>20</q4><q3>31</q3><q2>0</q2><q1>45</q1><q0>4</q0>
lp229tgn71v3xgj4ekc7z45qzhb2il4
Strona:Wojciech Kętrzyński - O Mazurach.djvu/28
100
719095
4078737
2387934
2026-04-08T17:23:36Z
Zbigad1970
39748
/* Uwierzytelniona */
4078737
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="4" user="Zbigad1970" /></noinclude>{{tab}}Wdowy, któreby dłużéj niż kilka tygodni po śmierci męża zostały niezamężne, rzadko tu znajdziesz.<br>
{{tab}}W czwartek po kolacji nie wolno już nosić wody, ani naczyń domowych umywać. Nie wolno także prząść i koni paść. Ale Pan Bóg dobroduszny i da się oszukiwać; żeby nie stracić kilku godzin roboczych, dawają kolację dopiéro po dziesiątéj.<br>
{{tab}}W sobotę po obiedzie nie wolno ani orać, ani robić w polu. Gdy jednak potrzeba tego wymaga, to obiad dopiéro dawają po szóstéj. Pod żadnym warunkiem jednak o tym czasie nie wolno prać lub płókać bielizny, bo w takim razie grad niezawodnie zniszczy zboże na polu. Kto wyżéj wspomnionemi robotami profanuje wieczorne godziny czwartku, temu bydło nie uda się i mara nocą zdusiwszy konie, splecie grzywy i ogony w kołtuny.<br>
{{tab}}W czasie od Bożego Narodzenia do Nowego Roku nie wolno grochu gotować i lnu czesać, bo kto to uczyni, tego bydło zachoruje na proch, t. j. oślepnie.<br>
{{tab}}Kto w tychże dniach szyje, zaszywa tył jagniakom rodzić się mającym; ale największém niebezpieczeństwem grozi przędzenie, bo w skutek tego owce dostaną kołowacizny.<br>
{{tab}}Od 1go maja do 24go sierpnia nie wolno trzeć lub międlić lnu dla uniknienia gradobicia; a dzień świętego Wojciecha wszyscy poszczą i w dzień św. Jana nie pracują.<br>
{{tab}}Kto w pierwsze święto Bożego Narodzenia idzie do kościoła, dobrze robi, gdy z każdego gatunku zboża cokolwiek zabiera ze sobą, aby niém po powrocie z {{pp|ko|ścioła}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
qzrfsr1wulnblhy3ubc73qkarzvo988
Strona:Wojciech Kętrzyński - O Mazurach.djvu/29
100
719110
4078765
3704578
2026-04-08T17:47:29Z
Zbigad1970
39748
/* Uwierzytelniona */
4078765
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="4" user="Zbigad1970" /></noinclude>{{pk|ko|ścioła}} kury nakarmić; więcéj bowiem one w skutek tego, jak mówią, zaś noszą.<br>
{{tab}}Pierwszy owadek, który kto na głowie swego dziecka znajdzie, powinien zabić na książce do nabożeństwa, od tego bowiem dziecko dostanie głos dobry i piękny.<br>
{{tab}}Kura piejąca jest prorokiem nieszczęścia; aby zażegnać nieszczęście grożące, baby zapisują takie lekarstwo: Wymierz kurą całą izbę od ściany na przeciwko drzwiom stojącéj aż do samych drzwi. Jeżeli przy ostatniém obróceniu ogon kury leży na progu, to go zetnij, a gdy łeb, to łeb jéj zetniesz a rosół dobry wynadgrodzi ci hojnie stratę kury.<br>
{{tab}}Psa nie wolno uderzyć miotłą, bo tasiemca dostanie; w ogóle bydlęcia nie wolno miotłą dotykać, bo uschnie.<br>
{{tab}}Kota zaś nie wolno bić batem, bo gdy uczyniwszy to, nim przytniesz konie, wyschną ci, chociażby dostawały potrójną miarę owsa.<br>
{{tab}}Kota nie wożą ze sobą na wózku; skoro bowiem kot na nim się znajduje, to i najsilniejsze konie się zamęczą; czemu aby zapobiedz, trzeba do kosza, w którym kot leży, dołożyć jeszcze kamień.<br>
{{tab}}Noża ostrzem do góry nikt kłaść nie powinien, ile razy bowiem to się robi, dziecko familji pokrewnéj czy blisko czy daleko mieszkającéj zapada na kurcze.<br>
{{tab}}Na progu i na rogu pieca nie ostrzyj noża, bo bydło twoje w skutek tego zapewne dostanie proch czyli kataraktę.<br>
{{tab}}Téż same bywają skutki, skoro kto igłę w lisztewkę od okna zatknie.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
0t5bfttblwrx9nqgwmsh5oqdt32a207
Strona:Wojciech Kętrzyński - O Mazurach.djvu/30
100
719119
4078801
2138114
2026-04-08T18:22:57Z
Zbigad1970
39748
/* Skorygowana */
4078801
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Zbigad1970" /></noinclude>{{tab}}Pasterz chcąc swą trzodę od wilka obronić, niech pójdzie do kościoła po piasek. Powróciwszy, niech modląc się na około trzody ów piasek rozsypie.<br>
{{tab}}Dziewczyna, która z rana bydło z domu wygania, powinna zawsze — na co przez cały rok zważać trzeba — mieć fartuch na sobie i na głowie czepek; skoro to zaniedba, bydło przez nią spędzone z pewnością stanie się łupem wilka.<br>
{{tab}}Kto na pole idzie, aby siać, powinien zabrać ze sobą stal, chleb, kolendrę i czosnek. Mając te rzeczy przy sobie, może być pewien, że zasiewy jak najświetniéj się udadzą.<br>
{{tab}}Stali przedewszystkiém djabeł się boi. Stali kawałeczek włóż w pieluchy dziecka nowonarodzonego a djabeł już nad niém nie będzie miał żadnéj mocy. Jeśli to się zaniedbuje, często się zdarza, że djabeł dziecko porywa i „odmianka“ czyli podrzutka zostawia, który potém swym rodzicom niemało kłopotu i troski przysparza. Po chrzcie djabeł dzieciom szkodzić nie może.<br>
{{tab}}Krzesiwko ze stali nietylko djabłu, lecz i czarownicom wzbrania przystępu do stajni i obory. W czarownice bowiem lud jeszcze wierzy. Pastorowi K. pokazano takową: miała oczy czerwone, zapalone, chore od niepamiętnych czasów; odbierała mleko krowom, które się były ocieliły i dodawała je swojéj jeszcze cielnéj. Tak samo panią Sokołowską z Szczybał, żonę nauczyciela posądzają ludzie o czary, iż od kilku już miesięcy napuchniętą ma rękę. Czarownica taka do obory nie dostanie się, gdy pod progiem położy się cokolwiek srebra żywego lub trzy krzyżyki stalowe lub wbije się igłę<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
7pjjr2agnwhykpsb354ubyk619u8ngt
Strona:Wojciech Kętrzyński - O Mazurach.djvu/31
100
719123
4078861
2138130
2026-04-08T18:54:35Z
Zbigad1970
39748
/* Skorygowana */
4078861
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Zbigad1970" /></noinclude>stalową w róg tej krowy, za mlekiem której czarownica się ubiega.<br>
{{tab}}Trudno powiedzieć jaki jest sposób czarowania, bo nikt naturalnie przy tém obecnym nie był; ale znaleziono ślady, o których dla charakterystyki stosunków warto wspomnieć.<br>
{{tab}}Gospodarz Przyslupa z Gajlówki, mający lat 33, znalazł przy zwożeniu czy téż przy młóceniu swego zboża w jednym snopie pięć żab i siedm myszy razem związanych. Znajdował on także od czasu do czasu kawałki siarki na swojéj roli, które naturalnie nie przypadkowo tam się dostały. Przyslupa sądzi, że sąsiad jego Kłoś najlepszą będzie miał wiadomość, w jaki sposób to wszystko do snopa i na rolę się dostało.<br>
{{tab}}Gospodarz Szewczyk z Juchy znalazł jajko w dachu swojéj chaty; to było dla niego jasnym dowodem, że ktoś zamierza dom jego oczarować.<br>
{{tab}}Czarodziejską sztuką można sobie łatwo przywłaszczyć z obcéj roli wielką część zysku. Jest dużo ludzi, którzy na tém się znają. Widziano już takich, którzy bez odzieży swoje czy téż sąsiada pole obchodząc, ziarna rzucają.<br>
{{tab}}Jest u Mazurów rzeczą dowiedzioną, że choroby a choćby najgwałtowniejsze i najniebezpieczniejsze mogą być wyleczone przez zaklęcie znawców, których poszukać należy pomiędzy dziadami i babami. Doktora rzadko wzywają na pomoc, a ze stu chorych 99ciu wyzdrowieje w skutek zaklęcia.<br>
{{tab}}Żona nauczyciela Olk w Pietraszach miała mocny ból zębów; na to żona gospodarza Samuela Segaia<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
h4qw1gygovw9438y49zjxlfavqbx4oz
Szablon:IndexPages/A. Kuprin - Miłość Sulamity.djvu
10
724056
4078937
3814844
2026-04-09T06:09:12Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078937
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>124</pc><q4>7</q4><q3>4</q3><q2>0</q2><q1>103</q1><q0>10</q0>
1hm7enedhiwothbpi6ypynd9rgkmvqo
Strona:A. Kuprin - Miłość Sulamity.djvu/12
100
726093
4078933
3895170
2026-04-09T05:38:11Z
Jacek991
41548
/* Skorygowana */
4078933
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Jacek991" /></noinclude>skrzydła i schody galeryi, na instrumenty muzyczne oraz oprawę ksiąg świętych, w swoim czasie przyniosła w darze królowi Salomonowi królowa Saus, mądra i czarowna Balkis wraz z taką ilością wonnych bursztynów, i olejków i drogocennych perfum, jakiej dotychczas nie widziano w Izraelu.<br>
{{tab}}Z dniem każdym wzrastały bogactwa króla. Trzy razy do roku powracały jego okręty: „Thorsis“, pływający po morzu Śródziemnem i „Chiram“, pływający po morzu Czarnem. Przywoziły one z Afryki słoniową kość, małpy, pawie i antylopy, bogato ozdobne rydwany z Egiptu, żywe tygrysy i lwy, jak również zwierzęce skóry i futra z Mezopotamii, białośnieżne konie z Kury, parwaimskiego piachu złotego za sześćdziesiąt talentów. Co rok czerwone, czarne i sandałowe drzewa z krainy Othyr, barwne asyryjskie i kalachskie kobierce, z przedziwnymi rysunkami, — przyjacielskie dary króla Tiglat Pileazara, artystyczną mozaikę z Niwy, Nimrudu i Sargonu, cudne, wzorzyste tkaniny z Chatuaru, złote kubki z Tyru i Sydonu, szkła barwne z Puntu w pobliżu Bab-El-Mandebu, te nader rzadkie<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
lq51c6mg37he9q2nfntpny3vb0v0pzf
Szablon:IndexPages/Dyplomacja Stanów Zjednoczonych (XVIII-XIX w.).pdf
10
779273
4078573
4078542
2026-04-08T12:09:13Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078573
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>794</pc><q4>1</q4><q3>1</q3><q2>0</q2><q1>430</q1><q0>2</q0>
0147sevyxf5bv51jjpw710c18zkevu6
4078938
4078573
2026-04-09T06:09:14Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078938
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>794</pc><q4>1</q4><q3>1</q3><q2>0</q2><q1>431</q1><q0>2</q0>
pt6lgxvsme4kokyvng2frv0tzd8jgmv
4079036
4078938
2026-04-09T10:09:16Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4079036
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>794</pc><q4>1</q4><q3>1</q3><q2>0</q2><q1>432</q1><q0>2</q0>
skby0js83dl2o5b59m1a3atyywa9zq0
Strona:A. Kuprin - Miłość Sulamity.djvu/13
100
890849
4078935
2583652
2026-04-09T06:04:16Z
Jacek991
41548
/* Skorygowana */
4078935
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Jacek991" /></noinclude>wonności: nard, aloes, trzcinę, cynamon szafran, ambrę, muskus, stakti i chalwan, smirnę i bursztyn, dla zdobycia których Faraonowie egipscy przedsiębrali nieraz krwawe wojny.<br>
{{tab}}Srebro zaś za dni Salomona miało cenę zwykłego kamienia, a drzewo czerwone nie droższe było od pospolitych badyli, rosnących na {{Korekta|nizinaah|nizinach}}.<br>
{{tab}}Łaźnie murowane, wykładane porcelaną, marmurowe wodociągi, oraz orzeźwiające fontanny, pobudował król w ten sposób, iż rozkazał doprowadzić wodę ze źródeł górskich, a wokoło dworca potworzył ogrody i gaje i zaprowadził winnice w Baal-Mamonie.<br>
{{tab}}Miał król Salomon 40.000 stajni dla mułów i koni dla rydwanów i 12.000 dla konnicy; co dnia dowożono dla koni jęczmień i słomę z prowincyi. Dziesięć spasionych wołów i 20 z pastwiska, trzydzieści korcy mąki pszennej oraz sześćdziesiąt innej, sto batów wina rozmaitego, trzysta owiec, nie licząc spasionego ptactwa, jeleni, sarn i sajgaków, wszystko to przez ręce dwunastu dostawców co dnia szło na stół Salomona, jak również na stół jego dworu, świty<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
1edr73oex25z1d1ct7bkzp3m3l0qonm
Indeks:Mark Twain - Wartogłowy Wilson.djvu
102
902228
4078649
2978998
2026-04-08T15:39:24Z
PG
3367
status
4078649
proofread-index
text/x-wiki
{{:MediaWiki:Proofreadpage_index_template
|Tytuł=[[Wartogłowy Wilson]]
|Autor=[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|Tłumacz=Maria Grabowska
|Redaktor=
|Ilustracje=
|Rok=1896
|Wydawca=Redakcja „Tygodnika Mód i Powieści“
|Miejsce wydania=Warszawa
|Druk=Emil Skiwski
|Źródło=[[commons:File:Mark Twain - Wartogłowy Wilson.djvu|Skany na Commons]]
|Ilustracja=[[Plik:Mark Twain - Wartogłowy Wilson.djvu|mały|page=1]]
|Strony=<pagelist 7="tyt" 5="ptyt" 6="—" 8="red" 9="5" 205to208="—" 1to4="—" />
|Spis treści=
|Uwagi=
|Postęp=do skorygowania
|Status dodatkowy=nie zawiera dodatkowych
|Css=
|Width=
}}
c783g3own54mzvwsyxyp7m91fzz97fr
Szablon:IndexPages/Mark Twain - Wartogłowy Wilson.djvu
10
902265
4078682
4078315
2026-04-08T16:09:11Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078682
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>208</pc><q4>1</q4><q3>0</q3><q2>0</q2><q1>198</q1><q0>9</q0>
c5b2d4j0tl8g6y34a3w0v9157qilhlk
Szablon:IndexPages/Józef Weyssenhoff - Puszcza.djvu
10
903993
4078603
4078522
2026-04-08T14:09:11Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078603
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>320</pc><q4>3</q4><q3>6</q3><q2>0</q2><q1>234</q1><q0>4</q0>
oi9szua1pfvuxhkecssulbmxmbjnis6
4078630
4078603
2026-04-08T15:09:15Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078630
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>320</pc><q4>3</q4><q3>6</q3><q2>0</q2><q1>235</q1><q0>4</q0>
lxfquhge9l94et2aqs9pmrq619usexs
4078685
4078630
2026-04-08T16:09:16Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078685
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>320</pc><q4>3</q4><q3>6</q3><q2>0</q2><q1>236</q1><q0>4</q0>
mbf9i4jsw5c6lt6wngbhwv92938aiel
Szablon:IndexPages/PL Maurycy Leblanc - Troje oczu.pdf
10
1039150
4078776
4078312
2026-04-08T18:09:17Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078776
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>228</pc><q4>2</q4><q3>2</q3><q2>0</q2><q1>205</q1><q0>5</q0>
1qfqx8zbvliumxeembej3ute265r9gg
4078869
4078776
2026-04-08T19:09:17Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078869
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>228</pc><q4>2</q4><q3>2</q3><q2>0</q2><q1>207</q1><q0>5</q0>
cphnw14czy34g7r74nfrzl58wh72z66
Wikiźródła:GUS2Wiki
4
1079277
4078876
4074069
2026-04-08T19:17:27Z
Alexis Jazz
27772
Updating gadget usage statistics from [[Special:GadgetUsage]] ([[phab:T121049]])
4078876
wikitext
text/x-wiki
{{#ifexist:Project:GUS2Wiki/top|{{/top}}|This page provides a historical record of [[Special:GadgetUsage]] through its page history. To get the data in CSV format, see wikitext. To customize this message or add categories, create [[/top]].}}
Poniższe dane są kopią z pamięci podręcznej. Ostatnia aktualizacja odbyła się o 2026-04-07T17:50:00Z. W pamięci podręcznej {{PLURAL:5000|znajduje|znajdują|znajduje}} się maksymalnie {{PLURAL:5000|jeden wynik|5000 wyniki|5000 wyników}}.
{| class="sortable wikitable"
! Gadżet !! data-sort-type="number" | Liczba użytkowników !! data-sort-type="number" | Użytkownicy aktywni
|-
|DisableZoomPersistance || 11 || 8
|-
|EditNext || 14 || 7
|-
|GoogleOCR || data-sort-value="Infinity" | Domyślny || data-sort-value="Infinity" | Domyślny
|-
|HotCat || 115 || 16
|-
|Navigation popups || 67 || 4
|-
|OCR || 161 || 17
|-
|QuickEdit || 51 || 5
|-
|QuickHistory || 31 || 4
|-
|Typo-pl || data-sort-value="Infinity" | Domyślny || data-sort-value="Infinity" | Domyślny
|-
|Typo-pl-poem || 57 || 13
|-
|block || 14 || 6
|-
|colored-new-in-rc || 55 || 4
|-
|colored-nicknames || 84 || 7
|-
|delete || 21 || 7
|-
|disFixer || 27 || 8
|-
|disable-animations || 17 || 3
|-
|dynamic-ips || 65 || 6
|-
|edithysteria || 65 || 5
|-
|edittools || 36 || 4
|-
|hide-block || 6 || 4
|-
|hide-rollback || 24 || 5
|-
|hideSidebar || 90 || 12
|-
|indexGen || 63 || 9
|-
|insert-section || 66 || 13
|-
|iw-links || 44 || 8
|-
|iw-links-aut || 18 || 6
|-
|mark-disambigs || 40 || 13
|-
|mark-proofread || 33 || 3
|-
|newHelp || 33 || 5
|-
|oldreviewedpages || 20 || 0
|-
|pagepurgetab || 36 || 12
|-
|proofread-history || 72 || 10
|-
|proofsect-to-main || 26 || 9
|-
|protect || 13 || 6
|-
|quickeditcounter || 99 || 9
|-
|replylinks || 61 || 3
|-
|revisiondelete || 6 || 4
|-
|searchbox || 99 || 16
|-
|shortcuts || 90 || 13
|-
|sk || data-sort-value="Infinity" | Domyślny || data-sort-value="Infinity" | Domyślny
|}
* [[Specjalna:Użycie gadżetów]]
* [[m:Meta:GUS2Wiki/Script|GUS2Wiki]]
<!-- data in CSV format:
DisableZoomPersistance,11,8
EditNext,14,7
GoogleOCR,default,default
HotCat,115,16
Navigation popups,67,4
OCR,161,17
QuickEdit,51,5
QuickHistory,31,4
Typo-pl,default,default
Typo-pl-poem,57,13
block,14,6
colored-new-in-rc,55,4
colored-nicknames,84,7
delete,21,7
disFixer,27,8
disable-animations,17,3
dynamic-ips,65,6
edithysteria,65,5
edittools,36,4
hide-block,6,4
hide-rollback,24,5
hideSidebar,90,12
indexGen,63,9
insert-section,66,13
iw-links,44,8
iw-links-aut,18,6
mark-disambigs,40,13
mark-proofread,33,3
newHelp,33,5
oldreviewedpages,20,0
pagepurgetab,36,12
proofread-history,72,10
proofsect-to-main,26,9
protect,13,6
quickeditcounter,99,9
replylinks,61,3
revisiondelete,6,4
searchbox,99,16
shortcuts,90,13
sk,default,default
-->
f8lwwr03yqfutl2rhqiwzhd4iksv4sx
Strona:PL Miodonski O świadectwie duszy.pdf/11
100
1127786
4078854
4075719
2026-04-08T18:44:58Z
Fallaner
12005
grafika
4078854
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Fallaner" /></noinclude>im na to uporem niedowierzania lub szyderstwem<ref>Bardzo charakterystyczną jest uwaga Tertulliana, że między poganami byli ludzie, którzy gardzili ceremoniami kultu pogańskiego, lub zwalczali ponęty światowe (cum... seu cerimonias despuens, seu saeculum revincens pro Christiano denotetur). Takie uznanie ma tem większe znaczenie, bo Tertullian zazwyczaj patrzy czarno na postępki pogan. Nie wypada też bez zastrzeżeń powtarzać zużytego komunału o strasznej demoralizacyi niechrześcijan tego czasu.</ref>. Wolno przypuszczać, że w tych apologetycznych materyałach znalazły pomieszczenie i te wskazówki, jakich dostarcza sensus publicus, czyli ten sam podkład psychologiczny, na jakim polega traktacik Tertulliana. Był to zbyt bijący w oczy argument, żeby go można było zupełnie przemilczać i kto wie, czy Tertullian o nim nie mówi, kiedy wspomina, że ci zbieracze wyjaśniali między innemi {{Roz|przyczynę i początek tradycy}}i? Nie bez powodu też, sądzę, {{roz|prze}}d świadectwami z poetów i filozofów postawił Minucyusz Feliks znane wyrzeczenia ludu, jako dowód monoteistycznej wiary, jakby pragnął głos poezyi i filozofii uczynić silniejszym i zrozumialszym przez nawiązanie do vox populi. O ile przeto wchodzą w grę owe sensus communes, mniemałbym, że Tertullian i Minucyusz Feliks posługują się tym dowodem prawdopodobnie niezależnie od siebie. Czy i w innych partyach swych apologij pozostają na tem stanowisku, nie tu miejsce roztrząsać.<br>
{{tab}}''Kraków''
{{Separator graficzny|150|Plik:PL Miodonski O świadectwie duszy P11 text divider.jpg|przed=2em|po=2em}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
6taakoznn1k2tgxar1q19cqtrbnr4u3
Strona:PL Dzieła Ignacego Krasickiego T. 6.djvu/4
100
1198892
4078642
3573527
2026-04-08T15:31:54Z
PG
3367
drobne redakcyjne
4078642
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="PG" /></noinclude>{{c|DZIEŁA|font=Times|w=250%|przed=100px}}
{{c|Ignacego Krasickiego.|kap|font=Times|w=200%|przed=20px}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
h07y2hxjdgwn2pun4kf9d3pcfye954j
Szablon:IndexPages/PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
10
1199277
4078868
3947387
2026-04-08T19:09:15Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078868
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>186</pc><q4>2</q4><q3>3</q3><q2>0</q2><q1>53</q1><q0>12</q0>
qvn25s5x0mu4do9l7rjqg3ksjn2m1hb
Gry i zabawy towarzyskie
0
1199331
4078780
3577404
2026-04-08T18:15:14Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078780
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = Gry i zabawy towarzyskie
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|strona z okładką = 11
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni =
|następny = /Przedmowa
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=Category:Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu
}}
{{CentrujStart2}}
{|align="center"
|<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="11"
to="11" />
|}
{{---}}
{|align="center"
|<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="180"
to="182" />
|}
{{CentrujKoniec2}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie|*]]
[[Kategoria:Strony indeksujące]]
10w5w6dhzuuo5adeg7d4cakfve7y3bu
Gry i zabawy towarzyskie/Przedmowa
0
1199332
4078781
3575272
2026-04-08T18:16:00Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078781
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../
|następny = ../Gra w chowanego
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="13"
to="14"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
7x29pumlh2bo7x4ps03md8ip2yfsx88
Gry i zabawy towarzyskie/Gra w chowanego
0
1199335
4078784
3575271
2026-04-08T18:17:03Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078784
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Przedmowa
|następny = ../Schowana chustka
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="15"
to="17"
fromsection="1"
tosection="1"
/>
{{przypisy}}
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
69uzn79tenje87y8nzj9z188wnkkgbx
Gry i zabawy towarzyskie/Schowana chustka
0
1199336
4078785
3575273
2026-04-08T18:17:25Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078785
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Gra w chowanego
|następny = ../Naśladownictwo
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="17"
to="17"
fromsection="2"
tosection="2"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
8150zthbk0xuvs693awxorhvag5tkqb
Gry i zabawy towarzyskie/Naśladownictwo
0
1199337
4078787
3575275
2026-04-08T18:18:16Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078787
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Schowana chustka
|następny = ../Gra w rzemieślników
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="18"
to="18"
fromsection="3"
tosection="3"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
ia1gmd0pan4bxz39727npcu4fewyqfb
Gry i zabawy towarzyskie/Gra w rzemieślników
0
1199338
4078788
3575277
2026-04-08T18:18:45Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078788
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Naśladownictwo
|następny = ../Krogulec
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="18"
to="19"
fromsection="4"
tosection="4"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
07cpgrnhy5jq76ygysx5v75oorkyjq1
Gry i zabawy towarzyskie/Krogulec
0
1199339
4078789
3575278
2026-04-08T18:19:11Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078789
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Gra w rzemieślników
|następny = ../Kot
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="19"
to="19"
fromsection="5"
tosection="5"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
owrpce4k4qvyduu9899k77webpqfp9i
Gry i zabawy towarzyskie/Kot
0
1199347
4078790
3575313
2026-04-08T18:19:30Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078790
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Krogulec
|następny = ../Pies i zając
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="19"
to="20"
fromsection="6"
tosection="6"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
nrecmmqbonpquzhfcwe4upaa825iv9s
Gry i zabawy towarzyskie/Pies i zając
0
1199348
4078791
3575315
2026-04-08T18:20:08Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078791
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Kot
|następny = ../Kot i mysz (1)
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="20"
to="20"
fromsection="7"
tosection="7"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
7175q2kue82r4ozi3ii05cah54jht94
Gry i zabawy towarzyskie/Kot i mysz (1)
0
1199353
4078793
3575331
2026-04-08T18:20:22Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078793
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Pies i zając
|następny = ../Kot i mysz (2)
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="20"
to="21"
fromsection="8"
tosection="8"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
dvv0fqbcstmsx30msm87e1701hbs1q4
Gry i zabawy towarzyskie/Kot i mysz (2)
0
1199354
4078794
3575332
2026-04-08T18:20:48Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078794
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Kot i mysz (1)
|następny = ../Kot zawieszony
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="21"
to="21"
fromsection="9"
tosection="9"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
p5w4wawpugp5owe009wp69uknhkv4ju
Gry i zabawy towarzyskie/Kot zawieszony
0
1199355
4078797
3575333
2026-04-08T18:21:28Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078797
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Kot i mysz (2)
|następny = ../Cztery kąty
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="21"
to="22"
fromsection="10"
tosection="10"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
ogh8kb558eppyuskn3zevyuk1srfl8u
Gry i zabawy towarzyskie/Cztery kąty
0
1199360
4078798
3575340
2026-04-08T18:22:07Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078798
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Kot zawieszony
|następny = ../Ośm kątów albo gra w miasta
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="22"
to="23"
fromsection="11"
tosection="11"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
gblw22kg8bdqo43jc861tqqukyp21yp
Gry i zabawy towarzyskie/Ośm kątów albo gra w miasta
0
1199361
4078799
3575343
2026-04-08T18:22:30Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078799
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Cztery kąty
|następny = ../Ślepa babka
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="23"
to="23"
fromsection="12"
tosection="12"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
hnkq167nrwyomdyhzfhjflzky047keh
Gry i zabawy towarzyskie/Ślepa babka
0
1199362
4078800
3575345
2026-04-08T18:22:53Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078800
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Ośm kątów albo gra w miasta
|następny = ../Ślepa babka siedząca
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="24"
to="24"
fromsection="13"
tosection="13"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
o4weh11mm6607r13pd7q0p6ss0lk61k
Gry i zabawy towarzyskie/Ślepa babka siedząca
0
1199363
4078802
3575346
2026-04-08T18:23:08Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078802
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Ślepa babka
|następny = ../Ślepa babka naokoło słupa
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="24"
to="25"
fromsection="14"
tosection="14"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
iwlh8pte1ipgt7xquqxzt69c4qyrm7e
Gry i zabawy towarzyskie/Ślepa babka naokoło słupa
0
1199364
4078803
3575349
2026-04-08T18:23:30Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078803
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Ślepa babka siedząca
|następny = ../Ślepa babka z kijkiem
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="25"
to="26"
fromsection="15"
tosection="15"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
ne1kn43a7jzufuz1l8rjrr2ajiwhpui
Gry i zabawy towarzyskie/Ślepa babka z kijkiem
0
1199365
4078804
3575351
2026-04-08T18:23:50Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078804
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Ślepa babka naokoło słupa
|następny = ../Pościg
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="26"
to="26"
fromsection="16"
tosection="16"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
33q6z7vc5jbvihnyyrhp5yz3rlohfo7
Strona:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf/27
100
1199366
4078857
3575354
2026-04-08T18:48:24Z
Aarienn
28463
/* Skorygowana */
4078857
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Aarienn" /></noinclude><section begin="17"/>
{{c|'''17. Pościg.'''}}
{{c|(Ilość grających 10 — 30).|w=80%}}
{{tab}}Miejsce wyznaczone na grę, powinno tworzyć prostokąt. W odległości kilku kroków od jego krótszych boków kreśli się linję równoległą do tychże, a pośrodku prostokąta jeszcze jedną linję równoległą. Przez losowanie grający wybierają z pomiędzy siebie dwuch, którzy stają na linji środkowej. Są to stróże, którzy muszą chwytać grających przy przejściu, gdy ci zmieniają miejsce. Uczestnicy na początku gry dzielą się na dwie partje, z których każda staje w jednym małym prostokącie po stronach przeciwnych. Na dany znak uczestnicy zmieniają miejsca. Grający może być uwięziony przez stróża tylko wtedy, gdy ten chwyci go w biegu poza wyznaczoną granicą. Dla prędszego schwytania stróże muszą sobie dopomagać. Gdy już wszyscy grający są uwięzieni — gra rozpoczyna się na nowo.<br><br>
<section end="17"/>
<section begin="18"/>
{{c|'''18. Sieć na ryby.'''}}
{{c|(Ilość grających 10 — 30).|w=80%}}
{{tab}}Do tej gry trzeba obrać dosyć duży plac prostokątny, długi na 40 lub 50 kroków, a szeroki na 20 do 30 kroków. W środku prostokąta równolegle do boków krótszych wyznacza się dwie linje równolegle oddalone od siebie o 4 kroki, przez które przebiegać mają uczestnicy. Miejsca tego broni dwóch grających, nazwanych rybakami. Grający stoją w jednym z prostokątów. Kiedy rybacy zawołają: «za ciasno!», wszyscy grający powinni przebiec do drugiego stawu (druga część prostokąta). Jeżeli który z nich zostaje schwytany przez rybaków, zanim przebiegł granicę drugiego prostokąta (stawu), t. j. posterunku rybaków, rybacy biorą go do pomocy i ująwszy się za ręce, tworzą
<section end="18"/><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
h32ykowpkjl5ednp2mwryn9l6vh8fd5
Strona:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf/28
100
1199367
4078859
3575355
2026-04-08T18:50:41Z
Aarienn
28463
4078859
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wierzbowski" /></noinclude><section begin="18"/>
sieć. Dwuch pierwszych złapanych staje przy końcu łańcucha i oni też tylko mogą chwytać przebiegających, ale z warunkiem, żeby łańcuch nie był przerwany, w przeciwnym razie ryby mogą ułatwić sobie przejście, rozsuwając łańcuch. Za każdym razem, gdy ryby się zbiorą w stawie (jednej z części placu), rybacy krzyczą «za ciasno!», żeby zmusić do przejścia na inną stronę, lecz rybak i sieć powinni stać w pasie środkowym.<br>
{{tab}}Gdy wszystkie ryby zostaną schwytane, gra rozpoczyna się na nowo, a dwaj ostatni złapani zostają rybakami.<br><br>
<section end="18"/>
<section begin="19"/>
{{c|'''19. Trzeciak.'''}}
{{c|(Ilość grających 12 — 60).|w=80%}}
{{tab}}Im więcej osób do gry tej należy, tem jest ona zabawniejsza.<br>
{{tab}}Grający stają po dwóch, jeden za drugim i tworzą dwa koła: zewnętrzne i wewnętrzne, zwracając się twarzami do środka koła. Odległość pomiędzy jedną parą a drugą powinna wynosić 4 do 6 kroków. Stojący na przedzie nazywają się № 1, stojący z tyłu — № 2.
Dwaj wybrani powinni się znajdować poza kołem i gonią jeden drugiego, nie wchodząc do dużego koła.<br>
{{tab}}Ten, który ma gonić, staje w odległości 10 kroków od towarzysza i klaśnięciem dłoni daje znak, że rozpoczyna. Złapany zamienia się na rolę z tym, który go gonił. Ale prześladowany nie tak łatwo da się złapać, bo ma prawo stanąć przed jedną z par. Zatrzymawszy się przed № 1 pary, którą sobie wybrał, powinien zawołać: <trzech za wiele!». Wtedy № 2 umyka, wołając: «dwuch dosyć».<br>
{{tab}}Ta zmiana powinna następować bardzo prędko, w przeciwnym razie, t. j. gdy № 2 stając się № 3, nie
<section end="19"/><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
q7703t5zu45temfuhvf295tw0hvjnb8
Gry i zabawy towarzyskie/całość
0
1199369
4078850
3671483
2026-04-08T18:39:04Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078850
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = Gry i zabawy towarzyskie
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|strona z okładką = 11
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../
|następny =
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=Category:Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu
}}
{{JustowanieStart}}
{|align="center"
|<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="11"
to="179" />
|}
{{JustowanieKoniec}}
<br>
{{przypisy}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
mjz8ox46nmn34zvfradn392ds5ecbb0
Gry i zabawy towarzyskie/Pościg
0
1199385
4078806
3575401
2026-04-08T18:24:34Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078806
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Ślepa babka z kijkiem
|następny = ../Sieć na ryby
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="27"
to="27"
fromsection="17"
tosection="17"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
0guumdnc0awy9092iuy4fcb7ah22zon
Gry i zabawy towarzyskie/Sieć na ryby
0
1199386
4078808
3575402
2026-04-08T18:25:05Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078808
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Pościg
|następny = ../Trzeciak
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="27"
to="28"
fromsection="18"
tosection="18"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
0ezn859uyxt6nwuid63wn2do5rypkgl
Gry i zabawy towarzyskie/Trzeciak
0
1199387
4078809
3575405
2026-04-08T18:25:26Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078809
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Sieć na ryby
|następny = ../Budowa mostów
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="28"
to="29"
fromsection="19"
tosection="19"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
el949eu9wmwxszfge3241yvq8dz6u6n
Gry i zabawy towarzyskie/Budowa mostów
0
1199388
4078810
3575406
2026-04-08T18:26:19Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078810
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Trzeciak
|następny = ../Kret i kretowisko
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="29"
to="30"
fromsection="20"
tosection="20"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
f8hklvwnv0d86odww2hbzg11hv76jil
Gry i zabawy towarzyskie/Kret i kretowisko
0
1199389
4078811
3575407
2026-04-08T18:26:38Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078811
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Budowa mostów
|następny = ../Gra w lisa
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="30"
to="30"
fromsection="21"
tosection="21"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
gligll3yrywe8c5mghki3jn7rlwn6r6
Gry i zabawy towarzyskie/Gra w lisa
0
1199390
4078812
3575408
2026-04-08T18:26:53Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078812
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Kret i kretowisko
|następny = ../Kocieł
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="30"
to="31"
fromsection="22"
tosection="22"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
sp5hnyimykr3cs6wc8z0y8zs977lflk
Gry i zabawy towarzyskie/Kocieł
0
1199391
4078813
3575411
2026-04-08T18:27:19Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078813
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Gra w lisa
|następny = ../Żabi skok
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="31"
to="33"
fromsection="23"
tosection="23"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
t7u8cir14gyg80lxitdnbxmax304sxb
Gry i zabawy towarzyskie/Żabi skok
0
1199392
4078814
3575412
2026-04-08T18:27:33Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078814
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Kocieł
|następny = ../Gotowalnia
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="33"
to="34"
fromsection="24"
tosection="24"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
p9gvg3lchz6167cpziii5n11w3pu7ym
Gry i zabawy towarzyskie/Gotowalnia
0
1199393
4078815
3575413
2026-04-08T18:27:53Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078815
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Żabi skok
|następny = ../Ducza
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="34"
to="35"
fromsection="25"
tosection="25"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
plj44blhvtdyfwqa96j16b162t3h4dm
Gry i zabawy towarzyskie/Ducza
0
1199394
4078817
3575415
2026-04-08T18:29:11Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078817
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Gotowalnia
|następny = ../Rzeźbiarz
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="36"
to="36"
fromsection="26"
tosection="26"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
jyffz6s9zl4ktr24gdf80q9qmnfdtbf
Gry i zabawy towarzyskie/Rzeźbiarz
0
1199447
4078818
3575689
2026-04-08T18:29:27Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078818
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Ducza
|następny = ../Zwierzęta
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="36"
to="37"
fromsection="27"
tosection="27"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
jh4m86q37cyucmlxi7nbxebfj2m95j9
Gry i zabawy towarzyskie/Zwierzęta
0
1199448
4078819
3575690
2026-04-08T18:29:49Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078819
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Rzeźbiarz
|następny = ../Rzeźnik i owce
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="37"
to="38"
fromsection="28"
tosection="28"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
1978v6bw3707rd4ljkpr36bo9cy2jxx
Gry i zabawy towarzyskie/Rzeźnik i owce
0
1199449
4078820
3575691
2026-04-08T18:30:04Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078820
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Zwierzęta
|następny = ../Gra w konia
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="38"
to="38"
fromsection="29"
tosection="29"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
9z3bbmgndmfdwdm684abpb5w3rwtkas
Gry i zabawy towarzyskie/Gra w konia
0
1199450
4078821
3575692
2026-04-08T18:30:19Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078821
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Rzeźnik i owce
|następny = ../Gra w niedźwiedzia
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="38"
to="40"
fromsection="30"
tosection="30"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
9vtskdqojw8g9epy24hbdozpkdgtavr
Gry i zabawy towarzyskie/Gra w niedźwiedzia
0
1199451
4078822
3575693
2026-04-08T18:30:34Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078822
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Gra w konia
|następny = ../Gra w koło
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="40"
to="40"
fromsection="31"
tosection="31"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
p0cxm2mlj581fqpazpo4x3evnrk3951
Gry i zabawy towarzyskie/Gra w koło
0
1199452
4078823
3575695
2026-04-08T18:30:49Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078823
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Gra w niedźwiedzia
|następny = ../Gra w muchę
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="40"
to="41"
fromsection="32"
tosection="32"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
4ntd6qdwlrsoeen9g2bcl535cd6mfp7
Gry i zabawy towarzyskie/Gra w muchę
0
1199453
4078824
3575696
2026-04-08T18:31:04Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078824
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Gra w koło
|następny = ../Kulawy lis
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="41"
to="42"
fromsection="33"
tosection="33"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
gcbkqao6whl0tqywtsekktm5vu82yuy
Gry i zabawy towarzyskie/Kulawy lis
0
1199498
4078825
3575883
2026-04-08T18:31:18Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078825
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Gra w muchę
|następny = ../Staruszek
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="42"
to="43"
fromsection="34"
tosection="34"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
dv4ojsznyydj8ktnhyq5abx231cklcb
Gry i zabawy towarzyskie/Staruszek
0
1199499
4078826
3575884
2026-04-08T18:31:33Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078826
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Kulawy lis
|następny = ../Gra w jaskółkę
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="43"
to="44"
fromsection="35"
tosection="35"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
nnmsjltgjjeo4rm5k75o4tqcnhvxry0
Gry i zabawy towarzyskie/Gra w jaskółkę
0
1199500
4078827
3575885
2026-04-08T18:31:47Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078827
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Staruszek
|następny = ../Jeńcy
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="44"
to="44"
fromsection="36"
tosection="36"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
pdn3m2timxxc9md566j88e9uph9wl58
Gry i zabawy towarzyskie/Jeńcy
0
1199501
4078828
3576422
2026-04-08T18:32:04Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078828
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Staruszek
|następny = ../Gra w węża
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="44"
to="45"
fromsection="37"
tosection="37"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
h1f77rbgz5tps7toe232ba9prujmi48
Gry i zabawy towarzyskie/Gra w węża
0
1199625
4078829
3576423
2026-04-08T18:32:21Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078829
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Jeńcy
|następny = ../Gra w barana
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="45"
to="46"
fromsection="38"
tosection="38"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
3ent4e48ifknue5wi86h4rq3khgqph9
Gry i zabawy towarzyskie/Gra w barana
0
1199626
4078831
3576424
2026-04-08T18:32:43Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078831
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Gra w węża
|następny = ../Gra w barana z chustką
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="46"
to="47"
fromsection="39"
tosection="39"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
47qxg8ofq6cu8sbz4owe8833ujn8614
Gry i zabawy towarzyskie/Gra w barana z chustką
0
1199627
4078832
3576425
2026-04-08T18:32:57Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078832
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Gra w barana
|następny = ../Gra w barana z wieńcami
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="47"
to="47"
fromsection="40"
tosection="40"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
47w6hp471i8i93dgdxccbq5yv57wttj
Gry i zabawy towarzyskie/Gra w barana z wieńcami
0
1199628
4078833
3576426
2026-04-08T18:33:20Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078833
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Gra w barana z chustką
|następny = ../Gra w barana ze ściganiem się
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="47"
to="48"
fromsection="41"
tosection="41"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
6w706hli0qla0dzko5qcxioyrijpn6s
Gry i zabawy towarzyskie/Gra w barana ze ściganiem się
0
1199629
4078834
3576427
2026-04-08T18:33:35Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078834
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Gra w barana z wieńcami
|następny = ../Straż pograniczna
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="48"
to="49"
fromsection="42"
tosection="42"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
1ib9vn4trrdykmyurs5dfu4qkps78vi
Gry i zabawy towarzyskie/Straż pograniczna
0
1199630
4078835
3576428
2026-04-08T18:33:49Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078835
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Gra w barana ze ściganiem się
|następny = ../Straż na trzy kroki
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="49"
to="49"
fromsection="43"
tosection="43"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
4scykxs4n40w7tb3acol9gshhjz9vc8
Gry i zabawy towarzyskie/Straż na trzy kroki
0
1199633
4078836
3576431
2026-04-08T18:34:08Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078836
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Straż pograniczna
|następny = ../Łańcuch
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="50"
to="50"
fromsection="44"
tosection="44"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
ndqwkt37ny9nglqvf7nz381pfa8ssf6
Gry i zabawy towarzyskie/Łańcuch
0
1199634
4078837
3576432
2026-04-08T18:34:26Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078837
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Straż na trzy kroki
|następny = ../Pogoń
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="50"
to="51"
fromsection="45"
tosection="45"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
14d64bauna4pcuj69a7rvzpmujx46xw
Gry i zabawy towarzyskie/Pogoń
0
1199819
4078838
3577384
2026-04-08T18:34:47Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078838
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Łańcuch
|następny = ../Wyścigi z przeszkodami
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="51"
to="52"
fromsection="46"
tosection="46"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
rsoqm19rqszi43lfj57pe8x39pyket2
Gry i zabawy towarzyskie/Wyścigi z przeszkodami
0
1199820
4078839
3577385
2026-04-08T18:35:16Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078839
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Pogoń
|następny = ../Polowanie na jelenia
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="52"
to="54"
fromsection="47"
tosection="47"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
0udg2uvrm16dtiqmr6eo2afo78ou0fx
Gry i zabawy towarzyskie/Polowanie na jelenia
0
1199821
4078840
3577386
2026-04-08T18:35:29Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078840
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Wyścigi z przeszkodami
|następny = ../Zatruta piłka
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="54"
to="54"
fromsection="48"
tosection="48"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
68i0xhj58e7ufte1j669ro5zfsv71g7
Gry i zabawy towarzyskie/Zatruta piłka
0
1199834
4078843
3577415
2026-04-08T18:36:24Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078843
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Polowanie na jelenia
|następny = ../Rzucanie piłki do celu
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="55"
to="55"
fromsection="49"
tosection="49"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
k57u9j1bkjk0q0m4vmxyk8u4eb6vykt
Gry i zabawy towarzyskie/Rzucanie piłki do celu
0
1200174
4078844
3578812
2026-04-08T18:36:44Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078844
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Zatruta piłka
|następny = ../Piłka i kręgielki
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="56"
to="56"
fromsection="50"
tosection="50"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
1ktcypbv8xor8by6oj64hxpyy33eg6q
Gry i zabawy towarzyskie/Piłka i kręgielki
0
1200175
4078845
3578814
2026-04-08T18:36:59Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078845
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Rzucanie piłki do celu
|następny = ../Gra w piłkę „stróż“
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="56"
to="56"
fromsection="51"
tosection="51"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
0fv10x81ihw2dse2wwhfth08zpojkqo
Gry i zabawy towarzyskie/Gra w piłkę „stróż“
0
1200176
4078846
3578815
2026-04-08T18:37:19Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078846
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Piłka i kręgielki
|następny = ../Piłka o ścianę
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="56"
to="57"
fromsection="52"
tosection="52"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
5pfjl9nklfopip1qfkzopg6bn7kvcxh
Gry i zabawy towarzyskie/Piłka o ścianę
0
1200177
4078847
3578816
2026-04-08T18:37:35Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078847
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Gra w piłkę „stróż“
|następny = ../Piłka o ścianę z próbą
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="57"
to="57"
fromsection="53"
tosection="53"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
o60viyragl857me0wan1b0uma6ephir
Gry i zabawy towarzyskie/Piłka o ścianę z próbą
0
1200178
4078848
3578817
2026-04-08T18:37:49Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078848
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Piłka o ścianę
|następny = ../Piłka odbijana
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="57"
to="58"
fromsection="54"
tosection="54"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
ach8hwj92iiixxttcc3drpny5gxy1yh
Gry i zabawy towarzyskie/Piłka odbijana
0
1200179
4078849
3578818
2026-04-08T18:38:04Z
Aarienn
28463
poprawa linków
4078849
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor = Maria Weryho
|tytuł = [[Gry i zabawy towarzyskie]]
|podtytuł = w pokoju oraz na wolnem powietrzu
|wydawca = Wydawnictwo M. Arcta
|druk = Drukarnia M. Arcta
|rok wydania = 1910
|miejsce wydania = Warszawa
|redaktor =
|okładka =
|strona z okładką =
|źródło = [[commons:File:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu = PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf
|pochodzenie =
|poprzedni = ../Piłka o ścianę z próbą
|następny = ../Gra w świnkę
|inne={{całość|Gry i zabawy towarzyskie/całość|książka|Cała}}
|wikipedia=
|commons=
}}
{{JustowanieStart}}
<pages index="PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf"
from="59"
to="59"
fromsection="55"
tosection="55"
/>
{{JustowanieKoniec}}
{{MixPD|Maria Weryho}}
[[Kategoria:Gry i zabawy towarzyskie]]
35tdjexu39vwj4lw8tr95n26w5ka2p1
Szablon:IndexPages/PL G de Maupassant Silna jak śmierć.djvu
10
1202318
4078890
4078394
2026-04-08T21:09:11Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078890
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>326</pc><q4>190</q4><q3>125</q3><q2>0</q2><q1>0</q1><q0>11</q0>
qf0u7s1peg3rymn1ydx2gyeb6ce4xzp
4078894
4078890
2026-04-08T22:09:11Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078894
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>326</pc><q4>192</q4><q3>123</q3><q2>0</q2><q1>0</q1><q0>11</q0>
t23ncklv0a7k8jgizbq1ouj77w2nwhp
Strona:PL G de Maupassant Silna jak śmierć.djvu/196
100
1221929
4078889
3756122
2026-04-08T21:08:33Z
Wrześniowy
37804
/* Uwierzytelniona */ lit.
4078889
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="4" user="Wrześniowy" /></noinclude>czułości, jak zwykłe czynić kobiety w chwilach wezbrania uczucia.<br>
{{tab}}Po obiedzie, zamiast wyjść na przechadzkę jak dnia poprzedniego, spędzili wieczór w salonie.<br>
{{tab}}Nagle hrabina oświadczyła:<br>
{{tab}}— A jednak trzeba wracać do Paryża!<br>
{{tab}}Olivier wykrzyknął:<br>
{{tab}}— Och, proszę jeszcze o tem nie wspominać! Nie chciała pani wyjechać z Roncières, gdy mnie tu nie było. Przyjeżdżam, a pani zaraz myśli o ucieczce.<br>
{{tab}}— Ależ, drogi przyjacielu, zważ przecież, że nie możemy przebywać tu w nieskończoność, tak we trójkę.<br>
{{tab}}— Nie chodzi o nieskończoność, lecz o parę dni tylko. Ileż to razy gościłem tu całemi tygodniami.<br>
{{tab}}— Tak, w innych jednak warunkach, gdy prowadziliśmy dom otwarty.<br>
{{tab}}Anetka pieszczotliwym głosem wtrąciła:<br>
{{tab}}— Och, mateczko! jeszcze parę dni, dwa lub trzy. On mnie tak dobrze uczy grać w tenisa. Złoszczę się, gdy przegrywam, ale potem jestem przecież zadowolona, że robię postępy.<br>
{{tab}}Jeszcze rano hrabina postanowiła przedłużyć do niedzieli ów tajemniczy pobyt przyjaciela; teraz zaś pragnęła wyjechać, sama nie wiedząc czemu. Dzień ten, po którym spodziewała się tyle dobrego, pozostawił jej w duszy smutek niewysłowiony a przenikliwy, obawę bezpodstawną, lecz uporczywą i mętną jakby przeczucie.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
lkhj9x1n06bgv31mzn8ay6dsx4bdd0s
Strona:PL G de Maupassant Silna jak śmierć.djvu/197
100
1221930
4078892
3756123
2026-04-08T21:14:27Z
Wrześniowy
37804
/* Uwierzytelniona */ formatowanie tekstu
4078892
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="4" user="Wrześniowy" /></noinclude>{{tab}}Zostawszy w pokoju sama, zapytywała się nawet, skąd ten nowy przystęp melancholji.<br>
{{tab}}Czy owładnęła nią jakaś niedostrzegalna chimera uczucia, musnąwszy tak lekko, że rozum wcale o niej nie pamiętał, jakkolwiek wibracja najwrażliwszych strun serca dotąd jeszcze trwała, muśnięciem tem spowodowana? Być może. Ale co to być mogło? Przypominała sobie drobne szpileczki w tysiącznych odcieniach uczuć, jakich doznawała w ciągu dnia, co minuta poddając się innym. Wszystkie jednak były zbyt nieuchwytne, by pozostawić takie zniechęcenie. — Jestem zbyt wymagającą — myślała. — Nie mam powodu do udręczania się w ten sposób.<br>
{{tab}}Otworzyła okno, by odetchnąć świeżem powietrzem nocy i wsparłszy głowę na łokciach, spoglądała ku księżycowi.<br>
{{tab}}Usłyszawszy lekki szelest, odwróciła głowę. Olivier przechadzał się koło zamku.— Czemu powiedział, że udaje się na spoczynek? myślała. — Czemu mnie nie uprzedził, że wyjdzie na przechadzkę? czemu nie prosił, bym mu towarzyszyła? Wie dobrze, jak bardzo byłby mnie tem uszczęśliwił. O czemże on myśli?<br>
{{tab}}Pomyśleć, że nie chciał jej towarzystwa, że wolał przechadzać się sam w tę piękną noc letnią, sam, z cygarem w ustach, bo zdala widziała czerwony punkcik ognia — wolał być sam, wiedząc, jak wielką byłby jej sprawił przyjemność, zabierając z sobą. Ta myśl, że nie potrzebował ciągle jej obecności, nie<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
r7kvorlg9y26vz66cg99sbngwht07lq
Strona:PL G de Maupassant Silna jak śmierć.djvu/198
100
1221931
4078893
3756124
2026-04-08T21:22:10Z
Wrześniowy
37804
/* Uwierzytelniona */
4078893
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="4" user="Wrześniowy" /></noinclude>pragnął jej mieć wciąż obok siebie, rzuciła jej w duszę nowy ferment goryczy.<br>
{{tab}}Zamykała właśnie okno, by go nie widzieć, nie ulec pokusie przyzwania go do siebie, gdy nagle on podniósł oczy i ujrzał ją w obramieniu okna. Zawołał:<br>
{{tab}}— Patrzcie! Hrabina marzy przy księżycu.<br>
{{tab}}— I pan także, jak widzę! — odparła.<br>
{{tab}}— Och, ja tylko palę cygaro.<br>
{{tab}}Nie mogła się powstrzymać od zapytania:<br>
{{tab}}— Czemu mnie pan nie uprzedził, że wyjdzie jeszcze na przechadzkę?<br>
{{tab}}— Chciałem tylko wypalić cygaro. I już wracam.<br>
{{tab}}— Więc dobranoc, przyjacielu.<br>
{{tab}}— Dobranoc, hrabino.<br>
{{tab}}Cofnęła się w głąb pokoju, usiadła na niskiem krzesełku i płakała. Pokojówka pomagając się jej rozebrać, zauważyła jej czerwone oczy, i rzekła z współczuciem:<br>
{{tab}}— Ach! Pani hrabina oszpeci się na jutro tym płaczem.<br>
{{tab}}Hrabina spała źle, niespokojnie, dręczona przykremi snami. Skoro się tylko zbudziła, nie dzwoniąc na pokojówkę, sama otworzyła okno, i podniosła story, by się przeglądnąć w zwierciadle. Miała rysy ściągnięte, powieki obrzmiałe, cerę żółtą; a ból jakiego doznała na ten widok, był tak gwałtowny, że miała ochotę udać chorą, pozostać przez cały dzień w łóżku i nie pokazać się przed wieczorem.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
p3qtx9di89vccd0hcc72bfn99kqg6yk
Dyskusja MediaWiki:Strony utworzone przez substytucję
9
1228677
4079043
4074840
2026-04-09T11:53:42Z
AkBot
6868
Aktualizacja statystyk *** aktualny tekst nadpisany ***
4079043
wikitext
text/x-wiki
{{f|w=140%|Liczba stron: 89}}
{| class="wikitable sortable"
|-
! tytuł
! razem
! PEIS
! subst
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX/Tom pierwszy/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2696258}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2038621}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 546 592
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX/Tom drugi/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2934580}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1951000}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 934 260
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Anioł Pitoux/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1725463}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1857687}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 133 808
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Anna Karenina (Tołstoj, 1898)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2727289}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2021969}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 901 259
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Biblia Wujka (1923)/Nowy Testament/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2759890}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2096640}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 552 070
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Chłopi (Reymont)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:3244013}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1819826}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 599 975
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Czterdziestu pięciu/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2262686}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1956379}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 617 848
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Dekameron/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2045899}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2088991}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 182 901
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Dom tajemniczy/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2783550}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2039824}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 164 158
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Don Kiszot z Manszy/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2518527}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1833274}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 980 392
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Dramaty małżeńskie/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1968241}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2075644}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 198 494
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Dramaty w życiu/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2753354}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2019790}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 035 661
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Dwadzieścia lat później/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2236264}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2080061}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 370 472
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Dwie matki/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1967565}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1917690}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 324 080
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Dwie sieroty/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2716252}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1765874}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 476 584
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Dzieła Cyprjana Norwida/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:4193644}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2060955}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 615 631
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Dziewczyna bezimienna/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2305486}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1907137}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 755 528
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Dziewczyna bezimienna/Część druga/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1781960}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1959067}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 147 264
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Dziewice nocy albo anioły rodziny/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2081011}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1858875}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 586 605
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Emancypantki/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2723557}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1685338}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 227 427
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Encyklopedia staropolska/Całość/Tom IV
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2355612}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2085639}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 229 541
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Eurypidesa Tragedye (Kasprowicz)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:3206362}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2043710}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 787 557
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Faraon/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2115871}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1842028}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 410 847
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Historja chłopów polskich w zarysie/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2704204}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1906113}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 570 759
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Historya Nowego Sącza/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:3229806}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2056119}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 417 917
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Hrabia Monte Christo/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:3060177}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1800477}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 528 937
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Hrabina Charny (1928)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:3208222}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1789397}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 777 916
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Jan III Sobieski Król Polski czyli Ślepa Niewolnica z Sziras/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2906925}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2088047}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 361 824
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Jan Wilk/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2851639}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2035805}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 255 723
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Kapitał. Księga pierwsza (1926-33)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:3098722}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2036337}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 714 376
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Klementyna (Bogucki, 1901)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1868475}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1824039}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 377 018
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Klub Pickwicka/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2364958}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1848489}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 721 247
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Kopciuszek (Kraszewski, 1863)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2210794}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2057378}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 340 921
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Koran (wyd. Nowolecki)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:3426247}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1941397}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 527 589
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Królowa Margot (Dumas, 1892)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2082823}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2069329}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 304 284
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Krzyżacy (Sienkiewicz, 1900)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2289475}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1882070}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 576 325
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Kucharka litewska (1913)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1562360}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2079318}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 677 385
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Lalka (Prus)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2695468}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1808538}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 076 104
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Latarnia czarnoxięzka/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2560207}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1736118}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 040 689
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Lekarz obłąkanych/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2184378}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1967998}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 497 771
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| M. Arcta Słownik ilustrowany języka polskiego/P (całość)
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:3038488}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1788165}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 861 608
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| M. Arcta Słownik Staropolski/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:3080588}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2094985}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 698 261
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Margrabina Castella/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2239090}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2044769}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 548 930
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Mąż za miljony/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2111459}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1735836}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 640 712
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Na dnie sumienia/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2231344}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2030774}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 332 099
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Narzeczeni (Manzoni, 1882)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2080696}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2065962}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 86 469
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Naszyjnik królowej (1928)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1777535}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2083436}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 5307
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Nieprawy syn de Mauleon/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1875125}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2089969}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 73 789
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Nieprzejednana/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2643559}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1909695}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 179 946
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Niewolnicy paryscy/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2477747}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1866291}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 864 589
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Nowele, Obrazki i Fantazye/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2313648}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1910363}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 597 703
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Ogniem i mieczem/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2684590}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1898649}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 964 777
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Old Surehand/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:3805772}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2047326}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 970 570
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Pamiętnik Wacławy/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2472648}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1946031}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 667 974
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Pan Lecoq/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2234308}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2060609}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 506 154
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Pani de Monsoreau (Dumas, 1893)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2160438}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1893944}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 673 248
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Panna do towarzystwa/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1748244}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2051680}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 37 983
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Paryż (Zola)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1968381}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2086350}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 18 763
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Płodność (Zola)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2145352}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2049052}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 237 623
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Podpalaczka/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2557779}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1964276}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 963 823
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Potworna matka/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1772957}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2024259}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 112 396
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Przedziwny Hidalgo Don Kichot z Manczy/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:3449301}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2091455}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 408 633
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Przygody czterech kobiet i jednej papugi/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2458563}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1865047}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 888 181
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Przygody dobrego wojaka Szwejka/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2565235}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2043480}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 842 381
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Rękopis znaleziony w Saragossie/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2086198}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2088408}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 185 159
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Rodin czyli Duch na drodze pokuty/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2826993}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1890649}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 300 548
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Rodzina de Presles/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2127710}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2093428}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 350 911
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Rodzina Połanieckich/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2183529}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1909780}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 432 415
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Rzym (Zola)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2069797}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2072520}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 100 330
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Stach z Konar/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2148993}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1912128}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 342 230
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Syn (Richebourg, 1898)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1956947}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2090841}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 122 097
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Tajemnica grobowca (de Montépin, 1931)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1747043}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2089538}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 21 110
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Tajemnice stolicy świata/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:3445190}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2087897}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 576 507
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Tajemnicza wyspa (1875)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2010780}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2076101}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 145 161
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Targowisko próżności/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2489588}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2093684}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 811 904
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Tragedje Paryża/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2377351}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1800407}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 805 161
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Trzej muszkieterowie (Dumas, 1927)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1948686}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1834790}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 297 404
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Trzej muszkieterowie (1913)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2251131}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2072942}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 364 149
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Upominek/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2377834}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2058906}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 313 370
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Upominek/Część II/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2042802}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2087775}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 91 735
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Villette/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2092048}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2064804}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 124 259
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| W kraju Mahdiego (May, 1911)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:3628420}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2014462}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 840 042
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Walka o miliony/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:3102781}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1959711}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 573 619
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Winnetou/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:3784597}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2077266}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 2 001 308
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Zagadki (Kraszewski, 1870)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2076830}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1901526}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 390 739
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Zemsta za zemstę/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2971878}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1712888}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 678 137
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Zielnik lekarski/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1252684}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1988958}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 15 349
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Ziemia Obiecana (Reymont, 1899)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:1916878}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2058941}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 51 173
|-
| style="text-align:left;padding:0 2em"| Żyd wieczny tułacz (Sue, 1929)/całość
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:3056302}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| {{formatnum:2023229}}
| style="text-align:right;padding:0 2em"| 1 289 686
|}
rx3z3e1wke7gjroyja9r91pfa4up7sv
Indeks:Waldemar Bonsels - Pszczółka Maja i jej przygody.pdf
102
1238166
4078864
3874167
2026-04-08T19:05:36Z
Piotr433
11344
dodana przypuszczalna autorka ilustracji z uzasadnieniem w "uwagach"
4078864
proofread-index
text/x-wiki
{{:MediaWiki:Proofreadpage_index_template
|Tytuł=[[Pszczółka Maja i jej przygody]]
|Autor=Waldemar Bonsels
|Tłumacz=Maria Feldmanowa
|Redaktor=
|Ilustracje=Justyna Rostafińska-Służewska (1898–1928)
|Rok=1922
|Wydawca=Księgarnia S. A. Krzyżanowskiego
|Miejsce wydania=Kraków
|Druk=Drukarnia Ludowa w Krakowie
|Źródło=[[commons:File:Waldemar Bonsels - Pszczółka Maja i jej przygody.pdf|Skany na Commons]]
|Ilustracja=[[Plik:Waldemar Bonsels - Pszczółka Maja i jej przygody okładka.jpg|mały]]
|Strony=<pagelist 1="okł" 2to4="—" 5="tyt" 6="red" 7=3 45="ilus" 46="—" 47=41 111="ilus" 112="—" 113=105 150to156="—" 151="spis" />
|Spis treści=
|Uwagi='''Uzasadnienie autorki ilustracji'''
* Ilustracje podpisane są '''JRostafińska''' z kropką nad literą '''J'''.
* [[w:Józef Rostafiński|Józef Rostafiński (1850–1928)]], botanik i profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, miał córkę Justynę Służewską (1898–1928), malarkę.
* Pasuje krąg rodzinny i krakowskie środowisko wydawnicze (wydawnictwo Krzyżanowskiego).
|Postęp=do uwierzytelnienia
|Status dodatkowy=brak ilustracji
|Css=
|Width=
}}
koe6k5fac0btm4c83oja6tg2mlsdbpy
Strona:Waldemar Bonsels - Pszczółka Maja i jej przygody.pdf/1
100
1239976
4079030
3772068
2026-04-09T09:35:34Z
Piotr433
11344
grafika
4079030
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="NiktWażny" /></noinclude><div style="position:relative; left:0; top:0; width:100%; height:100%;">[[Plik:Waldemar Bonsels - Pszczółka Maja i jej przygody 000.png|360px|centruj]]
<div style="position:absolute; top:250px; left:40px; right:40px; text-align:center;">
{{f|WALDEMAR BONSELS|kol=#734321|przed=20px|po=20px}}
{{f|PSZCZÓŁKA MAJA|kol=#734321|w=22px|po=10px}}
{{f|I JEJ PRZYGODY|kol=#734321|w=18px|po=20px}}
{{f|SPOLSZCZYŁA|kol=#734321|w=10px|po=5px}}
{{f|MARJA KRECZOWSKA|kol=#734321|w=12px}}
</div></div><br><br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
ilbziyvom42aq693ou855csegcutl78
Strona:Waldemar Bonsels - Pszczółka Maja i jej przygody.pdf/45
100
1240014
4079032
3874244
2026-04-09T09:37:17Z
Piotr433
11344
grafika
4079032
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="0" user="Wieralee" /></noinclude>{{tns|[[Plik:Waldemar Bonsels - Pszczółka Maja i jej przygody 044.png|360px|centruj]]}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
g208pt1jb10dwx81nqwen6wr815qjdj
Strona:Waldemar Bonsels - Pszczółka Maja i jej przygody.pdf/111
100
1240204
4079033
3874176
2026-04-09T09:38:40Z
Piotr433
11344
grafika
4079033
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="0" user="Wieralee" /></noinclude>{{tns|[[Plik:Waldemar Bonsels - Pszczółka Maja i jej przygody 110.png|360px|centruj]]}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
hwxnnq277xe1j50475c1vfcbou5yxcu
Szablon:Do szablonu Proofread
10
1285325
4078899
4078402
2026-04-08T23:12:36Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje Proofread skrócony.
4078899
wikitext
text/x-wiki
<noinclude>{{Nagłówek tabelki proofread}}
</noinclude>|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:X de Montépin Tajemnica grobowca.djvu|Tajemnica grobowca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq3" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|480
|
|2022-04-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|474
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Panna do towarzystwa.djvu|Panna do towarzystwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|228
|
|2022-04-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|448
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:X de Montépin Dziecię nieszczęścia.djvu|Dziecię nieszczęścia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|560
|
|2022-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6672.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|542
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Lekarz obłąkanych.djvu|Lekarz obłąkanych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:99% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|790
|
|2022-05-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6714.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|748
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jasnowidząca (Montépin)|Jasnowidząca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:97% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|774
|
|2022-05-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6692.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|756
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:X de Montépin Marta.djvu|Marta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|332
|
|2022-06-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|331
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Z dramatów małżeńskich.djvu|Z dramatów małżeńskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|142
|
|2022-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3380.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|282
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Tajemnica Tytana.djvu|Tajemnica Tytana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|630
|
|2022-08-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|608
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Kochanek Alicyi.djvu|Kochanek Alicyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|340
|
|2022-11-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6687.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|325
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dom tajemniczy|Dom tajemniczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1297
|
|2023-05-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6674.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1294
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Siostry bliźniaczki|Siostry bliźniaczki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|137
|
|2023-06-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6690.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|136
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Margrabina Castella|Margrabina Castella]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1173
|
|2023-06-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6669.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1172
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dramaty małżeńskie|Dramaty małżeńskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|836
|
|2023-06-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|836
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tragedje Paryża|Tragedje Paryża]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1420
|
|2023-07-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6669.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1349
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wielki los|Wielki los]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|863
|
|2023-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|863
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Zemsta za zemstę.djvu|Zemsta za zemstę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1572
|
|2024-02-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6673.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1454
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Podpalaczka.djvu|Podpalaczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1006
|
|2024-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6713.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|978
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Walka o miliony.djvu|Walka o miliony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1235
|
|2024-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6672.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1203
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Czerwony testament|Czerwony testament]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1598
|
|2024-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1598
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Marta (1898).djvu|Marta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|448
|
|2024-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6681.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|446
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Bratobójca.djvu|Bratobójca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|451
|
|2024-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6681.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|448
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mąż za miljony|Mąż za miljony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1073
|
|2024-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1073
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Margrabia d Espinchal|Margrabia d'Espinchal]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|281
|
|2024-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|281
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wielożeniec|Wielożeniec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|336
|
|2025-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|336
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Córka Pajaca|Córka Pajaca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|625
|
|2025-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|625
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Napierski - Drabina.pdf|Drabina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|172
|
|2020-01-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3436.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|319
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Napierski - Ziemia wolna.pdf|Ziemia wolna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|94
|
|2025-05-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">7196.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|74
|-
|[[Indeks:Stefan Napierski - Próby.pdf|Próby]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|150
|
|2025-05-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">396.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|412
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Napierski - Odjazd.pdf|Odjazd]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|88
|
|2025-05-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3539.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|157
|-
|[[Indeks:Stefan Napierski - Zapomniany polski modernista.pdf|Zapomniany polski modernista]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|66
|
|2025-05-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">218.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|179
|-
|[[Indeks:Stefan Napierski - Rozmowa z cieniem.pdf|Rozmowa z cieniem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|280
|
|2025-05-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">49.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|800
|-
|[[Indeks:Stefan Napierski - Cienie na wietrze.pdf|Cienie na wietrze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|146
|
|2025-05-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|408
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Napierski - List do przyjaciela.pdf|List do przyjaciela]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-05-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3564.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|139
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Napierski - List otwarty do M. J. Wielopolskiej.pdf|List otwarty do M. J. Wielopolskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|12
|
|2025-05-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">4000.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|18
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Napierski - Księżna Jurjewska.pdf|Księżna Jurjewska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-05-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|126
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski - Wykaz zniesionych kościołów, kaplic i klasztorów w Krakowie.pdf|Wykaz zniesionych kościołów, kaplic i klasztorów w Krakowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|15
|
|2026-03-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jean-Joseph Huguet - Wstawienie się Ojca św. Piusa IX.pdf|Wstawienie się Ojca św. Piusa IX]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jean-Joseph Huguet|Jean-Joseph Huguet]], [[Autor:Józef Siekanowicz|Józef Siekanowicz]], [[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|52
|
|2025-11-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|78
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski - Modlitwy podczas Mszy św. żałobnej.pdf|Modlitwy podczas Mszy św. żałobnej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|64
|
|2025-11-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|110
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski - Zestawienie przedmiotów w dziełach Eustachego Heleniusza.pdf|Zestawienie przedmiotów w dziełach Eustachego Heleniusza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:21%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|28
|
|2025-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|44
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski-O cudownym obrazie Najśw. Maryi P. Ostrobramskiej w Wilnie wiadomość historyczna.pdf|O cudownym obrazie Najświętszej Maryi Panny Ostrobramskiej w Wilnie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:21%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-03-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3950.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|98
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski - Cudowne obrazy Przebłogosławionej Matki Bożej w Wilnie.pdf|Cudowne obrazy Przebłogosławionej Matki Bożej w Wilnie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|51
|
|2024-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|86
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski-Wianeczek z kwiatków majowych uwity na cześć i chwałę Przenajśw. Matce Bożej Królowej Korony Polskiej.pdf|Wianeczek z kwiatków majowych uwity na cześć i chwałę Przenajświętszej Matce Bożej Królowej Korony Polskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|182
|
|2024-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3412.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|334
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski-Wiadomość historyczna o cudownym obrazie Matki Bożej w Rokitnie w Wielkopolsce.pdf|Wiadomość historyczna o cudownym obrazie Matki Bożej w Rokitnie w Wielkopolsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:34%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|35
|
|2024-10-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3913.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|42
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski-O cudownym obrazie Najświętszej Maryi Panny Berdyczowskiej.djvu|O cudownym obrazie Najświętszej Maryi Panny Berdyczowskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|41
|
|2024-10-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3809.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|65
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski-O cudownym obrazie Matki Bożej w kościele oo. karmelitów w Białyniczach.pdf|O cudownym obrazie Matki Bożej w kościele OO. Karmelitów w Białyniczach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|77
|
|2024-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3864.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|127
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski-Uduszenie cara Pawła I.pdf|Uduszenie cara Pawła I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:23%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|30
|
|2024-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">5000.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|45
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski-Koronka kamedulska.pdf|Koronka kamedulska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michele Pini|Michele Pini]], [[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|24
|
|2024-02-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|48
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski-Wspomnienie o duchowienstwie polskiem znajdujacem sie na wygnaniu w Syberyi w Tunce.pdf|Wspomnienie o duchowienstwie polskiem znajdujacem sie na wygnaniu w Syberyi w Tunce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|72
|
|2019-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6868.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|62
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nad Niemnem (wyd. 1899)|Nad Niemnem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|458
|
|2011-01-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3510.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|880
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bene nati (Orzeszkowa)|Bene nati]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|292
|
|2011-12-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3995.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|481
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Patryotyzm i kosmopolityzm|Patryotyzm i kosmopolityzm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|232
|
|2013-04-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3492.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|451
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Meir Ezofowicz (Eliza Orzeszkowa)|Meir Ezofowicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|306
|
|2013-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">4391.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|456
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ad astra Dwugłos (Orzeszkowa, Garbowski)|Ad astra]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Eliza Orzeszkowa; [[Autor:Tadeusz Garbowski|Juliusz Romski]]}}
|style="text-align:right"|334
|
|2013-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6798.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|316
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Melancholicy (Orzeszkowa)|Melancholicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|620
|
|2014-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6910.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|544
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Eliza Orzeszkowa - Mirtala.djvu|Mirtala]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|193
|
|2016-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">7093.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|150
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu|Marta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:28%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|370
|
|2019-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4329.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|609
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Eliza Orzeszkowa - Gloria victis.djvu|Gloria victis]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|422
|
|2019-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6683.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|402
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zygmunt Sarnecki - Harde dusze.djvu|Harde dusze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Zygmunt Sarnecki; Eliza Orzeszkowa}}
|style="text-align:right"|160
|
|2019-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6688.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|150
|-
|[[Indeks:PL Orzeszkowa - Listy vol1.djvu|Listy Elizy Orzeszkowej: Tom I: Dwugłosy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|570
|
|2020-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">60.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1649
|-
|[[Indeks:PL Orzeszkowa - Listy vol2 part2.djvu|Listy Elizy Orzeszkowej: Tom II część II: Do literatów i ludzi nauki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|453
|
|2020-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">7.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1331
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Eliza Orzeszkowa - O powieściach T. T. Jeża.djvu|O powieściach T. T. Jeża]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|71
|
|2025-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|142
|-
|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Dzieje burzliwego okresu.djvu|Dzieje burzliwego okresu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|260
|
|2018-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">237.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|741
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. Antoni Ossendowski - Gasnące ognie.djvu|Gasnące ognie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|440
|
|2020-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6952.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|363
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ferdynand Antoni Ossendowski - Huragan.djvu|Huragan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq2" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|160
|
|2017-05-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6496.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|165
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Kruszenie kamienia.djvu|Kruszenie kamienia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|338
|
|2017-06-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3488.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|631
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Lisowczycy.djvu|Lisowczycy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|296
|
|2018-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3428.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|554
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ferdynand Antoni Ossendowski - Mocni ludzie.djvu|Mocni ludzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|182
|
|2017-05-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6740.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|176
|-
|[[Indeks:Ferdynand Antoni Ossendowski - Młode wino.djvu|Młode wino]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:12%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:82%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|438
|
|2018-12-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">483.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1182
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. Antoni Ossendowski - Na skrzyżowaniu dróg.djvu|Na skrzyżowaniu dróg]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:27%"></td><td class="pq3" style="width:56%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|178
|
|2016-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">7747.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|100
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu|Najwyższy lot]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|280
|
|2017-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3556.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|520
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Niewolnicy słońca|Niewolnicy Słońca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|579
|
|2016-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">4401.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|917
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu|Nieznanym szlakiem (1924)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|126
|
|2017-05-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3618.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|224
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1930).djvu|Nieznanym szlakiem (1930)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|216
|
|2017-05-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3449.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|395
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. Antoni Ossendowski - Ogień wykrzesany.djvu|Ogień wykrzesany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|352
|
|2018-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3677.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|643
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. Antoni Ossendowski - Pięć minut do północy.djvu|Pięć minut do północy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|300
|
|2016-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3390.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|577
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Płomienna północ.djvu|Płomienna północ]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|509
|
|2016-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6913.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|438
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antoni Ossendowski - Po szerokim świecie.djvu|Po szerokim świecie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|108
|
|2017-05-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6797.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|98
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu|Pod polską banderą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|301
|
|2017-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|590
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Pod sztandarami Sobieskiego.djvu|Pod sztandarami Sobieskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|156
|
|2018-01-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3982.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|269
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. Antoni Ossendowski - Polesie.djvu|Polesie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|209
|
|2018-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3853.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|378
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Skarb Wysp Andamańskich.djvu|Skarb Wysp Andamańskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|248
|
|2018-02-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3419.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|456
|-
|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Sokół pustyni.djvu|Sokół pustyni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|234
|
|2018-02-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">163.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|661
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szanchaj (Ossendowski)|Szanchaj]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:90% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|720
|
|2017-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">6348.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|781
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Tajemnica płonącego samolotu.djvu|Tajemnica płonącego samolotu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|248
|
|2017-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3709.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|451
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacek i jego pies.djvu|Wacek i jego pies]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|292
|
|2018-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3345.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|567
|-
|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Wańko z Lisowa.djvu|Wańko z Lisowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|346
|
|2018-06-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">120.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|984
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antoni Ossendowski - Za chińskim murem.djvu|Za chińskim murem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|270
|
|2017-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3540.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|498
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Zagończyk.djvu|Zagończyk]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|204
|
|2017-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3546.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|393
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Zbuntowane i zwyciężone.djvu|Zbuntowane i zwyciężone]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|164
|
|2018-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3722.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|258
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Duch i krew kilka zarysów z życia towarzyskiego.pdf|Duch i krew]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|322
|
|2025-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3343.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|625
|-
|[[Indeks:Zupelny zbior pism Adama Pluga Serya 2 tomow szesc.pdf|Zupełny zbiór pism Adama Pługa Serya 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:21%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:76%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|344
|
|2025-04-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">746.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|930
|-
|[[Indeks:Zupelny zbior pism Adama Pluga Serya 1 tomow szesc.pdf|Zupełny zbiór pism Adama Pługa Serya 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:39%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|316
|
|2025-04-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">1991.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|728
|-
|[[Indeks:Duch i krew kilka zarysów z życia towarzyskiego. T.II.pdf|Duch i krew T. II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|304
|
|2025-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">11.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|896
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Syrokomla. Wspomnienie pośmiertne.pdf|Władysław Syrokomla. Wspomnienie pośmiertne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:27%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|44
|
|2025-05-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|64
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wigilia świętego Jana opowiadanie fantastyczne.pdf|Wigilia świętego Jana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|70
|
|2025-05-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|120
|-
|[[Indeks:Zagon rodzinny zbiór obrazków gawęd i fraszek rymowanych. T.I.pdf|Zagon rodzinny T. I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:49%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|294
|
|2025-05-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">1957.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|678
|-
|[[Indeks:Zagon rodzinny zbiór obrazków gawęd i fraszek rymowanych T.II.pdf|Zagon rodzinny T. II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|378
|
|2025-05-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">2750.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|796
|-
|[[Indeks:Zagon rodzinny zbiór obrazków gawęd i fraszek rymowanych. T. III.pdf|Zagon rodzinny T. III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|322
|
|2025-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|942
|-
|[[Indeks:Officyalista powieść. T. 1.pdf|Officyalista]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|240
|
|2025-05-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|699
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Platon - Fileb.djvu|Fileb]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|154
|
|2018-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6761.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|137
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Platon - Protagoras; Eutyfron.pdf|Protagoras, Eutyfron]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|107
|
|2018-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6857.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|99
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Platon - Obrona Sokratesa.pdf|Obrona Sokratesa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:59%"></td><td class="pq1" style="width:27%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|86
|
|2018-05-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">5907.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|97
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Platona Apologia Sokratesa Kryton.pdf|Apologia Sokratesa, Kryton]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|72
|
|2018-06-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3602.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|119
|-
|[[Indeks:PL Platon - Dzieła Platona.pdf|Dzieła Platona (Kozłowski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:48%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|353
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">1701.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|839
|-
|[[Indeks:Dzieła Platona (Bronikowski)|Dzieła Platona (Bronikowski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|1222
|
|2018-12-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|3603
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Platon - Biesiada.djvu|Biesiada (tłum. Biela)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|69
|
|2018-06-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3913.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|126
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Platon - Biesiada Djalog o miłości.djvu|Biesiada (tłum. Okołów)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|115
|
|2018-08-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3391.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|228
|-
|[[Indeks:PL Platon - Laches, Apologia, Kryton.djvu|Laches, Apologia, Kryton]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|100
|
|2018-11-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">71.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|277
|-
|[[Indeks:PL Platon - Hippjasz mniejszy.pdf|Hippjasz Mniejszy, Hippjasz Większy, Ijon]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:31%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:65%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|186
|
|2019-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">1297.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|483
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Platon - Protagoras (1923).pdf|Protagoras]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|160
|
|2019-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6864.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|143
|-
|[[Indeks:PL Platon - Gorgjasz.djvu|Gorgjasz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|224
|
|2019-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|672
|-
|[[Indeks:PL Platona Eutyfron; Obrona Sokratesa; Kriton.pdf|Eutyfron, Obrona Sokratesa, Kriton]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|208
|
|2019-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|576
|-
|[[Indeks:PL Platon - Fajdros.pdf|Fajdros]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:18%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:75%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|206
|
|2019-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">790.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|536
|-
|[[Indeks:PL Platon - Uczta (1921).djvu|Uczta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|190
|
|2019-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">36.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|550
|-
|[[Indeks:PL Platon - Fedon (tłum. Okołów).djvu|Fedon]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|118
|
|2019-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">117.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|335
|-
|[[Indeks:PL Platon - Gorgias (tłum. Siedlecki).pdf |Gorgias (tłum. Siedlecki)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|140
|
|2019-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">102.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|386
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:W cieniu zakwitających dziewcząt (Proust)|W cieniu zakwitających dziewcząt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:63%"></td><td class="pq3" style="width:33%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|838
|
|2015-11-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">8861.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|276
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Strona Guermantes (Proust)|Strona Guermantes]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:57%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|568
|
|2015-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">5453.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|727
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Strona Guermantes część druga (Proust)|Strona Guermantes część druga<br />Sodoma i Gomora część pierwsza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:25%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|600
|
|2016-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">4304.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|962
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sodoma i Gomora część druga (Proust)|Sodoma i Gomora część druga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:39%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:56%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|850
|
|2016-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">4730.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1301
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Uwięziona (Proust)|Uwięziona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:83% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|664
|
|2016-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3453.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1251
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Komedyantka (Reymont)|Komedyantka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:41%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|442
|
|2014-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">4841.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|667
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Ostatni sejm Rzeczypospolitej.djvu|Rok 1794. Ostatni sejm Rzeczypospolitej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|474
|
|2016-12-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3382.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|937
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Nil desperandum.djvu|Rok 1794. Nil desperandum]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|492
|
|2017-02-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3368.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|955
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu|Rok 1794. Insurekcja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|456
|
|2017-02-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3348.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|884
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Stanisław Reymont - Na zagonie.djvu|Na zagonie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|262
|
|2017-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3742.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|443
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Stanisław Reymont - Za frontem.djvu|Za frontem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|256
|
|2017-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3668.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|435
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Stanisław Reymont - Z ziemi chełmskiej.djvu|Z ziemi chełmskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|152
|
|2017-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3449.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|281
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Stanisław Reymont - Osądzona.djvu|Osądzona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|244
|
|2017-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3628.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|453
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Stanisław Reymont - Krosnowa i świat.djvu|Krosnowa i świat]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|371
|
|2018-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|740
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Richebourg Dwie kołyski.djvu|Dwie kołyski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|560
|
|2024-12-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6678.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|548
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Richebourg Dwie matki.djvu|Dwie matki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:87% !important"><tr><td class="pq3" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|696
|
|2024-12-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|686
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu|Milion ojca Raclot]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|192
|
|2024-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|183
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Richebourg Przybrana córka.djvu|Przybrana córka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|340
|
|2024-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|308
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Richebourg Syn.djvu|Syn]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:88% !important"><tr><td class="pq3" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|704
|
|2024-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|694
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Richebourg Z letargu.djvu|Z letargu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|474
|
|2024-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6637.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|467
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Richebourg Dramaty w życiu.djvu|Dramaty w życiu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|1266
|
|2024-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6685.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1214
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Wilk|Jan Wilk]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|1303
|
|2025-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1303
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Piękna koronczarka|Piękna koronczarka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|570
|
|2025-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|570
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tajemnica przepaści|Tajemnica przepaści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|406
|
|2025-12-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|406
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zakwefiona dama|Zakwefiona dama]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|287
|
|2025-12-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|574
|-
|[[Indeks:Na Golgotę|Na Golgotę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|397
|
|2026-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">58.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1184
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Atma (Rodziewiczówna)|Atma]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:23%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|272
|
|2015-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4195.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|458
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Barbara Tryźnianka (Rodziewiczówna)|Barbara Tryźnianka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:23%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|354
|
|2015-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4166.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|602
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hrywda (Rodziewiczówna)|Hrywda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|390
|
|2015-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3465.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|741
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lato leśnych ludzi (Rodziewiczówna)|Lato leśnych ludzi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|260
|
|2015-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4327.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|422
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dewajtis (Rodziewiczówna)|Dewajtis]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|231
|
|2015-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3703.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|425
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Kwiat lotosu.djvu|Kwiat lotosu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|265
|
|2015-11-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3398.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|503
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Czahary.djvu|Czahary]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|324
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3375.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|634
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Byli i będą.djvu|Byli i będą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|272
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3583.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|514
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Barcikowscy.djvu|Barcikowscy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|324
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3406.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|629
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Anima vilis.djvu|Anima vilis]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|260
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3508.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|481
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Błękitni.djvu|Błękitni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:38%"></td><td class="pq1" style="width:59%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|344
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4692.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|535
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Jerychonka.djvu|Jerychonka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|360
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|693
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Jaskółczym szlakiem.djvu|Jaskółczym szlakiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|262
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3462.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|506
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Czarny Bóg.djvu|Czarny Bóg]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|308
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3828.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|548
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Czarny chleb.djvu|Czarny chleb]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|288
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4014.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|501
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Klejnot.djvu|Klejnot]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:63%"></td><td class="pq1" style="width:34%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|484
|
|2018-01-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">5543.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|635
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Rupiecie.pdf|Rupiecie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|280
|
|2018-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">4316.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|416
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Nieoswojone Ptaki.djvu|Nieoswojone Ptaki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:58%"></td><td class="pq3" style="width:41%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|244
|
|2018-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">8630.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|99
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Światła.djvu|Światła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|248
|
|2018-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">6767.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|225
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Szary proch.djvu|Szary proch]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:65%"></td><td class="pq1" style="width:33%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|218
|
|2018-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">5596.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|284
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Ona.djvu|Ona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|236
|
|2018-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3464.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|447
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Na fali.djvu|Na fali]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|288
|
|2018-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3670.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|526
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Maria Rodziewiczówna - Ragnarök.djvu|Ragnarök]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|268
|
|2018-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6781.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|252
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Maria Rodziewiczówna - Pożary i zgliszcza.djvu|Pożary i zgliszcza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|372
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">5488.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|490
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Macierz.djvu|Macierz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|204
|
|2018-06-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3692.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|369
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Na wyżynach.djvu|Na wyżynach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|294
|
|2018-06-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3862.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|534
|-
|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Lew w sieci.djvu|Lew w sieci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:24%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:61%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|364
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">1680.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|876
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Prawda o Sowietach (1937).pdf|Prawda o Sowietach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszak Alachnowicz|Franciszak Alachnowicz]]
|style="text-align:right"|178
|
|2023-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6706.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|166
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Edmund De Amicis - Marokko.djvu|Marokko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edmondo De Amicis|Edmondo De Amicis]]
|style="text-align:right"|504
|
|2016-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3441.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|972
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Andrzejewski - Miazga|Miazga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Andrzejewski|Jerzy Andrzejewski]]
|style="text-align:right"|358
|
|2016-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6791.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|333
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Arumugam książę indyjski.djvu|Arumugam książę indyjski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|92
|
|2016-08-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6777.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|87
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Historja proroków (1928).pdf|Historja Proroków]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|60
|
|2025-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3962.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|96
|-
|[[Indeks:Zabytek Dawnej Mowy Polskiej.djvu|Kazania gnieźnieńskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:31%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td><td class="pqn" style="width:45%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|108
|
|2015-12-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">1550.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|218
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Niedola Nibelungów.djvu|Niedola Nibelungów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|376
|
|2019-08-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3369.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|730
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Podróż Józefowej (1937).pdf|Podróż Józefowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|40
|
|2025-09-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3603.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|71
|-
|[[Indeks:Rozmyślanie o żywocie Pana Jezusa (wyd. Brückner, 1907).pdf|Rozmyślanie o żywocie Pana Jezusa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|500
|
|2024-12-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">178.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1429
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Witanie Na Pierwszy Wiazd Z Krolewca Do Kadłvbka Saskiego Wileńskiego Ixa Her N. Lvtermachra 1642.pdf|Witanie Na Pierwszy Wiazd Z Krolewca Do Kadłvbka Saskiego Wileńskiego Ixa Her N. Lvtermachra]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:50%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|16
|
|2024-12-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Astor - Podróż na Jowisza.djvu|Podróż na Jowisza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Jacob Astor|John Jacob Astor]]
|style="text-align:right"|190
|
|2020-07-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">7047.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|163
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wyznania świętego Augustyna.djvu|Wyznania świętego Augustyna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Augustyn z Hippony|Augustyn z Hippony]]
|style="text-align:right"|496
|
|2015-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3919.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|872
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Baczyński - Autografy utworów poetyckich (1939-1943).djvu|Autografy utworów poetyckich (1939-1943)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:36%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:44%"></td></tr></table>
|[[Autor:Krzysztof Kamil Baczyński|Krzysztof Kamil Baczyński]]
|style="text-align:right"|133
|
|2015-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6486.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|78
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Baka - Uwagi Rzeczy Ostatecznych Y Złosci Grzechowey.djvu|Uwagi Rzeczy Ostatecznych Y Złosci Grzechowey]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Baka|Józef Baka]]
|style="text-align:right"|68
|
|2017-03-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">4166.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|105
|-
|[[Indeks:Majer Bałaban - Dzielnica żydowska, jej dzieje i zabytki.pdf|Dzielnica żydowska, jej dzieje i zabytki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:84%"></td></tr></table>
|[[Autor:Majer Bałaban|Majer Bałaban]]
|style="text-align:right"|112
|
|2025-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">231.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|296
|-
|[[Indeks:Pierwszy ilustrowany przewodnik po Ciechocinku i Okolicy.djvu|Pierwszy ilustrowany przewodnik po Ciechocinku i Okolicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:36%"></td><td class="pqn" style="width:61%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Marian Bandrowski|Juliusz Marian Bandrowski]]
|style="text-align:right"|135
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">268.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|254
|-
|[[Indeks:PL x.Sadok Baracz – Bajki fraszki podania przysłowia i pieśni na Rusi.pdf|Bajki fraszki podania przysłowia i pieśni na Rusi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sadok Barącz|Sadok Barącz]]
|style="text-align:right"|258
|
|2022-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">94.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|737
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jules Barbey d’Aurévilly - Kawaler Des Touches.pdf|Kawaler Des Touches]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:37%"></td><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jules Amédée Barbey d’Aurevilly|Jules Amédée Barbey d’Aurevilly]]
|style="text-align:right"|238
|
|2022-09-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4751.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|359
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Barczewski - Kiermasy na Warmji.djvu|Kiermasy na Warmji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walenty Barczewski|Walenty Barczewski]]
|style="text-align:right"|140
|
|2018-08-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3452.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|275
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Barewicz O powstaniu mowy Demostenesa.pdf|O powstaniu mowy Demostenesa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Witołd Barewicz|Witołd Barewicz]]
|style="text-align:right"|40
|
|2023-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3245.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|77
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL J Bartoszewicz Historja literatury polskiej.djvu|Historja literatury polskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julian Bartoszewicz|Julian Bartoszewicz]]
|style="text-align:right"|824
|
|2010-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3708.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1508
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Marian Bartynowski - Obchód świąt Bożego Narodzenia w Polsce.pdf|Obchód świąt Bożego Narodzenia w Polsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Bartynowski|Marian Bartynowski]]
|style="text-align:right"|44
|
|2021-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3931.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|71
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klejnoty poezji staropolskiej (red. Baumfeld).djvu|Klejnoty poezji staropolskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustaw Bolesław Baumfeld|Gustaw Bolesław Baumfeld]]
|style="text-align:right"|417
|
|2016-10-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">4120.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|695
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wawrzyniec Benzelstjerna-Engeström - Maksymilian Jackowski.pdf|Maksymilian Jackowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wawrzyniec Benzelstjerna-Engeström|Wawrzyniec Benzelstjerna-Engeström]]
|style="text-align:right"|78
|
|2022-11-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|130
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Bereza - Sztuka czytania.djvu|Sztuka czytania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Bereza|Henryk Bereza]]
|style="text-align:right"|343
|
|2019-07-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3635.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|632
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sarah Bernhardt - Wyznanie.djvu|Wyznanie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sarah Bernhardt|Sarah Bernhardt]]
|style="text-align:right"|19
|
|2024-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|38
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Élie Berthet - W Abisynii.pdf|W Abisynii]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Élie Berthet|Élie Berthet]]
|style="text-align:right"|144
|
|2025-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3358.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|269
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL M. Reichenbach - Na granicy.pdf|Na granicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Valeska von Bethusy-Huc|Valeska von Bethusy-Huc]]
|style="text-align:right"|102
|
|2021-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3408.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|176
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hugo Bettauer - Trzy godziny małżeństwa.djvu|Trzy godziny małżeństwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hugo Bettauer|Hugo Bettauer]]
|style="text-align:right"|244
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3490.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|457
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Listy O. Jana Beyzyma T. J. apostoła trędowatych na Madagaskarze|Listy O. Jana Beyzyma T. J. (pełniejsze wydanie z 1927)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:67% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Beyzym|Jan Beyzym]]
|style="text-align:right"|536
|
|2013-05-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4027.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|955
|-
|[[Indeks:Kobiety antyku.pdf|Kobiety antyku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Iza Bieżuńska-Małowist|Iza Bieżuńska-Małowist]]
|style="text-align:right"|306
|
|2019-08-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">2926.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|643
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nauczanie języka polskiego (Biliński)|Nauczanie języka polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Biliński|Jan Biliński]]
|style="text-align:right"|189
|
|2014-09-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3936.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|342
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Björnstjerne Björnson - Tomasz Rendalen.djvu|Tomasz Rendalen]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bjørnstjerne Bjørnson|Bjørnstjerne Bjørnson]]
|style="text-align:right"|362
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|687
|-
|[[Indeks:PL Bliziński - Komedye.djvu|Komedye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:48%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:46%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Bliziński|Józef Bliziński]]
|style="text-align:right"|248
|
|2018-12-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">1751.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|584
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Bliziński - Działalność spółdzielni i organizacyj rolniczych w Liskowie.pdf|Działalność spółdzielni i organizacyj rolniczych w Liskowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:24%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Bliziński|Wacław Bliziński]]
|style="text-align:right"|34
|
|2023-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|50
|-
|[[Indeks:PL Bobrowski - Pamiętniki.djvu|Pamiętniki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Bobrowski|Tadeusz Bobrowski]]
|style="text-align:right"|951
|
|2019-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">112.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2806
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Giovanni Boccaccio - Dekameron|Dekameron]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:98% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:26%"></td><td class="pq1" style="width:62%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Giovanni Boccaccio|Giovanni Boccaccio]]
|style="text-align:right"|778
|
|2018-02-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">4476.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1160
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wilhelm Bogusławski - Wizerunek czynności i zasług Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego.pdf|Wizerunek czynności i zasług Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wilhelm Bogusławski|Wilhelm Bogusławski]]
|style="text-align:right"|46
|
|2024-11-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|76
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Bogusławski - Bolesław Prus.djvu|Bolesław Prus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Bogusławski|Władysław Bogusławski]]
|style="text-align:right"|49
|
|2025-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|49
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jadwiga Bohuszewiczowa - Szlachetność serca.pdf|Szlachetność serca; Z Dzienniczka Małego Wisusa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jadwiga Bohuszewiczowa|Jadwiga Bohuszewiczowa]]; [[Autor:Metta Victoria Fuller Victor|Metta Victoria Fuller Victor]]
|style="text-align:right"|76
|
|2023-01-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">4010.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|115
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL F Boisgobey W obcej skórze.djvu|W obcej skórze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:91% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Fortuné du Boisgobey|Fortuné du Boisgobey]]
|style="text-align:right"|724
|
|2025-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3342.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1426
|-
|[[Indeks:Kodex Napoleona - Z przypisami - Xiąg trzy.djvu|Kodex Napoleona - Z przypisami - Xiąg trzy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Napoleon Bonaparte|Napoleon Bonaparte]]
|style="text-align:right"|617
|
|2016-11-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">230.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1779
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Waldemar Bonsels - Pszczółka Maja i jej przygody.pdf|Pszczółka Maja i jej przygody]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waldemar Bonsels|Waldemar Bonsels]]
|style="text-align:right"|156
|
|2024-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6736.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|140
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Borowiecki - Lęki sytuacyjne Prusa.djvu|Lęki sytuacyjne Prusa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Borowiecki|Stefan Borowiecki]]
|style="text-align:right"|52
|
|2026-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|100
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Żywoty pań swowolnych|Żywoty pań swowolnych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:95% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pierre de Bourdeille|Pierre de Bourdeille]]
|style="text-align:right"|760
|
|2018-06-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3487.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1436
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Filozofija Lucyjusza Anneusza Seneki.pdf|Filozofija Lucyjusza Anneusza Seneki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alfred Roch Brandowski|Alfred Roch Brandowski]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-12-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|20
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Brete - Zwyciężony.pdf|Zwyciężony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jean La Brète|Jean La Brète]]
|style="text-align:right"|204
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3418.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|385
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Respha|Respha]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:41%"></td><td class="pq1" style="width:34%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Feliks Brodowski|Feliks Brodowski]]
|style="text-align:right"|268
|
|2013-05-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">5936.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|295
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Charlotte Brontë - Dziwne losy Jane Eyre.pdf|Dziwne losy Jane Eyre]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charlotte Brontë|Charlotte Brontë]]
|style="text-align:right"|582
|
|2022-12-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3463.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1102
|-
|[[Indeks:PL Jameson - Złota legenda artystów.djvu|Złota legenda artystów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Brownell Jameson|Anna Brownell Jameson]]
|style="text-align:right"|290
|
|2025-07-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">11.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|848
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Browning - Pippa.djvu|Pippa przechodzi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:22%"></td><td class="pq1" style="width:48%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Robert Browning|Robert Browning]]
|style="text-align:right"|112
|
|2019-03-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">5074.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|133
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Brownsford - Przyczynek do rozwoju kółek rolniczych.pdf|Przyczynek do rozwoju kółek rolniczych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Brownsford|Kazimierz Brownsford]]
|style="text-align:right"|52
|
|2023-05-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|96
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Bruchnalski Mickiewicz a Moore.pdf|Mickiewicz a Moore]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:44%"></td><td class="pq0" style="width:29%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wilhelm Bruchnalski|Wilhelm Bruchnalski]]
|style="text-align:right"|34
|
|2021-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">5000.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|36
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Bruun - Wyspa obiecana.pdf|Wyspa obiecana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Laurids Bruun|Laurids Bruun]]
|style="text-align:right"|184
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3371.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|350
|-
|[[Indeks:Karol Brzozowski – Poezye 1899.djvu|Poezye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:66%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Brzozowski|Karol Brzozowski]]
|style="text-align:right"|166
|
|2022-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">1729.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|392
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wincenty Korab Brzozowski - Dusza mówiąca.djvu|Dusza mówiąca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:58%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Korab-Brzozowski|Wincenty Korab-Brzozowski]]
|style="text-align:right"|293
|
|2019-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3743.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|229
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:E.L.Bulwer - Ostatnie dni Pompei (1926).djvu|Ostatnie dni Pompei]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Bulwer-Lytton|Edward Bulwer-Lytton]]
|style="text-align:right"|188
|
|2019-07-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3459.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|363
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Precz z Hitlerem! czy niech żyje Hitler! (1934).pdf|Precz z Hitlerem! czy niech żyje Hitler!]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Bułak-Bałachowicz|Stanisław Bułak-Bałachowicz]]
|style="text-align:right"|58
|
|2024-12-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3611.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|92
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Witold Bunikiewicz - Ballady.pdf|Ballady]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Witold Bunikiewicz|Witold Bunikiewicz]]
|style="text-align:right"|108
|
|2025-09-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|93
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Droga Chrześćianina Pielgrzymuiącego ku zbawiennéj Wiećznośći.pdf|Droga Chrześćianina Pielgrzymuiącego ku zbawiennéj Wiećznośći]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Bunyan|John Bunyan]]
|style="text-align:right"|282
|
|2022-09-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6730.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|258
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. H. Burnett - Mała księżniczka.djvu|Mała księżniczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Frances Hodgson Burnett|Frances Hodgson Burnett]]
|style="text-align:right"|344
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6747.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|321
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL De Bury - Philobiblon.djvu|Philobiblon]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:14%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq1" style="width:25%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Richard de Bury|Richard de Bury]]
|style="text-align:right"|122
|
|2020-08-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6308.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|134
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Włodzimierz Bzowski - Nie rzucim ziemi zkąd nasz ród.pdf|Nie rzucim ziemi zkąd nasz ród]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Włodzimierz Bzowski|Włodzimierz Bzowski]]
|style="text-align:right"|188
|
|2023-06-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3448.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|342
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Luís de Camões - Luzyady.djvu|Luzyady]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:24%"></td><td class="pq3" style="width:16%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Luís de Camões|Luís de Camões]]
|style="text-align:right"|284
|
|2019-03-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">5567.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|359
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf|Bohaterowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:31%"></td><td class="pq3" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Thomas Carlyle|Thomas Carlyle]]
|style="text-align:right"|368
|
|2015-11-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">7731.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|243
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Giacomo Casanova - Pamiętniki (1921).djvu|Pamiętniki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Giacomo Casanova|Giacomo Casanova]]
|style="text-align:right"|154
|
|2019-07-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3526.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|268
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Przedziwny Hidalgo Don Kichot z Manczy|Przedziwny Hidalgo Don Kichot z Manczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Miguel de Cervantes y Saavedra|Miguel de Cervantes y Saavedra]]
|style="text-align:right"|1500
|
|2022-01-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3390.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2873
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu|Don Kiszot z Manszy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Miguel de Cervantes y Saavedra|Miguel de Cervantes y Saavedra]]
|style="text-align:right"|1358
|
|2025-12-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3956.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2426
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ignacy Charszewski - Słońce szatana.djvu|Słońce szatana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Charszewski|Ignacy Charszewski]]
|style="text-align:right"|162
|
|2023-01-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6845.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|141
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Odwet (Victor Cherbuliez)|Odwet]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Cherbuliez|Victor Cherbuliez]]
|style="text-align:right"|337
|
|2025-11-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|337
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu|Charles Dickens]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gilbert Keith Chesterton|Gilbert Keith Chesterton]]
|style="text-align:right"|294
|
|2017-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3615.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|544
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Chęciński Jan - Straszny dwór (1896).pdf|Straszny dwór]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chęciński|Jan Chęciński]]
|style="text-align:right"|108
|
|2024-09-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3611.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|184
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dezydery Chłapowski - O rolnictwie.pdf|O rolnictwie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dezydery Chłapowski|Dezydery Chłapowski]]
|style="text-align:right"|268
|
|2019-05-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3748.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|482
|-
|[[Indeks:PL Nowe Ateny cz. 1.djvu|Nowe Ateny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Benedykt Chmielowski|Benedykt Chmielowski]]
|style="text-align:right"|938
|
|2015-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">421.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2658
|-
|[[Indeks:Żywot sługi bożego błogosławionego Rafała z Proszowic.pdf|Żywot sługi bożego błogosławionego Rafała z Proszowic]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:30%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:59%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Chodyński|Adam Chodyński]]
|style="text-align:right"|150
|
|2017-11-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">1583.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|356
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye Alexandra Chodźki.djvu|Poezye Alexandra Chodźki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Chodźko|Aleksander Chodźko]]
|style="text-align:right"|190
|
|2016-08-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3715.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|345
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Chudziński Thanatos.pdf|Thanatos]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Chudziński|Antoni Chudziński]]
|style="text-align:right"|88
|
|2023-05-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|156
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Cieszkowski August - Prolegomena do historyozofii 1908.pdf|Prolegomena do historyozofii]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:August Cieszkowski|August Cieszkowski]]
|style="text-align:right"|158
|
|2026-01-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|286
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Curwood - Kazan.djvu|Kazan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:James Oliver Curwood|James Oliver Curwood]]
|style="text-align:right"|248
|
|2020-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3513.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|467
|-
|[[Indeks:PL W Cybulski Odczyty o poezyi polskiéj.djvu|Odczyty o poezyi polskiéj]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wojciech Cybulski|Wojciech Cybulski]]
|style="text-align:right"|490
|
|2024-09-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">35.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1417
|-
|[[Indeks:Romantyzm a mesjanizm|Romantyzm a mesjanizm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:43%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Cywiński|Stanisław Cywiński]]
|style="text-align:right"|92
|
|2013-01-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3015.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|176
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pseudonimy i kryptonimy polskie (Czarkowski)|Pseudonimy i kryptonimy polskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Czarkowski|Ludwik Czarkowski]]
|style="text-align:right"|172
|
|2013-05-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4607.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|275
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Opis ziem zamieszkanych przez Polaków 1.djvu|Opis ziem zamieszkanych przez Polaków. Tom 1.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:32%"></td><td class="pq3" style="width:40%"></td><td class="pq1" style="width:24%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Czechowski|Aleksander Czechowski]]
|style="text-align:right"|548
|część tabelek wymaga korekty technicznej i ujednolicenia
|2009-10-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6955.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|485
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Czycz - Ajol.djvu|Ajol]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:76%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Czycz|Stanisław Czycz]]
|style="text-align:right"|234
|
|2016-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6505.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|239
|-
|[[Indeks:Czesław Czyński - Nauka Volapüka w 12-stu lekcjach.pdf|Nauka Volapük’a w 12-stu lekcjach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Czesław Czyński|Czesław Czyński]]
|style="text-align:right"|72
|
|2020-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3145.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|146
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jan Czyński - Bunt kobiet.pdf|Bunt kobiet]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Czyński|Jan Czyński]]
|style="text-align:right"|136
|
|2022-09-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3414.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|243
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paul Dahlke - Opowiadania buddhyjskie.djvu|Opowiadania buddhyjskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq1" style="width:37%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Dahlke|Paul Dahlke]]
|style="text-align:right"|165
|
|2016-05-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">5494.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|223
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antoni Danysz - Ś.p. Marceli Motty.pdf|Ś.p. Marceli Motty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Danysz|Antoni Danysz]]
|style="text-align:right"|68
|
|2024-11-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3448.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|114
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Darwin - O powstawaniu gatunków.djvu|O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Darwin|Charles Darwin]]
|style="text-align:right"|456
|
|2020-06-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3612.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|868
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ignacy Daszyński - Sejm rząd król dyktator.pdf|Sejm, rząd, król, dyktator]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Daszyński|Ignacy Daszyński]]
|style="text-align:right"|92
|
|2020-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4250.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|138
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jeden trudny rok opowieść o pracy harcerskiej.pdf|Jeden trudny rok]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Juliusz Dąbrowski|Tadeusz Kwiatkowski}}
|style="text-align:right"|234
|
|2021-05-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4102.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|368
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Dąbski - Pokój ryski.djvu|Pokój ryski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Dąbski|Jan Dąbski]]
|style="text-align:right"|267
|
|2019-12-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3781.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|444
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Deczyński - Żywot chłopa polskiego na początku XIX stulecia - red. Marceli Handelsman PL.djvu|Żywot chłopa polskiego na początku XIX stulecia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Kazimierz Deczyński|Marceli Handelsman}}
|style="text-align:right"|106
|
|2024-02-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3429.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|205
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antologia współczesnych poetów polskich (Króliński)|Antologia współczesnych poetów polskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:77% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Denes|red. Jan Denes (Kazimierz Króliński)]]
|style="text-align:right"|615
|
|2015-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">7113.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|523
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Panienka z okienka (Deotyma)|Panienka z okienka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:59%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jadwiga Łuszczewska|Deotyma]]
|style="text-align:right"|400
|
|2013-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">5549.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|514
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Dębicki - O zasadniczych różnicach psychicznych pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem.pdf|O zasadniczych różnicach psychicznych pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Michał Dębicki|Władysław Michał Dębicki]]
|style="text-align:right"|48
|
|2025-10-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6756.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|36
|-
|[[Indeks:Pojęcia i metody matematyki (Dickstein)|Pojęcia i metody matematyki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:39%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:53%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Dickstein|Samuel Dickstein]]
|style="text-align:right"|272
|
|2014-08-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">1876.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|658
|-
|[[Indeks:Dzieła św. Dionizyusza Areopagity.djvu|Dzieła św. Dionizyusza Areopagity]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pseudo-Dionizy Areopagita|Pseudo-Dionizy Areopagita]]
|style="text-align:right"|577
|
|2017-08-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">234.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1664
|-
|[[Indeks:PL Disraeli - Henryka Temple.djvu|Henryka Temple]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Benjamin Disraeli|Benjamin Disraeli]]
|style="text-align:right"|312
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">54.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|907
|-
|[[Indeks:PL F.S.Dmochowski - Dawne obyczaje i zwyczaje szlachty i ludu wiejskiego.pdf|Dawne obyczaje i zwyczaje szlachty i ludu wiejskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Salezy Dmochowski|Franciszek Salezy Dmochowski]]
|style="text-align:right"|326
|
|2022-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">94.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|945
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Janusz Dmochowski - O kółkach i spółkach rolniczych.pdf|O kółkach i spółkach rolniczych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Janusz Dmochowski|Janusz Dmochowski]]
|style="text-align:right"|76
|
|2023-09-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3544.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|122
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:K. Wybranowski - Dziedzictwo.djvu|Dziedzictwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Dmowski|Roman Dmowski]]
|style="text-align:right"|224
|
|2018-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3515.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|426
|-
|[[Indeks:Mikrohistorie.pdf|Mikrohistorie. Spotkania w międzyświatach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ewa Domańska|Ewa Domańska]]
|style="text-align:right"|338
|
|2019-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">247.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|986
|-
|[[Indeks:J. W. Draper - Dzieje rozwoju umysłowego Europy 01.pdf|Dzieje rozwoju umysłowego Europy. Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:22%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:76%"></td></tr></table>
|[[Autor:John William Draper|John William Draper]]
|style="text-align:right"|388
|
|2016-05-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">848.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1057
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Dropiowski - Na turniach.djvu|Na turniach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Dropiowski|Tadeusz Dropiowski]]
|style="text-align:right"|248
|
|2021-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3389.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|470
|-
|[[Indeks:PL Elżbieta Drużbacka Poezye Tomik 1.djvu|Poezye (T. I)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elżbieta Drużbacka|Elżbieta Drużbacka]]
|style="text-align:right"|234
|
|2018-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">180.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|654
|-
|[[Indeks:Koronne zjazdy szlacheckie (Ewa Dubas-Urwanowicz)|Koronne zjazdy szlacheckie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ewa Dubas-Urwanowicz|Ewa Dubas-Urwanowicz]]
|style="text-align:right"|382
|
|2011-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">210.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1116
|-
|[[Indeks:PL Duchińska - Antologia poezyi francuskiej XIX wieku.djvu|Antologia poezyi francuskiej XIX wieku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Seweryna Duchińska|Seweryna Duchińska]]
|style="text-align:right"|477
|
|2018-11-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">70.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1400
|-
|[[Indeks:Emil Dunikowski - Meksyk.djvu|Meksyk]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:80% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Emil Dunikowski|Emil Dunikowski]]
|style="text-align:right"|638
|
|2020-07-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">26.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1885
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Teodor Dunin - O habitualnem zaparciu stolca, jego przyczynach i leczeniu.djvu|O habitualnem zaparciu stolca, jego przyczynach i leczeniu.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Teodor Dunin|Teodor Dunin]]
|style="text-align:right"|52
|
|2025-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|40
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Marya Dynowska - Hieronim Morsztyn i jego rękopiśmienna spuścizna|Hieronim Morsztyn i jego rękopiśmienna spuścizna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Dynowska|Maria Dynowska]]
|style="text-align:right"|72
|
|2017-11-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|105
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Natalia Dzierżkówna - Ela.djvu|Ela]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Natalia Dzierżkówna|Natalia Dzierżkówna]]
|style="text-align:right"|232
|
|2023-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6727.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|216
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anda Eker - Melodia chwili.pdf|Melodia chwili]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anda Eker|Anda Eker]]
|style="text-align:right"|150
|
|2025-06-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|127
|-
|[[Indeks:PL Eliot - Adam Bede.djvu|Adam Bede]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mary Ann Evans|George Eliot]]
|style="text-align:right"|436
|
|2020-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">31.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1274
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Elsner - Rozprawa o metryczności i rytmiczności języka polskiego (1818).pdf|Rozprawa o metryczności i rytmiczności języka polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Elsner|Józef Elsner]]
|style="text-align:right"|112
|
|2025-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3498.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|197
|-
|[[Indeks:PL L Engeström Pamiętniki.djvu|Pamiętniki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lars von Engeström|Lars von Engeström]]
|style="text-align:right"|298
|
|2025-01-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">279.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|834
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Erazm z Rotterdamu - Pochwała głupoty.djvu|Pochwała głupoty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:84% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Erazm z Rotterdamu|Erazm z Rotterdamu]]
|style="text-align:right"|672
|
|2025-07-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3338.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1321
|-
|[[Indeks:PL Szopka krakowska.djvu|Szopka krakowska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Estreicher|Stanisław Estreicher]]
|style="text-align:right"|134
|
|2020-06-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">127.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|388
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Biernata z Lublina Ezop (Ignacy Chrzanowski)|Biernata z Lublina Ezop]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ezop|Ezop]]<br>[[Autor:Biernat z Lublina|Biernat z Lublina]]<br>[[Autor:Ignacy Chrzanowski|Ignacy Chrzanowski]]
|style="text-align:right"|625
|
|2013-09-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3931.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1076
|-
|[[Indeks:Paweł Władysław Fabisz-Wiadomość o szkólności katolickiéj w dekanacie koźmińskim.djvu|Wiadomość o szkólności katolickiéj w Dekanacie Koźmińskim i o Gimnazyum Katolickiem w Ostrowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Władysław Fabisz|Paweł Władysław Fabisz]]
|style="text-align:right"|81
|
|2015-07-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">458.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|229
|-
|[[Indeks:Lud białoruski na Rusi Litewskiej T1.pdf|Lud białoruski na Rusi Litewskiej. Tom 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:67% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Federowski|Michał Federowski]]
|style="text-align:right"|536
|
|2020-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">183.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1549
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:My artyści (Feldman)|My artyści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wilhelm Feldman|Wilhelm Feldman]]
|style="text-align:right"|174
|
|2014-01-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3551.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|325
|-
|[[Indeks:Biszen i Menisze.djvu|Biszen i Menisze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:27%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:63%"></td></tr></table>
|[[Autor:Abol Ghasem Ferdousi|Abol Ghasem Ferdousi]]
|style="text-align:right"|140
|
|2017-05-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">1188.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|341
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Uwagi nad językiem Cyprjana Norwida|Uwagi nad językiem Cyprjana Norwida]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Fik|Ignacy Fik]]
|style="text-align:right"|95
|
|2013-01-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3727.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|175
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Adam Bełcikowski - Pies i jego obyczaje.djvu|Pies i jego obyczaje]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pawieł Fiłonow|Pawieł Fiłonow]]
|style="text-align:right"|60
|
|2015-09-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">6737.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|46
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Oskar Flatt - Opis miasta Łodzi pod względem historycznym, statystycznym i przemysłowym.djvu|Opis miasta Łodzi pod względem historycznym, statystycznym i przemysłowym]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oskar Flatt|Oskar Flatt]]
|style="text-align:right"|178
|
|2016-09-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3800.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|292
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Franko - Katechizm socjalistyczny.pdf|Katechizm socjalistyczny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Iwan Franko|Iwan Franko]]
|style="text-align:right"|24
|
|2024-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|-
|[[Indeks:Fullerton - Święta Franciszka rzymianka.djvu|Święta Franciszka rzymianka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Georgiana Fullerton|Georgiana Fullerton]]
|style="text-align:right"|158
|
|2018-06-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">233.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|460
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paul Fuss - Stosunki w Poznańskiem.pdf|Stosunki w Poznańskiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:21%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Fuss|Paul Fuss]]
|style="text-align:right"|28
|
|2023-04-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3636.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|42
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ignacy Gajewski - Nowy Instytut Weterynaryjny w Warszawie.pdf|Nowy Instytut Weterynaryjny w Warszawie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:56%"></td><td class="pq0" style="width:31%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Gajewski|Ignacy Gajewski]]
|style="text-align:right"|16
|
|2024-03-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">4242.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|19
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gallus Anonymus - Kronika Marcina Galla.pdf|Kronika Marcina Galla]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:20%"></td><td class="pq3" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gall Anonim|Gall Anonim]]
|style="text-align:right"|268
|
|2015-10-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">7376.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|196
|-
|[[Indeks:Aleksander Świętochowski jako beletrysta.djvu|Aleksander Świętochowski jako beletrysta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Galle|Henryk Galle]]
|style="text-align:right"|102
|
|2019-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">137.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|287
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ludwik Gallet - Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac.djvu|Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:59% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:24%"></td><td class="pq1" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Louis Gallet|Louis Gallet]]
|style="text-align:right"|468
|
|2016-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">4245.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|782
|-
|[[Indeks:PL Pietro Gasparri - Katechizm większy pochwalony i zalecony przez Ojca św. Piusa X.pdf|Katechizm większy pochwalony i zalecony przez Ojca św. Piusa X]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pietro Gasparri|Pietro Gasparri]]
|style="text-align:right"|268
|
|2020-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">78.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|759
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pan Sędzic, 1839.pdf|Pan Sędzic]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Gasztowt|Jan Gasztowt]]
|style="text-align:right"|103
|
|2019-08-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3594.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|196
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gautier - Romans mumji.pdf|Romans mumji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Théophile Gautier|Théophile Gautier]]
|style="text-align:right"|230
|
|2020-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3484.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|432
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gustaw Geffroy - Więzień.djvu|Więzień]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustave Geffroy|Gustave Geffroy]]
|style="text-align:right"|528
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3371.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1032
|-
|[[Indeks:PL Marja Gerson-Dąbrowska - Polscy Artyści.pdf|Polscy artyści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Gerson-Dąbrowska|Maria Gerson-Dąbrowska]]
|style="text-align:right"|392
|
|2015-10-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">417.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1101
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gibess - Obozownictwo.pdf|Obozownictwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Gibess|Stanisław Gibess]]
|style="text-align:right"|202
|
|2020-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3458.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|365
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Gjellerup-Pielgrzym Kamanita.djvu|Pielgrzym Kamanita]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl Gjellerup|Karl Gjellerup]]
|style="text-align:right"|278
|
|2015-06-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3393.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|549
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jakub Glass - Stan prawny kościołów ewangelickich.pdf|Stan prawny kościołów ewangelickich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakub Glass|Jakub Glass]]
|style="text-align:right"|52
|
|2024-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|88
|-
|[[Indeks:Pieśni ludu (Gloger)|Pieśni ludu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:78%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Gloger|Zygmunt Gloger]]
|style="text-align:right"|364
|
|2014-12-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">851.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|999
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gordziałkowski Jan - Uczelnia weterynaryjna w Warszawie, jej przeszłość, stan obecny i dalsze losy 1924.pdf|Uczelnia weterynaryjna w Warszawie, jej przeszłość, stan obecny i dalsze losy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Gordziałkowski|Jan Gordziałkowski]]
|style="text-align:right"|12
|
|2026-01-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezje Wiktora Gomulickiego.djvu|Poezje Wiktora Gomulickiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:18%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq1" style="width:15%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wiktor Gomulicki|Wiktor Gomulicki]]
|style="text-align:right"|289
|
|2015-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6753.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|263
|-
|[[Indeks:PL Dramata Adama Gorczyńskiego Ser.2.djvu|Dramata Adama Gorczyńskiego. Serya druga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Adam Gorczyński; William Shakespeare}}
|style="text-align:right"|462
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">7.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1331
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gorki Maksym - Matka, tłum. Halina Górska.pdf|Matka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maksim Gorki|Maksim Gorki]]
|style="text-align:right"|422
|
|2021-02-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3398.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|812
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Seweryn Goszczyński - Król zamczyska.pdf|Król zamczyska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Seweryn Goszczyński|Seweryn Goszczyński]]
|style="text-align:right"|106
|
|2025-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3398.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|204
|-
|[[Indeks:Dworzanin (Górnicki)|Dworzanin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Łukasz Górnicki|Łukasz Górnicki]]
|style="text-align:right"|308
|
|2015-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">212.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|875
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL-Rafał Górski-Bez państwa.pdf|Bez państwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Górski|Rafał Górski]]
|style="text-align:right"|239
|
|2011-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3730.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|442
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Grabowski - Uwagi nad powodami upadku majątków obywateli w Wielkiem Księstwie Poznańskiem.pdf|Uwagi nad powodami upadku majątków obywateli w Wielkiem Księstwie Poznańskiem.pdf]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Grabowski|Józef Ignacy Grabowski]]
|style="text-align:right"|44
|
|2023-06-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3504.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|76
|-
|[[Indeks:O wolność i godność|O wolność i godność]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Artur Gruszecki|Artur Gruszecki]]
|style="text-align:right"|240
|
|2013-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">187.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|680
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Grzanowski Rzecz o układzie mowy Demostenesa.pdf|Rzecz o układzie mowy Demostenesa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bronisław Grzanowski|Bronisław Grzanowski]]
|style="text-align:right"|46
|
|2023-04-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3425.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|71
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Grzegorzewski - Pierwsza wyprawa zimowa przez Zawrat do Morskiego Oka.djvu|Pierwsza wyprawa zimowa przez Zawrat do Morskiego Oka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Grzegorzewski|Jan Grzegorzewski]]
|style="text-align:right"|50
|
|2021-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3611.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|92
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bronisław Gustawicz - Kilka wspomnień z Tatr.djvu|Kilka wspomnień z Tatr]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bronisław Gustawicz|Bronisław Gustawicz]]
|style="text-align:right"|50
|
|2023-11-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">7000.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|45
|-
|[[Indeks:Michael Haberlandt - Nauka o ludach.pdf|Nauka o ludach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michael Haberlandt|Michael Haberlandt]]
|style="text-align:right"|192
|
|2025-05-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">54.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|546
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Haggard - Kopalnie Króla Salomona.djvu|Kopalnie Króla Salomona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henry Rider Haggard|Henry Rider Haggard]]
|style="text-align:right"|320
|
|2019-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3399.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|596
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Feliks Hahn - Hotel pod wesołym kurkiem.pdf|Hotel pod wesołym kurkiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Feliks Hahn|Feliks Hahn]]
|style="text-align:right"|120
|
|2025-07-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3682.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|199
|-
|[[Indeks:PL Jasnowidze i wróżbici.pdf|Jasnowidze i wróżbici]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq1" style="width:31%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:61%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ola Hansson|Ola Hansson]]
|style="text-align:right"|172
|
|2021-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">1118.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|421
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Edward John Hardy - Świat kobiety.djvu|Świat kobiety]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward John Hardy|Edward John Hardy]]
|style="text-align:right"|292
|
|2019-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6725.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|279
|-
|[[Indeks:PL Francis Bret Harte Nowelle.pdf|Nowelle]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Francis Bret Harte|Francis Bret Harte]]
|style="text-align:right"|350
|
|2021-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">2534.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|757
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nagrobek Urszulki|Nagrobek Urszulki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Hartleb|Mieczysław Hartleb]]
|style="text-align:right"|160
|
|2013-02-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3668.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|302
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jaroslav Hašek - Przygody dobrego wojaka Szwejka.pdf|Przygody dobrego wojaka Szwejka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:75%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jaroslav Hašek|Jaroslav Hašek]]
|style="text-align:right"|1040
|
|2022-08-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">9270.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|218
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Verner von Heidenstam-Hans Alienus.djvu|Hans Alienus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:16%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Verner von Heidenstam|Verner von Heidenstam]]
|style="text-align:right"|445
|
|2015-06-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3912.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|789
|-
|[[Indeks:PL Heine - Atta Troll 1901.djvu|Atta Troll]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Heinrich Heine|Heinrich Heine]]
|style="text-align:right"|135
|
|2020-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">25.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|386
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Herodot - Dzieje.djvu|Dzieje]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:89% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herodot|Herodot]]
|style="text-align:right"|708
|
|2021-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3347.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1387
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Życie Buddy (Hérold)|Życie Buddy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:André-Ferdinand Hérold|André-Ferdinand Hérold]]
|style="text-align:right"|245
|
|2013-07-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3622.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|463
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ignàt Herrmann - Ojciec Kondelik i narzeczony Wejwara|Ojciec Kondelik i narzeczony Wejwara]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:27%"></td><td class="pq1" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignát Herrmann|Ignát Herrmann]]
|style="text-align:right"|506
|
|2019-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">4449.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|796
|-
|[[Indeks:PL Antologja poezji żydowskiej (red. Hirszhorn) 1921.pdf|Antologja poezji żydowskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Hirszhorn|Samuel Hirszhorn]]
|style="text-align:right"|282
|
|2025-11-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3130.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|542
|-
|[[Indeks:Karol Boromeusz Hoffman - O panslawizmie zachodnim.pdf|O panslawizmie zachodnim]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Boromeusz Hoffman|Karol Boromeusz Hoffman]]
|style="text-align:right"|162
|
|2022-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">2688.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|329
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Agnes Hoffmann - Czerwony domek.pdf|Czerwony domek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:24%"></td></tr></table>
|[[Autor:Agnes Hoffmann|Agnes Hoffmann]]
|style="text-align:right"|136
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3493.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|203
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ludzie i pomniki (Hollender)|Ludzie i pomniki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Hollender|Tadeusz Hollender]]
|style="text-align:right"|60
|
|2021-07-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3641.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|103
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Hudson Jej naga stopa.pdf|Jej naga stopa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:22%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Cadwalader Hudson|William Cadwalader Hudson]]
|style="text-align:right"|138
|
|2021-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">5108.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|135
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Przybłęda Boży|Przybłęda Boży]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Witold Hulewicz|Witold Hulewicz]]
|style="text-align:right"|408
|
|2013-01-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3888.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|704
|-
|[[Indeks:Huysmans - W drodze|W drodze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:83% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joris-Karl Huysmans|Joris-Karl Huysmans]]
|style="text-align:right"|660
|
|2025-05-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">114.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1907
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Irzykowski - Pałuba Sny Maryi Dunin.djvu|Pałuba; Sny Maryi Dunin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Irzykowski|Karol Irzykowski]]
|style="text-align:right"|550
|
|2018-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3415.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1041
|-
|[[Indeks:Budownictwo wiejskie (Iwanicki).djvu|Budownictwo wiejskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Iwanicki|Karol Iwanicki]]
|style="text-align:right"|261
|
|2012-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">583.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|726
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Eustachy Iwanowski-Pielgrzymka do Ziemi Świętej odbyta w roku 1863.djvu|Pielgrzymka do Ziemi Świętej odbyta w roku 1863]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eustachy Iwanowski|Eustachy Iwanowski]]
|style="text-align:right"|566
|
|2020-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3534.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1094
|-
|[[Indeks:Litwa w roku 1812.djvu|Litwa w roku 1812]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:59% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:12%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:85%"></td></tr></table>
|[[Autor:Janusz Iwaszkiewicz|Janusz Iwaszkiewicz]]
|style="text-align:right"|468
|
|2018-09-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">458.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1311
|-
|[[Indeks:PL F Jabłczyński Romans.djvu|Romans]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Feliks Jabłczyński|Feliks Jabłczyński]]
|style="text-align:right"|428
|
|2024-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">96.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1233
|-
|[[Indeks:PL A Jabłoński Dziesięć lat w niewoli moskiewskiej.djvu|Dziesięć lat w niewoli moskiewskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Jabłoński|Adolf Jabłoński]]
|style="text-align:right"|582
|
|2025-07-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1719
|-
|[[Indeks:PL Zdzisław Jachimecki - Ryszard Wagner 1922.pdf|Ryszard Wagner]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|496
|
|2026-03-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">141.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1464
|-
|[[Indeks:PL Helen Jackson Ramona.pdf|Ramona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helen Hunt Jackson|Helen Hunt Jackson]]
|style="text-align:right"|364
|
|2021-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">28.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1068
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antoni Józef Jagielski - Żywot doktora Karola Marcinkowskiego.pdf|Żywot doktora Karola Marcinkowskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:32%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Józef Jagielski|Antoni Józef Jagielski]]
|style="text-align:right"|44
|
|2022-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">4222.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|52
|-
|[[Indeks:William James - Pragmatyzm plus Dylemat determinizmu.pdf|Pragmatyzm. Dylemat determinizmu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:85%"></td></tr></table>
|[[Autor:William James|William James]]
|style="text-align:right"|266
|
|2015-11-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">553.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|734
|-
|[[Indeks:PL Jankowski - Tram wpopszek ulicy.pdf|Tram wpopszek ulicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Jankowski|Jerzy Jankowski]]
|style="text-align:right"|75
|
|2021-03-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|204
|-
|[[Indeks:Jan z Koszyczek - Rozmowy, które miał król Salomon mądry z Marchołtem.djvu|Rozmowy, które miał król Salomon mądry z Marchołtem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:35%"></td><td class="pqn" style="width:45%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan z Koszyczek|Jan z Koszyczek]]
|style="text-align:right"|164
|
|2016-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">2585.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|238
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Julian Jaraczewski - Bazar w Poznaniu.pdf|Bazar w Poznaniu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julian Jaraczewski|Julian Jaraczewski]]
|style="text-align:right"|60
|
|2024-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|56
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu|Oko za oko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Jaroszyński|Tadeusz Jaroszyński]]
|style="text-align:right"|224
|
|2017-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4087.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|337
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jarry - Ubu-Król.djvu|Ubu król]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alfred Jarry|Alfred Jarry]]
|style="text-align:right"|202
|
|2020-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3705.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|321
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jarzębski Adam - Gościniec albo Opisanie Warszawy 1643 r. (1909).pdf|Gościniec albo Opisanie Warszawy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Jarzębski|Adam Jarzębski]]
|style="text-align:right"|230
|
|2026-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|402
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jaworski - Wesele hrabiego Orgaza.djvu|Wesele hrabiego Orgaza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Jaworski|Roman Jaworski]]
|style="text-align:right"|558
|
|2018-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3432.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1058
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Leopold Jaworski - Ze studiów nad faszyzmem.djvu|Ze studiów nad faszyzmem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Leopold Jaworski|Władysław Leopold Jaworski]]
|style="text-align:right"|18
|
|2023-08-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|36
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A. Jax - Pan redaktor czeka.pdf|Pan redaktor czeka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Jax|Antoni Jax]]
|style="text-align:right"|64
|
|2021-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3391.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|113
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jebb - Historya literatury greckiej.djvu|Historya literatury greckiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Richard Claverhouse Jebb|Richard Claverhouse Jebb]]
|style="text-align:right"|180
|
|2021-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3462.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|353
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Adolf Jełowicki-Przechadzki po Jerozolimie i bliższych jej okolicach.pdf|Przechadzki po Jerozolimie i bliższych jej okolicach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Józef Jełowicki|Adolf Józef Jełowicki]]
|style="text-align:right"|133
|
|2025-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3460.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|257
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kalewala - Pierwsza harfa Wainemoinena - tłum. Krahelska Przegląd Warszawski 1925 R. 5, z. 51, t. 17.pdf|Kalewala: Pierwsza harfa Wainemoinena]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|3
|
|2026-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|6
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kalewala - Turniej śpiewaczy - tłum. Krahelska Gazeta Literacka R.2, nr 11 (1 czerwca 1927).pdf|Kalewala: Turniej śpiewaczy (Wajnemonen)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|10
|
|2026-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|20
|-
|[[Indeks:PL Kālidāsa - Sakontala czyli Pierścień przeznaczenia.djvu|Sakontala czyli Pierścień przeznaczenia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kalidasa|Kalidasa]]
|style="text-align:right"|240
|
|2018-08-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">291.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|667
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walerian Kalinka - Jenerał Dezydery Chłapowski.pdf|Jenerał Dezydery Chłapowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:42%"></td><td class="pq1" style="width:42%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walerian Kalinka|Walerian Kalinka]]
|style="text-align:right"|206
|
|2019-01-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">5300.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|258
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Maurycy Kamiński - O prostytucji.djvu|O prostytucji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Maurycy Kamiński|Jan Maurycy Kamiński]]
|style="text-align:right"|134
|
|2017-04-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">4666.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|200
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Fryderyk Chopin (Karasowski)|Fryderyk Chopin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurycy Karasowski|Maurycy Karasowski]]
|style="text-align:right"|547
|
|2015-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3605.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1034
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Allan Kardec - Księga duchów.djvu|Księga duchów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Allan Kardec|Allan Kardec]]
|style="text-align:right"|478
|
|2014-12-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3468.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|917
|-
|[[Indeks:Pisma wierszem i prozą.pdf|Pisma wierszem i prozą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:89% !important"><tr><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Karpiński|Franciszek Karpiński]]
|style="text-align:right"|707
|
|2022-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">344.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1987
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tymoteusz Karpowicz - Odwrócone światło.djvu|Odwrócone światło]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tymoteusz Karpowicz|Tymoteusz Karpowicz]]
|style="text-align:right"|432
|
|2019-07-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">4356.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|706
|-
|[[Indeks:Katarzyna II - Pamiętniki.djvu|Pamiętniki cesarzowej Katarzyny II. spisane przez nią samą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Katarzyna II|Katarzyna II]]
|style="text-align:right"|384
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">53.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1116
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Kautski - Od demokracji do niewolnictwa państwowego.djvu|Od demokracji do niewolnictwa państwowego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl Kautsky|Karl Kautsky]]
|style="text-align:right"|132
|
|2019-09-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3655.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|236
|-
|[[Indeks:Paweł Keller - Baśń ostatnia.djvu|Baśń ostatnia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Keller|Paul Keller]]
|style="text-align:right"|422
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">112.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1228
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kelles-Krauz Kazimierz - Czy teraz niema pańszczyzny? 1897.pdf|Czy teraz niema pańszczyzny?]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Kelles-Krauz|Kazimierz Kelles-Krauz]]
|style="text-align:right"|42
|
|2024-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|72
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wojciech Kętrzyński - O Mazurach.djvu|O Mazurach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:20%"></td><td class="pq3" style="width:31%"></td><td class="pq1" style="width:45%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wojciech Kętrzyński|Wojciech Kętrzyński]]
|style="text-align:right"|100
|
|2018-05-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">5798.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|121
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye Brunona hrabi Kicińskiego tom I|Poezye Brunona hrabi Kicińskiego tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:47%"></td><td class="pq3" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Kiciński|Bruno Kiciński]]
|style="text-align:right"|298
|
|2014-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">8351.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|138
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Adolf Klęsk - Bolesne strony erotycznego życia kobiety.djvu|Bolesne strony erotycznego życia kobiety]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Klęsk|Adolf Klęsk]]
|style="text-align:right"|232
|
|2021-02-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4111.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|401
|-
|[[Indeks:Kapitał społeczny ludzi starych.pdf|Kapitał społeczny ludzi starych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq1" style="width:51%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:48%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Klimczuk|Andrzej Klimczuk]]
|style="text-align:right"|270
|
|2021-03-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">1728.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|665
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Heraldyka (Kochanowski).djvu|O heraldyce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Karol Kochanowski|Jan Karol Kochanowski]]
|style="text-align:right"|138
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">4552.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|201
|-
|[[Indeks:PL Komeński - Wielka dydaktyka.djvu|Wielka dydaktyka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Ámos Komenský|Jan Ámos Komenský]]
|style="text-align:right"|304
|
|2020-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">135.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|873
|-
|[[Indeks:Mikołaja Kopernika Toruńczyka O obrotach ciał niebieskich ksiąg sześć|Mikołaja Kopernika Toruńczyka O obrotach ciał niebieskich ksiąg sześć]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:94% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:79%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj Kopernik|Mikołaj Kopernik]]
|style="text-align:right"|746
|
|2011-06-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">862.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2012
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Defoe and Korotyńska - Robinson Kruzoe.pdf|Robinson Kruzoe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elwira Korotyńska|Elwira Korotyńska]]
|style="text-align:right"|174
|
|2019-02-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3437.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|315
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL M Koroway Metelicki Poezye.djvu|Poezye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Koroway-Metelicki|Michał Koroway-Metelicki]]
|style="text-align:right"|214
|
|2021-05-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3539.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|376
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Euzebiusz Kosiński - Sprawa polska z roku 1846.pdf|Sprawa polska z roku 1846]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Euzebiusz Kosiński|Władysław Euzebiusz Kosiński]]
|style="text-align:right"|82
|
|2023-06-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|146
|-
|[[Indeks:Władysław Syrokomla. Studyum literackie (Kościałkowska, 1881).pdf|Władysław Syrokomla]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq0" style="width:18%"></td><td class="pqn" style="width:82%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wilhelmina Zyndram-Kościałkowska|Wilhelmina Zyndram-Kościałkowska]]
|style="text-align:right"|60
|
|2025-04-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|147
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofia Kowerska - Iluzya.pdf|Iluzya]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Kowerska|Zofia Kowerska]]
|style="text-align:right"|212
|
|2025-06-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3417.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|393
|-
|[[Indeks:PL Dzieło wielkiego miłosierdzia.pdf|Dzieło wielkiego miłosierdzia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:80% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:22%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:75%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Maria Franciszka Kozłowska|Jan Maria Michał Kowalski}}
|style="text-align:right"|640
|
|2021-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">812.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1731
|-
|[[Indeks:PL Kajetan Koźmian - Różne wiersze.djvu|Różne wiersze (Koźmian)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kajetan Koźmian|Kajetan Koźmian]]
|style="text-align:right"|202
|
|2018-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">603.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|561
|-
|[[Indeks:PL Richard von Krafft-Ebing - Zboczenia umysłowe na tle zaburzeń płciowych.djvu|Zboczenia umysłowe na tle zaburzeń płciowych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq1" style="width:20%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Richard von Krafft-Ebing|Richard von Krafft-Ebing]]
|style="text-align:right"|260
|
|2016-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">701.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|703
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Woyciech Zdarzyński życie i przypadki swoie opisuiący.djvu|Woyciech Zdarzyński życie i przypadki swoie opisuiący]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Dymitr Krajewski|Michał Dymitr Krajewski]]
|style="text-align:right"|254
|
|2016-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3414.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|484
|-
|[[Indeks:Kajetan Kraszewski -Tradycje kadeńskie.djvu|Tradycje kadeńskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:50%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kajetan Kraszewski|Kajetan Kraszewski]]
|style="text-align:right"|206
|
|2016-06-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">1748.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|505
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Franciszek Krček - Pisanki w Galicyi III.pdf|Pisanki w Galicyi III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Krček|Franciszek Krček]]
|style="text-align:right"|56
|
|2022-04-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3611.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|92
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju (Kropotkin)|Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Piotr Kropotkin|Piotr Kropotkin]]
|style="text-align:right"|204
|
|2015-04-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3844.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|373
|-
|[[Indeks:Jak wesolo spedzic czas.djvu|Jak wesoło spędzic czas]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:16%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:68%"></td></tr></table>
|[[Autor:Konstanty Krumłowski|Konstanty Krumłowski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2016-09-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">1927.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|155
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Franciszek Krupiński - Wczasy warszawskie.pdf|Wczasy warszawskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Krupiński|Franciszek Krupiński]]
|style="text-align:right"|126
|
|2023-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3448.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|228
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bajki Kryłowa z licznemi ilustracjami (1935).pdf|Bajki Kryłowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Iwan Kryłow|Iwan Kryłow]]
|style="text-align:right"|446
|
|2025-07-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">4223.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|740
|-
|[[Indeks:Mechanika życia ludzkiego czyli Budowa ciała i sprawy.pdf|Mechanika życia ludzkiego czyli Budowa ciała i sprawy żywotne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:12%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Kryszka|Antoni Kryszka]]
|style="text-align:right"|312
|
|2022-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">534.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|886
|-
|[[Indeks:Julian Krzewiński - W niewoli ziemi.djvu|W niewoli ziemi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:37%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:61%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juljan Krzewiński|Juljan Krzewiński]]
|style="text-align:right"|475
|
|2016-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">1392.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1224
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Na starych skrzypkach poezye Erazma Krzyszkowskiego.djvu|Na starych skrzypkach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Erazm Krzyszkowski; Sándor Petőfi}}
|style="text-align:right"|238
|
|2021-09-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6830.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|194
|-
|[[Indeks:Stanisław Kubista - Krzyż i słońce.pdf|Krzyż i słońce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Kubista|Stanisław Kubista]]
|style="text-align:right"|176
|
|2023-01-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">216.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|496
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dwa aspekty komunikacji.pdf|Dwa aspekty komunikacji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Emanuel Kulczycki|Emanuel Kulczycki]]
|style="text-align:right"|285
|
|2019-02-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3464.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|547
|-
|[[Indeks:Kumaniecki (red) - Zbiór najważniejszych dokumentów do powstania państwa polskiego.djvu|Zbiór najważniejszych dokumentów do powstania państwa polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:28%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:68%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Władysław Kumaniecki|Kazimierz Władysław Kumaniecki]]
|style="text-align:right"|190
|
|2016-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">1216.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|498
|-
|[[Indeks:Rola (teksty Ferdynanda Kurasia)|Rola (teksty Ferdynanda Kurasia)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Kuraś|Ferdynand Kuraś]]
|style="text-align:right"|20
|
|2025-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">333.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|58
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kwiatkowski - Zwyczaje i obrzędy harcerskie.pdf|Zwyczaje i obrzędy harcerskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Kwiatkowski|Tadeusz Kwiatkowski]]
|style="text-align:right"|96
|
|2024-01-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3293.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|167
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu|Dywan wschodni (tłum. Antoni Lange)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:46%"></td><td class="pq3" style="width:48%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|403
|Brak dwóch stron
|2017-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">8188.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|207
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Julian Leszczynski - Z pola walki.pdf|Z pola walki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julian Leszczyński|Julian Leszczyński]]
|style="text-align:right"|40
|
|2023-12-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3666.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|57
|-
|[[Indeks:PL Lewandowski - Henryk Siemiradzki.djvu|Henryk Siemiradzki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Roman Lewandowski|Stanisław Roman Lewandowski]]
|style="text-align:right"|167
|
|2019-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">175.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|448
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:O wynalazku i rozwoju sztuki drukarskiej i o zakładach S Orgelbranda w Warszawie|O wynalazku i rozwoju sztuki drukarskiéj i o zakładach S Orgelbranda w Warszawie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Fryderyk Henryk Lewestam|Fryderyk Henryk Lewestam]]
|style="text-align:right"|73
|
|2026-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|146
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Libelt Karol - O miłości ojczyzny.pdf|O miłości ojczyzny (Libelt)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Libelt|Karol Libelt]]
|style="text-align:right"|150
|
|2020-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3403.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|281
|-
|[[Indeks:O godności i obowiązkach kapłańskich|O godności i obowiązkach kapłańskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alfons Liguori|Alfons Liguori]]
|style="text-align:right"|368
|
|2013-11-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">490.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1027
|-
|[[Indeks:PL Lindau - Państwo Bewerowie.pdf|Państwo Bewerowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Lindau|Paul Lindau]]
|style="text-align:right"|196
|
|2020-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">52.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|567
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Toksykologja chemicznych środków bojowych (Włodzimierz Lindeman)|Toksykologja chemicznych środków bojowych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:26%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Włodzimierz Lindeman|Włodzimierz Lindeman]]
|style="text-align:right"|346
|
|2012-01-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">4682.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|536
|-
|[[Indeks:Lombroso - Geniusz i obłąkanie.djvu|Geniusz i obłąkanie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cesare Lombroso|Cesare Lombroso]]
|style="text-align:right"|389
|
|2015-10-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">576.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1029
|-
|[[Indeks:PL Duma o Hiawacie.pdf|Duma o Hiawacie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henry Wadsworth Longfellow|Henry Wadsworth Longfellow]]
|style="text-align:right"|302
|
|2021-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|864
|-
|[[Indeks:PL Loti - Pani chryzantem.djvu|Pani Chryzantem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pierre Loti|Pierre Loti]]
|style="text-align:right"|180
|
|2020-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">155.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|505
|-
|[[Indeks:PL Lukian - Wybrane pisma T. 1.pdf|Wybrane pisma T. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lukian z Samosat|Lukian z Samosat]]
|style="text-align:right"|308
|
|2020-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">77.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|902
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Luksemburg - Święto pierwszego maja.pdf|Święto pierwszego maja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Róża Luksemburg|Róża Luksemburg]]
|style="text-align:right"|36
|
|2020-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3437.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|63
|-
|[[Indeks:PL Czuj Duch X. Kazimierz Lutosławski.pdf|Czuj Duch!]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Lutosławski|Kazimierz Lutosławski]]
|style="text-align:right"|176
|
|2020-11-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">141.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|488
|-
|[[Indeks:PL Jan Łąpiński - Przewodnik po Ciechocinku.djvu|Przewodnik po Ciechocinku, jego historja i zasoby lecznicze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:18%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:64%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Łąpiński|Jan Łąpiński (red.)]]
|style="text-align:right"|152
|
|2016-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">1000.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|351
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Łebiński - Kółka rolniczo-włościańskie.pdf|Kółka rolniczo-włościańskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Łebiński|Władysław Łebiński]]
|style="text-align:right"|58
|
|2022-11-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3611.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|92
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:J. Łepkowski, J. Jerzmanowski - Ułamek z podróży archeologicznej po Galicyi odbytej w r. 1849.djvu|Ułamek z podróży archeologicznej po Galicyi odbytej w r. 1849]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Józef Łepkowski|Józef Jerzmanowski}}
|style="text-align:right"|82
|
|2022-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6901.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|66
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Marian Łomnicki - Wycieczka na Łomnicę tatrzańską.djvu|Wycieczka na Łomnicę tatrzańską]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Łomnicki|Marian Łomnicki]]
|style="text-align:right"|43
|
|2023-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|86
|-
|[[Indeks:PL Jan Łoś - Wiersze polskie w ich dziejowym rozwoju.djvu|Wiersze polskie w ich dziejowym rozwoju]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Łoś|Jan Łoś]]
|style="text-align:right"|495
|
|2018-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">216.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1444
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Krach na giełdzie.pdf|Krach na giełdzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Łukasiewicz|Juliusz Łukasiewicz]]
|style="text-align:right"|200
|
|2018-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3511.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|364
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Na Sobór Watykański.djvu|Na Sobór Watykański]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Maciątek|Stanisław Maciątek]]
|style="text-align:right"|232
|
|2016-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3625.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|436
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:J. K. Maćkowski - Wielkopolska wobec wywłaszczenia.pdf|Wielkopolska wobec wywłaszczenia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:26%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Karol Maćkowski|Jan Karol Maćkowski]]
|style="text-align:right"|62
|
|2022-09-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3478.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|90
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Koran|Koran]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:48%"></td><td class="pq1" style="width:41%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mahomet|Mahomet]]
|style="text-align:right"|1061
|
|2013-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">5545.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1391
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zdroje Raduni.djvu|Zdroje Raduni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:33%"></td><td class="pq1" style="width:44%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Majkowski|Aleksander Majkowski]]
|style="text-align:right"|126
|
|2014-06-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">5722.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|154
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Autobiografia Salomona Majmona|Autobiografia Salomona Majmona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Salomon Majmon|Salomon Majmon]]
|style="text-align:right"|486
|
|2013-01-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3499.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|899
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bronisław Malinowski - Wierzenia pierwotne i formy ustroju społecznego.pdf|Wierzenia pierwotne i formy ustroju społecznego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bronisław Malinowski|Bronisław Malinowski]]
|style="text-align:right"|364
|
|2015-10-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3517.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|704
|-
|[[Indeks:Biblioteka Powieści w Zeszytach Nr Nr 10-11|Biblioteka Powieści w Zeszytach Nr Nr 10-11]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugeniusz Małaczewski|Eugeniusz Małaczewski]]
|style="text-align:right"|64
|
|2017-01-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">317.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|183
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jak skauci pracują (Małkowski)|Jak skauci pracują]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Małkowski|Andrzej Małkowski]]
|style="text-align:right"|392
|
|2020-03-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3385.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|766
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tatry. Przez Podtatrzanina.pdf|Tatry]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Konstanty Maniewski|Konstanty Maniewski]]
|style="text-align:right"|136
|
|2024-02-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">4213.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|217
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Mann - Literatura włoska.djvu|Literatura włoska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurycy Mann|Maurycy Mann]]
|style="text-align:right"|252
|
|2015-08-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3738.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|464
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mantegazza - Rok 3000-ny.pdf|Rok 3000-ny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paolo Mantegazza|Paolo Mantegazza]]
|style="text-align:right"|134
|
|2020-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3440.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|244
|-
|[[Indeks:PL G Manteuffel-Schoege Inflanty polskie.djvu|Inflanty polskie poprzedzone ogólnym rzutem oka na siedmiowiekową przeszłość całych Inflant]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustaw Manteuffel-Schoege|Gustaw Manteuffel-Schoege]]
|style="text-align:right"|237
|
|2024-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">30.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|658
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Narzeczeni (Manzoni)|Narzeczeni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alessandro Manzoni|Alessandro Manzoni]]
|style="text-align:right"|626
|
|2017-05-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3393.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1215
|-
|[[Indeks:PL Richard March - Ponury dom w Warszawie.djvu|Ponury dom w Warszawie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Richard March|Richard March]]
|style="text-align:right"|1032
|
|2021-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">68.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3045
|-
|[[Indeks:Jadwiga Marcinowska - Vox clamantis.djvu|Vox clamantis]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jadwiga Marcinowska|Jadwiga Marcinowska]]
|style="text-align:right"|286
|
|2017-01-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">500.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|798
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Marcińczyk - Powstanie Wielkopolskie roku 1848.pdf|Powstanie Wielkopolskie roku 1848]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Marcińczyk|Jan Marcińczyk]]
|style="text-align:right"|52
|
|2023-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3478.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|90
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Michał Marczewski - Wyspa pływająca.pdf|Wyspa pływająca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Marczewski|Michał Marczewski]]
|style="text-align:right"|36
|
|2023-11-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3636.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|63
|-
|[[Indeks:Komedye (Marivaux)|Komedye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pierre de Marivaux|Pierre de Marivaux]]
|style="text-align:right"|560
|
|2015-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">980.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1472
|-
|[[Indeks:PL C Marlowe - Tragiczne dzieje doktora Fausta.djvu|Tragiczne dzieje doktora Fausta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Christopher Marlowe|Christopher Marlowe]]
|style="text-align:right"|124
|
|2021-10-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">545.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|312
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - W dżunglach Bengalu.djvu|W dżunglach Bengalu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anonimowy|K. May]]
|style="text-align:right"|260
|
|2019-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3413.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|490
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Przez dzikie Gran Chaco.djvu|Przez dzikie Gran Chaco]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anonimowy|K. May]]
|style="text-align:right"|220
|
|2019-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3396.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|416
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Mączka - Starym szlakiem.pdf|Starym szlakiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:30%"></td><td class="pq3" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Mączka|Józef Mączka]]
|style="text-align:right"|142
|
|2023-08-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">7863.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|75
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Merimee - Dwór Karola IX-go.pdf|Dwór Karola IX-go]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Prosper Mérimée|Prosper Mérimée]]
|style="text-align:right"|184
|
|2021-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3390.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|345
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu|Andrzej Chenier]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Méry|Joseph Méry]]
|style="text-align:right"|360
|
|2025-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|350
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Miarka - Dzwonek świętej Jadwigi.pdf|Dzwonek świętej Jadwigi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Miarka (ojciec)|Karol Miarka (ojciec)]]
|style="text-align:right"|57
|
|2016-08-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4035.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|102
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Franciszek Michejda - Polscy ewangelicy.pdf|Polscy ewangelicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Michejda|Franciszek Michejda]]
|style="text-align:right"|64
|
|2024-01-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3466.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|98
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Mickiewicz - Emigracya Polska 1860—1890.djvu|Emigracya Polska 1860—1890]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Mickiewicz|Władysław Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|188
|
|2016-10-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3522.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|342
|-
|[[Indeks:PL Mill - O zasadzie użyteczności.pdf|O zasadzie użyteczności]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Stuart Mill|John Stuart Mill]]
|style="text-align:right"|140
|
|2021-12-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">214.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|411
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Milton - Raj utracony.djvu|Raj utracony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Milton|John Milton]]
|style="text-align:right"|434
|
|2019-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6729.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|416
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Teodor Tomasz Jeż - W sprawie powieści (Lalka Prusa).djvu|W sprawie powieści (»Lalka« Prusa)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Miłkowski|Zygmunt Miłkowski]]
|style="text-align:right"|17
|
|2025-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|34
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Grignon de Montfort - O doskonałym nabożeństwie.djvu|O doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Marii Panny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Maria Grignion de Montfort|Ludwik Maria Grignion de Montfort]]
|style="text-align:right"|398
|
|2020-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3681.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|726
|-
|[[Indeks:Franciszek Wojciech Dzierżykraj-Morawski - Z zachodnich kresów.pdf|Z zachodnich kresów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Wojciech Dzierżykraj-Morawski|Franciszek Morawski]]
|style="text-align:right"|436
|
|2025-04-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3317.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|844
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf|Wieści z nikąd czyli Epoka spoczynku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Morris|William Morris]]
|style="text-align:right"|374
|
|2019-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3370.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|716
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye oryginalne i tłomaczone|Poezye oryginalne i tłomaczone]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Andrzej Morsztyn|Jan Andrzej Morsztyn]]
|style="text-align:right"|480
|
|2013-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3586.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|887
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mosso - Fizyczne wychowanie młodzieży.djvu|Fizyczne wychowanie młodzieży]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Angelo Mosso|Angelo Mosso]]
|style="text-align:right"|196
|
|2015-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3641.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|372
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Iza Moszczeńska - Wielkopolska w niewoli.pdf|Wielkopolska w niewoli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Izabela Moszczeńska-Rzepecka|Izabela Moszczeńska-Rzepecka]]
|style="text-align:right"|52
|
|2023-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|93
|-
|[[Indeks:Ignacy Mościcki - Autobiografia|Autobiografia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Mościcki|Ignacy Mościcki]]
|style="text-align:right"|281
|
|2017-05-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">296.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|818
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Alfred de Musset - Poezye (tłum. Londyński).pdf|Poezye (Musset, tłum. Londyński)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alfred de Musset|Alfred de Musset]]
|style="text-align:right"|158
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3609.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|278
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Benito Mussolini - Pamiętnik z czasów wojny.djvu|Pamiętnik z czasów wojny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Benito Mussolini|Benito Mussolini]]
|style="text-align:right"|230
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">4029.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|369
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Nagiel - Kara Boża idzie przez oceany.pdf|Kara Boża idzie przez oceany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:91% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Nagiel|Henryk Nagiel]]
|style="text-align:right"|728
|
|2021-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3407.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1420
|-
|[[Indeks:Karolina Nakwaska - Powiesci dla dzieci.djvu|Powiesci dla dzieci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:67% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Nakwaska|Karolina Nakwaska]]
|style="text-align:right"|530
|
|2016-06-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">124.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1511
|-
|[[Indeks:O ziemi i czlowicku;dziesiec odezytow. (IA oziemiiczlowicku00nale).pdf|O ziemi i człowieku; dziesięć odczytów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Nałęcz-Koniuszewski|Władysław Nałęcz-Koniuszewski]]
|style="text-align:right"|138
|
|2021-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">50.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|394
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jednostka i ogół (Wacław Nałkowski)|Jednostka i ogół]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Nałkowski|Wacław Nałkowski]]
|style="text-align:right"|521
|
|2010-09-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3989.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|925
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wybór poezyj (Naruszewicz)|Wybór poezyj]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Naruszewicz|Adam Naruszewicz]]
|style="text-align:right"|542
|
|2013-01-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3802.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|978
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Negri Pieniądze.pdf|Pieniądze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ada Negri|Ada Negri]]
|style="text-align:right"|64
|
|2021-08-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3645.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|122
|-
|[[Indeks:PL Nekrasz - Pionierka harcerska.djvu|Pionierka Harcerska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Nekrasz|Władysław Nekrasz]]
|style="text-align:right"|331
|
|2020-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">73.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|944
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nowy Nick Carter -02- Skradziony król.pdf|Nowy Nick Carter. Tomik 2. Skradziony król]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl Nerger|Karl Nerger]]
|style="text-align:right"|52
|
|2020-04-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6870.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|46
|-
|[[Indeks:Modły Starożytne Izraelitów|Modły Starożytne Izraelitów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Daniel Neufeld|Daniel Neufeld]]
|style="text-align:right"|595
|
|2014-10-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">274.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1701
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Felicjan Niegolewski - Miłość Ojczyzny — a praca obywatelska.pdf|Miłość Ojczyzny — a praca obywatelska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:62%"></td><td class="pq0" style="width:35%"></td></tr></table>
|[[Autor:Felicjan Niegolewski|Felicjan Niegolewski]]
|style="text-align:right"|26
|
|2023-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3529.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|33
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Władysław Niegolewski-Bieda Narodu Polskiego i Polskiego Języka.pdf|Bieda Narodu Polskiego i Polskiego Języka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Niegolewski|Władysław Niegolewski]]
|style="text-align:right"|32
|
|2025-05-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|64
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Śpiewy historyczne (Niemcewicz)|Śpiewy historyczne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:30%"></td><td class="pq1" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julian Ursyn Niemcewicz|Julian Ursyn Niemcewicz]]
|style="text-align:right"|522
|
|2014-06-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">5278.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|721
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL L Niemojowski Trójlistek.djvu|Trójlistek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Niemojowski|Ludwik Niemojowski]]
|style="text-align:right"|430
|
|2024-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">7006.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|370
|-
|[[Indeks:Dzieje Polski (Cecylia Niewiadomska)|Dzieje Polski w obrazkach, legendach, podaniach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:59% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cecylia Niewiadomska|Cecylia Niewiadomska]]
|style="text-align:right"|468
|
|2013-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">116.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1358
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tadeusz Michał Nittman - Balladyna - komentarz.pdf|Balladyna (komentarz)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Michał Nittman|Tadeusz Michał Nittman]]
|style="text-align:right"|36
|
|2020-07-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3737.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|62
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Nossig - Manru.pdf|Manru]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alfred Nossig|Alfred Nossig]]
|style="text-align:right"|129
|
|2024-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3529.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|231
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Nossig Felicja - Emancypacya kobiet 1903.pdf|Emancypacya kobiet]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Felicja Nossig|Felicja Nossig]]
|style="text-align:right"|44
|
|2024-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3423.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|73
|-
|[[Indeks:Novalis - Henryk Offterdingen.djvu|Henryk Offterdingen]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Novalis|Novalis]]
|style="text-align:right"|268
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">50.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|785
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stanisław Tomasz Nowakowski - Kapitan Scott.pdf|Kapitan Scott]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Tomasz Nowakowski|Stanisław Tomasz Nowakowski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2024-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3508.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|111
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL H.P. - Nowy Instytut Weterynaryjny w Warszawie - Słowo nr 130, 28.05 (10.06) 1901.pdf|Nowy Instytut Weterynaryjny w Warszawie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|14
|
|2026-01-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|28
|-
|[[Indeks:Wieczory badeńskie (Ossoliński)|Wieczory badeńskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:85%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Maksymilian Ossoliński|Józef Maksymilian Ossoliński]]
|style="text-align:right"|248
|
|2014-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">413.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|673
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Ossowiecki - Świat mego ducha i wizje przyszłości.pdf|Świat mego ducha i wizje przyszłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Ossowiecki|Stefan Ossowiecki]]
|style="text-align:right"|384
|
|2025-04-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6684.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|373
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Przemiany (Owidiusz)|Przemiany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Owidiusz|Owidiusz]]
|style="text-align:right"|313
|
|2014-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3756.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|575
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ozanam A.F. - O poezyi włoskiej w średnich wiekach jako źródle do Boskiej Komedyi Danta.pdf|O poezyi włoskiej w średnich wiekach jako źródle do Boskiej Komedyi Danta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoine-Frédéric Ozanam|Antoine-Frédéric Ozanam]]
|style="text-align:right"|122
|
|2025-12-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|244
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rozkład jazdy pociągów 1919|Rozkład jazdy pociągów osobowych i mieszanych od dnia 15 Maja 1919r.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:PKP|PKP]]
|style="text-align:right"|35
|brak 4 stron
|2012-10-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3904.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|64
|-
|[[Indeks:PL Paszkowski - Poezye tłumaczone i oryginalne.djvu|Poezye tłumaczone i oryginalne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Paszkowski|Józef Paszkowski]]
|style="text-align:right"|256
|
|2018-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">274.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|744
|-
|[[Indeks:Aleksander Patkowski - Sandomierskie.djvu|Sandomierskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:84%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Patkowski|Aleksander Patkowski]]
|style="text-align:right"|246
|
|2019-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">476.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|680
|-
|[[Indeks:Adolf Pawiński - Portugalia.djvu|Portugalia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:26%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:37%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:32%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Pawiński|Adolf Pawiński]]
|style="text-align:right"|320
|
|2016-11-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3354.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|624
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:O początkach chrześcijaństwa|O początkach chrześcijaństwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Pawlicki|Stefan Pawlicki]]
|style="text-align:right"|228
|
|2013-11-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3469.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|431
|-
|[[Indeks:PL Pawlikowski - Czy Polacy mogą się wybić na niepodległość (1839).djvu|Czy Polacy mogą się wybić na niepodległość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Pawlikowski|Józef Pawlikowski]]
|style="text-align:right"|82
|
|2020-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">91.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|217
|-
|[[Indeks:Oskar Peschel - Historja wielkich odkryć geograficznych.djvu|Historja wielkich odkryć geograficznych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Peschel|Oscar Peschel]]
|style="text-align:right"|488
|
|2017-03-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">209.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1404
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Felicyana przekład Pieśni Petrarki|Pieśni Petrarki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Francesco Petrarca|Felicjan Faleński}}
|style="text-align:right"|304
|
|2013-12-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3545.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|579
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Petroniusz - Biesiada u miljonera rzymskiego za czasów Nerona.pdf|Biesiada u miljonera rzymskiego za czasów Nerona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Gajusz Petroniusz|Władysław Michał Dębicki}}
|style="text-align:right"|126
|
|2022-02-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3480.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|221
|-
|[[Indeks:Roger Peyre-Historja Sztuki|Historja Sztuki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roger Peyre|Roger Peyre]]
|style="text-align:right"|332
|
|2017-01-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">113.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|958
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Praktyczna nauka o wyrabianiu wódki z kukurydzy.pdf|Praktyczna nauka o wyrabianiu wódki z kukurydzy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:26%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romuald Piątkowski|Romuald Piątkowski]]
|style="text-align:right"|38
|
|2021-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3928.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|51
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Przewodnik praktyczny dla użytku maszynistów i ich pomocników na drogach żelaznych (1873)|Przewodnik praktyczny dla użytku maszynistów i ich pomocników na drogach żelaznych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:91% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Pietraszek|Jan Pietraszek]]
|style="text-align:right"|722
|
|2022-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3367.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1355
|-
|[[Indeks:Pisma zbiorowe Józefa Piłsudskiego T04.djvu|Pisma zbiorowe Józefa Piłsudskiego Tom IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:49%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:46%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Piłsudski|Józef Piłsudski]]
|style="text-align:right"|428
|
|2015-08-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">1918.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1011
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Pinsker Leon - Samowyzwolenie 1900.pdf|Samowyzwolenie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:29%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Pinsker|Leon Pinsker]]
|style="text-align:right"|48
|
|2026-01-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3431.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|67
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Antoni Piotrowski - Od Bałtyku do Karpat.djvu|Od Bałtyku do Karpat]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:47%"></td><td class="pq0" style="width:24%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Piotrowski|Antoni Piotrowski]]
|style="text-align:right"|128
|
|2021-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">5017.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|145
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mieczysław Piotrowski - Złoty robak.djvu|Złoty robak]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:81% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Piotrowski|Mieczysław Piotrowski]]
|style="text-align:right"|647
|
|2018-03-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3478.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1217
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Aniela Piszowa - Kult zmarłych u różnych narodów.pdf|Kult zmarłych u różnych narodów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aniela Piszowa|Aniela Piszowa]]
|style="text-align:right"|98
|
|2025-04-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3448.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|171
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Plutarch - Perikles.pdf|Perikles]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Plutarch|Plutarch]]
|style="text-align:right"|52
|
|2021-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3953.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|78
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:E Porter Pollyanna dorasta.djvu|Pollyanna dorasta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eleanor H. Porter|Eleanor H. Porter]]
|style="text-align:right"|318
|
|2023-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">7009.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|279
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Posner - Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela.djvu|Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Posner|Stanisław Posner]]
|style="text-align:right"|40
|
|2020-05-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3796.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|67
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Postrzyżyny u Słowian i Germanów|Postrzyżyny u Słowian i Germanów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Potkański|Karol Potkański]]
|style="text-align:right"|108
|
|2014-01-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3993.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|173
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Potocki Stanisław Kostka - Podróż do Ciemnogrodu|Podróż do Ciemnogrodu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Kostka Potocki|Stanisław Kostka Potocki]]
|style="text-align:right"|999
|
|2025-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3978.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1718
|-
|[[Indeks:Wprowadzenie do geopolityki.pdf|Wprowadzenie do geopolityki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakub Potulski|Jakub Potulski]]
|style="text-align:right"|386
|
|2019-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">2734.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|837
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Emil Pouvillon - Jep Bernadach.djvu|Jep Bernadach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Pouvillon|Émile Pouvillon]]
|style="text-align:right"|270
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3408.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|524
|-
|[[Indeks:Najogólniejsze Ideały Życiowe (Bolesław Prus)|Najogólniejsze Ideały Życiowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Głowacki|Bolesław Prus]]
|style="text-align:right"|320
|OCR
|2013-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">731.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|887
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Listy Annibala z Kapui (Aleksander Przezdziecki)|Listy Annibala z Kapui, arcy-biskupa neapolitańskiego, nuncyusza w Polsce, o bezkrólewiu po Stefanie Batorym i pierwszych latach panowania Zygmunta IIIgo, do wyjścia arcy-xsięcia Maxymiliana z niewoli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:24%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Przezdziecki|Aleksander Przezdziecki]]
|style="text-align:right"|296
|
|2011-06-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">4891.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|446
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szwedzi w Warszawie (Przyborowski)|Szwedzi w Warszawie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:32%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Przyborowski|Walery Przyborowski]]
|style="text-align:right"|280
|
|2015-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">4558.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|444
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Melchior Pudłowski i jego pisma (Wierzbowski)|Melchior Pudłowski i jego pisma]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Melchior Pudłowski|Teodor Wierzbowski}}
|style="text-align:right"|115
|
|2015-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6725.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|112
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Puszkin Aleksander - Eugeniusz Oniegin.djvu|Eugeniusz Oniegin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Puszkin|Aleksander Puszkin]]
|style="text-align:right"|295
|
|2018-03-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3465.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|543
|-
|[[Indeks:Tadeusz Radkowski - Z biblijnego Wschodu.djvu|Z biblijnego Wschodu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Radkowski|Tadeusz Radkowski]]
|style="text-align:right"|152
|
|2020-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">180.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|436
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ignacy Radliński - Apokryfy judaistyczno-chrześcijańskie.djvu|Apokryfy judaistyczno-chrześcijańskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Radliński|Ignacy Radliński]]
|style="text-align:right"|238
|
|2016-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3629.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|430
|-
|[[Indeks:Zarys dziejów miasta Tczewa.djvu|Zarys dziejów miasta Tczewa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:43%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:42%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edmund Raduński|Edmund Raduński]]
|style="text-align:right"|153
|
|2018-05-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">2406.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|344
|-
|[[Indeks:Manifest Od Prymasa Korony Polskiey Stanom Rzeczypospolitey, y całemu światu podany|Manifest Od Prymasa Korony Polskiey Stanom Rzeczypospolitey, y całemu światu podany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq2" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:76%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Stefan Radziejowski|Michał Stefan Radziejowski]]
|style="text-align:right"|21
|
|2018-04-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">317.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|61
|-
|[[Indeks:Komedye y tragedye (Radziwiłłowa)|Komedye y tragedye...]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:90% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszka Urszula Radziwiłłowa|Franciszka Urszula Radziwiłłowa]]
|style="text-align:right"|713
|
|2012-11-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">99.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1981
|-
|[[Indeks:Karol Rais - Patryoci z zakątka|Patryoci z zakątka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karel Václav Rais|Karel Václav Rais]]
|style="text-align:right"|457
|
|2019-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">51.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1364
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:O stanie cywilnym dawnych Słowian.pdf|O stanie cywilnym dawnych Słowian]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Benedykt Rakowiecki|Ignacy Benedykt Rakowiecki]]
|style="text-align:right"|16
|
|2022-08-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|-
|[[Indeks:PL A.Kieł - Sztuka przypodobania się płci pięknej sylwetki.pdf|Sztuka przypodobania się płci pięknej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zenon Rappaport|Zenon Rappaport]]
|style="text-align:right"|118
|
|2022-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">148.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|331
|-
|[[Indeks:Plato von Reussner - Luminarze świata.djvu|Luminarze świata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Plato von Reussner|Plato von Reussner]]
|style="text-align:right"|264
|
|2021-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">54.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|728
|-
|[[Indeks:PL Paul - Hesperus.djvu|Hesperus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:19%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:78%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jean Paul Richter|Jean Paul Richter]]
|style="text-align:right"|240
|
|2019-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">801.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|654
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Georges Rodenbach - Bruges umarłe.pdf|Bruges umarłe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Georges Rodenbach|Georges Rodenbach]]
|style="text-align:right"|144
|
|2023-05-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3733.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|235
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gustaw Rogulski - Słowniczek znakomitszych muzyków.djvu|Słowniczek znakomitszych muzyków]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustaw Rogulski|Gustaw Rogulski]]
|style="text-align:right"|104
|
|2021-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3684.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|180
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Theodore Roosevelt - Życie wytężone.pdf|Życie wytężone]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Theodore Roosevelt|Theodore Roosevelt]]
|style="text-align:right"|168
|
|2023-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3457.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|316
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Rostafiński - Jechać, czy nie jechać w Tatry.djvu|Jechać, czy nie jechać w Tatry?]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Rostafiński|Józef Rostafiński]]
|style="text-align:right"|44
|
|2023-08-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">4040.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|59
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mieczysław Rostafiński - Czym jest i do czego dąży Związek Polski.pdf|Czym jest i do czego dąży Związek Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Rostafiński|Mieczysław Rostafiński]]
|style="text-align:right"|20
|
|2024-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3921.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|-
|[[Indeks:Louis de Rougemont - Trzydzieści lat wśród dzikich.djvu|Trzydzieści lat wśród dzikich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:45%"></td></tr></table>
|[[Autor:Louis de Rougemont|Louis de Rougemont]]
|style="text-align:right"|220
|
|2016-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">1882.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|526
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Rosny - Vamireh.djvu|Vamireh]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:J.-H. Rosny|J.-H. Rosny]]
|style="text-align:right"|178
|
|2019-08-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3352.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|339
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL John Ruskin Gałązka dzikiej oliwy.djvu|Gałązka dzikiej oliwy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Ruskin|John Ruskin]]
|style="text-align:right"|168
|
|2023-06-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3490.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|289
|-
|[[Indeks:PL Rydel - Zaczarowane koło.djvu|Zaczarowane koło]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucjan Rydel|Lucjan Rydel]]
|style="text-align:right"|290
|
|2018-09-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">143.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|825
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Rzepecki - Powstanie grudniowe w Wielkopolsce 27.12.1918.pdf|Powstanie grudniowe w Wielkopolsce 27.12.1918]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Rzepecki|Karol Rzepecki]]
|style="text-align:right"|172
|
|2022-12-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3439.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|309
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Rzewnicki - Moje przygody w Tatrach.djvu|Moje przygody w Tatrach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Rzewnicki|Jan Rzewnicki]]
|style="text-align:right"|338
|
|2023-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3786.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|589
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Rzewuski - Pamiątki JPana Seweryna Soplicy.djvu|Pamiątki JPana Seweryna Soplicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Rzewuski|Henryk Rzewuski]]
|style="text-align:right"|538
|
|2019-08-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3365.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1047
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Leopold von Sacher-Masoch - Demoniczne kobiety.djvu|Demoniczne kobiety]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold von Sacher-Masoch|Leopold von Sacher-Masoch]]
|style="text-align:right"|116
|
|2024-03-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3492.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|205
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sachs - Ferdynand Lassalle.djvu|Ferdynand Lassalle]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Feliks Sachs|Feliks Sachs]]
|style="text-align:right"|20
|
|2021-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3529.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|33
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:P. J. Szafarzyka słowiański narodopis|P. J. Szafarzyka słowiański narodopis]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pavel Jozef Šafárik|Pavel Jozef Šafárik]]
|style="text-align:right"|241
|
|2010-10-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3709.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|451
|-
|[[Indeks:PL Saint-Pierre - Paweł i Wirginia.djvu|Paweł i Wirginia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jacques-Henri Bernardin de Saint-Pierre|Jacques-Henri Bernardin de Saint-Pierre]]
|style="text-align:right"|212
|
|2020-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">232.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|589
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Emilio Salgari - Dramat na Oceanie Spokojnym.djvu|Dramat na Oceanie Spokojnym]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Emilio Salgari|Emilio Salgari]]
|style="text-align:right"|302
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3449.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|566
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Załęski - Przekład pieśni Sarbiewskiego i inne poezye.pdf|Przekład pieśni Sarbiewskiego i inne poezye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Maciej Kazimierz Sarbiewski|Anzelm Załęski}}
|style="text-align:right"|90
|
|2024-06-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3377.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|151
|-
|[[Indeks:Opis powiatu jasielskiego.pdf|Opis powiatu jasielskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:95% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:17%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:81%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Sarna|Władysław Sarna]]
|style="text-align:right"|760
|
|2024-02-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">604.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2114
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:R. Henryk Savage - Moja oficjalna żona.djvu|Moja oficjalna żona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Richard Henry Savage|Richard Henry Savage]]
|style="text-align:right"|260
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3412.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|502
|-
|[[Indeks:Savitri - Utopia.djvu|Utopia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Savitri|Savitri]]
|style="text-align:right"|268
|
|2020-10-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">90.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|767
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ostatnie dni świata (zbiór).pdf|Ostatnie dni świata (zbiór)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Simon Sawczenko|Joshua Albert Flynn}}
|style="text-align:right"|128
|
|2020-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3419.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|229
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Friedrich Schiller - Zbójcy.djvu|Zbójcy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Friedrich Schiller|Friedrich Schiller]]
|style="text-align:right"|188
|
|2018-04-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3404.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|370
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antoni Schneider - Babiagóra w Beskidach.djvu|Babiagóra w Beskidach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Schneider|Antoni Schneider]]
|style="text-align:right"|28
|
|2022-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6790.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|26
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Scholl Najnowsze tajemnice Paryża.djvu|Najnowsze tajemnice Paryża]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aurélien Scholl|Aurélien Scholl]]
|style="text-align:right"|152
|
|2023-01-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3403.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|283
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Artur Schopenhauer - O wolności ludzkiej woli.djvu|O wolności ludzkiej woli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Schopenhauer|Arthur Schopenhauer]]
|style="text-align:right"|314
|
|2015-10-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3520.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|589
|-
|[[Indeks:PL Schure - Wielcy wtajemniczeni (tłum. Centnerszwerowa).pdf|Wielcy wtajemniczeni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:44%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:41%"></td></tr></table>
|[[Autor:Édouard Schuré|Édouard Schuré]]
|style="text-align:right"|540
|
|2024-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">463.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1482
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szkoła harcerza|Szkoła harcerza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:72%"></td><td class="pq1" style="width:25%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Sedlaczek|Stanisław Sedlaczek]]
|style="text-align:right"|229
|
|2015-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">5881.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|278
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Janina Sedlaczkówna - Karol Marcinkowski.pdf|Karol Marcinkowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Janina Sedlaczkówna|Janina Sedlaczkówna]]
|style="text-align:right"|44
|
|2024-11-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3513.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|72
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:J. Servieres - Orle skrzydła.djvu|Orle skrzydła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Servières|Joseph Servières]]
|style="text-align:right"|168
|
|2020-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3417.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|314
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ernest Thompson Seton - Opowiadania z życia zwierząt.pdf|Opowiadania z życia zwierząt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernest Thompson Seton|Ernest Thompson Seton]]
|style="text-align:right"|240
|
|2022-09-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3510.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|440
|-
|[[Indeks:PL Sewer - Genealogie.djvu|Genealogie żyjących utytułowanych rodów polskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:98% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Sewer Dunin-Borkowski|Jerzy Sewer Dunin-Borkowski]]
|style="text-align:right"|784
|
|2020-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">47.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2311
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bernard Shaw - Socyalista na ustroniu.djvu|Socyalista na ustroniu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Bernard Shaw|George Bernard Shaw]]
|style="text-align:right"|428
|
|2021-03-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3372.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|837
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Siedlecki - Spadochronowy lot niektórych owadów.pdf|Spadochronowy lot niektórych owadów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:56%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Siedlecki|Michał Siedlecki]]
|style="text-align:right"|43
|
|2021-11-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">4252.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|50
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sikorski - Krótki rys historyi powszechnej muzyki 1859-1861.pdf|Krótki rys historyi powszechnej muzyki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Sikorski|Józef Sikorski]]
|style="text-align:right"|113
|
|2025-10-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|226
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Sienkiewicz - Wspomnienia sierżanta Legji Cudzoziemskiej.djvu|Wspomnienia sierżanta Legji Cudzoziemskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Sienkiewicz (żołnierz)|Henryk Sienkiewicz (żołnierz)]]
|style="text-align:right"|254
|
|2016-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3458.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|418
|-
|[[Indeks:Skibinski pamietnik0001.djvu|Pamiętnik aktora]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Michał Skibiński|Kazimierz Michał Skibiński]]
|style="text-align:right"|352
|
|2015-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1050
|-
|[[Indeks:PL Puszcza Kurpiowska w pieśni cz 1.pdf|Puszcza Kurpiowska w pieśni cz 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:49%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:41%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Skierkowski|Władysław Skierkowski]]
|style="text-align:right"|104
|
|2024-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">2121.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|234
|-
|[[Indeks:M. Skłodowska-Curie - Promieniotwórczość.djvu|Promieniotwórczość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:83% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Skłodowska-Curie|Maria Skłodowska-Curie]]
|style="text-align:right"|664
|
|2016-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">300.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1807
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mieczysław Skrudlik - Bezbożnictwo w Polsce.djvu|Bezbożnictwo w Polsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Skrudlik|Mieczysław Skrudlik]]
|style="text-align:right"|122
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3557.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|230
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Słomka - Pamiętniki włościanina od pańszczyzny do dni dzisiejszych.pdf|Pamiętniki włościanina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Słomka|Jan Słomka]]
|style="text-align:right"|590
|
|2025-02-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3464.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1094
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Śmierci z Mistrzem dwojakie gadania, Kraków 1542.pdf|Śmierci z Mistrzem dwojakie gadania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|40
|
|2025-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|80
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Arthur Howden Smith - Złoto z Porto Bello.djvu|Złoto z Porto Bello]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Howden Smith|Arthur Howden Smith]]
|style="text-align:right"|384
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6783.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|358
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Władysław Smoleński-Ksiądz Marek, cudotwórca i prorok konfederacyi barskiej szkic historyczny.pdf|Ksiądz Marek, cudotwórca i prorok konfederacyi barskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Smoleński|Władysław Smoleński]]
|style="text-align:right"|28
|
|2019-11-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|48
|-
|[[Indeks:Instrukcja synom moim do Paryża|Instrukcja synom moim do Paryża]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq2" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pqn" style="width:29%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakub Sobieski|Jakub Sobieski]]
|style="text-align:right"|14
|
|2012-07-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">2619.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|31
|-
|[[Indeks:Ciesz się, późny wnuku! (Jan Sowa)|Ciesz się, późny wnuku!]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Sowa|Jan Sowa]]
|style="text-align:right"|519
|
|2011-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">338.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1484
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paweł Spandowski - Z praktyki spółek wielkopolskich.pdf|Z praktyki spółek wielkopolskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Spandowski|Paweł Spandowski]]
|style="text-align:right"|122
|
|2023-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3423.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|219
|-
|[[Indeks:Karol Spitteler Imago.djvu|Imago]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Carl Spitteler|Carl Spitteler]]
|style="text-align:right"|288
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">268.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|835
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Staff LM Zgrzebna kantyczka.djvu|Zgrzebna kantyczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Maria Staff|Ludwik Maria Staff]]
|style="text-align:right"|110
|
|2020-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">4044.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|159
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pod jaką gwiazdą urodziłeś się. Horoskopy na każdy dzień roku.pdf|Pod jaką gwiazdą urodziłeś się. Horoskopy na każdy dzień roku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Starża-Dzierżbicki|Jan Starża-Dzierżbicki]]
|style="text-align:right"|382
|
|2023-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6684.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|368
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Helena Staś Kobieta wobec Chrystusa.pdf|Kobieta wobec Chrystusa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Staś|Helena Staś]]
|style="text-align:right"|33
|
|2021-12-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4301.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|53
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Steczkowska - Obrazki z podróży do Tatrów i Pienin.djvu|Obrazki z podróży do Tatrów i Pienin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Steczkowska|Maria Steczkowska]]
|style="text-align:right"|324
|
|2022-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6709.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|306
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Steiner - Przygotowanie do nadzmysłowego poznania świata i przeznaczeń człowieka.djvu|Przygotowanie do nadzmysłowego poznania świata i przeznaczeń człowieka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudolf Steiner|Rudolf Steiner]]
|style="text-align:right"|189
|
|2018-11-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3457.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|369
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dudki Króla Salomona i inne bajki.pdf|Dudki Króla Salomona i inne bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Konstancja Stępowska|Konstancja Stępowska]]
|style="text-align:right"|78
|
|2025-07-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3597.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|121
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jeden miesiąc życia (Sten)|Jeden miesiąc życia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Bruner|Jan Sten]]
|style="text-align:right"|206
|
|2015-03-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">4396.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|311
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mieczysław Sterling - Fra Angelico i jego epoka.djvu|Fra Angelico i jego epoka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:28%"></td><td class="pq1" style="width:48%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Sterling|Mieczysław Sterling]]
|style="text-align:right"|188
|
|2016-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">5214.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|234
|-
|[[Indeks:Okolice Galicyi.pdf|Okolice Galicyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq0" style="width:26%"></td><td class="pqn" style="width:74%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maciej Stęczyński|Maciej Stęczyński]]
|style="text-align:right"|310
|
|2024-02-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|687
|-
|[[Indeks:Kuma Troska (Sudermann)|Kuma Troska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:19%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:78%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hermann Sudermann|Hermann Sudermann]]
|style="text-align:right"|340
|
|2015-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">715.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|922
|-
|[[Indeks:Folklor i literatura.pdf|Folklor i literatura]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roch Sulima|Roch Sulima]]
|style="text-align:right"|525
|
|2021-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">12.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1570
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Swinburne - Atalanta w Kalydonie.djvu|Atalanta w Kalydonie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Algernon Charles Swinburne|Algernon Charles Swinburne]]
|style="text-align:right"|128
|
|2018-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3746.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|212
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Mikołaj Swiniarski - Sześćdziesięciolecie Ziemianina.pdf|Sześćdziesięciolecie Ziemianina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:42%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Mikołaj Swiniarski|Wacław Mikołaj Swiniarski]]
|style="text-align:right"|132
|
|2024-12-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3419.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|152
|-
|[[Indeks:Lechicki początek Polski|Lechicki początek Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Szajnocha|Karol Szajnocha]]
|style="text-align:right"|360
|
|2013-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">243.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1042
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Taras Szewczenko - Poezje (1936) (wybór).djvu|Poezje (1936) (wybór)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:40%"></td><td class="pq0" style="width:54%"></td></tr></table>
|[[Autor:Taras Szewczenko|Taras Szewczenko]]
|style="text-align:right"|419
|
|2021-02-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3923.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|350
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Emil Szramek - Ks. Konstanty Damroth.pdf|Ks. Konstanty Damroth]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Emil Szramek|Emil Szramek]]
|style="text-align:right"|56
|
|2017-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">4347.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|78
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Szuman - O społeczeństwie poznańskiem.pdf|O społeczeństwie poznańskiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Szuman|Henryk Szuman]]
|style="text-align:right"|36
|
|2023-01-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3456.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|53
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Szymanowski - Wychowawcza rola kultury muzycznej.djvu|Wychowawcza rola kultury muzycznej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Szymanowski|Karol Szymanowski]]
|style="text-align:right"|72
|
|2020-06-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6723.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|58
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Roman Szymański - Pracą i Oświatą.pdf|Pracą i Oświatą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Szymański|Roman Szymański]]
|style="text-align:right"|40
|
|2023-03-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|62
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sielanki (1614) i inne wiersze polskie|Sielanki (1614) i inne wiersze polskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Szymon Szymonowic|Szymon Szymonowic]]
|style="text-align:right"|158
|
|2013-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">4126.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|259
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ściskała - Ostatni mnich w Orłowej.pdf|Ostatni mnich w Orłowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dominik Ściskała|Dominik Ściskała]]
|style="text-align:right"|104
|
|2021-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3598.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|169
|-
|[[Indeks:Próżniacko-filozoficzna podróż po bruku|Próżniacko-filozoficzna podróż po bruku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jędrzej Śniadecki|Jędrzej Śniadecki]]
|style="text-align:right"|139
|
|2018-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">119.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|412
}}
|-
|[[Indeks:PL Taine - Historya literatury angielskiej 1.djvu|Historya literatury angielskiej, Część I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hippolyte Adolphe Taine|Hippolyte Adolphe Taine]]
|style="text-align:right"|547
|
|2018-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">432.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1547
|-
|[[Indeks:Ja, motyl i inne szkice krytyczne.pdf|Ja, motyl i inne szkice krytyczne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Tański|Paweł Tański]]
|style="text-align:right"|184
|
|2019-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">54.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|546
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jean Tarnowski - Nasze przedstawicielstwo polityczne w Paryżu i w Petersburgu 1905-1919.pdf|Nasze przedstawicielstwo polityczne w Paryżu i w Petersburgu 1905-1919]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Stanisław Amor Tarnowski|Jan Stanisław Amor Tarnowski]]
|style="text-align:right"|140
|
|2015-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3490.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|248
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Goffred albo Jeruzalem wyzwolona|Goffred albo Jeruzalem wyzwolona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:94% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Torquato Tasso|Torquato Tasso]]
|style="text-align:right"|748
|
|2019-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3444.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1420
|-
|[[Indeks:Józef Teodorowicz - Stańczyk bez teki.djvu|Stańczyk bez teki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Teodorowicz|Józef Teodorowicz]]
|style="text-align:right"|114
|
|2017-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">244.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|319
|-
|[[Indeks:Thackeray - Snoby, utwór humorystyczny.djvu|Snoby]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Makepeace Thackeray|William Makepeace Thackeray]]
|style="text-align:right"|254
|
|2019-06-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">40.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|729
|-
|[[Indeks:PL Frida Złote serduszko.pdf|Frida, Złote serduszko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|André Theuriet|Richard Harding Davis}}
|style="text-align:right"|136
|
|2021-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">53.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|370
|-
|[[Indeks:PL Tomasz a Kempis - O naśladowaniu Chrystusa (1938).djvu|O naśladowaniu Chrystusa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Thomas a Kempis|Thomas a Kempis]]
|style="text-align:right"|360
|
|2020-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">47.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1042
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Toeppen Max - Wierzenia mazurskie 1894.djvu|Wierzenia mazurskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Max Toeppen|Max Toeppen]]
|style="text-align:right"|196
|
|2019-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3423.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|363
|-
|[[Indeks:Jakuba Teodora Trembeckiego wirydarz poetycki|Jakuba Teodora Trembeckiego wirydarz poetycki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakub Teodor Trembecki|Jakub Teodor Trembecki]]
|style="text-align:right"|1001
|
|2020-05-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2942
|-
|[[Indeks:Poezye Stanisława Trembeckiego (Bobrowicz)|Poezye Stanisława Trembeckiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Trembecki|Stanisław Trembecki]]
|style="text-align:right"|416
|
|2015-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">574.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1165
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lew Trocki - Od przewrotu listopadowego do pokoju brzeskiego.pdf|Od przewrotu listopadowego do pokoju brzeskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lew Trocki|Lew Trocki]]
|style="text-align:right"|120
|
|2021-12-1
|class=center|<span style="visibility:hidden">3455.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|214
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tukidydes - Historya wojny peloponneskiéj.djvu|Historya wojny peloponneskiéj]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tukidydes|Tukidydes]]
|style="text-align:right"|464
|
|2024-01-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3348.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|906
|-
|[[Indeks:PL Tadeusz Kościuszko jego żywot i czyny.pdf|Tadeusz Kościuszko jego żywot i czyny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Twardowski|Bolesław Twardowski]]
|style="text-align:right"|74
|
|2021-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">95.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|208
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Władysław Tyszkiewicz - Półwysep Hel.pdf|Półwysep Hel]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Tyszkiewicz|Władysław Tyszkiewicz]]
|style="text-align:right"|20
|
|2024-08-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">4000.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|27
|-
|[[Indeks:Poezje Kornela Ujejskiego|Poezje Kornela Ujejskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:23%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:69%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Ujejski|Kornel Ujejski]]
|style="text-align:right"|464
|
|2013-04-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">1085.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1182
|-
|[[Indeks:Jan Urban - Makryna Mieczysławska w świetle prawdy.djvu|Makryna Mieczysławska w świetle prawdy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Urban|Jan Urban]]
|style="text-align:right"|148
|
|2020-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">142.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|414
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofia Urbanowska - Róża bez kolców.pdf|Róża bez kolców]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Urbanowska|Zofia Urbanowska]]
|style="text-align:right"|478
|
|2020-01-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3383.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|921
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Maurycy Urstein-Eligjusz Niewiadomski w oświetleniu psychjatry.pdf|Eligjusz Niewiadomski w oświetleniu psychjatry]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurycy Urstein|Maurycy Urstein]]
|style="text-align:right"|114
|
|2023-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3464.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|200
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Vātsyāyana - Kama Sutra (1933).djvu|Kama Sutra]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:14%"></td><td class="pq3" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Vātsyāyana|Vātsyāyana]]
|style="text-align:right"|144
|
|2019-02-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">7226.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|99
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leonardo da Vinci - Rozprawa o malarstwie.pdf|Rozprawa o malarstwie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leonardo da Vinci|Leonardo da Vinci]]
|style="text-align:right"|108
|
|2024-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|201
|-
|[[Indeks:Karol Wachtl - Szkolnictwo i wychowanie.djvu|Szkolnictwo i wychowanie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:28%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:64%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Wachtl|Karol Wachtl]]
|style="text-align:right"|200
|
|2017-06-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">1170.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|498
|-
|[[Indeks:Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego|Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Michał Zaleski|Wacław z Oleska]] (red.)
|style="text-align:right"|592
|
|2012-04-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">445.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1671
|-
|[[Indeks:Johannes Walther - Wstęp do gieologji.djvu|Wstęp do gieologji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Johannes Walther|Johannes Walther]]
|style="text-align:right"|218
|
|2024-01-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">196.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|600
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Leon Wasilewski - Litwa i jej ludy.pdf|Litwa i jej ludy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:24%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Wasilewski|Leon Wasilewski]]
|style="text-align:right"|106
|
|2025-04-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3497.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|158
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jean Webster - Tajemniczy opiekun.pdf|Tajemniczy opiekun]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jean Webster|Jean Webster]]
|style="text-align:right"|168
|
|2023-02-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3397.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|311
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wergilego Eneida.djvu|Eneida]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wergiliusz|Wergiliusz]]
|style="text-align:right"|341
|
|2019-02-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3374.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|644
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma wierszem i prozą Kajetana Węgierskiego.djvu|Pisma wierszem i prozą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tomasz Kajetan Węgierski|Tomasz Kajetan Węgierski]]
|style="text-align:right"|202
|
|2015-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3552.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|383
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wspomnienia z wygnania (Zygmunt Wielhorski)|Wspomnienia z wygnania 1865-1874]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Wielhorski|Zygmunt Wielhorski]]
|style="text-align:right"|140
|
|2013-07-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6936.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|125
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Historya o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim.djvu|Historya o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj z Wilkowiecka|Mikołaj z Wilkowiecka]]
|style="text-align:right"|100
|
|2021-06-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3411.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|168
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma pośmiertne Franciszka Wiśniowskiego.pdf|Pisma pośmiertne Franciszka Wiśniowskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Wiśniowski|Franciszek Wiśniowski]]
|style="text-align:right"|42
|
|2020-01-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3596.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|73
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bogdan Wojdowski - Chleb rzucony umarłym.djvu|Chleb rzucony umarłym]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bogdan Wojdowski|Bogdan Wojdowski]]
|style="text-align:right"|512
|
|2016-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3418.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|999
|-
|[[Indeks:Wolff Józef. Kniaziowie litewsko-ruscy od końca czternastego wieku.djvu|Kniaziowie litewsko-ruscy od końca czternastego wieku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:91% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Wolff|Józef Wolff]]
|style="text-align:right"|724
|
|2019-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">60.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2150
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Voltaire - Refleksye.djvu|Refleksye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Maria Arouet|Wolter]]
|style="text-align:right"|214
|
|2015-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">4090.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|367
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wróblewski, Stanisław - Opinie o oficerach - 701-001-119-585.pdf|Opinie o oficerach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:18%"></td><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Wróblewski|Stanisław Wróblewski]]
|style="text-align:right"|11
|
|2019-02-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">5151.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Wyka - Modernizm polski.djvu|Modernizm polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:67% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Wyka|Kazimierz Wyka]]
|style="text-align:right"|534
|
|2016-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3672.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|989
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Aurelia Wyleżyńska - Biała Czarodziejka.pdf|Biała Czarodziejka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aurelia Wyleżyńska|Aurelia Wyleżyńska]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-09-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3597.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|121
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:De Wyzewa - Gwalbert|Gwalbert]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Téodor de Wyzewa|Téodor de Wyzewa]]
|style="text-align:right"|268
|
|2025-05-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3421.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|448
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Zahorska - Trucizny.djvu|Trucizny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Zahorska|Anna Zahorska]]<br>[[Autor:Józef Teodorowicz|Józef Teodorowicz]]
|style="text-align:right"|264
|
|2016-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3409.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|520
|-
|[[Indeks:Księga pamiątkowa miasta Poznania|Księga pamiątkowa miasta Poznania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:44%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:31%"></td></tr></table>
|redaktor [[Autor:Zygmunt Zaleski|Zygmunt Zaleski]], wielu autorów poszczególnych rozdziałów
|style="text-align:right"|449
|nie wszystkie rozdziały są PD
|2013-05-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4485.</span>[[Plik:00%.svg|0% Poszukiwany, niezamieszczony]]
|style="text-align:right"|665
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nauka pływania.pdf|Nauka pływania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Zachariasz Zarzycki|Wacław Zachariasz Zarzycki]]
|style="text-align:right"|124
|
|2018-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3716.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|213
|-
|[[Indeks:Podania i legendy wileńskie (1925).pdf|Podania i legendy wileńskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Zahorski|Władysław Zahorski]]
|style="text-align:right"|190
|
|2025-06-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|543
|-
|[[Indeks:PL Hugo Zathey - Antologia rzymska.djvu|Antologia rzymska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hugo Zathey|Hugo Zathey]]
|style="text-align:right"|372
|
|2018-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">626.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1032
|-
|[[Indeks:Władysław Zawadzki - Obrazy Rusi Czerwonej.djvu|Obrazy Rusi Czerwonej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Zawadzki|Władysław Zawadzki]]
|style="text-align:right"|89
|
|2018-07-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">246.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|237
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Janina Zawisza-Krasucka - Anielka w mieście.pdf|Anielka w mieście]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:22%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Janina Zawisza-Krasucka|Janina Zawisza-Krasucka]]
|style="text-align:right"|264
|
|2023-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">4186.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|443
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Historia Polski (Henryk Zieliński)|Historia Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Zieliński|Henryk Zieliński]]
|style="text-align:right"|429
|
|2011-05-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">4048.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|766
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Józef Zieliński - Czy w Polsce anarchizm ma racyę bytu.pdf|Czy w Polsce anarchizm ma racyę bytu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:28%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Zieliński|Józef Zieliński]]
|style="text-align:right"|32
|eksperymentalny format
|2022-11-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3478.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|45
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Zimmermann - Ks. patron Wawrzyniak.pdf|Ks. patron Wawrzyniak]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Zimmermann|Kazimierz Zimmermann]]
|style="text-align:right"|74
|
|2021-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3548.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|120
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów|Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Józef Bartłomiej Zimorowic|Szymon Zimorowic}}
|style="text-align:right"|172
|
|2014-05-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3497.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|316
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Żeligowski Edward - Jordan (wyd. 1870).pdf|Jordan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Żeligowski|Edward Żeligowski]]
|style="text-align:right"|176
|
|2024-05-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|318
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Początek i progres wojny moskiewskiej|Początek i progres wojny moskiewskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Żółkiewski|Stanisław Żółkiewski]]
|style="text-align:right"|126
|
|2013-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3821.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|228
|-
|[[Indeks:26 mm Pistolet sygnałowy wz. 1978 i wz. 1944 - opis i użytkowanie|26 mm Pistolet sygnałowy wz. 1978 i wz. 1944]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pqn" style="width:24%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ministerstwo Obrony Narodowej|Ministerstwo Obrony Narodowej]]
|style="text-align:right"|49
|
|2021-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">2653.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|108
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1|Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:37%"></td><td class="pq1" style="width:51%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|580
|
|2014-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">5012.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|808
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.2|Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|601
|
|2017-06-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3559.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1082
|-
|[[Indeks:Co każdy o krótkofalarstwie wiedzieć powinien|Co każdy o krótkofalarstwie wiedzieć powinien]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq1" style="width:28%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:66%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zbiorowy|członkowie Wileńskiego Klubu Krótkofalowców]]
|style="text-align:right"|76
|
|2020-06-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">985.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|192
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieło_wielkiego_miłosierdzia.djvu|Dzieło wielkiego miłosierdzia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|336
|
|2021-07-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">4087.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|580
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Tarnowski z Dzikowa.djvu|Jan Tarnowski z Dzikowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|212
|
|2016-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3670.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|357
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wagner - Sztuka i rewolucya.pdf|Sztuka i rewolucya]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Richard Wagner|Richard Wagner]]
|style="text-align:right"|114
|
|2024-06-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|175
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zygmunt Zaleski - Z dziejów walki o handel polski.pdf|Z dziejów walki o handel polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Zaleski|Zygmunt Zaleski]]
|style="text-align:right"|212
|
|2023-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|409
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mariusz Zaruski - Sonety morskie. Sonety północne.pdf|Sonety morskie. Sonety północne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mariusz Zaruski|Mariusz Zaruski]]
|style="text-align:right"|104
|
|2025-10-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|174
|-
|[[Indeks:Jeszcze Polska nie zginęła Cz.2.djvu|Jeszcze Polska nie zginęła. Część II. Słowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|256
|
|2019-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">13.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|719
|-
|[[Indeks:PL Katechizm rzymski wg uchwały św Soboru Trydenckiego.djvu|Katechizm rzymski wg uchwały św. Soboru Trydenckiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:77% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|616
|
|2020-09-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">10.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1822
|-
|[[Indeks:PL Michałowski - Księga pamiętnicza.djvu|Księga pamiętnicza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|912
|
|2020-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">22.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2697
|-
|[[Indeks:Materyały i prace Komisyi Językowej Tom I|Materyały i prace Komisyi Językowej Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|525
|
|2013-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">413.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1461
|-
|[[Indeks:Materyały i prace Komisyi Językowej Tom II|Materyały i prace Komisyi Językowej Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|477
|
|2013-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">129.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1368
|-
|[[Indeks:PL Stefan Surzyński - Nasze Hasło. Tomik I.pdf|Nasze Hasło. Tomik I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|204
|
|2021-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|591
|-
|[[Indeks:PL Stefan Surzyński - Nasze Hasło. Tomik II.pdf|Nasze Hasło. Tomik II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|204
|
|2021-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|591
|-
|[[Indeks:PL Stefan Surzyński - Nasze Hasło. Tomik III.pdf|Nasze Hasło. Tomik IIII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|200
|
|2021-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|579
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Opętana przez djabła.djvu|Opętana przez djabła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|130
|
|2018-11-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3760.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|219
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu|Pamiętniki lekarzy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:89% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq2" style="width:33%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|706
|
|2016-05-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3097.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1433
|-
|[[Indeks:Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydziału Historyczno-Filozoficznego Akademii Umiejętności. T. 19 (1887)|Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydziału Historyczno-Filozoficznego Akademii Umiejętności. Tom XIX]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|447
|
|2012-02-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">493.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1232
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sprawozdanie Stenograficzne z 36. posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej.pdf|Sprawozdanie Stenograficzne z 36. posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:12%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|120
|
|2020-04-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7058.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|105
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sprawozdanie Stenograficzne z 78. posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 14 marca 2019 r.pdf|Sprawozdanie Stenograficzne z 78. posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|136
|
|2020-04-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3805.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|249
|-
|[[Indeks:PL Teka Stańczyka.djvu|Teka Stańczyka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|162
|
|2018-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">167.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|469
|-
|[[Indeks:Unicode (HD Table)|Unicode]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq1" style="width:39%"></td><td class="pqn" style="width:61%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|225
|
|2014-01-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">1303.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|587
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf|Upominek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq4" style="width:30%"></td><td class="pq3" style="width:32%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|628
|
|2016-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6491.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|642
|-
|[[Indeks:PL Engestroem - Z szwedzkiej niwy.djvu|Z szwedzkiej niwy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td><td class="pqn" style="width:73%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|92
|
|2020-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">562.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|218
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Lorentowicz - Zapolska w Theatre Libre.djvu|Zapolska w „Théâtre Libre”]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lorentowicz|Jan Lorentowicz]]
|style="text-align:right"|15
|
|2025-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Lorentowicz - Sztandar ze spódnicy.djvu|„Sztandar ze spódnicy”]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lorentowicz|Jan Lorentowicz]]
|style="text-align:right"|13
|
|2025-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|25
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Ludwik Popławski - Sztandar ze spódnicy.djvu|Sztandar ze spódnicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Ludwik Popławski|Jan Ludwik Popławski]]
|style="text-align:right"|10
|
|2025-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|20
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ziemie zachodnie a państwo narodowe.pdf|Ziemie zachodnie a państwo narodowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Stojanowski|Karol Stojanowski]]
|style="text-align:right"|9
|
|2026-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rasowe zróżnicowanie genitaliów męskich a circumcisio.pdf|Rasowe zróżnicowanie genitaliów męskich a circumcisio]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:62%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Stojanowski|Karol Stojanowski]]
|style="text-align:right"|34
|
|2026-01-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|42
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Doktryna nuklearna Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej pod rządami Kim Dzong-Una.pdf|Doktryna nuklearna Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej pod rządami Kim Dzong-Una]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Starowicz|Karol Starowicz]]
|style="text-align:right"|20
|
|2026-01-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|38
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Burza.pdf|Burza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:21%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:74%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|184
|
|2016-01-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">847.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|486
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hamlet (William Shakespeare)|Hamlet]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:26%"></td><td class="pq3" style="width:23%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|160
|
|2011-01-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">5942.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|185
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Król Ryszard III (Shakespeare)|Król Ryszard III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:16%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|148
|
|2013-05-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">4184.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|239
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 1.djvu|Dzieła dramatyczne T.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|414
|
|2018-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">4027.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|697
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 2.djvu|Dzieła dramatyczne T.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:18%"></td><td class="pq3" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|326
|
|2018-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">7305.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|249
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 3.djvu|Dzieła dramatyczne T.3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|356
|
|2018-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">4053.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|603
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 4.djvu|Dzieła dramatyczne T.4]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|270
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4506.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|412
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 5.djvu|Dzieła dramatyczne T.5]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:26%"></td><td class="pq1" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|322
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4840.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|469
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 6.djvu|Dzieła dramatyczne T.6]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|262
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4016.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|438
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 7.djvu|Dzieła dramatyczne T.7]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:30%"></td><td class="pq1" style="width:52%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|308
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">5221.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|410
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 8.djvu|Dzieła dramatyczne T.8]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:30%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|306
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">5337.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|400
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 9.djvu|Dzieła dramatyczne T.9]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|292
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4271.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|464
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 10.djvu|Dzieła dramatyczne T.10]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|346
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4413.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|538
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 11.djvu|Dzieła dramatyczne T.11]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|368
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4113.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|611
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 12.djvu|Dzieła dramatyczne T.12]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:27%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|342
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4613.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|522
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Shakespeare - Otello tłum. Paszkowski.djvu|Otello]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|128
|
|2018-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6720.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|123
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Shakespeare - Kupiec wenecki tłum. Paszkowski.djvu|Kupiec wenecki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|95
|
|2018-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3403.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|188
|-
|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. I.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:84% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|668
|
|2018-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">200.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1911
|-
|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|366
|
|2018-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3428.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|690
|-
|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. III.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:59%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|570
|
|2018-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">1324.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1447
|-
|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. IV.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|477
|
|2018-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">210.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1351
|-
|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. V.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. V]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|284
|
|2018-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">145.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|810
|-
|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. VI.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. VI]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|348
|
|2018-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">328.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|972
|-
|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. VII.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. VII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:28%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:66%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|310
|
|2018-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">1218.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|793
|-
|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. VIII.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. VIII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|290
|
|2018-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">261.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|818
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. IX]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|496
|
|2018-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4118.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|847
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Zimowa powieść tłum. Ehrenberg.djvu|Zimowa powieść tłum. Ehrenberg]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:85%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|134
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">303.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|352
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Tymon z Aten tłum. Lubowski.djvu|Tymon z Aten tłum. Lubowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|92
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">79.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|250
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Otello tłum. Kluczycki.djvu|Otello tłum. Kluczycki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|146
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">23.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|425
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Romeo i Julia tłum. Korsak.djvu|Romeo i Julia tłum. Korsak]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|108
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|303
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:William Shakespeare - Romeo i Julia tłum. Kasprowicz.djvu|Romeo i Julia tłum. Kasprowicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|136
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|262
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:William Shakespeare - Makbet tłum. Kasprowicz.djvu|Makbet tłum. Kasprowicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|112
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3520.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|208
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:William Shakespeare - Lukrecja.djvu|Lukrecja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|86
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|155
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Król Lir tłum. Kasprowicz.djvu|Król Lir tłum. Kasprowicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|148
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|432
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Juljusz Cezar tłum. Kasprowicz.djvu|Juljusz Cezar tłum. Kasprowicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|118
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3157.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|234
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Juliusz Cezar tłum. Pajgert.djvu|Juliusz Cezar tłum. Pajgert]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|144
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|423
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Król Lir tłum. Pietkiewicz.djvu|Król Lir tłum. Pietkiewicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|232
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|660
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Makbet tłum. A.E. Koźmian.djvu|Makbet tłum. A.E. Koźmian]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|108
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">33.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|302
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Hamlet tłum. Skłodowski.djvu|Hamlet tłum. Skłodowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|164
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">104.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|475
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Hamlet tłum. Kasprowicz.djvu|Hamlet tłum. Kasprowicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|192
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|540
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Hamlet tłum. Ostrowski.djvu|Hamlet tłum. Ostrowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|184
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">19.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|524
|-
|[[Indeks:Tłomaczenia arcydzieł Szekspira przez Wojciecha Dzieduszyckiego.djvu|Tłomaczenia arcydzieł Szekspira przez Wojciecha Dzieduszyckiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|378
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1125
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Dramata Tom I tłum. Komierowski.djvu|Dramata Tom I tłum. Komierowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|462
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">88.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1341
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Dramata Tom II tłum. Komierowski.djvu|Dramata Tom II tłum. Komierowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:77% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:24%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:72%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|614
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">911.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1636
|-
|[[Indeks:Dzieła Williama Shakspeare III tłum. Jankowski.djvu|Dzieła Williama Shakspeare III tłum. Jankowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|354
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">66.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1049
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła Williama Shakspeare I tłum. Hołowiński.djvu|Dzieła Williama Shakspeare I tłum. Hołowiński]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|498
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3435.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|961
|-
|[[Indeks:Dzieła Williama Shakspeare II tłum. Hołowiński.djvu|Dzieła Williama Shakspeare II tłum. Hołowiński]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:26%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:68%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|438
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">1152.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1128
|-
|[[Indeks:Hamlet tłum. Tretiak.djvu|Hamlet tłum. Tretiak]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|272
|
|2019-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|792
|-
|[[Indeks:Hamlet królewic duński tłum. Matlakowski.djvu|Hamlet tłum. Matlakowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:98% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|778
|
|2019-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2301
|-
|[[Indeks:Szekspir - Północna godzina.djvu|Północna godzina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:42%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|196
|
|2019-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">1937.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|462
|-
|[[Indeks:Szekspir - Puste kobiety z Windsor’u.djvu|Puste kobiety z Windsor’u]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|208
|
|2019-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|612
|-
|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Szekspira w skróceniu opowiedziane T.1.djvu|Dzieła dramatyczne Szekspira w skróceniu opowiedziane. T. I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|William Shakespeare; Stanisław Egbert Koźmian}}
|style="text-align:right"|348
|
|2021-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1017
|-
|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Szekspira w skróceniu opowiedziane T.2.djvu|Dzieła dramatyczne Szekspira w skróceniu opowiedziane. T. II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|William Shakespeare; Stanisław Egbert Koźmian}}
|style="text-align:right"|460
|
|2021-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1350
|-
|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Szekspira w skróceniu opowiedziane T.3.djvu|Dzieła dramatyczne Szekspira w skróceniu opowiedziane. T. III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|William Shakespeare; Stanisław Egbert Koźmian}}
|style="text-align:right"|452
|
|2021-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1326
|-
|[[Indeks:PL Dzieła dramatyczne Szekspira T.1 (przekład Stanisława Koźmiana).djvu|Dzieła dramatyczne Szekspira T.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|418
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1233
|-
|[[Indeks:PL Dzieła dramatyczne Szekspira T.2 (przekład Stanisława Koźmiana).djvu|Dzieła dramatyczne Szekspira T.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|316
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|921
|-
|[[Indeks:PL Dzieła dramatyczne Szekspira T.3 (przekład Stanisława Koźmiana).djvu|Dzieła dramatyczne Szekspira T.3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|366
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1089
|-
|[[Indeks:PL Krystyn Ostrowski - Lichwiarz.djvu|Lichwiarz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|108
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|318
|-
|[[Indeks:PL William Shakespeare - Romeo i Julia (przekład Wiktorii Rosickiej).djvu|Romeo i Julia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|130
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|378
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:William Shakespeare - Cytaty.pdf|Cytaty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|82
|
|2022-01-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6859.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|65
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hamlet krolewicz dunski.djvu|Hamlet krolewicz dunski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|146
|
|2022-02-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3429.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|272
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Władysław Tarnawski - Autograf sonetów Szekspira|Sonety (Shakespeare, 1948)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]] tłum. [[Autor:Władysław Tarnawski|Władysław Tarnawski]]
|style="text-align:right"|76
|
|2022-10-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6710.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|75
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski-W matni.djvu|W matni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|312
|
|2016-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">7006.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|264
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski-Na kresach lasów.djvu|Na kresach lasów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|276
|
|2016-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3506.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|524
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Ol-Soni Kisań.djvu|Ol-Soni Kisań]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|249
|
|2016-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3468.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|484
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Brzask.djvu|Brzask]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|254
|
|2016-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3891.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|438
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - 12 lat w kraju Jakutów.djvu|12 lat w kraju Jakutów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:29%"></td><td class="pq1" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|440
|
|2016-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4553.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|701
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Beniowski|Beniowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|594
|
|2017-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3420.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1135
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Bajka o Żelaznym Wilku.djvu|Bajka o Żelaznym Wilku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|244
|
|2017-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">7058.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|180
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Małżeństwo, Być albo nie być, Tułacze.djvu|Małżeństwo, Być albo nie być, Tułacze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|424
|
|2017-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3454.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|809
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - W szponach.djvu|W szponach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|252
|
|2017-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3457.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|475
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Łańcuchy.djvu|Łańcuchy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|396
|
|2017-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3385.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|764
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Topiel.djvu|Topiel]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|366
|
|2017-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3389.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|708
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Ocean|Ocean]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:82% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|650
|
|2017-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3396.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1256
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Dalaj-Lama|Dalaj-Lama]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|444
|
|2017-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3442.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|838
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Korea.djvu|Korea]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|506
|
|2017-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6951.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|428
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Brama na świat.djvu|Brama na świat]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|132
|
|2017-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|196
|-
|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Ucieczka.djvu|Ucieczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|352
|
|2017-07-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">272.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|998
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu|Nowele]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|276
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6729.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|260
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Zacisze.djvu|Zacisze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|338
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3464.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|647
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Z fali na falę.djvu|Z fali na falę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|508
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3830.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|905
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu|Latorośle, Pustelnia w górach, Czukcze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|327
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3484.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|561
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Bajki.pdf|Bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|310
|
|2025-04-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6924.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|239
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Wrażenia z Anglji.pdf|Wrażenia z Anglji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6820.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|62
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła Juliusza Słowackiego T1|Dzieła Juliusza Słowackiego tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:20%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Słowacki|Juliusz Słowacki]]
|style="text-align:right"|414
|OCR,<br>red. Henryk Biegeleisen
|2013-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">4931.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|590
|-
|[[Indeks:Dzieła Juliusza Słowackiego T2|Dzieła Juliusza Słowackiego tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Słowacki|Juliusz Słowacki]]
|style="text-align:right"|383
|OCR,<br>red. Henryk Biegeleisen
|2013-12-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">2809.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|783
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła Juliusza Słowackiego T3|Dzieła Juliusza Słowackiego tom III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Słowacki|Juliusz Słowacki]]
|style="text-align:right"|478
|red. Henryk Biegeleisen
|2013-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">4005.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|802
|-
|[[Indeks:Dzieła Juliusza Słowackiego T4|Dzieła Juliusza Słowackiego tom IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:42%"></td><td class="pq1" style="width:30%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Słowacki|Juliusz Słowacki]]
|style="text-align:right"|453
|OCR,<br>red. Henryk Biegeleisen
|2014-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">4716.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|672
|-
|[[Indeks:Dzieła Juliusza Słowackiego T5|Dzieła Juliusza Słowackiego tom V]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:16%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:79%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Biegeleisen|Henryk Biegeleisen]]
|style="text-align:right"|568
|
|2014-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">726.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1519
|-
|[[Indeks:Dzieła Juliusza Słowackiego T6|Dzieła Juliusza Słowackiego tom VI]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Biegeleisen|Henryk Biegeleisen]]
|style="text-align:right"|555
|
|2014-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">148.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1587
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła Juliusza Słowackiego T1 (1909)|Dzieła Juliusza Słowackiego tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:29%"></td><td class="pq3" style="width:38%"></td><td class="pq1" style="width:25%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Słowacki|Juliusz Słowacki]]
|style="text-align:right"|445
|red. Bronisław Gubrynowicz
|2014-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6811.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|395
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antygona (tłum. Kaszewski)|Antygona (tłum. Kaszewski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|92
|
|2015-01-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4829.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|121
|-
|[[Indeks:PL Antygona (tłum. Węclewski).pdf|Antygona (tłum. Węclewski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|126
|
|2019-02-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">54.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|364
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sofokles - Elektra.djvu|Elektra]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|92
|
|2016-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3674.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|167
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sofokles - Król Edyp.djvu|Król Edyp]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|92
|
|2016-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6928.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|82
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu|Tragedye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|514
|
|2019-01-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3360.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|996
|-
|[[Indeks:PL Sofokles - Tragiedye Ajas Filoktet Elektra Trachinki.djvu|Tragiedye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|477
|
|2019-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">21.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1392
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sofokles - Edyp Król.djvu|Edyp Król (tłum. Wężyk)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|80
|
|2019-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3476.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|137
|-
|[[Indeks:PL Tragedye Sofoklesa (tłum. Węclewski).djvu|Tragedye Sofoklesa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|630
|
|2019-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1869
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sofokles - Tropiciele (tłum. Bednarowski).djvu|Tropiciele]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|40
|
|2020-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3703.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|68
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Andrzej Strug - Dzieje jednego pocisku.djvu|Dzieje jednego pocisku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|312
|
|2015-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3420.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|606
|-
|[[Indeks:Andrzej Strug - Odznaka za wierną służbę.djvu|Odznaka za wierną służbę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|180
|
|2015-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">218.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|493
|-
|[[Indeks:Andrzej Strug - Pieniądz T. 1.djvu|Pieniądz T. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|232
|
|2016-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">350.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|660
|-
|[[Indeks:Andrzej Strug - Pieniądz T.2.djvu|Pieniądz T. 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:32%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|237
|
|2016-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">2411.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|535
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Andrzej Strug-Pokolenie Marka Świdy.djvu|Pokolenie Marka Świdy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|414
|
|2015-10-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">4056.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|731
|-
|[[Indeks:Andrzej Strug - Portret.djvu|Portret]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:20%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|265
|
|2016-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">788.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|724
|-
|[[Indeks:Andrzej Strug - W twardej służbie.djvu|W twardej służbie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|169
|
|2016-02-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">359.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|483
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Andrzej Strug - Z powrotem.djvu|Z powrotem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|176
|
|2016-02-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3505.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|339
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Żółty krzyż - T.I - Tajemnica Renu (Andrzej Strug).djvu|Żółty krzyż - T.I - Tajemnica Renu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|386
|
|2015-10-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3446.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|755
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu|Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|352
|
|2015-10-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3447.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|686
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu|Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|394
|
|2015-10-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3392.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|779
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Czarny miesiąc.djvu|Czarny miesiąc]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|414
|
|2019-11-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3367.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|786
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu|Żyd wieczny tułacz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|1308
|
|2019-11-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6679.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1264
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Tajemnice Paryża.djvu|Tajemnice Paryża]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:92% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|730
|
|2019-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6708.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|702
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu|Siedem grzechów głównych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|1916
|
|2020-01-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6691.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1866
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Awanturnik.djvu|Awanturnik (Czarcia góra)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|138
|
|2020-01-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3385.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|256
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Głownia piekielna.djvu|Głownia piekielna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|401
|
|2020-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3367.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|776
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Milijonery.djvu|Milijonery]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|343
|
|2020-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3393.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|658
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Kuzyn Michał.djvu|Kuzyn Michał]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|240
|
|2020-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3362.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|460
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Marcin podrzutek.djvu|Marcin Podrzutek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|1947
|
|2020-04-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6694.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1900
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Artur.djvu|Artur]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|1038
|
|2020-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3362.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2023
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Wszystko dla nich.djvu|Wszystko dla nich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|19
|
|2023-02-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|19
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Dobrodziej mimo woli.djvu|Dobrodziej mimo woli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|18
|
|2023-02-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">7037.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Moja pierwsza wycieczka krajoznawcza.djvu|Moja pierwsza wycieczka „krajoznawcza“]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:25%"></td><td class="pq3" style="width:75%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|20
|
|2023-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">7500.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|15
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Fortel Pawełka.djvu|Fortel Pawełka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|41
|
|2023-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|41
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Sąsiadka.djvu|Sąsiadka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|31
|
|2023-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6989.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Bogacz.djvu|Bogacz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|126
|
|2024-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6869.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|108
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Przygody czyżyków.djvu|Przygody czyżyków]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:52%"></td><td class="pq3" style="width:48%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|229
|
|2024-07-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">8406.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|109
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Nacia.djvu|Nacia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|144
|
|2024-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|132
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Teatr dla dzieci.djvu|Teatr dla dzieci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|248
|
|2024-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">7217.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|187
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Joanka.djvu|Joanka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|13
|
|2024-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|13
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL K Szaniawska Na pensyi.djvu|Na pensyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|168
|
|2024-11-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6687.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|161
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL K Szaniawska Dwa światy.djvu|Dwa światy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|46
|
|2025-01-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6811.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|44
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rabindranath Tagore-Sadhana.djvu|Sādhanā]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|303
|
|2015-06-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3898.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|529
|-
|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Dom i świat (tłum. Birkenmajer).djvu|Dom i świat (tłum. Birkenmajer)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|332
|
|2018-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">93.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|951
|-
|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Król ciemnej komnaty.djvu|Król ciemnej komnaty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|120
|
|2018-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">294.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|329
|-
|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Gora.djvu|Gora]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|516
|
|2018-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">144.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1499
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Ogrodnik (tłum. Kasprowicz).djvu|Ogrodnik (tłum. Kasprowicz)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|108
|
|2018-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3660.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|194
|-
|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Rozbicie.djvu|Rozbicie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|402
|
|2018-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1185
|-
|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Poszepty duszy; Dar miłującego.djvu|Poszepty duszy; Dar miłującego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|430
|
|2018-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">177.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1220
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Nacjonalizm.djvu|Nacjonalizm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|76
|
|2018-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3926.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|133
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Ogrodnik (tłum. Dicksteinówna).djvu|Ogrodnik (tłum. Dicksteinówna)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|124
|
|2018-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6804.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|116
|-
|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Sadhana; Szept duszy; Zbłąkane ptaki.djvu|Sadhana; Szept duszy; Zbłąkane ptaki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|344
|
|2018-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">72.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|959
|-
|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Noc ziszczenia.djvu|Noc ziszczenia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|246
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|717
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Archiwum Wróblewieckie zeszyt II (Władysław Tarnowski)|Archiwum Wróblewieckie: Zeszyt II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Tarnowski|Władysław Tarnowski]] (red.)<br />[[Autor:Urszula Tarnowska|Urszula Tarnowska]]
|style="text-align:right"|148
|
|2013-02-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3521.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|276
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Archiwum Wróblewieckie zeszyt III (Władysław Tarnowski)|Archiwum Wróblewieckie: Zeszyt III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:18%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Tarnowski|Władysław Tarnowski]] (red.)
|style="text-align:right"|226
|
|2013-02-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">5450.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|273
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szkice helweckie i Talia (Władysław Tarnowski)|Szkice helweckie i Talia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Tarnowski|Władysław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|256
|
|2013-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3784.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|455
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bohaterowie Grecji (Yemeniz)|Bohaterowie Grecji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Yemeniz|Eugène Yemeniz]]<br />[[Autor:Władysław Tarnowski|Władysław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|77
|
|2014-01-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6926.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|71
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ernest Buława - Poezye studenta - tom I.pdf|Poezye studenta Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Tarnowski|Władysław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|410
|
|2014-12-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3504.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|760
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu|Poezye studenta Tom III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:37%"></td><td class="pq1" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Tarnowski|Władysław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|444
|
|2014-12-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">4616.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|709
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:W. Tarnowski - Poezye studenta tom IV.djvu|Poezye studenta Tom IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Tarnowski|Władysław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|376
|
|2016-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3441.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|728
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Tarnowski - Przechadzki po Europie.djvu|Przechadzki po Europie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Tarnowski|Władysław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|79
|
|2015-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|79
|-
|[[Indeks:Historja podwójnie detektywna.djvu|Historja podwójnie detektywna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|style="text-align:right"|112
|
|2018-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">228.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|299
|-
|[[Indeks:Pamiętniki o Joannie d’Arc.djvu|Pamiętniki o Joannie d’Arc]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|style="text-align:right"|362
|
|2018-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">415.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1015
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Przygody Tomka Sawyera tłum. Tarnowski.djvu|Przygody Tomka Sawyera (tłum. Tarnowski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|style="text-align:right"|344
|
|2018-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3404.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|649
|-
|[[Indeks:Mark Twain - Humoreski i opowiadania I.djvu|Humoreski i opowiadania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:53%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|style="text-align:right"|98
|
|2020-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">1477.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|225
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mark Twain - Wartogłowy Wilson.djvu|Wartogłowy Wilson]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|style="text-align:right"|208
|
|2020-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|396
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mark Twain - Tom Sawyer jako detektyw.djvu|Tom Sawyer jako detektyw]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|style="text-align:right"|164
|
|2020-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3821.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|291
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mark Twain - Pretendent z Ameryki.djvu|Pretendent z Ameryki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|style="text-align:right"|90
|
|2020-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3449.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|169
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mark Twain - Yankes na dworze króla Artura.pdf|Yankes na dworze króla Artura]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|style="text-align:right"|237
|
|2022-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3508.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|407
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieci kapitana Granta (Juljusz Verne)|Dzieci kapitana Granta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|476
|
|2011-08-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3848.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|860
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wyspa tajemnicza (Juljusz Verne)|Wyspa tajemnicza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|352
|
|2013-05-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3992.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|611
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Miasto pływające (Verne)|Miasto pływające]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|124
|
|2013-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">7046.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|101
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dom parowy (Verne)|Dom parowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|372
|
|2013-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3435.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|707
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Przygody trzech Rossyan i trzech Anglików w Południowej Afryce (Verne)|Przygody trzech Rossyan i trzech Anglików w Południowej Afryce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|236
|
|2013-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3984.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|379
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sfinks lodowy (Verne)|Sfinks lodowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|356
|
|2013-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6867.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|312
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Czarne Indje (Verne)|Czarne Indje]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|308
|
|2013-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3482.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|569
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach (Verne)|Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|290
|
|2013-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3780.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|515
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Podróż Naokoło Księżyca (Verne)|Podróż Naokoło Księżyca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|292
|
|2013-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4397.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|479
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hektor Servadac (Verne)|Hektor Servadac]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|551
|
|2014-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3458.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1044
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:500 milionów Begumy (Verne)|500 milionów Begumy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|284
|
|2014-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3592.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|519
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Podróż podziemna (Verne)|Podróż podziemna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|248
|
|2014-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3530.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|460
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi (Verne, 1897)|Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|568
|
|2014-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3502.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1074
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Bez przewrotu.pdf|Bez przewrotu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|260
|
|2016-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3412.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|498
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf|Rozbitki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|274
|
|2016-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3811.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|479
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu|Walka Północy z Południem tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:74%"></td><td class="pq1" style="width:18%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|246
|
|2016-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6200.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|269
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf|Walka Północy z Południem tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|238
|
|2016-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3463.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|451
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Na około Księżyca.djvu|Na około Księżyca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|286
|
|2016-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6909.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|254
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Podróż do środka Ziemi.djvu|Podróż do środka Ziemi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:19%"></td><td class="pq3" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|366
|
|2016-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">7314.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|286
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu|Przygody na okręcie „Chancellor“]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|248
|
|2016-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3544.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|459
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Pięciotygodniowa podróż balonem nad Afryką.djvu|Pięciotygodniowa podróż balonem nad Afryką]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:25%"></td><td class="pq3" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|364
|
|2016-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">7516.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|263
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jules Verne - Piętnastoletni kapitan.djvu|Piętnastoletni kapitan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|322
|
|2016-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3603.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|593
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Promień zielony i dziesięć godzin polowania.djvu|Promień zielony i dziesięć godzin polowania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|278
|
|2016-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3434.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|518
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - W puszczach Afryki.djvu|W puszczach Afryki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|226
|
|2017-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">7126.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|181
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Z Ziemi na Księżyc w 97 godzin 20 minut.djvu|Z Ziemi na Księżyc]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|288
|
|2018-12-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3477.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|544
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu|Pięć tygodni na balonie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|322
|
|2019-03-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3409.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|603
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Verne - Piętnastoletni kapitan.djvu|Piętnastoletni kapitan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|420
|
|2019-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3587.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|756
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Verne - Czarne Indye.pdf|Czarne Indye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|280
|
|2019-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3433.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|522
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Cezar Kaskabel.djvu|Cezar Kaskabel]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|544
|
|2020-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6716.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|526
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juljusz Verne - Wśród dzikich plemion Buchary|Wśród dzikich plemion Buchary]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|542
|
|2020-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3790.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|937
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jules Verne Druga ojczyzna.djvu|Druga ojczyzna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:19%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|86
|
|2020-10-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">7286.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|70
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jules Verne Testament Dziwaka.djvu|Testament dziwaka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|542
|
|2020-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3446.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1044
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jules Verne - Zamek w Karpatach.djvu|Zamek w Karpatach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|226
|
|2020-11-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">7265.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|178
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL J Verne Król przestrzeni.djvu|Król przestrzeni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|168
|
|2024-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3552.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|294
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Edgar Wallace - Pod biczem zgrozy.djvu|Pod biczem zgrozy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|162
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3418.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|308
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Edgar Wallace - Wills zbrodniarz.pdf|Wills zbrodniarz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|146
|
|2021-12-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|272
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edgar Wallace - Tajemnicza kula.pdf|Tajemnicza kula]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|220
|
|2021-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3426.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|424
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edgar Wallace - Rada sprawiedliwych.pdf|Rada sprawiedliwych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|240
|
|2021-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3362.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|454
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edgar Wallace - Gabinet 13.pdf|Gabinet Nr 13]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|246
|
|2021-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3404.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|465
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edgar Wallace - Bractwo Wielkiej Żaby.pdf|Bractwo Wielkiej Żaby]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|306
|
|2021-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3378.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|580
|-
|[[Indeks:PL Edgar Wallace - Zielona rdza.pdf|Zielona rdza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|328
|
|2021-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">52.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|952
|-
|[[Indeks:PL Edgar Wallace - Potwór.pdf|Potwór]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|364
|
|2021-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">28.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1047
|-
|[[Indeks:Edgar Wallace - Melodja śmierci.pdf|Melodja śmierci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:16%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:75%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|208
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">731.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|545
|-
|[[Indeks:Edgar Wallace - Tajemniczy dżentelman.pdf|Tajemniczy dżentelman]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|240
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|690
|-
|[[Indeks:Edgar Wallace - Najazd Europy.pdf|Najazd Europy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|222
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|648
|-
|[[Indeks:Edgar Wallace - Drzwi o siedmiu zamkach.pdf|Drzwi o siedmiu zamkach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|240
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|684
|-
|[[Indeks:Edgar Wallace - Trzej sprawiedliwi.pdf|Trzej sprawiedliwi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|358
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1044
|-
|[[Indeks:Edgar Wallace - Zagadkowa hrabina.pdf|Zagadkowa hrabina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|228
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">44.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|669
|-
|[[Indeks:Edgar Wallace - Jaśnie panienka.pdf|Jaśnie panienka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|154
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|435
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Edgar Wallace - Milczący mówca.pdf|Milczący mowca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|260
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3413.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|494
|-
|[[Indeks:Edgar Wallace - Romans z włamywaczem.pdf|Romans z włamywaczem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|232
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|669
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Herbert George Wells - Nowele.djvu|Nowele]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herbert George Wells|Herbert George Wells]]
|style="text-align:right"|162
|
|2018-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6909.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|140
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Herbert George Wells - Wojna światów|Wojna światów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herbert George Wells|Herbert George Wells]]
|style="text-align:right"|297
|
|2018-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6926.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|248
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Herbert George Wells - Podróż w czasie.djvu|Podróż w czasie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herbert George Wells|Herbert George Wells]]
|style="text-align:right"|176
|
|2018-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3595.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|317
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu|Człowiek niewidzialny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herbert George Wells|Herbert George Wells]]
|style="text-align:right"|220
|
|2019-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3462.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|404
|-
|[[Indeks:H. G. Wells - Wojna dwóch światów.djvu|Wojna dwóch światów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herbert George Wells|Herbert George Wells]]
|style="text-align:right"|192
|
|2020-01-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">53.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|558
|-
|[[Indeks:H. G. Wells - Wojna w przestworzu.djvu|Wojna w przestworzu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herbert George Wells|Herbert George Wells]]
|style="text-align:right"|374
|
|2020-01-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">46.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1063
|-
|[[Indeks:H. G. Wells - Janka i Piotr.djvu|Janka i Piotr]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herbert George Wells|Herbert George Wells]]
|style="text-align:right"|504
|
|2020-01-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1497
|-
|[[Indeks:PL Herbert George Wells - Syrena.pdf|Syrena]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herbert George Wells|Herbert George Wells]]
|style="text-align:right"|179
|
|2022-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|504
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Józef Weyssenhoff - Żywot i myśli Zygmunta Podfilipskiego.djvu|Żywot i myśli Zygmunta Podfilipskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|334
|
|2019-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3463.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|604
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Soból i panna.djvu|Soból i panna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:41%"></td><td class="pq3" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|251
|
|2016-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">8101.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|135
|-
|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Puszcza.djvu|Puszcza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|320
|Brak stron 106,107; powtórzone strony 110, 111.
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">2710.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|691
|-
|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Mój pamiętnik literacki.djvu|Mój pamiętnik literacki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|206
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|600
|-
|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Z Grecyi.djvu|Z Grecyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|184
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">58.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|513
|-
|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Syn marnotrawny.djvu|Syn marnotrawny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|412
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">315.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1168
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Syn Marnotrawny (1905).djvu|Syn Marnotrawny (1905)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|458
|
|2021-04-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3355.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|893
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - W ogniu.djvu|W ogniu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|188
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3424.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|359
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Narodziny działacza.djvu|Narodziny działacza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|184
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3499.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|353
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Sprawa Dołęgi.djvu|Sprawa Dołęgi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|388
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3376.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|759
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Unia.djvu|Unia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|460
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3370.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|895
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Nowele.djvu|Nowele]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|284
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3519.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|521
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Jan bez ziemi.djvu|Jan bez ziemi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|342
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3363.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|665
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Hetmani.djvu|Hetmani]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|312
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3390.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|579
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Gromada.djvu|Gromada]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|328
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3375.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|630
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Noc i świt.djvu|Noc i świt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|484
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3431.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|940
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Cudno i ziemia cudeńska.djvu|Cudno i ziemia cudeńska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|336
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3403.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|657
|-
|[[Indeks:Oscar Wilde - Duch w zamku.pdf|Duch w zamku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq1" style="width:12%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:82%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|140
|
|2019-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">429.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|379
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Oscar Wilde - Duch z Kenterwilu.pdf|Duch z Kenterwilu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:41%"></td><td class="pq3" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|137
|
|2019-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">8235.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|63
|-
|[[Indeks:Oscar Wilde - Kobieta bez znaczenia.pdf|Kobieta bez znaczenia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:85%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|98
|
|2019-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">79.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|250
|-
|[[Indeks:Oscar Wilde - Portret Doriana Gray’a|Portret Doriana Gray’a]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|494
|tł. Tadeusz Jaroszyński
|2019-08-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">129.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1371
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Oscar Wilde - Portret Dorjana Graya.djvu|Portret Dorjana Gray'a]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|286
|
|2018-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6818.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|272
|-
|[[Indeks:Oscar Wilde - Sztuka i życie.pdf|Sztuka i życie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|284
|
|2019-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">146.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|807
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Oscar Wilde - Zbrodnia lorda Artura Savile.pdf|Zbrodnia lorda Artura Savile]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|112
|
|2019-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3865.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|173
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wilde Oscar - Dusza człowieka w epoce socyalizmu.pdf|Dusza człowieka w epoce socyalizmu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|76
|
|2021-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3561.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|141
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Oscar Wilde - Prawdziwy przyjaciel (opowiadania).pdf|Prawdziwy przyjaciel]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:21%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|76
|
|2024-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">4055.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|107
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Ignacy Witkiewicz - Janulka, córka Fizdejki.djvu|Janulka, córka Fizdejki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:41%"></td><td class="pq0" style="width:58%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Ignacy Witkiewicz|Stanisław Ignacy Witkiewicz]]
|style="text-align:right"|76
|
|2018-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|62
|-
|[[Indeks:Stanisław Ignacy Witkiewicz - Leon Chwistek - Demon Intelektu.djvu|Leon Chwistek - Demon Intelektu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:52%"></td><td class="pqn" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Ignacy Witkiewicz|Stanisław Ignacy Witkiewicz]]
|style="text-align:right"|122
|OCR
|2016-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">747.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|161
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nienasycenie II (Stanisław Ignacy Witkiewicz)|Nienasycenie cz. II. Obłęd]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Ignacy Witkiewicz|Stanisław Ignacy Witkiewicz]]
|style="text-align:right"|350
|
|2010-09-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6859.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|325
|-
|[[Indeks:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Nowe formy w malarstwie.djvu|Nowe formy w malarstwie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:79%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Ignacy Witkiewicz|Stanisław Ignacy Witkiewicz]]
|style="text-align:right"|205
|
|2010-09-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">677.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|523
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie istnienia.djvu|Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie istnienia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Ignacy Witkiewicz|Stanisław Ignacy Witkiewicz]]
|style="text-align:right"|194
|OCR
|2010-09-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6967.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|161
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Teatr.djvu|Teatr]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Ignacy Witkiewicz|Stanisław Ignacy Witkiewicz]]
|style="text-align:right"|291
|
|2010-09-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3569.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|544
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Antoni Wotowski - George Sand.djvu|George Sand]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Antoni Wotowski|Stanisław Antoni Wotowski]]
|style="text-align:right"|138
|
|2021-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6718.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|126
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Antoni Wotowski - Duchy i zjawy.djvu|Duchy i zjawy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Antoni Wotowski|Stanisław Antoni Wotowski]]
|style="text-align:right"|94
|
|2022-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">7054.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|76
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Antoni Wotowski - Marja Wisnowska. W więzach tragicznej miłości.djvu|Marja Wisnowska. W więzach tragicznej miłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Antoni Wotowski|Stanisław Antoni Wotowski]]
|style="text-align:right"|140
|
|2022-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6770.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|125
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Antoni Wotowski - O kobiecie wiecznie młodej.djvu|O kobiecie wiecznie młodej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Antoni Wotowski|Stanisław Antoni Wotowski]]
|style="text-align:right"|130
|
|2022-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6932.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|104
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Antoni Wotowski - Tajemnice masonerji i masonów.djvu|Tajemnice masonerji i masonów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:21%"></td><td class="pq3" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Antoni Wotowski|Stanisław Antoni Wotowski]]
|style="text-align:right"|56
|
|2022-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">7500.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|36
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Antoni Wotowski - Magja i czary.djvu|Magja i czary]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Antoni Wotowski|Stanisław Antoni Wotowski]]
|style="text-align:right"|156
|
|2022-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6806.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|137
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Antoni Wotowski - Wiedza tajemna.djvu|Wiedza tajemna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Antoni Wotowski|Stanisław Antoni Wotowski]]
|style="text-align:right"|234
|
|2022-07-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6725.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|224
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stanisław Antoni Wotowski - Wiedźma.djvu|Wiedźma]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:18%"></td><td class="pq3" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Antoni Wotowski|Stanisław Antoni Wotowski]]
|style="text-align:right"|200
|
|2022-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">7277.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|156
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wiersze, fragmenty dramatyczne, uwagi (Wyspiański)|Wiersze, fragmenty dramatyczne, uwagi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:28%"></td><td class="pq3" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Wyspiański|Stanisław Wyspiański]]
|style="text-align:right"|254
|
|2014-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">7663.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|164
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wyspiański - Akropolis.djvu|Akropolis]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Wyspiański|Stanisław Wyspiański]]
|style="text-align:right"|208
|
|2019-03-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6942.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|155
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wyspiański - Legenda.djvu|Legenda II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Wyspiański|Stanisław Wyspiański]]
|style="text-align:right"|141
|
|2019-03-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3918.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|208
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wyspiański - Wyzwolenie.djvu|Wyzwolenie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Wyspiański|Stanisław Wyspiański]]
|style="text-align:right"|202
|
|2019-03-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6719.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|186
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wyspiański - Śpiewałem wielkość.djvu|Śpiewałem wielkość ojczystego kraju]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:59%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Wyspiański|Stanisław Wyspiański]]
|style="text-align:right"|186
|
|2019-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4404.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|235
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jarema.djvu|Wybór pism Jana Zacharyasiewicza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|213
|
|2013-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3902.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|386
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharyasiewicz - Zakopane Skarby.djvu|Zakopane Skarby]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|160
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3399.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|299
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharjasiewicz - Milion na poddaszu.djvu|Milion na poddaszu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|248
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3389.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|472
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharyasiewicz - Powieści.djvu|Powieści Jana Zachariasiewicza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|330
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3478.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|628
|-
|[[Indeks:Zacharyasiewicz - Sebastyan Klonowicz.djvu|Sebastyan Klonowicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|72
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">140.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|210
|-
|[[Indeks:Zacharyasiewicz - Św. Jur.djvu|Św. Jur]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|280
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">74.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|804
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharyasiewicz - Teorya pana Filipa.djvu|Teorya pana Filipa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|204
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3431.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|400
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharyasiewicz - Nowele i opowiadania.djvu|Nowele i opowiadania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|228
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3489.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|418
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharyasiewicz - Nemezys.djvu|Nemezys]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|251
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3426.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|493
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharyasiewicz - „Moje szczęście”.djvu|„Moje szczęście”]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|376
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3422.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|738
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharjasiewicz - Chleb bez soli|Chleb bez soli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|374
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3424.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|722
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharjasiewicz - Na kresach.djvu|Na kresach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|349
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3739.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|648
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zachariasiewicz - Marek Poraj.djvu|Marek Poraj]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|235
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3390.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|464
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Zacharyasiewicz - Przy Morskiem Oku.djvu|Przy Morskiem Oku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|37
|
|2022-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3425.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|71
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wodzirej (Zapolska)|Wodzirej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:88% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|699
|
|2011-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6740.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|666
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kobieta bez skazy (Zapolska)|Kobieta bez skazy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|250
|
|2013-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6807.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|227
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. I.djvu|Utwory dramatyczne T. I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|422
|
|2019-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6748.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|398
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. II.djvu|Utwory dramatyczne T. II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|276
|
|2019-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6717.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|258
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. III.djvu|Utwory dramatyczne T. III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|334
|
|2019-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3416.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|630
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. IV.djvu|Utwory dramatyczne T. IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|302
|
|2019-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3518.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|560
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. V.djvu|Utwory dramatyczne T. V]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|318
|
|2019-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|594
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. VI.djvu|Utwory dramatyczne T. VI]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|274
|
|2019-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3488.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|502
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. VII.djvu|Utwory dramatyczne T. VII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|274
|
|2019-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6782.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|249
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabryela Zapolska - Córka Tuśki (1907).djvu|Córka Tuśki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|396
|
|2022-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6683.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|384
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Frania.djvu|Frania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|13
|
|2023-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|13
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Ostatni promień.djvu|Ostatni promień]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|16
|
|2023-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Dwie.djvu|Dwie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|12
|
|2023-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|12
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Biały Jan.djvu|Biały Jan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|13
|
|2024-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6923.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|12
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - W niedzielę.djvu|W niedzielę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq4" style="width:33%"></td><td class="pq3" style="width:67%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|6
|
|2024-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">7777.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|4
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Parya.djvu|Parya]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|7
|
|2024-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|7
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Dobrana para.djvu|Dobrana para]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|18
|
|2024-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|18
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Złoty ptaszek.djvu|Złoty ptaszek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|10
|
|2024-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|10
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Korale Maciejowej.djvu|Korale Maciejowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|19
|
|2024-01-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|19
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Dwóch.djvu|Dwóch]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|11
|
|2024-02-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|11
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Do oddania - na własność.djvu|Do oddania - na własność]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|18
|
|2024-02-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|18
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Ojciec Richard.djvu|Ojciec Richard]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|40
|
|2024-03-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|40
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Zapomniał drogi.djvu|Zapomniał drogi....]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|16
|
|2024-03-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6875.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|15
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Krowięta.djvu|Krowięta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|12
|
|2024-03-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6944.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|11
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Zofja M.djvu|Zofja M.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|32
|
|2024-03-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Znak zapytania.djvu|Znak zapytania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|120
|
|2024-05-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6730.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|102
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Fin-de-siecleistka.djvu|Fin-de-siècle’istka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:83% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|664
|
|2024-05-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6702.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|641
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Jak tęcza.djvu|Jak tęcza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|280
|
|2024-07-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6691.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|266
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Krzyż Pański.djvu|Krzyż Pański]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|184
|
|2024-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6965.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|142
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - I tacy bywają.djvu|I tacy bywają...]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|180
|
|2024-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6831.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|154
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - One.djvu|„One”]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|412
|
|2024-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6797.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|367
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Staśka.djvu|Staśka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|148
|
|2024-09-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6954.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|127
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Mężczyzna.djvu|Mężczyzna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|172
|
|2024-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6842.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|144
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - A gdy w głąb duszy wnikniemy.djvu|„A gdy w głąb duszy wnikniemy”...]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|435
|
|2024-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6715.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|407
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - We krwi.djvu|We krwi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|506
|
|2025-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6700.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|491
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Szaleństwo.djvu|Szaleństwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|410
|
|2025-05-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6708.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|392
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Rajski ptak.djvu|Rajski ptak]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|388
|
|2025-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6759.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|349
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Z dziejów boleści.djvu|Z dziejów boleści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|240
|
|2025-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6709.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|228
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Szmat życia.djvu|Szmat życia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|368
|
|2025-05-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6685.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|358
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Modlitwa Pańska.djvu|Modlitwa Pańska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|194
|
|2025-06-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6721.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|179
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Janka.djvu|Janka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|436
|
|2025-06-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6690.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|422
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Przedpiekle.pdf|Przedpiekle]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:27%"></td><td class="pq3" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|458
|
|2025-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7582.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|322
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Pan policmajster Tagiejew.djvu|Pan policmajster Tagiejew]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|548
|
|2025-09-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6691.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|531
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Życie na żart.djvu|Życie na żart]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|192
|
|2025-09-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|184
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Zaszumi las.djvu|Zaszumi las]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:97% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|776
|
|2025-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6684.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|749
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - O czem się nie mówi.djvu|O czem się nie mówi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|380
|
|2025-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6675.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|370
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - O czem się nawet myśleć nie chce.djvu|O czem się nawet myśleć nie chce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|410
|
|2025-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3358.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|791
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Frania Poranek. Jej dalsze losy.djvu|Frania Poranek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|190
|
|2025-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6721.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|178
|-
|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Nieśmiertelniki.djvu|Nieśmiertelniki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|178
|
|2025-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">242.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|483
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Przez moje okno.djvu|Przez moje okno]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|204
|
|2026-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6687.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|157
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - W zamyśleniu.djvu|W zamyśleniu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|272
|
|2026-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|230
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Kwiat śmierci|Kwiat śmierci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|302
|
|2026-01-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|302
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Emil Zola - Germinal.djvu|Germinal]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|488
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3382.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|945
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Wzniesienie się Rougonów (1875).djvu|Wzniesienie się Rougon'ów (1875)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|456
|
|2020-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6703.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|443
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Rozkosze życia.djvu|Rozkosze życia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|366
|
|2020-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3398.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|705
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Płodność.djvu|Płodność]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|1165
|
|2021-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6687.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1123
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Prawda|Prawda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|868
|
|2021-03-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6674.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|843
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Kartka miłości.djvu|Kartka miłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|348
|
|2021-04-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6696.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|337
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Doktór Pascal.djvu|Doktór Pascal]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|568
|
|2021-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3369.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1106
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Błąd Abbé Moureta.djvu|Błąd Abbé Moureta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|528
|
|2021-04-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3359.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1032
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Dzieło.djvu|Dzieło]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:82% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|650
|
|2021-04-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3343.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1282
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Pieniądz.djvu|Pieniądz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:92% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|732
|
|2021-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6675.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|722
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Życzenie zmarłej.djvu|Życzenie zmarłej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|104
|
|2021-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|99
|-
|[[Indeks:PL Zola - Teatr.pdf|Teatr]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|332
|
|2021-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|963
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Człowiek zwierzę|Człowiek zwierzę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|518
|
|2021-06-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|502
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Podbój Plassans.djvu|Podbój Plassans]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:88% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|700
|
|2021-06-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6676.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|684
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Ziemia.pdf|Ziemia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|280
|
|2021-06-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3860.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|501
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL E Zola Magazyn nowości.djvu|Magazyn nowości pod firmą Au bonheur des dames]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:86% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|684
|
|2021-08-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6676.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|666
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL E Zola Tajemnice Marsylii.djvu|Tajemnice Marsylii]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|590
|
|2025-09-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3380.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1120
<noinclude>|}
[[Kategoria:Szablony wikiprojektu]]</noinclude>
j4r5hp905u7okr2oaoospbang5we8eg
Pan Lecoq/całość
0
1290666
4079041
4014032
2026-04-09T11:45:24Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje stronę generowaną automatycznie
4079041
wikitext
text/x-wiki
{{Strona generowana automatycznie}}
{{Dane tekstu2
|referencja = {{ROOTPAGENAME}}
|okładka = PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu
|strona z okładką = 5
|poprzedni = {{ROOTPAGENAME}}
|następny =
|inne = {{epub}}
}}
<br>
{{CentrujStart2}}
<pages index="PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu" from=5 to=5 fromsection="ok001" tosection="ok001"/>
<pages index="PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu" from=5 to=5 fromsection="ok02" tosection="ok02"/>
<br>
{{CentrujKoniec2}}
<br>
{{JustowanieStart2}}
<pages index="PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu" from=7 to=397 />
<br>
<pages index="PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu" from=411 to=737 />
{{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/738|num=330}}{{c|'''{{Korekta|XXXI|XXVIII}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Samotny w swoim lochu, po odejściu Marji-Anny, Chanlouineau oddawał się najstraszniejszej rozpaczy.<br>
{{tab}}Oddał więcej niż życie tej ukochanej kobiecie.<br>
{{tab}}Czyż nie narażał swojego honoru udając, ażeby otrzymać widzenie się, najobrzydliwsze pozory strachu.<br>
{{tab}}Dopóki ją słyszał, dopóki tam była, myślał tylko o pomyślnym skutku swego podstępu. Lecz teraz widział aż nadto dobrze, co powiedzą dozorcy.<br>
{{tab}}— Ten Chanlouineau, mówili zapewne do siebie, jest to sobie po prostu nędzny udawacz. Słyszeliśmy jak błagał o ułaskawienie im klęczkach obiecując wydać i pozwolić złapać swoich wspólników.<br>
{{tab}}Myśl, że pamięć jego może być zbrukaną przez te pozory podłości i zdrady, wprawiała go w szaleństwo z boleści.<br>
{{tab}}Życzył sobie śmierci, która, myślał, poda mu sposób oczyszczenia się.<br>
{{tab}}— Przekonają się, mówił z wściekłością, przekonaią się jutro w obec całego plutonu przy egzekucji, czy zblednę i czy zadrżę!...<br>
{{tab}}W takiem był usposobieniu, kiedy drzwi więzienia otworzyły się wpuszczając margrabiego de Courtomieu, który widząc, że mu się wymknęła panna Lacheneur, przychodził dowiedzieć się o rezultatach jej odwiedzin.<br>
{{tab}}— No i cóż! mój poczciwy chłopcze, zaczął mówić swoim miodowym głosem.<br>
{{tab}}— Wychodź!... zawołał Chanlouineau zrozpaczony, wychodź, bo jeśli nie!...<br>
{{tab}}Nie czekając co dalej powie, margrabia wymknął {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/739|num=331}}się szybko, przestraszony, a nadewszystko bardzo zdziwiony tą zmianą.<br>
{{tab}}— Cóż to za straszny i dziki zbrodzień! rzekł do dozorcy. Byłoby może roztropnie włożyć mu kaftan żelazny.<br>
{{tab}}Ah!... nie było tego potrzeby. Bohaterski wieśniak rzucił się na słomę w swoim lochu, złamany tą okropną gorączką boleści, która przemienia człowieka w starca przez jednę noc.<br>
{{tab}}Marja-Anna będzież umiała przynajmniej zużytkować broń, którą podał w jej ręce?...<br>
{{tab}}Jeżeli tuszył sobie, to dlatego, że sądził, iż będzie miała do porady i za przewodnika człowieka, którego doświadczenie natchnęło go zupełnem zaufaniem: księdza Midona.<br>
{{tab}}— Marcjal przestraszy się listem, powtarzał do siebie, z pewnością się przestraszy.<br>
{{tab}}— Co do tego, Chanlouineau zupełnie się mylił. Jego rozum rozwinięty był z pewnością wyżej nad jego stan, lecz nie dosyć wyrafinowany, żeby przeniknąć taki charakter jak młodego margrabiego de Sairmeuse.<br>
{{tab}}Ten kawałek papieru, zapisany przez niego w chwili opuszczenia i zaślepienia, prawie żadnego nie wywarł wpływu na zamiary Marcjala.<br>
{{tab}}Nibyto ogromnie się przestraszył, ażeby przerazić ojca, lecz w samej rzeczy uważał groźbę za nic nie znaczącą.<br>
{{tab}}Marja-Anna i bez listu, otrzymała by od niego tęż samą względność.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/740|num=332}}{{tab}}Inne przyczyny byłyby zdecydowały Marcjala: trudność i niebezpieczeństwo wyprawy, walka, zwyciężenie przesądów.<br>
{{tab}}Już, w tym czasie tylko niepodobieństwo przedsięwzięcia mogło poruszać ten awanturniczy i zniechęcony umysł, a jednak tak chciwy wrażeń.<br>
{{tab}}Ocalenie życia baronowi d’Escorval, nieprzyjacielowi stojącemu już na stopniach rusztowania, wydało mu się czemś pięknem... Zapewnić ocalając go, szczęście kobiety, którą uwielbiał i która nad niego przekładała innego człowieka, zdawało mu się godnem jego samego...<br>
{{tab}}Przytem, jakaż to dobra sposobność, do wypróbowania jego zimnej krwi, dyplomacji i przebiegłości, jakie sobie przyznawał!...<br>
{{tab}}Trzeba było wyprowadzić w pole własnego ojca, to było łatwem; więc to uczynił.<br>
{{tab}}Trzeba było oszukać margrabiego de Courtomieu, to było trudnem; zdawało ma się, iż go oszukał.<br>
{{tab}}Lecz nieszczęśliwy Chanlouineau nie mógł zrozumieć takich sprzeczności, i zatapiał się w boleści.<br>
{{tab}}Z radością byłby przystał na zniesienie tortur przed zaprowadzeniem go na śmierć, aby tylko mógł pójść śledzić postępowanie Marji-Anny.<br>
{{tab}}Co ona teraz robi?... Jakim sposobem się dowiedzieć?...<br>
{{tab}}Z dziesięć razy przez wieczór, pod rozmaitemi pozorami, zwoływał swoich strażników i zmuszał ich, żeby z nim rozmawiali. Rozum mówił mu, że ci ludzie nie posiadają więcej od niego wykształcenia, i że władze {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/741|num=333}}nie wtajemniczą ich w to, co bądź by uradziły... ale cóż to szkodzi!...<br>
{{tab}}Zabębniono capstrzyk... potem wieczorny apel... następnie gaszenie ognia.<br>
{{tab}}A potem, nic, milczenie...<br>
{{tab}}Z uchem przyłożonem do zamku od swego więzienia, {{Korekta|zestrzeliwając|zestrzeliwując}} duszę całą w jedno nadludzkie wysilenie uwagi, Chanlouineau słuchał.<br>
{{tab}}Zdawało mu się, że jeżeli baron d’Escorval tym lub innym sposobem odzyska wolność, to go zawiadomią jakim znakiem... Ci których ratował, powinniby, myślał sobie, dać mu tę oznakę wdzięczności.<br>
{{tab}}Wkrótce po drugiej godzinie, zadrżał... Zrobił się ogromny ruch na korytarzach, biegano, wołano, poruszano pękami kluczy, drzwi otwierały się zamykały.<br>
{{tab}}Gdy się światło pokazało na korytarzu, zaczął patrzeć, i przy wątpliwym odbłysku latarni, zdawało mu się, że widzi przechodzącego jak cień, bladego, Lacheneura prowadzonego przez żołnierzy.<br>
{{tab}}Lacheneur!... Czyż to podobna!... Chciał powątpiewać o istnieniu swoich zmysłów, mówił sobie, że to musiało być tylko przywidzenie pochodzące z febry, która mu mózg paliła.<br>
{{tab}}Trochę później usłyszał krzyk rozdzierający... Lecz cóż dziwnego krzyk w więzieniu, w którem dwudziestu jeden skazanych na śmierć w śmiertelnych potach spędzało tę straszną noc poprzedzającą wykonanie śmierci...<br>
{{tab}}Nareszcie ukazał się dzień ciemny i ponury. Chanlouineau stracił nadzieję.<br>
{{tab}}— Już po wszystkiem, szepnął, list był {{pp|niepotrze|bnym}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/742|num=334}}{{pk|niepotrze|bnym}}!... Biedny, szlachetny chłopiec... Jego serce byłoby skakało z radości, gdyby mógł rzucić okiem we wnętrze podwórza twierdzy...<br>
{{tab}}Więcej niż w godzinę po wytrąbieniu pobudki, kawalerja kończyła czyszczenie koni, kiedy dwie wiejskie kobiety, jedne z tych, które przynoszą masło i jaja na targ, przyszły na stację.<br>
{{tab}}Opowiadały, że przechodząc wzdłuż ostro sterczących skał przy szerokiej wieży, widziały, że tam wisiał długi sznur. Sznur!... Więc może który ze skazanych uciekł!... Pobiegli do pokoju barona d’Escorval... pokój był pusty.<br>
{{tab}}Baron uciekł, uprowadzając z sobą człowieka, który mu był przydanym jako strażnik, kaprala Bavois, grenadjera.<br>
{{tab}}Osłupienie było wielkie i również wielkiem oburzenie... lecz przestrach jeszcze większy...<br>
{{tab}}Nie było jednego służbowego oficera, któryby nie drżał na myśl o odpowiedzialności, i któryby nie widział swojej karjery złamanej.<br>
{{tab}}Co na to powie okrutny książę de Sairmeuse i margrabia de Courtomieu, choć inaczej, ale równie straszny ze swojem zimnem i grzecznem obejściem? Trzeba ich będzie zawiadomić jednakże. Wysłano do nich sierżanta.<br>
{{tab}}Niezadługo ukazali się oni, w towarzystwie Marcjala, rozognieni na pozór, i strasznie rozgniewani; dobrze grali swoje role, aby uniknąć wszelkiego podejrzenia, o współudział z ich strony.<br>
{{tab}}Pan de Sairmeuse, zwłaszcza, zdawał się pienić {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/743|num=335}}z gniewu. Klął, rzucał obelgi, posądzał, groził, i każdego się czepiał. Zaczął od wtrącania do więzień wszystkich szyldwachów aż do bliższego wyjaśnienia i wspominał, że zażąda ryczałtem dymisji wszystkich oficerów i podoficerów.<br>
{{tab}}— Co się zaś tyczy tego nędznika Bavois, krzyczał na żołnierzy, co się tyczy tego podłego dezertera, będzie on rozstrzelany, skoro tylko go schwytają, to rzecz niezawodna!...<br>
{{tab}}Spodziewano się ułagodzić trochę pana de Sairmeuse donosząc mu o aresztowaniu Lacheneura, ale już wiedział o tem. Chupin odważył się zbudzić go wśród nocy, żeby mu oznajmić tę ważną nowinę. Była to dlań tylko okazja do szumnego podniesienia zasług zdrajcy.<br>
{{tab}}— Ten kto odkrył Lacheneura, powiedział, potrafi pochwycić pana d’Escorval Niechaj kto pójdzie i poszuka mi Chupina!...<br>
{{tab}}Spokojniejszy, pan de Courtomieu, miarkował się w gniewie, ażeby, mówił, oddać „głównego przestępcę“ w ręce sprawiedliwości.<br>
{{tab}}Wysyłał posłańców w rozmaitych kierunkach, i kazał obnieść sprawozdanie tego wypadku w sądzie miejscowości.<br>
{{tab}}Jego rozkazy były ścisłe i krótkie: pilnować granicy, podróżnych ostro badać, odbywać częste rewizje po domach, rozrzucić obficie rysopis imci pana d’Eseorval.<br>
{{tab}}Przedewszystkiem, wydał rozkaz w celu wyszukania {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/744|num=336}}i aresztowania imci pana Midona, dawnego proboszcza w Sairmeuse, i imci pana d’Escorval syna.<br>
{{tab}}Lecz pośród obecnych oficerów, znajdował się jeden, stary porucznik, ozdobiony orderami, którego ton mowy księcia de Sairmeuse głęboko zranił.<br>
{{tab}}Postąpił parę kroków z miną ponurą, mówiąc, że wszystko to jest dobrze i pięknie, lecz, że najpilniejszą rzeczą byłoby przystąpić do śledztwa, które wykrywając środki ucieczki, wykryłoby może wspólników.<br>
{{tab}}Na ten zwyczajny wyraz: śledztwo, ani książę de Sairmeuse, ani margrabia de Courtomieu nie byli w stanie powściągnąć się od zaledwie widocznego drgnienia.<br>
{{tab}}Czyż nie wiedzieli na jakich słabych podstawach wisi tajemnica?<br>
{{tab}}Czegóżby tu potrzeba dla odłączeń11 prawdy od kłamliwych pozorów? Jakiejś ostrożności zaniedbanej, błahego szczegółu, jednego słówka, jednego gestu, jednego nic...<br>
{{tab}}Drżeli ze strachu, żeby ten oficer nie byt człowiekiem wyższą przenikliwością obdarzonym, rozumiejącym dobrze ich grę, albo też, co najmniej, mającym porozumie nie, które gorąco pragnął sprawdzić.<br>
{{tab}}Ale nie, stary porucznik nie miał żadnego {{Korekta|podejrznia|podejrzenia}}, mówił tak od niechcenia, jedynie, ażeby wykazać swoje niezadowolenie. Nawet jego rozum był tak nierozwinięty, że nie zauważył szybkiego rzutu oka, jaki wymienni między sobą margrabia z księciem.<br>
{{tab}}Lecz Marcjal pochwycił to spojrzenie, i natychmiast:<br>
{{tab}}— Ja jestem zdania porucznika, powiedział z tak wystudjowaną grzecznością, ze była prawie szyderstwem. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/745|num=337}}Tak jest, trzeba poprowadzić śledztwo... jest to myśl równie dowcipna jak dobra.<br>
{{tab}}Stary oficer z orderami odwrócił się tyłem, wyrzucając jakieś przekleństwo.<br>
{{tab}}— Ten piękny lala drwi sobie ze mnie, pomyślał, ale on i jego ojciec, i ten tam stary łobuz, zasługują żeby... ale trudno, trzeba żyć!...<br>
{{tab}}Mimo to, że posunął sprawę naprzód, Marcjal czuł bardzo dobrze, że nie groziło mu najmniejsze niebezpieczeństwo.<br>
{{tab}}Bo do kogoż należało zajęcie się badaniem?... Do księcia i margrabiego. A zatem, prawdę powiedziawszy, trochę byli zabawni lękając się. Nie byliż sami sędziami tego co należało zataić lub wykryć, i najzupełniej władnemi skręcić kark wszystkiemu, co mogłoby zdradzić ich współudział?...<br>
{{tab}}Wzięli się więc do dzieła nieodwlekając, z pośpiechem, któryby mógł zniszczyć wszystkie wątpliwości, gdyby jakie były między obecnemi.<br>
{{tab}}Lecz któżby się poważył mieć wątpliwość!...<br>
{{tab}}Pomyślny skutek tej koraedji był tem pewniejszym, że ucieczka barona d’Escorval zdawała się na serjo zagrażać sprawie tych, którzy na nią zezwolili.<br>
{{tab}}Co do szczegółów ucieczki, zdawało się Marcjalowi, że je zna równie dokładnie jak sami uciekający. On był autorem, tak jak oni aktorami dramatu tej nocy.<br>
{{tab}}Lecz mylił się, nie omieszkał to sobie wyznać.<br>
{{tab}}Śledztwo, od najpierwszych kroków, poodkrywało okoliczności, które mu się wydały niewytłómaczonemi.<br>
{{tab}}Było jasnem, i położenie miejsca to wykazywało, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/746|num=338}}że dla odzyskania wolności, baron d’Escerval i kapral Bavois zmuszeni byli przebyć dwie przestrzenie jedna po drugiej.<br>
{{tab}}Musieli najpierw, spuścić się z okna więziennego na pokład znajdujący się u stóp płaskiej wieżycy. Następnie trzeba im było zsunąć się z tego pokładu, aż na sam dół ostrokończastych skał.<br>
{{tab}}Żeby do skutku przyprowadzić to podwójne działanie, a więźnie go urzeczywistnili, ponieważ zdołali uciec, dwa sznury były im nieodzownie potrzebne. Marcjal sam je przyniósł, musieli je więc odszukać.<br>
{{tab}}A tymczasem znaleźli jeden tylko, ten, który wieśniaczki spostrzegły, wiszący od pokładu u którego był przytwierdzony przez umocowanie go w kleszczach silnie w szczelinę skał wszczepionych.<br>
{{tab}}Od okna do pokładu, nie było wcale sznura...<br>
{{tab}}Ten fakt uderzył wszystkich przytomnych.<br>
{{tab}}— Otóż, co jest rzeczą zadziwiającą! szepnął Marcjal zamyślony.<br>
{{tab}}— I bardzo szczególną!.. dodał potwierdzając pan de Courtomieu.<br>
{{tab}}— Jakim u djabła sposobem poradzili sobie, spuszczając się z okna więzienia na ten wązki gzems?<br>
{{tab}}— Otóż to, czego zrozumieć niepodobna...<br>
{{tab}}Marcjal wkrótce znalazł jedną jeszcze okoliczność, która go zdziwiła.<br>
{{tab}}Obejrzawszy wiszący sznur, ten który służył do powtórnego spuszczenia się, spostrzegł, że był sztukowany. Związano koniec z końcem, oba sznury, które przyniósł... Widocznie sznur drugi okazał się za krótkim.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/747|num=339}}{{tab}}Lecz jak się to stało?... Miałżeby książę źle oznaczyć wysokość skały? lub też ksiądz Midon źle wymierzył?...<br>
{{tab}}Począł mierzyć okiem tę grubą linę, i w rzeczy samej zdawała mu się krótszą teraz... krótszą o jaką dobrą trzecią część, niż wtedy, gdy mu ją opasywano około ciała przed wejściem jego do {{Korekta|twierdy|twierdzy}}.<br>
{{tab}}— Musiał się wydarzyć jakiś nieprzewidziany wypadek, powiedział do swego ojca i do margrabiego de Courtomieu; ale jaki?...<br>
{{tab}}— Eh!.. cóż to nas obchodzi! odparł margrabia; wszak posiadasz list kompromitujący, nieprawdaż?<br>
{{tab}}Lecz Marcjal był z rodzaju tych umysłów, które nie mogą pozostawać w spokoju, dopóki mają przed sobą jaki punkt do rozwiązania.<br>
{{tab}}Chciał, mimo wszystkiego, co na to powie pan de Courtomieu, pójść i opatrzyć grunt pod skałami.<br>
{{tab}}Prawie tuż pod sznurem, okazały się szerokie krwawe plamy.<br>
{{tab}}— Jeden z więźniów spadł, rzekł {{Korekta|Marjal|Marcjal}} żywo i śmiertelnie się zranił!..<br>
{{tab}}— Dalipan! zawołał książę de Sairmeuse, mógłby sobie imci pan d’Escorval wszystkie kości połamać, mnie by to tem więcej zachwyciło.<br>
{{tab}}{{Korekta|Marjal|Marcjal}} zaczerwienił się, i patrząc się oko w oko swemu ojcu:<br>
{{tab}}— Sądzę, panie, wyrzekł zimno, że nie myślisz wcale tego, co mówisz. Przyrzekliśmy na honor naszego imienia ocalić barona d’Escorval; gdyby się zabił byłoby {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/748|num=340}}to nieszczęściem dla nas, panie, bardzo wielkim nieszczęściem!<br>
{{tab}}Kiedy jego syn przybrał ten ton wyniosły i zimny, książę nie wiedział, co odpowiedzieć; oburzał się, było to nad jego siły.<br>
{{tab}}— Dość tego! rzekł pan de Courtomieu, jeżeli ten łotr jest ranny, dowiemy się.<br>
{{tab}}Takie też było zdanie i Chupina, który, przywołany przez księcia, przyszedł.<br>
{{tab}}Lecz stary włóczęga, tak wymowny i pośpieszny zazwyczaj, odparł coś węzłowato, i rzecz dziwna, nie ofiarował swych usług.<br>
{{tab}}Z niezamąconej pewności, z jego poufałej czelności, z uśmiechu posłusznego i podłego, nic nie pozostało.<br>
{{tab}}Jego pomieszane oko, przekrzywione rysy, jego mina ponura, drżenie ciała wstrząsające nim chwilami, wszystko zdradzało rozpacz jego duszy.<br>
{{tab}}Tak widoczną była ta zmiana, że pan de Sairmeuse ją zauważył.<br>
{{tab}}— Cóż ci się to przytrafiło, ojcze Chupin? zapytał.<br>
{{tab}}— To się przytrafiło, odparł chrapowatym głosem stary leśny złodziej, że podczas, gdym tu szedł, dzieci z miasta rzucały na mnie błotem i kamieniami. Biegłem, a one za mną wołają: Zdrajca! Nikczemnik!...<br>
{{tab}}Jego pięście zaciskały się w przestrzeni, tak jakby obmyśhwał jaką zemstę, i dodał:<br>
{{tab}}— Oni się cieszą, ludzie z Montaignacu, wiedzą o ucieczce barona i weselą się.<br>
{{tab}}Niestety! radość ta mieszkańców Montaignacu miała trwać krótko.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/749|num=341}}{{tab}}Ten dzień przeznaczonym był na tracenie skazanych na śmierć.<br>
{{tab}}Osądzeni przez radę wojenną, mieli przechodzić przez szyki.<br>
{{tab}}Był to piątek.<br>
{{tab}}W południe, drzwi pozamykano i wojsko stanęło pod bronią.<br>
{{tab}}Wrażenie było głębokie, straszne, kiedy grobowy odgłos bębnów oznajmił przygotowania do spełnienia ofiary.<br>
{{tab}}Osłupienie i rodzaj przerażenia rozszedł się po całem mieście: stała się grobowa cisza, która zaległa wkrótce jednę po drugiej wszystkie części miasta; ulice były puste i niezadługo można było widzieć jak każdy mieszkaniec zamykał okna i drzwi.<br>
{{tab}}Nareszcie, gdy godzina trzecia wybiła, brama od twierdzy otworzyła się dając przejście czternastu skazanym, wolno postępującym, z których każdy miał księdza przy sobie.<br>
{{tab}}Czternastu!... Przejęci zgryzotami sumienia i przerażeniem w ostatniej chwili, pan de Courtomieu i książę de Sairmeuse zawiesili tracenie sześciu skazanych, i w tejże samej obwili, kurjer wiózł do Paryża sześć próśb o ułaskawienie, podpisanych przez komisję wojskową.<br>
{{tab}}Chanlouineau nie był w liczbie tych, dla których życzono sobie ułaskawienia królewskiego.<br>
{{tab}}Wyprowadzony ze swej komórki, nie dowiedziawszy się, czy list jego stał się pożytecznym; począł liczyć spiskowych z dojmującym niepokojem.<br>
{{tab}}Była to chwila, w której spojrzenie jego miało taki {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/750|num=342}}wyraz żalu, że ksiądz towarzyszący mu nachylił się do niego szepcząc:<br>
{{tab}}— Kogo tak upatrujesz oczami, mój synu?...<br>
{{tab}}— Barona d’Escorval.<br>
{{tab}}— On uciekł tej nocy.<br>
{{tab}}— Ah!.. umrę więc zadowolony... zawołał bohaterski wieśniak.<br>
{{tab}}Umarł bez strachu, tak jak to sobie przyrzekł, spokojny i dumny, z imieniem Marji-Anny na ustach.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|XXXII|XXIX}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}A jednak!... była kobieta, młoda dziewczyna, którą nie {{Korekta|rozrzrzewniły|rozrzewniły}} ani dotknęły opłakane wypadki w Montaignac.<br>
{{tab}}Panna Blanka de Courlomieu, uśmiechnięta jak zazwyczaj, stała pośród tłumu okrytego żałobą; jej piękne oczy były suche, podczas, gdy tyle łez płynęło.<br>
{{tab}}Córka człowieka, który przez tydzień cały, rozpościerał naokoło prawdziwą dyktaturę, nie próbowała wyrwać karowi ani jednego z nieszczęśliwych rzuconych pod sąd komisji wojskowej.<br>
{{tab}}Zatrzymano jej powóz na gościńcu!... Oto zbrodnia której panna de Courtomieu nie mogła zapomnieć.<br>
{{tab}}Jedynie wstawiennictwu Marji-Anny winna była, iż nie została uwięzioną. Otóż to, co było nad jej siły, żeby przebaczyć.<br>
{{tab}}To też z całą przesadą doznanej zniewagi, nazajutrz, wracając do Montaignacu opowiadała ojcu o tem co nazywała „swojemi upokorzeniami“, o niesłychanem {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/751|num=343}}zuchwalstwie córki Lacheneura i o strasznie grubijańskiem obejściu się z nią wieśniaków.<br>
{{tab}}I gdy margrabia de Courtomieu zapytał, czy zgadza się świadczyć przeciw baronowi d’Escorval, odrzekła zimno:<br>
{{tab}}— Sadzę iż to jest moim obowiązkiem, i spełnię go jakkolwiek przykrymby mi był.<br>
{{tab}}Nie mogła niewiedzieć, powiedziano jej nawet, że zeznanie, które zrobi będzie to wyrok śmierci, ale się uparła, pokrywając nienawiść swój j i nieczułość takiemi wyrazami, jakich używa cnota i poświęcenie się dobrej sprawie.<br>
{{tab}}Przynajmniej trzeba jej oddać tę sprawiedliwość że świadectwo jej było szczere.<br>
{{tab}}Rzeczywiście przekonaną była w duszy swojej i sumieniu, że baron d’Escorval znajdował się między spiskowemi na drodze z Sairmeuse, i że go się Chanlouineau pytał o zdanie.<br>
{{tab}}Omyłka ta panny Blanki, była omyłką wielu ludzi, i pochodziła z powziętego zwyczaju w okolicy, że nigdy nie nazywali Maurycego inaczej jak po imieniu.<br>
{{tab}}Mówiąc o nim, odzywano się. Pan Maurycy. Gdy mówiono pan d’Escorval, tyczyło się to samego barona.<br>
{{tab}}Wreszcie, skoro raz już napisała i podpisała zeznanie swoim pięknym, arystokratycznym charakterem, drobnym i suchym, panna de Courtomieu uczuwała dla wypadków najgłębszą obojętność.<br>
{{tab}}Chciała, żeby o tem głośno rozpowiadano, że co dotyczy pospólstwa i chłopstwa, nic nie jest w stanie zamieszać pogody jej pychy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/752|num=344}}{{tab}}Nie słyszano, żeby choć jedno zadała pytanie.<br>
{{tab}}Ale wyborna ta obojętność była udaną W rzeczywistości, w głębi swej duszy, panna de Courtomieu błogosławiła ten niedoszły do skutku spisek, z którego powodu tyle łez, i krwi popłynęło.<br>
{{tab}}Czyż Marja-Anna, ta biedna młoda dziewczyna, nie była również wciągniętą w zamieć wypadków!<br>
{{tab}}— Teraz, myślała sobie, margrabia mnie się dostanie, a ja go wkrótce nauczę, że zapomni tej zuchwałej, która go oczarowała.<br>
{{tab}}Próżne marzenia! Znikł teraz ten cały jej urok, który dotąd zachwiał Marcjala pomiędzy miłością dla panny de Courtomieu i dla córki Lacheneura.<br>
{{tab}}Zdziwiony najpierw przenikającemi wdziękami panny Blanki, dostrzegł w niej potem okrutne doświadczenie i całą głębię wyrachowania ukrytego pozorami zachwycającej słodyczy.<br>
{{tab}}Baczniej się rozglądając, odkrył prędko, pod powierzchownością naiwnej pensjonarki, zimną ambicję, zrozumiał oschłość jej duszy, jej okrutną pychę, egoizm; a porównywając ją ze szlachetną i wspaniałomyślny Marją-Anną, uczuł wstręt do niej.<br>
{{tab}}Nie odbiegł jednak od niej, albo przynajmniej zdawało mu się, że nieodbiega, ale to jedynie tylko skutkiem tej lekkości, będącej gruntem jego charakteru. Pozostał przy niej mocą tego niewytłumaczonego uczucia, które czasami skłania nas do czynów najnieprzyjemniejszych; pozostał przy niej przez lenistwo, zniechęcenie, przez rozpacz, bo czuł, że Marja-Anna jest dlań straconą.<br>
{{tab}}Wreszcie, powiedział sobie, że słowo wymienione {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/753|num=345}}już zostało między księciem de Sairmeuse i margrabią de Courtomieu, i że on sam przyrzekł, iż panna Blanka będzie jego żoną.<br>
{{tab}}Czyż podobna było zrywać zobowiązanie publiczne?<br>
{{tab}}Toż przyjdzie dzień, w którym będzie musiał się ożenić? Dlaczegóż nie miałby ożenić się tak, jak było ułożonem! Zaślubić pannę de Courtomieu lub kogo innego, wszystko to było dlań jedno, ponieważ był {{Korekta|pepewnym|pewnym}}, że jedyna kobieta, którą byłby kochał, jedyna, którą mógłby kochać, nigdy nie będzie do niego należeć.<br>
{{tab}}Zimny i panujący nad sobą przy niej, przekonany, że takim zostanie, łatwo mógł grać cudowną komedię miłości, z taka doskonałością i z takim wdziękiem, do jakiego, smutno to jest powiedzieć, nie dochodzi nigdy prawdziwe uczucie.<br>
{{tab}}Jego miłość własna, chociaż wcale nie był zarozumiałym, wchodziła tu w rachunek, jak również ta dwoistość charakteru, która zazwyczaj stawiała w sprzeczności jego czyny z myślami.<br>
{{tab}}Lecz kiedy zdawał się zajmować jedynie swojem małżeństwem, kiedy upojoną pannę Blankę kołysał w snach uroczych i najrozkoszniejszych projektach przyszłości, Marcjal niepokoi1 się jedynie o barona d’Escorval.<br>
{{tab}}Co się stać mogło, po dokonanej ucieczce z baronem i kapralem Bavois? Co się siało z tymi wszystkimi, którzy oczekiwli na niego u stóp wieży: z panią d’Escorval i Marją-Anną, z księdzem Midonem i Maurycym, a także z czterema oficerami?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/754|num=346}}{{tab}}Było więc wszystkich dziesięć osób, które ratowały się ucieczką.<br>
{{tab}}I pytał sam siebie jakim sposobem tylu ludzi mogło zniknąć tak odrazu, nie zostawiając śladów za sobą, ani nawet nie będąc spostrzeżonemu.<br>
{{tab}}— Ah! nie ma co mówić, myślał Marcjal, to oznacza wysoką zręczność... poznaję tu rękę księdza...<br>
{{tab}}Zręczność w samej rzeczy była wielką, gdyż poszukiwania nakazane przez pana de Courtomieu i przez pana de Sairmeuse ciągnęły się z gorączkowym pośpiechem.<br>
{{tab}}Pośpiech ten trapił nawet księcia i margrabiego, lecz cóż mieli robić?...<br>
{{tab}}Przytrafiło im się to, co najczęściej zdarza się kierownikom z początku namiętnie biorącym się do rzeczy. Nierozważnie podbudzili gorliwość swoich podwładnych, a teraz, gdy ta gorliwość szła w duchu ich interesów i chęci, nie mogli jej ani powściągnąć; ani nawet powstrzymać się od udzielenia pochwał.<br>
{{tab}}Ze strachem jednak myśleli o tem, coby to było, gdyby barona d’Escorval i kaprala Bavois schwytano.<br>
{{tab}}Bo czyżby oni utaili współdziałanie, które im wolność przyniosła? Oczywiście, nie. Wiedzieli tylko o współudziale Marcjala, ponieważ {{Korekta|Macjal|Marcjal}} sam jeden rozmówił się ze starym kapralem, ale to było dostatecznem do potępienia całej sprawy.<br>
{{tab}}Na szczęście, próżnemi były najwięcej szczegółowe usiłowania.<br>
{{tab}}Jeden tylko świadek zeznał, że w dniu ucieczki z rana przed świtem, spotkał, niedaleko twierdzy, gromadę {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/755|num=347}}osób z dziesięciu osób złożoną, mężczyzn i kobiet, którzy jak mu się zdawało, nieśli trupa.<br>
{{tab}}Świadomy okoliczności sznurów i krwi, na to świadectwo, Marcjal zadrżał.<br>
{{tab}}Zauważył inną jeszcze wskazówkę, odkrytą wskutek śledztwa.<br>
{{tab}}Wszyscy żołnierze będący na służbie w noc ucieczki byli przesłuchanemi, a oto, co jeden z nich zeznał:<br>
{{tab}}— „Byłem na służbie w korytarzu płaskiej wieży, kiedy, około wpół do trzeciej, po zamknięciu w twierdzy Lacheneura, zobaczyłem idącego naprzeciw mnie oficera. Powiedział mi hasło, więc go puściłem, naturalnie. Przebiegł korytarz i wszedł do izby sąsiedniej, tej, w której był zamknięty pan d’Escorval i wyszedł z niej po jakich pięciu minutach...“<br>
{{tab}}— Czy poznałbyś tego oficera? zapytano tegoż służbowego.<br>
{{tab}}A on odpowiedział:<br>
{{tab}}— Nie, ponieważ miał na sobie płaszcz, od którego kołnierz podniósł sobie na oczy.<br>
{{tab}}Kto to mógł być ten tajemniczy oficer? po co chodził do izby, w której sznury były złożone?...<br>
{{tab}}Marcjal wysilał cały rozum, nie mogąc znaleźć na te dwa zapytania odpowiedzi.<br>
{{tab}}Margrabia de Courtomieu, ten, zdawał się być mniej zaniepokojonym.<br>
{{tab}}— Czy nie wiesz, mówił on, że spiskowi mieli w garnizonie licznych sprzymierzeńców? Bądź pewien, że ten człowiek tak ostrożnie się ukrywający, był to {{pp|współ|nik}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/756|num=348}}{{pk|współ|nik}}, który, uprzedzony przez Bavois, przyszedł się dowiedzieć, czy nie potrzeba będzie jakiej pomocy.<br>
{{tab}}Było to wytłómaczenie i do tego zaspokajające, jednakże nie mogło ono zadowolnić Marcjala, przewidywał, przeczuwał w głębi całej tej sprawy tajemnicę, która drażniła jego ciekawość.<br>
{{tab}}— To nie do pojęcia, pomyślał z gniewem, żeby też pan d’Escorval nie raczył zawiadomić mnie, iż jest bezpiecznym!... Usługa jaką mu oddałem, warta była tego względu.<br>
{{tab}}Jego niepokój tak się stał natarczywym, iż postanowił zasięgnąć zręczności Chupina, pomimo, że ten zdrajca obudzał w nim nadzwyczajny wstręt.<br>
{{tab}}Lecz nie każdy teraz kto żądał, otrzymywał usługi starego włóczęgi.<br>
{{tab}}Pobrawszy cenę krwi Lacheneura, owe dwadzieścia tysięcy franków, które go olśniły, Chupin uciekł z domu księcia de Sairmeuse.<br>
{{tab}}Schroniwszy się do jednego z szynków przedmieścia, przepędzał dnie sam jeden w wielkiej izbie pierwszego piętra.<br>
{{tab}}Nocą, zamykał się i pił... I aż do świto, najczęściej, słyszano jak krzyczał, śpiewał lub walczył z wymarzonemi nieprzyjaciółmi.<br>
{{tab}}Jednakowoż nie śmiał sprzeciwie się rozkazowi, który mu przyniósł żołnierz służbowy, używający go aby się stawił natychmiast w mieszkaniu księcia de Sairmeuse.<br>
{{tab}}— Chciałbym wiedzieć co się stało z baronem d’Escorval, zapytał go Marcjal gorączkowo.<br>
{{tab}}Stary włóczęga zadrżał, on, który był niegdyś {{pp|ka|miennym}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/757|num=349}}{{pk|ka|miennym}}, i raptowny rumieniec okrył aż po białka twarz jego.<br>
{{tab}}— Policja w Montaignac jest od tego, odpowiedział szorstko, aby zadowolić ciekawość pana margrabiego. Ja nie należę do policji...<br>
{{tab}}Byłoż-to powiedziane na serjo?... Nie oczekiwałże on raczej aż obudzą jego chciwość? Marcjal tak myślał.<br>
{{tab}}— Nie będziesz potrzebował się skarżyć na moją wspaniałomyślność, rzekł mu, ja ci dobrze zapłacę.<br>
{{tab}}Lecz zaraz; na to słowo: zapłacę, które ośm dni pierwej byłoby zapaliło w jego oku iskrę chciwości, Chupin zdawał się być uniesionym wściekłością.<br>
{{tab}}— Jeżeli to więc dla skruszenia, ściągnąłeś mnie pan tutaj, zawołał, to raczej trzeba mnie było zostawić w mojej karczmie, w spokoju.<br>
{{tab}}— Co to ma znaczyć, głupcze!...<br>
{{tab}}Tego wykrzyknika, stary włóczęga nie słyszał nawet, mówił dalej z wrastającą gwałtownością:<br>
{{tab}}— Powiedziano mi, że wydać Lacheneura jest to usługą dla króla i dobrej sprawy... wydałem go, a teraz obchodzą się ze mną, jakbym popełnił największą zbrodnię. Dawniej, gdy żyłem ze złodziejstwa i włóczęgi, pogardzono mną może, ale nie uciekano ode mnie... Nazywano mnie łotrem, rabusiem, starym oszustem i t. d., lecz z tem wszystkim pili ze mną!... A dziś kiedy posiadam tysiące luidorów, stronią ode mnie jak od zapowietrzonego. Gdy się zbliżam, uciekają; kiedy gdzie wchodzę, wychodzą...<br>
{{tab}}Wspomnienie obelgi, które wycierpiał, tak mu było strasznem, że zdawał się odchodzić od siebie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/758|num=350}}{{tab}}— Czyż więc popełniłem, mówił dalej, czyn podły, nikczemny i obrzydliwy?... Dla czegóż więc książę mi go zaproponował?... Czy wstyd zatem na niego spadać powinien. Nie należy w ten sposób kusić biedaków pieniędzmi. Jeżeli zaś przeciwnie, dobrym był mój postępek?... W takim razie niechaj wydadzą prawa, któreby się mną opiekowały...<br>
{{tab}}Był to umysł {{Korekta|zaniepokony|zaniepokojony}}, który należało uspokoić; zrozumiał to Marcjal.<br>
{{tab}}— Słuchaj-no, mój Chopinie, rzekł, ja ci nie każę poszukiwać pana barona d’Escorval dla tego, ażebyś go wydał, bynajmniej... Ja pragnę owszem, ażebyś wybrał się w drogę, by sprawdzić, czy tam kto wie o jego przedostaniu się do Saint-Pavin lub Saint-Jean-de-Coche.<br>
{{tab}}Na to ostatnie słowo stary włóczęga zzieleniał.<br>
{{tab}}— Więc pan chcesz, ażeby mnie zamordowano!... krzyknął, myśląc o Balstajnie; ja dbam o swoją skórę, teraz, kiedy jestem bogaty!<br>
{{tab}}I przejęty jakimś panicznym strachem, uciekł. Marcjal osłupiał.<br>
{{tab}}— Sądziłby kto, pomyślał, że ten szubienicznik żałuje swego postępku.<br>
{{tab}}Nie on jeden przecież znajdował się w tym wypadku.<br>
{{tab}}Już pan de Courtomieu i pan de Sairmeuse przyszli do wzajemnego wyrzucania sobie przesady swych pierwszych doniesień, i kłamliwych rozmiarów nadanych zawichrzeniu.<br>
{{tab}}Pijaństwo ambicji, które opanowało ich w pierwszej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/759|num=351}}chwili, już się rozpierzchło; mierzyli z przestrachem następstwa swych haniebnych wyrachowań.<br>
{{tab}}Oskarżali się wzajem o tę fatalną nagłość sądu, o zaniedbanie wszelkiej procedury, o niesprawiedliwość wydanego wyroku.<br>
{{tab}}Jeden na drugiego chciał zrzucić i krew wylaną i potępienie ogółu.<br>
{{tab}}Przynajmniej spodziewali się uzyskać ułaskawienie sześciu skazanych, na których wykonanie wyroku wstrzymali.<br>
{{tab}}Nie uzyskali go.<br>
{{tab}}Pewnej nocy, przybył kurjer do Montaignacu, który przyniósł z Paryża tę lakoniczną depeszę:<br>
{{tab}}„Skazani w liczbie dwudziestu jeden mają być poddani wyrokowi“.<br>
{{tab}}Cokolwiekbądź mógłby powiedzieć książę de Richelieu, lecz rada ministrów za wpływem pana Decazes, ministra policji, uchwaliła, aby wniosek o ułaskawienie był odrzuconym.<br>
{{tab}}Depesza ta pognębiła księcia de Sairmeuse i margrabiego de Courtomieu. Wiedzieli oni lepiej, niż ktokolwiekbądź, jak mało zasłużyli na karę śmierci ci biedni ludziska, których życie zapóźno uratować chcieli.<br>
{{tab}}Wiedzieli, było to dowiedzionem i ogłoszonem, że z tych sześciu skazanych, dwaj wcale nie mieli udziału w spisku.<br>
{{tab}}Co czynić?<br>
{{tab}}Marcjal chciał, ażeby ojciec jego odstąpił od władzy, książę nie miał odwagi.<br>
{{tab}}Pan de Courtomieu wziął górę. Mówił, że wszystko {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/760|num=352}}to jest bardzo przykre, ale kiedy się piwa nawarzyło, to go trzeba wypić, że nie można było się cofać bez ściągnięcia na siebie głośnej niełaski.<br>
{{tab}}To też nazajutrz, pogrzebowe odgłosy bębna raz jeszcze rozległy się w Montaignacu, i sześciu {{Korekta|skazannych|skazanych}}, z których dwaj uznani byli za niewinnych, poprowadzono pod mury twierdzy i rozstrzelano w tem samem miejscu, gdzie przed siedmiu dniami padło czternastu nieszczęśliwych, którzy wyprzedzili ich śmiercią.<br>
{{tab}}Tymczasem herszt spisku nie był jeszcze osądzonym.<br>
{{tab}}Zamknięty w więzieniu sąsiadującem z tem, w którem siedział Chanlouineau, Lacheneur popadł w ponurą bezwładność, która trwała tak długo jak jego zamknięcie. Złamany był na duszy i na ciele.<br>
{{tab}}Raz tylko widziano nieco krwi na jego zbladłej twarzy, w dniu, kiedy książę de Sarmeuse wszedł do jego więzienia dla wybadania go.<br>
{{tab}}— To ty doprowadziłeś mnie tu, gdzie się znajduję, rzekł, Bóg nas widzi i sądzi!<br>
{{tab}}Nieszczęśliwy człowek!... wielkie były jego winy, ale kara okropna.<br>
{{tab}}Poświęcił on dzieci własne urazie zranionej dumy; nie doznał tej najwyższej pociechy, by je przycisnąć do serca i otrzymać ich przebaczenie przed śmiercią.<br>
{{tab}}Sam jeden w więzieniu, nie mógł oderwać myśli od syna i córki, a położenie jakie zgotował, było tak okropne, że nie śmiał zapytać co się z niemi stało.<br>
{{tab}}Zawdzięczał jedynie litości któregoś z dozorców wiadomość, że o Janie żadnych nie było wieści, a <nowiki/>{{pp|Marja-|Anna}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/761|num=353}}{{pk|Marja-|Anna}} miała podobno razem z rodziną d’Escorval przejść za granicę.<br>
{{tab}}Stawiony przed Izbą Prewotalną, Lacheneur był spokojnym i pogodnym podczas roztrząsań. Zamiast targować się o życie, odpowiadał z zupełną szczerością.
Oskarżał tylko siebie i nie wymienił żadnego ze swoich wspólników.<br>
{{tab}}Skazany na ścięcie, zaprowadzonym był nazajutrz na plac, a był to dzień jarmarczny w Montaignac.<br>
{{tab}}Mimo deszczu chciał przejść pieszo. Stanąwszy przy, rusztowaniu, wszedł śmiało po stopniach, i sam położył głowę na fatalnej desce.<br>
{{tab}}W kilka sekund po tem, zawichrzenie z dnia 4 marca, liczyło dwudziestą pierwszą ofiarę.
{{kropki-hr}}
{{tab}}I tegoż samego wieczora oficerowie o poł-żołdu chodzili, rozpowiadając wszędzie, że wspaniałe nagrody udzielone zostały margrabiemu de Courtomieu i księciu de Sairmeuse, i że oni mają dzieci swe połączyć ślubnemi węzły pod koniec tygodnia.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|XXXIII|XXX}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Mieszkańców Montaignacu nie mogło to bynajmniej zdziwić, że Marcjal de Sairmeuse żeni się z Blanką de Courtomieu.<br>
{{tab}}Lecz podając jako nowinę, tę starą wieść, wieczorem tego samego dnia, kiedy straconym był Lacheneur, oficerowie wiedzieli dobrze, ile ztąd płynie ohydy na ludzi, którzy stali się wydatnym punktem ich nienawiści.<br>
{{tab}}Przewidywali oburzające zbliżenie, jakie samo z {{pp|sie|bie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/762|num=354}}{{pk|sie|bie}} zrodzić się musiało w mózgach najbardziej ograniczonych.<br>
{{tab}}Bóg wie jednakże jak pan de Courtomieu i książę de Sairmeuse wysilali się, ażeby złagodzić, ile było w ich mocy, zgrozę swego postępowania.<br>
{{tab}}Z stu kilku wichrzycieli zatrzymanych w twierdzy, niespełna dwudziestu zaledwie stawiono przed sąd i wymierzono na nich lekkie kary. Innych wypuszczono.<br>
{{tab}}Sam nawet major Carini, przywódzca sprzysiężonych w mieście, który życie swe poniósł na ofiarę, ze zdziwieniem usłyszał, że go skazano na dwa lata więzienia.<br>
{{tab}}Lecz są zbrodnie, których nic nie zmaże ani nie złagodzi. Głos powszechny przypisywał strachowi tą nagłą pobłażliwość księcia i margrabiego.<br>
{{tab}}Nienawidzono ich za okrucieństwo, brzydzono się niemi za nikczemność.<br>
{{tab}}Oni nic o tem nie wiedzieli, i przyśpieszyli zaślubienie dzieci.<br>
{{tab}}Obrządek naznaczony był na 17. kwietnia, i postanowiono, że wesele odbędzie się w zamku Sairmeuse, przemienionym wielkim kosztem w czarodziejski pałac.<br>
{{tab}}W wiejskim kościółku Sairmeuse, w najpiękniejszym dniu wiosny, pobłogosławił ten związek proboszcz, który nastąpił po biednym księdzu Midonie.<br>
{{tab}}W końcu nadętej przemowy, którą wypalił do „młodych małżonków“, wyrzekł te słowa, uważając je za prorocze:<br>
{{tab}}— Bądźcie, musicie być szczęśliwemu!...<br>
{{tab}}Ktoby nie trzymał zarówno z nim? Czyliż w tych dwojgu młodych ludziach, tak bogatych i świętych, nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/763|num=355}}łączyły się wszystkie warunki mogące dać szczęście!<br>
{{tab}}Jednakże, jeśli powściągniona radość błyszczała w oczach nowej margrabiny, uważniejsi dostrzegli zakłopotanie męża. Wyglądał, jakby usiłował odpędzić złowrogie myśli.<br>
{{tab}}W tej bowiem chwili kiedy jego młoda małżonka zawieszała się promieniejąca i dumna na jego ramieniu, wspomnienie Marji-Anny napastowało go silniej, {{Korekta|uporniej|oporniej}} niż kiedybądź.<br>
{{tab}}Co się z nią stało, że jej nie widziano od stracenia Lacheneura? Wiedział, iż była mężną, więc musiała nic nie wiedzieć, skoro się nie ukazała.<br>
{{tab}}Ach!... gdyby ona go pokochała, tak, czuł, że byłby szczęśliwym... Gdy tymczasem teraz połączony był na zawsze z kobietą, której nie kochał.<br>
{{tab}}Przy obiedzie jednak zdołał otrząsnąć się ze smutku który go ogarnął, a kiedy goście wstali od stołu, by przejść do salonów, zapomniał prawie o czarnych przeczuciach.<br>
{{tab}}Wstał z kolei, kiedy tajemniczy sługa zbliżył się doń.<br>
{{tab}}— Proszą pana margrabiego na dół, rzekł ten sługa głosem cichym.<br>
{{tab}}— Kto?<br>
{{tab}}— Młody chłop, który nie chce wymienić swego nazwiska.<br>
{{tab}}— W dzień wesela trzeba dać posłuchanie każdemu, rzekł Marcjal.<br>
{{tab}}I szedł wesoły, uśmiechający.<br>
{{tab}}W przedsionku zapełnionym krzewami i rzadkiemi {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/764|num=356}}rośliny, stał młody człowiek, bardzo blady, którego oczy pałały gorączką.<br>
{{tab}}Poznając go, Marcjal nie mógł powstrzymać okrzyku przerażenia.<br>
{{tab}}— Jan Lacheneur!... wyrzekł, nieroztropny!...<br>
{{tab}}Młodzieniec zbliżył się.<br>
{{tab}}— Sądziłeś, żeś się mnie pozbył? odezwał się tonem gorzkim. Prawda, przybyłem zdaleka... lecz możesz jeszcze kazać mnie ująć swym ludziom.<br>
{{tab}}Twarz Marcjala zarumieniła się pod obelgą, ale pozostał spokojnym.<br>
{{tab}}— Czego chcesz odemnie? zapytał.<br>
{{tab}}Jan wydobył z kaftana zapieczętowany list.<br>
{{tab}}— Oddać ci to, odpowiedział, od Maurycego d’Escorvala.<br>
{{tab}}Marcjal gorączkową ręką rozerwał kopertę. Przeczytał list jednym rzutem oka, zbladł śmiertelnie, zachwiał się i rzekł tylko jedno słowo.<br>
{{tab}}— Ohyda!...<br>
{{tab}}— Cóż mam powiedzieć Maurycemu? nalegał Jan. Co myślisz uczynić?<br>
{{tab}}Dzięki cudowi energji. Marcjal przezwyciężył omdlenie. Zdawał się namyślać z dziesięć sekund, potem chwytając nagle za ramię Jana, pociągnął go ku schodom, mówiąc:<br>
{{tab}}— Pójdź ja chcę... zobaczysz...<br>
{{tab}}We trzy minuty nieobecności, rysy Marcjala tak dalece się zmieniły, że powstał jeden okrzyk w salonie, gdzie on ukazał się z listem otwartym w jednej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/765|num=357}}ręce, ciągnąc drugą młodego chłopa, którego nikt nie poznał.<br>
{{tab}}— Gdzie jest mój ojciec? zapytał głosem okrutnie zmienionym, gdzie jest margrabia de Courtomieu?...<br>
{{tab}}Książe i margrabia byli przy pannie Blance, w małym saloniku, w końcu wielkiej galerii.<br>
{{tab}}Marcjal pobiegł tam, a za nim tłum gości, którzy przeczuwając jakąś bardzo ważną scenę, nie chcieli z niej stracić ani syllaby.<br>
{{tab}}Szedł przeto do pana de Courtomieu, stojącego przy kominku, i podając mu list Maurycego:<br>
{{tab}}— Czytaj pan!... rzekł tonem strasznym.<br>
{{tab}}Pan de Courtomieu wziął, spojrzał i natychmiast zbladł jak chusta, papier zadrżał w jego ręku, oczy się zamgliły, zmuszony był oprzeć się o marmur, by nie upaść.<br>
{{tab}}— Nierozumiem, bełkotał, nie, nie domyślam się.<br>
{{tab}}Książe de Sairmeuse i pani Blanka podeszli żywo.<br>
{{tab}}— Co to takiego? zapytali razem, co się stało?<br>
{{tab}}Raptownym giestem Marcjal wydarł list z rąk margrabiego de Courtomieu, i zwracając się do ojca:<br>
{{tab}}— Posłuchaj, ojcze, co do mnie piszą, jęknął.<br>
{{tab}}Było tam ze trzysta osób, a przecież zaległo milczenie tak głębokie i tak uroczyste, że głos margrabiego de Sairmeuse rozległ się aż do krańców galerji.
gdy czytał:
{{c|„Panie margrabio!}}
{{tab}}„W zamian za dziesięć wierszy, które mogły cię zgubić, przyrzekłeś nam na cześć swego imienia, życie barona d’Escorvala.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/766|num=358}}{{tab}}„Rzeczywiście, przyniosłeś mu sznury, ażeby mógł się spuścić, lecz te z góry, nieznacznie, były już podcięte, a ojciec spadł z wysokości skał fortecznych.<br>
{{tab}}„Ubliżyłeś pan czci, panie margrabio, i skalałeś imię niezmazaną hańbą... Dopóki mi w żyłach pozostanie jedna kropla krwi, ja wszelkiemu sposobami będę się mścił za twą nikczemną i podłą zdradę.<br>
{{tab}}„Zabijając mnie, uniknąłbyś wprawdzie hańby, którą ci gotuję... Jeżeli chcesz walczyć ze mną, możesz mnie spotkać jutro na wzgórzach la Rèche?... O której godzinie?... Jaką bronią?...<br>
{{tab}}„Jeżeli jesteś ostatnim z ludzi, możesz naznaczyć mi schadzkę i przysłać żandarmów, którzy mnie przytrzymają. Jest i to dobry sposób.
{{f|align=right|prawy=10%|Maurycy d’Escorval“.}}
{{tab}}Książe de Sairmeuse był w rozpaczy. Widział tajemnicę ucieczki barona odsłoniętą... było to obaleniem jego politycznego powodzenia.<br>
{{tab}}— Nieszczęsny, rzekł on do syna, nieszczęsny! ty nas gubisz!...<br>
{{tab}}Marcjal jakby tego niesłyszał. Gdy skończył ojciec:<br>
{{tab}}— I cóż?... zapytał margrabiego de Courtomieu.<br>
{{tab}}— To, że nic a nic nie rozumiem, odparł zimno stary magnat, który miał czas opamiętać się.<br>
{{tab}}Marcjal tak był strasznie wzburzony, iż wszyscy sądzili, że uderzy tego człowieka, który był jego teściem od kilku godzin.<br>
{{tab}}— Kiedy tak, to ja rozumiem!... zawołał. Wiem teraz kto był ten oficer, który się zakradł do pokoju, gdzie sznury złożyłem... i wiem po co tam chodził!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/767|num=359}}{{tab}}Zgniótł list Maurycego w rękach, rzucił go w twarz panu de Courtomieu, mówiąc:<br>
{{tab}}— Oto jest twoja zapłata... podły!<br>
{{tab}}W ten sposób dotknięty, margrabia pochylił się na fotelu, a Marcjal wychodził już, prowadząc z sobą Jana Lacheneura, gdy młoda jego żona zastąpiła mu drogę.<br>
{{tab}}— Ty nie wyjdziesz, zawołała w rozpaczy, ja nie pozwolę!... Gdzie idziesz?... Do siostry tego młodego człowieka, którego poznaję teraz! Biegniesz do twojej kochanki...<br>
{{tab}}Nieprzytomny prawie, Marcjal odepchnął żonę...<br>
{{tab}}— Nieszczęsna, wyrzekł, jak śmiesz znieważać najszlachetniejszą i najczystszą z kobiet... A więc tak!... idę, żeby się zobaczyć z Marją-Anną... Żegnam!...<br>
{{tab}}I wyszedł.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|XXXIV|XXXI}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Wązki był ten zrąb skały, na którym miał postawić nogę uciekając, baron d’Escorval i kapral Bavois.<br>
{{tab}}W najsztrszem miejscu, nie miał więcej jak półtora metra. Był on nadzwyczaj nierówny, ślizki, chropawy, poprzecinany szczelinami.<br>
{{tab}}Stać tam, w biały dzień, mając mur płaskiej wieży za sobą, a przed sobą przepaść, mogło być uważanem za wielką nierozwagę.<br>
{{tab}}A tem więcej zgubnem było, spuszczanie z tamtąd, w noc ciemna, człowieka przywiązanego na końcu długiego sznura.<br>
{{tab}}To też, nim ośmielił się spuścić barona, uczciwy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/768|num=360}}Bavois przedsięwziął wszystkie możebne ostrożności, aby nie być pociągniętym ciężarem, który miał utrzymywać.<br>
{{tab}}Jego żelazne kleszcze, mocno zasadzone w rozpadlinie, służyły dla jego nogi za punkt oparcia; oparł się mocno na swych nogach, z ciałem wtył przegiętem, i dopiero gdy był zupełnie pewnym siły oparcia, powiedział do barona.<br>
{{tab}}— Otóż, dokazałem swego, trzymam się silnie... pozwól, niech cię spuszczę, szanowny obywatelu!...<br>
{{tab}}Wtem sznur pęka raptownie, baron spada, usiłowanie stało się daremnem, dzielny kapral odrzucony wstecz uderza gwałtownie o mur wieży, i odskakuje naprzód.<br>
{{tab}}Gdyby nie jego niezamącona zimna krew, już byłoby po nim...<br>
{{tab}}Więcej niż przez minutę, wyższa część jego ciała zawieszoną była po nad przepaścią, w którą stoczył się pan d’Escorval, a jego ręce skurczyły się w próżni.<br>
{{tab}}Brakowało jednego prędkiego ruchu naprzód, a byłby zleciał za baronem.<br>
{{tab}}Ale w dziwnie niezachwianej sile woli, potrafił wstrzymać się od wszelkiego gwałtownego wysilenia. Roztropnie, ale energicznie, przyczepił się kolanami i kończynami nóg do chropowatości skały, ręce jego po szukały punktu oparcia, cofnął się zwolna w poprzek, i nareszcie zdobył równowagę.<br>
{{tab}}Stało się to w porę, bo schwycił go kurcz tak gwałtowny, że zmuszonym był usiąść.<br>
{{tab}}Że baron zabił się na miejscu, o tem nie powątpiewał on bynajmniej... Lecz ta katastrofa nie zmieszała {{pp|by|najmniej}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/769|num=361}}{{pk|by|najmniej}} umysłu starego żołnierza, który podczas bitew, widział tylu towarzyszów rozszarpanych przez kule.<br>
{{tab}}Co go zadziwiało, to że sznur urwał się mu pod ręką, sznur tak gruby, że mógłby na oko utrzymać takich dziesięciu ludzi.<br>
{{tab}}Ponieważ z powodu ciemności nie mógł dojrzeć, w którym punkcie się zerwał, Bavois przesunął po nim palcem, i ku wielkiemu swemu zdziwieniu przekonał się, że miejsce zerwania było zupełnie gładkie.<br>
{{tab}}Żadnego strzępu, żadnej nierówności nitek, jakie zwykle wynikają po zerwaniu... rozcięcie było czyste.<br>
{{tab}}Kapral zrozumiał, tak dobrze jak i Maurycy na dole, zkąd to poszło, i zaklął aż się wieża zatrzęsła.<br>
{{tab}}— Sto milionów siarczystych piorunów!... Szelmy poderżnęli sznur.<br>
{{tab}}I wspomnienie sięgające czterech godzin wróciło mu.<br>
{{tab}}— Otóż to, pomyślał, przyczyna szelestu, który słyszał ten biedny baron w sąsiedniej izbie!... A ja osioł, odpowiedziałem mu na to: Ba, to szczury!<br>
{{tab}}Mniemał jednak, że ma bardzo prosty sposób sprawdzenia dokładności swych przypuszczeń. Przeprowadził sznur na kleszcze i pociągnął nim z całej siły, szarpiąc. Zerwał się w trzech miejscach.<br>
{{tab}}Odkrycie to osłupiło starego żołnierza.<br>
{{tab}}— A toś się dostał w dobre ręce, kapralu; mruknął.<br>
{{tab}}Część sznura spadła razem z nieszczęśliwym baronem, i było rzeczą jasną, że wszystkie kawałki zebrane razem nie wystarczą do podnóża skały.<br>
{{tab}}Z tego odosobnionego zrębu podkładowego niepodobnem było dostać się do poziomu twierdzy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/770|num=362}}{{tab}}Prędkim rzutem oka ludu praktycznych, uczciwy Bavois rozpoznał położenie ze wszech stron, i przekonał się, że jest rozpaczliwem.<br>
{{tab}}— Ha! szepnął sobie, jesteś w pułapce, kapralu, nie ma co mówić, mój dobry przyjacielu !Po dniu przyjdą i zastaną więzienie barona postem. Wytkną nos za okno, zobaczą cię tu, stojącego jak święty na piedestale. Naturalnie, ułowią cię, osadzą, skażą i poprowadzą na przechadzkę do stoku twierdzy... Na mnie broń!... Do oka bron!.. Cel!... Pal!... i skończona historja.<br>
{{tab}}Zatrzymał się... Przychodziła mu myśl, ciemna jeszcze, {{Korekta|niewyraźnia|niewyraźniae}}, ale czuł, że to jest myśl ratunku.<br>
{{tab}}Przychodziła mu ona, kiedy patrzył i dotykał sznura, za pomocą którego spuścił barona z więzienia na zrąb, który silnie przymocowany do krat, wisiał wzdłuż, muru. Gdybyś miał ten sznur, który wisi tam bezużytecznie, kapralu, rzekł do siebie, dodałbyś go do tych kawałków i zsunąłbyś się do podnóża skały. Wejść po niego toćby jeszcze można, ale jak się spuścić nie zostawiwszy go za sobą?<br>
{{tab}}Szukał i znalazł, i poprowadził dalej rozmowę z samym sobą, jakby w nim było dwóch Bavois, jeden rzutki w pomyśle, drugi trochę ograniczony, któremu trzeba było wszystko drobiazgowo wytłumaczyć.<br>
{{tab}}Baczność na komendę, kapralu, mówił. Zwiążesz mi te pięć kawałków pociętego sznura, przyczepisz je do pasa i wrócisz do więzienia siłą pięści... Hę?... a co na to mówisz?.. Że wejście jest przykre i że schody wysłane dywanem byłyby dogodniejsze niż ten wiszący sznurek! Czy ci to nie na rękę, kapralu!... Dość, że {{pp|wła|zisz}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/771|num=363}}{{pk|wła|zisz}}, i jesteś w izbie. Cóż tam masz do roboty? Prawie nic. Zdejmujesz sznur umocowany w oknie, związujesz go z tym, i całość daje ci dobre ośmdziesiąt stóp kręconych konopi. Wtedy zamiast umocowywać ten sznur tu na pętlicy, ty przeciągasz go przez jednę z całych krat jak przez konia, tym sposobem on się dwoi, i jak powrócisz tu na to samo miejsce, pociągniesz tylko za jeden koniec i będziesz miał znów cały... Zrozumiałeś?<br>
{{tab}}Zrozumiał tak doskonale, że we dwadzieścia minut potem, kapral powrócił na wązki występ, spełniwszy trudne i śmiałe zadanie, które wymyślił.<br>
{{tab}}Wykonał atoli nie bez niesłychanych wysileń, nie bez zakrwawienia sobie rąk i kolan.<br>
{{tab}}Lecz udało mu się przeciągnąć sznur, i teraz pewien był swego ocalenia.<br>
{{tab}}Śmiał się, tak, śmiał się serdecznie, tym śmiechem niemym, który był mu zwyczajnym.<br>
{{tab}}Zrazu niepokój, potem radość wybiła mu z głowy pana d’Escorvala; lecz przy uspokojeniu wspomnienie o nim przyszło mu jak wyrzut.<br>
{{tab}}— Biedny człowiek, szepnął. Ja oto uniosę moją starą skórę, o którą nikt nie dba, a jego życia ocalić nie mogłem. Niezawodnie już go w tej chwili przyjaciele jego unieśli.<br>
{{tab}}Przechylił się nad przepaść mówiąc te słowa... zapytał się czy mu się nie przywidziało.<br>
{{tab}}Precz w głębi zdawało mu się, że spostrzega jakieś światełko chodzące tam i sam.<br>
{{tab}}Cóż to się tedy stało?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/772|num=364}}{{tab}}Oczywiście trzeba było jakiegoś nadzwyczaj ważnego powodu, niepodobnego do pojęcia, ażeby przyjaciele barona d’Escorval, ludzi rozumni, ważyli się zapalić światło, które spostrzeżone z okien twierdzy, zdradzało ich obecność i gubiło ich.<br>
{{tab}}Ale minuty były zbyt drogie, by je kapral trwonił na próżne przypuszczenia.<br>
{{tab}}Lepiej oto spuścić się w dwóch zamachach, odezwał się głośno, jakby dla dodania sobie odwagi. Dalej, kapralu, mój przyjacielu, pluń w ręce, i naprzód... w drogę!...<br>
{{tab}}Tak sobie rozprawiając, stary żołnierz położył się brzuchem na wązkim zrębie, i zwolna posuwał się ku przepaści, trzymając się z całych sil sznura rękami i kolanami.<br>
{{tab}}Dusza była silną, lecz ciało drżało. Iść naprzeciw baterji nieprzyjacielskiej wydawało się zawsze żartem zacnemu kapralowi; lecz narażać się na nieznaną zagubę, powierzać życie sznurówi... do djabła!..<br>
{{tab}}Kilka kropel potu spłynęło po jego włosach, gdy uczuł, że połowa jego ciała przebyła brzeg skały, że był teraz zupełnie zawieszony, i że najlżejsze poruszenie może go strącić w przepaść.<br>
{{tab}}To poruszenie uczynił on, mruknąwszy:<br>
{{tab}}— Jeżeli jest Bóg nad uczciwemi ludźmi, niech otworzy swe oko, nadeszła chwila!...<br>
{{tab}}Bóg uczciwych ludzi czuwał...<br>
{{tab}}Bavois spadł prędko za ziemię, strasznie poraniwszy ręce i kolana, lecz zdrów i cały.<br>
{{tab}}Upadł jak bryła, a uderzenie gdy dotknął ziemi, tak {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/773|num=365}}było ciężkie, że mu wyrwało z ust jęk chrapliwy jak ryk konającego bydlęcia.<br>
{{tab}}Więcej niż minutę, zostawał tak na ziemi, ogłuszony, bezprzytomny.<br>
{{tab}}Gdy się podniósł, dwaj ludzie, których poznał, że są oficerami na pół żołdu, złapali go za pięście ściskając jakby je chcieli złamać...<br>
{{tab}}— Ej!.. powoli, powiedział, bez tych żartów, to ja jestem Bavois!<br>
{{tab}}Trzymający, nie popuścili go.<br>
{{tab}}— Jak się to stało, zapytał jeden z nich tonem groźby, że baron d’Escorval upadł, a tobie udało się tak dobrze potem się spuścić?<br>
{{tab}}Stary żołnierz miał zanadto wiele doświadczenia, aby nie zrozumieć całej ważności tego ubliżającego zapytania.<br>
{{tab}}Boleść i oburzenie jakie ztąd uczuł dodały mu siły do otrząśnienia się.<br>
{{tab}}— Do tysiąca piorunów!.. zawołał, czyż to mnie macie za zdrajcę, mnie. Nie, to być nie może... słuchajcie więc.<br>
{{tab}}I zaraz, szybko, z żadziwiającą dokładnością, opowiedział wszystkie szczegóły ucieczki, swoje boleść, swoje obawy, i jakie przeszkody na pozór nieprzezwyciężone musiał pokonywać.<br>
{{tab}}Nie potrzebował tak długo się rozwodzić. Słyszeć go było tem samem, co mu wierzyć.<br>
{{tab}}Oficerowie {{Korekta|bodali|badali}} mu ręce, szczerze zmartwieni, że obrazili tego człowieka, lak godnego szacunku i tak poświęconego.<br>
{{tab}}— Przebacz nam kapralu, rzekł? ze smutkiem, {{pp|nie|szczęście}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/774|num=366}}{{pk|nie|szczęście}} czyni ludzi niedowierzającymi i niesprawiedliwemi, a my jesteśmy nieszczęśliwi...<br>
{{tab}}— Nie czuję się obrażonym, panowie oficerowie, mruknął. Gdybym był coś podejrzywał, w takim razie biedny pan d’Escorval... przyjaciel „tamtego“, do stu kartaczy!... żyłby dotąd!<br>
{{tab}}— Baron żyje jeszcze, kapralu, rzekł jeden z oficerów.<br>
{{tab}}To powiedzenie takim się cudem wydawało, że Bavois stał jakiś czas pomieszany.<br>
{{tab}}— Ah!.. gdyby potrzeba było dać sobie rękę uciąć dla ocalenia go!... zawołał nareszcie.<br>
{{tab}}— Jeżeli może być ocalonym, to będzie, mój przyjacielu. Ten czcigodny ksiądz, którego tam widzisz, jest, jak się zdaje, sławnym lekarzem... Ogląda on teraz straszne rany pana d’Escorvala. Na jego to rozkaz wystaraliśmy się i zapaliliśmy tę świecę, która lada chwila może nam naprowadzić wszystkich naszych nieprzyjaciół na kark... ale cóż... niebyło się co wahać:<br>
{{tab}}Bavois patrzył całemi oczami, ale napróżno. Ze swego miejsca, widział tylko jakąś niewyraźną gromadę ludzi, o kilka kroków ztamtąd.<br>
{{tab}}— Życzyłbym sobie bardzo widzieć tego biednego człowieka?... powiedział smutno.<br>
{{tab}}— Przybliż się poczciwcze, nie obawiaj się, podejdź!..<br>
{{tab}}Zbliżył się, i przy drżącem świetle świecy, którą trzymała Marja-Anna, zobaczył widok, który go poruszył, poruszył człowieka, który przecież nieraz odbywał „pańszczyznę na polu bitwy.“<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/775|num=367}}{{tab}}Baron leżał wyciągnięty na ziemi całem ciałem, z głową wspartą na kolanach pani d’Escorval.<br>
{{tab}}Nie był oszpecony; głowa wcale nie szwankowała w upadku, lecz był blady jak śmierć, a oczy miał zamknięte.<br>
{{tab}}Chwilami, konwulsje go porywały, chrapanie odzywało się głośne i wtedy wyrzucał ustami cały kłęb krwi, która ściekała mu po wargach i spływała po piersi.<br>
{{tab}}Ubranie jego podarte było w łachmany, a ciało można powiedzieć wyobrażało jedną straszliwą ranę.<br>
{{tab}}Klęcząc przy rannym, ksiądz Midon, z zachwycającą zręcznością, tamował krew i przykładał opaski zrobione z bielizny obecnych osób.<br>
{{tab}}Maurycy i jeden z oficerów na pół żołdu pomagali mu.<br>
{{tab}}— Ah! gdybym schwycił w rękę łotra, który ten sznur przeciął, szepnął kapral gwałtownie wzruszony; lecz cierpliwości, ja go wynajdę.<br>
{{tab}}— Czy go znasz?...<br>
{{tab}}— Aż nadto dobrze!<br>
{{tab}}Zamilkł; ksiądz Midon skończył już wszystko, co można było zrobić przy chorym, i poruszył trochę rannego na kolanach pani d’Escorval.<br>
{{tab}}To poruszenie wydarło nieszczęśliwemu jęk, który zdradzał okrutne cierpienia. Otworzył oczy i wyjąkał parę wyrazów... były one pierwszem z ust jego.<br>
{{tab}}— Firmin!... wyszeptał, Firmin!...<br>
{{tab}}Było to nazwisko sekretarza, który był niegdyś u {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/776|num=368}}barona, bardzo do niego przywiązany, lecz który zmarł od kilku lat.<br>
{{tab}}Baron zatem nie był przy zmysłach, kiedy wołał zmarłego!..<br>
{{tab}}Miał przynajmniej ciemne uczucie swojego strasznego położenia, gdyż dodał głosem stłumionym, zaledwie wyraźnym:<br>
{{tab}}— Ah!.. jakżeż cierpię!.. Firmin, ja nie chcę wpaść żywym w ręce margrabiego de Courtomieu. Zabij mnie raczej... czy słyszysz, ja ci rozkazuję.<br>
{{tab}}I to było wszystko: oczy mu się zamknęły, a głowa, którą podniósł opadła martwa. Można było sądzić, ze oddał ostatnie tchnienie.<br>
{{tab}}Oficerowie tak sądzili, to też z przeszywającem przerażeniem odciągnęli księdza Midona na kilka kroków od pani d’Escorval.<br>
{{tab}}— Czy już po wszystkiem, księże proboszczu? zapytali; czy jest jeszcze jaka nadzieja?..<br>
{{tab}}Ksiądz potrząsł smutnie głową, i pokazując palcem w niebo:<br>
{{tab}}— Mam w Bogu nadzieję!.. wyrzekł.<br>
{{tab}}Godzina, miejsce, wrażenie strasznej katastrofy, niebezpieczeństwo obecne, groźba przyszłości, wszystko się zebrało, aby nadać słowom księdza przejmującą uroczystość.<br>
{{tab}}Tak żywem było wrażenie, że więcej niż przez minutę oficerowie stali w milczeniu głęboko wzruszeni, oni, starzy żołnierze, którym tyle scen krwawych stępiło zmysł czułości.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/777|num=369}}{{tab}}Maurycy, który się zbliżył z kapralem Bavois, zwrócił ich do uczucia niemiłosiernej rzeczywistości.<br>
{{tab}}— Czy nie należałoby pośpieszyć się i przenieść ojca gdzie indziej, księże proboszczu?.. zapytał. Potrzeba abyśmy tego wieczora byli już w Piemoncie.<br>
{{tab}}— Tak jest!.. zawołali oficerowie, idźmy!.. Lecz ksiądz nie ruszył się, i głosem smutnym:<br>
{{tab}}— Próbować przenieść pana d’Escorval na drugą stronę granicy, byłoby to zabić go, wyrzekł.<br>
{{tab}}Słowa te wydały się takim wyrokiem śmierci, że wszyscy zadrżeli.<br>
{{tab}}— Co czynić, o Boże!.. jęknął Maurycy, czego się jąć!<br>
{{tab}}Nie ozwał się głos żaden. Widoeznem było, że od jednego tylko księdza oczekiwano myśli ratunku.<br>
{{tab}}On namyślał się, i po chwili {{Korekta|dobiero|dopiero}} zaczął:<br>
{{tab}}— Półtory godziny ztąd, minąwszy Croix-d’Arcy, mieszka chłop za którego mogę ręczyć, niejaki Poignot; był on niegdyś czynszownikiem Lacheneura. Obecnie dzierżawi on dość obszerny folwark. Musimy znaleźć jakie nosze i zanieść pana d’Escorval do tego poczciwego człowieka.<br>
{{tab}}— Jakto! księże proboszczu, przerwał jeden z oficerów, chcesz abyśmy wyszukali nosze o tej godzinie?<br>
{{tab}}— Potrzeba koniecznie.<br>
{{tab}}— Ależ to bez wątpienia podejrzenie zbudzi.<br>
{{tab}}— Bez wątpienia.<br>
{{tab}}— Policja z Montaignacu trop w trop pójdzie za nami.<br>
{{tab}}— Tak sądzę.<br>
{{tab}}— Baron będzie wzięty.<br>
{{tab}}— Nie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/778|num=370}}{{tab}}Ksiądz wyrażał się tym krótkim i nakazującym tonem człowieka, który podejmując całą odpowiedzialność za położenie, chce aby go słuchano bez wahania.<br>
{{tab}}— Jak tylko baron złożonym będzie u Poignota, powiedział, jeden z was panowie, zastąpi miejsce rannego na noszach, inni go nieść będą, i tak razem starać się będziecie dotrzeć do granicy piemonckiej. Tylko, zrozumiejmyż się dobrze. Skoro staniecie na granicy, starajcież się być niezręcznymi, ukrywajcie się, lecz w ten sposób, aby was zewsząd widziano.<br>
{{tab}}Wszyscy teraz zrozumieli tak proste zamiary księdza.<br>
{{tab}}O co chodziło?.. ot po prostu, aby stworzyć fałszywy trop dla agentów, którychby pan de Courtomieu i książę de Sairmeuse wysłali.<br>
{{tab}}Od chwili w której przekonaliby się, że baron dostrzeżonym był w górach, on byłby bezpiecznym u Poignota.<br>
{{tab}}— Jeszcze słowo, panowie, dodał ksiądz. Zależy wiele na tem, aby nadać orszakowi rzekomego rannego wszystkie pozory otaczających go, którzy towarzyszyli panu d’Escorval. Panna Lacheneur pójdzie więc z wami, a także Maurycy. Oni wiedzą, że ja nie opuściłbym barona, który jest moim przyjacielem, i moja suknia zwraca na mnie uwagę ludzi; jeden z was przeto przywdzieje moją suknię... Bóg nam odpuści to przebranie ze względu na przyczynę.<br>
{{tab}}Szło więc tylko o to, żeby się wystarać o nosze, i oficerowie przemyśliwali do których drzwi najbliższych zapukać, gdy kapral Bavois im przerwał.<br>
{{tab}}— Za pozwoleniem, wybaczcie panowie, rzekł; nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/779|num=371}}trudźcie się, znam ja, o dziesięć kroków ztąd, jednego szelmę oberżystę, u którego znajdzie się czego żądamy.<br>
{{tab}}To powiedziawszy, pobiegł prędko i w niespełna pięć minut powrócił, niosąc coś w rodzaju lektyki lichy materac i kołdrę. O wszystkiem pomyślał.<br>
{{tab}}Lecz chodziło o to, żeby podnieść rannego i umieścić go na materacu.<br>
{{tab}}Było to trudne zadanie, bardzo długo trwające, i które, pomimo nadzwyczajnych ostrożności, wyrwało baronowi kilka krzyków rozdzierających.<br>
{{tab}}Nareszcie wszystko było gotowe, każdy z oficerów wziął za kij od lektyki i ruszyli w drogę.<br>
{{tab}}Dzień począł świtać. Mgła unosząca się po nad wzgórkami, w oddali, zaczęła barwić się światłem purpurowem i fijołkowem; przedmioty nieznacznie wychodziły z mroku.<br>
{{tab}}Smutny orszak, prowadzony przez księdza Midona, skierował się na poprzek pola, a co chwila przedstawiała się jakaś przeszkoda, płot lub rów, które trzeba było przebywać.<br>
{{tab}}Ileż ostrożności wtedy, aby oszczędzić noszom wstrząsnienia, z których najmniejsze sprawiłoby rannemu nieokreślone tortury. Ileż starań!.. lecz także ile to czasu straconego!..<br>
{{tab}}Wsparta na ramieniu Marji-Anny, baronowa d’Escorval postępowała obok lektyki; i w miejscach trudnego przejścia ścikała rękę męża swojego. Czułże ii on to? Nic w nim nie objawiło życia, prócz głuchego o czasu do czasu chrapania gardłem, a niekiedy wymiotów krwi, które tak bardzo przestraszały księdza Midona.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/780|num=372}}{{tab}}Tak szli ciągle, a wioska budziła się i ożywiała.<br>
{{tab}}W drodze spotykali to wieśniaczkę wracającą z {{Korekta|urzniętą trwawą|urżniętą trawą}}, to znów chłopka, z bodźcem na ramieniu prowadzącego woły do pracy.<br>
{{tab}}Mężczyźni i kobiety zatrzymywali się, i patrzyli wtedy nawet, gdy pochód był już daleko, stojąc na tem samem miejscu i prowadząc zdziwionem okiem za tymi ludźmi, którzy niby nieśli umarłego...<br>
{{tab}}Ksiądz, zdawało się, iż niewiele sobie robił z tych spotkań. Nic nie czynił dla uniknięcia ich.<br>
{{tab}}Lecz zaniepokoił się widocznie i stał się podejrzliwym, gdy po trzech godzinach pochodu, spostrzegli folwark Poignota.<br>
{{tab}}Na szczęście, o strzał karabinowy od domku znajdował się lasek. Ksiądz Midon poprowadził tam wszystkich, nakazując najściślejszą ostrożność, podczas gdy on pobiegnie naprzód sam, aby się porozumieć z człowiekiem, na którym spoczywały wszystkie jego nadzieje.<br>
{{tab}}Gdy wchodził w podwórze folwarku, człowiek małego wzrostu, z siwemi włosami, bardzo chudy, o ciemnej cerze wychodził z obory.<br>
{{tab}}Był to ojciec Poignot.<br>
{{tab}}— Jakto! to jegomość, księże proboszczu, zawołał radosny... Na Boga! dopieroż moja kobieta będzie się cieszyć! Mamy księdza proboszcza prosić o ważną przysługę.<br>
{{tab}}I zaraz, nie pozwalając księdzu Midonowi ust otworzyć, począł opowiadać swój kłopot. W noc zawichrzenia, przyjął on w dom jakiego nieszczęśliwca, który otrzymał cięcie pałaszem; ani jego żona ani on nie {{pp|wie|dzieli}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/781|num=373}}{{pk|wie|dzieli}} jak postępować z tą raną, a nie śmieli wezwać lekarza.<br>
{{tab}}— A tym ranionym, dodał, jest Jan Lacheneur, syn mojego dawnego pana.<br>
{{tab}}Okropny niepokoi ścisnął serce księdza.<br>
{{tab}}Ten wieśniak, który już dał schronienie jednemu ranionemu, zgodziż się na przyjęcie drugiego?<br>
{{tab}}Głos księdza Mldona drżał przy wyrażeniu prośby.<br>
{{tab}}Od pierwszych słów wieśniak okrutnie zbladł, i dopóki przemawiał proboszcz, kręcił poważnie głową. Kiedy skończył:<br>
{{tab}}— Czy wie ksiądz proboszcz, rzekł zimno, że ja narażam się bardzo, czyniąc z mego domu szpital dla wichrzycieli?<br>
{{tab}}Ksiądz Midon nie śmiał odpowiedzieć.<br>
{{tab}}— Powiedziano mi tak, mówił dalej ojciec Poignot, że ja jestem łajdak, kiedy nie chce mieszać się do zmowy... nie zgadzało się to z mojem pojęciem, niech sobie tam gadają, pomyślałem. Teraz wypada na mnie zabierać kaleki... zebrałem. Mnie się widzi, że to na jedno wyniesie co strzelać z karabinu.<br>
{{tab}}— Ah! jesteś uczciwym człowiekiem! zawołał proboszcz.<br>
{{tab}}— Ba i bardzo! wiem ci ja o tem dobrze. Sprowadź jegomość pana d’Escorval. Jestem tu tylko z żoną i mojemi trzema chłopakami, nikt go nie wyda!
{{kropki-hr}}
{{tab}}W pół godziny potem, baron leżał na małym przygórku, gdzie przedtem już umieszczono Jana Lacheneur. Z okna, ksiądz Midon i pani d’Escorval widzieli {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/782|num=374}}szybko oddalający się orszak, który miał zwieźć poszukiwania.<br>
{{tab}}Kapral Bavois, z głową obwiązaną zakrwawionemi szmatami, zastąpił barona na noszach.<br>
{{tab}}W zamieszkach to historycznych trzebił szukać człowieka. Obłuda wtedy zasypia, i człowiek ukazuje się takim jakim jest, ze wszystkiemi swojemi lichoty i wielkością.<br>
{{tab}}Wiele wprawdzie podłości popełniono za czasów Restauracji, ale jakie też były poświęcenia!<br>
{{tab}}Oficerowie otaczający panią d’Escorval i Maurycego, którzy następnie dali pomoc księdzu Midonowi, znali barona z imienia tylko i rozgłosu.<br>
{{tab}}Dosyć im było dowiedzieć się, że on był przyjacielem „tamtego“, który był ich bożyszczem, a oddał się zupełnie bez zamysłu i bez przesady.<br>
{{tab}}Rozradowali się, zobaczywszy pana d’Esccrval złożonego na przygórku u ojca Poignot, we względnem bezpieczeństwie.<br>
{{tab}}Następnie już reszta zadania, zależąca na stworzeniu fałszywego śladu aż do granicy, wydawała się im istną igraszką dziecinną.<br>
{{tab}}Nie myśleli doprawdy o niczem więcej tylko o tym figlu jaki wypłatają księciu de Sairmeuse i margrabiemu de Couriomieu.<br>
{{tab}}I śmieli się na myśl jaki kłopot i zawody sprawią policji z Montaignacu.<br>
{{tab}}Ale wszystkie te ostrożności były zgoła niepotrzebne. W okoliczności tej wykazały się prawdziwe {{pp|uczu|cia}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/783|num=375}}{{pk|uczu|cia}} okolicy, i można było się przekonać, że nadzieje Lacheneura nie zupełnie były bezzasadne.<br>
{{tab}}Policja nie odkryła nic; nie dowiedziała się o żadnym szczególe ucieczki; nie pochwyciła ani jednej okoliczności z tej blizko dwumilowej podróży, odbywanej o białym dniu, przez sześć osób niosących rannego na noszach.<br>
{{tab}}Pomiędzy dwoma tysiącami chłopów, którzy dobrze domyślali się, że na noszach spoczywał baron d’Escorval, żaden ani pisnął o tem.<br>
{{tab}}Zbliżając się jednak do granicy, którą widzieli, że była ściśle strzeżoną, podróżni stali się ostrożniejszymi.<br>
{{tab}}Zaczekali aż noc zajdzie, nim zwrócili swe kroki do samotnej karczmy, którą spostrzegli zdaleka, gdzie spodziewali się znaleźć przewodnika do przybycia wąwozów w górach.<br>
{{tab}}Okropna poprzedziła ich tam wieść.<br>
{{tab}}Karczmarz uwiadomił ich o srogim odwecie w Montaignacu.<br>
{{tab}}Szczere łzy płynęły z jego oczu, kiedy opowiadał szczegóły egzekucji, o której dowiedział się od obecnego chłopa.<br>
{{tab}}Szczęściem czy nieszczęściem, karczmarz ten nie wiedział o ucieczce pana d’Escorvala i o aresztowaniu Lacheneura.<br>
{{tab}}Ale znał osobiście Chanlouineau, i zmartwiony był śmiercią tego „pięknegp draba, najsilniejszego w całej okolicy“.<br>
{{tab}}Oficerowie którzy zostawili nosze na zewnątrz osądzili wtedy, że człowiek ten jest właśnie takim jakiego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/784|num=376}}im potrzeba, i że mogli mu zwierzyć część tajemnicy.<br>
{{tab}}— My niesiemy, rzekli doń, jednego z naszych przyjaciół ranionego. Czy mógłbyś nas tej nocy przeprowadzić przez granicę?<br>
{{tab}}Karczmarz chętnie zgodził się, oświadczył nawet że wyminie wszystkie posterunki, lecz, że ani myśleć o tem, by przed wschodem księżyca puścić się w góry.<br>
{{tab}}O północy podróżni udali się w drogę: nadedniem stanęli na gruncie Piemontskim.<br>
{{tab}}Od dość dawna już rozstali się z przewodnikiem.<br>
{{tab}}Połamali nosze, i garść po garści rozrzucili na wiatr wszystką wełnę z materacu.<br>
{{tab}}— Nasze zadanie skończone, panie Maurycy, rzekli wtedy oficerowie do młodego d’Escorvala. Powrócimy do Francji. Niech nas Bóg ma w swojej opiece! Bądź pan zdrów!<br>
{{tab}}Z oczami pełnemi łez, Maurycy spoglądał na oddalających się tych zacnych ludzi, którzy bez najmniejszej wątpliwości, przyczynili się do uratowania życia jego ojcu. Teraz, był on jedynym opiekunem Marji-Anny, która, blada, znękana, wycieńczona z umęczenia i wzruszeń, drżała wsparta na jego ręce.<br>
{{tab}}Jednakże nie... Był przy niej także i kapral Bavois.<br>
{{tab}}— A ty mój przyjacielu, zapytał go smutnym tonem, cóż myślisz z sobą zrobić?..<br>
{{tab}}— Pójść za panem!.. odpowiedział stary żołnierz. Mam prawo do ognia i świecy u pana, taki był układ z pańskim ojcem! A więc, krok podwójny, panienka jakoś mizernie mi wygląda, a tam oto widzę dobre miejsce na wypoczynek.<br><br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/785|num=377}}{{c|'''{{Korekta|XXXV|XXXII}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Kobieta gracją i pięknością, kobieta uczuciem poświęceniem, Marja-Anna musiała znaleźć w sobie samej odwagę męzką. Energia jej i zimna krew, w tych dniach opłakanych, były podziwem wszystkich co na nią patrzeli.<br>
{{tab}}Ale siły ludzkie są ograniczone. {{Korekta|Zewsze|Zawsze}} po wyczerpujących wysileniach nadchodzi chwila, gdzie upadające ciało zdradza najsilniejszą wolę.<br>
{{tab}}Mając udać się w dalszą drogę, Marja-Anna uczula, że nie podoła, jej nabrzękłe nogi już odmówiły jej posłuszeństwa, chwiały się pod nią, w głowie się zawracało, a zimno lodowe wzbijało się aż do serca.<br>
{{tab}}Maurycy i stary żołnierz musieli ją podtrzymywać, nieść ją prawie.<br>
{{tab}}Na szczęście niebardzo oddaloną była mieścina, której dzwonnicę spostrzegali podróżni we mgle porannej.<br>
{{tab}}Już nieszczęśliwi ci rozeznawali pierwsze domy, kiedy nagle zatrzymał się kapral, klnąc:<br>
{{tab}}— A! do milijarda ognistych piorunowi!.. zawołał, a mój mundur!.. Wejść w tej kapocie do tej mieściny, to znaczy wpaść w wilczą paszczę! Ledwie byśmy u siedli, zabraliby nas żandarmi piemontcy.<br>
{{tab}}Namyślił się, straszliwie kręcąc wąsa, później tonem przed którym zadrżałby i uciekł przechodzeń:<br>
{{tab}}— Ha! gdzie drzewo, rżną, tam wióry lecą!.. zawołał. Muszę sobie sprawić ubranie na „jarmarku pochodowym“. Pierwszy lepszy, co będzie przechodził...<br>
{{tab}}— Ależ ja mam pieniądze, przerwał Maurycy {{pp|zdej|mając}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/786|num=378}}{{pk|zdej|mając}} pas pełen złota, który umieścił pod ubraniem w pamiętnej nocy.<br>
{{tab}}— A czemużeś panie powiedział odrazu!.. Skoro tak, tośmy górą. Daj pan, znajdę ja niebawem jaką dziurę w okolicy.<br>
{{tab}}Oddalił się, i powrócił wkrótce przybrany w ubiór wieśniaczy jakby na niego skrajany. Jego chuda twarz ginęła pod ogromnym kapeluszem.<br>
{{tab}}— Teraz, krok podwójny, naprzód marsz!.. rzekł do Maurycego i Marji-Anny, która zaledwie go poznała.<br>
{{tab}}Miasteczko do którego przybyli, pierwsze za granicą, nazywało się Saliente. Przeczytali nazwę tę na słupie.<br>
{{tab}}Czwarty dom był zajazdem: „Pod spoczynkiem“. Weszli tam i tonem związłym kazali gospodyni zaprowadzić młodą panią do osobnego pokoju i pomódz jej rozebrać się do spania.<br>
{{tab}}Gospodyni odeszła z Marią-Anną, a Maurycy ze starym żołnierzem przeszedłszy do sali gościnnej kazali sobie dać posiłek.<br>
{{tab}}Podano, lecz spojrzenia jakie zwracano na nich wcale nie były życzliwe. Oczywiście uważano ich za bardzo podejrzanych.<br>
{{tab}}Gruby mężczyzna, zdający się być właścicielem zajazdu, kręcił się koło nich jakąś chwilę, z pod oka na nich spoglądając, i wreszcie zapytał się ich o nazwiska.<br>
{{tab}}— Nazywam się Dubois, odpowiedział Maurycy bez namysłu, idę za handlarzem, z żoną, która jest na górze i z moim czynszownikiem, który tu siedzi.<br>
{{tab}}Ta szczęśliwa i raźna przytomność uspokoiła nieco {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/787|num=379}}gospodarza, który biorąc małą książkę zaczął notować odpowiedzi.<br>
{{tab}}— A jakim trudnicie się handlem? zapytał jeszcze.<br>
{{tab}}— A! przychodzę do waszego przeklętego krain zakupić kilka mułów, odpowiedział Maurycy trącając w pas.<br>
{{tab}}Na dźwięk złota, gruby gospodarz uniósł wełnianej czapki. {{Korekta|Chodowanie|Hodowanie}} mułów było bogactwem okolicy, kupiec był bardzo młody, ale miał dobrze wypchany worek: czyż to nie dosyć?<br>
{{tab}}— Wybaczcie mi, panie Dubois, odezwał się gospodarz zgoła innym tonem; bo to widzicie, nas tu bardzo pilnują; jest tam widać jakaś wrzawa od strony Montaignac.<br>
{{tab}}Nacisk niebezpieczeństwa i uczucie odpowiedzialności nadawały Maurycemu przezorność jakiej się w sobie nie domyślał. To też z najswobodniejszą miną wypalił historję dosyć zręczną, by wytłómaczył swe ranne przybycie, pieszo, z żoną nieco cierpiącą.<br>
{{tab}}Rad był swej zręczności, ale kapral mniej był zadowolonym.<br>
{{tab}}— Jesteśmy zbyt blizko granicy, żeby tu biwakować mruczał. Jak tylko panienka wydobrzeje, trzeba wziąść nogi za pas.<br>
{{tab}}Sądził i Maurycy, spodziewał się równo z nim, że dwadzieścia cztery godzin zupełnego spoczynku, powrócą siły Marji-Annie.<br>
{{tab}}Mylili się, oma zagrożoną była w samem źródle życia.<br>
{{tab}}Prawdę powiedzieć, nie zdawała się ona cierpień, ale była nieruchomą i jakby pogrążoną w lodowatej bezwładności, z której nic nie było jej w stanie {{pp|wydo|być}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/788|num=380}}{{pk|wydo|być}}. Mówiono do niej, nie odpowiadała. Czy słyszała co, czy rozumiała? było przynajmniej rzeczą wątpliwą.<br>
{{tab}}Rządkiem szczęściem, matka gospodarza była uczciwą staruszką, która nie odstępowała od łóżka Marji-Anny, czyli pani Dubois, jak mówiono w gospodzie pod „Spoczynkiem“.<br>
{{tab}}— Uspokój się pan, mówiła do Maurycego, którego widziała mocno zmartwionym, znam ja się na ziołach, które zbieramy w górach przy świetle księżyca... zobaczysz pan...<br>
{{tab}}Czy znała się na ziołach, w samej rzeczy, czy też silna natura wzięła gorę, dosyć, że wieczorem dnia trzeciego, wyszeptała Marja-Anna kilka wyrazów.<br>
{{tab}}— Biedna dziewczyna! mówiła do siebie, biedna nieszczęśliwa!..<br>
{{tab}}Mówiła tak o sobie samej.<br>
{{tab}}Dość częstem zdarzeniem, po przesileniach, przez jakie przeszedł jej umysł, ona wątpiła o sobie, a raczej widziała siebie podwójnie.<br>
{{tab}}Zdawało się jej, że to inna osoba jest ofiarą tych wszystkich nieszczęść, których wspomnienie wracało jej potrochu, ciemne i pomieszane, jak pamięć przykrego snu z rana.<br>
{{tab}}Wszystkie te bolesne i krwawe wypadki, które wypełniły ostatnie miesiące jej życia, przedstawimy się jej, jak rozmaite akta dramatu w teatrze.<br>
{{tab}}Ileż przejść, od owej niedzieli sierpniowej, gdy wychodząc razem z ojcem z kościoła, dowiedziała się o przybyciu księcia de Sairmeuse.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/789|num=381}}{{tab}}I wszystko to odbyło się w przeciągu ośmiu miesięcy!..<br>
{{tab}}Jakaż różnica między tym czasem, w którym była szczęśliwą, wzbudzającą szacunek i zazdrość, w tym pięknym zamku de Sairmeuse, którego sądziła się być panią, a obecną godziną, gdy żyła jako uciekająca i opuszczona, w nędznej izbie karczemnej, pielęgnowana przez starą kobietę, której nie znała, nie mając innej opieki, prócz starego zbiegłego żołnierza i kochanka zbiega...<br>
{{tab}}Bo ona miała kochanka!..<br>
{{tab}}W tej wielkiej ruinie najdroższych jej roszczeń, wszystkich nadziei, majątku, szczęścia i przyszłości nie zdołała ocalić nawet honoru dziewicy!...<br>
{{tab}}Lecz czyż sama tylko była odpowiedzialną za to?<br>
{{tab}}Któż to narzucił jej obrzydłą rolę, którą odgrywam względem Maurycego, Marcjala i Chanlouineau?<br>
{{tab}}Gdy to ostatnie nazwisko przeszło przez jej pamięć, cała scena z izdebki więziennej, raptownie przedstawiła jej się, jak przy świetle błyskawicy.<br>
{{tab}}Chanlouineau, skazany na śmierć, oddał jej list, mówiąc:<br>
{{tab}}— Przeczytasz go, gdy mnie już nie będzie.<br>
{{tab}}Mogła go już przeczytać teraz, gdy on poległ pod kulami!.. Lecz cóż się z tym listem stało?... Od chwili, w której go otrzymała, nie pomyślała o nim...<br>
{{tab}}Podniosła się i krótkim głosem:<br>
{{tab}}— Gdzie moja suknia? zapytała starej siedzącej obok łóżka, podaj mi suknię!...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/790|num=382}}{{tab}}Stara była posłuszną, a Marja-Anna drżącą ręką obszukała kieszeń.<br>
{{tab}}Wydała okrzyk radości posłyszała szelest papieru, trzymała list.<br>
{{tab}}Otworzyła go i czytała po dwa razy, i padając na poduszki, utonęła we łzach...<br>
{{tab}}Zaniepokojony Maurycy zbliżył się.<br>
{{tab}}— Co tobie jest, o mój Boże! zapytał wzruszonym głosem.<br>
{{tab}}Ona podała mu list, mówiąc:<br>
{{tab}}— Czytaj.<br>
{{tab}}Chanlouineau biednym był chłopcem.<br>
{{tab}}Cała nauka jaką otrzymał, pochodziła od starego nauczyciela wioski, do którego szkółki uczęszczał przez trzy zimy, i który daleko więcej troszczył się objętością wiązki drzewa, które dzieci przynosiły co rano, aniżeli ich przykładaniem do nauk.<br>
{{tab}}Jego list, napisany na najzwyczajniejszym papierze, zapieczętowany był grubą i szeroką jak talar pieczątką opłatkową, których dostać można było w handlu korzennym w Sairmeuse.<br>
{{tab}}Mozolne to było pismo. Ciężkie i drżące. Wydawało ono twardą rękę człowieka więcej zajmującego się pługiem aniżeli piórem.<br>
{{tab}}Pisanie szło w zyg zag, ku górze lub dołowi stron nicy, a błędy ortograficzne sypały się jeden za drugim.<br>
{{tab}}Lecz jeżeli pismo było zwyczajnego wieśniaka, myśl godna była ludzi najszlachetniejszych, najdumniejszych, najwznioślejszych według świata.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/791|num=383}}{{tab}}Oto co pisał OCanlouineau, prawdopodobnie w {{Korekta|przeddzeń|przeddzień}} wybuchu.
{{f|align=left|lewy=20%|„Marjo-Anno!“}}
{{tab}}„Spisek ma więc wybuchnąć. Uda się lub nie, w każdym razie ja nie ujdę śmierci... Taki wyrok sam wydałem na siebie w dniu, w którym się dowiedziałem, iż jest niepodobieństwem, abyś nie miała zaślubić Maurycego d’Escorval.<br>
{{tab}}„Lecz spisek się nie uda, i nadto dobrze znam twego ojca, abym nie wiedział, że nie zechce przeżyć swojej porażki.<br>
{{tab}}„Gdyby Maurycy i twój brat Jan zostali zabici, cóżby się z tobą stało, o mój Boże? Miałażbyś wyciągać rękę idąc ode drzwi do drzwi?<br>
{{tab}}„Myślę o tem ciągle, bez końca. Dobrze się nad tem rozmyśliłem, i oto jest moja ostatnia wola:<br>
{{tab}}„Daję ci i przekazuję własność tego wszystkiego co posiadam:<br>
{{tab}}„Mój dom w Borderie, wraz z ogrodem i winnicami do nich należącemi, łąki i {{Korekta|pastwistwiska|pastwiska}} w Bérarde, oraz pięć sztuk ziemi na Valrollier.<br>
{{tab}}„Znajdziesz wykaz tego i rozmaitych jeszcze rzeczy w moim testamencie sporządzonym na twoją rzecz, który jest złożony u notarjusza w Sairmeuse...<br>
{{tab}}„Możesz przyjąć bez obawy, gdyż nie mając wcale krewnych, jestem panem mojego majątku.<br>
{{tab}}„Jeżeli nie zechcesz pozostać w kraju, notarjusz z łatwością spienięży wszystko za czterdzieści tysięcy franków...<br>
{{tab}}„Lecz dobrze uczynisz, zwłaszcza w razie {{pp|nieszczę|ścia}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/792|num=384}}{{pk|nieszczę|ścia}}, jeśli zostaniesz w naszej okolicy. Dom w Borderie jest wygodnie {{Korekta|urządzonony|urządzony}}, od czasu jak kazałem podzielić dół na trzy pokoje, i wyporządzić piec w kuchni.<br>
{{tab}}„Na piętrze jest pokój, który urządzał najsławniejszy tapicer w Montaignac... niech on będzie twoim.<br>
{{tab}}„Chciąłem, aby się w nim znajdowało wszystko co najpiękniejsze, w czasie, gdy byłem szalony, i kiedym sobie mówił, że może pokój ten będzie naszym. Postępowanie spadkowe będzie kosztować drogo, lecz mam ja trochę pieniędzy. Pod kamieniem w kominku pięknego pokoju, znajdziesz w skrytce dwadzieścia siedm luidorów i sto czterdzieści talarów sześciofrankowych.<br>
{{tab}}„Gdybyś nie przyjęła tego przekazu, znaczyłoby to, że mnie przywodzisz do rozpaczy nawet pod ziemią... Przyjmij, jeśli nie dla siebie, to przynajmniej dla... nie śmiem tego pisać, lecz ty mnie bardzo dobrze rozumiesz.<br>
{{tab}}„Jeżeli Maurycy nie będzie zabitym, ja starać się będę znajdować ciągle między nim i kulami, to się z tobą ożeni... Natenczas, potrzeba ci będzie zapewne jego zezwolenia na przyjęcie mego daru. Mam nadzieję, iż nie odmówi. Nikt nie jest zazdrosnym względem umarłych!<br>
{{tab}}„Przytem, wie on aż nadto dobrze, żeś. nie obdarowała nigdy ani jednem spojrzeniem biednego wieśniaka, który cię tak ukochał...<br>
{{tab}}„Nie obrażaj się tem wszystkiem co ci tu piszę; jestem jak człowiek konający, nieprawdaż, i nie ujdę śmierci z pewnością...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/793|num=385}}{{tab}}„Lecz dość tego... żegnam cię, Marjo-Anno.
{{f|align=right|prawy=10%|„Chanlouineau“.}}
{{tab}}Maurycy przeczytał także w dwóch przerwach, nim go oddał ten list, w którym drgało w każ
dem słowie wzniosłe uczucie.
Zamknął się w sobie na chwilę, i głosem przy tłumionym.<br>
{{tab}}— Nie możeż nie przyjąć, powiedział, byłoby to źle!<br>
{{tab}}Jego wzruszenie tak było wielkiem, że nie czując się na siłach, aby go pokonać, wyszedł.<br>
{{tab}}Był jakby uderzony gromem, wielkością duszy tego wieśniaka, który, ocaliszy mu życie przy Croix-d’Arcy, wyrwał barona d’Escorval oprawcom, który umierał, bo nie mógł być kochanym, który nie wymówił żadnej skargi ani wyrzutu, i którego opieka roztaczała się po za grobem nad kobietą ubóstwianą.<br>
{{tab}}Porównywając się z tym nieoświeconym bohaterem Maurycy czuł się małym, miernym niegodnym.<br>
{{tab}}Cóżby się stać mogło, o wielki Boże1 jeżeliby porównanie to przedstawiło się w umyśle Marji-Anny! Jak tu walczyć, jak uniknąć takiego zabójczego wspomnienia, nie można mierzyć się z cieniami zmarłych...<br>
{{tab}}Chanlouineau się omylił: można być zazdrosnym o umarłych!...<br>
{{tab}}Lecz tę dotkliwą zazdrość, te bolesne myśli, Maurycy potrafił zagrzebać w swojej duszy, i dn1 następnych miał twarz wypogodzoną, gdy siedział w pokoju Marji-Anny.<br>
{{tab}}Ona bowiem nie przychodziła do zdrowia, nieszczęśliwa...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/794|num=386}}{{tab}}W zupełności odzyskała władze umysłowe, lecz siły nie przychodziły. Nie była w stanie się podnieść, i Maurycy nie mógł myśleć o opuszczeniu Salienty, chociaż czuł że ziemia pod nim goreje.<br>
{{tab}}Nawet słabość ta nie ustępująca poczynała wprawiać w zadziwienie starą dozorczynię. Wiara jej w zioła, które zbierała przy świetle księżyca, była prawie zachwianą.<br>
{{tab}}Poczciwy kapral Bavois doradzał, aby poradzić się „majora“, jeżeli znajduje się jaki, dodawał: „w tym dzikim kraju“.<br>
{{tab}}Tak, był lekarz w okolicy, a nawet człowiek wyższego doświadczenia. Przebywając kiedyś na tak świetnym dworze księcia Eugenijusza, raptem opuścił Medyjolan i przybył ukryć w tym zakazanym kącie, jak utrzymywał jedni, zrozpaczoną miłość, a inni zapewniali, że zawody ambicji.<br>
{{tab}}Do tego to lekarza udał się Maurycy, nie bez długiego namysłu i po rozmówieniu się z Marją-Anną.<br>
{{tab}}Przybył on pewnego rana, na małej szkapie, i nim udał się do pokoju chorej, rozmawiał dość długo z Maurycym w podwórzu zajazdu, chodząc tam i napowrót.<br>
{{tab}}Był-to jeden z tych ludzi, którym trudno jest oznaczyć wiek, którzy wydają się raczej postarzali, niż starzy.<br>
{{tab}}Był wysoki, chudy i trochę zgarbiony. Jego przeszłość jakakolwiek ona była, wyryła na czole głębokie zmarszczki, a spojrzenie, gdy je wymierzył na rozmawiającego z nim, przeszywało i ostrzejszem było od najostrzejszych skalpeli.<br>
{{tab}}Pozostał przez kwadrans zamknięty z Marją-Anną, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/795|num=387}}a gdy wyszedł, pociągnął Maurycego na stronę.<br>
{{tab}}— Ta młoda pani będzie wkrótce matką, powiedział.<br>
{{tab}}W tym właśnie leżała tajemnica wahania się Maurycego. Nie odpowiedział nic, i wtedy lekarz dodał:<br>
{{tab}}— Ta młoda pani czy istotnie jest pańską żoną, panie Dubois?<br>
{{tab}}Naciskał w tak dziwny sposób wymawiając to nazwisko: Dubois; jego oczy miały blask tak nie do wytrzymania, że Maurycy czuł, iż zaczerwienił się po same białka.<br>
{{tab}}— Nie chcę sobie tłumaczyć zapytania pańskiego! rzekł głosem rozgniewanym.<br>
{{tab}}Lekarz wzruszył lekko ramionami.<br>
{{tab}}— Przepraszam pana, jeśli chodzi o to, powiedział on... tylko, zrobię panu tę uwagę, że jesteś za młodym na męża, że masz ręce za delikatne jak na wędrownego handlarza. Gdy mówiłem do młodej damy o jej mężu, czerwieniła się!... Człowiek, który wam towarzyszy, ma zanadto straszliwe wąsy, jak na osadnika!... Po tem wszystkiem, powiesz mi pan zapewne, ze jakieś zamieszki były po tamtej stronie granicy, w Montaignacu.<br>
{{tab}}Z purpurowego, Maurycy stał się bladym.<br>
{{tab}}Czuł się odkrytym; widział się w rękach tego lekarza.<br>
{{tab}}Co robić? Zaprzeczać! Na co się zdało!<br>
{{tab}}Pomyślał, że zdać się na los, jest najwyższą ostrożnością, że ostateczne zaufanie zmusza często do dyskrecji... więc głosem wzruszonym:<br>
{{tab}}— Nie omyliłeś się pan, wyrzekł. Człowiek, który mi towarzyszy i ja, jesteśmy obaj zbiegami, skazanemi {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/796|num=388}}bez wątpienia we Francji, w tej godzinie, na śmierć.<br>
{{tab}}I nie dając {{Korekta|lakarzowi|lekarzowi}} czasu do odpowiedzi, oznajmił mu, jakie straszne wypadki przywiodły go do Salienty, i opowiedział bolesne dzieje swojej miłości. Nic nie opuścił. Nie zataił ani swego nazwiska, ani nazwiska Marji-Anny.<br>
{{tab}}Gdy skończył mówić, lekarz ścisnął mu rękę.<br>
{{tab}}— Jest-to coś tak, jak się domyślałem, powiedział. Wierzaj mi, panie... Dubois, nie zostawaj tu długo. To co ja dojrzałem, i inni dostrzedz mogą. A nadewszystko, nie uprzedzaj pan oberżysty o swoim odjeździe. Nie oszukałeś go swojem tłumaczeniem się. Sam interes tylko zamknął mu usta. Widział, że masz złoto, dopóki ci go starczy na zapłacenie mu, będzie milczał... gdyby wiedział, że masz jutro umknąć, możeby cię wydał...<br>
{{tab}}— Ależ... panie, jak tu odjechać?...<br>
{{tab}}— Za dwa dni młoda dama będzie na nogach, przerwał lekarz.<br>
{{tab}}Zdawał się namyślać, jego oczy zachwiały się, jak gdyby położenie Maurycego przypomniało mu okrutne wspomnienie, i głosem głębokim dodał:<br>
{{tab}}— I wierzaj mi... W sąsiedniej wiosce zatrzymaj się i nadaj swoje nazwisko pannie Lacheneur.<br>
{{tab}}Takie zdziwienie odmalowało się w rysach Maurycego, że lekarz mógł przypuścić, iż sobie źle te słowa wytłumaczył.<br>
{{tab}}— Chcę mowie, nalegał dalej z pewnym rodzajem goryczy, że uczciwy człowiek nie może się wahać {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/797|num=389}}lecz {{Korekta|powinnien|powinien}} jak najprędzej zaślubić tę nieszczęśliwą dziewicę.<br>
{{tab}}Rada ta wydała się prawie śmieszną Maurycemu, lekcja dana rozgniewała go.<br>
{{tab}}— Eh! panie, zawołał, czyś pan namyślił się nad tem co mi doradzasz! Jakim sposobem chcesz ażebym ja wygnaniec, może na śmierć skazany, mógł wystarać się o papiery do zawarcia ślubów małżeńskich potrzebne!<br>
{{tab}}Lekarz potrząsnął głową.<br>
{{tab}}— Za pozwoleniem! Już pan nie jesteś we Francji, panie d’Escorval, lecz w Piemoncie...<br>
{{tab}}— Tem więcej..<br>
{{tab}}— Nie, ponieważ w tym kraju żenią się jeszcze, to jest, można się ożenić bez wszelkich formalności, o które się troszczysz.<br>
{{tab}}Maurycy począł słuchać uważnie.<br>
{{tab}}— Czy to być może! wykrzyknął.<br>
{{tab}}— Tak jest!... niech tylko znajdzie się ksiądz, który zgodzi się na wasze połączenie, niech was wciągnie w księgi parafialne i wyda wam świadectwo, a będziecie nierozerwalnie połączeni panna Lacheneur i pan, tak, że nawet Rzym rozwodu wam odmówi.<br>
{{tab}}Podejrzywac prawdę tych dowodzeń niepodobna było, a jednak Maurycy jeszcze wątpił.<br>
{{tab}}— Tak więc, panie, powiedział z wahaniem, mógłbym znaleźć księdza, któryby się zgodził...<br>
{{tab}}Lekarz milczał, możnaby rzec, że wyrzucał sobie, iż się tak zapędził, i zajął sprawą nie swoją. Potem, raptem, tonem opryskliwym, mowił dalej:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/798|num=390}}{{tab}}— Posłuchaj mnie dobrze, panie d’Escorval. Ja odjeżdżam; lecz przedtem postaram się zalecić chorej, aby dużo chodziła. Nakażę jej to w obec oberżysty i jego żony. Owóż, po jutrze, środa, wynajmiecie muły i pojedziecie, panna Lacheneur, stary żołnierz i pan, tak, jakby na przechadzkę... Dotrzecie do Vigano, o trzy mile z tąd, tam ja mieszkam. Zaprowadzę pana do pewnego księdza, który jest moim przyjacielem, i który, za mojem poleceniem, zrobi to o co go poprosisz... Namyśl się pan. Mamże więc czekać na pana we środę?<br>
{{tab}}— Oh! tak, panie, taki... A jakże ja panu podziękuję?...<br>
{{tab}}— Wcale nie dziękując!... Ale, otóż oberżysta, bądź pan znów panem Dubois.<br>
{{tab}}Maurycy pijanym był z radości. Rozumiał bardzo dobrze, całą nieformalność takiego małżeństwa, lecz był przekonanym, iż uspokoi zamieszane sumienie Marji-Anny. Biedna dziewczyna!... Poczucie błędu zabijało ją.<br>
{{tab}}Nie mówił do mej o niczem, obawiając się jakiego nieprzewidzianego upadku, który mógłby rozproszyć jego projekta.<br>
{{tab}}— Kołysząc ją nadziejami, któreby się nie ziściły byłoby okrutnie, pomyślał.<br>
{{tab}}Lecz stary doktor nie opierał się na byle czem, i wszystko odbyło się, jak to był przyrzekł.<br>
{{tab}}Pewien ksiądz z Vigano pobłogosławił małżeństwo Maurycego d’Escorval i Marji-Anny Lacheneur, a wpisawszy ich w księgi kościoła, wydał im świadectwa, które podpisali jako świadkowie: doktor i kapral Bavois...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/799|num=391}}{{tab}}Tegoż wieczora, muły były odesłane do Salienty, wychodźcy, z obawy gadaniny oberżysty, wybierali się w drogę.<br>
{{tab}}Ksiądz Midon, w chwili pożegnania z Maurycym, nalegająco polecał mu dotrzeć do Turynu, jak można najśpieszniej.<br>
{{tab}}— Jest to wielkie miasto, rzekł do niego, zginasz tam, jak w tłumie. Mam ja tam przyjaciela, którego daję ci oto nazwisko i adres; pójdziesz odwiedzie, i mam nadzieję, że przez niego będę ci mógł przesiać wieść o twoim ojcu.<br>
{{tab}}Do Tyrynu więc kierowali się: Maurycy Marja-Anna i kapral Bavois.<br>
{{tab}}Ale posuwali się wolno, zmuszeni unikać dróg uczęszczanych i zrzec się zwykłych środków podróży.<br>
{{tab}}Stosownie do przypadłości miejscowych, najmowali jaką lichą bryczkę, najczęściej konie wierzchowe i postępowali od wschodu do {{Korekta|zachdu|zachodu}} słońca.<br>
{{tab}}Utrudzenie to, które z pozoru mogło ostatecznie dobić Marję-Annę, przeciwnie, wyszło jej na zdrowie. Po pięciu lub sześciu dniach, siły jej powróciły i krew wstępowała na jej zbladłe lica.<br>
{{tab}}— Czyżby się los już znużył?... mówił do niej Maurycy. Kto wie jaką nagrodę zachowuje nam przyszłość!...<br>
{{tab}}Nie, los {{Korekta|bynajmiej|bynajmniej}} się nie znużył, było to tylko wytchnieniem.<br>
{{tab}}Pięknego kwietniowego rana wygnańcy zatrzymali się na śniadanie, w zajeździe, u wstępu do sporego miasta.<br>
{{tab}}Po śniadaniu, Maurycy wstał od siołu, by zapłacić gospodyni kiedy rozległ się krzyk rozdzierający.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/800|num=392}}{{tab}}Marja Anna, blada, obłąkanemi oczyma trzęsła dziennikiem, i mówiła głosem chrapliwym:<br>
{{tab}}— Patrz!... Maurycy... Tu!...<br>
{{tab}}Był to dziennik francuzki, dwa tygodnie stary, zapomniany zapewne przez jakiegoś podróżnego, i walający się po stołach...<br>
{{tab}}Maurycy wziął go i przeczytał:<br>
{{tab}}„Wczoraj wykonaną została kara śmierci na Lacheneurze, przywódzcy spiskowych w Montaignac. Nikczemny ten wichrzyciel zawołał nawet na rusztowaniu występne zuchwalstwo, którego dał tyle dowodów“...<br>
{{tab}}Cała reszta artykułu, napisanego pod wpływem widoków księcia de Sairmeuse i margrabiego de Courtomieu, była w tym tonie.<br>
{{tab}}— Ojciec mój zginął na rusztowaniu!... mówiła dalej Marja-Anna tonem ponurym, a ja nie byłam tam, ja, jego córka, by przyjąć jego ostatnią wolę, jego ostatnie spojrzenie.<br>
{{tab}}Powstała, oświadczając tonem krótkim i nakazującym:<br>
{{tab}}— Nie pójdę dalej; trzeba wracać, natychmiast, bez straty jednej chwili!... Muszę wrócić do Francji.<br>
{{tab}}Wracać do Francji, wystawiać się na śmiertelne niebezpieczeństwa!... I po co?... Czyż to straszne nieszczęście nie było nagrodzonem!...<br>
{{tab}}Tę właśnie uwagę uczynił kapral Bavois; wprawdzie bardzo bojaźliwie! Drżał ten stary wiarus, by go czasem nie posądzono o strach.<br>
{{tab}}Ale Maurycy nie słuchał go.<br>
{{tab}}Dreszcz po nim przechodził!... Zdawało mu się, że i {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/801|num=393}}baron d’Escorval musiał być jednocześnie z Lacheneurem ujęty i stracony.<br>
{{tab}}— Tak, jedźmy, zawołał, wracajmy!<br>
{{tab}}A ponieważ nie miało być już mowy o roztropności, dopóki nie przejdą granicy francuzkiej, więc najęli powóz, który miał ich zawieźć wielkim gościńcem, aż do punktu najbliższego granicy.<br>
{{tab}}Ale wielka wątpliwość, straszna, zawierająca ich całą przyszłość, zajmowała umysł Maurycego i Marji-Anny, kiedy unosił ich pęd koni.<br>
{{tab}}Czy Marja-Anna wyjawi swój stan?<br>
{{tab}}Ona pragnęła, mówiąc, że kto popełnił błąd powinien poddać się karze i upokorzeniu.<br>
{{tab}}Maurycy drżał na samą myśl wzgardy jaka czekała biedną dziewczynę uwiedzioną; błagał ją, zaklinał ze łzami w oczach, by ukrywała swoje położenie.<br>
{{tab}}— Nasza metryka ślubna, mówił, nie zamknie ust ludziom złośliwym... Ileż wtedy utrapień!... Trzeba ukryć co jest, trzeba!.. My wracamy do Francji zapewne tylko na kilka dni.<br>
{{tab}}Na nieszczęście Marja-Anna ustąpiła.<br>
{{tab}}— Skoro tak chcesz, rzekła, będę posłuszną, nikt się o niczem nie dowie.<br>
{{tab}}Nazajutrz, dnia 17. kwietnia, przy zapadającej nocy, zbiegli stanęli w folwarku ojca Poignot.<br>
{{tab}}Maurycy i kapral Bavois przebrani byli za chłopów.<br>
{{tab}}Stary żołnierz dla wspólnego bezpieczeństwa zrobił ofiarę, która mu łzy wycisnęła. Zgolił wąsy.<br><br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/802|num=394}}{{c|'''{{Korekta|XXXVI|XXXIII}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Warunki ucieczki barona d’Escorval ułożone i {{Korekta|zatwierone|zatwierdzone}} były na placu Broni w Montaignac, między księdzem Midonem i Marcjalem de Sairmeuse.<br>
{{tab}}Jedna zrazu przedstawiła się trudność, która omal nie zerwała układów:<br>
{{tab}}— Proszę mi oddać mój list, a ja ocalę barona, rzekł Marcjal.<br>
{{tab}}— Ocal pan barona, rzekł proboszcz, a list będzie ci oddany.<br>
{{tab}}Ale Marcjal należał do ludzi, których cień nawet przymusu przeraża.<br>
{{tab}}Myśl, że on zdawałby się ulegać pogróżkom, kiedy on w rzeczy samej ulegał tylko łzom Marji-Anny, przejmowała go zgrozą.<br>
{{tab}}— Oto moje ostatnie słowo, księże proboszczu, odezwał się. Oddaj mi pan natychmiast brulion, który mi Chanlouineau podstępnie wydrwił, a ja przysięgam ci na cześć mego imienia, że wszystko co jest w mocy ludzkiej uczynić dla ocalenia barona, uczynię. Jeżeli nie, jeżeli pan nie ufasz memu słowu, dobranoc.<br>
{{tab}}Położenie było rozpaczliwe, niebezpieczeństwo grożące, czas obliczony. Ton Marcjala wyrażał postanowienie niecofnione.<br>
{{tab}}Czyż proboszcz mógł się wahać?<br>
{{tab}}Dobył list z kieszeni i podając go Marcjalowi:<br>
{{tab}}— Oto jest, panie margrabio! rzekł głosem uroczystym, pamiętaj pan, ze stawiłeś w zamian cześć twego imienia.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/803|num=395}}{{tab}}— Będę pamiętał, księże proboszczu. Pójdź, postaraj się o sznur.<br>
{{tab}}Takim to sposobem odbyły się rzeczy.<br>
{{tab}}I jakaż to boleść ogarnąć musiała księdza Midona, kiedy pan d’Escorval upadł; jakież osłupieni0 jego, kiedy Maurycy krzyknął, że sznur jest poderżnięty.<br>
{{tab}}— Moje to zaufanie zabija barona!... rzekł.<br>
{{tab}}Nie mógł jednak przewieźć na sobie, by ten sromotny czyn przypisać Marcjalowi. Ukazywał on taką głębokość zbrodni i obłudy, o jaką prawie niepodobna u łudzi nie mających dwadzieścia pięć lat wieku.<br>
{{tab}}Ale panował nad swemi wrażeniami potęga kapłana. Nikt nie mógł domyśleć się tajemnicy jego myśli. Pozostał on panem siebie i z pozorami niezamaconej zimnej krwi, dał zaraz sam pierwsze opatrzenie baronowi i urządził szczegóły ucieczki.<br>
{{tab}}Odetchnął wtedy dopiero, kiedy pan d’Escorval spoczął u Poignota, a orszak mający zmienić pogoń, oddalił się ku granicy.<br>
{{tab}}Już samo to, że baron mógł wytrzymać taką przeprawę, wykazywało w tem biednem złamanem ciele tęgość życia niespodziewaną.<br>
{{tab}}Najgłówniejszą więc teraz rzeczą było zaopatrzenie się w narzędzia chirurgiczne i leki, jakich wymagał stan chorego.<br>
{{tab}}Ale zkąd ich dostać?<br>
{{tab}}Policja margrabiego de Courtomieu śledziła lekarzy i aptekarzy w Montaignacu, spodziewając się przez nich, i bez ich wiedzy, dojść do ranionych w nocnej wyprawie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/804|num=396}}{{tab}}Przeszłość księdza Midona uratowała obecność.<br>
{{tab}}On, który stał się opatrznością wszechnieszczęśliwych w parafii, on, który przez dziesięć lat był lekarzem i chirurgiem ubogich, miał w swych zapasach zbiór narzędzi prawie zupełny i wielką szkatułę z lekami, która nosił na plecach przy obchodzie parafii.<br>
{{tab}}— Ja dziś wieczór, rzekł do pani d’Escorval, pójdę po to wszystko.<br>
{{tab}}Kiedy mrok zapadł, wdział w istocie długą bluzę niebieską, nasunął na twarz szeroki kapelusz pilśniowy, i skierował się do wsi Sairmeuse.<br>
{{tab}}Ani jednego światła nie było w oknach plebanji Bibijanna, stara gospodyni, musiała być na gawędzie u sąsiadów.<br>
{{tab}}Proboszcz dostał się do tego domu, niegdyś własnego, wyłamując drzwi od ogródka; omackiem znalazł to co mu było potrzebnem i wyszedł niespostrzeżony.<br>
{{tab}}I tej że samej nocy, gdyby kto chodził około folwarku ojca Poignot, byłby usłyszał dwa lub trzy okrzyki przerażające, złowrogie, jak ryk zabijanego zwierzęcia.<br>
{{tab}}Ksiądz odważył się na okrutną, ale nieodzowną operację.<br>
{{tab}}Serce jego drżało, ale nie ręka trzymająca nóż, chociaż nigdy nie próbował nic tak trudnego.<br>
{{tab}}— Ja nie liczę na moją lichą umiejętność, mówił on, położyłem nadzieję wyżej.<br>
{{tab}}Nadzieja ta nie zawiodła, bo we trzy dni potem, ranny po nocy względnie spokojnej, zdawał się odzyskiwać przytomność.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/805|num=397}}{{tab}}Pierwsze spojrzenie rzucił na swą dzielną małżonkę, siedzącą przy łożu, pierwsze słowo zwrócił do syna.<br>
{{tab}}— Maurycy?... zapytał.<br>
{{tab}}— Bezpieczny!... odpowiedział ksiądz Midon. Musi być na drodze do Turynu.<br>
{{tab}}Usta pana d’Escorval poruszyły się tak, jak gdyby szeptał modlitwę, i słabym głosem:<br>
{{tab}}— Wszyscy my winni ci będziemy życie, księże proboszczu, wyrzekł, bo zdaje mi się, że ja się z tego wygrzebię.<br>
{{tab}}Wszystko w samej rzeczy zapowiadało, że się wygrzebie, nie bez straszliwych jednak cierpień, nie bez zawikłań, które czasami dreszczem przejmowały otaczających.<br>
{{tab}}Szczęśliwszy, Jan Lacheneur, był na nogach w końcu tygodnia.<br>
{{tab}}W tych zgubnych okolicznościach, ojciec Poignot i jego synowie, ci zacni ludzie, których posądzano o brak odwagi, byli heroicznemi. Ażeby nikt nie mógł się domyślić pobytu gości, umieli oni rozwinąć tę zręczność chłopską, wobec której przebiegłość najsubtelniejszych dyplomatów jest tylko prostodusznością.<br>
{{tab}}Tak przeszło czterdzieści dni, kiedy pewnego wieczora, a było to siedemnastego kwietnia, kiedy ksiądz Midon czytał dziennik baronowi d’Escorval, drzwi od przygórka lekko się otworzyły, i jeden z synów Poignota ukazał się i natychmiast znikł.<br>
{{tab}}Ksiądz dokończył okresu nic po sobie nie dając poznać, złożył dziennik i wyszedł.<br>
{{tab}}— Co to takiego? zapytał chłopca.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/806|num=398}}{{tab}}— Oto, księże proboszczu, pan Maurycy, panna Lacheneur i stary kapral przybył1; chcieliby wejść na górę.<br>
{{tab}}Ksiądz Midon we trzech skokach zbiegł po1 stromych schodach.<br>
{{tab}}— Nieszczęśliwi!... zawołał wpadając na troje nieroztropnych, pocoście tu przyszli?<br>
{{tab}}I zwracając się do Maurycego:<br>
{{tab}}— Słuchaj-no, przez ciebie to i dla ciebie ojciec twój o mało nie umarł; a ty wracasz, ażeby wskazać może poszukiwaczom ślad jego schronienia! Wynoś się.<br>
{{tab}}Biedny chłopiec, zgnębiony, bełkotał niezrozumiałe wymówki. Niepewność zdała mu się gorszą od śmierci; dowiedział się o straceniu pana Lacheneura; nie rozmyślił się, ale wrócił zkąd przyszedł; chciał tylko zobaczyć ojca, ucałować matkę...<br>
{{tab}}Ksiądz był nieubłagany.<br>
{{tab}}— Wzruszenie może zabić twojego ojca, oświadczył; powiedzieć matce, żeś wrócił i naraził się tak niedorzecznie na największe niebezpieczeństwa byłoby to pozbawić ją wszelkiego spokoju... Odejdź ztąd natychmiast. Ruszaj za granicę jeszcze tej nocy...<br>
{{tab}}Na to zbliżył się Jan, świadek tej sceny.<br>
{{tab}}— Ja także oddalę się, księże proboszczu, rzekł, i będę cię prosił, czcigodny panie, ażebyś gdzie umieścił mą siostrę. Miejsce jej jest tu, nie na rozdrożach.<br>
{{tab}}Ksiądz Midon milczał, ważąc dobre lub złe następstwa, potem odezwał się nagle:<br>
{{tab}}— Dobrze, rzekł, oddal się; nie widziałem twego imienia na żadnej liście; nie ścigają ciebie.<br>
{{tab}}Tak naraz odrzucony od tej, która, koniec końców, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/807|num=399}}była jego prawą małżonką, Maurycy chciał się z nią porozumieć, dać jej ostatnie zlecenia; ale proboszcz nie pozwolił.<br>
{{tab}}— Uciekaj!... zawołał odciągając Marję-Annę. Bądź zdrów.<br>
{{tab}}Ksiądz zanadto się pospieszył.<br>
{{tab}}Kiedy Maurycy tak potrzebował rad jego mądrości, on pozostawiał go pod wpływem szalonej nienawiści Jana Lacheneura.<br>
{{tab}}Skoro tylko się oddalili:<br>
{{tab}}— Otóż to jest, zawołał Jan, dzieło Sairmeusów i margrabiego de Courtomieu!... Ja nie wiem, gdzie oni wrzucili ciało zamordowanego ojca, nikczemnie, zdradliwie, przez nich poturbowanego!...<br>
{{tab}}Zaśmiał się nerwowo, zgrzytająco, straszliwie, i chrapliwym głosem dodał:<br>
{{tab}}— Jednakże, gdybyśmy przebyli to wzgórze, zobaczylibyśmy w oddali oświecony zamek Sairmeuse... Dziś wieczór jest tam obchód weselny ślubu Marcjala z panną Blanką. My tułamy się, bez przyjaciela, bez schronienia; tam ucztują przy stole, śmieją się, trącają w kielichy.<br>
{{tab}}Nie trzeba było i tyle, ażeby rozumieć całą zażartość Maurycego. Wszystka krew zbiegła mu do mózgu. Zapomniał o wszystkiem, by powiedzieć sobie, że to zmieszanie święta przez ukazanie się tam, byłoby zemstą godną jego.<br>
{{tab}}— Pojdę wyzwać Marcjala, zawołał, natychmiast, w jego własnym domu.<br>
{{tab}}Ale przerwał mu Jan.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/808|num=400}}{{tab}}— O nie!... nie!... To są nikczemnie, oni by cię kazali aresztować. Napisz, ja list zaniosę.<br>
{{tab}}Słuchał ich kapral Bavois, i mógł był oprzeć się ich szaleństwu.<br>
{{tab}}Ale nie... on tę ich wściekłą chęć zemsty uważał za bardzo naturalną, i bacząc, „że chłód nie przymyka im oczu“, więcej jeszcze ich ocenił.<br>
{{tab}}Narażając się więc na wszystko, weszli do pierwszej lepszej karczmy, jaką na drodze spotkali: wyzwanie zostało napisane i powierzone Janowi.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|XXXVII|XXXIV}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Zamieszać uroczystość zamku Sairmeuse, zamienić w smutek radosną chwilę pierwszego dnia ślubu, złowrogiem proroctwem przerazie związek Marcjala i panny Blanki de Courtomieu... Oto wszystko, czego w samej istocie spodziewał się Jan Lacheneur.<br>
{{tab}}Lecz ani mu w głowie postało, żeby tryumfujący i szczęśliwy Marcjal, przyjmował wyzwanie Maurycego, nędznego wygnańca, włóczęgi...<br>
{{tab}}Oczekując nawet na Marcjala w przedsionku zamkowym, uzbrajał się przeciw pogardzie i szyderstwu, jakiem nie omieszka, zdaniem jego, uraczyć go ten zimny i wyniosły magnat, którego on przyszedł wyzywać.<br>
{{tab}}Oczywiście, życzliwe przyjęcie, jakie mu okazał Marcjal, zbiło go z tropu nieco.<br>
{{tab}}Oprzytomniał jednak, widząc przedziwne wrażenie, jakie wywołało śmiertelnie obrażające wyzwanie Maurycego.<br>
{{tab}}— Trafiliśmy w serce!... pomyślał.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/809|num=401}}{{tab}}Nie opierał się, kiedy Marcjal wziął go za rękę, by go zaprowadzić do salonów.<br>
{{tab}}I przechodząc po jaśniejących światłem komnatach, {{Korekta|przebjając|przebiając}} się przez gromady zdumionych gości, Jan nie pomyślał ani o swych grubych butach, podbijanych gwoździami, ani o chłopskiej odzieży.<br>
{{tab}}Drżący niepokojem, zastanawiał się nad tem, co zajdzie.<br>
{{tab}}Dowiedział się niebawem.<br>
{{tab}}Oparty o złocistą futrynę drzwi galeryjnych, świadkiem był strasznej sceny w małym salonie.<br>
{{tab}}Widział Marcjala de Sairmeuse pijanego gniewem, jak list Maurycego d’Escorvala rzucił w twarz margrabiemu de Courtomieu.<br>
{{tab}}Rzekłbyś, że go nic z tego wszystkiego nie zainteresowało, takim pozostał zimnym i nieruchomym; stał blady, z ustami zaciśniętemi, z oczyma w dół... Lecz pozory te kłamały. Serce jego rozszerzało się niewymowną radością, a jeżeli oczy spuścił, to dla tego, by nikt się nie dopatrzył tego ogromu uradowania.<br>
{{tab}}Nigdy byłby się nie ośmielił życzyć sobie zemsty tak rychłej, a nadewszystko tak strasznej.<br>
{{tab}}Niczem to jednak było jeszcze dotąd.<br>
{{tab}}Szorstko odepchnąwszy Blankę, młodą swoją żonę, która rozpaczliwie czepiała się jego sukien, Marcjal wziął znów za rękę Jana Lacheneura.<br>
{{tab}}— Pójdź!... rzekł doń głosem drgającym. Pójdź ze mną!...<br>
{{tab}}Jan udał się za nim.<br>
{{tab}}Przebyli znowu wielką galerje pomiędzy {{pp|skamie|niałemi}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/810|num=402}}{{pk|skamie|niałemi}} gośćmi; lecz zamiast iść do przedsionka, Marcjal chwycił zapalony kandelabr z konsoli i otworzył małe drzwiczki, otwierające się na schody służbowe.<br>
{{tab}}— Dokąd mnie pan prowadzisz? zapytał Jan Lacheneur.<br>
{{tab}}Marcjal, który przebył już kilka stopni na górę, odwrócił się.<br>
{{tab}}— Czy się obawiasz? zapytał.<br>
{{tab}}Tamtem zżymnął ramionami, i zimno odezwał się:<br>
{{tab}}— Jeżeli pan tak rozumiesz, to chodźmy.<br>
{{tab}}Weszli na drugie piętro zamku, i przybyli do apartamentu na pół urządzonego, w którym wszystko było w nieładzie.<br>
{{tab}}Był to kawalerski apartament Marcjala. W przede dniu wieczór był już przecie pewnym, że {{Korekta|spi|śpi}} w nim po raz ostatni.<br>
{{tab}}Apartament ten był niegdyś mieszkaniem Jana Lacheneura, kiedy na wakacje przyjeżdżał do ojca, i nic się w nim nie zmieniło. Poznał też same firanki, wielki dywan w róże, i nawet stary fotel, w którym ukradkiem przeczytał tyle romansów.<br>
{{tab}}Wszedłszy tam z Janem Lacheneurem, Marcjal pobiegł do biurka stojącego w kącie, złamał raczej szufladę niż otworzył, i wyjął z niej papier drobno zwinięty, który wsunął w kieszeń.<br>
{{tab}}Chociaż zdawało się, że działa z całą pełnością woli, jednakże baczny dostrzegacz przeraziłby się jego urywanemi poruszeniami, bladością twarzy i blaskiem oczu. Warjaty, kiedy zdają się rozsądnie postępować, okazują podobnąż powierzchowność.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/811|num=403}}{{tab}}— Teraz, rzekł, chodźmy... Trzeba uniknąć sceny, ojciec mój i... żona szukają mnie zapewne... Porozumiemy się na drodze.<br>
{{tab}}Zeszli z wielkim pospiechem, wymknęli się ogrodami i niebawem stanęli w wielkiej alei prowadzącej do pałacu.<br>
{{tab}}Wtedy Jan Lacheneur zatrzymał się.<br>
{{tab}}— Chodzić tak daleko dla jednego tak lub nie, nie było zda mi się rzeczą potrzebną, rzekł. Ale skoro pan tak chciałeś, mniejsza o to. Cóż mam tedy odpowiedzieć Maurycemu d’Escorval?<br>
{{tab}}— Nic. Zaprowadzisz mnie do niego.<br>
{{tab}}— Pana?<br>
{{tab}}— Tak, mnie!... Ja muszę się z nim zobaczyć pomówić z nim, usprawiedliwić się... Idźmy!<br>
{{tab}}Ale Jan Lacheneur nie ruszył się z miejsca.<br>
{{tab}}— To czego pan ode mnie żądasz, jest niepodobnem, wyrzekł.<br>
{{tab}}— Dla czego?<br>
{{tab}}— Dla tego, że Maurycy jest ściganym. Gdyby go ujęto, byłby pociągniętym do Izby prewotalnej i zapewne skazany na śmierć. On się ukrywa, znalazł schronienie bezpieczne, ja nie mam prawa wskazywać go.<br>
{{tab}}Jako schronienie bezpieczne, Maurycy nie miał nic innego tylko las sąsiedni, gdzie w towarzystwie kaprala Bavois, czekał na powrót Jana.<br>
{{tab}}Lecz Jan nie mógł oprzeć się pokusie wynurzenia tej odpowiedzi, bardziej obelżywej, jak gdyby powiedział po prostu:<br>
{{tab}}— Obawiamy się donosicieli.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/812|num=404}}{{tab}}Musiał Marcjal nie być sobą; gdyż on z natury tak dumny i gwałtowny, nie podniósł tej obelgi.<br>
{{tab}}— Wy mnie nie dowierzacie? rzekł smutno.<br>
{{tab}}Jan Lacheneur milczał, nowa obelga.<br>
{{tab}}— Jednakże po tem wszystkiem, nalegał Marcjal, coś dopiero widział i słyszał, ty nie możesz mnie posądzać, ażebym poobcinał sznury, które zaniosłem baronowi d’Escorval.<br>
{{tab}}— Nie. Jestem przekonany, iż pan nie miałeś najmniejszego udziału w tej sromotnej ohydzie.<br>
{{tab}}— Widziałeś jak ukarałem tego, kto ośmielił się narazić cześć imienia Saimaeusów... A ten jednakże jest ojcem dziewicy, którą zaślubiłem dziś z rana.<br>
{{tab}}— Widziałem!... ale mimo to wszystko, odpowiem panu: niepodobna!<br>
{{tab}}Jan był doprawdy zdumiony cierpliwością, więcej powiem, pokorną rezygnacją Marcjala.<br>
{{tab}}Zamiast się oburzyć, Marcjal wyjął z kieszeni papier wzięty z mieszkania, i podając go Janowi:<br>
{{tab}}— Ci co wątpią o mojem słowie, będą ukarani za wyrządzoną mi zniewagę, odezwał się głucho. Ty nie wierzysz w mą szczerość, Janie, oto masz dowód, który chciałem oddać Maurycemu, który tobie wystarczy.<br>
{{tab}}— Cóż to za dowód?<br>
{{tab}}— Bruljon napisany moją ręką, w zamian za który ojciec mój zgodził się na ucieczkę barona d’Escorval. Jakieś niewytłumaczone przeczucie wstrzymało mnie od spalenia tego kompromitującego dowodu... dzisiaj cieszę się z tego. Weź ten papier, on zostawia mnie na twej łasce i niełasce.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/813|num=405}}{{tab}}Kto inny, nie Jan, byłby wzruszony tą wielkością duszy, którą nie jeden nazwałby może heroicznem głupstwem.<br>
{{tab}}Jan pozostał nieubłaganym. Miał on w sercu jednę z tych nienawiści, których nic rozbroić nie jest w stanie, które krążą w żyłach jak krew, których żadne zadośćuczynienie uśmierzyć nie może, które nic słabną z latarni, ale rosną i strasznieją.<br>
{{tab}}Byłby wszystko poświecił, i w samej rzeczy poświęcił wszystko w tej chwili ten nieszczęśliwy, niewymownej rozkoszy widzenia u nóg swych tego dumnego magnata, którego nienawidził jak szatan.<br>
{{tab}}— Dobrze, rzekł, oddam to Maurycemu.<br>
{{tab}}— Jest-to, zdaje mi się, zakład przymierza.<br>
{{tab}}Jan Lacheneur na to wykrzyknął ze straszliwym giestem ironji i groźby:<br>
{{tab}}— Zakład przymierza!.. ho!., jakże panu śpieszno, panie margrabio! Wiec pan już zapomniałeś tej krwi, która popłynęła między nami? Pan nie obciąłeś sznurów, zgoda!.. Lecz kto skazał na śmierć niewinnego barona d’Escorval? Czyż to nie książę de Sairmeuse?.. Przymierze!.. Więc pan zapominasz, iż to ty i twoi zaprowadziliście ojca mojego na rusztowanie!... Tak-że to wynagrodziliście tego człowieka, którego heroiczna uczciwość oddała wam fortunę!.. Pan uwziąłeś się uwieść jego córkę, moją biedną Marję-Annę... Nie uwiodłeś jej, ale zabiłeś ją na dobrej sławie.<br>
{{tab}}— Ofiarowałem imię moje i majątek twej siostrze.<br>
{{tab}}— Zabiłbym ją własną ręką, gdyby przyjęła!.. Bo ja nie zapominam i tego ci dowiodę. Jeżeli {{pp|kiedykol|wiek}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/814|num=406}}{{pk|kiedykol|wiek}} jakie wielkie nieszczęście dotknie znakomitą rodzinę Sairmeusów, wspomni, na Jana Lacheneura... Będzie w tem coś ważyć jego ręka.<br>
{{tab}}Unosił się, zapamiętywał; gwałtowne poruszenie woli wróciło mu zimną krew, i dodał rozważnie:<br>
{{tab}}— A jeżeli pan tak koniecznie chcesz widzieć się z Maurycym, bądź jutro na płaskowzgórzu Rèche, o południu, on się stawi. Do widzenia!<br>
{{tab}}To rzekłszy, nagle odskoczył w bok, jednym skokiem przebył gęstwinę alei i zniknął w ciemnościach.<br>
{{tab}}— Janie!.. krzyczał Marcjal głosem prawie błagalnym, Janie, wróć się!.. posłuchaj mnie!...<br>
{{tab}}Wołanie jego pozostało bez odpowiedzi.<br>
{{tab}}I wkrótce też, odgłos podkutych butów brata Marji-Anny, znikł na uprawnem polu.<br>
{{tab}}Rodzaj zawrotu, jak po nagłym upadku, ogarnął młodego margrabię de Sairmeuse, stał na tem samem miejscu pośrodku alei, nieruchomy, bez myśli i zamiarów.<br>
{{tab}}Z tego okamienienia wywiódł go koń cwałujący, który pędził ku Montaignac i o mało go nie rozbił.<br>
{{tab}}Drgnął jak człowiek nagle ze snu zbudzony, i świadomość czynów, którą stracił czytając wyzwanie Maurycego, przyszła mu naraz.<br>
{{tab}}Teraz mógł ocenić swe postępowanie, tak jak pijak, kiedy wyszumi, z przerażeniem rozważa swe nadużycia.<br>
{{tab}}Czyż to on, Marcjal, flegmatyczny szyderca, człowiek wynoszący swą zimną krew i doskonałą nieczułość, dopuścił się takich uniesień!<br>
{{tab}}Niestety! tak. A kiedy Blanka de Courtomieu, dziś {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/815|num=407}}margrabina de Sairmeuse, oskarżała Marję-Annę, jasnowidząca jej zazdrość, nie myliła jej wcale.<br>
{{tab}}Marcjal, który wzgardziłby opinją całego świata, był jakby odurzony na myśl, że nim może pogardza Marja-Anna, że go ma za nikczemnika i zdrajcę.<br>
{{tab}}Dla niej to on, w przystępie szału, chciał świetnego usprawiedliwienia.<br>
{{tab}}Jeśli błagał Jana, by go zaprowadził do Maurycego d’Escorval, to dla tego, iż przy nim spodziewał się znaleźć Marję-Annę i powiedzieć jej:<br>
{{tab}}— Pozory były przeciwko mnie, ale jestem niewinny, i dowiodłem tego, wykazując zbrodniarza.<br>
{{tab}}Marji-Annie chciał wręczyć zachowany bruljon, mówiąc sobie, że co najmniej to zadziwi ją siłą szlachetności.<br>
{{tab}}Oczekiwanie go zawiodło, i on nic już rzeczywistego nie upatrywał, tylko niesłychany skandal.<br>
{{tab}}— Będzie to djabla robota z tym wybuchem... pomyślał, ale co!... za miesiąc nikt o tem już nie wspomni. Najkrótsza sprawa, to uprzedzić komentarze... Wracajmy!...<br>
{{tab}}Wymówił to słowo „wracajmy“, tonem zupełnego namysłu. Lecz w miarę jak się zbliżał do zamku, postanowienie jego chwiało się.<br>
{{tab}}Uroczystość weselna, która miała być tak wspaniałą, już się skończyła, goście nie rozjeżdżali się, ale uciekali.<br>
{{tab}}Marcjal zastanowił się, że pozostanie sam pomiędzy młodą żoną, ojcem i margrabią de Courtomieu. Ileż to {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/816|num=408}}wtedy będzie wyrzutów, krzyków, łez, gniewów, gróźb! I on ma to wszystko znosić?<br>
{{tab}}— O, nie! nie!... wyrzekł półgłosem, nie takim głupi... Niech się tam oni przez noc wysapią, ja pokażę się dopiero jutro.<br>
{{tab}}Ale gdzie noc przepędzić? Ubrany w weselny strój, z gołą głową, i zaczęło mu być zimno. Dom zajmowany przez księcia w Montaignacu, mógłby być schronieniem.<br>
{{tab}}— Znajdę tam łóżko, pomyślał, służbę, inną odzież, ogień, a jutro konia do powrotu.<br>
{{tab}}Była to daleka droga jak na piechotę, ale nie odstręczało go to w takiem usposobieniu ducha.<br>
{{tab}}Sługa, który mu otworzył, kiedy zastukał Marcjal, omało nie padł na ziemię jak długi ze zdziwienia, poznając go.<br>
{{tab}}— To pan margrabia!...<br>
{{tab}}— Tak, ja!... Rozłóż mi ogień na kominku w salonie, i daj mi się w co przebrać.<br>
{{tab}}Sługa pobiegł, i niebawem Marcjal pozostał, sam, rozciągnięty na kanapie obok kominka.<br>
{{tab}}— Byłaby to śliczna rzecz, przespać się, rzekł do siebie, bo żartowniś w nim brał górę.<br>
{{tab}}Spróbował, ale na to sił mu już nie starczyło.<br>
{{tab}}Myśl odbiegała w ciąż odeń i ciągnęła do Sairmeuse, do tej małżeńskiej komnaty, w której nagromadził tyle wykwintnego zbytku.<br>
{{tab}}On o tej porze powinienby być tam, przy Blance, przy tak młodej i pięknej kobiecie, która była jego żoną, której nie kochał, lecz przez nią był namiętnie kochanym.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/817|num=409}}{{tab}}I czemuż ją porzucił? Byłaż ona odpowiedzialną za sromotę margrabiego de Courtomieu?<br>
{{tab}}— Biedna dziewczyna!... pomyślał, a toż mi piękna noc ślubna!<br>
{{tab}}Nadedniem jednak zasnął snem gorączkowym, i zbudził się dopiero po dziewiątej.<br>
{{tab}}Kazał sobie podać śniadanie, z zamiarem powrócenia do Sairmeuse, i zajadał w najlepsze, kiedy zawołał nagle:<br>
{{tab}}— Osiodłać mi konia!... Prędko!... Czemprędzej!...<br>
{{tab}}Przypomniał sobie schadzkę z Maurycym... Czemużby tam nie miał się udać?<br>
{{tab}}Pojechał, i dzięki szybkości konia, stanął w la Rèche, kiedy biło w pół do jedenastej.<br>
{{tab}}Ponieważ drudzy nie zaraz mieli nadejść, przywiązał konia do drzewa w gaju jodłowym i lekko wbiegł na szczyt płasko wzgórza.<br>
{{tab}}Tam stała niegdyś chata Lacheneura. Zostały po niej tylko cztery ściany, zaczernione przez pożar i napoły zwalone.<br>
{{tab}}Od niejakiego czasu spoglądał Marcjal na te zwaliska, nie bez gwałtownego wzruszenia, kiedy usłyszał wielki szelest w chróstach.<br>
{{tab}}Obrócił się: nadchodził Maurycy z Janem i kapralem Bavois.<br>
{{tab}}Stary żołnierz niósł pod pachą długie i wązkie zawiniątko osłonięte płótnem: były to szpady, po które chodził w nocy Jan Lacheneur do jednego z oficerów, na pół-żołdu, w Montaignacu.<br>
{{tab}}— Przykro nam panie, począł Maurycy, żeśmy dali {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/818|num=410}}na siebie czekać. Zważ pan jednak, że jeszcze nie południe... Przytem małośmy liczyli na pana.<br>
{{tab}}— Zbyt wiele przywiązywałem wagi do... usprawiedliwienia się, przerwał Marcjal, by nie stawie się na słowie.<br>
{{tab}}Maurycy pogardliwie ruszył ramionami.<br>
{{tab}}— Tu nie chodzi o usprawiedliwienie, panie, rzekł tonem szorstkim aż do grubijaństwa, ale o walkę.<br>
{{tab}}Jakkolwiek obelżywy był ton i ruch, Marcjal ani drgnął.<br>
{{tab}}— Albo nieszczęście czyni pana niesprawiedliwym, rzekł łagodnie, albo obecny tu pan Lacheneur nic ci nie powiedział.<br>
{{tab}}— Jan wszystko mi opowiedział.<br>
{{tab}}— A zatem?<br>
{{tab}}Zimna krew Marcjala rozdrażniła Maurycego.<br>
{{tab}}— A zatem, odpowiedział z niesłychaną gwałtownością, nienawiść moja pozostała takąż samą, choć się pogardą zmniejszyła. Pan winieneś mi spotkanie, od dnia, w którym spojrzenia nasze skrzyżowały się na rynku w Sairmeuse, w obec panny Lacheneur. Pan powiedziałeś do mnie wtedy: „znajdziemy się!“ Otóż jesteśmy oko w oko, Jakiej-że zniewagi potrzeba, by cię zmusić do walki?<br>
{{tab}}Fala krwi zaczerwieniła twarz margrabiego de Sairmeuse; chwycił szpadę z rąk Bavois, i zasłaniając się:<br>
{{tab}}— Skoro pan chcesz, rzekł głosem zgrzytającym. Już cię wspomnienie Marji-Anny ocalić nie może.<br>
{{tab}}Lecz zaledwie skrzyżowały się żelaza, okrzyk Jana i kaprala Bayois zatrzymał walkę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/819|num=411}}{{tab}}— Żołnierze! zawołali uciekajmy!<br>
{{tab}}W samej rzeczy, ze dwunastu żołnierzy zbliżało się, biegnąc ze wszystkich sił.<br>
{{tab}}— Ah!... nie powiedziałem!... wykrzyknął Maurycy, przyszedł nikczemnik, ale uprzedził żandarmów!<br>
{{tab}}Cofnął się wstecz, i łamiąc szpadę na kolanie, rzucił kawałki w twarz Marcjalowi, mówiąc:<br>
{{tab}}— Oto zaplata twoja, nędzniku!...<br>
{{tab}}— Nędznik... nędznik!... powtarzali Jan i kapral Bavois, zdrajca!... haniebny!...<br>
{{tab}}I uciekli zostawiając Marcjala, jakby rażonego piorunem.<br>
{{tab}}Nadludzkiem wysileniem oprzytomniał. Nadeszli żołnierze; on podszedł do sierżanta, który ich prowadził i ludzkim głosem zapytał:<br>
{{tab}}— Czy znasz mnie?<br>
{{tab}}— Znam, jesteś pan synem księcia de Sairmeuse.<br>
{{tab}}— Owoż ja ci zabraniam ścigać tych ludzi, którzy uciekają!<br>
{{tab}}Sierżant wahał sie zrazu, ale wreszcie rzekł tonem stanowczym:<br>
{{tab}}— Nie mogę panu być posłusznym, odpowiedział, mam rozkaz.<br>
{{tab}}I zwracając się do żołnierzy:<br>
{{tab}}— Dalej, koledzy, żwawo!<br>
{{tab}}Już miał sam dać przykład, Marcjal zatrzymał go za rękę.<br>
{{tab}}— Nie odmówisz mi przynajmniej wyjawić, rzekł, kto cię tu przysłał.<br>
{{tab}}— Kto?... a jużciż pułkownik, z rozkazu wielkiego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/820|num=412}}prewota, pana de Courtomieu, który mu ten rozkaz przesłał wczoraj wieczór przez konnego. Myśmy się zaczaili na dole, w lesie, od samego świtu... Ale puść mnie pan do stu piorunów! bo przez pana uchybię służby.<br>
{{tab}}Odszedł, a Marcjal zataczając się bardziej jak człowiek pijany, zszedł ze wzgórza i wsiadł na koń.<br>
{{tab}}Lecz nie wrócił do Sairmeuse, ale udał się do Montaignac, i resztę popołudnia przepędził zamknięty w swym pokoju.<br>
{{tab}}Wieczorem zaś wyprawił do Sairmeuse dwa listy...<br>
{{tab}}Jeden do ojca, drugi do młodej swej małżonki.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|XXXVIII|XXXV}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Jakkolwiek szkaradny skandal wy prowadzał w wyobraźni ze swych uniesień Marcjal, pojęcie jakie tworzył sobie o nim, dalekiom było od rzeczywistości.<br>
{{tab}}Piorun padający pośrodku galerji nie byłby tak straszliwego wrażenia wywarł na gości w Sairmeuse, jak odczytanie wyzwania Maurycego d’Escorval.<br>
{{tab}}Deszcz przebiegł po zgromadzonych, kiedy Marcjal przerażający gniewem, rzucił list w twarz teścia, margrabiego de Courtomieu.<br>
{{tab}}A kiedy margrabia zsunął się na fotel, kilka młodych kobiet, czulszych jak inne, nie mogło powstrzymać przeraźliwych okrzyków.<br>
{{tab}}Upłynęło dobrze pół minuty jak Marcjal odszedł z Janem Lacheneurem, a goście stali jeszcze nieruchomi na miejscach jak posągi, {{Korekta|biedzi|biedni}}, niemi, zdumieni.<br>
{{tab}}Czar ten, pierwsza przerwała panna młoda, Blanka.<br>
{{tab}}Kiedy margrabia de Courtomieu omdlewał, a nikt {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/821|num=413}}nie kwapił: się podać mu ręki, kiedy książę de Sairmeuse trząsł się i gryzł pięście ze złości; panna młoda próbowała uratować położenie.<br>
{{tab}}Z ręką zgniecioną szorstkim uściskiem Marcjala, sercem wzdętem nienawiścią i wściekłością, bielsza od ślubnego welonu, zdobyła się na siłę powstrzymania łez gotowych trysnąć, potrafiła zmusić usta do uśmiechu.<br>
{{tab}}— Za wiele nadajemy ważności małemu nieporozumieniu, które wyjaśni się jutro, rzekła prawie wesoło do osób najbliżej niej stojących.<br>
{{tab}}I zaraz tez doszedłszy aż do środka galerji, dała znak orkiestrze do kontredansa.<br>
{{tab}}Lecz przy pierwszych taktach muzyki, która odezwała się nagle, wszyscy goście, jednozgodnem poruszeniem, rzucili się ku drzwiom.<br>
{{tab}}Rzekłbyś, że pożar zajął się w zamku. Popłoch powstał powszechny.<br>
{{tab}}Przed godziną, margrabia de Courtomieu i książę de Sairmeuse nie mogli nastarczyć służebnym nadskakiwaniom, płaskim pochlebstwom.<br>
{{tab}}W tej chwili, w całym tym szlacheckim tłumie, nie byliby w stanie znaleźć jednego tak śmiałego człowieka, któryby otwarcie rękę im podał.<br>
{{tab}}Przed chwilą bowiem uważano ich za wszechpotężnych... Oni, mówiono, oddali znakomitą przysługę, tłumiąc zawichrzenia... Wiedziano, że stoją dobrze u dworu i w łasce królewskiej... Przypisywano im na umysł ministrów, wpływ mogący przydać się ich przyjaciołom.<br>
{{tab}}Tymczasem teraz, w następstwie tak wyraźnego listu Maurycego. Po wyznaniach Marcjala, w oczach {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/822|num=414}}obecnych, książę i margrabia spadli ze szczytu swych wielkości w niełaskę, a może i pociągnięci będą do odpowiedzialności.<br>
{{tab}}Otóż, wielka to sztuka umieć przewidywać niełaski.<br>
{{tab}}Heroiczna do ostatka panna młoda, czyniła niesłychane wysilenia, by wstrzymać ten popłoch.<br>
{{tab}}Stojąc przy drzwiach galerji, z najpociągliwszym uśmiechem na ustach, Blanka sypała najpochlebniejsze i najbardziej zachęcające wyrazy, wyczerpując najwymowniejsze argumenta dla uspokojenia zbiegów.<br>
{{tab}}Próbowała potrącić strunę miłości własnej. Zawstydzała tancerzy, zwracała się do panien.<br>
{{tab}}Próżne usiłowania! daremne ofiary!...<br>
{{tab}}Wiele bezwątpienia młodych kobiet oddało się tego wieczora delikatnej radości odpłacenia młodej margrabinie de Sairmeuse za wszystkie lekceważenia i przycinki, jakiemi ich częstowała Blanka de Courtomieu.<br>
{{tab}}Przyszła nareszcie chwila, gdzie ze wszystkich tych gości, co się tak skwapliwie zebrał w zamku Sairmeuse, nad ranem pozostał tylko jeden stary obywatel, który z powodu podagry, czekał roztropnie na rozjechanie się tłumu.<br>
{{tab}}Skłonił się, przechodząc koło młodej margrabiny de Sairmeuse, i rumieniąc się za zniewagę, jaką czynił kobiecie, wyszedł tak jak i inni.<br>
{{tab}}Blanka pozostała sama!... Nie potrzebowała już przymuszać się... Nie było już tam świadków, coby śledzili jej straszne cierpienia i radowali się nimi.<br>
{{tab}}Szalonym giestem zdarła zasłonę ślubną i wieniec {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/823|num=415}}z kwiecia pomarańczowego, i w uniesieniu dzikiej wściekłości zdeptała je nogami.<br>
{{tab}}Zatrzymała lokaja przypadkiem przechodzącego przez galerję.<br>
{{tab}}— Pogasić światła! rzekła doń, jak gdyby była u swego ojca w Courtomieu, a nie w Sairmeuse.<br>
{{tab}}Wykonano rozkaz, a wtedy, blada z włosami rozczochranemi, z błędnemi oczyma, pobiegła do małego salonu, w którym odbyła się scena.<br>
{{tab}}Służba uwijała się koło margrabiego de Courtomieu leżącego na kozetce.<br>
{{tab}}Kiedy się osunął, wymówiono wtedy straszny wyraz — apopleksja.<br>
{{tab}}Lecz książę de Sairmeuse zżymnął na to ramionami.<br>
{{tab}}— Gdyby nawet wszystka krew z jego żył uderzyła mu do mózgu, nie sprawiłaby mu nawet zawrotu, rzekł.<br>
{{tab}}Bo też pan de Sairmeuse był wściekłym na swego dawnego przyjaciela.<br>
{{tab}}Zastanawiając się nawet, nie wiedział dobrze na kogo ma bardziej powstawać, czy na Marcjala, czy na margrabiego de Courtomieu.<br>
{{tab}}Marcjal, publicznem wyjawieniem, wywrócił zapewne całe rusztowanie jego politycznej fortuny.<br>
{{tab}}Lecz z drugiej strony, czyż to margrabia de Couriomieu był przyczyną oskarżenia jednego z Sairmeusów o zdradę, której samo wspomnienie przeszywało wstrętem?<br>
{{tab}}Zatopiony w fotelu, z rysami wzburzonemi gniewem, patrzył na ruch służących, kiedy weszła Blanka.<br>
{{tab}}Stanęła przed nim krzyżując ręce, i głosem głuchym:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/824|num=416}}{{tab}}— Cóż pana tu zatrzymywało, mości książę, odezwała się, kiedy ja pozostałam sama, wystawiona na najostatniejsze upokorzenia? Ah! gdybym była mężczyzną!... Wszyscy twoi goście ociekli, mości książę, wszyscy!...<br>
{{tab}}Pan de Sairmeuse zerwał się nagle:<br>
{{tab}}— A to niech idą do djabła! wykrzyknął.<br>
{{tab}}Ze wszystkich bowiem tych gości, którzy opuścili jego salony, gwałtownie z nim tym sposobem zrywając, ani jednego nie żałował książę de Sairmeuse.<br>
{{tab}}Wiedział on dobrze, iż nie ma ani jednego przyjaciela, on, którego zadziwiająca, duma nie uznawała sobie równego.<br>
{{tab}}Wydając ucztę na wesele syna, sprosił na nią całe obywatelstwo okoliczne. Stawili się... to dobrze! Uciekli... drugie dobrze.<br>
{{tab}}Jeśli książę wściekał się na tę dezercję, to dla tego jedynie, iż ona z przerażającą wymową wróżyła mu tyle dlań groźną niełaskę.<br>
{{tab}}Próbował jednak skłamać samemu sobie.<br>
{{tab}}— Powrócą oni, rzekł do Blanki, zobaczymy ich jeszcze pokornych i żałujących! Spuść się pani na mnie!... Ale gdzie to podziewa się Marcjal?<br>
{{tab}}Oczy młodej niewiasty zaiskrzyły się, ale nic nie odpowiedziała.<br>
{{tab}}— Czyżby on wyszedł z synem tego złoczyńcy Lacheneura? wspomniał jeszcze książe.<br>
{{tab}}— Zdaje mi się.<br>
{{tab}}— To zapewnie niebawem wróci.<br>
{{tab}}— Kto wie!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/825|num=417}}{{tab}}Pan de Sairmeuse uderzył nogą w komin tak, że o mało nie rozbił marmuru.<br>
{{tab}}— Do kroćset!... zawołał, byłoby to dopełnieniem miary.<br>
{{tab}}Panna młoda zapewne sądziła, że to książe o nią tak się troszczy i gniewa. Ale myliła się. On myślał tylko o rachunkach swej zawiedzionej ambicji.<br>
{{tab}}Cóżkolwiekbądź mówił, przyznawał w duchu wyższość synowi nad sobą; miał ufność w jego dyplomatycznym genjuszu, i chciał go się poradzić przed stanowczym jakimś krokiem.<br>
{{tab}}— On to sprawił złe, pomrukiwał, on niech je naprawia! A do kroćset!... łatwo mu to przyjdzie, jak tylko zechce.<br>
{{tab}}Głośno zaś dodał:<br>
{{tab}}— Trzeba wyszukać Marcjala koniecznie.<br>
{{tab}}Blanka przerwała mu poruszeniem pełnem boleści i gniewu:<br>
{{tab}}— Trzeba wyszukać Marji-Anny, rzekła, jeżeli wasza książęca mość chcesz znaleźć... mojego męża.<br>
{{tab}}Miał i książę myśl podobną, ale nie śmiał jej wyjawić.<br>
{{tab}}— Wyrządzona przykrość wprawia cię w błąd, margrabino, rzekł.<br>
{{tab}}— Ja wiem co mówię!<br>
{{tab}}— Nie!... a dowód na to, że Marcjal niebawem się zjawi... Jeżeli wyszedł nie może być daleko... Poślę po niego, sam go poszukam.<br>
{{tab}}Oddalił się klnąc między zębami, i wtedy dopiero {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/826|num=418}}Blanka podeszła do ojca, który bynajmniej nie zdawał się przychodzić do przytomności.<br>
{{tab}}Wzięła go za rękę, i tonem swym najbardziej nakazującym:<br>
{{tab}}— Ojcze!... zawołała, o]cze!...<br>
{{tab}}Głos ten, na który tylekroć drżał pan de Courtomieu, podziałał skuteczniej niż woda kolońska sług.<br>
{{tab}}Zwolna otworzył jedno oko, które natychmiast zamknął, nie tak śpiesznie jednak by tego nie dostrzegła córka.<br>
{{tab}}— Mam coś z ojcem do pomówienia, nalegała, wstań ojcze.<br>
{{tab}}Nie śmiał odmówić posłuszeństwa, z trudnością wyprostował się na kozetce, z krawatem rozwiązanym, z twarzą powleczoną wielkiemi czerwonemi wypiekami.<br>
{{tab}}— Ah!... jakiżem cierpiący!... jęczał, jakźe mi słabo!<br>
{{tab}}Córka przygniotła go spojrzeniem pogardliwem, i tonem gorzkiej ironji:<br>
{{tab}}— Więc myślisz ojcze, że ja to jestem w siódmem niebie, odezwała się.<br>
{{tab}}— Mów więc, westchnął pan de Courtomieu, mów, skoro chcesz.<br>
{{tab}}Ale młoda kobieta nie chciała świadków.<br>
{{tab}}— Odejdźcie! rzekła do służby.<br>
{{tab}}Odeszli, a ona zamknąwszy za niemi drzwi na klucz.<br>
{{tab}}— Mówmy o Marcjalu, rzekła.<br>
{{tab}}Na to imię pan de Courtomieu podskoczył i pięści jego zacisnęły się.<br>
{{tab}}— Oh! nędznik!... wykrzyknął.<br>
{{tab}}— Marcjal jest moim mężem, ojcze.<br>
{{tab}}— Jakto!... po tem co uczynił, ty śmiesz go bronić!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/827|num=419}}{{tab}}— Ja go nie bronię, ale nie chcę, by mi go zabito.<br>
{{tab}}Ktoby w tej chwili zwiastował śmierć Marcjala panu de Courtomieu, pewnie by go nie pogrążył w rozpaczy.<br>
{{tab}}— Słyszałeś, ojcze, ciągnęła dalej rzecz swą pani Blanka, naznaczono na jutro, o południu schadzkę Marcjalowi, na wzgórzu Rèche... Ja go znam, zelżono go, on się stawi... Czy zastanie on tam przeciwnika uczciwego?... Nie. Zastanie tam zabójców... Ty, ojcze, możesz go ustrzedz przed zamordowaniem.<br>
{{tab}}— Ja, Boże mój!... a to jakim sposobem?<br>
{{tab}}— Posyłając do Rèche żołnierzy, którzy ukryją się w lesie, i w danej chwili zatrzymają złoczyńców godzących na życie Marcjala.<br>
{{tab}}Margrabia poważnie pokręcił głową.<br>
{{tab}}— Gdybym to uczynił, rzekł, Marcjal gotów byłby...<br>
{{tab}}— Na wszystko!... tak, wiem. Lecz cóż to ci, ojcze, szkodzi, jeżeli ja wszystko biorę na siebie?<br>
{{tab}}Pan de Courtomieu daremnie usiłował przeniknąć, jaki jest rzeczywisty zamiar panny młodej.<br>
{{tab}}— Trzeba wysłać rozkaz do Montaignacu, nalegała Blanka.<br>
{{tab}}Przy mniej gwałtownem wzruszeniu, byłaby widziała cień złej myśli zamglęwającej oczy ojcowskie. Myślał on, że gdyby uczynił to czego żąda córka, zemściłby się w najokrutniejszy sposób na Marcjalu, że zniesławiłby tego młokosa, który tak mało dba o sławę drugich.<br>
{{tab}}— Dobrze! rzekł Skoro tak zatem obstajesz, napiszę.<br>
{{tab}}Córka żywo przyniosła mu pióro i atrament, a margrabia, ojciec, jak mógł, drżącą ręką nagryzmolił instrukcje dla pułkownika legji Montaignacu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/828|num=420}}{{tab}}Blanka sama zaniosła ten list służącemu, kazała mu siąść na koń, i dopiero kiedy ten pocwałował w galop, udała się do apartamentów dla niej przygotowanych, gdzie Marcjal zgromadził najosobliwsze dziwy zbytku, które miał oświecić najpromienistszy księżyc miodowy.<br>
{{tab}}Lecz tam wszystko właśnie musiało ożywić rozpacz biednej opuszczonej, rozniecić gniew jej i nienawiść.<br>
{{tab}}Służebne chciały ją rozebrać, odprawiła je szorstko i pobiegła zamknąć się z ciocią Medją w komnacie małżeńskiej, w której brakło tylko małżonka.<br>
{{tab}}Tymczasem książę de Sairmeuse uganiał się po okolicy z kilku służącemi; ale Blanka wiedziała, że to nadaremno, że oni nie spotkają Marcjala.<br>
{{tab}}Gdzie on mógł być? Zapewne przy Marji-Annie, Blanka nie mogła sobie nieobecności jego wytłumaczyć inaczej.<br>
{{tab}}I na tę okropną myśl, która ogarniała ją aż do utraty rozumu, zaczęła pojmować możliwość zbrodni, zamyślała o zemście, jaką daje żelazo lub trucizna.<br>
{{tab}}Marcjal w Montaignacu, zasnął nareszcie...<br>
{{tab}}Blanka za nadejściem dnia, ślubny strój zamieniła na odzież czarną, błąkała się jak mara po ogrodach Sairmeuse... Była już rzeczywiście tylko cieniem samej siebie; ta noc niewymownych męczarni zaciężyła na jej głowie więcej, niż wszystkie lata, które przeżyła.<br>
{{tab}}Dzień przepędziła zamknięta w swym apartamencie, nie chcąc otworzyć nawet księciu de Sairmeuse i ojcu.<br>
{{tab}}Dopiero wieczorem, około godziny ósmej przyszły wiadomości.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/829|num=421}}{{tab}}Służący przyniósł listy adresowane przez Marcjala do ojca i do żony.<br>
{{tab}}Z minutę Blanka wahała się otworzyć ten, co był dla niej przeznaczony: losy jej się ważyły, strach ją przejmował.<br>
{{tab}}Nareszcie złamała pieczątkę i przeczytała:
{{f|align=left|lewy=15%|„Pani margrabino!}}
{{tab}}„Między tobą i mną wszystko skończone, i zbliżenie jest niepodobnem.<br>
{{tab}}„Od tej chwili możesz wrócić do wolności... Tyle cię szanuję, że spodziewam się, iż będziesz umiała wzajem uszanować imię Sairmeuse, którego ci odjąć nie mogę.<br>
{{tab}}„Sądzę, że równie jak ja, wolisz rozłączenie dobrowolne, niż skandal procesu.<br>
{{tab}}„Kiedy moi pełnomocnicy urządzą twe interesa, pamiętaj pani, że ja mara trzykroć sto tysięcy franków dochodu.
{{f|align=right|prawy=10%|„Marcjal de Sairmeuse“.}}
{{tab}}Blanka zachwiała się pod strasznym ciosem. Skończyło się wszystko... Mąż opuścił ją, i głosem, w którym przebijał się szatański zgrzyt, zawołała:<br>
{{tab}}— Oh! ta Marja-Anna!... ta nędzna istota!... ja ją zabiję!...<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|XXXIX|XXXVI}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Te dwadzieścia cztery śmiertelne godziny, przez które Blanka mierzyła rozległość straszliwego nieszczęścia jakie na nią spadło, książę de Sairmeuse przepędził {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/830|num=422}}klnąc i piorunując tak, że powały zamku zapaść się były powinny.<br>
{{tab}}On także się nie kładł.<br>
{{tab}}Po daremnych poszukiwaniach w okolicy, wrócił do wielkiej galerji zamkowej i przechadzał się po niej krokiem szalonym.<br>
{{tab}}Upadał ze znużenia po przystępie gniewu trwającego całą noc i dzień, kiedy przyniesiono mu list syna.<br>
{{tab}}Był on krótki.<br>
{{tab}}Marcjal nie przytaczał ojcu żadnego usprawiedliwienia; wzmiankował nawet o rozłączeniu z żoną.<br>
{{tab}}„Nie mogę udać się do Sairmeuse, mości książę, pisał, a jednak ważną jest nader rzeczą, abyśmy się widzieli.<br>
{{tab}}„Wasza książęca mość uznasz za dobre moje postanowienia, sądzę, jak wyłożę przyczyny składające mnie do nich.<br>
{{tab}}„Racz więc, miłościwy książę, przybyć do Montaignać, im prędzej tem lepiej, oczekuję.<br>
{{tab}}Gdyby książę de Sairmeuse szedł tylko za poduszczeniami niecierpliwości swej, byłby kazał natychmiast zaprządz i puścił się w drogę.<br>
{{tab}}Ale czyż byłoby przyzwoicie porzucać tak nagle margrabiego de Courtomieu, który był u niego w gościnie, i Blankę, żonę swego syna, jakkolwiekbądź.<br>
{{tab}}Gdyby mógł jeszcze widzieć się z niemi, pomówić, uprzedzić...<br>
{{tab}}Daremnie się zapędzał... Blanka zamknęła się i nie chciała otworzyć; margrabia położył się do łóżka, {{pp|po|słał}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/831|num=423}}{{pk|po|słał}} po lekarza, który mu puścił krew i gotował się na śmierć.<br>
{{tab}}Książe de Sairmeuse przeto zrezygnował się jeszcze na jednę noc niepewności istnie nie do wytrzymania, na taki charakter jak jego.<br>
{{tab}}— Poczekajmy, mówił do siebie, jutro, po śniadaniu, potrafię wymyśleć jaki pozór do wymknięcia się na kilka godzin, nie mówiąc, że mam się widzieć z Marcjalem.<br>
{{tab}}Nie potrzebował i tego.<br>
{{tab}}Nazajutrz, około dziewiątej godziny z rana, kiedy kończył się ubierać, doniesiono mu, że pan de Courtomieu z córką czekają nań w salonie.<br>
{{tab}}Zdziwiony, zszedł śpiesznie.<br>
{{tab}}Gdy wchodził książę, margrabia de Courtomieu siedzący w fotelu, wstał jak długi, opierając się na ręku cioci Medji.<br>
{{tab}}A pani Blanka zbliżyła się krokiem sztywnym, blada, zmieniona, jak gdyby jej z żył wytoczono ostatnią krwi kroplę.<br>
{{tab}}— Wyjeżdżamy, mości książę, rzekła zimno, i przychodzimy pożegnać waszą książęcą mość.<br>
{{tab}}— Jakto, wyjeżdżacie państwo, nie chcecie Łagodnym giestem przerwała mu młoda kobieta, i wyjmując z za gorsetu list Marcjala, podała go księciu de Sairmeuse mówiąc:<br>
{{tab}}— Chciej to przeczytać, mości książę.<br>
{{tab}}Przeczytał jednym rzutem oka, a serce tak mu się ścisnęło, ze nie mógł wpaść ani na jedno przekleństwo.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/832|num=424}}{{tab}}— Nie do pojęcia, poszeptywał, nie do wytłumaczenia!<br>
{{tab}}— Nie do wytłómaczenia, w samej rzeczy!... powtórzyła młoda mężatka tonem smutnym, ale bez goryczy... Wczoraj poszłam za mąż, a dziś jestem opuszczoną...
Było by to szlachetniej rozmyślić się dniem wprzód, niż dniem później... Powiedz pan jednak Marcjalowi, że ja przebaczam mu za złamanie mego życia, za uczynienie mnie najnędzniejszą z istot. Przebaczam mu również tę wysoką zniewagę jaką wyrządza mi wspominając o swym majątku... Życzę mu, ażeby był szczęśliwym. Więc... żegnam cię, miłościwy książę, już się nie zobaczymy. Żegnam!...<br>
{{tab}}Wzięła ojca pod rękę. już mieli się oddalić. Książe de Sairmeuse nieco oprzytomniawszy, zaledwie miał czas stanąć naprzeciw drzwi.<br>
{{tab}}— Państwo tak nie odjedziecie!... zawołał, ja tego nie ścierpię... Poczekajcie przynajmniej aż się ja zobaczę z Marcjalem, może on i nie jest tak winnym jak sądzicie...<br>
{{tab}}— Oh! dosyć!... przerwał margrabia, dosyć!...<br>
{{tab}}Wyjął rękę córki z pod swego ramienia, i głosem osłabionym:<br>
{{tab}}— Poco tu wyjaśnienia!... mówił dalej. Niestety!... za zniewagi, które niczem się nie wygradzają... Niech wam sumienie wasze przebaczy, jak ja wam przebaczam... Bywajcie zdrowi!...<br>
{{tab}}Wypowiedział to tak doskonale, z intonacją tak wyśmienitą i z taką zgodnością giestów, że pan de Sairmeuse stanął olśniony.<br>
{{tab}}Patrzył na oddalającego się margrabię z córką, {{pp|wy|łupiwszy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/833|num=425}}{{pk|wy|łupiwszy}} oczy zakłopotane, i ci byli już daleko, kiedy wykrzyknął do siebie:<br>
{{tab}}— Stary bezczelnik!... myśli, że mnie wywiedzie w pole!<br>
{{tab}}Księciu de Sairmeuse tak daleko było od pola, że niebawem uzupełnił swe zdanie drugą myślą:<br>
{{tab}}— Co to ma znaczyć ta komedja?... On prawił ze nam przebacza... to widać myśli stoika nam przystawić.<br>
{{tab}}To przekonanie nabawiło go niepokoju. I w samej rzeczy, nie czuł się na siłach do walki o lepszą w przewrotności z margrabią de Courtomieu.<br>
{{tab}}Ale Marcjal go zaszachuje, zawołał. Tak, trzeba się zobaczyć z Marcjalem.<br>
{{tab}}Tak go dręczył niepokój i niecierpliwość, że własną ręką dopomagał do zaprzężenia powozu, i biorąc za bicz, postanowił sam się powozić.<br>
{{tab}}Szalenie pędząc konie usiłował zastanawiać się, ale najsprzeczniejsze myśli wirowały mu po głowie; nic już nie widział jasno, a szybkość biegu rozgrzewając mu krew, bardziej jeszcze gniew rozniecała.<br>
{{tab}}Wpadł jak uragan do pokoju zajętego przez Marcjala w Montaignacu.<br>
{{tab}}— Ty musiałeś chyba zwarjować, margrabio!... krzyknął z progu. To do kroćset! jedyne zasadne usprawiedliwienie jakie możesz przytoczyć.<br>
{{tab}}Ale Marcjal, w oczekiwaniu nawiedzin ojca, miał czas się przygotować.<br>
{{tab}}— Przeciwnie, nigdym się zdrowszym nie czuł na umyśle, odpowiedział, pozwól mi, ojcze, że się naprzód zapytam: Czy to wasza książęca mość przysłałeś {{pp|żoł|nierzy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/834|num=426}}{{pk|żoł|nierzy}} na schadzkę którą mi godziwie naznaczył Maurycy d’Escorval?<br>
{{tab}}— Margrabio!...<br>
{{tab}}— Dobrze!... więc to nowa sromota margrabiego de Courtomieu.<br>
{{tab}}Książe nic na to nie odpowiedział. Mimo uchybień błędów i wad, ten dumny człowiek zachował podstawowe przymioty starej szlachty francuzkiej: wierność słowu i dziwną odwagę.<br>
{{tab}}Było to dlań bardzo naturalnem, żeby Marcjal pojedynkował się z Maurycym... Uważał za rzecz haniebną nasyłać przemoc dla ujęcia nieprzyjaciela, który stawił się z całem zaufaniem do walki w sprawie honorowej osobistej.<br>
{{tab}}— To już po drugi raz, mówi; dalej Marcjal, nędznik ten kusi się o zniesławienie imienia Sairmeusów... Ażeby mi była godna wiara, kiedy utrzymywać to będę, na leżało mi zerwać z jego córką... zerwałem. Nie żałuję tego, gdyż doprawdy ożeniłem się z nią jedynie tylko przez uległość dla waszej książęcej mości, przez słabość, przez to, że trzeba się raz ożenić, i że wszystkie komety prócz jednej, której mieć nie mogę, są dla mnie niczem.<br>
{{tab}}Lecz to {{Korekta|niezaspokajało|niezaspakajało}} księcia de Sairmeuse.<br>
{{tab}}— Bardzo to piękny ten sentymentalny galimatjas, powiedział, ty niemniej jednak zgubiłeś całą polityczną fortunę naszego domu.<br>
{{tab}}Przebiegły uśmiech przesunął się po ustach Marcjala.<br>
{{tab}}— Mnie się owszem zdaje, żem się przyczynił do jej ocalenia, rzekł. Nie łudźmy się; cała sprawa {{pp|zawi|chrzeń}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/835|num=427}}{{pk|zawi|chrzeń}} w Montaignacu jest haniebną, bo haniebnie naciągniętą, i wasza książęca mość powinieneś błogosławić nadarzającą ci się sposobność do wycofania twej odpowiedzialności. Z trochą zręczności, możesz, mości książę, zrzucić całą ohydę osobistych pobudek na margrabiego de Courtomieu, a sobie pozostawić tylko urok wyświadczonej przysług:.<br>
{{tab}}Książe się rozmarszczył, domyślać się zaczął planu synowskiego.<br>
{{tab}}— Do kroćset!... margrabio, zawołał, wiesz, że to nie zła myśl!... Wiesz, że od tej chwili ja nieskończenie mniej obawiam się imci pana Courtomieu?<br>
{{tab}}Marcjal się zamyślił.<br>
{{tab}}— Nie jego to ja się obawiam, szepnął, ale jego córki... mojej żony.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|XL|XXXVII}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Trzeba mieszkać w ustroniach wiejskich, ażeby dokładne mieć o tem wyobrażenie z jaką zadziwiającą szybkością rozchodzi się tam wieść i przebiega z ust do ust. Czasami to człowiek od rozumu odchodzi.<br>
{{tab}}Tak też, sceny w zamku Sairmeuse tegoż samego jeszcze wieczora doszły do wiadomości nieszczęśliwych, którzy ukrywali się na folwarku ojca Poignot.<br>
{{tab}}Nie upłynęły trzy godziny od czasu jak Maurycy, Jan Lacheneur i kapral Bavois oddalili się, przyrzekając, że przejdą granicę jeszcze tej nocy.<br>
{{tab}}Po dojrzałym namyśle, postanowił ksiądz Midon nie mówić nic panu d’Escorvalowi o nagłem zjawieniu się syna, i nawet zataić przed nim obecność Marji-Anny.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/836|num=428}}{{tab}}Jego stan był jeszcze tak opłakany, że lada wzruszenie mogło spowodować powikłanie śmiertelne.<br>
{{tab}}Gdy około godziny dziesiątej baron się zdrzymnął ksiądz Midon i pani d’Escorval zeszli do dolnej komnaty, by swobodnie porozmawiać z Marją-Anną, kiedy najstarszy syn Poignot ukazał się z twarzą niespokojną.<br>
{{tab}}Wyrostek ten wyszedł po wieczerzy z kilku towarzyszami, by się zdaleka przypatrywać świetnościom uroczystości w Sairmeuse, i powrócił co tchu opowiedzieć gościom swego ojca dziwne wypadki wieczoru.<br>
{{tab}}— To niepojęte!... odezwał się z westchnieniem odurzony ksiądz Midon.<br>
{{tab}}Nie tak niepojęte, i ksiądz byłby to zrozumiał, gdyby mu przyszło do głowy popatrzeć na Marję-Annę.<br>
{{tab}}Zaczerwieniła się jak ogień, spuściła głowę, i ile możności oddaliła się od światła.<br>
{{tab}}Nie mogła bowiem nie poznać w tem jednego zarysu tej wielkiej namiętności, którą wyznał jej młody margrabia de Sairmeuse, tego wieczora, kiedy ofiarowywał jej swe imię i wyjawiał wstręt do narzeczonej.<br>
{{tab}}Zdawało się jej, że odgaduje to, co działo się w duszy Marcjala.<br>
{{tab}}Lecz ksiądz Midon był tak zamyślony, że nie widział mc. Po pierwszem zdziwieniu spochmurniał, a zmarszczenie brwi wyjawiało pracę myśli.<br>
{{tab}}Czuł on aż nadto dobrze, że drudzy czuli zarówno z nim, że dziwne te wypadki nadzwyczajnie pogarszały ich położenie.<br>
{{tab}}— Niesłychana to rzecz, mówił do siebie, ażeby Maurycy ważył się na takie szaleństwo, po tem {{pp|wszyst|kiem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/837|num=429}}{{pk|wszyst|kiem}}, co mu powiedziałem; najzawziętszy nieprzyjaciel barona d’Escorval niegorzej by postąpił od jego syna... Czekajmy wreszcie do jutra... i zobaczymy co przedsięwziąć wypadnie.<br>
{{tab}}Nazajutrz dowiedziano się, o spotkaniu w Rèche. Włościanin, który był świadkiem przedwstępu tego nieskończonego pojedynku, mógł dać najdrobniejsze szczegóły.<br>
{{tab}}Widział jak dwaj przeciwnicy złożyli się, jak później nadbiegli żołnierze i pogonili za Maurycym, Janem i kapralem.<br>
{{tab}}Ale był także pewnym, że żołnierze gonili wiatr po lesie. Spotkał ich około godziny piątej, kiedy wracali strudzeni i źli.<br>
{{tab}}Sierżant mówił, że wyprawa nie udała się przez Marcjala, który go zatrzymał parę minut.<br>
{{tab}}Tegoż samego dnia, ojciec Foignot opowiedział księdzu Midonowi, że książę de Sairmeuse i margrabia de Courtomieu poróżnili się z sobą... Takie posłuchy chodziły po okolicy. Margrabia powrócił do zamku Courtomieu z córką, a książę wyjechał do Montaignacu.<br>
{{tab}}Ostatnia ta wieść uspokoiła księdza Midona, był jednakże od onegdaj tak zwarzonym, że pan d’Escorval nie mógł tego nie spostrzedz.<br>
{{tab}}— Tobie coś jest proboszczu? rzekł doń.<br>
{{tab}}— Nic panie baronie, zupełnie nic.<br>
{{tab}}— Czy nie zagraża nam nowe jakie niebezpieczeństwo?<br>
{{tab}}— Żadne, przysięgam panu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/838|num=430}}{{tab}}Zapewnienia księdza jakoś nie zadawalniały pana d’Escorvala.<br>
{{tab}}— Oh, nie przysięgaj proboszczu!... Onegdaj wieczór, kiedy tu wróciłeś z dolu, jakem ja się obudził, byłeś blady jak śmierć, a żona moja najwyraźniej płakała... czemuż to?<br>
{{tab}}Zazwyczaj kiedy ksiądz Midon nie chciał odpowiadać na niektóre zapytania swego chorego, zalecał mu milczenie, mówiąc, co wreszcie było prawdą, że wzruszenia i rozmowa opóźniają jego wyzdrowienie.<br>
{{tab}}Zwykle też baron ulegał, ale teraz się oparł.<br>
{{tab}}— Od ciebie zależy, proboszczu, mówił, wrócić mi spokojność. Wyznaj, ty obawiasz się, żeby nie wykryto mojego schronienia. I mnie ta obawa przeszywa. Owóż, przysięgnij mi, że mnie nie dasz wziąć żywcem, a wrócisz mi spokojność.<br>
{{tab}}— Na to przysiądz nie mogę!... odrzekł z cicha ksiądz, blednąc.<br>
{{tab}}Oko pana d’Escorvala zamroczyło się.<br>
{{tab}}— A toż dlaczego?... nalegał. Gdyby mnie powtórnie ujęto, coby ztąd nastąpiło? Wyleczonoby mnie, a jakbym stanął na nogach, rozstrzelano... Czyż zbrodnią byłoby oszczędzenie mi mąk? Słuchaj, księże, ty jesteś moim najlepszym przyjacielem, nieprawdaż? Przysięgnij, że mi oddasz tę ostateczną przysługę... Czy chcesz bym cię przeklinał za to, żeś mi uratował życie?...<br>
{{tab}}Ksiądz nic na to nie odpowiedział, lecz oko jego, niechcący czy umyślnie zatrzymało się z dziwnym wyrazem na pudle od lekarstw stojącem na stole.<br>
{{tab}}Czyż chciał przez to powiedzieć:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/839|num=431}}{{tab}}— Ja nic nie zrobię; ale tam znalazłbyś truciznę.<br>
{{tab}}Tak to zrozumiał pan d’Escorval, bo z wyrazem wdzięczności rzekł z cicha:<br>
{{tab}}— Dziękuję!...<br>
{{tab}}Przekonany, że odtąd jest panem swego życia, że będzie miał pod ręką truciznę na wypadek odkrycia, baron odetchnął swobodnie.<br>
{{tab}}Od tej chwili stan jego, tak długo rozpaczliwy, polepszył się widocznie i w sposób stanowczy.<br>
{{tab}}— Drwię ja sobie teraz ze wszystkich Sairmeusow, jacy są na świecie, mówił z wesołością wcale nieudaną, mogę spokojnie oczekiwać na me wyzdrowienie.<br>
{{tab}}Ze swej strony ksiądz Midon nabierał zaufania. Dnie upływały, a jego złowrogie przypuszczenia nie sprawdzały się.<br>
{{tab}}Zamiast podwoić surowość, straszna nieroztropność Maurycego i Jana Lacheneura stała się jakby punktem wyjścia do ogólnego złagodnienia.<br>
{{tab}}Zdawało się jakoby władze w Montaignac zapomniały i chciały, ażeby zapomniano, jeśli można, o sprawie Lacheneura i szkaradnych nadużyciach, do których ona posłużyła za pretekst.<br>
{{tab}}Teraz wszystkie wieści nadchodzące do folwarku, uśmierzały niepokój lub dawały rękojmię bezpieczeństwa.<br>
{{tab}}Dowiedziano się naprzód przez jakiegoś wędrownego kramarza, że Maurycy i dzielny kapral Bavois dostali się do Piemontu.<br>
{{tab}}O Janie Lacheneurze nie było mowy; przypuszczano, iż on nie opuścił kraju, ale nie miano powodu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/840|num=432}}obawiać się o niego, nie stał bowiem na żadnej liście poszukiwanych.<br>
{{tab}}Dowiedziano się później, że pan de Courtomieu ciężko zapadł, że już nie wychodził z domu, a pani Blanka nie odstępowała jego łoża.<br>
{{tab}}Innego razu, ojciec Poignot wróciwszy z Montaignacu opowiadał, że książe de Sairmeuse wyjeżdżał na tydzień do Paryża, że wrócił z jednym orderem więcej, wyraźną oznaki łaski i że wszystkich spiskowych pozamykanych w skutek wyroku w więzieniach, wypuścił na wolność.<br>
{{tab}}Niepodobieństwem było wątpić, gdyż dziennik wychodzący w Montaignac zamieścił nazajutrz wszystkie te okoliczności.<br>
{{tab}}Ksiądz Midon wyjść nie mógł z podziwiania.<br>
{{tab}}— Otóż to co dowodzi próżności przewidywań ludzkich, mówił do pani d’Escorval, to co miało nas zgubić, ratuje nas.<br>
{{tab}}Ksiądz Midon bowiem tę nagłą i szczęśliwą zmianę przypisywał jedynie zerwaniu margrabiego de Courtomieu z księciem de Sairmeuse.<br>
{{tab}}Jakkolwiek przezorny, zarówno ze wszystkiem, dał się uwieść pozorom.<br>
{{tab}}Myślał tak jak powszechnie mówiono w okolicy, jak wreszcie powtarzali i sami oficerowie pozostawieni na połowie żołdu:<br>
{{tab}}— Niech będzie jak chce, ale ten książe de Sairmeuse więcej wart niż jego reputacja; a jeżeli okazał się nieubłaganym, to wskutek poduszczań ohydnego margrabi de Courtomieu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/841|num=433}}{{tab}}Jedna tylko Marja-Anna domyślała się prawdy.<br>
{{tab}}Widziała ona w tem rękę Marcjala, tego młodzieńca giętkiego umysłu, który lubował się w efFektach teatralnych. ubiegał się za niepodobieństwami.<br>
{{tab}}Tajemne przeczucie mówiło jej, że to on, otrząsając się ze zwykłej apatji z nadzwyczajną zręcznością kierował wypadkami, używał i nadużywał wpływu swego nad umysłem księcia de Sairmeuse.<br>
{{tab}}— I to dla ciebie, MarjoAnno, mówił jej głos jakiś wewnątrz, dla ciebie to, czyni tak Marcjal!... Co znaczą dla tego niedbałego egoisty wszyscy ci więźniowie, których on ani zna nawet!... Jeżeli opiekuje się niemi, to dlatego, ażeby miał prawo opiekować się tobą i temi, których ty kochasz. Jeżeli więźniów wypuścił na wolność, czyż to nie dlatego, że zamierza sobie odmienić wyrok niesprawiedliwy, który skazał na śmierć niewinnego barona d’Escorval!...<br>
{{tab}}Czuła, że w niej zmniejsza się wstręt do Marcjala, myśląc o tem wszystkiem.<br>
{{tab}}I w samej rzeczy, nie byłoż to Heroizmem ze strony człowieka, którego świetną odepchnęła ofiarę?<br>
{{tab}}Czyż mogła nie poznać ile było rzeczywistej wielkości w sposobie jakim Marcjal, nie chcąc być posądzonym o nikczemność wołał wyjawić tajemnicę narażającą całą karjerę polityczną domu de Sairmeuse.<br>
{{tab}}Nigdy jednak myśl o tej wielkiej namiętności człowieka istnie wyższego, nie przyśpieszyła bicia jej serca. Nigdy ziąd ani na chwilę me przejęła ją duma.<br>
{{tab}}Niestety!... Nic już nie było w stanie jej poruszyć; {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/842|num=434}}nic nie mogło przebić czarnego smutku, który ją opanował.<br>
{{tab}}We dwa miesiące po przybyciu do folwarku ojca Poignota, została tylko cieniem owej pięknej i promiennej Marji-Anny, która niegdyś tyle szeptów podziwu wywoływała po drodze.<br>
{{tab}}Szczuplała i nikła w oczach, policzki jej zapadały. Co rano wstawała bledsza niż w przeddzień, każdy dzień rozszerzał sinawy obwód otaczający jej wielkie oczy czarne.<br>
{{tab}}Żywa i czynna niegdyś, stała się leniwą i powolna. Wlokła się raczej, niż chodziła. Często po całych dniach siadywała nieruchomie na krześle, z ustami ściągnietemi jakby spazmatycznie, z okiem zatopionem w próżnię. Czasami gęste łzy cicho spływały po jej licach.<br>
{{tab}}Mieszkańcy folwarku, a wiadomo, że tacy prości ludzie wcale nie są tkliwi, nie mogli oprzeć się wzruszeniu patrząc na nią, i żałowali jej.<br>
{{tab}}— Biedna dziewczyna!... powtarzali między sobą, to co zje, nie idzie jej na pożytek!... prawda i to, że nie je prawie nic.<br>
{{tab}}— Eh!... mówił ojciec Poignot, trzeba być sprawiedliwym: nie wiedzie się też jej wcale. Wychowaną była jak królowa, a teraz na miłosierdziu ludzkiem. Ojciec jej zginął śmiercią haniebną, nie wie co się dzieje z bratem... Nie trzeba i tyle, by człek posmutniał.<br>
{{tab}}Ksiądz Midon zaniepokojony, wypytywał ją po kilkakroć.<br>
{{tab}}— Ty cierpisz, moje dziecię, mówił do niej swym poczciwym głosem, co ci jest?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/843|num=435}}{{tab}}— Ja nie cierpię, księże proboszczu.<br>
{{tab}}— Czemu mi się nie zwierzysz? Nie jestżem twoim przyjacielem? Czego się obawiasz?<br>
{{tab}}Smutno poruszając głową odpowiadała:<br>
{{tab}}— Nie mam nic do zwierzenia.<br>
{{tab}}Mówiła: nic. A jednak konała z niepokoju i boleści.<br>
{{tab}}Wierna przyrzeczeniu, które wydarł jej Maurycy, nie powiedziała nic ani o swym stanie, ani o tym ślubie zarazem żadnym i nierozerwalnym, zawartym w kościółku Vigańskim.<br>
{{tab}}A z niewypowiedzianą grozą spoglądała na zbliżający się kres, w którym niepodobna jej będzie ukryć swego stanu.<br>
{{tab}}Już i teraz dokazywała tego największemi tylko męczarniami, z narażeniem życia własnego i przyszłego dziecięcia.<br>
{{tab}}A z tem wszystkiem czy udało się to jej istotnie?<br>
{{tab}}Kilka razy ksiądz Midon zatrzymał na niej wzrok tak przenikliwy, że aż się zachwiała. Mogłaż być pewną, że on niczego się nie domyśla?<br>
{{tab}}Inni nie wiedzieli nic, o tem była przekonaną. Każda inna mogła być w porozumieniu, ależ ona!... Jej reputacja sama chroniła ją od podobnych przypuszczeń... A jako prawa i uczciwa dziewczyna, wzdrygała się na to ustawiczne kłamstwo; oburzała się na to, że sama sobie kradnie wziętość cnoty i prawości.<br>
{{tab}}— Tem większy będzie wstyd, myślała, jak wszystko się wyda.<br>
{{tab}}Cierpienia jej były okrutne. Co czynić?... Wyznać? {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/844|num=436}}Była by się zdobyła na tę odwagę w pierwszych dniach, teraz jej zbrakło.<br>
{{tab}}Uciec?... ale gdzie pójść?... Jak to później upozorować?... Czyż nie straciłaby przez to tej przyszłości z Maurycym, której jedyna podtrzymywała ją nadzieja?<br>
{{tab}}Myślała jednak o ucieczce, kiedy przyszedł jej na pomoc wypadek, w którym ona widziała wybawienie.<br>
{{tab}}Zbrakło pieniędzy na folwarku... Wygnańcy nie mogli nic ściągnąć z zewnątrz, pod grozą wydania się, a ojciec Poignot wyczerpał wszystkie zasoby.<br>
{{tab}}Ksiądz Midon namyślał się jak wyjść z tego kłopotu, kiedy Marja-Anna wspomniała mu o testamencie Chanlouineau na jej rzecz uczynionym, i o pieniądzach ukrytych pod trzonem komina w pięknym pokoiku.<br>
{{tab}}— Ja mogę wyjść nocą, mówiła Marja-Anna, pobiedz do Borderie, wejść do domu, wziąść pieniądze i przynieść je tu... Wszak one sumiennie do mnie na leżą?...<br>
{{tab}}Lecz ksiądz, po chwili namysłu, uważał ten krok za niepodobny.<br>
{{tab}}— Mógłby cię kto zobaczyć, odpowiedział, i niewiadomo, mógłby przytrzymać. Wypytywano by cię... jakie wskazać przyczyny nocnej wycieczki? Nie licząc tego, że prawdopodobna wszystko tam jest opieczętowane. Złamać je, byłoby to dać porozumienie że kradzież została popełnioną, zwróciło by to uwagę.<br>
{{tab}}— Cóż tedy czynić?<br>
{{tab}}— Działać po dniu. Ty bynajmniej nie jesteś skompromitowaną; ukaż się jutro jak gdybyś wracała z Piemontu, idź do notarjusza w Sairmeuse, każ się mu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/845|num=437}}wprowadzić w posiadanie dziedzictwa, i osiądź w Borderie.<br>
{{tab}}Marję-Annę dreszcz przeszedł.<br>
{{tab}}— Zamieszkać w domu Chanlouinea, mówiła z trudnością, mnie samej, w odosobnieniu!<br>
{{tab}}Choć ksiądz może i spostrzegł pomieszanie nieszczęśliwej, ale nie zważał na nie.<br>
{{tab}}— Widocznie niebo się nami opiekuje, moje dziecię, odpowiedział. Ja widzę same tylko dogodności z twego osiedlenia się w Borderie, a niekorzyści żadnej. Stosunki nasze będą łatwe, a przy pewnych ostrożnościach, nie niebezpieczne. Przed twym odjazdem obierzemy sobie punkt schadzki, i dwa albo trzy razy na tydzień spotkasz się tam z ojcem Poignotem.<br>
{{tab}}Nadzieja błyskała w jego oczach, dodał też prędko:<br>
{{tab}}— A w przyszłości, za dwa lub trzy miesiące, ty będziesz nam jeszcze użyteczniejszą. Jak się tylko oswoją w okolicy z twoim pobytem w Borderie, przeniesiemy tam barona. Jego wyzdrowienie pójdzie tam łatwiej niż w nizkim i ciasnym strychu, gdzie go ukrywamy, i gdzie on istotnie cierpi przez brak powietrza i przestrzeni.<br>
{{tab}}Mówił tak prędko, że Marja-Anna ust nawet otworzyć nie mogła. Gdy się zatrzymał, ona spróbowała uczynić uwagę:<br>
{{tab}}— Cóż pomyślą o mnie, rzekła, jak mnie zobaczą osiedloną naraz w majątku człowieka, który nie był moim krewnym?<br>
{{tab}}Ksiądz nie chciał zrozumieć obaw Marji-Anny.<br>
{{tab}}— A cóż mają myśleć, rzekł, co cię obchodzi opinja?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/846|num=438}}{{tab}}I po pauzie:<br>
{{tab}}— Dla ciebie samej, biedne moje dziecię, wyrzekł, konieczną jest rzeczą wyjść z miejsca, gdzie żyjesz zamknięta... będzie to dla ciebie dobrodziejstwem jak się dostaniesz na otwarte powietrze, na swobodę i samotność.<br>
{{tab}}Ton księdza, wyraz jego twarzy, spojrzenie wydały się tak dziwnemi Marji-Annie, że zbladła jak ściana, o którą się oparła nie mogąc ustać na nogach.<br>
{{tab}}— Nie omyliłam się, rzekła do siebie, on wie!...<br>
{{tab}}— Wreszcie, nalegał ksiądz tonem natarczywym, tu nie ma co się wahać.<br>
{{tab}}Po powziętem postanowieniu, pozostawało obmyśleć wykonanie z taką zręcznością, ażeby nie zbudzić podejrzeń, i jak najmniej pozostawić na wolę wypadku.<br>
{{tab}}Ułożono się, że jeszcze tej nocy ojciec Poignot po prowadzi Marję-Annę aż do granicy, gdzie ona siądzie w dyliżans obiegający między Piemontem i Montaignakiem, przechodzący przez Sairmeuse.<br>
{{tab}}Ksiądz Midon z największą troskliwością podyktował Marji-Annie wersję jaką nadać miała pobytowi swemu za granicą.<br>
{{tab}}Wszystkie odpowiedzi na zapytania, jakie nie omieszkają ludzie czynić, dążyć miały do tego celu, iżby we wszystkich wmówić jak najmocniej przekonanie, że baron d’Escorval znajduje się ukryty w okolicach Turynu.<br>
{{tab}}To co ułożonem było, wykonano punktualnie, a nazajutrz około godziny ósmej, mieszkańcy wsi Sairmeuse ze zdumieniem zobaczyli Marję-Annę wysiadającą z dyliżansu stojącego na przeprzęgu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/847|num=439}}{{tab}}— Córka pana Lacheneura jest tu!...<br>
{{tab}}Słowo to przebiegając z domu do domu, z piorunującą szybkością, sprowadziło całą wieś do drzwi i okien.<br>
{{tab}}Widziano jak biedna dziewczyna płaciła za miejsce konduktorowi, wyszła na wielką ulicę z chłopcem stajennym niosącym mały tłomoczek, i stanęła w zajeździe pod ''Wołem w koronie''.<br>
{{tab}}W mieście, ciekawość ma pewną wstydliwość; ukrywają się tam by śledzić. Na wsi ciekawość bezczelnie naiwna, ukazuje się bez wstydu i z bezwiednem okrucieństwem ściga tych, co są jej przedmiotem.<br>
{{tab}}Kiedy Marja-Anna wyszła z zajazdu, zastała przed bramą tłum czekający na nią z otwartą gębą, z oczyma wytrzeszczonemu.<br>
{{tab}}I więcej niż dwadzieścia osób odprowadzało ją z rozmaitemi uwagami, które brzmiały w jej uszach, aż do drzwi notarjusza, gdzie zastukała.<br>
{{tab}}Notarjusz ten, był to człowiek niepospolity ogromem ciała, majątkiem i mnóstwem spisanych aktów. Twarz miał płaską i czerwonawą, sposób wyrażenia się miodowy, brodę dobrze wygoloną i pretensję do dowcipu. Mówiono o nim, że jest nabożny i gadatliwy.<br>
{{tab}}Przyjął Marję-Annę z zachowaniem należnem dziedziczce, która ma otrzymać spadek wyrównywający sumie pięćdziesięciu tysięcy franków.<br>
{{tab}}Lecz dbały niezmiernie o wykazanie swej przenikliwości, dał bardzo jasno do zrozumienia, że on, człowiek doświadczony, zgadł, iż jedna tylko miłość mogła podyktować testament Chanlouinowi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/848|num=440}}{{tab}}Oburzyła się rezygnacja Marji-Anny.<br>
{{tab}}— Pan zapominasz o tem, co mnie tu sprowadza, odezwała się, nie mówisz mi pan nic, co mam działać.<br>
{{tab}}Notarjusz zdumiony tym tonem, zatrzymał się.<br>
{{tab}}— Do licha!... pomyślał, a toż jej pilno złapać gotówkę!<br>
{{tab}}I głośno:<br>
{{tab}}— Wszystko się skończy niebawem, rzekł, właśnie sędzia pokoju dziś nie ma posiedzenia, będziemy mogli go mieć dla zdjęcia pieczęci.<br>
{{tab}}Biedny Chanlouineau!... duch szlachetnych uczuć natchnął go, kiedy przybierał się do spisania ostatniej swej woli.<br>
{{tab}}Żaden wyjadacz prawniczy nie byłby wymyślił trafniejszych ostrożności dla uniknienia tych nieskończonych, a drażniących haczyków, które sterczą przy każdem spadkobierstwie.<br>
{{tab}}Tego samego wieczoru zdjęto pieczęcie i Marja-Anna wprowadzoną została w posiadanie Borderie.<br>
{{tab}}Była samą w domu Chanlouineau, samą! Noc nadchodziła, wielki dreszcz ją przeszedł. Zdawało się jej, że lada chwila drzwi się jakie otworzą, że człowiek ten, który ją tak kochał ukaże się, że ona usłyszy głos jego tak jak słyszała go po raz ostatni, w więzieniu.<br>
{{tab}}Wstała rozganiając te niedorzeczne trwogi, zapaliła świecę i z niewymownem rozrzewnieniem chodziła po tym domu, obecnie swym własnym, gdzie jeszcze oddychał niejako ten, co w nim zamieszkiwał.<br>
{{tab}}Zwolna przeszła po wszystkich komnatach dolnych, poznała piec świeżo naprawiony, i nareszcie udała się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/849|num=441}}do tego pokoju na pierwszem piętrze, który Chanlouineau uczynił niejako przybytkiem swej namiętności.<br>
{{tab}}Tam wszystko było wspaniałe, więcej nawet niż jak on opisał.<br>
{{tab}}Wstrzemięźliwy włościanin, który na śniadanie zjadał kromkę chleba natartą cebulą, wydał ze dwanaście tysięcy franków dla ozdoby tego przybytku przeznaczonego dla swego bożyszcza.<br>
{{tab}}— Jak on mnie kochał!... mówiła do siebie Marja-Anna, rozczulona tem wzruszeniem, którego myśl sama wznieciła zazdrość w Maurycym, jak on mnie kochał.<br>
{{tab}}Ale nie wiała prawa oddawać się swym wzruszeniom... Ojciec Poignot czekał zapewnie na nią w miejscu umowionem.<br>
{{tab}}Podniosła kamień od ogniska i znalazła w zupełności sumę wspomnioną przez Chanlouineau... blizkość śmierci nie pomieszała mu rachunku.<br>
{{tab}}Nazajutrz o świcie, ksiądz Midon miał pieniądze.<br>
{{tab}}Teraz dopiero odetchnęła Marja-Anna, i to uspokojenie, po tylu próbach i srogich wzburzeniach, wydawało się jej prawie szczęściem.<br>
{{tab}}Wierna zaleceniom księdza, żyła samotna, lecz wychodząc często, oswajała ze swą obecnością ludzi okolicznych. W dzień zajmowała się swem małem gospodarstwem, a wieczorami biegła na miejsce schadzki, gdzie ojciec Poignot udzielał je wieści o baronie, lub w imieniu księdza dawał jej zlecenia, których sam nie mógł spełnić.<br>
{{tab}}Tak, byłaby prawie szczęśliwą, gdyby miała jakie wiadomości o Maurycym... Co się z nim stało?... {{pp|Cze|mu}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/850|num=442}}{{pk|Cze|mu}} nie daje znaku życia?... Cóżby nie dała za jedną od niego radę!...<br>
{{tab}}Zbliżała się bowiem chwila, w której ona potrzebować będzie powiernika, pomocy, troskliwości... a nie wiedziała komu się zwierzyć.<br>
{{tab}}W tej ostateczności, i kiedy rzeczywiście traciła głowę, przypomniała sobie o starym lekarzu, który poznał stan jej w Saliente, okazywał dla niej ojcowskie zajęcie, i był jednym ze świadków ślubu jej w Vigano.<br>
{{tab}}— Ten by mnie wyratował z biedy, pomyślała, gdyby wiedział, gdyby był uprzedzonym!<br>
{{tab}}Nie miała co namyślać się i zwlekać; napisała natychmiast do starego lekarza i kazała jednemu z parobków zanieść list do Vigano.<br>
{{tab}}— Ten pan powiedział, że pani może na niego rachować, rzekł za powrotem młody wysłaniec.<br>
{{tab}}Tego wieczora rzeczywiście Marja-Anna usłyszała pukanie do drzwi. Ten to nieznany przyjaciel pospieszył do niej na pomoc.<br>
{{tab}}Pozostawał dwa tygodnie ukryty w Borderie.<br>
{{tab}}Kiedy wyjeżdżał pewnego poranku, przede dniem, trzymał pod szerokiem płaszczem dziecię, chłopczyka, którym przysiągł ze łzami w czach opiekować się jak własnym.<br>
{{tab}}Marja-Anna wróciła do dawnego trybu życia.<br>
{{tab}}Nikt w okolicy ani się domyślał.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|XLI|XXXVIII}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Pani Blanka zrobiła nadludzkie wysilenie, przywołała całą swą energję, aby opuścić Sairmeuse bez hałasu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/851|num=443}}{{tab}}Najstraszniejszy gniew miotał nią, gdy ze smętną godnością szeptała wyrazy pojednania i przebaczenia.<br>
{{tab}}Ah! gdybyż była słuchała głosu swego przeczucia!...<br>
{{tab}}Ale nieposkromiona duma zapaliła ją heroizmem gladjatorów umierających w arenie, z uśmiechem na ustach...<br>
{{tab}}Padając, chciała upaść z wdziękiem.<br>
{{tab}}— Nikt może nie zobaczy płaczącą, nikt nie usłyszy moich skarg, powtarzała ojcu, więcej od niej znękanemu, staraj-że się naśladować mnie.<br>
{{tab}}I w rzeczy samej, była stoicką po powrocie do zamku Courtomieu.<br>
{{tab}}Zwykle blada twarz, stała się marmurową pod wzrokiem zdumionych służących, którzy zdawali się oczekiwać wytłumaczenia tego nadzwyczajnego wypadku.<br>
{{tab}}— Będziecie mnie nazywać „panną“, jak dawniej, rzekła wyniosłym tonem. Ktokolwiek przepomni tego rozkazu, zostanie wydalonym.<br>
{{tab}}Tego wieczora panna służąca zapomniała się i wy mówiła wyraz zakazany: „pani“...<br>
{{tab}}Biedna dziewczyna, pomimo przyrzeczeń i łez, została natychmiast bez litości wypędzoną.<br>
{{tab}}Ludzie zamkowi byli oburzeni.<br>
{{tab}}— Ona może sądzi, powtarzali, że nas zmusi do zapomnienia o tem, że jest zamężną, i o tem, że to mąż tak ją pięknie wystrychnął!...<br>
{{tab}}Niestety! ona sama chciałaby była zapomnieć o tem.<br>
{{tab}}Chciałaby była wygładzić nawet wspomnienie tego fatalnego dla niej dnia siedemnastego kwietnia, w {{pp|któ|rym}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/852|num=444}}{{pk|któ|rym}} w ciągu kilku godzin, była młodą panienką, żoną i wdową.<br>
{{tab}}Wdową!... czyż nią nie była w rzeczy samej? Tylko, że nie śmierć wydarła jej męża; lecz jak sądziła, kobieta, rywalka, nikczemne i przewrotne stworzenie, dziewczyna bez czci i wiary, słowem Marja-Anna.<br>
{{tab}}A jednakże ona, tak niegodnie opuszczona, wzgardzona, odtrącona, już nie należała do siebie.<br>
{{tab}}Należała do człowieka, {{Korekta|kórego|którego}} nosiła nazwisko, jak służebną liberję, do człowieka, który jej nie chciał, który uciekał od niej...<br>
{{tab}}Miała zaledwie dwadzieścia lat, a pożegnała już na zawsze młodość, życie, nadzieję i wszelkie marzenia.<br>
{{tab}}Świat skazał ją bezlitośnie, nieodwołalnie, na życie samotne, opłakane... podczas gdy Marcjal, wolny od wszelkich przesądów, mógł jawnie oddawać się występnym, wiarołomnym miłostkom.<br>
{{tab}}Teraz poznała całą okropność opuszczenia. Ani jednej duszy, którejby się mogła zwierzyć ze swoją rozpaczą. Ani jednego czułego głosu, któryby ją pożałował!...<br>
{{tab}}Niegdyś miała dwie wybrane przyjaciółki: w Sacré-Coeur były nierozdzielne, ale wyszedłszy z klasztoru, oddaliła je od siebie swoją wyniosłością, nie uważając ich ani za dość dobrze urodzone, ani za dość bogate, aby mogły stanowić jej towarzystwo...<br>
{{tab}}Skazaną więc była na przyjmowanie drażniących pocieszeń ciotki Medji, bardzo zacnej i poczciwej zresztą osoby, ale której inteligencja ztępiała przez złe obchodzenie się z nią, i która równie rzewne łzy wylewała po stracie kota, jak nad śmiercią krewnego.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/853|num=445}}{{tab}}Jednakże, mężna pani Blanka poprzysięgła sobie, że zamknie w sercu tajemnice swojej rozpaczy.<br>
{{tab}}Pokazywała się więc, jak za panieńskich czasów, nosiła najpiękniejsze wyprawne suknie, i umiała wymódz na sobie pozorną wesołość i swobodę.<br>
{{tab}}Ale następnej niedzieli, ośmieliwszy się iść do wioski Sairmeuse na sumę, zrozumiała bezużyteczność swoich usiłowań.<br>
{{tab}}Nie patrzano na nią ze zdziwieniem lub nienawiścią, ale przechodząc koło niej, odwracano głowę, śmiejąc się na całe gardło. Usłyszała nawet kilka {{Korekta|dwuznaczków|dwuznaczników}} o swoim panieńsko-wdowiem stanie, które piekły ją, jak rozpalone żelazo.<br>
{{tab}}Szydzono z niej... Była śmieszną!... Tego było nadto.<br>
{{tab}}— Oh!... zapłacą mi za to wszystko, powtarzała.<br>
{{tab}}Ale pani Blanka nie czekała tej najwyższej zniewagi aby pomyśleć o zemście, i znała w ojcu gotowego sprzymierzeńca.<br>
{{tab}}Po raz pierwszy w życiu ojciec i córka byli w zgodzie.<br>
{{tab}}— Książe de Sairmeuse dowie się, co to jest przykładać rękę do ucieczki skazanego na śmierć, mówił pan de Courtomieu, i następnie do znieważenia takiego człowieka jak ja!... Wpływ polityczny, znaczenie, łaskę, wszystko straci!... Muszę go widzieć zgubionym, zniesławionym, tu, u nóg moich!... Zobaczysz... zobaczysz!<br>
{{tab}}Na nieszczęście dla siebie, margrabia de Courtomieu po zdarzeniu w Sairmeuse, był chorym trzy dni, a trzy następne stracił na układaniu i pisaniu raportu, który miał zgnieść jego dawnego sprzymierzeńca.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/854|num=446}}{{tab}}To opóźnienie zgubiło go, gdyż pozwolił Marcjalowi uprzedzić się, dobrze obmyślić plan, i nareszcie księciu de Sairmeuse zręcznie wyuczonemu, wyjechać do Paryża.<br>
{{tab}}Jak się księciu powiodło w Paryżu?... Co powiedział królowi, który raczył go przyjąć?...<br>
{{tab}}Odwołał zapewne swoje pierwsze raporta, sprowadził zawichrzenie w Montaignac do rzeczywistych rozmiarów, przestawił Lacheneura, jako szaleńca, a posłusznych mu wieśniaków, jako niewinnych głupców.<br>
{{tab}}Być może, że dał do zrozumienia, iż margrabia de Courtomieu mógł bardzo dobrze i sam podżegać te zawichrzenia w Montaignac... Służył Bonapartemu, chciał pokazać swoją gorliwość; bywają przykłady...<br>
{{tab}}Tłumaczył się, że został oszukanym przez tego dumnego przestępcę, zrzucił na margrabiego wszystką przelaną krew i bardzo nalegał, aby puścić w zapomnienie te smutne nadużycia...<br>
{{tab}}Rezultat tej podroży był taki, że w dzień, gdy raport margrabiego przybył do Paryża, odpowiedziano mu nań odebraniem urzędu.<br>
{{tab}}Ten nieprzewidziany cios złamał pana de Courtomieu.<br>
{{tab}}Jakto?... Pozwolono sobie zadrwić z mego, który był zręcznym, który ocalił pozory honoru śród tylu burz, który przebył najburzliwsze epoki, jak węgorz rodzinne błota, który umiał ustalić swoją kolosalną fortunę przez trzy spadkobiercze małżeństwa; który z jednakowo uległą twarzą służył wszystkim panom żądającym jego usług! I jego to, margrabiego de Courtomieu, tak wyprowadzono w pole!...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/855|num=447}}{{tab}}Bo ani na chwilę nie wątpił, że go zręcznie wyprowadzono w pole, że poświęcono go, zgubiono...<br>
{{tab}}— Tego nie mógł zrobić ten stary niedołęga książę de Sairmeuse, tu działano prędko i zręcznie; powtarzał. Ktoś mu doradzał, ale kto? nie widzę nikogo...<br>
{{tab}}Kto? pani Blanka nie potrzebowała zgadywać.<br>
{{tab}}Równie jak Marja-Anna, i ona uznawała w tem genijusz Marcjala.<br>
{{tab}}— Ah! nie myliłam się, myślała, ten bo jest człowiekiem wyższym, o jakim zawsze marzyłam... W jego wieku podejść mego ojca, tego doświadczonego, zręcznego polityka!<br>
{{tab}}Ta myśl drażniła jej boleść, a podżegała nienawiść.<br>
{{tab}}Odgadując Marcjala, przenikała jego plany.<br>
{{tab}}Rozumiała, że jeśli on porzucił swoją wyniosłą i drwiącą obojętność, to z pewnością nie dla błahej przyjemności pokonania margrabiego de Courtomieu.<br>
{{tab}}— To dla podobania się Marji-Annie, myślała z wściekłością. Jest to pierwszy krok do pozyskania względów u przyjaciół tej nikczemnej istoty... Ah! Ona u niego wszystko może, i póki ona żyć będzie, napróżno się spodziewam... napróżno czekam. Ale cierpliwości!... Czekała rzeczywiście cierpliwie, wiedząc dobrze, że kto się chce na pewno zemścić powinien czekać, przygotowywać się, korzystać z okoliczności, ale nie naglić.<br>
{{tab}}Nie wiedziała jeszcze jak, ale była pewną, że się zemści, i już zwróciła oczy na człowieka, który, zdawało się jej, że będzie powolnem narzędziem jej zamiarów {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/856|num=448}}i do wszystkiego zdolnym za pieniądz, a tym człowiekiem bvł Chupin.<br>
{{tab}}Ale jakimże sposobem zdrajca, który wydał Lacheneura za dwadzieścia tysięcy franków, znalazł się na drodze pani Blanki?<br>
{{tab}}Było to rezultatem tej prostej kombinacji wypadków, którą głupcy nazywają trafem.<br>
{{tab}}Szarpany zgryzotami, zbezczeszczony, przeklinany, oplwany, obrzucany kamieniami, gdy się odważył wyjść na ulicę, spotniały z trwogi, gdy pomyślał o strasznych groźbach Balstajna oberżysty Piemontskiego, Chupin opuścił Montaignac i przyszedł prosić o przytułek w zamku Sairmeuse.<br>
{{tab}}W swoim naiwnym bezwstydzie sądził, że magnat, który go używał, najmował do zbrodni, który korzystał z jego zdrady, winien mu był, oprócz przyrzeczonej nagrody, pomoc i opiekę.<br>
{{tab}}Służba przejęła go jak parszywego psa, który roznosi zarazę. Przy kuchennym stole brakło dla niego miejsca, a parobcy zabronili mu spać w stajni. Rzucano mu strawę jak psu, a spał w snopie siana.<br>
{{tab}}Znosił to wszystko na nic się nie skarżąc, zginał kark pod zniewagami, uważając się jeszcze za bardzo szczęśliwego, że za tę cenę kupił jakie takie bezpieczeństwo.<br>
{{tab}}Ale książę de Sairmeuse, wróciwszy z Paryża z nową taktyką niepamięci i pojednania w kieszeni, nie mógł znosie u siebie człowieka, tak kompromitującego i obrzuconego wzgardą całej okolicy.<br>
{{tab}}Rozkazał wydalić Chupina.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/857|num=449}}{{tab}}Stary włóczęga opierał się, posądzając o spisek swoich nieprzyjaciół, służących.<br>
{{tab}}Dzikim głosem oświadczył, że nie wyjdzie z Sairmeuse, chyba przemocą, lub na wyraźny rozkaz z ust samego księcia.<br>
{{tab}}Ta odpowiedź doniesiona księciu de Sairmeuse sprawiła, że się zawahał trochę.<br>
{{tab}}Nie w smak mu było zrobić sobie nieubłaganego wroga z człowieka, który uchodził za najmściwszego i najniebezpieczniejszego na dziesięć mil w około.<br>
{{tab}}Obecny stan rzeczy i uwagi Marcjala stanowczo go przechyliły w tę stronę.<br>
{{tab}}Przywoławszy swego dawnego zausznika, oświadczył mu, że pod żadnym pozorem nie chce go widzieć w Sairmeuse, osładzając jednakże to brutalskie odpędzenie, ofiarowaniem małej sumy pieniężnej.<br>
{{tab}}Ale Chupin odmówił z ponurą miną przyjęcia pieniędzy. Poszedł zabrać kilka swoich łachmanów i oddalił się, wygrażając pięścią zamkowi i przysięgając, że jeżeli kiedy o zmroku, który Sairmeuse znajdzie się na celu jego strzelby, to nie będzie się już potrzebował troszczyć o kawałek chleba.<br>
{{tab}}Kilku służących słyszało jego pogróżki.<br>
{{tab}}W ten sposób wypędzony stary włóczęga przywlókł się do swojej lepianki, którą ciągle zamieszkiwała jego żona i dwaj synowie.<br>
{{tab}}Nie wychodził prawie nigdy, chyba dla zaspokojenia swej dawnej namiętności do polowania, która przetrwała wszystko.<br>
{{tab}}Tylko, że teraz nie tracił, jak niegdyś czasu na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/858|num=450}}ostrożności dla ukrycia jakiego ubitego zająca, lub kilku kuropatw.<br>
{{tab}}Nie obawiając się odpowiedzialności, szedł wprost do lasów Sairmeuse lub Courtomieu, i zabiwszy sarnę, przewieszał ją sobie przez ramię i wracał do domu pod nosem przestraszonych gajowych.<br>
{{tab}}Resztę czasu, żył w na wpół zimnem pijaństwie. Gdyż pił ciągle, co raz to więcej, a wino nie sprowadzając zapomnienia, którego szukał, przeciwnie, jeszcze mu straszniej uprzytomniało widziadła, które były jago nieustanną zmorą.<br>
{{tab}}Niekiedy przy schyłku dnia, wieśniacy przechodzący koło jego chaty, słyszeli jakby szamotanie się w walce, ochrypłe głosy, złorzeczenia, i ostre krzyki kobiece.<br>
{{tab}}To Chupina więcej jak zazwyczaj pijanego, biła żona i dwaj synowie, dla wydarcia mu pieniędzy.<br>
{{tab}}Gdyż nic on nie dał swojej rodzinie z pieniędzy otrzymanych za zdradę. Cóż zrobił z temi dwudziestoma tysiącami franków, które dostał w złocie. Nie wiedziano.<br>
{{tab}}Synowie przypuszczali, że ją gdzieś zakopał, ale próżno czatowali, żeby wyśledzić ojca; przebieglejszy od nich, umiał zachować w tajemnicy swoją skrytkę. Z wielką trudnością po upartej walce, dawał im wreszcie po parę luidorów.<br>
{{tab}}W okolicy znano te szczegóły, i uznano zatem słuszną karę niebios.<br>
{{tab}}— Krew Lacheneura zadławi Chupina i jego rodzinę, powtarzali wieśniacy.<br>
{{tab}}Pani Blanka dowiedziała się całej tej historii od ogrodnika.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/859|num=451}}{{tab}}Nie wiedząc że go studia córka człowieka, który podniecał i płacił zdradę, ogrodnik swobodnie opowiadał to co wiedział od swoich dwóch pomników, i mówiąc, zapalał się i czerwienił z oburzenia.<br>
{{tab}}— Ah!... to zuchwała bestja ten stary, {{Korekta|powstarzał|powtarzał}}, powinienby być na galerach, nie na wolności, w kraju poczciwych ludzi.<br>
{{tab}}Część tych złożeczeń spadała na {{Korekta|margnabiego|margrabiego}} de Courtomieu, ale pani Blanka nie uważała na to.<br>
{{tab}}Zastanowiła się, przeczuwając instynktownie jedno z tych nieuniknionych praw, które rządzą ludźmi a których nie mogą zmienić najzręczniejsze tranzakcje społeczne.<br>
{{tab}}Zbrodnia, niezbędnie sprowadza wzgardę, która wywołuje wzburzenie i nową zbrodnię.<br>
{{tab}}— Oto jest człowiek, jakiego ci potrzeba!... szeptał pani Blance głos nienawiści...<br>
{{tab}}W Istocie!... Ale jakże dojść do niego? jak się z nim porozumieć?<br>
{{tab}}Iść do Chopina? mógł ją kto zobaczyć wchodzącą lub wychodzącą z jego domu. Pani Blanka była za rozsądną, żeby choć na chwilę powziąść myśl tak ryzykowną.<br>
{{tab}}Lecz zdawało jej się, że od czasu jak stary włóczęga poluje w lasach Courtomieu, nie powinno było znowu być tak trudno spotkać go... przypadkiem.<br>
{{tab}}— Trzeba będzie, mówiła już zupełnie zdecydowana, trochę ostrożności i kilka zręcznie skierowanych przechadzek.<br>
{{tab}}Nareszcie udało jej się po dwóch długich tygodniach {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/860|num=452}}i codziennych wycieczkach, których nieszczęśliwa ciotka Medja, nieodstępna towarzyszka pani Blanki, miała po uszy.<br>
{{tab}}— Nowa fantazja! jęczała biedna krewna upadająca ze znużenia, biedna moja siostrzenica widocznie oszalała.<br>
{{tab}}Nie oszalała, bo raz po południu w ostatnich dniach maja, pani Blanka ujrzała nareszcie tego, którego szukała tak długo.<br>
{{tab}}Było to w ustronnej części lasu Courtomieu, w pobliżu stawów.<br>
{{tab}}Chupin szedł środkiem drogi, z palcem na panewce fuzji.<br>
{{tab}}Szedł nakształt tropionego zwierza, krokiem głuchym i niespokojnym, cały skupiony w sobie, jakby imał uskoczyć, z nadstawionemi uszami podejrzliwym wzrokiem. Nie żeby się obawiał strażników, broń Boże! lub jakiego protokołu; tylko, że jak tylko wychodził, zdawało mu się, że widzi tuz za sobą Balstajna z otwartym nożem w ręku.<br>
{{tab}}Poznawszy panią Blankę zdaleka, chciał się cofnąć w krzaki, ale go uprzedziła, podnosząc głos z powodu odległości.<br>
{{tab}}— Ojcze Chupin!... wołała.<br>
{{tab}}Stary włóczęga zdawał się wahać, ale się zatrzymał spuszczając rękojeść fuzji na ziemię i czekał.<br>
{{tab}}Ciotka Medja zbladła z przerażenia.<br>
{{tab}}— Słodki Jezu! szeptała ściskając siostrzenicę za rękę, po co wołasz tego strasznego człowieka!...<br>
{{tab}}— Chcę z nim mówić.<br>
{{tab}}— Jakto, ty, Blanko, ośmieliłabyś się...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/861|num=453}}{{tab}}— Muszę.<br>
{{tab}}— Nie, nie mogę znieść tego, nie powinnam...<br>
{{tab}}— Oh!... dosyć, przerwała młoda kobieta, tym wyniosłym głosem, który topił jak wosk wolę biednej krewnej, dosyć, nieprawdaż...<br>
{{tab}}I dodała łagodniej:<br>
{{tab}}— Muszę z nim pomówię. A ty przez ten czas ciotko Marjo, staniesz trochę na uboczu... Patrz dobrze na wszystkie strony... Gdybyś zobaczyła kogo, kogobądź, to zawołaj... No, dalej, idź-że ciociu i zrób to dla mnie.<br>
{{tab}}Biedna krewna, usłuchała jak zwykle, a pani Blanka {{Korekta|zliżyła|zbliżyła}} się do Chnpina, który ciągle stał na tem samem miejscu, nieruchomy jak otaczające go pnie...<br>
{{tab}}— No, jakże tam?... ojcze Chupin, zaczęła będąc już zaledwie o cztery kroki od niego, polujesz sobie...<br>
{{tab}}— Czego pani chce odemnie!... przerwał jej opryskliwie; gdyż z pewnością chcesz czegoś odemnie, nieprawdaż, potrzebujesz mnie?...<br>
{{tab}}Pani Blanka zrobiła najwyższe wysilenie, aby ukryć wstręt i wzgardę, jakiemi ją przejmował, ale mimo to odezwała się bardzo stanowczym głosem:<br>
{{tab}}— A więc tak! chcę cię prosić o oddanie mi przysługi...<br>
{{tab}}— Ah! ah!...<br>
{{tab}}— Przysługi bardzo zresztą małej, która będzie cię kosztować mało trudu, a będzie dobrze zapłacona.<br>
{{tab}}Mówiła to z miną dość obojętną, jak gdyby rzeczywiście szło o rzecz bardzo małej wagi. Ale {{pp|jakkol|wiek}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/862|num=454}}{{pk|jakkol|wiek}} dobrze udawała, stary włóczęga nie dał się wywieść w pole.<br>
{{tab}}— Od takiego jak ja człowieka nikt nie żąda małych przysług, rzekł opryskliwie. Od czasu jak w wiadomy wam sposób, z narażeniem życia, w miarę mych środków, służyłem, według obwieszczenia po rogach ulic, dobrej sprawie, pierwszemu lepszemu zdaje się, że ma prawo przyjść do mnie z pieniędzmi w ręku i targować się o podłości... Prawda, że i tamci płacili mi także; ale wszystko to złoto, które mi dali, obciąłbym roztopić i wlać im w gardło!... Oh! wiem ja co to nam biedakom wynajmować się na usługi wielkich panów! Idź pani w swoję drogę, i jeżeli masz nikczemności w głowie to je rób sama!...<br>
{{tab}}Zarzucił fuzję na ramię, i chciał się oddalić gdy nagle natchnienie, prawdziwy błysk nienawiści oświecił umysł pani Blanki.<br>
{{tab}}— Znam bo widzisz twoją historję, wyrzekła obojętnie, i dla tego zatrzymałam cię. Sądziłam, że chętnie mi usłużysz nienawidząc równie jak ja Sairmeus’ów.<br>
{{tab}}To wyznanie przykuło do miejsca starego łotra.<br>
{{tab}}— O wierzę bardzo, rzekł, że pani nienawidzi w tej chwili Sairmeusów!... Wykierowali panią z przeproszeniem tak jak i mnie, tylko że...<br>
{{tab}}— Cóż?<br>
{{tab}}— Za miesiąc pogodzicie się... A wtedy kto zapłaci koszta wojny? Znowu Chupin, stary niedołęga...<br>
{{tab}}— Nigdy.<br>
{{tab}}Zdrajca chciał jeszcze robić trudności, ale się już widocznie wahał {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/863|num=455}}{{tab}}— Hum! mruczał, nie trzeba się niczego wyrzekać w życiu. A gdybym wam wreszcie pomógł, cóżbym miał za to?<br>
{{tab}}— Otrzymasz co sam będziesz chciał, pieniądze, grunt, dom...<br>
{{tab}}— Uniżenie dziękuję!... Chcę co innego.<br>
{{tab}}— Cóż takiego? Powiedz twoje warunki.<br>
{{tab}}Chupin namyślał się czas jakiś, potem rzekł uroczyście:<br>
{{tab}}— Oto tak się rzecz ma. Mam nieprzyjaciół szczególniej jednego... Krótko mówiąc, w swojej chałupie nie jestem bezpieczny: synowie tłuką mnie gdy jestem pijany, żeby mnie okraść; żona jest zdolną wsypać mi trucizny do wina, drżę ciągle o moją skórę, o moje pieniądze... Tak dłużej być nie może. Po skończonym interesie przyrzecz mi pani przytułek w zamku Courtomieu, a będę ci służył... U was będę zabezpieczonym, i będę mógł pić z zamkniętemi oczami. Ale za pozwoleniem nie chcę być tak poniewieranym przez służących jak w Sairmeuse.<br>
{{tab}}— Stanie się jak żądasz.<br>
{{tab}}— Przysięgnij mi pani na zbawienie duszy.<br>
{{tab}}— Przysięgam.<br>
{{tab}}Mówiła z taką szczerością, że Chupin uspokoił się.<br>
{{tab}}Nachylił się ku niej i rzekł głuchym głosem.<br>
{{tab}}— Teraz mów pani.<br>
{{tab}}Jego małe oczy błyszczały piekielnem zuchwalstwem, wązkie usta zacisnęły się na ostrych zębach, sądził, że mu zaproponują morderstwo i był do tego gotów.<br>
{{tab}}To było tak widocznem w całej jego postawie, że pani Blanka aż zadrżała.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/864|num=456}}{{tab}}— W istocie, to czego od ciebie żądam, rzekła, jest prawie niczem. Idzie o śledzenie, zręczne dozorowanie margrabiego de Sairmeuse, Marcjala...<br>
{{tab}}— Pani męża?<br>
{{tab}}— Tak... mojego męża. Chcę wiedzieć co się z nim dzieje, co robi, gdzie chodzi, kogo widuje. Muszę wiedzieć minuta po minucie, cały jego czas.<br>
{{tab}}Patrząc na zdumioną twarz Chupina, możnaby sądzić, że spadł z obłoków.<br>
{{tab}}— Co!... bełkotał, rzeczywiście, naprawdę tego tylko pani odemnie żąda?<br>
{{tab}}— Na teraz tak, nie zrobiłam jeszcze planu. Później stosownie do tego co mi doniesiesz zobaczę...<br>
{{tab}}Młoda kobieta tylko na wpół kłamała.<br>
{{tab}}Z rozmaitych projektów zemsty, które jej się ciągle nasuwały, żadnego jeszcze nie wybrała.<br>
{{tab}}Przemilczała tylko to, że szpiegując Marcjala chciała dojść do Marji-Anny. Nie śmiała zdrajcy wymienić imienia córki Lacheneura. Nie zawahałżeby się prześladować córkę, wydawszy ojca katom. Tego to obawiała się pani Blanka.<br>
{{tab}}Zupełnie co innego jak się już w to wciągnie.<br>
{{tab}}Tymczasem Chupin już ochłonął z podziwienia.<br>
{{tab}}— Licz pani na mnie na pewno, rzekł, tylko na to potrzeba trochę czasu...<br>
{{tab}}— Naturalnie... Dziś mamy sobotę, we czwartek będziesz-że już coś wiedział?...<br>
{{tab}}— Za pięć dni?... No tak, zapewne.<br>
{{tab}}— W takim razie, bądźże tu we czwartek; o tej samej godzinie zastaniesz mnie tu...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/865|num=457}}{{tab}}Krzyk ciotki Medji przeszkodził im.<br>
{{tab}}— Ktoś idzie! rzekła Blanka do Chupina. Nie powinien nas zobaczyć razem, uciekaj spiesznie.<br>
{{tab}}Jednym susem dawny przemytnik przeskoczył aleję i znikł w gęstwinie.<br>
{{tab}}W samą porę, bo służący pana de Courtomieu był już przy ciotce Medji, a pani Blanka widziała z daleka, że coś mówił z wielkiem ożywieniem.<br>
{{tab}}Zbliżyła się szybko.<br>
{{tab}}— Ah! pani... to jest panno Blanko, zawołał służący, już od trzech godzin wszędzie panny szukają... ojciec, pan margrabia, mój Boże! co za nieszczęście!... już posłano po doktora...<br>
{{tab}}— Mój ojciec umarł?...<br>
{{tab}}— Nie, panienko, nie, tylko że... jakby tu powiedzieć!... już rano jak pan margrabia wyjeżdżał dla obejrzenia winnicy, był jakiś dziwny, jakby nie swój... A gdy powrócił...<br>
{{tab}}To mówiąc wskazał palcem na czoło.<br>
{{tab}}— Pani mnie rozumie, nieprawdaż; gdy wrócił, stracił już rozum.<br>
{{tab}}— Spieszmy się! zawołała pani Blanka.<br>
{{tab}}I nie czekając na przerażoną ciotkę Medję, biegła w kierunku zamku.<br>
{{tab}}— Pan margrabia?... zapytała pierwszego służącego, którego spotkała w przysionku.<br>
{{tab}}— Jest proszę panny w swoim pokoju; położono go teraz już cokolwiek spokojniejszy.<br>
{{tab}}Młoda kobieta w chwilę była w pokoju margrabiego.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/866|num=458}}{{tab}}Siedział na łóżku, z podartemi rękawami u koszuli, a dwaj służący uważali na jego poruszenia.<br>
{{tab}}Twarz miał ziemistą, sine plamy na policzkach. Przewracał błędnemu oczami z pod nadbrzękłych powiek, a biała piana ciekła mu z ust. Kosmyki rzadkich włosów gdzie niegdzie porozrzucane po czole, powiększały jeszcze straszny wyraz jego fiziognomji.<br>
{{tab}}Drżał, chociaż pot spływał wielkiemi kroplami po jej twarzy. Chwilami, konwulsyjne drganie silniej nim miotało, niż w listopadzie wiatr miota suchemi liśćmi.<br>
{{tab}}Gestykulował, szalenie krzycząc jakieś niezrozumiale wyrazy, na przemian cichym lub donośnym głosem.<br>
{{tab}}Córkę jednakże poznał.<br>
{{tab}}— Jesteś nareszcie, zawołał, oczekuję cię.<br>
{{tab}}Stała w progu cała drżąca, chociaż nie była wcale ani czuła, ani wrażliwa.<br>
{{tab}}— Mój ojcze!... jąkała, mój Boże! co ci się stało?<br>
{{tab}}Margrabia śmiał się śmiechem przeszywającym.<br>
{{tab}}— Cha! cha! cha! spotkałem go!... Wiedziałem dobrze że się to tak skończy!... Hum! nie wierzysz!... Mówię ci, żem widział tego nędznika!... Znam go dobrze, bo od miesiąca mam ciągle tę przeklętą twarz przed oczami. Widziałem go. Było to w lesie, koło skał Sanguille, tam wiesz, gdzie zawsze tak ciemno, z powodu wielkiej ilości drzew... Szedłem wolno, myśląc o nim, gdy nagle ukazał się przedemną, wyciągając ręce, żeby mi zastąpić drogę: „Dalejże!... zawołał, musisz się ze mną połączyć“. Był uzbrojony w strzelbę, wycelował i dał ognia.<br>Ú {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/867|num=459}}{{tab}}Margrabia ucichł, pani Blanka przezwyciężyła się nareszcie i zbliżyła do niego.<br>
{{tab}}Parę minut patrzała na niego tym zimnym i przenikającym wzrokiem, który mówią, że poskramia szalonych, i gwałtownie wstrząsając go za ramię rzekła ostro:<br>
{{tab}}— Upamiętaj się mój ojcze!... chciej zrozumieć, że jesteś igraszką hallucynacji!... Niepodobieństwem jest abyś widział... człowieka, o którym mówisz.<br>
{{tab}}Pani Blanka aż nadto dobrze wiedziała o kim mówi pan de Courtomieu, ale nie śmiała, nie mogła, wymówić jego imienia.<br>
{{tab}}Margrabia mówił dalej w urywanych wyrazach:<br>
{{tab}}— Zdawało mi się!... O nie, to Lacheneur mi się pokazał. Jestem tego pewny, a dowodem jest, że mi przypomniał okoliczność z mojej młodości, którą on i ja tylko znałem... Było to podczas Terroryzmu w 93 roku, on miał wielkie znaczenie w Montaignac, a ja byłem poszukiwanym za korespondencję z emigrantami. Mieli skonfiskować dobra, i już czułem katowską rękę na karku, gdy Lacheneur rozbójnik, przyjął mnie do swego domu!... Ukrywał mnie, nędznik, wyrobił paszport, uratował majątek i ocalił życie!... A ja kazałem mu ściąć głowę. Wiesz teraz dla czego go ujrzałem. Mam się z nim połączyć, wyraźnie mi to powiedział, jestem człowiekiem umarłymi...<br>
{{tab}}Upadł na {{Korekta|popuszki|poduszki}} i zarzuciwszy prześcieradło na głowę, leżał tak nieruchomie i sztywno, iż rzeczywiście sądzićby można było, że to trup, którego kształty niewyraźnie rysowały się z pod płótna.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/868|num=460}}{{tab}}Służący oniemiawszy z przerażenia, spoglądali po sobie.<br>
{{tab}}Tyle podłości ogłuszyło ich, bo nie domyślał się nawet, by istnieć mogła tak brudna dusza z pozorami ambitnej wytrwałości.<br>
{{tab}}Magliż przypuszczać, by pan de Courtomieu nie mógł nigdy przebaczyć Lacheneurowi tego, że go ocalił? A jednakże tak było w istocie...<br>
{{tab}}Jednak pani Blanka zachowała przytomność umysłu pośród ludzi prawie nieprzytomnych.<br>
{{tab}}Skinęła na kamerdynera margrabiego de Courtouieu, żeby się zbliżył i rzekła doń cichym głosem:<br>
{{tab}}— Niepodobna, aby strzelano do mojego ojca?<br>
{{tab}}— Przepraszam jaśnie pannę, ale tak jest rzeczywiście, a nawet ledwie nie zabito pana margrabiego.<br>
{{tab}}— Skądże wiesz o tem?<br>
{{tab}}— Rozbierając pana margrabiego, zauważyłem na głowie zadraśnięcie, które krwawiło... Obejrzałem również kapelusz, i namacałem dwie dziury, które nie mogą z czego innego pochodzić tylko ze śrótu.<br>
{{tab}}Poczciwy służący był z pewnością więcej wzruszonym jak jego pani.<br>
{{tab}}— Więc godzono na życie mojego ojca, szepnęła, a przestrach sprowadził uderzenie na mózg... Jak wykryć sprawcę tej zbrodni?<br>
{{tab}}Służący potrząsł głową:<br>
{{tab}}— Podejrzywam, rzekł, tego starego łajdaka co nam pod samemi oknami zabija sarny, jaśnie panna wie... Chupina.<br>
{{tab}}— Nie, to być nie może.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/869|num=461}}{{tab}}— Och dałbym sobie uciąć rękę, że tak jest!... On jeden w całej gminie jest zdolny do takiego czynu.<br>
{{tab}}Pani Blanka nie mogła, naturalnie, powiedzieć dla czego była pewną o niewinności Chupina. Za nic w świecie nie byłaby wyznała, że go spotkała kawał drogi od miejsca zbrodni, że go zatrzymała, że rozmawiała z nim przeszło pół godziny, i nareszcie tylko co się z nim rozstała...<br>
{{tab}}Milczała więc. W tej chwili przybył lekarz. Prze mocą prawie odsłonił twarz pana de Courtomieu, i długo mu się przypatrywał z zmarszczonemi brwiami; następnie kazał przykładać raz po raz synopizma, okłady z lodu na głowę, pijawki, i zapisał miksturę, po którą miano natychmiast posłać do Montaignacu. Wszyscy prawie potracili głowy.<br>
{{tab}}Gdy się lekarz oddalił, pani Blanka wyszła za nim na schody:<br>
{{tab}}— I cóż, doktorze? zapytała.<br>
{{tab}}Zrobił gest dwuznaczny, i rzeki wahającym głosem:<br>
{{tab}}— Bywają przykłady, że z tego człowiek wychodzi.<br>
{{tab}}Lecz cóż ją to obchodziło czy jej ojciec wyzdrowieje lub umrze. Z suchem okiem śledziła wszystkie objawy tej najstraszniejszej może choroby.<br>
{{tab}}Ale z tem wszystkiem wiedziała, iż będą rozpowiadać o jej postępowaniu.<br>
{{tab}}Czuła, że powinna, dla wykazania błędu Marcjala, zwrócić opinje przeciwko niemu, a sobie stworzyć reputację zupełnie różną od poprzedniej. Myśl wystawienia sobie piedestału, na którymby pozowała jako {{pp|zre|zygnowana}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/870|num=462}}{{pk|zre|zygnowana}} ofiara bardzo jej się uśmiechała. Sposobność do tego była wyborną; skorzystała z niej.<br>
{{tab}}Najtkliwsza córka nie mogła czulej opiekować się swoim ojcem, obsypywać go większemi pieszczotami. Niepodobieństwem prawie było skłonić ją na chwilę do opuszczenia łoża chorego.<br>
{{tab}}Ale odgrywając tę dobrowolnie przyjętą rolę siostry miłosierdzia, myślą ciągle była z Chupinem. Co robi w Montainac? Czy dotrzymuje obietnicy, czy śledzi Marcjala?... Jakże ten oznaczony dzień wolno się zbliżał!...<br>
{{tab}}Nadszedł nareszcie ten tak oczekiwany czwartek, i poleciwszy ojca ciotce Medji, koło drugiej godziny pani Blanka wymknęła się na schadzkę z gorączkową niecierpliwością.<br>
{{tab}}Chupin już na nią oczekiwał, siedząc na wywróconym pniu drzewa. Fizjognomja jego była prawie taką jak poprzednio.<br>
{{tab}}Od pięciu dni, odtąd miał zajęcie, przestał prawie pić, a umysł zwolna zaczął się otrząsać z mroku pijaństwa.<br>
{{tab}}— Mówi... zawołała pani Blanka.<br>
{{tab}}— Chętnie! Tylko że nie mam nic do powiedzenia.<br>
{{tab}}— Ah! więc nie śledziłeś margrabiego de Sairmeuse.<br>
{{tab}}— Pani męża?... za pozwoleniem; nie odstępowałem go jak cień. Ale cóż pani chce bym powiedział? Od chwili wyjazdu księcia de Sairmeuse do Paryża, pan Marcjal zarządza wszystkiem. Ani byś go pani po znała. Cały zatopiony w interesach. O świcie już jest na nogach, a kładzie się spać z kurami. Całe rano {{pp|pi|sze}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/871|num=463}}{{pk|pi|sze}} listy. Po obiedzie przyjmuje wszystkich przychodzących. On dawniej, tak dumny, jest teraz bardzo uprzejmym, przyjacielskim, z pierwszym lepszym ściska się za rękę. Oficerowie na połowie żołdu mają u niego stancję i życie, pięciu czy sześciu z nich przywrócił dawniejszy stopień, dwom innym znowu kazał wypłacić całkowitą pensję, nie wychodzi prawie wcale, szczególniej wieczorem...<br>
{{tab}}Zatrzymał się, a młoda kobieta jakiś czas milczała, wstydząc się pytania, które miała na ustach. Co za poniżenie!... Ale przemogła wstyd, i czerwona jak ogień ze spuszczoną głową zapytała:<br>
{{tab}}— Niepodobna, aby nie miał kochanki.<br>
{{tab}}Chupin wybuchnął śmiechem...<br>
{{tab}}— Otóż mamy... rzekł z tak obrażającą poufałością, że aż oburzył panią Blankę, pani chcesz mówić o córce tego bandyty Lacheneura, nieprawdaż, o tej łajdaczce Marji-Annie, hę?<br>
{{tab}}Z głosu Chupina ziejącego nienawiścią, pani Blanka poznała, bezużyteczność swoich {{Korekta|skupułów|skrupułów}}.<br>
{{tab}}Nie wiedziała jeszcze, że morderca zwykle spotwarza swoją ofiarę jedynie dla tego, że ją zabił.<br>
{{tab}}— Tak, rzekła, rzeczywiście, mówiono mi o Marji-Annie.<br>
{{tab}}— A wiec.. Ani jej słychu, ani widu, musiała zalotnica uciec z jakim innym kochankiem, może z {{Korekta|Maurycem|Maurycym}} d’Escorvalem.<br>
{{tab}}— Mylisz się.<br>
{{tab}}— Oh!... wcale nie!... Ze wszystkich Lacheneurów został tu tylko syn Jan, który żyje jak włóczęga, {{pp|ra|bunkiem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/872|num=464}}{{pk|ra|bunkiem}} i kradzieżą... Dniem i nocą błąka się po lasach, z fuzją na ramieniu. Aż strach bierze patrzeć na niego, chudy jak szkielet, oczy świecą mu się jak węgle... No, ten, gdyby mnie spotkał, toby prędko ze mną załatwił rachunek...<br>
{{tab}}Pani Blanka zbladła... Jan Lacheneur strzelił do margrabiego de Courtomieu... teraz była tego pewną...<br>
{{tab}}— Ale ja jestem przekonaną, rzekła, że Marja-Anna jest w kraju, prawdopodobnie nawet w Montaignac... Chcę ją mieć, muszę ją mieć! Starajże się koniecznie wykryć ją, w poniedziałek będę cię tu oczekiwać.<br>
{{tab}}— Będę szukać, odpowiedział Chupin.<br>
{{tab}}I szukał w rzeczy samej; szukał gorliwie, rozwijając całą swoją zręczność, ale napróżno.<br>
{{tab}}Naprzód dla tego, że wszystkie jego czynności były paraliżowane tysiącznemi ostrożnościami, któremi się musiał otaczać, bojąc się Balstajna lub Jana Lacheneura. Z drugiej strony za nic w świecie nikt w całej okolicy nie byłby mu dał najmniejszego objaśnienia.<br>
{{tab}}— Nic, zawsze nic!... mówił pani Blance za każdem widzeniem się.<br>
{{tab}}Ale ona nie dała za wygranę, zazdrość, nawet w obec oczywistości nie poddaje się.<br>
{{tab}}Pani Blanka powiedziała sobie, że Marja-Anna wydarła jej męża, że się kochają z Marcjalem, tylko że ukrywają swoje szczęście przed ludźmi, i nareszcie, że z niej szydzili, lekceważyli ją... Tak być musiało z pewnością, myślała, chociaż wszystko dowodziło czego innego...<br>
{{tab}}Pewnego poranku, zastała szpiega promieniejącego.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/873|num=465}}{{tab}}— Dobra nowina!... wołał zdaleka ujrzawszy Blankę; mamy ją nareszcie tę łajdaczkę!<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|XLII|XXXIX}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Było to nazajutrz po dniu, w którym, na wyraźny rozkaz księdza Midona, Marja-Anna zamieszkała w Berderie.<br>
{{tab}}W całej okolicy mówiono tyko o objęciu przez nią tego majątku, robiono najdziwaczniejsze komentarze dotyczące testamentu Chanlouineau.<br>
{{tab}}— Otóż i córka pana Lacheneura ma przeszło dwieście pistolów dochodu rocznie, mówili ludzie podeszli wiekiem, nie licząc jeszcze domu...<br>
{{tab}}— Uczciwa dziewczyna nie miałaby takiego szczęścia? szemrały brzydkie panny daremnie wyczekujące mężów.<br>
{{tab}}Dotychczas nie wiedziano na pewno czy Marja-Anna rzeczywiście była „przyjaciółką“ Chanlouineau. Nawet po upadku Lacheneura uważano trudny do przebycia przedział pomiędzy niemi. Darowizna usunęła wszelkie wątpliwości. Bo i jakże sobie wytłumaczyć tę pośmiertną wspaniałomyślność?<br>
{{tab}}Tę to wielką nowinę Chupin przyniósł pani Blance, i dla tego on zawsze tak ponury, w tej chwili był uszczęśliwionym.<br>
{{tab}}Słuchała go drżąc, z gniewu, z pięściami tak zaciśniętemi, że paznogcie powchodziły jej w ciało.<br>
{{tab}}— Co za zuchwalstwo!... powtarzała zdławionym głosem, co za bezwstyd!...<br>
{{tab}}Szpieg podzielał jej zdanie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/874|num=466}}{{tab}}— W }samej rzeczy, mruczał niechętnie, powinna była przynajmniej zaczekać aż ostygnie łóżko Chanlouinea nim go sobie przywłaszczy.<br>
{{tab}}Kręcił głową i mówił jakby do siebie:<br>
{{tab}}— Niech tylko każdy z kochanków tyle jej daje, a będzie bogatą jak jaka królowa, będzie miała za co kupić Sairmeuse i Courtomieu.<br>
{{tab}}Jeżeli Chupin zamierzał rozżarzyć wściekłość pani Blank to mu się udało.<br>
{{tab}}— I takaż to kobieta wyrwała mi serce męża!... zawołała. Dla tej nędznicy opuścił mnie!... Tego rodzaju istoty rzucają jakiś urok na swoje ofiary!...<br>
{{tab}}Pozorna niesława tej nieszczęśliwej, w której zazdrość upatrzyła rywalkę, tak uniosła pannę Blankę, że zapomniała o obecności Chupina, i nie wstrzymując się, bez pamięci wydala tajemnicę swoich cierpień.<br>
{{tab}}— Czy tylko jesteś zupełnie pewnym tego co mi mówisz, ojcze Chupin! zapytała.<br>
{{tab}}— Tak pewnym jak tego, że z panią mówię.<br>
{{tab}}— A któż ci to wszystko powiedział?<br>
{{tab}}— Nikt... sam mam od tego oczy. Wczoraj dotarłem aż do Borderie, wszystkie okiennice były pootwierane, a Marja-Anna stała w jednym z okien. Ladaco, nie była nawet w żałobie!...<br>
{{tab}}W istocie nieszczęśliwa Marja Anna była zmuszoną aż do tego dnia nosić suknię, której jej pożyczyła pani d’Escorval, w dzień wybuchu, aby mogła zrzucić ubranie męzkie.<br>
{{tab}}Stary nędznik chciał jeszcze dalej jątrzyć panią {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/875|num=467}}Blankę swojemi zjadliwemi opowiadaniami, ale mu przerwała gestem.<br>
{{tab}}— Wiec znasz Borderie? zapytała.<br>
{{tab}}— Jeszczeby też!<br>
{{tab}}— Gdzież to jest?<br>
{{tab}}— Akurat na wprost młyna przy Oiselle, z tej strony rzeki, mniej więcej z półtory mili ztąd.<br>
{{tab}}— Rzeczywiście tak jest. Teraz przypominam sobie. Bywałeś tam kiedy dawniej?...<br>
{{tab}}— Mało sto razy za życia Chanlouinea!<br>
{{tab}}— A więc daj mi topografię budynku.<br>
{{tab}}Oczy Chupina szeroko się roztwarły.<br>
{{tab}}— Co takiego?... zapytał nierozumiejąc.<br>
{{tab}}— Chcę abyś mi opisał jak jest dom zabudowany.<br>
{{tab}}— Ach!... tak to rozumiem... dom stoi w otwarłem polu, o pół strzału od gościńca. Z frontu jest rodzaj ogrodu, a z tyłu sad nie otoczony murem, tylko małym żywopłotem. Na około winnice, wyjąwszy z lewej strony, gdzie ciągnie się gaj ocieniający mały strumyk.<br>
{{tab}}Zatrzymał się mrużąc jedno oko.<br>
{{tab}}— Ale co pani po tych wszystkich wiadomościach? zapytał.<br>
{{tab}}— Co ci do tego!... A wewnątrz?<br>
{{tab}}— Tak jak wszędzie: trzy duże czworokątne pokoje, które się z sobą stykają, kuchnia, i mały ciemny alkierz...<br>
{{tab}}— To na dole. A teraz na górze.<br>
{{tab}}— Tam bo... dalibóg... nigdy nie byłem.<br>
{{tab}}— To źle. Jakże są umeblowane pokoje, w których byłeś?...<br>
{{tab}}— Tak jak u wszystkich tutejszych wieśniaków.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/876|num=468}}{{tab}}Nikt się z pewnością nie domyślał istnienia tego wspaniałego pokoju na pierwszem piętrze, który Chanlouineau, w swojem miłosnem szaleństwie przeznaczył dla Marji-Anny... Nigdy o nim nie mówił, a nawet strzegł jak mógł, aby nikt nie widział znoszona mebli.<br>
{{tab}}— Ile jest drzwi w tym domu? pytała dalej pani Blanka.<br>
{{tab}}— Troje: jedne na ogród, drugie do sadu, a trzecie od strony stajni. Schody prowadzące na pierwsze piętro idą z wnętrza domu.<br>
{{tab}}— Czy Marja-Anna mieszka sama w Borderie?<br>
{{tab}}— Jak na teraz to sama. Ale zdaje mi się, że ten rozbójnik, jej brat, nie omieszka wkrótce zamieszkać z nią...<br>
{{tab}}Zamiast odpowiedzi, pani Blanka wpadła w tak długą i głęboką zadumę, że się aż Chupin zniecierpliwił.<br>
{{tab}}Ośmielił się dotknąć jej ramienia i zapytał tym głuchym głosem wspólników obmyślających cios zabójczy.<br>
{{tab}}— No jakże! zapytał, cóż zamyślamy?...<br>
{{tab}}Młoda kobieta zadrżała i przebiegł ją dreszcz, jak chorego, który nagle w osłupieniu spowodowanem przez ból, usłyszy szczęk strasznych narzędzi chirurgicznych.<br>
{{tab}}— Jeszcze nic nie postanowiłam, odpowiedziała, namyślę się, zobaczę.<br>
{{tab}}A widząc niezadowoloną minę włóczęgi, dodała:<br>
{{tab}}— Nie chcę nic lekkomyślnie ryzykować. Nie trać Marcjala z oczu... Jeżeli pojedzie do Borderie, a pojedzie tam z pewnością, to powinnam natychmiast być o tem uwiadomioną... Jeżeli będzie pisać, starajże się przynieść mi jaki jego list... Od dzisiaj chcę cię {{pp|wi|dzieć}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/877|num=469}}{{pk|wi|dzieć}} codzień... Nie zasypiajże gruszek w popiele!... Pamiętaj zasłużyć na spokojny kąt, który przeznaczę ci w Courtomieu...<br>
{{tab}}Idź już.<br>
{{tab}}Oddalił się nie wyrzekłszy ani słowa lecz nie starając się nawet ukryć swojego niezadowolenia i jakby doznanego zawodu.<br>
{{tab}}— Wierz-że tu tym wszystkim umizgom! mruczał. Albo i ta oto: jak to krzyczała, chciała wszystkich pozabijać, popalić, podruzgotać, czekała tylko sposobności... Ta się nadarza, ehe! brak nam serca, cofamy się, namyślamy... widocznie boimy się!...<br>
{{tab}}Chupin źle cenił panią Blankę.<br>
{{tab}}Uczucie zgrozy, które dostrzegł na jej twarzy, było raczej instynktownym wstrętem ciała, nie zaś słabością tej niezłomnej woli. Żadne zastanowienie nie było w stanie rozbroić jej nienawiści...<br>
{{tab}}Cobądź jej mówił Chupin, który tak dobrze jak Sairmeusowie był przekonany, że córka Lacheneura wraca z Piemontu, pani Blanka uparcie uważała tę po dróż za zręcznie zmyśloną bajeczkę.<br>
{{tab}}W jej przekonaniu, Marja-Anna wyszła poprostu z ukrycia, w którem Marcjal uważał za stosowne dotąd ją trzymać.<br>
{{tab}}Ale dla czego to nagłe zjawienie się?<br>
{{tab}}Mściwa kobieta gotowa była przysięgnąć, że to zuchwalstwo, ta zniewaga, były wymierzone przeciwko niej.<br>
{{tab}}— I jabym się miała temu poddać!... zawołała. Ah! wyrwałabym nikczemne serce, gdyby było zdolne do takiej podłości.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/878|num=470}}{{tab}}Głos sumienia nie zapanował nigdy nad tym chaosem namiętności. Zdawało jej się, że ją cierpienia upoważniają do wszystkiego, a zamach Jana Lacheneura zdawał się nadawać jej prawo do odwetu.<br>
{{tab}}Nie {{Korekta|wachała|wahała}} się wcale, tylko niespodziewana trudność zatrzymała ją.<br>
{{tab}}Marzyła o jednej z tych wyrafinowanych zemst, które cytują w historji, chciała odwetu prędkiego i głośnego, jakie spotykamy w romansach, a tu jak na przekorę nasuwała się tylko sposobność do jednej z tych pospolitych zbrodni, tak niegodnej margrabskiej córy.<br>
{{tab}}Lepiej jeszcze zaczekać, mówiła sobie.<br>
{{tab}}Nienawiść nasuwała jej coraz to szaleńsze pomysły, wymyślała niemożebne kombinacje, marzyła o niepodobnych przewrotach.<br>
{{tab}}Na domiar złego, mogła się swobodnie i bez żadnej kontroli oddawać swoim natchnieniom.<br>
{{tab}}Margrabia de Courtomieu nie potrzebował już jej wyłącznych starań.<br>
{{tab}}Po gwałtownych napadach szaleństwa, po frenezji pierwszej maligny, przyszło obezwładnienie, później po trochu straszna osłupiałość idjotyzmu.<br>
{{tab}}Pewnego poranku doktor uznał margrabiego uleczonym.<br>
{{tab}}Tak, ciało ocalało... ale rozum przepadł na zawsze.<br>
{{tab}}Wszelki ślad inteligencji zginął bezpowrotnie z tej niegdyś tak wyrazistej twarzy, która się tak doskonale nadawała do rozmaitych zmian najwytrawniejszej hipokryzji.<br>
{{tab}}W oczach, które niegdyś tryskały dowcipem i {{pp|prze|biegłością}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/879|num=471}}{{pk|prze|biegłością}}, już nie było ani jednej iskierki. Niegdyś wązkie usta, teraz zwieszały się one z wyrazem strasznej głupowatości.<br>
{{tab}}Nie było już żadnej nadziei wyleczenia.<br>
{{tab}}Jedno jedyne upodobanie w jedzeniu zastąpiło wszystkie namiętności, które wstrząsały życiem tego zimnego pyszałka.<br>
{{tab}}Zawsze wstrzemięźliwy, teraz jadł z odrażającą żarłocznością. Każdy obiad był walką, w której przemocą, musiano mu odbierać półmiski.<br>
{{tab}}Utył nawet. Dawniej chudy aż do przejrzystości, jak się wyrażali jego przyjaciele, teraz nabył brzucha a policzki aż mu się zwieszały z otyłości.<br>
{{tab}}Wstawał bardzo rano, wymykał się z zamku i błąkał jak ciało bez duszy, po lesie i okolicach, bez żadnego zamiaru, bez myśli, bez celu.<br>
{{tab}}Samopoznanie, pojęcie godności, poczucie dobrego lub złego, mysi, pamięć, stracił wszystko. Instynkt zachowawczy, który trwa najdłużej, opuścił go, trzeba go było dozorować jak małe dziecko.<br>
{{tab}}Czasem, gdy margrabia błąkał się po ogromnym zamkowym ogrodzie, pani Blanka, oparta o okno, śledziła go oczami, serce ściskało jej się jakimś złowrogim przestrachem.<br>
{{tab}}Ale to ostrzeżenie Opatrzności, zamiast ją opamiętać, powiększało jeszcze żądzę i nadziej; zemsty.<br>
{{tab}}— Któżby nie wołał śmierci nad to straszne nieszczęście!... szeptała. Ah! Jan Lacheneur jest okrutniej pomszczonym niż gdyby kula była trafiła. To jest {{pp|wła|śnie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/880|num=472}}{{pk|wła|śnie}} zemsta o jakiej ja marzę, takiej szukam, taka mi się należy, i taka muszę znaleźć!...<br>
{{tab}}To wahanie się nie przeszkadzało jej jednakże widywać Chupina codzień, stosownie do wydanego mu rozkazu. Chodziła do lasu to sama, to z ciotką Medją, która stanowiła wartę.<br>
{{tab}}Włóczęga był akuratnym, chociaż bardzo mu już ciężyło to rzemiosło szpiega.<br>
{{tab}}— W tej zabawce ja strasznie się narażam, mruczał Myślałem, że Jan Lacheneur zamieszka razem ze swoją siostrą w Borderie; a bardzo by mu tam dobrze było.
A tu jak na złość wcale nie! Ten rozbójnik włóczy się jak i dawniej ze strzelbą w rękach i śpi pod gołem niebem w lesie. Na co on poluje? Na ojca Chupina, ma się rozumieć.<br>
{{tab}}Ztąd inąd wiem znowu, że ten złoczyńca oberżysta, porzucił swoją oberżę, i gdzieś zginął. Gdzież jest? Może za jednem z tych drzew, upatruję gdzie mi ma nóż zanurzyć... Z takiemi dwoma łajdakami na karku nie ma spokojnego życia, a takie szczególniej ciągle przechadzki, nic nie warte dla mnie...<br>
{{tab}}Co najwięcej drażniło starego włóczęgę, to przekonanie do którego doszedł po dwóch miesiącach pilnego śledzenia, że jeżeli kiedyś były jakie stosunki pomiędzy Marcjalem i Marją-Anną, to dziś zostały zupełnie zerwane...<br>
{{tab}}Pani Blanka w żaden sposób nie chciała przyznać tego.<br>
{{tab}}— Oto powiedz lepiej, ojcze Chupin, mówiła, ze oni są zręczniejszymi od ciebie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/881|num=473}}{{tab}}— Zręczniejsi odemnie. jakimże sposobem?... Od dwóch miesięcy jak śledzę pana Marcjala, nie ruszył on się na krok za obwarowanie Montaignacu. A listownik z Sairmeuse, którego zręcznie moja żona podpytywała, powiedział, że ani jednego listu nie nosił do Borderie.<br>
{{tab}}Gdyby nie nadzieja spokojnego i bezpiecznego schronienia w Courtomieu, Chopin byłby niezawodnie wycofał się z tego przedsięwzięcia. Bo nawet, pomimo takich świetnych widoków, mimo ciągle ponawianych obietnic, w połowie miesiąca sierpnia, zaprzestał prawie zupełnie śledzenia.<br>
{{tab}}Jeżeli przychodził na schadzki, to dla tego iż miał miły zwyczaj upominania się za każdym razem o pieniądze na pokrycie wydatków.<br>
{{tab}}A gdy się pani Blanka pytała o czynności Marcjala, najbezczelniej w świecie opowiadał, co mu przyszło do głowy.<br>
{{tab}}Pani Blanka zmiarkowała się. Było to na początku września. Pewnego dnia, przerwała mu przy pierwszych zaraz wyrazach i rzekła patrząc mu w oczy:<br>
{{tab}}— Zdradzasz mnie, lub jesteś niedołęgą... jedno z dwojga. Wczoraj Marcjal przechadzał się pół godziny z Marją-Anną na rozdrożu Croix-d’Arcy.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|XLIII|XL}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Stary doktor z Vigano był bardzo poczciwym człowiekiem, porzucił wszystko, aby ratować Marję-Annę.<br>
{{tab}}Był to przytem człowiek wyższego umysłu i serca, znał życie, bo Wiele kochał i cierpiał; doświadczeniu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/882|num=474}}zawdzięczał dwie wzniosłe cnoty: pobłażanie i miłosierdzie.<br>
{{tab}}Dla takiego człowieka dość było jednego wieczora rozmowy, aby odgadnąć Marję-Annę. To też przez te dwa tygodnie, które przesiedział w Borderie, dołożył wszystkich starań, aby uspokoić nieszczęśliwą, która mu zaufała, żeby ją niejako zrehabilitować w jej własnych oczach.<br>
{{tab}}Miał nadzieję, że mu się uda.<br>
{{tab}}Lecz zaledwie się {{Korekta|odalił|oddalił}}, Marja-Anna pod wpływem samotności, nie mogła zapanować nad coraz więcej ogarniającym ją smutkiem.<br>
{{tab}}A jednakże wieleż to innych kobiet w jej położeniu byłyby nie tylko spokojne, ale nawet wesołe.<br>
{{tab}}Czyż jej się nie udało zataić błędu, który na wsi szczególniej prawie nigdy się nie ukryje.<br>
{{tab}}Czy ją kto nawet podejrzywał, wyjąwszy może jednego księdza Midona? Nikt, była tego pewną, i tak było rzeczywiście.<br>
{{tab}}Nawet Chupin, jej nieprzyjaciel, nie domyślał się niczego. Zajęty śledzeniem postępowania Marcjala w Montaignac, ani raz nawet nie zajrzał do Borderie, podczas bytności doktora.<br>
{{tab}}Więc Marja-Anna nie powinna się była niczego obawia, przeciwnie, mogła się wszystkiego dobrego spodziewać.<br>
{{tab}}Ale nawet to przekonanie nie mogło jej wrócić spokoju.<br>
{{tab}}Bo należała do tych wzniosłych dusz, które są {{pp|czul|sze}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/883|num=475}}{{pk|czul|sze}} na szmer swego sumienia, niż na głos opinji publicznej.<br>
{{tab}}Przypisywano jej powszechnie trzech kochanków: Chanlouineau, Marcjala i Maurycego; mówiono jej to w oczy, ale ta potwarz nie obeszła jej nawet. Co ją najwięcej dręczyło, to, że nie wiedziano prawdy.<br>
{{tab}}Gorzka myśl: upadłam, ani na chwilę jej nie opuszczała, i zakradłszy się jak robak w serce, podkopywała ją i zabijała zwolna.<br>
{{tab}}Ale to nie wszystko jeszcze:<br>
{{tab}}Najwyższy instynkt macierzyński odezwał się w niej w sam dzień odjazdu doktora. Gdy usłyszała, że odjeżdża, unosząc jej dziecię, uczuła straszny, nieopisany ból. Nie ujrzy więc już nigdy tej małej istoty, podwójnie jej drogiej, przez boleść i zgryzotę? Łzy zalały jej oczy na tę myśl, że pierwszy uśmiech jej dziecięcia nie do niej będzie należeć.<br>
{{tab}}Ah!... gdyby nie pamięć na Maurycego, jakżeby mężnie pogardziła opinią i zachowała przy sobie dziecię!...<br>
{{tab}}Jej szczera i otwarta natura łatwiej by była zniosła poniżenie, niż taką bolesną samotność i ciągłe kłamstwo życia.<br>
{{tab}}Ale przyrzekł. Maurycy był przecież jej mężem, panem; rozsądek mówił, że dla niego powinna zachować jeżeli nie honor niestety!... to pozory honoru.<br>
{{tab}}Na domiar wszystkiego, na samo wspomnienie brata, krew stygła jej w żyłach.<br>
{{tab}}Dowiedziawszy się, że Jan błąka się po okolicy, kazała go szukać, i po długich usiłowaniach Jan zjawił się pewnego wieczora w Borderie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/884|num=476}}{{tab}}Spojrzawszy na niego idącego z przewieszoną na ramieniu dubeltówką, można sobie było wytłumaczyć przestrach Chupina.<br>
{{tab}}Jego chytra fizjognomja, która odstręczała odeń przyjaciół w pomyślnych czasach, teraz, w nędzy, wyrażała dziką rozpacz gotową na wszystko. Okropna chudość, cera żółtoziemista, jeszcze więcej uwydatniały wielkie czarne oczy, palące się straszną, nieubłaganą, wściekłą nienawiścią Ubranie literalnie rozpadało się w kawałki.<br>
{{tab}}Gdy wszedł, Marja-Anna cofnęła się przestraszona; nie poznawała go, raczej odgadła po głosie, gdy się odezwał:<br>
{{tab}}— To ja siostro!...<br>
{{tab}}— Ty!... szeptała, tył... mój biedny Janie!...<br>
{{tab}}Obejrzał się od stóp do głów i rzekł ze strasznem szyderstwem.<br>
{{tab}}— Rzeczywiście, że me bardzobym sobie życzył spotkać się z tobą tak o zmroku, gdzie w zakątku lasu Maryja-Anna zadrżała. Zdawało jej się, że w tem ironicznem zdaniu z za szyderstwa wyglada groźba.<br>
{{tab}}— Ale bo jakie też życie prowadzisz, mój najdroższy bracie!... Dla czego nie przybyłeś wcześniej?... Przecież nareszcie widzę cię!.. Już się nigdy nie rozłączymy, nieprawdaż, nie opuścisz mnie nigdy; ja tak potrzebuję uczucia, opieki Zamieszkasz ze mną.<br>
{{tab}}— Niepodobna, Marjo-Anno!<br>
{{tab}}— Ależ dla czego, mój Boże!<br>
{{tab}}Nagły rumieniec okrył twarz Jana Lacheneura, zdawał się wahać, nareszcie rzekł:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/885|num=477}}{{tab}}— Dla tego, widzisz, że mam prawo rozrządzać tylko mojem życiem, ale nie twojem. Nie powinniśmy się nawet znać. Wypieram się ciebie dziś, żebyś mnie się mogła kiedyś wyprzeć. Tak, wyrzekam się ciebie, ciebie, mojej jedynej miłości. Najwięksi twoi nieprzyjaciele nie spotwarzali cię tak jak ja...<br>
{{tab}}Zatrzymał się, zawahał i dodał:<br>
{{tab}}— Do tego stopnia, że głośno odezwałem się, w pewnym szynku, gdzie było najmniej piętnaście osób, że nigdy moja nogą nie postanie w domu, który ci dał Chanlouineau za...<br>
{{tab}}— Janie!... ah, nieszczęśliwy! tyś to powiedział, ty, mój bracie!...<br>
{{tab}}— Tak, powiedziałem Trzeba, żeby cały świat sądził, żeśmy się śmiertelnie pokłócili, ażeby nigdy nie posądzono ciebie lub Maurycego d’Escorval o spólnictwo ze mną.<br>
{{tab}}Marja-Anna stała jakby piorunem rażona.<br>
{{tab}}— Szalony! szepnęła.<br>
{{tab}}— Czy tak wyglądam?...<br>
{{tab}}Otrząsła się z osłupienia, które ją paraliżowało, i schwyciwszy dłoń brata silnie ją ściskała:<br>
{{tab}}— Co zamierzasz? pytała. Co chcesz uczynić?...<br>
{{tab}}— Nic!... puść mnie, sprawiasz mi ból.<br>
{{tab}}— Janie!...<br>
{{tab}}— Ah! puść mnie! mówił wyrywając się.<br>
{{tab}}Straszne, bolesne jak rana przeczucie, przesunęło się przez umysł Marji-Anny...<br>
{{tab}}Cofnęła się i rzekła proroczym głosem:<br>
{{tab}}— Strzeż się! strzeż się mój bracie!.. Ściągniesz {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/886|num=478}}nieszczęście przywłaszczając sobie prawa sprawiedliwości Boskiej!<br>
{{tab}}Ale już nic nie mogło rozczulić ani nawet poruszyć Jana Lacheneura. Rozśmiał się strasznie i uderzając w lufę od strzelby:<br>
{{tab}}— Oto jest moja sprawiedliwość! zawołał.<br>
{{tab}}Marja-Anna, przejęta boleścią, osunęła się na krzesło.<br>
{{tab}}Poznała w bracie tę samą myśl upartą, fatalną, która niegdyś opanowała umysł ich ojca, której wszystko poświęcił, rodzinę, przyjaciół, majątek, teraźniejszość i przyszłość, nawet dobrą sławę swojej córki, dla niej płynęły strumienie krwi, i dla niej wreszcie zginął on na rusztowaniu.<br>
{{tab}}— Janie, szepnęła, wspomnij sobie na ojca!<br>
{{tab}}Syn Lacheneura zzieleniał, zacisnął pięście, ale miał tyle siły, że stłumił wybuchający już gniew.<br>
{{tab}}Przysunął się bliżej siostry, i zimno, tonem spokojnym, który dodawał jeszcze okropności jego groźbom rzekł:<br>
{{tab}}— Dla tego właśnie że pamiętam o ojcu, dlatego sprawiedliwość będzie wymierzoną. Oh! gdyby wszyscy synowie mieli takie jak ja postanowienie, to te łotry nie byliby tacy zuchwali. Złoczyńca zawahałby się nim by zaczepił uczciwego człowieka, ale mi zostaną rachunki z jego dziećmi. Oplączą mnie, później moją rodzinę, będą nas ścigać bez wytchnienia, bez ustanku, wszędzie bez miłosierdzia. Zawsze czujna, zawsze uzbrojona {{Korekta|nienienawiść|nienawiść}} będzie nam wszędzie towarzyszyć, wszędzie nas otaczać, będzie to wojna dzikich, nieubłagana, bez {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/887|num=479}}wytchnienia. Nie wyjdę z domu, nie będąc pewnym czy mnie nie trafi ich nóż, nie poniosę spokojnie kawałka chleba do ust, żebym nie pomyślał o truciźnie.<br>
{{tab}}I póki nie wyginiemy wszyscy, co do jednego, zawsze będziemy widzieć {{Korekta|czychające|czyhające}} koło naszego domu, śmierć, hańbę, ruinę, podłość, lub nędzę!<br>
{{tab}}Przerwał, wybuchając konwulsyjnym śmiechem i wolno dodał:<br>
{{tab}}— Wiesz teraz, czego się może odemnie spodziewać rodzina de Sairmeuse i de Courtomieu?<br>
{{tab}}Już nie można się było mylić, co do znaczenia gróźb Jana Lacheneura.<br>
{{tab}}Nie były to próżne pogróżki gniewu. Uroczysta mina, ton spokojny, automatyczne gęsta zdradzały tą zimną, wściekłość, która ginie chyba razem z człowiekiem.<br>
{{tab}}On się sam starał dobrze się zrozumieć, bo cedził między zębami:<br>
{{tab}}— To prawda, że panowie de Sairmeuse i de Courtomieu mają wielkie znaczenie, a ja jestem nędzarzem; ale gdy mały robaczek zacznie toczyć dąb od korzenia, największe nareszcie drzewo uschnie...<br>
{{tab}}Marja-Anna zrozumiała bezskuteczność swoich łez i próśb.<br>
{{tab}}A jednakże nie mogła i nie powinna była pozwolić, by brat oddalił się w ten sposób.<br>
{{tab}}Zsunęła się na kolana, i ze złożonemi rękami błagała:<br>
{{tab}}— Janie, zaklinam cię, porzuć te bezbożne zamiary. Zaklinam cię na pamięć naszej matki, {{Korekta|opamiątaj|opamiętaj}} się: ty zamierzasz zbrodnie!...<br>
{{tab}}Zmierzył ją pełnym wzgardy wzrokiem za to, co {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/888|num=480}}uważał za niegodną słabość: ale w tejże prawie chwili dodał wzruszając ramionami:<br>
{{tab}}— Dajmy temu pokój, źle zrobiłem, żem ci się zwierzył z mojemi zamiarami. Nie czyń tak, bym żałował mego tu przybycia!...<br>
{{tab}}Wtedy Marja-Anna próbowała czego innego; podniosła się i przymuszając się do uśmiechu, jak gdyby nic nie zaszło, prosiła Jana żeby jej przynajmniej darował ten wieczór i podzielił z nią skromną wieczerzę.<br>
{{tab}}— Zostań, prosiła, co ci to szkodzi?... nic, nieprawdaż? Tak mnie tem uszczęśliwisz! Ponieważ się dziś widzimy po raz ostatni na długie lata, daruj mi te kilka godzin, później będziesz wolnym. Takeśmy się już dawno nie widzieli, tyle cierpiałam, mam ci tyle do powiedzenia! Janie, mój drogi bracie, czyż mnie już nie kochasz?...<br>
{{tab}}Trzeba było być z głazu, żeby nie uledz takim prośbom; serce Jana Lacheneura wezbrało rozrzewnieniem wzburzona twarz złagodniała, łza drżała na powiece...<br>
{{tab}}Marja-Anna zobaczyła tę łzę, zdawało jej się, że wygrała i uderzając w ręce zawołała:<br>
{{tab}}— Ah!... zostajesz, zostajesz, stanowczo!...<br>
{{tab}}— Nie. Jan się wyprostował, i zrobiwszy najwyższe wysilenie nad wstrząsającym nim wzruszeniem, rzekł szorstkim głosem:<br>
{{tab}}— Niepodobna, powtórzył, niepodobna!<br>
{{tab}}A że siostra tuliła się do niego, przytrzymując za ubranie, objął ją w pół i rzekł przyciskając do serca:<br>
{{tab}}— Moja droga, biedna Marjo Anno, nigdy się nie dowiesz, co mnie kosztuje odmawiać ci, rozłączać się z {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/889|num=481}}tobą... Ale tak być musi. Już, przychodząc tu, popełniłem niedorzeczność. Bo nie wiesz nawet na jakie niebezpieczeństwo się narażasz, gdyby domyślano się jakiego porozumienia pomiędzy nami. Dla ciebie tylko i dla Maurycego pragnę szczęścia i pokoju; wciągać was w moje szalone walki byłoby zbrodnią. Pomyśl o mnie czasem jak pójdziesz za mąż, ale nie staraj się widzieć ze mną, ani nawet dowiadywać, co się ze mną dzieje. Taki jak ja człowiek zrywa z rodziną, walczy, zwycięża lub sam ginie.<br>
{{tab}}Ściskał Marję Annę z rodzajem obłędu a ponieważ się opierała, nie chciała go puścić, podniósł ją, posadził na krześle i wyrywając się nagle jej pieszczotom:<br>
{{tab}}— Bądź zdrowa!... zawołał, gdy się znowu zobaczymy ojciec będzie pomszczony.<br>
{{tab}}Zerwała się biegnąc ku niemu, żeby go jeszcze zatrzymać; zapóźno.<br>
{{tab}}Otworzył drzwi i uciekł.<br>
{{tab}}— Stało się, zawołała nieszczęśliwa, straciłam bratał. Teraz już go nic nie powstrzyma.<br>
{{tab}}Jakaś straszna, nieokreślona, a zabijająca trwoga wstrząsała jej sercem aż do spazmów.<br>
{{tab}}Czuła się jakby wciągniętą w jakiś zamęt namiętności, nienawiści, zemsty, zbrodni, a jakiś glos mówił jej, że nędznie zginie w tym chaosie.<br>
{{tab}}Fatalny krąg nieszczęścia otaczający ją, coraz się bardziej zwężał około niej.<br>
{{tab}}Nowe troski przerwały te złowrogie przeczucia.<br>
{{tab}}Pewnego wieczora, ustawiając swój mały stoliczek {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/890|num=482}}w pierwszej izbie, usłyszała we drzwiach na klucz zamkniętych, jakby chrząszczenie papieru.<br>
{{tab}}Spojrzała. Wsunięto list w szparę pod drzwiami.<br>
{{tab}}Natychmiast, nie wahając się pobiegła otworzyć, nie było nikogo!<br>
{{tab}}Była noc, w ciemności nie mogła nikogo zobaczyć, nadstawiała ucha, najmniejszy szelest nie zamącił ciszy.<br>
{{tab}}Cała drżąca, podniosła list, i zbliżywszy się do światła spojrzała na adres:<br>
{{tab}}— Margrabia de Sairmeuse!... zawołała zdumiona.<br>
{{tab}}Poznała pismo Marcjala.<br>
{{tab}}Więc on do niej pisał, ośmielił się pisać do niej!...<br>
{{tab}}W pierwszej chwili Marja-Anna chciała spalić list i już zbliżyła go do płomienia, ale ją wstrzymało wspomnienie przyjaciół ukrytych na folwarku ojca Poignota.<br>
{{tab}}Dla nich, pomyślała, powinnam przeczytać...<br>
{{tab}}Złamała pieczątkę z herbem książąt de Sairmeuse i czytała:<br>
{{tab}}„Droga Marjo-Anno!<br>
{{tab}}„Odgadłaś może człowieka, który umiał zapanować nad wypadkami i nadać im zwrot nowy, zadziwiający. Może zrozumiałaś uczucie, które nim kierowało.<br>
{{tab}}Jeżeli tak, to jestem dostatecznie wynagrodzony, bo nie możesz mi już odmówić swej przyjaźni i szacunku.<br>
{{tab}}„Ale dzieło moje jeszcze nie skończone. Porobiłem starania o powtórne przejrzeniu sprawy barona d’Escorval skazanego na śmierć, lub o ułaskawienie go.<br>
{{tab}}„Wiesz zapewne, gdzie się pan d’Escorval ukrywa; uwiadom go o moich zamiarach, i dowiedz się czego sobie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/891|num=483}}więcej życzy, powtórnego przejrzenia sprawy, czy wprost odwołania się do łaski królewskiej.<br>
{{tab}}„Jeżeli wybiera nowe śledztwo, to wyrobię mu list bezpieczeństwa u Jego Królewskiej Mości.<br>
{{tab}}„Czekam z dalszem działaniem na odpowiedź!
{{f|align=right|prawy=10%|Marcjal de Sairmeuse.“}}
{{tab}}Marja-Anna była w osłupieniu, już po raz wtóry Marcjal zadziwiał ją wielkością swojej miłości.<br>
{{tab}}Do czegóż to byli zdolni ci dwaj ludzie, którzy ją kochali, a których ona odtrąciła.<br>
{{tab}}Jeden z nich Chanlouineau, zginąwszy dla niej, jeszcze się nią opiekował...<br>
{{tab}}Drugi, margrabia de Sairmeuse, poświęcał dla niej swoje przekonania, przesady kastowe, dla niej narażał ze wspaniałomyślną lekkomyślnością znaczenie polityczne swego domu, majątek... wszystko wreszcie.<br>
{{tab}}A ten, któremu nad niemi dała pierwszeństwo, wybraniec jej duszy, ojciec jej dziecięcia, Maurycy d’Escorval, od pięciu miesięcy jak ją opuścił, nie dawał żadnego znaku życia.<br>
{{tab}}To rozmyślanie przerwane zostało straszną wątpliwością, która jej się nasunęła:<br>
{{tab}}— A jeżeli ten list Marcjala ukrywa podstęp! Podejrzenia nie podobna wyrozumować ani wytłumaczyć: jest lub nie jest.<br>
{{tab}}To też Marja-Anna bez najmniejszej słuszności, nagle z najwyższego uwielbienia wpadła w ostatnią nieufność.<br>
{{tab}}— Oh! zawołała, margrabia de Sairmeuse byłby chyba bohaterem, gdyby był szczerym!...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/892|num=484}}{{tab}}A ona właśnie nie chciała, żeby on był bohaterem.<br>
{{tab}}I już wyrzucała sobie jako czyn szkaradny, że mogła, że śmiała porównywać Maurycego l’Escorvał z margrabią de Sairmeuse.<br>
{{tab}}Skutkiem tych podejrzeń pięć dni wahała się nim poszła na miejsce, gdzie ją zazwyczaj oczekiwał ojciec Poignot.<br>
{{tab}}Nie zastała poczciwego dzierżawcy, tylko księdza Midona, wielce zaniepokojonego jej długą nieobecnością.<br>
{{tab}}Była noc, ale Marja-Anna umiała na szczęście list Marcjala na pamięć.<br>
{{tab}}Ksiądz kazał jej go dwa razy powtórzyć, za drugim razem bardzo wolno; a gdy go skończyła rzekł:<br>
{{tab}}— Ten młodzieniec ma wszystkie wady i przesądy swego rodu i wychowania, ale ma zarazem szlachetne i wspaniałomyślne serce.<br>
{{tab}}A gdy mu się Marja-Anna zwierzała ze swojemi podejrzeniami, przerwał jej mówiąc:<br>
{{tab}}— Mylisz się, moje dziecko, margrabia z pewnością postępuję szczerze. Błędem byłoby nie korzystać z jego wspaniałomyślności... ja tak przynajmniej sądzę. Zaufaj temu listowi, naradzimy się jeszcze z baronem, a jutro dam ci stanowczą odpowiedź...<br>
{{tab}}Marja-Anna odeszła bardzo rozkołysana, oburzając się sama na siebie.<br>
{{tab}}Ksiądz, człowiek tak doświadczony, zimny, wzruszony był postępkiem Marcjala. Mówił o nim z zapałem, do tego stopnia, że powiedział, iż młody margrabia de Sairmeuse, posiadając wszystkie przywileje urodzenia {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/893|num=485}}i majątku, pod pozorną obojętnością, ukrywa może geniusz niepospolity.<br>
{{tab}}Przyjemnie ją uderzyła ta pochwała księdza, potem nagle oburzając się na to, zawołała:<br>
{{tab}}— Cóż mnie to obchodzi!... co mnie to obchodzi!...<br>
{{tab}}Ksiądz Midon oczekiwał jej z gorączkową {{Korekta|niecierliwością|niecierpliwością}} we dwadzieścia cztery godzin potem.<br>
{{tab}}— Pan d’Escorval jest tego samego zdania, co i ja, rzekł do niej, powinniśmy w zupełności zaufać księciu de Sairmeuse. Tylko że baron, będąc zupełnie niewinnym, nie może i nie powinien przyjmować łaski królewskiej. Żąda przejrzenia niecnego sądu, który go skazał.<br>
{{tab}}Chociaż Marja-Anna przeczuwała tę odpowiedź, była nią {{Korekta|niemnej|niemniej}} zdumioną.<br>
{{tab}}— Co!... zawołała, pan d’Escorval odda się w ręce swoich nieprzyjaciół, uzna się więźniem!...<br>
{{tab}}— Czyż mu margrabia de Sairmeuse nie obiecuje listu bezpieczeństwa od samego króla?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— A więc!...<br>
{{tab}}Nie wynajdywała już zarzutów, dodała tylko łagodnie.<br>
{{tab}}— Kiedy tak, księże proboszczu, to proszę pana o bruljon listu, który mam napisać do pana Marcjala.<br>
{{tab}}Przez chwilę ksiądz nie odpowiedział. Widocznem było, że wahał się z tem, co miał powiedzieć. Rzekł nareszcie, decydując się:<br>
{{tab}}— Nie trzeba pisać.<br>
{{tab}}— Jednakże...<br>
{{tab}}— Nie dla tego, żebym nie ufał, powtarzam, że nie, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/894|num=486}}tylko dla tego, że list bywa niedyskretnym, nie zawsze dochodzi swego przeznaczenia, ginie czasem... Musisz się widzieć z panem de Sairmeuse...<br>
{{tab}}Marja-Anna cofnęła się, przestraszona jak by jej się widmo z pod ziemi ukazało.<br>
{{tab}}— Nigdy! księże proboszczu, zawołała, nigdy!...<br>
{{tab}}Ksiądz Midon nie zdawał się dziwić temu.<br>
{{tab}}— Rozumiem cię, moje dziecię, rzekł łagodnie; prawda, że aż nadto ucierpiało twoje dobre imię przez nadskakiwania margrabiego de Sairmeuse...<br>
{{tab}}— Oh! proszę cię, księże proboszczu.<br>
{{tab}}— Nie wolno ci się namyślać, moje dziecię, to twój obowiązek... Powinnaś się poświęcić, aby ocalić niewinnych, zgubionych przez twego ojca...<br>
{{tab}}I pewnym będąc wpływu tego wielkiego słowa, obowiązek, wytłumaczył jej, co ma powiedzieć, i nie prędzej ją pożegnał, aż mu przyrzekła posłuszeństwo...<br>
{{tab}}Przyrzekła, więc nie przyszło jej na myśl nie dotrzymać słowa: kazała prosić Marcjala, żeby się znajdował na rozdrożu Croix-d’Arcy... Żadna jeszcze ofiara nie była dla niej tak bolesną jak ta.<br>
{{tab}}Ale przyczyna jej oporu nie ta była, której się domyślał ksiądz Midon.<br>
{{tab}}Dobre imię!... niestety! wiedziała, że je na zawsze straciła. Nie; było to co innego!...<br>
{{tab}}Przed kilku tygodniami nie byłaby się nawet zaniepokoiła tem spotkaniem. Prawda, że już i wtedy nie czuła nienawiści do Marcjala, ale był jej zupełnie obojętnym, gdy tymczasem teraz.<br>
{{tab}}Wybierając na miejsce spotkania rozdroże Croix-d Arcy, spodziewała się, że to miejsce, które {{pp|przypo|minało}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/895|num=487}}{{pk|przypo|minało}} jej tyle okropnych wspomnień, wróci jej dawniejsze uczucia.<br>
{{tab}}Idąc na miejsce spotkania mówiła sobie, że może ją Marcjal obrazi tym tonem lekkiej galanterji, który mu był właściwym, i cieszyła się tem...<br>
{{tab}}Ale zawiodła się.<br>
{{tab}}Zauważyła, że Marcjal był równie jak ona wzruszonym, ale nie wyrzekł ani słowa, które by nie było w związku ze sprawą barona.<br>
{{tab}}Tylko, gdy skończyła, gdy przyjął wszystkie warunki:<br>
{{tab}}— Wszak jesteśmy przyjaciółmi, nieprawdaż? zapytał smutnie.<br>
{{tab}}Ledwo dosłyszalnym głosem odpowiedziała:<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}To było wszystko. Wsiadł na konia, którego trzymał służący, i w pełnym biegu pojechał do Montaignac.<br>
{{tab}}Jakby przykuta do miejsca, ledwie oddychająca, z rozpaloną twarzą, poruszona do głębi duszy, biedna Marja-Anna śledziła go oczami, i straszna jasność oświeciła jej duszę.<br>
{{tab}}— O Boże! zawołała, jakąż niegodną istotą jestem!... Czyż ja nie kocham, czyż nigdy nie kochałam Maurycego, mojego męża, ojca mojego dziecka?<br>
{{tab}}Głos drżał jej jeszcze ze strasznego wzruszenia, gdy opowiadała księdzu Midonowi szczegóły tego widzenia się. Ale on tego nie zauważył. Myślał tylko o ocaleniu pana d’Escorva!a.<br>
{{tab}}— Wiedziałem dobrze, rzekł, że Marcjal na wszystko powie: amen. Tak byłem tego pewnym, że porobiłem już wszystkie potrzebne kroki, aby baron opuścił {{pp|fol|wark}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/896|num=488}}{{pk|fol|wark}}... Ukryty u ciebie będzie oczekiwał listu bezpieczeństwa od Jego Królewskiej Mości.<br>
{{tab}}Marja-Anna dziwiła się szybkości tego postanowienia.<br>
{{tab}}— Szczupłość przygórka i gorąco opóźniają rekonwalescencję barona, rzekł ksiądz. Więc przygotuj wszystko u siebie na jutro wieczór. Za nadejściem nocy syn Poignota przyniesie ci w dwóch partjach wszystko, co tu mamy. Koło jedenastej godziny, umieścimy pana d’Escorvala na wózku, i dalibóg... zjemy razem wieczerzę w Borderie.<br>
{{tab}}— Bóg się opiekuje nami, myślała Marja-Anna wracając do domu.<br>
{{tab}}Myślała sobie, że już nie będzie samą, że znajdzie przy sobie panią d’Escorval, która jej będzie mówić o {{Korekta|Maurycem|Maurycym}}, i że przyjaciele, którzy go otaczają pomogą jej do odpędzenia tej myśli o Marcjalu, co ją opanowała.<br>
{{tab}}To też nazajutrz była weselszą jak w ciągu poprzednich miesięcy i raz nawet krzątając się koło swojego maleńkiego gospodarstwa, zaśpiewała sobie.<br>
{{tab}}Biła ósma godzina, gdy usłyszała świst piszczałki...<br>
{{tab}}Był to umówiony znak syna Poignota, który przynosił fotel chorego, zdobyty z wielkim trudem dla pana d’Escorvala, zawiniątko z rzeczami, pudełko z lekarstwami księdza Midona, i pełen worek książek.<br>
{{tab}}Wszystkie te przedmioty, umieściła Marja Anna w pokoju na pierwszem piętrze, który Chanlouineau tak wykwintnie dla niej urządził, a który ona przeznaczyła dla barona.<br>
{{tab}}Następnie wyszła na przeciw syna Poignota, który jej zapowiedział, że jeszcze wróci.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/897|num=489}}{{tab}}Noc była ciemna, Marja-Anna śpieszyła się... nie spostrzegła w swoim ogródku przy krzaku bzu dwóch nieruchomych cieniów...<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|XLIII|XLI}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Złapany przez panią Blankę na gorącym uczynku kłamstwa, lub co najmniej niedbalstwa, Chupin oniemiał z przerażenia.<br>
{{tab}}Ujrzał blaknącą, tyle upragnioną myśl przyszłego schronienia w Courtomieu; ujrzał zamykające się nagle źródło łatwych dochodów, które mu pozwalały oszczędzać swojego skarbu, a nawet powiększać go.<br>
{{tab}}Niemniej jednakże odzyskał zwykłą sobie pewność, i rzekł tonem szczerości:<br>
{{tab}}— Być może, iż jestem głupcem, ale dziecka bym nawet nie oszukał. Fałszywie pani doniesiono.<br>
{{tab}}Pani Blanka wzruszyła ramionami.<br>
{{tab}}— Mam te wiadomości od dwóch osób, które z pewnością nie wiedziały ile mnie to obchodzi, i które nie mogły się z sobą porozumieć...<br>
{{tab}}— Tak jak to słońce nad nami świeci, przysięgam pani...<br>
{{tab}}Głos młodej kobiety wykazywał taką pewność, że Chupin przestał zaprzeczać i nagle zmienił taktykę.<br>
{{tab}}Przerzucając się w uniżoność, wyznał w istocie, że poprzedniego dnia opuścił się w śledzeniu, bo miał kłopot, jeden z jego chłopaków, młodszy, wywichnął nogę; później spotkał przyjaciół, którzy zaciągnęli go do karczmy, częstowali, pił więcej jak zazwyczaj, że nareszcie...<br>
{{tab}}Mówił tym głosem płaczliwym, jęczącym, który jest {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/898|num=490}}ostatnią ucieczką chłopów złapanych na łotrowstwie, co chwila przerywał sobie przysięgami, aby okazać skruchę, tłukł się pięściami w głowę obsypywał zniewagami.<br>
{{tab}}— Stary pijaku! mówił, to cię nauczy... Przeklęty trunek.<br>
{{tab}}Ale ten zbytek oskarżeń zamiast uspokoić panią Blankę, przeciwnie utwierdzał ją tylko w powziętych podejrzeniach.<br>
{{tab}}— Wszystko to bardzo pięknie, ojcze Chupin, przerwała mu sucho, ale cóż teraz zrobisz, aby naprawić swoją niezręczność?...<br>
{{tab}}Jeszcze raz zmieniła się twarz starego łotra, i udając najgwałtowniejszy gniew:<br>
{{tab}}— Co teraz zrobię!... zawołał; oh! przekonacie się. Dowiodę, że nie można sobie bezkarnie ze mnie drwić. Najpierw rzucę do djabła tego margrabiego de Sairmeuse i zajmę się tą zalotnicą Marją-Anną. Tuż około Borderie, jest mały gaik; dziś jeszcze wieczór wykwateruję się tam, i niech mnie djabli wezmą, jeżeli się tam wśliźnie kot bez mojej wiedzy.<br>
{{tab}}— Może masz i dobrą myśl.<br>
{{tab}}— Oh! z pewnością!<br>
{{tab}}Pani Blanka już nie nalegała, ale wyjąwszy woreczek z kieszeni, wzięła trzy luidory, i dała je Chopinowi mówiąc:<br>
{{tab}}— Weź, ale pamiętaj nie upić się. Jeden jeszcze taki błąd jak ten, a będę zmuszoną udać się do kogo innego.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/899|num=491}}{{tab}}Włóczęga oddalił się pogwizdując, zupełnie już uspokojony.<br>
{{tab}}Posługiwano się nim, więc mógł jeszcze liczyć na swoich inwalidów.<br>
{{tab}}Mylił się w swej pewności. Wspaniałomyślność pani Blanki była podstępem użytym do ukrycia zupełnej nieufności.<br>
{{tab}}— Niczego nie powinnam się dać nawet domyślać, myślała sobie, dopóki nie będę miała dowodów.<br>
{{tab}}I w rzeczy samej, dlaczegożby jej miał ten nędznik nie zdradzić, kiedy jego rzemiosłem była zdrada! Z jakiego powodu miała zaufać jego doniesieniom? Płaciła mu! Wielka racja! Inni, zapłaciwszy lepiej będą mieć z pewnością pierwszeństwo!<br>
{{tab}}Cóż upewniało panią Blankę, że podczas kiedy ona kazała śledzić, sama właśnie nie była śledzoną. W tym czynie uznałaby tylko zręczność margrabiego de Sairmeuse, swojego męża.<br>
{{tab}}Ale jakże się o tem przekonać, i do tego przekonać się prędko? Ah! widziała jeden tylko sposób, nieprzyjemny wprawdzie, ale niezawodny; szpiegować swojego szpiega.<br>
{{tab}}Ta myśl tak nią owładnęła, a zaledwie się obiad skończył i zmierzchało się, przywołała ciotki Medji.<br>
{{tab}}— Ciociu, bierz prędko okrycie, rzekła rozkazująco, chcę się przejść, musisz mi towarzyszyć.<br>
{{tab}}Biedna krewna sięgnęła ręką do dzwonka, siostrzenica zatrzymała ją.<br>
{{tab}}— Obądź się bez panny służącej, rzekła, nie chcę, aby wiedziano w zamku, że wychodzimy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/900|num=492}}{{tab}}— Pójdziemy więc same?<br>
{{tab}}— Same.<br>
{{tab}}— Jakto, pieszo, w nocy?...<br>
{{tab}}— Ciociu, śpieszę się, przerwała ostro pani Blanka, czekam na ciebie.<br>
{{tab}}W mgnieniu oka biedna krewna była gotową.<br>
{{tab}}Margrabiego de Courtomieu położono właśnie spać, służący jedli obiad, więc pani Blanka i ciotka Medja mogły niepostrzeżone dostać się do maleńkich drzwi ogrodowych, prowadzących na wieś.<br>
{{tab}}— Przez Boga!... gdzież my idziemy!... jęczała ciotka Medja.<br>
{{tab}}— Co cię to obchodzi?... chodź!...<br>
{{tab}}Pani Blanka szła do Borderie.<br>
{{tab}}Mogła była iść drogą nad brzegiem Oiselli, ale wołała przejść w poprzek pola, unikając tym sposobem spotkania się z kimkolwiek.<br>
{{tab}}Noc była pogodna, ale ciemna, to też dwie kobiety musiały się co chwila {{Korekta|zatrzymymać|zatrzymywać}} napo-Łykając rów, lub płot. Pani Blanka dwa razy zbłądziła. Biedna ciotka Medja potykała się o grudki ziemi, wpadała w brózdy, jęczała, płakała prawie, ale okrutna siostrzenica była niewzruszoną.<br>
{{tab}}— Chodź, mówiła, lub cię tu zostawię samą, to może łatwiej odszukasz drogę.<br>
{{tab}}Szła więc biedna krewna.<br>
{{tab}}Nareszcie po dwugodzinnej drodze, pani Blanka odetchnęła. Poznała dom Chanlouineau. Zatrzymała się w małym lasku, który Chupin nazwał „gaikiem“.<br>
{{tab}}— Czyśmy nareszcie przybyły? zapytała ciotka Medja.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/901|num=493}}{{tab}}— Już, ale cicho bądź, i zostań tu, pójdę coś zobaczyć.<br>
{{tab}}— Jakto! zostawiasz mnie samą?.. Proszę cię, Blanko, co robisz?.. O Boże! przestraszasz mnie. Blanko ja się boję!...<br>
{{tab}}Ale młoda kobieta już odeszła. Przebiegła lasek wzdłuż i wszerz, szukając Chupina. Nie znalazła go.<br>
{{tab}}— Zgadłam, myślała sobie, zaciskając zęby z gniewu, nędznik oszukiwał mnie. Kto wie, czy Marcjal nie jest tu, w tym domu razem z Marją-Anną, szydząc ze mnie, śmiejąc się z mojej łatwowierności!...<br>
{{tab}}Wróciła do ciotki Medii na wpół żywej ze strachu, i obie razem doszły do kraju „gaiku“ w miejsce zkąd doskonale widzieć było można front domu Chanlouineau.<br>
{{tab}}Dwa okna na pierwszem piętrze były oświetlone światłem różowem, migotliwem. Widocznie w pokoju ogień się palił.<br>
{{tab}}— Otóż właśnie, szepnęła pani Blanka, Marcjal jest taki czuły na zimno.<br>
{{tab}}Chciała się jeszcze dalej posunąć, ale nagłe gwizdnięcie przykuło ją do miejsca.<br>
{{tab}}Obejrzała się na wszystkie strony, i pomimo ciemności dojrzała na środku ścieżki idącej z Borderie do gościńca, człowieka niosącego przedmioty, których rozróżnić nie mogła.<br>
{{tab}}W tejże prawie chwili kobieta, Marja-Anna zapewne, wyszła z domu idąc naprzeciwko człowieka.<br>
{{tab}}Zamienili z sobą dwa słowa i weszli do Borderie. Następnie człowiek wyszedł bez ciężaru i oddalił się.<br>
{{tab}}— Co to znaczy?... szeptała pani Blanka.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/902|num=494}}{{tab}}Przez pół godziny cierpliwie czekała, a ponieważ nikt się nie poruszył:<br>
{{tab}}— Zbliżmy się, rzekła do ciotki Medji, zajrzę do okien.<br>
{{tab}}Zbliżyły się w istocie, ale w chwili gdy dochodziły do małego ogródka, drzwi domu nagle się otwarły tak, że zaledwie miały czas ukryć się w krzaku bzu.<br>
{{tab}}Marja-Anna wyszła nie zamknąwszy drzwi na klucz. Przeszła ścieżkę, wyszła na gościniec i znikła.<br>
{{tab}}Wtedy pani Blanka schwyciła ciotkę Medję za ramię, tak, że ta ledwie nie krzyknęła.<br>
{{tab}}— Czekaj tu na mnie, rzekła stanowczo głosem szorstkim, ale słuchaj!... cokolwiek się stanie, cokolwiekbądź usłyszysz, to jeżeli chcesz spokojnie skończyć życie w Courtomieu, ani ust nie otwórz, póki ja nie powrócę.<br>
{{tab}}I weszła do Borderie...<br>
{{tab}}Wychodząc, Marja-Anna, postawiła świecę na stole w pierwszym pokoju; pani Blanka odważnie ją wzięła i przeglądała całe mieszkanie dobrze.<br>
{{tab}}Tylekroć kazała sobie opisywać Borderie, że znała doskonale rozkład domu i potrzebowała się tylko zoryjentować.<br>
{{tab}}Szła, popychana jakąś wolą silniejszą od jej rozumu, spokojnie, jak gdyby dopuszczała się czynu najnaturalniejszego w święcie, oglądając każdą rzecz.<br>
{{tab}}Pomimo opisu Chupina, ubóstwo tego wiejskiego mieszkania dziwiło ją. Zamiast podłogi, udeptana glina, ściany ledwie pociągnięte wapnem, a u pułapu wisiały rozmaite nasiona i pęki ziół; ciężkie stoły ledwie {{pp|obcio|sane}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/903|num=495}}{{pk|obcio|sane}}, kilka prostych stołków, i ławki drewniane stanowiły cały sprzęt.<br>
{{tab}}Widocznie Marja-Anna zajmowała pokoi w głębi. Jedyny też to pokój w którym było łóżko, jedno z tych ogromnych łóżek wiejskich, szerokich i wysokich, z baldachimem i zielonemi merynosowemi firankami upiętemi na żelaznych ramach.<br>
{{tab}}W głowach łóżka przytykającego do ściany, wisiała kropielniczka, za krzyż zatknięta była zeschła gałązka bukszpanu.<br>
{{tab}}Pani {{Korekta|blanka|Blanka}}umaczała palec, kropielnica pełna była wody {{Korekta|ścieconej|śwcieconej}}.<br>
{{tab}}Pod oknem stał stoliczek z białego drzewa, a na nim dzbanek z wodą i zwyczajna fajansowa miednica.<br>
{{tab}}— Trzeba przyznać, rzekła pani Blanka, że mój mąż nie rujnuje się na miłostki!...<br>
{{tab}}I ledwie już nie pytała się siebie, czy ją zazdrość nie zaślepia.<br>
{{tab}}Przypomniała sobie wykwintne nawyknienia Marcjala, jego wyszukany tryb życia, i nie wiedziała jak to wszystko pogodzić z tem na co patrzyła. Wreszcie ta święcona woda!...<br>
{{tab}}Podejrzenie wróciło gdy weszła do kuchni.<br>
{{tab}}Na kotlinie stał kipiący garnek, a na fajerkach rądelki buchały wonną parą.<br>
{{tab}}— To wszystko nie może przecie być dla niej, szepnęła pani Blanka! przypomniała sobie dwa okna na pierwszem piętrze, które widziała jaśniejące drżącem światłem płomienia:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/904|num=496}}{{tab}}— Tam to, na górze, trzeba zobaczyć, pomyślała. Wiedząc, że schody były w izbie środkowej, weszła szybko, popchnęła drzwi i nie mogła powstrzymać okrzyku zdziwienia i wściekłości.<br>
{{tab}}Znajdowała się w pokoju, z którego Chanlouineau zrobił świątynię swojej wielkiej miłości, który urządzał fanatyzmem uczucia, gdzie zebrał wszystko, co było zbytkiem nawet u magnatów.<br>
{{tab}}— Oto jest prawda!... myślała pani Blanka, kamieniejąc prawie ze zdumienia, a ja przed chwilą na dole wątpiłam jeszcze, bo się tam wszystko wydawało za zimne i za biedne jak na występne miłostki. Oh! nędznicy. Dolne mieszkanie urządzili dla świata, dla przychodzących i odchodzących, dla głupców... Tutaj wszystko dla siebie. Tam pozory ubóstwa i poczciwości, tu cała rzeczywistość rozpusty. Teraz dopiero rozumein dziwne udawanie Marcjala. Do tego stopnia kocha tę nikczemną istotę, że troszczy się nawet o jej dobrą sławę... ukrywa się, aby ją widywać, i oto jest tajemny raj ich miłości. Tutaj wyśmiewają się ze mnie, biednej opuszczonej, której zamążpójście me miało żadnych nawet zadatków miłości.<br>
{{tab}}Chciała mieć pewność; miała ją, i jak sądziła, piorunującą.<br>
{{tab}}A nawet wolała straszną ranę rzeczywistości nad bezustanne, szpilkowe ukłucia podejrzenia.<br>
{{tab}}I jakby napawając się cierpką rozkoszą, mierzyła, głębokość miłości Marcjala, dla tej niegodnej rywalki, oglądając wspaniałe urządzenie pokoju mnąc ciężką {{pp|ma|terję}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/905|num=497}}{{pk|ma|terję}} haftowanych firanek, końcem nogi próbując miękkości dywanu.<br>
{{tab}}Wszystko wreszcie potwierdzało, że Marja-Anna kogoś oczekuje; płonący ogień, wielki fotel przysunięty do kominka, haftowane pantofle naszykowane przed fotelem.<br>
{{tab}}Kogoż mogła oczekiwać, jeżeli nie Marcjala? A ten ktoś, który gwizdał, oznajmiał jej przybycie kochanka, wyszła teraz na jego spotkanie.<br>
{{tab}}Drobna okoliczność poświadczała, że posłaniec nie był oczekiwany.<br>
{{tab}}Na kominku stała filiżanka gorącego jeszcze buljonu. Widocznie Marja-Anna miała go pić, gdy usłyszała sygnał.<br>
{{tab}}Ale cóż to mogło obchodzić panią Blankę...<br>
{{tab}}Zapytywała się siebie jaką korzyść wyciągnąć dla swojej zemsty z tych odkryć, gdy wzrok jej uderzyło spore dębowe pudełko stojące na stoliku przy szklannych drzwiach sypialnego pokoju, pełne flaszeczek, i małych pudełek.<br>
{{tab}}Bezwiednie zbliżyła się, i oglądając flaszki znalazła dwie z niebieskiego szklą szczelnie zakorkowane, z nieznacznym i niewyraźnym napisem: trucizna.<br>
{{tab}}Trucizna!... Pani Blanka nie mogła przez kilka minut odwrocie oczu od tego napisu, który ją czarował.<br>
{{tab}}Jakieś szatańskie natchnienie złączyło w jej umyśle płyn znajdujący się w flaszeczce i buljon stojący na kominku.<br>
{{tab}}— Dla czegożby nie! szepnęła, później ucieknę...<br>
{{tab}}Straszna myśl wstrzymała ją.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/906|num=498}}{{tab}}Marcjal miał przyjść z Marją-Anną, któż może wiedzieć, że nie on wypije buljon!...<br>
{{tab}}— Bóg rozstrzygnie!... szepnęła młoda kobieta. Zresztą lepiej widzieć męża umarłym, niż należącym do innej kobiety!...<br>
{{tab}}I pewną ręką wzięła na chybił trafił jednę z flaszeczek... Od chwili wejścia do Borderie, pani Blanka straciła, że tak powiem, wiedzę swoich czynów. Nienawiść ma chwile obłędu, które mącą mózg jak wyziewy alkoholu.<br>
{{tab}}Ale straszne wrażenie jakiego doznała na widok flaszeczek otrzeźwiło ją; już zupełnie była przytomną, wróciła jej władza rozumowania...<br>
{{tab}}A dowodem tego, że jej pierwszą myślą było:<br>
{{tab}}— Nie wiem nazwy tej trucizny... Nie wiem jaką dozę trzeba wlać? Trzebaż użyć dużo lub bardzo mało?...<br>
{{tab}}Nie bez trudności otworzyła flakon i wysypała troszkę na dłoń.<br>
{{tab}}Był to proszek biały, bardzo miałki, szklący jak szkło, i bardzo podobny do tłuczonego cukru.<br>
{{tab}}Byłżeby to rzeczywiście cukier? Domyślała pani Blanka.<br>
{{tab}}Chcąc się przekonać, wzięła w końce palców troszkę proszku, wsypała na język i w tej chwili wypluła.<br>
{{tab}}Proszek miał smak bardzo cierpkiego jabłka.<br>
{{tab}}— Zdaje się, że napis nie kłamie, szepnęła ze strasznym uśmiechem.<br>
{{tab}}I bez wahania się, bez zgryzot, nie zadrżawszy nawet, wsypała wszystko do filiżanki...<br>
{{tab}}Miała tyle zimnej krwi, że pomyślała, iż proszek {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/907|num=499}}jest może trudno rozpuszczalnym, z fatalną zabiegliwością przez parę minut mieszała płyn łyżeczką.<br>
{{tab}}O wszystkiem pomyślała, skończywszy mieszać, skosztowała buljonu. Miał trochę cierpki smak, ale zbyt mało, aby wzbudzić podejrzenie...<br>
{{tab}}Pani Bianka odetchnęła. Teraz niech jej się jeszcze uda uciec, a zostanie pomszczoną, wolną od wszelkiej odpowiedzialności...<br>
{{tab}}Już zmierzała do drzwi, gdy z przerażeniem usłyszała szelest kroków na schodach.<br>
{{tab}}Dwie osoby wchodziły... Gdzież uciekać, gdzie się ukryć?...<br>
{{tab}}Sądziła, że jest zgubioną, już obcisła rzucić filiżankę w piec, i czekać odważnie...<br>
{{tab}}Ale nie!... został jeszcze jeden środek... sypialny pokój... Wbiegła więc tam.<br>
{{tab}}Czekała do ostatniej sekundy, bo już nie miała czasu zamknąć za sobą drzwi; lekkie skrzypnięcie klamki byłoby ją zdradziło.<br>
{{tab}}Lecz za chwilę powiedziała sobie, że dobrze się stało, bo przez uchylone drzwi mogła wszystko widzieć i słyszeć.<br>
{{tab}}Marja-Anna weszła, a za nią młody wieśniak z dużym pakietem.<br>
{{tab}}— Ah! mój Boże!... świeca, zawołała na progu, z radości straciłam głowę; byłabym przysięgła, żem ją postawiła na dole w jadalnym pokoju.<br>
{{tab}}Pani Blanka zadrżała, nie pomyślała o tej okoliczności; która ledwo jej nie wydała.<br>
{{tab}}— Gdzie złożyć odzież? zapytał chłopiec.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/908|num=500}}{{tab}}— Tutaj, odpowiedziała Marja-Anna, sama powieszam ją w szafie.<br>
{{tab}}Wieśniak złożył rzeczy i silnie odetchnął.<br>
{{tab}}— Otóż i skończona przeprowadzka, zawołał. Spodziewam się, że zręcznie się sprawiłem, bo mnie nikt nie widział. Teraz nasz pan już może przybyć...<br>
{{tab}}— O której godzinie wyjedzie?<br>
{{tab}}— Kazano zaprządz o jedenastej... Pan chciałby tu być jak najprędzej; ale przyjedzie dopiero o północy...<br>
{{tab}}Marja-Anna spojrzała na piękny zegar nad kominkiem.<br>
{{tab}}— Mam więc jeszcze trzy godziny, rzekła... więcej jak potrzeba. Wieczerza gotowa, nakryję stół przed kominkiem. Powiedz panu, żeby przywiózł z sobą dobry apetyt.<br>
{{tab}}— Dobrze panienko... Bóg wam zapłać żeście mi pomogli przy dźwiganiu drugiej partji. Nie ciężkie to wprawdzie było, ale dużo z tem kłopotu!...<br>
{{tab}}— Nie wypijesz szklaneczkę wina?...<br>
{{tab}}— Bardzo dziękuję, muszę już wracać... Dobranoc, panno Lacheneur.<br>
{{tab}}— Dobranoc Poignot.<br>
{{tab}}Nazwisko Poignot nie wiele oświeciło panią Blankę...<br>
{{tab}}Ah! gdyby była usłyszała wymówione nazwisko pana d’Escorval, baronowej lub księdza Midona, możeby się zachwiała w swojem okropnem postanowieniu, a wtedy, kto wie!...<br>
{{tab}}Ale nie, nie... Syn Poignota mówiąc o baronie {{pp|wy|rażał}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/909|num=501}}{{pk|wy|rażał}} się: „pan“, Marja-Anna zaś mówiła: „On.“ „Pani.. On!...“ pani Blanka tłumaczyła sobie Marcjal.<br>
{{tab}}Tak, podług niej margrabia de Sairmeuse miał przybyć o północy, byłaby przysięgła na to, była tego pewna.<br>
{{tab}}On to przysłał tego posłańca z rzeczami.<br>
{{tab}}Ale co przysyłał? Rozmaite zapewne przedmioty do używania których przywykł, a których mu tu brakowało. Przysyłał swoją odzież. Pan Blanka dobrze słyszała odzież!...<br>
{{tab}}To miało znaczyć, że tak mu dobrze było w Borderie, iż uzupełniał dziś swoje przeprowadziny, chciał tu zamieszkać, być u siebie. Może sprzykrzyło mu się to ciągle ukrywanie, i zamierzał żyć razem, jawnie, nie zważając na swoje stanowisko, godność, obowiązki, gardząc przesądami i powszechnie przyjętemi zasadami...<br>
{{tab}}Takie to przypuszczenia rozpalały nienawiść pani Blanki, ze skutkiem oliwy lanej na żarzący się ogień.<br>
{{tab}}Wiedząc to wszystko jakżeby miała jeszcze wahać się lub drzeć!...<br>
{{tab}}Drżała tylko z ubawy, aby nie wykryto jej kryjówki.. Ciotka Medja była wprawdzie w ogrodzie na dole, ale po pogróżce jaką jej pani Blanka zrobiła, można było być pewną, że biedna krewna stać będzie nieruchoma jak posąg, chociażby noc całą ukryta w krzaku bzu.<br>
{{tab}}Nie było się więc obawiać niczego; miała półtrzeciej godziny czasu do spełnienia zbrodni, zemszczenia się, i zapewnienia sobie bezkarności.<br>
{{tab}}Gdy odkryją otrucie, ona już będzie daleko, bo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/910|num=502}}przedsięwzięła potrzebne ostrożności, aby nie spostrzeżono, że się wydalała z Courtomieu; nikt jej nie spotkał, a ciotka Medja będzie milczeć jak ryba.<br>
{{tab}}Zresztą któżby śmiał o niej pomyśleć, o niej, margrabinie de Sairmeuse, urodzonej Blance de Courtomieu.<br>
{{tab}}— Ale dla czego ta podła istota nie pije, myślała Blanka.<br>
{{tab}}W istocie Marja-Anna zapomniała o buljonie, jak przed chwilą zapomniała, gdzie postawiła świecę.<br>
{{tab}}Rozwiązała zawiniątko i wydobywane ubranie wieszała w wielkiej szafie obok łóżka.<br>
{{tab}}Niechże tu jeszcze mówią o przeczuciach!... Była wesołą i żywą jak za swoich najszczęśliwszych czasów, chodząc tam i napowrót po pokoju nuciła jakąś piosnkę, którą niegdyś śpiewał Maurycy.<br>
{{tab}}O wszystkiem zapomniała, widziała tylko koniec swoich cierpień, miała znów żyć pośród przyjaciół.<br>
{{tab}}Nareszcie pozawieszała już wszystkie rzeczy, zamknęła szafę i przypomniała sobie widać o wieczerzy, bo przysunęła maleńki stolik do kominka.<br>
{{tab}}Wtedy spostrzegła buljon.<br>
{{tab}}— Zawsze roztrzepana! rzekła głośno śmiejąc się.<br>
{{tab}}I wziąwszy filiżankę zaniosła ją do ust.<br>
{{tab}}Pani Blanka słyszała ze swojej kryjówki wykrzyknik Marii-Anny, widziała ruch, ale ani na chwilę zgryzota nie wstrząsnęła głębię jej duszy.<br>
{{tab}}Ale Marja-Anna wypiła jeden tylko łyk, i z widocznym wstrętem odsunęła filiżankę od ust.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/911|num=503}}{{tab}}— Czyżby ta łajdaczka poznała podejrzany smak buljonu?<br>
{{tab}}Wcale nie. tylko, że buljon ostygł i utworzył na wierzchu filiżanki skrzepłą powierzchnię, która budziła wstręt w Marji-Annie.<br>
{{tab}}Wzięła łyżeczkę zdjęła tłustość i dość długo mieszała, ażeby rozbić pozostałe cząsteczki skrzepłe. Następnie wypiła buljon, postawiła filiżankę na kominku i wróciła do poprzedniego zajęcia.<br>
{{tab}}Stało się!... Rozwiązanie dramatu nie zależało już od woli pani Blanki; co bądź się stanie, ona jest trucicielką!<br>
{{tab}}Ale jakkolwiek miała bardzo jasne przeświadczenie o swojej zbrodni, nadmiar nienawiści nie pozwalał jej zrozumieć całej grozy i podłości czynu.<br>
{{tab}}Powtarzała sobie, że spełnia czyn sprawiedliwy, że ona się tylko broni, że jej zemsta nie dosięga jeszcze doznanej obrazy, i że nic w świecie nie jest w stanie zapłacić jej za przecierpiano męczarnie.<br>
{{tab}}W tej chwili straszna niepewność miotała nią.<br>
{{tab}}Nie znała działania danej trucizny. Wyobrażała sobie, że wypiwszy buljon, Marja-Anna padnie jakby piorunem rażona, a ona tym sposobem będzie mogła wyjść swobodnie, rzuciwszy jej wpierw swoje imię, żeby dodać okropności konaniu.<br>
{{tab}}A tu nic wcale. Czas uchodził, a Marja-Anna nakrywała do stołu, jak gdyby nic nie zaszło.<br>
{{tab}}Rozpostarła na stule biały jak śnieg obrus, wygładziła go rękami, ustawiała talerze...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/912|num=504}}{{tab}}— Oh! jakże to długo trwa, myślała pani Blanka, a gdyby też teraz przyszedł!
<br>
{{tab}}Czuła, że blednie na myśl zostania schwytaną. Cudem prawie, że ją dotąd nie odkryto, dziwnym wypadkiem Marja-Anna nie potrzebowała niczego ze swojej sypialni...<br>
{{tab}}Przed chwilą jeszcze mało jej na tem zależało. Wywracając filiżankę byłaby zniszczyła dowód zbrodni, gdy tymczasem teraz!...<br>
{{tab}}Bojaźń kary, która poprzedza zgryzoty, przyprawiła ją o tak gwałtowne bicie serca, że pojąć nie mogła dla czego nie słyszano jego uderzeń w drugim pokoju.<br>
{{tab}}Jej przestrach wzmógł się jeszcze, gdy ujrzała Marję-Annę biorącą świecę, aby zejść na dół.<br>
{{tab}}Pani Blanka ujrzała się samą. Chciała uciekać... ale którędy? jakim sposobem, aby jej nie spostrzeżono?<br>
{{tab}}— Widać, rzekła ze wściekłością, że napis kłamie!...<br>
{{tab}}Niestety nie kłamał. Pani Blanka przekonała się o tem, gdy ujrzała wracającą Marję-Annę.<br>
{{tab}}Tak się strasznie zmieniła w przeciągu pięciu minut, w czasie których zostawała na dole, jakby po ciężkiej sześciomiesięcznej chorobie.<br>
{{tab}}Twarz straszliwie blada, ziemista, pokryta była sinemi plamami, oczy jakby powiększone świeciły strasznym blaskiem, zęby szczękały...<br>
{{tab}}Upuściła talerze, które niosła w ręku, nim zdążyła je postawić na stole.<br>
{{tab}}— Trucizna!... pomyślała pani Blanka, zaczyna się nareszcie...<br>
{{tab}}Marja-Anna stała przed kominkiem, rzucając na {{pp|o|koło}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/913|num=505}}{{pk|o|koło}} siebie błędnym wzrokiem, jakby szukając przyczyny niezrozumiałych dla siebie cierpień. Machinalnie ocierała z czoła zimny pot; otwierała i zamykała szczęki, kląskała językiem jakby jej ślin brakowało, oddychała z ciężkością...<br>
{{tab}}Nagle przyszły mdłości, zachwiała się i skrzyżowawszy ręce na piersiach upadła na stojący obok fotel, wołając:<br>
{{tab}}— O! mój Boże! jakże strasznie cierpię!...<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|XLIV|XLII}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Klęcząc w progu uchylonych drzwi, z wyciągniętą szyją, drżąc z niespokojności, pani Blanka śledziła skutki wsypanej trucizny.<br>
{{tab}}Była tak blizko swej ofiary, że prawie słyszała uderzenia jej pulsu, czuła jakby płomieniem ziejący oddech.<br>
{{tab}}Po strasznem, wyczerpującem cierpieniu, nastąpiło nieprzezwyciężone obezwładnieni.<br>
{{tab}}Gdyby nie konwulsyjne poruszenie szczęk, głuche przerażające chrapanie rozdzierające jej gardło, rzekłbyś że umarła, widząc jak leży bezwładnie wyciągnięta w fotelu, sina, niepodobna do siebie.<br>
{{tab}}W tej chwili porwały ją konwulsje, twarz się wykrzywiła, słychać tylko było przerażające zgrzytanie zębów... wróciły mdłości i wymioty.<br>
{{tab}}Wysilenie wyprężało całem jej ciałem, wstrząsało ją od stop do głów, piersi wznosiły się i opadały okropnie, że zdawało się, iż pękną. Twarz coraz to więcej zapadała, sine plamy zczerniały prawie, żyły na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/914|num=506}}skroniach nabrzmiały jak postronki, oczy ledwo nie wychodziły z oprawy, a pot wielkiemi kroplami spływał jej z czoła.<br>
{{tab}}Cierpiała nie do opisania... Chwilami słabo jęczała, to znów wydawała głos podobny do wycia dzikiego zwierzęcia.<br>
{{tab}}Szeptała urywane zdania: żądała pić, błagała Boga, aby skrócił jej męczarnie.<br>
{{tab}}— Abl... jakież to okropne!... Strasznie cierpię! O Boże ześlij mi śmierć! Skróć moje cierpienia.<br>
{{tab}}Rozdzierającym głosem wzywała osób, które znała, błagając, aby ją ratowały.<br>
{{tab}}Wołała pani d’Escorval, księdza Midona, Maurycego, swego brata, Chanlouinea, Marcjala!...<br>
{{tab}}Marcjala!... Samo to imię w ten sposób wymówione wystarczyło, aby wygasić wszelką litość z serca pani Blanki.<br>
{{tab}}— Tak!... myślała, wołaj swego kochanka wołaj!... Przybędzie, ale za późno.<br>
{{tab}}Marja-Anna jeszcze raz powtórzyła imię Marcjala.<br>
{{tab}}— Cierpi... mówiła pani Blanka, cierp, nienawistna istoto, któraś natchnęła Marcjala zuchwałą myślą opuszczenia mnie, mnie, jego żony, mnie margrabiny de Sairmeuse, w sposób w jakiby pijany lokaj nie muiał opuścić ostatniej z kobiet upadłych... Umieraj; a wróci do mnie mąż żałujący.<br>
{{tab}}Nie znała litości. A że była wzruszoną do tego stopnia, iż nie mogła oddychać, to pochodziło po prostu z instynktownej zgrozy jaką sprawia widok cierpień, z wrażenia czysto fizycznego, które ubierają w piękne {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/915|num=507}}imię czułości, a jest rzeczywiście uzewnętrznieniem się największego egoizmu.<br>
{{tab}}A jednakże Marja-Anna widocznie gasła.<br>
{{tab}}Spazmy nie były tak częste, przerwy coraz to dłuższe, mdłości wydymały jej jeszcze boki, ale już nie zrzucała, tylko po każdem wysileniu obezwładnienie wzmagało się, czyniąc ją prawie martwą.<br>
{{tab}}Wkrótce zabrakło jej już sił do narzekania, oczy przygasły, ze strasznem wysileniem krwawa piana wystąpiła na usta, głowa opadła na bok i już się nie poruszyła.<br>
{{tab}}— Czyż by to był koniec!... szepnęła pani Blanka. Podniosła się, ale nogi drżały pod nią, chwiała się: musiała się oprzeć o drzwi.<br>
{{tab}}Serce było spokojne niewzruszone; ciało upadało.<br>
{{tab}}Bo najbujniejsza wyobraźnia nie mogła jej przedstawić widoku, jaki w tej chwili miała przed oczami.<br>
{{tab}}Wiedziała, że trucizna sprowadza śmierć, ale nie wyobrażała sobie konania z otrucia.<br>
{{tab}}Teraz już nie pragnęła zwiększać cierpień Marji-Anny rzuceniem jej swego imienia, dla uzupełnienia zemsty...<br>
{{tab}}Myślała tylko jakby się wymknąć nie będąc widzianą przez swą ofiarę.<br>
{{tab}}Jedynem jej życzeniem teraz było: uciekać, jak najprędzej się ztąd oddalić, opuścić dom, którego deski parzyły jej nogi.<br>
{{tab}}Mąciło jej się w głowie, jakieś dziwne tajemnicza wrażenie owładnęło nią; nie było to przerażenie, ale osłupienie, które następuje po zbrodni, zezwierzęcenie mordercy...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/916|num=508}}{{tab}}Stała tak kilka minut, nareszcie widząc, że Marja-Anna nie porusza się i ma zamknięte powieki, odważyła się uchylić drzwi i postąpić parę kroków.<br>
{{tab}}Ale zaledwie się poruszyła, nagle Marja-Anna niespodzianie odrazu zerwała się z fotela i jakby nagalwanizowana siłą elektryczną, wyprostowawszy się, zagrodziła jej przejście rozłożonemi rekami.<br>
{{tab}}Ten ruch tak byt strasznym, że pani Blanka cofnęła się aż do okna.<br>
{{tab}}— Margrabina de Sairmeuse!... wyjąkała Marja-Anna, Blanka... tu...<br>
{{tab}}I przypisując swoje cierpienia obecności tej młodej kobiety, swojej przyjaciółki w tym domu, zawołała:<br>
{{tab}}— Trucicielka!...<br>
{{tab}}Ale pani Blanka posiadała jeden z tych żelaznych charakterów, które się łamią, ale nigdy nie gną.<br>
{{tab}}Ponieważ ją odkryto, więc za nic w święcie nie byłaby próbowała zapierać się.<br>
{{tab}}Zbliżywszy się zuchwale, rzekła głosem pewnym:<br>
{{tab}}— A więc tak... ja to szukam odwetu.<br>
{{tab}}I mierząc Marję-Annę oczami nienawiści, mówiła dalej:<br>
{{tab}}— Czy sądzisz, że i ja nie cierpiałam owego pamiętnego mi wieczora, gdyś przysłała swego brata, aby mi wyrwać męża, którego już odtąd me widziałam!...<br>
{{tab}}— Twojego męża! ja... Nie rozumiem.<br>
{{tab}}— Śmiesz jeszcze zaprzeczać, że nie jesteś kochanką Marcjala.<br>
{{tab}}— Margrabiego de Sairmeuse!... Od chwili ucieczki barona d’Escorval po raz pierwszy widziałam go wczoraj...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/917|num=509}}{{tab}}Wysilenie, aby się podnieść, stać, mówić, osłabiło ją: upadła napowrót na fotel.<br>
{{tab}}Ale pani Blanka nie znała litości.<br>
{{tab}}— Doprawdy!... mówiła, nie widywałaś Marcjala!... Powiedz mi więc kto ci dał te piękne meble, te materjalne obicia, te dywany, cały ten zbytek, który cię otacza?...<br>
{{tab}}— Chanlouineau.<br>
{{tab}}Pani Blanka wzruszyła ramionami.<br>
{{tab}}— Przypuśćmy, że tak, rzekła z ironicznym uśmiechem; ale czy to także na Chanlouineau oczekujesz dzisiejszego wieczora?... Czy to dla Chanlouineau nie szykowałaś te haftowane pantofle; dla niego nakryłaś ten stół?... Czy to także Chanlanineau przysłał swoją odzież przez wieśniaka, imieniem Poignot?... Widzisz więc, że wiem o wszystkiem.<br>
{{tab}}A ponieważ ofiara milczała:<br>
{{tab}}— Odpowiadaj!... nalegała; kogo oczekiwałaś? mów!...<br>
{{tab}}— Nie mogę...<br>
{{tab}}— Widzisz więc, nędznico, czekałaś na twojego kochanka, Marcjala, na mojego męża!...<br>
{{tab}}Marja-Anna namyślała się o ile jej na to pozwalały straszne cierpienia i straszny zamęt umysłu.<br>
{{tab}}Czyż mogła powiedzieć kogo oczekiwała?... Wymienić barona d’Escorval nie byłoż to zgubić go, wydać!... Spodziewano się jego ułaskawienia, listu bezpieczeństwa, powtórnego przejrzenia sprawy; niemniej jednakże zagrożony był wyrokiem śmierci, wykonalnym w dwadzieścia cztery godzin...<br>
{{tab}}— A więc stanowczo, nalegała pani Blanka, nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/918|num=510}}chcesz mi powiedzieć kto tu ma przyjść o północy, za godzinę!...<br>
{{tab}}— Stanowczo.<br>
{{tab}}Ale w tej chwili coś sobie przypomniała. Chociaż najlżejsze poruszenie sprawiało jej straszny ostry ból, była tyle odważną że sama rozpięła suknię i drąc stanik wyjęła papier drobno zwinięty.<br>
{{tab}}— Nie jestem kochanką margrabiego de Sairmeuse, mówiła słabym głosem, jestem żoną Maurycego d’Escorval; oto są dowody, czytaj...<br>
{{tab}}Pani Blanka czytając papiery strasznie się zmieniła; tak prawie zbladła jak jej ofiara, oczy spoglądały błędnie, uszy pałały, cała była oblana zimnym potem.<br>
{{tab}}Trzymała w rękach dowody kościelnego ślubu Maurycego i Marji-Anny, podpisane przez proboszcza z Vigano, starego doktora i kaprala Bavois, z datą i pieczęcią parafji...<br>
{{tab}}Nie brakowało niczego. Piekielne światło rozjaśniło umysł pani Blanki.<br>
{{tab}}Niepotrzebnie popełniła zbrodnię, otruła istotę niewinną...<br>
{{tab}}Pierwszy raz w życiu szlachetne uczucie wstrząsnęło jej sercem, już nic nie obliczała, zapomniała na jakie się niebezpieczeństwo naraża i brzmiącym głosem:<br>
{{tab}}— Na pomoc! wołała, ratunku!... miłosierdzia!...<br>
{{tab}}Biła jedenasta godzina, naokoło cisza; do najbliższego folwarku było z Borderie najmniej kwadrans drogi.<br>
{{tab}}Głos pani Blanki ginął w pustej przestrzeni nocy.<br>
{{tab}}Na dole w ogrodzie, ciotka Medja słyszała zapewne {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/919|num=511}}wołanie, ale prędzejby się pozwoliła poszarpać w kawałki niżby się odważyła wejść do domu.<br>
{{tab}}A jednakże był ktoś, co słyszał te krzyki rozpaczy. Gdyby obie młode kobiety tak pogrążone w boleści rozpaczy mogły mieć dosyć przytomności, były by zauważyły skrzypienie schodów uginających się pod ciężarem męzkiego chodu.<br>
{{tab}}Nie był to zbawca, bo się nie pokazał.<br>
{{tab}}Ale chociażby i usłyszano rozpaczliwe wołanie pani Blanki, to było już za późno.<br>
{{tab}}Marja-Anna zrozumiała, że nie ma już dla niej ratunku, czuła, że ją ogarnia śmiertelne zimno. Wiedziała, że umiera.<br>
{{tab}}To też gdy zobaczyła, że pani Blanka chce biedz na wieś szukać pomocy, zatrzymała ją lekkiem poruszeniem ręki i przygasłym już głosem:<br>
{{tab}}— Blanko!... szepnęła.<br>
{{tab}}Trucicielka zatrzymała się.<br>
{{tab}}— Nie wołaj już nikogo, odezwała się Marja-Anna, mówiąc do Blanki, jak niegdyś „ty“; już za późno! Bądź cicho, i pozwól mi przynajmniej skończyć w pokoju... to wkrótce nastąpi!...<br>
{{tab}}— Oh! przez Boga nie mów tego!... Nie powinnaś, nie możesz umierać, nie chcę, abyś umarła!... Jakież by potem moje życie było!<br>
{{tab}}Marja-Anna nic nie odpowiedziała... Trucizna dokonywała dzieła zniszczenia. Oddech gwizdał w napuchniętem gardle; każde poruszenie języka sprawiało jej ból jakby za dotknięciem szyną rozpalonego żelaza; usta {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/920|num=512}}pękały, ręce tknięte paraliżem, bezwładne, odmawiały posługi.<br>
{{tab}}Ale pomimo okropności położenia, pani Blanka posiadała jeszcze władzę rozumowania.<br>
{{tab}}— Jeszcze nie wszystko stracone, zawołała. Z tego pudełka, które stoi na stole wzięłam, nie śmiała wymówić wyrazu: trucizna, proszek, który wsypałam, do
filiżanki. Wiesz jak się ten proszek nazywa, więc zapewne znasz przeciwne mu lekarstwo...<br>
{{tab}}Marja-Anna smutnie wstrząsnęła głową.<br>
{{tab}}— Już mnie nic nie może uratować, szeptała ledwie dosłyszalnym i przerywanym złowieszczo czkawką głosem; ale nie skarżę się. Kto wie od jakich nieszczęść broni mnie śmierć. Nie żałuję życia. Od roku cierpiałam, tyle zniosłam upokorzeń, tyle łez wylałam... Fatalność wisiała nademną!...<br>
{{tab}}W tej chwili, miała jakby jakieś jasnowidzenie które często oświeca ostatnie chwile konających.<br>
{{tab}}Poznała właściwe znaczenie wypadków. Zrozumiała, że sama się przyczyniła do fatalnego rozwiązania swego życia, bo przyjmując narzuconą jej przez ojca rolę przewrotności i kłamstwa, umożebniała i przygotowywała tym sposobem zdrady, kłamstwa, zbrodnie, błędy, zwodnicze pozory, których niestety! sama padła ofiarą.<br>
{{tab}}Głos coraz to więcej, słabł jak u osoby zasypiającej. po tylu wysileniach ustały gwałtowne cierpienia; zasypiała, że tak powiem w objęciach śmierci...<br>
{{tab}}Nagle straszna myśl wydarła okropny krzyk z jej piersi:<br>
{{tab}}— Moje dziecko!...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/921|num=513}}{{tab}}I z nadludzkiem prawie wysileniem, zebrawszy wszystkie siły i energje, zerwała się z fotelu z niedopoznania zmienioną twarzą.<br>
{{tab}}— Blanko!... rzekła głosem stanowczym na jaki zdawałoby się, że niepodobna się było zdobyć po takich cierpieniach, słuchaj: Muszę ci powierzyć tajemnicę mojego życia... nikt się tego nawet nie domyśla... Mam syna z Maurycym... Na nieszczęście dwa miesiące temu Maurycy gdzieś zginął... Jeżeli umarł, cóż się stanie z naszym synem!... Blanko przysięgnij mi, ty któraś mnie zabiła, że mnie zastąpisz przy mojem dziecku...<br>
{{tab}}Pani Blanka czuła, że jej się w głowie miesza.<br>
{{tab}}— Przysięgam!... rzekła, przysięgam!...<br>
{{tab}}— Za tę tylko cenę, pod tym jedynie warunkiem przebaczam ci! Ale pamiętaj!... Nie zapomnij, żeś mi przysięgła!... Bóg niekiedy pozwala umarłym mścić się!...
Pamiętaj, żeś przysięgła! Mój duch nie da ci pokoju, dopóki nie spełnisz przysięgi...<br>
{{tab}}— Nie zapomnę!... przysięgam1... szeptała pani Blanka. Ale... gdzież jest to dziecko!...<br>
{{tab}}— Ah!... obawiałam się... Jestem nikczemną istotą, cofnęłam się przed wstydem... i Maurycy tak chciał. Rozłączyłam się z mojem dzieckiem... twoja zazdrość i śmierć jaką umieram, są więc zasłużoną karą... Biedna mała istotka! oddałam ją ludziom obcym... Ah! jakaż ja nieszczęśliwa... Oh! Boże, jakże strasznie cierpię... Blanko pamiętaj!...<br>
{{tab}}Szeptała jeszcze jakieś wyrazy, ale już zupełnie bez związku... niezrozumiale...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/922|num=514}}{{tab}}Pani Blanka nieprzytomna prawie z rozpaczy, miała siłę schwycić ją za ramię i wstrząsnąwszy.<br>
{{tab}}— Komuś powierzyła twoje dziecię, wołała, komu?... gdzie?... Marjo-Anno... powiedz jeszcze jedno słowo?... jedno tylko imię... Marjo-Anno!<br>
{{tab}}Usta nieszczęśliwej poruszały się jeszcze, ale gardło wydawało tylko głuche chrapanie...<br>
{{tab}}Usunęła się z fotelu; straszne konwulsje zwijały ją w kłąb; wreszcie padła jak długa wznak na dywan...<br>
{{tab}}Marja-Anna umarła... umarła nie wymówiwszy nazwiska starego doktora z Vigano... Umarła, a {{Korekta|przerarażona|przerażona}} trucicielka stała na środku pokoju, blada i sztywna jak posąg, z oczami wlepionemi w trupa, z czołem zwilżonem kroplami zimnego potu...<br>
{{tab}}Myśli kręciły jej się wkoło jak listki od podmuchu wściekłego uraganu; zdawało jej się, że szaleństwo — szaleństwo takie jak jej ojca, pochłania jej mozg. Zapomniała o wszystkiem, zapomniały o sobie samej, zapomniała, że o północy miał przybyć gość, że czas ucieka, i że jeżeli natychmiast się nie oddali to zostanie schwytaną.<br>
{{tab}}Ale człowiek, który przybył gdy wołała o pomoc czuwał nad nią. Gdy zobaczył, że Marja-Anna skonała, umyślnie zrobił szmer przy drzwiach i ukazał wykrzywioną śmiechem twarz.<br>
{{tab}}— Chupin! szepnęła pani Blanka, przywołana do rzeczywistości...<br>
{{tab}}— We własnej osobie, odpowiedział szpieg. Do usług... Masz pani szczęście, dalibóg!... Eh!... eh!... cała ta historja podrażniła wam trochę żołądek i nic {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/923|num=515}}więcej... Puach! ale to przejdzie jąknie!... Idzie tylko o to, aby tu długo nie popasać, może kto nadejść... No dalej w drogę!...<br>
{{tab}}Trucicielka posunęła się bezwiednie parę kroków, ale trup Marji-Anny leżał w poprzek drzwi tamując przejście: chcąc wyjść, trzeba było przejść, pani Blanka nie miała tej odwagi i drżąc cała, cofnęła się napowrót...<br>
{{tab}}— Hum!... co to? spytał Chupin, to pani zawadza...<br>
{{tab}}I bez skrupułu, bez wahania, popchnął ciało nogą i uniósł panią Blankę jak małe dziecko.<br>
{{tab}}Stary włóczęga nie posiadał żadnej radości. Teraz nie troszczył się już o swoją przyszłość, bo pani Blanka była z nim związaną łańcuchem silniejszym niż więzy galerników; współnictwem zbrodni.<br>
{{tab}}Teraz przynajmniej czuł grunt pod nogami, nareszcie użyje czegoś, będzie prowadzić życie wielkiego pana śród samych birbantek i uciech. Wspomnienie zdrady takie straszne z początku, nie dręczyło go wcale. Marzył tylko o tem jak go to będą żywić, ubierać, obsypywać pieniędzmi, a szczególniej strzedz przed złem obchodzeniem się z nim służących.<br>
{{tab}}Pani Blanka już blizka zemdlenia, oprzytomniała na świeżem powietrzu.<br>
{{tab}}— Będę szła, rzekła Chupin postawił ją na ziemi, o jakie dwadzieścia już kroków od domu. Teraz zaczęła sobie przypominać.<br>
{{tab}}— A ciotka Medja? zawołała.<br>
{{tab}}Biedna krewna stała przy niej, podobna do wiernego psa czekającego u progu domu, w którym się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/924|num=516}}pan znajduje; widziała jak Chupin wynosił na rękach jej siostrzenicę i instynktownie poszła za nią.<br>
{{tab}}— Nie pora gawędzić, rzekł Chupin do kobiet, idźmy, ja będę prowadził.<br>
{{tab}}I wziąwszy panią Blankę za rękę, skierował „ku gaikowi“.<br>
{{tab}}— Ah! Marja-Anna miała dziecko, rzekł przyspieszając kroku. Patrzaj!... A jak to udawało świątobliwe dziwo! Ale gdzie ona u djabla oddała dziecko na mamki?...<br>
{{tab}}— Będę szukać...<br>
{{tab}}— Hum!... łatwo to powiedzieć...<br>
{{tab}}Straszny, przeszywający strachem serce, śmiech rozległ się w ciemności, i przerwał mowę ojcu Chopinowi. Puścił rękę pani Blanki i rzucił się na oślep w bok...<br>
{{tab}}Próżna ostrożność. Ukryty za pniem drzewa człowiek, rzucił się na niego i po czterykroć przeszył nożem, wołając:<br>
{{tab}}— Dzięki Ci o Najświętsza Panno, spełniłaś moje błagania! Teraz już nie będę jeść palcami.<br>
{{tab}}— Oberżysta!... szepnął zdrajca, chwiejąc się.<br>
{{tab}}Pierwszy raz w życiu ciotka Medja znalazła energję.<br>
{{tab}}— Chodź!... rzekła, szalejąc z przerażenia i ciągnąc siostrzenicę za rękę, chodź! umarł już.<br>
{{tab}}Nie zupełnie, bo szpieg miał tyle siły, że się zaczołgał do swojego domu i zapukał.<br>
{{tab}}Żona i młodszy syn spali. Starszy wróciwszy tylko co z karczmy otworzył mu drzwi.<br>
{{tab}}Widząc ojca na ziemi, sądził, że ten jest pijanym i chciał go podnieść; ale zdrajca odepchnął go.<br>
{{tab}}— Daj mi pokój, rzekł, stało się, już po mnie, oto {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/925|num=517}}posłuchaj co ci powiem... Córka Lacheneura została otrutą przez panią Blankę... Przywlokłem się aż tu zdychać, aby ci o tem powiedzieć... To znaczy majątek, mój chłopcze... jeżeli nie jesteś bydlakiem...<br>
{{tab}}I skończył nie powiedziawszy rodzinie, gdzie za kopał cenę krwi Lacheneura.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|XLV|XLIII}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Z tych wszystkich, którzy byli świadkami przerażającego upadku barona d’Escorval. jeden ksiądz Midon nie zwątpił.<br>
{{tab}}Nie miał on wprawdzie dyplomu na doktora; ale w życiu pełnem poświęcenia tyle rąk nawstawiał, tyle nóg „połatał“, ze stan pana d’Escorvala nie przerażał go bardzo.<br>
{{tab}}Ośmielił się na to, na coby się nie jeden sławny doktor nie odważył.<br>
{{tab}}Był księdzem, wierzył gorąco, pamiętał wzniosłą odpowiedź skromnego Ambrożego Parę: „Ja go opatrzyłem, a Bóg go uzdrowił“.<br>
{{tab}}Baron miał być także wyleczonym.<br>
{{tab}}Po sześciu miesiącach pobytu na folwarku ojca Poignota, pan d’Escorval już wstawał i próbował chodzić o kulach.<br>
{{tab}}Szczupłość przygórka, w którym przez ostrożność ciągle mieszkał, przykrzyła mu się bardzo, i z oznaką prawdziwej radości przyjął myśl zamieszkania w Borderie u Marji-Anny. Oznaczono dzień wyjazdu, biedny pan d’Escorval liczył minuty ze studencką niecierpliwością oczekującą pierwszego dnia wakacji.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/926|num=518}}{{tab}}— Duszę się tutaj, mówił do żony, duszę się! Oh! jakże mi się przykrzy!.. Kiedyż nareszcie {{Korekta|nadziejdzie|nadejdzie}} ten błogosławiony dzień!...<br>
{{tab}}Przyszedł. Wszystkie rzeczy, które udało się zebrać biednym wygnańcom były już od samego rana pozbierane i upakowane. Nareszcie za nadejściem nocy syn Poignota rozpoczął przeprowadzanie.<br>
{{tab}}— Już wszystko jest w Borderie, rzekł poczciwy chłopiec wróciwszy z ostatniej wędrówki Panna Lacheneur kazała tylko prosić, żeby pan baron przywiózł z sobą dobry apetyt.<br>
{{tab}}— O dalibóg, że mam niezły! odpowiedział wesoło baron. Wszystkim nam na nim nie zbywa!..<br>
{{tab}}Ojciec Poignot zaprzęgał sam swojego najlepszego konia do wózka, który miał służyć do przewiezienia pana d‘Escorvala.<br>
{{tab}}Poczciwy człowiek smucił się wyjazdem gości, dla których narażał się na tak wielkie niebezpieczeństwo.<br>
{{tab}}Przeczuwał już, że mu ich będzie brakować, że dom opustoszeje, że będzie żałował nawet kłopotów, których mu przyczynili.<br>
{{tab}}Nikomu nie pozwolił ułożyć materacy w wózku, dowodząc, że nikt tego nie zrobi staranniej jak on.<br>
{{tab}}— No!... otóż i wszystko gotowe... czas jechać! rzekł wzdychając.<br>
{{tab}}I zwolna przebył wązkie schodki prowadzące do przygórka.<br>
{{tab}}Pan d’Escorval nie przewidział tej chwili.<br>
{{tab}}Ujrzawszy wchodzącego poczciwego dzierżawcę czerwonego ze wzruszenia, zapomniał o oczekujących go {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/927|num=519}}wygodach w Borderie, przypomniał sobie tylko odważną i szlachetną gościnność tego domu, który miał za chwilę opuścić. Ścisnęło mu się serce, i łza stoczyła się po twarzy.<br>
{{tab}}— Ojcze Poignot, wyświadczyłeś mi przysługę, za którą nigdy nie będę w stanie wywdzięczyć ci się, ocaliłeś mi życie.<br>
{{tab}}— Oh! panie baronie nie mówmy o tem. Będąc na mojem miejscu uczyniłbyś pan ni mniej ni więcej tylko to samo.<br>
{{tab}}— Niechże i tak będzie!... Bóg ci zapłać. Oby mi pozwolił żyć, aby wam dowieść, że nie jestem niewdzięcznikiem.<br>
{{tab}}Schody były tak wązkie i spadziste, że z największą trudnością zniesiono barona na fotelu. Złożono go na materacach i na przypadek jakiego niepokojącego spotkania przykryto go lekko słomą.<br>
{{tab}}— Jedzcie z Bogiem!... rzekł stary dzierżawca; do widzenia panie baronie, pani baronowo; do widzenia, księże proboszczu!<br>
{{tab}}I jeszcze raz uścisnął ręce swoich gości.<br>
{{tab}}— Czy można już jechać? zapytał syn Poignota.<br>
{{tab}}— Można odpowiedział baron.<br>
{{tab}}— No, dalejże w drogę!... wio!... siwku!...<br>
{{tab}}Wózek potoczył się z największą ostrożnością prowadzony przez młodego chłopca, któremu ojciec nie mógł się dość nazalecać, abym omijał wyboje.<br>
{{tab}}O jakie dwadzieścia kroków za wózkiem szła pani d’Escorval wsparta na ramieniu księdza Midona. Noc była ciemna, ale w najjaśniejszy nawet dzień dawny {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/928|num=520}}proboszcz Sairmeuse mógłby się był spotkać ze swojemi parafijanami nie narażając się na niebezpieczeństwo poznania.<br>
{{tab}}Zapuścił długie włosy i brodę, tonsura już od dawna porosła, a przez brak ruchu utył trochę. Ubrany był jak wszyscy zamożniejsi wieśniacy tej okolicy, w szaraczkową kurtkę i takież spodnie, a szeroki pilśniowy kapelusz zakrywał mu pół twarzy.<br>
{{tab}}Już od wielu miesięcy nie czuł się tak swobodnym, jak dziś. Trudności, które mu się jeszcze przed niedawnym czasem wydawały nieprzezwyciężone, nie ustępowały? jakby same przez się?<br>
{{tab}}Wyobrażał sobie barona już zupełnie wyleczonego, uniewinnionego przez bezstronnych sędziów, dziedzicem dawnej posiadłości Escorvalów. Widział się sam odprawiającym nabożeństwo w ukochanym kościółku Sairmeuse...<br>
{{tab}}Jedno tylko wspomnienie, to jest o Maurycym, mąciło ten spokój. Dlaczego nic nie donosi o sobie?<br>
{{tab}}— Przecież byśmy wiedzieli gdyby mu się stało jakie nieszczęście, myślał ksiądz, miał z sobą poczciwego człowieka, starego żołnierza, który na wszystko by się naraził, byle nas uwiadomić.<br>
{{tab}}Tak był zajęty temi myślami, że nie uważał jak pani d’Escorval coraz to ciężej opierała się na jego ramieniu.<br>
{{tab}}— Wstyd mnie prawdziwie, rzekła wreszcie; ale ledwie idę, tak dawno już nie wychodziłam, żem prawie odzwyczaiła się od chodzenia.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/929|num=521}}{{tab}}— Na szczęście, już jesteśmy blizko, odpowiedział ksiądz.<br>
{{tab}}Niedługo rzeczywiście Poignota syn zatrzymał wózek na gościńcu przy ścieżce prowadzącej do Borderie.<br>
{{tab}}— Otóż i podróż skończona!.. rzekł do pana d’Escorvala. I trzy razy głośno gwizdnął tak jak to uczynił przed parą godzinami, żeby dać znać o swojem przybyciu.<br>
{{tab}}Nikt się nie ukazał, gwizdnął drugi raz mocniej, nareszcie trzeci raz z całych sił... jeszcze nic.<br>
{{tab}}W tej chwili pani d’Escorval i ksiądz Midon na deszli.<br>
{{tab}}— Szczególna rzecz, rzekł do nich, że panna Lacheueur nie słyszy mnie... Przecież nie możemy prze nieść pana barona dopóki jej nie zobaczymy, ona wie o tem. Gdybym tak pobiegł powiedzieć jej?...<br>
{{tab}}— Zasnęła może, odpowiedział ksiądz, zostań przy koniu, mój chłepcze, a ja pójdę ją obudzić.<br>
{{tab}}Puścił rękę pani d’Escorval i skręcił w ścieżkę.<br>
{{tab}}Nie miał nawet cienia niespokojności. Naokoło Borderie było cicho i spokojnie; pa pierwszem piętrze paliło się światło.<br>
{{tab}}Ale gdy zobaczył otwarte drzwi, smutne jakieś przeczucie wstrząsnęło nim.<br>
{{tab}}— Co to znaczy? pomyślał.<br>
{{tab}}Na dole nie było światła, ksiądz Midon nie znał wnętrza domu, musiał więc omackiem szukać schodów.<br>
{{tab}}Nareszcie znalazł je i wszedł.<br>
{{tab}}Ale u progu drzwi zatrzymał cię przerażony widokiem, który uderzył jego oczy.<br>
{{tab}}Biedna Marja-Anna leżała na ziemi na wznak... {{pp|Sze|roko}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/930|num=522}}{{pk|Sze|roko}} otwarte oczy zalane były białą cieczą; język czarny i spalony na wpół wychodził z ust.<br>
{{tab}}— Umarła!... jęknął ksiądz... Umarła!..<br>
{{tab}}Nie dowierzał swoim oczom. Otrząsnąwszy się z nagłej bezwładności, która go opanowała, pochylił się ku nieszczęśliwej i wziął ją za rękę. Ręka była zimna jak lód, sztywna jak sztaba żelaza.<br>
{{tab}}Te wskazówki były aż nadto dostateczne, aby odjąć wszelką nadzieję księdzu Midonowi.<br>
{{tab}}— Otruta!.. szepnął, otruta {{Korekta|arszennikiem|arszenikiem}}. Podniósł się, przejęty zgrozą, a oczy błądząc po pokoju, padły na otwarte pudełko z lekarstwami.<br>
{{tab}}Zbliżył się prędko, i nie wahając się schwycił jeden z flakonów, odkorkował go i wywrócił na dłoń flakonik był próżny.<br>
{{tab}}— Nie omyliłem się! zawołał.<br>
{{tab}}Ale nie było czasu zagłębiać się w domysły.<br>
{{tab}}Najważniejszą rzeczą było skłonić barona do powrotu na folwark, nie uwiadamiając go jednakże o nieszczęściu, które by na nim okropne zrobiło wrażenie.<br>
{{tab}}Nic nie było łatwiejszego jak wynaleźć powód. Nadawszy twarzy wyraz spokojny, ksiądz Midon pobiegł na gościniec i powiedział baronowi, że jego pobyt w Borderie jest niepodobny z powodu krążących tu ludzi podejrzanych, ze nareszcie teraz powinni być jeszcze ostrożniejsi, znając szlachetne zamiary i pomoc Marcjala de Sairmeuse.<br>
{{tab}}Baron zgodził się, ale nie bez oporu.<br>
{{tab}}— Ha, kiedy tak koniecznie chcecie, rzekł wzdychając, to muszę was słuchać. Wracajmyż Poignot, mój {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/931|num=523}}poczciwy chłopcze, zawieź mnie napowrót do twego ojca...<br>
{{tab}}Pani d’Escorval wsiadła do wózka koło męża, ksiądz czekał aż się oddalą, a gdy już nie słychać było turkotu kół wrócił do Borderie.<br>
{{tab}}Był na korytarzu gdy usłyszał jęki wychodzące z pokoju umarłej... wszystka krew zbiegła mu do serca... Szybko pchnął drzwi.<br>
{{tab}}Przy ciele Marji-Anny płakał klęczący człowiek.<br>
{{tab}}Byłto człowiek młody, okryty łachmanami, a wyraz twarzy łkania zdradzały głęboką rozpacz.<br>
{{tab}}Boleść tak zawładnęła wszystkiemi władzami tej rozdartej duszy, że nie widział ani słyszał przybycia księdza Midona.<br>
{{tab}}Któż był ten nieszczęśliwy, który śmiał wejść w ten sposób do tego domu?<br>
{{tab}}Po chwili zdumienia, ksiądz raczej odgadł niż go poznał.<br>
{{tab}}— Janie! zawołał po dwakroć pewnym głosem, Janie Lacheneur!...<br>
{{tab}}W mgnieniu oka młody człowiek był już na nogach, blady, groźny; płomień gniewu osuszył łzy w jego oczach.<br>
{{tab}}— Kto jesteś? zapytał strasznym głosem, co robisz?... Czego chcesz ode mnie?...<br>
{{tab}}W wieśniaczym ubraniu, z długą brodą, dawny proboszcz z Sairmeuse był do tego stopnia zmienionym, że musiał powiedzieć swoje nazwisko.<br>
{{tab}}Ale ledwie się odezwał, Jan rzucił mu się na szyję.<br>
{{tab}}— Bóg cię tu zesłał książę proboszczu, zawołał. To {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/932|num=524}}być nie może, żeby Marja-Anna umarła. Ty ją uratujesz, ty któryś już tyle uratował.<br>
{{tab}}Ksiądz wskazał mu ręką niebo. Jan zbladł jeszcze bardziej. Zrozumiał, że już nie było nadziei.<br>
{{tab}}— Ha!... {{Korekta|zawołaż|zawołał}} z wyrazem strasznej ironji, przeznaczenie uwzięło się widać. Przeciął chociaż zdaleka, ale czuwałem nad nią!... Nawet dziś wieczór szedłem powiedzieć jej:<br>
{{tab}}— Strzeż się siostro, bądź ostrożną!...<br>
{{tab}}— Jakto więc wiedziałeś...<br>
{{tab}}— Wiedziałem, że jej zagraża wielkie niebezpieczeństwo, tak księże proboszczu... godzinę temu jadłem wieczerzę w karczmie w Sairmeuse, gdy chłopiec Grolleta wszedł „Jesteś tu, Janie“, rzekł; tylko co wracam z Borderie i widziałem tego starego łajdaka Chupina kryjącego się za węglem domu Marji-Anny, gdy mnie zobaczył zaczął uciekać“.<br>
{{tab}}Te słowa były dla mnie pchnięciem sztyletu w serce. Zerwałem się jak szalony, biegłem tu z całych sił. Ale jak nad kim wisi fatalność. Przybyłem za późno.<br>
{{tab}}Ksiądz Midon rozmyślał.<br>
{{tab}}— Przypuszczam więc, że to Chupin.<br>
{{tab}}— Nie przypuszczam, księże proboszczu, ale jestem pewny, że to on, tak, ten podły zdrajca, popełnił tę straszną zbrodnię.<br>
{{tab}}— Ale chyba by ktoś w tem miał jakiś interes... zapłacił mu...<br>
{{tab}}Jan rozsśiał się tym strasznym, ostrym śmiechem który jest oznaką najgłębszej rozpaczy.<br>
{{tab}}— Bądź spokojny, księże proboszczu, zawołał, {{pp|cięż|szą}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/933|num=525}}{{pk|cięż|szą}} mu jeszcze będzie krew córki, jak krew ojca. Chopin był narzędziem zbrodni, ale kto inny ją obmyślił. Wyżej trzeba szukać prawdziwych winowajców, nie równie wyżej, w najpiękniejszym zamku w okolicy, śród zgrai sług, w Sairmeuse!...<br>
{{tab}}— Co mówisz, nieszczęśliwy!...<br>
{{tab}}— Co ja mówię!...<br>
{{tab}}I zimno dodał:<br>
{{tab}}— Mordercą jest Marcjal de Sairmeuse.<br>
{{tab}}Ksiądz cofnął się, prawdziwie przestraszony wzrokiem nieszczęśliwego młodzieńca.<br>
{{tab}}— Oszalałeś!... rzekł ostro.<br>
{{tab}}Ale Jan poważnie poruszył głową.<br>
{{tab}}— Jeżeli tak sądzisz, książę proboszczu, odpowiedział, to chyba nie wiesz o szalonej miłości Marcjala dla Marji-Anny. Chciał ją mieć swoją kochanką... Była tak zuchwałą, że odmówiła, taka zbrodnia nie uchodi bezkarnie. W dniu, w którym dowiedziono panu margrabiemu de Sairmeuse, że nigdy córka Lacheneura nie będzie jego kochanką, kazał ją otruć, aby do nikogo nie należała.<br>
{{tab}}Wszystko cokolwiek by w tej chwili powiedziano Janowi, aby mu wykazać bezzasadność jego oskarżeń, byłoby daremnem: nawet dowody nie przekonały by go; na oczywistość zamknąłby oczy. Chciał, aby tak było, to się nadawało do jego nienawiści.<br>
{{tab}}Jutro, gdy będzie spokojniejszym, myślał ksiądz, wyperswaduję mu.<br>
{{tab}}Jan milczał:<br>
{{tab}}— Nie możemy zostawić tak na ziemi ciała tej {{pp|nie|szczęśliwej}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/934|num=526}}{{pk|nie|szczęśliwej}}, pomóż mi, położemy ją na łóżku, odezwał się ksiądz.<br>
{{tab}}Jan zadrżał od stóp do głów, i wahał się parę sekund.<br>
{{tab}}— Dobrze!... rzekł nareszcie.<br>
{{tab}}Nikt jeszcze nie spał na tym łóżku, które biedny Chanlouineau w złudzeniach swojej miłości przeznaczył dla Marji-Anny.<br>
{{tab}}— Będzie należeć do niej lub do nikogo.<br>
{{tab}}I w rzeczy samej ona pierwsza na niem leżała, ale martwa.<br>
{{tab}}Spełniwszy ten straszny i bolesny obowiązek, Jan rzucił się na fotel, na którym skonała Marja-Anna, schował głowę w dłonie, oparł łokcie na kolanach, i tak siedział milczący, nieruchomy jak posąg boleści na grobie.<br>
{{tab}}Ksiądz Midon ukląkł u stóp łóżka, odmawiał modlitwy za umarłych, prosząc Boga o pokój i miłosierdzie dla tej, która tyle cierpiała na ziemi.<br>
{{tab}}Lecz modlił się tylko ustami. Myśl mimowoli pomimo usiłowań skupienia uwagi, uciekała gdzie indziej.<br>
{{tab}}Pytał się ciągle jakim sposobem umarła Marja-Anna.<br>
{{tab}}Byłażto zbrodnia?... Czy samobójstwo?<br>
{{tab}}Bo przyszła mu myśl samobójstwa. Ale odtrącił ją natychmiast, on który znał tajemnicę tej nieszczęśliwej istoty, wiedział, że była matką, chociaż nie domyślał się, co się stało z dzieckiem.<br>
{{tab}}Z drugiej strony jakże wytłumaczyć tę zbrodnię?<br>
{{tab}}Ksiądz starannie obejrzał pokoi, nie znalazł nic, coby zdradzało obecność obcej osoby.<br>
{{tab}}Odkrył tylko próżny flakon z {{Korekta|arszennikiem|arszenikiem}}, {{pp|domy|ślał}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/935|num=527}}{{pk|domy|ślał}} się, że Marja-Anna otruta była buljonem, którego zostało jeszcze parę kropel w filiżance stojącej na kominku.<br>
{{tab}}— Jak tylko będzie dzień, myślał ksiądz Midon, zobaczę na dworze...<br>
{{tab}}Rzeczywiście, ledwie dnieć zaczęło, zszedł do ogrodu i zaczął okrążać na około domu coraz to szersze koło nakształt węszących psów.<br>
{{tab}}Zrazu nic nie zobaczył, coby go mogło na ślad zaprowadzić, żadnego śladu kroków lub jakichkolwiek poznak.<br>
{{tab}}Już miał zaniechać tego bezużytecznego śledzenia, gdy przy wejściu do lasku spostrzegł czarną plamę na trawie. Zbliżył się... była to krew.<br>
{{tab}}Mocno wzruszony, pobiegł zawołać brata Marji-Anny, żeby mu pokazać swoje odkrycie.<br>
{{tab}}— W tem miejscu zamordowano kogoś, rzekł Jan, i to tej samej nocy, bo krew nie miała jeszcze czasu wyschnąć.<br>
{{tab}}Ksiądz jednym rzutem oka obejrzał grunt do koła.<br>
{{tab}}— Ofiara traciła dużo krwi, rzekł, można by się czegoś dowiedzieć idąc za jej śladem.<br>
{{tab}}Dziecko by poznało drogę, którą szedł raniony, tak wyraźne i szerokie znaki zostawiał za sobą. Widocznie czołgał się na brzuchu, bo trawa była szeroko pognieciona, a jeszcze wyraźniej widzieć się to dawało na miejscach piaszczystych.<br>
{{tab}}Ten ślad, tak wyraźny, zginął przy domu Chopina. Drzwi były zamknięte. Jan zapukał nie wahając się.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/936|num=528}}{{tab}}Otworzył mu starszy syn Chopina; dziwny widok przedstawił się jego oczom.<br>
{{tab}}Trup zdrajcy leżał rzucony w kącie na ziemi; łóżko było rozrucone i połamane, słoma z siennika poroztrząsana, a synowie i żona nieboszczyka, uzbrojeni w łopaty i motyki zajadle kopali ubijaną z gliny podłogę chałupy. Szukali skarbu...<br>
{{tab}}— Czego chcesz?... zapytała szorstko wdowa.<br>
{{tab}}— Ojca Chupin...<br>
{{tab}}— Widzisz, że go zamordowano, odpowiedział jeden z synów.<br>
{{tab}}I mierząc łopatą w głowę Jana:<br>
{{tab}}— A mordercą, może ty jesteś, łajdaku!... Ale to już sprawa policji. Wynoś się ztąd, bo!...<br>
{{tab}}Gdyby Jan był słuchał głosu swego gniewu, Chupinowie pożałowaliby pewno swoich pogróżek.<br>
{{tab}}Ale czyż można było myśleć o bojce w tej chwili?<br>
{{tab}}Nie wyrzekłszy wiec ani słowa, oddalił się szybko w kierunku Borderie.<br>
{{tab}}Śmierć Chupina zniweczyła odrazo wszystkie jego poprzednie podejrzenia, i gniewała go.<br>
{{tab}}— Przysiągłem, szepnął, że zdrajca, który sprzedał krew mojego ojca, zginie z mojej ręki, a minęła mnie zemsta, skradziono mi ją!...<br>
{{tab}}I zastanawiał się, kto by mógł być mordercą starego Chupina.<br>
{{tab}}Byłżeby to Marcjal?... Tak, zamordował Chupina kazawszy mu wprzód otruć Marię-Annę. Śmieć wspólnika, to najpewniejszy środek zapewnienia sobie milczenia?...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/937|num=529}}{{tab}}Przybył do Borderie, i już brał za poręcz chcąc iść na górę, gdy mu się zdawało, że usłyszał jakby szept rozmowy w bocznym pokoju.<br>
{{tab}}— To szczególne, rzekł, kto to być może!...<br>
{{tab}}I popychany ciekawością, zapukał do drzwi...<br>
{{tab}}W tejże chwili ukazał Się ksiądz Midon i spiesznie zamknął za sobą drzwi. Był bledszym jak zazwyczaj i widocznie wzruszonym.<br>
{{tab}}— Co się stało? księże proboszczu, zapytał żywo Jan.<br>
{{tab}}— Oto... oto... Zgadnij kto tam jest w pokoju.<br>
{{tab}}— Eh! czy to podobna?...<br>
{{tab}}— Maurycy d’Escorval i kapral Bavois.<br>
{{tab}}Jan zrobił ruch zadziwienia.<br>
{{tab}}— Moi Boże!... wyjąknął.<br>
{{tab}}— Cudem prawie nie wszedł na górę.<br>
{{tab}}— Zkąd wraca, dla czego nie dawał znać o sobie!<br>
{{tab}}— Nic nie wiem. Nie ma pięciu minut jak przybył. Biedny chłopak!... Gdym mu powiedział, że ojciec ocalony, jego pierwszem słowem było: „A Marja-Anna?“ Zdaje się, że ją jeszcze więcej kocha jak przedtem. Wraca z sercem przepełnionem radością, wierzący, promieniejący nadzieją, a ja drżę, boję się wyjawić mu prawdę...<br>
{{tab}}— Oh! nieszczęśliwy! nieszczęśliwy!...<br>
{{tab}}— Uprzedziłem cię, bądźźe rozsądnym... a teraz chodź.<br>
{{tab}}Weszli razem; Maurycy i stary żołnierz z wylaniem najżywszej przyjaźni uściskali ręce Jana Lacheneura.<br>
{{tab}}Nie widzieli się od owej chwili, gdy nadejście żołnierzy przeszkodziło ich pojedynkowi na wzgórzach {{pp|Rè|che}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/938|num=530}}{{pk|Rè|che}}; rozłączając się wtedy nie wiedzieli, czy się jeszcze kiedy w życiu spotkają.<br>
{{tab}}— Otóż znowu jesteśmy razem, zawołał Maurycy, i teraz już nie potrzebujemy się niczego obawiać.<br>
{{tab}}Biedak nigdy nie był tak wesołym jak w tej chwili, i z najweselszą w świecie miną zaczął opowiadać powody swojego długiego milczenia.<br>
{{tab}}— W trzy dni po przejściu granicy, opowiadał, kapral Bavois i ja przybyliśmy do Turynu. Czas też już było, bo szczerze mówiąc, byliśmy strasznie zmordowani. Obstawałem za umieszczeniem się w pewnej małej oberży, gdzie nam dano pokój z dwoma łóżkami...<br>
{{tab}}Pamiętam, że wieczorem kapral kładąc się spać, rzekł do mnie: „Jestem w stanie spać dwa dni nie przewracając się“. Ja sobie także obiecywałem sen przynajmniej dwunastogodzinny... Projektowaliśmy tak, nie zasięgając zdania naszego gospodarza, jakto zaraz zobaczycie...<br>
{{tab}}Ledwo dniało nazajutrz, gdy nas zbudził wielki hałas. Ze dwunastu panów dość podejrzanej miny otoczyło nasz pokój, i rozkazywali nam grubijańsko po włosku, ubierać się. Siła nie była po naszej stronie, trzeba więc było słuchać. A w godzinę potem, siedzieliśmy sobie na piękne w więzieniu zamknięci w jednej celce. Przyznaję, że nasze marzenia nie były wcale różowe...<br>
{{tab}}Pamiętam, że kapral powtarzał mi ustawicznie z najzimniejszą krwią: „Potrzeba przynajmniej czterech dni, aby nas ztąd wydano, trzech dni na podróż do {{kor|Montaignaku|Montaignac’u}}, to {{pp|u|czyni}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/939|num=531}}{{pk|u|czyni}} siedem; przypuśćmy, że tam nim mnie poznają upłynie dwadzieścia cztery godzin, to najwięcej mam jeszcze ośm dni życia“.<br>
{{tab}}— Dalibóg, że tak myślałem!... potwierdził stary żołnierz.<br>
{{tab}}— Więcej jak przez pięć miesięcy, ciągnął dalej rzecz swą Maurycy, mówiliśmy sobie na dobranoc: „Jutro przyjdą po nas“. Ale nikt nie przychodził. Zresztą obchodzono się z nami dość uprzejmie; zostawiono mi pieniądze, i sprzedawano chętnie rozmaite słodycze; pozwalano nam codziennie spacerować dwie godziny po podwórku szerokiem jak studnia; pożyczano nawet kilku książek.<br>
{{tab}}Jednam słowem, nie bardzo bym sobie był przykrzył, gdybym był miał wiadomości o ojcu i Marji-Annie, i mógł im wzajemnie coś donieść o sobie. Niestety, byliśmy więźniami tajnemi, bez żadnej łączności z resztą więzienia...<br>
{{tab}}Ale nareszcie położenie nasze wydało nam się tak szczególnem, Lak nieznośnem, żeśmy postanowili z kapralem, co bądź się stanie, żądać objaśnień.<br>
{{tab}}Zmieniliśmy taktykę postępowania. Dotychczas byliśmy ulegli, zrezygnowani na wszystko, nagle staliśmy się niekarni, gwałtowni. Całe więzienie napełnialiśmy kłótniami, krzykami, ustawicznie żądaliśmy widzenia się z dyrektorem; groziliśmy interwencją francuskiego posła.<br>
{{tab}}Nie długo czekaliśmy na rezultat.<br>
{{tab}}Jednego pięknego poranku dyrektor kazał nas bardzo grzecznie wysadzić na bruk nie wynurzywszy nam {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/940|num=532}}nawet żalu, że się rozstaje z tak miłemi i grzecznemi pensjonarzami.<br>
{{tab}}Pojmujecie, że najpierwszem naszem staraniem było widzieć się z posłem francuzkim. Nie dopuszczono nas do niego; tylko nas przyjął pierwszy sekretarz. Gdym mu opowiedział naszą sprawę, zmarszczył brwi i zrobił bardzo poważną minę.<br>
{{tab}}Pamiętam słowo w słowo jego odpowiedź:<br>
{{tab}}„Mogę pana zapewnić, że poszukiwania, których byłeś celem we Francji nie wpływają wcale na tutejsze przyaresztowanie pana“.<br>
{{tab}}A widząc moje zdziwienie:<br>
{{tab}}„Oto dodał, powiem panu otwarcie moje zdanie. Jeden z pana nieprzyjaciół, domyśl się pan który, ma znakomity wpływ w Turynie. Zawadzałeś mu pan zapewne, więc kazał cię przy aresztować piemonckiej policji“...<br>
{{tab}}Jan Lachęneur z wściekłością uderzył pięścią w stojący obok stół.<br>
{{tab}}— Ah!... sekretarz poselstwa miał słuszność zawołał. Maurycy! Tak to Marcjal de Sairmeuse kazał cię aresztować.<br>
{{tab}}— Lub margrabia de Courtomieu, dodał śpiesznie ksiądz, rzucając Janowi spojrzenie, które zatrzymało mu myśl na ustach.<br>
{{tab}}Oczy Maurycego pałały gniewem, ale w tejże prawie chwili wzruszył ramionami.<br>
{{tab}}— Basta!... rzekł, już nie chcę myśleć o przeszłości. Ojciec wyzdrowiał, to najgłówniejsza. Z pomocą księdza proboszcza znajdziemy przecież jakiś środek, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/941|num=533}}aby bezpiecznie przeszedł granicę. A Marja-Anna i ja postaramy się, aby zapomniał, że moje szaleństwa o mało go nie pozbawiły życia...<br>
{{tab}}On taki dobry, ten kochany ojciec! Zamieszkamy we Włoszech lub w Szwajcarji. Nie rozłączysz się z nam: księże proboszczu i ty Janie... A ty, poczciwy kapralu, ma się rozumieć na zawsze należysz do naszego domu...<br>
{{tab}}Nic nie ma okropniejszego, jak widzieć promieniejącego radością, nadzieją, swobodą, człowieka, o którym wiemy, że jest dotknięty nieszczęściem łamiącem całe jego życie.<br>
{{tab}}Wyraz twarzy księdza Midona i Jana był tak znękany, tak zrozpaczony, że Maurycy to spostrzegł.<br>
{{tab}}— Co wam jest? zapytał zdziwiony.<br>
{{tab}}Oni zadrżeli, pospuszczali głowy i milczeli.<br>
{{tab}}Wtedy zadziwienie nieszczęśliwego zamieniło się w głuchy jakiś przestrach.<br>
{{tab}}Szybkiem natężeniem uwagi, w jednej chwili przebiegł myślą rozmaite nieszczęścia, któreby mogły go spotkać.<br>
{{tab}}— Co się tu stało?... rzekł głuchym głosem; ojciec ocalony, nieprawdaż?... Mówiliście mi, że matka wzdychała tylko za moim powrotem. A więc to Marja-Anna!...<br>
{{tab}}Wahał się.<br>
{{tab}}— Bądź mężnym, Maurycy! szepnął ksiądz Midon, przyzwij całe swoje męztwo!<br>
{{tab}}Nieszczęśliwy zachwiał się, zbladł jak ściana, o którą musiał się oprzeć.<br>
{{tab}}— Marja-Anna umarła! zawołał.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/942|num=534}}{{tab}}Jan Lacheneur i ksiądz milczeli.<br>
{{tab}}— Umarła! powtórzył, i żaden głos wewnętrzny nie ostrzegł mnie o tem... Umarła!... kiedy?<br>
{{tab}}— Dzisiejszy nocy, odpowiedział Jan.<br>
{{tab}}Maurycy wyprostował się, ożywiając się jakąś nadzwyczajną nadzieją.<br>
{{tab}}— Dzisiejszej nocy, rzekł... w takim razie... jest jeszcze tutaj! Gdzie... tam na górze...<br>
{{tab}}I nie czekając odpowiedzi, wbiegł na schody tak prędko, że ani Jan ani ksiądz Midon nie mieli czasu zatrzymać go.<br>
{{tab}}W trzech skokach był w pokoju, szedł prosto do łóżka, i pewną ręką odsłonił prześcieradło nakrywające twarz zmarłej.<br>
{{tab}}Ale cofnął się wydając straszny krzyk...<br>
{{tab}}Byłaż to ta piękna, urocza Marja-Amia, która go kochała aż do zapomnienia o sobie samej!... Nie poznawał jej.<br>
{{tab}}Nie mógł rozpoznać tych rysów zniszczonych, pokurczonych konaniem, tej twarzy nabrzmiałej i silnej z trucizny, tych oczu, które ginęły prawie pod nabiegiem i krwią powiekami.<br>
{{tab}}Jan Lacheneur i ksiądz wszedłszy na górę, zastali go stojącego w postaci wyciągniętej w tył, z źrenicą rozszerzoną przerażeniem, ustami roztwartemi, rękami wyciągniętemu w kierunku trupa.<br>
{{tab}}— Maurycy, rzekł ksiądz łagodnie, opamiętaj się, męztwa!...<br>
{{tab}}Obrócił się, i z wyrazem rozdzierającej osłupiałości powtórzył.<br>
{{tab}}— Tak. otóż to właśnie... męztwa!...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/943|num=535}}{{tab}}Zachwiał się, trzeba go było zaprowadzić do fotela.<br>
{{tab}}— Bądźże mężczyzną, mówił dalej ksiądz; gdzie energja? pamiętaj, że życie to cierpienie...<br>
{{tab}}Słuchał nie zdając się rozumieć.<br>
{{tab}}— Życie!... a na cóż się ono zdało, kiedy ona umarła!<br>
{{tab}}Suche oczy miały złowieszczy blask szaleństwa.<br>
{{tab}}Ksiądz Midon przestraszył się.<br>
{{tab}}— Jest zgubiony, jeżeli nie będzie płakać! pomyślał.<br>
{{tab}}I donośnym głosem zawołał:<br>
{{tab}}— Nie masz prawa oddawać się rozpaczy... zostało ci dziecię!...<br>
{{tab}}Ten środek poskutkował.<br>
{{tab}}Wspomnienie, które dało Marji-Annie siłę do zapanowania nad śmiercią, wyrwało Maurycego z groźnej osłupiałości. Zadrżał, jakby dotknięty iskrą elektryczną i prostując się nagle:<br>
{{tab}}— Prawda, rzekł, powinienem żyć! Jej dziecię to cząstka jej samej... zaprowadźcie mnie do mego dziecka...<br>
{{tab}}— Nie w tej chwili, Maurycy, później.<br>
{{tab}}— Gdzie ono jest?... Mówcie, gdzie ono?...<br>
{{tab}}— Nie mogę, bo nie wiem...<br>
{{tab}}Niewymowna boleść wypiętnowała się na twarzy Maurycego złamanym głosem:<br>
{{tab}}— Jakto! nie wiecie, rzekł, więc me zwierzyła się wam?<br>
{{tab}}— Nie... domyśliłem się jej stanu, który starannie ukrywała, i pewny jestem, że ja jeden tylko domyśliłem się tej tajemnicy...<br>
{{tab}}— Ty jeden!... a więc nasze dziecię umarło, lub jeżeli żyje, to któż mi powie gdzie ono jest!<br>
{{tab}}— Znajdziemy zapewne jakieś wskazówki, które {{pp|za|prowadzą}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/944|num=536}}{{pk|za|prowadzą}} nas na ślad...<br>
{{tab}}Nieszczęśliwy ściskał głowę obiema rękami jakby chciał wycisnąć z niej jaką myśl...<br>
{{tab}}— Masz słuszność, szeptał, nie podobna, aby Marja-Anna, widząc się zagrożoną jakiemś niebezpieczeństwem, zapomniała o dziecku... Ci, którzy ją dozorowali ostatnich chwilach mają zapewne jakie polecenia od niej dla mnie... Trzeba się zapytać ludzi, którzy ją doglądali... Gdzie oni są?<br>
{{tab}}Ksiądz odwrócił głowę.<br>
{{tab}}— Pytam się, kto był przy niej, gdy umierała? nalegał Maurycy, z rodzajem pomieszania.<br>
{{tab}}A ponieważ ksiądz milczał ciągle, straszne światło uderzyło umysł. Teraz zrozumiał zmianę twarzy Marji-Anny.<br>
{{tab}}— Zginęła skutkiem jakiejś zbrodni!... zawołał. Więc jest potwor, który ją do tego stopnia nienawidził, że ją aż zabił... ją nienawidził... ją!<br>
{{tab}}Zatrzymał się chwilę, i rozdzierającym głosem:<br>
{{tab}}— Ale, jeżeli w ten sposób umarła, mówił jakby piorunem rażony, to nasze dziecko może zginęło na zawsze! I to ja sam zalecałem, nakazywałem jej jak największe ostrożności! Ah! to jakieś przekleństwo!<br>
{{tab}}Padł na fotel pogrążony w boleści, blask oczu pobladł. a ciche łzy potoczyły się po twarzy.<br>
{{tab}}— Ocalony! pomyślał ksiądz Midon.<br>
{{tab}}I siedział tak pogrążony w głębokiej boleści, gdy uczuł, że go ktoś ciągnie za rękaw.<br>
{{tab}}Jan Lacheneur, którego oczy sypały błyskawice, pociągnął go we framugę okna.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/945|num=537}}{{tab}}— Co to za dziecko? zapytał ochrypłym głosem.<br>
{{tab}}Nagła czerwoność pokryła twarz Księdza.<br>
{{tab}}— Słyszałeś; odpowiedział.<br>
{{tab}}— Zrozumiałem, że Marja-Anna była kochanką Maurycego, i że miała z nim dziecko. Więc to prawda? Nie chciałem, nie mogłem temu wierzyć!... Ona, którą czciłem jak świętą!... Więc to czyste czoło, te skromne oczy kłamały. A on, Maurycy, który był moim przyjacielem, i jakby synem w naszym domu! Kłamał przyjaźń, aby tem łatwiej skraść nam nadroższy skarb, honor!...<br>
{{tab}}Mówił z zaciśniętem od gniewu zębami, tak cicho, że go Maurycy nie mógł słyszeć.<br>
{{tab}}— Ale co ona czyniła, mówił dalej aby ukryć swój stan? Nikt w okolicy nie domyślał się nawet. A później? cóż zrobiła z dzieckiem?... Czyżby uległa podszeptom wstydu, obłędowi, który ogarnia biedne uwiedzione, opuszczone dziewczyny?... Czyż by zabiła swoje dziecko?<br>
{{tab}}Złowieszczy uśmiech wykrzywił mu usta.<br>
{{tab}}— Jeżeli dziecko żyje, dodał jakby na stronie, to gdziekolwiekby było, ja je wykryję, i ukarzę Maurycego za jego podłość...<br>
{{tab}}Nie skończył, tentent pędzących gościńcem koni zwrócił jego i księdza Midona uwagę.<br>
{{tab}}Spojrzeli w okno i ujrzeli młodego człowieka {{Korekta|zarzymującego|zatrzymującego}} się przy ścieżce, prowadzącej do Borderie. Zsiadł z konia, którego oddał służącemu i zwrócił się ku domowi Marji-Anny...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/946|num=538}}{{tab}}Na ten widok Jan Lacheneur zawył prawdziwie jak dzikie zwierzę.<br>
{{tab}}— Margrabia de Sairmeuse, ryczał, on tu!... Przyskoczył do Maurycego i wstrząsając nim:<br>
{{tab}}— Na nogi!... zawołał z szałem. Oto Marcjal, morderca Marji-Anny! idzie tu, mamy go!...<br>
{{tab}}Maurycy zerwał się, pijany z gniewu, ale ksiądz Midon zastąpił im drogę.<br>
{{tab}}— Ani słowa więcej, młodzieńcy, rzekł poważnie, żadnych gróźb, zabraniam wam tego... uszanujcie przynajmniej zmarłą, która tam leży!...<br>
{{tab}}Jego głos i spojrzenie wyrażały tak nieprzepartą władzę, że Jan i Maurycy stanęli jak wryci.<br>
{{tab}}Ksiądz nie miał czasu obrocie się, gdy Marcjal wszedł...<br>
{{tab}}Nim przestąpił próg drzwi, jednym rzutem oka pojął znaczenie sceny; zbladł okropnie, ani się cofnął, ani wydał żadnego okrzyku...<br>
{{tab}}Jakkolwiek posiadał zadziwiającą władzę panowania nad sobą, nie mógł wymówić ani jednej syllaby i tylko palcem wskazał na Marię-Annę, której zmienioną twarz ujrzał w cieniu firanek.<br>
{{tab}}— Została nikczemnie otrutą, wczoraj wieczór, rzekł ksiądz Midon.<br>
{{tab}}Maurycy, zapominając rozkazu księdza, posunął się ku Marcjalowi...<br>
{{tab}}— Była samą, bezbronną, a ja jestem puszczony na wolność dopiero od dwóch dni. Ale wiem kto mnie kazał aresztować w Turynie, powiedziano mi nazwisko nikczemnika!<br>
{{tab}}Instynktownie Marcjal cofnął się.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/947|num=539}}{{tab}}— Wiec to ty nędzniku!... zawołał Maurycy, przyznajesz się do zbrodni, nikczemniku...<br>
{{tab}}Jeszcze raz ksiądz przeszkodził; rzucił się pomiędzy nieprzyjaciół, będąc przekonanym, że Marcjal rzuci się na Maurycego.<br>
{{tab}}Wcale nie. Margrabia de Sairmeuse odzyskał tę zwyczajną sobie minę ironiczną i wyniosłą. Wyjął z kieszeni ogromną kopertę i kładąc ją na stół:<br>
{{tab}}— Oto jest, rzekł zimno, co niosłem pannie Lacheneur. Najpierw karta bezpieczeństwa dla pana barona d’Escorval. Od tej chwili może opuścić folwark Poignota i wrócić do Escorval. Jest wolnym, jest ocalonym; wyrok na niego zostanie zmienionym. A tu jest wyrok uniewinnienia księdza proboszcza Midona, i decyzja arcybiskupa, która go przywraca na probostwo w Sairmeuse. Wreszcie dobrowolna dymisja i zatwierdzenie pensji dla kaprala Bavois.<br>
{{tab}}Zatrzymał się, a zdumienie przykuło wszystkich do miejsca. Korzystając z tego, zbliżył się do łóżka Marji-Anny.<br>
{{tab}}Wyciągnął rękę nad zmarłą, i głosem, który wstrząsnąłby od stóp do głów zbrodniarką, gdyby go mogła była słyszeć:<br>
{{tab}}— Marjo-Anno, zawołał, przysięgam ci, że cię pomszczę!...<br>
{{tab}}Z dziesięć minut stał tak nieruchomie, pogrążony w boleści, nagle, pochylił się, złożył pocałunek na czole zmarłej i wyszedł...<br>
{{tab}}— I ten człowiek miałby być winnymi... zawołał ksiądz Midon; sam widzisz Janie, że jesteś szalony!...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/948|num=540}}{{tab}}Jan zrobił straszny gest.<br>
{{tab}}— Prawda!... rzekł, a ta ostatnia zniewaga to jeszcze zaszczyt dla mojej zmarłej siostry, nieprawdaż?...<br>
{{tab}}— Nędznik związał mi ręce, ocalając mi ojca! zawołał Maurycy.<br>
{{tab}}Stojąc w oknie, ksiądz Midon widział Marcjala wsiadającego na koń...<br>
{{tab}}Ale margrabia de Sairmeuse nie zmierzał drogą prowadzącą do Montaignacu, zwrócił się do zamku de Courtomieu...<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|XLVI|XLIV}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Umysł pani Blanki był straszni# pomieszany, gdy ją Chupin unosił z pokoju Marji-Anny.<br>
{{tab}}Zupełnie straciła przytomność zobaczywszy padającego starego zdrajcę.<br>
{{tab}}Ale powiedzianem widać było, że tej nocy ciotka Medja powetuje wszystkie swoje poprzednie niedołęztwa.<br>
{{tab}}Ledwie dotąd znoszona w Courtomieu i w jakich to jeszcze warunkach! nabyła teraz prawa żyć tam. szanowana, a nawet groźna.<br>
{{tab}}Ona, która mdlała gdy kot złamał sobie nogę, teraz nie krzykła nawet.<br>
{{tab}}Nadzwyczajny przestrach dodał jej tej rozpaczliwej odwagi, która zapala tchórzów przywiedzionych do ostateczności. Jej owcza natura zbuntowała się, została wściekłą.<br>
{{tab}}Schwyciła za rękę swoją bezwładną siostrzenicę, i na wpół dobrowolnie, na wpół przemocą, wlokąc ją, popychając, niosąc niekiedy, przyprowadziła do zamku.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/949|num=541}}Courtomieu, w połowie tego czasu, którego potrzebowały idąc do Borderie.<br>
{{tab}}W poł do pierwszej biło, gdy przybyły do małych drzwi ogrodowych, któremi wyszły...<br>
{{tab}}Nikt w zamku nie spostrzegł ich długiej nieobecności nikt zupełnie.<br>
{{tab}}Przypisać to należało rozmaitym powodom. Najpierw ostrożnościom przedsięwziętym przez panią Blankę. Nim wyszła, zabroniła pod jakimbądź pozorem wchodzić do swojego pokoju, póki nie zadzwoni.<br>
{{tab}}Oprócz tego, były to imieniny kamerdynera samego margrabiego; służący jedli lepszy jak zazwyczaj obiad; przy wetach śpiewali, a w końcu zaczęli tańczyć.<br>
{{tab}}O wpół do pierwszej jeszcze tańczyli, wszystkie drzwi były pootwierane, tym sposobem dwie kobiety mogły się przesunąć niepostrzeżenie i wejść do {{Korekta|pokoji|pokoi}} pani Blanki.<br>
{{tab}}Gdy już drzwi były zamknięte, gdy już nikt niedyskretny nie mógł wejść, ciotka Medja zbliżyła się do siostrzenicy.<br>
{{tab}}— Wytłumaczysz-że mi, pytała, co się stało w Borderie, coś tam zrobiła?...<br>
{{tab}}Pani Blanka zadrżała.<br>
{{tab}}— Eh!... odpowiedziała; co ci tam do tego!<br>
{{tab}}— Bom strasznie cierpiała, przez te trzy godziny, które musiałam czekać. Co znaczyły te rozdzierające krzyki, które słyszałam? Dlaczegoś wołała o pomoc?...
Słyszałam jakby jakieś chrapanie od którego mi się włosy jeżyły na głowie... Z jakiej przyczyny Chupin wyniósł cię na swoich rękach?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/950|num=542}}{{tab}}Gdyby ciotka Medja widziała była spojrzenie jakie jej pani Blanka przesłała, byłaby może natychmiast spakowała swoje manatki i na zawsze opuściła Courtomieu.<br>
{{tab}}Pani Blanka chciałaby była mieć w tej chwili wszechmocność boską, aby zdruzgotać, obezwładnić tę biedną krewną, niebezpiecznego świadka, który jednem nieostrożnem słowem mógł ją na zawsze zgubić, i którego zmuszoną była zawsze mieć przy sobie, jakby żywe wspomnienie zbrodni.<br>
{{tab}}— Nie odpowiadasz? nalegała biedna ciotka.<br>
{{tab}}A młoda kobieta zastanawiała się, czy ma powiedzieć prawdę, jakkolwiek straszną ona była, czy wymyślić jakie mniej więcej prawdziwe zdarzenie.<br>
{{tab}}Wyznać wszystko! To było niepodobnem prawie, nie do zniesienia; wyrzec się siebie samej, było to oddać się z duszą i ciałem na łaskę ciotki Medji.<br>
{{tab}}Z drugiej znowu strony, kłamać, nie byłoż to narażać się na niezawodne zdradzenie przez jaki okrzyk ciotki Medji, gdy dadzą znać z Borderie, co niezawodnie nastąpi, o popełnionej zbrodni?<br>
{{tab}}— Bo ona jest głupiał myślała pani Blanka. Najrozsądniej jeszcze było, zrozumiała to dobrze być zupełnie szczerą, wyuczyć ciotkę Medję dobrze, udawać, udzielić jej coś, ze swojej stanowczości energji.<br>
{{tab}}Tak postanowiwszy, młoda kobieta odrzuciła wszelkie kłamstwo.<br>
{{tab}}— A wiec tak!... odpowiedziała, byłam zazdrosną o Marję-Annę, sądziłam, że jest kochanką Marcjala, byłam szaloną, zabiłam ją!...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/951|num=543}}{{tab}}Spodziewała się krzyków, jęków, malenia; nic z tego wszystkiego. Jakkolwiek ograniczoną była ciotka Medja, ale już się tego domyśliła. Przytem prześladowania, pogarda, jakiej była celem przez tyle lat w zamku Courtomieu, {{Korekta|wysiły|wysiliły}} w niej wszelkie szlachetne uczucia; wysuszyły źródło czułość, zrujnowały uczucie moralności.<br>
{{tab}}— Ah! mój Boże!... rzekła plączącym głosem, jakież to okropne... Gdyby się dowiedziano!...<br>
{{tab}}I zaczęła płakać, ale nie więcej jak zwykle codzień o najmniejszą drobnostkę.<br>
{{tab}}Pani Blanka trochę swobodniej odetchnęła. Zapewne przeświadczoną była o milczeniu i zupełnem poddaniu się ciotki Medji.<br>
{{tab}}Dla tego też, natychmiast zaczęła opowiadać, ze wszystkiemi szczegółami straszny dramat w Borderie.<br>
{{tab}}Ulegała zapewne tej silniejszej od jej woli potrzebie wynurzenia się, która rozwiązuje języki największym zbrodniarzom i niejako zmusza do mówienia o swojej zbrodni, nawet przed osobami, którym nie dowierzają.<br>
{{tab}}Ale gdy trucicielka doszła do tego miejsca, w którem ją przekonano, że zazdrość i nienawiść tylko zaślepiały ją, zatrzymała się nagle.<br>
{{tab}}Co zrobiła z tem świadectwem zawartego małżeństwa, podpisanego przez proboszcza z Vigano, co się z niem stało? Przypomniała sobie dobrze, że je trzymała w ręku.<br>
{{tab}}Zerwała się z miejsca, sięgnęła do kieszeni i wydała okrzyk radości. Znalazła świadectwo! Rzuciła je do szuflady, którą zamknęła na klucz.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/952|num=544}}{{tab}}Już od dawna ciotka Medja chciała iść do swojego pokoju, ale pani Blanka zaklinała ją, aby się nie oddalała. Nie chciała zostać samą, nie śmiała, bała się...<br>
{{tab}}I chcąc przygłuszyć podnoszący się w niej głos, który ją przestraszał, mówiła bezustannie, nie przestając powtarzać, że gotową jest wszystko odpokutować, i że przezwycięży wszelkie możliwe trudności, aby odnaleźć dziecko Marji-Anny.<br>
{{tab}}Zadanie było rzeczywiście trudne i niebezpieczne.<br>
{{tab}}Kazać jawnie szukać dziecka, nie byłoż-to samo, co jawnie przyznać się do winy?... Była więc zmuszoną działać skrycie, z wielką oględnością, otaczając się najdrobniejszemi staraniami.<br>
{{tab}}— Ale dokażę tego, mówiła, musi mi się udać, będę sypać pieniędzmi...<br>
{{tab}}Przypominała sobie swoją przysięgę, groźby umierającej Marji-Anny, i dodała przytłumionym głosem:<br>
{{tab}}— Muszę to zrobić zresztą... za tę tylko cenę otrzymam przebaczenie... przysięgłam... Podziwienie wstrzymało prawie łatwe łzy ciotki Medji.<br>
{{tab}}To już przechodziło jej pojęcie, aby jej siostrzenica z rękami niewystygłemi jeszcze po dokonanej zbrodni, mogła w ten sposób panować nad sobą, tak rozumować, robić projekta; biedna ciotka z przestrachem patrzała na panią Blankę.<br>
{{tab}}— To żelazny charakter!... pomyślała.<br>
{{tab}}Bo przy swojem ślepem niedołęziwie nie zauważyła tego, co byłoby uderzyło najlichszego spostrzegacza.<br>
{{tab}}Pani Blanka siedziała na łóżku z rozrzuconemi włosami, pałającemi policzkami, z oczyma błyszczącemi {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/953|num=545}}jakby w szaleństwie, trzęsąc się jak w febrze: A urywane zdania, bezwiedne ruchy, zdradzały mimo jej usiłowań, straszne wzburzenie umysłu i niepokój duszy...<br>
{{tab}}A rozprawiała, mówiła bezustannie, naprzemian głosem głuchym, przytłumionym, urywanym, to znów unosząc się, zapytując, zmuszając ciotkę Medję do odpowiedzi, próbując rozerwać i w jakibądź sposób uciec przed sobą samą!<br>
{{tab}}Już oddawna jaśniał dzień, zamek napełniał się, ruchem służących, a młoda kobieta nie zważając na otaczające ją okoliczności, ciągle opowiadała, że jest pewną wynalezienia dziecka Marji-Anny i oddania go przed upływem roku Maurycemu d’Escorval.<br>
{{tab}}Nagle zatrzymała się śród zaczętego zdania... Instynkt zachowawczy ostrzegał ją, że się naraża na niebezpieczeństwo zmieniając cośkolwiek w swoich zwyczajach.<br>
{{tab}}Odprawiła więc ciotkę Medję, zaleciwszy jej, aby rozrzuciła i pogniotła łóżko, i jak zwykle zadzwoniła na swoją pannę...<br>
{{tab}}Było już koło jedenastej, pani Blanka kończyła ubierać się, gdy dał się słyszeć dzwonek zamkowy zwiastując wizytę.<br>
{{tab}}W tejże chwili wbiegła pomieszana pokojówka.<br>
{{tab}}— Co się stało? zapyta żywo pani Blanka; kto tam jest?<br>
{{tab}}— Ah! pani!... to jest panienko, gdyby panienka wiedziała...<br>
{{tab}}— Powiesz, czy nie!...<br>
{{tab}}— A więc! pan margrabia de Sairmeuse jest na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/954|num=546}}dole, w małym błękitnym saloniku i prosi, aby mu panienka udzieliła parę minut rozmowy.<br>
{{tab}}Gdyby piorun spadł u nóg trucicielki nie przeraziłby jej tak jak imię, które nagle usłyszała.<br>
{{tab}}Pierwszą jej myślą było, że wszystko odkryte... To tylko mogło sprowadzić Marcjala.<br>
{{tab}}I miała prawie chęć odpowiedzieć, że jest nieobecną, że wyjechała na długo, lub że jest niebezpiecznie chorą, ale błysk rozsądku wskazał jej, że się może bezpotrzebnie niepokoi, że mąż musi raz nareszcie do niej powrócić, i że wreszcie wszystko lepsze od niepewności.<br>
{{tab}}— Powiedz panu margrabiemu, że za chwilę będę mu służyć, odpowiedziała.<br>
{{tab}}Bo chwilę chciała być samą, aby przyjść do siebie, ułożyć sobie twarz, zapanować nad sobą, i jeżeli można dać przejść nerwowemu drżeniu, które wstrząsało nią jak liściem.<br>
{{tab}}Ale w chwili gdy się najwięcej niepokoiła swoim stanem, natchnienie, które zdawało jej się niebiańskiem, sprowadziło złośliwy uśmiech na usta.<br>
{{tab}}— Eh!... pomyślała, niepotrzebnie się niepokoję, moje pomieszanie da się bardzo łatwo wytłumaczyć... A nawet może mi posłużyć...<br>
{{tab}}I schodząc z wielkich schodów:<br>
{{tab}}— Bądź co bądź!... myślała, przybycie Marcjala jest dla mnie niepojęte.<br>
{{tab}}Przynajmniej bardzo zadziwiające! To też Macjal dopiero po długiem wahaniu zdobył się na ten przykry krok.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/955|num=547}}{{tab}}Lecz był to jedyny środek otrzymania kilku ważnych papierów, niezbędnych do przejrzenia sądu pana d’Escorvala.<br>
{{tab}}Po skazaniu barona, papiery te zostały w rękach margrabiego de Courtomieu. Niepotrzebna było żądać ich od niego teraz gdy był dotknięty pomieszaniem zmysłów. Trzeba więc było koniecznie udać się do córki, aby otrzymać pozwolenie przeszukania w papierach ojca.<br>
{{tab}}Dla tego to Marcjal wstawszy rano powiedział sobie:<br>
{{tab}}— Ha!... kto sieje ten zbiera, zaniosę Marji-Annie kartę bezpieczeństwa dla barona, a później {{Korekta|pojazdę|pojadę}} do Courtomieu.<br>
{{tab}}I pełen radości przybył do Borderie z sercem prze pełnionem nadzieją... Niestety! Marja-Anna już nie żyła.<br>
{{tab}}Nikt nie domyślał się nawet strasznego ciosu, jaki dotknął Marcjala. Jego boleść była tem żywszą, że przedwczoraj w Cruix-d’Arcy jasno czytał w sercu biednego dziewczęcia...<br>
{{tab}}To też serce drżące wściekłością i żalem podyktowało mu przysięgę zemsty. Sumienie szeptało mu, że on nie był bez znaczenia w zbrodni, lub że przynajmniej ułatwił jej wykonanie.<br>
{{tab}}Gdyż to on rzeczywiście, nadużywając rozległych stosunków swojego domu, uzyskał aresztowanie Maurycego w Turynie.<br>
{{tab}}Lecz jeżeli był zdolny uciekać się do przewrotności, gdy w nim grała namiętność, to niezdolny był do nikczemnych podstępów.<br>
{{tab}}Marja-Anna nie żyła; od niego więc tylko zależało unieważnić łaski, które wyświadczył; ale ta myśl nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/956|num=548}}przyszła mu nawet do głowy. Będąc znieważonym, z pogardliwą afektację zaczął gnębić swą wspaniałomyślnością tych, którzy go znieważali.<br>
{{tab}}A wyszedłszy z Borderie, blady jak widmo z ustami zlodowaciałemi od pocałunku danego umarłej, powtarzał sobie:<br>
{{tab}}— Dla niej pojadę do Courtomieu... Przez pamięć dla niej baron musi być ocalonym.<br>
{{tab}}Sama fizjognomja służących, gdy zszedł z konia, w dziedzińcu zamkowym i zażądał widzenia się z panią Blanką, dała poznać margrabiemu de Sairmeuse jakie wrażenie zrobił.<br>
{{tab}}Ale co go to obchodziło! Był on w jednem z tych wielkich przesileń, w których dusza staje się obojętną na wszystko, nie przeczuwa, nie spodziewa się już wcale żadnych nieszczęść.<br>
{{tab}}Zadrżał jednakże, gdy go wprowadzono do małego saloniku na dole wybitego błękitnym jedwabiem.<br>
{{tab}}Poznał ten mały salonik. W nim to zwykle siadywała pani Blanka, onego czasu, w pierwszych chwilach ich znajomości, kiedy serce jego wahało się jeszcze między nią i Marją-Anną, kiedy zalecał się Blance.<br>
{{tab}}Ileż to godzin szczęśliwych przebyli tam razem. Zdawało mu się, że ją widzi znów taką jaką była podówczas, promieniejącą młodością, swobodna, z uśmiechem na ustach. Naiwność jej była może wyszukaną i sztuczna, ale niemniej przeto rozkoszną.<br>
{{tab}}Tymczasem weszła pani Blanka.<br>
{{tab}}Była tak mizerną i zmienioną, że możnaby jej {{pp|nie|poznać}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/957|num=549}}{{pk|nie|poznać}}, jak gdyby miała za chwilę umrzeć. Marcjal przestraszył się.<br>
{{tab}}— Więc bardzo cierpiałaś, Blanko?... rzekł z cicha, niebardzo zdając sobie sprawę z tego, co mówi.<br>
{{tab}}Potrzebowała pewnego wysilenia, by utaić swą radość. Pewną była, że on o niczem nie wie. Widziała jego wzruszenie, i całą korzyść jaką zen wyciągnąć może.<br>
{{tab}}Odrazu dotknęła najczulszej strony jaką mają mężczyźni.<br>
{{tab}}Bo nie ma tak zimnego, silnego, lub tak zużytego sceptyka, którego próżność nie byłaby przyjemnie połechtana myślą, że przez jego obojętność kobieta staje się pastwą śmierci.<br>
{{tab}}Ani jeden nie oprze się wpływowi tego niebiańskiego pochlebstwa, i gotów odwzajemnić się za nie przynajmniej czułą litością.<br>
{{tab}}— Przebaczyłabyś mi więc?... wyszeptał Marcjal wzruszony.<br>
{{tab}}Znakomita komedjantka odwróciła głowę, jakgdyby nie chcąc, ażeby w jej oczach wyczytać można wyznanie słabości, za którą wstyd ją było. Odpowiedź ta była jedną z najwymowniejszych.<br>
{{tab}}Ale Marcjal nie nalegał. Objawił swą prośbę do której przychyliła się pani Blanka, i z obawy może iżby się zadaleko nie zapędził:<br>
{{tab}}— Skoro mi pozwalasz, Blanko, rzekł, powrócę... jutro... któregobądź dnia.<br>
{{tab}}Biegnąc po drodze do Montaignac, Marcjal rozważał.<br>
{{tab}}— Ona mnie prawdziwie kocha, myślał sobie, {{pp|nie|podobna}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/958|num=550}}{{pk|nie|podobna}} udać ani tej bladości, ani tego wynędznienia. Biedna dziewczyna!... Koniec końców jest przecież moją żoną. Przyczyny, które sprowadziły nasze rozłączenie już nie istnieją... Margrabiego de Courtomieu uważać już można za umarłego.<br>
{{tab}}Cała wieś Sairmeuse była na nogach, kiedy tamtędy przejeżdżał Marcjal. Dowiedziano się o zbrodni spełnionej w Borderie, a ksiądz Midon był u sędziego pokoju, by go uwiadomić o okolicznościach otrucia.<br>
{{tab}}Ustanowiono śledztwo, ale śmierć starego urwisa zbiła z tropu sprawiedliwość.<br>
{{tab}}Po przeszło miesięcznych usiłowaniach. śledztwo doszło do tej konkluzji: że „wieśniak nazwiskiem Chupin, człowiek źle notowany, wszedł do mieszkania Marji-Anny Lacheneur, skorzystał z jej chwilowej nieobecności by do jej posiłku domieszać trucizny, którą znalazł pod ręką“.<br>
{{tab}}Raport kończył się tem: „Sam zaś Chupin zabitym został wkrótce po dokonaniu zbrodni, przez niejakiego Balstajna, którego nie można by to dotąd wykryć“.<br>
{{tab}}Lecz w okolicy zajmowano się daleko mniej tą sprawą, niż odwiedzinami Marcjala czynionemi pani Blance.<br>
{{tab}}Wkrótce upowszechniło się przekonanie, że margrabia pogodził się z margrabiną. i niebawem dowiedziano się o ich wyjeździe do Paryża.<br>
{{tab}}Nazajutrz też zaraz po ich wyjeżdzie starszy z synów Ohupina oświadczył, że i on pragnie zamieszkać w stolicy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/959|num=551}}{{tab}}A kiedy mówiono mu, że on tam zapewne zginie z nędzy:<br>
{{tab}}— Ba! wykrzyknął ze szczególną pewnością siebie, kto wie?.. Zdaje mi się owszem, że mi tam na piemądzach zbywać nie będzie!<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|XLVII|XLV}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}I tak, w niespełna rok po tym strasznym urąganie namiętnościowym, który wzburzył spokojną dolinę Oiselli, zaledwie spostrzegać się dawały ślady zacierające się z każdym dniem pod śnieżnemi zawałami czasu.<br>
{{tab}}Cóż pozostało dla zaświadczenia o rzeczywistości wszystkich tych wypadków, tak świeżych, a już prawie należących do legendy?<br>
{{tab}}Zwaliska zczerniałe pożoga na płaskowzgórzu Rèche.<br>
{{tab}}Grób na cmentarzu, z napisem:
{{c|'''''Marja-Anna Lacheneur, zmarła w dwudziestym roku życia. Módl się za nią''.'''}}
{{tab}}Sami tylko starzy politycy wiejscy, wbrew zasiewom i zbiorom, pamiętali o tych wypadkach.<br>
{{tab}}Często podczas długich wieczorów w Sairmeuse, kiedy zbierali się pod Wolni z koroną na partyjkę, składali zatłuszczone karty i poważnie rozprawiali o wypadkach roku przeszłego.<br>
{{tab}}Mogliż nie zauważyć, że prawie wszystkim aktorom tego krwawego dramatu w Montainac, przyszło „na zły koniec?“<br>
{{tab}}Zwycięzców i zwyciężonych zdawała się ścigać jednakowa, nieubłagana fatalność.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/960|num=552}}{{tab}}A ileż to nazwisk na liście pogrzebowej!...<br>
{{tab}}Lacheneur, zginął na rusztowaniu.<br>
{{tab}}Chanlouineau, rozstrzelany.<br>
{{tab}}Marja-Anna, otruta.<br>
{{tab}}Chupin, zdrajca, zamordowany.<br>
{{tab}}Margrabia de Courtomieu żył wprawdzie, albo raczej przeżył siebie. Ale śmierć zdawałaby się dobrodziejstwem, w porównaniu z odjęciem wszelkiej iskierki rozumu. Spadł on daleko niżej zwierzęcia, które przynajmniej ma swoje instynkta. Od wyjazdu córki, został pod opieką dwóch służących, którzy obchodzili się z nim jak chcieli. Zamykali go jak im podobało się wyść, i to nie w pokoju, ale w piwnicy, ażeby nie było słychać jego wycia na zewnątrz.<br>
{{tab}}Przez chwilę sądzono, że Sairmeusowie unikną wspólnej doli: omylono się. Niebawem i oni spłacili dług nieszczęściu.<br>
{{tab}}W pięknym grudniowym poranku, książę de Sairmeuse wyjechał konno za wilkiem wytropionym w okolicy.<br>
{{tab}}Pod noc, koń powrócił sam, zziajany i spocony, drżący z przestrachu, a strzemiona biły o jego spienione boki.<br>
{{tab}}Cóż się tedy zrobiło z panem?<br>
{{tab}}Rzucono się natychmiast do poszukiwań, i przez całą noc ze dwudziestu ludzi opatrzonych w pochodnie uganiało się po lesie nawołując ze wszystkich sił.<br>
{{tab}}Ale po pięciu dopiero dniach, kiedy już zaniechano prawie poszukiwań, mały pastuszek, blady z trwogi, przyszedł dać znać do zamku, że odkrył w głębi {{pp|prze|paści}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/961|num=553}}{{pk|prze|paści}} zwłoki księcia de Sairmeuse, zakrwawione i zeszpecone.<br>
{{tab}}Jakim sposobem on wpadł tam, on taki wyborny jeździec? Wypadek ten byłby nieczystym, ale wytłumaczyli go koniuszowie.<br>
{{tab}}— Jego książęca mość wsiadł na konia bardzo strachliwego, powiadali ci ludzie, spłoszył się, uskoczył na bok... a więcej też niepotrzeba.<br>
{{tab}}W następnym dopiero tygodniu Jan Lacheneur stanowczo opuścił okolicę.<br>
{{tab}}Postępowanie tego szczególnego młodzieńca dawało powód do wielu wniosków.<br>
{{tab}}Po śmierci Marji-Anny odmówił on przyjęcia po niej spadku.<br>
{{tab}}— Ja nie chcę nic z tego, co ona dostała od Chanlouineau, powtarzał on wszędy, czerniąc tym sposobem jej pamięć, tak jak spotwarzał jej życie.<br>
{{tab}}W kilka dni znów potem, po krótkiej nieobecności, bez widocznej przyczyny, jego postanowienia nagle się zmieniły.<br>
{{tab}}Nietylko przyjął spadek, ale nalegał o przyśpieszenie formalności.<br>
{{tab}}Rzekłbyś, że zamyślał o jakimś złym czynie i usiłował odsunąć podejrzenia, tak nalegająco usprawiedliwiał swe postępowanie i na wszystko dawał bardzo poplątane wyjaśnienia.<br>
{{tab}}Według tego co mówił, to nie działał on dla siebie, ale chciał się zastosować do woli umierającej Marji-Anny; i zobaczą wszyscy, że ani grosz z tego spadku nie wejdzie do jego kieszeni.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/962|num=554}}{{tab}}To pewna, że jak tylko wszedł w posiadanie, tak zaraz wszystko posprzedawał, mniej dbając o cenę, byle płacono gotówką.<br>
{{tab}}Pozostawił sobie tylko sprzęt, zdobiący wykwintny pokój w Borderie, i spalił go.<br>
{{tab}}Dowiedziano się o tym szczególe, i to dopełniło miary.<br>
{{tab}}— Ten biedny chłopak oszalał!... twierdziła powszechna opinja.<br>
{{tab}}I ci co wątpili, przestali wątpić, gdy dowiedziano się, że Jan Lacheneur wszedł do towarzystwa wędrownych aktorów, przejeżdżających przez Montaignac.<br>
{{tab}}Nie brakło mu jednak dobrych rad.<br>
{{tab}}By skłonić tego nieszczęśliwego młodzieńca do powrotu do Paryża i skończyć nauki, pan d’Escorval i ksiądz Midon użyli całej swej wymowy.<br>
{{tab}}Bo też ani ksiądz, ani baron, nie mieli już potrzeby ukrywać się. Dzięki Marcjalowi de Sairmeuse, żyli jak dawniej, otwarcie, jeden w swej plebanji, drugi w Escorval.<br>
{{tab}}Uniewinniony przez nowy trybunał, wróciwszy do posiadania dóbr, po straszliwem spadnięciu trochę tylko na nogę {{Korekta|napadjąc|napadając}}, baron byłby był bardzo szczęśliwy, po tylu niezasłużonych klęskach, gdyby go syn nie nabawiał najboleśniejszego niepokoju.<br>
{{tab}}Biedny Maurycy!... serce jego pękło pod głuchym łoskotem garści ziemi spadających na trumnę Marji-Anny; i życie jego odtąd utrzymywało się nadzieją wynalezienia dziecka.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/963|num=555}}{{tab}}Miał przynajmniej przyczynę do oddawania się tej nadziei.<br>
{{tab}}Pewnym już będąc silnej podpory księdza Midona, wyznał wszystko ojcu, zwierzył się kapralowi Bavois, który stale zamieszkał w Escorval, i ci wylani dlań przyjaciele przyrzekli mu walczyć z niepodobieństwem.<br>
{{tab}}Zadanie było jednak trudne, a rozporządzenia Maurycego zmniejszały jeszcze możność powodzenia.<br>
{{tab}}Naprzekór Janowi. Maurycy przedewszystkiem chciał zachować we czci pamięć zmarłej, i wymagał aby imię Marji-Any nigdy nie było wymawianem.<br>
{{tab}}— Przecież raz postawimy na swojem, mówił ksiądz; z czasem i cierpliwością wszystkiego dokazać można.<br>
{{tab}}Podzielił on całą okolicę na pewne ucząstki i każdy codzień przebiegał jeden taki ucząstek chodząc ode drzwi do drzwi, wypytując się, nie bez ostrożności wszelako, z obawy obudzenia podejrzeń, bo chłop jak ma nieufność, kamienieje.<br>
{{tab}}Lecz czas upływał, poszukiwania były daremne i zwątpienie ogarniało Maurycego.<br>
{{tab}}— Dziecko moje zmarło przy urodzeniu... mawiał.<br>
{{tab}}Ale ksiądz uspokajał go.<br>
{{tab}}— Jestem moralnie przekonany inaczej, odpowiadał. Ja wiem dokładnie skutkiem chwilowego niepokazywania się Marji-Anny, kiedy urodziło się dziecko. Widziałem ją jak tylko wstała, była względnie wesołą i uśmiechającą... wyciągnij ztąd wniosek.<br>
{{tab}}— Jednakże niema prawie kącika w okolicy, którego byśmy nie przetrząsnęli.<br>
{{tab}}— Więc rozszerzymy koło naszych poszukiwań.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/964|num=556}}{{tab}}Ksiądz w tej chwili starał się nadewszystko o zyskanie na czasie, wiedząc dobrze, iż czas jest najwyższym lekarzem wszelkich boleści.<br>
{{tab}}Jego ufność, bardzo wielka w początku, dziwnie się zachwiała odpowiedzią pewnej kobiety, która uchodziła za najlepszy język w okolicy.<br>
{{tab}}Zręcznie zagadnięta staruszka ta, odpowiedziała, że nic a nic nie wie o żadnem dziecku nieprawem któreby było oddane na mamki w okolicy; ale, że dziecko takie musi chyba istnieć, kiedy ją trzeci już raz o coś podobnego wypytują.<br>
{{tab}}Jakkolwiek wysoce zadziwiony, ksiądz potrafił utaić zadziwienie.<br>
{{tab}}Jeszcze pociągnął starą za język, i z dwugodzinnej z nią rozmowy powziął dziwne przekonanie.<br>
{{tab}}Oprócz Maurycego, dwie jeszcze osoby poszukiwały dziecięcia Marji-Anny.<br>
{{tab}}Dlaczego, w jakim celu, kto były te osoby?... Oto czego cała przenikliwość księdza nauczyć go nie mogła.<br>
{{tab}}— Ah!... czasami potrzebni są nicponie; ah! gdybyśmy mieli teraz pod ręką takich ludzi jak dawni Chupinowie!...<br>
{{tab}}Ale stary włóczęga nie żył, a jego starszy syn, ten, któremu się dostała w spadku po ojcu tajemnica pani Blanki, był w Paryżu.<br>
{{tab}}W Sairmeuse pozostała tylko wdowa Chupin, i drugi syn.<br>
{{tab}}Nie mogli oni natrafić na dwadzieścia tysięcy franków pochodzących ze zdrady, a podżegani gorączką złota, odbywali zajadle poszukiwania. I od rana do {{pp|wie|czora}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/965|num=557}}{{pk|wie|czora}} widywano matkę i syna, w pocie czoła kopiących, przetrącających ziemię w głębokości sześciu stop około ich chałupy.<br>
{{tab}}Dość było jednak jednego słowa, które powiedział jakiś chłop, by wstrzymać tę kopaninę.<br>
{{tab}}— Doprawdy, mój chłopcze, rzekł on, nie myślałem byś był tak głupi i gonił za ptakami, które dawno odleciały... twój brat, który jest w Paryżu, powiedziałby ci zapewne, gdzie był ukryty skarb.<br>
{{tab}}Chupin młodszy ryknął jak dzika bestja.<br>
{{tab}}— Na wszystkich świętych!... zawołał, dobrze mówisz... Ale daj pokój, zarobię ja sobie na podróż, a wtedy zobaczymy!<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|XLVIII|XLVI}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Bardziej jeszcze od pani Blanki, ciocia Medja przeraziła się tak niespodziewanemi nawiedzinami Marcjala de Sairmeuse w zamku Courtomieu.<br>
{{tab}}W dziesięć sekund przeszło jej przez głowę więcej myśli niż przez dziesięć lat.<br>
{{tab}}Widziała już żandarmów w zamku, siostrzenicę zaaresztowaną, zaprowadzoną do więzienia w Montaignac, posadzoną na ławie oskarżonych.<br>
{{tab}}Prawda że gdyby tylko tego obawiać się mogła!...<br>
{{tab}}Ale czyż i ona sama nie była narażoną, podejrzaną o wspolnictwo, ciągnioną przed sędziów, i oskarżoną, kto wie, może głównie i jedynie?<br>
{{tab}}Nie mogąc dłużej znieść takiej niepewności, wymknęła się ze swego pokoju, i wsuwając się na palcach do wielkiego salonu, przyłożyła ucho do drzwi małego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/966|num=558}}saloniku niebieskiego, gdzie słyszała rozmowę Marcjala z Blanką.<br>
{{tab}}Po pierwszych dwudziestu usłyszanych wyrazach uboga krewna uznała próżność swej trwogi.<br>
{{tab}}Odetchnęła, jak gdyby pierś jej pozbyła się ogromnego ciężaru, odetchnęła długo, rozkosznie. Ale błysnęła w jej mózgu myśl, która niebawem zakiełkowała, wzrosła, rozwinęła się, miała wydać owoce.<br>
{{tab}}Po wyjściu Marcjala, ciocia Medja otworzyła drzwi łączne i weszła do małego saloniku, oznajmiając tem samem, że podsłuchiwała...<br>
{{tab}}Nigdy, nawet w przeddzień, nie byłaby się ważyła na podobne wykroczenie. Ale tym razem zuchwalstwo jej było zgoła nierozmyślne.<br>
{{tab}}— I cóż, Blanko, rzekła, skończyło się na strachu.<br>
{{tab}}Młoda kobieta nic nie odpowiedziała.<br>
{{tab}}Jeszcze pod wpływem strasznego pozostając wrażenia, cała przenikniona obejściem się Marcjala rozważała, usiłując zdać sobie sprawę z prawdopodobnych następstw wszystkich tych wypadków, które następowały po sobie z piorunową szybkością.<br>
{{tab}}— Może też i wybije godzina mojego odwetu, wyrzekła Blanka, jakby sama do siebie.<br>
{{tab}}— Co, co ty mówisz?... zapytała ciekawie uboga krewna.<br>
{{tab}}— Ja mówię, ciociu, że przed miesiącem ja będę margrabiną de Sairmeuse inaczej jak z tytułu. Mąż mi powróci, a wtedy... oh! wtedy...<br>
{{tab}}— Niech Cię Bóg wysłucha!... westchnęła obłudnie ciocia Medja.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/967|num=559}}{{tab}}W duchu mało ona wierzyła w tę przepowiednię, i mało ją obchodziło czy ona sprawdzi się, czy nie.<br>
{{tab}}— Jeszcze jeden dowód, mówiła dalej tym tonem, który przyjmują dwaj wspólnicy rozmawiając o dokonanej przez się zbrodni jeszcze jeden dowód że zazdrość twa omyliła się, tam, w Borderie, i że to... co uczyniłaś było niepotrzebnem.<br>
{{tab}}Takiem było zrazu, ale nie teraz, zdanie pani Blanki.<br>
{{tab}}Potrząsła głową z miną bardzo ponurą:<br>
{{tab}}— Przeciwnie, to właśnie, co zaszło tam, wróciło mi męża, odpowiedziała. Widzę ja teraz jasno... To prawda, Marja-Anna nie była kochanką Marcjala, ale Marcjal ją kochał... On kochał ją, a opór na jaki natrafił podniósł namiętność jego aż do szału. Dla tej to istoty on mnie porzucił, i nigdy za jej życia nie byłby ani pomyślał o mnie... Jego na widok mój wzruszenie, było tylko resztką wzruszenia jaka mu pozostała po widoku tamtej... Jego rozczulenie się było tylko wyrazem jego boleści. Cóżkolwiekbądź ja będę miała resztki tylko po tej istocie, to, czem ona wzgardziła!...<br>
{{tab}}Oczy jej zapałały, uderzyła nogą z niewymowną wściekłością.<br>
{{tab}}— I miałażbym ja żałować tego com uczyniła?... krzyknęła, nigdy!... nie, nigdy!<br>
{{tab}}Tego dnia, w tej chwili, byłaby nanowo rozpoczęła, byłaby się ośmieliła na wszystko.<br>
{{tab}}Ale porwały ją okrutne trwoga na wieść, że sąd rozpoczął śledztwo.<br>
{{tab}}Przybył z {{Korekta|Montaignaku|Montaignac’u}} prokurator królewski wraz z sędzią, którzy wzywali mnóstwa świadków, a ze {{pp|dwu|nastu}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/968|num=560}}{{pk|dwu|nastu}} policjantów oddawało się najskrzętniejszym poszukiwaniom. Mówiono nawet o zawezwaniu z Paryża jednego z tych agentów o subtelnym węchu, wprawnych w wykrywaniu wszystkich zabiegów zbrodni.<br>
{{tab}}Ciotka Medja na to traciła głowę, a strachy jej w pewnych chwilach były tak widoczne, że się tem pani Blanka srodze zaniepokoiła.<br>
{{tab}}— Ty w końcu wydasz nas jeszcze, ciociu, mówiła.<br>
{{tab}}— Ah!... kiedyż me mogę sama sobie poradzić.<br>
{{tab}}— W takim razie nie wychodź wcale ze swego pokoju.<br>
{{tab}}— Tak, to byłoby roztropniej.<br>
{{tab}}— Powiesz, że jesteś nieco cierpiącą, będą cię obsługiwać w pokoju.<br>
{{tab}}Uradowanie wybijało się na twarzy ubogiej krewnej.<br>
{{tab}}— Otóż to, otóż to! przytakiwała klaszcząc rękami.<br>
{{tab}}Rzeczywiście była uradowaną.<br>
{{tab}}Być obsługiwaną u siebie, w swoim pokoju, w łóżku z rana, wieczorem na małym stoliku przy kominku, było to oddawna marzeniem i ambicją ubogiej krewnej. Ale jaki na to sposób!... Dwa czy trzy razy, będąc nieco słabą, ośmieliła się prosić, ażeby jej zanoszono posiłek, ale odmówiono jej wręcz.<br>
{{tab}}— Jeżeli ciotce Media będzie się chciała jeść, zejdzie i siądzie do stołu z nami, odpowiedziała pani Blanka. Cóż to znów za fantazje!...<br>
{{tab}}Tak to rzeczywiście obchodzono się z nią w tym zamku, gdzie było zawsze ze dwanaścioro sług strzelających gawrony.<br>
{{tab}}Kiedy zaś teraz, zupełnie co innego...<br>
{{tab}}Co rana, na wyraźny rozkaz pani Blanki, kucharz {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/969|num=561}}szedł po rozkazy do pokoju ciotki Medji, i od niej tylko zależało podyktować jadłospis dzienny i kazać sobie zrobić to, co lubiła.<br>
{{tab}}I ciocia Medja uważała, że to wyborna rzecz być tak starannie pielęgnowaną. Rozkoszowała się w tym dobrobycie jak nędzarz w białej pościeli, który całe miesiące nie sypiał w łóżku.<br>
{{tab}}I te nowe rozkosze budziły w jej głowie mnóstwo dziwnych myśli, odejmowały jej wiele z tej żałości, jaka jej pozostała po zbrodni w Borderie.<br>
{{tab}}Śledztwo tymczasem było przedmiotem wszystkich jej rozmów z siostrzenicą. Miały o niem dokładne wiadomości przez marszałka dworu Courtomieu, wielkiego zwolennika rzeczy sądowych, który w piwnicy swej znalazł sposób zjednania sobie agentów przybyłych z Montaignac.<br>
{{tab}}Wiedziały one przez niego, że wszystkie podejrzenia ciążyły na nieboszczyku Chupinie. Alboż togo nie widziano kręcącego się tegoż samego wieczora wokół Borderie? Świadectwo młodego wieśniaka, który uprzedzał o tem Jana Lacheneura zdawało się stanowczem.<br>
{{tab}}Co się tyczy powodów Chupina, te znane były aż nadto, jak sądzono. Dwadzieścia osób słyszało go, jak klnąc na czem świat stoi oświadczał, że nie będzie miał spokoju, dopóki jeden Lacheneur zostanie na ziemi.<br>
{{tab}}Wszystko wiec, co mogło było zgubić panią Blankę, ocaliło ją, a śmierć starego włóczęgi wydała się jej istnie opatrznościową.<br>
{{tab}}Mogłaż więc nawet pomyśleć, że Chupin miał czas przede śmiercią wydać jej tajemnicę?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/970|num=562}}{{tab}}W dniu gdy marszałek powiedział jej, że sędziowie i agenci policyjni odjechali już do Montaignac, z trudnością zdołała powściągnąć radość.<br>
{{tab}}— Nie ma się już czego obawiać, powtarzała do ciotki Medji, nie ma czego!...<br>
{{tab}}I rzeczywiście wymknęła się sprawiedliwości ludzkiej.<br>
{{tab}}Pozostała sprawiedliwość Boska.<br>
{{tab}}Przed kilku tygodniami być może to pojęcie „sprawiedliwości Boskiej“ byłoby sprowadziło uśmiech na usta pani Blanki.<br>
{{tab}}Kobieta w całem znaczeniu pozytywna, trochę na wet wolnomyślna, jak sama utrzymywała, byłaby odezwała się o tej niepojętej sprawiedliwości jako o oklepance moralnej lub jak o dowcipnym postrachu wymyślonym dla utrzymania w karbach obowiązku trwożliwych sumień.<br>
{{tab}}Nazajutrz po dokonanej zbrodni prawie zżymała ramionami myśląc o groźbach umierającej Marji-Anny.<br>
{{tab}}Pamiętała o swej przysiędze, ale nie troszczyła się o jej wykonanie.<br>
{{tab}}Namyśliła się, i widziała na jakie narażoną by była niebezpieczeństwo dając rozporządzenia do poszukiwania dziecięcia Marji-Anny.<br>
{{tab}}— Ojciec potrafi je wynaleźć, myślała sobie.<br>
{{tab}}Jednak tejże samej jeszcze nocy doświadczyła, jak dalece sięgają groźby jej ofiary.<br>
{{tab}}Złamana trudem, odeszła do swego pokoju bardzo wcześnie, i zamiast czytać, jako miała we zwyczaju, zgasiła świecę zaraz po ułożeniu się do łóżka, mówiąc:<br>
{{tab}}— Trzeba spać.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/971|num=563}}{{tab}}Ale skończyło się już ze spoczynkiem jej nocy.<br>
{{tab}}Zbrodnia stawała w jej myśli, i ona mierzyła całą jej zgrozę i okrucieństwo... Widziała siebie niejako dwoistą; czuła się rozciągniętą na łóżku w Courtomieu; a a jednak zdawało jej się, że jest tam, w domu Chanlouineau, wlewa truciznę, potem śledzi jej skutki, ukryta w gotowalni.<br>
{{tab}}Walczyła, wyczerpała całą siłę woli, by odegnać te nienawistne wspomnienia, kiedy usłyszała skrzypienie klucza w zamku. Zerwała się naraz z poduszek.<br>
{{tab}}Wtedy przy bladem świetle nocnej lampki zdawało jej się spostrzegać jak drzwi otwierają się zwolna pocichu... i wchodzi Marja-Anna... Zbliża się, a raczej sunie jak cień. Przyszedłszy do krzesła, naprzeciw łóżka, usiądą... Ciche łzy płyną z jej oczu po licach, a spoziera smutno i zarazem groźnie...<br>
{{tab}}Trucicielka potniała zimnym potem pod kołdrami.<br>
{{tab}}Dla niej nie było to czcze zjawisko, ale straszna rzeczywistość.<br>
{{tab}}Ale nie miała ona tej natury, by bez oporu znosić takie wrażenia. Strząsnęła ogarniające ją osłupienie, i zaczęła sobie rozumować, głośno, jak gdyby dźwięk jej głosu mógł ją uspokoić.<br>
{{tab}}— Marzy mi się!... mówiła. Czyż umarli powracają?... Czyżem ja to dziecko, by wzruszać się śmiesznemi przywidzeniami mej imaginacji!<br>
{{tab}}Tak ona mówiła, ale widmo wciąż stało.<br>
{{tab}}Zamykała oczy, ale widziała je przez powieki... przez kołdry, które zarzucała na głowę widziała je jeszcze.<br>
{{tab}}Nadedniem dopiero pani Blanka zdrzemnęła się.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/972|num=564}}{{tab}}I tak było nazajutrz, i trzeciego dnia, i zawsze, i przestrach każdej nocy zwiększał się trwogą nocy poprzednich.<br>
{{tab}}We dnie, przy świetle słońca, ona znów odzyskiwała odwagę i sceptyczną fanfaronadę. Wtedy szydziła z samej siebie.<br>
{{tab}}— Bać się rzeczy, która nie istnieje, mówiła do siebie, jakżeż to głupio!... Dziś w nocy będę umiała zapanować nad mą niedorzeczną słabością.<br>
{{tab}}Potem, za nadejściem nocy, odbiegały wszystkie te piękne postanowienia: gorączka powracała za nadejściem ciemności z ich orszakiem widm.<br>
{{tab}}Prawda i to, że pani Blanka te nocne męczarnie przypisywała niepokojom dziennym.<br>
{{tab}}Służba sprawiedliwość siedziała jeszcze w Sairmeuse, a ją to przejmowało drżeniem. Czego było potrzeba, ażeby od Chopina dostano się do niej? Na to dość było mało znaczącej okoliczności. Niechby ją tylko był jaki chłop spotkał z Chupinem, kiedy naznaczali sobie schadzki, a byłyby zbudziły się podejrzenia i sędzia śledczy zjechałby do Courtomieu.<br>
{{tab}}— Jak się śledztwo ukończy, myślała, zapomnę.<br>
{{tab}}Śledztwo się skończyło, a ona nie zapomniała.<br>
{{tab}}Darwin powiedział: „Wielcy winowajcy wtedy prawdziwie zaczynają czuć zgryzoty, kiedy bezkarność ich jest zapewnioną“.<br>
{{tab}}Na pani Blance sprawdziło się zdanie najgłębszego postrzegacza wieku.<br>
{{tab}}Jednakże okrutna ta męczarnia jaką przebywała {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/973|num=565}}nie odwracała woli jej od celu jaki naznaczyła sobie w dzień odwiedzin Marcjala.<br>
{{tab}}Odegrała dla niego tak wyborną komedję, że on dotknięty do żywego, prawie żałujący, powrócił jeszcze z pięć lub sześć razy, nareszcie pewnego wieczora prosił. ażeby wolno mu było nie wracać do Montaignac.<br>
{{tab}}Ale ani radość z tego tryumfu, ani pierwsze zachwyty małżeństwa, nie powróciły pokoju pani Blance.<br>
{{tab}}Pomiędzy jej i Marcjala ustami, jeszcze ukazywała się, jako postrach nieubłagany, wykrzywiona konwulsją twarz Marji-Anny.<br>
{{tab}}Prawdę mówiąc, to i ten powrót męża sprawił jej okrutny zawód. Poznała, że człowiek ten. którego serce było złamane, nie dawał do siebie żadnego dostępu, i że ona nie będzie nań miała żadnego wpływu.<br>
{{tab}}I na domiar, do jej nieznośnych już {{Korekta|mąk|męk}}dorzuci, on boleść ostrzejszą jak wszystkie inne.<br>
{{tab}}Mówiąc pewnego wieczora o śmierci Marji-Anny zapomniał się i głośno wyjawił swą przysięgę pomsty.<br>
{{tab}}Żałował, że Chupin już nie żył, gdyż doznawałby, powiadał, niewymownej rozkoszy w dręczenia, w uśmiercaniu powolnem konaniem, wśród najsroższych męczarni ohydnego truciciela.<br>
{{tab}}Wyrażał się z gwałtownością niesłychaną, głosem w którym pobrzmiewało jeszcze potężne jego uczucie.<br>
{{tab}}I pani Blanka zastanawiała się, jaki byłby jej los, gdyby mężowi udało się dowiedzieć, że ona jest winną... a on mógł się dowiedzieć...<br>
{{tab}}W tej to mniej więcej epoce zaczęła ona żałować, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/974|num=566}}że nie dotrzymała przysięgi ofierze swej uczynionej, i postanowiła odszukać dziecię Marji-Anny.<br>
{{tab}}Ale do tego potrzeba było koniecznie, ażeby zamieszkała w wielkiem mieście, naprzykład w Paryżu, gdzie za pomocą pieniędzy mogłaby znaleść agentów zręcznych i oględnych.<br>
{{tab}}Chodziło tylko o namówienie Marcjala.<br>
{{tab}}Z pomocą księcia de Sairmeuse nie było to trudnem, i pewnego poranku pani Blanka, cała promieniejąca, mogła rzec do cioci Medji:<br>
{{tab}}— Ciociu, wyjeżdżamy od dziś za tydzień.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|XLIX|XLVIII}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Pożerana męczarniami, dotkliwemi szarpana kłopotami. nie uważała nawet pani Blanka, że ciotka Medja się odmieniła.<br>
{{tab}}Zmiana, co prawda, nie była bardzo widoczną, nie uderzyła ona służących, ale niemniej była istotną i rzeczywistą, i objawiała się mnóstwem drobnych okoliczności.<br>
{{tab}}Jeżeli, naprzykład, uboga krewna zachowała jeszcze postawę pokorną i zrezygnowaną, za to traciła pomału te trwożne ruchy źle traktowanego zwierzęcia; nie drżała już gdy się kto do niej odezwał, i chwilami w głosie jej ukazywały się jakieś odcienia niepodległości.<br>
{{tab}}Od pamiętnego tygodnia, kiedy obsługiwano ją w jej pokoju, ośmielała się ona do niezwykłych kroków.<br>
{{tab}}Jak kto przybył w odwiedziny, ona zamiast skromnie trzymać się na uboczu, przysuwała krzesło, a nawet mieszała się do rozmowy. Przy stole, wydawała {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/975|num=567}}się ze swym gustem lub wstrętem. Po dwa lub trzykroć miała zdanie, którego nie podzielała jej siostrzenica, zdarzało się jej nawet poddawać pod dyskusję, rozkazy pani margrabiny.<br>
{{tab}}Raz, pani Blanka wychodząc, kazała jej sobie towarzyszyć, a ona oświadczyła, że ma katar i pozostała w domu.<br>
{{tab}}A niedzieli następnej, gdy pani Blanka nie chciała być na nieszporach, ciocia Medja oświadczyła, że pójdzie; ponieważ zaś deszcz zaczął padać, więc kazała sobie zaprządz, co też uskuteczniono.<br>
{{tab}}Napozór było to wszystko nic; w rzeczywistości, zakrawało na niesłychaną potworność.<br>
{{tab}}Oczywiście uboga krewna zaprawiała się do śmiałych wystąpień...<br>
{{tab}}Nigdy w obec niej nie było mowy o tym wyjeździe który tak wesoło zwiastowała jej siostrzenica; zdawała się tem mocno zdziwioną.<br>
{{tab}}— Aha!... to wy wyjeżdżacie, powtarzała, opuszczacie Courtornieu...<br>
{{tab}}— I bez żalu.<br>
{{tab}}— I gdzież jedziecie, na Boga?...<br>
{{tab}}— Do Paryża... Tam osiądziemy stale, to rzecz postanowiona. Tam to miejsce dla mojego męża. Jego imię, majątek, rozum, względy królewskie, zapewniają mu położenie znakomite. Odkupi on plac Sairmeuse i urządzi go wspaniale. Będziemy prowadzić życie książęce.<br>
{{tab}}Wszystkie męczarnie zawiści ukazały się na twarzy ubogiej krewnej.<br>
{{tab}}— A ja?... zapytała tonem żałobliwym.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/976|num=568}}{{tab}}— Ty ciociu, zostaniesz tu; będziesz tu panią i gospodynią. Czyż nie potrzeba zaufanej osoby, któraby czuwała nad mym biednym ojcem? A co! musisz być z tego wesoła i szczęśliwa?<br>
{{tab}}Bynajmniej; ciocia Medja wcale nie zdała się uradowaną.<br>
{{tab}}— Nigdy, chlipała ze łzami, nigdy nie będę miała odwagi pozostać samą w tym wielkim zamczysku.<br>
{{tab}}— Eh! głupia, będziesz miała przy sobie służących, szwajcara, ogrodników...<br>
{{tab}}— To nic!... ja się boję warjaiów... Jak margrabia zacznie wyć wieczorem, to mnie się zdaje, że i sama dostaję warjacji.<br>
{{tab}}Pani Blanka zżymała ramionami.<br>
{{tab}}— I czegożeś ty się spodziewała?... zapytała z miną mocno ironiczną.<br>
{{tab}}— Myślałam... mówiłam sobie... że ty i mnie zabierzesz...<br>
{{tab}}— Do Paryża!... tracisz głowę, doprawdy. I cużbyś ty tam robiła u licha.<br>
{{tab}}— Blanko, błagam cię, zaklinam.<br>
{{tab}}— Niepodobna, ciociu, niepodobna!<br>
{{tab}}Ciocia Medja wydawała się zrozpaczoną.<br>
{{tab}}— A gdybym ci też rzekła, nalegała, że nie mogę tu pozostać, że nie mam odwagi, ze to nad moje siły, że ja bym umarła!...<br>
{{tab}}Rumieniec niecierpliwości zaczął wybłyskać na czoło pani Blanki.<br>
{{tab}}— Ah! ty mnie nudzisz nareszcie, rzekła opryskliwie.<br>
{{tab}}I z giestem wzmagającym srogość jej wyrażenia:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/977|num=569}}{{tab}}— Jeżeli ci się Courtomieu tak niepodoba, nic ci nie przeszkadza szukać milszego dla siebie pobytu; jesteś wolną i pełnoletnią.<br>
{{tab}}Uboga krewna nadzwyczajnie zbladła, i przyciskała pożółkle zęby do cienkich ust krwawiąc je prawie.<br>
{{tab}}— To znaczy, odrzekła, że pozostawiasz mi wybór pomiędzy śmiercią ze strachu w Courtomieu lub z nędzy w szpitalu. Dziękuję ci, siostrzenico, dziękuję; poznaję twoje serce, tegom się po tobie mogła spodziewać, dziękuję!<br>
{{tab}}Podniosła głowę i djabelska złość migotała w jej oczach.<br>
{{tab}}Głosem, który wyglądał na syk żmiji wyciągającej się do ukąszenia, mówiła dalej:<br>
{{tab}}— Owóż, to mnie stanowczo do wyboru skłania. Błagałam, tyś mnie brutalnie odepchnęła, teraz, ja rozkazuję i powiadam, tak chcę! Tak, ja chcę i muszę wyjechać z wami do Paryża... wyjadę. Aha! ciebie to dziwi, że słyszysz w ten sposób przemawiającą tę głupią biedną ciotkę Medję. Otóż tak będzie. Tyle już cierpiałam, że nareszcie obruszam się. Bo wycierpiałam u ciebie mękę krzyżową. Prawda, przyjęłaś mnie w dom, dałaś mi stół i stancję, ale wzamian zabrałaś mi życie całe, godzinę za godziną. Jakaż sługa wytrzymałaby to, co ja musiałam wytrzymać? Czyś ty, Blanko, traktowała, którą ze swych pokojówek tak jak mnie, co noszę twoje nazwisko! A ja przecież nie brałam zasług; przeciwnie, winnam ci była wdzięczność, bom żyła twemi okruchami. Ah! ciężkoś mi kazała zapłacić za grzech ubóstwa. Małoś się mnie naupokorzała, naponiżała, {{pp|na|deptała}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/978|num=570}}{{pk|na|deptała}} nogami! Zkwitowałaś się ze mną do ostatniego funta chleba.<br>
{{tab}}Zamilkła.<br>
{{tab}}Wszystka żółć latami, kropla po kropli, zebrana w niej, wzbijała się do gardła i dławiła ją.<br>
{{tab}}Ale trwało to tylko sekundę, niebawem poczęła tonem gorzkiej ironji:<br>
{{tab}}— Pytasz mi się co będę robić w Paryżu?... Nie obawiaj się, potrafię ja użyć czasu! A ty co tam robić będziesz? Pójdziesz na dwór, nieprawdaż, na bal, do teatru? Pójdę i ja z tobą. Przyjmę udział we wszystkich twych zabawach. Będę miała nareszcie w co się pięknie ubrać, ja co od czasu jak znam siebie, nie widziałam na sobie innych sukien tylko smutne z czarnej wełny. Czyś ty kiedy pomyślała, by mnie uradować pięknem ubraniem? Tak, dwa razy na rok kupowano mi czarną jedwabną suknię, zalecając ml surowo, abym jej pilnie oszczędzała. Ale to nie dla mnie narażałaś się na taki wydatek, lecz dla siebie, i ażeby bieda uznała twą wspaniałomyślność Kładłaś mi to na grzbiet, tak samo, jak obszywałaś złocistemi galonami suknie swoich lokajów, przez próżność. I ja poddawałam się wszystkiemu, czyniłam się małą, pokorną, drżącą, uderzona w jeden policzek, nadstawiałam drugi... bo trzeba jeść. A ty Blanko, ileż to razy, by mi narzucić swą wolę, mówiłaś do mnie: „Zrobisz to lub owo, jeżeli dbasz o pobyt w Courtomieu“. I ja ulegałam, musiałam ulegać, bom me wiedziała gdzie się udać.. Ah! ty nad używałaś na wszystkie sposoby: ale przyszła kolej na mnie, ja nadużywać będę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/979|num=571}}{{tab}}Pani Blanka tak skamieniała, że niepodobieństwem jej było wycedzić ani syllaby dla przerwania cioci Medji.<br>
{{tab}}W końcu jednak, głosem zaledwie zrozumiałym, wyjąkała:<br>
{{tab}}— Ja cię nie rozumiem, ciociu, ja cię nie rozumiem.<br>
{{tab}}Jak przedtem siostrzenica, tak teraz uboga ciotka ruszyła ramionami.<br>
{{tab}}— W takim razie, ciągnęła wolno, powiem ci, że od chwili, gdy ty, mimo woli mojej wszakże, uczyniłaś mnie swą wspólniczką, wszystko pomiędzy nami powinno być wspólne. Dzielę w połowie niebezpieczeństwo, niechże podzielam przyjemności. Gdyby się to wszystko odkryło!... Czy ty myślisz o tem niekiedy?... Zapewne, nieprawdaż, i starasz się ogłuszyć. I ja także ogłuszyć się chcę... Pojadę z tobą do Paryża.<br>
{{tab}}Przywołując całą swą energię, pani Blanka zapanowała nieco nad sobą.<br>
{{tab}}— A gdybym odpowiedziała, nie; odezwała się zimno.<br>
{{tab}}— Nie odpowiesz, nie.<br>
{{tab}}— A to dlaczego, jeśli łaska?<br>
{{tab}}— Ponieważ... ponieważ...<br>
{{tab}}— Czy pójdziesz donieść na mnie do sądu?<br>
{{tab}}Ciocia Medja zaprzeczająco poruszyła głową.<br>
{{tab}}— Nie głupiam, odpowiedziała, sama bym się przez to oddała w ręce sprawiedliwości. Nie, ja tego nie uczynię, tylko opowiem twemu mężowi zdarzenie w Borderie.<br>
{{tab}}Młoda kobieta zadrżała od stóp do głów. Żadna groźba nie była w stanie przerazić jej jak ta.<br>
{{tab}}— Pojedziesz z nami, ciociu, rzekła do niej, przyrzekam ci.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/980|num=572}}{{tab}}I łagodniejszym tonem:<br>
{{tab}}— Ale niepotrzebnie groziłaś mi. Byłaś okrutną ciociu, i zarazem niesprawiedliwą. Byłaś być może bardzo nieszczęśliwą w naszym domu, ale samaś sobie winna. Czemuś nam nic nie powiedziała?... Ja całą iwą uprzejmą uległość przypisywałam przyjaźni dla siebie...<br>
{{tab}}Uśmiechnęła się przymusem i dodała jeszcze:<br>
{{tab}}— Żeby zaś domyślać się, że ty, niewiasta tak prosta i skromna, życzysz sobie krzyczących ubrań... wyznaj, że to było niepodobieństwem. Ah! gdybym była wiedziała!... Ale uspokoi się, naprawię ja moje głupstwo.<br>
{{tab}}A gdy uboga krewna otrzymawszy to czego życzyła sobie, bąkała jakieś wymówki:<br>
{{tab}}— Ej, wykrzyknęła pani Blanka, zapomnijmy o tej szkaradnej sprzeczce... Wszak ty mi przebaczasz, prawda?... Więc pójdź, ucałuj mnie jak dawniej.<br>
{{tab}}Ciotka i siostrzenica rzeczywiście uściskały się, z wielkiemi oznakami czułości, jak dwie przyjaciółki, które omal nie padły ofiarą nieporozumienia.<br>
{{tab}}Ale pieszczoty tego przymusowego pojednania me oszukały ani niedołężnej cioci Medji ani przenikliwej pani Blanki.<br>
{{tab}}— Oh!... roztropnie ja postąpię mając się wciąż na baczności, myślała uboga krewna. Widzi Bóg z jaką przyjemnością kochana moja siostrzenica posłałaby mnie do Marji-Anny.<br>
{{tab}}Być może iż rzeczywiście podobna myśl prześliznęła się po głowie pani Blanki.<br>
{{tab}}Uczucie jej podobnem było do wrażeń kajdaniarza, któremu do jego kajdan przyczepianoby {{pp|najnienawistniej|szego}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/981|num=573}}{{pk|najnienawistniej|szego}} wroga, jego naprzykład oskarżyciela, lub agenta policji, który go zaaresztował.<br>
{{tab}}— Owóż, pomyślała sobie, jestem teraz na całe życie związana z tą niebezpieczną i przewrotną istotą. Nie należę do siebie tylko do niej. Co ona rozkaże, ja wykonać muszę. Muszę uwielbiać jej zachcianki, a ona ma do poniszczenia czterdzieści lat upokorzeń i służebności.<br>
{{tab}}Perspektywa tego wspólnego pożycia przejmowała ją dreszczem, i męczyła się wyszukiwaniem środków jakiemi by mogła pozbyć się tej wspólniczki.<br>
{{tab}}Na teraz nie widziała żadnego, ale zdawało jej się, że ich kilka niewyraźnie jeszcze przewiduje w przyszłości.<br>
{{tab}}Byłożby to niepodobnem, przy pewnej zręczności, natchnąć ciocie Medję ambicją niepodległego życia w osobnym domu, z samodzielnem utrzymaniem!..<br>
{{tab}}Możnaż było mieć przekonanie, że się nie da namówić na małżeństwo ta stara warjatka, która zdawała się mieć jeszcze jakieś zachcianki zalotności i chęć do strojów. Ponęta posagu mogłaby zawsze przyciągnąć jakiego konkurenta.<br>
{{tab}}Ale w jednym i drugim razie, trzeba było pani Blance pieniędzy, dużo pieniędzy, któremi mogłaby rozporządzać nie zdając sprawy nikomu.<br>
{{tab}}Przekonanie to skłoniło ją do przyswojenia sobie z majątku ojcowskiego, sumy około dwustu pięćdziesięciu tysięcy franków w biletach i złocie.<br>
{{tab}}Suma ta wyobrażała oszczędności margrabiego de Courtomieu od lat trzech, nikt o niej nie wiedział, a {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/982|num=574}}teraz kiedy dostał pomieszania, córka jego znając skrytkę, mogła bez niebezpieczeństwa zabrać skarb.<br>
{{tab}}— Z tem, mówiła sobie młoda kobieta, mogę w danej chwili zbogacić ciotkę Medję, nie odwołując się do Marcjala.<br>
{{tab}}Wreszcie ciotka i siostrzenica od ostatniej, a tak stanowczej sceny zdawały się żyć lepiej jeszcze niż w zgodzie. Była pomiędzy niemi ustawiczna wymiana czułości i nadskakiwań.<br>
{{tab}}Od rana do wieczora nie słyszałeś nic, tylko „Kochana ciociu“ lub „najmilsza moja Blanko“, i tak bez końca.<br>
{{tab}}Czas był już nawet wyjechać z domu. Kilka żon uboższej szlachty z sąsiedztwa, nawykłych do dawniejszego obchodzenia się siostrzenicy z ciotką, do rozkazującego tonu jednej i uległości drugiej, zaczęły uważać, że to jest śmieszne.<br>
{{tab}}Damy te miałyby lepszy jeszcze temat do wniosków, gdyby im było powiedziane, że iżby cioci Medji nie było zimno w drodze, pani Blanka sprowadziła wielką salopę podbitą futrem, zupełnie taką samą jak jej własna.<br>
{{tab}}Byłyby się zdumiały na wieść, że ciotka Medja odbywała podróż nie w wielkiej kolasie przeznaczonej dla dworu, ale we własnej karecie pocztowej margrabiostwa, między mężem i żoną.<br>
{{tab}}Było to już tak uderzającem, że i sam Marcjal nie mógł nie zauważyć, i w chwili kiedy był sam na sam z żoną:<br>
{{tab}}— Oh! Kochana margrabino, rzekł z życzliwą ironią, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/983|num=575}}coż to za dogadzanie! Z czasem to my zawiniemy w bawełnę tę kochają ciocię.<br>
{{tab}}Pani Blanka nieznacznie drgnęła i zaczerwieniła się nieco.<br>
{{tab}}— Ja bardzo ją lubię, tę poczciwą Medję, rzekła. Nigdy się jej dosyć nie wywdzięczę za dowody uczucia i poświęcenia, jakie dawała mi, kiedy byłam nieszczęśliwą.<br>
{{tab}}Było to wytłumaczenie tak trafne i naturalne, że Marcjal nie troszczył się już o tę okoliczność tak napozór drobną.<br>
{{tab}}Miął wreszcie co innego na głowie.<br>
{{tab}}Plenipotent, którego posłał był do Paryża dla odkupienia, gdyby się dało, pałacu de Sairmeuse, napisał doń, ażeby sam pośpieszył, gdyż, wyrażał się z naciskiem, natrafiał na taką trudność, której pełnomocnik rozwiązać nie może. Nie wytłumaczył tego jaśniej.<br>
{{tab}}— Niech morowa {{Korekta|zardza|zarza}} porwie niezgrabijasza!... powtarzał Marcjal. Gotów chybię sposobności, na którą ojciec mój oczekiwał od lat dziesięciu. Nie będzie mi dobrze w Paryżu, jeśli nie zamieszkam w domu rodzinnym.<br>
{{tab}}Tak mu pilno było przybyć, że drugiego dnia podroży, wieczorem, oświadczył iż gdyby był sam, pędziłby pocztą przez całą noc.<br>
{{tab}}— O mniejsza o to, rzekła uprzejmie pani Blanka, ja nie czuję się bynajmniej znużoną i noc przepędzona w karecie wcale mnie nie przeraża.<br>
{{tab}}Jechali więc przez całą noc, a nazajutrz (było to {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/984|num=576}}w sobotę), około godziny dziewiątej z rana, stanęli w hotelu Meurice.<br>
{{tab}}Marcjal, zaledwie zjadłszy śniadanie:<br>
{{tab}}— Muszę zobaczyć jak stoją interesa, rzekł, śmiesznie się do wyjścia zabierając, wrócę niebawem.<br>
{{tab}}I rzeczywiście, w niecałe dwie godziny wrócił bardzo wesoły.<br>
{{tab}}— Mój pełnomocnik rzekł, jest poprostu niedołęgą. Nie śmiał mi napisać, że jakiś hultaj, od którego zależy przybicie kupna, wymaga łapowego pięćdziesiąt tysięcy franków; będzie je miał, niech go tam!<br>
{{tab}}I tonem wyszukanej uprzejmości, który zawsze przybierał mówiąc do żony:<br>
{{tab}}— Pozostaje mi tylko podpisać, kochana moja, dolał: ale zrobię to dopiero wtedy, jeżeli ci się pałac podoba. Jeżeliś niebardzo znużona poprosiłbym cię, abyś go obejrzała. Czas nagli, mamy współubiegających się.<br>
{{tab}}Zwiedzenie to, oczywiście, było czysto tylko formą. Ale pani Blanka byłaby bardzo wymagającą gdyby miał się jej niepodobne pałac Sairmeuse, który jest jednym z najpiękniejszych w Paryżu: front jest od ulicy Grenelle a ogrody ocienione odwiecznemi drzewami ciągną się aż do ulicy Varennes.<br>
{{tab}}Siedziba ta była na nieszczęście bardzo zaniedbaną od wielu lat.<br>
{{tab}}— Trzeba będzie z pół roku na wyrestaurowanie wszystkiego, mówił Marcjal tonem zakłopotanym, a może i rok. Prawda i to że przed trzema miesiącami można tam mieć apartament tymczasowy bardzo dogodny.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/985|num=577}}{{tab}}— Będziemy przynajmniej już u siebie, potwierdziła pani Blanka, domyślając się życzenia męża.<br>
{{tab}}— A!... więc to jest i twoje zdanie! Rachuj więc na mnie, że przypilnuję robotników.<br>
{{tab}}Wbrew, a raczej w miarę swego wielkiego majątku, wiedział margrabia de Sairmeuse, że ażeby coś było zrobione dobrze, prędko i według życzenia, trzeba się zająć samemu. Chcąc zatem prędko dotrzeć do końca, pilnował sam. Porozumiał się z budowniczemi, z przedsiębiorcami, biegał do fabrykantów.<br>
{{tab}}Zaledwie wstawszy, wybiegał, śniadanie najczęściej jadł na mieście, i wracał dopiero na obiad.<br>
{{tab}}Z powodu złej pogody zmuszona siedzieć po całych dniach w swym apartamencie hotelu Meurice, pani Blanka nie miała jednak powodu do narzekania.<br>
{{tab}}Podróż, ruch, widok przedmiotów niezwykłych, gwar Paryża pod jej oknami, otoczenie obce, rozmaite wreszcie zajęcia, wyrywały ją, że tak powiem, samej sobie. Przestrachy nocne zawiesiły się, rodzaj pomroku padł na okropną scenę w Borderie, wołanie jej sumienia zamieniło się w szmer.<br>
{{tab}}Mniej nawet teraz nienawidziła ciocię Medję, która pod warunkiem dwukrotnej zmiany stroju dziennie, wróciła do dawnych zwyczajów służebności i dotrzymywała jej towarzystwa.<br>
{{tab}}Sądziła, że przeszłość zaciera się, i oddawała się nadziejom nowego, a lepszego życia, kiedy pewnego dnia numerowy hotelu zjawił się, i powiedział:<br>
{{tab}}— Jest tam jakiś człowiek na dole i chce mówić z panią margrabiną.<br><br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/986|num=578}}{{c|'''{{Korekta|L|XLVIII}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}W postawie pół leżącej na kanapie, łokciem wsparta na poduszkach, z czołem ukrytem w dłoni, pani Blanka przysłuchiwała się cioci Medji czytającej jakąś nową książkę.<br>
{{tab}}Przy wejściu numerowego nie odwróciła nawet głowy.<br>
{{tab}}— Człowiek?... zapytała, co za człowiek?<br>
{{tab}}Nie czekała na nikogo. W myśli jej, ten co przyszedł nie musiał być nikim innym tylko jednym z robotników używanych przez Marcjala.<br>
{{tab}}— Nie mogę uwiadomić pani margrabiny, odpowiedział numerowy. Jest to młody chłopiec, ubrany z chłopska, przypuszczałem że się stara o miejsce.<br>
{{tab}}— To on zapewne chce się widzieć z panem margrabią?<br>
{{tab}}— Wybaczy pani margrabina, ale on wyraźnie mi powiedział, że chce mówić z panią.<br>
{{tab}}— Dowiedz się wiec, jak się nazywa i czego sobie życzy.<br>
{{tab}}I zwracając się do ubogiej krewnej:<br>
{{tab}}— Czytaj dalej, ciociu, rzekła pani Blanka, przerwano nam w ustępie najbardziej interesującym.<br>
{{tab}}Ale ciocia Medja nie dokończyła jeszcze stronnicy, kiedy zjawił się z powrotem numerowy.<br>
{{tab}}— Człowiek ten powiada, rzekł, że pani margrabina będzie wiedziała o co chodzi, jak usłyszy jego nazwisko.<br>
{{tab}}— A to nazwisko?<br>
{{tab}}— Chupin.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/987|num=579}}{{tab}}Był to huk granatu nagle pękającego w salonie w hotelu Meurice.<br>
{{tab}}Ciocia Medja jęknęła głucho; upuściła książkę i osunęła się w fotel, bezwładnie, z rękami zwisłemi.<br>
{{tab}}Pani Blanka zaś powstała nagle, bledsza jak jej szlafroczek z białego kaszmiru, z pomieszaniem w oczach, z drżącemi usty.<br>
{{tab}}— Chupin!... powtarzała, jakby spodziewając się, że ją poprawią, bo źle usłyszała, Chupin!...<br>
{{tab}}Potem, z pewną gwałtownością:<br>
{{tab}}— Odpowiedz temu człowiekowi, że go nie chcę ani widzieć, ani słyszeć. Nie ma po co tu przychodzić drugi raz. Nie przyjmę go nigdy!...<br>
{{tab}}Lecz przez czas w którym numerowy skłaniał się z uszanowaniem i cofał tyłem ku drzwiom, młoda kobieta opamiętała się.<br>
{{tab}}— Ale w rzeczy samej, zawołała, rozmyśliłam się, zawołaj tego człowieka.<br>
{{tab}}— Tak, potwierdziła ciocia Medja głosem gasnącym, niech przyjdzie to będzie lepiej.<br>
{{tab}}Numerowy wyszedł, a dwie kobiety pozostały jedna naprzeciw drugiej, nieruchome, osłupiałe, z sercem ściśniętem najstraszniejszym niepokojem, z gardłem tak zadławionem, że żadna z nich kilku wyrazów wymówić by nie mogła.<br>
{{tab}}— Jest to jeden z synów tego złoczyńcy Chupina, przemówiła nareszcie pani Blanka.<br>
{{tab}}— Tak i mnie się zdaje. Ale czego on chce?<br>
{{tab}}— Zapewne jakiego wsparcia.<br>
{{tab}}Uboga krewna wzniosła ręce do nieba.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/988|num=580}}{{tab}}— Oby tylko on nie wiedział o twych schadzkach z jego ojcem, Blanko; odezwała się. Daj Boże, iżby o niczem nie wiedział!<br>
{{tab}}— Ale o czemże ma {{Korekta|wiedzić|wiedzieć}}! Cóż się masz gryźć przedwcześnie! Za dziesięć minut dowiemy się. Aż do tej chwili bądź spokojną. A nawet, wierzaj mi, odwróć się i patrz sobie w ulicę, ażebyś nie pokazywała twarzy... Ale czemu ten hultaj tak długo nie przychodzi.<br>
{{tab}}Pani Blanka nie myliła się.<br>
{{tab}}Był to starszy syn Chupina, ten któremu stary łotr umierając zwierzył swą tajemnicę.<br>
{{tab}}Od przybycia do Paryża, deptał on bruk uliczny, dopytując się wszędzie i każdego o adres margrabiego de Sairmeuse. Pokazano mu nareszcie hotel Meurice, i pobiegł tam czemprędzej.<br>
{{tab}}Ale zapewniwszy się dopiero należycie o nieobecności Marcjala, zapytał się o margrabinę.<br>
{{tab}}Czekał na skutek swego kroku pod bramą, stojąc z rękami w kieszeniach, gwiżdżąc, kiedy numerowy wrócił mówiąc doń:<br>
{{tab}}— Pójdź ze mną, otrzymasz posłuchanie.<br>
{{tab}}Chupin poszedł; ale numerowy nadzwyczajnie zaintrygowany, pałający ciekawością, nie spieszył, spodziewając się otrzymać jakieś wyjaśnienie od tego wieśniaka.<br>
{{tab}}— Niech ci to nie pochlebia, mój chłopcze, rzekł, ale nazwisko twoje zrobiło znakomite wrażenie na pani margrabinie!<br>
{{tab}}Roztropny chłop ukrył pod gapiowatym uśmiechem radość jaką go ta wiadomość oblała.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/989|num=581}}{{tab}}— Więc ona ciebie zna? pytał dalej numerowy.<br>
{{tab}}— Troszkę.<br>
{{tab}}— To ty jesteś z jej stron?<br>
{{tab}}— Jestem jej mlecznym bratem.<br>
{{tab}}Numerowy nie uwierzył ani słówka; domyślał się zupełnie czego innego, istotnie! Doszedłszy tymczasem do apartamentu zajmowanego przez księcia de Sairmeuse, otworzył drzwi i wpuścił Chupina do salonu.<br>
{{tab}}Niepoczciwy chłopak zawczasu ułożył sobie małą historyjkę, ale tak go olśniła wspaniałość salonu, że zgłupiał i stanął z gębą roztwartą. Co go nadewszystko oniemiło, to wielkie zwierciadło naprzeciw drzwi, w którem widział się w całej postawie, tudzież piękne kwiaty na dywanie, których obawiał się zdeptać grubemi trzewikami.<br>
{{tab}}Po chwili kiedy stał tak jak głupi, z idjotycznym na ustach uśmiechem, mnąc pilśniowy kapelusz, pani Blanka przerwała milczenie:<br>
{{tab}}— Czego sobie życzysz? zapytała.<br>
{{tab}}Chłopak był onieśmielony, ale nie bał się; a to nie wszystko jedno. Pozostał przy swej niezgrabnej powierzchowności, ale odzyskał pewność, i zaczął powłóczystym głosem recytować wszystkie wyrażenia szacunku jakie umiał.<br>
{{tab}}— Do rzeczy, nalegała niecierpliwie młoda kobieta.<br>
{{tab}}Doprowadzić do rzeczy chłopa nie jest rzeczą łatwą, i po wielu jeszcze pustych wyrazach, doszedł nareszcie w długiej gawędzie Chupin do wyjaśnienia, że musiał opuścić rodzinne strony z powodu nieprzyjaciół {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/990|num=582}}jakich tam mieli, że nie odnaleziono skarbu ojcowskiego, że on tem samem jest bez sposobu do życia.<br>
{{tab}}— Dosyć tego, przerwała pani Blanka.<br>
{{tab}}Potem, w tonie wcale nie ujmującym:<br>
{{tab}}— Nie widzę, dodała, z jakiego powodu udajesz się do mnie. I ty, i cała twoja rodzina, mieliście w Sairmeuse bardzo złą reputację. Ale mniejsza o to, pochodzisz z moich stron, mogę ci udzielić jaką pomoc, pod warunkiem, że tu nigdy nie wrócisz.<br>
{{tab}}Chupin słuchał tej perory z miną półpokorną, półdrwiącą. W końcu podniósł głowę.<br>
{{tab}}— Ja nie przyszedłem po jałmużnę, oświadczył śmiele.<br>
{{tab}}— Więc czegóż chcesz?<br>
{{tab}}— Tego, co mi się należy.<br>
{{tab}}Pani Blanka otrzymała cios w serce, zdobyła się jednak na moc zmierzenia Chupina tonem pogardliwym mówiąc:<br>
{{tab}}— Więc to ja coś winna ci jestem?<br>
{{tab}}— Nie mnie osobiście, pani margrabino, ale mojemu ojcu nieboszczyków. W czyichże to on usługach zginął. Biedny starzec! On panią jednak bardzo kochał, o tak!... równie jak i ja, wreszcie. Ostatnie jego słowo, przede śmiercią, było dla pani. „Słuchuj-no, chłopcze, rzekł do mnie, w Borderie zaszły straszne rzeczy. Młoda pani margrabina była bardzo zawzięta na Marję-Annę, i dała jej pigułkę. Gdyby nie ja, byłaby zgubiona. Jak ja zdechnę, zwal to na moje plecy, ziemia przez to nie zmarznie, a to uniewinni młodą panią. A potem {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/991|num=583}}ona cię dobrze wynagrodzi, i dopóki będziesz milczeć, na niczem ci zbywać nie będzie“...<br>
{{tab}}Jakkolwiek wielką była jego bezczelność zatrzymał się, osłupiały na widok fizjognomji pani Blanki.<br>
{{tab}}W obec tak wysokiego udawania, zwątpił prawie o opowiadaniu swego ojca.<br>
{{tab}}Bo też istotnie, młoda kobieta była w tej chwili heroiczną. Zrozumiała, że ustąpić raz, było to oddać się na dyskusją tego nędznika, jako już była na łasce cioci Medji. Z cudowną też energja stawiła się śmiało napadowi.<br>
{{tab}}— Innemi słowy, rzekła, ty oskarżasz mnie o zabójstwo panny Lacheneur, i grozisz mi denuncjacją, jeżeli ci nie dam tego czego żądasz.<br>
{{tab}}Chłopak skinął głową twierdząco.<br>
{{tab}}— A więc!... zawołała, skoro tak, to wychodź natychmiast.<br>
{{tab}}Jest rzeczą pewną, że mocą śmiałości byłaby wygrała tę niebezpieczną partję, w której stawką był spokój jej życia. Chupin został zupełnie zbity z tropu, gdy ciocia Medja, która słuchała stojąc przy oknie, odwróciła się, wystraszona krzycząc:<br>
{{tab}}— Blanko!... twój mąż. Marcjal!.. Wchodzi w ulicę, idzie do bramy.<br>
{{tab}}Blanka partję przegrała. Młoda kobieta {{Korekta|wyobroziła|wyobraziła}} sobie jak mąż przychodzi, zastaje Chupina, wypytuje go, wykrywa wszystko.<br>
{{tab}}W głowie się jej zamąciło, poddała się, uległa.<br>
{{tab}}Żywo włożyła sakiewkę w rękę nędznika i wypchnęła go, wewnętrznemi drzwiami na schody służbowe.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/992|num=584}}{{tab}}— Weź tymczasem to, mówiła głosem głuchym, jest to tylko zaliczka. Zobaczymy się jeszcze. Ale ani słowa!... Ani słowa, nadewszystko przed moim mężem!...<br>
{{tab}}Dobrze jej się udało, że nie straciła minuty; za powrotem zastała już Marcjala w salonie.<br>
{{tab}}Siedział, z głową na piersi pochyloną, w ręku trzymając list rozwinięty.<br>
{{tab}}Na szelest sprawiony przez żonę powstał, i ona spostrzegła w oczach jego ukradkową łzę.<br>
{{tab}}— Jakież nas nowe dotknęło nieszczęście?... pytała zająkliwie głosem, który z nadmiaru świeżego wzruszenia zaledwie można było rozumieć.<br>
{{tab}}Marcjal nie zauważył tego wyrazu „nowe“, który by go przynajmniej był zadziwił.<br>
{{tab}}— Ojciec mój umarł, Blanko, wyrzekł.<br>
{{tab}}— Książe de Sairmeuse!.. Boże mój!... A to jakim sposobem?<br>
{{tab}}— Przez spadnięcie z konia, w lasach Courtomieu, przy skałach Sanguille.<br>
{{tab}}— Ah!... tam też ojciec mój omało nie został zabity!...<br>
{{tab}}— Tak... to w tem samem miejscu, rzeczywiście.<br>
{{tab}}Nastąpiła chwila milczenia.<br>
{{tab}}Marcjal nie bardzo kochał swego ojca, i wiedział o tem, iż przezeń nie był kochanym; dziwił się jednak gorzkiemu smutkowi jakim go wieść o jego śmierci przejęła.<br>
{{tab}}Przytem, było jeszcze coś innego.<br>
{{tab}}— Według tego listu, który mi przyniósł umyślny, mówił dalej, wszyscy w Sairmeuse przypuszczają jakiś przypadek. Ale ja!... ja!...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/993|num=585}}{{tab}}— I cóż?<br>
{{tab}}— Ja przypuszczani zbrodnie.<br>
{{tab}}Okrzyk przerażenia wydarł się ciotce Medii, a pani Blanka zbladła.<br>
{{tab}}— Zbrodnię!... jęknęła z cicha.<br>
{{tab}}— Tak, Blanko, i mógłbym wymienić winnego. Oh! przeczucia moje mnie nie mylą. Zabójcą mojego ojca jest ten sam, który usiłował zabić margrabiego de Courtomieu.<br>
{{tab}}— Jan Lacheneur!...<br>
{{tab}}Marcjal smutnie opuścił głowę. Była to odpowiedź.<br>
{{tab}}— I ty go nie zaskarżysz, zawołała młoda kobieta, nie udasz się o pomstę do sprawiedliwości!...<br>
{{tab}}Fizjegnomja Marcjala chmurniała coraz bardziej.<br>
{{tab}}— A to naco!... odpowiedział. Ja mogę tylko przytoczyć dowody moralne, a sprawiedliwość wymaga dowodów materjalnych.<br>
{{tab}}Uczynił straszny giest zwątpienia, i głuchym głosem, odpowiadając raczej własnym myślom niż przemawiając do żony, mówił dalej:<br>
{{tab}}— Książe de Sairmeuse i margrabia de Courtomieu zebrali to tylko, co zasiali. Ziemia nie wypija nigdy krwi rozlanej, a prędzej czy później zbrodnię trzeba wypokutować.<br>
{{tab}}Pani Blanka drżała piekielną gorączką. Każde słowo męża echem się w niej odbijało. Gdyby mówił wprost do niej, nie byłby się inaczej wyrażał.<br>
{{tab}}— Marcjalu, rzekła usiłując odwrócić go od ponurych myśli, Marcjalu!...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/994|num=586}}{{tab}}Nie zdawał się jej słyszeć, i tymże samym tonem mówił dalej:<br>
{{tab}}— Ci Lacheneurowie żyli w szczęściu i czci przed naszem przybyciem do Sairmeuse. Postępowanie ich było nad wszelką pochwałę, uczciwość posunęli aż do heroizmu. Jednem słowem myśmy mogli ich przywiązać do siebie, uczynić ich naszemi najpewniejszemi i najpoświęceńszemi przyjaciółmi. Było to obowiązkiem naszym wprzód jeszcze nim interesem. Nie zrozumieliśmy tego. Upokorzyliśmy ich, zrujnowali, oburzyli, doprowadzili do ostateczności... takie błędy muszą się opłacić. Są ludzie których trzeba szanować, jeżeli ich nie można zniszczyć odrazu z całem przekonaniem. Kto mnie zaręczy, że na miejscu Jana Lacheneura, ja nie postępowałbym tak jak on.<br>
{{tab}}Zamilkł na chwilę, potem, oświecony jedną z tych prędkich i olśniewających błyskawic, które czasami przedzierają ciemnie przyszłości:<br>
{{tab}}— Ja jeden tylko znam dobrze Jana Lacheneura, mówił, ja tylko mogłem zmierzyć całą jego nienawiść, i ja wiem, że on żyje tylko nadzieją pomszczenia się na nas. My, prawda jesteśmy bardzo wysoko a on bardzo nizko, to nie przeszkadza! Możemy się wszystkiego obawiać. Prawda, że nasze miljony są dla nas niejako szańcem, ale potrafi on zrobić sobie wyłom. Największe ostrożności nie ocalą nas: przyjdzie nawet chwila, kiedy nasze obawy zadrzemią, a tymczasem jego nienawiść czuwać będzie. Co on przedsięweźmie, tego ja nie wiem, ale będzie to coś strasznego. Pamiętaj na słowa moje, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/995|num=587}}Blanko, jeżeli nieszczęście wejdzie do naszego domu, to drzwi otworzy mu Jan Lacheneur.<br>
{{tab}}Ciotka Medja i jej siostrzenica były zbyt wzburzone by mogły wyrzec choćby jedno słowo, i przez pięć minut nie było słychać nic, tylko kroki Marcjala chodzącego po salonie Wreszcie zatrzymał się przed żoną.<br>
{{tab}}— Posłałem po konie pocztowe, rzekł. Wybacz mi, że cię zostawię tu samą. Muszę jechać do Sairmeuse. Nie dłużej bawić będę jak tydzień.<br>
{{tab}}I rzeczywiście, w kilka godzin potem odjechał, i pani Blanka pozostała samą, panią siebie, na kilka dni.<br>
{{tab}}Cierpienia jej dokuczliwszemi jeszcze stały się niż na drugi dzień po dokonanej zbrodni. Teraz nie z samemi już widmami miała do czynienia; Chupin był istotą rzeczywistą, a choć głos jego nie był straszniejszym od głosu sumienia, ale mógł być usłyszanym.<br>
{{tab}}Gdyby mani Blanka wiedziała gdzie go szukać tego nędznika, byłaby z nim rokowała. Wymogłaby na nim, sądziła, za grube pieniądze, ażeby wydalił się z Paryża, z Francji, ażeby poszedł tak daleko, iżby nigdy więcej o nim nie słyszano.<br>
{{tab}}Naturalnie, Chupin wyszedł z hotelu, nic nie mówiąc.<br>
{{tab}}Złowrogie przeczucie wyrażone przez Marcjala, wzmagały jeszcze jej przestrach. Ona sama, na wspomnienie nazwiska Lacheneura, drżała do głębi wnętrzności. Nie mogła opędzić się tej myśli, że on ma na nią porozumienie, i że z nizin społecznych, na których zatrzymywała go nędza, śledzi ją.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/996|num=588}}{{tab}}Wtedy to żywiej niż kiedykolwiek pragnęła wyszukać dziecię Marji-Anny.<br>
{{tab}}Nietylko że przez to uwolniłaby się od wyrzutów niedotrzymanej przysięgi, ale zdawało się jej, że dziecię to byłoby jej w danym razie obroną, zakładnikiem niejako w jej rękach.<br>
{{tab}}Lecz gdzie tu wynaleźć zaufanego człowieka?<br>
{{tab}}Susząc sobie głowę, przypomniała nareszcie nazwisko człowieka, które często przytaczał jej ojciec, niejakiego Chefteux. Miał to być człowiek zręczny, jako wywiadowca, zdolny do wszystkiego, nawet do uczciwości, za dobrą zapłatę.<br>
{{tab}}Był to jeden z tych nędzników, jacy lęgną się w mętach politycznych, w epokach zamieszek, młody szpieg wytresowany przez Fouchego, który wychylił do dna czarę sromoty, który obsługiwał i zdradził wszystkie z kolei stronnictwa, który handlował wszystkiem, a w ostatku skazany był za fałszerstwo, i wymknął się z kryminału.<br>
{{tab}}W roku 1815, Chefteux otwarcie porzucił służbę publiczną, i założył „biuro informacyjne“.<br>
{{tab}}Po kilku poszukiwaniach, pani Blanka dowiedziała się, że człowiek ten mieszkał na ulicy Dauphine, i postanowiła skorzystać z nieobecności męża, by się z tym człowiekiem widzieć.<br>
{{tab}}Raz tedy z rana, ubrała się jak najskromniej, i w towarzystwie cioci Medii udała się do mieszkania ucznia Fouchego.<br>
{{tab}}Chefteux miał wtedy trzydzieści cztery lat. Był to sobie szczupły człowieczek, średniego wzrostu, potulnej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/997|num=589}}powierzchowności, i udający ustawiczny dobry humor.<br>
{{tab}}Wprowadził dwie swoje klijentki do małego saloniku bardzo schludnie urządzonego, i zaraz też pani Blanka jęła mu rozpowiadać, że jest zamężną, że mieszka przy ulicy Saint Denis, i że jedna z jej sióstr, niedawno zmarła, popełniła błąd, a ona gotową jest do największych ofiar by wynaleźć dziecię tej siostry, i t. d.; słowem wypowiedziała całą historyjkę, którą sobie z góry, w prawdopodobnym czacie, ułożyła.<br>
{{tab}}Wywiadowca jednak nie wierzył ani jednego słowa z całej tej historii, gdyż, zaledwie skończyła, on uderzył ją poufale po ramieniu, mówiąc:<br>
{{tab}}— Krótko mówiąc, piękna pani, roniliśmy figle przed zamążpójściem...<br>
{{tab}}Rzuciła się w tył, jakby za dotknięciem gadu, przybijając wzrokiem wywiadowcę.<br>
{{tab}}Jąż to tak traktowano, ją! córę domu Courtomieu, księżne de Sairmeuse!<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, że pan się mylisz!... odezwała się tonem brzmiącym całą dumą rodową.<br>
{{tab}}Zrozumiał to szanowny dyrektor biura, i zaczął przepraszać.<br>
{{tab}}Ale słuchając i notując niezbędne {{Korekta|szszegóły|szczegóły}}, jakie dawała mu młoda kobieta, myślał:<br>
{{tab}}— Co za oko! co za ton!... Jak na mieszkankę ulicy świętego Dyonizego, to rzecz podejrzana!<br>
{{tab}}Podejrzenia jego stwierdziła suma dwudziestu tysięcy franków, nieroztropnie przez panią Blankę przyobiecana w razie powodzenia, oraz pięćset franków zadatku.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/998|num=590}}{{tab}}— A gdzież będę miał zaszczyt złożyć pani moje wiadomości? zapytał.<br>
{{tab}}— Nigdzie... odpowiedziała młoda kobieta, ja tu będę zaglądać od czasu do czasu.<br>
{{tab}}Odprowadziwszy swe klijeniki, wywiadowca nie miał już żadnej wątpliwości.<br>
{{tab}}Jak tylko uważał, że zeszły już na dół, wybiegł na zewnątrz, mówiąc do siebie:<br>
{{tab}}— Ho, ho, to podobno los mi się uśmiecha.<br>
{{tab}}Pójść za dwiema klijentkami, które mu zesłała jego szczęśliwa gwiazda, wywiedzieć się o nazwisku ich i godności, było to tylko igraszką dla dawnego agenta Fouchego.<br>
{{tab}}Tem łatwiej to dlań było, że one ani myślały o jego zamiarach.<br>
{{tab}}Podłość człowieka i szczodrość jej samej, zupełnie panią Blankę uspokajały. On wreszcie tak dalece wynosił przed nią swe cudowne środki wywiadowcze, że była pewną powodzenia.<br>
{{tab}}Wracając do hotelu Meurice, pani Blanka wielce była zadowoloną ze swego kroku.<br>
{{tab}}— Przed miesiącem, mówiła do ciotki Medji, będziemy mieć to dziecię; każę je potajemnie wychować, i ono będzie naszą tarczą.<br>
{{tab}}W następnym dopiero tygodniu poznała ogrom swej nieroztropności.<br>
{{tab}}Wróciwszy do Chefteuxa, była przezeń przyjętą z oznakami takiego uszanowania, iż ani wątpić nie mogła że wywiadowca dowiedział się kto ona jest.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/999|num=591}}{{tab}}Przerażona chciała go zbić z tropu, ale Chefteux przerwał jej:<br>
{{tab}}— Przedewszystkiem, odezwał się z dobrodusznym uśmiechem, ja staram się o poświadczenie tożsamości osób, które zaszczycają mnie swojem zaufaniem. Jest to niejako próbka me| zręczności którą daję... darmo. Ale niech się księżna pani nie obawia; jestem dyskretny z charakteru i z powołania. Mamy wreszcie mnóstwo dam z najwyższych sfer, zostających w położeniu księżnej pani. Mały wypadek przed ślubem tak łatwo się przytrafia!...<br>
{{tab}}Chefteux był tedy przekonanym że młoda księżna de Sairmeuse poszukuje własnego dziecka.<br>
{{tab}}Ona nie starała się wyprowadzić go z błędu. Lepiej było dla niej zostawić go w tem mniemaniu, niż wyjawić mu prawdę.<br>
{{tab}}Pani Blanka znajdowała się w stanie litości godnym.<br>
{{tab}}Czuła się jakby ujęta w sieć nierozwikłaną, i za każdem poruszeniem, zamiast się wydobywać, bardziej jeszcze zaciskała sploty.<br>
{{tab}}Trzy już osoby posiadały tajemnicę jej życia i honoru. Jak tu się spodziewać ażeby w takich warunkach mogła być dochowaną tajemnica, rzecz tak subtelna, że dość ażeby przeszła z ust do przyjacielskiego ucha, a jużciż się ulatnia i rozchodzi.<br>
{{tab}}Widziała nad sobą troje panów, którzy jednem słowem, jednym ruchem, jednem spojrzeniem, mogą ugiąć jej wolę jak wić wierzbową.<br>
{{tab}}I nie była już wolną jak przedtem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1000|num=592}}{{tab}}Powrócił Marcjal. Czas upływał. Kosztowna installacja w pałacu Sairmeuse odbyła się nareszcie.<br>
{{tab}}Odtąd, młoda księżna skazaną była żyć pod okiem pięćdziesięciu służących, czterdziestu przynajmniej wrogów, a więc interesowanych w czuwaniu nad nią, śledzeniu jej kroków, odgadywaniu najtajemniejszych jej myśli.<br>
{{tab}}Prawda że ciocia Medja była jej użyteczną raczej niż szkodliwą. Kupowała ona starej cioci suknie zarazem jak sprawiała sobie, ciągała ją za sobą wszędy, i uboga krewna miała się za wielce uszczęśliwioną, gotową była na wszystko.<br>
{{tab}}Chefteux nie niepokoił też bardzo pani Blanki.<br>
{{tab}}Co kwartał podawał on rachunek „kosztów poszukiwania“ dochodzący do jakich dziesięciu tysięcy franków, i było rzeczą oczywistą, że będzie milczał dopóki mu będą płacić.<br>
{{tab}}Dawny ''familiuris'' Fouchego nie krył się nawet z tem, że rachuje na dożywocie dwudziestu czterech tysięcy franków.<br>
{{tab}}Kiedy pani Blanka po dwóch latach powiedziała mu żeby zaniechał swych poszukiwań, skoro dotąd nie doszedł do niczego:<br>
{{tab}}— Nigdy, odpowiedział, szukać będę póki mi życia starczy... za jakąbądź cenę.<br>
{{tab}}Nieszczęściem pozostał jeszcze Chupin.<br>
{{tab}}Na początek trzeba mu było wyliczyć odrazu dwadzieścia tysięcy franków.<br>
{{tab}}Przyszedł do mego brat młodszy, oskarżając go że {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1001|num=593}}ukradł skarb ojcowski, żądając części swej z nożem w ręku.<br>
{{tab}}Powstała ztąd bójka, poczem Chupin z głową owiniętą w zakrwawione szmaty, przedstawił się pani Blance.<br>
{{tab}}— Daj mi pani, rzekł, sumę którą stary zakopał, a ja wmówię w mego brata że ją wziąłem... Przykro to uchodzić za złodzieja, kiedy ktoś jest uczciwym człowiekiem, ale ja zniosę to dla pani... Gdybyś pani odmówiła, to ja musiałbym mu wyznać zkąd biorę pieniądze, i jak...<br>
{{tab}}Jeżeli nędznik ten posiadał całe zepsucie, zbrodniczość i zimną przewrotność starego włóczęgi, brak mu przecież było jego przebiegłości i sprytu.<br>
{{tab}}Zamiast być ostrożnym, jak mu to nakazywał jego interes, zdawało się, że znajduje zwierzęcą przyjemność w kompromitowaniu księżnej.<br>
{{tab}}Nieustannie oblegał pałac Sairmeuse. Wciąż wisiał u dzwona. Przychodził o każdej porze, rano, popołudniu, wieczorem, nie dbając na Marcjala.<br>
{{tab}}A słudzy wyjść nie mogli z podziwienia, że ich pani, taka wyniosła, bez namysłu porzucała wszystko dla tego człowieka, któremu źle z oczu patrzyło, który napełniał powietrze pałacu tytoniem i wódką.<br>
{{tab}}Pewnej nocy, kiedy była wielka zabawa w pałacu Sairmeuse, przyszedł pijany, i nakazujące żądał ażeby uwiadomiono księżnę, że jest i czeka.<br>
{{tab}}Przybiegła w pysznym stroju dekoltowanym siniejąc z gniewu i wstydu pod brylantowym diademem.<br>
{{tab}}A gdy w oburzeniu swem odmówiła nędznikowi czego żądał:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1002|num=594}}{{tab}}— A więc pani chcesz, ażebym zdechł z głodu, kiedy pani tu balujesz sobie!... zawołał. Nie głupim! Pieniędzy natychmiast! albo wykrzyczę wszystko co wiem.<br>
{{tab}}Co czynić?... Ustąpić. Księżna ustąpiła, jak zawsze.<br>
{{tab}}A jednakże on z każdym dniem stawał się bardziej nienasyconem.<br>
{{tab}}Pieniądze przelatywały przez jego kieszeń, jak woda przez sito.<br>
{{tab}}Co on z niemi robił?... Rozrzucał je zapewne nie rozumiejąc ich wartości, trwonił je w najgłupszy sposób, jak złodziej, któremu gdy uda się dobra gratka, upaja się złotem, i sądzi się wreszcie bogatym wszystkiem tem co jest do ukradzenia na świecie.<br>
{{tab}}Jemu gratka udawała się codzień.<br>
{{tab}}Nic to nie pomogło! Trudno było zrozumieć, bo on nie usiłował nawet podnieść swych występków do rozmiaru fortuny jaką trwonił. Nie myślał nawet ubrać się przyzwoiciej, wydawał się żebrakiem.<br>
{{tab}}Pozostał wiernym błotu i najsprośniejszej kałuży. Nie mógł się snadź upić inaczej tylko w bezecnym szynku. Musiał mieć towarzyszami najsromotniejszych łajdaków, najbardziej odpychających.<br>
{{tab}}Do tego stopnia że aż raz w nocy zaaresztowano go w haniebnem miejscu. Policja, zdziwiona widokiem tylu złota w rękach takiego nędznika, miała go w podejrzeniu o zbrodnię. Wtedy wymienił on nazwisko księżnej de Sairmeuse.<br>
{{tab}}Marcjal był wtedy w Wiedniu na nieszczęście, gdyż nazajutrz, przybył do pałacu inspektor Policji.<br>
{{tab}}I pani Blanka musiała z najsroższem upokorzeniem {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1003|num=595}}wyznać, że to ona w samej rzeczy dała grubą sumę temu człowiekowi, którego znała rodzinę, i który dawniej wyświadczył jej przysługę.<br>
{{tab}}Czasami nędznik ten miewał zachcianki.<br>
{{tab}}Oświadczył naprzykład, że mu przykrość sprawiało nieustanne stawanie w pałacu de Sairmeuse, że słudzy traktowali go jako żebraka, i że go to upokarzało; krótko mówiąc, że teraz będzie pisywał.<br>
{{tab}}I rzeczywiście nazajutrz napisał do pani Blanki:<br>
{{tab}}„Przynieś mi pan taką sumę, o tej godzinie, w to miejsce“.<br>
{{tab}}I ona, dumna księżna de Sairmeuse, była zawsze posłuszną na zawołanie.<br>
{{tab}}To znowu jakiś inny następował wymysł, jak gdyby on doznawał szczególnej radości w okazywaniu i ciągiem nadużywaniu swej władzy. Tak istotnie można było sądzić, tyle w tem bowiem okazywał obrotności, złości i okrutnego wyrafinowania.<br>
{{tab}}Spotkał on, licho go wie gdzie, niejaką Aspazję Alapard, zajął się nią, i choć starszą była od niego, chciał się z nią ożenić. Pani Blanka zapłaciła za ślub.<br>
{{tab}}Innym razem, chciał sobie coś założyć, postanowiwszy, jak mówił żyć z pracy rąk. Zakupił winiarnię, za którą zapłaciła księżna, i ta stopiła się w mgnieniu oka.<br>
{{tab}}Przyszło mu na świat dziecko, i księżna de Sairmeuse musiała zapłacić za chrzest, tak samo jak zapłaciła za ślub, zbyt szczęśliwa jeszcze, że Chupin nie wymagał, ażeby trzymała do chrztu małego Polyta. Przychodziło mu to jednak do głowy.<br>
{{tab}}Dwukrotnie pani Blanka zmuszoną była towarzyszyć {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1004|num=596}}do Wiednia i Londynu mężowi, który jechał tam z ważną misją dyplomatyczną. Bawiła ze trzy lata za granicą.<br>
{{tab}}Owóż, przez cały ten czas co tydzień najmniej otrzymywała listy od Chupina.<br>
{{tab}}Ah! ileż ona razy zazdrościła losu swej ofiary! W porównaniu z jej życiem, czem była śmierć Marji-Anny.<br>
{{tab}}Cierpiała tyle już lat prawie, ile Marja-Anna cierpiała minut, i mówiła sobie, że męczarnie trucizny nie muszą być sroższe od jej cierpień.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|LI|XLIX}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Jakim sposobem Marcjal niczego nie spostrzegł, niczego się dotąd nie domyślał?<br>
{{tab}}Namysł tłumaczy ten fakt, dziwny z pozoru, naturalny w rzeczywistości.<br>
{{tab}}Naczelnik domu, czy to on mieszka w chałupie, czy w pałacu, zawsze naostatku dowiaduje się o tem co się u niego dzieje. Co wiedzą już wszyscy, tego nie wie on jeden. Często ogień zajmie się w domu, a gospodarz śpi w najlepsze. By go zbudzić potrzeba wybuchu, zawalenia się, katastrofy.<br>
{{tab}}Wreszcie sposób życia Marcjala bardzo podawał się do utrzymania przed nim tajemnicy.<br>
{{tab}}Jeszcze rok nie upłynął od jego prawdziwego małżeństwa, a on już jakoby zerwał z żoną.<br>
{{tab}}Był względem niej jak należy, pełen uprzejmości i względów należnych kobiecie, ale nie było już nic między niemi wspólnego prócz nazwiska i kilku interesów.<br>
{{tab}}Żyli każde swoim dworem, widując się tylko przy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1005|num=597}}obiedzie, i w czasie wydawanych zabaw, które były jedne z najświetniejszych w Paryżu.<br>
{{tab}}Księżna miała własne apartamenta, własną służbę, powozy i konie.<br>
{{tab}}W dwudziestym piątym roku życia, Marcjal ostatni potomek jego wielkiego domu Sairmeuse, który los obarczył swemi względy, książę, który miał za sobą młodość i bogactwa, jedno z ośmiu lub dziesięciu imion we Francji, rozum wyższy, Marcjal upadał pod ciężarem nieuleczonej nudy.<br>
{{tab}}Śmierć Marji-Anny zatamowała w nim wszelkie źródła czucia. I widząc życie swe pozbawione szczęścia, próbował wypełnić je hałasem i ruchem. On, sceptyk zawołany, poszukiwał wzruszeń władzy. Rzucił się do polityki, jak stary i zużyty lord siada do gry.<br>
{{tab}}Trzeba też oddać sprawiedliwość pani Blance, że umiała wziąć górę nad wypadkami i z heroiczną wytrwałością, odegrywać komedję szczęścia.<br>
{{tab}}Najstraszliwsze cierpienia nie starły z jej fizjognomji tej pogodnej wyniosłości, która oznacza zadowolenie z siebie i lekceważenie drugich, i która jest najwybitniejszym wyrazem pychy.<br>
{{tab}}Stawszy się wkrótce jedną z tych królowych, które adoptują Paryż, z rodzajem frenezji rzuciła się w odmęt uciech. Czy chciała się ogłuszyć? Czy spodziewała się, że zbytnie utrudzenie zgnębi myśl?<br>
{{tab}}Jednej tylko ciotce Medji, i to w rzadkich odstępach, pani Blanka odkrywała głębię swej duszy.<br>
{{tab}}— Ja jestem, powtarzała, jak delikwent {{pp|przymoco|wany}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1006|num=598}}{{pk|przymoco|wany}} do rusztowania, od którego odeszli sędziowie mówiąc mu: Żyj aż topór sam spadnie ci na kark.<br>
{{tab}}I w rzeczy samej, czegóż potrzeba było ażeby topór spadł. czyli ażeby Marcjal dowiedział się o wszystkiem?... Przypadkowej okoliczności, słówka, drobnostki, kaprysu losu... nie śmiała powiedzieć — wyroku Opatrzności.<br>
{{tab}}Takie tedy było, w całej swej zgrozie, położenie tej pięknej i świetnej księżny de Sairmeuse, której tak pochlebiano, tak zazdroszczono. „Ona opływa w szczęściu“, mówili ludzie. A ona tymczasem czuła jak spada powoli w głębie nieokreślonych przepaści.<br>
{{tab}}Podobna majtkowi rozpaczliwie przyczepionemu do deski, wpatrywała się w nieboskłon okiem przerażonem, i widziała same burze i klęski.<br>
{{tab}}Lata jednak przyniosły jej pewne ulgi.<br>
{{tab}}Zdarzyło się raz, że Chupin przez sześć tygodni nie zgłaszał się. Półtora miesiąca!... Co się z nim stało! Milczenie to wydało się pani Blance groźnem jak cisza poprzedzająca burzę.<br>
{{tab}}Dziennik jeden wyjaśnił to pani Blance.<br>
{{tab}}Chupin siedział w więzieniu.<br>
{{tab}}Nędznik ten, raz w nocy napiwszy się więcej jak zwykle, pokłócił się ze swym bratem, i zabił go żelaznym drągiem.<br>
{{tab}}Krew Lacheneura sprzedana przez starego opryszka, spadła na głowę jego synów.<br>
{{tab}}Pociągnięty do sądu, Chupin skazany został na dwadzieścia lat ciężkich robót i wysłany do Brest.<br>
{{tab}}Skazanie to nie wróciło spokoju pani Blance. {{pp|Mor|derca}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1007|num=599}}{{pk|Mor|derca}} napisał do niej jeszcze z więzienia paryzkiego, jak tylko przestał być trzymanym w odosobnieniu; potem pisał do niej z galer.<br>
{{tab}}Ale nie posyłał listów swych przez pocztę. Powierzał je towarzyszom, którzy czas swój wysiedzieli, a ci przychodzili do pałacu Sairmeuse i żądali widzenia się z księżną.<br>
{{tab}}I ona przyjmowała ich. Om opowiadali jej o tych wszystkich nędzach, przez jakie trzeba było przechodzić tam, „na łące“, i w końcu zawsze domagali się jakiej zapomogi dla siebie.<br>
{{tab}}Nareszcie raz z rana, człowiek jakiś, którego wzroku przeraziła się, przyniósł jej ten lakoniczny bilecik:<br>
{{tab}}„Nudzę się tu śmiertelnie; bądź co bądź chcę się ztąd wydrzeć. Przyjedź pani do Brest; zwiedzisz pani galery, ja panią zobaczę i porozumiemy się. Tylko żeby z tem nie zwłóczyć, bo inaczej, udam się do księcia, który wyjedna mi ułaskawienie za to co mu wyjawię“.<br>
{{tab}}Pani Blanka przez chwilę osłupiała. Niepodobieństwem było już, sądziła, upaść niżej.<br>
{{tab}}— I cóż! zapytał posłaniec głosem strasznie chrapliwym, jakąż odpowiedź mam zanieść towarzyszowi?<br>
{{tab}}— Będę, powiedz mu, że będę!...<br>
{{tab}}I w samej rzeczy pojechała, zwiedzała galery, ale nie zobaczyła Chupina.<br>
{{tab}}Poprzedniego tygodnia był na galerach rodzaj buntu, wojsko dało ognia i Chupin padł trupem na miejscu.<br>
{{tab}}Jednakże księżna, za powrotem do Paryża, nie śmiała bardzo się radować.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1008|num=600}}{{tab}}Przypuszczała, że nędznik ten musiał zwierzyć istocie, którą sobie wybrał za żonę, tajemnicę swej potęgi.<br>
{{tab}}— Zobaczę ja ją zapewne niebawem, pomyślała sobie.<br>
{{tab}}Jakoż wkrótce potem zjawiła się Chupinowa, ale w postawie kornej i błagalnej.<br>
{{tab}}Słyszała ona, tłumaczyła się, od swego ukochanego nieboszczyka, że księżna pani była jego opiekunką, a nie mając żadnych funduszów, przyszła prosić o jaką małą zapomogę, za którą mogłaby założyć mały wyszynk trunków.<br>
{{tab}}Właśnie syn jej, Polyt, oh! bardzo zacny chłopiec! który miał podówczas osmnaście lat wynalazł w okolicach Montrouge domek bardzo dogodny i niedrogi, za jakie trzysta do czterystu franków...<br>
{{tab}}Pani Blanka wręczyła pięćset franków straszliwej babie.<br>
{{tab}}— Czy jej pokora jest tylko udaniem, pomyślała, czy też mąż nic jej nie powiedział?<br>
{{tab}}W pięć dni potem przyszedł znów Polyt Chupin.<br>
{{tab}}Brakowało jeszcze trzysta franków do instalacji, mówił, i on w imieniu matki przychodzi prosić dobrą panią, aby je raczyła udzielić.<br>
{{tab}}Postanowiwszy dowiedzieć się zapewne czego się ma trzymać, księżna odmówiła, i obrzydliwy hultaj odszedł nic nie mówiąc.<br>
{{tab}}Oczywiście, ani wdowa ani syn nie wiedzieli o niczem... Chupin zginął ze swą tajemnicą.<br>
{{tab}}Działo się to w pierwszych liniach stycznia.<br>
{{tab}}Ku końcowi lutego, przeniosła się do wieczności ciocia Medja skutkiem zapalenia piersi, którego dostała {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1009|num=601}}wychodząc z balu kostiumowego, gdzie naparta się iść, mimo odradzania siostrzenicy, i to w najśmieszniejszem przebraniu.<br>
{{tab}}Zabita ją namiętność do stroju.<br>
{{tab}}Choroba trwała tylko trzy dni, ale konanie było straszliwe.<br>
{{tab}}Blizkość śmierci okropnem światłem oświeciła sumienie ubogiej krewnej. Zrozumiała, że korzystając a nawet nadużywając korzyści ze zbrodni siostrzenicy, była winną tyleż jak gdyby jej dopomagała. Była ona niegdyś bardzo pobożną; wiara wróciła jej z całym orszakiem grozy.<br>
{{tab}}— Jestem potępioną!... wołała; jestem potępioną!...<br>
{{tab}}Wiła się na łożu, miotała się, jak gdyby piekło otwierało się dla pochłonięcia jej. Ryczała jakby czuła już ukąszenia płomieni.<br>
{{tab}}To znów wzywała na pomoc Najświętszej Panny i wszystkich Świętych. Prosiła Boga, ażeby pozwolił jej żyć jeszcze trochę dla odżałowania i pokuty... Prosiła o księdza, przysięgając, że odbędzie spowiedź publiczną.<br>
{{tab}}Bledsza od umierającej, ale nieubłagana, pani Blanka czuwała z pomocą pokojowej, w której miała najwięcej zaufania.<br>
{{tab}}— Jeżeli to dłużej potrwa, myślała, jestem zgubioną... Będę zmuszona posłać po kogo, i ta nieszczęsna wygada wszystko.<br>
{{tab}}Nie trwało to długo.<br>
{{tab}}Niebawem przyszła maligna, potem tak głębokie {{Korekta|obezwładnidnie|obezwładnienie}}, że co chwila można było spodziewać się śmierci.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1010|num=602}}{{tab}}Jednakże około północy zdawała się ożywiać i przychodzie do zmysłów.<br>
{{tab}}Z trudnością obróciła się do siostrzenicy, i głosem, w którym drgały ostatnie jej siły:<br>
{{tab}}— Ty nie miałaś nademną litości, Blanko, rzekła, ty chcesz zgubić mnie w przyszłym życiu, jak zgubiłaś w tem... Bóg cię ukarze. Ty także umrzesz zrozpaczona, sama jedna, jak pies... Bądź przeklętą!<br>
{{tab}}Dalekim był już ten czas, w którym pani Blanka dałaby była coś ze swego życia, by czuć ciocię Medję sześć stóp pod ziemią.<br>
{{tab}}W tej chwili śmierć biednej staruszki mocno ją zasmuciła.<br>
{{tab}}Traciła ona wspólniczkę, która {{Korekta|częstokoć|częstokroć}} pocieszała ją, a nie zyskiwała nic na wolności, gdyż pokojówka niechcący wtajemniczoną została w sprawę zbrodni w Borderie.<br>
{{tab}}Wszystkie wtedy osoby bliższe księżnej de Sairmeuse zauważyły jej pognębienie, i to je zdziwiło.<br>
{{tab}}— Czyż to nie szczególna rzecz, mówiono, by księżna, kobieta wyższa, tak mocno żałowała tej starożytnej karykatury!<br>
{{tab}}Pani Blanka bowiem głęboko uczuła złowrogie przepowiednie tej ubogiej krewnej, która z czasem stała się jej złym aniołem, i której ona odmówiła w ostatniej godzinie najwyższych pociech religijnych.<br>
{{tab}}Zmuszona obejrzeć się w przeszłość, zatrwożyła się, jak niegdyś chłopi Sairmeuzańscy, tą zaciętą fatalnością, która aż na dzieciach mściła się za krew rozlaną przez niegodziwych ludzi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1011|num=603}}{{tab}}Jakiż to koniec spotkał ich wszystkich, od synów zdrajcy Chupina, aż do ojca jej, margrabiego de Courtomieu, wielkiego {{Korekta|Prewota|Prevot’a}}, który przede śmiercią dziesięć lat wlókł wyjąć ciało, z którego myśl uleciała.<br>
{{tab}}— Przyjdzie i na mnie kolej; myślała sobie.<br>
{{tab}}W roku przeszłym zgaśli w miesięcznym odstępie, opłakiwani przez wszystkich, baron i baronowa d’Escorval, a za niemi poszedł też stary kapral Bavois.<br>
{{tab}}Tak, że z tylu osób różnego stanu, zamieszanych do rozruchów w Montaignac, pani Blanka spostrzegła tylko cztery; a temi były: Maurycy d’Escorval, który wszedł do urzędowania i był sędzią przy trybunale Sekwany; ksiądz Midon, który przyjechał na mieszkanie do Paryża z Maurycym; nareszcie Marcjal i ona.<br>
{{tab}}Był jeszcze jeden człowiek wszelako, na którego wspomnienie dreszcz przeszywał księżnę, i którego ona zaledwie śmiała wyjąkać nazwisko:<br>
{{tab}}Jan Lacheneur, brat Marji-Anny.<br>
{{tab}}Głos wewnętrzny, potężniejszy jak wszelkie rozumowania, krzyczał jej, że ten nieubłagany wróg żyje jeszcze, że zawsze pamięta, że jest blizko niej, ukryty w ciemności, śledząc godziny zemsty.<br>
{{tab}}Naciskana przeczuciami bardziej jeszcze jak dawniej przez Chupina, pani Blanka zamierzyła udać się do Chefteuxa, aby wiedzieć przynajmniej, czego się ma trzymać.<br>
{{tab}}Dawny agent Fouchego zawsze trwał w swem powołaniu. Zawsze, co kwartał, przychodził z „rachunkiem wydatków“, który wypłacany mu był bez dyskusji, a {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1012|num=604}}nawet dla zadość uczynienia sumieniu, wysłał on co rok jednego ze swych ludzi, by węszył w okolicach Sairmeuse.<br>
{{tab}}Podniecony nadzieją wysokiej nagrody, szpieg przyrzekł klientce i przyrzekł samemu sobie, że wykryje wroga.<br>
{{tab}}Puścił się na zwiady, i już doszedł do pozyskania dowodów istnienia Jana Lacheneura, kiedy poszukiwania jego nagle zostały wstrzymane.<br>
{{tab}}Jednego rana, nadedniem, zamiatacze ulic wynieśli z rynsztoka trupa literalnie pokrajanego nożem na wszystkie strony. Był to trup Chefteuxa.<br>
{{tab}}„Godny koniec takiego nędznika“, mówił ''Journal des Débats'' notując ten wypadek.<br>
{{tab}}Po przeczytaniu tej wiadomości, pani Blanka doznała przerażającego uczucia jakiego doznaje winny przy czytaniu wyroku.<br>
{{tab}}— Jest to koniec wszystkiego, rzekła z cicha, Lacheneur jest blizko.<br>
{{tab}}Księżna nie myliła się.<br>
{{tab}}Jan nie kłamał, twierdząc, że nie na swój rachunek sprzedaje majątek siostry.<br>
{{tab}}Dziedzictwo Marji-Anny miało, w jego myśli, przeznaczenie święte. To też obrócił je na to, ani grosza nie zostawiając na swe osobiste potrzeby.<br>
{{tab}}Nie miał już nic w kieszeni, kiedy dyrektor wędrownego towarzystwa aktorów zamówił go po 45 franków na miesiąc.<br>
{{tab}}Od tej chwili żył tak jak żyją biedni komedianci wędrowni, z dnia na dzień; licho płatny, ustawicznie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1013|num=605}}wahający się między brakiem zajęcia, a bankructwem przedsiębiorcy.<br>
{{tab}}Jego nienawiść zawsze była równie gwałtowną; tylko ażeby zemścić się jak rozumiał, potrzebował czasu, to jest dużo pieniędzy przed sobą.<br>
{{tab}}Ale, jakże tu oszczędzać, kiedy nie zawsze miał czem opędzić głód.<br>
{{tab}}Bynajmniej jednak nie dał za wygranę. Jego nienawiść była z rodzaju tych, które czas zaostrza, i wzmaga, zamiast uspokajać i łagodzić. Czekał na sposobność ze wściekłą niecierpliwością, śledząc okiem z głębi swej nędzy, świetną fortunę Sairmeusów.<br>
{{tab}}Czekał już lat szesnaście, kiedy jeden z jego przyjaciół wyrobił mu miejsce w towarzystwie dramatycznem udającem się do Rosji, gdzie w ciągu niecałych lat sześciu, przy oszczędności, zarobił sto tysięcy franków.<br>
{{tab}}— Teraz, powiedział sobie, mogę wyjechać; dość jestem zamożny do rozpoczęcia wojny.<br>
{{tab}}I rzeczywiście, w sześć tygodni potem przybył do Sairmeuse.<br>
{{tab}}W chwili wykonania jednego z tych strasznych zamysłów, jakie był powziął, poszedł na grób Marji-Anny, by {{Korekta|zaczerpać|zaczerpnąć}}zeń w powiększonym jeszcze stopniu nienawiść i uzbroić się w bezlitośną zimną krew wykonawcy sprawiedliwości.<br>
{{tab}}Po to tylko przybył, w samej rzeczy, kiedy tego samego zaraz wieczora gadanina jakiejś chłopki uwiadomiła go, że od jego wyjazdu, to jest przeszło od lat dwudziestu, dwie osoby upornie poszukiwały dziecka w okolicy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1014|num=606}}{{tab}}Jan wiedział, co to było za dziecko, oczywiście Marji-Anny. Czemu go nie wynaleziono, wiedział także doskonale.<br>
{{tab}}Ale dlaczegóż to dwie osoby?... Jedną był Maurycy d’Escorval, ale drugą?...<br>
{{tab}}Zamiast zabawić tydzień w Sairmeuse, Jan Lacheneur bawił tam miesiąc, ale w końcu tego miesiąca trafił na trop agenta Chefteuxa, a przez tego agenta doszedł aż do dawnego szpiega Fouchego, następnie aż do samej księżnej de Sairmeuse.<br>
{{tab}}Odkrycie to przejęło go osłupieniem.<br>
{{tab}}Jakim sposobem pani Blanka mogła wiedzieć, że Marja-Anna miała dziecko, a wiedząc o tem jaki miała interes w wynalezieniu go?<br>
{{tab}}Dwa te pytania stanęły razem w umyśle Jana. Ale daremnie się męczył, nie mógł znaleźć zadowalającej odpowiedzi.<br>
{{tab}}— To mnie uwiadomią o tem synowie Chupina, pomyślał sobie; jeżeli będzie trzeba, ta pozornie pogodzę się z synami nędznika, który wydał mojego ojca.<br>
{{tab}}Tak, ale synowie starego urwisa nie żyli od lat kilku, i po niezliczonych poszukiwaniach Jan wynalazł tylko wdowę Chupin i syna jej {{Korekta|Hipolita|Polyta}}.<br>
{{tab}}Trzymali oni szynk pośród pustych placów, nieopodal od ulicy ''Château-des-Rentiers'', szynk sromotnej reputacji, zwany ''Pieprzniczką''.<br>
{{tab}}Jan miał już odejść, kiedy Chupinowa spodziewając się zapewne wydobyć z niego parę groszy, zaczęła opłakiwać przed nim obecną swą nędzę, która była dla niej tem okropniejszą, ze dawniej miała się dobrze za życia {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1015|num=607}}poczciwego nieboszczyka, bo on wiele chciał dostawał pieniędzy od jednej wielkiej damy, która nazywa się księżną de Sairmeuse.<br>
{{tab}}Lacheneur zrobił takie straszne poruszenie, że aż odskoczyli odeń wdowa Chupin i syn.<br>
{{tab}}Widział on ścisły związek między poszukiwaniami pani Blanki i jej szczodrobliwością. Prawda oświecała przeszłość swym olśniewającym blaskiem.<br>
{{tab}}— To ona, nikczemnica, pomyślał sobie, otruła Marję-Annę... To ona przez moją siostrę dowiedziała się o istnieniu dziecięcia... Ona obdarzała datkami Chupina bo on wiedział o zbrodni, której ojciec jego był wspólnikiem.<br>
{{tab}}Przypomniał sobie przysięgę Marcjala, i serce jego zalało się straszliwą radością. Widział dwoje swych wrogów. ostatniego z Sairmeusow i ostatnią z Courtomieu, którzy karali się wzajem i własną ręką pomagali mu spełniać dzieło mściciela.<br>
{{tab}}Było to jednak tylko przypuszczenie, a on chciał pewności.<br>
{{tab}}Wydobył z kieszeni garść złota, i rozpościerając je na stole szynkowym:<br>
{{tab}}— Jestem bardzo bogatym, rzekł do wdowy i {{Korekta|Hipolita|Polyta}}... czy chcecie słuchać mnie i milczeć? Majątek macie za drzwiami.<br>
{{tab}}Chrapliwy okrzyk chciwości jaki wydarł się z piersi matki i syna, równoważył wszelkie przysięgi posłuszeństwa.<br>
{{tab}}Wdowa Chupin umiała pisać, Lacheneur podyktował jej ten straszny bilet:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1016|num=608}}{{tab}}„Pani księżno,<br>
{{tab}}„Czekam na panią jutro w moim zakładzie, pomiędzy dwunastą a czwartą, a to w sprawie Borderie. Jeżeli o godzinie piątej pani nie zobaczę, zaniosę na pocztę list do księcia“...<br>
{{tab}}— A jeżeli ona przyjdzie, powtarzała wdowa osłupiała, co jej mam powiedzieć?<br>
{{tab}}— Nic; poprosisz ją o pieniądze.<br>
{{tab}}A w duchu mówił do siebie:<br>
{{tab}}— Jeżeli przyjdzie, to znaczy, żem trafił.<br>
{{tab}}Przyszła.<br>
{{tab}}Ukryty na piętrowej izbie ''Pieprzniczki'', Jan widział przez szparę w podłodze, jak oddawała Chupinowej bilet bankowy.<br>
{{tab}}— Teraz, pomyślał, trzymam ją w ręku!... Po jakich to kałużach będę ją włóczył, nim rzucę na pastwę zemsty mężowskiej!...<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|LII|L}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Dziesięć wierszy poświęconych Marcjalowi de Sairmeuse przez ''Biografię powszechną ludzi współczesnych'', tłumaczą jego życie po zawarciu związków małżeńskich.<br>
{{tab}}„Marcjal de Sairmeuse, powiedziano tam, w usługach swego stronnictwa dał dowody wysokiego rozumu i znakomitych zdolności... Wystawiony na cel w ohwili, gdy namiętności polityczne były najgwałtowniejsze, nie wahał się przyjąć na siebie odpowiedzialność za najstraszniejsze środki. Zmuszony cofnąć się przed powszechnym wstrętem, zostawił za sobą nienawiści, które z życiem tylko ustały”.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1017|num=609}}{{tab}}Ale czego artykuł nie mówi, to że jeśli Marcjal był winnym, a zależy to od punktu zapatrywania się, tedy wina jego była podwójną, gdyż nie miał on za sobą tych egzaltowanych przekonań dochodzących do fanatyzmu, które tworzą szaleńców bohaterów męczenników.<br>
{{tab}}Nie był on nawet ambitnym.<br>
{{tab}}Wszyscy ci, co zbliżyli się doń, kiedy był przy urzędzie, świadkowie jego walk namiętnych i pożerającej czynności, sądzili, że go władza upaja.<br>
{{tab}}A on ani dbał o nią. W jego przekonaniu obowiązki były ciężkie, a wynagrodzenia mierne. Jego duma była zbyt wysoką by miała się cieszyć z zadowoleń, któremi rozkoszują się próżni, a pochlebstwo przyprawiało go o młodości.<br>
{{tab}}Częstokroć w jego salonach, pośród zabawy, poufali widząc zachmurzające się jego oblicze, rozstępowali się z uszanowaniem.<br>
{{tab}}— Otóż znowu, myśleli. zajęty jakiemiś ważnemi sprawami... Kto wie jakie wielkie postanowienia wynikną z tej jego zadumy.<br>
{{tab}}Mylili się.<br>
{{tab}}W chwili tej, kiedy fortuna jego doszedłszy do szczytu nękała zawistnych, wtedy kiedy zdawał się nie mieć żadnego na święcie życzenia, Marcjal mówił do siebie:<br>
{{tab}}— Jakie czcze życie!... Co za nuda!... Żyć dla drugich... zwodzie samego siebie!...<br>
{{tab}}Patrzył wtedy w księżnę, swą żonę, promieniejącą {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1018|num=610}}pięknością, otoczoną bardziej jeszcze jak królowa, i wzdychał.<br>
{{tab}}Myślał o tamtej, umarłej, o Marji-Annie, jednej kobiecie, która nim wstrząsnęła, na której jedno spojrzenie wszystka krew z serca biła mu do mózgu.<br>
{{tab}}Bo nigdy ona nie wyszła z jego myśli. Po tylu latach, widział ją jeszcze nieruchomą, sztywną umarłą, w wielkiej komnacie, w Borderie... Dreszcz go niekiedy przejmował, jak gdyby uczuwał na ustach ciało jaj zlodowaciałe.<br>
{{tab}}I czas zamiast zatrzeć ten obraz, który wypełnił wiek jego młody, uczynił go bardziej jeszcze promieniejącym i zdobił go przymiotami prawie nadludzkiemi.<br>
{{tab}}Gdyby jednak zechciał był los, Marja-Anna byłaby jego żoną. Powtarzał to po tysiąc razy, i w myśli układał sobie obraz pożycia z nią.<br>
{{tab}}Pozostaliby w Sairmeuse... Mieliby piękne dziatki igrające w koło nich! Nie byłby skazany na tę ustawiczną reprezentację, tak szumną, a tak czczą.<br>
{{tab}}Szczęśliwemi nie są ci, co mają na widoku wystawę, i na rzecz drugich paradują szczęściem... Prawdziwie szczęśliwi ukrywają sie, i mają słuszność; szczęście, jest niemal występkiem.<br>
{{tab}}Tak myślał Marcjal, i on, poważny mąż stanu, mówił do siebie z wielkością:<br>
{{tab}}— Kochać i być kochanymi... w tem jest wszystko, reszta to marność.<br>
{{tab}}I istotnie też usiłował obudzić w sobie miłość dla pani Blanki, usiłował odnaleźć przy niej gorące wrażenia, których doznawał widując ją w Courtomieu. To mu się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1019|num=611}}nie udało. Przewracaj jak chcesz zimne popioły, nie wydobędziesz z nich iskry. Pomiędzy nią i nim wznosił się mur ludowy, którego nic stopić nie mogło, i który rósł ciągle na wzdłuż i na grubość.<br>
{{tab}}— To niepojęta rzecz, dlaczego?... mawiał do siebie. Są dnie, w których bym przysiągł, że ona mnie kocha. Charakter jej, dawniej tak drażliwy, teraz zmienił się zupełnie; ona stała się samą słodyczą... Kiedy spojrzę na nią z większem zajęciem, oczy jej połyskują rozkoszą.<br>
{{tab}}Ale było to nad jego siły.<br>
{{tab}}Te daremne żale, trawiące te boleści, przyczyniły się zapewne do tej cierpkości, jaką odznaczała się polityka Marcjala.<br>
{{tab}}Umiał przynajmniej upaść z godnością.<br>
{{tab}}Przeszedł on bez zmiany oblicza od wszechwładztwa do położenia tak krytycznego, że przez pewien czas czuł się niepewnym życia.<br>
{{tab}}W gruncie jednak, co go to obchodziło!<br>
{{tab}}Widząc próżne przedpokoje swe, przedtem natłoczone proszącemi i pochlebcami, zaczął się śmiać, i śmiech jego był szczerym.<br>
{{tab}}— Okręt tonie, mówił, sznury pouciekały.<br>
{{tab}}Nie widziano na jego twarzy bladości, kiedy rozhukany tłum postąpił z rykiem pod jego okna i chciał wybijać mu szyby. A gdy Otto, wierny jego kamerdyner, zaklinał go, ażeby się przebrał i umknął furtką do ogrodu:<br>
{{tab}}— Ah, nie! na Boga!.. odrzekł. Jestem tylko obmierzłym, nie chcę stać się śmiesznym!...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1020|num=612}}{{tab}}Nie można go było nawet nigdy powstrzymać, by nie zbliżał się do okna i nie patrzał w ulicę.<br>
{{tab}}Przyszła mu szczególna myśl.<br>
{{tab}}— Jeżeli Lacheneur jest jeszcze na świecie, rzekł sobie, jakaż to musi być jego radość!... A jeżeli żyje, to z pewnością znajduje się w pierwszych szeregach i podżega tłum.<br>
{{tab}}I chciał widzieć na własne oczy.<br>
{{tab}}Ale w tej epoce Jan Lacheneur był jeszcze w Rosji.<br>
{{tab}}Wzburzenie publiczne uśmierzyło się, nawet pałac Sairmeuse nie był serjo zagrożonym.<br>
{{tab}}Jednakże Marcjal rozumiał, że powinien zniknąć na jakiś czas, utonąć w niepamięci, udać się w podróż.<br>
{{tab}}Nie proponował księżnie, ażeby z nim wyjechała.<br>
{{tab}}— Ja to prowadziłem walkę, moja droga, rzekł do niej, byłoby niesprawiedliwością abyś ty je odpłacała wygnaniem. Pozostań... widzę w tem pewną korzyść jak pozostaniesz.<br>
{{tab}}Nie nalegała nań, aby pozwolił jej dzielić swój los. Byłoby to dla niej szczęściem, ale by toż to podobnem! Ona musiała pozostać, aby walczyć z temi nędznikami, co ją szarpali. Już po dwakroć kiedy zmuszoną była oddalić się, omal się wszystko nie wydało, a przecież ona miała wtedy ciotkę Medje, która ją zastępowała.<br>
{{tab}}Marcjal wyjechał tedy w towarzystwie samego Ottona, jednego z tych poświęconych sług, jakich dobrzy panowie czasami jeszcze napotykają. Rozumem, Otto wyższym był nad swe stanowisko; miał on niezależny majątek, miał sto przyczyn, a z nich jednę bardzo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1021|num=613}}piękną, do upierania się przy pobycie w Paryżu: ale pan jego był nieszczęśliwym, on nie namyślał się nawet.<br>
{{tab}}I przez cztery lata książę de Sairmeuse włóczył po całej Europie nudę swą i bezczynność, przygnieciony ciężarem życia, którego nie ożywiał już żaden interes, którego nie podtrzymywała żadna nadzieja.<br>
{{tab}}Zamieszkał nasamprzód w Londynie, potem w Wiedniu i Wenecji. Nareszcie, pewnego dnia, ogarnęła go nieprzezwyciężona chęć powrotu do Paryża, i wrócił.<br>
{{tab}}Może to nie było bardzo roztropnie. Jego najzaciętsi nieprzyjaciele, osobiści wrogowie, niegdyś śmiertelnie przezeń urażeni, byli przy władzy. On nie obliczał nic. I wreszcie, co kio mógł przeciw niemu, kiedy on niczem nie chciał być już na świecie! O co odwet miał się u niego zaczepić?<br>
{{tab}}Wygnanie, które mocno zaciężyło na nim, zmartwienie, zawody, osamotnienie, w jakiem się znajdował, usposobiły jego do czułości, i wracał on z wyraźnym zamiarem przezwyciężenia dawnych swoich wstrętów i szczerego zbliżenia się do księżnej.<br>
{{tab}}— Starość nadchodzi, myślał sobie. Jeżeli nie będę miał kobiety kochanej u mego ogniska, niechże będzie choć przyjaciółka...<br>
{{tab}}I w samej rzeczy, obejście jego za powrotem, zdziwiło panią Blankę. Zdawało się jej prawie, że odnajduje swego dawnego Marcjala z niebieskiej salki w Courtomieu. Ale ona już nie należała do siebie, i to co miało być dla niej marzeniem urzeczywistnionem, stało się tylko dodatkiem do dawnych cierpień.<br>
{{tab}}Marcjal tymczasem prowadził dalej rozpoczęty plan, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1022|num=614}}kiedy raz poczta przyniosła mu ten lakoniczny bilecik:<br>
{{tab}}„Ja, na miejscu twem, książę, dałbym baczność na mą żonę.“<br>
{{tab}}Był to tylko list bezimienny, a jednak Marcjal uczuł rumieniec gniewu występujący mu na czoło.<br>
{{tab}}— Czyżby ona miała kochanka, pomyślał sobie.<br>
{{tab}}Potem rozważając postępowanie swe od ślubu:<br>
{{tab}}— A gdyby i tak było, dodał, cóżbym mógł mieć przeciwko temu?... Czyżem jej nie dał milczącego przyzwolenia na wszelką swobodę?<br>
{{tab}}Był nadzwyczajnie zmieszanym, nigdyby jednakże nie zstąpił do podłej roli szpiega, gdyby nie jedna z tych drobnych okoliczności, które stanowią o doli ludzkiej.<br>
{{tab}}Wracał on z przejażdżki konnej rano, około godziny jedenastej, i znajdował się niedalej jak trzydzieści kroków od swego pałacu, kiedy zobaczył spiesznie zeń wychodzącą kobietę, bardzo skromnie czarno ubraną, z postawy niezmiernie księżnę przypominającą.<br>
{{tab}}— To ona niezawodnie, pomyślał; ale dlaczego w tak pospospolitem ubraniu?<br>
{{tab}}Gdyby szedł pieszo, byłby się niezawodnie nie zatrzymywał i dążył do domu. Ale był na koniu, puścił go więc w ślad za panią Blanką, która dążyła w kierunku ulicy Grenelle.<br>
{{tab}}Szła bardzo prędko nie odwracając głowy, szczelnie utrzymując na twarzy gęstą zasłonę.<br>
{{tab}}Doszedłszy do ulicy Taranne, rzuciła się raczej niż wsiadła do dorożki na stacji.<br>
{{tab}}Woźnica mówił coś z mą u drzwiczek, poczem lekko {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1023|num=615}}wskakując na kozioł, dał chudym szkapom takie mistrzowskie zacięcie biczem, że ani wątpić nie można było o książęcym tryngielcie.<br>
{{tab}}Dorożka już minęła ulicę Smoczą, a Marcjal, niezdecydowany i tknięty wstydem jeszcze stał na tem samem miejscu, gdzie zatrzymał konia, na rogu ulicy Ojców Świętych, przed dystrybucją tytoniu.<br>
{{tab}}Nie śmiejąc powziąść stanowczego kroku, próbował skłamać samemu sobie.<br>
{{tab}}— Ej!... pomyślał, popuszczając koniowi cugle, nic się złego nie stanie jak podjadę. Dorożka musi już być bardzo daleko i nie dogonię jej.<br>
{{tab}}Dogonił ją jednak na rozdrożu Croix-Rouge, gdzie jak zwykle był natłok wozów.<br>
{{tab}}Była to taż sama, Marcjal poznał ja po zielonym pudle i białych kołach.<br>
{{tab}}Kiedy natłok zwolniał, dorożka ruszyła.<br>
{{tab}}Dorożkarz na koźle nie siedział już ale stał, okładając biczem bieguny, cwałem przebył jakąś wązką uliczkę, okrążył plac św. Sulpicjusza i dostał się na bulwary zewnętrzne.<br>
{{tab}}O sto kroków za dorożką Marcjal zastanawiał się.<br>
{{tab}}— Jakżeż jej pilno! pomyślał. Nie jest to jednak bynajmniej okolica schadzek.<br>
{{tab}}Dorożka minęła plac Włoski, wtoczyła się w ulicę Château des-Rentiers, i niebawem zatrzymała się na pustym pcaću.<br>
{{tab}}Drzwiczki otworzyły się natychmiast, księżna de Sairmeuse lekko wyskoczyła na ziemię, i nie oglądając się ani na prawo ani na lewo puściła się pustemi placami.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1024|num=616}}{{tab}}Nieopodal ztamtąd, na kamiennym bloku, siedział człowiek złej miny, z długą brodą, w bluzie, z czapką na ucho, z fajką w zębach.<br>
{{tab}}— Czy nie potrzymałbyś mi przez chwilę konia? zapytał go Marcjal.<br>
{{tab}}— Mniejsza o to!... kiwnął człowiek.<br>
{{tab}}Marcjal rzucił mu lejce i poszedł w ślad za żoną.<br>
{{tab}}Gdyby nie mocne zamyślenie, byłby może zwrócił uwagę na złośliwy uśmiech, który zmarszczył usta tego człowieka, a wpatrując się w jego rysy, może by go poznał.<br>
{{tab}}Był to Jan Lachenenr.<br>
{{tab}}Od czasu jak posłał księciu de Sairmeuse bezimienną denuncjację, wyprawiał coraz częściej księżnę do wdowy Chupin, i za każdym razem śledził jej przybycie.<br>
{{tab}}— Tym sposobem, myślał sobie, jak mąż zdecyduje się pójść za nią, ja będę o tem wiedział.<br>
{{tab}}Do jego bowiem zamiarów koniecznem było, ażeby mąż śledzł! panią Blankę.<br>
{{tab}}Gdyż Jan Lacheneur projekt miał już gotowy i dojrzale obmyślany. Między stu zemstami wybrał on jednę straszliwą, czynną i sromotną, jaką tylko chorobliwy i zgorączkowany mózg wymyśleń mógł.<br>
{{tab}}Chciał on wyniosłą księżnę de Sairmeuse widzieć oddaną na najobrzydliwsze zniewagi. Marcjala w zapasach z najbezecniejszemi złoczyńcami, wrzawę brudną i krwawą w ściekowisku ludzkiej ohydy... Rozkoszował się na myśl o policji, która uprzedzona przez niego przyjdzie i wszystkich zabiorze bez różnicy. Marzył o ohydnym procesie, w którym ukaże się znów zbrodnia w {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1025|num=617}}Borderie dokonana, nastąpią sromotne skazania, dla Marcjala galery, więzienie centralne dla księżnej, i widział dwa te imiona Sairmeuse i Courtomieu naznaczone wiekuistem piętnem hańby.<br>
{{tab}}W tym szalonym pomyśle przejawiała się dzikość zabójcy starego księcia de Sairmeuse, pomieszana z potwornemi wyrafinowaniami przez koczującego aktora zaczerpanemi z melodramatów w których odgrywał rolę czarnych charakterów.<br>
{{tab}}I zdawało mu się, że nie zapomniał o niczem.<br>
{{tab}}Miał on pod ręką dwóch wyrzutków najsromotniejszych, gotowych na wszelkie gwałty, i hultaja chłopca imieniem Gustaw, którego nędza i nikczemność zdawały na jego dyskrecję, i który miał w danym razie odegrywać rolę syna Marji-Anny.<br>
{{tab}}Oczywiście, że ci trzej wspólnicy nie domyślali się bynajmniej jego projektów. Chupinowa zaś i jej syn, chociaż prawdopodobnie wietrzył jakąś okropną szkaradę, ale w rzeczywistości nie wiedzieli nic prócz nazwiska księżnej.<br>
{{tab}}Jan wreszcie trzymał {{Korekta|Poleta|Polyta}} i jego matkę przynętą zysku i obietnicą majątku, jeżeli wiernie spełnią jego zamiary.<br>
{{tab}}Nakoniec. na pierwszy dzień, w którym Marcjal pójdzie w ślad za żoną, Jan przewidział przypadek, że może on wejść za mą do ''Pieprzniczki''; wszystko urządził więc tak iżby Marcjal był przekonanym, że ona przyszła tam z miłosierdzia.<br>
{{tab}}Ale on nie wejdzie; z sercem pałającem złowrogą {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1026|num=618}}radością, myślał Lacheneur, trzymając konia; jego książęca mość jest za rozumny na to.<br>
{{tab}}I rzeczywiście, Marcjal nie wszedł. Choć ręce mu opadły gdy zobaczył żonę swą wchodzącą do tego sromotnego szynku, jak gdyby do siebie, powiedział sobie, że wszedłszy tam nie dowie się niczego.<br>
{{tab}}Poprzestał więc na okrążeniu domu dokoła, i wsiadłszy na konia odjechał cwałem. Podejrzenia jego były zupełnie rozpierzchłe, nie wiedział, co myśleć, co sobie wyobrazić, czemu uwierzyć...<br>
{{tab}}Ale mocno postanowił rozjaśnić tę tajemnice, i za ledwie wróciwszy do pałacu posłał po Ottona na zwiady. Mógł się ze wszystkiem zwierzyć temu wiernemu słudze, nie miał dla niego tajemnic.<br>
{{tab}}Około czwartej godziny wierny sługa wrócił, z twarzą wyciągniętą.<br>
{{tab}}— I cóż?... zapytał Marcjal, domyślając się nie szczęścia.<br>
{{tab}}— Ah, panie!... właścicielką tej jaskini jest wdowa jednego z synów tego łotra Chupina.<br>
{{tab}}Marcjal zbladł jak płótno na jego koszuli.<br>
{{tab}}Znał on zanadto życie, by nie zrozumieć, że księżna zmuszoną została ulegać woli tych złoczyńców, którzy byli panami jakiejś jej tajemnicy. Ale jaka to tajemnica? Musiała być straszliwą.<br>
{{tab}}Lata, które białemi włosami posrebrzyły głowę Marcjala, nie stłumiły żaru jego krwi. Był to zawsze człowiek powodujący się pierwszem poruszeniem.<br>
{{tab}}Jednym skokiem stanął w apartamentach żony.<br>
{{tab}}— Księżna pani tylko co zeszła na dół, rzekła doń {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1027|num=619}}pokojowa, by przyjąć panią hrabinę do Mussidan i panią margrabinę d’Arlange.<br>
{{tab}}— To dobrze, poczekam tu na panią... wyjdź sobie...<br>
{{tab}}I Marcjal wszedł do pokoju Blanki.<br>
{{tab}}Wszystko było tam w nieładzie, gdyż księżna, po powrocie z ''Pieprzniczki''. ledwie kończyła się ubierać, kiedy oznajmiono jej wizytę.<br>
{{tab}}Szafy były pootwierane, krzesła porozstawiane, tysiączne przedmioty, których codziennie używała pani Blanka, zegarek, pęki różnych kluczyków, pierścionki, walały się po komodach i nad kominkiem.<br>
{{tab}}Marcial nie usiadł, wracała mu zimna krew.<br>
{{tab}}— Tylko bez głupstw, pomyślał, jak się zacznę wypytywać, będę zwiedzionymi... Trzeba milczeć i naglądać.<br>
{{tab}}Już miał odejść, kiedy wodząc okiem po pokoju, spostrzegł w szklannej szafie, sporą skrzyneczkę srebrem nabijaną, którą żona jego miała będąc jeszcze panną i zabierała z sobą wszędzie.<br>
{{tab}}— Tam zapewne, rzekł do siebie, musi być wyraz zagadki.<br>
{{tab}}Marcjal znajdował się pod ten czas w tem usposobieniu, w którem człowiek bez rozwagi kieruje się głosem namiętności. Widział na kominku pęk kluczów, porwał je i zaczął dobierać klucza do szkatułki... Czwarty otworzył, szkatułka była pełną papierów.<br>
{{tab}}Z gorączkowym pośpiechem Marcjal przebiegł już trzydzieści nic nie znaczących listów, kiedy wpadła mu faktura tak brzmiąca:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1028|num=620}}{{tab}}„Poszukiwania dla odnalezienia dziecka pani S.. Koszta trzeciego kwartału 18... roku“.<br>
{{tab}}Marcjal {{Korekta|olsnął|olśnił}}.<br>
{{tab}}Dziecka!... Żona jego miała dziecko!<br>
{{tab}}Czytał jednak dalej: „Utrzymanie dwóch agentów w Sairmeuse... Podróż przezemnie odbyta... Wynagrodzenia rozmaitym., i t. d.“ Ogół wynosił 6.000 franków, a wszystko podpisane było: Chefteux.<br>
{{tab}}Wtedy z rodzajem zimnej wściekłości Marcjal zaczął przewracać szkatułkę i kolejno znalazł w niej: bilet pisany szkaradnym charakterem, w którym powiedziano: „Dwa tysiące franków dziś wieczór, bo jak nie, to powiem księciu zdarzenie w Borderie“. Potem trzy inne faktury Chefteuxa; potem list ciotki Medji, w którym mówiła o więzieniu i wyrzutach. Nareszcie, w głębi, był akt ślubny Maryi-Anny Lacheneur i Maurycego d’Escorval, wydany przez proboszcza w Vigano, podpisany przez starego lekarza i kaprala Bavois.<br>
{{tab}}Prawda jaśniała jak dzień.<br>
{{tab}}Ogłuszony i przybity bardziej jak gdyby go kto drgiem żelaznym uderzył w głowę, zlodowaciały ze zgrozy, Marcjal tyle miał jednak siły, że ułożył jako tako listy i szkatułkę postawił na miejscu.<br>
{{tab}}Potem odszedł do swych apartamentów chwiejąc się, chwytając się ścian.<br>
{{tab}}— To ona, szepnął, otruła Marję-Annę!<br>
{{tab}}Zgnębiła go głębokość zbrodni tej kobiety, która była jego żoną, nie mógł pojąć tego zuchwalstwa występku, tej zimnej krwi, tej niesłychanej doskonałości w udawaniu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1029|num=621}}{{tab}}Jednakże, jeżeli Marcjal dobrze rozpoznawał rzeczy ogólnie, wiele szczegółów umknęło przed jego przenkliwością.<br>
{{tab}}Poprzysiągł sobie, że czy to przez księżnę przy użyciu pewnej zręczności, czy przez Chupinową, dowie się o wszystkiem szczegółowo.<br>
{{tab}}Kazał więc Ottonowi, ażeby mu dostarczył ubranie takie jakie nosili bywalce ''Pieprzniczki'', i to nie fantazyjne, ale realne, które już było noszonem. Nie wiadomo bowiem, co zajść może.<br>
{{tab}}Od tej chwili, a było to w pierwszych dniach lutego, pani Blanka już krokiem nie ruszyła się z domu, nie będąc śledzoną. Nie otrzymała ani jednego listu, któryby nie był czytany przez jej męża.<br>
{{tab}}I ona ani się domyślała tego nieustannego śledzenia.<br>
{{tab}}Marcjal siedział w mieszkaniu; podał się za chorego. Znaleźć się oko w oko z żoną i milczeć, było to nad jego siły. Zanadto pamiętał przysięgę wykonaną na trupie Marji-Anny.<br>
{{tab}}Jednakże ani Otto, ani jego pan, nic nie przejęli.<br>
{{tab}}Bo też i nic nie było. Polyt Chupin dostał się do więzienia za kradzież, i wypadek ten opóźnił zamiary Lacheneura.<br>
{{tab}}Nareszcie uważał, że wszystko będzie gotowe na 20 lutego, a była to niedziela zapustna.<br>
{{tab}}W przeddzień, stara Chupinową była zręcznie nastawioną, i napisała do księżnej, aby przybyła do ''Pieprzniczki'', w niedzielę wieczór, o godzinie jedenastej.<br>
{{tab}}Tegoż samego wieczora, Jan miał się zejść ze swemi wspólnikami na balu pod rogatkami, pod ''Tęczą'', rozdzielić między nich rolę, i dać im ostateczne instrukcje.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1030|num=622}}{{tab}}Wspólnicy jego mieli zagaić scenę; a on ukazać się dopiero przy rozwiązaniu.<br>
{{tab}}— Wszystko jest doskonale ułożone, myślał sobie. Maszynerja pójdzie.<br>
{{tab}}„Maszynerja“, jak ją nazywał, o mało jednak nie zatrzymała się.<br>
{{tab}}Pani Blanka, otrzymawszy wezwanie Chupinowej, już już miała stawić opór. Godzina niezwykła, miejsce wskazane, przerażały ją.<br>
{{tab}}Zrezygnowała się jednak, i wieczorem ukradkiem wymknęła s<ę z pałacu, uprowadzając Kamillę, tę pokojową, która była przy śmierć ciotki Medji.<br>
{{tab}}Księżna i pokojówka ubrały się jak {{Korekta|ladasznice|ladacznice}} ostatniego regestru, i pewne były w duchu, że nikt ani ich śledzi, ani pozna, ani zobaczy.<br>
{{tab}}Śledził je przecież jeden człowiek, który puścił się ich siadem, był to Marcjal.<br>
{{tab}}Uwiadomiony wprzód jeszcze jak jego żona, o tej schadzce, on także przebrał się w odzież portowego robotnika, którą mu sprowadził Otto. A ponieważ w charakterze jego było doprowadzać do możliwej doskonałości wszystko co posiadał, więc istotnie przemienił się do niepoznania. Powalał i pokręcił włosy i brodę, ręce pomazał błotem: słowem stał się człowiekiem odpowiadającym odzieży.<br>
{{tab}}Otto zaklinał go, ażeby pozwolił mu pójść za soną, ale odmówił, twierdząc, ze rewolwer dostatecznie go zabezpiecza. Ale znając dobrze Ottona, wiedział, ze mu nie będzie posłusznym.<br>
{{tab}}Dziesiąta biła kiedy pani Blanka i Kamilla puściły {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1031|num=623}}się w drogę, w pięć minut były przy ulicy Taranne.<br>
{{tab}}Tam stała jedyna dorożka na stacji.<br>
{{tab}}Wsiadły i dorożka ruszyła.<br>
{{tab}}Okoliczność tu wydarła Marcjalowi przekleństwo godne jego odzieży. Ale zastanowi1 się, że wiedząc, gdzie się udała jego żona, zawsze dla doścignienia jej znajdzie inną dorożkę.<br>
{{tab}}Znalazł rzeczywiście jedną, której woźnica, za dziesięć franków tryneieltu zapłaconych z góry, dowiózł go prędko do ulicy Château-des-Rentiers.<br>
{{tab}}Zaledwie zszedł z dorożki, aliści usłyszał głuchy turkot innego powozu, który nagle zatrzymał się w pewnej odległości.<br>
{{tab}}— Oczywiście, pomyślał, Otto jedzie za mną.<br>
{{tab}}I zapuścił się na puste place.<br>
{{tab}}Wszędzie panowała cisza i ciemność, gęstwiała mgła zapowiadająca odwilż. Marcjal potykał się i ślizgał co krok, po nierównym i pełnym śniegu gruncie.<br>
{{tab}}Spostrzegł jednak niebawem czarną masę pośrodku mgły. Jest to ''Pieprzniczka''. Światło z wewnątrz przeciskało się przez otwory w kształcie serca u okiennic, a zdała rzekłbyś, że to wielkie czerwone oczy świecą w nocnych ciemnościach.<br>
{{tab}}Byłoż to istotnie podobieństwem, aby tam znajdowała się księżna de Sairmeuse!<br>
{{tab}}Marcjal po cichu zbliżył się do okiennic, i uczepiwszy się zawias i jednego otworu, podniósł się siłą pięści i patrzył.<br>
{{tab}}Tak, jego żona była istotnie w sromotnej jaskini.<br>
{{tab}}Siedziała przy stole, razem z Kamillą, przed wazą {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1032|num=624}}wina, w towarzystwie dwóch ohydnych łajdaków i młodego żołnierza.<br>
{{tab}}Pośrodku izby, stara kobieta, Chupinowa, z kieliszkiem w ręku, rozprawiała i frazesy zalewała haustami wódki.<br>
{{tab}}Zrobiło to takie wrażenie na Marcjalu, że opadł na ziemię.<br>
{{tab}}Promyk litości przeniknął do jego serca, bo mu się głucho przedstawiała cała okropność męczarni, która spadła jako kara na trucicielkę.<br>
{{tab}}Ale chciał widzieć jeszcze i wciągnął się znowu.<br>
{{tab}}Stara znikła. Wojskowy podniósł się, rozprawiał coś wyrabiając rękami, a pani Blanka i Kamilla słuchały go uważnie.<br>
{{tab}}Dwaj hultaje, naprzeciw siebie, wsparci łokciami na stole, spoglądali po sobie, i zdawało się Marcjalowi, że oni porozumiewają się znakami.<br>
{{tab}}Zdawało mu się dobrze Złoczyńcy umawiali się o dobrą „gratkę“.<br>
{{tab}}Pani Blanka, stosując się ściśle do swego stroju, tak dalece, że aż włożyła grube trzewiki płaskie, które kaleczyły jej nogi, zapomniała jednak zdjąć drogocennych kolczyków.<br>
{{tab}}Zapomniała, ale spólnicy Lacheneura spostrzegli je natychmiast, i patrzyli na nie oczyma błyszczącemi bardziej jeszcze jak djamenty.<br>
{{tab}}Czekając, według umowy, na zjawienie się Lacheneura, nędznicy ci tymczasem odegrywali nakazaną sobie rolę. Za to i za dalsze współdziałanie, obiecał on im pewną sumę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1033|num=625}}{{tab}}Owóż, sądzili oni, że suma ta nie wyniesie może i czwartej części tego, co warte są klejnoty, i okiem mówili do siebie:<br>
{{tab}}— A gdybyśmy też jej wydarli, hę?... i drapnęli nie czekając na tamtego!...<br>
{{tab}}— Niebawem zgodzili się na to.<br>
{{tab}}Jeden z nich powstał z nienacka i pochwyciwszy księżnę za kark, przechylił ją na stół.<br>
{{tab}}Kolczyki poszłyby były od razu, gdyby nie Kamilla, która mężnie rzuciła się między panią i złoczyńcę.<br>
{{tab}}Marcjal nie mógł już widzieć więcej.<br>
{{tab}}Doskoczył aż do drzwi od szynku, otworzył je i wszedł, zamykając je za sobą na zasuwkę.<br>
{{tab}}— Marcjal!...<br>
{{tab}}— Książe!...<br>
{{tab}}Dwa te okrzyki, które jednocześnie wydarły się pan< Blance i Kamilli, zrazu osłupiły, a potem wprawiły we wściekłość obu złoczyńców: rzucili się na Marcjala z mocnem postanowieniem zabić go.<br>
{{tab}}Marcjal umknął im uskoczywszy w bok. Miał w ręku rewolwer, wypalił dwa razy, dwaj zbrodniarze padli.<br>
{{tab}}To go jednak nie ocaliło, gdyż młody żołnierz rzucił się nań, chcąc go rozbroić.<br>
{{tab}}Szamocąc się szalenie, Marcjal krzyczał głosem drżącym:<br>
{{tab}}— Uciekaj, Blanko!... uciekaj!... Nieopodal jest Otto. Imię nasze, imię!... Ocal cześć imienia!...<br>
{{tab}}Obie kobiety wymknęły się drugiem wnijściem wychodzącem na ogródek, i w tejże samej prawie chwili dały się słyszeć gwałtowne uderzenia we drzwi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1034|num=626}}{{tab}}Ktoś nadchodził!... To podwoiło energję Marcjala w najwyższem wysileniu tak gwałtownie odepchnął przeciwnika, że nieszczęśliwy uderzył głową o róg stołu i padł jak nieżywy.<br>
{{tab}}Ale wdowa Chupin zbiegłszy na ten hałas, ryczała. Przy drzwiach wołano:<br>
{{tab}}— Otworzyć, w imię prawa!<br>
{{tab}}Marcjal mógł uciec. Ale ucieczka jego mogłaby była wydać księżnę, gdyż za nim niezawodnie puszczonoby się w pogoń. Od jednego rzutu oka zmierzył niebezpieczeństwo i powziął postanowienie.<br>
{{tab}}Wstrząsnął silnie Chupinową, i głosem urwanym:<br>
{{tab}}— Dostaniesz sto tysięcy franków, jak będziesz umiała milczeć, rzekł.<br>
{{tab}}Potem, przyciągnąwszy do siebie stół, oszańcował się niejako za nim.<br>
{{tab}}Drzwi rozerwały się w kawałki... Rond policyjny pod wodzą inspektora Gevrola, wkroczył do jaskini.<br>
{{tab}}— Poddaj się! zawołał inspektor na Marcjala.<br>
{{tab}}Książe ani drgnął, mierzył rewolwerem ku agentom.<br>
{{tab}}— Gdybym mógł ich przetrzymać i parlamentować z niemi choć kilka minut, pomyślał, wszystko by leszcze ocalić można.<br>
{{tab}}Zyskał te kilka minut... Poczem rzucił broń na ziemię, i chciał uskoczyć, kiedy jeden z agentów, obszedłszy dom, schwycił go wpół, i przewrócił na ziemię.<br>
{{tab}}Z tej strony on pomocy się tylko spodziewał, to też wykrzyknął do siebie:<br>
{{tab}}— Po wszystkiem! Prusacy nadciągają!<br>
{{tab}}Związano go w mgnieniu oka, i we dwie godziny {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1035|num=627}}potem osadzono w komórce, na stacji przy rogatkach Włoskich.<br>
{{tab}}Położenie jego streszczało się w ten sposób:<br>
{{tab}}Odegrywał on charakter swego kostjumu tak, że zwiódł samego Gevrola. Złoczyńcy w ''Pieprzniczce'' poumierali, a liczyć mógł na Chupinową.<br>
{{tab}}Ale wiedział, że zasadzka zastawioną była przez Jana Lacheneura.<br>
{{tab}}Ale czytał on cały wolumin podejrzeń w oczach młodego policjanta, który go ujął, i którego drudzy nazywali Lecoqiem.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''{{Korekta|LIII|LI}}.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Książe de Sairmeuse był jednym z tych ludzi, którzy pozostają wyższemi nad wszelką złą czy dobrą dolę. Doświadczenie jego było ogromne, rzut oka pewny, umysł żywy i płodny w środki. Przebył on w życiu dziwne wypadki, i zawsze jego zimna krew panowała nad niemi.<br>
{{tab}}Jednakże w tej chwili, siedząc sam w tej dziurze wilgotnej i dusznej, po krwawych scenach w szynku Chupinowej, pozostał bez myśli i bez nadziei.<br>
{{tab}}Wiedział on bowiem, że Sprawiedliwość nie poprzestaje na pozorach, a kiedy zetknie się z tajemnicą nie spocznie dopóki jej nie wyświeci.<br>
{{tab}}Marcjal rozumiał aż nadto dobrze, że gdy raz tożsamość osoby jego będzie poświadczoną, to szukać będą przyczyn bytności jego w ''Pieprzniczce'', znajdą ją niebawem i dojdą aż do księżnej, a wtedy zbrodnia dokonana w Borderie wychyli się z mroku przeszłości.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1036|num=628}}{{tab}}Wtedy nastąpi sąd kryminalny, uwięzienie, skandal straszliwy, bezcześć, hańba wiekuista.<br>
{{tab}}I dawna jego potęga, zamiast pomagać, pognębiała go. Któż bowiem nastąpił po nim u steru władzy? Jego przeciwnicy {{Korekta|politycznni|polityczni}}, a pomiędzy niemi było dwóch wrogów osobistych, którym on zadał okrutne zniewagi, co się nigdy nie koją. Jakaż dla nich sposobność do zemsty!<br>
{{tab}}Na myśl o niezatartej hańbie, wypiętnowanej na tem wielkmm imieniu Sairmeuse, które było jego siłą i chwałą, mieszało mu się w głowie.<br>
{{tab}}— O mój Boże!... szeptał, natchnij mnie. Jak ocalić cześć imienia?<br>
{{tab}}Widział jeden tylko środek ratunku: umrzeć, zabić się w tej komórce. Dotąd brano go jeszcze za jednego z tych łotrów, co snują się pod rogatkami; po śmierci, mało obchodzić będzie władzę tożsamość jego osoby.<br>
{{tab}}— Ha!... tak trzeba!... powiedział sobie.<br>
{{tab}}Już namyślał się jakby uskutecznić swój zamiar, kiedy posłyszał wielki ruch obok, na stacji, gwar i śmiech.<br>
{{tab}}Drzwi komórki otworzyły się, a dozorcy miejscy wepchnęli tam człowieka, który zrobił klika kroków, zachwiał się, ciężko powalił na ziemię, i prawie natychmiast zaczął chrapać. Był to pijany...<br>
{{tab}}Aż tu promyk nadziei oświecił serce Marcjala. W pijanym tym poznał Ottona, przebranego, prawie nie do poznania.<br>
{{tab}}Podstęp był śmiałym, trzeba było śpiesznie korzystać i zmylić baczność dozorujących. Marcjal rozciągnął {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1037|num=629}}się na ławie, jakby do spania, tak, że zaledwie na łokieć głowa jego oddaloną była od głowy Ottona.<br>
{{tab}}— Księżna jest już bezpieczną... szepnął wierny sługa.<br>
{{tab}}— Na dziś, być może. Ale na jutro przezemnie dojdą aż do niej?<br>
{{tab}}— A czy wasza książęca mość wymieniłeś nazwisko?<br>
{{tab}}— Nie... wszyscy agenci, prócz jednego, mają mnie za rogatkowego włóczęgę.<br>
{{tab}}— Trzeba więc wciąż utrzymywać się w tym charakterze.<br>
{{tab}}— Na co się to zdało?... Lacheneur mnie wyda.<br>
{{tab}}Marcjal, na teraz przynajmniej, uwolniony był od Lacheneura.<br>
{{tab}}Ten, przed kuku godzinami idąc z pod ''Tęczy'' do ''Pieprzniczki'', wpadł w opuszczony dół po wykopalisku, i strzaskał sobie czaszkę. Kopacze idący do roboty spostrzegli go i podnieśli, i w tej właśnie chwili wieźli go do szpitala.<br>
{{tab}}Choć nie mógł tego przewidywać Otto, jednak to nie zdawało mu się odbierać nadziei.<br>
{{tab}}— Pozbędziemy się Lacheneura, rzekł, niech tylko wasza książęca mość utrzymuje się w swej roli... Wydobyć się z więzienia, to fraszka kiedy kto ma miljony.<br>
{{tab}}— Zapytują mnie kto jestem, zkąd przybyłem z czego żyję...<br>
{{tab}}— Książe pan mówi po niemiecku i po angielsku, może powiedzieć, że przybywa z za granicy, że jest podrzutkiem, że pędził życie koczownicze. naprzykład hecarza...<br>
{{tab}}— Zapewne, to nieźle...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1038|num=630}}{{tab}}Otto poruszył się jak gdyby chciał bardziej jeszcze zbliżyć się do pana, i urywanym głosem:<br>
{{tab}}— Umówmy się więc o fakta, rzekł, gdyż od dobrego porozumienia zależy powodzenie. Mam ja w Paryżu przyjaciółkę, a nikt nie wie o naszych stosunkach, która zręczną jest jak wiewiórka Nazywa się Milner, i trzyma hotel Marienburgski, na ulicy Saint-Quentin. Książe powie, że przybył wczoraj w niedzielę, z Lipska, że stanął w tym hotelu, że tam zostawił tłumok, że zapisany tam jest pod nazwiskiem Maja, artysty jarmarcznego. bez imienia...<br>
{{tab}}— Doskonale, przytwierdził Marcjal.<br>
{{tab}}I tym sposobem, z nadzwyczajną szybkością i precyzją, do najdrobniejszych szczegółów ułożyli fikcją mającą zbić z tropu śledztwo sądowe.<br>
{{tab}}Po urządzeniu wszystkiego. Otto udał, że budzi się z głębokiego snu opilstwa, zawołał, otworzono mu drzwi i wypuszczono go na wolność.<br>
{{tab}}Tylko przed opuszczeniem stacji udało mu się rzucić bilecik Chupinowej, która była zamkniętą w oddziale kobiecym.<br>
{{tab}}Kiedy więc Lecoq, płonący nadzieją i ambicją, przybył na stację po takich zręcznych poszukiwanych w ''Pieprzniczce'', z góry był już pobitym przez ludzi niższych odeń przenikliwością, ale równych mu sprytem.<br>
{{tab}}Marcjal stanowczo osnuł sobie plan, i miał go wykonać z niesłychaną dokładnością szczegółów.<br>
{{tab}}Osadzony w celi odosobnionej w więzieniu, książę de Sairmeuse przygotowywał się do wizyty sędziego śledczego, kiedy wszedł Maurycy d’Escorval... Poznali się.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1039|num=631}}{{tab}}Stanęli wzruszeni jeden jak i drugi, i rzec można, nie było żadnego badania. Jednakże, wkrótce po odejściu Maurycego, Marcjal usiłował śmierć sobie zadać. Nie wierzył we wspaniałomyślność dawnego swego nieprzyjaciela.<br>
{{tab}}Lecz nazajutrz, kiedy zamiast Maurycego zastał pana Segmullera zdawało mu się, że słyszy wołający w sobie głos: „Będziesz ocalonym“.<br>
{{tab}}Wtedy, między sędzią i Lecoqiem z jednej a obwinionym z drugiej strony, wszczęła się ta walka, w której nie było zwycięzcy.<br>
{{tab}}Marcjal czuł dobrze, iż niebezpieczeństwo wychodziło od samego Lecoqa, a jednak nie mógł przewieść na sobie, by mu to mieć za złe. Wierny swemu charakterowi, który skłaniał go do oddawania sprawiedliwości nawet nieprzyjaciołom, nie mógł nie podziwiać zadziwiającej przenikliwości i zaciętości tego młodego policjanta, który walczył sam przeciwko wszystkim, za prawdą.<br>
{{tab}}Trzeba przyznać, że jeśli postawa Marcjala była znakomitą, to też i z zewnątrz popierano go z nadzwyczajną precyzją.<br>
{{tab}}Zawsze Lecoq uprzedzonym był przez Ottona, tego tajemniczego wspólnika, którego on domyślał się a ująć nie mógł. W trupiarni, czy w hotelu Marienburgskim, u Cnotliwej Antosi, żony {{Korekta|hipolita|Polyta}} Chupin, tak jak u samego Polyta, wszędzie Lecoq przybył we dwie godziny zapoźno.<br>
{{tab}}Lecoq przejął korespondencję zagadkowego więźnia; odgadł jej dowcipny klucz, ale to na nic mu się nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1040|num=632}}przydało. Człowiek, który domyślał się w nim współzawodnika, a raczej przyszłego zwierzchnika, zdradził go.<br>
{{tab}}Jeżeli kroki młodego policjanta do jubilera i margrabiny d’Arlange były bezowocne, to dla tego, że pani Blanka nie kupowała kolczyków, które miała w ''Pieprzniczce''; ale pomieniała się z jedną ze swych przyjaciółek, baronową de Watchau.<br>
{{tab}}Nareszcie, jeżeli nikt w Paryżu nie spostrzegł zniknienia Marcjala, to dlatego, że skutkiem porozumienia się księżnej, Ottona i Kamilli, nikt w pałacu {{Korekta|Sairmeusse|Sairmeuse}} nie dostrzegł jego nieobecności Ola całej służby, pan był w swym apartamencie, cierpiący, gotowano mu ziółka, przenoszono mu śniadanie i obiad codziennie.<br>
{{tab}}Czas jednak upływał, i Marcjal czekał tylko rychło go powołają przed sąd i skażą pod imieniem Maja, kiedy dobrowolnie dano mu sposobność do ucieczki.<br>
{{tab}}Zanadto bystry, by nie domyślać się zasadzki, w przedziałowym wozie wahał się przez kilka chwil pełnych grozy... Odważył się jednak, ufając swej szczęśliwej {{Korekta|gwiaździe|gwieździe}}.<br>
{{tab}}I powiodło mu się. tej samej bowiem nocy, prze szedł przez mur ogrodowy od swego pałacu, zostawiając na dole w rękach Lecoqa. łotra na którego natrafił w knajpie, niejakiego Józefa Couturiera.<br>
{{tab}}Uprzedzony przez panią Milnerową, dzięki niefortunnemu obrotowi Lecoqa, Otto oczekiwał na swego pana.<br>
{{tab}}W mgnieniu oka broda Marcjala opadła pod brzytwą, zanurzył się w wannie, którą trzymano gotową, a łachmany jego spalono {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1041|num=633}}{{tab}}I on to, w chwilę potem, podczas poszukiwań, ośmieli! się odezwać:<br>
{{tab}}— Pozwól Ottonie niech panowie agenci spełniają swą powinność.<br>
{{tab}}Ale, dopiero po odejściu tych agentów, odetchnął.<br>
{{tab}}— Nareszcie!... zawołał, cześć ocalona!... Pobiliśmy Lecoqa.<br>
{{tab}}Wyszedł z kąpieli i włożył szlafrok, kiedy przyniesiono mu list od księżnej.<br>
{{tab}}Zerwał spiesznie pieczątkę i przeczytał:<br>
{{tab}}„Jesteś ocalony, wiesz o wszystkiem, umieram. Bądź zdrów, kochałam cię do skonu“...<br>
{{tab}}W dwóch skokach był w apartamencie żony. Drzwi od jej pokoju były zamknięte. wyłamał je zapóźno!...<br>
{{tab}}Blanka umarła tak samo jak Marja-Anna, otruta... Ale umiała zaopatrzyć się w truciznę piorunującą, i wyciągnięta w ubraniu na łożu, z rękami złożonemi na piersiach, zdawała się spać.<br>
{{tab}}Łza błysnęła w oczach Marcjala.<br>
{{tab}}— Nieszczęśliwa!... rzeki z cicha; oby Bóg przebaczył jak ją przebaczani tobie, któraś zbrodnię swą tak srogo wypokutowała na ziemi.<br><br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1042|num=634}}{{c|'''{{Rozstrzelony|EPILO}}G.'''|w=130%|po=12px}}
{{c|'''Pierwsze powodzenie.'''|w=110%|po=12px}}
{{tab}}Wolny w swoim pałacu, pośród służby, wszedłszy znów w posiadanie swej osobistości książę de Sairmeuse mógł zawołać tonem tryumfu:<br>
{{tab}}— Pobiliśmy Lecoqa!<br>
{{tab}}W tem miał słuszność.<br>
{{tab}}Ale uważał się za uwolnionego na zawsze od zamachów tego wyżła o delikatnym węchu, i w tem się mylił.<br>
{{tab}}Młodego policjanta temperament nie pozwalał mu, z założonemi rękami strawić doznanego upokorzenia.<br>
{{tab}}Już wchodząc do ojca Tabareta, zaczął otrząsać się z pierwszego wrażenia. Żegnając się z tym wielce doświadczonym badaczem, odzyskał całą waleczność, zupełną swobodę umysłu, i czuł w sobie energję, gotową ziemię ruszyć z posady.<br>
{{tab}}— I cóż, kolego?... rzekł do ojca Piołunówki, który dreptał przy jego boku, słyszałeś pana Tabareta, naszego mistrza? Wszak miałem słuszność?<br>
{{tab}}Ale stary policjant nie był przy entuzjazmie.<br>
{{tab}}— Tak, miałeś pan słuszność, odpowiedział tonem żałosnym.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1043|num=635}}{{tab}}— Cóż nas tedy zgubiło? Trzy fałszywe obroty. Owóż, ja naszą dzisiejszą klęskę zamienię w zwycięztwo.<br>
{{tab}}— Ah! to bardzo być może, jeżeli nam tylko nie dadzą nosa.<br>
{{tab}}Ta kłopotliwa uwaga przywołała nagle Lecoqa do należytego poczucia obecnego położenia.<br>
{{tab}}Nie było ono świetne, ale nie było i tak liche jak się zdawało ojcu Piołunówce.<br>
{{tab}}W jaki sposób można je było streścić?<br>
{{tab}}Wypuścili z pomiędzy palców jednego obwinionego... było to przykrem; ale pochwycili i sprowadzili jednego z najniebezpieczniejszych złoczyńców, Józefa Couturiera; była to kompensata.<br>
{{tab}}Jeżeli jednak Lecoq nie obawiał się nosa, drżał o to, czy to otrzyma środki dostateczne do przeprowadzenia dalej sprawy z ''Pieprzniczki''.<br>
{{tab}}Co mu odpowiedzą jak będzie upewniał, że Maj, i książę de Sairmeuse, to jedno?<br>
{{tab}}Wzruszą bez wątpienia ramionami, i rozśmieją mu się w nos.<br>
{{tab}}— Jednakżeż pan de Segmuller, myślał sobie, zrozumie mnie. Ale czy będzie on śmiał na skutek prostego przypuszczenia, czynić urzędowe kroki?<br>
{{tab}}Było to małoprawdopodobnem, i Lecoq dobrze to rozumiał.<br>
{{tab}}— Możnaby, zastanawiał się, wymyślić pozór prawnego zejścia do pałacu Sairmeuse, zapytanoby się o księcia, musiałby się pokazać, i poznanoby w nim Maja.<br>
{{tab}}Zatrzymał się na tej myśli, ale potem:<br>
{{tab}}— Zły środek!... rzekł, niezgrabny, nędzny!... Nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1044|num=636}}takich to wróbli jak książę i jego wspólnik można wziąść na plewę. Niepodobna, ażeby nie przewidywali zejścia i nie przygotowali stosownej komedji. Znowu by się na nas skrupiło.<br>
{{tab}}Mówił coraz to cichszym głosem, a ciekawość paliła ojca Połunówkę.<br>
{{tab}}— Przepraszam, rzekł, ale nie rozumiem dobrze...<br>
{{tab}}— Mniejsza o to, tatunio! Owóż rzecz jasna, że potrzeba by nam trafić na początek jakiego dowodu materjalnego. Oh!... byle co: niechby dowód, że ktoś z pałacu Sairmeuse chodzi, do którego z naszych świadków.<br>
{{tab}}Zatrzymał się, zmarszczył brwi i stanął z rozdęte mi nozdrzami.<br>
{{tab}}Pomiędzy wszystkiemi szczegółami swych poszukiwań, dostrzegł okoliczność nadającą się do jego zamiarów.<br>
{{tab}}Przeniósł się myślą do chwili, kiedy pierwszy raz widział panią Milnerową, właścicielkę hotelu Marienburgskiego.<br>
{{tab}}Widział ją zawieszoną na krześle, z twarzą zwróconą do klatki zakrytej dużym kawałem czarnej kitajki, i słyszał jak powtarzała trzy, cztery wyrazy niemieckie ptakowi, który jak na złość krzyczał po francusku: „Kamilla!... gdzie jest Kamilla?“<br>
{{tab}}— Oczywiście, głośno mówił dalej Lecoq, gdyby pani Milnerową, która jest niemką i ma akcent niemiecki, wychowała tego ptaka, on gadałby po niemiecku, a przynajmniej akcentem swej pani... Musiał tedy być jej darowanym niedawno... ale przez kogo?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1045|num=637}}{{tab}}Ojciec Piołunówka zaczynał się niecierpliwić.<br>
{{tab}}— Naprawdę, rzekł, co pan mówisz?<br>
{{tab}}— Ja mówię, że jeżeli ktobądź w pałacu Sairmeuse nosi imię podobne... Kamilla... to mam dowód materjalny... Dalej, tatuniu, w drogę.<br>
{{tab}}I nie tłumacząc nic więcej, pociągnął spiesznym krokiem towarzysza.<br>
{{tab}}Przybywszy na ulicę Grenelle-Saint-Germain, Lecoq zatrzymał się przed posłańcem miejskim przypartym do sklepu kupca winnego.<br>
{{tab}}— Mój przyjacielu, rzekł doń, pójdź też do pałacu Sairmeuse, zapytaj się o Kamillę i powiedz jej, że na nią tu czeka wujaszek.<br>
{{tab}}— Ależ panie...<br>
{{tab}}— Jakto, jeszcze nie poszedłeś!<br>
{{tab}}Posłaniec oddalił się, Lecoq ułożył tak swój frazes, ażeby nie oznaczać wybitnie stanu osoby, której imię wymówił.<br>
{{tab}}Dwaj policjanci weszli do kupca winnego, a ojciec Piołunówka miał zaledwie czas palnąć jeden kieliszek, kiedy posłaniec wrócił.<br>
{{tab}}— Panie, rzekł, nie mogłem się widzieć z panną Kamillą.<br>
{{tab}}— Dobrze!... pomyślał Lecoq, to pokojówka.<br>
{{tab}}— Pałac cały przewrócony do góry nogami, gdyż księżna zmarła nagle dziś rano.<br>
{{tab}}— Ah!... łotr!... wykrzyknął młody policjant.<br>
{{tab}}I miarkując się, dodał sobie w myśli:<br>
{{tab}}— Zabił zapewne żonę wróciwszy... ale będzie ujęty.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1046|num=638}}Teraz otrzymam pozwolenie prowadzenia dalszych poszukiwań.<br>
{{tab}}We dwadzieścia minut potem przybył do Dworca Sprawiedliwości.<br>
{{tab}}Potrzebaż mówić, że pan Segmuller był niepomiernie zdziwiony zdumiewającą relacją Lecoqa. Z widocznem jednak wahaniem się słuchał dowcipnych wywodów młodego policjanta; okoliczność szpaka gaduły przemogła.<br>
{{tab}}— Możeś ty i trafnie odgadł, mój poczciwy Lecoąu, rzekł, i jeśli ci mam prawdę powiedzieć, to się zupełnie zgadzam z twojem zdaniem... Ale sąd, w okoliczności tak delikatnej, może iść tylko napewne... Rzecz to policji, twoja, wyszukać i zgromadzić dowody tak przekonywające, żeby książę de Sairmeuse ani śmiał zaprzeczyć.<br>
{{tab}}— Ależ, panie sędzio, moja władza mi nie pozwoli.<br>
{{tab}}— Dadzą ci pozwolenie jakie tylko zechcesz, gdy ja się z niemi rozmówię.<br>
{{tab}}Do takiego postanowienia potrzeba było ze strony pana Segmullera pewnej śmiałości. Tyle śmiano się we Dworcu, tyle się obawiano z tej historji o wielkim panu przebranym za wyrobnika, że niejeden poświęciłby swe przekonanie z obawy śmieszności.<br>
{{tab}}— A kiedy pan sędzia myśli się rozmówić? zapytał nieśmiało Lecoq.<br>
{{tab}}— Choćby zaraz.<br>
{{tab}}Sędzia otwierał już drzwi od swego gabinetu, kiedy zatrzymał go młody policjant.<br>
{{tab}}— Jeszcze o jedną łaskę chciałbym prosić pana {{pp|sę|dziego}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1047|num=639}}{{pk|sę|dziego}}, błagał... pan jesteś taki dobry, pan pierwszy masz we mnie zaufanie.<br>
{{tab}}— Mów, mój poczciwy chłopcze.<br>
{{tab}}— Otóż, chciałem pana prosie o słówko do pana d’Escorvala... Oh! słówko nic nie znaczące, zawiadamiając go naprzykład o ucieczce obwinionego... ja zaniosę ten bilecik, a wtedy... Oh! niech pan się nie obawia, będę roztropnym.<br>
{{tab}}— Zgoda, rzekł pan Segiuuller, proszę cię...<br>
{{tab}}Wychodząc z biura swego naczelnika, Lecoq miał wszelkie możliwe upoważnienia, a nadto w kieszeni bilet od pana Segmullera do pana d’Escorvala. Radość jego była tak wielką, że nie uważał uśmiechów jakie spotykały go wzdłuż korytarzów Prefektury. Ale na progu czatował nań jego nieprzyjaciel Gevrol, zwany Generałem.<br>
{{tab}}— Eh. eh! zawołał przy przejściu Lecoqa, są na świecie zuchy, którzy wyprawiają się na połów wielorybów, a nie przynoszą nawet śledzia.<br>
{{tab}}Uraziło to Lecoqa. Odwrócił się w tej chwili, stanął twarzą w twarz z Generałem, i patrząc mu w same białka oczu:<br>
{{tab}}— Zawsze to lepiej, odparł tonem człowieka, który pewnym jest tego, co mówi, zawsze to nieskończenie lepiej, jak ułatwiać na zewnątrz porozumienia więźniów.<br>
{{tab}}Tak zagabnięty z nienacka Gerrol, zgłupiał, zaczerwienił się jak rak, czyli przyznał się do winy.<br>
{{tab}}Ale Lecoq nie nadużył swej przewagi. Co mu szkodziło, ze Generał, pijany zazdrością, zdradził go! Nie miałże świetnego odwetu!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1048|num=640}}{{tab}}Nie zawiele mu wreszcie było reszty dnia, by ułożyć plan bitwy i namyśleć się, co ma powiedzieć odnosząc bilet pana Segmullera.<br>
{{tab}}Już miał temat gotowy, kiedy nazajutrz około godziny jedenastej, stawił się u pana d’Escorvala.<br>
{{tab}}— Pan jest w swym gabinecie z jakimś młodym człowiekiem, odpowiedział mu służący, ale ponieważ mi nic nie mówił, to możesz pan wejść.<br>
{{tab}}Lecoq wszedł, gabinet był pusty.<br>
{{tab}}Ale w sąsiednim pokoju, oddzielonym tylko aksamitną portjerą słychać było stłumione wykrzykniki i łkania przeplatane pocałunkami.<br>
{{tab}}Dosyć zakłopotany swą osobą, młody policjant nie wiedział czy ma odejść, czy pozostać, kiedy na dywanie spostrzegł list otwarty.<br>
{{tab}}Ten list, cały pomięty, musiał oczywiście zawierać wyjaśnienie sceny obocznej. Poruszony instynktownem uczuciem, silniejszem niż wola, podniósł go Lecoq. Stało w nim:<br>
{{tab}}„Ten kto ci odda ten list, mój Maurycy, jest synem Marji-Anny, twoim synem... Zebrałem i doręczyłem mu wszystkie dowody usprawiedliwiające jego urodzenie.<br>
{{tab}}„Na jego to wychowanie obróciłem spadek po mej biednej Marji-Annie. Ci, którym go powierzyłem, umieli zrobić zeń człowieka.<br>
{{tab}}„Oddaję ci go, gdyż obawiam się, by go brud mego życia nie dotknął. Wczoraj otruła się nędznica, która niegdyś otruła mą siostrę... Biedna Marja-Anna!... byłaby pomszczoną w straszliwy sposób, gdyby wypadek {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1049|num=641}}nie był wybawił księcia i księżnej de Sairmeuse z zasadzki, jaką na nich nastawiłem“...
{{f|align=right|prawy=10%|„Jan Lacheneur“.}}
{{tab}}Lecoq odurzał.<br>
{{tab}}Teraz błysnął mu w głowie straszliwy dramat, który rozwiązał się w szynku wdowy Chupin.<br>
{{tab}}— Nie ma co się wahać, trzeba wyjechać do Sairmeuse, rzekł do siebie, tam się dowiem wszystkiego.<br>
{{tab}}I Odszedł nie widząc się z panem d’Escorvalem.<br>
{{tab}}Oparł się pokusie zabrania listu.
{{***2}}
{{tab}}Było to w miesiąc, dzień w dzień, po śmierci pani Blanki.<br>
{{tab}}Leżąc na sofie w swej bibliotece, książę de Sairmeuse czytał, kiedy kamerdyner jego, Otto, zameldował mu, że posłaniec miejski ma mu oddać do własnych rąk list od pana Maurycego d’Escorval.<br>
{{tab}}Marcial zerwał się z sofy.<br>
{{tab}}— Czy to podobna!... zawołał; i żywo dodał: Niech wejdzie ten posłaniec.<br>
{{tab}}Wszedł gruby mężczyzna, z czerwoną twarzą, włosami i brodą, ubrany od stóp do głów w odzież z niebieskiego aksamitu spłowiałego przez użycie, i nieśmiało podał list księciu.<br>
{{tab}}Marcjal złamał pieczątkę i czytał:<br>
{{tab}}„Uratowałem cię, mości książę, nie chcąc poznać obwinionego Maja. Wzajem dopomóż mi, panie! Potrzeba mi na pojutrze, przed południem, 260.000 {{pp|fran|ków}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1050|num=642}}{{pk|fran|ków}}. Na cześć twą, mości książę, licząc, śmiało piszę do ciebie“.
{{f|align=right|prawy=10%|„Maurycy d’Escoival“.}}
{{tab}}Z minutę Marcjal nie mógł przyjść do siebie... Potem, nagle przybiegając do stołu; zaczął pisać, nie zważając, że posłaniec zagląda mu przez ramię.<br>
{{tab}}„Panie!<br>
{{tab}}„Nie pojutrze, ale dziś wieczór. Majątek i życie moje są na twe rozkazy. Winienem ci to za tę wspaniałomyślność jaką okazałeś, odstępując od urzędowania w chwili gdyś poznał, że pod łachmanami Maja ukrywa się twój dawny nieprzyjaciel, a dziś oddany ci z duszy
Marcjal de Sairmeuse“.
{{tab}}Złożył ten list ręką drżącą i oddając go posłańcowi wraz z luidorem:<br>
{{tab}}— Oto jest odpowiedź, rzekł, spiesz się.<br>
{{tab}}Ale posłaniec nie ruszył się z miejsca...<br>
{{tab}}Wsunął list do kieszeni, potem jednem poruszeniem ręki odrzucił brodę i czerwone włosy.<br>
{{tab}}— Lecoq!... krzyknął Marcjal, zbladłszy jak śmierć.<br>
{{tab}}— W samej istocie, Lecoq, miłościwy panie, odpowiedział miody policjant. Trzeba mi było odwetu, od tego zależała moja przyszłość... ośmieliłem się naśladować, wprawdzie bardzo niedokładnie, pismo pana d’Escorval...<br>
{{tab}}A kiedy Marcjal stał milczący:<br>
{{tab}}— Winienem wreszcie oświadczyć waszej książęcej mości, że składając w sądzie dowód własnoręczny, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu/1051|num=643}}świadczący o jego pobycie w '''''Pieprzniczce''''', złożę {{Korekta|zaręzem|zarazem}} dowody waszej zupełnie niewinności.<br>
{{tab}}I ażeby okazać, że mu nic nie jest tajnem, dodał: Ponieważ księżna nie żyje, przeto nie może być ani mowy o tem, co zaszło w Borderie.
{{***}}
{{tab}}Jakoż rzeczywiście w tydzień potem, wyrok uniewinniający wydanym był przez pana Segmullera na rzecz księcia de Sairmeuse.<br>
{{tab}}Lecoq mianowany na posadę, której sobie życzył, miał tyle dobrego smaku, zapewne przez wyrachowanie, że skromnością owinął swój tryumf.<br>
{{tab}}Lecz tego samego jeszcze dnia pobiegł na ulicę Panorama i zamówił pieczątkę z symbolicznym herbem przedstawiającym koguta, i dewizą, której zawsze wiernym pozostał: '''''Semper Vigilans'''''<ref>Zawsze czuwający.</ref>.<br><br>
{{c|{{f*|w=120%|h=normal|K}}oniec tomu drugiego i ostatniego.|w=90%}}
{{JustowanieKoniec2}}
{{Przypisy}}
{{ML}}
[[Kategoria:{{ROOTPAGENAME}}|**]]
c8ydt2yjb5dhny2ch0xwa65lbf0okcr
Wizye
0
1316111
4078988
3956102
2026-04-09T08:23:19Z
Rzuwig
4840
[[Specjalna:Błędy składniowe|LintErrors]]: drobne poprawki
4078988
wikitext
text/x-wiki
{{disambig}}
* [[Wizye (Mączka, 1917)|Wizye]] – wiersz [[Autor:Józef Mączka|Józefa Mączki]] ze zbioru ''[[Starym szlakiem (zbiór)|Starym szlakiem]]''
* [[Wizye (Samain, 1898)|Wizye]] – wiersz [[Autor:Albert Samain|Alberta Samain’a]] z tygodnika ''[[Życie tygodnik Rok II (1898) wybór|Życie. Rok II]]''
hxt2bdhtz78ynqgx3j9ys2au6x1b048
Pan z kozią bródką
0
1323421
4078986
4050428
2026-04-09T08:21:27Z
Rzuwig
4840
[[Specjalna:Błędy składniowe|LintErrors]]: drobne poprawki
4078986
wikitext
text/x-wiki
{{DisambigT}}
Pan z kozią bródką – opowiadanie [[Autor:Kornel Makuszyński|Kornela Makuszyńskiego]]
* [[Pan z kozią bródką (Makuszyński, 1925)|wydanie z 1925 roku]] – ze zbioru ''[[Piąte przez dziesiąte (zbiór)|Piąte przez dziesiąte]]''
* [[Pan z kozią bródką (Makuszyński, 1927)|wydanie z 1927 roku]] – ze zbioru ''[[O duchach djabłach i kobietach]]''
* [[Pan z kozią bródką (Makuszyński, 1928)|wydanie z 1928 roku]] – ze zbioru ''[[Słońce w herbie (zbiór)|Słońce w herbie]]''
92dvxnwz9aieqk2qpoeq1tuu41xzx0c
Autor:Rafał Kalinowski
104
1338655
4078786
4022960
2026-04-08T18:17:39Z
Fallaner
12005
+ Obrazek z objawów życia Zbawiciela w Kościele św. Katolickim
4078786
wikitext
text/x-wiki
{{Autorinfo
|Grafika = Kalinowski1897.jpg
|voto=Józef Kalinowski
|opis=Polski święty, powstaniec styczniowy, zesłaniec,
|back=K
}}
== Teksty ==
* [[Cześć Matki Boskiej w Karmelu Polskim]]
* [[Obrazek z objawów życia Zbawiciela w Kościele św. Katolickim]]
== Inne ==
* [[Kalinowski, Karmelita]] – notatka o wstąpieniu do zakonu karmelitów w tygodniku Ruch Literacki (nr 14 z roku 1878) autorstwa [[Autor:Edward Nowakowski|Edwarda Nowakowskiegp]]
{{PD-old-autor|Kalinowski, Rafał}}
{{DEFAULTSORT:Kalinowski, Rafał}}
[[Kategoria:Rafał Kalinowski|*]]
[[Kategoria:Księża]]
[[Kategoria:Polscy pisarze]]
[[Kategoria:Polscy wojskowi]]
[[Kategoria:Święci]]
[[Kategoria:Zakonnicy]]
cielkarea0z1fevd3faid6et46kzw0b
Szablon:IndexPages/PL Jachimecki - Muzyka na dworze króla Władysława Jagiełły 1424-1430 1915.pdf
10
1345480
4078724
4073485
2026-04-08T17:09:17Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078724
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>52</pc><q4>0</q4><q3>1</q3><q2>0</q2><q1>39</q1><q0>12</q0>
aai6w02jddvnwb7l5lrx7fn3rfbr4c4
Wikiskryba:AkBot/Znacznik czasowy odświeżania szablonów indeksu
2
1345504
4078574
4078550
2026-04-08T12:09:15Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078574
wikitext
text/x-wiki
2026-04-08T12:09:08Z
jvk7k9pkbahd1itcpugknh0wxzvwc81
4078585
4078574
2026-04-08T13:09:14Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078585
wikitext
text/x-wiki
2026-04-08T13:09:09Z
oa30uojz5ir1pg4q4o9ifck0uxg57jj
4078605
4078585
2026-04-08T14:09:14Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078605
wikitext
text/x-wiki
2026-04-08T14:09:09Z
mmplrkx60u80nuwhaxtkowc8ufukiam
4078631
4078605
2026-04-08T15:09:16Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078631
wikitext
text/x-wiki
2026-04-08T15:09:09Z
23je4aa8wbzvtcyiw898ebmgb6tkiev
4078687
4078631
2026-04-08T16:09:21Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078687
wikitext
text/x-wiki
2026-04-08T16:09:08Z
sjkbpoze2gjojm3wzreuy1beyuxv9q9
4078725
4078687
2026-04-08T17:09:18Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078725
wikitext
text/x-wiki
2026-04-08T17:09:09Z
neyc4afr5bx8wnfcw5do2x1xkunna82
4078779
4078725
2026-04-08T18:09:21Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078779
wikitext
text/x-wiki
2026-04-08T18:09:08Z
f07eqb4b9bspz1hncu3cgzclf5tctvd
4078873
4078779
2026-04-08T19:09:25Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078873
wikitext
text/x-wiki
2026-04-08T19:09:08Z
3jv6m8i2uf30lcj8nxoyr7leuh2xomv
4078888
4078873
2026-04-08T20:09:13Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078888
wikitext
text/x-wiki
2026-04-08T20:09:09Z
3c090rbi0vrgk6h82itiig4wv3shbx4
4078891
4078888
2026-04-08T21:09:12Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078891
wikitext
text/x-wiki
2026-04-08T21:09:09Z
73g1e0qtqg2gb1l0vypp1a81ytcbm4c
4078895
4078891
2026-04-08T22:09:11Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078895
wikitext
text/x-wiki
2026-04-08T22:09:08Z
36uys2m5hyp3dt96fyuqovkxw4mhpbh
4078897
4078895
2026-04-08T23:09:10Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078897
wikitext
text/x-wiki
2026-04-08T23:09:08Z
f68kmvc14c5euczslljl34dbm9sp86y
4078901
4078897
2026-04-09T00:09:10Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078901
wikitext
text/x-wiki
2026-04-09T00:09:09Z
7vkz6aii5h2zng6ucyn596prhdcow2y
4078902
4078901
2026-04-09T01:09:10Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078902
wikitext
text/x-wiki
2026-04-09T01:09:08Z
pe512h7hd4ox0ijkcyfhh8dmbdm0n0g
4078903
4078902
2026-04-09T02:09:10Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078903
wikitext
text/x-wiki
2026-04-09T02:09:09Z
d7no67p2l2mrgf2s7tyqvnbeiwme6j3
4078904
4078903
2026-04-09T03:09:10Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078904
wikitext
text/x-wiki
2026-04-09T03:09:08Z
sfr1wq2upigg3dp19wloq5vouiu45x0
4078905
4078904
2026-04-09T04:09:10Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078905
wikitext
text/x-wiki
2026-04-09T04:09:09Z
exalosa128ybryt9yw0a4f7g9gqwmdb
4078920
4078905
2026-04-09T05:09:12Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078920
wikitext
text/x-wiki
2026-04-09T05:09:09Z
tujr2jfq5t1dyxm6hf7hkrw9q60zqsb
4078939
4078920
2026-04-09T06:09:14Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078939
wikitext
text/x-wiki
2026-04-09T06:09:08Z
81ihuphal88fo6cccs9j8zu8s83fvql
4078946
4078939
2026-04-09T07:09:14Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078946
wikitext
text/x-wiki
2026-04-09T07:09:09Z
hn6h7k78j91dgcy9rckaes3jkkzzznk
4078980
4078946
2026-04-09T08:09:14Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4078980
wikitext
text/x-wiki
2026-04-09T08:09:08Z
8ra3li9q8wocgh8r6xze8mjptv9p0m3
4079015
4078980
2026-04-09T09:09:14Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4079015
wikitext
text/x-wiki
2026-04-09T09:09:09Z
ts79mzllwhwzrkr4ixm1dujlkxolp7q
4079037
4079015
2026-04-09T10:09:16Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4079037
wikitext
text/x-wiki
2026-04-09T10:09:08Z
r4ho3qawbvidbyo3qql1uc7mctw63v8
4079038
4079037
2026-04-09T11:09:10Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje czas ostatniej aktualizacji szablonów indeksów
4079038
wikitext
text/x-wiki
2026-04-09T11:09:09Z
nvspmra5gwjtqbcrl6ypckhaq52twx6
Strona:PL Jachimecki - Muzyka na dworze króla Władysława Jagiełły 1424-1430 1915.pdf/7
100
1345939
4078690
4037565
2026-04-08T16:10:51Z
Rosewood
2020
/* Skorygowana */ lit.
4078690
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Rosewood" /></noinclude>{{c|ZDZISŁAW JACHIMECKI|b|u|po=3em}}
{{c|MUZYKA NA DWORZE KRÓLA|font=Arial Narrow|b|w=250%}}
{{c|WŁADYSŁAWA JAGIEŁŁY|w=250%|po=0.5em|b}}
{{c|1424—1430|w=150%|po=3em}}
{{Skan zawiera grafikę}}
{{c|KRAKÓW|b|przed=7em}}
{{c|NAKŁADEM AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI<br>SKŁAD GŁÓWNY W KSIĘGARNI SPÓŁKI WYDAWNICZEJ POLSKIEJ|w=85%|h=normal}}
{{c|1915.|b}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
6462ihj86lm7n5pllnsa5hfd6no5blb
Rodin czyli Duch na drodze pokuty/całość
0
1348886
4079042
4048204
2026-04-09T11:47:22Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje stronę generowaną automatycznie
4079042
wikitext
text/x-wiki
{{Strona generowana automatycznie}}
{{Dane tekstu2
|referencja = {{ROOTPAGENAME}}
|okładka = PL JS Bogucki Rodin.djvu
|strona z okładką = 3
|poprzedni = {{ROOTPAGENAME}}
|następny =
|inne = {{epub}}
}}
<br>
{{CentrujStart2}}
<pages index="PL JS Bogucki Rodin.djvu" from=3 to=3 tosection="ok001" />
<br><br>
<pages index="PL JS Bogucki Rodin.djvu" from=3 to=4 fromsection="ok02" />
{{CentrujKoniec2}}
<br>
{{JustowanieStart2}}
<pages index="PL JS Bogucki Rodin.djvu" from=5 to=447 fromsection="tom01"/>
<br>
<pages index="PL JS Bogucki Rodin.djvu" from=453 to=457 fromsection="tom02"/>
{{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/458|num=6}}{{c|'''II.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Tajemna wizyta.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}— Mości książę! — zawołała zawoalowana dania — czy mogę być pewną, że nie spotkam tu jego małżonki?<br>
{{tab}}— O, w tej godzinie i na tem miejscu możemy przełamać całe dziesięć przykazań na rachunek zupełnej swobody — odrzekł książę żartobliwie, ujęty piękną figurką kobiety w aksamitnej czarnej sukni, bogatej czarnej mantyli, podbitej futrem i takiegoż koloru kapelusikiem. I gdy dama z bojaźnią oglądała się na wszystkie strony, książę z tą samą wesołością i śmiałem zalecaniem dodał: — Nigdy jeszcze nie naraziłem kobiety, która pomimo ukrycia swoich wdzięków, zaczyna już czarować miłym, słodkim, zniewalającym głosem... Proszę, proszę — dodał zaraz, pociągając ją za drobne paluszki ku sofie.<br>
{{tab}}Tu dama padła do nóg księcia.<br>
{{tab}}— Czy od tego zaczniemy nasze sam na sam? — zapytał, tracąc humor — kto pani jesteś?<br>
{{tab}}Kobieta, w miejsce odpowiedzi, odrzuciła na bok woal i ukazała twarz swoją.<br>
{{tab}}— Hrabina Omirska! — krzyknął z podziwieniem.<br>
{{tab}}— Tak, mości książę... i u nóg twoich!<br>
{{tab}}— Ale ja chlubię się, że jestem jeden z ludzi, którzy nie znoszą nikogo u nóg swoich — odrzekł prędko, podnosząc ją z przymusem — powstań, powstań, pani.<br>
{{tab}}Hrabina bardziej jeszcze uniżyła się, całując księcia w kolana.<br>
{{tab}}— Na Boga, hrabino!.. ja wstydzę się być księciem, dozwalając na podobne lekceważenie każdego, tembardziej twojej osoby.<br>
{{tab}}— A więc jesteś, książę, tak wielkim i wspaniałym nawet dla wszystkich nieszczęśliwych? — zapytała z łzą w oku.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/459|num=7}}{{tab}}— Nie odpowiem ci, pani, dopóki nie powstaniesz.<br>
{{tab}}I uniósł ją zaraz z ziemi, a potem drżącą i wzruszoną, przeprowadził na mały taboret, pod gęstemi draperyami firanek, na który hrabina usiadła bezwładnie, sam zaś, przysunął w blizkości stojący fotel i usiadł naprzeciw niej, o ile mu zbliżyć się dozwalała przyzwoitość.<br>
{{tab}}— Czy dowiedziałeś się już książę o nieszczęściu naszego domu? — zapytała hrabina z boleścią.<br>
{{tab}}— Wszakże to smutne zdarzenie zarówno mnie samego dotknęło!.. byłem protektorem tego człowieka, na którym tak okropnie zawiedliśmy się wszyscy.<br>
{{tab}}— O, nie obwiniaj go jeszcze, książę! — zawołała zaraz z czułością — on podwójnie zasłużył na twoje serce, cierpiąc tak niesprawiedliwie.<br>
{{tab}}— Niesprawiedliwie — powtórzył książę zadziwiony — hrabia, mąż pani, natychmiast po powrocie moim z zagranicy, poprosił mnie do siebie i niecne jego postępki przedstawił w najszkaradniejszem świetle, za które ja sam rumienić się musiałem.<br>
{{tab}}— Książę! książę! a jednak, jest on najniewinniejszym... dziś jeszcze sam nazwałbyś go aniołem.<br>
{{tab}}— Nie pojmuję cię, pani!.. stajesz w obronie człowieka, który tak zuchwale zamierzał się targnąć na twoje własne szczęście!.. zatruć dni tak błogie waszego przywiązania do siebie, wydrzeć ci nareszcie męża, którego ci niebo i matka umierająca przeznaczyła.<br>
{{tab}}— On jest aniołem, mówię! — odrzekła na wszystko z uniesieniem hrabina.<br>
{{tab}}— Nareszcie wytłomacz mi pani znaczenie tej dziwacznej intrygi, bo niepodobna, abyś to wszystko mówiła bez zasady... on panią kochał?<br>
{{tab}}— Nie, mości książę.<br>
{{tab}}— Jakto?.. tego zostały oczywiste dowody piśmienne, ślady, których inaczej niepodobna wytłomaczyć.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/460|num=8}}{{tab}}— Nie, nie, mości książę... on by się nigdy kochać mnie nie ośmielił.<br>
{{tab}}— A więc?..<br>
{{tab}}— Całą przyczyną tego nieszczęścia jestem ja.<br>
{{tab}}— Pani?<br>
{{tab}}— Tak jest, mości książę... ja sama, uniesiona litością nad jego nieszczęśliwym losem, pokochałam go całą siłą.<br>
{{tab}}— Na Boga, hrabino!.. i mnie to wyznajesz, mnie, największemu przyjacielowi swego męża.<br>
{{tab}}— Książę!.. czyż raz jeszcze mam upaść do nóg twoich?<br>
{{tab}}— Nie, nie, hrabino!.. tem przynajmniej nie zastraszaj mnie przedwcześnie; raczej uznaj we mnie człowieka, który jest gotów cię wysłuchać, przynieść pomoc lub radę, a milczeć... aż do śmierci.<br>
{{tab}}— Wspaniały książę... a więc moje serce nie zawiodło się w tej ufności.<br>
{{tab}}— Powiedz już wszystko pani, czego żądasz?<br>
{{tab}}— Ratunku dla zgubionego Kornela, którego szczęście zniszczyłam!.. Chciej uwierzyć, mości książę, że człowiek ten najczystszych zasad aż do ostatniej chwili swego pobytu w naszym domu okazywał się obok mnie pełnym pokory i wierności człowiekiem, jak go sam oceniłeś w pierwszym momencie poznania. Moja tylko ślepa namiętność... miłość ku niemu w tę dziwną wciągnęła go intrygę. Kornel nie jest moim kochankiem, to ci przysięgam, książę, na imię nieba!...
ponieważ nie przyjął mojej miłości. Szlachetny i pełen honoru oburzył się raczej na moje wyznanie i unikał sam rozniecenia w mojem sercu tego ognia, który uważał za nieprawy. Ja przecież, unoszona niczem nie powściągnioną siłą, stałam się głuchą na jego perswazye, jak nie chciałam słuchać głosu własnego przekonania!.. bo odtąd nie byłam zdolną oprzeć się mojej nieszczęsnej namiętności i jak nienasycona kochanka, u nóg jego klęcząc, wołałam: „Kornelu! kochaj mnie, kochaj!<br>
{{tab}}— Pani, pani!..<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/461|num=9}}{{tab}}— O, tak, mości książę!.. gdy on tymczasem, aż do ostatniej chwili, głuchy na moje wołanie, nie przyjmował do serca tego przenikającego głosu słabej kobiety i stał martwy; bo był za wielkim, aby zdradził swego pana.<br>
{{tab}}— Ależ te pisma, które ja sam czytałem?<br>
{{tab}}— Pisałam ja.<br>
{{tab}}— Ty, pani?<br>
{{tab}}— Oh! mości książę!.. Czy jeszcze nie domyślasz się, że to lekkomyślność młodej kobiety, która z pod ścisłego dozoru swej matki uwolniona, po raz pierwszy rzucona na ten świat, nie poznała go i zbłądziła, jak dziecko. Wszystko to płochość moja zdziałała, a potem... ta sama nieszczęsna miłość dla niego, której się nie wypieram dziś jeszcze.<br>
{{tab}}— Nareszcie jakiż cel mogły ukrywać te pisma? — zapytał książę z zadziwieniem — wszak jedno z nich donosiło jej wyraźnie o jakiejś słabości hrabiego, która miała zagrażać śmiercią pani?<br>
{{tab}}— Sądziłam nierozważna, że pokazawszy to pismo mojemu mężowi, znajdę już powód, usprawiedliwiający moją chęć rozłączenia się z nim na zawsze.<br>
{{tab}}— Istne dzieciństwo!..<br>
{{tab}}— Tak, tak, mości książę?.. dzieciństwo, którego bezskuteczność poznałam zaraz po pokazaniu tego pisma mojemu mężowi.<br>
{{tab}}— A list, który znalazł hrabia w swoim pokoju, obwiniający panią o stosunki przedślubne?<br>
{{tab}}— Wszystko ja! wszystko to ja, mości książę, pisałam — odrzekła z determinacyą. — Czy jeszcze nie odgadujesz, że tym właśnie sposobem chciałam zobojętnić hrabiego względem siebie, a nawet w końcu... pozwolić się wypędzić z jego domu.<br>
{{tab}}— Oh!<br>
{{tab}}— Dziś wstydzę się mojego nieroztropnego postąpienia, które zraniło serce najlepszemu z mężów... może i twoje książę... a nareszcie zgubiło tego biednego, który jak głaz {{pp|wyrzu|cony}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/462|num=10}}{{pk|wyrzu|cony}} został na ulicę. O Boże! Boże! jakże okropnie ta myśl przenika moją występną duszę.<br>
{{tab}}— Na koniec niepojmuję, dlaczego człowiek ten przyznał się sam do winy?<br>
{{tab}}— Aby mnie ocalić.<br>
{{tab}}— Szlachetny Kornel.<br>
{{tab}}— Szlachetniejszy nad wszelkie twoje pojęcie, książę!... Jednej chwili i bez namysłu przyjął wszystko na siebie, poddał się srogim wyrzutom obrażonego hrabiego i dozwolił się wygnać z jego domu... wszystko, wszystko to, aby mnie ocalić... mnie, która właśnie los jego zgubiłam.<br>
{{tab}}— Możesz teraz mówić, pani, że cię Kornel nie kochał?<br>
{{tab}}— Nie, nie, mości książę.. jeszcze raz ci to powtarzam; on był za wielkim w duszy, aby miał naruszać moją spokojność i targnąć się na zdradę swego pana.<br>
{{tab}}— O dosyć już teraz, pani! nie przekonywaj mnie więcej; wierzę nareszcie w twoje słowa i jego uczciwość. W tym człowieku było coś, co dawno już przynęcało moje serce. Zdziwiłem się nawet, dlaczego ja, który zawsze z taką dokładnością umiałem odgadywać ludzi, zawiodłem się tym razem. Poruszyłaś mnie pani tem wyznaniem, ale czegóż w tej chwili wymagać po mnie będziesz?<br>
{{tab}}— Ratunku dla nieszczęśliwego! — odrzekła popędliwie, składając ręce jakby do modlitwy. — On sam na świecie, bez ojca... bez matki.. przyjaciela... opuszczony od wszystkich, wygnany. Oh, książę! — dodała ze łzami — tylko tobie wypada przyzwać go do siebie i osłonić dalszą opieką, jako jedynemu dobroczyńcy. Już tylko sama twoja protekeya ustalić potrafi jego karyerę... Kornel zasłużył na to wszystko za tyle pięknych przymiotów. Wszak niepodobna nawet, aby człowiek takiego serca nie umiał także być wdzięcznym. Jego pomyślność sama tylko teraz uspokoi moje wyrzuty, a inaczej nie przeżyję zguby nieszczęśliwego. Ty nie wiesz, książę, jak coś trawi moje sumienie... boleść ta jest za silną, aby {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/463|num=11}}ją zniosła moja słaba dusza. Książę, książę! ty mnie i jego ocalisz — dodała, powstając ku niemu.<br>
{{tab}}— Dobra hrabino — odrzekł książę, także powstając — nie zniewalaj mnie tyle... tu idzie teraz o hrabiego, twojego męża.<br>
{{tab}}— Czyż go tem obrazisz, ratując nieszczęśliwego?<br>
{{tab}}— Nie to, nie to, pani.<br>
{{tab}}— Czyż wreszcie sądziłeś, książę, że w tej prośbie szukam protekcyi dla mojej miłości?.. nie, nie! ja go zapomnieć już przyrzekam... może nie tak prędko, ale nareszcie przyjdzie czas, który wszystko złagodzi. Ile razy doniesiesz mi, że on jest szczęśliwym, będzie to całą moją rozkoszą, a więcej nic względem niego nie pragnę... nawet widoku... zbliżenia!.. Czy przyrzekasz mi to, książę? — zapytała, biorąc go po przyjacielsku za rękę.<br>
{{tab}}— Nie odmawiaj mi, pani, ludzkiego serca.<br>
{{tab}}Hrabina ścisnęła jego rękę z czułością. Książę nieco się zamyślił, a po małej dopiero chwili, zapytał:<br>
{{tab}}— I gdzie teraz znajduje się Kornel?<br>
{{tab}}— Tyle tylko mogłam się dowiedzieć, że zajął mieszkanie w jednym z naszych hotelów — odrzekła, wyjmując prędko z woreczka małą kartkę, na której zapisany był adres mieszkania Kornela.<br>
{{tab}}— Dobrze, dobrze... to mi będzie potrzebne — w tem samem zamyśleniu odpowiedział.<br>
{{tab}}— Jeszcze jedno, mości książę? — Słucham cię, pani.<br>
{{tab}}Hrabina jednak straciła odwagę mówić dalej, wciąż tylko trzymała rękę w swoim woreczku.<br>
{{tab}}— Widzę, że do wszystkiego zmuszony jestem dodawać pani odwagi, czyż nie przyrzekłem być jej przyjacielem?.. pani hrabino.<br>
{{tab}}Hrabina z nieśmiałością wyjęła z woreczka małą paczkę i, podając ją zdziwionemu księciu, przemówiła:<br>
{{tab}}— To dla niego... mały podarunek dla Kornela odemnie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/464|num=12}}{{tab}}— Ale tu są pieniądze, pani? — odrzekł z obrażoną miłością własną.<br>
{{tab}}— Tak jest — odpowiedziała hrabina, spuszczając oczy ku ziemi.<br>
{{tab}}— Ile zawiera w sobie ta suma?<br>
{{tab}}— Dziesięć tysięcy.<br>
{{tab}}— Hrabino! — z wyrzutem zawołał.<br>
{{tab}}— Przebacz wszystko słabej kobiecie.<br>
{{tab}}— Hrabino! — raz jeszcze powtórzył książę w tym samym tonie — nie wniosłaś nic w posagu dla męża, a teraz...<br>
{{tab}}— O mój książę przyjacielu!.. przynajmniej w tej chwili miej litość nademną — zawołała, zalana łzami — jeżeli kiedy to zapewne w tym stanie, w jakim się znajduję, zasłużyłam na wszelkie pobłażanie. O książę! odwołuję się jeszcze do twojego serca, a potem do rozumu, które mnie nie potępią za tę winę... nareszcie suma ta, którą poświęcam dla nieszczęśliwego, jest tylko moją oszczędnością.<br>
{{tab}}— Czy sądziłaś, pani, że z żalem przyrzekłem poświęcenie moje dla Kornela. Omyliło cię to mniemanie. O, więcej może uczynię, niż się tego spodziewało twoje wątpiące serce; dlatego w tej chwili nie mogę przyjąć tych pieniędzy... Kornel ma już opiekuna — dodał, zwracając jej pieniądze.<br>
{{tab}}— Wspaniały książę! — zawołał z czułością, wznosząc oczy ku niemu.<br>
{{tab}}— Wspaniały książę nie lubi nawet słuchać podziękowań — odrzekł, ujmując ją za rękę — myślę, że oboje będziemy bardzo szczęśliwymi, jeżeli nam się uda to piękne przedsięwzięcie, za które przecież nikt się nas karać nie ośmieli.<br>
{{tab}}— Nie zapomnij tylko, książę, że ja mam dobrego ale surowego zarazem męża.<br>
{{tab}}— A ja zazdrosną żonę — odrzekł książę, starając się nieco weselej prowadzić dalszą rozmowę — sądzę zatem, że oboje dochowamy święcie tej tajemnicy przed nimi i światem.<br>
{{tab}}— Dobry przyjacielu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/465|num=13}}{{tab}}Książę ucałował hrabinę w rękę, z karesami nieco niewłaściwemi w obecnym jej stanie serca.<br>
{{tab}}— Nim jednak odejdę od ciebie, książę — przemówiła jeszcze już nieco swobodniej hrabina — zapytam, co teraz po tem wszystkiem możesz myśleć o mnie?<br>
{{tab}}Książę ruszył tylko ramionami i odrzekł dwuznacznie.<br>
{{tab}}— Zarzutów przeciwko kobiecie jeden tylko mąż usprawiedliwiać nie chce... ale my, my mężczyźni, my przyjaciele, wszakże prawie zawsze liczymy to na rachunek jakichkolwiek dla siebie korzyści.<br>
{{tab}}— Jest to smutne przebaczenie... tem więcej dla mnie dla mężatki — odrzekła nieśmiało — prawda, książę?<br>
{{tab}}— Tak, ale tylko gdy zastanawiać się nad przyszłym losem samego małżeństwa.<br>
{{tab}}— Czyż książę przewidujesz w tem jakie złe i dla mego męża?<br>
{{tab}}— Być może... ale co do hrabiego ten z swojej własnej strony zrządził już tę obawę, o której mówimy.<br>
{{tab}}— Zaczynam tego nie rozumieć.<br>
{{tab}}— To już przestaję opierać się na osobie Kornela.<br>
{{tab}}— Książę! — zawołała z niepokojem — byłoby co jeszcze więcej, co grozi nieszczęściem dla naszego domu?.. Oh! tak!.. Książę nie mogłeś tego powiedzieć bez zasady.<br>
{{tab}}— W tej chwili urzeczywistniałaś pani wszelkie o wasze los obawy... bo co do hrabiego, ten dawniej już mnie zasmucił.<br>
{{tab}}— Nareszcie cóż książę chcesz przez to powiedzieć?<br>
{{tab}}— Że po moim powrocie z zagranicy nie znalazłem w nim tego samego człowieka, którego zostawiłem przed kilkoma miesiącami w Warszawie.<br>
{{tab}}— Na Boga! czy to dotyka jego honoru?<br>
{{tab}}— Nie, ale równie dotyka boleśnie, bo opinii, a przedewszystkiem...<br>
{{tab}}— Czegóż to, czegóż jeszcze?.. dokończ, książę.<br>
{{tab}}— Majątku.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/466|num=14}}{{tab}}— Eh, panie — odrzekła z nadzieją — to tylko twój błąd, lub podejrzenie.<br>
{{tab}}— Czy wiesz pani, że hrabia został graczem?<br>
{{tab}}— On!.. on, który zawsze brzydził się rzemiosłem szulera!.. niepodobna.<br>
{{tab}}— Graczem pierwszej klasy, mówię!.. Dziwny w nim zapał, który tak prędko wyrobił się w jego sercu i zamienił w niczem nieuleczoną namiętność... gdyby hrabia miał jeszcze szczęście...<br>
{{tab}}— I przegrywa?<br>
{{tab}}— Ogromne sumy.<br>
{{tab}}— Oh! — krzyknęła, ugodzona nowym ciosem.<br>
{{tab}}— Ale niepodobna, ażebym ja właśnie był pierwszy, który panią o tem nieszczęściu zawiadamia.<br>
{{tab}}— Książę, książę! ty nie znasz jeszcze naszego sposobu pożycia. Hrabia jest dla mnie aniołem i posłuszny na każde skinienie mojej woli... ale umiał zachować sobie tę przewagę, że sam został tylko panem domu. Wolno mi wprawdzie użyć jego majątku nawet na potrzeby moich kaprysów, ale niewolno przecie mieszać się do jego wydatków. Ile posiadamy, on tylko sam wie, gdzie są pieniądze, on także tylko zachował to sobie. Przez jego ręce przechodzą wszystkie dochody, i jeżeli gra, jeżeli przegrywa, jak powiadasz, uważa to wszystko za zbyt swoją własność, ażeby mnie miał o tem zawiadamiać. Nareszcie racz powiedzieć zawiedzionej małżonce, mości książę, gdzie i w jakich domach oddaje się mój mąż tej nieszczęsnej namiętności?<br>
{{tab}}— Wszędzie, gdzie bywa pospolicie, właściciel domu nie potrafi się obejść bez zielonego stolika... Widziano go u barona W... któremu gracze wiedeńscy przyznali tytuł niezwyciężonego... widziano go także u jednego z młodych szulerów, który zwykł stawać po hotelach i zapraszać prawdziwych karciarzy. Ja sam nawet widziałem go w dwóch czy trzech domach, wyższych jednak towarzystw, których tylko {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/467|num=15}}nazwiska nie chcę wymieniać, ale wszędzie i zawsze z talią kart w ręku spotkałem hrabiego.<br>
{{tab}}— Boże! Boże!.. co za odkrycie!<br>
{{tab}}— Zaczynam się nawet domyślać — dodał jeszcze — że hrabia stał się ofiarą pewnego młodego człowieka, który go od pewnego czasu nie odstępuje ani na krok. Wszędzie, gdziekolwiek hrabia gra, człowiek ten przy nim się znajduje. Lecz co szczególniejsze, że on właśnie tylko sam stawał się panem wygranej.<br>
{{tab}}— I któż jest ten młody człowiek? — zapytała z niecierpliwością hrabina.<br>
{{tab}}— Niedawno dowiedziałem się o jego nazwisku, chociaż go już dawno widywałem, nawet za granicą... nazywają go Oskarem...<br>
{{tab}}Hrabina drgnęła.<br>
{{tab}}— Czy pani znasz tego człowieka? — zapytał książę, widząc wrażenie na twarzy hrabiny.<br>
{{tab}}— Bywa codziennie w naszym domu. I czy wiesz książę, że od czasu, jak mąż mój tak ścisłą połączył się z nim przyjaźnią, zaczęłam uczuwać prawdziwie dziki niepokój. Sam widok tego człowieka sprawia już na mnie przestrach konwulsyjny!.. odrazę! i od chwili nawet tej fatalnej intrygi, która dotyczy Kornela, tak znienawidziłam Oskara, iż ani raz nie przyjęłam jego wizyty... Ale za to mąż mój!.. nieszczęśliwy mąż mój!.. ten już uległ jego szatańskiej przemocy!<br>
{{tab}}— Dziwna to rzecz, dlaczego hrabia przedstawił mi go właśnie w najpięknieszem świetle!<br>
{{tab}}— Mój mąż jest zaślepiony... Czy książę przyjmowałeś kiedy w swoim domu Oskara?<br>
{{tab}}— Raz jeden i było to w towarzystwie jej męża... przytem w interesie.<br>
{{tab}}— Czy możesz mi książę wymienić, jaki to był ten interes?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/468|num=16}}{{tab}}— Hrabia układał się ze mną o sprzedaż swojej galeryi.<br>
{{tab}}— Niepodobna, książę!.. mój mąż miałby sprzedawać swoje obrazy, które nad wszystko ceni?<br>
{{tab}}— Czyżby i to nawet niebyło za wiadomością pani?<br>
{{tab}}— Nic o tem nie wiedziałam.<br>
{{tab}}— A o sprzedaży dóbr swoich?<br>
{{tab}}— Co mówisz, książę? — krzyknęła w tej chwili osłupiała.<br>
{{tab}}— Tak jest, pani hrabino, zaledwie przed tygodniem jeszcze wszystkie wasze dobra przeszły już na własność jenerała ∗*∗.<br>
{{tab}}— O mój Boże!.. i ja, ja, wierna jego przyjaciółka, która poprzysięgłam dzielić z nim losy, podzielać zarówno jego szczęście, jak cierpienia, ja, żona, nie zostałam przypuszczoną do tego, co już nawet w świecie przestało uchodzić za tajemnicę!.. O poznaj też, sam, książę, że choć jestem panią jego serca, ale on sam tylko jest panem majątku... Czy sądzisz książę, że wszystko to zrządziła tylko ta nieszczęsna do gry namiętność?<br>
{{tab}}— Nie inaczej... my przecież patrzymy na podobne rzeczy z właściwego stanowiska. Przed miesiącem jeszcze obiegać już zaczęły poszepty po Warszawie, że hrabia wpadł z tego powodu w znaczne długi i nic dziwnego, jeżeli spieniężył swoje dobra, aby je zaspokoić.<br>
{{tab}}— A dziś do tego nareszcie przyszło, że sprzedaje domowe ruchomości... swoje obrazy! O Boże! — zawołała, zasłaniając oczy chustką.<br>
{{tab}}— Poznaj teraz, pani, jak mocne uczynić na mnie musiało wrażenie to wyznanie, które ją właśnie do mnie sprowadziło.<br>
{{tab}}— O tak, książę!.. smutne, bolesne, jak to już nazwałeś — odrzekła z ciężkością — pomyślałeś w duszy; on, rozpustnik, marnotrawca, trwoniący własny dobytek na karty, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/469|num=17}}a jego żona w nieprawych związkach z młodym bez znaczenia i karyery człowiekiem!.. skalane małżeństwo!<br>
{{tab}}— Tak jest, pani hrabino — odrzekł z otwartością — widzisz, że nie taję nic przed tobą... ale teraz, kiedy już stan twego własnego domu poznałaś w rzeczywistem świetle, kiedy już w tej chwili znasz grożące niebezpieczeństwo dla swojej przyszłości, odpowiedz śmiało, czy jeszcze chcesz dłużej należeć do tajemnej intrygi Kornela, dla którego wyznałaś mi miłość swoją?<br>
{{tab}}— Ja tylko o opiekę błagam dla niego.<br>
{{tab}}— A ja już przyrzekłem dogodzić twemu sercu.<br>
{{tab}}— O, więcej nawet stokroć błagam cię teraz o tę łaskę, książę! — zawołała z mocą — teraz nawet, kiedym tak nagle znalazła się zagrożoną niebezpieczeństwem własnego losu... poświęcę wszystko z większem jeszcze zapałem i śmiałością, niż dotąd, aby w Kornelu przedwcześnie zapewnić sobie przyjaciela!<br>
{{tab}}— Tyle tylko powiem ci, pani, że już nie cofnę mego przyrzeczenia — odrzekł książę smutno i z wyraźnem zadziwieniem. Było jednak coś w jego głosie, że hrabina zrozumiała, iż żałował tego przyrzeczenia, jakby wyznał, że nie zasługiwała w tej chwili na jego łaskę; dlatego, wiedziona instynktem obrony każdego winnego, upadła znowu do nóg księcia i, milcząc, dawała mu poznać, co czuje.<br>
{{tab}}Książę, tym razem nie podniósł jej tak prędko, jakby już dusza klęczącej u nóg jego straciła nieco na wartości. — Smutnie opuścił głowę na piersi i, równie jak ona, nie był zdolnym przemówić jednego wyrazu.<br>
{{tab}}Za chwilę Marya poświęcająca się tak dla brata, opuściła ze łzami w oczach pokój księcia Topor i zostawiła go samego.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/470|num=18}}{{c|'''III.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Grzechy dobrego tonu.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Zaledwie hrabina Omirska opuściła mieszkanie księcia — książę wpadł w chwilowe zamyślenie i długo jeszcze jakby nie odzyskiwał {{Korekta|zwyczjnej|zwyczajnej}} swobody — treść jednak jego myśli w dziwny wprowadziła go niespokój. Zaczął szerokiemi krokami przechodzić po błękitnym pokoju; to przechodził czasami do gabinetu, nigdzie jednak długo nie zatrzymując się na miejscu. — Były to ruchy mimowolne — automatyczne — ruchy ciała bez duszy, bo dusza, jakby odosobniona w tej {{Korekta|chwigi|chwili}}, rzuciła się w grę, której przedmiot spoczywał gdzieś daleko — po za obrębem tych pokoi, a należał jeszcze do tajemnicy.<br>
{{tab}}Pozwalamy każdemu tłomaczyć to wszystko, podług własnych wyobrażeń, sądów, postrzeżeń, chociaż książę trochę zdradzał, co ukrywał. Lekki uśmiech na jego twarzy, nieco uniesienia, więcej jeszcze radości... oto szczególna pozostałość po smutnem porozumieniu się z hrabiną. — Co chwila {{Korekta|łaskał|głaskał}} się po faworytach, poprawiał włosy, stawał przed zwierciadłem — wyprężał się — wyciągał zalotnie kołnierzyki i mankiety od koszuli, czego już dawno zapewne nikt w nim {{Korekta|inie|nie}} spostrzegał.<br>
{{tab}}Nagle potem zatrzymał się na środku pokoju, twarz jego, dopiero zmartwiała wypogodziła się zupełnie — cokolwiek tylko zmarszczone czoło {{Korekta|dowdzilo|dowidziło}} głębokości myśli. — W tym stanie, snać nowego obrotu marzeń, bez przytomności uderzał czasami rękę o rękę — wkrótce jednak przeszedł do gabinetu, gdzie zasiadł w szeslągu przed wielkiem biurem i zaczął pisać jakiś bilecik. — Bilet ten napisał książę bez żadnego zatrzymywania swoich myśli — i jednym prawie ciągiem pióra — potem zaraz zapieczętował swoim herbem. Przy adresie jednak poszukał karteczki, którą mu hrabina zostawiła, zawierającej wiadomość o mieszkaniu Kornela.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/471|num=19}}{{tab}}Bilet ten był wistocie spełnieniem obietnicy, uczynionej hrabinie.<br>
{{tab}}Lecz miałoźby to wszystko być pobudką tego dziwnego i tajemniczego stanu, w jakim go właśnie znajdujemy? po co ta nagła zalotność, próżność — miłość własna, tyle odpowiedniejsza dla młodzika? — Zostawmy to jeszcze czasowi.<br>
{{tab}}Książę zadzwonił na lokaja — i wnet sługa ukazał się w gabinecie.<br>
{{tab}}— Oto jest list, który odniesiesz natychmiast do właściwego hotelu — przemówił z pośpiechem i zawsze w stanie zamyślenia.<br>
{{tab}}— Dobrze, dobrze... natychmiast.<br>
{{tab}}— O mój kochaneczku — dodał książę porywczo z żartobliwością i arystokratyczną wesołością — uciekasz, niewysłuchawszy wszystkiego... Po drodze wstąpisz do mojego doktora i powiesz mu, że chcę się z nim widzieć bez najmnieszej zwłoki czasu.<br>
{{tab}}Lokaj nizko się ukłonił.<br>
{{tab}}— Nie przerażaj go jednak mojem gorącem zaproszeniem — dodał jeszcze — powiedz wyraźnie, że jestem zdrów, i że inny jest do niego interes... Proszono mnie w tej chwili o pomoc dla chorego... od pewnej familii... domyślasz się zapewne, że z powodu wizyty tej damy, której nie znam. Czy nikt nie spostrzegł tej damy, jak wychodziła odemnie? — zapytał.<br>
{{tab}}— Nikt.<br>
{{tab}}— A księżna?<br>
{{tab}}— Księżna pani była właśnie w swoich pokojach.<br>
{{tab}}— No, to dobrze... bo po co księżnę panią obarczać podobnymi interesami.<br>
{{tab}}— Nie wiem tylko, dlaczego pokazał się za nią pewien człowiek.<br>
{{tab}}— Któż taki? — zapytał książę niespokojny.<br>
{{tab}}— Thoms.<br>
{{tab}}— Thoms?.. cóż to za Thoms?<br>
{{tab}}— Żokiej.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/472|num=20}}{{tab}}— Czyj żokiej!.. co tu robił jakiś Thoms żokiej? — jeszcze z większym niepokojem i pośpiechem zadał to pytanie.<br>
{{tab}}— Mały chłopiec... stajenny pana Oskara... którego książę pan niedawno przyjmował u siebie.<br>
{{tab}}— Tego pana Oskara!.. a to malec nieznośny! co on tu robił w moim domu?..<br>
{{tab}}— Przyszedł, jak mówiłem, za tą panią.<br>
{{tab}}— Eh... już też zaczynasz mówić od rzeczy... ta dama nie mogła przyjść z tym chłopcem.<br>
{{tab}}— Tego nie mówię... ale żokiej ten zrobił to z jakiejś ciekawości... wreszcie nie wiem dlaczego... pytał nawet szwajcara, do kogo by ta dama tutaj przyszła.<br>
{{tab}}— I cóż, cóż... wy niesforni, co odpowiedzieliście?<br>
{{tab}}— Że do księcia jegomości.<br>
{{tab}}— A to szaleni ludzie!.. bez wyrozumienia rzeczy zdradzać osobę, która pragnęła właśnie ukryć swoją wizytę... czy nie mówił ten malec, co za jedna ta dama?<br>
{{tab}}— Nie... ale myślę, że musiała mu być znaną.<br>
{{tab}}— Czy jest jeszcze ten złośliwy Thoms żokiej? — zapytał książę, powstając z szesląga.<br>
{{tab}}— Oddalił się prawie natychmiast, po odejściu ztąd tej damy.<br>
{{tab}}— A to cały szatan ten chłopiec!.. ale wy niedołężni! powiedz im to wszystkim odemnie, szczególniej szwajcarowi, który nie powinien do pokoju odźwiernego przyjmować obcych dworskich... Idź prędko z tym listem, a potem do doktora, jak kazałem — dodał książę w zepsutym humorze.<br>
{{tab}}Lokaj oddalił się.<br>
{{tab}}Książę zaczął na nowo przechadzać się po pokojach — przyczem powtórzyła się taż sama mimiczna scena, którą już raz jeden niedawno odegrał, z tą tylko różnicą, że tym razem nagle zachmurzył czoło i zgasił żywy wyraz radości na twarzy — dopóki w pół godziny lekarz księcia nie pokazał się w błękitnym pokoju.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/473|num=21}}{{tab}}— Otóż jesteś moje factotum wszystkich dolegliwości, kochany doktorze — przemówił książę żartobliwie — sądziłeś zapewne, że zastaniesz mnie umierającego.<br>
{{tab}}— Nie, ale zawsze nie spodziewałem się, że zastanę księcia w tym pokoju.<br>
{{tab}}— Aha... myślisz konsyliarzu, że ci tylko przynależy dotykać pulsu w moim sypialnym pokoju... No, no, zobacz przedewszystkiem pulsacye, bo to wasze zwykłe powitanie — dodał książę, podając mu rękę, którą doktór z nawyknienia pochwycił.
Zaledwie dotknął pulsu księcia, zawołał zaraz bez namysłu.<br>
{{tab}}— Jest lekki stan gorączkowy... gdyby to było przed dwudziestu laty, byłby ten puls normalnym, ale teraz w tym wieku...<br>
{{tab}}— Ciszej, ciszej... przejdźmy lepiej ztąd do gabinetu — odrzekł książę, pociągając doktora za rękę.<br>
{{tab}}— O, zaczynam spostrzegać — przemówił doktór z uśmiechem — że książę masz jednę z tych słabości, które my doktorzy nazywamy fenomenalnemi... nieodgadnionemi.<br>
{{tab}}— Tak, tak, mój kochany doktorze... jest to dziwna słabość, jakiej zapewne nigdy ci się leczyć niezdarzyło... przedewszystkiem powiedz mi, jaki jest prawdziwy stan zdrowia mojej żony?<br>
{{tab}}— Księżny pani? — odrzekł doktór, spoglądając mu z zadziwieniem w oczy.<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— Księżna jest cokolwiek histeryczką z małemi przypadłościami nerwowemi, ale to nie jest istotną chorobą... żadną chorobą... i my pospolicie takie słabości nazywamy zdrowiem na czas nieograniczony.<br>
{{tab}}— Przecież wiem dobrze, że księżna tak często uskarża się na różne dolegliwości.<br>
{{tab}}— To prawda... ale kiedyż kobieta sądziła, że jest zdrową należycie?.. Księżna przy kaźdem ze mną spotkaniu nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/474|num=22}}omieszka uskarżać się i radzić... wczoraj nawet, jadąc ulicą, zatrzymać kazała karetę — dodał doktór, biorąc znowu machinalnie za puls księcia.<br>
{{tab}}— Co tak bardzo lękasz się o mnie, doktorze?<br>
{{tab}}— Dozwól mi książę tej satysfakcyi, ponieważ odkrywam, że w tym jednym momencie podniósł się bieg krwi, co zrządziła bezwątpienia udzielona mu dopiero przezemnie wiadomość... Zaczynam wierzyć, iż książę jesteś tylko w stanie chwilowego poruszenia serca, a ztąd całego systematu krwionośnego.<br>
{{tab}}— I cóż myślisz o takiej słabości? — zapytał z uśmiechem.<br>
{{tab}}— Okoliczności ją uleczą — odrzekł lekarz, przytulając ramiona do głowy.<br>
{{tab}}— Zatem przestałeś mnie uważać za chorego?<br>
{{tab}}— Tak wnoszę... Książę jesteś w najlepszym stanie zdrowia.<br>
{{tab}}— Mylisz się dobrze, mój konsyliarzu; moja słabość jest właśnie jedną z tych, któreś dopiero nazwał fenomenalnemi i nieodgadnionemi i powiem ci otwarcie, że, aby mnie od niej uwolnić, potrzebaby natychmiast zacząć {{Korekta|leczeć|leczyć}} moją żonę.<br>
{{tab}}— Księżnę?.. chyba książę sam przyjdziesz mi z pomocą na konsylium — odrzekł doktór, kręcąc się niespokojnie na jednem miejscu.<br>
{{tab}}— Przewybornie, konsyliarzu!.. i zaczniemy od tego, że koniecznie wyprawimy księżnę do wód zagranicę. Do ciebie tylko będzie należało wybrać miejsce.<br>
{{tab}}— Ale nie w miesiącu grudniu — odpowiedział, niemało zaintrygowany.<br>
{{tab}}— Przeciwnie, należy ją wysłać zaraz jutro... pojutrze... a za tydzień najdalej, mój doktorze. Oh! alboż to wam kiedy z trudnością przychodziło.<br>
{{tab}}— O tej porze, można zwiedzać jedynie Włochy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/475|num=23}}{{tab}}— Włochy? przewybornie!.. Włochy, wszak to klimat o wiele łagodniejszy od naszego. Zatem chciej jej wystawić żywo grożące niebezpieczeństwo i każ koniecznie przezimować na południu; ma się rozumieć, że ja na wszystko zezwolę.<br>
{{tab}}— Ho, książę! — odrzekł zaraz doktór z żartobliwym akcentem — to wszystko już mnie teraz przekonywać zaczyna, że książę masz więcej sił i zdrowia, niż rozumiałem; ponieważ ja tę szczególną chorobę pojąłem nareszcie z właściwego stanowiska.<br>
{{tab}}— No, no!.. myślę przecie, że się od niej uwolnię, przez czas cztero-miesięcznej nieobecności naszej pacyentki... wszak i to nawet podzielasz ze mną, doktorze?<br>
{{tab}}— Niezupełnie — odrzekł, robiąc wątpliwą minę — bo jak na wiek i konstytucyę księcia, to dosyć jednego miesiąca, aby księżnę przywołać z zagranicy.<br>
{{tab}}— A potem?..<br>
{{tab}}— A potem książę położysz się do łóżka — odpowiedział z uśmiechem.<br>
{{tab}}— Tam, do licha!., prognostyk, nie nadługo obiecujący mi rolę młodzika!.. sądzę jednak, że w każdym razie może księżna zabawić we Włoszech do wiosny.<br>
{{tab}}— Brawo, mości książę!.. cztery miesiące koniecznie... to mi się bardzo podoba!<br>
{{tab}}— Widzisz, doktorze, że w tej chwili odmłodniałem, ale, gdybyś wiedział jeszcze, dlaczego wszystko to czynię, przebaczyłbyś ten grzech staremu. Ale co wam tam do przyczyn, doktorzy, was tylko skutki obchodzą. Jutro zatem, kochany konsyliarzu, potrzeba ci zaraz zacząć {{Korekta|leczeć|leczyć}} moją żonę, czego dopniesz, wmówiwszy w nią chorobę, która się leczy klimatycznie; myślę nawet, że tem wszystkiem sprawimy księżnie prawdziwą przyjemność, a co do mnie...<br>
{{tab}}— Największą podobno księciu.<br>
{{tab}}— A tak... za miesiąc do łóżka... tego ci nie tak prędko zapomnę, odbierać mi tyle słodkich nadziei.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/476|num=24}}{{tab}}— Lękam się nawet bardzo — dodał doktór, robiąc znaczącą minę, abym przy tej szczególnej kuracyi sam nie zachorował.<br>
{{tab}}— No, no, rozumiem cię... my przecież wszyscy podzielimy się korzyścią.<br>
{{tab}}I zaraz przeszedł do biurka, wyjął przygotowany rulon dukatów i wsunął doktorowi do ręki.<br>
{{tab}}— O mości książę! — zawołał natychmiast doktór, zmieniony jakby galwanicznie — bylebyś tylko nie zawiódł się na swoich korzyściach, a księżna była zdrowa... to moja radość prawdziwa i cała nagroda — dodał, wpadając w zapał, jeszcze wymowniejszy. — Czyliż nie od tak dawna już lękałem się o stan księżny!.. Księżna ma tak blizkie wywinięcia, tak grożące i niebezpieczne zarody ukrytych chorób, że tylko sama spieszna i gwałtowna pomoc ocalić ją może! Księżna ma cierpienia nerwowe układu naczyniowego, skutkiem czego są częste palpitacye!.. Księżna ma cierpienia organów oddechu, z czego zatchnienia, astm konwulsyjny!.. co chociaż nie grozi zupełną apopleksyą, ale niezawodnym paraliżem. Nie mówię już o organach trawienia!.. skłonności do konwulsyi, które już tak dawno spostrzegałem!.. Cierpienia nerwowe u księżny dotykają nawet samego mózgu i zmysłów, co grozi głuchotą lub utratą wzroku!.. Księżna ma jeszcze usposobienie do zapaleń — mówił wciąż z tym samym ogniem, machając ręką, w której ściskał dukaty — do wszystkich zapaleń tkanki komórkowatej i błon szluzowych!.. Ileż to razy napadał księżnę katar płuc gorączkowy!.. w końcu ileż to księżna przebyła gorączek gastrycznych!.. ztąd ten ciągły brak apetytu, ustawiczne pragnienie!.. zamulenie języka!.. paląca gorącość skóry... bóle głowy!.. niemoc i ociężałość członków!<br>
{{tab}}— I tyś milczał aż dotąd, doktorze, przedemną! — zawołał książę nieco z trwogą.<br>
{{tab}}— Nie chciałem tylko przerażać chorej pani — odrzekł, chowając dukaty do kieszeni — wiadomość ta rozwinęłaby natychmiast wszystko to, com tu wymienił... Taiłem dla {{pp|do|bra}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/477|num=25}}{{pk|do|bra}} domu księcia... musiałem taić!.. chociaż z boleścią oczekiwałem ustawicznie, kiedy wybije ta smutna godzina, w której z obowiązku wyznać mi prawdę będzie należało!.. Książę tylko niepojętym wpływem przyśpieszyłeś to wyznanie!..<br>
{{tab}}— O, doktorze, co ja słyszę!<br>
{{tab}}— Książę to sztucznie wydobyłeś ze mnie!<br>
{{tab}}— O doktorze!<br>
{{tab}}— Książę wydarłeś mi tę tajemnicę!.. Książę, że tak powiem...<br>
{{tab}}— A gdybyś w tej chwili odwiedził księżnę? — przerwał książę zaniepokojony.<br>
{{tab}}— O! o! — odrzekł doktór, robiąc dziwaczne gęsta rękami i głową — doktór, nieprzywołany przez samego pacyenta, jest trucizną dla chorego... Książę powinieneś pierwej przygotować księżnę panią. Czyliż jeszcze nie dosyć będzie dla tego celu, skoro książę powiesz jej wyraźnie, że spostrzegasz na jej twarzy, tak naprzykład, żółtość choleryczną, mdłe źrenice, zapadłe oczy, skórę bez połysku, suchą i pomarszczoną... pomarszczoną szczególniej... brzydką nakoniec i głos zmieniony. Potem roześlesz wszystkich swoich ludzi, aby mnie szukali po całej Warszawie... Tak, tak, mości książę... na tej drodze pacyent oswaja się z chorobą, przez wiarę, a wiara w swoją słabość czyni chorego posłusznym, wspiera lekarza... jest już drugiem lekarstwem... Trzeba, trzeba koniecznie ratować księżnę i ratować, jak powiedziałem... bo inaczej źle i bardzo źle dla ciebie i dla niej, książę!<br>
{{tab}}— Przeraziłeś mnie, doktorze!<br>
{{tab}}— Nareszcie wszystko to złe jest możliwe do przytłumienia, do wytępienia zupełnego, do wykorzenienia prawie zarodkowego, atomowego...<br>
{{tab}}— I cóż myślisz, że ocali moją żonę?<br>
{{tab}}— Co myślę?.. jeszcze mnie książę zapytujesz o to... księżnę panią uratują tylko jedne Włoch.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/478|num=26}}{{tab}}— Patrzaj, patrzaj, doktorze, jak trafne miałem przeczucie!.. Więc powiadasz, że Włochy...<br>
{{tab}}— Ale Włochy!.. Włochy i jeszcze raz Włochy! mości książę.<br>
{{tab}}— Nawet na tyle przypadłości, które mi wymieniłeś?<br>
{{tab}}— Na wszystko Włochy! — odrzekł głosem prawie już ochrypłym.<br>
{{tab}}— Nareszcie, doktorze, nie mogę nadziwić się biegłości w twojej sztuce!<br>
{{tab}}— To pochlebstwo, mości książę.<br>
{{tab}}— Nie, to twoja zasługa.<br>
{{tab}}W tym samym momencie dały się słyszeć w błękitnym pokoju kroki kogoś zbliżającego się do gabinetu — Książę i doktór spojrzeli zaraz na drzwi, nieco z trwogą, a wtem ktoś zlekka zapukał.<br>
{{tab}}— Proszę wejść — zawołał książę po francusku.<br>
{{tab}}Pokazał się lokaj.<br>
{{tab}}— Niesforny!.. jak możesz mi przeszkadzać!<br>
{{tab}}— Księżna pani, dowiedziawszy się o wizycie pana doktora — odrzekł lokaj, kłaniając się pokornie — prosi go bardzo do siebie.<br>
{{tab}}— Idę! idę! — krzyknął z wybuchem gorliwości, zrywając się z miejsca. — Czy słyszy książę, że księżna przyzywa mnie do siebie? — zapytał strasznym głosem, przewracając oczyma. — Księżna jest słabą.<br>
{{tab}}— Idźmy, idźmy do księżny!<br>
{{tab}}— Idźmy! — powtórzył machinalnie doktór, kierując się zaraz do drzwi.<br>
{{tab}}I obadwa, spiesznym krokiem, malującym pomieszanie, przeszli kilka pokoi aż do apartamentu księżny.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/479|num=27}}{{c|'''IV.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Pacyentka.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Książę i doktór przybyli, prawie wpadli do małego saloniku, obitego różowym adamaszkiem, w którym miejsce szlaków zastępowały wązkie draperye z bengalskiego muszlinu, narzucanego w złote gwiazdki. — Księżna Topor Płonińska, którą tu po raz pierwszy przedstawiamy, stała przed wielkiem lustrem tremo, trzymając w jednej ręce kryształowe naczynie, w formie małego spodka od filiżanki, i srebrną wyzłacaną łyżeczkę, w drugiej, którą spożywała konfitury. — Była to osoba czterdziesto-letnia, dobrej tuszy, czerstwa i mimo wieku, dużo jeszcze łącząca w sobie wdzięków. — Śmiejące się jej usta i wesoły wyraz na twarzy dowodziły najlepszego stanu zdrowia — a co niemało zadziwiło obydwóch — szczególniej doktora, który za każdem wezwaniem do pacyenta, przygotowany był ujrzeć postać leżącą, bladą, żółtą, z zapadłem okiem, jakby trupią.<br>
{{tab}}Nim doktór zdobył się na właściwy sobie ukłon salonowo doktorski, w którym zawsze przebijać się zwykła pewna przyjacielska poufałość, obok uniżenia, czyniącego usługę za zapłatę — już księżna głosem, pełnym wesołości, może pustoty, przemówiła, nie przestając jeść konfitur.<br>
{{tab}}— Chciej mnie objaśnić, doktorze, co może się zrobić z pestką od wiśni, którą się połknie przypadkowo?.. proszę cię tylko bardzo nie śmiać się ze mnie za podobne zapytanie.<br>
{{tab}}— Nie wiem, dlaczego księżna pani spodziewała się po tem zapytaniu mego śmiechu? — odrzekł poważnie, chcąc nadać temu wyższy walor.<br>
{{tab}}— Myślę, że przynajmniej wy, doktorzy, śmiać się musicie niewymownie z podobnego przypadku.<br>
{{tab}}— Nie zawsze, łaskawa pani... ponieważ były zdarzenia w medycynie, iż najniepozorniejsza okoliczność często zabijała człowieka.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/480|num=28}}{{tab}}— Eh!.. ależ przecie od pestki nikt nie umiera!.. i przyznam ci się nawet, że przed chwilą właśnie połknęłam jednę przez nieostrożność w konfiturach.<br>
{{tab}}— Co? co? — krzyknął doktór, rzucając nagle na ziemię laskę i kapelusz. — Księżna połknęła pestkę od wiśni?<br>
{{tab}}— Przed kilku minutami — odpowiedziała zmienionym tonem i przerażona jego giestem, odłożyła na stół konfitury — tak, tak, tak... połknęłam całą pestkę... pestkę od wiśni... większej wiśni... od czereśni.<br>
{{tab}}— A więc i pestka była większa! — odpowiedział doktór, z trwogą, rzucając się prawie ku księżny, którą uchwycił za puls z przerażeniem.<br>
{{tab}}Książę, istotnie przestraszony, porwał żonę za druga rękę i milcząc w niepewności, czekał tylko dalszej odpowiedzi doktora, który nie przestawał macać pulsu.<br>
{{tab}}— Nie pojmuję, jak księżna pani mogła żartować z rzeczy, która już tyle ofiar wtrąciła do grobu!<br>
{{tab}}Księżna nagle pokryła się śmiertelną bladością.<br>
{{tab}}— Czy pani wie jakie ta na pozór nic nie znacząca okoliczność sprowadzić może następstwa? — nie przestawał jeszcze mówić doktór, z tąż samą zawsze trwogą. — Pestka od wiśni, od większej wiśni, w żołądku staje się natychmiast zarodem tysiąca chorobliwych przypadłości... Pestka od wiśni to rzecz nigdy niestrawiona!.. do tego od większej wiśni jak sama księżna powiedziała!.. pestkami od wiśni żadne jestestwo organiczne nie żyje!.. jest-to przecież kamień... istny kamień! tem szkodliwszy, że okrągły, który wdrążać się może i wciskać w nieskończone zakąty trzewiów, a nawet, szlachetniejszych naczyń!.. Któż może zaręczyć, że ciało to obce nie zrządzi we wnętrznościach zapaleń?.. przedziurawień, a nawet gangrenacyi? na którą już nie znamy żadnego lekarstwa.<br>
{{tab}}— O doktorze!.. zaczynam już uczuwać ból w żołądku.<br>
{{tab}}— O mój Boże!.. czy słyszałeś, że księżna ma ból w żołądku? — zapytał książę doktora.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/481|num=29}}{{tab}}— Oparcie się ciała twardego o ściany żołądka — odrzekł prędzej jeszcze doktór, zimno, zamyślając się lub udając zamyślonego.<br>
{{tab}}— Zaczyna mię ściskać — dodała jeszcze księżna.<br>
{{tab}}— Wszystko idzie swoim trybem... to musiało koniecznie nastąpić.<br>
{{tab}}— Doktorze! doktorze! już zimny pot występuje mi na czoło.<br>
{{tab}}— Wszystko to są dalsze następstwa z przytomności obcego ciała w żołądku.<br>
{{tab}}— Ah! ah!.. już nareszcie nie zdołam ustać na nogach — zawołała jeszcze, chwiejąc się istotnie — a po tych zaraz słowach padła w znak na ręce męża i doktora.<br>
{{tab}}— Na Boga, doktorze! — zawołał książę, pomieszany niewymownie — nareszcie zacznij już ratować!<br>
{{tab}}— Wymioty! wymioty!.. oto cały środek w pierwszej chwili podobnego wypadku.<br>
{{tab}}— Pisz czemprędzej receptę.<br>
{{tab}}— Tak, ale jeżeli wymioty za gwałtownie uderzą na części górne, pestka zatrzymać się może w wydrążeniu gardła, pokaleczyć kanał pokarmowy, a co najniebezpieczniejsza dostać się do rurki powietrznej kanału oddechu i albo na miejscu zadusić, albo opaść na płuca.<br>
{{tab}}— Boże! Boże!.. pestka w płucach! — powtórzyła na wpół-konająca księżna.<br>
{{tab}}A doktór, który zrozumiał, że jego pacyentka, mimo omdlenia, słucha przecież pilnie wykładanej teoryi, dodał jeszcze.<br>
{{tab}}— Wówczas to następuje najgwałtowniejszy kaszel, krztuszenie się, które może zrządzić pękanie naczyń krwistych a nawet, dla konstytucyi nieco krwistej, jak właśnie u księżny pani, zdziałać natychmiast atak apoplektyczny!<br>
{{tab}}— A więc żadnego wymiotującego środka — odpowiedział książę.<br>
{{tab}}A księżna, zwieszona na jego rękach, powtarzała tylko:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/482|num=30}}{{tab}}— Oh! tak, tak! żadnego gwałtownego środka!.. ratuj mię doktorze!<br>
{{tab}}— Potrzeba zatem zmienić pozycyę figury — odrzekł doktór, który już został strudzony dźwiganiem księżny — pozycya, siedząca, na wpół leżąca, jest w takich razach najwłaściwszą.<br>
{{tab}}I zaraz po tych słowach, wraz z księciem przeprowadził chorą na poblizką sofę, na którą jednak prawie sama usiadła, opierając głowę na poduszce i ocierać zaczęła pot z czoła.<br>
{{tab}}— Spojrzyj, doktorze, jaki pot wystąpił księżny na czoło... a przytem jaka bladość na twarzy!<br>
{{tab}}— Bladość — odrzekł doktór, ruszając ramionami — książę widziałeś samą tylko bladość, gdy ja tymczasem, przeliczyłem już wszystkie chorobliwe kolory, które przeminęły kolejno na twarzy księżny pani, zaczynając od żółtego w trzech stopniach, wpół-zielonego aż do karmazynu, nawet sinego, dopóki nie objawił się ten kolor gipsowy, który książę teraz właśnie widzisz.<br>
{{tab}}— Nareszcie, doktorze, zaczynaj już ratować, choćby środkami najgwałtowniejszymi, bylebyś ratował.<br>
{{tab}}— Potrzeba mi jeszcze wiedzieć, w którem miejscu księżna uczuwa w tej chwili najwięcej dolegliwości.<br>
{{tab}}Księżna, prawie nieprzytomna, której choroba była jedynie tylko przestrachem, pokazała ręką, czego doktór żądał, przez imaginacyę, blizko w dziesięciu miejscach.<br>
{{tab}}— Ależ księżno! — przemówił mąż z perswazyą — połknęłaś pestkę, a oznaczasz ból nawet na ramieniu!<br>
{{tab}}— Dla organizmu niema żadnych podziałów w ciele! — krzyknął doktór, nie kontent, że mu książę psuje rolę, w jakiej się tu przedstawia. — Organizm jest jedną najsilniej skombinowaną całością — mówił dalej — pestka, dolegająca w żołądku, może nawet sprawić doleganie w jednem lub drugiem udzie.<br>
{{tab}}— Oh! — zawołała księżna, chwytając się w te miejsca — tu właśnie uczuwać zaczynam nową boleść... w tej chwili mnie zabolał {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/483|num=31}}{{tab}}— Nic dziwnego!., co jeszcze nawet zniżyć się powinno do kolan.<br>
{{tab}}— Otóż już dostaje bólu w obu kolanach!<br>
{{tab}}— Potem do nóg... do końca nawet palcy.<br>
{{tab}}— Ah tak, tak... ratuj mnie, doktorze!.. już wszędzie dostałam bólu, gdzie wymieniłeś!<br>
{{tab}}Doktór zamyślił się nieco — bystro popatrzał w twarz księżny — w końcu zapytał flegmatycznie:<br>
{{tab}}— Czy księżna pani może zakasłać bez boleści?<br>
{{tab}}Księżna zakasłała.<br>
{{tab}}— I cóż? — zapytał zaraz — czy nie było w piersiach jakiego drżenia?<br>
{{tab}}— Żadnego.<br>
{{tab}}— Szczególna rzecz!.. a co powinno było prawie koniecznie nastąpić... proszę powtórzyć raz jeszcze.<br>
{{tab}}Księżna zakasłała po raz drugi i nagle uchwyciła się za piersi.<br>
{{tab}}— To już wszystkie symptomaty złączone! — odrzekł doktór decydującym tonem — jest w piersiach drżenie.<br>
{{tab}}— Jest, jest — powtórzyła księżna.<br>
{{tab}}— Niepodobna, doktorze, aby to wszystko jedna pestka zdziałała — przemówił książę, nie pojmując, czy doktór tłomaczy wszystko rzeczywiście, czy też wierny swemu zobowiązaniu wypełnia tylko jego własne rozkazy.<br>
{{tab}}— Pestka, i jedna pestka, mówi książę? — powtórzył doktór z przyciskiem i nieco opryskliwie, że mu książę psuje interes. — Ta pestka działa tylko pośrednio, a nie ''per se'', jak książę rozumie — dodał jeszcze — ta pestka działa z pomocą mnóstwa chorób, ukrytych w organizmie, które właśnie księżnę panią dotykają... Teraz to dopiero wszystkie zarody chorób znalazły pobudzalność... pobudzalność w pestce od wiśni, i te stały się gotowemi rozwinąć w całej gwałtowności, jeżeli tylko należycie nie przytłumi je sztuka.<br>
{{tab}}— Ratuj mnie, doktorze! — zawołała księżna, blednąc na nowo.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/484|num=32}}{{tab}}— Ratować choroby nie rozwinięte!.. w takim wypadku zapobiega się tylko, nie ratuje.<br>
{{tab}}— A więc wskaż spiesznie środki... ponieważ czuję nawet uderzenie krwi do głowy i jeden policzek palić mnie zaczyna.<br>
{{tab}}— A wreszcie to dopiero początek!<br>
{{tab}}— Zaczynam nareszcie uczuwać drżenie {{Korekta|wcałem|w całem}} ciele!.. w rękach szczególniej patrz, doktorze, jak drgają palce.<br>
{{tab}}— To początek, początek — odrzekł, kiwając głową w zamyśleniu.<br>
{{tab}}— A potem cóż?<br>
{{tab}}— Ustanie wszystko... mam nadzieję, że dopiero po godzinie... ale ustanie, aby powrócić z większą siłą i dopiero sprowadzić prawdziwą chorobę.<br>
{{tab}}— I kiedy ten powrót nastąpić może? — zapytał sam książę.<br>
{{tab}}— Każdej chwili — gniewnie odpowiedział nieukontentowany, że się książę odzywa, nie pozwalając mu działać samemu — księżna pani powinna być wszędzie i w każdym nawet czasie przygotowaną do uderzenia chorobliwego ataku — dodał jeszcze, potem zaraz tonem nieco łagodniejszym i z pewnem znaczeniem, mówił dalej. — Wszystko to przecie oddalić, cofnąć, lub nawet wstrzymać w zupełności się pozwoli; ale już środkami więcej naturalnemi, dyetycznemi... ponieważ my, lekarze, używamy tylko recept w rozwiniętych chorobach.<br>
{{tab}}— Jakież to są te środki ratunku?<br>
{{tab}}— Dla jednych służy agitacya, dla innych, pokarmy, dla innych jeszcze, sam tylko klimat — wyraz ten wymówił doktór najdobitniej. — I oto właśnie rodzaj niebezpieczeństwa, które wymaga jedynie tylko wsparcia klimatycznego — dodał, robiąc ogromne oczy na księcia i zarazem badając twarz pacyentki.<br>
{{tab}}— Klimat, mówisz, doktorze? — odrzekła księżna z ubolewaniem — nie jest-że to prawdziwe nieszczęście zachorować w czasie zimy i czekać powrotu lata!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/485|num=33}}{{tab}}— Oh!.. księżna pani nigdy nie zniesie całej zimy!.. tej naszej zimy!.. śnieżnej!.. wilgotnej!.. Księżnę panią jedno tylko, łagodne niebo południowe ocalić może?<br>
{{tab}}Księżna nic nic odpowiedziała; ale jakby zasięgnąć chciała rady męża, spojrzała na twarz jego, który w tej chwili przemówił.<br>
{{tab}}— Widzisz, księżno, że jest przecie środek dla twego ocalenia, z łaski naszego doktora.<br>
{{tab}}— Jeden i ostatni — dodał doktór, zaczynając obracać w palcach złotą {{Korekta|tabarkę|tabakierkę}}.<br>
{{tab}}— Jeden i ostatni — powtórzył książę machinalnie — wszak tu niema nad czem się namyślać.<br>
{{tab}}— A więc i ty, dobry mężu, podzielasz to zdanie naszego kochanego doktora? — zapytała, jakby z prośbą.<br>
{{tab}}— Musisz nawet jechać, dokąd konsyliarz każę... ja ci dwóch dni nie pozwolę teraz pozostać w Warszawie!<br>
{{tab}}— Dobry przyjacielu! — odrzekła księżna, wyciągając ku niemu ręce.<br>
{{tab}}— O widzę, że księżnej pani zaczyna być lepiej — przemówił doktór, spoglądając na jej twarz ożywioną.<br>
{{tab}}— Nie inaczej... przecież nadzieja ma także swój wpływ dobroczynny... Jakież miejsce przeznaczasz mi na kuracyę?<br>
{{tab}}— Włochy — odpowiedział, zażywając tabakę.<br>
{{tab}}— Oh, doktorze! — zawołała księżna z żywą w głosie radością — nigdy jeszcze może, nie zdarzyło ci się trafić tak szczęśliwie jak w mojej słabości!.. Przyznam ci się teraz sama, że jakimś instynktem poznawałam, iż pobyt za granicą od wielu chorób uleczyć mnie może... A Włochy, to właśnie kraj jedyny, do którego ciągnęło mnie przeczucie... nie jest że to tak samo, jak kiedy chory uczuwa niczem nieprzytłumiony pociąg do tej lub owej potrawy?.. Ja chyba w śnie magnetycznym, w śnie nerwowym, uczuwałam ten silny pociąg do Włoch... Ja w najmniejszej mojej słabości, doświadczałam tego, co mówię, w prostej nawet migrenie, cóś się we mnie odzywało, jakby wołało... Włochy! Włochy!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/486|num=34}}{{tab}}— Księżna pani, doświadczyła cząstki jasnowidzenia, jak tyle innych pacyentek, które swoje palpitacyę, spazmy, katary migreny i histeryczne słabości zostawiają w Wenecyi, Medyolanie, który dziwnie akustycznie zbudowany, już sam przez się uleczać jest zdolny, mnóstwo nerwowych, nawet zadawnionych chorób... owych morbus chronicus kobiecych, na które u nas żadnego nie znamy lekarstwa.<br>
{{tab}}— O, to już nie ulega wątpliwości!.. czy słyszałeś, mężu co konsyliarz mówi?<br>
{{tab}}— Wszystko słyszę i czuję radość, że wespół z tobą podzielam to ukontentowanie... dziś zaraz radzę ci poczynić przygotowania do odjazdu.<br>
{{tab}}Księżna nagle zerwała się z sofy i rzuciła mężowi na szyję.<br>
{{tab}}Doktór podniósł z ziemi czemprędzej swoją laskę i kapelusz.<br>
{{tab}}Za chwilę, księstwo pozostali sami w pokoju i układać zaczęli etat wydatków cztero-miesięcznego pobytu księżny we Włoszech.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''V.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Rynek Starego Miasta.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Gdy się ta intryga w domu księstwa Topor odbywała, w której Kornel pierwszym zaczął być celem, w innej części Europy, również myślano o jego losie — lecz w jaki sposób, to nam rozwiąże mała scena, którą zaczniemy od domu poczty, przy ulicy Krakowskie-Przedmieście.<br>
{{tab}}W dniu 24 grudnia, w wigilię święta Bożego Narodzenia o godzinie jedenastej rano, brama pocztowa zapełniona była mnóstwem pasażerów i ludzi, których tu interes lub ciekawość sprowadziła. — Na środku stał pakowny dyliżans, zapełniony w części siedzącymi, który już za chwilę miał odjechać. — Trąbka pocztyliona jeszcze nie zabrzmiała, każdy z pośpiechem zajmował się rozmową — jedni żegnali swoich {{pp|przyja|ciół}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/487|num=35}}{{pk|przyja|ciół}} — inni, spoglądali na żegnających... bo dla ludzi po wielkich miastach, wszystko bywa zajęciem.<br>
{{tab}}Nagle powstał w bramie ruch niezwyczajny — wrzawa — głośne śmiechy — i wszyscy zaczęli zbiegać się do jednego miejsca. Wśród krzyków coraz mocniejszych odróżnić jednak można było ustawicznie powtarzane wołanie: karzeł! karzeł! — i rzeczywiście, pokazał się w tymże tłumie malutki człowieczek — tenże sam któregośmy już w toku naszych intryg kilka razy widzieli. Człowiek ten z wielką żarliwością przedzierał się przez tłumy, usiłując jaknajprędzej wydostać się na ulicę. — Zaimprowizowany mekler z jarmarku Lipskiego, ściskał w swoich rękach list, który właśnie z biura pocztowego odebrał, i zapewne zbytnia ciekawość przejęcia zawartych w nim tajemnic uczyniła go tak bardzo popędliwym.<br>
{{tab}}Ale wtem, {{Korekta|pocztylon|pocztylion}} zatrąbił na pasażerów i każdy zaraz zaczął biedź do dyliżansu, co podwoiło ruch zgromadzonych tu osób, a nagle Karzełek, jakby wirem fal wodnych porwany, dostał się aż pod koła ogromnego wozu.<br>
{{tab}}Niedługo jednak człowieczek złorzeczył przeznaczeniu, bo w mgnieniu oka ujrzał przed sobą próżnię i zaraz, drobnym i prędkim krokiem, przebiegł w kierunku przedniej pary kół nawet pod konie i wysunął się szczęśliwie na ulicę.<br>
{{tab}}Niewiadomo, czy mały był strwożony przypadkiem, czy uniesiony radością z odebrania listu, dość, że niezwykłym galopującym krokiem pędzić zaczął Krakowskiem-Przedmieściem w stronę kolumny Zygmunta. — Przebiegł dalej plac przedzamkowy i wcisnął się w ciasną ulicę Ś. Jana, gdzie znikł — lecz, jak się domyślać można było, dostał się aż na rynek Starego-Miasta.<br>
{{tab}}Panorama targu przybrała nagle w tej chwili postać najdziwniejszą: bowiem czarne chmury nieba zaczęły sypać owym mokrym grudniowym w wielkie płaty śniegiem, który, za dotknięciem ziemi, tajał i wzmagał płynne błoto. Kto tylko miał jaką taką osłonę, lub parasol, rozpostarł natychmiast po nad sobą, co utworzyło na oko jeden ogromny kolorowy pawilon, {{pp|naj|więcej}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/488|num=36}}{{pk|naj|więcej}} szary i ruszający się migotliwie. — Potrzeba wielkiej cierpliwości i sztuki, aby bez żadnego w rękach ciężaru, umieć przejść środek placu, ominąć zręcznie tysiące osób, co krok nie nastąpić na rozłożony na ziemi towar, niedotknąć żadnej zawady, tem więcej z parasolem w ręku, kiedy deszcz prawie ulewny, lub śnieg {{Korekta|pruszący|prószący}} po twarzy, zasypuje wszystko przed oczyma. Dlatego też, w tej chwili, gwar, krzyk i wszystko, co dotąd stanowiło muzykalną stronę targu, podniosło się nieskończenie w intonacyi — a ztąd zaraz zwiększył się ruch, podobniejszy do wzburzonego morza gdzie w zamkniętej przystani.<br>
{{tab}}Zaledwie się ten nieład rozpoczął, nasz karzełek z listem w ręku pokazał się na targowisku. — Człowiek ten nie miał zamiaru przebywać rynku. Zjawienie się tu jego inny cel wykazało. — W narożnej kamienicy Starego-Miasta i Zapiecka istnieje do dziś szynk dosyć ekscentryczny. Jest to piwniczka z właściwym nadedrzwiami napisem, który dla mieszkańców przyległych jemu okolic, niemałą wartość stanowi. — Rynek Starego-Miasta z przybocznemi ulicami jest to ''Cité'' Paryża, co do fizyognomii domów i ich mieszkańców. Jak tam tak i u nas istnieją odpowiednie zakłady, w których prosty i tani posiłek, stanowi dla gminu to, czem są dla wyższej klasy — okazałe table d’hôtes naszych restauratorów. Wódka, a potem piwo i skromne przekąski oto cała karta bufetu tych brudnych i niechlujnych szynków w rynku Starego-Miasta.<br>
{{tab}}Tu napotkać można gadatliwe przekupki, sławne z swojej wymowy i gestykulacyi, brudne mularki i wyrobnice, tu zjawiają się tragarze, drwale, tracze i czasem ta niesforna rasa młodych uliczników, nie mających stałego zatrudnienia. Szynk w piwniczce, na rogu Starego-Miasta, nie jest wszakże ostatnim pod względem doboru uczęszczających do niego indywiduów, znajdą się jeszcze w Warszawie niższe, co do wartości miejsca, przedstawiające obraz zupełnej już nędzy i poniżenia człowieka, gdzie zalewają się trunkiem zbirki najsprośniejsze, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/489|num=37}}obdarte, brudne, bose, często obnażone i plugawe; bywają to szynki żebraków i śmieciarek, które mieszczą się jedynie na błotnistych ulicach, wybrzeża Wisły dotykających.<br>
{{tab}}Wracamy teraz do piwniczki, w niej bowiem nasz mały człowieczek, karzełek, przez cały czas swego pobytu w Warszawie, obrał sobie gospodę, udając przed ludem prostym przybyłego z Prus fabrykanta najprzedniejszego angielskiego szuwaksu, oraz pigułek na trucie myszy i szczurów. Tu większą część dnia spędzał, paląc ulubiony czarny tytoń i popijając gorącem piwem.<br>
{{tab}}Innem jego zatrudnieniem, nie równie ważniejszem, było udawać się codziennie na pocztę, w oczekiwaniu na list, który dziś nareszcie dostał się w jego ręce — widać, że karzeł upatrzył za najdogodniejsze miejsce do czytania tej korespondencyi, ulubioną gospodę.<br>
{{tab}}W chwili, gdy karzeł wsunął się do piwniczki, wszystkie prawie miejsca zajęte były przez pospólstwo, któremu i tutaj nie odmawiają nazwiska gości, a przynajmniej wszystkie miejsca, które za dogodne dla siebie uważał. Niecierpliwy zaczął zaraz drobnemi kroczkami przechadzać się po ciemnym szynku, szukając miejsca. W jednym kąciku piwnicy była mała framuga w murze, z kilku wypadłych cegieł sformowana, w której ustawicznie stała tlejąca się lampa. Karzeł wziął zaraz bez dłuższego namysłu stołek i podsunął go do tego miejsca — zapewne dla światła; siadł i zażądał gorącego piwa, lecz prędzej jeszcze otworzył ściśnione dłonie, w których tak długo ukrywał odebraną na poczcie korespondencyę; zbliżył do lampki i wyczytał najsamprzód adres:<br>
{{tab}}„Do Mathiasa Heynber, w interesach handlowych, bawiącego w Warszawie — franco.“<br>
{{tab}}Liczne na liście tym stemple zagranicznych urzędów pocztowych, przekonywały, że list ten, z bardzo dalekich stron nadesłany został, mianowicie: Wrocław, Berlin, Frankfurt nad Menem, Bruksella, Paryż.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/490|num=38}}{{tab}}Mały, jak tylko to przeczytał, rozśmiał się radośnie i spojrzał ukradkowo na tutejszą gospodynię, która w tym właśnie momencie przy nim stanęła, trzymając w ręku kwartową szklanicę gorącego, marcowego piwa, z trocką kminku i kawałkiem masła.<br>
{{tab}}Karzełek odebrał piwo z pośpiechem i nawpół przytomny, pociągnął parę razy w gardło, poczem postawił kufel na stojącą obok siebie beczkę i, obróciwszy się do światła lampki, odpieczętował list i ukradkowo przed obecnymi zaczął czytać:<br>
{{tab}}„Ostatni list twój odebrałem przed miesiącem... wywiązujesz się doskonale ze swego obowiązku... nigdy jeszcze nie doniosłeś mi ważniejszej, niż ta, wiadomości.“<br>
{{tab}}— Aha! — pomruczał sobie pod nosem mały. — Ostatni list, który pisałem na poddaszu w oberży pod Dobrą Nadzieją w Szląsku, podczas burzy, której nigdy nie zapomnę... Zapewne, zapewne, że ten człowiek djabelnie pokrzyżować musiał interesa kapitanowi Rappinet!.. O! kapitan nie napróżno mi mawiał przez lat blizko dwadzieścia, że nikt inny nie powinien być jego opiekunem, tylko ten, kogo sam do tego upoważni... gdy tymczasem ów książę Topor Płoniński sprzątnął nam na drodze Kornela... Ale zobaczymy co też więcej o tem pisze kapitan.<br>
{{tab}}I znowu zaczął czytać.<br>
{{tab}}„Podług twego doniesienia nasz przeniósł się teraz do Polski, pod opiekę księcia T. P jest to niczem, mały przyjacielu, w moim interesie, ale nierównie okropniej przestraszyłeś mnie w twoim liście, doniósłszy, że książę wprowadził go do domu hrabiego O.....“<br>
{{tab}}— Hrabiego Omirskiego — odrzekł sobie — a ciekawym bardzo, co jeden hrabia polski tak bardzo przestraszać może kapitana okrętu na Antylach?... czytajmy tylko dalej.<br>
{{tab}}„Jeżeli nasz rzeczywiście dostał się do domu hrabiego, to źle, to grozi zgubą dla mego interesu, mój mały! Nie przypuszczam jednak, aby to wszystko, coś napisał, nastąpiło — nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/491|num=39}}przypuszczam z istotnej trwogi, albowiem nasz, jednej godziny w domu hrabiego O. bawić nie powinien.“<br>
{{tab}}— A cóż u dyabła! — zawołał karzełek, po przeczytaniu tego ustępu — nigdy jeszcze nie byłem tak ciekawym przejąć tajemnice kapitana i tego naszego człowieka, którego od lat dziecinnych jestem stróżem!.. Wiem tylko, że w roku 1816 porwałem go ślepemu starcowi w Karpatach, wraz z siostrą, która znikła od niepamiętnych czasów i odtąd nigdy nie przestraszał nikt względem niego kapitana... dzisiaj przecie zjawił się człowiek... ten hrabia Omirski, który, jak szczerze przywiązany jestem do pieniędzy, których mi kapitan udziela, musi w najściślejszym z tym interesem pozostawać związku!... O, to mi to wszystko przecie wyjaśnią następne słowa listu... czytajmy.<br>
{{tab}}„Jeżeli nasz dostał się do tego domu, postanowiłem jakimbądż okupem mojego sumienia i majątku zniszczyć tę fatalność!.. Myślę, że dotąd miałeś czas przejąć tyczące tego wiadomości... na ich przeto zasadach rozwiążesz teraz moje instrukcye.“<br>
{{tab}}— Instrukcye! instrukcye!.. otóż znowu coś nowego! — zawołał mały, chwytając prędko za kufel z piwem, z którego napił się nieco machinalnie; potem obejrzawszy się po szynku, na nowo czytać zaczął:<br>
{{tab}}„Teraz najpierwszym twoim obowiązkiem jest przeciąć naszemu wstęp do domu hrabiego... jeżeli zaś zapóźno już do tego, masz bez najmniejszej zwłoki czasu pomysłem, na których ci nigdy nie brakuje, rozłączyć go z hrabią i jego żoną.“<br>
{{tab}}— Ah! ten człowiek, chyba bierze mnie za dyabła! — zawołał, poruszając się z ambarasem na swoim stołku — rozłączyć Kornela z hrabią Omirskim i hrabiną!.. niby ja mam moc i głowę do tego, ja, który tu uchodzę za biednego spekulanta, szarlatana, fabrykującego szuwaks i pigułki na myszy!.. Ale wszystko mi się zdaje, że jakby na szczęście kapitana i moje, Kornel przyszedł sam w pomoc tej potrzebie, bo coś od miesiąca nie pokazuje się w domu hrabiego, mieszka i w hotelu... {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/492|num=40}}a ile mi wiadomo, sekretarze prywatni siedzą zwykle po całych dniach w gabinecie swego pana.<br>
{{tab}}I znowu zaczął czytać:<br>
{{tab}}„Ostrożność, a potem obawa, radzą nawet rozszerzyć plan działania... Dopóki tylko nasz bawić będzie w Warszawie, interes ten narażany będzie na sparaliżowanie... zaczniemy przeto od tego, że zmusisz go do opuszczenia Warszawy i Polski.“<br>
{{tab}}— Coraz lepiej pisze kapitan! — zawołał mały, nieco rozdąsany — pisze jak w żartach!.. usunąć Kornela z domu hrabiego, to znowu, zmusić go do opuszczenia Warszawy... O mój kapitanie!.. lepiej-byś zrobił, gdybyś mnie zarazem nauczył tej sztuczki... A zobaczmy jeszcze, czego dalej po mnie wymagać będzie.<br>
{{tab}}„Natychmiast po przeczytaniu tego listu, opuścisz Warszawę i pojedziesz na Wrocław — staniesz w tej samej oberży pod Dobrą Nadzieją — podasz skargę do władz Pruskich, że wysłany do Lipska przez jubilera ''Bijou'', zamieszkałego w Paryżu, z pudełkiem surowych dyamentów wartości 35, 000 franków, takowe w tej oberży skradzione ci zostały — Masz podejrzenie na naszego, za którym pobiegłeś do Polski, i ślady kradzieży oskarżonego sprawdziłeś już naocznie w Warszawie. — Jubiler Bijou już jest uwiadomiony o wszystkiem — działaj otwarcie — dołączam ci wykaz ilości i wagi dyamentów. — Spiesz wykonać to zlecenie natychmiast. — Skoro uda się wszystko, wartość poszukiwanych przez ciebie dyamentów będzie dla ciebie, z mojej strony, nagrodą.<br>
{{tab}}Karzełek aż zerwał się ze swego siedzenia i poruszony ostatniemi słowami listu, podskoczył parę razy z radości i zawołał:<br>
{{tab}}— Trzydzieści pięć tysięcy franków!.. a niech nie podrosnę większy i na grubość włosa, to fortuna!.. O kapitanie!.. tam, gdzie ty dopomagasz w sprawie, odważyłbym się jeszcze działać z zamkniętemi oczami. Rzecz prosta i najdzielniej wymyślona w tym planie!.. wszak zaledwie pojadę do Szląska {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/493|num=41}}i podam skargę, najdalej w przeciągu sześciu dni, władze pruskie upomną się o wydanie zbiega i ten człowiek, pod konwojem, dostanie się znowu z Polski do Wrocławia... Co jednak dalej nastąpi... Eh!.. po co mi o tem myśleć!.. przecież kapitan dobrze już wiedzieć musi, co z tego wyniknie... trzydzieści pięć tysięcy nagrody — dodał mały zapalony, chowając list do kieszeni — jutro już jestem na drodze do Wrocławia!<br>
{{tab}}I zaraz cały w poruszeniu serca kręcić się zaczął w kąciku niespokojnie, nie spuszczając jednak z uwagi i obecnie zgromadzonych, którzy, szczęściem przez cały czas czytania tego listu, skupieni byli przy jednej ze ścian piwnicy, blizko drzwi, na której przylepiony był nadzwyczaj długi szereg małych kartek z numerami, w różnych czasach na loteryi liczbowej wyciągniętymi.<br>
{{tab}}Mały już stracił nawet ochotę dokończyć swego piwa — dobył prędko z kieszeni woreczek z pieniędzmi — zapłacił — i przedarłszy się przez tłum zgromadzonych marzycieli, rozprawiających o ambach i temach, wydostał się na ulicę, gdzie jednej prawie chwili znikł, niewiadomo w której stronie.<br>
{{tab}}W tym właśnie momencie dwa punkta rozległego rynku, jakieś nadzwyczajne okazywały wzburzenie: całkiem inne przecie, jakie wywoła chwilowa zamieć śniegu.— Od strony ulicy Nowo-miejskiej tłum ludu kupczącego zmienił się nieledwie w wir gwałtowny. Wszystkie zaraz rozpostarte w tej stronie parasole, jakby wytrącane, padać zaczęły — dotychczasowy gwar, zmienił się w krzyk i wołania, rozlegające się przeraźliwie po wszystkich stronach rynku. Był to alarm mściwych przekupek, jednotonnie, z całego gardła wołających: złodziej!.. złodziej!..<br>
{{tab}}Gdy tak, z jednej strony rynku, krzyczała rozhukana bab tłuszcza, od ulicy Świętojańskiej pokazało się coś bardzo zbliżonego — ale wiry i krzyki odbijały nieco odmienną cechę nieładu. — W miejscu bowiem straszliwego alarmu dawały się słyszeć same śmiechy, z trudnym do opisania wrzaskiem połączone — ale wesołym i radosnym — przyczem także widzieć {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/494|num=42}}można było w tłumie posuwający się przedmiot, ku środkowi gdzie właśnie ścigany złoczyńca z drugiej strony torował sobie drogę ucieczki.<br>
{{tab}}Co się działo na jednej stronie rynku, nikt nie odgadywał, co być mogło na drugiej, dopóki obie tego ruchu sprężyny, nie zetknęły się przypadkiem na samym środku tego targowiska.<br>
{{tab}}Teraz wyjaśnić nam należy, że jedną z tych był Thoms, drugą — karzeł.<br>
{{tab}}Thoms, zręcznie usuwający się przed napaścią rozsrożonych przekupek, postanowił skorzystać z okazyi. Nie zdziwiony bynajmniej zjawieniem się niespodziewanem małego człowieka, w tejże prawie chwili wpadł na pomysł godny swojego dowcipu — porwał bowiem karzełka na plecy i, dalej rozpychając tłumy, rozpoczął prawdziwą drogę boleści. — Szczęście czy nieszczęście mieć chciało, że ani na chwilę nie ustały wołania, wzywające pomsty na złodzieja — co {{Korekta|spowodawało|spowodowało}} fatalną pomyłkę co do osób; bowiem odtąd grad żylastych pięści i rąk, {{Korekta|uzbrojnych|uzbrojonych}} w warząchwie i rozmaite drewniane narzędzia, sypać się zaczął na wpół żyjącego karla, który właśnie zostawał w najdokładniejszem do podobnej operacyi położeniu.<br>
{{tab}}Thoms, wzięty odtąd za człowieka, który oddaje w ręce {{Korekta|sprawiadliwości|sprawiedliwości}} złodzieja, krzyczał wciąż na tłumy i rozpychał wszystkich z pewną powagą, dla utorowania sobie drogi, dopóki, na rogu ulicy Ś. Jana nie przestał karzeł wrzeszczeć mu po nad głową — z czego wniósł, że już niebezpieczeństwo minęło. Cisnął zaraz małego na ziemię — i sam, jak strzała, pobiegł w stronę kościoła katedralnego i dostał się na Krakowskie-Przedmieście.
<br>
Karzełek, znalazłszy się właśnie blizko swojej ulubionej gospody, raz jeszcze wstąpić do niej postanowił, aby zebrać przytomność umysłu i odpocząć po tak niespodziewanej bastonadzie. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/495|num=43}}{{tab}}Nigdy jeszcze bardziej nie przypatrywano mu się w szynku. jak w tej chwili — nigdy więcej o nim nie mówiono — nie śmiano się nawet — nie bawiono. Karzeł ten bowiem uległ przypadkowi dla swojej małej figury: bo, jak się pokazało, otoczony nagle na rynku ciekawymi, zbłądził w tłumie i to spowodowało, że aż na środek wypchnięty został, gdzie właśnie z Thomsem nastąpiło jego spotkanie.<br>
{{tab}}Nazajutrz i w dni następne, w szynku, ulubionej gospodzie tego małego, zapytywano się z ciekawością, dlaczego karzeł nie pokazywał się im więcej — jedni mówili, że chory z przypadku — inni, że umarł — tymczasem filut, fabrykant angielskiego szuwaksu i zaimprowizowany szarlatan, robiący pigułki na myszy i szczury, poszedł tam, dokąd mu zwierzchnik jego nakazał.<br>
{{tab}}Mały Mathias Heynberg, zaopatrzony na drogę zadatkiem przekupek Warszawskich, w charakterze denuncyanta, był tymczasem na drodze do Wrocławia.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''VI.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|{{Rozstrzelony|List upalon}}y.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Zaraz z początkiem roku 1838, obiegać zaczęły poszepty po wielu domach Warszawy — poszepty, tak miłe dla ucha — rozkosznie z ust do ust przelatujące — wołano wszędzie... „pierwszy bal na rozpoczęcie karnawału wydaje książę Topor Płoniński“ — po wielu jednak salonach zapytywano powszechnie: dlaczego książę w nieobecności swojej małżonki pośpieszył z tak wystawną zabawą?<br>
{{tab}}Wistocie książę Topor Płoniński zapowiedział bal pierwszy — ale wróćmy do hrabiostwa Omirskich, aby zbadać, jakie to zdarzenie wywołało u nich objawy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/496|num=44}}{{tab}}O godzinie ósmej, właśnie wieczorem, w dniu, w którym za chwilę miały już zajaśnieć salony księcia — w dniu balu — w buduarze hrabiny Omirskiej widzieć można było porozkładane wykwintne ozdoby toalety. — Marya co moment zwracała wzrok smutny na przygotowane ozdoby balowe, i za każdem na nie spojrzeniem ciężkie westchnienia ulatywały z jej piersi. Możnaby nawet sądzić, że hrabina nie była wezwana dzisiaj na ozdobienie salonu księcia Topor, gdyby nie otwarty na stoliku bilet z jego herbem, w zupełności o tem przekonywujący.<br>
{{tab}}Długo jeszcze ta milcząca scena powtarzała się w buduarze hrabiny. — Marya nie zaczynała się ubierać.<br>
{{tab}}Samotność jej przerwała Zuzanna, która weszła do pokoju i wniosła wielką bronzową lampę, z pięknem szklanem nakryciem. Twarz pokojowej, tyle przywiązanej do swojej pani, również zdawała się być nacechowaną dziwnym smutkiem, tak niewłaściwym młodej garderobianie, które zawsze bywają najszczęśliwsze, strojąc na bale swoje panie.<br>
{{tab}}Zuzanna postawiła lampę na stoliku i z boleścią spojrzała na swoją panią, która nie okazywała jeszcze żadnej ochoty do zaczęcia toalety.<br>
{{tab}}— Czy pani każę się już ubierać? — zapytała nareszcie smutnym głosem.<br>
{{tab}}Hrabina, w miejsce odpowiedzi, nowe zadała jej pytanie:<br>
{{tab}}— Czy nie pamiętasz, która podówczas mogła być godzina, kiedy pan hrabia wychodził z mieszkania?<br>
{{tab}}— Wszak to jeszcze było rano... nawet przed drugiem śniadaniem... myślę, że była wówczas dziesiąta.<br>
{{tab}}— Dziesiąta — powtórzyła hrabina z ciężkością.<br>
{{tab}}— A odtąd też nie powrócił, aż do tego czasu... wychodząc nawet powiedział, iż nawet wątpi, czy będzie dzisiaj na obiedzie.<br>
{{tab}}— Ale nie przypominasz sobie tego, że mówił, iż wróci wkrótce po godzinie obiadowej?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/497|num=45}}{{tab}}— Tak... około czwartej, lub piątej.<br>
{{tab}}— A teraz która?..<br>
{{tab}}— Ósma... czy panią zacząć już ubierać?<br>
{{tab}}— Jeszcze chwilę zaczekamy, Zuzanno...<br>
{{tab}}— Wszak to nie będzie nic przeszkadzało, że pan hrabia zastanie już panią na bal w pogotowiu... a nawet wielka toaleta zwykła się ciągnąć kilka godzin.<br>
{{tab}}— Nie, nie, Zuzanno, nie będę się jeszcze ubierała — odrzekła z przykrem westchnieniem.<br>
{{tab}}Zaraz po tej odpowiedzi, dał się słyszeć w bramie turkot zajeżdżającego powozu.<br>
{{tab}}— Otóż i pan hrabia! — zawołała pokojowa.<br>
{{tab}}— To mój mąż! — powtórzyła z pewną radością hrabina i lekkie rumieńce wystąpiły jej na lica — a w chwilę potem hrabia Omirski pokazał się u żony.<br>
{{tab}}Zuzanna wyszła z buduaru.<br>
{{tab}}Marya, spojrzawszy na twarz jego, drgnęła i prawdziwie badawczym wzrokiem długo z rysów twarzy męża wyczytywać się zdawała.<br>
{{tab}}W tej właśnie chwili hrabia w okropnym zdawał się być stanie. — Wistocie, twarz jego odbijała zaród jakiejś trawiącej dolegliwości. Oczy, w gorączkowym odbijające się blasku, dzikie rzucały wejrzenie. Usta, nieco spieczone — z jednej strony rozpalony policzek, z drugiej bladość śmiertelna — nawet cokolwiek zaniedbany ubiór, wszystko to, dla kobiety, tyle z natury posiadającej instynktu, tyle daru przenikania ludzi, dużo zostawiło jej dla wniosków — i to było właśnie, co w pierwszym momencie pokazania się hrabiego w buduarze, przejęło dreszczem i ścięło krew w żyłach Maryi.<br>
{{tab}}Hrabia przedewszystkiem spojrzał na rozrzucone po krzesłach, stolikach i sofie przygotowania balowe, co dziwnie zapewno odbiło w jego duszy i może nawet ten widok niejaką sprawił w nim mieszaninę uczuć. — Hrabia, jak człowiek, który po całodziennej nieobecności w domu, czuję z powrotem wielkie znużenie umysłu i ciała, usiadł z ciężkością {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/498|num=46}}na sofie, tuż obok sukni, którą właśnie Marya rozłożyła na poduszce.<br>
{{tab}}Była to jedna z tych pozycyi, kiedy właśnie dwoje dusz jak najgoręcej pragnie porozumienia, a tysiączne i trudne do wyświecenia okoliczności, tamują głos, odbierają odwagę i każą milczeć obok siebie, co gdy za długo przetrzymane, staje się nareszcie wsparciem tej dziwacznej i tak wiele kosztującej pantominy.<br>
{{tab}}— Jesteś bardzo strudzony, mój mężu? — zapytała, nieustannie przenikając wzrokiem nawet najmniejsze poruszenia męża.<br>
{{tab}}— Tak, moje życie — odrzekł oschle, przykładając dłoń do czoła jakby z istotnej fatygi.<br>
{{tab}}— Odpocznij.<br>
{{tab}}— Dozwól mi tego jednak, co mówisz... to jest, przestań tak ciekawie spoglądać mi w oczy — odpowiedział cierpko, odwracając nieco twarz w inną stronę.<br>
{{tab}}Kobieta, utwór tyle słaby, nie zniosła tego wstępu i głośno, prawie łkając westchnęła, jak kiedy pragniemy zatrzymać nagle wybuch płaczu, jak kiedy siła łez odbija się w samych piersiach.<br>
{{tab}}— Co ci jest, Maryo? — zapytał, wprawdzie łagodnie, ale z nieukontentowaniem.<br>
{{tab}}— Nic... nic... mój przyjacielu — odrzekła przerywanie, z całem wysiłkiem, aby utrzymać pozór prawdy.<br>
{{tab}}— Kto płacze, ten zna swoich łez przyczynę... Czy może nazwiesz nieszczęściem, żeś mnie jeden cały dzień w domu nie widziała.<br>
{{tab}}— Alboż nie jesteś panem czasu?<br>
{{tab}}— Oh!.. wszystkoś już w tych wyrazach powiedziała!.. to znaczy, że mi wolno czynić cię nieszczęśliwą... inaczej, wolno być dla ciebie tyranem! Dobrze, dobrze!.. powiedz mi, co znaczą te wszystkie przygotowania? bo już sądzić zaczynałem, żem wstąpił do magazynu paryskiej modniarki.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/499|num=47}}{{tab}}— Czy zapomniałeś już, że dzisiaj bal u księcia Topor Płonińskiego?<br>
{{tab}}— Ale bal u księcia Topor nie jest dla nas żadnym przymusem.<br>
{{tab}}— Książę nas zaprosił. Oto jest bilet od niego... grzeczność nie pozwala odmówić.<br>
{{tab}}— Czy sam książę nie przysłał tego biletu z grzeczności?.. a wiesz dobrze, czem jest grzeczność ludzi... Od grzeczności jakoś daleko jeszcze do obowiązku, do prawa... Nie będziemy, Maryo, na balu u księcia — zakończył obojętnie, ale stanowczo.<br>
{{tab}}— I zaledwie w tej chwili tak odpowiadasz?.. gdy już od dni kilku sam kazałeś mi być przygotowaną na tę zabawę?..<br>
{{tab}}— Tak, tak, a w tej chwili widzisz, że zmieniłem mój zamiar... Te świetne towarzystwa mają dużo blasku a tak mało uciechy... nareszcie rozdzielają nas... ja już za stary, abym się ciągle mógł bawić w salonie, gdzie właśnie dla ciebie miejsce... ty tańczysz, a ja zmuszony jestem nudzić się w bocznych pokojach.<br>
{{tab}}— Słusznie, mój mężu!.. Jakżebym chciała chętnie nie odstępować cię nigdy i twoich przyjaciół.<br>
{{tab}}— O! toby było drugie złe, które każę mi wierzyć, że masz ochotę pilnować swojego męża, i przyznaj sama, że takie jest tylko znaczenie tych wyrazów.
Marya okazała nieco pomieszania.<br>
{{tab}}— Dawno już nawet spostrzegam, że dziwne jakieś względem mnie powzięłaś podejrzenie... Było ci bardzo dobrze dopókiś pamiętała szkołę twojej matki, która, umierając, powierzyła cię mojej opiece, ale od czasu, jak odkryłem w tobie oznaki późniejszej edukacyi, smutny dla nas obojga przewiduję koniec... Ale nie gniew, ani zniechęcenie męża, wydobyły z ust moich te przykre wyrazy... żal, a może nawet... nie mówmy wreszcie o tem, jeżeli nie będziemy dzisiaj na {{pp|ba|lu}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/500|num=48}}{{pk|ba|lu}} u księcia Topor, to raczej, wytłomacz sobie przez złość męża, który ci kaprysu tego odmawia.<br>
{{tab}}— O, to nie kaprys, mój mężu! — odrzekła nieco z ogniem — ja przenikam całą prawdę tego nieszczęścia!.. Nie pojedziesz na bal, ponieważ nie masz już za co przyzwoicie swoją żonę pokazać.<br>
{{tab}}— Co?<br>
{{tab}}— Gdzie są moje brylanty z kantorka, w których zawsze pokazywałam się na balu? — zawołała z mocą — jeżeli wszystko wolno ci było roztrwonić potajemnie, nie należało zapewne naruszać tej świętej pamiątki, która była ślubnym podarunkiem!.. Przegrałeś je, jak wszystko i oto powód dlaczego lękasz się nawet na samą myśl tego balu!.. Te brylanty były jeszcze wczoraj w moim kantorku... dziś nawet rano... a w tej chwili...<br>
{{tab}}— A w tej chwili już ich niema! — odrzekł, powstając ze zmarszczonem czołem.<br>
{{tab}}— Wiem! wiem!.. wszak to jest powód, który cię zatrzymał przez dzień cały w pośród niegodnych swoich przyjaciół, sprzysiężonych na twoją zgubę!.. Jeszcze raz mówię, przegrałeś je... przegrałeś dziś!.. Ta twarz, tyle niegdyś uprzejma, teraz wszystko za ciebie odpowiada i okazuje!.. Szał namiętności zmienił nawet jej rysy, jak zmienił cały charakter, a nawet sumienie!<br>
{{tab}}— Dalej, dalej!.. czegóż się więcej jeszcze dowiem od ciebie!<br>
{{tab}}— Tak, zmienił i sumienie! — powtórzyła z większą jeszcze energią — bo już ci nic względem mnie nie wyrzuca... i z zimną krwią porzucisz w końcu swoją przyjaciółkę, którą niezadługo nie będziesz nawet potrafił wyżywić!.. Twoje dobra już sprzedane, a pieniądze zabrała ta brudna hałastra szulerów!.. Ja wiem, wszystko wiem, cokolwiek tak skrycie działałeś przedemną... szukasz jeszcze ratunku w długach, które do reszty niszczą twój majątek, a nawet w końcu odważasz się sprzedawać ten ostatek, ukryty w tem domostwie!.. {{pp|Ksią|że}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/501|num=49}}{{pk|Ksią|że}} Topor kupił twoją galeryę... wiem o tej sprzedaży, wiem i to, że wczoraj ci zapłacił, a dziś znalazłeś się już bez grosza i dlatego podstępnie wyjąłeś z mojego kantorka brylanty, aby w tej chwili; nie mieć już nic!.. tak, nic!.. ponieważ i tych brylantów już nie masz, tej jedynej własności, którą godziło mi się nazwać, moim osobistym majątkiem!<br>
{{tab}}— Ja tylko sam jestem twoim! — krzyknął w dzikiem uniesieniu.<br>
{{tab}}— Fałsz, który zaślepił was mężów!.. w małżeństwie niema pana i własności!.. inaczej z świętego obrządku byłby interes bogatszego, który przy ołtarzu kupuje tylko niewolnicę.<br>
{{tab}}— Prawodawstwo wymyślone gdzieś przy Kądzieli!.. mojego majątku, ja tylko sam jestem panem i dzielę się nim z żoną jedynie z przyzwoitości, a nie z prawa... dogadzam interesowi własnemu, a nie tobie... dogadzam uchwale wieku... powszechnej uchwale... Wspólność majątku odnosi się zaledwie do majątku nabytego, bo inaczej małżeństwo byłoby tylko polityczną grabieżą.<br>
{{tab}}— Nareszcie wydałeś ten wyrok na siebie!.. dlatego odtąd, idąc torem bogatszego, zaczynam już moje prawa... Oto wszystko cokolwiek tu widzisz, co tylko znajdziesz w tych pokojach, jest moje!<br>
{{tab}}Hrabia, który poczytał te wyrazy za pogróżkę zuchwałej żony, rozśmiał się tylko ironicznie, jakby nie uznał jej za godną swojej odpowiedzi i zamilkł.<br>
{{tab}}— Patrz, patrz! — dodała hrabina, śpiesznie otwierając kantorek, z którego wyjęła kilka papierów. — Oto układ i świadectwo nabycia wszystkich twoich ruchomości... Twoją galeryę odkupiłam ja!.. twoje meble, karety, konie, które już w prawnem zostały zajęciu spłaciłam ja!.. i oto na wszystko piśmienne dowody!.. na mocy których sama odtąd zostałam panią roztrwonionego przez ciebie majątku. A teraz {{Korekta|wskaż że|wskaż-że}} cokolwiek w tych murach jest twoją własnością, a natychmiast ci zwrócę!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/502|num=50}}{{tab}}— Wszystko!.. dopóki ty sama tylko nazywasz się moją żoną!<br>
{{tab}}— Prawo, wylęgłe chyba w głowach prawodawców zielonego stolika!.. Teraz ja ci odpowiadam, nauczona, że sama tylko mojego majątku jestem panią!.. i jeśli podzielę się nim z mężem, to z samej przyzwoitości, a nie z prawa, jak ty niegdyś z swoją niewolnicą! Odtąd dogadzać będę interesowi własnemu, a nie tobie, dogodzę nareszcie uchwale wieku, jak sam to dopiero nazwałeś, i powiem w końcu, że już przestałam być wynoszona twoim majątkiem, i, osłaniając się prawem bogatszego, dodam, że odtąd wolno ci płaszczyć się, a nie wydzierać... bo inaczej małżeństwo byłoby tylko polityczną grabieżą.<br>
{{tab}}— Maryo! Maryo! co znaczy to mieszanie się do moich interesów? — zawołał, mocno zadziwiony.<br>
{{tab}}— Do twoich interesów?.. ja nie mam pana nad sobą!.. z obcych rąk nabyłam wszystkie te własności. Jedne, które sprzedałeś dobrowolnie, ja odkupiłam, drugie, które zajęte zostały prawnie na satysfakcyę wierzycieli, ja uchroniłam od publicznej sprzedaży, płacąc własnemi pieniędzmi, abym sama tylko pozostała panią wszystkiego... inne nakoniec...<br>
{{tab}}— Nareszcie godzi mi się zapytać — przerwał w obrażonej dumie — czyjemi pieniędzmi nabyłaś mój majątek?<br>
{{tab}}— Własnemi.<br>
{{tab}}— To za krótka dla mnie odpowiedź!<br>
{{tab}}— A więc chcesz więcej wyrazów... ale {{Korekta|poco|po co}} to mieszanie się do moich interesów?.. w tym nawet momencie przybieram charakter przynależny pani domu i oświadczam, że chcę koniecznie znajdować się na balu... z tobą dla przyzwoitości, lub bez ciebie dla kaprysu.<br>
{{tab}}— Czy od tego zaczynasz władzę Dyktatora?.. jeszcze nie potwierdziłem cię na tę godność w moim domu, dopóki nie usprawiedliwisz dostatecznie owych tajemnych, a śmiesznych {{Korekta|dobrodziestw|dobrodziejstw}}, które dotąd za żadne uważam... i jeśli pani Monarchini postanowiła koniecznie być na dzisiejszym balu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/503|num=51}}niechaj pierwej uprosi oto swojego regenta, który raz na zawsze zapragnął sobie rząd jej osoby pozostawić.<br>
{{tab}}Marya porwała za dzwonek i kilka razy nim targnęła.<br>
{{tab}}— Cóż to wielka {{Korekta|władzczyni|władczyni}} państwa zamyśla?<br>
{{tab}}— Każę się na bal ubierać.<br>
{{tab}}— Maryo!.. to cię dużo może kosztować.<br>
{{tab}}Zuzanna weszła do pokoju — w ręku miała dwa listy i spore pudełko, owinięte starannie w papier, co zwróciło obojga małżonków uwagę.<br>
{{tab}}— Co to przynosisz, Zuzanno? — zapytali oboje, prawie razem.<br>
{{tab}}— Dwa listy... jeden do pana hrabiego, drugi do pani i pudełko.<br>
{{tab}}Hrabia wyciągnął zaraz z pośpiechem rękę i odebrał list od służącej — hrabina z ożywioną twarzą, lecz i pewnym niepokojem odebrała drugi z pudełkiem.<br>
{{tab}}— I kto przyniósł ten list? — zapytał hrabia, łamiąc pieczątkę.<br>
{{tab}}— Thom, żokiej pana Oskara.<br>
{{tab}}Hrabia przygryzł usta i nim zaczął czytać, zapytał jeszcze:<br>
{{tab}}— A ten drugi... do pani hrabiny?<br>
{{tab}}— Nieznajomy człowiek.<br>
{{tab}}— Możesz nas na chwilę samych pozostawić.<br>
{{tab}}Zuzanna wyszła.<br>
{{tab}}Hrabia zbliżył się do lampy i w milczeniu wyczytał następujące wyrazy:
{{f|align=left|lewy=30%|„Hrabio!}}
{{tab}}„Posyłam ci w podarunku uśmiech losu — w tej chwili prawdziwie dziwną przejąłem wiadomość. — Cud, którego nagle nie umiem jeszcze wytłomaczyć, ocalił twój upadek — cały twój majątek wykupiła hrabina. Znowu posiadasz wszystko, coś dziś jeszcze rano za stracone uważał. Jak się to {{pp|wszyst|ko}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/504|num=52}}{{pk|wszyst|ko}}, dzieje, tego nie wiem — jest to fatalność, ale fatalność, oparta na szczęściu. Masz znowu majątek, a z jego pomocą, odzyskasz i resztę, coś utracił.
— W moim domu zacząłem grać na twoją kasę — kilka już rulonów złota powiększyło twój rachunek — mam rzadki dobór graczy i nadzieję, że dziś zdebankujesz tych wszystkich, którzy cię tyle czasu zatrważali. Dlatego przybywaj bez zwłoki czasu: ponieważ do szczęścia, jakie cię dziś spotyka, potrzeba, abyś się poniterom pokazał koniecznie. Brak gotowych pieniędzy, zastąpisz znowu precyozami, przedewszystkiem przyniósłszy z sobą brylanty, a które właśnie przez ciebie utracone, nabyte zostały przez nieznajomego żyda, i mam przeczucie, że już są w rękach twojej żony. — Tak, tak hrabio, 130,000 wyłożyła hrabina w tym czasie, na odzyskanie strat twoich... i tu jeszcze raz ci powtórzę, że, jak się to wszystko dzieje, nie przenikam. Jeden z bardzo niezręcznych graczy, znowu obiecał przyjąć na stawkę twoją galeryę obrazów, która tak cudownie powróciła na twoją własność. Graj, graj, hrabio! bo czemże są losy graczy, kiedy jedna chwila, wydzierając nam sta, w drugiej powraca tysiące?.. gdy jedna wydziera tysiące, druga daje miliony. A więc jeszcze ostatnia próba... jutro już może będzie zapóźno dla ciebie!<br>
{{tab}}„Niech cię jednak nie zadziwia, jeżeli w pośród graczy, bawiących dziś w moim domu, nie zastaniesz mnie samego. — Mam jednak nadzieję, że wrócę przed północą... po dwunastej, więc podzielę się z tobą radością. — To już mój osobisty interes odrywa mię na chwilę od ciebie.“
{{f|align=right|prawy=15%|„''Oskar''“}}
{{tab}}Hrabia, po przeczytaniu tych wyrazów, jak każdy świeżo poczynający gracz, z ślepym zapałem rzucający się w przepaść własnego nieszczęścia, okazał zaraz na swojej twarzy oznakę radości. Serce uderzyło mu z całą silą i ogniste rumieńce wystąpiły na lica. Hrabia był jeszcze za młodym w szkole gry, aby nie miał wierzyć w nadzieję, która już tyle {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/505|num=53}}ofiar zgubiła. — Nagle ścisnął dłonie i pogniótł list — ale bynajmniej nie ze zgrozy, która przejęłaby każdego doświadczonego i raz już tak okropnie, jak hrabia, upokorzonego od losu. Hrabia ukrył ten list jedynie obok Maryi, obok świadka, którego się już w tym momencie prawdziwie lękać należało.<br>
{{tab}}Gdy hrabia z tak głębokiem zajęciem odczytywał list Oskara, hrabina, nieco oddalona od stolika i lampy z nierównie silniejszą pobudką ciekawości, przerzucała oczyma pismo listu, dopiero odebranego — w ręku trzymała jeszcze pudełko, z którego już zdjęte były zawinięcia, a na które hrabia za pierwszem spojrzeniem drgnął letargicznie.<br>
{{tab}}Było to pudełko z temiż samemi brylantami, które przegrał dziś rano.<br>
{{tab}}Pobudzony jakimś niezwykłym stanem podejrzenia, wzburzył się okropnie, jakby zrozumiał w tym jednym momencie, że nie sama Marya jest w tej intrydze. Była to już obraza męża, zdradzanego przez żonę, i nie dziw, jeżeli w tej chwili mógł ją tylko potępiać. Marya była {{Korekta|zamłodą|za młodą}} i za piękną, aby nie można było tego wszystkiego przypuszczać.<br>
{{tab}}— I co znaczą te brylanty? — zapytał, prawie odchodząc od siebie.<br>
{{tab}}— Nabyłam je na własność, jak i wszystko to, cokolwiek już przeszło w ręce szulerów... Chcę koniecznie zostawić sobie to szczęśliwe przekonanie, że odtąd cały ten majątek do mnie samej należeć będzie.<br>
{{tab}}— Aby wystawić mnie na śmiech pośredników tej podstępnej machinacyi, którzy ci w pomoc przychodzą!<br>
{{tab}}— Pośredników?<br>
{{tab}}— Tak jest... ponieważ ty sama nie potrafiłabyś tak działać... W tej tajemnicy odkrywam coś niegodziwego, co cię potępia.<br>
{{tab}}Marya, w miejsce odpowiedzi, uśmiechnęła się z prawdziwą swobodą duszy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/506|num=54}}{{tab}}— Czy wiesz nakoniec — dodał groźniej — że wszystkie te nabytki są okupione twoją zdradą!.. Kto jest ten nikczemnik, co cię zniesławił?<br>
{{tab}}— O panie, panie! — odrzekła z goryczą i wyrzutem — za nizką położyłeś cenę na mój honor, jeżeliś sądził, że wartością tych brylantów kupić go można było!<br>
{{tab}}— A więc kto był, co odważyłby się nadesłać to pismo i brylanty?<br>
{{tab}}— Mój przyjaciel.<br>
{{tab}}— Jego nazwisko? — dodał z większem jeszcze uniesieniem — niechaj poznam nareszcie, kto to tak zuchwale zamierzył ze mnie zażartować!.. Ktokolwiek on jest, nienawidzę go!.. bo twoi przyjaciele mogą być tylko dla mnie wrogami!.. Jego nazwisko, wołam, raz jeszcze... jego nazwisko chcę usłyszeć natychmiast!<br>
{{tab}}— Nigdy!<br>
{{tab}}— Czyliż potrzeba użyć gwałtu, aby przemocą wydrzeć ci tę tajemnicę?<br>
{{tab}}Marya przyskoczyła do stolika i list, który dopiero co przeczytała, dotknęła do płomienia lampy.<br>
{{tab}}— Oto moja odpowiedź! — zawołała, podnosząc tlący się papier do góry.<br>
{{tab}}Hrabia, jak szalony, rzucił się ku niej w tej chwili — całą dłonią chwycił za płomień, który już zaczął niszczyć na zawsze wielką tajemnicę żony — wyrwał jej list z rąk drżących i przygasił ogień.<br>
{{tab}}— Oh! oh! — krzyknęła przerażona.<br>
{{tab}}Hrabia tymczasem z dziką radością rozwijał niedopalony papier, w którym płomień, przeszedłszy w kierunku ukośnym, zniszczył prawą stronę pisma.<br>
{{tab}}— Już tylko z całego listu została połowa! — zawołał zaraz — ale i z tych przerwanych myśli, z tego ostatka ocalonych wyrazów, rozwiążę niegodną zdradę!..<br>
{{tab}}I zaczął czytać:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/507|num=55}}{{f|align=left|lewy=30%|„Hrabino!}}
{{tab}}„Jeszcze raz podziękuj Opatrzności, która serce twoje takiem zaufaniem ku mnie skierowała, serce, które jednak innym i na inną ofiarę złożyłaś w podziale...<br>
{{tab}}poświęcać się dla ciebie jak przyjaciel....<br>
{{tab}}to rozkoszny obowiązek. Mąż cię gubi...<br>
{{tab}}przecie ratować nie przestanę, aż......<br>
{{tab}}Znowu ocaliłem brylanty..............<br>
{{tab}}musiałem wykupić za podwójną cenę...<br>
{{tab}}Ale stokroć więcej czuję, gdy......<br>
{{tab}}dziś na balu znajdziesz go........<br>
{{tab}}tak szaloną pokochałaś miłością...<br>
{{tab}}On cię czeka... przybywaj.........<br>
{{tab}}zwątpiłaś w jego serce.........<br>
{{tab}}Uczyń go szczęśliwym.........<br>
{{tab}}Śpiesz na bal..........<br>
{{tab}}on pragnie...........<br>
{{tab}}przyjdź..........<br>
{{tab}}— Miłość! cnota! wiara małżeńska! — zawołał zaraz z zaciętością, po przeczytaniu tych przerwanych wyrazów — przymioty, które już tylko jednę na ziemi zdobiły, którym z ślepem zaufaniem dowierzał małżonek, były tylko fałszem jednej wszetecznicy!
— Mężu! mężu!
— Milczenie! — odrzekł, ściskając dłonie — Czy wiesz, zuchwała, że moja obraza przywodzi mi na pamięć całą wściekłość losu, jaki mnie kąsa ustawicznie!.. Jestem występnym przez fatalność, ale nieszczęśliwym mogę być tylko twojem wiarołomstwem!.. I oto są przyjaciele, którzy obsypują cię pieniędzmi, nikczemni, jak cała twoja przedajność!.. odpowiedz natychmiast niegodna mojego nazwiska, kto nadesłał to pismo i brylanty?
— O panie! raczej zawstydź się, nim wymówisz po raz drugi tak dotkliwe wyrazy!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/508|num=56}}{{tab}}— Kto nadesłał to pismo i brylanty? — krzyknął prawie w szaleństwie.<br>
{{tab}}— A więc koniecznie zapragnąłeś przemocą wydrzeć mi tę tajemnicę!<br>
{{tab}}— Przemocą i prawem!<br>
{{tab}}— A ja przemocą i prawem nie zdradzę moich {{Korekta|przyjajaciół|przyjaciół}}! Przemocą, bo znajdę jeszcze tyle odwagi, aby oprzeć się twojej gwałtowności i żaden przymus twój nie wydobędzie z duszy mojej tej świętej tajemnicy, którą aż do grobu ze sobą zabiorę!.. A prawem, o!.. alboż nie dosyć za mną słuszności, czując się aż do tej chwili, obok niecnych twoich postępków, aniołem. Zaślepiony, otoczyłeś się ludźmi, których brudne życie zmieniło dom mój w schronienie szulerów i oszustów!.. dozwoliłeś im wydrzeć sobie majątek i sławę, i nie masz już nic... oprócz najwierniejszej przyjaciółki, która cię ratuje ustawicznie. Oto jest wdzięczność męża, który za tyle dobrodziejstw odważa się jeszcze pastwić nad swoją żoną!.. O panie, panie! nareszcie przyjdzie czas, w którym gorzko pożałujesz tych wyrazów, jakiemi spotwarzyłeś najcnotliwszą z kobiet... ale już będzie zapóźno.<br>
{{tab}}— Ja nie mam żony!.. i dopóki tylko w moich rękach trzymać będę ten papier, dopóty wołać nie przestanę, kłamiesz, kłamiesz, obłudna!.. On, którego z tak szaloną pokochałaś miłością — powtórzył słowa z listu. — On, on, który cię czeka na balu, który pragnie twego widoku; kto jest ten on, do którego tak zuchwale obiecałaś pośpieszyć wystrojona w brylanty? — krzyknął, uderzając nogą o posadzkę — czy odpowiesz mi natychmiast, albo...<br>
{{tab}}— Nie, panie — odrzekła z dumą i determinacyą — za niegodnym stałeś się w tej chwili, abyś usłyszał jego najczystsze nazwisko.<br>
{{tab}}— O, to nadto, jak na odpowiedź cudzołożnicy!<br>
{{tab}}— Ale za mało jeszcze na odparcie tyraństwa!<br>
{{tab}}— Twój tyran chce wiedzieć natychmiast, kto go zdradza! — zawołał, porywając ją za rękę, i targnął z gwałtownością — kto on jest?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/509|num=57}}{{tab}}— Za słaba jeszcze ta siła!.. i żadnem targnięciem mojej ręki nie wydobędziesz z piersi moich tej jedynej tajemnicy.<br>
{{tab}}Hrabia ścisnął jej dłonie jeszcze mocniej.<br>
{{tab}}— Nie wydrzesz, mówię, choćbyś tak jeszcze potrząsał moim trupem. Już przestałam drżeć przed tobą, jak sługa, i w tym momencie, kiedy sądzisz, że miotasz z szaleństwem moją duszę, omyliłeś się głęboko... ja uśmiecham się w sobie, myśląc raczej, jak najszczęśliwsza z kobiet, o balu, na którym za chwilę się pokażę. Nareszcie teraz dopiero stałam się ciekawą twojej odpowiedzi.<br>
{{tab}}— Dla żon zuchwałych niema wyrazów w odpowiedzi... jest tylko sama kara. Moją odpowiedź zacznę w ten sposób, że... patrz! patrz!<br>
{{tab}}I po tych słowach, poskoczył do sofy, porwał z niej przygotowaną suknię, w której hrabina miała się pokazać na balu i z zaciętością podarł ją na kawałki, dalej uchwycił berecik, rękawiczki i sztuczne kwiaty, rozłożone na stoliku — zmiętosił wszystko, rzucił z gniewem na ziemię i zaczął deptać nogami, wołając:<br>
{{tab}}— Teraz ja stałem się najciekawszym usłyszeć, jaką mi na to dasz odpowiedź?<br>
{{tab}}Hrabina z dumą się uśmiechnęła i, złożywszy ręce na krzyż, ironicznie patrzyła mu w oczy, nie odpowiadając ani jednego wyrazu.<br>
{{tab}}— Czekam! czekam!.. chcę usłyszeć bardzo, jaka też będzie twoja odpowiedź.<br>
{{tab}}— Żadna z ust moich!.. bo teraz właśnie odkrywam, że dla mężów zuchwałych niedostateczne są wyrazy... ale podobnie tobie odpowiem przecie na to wezwanie.<br>
{{tab}}I z powagą, nawet wyniosłością, przeszła do stoliczka, dotknęła palcami rękojeści dzwonka i najspokojniej poruszyła nim parę razy.<br>
{{tab}}Zaraz na ten głos pokazała się Zuzanna w buduarze.<br>
{{tab}}— Czy kareta zaprzężona? — zapytała tym miłym, zarazem pełnym godności i władzy głosem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/510|num=58}}{{tab}}— Od godziny już oczekuje na państwa w bramie domu — odrzekła pokojowa, nie domyślając się nigdy, że tak okropna scena dopiero co między nimi miała miejsce.<br>
{{tab}}— Ale to jest kareta, którą właśnie przyjechałem — odezwał się zdziwiony hrabia — i którą zamyślam {{Korekta|matychmiast|natychmiast}} pojechać w interesie i nie powrócę, aż ze świtem. List, który właśnie odebrałem, wzywa mnie nie na zabawę balową, ale na uregulowanie mojego majątku... dlatego sądzę, że należy mnie pierwszeństwo rozporządzania tym powozem.<br>
{{tab}}— Oh! mój najlepszy przyjacielu! — odrzekła Marya z żartobliwą naiwnością — byłoby to nie do przebaczenia odmówić swojej żonie na jeden kwadrans karety, którą chce być tylko odwieziona na bal do księcia Topor Płonińskiego... Z Alei na Nowy-Świat niedaleko... jeden kwadrans, wszak to bagatela w czasie... zaczekasz, a natychmiast ci ją odeślę i pojedziesz regulować aż do świtu swój majątek. Co do mojego powrotu, chciej być o to najspokojniejszym.. u księcia Topor, gospodarza znajdę zapewne wiele powozów, których nie będzie chciał odmówić swoim gościom.. Zuzanno — dodała jeszcze, obracając się do służącej — skoro pojadę na bal, poczynisz porządek w tym pokoju. Panu hrabiemu nie podobał się kolor mojej sukni i przyznał, że w tem codziennem buduarowem ubraniu, jak mnie widzisz, mogę bez obrazy domu księcia Topor pokazać się przyzwoicie na tym balu.<br>
{{tab}}Po tych słowach, wyciągnąwszy do męża rękę, jakby na oznakę życzliwego i przyjaźnego pożegnania, z uśmiechem, sztucznie przymilonym, dodała jeszcze:<br>
{{tab}}— Zatem do zobaczenia, mój przyjacielu!.. do świtu tylko, a po świcie doniesiesz mi, jaki obrót wzięły interesa regulacyi twojego majątku... ja nawzajem, opowiem ci, jak się bawiłam na balu.<br>
{{tab}}I wyszła.<br>
{{tab}}Hrabia stracił prawie przytomność.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/511|num=59}}{{tab}}W kilka minut turkot powozu w bramie domu dał poznać upokorzonemu mężowi, że słowa jego żony nie ukrywały w sobie żadnych żartów.<br>
{{tab}}Pojechała.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''VII.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Bukiety balowe.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Jak tylko Marya opuściła mieszkanie, hrabia, jakimś instynktem wiedziony, pospieszył do jej biurka i chciał otworzyć — było zamknięte. Zawiedziony, przygryzł tylko usta i zaraz przemówił do pokojowej.<br>
{{tab}}— Zuzanno, pierwej nim zaczniesz porządkować w tym pokoju, podaj mi szklankę zimnej wody, ale zaniesiesz ją do mego gabinetu, dokąd właśnie idę.<br>
{{tab}}Zuzanna, milcząc, wyszła spełnić rozkaz pana.<br>
{{tab}}— Pojechała — przemówił hrabia do siebie, kiwając głową — o, baw się szczęśliwa; bo może ten dzień będzie ostatnim na dogodzenie twojej woli!.. Nie omyliły mnie jednak domysły... w tej piekielnej intrydze, w tych śmiałych i zuchwałych jej odpowiedziach, poznaję tylko obłudę fałszywych doradzców i udanych przyjaciół, którym ślepo zaufałem. Kto jednak był ten bogacz, co zakupił całe moje mienie? — zapytał w duszy. — A jednak, gdy porównywam wszystkie te wypadki i zmiany w postępowaniu Maryi, jednego tylko Oskara w podejrzeniu mieć mogę. Dziś rano przegrałem brylanty do niego a na wieczór brylanty znalazły się w ręku Maryi. Dziwna byłaby to fatalność, jeżeli ten człowiek rzeczywiście mnie zdradza. Tak, tak, wszystko mi mówić zaczyna, że to Oskar. Lecz czyż w ten sposób chce się jej przypodobać na nowo i wrócić w prawa dawnej harmonii?.. byłaby to nikczemność nie do przebaczenia!.. Ależ to nie on przecie — dodał, {{pp|wi|kłając}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/512|num=60}}{{pk|wi|kłając}} się w domysłach — to tylko próżne urojenie, to gorączka rozpalonej głowy!.. wszak wszystko tycze się tego, który właśnie ma się znajdować na tym balu, a Oskar otworzył dziś grę u siebie... wzywa mnie... jak przyjaciel obiecuje powetowanie strat dawnych. O, to nie on, niewątpliwie... uspokójmy się. Grać i grać przez noc całą, wszak to najlepsze na rozpacz lekarstwo, śpieszmy więc, gdzie mnie wezwał. Odtąd już, w samym tylko namiętnym szale gry, kończyć będę musiał to wszystko, co mnie tak srodze dotknęło. Może też szczęśliwa karta nagrodzi cios, ręką Maryi i jej przyjaciół zadany... wreszcie grać muszę i będę, dopóki tylko nie odzyskam straconych dóbr, które w nieszczęśliwej godzinie przeszły w obce ręce. Otóż i serce bić zaczyna i ożywia przeczucie. Oskar dobrze napisał: „Posyłam ci w podarunku uśmiech losu.“ Dalej zatem, nie traćmy czasu, śpieszmy do mieszkania Oskara, któregom dopiero co tak niesłusznie obwiniał.<br>
{{tab}}— Już woda przyrządzona w gabinecie — rzekła, wchodząc do buduaru, Zuzanna.<br>
{{tab}}— Nie odchodź tedy, Zuzanno, pokojów i nie zapominaj, że i mnie i pani, nie będzie przez noc całą w domu. Baczność na wszystko i na ludzi... Cóż to masz za koszyczek z kwiatami? — zapytał, spostrzegając w jej rękach liście pomarańczowe, cytrynowe i rozmaryn.<br>
{{tab}}— Dla pana Oskara.<br>
{{tab}}— Wszak to kwiaty z cieplarni?<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— I w jakim celu prosił cię pan Oskar o te kwiaty?<br>
{{tab}}— Przed trzema dniami, bawiąc u nas na wizycie, upraszał o przyrządzenie kilku bukietów dla dam, do rozdania na dzisiejszym balu u księcia Topor.<br>
{{tab}}— No proszę — odrzekł, ukrywając zadziwienie — to pan Oskar będzie dzisiaj na balu...<br>
{{tab}}— Od trzech dni się przygotowywa.<br>
{{tab}}— Widzę, że wy, subretki, znacie bliżej wszelkie obroty swoich panów i ich przyjaciół... Czy mówisz mi to z {{pp|pewnoś|cią}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/513|num=61}}{{pk|pewnoś|cią}}?.. bo wątpię, czy pan Oskar będzie dzisiaj u księcia Topor na balu.<br>
{{tab}}— Niezawodnie, panie hrabio... Przed wieczorem jeszcze spotkałam jego żokieja, który niósł właśnie od krawca niektóre balowe ubiory. Oglądałam nawet jego modną kamizelkę, na białym atłasie narzucane w srebrne muszki, również paliowe rękawiczki... dziwię się tylko, dlaczego aż dotąd nie przysyła po swoje kwiaty.<br>
{{tab}}— Bezwątpienia, byłoby to wielką niegrzecznością z jego strony, nadużyć twojej fatygi — odrzekł, tłumiąc w piersiach okropne wzburzenie — zacznij zatem, Zuzanno, porządkować już pokój i czekaj powrotu swojej pani, jak mówiłem... Czy jest, mój francuz? — zapytał jeszcze, wychodząc z buduaru.<br>
{{tab}}— Pański kamerdyner?.. nie wiem; ale sądzę, że nie mógł oddalić się z domu, ponieważ przed chwilą jeszcze go widziałam w kredensie, jak dawał ludziom zlecenia... wreszcie zawiadomiony jest o bytności pana hrabiego... Czy mam go do pana przywołać?<br>
{{tab}}— Tak i to prędko... powiedz mu zarazem, ażeby jak najspieszniej przygotował dla mnie całe ubranie balowe.<br>
{{tab}}— Natychmiast, panie hrabio.<br>
{{tab}}Hrabia poszedł do swoich pokoi.<br>
{{tab}}— A więc i on jedzie na bal! — mruknęła obrotna pokojówka, która wszystkie te, niedawno powtórzone sceny swego państwa, przenikała, umiejąc tylko zręcznie pokrywać je maską obojętności.<br>
{{tab}}Bardziej przecie przywiązana do swojej pani, pobudzona nadto wrodzoną kobietom stronnością swojej płci, zdawała się trzymać więc stronę hrabiny: dlatego też zaraz, nieco z niespokojnością przemówiła do siebie:<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, żem ja niebaczna coś złego uczyniła, donosząc mu o tych kwiatach i panu Oskarze... Biedna moja pani, może być, że mimo-chcąc zdradziłam ją przed panem... ale jest przecie sposób naprawienia tej pomyłki — dodała z ożywieniem. — Dobrze, dobrze!., jeszcze wszystko to {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/514|num=62}}odwrócę!.. Jak tylko pan {{Korekta|opóści|opuści}} mieszkanie, natychmiast wezmę dorożkę i każe prześcignąć go do pałacu księcia Topor... skrycie zobaczę się z panią i o wszystkiem zawiadomię... Ale przedewszystkiem idźmy dać znać kamerdynerowi, o rozkazie pana hrabiego.<br>
{{tab}}I zaraz, po tych słowach, udała się z pośpiechem do kredensu.<br>
{{tab}}Niepojęte wypadki tej intrygi nową jeszcze przypadłością wikłać się zdawały, bowiem Zuzanna, przebiegając ze światłem w ręku jeden z pokoi apartamentów, zawołała:<br>
{{tab}}— Kto tu?<br>
{{tab}}Potem zaraz stanąwszy na środku, oświeciła wszystkie kąty, przejrzała i odrzekła sobie w duszy:<br>
{{tab}}— Śmieszna rzecz!.. zdawało mi się wyraźnie, żem widziała przy tym stoliku na środku pokoju, Thomsa stojącego... nie byłoby to wreszcie nic nadzwyczajnego, gdyby był rzeczywiście przyszedł tutaj po bukiety dla swego pana... ale to tylko czcze złudzenie mojej głowy, w której ustawicznie marzy się o tym chłopcu i kwiatach.<br>
{{tab}}I z pewnem niedowierzaniem raz jeszcze obejrzała się po pokoju i zaraz wyszła do kredensu.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''VIII.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|{{Rozstrzelony|Różana wod}}a.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Jak tylko hrabia wszedł do swego pokoju, wypił zaraz przygotowaną szklankę wody — potem jeszcze miotany nie pewnością i silną żądzą rozwiązania węzła swoich domysłów, wymawiał machinalnie:<br>
{{tab}}— Tak... teraz już nie ulega wątpliwości!.. to Oskar obok mnie rozwija ten plan szatański, który nakoniec dziś {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/515|num=63}}zdradzić się musi. Ha!.. i jeszcze jeden dowód który go potępia! — dodał nagle.<br>
{{tab}}I zbliżywszy się zaraz do świecy, przy której rozwinął dopiero nadesłany list, raz jeszcze odczytał ostatnie jego wyrazy:<br>
{{tab}}„Niech cię to jednak nie zadziwia hrabio, jeżeli w pośród graczy, bawiących dziś w moim domu, nie zastaniesz mnie samego. Mam jednak nadzieję wrócić przed północą... po dwunastej więc podzielę się z tobą radością — to już mój osobisty interes odrywa mnie na chwilę od ciebie.
{{f|align=right|prawy=15%|„Oskar.“}}
{{tab}}— Nikczemnik!.. — krzyknął hrabia w uniesieniu, po przeczytaniu tych wyrazów, — jeżeli znajdę go na balu u księcia... biada mu, biada jak każdemu uwodzicielowi.<br>
{{tab}}Kamerdyner wszedł do pokoju z garderobą i przemówił w francuskim języku nieco gminnym dyalektem:<br>
{{tab}}— Frak granatowy z białemi guzikami, biała jedwabna kamizelka, krawat w kolorowe kwiaty na tle białem, rękawiczki paliowe — wyliczał po szczególe, rozkładając wszystkie te przedmioty na stoliku.<br>
{{tab}}— Dobrze, dobrze... ubierzesz mnie, jak sam zechcesz — odrzekł hrabia opryskliwie, nie usposobiony w tej chwili znosić gadatliwości swego kamerdynera.<br>
{{tab}}— Jedwabne białe pończochy, kaszmirowe pantalony, lakierowane trzewiki z kokardami.<br>
{{tab}}— Dobrze, wszystko dobrze... przestań tylko trudzić mnie dzisiaj swoją wielomównością i pośpieszaj z ubieraniem.<br>
{{tab}}— Czy pan hrabia życzy sobie być także ufryzowanym?<br>
{{tab}}— Oh!.. dziś przynajmniej nie rób ze mnie młodzika i zaczynaj swoje — odrzekł zirytowany, zrzucając z siebie zwykłe odzienie.<br>
{{tab}}Kamerdyner zaczął pełnić swoją służbę.<br>
{{tab}}— Przedewszystkiem jednak nalejesz na miednicę różanej wody, ponieważ chcę umyć ręce.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/516|num=64}}{{tab}}— Różanej, wody? — odrzekł z jakimś ambarasem — różanej wody podobno już niema.<br>
{{tab}}— Jakto niema?.. była jeszcze dziś rano.<br>
{{tab}}— Ta, którą pan hrabia mył się rano, była zeszłoroczną i właśnie już ostatek jej wylałem.<br>
{{tab}}— Alboż nie zakupiłem tyle róż tego lata, z których miałeś zrobić nowy zapas na całą zimę?<br>
{{tab}}— Tak, panie hrabio — odrzekł bardziej zaambarasowany — ale niespodziewany przypadek pozbawił mię wszystkiego... jeszcze na początku jesieni... Pani hrabina nawet posyła już po wodę do mycia do apteki.<br>
{{tab}}— I jakim u licha sposobem mogłeś zepsuć swój preparat?.. ty, który zawsze tak głupio chełpiłeś się, że tylko sami francuzi umieją robić różaną wodę.<br>
{{tab}}— Ależ, panie hrabio! — odpowiedział francuz z obrażoną dumą — przecież to nie moja w tem wina... mówiłem, że był przypadek... niespodziewany przypadek... nadzwyczajny nawet przypadek!.. Trzeba wiedzieć panu hrabiemu, że trzy gąsiory liści w dystylowanej, marcowej wodzie, które stały całe lato na słońcu dla operacyi... które stały jeszcze pod jesień w ogrodzie tuż pod oknami cieplarni pani hrabiny... ukryte między klombami w miejscu, w którem nikt nigdy nie przechodził... jednej nocy, zostały wszystkie potłuczone.<br>
{{tab}}— I kto był tak niesforny? — zapytał hrabia ze złością.<br>
{{tab}}— A nikt inny, tylko ten mały szatan Thoms, stajenny pana Oskara.<br>
{{tab}}— A to zabawna rzecz, co mógł robić po nocy w ogrodzie ten chłopak pana Oskara!.. i pod cieplarnią?<br>
{{tab}}— Albo ja wiem, panie hrabio... było to nawet nieraz, jak wyrozumiałem z wydeptanych i kwiatów, które ogrodnik co rano znajdował niepodobnemi do siebie.<br>
{{tab}}— I kto wpuszczał tego żokeja do ogrodu?<br>
{{tab}}— Przełaził parkan od tylnej ulicy... od Mokotowskiej... O, panie hrabio, ani kot, ani małpa nie potrafiłyby zręczniej wykonać coś podobnego.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/517|num=65}}{{tab}}— Ale w tem wszystkiem ukrywa się jakaś niegodziwość!.. nareszcie jaki cel miał ten chłopak, że się dostawał do naszego ogrodu?<br>
{{tab}}— Nie wiem tego, panie hrabio i nikt... — odrzekł. ruszając ramionami.<br>
{{tab}}— Alboż nie należało go wybadać.<br>
{{tab}}— Zaparł się wszystkiego... a przytem ile razy znajdował się w ogrodzie... jego pan poświadczał najuroczyściej, że jego żokej ani na krok nie wydalał się z domu... a pomimo że go widziano w ogrodzie.<br>
{{tab}}— A kto go widział?<br>
{{tab}}— Ja i ogrodnik.<br>
{{tab}}— I cóż?<br>
{{tab}}— Pewnej nocy zaczailiśmy się w pobliskiej altanie, zaraz pod wystawą cieplarni i wistocie po godzinie jedenastej zaczerwieniła się na parkanie jego amarantowa czapeczka, która aż dotąd jeszcze czerwieni mi się przed oczyma... potem zaraz chłopiec ten, jak strzała, pobiegł pod wystawę cieplarni i jak zwierz najzręczniejszy, z pomocą samych rąk i nóg, dostał się po filarze aż do piętra cieplarni... Ukryci, widzieliśmy jeszcze, jak potem zręcznie otworzył jeden lufcik i wsadził do środka rękę.<br>
{{tab}}— Ten szatan wykradał chyba kwiaty pani hrabinie z cieplarni.<br>
{{tab}}— Nie wiem, nic tego nie wiem — odrzekł francuz, ruszając ramionami — ale to tylko pewno, że w tej samej chwili, druga jakaś ręka wysunęła się ze środka cieplarni i porwała mu z głowy czapkę.<br>
{{tab}}— Co? co? — zawołał hrabia osłupiały — z tej cieplarni, która dotyka buduaru mojej żony?<br>
{{tab}}— Innego niema w ogrodzie, panie hrabio... tak jest, i tej właśnie chwili chłopak upadł z piętra jak piłka, prosto w klomby i potłukł wszystkie gąsiory z różaną wodą.<br>
{{tab}}— A wy, niedołęgi, zrobiliście z tego wypadku teatrzyk, aby patrzeć jak na skoczka na widowisku!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/518|num=66}}{{tab}}— Przeciwnie, panie hrabio... natychmiast obadwa rzuciliśmy się ku niemu, ale niech pan hrabia wybaczy, że niepodobna było dotknąć się tego chłopca.<br>
{{tab}}— Zaczynasz mi pleść, czego nie rozumiem.<br>
{{tab}}— Niepodobna było się go dotknąć, jak powiadam, bo zaledwie ja i ogrodnik pochwyciliśmy go za ręce, natychmiast z krzykiem puściliśmy jeszcze prędzej obadwa i zaraz znikł nam z przed oczu w ciemności... Ogrodnik miał obie ręce pokaleczone aż do krwi, ja toż samo, pokłute jak szpilkami... ten chłopak miał chyba rękawy swojej kurtki najeżone kolcami.<br>
{{tab}}— A gdzie została czapka tego chłopca?<br>
{{tab}}— W ręku tego kto mu ją porwał... została w cieplarni.<br>
{{tab}}— I kto ją porwał?<br>
{{tab}}— Nie wiem, panie hrabio, bo któż po nocy wchodzi do buduaru pani hrabiny, albo i do cieplarni?<br>
{{tab}}— Dlaczego aż dotąd zamilczałeś o tem przedemną?<br>
{{tab}}— Pani hrabina tak kazała.<br>
{{tab}}Hrabia drgnął — potem zaraz, miarkując swoje uniesienie, przemówił niby obojętnie i łagodnie:<br>
{{tab}}— A cóż na to mówiła pani hrabina, mój przyjacielu?<br>
{{tab}}— Nie chciała temu wierzyć wcale, tembardziej, że nikt w całym domu nie znalazł żadnej czapki... nareszcie mówiła, że sama zawiadomi pana hrabiego.<br>
{{tab}}— Ah, tak, teraz dopiero przypominam sobie, że był ktoś, co pod jesień dostawał się do cieplarni, aby najpiękniejsze kwiaty... — odrzekł podstępnie, aby przed sługą ukryć honor domu — ale co do czapki — dodał jeszcze — i tego Thomsa, to chyba wam się zdawało.<br>
{{tab}}— Tak samo właśnie myśli i ogrodnik, ponieważ w kilka dni po tym wypadku, znowu widzieliśmy na głowie Thomsa tęż samą czapeczkę... ale zawsze mi się zdaje...<br>
{{tab}}— Eh, eh... nie lubię słuchać, kiedy kto rozgłasza za prawdę to, co mu się tylko zdawało... Pleciesz mi coś o {{pp|czło|wieku}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/519|num=67}}{{pk|czło|wieku}}, który przełazi płot i wdrapuje się na filary, jak kot albo małpa i najeżony kolcami... Złapaliście chyba w ciemności jeża, który wam umknął do swojej nory.<br>
{{tab}}— Być i to może, panie hrabio... i jeżeli kiedy nie, to najprędzej w tej chwili pozwolę sobie wszystko wybić z głowy, ponieważ ten chłopak tak mi stoi ustawicznie na myśli, że przed minutą, wchodząc do tego pokoju z garderobą, zdawało mi się wyraźnie, iż Thoms przebiegł ten pokój i znikł tu przy boku pana hrabiego, jakby przy tym stole... co to może imaginacya!<br>
{{tab}}— Prawda, że teraz już zupełnie oszalałeś, mój przyjacielu.<br>
{{tab}}Czy mylił się kamerdyner, nie w tem jeszcze miejscu wyjawimy — tu jednak przypomnimy, że przed chwilą, zdawało się także i Zuzannie, iż widziała Thomsa w jednym z przodkowych pokoi apartamentu.<br>
{{tab}}W tej chwili dał się słyszeć zajazd powozu w bramie domu.<br>
{{tab}}— Otóż już pani hrabina odesłała mi karetę — przemówił hrabia z pośpiechem. — Dalej, dalej, zaczynaj mnie czemprędzej ubierać, bo już widzę, że zaledwie o północy pokażę się na tym balu u księcia.<br>
{{tab}}Kamerdyner już umilkł i zaczął z pośpiechem układać toaletę hrabiego, który tak szczególnym trafem, po kilku miesiącach upłynionej intrygi, dowiedział się o tajemnicy podrzucanych listów. Nie rozumiał jednak, dlaczego Kornel, tak otwarcie przyznał się do wszystkiego i pozwolił się wygnać z tego domu — wszystko to okropnie powikłało jego domysły.<br>
{{tab}}Kamerdyner zaledwie po godzinie zdołał ukończyć toaletę swego pana — poczem, hrabia wydał mu jeszcze niektóre zlecenia i opuścił mieszkanie.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/520|num=68}}{{c|'''IX.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Widmo pokojowe.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Jak tylko hrabia i kamerdyner opuścili pokoje, z pod blatu stołu, na którym właśnie złożona była garderoba, wylazło coś, a raczej upadło coś ciemnego, w kształcie wielkiego kłębu i, wnet rozwinąwszy się podłużnie, potoczyło na środek pokoju. Zabawne to widmo pokojowe powstało nagle na nogi i w jego postaci poznać można było Thomsa.<br>
{{tab}}Thoms dostał się tu głównemi drzwiami, w chwili właśnie, kiedy go po raz pierwszy Zuzanna spostrzegła, ale czartowska jego zwinność i przytomność umysłu, przytem migotliwe światło lampy, którą niosła Zuzanna, dopomogły do zupełnego złudzenia wzroku i wyobraźni trwożliwej pokojowej. Thoms, następnie przesunął się do salonu, chcąc ztamtąd ukryć się w buduarze, gdy jednak światło palącej się w nim lampy i niespodziewana obecność hrabiego wstrzymała jego kroki, skierował się ku drzwiom na lewo i wpadł do ciemnego pokoju, do którego wkrótce hrabia i kamerdyner przybyli.<br>
{{tab}}Cały ten czas siedział Thoms pod spodem blatu stołu. Była to sztuka, do której sam tylko był zdolnym, jak to już raz pokazał w Paryżu, w domu nr. 3 przy ulicy Ś. Franciszka. — Jak tylko Thoms poczuł oddalenie się hrabiego i kamerdynera spuścił się zaraz z pod stołu — palące się jednak światło dwóch woskowych świec w pokoju, nie czyniło go jeszcze zupełnie bezpiecznym do dzieła, dla którego właśnie zakradł się do tego mieszkania. Baczny na wszystko i obrotny, wytężył zaraz wzrok, potem nadstawił ucha, przenikając z zwierzęcą bystrością zmysłów i ledwie że nie samem powonieniem — ale prędkie bardzo stąpanie kroków w poprzednich pokojach, wstrzymały dalszą scenę i Thoms rzucił się znowu pod stół i pod blatem zajął dawną swoją pozycyą.<br>
{{tab}}Kamerdyner wszedł do pokoju, mrucząc.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/521|num=69}}{{tab}}I zaczął prędko zbierać pozostałe po hrabi toaletowe ozdoby — przyczem, ustawicznie czesał grzebieniem swoje faworyty i włosy na głowie, co chwila przeglądając się w lustrze. — Przy chowaniu flakonów z perfumami, nie zapomniał jeszcze nasz kamerdyner nakropić się pachnidłami, dla lepszego przypodobania się pannie Zuzannie pokojowej. Potem, zabrawszy światło, wyszedł z pokoju.<br>
{{tab}}Jak tylko Thoms dosłyszał zakręt klucza we drzwiach głównych, wyskoczył jeszcze prędzej ze swego ukrycia, dobył z kieszeni zapałkę, potarł o podłogę i zapalił małą świeczkę w blaszanej latarce, z której światło przebijało się tylko przez drobne otwory, w blasze w desenik ułożone, i raz jeszcze nadstawiwszy ucha, posłuchał chwilę i wnet przeszedł wszystkie pokoje, drobnym, prędkim, a zawsze cichym krokiem i wsunął się do buduaru hrabiny.<br>
{{tab}}— Niema nikogo — zawołał, oświecając z ostrożnością pokój. — Weźmy się teraz do tego biurka, w którem pan Oskar pozwolił mi dziś gospodarować, jak w swojem własnem...<br>
{{tab}}I obróciwszy się parę razy po pokoju, spostrzegł zaraz stolik, na którym stało kształtne, toaletowe zwierciadło, zaopatrzone u spodu szufladą, z której właśnie wystawał mały kluczyk na wstążeczce. Thoms poskoczył zaraz w tę stronę, wyjął kluczyk i prędko wrócił z nim do biurka.<br>
{{tab}}— A ten pan Oskar jest właśnie dla mnie stworzony na pana, a ja dla niego na sługę! — zawołał, otwierając bez trudności kantorek — wszystko się nam udaje... Dalej, dalej, poszukajmy tych papierów, bo przecież niema z tem długo czasu do bawienia.<br>
{{tab}}W szufladzie biurka widzieć się dało mnóstwo drobiazgów, po większej części zbytkownych, damskiej galanteryi. Na wierzchu porzucone były niedbale dwa arkusze papieru, w urzędowej formie złożone, które Thoms bardzo prędko pochwycił i, rozwinąwszy, przemówił:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/522|num=70}}{{tab}}— Te, czy nie te, tego nie wiem... ale to wiem tylko, że owe, po które wysłał mnie tu pan Oskar, są na {{Korekta|stęplu|stemplu}}, a właśnie na obydwóch spostrzegam pieczęcie.<br>
{{tab}}Były to przekazy i świadectwa nabycia na imię Maryi majątku jej męża.<br>
{{tab}}— Ale przecież nie na tem jeszcze koniec! — dodał Thoms — mają tu także ukrywać się gdzieś listy, które mam poznać po pieczątkach z herbem, jaki noszą na liberyi ludzie księcia Topor.. Otóż jakiś spory pugilares!.. który, jak mi się wszystko zdaje, najpodobniejszym jest na kryjówkę do miłosnych bilecików pani hrabiny.<br>
{{tab}}Otworzył pugilares i wistocie kilkanaście listów wypadło na posadzkę.<br>
{{tab}}— Brawo, Thomciu! — zawołał z radością — listy!.. a na nich też same herbowe pieczęcie, które mi przypominają guziki liberyi księcia Topor Płonińskiego... O, ja nigdy nie zawiodę rozkazów mojego pana!<br>
{{tab}}I, spiesznie pozbierawszy listy, schował je do kieszeni, wraz z dwoma dokumentami, nabycia przez Maryę majątku po mężu.<br>
{{tab}}— Dalej teraz, uporządkujmy nieco w tej szufladzie... bo to niegrzecznie przetrząsać rzeczy, należące do ładnej kobiety... A... widzę i woreczek... piękny woreczek, aksamitny, haftowany złotem i perełkami — dodał, porywając go zaraz w swoje ręce. — No proszę, woreczek, w którym nawet jest coś ukrytego... śmiało, śmiało, stary malcze, jak cię nazywają, zobacz, co też pani hrabina może chować w tak pięknym powijaczku.<br>
{{tab}}Wsadził zaraz rękę do środka i wyjął dwie małe opaski błękitnego koloru z złotemi sprzączkami. Te opaski, z których pomocą, tak cudownie znalazło się dwoje tych nieszczęśliwych dzieci...<br>
{{tab}}Dziwne i niepojęte zrządzenie losu! Thoms, owo zepsute {{Korekta|dzięcię|dziecię}} brakiem dozoru w młodości, miał przecież jednę w sobie cnotę — dobroć serca. To życie tułacze i często {{pp|ni|kczemne}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/523|num=71}}{{pk|ni|kczemne}} miało nawet i cel — cel może najpiękniejszy jego życia... Czegóżby nie oddał ten chłopiec, aby mógł nareszcie trafić na ślad tych dwojga straconych dzieci!.. jakążby radością uderzyło w nim to młode serce, gdyby wyczytał w tej chwili dwa imiona, tyle go obchodzące, położone na tych opaskach, które właśnie jakby czczą zabawkę trzymał w swoich rękach — ale niestety!.. Thoms czytać nie umiał — Teobald i Delfina, wyspa Bourbon, oto wszystko co w jednem mgnieniu oka, zmieniłoby jego myśl i dążność — i ten, który tu tak śmiało działa na zgubę Maryi, raczej padłby do nóg córce Iganickiego, straconego osadnika, wskazałby pobyt Beniamina, owego sługę mulata i wrócił wszystkim szczęście niespodziewane. Lecz i cóż ten Thoms czyni dalej?..<br>
{{tab}}— Piękne to i bardzo piękne te dwie wstążeczki! — zawołał, oglądając opaski — ale któżby nie wołał samych tych dwóch sprzączek, które poprzysiągłbym, że są z najlepszego francuskiego złota, a które tak bardzoby mi się przydały do kamaszy na wielkie ubranie, zwłaszcza gdybym kiedy z moim panem miał pojechać do Paryża... Eh... gdybym tu tylko znalazł gdzie nożyczki, natychmiastbym się podzielił tą wstążką z panią hrabiną... ona dostałaby jedwab, a ja złoto... Ale myślę przecie, że w pokoju damskim na nożyczkach zbywać nie powinno... Zaraz, zaraz!.. poszukajmy tych nożyczek — pomyślał — Pani hrabina nie będzie zapewne żałowała parę łokci niebieskiej wstążki utraciwszy złoto... Te wstążki przydadzą mi się na kokardy do czapeczki... niechże tak będzie!<br>
{{tab}}Potem Thoms wymknął się z pokoju, otworzył cieplarnię i tu, uchyliwszy jedno okno, wylazł na zewnątrz wystawy, i w mgnieniu oka zsunął się po filarze do ogrodu, z którego następnie, jak to już dawniej był czynił, wydostał się przez parkan na ulicę.<br>
{{tab}}Pobiegł zaraz ku Nowemu Światu, w kierunku mieszkania księcia Topor Płonińskiego, gdzie właśnie na balu z niecierpliwością jego pokazania się, oczekiwał Oskar.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/524|num=72}}{{c|'''X.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|{{Rozstrzelony|Ba}}l.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''Biały salon.'''|po=12px}}
{{tab}}Biały marmurowy salon księstwa Topor Płonińskich jaśniał właśnie potokiem światła pięciu żyrandoli — jak pięć słońc ognistych u sufitu, łudzących wzrok czarownym efektem który jeszcze za mało nazwać przepychem. — Damy po większej części siedziały na sofach pod wazonami — inne, prowadzone pod ręce przez mężczyzn, przechadzały się istnym spacerem balowym. — Przepych toalet odpowiedział miejscu i godności gospodarza.<br>
{{tab}}Wśród poszeptów, zaczęły dolatywać do uszu wszystkich pojedyncze, strojne odgłosy instrumentów — coraz głośniej — śmielej — zapalająco — a zaraz też jakiś ruch falisty powstał w całym salonie. Mnóstwo dam opuściło swoje siedzenia, podając dłoń kawalerom, a za chwilę, z jednego z bocznych pokoi ukazał się książę Topor, we fraku, ozdobiony wielką na piersiach gwiazdą. — Książę zbliżył się zaraz do podeszłej damy, może sześćdziesięcioletniej, w siwych lokach i z ogromnym à la Pompador wachlarzem i zaprosił ją do poloneza.<br>
{{tab}}Wtem orkiestra uderzyła w kotły i trąby, niby salwę balową — książę podał rękę staruszce — a wszyscy zaraz ułożyli się w pozycyi polskiego tańca. — Lecz już orkiestra zabrzmiała w pełnych tonach naszego kapelmistrza Kurpińskiego. — Orszak tancerzy obszedł około ścian salonu, a następnie, przez otwarte drzwi boczne ''na prawo'', przeszedł w głąb dalszego ciągu apartamentu. Zwolna zaczęło się {{Korekta|przerzadzać|przerzedzać}}; orszak niknął, a wkrótce, cały salon stanął próżny i tylko z odległych pokoi dolatywało to poważne polonezowe tempo, nie zawsze utrzymane w muzykalnym obrębie.<br>
{{tab}}Wtem nagle jakaś dama, siedząca dotąd w ukryciu pomiędzy dwoma wazonami drzew pomarańczowych — {{pp|przera|żona}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/525|num=73}}{{pk|przera|żona}} może raptowną próżnią w salonie, lub wypadkiem intrygi, spiesznie zerwała się ze swego ukrycia — przebiegła salon nieco wzdłuż — i już znikła, udając się do innych pokoi, przez drzwi od strony ''lewej''. — Widać, że dama ta wszystkim odmówiła ręki do tańca, bo młodość jej i wdzięki nie dozwalały przypuszczać, aby z winy kawalerów pominiętą była.<br>
{{tab}}Ale już orszak polonezowy pokazał się z powrotem i w mgnieniu oka, znowu salon zapełniony został jak poprzednio.<br>
{{tab}}Orkiestra zmieniła natychmiast tempo i dał się zaraz słyszeć drugi z porządku balowy taniec, kontredans.<br>
{{tab}}Wśród natłoku zgromadzonych tu gości ukazała nam się przecie jedna znajoma osoba. — Był to ów śmiały i przemożny intrygant, w którego ruchach głowy i wyrazie twarzy wyczytać można było, że w tem wesołem zgromadzeniu nie szukał bynajmniej dla siebie zabawy, ale raczej rozwijał szatański plan na zgubę hrabiostwa Omirskich. Oskar ubrany był z przepychem męzkiej toalety, którą nawet u wielu młodzików za efronteryą uważać należało. — W {{Korekta|chwli|chwili}}, gdy się nam pokazał, przedzierał się właśnie przez tłumy gości, zabierających się do kontredansa, i zmierzał w kierunku prostym do miejsca, z którego przed chwilę powstała dama, bawiąca teraz w jednym z bocznych pokoi, na lewo. — Zbliżył się aż do wazonów, pod któremi spoczywała, i nieco z niepokojem przyjął wrażenie, nie znajdując ją w tem miejscu. — Natychmiast chciwem okiem przebiegł w około całe zgromadzenie, jakby wyraźnie usiłował wynaleźć tę, którą śledził w niewiadomym celu — lecz zaraz, może wiedziony instynktowem przeczuciem, przeszedł do drzwi na lewo, zajrzał w głąb roztwartych pokoi i znikł w salonie — zapewne, aby złączyć się z bohaterką.
{{c|'''{{Rozstrzelony|Zielony pokó}}j.'''|przed=12px|po=12px}}
{{tab}}W małym, zielonym pokoiku, na lewo, widzieć można było przebiegającą kobietę z wyrazem największego {{pp|pomie|szania}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/526|num=74}}{{pk|pomie|szania}} na twarzy, naprzeciw której właśnie, tak niespodziewanie, stanął Oskar.<br>
{{tab}}Dama, na jego widok, wydała lekki okrzyk przerażenia — lecz śmiało i pogardliwie poskoczyła ku niemu i groźnie uchwyciła go za rękę.<br>
{{tab}}— Brawo!.. pani hrabina Omirska tu? — zawołał rozpustnik. — Na honor!.. jak na pierwsze spotkanie, po tylu miesiącach rozłączenia, uważam to silne uściśnienie za przyjacielskie!<br>
{{tab}}Hrabina odrzuciła jego rękę z pogardą i zawołała:<br>
{{tab}}— Mój panie!.. wytłomacz mi natychmiast, w jakim celu używasz tak szatańskich intryg, aby mnie dręczyć ustawicznie?.. W tej chwili przywołano mnie do bocznych pokoi... wchodzę i zastaję Zuzannę.<br>
{{tab}}— Zuzannę! — odrzekł niezmieszany — najprędzej, że przyniosła mi kwiaty które właśnie na dzisiejszy wieczór zamówiłem.<br>
{{tab}}— O czem dała mi znać i o czem zawiadomiła hrabiego — odrzekła z przerażeniem w głosie.<br>
{{tab}}— Lecz cóż to panią trwożyć może?<br>
{{tab}}— Ponieważ hrabia, zapalony gniewem, zarzucał panu jakiś fałsz, brak czci i honoru!<br>
{{tab}}— Hrabia? hrabia?.. a to godne tej telegraficznej depeszy, która nas obojga oświeciła!<br>
{{tab}}— W końcu przeklinał, odnosząc to wszystko do intrygi, jakoby wynikłej z naszych stosunków... Odpowiedz mi pan natychmiast, co było w liście, któryś pan do męża mojego przed wieczorem nadesłał?<br>
{{tab}}— Jedno nic... zaprosiłem hrabiego do siebie, gdzie mu przecież zawsze najmilej bywało: zwłaszcza poniterując do mego banku i moich przyjaciół... Zaręczam, że w tej właśnie godzinie bawi się przewybornie w dobranej przezemnie kompanii, która go uczy zimnej krwi przy zielonym stoliku.<br>
{{tab}}— Nikczemny, kto mu pierwszy podał karty do ręki!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/527|num=75}}{{tab}}— To losy, to losy, pani hrabino! — odrzekł ironicznie — wreszcie jest to szkoła, którą każdy światowy człowiek przechodzić musi, jeżeli nie chce być wyśmianym... Hrabia wywiązał się tylko z swego obowiązku... O, mówią też wszędzie, że to nieustraszonej duszy człowiek!.. kładzie po sto luidorów na kartę i z angielską flegmą przegrywa... Dzielny! dzielny człowiek z hrabiego!.. umie nawet żyć z taktem dziewiętnastego wieku: to jest wydaję więcej niż posiada, zręcznie tasuje karty i nikt nie wie o jego długach.<br>
{{tab}}— Szyderco!<br>
{{tab}}— O, jeszcze też nic podobnego nie zdarzyło mi się usłyszeć z ust pięknej kobiety!.. i do tego na balu!.. Wyrzuty, wyrzuty, pani hrabino? gdy ja tylko jestem echem, odbijającem tajniki duszy jej męża?.. O, ja go znam z całą skalą usposobień słabości!.. przysiągłbym nawet, że hrabia się rozśmieje, jak filozof stoickiej szkoły, skoro tylko się dowie, jakie wieści obiegają pomiędzy gośćmi na balu.<br>
{{tab}}— A więc jeszcze jedno kryje się nieszczęście!<br>
{{tab}}— Oh! cóż rozpaczliwego? — odrzekł {{Korekta|drwiąco|drwiąco.}} — Mówią wszyscy, iż książę Topor zakochany jest do szaleństwa w jednej z młodych mężatek, która obecnie znajduje się na balu.<br>
{{tab}}— Oh! oh! — po dwakroć wykrzyknęła przerażona kobieta.<br>
{{tab}}— Pani hrabino! po co to przerażenie?.. Może to tylko potwarz... bo czy podobna, co {{Korekta|śwat|świat}} głosi, że księżna dlatego właśnie wyprawioną została do Włoch na całą zimę, aby książę mógł swobodniej dawać bałwochwalcze wieczory w postaci swojego bożyszcza.<br>
{{tab}}— Nie o tem, nie o tem mówić chciej my! — odrzekła, nieco zapłoniona — muszę wiedzieć natychmiast, dlaczego wiadomość o pańskiej obecności na balu tak hrabiego zapaliła?<br>
{{tab}}— Aha... doniosłem mu tylko, że nie będę dziś u księcia na balu: gdy tymczasem ta psotnica Zuzanna, jak pani mówisz, zdradziła moją tajemnicę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/528|num=76}}{{tab}}— Czy pan wiesz jakie następstwa wyniknąć mogą z tego, co obracasz sobie w igraszkę?<br>
{{tab}}— Druga igraszka... oto wszystko czego się spodziewać należy.<br>
{{tab}}— Natychmiast kazał się hrabia ubierać, aby się pokazać na tym balu... Jego spotkanie z panem może naruszyć przyzwoitość miejsca... nareszcie spotkanie ze mną, która wbrew jego woli na ten bal przyjechałam.<br>
{{tab}}— Ha, ha, ha — odrzekł, śmiejąc się z pustotą — a to przewyborna intryga dla hrabiego! ja przyrzekłem nie znajdować się dla interesu w domu, zaprosiwszy go do siebie, tymczasem traf zrządza, że dowiedział się, iż jestem na balu, dokąd właśnie pani przybyłaś, znieważywszy poprzednio kodeks postępowania małżeńskiego... Godne Molierowskiej sceny zawikłanie, które mnie tak niespodziewanie uczyniło kochankiem pani hrabiny!.. szczęściem, że jestem dyabeł salonowy z powołania, umiejący jedną, małą dziurką od klucza, wymknąć się sędziom i prokuratorowi. Wreszcie, po tym wypadku przysięgam, że nie przewiduję wcale, kogo zawiedziony hrabia znajdzie na balu podejrzanego i uzna za uwodziciela swojej żony.<br>
{{tab}}Hrabina przyłożyła chustkę do oczu.<br>
{{tab}}— O! bez uniesień i bez łez, pani hrabino!.. Jestem przecie najbieglejszym w planimetryi światowej i odwrócę łatwo pierwszą część nieszczęścia: dlatego na jej pociechę, mam honor powiedzieć, że moi ludzie, jak obozowe czaty, stoją na straży wszędzie. Dostanę znak niewątpliwie skoro tylko kareta hrabiego pokaże się na dziedzińcu tego pałacu... i w tej chwili zniknę w powietrzu jak eter.<br>
{{tab}}— O mój Boże!.. jeszcze więc nowe pokazują się spiski! — zawołała z przerażeniem.<br>
{{tab}}— Nic, nic, pani hrabino!.. jestem tylko grzesznik wysokiej ogłady, który, dla ocalenia honoru kobiety, gotów iść prosto z tego balu do piekła.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/529|num=77}}{{tab}}Wtem dał się słyszeć bardzo głośny świst na dziedzińcu.<br>
{{tab}}— Czy słyszałaś pani ten odgłos piszczałki? — zapytał z piekielnym uśmiechem na ustach.<br>
{{tab}}Hrabina zadrżała.<br>
{{tab}}— Oto znak, że hrabia już jest w pałacu — odrzekł ujmując ją za rękę.<br>
{{tab}}— Oh! oh! — krzyknęła po dwakroć, wydzierając swoją rękę z jego dłoni.<br>
{{tab}}— I co chcesz czynić, pani?<br>
{{tab}}— Wracam do salonu!.. natychmiast wracam! — odrzekła nieprzytomna.<br>
{{tab}}— Mając łzy w swoich oczach?.. pani hrabino!.. co świat pomyśli, który już wie, iż książę Topor dla ciebie właśnie wyprawił tę {{Korekta|chuczną|huczną}} zabawę?..<br>
{{tab}}— Boże! Boże!<br>
{{tab}}— O, nie czas dla rozpaczy!.. nie zapominaj pani, że już hrabia bardzo blizko!<br>
{{tab}}— A więc dobrze! — odrzekła z determinacyą — Tu, tu, na tem miejscu, oczekiwać go będę sama!.. pan także nie odejdziesz, dopóki hrabia nie spotka nas obojga, a wówczas w moich oczach wyznać mu musisz, jak nikczemnie jestem potępioną! Bądź cobądź ta scena mi przyniesie, jestem gotową znieść wszystko! A potem, niechaj czyni co mu się podoba... poddaję się na los ślepy, nawet nie uniżę się tyle, abym padła do nóg jego i błagała łaski!.. na co już w moich oczach nie zasłużył! W tej chwili służący w liberyi galowej księcia Topor pokazał się w zielonym pokoju.<br>
{{tab}}— Czy jest? — zapytał go Oskar z pośpiechem, w obec hrabiny.<br>
{{tab}}— Jest.<br>
{{tab}}— W którym pokoju.<br>
{{tab}}— W wielkim salonie.<br>
{{tab}}— Dobrze.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/530|num=78}}{{tab}}— Któż to jest w wielkim salonie? — zapytała hrabina Oskara po francusku.<br>
{{tab}}— Twój mąż, pani... widzisz, że jestem tu bardzo potężnym.. nawet ludzie księcia Topor stają chętnie na moje usługi... Czy masz mi co jeszcze do powiedzenia? — zapytał następnie, zwracając się do lokaja.<br>
{{tab}}— Thoms chce się widzieć z panem natychmiast.<br>
{{tab}}— Jest więc i Thoms! — odrzekł, tłumiąc radość — wszystko idzie przewybornie!<br>
{{tab}}— Ma jakiś pilny interes.<br>
{{tab}}— Wiem, wiem... I gdzie czeka?<br>
{{tab}}— Na dole, w pokoju odźwiernym.<br>
{{tab}}— Tam do kata!.. nie chciałbym przechodzić wielkiego salonu... Czy nie otworzyłbyś mi którego z bocznych pokoi.<br>
{{tab}}— W tej stronie apartamentu jeden tylko gabinet księcia prowadzi na schody — odrzekł lokaj, wskazując na dalszy szereg pokoi.<br>
{{tab}}— Czy zamknięty?<br>
{{tab}}— Otwarty... a w nim drzwi na lewo prowadzą na boczne schody... klucz jest we drzwiach.<br>
{{tab}}— Przyprowadź zatem Thomsa bocznemi schodami do gabinetu księcia... ja tymczasem idę drzwi otworzyć.<br>
{{tab}}Lokaj natychmiast się oddalił.<br>
{{tab}}— O mój Boże! mój Boże!.. co się to dzieje! — zawołała hrabina, zasłaniając twarz rękami.
{{c|'''{{Rozstrzelony|Gabine}}t.'''|przed=12px|po=12px}}
{{tab}}Oskar, bez względu na stan hrabiny, opuścił ją zaraz, śpiesząc do ostatniego pokoju, dokąd zaledwie wszedł, poskoczył ku drzwiom tylnym i zakręcił parę razy umieszczonym w zamku kluczem — a natychmiast drzwi się otworzyły i okazała się ciemność za niemi.<br>
{{tab}}Było to wyjście boczne na małe schody — zupełnie {{Korekta|cemne|ciemne}} — bardzo oddalone od schodów głównych {{pp|apartamen|tów}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/531|num=79}}{{pk|apartamen|tów}}, jaśniejących tej nocy potokiem światła gęsto zawieszonych kinkietów.<br>
{{tab}}Oskar niedługo się niecierpliwił w oczekiwaniu na żokieja; bo wnet zaraz mały, zwinny Thoms przebiegł cichuteńko schody i podsunął się pod drzwi gabinetu, na których progu pan jego oczekiwał.<br>
{{tab}}— Ty, Thoms? — z pośpiechem zapytał ukrytego w ciemnościach.<br>
{{tab}}— Ja.. czy mogę wejść do pokoju?<br>
{{tab}}Oskar cofnął się dwa kroki do gabinetu i {{Korekta|zazar|zaraz}} wszedł za nim żokiej, mówiąc:<br>
{{tab}}— Przychodzę donieść o mojej wyprawie.<br>
{{tab}}— I cóż?<br>
{{tab}}— Wszystko dobrze.<br>
{{tab}}— A te papiery?<br>
{{tab}}— Znalazłem je w kantorku.<br>
{{tab}}— Masz?<br>
{{tab}}— Mam.<br>
{{tab}}— W moich rękach! — odrzekł z radosnym wykrzykiem.<br>
{{tab}}— Wszystko było na swojem miejscu... kluczyk od toalety otworzył kantorek... znalazłem dwa papiery stemplowe i paczkę listów z herbami księcia na laku.<br>
{{tab}}— Prędko! prędko!.. i gdzie są te papiery?<br>
{{tab}}Thoms sięgnął ręką do kieszeni i wydobył natychmiast dwa wykradzione dokumenty i mały plik listów, które zaraz podał swemu panu.<br>
{{tab}}— Dzielny jesteś, mój malcze! — odrzekł Oskar, okazując trudną do opisania radość.<br>
{{tab}}Mały, ujęty zadowoleniem swego pana, przemówił zaraz zuchowato.<br>
{{tab}}— Czekam jeszcze na rozkazy.<br>
{{tab}}— W tej chwili, mój dyable, nie mam żadnego, bądź tylko gotowym na każde moje skinienie, bo zaczęło się piekło, w którem twego pana, bez ciebie, żywcem obedrą ze skóry... {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/532|num=80}}Czy sądzisz, że będziesz bezpiecznym, ukrywszy się pod tem i drzwiami.<br>
{{tab}}— Nic doskonalszego! — odrzekł, robiąc nieprzyzwoite figury, podobnie jak sługa spoufalony przez intrygi swego pana. — Schody ciemne i zapewne nikomu nie przyjdzie potrzeba przechodzić po nocy temi schodami.<br>
{{tab}}— Masz słuszność... drzwi zamykam... a skoro tylko usłyszysz lekkie zapukanie...<br>
{{tab}}— Poznam zaraz, że to pan będzie — dodał chłopiec, cofając się nieco do sieni. — Ale zdaje mi się że dobrze zrobię, gdy powiem jeszcze jednę okoliczność, która dotyczę pana hrabiego.<br>
{{tab}}— O tak... prędko tylko... bo tu niema ani chwili do stracenia.. Cóż hrabia Omirski?<br>
{{tab}}— Wyjechał z domu przed godziną; sądziłem zatem, że już dawno jest na balu, tymczasem zaledwie dopiero pokazała się na dziedzińcu jego kareta.<br>
{{tab}}— Mały głupcze, przestraszasz mnie bagatelami!<br>
{{tab}}— Nie wiem jeszcze — odrzekł Thoms, robiąc wątpliwą minę, ponieważ zapytałem się lokai, gdzie mógł pan hrabia tak długo bawić, opuściwszy swoje mieszkanie.<br>
{{tab}}— I dowiedziałeś się, że wstąpił do mnie, aby się przekonać, czy jestem w domu.<br>
{{tab}}— Przeciwnie... nie wstępował wcale... ale prosto z domu zajechał do fabryki broni.<br>
{{tab}}— Tam do licha!<br>
{{tab}}— I kupił dwa pistolety... na miejscu je nabił... zamknął w szkatułce i zabrał z sobą do karety.<br>
{{tab}}— Prawda, prawda — odrzekł Oskar z zastanowieniem — to ważne, mój chłopcze!.. u nas nie uzbrajają się na bal jak w Paryżu... wątpię jednak, czy hrabia przywiózł z sobą te pistolety.<br>
{{tab}}— Wiem to napewno, że z fabryki nie wstępował nigdzie, nareszcie sam je widziałem... Mahoniowa szkatułka w formie podróżnej toalety, z srebrnemi ozdobami, {{pp|zamknię|ta}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/533|num=81}}{{pk|zamknię|ta}} tylko na kluczyk, który pan hrabia zabrał z sobą do kieszeni.<br>
{{tab}}— I cóż mówił hrabia, oddając tę toaletkę lokajowi?<br>
{{tab}}— Krótko... jak to słyszałem mówiących w Anglii... Jutro będziemy mieli zabawę myśliwską pod Warszawą, mówił, skoro zatem powrócę do domu, odniesiesz te pistolety do mego gabinetu.<br>
{{tab}}— Nie myśli więc zaczynać na balu — odrzekł więcej do siebie Oskar.<br>
{{tab}}— Dodał jeszcze: odniesiesz tak, żeby pani o tem nie wiedziała.<br>
{{tab}}— A więc nie kupił tej broni na pojedynek — machinalnie odpowiedział Oskar, zamyślając się nieco, a potem zaraz powtórzył po dwakroć: — Miałożby to być samobójstwo?.. wątpię! wątpię!<br>
{{tab}}I na wpół-przytomny, zamknął drzwi za odchodzącym Thomsem: nie zamykając na klucz, dla pośpiechu w dalszych swoich obrotach.<br>
{{tab}}Tu, mimo woli zwróciwszy uwagę na papiery, {{Korekta|kóre|które}} trzymał w ręku ocknął się nagle i zaczął je przerzucać z pośpiechem, mówiąc:<br>
{{tab}}— A!.. to jest! właśnie akt nabycia galeryi obrazów od księcia, którą hrabia przegrał przed kilku tygodniami... szkoda tylko, że niebaczna hrabina nie kazała go sporządzić w urzędowej formie — dodał ironicznie — bo inaczej prawo dałoby jej nauczkę, że mężatka nie ma żadnej władzy w nabywaniu na swoje imię majątku... Stary, książę zachował w tem tylko prywatną formułę, która na drodze publicznej rozśmieszyłaby każdego... ale dobrze, dobrze, że się tak stało: ta galerya jest znowu własnością hrabiego w naturze, a własnością hrabiny na papierze... mam zatem nadzieję, że przy pierwszej sposobności, będzie ją mógł znowu ogłosić do wygrania na zielonym stoliku... Ten drugi papier — dodał, rozwijając — to dowód spłacenia wierzycieli, którzy uwolnili już z pod zajęcia wszystkie ruchomości hrabiego... Teraz ten człowiek ma gotowe {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/534|num=82}}pieniądze w tych papierach i może je śmiało przegrywać w karty, które ja tak dzielnie markuję! Ale chyba szatan wmiesza się w tę sprawę, jeżeli ta intrygantka, hrabina, dostanie zkąd po raz drugi tyle pieniędzy, aby to wszystko zapłacić... Otóż jeszcze są i listy! — mówił dalej, rozwijając sporą paczkę — ta skryta korespondencya księcia Topor z hrabiną podobno mi wszystko wyjaśni.<br>
{{tab}}I z pośpiechem zaczął przerzucać oczyma list po liście.<br>
{{tab}}— Dziwny to sposób pisania starych kochanków do kobiet, nie mających lat trzydziestu! — mówił jeszcze — uważam, że książę nazywa wszędzie hrabinę swoją przyjaciółką... tłomaczy swoje serce w ojcowskich wyrazach... O, jest tu nawet i mały dopisek, ten to już przynajmniej całkowicie przeczytajmy.<br>
{{tab}}I z pośpiechem wyczytał prawie głośno, powtarzając słowa tego listu.<br>
{{tab}}„Z każdym dniem czuję się szczęśliwszym, dopomagając twojemu losowi — już cały majątek hrabiego zakupiłem na twoją własność... Lecz czyż niestokroć więcej czynię, wspierając jeszcze potrzeby twego serca pani? — Kornel, którego tyle kochasz, jest moim przyjacielem z twego rozkazu! W tym charakterze zajął pozycyę w święcie, mój nawet majątek jest na jego potrzeby!.. Rozkaz jeszcze cokolwiek, a wszystko poświęcę dla niego, skoro ci to tyle szczęścia przynosi — dla mnie starego nie zostało, jak tylko waszą miłością być szczęśliwym. — Gdybyś chociaż oceniła słuszność tylu ofiar, jakie wam składam ustawicznie, gdybyś chociaż w przyszłości przyjaznem sercem odpowiedziała na moje dobrodziejstwa, stary książę nie wyrzucałby sobie tyle, że na starość stracił {{Korekta|rozum|rozum.}} — Księżna niedawno do mnie pisała, że cieszy się najlepszym stanem zdrowia za granicą i nie powróci z Włoch do Warszawy aż na wiosnę. — Pestki od wisien nie tak prędko się trawią i we Włoszech. — Pisząc to, śmieję się, żem znalazł tak zręczny sposób wyprawienia księżnej na kuracyę, śmieje się zarazem i moje serce, obiecując sobie rozkosznie spędzić całą {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/535|num=83}}zimę, obok ciebie, pani, i zajmować się swobodnie losem Kornela zarazem i twoim, który niegodny twój małżonek tak nikczemnie zniszczyć się ośmielił!“
{{f|align=right|prawy=25%|Książę Topor ''Płoniński''.}}
{{tab}}Z całego tego listu jedna tylko intryga uderzyła myśl Oskara — była to wiadomość o opiece księcia nad Kornelem i jakoby miłość hrabiny ku niemu.<br>
{{tab}}— Kornel! Kornel! — powtórzył zaraz po dwakroć — któregom już osądził za umarłego dla świata, zmartwychwstaje, aby stoczyć ze mną walkę!.. Śmieszna to rzecz! jakiego książę Topor podjął się dzieła, dopomagając własnej kochance do prowadzenia romansu z młodym i przystojnym człowiekiem!.. O, biedni ci staruszkowie!.. oni w miłości najskłonniejsi są do głupstwa, dlatego im z prawa należy się zawrót głowy... Dobrze wiedzieć i o tem, że księżna, oszukana jakąś pestką od wiśni, pobiera kuracyę za granicą... Szkoda tylko, że w tej chwili nie wystarcza mi tyle czasu do odczytania wszystkich tych listów, z których mógłbym zgłębić dokładnie jednę z najoryginalniejszych miłostek.<br>
{{tab}}Po tych słowach, doszedł zaraz do jego uszu głos hrabiny, która pozostała o dwa pokoje od gabinetu. — Poznał jednak, że głos jej był drżący z jakiegoś uniesienia i radości, czego przy spotkaniu hrabiny z mężem nie spodziewał się — w istocie, były to wykrzykniki szczęścia, jakie rzadko ludzi nawiedzać może.<br>
{{tab}}— Co u licha! — przemówił zaraz do siebie Oskar — a więc to nie mąż?.. O!.. hrabina nie napróżno opuściła salon główny w czasie poloneza i ukryła się w tych pokojach!.. w tej chwili zdaje mi się, że bawi z kimś w błękitnym pokoju.<br>
{{tab}}Tu kilka wyrazów czułych i namiętnych, ale już głosem męzkim wymówionych, odpowiedziało na uniesienia hrabiny — nie można jednak było poznać w nim osoby.<br>
{{tab}}— Oh!.. przysiągłbym, że to książę Topor nie kto inny!.. śmiało! śmiało!.. przecież zaopatrzony w te listy nie powinienem się lękać nikogo, tembardziej samego księcia. Nareszcie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/536|num=84}}potrzebuję spotkać ich sam na sam: bo im częściej zastanę hrabinę, zdradzającą swego męża, tem władzę moją nieskończenie wyżej zarówno obok niego, jak obok niej podniosę. Zatem śpieszmy znienacka do błękitnego pokoju.<br>
{{tab}}I zaraz opuścił gabinet — a dalej, spiesznym, cichym i zdradnym krokiem, przeszedł dwa poprzednie pokoje. — Hrabina była właśnie w objęciach młodego mężczyzny. Silna namiętność ich serc odebrała im tak bardzo przytomność, iż Oskar znalazł tyle czasu, że zbliżył się aż do samych dwojga {{Korekta|szczczęśliwych|szczęśliwych}} — lecz tu głośniejsze stąpanie jego kroków wydarły ich niebu, a przypomniały, że istnieją na ziemi.<br>
{{tab}}— Oh! oh! — krzyknęła przerażona hrabina, prawie obłąkany wzrok {{Korekta|wlepiejąc|wlepiając}} w twarz napastnika.<br>
{{tab}}Mężczyzna w czarnym fraku cofnął się z pewną trwogą i równie jak hrabina zawołał podobnie. — Był to jednak wykrzyknik raczej zgrozy i oburzenia, niż istotnego przestrachu.<br>
{{tab}}Lecz czegóż się lękać mieli zbudzeni z słodkich uniesień? — Był to przecież Teobald obok Delfiny — był to tylko brat i siostra.
{{c|'''{{Rozstrzelony|Pokój błękitn}}y.'''|przed=12px|po=12px}}
{{tab}}— Dalej, dale, {{Korekta|szczczęśliwy|szczęśliwy}} śmiertelniku — zawołał Oskar drwiąco — nie ustawaj w swoim zapale!.. inaczej, ogłoszę, że jesteś jednym z kochanków, którzy ze swego szczęścia nie umieją korzystać! O, o!.. widzę już, jak pani hrabina drży, jak łania, a jej rycerz skostniał cały i zbladł aż do białości Karraryjskiego marmuru... ja przecie na jego miejscu, jużbym do tego czasu wyzwał wszystkich dyabłów na szpady albo pistolety!<br>
{{tab}}— Kornelu! — zawołała hrabina, porywając brata za rękę — nareszcie odpowiedz na tyle szyderstwa!<br>
{{tab}}— Rozpocząć bój z nikczemnikiem?.. ja? ja? — odrzekł, ściskając dłonie od złości — z tym, którego w jakikolwiek sposób zaczepiwszy, znieważę własny honor. On za podły, aby mu odpowiadać!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/537|num=85}}{{tab}}— Co u licha, marmurowa statua ma nawet w piersiach nieco głosu... Czy wiesz nareszcie, mój panie, jak traktuję tych wszystkich, którzy mnie podłym nazywają? — zapytał z istotną obrazą.<br>
{{tab}}— Wszystkich, wszystkich — odrzekł Kornel z ironią — nawet przyznałeś się do ich liczby!<br>
{{tab}}Oskar przygryzł usta i na to niespodziewane zagadnienie nie umiał w tym momencie odpowiedzieć.<br>
{{tab}}— Nareszcie chcę usłyszeć, jak też traktujesz tych wszystkich, którzy cię podłym nazywają?<br>
{{tab}}Oskar jeszcze milczał: dobył tylko spiesznie pugilares i, wziąwszy w palce ołówek, zamierzał coś pisać, poprzednio jednak zapytawszy:
<br>
{{tab}}— Jego imię i nazwisko?<br>
{{tab}}— Twój nieprzyjaciel.<br>
{{tab}}— Hm... prawda niepotrzebnie oto pytałem... zatem gdzie jego mieszkanie?<br>
{{tab}}— Wszędzie, gdzie twoja nikczemność!<br>
{{tab}}— O lubię, lubię bardzo mierzyć się z takimi — odrzekł Oskar z junakeryą. — O! miałbym sobie za prawdziwe szczęście, gdybym żelaznego rycerza mógł zabić.<br>
{{tab}}— Zabić! — zawołała hrabina z przerażeniem.<br>
{{tab}}— Ależ, pani hrabino!.. nie odmawiaj mi tej jedynej rozkoszy pojedynku.<br>
{{tab}}— Mój Boże! mój Boże!.. nareszcie odpowiedz, Kornelu, że pogardzasz tą napaścią!<br>
{{tab}}— Nigdy, Maryo! — odrzekł w uniesieniu — dopóki tylko ten nikczemnik żyć będzie, gdziekolwiek traf dozwoli mi się pomścić, tam poświęcę krew moją!<br>
{{tab}}— Ależ ja?.. ja, nieszczęśliwa?<br>
{{tab}}Kornel przycisnął do serca Maryę, jakby czuł w tej chwili, że dla jej dobra nie powinien jeszcze umierać, i przemówił z czułością.<br>
{{tab}}— Bóg sam będzie twoim opiekunem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/538|num=86}}{{tab}}— Ha! — zawołał Oskar — widzę, że obadwa spełniemy wielkie posłannictwo na ziemi i mamy ważne bardzo względem ludzi obowiązki... dlatego myślę, że nie rozgniewa się najczulszy z kochanków pani hrabiny, iż obadwa na czas nieograniczony pozostaniemy przy życiu.<br>
{{tab}}— Dla ciebie, Maryo, to czynię! — przemówił Kornel i, odwróciwszy się od hrabiny, rzucił Oskarowi pod nogi rękawiczkę.<br>
{{tab}}— Brawo! — odrzekł rozpustnik, ciskając mu zaraz swoją.<br>
{{tab}}I obadwa w zamianie je podnieśli.<br>
{{tab}}W tej chwili lokaj, który się tu już raz pokazał, przebiegł śpiesznie i z żywością przemówił.<br>
{{tab}}— Szukają pana, wielmożny panie.<br>
{{tab}}— Oho!.. już ogień batalii rozpoczął się na całem polu apartamentów księcia... kto taki?<br>
{{tab}}— Pan hrabia Omirski.<br>
{{tab}}— Cóż odpowiedziałeś hrabiemu?<br>
{{tab}}— Że idę pana wyszukać.<br>
{{tab}}— A na honor, żeś dobrze odpowiedział!.. powróć zatem raz jeszcze do salonu i upewnij pana hrabiego, żeś mnie nigdzie nie znalazł.<br>
{{tab}}Lokaj, znać przekupiony, oddalił się natychmiast.<br>
{{tab}}— Pani hrabino! — przemówił zaraz Oskar w tonie {{Korekta|surowym|surowym.}} — Dotąd widziałaś we mnie pustego człowieka, w którym prócz wesołości nie upatrzyłaś nic więcej... Szatan czy twój przyjaciel, nikczemnik czy dobroczyńca, czem bądź jestem, nie dowiesz się w tej chwili, ale cokolwiek wyrzeczesz na moje potępienie przed hrabią, to jednym wyrazem, ''wiarołomna!'' zniweczę wszystko, a w jakikolwiek sposób ukarzesz moją śmiałość, ja okropnie pomścić mogę moją zniewagę!.. Nakoniec niewinnym jestem obok ciebie i hrabiego!.. bo nikt nie powie, że widział mnie ściskającego cię w buduarze lub bocznych salonach księcia Topor na publicznej zabawie!.. Zwodziciel hrabiego odpowie mi także honorem swojej {{pp|ko|chanki}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/539|num=87}}{{pk|ko|chanki}}! — dodał z większą jeszcze mocą, zwracając się do Kornela — Biada mu, jeżeli hrabia z ust jego dowie się, żem tu na jednę chwilę znajdował się na tym balu!<br>
{{tab}}I po tych słowach, natychmiast pobiegł do gabinetu.<br>
{{tab}}— Boże! mój Boże! — zawołała hrabina, wnosząc ręce do góry — dozwól mi nareszcie zgłębić serce tego niedocieczonego człowieka! — A potem zaraz, odwróciwszy się do Kornela, dodała z pośpiechem — O bracie! lepiej uciekajmy ztąd, niżbyśmy się mieli narażać na tę intrygę, która nas samych mimo woli potępia!.. uciekajmy ztąd natychmiast!<br>
{{tab}}— Jeszcze więc jedna ofiara dla ciebie!<br>
{{tab}}— O dobry bracie!.. śpieszmy, śpieszmy! — Uchodźmy więc!<br>
{{tab}}I zaraz po tych słowach zmierzać zaczął do salonu głównego.<br>
{{tab}}Hrabina została sama w błękitnym pokoju.
{{c|'''Jeszcze raz w gabinecie.'''|przed=12px|po=12px}}
{{tab}}Oskar, na powziętą wiadomość o przybyciu na bal hrabiego Omirskiego, przemówiwszy groźnie do Marji i szlachetnego jej brata, pobiegł zaraz do gabinetu. Śmiały, czelny i przebiegły ten człowiek, miał tam właśnie dla siebie utorowaną drogą ucieczki, przez drzwi, pod któremi na bocznych schodach żokiej Thoms oczekiwał; zaledwie jednak znalazł się sam w gabinecie, zawołał w duszy:<br>
{{tab}}— Teraz czemprędzej pomścimy tego szczęśliwego kochanka hrabiny, który, niech go szatan porwie, jak często odbiera całusy miłosne!.. Hrabia kupił parę pistoletów, z któremi przybył aby szukać mnie na balu... O jakże łatwo ten srogi zapał skierować można!..<br>
{{tab}}Mówiąc to, dobył z kieszeni pugilares, wyjął z niego ćwiartkę papieru listowego i bez dłuższego namysłu, siadł przy biurku i ołówkiem skreślił następujące wyrazy:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/540|num=88}}{{f|align=left|lewy=30%|„Hrabio!}}
{{tab}}„Poznałem nakoniec, że z przeznaczenia zostałem stróżem twojego dobra, przedewszystkiem honoru. Przed chwilą znowu udało mi się przejąć jednę ważną wiadomość. Zdradza cię człowiek nikczemny, który od kilku już miesięcy zostaje w tajemnem porozumieniu z twoją żoną. Dziś, w czasie balu u księcia Topor Płonińskiego, postanowił korzystać z twojej nieobecności, korzystać wiele; co jak chcesz tłomacz sobie, bo nie mam odwagi przerażać cię dosłownością jego zamiarów. Gdziekolwiek będziesz, list ten dojdzie cię jeszcze przed czasem, po którego przeczytaniu, masz natychmiast pośpieszyć do księcia i szukać tam swego zwodziciela. Co do osoby... poznasz łatwo nikczemnika, ujrzawszy obok swej żony tego, któregoś przed niedawnym czasem ze swego domu wypędził — ten nikczemnik nazywa się, Kornel. Jeżeli posiadasz wstyd, hrabio, należy ci umieć wyjść z tej brudnej intrygi z honorem i nie potrzebuję przypominać ci, że nie pozostało, jak na miejscu zdrady wyzwać go zaraz na pistolety. Dawny sługa twój jest dzisiaj przyjacielem księcia Topor, i dlatego nie ubliżysz sobie, że, dla zmycia publicznej niesławy, narazisz z nim krew własną. Bliższe warunki pojedynku sam ułożę — dziś, poprzestań tylko na tem, że w obec wszystkich nazwiesz go podłym i naznaczysz miejsce i godzinę.“
{{f|align=right|prawy=15%|„Twój przyjaciel, Oskar.“}}
{{tab}}List ten, napisany z wielkim pośpiechem, zaczął już składać, gdy nagle pomyślawszy chwilę, zrobił jeszcze ten mały dopisek:<br>
{{tab}}„P. S. Niech cię to nie zadziwia hrabio, że przy tym liście, doręczam ci także dwa dokumenty, które ci powróciły majątek. Jesteś więc panem majątku i w tych papierach masz władzę rządzenia nim, podług woli, jak poprzednio. Żałuję mocno, że nie mogę osobiście znajdować się na tym balu i ustnie dopomagać ci w tej krytycznej chwili, powierzam ci jednak myśl moją, opartą na doświadczeniu w licznych intrygach zaprawionego i radzę, że skoro tylko dopełnisz z {{pp|Korne|lem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/541|num=89}}{{pk|Korne|lem}} wyzwania, należy ci pokazać światu zimną krew i obojętność; ponieważ w ten tylko sposób unikniesz złośliwych poszeptów. Jedyną ucieczką w tej roli dla ciebie jest gra. Na balach u księcia Topor bywają zawsze w bocznych salonach zielone stoliki, do których za pierwszem przystąpieniem stłumisz wszelkie niepotrzebne tego świata okrzyki. Nigdy lepiej nie uda ci się ta rola, jak na samem miejscu niesławy. Mam nadzieję, że najdalej w pół godziny, po napisaniu tego listu, będę wolnym i pośpieszę natychmiast na bal, aby cię uściskać, gdzie spodziewani się, że cię zastanę już z talią kart w ręku, śmiejącego się w najlepsze z tych wszystkich, których oszukujesz udaną wesołością.“
{{f|align=right|prawy=15%|„''Oskar''.“}}
{{tab}}Ukończywszy to podstępne pismo, złożył list natychmiast, zapieczętował opłatkiem i położył adres do hrabiego Omirskiego.<br>
{{tab}}Tu zaraz, wedle umowy z żokiejem, zapukał lekko parę razy we drzwi.<br>
{{tab}}— Jestem, panie — odrzekł chłopiec, wsadzając zaledwie głowę do gabinetu.<br>
{{tab}}— Oto jest list do hrabi Omirskiego — przemówił z pośpiechem, podając mu świeżo napisany bilet.<br>
{{tab}}— Czy mam go oddać natychmiast?<br>
{{tab}}— Natychmiast... bez najmniejszej zwłoki czasu.<br>
{{tab}}Thoms, w mgnieniu oka, cofnął się do ciemnego przedsionka i zaraz słychać było, jak biegiem strzały spuszczał się na dół, aby wykonać zdradliwe zlecenia swego pana.<br>
{{tab}}Oskar został w gabinecie, pozostawiając drzwi na wpół otwarte, w zamiarze zapewne spiesznego oddalenia się, na przypadek zbliżających się osób z salonu.
{{c|'''Jeszcze raz pokój zielony.'''|przed=12px|po=12px}}
{{tab}}Huczna muzyka w wielkim salonie rozlegała się po wszystkich pokojach apartamentu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/542|num=90}}{{tab}}Wśród powszechnego ruchu balowego, jeden przecie znalazł się pokój maleńki, jakby na grób zamieniony, w którym same łzy i westchnienia znaleźć można było. Był to pokój zielony, który hrabina obrała na ukrycie swojej fatalnej pozycyi.<br>
{{tab}}W tej chwili siedziała na małym taborecie, wsparta machinalnie łokciem o jego poręcz. Twarz jej blada, pełna wyrazu przerażenia, postawa mdlejąca, łzy — taki obraz przedstawiła nam ta nieszczęśliwa małżonka.<br>
{{tab}}Wtem jej oczom ukazał się książę Topor.<br>
{{tab}}Hrabina drgnęła.<br>
{{tab}}Wyraz twarzy księcia malował tak wybitną niespokojność, że młoda kobieta bardziej jeszcze tem przerażoną została, prawie wpadając w stan odurzenia.<br>
{{tab}}— Oh, oh, książę! — zawołała — dlaczego w tej chwili wyglądasz tak okropnie?<br>
{{tab}}Książę z pośpiechem porwał ją za rękę i przemówił, o ile zdołał najśpieszniej.<br>
{{tab}}— Wytłomacz mi czemprędzej, pani, w jakich okolicznościach opuściłaś swoje mieszkanie?.. W tej chwili bowiem, mąż twój zaczepił mnie obrażony i przemówił w sposób bardzo surowy.<br>
{{tab}}— Cóż jednak mówił mój mąż? — zapytała drżąca.<br>
{{tab}}— Prawdziwie, że w natłoku tylu myśli bez związku, nie pojąłem go wcale... pamiętam tylko, iż mówił coś, że wyjeżdżając z domu spotkał jadącą dorożką jej pokojowę, której najsurowiej zalecił dozór domu.<br>
{{tab}}— Ah! tak... przybyła tu właśnie Zuzanna, aby ostrzedz mnie, że hrabia postanowił być na balu.<br>
{{tab}}— Wymawiał także, że cały dom go oszukuje... własna żona! przyjaciele! słudzy nawet!.. Gdy tyle użalał się przedemną, jeden z lokai doręczył mu właśnie jakieś papiery i bilecik, pisany ołówkiem, po którego przeczytaniu, większym nierównie zapalił się gniewem i natychmiast zaczął kogoś szukać po salonie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/543|num=91}}{{tab}}— Niewątpliwie swego nieprzyjaciela!.. Oskara! Oskara hrabia szukał.<br>
{{tab}}— Przeciwnie... ponieważ zaraz zapytałem lokaja, od kogo był ten list doręczony hrabiemu?.. Przyniósł go mały żokiej, imieniem Thoms, odpowiedział.<br>
{{tab}}— Niepodobna, książę!.. miałżeby Oskar pisać, który właśnie znajduje się z nami na balu.<br>
{{tab}}— Oskar jest tu?<br>
{{tab}}— Czyż go jeszcze książę nie widziałeś?<br>
{{tab}}— Nie, pani.<br>
{{tab}}— Przed kilku minutami wszedł do tego pokoju — odrzekła, wskazując na gabinet.<br>
{{tab}}— I nie wrócił?<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}Książę spiesznie pobiegł do gabinetu; lecz po chwili powrócił, bardziej jeszcze zadziwiony niż przedtem.<br>
{{tab}}— Cóż, cóż, książę? — zapytała niecierpliwa, wyciągając ku niemu ręce.<br>
{{tab}}— Już go niema.<br>
{{tab}}— Ale upewniam księcia, że nie powrócił.<br>
{{tab}}— Mówię, że niema Oskara.<br>
{{tab}}— Ja mówię, że nie powrócił z tego gabinetu.<br>
{{tab}}— Tak... wiem... ponieważ ten szatan uciekł.<br>
{{tab}}— Uciekł?<br>
{{tab}}— Bocznemi schodami; zostawiwszy drzwi gabinetu otworem.<br>
{{tab}}— I po napisaniu tego listu — dodała z domysłem — niepojęta intryga!.. gdybym zdołała przeniknąć wyrazy tego pisma.<br>
{{tab}}— Ciszej! ciszej, pani!.. Hrabia, twój mąż, wszedł już do bocznego pokoju — zawołał książę, wskazując na pokój pierwszy od wielkiego salonu.<br>
{{tab}}— Tak! tak!.. i przechadza się z niecierpliwością.<br>
{{tab}}— Zdaje się że na kogoś oczekuje.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/544|num=92}}{{tab}}— O książę! nareszcie ty sam wytłomacz mu moje nieszczęście!.. w ostateczności, użyj władzy w sprawie pokrzywdzonej kobiety.<br>
{{tab}}— Pani hrabino — odrzekł w ambarasie — jesteśmy teraz na balu, gdzie raczej usuwać wszystko należy.<br>
{{tab}}— Nareszcie jak oddalić tę krytyczną chwilę?., wspieraj mię radą, książę... ponieważ w tej minucie mój mąż spotkać nas może sam na sam, a wtedy...<br>
{{tab}}— Już idzie!..<br>
{{tab}}— Oh!..<br>
{{tab}}Książę poskoczył ku matem drzwiczkom, dokładnie w ścianie ukrytym, poruszył ręką sprężynę zamka misternej roboty i drzwi natychmiast się otworzyły. Oczom zdziwionej hrabiny ukazała się ciemna alkowa.<br>
{{tab}}— Cóż to za miejsce, książę? — zapytała czegoś niespokojna.<br>
{{tab}}— Jeżeli w tym jednym momencie, nie ukryjesz się pani w tej alkowie, narazisz mnie okropnie, a siebie zgubisz na zawsze.<br>
{{tab}}— O mój Boże!..<br>
{{tab}}— Bez namysłu!.. natychmiast!..<br>
{{tab}}— Nie, nie, książę!.. ciemność tego gabinetu mnie przeraża.<br>
{{tab}}— Nie zapominaj, że ja sam naraziłem cię na to niebezpieczeństwo i tylko ja sam winienem ci obronę. Zatem bez namysłu, chciej wejść do tego pokoju — dodał, pociągając ją prawie do alkowy.<br>
{{tab}}Hrabina na wpół przytomna weszła, nie wiedząc dokąd, a książę zamknął drzwi na klucz i ukrył go w swojej kieszeni.<br>
{{tab}}Zaledwie nieszczęśliwa schroniła się do alkowy, hrabia Omirski wszedł do zielonego pokoju.<br>
{{tab}}— Ty, książę? sam w tym pokoju? — zawołał nieco z ogniem — ale dobrze, że cię tu samego znajduję.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/545|num=93}}{{tab}}— O mój hrabio — odrzekł nieco pomieszany — miło mi zawsze cię spotykać... cóż chcesz, hrabio?<br>
{{tab}}— Za wiele łask podziękować ci, książę — odrzekł z przyciskiem.<br>
{{tab}}— O których nie wiem... należało zarazem wymienić już za którą.<br>
{{tab}}— Ja przegrywam mój majątek, książę mi go powracasz ustawicznie.<br>
{{tab}}— Ja? ja?.. a to dziwna rzecz, odnosić proste kupno na karb łaskawości serca!.. raczej podziękuj hrabinie, która ci nazajutrz powraca, co utracisz wieczorem.<br>
{{tab}}— Hrabina? hrabina?.. nie chcemy się tylko porozumieć, książę. Hrabina powraca mi moje straty, które jednak książę, nie wiem za jaką cenę odprzedajesz jej z wolnej ręki.<br>
{{tab}}— Być to może... ale to pewna, że jestem kupcem z serca i rozumu.<br>
{{tab}}— I o tem wszakże wiedziałem — odrzekł ironicznie — książę rzadkie, masz serce.., a niech to innym będzie dowodem, że pewien młody człowiek, którego ja kiedyś nazywałem swoim sługą, zaś książę...<br>
{{tab}}— Swoim przyjacielem... to Kornel.<br>
{{tab}}— Książę z pewną dumą wymówiłeś to nazwisko.<br>
{{tab}}— Tak jest, hrabio... ale, jak widzę, młody ten człowiek stanie się kiedyś jabłkiem niezgody, rzuconem na pole naszego boju.<br>
{{tab}}— Kiedyś?.. ja to jabłko rzuciłem już w tej chwili... dlatego całą liberyę rozesłałem po salonie, aby mi natychmiast przywołali go do tego pokoju... bo sam potrzebuję przemówić do niego! sam wysłuchać jego odpowiedzi! sam potępić!.. choćby aż do nazwania...<br>
{{tab}}— Czy w moim domu? — przerwał książę, dając poznać swoją obrazę.<br>
{{tab}}— Otóż i on.<br>
{{tab}}Kornel pokazał się w zielonym pokoju.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/546|num=94}}{{tab}}— Jestem na jego wezwanie, panie hrabio — przemówił, zbliżając się do nich.<br>
{{tab}}Hrabia, na jego widok, zapalił twarz ogniem najsilniejszego wzburzenia i już chciał wybuchnąć gniewem, gdy książę, zawsze przytomny, ujął prędko Kornela za rękę i przedstawił go hrabiemu, mówiąc:<br>
{{tab}}— Mam honor przedstawić ci, hrabio, jednego z moich najlepszych przyjaciół.<br>
{{tab}}— Wiem o tem, niedopiero teraz mości ksążę — odrzekł hrabia, wstrzymując zapał popędliwy.<br>
{{tab}}I hrabia, upokorzony, przygryzł sobie usta z wyraźnem zawstydzeniem.<br>
{{tab}}— Jeden z gości, który w tej chwili pokazał się na balu, chce widzieć najspieszniej pana hrabiego — przemówił lokaj, wchodząc do pokoju.<br>
{{tab}}— Jego nazwisko? — zapytał hrabia.<br>
{{tab}}— Pan Oskar.<br>
{{tab}}— A więc już przybył! — odrzekł sobie w duszy.<br>
{{tab}}— Któż to jest ten pan Oskar, który przybył w tej chwili? — zapytał książę drwiąco lokaja.<br>
{{tab}}Lokaj wzruszył ramionami.<br>
{{tab}}— Jeden z moich najlepszych przyjaciół — odrzekł hrabia, naśladując odpowiedź księcia.<br>
{{tab}}— Ha... widzę, że i ty hrabio masz swoich najlepszych przyjaciół... zdaje mi się, że z pewną dumą przyznałeś się do tego.<br>
{{tab}}— Słuszne spostrzeżenia księcia... tak, tak.<br>
{{tab}}— Czy tylko ten pan Oskar nie stanie się kiedyś jabłkiem niezgody, na polu naszego boju?<br>
{{tab}}— O! bądź o to spokojniejszym, książę!.. Otóż i oni Oskar pokazał się w pokoju zielonym.<br>
{{tab}}Hrabia, bardziej niż kiedy uniesiony, wyciągnął ku niemu ręce i rzucił się na szyję intryganta.<br>
{{tab}}— Pozwól mi, kochany hrabio, przypomnieć twemu najlepszemu przyjacielowi — przemówił książę, zwracając mowę {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/547|num=95}}do Oskara — że w obcym domu, zwłaszcza na balu, nigdy nie otwiera się drzwi do bocznych schodów, bez wzbudzenia złego podejrzenia.<br>
{{tab}}— Aha! — odrzekł Oskar niezmieszany — Książe raczył przytoczyć małą scenę z powieści arabskiej, która nigdy nie miała miejsca na ziemi.<br>
{{tab}}— O przeciwnie... mogę nawet wymienić miejsce i nazwisko osoby.<br>
{{tab}}— Wiem, wiem — przerwał Oskar najprzytomniejszy — książę zaczął mówić o królu z księżyca, zakochanym {{Korekta|nibyto|niby to}} w gwiaździe, a którego żona połknęła przypadkiem pestkę od wiśni, jedząc konfitury... i wskutek tego dowcipny ten małżonek wysłał ją na kuracyę w inne kraje. Ale ja, co czytałem listy aktorów tej sceny, mogę nawet wymienić miejsce i ich nazwiska.<br>
{{tab}}— Eh, eh!.. porzućmy już powieści arabskie — odrzekł książę zestraszony. Potem zaraz, straciwszy przytomność, zaledwie uwolnił się w ten sposób od nieprzyjaciela, iż, pociągając machinalnie Kornela za rękę, dodał drżącym głosem: — Pójdź, pójdź, panie Kornelu... przedstawię cię teraz wielu damom na wielkim salonie, które cię dawno juź poznać zapragnęły.<br>
{{tab}}— Ależ, mości książę! — ozwał się jeszcze Oskar — racz wysłuchać pierwej mojej powieści.<br>
{{tab}}Książę już nic nie odrzekł i spiesznym krokiem wymykać się zaczął z zielonego pokoju, pociągając Kornela za sobą.<br>
{{tab}}— Co, u szatana! — przemówił hrabia zadziwiony — dlaczego książę uciekł nam tak nagle?<br>
{{tab}}— O, mój hrabio, ta pestka, o której wspomniałem, może teraz samego księcia zadławić.<br>
{{tab}}— Nie znam się na powieściach arabskich.<br>
{{tab}}— Idźmy, idźmy za nimi, hrabio... to nam rozwiąże bardzo piękną zagadkę, ponieważ przysiągłbym, że najpierwej zaprowadzi Kornela do twojej żony.<br>
{{tab}}— Mojej żony we wszystkich pokojach niema.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/548|num=96}}{{tab}}— Idźmy tylko, hrabio.<br>
{{tab}}Pokój zielony został próżny.
{{c|'''{{Rozstrzelony|Alkow}}a.'''|przed=12px|po=12px}}
{{tab}}Gdy się wszystkie te sceny, oparte na intrygach i polityce światowych osób odbywały, nieszczęśliwa hrabina zamknięta w ciemnym pokoiku, z okropnością przeliczała minuty czasu.<br>
{{tab}}Przez cały ciąg rozmowy osób w zielonym pokoju, hrabina stała na jednem miejscu, pod progiem drzwi swojego tajnego więzienia i wysłuchała ten smutny dramat, którego sama była celem.<br>
{{tab}}Miejsce, w którem hrabina się znalazła, był to mały pokoiczek, umeblowany z wszelkiemi wygodami. Żadnych drzwi, któreby gdzieś dalej jeszcze prowadziły, nie znalazła — krzesełka, stoliki, sofa i parawanik, za który już nie wchodziła, oto wszystko co zdołała rozpoznać.<br>
{{tab}}Już pół godziny przeminęło, a pozycya słabej kobiety jeszcze się w niczem nie zmieniła.<br>
{{tab}}Jeszcze pół godziny upłynęło, książę nie powracał — bojaźń uwięzionej kobiety coraz gwałtowniej wzmagać się zaczęła. Dotąd usprawiedliwiała jeszcze postąpienie księcia, ale teraz zniecierpliwiona same tylko złowróżbne obudziła w duszy swojej przekonanie. — Zbliżyła się nareszcie do drzwi i nie umiejąc już dłużej być panią swojej łagodności, ośmieliła, się niemi poruszyć — były zamknięte. — Już zrazu, podniosła rękę, aby całą siłą uderzyć w słabą zaporę, gdy wtem ktoś cichym, ukrywanym krokiem zarazem i z pewnym pośpiechem, wszedł do zielonego pokoju i podsunął się aż pod same drzwi.<br>
{{tab}}Hrabina drgnęła.<br>
{{tab}}Tu kluczem zakręcono — drzwi się uchyliły — łuna światła z pokoju błyska w ciemnej alkowie, a na progu pokazał się książę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/549|num=97}}{{tab}}— Ty książę? — zapytała z pośpiechem, zasłoniwszy oczy rękami.<br>
{{tab}}— Ja.<br>
{{tab}}— Czy przychodzisz mnie uwolnić?<br>
{{tab}}— Nie, nie — odrzekł, wchodząc głębiej do alkowy.<br>
{{tab}}— Co czynisz, książę?<br>
{{tab}}— Co ostrożność nakazuje — odpowiedział, zamykając drzwi za sobą.<br>
{{tab}}— Gdzie jest mój mąż? — krzyknęła znowu, ogarnięta ciemnością.<br>
{{tab}}— Zawsze blizko pani... w błękitnym pokoju.<br>
{{tab}}— A Kornel?<br>
{{tab}}— Już się oddalił.<br>
{{tab}}— Oh! co mówisz, książę!.. i dlaczego?<br>
{{tab}}— Sądził, żeś już pani pojechała.<br>
{{tab}}— O nie to, nie to!.. Książę sam raczej tak chciałeś.<br>
{{tab}}— Ale z istotnej potrzeby... hrabia nie znosi jego widoku.<br>
{{tab}}— O, książę, jego nieobecność mnie przeraziła.<br>
{{tab}}— Ciszej, ciszej, pani!.. w sąsiednim pokoju są goście.<br>
{{tab}}— A Oskar?<br>
{{tab}}— Z jej mężem.<br>
{{tab}}— Zawsze razem!<br>
{{tab}}— I zawsze przy kartach — dodał książę.<br>
{{tab}}— A więc gra!<br>
{{tab}}— Nawet w tej chwili.<br>
{{tab}}— O mój Boże!<br>
{{tab}}— Czyliż nie znasz jeszcze, pani, czem jest szalona namiętność?.. Widziano ludzi, jak honor żon własnych stawiali na karty! honor córek! a osobisty, prawie zawsze!<br>
{{tab}}— O książę! nie przedstawiaj w tak okropnem świetle tego obrazu!<br>
{{tab}}— Powinnaś go poznać pani!.. bo nareszcie znienawidzieć ci należy hrabiego.<br>
{{tab}}— A moja przysięga!.. moja przysięga w godzinie ślubu!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/550|num=98}}{{tab}}— A on, nic że ci nie przysiągł wobec Boga?<br>
{{tab}}— Nareszcie i gracz kochać może swoją żonę!<br>
{{tab}}— Nigdy!.. jedne tylko karty.<br>
{{tab}}— O książę! dlaczegóż koniecznie w tej chwili tak mnie odrywasz od niego?<br>
{{tab}}— Ponieważ już czas, abyś go odepchnęła od siebie.<br>
{{tab}}— Ha, panie! — zawołała ze zgrozą — jakże żałuję, żem cię kiedyś nazwała moim dobroczyńcą!..<br>
{{tab}}— Pani! pani! — zawołał {{Korekta|książę|książę.}} — Czy to ta sama małżonka hrabiego mi odpowiada, która aż do ostatniej chwili zdradzała tak haniebnie swego męża?<br>
{{tab}}— O! jakież to przerażające wyrazy!<br>
{{tab}}— Ale rzeczywiste! prawdziwe!.. Odważasz się pani mówić o wierności żony, o miłości do męża i cnocie, gdy sama występną miłością darzysz obcego człowieka!<br>
{{tab}}— O daj Boże! abyś już jak najprędzej zawstydził się, książę, za to przemówienie!<br>
{{tab}}— Chyba zapomniałaś, pani, że tu mowa o Kornelu.<br>
{{tab}}— Tak, tak... ale ze wszystkiego, jedno tylko pamiętam dzikie wyrażenie o występnej miłości.<br>
{{tab}}— Pani go kochasz?<br>
{{tab}}— Tak jest, książę.<br>
{{tab}}— Zabawna więc odpowiedź!<br>
{{tab}}— Czyliż nareszcie dlatego zamknąłeś mnie w ciemnym pokoju, aby mnie za to ukarać?<br>
{{tab}}— Przeciwnie, pani.. hrabia nie zasłużył na tyle względów u przyjaciół.<br>
{{tab}}— A więc poróżnić nas i powiedzieć... „skoro mąż twój jest szulerem, ty, zostań cudzołożnicą!“<br>
{{tab}}— O zaczynasz pani brać rzeczy z surowego stanowiska — odrzekł książę, upokorzony nieco — raczej, przekonać cię chciałem tylko, że nie w mężu już, ale w sobie samej szukać ci szczęścia należy; że nareszcie zdać się powinnaś na przyjaciół, którzy w tej chwili, więcej niż on, cenić cię umieją.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/551|num=99}}{{tab}}— Ale ja, nie przysięgałam moim przyjaciołom wiary i miłości przy ołtarzu!<br>
{{tab}}— Jeszcze więc ta przysięga!<br>
{{tab}}— I dopóki tylko czuć będę w sobie święty tytuł małżonki!<br>
{{tab}}— Tracę rozum nakoniec, ceniąc twoje słowa, a bacząc na czyny.<br>
{{tab}}— Jeszcze zatem myślisz pan o Kornelu!.. a więc w tej nawet chwili, powtarzam ci, książę, że po Bogu, jego, a potem, męża mojego, kocham prawym ogniem miłości!<br>
{{tab}}— Eh! eh, pani! — odrzekł książę z junakeryą — ciemność nie pozwala mi tylko widzieć rysów twojej twarzy, ale dałbym w zakład mój honor, że w tej minucie śmiejesz się ze mnie żartobliwie... Kto kocha obcego, już zdradza męża, dla jednego nie wiele już straci, nie odmówiwszy prośbie drugiego.<br>
{{tab}}— Prośbie? prośbie?<br>
{{tab}}— Tak jest, pani — odrzekł, biorąc ją z czułością za rękę.<br>
{{tab}}— I któż jest ten drugi?<br>
{{tab}}— Przy tobie.<br>
{{tab}}Hrabina chciała wydrzeć swoją rękę — książę ją przytrzymał.<br>
{{tab}}— Cóż to jest, mości panie? — zawołała, przybierając w głosie ton wzniosły i pełen godności — to ma wielkie podobieństwo przemocy!<br>
{{tab}}— Przeciwnie, to moja prośba... zawsze taż sama prośba do pani, o której mówić zaczęliśmy.<br>
{{tab}}— Mości książę! jeżeli w jednej minucie drzwi nie otworzysz, w okropny sposób, cię ukarzę!<br>
{{tab}}— Hrabino! — odrzekł z wyrzutem — takaż to wdzięczność za tyle poświęceń?<br>
{{tab}}— Znam tylko jednę wdzięczność serca.<br>
{{tab}}— Ale moje przysługi były materyalne.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/552|num=100}}{{tab}}— Ha!.. nareszcie wybiła godzina, w której wyznałeś, żem była tylko zapłaconą!.. Drzwi! drzwi! proszę je otworzyć natychmiast!.. inaczej, całą świetność twego balu zamienię w dramat, w którym świat ogłosi twoją hańbę!.. Czy wypuścisz mnie, książę, z tej ciemności?<br>
{{tab}}— Hrabino!<br>
{{tab}}— Ani słowa!<br>
{{tab}}— Hrabino! — powtórzył bardziej jeszcze błagalnym głosem.<br>
{{tab}}Hrabina wyrwała się z rąk księcia i z całej siły uderzać do drzwi zaczęła.<br>
{{tab}}Książę, przerażony, jak niezręczny stary kochanek, stracił głowę w tak krytycznej chwili, i prawie bezwładny, otworzył drzwi natychmiast.<br>
{{tab}}Hrabina wybiegła.
{{c|'''Znowu pokój zielony.'''|przed=12px|po=12px}}
{{tab}}Jak tylko hrabina zobaczyła się w zielonym pokoju, lekko odetchnęła i zaraz śpiesznym krokiem, zaczęła zmierzać w stronę wielkiego salonu.<br>
{{tab}}Książę tyle jeszcze miał przytomności, iż, zrozumiawszy, że stan jej obecny, nie dozwala pokazać się w pośród gości, przenikniony także instynktowym przestrachem o honor domu, prawie jednocześnie wybiegł za hrabiną i uchwycił ją za rękę.<br>
{{tab}}Hrabina również, jakby zbudzona w tym momencie wstrzymała popędliwe kroki, lecz jak każda wierna małżonka, mająca ustawicznie zwróconą pamięć na swego męża, w nim samym szukająca jedynie obrony w niebezpieczeństwie, zawołała:<br>
{{tab}}— Gdzie jest mój mąż?<br>
{{tab}}— Pójdź, pójdź, pani — odrzekł książę, pociągając ją ku drzwiom gabinetu — słusznie, że pierwej, nim opuścisz dom mój, zobaczysz poprzednio rzeczywisty obraz człowieka, któremu ślepą niesiesz wiarę!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/553|num=101}}{{tab}}I, zbliżywszy się do samych drzwi gabinetu, uchylił je lekko i wskazując palcem w jego głębię, przemówił z mocą.<br>
{{tab}}— Nasyć się tym widokiem, pani!<br>
{{tab}}— Oh! — krzyknęła z bólem serca.<br>
{{tab}}Hrabia, jej mąż, otoczony licznem kołem grających, siedział właśnie przy zielonym stoliku. — Obok niego siedział Oskar, ten zawsze nieodstępny podżegacz {{Korekta|nieszczęcia|nieszczęścia}} i z uśmiechem piekielnym, przerzucał karty na stoliku. — Wszystkie inne twarze malowały pospolity zapał gry i zaciętość.<br>
{{tab}}— Oto jest nagroda, wam, żonom, które liżecie stopy niegodnych mężów waszych! — zawołał książę, nieco rozgniewany na hrabinę.<br>
{{tab}}Hrabina na ten raz okropnie oburzyła się na księcia: spojrzała mu bystro w oczy z niejaką pogardą — nagle potem przybrawszy wzniosłą postać, przemówiła:<br>
{{tab}}— Jestem tylko kobietą, mości książę, która cię nigdy nie zdoła potępić, choćby ci wymówiła brak prawości i honoru!.. Mąż mój także za nieudolny, aby obronił najlepszą żonę... ale pomstę moją przekaże jeszcze innemu, który, daj Boże, aby dotkliwie dał ci uczuć, za tyle mojej zniewagi!<br>
{{tab}}— Zwodziciel żony hrabiego Omirskiego moim mścicielem — odrzekł ironicznie i złośliwie.<br>
{{tab}}— Nie, mości książę!.. mój brat!<br>
{{tab}}— Kornel?<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}Książę aż cofnął się w tył na kilka kroków, uderzony tak niespodziewanem odkryciem, które nagle wszystkie jego wyobrażenia o cnocie hrabiny zmieniły. — Chciał coś odrzec na jej przeproszenie, lub dla naprawy swego interesu, ale w tej minucie hrabina, bez ukłonu, z wyrazem dumy na twarzy, opuściła go, zostawiając martwym na środku pokoju, jak posąg.<br>
{{tab}}Najpierwszą osobą, która przebudziła ten dziwny letarg księcia, był jego doktór, który właśnie wszedł do zielonego pokoju.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/554|num=102}}{{tab}}— Ah! ah! mości książę!.. jakaż odrętwiałość w tej postawie! — zawołał niezrozumiałym tonem głosu. — Książę skrzywiłeś twarz szkaradnie!.. Książę masz na wpół zwieszony język. Książę, wyglądasz w tej chwili na paralityka1.. Oh! cóż to za wzrok, jakby w najwyższym ataku krwi do naczyń mózgowych! — I, porwawszy, go bardzo spiesznie za puls, dodał jeszcze — Książę musiałeś się w tej chwil czegoś przestraszyć...<br>
{{tab}}— A przynajmniej piorun uderzył mnie w samą głowę, mój doktorze! — odrzekł głosem na śmierć skazanego.<br>
{{tab}}— Otóż masz!.. Książę zaczyna mówić od rzeczy... kiedyż to biły pioruny na balu?<br>
{{tab}}— Przed minutą ugodził mnie jeden.<br>
{{tab}}— Zaraz, zaraz... mam tu z sobą flakonik z kroplami anodinum — odrzekł, sięgając się do kieszeni — przedewszystkiem niechaj książę schowa język.<br>
{{tab}}Książę wyprężył się, dla zebrania całej przytomności umysłu.<br>
{{tab}}— Czy nie lepiej? — zapytał doktór, gwałtem podsadzając mu pod nos flaszeczkę.<br>
{{tab}}— Tak... cokolwiek... bardzo mało... mogę cię tylko zapewnić, mój doktorze, że ten atak krwi do naczyń mózgowych, o jakim mówiłeś, dyabelnie zmienił wyobrażenia moje i otworzył oczy.<br>
{{tab}}— Brawo, mości książę!.. trafiłem tedy na słabość!.. twarz nawet księcia już ożywiona, język schowany!.. pomimo to, od jutra zaczniemy się leczyć.<br>
{{tab}}— Wybornie, mój doktorze: ale dziś jeszcze przyjdę ci sam w pomoc na konsylium, jak przed miesiącem, i oświadczam, abyś odtąd widział mnie zawsze zdrowego, potrzeba znowu zacząć leczyć księżnę.<br>
{{tab}}— Księżnę panią, jego żonę? która bawi we Włoszech? — zapytał doktór, zadziwiony.<br>
{{tab}}— Tak jest, mój przyjacielu.<br>
{{tab}}— Od czegóż więc zaczniemy jej kuracyę?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/555|num=103}}{{tab}}— Od tego, że jutro zaraz napiszesz do niej, iż klimat wioski wystarczył już do tego czasu na strawienie jednej pestki od wiśni... bo chciałbym bardzo, żeby już księżna jak najspieszniej powróciła.<br>
{{tab}}Na ten raz doktór okropnie spojrzał w oczy księciu i podobnie jemu, machinalnie wysunął z ust język i przygryzł go zębami.<br>
{{tab}}Tu obadwaj, milcząc, chwil kilka wytrzymali swoje śmieszne spojrzenia.<br>
{{tab}}— No, mój doktorze... nareszcie odpowiedz co na moje wezwanie.<br>
{{tab}}— A napiszę, napiszę do księżnej pani, mości książę — odrzekł doktór, chowając flakonik do kieszeni.<br>
{{tab}}— Już mi teraz zupełnie dobrze, mój przyjacielu...<br>
{{tab}}— Wiem o tem, wiem, mości książę.<br>
{{tab}}— Pójdźmy zatem do salonu.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''XI.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Oto mąż! Oto żona!|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Hrabina Omirska, opuściwszy bal u księcia Topor Płonińskiego, jak najspieszniej kazała jechać do siebie. Strudzona tylu wypadkami, tak nagle jedne po drugich uderzającemi jej słabą duszę, uczuła dość wielkie omdlenie umysłu i ciała i prawie wpół-przytomna, wpół-konająca, wróciła do swego buduaru.<br>
{{tab}}Najpierwszą przedstawiła się jej Zuzanna, pokojowa — ale widok jej, nowym jakimś przestrachem ogarnął hrabinę — służąca ta bowiem, była tak bladą i pomieszaną, iż mimowoli prawie zapytała ją hrabina:<br>
{{tab}}— Co ci jest, Zuzanno?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/556|num=104}}{{tab}}— Byłam niespokojną o panią hrabinę — odrzekła lękliwie.<br>
{{tab}}— Czyliż i ty jeszcze okrywasz się fałszem... to nie może być przyczyną twego pomięszania.<br>
{{tab}}— Dobra pani!.. wyznam prawdę — odrzekła z pokorą — ale być może, że to wszystko, co powiem, jest czczem urojeniem, które ja tylko przez dziecinną bojaźń, nazywam nieszczęściem.<br>
{{tab}}— Jeszcze więc nieszczęście! — odrzekła, ciężko wzdychając, hrabina. — O! powiedz! powiedz wszystko, Zuzanno!.. już dusza moja zniesie największe katusze!.. jakież to więc jest nieszczęście?<br>
{{tab}}— W nieobecności pani i pana hrabiego, dostał się ktoś do pokojów.<br>
{{tab}}— Czy tylko tyle? — odrzekła swobodniej.<br>
{{tab}}— Prawda, że tyle, byłoby zbyt mało, aby nazywać nieszczęściem, ale człowiek, który się tu znajdował, niewiadomo, jak wszedł... w jakim celu... i którędy wydostał się z pokojów.<br>
{{tab}}— Czy to był złodziej?<br>
{{tab}}— Nie wiem.<br>
{{tab}}— Jakimże więc sposobem dociekliście tego, nie widząc tutaj tego człowieka?<br>
{{tab}}— Wieczorem jeszcze, zdawało mi się wyraźnie, że widziałam w jednym z pokoi Thomsa, a w godzinę później widział go poraź drugi, kamerdyner, w gabinecie pana hrabiego.<br>
{{tab}}— Thomsa!.. Thomsa!.. — zawołała na tę wiadomość z przestrachem — o tak, moja Zuzanno!.. teraz wierzę, że pobyt tego człowieka w naszych pokojach mógł zagrażać niebezpieczeństwem... Czy tylko wszystko to, co mówisz, nie było waszem przywidzeniem?<br>
{{tab}}— Przyznam się, iż pojechawszy, aby kilka słów powiedzieć pani na balu, zostawiłam pokoje pustkami, i w czasie mojej nieobecności, ktoś naruszył niektóre porządki moje... zwłaszcza w alkierzyku.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/557|num=105}}{{tab}}— No... to nikt inny tylko kamerdyner.<br>
{{tab}}— Nie, nie, pani... kamerdyner nigdyby się na to nie ośmielił... bo prawdziwie wstyd mi opowiedzieć wszystko ze szczegółami.<br>
{{tab}}— Ha!.. idźno spiesznie do cieplarni i zobacz jeszcze, czy nie zostało okno otworzone.<br>
{{tab}}— Słuszna uwaga pani — odrzekła z pośpiechem Zuzanna — wszystkie pokoje przejrzeliśmy, a nie przyszło nam na myśl obejrzeć cieplarni.<br>
{{tab}}I zaraz wziąwszy do rąk jednę z dwóch świec, palących się na stoliku, prędko otworzyła drzwi szklane i zajrzała do kwiaciarni.<br>
{{tab}}— Oh!<br>
{{tab}}Ten wykrzyknik był najpierwszą jej odpowiedzią, która hrabinę bardziej jeszcze, jak wszelkie wyrazy, przeraziła.<br>
{{tab}}— I cóż? cóż Zuzanno — zapytała zaraz z trwogą.<br>
{{tab}}— Jedno okno otwarte!<br>
{{tab}}— Spodziewałam się tego!<br>
{{tab}}— Wszystkie pod nim doniczki obalone.<br>
{{tab}}— Tędy więc, tędy ten człowiek uciekł!<br>
{{tab}}— O, mój Boże!.. przysięgłabym, że nie uciekł bez kradzieży.<br>
{{tab}}— Być może, Zuzanno — odrzekła gorączkowo hrabina — ale nie był to złodziej pospolity... ja już znam jego zamiary.<br>
{{tab}}I zaraz, wiedziona przeczuciem, pośpieszyła do biurka i poruszyła szufladą.<br>
{{tab}}Biurko było zamknięte.<br>
{{tab}}— Nareszcie cóż ten człowiek mógł wynieść z domu? — zapytała Zuzanna.<br>
{{tab}}— O, być może, że tylko czyhał na samo moje szczęście... i zaraz to zobaczymy.<br>
{{tab}}Z prędkością porwała za kluczyk, aby otworzyć szufladę — wtem, dał się słyszeć głos dzwonka w przedpokoju.<br>
{{tab}}— Jakto, Zuzanno... czy drzwi od wschodów zamknięte?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/558|num=106}}{{tab}}— Tak, pani... zamknęłam je przez ostrożność; ponieważ nikogo więcej niema w całym domu.<br>
{{tab}}— A kamerdyner?<br>
{{tab}}— Zaraz, za powrotem pani, pojechał karetą po pana hrabiego.<br>
{{tab}}— Zkądże wie kamerdyner, że pan hrabia zaraz wróci?<br>
{{tab}}— Miał takie zlecenie od pana: zawiadomić go, skoro-by pani pierwsza powróciła z balu.<br>
{{tab}}— Idź, otwórz.. bo już ktoś poraz drugi zadzwonił.<br>
{{tab}}Zuzanna wybiegła do przedpokoju.<br>
{{tab}}Hrabina tymczasem otworzyła biurko — ale zaledwie odsunęła szufladę, wydała krzyk przeraźliwy, dziki i bolesny.<br>
{{tab}}— Moje papiery wykradzione! — zawołała — a więc nie było to złudzenie, że na te właśnie papiery mąż mój grał na balu u księcia! Listy! listy! niema już ani jednego! — dodała okropniejszym jeszcze głosem. — O, Bóg sam to nareszcie zbliżył tę świętą chwilę, w której nie zaprę więcej przed mężem i światem mojej krwi i mego brata!.. Ktokolwiek przejął te listy, dwa te proste wyrazy: brat i siostra, usprawiedliwią cały powód moich stosunków z księciem!.. W tej chwili jestem już oswobodzoną z tego ciosu, który mnie tak długo przygniatał boleśnie!.. Książę już zna moją tajemnicę, a jutro pozna ją świat cały! bo jutro ''Teobald'' i ''Delfina'' znajdą się u nóg hrabi — Omirskiego!..<br>
{{tab}}Zuzanna powróciła do buduaru.<br>
{{tab}}— Któż to dzwonił? — zapytała hrabina.<br>
{{tab}}— Kamerdyner.<br>
{{tab}}— Powrócił więc od pana hrabiego... ależ sam hrabia?<br>
{{tab}}— Pozostał jeszcze na balu.<br>
{{tab}}— Pozostał jeszcze! — odrzekła hrabina nieco z przyciskiem zamyślona. — Czy widział się kamerdyner z moim mężem?<br>
{{tab}}— Mówił nawet z panem hrabią.<br>
{{tab}}— I kiedy hrabia powróci?<br>
{{tab}}— Za chwilę... oddał przytem kamerdynerowi jakąś szkatułkę, w której mają się mieścić pistolety.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/559|num=107}}{{tab}}— Mój mąż?<br>
{{tab}}— Tak jest, pani hrabino.<br>
{{tab}}— Niepodobna!.. hrabia nie mógł mieć ze sobą tej szkatułki na balu!<br>
{{tab}}— Widziałam ją sama.<br>
{{tab}}— To chyba żart kamerdynera, który w tej szkatułce przyniósł co innego.<br>
{{tab}}— Nie, nie, pani... mówił nawet kamerdyner, że miał być pojedynek, który zapewne tylko odłożono... dlatego nawet rozkazał je ukryć w swoim gabinecie, tak, żeby pani o tem nie wiedziała.<br>
{{tab}}— O, mam nadzieję! — odrzekła z ulgą w sercu hrabina — że teraz nie przyjdzie do tej smutnej ostateczności, aby hrabia miał swe życie narażać dla któregokolwiek z nikczemników!.. Cóż to jeszcze trzymasz za bilecik?<br>
{{tab}}— Od księcia Topor Płonińskiego.<br>
{{tab}}— Co mówisz, Zuzanno! — zawołała, mocno zaintrygowana — miałżeby książę nadesłać go w tej chwili??<br>
{{tab}}— Tak jest, pani... przyniósł go kamerdyner, który się właśnie widział z samym księciem.<br>
{{tab}}— Czy nie mówił co więcej książę, oddając mu ten bilecik?..<br>
{{tab}}— Nie... kazał tylko do rąk własnych oddać pani hrabiny i to z wielkim pośpiechem.<br>
{{tab}}— Daj, daj, Zuzanno, — zawołała zaraz popędliwie, wyciągając ręce.<br>
{{tab}}Zuzanna oddała bilet.<br>
{{tab}}— Idź teraz do mojej sypialni — przemówiła jeszcze hrabina, otwierając bilecik — i przygotuj mi posłanie... także zobacz, czy jest wszystko w porządku, dla pana hrabiego, który za chwilę powróci.<br>
{{tab}}Zuzanna wyszła.<br>
{{tab}}Hrabina natychmiast otworzyła bilecik i biegiem prawie błyskawicy przeczytała następujące wyrazy:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/560|num=108}}{{f|align=left|lewy=30%|„Pani hrabino!}}
{{tab}}„Gdziekolwiek dotyka cię nieszczęście, ja zawsze pierwszy w pomoc ci przychodzę. Gdy to czytasz, hrabia nie ma już żadnej własności. Rozpacz, czy istotne szaleństwo odurzało go kilka godzin tej pamiętnej nocy, rzucał na kartę wszystko, co jeszcze posiadał — i przegrywał! Najmocniej mnie zadziwiło, że w jego rękach znalazły się dowody powtórnego nabycia na własność twoją raz straconego majątku, który ja ci powróciłem — dowody te... znowu zostały przegrane. — Przebacz, że po raz drugi nie potrafię zapłacić tych szczęśliwych gry zwycięzców, którzy jutro najdalej cały wasz majątek zagarną prawnem zajęciem. Głównym teraz posiadaczem waszego mienia został ten, którego już dawno lękałaś się pani, jest to Oskar!“<br>
{{tab}}— Oskar! i zawsze Oskar! — zawołała — jest tym potężnym działaczem w machinacyi na zgubę hrabiego!.. O, niepodobna teraz myśleć, aby człowiek ten niedocieczony działał tylko dla samych pieniędzy!.. nie! nie!.. jego intryga zapisaną jest chyba na tronie piekła!.. Od jakże dawna gubi i wtrąca w przepaść hrabiego, a mnie szarpie gorzej, niżby wydzierał wnętrzności!.. Nie o pieniądze mu idzie, kiedy w najczystszych moich zasadach cnoty upatrywać chce koniecznie brudne plamy i tryumfuje z mojej niesławy!.. O tak! tak!.. w tej chwili nareszcie otworzyłam oczy na wszystko!.. ale przekleństwo temu wyrodkowi, nim podłość jego wyjdzie na jaw dla sprawiedliwego ukazania światu!<br>
{{tab}}I znowu dalej czytać zaczęła list księcia:<br>
{{tab}}„Czy wiesz jeszcze, pani, że cała nasza korespondencya dostała się w ręce twojego męża — szalona to intryga lub fatalność! — Hrabia dowiedział się już nakoniec, żem tyle czasu pośredniczył i wspierał miłość twoją dla Kornela, nie bez wyrzutów wyznał mi to wszystko, pokazując za dowód zdrady dziesięć blisko listów, które ci nadsyłałem. W ostateczności, wyznałem mu, com usłyszał od ciebie, pani — może być, że to wyznanie zdradziło twoją tajemnicę, bo odważyłem się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/561|num=109}}przed hrabią nazwać Kornela twoim bratem Ale zapóźno, pani, usprawiedliwiać się schwytanemu na uczynku... hrabia moje tłomaczenie poczytał za sztuczną obronę i nazwał obłudnikiem!“<br>
{{tab}}— O mój Boże! mój Boże!.. wszakże nawet usta własnej żony nie przekonają go o tej świętej prawdzie!.. nieszczęśliwa! jakże jeszcze długo cierpieć mi pozostanie!<br>
{{tab}}I znów skierowała wzrok na pismo listu.<br>
{{tab}}„Hrabino! hrabino! mniejsza już o cios, który was obojga wtrącił w przepaść nieporozumienia, mniejsza już o ubóstwo nędzę i szyderstwa świata, ale z kilku słów, wyszłych z ust hrabiego, zrozumiałem, że tym razem nie zniesie już swojego upadku! Jednej chwili stracił żonę i majątek: jest to stan, który doprowadza do okropności? Tak, tak, pani! jest to ostateczność dla ludzi słabej duszy, którzy sądzą w nieszczęściu, że, karząc siebie, ocalają się przed wyrzutami sumienia i sądem świata, na którym poprzednio odgrywali rolę człowieka honoru. Pani hrabino! uwierzyłem nakoniec, że jesteś najczystszą z kobiet i najwierniejszą z żon, jakie kiedy poznałem... ratuj go sama twoją anielską duszą, czarującemi słowy, i przebaczeniem winy!.. Jeszcze czas potemu... ale już ten czas za krótki, aby go odwlekać... chociażby na godziny. Gdy to piszę, hrabia opuszczał bal — może już pojechał — a do samobójstwa potrzeba tylko jednej chwili.
{{f|align=right|prawy=15%|„''Książę Topor Płoniński''.“}}
{{tab}}— Samobójstwo! samobójstwo! — zawołała, wypuszczając list z bezwładnych rąk na ziemię. — O hrabio! i takiż-to jest honor męża, który los nieszczęśliwej kobiety wystawia na ogrom męczarni i rozpaczy!.. Jeszcze żyje mój największy nieprzyjaciel, który czeka chwili, aby mnie pozbawioną twojej opieki, bezbronną, dobić w niedocieczonej intrydze!.. Ale to być nie może, mężu, abyś ty już zapragnął zguby swojej małżonki! nie! nie!.. Jeżeli książę zrozumiał twoje wyrazy, jako gwałtowne, to był raczej zbytek uniesienia i żalu oszukanego przez przyjaciół męża, który uczuł {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/562|num=110}}nakoniec, jak okropnie skrzywdził najlepszą przyjaciółkę życia!.. Oh! oh! jeżeli już wszystko stracone, co nam zapewniało dotąd byt, oparty na wygodach i przesadzie, znajdziemy jednak jeszcze tyle wśród świata, iż nasze zabiegi wystarczą do życia szczęśliwego, choć prostego... byleby razem!.. z tobą razem, aż do śmierci!.. Opuścimy stolicę aby osiąść w cichym gdzie zakącie świata.. zdala od naszych nieprzyjaciół... zdala od ludzi, pełnych obłudy i fałszu... nasza miłość będzie odtąd skarbem... uboga chata, całym światem!.. O! nie, mężu! ty jeszcze nie umrzesz dla swojej małżonki!.. nie! nie!<br>
{{tab}}W tej chwili weszła do pokoju Zuzanna.<br>
{{tab}}— Zuzanno! Zuzanno! — zawołała zaraz hrabina z pośpiechem — jak tylko mąż mój pokaże się w progach naszego mieszkania, natychmiast, ale to natychmiast, przywołaj mnie do niego!<br>
{{tab}}— Pan hrabia już powrócił.<br>
{{tab}}— Boże! — krzyknęła hrabina, odchodząc od zmysłów.<br>
{{tab}}— Przed kilku minutami... a wchodząc, rozkazał, ażeby pani nie donosić o swoim powrocie.<br>
{{tab}}— Gdzie jest, gdzie jest mój mąż? — krzyknęła, wybiegając z buduaru, jak obłąkana.<br>
{{tab}}— W swoim gabinecie — odrzekła Zuzanna, śpiesząc za swoją panią.<br>
{{tab}}Hrabina przebiegła kilka pokoi i prawie całym ciężarem swego ciała rzuciła się na zamknięte drzwi gabinetu.<br>
{{tab}}— Mężu! mężu! — zawołała, klękając z złożenemi jakby do modlitwy rękami. — Marja klęczy u progu drzwi twoich!.. Marya, która przysięgła ci miłość u ołtarza!.. Marya czysta i nieskażona!.. Marya tylko równie jak ty nieszczęśliwa!<br>
{{tab}}W tej chwili wystrzał w gabinecie rozległ się z przeraźliwym hukiem.<br>
{{tab}}Hrabina jękiem tylko odrzekła i padła u progu drzwi zemdlona.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/563|num=111}}{{c|'''XII.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Dzieło Oskara.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Nazajutrz kiedy bolesny ten cios niegdyś spokojnych i szczęśliwych małżonków doszedł do wiadomości wszystkich, kiedy każdy z przyjaciół hrabiostwa Omirskich wytłomaczył sobie ten nieszczęsny koniec prostych swoich spostrzeżeń i domysłów, znalazł się przecie jeden, który z wyrzutem sumienia powiedział sobie: to ja go zabiłem!<br>
{{tab}}Był to Oskar.<br>
{{tab}}Być nawet może, że czelny jego charakter śmiałemi a raczej zuchwałemi pomysły nie w ten sposób obiecywał sobie uwieńczyć nikczemne dzieło, które tak szatańsko wykonywał w interesie kapitana Rappinet — człowieka, który sam dla siebie tylko zachował tajemnicę skrytych dążeń, których wykonanie najemnikowi powierzył. — Rozłączyć hrabinę Omirską z mężem — rozłączyć jakimkolwiek okupem — oto było pierwszym celem kapitana.<br>
{{tab}}Tak się też stało — śmierć to najtreściwsze rozłączenie.<br>
{{tab}}Oskar, natychmiast po otrzymaniu wiadomości o śmierci hrabiego — samotny w swojem mieszkaniu, wziął ćwiartkę listowego papieru — siadł do stolika blady i drżący, i skreślił następujące wyrazy:
{{f|align=left|lewy=20%|„Kapitanie Rappinet!}}
{{tab}}„Nareszcie czas, abym ci dał odpowiedź ze złożonego na mnie obowiązku. — „Marya hrabina Omirskia ma być wolną od męża, w przeciągu sześciu miesięcy“ — oto termin, jaki wyznaczyłeś do spełnienia twego tajemnego dzieła. — Ja przyspieszyłem wszystko, a raczej ja zacząłem... co los dokończył przedwcześnie, — Hrabia umarł z pistoletem w ręku. — Ty sam, kapitanie, wyrzekłeś mi, powierzając ten interes... „domagam się wszystkiego od ciebie, oprócz zabójstwa!“ — nieszczęście inaczej mieć chciało. — Na długo nie przestanę wyrzucać {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/564|num=112}}sobie, żem jest zabójcą! — Rozpacz, która go w tę smutną ostateczność wtrąciła, wzrosła na niwach, które ja intrygami zasiałem. — Hrabia polubił mnie, a potem rozrzutność, marnotrawstwo, i grę, aż do szaleństwa! Dalej jeszcze, wierny twemu zobowiązaniu, ustawicznie różniłem ich serca aż do wstrętu i wspólnej pogardy dla siebie. — To dzieło olbrzymie zakończył hrabia samobójstwem! Droga i zbyt droga zapłata! — Czem zaś wdowa nieszczęśliwa zapłaci... to tylko ty sam ukrywasz w sobie, kapitanie — ja ci oddaje ją wolną.<br>
{{tab}}„Odpisz najspieszniej, co myślisz teraz o tym wypadku? — co myślisz o mnie? — i czy dalej jeszcze każesz mi ciemiężyć wdowę po zabitym czy też błagać jej przebaczenia, za niepowrotne krzywdy? — Jedno i drugie przyjmę, bo już postawiłeś mnie na tej drodze, kapitanie, na której z obojętnością umiem wpychać do grobu własną ręką.“
{{f|align=right|prawy=15%|„''Oskar''.“}}
{{tab}}Na adresie listu położył te wyrazy:<br>
{{tab}}„Do własnych rąk Jerzego Stortz, pachciarza w folwarku szwajcarskim, pod parkiem Monceaux, w Paryżu.“
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''XIII.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|{{Rozstrzelony|Wdow}}a.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Znowu zwracamy uwagę naszą na dom hrabiostwa Omirskich, w Alejach. — W jednej z godzin, pomiędzy południem a wieczorem, hrabina bawiła samotnie w saloniku. — Twarz hrabiny miła, zawsze słodka i ładna, teraz jeszcze dotknięta wyrazem boleści, przedstawiała ten rzadki obraz kobiety, na widok którego gaśnie uśmiech najzuchwalszy i sympatyczną władzą nakazuje współczucie.<br>
{{tab}}Przed nią stał mały stoliczek, a na nim kilka listów i roztwarta książka w czarnej aksamitnej oprawie, którą {{pp|kiedy-nie|kiedy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/565|num=113}}{{pk|kiedy-nie|kiedy}} brała do ręki i machinalnie przerzuciwszy kilka kartek, odkładała. Jakiś niepokój coraz bardziej zdawał się dotykać jej duszę — przyczem, ustawicznie spoglądała na roztwarte drzwi od pierwszych pokoi apartamentu, jakby na kogo oczekiwała.<br>
{{tab}}Wistocie, po kwadransie ciszy, prędkim krokiem wszedł do saloniku młody mężczyzna, w grubej żałobie.<br>
{{tab}}Hrabina powstała żywo, jakby uniesienie porwało ją naprzeciw niego.<br>
{{tab}}Był to Kornel.<br>
{{tab}}— I co mi przynosisz za wiadomość, bracie? — zapytała z ciekowością i pewną obawą.<br>
{{tab}}— Żadnej — odrzekł smutnie i z determinacyą, spoglądając na wzbudzoną boleść w sercu siostry — wszystkie moje poszukiwania stały się nadaremne — dodał z westchnieniem.<br>
{{tab}}— A więc nawet sprawcy tej kradzieży poznać nam niewolno!.. Śmierć nieszczęśliwego męża mojego całą prawdę zabrała ze sobą do grobu... a jednak nie ustaję o tem myśleć ustawicznie.<br>
{{tab}}— To wiem tylko z pewnością — odrzekł Kornel — że Oskar, tej samej nocy, w czasie balu u księcia Topor, został panem dokumentów nabytego po hrabi majątku.<br>
{{tab}}— Czyliż o tem tylko myślisz, bracie?.. wszak nie o sam majątek tu idzie?.. Tejże nocy wykradziono nam najdroższe serca pamiątki... te opaski, które prawdziwym były naszym skarbem...<br>
{{tab}}— Siostro! siostro! — odrzekł — ja wierzę w cudowne środki Opatrzności.. Z tą opaską, czy bez niej, byleby tylko przy tobie, czuję miłość pokrewieństwa jak prawy brat, kochający siostrę, jak kocham ojca mojego i matkę, a których jednak nieszczęście poznać mi nie dało! Te opaski tylko były martwym znakiem... nas wyższa połączyła potęga!<br>
{{tab}}— O mój bracie! jakąż to ulgę w mojem sercu przyniosły te słowa!.. lecz czyli jesteś pewnym, że ten sam Bóg dozwoli nam kiedy odkryć bez tych opasek i naszych rodziców?..<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/566|num=114}}{{tab}}Od piersi odłączeni... niemowlęta!.. dwadzieścia ośm lat żywieni z obcej ręki... tułacze świata! gdzie znajdziemy nakoniec dawców naszego życia?..<br>
{{tab}}— O, ja mam więcej od ciebie nadziei!.. coś jest we mnie pocieszającego ustawicznie, co mi każę się spodziewać tego jedynego pragnienia każdego dziecka!<br>
{{tab}}— Czekać trafu, jakaż to smutna nadzieja!<br>
{{tab}}— O nie, nie, siostro!.. Odtąd poczynam dzieło nad możność człowieka, dla tego ośmielę się puścić w tę nieznaną drogę, walczyć i zwyciężać wszystkie przeszkody.<br>
{{tab}}— Szukać ojca, matki!<br>
{{tab}}— Tak, tak... bo ja nie umrę, bez ich uścisku!.. a jeśli grób pokrył już ich zwłoki, tyle przynajmniej niech znajdę pociechy, że będę płakał nad ich mogiłą.<br>
{{tab}}— I wraz ze mną, najdroższy bracie!<br>
{{tab}}— I z tobą!.. zawsze razem. Delfino! którą odtąd już nie nazwę inaczej, tylko tem świętem imieniem, które ci matka zostawiła.<br>
{{tab}}— O mój Teobaldzie!.. dziś po raz pierwszy wolno nam, bez drżenia i obawy, wymówić prawe nasze imiona!<br>
{{tab}}Teobald ucałował zaraz siostrę.<br>
{{tab}}— Ale jeszcze jedno zapytanie, bracie, powiedz mi, coś dowiedział się z badań o Instytucie Dzieciątka Jezus? wszak metryki nasze wykazują, że oboje znajdowaliśmy się w tym domu?<br>
{{tab}}— Nic {{Korekta|zaspakającego|zaspokającego}} — odrzekł, pokrywając twarz smutkiem — zawsze jednak powziąłem ślad naszego nieszczęścia... Pokazały akta, że w roku 1814 znajdowaliśmy się tam oboje. Całą przecież pociechą dla nas pozostało, że nie podrzucono nas, jak wszystkie tego domu ofiary, przyjęto z rąk człowieka, który podał nas za dzieci, znalezione przypadkiem na drodze, gdzieś blizko Warszawy.<br>
{{tab}}— I któż był ten człowiek, co nas okrył taką hańbą?<br>
{{tab}}— Ten sam karzeł.<br>
{{tab}}— A więc już wszystkie sprawdziły się okoliczności dotyczące tego obrazu, malowanego w Karpatach.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/567|num=115}}{{tab}}— Tak jest, siostro... w chwili nawet, kiedy nas jako sieroty, odrzucone od rodziców, w tym domu przyjęto, tenże sam jeszcze ubiór mieliśmy na sobie, który nam właśnie obraz ten przedstawia. Wszystko to także zapisane zostało do akt miłosiernych.<br>
{{tab}}— A jakież jest świadectwo opuszczenia przez nas tego domu?<br>
{{tab}}— Baronowa Ornatowska, wybrała cię trafem i przyjęła do siebie... aby zostać twoją matką... Ja jeszcze czas niejaki pozostałem, dopóki znowu po roku, nie zjawił się tenże sam karzeł, aby nas odebrać... zapewne w zamiarze swoich skrytych i tajemniczych widoków.<br>
{{tab}}— Odebrał cię więc powtórnie? — przemówiła zadziwiona hrabina.<br>
{{tab}}— Tak jest, oświadczył prostą chęć opiekowania się znalezionemi dziećmi... Tyś wówczas, siostro była już córką baronowej Ornatowskiej, które to przybranie szanował święcie Instytut i nie zdradził twojej tajemnicy przed karłem.<br>
{{tab}}— Teraz wszystko rozumiem: oddzielony odemnie dostałeś imię Kornel, ja, Marya.<br>
{{tab}}— Tak, jest, siostro.<br>
{{tab}}— Ależ ten karzeł, kochany bracie?.. wszak on już odtąd nie odstępował cię więcej?.. i dzisiaj nawet podstępnie towarzyszy ci wszędzie.<br>
{{tab}}— O, to jest właśnie całą tajemnicą tego nieszczęścia!.. Czyliż nie przypominasz sobie historyi tego obrazu, udzielonej ci przez męża, że karzeł ten porwał właśnie dwoje dziatek staremu Krzysztofowi w Karpatach?.. zatem fałszem było z jego strony, jakoby nas znalazł pod Warszawą... W tem wszystkiem jest intryga, której szczegóły on sam tylko posiada... dla tego postanowiłem zacząć badania od niego.<br>
{{tab}}— Tak, tak... nie odwlekaj tego, bracie!<br>
{{tab}}— Kiedy nieszczęście i w tem nawet sprzeciwiać mi się zdaje.<br>
{{tab}}— Cóż więc zamierzasz, bracie? — zapytała porywczo.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/568|num=116}}{{tab}}— Jechać na Bourbon.<br>
{{tab}}— Ty, ty na wyspę Bourbon?<br>
{{tab}}— Tak, Delfino... odtąd, żadna okoliczność, ani przemoc nie zdołają cofnąć tego postanowienia, które za natchnienie i rozkazy Boga uważam.<br>
{{tab}}— Ależ ja, ja, Teobaldzie, nie zapominaj, nie zapominaj, że jestem twoją siostrą!.. Oto jestem gotową! — z trudną do opisania energią — czyliż nie jestem córką tegoż samego co i ty ojca?.. o Teobaldzie! dlaczegóż pominąłeś mnie w tem przedsięwzięciu?.. Dalej! dalej Teobaldzie! na tak świetne dzieło nigdy nie jest zapóźno!.. dalej na wyspę Bourbon!<br>
{{tab}}— Delfino! — zawołał brat w rozrzewnieniu. — Ja nie dam się tyle zawstydzić, abyś swoim zapałem pobudzała moją duszę!.. ale i nie dozwolę, abyś wątłe swoje zdrowie narażała na trudy tak rozległej podróży.<br>
{{tab}}— Trudy dla ojca i matki!.. o mój bracie! ja w tej chwili czuję się silniejszą nad wszelką moc kobiety! silniejszą, jakbym dorównywała mężczyźnie!..<br>
{{tab}}— Niepodobieństwo na które w szale uniesienia nie zwracasz uwagi.<br>
{{tab}}— I cóż więc chciałeś uczynić, zostawiając mnie w Europie? — odrzekła z wyrzutem — tu nie może być miejsce mojego szczęścia na ziemi!.. a potem mamże ci jeszcze przypomnieć jedno imię, na którego wspomnienie oburza się całe moje jestestwo?.. Oskar! Oskar!<br>
{{tab}}Teobald zbladł nagle.<br>
{{tab}}— Chciałeś mnie obok niego pozostawić!<br>
{{tab}}Silne wzburzenie krwi, a potem skryta jakaś myśl, zaczęły nim miotać na przemiany i nie mógł w tej chwili odpowiedzieć.<br>
{{tab}}Siostra poczytała to za swoje zwycięztwo, rozumiejąc, że nakoniec Teobald uznał słuszność jej wyrazów — ale niestety?.. zawiodła się okropnie.<br>
{{tab}}Teobald w zapale podniósł rękę do głowy i z wielką niecierpliwością rozgarniał palcami włosy; potem zaraz, {{pp|po|ruszony}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/569|num=117}}{{pk|po|ruszony}} zaciekaniem się w myślach, machinalnie przechadzać się zaczął po pokoju.<br>
{{tab}}Trwożliwa w każdym razie Delfina, uczuła, jak krew ścięła się w jej żyłach i badawczy wzrok utopiła w twarzy brata, który tak nagle i niespodziewanie pokazał się strasznym i milczącym.<br>
{{tab}}— Nareszcie przemów, Teobaldzie! — zawołała z trwogą — bo twój stan okropnie mnie dotyka!<br>
{{tab}}— Nic... to nic, siostro... bądź o mnie spokojną.<br>
{{tab}}— A więc i ty ukrywasz cóś przedemną... O bracie!.. imię Oskara sprawiło w tobie tę zmianę, imię, które mnie tylko samą przestraszać powinno... i dlaczegóż to?..<br>
{{tab}}— Odpowiem tylko w tej chwili — odrzekł znciężkiem westchnieniem — że jeszcze nie pojadę na wyspę Bourbon.<br>
{{tab}}— Oh! — krzyknęła, porywając go za rękę — a więc koniecznie postanowiłeś się bić, Teobaldzie!<br>
{{tab}}— A gdyby i tak było?.. czyliż nie jesteśmy już oboje od kolebki skazani na cierpienia?.. jeżeli ja zginę, ty, Delfino...<br>
{{tab}}Delfina padła do nóg bratu i z rozpaczą zawołała:<br>
{{tab}}— Oto widzisz u nóg swoich kobietę, która tylko przy tobie samym istnieć może!., śmierć twoja jest moim zgonem!.. Nie mam już nic na ziemi, oprócz ciebie i nadziei w sercu, która mnie do ojca i matki porywa, ale bez ciebie i tego nawet niema!..<br>
{{tab}}Teobald nic nie odrzekł — walka tylko, stokroć silniejsza objawiła się na jego twarzy — w ruchu piersi — oddechu.<br>
{{tab}}— Jestem wyzwany — przemówił nareszcie po chwili — przyrzekłem mu stawić krew moją... jeśli więc odjadę na Bourbon, ten nikczemnik spotwarzy mnie publicznie i nazwie zbiegiem, albo tchórzem!<br>
{{tab}}— Ale to tylko będą słowa jednego nikczemnika!<br>
{{tab}}— Siostro! mnie jeszcze zemsta pozostała.<br>
{{tab}}— Zemsta na nikczemnika, który nie jest zdolnym nikogo spotwarzyć?..<br>
{{tab}}— A więc bacz na opinią publiczną.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/570|num=118}}{{tab}}— Opinia?.. on już za podły, aby wywierał wpływ na opinią publiczną... nie pozwalam bić się z tak brudnym człowiekiem! — zawołała z mocą.<br>
{{tab}}— Siostro!<br>
{{tab}}— Mówię, że nie pozwalam!<br>
{{tab}}— Jesteś tylko kobietą.<br>
{{tab}}— Wdową po zmarłym! sierotą nieznanych rodziców! wszystkiem, co nieszczęście znamionuje!.. czyliż chcesz jeszcze, abym się nazwała siostrą zabitego brata?.. I na kiedy cię wyzwał Oskar? — zapytała z pośpiechem.<br>
{{tab}}— Na jutro.<br>
{{tab}}— O którym czasie?<br>
{{tab}}— Wieczorem.<br>
{{tab}}— Ale ja muszę wiedzieć i godzinę.<br>
{{tab}}— O czwartej po południu.<br>
{{tab}}— Miejsce?<br>
{{tab}}— O, to byłoby już zbytecznem, Delfino.<br>
{{tab}}— A więc będziesz się bił koniecznie?<br>
{{tab}}— Będę.<br>
{{tab}}— Nie! nie!.. ty nie jesteś moim bratem! bo niepodobna, aby w pierwszej chwili szczęścia, które nam przyniosło nasze połączenie, w pierwszej chwili rozkosznych obietnic znalezienia ojca i matki, przenosić przesądne zdanie jednego z najniegodziwszych ludzi, nad tyle prawych rozkoszy i powinności!.. Teobaldzie!.. jeżeli jutro, wieczorem... o czwartej, nieznajdę cię tu, w mojem mieszkaniu... kocham cię z popędu natury, ale już wyrzeknę się na zawsze mojej ku tobie miłości i zaprę twojego pokrewieństwa!.. Nareszcie spojrzyj na mój ubiór żałobny... ten czarny kolor zapowiada okropność w sercu kobiety, a taka, nawet od sług własnych odbiera litość, a cóż dopiero od brata!<br>
{{tab}}Teobald gorzko zapłakał.<br>
{{tab}}— I tyś nazywał się mężczyzną.<br>
{{tab}}— Czyliż jeszcze nie poznajesz w tych łzach odpowiedzi?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/571|num=119}}{{tab}}— Cóż więc te łzy odpowiadają — zapytała z rozrzewnieniem.<br>
{{tab}}— Brak duszy! brak męzkości! brak honoru!.. Komu każdy powiedzieć może; „jesteś tchórzem“, ten niema się czego wstydzić, płacząc, jak kobieta, płacząc jak dziecko!<br>
{{tab}}— Ale wówczas to, ja, każdemu odpowiem za ciebie: „oto człowiek, który mężnie zniósł przeciwności losu i umiał urągać przesądom świata!.. Brat, bo zrobił ofiarę dla siostry! syn, bo nie chciał umierać bez uścisku ojca i matki!“ Jestem tylko kobietą, szanuję i cenię honor w mężczyźnie, jak mężczyzna, ale zarzucam każdemu, kto z honoru śmie robić igraszkę!.. Oskar wyzwał cię, sądząc, żeś był moim kochankiem, ale od dziś, skoro publicznie nazwiesz się moim bratem, nie zechce cię zabijać za to tylko, żeś kochał we mnie własną siostrę!.. Książę Topor najpierwszy dowiedział się tej tajemnicy, a przecie jednej chwili stał się innym obok mnie, którą także za mało szanował... I cóż więc jutro... wieczorem, bracie?..<br>
{{tab}}— Przyjdę cię uściskać, najlepsza siostro! — odrzekł z poddaniem się.<br>
{{tab}}— Oh! — krzyknęła przejęta radością.<br>
{{tab}}— A potem... ani na chwilę już nie rozłączę się z tobą! Gdzie ja, tam i ty, wszędzie tęsknić będziemy do naszej rodziny... razem pod żaglem!.. razem wśród fal morskich!.. jesteś za wielką w duszy, aby cię bez straty odstąpić!<br>
{{tab}}Delfina rzuciła się na szyję Teobalda i długo w milczeniu ściskała go namiętnie — w końcu przemówiła:<br>
{{tab}}— A więc odpowiedz mi natychmiast, kiedy opuścimy Europę?<br>
{{tab}}— Za trzy dni będziemy już na drodze do Francyi... tam w którymkolwiek z portów wsiądziemy na okręt i z najpierwszym pomyślnym wiatrem, zawołamy... na Bourbon! na Bourbon!<br>
{{tab}}— Do naszej ojczyzny! o mój Boże! to już pierwszym stanie się powrotem szczęścia.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/572|num=120}}{{tab}}Lecz nagle, po tak radosnem wykrzyknieniu, okryła się posępną pomroką, aż zdziwiony Teobald przemówił:<br>
{{tab}}— Teraz kiedy nasze serca biją radością, nie przerażaj ich, Delfino!.. O czem myślisz tak głęboko?..<br>
{{tab}}— O księciu Topor, któremu już bardzo dużo winna jestem. W tej nawet chwili cały majątek, pozostały po nieboszczyku hrabi, zajęty został na własność wierzycieli. Książę sam tylko wstrzymał aż dotąd prawne kroki i jemu właśnie podziękować mi należy za łaskę, że jeszcze w tych murach pozostaję.<br>
{{tab}}— W jaki sposób podziękujesz księciu?<br>
{{tab}}— Jak każda kobieta, umiejąca być wdzięczną za dobrodziejstwa... nie wiem tylko, jak to księciu okazać... Nareszcie, ty sam, kochany bracie, naucz mnie, jak w tem wszystkiem postąpić należy.<br>
{{tab}}— Zapewne, siostro, że to ważna okoliczność; ale za najpierwsze połóż, że nie należy nadużywać łaski księcia... Odtąd wszelkie prośby do niego o zwrot tego majątku ustają; bo nie w majątku już nasze szczęście spoczęło. Im mniej posiadać będziemy materyalnych zasobów, tem bardziej w sercu staniem się bogatsi. Ubóstwo nas dwojga sierot uczyni dusze nasze żarliwszemi w poszukiwaniu drogich strat... Dziś jeszcze, a nawet natychmiast, zbierz wszystkie twoje kosztowności: masz jeszcze brylanty i złote ozdoby, te tylko zabierzemy, co zaś do reszty, oddajmy wszystko w szpony chciwych zwycięzców twojego męża, którzy go zgubili przy kartach.<br>
{{tab}}— Tak, tak, Teobaldzie, nawet w sumieniu mojem nie doznam wyrzutu, zabierając z sobą te brylanty, które jako ślubny podarek, hrabia, aż do śmierci mojej, pozostawił mi na własność. Czy sądzisz jednak, że, spieniężywszy te kosztowności, suma ta stanie się wystarczającą dla naszych potrzeb?<br>
{{tab}}— Ja nic nie miałem, Delfino — odrzekł stanowczym i pocieszającym głosem — nic, tylko kij w ręku i chęć do {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/573|num=121}}pracy, a jednak nie zginąłem aż dotąd!.. Rozum, serce, przezorność, wszędzie prawość i szlachetność, a potem pogardliwy, ale zawsze otwarty sposób obchodzenia się z ludźmi, to drugi nasz majątek, przy którym obiegniemy świat cały!<br>
{{tab}}— Jeszcze jedno zapytanie, Teobaldzie.<br>
{{tab}}— Mów więc śmiało, Delfino, jak się mówi do brata.<br>
{{tab}}— W majątku mojego męża, ukrywa się przecie jedna dla nas świętość, z którą niepodobna byłoby rozłączyć się tak obojętnie.<br>
{{tab}}— Cóż to może być tak świętego, droga siostro?<br>
{{tab}}— Jeden obraz z całej jego galeryi.<br>
{{tab}}— Obraz zachodu słońca w Karpatach — odrzekł prawie w {{Korekta|uniesieniu|uniesieniu.}}<br>
{{tab}}— A więc i twoje serce zrozumiało tego potrzebę?<br>
{{tab}}— Czyż nie ten obraz, przy pomocy tych opasek, nas połączył?.. czyliż nie przy tym obrazie poraź pierwszy nazwałem cię siostrą, ty, wzajem mnie bratem?<br>
{{tab}}— Przed którym także po raz pierwszy zapłakaliśmy w swoich objęciach i powtórzyli w uniesieniu: Boże! Boże! odpowiedz nieszczęśliwym dzieciom, gdzie jest ich ojciec, gdzie ich matka!.. Obraz ten to zwierciadło, odbijające wiernie nasze niemowlęce lata, odbijające tę odległą chwilę, kiedyśmy jeszcze ani czuć, ani pojmować naszego nieszczęścia nie mogli.<br>
{{tab}}— Tak, wszystko to prawda... ale obraz ten w zamierzonej przez nas podróży, dużo zrządzić może przeszkód; tem więcej, że jestem przekonany, iż gdziekolwiek stąpiemy nogą, na lądzie czy morzu, wszędzie znajdziemy obok siebie tych samych tajemnych intrygantów, którzy nas prześladują od lat dziecięcych aż dotąd. A najpierwszym zjawi się Karzeł ten istny szatan, z którym najpotężniejszą przedsiębiorę walkę!.. Powiedz mi jednak, Delfino, kogo znasz z swoich przyjaciół, {{Korekta|komuby|komu-by}} z ufnością obraz ten powierzyć można było do czasu... może książę Topor?<br>
{{tab}}— Książę Topor?.. o nie, nie! — odrzekła porywczo.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/574|num=122}}{{tab}}— I dlaczegóż?<br>
{{tab}}— Nie pytaj mnie o to, bracie.<br>
{{tab}}— On przecież tyle już wyświadczył dobrego dla nas obojga, dlaczegóźby...<br>
{{tab}}— Mówię, że nie, mój bracie!<br>
{{tab}}— Nie rozumiem cię, siostro.<br>
{{tab}}— Zatem odpowiem ci, nauczona niegdyś własnemi twojemi wyrazy: że książę Topor nie może kochać nas ubogich, wreszcie mnie samą, mnie, kobietę, dla której jego poświęcę nie jest najściślej policzone.<br>
{{tab}}— A więc i ty, siostro, na swojej drodze, nauczyłaś się już wątpić w ludzi?<br>
{{tab}}— Tylko w wyższych odemnie.<br>
{{tab}}— Ha... smutne to doświadczenie — odrzekł zamyślony — nareszcie potrzeba gdziekolwiek obraz ten pozostawić, którego straty nie przeniosłoby moje serce.<br>
{{tab}}— Mimo to jednak, chciałabym raz jeszcze jeden widzieć się i pomówić z księciem.<br>
{{tab}}— To jest konieczne, Delfino, nawet dla nas obojga... wszakże jeszcze nam pożegnać księcia będzie należało. Panowie lubią świadczyć przysługi, gniewają się nawet za zbytnią uniżoność i podziękowanie, ale nie podziękować im, jest to przestać głaskać lwa zgłodniałego, którego okrzyczano wspaniałomyślnym zwierzem. Tak, siostro, koniecznie widzieć ci się należy z księciem Topor.<br>
{{tab}}— Jednak w twojej tylko obecności, ponieważ i ty w tej prośbie mi dopomożesz... Książe nareszcie przyjął do serca i uwierzył w naszą tajemnicę.<br>
{{tab}}— Dobrze, dobrze, kochana siostro, tego sama przyzwoitość wymaga.<br>
{{tab}}— Jutro zatem, wieczorem, o czwartej, skoro przyjdziesz mnie odwiedzić, będę gotową na każde twoje wezwanie do księcia... a potem, jak Bóg zechce... w drogę...<br>
{{tab}}Po krótkiej jeszcze rozmowie, Teobald pożegnał się z Delfiną, a potem wdowa po hrabi Omirskim siedziała jak {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/575|num=123}}poprzednio samotna w saloniku, bardziej może tylko zamyślona, lecz już w miejsce dawnej boleści, z twarzą jaśniejącą nadzieją, a w miejsce łez, lekkim ozdobiona uśmiechem.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''XIV.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Przeznaczenie Teobalda.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Nazajutrz, w godzinach poobiednich, wdowa po hrabi Omirskim, siedziała w tym1 samym saloniku na sofie i czyniła w pugilaresie spis przedmiotów, które, według wczorajszej z bratem umowy, odłożyła na zabranie. Było to spore pudełko brylantów, pierścieni, zausznic, kolii, broszy, bransolet, łańcuchów i zegarków, wszystkie te przedmioty leżały przed nią na stoliku.<br>
{{tab}}W drugim pokoju Zuzanna wybierała bieliznę i układała w wielką podróżną walizę.<br>
{{tab}}Na komodzie piękny bronzowy zegar wskazywał trzy kwadranse na czwartą, na który hrabina, chociaż zajęta swoją pracą, ustawicznie spoglądała.<br>
{{tab}}Jeszcze się nie ściemniło zupełnie, ale już pewna wieczorna pomroka, osłaniać zaczęła pokoje. Cisza panowała w całym apartamencie — ta cisza urocza, którą prawie zawsze w mieszkaniach owdowiałych kobiet napotykamy.<br>
{{tab}}Zuzanna wiedziała tylko, że jej pani udaje się w podróż, dokąd jednak jedzie, to hrabina zatrzymała przy sobie. Jednakże pokojówka ta, przywiązana sercem do swej pani, domyślała się bardzo wiele z własnych wniosków, i niecierpliwa, kilka już nawet zapytań zadała w tym względzie swojej pani.<br>
{{tab}}Po małej chwili, weszła znowu do saloniku i cichym pokornym głosem przemówiła:<br>
{{tab}}— Chciałabym jeszcze wiedzieć, na jak długi czas pani wyjeżdża?.. ponieważ nie wiem, ile sztuk bielizny upakować należy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/576|num=124}}{{tab}}— Mówiłam już, że ile się pomieści.<br>
{{tab}}— A kapelusze i czepeczki?<br>
{{tab}}— Czepeczek jeden... co do kapelusza, nie wezmę żadnego.<br>
{{tab}}— A jednak dokądkolwiek pan: zajedzie, myślę, że będzie należało pokazać się w kapeluszu.<br>
{{tab}}— Tak... ale...<br>
{{tab}}Zegar wybił czwartą.<br>
{{tab}}Hrabina oniemiała i jakby z niedowierzaniem, długo spoglądała na wskazówki zegara, dopóki w końcu, obudzona przypomnieniem, nie zapytała Zuzanny:<br>
{{tab}}— Czy powrócił ten człowiek, któregoś wysłała do pana Kornela?<br>
{{tab}}— Nie jeszcze...<br>
{{tab}}— A więc bawi przeszło godzinę?<br>
{{tab}}— Dlatego sądzę, że lada chwila nadejdzie... Pytałam panią o kapelusz, bo należałoby wziąć chociaż jeden — dodała, wracając znowu do przedmiotu pierwszej rozmowy.<br>
{{tab}}Hrabina zamyślona nic nie odpowiedziała, a wkrótce, jakby zbudzona z marzeń, rzekła z pośpiechem do zdziwionej Zuzanny:<br>
{{tab}}— Idź, Zuzanno, do innych pokoi i zobacz na zegarach, która istotnie godzina... bo wszystko mi się zdaje, że jeszcze czwartej być nie może.<br>
{{tab}}Zuzanna wyszła.<br>
{{tab}}— Czwarta! — zawołała machinalnie hrabina, po odejściu służącej — godzina oznaczona do pojedynku!.. Teobald nie powraca... On mnie kocha, to prawda, ale on jest mężczyzną, a oni miewają tak dzikie zasady, gdzie idzie o obrazę honoru... Ileż to razy poświęcają los żon własnych, los matek, ojców, sióstr, przyjaciół i giną od kuli przeciwnika. O mój Boże! — dodała, spoglądając na zegar — Teobald przyrzekł mi, że o tej godzinie stawi się tu... najdalej o czwartej... aby mnie uwolnić od podejrzeń i obawy.<br>
{{tab}}Zuzanna powróciła.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/577|num=125}}{{tab}}I która godzina na innych zegarach? — zapytała z pośpiechem niespokojna hrabina.<br>
{{tab}}— W gabineciku już jest w pół do piątej.<br>
{{tab}}— Oh!.. ale chyba w gabineciku zegar źle idzie.<br>
{{tab}}— Patrzyłam jeszcze w buduarze.<br>
{{tab}}— I któraż w buduarze?<br>
{{tab}}— Trzy kwadranse na piątą.<br>
{{tab}}— Niepodobna!<br>
{{tab}}— Tak jest, pani... zaś w galeryi obrazów, gdzie angielski zegar, który nigdy jeszcze nie chybił w czasie, jest już po trzech kwadransach parę minut.<br>
{{tab}}Hrabina zachwiała się na nogach.<br>
{{tab}}— Oto właśnie lokaj, któregom wysłała do pana Kornela — przemówiła Zuzanna, wskazując na wchodzącego do pokoju w liberyi człowieka.<br>
{{tab}}— Czy widziałeś pana Kornela? — zapytała go zaraz hrabina.<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}— Nie?.. i dlaczego?<br>
{{tab}}— Nie zastałem go w domu... a nawet, jak mi mówiono, nie pokazał się dzisiaj nikomu przez dzień cały.<br>
{{tab}}— Jakto?.. w tym domu, gdzie zamieszkuje?<br>
{{tab}}— Tak jest, pani hrabino... mówią jeszcze, że nie nocował.<br>
{{tab}}— I któż to mówił, że pan Kornel nie nocował?.. nareszcie na jakich zasadach powiedziano ci o tem?<br>
{{tab}}— Ponieważ mieszkanie to dziś właśnie w nocy zapieczętowane zostało.<br>
{{tab}}— Oh! znowu wikłasz moje myśli!.. tak być nie może, jak mówisz.<br>
{{tab}}— Tak jest, pani.. wszak to, o czem mówię, widziałem na własne oczy.<br>
{{tab}}— I widziałeś drzwi zapieczętowane?<br>
{{tab}}— Nieinaczej... pieczęcią policyjną.<br>
{{tab}}— Nareszcie co znaczy opieczętowanie mieszkania lokatora?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/578|num=126}}{{tab}}— Najpewniej areszt.<br>
{{tab}}— Przerażasz mnie! — zawołała cała drżąca; potem zaraz, miarkując swoje położenie względem Kornela, obok dwojga sług obecnych, przemówiła łagodniej. — Niespokojną z tego jestem... ponieważ ten pan, do którego ciebie wysłałam, zostaje ze mną w interesach... majątkowych... to mogłoby zagrażać mi jeżeli nie niebezpieczeństwem, to stratą. Wreszcie niepodobieństwem jest, aby ten pan mógł być aresztowanym.<br>
{{tab}}— Policya zwiedzała to mieszkanie i być nawet może, że...<br>
{{tab}}— O, to tylko pomyłka, lub coś niedocieczonego! — przerwała hrabina, nie mogąc wysłuchać z ust sługi podejrzeń na brata.<br>
{{tab}}W tej chwili, ukazał się w salonie książę Topor, który, od czasu śmierci hrabi Omirskiego, ani jednej jeszcze nie oddał wdowie wizyty.<br>
{{tab}}Jego zjawienie się tutaj, tak nagłe i niespodziewane, w godzinie niewłaściwej do wizyt etykietalnych na wielkim świecie, przytem jeszcze pomieszanie i niespokojność na jego twarzy, wywołało przedwczesny przestrach w duszy młodej kobiety.<br>
{{tab}}— O mości książę! — zawołała zaraz wpół przytomna — nigdy nie mogłeś mnie bardziej uszczęśliwić, niż w tym momencie, oddając mi swoją wizytę.<br>
{{tab}}Książę nadzwyczaj ozięble ukłonił się hrabinie i nic nie odrzekł na to grzeczne przemówienie, nawet nie rozśmiał się, nie przymilił, co bywa rządkiem zdarzeniem u światowego człowieka, a zawsze obok kobiety obrazą.<br>
{{tab}}— Proszę, bardzo proszę, mości książę, do mojego pokoju — dodała, nieco zmieszana, kierując się ku drzwiom buduaru.<br>
{{tab}}Książę stał na miejscu, jakby pogardzał zaproszeniem pani tego domu.<br>
{{tab}}Hrabina raz jeszcze powtórzyła swoje zaproszenie, ale już prawie konającym głosem, srogo ugodzona tą oziębłością księcia.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/579|num=127}}{{tab}}Książę jakby z przymusem przeszedł do buduaru, gdzie bez zaproszenia usiadł na małym taborecie i zaraz bez żadnych ceremonialnych frazesów, do których osoby wielkiego świata przywykły, zapytał:<br>
{{tab}}— Czy pani hrabina aż do tej chwili przyznaje się {{Korekta|dopokrewieństwa|do pokrewieństwa}} z Kornelem?<br>
{{tab}}— Tak jest, mości książę — odrzekła zdziwiona surowym tonem zapytania i samą jego szczególnością; ufna jednak w prawość swego sumienia i ślepo wierząca w honor brata, przybrała nagle ton mowy odpowiedni swojej godności i zasługom moralnym, dodała jeszcze — tak, tak, mości książę, a dziś bardziej jeszcze, pragnę go nazywać moim bratem.<br>
{{tab}}— Ale ja nie proszę pani hrabiny o wyjawienie mi swoich pragnień, tylko domagam się zupełnej otwartości.<br>
{{tab}}— O mości książę!.. to surowe zapytanie nie jest bez przyczyny, a nawet spostrzegam w sposobie wyrażenia się jego, że pragnąłby najgoręcej uznać fałsz w tem pokrewieństwie... i dlaczego to, mości książę?<br>
{{tab}}— Ponieważ ten człowiek nie zasłużył na to szczęście.<br>
{{tab}}— Zatem racz wymienić, książę, za co to szczęście mu wydzierasz.<br>
{{tab}}— Ponieważ ten pan dzisiejszej nocy został aresztowany.<br>
{{tab}}— Kornel! Korneli mój brat? — krzyknęła, prawie odchodząc od zmysłów.<br>
{{tab}}— W brudnym nawet interesie, przez który i ja skompromitowany zostałem.<br>
{{tab}}— O błagam cię o zupełną otwartość, książę.<br>
{{tab}}— Władze pruskie, za pośrednictwem swego konsulatu w Warszawie, oskarżyły go o kradzież.<br>
{{tab}}— O kradzież??<br>
{{tab}}— O kradzież dyamentów.<br>
{{tab}}— Boże! Boże!<br>
{{tab}}— Mówię to, w co zaczynam wierzyć najzupełniej, ponieważ wszystkie okoliczności sprawdziły się przeciw oskarżonemu, których w części sam byłem świadkiem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/580|num=128}}{{tab}}— Co {{Korekta|mświsz|mówisz}}, książę? — zawołała, przykładając sobie obie dłonie do rozpalonego czoła.<br>
{{tab}}— Wracając z Karlsbad w roku zeszłym, poznałem owego pana... którego pani koniecznie uznajesz za swego brata, w austeryi pod Wrocławiem, w której właśnie dopuścił się tej kradzieży.<br>
{{tab}}— Książę! książę!<br>
{{tab}}— Próżna rozpacz, pani hrabino... Widziałem tam nawet poszkodowanego... był to ajent handlowy, wysłany z Paryża do Lipska przez jubilera ''Bijou'', któremu tej nocy zginęło pudełko z nieszlifowanymi dyamentami wartości 35000 franków. Człowiek ten widział, jak na sali jadalnej tej oberży Kornel wyjął pudełko z kieszeni jego płaszcza, leżącego na osobności, tylko przez wzgląd na mój pozorny z nim stosunek, nie chciał go w pierwszej chwili zaczepić... w końcu nawet obwinił mnie zapewne o wspólnictwo, ponieważ, dla wyszpiegowania, przyjął nocleg na poddaszu, tworzącym sufit naszej izby.<br>
{{tab}}— I cóż to za człowiek, który widział Kornela, zabierającego cudzą własność? — zapytała prawie bez duszy.<br>
{{tab}}— Mathias Hajnberg, którego nawet dobrze przypominam sobie, ponieważ ten człowiek jest karłem.<br>
{{tab}}— Karzeł! Karzeł! — krzyknęła po dwakroć.<br>
{{tab}}— Nareszcie nie po to przybyłem, aby panią przestraszać karłami, chce raczej wiedzieć koniecznie, co za jeden jest ten człowiek, któregoś pani uwzięła się nazywać przedemną swoim bratem?<br>
{{tab}}— Jakąż więc odpowiedź dać może kobieta, która straciła zupełną wiarę?.. Kimkolwiek więc teraz jest Kornel, mówmy raczej o samym jego losie.<br>
{{tab}}— O, wszak jest to los każdego jemu podobnego winowajcy!.. w tym może momencie odesłany został transportem do Prus, gdzie proces odbędzie się na miejscu dokonanej kradzieży.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/581|num=129}}{{tab}}— Ależ to niepodobna, książę!.. Kornel raczej wołałby umrzeć pod przemocą, jak mnie opuścić! — zawołała zrozpaczonym głosem, rozdzierającym serce.<br>
{{tab}}— Pani zaślepienie przeszło już wyobrażenie o szalonej miłości... Powołany przecie dla niektórych protokólarnych objaśnień i wytłomaczenia moich stosunków z tym człowiekiem, mówiłem z nim dzisiaj rano... a nawet nie obyło się, abyśmy mieli pominąć i panią.<br>
{{tab}}— Cóż więc mówił o mnie Kornel?<br>
{{tab}}— Zaparł się wszelkiego z nią pokrewieństwa.<br>
{{tab}}— Kornel?..<br>
{{tab}}— Źle nawet mówię... nie zaparł się, ale przyznał się do fałszu.<br>
{{tab}}— Niepodobna!<br>
{{tab}}— Tak jest... widać, że już sam uznał za niestosowne nazywać się dłużej bratem pani hrabiny.<br>
{{tab}}— A więc nieszczęście jego nie odebrało mu jeszcze przytomności i nie naruszyło szlachetności serca!.. On ocalił tylko sławę siostry!.. prawdziwa miłość braterska!.. a książę uwierzyłeś w jego występek i słowa.<br>
{{tab}}— Nareszcie, pani hrabino, pomówmy z sobą otwarcie — odrzekł jakby obrażony jej tłomaczeniem — bo uważam, że postanowiłaś aż do ostatniej chwili łudzić mnie tą samą rolą, której świetność tyle czasu sam utrzymywałem... Pani kochałaś tego człowieka za życia męża i przyznaję, że należało ci miłość swoją osłaniać pozorami, ale dziś.. wszystko to już zbytecznem.<br>
{{tab}}— Jak niegdyś tak i dzisiaj powtórzę ci, książę, że kocham go, jak przywiązana siostra swojego brata.<br>
{{tab}}— Ha?.. widzę, że z jej ust słyszeć będę zawsze te same wyrazy.<br>
{{tab}}— Ja widzę tylko, że książę radby koniecznie widzieć we mnie wiarołomną żonę.<br>
{{tab}}— Przeciwnie... radbym cię widzieć, pani, uwolnioną ze stosunku z człowiekiem, który zhańbił swoje imię. O {{pp|sto|kroć}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/582|num=130}}{{pk|sto|kroć}} lepiej dla ciebie, pani, zaprzeć się go... a przynajmniej w tej chwili.<br>
{{tab}}— Nigdy, mości książę!<br>
{{tab}}Książę zmarszczył czoło.<br>
{{tab}}— To wszystko coś mi mości książę oznajmił — dodała jeszcze — jest tylko nieszczęściem, ale nie hańbą, jak nazywasz. Niechaj świat cały powtórzy, że brat mój dopuścił się tej kradzieży, odeprę wszystkich jednym wyrazem, powiedziawszy: to fałsz! to kłamstwo! albo potwarz najbezczelniejsza!.. Odkrywam tylko, że ktoś niegodziwszy nad wszystkich zamierzył sobie tak śmiałym podstępem zniweczyć szczęście moje, albo jedynie samego Kornela!.. i od tej chwili nawet, jak dowiedziałam się, że pośrednikiem tego oskarżenia jest Karzeł... Boże! ukarz mnie za moją zarozumiałość, ale wobec Ciebie przysięgam! Ty! który patrzysz z wysokości, wiesz, że sumienie brata mego jest najczystsze!.. już nic więcej nie od powiem ci książę.<br>
{{tab}}— Karzeł? — powtórzył nieco zaintrygowany.<br>
{{tab}}— Oh! nie przerażaj mnie, książę, nawet wspomnieniem tego człowieka!<br>
{{tab}}— Zaczynam dochodzić jednej prawdy — rzekł książę łagodniej — że Kornel musiał mieć jakieś z tym człowiekiem stosunki.<br>
{{tab}}— Daruj, mości książę, ale w tym momencie, bez porozumienia się z moim bratem, nie mogę ci na to odpowiedzieć.<br>
{{tab}}— Jest więc tajemnica?<br>
{{tab}}— Być może, którą jednak sam tylko czas i okoliczności, a najprędzej potrzeba, całemu światu ogłoszą! O! gdyby Kornel pokazał się wpośród nas w tej chwili!.. gdyby jego obecność...<br>
{{tab}}— O, to próżne życzenie — przerwał książę — wiem z pewnością, że już odesłany został do władz, które upominały się o jego wydanie... w tej chwili znajduje się już na drodze do Pruskiego Szląska.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/583|num=131}}{{tab}}— Dosyć już! dosyć o tem, mości książę! — zawołała, uniesiona tajemną myślą — pomówmy raczej o interesie, który zarówno tycze mnie, jak księcia.<br>
{{tab}}— O jakim więc pani chcesz mówić interesie?<br>
{{tab}}— Czyż zapomniał już książę, że mi po dwakroć powrócił majątek?<br>
{{tab}}— Uważaj to pani za fraszkę rozrzutnego człowieka który w tem wszystkiem dogodził swojej fantazyi.<br>
{{tab}}— Ale dziś milszem jest dla mnie ubóstwo niż korzyść, z łaski bogatego, którą książę fantazyą nazwałeś... i dlatego właśnie zwracam ci wszystko, panie... Wszystko, co tu widzisz, do ciebie należy... bowiem jutro... już mnie nie znajdziesz w tych murach.<br>
{{tab}}— Pani hrabino!<br>
{{tab}}— Wyjeżdżam, mości książę.<br>
{{tab}}— I dokąd?<br>
{{tab}}— Za moim bratem.<br>
{{tab}}— Zawsze to samo nazwanie.<br>
{{tab}}— Za moim nieszczęśliwym bratem — dodała ze łzami. — Jeżeli ja nie podzielę z nim cierpień i wszystkich przykrych skutków niesprawiedliwości z tego wypadku, stokroć więcej ucierpię w sumieniu, oczekując tu w wygodach końca igrzysk tej fatalnej przypadłości... Jeżeli nawet Kornel dopuścił się tej kradzieży... ja, siostra jego, uwiedziona zarozumiałą cnotą, poddam się karze i podzielę z nim wespół hańbę, więzienie i kajdany!<br>
{{tab}}— Pani hrabino!.. miarkuj twoje słowa!<br>
{{tab}}— Moje postanowienie jest święte?.. od tego nic mnie nie wstrzyma, mości książę!.. Nareszcie, jestem gotową już do drogi i w tej chwili, żegnam cię panie!.. śpieszę za nim, jak za ofiarą nieszczęścia, z którą połączona jestem pokrewieństwem. Wpierw jednak, nim pobiegnę za moim bratem, przyjmij do swego serca, książę, jedną prośbę nieszczęśliwej wdowy po hrabi, któregoś mienił się przyjacielem.<br>
{{tab}}— Cóż pani hrabina rozkaże przyjacielowi jej męża?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/584|num=132}}{{tab}}Ułagodzona tonem jego przemówienia i zmianą sposobu obejścia, ujęła księcia za rękę z tą poufałą zażyłością, która nie uchodzi za grzech towarzyski na wielkim świecie i, pociągając go lekko, przemówiła:<br>
{{tab}}— Pójdź, mości książę, ukażę ci pierwej przedmiot mojej prośby.<br>
{{tab}}I zaraz oboje zbliżyli się do jednej z ścian, na której wielki obraz zawieszony był nad sofą.<br>
{{tab}}— Czy widzisz, książę, ten obraz — przemówiła, wskazując na wiszący na ścianie krajobraz, wyobrażający zachód słońca w Karpatach.<br>
{{tab}}— Ileż-to już razy podziwiałem piękność tego arcydzieła!<br>
{{tab}}— Ale nie wiedziałeś, książę, że w tym obrazie ukrywa się mój skarb cały.<br>
{{tab}}— To prawda, pani hrabino — odrzekł zaintrygowany, spoglądając jej w oczy.<br>
{{tab}}— Dowiedz się teraz zatem, że nic nie miałam droższego na ziemi, oprócz trzech świętości, to jest; mojego męża, Kornela i tego obrazu... O, i w tem nawet mieści się moja tajemnica, o którą jednak nie badaj mnie przedwcześnie, książę.<br>
{{tab}}— Dobrze, dobrze, pani hrabino — odrzekł machinalnie — ale mówiłaś mi o prośbie i jakoby w tym celu przyprowadziłaś mnie do tego obrazu.<br>
{{tab}}— Wiesz dobrze, książę, że jutro, bez zawodu jestem już w drodze i Bóg sam tylko wie, jaki obrót losu zgotowany jest dla mojej przyszłości. Zostań więc stróżem tej pamiątki, którą cenię jako świętość... Gdziekolwiek będę, wszędzie myśl tęskną zasyłać będę do tego obrazu... a potem i do ciebie, książę!..<br>
{{tab}}W tej chwili weszła do pokoju Zuzanna z twarzą, malującą nieco niespokojności, a nawet wzruszenia, i doniosła księciu, że kamerdyner jego chce się z nim widzieć natychmiast.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/585|num=133}}{{tab}}— O... to nie ulega wątpliwości, że w tymże samym znowu interesie, który mi zatruł cały dzień dzisiejszy — odrzekł książę porywczo.<br>
{{tab}}— W interesie Kornela — dodała hrabina.<br>
{{tab}}— A i cóżby mogło być do mnie tak pilnego?<br>
{{tab}}— Nadszedł list z Florencyi — przemówiła Zuzanna.<br>
{{tab}}— A, to od księżny, mojej żony — odrzekł interesująco — wiem że powraca już z Włoch do Warszawy... ale dla czegóż aż w tem miejscu ma mnie szukać kamerdyner?<br>
{{tab}}Gdy to wymówił, kamerdyner pokazał się prawie na progu buduaru i podał księciu list, zapieczętowany czarnym lakiem.<br>
{{tab}}Książę zbladł — a gdy odbierał list, okropnie zatrzęsły mu się ręce — i gdy zniecierpliwiony sługa wyjaśnia jeszcze niektóre szczegóły, tyczące odesłania tego listu, książę, jakby stracił słuch, otwierał go nieprzytomnie, zarazem z trwogą i niepewnością. Biegiem prawie błyskawicy przebiegłszy pismo, opuścił głowę na piersi i półgłosem wymówił:<br>
{{tab}}— Umarła!<br>
{{tab}}— Księżna Topor?.. jego żona? — zapytała równie wzruszona hrabina.<br>
{{tab}}— Tak Bóg chciał... skończyła we Florencyi.<br>
{{tab}}Hrabina powtórzyła cicho i smętnie za księciem też same słowa, które tajemniczy wpływ sympatyi wywołał na jej usta.<br>
{{tab}}W tej godzinie, hrabina była wdową — książę, wdowcem.<br>
{{tab}}Wkrótce książę odprowadzony został do karety.<br>
{{tab}}Hrabina znowu pozostała sama w pokojach.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/586|num=134}}{{c|'''XV.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Przeznaczenie Delfiny.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Jak tylko książę opuścił mieszkanie hrabiny Omirskiej, młoda wdowa, chociaż dotknięta świeżym ciosem brata, chwil jednak kilka poświęciła boleści, która okryła smutkiem dom księcia Topor Płonińskiego.<br>
{{tab}}W tym momencie dał się słyszeć głos dzwonka w przedpokoju.<br>
{{tab}}— Otóż znowu ktoś przybywa — przemówiła Zuzanna, wchodząc do pokoju.<br>
{{tab}}Hrabina tymczasem wszystkie kosztowności przygotowane przed kilku godzinami, umieściła w dość sporej szkatułce schowała do komody.<br>
{{tab}}Godzina była właśnie szósta wieczorem — ciemność już prawie zupełnie ogarnęła salon, w którym zostawała. — Zuzanna też, powracając, przyniosła z sobą wielką, stołową lampę — lecz z niemałem zadziwieniem hrabiny położyła także obok niej jakiś list na stoliku.<br>
{{tab}}— Od kogo jest ten list? — zapytała z pośpiechem, biorąc go do ręki.<br>
{{tab}}— Z poczty... woźny jeszcze czeka w przedpokoju... należy mu się opłata portoryi.<br>
{{tab}}— Dziwna rzecz! list z zagranicy do mnie!.. zapłać temu człowiekowi — odrzekła, podając jej woreczek i zaraz po odejściu Zuzanny, jakby z niedowierzaniem zbliżyła list do światła i raz jeszcze wyczytała:<br>
{{tab}}„Do rąk własnych Jaśnie Wielmożnej hrabiny Maryi Omirskiej w Warszawie“.<br>
{{tab}}Powtórzywszy po dwakroć ten adres, spojrzała na kilka stempli pocztowych, w różnych miejscach listu mieszczących się, a między innemi, uderzył ją szczególniej znak pocztowy z napisem, miasto ''Paryż''.<br>
{{tab}}List mieścił tylko te wyrazy:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/587|num=135}}„Marja wdowa po hrabi Omirskim, nie rodziła się w Polsce... pochodzi z wyspy Bourbon — z familii ''Iganickich''. — Właściwe jej imię jest ''Delfina''. — Delfina z Iganickich Omirska znajdować się ma w Paryżu, dnia 1 Kwietnia 1838 roku u Jerzego Stortz pachciarza w folwarku Szwajcarskim, pod parkiem de Monceaux.“<br>
{{tab}}Podpisu nie było żadnego — daty żadnej.<br>
{{tab}}Po przeczytaniu tych wyrazów, młoda ta kobieta, popadła w istotny szał, marząc ustawicznie o swoim losie — losie rodziny.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''XVI.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Margrabia Emil de Bontanette.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Przypomnieć tu należy, że śmiała i ognista hiszpanka, mieszkająca kiedyś na przedmieściu du Roule w Paryżu, przebrana po męzku, wraz z Różą pokojową, uszła skrycie z swego pałacyku, zostawiwszy zdradny list, z którego nazajutrz wszystkie gazety powtórzyły wiadomość o jej samobójstwie. Widzieliśmy jednak, że zręczna ta intrygantka pod imieniem ''margrabia Emil de Bontanette'', zajęła mieszkanie w ''Hotel de Princes'', pod Nr. 3 przy ulicy Richelieu — zaś Róża, w charakterze lokaja, w pięknej liberyi otrzymała imię ''Max''.<br>
{{tab}}Nim poprzednie intrygi z hrabiną Omirską, przez kapitana dokonane, przejdą na drogę, na której ich cel i dążenie pojąć będzie można, rozwiniemy tymczasem, w jaki sposób Eleonora dopomogła ojcu w zemście na hrabiego Emy-Cruchard.<br>
{{tab}}Hotel książąt w Paryżu liczy się do najokazalszych domów zajezdnych, z którym zaledwie jeden tylko hotel de Londres, w porównanie iść może.<br>
{{tab}}Nr. 3, który fałszywy margrabia wybrał na mieszkanie, mieścił się na pierwszem piętrze tego obszernego domu i {{pp|zło|żony}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/588|num=136}}{{pk|zło|żony}} był z kilku pokoi frontowych wraz z balkonem. W tym czasie, codziennie prawie, zwłaszcza w godzinach blizkich wieczora widzieć można było przy ulicy Richelieu młodziutkiego Emila, siedzącego w wygodnem krześle na ganku hotelu książąt, ustrojonego z tą przesadą męzkiej, domowej tualety, która jest nader ściśle przestrzeganą w Paryżu.<br>
{{tab}}Margrabia nie zapomniał także o utrzymaniu charakteru płci, w jakiej się przed światem Paryzkim przedstawiał; dlatego nie pokazywał się inaczej na balkonie, jak z cygarem, które z rzadką gracyą trzymał w cienkich paluszkach, okrytych rękawiczką ze skóry w kolorze kamienia ''Olivin''.<br>
{{tab}}Zarówno mężczyźni, jak kobiety, mówić zaczęli o młodym margrabiu Emilu, jak o Cherubinku Bomarszego, i nie było dla Paryża żadnem nadużyciem przyzwoitości, że pod hotelem książąt zatrzymywało się mnóstwo ekwipaży, z których wystrojone damy rzucały śmiałe na balkon spojrzenia.<br>
{{tab}}Lecz zapewne nie ten cel sprowadził Eleonorę do hotelu książąt, ani też prosta chęć podobania się kazała jej obciąć włosy, zrzucić kobiece suknie i czarować Paryski świat kobiet — nie, nie — Eleonora zrobiła ogromne poświęcenie, oparte na zemście, mającej kiedyś srodze bardzo dotknąć serce hrabiego Emy-Cruchard. Zaraz to wykażemy; lecz poprzednio należy poznać dążenia samego hrabiego — dążenia, na które właśnie nasza Hiszpanka rozstawiła zdradne sieci.<br>
{{tab}}Hrabia, starzec siedmdziesięcioletni, oszpecony na twarzy, zbyt dotkliwie uczuł kalectwo swoje, dokonane ręką kapitana Rappinet. Proste wymierzenie ciosu, jaki mu dotychczas zadał w odwecie, uważał jeszcze za małe. Serce hrabiego wyrodziło więc owo dzikie i barbarzyńskie prawo starych Korsykan, przekazując zemstę z ojca na syna. Starzec uknował w duszy ''Vendettę'' i pragnął jej spełnienia najgoręcej, a przynajmniej chciał przed zamknięciem powiek ujrzeć jeszcze potomka, któryby za 212 milionów sukcesyi powinien był prześladować krew kapitana Rappinet. Hrabia miał lat siedmdziesiąt, ale nadzwyczaj silna budowa jego ciała, nie {{pp|wy|czerpała}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/589|num=137}}{{pk|wy|czerpała}} się jeszcze tyle, iżby życzenia jego uważać należało za płonne; nareszcie chęć potomstwa, objawiona w myśli jego, musiała mieć zasadę w własnem uczuciu swego fizycznego stanu.<br>
{{tab}}Hrabia na ten cel wybrał margrabinę Henryettę de Francpatie, wdowę po pułkowniku armii Algierskiej, kobietę piękną, zalotną, zarazem próżną, utrzymującą się wystawnie, choć ze skromnej pensyi po nieboszczyku, pogrzebanym w piaskach Afryki.<br>
{{tab}}Kto zna potęgę złota, tego bynajmniej nie zadziwi śmiałość człowieka, oszpeconego aż do wstrętu, szukającego jednak w młodej i pięknej kobiecie przyjacielskiego poświęcenia. — Pani Francpatie miała lat dwadzieścia cztery, a w tym właśnie wieku szala słodkich namiętności już dobrze przeważa się na stronę pieniędzy. Hrabia był najpewniejszym, że wdowa po pułkowniku przyjmie jego oświadczenie za dwieście dwanaście milionów, które jej miał pozostawić.<br>
{{tab}}Starzec ten, na kilka miesięcy przed rozwiązaniem kontraktu z kapitanem Rappinet, już przysposabiać zaczął margrabinę do tego dzieła, bywając skrycie w jej domu. Przysposobił ją nawet tyle, iż brakowało jedynie z jego strony samego wyrazu, aby zamiar ten doprowadzić do skutku. Po dniu 1 sierpnia 1837 roku, kiedy pierwszy wymiar zemsty dotknął już kapitana Rappinet i Eleonorę jego córkę, (w domu przy ulicy Ś-go Franciszka nr. 3), hrabia uznał za potrzebne przyśpieszyć to, co od tak dawna zamierzał względem margrabiny.<br>
{{tab}}Czujna jednak przezorność Eleonory, która o tem wszystkiem była zawiadomioną przez ojca, miała właśnie obalić ten gmach, do którego kamień węgielny już był położony. W tej godzinie, gdy Eleonora obcinała swoje piękne włosy, w chwili, gdy zrzuciwszy kobiece odzienie, postanowiła światu ukazać się jako mężczyzna, myślała jedynie o pani Francpatie. — Jaki skutek weźmie ta szczególna walka, wkrótce zobaczemy, {{pp|tym|czasem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/590|num=138}}{{pk|tym|czasem}} powiemy tylko, dlaczego Eleonora najęła mieszkanie przy ulicy Richelieu w hotelu książąt.<br>
{{tab}}Na przeciw tego hotelu, stał ogromny sześcio-piętrowy dom, wspaniały jak wiele na ulicy Kardynała, a w nim część pierwszego piętra mieściła właśnie apartament, zajmowany przez margrabinę, przysposobioną narzeczonę hrabiego. Zbliżenie dwóch tych do siebie kobiet rozpoczęła szczególniejsza zaczepka.
{{***}}
{{tab}}— Maks.<br>
{{tab}}— Jestem, panie margrabio.<br>
{{tab}}— Chodź-no tu bliżej, kochaneczku — dodał margrabia, pociągając go nieco na balkon — czy widzisz ten ganek naprzeciw naszego?<br>
{{tab}}— Przecież oka nie spuszczam z niego od czasu, jak zajmujemy hotel książąt... ten ganek należy do damy, która szalenie kocha chłopców i kwiaty.<br>
{{tab}}— A to mi dopiero umizgus, jakże prędko odgadł tajemnice serca ładnej sąsiadki zprzeciwka!.. myślę jednak, że dasz pierwszeństwo swemu panu i nie zostaniesz jego rywalem.<br>
{{tab}}Róża, niepojmując znaczenia tych wyrazów, spojrzała w oczy Eleonorze z niejakiem podziwieniem — nie chcąc tego jednak okazywać swojej pani, na wpół żartobliwie odrzekła:<br>
{{tab}}— No, no... odstępuję panu na własność tę piękną lubowniczkę kwiatów.<br>
{{tab}}— Ale na tem nie dosyć, mój przyjacielu. Rozpoczynam z nią romans, a potrzeba jeszcze, abyś mi w tej miłości dopomagał.<br>
{{tab}}Fałszywy margrabia wymówił to z pewną powagą, tak iż Róża na ten raz nie upatrywała w tem żadnych żartów.<br>
{{tab}}— Dobrze zatem; będę więc na jego usługi — odrzekła, zamyślając się nieco.<br>
{{tab}}— Możesz się więc teraz dowiedzieć, że dla tej samej damy nająłem właśnie to mieszkanie. Jest to margrabina {{pp|Hen|ryetta}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/591|num=139}}{{pk|Hen|ryetta}} de Francpatie, wdowa po pułkowniku armii Algierskiej... ale cóżeś się tak zamyślił? — zapytała, wpatrując się jej bystro w oczy.<br>
{{tab}}— Myślę, do czego w końcu ten romans doprowadzi?<br>
{{tab}}— O, jestem przecie najskromniejszym chłopcem w całym Paryżu i nie mam zamiaru uwieść mojej kochanki.<br>
{{tab}}— Tak wnoszę; bo przecież...<br>
{{tab}}— Bo przecież chcę ją zaślubić — odrzekł porywczo.<br>
{{tab}}— Pani?.. zaślubić panią margrabinę?<br>
{{tab}}— A cóż mi do tego przeszkadza?<br>
{{tab}}— Myślę, że bardzo wiele — odrzekła Róża, uśmiechając się — bo najprzód...<br>
{{tab}}— Bo najprzód — przerwał znowu prędki margrabia — dziś wieczorem, skoro pierwszy zmrok zapadnie, masz mi zerwać koniecznie ten bez, rosnący w wazonie na jej balkonie.<br>
{{tab}}— Ależ, panie!.. zerwać ten bez na balkonie pani margrabiny, będzie to zadać jej najboleśniejszą ranę w serce!.. Ona zdaje się nie mieć nic droższego nad ten kwiat, z którym się pieści całodziennie.<br>
{{tab}}— Masz mi zerwać ten kwiat dziś jeszcze! — powtórzył margrabia surowo — ponieważ nie chcę, ażeby moja kochanka miała coś droższego nademnie.<br>
{{tab}}— Ale ja tego nie potrafię.<br>
{{tab}}— Musisz.<br>
{{tab}}— Nareszcie, gdyby ten wazon nie był postawiony tak wysoko... na pierwszem piętrze... możnaby...<br>
{{tab}}— Możnaby go podjąć z ziemi, nieprawdaż? O, to tak umie każda wieśniaczka, zbierająca grzyby; ale my, cośmy się w ośmnastym roku porodzili chłopcami, musimy się przecież odznaczyć dowcipem i zręcznością. Zaraz cię tego nauczę...
wróćmy tylko do salonu.<br>
{{tab}}I margrabia wraz z Maksem opuścili balkon, gdzie przebrana kobieta zbliżyła się do małej toalety i wyjęła z niej jedwabny sznurek, długi przynajmniej na dziesięć łokci, na którym było kilka osobnych kordonków, zakończonych haczykami, używanymi pospolicie do łowienia rybek.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/592|num=140}}{{tab}}— I na to pani straciła wczoraj cały wieczór, robiąc te szczególne haczyki, które myślałam, że nam posłużą jedynie do łowienia karasków na Sekwanie.<br>
{{tab}}— Ba! ba! — odrzekła Eleonora. — W Paryżu niema rybołóstwa, a ja, na moje haczyki myślę złapać koniecznie serce wdówki po pułkowniku Francpatie.<br>
{{tab}}— A ciekawam też bardzo to zobaczyć.<br>
{{tab}}— Przecież dziś jeszcze spróbujemy tej sztuki... Oto tak: jak tylko cokolwiek się zciemni, podejdziesz pod balkon margrabiny i, trzymając za jeden koniec sznurka, rzucisz drugi wraz z wędkami, w sam środek tego krzewu.<br>
{{tab}}— Ależ pani!.. wszak za najmniejszem pociągnięciem sznurka, cały krzew wraz z wazonem mógłby spaść na ziemię.<br>
{{tab}}— Tego też właśnie potrzebuję, mój kochaneczku — rzekł margrabia nieco żartobliwie ale i surowo — należy nawet pociągnąć i mocno pociągnąć, aby ten wazon zrzucić koniecznie na ziemię. A myślę, że potem bardzo łatwo oberwać z niego wszystkie kwiaty, nawet pączki, żeby się nic dla tej kokietki kwiatów nie zostało, a następnie wrócisz do mnie ze swoją zdobyczą.<br>
{{tab}}— Ciekawam, co będzie, jak mię złapią na gorącym uczynku?<br>
{{tab}}— Jesteś przecie mężczyzną i powinieneś śmiało stawić czoło nieprzyjaciołom.<br>
{{tab}}— Tak... ale...<br>
{{tab}}— Nareszcie powiesz każdemu, że wypełniasz rozkaz swego pana... z tem wszystkieni, trzeba być nieco ostrożnym, mój Maksiu. Teraz przyznaj, że u mnie służba trochę przytrudna.<br>
{{tab}}— I niebezpieczna.<br>
{{tab}}— Zapewne, zapewne... bądź zatem gotów spróbować dziś moją sztukę. Smiało tylko!.. niech ci się zdaje, że jesteś stary saper, idący zakładać miny pod mury fortecy.<br>
{{tab}}Róża, ożywiona tem przemówieniem, poprawiła sobie na ramionach pelerynkę od liberyi, mówiąc:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/593|num=141}}{{tab}}— O! myślę przecież, że zerwać kwiat z balkonu nie jest tak samo, jak z lontem zapalonym zbliżyć się do piwnicy z prochem.<br>
{{tab}}— Brawo! mój najwaleczniejszy saperze! — zawołała uradowana Eleonora.<br>
{{tab}}— Nie ustaję jednak myśleć, na co się pani ten kwiat przyda, a potem i cała intryga.<br>
{{tab}}— Któżby się jeszcze tego nie domyślił?.. kocham margrabinę do szaleństwa i mam nadzieję, że odwrotną drogą, jak wszyscy mężczyźni, pozyskam jej serce.<br>
{{tab}}— Tak, ale na tem przecie nie koniec jej zamiarów... pani ją chcesz zaślubić.<br>
{{tab}}— O! to jeszcze tak daleko do tego, ażeby margrabina de Francpatie została margrabiną de Bontanette!.. Ale patrzaj no! patrzaj! — dodała, wskazując palcem przez okno na dom przeciwległy — czy widzisz, kto się nam pokazał na balkonie?<br>
{{tab}}— Pani margrabina.<br>
{{tab}}Rzeczywiście, na balkonie przeciw-ległego domu ukazała się margrabina. Eleonora i Róża cofnęły się zaraz nieco od okna i weszły w głąb pokoju, spoglądając z daleka na wszelkie jej poruszenia.<br>
{{tab}}Margrabina de Francpatie była kobietą pierwszej młodości; mogła mieć lat dwadzieścia cztery... o, bodaj {{Korekta|wszyskie|wszystkie}} wdowy nie miewały więcej!.. Co do charakteru: to tylko powiemy, że kobieta, która mieszka w Paryżu, a jej małżonek ugania się po piaskach Afryki za Arabami, musi mieć koniecznie odrębny charakter.<br>
{{tab}}Pani de Francpatie z listów, pisanych z nad granicy Marokańskiej i Tangeru, robiła ustawicznie papiloty, które przesiąkały ''cydonią'', dopóki ostatnia pieczęć czarnego laku i urzędowy raport jednego z dzienników, nie zapewnił jej, że już nie zdradza więcej pułkownika... ponieważ małżonek jej został mumią, wysuszoną samumem. Zapłakała... ale i któraż nie płacze po zgonie męża?.. a potem stało się, jak z każdą {{pp|wdo|wą}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/594|num=142}}{{pk|wdo|wą}}, która trzyma wraz z angielskim poetą i nazywa swój charakter ''balsamie emanation'': ma to być zalotność, uważana w średniem widzeniu rzeczy — wistocie, margrabina nigdy nie wypierała się zalotności, którą Paryżanki zaliczyły już na rachunek dobrego i światowego ułożenia kobiety.<br>
{{tab}}W tej chwili młoda wdowa uśmiecha się na balkonie i poprawia w wazonie listki ulubionego kwiatu. Jest to bez perski, którego kwiat biały jak mleko, ma drobniutkie centki, koloru karminu, jakby krwią nakrapiany — jeden z cudnych i rzadkich kwiatów — margrabina, usiadłszy na krzesełku, napawała się wciąż wonią i cieszyła widokiem rośliny, której początek wszczął się może u podnóża gór Armenii lub Tybetu, a zginie niewątpliwie dziś w wieczór przy ulicy Richelieu w Paryżu, na przeciw hotelu książąt.<br>
{{tab}}Margrabina ma oko wielkie, wypukłe, koloru szyldkretu, w tej rzadkiej oprawie, która pozwala kierować źrenicą na wszystkie strony, przytem białko śnieżne, lśniące jak perła, za każdem poruszeniem oka, malujące wzniosłość myśli i ducha — oczy wschodnie, najrzadziej widziane u kobiety europejskiej, ale też biada mężczyźnie, który nie czuje się być dosyć silnym do odbicia pocisku takiego spojrzenia. Nosek margrabiny jest w guście, jeżeli tak nazwać się godzi, rococo, nosek francuski z XVII lub XVIII wieku, taki właśnie, jak nam malują owe małe nieco zadarte noski pań, zahypotekowanych na Luwrze lub Wersalu przez Ludwików. Usta mierne, broda okrągła i podbródek, wogóle twarz, mająca dużo bardzo wyrazu przenikliwości i rozumu, nawet mówiąca coś o wspaniałości serca i dobroci. Ustawiczny jednak uśmiech na jej ustach, czasami źle użyty i bez istotnej pobudki, znamionuje w pani de Francpatie, kobietę pełną miłości własnej, chęci podobania się... niech będzie kokietką, wszak to już wdowa.<br>
{{tab}}— Czy widzisz, Maksie, jak margrabina zaczyna się już pieścić ze swoim kwiatkiem? — przemówił margrabia, ukryty w głębi pokoju, wskazując balkon na przeciwko.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/595|num=143}}{{tab}}— Rachuje powiędłe listki i przemawia do nich w duchu elegijnym, bo ma coś bardzo bolesnego na twarzy. Mój Boże! może już raz ostatni cieszy się jego widokiem.<br>
{{tab}}Wieczorem margrabia bawił samotny w swoim pokoju i przechadzał się z niecierpliwością, kiedy-niekiedy przystępując do okien, aby wyjrzeć na ulicę, na której już ciemność zupełna połączyła się z pół-światem zapalonych latarń. Maksa w pokoju nie było.<br>
{{tab}}Po małej chwili, margrabia spozierał już tylko na drzwi główne swego apartamentu i nienapróżno; bo wkrótce po tem oczekiwaniu zwinny Leporello młodziutkiego Don Juana wpadł zadyszany do pokoju.<br>
{{tab}}Maks trzymał w jednej ręce jedwabny poplątany sznurek z wędkami, w drugiej pęk kwiatów... biały bez centkowany karminowo. O! żeby też ten łotr chłopiec, raczej dziewczyna, subretka szkoły paryskiej nie zdobyła coś podobnego!<br>
{{tab}}— Wszystek? — zapytał jej margrabia.<br>
{{tab}}— Wszystek — odrzekł Maks, składając zaraz kwiaty na stoliku.<br>
{{tab}}— Czy cię kto nie spostrzegł?<br>
{{tab}}— Tak... nibyto... ale nie, nie... wazon przeważony upadł na bruk ulicy i rozbił się na kawałki. W mgnieniu oka oberwałem kwiat, ile go tylko znalazło się na krzewie, a w ten moment zaraz kilku uliczników zabrało liście i szczątki porcelanowego wazonu... została tylko sama ziemia. Dalej, już nie wiem, co się stało, bo w tej chwili usłyszałem poruszenie okna na balkonie pani Francpatie, lecz ja już byłem w bramie hotelu i na schodach.<br>
{{tab}}— A to mi dzielny z ciebie chłopak! dzielniejszy, jak na mężczyznę, który ma dopiero godzin dwadzieścia cztery! Gdybym był Napoleonem, jużbym ci przypiął krzyżyk legji honorowej. Powiedz mi także, czy cię przypadkiem nie widział kto z temi kwiatami w hotelu?<br>
{{tab}}— Nikt.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/596|num=144}}{{tab}}— Dobrze, dobrze... masz nawet prawo do awansu.<br>
{{tab}}— Niech nam się zdaje, żeśmy sztandar nieprzyjacielski zdobyli.<br>
{{tab}}— Prawda, mój Maksiu: ale mam ci honor powiedzieć, że to jest dopiero wypowiedzenie wojny. Postępuj dalej tak walecznie, a po skończonej kampanji zostaniesz pewno generałem.<br>
{{tab}}— Ol o! generałem!.. bierze mnie ochota rozpocząć natychmiast walkę.<br>
{{tab}}— Brawo! niech tak będzie! Zaczniemy tedy od tego, że podasz mi ten mały kryształowy wazonik ze serwantki, w którym pomieszczę te kwiaty.<br>
{{tab}}— No, no... ciekawym, co dalej będzie?<br>
{{tab}}— Musimy się okopać: i tak... weźmiemy maleńki stoliczek, ten naprzykład — dodał komendant, wskazując mały stoliczek z palisandrowego drzewa.<br>
{{tab}}— Czy to mają być okopy?<br>
{{tab}}— Zapewne, potrzeba tylko zająć dobrą pozycyę. Wystawimy go na ganek, na którym odtąd będzie stał ten wazonik wraz z bzem, raczej ze zwyciężonym sztandarem.<br>
{{tab}}— Jakto? na ulicy?.. naprzeciw okien pani margrabiny?<br>
{{tab}}— Naturalnie... potrzeba przecie stawić czoło nieprzyjacielowi, i na dowód mego nieustraszonego męztwa, ja sama odtąd cało dziennie trzymać będę przy nim wartę, to jest, będę się tak pieściła z tym kwiatem od rana do wieczora, jak to dawniej czyniła pani Francpatie na swojm balkonie. Natychmiast więc przygotujmy wszystko, a nazajutrz...<br>
{{tab}}— A ciekawam tego najbardziej, co będzie nazajutrz.<br>
{{tab}}— No, no... do jutra przecie nie tak daleko!
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/597|num=145}}{{c|'''XVII.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|{{Rozstrzelony|Nazajutr}}z.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Nazajutrz o godzinie dziesiątej zrana na balkonie hotelu książąt widzieć można było maleńki stoliczek, misterne damskie cacko, a na nim, piękny wazon z najczystszego kryształu, rznięty w arabeski wschodniego smaku, z którego wystawał pyszny biały bez nakrapiany czerwono — oto damska baterya.<br>
{{tab}}Obok stoliczka siedział wesoły margrabia na krzesełku, jak zawsze z cygarem, i ustawicznie układał bukiet do porządku, aby go najdokładniej przedstawić oczom publiczności — a najbardziej właścicielce zprzeciwka.<br>
{{tab}}To zuchwałe przedsięwzięcie wywołało szczególną scenę pomiędzy dwoma lokatorami, naprzeciw siebie mieszkającymi.<br>
{{tab}}Margrabina, która tysiączne czyniła wnioski, co do zniknięcia jej ulubionego kwiatu, spostrzegła, może najpierwsza swoją stratę na balkonie margrabiego. Kilka chwil odurzona nadzwyczajnością tego zdarzenia, nie mogła pojąć tej igraszki, w której upatrywała coś niedocieczonego. Śmiałe jednak pokazanie zabranego kwiatu wprowadzało ją w pewną wątpliwość; lecz nareszcie postanowiła przyśpieszyć rozwiązanie tej intrygi.<br>
{{tab}}W godzinie południowej wysłała nareszcie swego lokaja do hotelu książąt pod nr. 3.<br>
{{tab}}Niewiadomo, czy nasz margrabia chciał istotnie odgrywać rolę rozpustnika, raczej trzpiota, czy też sposób obejścia się jego z posłańcem pani Francpatie ma na celu intrygę, opartą na wyrachowanym planie, ale takie było spotkanie lokaja margrabiny z margrabią.<br>
{{tab}}— Czy zastałem samego pana margrabiego de Bontanette? — zapytał lokaj, wchodząc do pokoju lokatora hotelu.<br>
{{tab}}— Zastałeś, kochaneczku... jestem — odrzekł margrabia wesoło, wyciągając się właśnie na sofie — tylko patrz mi {{pp|pro|sto}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/598|num=146}}{{pk|pro|sto}} oko w oko, kiedy do mnie mówisz, bo nie lubię latających oczu... Cóż tedy chciałeś od margrabiego de Bontanette? Ale poprzednio powiedz mi jeszcze, od kogo przychodzisz?<br>
{{tab}}— Od pani Francpatie, margrabiny.<br>
{{tab}}— Czy podobna!., od tej szkaradnicy zprzeciwka, na którą patrzeć nie mogę?.. Czegóż więc chce twoja pani odemnie?<br>
{{tab}}— Zapytuje, gdzie pan margrabia nabył tak piękny kwiat, który jest wystawiony na jego balkonie?<br>
{{tab}}— Jesteś sam mężczyzną i wiesz dobrze, że się nigdy nie zaspakaja żądań brzydkich kobiet... racz jej to powiedzieć odemnie.<br>
{{tab}}— Ale ten kwiat jest własnością mojej pani, i niewiadomo, jakim sposobem znajduje się dzisiaj u pana margrabiego.<br>
{{tab}}— Oh!.. jeśli tylko idzie o to, zaraz ci całą rzecz wyjaśnię... oto wczoraj wieczorem kazałem zrzucić ten bez z waszego balkonu... porwać go... i wystawić na moim ganku.<br>
{{tab}}— Czy przynajmniej wolno mi się zapytać pana margrabiego, dlaczego tak śmiało postąpił?<br>
{{tab}}— Ponieważ ten kwiat mi się podobał.<br>
{{tab}}— Ależ, panie...<br>
{{tab}}— Przytem, nie chcę, ażeby szkaradna kobieta posiadała coś pięknego — dodał jeszcze z tą samą żartobliwością — możesz jej to także odemnie powiedzieć.<br>
{{tab}}— Gdyby pan margrabia chciał coś do mojej pani napisać...<br>
{{tab}}— Napisać?.. a wybornie mówisz, mój przyjacielu!<br>
{{tab}}I, zaraz powstawszy ze sofy, zbliżył się do małego biurka i skreślił następujące wyrazy:
{{f|align=left|lewy=20%|„Pani Margrabino!}}
{{tab}}„Z prawdziwą radością dowiedziałem się ojej nieszczęściu. Cieszy mnie to nierównie mocniej, że ja sam właśnie miałem ten honor zranić tak boleśnie jej serce. Za godzinę przyrzekam służyć pani margrabinie w jej mieszkaniu... Proszę zatęm przygotować dla mnie kilka cygar mianowicie: {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/599|num=147}}Sant-Jago, które lubię namiętnie. Zasyłam jeszcze gitarę hiszpańską i bębenek, ponieważ bez tych dwóch instrumentów, nawet na dwie minuty obejść się nie mogę. Niechaj także pani margrabina raczy przygotować dużo szkła kolorowego i kryształów, albo każę je powynosić z pokoju w którym mnie przyjąć myśli, posiadam bowiem tę szczególną pasyę, iż tłukę wszystko bez namysłu. Rzeczy ostre, jak noże, nożyczki, scyzoryki i tym podobne, proszę także usunąć mi z przed oczu; ponieważ na ich widok, bierze mnie zaraz ochota krajać stoliki, krzesła, pruć sofy, obicia i niszczyć wszelkie meble. W końcu chciałbym być przyjmowanym w najobszerniejszym salonie, bo nigdy nie jestem zdolny ustać spokojnie na jednem miejscu, nawykłem do skoków, tańca gimnastyki, a szczególniej woltyżowania. Jeżeli nawet apartament pani margrabiny znajdzie się tak obszerny, iż możnaby było pokazać się w nim na koniu, proszę zawczasu wszystkie drzwi pokojów poroztwierać... bierze mnie bowiem jakaś ochota odbyć przy pierwszej u niej wizycię: przejażdżkę konno salonową.
{{f|align=right|prawy=15%|„''Margrabia Emil de Bontanette''.“}}
{{tab}}Margrabia, zapieczętowawszy ten dziwaczny list, oddał go lokajowi pani Francpatie, wraz z gitarą i bębenkiem, któren nieświadomy treści zawartych w nim myśli, z zupełną odszedł spokojnością, aby to wszystko doręczyć swojej pani.<br>
{{tab}}Natychmiast margrabia zadzwonił na swojego Maksa.<br>
{{tab}}— A co?., jakże się zaczyna? — zapytał zaimprowizowany lokaj.<br>
{{tab}}— Ubieraj mnie na wizytę do margrabiny de Froncpatie.<br>
{{tab}}— Czy wistocie już tak prędko otrzymałeś pan zaproszenie?<br>
{{tab}}— Mówię, śpiesznie i bardzo spiesznie zaczynaj mnie ubierać! Nie dlatego pośpieszam, ażeby nie odeszła jej ochota przyjąć mnie u siebie, ale mam interes wysłać cię z domu, co będzie miało związek z moją wizytą u pani Francpatie, dalej, dalej, zaczynaj!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/600|num=148}}{{tab}}Maks pobiegł prędko do szafy, wyjął cały garnitur męzkiego kroju, jeden z najbardziej eleganckich, i zaczął z pośpiechem ubierać swojego pana.<br>
{{tab}}— Widzę, że nie jesteś nawet ciekawym dowiedzieć się, gdzie cię wysłać zamyślam — przemówił margrabia po chwili.<br>
{{tab}}— Przeciwnie — odrzekł Maks, nie przestając ubierać swego pana — myślę o tem ustawicznie... a tem więcej, żeś mi pan powiedział, że interes, który mam załatwić na mieście, ma jakąś styczność z tą wizytą u pani Francpatie.<br>
{{tab}}— Tak, tak, mój przyjacielu... w zupełnem jest połączeniu, dlatego wysłuchaj mnie z uwagą. Jak tylko opuszczę mieszkanie, weźmiesz natychmiast fiakra i pojedziesz na ulicę de Chartres, blisko rogatki Courselles, do folwarku szwajcarskiego.<br>
{{tab}}— Gdzież to jest ten folwark szwajcarski?<br>
{{tab}}— Pod parkiem Monceaux.<br>
{{tab}}— Ah!.. wiem już teraz, wiem... wszyscy udają się tam na wyborną śmietanę.<br>
{{tab}}— Ten sam... udasz się więc do Jerzego Stortz, pachciarza, i oświadczysz, że zostajesz w obowiązkach u panny Eleonory.<br>
{{tab}}— Czy tylko taki jest cel mojego przybycia do Jerzego Stortz, pachciarza?<br>
{{tab}}— O nie, mój przyjacielu, oświadczysz mu odemnie, że potrzebuję natychmiast żywego gołębia, albo w braku gołębia, Jerzy Stortz, powinien mi natychmiast, w miejsce gołębia, przyprowadzić swego ogromnego, angielskiego psa, buldoga, tak, ażebym jeszcze przed wieczorem miał go już w hotelu.<br>
{{tab}}— Pies, albo gołąb.. dziwna rzecz!.. jak gdyby pies mógł zastąpić gołębia.<br>
{{tab}}— Cicho! cicho!.. znowu ktoś do nas przybywa.<br>
{{tab}}Był to lokaj margrabiny, raz jeszcze wysłany z listem do margrabiego.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/601|num=149}}{{tab}}Margrabia właśnie kończył się ubierać.<br>
{{tab}}— Co u licha! — zawołał z tą samą pustotą — czy pani margrabina chce mnie dziś zamęczyć swoją korespondencyą?.. mogę bardzo mizernie wyglądać u niej na wizycie.<br>
{{tab}}— Kazała mi doręczyć ten bilecik bez najmniejszej zwłoki — odpowiedział lokaj, składając list na stoliku.<br>
{{tab}}— Ah! jakże twoja pani dzisiaj nudna! — odrzekł margrabia, śpiesznie łamiąc pieczątkę.<br>
{{tab}}I wyczytał następujące wyrazy:
{{f|align=left|lewy=20%|„Mości margrabio!}}
{{tab}}„Z bolesnym wyrzutem przychodzi mi przeprosić go za podejrzenie — kwiat, który wystawiony jest na jego balkonie, po bliższem przypatrzeniu mu się, poznałam, że nie jest moim. Na dowód nawet rzetelności tej prawdy, dodaję, że mój, którego przed chwilą poszukiwałam... już się znalazł — nic mamy przeto potrzeby widzieć się osobiście.
{{f|align=right|prawy=15%|„''Margrabina, Henryetta de Franypatie''.“}}
{{tab}}— Co to jest u pioruna! — zawołał margrabia, udając obrazę — jak twoja pani śmie ze mnie żartować, donosząc, iż kwiat, który jej właśnie wczoraj z balkonu zerwałem, znalazł się w tej chwili... albo jak śmie nie poznać swego własnego kwiatu?.. niech weźmie lornetkę!<br>
{{tab}}— Pani kazała go najmocniej przeprosić.<br>
{{tab}}— Ale mnie nie tak łatwo przeprosić — odrzekł, udając zagniewanego — jestem wreszcie już w połowie ubrany... Idź tedy i oświadcz odemnie swojej pani, że najdalej za pięć minut ma być gotową na moje przyjęcie... Słuchaj-no jeszcze, kochaneczku — dodał, zatrzymując lokaja — czy twoja pani po przeczytaniu mojego listu, nie wydała żadnego innego rozkazu?<br>
{{tab}}— Żadnego.<br>
{{tab}}— Szczególna rzecz!.. a więc drzwi wszystkich pokojów są pewno zamknięte?<br>
{{tab}}— Zamknięte.<br>
{{tab}}— A serwantki pochowane?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/602|num=150}}{{tab}}— Wcale nie.<br>
{{tab}}— No... to mniejsza... będzie się czem zabawić... Czy dużo macie w domu nożów, scyzoryków, nożyczek i tym podobnych rzeczy.<br>
{{tab}}— Wystarczają na potrzeby domu i gości.<br>
{{tab}}— I gości!.. o, dopiero teraz grzeczniej odpowiedziałeś. Kiedyś się jednak doczekał ukończenia mojej tualety — dodał margrabia, wkładając tużurek — zaprowadzisz mnie sam do swojej pani.<br>
{{tab}}Zaambarasowany lokaj chciał się w ten sposób od tego uwolnić, że przemówił.<br>
{{tab}}— Pani margrabina w tej właśnie chwili bierze kąpiel.<br>
{{tab}}— Niepodobna! — zawołał margrabia radośnie.<br>
{{tab}}— Tylko co weszła do wanny.<br>
{{tab}}— No, jak to dobrze porozumieć się czasami... wezmę zatem ze sobą kilka flaszek kolońskiej wody, którą będę skrapiał jej białe ciało.<br>
{{tab}}Zaraz po tych słowach, porwał z pośpiechem rękawiczki pięknego koloru brzoskwini i wciągnął na ręce. Pierwej jeszcze wsadził na ufryzowaną głowę kapelusik w kolorze, ''poil de rat'', w końcu uchwycił szpicrutę, trzasnął nią parę razy w powietrzu i zabrał się do wyjścia.<br>
{{tab}}Przestraszony lokaj margrabiny, który zapewne wraz ze swoją panią uważał margrabiego za człowieka, pozbawionego zdrowych zmysłów, prędko wybiegł z jego mieszkania, ażeby ją o tej wizycie uprzedzić.<br>
{{tab}}Margrabia zrozumiał dobrze postąpienie tego człowieka; dlatego rozśmiał się w duszy na początek tej komedyi. Stanąwszy jeszcze przed wielkiem lustrem, rzekł do Maksa, poprawiając na piersiach żaboty i mankiety od koszuli:<br>
{{tab}}— Dalej więc za mną, Maksie!.. obadwa nie mamy dużo czasu do stracenia, wychodźmy razem; ty, do folwarku szwajcarskiego, ja, do margrabiny.<br>
{{tab}}Za chwilę obydwóch nie było w mieszkaniu.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/603|num=151}}{{c|'''XVIII.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|{{Rozstrzelony|Wizyt}}a.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Wesoły, pusty, lekki, chociaż w charakterze mściwy i przewrotny nasz pół-chłopiec, pół-dziewczyna, przebiegł środek ulicy i wszedł do domu, który wkrótce ma się zamienić na teatr wesołej i pociesznej krotochwili.<br>
{{tab}}Na pierwszem piętrze, pokazały mu się drzwi otworem, a narkotyczny z nich zapach pieczystego dał mu poznać zaraz kuchnię.<br>
{{tab}}Tym to podstępnym sposobem utorował sobie drogę margrabia do mieszkania pani de Francpatie.<br>
{{tab}}Nasz elegancik wszedł bez namysłu do kuchni, z niemałem podziwieniem znajdujących się tam ludzi, następnie do pokoju, który najpodobniejszyni się zdawał na mieszkanie sług — dalej, nie zdejmując wciąż kapelusza, znalazł się w jakimś gabineciku, w którym, przez następne otwarte drzwi, ujrzał dość ozdobnie umeblowany pokój, nie mający jednak zupełnego podobieństwa salonu.<br>
{{tab}}Z tą samą swobodą myśli, opuścił margrabia gabinet i wstąpił za próg pokoiku, który już był częścią mieszkalnego apartamentu pani de Francpatie. W pokoju tym troje drzwi się znajdowało w różnych stronach i na wpół roztwarte.<br>
{{tab}}Bohater nasz w kapeluszu na głowie i szpicrutą w ręku, wybrał te, z których właśnie słyszeć się mu dały jakieś głosy, między któremi poznał zaraz podobieństwo piskliwego głosu samej lokatorki, i wszedł śmiało do następnego pokoju.<br>
{{tab}}W tym pokoju także nikogo nie było z następnego jednak słychać było wyraźnie żywo prowadzoną rozmowę margrabiny z lokajem, który właśnie powrócił od margrabiego.<br>
{{tab}}— Mogę nareszcie upewnić panią — mówił lokaj — iż ten margrabia jest istotnie obłąkanym... Chcąc go nawet odwieść od oddania pani wizyty, skłamałem, mówiąc, że pani bierze kąpiel!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/604|num=152}}{{tab}}— A cóż on ci na to odpowiedział? — zapytała margrabina.<br>
{{tab}}— Rozśmiał się radośnie i prędzej jeszcze włożył na głowę kapelusz, aby panią odwiedzić; oświadczył nawet, że przyjdzie do wanny dolewać kolońskiej wody.<br>
{{tab}}— Nie chcę, nie chcę go przyjmować wcale! — krzyknęła z trwogą margrabina — zamknij raczej na klucz drzwi od wschodów i nie wpuszczaj go, chociażby najbardziej dzwonił... prędko! prędko!.. żeby już nie było za późno!<br>
{{tab}}Margrabia, który w poprzednim pokoju wysłuchał całej tej rozmowy, poczuł zarazem kroki lokaja, który w tej chwili opuszczał salon, aby udać się do przedpokoju i wypełnić rozkaz swojej pani.<br>
{{tab}}Śmiały intrygant natychmiast podsunął się podedrzwi pokoju, w którym margrabina sama pozostała, i usłyszał jeszcze, jak właśnie powtórzyła do siebie w uniesieniu te wyrazy:<br>
{{tab}}— O, przecież ten szaleniec nie użyje gwałtu, ażeby drzwi do mego mieszkania wyłamać!.. mogę być przynajmniej na dziś od niego oswobodzoną; jeżeli zaś na tem nie poprzestanie, użyję wówczas...<br>
{{tab}}Margrabia wszedł w tej chwili do salonu i, trzasnąwszy parę razy {{Korekta|spicrutą|szpicrutą}} w powietrzu, przerwał groźbę margrabiny.<br>
{{tab}}Margrabina wydała okrzyk przerażenia.<br>
{{tab}}— A któż to słyszał przyjmować tak niegrzecznie gości w swoim domu? — przemówił żartobliwie, siadając bez zaproszenia na sofie, przed którą stała na stoliczku z kolorowego szkła salaterka, rznięta w piękny deseń, a na niej kilka sztuk winogron prawdziwych z Champanii.<br>
{{tab}}— Kto pan jesteś? — zapytała prawie nieprzytomna.<br>
{{tab}}— A to mi pytanie!.. sąsiad zprzeciwka: wreszcie korespondowaliśmy już z sobą.<br>
{{tab}}— Co pan tu robisz w mojem mieszkaniu?<br>
{{tab}}— Przyszedłem kłócić się z panią... ale, ale... jest tu gdzieś moja gitara i bębenek?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/605|num=153}}{{tab}}— To prawda, które tylko przez pomyłkę zapomniałam odesłać panu przez lokaja.<br>
{{tab}}— Niema potrzeby; ponieważ może za chwilę, przyjdzie mi ochota coś zagrać, zaśpiewać, zabębnić, za...<br>
{{tab}}— Tu, w mojem mieszkaniu?<br>
{{tab}}— Tak jest... i to zaraz, tylko dokończę tych winogron, któreś pani zostawiła.<br>
{{tab}}I, wziąwszy do rąk ładne jedno grono z naczynia, zaczął najswobodniej zajadać.<br>
{{tab}}Pani de Francpatie osłupiała; silne tylko wrażenie pięknej twarzy chłopca, cera zdrowa i nieokazująca bynajmniej tej oznaki chorobliwości umysłowej, właściwej obłąkanym, przytem młodość jego, bardzo prędko wywołały z duszy strwożonej kobiety sąd, może i korzystny dla margrabiego. Upatrywała w nim samą pustotę, jakieś dziecinne rozpieszczenie i nic więcej. Patrząc nawet czas jakiś na rozkoszną i wesołą twarz swego gościa, który najobojętniej zajadał wciąż winogrono, na wpół nawet uśmiechać się {{Korekta|zaczęła|zaczęła.}}<br>
{{tab}}— Czy nie mógłbym dostać więcej tych winogron? — zapytał po chwili margrabia, jakby z dawną zażyłością — ponieważ przewybornie mi smakują.<br>
{{tab}}Margrabina, jakby już zwalczona pięknością młodego pustaka, prawie machinalnie odrzekła:<br>
{{tab}}— W całym domu nie znajdę już więcej ani jednego gronka.<br>
{{tab}}— Wielka szkoda... przyznaj jednak pani, iż gdyby się znalazły, nie żałowałabyś ich swojemu gościowi.<br>
{{tab}}— Tak, zapewne, mój panie... ale poprzednio należałoby się nam bliżej porozumieć.<br>
{{tab}}— Alboż nie dosyć wyraziły słowa mego listu?.. i widzę nawet, że jestem przyjmowany, podług życzeń własnych.<br>
{{tab}}— Jakto, panie, któż go tu tak przyjmuje?<br>
{{tab}}— Pani sama.<br>
{{tab}}— Ja?<br>
{{tab}}— Tak jest.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/606|num=154}}{{tab}}— Jakim sposobem?<br>
{{tab}}— Dając mi oto, tę piękną salaterkę do stłuczenia.<br>
{{tab}}I zaledwie to wymówił, porwał ze stolika kosztowne szklanne naczynie.<br>
{{tab}}— Oh! oh! — krzyknęła przerażona margrabina, wyciągając ku niemu ręce.<br>
{{tab}}Margrabia z uśmiechem rzucił ją o ziemię i roztrzaskał na kawałki.<br>
{{tab}}— Cóż to jest? — zapytała w tonie surowym.<br>
{{tab}}— Alboż nie uprosiłem jej — odrzekł z tą samą pustotą na twarzy — ażebyś mi pani przygotowała kilka sztuk szkła kolorowego do stłuczenia?.. Oho! na kominku stoi jeszcze kubek zielony! — dodał, zrywając się z sofy, i zaczął zmierzać do kominka.<br>
{{tab}}Margrabina, przewidując los pięknego naczynia, ubiegła go jeszcze prędzej i ukryła w rękach przed napaścią trzpiota.<br>
{{tab}}— Nareszcie wytłomacz się pan, w jakim celu tu przybywasz? — zawołała {{Korekta|zniecierpliwona|zniecierpliwiona}}, zmuszając się do gniewu.<br>
{{tab}}— Zaraz, zaraz odpowiem... tylko ten kubek nie może zostać cały... Aha! to i mój bębenek na taborecie! — zawołał z radością, spostrzegając go wraz z gitarą.<br>
{{tab}}I zaraz pobiegłszy w tę stronę, porwał bębenek, założył na siebie i zaczął pałeczkami uderzać.<br>
{{tab}}Margrabina, złudzona dziwacznym charakterem margrabiego, straciła prawie władzę rozsądnego obok niego postępowania i, długo milcząc, spoglądała wzrokiem badawczym na oryginalne ruchy młodego chłopca, który, jakby od dawna z domem tym zostawał w przyjacielskich stosunkach, rozpuścił wodze swojej fantazyi.<br>
{{tab}}Rola jego przybrała jeszcze oryginalniejszy charakter, kiedy margrabia, bijąc ustawicznie w bębenek marsz wojskowy, przechodzić zaczął wzdłuż pokoju i z uśmiechem wesołej pustoty spoglądał na twarz tracącej przytomność kobiety.<br>
{{tab}}— Proszę zaraz pochwalić moją muzykę — przemówił nareszcie, aby zbadać myśl pani domu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/607|num=155}}{{tab}}— Prześliczna! — odrzekła margrabina głosem martwym, jakby letargicznym.<br>
{{tab}}— No, to muszę ją bardziej jeszcze zachwycić.<br>
{{tab}}I, podwoiwszy bicie pałeczkami, zaczął naśladować kłus koni, w końcu wskoczył aż na sofę.<br>
{{tab}}— O, to już nadto tego szaleństwa! — zawołała tonem obrazy margrabina — czy pan chcesz, abym do jego uspokojenia zawołała ludzi?<br>
{{tab}}— O nie! nie!.. nie czyń tego, pani, uspokoję się natychmiast, skoro znajdę inną dla siebie zabawkę. Oto zabawię się tym pięknym nożem, który mi się bardzo podobał.<br>
{{tab}}I, porzuciwszy bębenek, porwał ze stolika nóż od owoców w perłowej oprawie i, zrobiwszy pokorną minkę, zaczął nim narzynać mahoniowe ozdoby sofy.<br>
{{tab}}— Ależ, mój panie! — krzyknęła chwytając go za rękę — nie zapominaj, że...<br>
{{tab}}Nie dokończyła, ponieważ margrabia wydarł z jej rąk kubek i rozbił o posadzkę.<br>
{{tab}}Przestraszona tylu dziwactwami, porwała za rękojeść małego dzwonka, stojącego na stoliczku, i dla wezwania pomocy sług swoich, zadzwoniła nim kilka razy.<br>
{{tab}}Przytomny, lekki i zwinny margrabia, jeszcze prędzej poskoczył do drzwi, prowadzących do tylnych pokoi, zamknął je spiesznie na klucz, a potem, jak strzała, przebiegł salon do drzwi przednich, w zamiarze zabezpieczenia sobie drugiej strony. Ale na samym prawie progu, zaszedł mu drogę lokaj, który dotąd odbywał wartę u drzwi głównych w przedpokoju.<br>
{{tab}}Lokaj, uderzony tak niespodziewanym widokiem margrabiego, którego spodziewał się odprawić na schodach od drzwi, stracił prawie przytomność i machinalnie zapytał:<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, że pani margrabina dzwoniła?..<br>
{{tab}}— A tak... dzwoniła, kochaneczku... masz widzę słuch delikatny... to dobrze. Wróć-że-się teraz czemprędzej, ponieważ ci wydam od niej rozkazy. Masz tu klucz od mojego pokoju w hotelu książąt — dodał, oddając mu klucz od drzwi, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/608|num=156}}którym zamknął dopiero, jeden z tylnych pokoi — wejdziesz do mego mieszkania i przyniesiesz nuty na gitarę, które leżą na komodzie... prędko! prędko tylko! — powtórzył parę razy popychając go aż do przedpokoju.<br>
{{tab}}Lokaj w dobrej wierze natychmiast się oddalił, gdzie mu kazano.<br>
{{tab}}Margrabia prędzej jeszcze zaniknął za wychodzącym drzwi na dwa spusty, z których nie zapomniał wyjąć klucza.<br>
{{tab}}Ucieszony sztuką, która mu się tak świetnie udała, wrócił z tą samą swobodą i podskokami do salonu, w którym pani de Francpatie wszystkich sił używała, ażeby drzwi do następnych pokoi wysadzić.<br>
{{tab}}— Ho! ho!.. — zawołał wesoły — co się raz pod mój klucz dostanie, to tylko ja sam uwalniam. Klucz od tych drzwi, które pani otworzyć usiłujesz, wziął właśnie ze sobą jej lokaj, aby nim popróbować zamku od mego mieszkania, a ten drugi, od drzwi głównych, znajduje się w mojej kieszeni. Jesteś pani w klateczce. Możemy przeto tak długo się zabawić, jak mi się będzie podobało. Czy pani lubisz muzykę hiszpańską?<br>
{{tab}}Margrabina nie umiała w tej chwili odpowiedzieć.<br>
{{tab}}— Otóż moja gitara! — zawołał z radością, porywając ją z krzesełka i prędzej jeszcze wyciągnąwszy się w romansowej pozie na sofie, zaczął uderzać w struny harmonijnie i dźwięcznie, przytem zaczął nucić czuły śpiew, malujący miłostki górali Pirenejskich.<br>
{{tab}}Czarujący ton głosu kobiecego, który mimowoli słuchać się pozwolił, zwalczył do reszty duszę margrabiny.<br>
{{tab}}— A jakże też podoba się moja arya? — zapytał ją, śmiejąc się do rozpuku.<br>
{{tab}}Margrabina jeszcze nie potrafiła zdobyć się na odpowiedź.<br>
{{tab}}— Widzę, że ją nudzi!.. wszystko ją nudzi, co czynię!.. a chciałbym z duszy czemkolwiek ją zabawić... spróbujmy jeszcze kaczuczy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/609|num=157}}{{tab}}I zaraz odrzuciwszy na bok gitarę, dobył ze swojej kieszeni parę kastanietów, któremi tak zręcznie umiał władać, spędziwszy całą młodość swoją w Hiszpanii i zaczął na środku pokoju wykonywać piękny Kastyllijski taniec, z trudną do opisania gracyą.<br>
{{tab}}Pani de Francpatie, mimo gniewu, obrazy i przestrachu, z pewnem zajęciem spojrzała na miłego chłopca, który, obok swego szaleństwa, zdawał się być nieporównanym. Czując jednak, że przyzwoitość nie pozwala jej przyznać mu wszystkich tych zalet, które żywo pojmowała, mimo uśmiechu, przemówiła w tonie surowym:<br>
{{tab}}— Jeszcze raz zapytuję pana, co znaczy ta niegodziwa napaść w moim domu?<br>
{{tab}}— O, mam nadzieję, że już za małą chwilę dowiesz się o wszystkiem — odpowiedział — nie prędzej jednak, dopóki mojego zamiaru nie przyprowadzę do skutku.<br>
{{tab}}— Zamiar? zamiar? — zapytała żdziwiona margrabina — jakiż to zamiar ośmielił pana do podobnego nadużycia?<br>
{{tab}}— Dziwna rzecz!.. żeby też aż dotąd nie domyśleć się wszystkiego!<br>
{{tab}}— Widzę tylko same dziwactwa, któremi mnie pan albo bawić, albo dręczyć postanowiłeś.<br>
{{tab}}— Eh! gdzież tam dręczyć!.. powiem po prostu... postanowiłem uwieść panią! — odrzekł naiwnie, udając w swojej mowie zawstydzonego.<br>
{{tab}}— Co? co? — bardziej jeszcze żdziwiona zapytała.<br>
{{tab}}— Uwieść ją; gwałtem, czy przez namowę!.. widzisz pani, że jestem otwartym.<br>
{{tab}}— Pan chyba nie rozumiesz znaczenia tego wyrazu — odrzekła nieco zarumieniona pani de Francpatie.<br>
{{tab}}— A to wszystko być może, ponieważ przyznam się, iż to po raz pierwszy mi się zdarza.<br>
{{tab}}— Jednakże, mości panie! zkąd tak dziwaczna myśl przyszła ci do głowy?<br>
{{tab}}— Albo ja wiem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/610|num=158}}{{tab}}— O, to nie jest żadną odpowiedzią!<br>
{{tab}}— Zatem odpowiem jej, jak to sam czuje... spowodowała mnie do tego ciekawość.<br>
{{tab}}Pani Francpatie spojrzała margrabiemu w oczy, tym jednak wzrokiem, jakby wyczytać usiłowała prawdę jego wyrazów, albo raczej, jakby pragnęła, ażeby słowa, przez niego wymówione, nie były igraszką.<br>
{{tab}}— Ale któż tak kiedy postępuje obok kobiety? — odrzekła nareszcie po chwili tonem łagodniejszym.<br>
{{tab}}— Czytałem tak w romansach — odpowiedział — i wiem, że wszystkim się to udawało. Uwieść!.. uwieść!.. o to musi być rozkoszna rzecz!<br>
{{tab}}— Ale wszyscy kochali pierwej swoje oblubienice i najczęściej zaczynali od wynurzenia swojej miłości; a pan...<br>
{{tab}}— A na honor, prawda!.. ale wierzaj mi pani, że mi do tej formalności brakowało tylko czasu — odrzekł, biorąc ją po przyjacielsku za rękę, której już nie wydzierała. — Prawda! prawda! poznaję sam nareszcie, że nie mam w miłości żadnej wprawy i uważać się mogę za najniezręczniejszego z kochanków... Wczoraj jeszcze przed wieczorem, widząc ją na balkonie, nie mogłem już dłużej oprzeć się pociągowi i postanowiłem zadowolić się... w sposób...<br>
{{tab}}— I dlatego to może, zerwałeś mi pan ulubiony mój kwiat z balkonu?<br>
{{tab}}— Aby znaleźć sposobność zbliżenia się do pani, a potem jeszcze dlatego, że nie mogłem znieść tych wszystkich pieszczot, któremi pani ten kwiat obsypywałaś. To mi nawet pozwoliło pojąć, po raz pierwszy, ten ustawicznie powtarzany w święcie wyraz: zazdrość, czego jeszcze nigdy nie doświadczyłem.<br>
{{tab}}— A dziś znowu stłukłeś mi pan najpiękniejszą salaterkę z całego mego serwisu, a potem kubek — dodała z łagodnym wyrzutem.<br>
{{tab}}— Wszystko tylko dlatego, aby ci się lepiej podobać, pani.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/611|num=159}}{{tab}}— Dziwny bardzo sposób zalecania się kobietom!<br>
{{tab}}— Czytałem to w Cervantesie, że oryginalność bardzo się podoba kobietom.<br>
{{tab}}— Ja tymczasem uważałam pana za szaleńca!<br>
{{tab}}— O, mój Boże!.. niegodziwy ten Cervantes!.. ale skoro już porozumieliśmy się tyle, przystąpmy do rzeczy — dodał z prostotą, opierając swoją głowę na piersiach margrabiny — ach! jakże serce pani mocno bije!<br>
{{tab}}— Panie margrabio! — odrzekła dość poważnie — dotąd widziałam w nim płoche dziecko, którego całą zabawą był bębenek i kastaniety; ale teraz, kiedy widzę w nim niebezpiecznego mężczyznę...<br>
{{tab}}— No, no... zanosi się widzę na odmowę, lub {{Korekta|odwłokę|zwłokę}}, gdy tymczasem bardzo krótki termin dla naszego szczęścia zostawiono... Już tylko co nie widać jej lokaja, który skoro pozna, że mu niewłaściwym kluczem kazałem otworzyć drzwi mego mieszkania, powróci lada chwila... ależ prawda! nie przyszło mi na myśl, że jesteśmy tu zamknięci — dodał z tą samą naiwną prostotą, pociągając ją w dobrej myśli na sofę.<br>
{{tab}}— Proszę te drzwi natychmiast pootwierać!.. — krzyknęła. — Czy pan wiesz, jak narażasz kobietę, zamykając się z nią sam na sam... Gdyby w tej chwili mój służący powrócił i zastał drzwi zamknięte, byłabym zniesławioną!<br>
{{tab}}— Musiałem się chwycić ostateczności.<br>
{{tab}}— Pan jesteś dziecko, które nie rozumie, co mówi.<br>
{{tab}}— A dlaczego pani przyciskasz mnie do piersi, kiedy się gniewasz?.. No, pójdź zaraz... usiądziemy sobie na sofie.<br>
{{tab}}— Proszę nie odwlekać tego, co kazałam.<br>
{{tab}}— Jeżeli tak, to proszę mi pierwej dać chociaż przyrzeczenie na moją prośbę: bo inaczej drzwi nie otworzę.<br>
{{tab}}— Dotąd, mój panie, widziałam w nim samą przemoc, a o prośbie nie słyszałam wcale.<br>
{{tab}}— Ah! jakże mi we wszystkiem brakuje jeszcze wprawy! — odrzekł z ubolewaniem. — Czy przyrzekasz więc, o co {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/612|num=160}}cię proszę, pani? — zapytał pieszczotliwie, całując ją w białą szyję.<br>
{{tab}}— Skoro pana zobaczę przytomniejszym, pomówię z nim o jego miłości w sposób przyzwoity... otóż i mój służący powraca — zawołała niespokojnie margrabina, spoglądając przez okno na ulicę.<br>
{{tab}}— Spodziewałem się tego... a do szatana!.. nie udało mi się wcale!<br>
{{tab}}I ze smutkiem na twarzy poszedł drzwi otworzyć, a powróciwszy do salonu, usiadł na sofie, wziął gitarę do ręki i zaczął w struny uderzać.<br>
{{tab}}Margrabina, jakby z współczuciem spoglądając na niego, zamyśliła się nieco.<br>
{{tab}}Po małej chwili, lokaj pokazał się z powrotem.<br>
{{tab}}— Czy przyniosłeś te nuty, po które cię posłał pan margrabia? — zapytała pani Francpatie, chcąc zimną obojętnością pokryć, nie bardzo korzystną dla swej opinii pozycyę.<br>
{{tab}}— Nie — odrzekł lokaj, składając klucz na stoliku.<br>
{{tab}}— I dlaczego?<br>
{{tab}}— Bo przyznam się, że nie umiem tym kluczem drzwi otworzyć.<br>
{{tab}}— Niezręczny! — odrzekła margrabina, udając zagniewaną.<br>
{{tab}}Margrabia rozśmiał się tylko zdradliwie, jakby z tryumfem, i odezwał się prostodusznie.<br>
{{tab}}— Widzę, że będę zmuszonym sam fatygować się po nie.<br>
{{tab}}Lokaj odszedł.<br>
{{tab}}Margrabina śpiesznie porwała klucz ze stołu i zaraz otworzyła nim pokój od tylnych apartamentów. Chcąc jednak swoją pozycyę osłonić, jakimkolwiek pozorem przed margrabią, przemówiła.<br>
{{tab}}— Ileż to tym niedorostkom należy przebaczyć!<br>
{{tab}}— O! proszę mi tylko nie ubliżać — odrzekł zuchowato — ponieważ mam już skończonych lat ośmnaście.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/613|num=161}}{{tab}}Pani Francpatie spojrzała z pod oka na margrabiego, jakby ją wiadomość ta ucieszyła, wistocie, nie wyglądał jeszcze na te lata.<br>
{{tab}}— Tak jest, mówię... mam lat ośmnaście i poraz pierwszy odważam się na coś podobnego.<br>
{{tab}}— Ale zaczynam wierzyć, że pan tego wszystkiego żałujesz.<br>
{{tab}}— O, i mocno żałuję! — odrzekł tonem, jakby już ukończył swoją rolę — dlatego nawet, dziś jeszcze, kwiat, który wczoraj zerwałem z jej balkonu, powrócę pani... ma się rozumieć, że kupię inny w botanicznym ogrodzie, a potem kubek i salaterkę.<br>
{{tab}}I po tych słowach, ze smutkiem na twarzy i spuszczoną w dół głową, powstał z sofy, jakby zabierał się już do wyjścia.<br>
{{tab}}Na twarz margrabiny wystąpił wyraz żalu, i przemówiła, niewiadomo dlaczego.<br>
{{tab}}— Ale na tem nie dosyć jeszcze, mój panie!.. pan powinieneś mi powrócić i krzywdy moralne!<br>
{{tab}}— Jakież to są te krzywdy moralne?<br>
{{tab}}— Pan mię opuszczasz najobojętniej, jak gdybyś po to tylko wszedł do mego domu, aby potłuc kilka sztuk szklanych, zapłacić za nie i nie pokazać się więcej!.. jest to okrutnie jak na kochanka! — dodała z wyrzutem — pan chyba nigdy mnie nie kochałeś!<br>
{{tab}}— Jakto, pani! — odrzekł margrabia, bardziej jeszcze zasmucony — zarzucasz mi, że cię nie kochałem?<br>
{{tab}}— Bo tak jest w istocie... któryż mężczyzna, kochający prawdziwie, opuszcza swoją kochankę, nie zapewniwszy się poprzednio, czy nie zranił jej serca!..<br>
{{tab}}— Chciałem uwieść inną, kiedy mi się to z panią nie udało... Ja czuję w sobie, że nie mogę w ośmnastym roku mego życia zachować się spokojnie obok kobiety.<br>
{{tab}}— Żaden mężczyzna nie porozumiewa się pierwszego dnia z kobietą.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/614|num=162}}{{tab}}— Ale ja jestem przejezdnym i mogę tylko dwa dni zabawić w Paryżu... Dziś zatem jeszcze oddam wizytę jednej Włoszce, z teatru Opery, która mi się także bardzo podobała... a jutro opuszczę Paryż.<br>
{{tab}}— Jakto?.. pan byś śmiał przenieść jakąś Włoszkę nademnie?.. odważyłbyś się mnie opuścić... mnie, której już wyznałeś swoją miłość? a to okrutne!..<br>
{{tab}}Słowa te wymówiła zalotna wdowa z taką prawdą, iż rola margrabiego, w jakiej się tu przedstawiał, odniosła zupełny już tryumf.<br>
{{tab}}— Czyliż nie dosyć na tem, pani, że, gdziekolwiek powiedzie mnie przeznaczenie, ubóstwiać cię nie przestanę!.. Z żalem nawet tęsknić będę do jej widoku, jej uściśnienia ręki, jej pocałunku, którego nigdy nie zapomnę! Gdziekolwiek będę, z bólem serca wspominać nie przestanę o tej rozkosznej chwili, w której, złożywszy moją głowę na twoje piersi, zdawało mi się, że znikam z ziemi, a widzę niebo przed oczyma! Żegnam cię więc, pani!.. może na zawsze!<br>
{{tab}}— O! nie tak będzie, mój panie! — odezwała się dość surowo margrabina, chwytając go za rękę — pan nie odejdziesz jeszcze z mego domu!<br>
{{tab}}— A to dlaczego!<br>
{{tab}}— Widzę, że panu jeszcze brak dużo doświadczenia z kobietami i nie wiesz zapewne o tem, że zdradzone... umierają, jak męczennice!<br>
{{tab}}— O mój Boże! czyli to kiedy miało miejsce? — zawołał z udanym przestrachem margrabia.<br>
{{tab}}— Wszystkie umierają!.. albo kończą pełne rozpaczy życie w murach klasztoru! Ja sama natychmiast, po oddaleniu się pana z mego domu, postanowiłam...<br>
{{tab}}— Cóż? cóż?.. — zapytał z udaną trwogą margrabia, chwytając filutkę za ręce — cóż postanowiłaś?..<br>
{{tab}}— Wyskoczyć oknem na ulicę!<br>
{{tab}}— Oh! oh! — krzyknął, przytulając się znowu pieszczotliwie do jej łona.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/615|num=163}}{{tab}}— Zabiję się?<br>
{{tab}}— Nie! nie, pani!.. ty nie umrzesz jeszcze!<br>
{{tab}}— Umrę! tak, umrę!.. ażebyś potem cierpiał całe życie!.. ażeby ci zgon mój wyrzucał ustawicznie niegodną zdradę?.. Jak tylko wydalisz się za próg mego domu, uczujesz natychmiast srogi wyrzut sumienia, który cię karać nie przestanie za moją rozpacz!.. moją śmierć!.. samobójstwo!<br>
{{tab}}— O mój Boże! mój Boże!<br>
{{tab}}— Ale masz jeszcze dosyć czasu do cofnięcia tego nieszczęścia, które tak srodze zagraża zarówno mnie, jak tobie.<br>
{{tab}}— Nareszcie naucz mnie tego, pani, a wszystko poświęcę, aby cię ocalić!.. Pani jesteś...<br>
{{tab}}— Nie chcę słyszeć, czem jestem: wiem tylko, że nie jestem panią obok ciebie. W miłości, jest to ubliżeniem nazywać tak kobietę; jeżeli tylko kochasz mnie prawdziwie, powinieneś wiedzieć, że jestem dla ciebie... Henryetta.<br>
{{tab}}— Henryetto!<br>
{{tab}}— A twoje imię, okrutny?..<br>
{{tab}}— Emil.<br>
{{tab}}— Emil, Henryetta!.. widzisz, jak to niesprawiedliwie byłoby rozerwać te dwa piękne imiona!.. Czy byłeś kiedy na cmentarzu Père Lachaisse?<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}— Zatem nie czytałeś na marmurze napisanych tych dwóch świętych imion: Abelarda i Heloizy?<br>
{{tab}}— Ale ich znam z historyi, o wiem, że to byli kochankowie, którzy dopiero w grobie znaleźli się obok siebie. Cały świat ich żałuje!<br>
{{tab}}— Taki więc los i nas czeka. Za życia w rozłączeniu, a dopiero po śmierci, z litości albo z łaski ludzi, połączeni w ziemi!.. O, jak tylko jeden krok odejdziesz odemnie, już znajdziesz mego trupa pod oknami na ulicy — dodała, wskazując na otwarte okno od balkonu.<br>
{{tab}}— O, ja {{Korekta|nieszczęśliwyi|nieszczęśliwy!}} — odrzekł margrabia, dzielnie odgrywający swoją rolę — nakoniec, powiedz, czego kobieta {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/616|num=164}}wymaga po swoim kochanku?.. bo widzisz sama, jak jestem niezręcznym, jak w tem wszystkiem nie mam żadnej wprawy.<br>
{{tab}}— Potrzeba najprzód kochać ją prawdziwie.<br>
{{tab}}— Czyliż aż dotąd nie uwierzyłaś jeszcze w moje słowa?<br>
{{tab}}— Ponieważ myślę, że mówisz to z płochości... a przytem dałeś mi poznać, że każdej chwili gotów jesteś przenieść inną nademnie... jakąś Włoszkę.<br>
{{tab}}— Uczyniłbym to tylko z rozpaczy. Co do mojej miłości wyznam, iż zaledwiem cię ujrzał po raz pierwszy na balkonie, już nie byłem zdolny odwrócić oczu od twej pięknej twarzy, Henryetto! Uśmiechałem się zdala do ciebie, gdy ty tymczasem pieściłaś swój kwiat ustawicznie!.. Odtąd dopiero, znienawidziłem ten kwiat szczęśliwy, który mi wydzierał twoje serce! Przywiedziony do ostateczności, postanowiłem się zemścić na moim rywalu, i nakoniec dopuściłem się tego kroku, który wiem, że mi teraz przebaczysz!.. Wszak nie gniewasz się już za to, Henryetto?<br>
{{tab}}— O, mój Emilu!.. jeżeliś tylko uczynił to z miłości, czuję się nawet szczęśliwą, że ci się tak podobało.<br>
{{tab}}— Moja najmilsza Henryetto! — odrzekł mały szatan, ściskając ją miłośnie za szyję — nie mogę nawet oprzeć się, abym ci co więcej jeszcze nie wyznał.<br>
{{tab}}— Czy to także tyczeć się będzie twojej ku mnie miłości?<br>
{{tab}}— Tylko mojej miłości ku tobie!<br>
{{tab}}— O mów! mów jak najdłużej, Emilu!... przedstaw mi wszystko z najdrobniejszymi szczegółami, nie opuść nic, coby tylko tyczyło mnie i ciebie! Słuchać cię będę jak najdłużej... Ale przejdźmy na sofę, Emilu... pomówimy z sobą, jak prawdziwi kochankowie, którzy już nie powinni mieć dla siebie nic skrytego... z całą zażyłością, przyjaźnią, miłością!.. pójdź, pójdź, Emilu!<br>
{{tab}}I druga filutka pociągnęła za rękę pierwszą i zaraz obie usiadły na sofie.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/617|num=165}}{{c|'''XIX.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Trafił swój na swego.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}— Cóż to miałeś mi wyznać, Emilu, dotyczącego miłości? — zapytała z bijącem sercem margrabina.<br>
{{tab}}— Że jestem nieszczęśliwym synem, którego okrutni rodzice, zmuszają do zawarcia związków małżeńskich z kobietą, do której nie uczuwam najmniejszego pociągu serca.<br>
{{tab}}— Ciebie, ciebie, Emilu?.. w tak młodym wieku?<br>
{{tab}}— Tak jest, moja luba Henryetto, ale w mojej familii wszyscy żenili się bardzo młodo.<br>
{{tab}}— W familii margrabiów de Bontanette?.. to nieznana rodzina.<br>
{{tab}}— Wierzę bardzo, ponieważ być może, że jej wcale niema.<br>
{{tab}}— A jednak tak się nazywasz?.. nie rozumiem.<br>
{{tab}}— To nazwisko jest zmyślone.<br>
{{tab}}— Zmyślone?<br>
{{tab}}— Musiałem przybrać inne, ażeby zgubić ślad mojej ucieczki. O! bo inaczej nie ukryłbym się nigdzie, tembardziej, że imię moje znane jest w całej Europie.<br>
{{tab}}Margrabina rzuciła niewymowne spojrzenie na podstępnego margrabiego, który w tej chwili roztaczał jakieś sidła na jej ułowienie.<br>
{{tab}}— 1 cóż cię to tak zadziwiło? — przemówił dalej ze smutkiem — spojrzałaś na mnie, Henryetto, jakby...<br>
{{tab}}— Żałuję cię, mój przyjacielu... uciekłeś więc z domu?<br>
{{tab}}— Nieinaczej... widzisz, że jestem otwartym.<br>
{{tab}}— Tak się należy, i z tego poznaję, że mnie kochasz... Któż więc jesteś, Emilu?<br>
{{tab}}— Tego tylko jednego nie mogę ci powiedzieć.<br>
{{tab}}— A więc masz swoje tajemnice! co się niegodzi w prawdziwej miłości!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/618|num=166}}{{tab}}— To prawda, ale poprzysięgłem to sobie, opuszczając dom, że dopóty nie wyjawię światu prawdy, dopóki kobietę, którą pokocham, nie przedstawię mojej rodzinie, jako ślubną żonę.<br>
{{tab}}— Czy jesteś Francuzem?<br>
{{tab}}— Nie... jestem Sardyńczykiem, ale kochani Francuzów i z samą tylko Francuską chcę się ożenić; zresztą, tak radzą widoki polityczne mego kraju.<br>
{{tab}}I tu Emil udał pomieszanie, jakby coś za wiele powiedział.<br>
{{tab}}Margrabinie serce uderzyło i prawie mimowoli przemówiła:<br>
{{tab}}— I mnie to śmiesz odrzucać od swoich tajemnic!<br>
{{tab}}— O ja nieszczęśliwy! na cóż imię mojej familii narażam! — odrzekł z wzruszeniem. — Jest to także okrutnie, ażeby się koniecznie domyślać i odgadywać, co kto chce mieć ukrytego... Mówiłem raz, że jestem margrabia de Bontanette i tylko w osłonie tego nazwiska będę mógł zaślubić Francuzkę... a potem, wiem, że jak tylko rodzice moi i kraj uznają ją prawdziwą małżonką moją, przywrócą imię i godność, należną krwi mojej.<br>
{{tab}}— Emilu! Emilu! — zawołała pani Francpatie, obejmując zdradliwego chłopca za szyję — ty mi wyznasz natychmiast, kto jesteś.<br>
{{tab}}— Nigdy!.. kocham cię, Henryetto, to prawda, ale poprzysięgłem sobie milczeć aż do ołtarza! Wybór, jaki uczynię, tem więcej mnie utwierdzi w przekonaniu, że biorę kobietę, która jedynie mnie samego miała na celu... Europie nic do tego.<br>
{{tab}}Margrabia, uradowany, iż tak zręcznie skierował jej myśli, rzeczywiście zarumienił się lekko. Zaraz też swego rumieńca użył szczęśliwie do dalszej komedyi, bo, zasłaniając twarz rękami, pozwolił tembardziej uwierzyć oszukanej kobiecie, że już wszystko odgadła.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/619|num=167}}{{tab}}— Kiedy tak — zawołała głosem przewagi — nie wyjdziesz więcej z mego domu! Poznaję w tobie, że jesteś gotowym pierwszą lepszą zaślubić, którą napotkasz, aby potem zatruć życie całej familii... może i narodowi — dodała, wpatrując się badawczo w twarz margrabiego — bo już wiem teraz, kto jesteś.<br>
{{tab}}— Ty? ty, Henryetto, śmiałabyś mnie zdradzić?<br>
{{tab}}— Raczej ocalić chcę dom twój od nieszczęścia i najpierwsza będę miała prawo do wdzięczności od twojej rodziny... i narodu — dodała znowu z ostrożnością — narodu, którego historyę chciałeś splamić swoją płochością... W tej godzinie jesteś w moim domu aresztowanym!<br>
{{tab}}— Kto? ja?..<br>
{{tab}}— Tak jest... do czasu, dopóki nie wynajdę twoich rodziców. Mam nadzieję, że ucieczka twoja z domu stanie się wkrótce głośną w całej Europie i wszystkie gazety powtórzą twoje prawdziwe nazwisko, a przynajmniej szukać każą margrabiego de Bontanette.<br>
{{tab}}— O mój Boże! nie przerażaj mnie tak, Henryetto!<br>
{{tab}}— Teraz, kiedy poznałam zamiary twoje i niedoświadczenie, mam ci nawet prawo rozkazywać.<br>
{{tab}}— Tak się nie godzi, jak na kochankę!<br>
{{tab}}— Czyż nie wszystko to czynię, dla dobra twego i twojej rodziny?.. będziesz odwieziony do Sardynii.<br>
{{tab}}— A to mi się dopiero podobało! — zawołał, udając rozdąsanego. — Ja po to tylko przyjechałem do Paryża, aby się ożenić; bo inaczej nie przeżyję nieszczęścia, łącząc się z narzuconą mi kobietą. Wiem, wiem, że mnie znajdą; dlatego też za trzy dni powinienem już być zaślubionym... Doszły mnie nawet wiadomości, iż po wszystkich krajach rozesłano gońców... zawiadomiono przytem wszystkie dwory zagraniczne o mojej ucieczce... ja nie mam wiele czasu do stracenia!.. Dziś... jutro... powinienem już mieć żonę, chociażby prostą wieśniaczkę... wieśniaczkę francuską... a pani tymczasem niweczysz wszystkie moje zamiary!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/620|num=168}}{{tab}}— O, bezwątpienia mój panie!.. odtąd nawet nie wolno ci ani na jeden krok wydalić się za próg mego domu; bo natychmiast...<br>
{{tab}}— A któż mnie do tego przymusi?<br>
{{tab}}— Ja.<br>
{{tab}}Odrzekłszy to, porwała drżącą ręką dzwoneczek i poruszyła nim kilka razy.<br>
{{tab}}Lokaj zjawił się w salonie.<br>
{{tab}}— Wszystkie drzwi od pokojów pozamykaj natychmiast i powyjmuj klucze — przemówiła porywczo do lokaja — prędko, prędko tylko! — dodała, chwytając margrabiego za rękę, aby jej nie uciekł.<br>
{{tab}}Margrabia, który, według swojego planu, nie miał zapewne ochoty opuszczać jeszcze domu pani Francpatie, udał tylko zadziwienie i pozwolił odejść lokajowi, który, wykonawszy rozkaz pani, wrócił po chwili i oddał jej do rąk kilka kluczy.<br>
{{tab}}— Teraz, mości panie — przemówiła wdówka do margrabiego — proszę za mną... zaprowadzę cię do twego pokoju...<br>
{{tab}}— Ależ ja tu nie mam żadnego pokoju.<br>
{{tab}}— Właśnie przeznaczyłam ci jeden z mojego apartamentu.<br>
{{tab}}— A to coś bardzo szczególnego!.. i co ja będę robił w pani mieszkaniu?<br>
{{tab}}— Przemieszkasz u mnie do czasu, dopóki potrzebować będziesz dozoru starszej i rozsądnej osoby.<br>
{{tab}}— Jakto? ty, Henryetto, postanawiasz sprzeciwiać się w moich zamiarach?.. ty ośmieliłabyś się wydać mnie w ręce moich rodziców, pierwej nim zaślubię kobietę mojego wyboru?.. odsyłasz do domu, abym zawarł związki małżeńskie z osobą, której nienawidzę!.. O, nie chcę jej, nie chcę!.. chociażby mi przyszło utracić koronę, która... O! ja zawsze muszę się z czemś wymówić.<br>
{{tab}}— Dokończ! dokończ!.. — zawołała chciwa zbadania prawdy kobieta.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/621|num=169}}{{tab}}— Proszę mi się już o nic nie zapytywać — odrzekł margrabia, udając gniew. — Wiem, że jestem w twojej mocy, ale kiedy tak chciało przeznaczenie, prowadź mnie więc do tego pokoju!... niech się stanie, według twojej okrutnej woli!.. będę w nim mieszkał nieszczęśliwy!.. Przytem uprzedzam — dodał głosem zgnębionym — że uciekłem z domu z przyjacielem.<br>
{{tab}}— Masz więc wspólnika swego nieszczęścia? — odrzekła nieukontentowana margrabina — któż to jest?<br>
{{tab}}— Mój paź.<br>
{{tab}}— Dziecko podobne tobie!.. o, to mnie cieszy niewymownie!.. będzie to tenże sam zapewne, któregoś ubrał w liberyę francuskiego lokaja?<br>
{{tab}}— Tak mi się podobało... Wychowaliśmy się z nim razem, kocham go, zrobił dla mnie poświęcenie, i bez niego ani na chwilę obejść się nie mogę.<br>
{{tab}}— Gdzież jest teraz ten paź, o którym mówisz?<br>
{{tab}}— W hotelu... ale proszę nie nazywać go paziem, skoro odbywamy podróż incognito.<br>
{{tab}}— Dałeś mu więc inne nazwisko?<br>
{{tab}}— Naturalnie... nazywa się Maks, lokaj.<br>
{{tab}}— Każę go zatem natychmiast przywołać do ciebie.<br>
{{tab}}— O, to mnie prawdziwie pociesza w mojem nieszczęściu.<br>
{{tab}}— Czy masz jakie papiery z sobą?<br>
{{tab}}— Żadnych.<br>
{{tab}}— Co za nierozwaga! odbywać podróż bez żadnego świadectwa swojej prawdziwej lub udanej osoby! Jakżeś powiedział o sobie w hotelu Książąt?<br>
{{tab}}— Że wracając z Departamentu Niższych Pyreneów, zostałem przez bandę rozbójników napadnięty, którzy całą moją rodzinę wymordowali, zabrali wszystko i że sam tylko z moim lokajem, jakby cudem ocalałem.<br>
{{tab}}— Zatem nie masz żadnych kosztowności z sobą?<br>
{{tab}}— Eh!.. przecież to tylko zmyślone... Uciekając z Sardynii, udało mi się zabrać z domu cokolwiek pieniędzy<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/622|num=170}}{{tab}}— Wiele wynosi ta suma?<br>
{{tab}}— Już nie całe trzysta tysięcy... wszystko w papierach francuskich.<br>
{{tab}}— Gdzież znajdują się te pieniądze? — zapytała, utwierdzona tembardziej w dostojności osoby margrabiego.<br>
{{tab}}— W hotelu, pod nr. 3.<br>
{{tab}}— Natychmiast więc każę pieniądze te sprowadzić do ciebie.<br>
{{tab}}— Dobrze uczynisz, pani... Oto jest kluczyk od komody, w której się znajdują — dodał, podając jej mały kluczyk na wstążeczce.<br>
{{tab}}— Czy nie widział cię kto, jakeś wchodził do mego mieszkania? — zapytała jeszcze.<br>
{{tab}}— Tylko jakaś młoda subretka, której wyszczypałem policzki... zresztą nikt.<br>
{{tab}}— No to dobrze... bo też nikt nie powinien wiedzieć, żeś z hotelu Książąt przeniósł się do tego domu.<br>
{{tab}}— Jakto?.. aby nie było najmniejszego śladu mojego tu pobytu?<br>
{{tab}}— W tej chwili zniknąłeś całkiem ze świata... proszę zatem z sobą do przeznaczonego pokoju.<br>
{{tab}}— A Maks?<br>
{{tab}}— Zaraz każę go przywołać do ciebie.<br>
{{tab}}— Ale, ale — dodał margrabia, jakby przypominając sobie — może nazwiesz mnie dzieckiem, Henryetto, ale muszę ci wyznać otwarcie, że w mieszkaniu mojem, w hotelu, chowam także w klatce gołębia, którego równie kocham jak Maksa, i z którym podobnież rozłączać się nie mogę, bez którego nie umiałbym żyć na świece!<br>
{{tab}}— Teraz dopiero poznaję w tobie istne dziecko.<br>
{{tab}}— To cała słabość moje, dlatego też uciekając z domu rodziców, zabrałem z sobą tego gołębia.<br>
{{tab}}— To bagatela... będziesz miał także i swego gołębia, to ci uprzyjemni pobyt w moim domu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/623|num=171}}{{tab}}— O kiedy tak łatwo na wszystko zezwalasz, mam nadzieję, że mi tak źle nie będzie, jak rozumiałem... jestem już nawet zupełnie o mój los spokojny!<br>
{{tab}}Za godzinę, margrabia, Maks i gołąb, zamknięci w małym gabineciku pani Francpatie, położonym od dziedzińca, oczekiwali końca tej dziwnej komedyi, a pomyślnie zaczętego planu.
{{***}}
{{tab}}Skoro tylko margrabia pozostał sam na sam ze swoim Maksem, postawił go zaraz na straży przy drzwiach gabinetu i kazał baczyć, czy pani Francpatie nie kazała śledzić jego czynności. Ubezpieczony, zbliżył się do sztychowanego obrazka, wiszącego na ścianie. Była to rycina, wyobrażająca jednę z bitew Francuzów z Arabami, w której poległ pułkownik de Francpatie; margrabia, potrzebując kawałka papieru, wyjął ją z oprawy bez namysłu, i na odwrotnej stronie, skreślił ołówkiem następujące wyrazy:
{{f|align=left|lewy=20%|„Jerzy!}}
{{tab}}„Byłeś mi zawsze wiernym i kapitanowi Rapinet i nigdy nie zawiedliśmy się na tobie — jesteś przytem łotrem zdolnym do wszystkiego — potrzebuję teraz spróbować jednego i drugiego. Skoro tylko odbierzesz to pismo, masz natychmiast porozumieć się z Bresakiem, który jest przeznaczony na moje usługi, każesz mu ubrać się w suknie obywatela wyższych stanów Sardynii, i tak przebranego, wyślesz do pani Francpatie, wdowy po pułkowniku wojsk francuskich, która mieszka przy ulicy Richelieu, w domu, naprzeciw hotelu Książąt, gdzie zajmuje całe pierwsze piętro. Bresac ma zażądać od margrabiny de Francpatie tajemnej rozmowy, w której da jej zręcznie poznać, że, jako ajent polityczny, wysłany jest skrycie od dworu Sardyńskiego w pogoń za młodym księciem Sabaudyi, synem ''Amadeusza Króla'', w dziedzictwie linii Sabaudzko — Carignan, który pod przybranem nazwiskiem, Emil margrabia de Bontanette, odbywa podróż po Francyi, wraz {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/624|num=172}}z paziem, imieniem Maks, w celu zawarcia związków małżeńskich podług swojego wyboru. Zapytany przez panią Francpatie, dlaczego do niej się udaje w tym celu, oświadczy, że dziś o godzinie 10-ej rano, spostrzegł go wychodzącego z hotelu Książąt i następnie udającego się do jej mieszkania, z którego nie powrócił więcej. Bresac w domu pani de Francpatie nie powinien czynić żadnego gwałtu i poprzestać na jej tłomaczeniu — w końcu przeprosić, gdyby się wszystkiego zaparła. Zlecenie to ma być wykonane jak najspieszniej — a jutro już... koniecznie.
{{f|align=right|prawy=15%|„''Eleonora Ria de Castelas''.“}}
{{tab}}List ten napisał margrabia ołówkiem, bardzo drobno, ale czytelnie, tak, iż całe pismo ledwie kilka cali zajmowało, następnie złożył papier w kilkoro, a potem związawszy go cienką jedwabną nitką, zaczął przywiązywać do szyi gołębia.<br>
{{tab}}— A, jeszcze też nic podobnego nie zdarzyło mi się widzieć! — zawołał Maks zdziwiony — co pan czynisz temu gołębiowi?<br>
{{tab}}— Zapytaj raczej, co ten gołąb czyni dla mnie.<br>
{{tab}}— Myślę, że nic... widzę tylko, że trzepocze skrzydłami i chce koniecznie wydostać się z rąk pana.<br>
{{tab}}— To pewno... ja go też zaraz oswobodzę.<br>
{{tab}}I, wymówiwszy to, otworzył lufcik w gabinecie, którym wypuścił gołębia z listem na podwórze.<br>
{{tab}}— Tego już nic nie rozumiem — zawołał jeszcze bardziej zdziwiony Maks.<br>
{{tab}}— Czyżby nigdy nie zdarzyło ci się widzieć gołębiej poczty?<br>
{{tab}}— Poczta gołębia?.. a to musi być coś bardzo zabawnego!..<br>
{{tab}}— Otóż widzisz, że gołąb ten zmierza prosto do folwarku szwajcarskiego, pod park Monceaux... a skoro tylko spostrzeże go Jerzy, zrozumie łatwo, co znaczy ten list na jego szyi. Gdyby w folwarku szwajcarskim nie było gołębia, tę samą sztukę wypełniłby pies buldog, którego także mieć chciałem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/625|num=173}}{{tab}}Maks pokręcił tylko głową, zachwycony dowcipem swego pana.<br>
{{tab}}— Do ciebie teraz samego, Maksiu, przemówić muszę — dodał margrabia — ażebyś się umiał do naszego nowego położenia zastosować.<br>
{{tab}}— Słucham więc.<br>
{{tab}}— Ktokolwiek w tym domu będzie cię badał o mnie lub o ciebie, wszystkich odsyłaj do mnie po objaśnienie. Jesteśmy w mieszkaniu pani de Francpatie, która, dopóki tylko uznawać nas będzie za mężczyzn, dopóty mamy zapewnione w jej domu życie królewskie, troskliwość i bezpieczeństwo.<br>
{{tab}}— Nie sądzę jednak, aby nasze przebranie, na długo pozwoliło się ukrywać — odrzekła Róża zaambarasowana — wszak dziś jeszcze w wieczór wypadnie się nam rozebrać do spoczynku, a w takim razie...<br>
{{tab}}— O to jestem najspokojniejsza — odpowiedziała prędko Eleonora — i na długo jeszcze obiecuję sobie odgrywać tę rolę w tym domu, byleby nas inna jaka niespodziewana {{Korekta|okoiczność|okoliczność}} nie zdradziła.<br>
{{tab}}— Przecież i w takim razie nie wieleby nam lękać się należało. Pani margrabina sama uśmiałaby się najmocniej z tej komedyi.<br>
{{tab}}— Przeciwnie, moja przyjaciółko; gdybym była rzeczywiście mężczyzną, żarcik ten, miałby swoją zasadę obok kobiety, które, jak wiesz sama, nigdy się nie gniewają prawdziwie, choćby najśmielej zaczepiane w interesie miłości; ale my, my dwie kobiety... zemsta sroga... oto wszystko, co nas oczekuje.<br>
{{tab}}— Jestem już cała przerażona.<br>
{{tab}}— Szczęściem przecie, że wszystko dzielnie mi się udało, i dotąd ja sama kieruję margrabiną, podług moich widoków.<br>
{{tab}}— Czekajmyż końca.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/626|num=174}}{{c|'''XX.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Samolub i kokietka.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Gdy się to zdradliwe przygotowanie w gabinecie pani de Francpatie odbywało, margrabina bawiła właśnie w salonie, w którym dopiero co przyjmowała margrabiego. Bezprzytomna prawie i zamyślona, siedziała przed wielkiem zwierciadłem, dodając więcej jeszcze wdzięków swojej toalecie i krasząc twarz kosmetykami, które w Paryżu stały się prawdziwie sztuką czarnoksięzką.<br>
{{tab}}Wspomnieliśmy już, przedstawiając po raz pierwszy na balkonie panią de Francpatie, że jest z charakteru kokietką, teraz jeszcze dodać nam należy, iż kokieterya jej nie ograniczyła się bynajmniej na owej prostej i zbyt pospolitej formie przesady ubioru, na dogadzaniu interesowi własnemu, przez sztuczne robienie twarzą, na wyrachowanym uśmiechu i spojrzeniach, lub pieszczotliwej mowie, nie bynajmniej, w pani de Francpatie upatrzyć można było kokieteryę zupełnie odrębną od zwykłych kobiet i przyznać jej wyższe stanowisko w sztuce podobania się.<br>
{{tab}}Pomijając jej czysty i wytworny smak w stroju, wykwintne obejście się, humor salonowy, takt zawsze przyzwoity, ton nieco arystokratyczny, wyznamy, że obok tego wszystkiego zalecała ją jeszcze głębokość rozumu, przenikliwość, dowcip, nawet nauka, przechodzące zakres wiadomości kobiecych, co zrodziło nawet w jej sercu pewną dumę i wysokie o swej osobie przekonanie — co nadto, miękkim rysom jej twarzy nadało nieco męzkości, a całej figurze, nadzwyczaj wzniosłą powierzchowność.<br>
{{tab}}Pani de Fracpatie, jakkolwiek lubiła w sobie piękność, przytem wszelkiemi środkami starała się podobać każdemu, nienawidziła jednak zbytniej pieszczotliwości i zalotnych wdzięczeń w kobiecie, i te środki zawsze za niegodne siebie uważała. Aby podobać się mężczyźnie, potrzeba mu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/627|num=175}}się pokazać, albo równą albo wyższą — mawiała często — i wistocie margrabina umiała być dyplomatką, jeżeli w towarzystwie była mowa o polityce — literatką, gdy mówiono o płodach pióra starożytnych i ówczesnych autorów — w końcu filozofem, jeżeli tylko potrzeba było w rozmowie moralizować, rozwijać kwestye z pożycia społecznego — kwestye, tyczące religii, obyczajów, handlu, przemysłu, sztuk i rzemiosł.<br>
{{tab}}Jednakże gdy kobieta ta, uważała się za tak silną w charakterze, niezłomną w woli, władającą więcej rozumem niż sercem, miała przecież jednę drażliwą stronę, która ją tylko czyniła niewolniczką wśród świetnej gry, w jakiej się światu przedstawiała. Drażliwością tą, a raczej tą słabą stroną było pewne chytre ubieganie się za znaczeniem i bogactwem, oparte na próżności, istnej pysze kobiecej, która za najmniejszem upokorzeniem, zwalcza ten kolos żeński bez łez, sprowadzając jej zgryźliwą boleść lub gniew. Prawdziwa filozofka zniosłaby wszystko z uśmiechem czysto-szyderczym... prawdziwa filozofka byłaby nawet wolną od wszelkiej podobnej żądzy, która w klasie średniej kobiet prawie zawsze okrywa je śmiesznością.<br>
{{tab}}Pani de Francpatie nie pochodziła z żadnej herbowej linji imion francuskich, przez zamięźcie nie podniosła się także w cenie o tyle, o ile tego jej próżność obiecywała sobie. Poprzestała na tem, jak okoliczności zrządziły i poszła za margrabiego de Francpatie, pułkownika armii afrykańskiej, w którym przecie upatrywała przyszłego jenerała, przyszłego marszałka, para Francyi, przyszłego bohatera, który miał zacząć jak Napoleon, jak Napoleon wznieść się... lepiej nawet skończyć. Pułkownik de Francpatie, w jednej z potyczek z Arabami ugodzony kulą w skroń, zawiódł wszystkie nadzieje próżnej kobiety, zostawiając wdowie kilka tysięcy franków rocznego dochodu, jako nagrodę po poległym.<br>
{{tab}}Margrabina, czując się być jeszcze zbyt młodą i piękną, przytem pełną przebiegłości i rozumu, nie uważała jeszcze swoich marzeń za stracone i wkrótce nawet po śmierci pułkownika poczęła tworzyć nowe plany dla swojej przyszłości.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/628|num=176}}{{tab}}Dom, naprzeciwko hotelu książąt położony, wydawał się jej najdogodniejszą pozycyą do osiągnięcia swoich skrytych celów. Wiedziała dobrze że hotel ten zajmowany zwykle bywa przez ludzi wysokiego znaczenia i godności, lub najmożniejszych; dlatego ustawicznie widzieć można było zalotną wdowę, większą część dnia spędzającą na swoim balkonie, ubraną z przesadą salonowych toalet. Często nawet balowych, do czego jej za pozór wystawione na ganku kwiaty służyły.<br>
{{tab}}W tych czasach coraz bardziej rozszerzać się zaczęła pogłoska w Paryżu o hrabi Emy-Cruchard, dziwaku i mizantropie, o hrabi, najszpetniejszym człowieku w świecie, starym, odrażającym, kalece i zarazem najbogatszym, który mieszkał w swoim pałacu przy ulicy Św. Honoryusza i jak mówiono, miał mieć nieprzebrane gdzieś kopalnie złota i dyamentów.<br>
{{tab}}Chciwa zarówno znaczenia jak bogactwa pani de Francpatie uknuła jeszcze prędzej zarozumiały plan zwabienia do siebie odludka-bogacza, ujęcia jego lodowatego, serca i połączenia się z nim węzłem małżeńskim, do czego jej nieskończenie sztuczne zabiegi posłużyć miały. Przebiegła w swoich szatańskich obrotach, jak Paryżanka, niebezpieczna, jak światowa kobieta, zręczna, jak każda sawantka, tyle dokazała, iż w krótkim przeciągu czasu, siedmdziesięcio-letni starzec, zawsze zasłonięty w karecie zielonemi firankami, kilka-kroć przejeżdżać zaczął ulicą Riszeliego, pod balkonem jej mieszkania i uchylając osłonę, spozierał na wdzięcznie uśmiechającą się twarz tej czarownicy, w której oczach w owej chwili wyczytać można było gorącą modlitwę miłości, jakby mówiła: „o ty! najszpetniejszy z ludzi! zechciej tylko, a w moich objęciach zakosztujesz pieszczot, szalejącej za tobą małżonki.“<br>
{{tab}}Po takiem przygotowaniu hrabiego, nastąpiły śmiałe intrygi kobiety, ubiegającej się o miliony, intrygi czelne i bezecne narzucania się, do jakich zapewne żadna przyzwoita i skromnego serca nie odważyłaby się bez wyrzutu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/629|num=177}}{{tab}}Te wysiłki młodej dyplomatki w państwie miłości, zwalczyły po trosze starca, i hrabia nareszcie pokazywać się zaczął w mieszkaniu pani de Francpatie.<br>
{{tab}}Lecz wyrachowania nienasyconej w próżności {{Korekta|magrabiny|margrabiny}} nie na tem przecie opierały swoje dumne dążenia i plany, aby żyć wraz z potworem i tarzać się wraz z nim po złocie — nie, nie. Pieniądze hrabiego Emy-Cruchard miały dopiero urzeczywistnić ów od tak dawna wymarzony pyszny tron, na którym kiedyś jaśnieć obiecywała sobie. Pani de Francpatie liczyła najbardziej na śmiertelność ludzką, podług obrachowań fizyologów, iż każdy człowiek, po siedmdziesięciu latach, koniecznie bardzo blizkim jest grobu, wówczas młoda wdowa pierwszego ślubu margrabina de Francpatie, drugiego hrabina Emy — Cruchard, właścicielka nieprzebranych kopalń złota i dyamentów, miała u stóp swoich wybrać jednego z liczby zgromadzonych książąt z czterech części świata i na tem dopiero zakończyć owe doczesne na tej ziemi ubieganie się za szczęściem.<br>
{{tab}}W tej właśnie chwili, gdy margrabia, zamknięty w gabinecie, wypuszczał z listem gołębia, pani de Francpatie siedziała w salonie przed źwierciadłem, jak już powiedzieliśmy, i strojąc się, rozbierała jeszcze w najdrobniejszych szczegółach zdarzenie, jakie tak niespodziewanie dotknęło jej dom nadzieją. W sercu jej powstała trudna do opisania walka. Wyobrażała sobie w margrabiu jakiegoś księcia, następcę tronu, dziecko, przypadkowo zbłąkane, które, dostawszy się w jej moc potężną i zdradliwą, pozwoli sobą rządzić według woli i widoków, którego nawet oszukiwać nie potrzeba, aby się je uwikłało w sidła.<br>
{{tab}}Gdy kobieta ta z szybkością układała plany w mającej nastąpić intrydze z margrabią, gdyby ten istotnie okazał się tak znakomitą osobą, jak się domyślała — z drugiej strony, gdy tysiące układała sposobów, jak jej najlepiej postąpić należy z hrabią Emy-Cruchard, którego także miała na celu, lokaj {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/630|num=178}}wszedł z pośpiechem do salonu i oznajmił przybycie hrabiego.<br>
{{tab}}Na twarzy margrabiny okazało się wielkie pomieszanie. Może po raz pierwszy radaby była odłożyć wizytę starego hrabiego, tem więcej, że ten w ostatnich dniach swoich z nią stosunków, już prawie ostatecznie zdawał się ukończyć interes zaślubienia. Przezorna jednak w każdem zdarzeniu, doświadczona w intrygach z mężczyznami, silna w rozumie i obrotna, po krótkiej chwili namysłu, przemówiła do siebie:<br>
{{tab}}— Tak będzie dobrze... przyjąć mi go należy... a nawet wszystko ma być obok hrabiego jak dawniej... taż sama rola, toż same obejście i zabiegi... co większa, przyśpieszać z nim będę moje zamiary, nie spuszczając jednak z uwagi margrabiego, raczej tego nieznajomego cudzoziemca... w końcu, odwrócić się tam, gdzie moje widoki więcej obiecywać będą. O, jeszcze dosyć czasu na złowienie tego dziecka, chociażby już klęcząc na ślubnym kobiercu z hrabią Emy-Cruchard.<br>
{{tab}}Po tych słowach, wpadła w tak głębokie zamyślenie, iż nie prędzej wróciła do przytomności, dopóki jej nie ocknęły kroki wchodzącego do salonu hrabiego.<br>
{{tab}}Już nie mamy potrzeby opisywać fizyonomii tego starca, ani jego drażliwej powierzchowności. Hrabia wszedł do salonu w płaszczu kamlotowym, angielskiego kroju, który zrzucał, tylko w swoim domu. Wysoki kołnierz miał podniesiony, aż po nad głowę, na którą nasunął nizko aż na czoło owalną czapeczkę z czarnego aksamitu. Na wierzchu kołnierza, około szyi kilka kroć okręcony miał wielki szal kaszmirowy w jasnych kolorach.<br>
{{tab}}Skoro wszedł do salonu, dał znak przyzwyczajonemu do tej czynności lokajowi margrabiny, aby mu odwiązał ogromny węzeł na szyi; co też z przesadną prędkością i fałszywem uszanowaniem, jak to zawsze bywa obok ludzi, których wartość światowa mieści się tylko w majątku, wykonane zostało. Pani de Francpatie zyskała tymczasem kilka {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/631|num=179}}chwil do poprawiania swojej toalety. Zaraz potem, hrabia flegmatycznym i ciężkim krokiem, zbliżył się do intrygantki, która z machinalnym popędem naprzeciw niego powstała i w słowach pełnych ugrzecznienia, powitała swego pana, mającego jej niezadługo zapewnić wysokie, chociaż materyalne szczęście.<br>
{{tab}}Amerykanin z rodu, Anglik z charakteru, filozof z praktyki, obok Paryżanki próżnej i fałszywej, odznaczającej się przebiegłością, rozumem i kokieteryą, rozwinął nam scenę, jednę może z najoryginalniejszych, która jednak w wieku naszym XIX, uważać się pozwoli za prawdziwą anatomię serca i stanie się fizyologicznym obrazem wielu małżeństw. On, człowiek sparaliżowanych wyobrażeń, on w myślach, zawsze jak łuk natężonych, nauczony otwarcie odbijać wszelkie fałsze, które prawie we wszystkich dotykających go zdarzeniach upatrywał... ostrożny, niedowierzający ludziom, zimny jak głaz, obok kobiety, szukającej w zaślubieniu samego interesu, dziwnie pokazał się obok swojej narzeczonej. Była to walka dwóch {{Korekta|zapastników|zapaśników}}, równie silnych w woli, jak potężnych w żądzach, zobaczymy tedy, kto w niej ulegnie.<br>
{{tab}}Kiedy pani Francpatie powtarzała owe ceremonialne frazesy z dykcjonarza towarzyskiego, które w dzisiejszym wieku przy spotkaniu się dwóch osób, prawie bez udziału serca i głowy wymawiają same usta, Amerykanin, milczący, spozierał na nią tymczasem bystro, przez zielone szkła swoich okularów i śledząc najdrobniejsze ruchy jej twarzy, z ironią pomrukiwał coś pod czarną opaską, która mu zasłaniała całe usta. Potem zaraz zbliżył się do sofy — usiadł na niej ciężko, bez poprzedniego zaproszenia pani domu i swobodnie rozłołożył ręce na poduszkach.<br>
{{tab}}Pani de Francpatie, zajęła miejsce obok niego — nieco jednak za prędko wyliczywszy cały repertuar zdań grzecznych, dosyć prędko umilkła — co do hrabiego., ten jeszcze żadnego nie przemówił do niej wyrazu.<br>
{{tab}}Kilka chwil milczenia uczyniło bardzo krytycznem położenie aktorów tej sceny — raczej samej margrabiny; bo {{pp|hra|bia}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/632|num=180}}{{pk|hra|bia}} najpewniej nic sobie z tego nie robił. Pierwsza też poznała potrzebę tego niejakiego przesilenia i przemówiła tem fałszywem zapytaniem, dość pospolitem, które jednak w dzisiejszych czasach stało się najdogodniejszem do zaczęcia każdej rozmowy.<br>
{{tab}}— Nareszcie pragnę przedewszystkiem dowiedzieć się o stanie zdrowia pana hrabiego?<br>
{{tab}}Stary skierował na nią swoje spojrzenie — popatrzał chwilę — nic nie odrzekł; i zaraz zaczął niespokojnie obracać w palcach złotą tabakierkę, której cały wierzch oprawny był 300 brylantami, w kształcie słońca, w promienie ułożonemi.<br>
{{tab}}— Oh! oh!.. pan hrabia niewątpliwie jest słaby! — dodała, chcąc zapełnić próżnię w miejsce jego odpowiedzi.<br>
{{tab}}Hrabia po raz drugi spojrzał jej w oczy.<br>
{{tab}}Margrabina czas niejaki wytrzymała to spojrzenie, jednak po chwili lekki rumieniec wystąpił na jej lica. Przekonana o swoim fałszu, nie wiedziała, co uczynić dalej. — co powiedzieć — dopóki człowiek ten przezorny i głęboko czytający w sercach ludzi, nie przemówił z uśmiechem sarkastycznym.<br>
{{tab}}— Stary i szpetny potwór, hrabia, Emy-Cruchard, jest szczęściem zdrów na duszy i ciele: bo inaczej, nie odważyłby się połączyć z piękną i młodą kobietą, z którą obiecuje sobie mieć potomka... Ale daruje mi pani margrabina, że się jej zapytam, wcale odmiennie, jak to jest zwyczajem we {{Korekta|Fracyi|Francyi}}: bo przemówię, jak narzeczony z amerykańskiej ziemi, czy jest zapewnioną o sobie, że zostanie matką?<br>
{{tab}}— Pan hrabia postępuje jak dobry ojciec — odrzekła cienkim, lubym głosem, który miał zwalczyć starego ekscentryka — mniej dba o przesadzone uczucia serca, wielu dzisiejszych małżonek, a pragnie samej rzeczywistości w małżeństwie... prawego, normalnego celu!.. tak, tak, mości hrabio!.. jego nadzieje nie zawiodą się w tym względzie!.. Lecz czyliż przytem nie będzie mi wolno okazywać miłości dla mojego męża? — dodała, nauczona więcej pochlebstwami kierować mężczyzną.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/633|num=181}}{{tab}}— Tak, to prawda... szczęśliwy, który tego dostępuje!, ale ty, pani, nie będziesz mnie zapewne kochała.<br>
{{tab}}— Dlaczegóż ta wątpliwość, mości hrabio? — zapytała, przymuszając się do uśmiechu.<br>
{{tab}}— Dlaczego?<br>
{{tab}}I zaraz po tej pełnej ironii odpowiedzi, zesunął z oczu ogromne zielone okulary i ukazał jedno oko, szkaradnie na wierzch wysadzone, a w drugiem, w jamie ocznej, wystający spory, kłaczek bawełny.<br>
{{tab}}Margrabina jednak, zebrawszy przytomność, przymiliła się z przymusem do dwieście dwanaście miljonowego potwora i z uśmiechem, jakby szczęścia, odrzekła naiwnie:<br>
{{tab}}— Czy wiesz, mości hrabio, że zaczynam w to wierzyć w zupełności, o czem mówisz?.. bo ileż to jest szczęśliwych małżeństw bez miłości!.. W tej chwili sama raczej uprzedzam cię o tem, że nie będę cię kochała.<br>
{{tab}}— Hm! — pomruknął, zrozumiawszy, na co się zanosi.<br>
{{tab}}— Dziś małżeństwa — mówiła dalej, nie ustając się przymilać — miewają tak rozgałęzione cele, tak nieskończenie powikłane interesa, iż większa część z martwem sercem przystępuje do ołtarza. Ileż to razy, anioł piękności kobieta przysięga być towarzyszką schorzałego i pokaleczonego starca!.. ileż razy zmuszona wolą rodziców, lub osobistą potrzebą, we łzach boleści i z rozpaczą w sercu, podaje mu swoją rękę!.. przysięga na wiarę, odwracając się od jego obrzydliwego widoku, i czuje silne przekonanie, że wstręt i obrzydzenie, za prowadzą ją wkrótce do grobu!.. aż tu cudem Opatrzności, tym niedocieczonym wpływem nieba, które zawsze czuwa nad nieszczęśliwemi, odkrywa w duszy niepojęte zmiany!.. Najpierw przychodzi jej w pomoc przyzwyczajenie, i powoli, szpetność i brzydota, znikają z przed jej oczu, a te rysy twarzy, które ją w pierwszej chwili w rozpacz wprowadzały, jakby wpływem czarodziejskim zaczynają się umilać, stawać się znośneini, przyjemnemi... pięknemi nawet: wstręt zmienia się w przywiązanie, pełne miłosnego uczucia i w darze przynosi nakoniec szczęście!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/634|num=182}}{{tab}}Ekscentryk, przenikający najdrobniejsze szczegóły obrotów jej mowy, zaczął się poruszać niespokojnie na sofie i zapewne w dwóch wyrazach: „kłamiesz, obłudna“ byłby zakończył tę improwizację serca, ale równie baczna aktorka w swojej roli, dodała zaraz nieco pokorniejszym tonem.<br>
{{tab}}— Wreszcie, czy zamiast egzaltowanych wybuchów miłości, nie możemy znaleźć tyle uczuć, równie miłych i powabnych, jak szacunek, jak wdzięczność... nareszcie, poświęcenie?..<br>
{{tab}}— A tak — odrzekł oschle, kiwając głową hrabia — poświęcenie spekulantki dla spekulanta!<br>
{{tab}}— Jakże trafnie nazwał to pan hrabia! — zawołała, udając przyjazną radość. — Francuzi oszukują się tylko w swoich grzecznościach towarzyskich! i dlatego żałuję, żem się nie urodziła Holenderką... Czy pan hrabia zna zasady małżeństw w Holandyi?<br>
{{tab}}— Wiem tylko, że na całym świecie, młoda i urodziwa kobieta, przysięgająca przy ołtarzu szpetnemu starcowi, kłamie, i że cała rota jej przysięgi, powinna tylko brzmieć w tych słowach: jestem tanio lub drogo kupiona.<br>
{{tab}}— Czy wiesz, hrabio, żeś wyjął tylko z ust moich te wyrazy? — wołała w sztucznem uniesieniu — ponieważ ustawicznie prawie zwróconą mam uwagę na Holandyę... Spekulujący holender i holenderka prawie zawsze szukają w małżeństwie korzyści materyalnych, a jednak najszczęśliwsze okazują się takie związki! Żeniący się mieszkaniec tego kraju, mniej nawet dba o powierzchowność i udaną naszych francuzkich kobiet rolę serca... nie zapytuje swojej narzeczonej: czy kochasz mnie? ale czy jesteś silną i zdrową do pracy?... czy jesteś zdolną prowadzić moje gospodarstwo?.. czy będziesz matką? Widziano w Hadze, Amsterdamie, Lejdzie, albo w Haarlem kobiety, przechodzące w delikatności i wdziękach, arystokratyczne damy Anglii, które brały za mężów mężczyzn, owych prostych, zawsze zawalanych i zatłuszczonych tranem właścicieli okrętów: ludzi, którzy przez obchodzenie się z {{pp|ko|bietami}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/635|num=183}}{{pk|ko|bietami}}, powinni być uważani za dzikich hotentotów, a jednak największa zgoda, a nawet szczęście zalecało ich pożycie! Zaledwie dzień świąteczny połączą w Holandyi i zbliża do siebie małżonków, aby przypomnieć im w sobie moralne zabawy; czyż wówczas, mówią co o miłości?.. o uczuciach serca!.. o owych pieszczotliwych karesach? nie! nie!.. Mąż wraz z żoną rozprawia o groblach i tamach, dają projekty do budowy spichrzów i wiatraków, mówią o torfie, okrętowych linach i żaglu, i ażeby lepiej nacieszyć się zobopólnie, w tak krótkiej przerwie od tygodniowej pracy, cóż czynią w końcu? zaczynają jednę z najkorzystniejszych moralnych uciech na ziemi, uciech, będących podstawą szczęścia każdego małżeństwa: to jest... rachują dukaty. Otóż {{Korekta|holendrzy|Holendrzy}} wykazali nam najlepiej, że w małżeństwie obejdzie się bez namiętności serca: dlatego myślę, panie hrabio, że podzielasz w zupełności ze mną to, o czem cię przekonać usiłuję.<br>
{{tab}}— Niezawodnie, myślę przecie że podobnego szczęścia małżeńskiego używać tylko można w jednej Holandyi: ponieważ we Francyi, a do tego w Paryżu, wszystkie kobiety są...<br>
{{tab}}— Ah, mości hrabio! — przerwała popędliwie — a Anglia?.. a Ameryka Północna?.. a...<br>
{{tab}}— O! Ameryka Północna!.. tam kobiety czytają Browna, Wiljama Cullena... Bryanta; mężczyźni, Frankhna, Washingtona, Baria, Pouldinga...<br>
{{tab}}— Ale dodaj, panie hrabio, że dopóki są w stanie wolnym. W dzień ślubu, ojcowie amerykańskich córek, wytrącają im z rąk owe poetyczne twory, autorów, tyle zgubne dla osobistego szczęścia... szczególniej, szczęścia mężów; a natomiast podają im ogromne księgi kontroli i rachunkowości kupieckich, zawieszają u pasa pęki kluczy od folwarków i spichlerzy ich mężów... a jakże rzadkiemi bywają tam rozwody! Nasze zepsute {{Korekta|francuzki|Francuzki}} nie uwierzyłyby zapewne, że między tym ludem szczęśliwym istnieje węzeł, łączący ich najściślej, chociaż w nim miłości nawet upatrywać się niegodzi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/636|num=184}}{{tab}}— Lecz i dlaczegóż tak bardzo usiłujesz przekonać mnie o swoich zasadach pani?.. do czego to wszystko zmierza? — zapytał z nieukontentowaniem hrabia. — Wiem to oddawna, że pragniesz połączyć się z człowiekiem, który, na szczęście, nie jest ani dzikim Hotentotem, ani zawalanym i zapuszczonym tranem właścicielem holenderskich okrętów: ale stokroć może obrzydliwszym dla młodej i światowej kobiety zepsutej Paryżem.<br>
{{tab}}— Jeszcze więc za mało dałam ci się poznać, panie hrabio! — odrzekła nieco z przyciskiem.<br>
{{tab}}— Usiłujesz przekonać mnie — mówił dalej — że nawet wbrew naturze własnego serca, możesz znaleźć szczęście, którego tymczasem obok mnie kosztować nie będziesz. Osobistej wartości nie mam już żadnej: bo nawet i serce moje, zrażone obłudą i samolubstwem ludzi, wyrodziło nienawiść dla całego rodu ludzkiego! Nie mam już nic w sobie, czembym nawet na jedno {{Korekta|mgienie|mgnienie}} oka, uprzyjemnić potrafił los kobiety. Tak nawet polubiwszy nienawiść, być może, że w cierpieniach mojej małżonki, szukać będę jeszcze pomsty dla całego świata!<br>
{{tab}}Margrabina spojrzała na rozpaloną twarz starca, który także dostrzegł jej letargiczne poruszenie, i dlatego przemówił zaraz na wytłumaczenie swoich ubliżających wyrazów.<br>
{{tab}}— O, wiem bardzo dobrze, że moja mowa niezwykłą, szczególną, dziką, może nawet szaloną się jej wydaje; ale jakem człowiek, godny przekleństwa od świata, serce pani margrabiny, wszystkie te przywary, które wymieniłem, równie przechowuje dla mnie w małżeńskim odwecie.<br>
{{tab}}— Ja? ja? — zapytała porywczo, nie chcąc zepsuć nieźle zaczętego interesu.<br>
{{tab}}— Tak jest... ty, pani.<br>
{{tab}}— Eh, panie hrabio! niema chyba przeznaczenia, ażebyś mnie zrozumiał. I dlaczegóż tak sądzisz?<br>
{{tab}}— Ponieważ ten sam wstręt uczuwasz do mnie, tęż samą odrazę, tęż samą może pogardę, jak ja do wszystkich {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/637|num=185}}ludzi?.. Serce twoje wzdryga się, ile razy spozierasz na obrzydliwą twarz moją i drżysz na wspomnienie, że los nakazuje ci należeć do człowieka strasznego z ciała i duszy!.. konasz nawet przed myślą, że ten człowiek w końcu domaga się od ciebie potomka!<br>
{{tab}}— Darujesz jednak, panie hrabio, że cię zapytam, dlaczego sam uczuwasz wszystko to do kobiety młodej, urodziwej, poświęcającej się dla ciebie bez granic, kobiety, która...<br>
{{tab}}— Ponieważ każda, która odważa się zostać żoną potworu, zasługuje już na wzgardę w przekonaniu rozumu. Najpiękniejsza kobieta ciałem, skoro tylko postępuje wbrew głosu natury własnej, jest już jak ja szkaradną w duszy, a pani...<br>
{{tab}}— Ależ, panie hrabio! — odrzekła zawsze przytomna margrabina — odmawiasz zatem kobiecie wrodzonej dobroci serca, która jest najpiękniejszą naszej płci ozdobą. Nam uprzyjemniać życie mężczyzn przeznaczenie kazało!.. nam tylko z pokorą całować się godzi rękę pana, któremu dozgonną wiarę przysięgamy! nam w udręczeniach małżeńskich rozniecać należy w sobie męczeńską dumę, którą Bóg dobrotliwy nareszcie w szczęście zamienia!.. my jesteśmy niewolnice na ziemi, wy, obok nas, królami!..<br>
{{tab}}— Przytaczasz pani wyjątki z czasów biblijnych!.. dziś żony, zwłaszcza w Paryżu, nie leżą juź w popiele, okryte włosiennicą. Małżonki dziewiętnastego wieku porozumiały się nareszcie z dyabłem... niech się pani nie gniewa za to porównanie.<br>
{{tab}}— Nie, nie... cieszę się, że jestem sawantką i mam w sobie cokolwiek greckiego stoicyzmu.<br>
{{tab}}— Dlatego koniecznie usiłujesz przekonać mnie, że anielskiej dobroci twe serce, jak nazywasz, osłoni mnie najstarszego dyabła szatą miłosną i ukołysze pieszczotami. Pani margrabino — dodał z przykrym akcentem, oburzony jej narzucaniem się — gdybym w tej chwili był zapewniony, że zaślubiając hydrę, doczekam się z niej potomka, w twojej {{pp|obec|ności}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/638|num=186}}{{pk|obec|ności}} uderzyłbym przed nią czołem, przysiągł miłość, wiarę i nazwał małżonką.<br>
{{tab}}— Jakież szczęście! — zawołała zapłoniona — że nareszcie trafiliśmy na przedmiot, który pozwoli mi usprawiedliwić ten dziwny stan mego serca, który obok ciebie nazywam miłością.<br>
{{tab}}— O czem więc znowu zaczynasz mówić, pani? — zapytał z gorzką ironią.<br>
{{tab}}— Wydałeś się więc nakoniec, hrabio, że w silnej namiętności i potworów kochać można; a sam czując się mniej powabnym, nie chcesz zrozumieć poświęcenia kobiety!..<br>
{{tab}}— A więc, bądź cobądż, pomyślisz teraz o mnie, wyznaję ci nakoniec, że cię kocham z całem wysileniem pierwszej i najczystszej miłości.<br>
{{tab}}Hrabia zażył tabaki.<br>
{{tab}}— Jak chcesz, przeklinaj mnie! — dodała, padając na kolana u nóg szyderczo uśmiechającego się starca — ja jednak wołać nie przestanę, jak rozpaczająca kochanka: kochaj mnie!.. kochaj, najmilszy! kochaj, najpiękniejszy na ziemi! kochaj!..<br>
{{tab}}Już hrabia nie zniósł dłużej nikczemnego fałszu, dobijającej się z takim szaleństwem o dwieście dwanaście milionów kobiety i aby bardziej jeszcze doświadczyć, czem jest człowiek dla pieniędzy? czem kobieta?.. w tej samej chwili, zrzucił z twarzy i głowy wszystkie opaski, które lat tyle jego kalectwo osłaniały, i jakby na zawstydzenie klęczącej u nóg kochanki przedstawił jej straszne oblicze.<br>
{{tab}}Margrabina spojrzała z podziwieniem na owe liczne mięsne szwy, gruzły i narośle, pozostałości raka — na usta, przedłużone odraźliwą raną, aż do ostatniego trzonowego zęba; na tego trupa, nie żyjącego już na twarzy, i czując, że chwila ta jest najdogodniejszą na złudzenie jego serca, w miłosnem uniesieniu zerwała się ku niemu i w szale, mającym odmalować tę świętą i słodką namiętność, rzuciła mu się na szyję, aby ten ostatek, już nie twarzy, ale zwierzęcego mięsa, licznemi obsypać pocałunkami.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/639|num=187}}{{tab}}Hrabia drgnął.<br>
{{tab}}— Dosyć już! dosyć tego pani! — odpowiedział — racz mi tylko powiedzieć, ile się jej za to wszystko będzie należało w gotowiźnie?<br>
{{tab}}— Znowu toż samo gorzkie wyrażenie?<br>
{{tab}}— O, ja znam dobrze porozumienie się przedślubne i należycie odczuwam tę wielką, handlową chwilę, godną najpierwszej giełdy w Europie!<br>
{{tab}}— Panie hrabio!.. intercyzę nazywać kupiectwem!<br>
{{tab}}— A cóż innego czynimy w tej chwili?.. Pani sprzedajesz, ja nabywam... płacę i biorę... pani towar oddajesz, ja pieniądze; my zaś sami jesteśmy tem, czem są paki i obwoluty, w które kupcy obwijać zwykli materyał: a tak, spekulacya uważa się za skończoną.<br>
{{tab}}— Rozumiem, rozumiem cię, panie hrabio! — odrzekła popędliwie — jesteś tylko rzetelniejszym w tłomaczeniu fenomenów świata społecznego.<br>
{{tab}}— Wzajem się więc rozumiemy — odpowiedział flegmatycznie, nieco cierpkim głosem — jesteś tylko daleko zręczniejszą, niż inne, w przekonywaniu mnie o wielu rzeczach.<br>
{{tab}}— Daj Boże, abyś mnie istotnie, hrabio, tak zrozumiał!<br>
{{tab}}— Powstań nareszcie, pani — odrzekł z przymusem do klęczącej — na tej wadze, którą tworzymy, moja szala nie powinna być wyżej od ciebie; ponieważ człowiek milionowy, bywa zwykle bardzo ciężki.<br>
{{tab}}— Ha... kiedy tak, panie hrabio, widzę już, że będę zmuszoną ukończyć ten interes, podług twojego sposobu widzenia rzeczy.<br>
{{tab}}— Jakże to rozumie pani margrabina? — zapytał, bystro spoglądając jej w oczy.<br>
{{tab}}— To jest, że, myśląc w duchu, iż spełniam święty obrządek małżeństwa, ulegnę jednak chwilę i także nazywać go będę kupiectwem.<br>
{{tab}}— To mi się będzie bardzo podobało... zaczynam nawet poznawać, że ten czarodziejski wpływ kobiet na nas, {{pp|męż|czyzn}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/640|num=188}}{{pk|męż|czyzn}}, szatańskiej natury, zamienił się już w puch łabędzi.. który my, dyabły, dobrze ucywilizowani, otrząsamy z siebie, jednym podmuchem. Niech to panią nie obraża, że mieszkaniec piekła pozwala sobie obok niej nieco wolniejszych żartów.<br>
{{tab}}Margrabina z przymileniem uśmiechnęła się do Amerykanina, tracąc jednak nadzieję, aby go zwalczyć zdołała, postanowiła w końcu całkiem odmiennego chwycić się środka, i przemówiła.<br>
{{tab}}— Nareszcie i to wiedzieć powinieneś, panie hrabio, że niestałość kobiety, jej pusty i lekki charakter, jej błędy moralne, dozwalają w każdem zdarzeniu pokazać się obok mężczyzny w charakterze, jakiego właśnie jego osobiste wymagają widoki, Z anioła kochającego stać się może hyeną, świętą miłość serca, którą właśnie umilać miała świat cały, zamieni w nienawiść; z dobrej stanie się złą... taką wreszcie, jaką interes jej pana wymaga.<br>
{{tab}}— A na honor! pani margrabino! — odrzekł z prawdziwem uradowaniem — te ostatnie wyrazy już mi się lepiej podobały... dlatego mam nadzieję, że już wkrótce nasz targ ukończymy... kupię cię więc... Ale jak każdy kupujący zwykł czynić dla nabywcy mały dodatek, tak samo i ja domagać się będę od niej rzeczy, która już leży po za obrębem naszego kontraktu.<br>
{{tab}}— Wszystko! wszystko poświęcę!.. jestem więc gotowa cię wysłuchać! — zawołała, obejmując go za szyję, a potem zapłonione lica swoje przyłożyła do chorobliwej i monstrualnej twarzy. — Czegóż więc żądasz odemnie, hrabio?<br>
{{tab}}— Nikczemności — odpowiedział ponuro.<br>
{{tab}}Margrabina nieco się cofnęła; zdolna jednak prowadzić bój i zwalczyć tygrysa, prędko się uwolniła z ambarasu, mówiąc:<br>
{{tab}}— Różne okoliczności bywają, panie hrabio! którym czasami ulegać należy... To, czego żądasz, może mieć bardzo słuszną zasadę a wówczas, porozumiawszy się ze swoją żoną...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/641|num=189}}{{tab}}— Powiedz w tej chwili, że mnie nienawidzisz — przerwał, ujmując ją za rękę, co mu się rzadko zdarzało.<br>
{{tab}}— W naturze naszych stosunków spoczywa już to, czego żądasz.<br>
{{tab}}— Ale ja potrzebuję stanowczego wyrazu.<br>
{{tab}}— Tak jest... czuję wstręt i obrzydzenie do ciebie! więcej stokroć, niż się tego po sercu kobiety spodziewałeś — odrzekła, spuszczając na dół oczy.<br>
{{tab}}— Powiedz jeszcze, że czynisz ofiarę dla pieniędzy.<br>
{{tab}}— To już nawet nie potrzebuje potwierdzenia — odrzekła z tą samą pokorą, zawstydzona.<br>
{{tab}}— Dodaj w końcu, że związek ten, o który się dobijasz, czyni cię ostatnią z kobiet.<br>
{{tab}}— Widać, że fatalność, dotykająca moje smutne przeznaczenie, tak mieć chciała! — odrzekła w dramatycznym wykrzyku.<br>
{{tab}}— Uściskaj mnie więc — przemówił jeszcze, dla ostatecznego wypróbowania jej szkaradnej duszy.<br>
{{tab}}Margrabina, jakby z szaleństwem, rzuciła się na jego szyję, objęła rękami i w niemem uniesieniu wyliczyła biciem swego serca 212,175,000.<br>
{{tab}}Kiedy się ta dzika scena w salonie odbywała, nagle lekko do drzwi zapukano.<br>
{{tab}}Margrabina, jak piorun, odbity od skały, odskoczyła od hrabiego.<br>
{{tab}}Po małej chwili pokazał się lokaj, i widząc zmarszczoną brew swojej pani, przemówił z pośpiechem.<br>
{{tab}}— Jakiś człowiek nieznajomy życzy się widzieć natychmiast z panią margrabiną.<br>
{{tab}}— Cóż to za człowiek? — zapytała nieco z gniewem — czego żąda ten nieznajomy, który mi śmie przerywać?<br>
{{tab}}— Nie wiem... mówił mi tylko, że przychodzi w pilnym i bardzo ważnym interesie, i że go samej tylko pani margrabinie chce powierzyć.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/642|num=190}}{{tab}}— Oświadcz mu, że wówczas widzieć go zechcę, kiedy mi się będzie podobało.<br>
{{tab}}Lokaj wyszedł.<br>
{{tab}}Margrabina znowu usiadła obok hrabiego na sofie.<br>
{{tab}}— Słusznie, że przekładasz pani nasz interes nad wszelkie inne — przemówił starzec — ponieważ jestem za stary, aby ci się lękać nie należało utraty moich skarbów; a mnie, w twojej osobie, kobiety, którą tylko jednę, według moich widoków znalazłem na ziemi.<br>
{{tab}}Słowa te nieco zaintrygowały chciwą kobietę; dlatego, dość dziwacznie spojrzała na hrabiego, jakby zapragnęła wytłomaczenia tych tajemniczych wyrazów.<br>
{{tab}}— Jesteś pani jedną, mówię, która mi się najdoskonalej do moich celów nadaje — przemówił jeszcze — w tej godzinie wypróbowałem cię o tyle, iż powód, dla jakiego cię zaślubiam, uwieńczy nareszcie historyę mojego życia.<br>
{{tab}}— Wiem tylko, panie hrabio, że najgoręcej pragniesz mieć potomka — odpowiedziała, wpadając w trwożliwe przeczucie złego.<br>
{{tab}}— Potomka... to prawda; ale dla mego potomka potrzeba tylko takiej, jak ty, matki.<br>
{{tab}}Margrabina zbladła z pomieszania.<br>
{{tab}}— Przestań trwożyć się, pani... wiem już aż nadto dobrze, że, gdybym dziecię, które mi urodzisz, rozkazał w pierwszej godzinie przyjścia jego na świat, wrzucić w rzekę...<br>
{{tab}}— Oh! oh!.. — krzyknęła przedwcześnie, cofając się nieco.<br>
{{tab}}— Usłałbym tylko drogę dwustu dwunastu milionami, poczynając od mego pałacu, aż do nurtów wody... i wrzuciłabyś je, męczennico!<br>
{{tab}}— Sam tego domagasz się, hrabio — odrzekła tonem, przyznając się do winy.<br>
{{tab}}— Ale nie idzie o zabicie fizyczne mojego dziecięcia, nie! nie! — dodał — matka będzie miała obowiązek zabić go moralnie, a to nierównie łatwiej przyjdzie ci dokonać, pani.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/643|num=191}}{{tab}}— Ależ to zabójstwo moralne, panie hrabio?.. — zagadnęła niecierpliwa.<br>
{{tab}}— Chcę tylko, aby mój potomek stał się podobnym ojcu swojemu. Aby, równie jak ja, nienawidził świat i ludzi... urągał wszystkiemu... złorzeczył... wyśmiewał?.. a kochał tylko i czcił sam pieniądz, który mu zostawiam w tej walce jako broń odporną... przy tem wszystkiem, aby nienawidził i prześladował dwie istoty.<br>
{{tab}}— I kogóż to, panie hrabio? — zapytała z podziwem.<br>
{{tab}}— Swoją matkę, a potem tego, którego i ja nienawidzę i przeklinam, jak szatana!.. Syn czy córka, powinni koniecznie zachować tęż samą czarną i żółciową krew, która płynie w żyłach ojca!.. Jeżeli więc matka wykarmiać je będzie słodkiem mlekiem, dzieci te nie pomszczą nigdy krzywd i nieszczęść, jakiemi jeden nikczemnik zatruł życie ich ojcu!<br>
{{tab}}— Na Boga! panie hrabio!<br>
{{tab}}— Nareszcie dowiedz się teraz, pani, że domagam się po tobie, abyś wydała na świat mojego mściciela!<br>
{{tab}}— Jesteś więc ofiarą niegodziwości człowieka! — odrzekła z udanem współczuciem, wracając do przytomności. — Słusznie, słusznie, aby syn upomniał się za krzywdy, wyrządzone ojcu!.. Teraz wszystko odgaduję!.. ty także, hrabio, pragniesz tylko z tem słodkiem zapewnieniem zamknąć swoje powieki... nieprawdaż?.. pragniesz tylko usłyszeć na łożu śmierci wyrazy przyrzeczenia swej małżonki, któraby zawołała: Mężu! matka twoich dzieci nauczy je nienawidzieć tych, których tyś nienawidził za życia!<br>
{{tab}}Po tych słowach obrotnej kobiety człowiek ten wydał na jaw rozkoszne poruszenie serca. Lód jego w piersiach stajał nagle pod przypomnieniem tej słodkiej obietnicy, która lat tyle wszystkie jego myśli zajmowała. W tej jednej godzinie już walka zdawała się być na ukończeniu, a zwycięztwo przechylało się na stronę kobiety.<br>
{{tab}}Hrabia mimowoli uścisnął rękę swojej narzeczonej i, odurzony momentalnie obrazem zemsty, którą mu w żywych {{pp|ko|lorach}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/644|num=192}}{{pk|ko|lorach}} przedstawiła, rad byłby już w tejże chwili stanąć z nią przy ołtarzu. Przycisnął zaraz jej rękę do swego bijącego serca i już chciał coś wymówić stanowczego, gdy wtem, lokaj, który już raz był przerwał tę scenę, po raz drugi ukazał się w salonie.<br>
{{tab}}— Ten człowiek domaga się gwałtem rozmowy z panią margrabiną — przemówił lokaj z pomieszaniem.<br>
{{tab}}Margrabina, zapalona gniewem, uderzyła nogą o posadzkę.<br>
{{tab}}— Oświadcza, że jeżeli natychmiast nie będzie wpuszczony do salonu — dodał lokaj — użyje przemocy, ażeby się z panią zobaczyć.<br>
{{tab}}— Napastnik!.. ten człowiek musi być obłąkany.<br>
{{tab}}— Nie, pani... zdaje się mówić dość przytomnie.<br>
{{tab}}— Jeszcze stajesz w obronie tego awanturnika!..<br>
{{tab}}— Tłomaczy się tylko, że nagłość interesu zmusza go do tej niedelikatności.<br>
{{tab}}— Zamknij drzwi od salonu i stań na straży, aby mu nie dozwolić ani na jeden krok wstępu do mego pokoju.<br>
{{tab}}Lokaj wyszedł.<br>
{{tab}}— Cóż to za człowiek, który tak koniecznie domaga się widzenia z panią? — zapytał hrabia, przeczuwając jakieś sidła, ze strony tego, któremu właśnie w tym domu zemstę przysposabia.<br>
{{tab}}— Rzeczywiście nie wiem, panie hrabio.<br>
{{tab}}— I nie jesteś, pani, nawet ciekawą?<br>
{{tab}}— Powiedz mi raczej, panie hrabio, czego jeszcze brak do ukończenia naszego interesu?<br>
{{tab}}— Czasu.<br>
{{tab}}— W siedmdziesiątym roku jego życia?<br>
{{tab}}— Ale ja jestem ostrożnym kupcem i najbardziej lękam się w handlu oszukaństwa. To wszystko, coś mi pani wyrzekła przed chwilą, było tylko słowami spekulanta, który wartość swojego towaru zwykł chwalić.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/645|num=193}}{{tab}}— A jednak to, co powtórzyłam dzisiaj, powtórzę jeszcze po upływie jednego wieku.<br>
{{tab}}— Sto lat? o, to za wiele, ażeby się prędzej nie zdradziła kobieta! Dla mnie, podejrzliwego i przenikliwego ducha, obok pani, tyle chciwej i zmiennej, dosyć będzie dla wykrycia prawdy jednego miesiąca. Oto zostawiam ci, pani, pośrednika w naszym interesie... ten pierścień — dodał, zdejmując z palca gruby żelazny pierścień, w kształcie węża, ściskającego w szczękach złote serce, który podał zaraz zdziwionej margrabinie.<br>
{{tab}}— W jakim więc celu oddajesz mi ten pierścień, hrabio? — spytała.<br>
{{tab}}— Skoro po upływie miesiąca, pierścień ten odeślesz do mego pałacu, chcę uważać to za {{Korekta|dowod|dowód}}, żeś przyszła już do przytomności... żeś nareszcie wróciła w prawa normalne natury kobiecej... z fałszywej, stałaś się prawdomyślną, wielką i szlachetną! Zwrot tego pierścienia będzie tą stanowczą dla mnie odpowiedzią twego serca, jakbyś mówiła: nie kupisz mnie! bo nie pozwolę się sprzedać potworowi, nawet za miliony!..<br>
{{tab}}— Ah. jakże roztropnie postępuje pan hrabia! — zawołała w sztucznem uniesieniu — wistocie, potrzeba jest właśnie tyle czasu do namysłu kobiecie, albo do zupełnego przygotowania się na drogę tyle ważną! chociaż ja, ja, panie hrabio — dodała — odpowiem ci tak samo za miesiąc, jakeś usłyszał w tej chwili... nie zawiódłbyś się więc, gdyby natychmiast...<br>
{{tab}}— Ja nic nie wierzę ludziom, którzy działają natychmiast — odrzekł ponuro Amerykanin, zaczynając wdziewać na ręce z miękkiego i kosztownego futra rękawice.<br>
{{tab}}Margrabina już nie miała potrzeby zatrzymywać hrabiego i dlatego, zadzwoniła na lokaja, ażeby mu dopomógł w ubraniu, jak to często bywało.<br>
{{tab}}Jak tylko drzwi się otworzyły, ukazał się zaraz za lokajem niecierpliwy przybysz — ów nieznajomy, żądający tak koniecznie rozmowy z panią de Francpatie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/646|num=194}}{{tab}}Hrabia najpierwszy zmierzył go bystrym wzrokiem i zaraz uspokoił się w swojej obawie, bo z dalszą flegmą swego charakteru oczekiwał ukończenia swojej szczególnej toalety, którą mu lokaj, widząc zniecierpliwienie swojej pani, z pośpiechem wykonywał.<br>
{{tab}}Po odejściu hrabiego, tego prawdziwie dzikiego człowieka, nieznajomy przystąpił zaraz do zdziwionej i pomieszanej pani de Francpatie.<br>
{{tab}}Był to Bresac.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''XXI.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Zaimprowizowany ajent.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Bresac miał wielkie podobieństwo do prawdziwego dżentlemana, który świeżo wysiadł z dyliżansu, przed bramą jakiego hotelu Paryża, aby dla swojej mistris, zostawionej nad Tamizą, przywieźć coś wykwintnego z nad Sekwany. i Skoro już pierwsze wrażenie, na umyśle margrabiny sprawione przeminęło, zapytała, spoglądając z uwagą na nieznajomego:<br>
{{tab}}— Pan żądałeś mówić z margrabiną de Francpatie?.. wdową po...<br>
{{tab}}— Wdową po pułkowniku francuskim armii afrykańskiej; tak jest, pani, ja sam — odrzekł, przekładając rubasznie swój szary parasol z lewej pachy pod prawą.<br>
{{tab}}— I mówiono mi, że pilnej wagi interes i niecierpiący zwłoki...<br>
{{tab}}— Przyprowadził mnie do mieszkania pani margrabiny — dokończył znowu Bresac, poprawiając okulary na nosie, które mu ustawicznie spadały.<br>
{{tab}}— Zatem niech pan raczy powiedzieć, co go tu sprowadziło?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/647|num=195}}{{tab}}— Hm, hm — chrząknął parę razy, nie wiedząc, jakby zacząć.<br>
{{tab}}— Ale pierwej raczy mi pan oświadczyć, kogo mam honor w swoim domu przyjmować?<br>
{{tab}}— Aha... kto jestem niby? — odrzekł z pociesznym uśmiechem — ma pani margrabina honor mówić z osobą, której nazwisko i znaczenie mocnoby ją zaintrygowały... hm, hm, przeklęty ten parasol cięży mi pod pachą, jak okrętowy żagiel — dodał, przekładając go znowu z prawej pachy pod lewą.<br>
{{tab}}— Życzyłabym sobie bardzo poznać już jak najprędzej mojego dostojnego gościa — przemówiła margrabina nieco drwiącym tonem — pan jesteś zapewne...<br>
{{tab}}— Nie fabrykant parasoli — odpowiedział porywczo — jak to sobie może myśli pani margrabina, spoglądając z takiem zajęciem na mój parasol... jestem, jeżeli mam prawdę powiedzieć.. czy mam w krótkości zaspokoić jej ciekawość?<br>
{{tab}}— Będę mu za to najmocniej obowiązaną.<br>
{{tab}}— Jestem urzędnikiem dworu Sardyńskiego i zaufanym ''Karola, Alberta, Amadeusza'' króla, wysłanym do Paryża w interesie, który, nigdy nie spodziewałem się, że aż do jej mieszkania skieruje moje kroki... hm, hm — mruknął zaraz, poprawiając ogromny węzeł od chustki na szyi.<br>
{{tab}}Pani de Francpatie dziwnie spojrzała na Bresaca i ciekawa końca tej niespodziewanej wizyty, z wrodzoną sobie uprzejmością, zaprosiła go głębiej do salonu, wskazując ręką miejsce na rogu sofy, aby usiadł.<br>
{{tab}}Bresac, na okazaną sobie grzeczność, do której nie był przyzwyczajony na okręcie lub w szynkach portowych, uśmiechnął się z zadowoleniem, zatarł ręce i uczynił zadość życzeniom pani domu.<br>
{{tab}}— Mówisz pan tedy, że interes nadzwyczajny wprowadził go do mego mieszkania? przemówiła margrabina, zajmując miejsce na drugim rogu sofy — nareszcie czas, abyśmy się porozumieli.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/648|num=196}}{{tab}}— Zapewne, zapewne... a tem bardziej, że w moim obowiązku nie mam go sam wiele do stracenia i wyznam otwarcie, że jestem tylko nadzwyczajnym gońcem z Turynu, ścigającym tajemnie zbiega, dostojnego zbiega!.. nieszczęśliwego!.. niech pani margrabina dozwoli mi mieć ten honor, że postawię w kąciku ten przeklęty parasol — dodał, opierając go zaraz o serwantkę.<br>
{{tab}}— Któż więc jest tym ściganym zbiegiem, którego pan przybyłeś szukać w moim domu?<br>
{{tab}}— Któż ma być inny, kogo ściga urzędnik dworu Sardyńskiego, zaufany króla i królowej? żeby też nie domyśleć się jeszcze, że Wiktor, ''Emanuel, Marga, Albert, Eugeniusz, Ferdynand, Tomasz, książę Sabaudii'', syn i następca tronu po ojcu na królestwo Sardynii... Otóż masz! leży jak długi!.. pomyślałem to zaraz sobie, że będzie leżał, opierając go o serwantkę.<br>
{{tab}}Margrabina, mimo rubaszności przedstawiającego się jej człowieka, odurzoną została wrażeniem wypadku, tyle jej los obchodzącego, w którym zrazu nie mogła upatrywać nic podejrzanego.<br>
{{tab}}— O pani margrabino! niech mi będzie wolno nazwać się niedołęgą! — przemówił następnie Bresac, uderzając się w czoło — wszak mówiłem, że jestem gońcem, ścigającym zbiega?.. dostojnego zbiega?.. obłąkanego zbiega?.. nieszczęśliwego?.. tymczasem minąłem się z prawdą, ponieważ ścigam aż dwóch... tak, tak, ścigam jeszcze drugiego, który nie jest ani dostojnym, ani obłąkanym, ani nieszczęśliwym, ale poprostu, trzpiotem, godnym rózgi... jest to młody paź, ulubieniec pierwszego.<br>
{{tab}}— Zkąd więc panu przyszła ta myśl, szukać w mojem pomieszkaniu księcia Sabaudii, albo jego pazia?<br>
{{tab}}— A bardzo naturalnie — odrzekł prosty w swoich wysłowieniach Bresac — przed kilku dniami gazety francuskie powtórzyły jego przybrane tytuł i nazwisko. Wiedziałem tedy, że margrabia Emil de Bontanette zajął mieszkanie w hotelu de Princes nr. 3 przy ulicy de Richelieu, otóż...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/649|num=197}}{{tab}}— I tenże margrabia de Bontanette ma być księciem Sabaudii? — zapytała z bijącem sercem margrabina.<br>
{{tab}}— Tak jest, pani.. który, daj Boże, ażeby już do tego czasu pewnego głupstwa nie zrobił, jak zamyślał, a do czego — mu bardzo łatwo jego młodość, piękność i pieniądze przyjść w pomoc mogły!.. Chce się żenić koniecznie, dostojny młodzieniec!.. a cóż, u pioruna! dopiero mnie przyprowadzał do rozpaczy parasol, teraz zaczynają udręczać okulary — dodał, wciskając je z pewną siłą na grzbiet orlego nosa.<br>
{{tab}}— A jakże było na imię paziowi księcia? — zapytała.<br>
{{tab}}— W dzieciństwie nazywano go małym Maksiem, później większym, dopóki nie został wyraźnym Maksem.<br>
{{tab}}Serce margrabiny, której się zdawało, że już w zupełności sprawdziła osobę margrabiego, żywo uderzyło.<br>
{{tab}}— Otóż teraz uspokojony o mój parasol i okulary, mogę pani margrabinie dokończyć, w jaki sposób doszedłem tajemnicy jego obrotów; to jest po nici do kłębka. Dziś rano, na wstępie do hotelu Książąt, spotykam właśnie jego książęcą mość, wychodzącego na ulicę i widzę przy pomocy moich okularów, ukryty pod zasłoną parasola, jak wszedł do tego domu, a z którego aż dotąd nie powrócił.<br>
{{tab}}— Ale nie widziałeś pan zapewne, ażeby wstępował do mego mieszkania — odrzekła z pośpiechem, w oczach jej nowy żar jakiegoś szczególnego zapału zabłysnął.<br>
{{tab}}— Tak, to prawda, pani margrabino; ależ niepodobna, aby jego książęca mość Sabaudzki odwiedzał wyżej mieszkających lokatorów, niż na pierwszem piętrze.<br>
{{tab}}— Dlaczegoby tak nie było, mój panie?.. drugie piętro zajmuje właśnie krawiec kamizelek, który ma na znaku od ulicy napis: „mieszkanie krawca kamizelek książąt.“ Raczej uczyniłbyś lepiej — dodała nieco surowo — gdybyś chciał dłużej jeszcze w bramie domu oczekiwać powrotu księcia, który mógł już nawet do tego czasu powrócić do swego mieszkania w hotelu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/650|num=198}}{{tab}}— Na honor Sardyński!.. i dziesięciu jeneralnych intendencyi kraju, to wszystko być może, co pani mówisz.<br>
{{tab}}— Książę do tego czasu mógł jeszcze hotel opuścić a nawet wyjechać z Paryża.<br>
{{tab}}— A do miliona dyabłów! — krzyknął, zrywając się ze sofy — nie przerażaj mnie pani!.. Jeżeliby tak było, utraciłbym królewską łaskę, a z nią 10000 lirów piemonckich gratyfikacyi! obiecany tytuł szambelana, w końcu order Zwiastowania ''Ordine supremo dell Annunciata!'' O jestem największym sardyńskim niedołęgą? — dodał, porywając znowu swój parasol pod pachę. — Nie daruję sobie tego nigdy, żem nie postąpił w pierwszym momencie, jak mi właśnie światło mojego rozumu wskazywało! Należało mi bowiem udać się natychmiast na pola Elizejskie i zabrać ze wszystkich restauracyi, kawiarń i szynków małych Sabaudczyków, tych bębnów z Chambery, pokazujących publiczności świnki morskie, króliki, gołębie, uczone ptaszki i tem podobne stworzenia, aby utworzywszy z nich regiment, obsadzić całą ulicę Richelieu, poczynając od bulwaru Montmartre, aż do Palais Royal... O! pani margrabino! nie gniewałbym się wcale, gdybyś mi zrobiła ten honor i nazwała wyraźnie osiem!..<br>
{{tab}}— My przecie Francuzi, ceniąc sprawiedliwie uczciwość sabaudzką, nauczyliśmy się już dawno przebaczać wam prostotę i brak przyzwoitego pokazania się w towarzystwie.<br>
{{tab}}— Niech wam Bóg za to sprzyja, Francuzi!.. cała Sardynja jest na wasze usługi, szczególniej kominiarze, którzy bandami opuszczają swój kraj, aby wam wycierać kominy..<br>
{{tab}}Po tych słowach Bresac udał pośpiech, otrząsając z kurzu swój parasol, lecz nawykły do podarków i kubanów, od każdej z osób wyższych, wobec której stawać mu się wydarzało, chwilę jeszcze poczekał, spoglądając błagalnie na margrabinę, nagle jednak przypomniawszy sobie, iż się tutaj przedstawia w charakterze osoby pewnego znaczenia, wzniósł głowę do góry, z przymusem zaczął się nadymać, czyniąc dla pożegnania najniezgrabniejsze ukłony.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/651|num=199}}{{tab}}Przestępując za próg mieszkania margrabiny, raz jeszcze powtórzył sobie pod nosem:<br>
{{tab}}— Poczciwość, prostota i brak przyzwoitego znalezienia się w towarzystwie!., muszę uczynić ten honor wszystkim Sabaudczykom i powiedzieć im to do ucha... hm... hm...<br>
{{tab}}I zaraz wymuszonym krokiem pierwszego pedanta, oddalił się, czyniąc prawie na każdym schodzie ukłony odprowadzającemu go lokajowi.. Na ostatnim uchyliwszy przed nim kapelusza, przemówił:<br>
{{tab}}— Wiem, że należy ci się odemnie na wino... pofatyguj się zatem do mnie... mieszkam w Sardynji.<br>
{{tab}}Pani de Francpatie powinnaby była łatwo poznać podstęp nieokrzesanego gościa, rzeczywiście jednak istniejąca we Francyi opinia o ubóstwie i prostocie Sabaudczyków, złudziła jej mniemanie. Pod wpływem zaszłych okoliczności z margrabią, następnie z hrabią Emy-Cruchard, a zaraz potem z nieznajomym ajentem, doświadczyła szczególniejszego stanu gorączki, jaka zwykle następuje u osób nerwowych, słabej kompleksyi i egzaltowanych pod wpływem wrażeń. Ostre, plamiste rumieńce, wystąpiły na jej lica, a wszystka krew była poruszona. Walka, prawdziwa walka szatana z kobietą, wrząca w sercu, wstrząsała nią strasznie i bez odpoczynku. Tysiące myśli najdziwaczniejszych i krzyżujących się wzajem, powstało nagle w jej głowie, pojmowała jednak swoje szczęście najdokładniej. W tej chwili wszystkie próżne marzenia powstałe w ciągu ostatnich lat jej życia, urzeczywistniać się zdawały. Tyle czasu pragnęła bogactw i znaczenia, a dziś nareszcie wszystko to wpadło w jej chciwe objęcia. Nieprzytomna prawie, zaczęła szerokiemi krokami prze, chadzać się po salonie, mówiąc do siebie w uniesieniu:<br>
{{tab}}— Dziedzic tronu Sardynii jest w moim gabinecie! ale cóż czynić należało?.. Zmuszoną byłam zamknąć go, jak więźnia. O! bo też ten psotnik rozpieszczony zdolnym był obalić cały porządek w moim domu!.. Przezorność radzi zapomnieć na chwilę o jego rzeczywistym tytule i nazwisku... tak! tak!.. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/652|num=200}}jest w moim domu margrabią Emilem de Bontanette i w tym charakterze przyjmować mi go należy... nawet zaślubić. O, to jest koniecznem!.. wszakże ten po połączeniu się ze mną, nie przestanie dlatego mieć prawa do swojej godności i imienia?.. Nareszcie niech się tylko dostanę na dwór Sardyński, a wszystko już przyjdzie samo z siebie!.. W ostateczności stanę się bohaterką... drugą Joanną d’Arc... zapalę wojnę domową i ze sztandarem w ręku każę sobie włożyć koronę na głowę!.. Oh! nie traćmy tylko czasu — dodała prawie wyczerpana w siłach pomysłów — pośpiech to środek najwięcej obiecujący. Przed upływem miesiąca wymódz mi należy koniecznie na Emilu przyrzeczenie i zapewnić sobie jego rękę!..
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''XXII.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Sypialnia paryżanki.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Już miesiąc cały upłynął, od przybycia Eleonory w roli margrabiego Emila de Bontanette, do domu margrabiny, a jeszcze nie zaszło nic stanowczego w tej szczególnej batalii. Obrotna margrabina wyczerpała wszelkie pomysły w przyprowadzeniu swoich skrytych zamiarów do skutku, lecz uczyniła dotąd najwięcej, że w domu swoim ogłosiła Emila na kuzyna i w tym charakterze doznawał obok niej przywilejów przynależnych z pokrewieństwa.<br>
{{tab}}Lecz podobno margrabiemu nierównie więcej także zależało na pośpiechu, w zakończeniu tej komedyi, zawsze naiwny, miły, lekki, trzpiot i psotnik, nie dokazał dotąd niczego swemi figlami, co zamierzał, oprócz tego, że oszukał dzielnie margrabinę swoim charakterem, która aż do tej chwili nie przestała uważać go za dziecko.<br>
{{tab}}Nazajutrz należało już pani de Francpatie, albo dać przychylną odpowiedź hrabiemu Emy-Cruchard, albo wyrzec {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/653|num=201}}się dwieście dwanaście milionów i na dowód odesłać mu pierścień, który jej pozostawił lecz aby w ten sposób odpowiedzieć hrabiemu, potrzeba jej było stanowczo posiąść pierwej serce margrabiego i rękę, a z nią urojone królestwo Sardynii. Zawsze dzień jutrzejszy zapowiadał wielkie przesilenie interesu tych trzech osób, które działając wzajemnie na siebie, wzajemnie zależą jedna od drugiej, a jedna tylko będzie zwycięzcą.<br>
{{tab}}W wigilię tego wielkiego dnia kuzynek i margrabina przygotowywali w myślach swoich najbardziej wyszukane środki, mające uwieńczyć cało-miesięczną wojnę. Dziwna jednak rzecz, że margrabina zaczęła od tego, iż w dniu tym, a przynajmniej aż do wieczora, nie chciała widzieć wcale swojego kuzyna, a jednak pozorne to ustępstwo, ukrywało w sobie manewr, który rzeczywiście wywołał kryzys intrygi.<br>
{{tab}}Była już blizko dziesiąta wieczorem, kiedy pani Francpatie nie próbowała jeszcze swojej sztuki; dostrzedz jednak można było pewne zdradne, a nadzwyczaj subtelnie pomyślane przygotowania, któremi zalotna ta kobieta, jak drugi Mesmer, zamyślała magnetyzować kuzynka — lecz gdzie?.. w swoim sypialnym pokoju — istne niebezpieczeństwo! bo sypialnia paryżanki miewa zawsze gdzieś ukryte drzwi, które prowadzą do piekła.<br>
{{tab}}Margrabina bawiła właśnie w sypialni — w maleńkim pokoiku, od dziedzińca, ubranym w smaku prawdziwie francuskim. Mimo późnej pory jeszcze nie zabierała się do spoczynku, toaleta jej nawet wskazywała, że jeszcze dla kogoś pragnie być widzialną. Miała na sobie suknię z materyi ''gros d’Algière'', koloru mchu dębowego, z kabatem wolnym, którego przód, bardzo nisko wycięty, odsłaniał całe jej ramiona i większą część białych i lśniących piersi, osłoniętych tylko jedwabną gazą. Margrabina po raz pierwszy pokazała się także w dniu tym bez czepeczka, za to kazała sobie włosy zaczesać à la Niobé.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/654|num=202}}{{tab}}W takiem ubraniu siedziała margrabina na sofie, przed stoliczkiem, na którym w tej chwili, obok czczych, lekkich i małej wartości kobiecych świecideł leżało kilka rozłożonych książek w zbytkownej oprawie, nieco poważnej treści. Mimo to jednak, sawantka nie zdawała się zajmować czytaniem, głęboko tylko zamyślona obracała machinalnie w palcach kluczyk platynowy, od zgrabnej szkatułki z bukszpanowego drzewa, która, na wpół otworzona, stała także na stoliku, czasami spoglądając na cyferblat nocnego zegara, umieszczonego po nad drzwiami, prowadzącemi do poprzednich pokoi.<br>
{{tab}}Zegar, za tarczą którego paliła się ukryta lampka z czystej prowanckiej oliwy, wskazywał właśnie dziesiątą godzinę. Pani de Francpatie nieco żywsze wydała poruszenie, i jakby lepiej jeszcze usiłowała przekonać się o czasie — spojrzała po raz drugi na zegar, potem zaraz zadzwoniła maleńkim z rżniętego szkła, turkusowego koloru dzwoneczkiem.<br>
{{tab}}Natychmiast pokojówka pokazała się w sypialni.<br>
{{tab}}Była to młoda, i, jeżeli prawdę mówiła, nieskończonych lat ośmnastu dziewczyna, z rodu Włoszka, rzetelny typ kobiet południowych — nazywała się Bianka.<br>
{{tab}}Okrągłe linie konturu jej twarzy nadawały Biance fizyonomię nieco sztuczną, jakby jednę z owych kobiet, które nam tylko przedstawiają malarze — twarz idealna, piękna w całem znaczeniu, bez uprzejmości jednak, niejako mitologiczna.
Włos jej czarny i gęsty, spleciony w ogromny warkocz, oko wielkie, połyskliwe, najciemniejszego koloru i długie czarne rzęsy, przedstawiały kobietę namiętną, w charakterze śmiałą i ognistą, lubieżną, taką zapewne, jakiej właśnie potrzeba było do usług margrabinie, u której znowu wszystkie tu wyliczone cechy brały początek nie tyle z konstytucyi fizycznej, jak przez wyrobienie się władz intelektualnych.<br>
{{tab}}Zaledwie pokazała się w pokoju swojej pani, ta jakieś nadzwyczaj przenikliwe rzuciła na nią spojrzenie — i nie bez przyczyny, bowiem Bianka w domu pani de Francpatie nie bardzo starała się o przesadę swojej toalety. Cechowało ją {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/655|num=203}}zwykle pewne zaniedbanie stroju, na które przecie zalotna pani nie chciała nigdy nastawać — a w tej chwili Bianca, jakby tknięta laską czarnoksięzką, pokazała się w stroju godnym pierwszej kokietki.<br>
{{tab}}Złote zausznice, których nigdy nie używała, błyszczały w jej uszach, na głowie, z prawego boku, przypięła gałązkę sztucznych liści, w kolorze ciemno-czerwonym, które nadzwyczaj zalotnie odbijały przy jej pięknych włosach. Kibić jej wysznurowana okazała się w talii cieniuchną i owalną, na nogi przywdziała jedwabne pończochy ażurowe i maleńkie dymowe trzewiczki z bandażami.<br>
{{tab}}Margrabina wydała na ten widok poruszenie niespokojne, więcej jednak malujące gniewu i obrazy, niż podziwienia, spojrzała na Biankę, marszcząc brwi i w miejsce przemówienia, zaczęła przygryzać sobie usta.<br>
{{tab}}Nagła ta przemiana w Biance, w chwili właśnie ukazania się w tym domu dwóch młodych i urodziwych chłopców, mogła być bardzo łatwo odgadnięta. Czyliż chęć kobiety podobania się nie istnieje w jej naturze? tak zapewne, a fizyczne zalety dają prawo do rywalizacyi nawet słudze obok pani.<br>
{{tab}}— Jestem na rozkazy pani — rzekła subretka, nieomal wszystkie te oznaki postrzegając w swojej pani.<br>
{{tab}}— Czy mój kuzyn Emil już po kolacyi? — zapytała pani de Francpatie.<br>
{{tab}}— Już od godziny... a teraz bawi się ze swoim Maksem w jakąś zabawną grę, której nie mogę zrozumieć.<br>
{{tab}}— Co to może być za gra?<br>
{{tab}}— Nie wiem... mówił, że to własnego jego wynalazku.<br>
{{tab}}— O, na tem nie poprzestanę. Czyliż nie zaleciłam wam najsurowiej, ażeby mi o najmniejszej jego czynności donosić?.. Chcę wiedzieć koniecznie, w co może grać mój kuzyn o tak spóźnionej porze.<br>
{{tab}}— Wiem tylko tyle — odrzekła, ruszając ramionami — że do tej zabawy potrzeba mu było koniecznie jedwabnych sznurków.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/656|num=204}}{{tab}}— Szczególny chłopiec!.. w ośmnastym roku naśladuje dzieci... co to jest pieszczotliwe wychowanie!<br>
{{tab}}— Oh, pani!.. już przestałam nareszcie uskarżać się na wszystkie jego swawole, których od miesiąca dopuszcza się w naszym domu! szczęściem, że jak tylko rozłącza się z panią, nie wolno mu bawić gdzieindziej, jak tylko w tym jednym gabineciku od dziedzińca, w którym już wszystkie meble są popsute i połamane.<br>
{{tab}}— Idź natychmiast dowiedzieć się, co to może być za zabawa w jedwabne sznurki?<br>
{{tab}}— Czyż nie byłam ciekawa ją zobaczyć... ale pan margrabia zamknął się w gabinecie i tylko słychać przez drzwi jak hałasuje niemiłosiernie; tyle nawet starał się z tem ukryć, że dziurkę od klucza zatkał najstaranniej... Przytem potrzeba pani wiedzieć, że to są mocne sznurki, grube, jak kordony od firanek, a jest łokci sześćdziesiąt.<br>
{{tab}}— Sześćdziesiąt łokci grubego, jedwabnego sznura! — zawołała niespokojnie margrabina — zkądże mój kuzyn mógł wziąć tyle sznura?<br>
{{tab}}— Posłał naszego lokaja, aby mu kupił w fabryce szmuklerskiej... najprzód, po łokci trzydzieści... potem po dwadzieścia... potem po dziesięć; bo zawsze mu brakowało potrzebnej ilości. Wreszcie, nieraz to już mówiłam pani, że panu margrabiemu nie należy zostawiać pieniędzy. Myślę jednak — dodała obojętnie — że ten raz jeden można mu to wszystko przebaczyć, kiedy się tem tylko potrafi zabawić. Wreszcie, niech pani sama raczy zbliżyć się pod drzwi {{Korekta|gabine|gabinetu}}, a pozna, co to musi być za wesoła zabawa... słychać największe krzyki, śmiechy, biegania i skoki.<br>
{{tab}}— Mały pustak! — odrzekła uspokojona — no, no, niech się bawi... cieszy mnie to, że się w moim domu nie nudzi.<br>
{{tab}}— Zapewne pani będzie {{Korekta|sie|się}} już rozbierać? — przemówiła Bianka, widząc znowu chwilowe zamyślenie swojej pani.<br>
{{tab}}— Tak... wkrótce... ale potrzeba się pierwej pożegnać ze swoim kuzynkiem, możesz go zatem do mnie przywołać, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/657|num=205}}Bianko... Tylko nie przyzwyczajaj Maksa do żarcików z sobą, bo może nie nastarczysz ładnych sukien, ażurowych pończoch i złotych kolczyków — dodała uszczypliwie pani de Francpatie, nie mogąc już dłużej powściągnąć się, od wymówienia tego, co w niej dostrzegła.<br>
{{tab}}Bianka zarumieniła się wstydliwie i odeszła.<br>
{{tab}}Tak to kobieta nie może znieść w drugiej nawet z obcym kochankiem pomyślnie prowadzonego romansu.<br>
{{tab}}Po małej chwili, margrabia w żywych pląsach wbiegł do pokoju rozwijającej dzisiaj swoje plany kobiety.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''XXIII.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|{{Rozstrzelony|Kuzyne}}k.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Margrabia miał na sobie szlafrok surdutowej roboty, z francuskiego fularu, biały, w jaskrawe kwiaty, z wyłogami z pięknej kosztownej materyi ''armure'', w żółtej barwie, krótki, zaledwie po kolana, z pod którego widzieć się dawały szerokie, negliżowe pantalony, w guście majteczek wschodnich odalisek, jedwabne z białego ''gros graine''. Na głowie miał grecką czapeczkę ''à la pirate'', a na nogach, chińskie mandarynki z safianu papuziowego koloru.<br>
{{tab}}Margrabia pokazał się tu z cygarem w ustach — znać, że po miesiącu swojego w tym domu pobytu, nie wystąpił z granic naiwnej prostoty, jak to wreszcie zobaczymy.<br>
{{tab}}— Aha!.. doczekałem się nareszcie, Henryetto, żeś mnie sama przywołała — przemówił — niegodzi się cały dzień ukrywać przedemną.<br>
{{tab}}I jak dziecię prostoduszne, usiadł obok pani de Francpatie na sofie.<br>
{{tab}}— Ale, ale! — dodał jeszcze, patrząc jej z poufałością w oczy — powiedz no mi, moja miła, co to plotła ta psotnica {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/658|num=206}}Bianka, że nie będziemy dzisiaj z Maksięm spali w jednym pokoju.<br>
{{tab}}— A tak... ponieważ robicie w domu największe hałasy, aż do północy.<br>
{{tab}}— Czyż nie dlatego jestem wesołym, aby ci się podobać? Przypomnę ci tu raz jeszcze tego gołębia, który mi uciekł lufcikiem przypadkowo, po którego stracie długo nie mogłem przyjść do siebie; wówczas, czyż nie sama starałaś się wszelkimi sposobami powrócić mi wesołość? Mówiła także Bianka, że Maks zostanie w gabineciku a ja... mam posłane gdzieindziej.<br>
{{tab}}— Bardzo słusznie, bo któryż to pan sypia w jednym pokoju ze swoim sługą?<br>
{{tab}}— Zatem chcę wiedzieć, który pokój przeznaczyłaś mi na sypialnię?<br>
{{tab}}— Ten obity pomarańczawym adamaszkiem.<br>
{{tab}}— Ten pierwszy, który dotyka twojego sypialnego pokoju?.. No, to mię cieszy bardzo, że będziemy tak blizko. Gdyby jeszcze pomarańczowy pokój był tak pięknie przystrojony, jak ten tu...<br>
{{tab}}— Czy ci się mój pokój tak podobał?<br>
{{tab}}— Zapewne, Henryetto, że sypiasz rozkosznie. Prawdziwie żal mi, ile razy żegnam się z tobą na dobranoc. Ale daruj, że pójdę zaraz zobaczyć moje posłanie.<br>
{{tab}}— Wiesz o tem, że w każdym domu mężczyzna udaje się spać na ostatku... odejdziesz, jak ci pozwolę.<br>
{{tab}}I zaraz po tej odpowiedzi, zadzwoniła na Biankę, która znać pilnie mając skierowany słuch na to, co się dzieje w sypialni, nadspodziewanie prędko się pokazała.<br>
{{tab}}— Po cóżeś przywołała Biankę, Henryetto? — zapytał margrabia, nieco ździwiony.<br>
{{tab}}— Aby mnie rozebrała.<br>
{{tab}}— Tem bardziej widzę potrzebę rozstania się z tobą... idę więc do mojego Maksa, uprzedzę go tylko, ażeby się nie kładł prędzej, dopóki mnie nie rozbierze.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/659|num=207}}{{tab}}— Już Maks dawno się położył — uprzedziła Bianka.<br>
{{tab}}— A to mi się podobało!.. potrzeba go więc natychmiast obudzić.<br>
{{tab}}— Powiedziałam mu przecie, że pan margrabia już nie powróci, ponieważ od dzisiaj sypiać zacznie w pomarańczowym pokoju.<br>
{{tab}}Postąpienie Bianki względem Maksa bardzo szczególnem wydało się margrabinie, która, rozwijając tu jakiś plan, widziała tylko w jaki sposób kieruje samym margrabią; dlatego pokręciwszy głową ironicznie, przemówiła, powstając:<br>
{{tab}}— Zaczynaj mnie rozbierać, Bianko... pan margrabia dokończy jeszcze cygara, a potem zawołasz naszego lokaja, ażeby go rozebrał w przeznaczonym pokoju.<br>
{{tab}}— O tego sobie wcale nie życzę — odrzekł — przyzwyczaiłem się do mojego Maksa i jeżeli istotnie już usnął, wolę sam sobie dzisiaj usłużyć.<br>
{{tab}}Scena, odbywająca się w tej chwili, zanosiła się na wyborną komedyę, mającą się odegrać przez cztery kobiety.<br>
{{tab}}Margrabia pozostał na sofie, zaś pani de Francpatie zasiadła przed wielkie zwierciadło ''psyche'', i zaraz Bianka zaczęła ją z pewnym pośpiechem, może tylko osobisty interes mającym na celu, rozbierać. Wszystko to, wydało jej się tak bardzo niezwykłem, że aż przemówiła:<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, Bianko, że nigdy jeszcze nie było ci tak pilno udać się na spoczynek.<br>
{{tab}}— Wistocie, pani... czuję się być dzisiaj nadzwyczajnie znużoną — odrzekła zająkliwie.<br>
{{tab}}— Hm — mruknęła margrabina, spoglądając jej w oczy.<br>
{{tab}}— Hm — powtórzyła złośliwie Bianka, spoglądając ironicznie na margrabiego.<br>
{{tab}}Zrozumiały się, a raczej pokazały tylko, jak wybornie oszukują się, obok dwóch drugich filutek — szczęściem, obie umilkły.<br>
{{tab}}Margrabia, największy zdrajca, pojmujący dokładnie wszelkie obroty margrabiny i jej subretki, wyciągnął się tylko {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/660|num=208}}na sofie, z tryumfem uśmiechając się w duszy, później jednak, kiedy już z pani de Francpatie opadać powoli zaczęły jedwabne osłony i coraz bardziej przedstawiać się zaczęła w bieli, odgrywać zaczął rolę nieśmiałego uwodziciela, spoglądając na nią z uwagą, ukradkowo, dopóki zalotna kobieta nie ukazała się w zupełnym negliżu, tej toalecie bogini nocy i snu, której w naszych czasach przyszła także w pomoc moda.<br>
{{tab}}Miała na sobie szeroki i fałdzisty szlafroczek z najcieńszego batystu, na przodzie roztwierany, z pelerynką w guście kardynalek, gęstemi garnirowaniami tiulikiem obszyty. Pod spodem szlafroczka miała na sobie piękny biały kaftaniczek pikowy i takąż spódniczkę, u spodu dość wysoko haftowaną à jour. Roztwarte szerokie klapy kaftanika pozwalały widzieć na piersiach śnieżnej białości koszulę, prawie z przezroczystego batystu, której wszystkie rąbki obszyte były wązką koroneczką. Na głowie miała nocny czepeczek, podobniejszy do kapotki, z takiego co i szlafroczek batystu, od którego szerokie paski, kilka razy otaczające jej głowę, związane były na lewej skroni w sporą kokardę.<br>
{{tab}}Tak ubrana pani de Francpatie usiadła na taborecie. Bianka tymczasem zaczęła przygotowywać posłanie.<br>
{{tab}}Odsłoniwszy przezroczysty muślin, otaczający łoże, ukazała oczom bacznego na wszystko margrabiego zbytkowną pościel właścicielki tej sypialni. Wierzch łoża pokrywała piękna z błękitnego atłasu kołdra, lekko watowana, pikowana w deseń hieroglificzny, naśladujący wzory, znajdowane dziś na pomnikach Egipskich. Kołdra ta była podbita śnieżnemi i miękkiemi jak puch łabędzi bielistkami — po brzegach zaś, dość szeroko na wierzch atłasu wywinięte zakończały gronostaje. Bianka, zdjąwszy tę kołdrę delikatnie, ukazała prawdziwie dziwną pościel, dowodzącą zbytkownej a może i kapryśnej wyobraźni margrabiny. Było to tylko sześć poduszek, każda innej wielkości, miękkim i elastycznym nasypane erdredonem, ułożone jakby schodki spadzisto, poczynając od głowy aż do nóg. Świeże i cienkie na nich powłoczki z {{pp|lśnią|cego}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/661|num=209}}{{pk|lśnią|cego}}, jakby jedwab, batystu, rażącej białości, z brzegami dubeltowo i gęsto garnirowanemi, nadawały pościeli tej poetyczne podobieństwo obłoków, lekko i symetrycznie napiętrzonych.<br>
{{tab}}Przygotowawszy tak posłanie, Bianka odsunęła jeszcze szufladkę toalety, w której widzieć się dało mnóstwo flakoników z napisami.<br>
{{tab}}— Jaką wodą mam skropić dzisiaj posłanie? — zapytała, wyjmując kilka flakonów.<br>
{{tab}}— Użyj na dziś tej, któraby miała w sobie dużo wanilii i fijołków.<br>
{{tab}}— Otóż już wiem jakiej — odrzekła nieco z ironicznym uśmiechem Bianka, wyjmując zaraz małą flaszeczkę z szuflady, i podniósłszy ją na przeciw światła dla przejrzenia, dodała jeszcze: — Podobno tej wody nie tak wiele używać należy, jest to przecie elixir nazwany...<br>
{{tab}}— Cicho — odrzekła nieukontentowana pani de Francpatie, przerywając, przy czem dziwnym jakimś wzrokiem zmierzyła margrabiego, który w tej chwili obojętnie wypuszczał na powietrze wonne pierścioneczki z dymu.<br>
{{tab}}— Możesz nas teraz samych pozostawić — przemówiła po tem wszystkiem do Bianki.<br>
{{tab}}Nigdy jeszcze Bianka nie usłuchała prędzej rozkazu pani, zaledwie bowiem margrabina dokończyła tych wyrazów, już nasza subretka znikła w mgnieniu oka z sypialni.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''XXIV.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Komedya we cztery kobiety.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}— Ciekawym teraz bardzo — przemówił margrabia, po odejściu Bianki — jak dzisiaj wyjdę na moim noclegu?<br>
{{tab}}— Zapewne nieźle, mój mały przyjacielu; nareszcie do tego czasu powinieneś mi już zaufać, że wszelkiemi środkami staram ci się uprzyjemnić pobyt w moim domu. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/662|num=210}}{{tab}}— Przyjemność w więzieniu! — odrzekł smutno — nareszcie żadna z twoich obietnic nie ziściła się jeszcze, nawet po upływie miesiąca, i przyznani ci się, Henryetto. że nie myślę dłużej siedzieć zamknięty pod kluczem.<br>
{{tab}}— Niewdzięczny! — odrzekła z udanem rozrzewnieniem pani de Francpatie — koniecznie więc postanowiłeś mnie opuścić?<br>
{{tab}}— Alboż nie mówiłaś mi sama, że przed upływem jednego miesiąca, koniecznie mój los zadecydowany zostanie... Jutro kończy się właśnie termin twego przyrzeczenia; jeżeli więc jutro nie znajdę się na wolności, użyję gwałtu, aby postawić na swojem.<br>
{{tab}}— Dobrze, dobrze — odpowiedziała z wyrzutem — w tej nawet chwili wszystkie drzwi stoją dla ciebie otworem... Idź, dokąd chcesz, pamiętaj tylko, żeś się już stał zabójcą kobiety... własnej kochanki.<br>
{{tab}}I, zasłoniwszy twarz rękami, dała poznać aktorskiem łkaniem, że płacze.<br>
{{tab}}— No, no, moja najmilsza — odrzekł wzruszony, dzielniejszy w swojej roli artysta — nie płacz, nie płacz, Henryetto!<br>
{{tab}}— Zatem usiądź tu, obok mnie na taborecie.<br>
{{tab}}— Siedzieć na jednym z tobą taborecie!<br>
{{tab}}— Ustawicznie odpychasz mnie od siebie — odrzekła, posuwając się nieco — możesz zatem teraz zająć moje miejsce.<br>
{{tab}}— Znowu gniewać się zaczynasz!.. Szczęściem, domyślam się, że tylko dlatego, abym cię potem przepraszał. Już ja trochę poznałem kobiety i nie wierzę im, kiedy się gniewają na kochanków — dodał, zajmując miejsce obok niej, na taborecie.<br>
{{tab}}Margrabina ożywiła się na twarzy widocznie i zapytała:<br>
{{tab}}— Czy jesteś przy mnie szczęśliwym, Emilu?<br>
{{tab}}— Niewysłowienie!..<br>
{{tab}}— Kochasz mnie, to prawda, kilkakroć już razy wyznałeś mi miłość swoją, a jednak ani razu jeszcze nie przyszła ci myśl pozostać ze mną całe życie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/663|num=211}}{{tab}}— Wiem aż nadto dobrze, że nie chciałabyś nigdy zostać moją żoną.<br>
{{tab}}— I zkąd taka wątpliwość, Emilu? — zapytała z dziecięcym uśmiechem.<br>
{{tab}}— Ponieważ...<br>
{{tab}}— Dalej, dalej, Emilu... spodziewam się, że mi coś bardzo zabawnego powiesz.<br>
{{tab}}— Poznałem, że nie kochasz mnie jeszcze tyle, abym się ośmielił prosić o twoją rękę.<br>
{{tab}}— I tem mnie obwiniasz?!.. gdy raczej ja sama nie widziałam w tobie aż dotąd zupełnego kochanka.<br>
{{tab}}— O mój Boże! — odrzekł ze sztucznem ubolewaniem — a więc to było tylko największe nieporozumienie nasze.<br>
{{tab}}I, margrabia przechyliwszy się na taborecie, złożył głowę na jej piersiach i jak rozpieszczone dziecko i płoche, któremu wszystko wolno, zaczął skubać od niechcenia fałdki jej cienkiego batystu.<br>
{{tab}}Oczarowana pani de Francpatie namiętnie przycisnęła go do siebie, powtarzając nieprzytomnie mnóstwo słodkich słów, które były tylko prawdziwym tryumfem margrabiego, tej aktorki w roli chłopca.<br>
{{tab}}— Muszę ci przyznać nareszcie, moja najmilsza Henryetto — przemówił margrabia po chwili — że kochać się jest to wcale przyjemna zabawka.<br>
{{tab}}— Alboż było co innego bardziej uszczęśliwiającego człowieka nad miłość!.. Jesteś młodym, margrabio, i nie znasz jeszcze tych niebiańskich rozkoszy, które Bóg ludziom na ziemi zgotował.<br>
{{tab}}— O Henryetto! Henryetto! — odrzekł w uniesieniu, trzymając się za serce — nazwę cię teraz najokrutniejszą z kobiet, jeżeli mnie odeślesz do domu moich rodziców!.. W tej chwili zaledwie zrozumiałem, że już z tobą rozłączyć się niepodobna... tu obok ciebie tak dobrze!.. tak rozkosznie!.. tak miło!.. tu, przy tobie umiałbym przeżyć najszczęśliwszy całe wieki!.. Zdaje mi się nawet, żem w tym jednym momencie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/664|num=212}}odrodził się na nowo!.. Co mi jest, tego nie wiem; ale tak, jakby inny świat stanął nagle przed memi oczyma!.. świat jakiś nieznany... piękny!.. czarowny!.. O moja ty jedyna! jeżeli masz litość w sercu, kochaj mnie jak najdłużej, tak, abym nigdy nie zapłakał zawiedziony!.. Czy będziesz mnie kochała, Henryetto?<br>
{{tab}}Uszczęśliwiona margrabina nie zdołała znaleźć żadnego wyrazu, któryby dostatecznie jej odpowiedź odmalował, namiętnie tylko złożyła na jego ustach pocałunek.<br>
{{tab}}Od pocałunku hrabiego Emy-Cruchard, do pocałunku markiza, mieściła się ta rozległa skala jej serca, różna i odmienna w swoich biegunach, z których jeden był w niebiosach, drugi dotykał dna piekieł.<br>
{{tab}}— Ale ja chcę wyraźnej odpowiedzi — przemówił, chcąc zapewnić się o istotnym stanie jej serca — powiedz więc, Henryetto, jak mnie kochasz?<br>
{{tab}}— Jak anioła!<br>
{{tab}}— I nie odmienisz się nigdy?<br>
{{tab}}— Nigdy!<br>
{{tab}}Margrabia zaraz, jakby odurzony szczęściem, przemówił namiętnym głosem, istnym głosem szalejącego kochanka.<br>
{{tab}}— Teraz niech świat cały odrywa mnie od ciebie, ja nie odstąpię cię ani na chwilę, Henryetto!.. Odeślesz mnie do domu moich rodziców, ja powrócę!.. odepchniesz mnie tysiąc razy od siebie, ja tysiąc razy znajdę się znowu przy tobie!.. Już ja nie umiałbym istnieć bez ciebie!.. będę tu żył z tobą szczęśliwy! bawił się ustawicznie na twojem łonie!..<br>
{{tab}}— A świat, a ludzie, mój Emilu!.. Czyliż to mężczyzna może tak swobodnie bawić obok wolnej kobiety?..<br>
{{tab}}— A cóż komu do tego, moja droga? — odpowiedziało naiwnie zamyślone niewiniątko.<br>
{{tab}}— Jesteś za młodym jeszcze, abyś zrozumiał, co to jest opinia publiczna... niechby tylko nasz stosunek zdradził się przed światem, zostałabym pogardzona, jak występna kobieta.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/665|num=213}}{{tab}}— Czy podobna, Henryetto, aby świat był tak niesprawiedliwym?.. nie! nie! ja temu nie wierzę; bo inaczej ludzie mieliby zamkniętą drogę do największego szczęścia na ziemi!..<br>
{{tab}}— Droga do tego szczęścia, które nareszcie poznałeś, jest otwarta, ale potrzeba na nią wstąpić przyzwoicie.<br>
{{tab}}— Jest więc jedna nadzieja, że cię nie utracę! — zawołał radośnie — wskaż więc, którędy na tę drogę się udać?..<br>
{{tab}}— Po stopniach ołtarza katedralnego kościoła.<br>
{{tab}}— Czyliż tego tylko do naszej swobody brakowało?<br>
{{tab}}— Małżeństwo uświęca wszelką wolność... i wówczas dopiero świat milknie.<br>
{{tab}}— O!.. jestem już teraz zupełnie spokojny!<br>
{{tab}}— Ty, Emilu?.. gdy ja jeszcze zostaję w tej samej obawie!<br>
{{tab}}— Jutro zatem poprowadzę cię do ołtarza.<br>
{{tab}}— Nie wiem — odrzekła wątpliwie pani de Francpatie.<br>
{{tab}}— Czyliż mnie nie ufasz, Henryetto?<br>
{{tab}}— Okoliczności...<br>
{{tab}}— O mój Boże!.. jakiegoż więc potrzeba dowodu, aby cię o mojem sercu i o moich słowach zapewnić?<br>
{{tab}}— Nie to, nie to, biedny Emilu!.. ale ja...<br>
{{tab}}— Dokończ tego okropnego wyroku!<br>
{{tab}}— Czy widzisz ten pierścień? — zapytała, pokazując mu żelazną obrączkę w kształcie węża, trzymającego w paszczy złote serce.<br>
{{tab}}— Cóż to za pierścień, którego sam widok przeraża? — zapytał, porywając go drżąco, po aktorsku.<br>
{{tab}}— Zadatek wiary temu, którego nazwę moim mężem.<br>
{{tab}}— Jesteś więc zaręczoną?<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}Markiz zerwał się z taboretu, padł na kolana u nóg margrabiny.<br>
{{tab}}— Odpowiedz mi natychmiast, kto śmie wydzierać moje szczęście? — zawołał — albo inaczej powiem, żeś mnie nie kochała! — dodał z energią, malującą rozpacz i szaleństwo.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/666|num=214}}{{tab}}— Emilu! Emilu! nie obwiniaj mnie jeszcze — odpowiedziała, przejęta trwogą i litością.<br>
{{tab}}— A więc wytłomacz, okrutna, dlaczego u nóg swoich każesz mi umierać?<br>
{{tab}}— To fatalność, która nas, błędnych na ziemi pielgrzymów, czyni nieraz ofiarami niesprawiedliwego nieszczęścia!.. Jak ciebie zmuszają rodzice do zawarcia związków z kobietą, którą serce twoje odpychało od siebie, tak mnie znowu zmuszają okoliczności.<br>
{{tab}}— Okoliczności!.. już po raz drugi to słyszę.<br>
{{tab}}— Człowiek, któremu za dni kilka przysięgnę dozgonną miłość i wiarę przy ołtarzu, zatruje całe przyszłe życie moje, a jednak...<br>
{{tab}}— Henryetto! Henryetto! — zawołał w nowem uniesieniu — uspokój mnie i odpowiedz, że pogardzasz ręką tego człowieka, jeżeli nie chcesz, ażebym się nazwał zabójcą!.. Nareszcie straciłem już wiarę w twoją miłość! bo jeśli kochasz mnie prawdziwie, dlaczegóż wzbraniasz się ratować mnie jak siebie?..<br>
{{tab}}— Ponieważ odmówiwszy mu dzisiaj... nazajutrz mogę być przez ciebie zdradzoną i utracić obydwóch.<br>
{{tab}}— O, to niegodne podejrzenie, Henryetto!<br>
{{tab}}— Mówisz, jak dziecko, Emilu. Czyliż przy spełnieniu tylu formalności, potrzebnych do tego obrządku nie należy obawiać się zdrady?.. Któż nam zaręczy, że ślubu, który koniecznie, albo skrycie, albo nadzwyczaj ostrożnie wziąćby należało, nie zniweczy jeszcze ktoś obcy, nasłany z domu twoich rodziców?<br>
{{tab}}— O tego się wcale nie obawiaj... Jestem podróżnym, którego rodzice zabici zostali przez bandytów pirenejskich, gdzie utraciłem także wszystkie moje papiery... Oto cały podstęp, jaki nam posłuży w przeprowadzeniu tych formalności, o których mówisz... nareszcie tracę już odwagę przekonywać cię więcej i powiem raczej, że to tłomaczenie czyni mnie wątpiącym co do twego serca.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/667|num=215}}{{tab}}— O, to okropnie boli, Emilu!<br>
{{tab}}— Zatem daj natychmiast stanowczą odpowiedź! Ja, czy on, wszystko już teraz dla mnie zarówno, ponieważ, jego zaślubiwszy, znajdziesz u nóg swoich dwa ciała zabitych kochanków! Czuję dopiero teraz, że jestem zdolny do wszystkiego... to żelazo, którem go pomścić postanowiłem, obrócę w końcu na siebie. Oto masz jego pierścień — dodał, podając jej, jakby poddając się przeznaczeniu.<br>
{{tab}}Margrabina nie wyciągnęła ręki, aby go odebrać. Zwycięstwo zaczęło się przeważać na stronę margrabiego, który, jakby już po zupełnem porozumieniu, rzucił się w objęcia pani de Francpatie i zawołał:<br>
{{tab}}— Żono! żono!<br>
{{tab}}— Pomnij, że Bóg wysłuchał w tej chwili twoich wyrazów — odrzekła i w tem wielkiem uniesieniu serca, które mi składasz w ofierze, mieściła się twoja przysięga!.. Jutro podpiszesz akt ślubny.<br>
{{tab}}— Znowu coś nowego... sama więc krępujesz nasz stosunek formalnościami.<br>
{{tab}}— O ja muszę połączyć się z tobą tak, ażeby żadne prawo nie mogło już nas rozdzielić w przyszłości... Zrobimy urzędowe zeznanie wspólnego porozumienia się przed notaryuszem królewskim... przytem, dla dobra nas obojga, przyjmiemy za zasadę wspólność majątku. Co zaś do ciebie, nie wyłączysz nawet dla swojej żony praw, przynależnych ci z urodzenia, i wszelkich przywilejów familijnych.<br>
{{tab}}— Czyliż to wszystko nie jest także i moim obowiązkiem dla ciebie, która, wiem, że również utrącasz majątek, odrzucając rękę zapewne majętnego człowieka.<br>
{{tab}}— Utracam więcej nad twoje domysły, ponieważ człowiek ten byłby mnie uczynił panią 212 milionów.<br>
{{tab}}— Niepodobna, Henryetto! — odrzekł margrabia, udając zadziwienie.<br>
{{tab}}— Ale czemże są miliony obok ciebie?<br>
{{tab}}— Wierzę ci aż nadto, najmilsza, powiedz mi jednak, co to może być za człowiek, tak bogaty?..<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/668|num=216}}{{tab}}— Potwór! — krzyknęła ze wzgardą.<br>
{{tab}}— Potwór — powtórzył margrabia, przenikliwie spoglądając na margrabinę.<br>
{{tab}}— O stokroć gorzej jeszcze! — dodała — bo szatan!.. jeżeli zechcemy uważać go ze strony serca... jego sposobu myśli... ze strony samego ducha!.. Potwór tylko na twarzy.<br>
{{tab}}— I taki to człowiek ośmielił się domagać od ciebie, ażebyś go kochała pod przysięgą Bogu?<br>
{{tab}}— Byłam tylko chwilowo oślepiona jego milionami; ale dusza moja wzdrygała się zawsze na wspomnienie tej niegodziwości; bo prosty ten handel kobietą jest jednym z największych przestępstw sumienia, jakie nasz świat splamiły.<br>
{{tab}}— Jak się nazywa ten człowiek?<br>
{{tab}}— Hrabia Emy-Cruchard.<br>
{{tab}}— Nie znam.<br>
{{tab}}— Byłam tego pewna; bo to samolub i odludek, który, zamknięty w murach swego pałacu, tarza się tylko jak bałwan po złocie.<br>
{{tab}}— Niegodziwiec!.. nie znam go, a już zaczynam uczuwać wstręt i nienawiść ku niemu!.. Czy wiesz nawet, Henryetto — dodał jeszcze — iż tyle to uczułem że postanowiłem w tej chwili srodze zemścić się za jego czelność.<br>
{{tab}}— Ty? ty?<br>
{{tab}}— Ja sam... a może być, że i ty mi dopomożesz.<br>
{{tab}}— Czyż nie dosyć dla niego zemsty z mojej strony, że mu odmówię mojej ręki, którą snać wysoko cenił, okupując 212 milionami.<br>
{{tab}}— A więc mnie tylko samemu ukarać go pozostało!.. i nie będę miał lepszej sposobności, jak zwracając mu ten pierścień.<br>
{{tab}}— Dziwnaby to była twoja zemsta, przecież to nie wystarczy na dokuczenie temu człowiekowi?.. a przyznam ci się, Emilu, że takeś pobudził nienawiść moją ku niemu, że bardziej może niż ty sama zapragnęłam odwetu... przedewszystkiem, chciałabym upokorzyć go!.. sponiewierać jego śmiałe żądania... zdeptać jego dumę i zarozumiałość.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/669|num=217}}{{tab}}— Ha!.. kiedy tak... to doskonały mam sposób do tego... Napiszesz list do hrabiego, a w nim wyrazisz, że ktokolwiek zwróci ci ten pierścień, jest moim mścicielem, a wówczas, cóźbyś na to wyrzekła, Henryetto — dodał jakby w zarozumiałem przywidzeniu — gdybym ja kiedy został królem, a ty królową... gdybyś ty obok mnie siedząc na tronie, z koroną na głowie, otoczona dworem i pierwszymi dygnitarzami państwa, zobaczyła u stóp twoich tego człowieka, któremu ja zwracam ten pierścień? O, to byłaby dopiero prawdziwa zemsta!.. ale to tylko tak się mówi.<br>
{{tab}}Pani de Francpatie, która osądziła, że uniesiony margrabia chciał jej już wszystko wyznać, co dotąd ukrywał względem swojej osoby, nieco się tem przeraziła. Wiedziała, że, ślubując z nim pod prawdziwem jego nazwiskiem i godnością, uważanąby była za kobietę podstępną, a nawet prawo byłoby mocne unieważnić związek, zawarty zdradą — przeciwnie zaś, przy udawaniu nieświadomości, wina spadłaby na samego margrabiego działającego podług własnej woli i wyboru.<br>
{{tab}}— Dosyć, dosyć, Emilu!.. — zawołała — twój pomysł zemsty jest tak doskonały, że już w tej chwili bierze mnie ochota napisać do hrabiego... Tron... korona... dworzanie... o! to tylko gorączkowe urojenia!.. aż nadto będę pomszczoną, skoro ten dumny i zarozumiały człowiek zobaczy w moim mężu anielskich wdzięków młodzieńca... zdolnego olśnić wszystkich mężczyzn na ziemi!.. ciebie, mój kochany Emilu!<br>
{{tab}}— Zatem pisz do niego, Henryetto.<br>
{{tab}}— Słusznie mówisz, ponieważ w tej godzinie uczuwam najszaleńszą nienawiść ku temu kupcowi kobiet, który szyderczym swoim językiem ośmielił się raz powiedzieć: „pani sprzedajesz się, ja nabywam... płacę i biorę... gdyż tak pojmuję tę wielką handlową chwilę, godną najpierwszej giełdy w Europię...“ szatan! szatan!<br>
{{tab}}Zapalona przypomnieniem tych wyrazów, zerwała się gwałtownie z siedzenia i przeszła do stoliczka, na którym także znajdował się ekrytuar, zawierający wszystko, co jest {{pp|po|trzebnem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/670|num=218}}{{pk|po|trzebnem}} do pisania. Wrząca zapowiedzianą zemstą, porwała śpiesznie ćwiartkę papieru i, wymawiając głośno wyrazy, zaczęła pisać:
„Mości hrabio!
{{tab}}„Jutro kończy się termin ugody handlowej na giełdzie naszych spekulacyi, pośpieszam ci więc donieść, że kantor, w którym oboje obiecywaliśmy sobie zrobić dobre interesa, był tylko teatrem, na którego scenie podobało mi się obok ciebie odegrać komedyę.<br>
{{tab}}„Nigdy bardziej jeszcze nie ubawiłam się, niż kosztem twojej zarozumiałości. Uwiedziony moją podstępną rolą, otworzyłeś mi całą swoją duszę. Oh! jakże ta była czarna i nikczemna!.. i w chwili, kiedyś sądził najbardziej, że ci się narzucam, całując twoje miliony, ja tymczasem, sposobem igraszki, starałam się tylko poznać, do jakiego stopnia posunąć się może pycha jednego milionera!.. Ty kupujesz kobiety na żony, dobrze, jeżeli ci się tak podobało; ale co do mnie, postaraj się pierwej o zapłatę, ponieważ jestem zbyt drogim towarem, abyś mnie opłacił, milionowy nędzarzu! Nie więcej za mnie się należy, jak lat ośmnaście, twarz anielska, dusza piękna, serce namiętne, w dodatku, miłość i szacunek: gdy tymczasem w twojej kasie jest zaledwie dwieście dwanaście milionów!.. Życzę ci jednak z serca pomyślnego handlu, radzę także, abyś spekulacyę podobnego rodzaju, przeniósł do Azyi z Europy... tam każdej chwili oczekuje na twoje pieniądze tysiące czarnych i białych niewolnic, za które nie zapłacisz więcej, niż po trzysta piastrów w gotowiźnie.
{{f|align=right|prawy=15%|„''Margrabina Henryetta de Francpatie''.“}}
{{tab}}— A cóż myślisz o tym liście, Emilu? — zapytała, odrzucając z tryumfem pióro.<br>
{{tab}}— Wszystko to go bardzo upokorzy; ale mogłabyś była przecie napisać w wyrazach więcej uszczypliwych, a przynajmniej upokorzyła jego zarozumiałość własną, przez ukazanie zalet swojego męża... przez wyliczenie jego tytułów... {{pp|wynie|sienie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/671|num=219}}{{pk|wynie|sienie}} znaczenia i godności; nareszcie powiem ci, Henryetto, kto jestem.<br>
{{tab}}Znowu przestraszona margrabina, której interes wymagał koniecznie, aby pod przybranem nazwiskiem, margrabiego, zaślubiła tego królewicza Sardyńskiego, udając obojętność na jego wyrazy, odrzekła porywczo, dla odwrócenia przedmiotu niebezpiecznego wyznania.<br>
{{tab}}— Otóż najważniejszej rzeczy nie przyszło mi napisać w tym liście!<br>
{{tab}}— Cóż takiego, Henryetto? — zapytał filut, rozumiejąc to zagadnienie.<br>
{{tab}}— Należało mi przecie napisać coś o zwrocie tego pierścienia.<br>
{{tab}}— Pierścień! ah!.. prawda!.. o musisz więc zrobić jeszcze mały dopisek, ale uczyń mi, Henryetto, to zadowolenie i pozwól, że ci to sam podyktuję.<br>
{{tab}}— Wszak to będzie najlepszym dowodem, że rozrywasz to małżeństwo... dyktuj więc, Emilu.<br>
{{tab}}I znowu margrabina wzięła pióro do ręki i zaczęła pisać wyrazy, które margrabia głośno wymawiać zaczął:<br>
{{tab}}„Umowa nasza mieć chce, abym ci zwróciła jeszcze pierścień — trochę opóźnię się z jego odesłaniem, odkładając do czasu, w którym postanowiłam pokazać ci, że pani de Francpatie nie ubliża się bezkarnie. Osoba, która ci odda ten pierścień... niechaj stanie się moim mścicielem. Ta osoba przeznaczona jest od Boga na wykonawcę kary — i biada ci, kiedy stanie przed tobą!.. Zadrżyj, wyrodny człowieku, na wspomnienie, że kiedyś wybije ta wielka godzina, w której ten pierścień zobaczysz!“<br>
{{tab}}— No, no... to trochę za surowe przemówienie — odrzekła pani de Francpatie, kończąc pismo — obawiam się bardzo, czy tylko nie nadużyjesz tej zemsty.<br>
{{tab}}— Eh, gdzie tam! to wszystko tylko dla postrachu, tego jednak nie uczynię — odpowiedział uradowany margrabia, albo raczej Eleonora, córka kapitana, której posiadanie tego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/672|num=220}}pierścienia i ten list, wydały się arcy wystarczającemi do osobistego interesu. Pragnąc jednak zapewnić się w zupełności, że pismo to dojdzie swego przeznaczenia, dodał:<br>
{{tab}}— Uczyń mi teraz jednę... jednę jeszcze łaskę, Henryetto!..<br>
{{tab}}— Alboż po napisaniu tego listu, nie jestem już twoją żoną?.. ślub pozostał nam tylko jako prosta formalność... cóż chcesz, mężu? — zapytała z niewymownem przymileniem, biorąc go za rękę.<br>
{{tab}}— Odeślij ten list natychmiast do hrabiego.<br>
{{tab}}— O tak spóźnionej porze?.. już dziesiąta minęła — dodała, wskazując na zegar.<br>
{{tab}}— W Paryżu niema nocy... odeślij ten list koniecznie, ponieważ jutro mogłabyś żałować swoich słów.<br>
{{tab}}— Podejrzliwy! — odrzekła z wyrzutem.<br>
{{tab}}— Ale ja inaczej nie potrafiłbym zmrużyć oka przez noc całą. To jedno tylko uczyni mnie obok ciebie zupełnie bezpiecznym; nareszcie, dopiero od tej chwili nazywać cię zacznę moją żoną, przytem uważać cię będę tak, jakbyś już całkiem do mnie należała. Natychmiast po odesłaniu tego listu, obiecuję żyć z tobą, nie lękając się już opinii świata, który, jakto niedawno mówiłaś, nie przebacza wolnym stosunkom pomiędzy mężczyzną a kobietą.<br>
{{tab}}Margrabina, kobieta wielce doświadczona i przezorna, pojmująca aż nadto dobrze, że w godzinie odesłania tego listu do hrabiego, utrącą dwieście dwanaście milionów, bez zupełnego zapewnienia się o skutkach zamierzonego połączenia się jej z margrabią, uczuła w tej chwili nagłe drżenie serca, jakąś podejrzliwą obawę i nie odpowiedziała ani słowa.<br>
{{tab}}— Teraz już wszystko zdradziłaś! — odrzekł margrabia, powstając niby obrażony.<br>
{{tab}}— Dokąd idziesz, Emilu? — zawołała z pośpiechem, wstrzymując go za rękę.<br>
{{tab}}— Do mego pokoju... do Maksa... a jutro, nakazuję ci koniecznie, abyś napisała do moich rodziców i wydała mnie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/673|num=221}}w ich ręce!.. Zapóźno poznałem, że źle czynię, wybierając sam sobie kobietę na żonę... zaczynam wierzyć, że wszystkie są obłudne i fałszywe!<br>
{{tab}}— Przecież mówiłam ci, kochany Emilu, że temu, czego żądasz, staje tylko na przeszkodzie spóźniona pora.<br>
{{tab}}— Gdzie hrabia mieszka? — zapytał z pośpiechem.<br>
{{tab}}— Na przedmieściu Ś. Honoryusza.<br>
{{tab}}— Z ulicy Richeliego na przedmieście Ś. Honoryusza, nie jest tak daleko!.. Czy adres na liście położony?<br>
{{tab}}— Już jest.<br>
{{tab}}Margrabia chwycił za dzwoneczek, stojący na stoliku i zadzwonił.<br>
{{tab}}— Co czynisz, Emilu? — krzyknęła z niezadowoleniem.<br>
{{tab}}— Dzwonię na Biankę.<br>
{{tab}}— Nierozważny!<br>
{{tab}}— Każę jej ten list oddać lokajowi, aby go natychmiast odniósł do pałacu hrabiego.<br>
{{tab}}Bianka ukazała się w pokoju.<br>
{{tab}}Była już ubrana do noclegu, co, jak na subretkę, wydało się nieco przesadnem. Miała na sobie żagnotowy szlafroczek w niebieskie drobne paseczki, podobnie jak jej pani, na przodzie roztwarty — zaś głowę, okręconą jedwabną, fularową chustką, związaną z boku na wielki węzeł z długiemi końcami, na nogach jeszcze te same ażurowe pończochy, w miejsce tylko trzewików, zgrabne haftowane na czerwonym safianie pantofelki.<br>
{{tab}}Margrabina na ten widok przygryzła sobie usta; odkryła zapewne, że nigdy jeszcze Bianka nie ubrała się z taką przesadą do łóżka.<br>
{{tab}}— Czy myślisz dzisiaj spać przy świetle kinkietów, Bianko? — zapytała uszczypliwie — bo muszę ci przyznać, że jesteś zachwycającą w tym zalotnym stroju.<br>
{{tab}}Coś złego w swych myślach ukrywająca subretka zapłoniła się na to przymówienie swojej pani.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/674|num=222}}{{tab}}— Czy byłaś teraz w swoim pokoju? — zapytała ją margrabina.<br>
{{tab}}— Tak jest, pani — odrzekła pomieszana.<br>
{{tab}}— Poślij natychmiast lokaja, aby odniósł ten list do pana hrabiego Emy-Cruchard — rzekł margrabia, chcąc zakończyć przycinki dwóch zazdrosnych kobiet.<br>
{{tab}}— A potem zaraz możesz się udać na spoczynek, ponieważ już dzisiaj nie będę potrzebowała więcej twojej usługi — dodała pani de Francpatie.<br>
{{tab}}— Potrzeba zatem zgasić lampę u sufitu — odrzekła Bianka, spoglądając w górę na wiszący globus.<br>
{{tab}}— Dobrze, Bianko. Ze zaś mam jeszcze o czem pomówić z moim kuzynem, zapalisz nam stołową lampę; przedewszystkiem przenieś ten stoliczek i postaw go obok łóżka.<br>
{{tab}}Bianka z niewymownym pośpiechem zajęła się zaraz wykonaniem tego rozkazu. Zapaliła niewielką bronzową lampkę z nakryciem szklannem, na którego białem tle, na wpół przezroczystem, pomalowane były czarne figurki; owe ulubione Paryżan fantastyczne ''diableries'', postawiła na stoliczku przy łóżku. Zaraz potem spuściła u sufitu wiszącą lampę i tlący się w niej płomień zadmuchnęła.<br>
{{tab}}Mały ten pokoik ogarnęła pomroka, roztaczająca migotliwe cienie od słabego światła lampy na stoliku.<br>
{{tab}}— Jestem już teraz uspokojony — rzekł margrabia, po odejściu Bianki — list już odszedł... pierścień także już przy mnie... o, bo inaczej, Henryetto, zerwałbym z tobą wszystko, jeszcze dzisiaj, a jutro... Ale zdaje mi się, żeś mówiła do Bianki, iż dlatego zatrzymujesz mnie jeszcze w tym pokoju, że masz coś zemną do pomówienia.<br>
{{tab}}— Czyż wzbraniasz mi cieszyć się nieco dłużej twoim widokiem? — odrzekła, siadając na miękkiem posłaniu swego łóżka.<br>
{{tab}}— Nie to, moja miła, ale zaczynam już być bardzo śpiącym — odrzekł margrabia, zaczynając poziewać.<br>
{{tab}}— Tak zaczynasz pierwszy dzień małżeństwa?!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/675|num=223}}{{tab}}— O... nie zostałem przecie jeszcze twoim mężem... później, to co innego... pozwól mi zatem pożegnać cię już, Henryetto... idę do mego pokoju.<br>
{{tab}}— Okrutny!.. gdy ja już pogardziłam ręką hrabiego.<br>
{{tab}}— Jeszcze list do niego nie doszedł.<br>
{{tab}}— Wiem, że w tej chwili lokaj oddalił się, bo moje rozkazy są punktualnie wykonywane.<br>
{{tab}}— No, no, nie gniewaj się na mnie przecie.<br>
{{tab}}— Usiądź jeszcze na chwilę na tym taborecie.<br>
{{tab}}— Oho! już światło i w drugim pokoju zagasło — zawołał, spoglądając na roztwarte drzwi, w których gruba pomroka nocy widzieć się dała — a nawet świece pogaszono w salonie i w całym domu... Jakże się dzisiaj śpieszy ta dziewczyna, Bianka... wiem już, że na dobre spać poszła. Ciekawym teraz bardzo — dodał — jak trafię po ciemku do mojego łóżka, a nawet nie wiem, w którem pokoju przygotowane mi zostało.<br>
{{tab}}— Jakto?.. nie domyślasz się jeszcze, że to wszystko było tylko żartem? — odrzekła z zalotnym uśmiechem pani de Francpatie.<br>
{{tab}}— A to prawdziwie rzecz zabawna! — odrzekła druga filutka z naiwnem zastanowieniem — myślę przecie, że kiedy mój Maks śpi wygodnie, jego pan nie będzie zapewne drzemał w krześle, lub na {{Korekta|sofiie|sofie}} w jakim kąciku... ho, ho... idę zaraz do mego pokoju.<br>
{{tab}}— Ale nie w ten sposób zimny i obojętny... bez pożegnania się ze mną.<br>
{{tab}}— Dobra noc, Henryetto.<br>
{{tab}}— Jakież to martwe pożegnanie!.. dawniej, gdyś nie był moim mężem, nie w taki sposób rozstawaliśmy się z sobą!..<br>
{{tab}}I po tych słowach, naśladując płacz przytłumiony i bolesny, jakby zwalczona rozpaczą, przechyliła się na poduszki i zawołała pół-głosem:<br>
{{tab}}— Mdleję!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/676|num=224}}{{tab}}Margrabia poskoczył ku niej, chcąc się zapewne pozbyć nudnej roli tej aktorki, postanowił ukoić jej sztuczną boleść.<br>
{{tab}}Zdradliwy ten wąż objął ją pieszczotliwie za szyję, {{Korekta|zniechcenia|z niechcenia}} opuścił głowę na jej piersi i złożył pocałunek prawdziwego Judasza. Po tym sztucznym obrocie, drgnął, usiłując przekonać okropnie oszukiwaną panią de Francpatie, że śmiały ten pocałunek wywołał z jego łona owe pierwsze, elektryczne, młodzieńcze wstrząśnienie, które początkujących kochanków wprowadza w oczarowanie.<br>
{{tab}}Ale wtem zemdlona, jednę rękę zręcznie wyciągnęła do lampy, stojącej tuż przy łóżku na stoliczku. Lampa zgasła.<br>
{{tab}}Margrabia, jakby przerażony tak naglą ciemnością, wydał krzyk przeraźliwy, krzyk, który miał już zakończyć długą grę komedyi tego wieczora.<br>
{{tab}}Gdy się to dzieje w pokoiku margrabiny — podobnie w pierwszych pokojach daje się słyszeć krzyk gwałtowny, nierównie silniejszy, rozlegający się głośnem echem po całym apartamencie.<br>
{{tab}}— O mój Boże! co się to wszystko dzieje w tym domu! — zawołał margrabia do margrabiny, która, także przestraszona, odepchnęła go od siebie.<br>
{{tab}}— Emilu! Emilu!.. jeżeli kochasz honor tej, którą za dni kilka nazwiesz swoją małżonką, uciekaj natychmiast do swego pokoju! — krzyknęła z trwogą — ah! jestem zgubioną!.. czemże wytłomaczę twoją obecność obok mnie, wśród ciemności? Uciekaj, mówię!<br>
{{tab}}Margrabia nie dał sobie tego dwa razy powiedzieć — zaczął biedź do drzwi po omacku, ale zaraz na wstępie do drugiego pokoju dotknął się kogoś, który znowu zmierzał do sypialni.<br>
{{tab}}— Kto tu idzie? — zapytał prędko.<br>
{{tab}}— To ja... Maks.<br>
{{tab}}— Kto tak krzyczał przeraźliwie?<br>
{{tab}}— Także ja; ponieważ w moim pokoju coś straszy.<br>
{{tab}}— Czy być może!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/677|num=225}}{{tab}}— Przecież ocknąwszy się ze snu, zapytałem: kto mnie budzi?. „to ja, twój pan,“ jakiś nieznajony głos odpowiedział: Czy pan istotnie nie byłeś w tej chwili przy mojem łóżku?<br>
{{tab}}— Nie, nie, mój Maksie... to okropne, żeby z nas tak żartowano! dlaczego nie zamknąłeś drzwi na klucz od swego pokoju?<br>
{{tab}}— Bianka nie kazała.<br>
{{tab}}— A to dlaczego?.. wszak wiedziała od swej pani, że będę spał w innym pokoju i nie powrócę do ciebie.<br>
{{tab}}— Przeciwnie... powiedziała mi najwyraźniej, że pan wróci... może tylko bardzo późno.<br>
{{tab}}— A zdrajczyni! jutro dopiero zobaczymy co z tego będzie!.. Pójdź, pójdź za mną, Maksie.<br>
{{tab}}— I dokąd?.. nic nie widzę przed oczami...<br>
{{tab}}— Do naszego pokoju.<br>
{{tab}}— Śpieszmy, aby się przekonać, kto śmiał nas tak niepokoić. Ja tam kogoś zostawiłem... jeżeli tylko do tego czasu nie uciekł... we dwóch nie ulękniemy się zapewne nikogo!<br>
{{tab}}— Wiesz dobrze, że w kieszeniach mojego surduta mam ukryte dwie krucice, nabite kulami, a każdemu, ktoby tylko ośmielił się zbliżyć do nas przed upływem nocy, natychmiast wypalę w samo cerce!<br>
{{tab}}— Oh!.. — krzyknął ktoś w oddaleniu, zapewne aż w przedpokoju.<br>
{{tab}}— Idźmy teraz śmiało, Maksie, do swego pokoju, słyszałeś sam, jak się nas strachy boją.<br>
{{tab}}I zaraz obie zdradne kobiety przeszły śpiesznie wśród ciemności do swego pokoju, który na klucz za sobą zamknęły.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/678|num=226}}{{c|'''XXV.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Sześćdziesiąt łokci kordonka.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}— Czy są zapałki? — zapytał z pośpiechem margrabia.<br>
{{tab}}— Są.<br>
{{tab}}— Świeca jest? — jest?<br>
{{tab}}— Zapalaj! — wołała wciąż prędkim, chociaż cichym przytłumionym głosem Eleonora na Różę, którym już teraz właściwą płeć możemy przywrócić.<br>
{{tab}}W mgnieniu oka, światło pokazało się w gabineciku.<br>
{{tab}}— Gdzie drabinka?<br>
{{tab}}— W szkatułce.<br>
{{tab}}— Dawaj! dawaj!<br>
{{tab}}— Oto jest — {{Korekta|edpowiedziała|odpowiedziała}} Róża, wyciągając z małej mahoniowej szkatułki jedwabną drabinkę, w kształcie okrętowych splecioną, z 60 łokci kordonka, który dziś rano pod pozorem zabawki zakupiła.<br>
{{tab}}— Teraz ubierajmy się czemprędzej.<br>
{{tab}}W pięć minut już obiedwie były gotowe do zamierzonej ucieczki.<br>
{{tab}}— Otwieraj okno!<br>
{{tab}}— Natychmiast.<br>
{{tab}}— Ale cicho!.. ostrożnie!..<br>
{{tab}}Róża otworzyła okno.<br>
{{tab}}— Przedewszystkiem wyjrzyj na dziedziniec, czy nie spostrzeżesz kogo na dole... ale prawda!.. zagaśmy pierwej światło.<br>
{{tab}}I dmuchnęła na świecę. Róża tymczasem rozpatrywała przez okno dziedziniec.<br>
{{tab}}— A co? — zapytała po chwili Eleonora.<br>
{{tab}}— Niema nikogo.<br>
{{tab}}— To dobrze.<br>
{{tab}}— Wszystko nam zdaje się dopomagać... nawet księżyc nie świeci.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/679|num=227}}{{tab}}— Przywiązuj tedy drabinkę do haka od firanek, jak już wiesz, a drugi jej koniec spuścisz zaraz do ziemi, nie zapominaj tylko, że węższy ma być u góry, zaś szerszy na dole.<br>
{{tab}}— Przecie uczyłaś mnie tego pani przez cały dzień dzisiejszy — odrzekła Róża, zaczepiając zaraz drabinkę — czy dobrze?<br>
{{tab}}— Doskonale! — odrzekła druga, próbując.<br>
{{tab}}— Która z nas zlezie pierwsza?<br>
{{tab}}— Ty.<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}I Róża w mgnieniu oka wskoczyła na krzesełko, potem zaraz na okno i, trzymając się drabinki, bardzo zręcznie schodzić na dół zaczęła.<br>
{{tab}}Po małej chwili, ozwał się cienki głosik na dole:<br>
{{tab}}— Już.<br>
{{tab}}Eleonora, zapiąwszy swój tużurek pod samą szyję z nierównie większą śmiałością chwyciła się rękami cienkich jedwabnych sznurków drabinki, i jak najwprawniejszy majtek, spuściła się aż w objęcia oczekującej ją drugiej bohaterki.<br>
{{tab}}— Przysięgłabym — przemówiła zaraz uszczęśliwiona — że nie prędzej aż jutro przyjdą do gabinetu, aby nas obudzić, dopóki im same nie otworzymy, ale najprędzej wysadzą drzwi za dni kilka.<br>
{{tab}}— Zapewne, zapewne — odrzekła Róża — tak im ta groźba krucicami utkwiła w pamięci... Cóż teraz dalej?<br>
{{tab}}— Teraz za mną — odrzekła Eleonora, zaczynając zmierzać przez dziedziniec ku bramie.<br>
{{tab}}— Myślę, że już brama zamknięta.<br>
{{tab}}— Znajdziemy przecież odźwiernego, który nam ją otworzy.<br>
{{tab}}— Czy nie wzbudzimy w tym człowieku jakiego podejrzenia?<br>
{{tab}}— Zabawna trwoga!.. Jestem ubraną jak najpierwszy modniś, wracający z posiedzenia klubu żokejów, a ty, nieporównywając, jak lokaj książęcy. Śmiało więc za mną o trzy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/680|num=228}}kroki... tak jakbyśmy wracały z wizyty... Gdy się w bramie pokażemy, w której, jak widzę zapaloną jest latarnia, będzie należało do ciebie czynić mi honory... to jest, zdejmiesz przedemną kapelusz, będziesz mnie tytułował margrabią i rozkażesz z pośpiechem otwierać bramę odźwiernemu.<br>
{{tab}}Weszli do bramy, w której wisząca u sufitu wielka latarnia oświecała ją dostatecznie.<br>
{{tab}}— Nie widzę tu nikogo — przemówiła Róża.<br>
{{tab}}— Spróbujmy zatem same drzwi otworzyć.<br>
{{tab}}— Zamknięte.<br>
{{tab}}— Krzycz.<br>
{{tab}}— Stróżu! stróżu! — zawołała Róża po dwakroć, uderzając ręką w klamkę.
Po małej chwili wyszedł od strony wschodów rozespany człowiek. W ręku trzymał ogromny pęk kluczy, któremi pobrzękiwał, wypełniając swoją czynność z nawyknienia, automatycznie.<br>
{{tab}}— Prędko, prędko, otwórz bramę dla pana margrabiego — zawołała surowo Róża, trzymając zdjęty przed Eleonorą kapelusz.<br>
{{tab}}Odźwierny jak tylko spojrzał na margrabiego, przebierającego w sakiewce, prędko zdjął z uszanowaniem szlafmycę.<br>
{{tab}}Drzwi stanęły otworem.<br>
{{tab}}— Bravo! valerosissimo! — zawołała Eleonora na ulicy, rzucając odźwiernemu kilka sztuk drobnej monety, i zaraz zaczęła zmierzać na lewo.<br>
{{tab}}— Najciekawszem teraz, dokąd idziemy? — zapytała Róża, słysząc już zakręt klucza w bramie.<br>
{{tab}}— Do hotelu Londyńskiego.<br>
{{tab}}— Idźmy.<br>
{{tab}}— Idźmy — powtórzyła Eleonora.<br>
{{tab}}Wkrótce zniknęły obiedwie w cieniach ulicy Richelieu.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/681|num=229}}<section begin="cz02" />{{c|CZĘŚĆ DRUGA.|w=130%}}
{{---|60|przed=12px|po=12px}}<section end="cz02" />
<section begin="X" />{{c|'''I.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|'''Błogosławieństwo.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Żółte wody Tybru oblewają siedm wzgórków, dźwigających olbrzymią księgę dziejów człowieka.<br>
{{tab}}Ta księga, to Rzym — stary — dwudziesto-pięcio wieczny — to najstarsza stolica — stolica świata katolickiego.<br>
{{tab}}Lecz jakiż to dzień uroczysty dla tego duchownego grodu?.. Ze wszystkich stron świata — od ostatnich jego krańców, zbiegają się podróżni, aby w Świątyni świątyń, uderzyć czołem o marmury, skropić łzą kosztowne posadzki i w niemem uniesieniu rozmyślać nad Chrystusem na krzyżu.<br>
{{tab}}To niedziela — pierwszy dzień tygodnia, wiodącego do święta Paschy — uroczysty obchód śmierci i zmartwychwstania.<br>
{{tab}}Plac Watykański zapełniony jest pobożnym ludem, wszelkiego stanu, płci wieku i znaczenia — wszyscy śpieszą po mozajkowym pokładzie, do pięciu bram Bazyliki Ś. Piotra — a w rękach wszystkich, zielenieją rószczki drzewa palmowego i oliwne.<br>
{{tab}}Gdy tak na placu Watykańskim czekają wszyscy wielkiej godziny wspólnej modlitwy — godziny uwielbienia Pana — schorzały pielgrzym, najlichszy z tylu tysięcy, najnędzniejszy z odzieży, pokazał się w bramie Rzymu, zwanej ''del Populo''.<br>
{{tab}}Wyczerpany na siłach — upadający pod trudami drogi, jaką przebył, zdaje się bardziej na wszystkich pośpieszać —<section end="X" /> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/682|num=230}}może skończy z utrudzenia, a jednak śpieszy, śpieszy. — Schorzałe ciało wsparł na kiju — często pada — podnosi się — i znów daje kilka kroków głębiej w mury stolicy: aby wspólnie z innymi spełnić obrzęd na cześć Chrystusa.<br>
{{tab}}Lecz dlaczegóż ubogi ten pielgrzym wstrzymał nagle swe kroki?.. dlaczego zadumany spoziera po szczytach wież, kopułach świątyń, {{Korekta|kurchanach|kurhanach}} i zdaje się czytać w Rzymskiej księdze wielką historyę czasu.<br>
{{tab}}W istocie — tak przemawiał w myśli, nie ustając na mury spoglądać:<br>
{{tab}}„Rzym! — oto symbol najwyższej chwały i nicestwa, rzuconych na kulę ziemską śmiertelników! Rzym! — oto wielka odpowiedź dla pysznych i zarozumiałych mędrców świata, którzy ustawicznie wysilają mysi niedołężną, aby rozwiązać wielki cel powołania nas małych do życia!<br>
{{tab}}„Siedm wzgórków nad wodami Tybru — oto wszystko! oto wszystko w odpowiedzi!<br>
{{tab}}„Rzym! — to wielki cmentarz bałwochwalczych ojców, po którym depczą chrześciańskie dzieci!<br>
{{tab}}„A gdzież sami Rzymianie? dumne świadki wykołysane w tej szczęśliwej kolebce?.. w prochu, już dawno wydeptanym przez następców!<br>
{{tab}}„Rzym jest wielkim hieroglifem nicości człowieka!<br>
{{tab}}„Rzym jest najwznioślejszym ołtarzem Najwyższego!<br>
{{tab}}„Ziemio przemian i pamiątek! czerniejesz dziś masą murów starowiecznych!.. Ziemio bałwochwalczych posągów i pogańskich świątyń, całą twoją ozdobą jest to święte godło Odkupienia rodu ludzkiego... krzyż! — Dlaczegóż człowiek pozostał ten sam?.. odpowiedz ziemio, wiary i miłości chrześciańskiej... odpowiedz, duchowna ziemio.“<br>
{{tab}}I jakby pielgrzym porozumiewał się z Najwyższą mądrością, umilkł na chwilę po tem przemówieniu.<br>
{{tab}}Chłodny wiatr {{Korekta|rozwionął|rozwiał}} fałdy jego podartej opończy i obnażył piersi, nacechowane temi rany, które już dawno zdumiewały ludzkie oko.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/683|num=231}}{{tab}}Wkrótce jednak tym samym, pełnym gorzkiej ironii głosem, przemówił jak poprzednio.<br>
{{tab}}„Rzym! — oto miejsce scen nowych — chrześcijańskich, a jakże mało odmiennych!.. bo czyż człowiek wyrodzi się nad człowieka?.. nie... nie...“<br>
{{tab}}Kiwnął lekko głową po tych słowach — zebrał nowe siły i znowu posuwać się zaczął w czarne i stare mury świętej stolicy.<br>
{{tab}}Godzina wielkiej uroczystości już bliska, jeszcze nacisk pobożnej trzody chrześcijańskich owieczek się powiększa.<br>
{{tab}}Lecz dlaczegóż wśród tylu tysięcy, oczekujących obrządku, jeden tylko wierny modli się, bez oczekiwania na chwilę wspólnego wzruszenia?..<br>
{{tab}}Któż to jest, co daje przykład niezliczonemu zgromadzeniu?.. któż to jest, co modli się tak gorąco i ustawicznie, jakby grzechy jego sumienia przewyższały złość wszystkich, którzy tu Boga o łaski prosić i błagać o przebaczenie przybyli?..<br>
{{tab}}W świętem zachwyceniu leży u stóp bronzowej statui św. Piotra pod złoconą balustradą, otaczającą zejście do podziemnej zakrystyi kościoła — pod statuą św. Apostoła, którego palce prawej nogi wytarły już usta wiernych pocałunkami.<br>
{{tab}}Nagle ruch nadzwyczajny, jakby fale oceanu, wzburzonego wichrem silnym, objawił się w świątyni.<br>
{{tab}}Pod wspaniałym baldachimem pokazuje się nareszcie ludowi Pasterz i głowa całego kościoła, niesiony na krześle aż do tronu, zbudowanego przed ołtarzem. Srebrna mitra błyszczy na jego skroniach, osłonionych posiwiałym włosem.<br>
{{tab}}Spoczął na tronie świętobliwym {{Korekta|dwuchsetny|dwóchsetny}} pięćdziesiąty ósmy następca św. Piotra-Grzegorz XVI.<br>
{{tab}}I kondukt zajął właściwe miejsca.<br>
{{tab}}A wówczas modlący się u stóp statui św. Apostoła padł na kolana, i skierował oblicze na świętobliwego.<br>
{{tab}}Dziwna jednak rzecz! człowiek ten patrzał tylko w jeden punkt świątyni i na jednego — na majestat papieski, jego dwór wspaniały, nieprzeliczony, święty — a obumarłe jego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/684|num=232}}oko ożywił nagle jakiś ogień tajemny i przemówił w duchu, pełen wzruszenia.<br>
{{tab}}„Wzniosły tronie świętobliwego! jam jest ów obłudny sługa, który niegdyś domagał się hołdu, czci, uszanowania i władzy, najczystszemu piastunowi Pana należących!., świętokradztwo!.. świętokradztwo!..<br>
{{tab}}„Rozwiąż grzechy moje, tronie święty!..<br>
{{tab}}„Jam jest ów, który odważył się urągać poprzednikom tej władzy.<br>
{{tab}}„Jam jest ów, com złorzeczył sprawiedliwemu sędziemu jezuityzmu i miotał pociski na Klemensa XIV.<br>
{{tab}}„Mądrości Klemensa, ukój gniew przed Panem Panów.<br>
{{tab}}„Oto wyznanie grzechów moich, oto żal i prośba za grzechy moje.“<br>
{{tab}}I umilkł — wznosząc pod niebiosa róźszczkę palmową.<br>
{{tab}}Siedm dni upłynęło — siedm pamiątek śmierci i pogrzebania Zbawiciela — jakaż to nowa i świetna uroczystość kościoła zawitała dla Rzymu!<br>
{{tab}}Pascha — radosny dzień Zmartwychwstania. — To najwznioślejszy dzień Rzymu — to największa uroczystość katolickiego świata.<br>
{{tab}}Jakieś nieme oczekiwanie zdaje się przyśpieszać szczęsną chwilę dla wiernych — wistocie — ta niecierpliwość, jest chrześcijańską pociechą błędnych śmiertelników, którzy z wiarą w sercu i dogmatyczną nadzieją czekają z pokorą, rychło Pasterz Najwyższy wzniesie dłoń możną po nad ich głowy i rzeknie:<br>
{{tab}}Błogosławię was, dzieci moje.<br>
{{tab}}A więc znowu plac Watykański zapełnił lud pobożny — stanęli, jak dzieci jednego ojca pod otwartem niebem — cisną się — skupiają w świętem milczeniu, mając oczy zwrócone na krużganek katedry Ś. Apostoła — a wszystkich, około sto pięćdziesiąt tysięcy.<br>
{{tab}}I znowu tenże sam pielgrzym, obciążony na sumieniu, okazuje się na placu — taż sama boleść na jego twarzy, taż {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/685|num=233}}sama w sercu rozpacz co poprzednio. — Krzyżem rozciągnięty, leżał na zimnym kamieniu — na stopniach obelisku, dumnie wznoszącego się pod obłoki, na środku tej rozległej przestrzeni — taż sama na ustach jego modlitwa.<br>
{{tab}}Działa grzmią bez ustanku i jęczą spiże.<br>
{{tab}}Co to będzie?<br>
{{tab}}A wtem, na krużganku Bazyliki, ukazuje się ludowi Pasterz świata katolickiego.<br>
{{tab}}Lśniące złotem i klejnotami szaty Jego odbijają się w blasku słońca, jakby gwiazdy na błękicie wśród dnia białego.<br>
{{tab}}Ale najświetniejszem jest Jego oblicze — twarz ojcowska — z wyrazem dobroci i przebaczenia winy.<br>
{{tab}}Ah! taka twarz, jest prawdziwym zaszczytem kościoła! — godnością władzy! — powinnością bliźniego wśród bliźnich!<br>
{{tab}}I Pasterz przebiegł wzrokiem zgromadzony lud na Watykańskim obszarze — lud korny, padający przed Jego Świętobliwością na kolana. — Pomyślał chwilę, jakby porozumiewał się z Bogiem, i zaraz dłonie wzniósłszy w niebiosa, spuścił je lekko po nad głowy stu pięćdziesięciu tysięcy dusz wzruszonych i przemówił w Imieniu Najwyższego.<br>
{{tab}}„Błogosławię was, ludy moje, od osi do osi i po wszystkich krańcach świata... Łaska Pana niechaj na was spłynie i oczyści grzechy wasze... ''urbi et orbi''“.<br>
{{tab}}Tak rzekł Świętobliwy — a słowa Jego niepojętym i tajemniczym wpływem wiary obiegły wszystkie serca i rozlały religijny balsam pociechy.<br>
{{tab}}W tej jednej minucie ziemia cała — mieszkanie plączących i zawiedzionych zmieniła się w raj rozkoszny.<br>
{{tab}}A grzesznik u stóp obelisku powstał zaraz na nogi i spojrzał obecnym w oczy z prawością i sumieniem. Twarz jego, dotąd przerażająca wyrazem boleści, ożywiła się niepojętą radością — czy nadzieją, obiecującą prawdziwe szczęście.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/686|num=234}}{{c|'''II.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Folwark Szwajcarski.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}{{Korekta|Naulicy|Na ulicy}} de Chartres, już w pobliżu rogatki de Courcelles, z przeciwnej strony parku, znajdowało się w owym czasie małe drewniane zabudowanie, płotem ogrodzone, w którem mieścił się pacht krów, do pani Berty Glum należący. Domostwo to otrzymało nazwę folwarku Szwajcarskiego.<br>
{{tab}}W osobie pani Glum przypominamy tu ową mleczarkę z wózkiem na dwóch kółkach, ciągnionym przez osiołka, która dostarczała nabiału w kilku cyrkułach Paryża, szczególniej nie pomijała domu pod Nr. 3, przy ulicy Ś. Franciszka. — Znajomość Berty z Jerzym Stortz, niegdyś odźwiernym w tymże domu i ich stosunki miłosne, spowodowały, że tenże po opuszczeniu rzeczonego domu, osiadł w folwarku Szwajcarskim — dokąd właśnie, kapitan Rappinet powołał hrabinę Omirską; nieszczęśliwą wdowę, naznaczając jej dzień 1 kwietnia na przybycie.<br>
{{tab}}Była godzina siódma wieczorem. Pani Glum i Jerzy siedzieli przy kolacyi, gdy wtem we drzwiach pokazał się Bresac.<br>
{{tab}}— A, to ty, mój przyjacielu — przemówił Jerzy z ożywieniem, spoglądając na nadzwyczaj ruchliwą twarz przybywającego, w którego oczach malował się niezwykły stan niespokojności — cóż cię to do mnie sprowadziło?..<br>
{{tab}}— Kapitan Rappinet przyjechał do Paryża.<br>
{{tab}}— Gdzie stanął?<br>
{{tab}}— W hotelu de Londres: a więc tam gdzie i jego {{Korekta|córka|córka.}}<br>
{{tab}}— Cóż kapitan rozkazał?<br>
{{tab}}— Ażebyś dziś jeszcze był gotowym na przyjęcie tej młodej osoby z Polski: ponieważ odebrał wiadomość, że ta już jest blisko Paryża. Dodam ci nawet, że kapitan nie sam jeden powrócił — przemówił znowu Bresac.<br>
{{tab}}— Otóż jeszcze coś nowego!.. Któż to z kapitanem się znajduje?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/687|num=235}}{{tab}}— Mężczyzna i kobieta, oboje podeszli, którzy, jak mi się wszystko zdaje, będą Kreolami: tak wnoszę z ich ubiorów, używanych tylko na wyspach.<br>
{{tab}}Wtem dało się słyszeć nagle szczekanie dwóch ogromnych psów, przywiązanych na łańcuchu u furty folwarku.<br>
{{tab}}Gospodyni natychmiast opuściła izbę, a zaraz potem słychać było na podwórzu toż same monotonne jej wołanie:<br>
{{tab}}— Zaraz! zaraz!<br>
{{tab}}Po małej chwili, pani Glum powróciła w towarzystwie jakiegoś człowieka, który z ubioru miał wielkie podobieństwo lokaja, nie mogącego u nikogo znaleźć służby.<br>
{{tab}}— Panie Jerzy — przemówiła, wprowadzając za sobą obcego — jest tu człowiek, który się o was dopytuje.<br>
{{tab}}— Czy wistocie o mnie? — Zapytał, mierząc wzrokiem nieznajomego.<br>
{{tab}}— Przybywam w interesie od innej osoby.<br>
{{tab}}— Jak się więc nazywa ta inna osoba?<br>
{{tab}}— Hrabina Omirska.<br>
{{tab}}— Wiem, wiem już — odrzekł, spiesznie zrywając się ze swego siedzenia — więc już przybyła do Paryża.<br>
{{tab}}— W tej chwili.<br>
{{tab}}— Cieszy mnie to niewymownie. A cóż mówiła ta Polka, wysyłając cię do mnie?<br>
{{tab}}— Że pragnie się z nim widzieć natychmiast.<br>
{{tab}}To wyrzekłszy, przybysz kiwnął głową i wyszedł.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''III.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Przyjaciel czy nieprzyjaciel.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}W taki sposób przysposobił kapitan Rappinet zemstę hrabiemu Emy-Cruchard — na czem ta jednak się opiera, to tylko sama skryta myśl jego odpowiedzieć może. — Eleonora {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/688|num=236}}także dopięła tego, co zamierzyła: pozostało jej tylko ukazać pierścień, zdobyty tak niebezpiecznym podstępem na margrabinie de Francpatie, aby ukończyć dzieło w zupełności. Być teraz może, iż ojciec i córka uderzą jednocześnie na zdobywcę ich majątku — może nawet środek ten uczyni ich posiadaczami milionów... lecz czekajmy!.. czekajmy!<br>
{{tab}}Hrabia ma tylko jednę, ale srogą broń odporną przed nieprzyjaciółmi — a ta jest... dziesięć tysięcy funtów armatniego prochu, podłożonego pod skarbcem w piwnicy domu, przy ulicy Ś. Franciszka. Biada wszystkim, którzy ośmielają się targnąć na wydarcie tych pieniędzy!<br>
{{tab}}Wszystko zdaje się zbliżać wielką chwilę przesilenia tej walki — Eleonora oczekuje z pierścieniem — kapitan, jej ojciec, sprowadził już w mury Paryża prawą dziedziczkę tego majątku — hrabinę Omirską. — W jakiż przecie sposób nieszczęśliwa wdowa dopomoże do zwycięztwa korsarzowi, który wtrącił do grobu jej męża?.. czy kapitan powołał ją do Paryża jak przyjaciel, czy jak nieprzyjaciel? — zacznijmy od tego badać kapitana.<br>
{{tab}}Wiadomo już, że obrotny marynarz zajął na teraz mieszkanie hotel de Londres, w którym nierównie wcześniej stanęła Eleonora.<br>
{{tab}}W wspaniałym apartamencie hotelu o godzinie 10 rano, przechadzał się kapitan zamyślony. Wyraz jego twarzy zdradzał ten krytyczny stan duszy, objawiający się w ludziach w chwilach wyrokujących o ich losie. Zakładał ręce ustawicznie, to nagle opuszczał je ku ziemi, lub w tajemnem porozumiewaniu się z sobą samym czynił niespokojne giesta.<br>
{{tab}}Już było blisko południa, kapitan jeszcze myślał. — Jeszcze samotny w swojem mieszkaniu przechadzał się szerokiemi krokami po pokoju — dopóki jeden z służalców nie zbudził go i przypomniał, że jest człowiekiem między ludźmi.<br>
{{tab}}Był to Jerzy Stortz, najprostszy automat w tej rozległej machinacyi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/689|num=237}}{{tab}}— Przychodzę złożyć wam zebrane wiadomości, któreście mi polecili kapitanie — rzekł najemnik, kłaniając się więcej z nawyknienia niż z uczucia prawdziwego uszanowania.<br>
{{tab}}Kapitan usiadł na sofie zapytując krótko:<br>
{{tab}}— I cóż?..<br>
{{tab}}— W żaden sposób dama ta nie chciała się skłonić do przyjęcia mieszkania w tym hotelu — odpowiedział — gdy jednak, kapitanie, raczyliście ją zaprosić do Paryża, naznaczając za miejsce przybycia folwark Szwajcarski, nadesłała dziś rano na moje ręce ten bilecik — dodał, wyjmując list zapieczętowany czarnym lakiem.<br>
{{tab}}— Więc nie była wcale w folwarku? — zapytał porywczo marynarz, odbierając pismo.<br>
{{tab}}— Wcale.<br>
{{tab}}Kapitan list rozpieczętował i przeczytał go w milczeniu.
{{f|align=left|lewy=20%|„Nieznany objawicielu szczęścia!}}
{{tab}}„Pierwej nim staniesz przedemną — przebacz, że jak trwożliwa kobieta, przypomnę ci, żem już za wiele wycierpiała na ziemi, aby mnie wtrącać w głębszą przepaść. — W pierwszej chwili odczytania {{Korekta|twojege|twojego}} pisma, pobłogosławiłam cię, nieznany objawicielu szczęścia! W uniesieniu duszy mej usłuchałam cię, i ledwie że me o tej samej godzinie opuściłam Warszawę, aby pośpieszyć, gdzieś mi niebo otworzyć obiecał. Wczoraj dopiero, u celu tej świętej pielgrzymki stanąwszy, po raz pierwszy zadrżałam — zadrżałam w murach Paryża, gdzieś mnie powołał, nieznany. — Przeczucie, którem nas Bóg ostrzega zawsze w wielkiej godzinie niebezpieczeństwa nawiedziło mnie tym niepojętym udziałem opieki nad nieszczęśliwemi... i po tylu dniach błogosławieństwa, rzuciłam klątwę na ciebie, na ciebie, nieznany objawicielu szczęścia!.. Tyle już zawodów w mojem młodem życiu, tyle już ciosów, zadanych złością ludzką przeliczyłam, iż wyznam, brzydzę się, że należę do tej społeczności, którą jeszcze religija Chrześcijańska nie uzacniła. Zbliżenie nasze rozpoczyna się wstrętem. Pomyśl w duszy, nieznany objawicielu szczęścia, że zawierasz stosunek {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/690|num=238}}z kobietą dzikich usposobień serca, przenikliwą z smutnego doświadczenia, srogą przez nienawiść do złości ludzkich, nieubłaganą z sprawiedliwego przeświadczenia się o potrzebie kary na występnych. Kto bądź jesteś, przygotuj się na to zapalczywe przyjęcie — co bądź twoja skryta myśl względem mnie zamierzyła, odpowiem na wszystko najsurowszym sądem — dziś mam tylko dwa uczucia dla świata: miłość dla aniołów — nienawiść dla... Czekam cię, nieznany objawicielu szczęścia — przybądź, jeśli tego wymaga koniecznie moje przeznaczenie. Nie mieszkam w złoconych murach pałaców, tego wielkiego miasta, do któregoś mnie powołał — mojem bogactwem jest samo serce, które w tej niepewności godzinie zarazem drży z trwogi i raduje się zapowiedzianą obietnicą. — Mieszkam w ''Cité'', jak biedna cudzoziemka — przy ulicy ''Ś. Krzysztofa'' i rogu placu ''Notre dame de Paris Nr. 2''. — Zapytaj o najuboższą lokatorkę tego domostwa — a tam wskażą ci na poddaszu wdowę po hrabi Omirskim — ''Delfinę''“.<br>
{{tab}}Kapitan, po przeczytaniu tych wyrazów, nie okazał najmniejszej oznaki na swej twarzy, z czegoby, z jego duszą porozumieć się można było.<br>
{{tab}}— Czy macie mi co więcej do rozkazania, kapitanie? — zapytał Jerzy, postrzegając, że pan jego ukończył już czytanie.<br>
{{tab}}— W tej chwili tylko tyle, ażebyś się oddalił.<br>
{{tab}}— Niech wam niebo dopomaga — odpowiedział stary sługa, oddalając się z ukłonem za drzwi.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''IV.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Wątpliwość i nadzieja.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Była godzina dziewiąta wieczorem, kiedy skromny pocztowy powóz przywiózł owdowiałą hrabinę w mury Paryża. — Wjechała rogatką de ''{{kor|Monceaux|Monceau}}'', zapewne, ażeby znaleźć {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/691|num=239}}się bliżej u celu swej odległej pielgrzymki. — Obok niej siedziała Zuzanna, podobnie zamyślona i z wyrazem cierpień na twarzy.<br>
{{tab}}Ten prawdziwie rekolekcyjny stan duszy dwóch kobiet przerwało urzędowe zapytanie pocztylona:<br>
{{tab}}— Gdzie panie wysiądą w Paryżu?<br>
{{tab}}Hrabina uczuła nieznaną dotąd w duszy niespokojność.<br>
{{tab}}— Gdzie jest park de Monceau? — zapytała.<br>
{{tab}}— Tu, na lewo, jak widać te czerniejące drzewa... jesteśmy na ulicy de Valois... zajedziemy do parku od strony de Chartres.<br>
{{tab}}Hrabina zadrżała.<br>
{{tab}}Konie dalej zdążały do celu.<br>
{{tab}}— Otóż i ulica de Chartres — ozwał się znowu pocztylion.<br>
{{tab}}Trwoga hrabiny stawała się podobną konaniu.<br>
{{tab}}— Na tej ulicy ma być folwark Szwajcarski — przemówiła nieprzytomna.<br>
{{tab}}— A tak... powszechne to nazwanie.<br>
{{tab}}Pocztylion jechał — dalej.<br>
{{tab}}— Gdzie nas wieziesz, przyjacielu? — zapytała po chwili hrabina.<br>
{{tab}}— Do folwarku...<br>
{{tab}}— Nie, nie! — wykrzyknęła, zmieniając pierwotne swe postanowienie — nie pojadę do folwarku... wskaż mi hotel.<br>
{{tab}}— Hotel, hotel! — ozwał się szorstki i donośny głos w pobliskości powozu — natychmiast jestem na usługi.<br>
{{tab}}Był to jeden z tych najemników, którzy służą całemu światu, ''cicerone''.<br>
{{tab}}— Najtańszy a najwykwintniejszy hotel w całym Paryżu, — wołał — jest tu niedaleko... tylko dwie ulice na prawo... na rogu de Rocher i Laborde, hotel najtańszy, mówię, najczyściejszy, najdogodniejszy dla cudzoziemców pod godłem zaszczytnem... pani przybywasz z...<br>
{{tab}}— Polski — odrzekła hrabina, dająca się powodować wielomównością natarczywego służalca.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/692|num=240}}{{tab}}— Z Polski?.. brawo!.. — odrzekł cicerone dziwnie uradowany — a więc prosto na róg ulicy de Rocher i Laborde, pod godło ''Nadwiślańska Syrena!''.. do hotelu najtańszego i najwykwintniejszego w całym Paryżu... jak mówiłem.<br>
{{tab}}Pocztylion zaciął konie i puścił się kłusem pod kierunkiem natarczywego stręczyciela.<br>
{{tab}}Ta prosta i bardzo pospolita w Paryżu okoliczność sprowadziła hrabinę do najlichszego domu zajezdnego, bez żadnego godła, oprócz tysiąca podejrzeń, które oddawna na niego padały.<br>
{{tab}}Paryski cicerone, jak tylko dopiął swego, i dwie błędne w obszernem mieście kobiety, przywiódł do małego, brudnego a nawet odrażającego mieszkania w hotelu, które, według słów, jego, zajmowała już niezliczona liczba książąt i panów zagranicznych, obiecywał sobie jeszcze zmienić rolę i zostać obok tych cudzoziemek ''cavalero servanto'', to jest przebrawszy się porządnie, chodzić z niemi po spacerach za opłatą, co łaska. Tymczasem, na rachunek swoich obietnic, wysłany został {{Korekta|natychmtast|natychmiast}} do folwarku Szwajcarskiego, aby przywołał Jerzego Stortz, pachciarza, w interesie, który właśnie hrabinę sprowadził do Paryża.<br>
{{tab}}Jego pokazanie się w folwarku, już wiemy jaki wzięło skutek. Bresac, wysłany dla nakłonienia hrabiny do przyjęcia mieszkania w hotel de Londres, powrócił z tą odpowiedzią, iż ta nie prędzej uczyni zadość temu, dopóki nie pozna osobiście nieznajomego, który ją wezwał do Paryża.<br>
{{tab}}Wiadomo, że szlachetna ta pani, opuszczając z pośpiechem Warszawę, zabrała ze sobą niektóre kosztowności, nie na długo obiecujące wspierać jej potrzeby.<br>
{{tab}}Nazajutrz po trwożliwie spędzonej nocy w hotelu pod zaimprowizowanem godłem Nadwiślańskiej Syreny, pierwsze jej przebudzenie wywołało na usta te wyrazy:<br>
{{tab}}— Jestem okradzioną!<br>
{{tab}}Kradzież nastąpiła więcej podstępnie niż gwałtownie — drzwiami — które w nocy kluczem otworzono.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/693|num=241}}{{tab}}Cicerone, zbyt tanio obiecujący swoje usługi, nie pokazał się więcej — w całym domu nikt go nie znał, lub do jego znajomości nikomu przyznać się nie wypadało.<br>
{{tab}}Zaledwie hrabina miała czas rozpatrzyć się w swojem nowem nieszczęściu — małej na pozór wagi okoliczność odwróciła chwilowo ból jej serca i wszystko skupiła w rozpalonej głowie.<br>
{{tab}}Na małym dziedzińcu, stanowiącym zajazd tego domu, pokazała się na wózku o dwóch kółkach kobieta, kierująca wprawnie osiołkiem. Mnóstwo naczyń, ukrytych nieco w sianie, łatwo dawało poznać cel pokazania się jej w tym domu, Była to mleczarka, do tego znana nam już z toku tej historyi, właścicielka folwarku Szwajcarskiego, Berta Glum. Ubogi ale czysty i dość gustowny ubiór, twarz, dużo malująca wyrazu poczciwości, we wszystkiem prostota i naturalność, ujęłyby serce każdego, chociażby najbardziej niewierzącego w serce.<br>
{{tab}}Zuzanna, towarzyszka smutnej przygody swojej pani, mniej przecie popadła w tę okropną ostateczność, w której udręczona dusza zdaje się cofać wszelkie anormalne prawidła życia i, jakby przytłoczona ciężarem, radaby dobrowolnie skonać bez próbowania walki z nieszczęściem — dozwoliła swojej pani przetrwać czas niejaki w tem martwem osłupieniu i zajęła się potrzebami, które nie miewają przyszłości, to jest, pomyślała o pokarmie.<br>
{{tab}}Otworzyła śpiesznie okno, na dole położone, i zażądała mleka.<br>
{{tab}}Berta, porywcza przy sprzedaży, wziąwszy pod pachę naczynie, natychmiast pokazała się w izbie i, jak gadatliwej natury kobieta, zaledwie weszła, ozwała się do Zuzanny.<br>
{{tab}}— Służę ci, moja panno, która, widzę, jesteś cudzoziemką... jak wiele mleka potrzebujesz?<br>
{{tab}}Zuzanna, nie znająca języka, którym ją mleczarka zagadnęła, instynktownie tylko kończyła targ, przy którym nawet obyłoby się bez wyrazów.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/694|num=242}}{{tab}}Hrabina, w głębi izby bawiąca, zatopiona w rozbiorze ciosu, jaki ją tak niespodziewanie uderzył, martwym wzrokiem spoglądała na dwie przy {{Korekta|dzwiach|drzwiach}} rozmawiające kobiety.<br>
{{tab}}— Czy mam służyć codziennie moim nabiałem? — zapytała jeszcze Berta — jutro mogę o tej samej godzinie dostawić takąż samą porcyę... moje mleko odbiera pochwały całego Paryża. Dosyć powiedzieć; że z folwarku Szwajcarskiego.<br>
{{tab}}Na tę ostatnią wiadomość hrabina drgnęła i dziwnym jakimś wzrokiem spojrzała na Bertę, zabierającą się już do odejścia. Zerwała się gwałtownie ze swego siedzenia i w stanie, trudnym do opisania, przybiegła do mleczarki.<br>
{{tab}}— Zkąd jesteś, dobra kobieto, która mówisz o Szwajcarskim folwarku? — zapytała w pewnem uniesieniu, podobnem do wykrzyku.<br>
{{tab}}— Z folwarku Szwajcarskiego — odrzekła obojętnie mleczarka. — Paryż ma także swoją Szwajcaryę pod parkiem de {{Korekta|Monceaux|Monceau}}, która go zaopatruje w najpożyteczniejsze artykuły... Pani także, widzę, nie tutejsza?..<br>
{{tab}}— A więc znasz dobrze miejsce, o którem mówisz?<br>
{{tab}}Berta, jakby w obrażonej dumie, i ruszyła na to zapytanie ramionami, nic nie odrzekłszy.<br>
{{tab}}— O tak, bezwątpienia! — dodała zaraz hrabina — musisz nawet mieszkać w folwarku Szwajcarskim.<br>
{{tab}}— A! żeby też tak srodze żartować sobie ze mnie!<br>
{{tab}}— Zaspokój mnie, dobra kobieto; interes mój wymaga koniecznie tej wiadomości.<br>
{{tab}}— Rozumiem teraz — zawołała z niejakiem zadowoleniem Berta. — Pani masz obstalunek do mojego folwarku.<br>
{{tab}}— Jakto... czy jesteś sama właścicielką tego folwarku?<br>
{{tab}}— Berta Glum... wdowa, na usługi łaskawej pani... czegóż więc pani potrzebuje?<br>
{{tab}}— Nic więcej, jak małych objaśnień, które dotyczą twego gospodarstwa... przedewszystkiem, chciej mi powiedzieć, czy znasz Jerzego Stortz?.. który ma być podobno pachciarzem w folwarku tego nazwiska.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/695|num=243}}{{tab}}— Jerzy Stortz... w imię ojca i syna — odrzekła, bystro wpatrując się w oczy hrabinie — czy ja znam Jerzego?.. raczej ja sama teraz zapytam o to panią.<br>
{{tab}}— Nie znam go wcale.<br>
{{tab}}Berta z nierównie większem zadziwieniem spojrzała na hrabinę, nieco zapaloną zdarzeniem obiecującem jej wyjaśnić skrytości intrygi, pod któremi zostawała.<br>
{{tab}}— Tak jest... mówię ci szczerą prawdę — dodała — nigdy go jeszcze nie widziałam, a jednak interes mój wymaga, ażebym poznała go koniecznie... Któż to jest ten Jerzy, poczciwa kobieto? — jakby z prośbą zapytała.<br>
{{tab}}Berta z istotnym ambarasem nie umiała na to odpowiedzieć, silnie tylko zaintrygowana, podobnież obchodzącym ją człowiekiem, ciekawa zbadania tajemnic jego osoby, postanowiła być otwartą i odrzekła w szczerych wyrazach:<br>
{{tab}}— Jest to człowiek, który, jakkolwiek pod jednym dachem ze mną zamieszkuje, nie dał mi się przecie poznać tyle, ażebym coś o nim wyraźnego powiedzieć mogła. W moim domu jest tylko lokatorem i chyba, otrzymawszy moją rękę, nazywać się dopiero będzie właścicielem folwarku Szwajcarskiego.<br>
{{tab}}— A więc rzeczywiście go nie znasz sama? — zapytała z nową trwogą w sercu hrabina.<br>
{{tab}}— Tak jest, pani, i myślę, że się od niej więcej coś o nim dowiedzieć będę mogła.<br>
{{tab}}— O mój Boże! — odrzekła, nie umiejąc powstrzymać boleści — któż jest ten człowiek, który mnie powołał na dziś do Paryża!..<br>
{{tab}}— Jakto?.. a więc to pani miałaś wyznaczony dzień 1 kwietnia na przybycie do folwarku Szwajcarskiego?<br>
{{tab}}— Tak, tak... ja sama... i poznaję z twojej otwartości, że mi dasz pojąć cel tego przybycia, lub pozwolisz poznać bliżej człowieka, którego wola tak postanowiła.<br>
{{tab}}— Pani jesteś z Warszawy... i to jeszcze wiedziałam.<br>
{{tab}}— Wszystko prawda, co mi objawiasz.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/696|num=244}}{{tab}}— A wczoraj przysłałaś do folwarku człowieka, który Jerzego o jej przybyciu zawiadomił.<br>
{{tab}}— Tak jest...<br>
{{tab}}— I odebrałaś pani tylko list?<br>
{{tab}}— Odebrałam... z którego dowiedziałam się zaledwie tyle, że mam przyjąć w hotelu Londyńskim mieszkanie, kto jednak list ten napisał, upewniam, że nie wiem.<br>
{{tab}}— Dziwna rzecz! a przecie Jerzy w moich oczach dobył ten list z pugilaresu i kazał go pani doręczyć.<br>
{{tab}}— Zawsze wiesz więcej odemnie... domyślam się tylko, że ten pachciarz działać musi z rozkazu innej osoby, która właśnie w dwóch listach, do mnie pisanych, zataiła swoje nazwisko... Powiedz mi, dobra matko, z kim Jerzy ma stosunki? może resztę mój własny domysł rozwiąże.<br>
{{tab}}Berta powzięła okropne o kapitanie Rappinet przekonanie; ale nie wymieniła jego nazwiska — a w tej samej chwili, od tak dawna podejrzany Jerzy przeraził ją także. Dziwne zbliżenie się do niej tego człowieka zaintrygowało ją w sposób trwożliwy i niepewna skutków tych tajemnych intryg, postanowiła raczej milczeć, niż narazić się wielomównością.<br>
{{tab}}— I cóż... nic-że mi na to nie odpowiesz? — zapytała znowu hrabina, widząc jakieś niespokojne wahanie się mleczarki.<br>
{{tab}}— O! pani!.. nie zapytuj mnie o ludziach — odrzekła nareszcie — których sama mam w podejrzeniu.<br>
{{tab}}— Wszystko, wszystko już wydałaś, dobra matko!.. jestem zdradzona przez oszusta!<br>
{{tab}}— A jaź nieszczęśliwa — odrzekła z podobnym wykrzyknikiem Berta — czyż inaczej o sobie powiedzieć mogę?<br>
{{tab}}— A więc i ty sama jesteś ofiarą ich przemocy.<br>
{{tab}}— O mój Boże!.. nie przerażaj mnie pani! — odpowiedziała, spoglądając na błędny i roztargniony wzrok hrabiny.<br>
{{tab}}Nie mamy tu potrzeby rozciągać dalej rozmowy dwóch kobiet, coraz głębiej wywzajemniających się domysłami, powiemy tylko, że prosta i otwarta Berta najboleśniej uczuła {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/697|num=245}}ostatni cios prześladowanej w dziwnej intrydze hrabiny, przedewszystkiem, wiadomość o stanie jego obecnym, w jakim się znalazła po stracie swoich kosztowności, dała poznać najlepiej jej ludzkie serce.<br>
{{tab}}— Czy pani wiesz — przemówiła do hrabiny — że w domu, gdzie używają tak śmiałego podstępu, ażeby okraść... jutro mogą cię zabić... dla zdjęcia ostatniej koszuli?<br>
{{tab}}— Uciekajmy ztąd! — krzyknęła hrabina, prawie na ślepo rzucając się ku drzwiom.<br>
{{tab}}— Dokąd pani idziesz? — zapytały jednocześnie Berta i Zuzanna.<br>
{{tab}}Hrabina jeszcze nie wróciła do przytomności, przycisnęła dłonie do rozpalonego czoła i odrzekła:<br>
{{tab}}— Żebrać!<br>
{{tab}}— O nie! nie!.. tak nie będzie! — odpowiedziała wzruszona mleczarka — jestem uboga, ale w tej godzinie mam więcej od pani...<br>
{{tab}}Berta nie zdołała już opuścić obojętnie hrabiny, przywiedzionej smutnym wypadkiem do nędzy — tej ostateczności człowieka w pośród szczęśliwych i nieszczęśliwych. W pierwszej zaraz godzinie jej upadku postanowiła przyjść w pomoc.<br>
{{tab}}Przyjąć ją w swój dom prosty ale gościnny, oto wszystko co zrazu pomyślała uczciwa kobieta — prędko jednak zrozumiawszy, że skromne jej domostwo zostaje pod niedocieczoną władzą podejrzanych ludzi, którzy je przeznaczyli na teatr nierozwiniętych jeszcze intryg — cofnęła tę myśl niebezpieczną, a przecież w duszy pragnęła dopomódz hrabinie.<br>
{{tab}}Przebiegłość przyszła w pomoc tej potrzebie.<br>
{{tab}}Za godzinę już Berta powołała hrabinę i jej służącę do nowego mieszkania, raczej schronienia przed niegodziwością ludzi i tam to raz ostatni ożywiona nadzieją ta nieszczęśliwa ofiara skrytych dążeń kapitana Rappinet, napisała do niego te wyrazy, które kończyły list, już nam znajomy:<br>
{{tab}}„Nie mieszkam w złoconych murach pałaców, tego wielkiego miasta, do któregoś mnie powołał, nieznany objawicielu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/698|num=246}}szczęścia! przybądź, jeśli tego wymaga koniecznie moje przeznaczenie. Mojem bogactwem jest samo serce, które w tej niepewności godzinie zarazem drży z trwogi i raduje się zapowiedzianą obietnicą. Mieszkam w Cité, biedna cudzoziemka, przy ulicy Św. Krzysztofa i rogu placu Notre dame de Paris nr. 2. Zapytaj o najuboższą lokatorkę tego domu, a tam wskażą ci na poddaszu wdowę po hrabi Omirskim — Delfinę.“
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''V.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Nieznany objawiciel szczęścia.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Wolą niedocieczonych wyroków Opatrzności, która na bezdrożu życia stawia nasze kroki, córka bogatego niegdyś plantatora, po wielu próbach pomyślnych i niepomyślnych losu, jest mieszkanką starego Cite Paryża — części miasta, przeznaczonej dla klasy robotników i nędzy.<br>
{{tab}}Dom, który Berta obrała hrabinie na mieszkanie, nie miał z pozoru tej smutnej i lichej powierzchowności, które Cite cechują, szczególniej przy ulicach, krzyżujących środek tej wyspy miasta. Wysoki i wązki, podobnie jak wszystkie tu sąsiednie, z poddaszem, stanowiącem szóste piętro, które właśnie stało się schronieniem hrabiny.<br>
{{tab}}Pośpiech, z jakim Berta zapragnęła przyjść w pomoc zagrożonej niebezpieczeństwem hrabinie, był całą przyczyną, że wybrała dla niej to nędzne mieszkanie — nieszczęśliwa wdowa, znalazłszy się już w nowem schronieniu, widziała w nim jeszcze zbytek i łaskę szczodrobliwej opiekunki swego losu. W tem miejscu po raz pierwszy wolniej odetchnęła i obudziła w duszy odwagę do walki z przeciwnościami.<br>
{{tab}}Nadzieja znalezienia ojca i matki nie zagasła w niej jeszcze, tęsknota także do brata nierównie żywiej obudziła się w jej sercu. Nigdy bardziej nie zapragnęła jego widoku, jak {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/699|num=247}}w tej srogiej ostateczności, z której tylko jego energia, silna wola i rozum wydobyć ją mogły.<br>
{{tab}}Berta, poświęcająca się tyle dla nieszczęśliwej, nie mogła jej ustawicznie pocieszać swemi słowy... Dopełniwszy wszystkiego, co jej prosty rozum i serce wskazały, opuściła na chwilę hrabinę, aby zarówno uczynić zadość własnym potrzebom, codziennie jednak obiecała być u niej, codziennie dać pomoc, dopóki niebo nie zawyrokuje inaczej o jej losie.<br>
{{tab}}Nad wieczorem już o zmroku siedziała hrabina na kanapie przy stoliczku, z drugiej strony Zuzanna na krześle, Twarze ich blade i pomieszane objawiały zbytek udręczenia.<br>
{{tab}}Długo milczały, boleśnie spoglądając wzajem na siebie.<br>
{{tab}}— O mój Boże! — przemówiła nareszcie z ciężkiem westchnieniem hrabina — jakże to oczekiwanie długiem się zdaje!.. zaczynam nareszcie przeczuwać okropne podejrzenie.<br>
{{tab}}— Znowu coś zatrważającego? — spytała Zuzanna!<br>
{{tab}}— Tyle już razy wypróbowałam ludzi, tyle doświadczyłam ich złości i niegodziwych usposobień serca, iż nawet nie wierzę tej kobiecie... która tak niespodziewanie tyle się dla nas poświęciła... Gdy rozbieram głębiej wszystkie okoliczności, poczynając od tego listu, odebranego w Warszawie... następnie to zjawienie się człowieka, który nam narzucił ten hotel podejrzany... ta kradzież w nocy, i jednoczesne pokazanie się tej mleczarki, jakby umyślnie dlatego tylko, ażeby mnie zamknąć w tych pustkach, na strychu szóstego piętra... o, to wszystko ukrywa w sobie jakiś związek, najściślej połączony z intrygą, w której niedocieczonym jestem celem. Folwark Szwajcarski jest także na osobności Paryża... widać, że to, co mnie tutaj oczekuje, było poprzednio zgotowane pod parkiem de {{Korekta|Monceaux|Monceau}}. Ale Bóg tylko sam sądzić mnie będzie, jeżelim źle uczyniła, przybywając na niepewne wezwanie do Paryża... Byłam wdową i samowolną... miałam serce, ustawicznie bijące do szczęścia, które mi obiecano, a wstręt do ludzi, którzy mnie otaczali... uciekłam więc od pierwszych, aby gonić za drugiem... i oto skutki okropnego zawiedzenia! — {{pp|doda|ła}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/700|num=248}}{{pk|doda|ła}}, w gorzkiem uniesieniu, spoglądając po ubogich sprzętach swego nowego mieszkania.<br>
{{tab}}Potem, zwracając się do swej pokojówki, zapytała:<br>
{{tab}}— Cóż myślisz o tej kobiecie, Zuzanno?<br>
{{tab}}— Inaczej daleko niż pani — odrzekła pocieszającym głosem i tonem, pełnym perswazyi — pokazanie się jej na dziedzińcu tego domu było tylko przypadkiem, a to, co pani nazywasz narzucaniem się, jest tylko najczystszą litością...<br>
{{tab}}— O jakąż to wielką ulgę przynoszą dla mnie te wyrazy!.. ale cóż cię w tem mniemaniu utwierdza?.. mówisz to tylko dlatego, aby mnie pocieszyć w mojem przygnębieniu.<br>
{{tab}}— O! nie, nie, kochana pani!.. Twarz tej kobiety nie może być podejrzaną.. w jej wyrazach była prawda i szczerość, i ja znam się nieco na ludziach.<br>
{{tab}}— Zkąd więc ta trwoga, którą sama okazała względem tego człowieka, mieszkającego z nią razem, pod jednym dachem?.. o, w tem wszystkiem jest coś podejrzanego... a potem, jak sobie wytłomaczyć ten dziwny wstręt i oskarżenia, któremi zarzuciła owego kapitana.<br>
{{tab}}— Kapitana Rappinet... którego, jak mówiła, nie zna wcale, którego nigdy nie widziała nawet... zapewne, zapewne.<br>
{{tab}}— Zimny dreszcz mnie przejmuje, gdy to wszystko rozbieram... Wszak kobieta ta obiecała powrócić do nas przed wieczorem?<br>
{{tab}}— Tak mówiła, opuszczając nas dziś rano.<br>
{{tab}}— Zciemniać się już zaczyna, a jednak nie powraca... na list, który dziś rano napisałam, także niema jeszcze odpowiedzi... czyżby źli ludzie potrzebowali przygotowań i czasu, aby zwyciężyć swoją niegodziwością dwie ubogie i bezbronne kobiety?.. Nareszcie wszystko wikła się w mojej głowie... myśli krzyżują się ustawicznie, gdy badam skryte ich zamiary... cóż to jest, cóż to jest, o Boże?..<br>
{{tab}}I po tych słowach, wyrzeczonych z wysiłkiem, umilkła na chwilę nieszczęśliwa, rozbierając myślą wszystkie szczegóły, towarzyszące temu zdarzeniu, które z tak olbrzymim {{pp|po|śpiechem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/701|num=249}}{{pk|po|śpiechem}} przywiodły ją do nędzy i do stanu najsroższej niepewności.<br>
{{tab}}— Czy wiesz, Zuzanno — przemówiła nareszcie nieco z ożywieniem — żem już odgadła tych ludzi?..
— Dobra pani!.. widzę cię już weselszą... to mnie pociesza... cóż więc ci ludzie zamierzyli?<br>
{{tab}}— To, co już właśnie osiągnęli.<br>
{{tab}}— Jakto?.. byłożby to całym celem tylu intryg, aby panią okraść w tym hotelu?<br>
{{tab}}— Bezwątpienia, moja przyjaciółko... a mleczarka ta, posłużyła tylko do łatwiejszego ukrycia tego występku... jej miłosierdzie było fałszem, dla oddalenia nas od miejsca, gdzie nas zgubili, ta kobieta już więcej tu nie powróci... upewniam cię, Zuzanno.<br>
{{tab}}— Zkąd więc ta radość, która panią tak ożywiła?..<br>
{{tab}}— Przynajmniej domiar nieszczęścia już ukończony, i wiem, że odtąd sobie samej i Bogu winna będę moje ocalenie. Czy obejrzałaś dobrze to mieszkanie?<br>
{{tab}}— Tak, pani.<br>
{{tab}}— Czy drzwi dobrze zaopatrzone?<br>
{{tab}}— Jest klucz i {{Korekta|zasówka|zasuwka}}.<br>
{{tab}}— Zamknij je natychmiast i odtąd nie otworzymy nikomu, dopóki tylko nam los zostawać tu każę... Wszak mówiła ta kobieta, że mieszkanie to opłaca się dziennie?<br>
{{tab}}— Tak jest... jeden frank na dobę.<br>
{{tab}}— Jeden frank... tyle przecie we dwie zarobimy, aby się uiścić gospodarzowi.<br>
{{tab}}— A życie? a tyle innych koniecznych potrzeb? — zapytała ze ściśnionem sercem Zuzanna.<br>
{{tab}}— O, na tem przecie nie koniec!.. oprócz tych potrzeb, które przewidujesz, musimy jeszcze coś zaoszczędzić, aby zebrać dostateczną sumę na drogę, którą przedsięwezmę...<br>
{{tab}}— Powrócisz więc pani do Warszawy?<br>
{{tab}}— Nie, Zuzanno... obieram drogę do Wrocławia, wszak przyrzekłaś mi wierność i usługę w najsmutniejszej doli?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/702|num=250}}{{tab}}Zuzanna przygryzła sobie usta, nic nie odrzekłszy, a wyraz, jaki wystąpił na jej twarz w tej chwili, okropnie dotknął serce hrabiny.<br>
{{tab}}— Czyliż potrzeba jeszcze tego, ażebym zawiodła się na tobie, Zuzanno?.. odpowiedz mi, co myślisz.<br>
{{tab}}Zuzanna jeszcze milczała.<br>
{{tab}}— Ha!.. rozumiem cię nakoniec — przemówiła gorzko hrabina. — zawiodła cię więc ta podróż, którą, myślałam, że tylko z samego przywiązania do mnie podjęłaś... Paryż okazał ci się grobem, w którym nie znalazłaś tego, co twoje próżne serce obiecywało sobie... a potem przeraziła cię zapowiedziana praca... praca ciągła i z wysileniem, praca dniem i nocą, wśród trudów i niedostatku, mająca w zysku przynieść nędzne wyżywienie, a żadnych wygód dla siebie i twojej pani... Ah! jakże późno zrozumiałam, że w tej samotnej dla mnie ostateczności, ty byłabyś tylko ofiarą przymusu, jako kobieta, niemająca nic do stracenia, a w obietnicy... bardzo wiele... Nareszcie odpowiedz, co myślisz o losie swojej pani?<br>
{{tab}}— Żałuję jej — odrzekła obojętnym głosem.<br>
{{tab}}— No... to powszechna dla wszystkich nieszczęśliwych odpowiedź... ale moje położenie wymaga jeszcze wsparcia twojego.<br>
{{tab}}— Jestem za uboga obok pani.<br>
{{tab}}— Zuzanno! Zuzanno!.. takaż to odpowiedź dla tej, która w tobie zaczynała uważać swoją przyjaciółkę?.. Twoja zimna obojętność przeraża mnie!.. chyba nie pojmujesz, że obiedwie stanęłyśmy nad przepaścią, z której tylko wspólna dla siebie pomoc ocalić nas może... {{Korekta|Jeżeil|Jeżeli}} więc koniecznie chciało tego moje przeznaczenie, jutro zaraz, ze świtem, zabiorę wszystkie pozostałe jeszcze przy mnie zasoby, te ostatki, w sukniach, {{Korekta|bieliznie|bieliźnie}} i drobnych ozdobach... spieniężę je... i w najuboższej odzieży opuszczę Paryż... aby stanąć u celu nowej drogi... pojechać do Wrocławia...<br>
{{tab}}— Czyż nie lepiej byłoby napisać o pomoc do Warszawy...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/703|num=251}}{{tab}}— Dosyć już tego, Zuzanno! — odrzekła z dumą hrabina. — Czy będziesz mi miała co do wyrzucenia, jeżeli cię w tej chwili uwolnię z obowiązku?<br>
{{tab}}— Nie, pani — odpowiedziała z pewnym wstydem, powstałym z uczucia swojej niegodziwości.<br>
{{tab}}— Widzę, że byłam tylko bardzo zaślepioną, wierząc w moją cnotę... Przebacz mi! przebacz, Zuzanno! żem tak późno pojęła, iż nie należało cię nadużywać... Cóż w twoim stanie kobieta stracić może, wyszedłszy sama jedna na Paryż.. bez pomocy, bez pieniężnych zasiłków? nic! nic!.. a droga zarobku godziwego czy nikczemnego wszędzie przed nią otwarta!.. pośpieszaj więc ratować się dla siebie samej... jeśli serce twoje wymaga koniecznie weselszych obrazów... ja tu, wśród trudów i łez, walczyć będę dla ocalenie własnego, sama jedna!.. Cobądź przedsięweźmiesz, niewdzięczna, niechaj ci niebo dopomoże... oto moja zapłata dla ciebie... Ale, ale — dodała jeszcze w tym samym tonie pełnym godności osobistej — zapewne rościsz do swojej pani jakie pretensye?<br>
{{tab}}— Tak... ale wiem... żebym napróżno się o nie upominała.<br>
{{tab}}— I dlaczegóż to, Zuzanno?<br>
{{tab}}— Ponieważ pani w tym stanie, w jakim się znalazłaś...<br>
{{tab}}— Nie kończ, nie kończ! — krzyknęła z rumieńcem wstydu hrabina, powstając z kanapy. — Czy wystarczy ci to wszystko za twoje zasługi, co jeszcze przy mnie pozostało? — zapytała z pośpiechem.<br>
{{tab}}— Tak... zapewne... skoro inaczej być nie może...<br>
{{tab}}— A więc...<br>
{{tab}}— W tej chwili jeszcze nie odejdę — przerwała Zuzanna.<br>
{{tab}}— Ale ja, jako pani, rozkazuję...<br>
{{tab}}— Noc się zbliża... jestem w obcem mieście... na każdej ulicy zbłądzić mogę... jutro znalazłabym prędzej odpowiednią dla siebie służbę... nareszcie mi nie wypada.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/704|num=252}}{{tab}}— Z twojem sercem, zepsuta kobieto, nie stracisz nic na sławie, opuszczając mnie w tej minucie... Oto jest kilka sukien, pozostałych z mojej garderoby — dodała, wskazując spory tłomoczek, leżący na kanapie — kilka sztuk bielizny... salopa... wszystkiego tego zabrać ci nie wzbraniam... gorzko tylko żałuję, że los nie pozwala mi płacić ci inaczej...<br>
{{tab}}Tyle jeszcze wyrzutu, uczuła Zuzanna w sumieniu własnem, iż zbliżywszy rękę do przedmiotów, które zabrać miała hrabinie, pokryła twarz swoją rumieńcem, już nie wstydu, ale zdradzonej czelności.<br>
{{tab}}Po upływie kwadransa, tak niespodziewanego przemówienia... już hrabina znalazła się sama jedna na poddaszu obcego domu, w obcem mieście, w obcym kraju i wpośród nieznajomych ludzi.<br>
{{tab}}I udręczona hrabina wpadła w niezwykły stan zamyślenia.<br>
{{tab}}— Samobójstwo!.. — oto najpierwszy wyraz, który, jakby po długiem porozumieniu się z sobą, wymówiła. — Umrzeć w tej ostateczności... wszak to cały ratunek, który zakończyć winien to pasmo przerażających przeciwności losu!.. umrzeć!.. to cała broń odporna na wszystkie pociski nieprzyjaciół z tego świata!.. umrzeć!.. to skończyć tę długą grę boleści, to cierniowy wieniec głowy zamienić w cyprys posępny... umrzeć!.. to przejście w szczęśliwą nicość... w noc długą... długą, bo wieczną... gdzie niema zawisłości duchów, gdzie niema istot cielesnych... ludzi, których w tak szkaradnych obrazach poznała moja młoda dusza, gdzie niema nic!.. nic!.. tylko...<br>
{{tab}}Umilkła, drżąc cała jakby z bojaźni.<br>
{{tab}}Szał, który w zbytku udręczenia owładnął hrabinę, podał jej myśl {{Korekta|zamobójstwa|samobójstwa}}, jako jedyny środek zrzucenia tylu ciężarów, których dłużej dźwigać nie podołała.<br>
{{tab}}Bohatersko uzbrojona rzuciła się ku oknu, jakby drogę tę obrała za najkrótsze przejście do wieczności. Wistocie biedna kobieta otworzyła okno z tym samym gorączkowym popędem — i zmierzyła poprzednio wzrokiem {{pp|sześcio-piętro|wą}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/705|num=253}}{{pk|sześcio-piętro|wą}} przestrzeń, mającą u swej mety, roztrącić jej ciało po męczeńsku.<br>
{{tab}}Lekki wieczorny chłód owionął jej spotniałe czoło. Spojrzała z wysokości poddasza na obszerny plac starego Cité. Na przeciw wspaniała starożytna Katedra Paryska, obrócona właśnie fasadą do ulicy św. Krzysztofa uderzyła jej wzrok olśniony smutną myślą samobójstwa.<br>
{{tab}}Na placu mnóstwo ludu przesuwało się wszerz i wzdłuż, wszyscy ubodzy, prości, ale weseli, swobodni, jak prawdziwi mieszkańcy Cité — tego serca Paryża.<br>
{{tab}}Widok kościoła Notre-dame rozbroił chwilowo hrabinę. Jakby sędzia, tajemnie wyrzucający jej czyn, nieco za zuchwały jak na człowieka, stawił starożytne czoło fasady, ubranej w stylu odległych bogobojnych czasów. Mnóstwo godeł świętych na frontonie, dwie wieże prawie religijnej powagi, perystyl z trzydziestu czterech kolumn, portyki na piętrze i na dole, nisze i mnóstwo drobnych ozdób, przypominających Chrześciaństwo i chwałę Boga na ziemi, zmieszały nieco popęd jej zapalczywy, a jednak nie wyrzekła się śmierci. Owszem bliżej stanęła w niebezpiecznem miejscu.<br>
{{tab}}Już na wpół przechylona na podstawie okna czekała tej ostatecznej burzy ducha, w której już prawie przestajemy żyć na ziemi, gdy wtem z wieży kościoła ozwał się głos dzwonu, ten głos wieczorny, upominający grzesznych, jak daleko tylko obiedz zdoła chrześciańskiem echem, który na ich ustach wydobywa te wyrazy: ''Anioł pański zwiastował Pannie Maryi''...<br>
{{tab}}Cofnęła się, ostrzeżona przez posłańca Boga, padła prawie nieprzytomna na kolana i powtórzyła gorącą modlitwę za grzechy nieprzyjaciół swojej nieszczęśliwej rodziny... dopóki ostatnie uderzenie dzwonu nie stłumiło w jej piersiach tego kornego głosu, wydobytego religijnem wzruszeniem.<br>
{{tab}}Łzy po raz pierwszy w tej dziwnej walce o wieczność, zabłysły w jej oczach, łzy rzęsiste, ulewne, które w pospolitych usterkach życia bywają tak częstą niebiańską ulgą, zesłaną strapionemu światu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/706|num=254}}{{tab}}Powstała nagle i cofnęła się w głąb swego ubogiego mieszkania.<br>
{{tab}}Hrabina płakała pół godziny, przechadzając się po swojem smutnem poddaszu, wśród coraz bardziej gasnącego dnia, już prawie w chwili przejścia zmroku do ciemności.<br>
{{tab}}Wszystko w niej jednak nie zapowiadało na długo tego świętego przyrzeczenia Bogu, jęki i łkania powtarzały się ustawicznie — coraz okropniej. Co chwila z większą ironią spoglądała na te ubogie sprzęty i zdawała się na nowo odpychać całą ziemię, jakby żałowała, że już w tej godzinie nie należy do umarłych!<br>
{{tab}}— Śmierć moja powinna być bez zmartwychwstania... samobójstwo zupełnem! — przemówiła, spoglądając na kosztowną odzież na sobie i na kilka jeszcze gdzie niegdzie rozłożonych rzeczy, których Zuzanna zabrać się nie ośmieliła.<br>
{{tab}}Po tych słowach zbliżyła się do jednej ze ścian, w której przeprowadzony był komin i otworzyła małe drzwiczki, umieszczone w tem miejscu, dla przeciągu powietrza, zamierzając rozpalić ogień.<br>
{{tab}}Kilka kawałków drzewa, znajdującego się na poddaszu, złożyła natychmiast na tym kominku i z dziką jakąś radością na twarzy zapaliła.<br>
{{tab}}Jak tylko płomień się rozniecił, hrabina poczęła spełniać dzieło zniszczenia z trudną do opisania obojętnością. Wszystko zaraz, cokolwiek tylko ogień strawić może, wrzucać zaczęła po kolei... Kilka jeszcze znalazło się sukien, kosztowne futro sobolowe, kilka par trzewików i mnóstwo drobnych niemałej wartości przedmiotów. Wszystko znikło w jednej chwili, w końcu, z tym samym na ustach uśmiechem, jakby godłem zwycięzkiem życia nad śmiercią, zdjęła z siebie żałobną suknię, ucałowała ją z wzruszeniem, godnem wiernej małżonki, i oddała także na pastwę ognia.<br>
{{tab}}Z kolei zdjęła z siebie resztę odzienia, aby zamienić koniecznie w garść {{Korekta|pepiołu|popiołu}}, który kiedyś wiatr rozwieje, nie zostawiwszy najmniejszej pamiątki i śladu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/707|num=255}}{{tab}}Już została tylko w jednej koszuli, w tej osłonię trupów, której najdziksze narody nie odmawiają umarłym, aby ich w bieli przedstawić w krainach wieczności, w tej umrzeć postanowiła.<br>
{{tab}}Ale nie na tem jeszcze był koniec szału, jaki ją ogarnął. Wszystko, cokolwiekby tu jeszcze obiecywało ją ocalić, rozbierać zaczęła na nowo rozognioną myślą. Obiegła raz jeszcze poddasze, bacząc ściśle na najdrobniejszy przedmiot, na najniepozorniejszy szczegół, jakby badała tych martwych świadków wybicia swej ostatniej godziny, czyjej nie powściągną u bram wieczności, nie powrócą ziemi.<br>
{{tab}}Wola, z jaką umrzeć postanowiła, przeszła wszelkie wyobrażenie o sile człowieka.<br>
{{tab}}Na stoliku, obok kanapy, stało kilka naczyń, w których Berta, przyrządzając dziś rano dla hrabiny i Zuzanny posiłek, zostawiła. W jednym garnuszku znajdowało się jeszcze nieco bulionu — w drugim mleko, a obok tychże leżało kilka kawałków białego {{Korekta|chlaba|chleba}}.<br>
{{tab}}Hrabina spojrzała w tę stronę i drgnęła przerażona.<br>
{{tab}}— O! nie wydrzecie mnie śmierci, której się powierzyłam! — zawołała, zbliżając się do stolika. — Już moje usta poprzysięgły nie dotykać was więcej!.. nie, nie!.. Już nie dla mnie pokarmy!.. A więc usuwam was z tego miejsca, na grób przeznaczonego!.. i niszczę, jak wszystko, co obiecywało życie!<br>
{{tab}}Jeszcze nikt przytomniej nie umierał.<br>
{{tab}}Zaraz z zimnem wyrachowaniem wzięła do rąk naczynia i zniszczyła ten ostatni zasiłek ciała, rozlewając go po całej podłodze; wkrótce wilgotne tylko smugi pozostały.<br>
{{tab}}Chleb wrzuciła także na tlący się ogień i zwęgliła go, jakby z obawy, aby wkrótce przyciśnięta głodem, nie rzuciła się więcej na niego z przeproszeniem.<br>
{{tab}}W końcu, porwawszy mały dzbanek z wodą, rozbiła go o ścianę, a ożywczy napój rozprysnął się na wszystkie strony, jakby zapewniając, że już więcej nie ugasi jej pragnienia... nigdy!.. nigdy!..<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/708|num=256}}{{tab}}Po tym czynie spełniła już prawie wszystko, co tylko zdawać się mogło zaporą w jej zamiarach.<br>
{{tab}}Gdyby kto był patrzył na tę scenę, pełną dramatycznego efektu, w części dziką, w części przerażającą, sądziłby, że widzi jednę z tych nieszczęśliwych istot domu obłąkanych, którym przebaczamy wiele na rachunek ich szaleństwa — przecież była to najwierniejsza rzeczywistość, wykrywająca z tajników duszy naszej ową poetyczną stronę, której zepsuci szczęściem prozaicy życia nie pojmują — nie dają wiary.<br>
{{tab}}Już się dobrze ściemniło — gruby kir nocy okrył całe poddasze. Bohaterka śmierci przechadzała się jeszcze po swem mieszkaniu i wśród milczenia tego grobu wywnętrzyła ostatni śpiew swojej duszy.<br>
{{tab}}— Już teraz więcej nie należę do ciebie, świecie!.. znikam po dwudziestu siedmiu latach pobłażania na twoje złości!.. Gorycz moja na ustach niechaj będzie dla ciebie pożegnalnym upominkiem.. samobójstwo jest jedyną odpowiedzią na wszystkie zaczepki, które jeszcze w kolebce mojej się zaczęły!.. Zostawię ci samo ciało prześladowane i kości moje, zabierając ducha tam, gdzie przeczuwam świat inny... czysty!.. szczęśliwy!.. Wytrwałości! nie opuść mnie w tem wybawczem postanowieniu1.. Siło mej woli, nie Zachwiej się u proga wieczności, abym później nie potrzebowała rumienić się upokorzona, jak słaba śmiertelniczka, która nie umiała umrzeć w godzinie, w której wszystko powoływało do śmierci!..<br>
{{tab}}Ociężałą głowę opuściła na piersi i kilka jęków zakończyło to wzniosłe przemówienie. Reakcya strony moralnej już zaczęła podwalać budowę fizyczną. W tym stanie, w jakim się obecnie znalazła nieszczęśliwa kobieta, nie potrzebowała nawet oczekiwać długo pożądanej godziny. Rozpacz ma również potężną broń zabójczą. Hrabina uczuła to wyczerpanie sił cielesnych, powstające koniecznie z przesadzonego wzruszenia systematu nerwowego — nogi pod nią się zachwiały i zaledwie zdołała przejść na kanapę, aby ostatnią ulgą dopomódz ciału.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/709|num=257}}{{tab}}Idąc, zdawała się być widmem cmentarnem, odbywającem nocną pielgrzymkę.<br>
{{tab}}I znowu rozpoczęła smutne rozpamiętywanie, cicho, przerywanie, jakby mówiła akordami zepsutego instrumentu żywota.<br>
{{tab}}— Dwadzieścia siedm lat życia, o mój Boże! — ozwała się z wysiłkiem — a już żadnych na przyszłość widoków, żadnej nadziei!.. tylko pogarda i wstręt do tej ziemi, na której znalazłam zdumiewające zawiedzenie się na życiu... I gdzież było to szczęście, obiecane mi przy piersiach matki?.. mojej matki kochanej!.. z łona której wydarta, stałam się tułaczką, karmioną żółcią intrygantów... Twoje mleko, matko kochana, nie zasili dzisiaj umierającego dziecięcia... nie wróci mu sił i nie obudzi więcej życia!.. życia, które twoja miłość wskrzesiła... o matko! matko!.. ja umieram!.. Ah!.. jeżeli już Bóg powołał cię do siebie, przyzwij mnie do chwały Jego... a skonam w tej godzinie... jeżeli zaś fatalność, która nas tyle lat rozłącza, rozkazuje ci jeszcze tęsknić do swojej córki gdzieś w nieznanym zakącie świata, zapłacz gorzkiemi łzami nad swojem dziecięciem, które już cię opuszcza na zawsze!.. Już nie dla nas szczęście na tej ziemi!.. dla nas niebo gotuje uciechy... dla wszystkich, cośmy za życia płakali... dla mnie!.. dla ciebie!.. mojego ojca!.. brata!<br>
{{tab}}Znowu umilkła.<br>
{{tab}}Głowę złożyła na poręczy ubogiej kanapy, twardej, zniszczonej, jak wszystkie jej nadzieje. W tej jednej minucie radaby była przywołać wszystkie męczarnie z całego życia swojego, ażeby ją już zabiły.<br>
{{tab}}A jednak, jakże długo jeszcze czekać jej wypadnie! Śmierć z głodu jakaż to śmierć bezprzykładna! tyrańskie samobójstwo! A jakaż moc woli niepojęta!.. Liczyć coraz słabiej bijące pulsa w własnem łonie, mierzyć siły, upadające stopniowo... z boleści ciała przechodzić powolnie do męczarni, którą przynosi konanie, żegnać świat przekleństwem... coraz ciszej... coraz niewyraźniej... wątleć... potem gasnąć... umrzeć.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/710|num=258}}{{tab}}Długo potem nie było słychać na poddaszu żadnego głosu, oprócz przerywanych westchnień i jęków osłabionej tak niezrównanem przygotowaniem.<br>
{{tab}}Może usnęła?<br>
{{tab}}Dziesiąta wybiła na starożytnej wieży kościoła Notre-dame, a zaledwie ostatnie uderzenie młotka odbiło się posępnem echem na poddaszu, zabrzmiał znowu ten sam głos jęczącej liry, jakby już nienależącej do tego świata istoty.<br>
{{tab}}— Dziesiąta!.. o czemuż ta godzina nie jest ostatnią na zegarze mojego męczeńskiego życia?.. wokoło mnie noc... czemuż ta noc nie jest jeszcze nocą krainy umarłych?.. Już nie chcę światła wpośród ludzi... już dość!.. już dość!..<br>
{{tab}}Nagle dało się słyszeć stąpanie kroków na piętrze, coraz wyraźniej odbijających się na poddaszu.<br>
{{tab}}Umierająca umilkła.<br>
{{tab}}A zaraz potem ktoś poruszył dosyć silnie za rękojeść zamku we drzwiach.<br>
{{tab}}Serce rozpaczającej ofiary uderzyło trwogą, żółciowa gorycz owładnęła na nowo jej umysłem i uzbroiła do odporu. Hrabina pojęła, że tą drogą tylko doznać może przeszkody w skonaniu, a przecież nigdy jeszcze bardziej nie postanowiła wytrwać w swojem postanowieniu.<br>
{{tab}}Kilkakroć razy uderzono silnie we drzwi.<br>
{{tab}}Hrabina milczała.<br>
{{tab}}Pukanie się ponowiło.<br>
{{tab}}Noc okryła tylko te rysy twarzy zasłoną niewidzialności, ale bezwątpienia w tej chwili wystąpił na jej usta uśmiech dziki, ironiczny, jakiego zwykle wzywa zwycięzka przekora.<br>
{{tab}}Po chwili, ozwały się podedrzwiami dwa głosy.<br>
{{tab}}Krótka rozmowa nie dała poznać celu tego przybycia, ale zdradziła osoby.<br>
{{tab}}— Czy jesteś tylko pewnym, że to tutaj? — zapytał wyniosły głos, nieco arystokratyczny.<br>
{{tab}}— Tu... jakem wierny twój sługa, panie — odpowiedział drugi głos, tchnący nikczemnością.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/711|num=259}}{{tab}}— A więc już udała się na spoczynek... i nic dziwnego, strudzona podróżą, potrzebowała naprawić swoje siły.<br>
{{tab}}— Coś mnie wszystko utwierdza w przekonaniu, że stało się właśnie, jak się Berta domyślała... Wyprowadziła się, to rzecz pewna... Była właśnie godzina czwarta po południu, jak widziała na ulicy jej służącą, która się nazywa Zuzanna.<br>
{{tab}}— Pani zapewne posłała ją w interesie na miasto.<br>
{{tab}}— Wątpię... mówiła przecie Berta, że widziała ją, przebiegającą bardzo spiesznie po nad wybrzeżem św. Bernarda, już w pobliżu mostu d’Austerlitz, myślę, żeby nie wychodziła za Cité. Trzymała także w ręku spore zawiniątko z rzeczami... były to też same, które Berta dziś rano przewiozła na swoim wózku z domu na rogu ulicy de Kocher i Laborde, aby jej dopomódz do prędszego przeprowadzenia się tutaj. Nareszcie, kapitanie, pozwól mi, abym moją siłą otworzyć te drzwi popróbował.<br>
{{tab}}— Milcz, stary galerniku, nie wymieniaj tu mojego znaczenia!<br>
{{tab}}— Przebaczcie nierozwadze skromnego pachciarza z folwarku Szwajcarskiego.<br>
{{tab}}Był to kapitan Rappinet i Jerzy.<br>
{{tab}}Hrabina poznała natychmiast obudwóch, przygotowana opowiadaniem Berty.<br>
{{tab}}Jerzy, natychmiast po swej odpowiedzi, poruszył drzwiami bardzo silnie, poczem uderzył parę razy nogą, aż się zatrzęsło poddasze.<br>
{{tab}}Hrabina zacisnęła pięście z oburzenia, lecz ani jękła.<br>
{{tab}}— O, o!.. myślę — przemówił zaraz — że ten głos odbił się aż w parku {{Korekta|Monceaux|Monceau}}... Teraz jestem najpewniejszym, że się wyprowadziła... dyabli chyba wmieszali Bertę w tę sprawę, że tak wszystko pokrzyżowała... i nic dziwnego, jeżeli naplotła przed hrabiną o mnie i o was, panie... o was szczególniej... ona zawsze upatruje w was podobieństwo dyabła.<br>
{{tab}}— Ta opasła megera!.. — odrzekł kapitan, tupiąc nogą ze złości.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/712|num=260}}{{tab}}— Niepodobna było ukryć przed nią waszego nazwiska, a nawet dzisiaj, kiedym ją wziął pod ścisłe badanie, wygadała mi się, że hrabina także zna już waszą osobę i wie nadto, żeście to wy właśnie wezwali ją na dziś do Paryża.<br>
{{tab}}— Biada temu, kto się miesza w moje sprawy!<br>
{{tab}}— Niech ją piekło ma w swojej opiece!.. podpalę folwark Szwajcarski, jak tylko wrócę do domu, i nie ożenię się z czarownicą!.. Rzecz oczywista, że to mieszkanie stoi pustkami, a przestraszona hrabina uciekła Bóg wie gdzie... dziwna to jednak rzecz, że do was ten list napisała, który dziś rano przyniosłem do hotelu Londyńskiego...<br>
{{tab}}— Wtedy zapewne jeszcze mnie nie znała... ha! zostaje więc jeszcze jeden sposób, trzeba, aby się nam te drzwi roztworzyły.<br>
{{tab}}— Dobrze, dobrze... należy przecie popróbować wszystkiego... zacznijcie tedy kapitanie.<br>
{{tab}}Kapitan, przyłożywszy usta do otworu zamku, zawołał donośnym głosem, w myśl listu hrabiny:<br>
{{tab}}— Delfino!.. oto u drzwi twoich staje przyzwany nieznany objawiciel szczęścia... otwórz! otwórz!<br>
{{tab}}Hrabina rozśmiała się w duszy jak szalona, potem natężywszy słuch, aby nieopuścić ani jednego wyrazu z tej rozmowy, usłyszała jej koniec.<br>
{{tab}}— A cóż? — zapytał po chwili Jerzy — umiecie zaklinać, kapitanie, jak czarnoksiężnik... ale coś nic nie słychać na to czartowskie wezwanie.<br>
{{tab}}— Stało się! — odrzekł z przyciskiem zawiedziony marynarz — teraz dopiero jestem pewny, że jej tu niema!.. Pierwszy kwietnia stracony!.. a z nim wszystkie moje nadzieje!..<br>
{{tab}}— Ja ci przysięgam, kapitanie, że wynajdę tę hrabinę, w przeciągu...<br>
{{tab}}— Milcz raz jeszcze, zawołany łotrze!<br>
{{tab}}— O, idę natychmiast podpalić folwark Szwajcarski... a Bertę zabiję!.. przekleństwo tej dyablicy!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/713|num=261}}{{tab}}— Przekleństwo tobie, obrzydły pijaku, który nawet na galerach nie umiałbyś milczeć, co kapitan Rappinet chce mieć przed światem skrytego!<br>
{{tab}}Hrabina zerwała się z kanapy, tego łoża śmierci, z którego już nigdy nie obiecywała sobie powstać. W szale, jak ją w tej chwili ogarnął, zapomniała wszelkich postanowień, które śmierci poprzysięgła i, jak szalona rzuciwszy się na drzwi, uderzyła w nie z całej siły obu rękami i krzyknęła:<br>
{{tab}}— Przekleństwo tobie, nieznany objawicielu szczęścia!... przekleństwo tobie, kapitanie Rappinet, od Delfiny!<br>
{{tab}}I padła u drzwi zemdlona z wysilenia.<br>
{{tab}}— Wszelki duch Pana Boga chwali!.. — zawołał Jerzy przestraszony.<br>
{{tab}}— Cyt! cyt? — ozwał się szepczący głos kapitana.<br>
{{tab}}— Cyt! — powtórzył Jerzy.<br>
{{tab}}I zaraz słychać było śpieszne kroki, któremi objawili swoją ucieczkę, czego już nie słyszała zemdlona.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''VI.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Skarb żebraka.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Noc... Czarna powłoka osłania miasto Paryż.<br>
{{tab}}Mieszkańcy śpią.<br>
{{tab}}W żadnem oknie tylu tysięcy mieszkań nie widać światła żadnego — światła, które psuje odpoczynek znużonym po trudach dziennych.<br>
{{tab}}Zdaje się, że wszyscy wymarli.<br>
{{tab}}Jeden tylko dom objawia czujność mieszkańca, dom, którego powierzchowność zapowiadać się zdaje opustoszałość i ruinę.<br>
{{tab}}To znany dom zgasłej rodziny Rennepontów, przy ulicy św. Franciszka.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/714|num=262}}{{tab}}Na szczycie jego czworobocznych belweder przebija światło przez otwory w kształcie krzyża i ostrokąta w taflach ołowianych, osłaniających okna wyrobione.<br>
{{tab}}Światło to w wielu już nocach poprzednich widziane było.<br>
{{tab}}I któż może przebywać w tej sali o północy? — sali żałoby zgasłych właścicieli?..<br>
{{tab}}Kto jest ów, co odmawia sobie snu i czuwa bezustannie?<br>
{{tab}}Chyba duch.<br>
{{tab}}Wejdźmy do sali żałoby.<br>
{{tab}}Żaden w niej sprzęt nie zapowiada mieszkania człowieka, ponury obraz śmierci zdaje się odpychać wszystkich, co żyją. Czarne obicia na ścianach i osłony, lamowane wypustkami białemi, ze wstrętem cofają oko, pragnące tylko światła i jasnego koloru.<br>
{{tab}}Całem umeblowaniem sali jest stół marmurowy, a na nim skrzynia żelazna, ze ścianami ażurowemi.<br>
{{tab}}Obok skrzyni — człowiek.<br>
{{tab}}Stoi nad otworem skrzyni i wzrokiem dziwnym, jakby zawiedzionych nadziei, spoziera w jej głąb, powtarzając z ciężkiem westchnieniem:<br>
{{tab}}„Oto wszystko, co posiadam!.. oto skarb cały!“<br>
{{tab}}I, zagłębiwszy na jej dno rękę, liczyć zaczął.<br>
{{tab}}„Jeden, dwa, trzy, cztery... piąty grosz u przyjaciela... Niepojęte to zdarzenie!.. tyle właśnie, ile noszę ran na piersiach moich!.. A jednak niegdyś każdą z tych ran nazwałem po imieniu, mówiąc, pierwszy Rennepont, dwa Renneponty, trzy Renneponty, cztery!.. Czyliż w liczbie tych pieniędzy nie mogę także upatrzyć Rennepontów?.. o tak! tak!<br>
{{tab}}„Ten grosz jeden, to ''Jakoby'' ów rzemieślnik... ten drugi ''Adryanna de Cardoville'', dziewica znaczenia i piękności... trzeci, to ów książę Indyanin, nazwiskiem ''Dżalma'', ten czwarty, to bliźnięta ''Róża'' i ''Blanka'', córki marszałka Simon... ofiary, niegdyś prześladowane przezemnie... a ten grosz piąty... tak {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/715|num=263}}fatalną przypadłością trafu odłączony, jest ów człowiek przedsiębierczy, fabrykant ''Franciszek Hardy''.<br>
{{tab}}„Franciszek Hardy!... dziwne to i niepojęte zdarzenie, które odkrywam!<br>
{{tab}}„Niegdyś, w uroczystej chwili powołania mnie przed sąd Najsprawiedliwszy, ukazali się grzesznikowi w ''Bramie wieczności''... Książę, Dziewica, Rzemieślnik i Bliźnięta, aby wydać wyrok na zabójcę ich życia.<br>
{{tab}}„Hardy, piąta ofiara moich złości, nie stanął na tym Trybunale, mającym ogłosić wyrok na wyrodka przeszłego swego życia...<br>
{{tab}}„Prawda! prawda!., po raz pierwszy zdumiewam się tak niespodziewanem odkryciem.<br>
{{tab}}„Miałożby go nie być w krainie bytu wiecznego?..<br>
{{tab}}„A przecież ja, który ustawicznie rozbieram czyny mojego życia, widzę w nim także ofiarę zbrodni mojej... umarł, zabity moralnie w sukniach Jezuity w Saint-Herem.<br>
{{tab}}„Cóż to jest?.. cóż to jest?<br>
{{tab}}„Czyliźby współ-grzesznik ''d’Aigrigny'', przeznaczony za towarzysza jego męczeństwa, aż do ostatniej godziny, zdradził mnie podstępnym listem?.. o! coś jest w tem ukrytego!<br>
{{tab}}„A list tego Jezuity, którego całe życie cechowała zdrada, brzmiał w tych słowach:“<br>
{{tab}}I zaczął powtarzać z pamięci:<br>
{{tab}}„Posyłam waszej przewielebności (jak mnie nazywano) umyślnego posłańca z tym listem, aby go uwiadomić więcej o dziwnem, jak ważnem wydarzeniu... Zaraz po obrzędzie pogrzebowym Franciszka Hardy, trumna, zawierająca jego zwłoki, do grobów naszej kaplicy w Saint-Herem zaniesioną została, bowiem należało czekać dogodnej pory do przeniesienia jej na cmentarz tej wioski... Dziś rano, kiedyśmy zeszli do {{Korekta|grubu|grobu}}, ażeby przygotować się do przeniesienia zwłok zmarłego.. trumna znikła!“<br>
{{tab}}„Wówczas odrzekłem tylko... to rzecz dziwna!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/716|num=264}}{{tab}}„Wszelkie poszukiwania w tej mierze okazały się bezskuteczne. (Pisał dalej Jezuita do Jezuity). Niepodobna nam było wykryć ani sprawców tego świętokradzkiego wykradzenia, ani śladu skradzionego ciała... Kaplica tylko nocą nie jest strzeżona, a stoi nieco na uboczu od budynków naszego klasztoru... Wszystko sprzyjało do spełnienia czynu tak zdumiewającego. Spostrzegliśmy nawet w pobliżu, na błotnistym gruncie świeże ślady kół powozu, które na kilka kroków od kaplicy zaginęły.“<br>
{{tab}}„A jednak, jak przypominam sobie — mówił dalej, coraz bardziej zadziwiony — śmierć tego członka Rennepontów była rzeczywistą, jak wykradzenie jego zwłok.<br>
{{tab}}„Na szczęście nasze (zawierał jeszcze ten sam list te wyrazy) na szczęście nasze, że świadectwo śmierci zostało według przepisów sporządzone i potwierdzone urzędownie.. Poświadczył to lekarz z Etampes, umyślnie na moje żądanie sprowadzony<ref>List dosłowny z dzieła „Żyd wieczny tułacz“ przez Eugeniusza Sue z tomu ostatniego. Śmierć ta, według zamiaru autora, rzeczywiście nastąpiła.</ref>.<br>
{{tab}}„Jakże słusznie d’Aigrigny powiedział, napisawszy: ''jest to rzecz nie tak ważna, jak dziwna''. Dziwna! bezwątpienia dziwna! która śmierć tego człowieka na ziemi, czyni teraz wątpliwą...<br>
{{tab}}„Wątpliwą! wątpliwą! Hardy znikł, ale i Hardego nie było w liczbie błogosławionych...<br>
{{tab}}„Miałżeby ten człowiek jeszcze istnieć... wydarty śmierci w niedocieczonej intrydze?..“<br>
{{tab}}„O coś w tem wszystkiem jest przekonywającego prawdą mojego domysłu!..“<br>
{{tab}}I człowiek, co tak rozpamiętywał w żałobnej komnacie, zamyślił się nieco, jakby usiłował koniecznie zbadać wszystkie szczegóły śmierci Hardego, i zaledwie po długiej chwili ozwał się, spoglądając na dno skrzyni, jak poprzednio:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/717|num=265}}{{tab}}„Grosz ten piąty, przeznaczony na imię tego człowieka, odłączony od czterech innych, nie jest-że także wskazówką czegoś niedocieczonego?<br>
{{tab}}„Tak!.. tak!..<br>
{{tab}}„A to odkrycie trwożyć mnie zaczyna.<br>
{{tab}}„I trwoży w chwili, gdy wpływ błogosławieństwa kapłańskiego na ziemi... wpływ modlitwy i żalu, złagodził właśnie cierpienia moje.“<br>
{{tab}}Tak mówił tułacz, nawrócony nieprzyjaciel ludzkości, gdy wtem, o posępne mury tej sali na belwederze odbiły się głosy zegarów z wież Paryża.<br>
{{tab}}Pierwsza po północy.<br>
{{tab}}„A więc już dzień nowy zawitał — przemówił zaraz z pośpiechem, jakby ockniony z rekolekcyjnych rozpamiętywań — niedługo słońce wzbijać się zacznie nad horyzont tego miasta... zbudzi wszystkich mieszkańców i przypomni im, że są stworzeni do szczęśliwości, której jednak nie zakosztują.<br>
{{tab}}„Smutne to przypomnienie!<br>
{{tab}}„I cóż jest, co rzuciło tę chłostę na człowieka?., co jest, co zawodzi byt ziemski mieszkańców tego świata?<br>
{{tab}}„Własne winy, bezwątpienia!<br>
{{tab}}„O, długo jeszcze powszechne to brzemię nieszczęścia przytłaczać będzie serca wszystkich!.. długo... długo!.. dopóki człowiek nie zrozumie nareszcie przeznaczenia swojego serca.<br>
{{tab}}„Oh! gdybym wpływem moim osłonić mógł świat cały, najpierwszy obaliłbym ten kamień cierpienia, wyciskający łzy ustawicznie... ale już dziś samo serce nie wystarcza tej potrzebie... Pieniądz zepsuł podstawę ludzkości... pieniądz tylko zdziałać może jej naprawę.<br>
{{tab}}„Niestety! niestety!.. jakżem ubogi, aby podjąć się tego wielkiego przedsięwzięcia!<br>
{{tab}}„Cztery grosze... oto mój skarb cały!<br>
{{tab}}„Ale mamże mówić podobnie, jak mówią zepsuci bogacze, którzy, nawyknąwszy do milionów, nie ufają w pomoc jednego grosza, i więcej przez fałszywą zasadę, niż przez brak {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/718|num=266}}miłosierdzia nie idą w pomoc wołającym bez ustanku: pomocy! pomocy!<br>
{{tab}}„Nie!.. nie’.. w myśl nauki Chrystusa nawet ziarnem podzielić się należy.<br>
{{tab}}„A więc zaczynam miłosierne dzieło... Bóg wreszcie dopomoże!<br>
{{tab}}„Oto czterej potomkowie rodziny, prześladowani od tak dawna w tyrańskiej intrydze, którym żadną siłą, żadną wolą dopomódz nie byłem wstanie.<br>
{{tab}}„Ojciec, matka, syn, córka.<br>
{{tab}}„Interes niegodziwego serca sprowadził wszystkich w opłakany stan niedoli.<br>
{{tab}}„Wszyscy cierpią... cierpią bez nadziei zostawieni.<br>
{{tab}}„Ojciec i matka, przez długie lata wystawieni na igrzysko smutnego losu... ludzie, niegdyś obficie używający darów nieba na ziemi, zdradzeni podstępem... dziś, na łasce człowieka okrutnych zasad zostawieni... człowieka, istnego prześladowcy bliźnich!<br>
{{tab}}„A ich imiona: ''Maksymilian'' i ''Pelagia Iganiccy''.<br>
{{tab}}„Syn, młodzieniec, ofiara zawiści losu... wtrącony nikczemną zdradą do więzienia, jęczy, napróżno wzywając pomocy sprawiedliwości świata!..<br>
{{tab}}„A jego imię, ''Teobald''.<br>
{{tab}}„W końcu, córka i siostra nieszczęśliwa... którą bicz nieszczęścia i obojętność świata najbardziej przerażającą chłostą dotknęły... kona na poddaszu obok ludzi zimnych i zmartwiałych, z których żaden nie przybędzie na ratunek umierającej.<br>
{{tab}}„A jej imię, ''Delfina''.<br>
{{tab}}„Owe słowa Boga — człowieka: kochajcie się wzajemnie, ożywcie mnie, abym wytrwał w świętem postanowieniu ratunku tych czterech, których wszyscy opuścili!<br>
{{tab}}„Nędzny mój skarb, w porę tylko użyty na ich wybawienie, może wystarczy dla uszczęśliwienia ich na całe życie!<br>
{{tab}}„Cztery dla czterech... dopomóż mi Boże!.. jeden grosz dla każdego!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/719|num=267}}{{tab}}„O śpieszmy tylko! śpieszmy!.. bo już czas.“<br>
{{tab}}Domówiwszy to, rozpaczający prędko zagłębił rękę na dno skrzyni, i dobył z niej cztery małe miedziane pieniążki i włożył do torby, wiszącej mu u boku.<br>
{{tab}}Nigdy jeszcze twarz jego nie wydała się piękniejszą, niż w tej chwili miłosiernego postanowienia.<br>
{{tab}}Lecz cóż zdziała dla dobra czterech nieszczęśliwych jego pomoc niedołężna?.. mała?..<br>
{{tab}}Nauczcie się, bogacze!
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''VII.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Grosz pierwszy.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Nazajutrz, po odbytej scenie na poddaszu, w domu przy ulicy św. Krzysztofa, powtórzyła się straszna walka w sercu hrabiny, miała tylko nieco odmienny {{Korekta|harakter|charakter}} od poprzedzającej.<br>
{{tab}}Pierwszy przystęp rozpaczy, co z łona jej udręczonej duszy wywołał myśl samobójstwa, zdziałał zaledwie to ślepe i bezprzytomne postanowienie, które zwykle, za najmniejszem ostygnięciem rozpalonej głowy, przemija.<br>
{{tab}}Natychmiast po odejściu kapitana Rappinet, człowieka, który niewiadomo w jakim przybył tu zamiarze i w jakim odszedł, usłyszawszy przekleństwo swojej ofiary — hrabina, jakby zapomniała chwilowo, że jest żywcem zamkniętą w grobie i że tylko traf nadzwyczajny ocalić ją może, poczęła zbierać najmniejsze tego wypadku szczegóły, porównywać i badać wszystkie, tyczące tego okoliczności, aby z tych porwanych i powikłanych nici utworzyć tkaninę prawdy, coraz bardziej w jej myśli ciemniejszą, coraz jednak więcej obudzającą dla niej osobistego interesu.<br>
{{tab}}W takim stanie niepodobna jest umierać.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/720|num=268}}{{tab}}Długo jeszcze w noc późną marzyła nieszczęśliwa, już nie dla ratunku siebie, ale z tego prostego popędu, który w nas zawsze przypomina człowieka, to jest, miłości własnej. Schodzić ze świata bez zrozumienia istotnej przyczyny swojej śmierci byłoby to nadludzką przypadłością.<br>
{{tab}}Ojciec, matka, słodkie dwa imiona dla dziecięcia, imiona święte, mimowoli powtarzać się zaczęły w jej gorączkowej wyobraźni. Czy żyją?.. było to najpierwszem zapytaniem jej duszy, a potem imię brata, od którego dobrowolnie odłącza się na wieki, w końcu, jaki był istotny cel przybycia do niej kapitana, tego człowieka, na którego dotąd pada samo podejrzenie, na którego instynktowem przeczuciem rzuciła przekleństwo.<br>
{{tab}}Po północy usnęła.<br>
{{tab}}Sen udręczonej ofiary jest zawsze dalszym ciągiem rzeczywistych jej boleści. W moralnych cierpieniach niema przerwy, ciało tylko samo doznaje dobroczynnej ulgi... Straszliwe obrazy... te widziadła świata imaginacyi nawiedziły śpiącą.<br>
{{tab}}Nazajutrz zbudziło ją lekkie do drzwi pukanie!<br>
{{tab}}Ockniona ze snu, otworzyła oczy i spojrzała do koła siebie wzrokiem, trudnym do opisania. Wszystko jednocześnie przypomniało jej o wyroku, jaki dobrowolnie na siebie wydała — wyroku śmierci.<br>
{{tab}}Pukanie do drzwi się ponowiło.<br>
{{tab}}Zaraz potem ozwał się] glos za drzwiami, wzywający nieszczęśliwą.<br>
{{tab}}Był to głos Berty.<br>
{{tab}}Hrabina, ani jednym głośniejszym oddechem, nie dała poznać, że jeszcze należy do tego świata, że jeszcze pragnie połączyć się z ludźmi, choćby najprostszą potrzebą.<br>
{{tab}}— O mój Boże!.. co to jest? — mówiła Berta, nie pojmująca przyczyny tego milczenia — sprawdza się wszystko, iż zrozumiała nareszcie swoje nieszczęście, którem ją złośliwi ludzie zarzucili!.. — Pani! pani! — dodała, wołając — przynoszę ci pomoc, jak obiecałam... otwórz! otwórz!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/721|num=269}}{{tab}}Ale dla umierających całą pomocą jest spokojność, hrabina nic nie odrzekła.<br>
{{tab}}Już więcej żadnego głosu nie było słychać podedrzwiami, pukanie więcej się nie ponowiło — zawiedziona kobieta, zbyt prędko wytłomaczyła sobie milczenie tego poddasza — odeszła.<br>
{{tab}}Szał hrabiny już za daleko ogarnął jej duszę, aby miała się cofać w postanowieniu — potrzeba było raczej silnej i ponętnej pobudki, więcej moralnej, niż fizycznej, aby ją sprowadzić na drogę przytomności.<br>
{{tab}}W pomoc temu nieszczęściu, przyszło jaszcze osłabienie, które głód, a potem wielkie wstrząśnienie duszy sprowadziły.<br>
{{tab}}Przykłady ludzi umierających tym {{Korekta|okronym|okropnym}} rodzajem śmierci, rzadko dobrowolnej, nauczyły, jak gwałtownie stopniuje natura w przyprowadzaniu do nicości. Kobieta ta, wątłej budowy ciała i drażliwej kompleksyi już nazajutrz poczuła w sobie, jak bliską jest tego kresu, który sam najlepiej {{Korekta|uszczęliwia|uszczęśliwia}} wszystkich cierpiących na ziemi.<br>
{{tab}}Trzeciego dnia ubytek sił pokazał się w jej ciele tak widocznym, iż nawet nie zdołała zmienić pozycyi, jaką, leżąc, zajmowała. Chciała powstać na nogi, nie mogła. Oddech jej krótki, ciężki, przerywany, objawił skłonność do piersiowej choroby, którą w sobie dawno uczuwała, zrujnowany system {{Korekta|kwionośny|krwionośny}} zrządził fałszywe bicie pulsów i pałające rumieńce. Silna gorączka, połączona ze strasznem pragnieniem, przepowiadała niesłychane męczarnie. Wszystko to przejęło ją wielkim strachem.<br>
{{tab}}Dotąd pozostawała jeszcze nadzieja, jakkolwiek słaba, przecież zależąca od jej woli, dziś poznała, że już żadne wysilenia nie przyjdą w pomoc, aby ją ocalić; już żadnego na tej drodze nie było dla niej powrotu.<br>
{{tab}}Umierając, jeszcze przecie staramy się dogodzić swoim ostatecznym potrzebom — hrabina chciała powstać koniecznie, aby zająć pozycyę siedzącą i zaledwie po długich wysileniach tego dokazała.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/722|num=270}}{{tab}}W jej postaci już należało upatrywać samo widmo. Oczy jej, miły niegdyś blask roztaczające, pokryła martwa śmierci powłoka, głęboko zapadłe w doły, dawały wyraz prawie trupi. Zaciśnięte szczęki i brak muskularnego ruchu w policzkach, nierównie wybitniej malowały ten ostateczny obraz człowieka, przeznaczonego już tylko dla zgnilizny.<br>
{{tab}}Siedząc, potrząsała kiedy niekiedy głową, jak gdyby gorzką pogardą odpowiadała na złości świata. Czuła więc myśl w swojej głowie — lecz o czemże myśleć można w godzinie wielkiego rozstania?..<br>
{{tab}}Już jej nic nie zajmowało, cokolwiek otaczało ją dookoła, jakby nie zdołała już więcej rozpoznać żadnego przedmiotu. Martwy wzrok skierowała ku ziemi, patrząc tylko wzrokiem samej duszy, ach!.. tym wzrokiem, jakże wiele jeszcze widzieć można!..<br>
{{tab}}Po chwili, ta istota, już na wpół należąca do ziemi, z lekka otworzyła usta i głosem cichym, przerywanym, wywnętrzyła jeszcze z siebie słów kilka, mówiąc:<br>
{{tab}}— Śmierci! śmierci!.. przybywasz więc na moje wezwanie... jakże strasznem jest powitanie twoje! Lecz niestety!.. trzeba uledz twej potędze!.. Jeszcze chwil kilka... jeden tylko dzień, a już noc wieczna otoczy mnie dokoła... Ojcze, ojcze!.. matko, matko!.. przybądźcie raz ostatni na wołanie córki... jestem tu!.. tu!..<br>
{{tab}}Wistocie umierająca wyciągnęła dłonie z wymuszonym pośpiechem, a w oczach jej zagasłych, zabłysła jakaś iskierka tajemnego ożywienia. Czyliżby Bóg osłonił ją łaską i nadludzkiem pojęciem przedstawił ten obraz najmilszy dla serca dziecięcia?..<br>
{{tab}}— Niema nic przed oczami!.. widmo znikło — mówiła do siebie — strasznem jest konanie w samotności!.. Czuję już, że przechodzę w nieznane męczarnie... czuję serce!.. czuję sumienie!.. Czemuż nie umiałam przewidzieć, że śmierć moja jest tylko występną ucieczką... o tak!.. tak!.. Jam już niegodna tej łaski, o którą wzywam karzącego za grzechy Boga! {{pp|Ja|kież}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/723|num=271}}{{pk|Ja|kież}} to niepojęte ocknienie się duszy!.. jakże późne dla poprawy... Ojcze! matko! bracie!.. już słyszę klątwę waszą, którą rzucacie na występną... przebaczenia!.. przebaczenia!..<br>
{{tab}}Zimny pot wystąpił na jej czoło, ręce złożyła na twarz swoją, jakby wstydziła się jasności dnia, który spoglądał na jej oblicze.<br>
{{tab}}Po raz pierwszy ozwało się w niej sumienie.<br>
{{tab}}Zaraz po tej chwili uroczystej, która nie mija żadnego grzesznika, kilka łez zwilżyło jej przygasłe źrenice, kilka jęków, może ostatnich, wydała jej pierś, wzdęta żalem, na który już żadne nie odpowie przebaczenie.<br>
{{tab}}— Nie! nie!.. ja jeszcze nie powinnam umrzeć! — ozwała się zaraz, machinalnie poruszając się na swojem siedzeniu. — Jestem Chrześcianką... i w myśl religii mojej przebaczać mi należało światu... Kochajcie nieprzyjaciół waszych!.. oto wszystko, co było powinnością mego serca... w którem zapóźno upatruję.. dumę i miłość własną!.. Ja w nędzy i upodleniu od świata, powinnam spełnić ten gorzki kielich, podany mi z przeznaczenia... ratować się, a nie zabijać!.. cierpieć, a nie urągać boleści!.. Ach! jakże późno nawiedziło mnie światło tego poznania!.. już żadna wola, żadna moc moja nie cofnie tego, com już zdziałała porywczą zuchwałością... nie wydrze śmierci!.. Ratunku! ratunku!.. ja jeszcze nie chcę umierać!.. ratunku wołam.. ocalcie mnie, wy wszyscy, co macie serca!.. ratunku, ludzie!.. ratunku dla szczęścia mojego ojca, którego znaleźć muszę jeszcze!.. dla szczęścia mojej kochanej matki, od której umierać się nie godzi!.. dla szczęścia brata... który w tej godzinie błogosławi może siostrę swoją, zawiedziony... oszukany okropnie na jej cnocie! dla niej przekleństwo od was wszystkich!.. dla niej jedno od was nazwanie... oto samobójczyni!.. oh! oh!..<br>
{{tab}}Po tem przemówieniu chwyciła się za serce, które w tej walce, wzburzającej wszystką krew w jej żyłach, uderzyło raptownie, konwulsyjnie, jakby już obiecywało zakończyć ten ruch ostateczny, objawiający życie. Jednocześnie ten sam ruch {{pp|po|wstał}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/724|num=272}}{{pk|po|wstał}} w jej głowie; był to zawrót, którego główną myślą by ratunek. Odjęła zaraz ręce od serca i dozwoliła mu bić przestrachem, jaki ją niespodziewanie ogarnął, a przycisnęła do czoła, jakby usiłowała wstrzymać bezład wyobrażeń i przywołać na pomoc prawą harmonię rozumu.<br>
{{tab}}Wczoraj jeszcze walczyła ze śmiercią, aby ją przywołać, dziś wytęża wszystkie siły, aby ją odepchnąć od siebie.<br>
{{tab}}Ale już za słaba do zwycięztwa i oporu.<br>
{{tab}}Ożywionym wzrokiem rzucać jeszcze zaczęła wokoło siebie i głębiej, po wszystkich zakątkach poddasza, jakby szukała środka, zdolnego wydźwignąć ją z przepaści, nad którą stanęła, z przepaści, zapowiadającej zbyt już blizki koniec.<br>
{{tab}}Gorzki wyraz wystąpił na jej twarz, wszędzie widziała tylko ślady zbrodniczego czynu, które jakby z wyrzutem odpowiadały na wezwanie jej myśli. Na podłodze leżały szczątki naczyń, z których zniszczyła wybawczy pokarm. Na przeciw, otwarty komin, zapełniony był pozostałościami po spalonych przedmiotach, tam to oddała na pastwę płomienia ostatni kawałek chleba, który w tej strasznej godzinie wzmocnićby mógł jej siły, dodać odwagi do dalszej walki, nic tu nie znalazła dla swego ratunku!<br>
{{tab}}Godziny upływały za godzinami, śmierć coraz bliższą, coraz nieochybniejszą się stawała.<br>
{{tab}}Południe.<br>
{{tab}}Rozpacz, podobna szaleństwu, ogarnęła ją gwałtownie, zdawało się, że w miarę ubytku sił cielesnych, strona duchowa nabierać zaczęła przewagi, jakby wykazywała w słowach: „Ustąp, wątłe ciało... ja sama pozostanę... jestem nieśmiertelna!“<br>
{{tab}}Wieczór się zbliżał... coraz chyżej... lecz może skończy przed zmrokiem.<br>
{{tab}}Ósma na zegarach miasta wybiła, jeszcze zmierzch wieczorny nie objawił pory schodzącego dnia, może dnia ostatniego dla hrabiny.<br>
{{tab}}Ale o ósmej jeszcze żyła.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/725|num=273}}{{tab}}— Pragnę!.. pragnę!.. napoju wody!.. jednej kropli!..<br>
{{tab}}Oto wszystko, co zaledwie dosłyszalnym głosem wymawiała od czasu do czasu.<br>
{{tab}}Jakież to straszne było pragnienie!<br>
{{tab}}W pół godziny wpadła w paroksyzm gorączkowy, przepowiadający, albo przejście w bezwładność, albo w koniec zupełny — w śmierć... Był to stan, nie dający się określić żadnem piórem. Leżąc na kanapie, zdawała się pasować sama z sobą, wiła się wśród jęków i łkań urywanych; a ile razy rozogniona wyobraźnia stawiła jej w pamięci obraz ojca, matki, lub brata, wpadała w drżenie konwulsyjne, które było objawem żądzy powrotu do życia, które już gasło!..<br>
{{tab}}Nie mogła już dłużej znosić ciężącej na sobie myśli samobójstwa. Zebrała ostatki sił i jak straszliwa furya zerwała się z swego twardego łoża śmierci i stanęła na nogach.<br>
{{tab}}Kilkakroć razy zgięły się pod nią kolana i padła w tył, ale wzmogła się w nową odwagę i krokiem chwiejnym z ubytku sił, zaczołgała się podedrzwi, które, niestety, własną ręką zamknęła a klucz wyrzuciła przez okno na ulicę.<br>
{{tab}}Wszystko napróżno!.. już żadną sztuką nie zdoła ich otworzyć. Poczęła stukać słabą dłonią w drzwi i wołać cichym urywanym głosem:<br>
{{tab}}— Ratujcie! ratujcie!<br>
{{tab}}Już zdawała się wyczerpywać z reszty sił, a przecież te wysilenia nie przyniosły żadnego skutku — mieszkanie to było zanadto oddalonem od ludzi.<br>
{{tab}}Zawiedziona tą nadzieją, wściekłą roznieciła w swoich piersiach rozpacz.<br>
{{tab}}Wiedziała, że już nie wiele pozostało czasu do stracenia — że namysły jej i ratunek powinny być równie szybkie, jak i ataki, wzywające ją do wiecznej nocy. Chciała odbiedz, ale wyczerpana, kołysała tylko wątłe ciało na jednem miejscu, u progu drzwi swego męczeńskiego mieszkania.<br>
{{tab}}Zaczołgała się jednak w stronę okna i siłą, nie do uwierzenia, zdołała jeszcze powstać na drżące nogi. W stanie {{tns|{{kor|pó-|pół-}}}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/726|num=274}}{{Tylko na stronie|przytomnym|{{Korekta|póprzytomnym|półprzytomnym}}}} otworzyło okno, aby przywołać pomocy całego miasta, może świata całego.<br>
{{tab}}Napróżno... słaby jej głos niknął w powietrzu, na wysokości sześciu piętr tego domu. Żadnej nadziei... Widziała tysiące ludzi, przebiegających obojętnie, lecz nikt nie słyszał jej prośby.<br>
{{tab}}Instynktem, który nieraz przychodzi w pomoc zagrożonym, chwyciła się jeszcze nowego środka i poczęła dawać znaki rękami, były to gęsta dzikie, przerażające, ostatni środek porozumienia się z ludźmi — lecz cóż jej ta wysilona praca przyniosła?<br>
{{tab}}Nic! nic!<br>
{{tab}}Nikt jej nie rozumiał — może nie widział.<br>
{{tab}}Opuściła okno i cofnęła się w głąb poddasza, tego całego dla niej świata, który sam powinien był wystarczyć na jej potrzeby. Gasnący wzrok skierowała na komin i zaraz rzuciła się ku tej stronie; prędzej myślą, niż ciałem.<br>
{{tab}}Jeszcze podołała stanąć u celu.<br>
{{tab}}Zimny popiół i kilka kawałków zwęglonego chleba odpowiedziało na zapytanie jej duszy — wistocie, była to błagalna zaczepka, jakby mówiła w słowach: „Ratujcie mnie ostatki zniszczonej strawy!..“<br>
{{tab}}Ostateczność nierównie dalej posunęła jej stan rozpaczliwy. Chwyciła w drżące ręce garść popiołu i poniosła do ust, aby oszukać ciało martwym pokarmem, gryzła węgle i skorupy z potłuczonych naczyń.<br>
{{tab}}Był to już ostatni zawód, wskazujący jej wyrok niecofnięty, który odebrał jej nareszcie wszelką energię ducha i zakończy! próżne wysilenia.<br>
{{tab}}— A więc stało się według mojej grzesznej myśli — wyszeptała, zgrzytając zębami — umrę, jak chciałam!... bez pożegnania dawców mojego życia!.. oh! ta myśl zdolna już sama zabić niewdzięczną córkę!..<br>
{{tab}}Mówiąc to, posuwała się na kolanach do swego zakątka, na kanapę. Było to objawienie tej ostatecznej dumy {{pp|człowie|ka}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/727|num=275}}{{pk|człowie|ka}}, który nawet w godzinie śmierci pamięta o swej godności i wzbrania się umierać na gołej ziemi.<br>
{{tab}}Spoczęła i umilkła z poddaniem się, które każdy raz jeden przejść musi. Już żadna skarga nie wyszła więcej z ust, tak długo rzucających przekleństwa na świat cały.<br>
{{tab}}Usnęła snem przedwstępnym po długiej i nieznanej nocy... Lecz może już nie zbudzi się więcej nigdy! bo i cóż ją ocali?<br>
{{tab}}Rozogniona wyobraźnia stawiła jej we śnie niezliczony szereg obrazów z historyi jej życia. Były to fantastyczne cienie, widziadła nadprzyrodzone, na rzeczywistych faktach oparte, które pamięć jakby na pożegnanie tego świata przywołała.<br>
{{tab}}Widzi się małą, czteroletnią ofiarą prześladowania. Ma na sobie pielgrzymi ubiór koloru tabaczkowego, z kapturkiem, przepasany błękitną opaską z napisem: Delfina, rodziła się na wyspie Burbon... Obok siebie widzi w takimże ubiorze małego Teobalda, zrywającego dla niej kwiatki, u stóp góry Kalwaryjskiej w Karpatach. Amadea, kózka karmicielka, bawi się splotami jej jasnych włosów. Krzysztof, ślepy staruszek przygrywa na lirze. Nagle ukazuje się karzeł i wszystko znika z widowni jej ducha.<br>
{{tab}}Znów obraz nowy przesunął się w wyobraźni umierającej Delfiny.<br>
{{tab}}Widzi się znagła w miłosiernym domu podrzutków, otoczona sierotami, temi ofiarami błędów i nieszczęścia rodziców. Skromny ubiór okrywa jej ciało, na piersiach ma krzyżyk drewniany, na głowie czapeczkę, a u pasa fartuszek... Widzi sto rówienniczek swego losu, wyciągających ręce do nieznajomej osoby — osoby bogatej. Kobieta ta wymówiła właśnie te wyrazy: „Delfino! zostaniesz odtąd córką moją, a imię twoje będzie“ i ująwszy ją za rękę, uprowadziła z domu ubóstwa, domu opieki nad nieszczęśliwymi, tego pomnika chwały ojca Baudouin w Warszawie.<br>
{{tab}}I zaraz obraz znika, ustępując miejsca nierównie weselszemu widokowi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/728|num=276}}{{tab}}Salon okazały, wszędzie przepych i wygoda otaczają ją. Widzi się młodą, piękną, przystrojoną bogato... Tysiące wielbicieli wzywa ją do ołtarza, aby nazwać imieniem żony. Osłoniona nazwiskiem baronowy Ornatowskiej, oddaje rękę bogatemu hrabiemu i widzi się zaraz w kościele, gdzie składa przysięgę na dozgonną wiarę i miłość towarzyszowi swego nowego {{Korekta|życia|życia.}} Zaraz świat powtórzył jej nowe imię: Marya hrabina Omirska. Z dumą uśmiecha się do wszystkich, opuszcza dom przybranej matki i po raz pierwszy czuje się panią.<br>
{{tab}}Dziwna rzecz! jak prędko miły ten obraz zniknął z jej gorączkowego marzenia!.. Widzi się znowu na wspaniałym balu u księcia Topor Płonińskiego... Odkrywa jego tajemne zabiegi i zalecania i drży... Następnie widzi męża w przemocy złego człowieka, od którego wszystko ją odpycha... Szyderczy uśmiech Oskara, zdradnego przyjaciela domu, zaczyna ją przestraszać obok szczęścia, którego doznaje.. Serce jej przeczuwa coś okropnego... niespokojność się wzmaga... Opuszcza bal, śpieszy do domu, aby odzyskać dawny spokój duszy i cieszyć się z mężem. Nagle w pokojach jej apartamentu rozlega się huk, przepowiadający nieszczęście, bieży, dokąd ją pociąga straszliwy domysł... stało się... już mąż nie żyje!<br>
{{tab}}Znowu ciemność chwilowa zapowiada zmianę w obrazach jej widzenia.<br>
{{tab}}Powoli rozjaśnia się horyzont... smutek wciska się do jej serca. Ma na sobie suknię czarną, lamowaną bialemi wypustkami. Teobald stoi obok niej, trzymając jej rękę w swojej opiekuńczej dłoni i mówi: „Na Bourbon, na Bourbon, siostro kochana!.. tam znajdziemy ojca i matkę, straconych w nieszczęsnej godzinie!“ Zrywa się tak ponętną wezwana obietnicą... chce biedź... a wtem nowy, przerażający obraz tłumi dopiero obudzoną radość.<br>
{{tab}}Więzienie to miejsce kary za występki. Teobald, zamknięty w ciasnem sklepieniu, obciążony na rękach kajdanami, jęczy, okropnym głosem wołając do niej: „Delfino! Delfino! twój brat cierpi niesprawiedliwie!.. jestem niewinny!“ {{pp|Nie|szczęśliwa}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/729|num=277}}{{pk|Nie|szczęśliwa}} siostra w tej samej chwili spostrzega w swoich rękach list i odczytuje te wyrazy: „Nieznany objawiciel szczęścia, w imieniu ojca i matki twojej, wzywa cię na dzień 1 kwietnia do Paryża., opuszczaj wszystko i przybywaj jeśli jesteś godną córką Iganickich!“ Zaraz potem brzmi w jej uszach pocztowa trąbka — jedzie do Paryża.<br>
{{tab}}I jeszcze nowy obraz nawiedza jej wyobraźnię.<br>
{{tab}}Widzi nędzne poddasze jednego z domów w Cité. Ubóstwo otacza ją do okolą, wszystko zapowiada los przerażający, nigdzie szczęścia obiecanego nie znajduje. Cały świat poznaje w najbrudniejszem świetle, urąga mu i poniewiera to wszystko, cokolwiek dotąd ceniła, nie przebaczając nawet sobie... Ah! nie dość jeszcze miary zapamiętałości jej rozpaczającej duszy!.. Czuje jeszcze przystęp obłąkania, które w niej obudzą straszną myśl samobójstwa — zabija się.<br>
{{tab}}Dziwna rzecz! widzi wszędzie przed sobą groby, w które chce wrzucić swoje ciało, zbolałe cierpieniami, i swoje kości, aby już prędzej oddać na pastwę robactwa i zgnilizny. Porusza każdy kamień cmentarny po kolei — odwala go, lecz zaledwie wstępuje nogą do krainy nocy, spostrzega nagle utraconego ojca i matkę, to znowu brata jęczącego w więzieniu, którzy wołają: „Delfino! Delfinol nie umieraj... jeszcze czas!“<br>
{{tab}}Nadzieja bierze górę nad rozpaczą. Delfina cofa się, a brzemię śmierci zdaje się przytłaczać ją na nowo i wydzierać z objęć rodzeństwa, jakby mówiła: „nie wrócisz już, nie wrócisz, samobójczyni!..“<br>
{{tab}}— Ratunku! — oto najpierwszy wyraz, jaki wymawia nieszczęśliwa w gorączkowem marzeniu. — Głód i pragnienie, oto narzędzia mojej śmierci... Ojcze! matko! bracie! jeden tylko kęs chleba, jednę tylko kroplę wody podajcie. Delfinie, a wrócę do was aby używać wspólnej na ziemi szczęśliwości!..<br>
{{tab}}Uniesiona szałem zdaje się znowu spostrzegać wybawczą pomoc. Ojciec wyciąga do niej dłonie i podaje pokarm, obiecujący przywrócić życie... dalej matka, jakby zaczerpnąwszy ze źródła kilka kropel wody, podaje ją na dłoni — Teobald {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/730|num=278}}dopomaga także w wielkiem przedsięwzięciu. Delfina chwyta z ich rąk ożywczy posiłek, chwyta... przyciska do ust, wołając: „jestem ocalona!“ a w tem, wszystko znika z widowni snu łudzącego, poznaje okropne zawiedzenie. Głód i pragnienie wyczerpują tylko jej siły... ból się zwiększa... nadziei żadnej!<br>
{{tab}}Straszne to, straszne obrazy! które nigdy dla niej nie zmienią się w {{Korekta|rzeczywistośc|rzeczywistość}}!<br>
{{tab}}Lecz jakież to nowe widziadło przedstawia się uśpionej!.. dziwne i niepojęte, jakby nie należało do historyi jej życia, włączone tylko do historyi samego jej konania.<br>
{{tab}}Zdaje się jej, że widzi nieznaną drogę, niby ulicę miasta Paryża. Mnóstwo eleganckich ekwipaży przesuwa się po bruku, a więcej jeszcze {{Korekta|spostrzga|spostrzega}} pieszych mieszkańców w bogatych ubiorach, używających swobodnej przechadzki. Twarze {{Korekta|ch|ich}}, szczęśliwe i uśmiechnięte, wyrażają zadowolenie z życia.<br>
{{tab}}Wpośród tego tłumu, ubiegającego się za zabawą, zjawia się człowiek trudnej do opisania nędzy. Podarta opończa zdawała się lada chwila spaść z jego wynędzniałego ciała. Bosy, z obnażoną głową, wpół nagi, był przerażającym obrazem poniżenia człowieka. W ręku trzymał kij sękaty, którym podpierał zbolałe członki; u boku jego wisiała torba jałmużnicza. Był to żebrak, snać okropnie przyciśnięty niedostatkiem, bezustanku wzywał zbolałym głosem miłosierdzia bogaczy, bezustanku wyciągał suchą, jakby szkielet dłoń, upominając się o łaskę świata...<br>
{{tab}}„Jeden grosz, jeden tylko grosz, wrzućcie do mej torby. bogacze! a Bóg nagrodzi serca wasze!“<br>
{{tab}}Jęczący głos jego dolatywał uszu wszystkich, ale dziwna złość świata!.. wśród tylu tysięcy, wzywanych o ratunek dla nieszczęśliwego, ani jedna ręka nie przyszła w pomoc wołającemu. Im większy przepych odbijał się w ich okazałej powierzchowności, tem większa obojętność malowała się na twarzach. Szyderczym wzrokiem zdawali się mierzyć nagość żebraka i świętokradzkim uśmiechem przyjmować jego los opłakany, jakby serca wszystkich przytłoczył kamień, żadnem {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/731|num=279}}uczuciem ludzkości nieskruszony... Ileż było tych istot zmartwiałych, które zrażone widokiem boleści bliźniego, okazały na twarzy gniew i zelżywą obelgą odpowiadając na jego nędzę! W jakiż to wiek lodowaty przeszedł świat chrześciański.<br>
{{tab}}Starzec gorzkiem spojrzeniem odpowiadał na nieczułość bogaczy, albo słowami miłości odpłacał za swoją pogardę, mówiąc:<br>
{{tab}}„Bóg niechaj wam da stokroć więcej jeszcze.“<br>
{{tab}}Jakby te słowa nie były słowami prześladowanego od nieprzyjaciół.<br>
{{tab}}Wszyscy przeszli wśród wrzawy hałaśliwej i wesołej, nędzarz pozostał sam na kamieniu.<br>
{{tab}}Wówczas roztworzył torbę swoją i policzył skarb, w długim zawodzie swego żebractwa zebrany, i policzył groszy cztery.<br>
{{tab}}I zkąd ten sen na oczach umierającej?.. niepojęte to widziadło w godzinie śmierci!<br>
{{tab}}Jeszcze czas niejaki rozpamiętywał żebrak na kamieniu, dopóki w końcu z rezygnacyą nie powstał, aby {{Korekta|kontynowć|kontynuowć}} dalszą prośbę ludzkości. Powstał bez wyrzutu, bez szemrania i złości. Obojętny wyraz malował się na jego wynędzniałej twarzy, a nawet jakieś religijne o swojej mocy przeświadczenie.<br>
{{tab}}„Teraz czas odpowiedzieć na nieczułość ludzką“, przemówił, wznosząc zapadłe oczy ku niebu i z pewnym pośpiechem, objawiającym cel ukryty, zmierzać zaczął w głąb ulicy.<br>
{{tab}}Sen jeszcze nie ustawał, widmo wciąż przedstawiało się w wyobraźni konającej z głodu. Zbyt długo jeszcze widziała go, jak żaden z obrazów, które gorączkowa fantazya przeliczyła.<br>
{{tab}}Ten sam żebrak pokazuje się jej znowu na rynku. Tysiące ludu ubogiego przesuwa się, zakupując pokarmy — we wszystkich przebija się chciwość i łakomstwo. Przekupnie i kupujący zarówno dbają o osobisty interes. Żebrak już więcej nie wyciąga dłoni, dobywa tylko z torby grosz jeden, i mówiąc z nadludzką pociechą: „''oto pierwszy''“, kupuje mały {{pp|uła|mek}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/732|num=280}}{{pk|uła|mek}} chleba i wkłada go do torby. Zaraz potem, zaczerpnąwszy naczyniem ze studni trochę wody, opuszcza targowisko.<br>
{{tab}}Człowiek ten zasłużył na lepszy pokarm, za swoją wytrwałość i serce.<br>
{{tab}}Już go nie widzi we śnie umierająca, znikł, jakby zapragnął w ukryciu posilić spragnione ciało.<br>
{{tab}}Gdzież jednak poszedł nieszczęśliwy?..<br>
{{tab}}Niepojęte snu zjawisko!.. śpiąca spostrzega żebraka na poddaszu, ten sam chleb trzyma w ręce swojej, też same naczynie z wodą w drugiej... Twarz jego okazuje miłosierdzie, której mu właśnie wszyscy odmówili... Zdaje jej się, że wszedł {{Korekta|ju|już}} po to tylko, aby ją zasilić pokarmem, pokrzepić siły napotem... wydrzeć śmierci. We śnie doznaje niebiańskiej ulgi, jaką nam każda przynosi nadzieja, leżąc, uśmiecha się do swego wybawiciela.<br>
{{tab}}Niestety! niestety!.. przecież to tylko sen zwodniczy! lecz cóż znaczy ten sen nadzwyczajny?..<br>
{{tab}}Żebrak zbliża się do umierającej. Nieopodal kanapy stoi stolik. Ubogi staje przed stolikiem i składa pokarm i napój, jakby mówił: „Ocknij się ze snu prześladowana ofiaro!.. Bóg zsyła ci pomoc przez ręce moje... spożywaj, na co zdobyła się torba moja!“<br>
{{tab}}Wówczas widmo rozdziera na piersiach swoich odzienie i na kościstym szkielecie, powleczonym pomarszczoną od starości skórą, rachuje nadzwyczajne znaki, w kształcie ran zagojonych wypiętnowane.<br>
{{tab}}Było ich trzy, w takim porządku ułożone.
{{***}}
{{tab}}„Miłosierny Boże!.. pierwszy grosz już zmazał winę za jednego Renneponta! — wyrzekł z trudną do opisania radością. — O! dozwól, Panie! ukończyć miłosierne dzieło i oczyścić trzy pozostałe!“<br>
{{tab}}I znikł.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/733|num=281}}{{tab}}Śpiącej zdaje się, że widzi zostawiony pokarm na stoliku i czuje, jak gwałtownie natura upomina się o swoje prawa. Z chciwością prawie dzikiego zwierza rzuca się na kromkę chleba i kroplę wody ofiarowaną... ale to sen!.. wszystko sen!.. a cała rzeczywistość tego obrazu jest w głowie, rozpalonej straszną gorączką... ten sam głód i toż samo pragnienie w ciele pozostało.<br>
{{tab}}A jednak widok pokarmów jeszcze jej łudzić nie przestaje.<br>
{{tab}}Imaginacya rozżarzona zaczyna {{Korekta|odziaływać|oddziaływać}} aż na ciało, śpiąca porusza się niespokojnie, muskuły drgają, krew w żyłach przebiega z większą gwałtownością. Wszystko te zapowiada bliskie przebudzenie. Walka ta nie zniesie sennego spoczynku i wyda na jaw smutną prawdę. O, lepiej stokroć dla niej umrzeć z zamkniętą powieką, jakby miała później, otworzywszy oczy, zawołać z nową rozpaczą:<br>
{{tab}}„Jestem zawiedzioną!“<br>
{{tab}}Ale stało się!.. sen uleciał, już z krainy marzeń wstąpiła znowu w świat rzeczywisty.<br>
{{tab}}Głuchy jęk odbił się o ściany poddasza, rozpoczęły się nowe męczarnie. Rękę przyłożyła do żołądka, który konwulsyjne objawiać zaczął ruchy. Lekki pot wystąpił na jej czoło.<br>
{{tab}}— A więc to był sen... sen zwodniczy! — zawołała — który mi tyle zostawił nadziei... powrotu do dawnego życia!<br>
{{tab}}I po tych słowach, jakby lepiej jeszcze chciała się przekonać o swoim stanie, zaczęła rzucać zagasłem okiem w głąb poddasza i mierzyć tę smutną rzeczywistość, zgotowaną jej z przeznaczenia. Uniosła nieco ociężałą głowę po nad stolik, usiłując bliżej jeszcze zbadać prawdę... lecz drgnęła, uderzona niczem niewytłomaczonym widokiem.<br>
{{tab}}Ten sam chleb i taż sama woda w naczyniu stały na stoliku.<br>
{{tab}}Przetarła ręką oczy, jakby chciała zbadać siebie samą, czy jeszcze nie zostaje pod wpływem tegoż samego snu widziadła.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/734|num=282}}{{tab}}— Nie, nie!.. ja nie śpię! — ozwała się, przejęta nieznaną trwogą — ten człowiek stał tu... obok stołu... blisko mnie... Cóż to jest, o wielki Boże!.. kto mnie ocalił?..<br>
{{tab}}Głuche tylko echo odpowiedziało na to zapytanie.<br>
{{tab}}Umilkła, chwytając w drżące ręce naczynie i pierwszym, po tylu godzinach męczarni posiłkiem, odświeżyła myśl, aby być zdolną do dalszego zbadania tej niepojętej przypadłości.<br>
{{tab}}Ah! z jakąż chciwością rzuciła się na chleb, zostawiony jej niewidzialną ręką... Zdawało się, że ten sam zapał, mający ją wybawić od śmierci, zabije raczej, nasycając głód w sposób tak gwałtowny.<br>
{{tab}}Już nie wątpiła więcej w prawdę tego wydarzenia. Dobroczynny wpływ pokarmu, rozlał po jej osłabionem ciele ożywczą siłę, lekki rumieniec wystąpił na jej lica, oko zabłysło powracającym promieniem życia, które ustawicznie zwracała na drzwi zamknięte, nie widząc w myśli innej drogi, którąby przybył żebrak na jej ratunek.<br>
{{tab}}Jak tylko przytomność odzyskała swoje prawa, jak tylko poczuła przypływ sił cielesnych, powstała natychmiast na nogi i, chociaż chwiejąc się, przeszła do drzwi, aby sprawdzić domysł swój oparty na pospolitym wypadku.<br>
{{tab}}Lecz jakież było jej żdziwienie, gdy zastała drzwi zamknięte, następnie okna i wszystkie {{Korekta|krzyjówki|kryjówki}}, nie przedstawiające najmniejszego śladu zewnętrznej z poddaszem tem komunikacyi.<br>
{{tab}}— O mój Boże! — zawołała, padając na {{Korekta|kolana|kolana.}} — Twoja więc cudowna opieka przyszła na ratunek samobójczyni!.. wielkie i niepojęte zrządzenie Twoje!..<br>
{{tab}}I po tej krótkiej modlitwie, usiadła znowu na kanapie, aby spocząć małą chwilę. Tysiące myśli mimowoli cisnąć się zaczęły i mieszać w jej wyobraźni.<br>
{{tab}}— Czyliż ten, co przybył dzisiaj — mówiła do siebie — aby skromnym tym pokarmem przedłużyć moje istnienie, przybędzie podobnie jutro?.. pojutrze i dalej?.. dopóki inny jakiś wypadek nie uwolni mnie z tego więzienia, które własną {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/735|num=283}}ręką zamknęłam?.. O, wszystko być może!.. Nadzieja serca mojego mówi, że już zostaję pod opieką tego niedocieczonego... Lecz któż jest ten człowiek tajemniczy, którego wpływ potężny przyszedł mi z pomocą zbawienną?.. kto jest ten, co był tu, jakby mury przenikając“, jestże to istota cielesna... czy też... duch?<br>
{{tab}}Wtem do drzwi zapukano.<br>
{{tab}}Delfina drgnęła.<br>
{{tab}}Nie był to jednak ani przestrach, ani to silne oburzenie, którem odpowiedziała poprzednio na podobne wezwanie, nie, była to radość serca, przeczuwająca przyjaciela, który powinien już przerwać zbyt długie pasmo jej męczarni.<br>
{{tab}}— Kto jesteś? — zapytała, o ile zdołała donośnym głosem — kto jesteś? — powtórzyła po raz drugi, wysilając swoje piersi.<br>
{{tab}}— Delfino! Delfino! — odpowiedział głos, który pomieszał do reszty przytomność siostry, stęsknionej do brata.<br>
{{tab}}— Teobaldzie!.. ratuj mnie... abym drugi raz nie umarła... ratuj!..<br>
{{tab}}Gwałtowne wstrząśnienia drzwiami, objawiły namiętny zapał przybywającego. Zdawało się, że pod parciem jego ramienia, skruszą się wszystkie zapory, zamykające wejście na poddasze.<br>
{{tab}}Lecz któż to był, co z tak silnem serca pragnieniem usiłował koniecznie znaleźć się obok Delfiny?.. kto?..<br>
{{tab}}W tej chwili, pękły zapory, dłoń {{Korekta|męzka|męska}} skruszyła drzewo i żelazo.<br>
{{tab}}To Teobald.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/736|num=284}}{{c|'''VIII.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Grosz drugi.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Teobald pokazał się tu w tymże samym ubiorze, jak go raz ostatni widzieliśmy w Warszawie. Wszystko na nim było w kolorze czarnym — oprócz płaszcza, dzikiej, ale ciemnej barwy. Przyzwoity ten dla oka ubiór psuło jakieś nadzwyczajne zaniedbanie, a nawet zniszczenie, jakie pospolicie napotykamy w podróżnych, z dalekiej wracających drogi. — Włos jego na głowie, w nieładzie rozrzucony, i dawno niegolona broda przyczyniały się bardziej jeszcze do domysłów o jego kolejach losu.<br>
{{tab}}Mimo tych wszystkich oznak, któreby każdego innego nacechowały upodleniem i obudziły powszechny wstręt w ludziach, człowiek ten jednak nie stracił nic na swojej powierzchowności. Oblicze jego zachowało wszystkie wyrazy, króremi go nacechowała natura, pomimo, że na twarzy jego dostrzedz można było niemal toż samo zniszczenie, o którem juź ubiór uprzedzał. Oko, nieco zapadłe, z przyćmionym blaskiem, tchnęło jednak otwartością i przenikliwością wejrzenia.
Na twarzy jego rozlaną była cierpliwa rezygnącya, nabyta w długich próbach losu i smutnym na ludziach zawodzie. Obok oznak świeżych, chorobliwych, przebijał się odcień dawnej dumy, wynikającej z przeświadczenia o swojej godności honorze i prawości. O tyle może tylko świetne te oznaki odstąpiły od pierwotnej formy, że się z niemi połączyła bardziej wyraźna gorycz i ironija. Postawa jego także na niczem nie straciła: w ruchach taż sama pozostała swoboda i pewność.<br>
{{tab}}Jak tylko wszedł na poddasze i spojrzał w głąb jego orlim wzrokiem, już wszystko przeniknął, niepotrzebując wyrazów siostry, aby mu odmalowały jej nieszczęście. W obrazie, jaki tu ujrzał, zawarty był ten ogólnik wypadków, ta kończyna długiej gry losu — a młodzieniec ten nigdy nie {{pp|lu|bił}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/737|num=285}}{{pk|lu|bił}} szczegółów, gdy go kiedy przedmiot ważny jakiś dotykał.<br>
{{tab}}Pierwszem jego uczuciem była szalona radość, iż ją {{Korekta|jeszce|jeszcze}} ogląda — może po zupełnem zwątpieniu w tę cudowną łaskę nieba. W szale braterskiej miłości wyciągnął ku niej ręce — dwie łzy, jak dwie iskry promieniste, zaświeciły mu w oczach i rzucił się na jej szyję, wołając:<br>
{{tab}}— Siostro! siostro moja!.. jeszcze cię więc oglądam!<br>
{{tab}}Ale dla osłabionej siostry, za nagłem było to przejście z rozpaczy do szczęścia, aby mogła mu dać odpowiedź przytomnej miłości.<br>
{{tab}}Długie i nieme uściśnienie oto wszystko, co porozumiało obojga... co zarówno uspokoiło ją, jak brata.<br>
{{tab}}Potem długo i równie milcząco spoglądali wzajem na siebie, jakby zapytywali w duszy.<br>
{{tab}}„Co znaczy ta straszna ruina jaką widzimy na sobie?..“<br>
{{tab}}Teobald usiadł na kanapie — obok leżącej i, trzymając jej drżącą z choroby i niespodzianej radości rękę, zapytał:<br>
{{tab}}— Czy masz, kochana siostro, tyle przytomności, abyś mi wyznała tę odurzającą prawdę, która nas obojga sprowadziła dziś do Paryża?<br>
{{tab}}— O mój bracie?.. zapytujesz mnie o rzecz, na wyjaśnienie której żadna przytomność nie wystarcza.<br>
{{tab}}— Tyle więc powiedz... ile umiesz... ile nam wiedzieć dozwolono. Ja nawzajem objawię ci tę straszną i nadludzką życia mego przypadłość, która podobnież przejmuje drżeniem i podziwem: może zobopólne nasze porozumienie rozjaśni w części tę czarną noc, która na drodze naszego życia zapadła... Przedewszystkiem zacznij od tego, jakie okoliczności sprowadziły cię do Paryża?<br>
{{tab}}— Mnie?.. o! to tylko jeden Bóg wie... który czuwa nad prześladowaną!.. wreszcie zbyt prosta na pozór okoliczność wszystko to zdziałała... Ależ ty, bracie?.. twoja obecność w tem miejscu i w tak ważnej życia mego chwili, zapowiada cudowność, która mnie jeszcze łudzi swoją rzeczywistością.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/738|num=286}}{{tab}}— O! tak!.. zapewne, siostro... dowiesz się o tem... ale pierwsza zacznij mówić... Ostatnie nasze widzenie się było w Warszawie... nazajutrz, mieliśmy jechać na Bourbon.<br>
{{tab}}— Była to najsłodsza dla serca mego nadzieja... która trwała tylko chwilę... chwilę uszczęśliwiała i zgasła!<br>
{{tab}}— Któż ci więc wydarł tę nadzieję?<br>
{{tab}}— Nie wiem!<br>
{{tab}}— Przecież co było, co skierowało twoje kroki w te strony, o których nigdy nie myśleliśmy?.. Jeżeli areszt mój wstrzymał przez nas obojga zamierzoną podróż na wyspę... było coś jeszcze innego... co cię sprowadziło do Paryża...<br>
{{tab}}— List.<br>
{{tab}}— List?<br>
{{tab}}— Tak jest, bracie.<br>
{{tab}}— I od kogo?<br>
{{tab}}— Nie wiem.<br>
{{tab}}— A więc bez podpisu?<br>
{{tab}}— Bez podpisu.<br>
{{tab}}— I cóż ten list zawierał?<br>
{{tab}}— Tę najsłodszą dla serc naszych obietnice... o której tylko sami mogliśmy marzyć, nie umiejąc nigdy urzeczywistnić!.. Nieznany ten objawiciel szczęścia wymienił w tym liście prawe moje imię... imię matki kochanej... ojca!.. ziemię mojego urodzenia... w końcu... wezwał, abym natychmiast przybyła na miejsce, przeznaczone mi, jakby do tej wielkiej chwili, w której łzami radości skropię tyle lat niewidziane łono rodziców!.. Czyliż podobna było oprzeć się temu wezwaniu, w którem przebijało się tyle łaski Boga?.. Tyś wówczas, bracie, zostawał już pod przemocą, może tej samej intrygi.<br>
{{tab}}— O tak... intrygi czelnej... oburzającej, w skutkach strasznej!.. Ależ ten list... mów mi tylko o tem, Delfino.<br>
{{tab}}— Już nic więcej nie zawierał... Dzień 1-y kwietnia oznaczono mi za ostateczny termin przybycia do Paryża.<br>
{{tab}}— I cóż zwiastował ten dzień obiecany? — zapytał z istotną ciekawością.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/739|num=287}}{{tab}}— Oto spojrzyj na to wszystko, co mnie tu otacza, na tę nędzę, która mnie czyni jeszcze uboższą od ostatniego żebraka!.. Całą własnością jaka mi pozostała, jest ten kawał płótna, okrywający nagość moją... nie mam nic!.. nic, bracie... zostałam w jednej koszuli!.. oto wszystko, co mi przyniósł termin oznaczony!.. Czego mi nie zdołała wydrzeć złość ludzi, którzy mnie okradli... dokazała reszty szalona rozpacz, pod wpływem której, dobrowolnie odrzuciłam resztę od siebie!.. aby znaleźć więcej odwagi do zabicia się!..<br>
{{tab}}— O siostro!..<br>
{{tab}}— Postanowiłam umrzeć!.. umrzeć śmiercią nędzarza... z głodu!<br>
{{tab}}— O nie przerażaj mnie wspomnieniem tego okropnego stanu!<br>
{{tab}}— Tak! mówię, z głodu!.. Te drzwi, które dopiero dziś twoja ręka wyparła, zamknęłam na wieczność, aby nie znaleźć więcej żadnej ucieczki przed śmiercią. Patrz jeszcze i tu — dodała, wskazując na rozsypane po podłodze skorupy — oto ślady mego samobójstwa!.. potłuczone naczynie, rozlany napój... spalony ostatni kawałek chleba... spalony wszystek ubiór, abym żadnym zasiłkiem, żadną pomocą nie została już wskrzeszoną!.. Oto wszystko!.. oto wszystko! co zaczął dzień pierwszy oznaczonego mi szczęścia!.. Reszta moich objaśnień byłaby tylko czczą mieszaniną próżnych domysłów... Wokoło mnie snuje się jakaś nić dziwnej plątaniny... intryga, ani dotąd zdradzona, ani zupełnie ukryta... Pod wpływem jakiejś fatalności zostaję... nie wiem... Dotąd znam tylko jedno imię... imię drżeniem i strachem przejmujące... a to imię jest, Rappinet!<br>
{{tab}}— Rappinet! — krzyknął brat, płonąc nagle ogniem oburzenia — Rappinet, mój prześladowca!<br>
{{tab}}— O mój Boże!.. a więc oboje nas przytłacza jedna ręka niegodziwego człowieka!<br>
{{tab}}— Czy widziałaś już tego zuchwalca? — zapytał z trudną do określenia żarliwością.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/740|num=288}}{{tab}}— Nie, nie jeszcze!.. dotąd zaledwie dało mi niebo poznać samo straszne jego nazwisko!.. Rappinet! Rappinet!.. oto wszystko, co rzuca jakieś światło na ciosy mego życia!.. co zdziałało tę ruinę, w jakiej mnie znajdujesz... Lecz cóż wyjaśnia to miano, niewiadomej osoby ostrożnego intryganta? — dodała ze smutkiem. — O jeszcze nie wybiła, ta godzina w którejby światło prawdy zabłysło dla nas obojga!..<br>
{{tab}}— Ale już Bóg ją przyśpiesza!.. już rozum mój i serce przenikają blizki koniec rozwiązania tej zagadki!.. Niebo nareszcie przychodzi dla nas z cudowną pomocą... cudowną, mówię!.. bo jak się dowiesz, siostro, już brat twój zostaje pod opieką jakiegoś nadziemskiego posłańca... który go zaczyna prowadzić po dalszej drodze męczeńskiego życia.<br>
{{tab}}— Nadziemskiego posłańca! — powtórzyła zdumionym głosem Delfina, przypominając sobie niepojęte widmo, które ją od głodowej śmierci ocaliło. — Cóż to jest, co mówisz, bracie?..<br>
{{tab}}— Zadrżałaś, siostro... gdy ja z tą myślą uczuwam się szczęśliwym!..<br>
{{tab}}— Tak, drżę cała... już nie przestrachem, jakiego się domyślasz; ale wzruszeniem serca, na które nie mam żadnej {{Korekta|nazwzy|nazwy}}. ''Nadziemskość'' nie jest-że to wyraz zdolny pomieszać najśmielsze umysły?.. nadziemskość dobroczynna, nie jest-że mocną ukołysać serce, rozstroić nerwy w świętem jakiemś poruszeniu?.. bo i mnie zarówno dotknęła niedocieczonej jakiejś ręki opieka!.. O zacznij! zacznij już mówić, bracie!.. Powrót twój niespodziewany... powrót twój z więzienia już sam przez się uprzedza, że nie wpływem pospolitej przypadłości losu nastąpił... Byłeś w więzieniu, obwiniony o kradzież dyamentów... odwieziony pod strażą z Warszawy do Wrocławia.<br>
{{tab}}— Zamknięty i okuty w kajdany — dodał z spokojną otwartością serca, przeświadczony o czystości swojego sumienia — Karzeł, ten najemnik w dziwnej machinacyi Rappineta, jak już wszystko odgadłem, rzucił na mnie niegodziwą potwarz, nie w innym celu, tylko, żeby przeciąć mi drogę, po {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/741|num=289}}której, z takiem wysileniem, zmierzałem do straconego w kolebce szczęścia... Podstęp jego miał tyle za sobą pozorów w oskarżeniu mnie przed sprawiedliwością, że byłoby nawet szaleństwem, abym jeszcze później, wzywając obrony, uchodzić miał w oczach sędziów za oszczercę i w więzieniu zyskać imię oszusta, albo kłamcy.. przyznałem się!..<br>
{{tab}}— O mój Boże! — zawołała Delfina, przyciskając rękę brata do swego serca, bijącego czcią, jakby w nagrodę jego prześladowań i poświęcenia.<br>
{{tab}}— Przyznałem się, mówię!.. aby zakończyć tę srogą poniewierkę i nie słyszeć więcej z ust karzących, tych wyrazów... „Byłeś złodziejem, dziś okazujesz się jeszcze nikczemnym tchórzem, który za całą obronę używa wybiegu i kłamstwa!..“ przyznałem się, aby szarpany tyle czasu niegodziwością ludzi znaleźć nareszcie w murach więzienia ten twardy przedział, odłączający mnie od reszty świata!.. Już szał mój za daleko się posunął, abym mógł myśleć o tobie, droga siostro!.. o ojcu!.. matce!.. których tak zuchwale obraziłem, umierając bez ich uścisku w więzieniu.<br>
{{tab}}— A ja, nieszczęśliwa!.. czyli nie wpadłam w ten sam szał, który na chwilę wygładził wszystkie słodkie i prawe uczucia serca, tyle czasu umiejącego bić miłością?..<br>
{{tab}}— Bóg nam to jednak przebaczy, Delfino!.. Człowiek, pod wpływem rozpaczy, przestaje być grzesznikiem... nieszczęśliwy, utrapiony, jest zawsze świętą istotą. Myśl ta stała się całą pociechą dla mego sumienia, które okropne wyrzuty niepokoiły w więzieniu, tym grobie, po za obrębem którego nie mogło już więcej oczekiwać na mnie życie... Zaledwie też ostatnie uderzenie młota zawarło żelazo na moich rękach i nogach... zaledwie ostatni zakręt klucza we drzwiach więzienia doszedł do uszu moich... powtórzyłem sobie, z wzniosłą w duszy determinacją...-już nie żyję!..<br>
{{tab}}— Ah! ah! to własne słowa moje, bracie!<br>
{{tab}}— Dziwna zagadko natury człowieka!.. jakież to niezbadane w swej prawdzie następstwa nawiedziły nieżyjącego już {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/742|num=290}}dla świata... Tobie to pierwszej powierzam... W długiem gorączkowem osłabieniu, które przypadło więcej z moralnej jak z fizycznej pobudki... uczuwam na oczach sen, i w tem chwilowem zawieszeniu, między światem duchów, a światem ludzi, spostrzegam jakieś nadprzyrodzone obrazy!.. widziadła, przypominające mi osnowę całej historyi przeszłego mego żywota!<br>
{{tab}}Na te słowa, Delfina, aż uniosła się na kanapie i, z wysileniem trzymając się za ramię brata, odchodząc prawie od zmysłów z zadziwienia, słuchała dalej jego opowiadań, obiecujących być tylko powtórzeniem jej własnych i niedawno przeliczonych scen swojego konania.<br>
{{tab}}— I cóż widziałeś w tym śnie, bracie? — zapytała zimnym dreszczem przejęta.<br>
{{tab}}— Najprzód młodość moją... Widziałem Karpaty... tego samego staruszka, który nam, małym wówczas dziateczkom, przygrywał na lirze.. Ty, bawiłaś się ze mną, luba Delfino!.. mieliśmy na sobie też same ubiory, jakie przedstawiał obraz, którego cudowną pomocą znaleźliśmy się po długiem rozstaniu... Widziałem nawet {{Korekta|Amateę..!|Amateę!..}} tę mleczną matkę naszą, która nas karmiła!..<br>
{{tab}}Delfina przyłożyła ręce do {{Korekta|czeła|czoła}}... jakby chciała przywołać pomocy rozumu, nie czując się przytomną pod wpływem tego opowiadania — potem zaraz dziwnym jakimś wzrokiem spojrzała w oczy bratu — niby dla przeświadczenia się lepszego, że to wszystko, co ją dotyka, jest rzeczywistością... że głos, który słyszy z ust jego, nie jest złudzeniem, ale czystą prawdą, wzywającą, aby w nią dać wiarę — i zaczęła brata, jakby w malignie dotykać, macając po ramieniu i twarzy.<br>
{{tab}}— I co ci jest, Delfino? — zapytał, więcej rozrzewniony niż zdziwiony — słodkie to przypomnienie odurza umysł twój osłabiony.<br>
{{tab}}— O, nie to!.. nie, Teobaldzie!.. Czy wistocie miałeś taki sen w więzieniu?<br>
{{tab}}— Zkąd ta wątpliwość?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/743|num=291}}{{tab}}— Ponieważ i ja, niedawno uśpiona... takież same widziadło spostrzegłam w śnie gorączkowym.<br>
{{tab}}— O, niema w tem nic niepodobnego, moja siostro!.. dusza wybiera dla swojej zabawki to tylko, co człowiek w życiu swojem miał najmilszego!.. najrozkoszniejszego!.. Sen jest tylko powtórzeniem pomieszanej rzeczywistości, opartej na fantazyi i pamięci... nic to dziwnego, siostro moja, co powiadasz.<br>
{{tab}}— Następnie jeszcze widziałam się w domu podrzutków, zkąd mnie wybrano na córkę baronowej Ornatowskiej.<br>
{{tab}}Teobald nieco się zastanowił i odrzekł, więcej umiejący używać rozumu.<br>
{{tab}}— I to wszakże rzecz do wytłomaczenia... to tylko dziwne, że i mnie także się śniło, jakobym się znajdował wśród liczby tych nieszczęśliwych sierotek w Warszawie, pod osłoną imienia ''Dzieciątka Jezus''... tych biednych ofiar, na których kolebce napisane są zawsze dwa godła losu: po jednej stronie, ''owoc rozpusty'', po drugiej ''kara za rodziców''... Ależ przecie ten sen minął... Odtąd widziałem ustawicznie przed sobą Karła... Wszystkie wypadki, dotykające całą młodość moją, osnuły się w tej nocy marzeń, a wszystkie urozmaicał ten mały człowiek, istne widmo nieszczęścia! nie sądzę jednak, siostro... abyś ty równie widziała we śnie tego Karła.<br>
{{tab}}— Przeciwnie... widziałam go, Teobaldzie... Czułam właśnie we śnie, jakoby mnie z Karpat porywał.<br>
{{tab}}— Tak... przypominam teraz sobie — odrzekł nieco zamyślony — że pierwszy mój obraz na tem samem także się zakończył... Ciebie już więcej nie widziałem, Delfino, aż znowu w dniu owym pamiętnym, kiedym po śmierci hrabiego, twego męża, wyrzekł to słowa: „na Bourbon! na Bourbon! tam znajdziemy ojca i matkę naszą, straconych w nieszczęsnej godzinie!“ a zaraz potem pokazało mi się więzienie.<br>
{{tab}}— W którem ja znowu ciebie widziałam... Miałeś kajdany na rękach i nogach... rozpacz malowała się na twojej twarzy... żadnej tylko łzy w oczach twoich nie było, boś ty za mocny, aby płakać... tak, tak... widziałam cię w więzieniu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/744|num=292}}{{tab}}— A ja ciebie tutaj, Delfino — odrzekł, rozpatrując się po ubogich ścianach, gołych murach i zniszczonych sprzętach poddasza. — Kiedy patrzę na to wszystko, co tu spostrzegani, zdaje mi się, że przypominam sobie tylko dawną rzeczywistość, jakbym był nieraz na tem poddaszu... tu żył z tobą, Delfino... Dziwna? niezbadana snu tajemnico!.. jakże twój zakres daleko się rozciąga!.. Ależ przecie nie na tem kończy się niedocieczona zagadka, połączenia ducha z ciałem... Czy wiesz, siostro... że ja we śnie uwolniony zostałem z więzienia?<br>
{{tab}}— Co mówisz, Teobaldzie?.. a ja we śnie byłam nakarmioną!.. Zbudzona, widzę rzeczywiście na tym stole, ten sam kawałek chleba! podany mi przez nieznajomego i trochę wody, które powróciły mi siły... nawet i życie.<br>
{{tab}}— Zapomniałaś może Delfino, że ten chleb i ta woda na stoliku pozostały ci tylko pierwej, nim usnęłaś.<br>
{{tab}}— O nie, nie, Teobaldzie!.. tyle jeszcze miałam przytomności w mej głowie.<br>
{{tab}}— Co do mnie, siostro! widzę przecie skutki tego snu nadludzkiego... jestem wolnym... i trafiam tu do ciebie.<br>
{{tab}}— Powiedz więc! powiedz wszystko, bracie!.. już {{Korekta|więce|więcej}} nie będę zdumioną niż jestem... Któż cię więc ocalił?<br>
{{tab}}— Jakiś żebrak...<br>
{{tab}}— Żebrak? — zapytała, przejęta nowem drżeniem.<br>
{{tab}}— Żaden wyraz nie określi ci, aby odmalować należycie ów stan poniżenia tego człowieka... Nagość jego okrywała nadzwyczaj zniszczona opończa: zresztą, nie miał nic więcej przy sobie, oprócz torby i kija, który zwątlone jego ciało podpierał.<br>
{{tab}}— A ten żebrak miał na piersiach trzy plamy — uprzedziła.<br>
{{tab}}— O, nie... miał ich aż cztery... później jednak, kiedym go po raz drugi zobaczył... miał dwie tylko.<br>
{{tab}}— I cóż ten żebrak, we śnie?..<br>
{{tab}}— Kiedym przytłoczony nieszczęściem napróżno jęczał mojem w więzieniu, napróżnom wzywał widoku ojca, {{pp|mat|ki}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/745|num=293}}{{pk|mat|ki}}, widoku twego, Delfino!.. uderza mnie zrazu we śnie jeden z najbardziej uszczęśliwiających obrazów. Zdało mi się, że obok mnie stoi ojciec i matka, a obok nich, ty, siostro... Wszyscy staraliście się, aby rozerwać moje żelazne więzy na rękach i nogach... to znowu widziałem was, usiłujących wyłamać drzwi więzienia, ażeby mi przedstawić świat wolny! swobodny! szczęśliwy!.. Ale próżne usiłowania wasze... wszystko opierało się waszym chęciom... Czuję już, że mojem przeznaczemiem jest umierać, okuty żelazem i zamknięty pod kluczem kary na winowajców!.. W rozpaczy, przeklinam świat cały i rzucam obelgi na nieczułość ludzką!.. Wtem... w pośród was, pokazuje się, niby ten sam żebrak, o którym mówić zacząłem.<br>
{{tab}}— We śnie?<br>
{{tab}}— We śnie... stanął właśnie nad łożem mojem i nadludzką sztuką zdejmuje z nóg ciężkie okowy, uwalnia ręce... a potem zaraz drzwi uchyliwszy, mówi: „Powstań, niesprawiedliwie prześladowany, nie tu jest miejsce dla ciebie, czystego serca, człowieku... opuść mieszkanie winowajców i zacznij żyć w powietrzu wolnem, w pośród bliźnich jak bliźni... Delfina jest w Paryżu... szukaj ją w Cité, przy ulicy Ś. Krysztofa, na poddaszu domu Nr. 2... śpiesz!“ Oto jego własne słowa, które dziś jeszcze tak żywo brzmią w moich uszach, w mojej pamięci, jakby nie były słowami z obrazu snu znikomego... Wówczas to dostrzegłem na piersiach mego wybawcy, jeszcze cztery blizny, podobne do ran zagojonych.<br>
{{tab}}— Ależ to tylko był sen, mój bracie! — zawołała, ściskając go za ręce — a sen nie uczyniłby cię wolnym, jak cię dzisiaj oglądam.<br>
{{tab}}— Niezbadana to tajemnica, siostro!.. Po tych słowach żebraka, przystępuje do serca szalona radość... zrywam się niby z łoża... a w tem silnem targnięciu się mego ciała, sen znika... otwieram oczy... i widzę też same mury więzienne.. Ale, o cudo!.. obok łoża, na ziemi... leżą moje okowy... a przed oczami stoją drzwi otworem!.. Zdumiony, długo przecieram {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/746|num=294}}oczy, nie wierząc w własną istność, jakbym jeszcze po zbudzeniu się zostawał pod wpływem tych samych gorączkowych marzeń... Próbuję powstać na nogi... nic nie cięży, nic nie wstrzymuje moich kroków... Uciekam!..<br>
{{tab}}— Teobaldzie! Teobaldzie!.. to wszystko, co mówisz, jest niepojęte!.. byłżeby to ten sam, który mnie wybawił od śmierci?<br>
{{tab}}— O, czemuż Bóg nie ma się jednoczyć z ludźmi, środkami nadprzyrodzonemi, aby im przynieść szczęśliwość?! O ileż to razy ulegamy tajemnym natchnieniom, które nas wybawiają z niebezpieczeństw, a świat zepsuty ateizmem zaprzecza Opatrzności i widzi wszędzie traf ślepy, który nazwał szczęściem lub nieszczęściem!.. W pośród ludzi są cuda... ale potrzeba na nie patrzeć oczami serca, oczami wiary, aby je spostrzegać!.. wreszcie mało wybranych do tej łaski Bożej... nieszczęśliwi nie widzą nic pod wpływem trwogi; szczęśliwi, na zawsze już są ślepi!.. Tak, tak, siostro!.. przestań drżeć i stań się dumną, jak wybrana chrześcijanka!..<br>
{{tab}}— O mój bracie! w twoich uspokajających serce wyrazach, widzę nowy cud łaski Nieba!.. Moc wstępuje w moją duszę... i staję się gotową wysłuchać cię, co mi jeszcze dalej chcesz objawić... A więc to te słowa widma snu skierowały twoje kroki do siostry?..<br>
{{tab}}— Tak jest: „Delfina jest w Paryżu... szukaj ją w Cité... śpiesz..“ były to wyrazy ustawicznie powtarzające się w sercu mojem i głowie... Opuszczam Wrocław, w tem religijnem przeświadczeniu, że nie jestem zbiegiem, oszukującym swoją ucieczką karzącą złości ludzkie sprawiedliwość... czuję w sumieniu mojem, że jestem tylko wybranym śmiertelnikiem, którego Bóg chroni od prześladowania... Ubogi, przywykły do niedostatku, rzucam się w tę świętą pielgrzymkę i śpieszę do Paryża, powtarzając w duszy z utęsknieniem: do Cité! do Cité!.. na poddasze ubogiego domu, jak przyjaciel!.. jak brat!.. jak bliźni!..<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/747|num=295}}{{tab}}Delfina, wzruszona miłością brata, objęła jego szyję rękami i przycisnęła do serca, które przed chwilą jeszcze miało już raz ostatni uderzyć — po tym uścisku zapytała.<br>
{{tab}}— Czyli spokojnie odbyłeś tę drogę, Teobaldzie?<br>
{{tab}}— Nie, siostro — z pewnym smutkiem odpowiedział — ale przestań żałować brata, który zanadto wiele zahartował już duszę swoją, aby go dręczyły pospolite życia usterki.<br>
{{tab}}— Przynajmniej uspokój ciekawość siostry przyjacielskiem zaufaniem... chcę wiedzieć wszystkie szczegóły tej drogi... od bram twojego więzienia, aż do tych drzwi, które przedzieliły mnie od reszty świata i ciebie... Bezwątpienia, że złość ludzka pośpieszyła za tobą, aby ci oddać zemstę za cnotę.<br>
{{tab}}— Słusznie mówisz, Delfino!.. a jej wykonawcą był tenże sam nikczemnik, który w ostatnich wypadkach naszego pomyślniejszego losu pokazał się, jakby piekieł posłannikiem.<br>
{{tab}}— Oskar! Oskar! — zawołała ze zgrozą.<br>
{{tab}}— On sam! — odpowiedział z dziwnym wyrazem na twarzy.<br>
{{tab}}— Ależ, o bracie!.. nigdy jeszcze w ten sposób tajemny nie przemawiałeś o tym człowieku, na którego wspomnienie niegdyś twarz twoja malowała wyraz tylko oburzenia.<br>
{{tab}}— Poznałem, żem obok niego, był także człowiekiem, o tyle tylko wyższym, o ilem umiał pogardzać jego nikczemnością; zresztą, również jak on przeznaczony byłem do grzechu... zgrzeszyłem nawet.<br>
{{tab}}— Cóż to jest? że nie pojmuję takiej odpowiedzi?<br>
{{tab}}— Cofnij więc, siostro, myśl twoją w ową szczęścia epokę, kiedyśmy oboje, bogato przystrojeni, żyli pod wpływem namiętności towarzyskiego świata. Kiedy bawić się było dla nas niejako {{Korekta|obowięzkiem|obowiązkiem}} należnym z przyzwoitości społecznych ustaw. Ta epoka sięga niedaleko... kiedyśmy razem znajdowali się na świetnej zabawie.<br>
{{tab}}— Mówisz więc o balu u księcia Topor Płonińskiego w Warszawie?..<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/748|num=296}}{{tab}}— Tak jest... Oskar także się na nim znajdował.<br>
{{tab}}— O mój Boże?.. cóż nareszcie przenikam! — zawołała, wpatrując się w twarz brata.<br>
{{tab}}— Co przyjął świat... co należy z prawa człowiekowi, w zły czy dobry sposób pojmującemu znaczenie honoru!.. Obok czystości religijnych zasad naszego życia, winniśmy jeszcze pokazać się światowymi. Patrzaj, siostro!.. oto moja rękawiczka z balu księcia Topor — dodał, wyjmując ją z kieszeni.<br>
{{tab}}Delfina zasłoniła oczy.<br>
{{tab}}— Wówczas to, gdym dotknięty ostatecznym przyciskiem obrazy, nie mógł znieść szyderczych żartów niegodziwca...<br>
{{tab}}— Nazwałeś go podłym!<br>
{{tab}}— A wiesz-że teraz, siostro, jak się odpłaca za podobne nazwanie?.. krwią.. wystawioną na tę dziwną loteryą, która jest wielką daniną człowieka, przynależną za rozkosze, jakie nam przynosi to subtelne ukształcenie świata, do którego gmin nie znajduje przystępu.<br>
{{tab}}— Pojedynek.<br>
{{tab}}— W twojej przytomności byłem wyzwany... a gra losu życia lub śmierci odłożoną została do czasu... Ty, jak słaba kobieta, której świat inne pozostawił prawa, zaklęłaś mnie wówczas, abym przeniósł hańbę i raczej padł do nóg szatanowi, niż się pomścił... Ale zanadto zostawałem już wtedy pod wpływem szaleństwa: dlatego tobie samej poprzysiągłem, „że dopóki tylko żyć będzie ten nikczemnik, nie przebaczę mu!.. że wszędzie, gdziekolwiek traf dozwoli mi pomścić się, tam poświęcę krew moją!.“ Już ten traf dotknął nas obojga — dodał, spuszczając głowę ku ziemi.<br>
{{tab}}— Widziałeś go więc potem, Teobaldzie?<br>
{{tab}}— Tak, niestety!..<br>
{{tab}}— I gdzie?<br>
{{tab}}— Na drodze z Wrocławia do Paryża.<br>
{{tab}}— A więc po opuszczeniu więzienia?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/749|num=297}}{{tab}}— Tak...<br>
{{tab}}— I dokąd śpieszył ten człowiek?<br>
{{tab}}— Za tobą... do Paryża.<br>
{{tab}}— Oh!<br>
{{tab}}— Ale już przeciąłem tę drogę... W oberży pod Frankfurtem nad Menem, {{Korekta|znalasłem|znalazłem}} go!.. a wówczas, bez wahania, stawiając mu przed oczy rękawiczkę, ozwałem się, własne jego powtórzywszy wyrazy: „Już czas!.. podły więc kto nikczemnie stchórzy i cofnie, co przyrzekł jak człowiek honoru!..“ Oskar pokazał mi moją — dodał Teobald, raz jeszcze pokazując jej śnieżnej białości rękawiczkę balową — zrozumieliśmy się!<br>
{{tab}}— O mój Boże!.. na tej rękawiczce jest krew!<br>
{{tab}}— Tak.. krew... Ale nie dlatego, Delfino, chcę ci opowiedzieć niektóre szczegóły tego pojedynku, aby się próżną chlubą popisywać, czego nawet nie zrozumiesz: ale dlatego, że, nie mam już więcej mocy utaić w duszy dziwnego wydarzenia, które znów cudowność osłoniła... Ale czy nie trudzi cię, siostro, opowiadanie moje?.. jesteś zbyt może osłabioną, ażebyś podołała przyjąć do swoich myśli tyle wypadków, któremi umysł twój zarzucam?<br>
{{tab}}— O, bądź spokojny o to, bracie! — odpowiedziała, poprawiając się na kanapie — słabość moja jest sroga, ale historya losu twojego, jest tem miłem zajęciem, które samo nieledwie zdaje się uzdrawiać... Powiedz więc, powiedz wszystko, Teobaldzie!.. ja cię wysłucham bez utrudzenia... Zacząłeś znowu coś mówić o cudownem zdarzeniu... dokończ, Teobaldzie!.. Czy biłeś się z Oskarem?<br>
{{tab}}— Musiałem.<br>
{{tab}}Delfina spojrzała na brata z wyrzutem.<br>
{{tab}}— Przecież nie jestem jeszcze zabójcą!.. Toż samo prawo, które uświęciło potrzebę wojny i miliony nieraz ofiar ściele trupem w interesie narodu, toż samo prawo osłania pojedynczego człowieka, który wyzywa, bije się, zabija, lub umiera w osobistej sprawie! Przecież i w tej ostatecznej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/750|num=298}}chwili, kiedy nie godzi się już plamić występkiem serca, jako w godzinie, mającej nas powołać przed sąd Boga, przecież, mówię, są nikczemne dusze, które z pojedynku chcą robić zabójczy podstęp i stają się istotnymi mordercami!.. To co mówię, miało miejsce w mojem spotkaniu z Oskarem... Za broń wybraliśmy pistolety... reszta układów miała paść na los gry w kości... to jest, wybór miejsca, odległość strzału, pierwszeństwo... ilość świadków.<br>
{{tab}}— Cóż los chciał, Teobaldzie? — zapytała z trwożliwym pośpiechem.<br>
{{tab}}— Moja kość już padła, pierwsze rzucenie, mające wyrokować o wyborze miejsca już skończone.<br>
{{tab}}— I cóż? — Bić się pod kluczem... w zamkniętym pokoju.<br>
{{tab}}Delfina drgnęła.<br>
{{tab}}— Przyjąłem... Rzucam kość po raz drugi... pada los na ilość świadków.<br>
{{tab}}— I cóż?<br>
{{tab}}— Żadnego.<br>
{{tab}}— O mój Boże!.. bić się pod zamknięciem... bez niczyjej przytomności! z człowiekiem, który był zdolnym do wszystkiego!<br>
{{tab}}— Przyjąłem i to... Rzucam kość po raz trzeci.<br>
{{tab}}— Na jaką stawkę?<br>
{{tab}}— Odległość strzału.<br>
{{tab}}— Cóż wypadło?<br>
{{tab}}— Trzy kroki.<br>
{{tab}}— Oh! oh!<br>
{{tab}}— Jaszcze przecie nie dla mnie, Delfino! nie przerażaj się przedwcześnie... Rzut czwarty, stanowił o życiu lub śmierci niechybnej przegrywającego. Rzucam kość na stawkę pierwszeństwa?.. Czy pojmujesz, Delfino, wielkość tego przyzwolenia... Rzucam kość... jakbym zapytywał: czy ty do mnie, czy ja pierwszy wystrzelę do ciebie?.. już padło!..<br>
{{tab}}— Któż wygrał?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/751|num=299}}{{tab}}— On.<br>
{{tab}}— Teobaldzie! — krzyknęła, chwytając go za ramię, jakby piersiami własnemi chciała osłonić brata, wystawionego na śmierć niechybną...<br>
{{tab}}— W tej chwili — mówił dalej — zamykam drzwi pokoju, oddaję w ręce Oskara pistolet... mierzę odległość na trzy kroki i staję... mówiąc: oto pierś moja... strzelaj!<br>
{{tab}}— Czyż wystrzelił ten nikczemny?<br>
{{tab}}— Jak nikczemnik... wymierzył we mnie lufę w samo serce... ale ani drgnąłem, w tem srogiem przygotowaniu się do śmierci... Wnet słyszę już z ust jego to straszne hasło, zapowiadające noc wieczną... to hasło, które ma tylko trzy wyrazy... jak trzy znaki symboliczne... Oskar zawołał: raz.. dwa... trzy.<br>
{{tab}}— Oh!.. bracie! — Huk przeraźliwy ogłuszył mnie... dym otoczył!.. A w tem, o cudzie niepojęty! pod wpływem którego zaczynam jakby żywot nowy... W tej chwili śmierci widzę przed sobą toż samo widmo snu z więzienia... tegoż samego żebraka, wybawiciela z więzów i niewoli... Pierś jego zasłania moją... kula śmierci, mnie przeznaczona, pada na ciało starca i przebija jego kości.<br>
{{tab}}— Zabity więc! — krzyknęła.<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}— Nie?!..<br>
{{tab}}— Przeszedł obok mnie i zniknął.<br>
{{tab}}Delfina, jakby odurzona tak nadludzkim wypadkiem, jakby niedowierzając myślom własnym, przeciągnęła drżące ręce po spotniałem czole — a po chwili, głosem dziwnej mieszaniny uczuć, przemówiła.<br>
{{tab}}— Ocalił cię!.. jak już raz ocalił siostrę twoją od śmierci!.. Nareszcie, bracie, może to tylko było złudzenie twojej wyobraźni... może w chwilach bliskich naszego przejścia do wieczności, wszyscy widzimy podobne cuda, które tylko mają siedlisko w samej głowie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/752|num=300}}{{tab}}— Tak i ja myślałem... odurzony w pierwszej chwili nadzwyczajnością tego wydarzenia... tem więcej, że w izbie tej nikogo, oprócz mnie i Oskara nie było... a drzwi były zamknięte.<br>
{{tab}}— A jednak to było rzeczywistem, żeś ocalał.<br>
{{tab}}— Sądziłem, że Oskar chybił... i w tym samym momencie odpowiadam mu podobnie, przymierzając pistolet do jego piersi...<br>
{{tab}}— Aby zabić go?.. Teobaldzie!..<br>
{{tab}}— Drugi strzał był moją własnością z prawa pojedynku... On nie wahał się rzucić na mnie pocisk morderczy i chociaż nie zabił, spełnił ju żprzecie moralne zabójstwo... mojem prawem było wówczas hasto: śmierć za śmierć!.. krew za krew!.. wystrzeliłem...<br>
{{tab}}— A Oskar?!<br>
{{tab}}— Padł u {{Korekta|nog|nóg}} moich.. przeszyty kulą w lewą skroń. O nie wzdrygaj się przedwcześnie, Delfino, na czyn brata!.. który w oczach wszelkiej sprawiedliwości znajdzie przebaczenie!.. Człowiek, na którym przed chwilą spełniono zawiedzione zabójstwo, staje się sam sędzią i katem, wydaje wyrok i spełnia go bez wyrzutu sumienia... Jest to tak, jak prosta krwi zamiana, której niczem nie okupi... tylko krwią!.. Ale przebacz mi, kochana siostro, że tak srogimi obrazami z przypadłości tego świata, przenikam twoje słabe nerwy i drażnię przykrem cierpieniem.<br>
{{tab}}— Oskar nie żyje!.. Oskar nie żyje! — powtórzyła z tą kobiecą boleścią serca, umiejącego zawsze przebaczać w godzinie śmierci nawet nieprzyjacielowi.<br>
{{tab}}— Nie żyje — powtórzył Teobald za siostrą, w którego głosie przebijało się nieco żalu i uczucia winy. — A może tak chciało przeznaczenie! — dodał — które mnie ocaliło od niezasłużonej śmierci... jego, na śmierć skazało. Wreszcie poddałem się na śmierć, chciałem umrzeć... a śmierć jego, czy moją, poprzedziła gra.<br>
{{tab}}— Los przyszedł w pomoc twemu przeciwnikowi... przegrałeś...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/753|num=301}}{{tab}}— Nie, nie było tak, Delfino!.. Oszust ten, morderca, zawiódł się sam, usiłując mnie zdradnym podstępem skazać na śmierć... te kości, stanowiące o mojem życiu... były fałszowane!.<br>
{{tab}}— O Oskarze!.. twoja nikczemność przeszła już wszelkie wyobrażenie niegodziwości człowieka! — odrzekła Delfina. załamując w uniesieniu ręce. — Teraz, bracie! zaczynam wierzyć, że ten niedocieczony, który cię piersiami swemi osłonił od śmierci, był rzeczywistym wybawicielem.<br>
{{tab}}— O tak, Delfino... wybawicielem nieograniczonego miłosierdzia, którego poświęcenie przechodzi wszelką możność chrześcijańskiego serca! Duch czy człowiek, ale jego posłannictwo na ziemi, jest wielkim przekazem słów Chrystusa: „kochajcie się wzajemnie!“<br>
{{tab}}Delfina kilka łez wylała.<br>
{{tab}}— Nie płacz! nie płacz, siostro! — rzekł Teobald. — Jeszcze nie przyszedł dla nas ten czas, w którym spokojnej używając szczęśliwości, wielbić będziemy chwałę Boga i gotować się do oglądania Jego majestatu w przyszłem życiu... Teraz jeszcze, oczekuje nas długie i nieznane igrzysko dni, istnych dni walki z prześladowcami. Jeszcze może zbyt wiele ciosów przeniesiemy, nim przejdziemy w ten błogi stan pokoju, którego tak mało wybranych na ziemi używa... a może łzy i nieskończone boleści zostaną udziałem naszego życia na zawsze!.. O! wówczas upadli na siłach... poddamy się nieszczęściu i za krzyż cierpień złożymy podziękowanie Bogu, który w swojej mądrości i woli zachował tajemnicę, dlaczego zesłał na nas ten bicz męczeński!<br>
{{tab}}— O tak! tak, Teobaldzie!.. Z światowej nadziei nauczasz mnie, jak mam przejść do religijnej wytrwałości.<br>
{{tab}}— Ja nie wierzę w nadzieję, Delfino!.. wierzę tylko w czyste rozumowanie myśli moich.. światowa nadzieja jest hańbą serca, która z istoty wzniosłej człowieka czyni go tylko niedołężnem stworzeniem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/754|num=302}}{{tab}}— Niepodobna, bracie, aby te słowa nie ukrywały w sobie prawdy, którą wyrzekłeś w naszym interesie.<br>
{{tab}}— Tak jest, siostro... śmierć Oskara zostawiła mi dużo rzeczywistych przepowiedni... Znalazłem przy nim listy.<br>
{{tab}}— Listy?.. o mój Boże! — zawołała z pewnem ożywieniem — przynajmniej tyle zostawiasz nam pociechy, że już oświetlać zaczynasz tę straszną noc, która jak kir grobowy zasłoniła oczy nasze od samej kolebki!..<br>
{{tab}}— Z tych listów wykryłem imię naszego prześladowcy... Rapinnet jest tym mordercą!.. Oskar był tylko prostym najemnikiem, katem za zapłatę!.. Nie wiem, jaki obrót wziąć miała dalej ta przeklęta machinacya, w której oboje tyle czasu jesteśmy ofiarami: ale to pewna, że teatr tych wszystkich intryg obrał sobie dzisiaj za miejsce gry, Paryż... Oskar jechał właśnie, wezwany do uczestniczenia w przyszłych naszych nieszczęściach, które z taką czelnością obok nas w Warszawie wykonywał... Bóg może już nareszcie chciał zakończyć tę straszną grę, opartą na złości kilku niegodziwców, i rękę moją podniósł na przecięcie tego pasma, rokującego tylko Jego obrazę... Śmierć Oskara może jest tylko tym tajemnym kierunkiem działań ziemskich, które my nazywamy przeznaczeniem.<br>
{{tab}}— Ha!.. teraz już wszystko zrozumiałam!.. A więc tenże sam, który w niewiadomej sprawie zakłócił moje spokojne pożycie z hrabią... poróżniał nas, niszczył na majątku; plamił na sławie, i w końcu stał się sprawcą mego owdowienia i przyśpieszył śmierć najlepszego męża — był tylko sługą tegoż samego intryganta, który cię wtrącił do więzienia.<br>
{{tab}}— Tak, tak, siostro!.. to Rappinet!.. Znalazłem także o tem wzmiankę w listach zabitego Oskara.<br>
{{tab}}— Rappinet, który mnie w tajemniczym celu wezwał do Paryża... posyłając za mną jednocześnie Oskara, aby spełniał dalsze dzieło ukartowanych udręczeń... o mój Boże! mój Boże! dozwól mi nareszcie zrozumieć tego człowieka!..<br>
{{tab}}— Czy jesteś tego pewna, Delfino, co mówisz?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/755|num=303}}{{tab}}— O! to już nie ulega wątpliwości!.. Kilka pomniejszych okoliczności dało mi poznać dobrze, że człowiek tego nazwiska rzeczywiście wezwał mnie do siebie...<br>
{{tab}}— Mnie, przeciwnie, oddalił... cóż jest w tem?.. Nareszcie, powinien ci się był pokazać...<br>
{{tab}}— Wezwałam go przecie o to sama listem pisanym już w Paryżu.<br>
{{tab}}{{Korekta|I|— I}} przyszedł?<br>
{{tab}}— Tak jest — odrzekła z ciężkością — ale już wówczas byłam śmierci przeznaczona... Ten człowiek, którego tyle się lękałam, był już przed zamkniętym progiem mego ubogiego mieszkania.. {{Korekta|t|i}} wezwał kilkakroć razy, aby mógł go przestąpić... aby mógł znów rozpocząć dalsze dzieło swoich skrytych zamiarów; ale już było zapóźno dla mnie i dla niego!.. rzuciłam na niego przekleństwo!..<br>
{{tab}}— Nie widział cię więc wcale?<br>
{{tab}}— Nie widział.. również jak i ja jego... słyszał tylko mój głos rozpaczliwy i szalony... i odszedł.<br>
{{tab}}— Jak dawno był tu ten człowiek?<br>
{{tab}}— W terminie oznaczonym mi właśnie na przybycie do Paryża... I kwietnia... Dziś już dzień trzeci, a nie ponowił jeszcze swej zaczepki.<br>
{{tab}}— O! już przenikać zaczynam!.. Interes tego człowieka wymagał koniecznie twojej łagodności... przyjaznej odpowiedzi serca, na czem właśnie się zawiódł. Przeczuwam nawet że nam się teraz przedstawi w cnotliwym charakterze zwodziciela... ale jeszcze mam silne ramię i rozum, wystarczający na przeniknienie tej tkanki intryg, którą usnuł, i nim złożę kości moje w {{Korekta|aiemi|ziemi}} na pożarcie żarłocznemu robactwu, czuję, że zwalczę tego potężnego przeciwnika i zemszczę się!.. Wreszcie Bóg sam przywołał mnie do ciebie, aby stanąć w twojej obronie... Tu jeszcze raz przypominam sobie tego żebraka, który aż do drzwi tego mieszkania wspierał moje kroki i umacniał ducha. „Śpiesz, śpiesz do Cité!“ nie było to jeszcze wszystko {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/756|num=304}}co powiedział, (Uwierając drzwi mojego więzienia w Wrocławiu, nie dokończył tylko, co jego wielka myśl ukrywała: „śpiesz! a ja ci sam w pośpiechu dopomogę.” Bo czyż nie przyszedł w wybawczą pomoc zagrożonemu śmiercią w Frankfurcie?.. to było raz... a potem...<br>
{{tab}}— Widziałeś go więc raz jeszcze? — zapytała z pośpiechem Delfina.<br>
{{tab}}— Tak, siostro... w drugiej nierównie sroższej {{Korekta|przypapadłości|przypadłości}}, która obiecywała przeciąć na zawsze tę świętą drogę, jaką już prawie całą przemierzyłem... w Paryżu.<br>
{{tab}}— W Paryżu?<br>
{{tab}}— Tak... Dziś nawet.<br>
{{tab}}— Uspokój więc moją ciekawość.<br>
{{tab}}— Czy znasz, droga siostro, owych ludzi, którzy na dumie własnej, ale dumie godnej towarzyskiego człowieka, opierają to błogie zadowolenie, wystarczające do cofnięcia wszelkich z serca wyrzutów?.. którzy ustawicznie mają na twarzy gotowy rumieniec wstydu, ile razy im przyjdzie upokorzyć się przed światem, którzy w ostatniej poniewierce od losu, nie poniżą jeszcze swego serca i honoru, dla których wyraz ''łaska'' jest morderczym sztyletem, dla których ''jałmużna bogacza'', staje się wystarczającą na zabicie moralne... O ileż takich ludzi naliczyć można w świecie, którzy na ostatnim szczeblu nieszczęścia pasują się między wstydem a prośbą, między głodem a śmiercią z niedostatku? Tysiąc razy próbują wyciągnąć rękę o kęs chleba, a coś {{Korekta|niopojętego|niepojętego}} w duszach tych wielkich ofiar cofa dłoń z przemożnym wstrętem!.. Okropny {{Korekta|tol|to}} okropny stan nędzarza z pychą w sercu. Ambicya nie jest fałszywem uczuciem, skoro go natura wyrabia w nas samych. Szczęśliwi martwi towarzysze gminu, którzy z żebractwa umieją robić rzemiosło, i wówczas zaledwie dopiero czują poniżenie, gdy najmniej ofiar jałmużniczych wyproszą u świata!.. kamienie! kamienie w postaciach ludzkich! Oto moje przygotowanie cię do {{Korekta|teeg|tego}} strasznego zdarzenia, które ci mam opowiedzieć...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/757|num=305}}{{tab}}Delfina, jakby już wszystko odgadła przeczuciem, na twarzy jej widać było przerażenie.<br>
{{tab}}— Ty żebrałeś, Teobaldzie! — przemówiła ze drżeniem, jakie przejmuje w pierwszych chwilach uczucia zgrozy.<br>
{{tab}}— Raz jeden — z ciężkością odpowiedział.<br>
{{tab}}Delfina, w namiętnem zaślepieniu, przycisnęła rękę jego do ust swoich i ucałowała, jakby mówiąc:<br>
{{tab}}„O, niechaj ten pocałunek oczyści tę rękę i stanie się nagrodą, za ból serca, wstydem zranionego!“<br>
{{tab}}— Czy wiesz, siostro kochana — dodał jeszcze Teobald — że gdyby nie ta myśl, iż w mojem powołaniu ukrywa się cel święty, cel, niczem nie zastąpiony, że względem ciebie przekazany mam od Boga wielki obowiązek ratunku, już dawno umarłbym z nędzy, bez jednego wyrazu prośby do świata... tak, umarłbym, jak męczennik przeznaczenia!.. Ale dla ciebie, Delfino, potrzeba było jeszcze mojego życia, mojej siły, ramienia i rozumu... Z tą myślą opuściłem więzienie, i jakby człowiek pierwotnej natury, bez wsparcia, bez zasiłku, bez jednego grosza w kieszeni, tej sztucznej życia podpory, puściłem się w daleką drogę, powierzając mój byt opiece trafu!.. przebacz! przebacz, Delfino... ja żebrałem! — zakończył, spuszczając oczy ku ziemi.<br>
{{tab}}Delfina po raz drugi, przycisnęła do ust jego rękę.<br>
{{tab}}— W tej próbie nowego zawodu, — mówił dalej — poznałem serca ludzi, serca, jakiemi są, jakiemi inaczej być nie mogą!.. Przemierzyłem tę rozległą skalę uczuć: od zimnej, prawie lodowatej oziębłości, aż do anielskiego miłosierdzia!.. i ja, com tyle czasu patrzył na świat chrześcijański, jak chrześcijanin, stałem się w końcu poganinem!.. Od miasta do miasta, od wioski do wioski, wiodąc mój krok wędrowny, wołałem ustawicznie: wsparcia! wsparcia, bogacze!.. lecz wszędzie, w miejsce łaski, zdumiewającą tylko pozyskiwałem naukę... Wzrok mój i serce zwracałem tylko tam, gdzie blask, mamiący bogactwem, zapowiadał obfitość, gdzie wiedziałem, że ten grosz, podany nędzarzowi, nie stanie się ruiną ich {{pp|ma|jątków}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/758|num=306}}{{pk|ma|jątków}}, gdzie w końcu sądziłem zaślepiony, że do szczęścia tych złotych cielców przyczynię jeszcze jednę rozkosz moralną, którą nam przynosi każdy czyn szlachetny miłosierdzia... lecz jakże srodze zawiodłem się na tej próbie!.. Drzwi pałaców zamykały się przedemną, jak przed opętanym, brzmiały koła karet i lśniących powozów, uciekając przed natrętnym: gdy przeciwnie, te biedne i walące się chaty otwierały zawczasu skromne wrota swoje, ażeby przyjąć i przytulić do siebie żebraka. Im większa nędza malowała się w tych wszystkich, com przemawiał do ich serca, tem więcej litości, tej religijnej ozdoby człowieka dziewiętnastego wieku, mieściło się w ich charakterze!.. O biada! biada bogaczom! dla nich na zawsze zamkniętą jest droga pięknej cnoty, i rzekłem nakoniec zdumiony... Odejmcie pieniądz od człowieka, a w tej chwili z sztucznej istoty stanie się stworzeniem, godnem dzieła Boga... ujrzycie chrześcijanina!.. Oto cała moja nauka, siostro, którą nabyłem w tej stanowczej próbie ludzi, próbie smutnej i poniżającej nasz wiek oświecony!<br>
{{tab}}Delfina, wsparta na łokciu, na krawędzi swojej kanapy, słuchała z okropnością słów brata, które jakby za wyrok dla siebie uważała. Nędza własna mimowoli przejęła ją strachem, jaki ogarnia każdego w godzinie utraty ostatniej nadziei i lekko, ale gorzko i ironicznie kiwnąwszy głową, przemówiła:<br>
{{tab}}— I w cóż poszły te wzniosłe wyrazy Zbawiciela... „kochajcie się wzajemnie?..“ w poniewierkę!<br>
{{tab}}— Ale dopóki tylko jedna istota na ziemi spełniać będzie żywot w duchu tej wzniosłej nauki — odrzekł Teobald — nie lękajmy się strasznych skutków obojętności serca bliźnich... ten jeden nas ocali!<br>
{{tab}}— Ah!.. ten jeden jest nadziemskim wyjątkiem!<br>
{{tab}}— Pocieszyłem się tem w ostatnich już chwilach doświadczenia, kiedy, przebiegając ziemię Francyi, śpieszyłem do Paryża, aby ciebie zobaczyć... Dnie całe przemijały, a usta moje nie poczuły nieraz najmniejszego kawałka chleba... {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/759|num=307}}im bardziej zbliżałem się do stolicy, tem większą napotykałem nieczułość... Strach przejmować mnie nareszcie zaczynał z obawy, że już nie skończę tej długiej pielgrzymki... Już siły opuszczać mnie zaczęły...nogi chwiały się strudzone długą i przykrą podróżą... a jednak szedłem bez odpoczynku... Mury Paryża już mi się ukazywać zaczęły w oddaleniu... serce uderzyło przedwcześnie... ale niestety! była to zarozumiałość zbyt wiele ufającego w moc swego ciała... Już nie idę, ale wlokę zbolałe członki... głód, pragnienie, wyczerpuje do reszty moje siły... w końcu, padam...<br>
{{tab}}— O mój Teobaldzie!..<br>
{{tab}}— Sądziłem zrazu, że odpoczynek pozwoli mi wkrótce ukończyć dalszą drogę do Paryża; ale tysiąc razy usiłuję powstać na nogi, tysiąc razy ciężar osłabionego ciała pozostawia mnie na miejscu... Wzywam na nowo litości!.. błagam lud przechodzący o jeden mały ułamek chleba, o jednę kroplę wody, aby tylko na godzinę pokrzepić moje ciało... ożyć na chwilę, któraby wystarczyła dla zbliżenia się do ciebie, i skonać w twoich {{Korekta|objąciach|objęciach}}... ale niestety! nikt nie chciał zrozumieć pasującego się okropnym stanie głodu i pragnienia!.. (book from Wikisource) Zwątpiłem nareszcie u celu tak długiej drogi i jakby na domiar nieszczęścia, upadłem nawet na duchu, umarłem moralnie, postanowiwszy na tem samem miejscu skończyć żywot męczeński... aż wtem...<br>
{{tab}}— Cóż? cóż? — zapytała porywczo, poruszając się niespokojnie Delfina.<br>
{{tab}}— Wtem, raz jeszcze, jakby od Boga zesłany, staje przedemną ten sam wybawiciel. Jakież to niepojęte zdarzenie!.. ten sam żebrak, ten nędzarz nagi, bosy, wyniszczony trudami i niedostatkiem, przychodzi się podzielić z biedniejszym od siebie, i za grosz jeden z swojej torby zasila mnie kawałkiem chleba i wodą... Jak zwierz żarłoczny, rzuciłem się na pokarm... a wtem, widzę na piersiach tego szczególnego wybawiciela, ''dwie'' blizny, położone w tym kierunku — dodał, wskazując palcem na swoich piersiach:
{{c|★{{tab|40}}★}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/760|num=308}}{{tab}}— Nieszczęśliwy, z ulgą swego serca na nie spoglądając, wyrzekł:<br>
{{tab}}„Otóż to już drugi grosz miłosierdzia oczyszcza ślad zbrodniczy na Rennepontach!.. O! dozwól Boże! zmazać jak najprędzej dwa pozostałe?!“ I odszedł głuchy na moje podzięki.<br>
{{tab}}— Cóż to jest? cóż to jest, o bracie! — zawołała — to ten sam bezwątpienia, który obok mnie wymówił podobnież to nieznane nazwisko Rennepontów: wówczas jeszcze miał aż trzy takie znaki na piersiach, niegdyś cztery!.. jest-że to duch, czy człowiek?!<br>
{{tab}}— O, nie badajmy już więcej tego, co może Bóg chce mieć ukrytego przed nami. Oddajmy się raczej tej rzeczywistości, która nas w tej chwili dotyka nieszczęściem, i grozi dokoła tysiącem niebezpieczeństw! Już czas, albo obalić to ciężkie {{Korekta|brzemie|brzemię}}, tyle lat przytłaczające serca nasze, albo im uledz, wyrozumiawszy poprzednio wolę przeznaczenia!.. dlatego odpowiedz mi jeszcze, siostro, czy wiesz, w jakiej drodze szukać mi należy naszego prześladowcę?..<br>
{{tab}}— Nie wiem; wszak tylko jeden Bóg zna ten zakąt, w którym człowiek ten ukrywa się przed nami... Miasto Paryż jest labiryntem domów, ukrywającym miljon złych i dobrych ludzi.<br>
{{tab}}— A jednak znaleźć muszę Rappineta!.. Wskazał ci przecie miejsce spotkania?<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— A więc?..<br>
{{tab}}— Na folwarku Szwajcarskim, pod parkiem de {{Korekta|Monceaux|Monceau}}...<br>
{{tab}}— Dobrze... u kogo?<br>
{{tab}}— U właściciela...<br>
{{tab}}— A jego imię?<br>
{{tab}}— Jerzy Stortz... pachciarz...<br>
{{tab}}— Mam już wszystko, co potrzeba!.. O! chyba nie byłoby sprawiedliwości Boga na ziemi, gdybym tą drogą nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/761|num=309}}trafił do ciemiężyciela naszego!.. Jutro zaraz, kochana siostro, rozpoczynam ten bój zacięty, w którym, albo zwyciężę, albo padnę zwyciężony!..<br>
{{tab}}Już i zmrok wieczorny zapadać zaczął — migotliwe cienie ogarniać zaczęły poddasze — Teobald mówił z coraz mniejszym zapałem — mówił zaledwie o szczegółach tej smutnej ostateczności swojej siostry, w jakiej ją znalazł, po swem rozłączeniu.<br>
{{tab}}Już też i sen mrużyć zaczął powieki obojgu — Teobald usypiał z utrudzenia — Delfina ze zmordowania umysłu, słuchając opowiadania tylu wypadków.<br>
{{tab}}Wszystko obiecywało na jutro zapowiedziane dzieło ratunku.<br>
{{tab}}Usnęli.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''IX.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Przymierze ze lwem.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Nazajutrz, kiedy światło dnia nowego zabłysło przez okna ubogiego poddasza, które stało się całem schronieniem Teobalda i Delfiny, zaczął się dla dwojga nieszczęśliwych dalszy ciąg smutnych ciosów tejże samej intrygi, w innej tylko postaci objawionych.<br>
{{tab}}Teobald ocknął się pierwszy i jak człowiek, wiele przewidujący, nauczony tyle czasu odrzucać rozumem pociski losu, począł myśleć nad sobą — nad stanem siostry — nad środkami, nie dość mającymi zapewnić im długą szczęśliwość, ale nadto nad temi ostatecznemi koniecznościami, z któremi walczy każdy przeznaczony w świecie do ubóstwa.<br>
{{tab}}Spojrzał bolesnym wzrokiem na nagość siostry jeszcze uśpionej... porównał jej świetną epokę, kiedy, zaszczycona tytułem hrabiny, używała tych szczodrobliwych łask nieba, dla {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/762|num=310}}tak małej liczby wybranych zostawionych. Serce ścisnęło mu się żalem. Był to ból, który obudził w duszy jego nowy hart i odwagę do ratunku, aby, jeżeli ją nie zupełnie ocalić, to przynajmniej osłonić tą opieką, która w obszernej skali rodzajowania pomyślności naszych ulgą, nazywać się każe.<br>
{{tab}}Całym jego skarbem, tą materyalną własnością, jaką w tej chwili posiadał, było to wszystko, co miał na sobie. Był więc jeszcze bogatszym od Delfiny — dlatego, w myśl tego przekonania postanowił tym ostatkiem podzielić się z ubogą.<br>
{{tab}}Wiedział i to, że biedna ta ofiara, osłabiona na siłach, wycieńczona niedostatkiem, jak tylko otworzy ze snu oczy, aby wejrzeniem prawdy spojrzeć na świat, który ją tak srodze przyjmuje, nie na długo będzie mogła cieszyć się szczęściem, które jej widok brata powróconego przyniesie. Rozkosz moralna nie zastąpi konieczności fizycznych, Delfina upomni się o pokarm.<br>
{{tab}}W prędkiem porozumienia się z sobą, znalazł już sposób zapobieżenia jednej i drugiej potrzebie — nie nadługo wprawdzie — może tylko na dziś — na jutro — lecz nie zrażał się niczem, jak człowiek, który przyciśnięty tego rodzaju upadkiem, zapomina, że po za obrębem dzisiejszego swego bytu, oczekuje go jeszcze to, co nazywamy przyszłością.<br>
{{tab}}Delfina się zbudziła.<br>
{{tab}}Cały uścisk zobopólnego powitania, rozpoczął nasycenie ich serc zbolałych — przecie wkrótce, ze świata ideałów upadli, weszli w to smutne przypomnienie rzeczywistości, które gorzkim wyrazem odbiło się na ich twarzach zawiedzionych.<br>
{{tab}}Zrozumieli się już oboje.<br>
{{tab}}— Dziś masz się gorzej, siostro kochana — przemówił Teobald z czułością.<br>
{{tab}}— O, nie!. mam się lepiej — odrzekła zaledwie słyszanym głosem, bardziej niż wczoraj, osłabiona.<br>
{{tab}}— Pocieszasz mnie tylko, siostro... Głód, pragnienie, zimno: wszystko to dokuczać ci nie przestało.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/763|num=311}}{{tab}}— Przy tobie jednak, bracie, jest mi znośnem to wszystko.<br>
{{tab}}— Mimo to, spieszny tylko ratunek nas ocali.<br>
{{tab}}Delfina ciężko westchnęła.<br>
{{tab}}— Otóż już upadać zaczynasz na duszy! — odrzekł z łagodnym wyrzutem. — W naszem położeniu należy więcej działać, niż czuć... Przedewszystkiem, potrzeba ci ubioru.<br>
{{tab}}— Straszne niepodobieństwo!<br>
{{tab}}— Przeciwnie, siostro... obok mnie, przestań cokolwiek wierzyć w niepodobieństwo.<br>
{{tab}}— Teraz ty znowu pocieszasz mnie, bracie... I cóż przedsięweźmiesz obcy, w obcem mieście, sam jeden, bez przyjaciela.. w pośród ludzi, nieznanych ci, których nadto egoizm dawno już uczynił kupcami własnego życia?..<br>
{{tab}}— Stanę się podobnież obok nich spekulantem... Ubiór, jaki widzisz na mnie, wart jeszcze około 150 franków... a to za kosztowny jak na nędzarza!.. zamienię go na uboższy, zamienię na dwa: aby zarówno wystarczyło to i dla ciebie.<br>
{{tab}}— Dobra myśl, Teobaldzie... Dwa ubiory czyste przyzwoite, chociaż skromne, to powinno wystarczyć za ten jeden.<br>
{{tab}}— Za resztę kupię jeszcze chleba...<br>
{{tab}}— O mój aniele wybawczy!.. śpiesz więc! śpiesz!.. a jeśli Bóg dobry pozwoli nam z tego uiścić jeszcze należność za komorne...<br>
{{tab}}Teobald westchnął i zapytał.<br>
{{tab}}— Za ile dni należy się za to mieszkanie?<br>
{{tab}}— Za cztery... jeden frank za dobę... dobrzeby było nawet zapłacić zaraz z góry i za jutro... pojutrze...<br>
{{tab}}— My nie mamy dla siebie jutra... nasze istnienie rachuje się tylko na godziny — odrzekł z gorzką pewnością. — Zresztą, już wiem wszystko, czego potrzeba... Na chwilę więc rozłączam się z tobą, Delfino... lecz powrócę... tak, powrócę, aby nagość twoją przyodziać, co jest pierwszą potrzebą; aby ci przynieść posiłek, co jest życia koniecznością.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/764|num=312}}{{tab}}— Na dziś, i wszystko na dziś — odrzekła smutno, opuszczając głowę na piersi — a jutro może...<br>
{{tab}}— A jutro może — przerwał Teobald — tenże sam ubiór zmienimy na kupno kawałka chleba... pojutrze, może jednego i drugiego nam zabraknie... ale dziś jednak, nie przyszło jeszcze do tego.<br>
{{tab}}Takich środków chwyta się człowiek w ostateczności, dopóki nie wybije ta godzina, w której opuszcza ręce i mówi bez wyrzutu... „już wyczerpałem w sobie wszystkie środki ratunku, teraz ty sama ratuj mnie... Opatrzności!“<br>
{{tab}}Wkrótce, po tem smutnem porozumieniu się dwojga ubogich, Delfina bawiła sama jedna na poddaszu, w cichej modlitwie błogosławiąc Boga — błogosławiąc brata, który z poświęceniem siebie, składał tyle ofiar dla jej ocalenia.<br>
{{tab}}W pół godziny, już weselszym daleko wzrokiem tchnęło to mieszkanie!<br>
{{tab}}Teobald wrócił.<br>
{{tab}}Miał na sobie bluzę z nankinu w kolorze błękitnym, ten strój powszechny rękodzielników francuskich — spodnie szerokie z białego drelichu i słomiany na głowie kapelusz — wszystko kształtne i świeże, miły dla oka przedstawiało widok. Przecie główną Teobalda ozdobą była wspaniała męzka postawa, łącząca dużo godności; ruchy jego młodzieńcze, umiarkowane i szlachetne — w końcu, twarz, pełna wyrazów, które mimowoli kochać i poważać się nakazują.<br>
{{tab}}W tym ubiorze, jak się Delfinie przedstawił, zdałoby się każdemu, że widzi bogatego plantatora wysp, lub biegłego w swojej sztuce zawiadowcę znacznej i kunsztownej rękodzielni, któremu tylko fantazya, lub zamiłowanie w pracy, kazało przywdziać ten strój, jaki szczęściem, we Francyi, bywa chlubą i daje prawo do szacunku od każdego.<br>
{{tab}}Ideał ten braterskiej miłości nie zapomniał, że czystość prawdziwego poświęcenia i ofiara zależą na ujęciu sobie cząstki własnego dobra. Wszystko więc to, co uskąpił w swoim ubiorze, zlał na siostrę ukochaną. Trzeba było widzieć radość {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/765|num=313}}malującą się w jego oczach, w owej chwili, kiedy ukazał jej kilka sprawunków, zalecających się zarówno taniością, jak doborem i gustem.<br>
{{tab}}Delfina łzami wdzięczności nagrodziła ten miły serca upominek.<br>
{{tab}}Wkrótce widzieć ją można było w sukni z czarnego, połyskującego, jak jedwab, kamlotu. Długa i gęsto pofałdowana spódnica, prawie zawsze nadająca figurze kobiecej jakiś charakter wzniosłej powagi, szczęśliwie ubierała Delfinę — skromną, bez owych fantazyjnych dodatków — owych falban, zakładów i oskrzydleń, które przystoją raczej kobiecie pewnego już wieku, a prawie nigdy przy czarnym kolorze — kolorze smutku. Z miłym uśmiechem, który jakby z rajskiej przeszłości przywołany, osiadł na jej ustach, włożyła na głowę czarny krepowy czepeczek, ubrany wstążkami z takiegoż koloru.<br>
{{tab}}Blada jej twarz, okryta wyrazem cierpienia i świętej rezygnacyi — twarz, jakby zdjęta z owych wizerunków malarzy, przedstawiających nam błogosławione niewiasty, czarująco odbijała obok czarnego garnirowania z krepy.<br>
{{tab}}Na stoliku, przed kanapą, na której siedzieli, stał skromny garnuszek fajansowy, z gorącą polewką z wina — obok tegoż leżało kilka kawałków ciasta.<br>
{{tab}}Delfina z pewnym wyrzutem za ten mały zbytek na brata spoglądała — wkrótce jednak przyjęła do ust posilny pokarm, i oboje, jakby na chwilę zapomnieli, pod wpływem jakich smutnych okoliczności zostają, oddali się błogiemu zajęciu, jakby już wygładzili z pamięci wszystkie ciosy.<br>
{{tab}}Tę zbyt krótką szczęścia chwilę przerwał niezadługo szelest kroków, jakby wchodzącej po schodach na poddasze osoby — Delfina, która od pewnego czasu wprawiła już dobrze słuch i nauczyła się najmniejsze ruchy w obrębie swego mieszkania rozpoznawać, lekko drgnęła, a zaraz potem, odejmując od ust naczynie, zawołała.<br>
{{tab}}— Ktoś idzie!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/766|num=314}}{{tab}}— O już też czas było rozpocząć w tej sprawie odpór lub zaczepkę! — odpowiedział Teobald, spoglądając na drzwi wpół uchylone.<br>
{{tab}}— Rozpoznaję nawet kroki kobiece.<br>
{{tab}}— Tem lepiej... będę miał czas przygotować się do walki z mocniejszym nieprzyjacielem.. a może nawet znajdę sposobność do jej uniknienia na zawsze... Już jest ktoś podedzwiami... rzeczywiście kobieta.<br>
{{tab}}— To Berta — odpowiedziała Delfina.<br>
{{tab}}I zaraz Berta pokazała się na poddaszu.<br>
{{tab}}— Czy znasz, siostro, tę kobietę?<br>
{{tab}}— Jest to właścicielka folwarku Szwajcarskiego, która pierwsza przyszła mi w pomoc zagrożonej nieszczęściem; jeżeli to tylko była pomoc istotna.<br>
{{tab}}Teobald spojrzał bystro na twarz przybyłej, jakby usiłował wyczytać z jej rysów, co w swej duszy ukrywała.<br>
{{tab}}— O pani! — zawołała z trudną do opisania radością mleczarka — nareszcie oglądam cię, pani, jeszcze!.. wielka to łaska Boga dla mnie i dla ciebie!..<br>
{{tab}}Mówiąc to, zbliżyła się aż do stolika.<br>
{{tab}}Na twarzy tej kobiety, mieszczącej w sobie dużo poczciwości, rozlanem było tyle boleści, tyle współczucia, iż niepodobieństwem się zdawało, aby ją mieć w podejrzeniu, wreszcie szczerość jej i prostota oddaliłyby od każdego myśl o fałszu.<br>
{{tab}}— Ta kobieta nie może być złą — przemówił Teobald po chwili, jeszcze wpatrując się w twarz Berty.<br>
{{tab}}— O mój Boże!.. ja złą! — odrzekła, wzruszając ramionami — jestem tylko nieszczęśliwą, dając się powodować złym ludziom.<br>
{{tab}}— Wierzę ci, Berto — rzekła Delfina.<br>
{{tab}}— Mam jednak nadzieję, że Bóg zmiłował się nademną i oddalił to nieszczęście, które mi zagrażało... Jerzy opuścił folwark wczoraj w wieczór.<br>
{{tab}}— Cóż to za Jerzy? — zapytał Teobald.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/767|num=315}}{{tab}}— Jerzy Stortz... dziwny człowiek, który na to tylko zalecał się do mnie i obiecywał żenić, aby przemieszkać czas niejaki w moim folwarku; wszystko to teraz domyślać mi się każę, że to było z rozkazu kapitana.<br>
{{tab}}— Jakiego kapitana?<br>
{{tab}}— Kapitana Rappinet.<br>
{{tab}}— Czy znasz także dobrze i kapitana, Berto?<br>
{{tab}}— Nigdym go nie widziała, a drżę cała na wspomnienie jego nazwiska. Któż wreszcie kapitana znać może, kiedy jest tylko gościem w Paryżu?.. Wiem tylko, że on to polecił Jerzemu, ażeby przyjął panią na moim folwarku, a następnie wskazał jej hotel Londyński na mieszkanie.<br>
{{tab}}— Czegom, na szczęście, nie usłuchała — ozwała się Delfina z westchnieniem ulgi.<br>
{{tab}}— Cóż jednak myślisz, Berto, o tych ludziach? — zapytał Teobald z pośpiechem.<br>
{{tab}}Berta zrobiła straszną minę.<br>
{{tab}}— Cóż przecie?<br>
{{tab}}— Łaskawy panie — odrzekła po chwili — jeżeli mam prawdę powiedzieć... to wyznam, że to są ludzie niezbadani... Jerzy, jak Jerzy, to tylko sługa; ale kapitan...<br>
{{tab}}— I dokąd przeniósł się Jerzy, opuściwszy folwark?<br>
{{tab}}— Nie wiem... Poszedł zapewne tam, gdzie i kapitan.<br>
{{tab}}— A kapitan?<br>
{{tab}}— Także nie wiem...<br>
{{tab}}— A więc zawiedli się na swojem!<br>
{{tab}}— Zapewne... gdyż słyszałam Jerzego, mówiącego w ten sam sposób.<br>
{{tab}}— Przecież już ślad znaleziony!.. Bóg mi resztę dopomoże! — odrzekł z uniesieniem Teobald — o, wybiję kiedyś ta wielka godzina, w której jak brat upomnę się za tyloletnie krzywdy siostry... jak syn, za krzywdy ojca i matki!.. za ich łzy! boleści! męczarnie!.. Pomszczę okropnie tego wyrodka, jak sprawiedliwy sędzia, choćby aż do wytoczenia ostatniej kropli krwi z żył zuchwalca!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/768|num=316}}{{tab}}— Teobaldzie! Teobaldzie! — zawołała przestraszona Delfina.<br>
{{tab}}— Zabiję go, mówię!.. to ci przysięgam, Delfino!.. Oh! czemuż w tej chwili, kiedy wściekłość zaczyna wrzeć w mojej duszy, nie widzę przed sobą nikczemnika?..<br>
{{tab}}— Oto go masz! — odezwał się stojący we drzwiach — jestem kapitan Rappinet!<br>
{{tab}}Teobald zerwał się z kanapy i rzucił się kilka kroków naprzeciw tak nagle i niespodzianie przybywającego — ale w tej samej chwili, cofnął się, topiąc wzrok prawie obłąkany w postaci kapitana.<br>
{{tab}}Taka jest władza w porę użytej śmiałości — iż w tym momencie, w którym jej próbujemy, zamiast się poddać, stajemy się zwycięzcami.<br>
{{tab}}Delfinę ogarnął przestrach, więcej przenikliwy, niż gwałtowny. i ukryła się za brata, aby pod tarczą jego ramienia szukać obrony przed nieprzyjacielem.<br>
{{tab}}Berta, zdawało się, że znikła, z takim pośpiechem opuściła poddasze.<br>
{{tab}}— Oto go masz przed sobą! — jeszcze raz powtórzył kapitan, spoglądając nie bez interesu na dwoje dzieci, dla których lat tyle był piastunem nieszczęścia, a które po raz pierwszy oglądał — i jeśli w krwi mojej widzisz dla siebie całe ocalenie, spełnij, coś wyrzekł!<br>
{{tab}}Mówiąc to, dobył z bocznej kieszeni surduta lśniący ostrokończasty puginał i rzucił go na stół.<br>
{{tab}}— Jestem za nikczemny — dodał jeszcze — aby śmierć moja stała się wystarczającą dla ciebie pomstą!<br>
{{tab}}Teobald chwycił do rąk żelazo i w szale zapamiętałości, a może istotnego szaleństwa podniósł je na kapitana.<br>
{{tab}}— Zabij!.. ale pomnij, że niema na ziemi sprawiedliwości bez wysłuchania winowajcy!.. niema kary bez wyroku!.. taki czyn nazywa się morderstwem!<br>
{{tab}}Teobald, jakby rozbrojony, cofnął swoją rękę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/769|num=317}}{{tab}}— Nareszcie dowiedz się — zakończył kapitan — że trup mój staje się strasznym dla ciebie mścicielem, bo już raz na zawsze odbiera ci ojca i matkę! On zawala wejście u progu, po którym nie przejdziecie nigdy do ich mieszkania...<br>
{{tab}}— Do naszego ojca i matki! — powtórzyli w uniesieniu Teobald i Delfina.<br>
{{tab}}Poczem Teobald dodał:<br>
{{tab}}— A więc jeszcze stajesz przed nami, jako prześladowca?..<br>
{{tab}}— Tak jest... może już tylko raz ostatni chlubię się, żem umiał w świecie odegrać rolę wyrodka!<br>
{{tab}}Teobald i Delfina spojrzeli po sobie.<br>
{{tab}}— Po coś więc przybył tu, straszny człowieku? — zawołał Teobald.<br>
{{tab}}— Aby was dręczyć.<br>
{{tab}}— Masz kamienne serce!<br>
{{tab}}— Nie mam go wcale!.. za to wy za mnie macie... Natura, co jednym odbiera, oddaje drugim... Cnota i nikczemność równoważą się w świecie na ślepej szali; bo inaczej, od czegóżby było piekło i niebo?.. Litości godny, kto chlubi się cnotą... głupi, kogo wstydzi nikczemność... Jestem korsarzem z powołania, a dla korsarza niepotrzeba lepszej nauki.<br>
{{tab}}— Rappinet, korsarz! — powtórzyli oboje.<br>
{{tab}}Kapitan rozśmiał się i odrzekł:<br>
{{tab}}— Niechaj ten śmiech wesoły stanie się prawdziwym tryumfem igraszki mojego sumienia... Nareszcie, zawrzyjmy przymierze, już czas pokazać wam, że cnota, którą się chlubicie, jest interesem serca z waszego egoizmu, jak złość moja interesem mojego... Najpierwszą tego próbą niech będzie, żeś mnie dotąd nie zabił.<br>
{{tab}}— Bo śmierć twoja wydziera nam na zawsze nadzieję oglądania ojca i matki!<br>
{{tab}}— Na tem też właśnie kończy się pierwszy paragraf mego założenia — odpowiedział z niepojętą czelnością — {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/770|num=318}}a następnie dowiódłbym, że tego samego korsarza, który w duszach waszych niema więcej przytułku, niż każdy barbarzyńca, nazwalibyście przyjacielem, byleby...<br>
{{tab}}— Byleby nam powrócił naszego ojca i matkę! — jednocześnie odpowiedzieli oboje, przerywając.<br>
{{tab}}— Paragraf drugi cnoty człowieka! — mówił dalej kapitan — cnoty, która go nie różni niczem od zwierzęcia, tylko kształtem... Przed małą chwilą, nie inaczej powiedział mi wasz ojciec i wasza matka, byleby im tylko powrócić ukochane dzieci...<br>
{{tab}}— Mój drogi ojciec tak powiedział! — zawołał Teobald z uniesieniem miłosnem.<br>
{{tab}}— I nasza matka! — dodała Delfina z łzą w oku. — O moja matko najmilsza! o mój ojcze! jakże wy kochacie swoje dzieci!.. Gdzież więc jesteście w tej godzinie rozczulenia naszego?..<br>
{{tab}}— W piekle — szyderczo odpowiedział korsarz — od którego klucz mieści się w mojej kieszeni.<br>
{{tab}}I wyrzekłszy to, dobył spory klucz i położył go przed zadziwionymi na stoliku.<br>
{{tab}}Teobald prawie w obłąkaniu porwał go ze stołu, jakby chciał w tej minucie otworzyć zamek tego tajemniczego więzienia i wyrwać rodziców z przemocy bluźniercy.<br>
{{tab}}— O!.. przecież z piekła nikt już nie wychodzi, podług katechizmu wielebnego ojca Fleury, na którym się uczyłem... Tobie tylko, przyjacielu, udała się jedna sztuka, dalibóg godna dyabła; to jest, że wymknąłeś się z więzienia, nie wiem którędy... bo, na moje słowo honoru nikczemnika, wcale się nie spodziewałem zastać cię tutaj, obok siostry... Jestem jubiler ''Bijou'', który, za skradzione mu dyamenty, wartości trzydzieści pięć tysięcy franków, rozłączył cię z panią i z Warszawy przeprowadził do więzienia Wrocławskiego... Widzę, że zaczynasz mi psocić...<br>
{{tab}}— A więc to ty?..<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/771|num=319}}{{tab}}— Jakem chrześcianin z wody i słowa, ja... Naśladuj raczej milczenie i pokorę tej pani, z którą porozumiałem się już w hotelu, na rogu ulicy de Rocher i Laborde. pod godłem „Nadwiślańska Syrena.“<br>
{{tab}}— A więc to ty okradłeś mnie tej nocy? — zawołała Delfina.<br>
{{tab}}— Ja, czy moi ludzie, zawsze to ja, łaskawa pani... Szkoda tylko, żeś nie chciała się zgodzić na hotel Londyński; o bo wówczas.. wreszcie, stało się zadosyć woli dyabła.. zostałaś goła, aż do niteczki, a co mi się teraz bardzo na coś przydać może...<br>
{{tab}}— O mój Boże!.. cóż więc złość twoja zgotować mogła dla naszych rodziców, skoro dzieci podobało ci się tak srodze dręczyć!<br>
{{tab}}— Podobało mi się tylko zamknąć papę i mamę w klatce; a mianowicie, w dniu 1 kwietnia 1838 roku, i doświadczyć, czy zdołają żyć, bez chleba i wody, jak anieli, którzy, jak mówi także katechizm księdza Fleury, podobno nic nie jadają.<br>
{{tab}}— Cztery dni głodu! — krzyknął Teobald z rozpaczą.<br>
{{tab}}— Cztery dni strasznej męczarni! — dodała z boleścią Delfina.<br>
{{tab}}— Otóż przyszedłem po to, czy im czego nie dacie? — odrzekł srogi człowiek, który, jakby upodobał sobie zostać katem ludzi, i wyrzekł się głosu serca, aż do zapamiętałości. — Cóż przecie! panie Teobaldzie? — zapytał z nowem szyderstwem.<br>
{{tab}}Teobald prawie już odszedł od zmysłów. Czulsza Delfina, doznała okropnego ucisku serca, wystawiając sobie straszne męczarnie głodu, na jaki w tej chwili ich ojciec i matka wystawieni byli.<br>
{{tab}}Korsarz z tryumfem się uśmiechał.<br>
{{tab}}— Po coś więc przyszedł, nieubłagany prześladowco? jeszcze raz zapytuję — ozwał się nareszcie Teobald.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/772|num=320}}{{tab}}— Nie do ciebie wszakże, przyjacielu; bo, jakem mówił, byłem najpewniejszym, że bawisz w Wrocławiu... przybyłem tutaj do pani... i Rappinet bardzo szczególnie się uśmiechnął, co oboje przejęło nowym strachem.<br>
{{tab}}— Po co?.. po co przybyłem do pani?.. po co się zwykle przychodzi do kobiety... uprzedzam tylko notabene, że nie w złej myśli, bo jestem najskromniejszym z mężczyzn obu półkuli ziemskich... przyszedłem prosić o jej rękę.<br>
{{tab}}— Oh! oh! — krzyknęła Delfina.<br>
{{tab}}Teobald zbladł, przewidując, że piekielna tego człowieka zasadzka, czyni go obok Delfiny najprzemożniejszym zwycięzcą, któremu uda się, aż do ostatecznych krańców podłości, nadużywać wszystkich: ojca, matkę, siostrę, brata.<br>
{{tab}}— A i cóż niepodobnego? za pozwoleniem państwa: ja wdowiec, pani wdowa... O! przecież nie mało poniosłem kosztów, aby nieboszczyka hrabiego zawieźć na Powązki... wszak podobno tak nazywają w Warszawie cmentarz katolicki?., bo w Paryżu to Père la Chaise.<br>
{{tab}}— O nieba, osłońcie mnie! — zawołała Delfina. — Więc sprawdza się to wszystko, co myśl moja przenikała!.. Oskar był najemnikiem!..<br>
{{tab}}— Słowem honoru mogę panią hrabinę upewnić, że się nie myli...
<br>
— Zabiłem go już za to — krzyknął Teobald, zaciskając pięści od złości. — Przeznaczenie tak chciało!<br>
{{tab}}— Pan, panie Teobaldzie?.. a to jakim sposobem?<br>
{{tab}}— W pojedynku... w zmazie mojej obrazy i krzywd siostry.<br>
{{tab}}— Ja też myślałem, dlaczego go jeszcze niema w Paryżu... Niechże mi zatem będzie wolno podziękować mu za wiadomość, bo inaczej dyabelnie bym sobie łamał głowę, co się z tym chłopcem zrobiło... Ale, ale, wróćmy no się jeszcze do swego... Pan już wiesz, w jakim celu wezwałem panią hrabinę do Paryża?.. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/773|num=321}}{{tab}}Teobald okropnie skrępowany tą szatańską intrygą omało nie skonał pod ciosami, które wzrastały tak olbrzymio w swojej sile dokuczliwej.<br>
{{tab}}— Bo mógłbym za jedną drogą prosić go, aby siostrę swoją raczył poprowadzić dla mnie do ołtarza.<br>
{{tab}}— Człowieku, czy szatanie! kim jesteś! — odrzekł, nie umiejąc już dłużej być panem swego oburzenia.<br>
{{tab}}— Narzeczonym twojej siostry — z tą samą czelną swobodą odpowiedział.<br>
{{tab}}Delfina zadrżała.<br>
{{tab}}— O mój Boże?.. cóż to jest?.. Niepodobna, aby to być miała rzeczywistość, to sen!.. sen, który mi przedstawia jakieś niezrozumiałe widziadła.<br>
{{tab}}— Widzę, że przyjdzie mi na ten koniec, iż będę musiał zostać dla nich tłomaczem: dlatego śpieszmy się, bo ich papa bardzo i bardzo głodny! a mama, o! kto wie, może już nie żyje!.. Czy pan wiesz, gdzieś się rodził? — zapytał, nieco odstępując od roli żartobliwego złośnika.<br>
{{tab}}— Wiem — odrzekł Teobald z poddaniem się — rodziłem się na wyspie Bourbon, zkąd następnie, nie wiem w jakiej fatalnej intrydze znalazłem się wraz z siostrą moją w Karpatach... mieliśmy wówczas po lat cztery.<br>
{{tab}}— W jakiej intrydze? — z ironią odpowiedział — pan zabijasz ludzi z przeznaczenia, zastosuj więc to prawo i do siebie i powiedz: że tak chciały niedocieczone wyroki. One więc w ten sposób podszepnęły temu człowiekowi, który ponieważ nie umiał zabijać... Porzucił was zatem, gdzie mu się najdogodniej zdawało.<br>
{{tab}}— Któż to był ten okrutny? — zapytał Teobald, prawie błagalnym głosem.<br>
{{tab}}— Ten, co zarówno rozdzielił waszego ojca od matki, ojca i matkę od was dzieci, ażeby w czterech częściach świata otworzyć cztery źródła łez, któreście przez lat tyle wylewali.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/774|num=322}}{{tab}}— O mój Boże! zaczynasz już nareszcie przemawiać do nas, jak człowiek serca!.. Jak się więc nazywał ten niegodziwy?<br>
{{tab}}— Willjams Harlesding... Plenipotent i zawiadowca majątku waszych rodziców... widzicie więc, że znalazł się na święcie większy grzesznik odemnie.<br>
{{tab}}— Cóż spowodowało tego człowieka do tak zbrodniczego czynu?<br>
{{tab}}— To, co was powoduje do cnoty... albo on wie... Wreszcie, zaczęło się od kradzieży waszego majątku, który wynosi 4,000,000 franków.<br>
{{tab}}— 4,000,000 franków! — powtórzyli z podziwieniem Teobald i Delfina.<br>
{{tab}}— Złodziej 4,000,000 franków nie jest przecie występniejszym od tego, który skradł dopiero grosz jeden... przy kradzieży niema miejsca żadna cnota bo ten, co skradł grosz jeden, nie miał tylko w tej godzinie sposobności do skradzenia miljonów. Prawo samo trochę nie widzi na jedno oko: bo, karząc na miarę kradzieży, nie chcę wiedzieć, że tylko stopniuje karę za brak sposobności?.. Ja, naprzykład, na 212,175,000 świat okradłem; ale niech nie doczekam jednego grosza więcej, że mi się tylko należy nazwa szczęśliwszego złodzieja.<br>
{{tab}}Teobald, okropnym wzrokiem zmierzył spokojnie opowiadającego w ten sposób korsarza — po chwili zaraz zapytał:<br>
{{tab}}— I cóż wówczas uczynił nieszczęśliwy mój ojciec?.. czy mu co jeszcze z majątku pozostało?<br>
{{tab}}— Nic...<br>
{{tab}}— A więc przywiedziony do nędzy...<br>
{{tab}}— A uczynił z sobą, co traf zrządził... to jest, nie mogąc znaleźć ani was, ani żony, został dozorcą lasów mahoniowych w moich posiadłościach pod równikiem, aż na Surinam... gdzie tak dobrze katował leniwych murzynów przy robocie, jak ja was, przez lat dwadzieścia cztery.<br>
{{tab}}— A moja biedna matka? — zapytała Delfina.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/775|num=323}}{{tab}}— Ta złudzona listem Harlesdinga, jakoby przez waszego ojca pisanym, wyczytała tę {{Korekta|podstępnę|podstępną}} wiadomość, a na honor wszystkich djabłów dzielną, że jest pogardzoną za wiarołomstwo... i że mąż za to odbiera majątek, dzieci i porzucana zawsze. Nazajutrz opuściła biedaczka Bourbon i los chciał, a ja losowi przybyłem w pomoc, że zamknięta została w klasztorze Ś. Klary w ''Villa de Conde'', gdzie lat dwadzieścia cztery nauczała świętobliwe portugalki francuskiego języka... Widzicie tedy, że ja jestem opiekunem losu waszych rodziców z przeznaczenia także i waszym, moje dzieci, bo nie mogłem patrzeć obojętnie, aby dziedzice bogatego plantatora z Bourbon zostali ubogimi włościanami prostych górali Karpackich.<br>
{{tab}}— A więc porwałeś nas z Karpat — ozwał się {{Korekta|Teobald|Teobald.}}<br>
{{tab}}— Przez malutkiego człowieka, którego nawet nie potrzeba nazywać po imieniu, aby przypomnieć każdemu.<br>
{{tab}}— Karzeł.<br>
{{tab}}— Otóż to...<br>
{{tab}}— Który nas wtrącił do domu podrzutków w Warszawie.<br>
{{tab}}— Za co się najmocniej gniewałem... ponieważ, jakem pierwszy nieprzyjaciel Harlesdinga, waszego ciemięzcy, chciałem mu się tylko w piekielny sposób sprzeciwić, i...<br>
{{tab}}— Tyś to więc narzucał mi płatnych ojców! — przerwał {{Korekta|Teobald|Teobald.}}<br>
{{tab}}— {{Korekta|Cbciałem|Chciałem}} przecież z ciebie zrobić światowego człowieka... człowieka z ułożeniem i nauką... panią także — dodał z czelną delikatnością, zwracając się do Delfiny. — Baronowa sama przyszła mi w tem z pomocą... to mi się tylko jedno nie udało, że ją wydała za hrabiego... ponieważ, natychmiast po śmierci mojej żony, przyrzekłem sobie ją zaślubić, zatem...<br>
{{tab}}— Zabiłeś męża mojej siostry! — przerwał Teobald popędliwie.<br>
{{tab}}— Oh! — jakże głęboko rozumujesz... chciałem tylko uzyskać dla nich rozwód, aby pani hrabina zaczęła się {{pp|nazy|wać}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/776|num=324}}{{pk|nazy|wać}} panią Rappinet, a że umarł... tyś sam, przyjacielu, pomścił już sprawcę tej nieszczęśliwej bagateli.<br>
{{tab}}— O mój Boże! lecz za cóż dzisiaj ciemiężysz jeszcze cztery ofiary, po tylu latach ich męczarni?<br>
{{tab}}— Ponieważ dziś powinniście w całej sile uczuć, co to jest prawdziwe nieszczęście.<br>
{{tab}}— Okrutny! okrutny!.. zkąd więc ta konieczność, tak przerażająca?<br>
{{tab}}— Ażebyście łatwiej pomścili dzisiaj mojego nieprzyjaciela.<br>
{{tab}}— Harlesdinga!..<br>
{{tab}}— Wszak on pierwszy zadał wam cios i rozpoczął ten szereg męczarni, które ja aż do tej chwili wykonywam.<br>
{{tab}}— Ale on raz tylko jeden zgrzeszył, ty, przez lat dwadzieścia cztery.<br>
{{tab}}— Na cóż mój nieprzyjaciel zawarł ze mną kontrakt na lat tyle?..<br>
{{tab}}— Jakaż to piekielna intryga!<br>
{{tab}}— A tak.. podpisana w kancelaryi notaryusza królewskiego, w dniu 1 sierpnia 1813 r. na wyspie Bourbon, w porcie Ś. Pawła, podpisana przez dwóch djabłów, z których jeden nazywał się Willjams Harlesding, drugi, Louis Rappinet... czy chcecie, abym ją wam przeczytał?..<br>
{{tab}}— Niechaj się nareszcie spełni miara waszych niegodziwości! Może wyjaśnienie tej strasznej zagadki stanie się choć w części ulgą dla nieszczęśliwych dzieci... dla biednych naszych rodziców!<br>
{{tab}}— O! wasi rodzice juź przejrzeli i widzą w tej chwili jak duchy... z tą tylko różnicą, że sądzą w najlepsze, iż jesteś w Wrocławiu pod kluczem... co się nieco mija z prawdą, djabeł wie, jakim sposobem. Za pozwoleniem przeto, zacznę czytać.<br>
{{tab}}I dobywszy z kieszeni ów kontrakt, już nam znajomy, przebiegł go pokrótce, przywracając tylko Rudolfowi hrabi. Emy-Cruchard jego prawdziwe nazwisko.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/777|num=325}}{{tab}}— Słuchajcie tedy — przemówił, spoglądając na papier — „Willjams Harlesding podejmuje się upadły majątek kapitana Rappinet, podźwignąć pieniędzmi własnej kasy. Okręty tegoż na satysfakcyę wierzycieli wykupić i powrócić właścicielowi, tak, aby odtąd {{Korekta|kapinet|kapitan}} Rappinet mógł stanąć w możności swobodnego niemi zarobkowania na Oceanie Atlantyckim.<br>
{{tab}}„Kapitan Rappinet może tylko odtąd przepływać swymi okrętami, od 10 aż do 20 stopni szerokości północnej jeograficznej, a od 62 do 83 długości wschodniej.<br>
{{tab}}„Kapitan Rappinet nie daje żadnej innej rękojmi, na pewność zwrotu wyłożonego w jego interesie kapitału przez Willjama Harlosding, oprócz pięciu swoich okrętów.<br>
{{tab}}„Willjams Harlesding opierać będzie korzyści procentowe, jedynie na wysokich zdolnościach kapitana Rappinet, dobrem prowadzeniu interesów, jego spekulacjach kupieckich dowolnego wyboru, i wszelkich przedsięwzięciąch, nie tylko morskich ale i lądowych, obiecujących jakowe zyski.<br>
{{tab}}„Kapitan Rappinet odbiera w tym celu od Willljama Harlesding 2,500,000 franków w gotowiźnie.“<br>
{{tab}}— Tu muszę dodać — przemówił zwracając się do Teobalda i Delfiny — że to były pieniądze tylko co wam skradzione... Słuchajcie tylko dalej, bo to wcale zabawne.<br>
{{tab}}I zaczął czytać.<br>
{{tab}}„Wszystkie zyski, obowiązany jest kapitan składać na ręce Willjama, aż do ukończenia kontraktu, na lat dwadzieścia cztery zawartego, który w dniu 1 sierpnia 1837 r. o godzinie 12 w południe przestaje być obowiązującym... Wówczas kapitan będzie miał prawo upomnieć się o zwrot połowy ogólnej summy, jaka przez ten czas zebraną została“.<br>
{{tab}}— Byłże zysk czy strata? — zapytali oboje z niespokojnością w otwierającej się przed niemi nadziei zwrotu swojego majątku.<br>
{{tab}}— Cieszy mnie to mocno — odpowiedział — że podobnież, jak ten nikczemny wspólnik mojego zarobku, kochacie pieniądze... uprzedzam tedy, słowem honoru korsarza, że był {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/778|num=326}}zysk, i zysk niemały, na którym łatwo oprzeć może swoje 4,000,000, wraz z procentami za lat dwadzieścia cztery — zakończył, chowając kontrakt do kieszeni.<br>
{{tab}}— Ileż wynosi summa zysków?<br>
{{tab}}— 212,175,000 wyraźnie...<br>
{{tab}}— Przestań! przestań już zadziwiać nas czterech nędzarzy! — zawołał Teobald osłupiały. — Ależ termin już przeminął, zatem podział między wami ukończony?..<br>
{{tab}}— Nie! nie! — odrzekł, po raz pierwszy zdradzając poruszenie serca.<br>
{{tab}}— Nie?.. i dlaczego?<br>
{{tab}}— Brakowało zakładników do odbioru tej summy.<br>
{{tab}}— Był więc kto więcej, co podpisał tę umowę?<br>
{{tab}}— O tak... bo inaczej ani ja, ani on, nie mielibyśmy żadnej na pewność podziału rękojmi; tem więcej, że jeden nad drugiego większym był nikczemnikiem.<br>
{{tab}}— Któż stanął obrońcą jego strony?<br>
{{tab}}— Jeden świadek.<br>
{{tab}}— Jak się zowie?<br>
{{tab}}— Szatan!.. nieprawdaż że nie można było wybrać lepszego na zabezpieczenie dwieście dwanaście miljonów?!.. ten też stawił się na termin; dlatego Willjams został zwycięzcą skradł mi moją połowę. Moich obrońców wówczas nie było.<br>
{{tab}}— Miałeś więc swoich?<br>
{{tab}}— Aż czterech.<br>
{{tab}}— Kogóż zatem wybrałeś?<br>
{{tab}}— Was.<br>
{{tab}}— Ha!.. krzyknął prawie wściekle Teobald — nareszcie wszystko zrozumiałem!<br>
{{tab}}— Niepojęte wyroki Boże! — zawołała Delfina.<br>
{{tab}}— Was czterech: ojca, matkę, dzieci! — mówił dalej kapitan. — On był za podłym, aby obok niego nie należało użyć podłości!.. On okradł was i rzucił w świat obszerny, bez najmniejszej podpory życia... rozproszył, bez względu na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/779|num=327}}losy, jakie was spotykać miały; a sam zamknął się w złoconych komnatach, aby w ukryciu zacząć żywot Sybaryty!.. Ja przyjąłem was wszystkich pod moją opiekę; wspierałem, obok niego, lat {{Korekta|dwadeieścia|dwadzieścia}} cztery, aby dzisiaj nareszcie znaleźć w was czterech sprzymierzeńców na wydarcie tej summy z rąk przemożniejszego nademnie wyrodka!.. On ślepy, aż do tej chwili, szczyci się, że został zwycięzcą, nie znajdując was więcej: ja tymczasem czuję się dumnym, żem was przechował, aby mu teraz wydrzeć ten laur nikczemności!.. Widzicie, że walka dopiero się zaczyna, i mam nadzieję, że w pięcioro, podołamy przecie odeprzeć, zarówno jego, jak szatana!<br>
{{tab}}Teobald ciężko robił piersiami — Delfina coraz bardziej drżała, przewidując, że w tak czelnej intrydze użyta będzie za proste narzędzie.<br>
{{tab}}— I cóź myślisz, przyjacielu? — zapytał po chwili kapitan, nieco umiarkowańszym głosem.<br>
{{tab}}— Ze jeden z was jest niegodziwszym od drugiego.<br>
{{tab}}— A to mi się będzie bardzo podobało dowiedzieć się który?<br>
{{tab}}— Ty!..<br>
{{tab}}— Niechże ci się za to należy nazwa przenikliwego ducha. któryś nas obudwóch tak dzielnie zrozumiał!.. Mimo to, patronie sprawy tyrana swojego ojca i matki, dopomóż mi, abym bardzo nie żałował, żem cię dzisiaj na człowieka postawił! a w zysku, będziemy mieli obadwaj bardzo wiele.<br>
{{tab}}— Czyliżeś sądził, że, przywiódłszy cztery ofiary do ostatniej nędzy, zniżysz je aż do nikczemności za obiecane miljony?.. niechaj zwycięzka moja pogarda skruszy po dwudziestu czterech latach wszystkie twoje nadzieje!.. Ja, nędzarz, jak mnie tu widzisz, depczę w tej chwili zimne złoto, a tobie zostawiam w przekazie mojej męczeńskiej przyszłości, przekleństwo w imieniu nieszczęśliwej rodziny!.. Stało się, coś już spełnił!.. a odtąd, rzucam przedział pomiędzy nas obu!.. przedział, tak odległy, jak dwa bieguny kuli świata, których żadna siła nie połączy, jak występek i cnota!.. W tej jednej nawet {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/780|num=328}}godzinie przebaczam pierwszemu memu prześladowcy!.. na ciebie samego niech spadnie potępienie i kara!<br>
{{tab}}— A... jeżeli w ten sposób zaczynamy... to nim pójdę do piekła, uczyń mi ten honor i przeczytaj to pismo — dodał, wyjmując z kieszeni arkusz papieru, złożony w formie listu, nie zapieczętowany żadną pieczątką.<br>
{{tab}}Teobald i Delfina spojrzeli na to z zadziwieniem, przedwczesnym strachem ogarnięci.<br>
{{tab}}— Cóż to jest? — zapytał z pośpiechem.<br>
{{tab}}— Zobacz... pismo do twojej siostry.<br>
{{tab}}— Od kogo?<br>
{{tab}}— Od twego ojca i matki.<br>
{{tab}}Dzieci te, u których miłość rodzicielską zmieniła się od tak dawna w ideał najtkliwszego uczucia, prawie jednocześnie wydały okrzyki radości — okrzyk, na wpół dziki, na w półprzytomny, i wyciągnęły dłonie, aby dotknąć się tego daru, który w tej godzinie był dla nich drugą po ołtarzu Boga, świętością.<br>
{{tab}}Teobald porwał w drżące ręce pismo, i z szybkością — tą szybkością niezręczną, którą momentalne obłąkanie jego umysłu wywołało, otworzył ten słodki relikwiarz w którym spodziewał się znaleźć odpowiedź, nagradzającą przez lat tyle wypiastowane w jego sercu rodzicielskie imię...<br>
{{tab}}— Od mego ojca i matki! — ozwał się, zaledwie mogąc utrzymać równowagę głosu z oddechem. — O! niechaj te święte słowa, które ich serce i myśl podyktowały, po raz pierwszy ożywią upadłego ducha w nas dwojgu biednych dzieciach, wydartych od macierzyńskiego łona, przez dwóch wyrodków!.. Delfino! Delfino! — dodał jeszcze w uniesieniu, przedwczesną malującym radość. — Oto pismo od naszego ojca! — od naszej matki ukochanej! Ucałujmy je, wobec tego bluźniercy, który stracił raz na zawsze myśl o Bogu i urąga cnocie!<br>
{{tab}}I w szale nieprzytomnego uniesienia przycisnął do ust papier.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/781|num=329}}{{tab}}Osłabiona Delfina, jakby w śnie letargicznym, ozwała się głosem wieszczbiarskiej Sybilli.<br>
{{tab}}— Czytaj! czytaj, Teobaldzie!.. już czas... aby porozumieć się z przeznaczeniem, które nas w tej godzinie już ostatni raz próbuje!<br>
{{tab}}I, położywszy jednę rękę na swem sercu — drugą zasłoniła oczy, jakby w ten sposób przygotować się chciała do wysłuchania tych słów, dziwnego dźwięku i znaczenia, mających stać się dla niej słowami drugiej biblii.<br>
{{tab}}Teobald zaczął czytać.<br>
{{tab}}A w tej chwili, kapitan, podobny do ożywionego posągu z kamienia, przechadzać się zaczął wzdłuż poddasza.
{{f|align=left|lewy=20%|„Delfino!}}
{{tab}}„Delfino, stracone dziecię! Pomyśl, że pismem tem twoja matka wita cię po raz drugi, rozkoszą narodzenia — ojciec twój po raz drugi czuję dumę rodzicielską, iż wstępuje w prawa utraconego imienia ojca! — Witamy cię wspólnie sercem, jak się wita dziecię krwi i ciała własnego!.. Oto juź wszystko! wszystko, Delfino, co ci można było na dziś przynieść najszczęśliwszego... wszystko!.. a zaraz potem gorzkie przypomnienie rozpaczy, która jest udziałem naszej rodziny!.. Zapłacz przedwcześnie, lube dziecię, nim wyczytasz dalszy wyrok, który na ciebie własny ojciec i matka podpisali...<br>
{{tab}}„Nie tu jest miejsce srogie rozpamiętywać obrazy dwudziestu czterech lat męczarni rozłączenia — jesteśmy jeszcze w przemocy tegoż samego okrutnika, który nas dobija — ulegajmy z cierpliwą rezygnacyą serca.<br>
{{tab}}„W niezbadanej wyroków bożych tajemnicy spoczęła nagroda za wszystkie próby naszego żywota — nie uwłaczaj Opatrzności! — pomyśl, że zrodziłaś się z chrześcijańskich rodziców. — W tej jednej godzinie wstąpiliśmy w stan przesilenia naszego nieszczęścia, które albo nas wszystkich zabierze ze świata cierpień, albo cierpienia ziemskie zamieni w rozkosz niebieską...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/782|num=330}}{{tab}}„Delfino! ciebie samą wybrało przeznaczenie do rozwiązania tego niepojętego wyroku!..<br>
{{tab}}„Aby go spełnić, potrzeba wielkiego porozumienia twego serca, abyś wolą nieprzymuszoną odpowiedziała: ja tak chcę!..<br>
{{tab}}„Głębiej nie można było porozumieć się z tobą, niż wydać na jaw tę prawdę, że, abyśmy raz jeszcze powrócili w dni dawnej szczęśliwości, spełnić nam należy ostatni kielich jadu. Będzie to uczta, do której wszyscy zaproszeni jesteśmy przez truciciela.<br>
{{tab}}„Ten kielich nazywa się: ''poświęcenie córki, która dla ocalenia ojca i matki, wezwała na łono rodziny własnego jej prześladowcę... i nazwała mężem!''“<br>
{{tab}}— Czy pani rozumie znaczenie tych wyrazów? — zapytał kapitan, zatrzymując się na środku poddasza. — Wracamy więc znowu do swego, żem po to tylko tu przybył, aby ją poprowadzić po ołtarza.<br>
{{tab}}Delfina uczuła zawrót głowy i padła przechylona na ręce Teobalda, któremu w tej chwili jakby zabrakło głosu lub wyrazów, jękiem tylko odpowiedział.<br>
{{tab}}— Oto jest klucz przed wami na stoliku — dodał jeszcze kapitan — klucz, którym własną ręką otworzycie drzwi od tego szczęścia, które w tak piękny sposób wyrozumieli wasi rodzice.<br>
{{tab}}— Ale obok tego klucza leży jeszcze żelazo! — ozwał się Teobald, chwytając po raz drugi za sztylet zostawiony na stoliku.<br>
{{tab}}Kapitan ze śmiałością, w której nieco malowało się determinacyi, zbliżył się znowu do zapalonego wściekłością i odrzekł:<br>
{{tab}}— A więc uderz!.. a jeszcze stanę się dumnym twoim zwycięzcą, umierając w przekonaniu, żeś tym ciosem został także ojcobójcą!.. Śmierć moja wciąga za sobą do grobu dwie ofiary... twojego ojca i matkę!..<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/783|num=331}}{{tab}}Teobald, jakby skostniały, wypuścił z rąk na ziemię puginał.<br>
{{tab}}— Teraz żądam od pani odpowiedzi — przemówił następnie, obracając się do Delfiny. — Niech jej się zdaje, że jestem posłańcem od jej matki, którą, widzę, bardzo kocha... od jej ojca, którego po dwudziestu czterech latach rozłączenia nie przestała być prawą córką... Jeszcze chwila z waszej strony milczenia, a ogromne straty przytłoczą nasz osobisty interes... ja utracę moje miljony... wy...<br>
{{tab}}— O nigdy! nigdy! — zawołali oboje prawie razem — my nie zabijemy własnego ojca i matki!<br>
{{tab}}— Spodziewałem się tego — odrzekł krótko kapitan — cieszy mnie mocno, że w ten sposób zakończymy naszą walkę.<br>
{{tab}}— A więc prowadź nas, okrutny! do tych dwojga nieszczęśliwych! — ozwała się Delfina — Bóg z innej strony nagrodzi poświęcenie córki... ja w jednej godzinie przysięgnę ci przy ołtarzu wiarę i rzucę przekleństwo!..<br>
{{tab}}— Tego nie przewidziałem wcale, łaskawa pani — odrzekł drwiąco — to tylko pewna, że nie zechcesz we mnie widzieć oszukanego dziecka. Jestem korsarz, a korsarze mają jeden rzadki przywilej rozumu, to jest przenikliwość: a potem, przywilej serca, to jest, niedowiarstwo; dlatego nie poprzestaniemy na tej pół-odpowiedzi, która zaledwie brzmi w tych słowach: zostanę twoją żoną, lub nie zostanę... My, jako małżonkowie, przedstawimy się swoim rodzicom, ażeby ich przeprosić za wszystkie krzywdy, do których mnie konieczność nakłoniła.<br>
{{tab}}— Ależ mój ojciec umiera w tej chwili z głodu! — zawołał Teobald.<br>
{{tab}}— I moja matka! — dodała Delfina.<br>
{{tab}}— Z tym większym pośpiechem należy ich ratować.<br>
{{tab}}— O mój Boże! o mój Boże!<br>
{{tab}}— W jaki zaś sposób ukończę zamierzone dzieło, to, jako mąż, niech mi będzie zostawione prawo użycia mojej wolnej woli... Wreszcie, do tego jeszcze dosyć czasu... do {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/784|num=332}}tylko śmierci ludzi, którzy od dni czterech zamknięci... pozbawieni chleba i wody... do śmierci z głodu!.. musi już być bardzo niedaleko!<br>
{{tab}}— Mężu! mężu! — krzyknęła, klękając przed okrutnikiem — idźmy im podać do ust chleb wybawczy! idźmy zasilić ich usta kroplą wody! ratujmy umierających!..<br>
{{tab}}— A najprzód... do kaplicy — odrzekł, unosząc ją za rękę.<br>
{{tab}}I, wyrzekłszy to, dobył jeszcze z kieszeni akt przyzwolenia jej rodziców i dowód kościelny, poczynionych w tym celu przygotowań.<br>
{{tab}}Delfina drgnęła.<br>
{{tab}}Teobald osłupiał, uderzony dziwną i niezbadaną tajemnicą tej intrygi.<br>
{{tab}}— Idźmy! — ozwał się raz jeszcze kapitan, tym tonem, jakby raz ostatni zapytywał: czy poddajecie się swemu przeznaczeniu?<br>
{{tab}}Dzieci te, przytłoczone ciężarem jego przemożnej władzy, jego szatańskiej woli i niezachwianego postanowienia, jednocześnie spojrzeli sobie w oczy i, jakby po ostatecznem porozumieniu się, ozwali się prawie razem.<br>
{{tab}}— Idźmy! idźmy!<br>
{{tab}}A wtem nagle drzwi się otworzyły i ukazało się dwoje nędznych na ciele i osiwiałych ludzi, kobieta i mężczyzna.<br>
{{tab}}Kapitan okropnym wzrokiem zmierzył te dwie postacie, przychodzące, jakby z tamtego świata i na wpół przytomny, zawołał:<br>
{{tab}}— To oni! to oni!.. których na śmierć skazałem!<br>
{{tab}}Teobald i Delfina rzucili się w ich objęcia4 raz tylko zawoławszy:<br>
{{tab}}— Ojcze!. matko!..<br>
{{tab}}I na długo z uniesienia umilkli.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/785|num=333}}{{c|'''X.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Grosz trzeci i czwarty.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}W taki to sposób potężny: cudowna łaska nieba złączyła po tylu latach tę rozproszoną po świecie rodzinę.<br>
{{tab}}Była to chwila istotnego zmartwychwstania, która z piersi tych czterech ofiar wydobyła tylko same dzikie krzyki zespolonej radości. Żaden wyraz nie przyszedł w pomoc ich wielkiemu porozumieniu się: bo mowa stała się już niewystarczającą, aby ją można było użyć jako pośredniczkę czterech serc, szalejących miłością.<br>
{{tab}}Kapitan Rappinet stanął jak wryty w ziemię. Po raz pierwszy może nieugięty ten pan stracił umysł i wystąpił z granic panowania nad sobą. Orli swój wzrok utopił w twarzach, promieniejących radością, która stała się zarazem dla niego przepowiednią gwałtownego wypadku.<br>
{{tab}}Tyle lat piastowanych nadziei, tyle lat wytrwałej cierpliwości barbarzyńcy, tyle zabiegów i podstępów, runęło w tej jednej godzinie zjednoczenia tych biednych ofiar, jego okrutnego planu.<br>
{{tab}}Cofnął się w głąb poddasza, jak winowajca w przemocy tych, których mordował — lecz albo przytłoczony wrażeniem, stracił przytomność i nie chronił się ucieczką przed zemstą w siłę połączonych, albo też zbyt ufny w środki swojej obrony dozwolił im na chwilę wypoczynku.<br>
{{tab}}Raz tylko jeden zdradził poruszenie serca, kiedy szał uszczęśliwionych niespodzianie wzbił się prawie do szczytu ideału miłości — kiedy ci czterej, podobni bohaterom, wracającym z krucjaty, jednocześnie padli na kolana i, dłoń w dłoni złożywszy, oko utopiwszy w oku, zanieśli w niebiosa hymn dziękczynny — istne ''te deum'' serca czterech chrześcijan, wypróbowanych w pielgrzymce żywota.<br>
{{tab}}Wówczas to jakby uczuł się za niegodnym miejsca, zmienionego w świątynię, jakby pojął, że obecność jego {{pp|ska|zić}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/786|num=334}}{{pk|ska|zić}} może ten ołtarz klęczących w świętej godzinie modlitwy, zasłonił gwałtownie oczy — i zaraz potem chciał wybiedz.<br>
{{tab}}Ale wybiła dla niego godzina odpowiedzi.<br>
{{tab}}Teobald zmarszczył brwi najpierwszy a potem prześladowany ojciec i nagle dwie dłonie, przepowiadające zemstę nieprzyjacielowi, stanęły przed jego oczami jako pogróżka do kary.<br>
{{tab}}Teobald zawarł drzwi żelazem i stanął u {{Korekta|proga|progu}}, jako stróż mściciel, używający praw na winowajcę, zamkniętego w więzieniu.<br>
{{tab}}Straszne to przygotowanie przypomniało kapitanowi, że w tej walce nie ma już nic do stracenia, oprócz życia, które ocali tylko śmiercią swoich przeciwników.<br>
{{tab}}W tej samej chwili dobył z kieszeni parę krucic i, wymierzywszy do ojca i syna... wypalił z obu jednocześnie.<br>
{{tab}}Obie chybiły.<br>
{{tab}}Są chwile, w których najcnotliwsze dusze występują z granic, jakie im natura a może tylko sama religija oznaczyła. Człowiek w tej krótkiej przerwie wypiera się wszystkiego, co czcił, co cenił, urąga własnej cnocie jak szaleniec i poznaje w sobie tylko zwierza. W ten sam stan wpadł Teobald, w którym na jedno mgnienie oka ustało bić serce człowieka. To żelazo, którem już po dwakroć czynił pogróżki swemu zabójcy, chwycił w dłoń mściwą raz jeszcze, aby skończyć ten długi bój zasłużonym odwetem i rzucił się jak wściekły na korsarza.<br>
{{tab}}A wtem zaszła cudowna i niepojęta scena, która wpływ nadziemski wywarła na całą przyszłość wszystkich połączonych w tej intrydze.<br>
{{tab}}Żebrak pojawił się na progu — i w tej samej chwili kiedy uniesiony Teobald podniósł już rękę, aby ukarać prześladowcę swojej rodziny, ozwał się pokornym głosem:<br>
{{tab}}„''Kochajcie nieprzyjaciół waszych''“.<br>
{{tab}}Słowa te czarujące, które testament Zbawiciela przekazał wszystkim, jako jedyne dobro, dla uszczęśliwienia naszego, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/787|num=335}}odbiły się w sercach, przejętych dziwną trwogą, i pomieszały umysły.<br>
{{tab}}Teobald pod wpływem tego wypadku nadzwyczajnego, spojrzał na korsarza okiem miłości prawdziwego chrześcijanina i zwolna, jakby w świętej pokorze, opuścił rękę, która miała splamić jego serce, i powtórzył z poddaniem się te słowa wzniosłej nauki:<br>
{{tab}}— Kochajcie nieprzyjaciół waszych!..<br>
{{tab}}A zaraz potem głuche i uroczyste milczenie ogarnęło ubogie poddasze. Wszyscy osłupieli na chwilę, dopóki w końcu stary ojciec i matka, nie wróciwszy do przytomności, nie ozwali się z podziwieniem;<br>
{{tab}}— To ten sami to ten sam, który nas ocalił!.. dzieląc się ze zgłodniałymi ostatnim zasiłkiem z swojej torby! który nas wyprowadził z pod zamknięcia, przeznaczonego na grób przez nieprzyjaciela, i wyrzekł: Otóż już trzeci i czwarty grosz, który maże winę za krzywdy Rennepontów!<br>
{{tab}}Człowiek nadziemski stał we drzwiach... Oblicze jego jaśniało w tej wielkiej godzinie słodyczą, jaką spokojność duszy i przeświadczenie o swojej cnocie, na twarz wylewają. Nieco tylko smutku przebijało się obok tych wyrazów prawdziwego chrześcijanina, jakby przekazywało światu drugą naukę, {{Korekta|żo|że}} nie tu jest szczęście nas, ludzi, ubiegających się za rozkoszami.<br>
{{tab}}— To ten sam! to ten sam! — ozwali się Teobald i Delfina po kolei, wyciągając ręce do swego wybawiciela.<br>
{{tab}}Człowiek niepojęty stał jak posąg — rozpięta odzież na jego piersiach nie wskazywała już żadnego śladu blizn, które nosił.<br>
{{tab}}— Kto jesteś, niedocieczony? — zapytało czworo, pod wpływem jego opieki.<br>
{{tab}}— „''Grzesznik''“ — odpowiedział.<br>
{{tab}}— A imię twoje, nieszczęśliwy?<br>
{{tab}}— „''Rodin''“.<br>
{{tab}}Wszyscy ze drżeniem powtórzyli to nazwisko. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/788|num=336}}{{tab}}— I cóż spowodowało, żeś nas osłonił swoją opieką?<br>
{{tab}}„''Skrucha i żal''“.<br>
{{tab}}Tę ostatnią odpowiedź jeden tylko z przytomnych tu powtórzył — powtórzył głosem tej uroczystej chwili w której Bóg dobry osłania człowieka łaską swoją i zlewa w grzeszną duszę silne postanowienie poprawy.<br>
{{tab}}Był to kapitan Rappinet.<br>
{{tab}}— Skrucha i żal! — powtórzył po dwakroć, rzucając wzrok we drzwi, w których stojące widmo przekazało mu te wyrazy.<br>
{{tab}}Ale w tymże momencie już nie było nikogo na progu drzwi domu, dotkniętego opieką nadzmysłowej istoty.<br>
{{tab}}Wszyscy padli na kolana i, wznosząc ręce i oczy w niebiosa, ozwali się po kolei.<br>
{{tab}}— Niepojęte cuda Boga!.. sprawcie, abyśmy się stali godnymi wykonawcami tej świętej nauki! Korsarz padł także na kolana i chwil kilka w niemem uniesieniu zdało się, że widzi Boga, przebaczającego, bo twarz jego, tyle czasu sroga, rozjaśniała miłością, wiarą i nadzieją.<br>
{{tab}}Potem zaraz rzucił zmienionym wzrokiem na cztery ofiary swoich niegodziwości, prawie zbrodni, i jakby ze wstydu zasłonił twarz rękami.<br>
{{tab}}— Zabijcie! zabijcie nakoniec wyrodka! — ozwał się, wzywając kary dobrowolnie.<br>
{{tab}}— Kochajcie nieprzyjaciół waszych! — odpowiedzieli, wierni nauce Chrystusa.<br>
{{tab}}Kapitan Rappinet padł do nóg prześladowanym przez lat tyle i ucałował z kolei ich nogi, jak najpokorniejszy i słaby śmiertelnik, obok mocnych i potężnych.<br>
{{tab}}Taka jest moc słów, w porę użytych, których żadna nauka, z taką sztuką i wysileniem ogłaszana po kazalnicach, nie zastąpi, długie te oschłe, choć piękne frazy, stały się dzisiaj nieledwie wezwaniem do samych pochwał i poklasków od świętobliwych słuchaczy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/789|num=337}}{{tab}}Odrzućmy na chwilę barwę, która w toku tej powieści jest tylko allegorją myśli, opartej na fantazyi, a przejdźmy w rzeczywistość. Ileż to razy zatwardziałego serca grzesznik niepojętym udziałem, który albo traf ślepy, albo przeznaczenie sprowadzają; uczuwa nagle w duszy srogi wyrzut sumienia i jednej chwili, z wyrodka staje się człowiekiem serca i sumienia?.. Takie chwile są bardzo rzadkie i najczęściej, niestety! zapóźno nawiedzają występnych, odsłaniając im prawdę zaledwie na łożu śmierci — w tej godzinie w której już zapóźno do poprawy. Szczęśliwy, kto tego dostąpił jeszcze w porę! — Liczne przykłady z dziejów świata zostawiły nam na kartach imiona tych nawróconych zuchwałych śmiertelników, którzy, z mieczem w ręku zacząwszy, skończyli z krzyżem w murach świętobliwych, przeznaczonych chwale Boga. — O! iluż było takich, których świat nie poznał wcale! którzy ukryte złości swoje zmienili w ukrytą cnotę i pokorę, i cicho, bez skargi, bez wydania na jaw swojej poprawy, spędzili żywot godny imienia nawróconego człowieka.<br>
{{tab}}Zbawienny wpływ, tak niespodzianie na kapitana Rappinet wywarty, był raczej tem silnem olśnieniem myśli czterech dusz, przebaczających nieprzyjacielowi, z miłą w sercu rozkoszą — przypominających mu cnotę. —.Mówimy, przypominających, bo jeszcze dotąd niepoznaliśmy nawróconego, który rzeczywiście objawił się tylko takim, jakim był niegdyś, nim wyrzekł te straszne słowa, które już powyżej wspomnieliśmy:<br>
{{tab}}„Dosyć już prawości i cnoty... odtąd, chcę być nikczemnikiem!“
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/790|num=338}}{{c|'''XI.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|{{Rozstrzelony|Nawrócon}}y.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Jak tylko pierwsza chwila wrażeń z tego wypadku przeminęła, wszyscy cofnęli swoje myśli w siebie samych. Było to przejście ze świata nadzmysłowego, który zabłysł na jedno mgnienie przed oczami, do świata rzeczywistości, przypominającego wszystkim właściwy każdemu odmęt życia, jaki poprzednio zajmował. Ale takiem jest istotne powołanie człowieka towarzyskiego, bo im bardziej kształci się i rozwija społeczność, tem bardziej oddala się od poezji życia i ulega bezkształtnej prozie.<br>
{{tab}}Jednocześnie stali się wszyscy względem siebie materyalistami — jednocześnie zrozumieli, że przeszłość ich cała, zależy od utrzymania tego ogniwa, które traf w tej jednej godzinie połączył.<br>
{{tab}}Między tą rodziną, a korsarzem, istniał jednak ogromny przedział, na którego zapełnienie żadna zbiorowa siła nie zdawała się być wystarczającą. Patrzyli na niego wzrokiem przebaczenia ~ ale tylko przebaczenia samego, które przecie nie było dostatecznem do przywołania tej ogólnej harmonji, jaka w obecnem wszystkich położeniu stała się konieczną.<br>
{{tab}}Długo wzajem spoglądali na siebie, nie umiejąc przemówić jednego wyrazu — wistocie, najtrudniejszem dla wszystkich zdawało się to zaczęcie.<br>
{{tab}}Za chwilę widzieć można było całą rodzinę, siedzącą obok stolika. Matka i córka zajęły miejsca na kanapie. — Ojciec i syn, po drugiej stronie, na krzesełkach. — Kapitan Rappinet stał lub przechadzał się niespokojnym krokiem, albo raczej krokiem, objawiaiącym gwałtowną walkę swojej duszy.<br>
{{tab}}Dziwnym był widok tej zrujnowanej rodziny. Na twarzach wszystkich wypiętnuwanem było nieszczęście, którego już żadna potęga pomyślniejszego losu nie cofnie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/791|num=339}}{{tab}}Starzec, Maksymilian Iganicki, Polak, objawiał w swoich białych jak gołąbek włosach i pomarszczonej twarzy długi szereg lat, minionych w zgryzotach. Zapadłe w głąb jego oczy świadczyły, że nieraz wystąpił z granic męzkości i łzami odpowiadał na zawiści losu. Cera, ogorzała pod równikowem słońcem Surinamu, uprzedzała o losie, skazującym go na pracę. W ubiorze jego nawet malowała się ta smutna ostateczność. której się poddał pod wpływem przemocy.<br>
{{tab}}Pelagia z domu de Morneville Iganicka, Kreolka z Bourbon, która ostatnie lata swego opłakanego losu spędziła w Portugalii w murach klasztoru św. Klary w Villa de Conde, przedstawiała na swej twarzy religijną, niejako świętą rezygnacyę.<br>
{{tab}}W ciemnych kolorach jej skromnego ubioru dostrzedz można było zupełny rozbrat ze światem, na który ją tylko sama potęga serca, słodkiemi przepełnionego nadziejami, powróciła.<br>
{{tab}}W tej jednej godzinie żadna tajemnica nie krępowała już ich myśli. Interes kapitana wydal sam wszystko, pierwej jeszcze nim zdradził się w sposób, tak nieprzewidziany i niepojęty.<br>
{{tab}}Wszyscy też jedno piastowali w sercach uczucie — to uczucie, tak często srogie i wystarczające za wszystko złe; to jest niepewność.<br>
{{tab}}Bo jakaż kolej dalszego losu tych czterech istot, zespolonych w godzinie największego upadku? — kiedy przemożna dłoń zuchwalca odebrała im wszystkie podpory, zapewniające byt chociaż najnędzniejszy?.. Okropna bezwątpienia1 którą tylko sam niszczyciel cofnąć może i powrócić w dawne szczęście.<br>
{{tab}}Kapitan jeszcze przechadzał się po poddaszu, rzucając ustawicznie okiem na swoje ofiary. Tysiąc razy zbliżał się do stołu i chciał coś rzec — może usprawiedliwić się chciał przed udręczonemi i wrócić krzywdy, któremi ich zarzucał, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/792|num=340}}ale tysiąc razy cofnął się w jakiemś przestraszającem {{Korekta|wspomnieniu|wspomnieniu.}}<br>
{{tab}}Wszyscy też spoglądali na wzrastającą coraz w duszy niespokojność tego człowieka, którego aż dotąd lękać się nie przestali.<br>
{{tab}}Kapitan odgadł ich myśli i jeszcze bardziej burzyć się zaczął.<br>
{{tab}}Byłżeby to jeszcze wpływ tego samego wyrzutu, które odkryto, że człowiek ten, rozpasany na wszystko złe, ma jeszcze sumienie?<br>
{{tab}}O tak, tak bezwątpienia! — wejdźmy już z nim w porozumienie.<br>
{{tab}}— Oto spojrzyj na dzieło swoje! — przemówił najpierwszy Teobald do kapitana, wskazując ojca, matkę i siostrę pomieszanych — spojrzyj! i wyczytaj z tych twarzy, upominających się o odpowiedź za krzywdy! Czyż żal twój cofnie nam wszystkim dwadzieścia cztery lat wieku i wróci w dawne szczęście, tak jak tyś wrócił się zapóźno do cnoty?.. nigdy! nigdy!.. jeszcze na długo pozostało ci od nas i świata zasłużone nazwanie udręczyciela.<br>
{{tab}}Dawny bluźnierca zasłonił ze wstydu oczy — lecz nagle opuścił ręce ku ziemi i głowę wzniósł dumnie do góry i rzekł silnym i wzniosłym głosem.<br>
{{tab}}— O niechaj to ohydne imię, rzucone na mnie przez was sprzymierzeńców cnoty, skruszy nareszcie tę straszną zasadę serca i głowy, która większą część mojego życia pogrążyła w zapamiętałym szale grzechów! Dziś wybiła ta wielka godzina, w której nadprzyrodzona siła cofa mnie w dni niewinnej przeszłości!.. godzina, w której po tylu latach występku otwieram oczy na to obszerne igrzysko mego życia i padam przywalony ciężarem własnego nieszczęścia!... Czy znacie ten stan człowieka, kiedy, opuszczając łono matki, wita po raz pierwszy świat, te obszerne pole próby serca, na którem po jednej stronie zbudowany jest ołtarz z napisem: ''oto występek'', na drugiej, ''oto cnota?''.. ten stan nazywa się ''<nowiki/>{{pp|nie|winność}}'' {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/793|num=341}}''{{pk|nie|winność}}'' , od której wszyscy rozpoczynamy doczesną karyęrę. Wnet potem próbujemy chodu... człowiek daje krok jeden, nigdy wprost, ani wstecz, lecz skierowany niepojętą i niezbadaną siłą, która go zostawia na {{Korekta|prewo|prawo}} lub lewo!.. I czyja wina, że pada ofiarą przeznaczenia? Tak ja zacząłem od cnoty, którą długo chlubiłem się, jak zarozumiały, będąc zaledwie bierną istotą w historyi moich czynów, a skończyłem na zbrodni bez wyrzutu. Oto wszystko, co rzuca światło na całą osnowę wypadków, które wam powierzyć zamierzyłem!<br>
{{tab}}Wszyscy okazali wyraz przerażenia, w ten niezwykły sposób przygotowani.<br>
{{tab}}— Urodziłem się Francuzem — mówił dalej — na ziemi wielkich przeznaczeń, obiecującej spełnić w sobie miarę powołania do życia człowieka i przekazać ją za naukę całemu światu. Życie religijne zakwitło na tym krańcu kuli ziemskiej, jak kwiat pełen woni, smaku i wdzięku. Miałem więc wszystko, co powinno było osłonić mnie przed kałem brudu, w jaki popadłem; a jednak ze szkoły człowieka, serca i sumienia, wyszedłem jako barbarzyniec!.. Przy piersiach matki mojej niedołężne niemowlę, nauczyłem się pojmować Boga i wespół z ojcem powtarzałem wyjątki ze świętej Biblii, głosząc Go Stworzycielem i mądrym kierownikiem nas błędnych istot świata; w końcu z uwielbieniem dla moich nauczycieli.. oddałem poklask ich nauce, przekazującej mi błogie zapewnienie bytu pod wpływem opieki społecznych ustaw. O jakież to były dni prawdziwego szczęścia!.. dni czystej miłości, wiary i nadziei, dni, zmieniające tę ziemię w jakąś czarowną siedzibę wesołości, swobody i rozkoszy!.. Niestety! niestety! dopóty łudziłem się tym blaskiem narzuconej mi w kolebce nauki, dopókim w kolebce zostawał, dopókim był ślepym jej wyznawcą!.. Lecz przyszedł czas wypróbowania świata, wypróbowania usposobień własnego serca i, gorzko zawiedziony, poznałem tylko w ludziach sztuczne istoty... uzacnione wzniosłą nauką, które jednak z natury własnej nie stały się zdolnemi jej wykonawcami!.. Miałem wówczas lat dwadzieścia, {{pp|kie|dym}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/794|num=342}}{{pk|kie|dym}} wstąpił w to straszne powątpiewanie. Ciż sami właśnie, co na tej pięknej drodze stawiali moje kroki, skalali ją, nie przestając mnie inaczej nauczać; najpierwszym, który cofnął we mnie wszystkie te przysposobione zasady... był własny ojciec, a potem matka, cała rodzina i przyjaciele... świat cały!.. Ojciec mój, majętny niegdyś właściciel statków morskich... z powołania marynarz, przeznaczył mi ten sam zawód i odtąd Ocean stał się teatrem igrzysk mego żywota. Ten ojciec, z ust którego tyle razy wychodziły wyrazy zbawiennej nauki dla syna, pokazał mi się nagle człowiekiem ułomnej natury, do czego wszyscy przykuci jesteśmy z dziwnego przeznaczenia. Zrujnowany nagle na majątku, złe złem poprzeć postanowił. Zbytek, który zrządził to straszne zniszczenie, przyszedł mu w pomoc piekielną, aby wydrzeć wszelką resztę, i zaczął od tego, że mnie, własne swoje dziecię, dziecię jego krwi, ciała i nauki, sprzedał za nędzny pieniądz hordzie rozbójniczej na Antyllach, która we mnie widziała tylko nabyte narzędzie w swoim interesie, kupując zdolność moją, bo byłem najbieglejszym kierownikiem okrętów. Matka moja, ta ukochana dawczyni życia, jakimże podobnie strasznem stała się w moich oczach widziadłem złości!.. Gdy własną swoją córkę, odrzucającą rękę bogatego starca, przeznaczyła na sromotną hańbę, rzucając ją w objęcia rozbójniczej jednej z wysp osady. W jednym i drugim czynie przebiło się na jaw, to silne hołdownictwo złota, dla którego człowiek wyrzeka się najświętszych ustaw i zwalcza z przymusem głos własnej natury. W końcu straszni ci rodzice, aż nadto już zobojętniałych serc względem siebie, zerwali ten miły związek, łączący ich tyle czasu zobopólnie... Taka jest pierwsza część obrazu mego życia, drugiej szkoły świata, którą długo jeszcze nie poznałem, nim zostałem wyrodkiem.<br>
{{tab}}Wszyscy słuchali z ciekawością tego wyznania kapitana, który coraz bardziej przestawał być dla nich niebezpiecznym,. Wzruszony dotkliwem przypomnieniem, na chwilę ustał mówić; po czem znowu przybrawszy na twarzy wyraz gorzkie ironii, mówił z tym samym zapałem, jak poprzednio.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/795|num=343}}{{tab}}— Tak lat kilka przeminęło!.. jeszcze wówczas nie byłem zdolnym do występku, dopóki nowa silna pobudka nie zakończyła długiego oporu z szatanem, który mnie z taką siłą usiłował wydrzeć z rąk cnoty!.. Udało mi się jednak ocaleć z przemocy narzuconego przez złego ojca losu... Schroniłem się na ląd stały i przybyłem do Paryża. Najpierwszą objawicielką strasznych zasad serca okazała mi się własna siostra, którą traf napotkać mi dozwolił... Szczęśliwa, śmiejąca się i swobodna, przyjęła szyderczem spojrzeniem chełpiącego się swoją wytrwałością brata i zepsuta, jakby z przeznaczenia, odrzekła mi, wzywającemu jej opieki. „Zostań złym, jak ja, a będziesz szczęśliwym!“ Było to ocknienie ducha tyle czasu skierowanego wzniosłemi maksymami świata, opartemi na moralności i religii. Po raz pierwszy też i innym wzrokiem spojrzałem na ludzi, aby z tego nowego stanowiska zbadać człowieka, porównać z osobistemi zasługami jego losy i wydrzeć z tajników społeczności podstawę, na której się jej szczęście opierało. I cóż znalazłem w tej wielkiej godzinie porozumienia się ze światem? O jakaż prawda zawartą była w tej, chociaż bluźnierczej odpowiedzi mojej siostry!.. Gorzkie łzy i bolesny ucisk serca, oto cała zapłata cnotliwych wykonawców wiary w prawość i sumienie... śmiechy i wesoła swoboda, oto szczęśliwe zyski dusz, nacechowanych podłością!.. Zdumiałem się, tak niesprawiedliwą uderzony zapłatą?.. I ja, com na pokładzie korsarskiego okrętu, wytrzymywał najprzemożniejsze pokusy tych dusz znikczemnionych, owych wyrzutków społeczeństwa i lat kilka nie pozwalał się skalać mętem ich złości, wyrzekłem nakoniec jak pan, który zdobył dla siebie królestwo obiecanego szczęścia, wyrzekłem: ''dosyć już prawości i cnoty!.. odtąd chcę być nikczemnikiem!''.. Zostałem nim!.. W szaleństwie, które zrazu z taką gwałtownością powołało mnie w nowy zawód życia, osiągnąłem, com zamierzył... spełniając aż do dna ten kielich jadu, który jeźli nie zabija ciała, wystarcza na zatrucie duszy. Serce zmieniłem jednej chwili w kamień; myśl w piorun ludzi, w pełzające robactwo u stóp {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/796|num=344}}moich. Odtąd widziałem w sobie olbrzyma, który w każdej niegodziwości, jakiej się dopuszcza na swoich bliźnich, szukał tajemnej chluby, godnej prawdziwego potępieńca! Wszystko odtąd cokolwiek serce moje tyle czasu ceniło, zdeptałem z pogardą, wyrzekłem się praw Boga i ustaw ludzi... w końcu, ludzi i Boga samego!..<br>
{{tab}}Tu spojrzał kapitan na twarze przytomnych, coraz żywszą malujących trwogę, przerażenie, zarazem wzgardę; lecz, jakby na nowo uzbrojony w siłę, dalej mówić zaczął.<br>
{{tab}}— W tej epoce zaślepienia, z którego już nie było dla mnie żadnego powrotu, los, czy niedocieczona wola, dały mi poznać waszego prześladowcę.<br>
{{tab}}— Wiliama Harlesding — wszyscy odrzekli, prawie jednocześnie.<br>
{{tab}}— Tak jest... na którym rozpocząłem pierwszą próbę moich podłych usposobień ducha... Wydarłem mu żonę, godnym szatana podstępem, już prawie stojącą na stopniach ołtarza i zabrałem majątek, ofiarowany mu miłością jej serca... W wigilję dnia, w którym miał złożyć przysięgę Bogu na dozgonną wiarę towarzyszce swego życia, zeszpeciłem twarz jego, przeznaczoną do uwielbień kobiet, i z człowieka przedstawiłem w nim światu, potwora! I oto początek walki, w której wy, czworo nieszczęśliwych, staliście się zaledwie oparciem wspólnej dwóch zapastników zemsty, tyle lat wrzącej w piersiach naszych!... Jak czelnie spełniałem dzieło moje zawziętości, to niechaj dwadzieścia cztery lat srogich waszych męczarni staną się w tej chwili tego odpowiedzią!.. Nurzać się coraz bardziej w tym kale, poniżającym istotę obrazu Boga, stało się nareszcie koniecznością serca, zdolnego zawsze z jednej ostateczności popaść w drugą... Fatalizm wziął pod opiekę złości moje i wyparłem się raz na zawsze sumienia, dopóki dziś... dziś w tej godzinie tryumfu wzniosłej nauki, nie zostałem olśniony temi czarującemi wyrazy, które dopiero co odbiły się o uszy nas wszystkich w tym ostatecznym punkcie w którym was zebrałem, jakby na zjednoczenie w ogniwo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/797|num=345}}wszystkich niegodziwości moich!.. Temi słowy, niegdyś tak mile brzmiącemi w mojej młodości!.. temi słowy, które zawarły już w sobie wszystko, co jest powinnością serca człowieka, powołanego do życia w wielkiej świata rodzinie, a te słowa są: ''kochajcie nieprzyjaciół waszych!''<br>
{{tab}}— Kochajcie nieprzyjaciół waszych — powtórzyli za kapitanem, wzruszeni wpływem jego niepojętego przeistoczenie.<br>
{{tab}}— Od tych słów — mówił dalej — rozpoczynam żywot nowy i zdumię jeszcze tysiące niedowiarków, którzy w nich upatrzyli zaledwie czczą maksymę, narzuconą w interesie świata! Niechaj odtąd najpierwszym dowodem mego powrotu w tę piękną krainę cnoty stanie się miłosierdzie, w której wy, niegdyś prześladowane ofiary, staniecie się jej celem!.. Oto cala moja odpowiedź wam, drogim istotom po Bogu, które cenię jako świętych męczenników!.. Jeszcze dłoń moja dosyć silna, umysł potężny i wystarczający na zwalczenie jednego zaślepionego, który poprzysiągł w imieniu mojem prześladować was aż do wydania ostatniego jęku swego nikczemnego życia!.. Czy jesteście gotowi stanąć wespół ze mną przeciw nieprzyjacielowi?<br>
{{tab}}— Kochajcie nieprzyjaciół waszych — odrzekli, bo byli jeszcze pod wpływem tej świętej nauki.<br>
{{tab}}— A więc do walki, jak chrześcianie — zawołał z ożywieniem kapitan. — Pod tarczą tych słów Zbawiciela, uderzym wspólnie na Wiliama Harlesdinga, bez wszelkiej zawziętości, z przebaczeniem na ustach, popróbujemy tej potężnej siły, która w jednej minucie zwalcza odrętwiałość serca i poddaje człowieka świętej powinności bliźniego! O, pamiętam ów dzień niezatarty w historyi moich złości, w którym szczęśliwy ten zwycięzca ozwał się, jak pan zaślepiony bogactwem, zostawiając mi na upokorzenie srogą przepowiednię! „Nędzarz nie pomści bogacza! ja swojemi milionami skruszę wszystko, co przedsięweźmiesz; za wiele mam pieniędzy, abym zginąl!“ Dziś odpowiem zaślepionemu z {{pp|wia|rą}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/798|num=346}}{{pk|wia|rą}} w sercu: Występny nie pomści nigdy człowieka sumienia i cnoty!.. Ja moją prawością skruszę wszystko, co przedsięweźmiesz... za wiele mam zasług serca, abym zginął! Oto będzie całym tryumfem mego nawrócenia! tryumfem waszej wytrwałości za tyloletnie męczarnie!.. tryumfem nakoniec tego nadzmysłowego posłańca, który na chwilę błysnął nam przed oczami.... na chwilę przemówił i odszedł, zostawiając nam wszystkim tyle łaski, obiecującej powrót w dawną życia szczęśliwość!.. I któż jest ten niepojęty?..<br>
{{tab}}— Nie wiemy — odpowiedzieli wszyscy, przejęci tajemniczą czcią dla swego wybawcy.<br>
{{tab}}— Nie wiecie? — powtórzył kapitan, zamyślając się nieco — nie znacie tego nieznajomego, podajcie dłoń waszemu wybawcy!<br>
{{tab}}Wtedy wszyscy, jakby poduszczeni skrytą siłą, poddali się temu objawicielowi szczęścia, uścisnęli jego rękę — tę rękę, która przez lat tyle rzucała na nich klęski, i wraz z nim powtórzyli:<br>
{{tab}}— Chwała niech będzie Bogu od nas pokornych i ubogich!.. błogosławieństwo od nas dla Rodina!<br><br>
{{c|Koniec tomu drugiego.|w=80%}}
<br>
<pages index="PL JS Bogucki Rodin.djvu" from=803 to=810 fromsection="tom03"/>
{{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/809|num=7}}{{pk|swoje|go}} majątku, i wysłuchać cierpliwie jego wyrzutów. Tu postanowił bronić się wszystkim, których także spodziewał się ujrzeć dla wydarcia mu skradzionych rodzinie z Bourbon pieniędzy; tu walczyć przygotowany na najdrobniejsze zarzuty, jak wprawny obrońca własnej sprawy, dopóki wszystko bronić się będzie pozwalało; a kiedy już szala zwycięztwa przechyli się na stronę sprzymierzeńców i zwalczony ujrzy na twarzy głównego wroga uśmiech szczęśliwego mściciela, wówczas, chwyciwszy młot w groźną rękę, uniesie go do góry po nad stół i ozwie się głosem prawdziwego szatana, jak już raz zawołał w przepowiedni... „Oto moja broń cała!.. Niechaj to jedno uderzenie, w ten mały punkt na środku stołu, mnie, ciebie, kapitanie, twoich wspólników i nasze miljony, wysadzi ogniem dziesięciu tysięcy funtów prochu w powietrze!..“<br>
{{tab}}Biada ci teraz, kapitanie Rappinet, po tem przygotowaniu srogiego mściciela! Biada ci, ojcze i matko próżną ułudzeni nadzieją, biada wam, dwoje dzieci po tylu latach męczeńskiej próby życia! Tu, przy tym stole, wszyscy odbierzecie wyrok niezasłużony... Lękajcie się więc zbliżenia tej godziny, którą, niestety! wszystkiemi siłami staracie się przyśpieszać!.. Śmierć! śmierć i zniszczenie oto cała odpowiedź dla was od kapitana, którego zapóźno nazwaliście swoim przyjacielem i obrońcą!..<br>
{{tab}}Przygotowawszy w ten sposób wszystko, hrabia zadzwonił dosyć głośno na kamerdynera, a zaraz potem drzwi komnaty otworzyły się szeroko, i pokazało się na progu dwoje ludzi.<br>
{{tab}}Teobald i Delfina.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/810|num=8}}{{c|'''II.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Sprzymierzeni.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Trzy dni oddzielała od ostatniego razu, w którym widzieliśmy Teobalda i Delfinę, w jednym z domów na poddaszu w Cité. Wielka zmiana w ich powierzchowności, uprzedzała, że w krótkiej tej przerwie doznali już wpływu zmiany pomyślniejszego losu, i, jak się domyślać należało, staraniem kapitana sprowadzonego.<br>
{{tab}}Teobald nie miał już na sobie bluzy — Delfina prostej bez żadnych ozdób sukni. Oboje zarówno w gustownych jak kosztownych ubiorach przystrojeni, łączyli w sobie dużo godności, jaką im właśnie potrzeba było okazać wobec hrabiego. Kilka dni nadziei, obudzonej w ich sercach zapewnieniem kapitana, zmieniło nawet wyrazy ich twarzy, tyle razy nacechowane cierpieniami.<br>
{{tab}}Nauczeni zapewne od kapitana, przybyli tu w charakterach sukcessorów skradzionego ich rodzicom majątku, i jako na losach pokrzywdzeni, stawili się, jako dwaj wykonawcy kary na swego udręczycicla. — W jaki przecie sposób wymiar ten nastąpi, wkrótce sprawdzimy szczegółowem przekonaniem.<br>
{{tab}}Jak tylko dwoje tych dzieci zobaczyło się w fantastycznej komnacie, w której ich przyjmował pokrzywdziciel, dziwne jakieś wrażenie, wywarte niespodzianie na ich umysły, odebrało im na chwilę przytomność, i cofnęło to silne uzbrojenie w odwagę, z jaką bezwątpienia tu przybyli... Oboje przez kilka sekund osłupiali, lękali się wejść głębiej do komnaty, której sam widok przepowiadał już coś przerażającego i kazał się domyślać o niezawodnym upadku zaczętego interesu.<br>
{{tab}}Hrabia siedział właśnie na krześle z poręczami, przy stole na środku pokoju ustawionym, podwiązany na twarzy, jak zwykle licznemi opaskemi. Padające z góry od lampy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/811|num=9}}światło na jego głowę, nierównie okropniej przedstawiało tego człowieka.<br>
{{tab}}Wszyscy wzajem nie bez interesu spojrzeli na siebie — hrabia, który świętokradzką ręką, że tak powiemy, porwawszy z łona matki niegdyś dwoje tych małych ofiar i na los ślepy porzuciwszy w dalekiej stronie od rodzinnej ziemi, daleko od Bourbon, w środkowym punkcie lądu Europy, aż w słowackich Tatrach, przez lat dwadzieścia cztery niepewny o ich losie — wygładził je prawie na zawsze z swojego serca i pamięci — dziś znajduje przed sobą, jakby dwóch objawicieli wielkości swego występku i sędziów, mających rzucić na jego głowę wyrok zasłużonej kary. — Teobald i Delfina, ujrzeli nagle przed sobą tego, który przez lat tyle był dla nich straszną zagadką — dziś, przygotowani przez kapitana, ujrzeli w nim nareszcie owego człowieka nikczemnych zasad serca, który złość swoją rozpoczął od ciosów na nich samych i krzywd, całej ich rodzinie wyrządzonych, który następnie z taką zapamiętałością, kosztem ich zguby, toczył podstępną przez lat dwadzieścia cztery walkę z kapitanem... Przez chwil kilka pomieszani, milcząco zaczęli swoje spotkanie.<br>
{{tab}}Hrabia, bez żadnej wymuszonej grzeczności, owszem, w tonie, malującym niecierpliwość, zaprosił bliżej przybyłych do komnaty.<br>
{{tab}}Teobald i Delfina prawie machinalnie weszli w głąb pokoju, a zaraz hrabia wskazał im ręką dwa krzesła, otaczające stolik, przy którym sam także miejsce zajmował.<br>
{{tab}}Usiedli.<br>
{{tab}}Jak tylko pierwszy ucisk zobopólnych wrażeń przeminął w ich poruszonych umysłach, stary ozwał się zmienionym na ten raz głosem, w którym już bardzo jasno zrozumieć można było, że postanowił wystąpić jeszcze w nieznanej sobie roli.<br>
{{tab}}— Pan żądałeś widzieć się z hrabią Emy-Cruchard i pani? — zapytał.<br>
{{tab}}— Tak jest — odpowiedzieli jednocześnie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/812|num=10}}{{tab}}— I wymieniono mi, że mam honor przyjmować w swoim domu Teobalda i Delfinę Iganickich?<br>
{{tab}}— Tak jest, panie — odrzekł sam Teobald, nieco przerażony lodowatą obojętnością starego.<br>
{{tab}}— Jestem — krótko odpowiedział, opierając swobodnie obie ręce na poręczach krzesła.<br>
{{tab}}Teobald umilkł, zrażony dziwnym spokojem człowieka, którego wymienione tu dwa imiona pokrzywdzonych dzieci, już dotąd gwałtownie przerazić były powinny i na chwilę stracił wiarę w słowa kapitana, jakiemi do tego spotkania przygotowany został.<br>
{{tab}}— Chcę wiedzieć nareszcie, co ich do mnie sprowadziło? — przemówił znowu stary do zadziwionego młodzieńca.<br>
{{tab}}— Sądziłem, że dość było wymienić swoje nazwiska, aby go już. uprzedzić o celu naszego przybycia — rzekł wzruszony Teobald.<br>
{{tab}}— Dziwne to mniemanie, którego jeszcze nie rozumiem!.. Proszę jednak uznać wszystko za porozumienie i powierzyć mi swój interes co do celu, który go istotnie do mego domu sprowadził.<br>
{{tab}}— Przybyłem opowiedzieć panu jednę połowę historyi mojego życia, ażebyś mi pan dokończyć chciał drugą.<br>
{{tab}}— Prawda, iż nie żałuję, że będę go musiał wysłuchać, zaczyna mi to bowiem sprawiać istotne zadowolenie... zacznij więc pan...<br>
{{tab}}— Urodziłem się na wyspie Bourbon w roku 1809 dnia 12 Sierpnia, zaś siostra moja, w jedenaście miesięcy później, z ojca Maksymiliana Iganickiego i Pelagii, z domu de Morneville, francuskiej kreolki... Czy panu była znajoma familia tego nazwiska na Bourbon?<br>
{{tab}}— Ja słucham teraz jego historyi.<br>
{{tab}}— W roku 1813 — mówił dalej Teobald, niezrażony tą odpowiedzią — ojciec mój posiadał na wyspie ogromne plantacyę cukru, kawy, goździków, bawełny i indigo, wartości 4,000,000 franków wynoszące. Komisarzem wszystkich tych {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/813|num=11}}posiadłości, pełnomocnikiem i rządzcą całego majątku mojego ojca, był podówczas pewien Amerykanin, imieniem Wiliams Harlesding... Myślę, że przynajmniej to nazwisko musi mu być znajome?<br>
{{tab}}— Słucham teraz opowiadania jego historyi — odpowiedział z tą samą oziębłością.<br>
{{tab}}— W tym to właśnie roku ojciec nasz oskarżony został o współudział w zbuntowaniu się czarnych na St. Domingo, którzy wymordowali dwudziesto-pięcio tysiączną armię francuską, i dlatego, postanowił stawić się osobiście w Paryżu, przed Napoleonem, aby oczyścić się z hańby, rzuconej przez niesprawiedliwych na jego imię... Opuścił więc Bourbon, zostawiając na niej żonę, i nas, dwoje dzieci, podówczas do lat czterech dochodzące. Harlesding towarzyszył naszemu ojcu do Paryża, gdzie mu podał zdradną myśl godną nazwiska nikczemnego człowieka, obiecującą jakoby na przypadek zabezpieczyć od konfiskaty zostawiony na wyspie majątek.<br>
{{tab}}Hrabia okazał niespokojne poruszenie, ale nie przekraczające roli obojętnego słuchacza.<br>
{{tab}}— W tym celu — mówił dalej Teobald — po zobopólnem porozumieniu się obojga, kolonje nasze sprzedane zostały aktem notaryalnym, jakoby na własność temuż samemu komisarzowi... Pozorna ta sprzedaż nie miała innego celu, jak odjęcie majątkowi imienia prawego {{Korekta|właściela|właściciela}}, a tak grunta familii Iganickich zostały własnością na papierze Wiliama Harlesdinga Amerykanina... Na zabezpieczenie wydanego w ręce tego człowieka naszego majątku, ojciec mój zażądał prostego aktu długu, jakoby przynależnego mu od Harlesdinga, w summie szacunku dóbr {{Korekta|wynoszęcego|wynoszącego}}, czyli 4,000,000 franków... co także w urzędowej drodze przed notaryuszem w Paryżu nastąpiło... Notaryusz nazywał się Nordblan, u którego pozostał duplikat jakoby zaciągnionej pożyczki... Tym sposobem ojciec mój posiadał rękojmię bezpieczeństwa w tej sprawie, do której smutna konieczność doprowadziła... Teraz, panie — dodał, z bacznością spoglądając na najdrobniejsze {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/814|num=12}}ruchy siedzącego na przeciw siebie starca — opowiem ci drugą część tej samej historyi.<br>
{{tab}}— Słucham.<br>
{{tab}}— Czy jednak historya, którą ci panie opowiadam jest zajmującą?<br>
{{tab}}— Słucham, mówię.<br>
{{tab}}— Dla dopełnienia wszystkich formalności nabycia tego majątku, brakowało jeszcze potwierdzenia rady kolonialnej na Bourbon; dlatego Harlesding, zaopatrzony listem mojego ojca, opuścił natychmiast Paryż i odjechał na wyspę... Rada sprzedaż dóbr potwierdziła... a w tej samej godzinie nikczemny ten człowiek postanowił korzystać z zaufania i pozostać przy posiadaniu tego majątku na zawsze... Zdradę swoją zaczął od tego, że wszystkie grunta mego ojca spieniężył, zaś, lękając się poszukiwania w tak haniebny sposób pokrzywdzonych, postanowił ukryć ich dla siebie i dla świata. Porywa więc z łona matki, nas dwoje, małoletnich, okrętem uwozi do Europy, aby porzucić, gdziekolwiek mu traf w tej zbrodni dopomoże... Okoliczności sprowadziły go w Karpaty... i tam to przeznaczył nam miejsce tęsknoty do oddalonych rodziców... Wszystko udało mu się spełnić bez zdrady swoich ohydnych zamiarów, bo następnie, oszukawszy rozpaczającą matkę fałszywym listem, jakoby od męża napisanym, wskazał jej za miejsce oczekiwania powrotu nas wszystkich, klasztor ś. Klary, w Villa de Conde, w Portugalii, dokąd natychmiast prawie obłąkana pobiegła. Co do ojca mojego, ten jeszcze we Francyi o swojem nieszczęściu uwiadomiony, już więcej na Bourbon nie powrócił, znalazłszy później przytułek na Surinam... Teraz, panie dodał z pewną niespokojnością — opowiem ci trzecią część tej samej historyi... czy słuchasz?<br>
{{tab}}— Bezwątpienia... jak się słucha każdej pięknej bajki, w której losy ludzkie grają pierwszą rolę. Radbym nawet jaknajśpieszniej usłyszeć już część trzecią.<br>
{{tab}}— Część trzecia tycze się samego Harlesdinka; czwarta, tylko rodziny, przez lat dwadzieścia cztery srodze od losu gnębionej... piąta...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/815|num=13}}{{tab}}— O, to {{Korekta|nia|nie}} byłoby końca tej historyi.<br>
{{tab}}— Przeciwnie... mam nadzieję, że pan dokończysz nam ostatnią, i...<br>
{{tab}}— Ja?.. w jakiż to sposób, mój panie?<br>
{{tab}}— Zatem wracam jeszcze do trzeciej części mego opowiadania.<br>
{{tab}}— Jestem dziwak z natury — odpowiedział hrabia nieco cierpkim głosem — chciałbym już w tejże chwili usłyszeć ostatnią, bez zrozumienia poprzednich.<br>
{{tab}}— Byłaby to znowu ogromna przerwa w ciągu mego opowiadania i bajka straciłaby na zajęciu... Aby jednak przyjść w pomoc jego chęci, opowiem tylko samą treść ostatniej.<br>
{{tab}}— Słucham.<br>
{{tab}}— W ostatniej, pan sam odegrasz główną rolę... i w zgodny sposób zmażesz zbrodnie Harlesdinga, zwracając wszystkie krzywdy mojej okradzionej rodzinie.<br>
{{tab}}— Jakto?.. byłyżby to te krzywdy powrotne?<br>
{{tab}}— Dla ludzi, nie mających w sercu żadnej nienawiści i dalekich od zemsty... Cztery miliony franków z procentami za lat dwadzieścia cztery i jeden uboczny warunek, to jest: zwrot połowy swojego majątku, przynależny z kontraktu, zawartego z kapitanem Rappinet..<br>
{{tab}}Starzec szyderczo się uśmiechnął, kilka razy powtórzywszy imię kapitana.<br>
{{tab}}— Z kapitanem Rappinet... a to wcale co innego!.. Po tem jego wyjaśnieniu, wierzę bardzo, że będę umiał dokończyć części ostatniej.<br>
{{tab}}— Słuchamy go — odpowiedzieli oboje porywczo.<br>
{{tab}}— Jestem Hrabia Emy-Cruchard, który nie stanie się nigdy odkupicielem złości Wiliama Harlesding, a wiecznym pozostanie nieprzyjacielem kapitana. Nie widziałem tylko, że ten człowiek, tak wielki w swoich szatańskich pomysłach, zniży nareszcie umysł swój, aż do płaskiej intrygi, w której was użył za narzędzie w swoim interesie.. Jestem {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/816|num=14}}już za stary, ażebym się uląkł pogróżkom.... a jestem za uparty, ażebym mu dzisiaj przebaczył... Nareszcie, dla was i dla niego, nie ma w mojej osobie Wiliama Harlesding, niema więc we mnie jego zbrodni!<br>
{{tab}}Po tych słowach, powstał z krzesła i wolnym krokiem przeszedłszy do stojącego pomiędzy oknami biórka, dobył z małego pliku papierów jakiś stary dokument i z tą samą spokojnością powrócił znowu do stolika.<br>
{{tab}}— Oto moja odpowiedź dla was samych — przemówił, rozkładając przed niemi arkusz papieru, i zaczął czytać: — „Rudolf Hrabia Emy-Cruchard urodził się w dniu 13 stycznia roku pańskiego 1767, w mieście stołecznem Paryżu, którego rodzicami chrzestnemi byli..“<br>
{{tab}}— Cóż to ma być, co nam pan przeczytać postanowiłeś? — zapytał nieco zdziwiony Teobald.<br>
{{tab}}— Jest to dowód mego urodzenia!.. przedstawiam wam metrykę, bo jak szczerze ubolewam nad waszem nieszczęściem, odkryłem nareszcie, że widzicie we mnie Wiliama Harlesding, nieprzyjaciela waszej rodziny...<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— A to wszystko z objaśnień, wydanych wam przez kapitana.<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— Coraz mniejszym w moich oczach kapitan!.. Nie mam przeto innego środka na wyprowadzenienia was z błędu, jak ten jeden dowód, który...<br>
{{tab}}Wtem lekko do drzwi zapukano i zaraz pokazał się sługa hrabiego, z oznajmieniem, że dwie nieznajome osoby żądają się z nim widzieć koniecznie.<br>
{{tab}}Starzec po chwili namysłu, z pewną oznaką lekkiego pomieszania, zapytał:<br>
{{tab}}— Któż to są te dwie osoby?<br>
{{tab}}— Mężczyzna i kobieta... oboje w latach podeszłych.<br>
{{tab}}— A ich nazwiska?<br>
{{tab}}— Maksymilian i Pelagia Iganiccy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/817|num=15}}{{tab}}Stary po raz pierwszy drgnął i, wnet odłożywszy na bok metrykę i inne papiery, nieco w uniesieniu odpowiedział:<br>
{{tab}}— Niech wejdą.<br>
{{tab}}— To mój ojciec! — z radością w głosie przemówił Teobald.<br>
{{tab}}— I moja matka! — dodała Delfina.<br>
{{tab}}Kamerdyner się oddalił.<br>
{{tab}}— Naprawdę, niespodziewałem się — rzekł hrabia — że wasi rodzice zostają jeszcze przy życiu... przynajmniej nic nie wspomniałeś pan o tem w opowiadanej dopiero historyi.<br>
{{tab}}— Ponieważ nie miałeś pan chęci wysłuchać jej całkowicie...<br>
{{tab}}— To prawda... lecz wolno mi się domyślać, że w tym samym co i wy przybywają do mnie celu.<br>
{{tab}}— Z tą tylko różnicą, że nie będą mieli potrzeby poznawać prawdziwego czy fałszywego Wiliama z metryki, ale wprost wyczytają wszystko z twojej twarzy.<br>
{{tab}}Prawie zaraz po tej odpowiedzi Teobalda, roztworzyły się drzwi komnaty szeroko i ukazał się na progu stary ojciec i matka, upominający się za krzywdy swoich dzieci.<br>
{{tab}}— Wiliams Harlesding! Wiliams Harlesding! — zawołali oboje jednocześnie, rzucając bystry wzrok na twarz pokaleczoną starca.<br>
{{tab}}Stary, na chwilę zwalczony został nagłem zjawieniem się tej rodziny, którą przez lat tyle uważał za straconą, dopóki nie zebrawszy przytomności, nie odrzekł z czelną zuchwałością.<br>
{{tab}}— A więc i wy przeciw mnie zmówieni, przybywacie ogłosić tryumf kapitana Rappinet!.. o nie w ten sposób wydzierają się pieniądze hrabiemu Emy-Cruchard!.. Oto taż sama dla was odpowiedź, jaką dałem dopiero waszym dzieciom — dodał, kładąc przed niemi metrykę imienia Crucharda — a ten, który was przysłał tu do mnie, jest podstępnym nikczemnikiem, usiłującym w swoim interesie, użyć w pomoc {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/818|num=16}}nieszczęścia zesłanego wam przez Wiliama Harlesding, którego osobę wmówił we mnie.<br>
{{tab}}— Ależ na Boga! Wiliamie! — zawołał zdziwiony ojciec — ty jesteś sam, którego po tylu latach niegodziwości, oglądam w tej godzinie!<br>
{{tab}}— To Wiliams! Wiliams, haniebny zdrajca! — zawołała przejęta zgrozą matka. — Przypadek wypiętnował na twojej twarzy ślady, niczem niezniszczone, ażeby z nich każdej chwili i w najodleglejsze czasy wyczytać można było: „Oto ten sam, który porwał mi dwoje dziatek i uprowadził!.. oto ten sam. który zdradnym listem zamknął mnie na lat dwadzieścia cztery w murach klasztoru...“ dziś jeszcze poznaję cię, Harlesdingu.<br>
{{tab}}— Jak się poznaje dwóch ludzi dotkniętych na twarzy jednego rodzaju kalectwem! — odpowiedział stary spokojnie. — Przebaczam wam wszystkim, do tego stopnia oszukani. przez mego wroga, który podobieństwa twarzy waszego krzywdziciela z moją użył za podstępny środek przyprowadzenia do skutku swego interesu... Nie mam innej obrony, jak ten dostateczny dowód, przyznający mi od lat siedmdziesięciu to imię, tytuł i nazwisko!<br>
{{tab}}— Nareszcie głos twój przypominam sobie, Wiliamie! — ozwał się odurzony na chwilę ojciec.<br>
{{tab}}— Głos starców, po siedmdziesięciu latach, zawsze jeden... nowe złudzenie, które do niczego nie doprowadzi!<br>
{{tab}}— O mój Boże! jakiegoż trzeba dowodu, aby wykazać ten fałsz najbezczelniejszy, który nas wszystkich przejął zgrozą!..<br>
{{tab}}— Zgrozą na kapitana, nie względem mnie. Nikczemnik ten na to może tylko oszpecił twarz moją, ażeby zostawić na niej tę straszną maskę kalectwa, którą nosił drugi niegodziwiec, Harlesding!.. Kapitan, jest to wąż pełen jadu i zdrady i biada temu, kogo opasuje ciałem swoim, kogo kaleczy żądłem!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/819|num=17}}{{tab}}Słowa te, wyrzeczone nieco z ogniem, pomieszały wszystkie wyobrażenia i sądy, jakie czterej ci nieszczęśliwi mieli względem niego a także i kapitan — przecież pamięć ich w żywem przypomnieniu stawiając obraz tego człowieka, tak czelnie wypierającego się własnej osoby, przejęła ich strachem i na chwil kilka oniemieli.<br>
{{tab}}Wtem znowu otworzyły się drzwi komnaty i ukazał się ten sam sługa, co poprzednio, mówiąc:<br>
{{tab}}— Jeszcze jedna osoba pragnie się widzieć natychmiast z panem hrabią.<br>
{{tab}}Wiadomość tę z tak dziwnym jakimś wyrazem na twarzy przyniósł kamerdyner, iż hrabia, przewidując coś nadzwyczajnego, zapytał:<br>
{{tab}}— Czy znasz dobrze osobę, która koniecznie chce się ze mną widzieć?<br>
{{tab}}— Nie, panie hrabio...<br>
{{tab}}— Czemże więc zostałeś tak zadziwiony?<br>
{{tab}}— Nazwiskiem tej osoby.<br>
{{tab}}— Zatem wymień.<br>
{{tab}}— Hrabia Rudolf Emy-Cruchard.<br>
{{tab}}— Tak się nazywa?<br>
{{tab}}— Tak jest... dodał zarazem, iż jeżeli pod tem nazwiskkiem nie będzie wpuszczony, ma jeszcze inne... nazywa się bowiem także Wiliams Harlesding.<br>
{{tab}}Starzec zatrząsł się dość gwałtownie na swojem siedzeniu i jednocześnie spojrzał bystro wszystkim w oczy, aby wyczytać malujące się na nich wrażenie.<br>
{{tab}}Wszyscy osłupieli.<br>
{{tab}}— Cóż mam odpowiedzieć tej osobie? — zapytał jeszcze kamerdyner.<br>
{{tab}}— Wprowadź ją tu... Odkrywam jeszcze tę samą intrygę, kierowaną przez kapitana! — dodał, po odejściu kamerdynera. — Dzień dzisiejszy zwiastuje wielkie przesilenie naszej sprawy!.. ale dobrze, dobrze! niechaj się raz zakończy!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/820|num=18}}{{tab}}W kilka minut wszedł do pokoju blisko siedmdziesięcioletni starzec. Twarz jego, pomarszczona wiekiem, nacechowaną była jeszcze śladem licznych i dotkliwych cierpień moralnych. I jeżeli wyrzut sumienia może się kiedy odmalować w zarysach powierzchownych człowieka, to bezwątpienia, w przybywającym tu, wyczytać można było. Ubiór jego oznaczał zamożność i obfitość wszystkiego, cokolwiek do dobrego bytu należy — przecież zkąd ta troska na twarzy?<br>
{{tab}}Niepodobna opisać wrażeń obu starców, wzajem spotykających się w tej chwili.<br>
{{tab}}Pierwszy hrabia tego nazwiska prawie cofnął się w tył na swojem krześle i znać było wyraźnie, że wizyta drugiego przepowiedziała mu coś strasznego. Kilka ciężkich poruszeń piersiami zdradziło w nim niespokojne brnie serca i przyśpieszenie równego oddechu.<br>
{{tab}}Drugi chciwem okiem spojrzał na pomieszanego; lekko zmarszczył siwe brwi i bruzdami poorane czoło, jakby gorzkim wyrzutem przybył powitać pierwszego.<br>
{{tab}}Może w tej chwili obydwa się zrozumieli — należało jednak usprawiedliwić to ich niespodziane spotkanie wobec świadków, bardziej jeszcze tem zdarzeniem zaintrygowanych. Czas jakiś upłynął w milczeniu i głębokiej grze uczuć, coraz wyraźniej odbijających się na ich twarzach, postawie i ruchach całego ciała.<br>
{{tab}}— Czy poznajesz mnie. Wiliamie Harlesding? — zapytał przybyły hrabiego.<br>
{{tab}}— Tak jest... poznaję cię, Wiliamie Harlesding — odpowiedział w wysokim stopniu pomieszany hrabia — cóż cię do mnie sprowadziło po dwudziestu czterech latach rozłączenia?<br>
{{tab}}— Głos sumienia ostatniego potomka hrabiów Emy-Cruchard.<br>
{{tab}}— Mojego?..<br>
{{tab}}— Mojego, Wiliamie Harlesding! — odpowiedział, kładąc rękę na piersiach.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/821|num=19}}{{tab}}— Prawdę mówisz, Wiliamie Harlesding — odrzekł hrabia — bo tam, gdzie jedno nazwisko osłania dwie osoby, tam jest i jedno sumienie. Moje czy twoje, wszystko to po dwudziestu czterech latach zarówno...<br>
{{tab}}— Nie dla mnie przecie, Rudolfa hrabiego Emy-Cruchard — odrzekł porywczo przybyły.<br>
{{tab}}— Zatem dla mnie tylko jednego, dla mnie, Rudolfa hrabiego Emy-Cruchard.<br>
{{tab}}— Wiliamie, przestań bluźnić, kalając moje imię!<br>
{{tab}}— Miarkuj się sam, Wiliamie!<br>
{{tab}}Nowoprzybyły rzucił z pogardą na stół arkusz papieru, złożony w kilkoro i ozwał się z zapałem:<br>
{{tab}}— W tej jednej godzinie przestaję być wyrodkiem i wchodzę w prawa czystego imienia mojej rodziny, której zaślepiony wyrzekłem się na lat tyle w brudnym twoim interesie! Czy pamiętasz, podstępny człowieku, ten dzień, w którym odurzyłeś myśl potomka hrabiego Emy-Cruchard... i, korzystając z ruiny jego majątku, zakupiłeś na własność moje imię, zostawiając mi haniebne nazwisko Wiliama Harlesdinga!.. Pół miliona franków z twojej kasy oślepiło mnie {{Korekta|chwiowo|chwilowo}} i wszystkie zasługi moich przodków pozwoliłem ci zakupić jako towar!.. Za marne pól miliona wyrzekłem się grobu mojego ojca i matki, opuściłem Francyę, moją ziemię, na której wzrosłem i jak fałszywy rodak pobiegłem na północ do Ameryki, sycić się trochą złota!.. Ah! jakże późno ostrzegło mnie sumienie o zbrodni, wydzierającej szczęście ostatnich lat mojego życia!.. Ubogi potomek rodziny hrabiów Emy-Cruchard, byłem dumnym i nieprzedajnym... w imieniu Wiliama Harlesding, stałem się nikczemnikiem w obliczu zgasłych ojców mojego nazwiska, w obliczu samej Francyi, której się wespół z krwią moją wyparłem!.. Gorszy od renegata, opuszczającego ołtarze własnego Boga, przeszedłem na wiarę samego złota!.. Jakże Bóg ciężko mnie ukarał za chciwość, w świętokradzkim interesie obudzoną!.. Dwadzieścia cztery lat trawiącego pierś wyrzutu oto kara za czyn prawdziwego {{pp|wyrod|ka}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/822|num=20}}{{pk|wyrod|ka}}!.. Dziś natchnienie nieba ostatnią zesłało mi pociechę i błogą nadzieją zapowiada przebaczenie!.. Siedmdziesięcioletni, nie umrę obciążony hańbiącym zarzutem prostego handlarza krwi, godności familijnej i imienia!.. Umrę, jak prawy syn potomków Emy-Cruchard, i do grobu, nad którym stoję, nie poniosę wraz z sobą brudnego nabytku Wiliama Harlesding!.. Dni moje już są zbyt krótkie, ażeby się nie można było w ten sposób ratować... kamień grobowy już dla mnie odwalony!.. Wstąpię w dół zimny z radością i z dumą kości moich, doznam jeszcze pociechy, że na nim wyczytać będą mogli: Tu leży...<br>
{{tab}}— Tu leży oszust! — dokończył hrabia, nagle uzbrojony do odporu. — Tu leży oszust, Wiliam Harlesding, dzielny aktor w roli cnotliwego potomka hrabiów Emy-Cruchard, wyuczony swojej sztuki przez kapitana Rappinet!<br>
{{tab}}Starzec z goryczą spojrzał na czelnego obrońcę swojej sprawy i dwie łzy zaświeciły w jego oczach.<br>
{{tab}}— Kimże jesteś, nieszczęśliwy? — zapytali zebrani, wracając do przytomności.<br>
{{tab}}Prawy syn Cruchardów zasłonił twarz rękami.<br>
{{tab}}— Oto jeszcze nowy wybieg wspólnika do was podobnego, w interesie kapitana! — ozwał się bezprzykładny złośnik serca. — Widzę teraz przed sobą pięciu członków machinacyi mego nieprzyjaciela, dopomagających mu do wydarcia moich milionowi.. Pięć kłamstw, jednocześnie wymierzonych na zwalczenie mnie jednego!.. Każdy z was wyćwiczony w aktorskiej roli, zamieniliście dom mój na teatr intrygi, jeden nikczemny cel mającej na widoku... Teraz czas odpowiedzieć wam wszystkim, niezręcznym w swojej sztuce, jak okropnie zawiedzeni jesteście! Historya losów waszych jest czczym wymysłem na odurzenie mojej głowy i zwalczenie serca! ale nie w ten sposób oszukuje się, mnie, Rudolfa hrabiego Emy-Cruchard, i jeśli każdy z was czuje istotnie, co mówi... rzućcie raczej przekleństwo na kapitana, który dla swoich osobistych korzyści, podszedł was wszystkich i oszukał... Nareszcie, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/823|num=21}}aby porozumieć się, jak przyjaciele, rzeknijcie dla wspólnego dobra, kto pierwszy zbliżył do mnie was sprzymierzonych, a wydam każdemu odpowiedź na ostateczne wykazanie prawdy!.. Was najprzód zapytuję dwoje dzieci, kto wam podał myśl upominania się u mnie o swoje krzywdy?..<br>
{{tab}}— Kapitan Rappinet... bezwątpienia — odpowiedzieli jednocześnie.<br>
{{tab}}— Was podobnie zapytuję, zawiedziony ojcze i matko? — rzekł, zwracając się do nich zdziwionych.<br>
{{tab}}— Kapitan Rappinet!.. jak już raz powiedzieliśmy.<br>
{{tab}}— Ciebie nakoniec, boleśnie zraniony hrabio Emy-Cruchard, jeżeli chcesz, ażeby ci pozostawić to nazwisko.<br>
{{tab}}— Tak jest, bez zawodu... kapitan Rappinet... On to sam, przez lat dwadzieścia cztery, czynił mi tę słodką nadzieję powrócenia mojej prawej metryki, wszystkich przywilejów wydartego mi imienia!.. Kapitan Rappinet był tylko sam tym pocieszycielem w długich bólach serca... i dziś nakoniec, mnie, sprowadzonemu z Ameryki, wskazał dom, w którym powinienem był znaleźć ciebie i upomnieć się o krzywdy w duchu sumiennego przekonania... znalazłem cię więc.<br>
{{tab}}— Znaleźliśmy cię wszyscy! — dodali inni.<br>
{{tab}}— Wierzę wszystkim i przebaczam, jako ślepym narzędziom największego intryganta!<br>
{{tab}}— Kłamiesz, Wiliamie Harlesding! — odrzekli.<br>
{{tab}}— Tyś to sam nikczemny oszuście, nas dwoje niemowląt porwał z Bourbon i porzucił w Europie — zawołał Teobald obrażony bezczelną zuchwałością tego potwora.<br>
{{tab}}— Tyś to sam — ozwał się wzruszony ojciec — okradł całą moją rodzinę!<br>
{{tab}}— Tyś to sam, wydarł mi moje imię i godność mego urodzenia! — dodał prawdziwy hrabia w gniewnem uniesieniu — odpowiedz więc wszystkim, wyrodku!<br>
{{tab}}— Jednemu tylko kapitanowi odpowiedzieć mogę... was nie znam sprzymierzeńcy i w moim domu widzę tylko napastników!.. Nareszcie żaden dowód nie popiera tak zuchwałego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/824|num=22}}oszczerstwa!.. Prawo, pod jakiem zostajemy, nazwie was obłąkanymi, lub uzna za oszustów, nie mających w rękach żadnego dowodu na poparcie swojej sprawy, a kapitan... w imieniu którego zaczęliście ze mną bój zacięty, umilknie najpierwszy w obliczu tego prawa, i upadnie zbyt nizko wraz z wami...<br>
{{tab}}Przejęta silnem oburzeniem stara matka, padła przechylając się na poręcz krzesła.<br>
{{tab}}— Moja matko! — zawołali Teobald i Delfina, rzucając się do nóg mdlejącej. — Bóg nie dozwoli nam dłużej znosić tych niesprawiedliwych katuszy!.. Otwórz oczy dla szczęścia twoich dziatek! Matko moja!.. matko!..<br>
{{tab}}I w zbytnim uścisku serca, obudzającym zawsze tkliwe uczucie miłości, ucałowali jej kolana.<br>
{{tab}}— Spojrzyj, zuchwały starcze! — ozwał się zaraz w szalonem uniesieniu ojciec, wskazując na dwoje dzieci u nóg na wpół żyjącej matki — spojrzyj i nasyć się widokiem nieszczęścia!.. Niechaj po tylu latach srogiej zawiści losu, ten jeden obraz boleści pokrzywdzonych ofiar, w tej jednej godzinie przypomni w tobie człowieka!..<br>
{{tab}}— Prawo samo nie zna ludzi, odkąd przestało baczyć na przyczyny, zdolne nieraz usprawiedliwić zbrodnię samą!.. martwe, jak kamień, suche i niezłomne, jak rachunek arytmetyczny, chce mieć na trybunale swojej dostojnej szali, sam czyn, a obok niego kodeks!.. Ja więcej zasługuję na litość od was wszystkich, jak ta matka, zwalczona potęgą udręczenia. Wszyscy, mdlejący pod okiem sędziów, są nazwani aktorami... Ja, zimny jak prawo francuskie, prawem tylko osłaniam się przed wami, i w tej chwili wzywam wszystkich na sąd publiczny... najpierwej powołując do tej walki kapitana... Kto się czuje na siłach, ten za mną!..<br>
{{tab}}— Panie hrabio... jeszcze gość nowy usiłuje wejść koniecznie do tej komnaty — przerwał kamerdyner, w tej chwil otwierając drzwi do pokoju — a nawet dwóch.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/825|num=23}}{{tab}}— Jeszcze więc nowa siła!.. Dziś wszyscy przeciwko mnie bić się gotowi?.. Kto jeszcze podnosi na mnie rękę? — zapytał kamerdynera.<br>
{{tab}}— Mulat... a z nim młody jakiś chłopiec.<br>
{{tab}}— Beniamin Alkamischy! — krzyknął prawie strasznym głosem oblegany starzec. — Mulat z Bourbon!.. a więc i on!..<br>
{{tab}}— Beniamin Alkamischy! — powtórzył z radością dawny pan mulata, a za nim, przychodząca do zmysłów staruszka.<br>
{{tab}}— Dosyć już napastników! — odezwał się przerażony samolub. Ten jeden dziki zwierz z Ameryki nie wierzy w grzeczną formułę prawa i kodeksów, u niego wrząca krew wystarcza do wyroku, a jedno ostrze sztyletu dostatecznem do tego, co nazywa sprawiedliwością!.. Nie! nie!.. tu nie miejsce dla tej srogiej rasy pół-ludzi... Mulat Beniamin Alkamischy!.. precz!.. precz z nim!..<br>
{{tab}}— Ha!.. zdradziłeś się, wyrodku!.. — zawołał łganicki. — Ten jeden nowy przybysz pomści krzywdy nas słabych i grzecznych Europy wychowańców... sług prawa, jak nazywasz... prawa, które na szafocie zabija zbrodniarzy, a po za obrębem tych urzędowych desek, wzbrania dotykać się ciałem i słowem, nawet ostatnich wyrzutków społeczeństwa!.. Beniamin Alkamischy!.. oto sroga przepowiednia dla ciebie!<br>
{{tab}}Odurzony starzec porwał za młotek, leżący na stole, i ozwał się głosem podobnym do rozpaczy:<br>
{{tab}}— Ah! czemuż w tej chwili niema z nami kapitana Rappinet!<br>
{{tab}}Lecz z goryczą odrzucił młotek na stół.<br>
{{tab}}Nikt z obecnych nie pojął znaczenia tego giestu i wyrazów.<br>
{{tab}}A w przedsionku, na który wychodziły drzwi od komnaty, powstały nagle jakieś głośne okrzyki i szamotanie niby pasujących się ze sobą osób. Wrzawa co chwila wzrastała, a w pośród niej, dały się słyszeć wołania:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/826|num=24}}{{tab}}— Puszczajcie nas!.. puszczajcie!.. oni są tu?.. oni są tu koniecznie!.. musimy ich widzieć w tej chwili! Okrutny! kto nam wzbrania przystępu!.. puszczajcie!...<br>
{{tab}}— To glos Beniamina! — zawołał rozrzewniony dawny pan Mulata.<br>
{{tab}}— To Beniamin, nas sługa! — powtórzyła Kreolka.<br>
{{tab}}I zaraz nagle otworzyły się drzwi przed wiernym przyjacielem tej nieszczęśliwej rodziny.<br>
{{tab}}Beniamin i młody chłopiec prawie wpadli do komnaty.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''III.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Beniamin Alkamischy.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Wzruszającym był obraz Beniamina, tego pół-Europejczyka, pół-Amerykanina, starego, przeszło pięćdziesięcioletniego mulata. Twarz jego pomieszanej rasy dwóch stref kuli łączyła w sobie obok wyrazu zmysłowej i zwierzęcej chuci, szlachetne i pełne wzniosłych uczuć serca zarysy.<br>
{{tab}}Dwadzieścia cztery lat tęsknej i bolesnej niedoli rozlało w fizyonomii jego gorycz życia, pobudzającą do litości każdego. W tej chwili twarz jego, ożywiona radością, dziwaczny sprawiała efekt obok cech fizycznych tej skóry oliwkowego koloru, drobno od starości i zgryzot pomarszczonej, obok tego włosa na podłużnej nieco głowie, włosa siwego drobno kędzierzawego jak wełna, tych kości, czoła i policzków mocno spłaszczonych.<br>
{{tab}}Beniamin miał na sobie jasno-zieloną kurtkę z ogromnemi z bukszpanowego drzewa guzikami, białą kamizelkę w szerokie niebieskie pasy; na szyi chustkę, w guście szalów z Madras, na której wywinięty był biały kołnierz od koszuli szerokie pantalony z szarego płótna, bardzo krótkie, niebieskie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/827|num=25}}pończochy i trzewiki z grubej, juchtowej skóry z zielonemi kokardami.<br>
{{tab}}Drugim był Thoms.<br>
{{tab}}Ubiór jego składał się z hiszpańskiego spencerka bez rękawów, z szmuklerskiemi ozdobami. Szeroka i bufiasta na ramionach koszula biała, narzucana w drobne wschodnie palmeczki, zapewne indyjska, stanowiła niejaką sprzeczność z całością tego garnituru. Miał na sobie spodnie z sukna błękitnego, nadzwyczaj długie, wskutek czego gęsto u dołu pofałdowane, pod pachą trzymał ryżową czapkę, z takimże daszkiem, podszytym zieloną kitajką.<br>
{{tab}}Trudno było określić wyraz twarzy, jaki dusza jego wywołała w tej chwili. Uniesienie, nie mające granic żadnego umiarkowania, sprawiło na niej istotną brzydotę. Dziwaczne pomieszanie się grubych i ostrych rysów, z miłą zawsze dla oka oznaką radości, odbiło się nieco śmiesznie. Trwożliwy zawsze obok osób pewnego znaczenia i w miejscu, gdzie czuł, iż winien okazać się przyzwoicie, zgłupiał i, stanąwszy przy drzwiach ze złożonemi rękami, skulony, z łzą w oku spoglądał na Beniamina, którego chciał użyć w tej krytycznej godzinie za swego przewodnika.<br>
{{tab}}Jak tylko Beniamin dostał się do komnaty, zrażony fantastycznym obrazem, który go niespodzianie uderzył, lękał się sam postąpić głębiej do pokoju. Myśl jednak jego, ustawicznie zwrócona na widok tyle czasu utraconych drogich sobie osób, przypomniała mu bardzo prędko cel tego przybycia. Wielkie jego oko zwilżone, że się tak wyrazimy, rosą wzruszonej duszy, przebiegać zaczęło po twarzach obecnych. Oniemiał na chwilę i jak tylko usłyszał to słodkie przypomnienie głosu dawnego swego pana, który nie dozwolił mu długo zostawać w niepewności, rzucił się jak szalony do nóg jego i, silnem objąwszy ramieniem, ściskał z bezprzykładną zapamiętałością.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/828|num=26}}{{tab}}— Beniaminie!.. Beniaminie!.. co czynisz?.. twój pan nie zdoła odpłacić ci się podobną miłością... dosyć już!.. dosyć!..<br>
{{tab}}Ale uszczęśliwiony mulat nie zdołał ani słowa odpowiedzieć, ściskał wciąż swego pana, bez wypoczynku.<br>
{{tab}}Wiliam Harlesding, jak odtąd szpetnego starca nazywać będziemy, zasłonił twarz swoją rękami i odwrócił nieco głowę od tego widoku.<br>
{{tab}}Teraz dopiero zaczęła się trudna rola dla serca tkliwego Thomsa. Rozczulony tym widokiem, zalał się łzami, wykrzywiając najszkaradniej twarz swoją, co chwila głośnem łkaniem przerywał milczenie tej wzruszającej sceny.<br>
{{tab}}Za każdem poruszeniem Beniamina, zginał się i wyprężał automatycznie, to przyskakiwał, bystro przyglądając się uszczęśliwionemu, a zaraz jakby przestraszony jego szałem, odbiegał do drzwi krokiem niespokojnym i gniótł swoją czapkę bezprzytomny, i znowu powracał, przebierając ustawicznie nogami.<br>
{{tab}}— Dosyć już! dosyć, Beniaminie! — odezwał się nareszcie biedny chłopiec — pan woła, że już dosyć!.. o mój Boże, jakże oni się kochają!..<br>
{{tab}}A potem, spojrzawszy na starą kreolkę, siedzącą na krześle, w której oczach dwie łzy przedwczesną zapowiadały wdzięczność dla dawnego sługi, dodał jeszcze:<br>
{{tab}}— Beniaminie! Beniaminie... ucałuj teraz swoją panią, która płacze!.. patrz! patrz!<br>
{{tab}}— Beniaminie! — zawołał za nim stary plantator, odrywając go od siebie — zostaw jeszcze coś dla mojej żony, twojej pani i moich dzieci!..<br>
{{tab}}— Co mówisz, panie? — odpowiedział odurzony — twoja żona! twoje dzieci!.. gdzie one są?<br>
{{tab}}I, rzuciwszy obłąkanym wzrokiem na tuż siedzącą matkę z Bourbon, w tej samej chwili przyczołgał się na kolanach do jej nóg, i od miejsca do miejsca całując jej kolana i ręce. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/829|num=27}}drżał prawie z radości, powtarzając jakieś dzikie i niezrozumiałe wyrazy.<br>
{{tab}}Za mulatem poskoczył Thoms i chwytał go, to za ramię to za nogi.<br>
{{tab}}— Dosyć już! dosyć, Beniaminie! — wołał przytem — nie daj pani tak długo się męczyć... patrz, jak płacze!<br>
{{tab}}I założywszy sobie na głowę ręce, chwil kilka sycił się ich widokiem, potem zaraz zaczął się na nogach kołysać, przebierać niemi z niecierpliwości i tupać, wołając:<br>
{{tab}}— Dosyć! dosyć już, Beniaminie!..<br>
{{tab}}— Dla moich dzieci zostaw resztę łez, Beniaminie — przemówiła nareszcie wzruszona staruszka — dla Teobalda! dla Delfiny!<br>
{{tab}}— Teobald!.. Delfina! — krzyknął, zrywając się na nogi mulat — gdzie... gdzie oni są?... O mój Boże! — dodał, topiąc bystry wzrok w postaciach dwojga młodych ludzi. — A więc to oni!.. tak! tak?.. ja nie potrzebowałbym waszego wezwania...
jabym ich poznał sercem mojem, sercem, które w tej godzinie przenika wszystko!.. które...<br>
{{tab}}I nie mogąc już dokończyć, rzucił się ku nim, witając z podobnąż zapamiętałą radością, a zaraz za nim jednocześnie już Thoms zaczął swój wzruszający taniec.<br>
{{tab}}— A więc to wy! — zawołał po chwili Beniamin przerywanym głosem — wy! dwoje małych dziatek, które niegdyś piastowałem na swoich rękach!.. które kołysałem!.. które kochałem, jak dzieci z krwi mojego pana, któremu wiernie służyłem!.. O dniu niezrównanej radości!.. jakże nas uszczęśliwiasz po dwudziestu czterech latach srogich boleści serca... Odpowiedzcie nareszcie, jakim cudem stajemy tu wszyscy społem... uspokójcie ciekawość moją!.. Ja was szukałem po lądach i morzu, jakby skarbów mojego życia!..<br>
{{tab}}Poczem, sięgnąwszy do kieszeni, wyjął z niej parę opasek, które Thoms zabrał był Delfinie z biurka, przed kilku miesiącami w Warszawie i zawołał z trudną do opisania radością:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/830|num=28}}{{tab}}— Patrzcie! patrzcie!.. Czy poznajecie te ślady, jednoczące nas wszystkich przypomnieniem?.. Ja to niegdyś opasywałem was maleńkich na Bourbon temi wstążkami, które matka wasza własną ręką wypracowała!.. Na nich to jeszcze wyczytajcie te same napisy: Oto Teobald i Delfina, zrodzeni są na Bourbon!.. patrzcie!.. patrzcie!.. oto są...<br>
{{tab}}Teobald chwycił natychmiast jednę opaskę — Delfina drugą.<br>
{{tab}}— O mój Boże! mój Boże!.. co to wszystko znaczy!.. — zawołała młoda wdowa, uniesiona szałem zadziwienia — te opaski były mi wykradzione...<br>
{{tab}}— Te opaski znikły nam w szalonej intrydze, która nami {{Korekta|miatała|miotała}} — dodał Teobald — a teraz znowu są w rękach naszych!...<br>
{{tab}}I oboje zaczęli całować te święte pamiątki i przyciskać do serca.<br>
{{tab}}— Matko moja! matko! — odezwała się Delfina, przedstawiając jej opaskę. — Czy poznajesz te wstążki, które nas nie opuszczają aż do tej chwili?.. spojrzyj!.. wyczytaj!.. odpowiedz?..<br>
{{tab}}— Zobacz także moją, droga matko!.. — dodał Teobald — to ta sama, na której zostawiłaś napis dla swego syna. Na niej mieści się moje imię... święty dzień moich urodzin!.. Spojrzyj!.. wyczytaj!.. ciesz się wraz z nami i odpowiedz!<br>
{{tab}}Pani Iganicka chwyciła obie opaski — przez chwil kilka spoglądała na nie ze łzami, chciała wyczytać, ale nadzwyczajne drżenie rąk nie pozwoliło jej doznać tej pociechy, przeczuła je tylko, że tak powiemy, sercem i poznała; a zaraz namiętnie przycisnąwszy je do ust swoich, odezwała się:<br>
{{tab}}— O! to te same, które wam matka miłością serca sporządziła, które tak mile i wdzięcznie odbijały, przepasując ciało wasze!.. was dwoje maleńkich podówczas dziatek? Bóg chyba uświęcił je i przeznaczył do wielkich celów, że dziś jeszcze nas wszystkich tu zebranych radują!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/831|num=29}}{{tab}}— O moja matko ukochana! — ozwała się Delfina — to co mówisz, jest prawe jak nasza miłość... to Bóg przechował te pamiątki!.. One to najprzód przyszły w pomoc dzieciom twoim, one cudowną swoją pomocą, złączyły mnie z Teobaldem, abyśmy potem złączyli się z wami... Fatalny traf wydarł nam ich na czas krótki, a teraz niebo znowu powraca je w ręce nasze!<br>
{{tab}}— O ja teraz wierzę w cudowną łaskę Boga — przemówił zdziwiony mulat — wszak też same opaski i mnie wróciły do was wszystkich!.. Żaden ślad przez lat dwadzieścia cztery nie ożywił mnie tą nadzieją... na całym świecie była dla mnie głucha puszcza, dopóki po tylu latach próżnych poszukiwań nie ujrzałem w moich rękach po raz pierwszy tych opasek...<br>
{{tab}}— Nareszcie, wyznaj wszystko Beniaminie — przerwał Teobald — gdzież więc ujrzałeś te opaski?<br>
{{tab}}— Na Bourbon...<br>
{{tab}}— Niepodobna!.. gdyż przed kilku jeszcze miesiącami mieliśmy je w Warszawie.<br>
{{tab}}— Alboż aż dotąd nie wierzycie w cuda Boga?.. te opaski przyniósł mi mój przyjaciel... co mówię?.. wasz przyjaciel! nas wszystkich! — dodał, spoglądając na Thomsa, który zrozumiawszy, że nareszcie staje się celem dalszego zajęcia, padł do nóg Delfinie i wyrzekł:<br>
{{tab}}— To ja pani, ja, Thoms... który ukradłem, jak powiadasz, te opaski. Tak! tak!.. przyznaję się... ale w pierwszej chwili, kiedym się dowiedział, że to są opaski należące do dzieci, których szuka mój przyjaciel Beniamin, zapłakałem z radości, a potem z rozpaczy, żem cię już nie znalazł, pani, w Warszawie, aby ci je powrócić. Pierwej, nim cię poznałem, dobra pani, znałem Beniamina i przyrzekłem mu szukać cię, twojego brata, ojca i matki... dla jego szczęścia własnego!..
Beniamin był celem mojego serca, jak wy wszyscy byliście celem serca Beniamina!.. jemu więc postanowiłem zanieść ten mały ślad znalezienia Delfiny, jak panią zawsze nazywałem... Jednej chwili opuszczam Warszawę... pieszo zmierzam prosto {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/832|num=30}}na Włochy, Szwajcaryę, a potem dostaje się do Francyi i Marsylii... W Marsylii wypływam na morze, gdzie zmierzam prosto na Bourbon, do mego przyjaciela!.. O! gdybyście widzieli tę radość, kiedym mu pokazał te dwie wstążki!.. oh! oh! ja tego nigdy nie wyrażę... ściskał mnie, całował, przyciskał do piersi... płakał!... a ja tylko wołałm: Na powrót! na po wrót, Beniaminie, do Europy!.. tam znajdziemy Delfinę!.. Ah, pani nie gniewaj się, że cię aż dotąd jeszcze tak Nazywam!<br>
{{tab}}— Mów dalej? mów dalej — rzekła Delfina.<br>
{{tab}}— Beniamin nie dał sobie tego dwa razy powiedzieć; już podówczas był wolnym — dodał ze smutkiem Thoms — jego czarna staruszka już umarła... był wolnym.<br>
{{tab}}— Twoja matka nie żyje, Beniaminie? — zapytał ojciec Iganicki.<br>
{{tab}}— Tak Bóg chciał — odpowiedział mulat.<br>
{{tab}}— Biedna murzynka!.. ona była także przyjaciółką naszego domu.<br>
{{tab}}— Rodziliśmy się jednocześnie — dodała pani Iganicka — ja na Bourbon, ona na St. Domingu... ja biała, ona czarna... Boże! zbaw duszę poczciwej przyjaciółki!<br>
{{tab}}— A więc podówczas opuściliście wyspę? — zapytała znowu Delfina Thomsa.<br>
{{tab}}— Natychmiast!.. Okręt wiózł towar do Europy... wsiadamy z Beniaminem na pokład i po trzytygodniowej żegludze dostaliśmy się szczęśliwie na ląd stały...<br>
{{tab}}— Dobry mały chłopcze... ja się ciebie także dość długo lękałam!..<br>
{{tab}}— O tak... domyślałam się tego.. a to z powodu Oskara, mego dawnego pana.<br>
{{tab}}— Jakżeście do nas trafili?..<br>
{{tab}}— Wiedziałem, opuszczając Warszawę, że pani pojechała do Francyi... najpierw więc przybyliśmy z Beniaminem do Paryża... gdziem panią koniecznie znaleźć sobie obiecywał. A co do tego domu, już ja w nim nie pierwszy raz się znajduję... Służył tu kiedyś mój ojciec za odźwiernego...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/833|num=31}}{{tab}}— Zawsze był ktoś, co wam doniósł, że nas tu spotkać możecie?..<br>
{{tab}}— Za przybyciem do Paryża, udałem się najsamprzód do mojego ojca... ten przedstawił mnie memu dawnemu kapitanowi, a kapitan, zrozumiawszy nasz interes, kazał natychmiast udać się do tego domu...<br>
{{tab}}— A więc to kapitan?<br>
{{tab}}— Kapitan Rappinet... Teraz jeszcze nie koniec na tem... W drodze uczyniliśmy z Beniaminem ślub jeden... że jak tylko szczęśliwie was znajdziemy, zaczniemy jeszcze szukać kogoś więcej — dodał z pewnem znaczeniem w głosie.<br>
{{tab}}— I kogóż to, moi przyjaciele? — zapytali Iganiccy.<br>
{{tab}}— Waszego prześladowcy! — odpowiedział Beniamin.<br>
{{tab}}— Tak, tak!.. tego okrutnego Amerykanina — dodał Thoms — ja znam całą waszę historyę.<br>
{{tab}}— Jakiż więc cel poszukiwania Harlesdinga przez was?..<br>
{{tab}}— Zemsta! — odpowiedzieli jednocześnie Thoms i Beniamin.<br>
{{tab}}Mulat natychmiast dobył ostry puginał i, unosząc go do góry, dodał:<br>
{{tab}}— Pierwsze zjawienie się tego człowieka uczyni mnie zbrodniarzem!.. wiem dobrze, co mówię, ale na to żelazo poprzysięgłem, że jednej chwili zamorduję Wiliama Harlesding!<br>
{{tab}}Wiliams, siedzący dotąd przed stołem na szeslongu, drgnął i konwulsyjnie zaczął robić piersiami, szczęściem aż dotąd, że mulat, przejęty gwałtownemi wzruszeniami, olśniony obrazem zgromadzonej tu tak drogiej dlań rodziny, ani razu nie zwrócił oczu na spokojnego widza, świadka tylu wzruszających scen.<br>
{{tab}}— Ah! czemuż w tej chwili niema jeszcze kapitana! — ozwał się cichym głosem Wiliam, poruszając młotek, leżący na stoliku.<br>
{{tab}}— Tak! zabiłbym go! — powtórzył raz jeszcze Beniamin swoją pogróżkę, wywinąwszy parę razy w górę żelazem — ale niestety! jakże daleko jest odemnie ta nadzieja!..<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/834|num=32}}{{tab}}Wszyscy na te słowa osłupieli.<br>
{{tab}}Mówiąc to, był wciąż obrócony tyłem do Amerykanina, Thoms przeciwnie, twarzą stojący do mulata, spostrzegł szpetnego starca, którego znał zaledwie z opisu. Chwil kilka patrzył bystro na niego, potem zaraz głosem na wpół radości, na wpół szalonego uniesienia gniewu, zawołał:<br>
{{tab}}— Beniaminie! Beniaminie!<br>
{{tab}}Mulat spojrzał mu z zadziwieniem w oczy i nie mógł pojąć zapału, jaki tak nagle i w tak dziwny sposób objawił się na jego twarzy.<br>
{{tab}}— Co ci jest, Thoms? przyrzekłeś mi że go wespół ze mną zamordujesz!<br>
{{tab}}— Zabiję go! — odrzekł zwolna, dobywając ostry nóż — ale pierwej opowiedz mi, jak wyglądał ten nikczemnik... Ty, coś mi ustawicznie w drodze powtarzał, że wśród milionów ludzi poznałbyś twarz tego wyrodka... odpowiedz, jak wyglądał Harlesding?<br>
{{tab}}— O jeszcze powątpiewasz o mej pamięci... Pokaz kości, wydobyte z grobu, a jeszcze odpowiem, przenikając: to są kości Harlesdinga!.. Pokaż tylko jednę kroplę krwi tego nikczemnika, a poznam natychmiast i zawołam: to krew Harlesdinga! Jestem mulat... a w mulacie jest zawsze jeden zmysł więcej zwierzęcości!..<br>
{{tab}}— Beniaminie! czy nie widzisz, że moja ręka już podniesiona!.. Powiedz mi, zwierzu przenikliwy, kto jest ten straszny człowiek za tym stołem? — zapytał, wskazując na potwora.<br>
{{tab}}Beniamin szybko obrócił się, spojrzał, cofnął się i krzyknął, jak szalony: — To Wiliam Harlesding!<br>
{{tab}}— Wiliam Harlesding!.. — powtórzył chłopiec, zapalając się.<br>
{{tab}}I obadwaj rzucili się ku niemu.<br>
{{tab}}A wtem nagle drzwi się otworzyły i na progu stanął kapitan Rappinet i piorunującym głosem, jakiego w tej chwili użyć należało, zawołał:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/835|num=33}}{{tab}}— Stójcie, zapamiętali!.. Kapitan Rappinet przyszedł pomścić pokrzywdzonych!.. Śmierć na wyrodka nie jest karą... a stratą dla was wszystkich! Spojrzyj, Beniaminie!.. oto ojciec i matka!.. oto dwoje dzieci bez najmniejszej podpory życia!.. odarci i okradzeni z majątku ręką tego zuchwalca!.. Z jego krwią spłynie ubóstwo dla tej rodziny, którą kochasz!.. Uderzmy raczej w żelazne klamry i zamki kufrów tego bogacza, w których zamknął swoje skarby, do których tylko sami mamy prawo!<br>
{{tab}}Beniamin, jakby zrozumiał Kapitana, cofnął się od Harlesdinga.<br>
{{tab}}Kapitan wolnym krokiem zbliżył się do stolika, tej zabójczej machiny, połączonej z piwnicą, która wszystkich tryumfujących tu wysadzić ma za chwilę w powietrze.<br>
{{tab}}Po raz pierwszy Harlesding, po tylu próbach obrony, uczuł się zwalczonym natarczywością sprzymierzonych; ale zarazem po raz pierwszy serce uderzyło w nim dziką radością, iż sprowadził nareszcie na miejsce kapitana, tego ostatniego sprzymierzeńca — na ten istny szafot śmierci, pod którym 10,000 funtów armatniego prochu, okropną i niezawodną spełnić mają katastrofę, Harlesding zaledwie ujrzał na progu komnaty kapitana, chwycił w drżącą rękę młotek, przeznaczony na {{Korekta|zakuńczenie|zakończenie}} tego zaciętego boju, ośmiu przeciwko {{Korekta|jednemo|jednemu}}.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''IV.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Ośmiu, przeciwko jednemu.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Poruszenie duszy kapitana doszło do tego stopnia gwałtowności, iż, po tem krótkiem przemówieniu, nie zdołał przez kilka chwil wydobyć z swoich piersi żadnego wyrazu — niechcąc jednak swojem milczeniem podnosić tryumfu, {{pp|przygoto|wanego}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/836|num=34}}{{pk|przygoto|wanego}} do obrony Wiliama, w straszny sposób zmarszczył brwi i zdawał się zionąć ogniem z ócz, biegających w szalonej zapamiętałości.<br>
{{tab}}Po długiej przerwie wypoczynku, stanąwszy tuż obok starca przed stołem, ozwał się tym samym co poprzednio piorunującym głosem.<br>
{{tab}}— Teraz ja z kolei zapytuję, kto jesteś?<br>
{{tab}}— Ha!.. to wcale co innego, kapitanie!.. — odrzekł usiłując okazać swobodę swojej duszy — dla ciebie należy się odemnie szczera prawda... Jestem Wiliam Harlesding, były komisarz, plenipotent i rządzca całego majątki Iganickiego, plantatora z Bourbon, którego tu obadwa widzimy przed sobą!.. Oto masz twoją metrykę, prawdziwy Rudolfie hrabio Emy-Cruchard — dodał, podając ją w pobliżu stojącemu.<br>
{{tab}}— Wiliam Harlesding! — wszyscy ze zgrozą powtórzyli to nazwisko.<br>
{{tab}}Prawdziwy Cruchard chwycił w drżące ręce podany mu papier, przycisnął do ust, potem do serca, jakby w tem jednem przeproszeniu zapragnął znaleźć zmazę niesławy, którą się dla pieniędzy pokalał.<br>
{{tab}}— Teraz ja wzajem zapytuję cię, kapitanie, kto jesteś? — zapytał Wiliam, ściskając bezprzytomnie w swojej dłoni srebrną rękojeść młotka.<br>
{{tab}}— Obrońcą sprawiedliwości w imieniu krzywd i zbrodni tej rodziny... a twoim sędzią i katem!.. Był czas, że mnie, zamkniętemu z tobą w tychże samych murach, pozwoliłeś się zabić, ja cofnąłem przedwczesny wyrok, zostawiając ci sroższą zemstę nad wydarcie życia i wyrzekłem: Nie poświęcę dla twojej śmierci 212 milionów mojej pracy, które prędzej czy później na twoim stole policzę!.. Wyrzekłem... że rozpoczynasz walkę z człowiekiem, który tysiąc już ludzi podszedł i oszukał, który tyleż znajdzie sposobów, aby wydrzeć ci to wszystko, co za ukryte uważasz!.. a wtenczas, zapóźno może powtórzysz do mnie te wyrazy: „Jakże żałuję, żem się z tobą {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/837|num=35}}nie podzielił!“ Dziś wybiła dla mnie i dla ciebie ta godzina... powtórz, Wiliamie, com rozkazał!<br>
{{tab}}— Nigdy! — odpowiedział z zimną krwią. — Dziś raczej wzajem przypomnę ci zapowiedź moją... O, ja za stary, abym ufał pogróżkom, za stary, abym nie przeniknął twojej duszy!.. Są ludzie, mówiłem podówczas, którzy podłość swoją umieją posunąć aż do ostatecznych krańców złego, ale tchórzą na myśl zbrodni!.. Natura, wlała w ciebie krew złodzieja, ale zabójcy niema w tobie zarodu!.. Przeznaczenie zabójcy zapisane jest na jego kolebce, a na twojej wypisane tylko było... prosty oszust!.. Dziś to samo powtarzam wobec wszystkich... Nie zabijesz mnie, kapitanie, dopóki nie ujrzysz na tym stole utraconych milionów... a jakem godny piekła, nie doczekasz nigdy takiego tryumfu!<br>
{{tab}}— Oto już pierwszy dla mnie ukończony! — odrzekł {{Korekta|kaptian|kapitan}}, wskazując na hrabiego Crucharda. łzami szczęścia skraplającego odzyskany rodowód — spojrzyj, jeżeli masz jeszcze serce zdolne do przyjęcia szlachetnego uczucia, i wyczytaj tę radość z twarzy syna Cruchardów, jaką przejmuje go powrót w dawne prawa imienia swoich ojców, w dawne prawa swojej godności... Oto mój tryumf, a twoje upokorzenie, przed którem uległeś!.. tak następnie, spełnisz moją wolę dla wszystkich tu po kolei. Zacznę więc od ojca tej nieszczęśliwej rodziny, którą przed dwudziestu cztery laty okradłeś.<br>
{{tab}}Wyrzekłszy to, dobył śpiesznie ze swojej kieszeni stary i zniszczony pugilares, z cyframi W. H. na wierzchu wyciśniętemi.<br>
{{tab}}Był to tenże sam, który Wiliam Harlesding, zajechawszy w roku 1813 do Zielonej karczmy Filipa Fuchs w Karpatach, wracając z góry Łomnickiej wraz z płaszczem na skałach utracił.<br>
{{tab}}Kapitan, w którego interesie Teobald i Delfina w owym czasie uprowadzeni z tych gór zostali, nie zapomniał także zabrać i wszelkich papierów przy ich opiekunie, starym Krzysztofie grajku, znalezionych. Tym sposobem ważne {{tns|{{kor|doku-|doku-}}}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/838|num=36}}{{Tylko na stronie|mentza|{{Korekta|dokumentza|dokumenty}}}}, tyczące interesów Wiliama i rodziny Iganickich, dostały się w jego ręce.<br>
{{tab}}— Czy znasz ten pugilares, zarozumiały zwycięzco? — zapytał, przedstawiając mu go przed oczy.<br>
{{tab}}Amerykanin drgnął, ale przygotowany w straszny sposób, aby niedopuścić kapitana i wszystkich do wygranej, rozśmiał się zaraz szyderczo i odrzekł lakonicznie:<br>
{{tab}}— To ten sam, który był niegdyś moją własnością.<br>
{{tab}}— A teraz jest moją sprawiedliwością! — odpowiedział kapitan.<br>
{{tab}}Wiliam Harlesding bardziej jeszcze rozśmiał się na to wyrażenie.<br>
{{tab}}Kapitan zaraz rozłożył pugilares na stoliku i dobył z niego papiery, mówiąc:<br>
{{tab}}— Oto wasze metryki, was, dzieci, przeznaczonych na sieroty!.. przyjmijcie je z rąk moich, Teobaldzie i Delfino.<br>
{{tab}}— Teraz z krwi i tych dowodów jesteśmy prawemi dziećmi imienia Iganickich naszych ukochanych rodziców, którym przez lat tyle wyrzucaliśmy błąd... niesprawiedliwość, lub nieszczęście — przemówił Teobald w uniesieniu.<br>
{{tab}}— Już teraz nie jestem sierotą wobec tego pisma, ani wychowanką z łaski, lub podrzutkiem! — dodała Delfina. — O mój Boże!.. to drugie dobro po utraconym majątku!<br>
{{tab}}— A ty, Wiliamie, przyznajesz im to szczęście? — zapytał znowu kapitan, zwracając się do starego.<br>
{{tab}}— Nie miałem nigdy zamiaru rozrywać ogniwa rodzeństwa — odparł.<br>
{{tab}}— Tylko kraść! kraść!.. o to bezwątpienia szczęśliwa odpowiedź, na którą się zdobyłeś... Ale z kolei przejdziemy i do tego.<br>
{{tab}}I. zaraz po tej odpowiedzi, dobył z pugilaresu nowy arkusz papieru.<br>
{{tab}}— Formuły godne pierwszego prawnika! — przemówił na to Wiliam przedwcześnie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/839|num=37}}{{tab}}— Nie pominiemy nic, co tylko będzie mogło postawić cię na stopie winowajcy wobec prawa... aby ci otworzyć drzwi więzienia i w godnej usłudze dla nieprzyjaciela, przybijemy ostatni gwóźdź do jego kajdan! Czy przyznajesz więc dobrowolnie oszustwo i kradzież majątku Iganickich?<br>
{{tab}}— Ten majątek został mi sprzedany i oto akt notaryalny z epoki Napoleona, potwierdzony przez radę kolonialną na Bourbon, podówczas angielskiego tej wyspy rządu — {{Korekta|odpowiedniał|odpowiedział}}, stawiając przed oczy wszystkich dokument istotnego nabycia na własność gruntów od Iganickiego. — Podły! kto odważy się mówić inaczej, a wobec prawa, do którego się odwołujesz, będzie jeszcze szalony!<br>
{{tab}}— Stało się! — odrzekł z rozpaczą stary plantator — a więc nikczemny przechował aż dotąd dokument ten mojej nierozwagi i nieszczęścia!..<br>
{{tab}}— I cóż, kapitanie? — zapytał potwór głosem przedwczesnego tryumfu — myślę, że wojna nieźle się zaczyna...<br>
{{tab}}— I ja tak myślę, prawy posiadaczu, przyznając ci pierwszą część wygranej... Nabyłeś ten majątek ukrywany w kwestyi politycznej z czasów Napoleona, a dziś, Filip Ludwik, nie poprze zapewne interesów z epoki cesarstwa.<br>
{{tab}}— O tem wszakże wiedziałem i dlatego dawno urągam godności prawa!<br>
{{tab}}— Zatem jeszcze czeka cię broń inna — odrzekł kapitan, dobywając inny dowód z pugilaresu.<br>
{{tab}}Wiliam, z pewnem zainteresowaniem spojrzawszy na przedstawiony mu papier, zapytał:<br>
{{tab}}— A jak broń nazywa się?..<br>
{{tab}}— Akt długu.<br>
{{tab}}— Aha... przypominam to sobie.<br>
{{tab}}— Czy mam ci ten papier przeczytać?<br>
{{tab}}— Nudna i próżna praca dla całego tu trybunału... podrzyj ten szpargał, kapitanie, który nie przyniósł żadnej straty, zgubiony przezemnie w Karpatach... ani też nie dał żadnego zysku, dostawszy się w twoje ręce.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/840|num=38}}{{tab}}— Pożyczyłeś 4,000,000 franków od Iganickiego.<br>
{{tab}}— Mogło to nastąpić przed dwudziestu cztery laty... Pamiętam, że w tej chwili zacząłem być bardzo bogatym, w jednym dniu nabyłem dobra na cztery miliony i na tyleż zyskałem kredytu... tyś reszty na moje zbogacenie dokończył.<br>
{{tab}}— Przyznajesz więc tę pożyczkę, zapamiętały Wiliamie! — ozwał się z ożywioną nadzieją Iganicki.<br>
{{tab}}— Od chwili, jak wszedłem po raz drugi w prawa tego nazwiska, które na tym dokumencie brzmi w {{Korekta|charakteze|charakterze}} dłużnika.<br>
{{tab}}— O mój Boże! — zawołał ojciec wraz z matką i dziećmi przejętemi radością — nie zgasła więc jeszcze dla nas nadzieja!..<br>
{{tab}}— Dla was... dla ciebie szczególniej dawny posiadaczu tych pieniędzy!.. o to pewno!.. ale dla waszego obrońcy... może nigdy!.. O samego kapitana tylko idzie.<br>
{{tab}}— Kapitanie! ratuj nasz majątek — ozwali się z wysileniem Iganiccy.<br>
{{tab}}— To wam przysięgłem!.. chociażby mi przvszło, ten akt złożyć u stóp krzesła prokuratora naszego króla i obrońcy sprawiedliwości.<br>
{{tab}}Harlesding śmiechem na to odpowiedział.<br>
{{tab}}— Uczynię to! jak wyrzekłem! — dodał kapitan.<br>
{{tab}}— A wówczas ja wespół z prokuratorem, odrzeknę tobie i twoim klientom... że ten akt upadł z woli dwóch czartów, z których jeden nazywa się przedawnienie, a drugi, brak waloru.<br>
{{tab}}— Brak waloru! czytaj więc! czytaj obrotny mecenasie — odrzekł kapitan, raz jeszcze stawiając mu przed oczy dokument. — Pieczęć państwa i podpis notaryusza Nordblan.<br>
{{tab}}— Który niestety! zbyt prędko przeniósł się do wieczności... w cztery lata po podpisaniu tego aktu.<br>
{{tab}}— Ale pozostała powaga urzędu!.. i podpis nominowanego w imieniu króla i narodu!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/841|num=39}}{{tab}}— Czy tak wierzysz, kapitanie, w tę powagę? — zapytał z pewnym interesem.<br>
{{tab}}— Jak w samą sprawiedliwość!<br>
{{tab}}— Niechże ci za to przyznam imię najpokorniejszego czciciela porządków społecznych!.. To mi się teraz bardzo na coś przyda.<br>
{{tab}}Wyrzekłszy to, przeszedł śpiesznie do biurka między oknami i wyjął z pliki papierów, jeden arkusz, który zaraz rozłożywszy, wrócił na swoje krzesło przy stoliku i ukazał przytomnym:<br>
{{tab}}— Czy znacie ten podpis, położony na tym papierze? — zapytał.<br>
{{tab}}— Tak jest... to notaryusza Nordblan — odpowiedzieli jednocześnie, Iganicki i kapitan Rappinet.<br>
{{tab}}— A tę pieczęć, obok podpisu?<br>
{{tab}}— To herb państwa... godło Francyi.<br>
{{tab}}— Zatem uderz czołem, kapitanie, godny tytułu najwierniejszego sługi prawa.<br>
{{tab}}— Cobądź zawiera w sobie ten dokument, jeżeli tylko nie wkradła się do niego przedajność i fałszerstwo... jestem pierwszy, który z uszanowaniem ucałuję tę pieczęć, w imieniu króla i sprawiedliwości w interesie poddanych położoną.<br>
{{tab}}— Oto go masz, kapitanie — odrzekł, podając mu nieznajome pismo — przeczytaj nam głośno, a to nas mocno ubawi...<br>
{{tab}}Wszyscy machinalnie zasiedli na krzesłach otaczających stół. Kapitan tylko pozostał sam stojący, oparłszy jednę rękę na poręczy wolnego krzesła, tuż obok Harlesdinga stojącego.<br>
{{tab}}Kapitan zaczął czytać, Wiliam tymczasem, z większą swobodą poruszał rękojeścią trzymanego w jednej ręce młotka, nie zdawał się jednak być skłonnym do wypuszczenia tak prędko tej potężnej broni, zostawionej do bardziej krytyczniejszej chwili.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/842|num=40}}{{tab}}„Przed nami notaryuszem królewskim — czytał kapitan — stawił się osobiście w kancelaryi, przy ulicy Castiglone, w dniu 18 maja 1813 roku, Wiliam Harlesding, były zawiadowca {{Korekta|majątkn|majątku}} Maksymiliana Iganickiego, osadnika na wyspie Bourbon, celem uzyskania urzędowego aktu, w skutek zawartych poprzednio między sobą pienężnych układów.“<br>
{{tab}}— Cóż to jest, Wiliamie? — zapytał z zadziwieniem niecierpliwy plantator — tego aktu nie byłem świadkiem wcale.<br>
{{tab}}— Nie miałeś żadnej do tego potrzeby... Słuchaj więc dalej... ty zaś, kapitanie, nie ustawaj w czytaniu.<br>
{{tab}}Kapitan dalej zaczął czytać:<br>
{{tab}}„Na dni trzy przed sporządzeniem niniejszego, wydany został z kancelaryi naszej akt prostego zaciągnienia długu, w sumie 4,000,000 franków, przez Maksymiliana Iganickiego, temuż Wiliamowi Harlesding wypożyczonej.“<br>
{{tab}}— Jest to dowód potwierdzający, że pożyczka ta pomiędzy nami rzeczywiście nastąpiła — przerwał znowu Iganicki.<br>
{{tab}}— O mój Boże! mój Boże! — dodał z boleścią Beniamin — przecież ja, wierny sługa, wszystkiego byłem świadkiem...<br>
{{tab}}— Nie uważaj i czytaj wciąż, kapitanie.<br>
{{tab}}Również zaintrygowany kapitan, z większym niż dotąd pośpiechem, czytał dalej:<br>
{{tab}}„Gdy akt pożyczki, powyżej wymienionej, przez nas sporządzony został w formie martwej, to jest: bez wyliczenia w naszej obecności waluty przez Iganickiego Harlesdingowi i tylko opierał się na słowach i pozornej z obu stron zgodzie, przeto w dniu 18 tegoż miesiąca maja 1813 r. wydajemy temuż Wiliamowi Harlesding na własne jego żądanie, akt nowy w następującej osnowie...“<br>
{{tab}}Kapitan przestał czytać, odgadując podstęp.<br>
{{tab}}— Dokończ! dokończ, kapitanie! — ozwał się zwycięzki Wiliam, spojrzawszy na blade i przerażone wszystkich tu obecnych twarze.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/843|num=41}}{{tab}}— Czemuż zaślepiony wpadłem w ten straszny błąd, który mi dziś wydziera na zawsze mój majątek! — przemówił Iganicki, przykładając obie dłonie do rozpalonego czoła.<br>
{{tab}}— Ależ ty! ty obrońco, kapitanie! — odpowiedz mi, co o tem myślisz? — zapytał znowu Wiliam osłupiałego.<br>
{{tab}}Kapitan cofnął się w tył na dwa kroki i w jednej chwili podarł akt na kawałki i odrzucił.<br>
{{tab}}— A podpis urzędnika? a pieczęć państwa, którą obiecałeś ucałować, kapitanie?.. gdzie twoja wiara w powagę prawa i gdzie cześć dla godności urzędu, użytego w obronie sprawiedliwości dla poddanych?<br>
{{tab}}{{Korekta|Sprawiedliwości|— Sprawiedliwości}}! — odrzekł gorzko — w tej chwili jestem w mojej sprawie wystarczającym.<br>
{{tab}}— W tenże więc sposób wyrokujesz? — zapytał, wskazując podarty dokument.<br>
{{tab}}— Obok niecnych i nikczemnych intrygantów, staję się sam nakoniec nikczemnikiem!<br>
{{tab}}— A ja jeszcze wierny zasadom praw publicznych, udaję się pod ich obronę. Jakże nędzną byłaby osłona szukających tej ucieczki, gdyby jedno zniszczenie arkusza papieru pozbawiało nas milionów... jeszcze jest gdzieś duplikat tego dokumentu... Ale myślę, żeś o tem lepiej wiedział odemnie, kapitanie, kiedyś na kilka miesięcy przed zgonem notaryusza Nordblan podszedł go i oszukał... wykradając z akt notaryalnych dowód zaciągniętej przezemnie pożyczki, za pośrednictwem dependenta, imieniem Bresac... Daj Boże, abyś to był czynił wówczas w duchu obroniciela krzywd tej rodziny, której dziś dla żartu stałeś się największym przyjacielem.<br>
{{tab}}Kapitan ścisnął obie dłonie z oburzenia i odrzekł:<br>
{{tab}}— A więc wszystko na tej drodze utracone!<br>
{{tab}}Słowa te okropnym głosem powtórzyli obecni; a zaraz, osłabiona cierpieniami i wiekiem pani Iganicka padła na ręce męża, równie srodze tą odpowiedzią dotkniętego. Teobald przycisnął do piersi Delfinę, przestraszony wyrazem, malującym nagłą i niemą rozpacz na jej twarzy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/844|num=42}}{{tab}}Beniamin, w gorzkiem rozpamiętywaniu nieszczęścia ukochanych osób, zasłonił sobie twarz rękami. Za Beniaminem, Thoms wylał kilka łez prawdziwego współczucia dla niedoli.<br>
{{tab}}Widok ten obudził nowy zapał w duszy kapitana i ozwał się do rozpaczających:<br>
{{tab}}— O, jeszcze nie wybiła dla was godzina łez, przyjaciele, któremi się zalewacie!.. jesteście pod opieką kapitana Rappinet!..<br>
{{tab}}— Imię zdolne przejąć wszystkich zgrozą i wstrętem! — odpowiedział z ironią Wiliam.<br>
{{tab}}— Od imienia jeszcze daleko do serca!<br>
{{tab}}— Ja nie wierzę w nawróconych wyrodków!.. nareszcie zacznij ocierać te łzy! kapitanie.<br>
{{tab}}Kapitan ukazał ten sam kontrakt, który mu od niego zapewniał zwrot połowy 212 milionów.<br>
{{tab}}— Apelujesz, widzę, kapitanie — rzekł Wiliam — ponieważ już raz jeden twoja sprawa upadła.<br>
{{tab}}— Aby dziś obalić twoją!<br>
{{tab}}— Zacznijmy.<br>
{{tab}}— Czy masz co przeciw tym dowodom?.. jeden z tych jest to kontrakt, obowiązujący twoim własnym podpisem, do podziału ukrytego przez ciebie majątku, a drugi...<br>
{{tab}}— Prawdziwie nie znam.<br>
{{tab}}— Zatem czytaj.<br>
{{tab}}— Możesz mnie śmiało wyręczyć w tem, kapitanie.<br>
{{tab}}— A drugi... Wyrok zaoczny, skazujący cię na zapłatę!.. Teraz więc, w imieniu prawa i sprawiedliwości, staję przed tobą jako właściciel połowy twojego majątku!<br>
{{tab}}— Znowu straciłeś pół roku, rzucając się do pieniactwa, które ci żartem odpowiedziało... Korsarzem będąc byłbyś do tego czasu zebrał niemało pieniędzy: bo robisz miliony lotem wiatru.<br>
{{tab}}— Nie w sprawie publicznej taka odpowiedź... pamiętaj, że odrzucasz wyrok w imieniu króla i ustaw Francyi.<br>
{{tab}}— Czyś się jednak zapytał, komu go odrzuciłem?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/845|num=43}}{{tab}}— Zapytałem!<br>
{{tab}}— Kogoź to?..<br>
{{tab}}— Samego siebie.<br>
{{tab}}— Wiesz zatem komu się sprzeciwiam: tobie czy Królowi?..<br>
{{tab}}— Mnie, zuchwały prześladowco? mnie, kapitanowi Rappinet.<br>
{{tab}}— Ja nie znam w Rappinecie kapitana, który wygrał ze mną sprawę; znam tylko korsarza, którego prawo nie osłania żadną łaską... Podrzyj ten papier, jak poprzedni, który już po raz drugi nie posłuży ci do obrony w obliczu sprawiedliwości Francyi.<br>
{{tab}}Kapitan z tryumfem uśmiechnął się.<br>
{{tab}}— Obyś tak jeszcze rozśmiał się na rusztowaniu, które ci wskażę jedną ręką; drugą wyliczając połowę wygranych 212 milionów! Dla nas obu niema sprawiedliwości na drodze prawa... jeden zginie od miecza, jako korsarz, a drugi skończy na galerach, jako wspólnik korsarza!<br>
{{tab}}Kapitan daleko weselej uśmiechnął się niż poprzednio i odrzekł:<br>
{{tab}}— Dalej, dalej, obrotny wspólniku, wydaj wszystko, co masz przeciw temu wezwaniu, które cię zmusza ze mną do działu!..<br>
{{tab}}— Nic!.. oprócz imienia korsarza, z którym się mam podzielić... Ale mam nadzieję, że prędzej prawo podzieli nas śmiercią!.. Jakaż byłaby godność i powaga urzędu, w imieniu króla i sprawiedliwości, ażeby przeszła na stronę tego, który osłoniony pozornym tytułem negocyanta i kapitana na morzach Francyi, był tylko przez lat dwadzieścia cztery rozbójnikiem!.. Zapomniałeś, ile tysięcy ofiar, tych biednych, czarnych ludzi z wysp Afryki, pogrążyłeś na dno Oceanu w historyi swego handlu?.. Oto handlarz murzynami! który dziś, podszedł i oszukał sprawiedliwość, dla wydarcia Wiliamowi Harlesding {{Korekta|milionów!.!|milionów!..}} Oto ten!.. powtórzy jeszcze taż sama sprawiedliwość, który, jak nikczemny kontrabandzista, okradł na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/846|num=44}}milionów własności: Anglii, Francyi, Hollandyi, Hiszpanii, Portugalii!.. okradł koronę Brazylii i pół świata.... dziś w osłonie pokrzywdzonego {{Korekta|kapitnna|kapitana}} z Antyilów, żąda podzielenia się skradzionemi pieniędzmi z Harlesdingem!.. Oto złodziej dyamentów i złota!.. który uzyskał wyrok na wydanie mu wszystkich zysków, dwudziesto-cztero-letniej niegodziwości.<br>
{{tab}}— Wówczas to — odrzekł z nowym tryumfem kapitan — ja, kupiec z Antylów, wskazując na ciebie z uśmiechem, odpowiem tej samej sprawiedliwości, która mnie w ten sposób potępi: Oto — Wiliam Harlesding, oskarżony przezemnie za wydarcie majątku, osłania dziś swoją sprawę najzuchwalszą potwarzą i w zemście nazywa mnie korsarzem!.. Świat rozśmieje się na niezręczność, jakiej użyć postanowiłeś na poparcie swojej sprawy!.. Oskarżonemu o złamanie kontraktu, w interesie połowy 212 milionów, nie służy obrona, oparta na jego słowie... prawo zażąda faktów twego oskarżenia, a tych pewno nie wynajdziesz na przekonanie publiczne, żem byt w świecie korsarzem! Oto dowody i świadectwa, zasłaniające mnie przed potwarzą — dodał, wyjmując z kieszeni spory plik papierów, który w mgnieniu oka rozwinął. — Najpierwszą siłą na zbicie twego fałszu będzie to...<br>
{{tab}}— Cóż to jest, co mi pokazujesz, kapitanie? — zapytał Wiliam malującym wątpliwość głosem.<br>
{{tab}}— Patent na kapitana, z nominacyą na posiadanie pięciu {{Korekta|okrętow|okrętów}} i dowolny niemi handel na Oceanie.<br>
{{tab}}— To przezorność każdego korsarza!<br>
{{tab}}— Tak mnie tylko można odpowiedzieć! ale w obliczu sprawiedliwości, nazywa się to niezręcznem kłamstwem wzbraniającego się zwrócić drugiemu należytość... Te patenty są moją własnością, uświęcone przez lat dwadzieścia cztery, staraniem mądrej i ostrożnej głowy, których przez ten długi czas posiadania, ani raz jeden nie splamiłem, zdradzając się... jeżelim istotnie użył ich w roli kontrabandzisty i rozbójnika... ale ty o tem nie wiesz, Harlesdingu, a potem świat {{pp|ca|ły}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/847|num=45}}{{pk|ca|ły}}!.. Nareszcie, za silny jestem, aby twój głos, jako powołanego pod sąd karzący, miał naruszyć opinię tego, którego jeszcze nikt nie potępił, a dużo wszyscy przyznali mu zasług... Oto jeszcze inne dowody tego, co mówię — dodał, rozkładając resztę papierów. — Kompania południowego morza obrała mnie swoim członkiem. Przeczytaj, Wiliamie, ten patent... Towarzystwo Kastlandzkie morza Bałtyckiego przyjęło mnie podobnież do swojego grona... mam udział w Kompanii Wschodnio-Lewanckiej i kompanii odnogi Hudsońskiej, wszystko to potwierdzają te papiery, które każdej chwili ukaże światu na okrycie śmiesznością twego jednego wyrazu rozbójnik, lub kontrabandzista!.. Nareszcie, spojrzyj i tu, zawiedziony oskarżycielu...<br>
{{tab}}I z pewną dumą i godnością kapitan rozpiął na swoich, piersiach kilka guzików od surduta.<br>
{{tab}}Na szyi jego zabłysło pięć złotych medali na wstążkach różnych kolorów.<br>
{{tab}}Obecni, z pewnem podziwieniem, spojrzeli na te honorowe oznaki kapitana.<br>
{{tab}}— Czyliż jeszcze nazwiesz mnie handlarzem tych biednych, czarnych ofiar z Ameryki?.. Oto nagrody dla obroniciela Negrów i zagorzałego stronnika zniesienia handlu murzynami?.. Jestem członkiem klubu abolicyonistów w Bostonie!.. klub Mettig przyznał mi nagrodę ludzkości... pięć medali różnych narodów zdobi pierś moją za waleczność, w obronie nieszczęśliwych od napaści rozbójników w różnych częściach Oceanu!..<br>
{{tab}}— Druga i dzielniejsza od pierwszej przezorność korsarza!.. — mruknął Wiliam.<br>
{{tab}}— Ale mnie tylko samemu możesz tak odpowiedzieć... ty tylko, Wiliamie, któremu dawno się z tem zwierzyłem, dla dobra wspólnego {{Korekta|interesz|interesu}}; przecie tam, gdzie słuchać cię będzie karząca sprawiedliwość, taka odpowiedź zyska nazwanie głupiego wybiegu i nikczemnej obrony!.. Wezwiesz świat cały na poparcie swoich przeciw mnie zarzutów, cały świat {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/848|num=46}}nazwie cię obłąkanym! Moja opinia jest ze stali, i nie skruszy jej żadna potwarz... Nareszcie pomyśl, że kto przez lat dwadzieścia cztery spełniał niebezpieczne dzieło, ten w końcu, musiał zostać dzielnym w swojej sztuce mistrzem. Ja, korsarz, ja, rozbójnik i handlarz murzynami, jak mówisz, ja kontrabandzista złota i klejnotów z kopalń Ameryki, spełniłem w życiu kradzież większą nad wyobrażenie twoje, bom skradł tajemnicę serca człeka!.. Odtąd nauczony, odrzuciłem wszelką pomoc w mojem rzemiośle i nie przybrałem powiernika... Rządziłem tysiącem ludzi na moich okrętach, ani raz jeden nie zdradziwszy przed nimi swojej tajemnicy!.. Samoistny w myślach i sercu, zamknąłem przystęp do siebie dla wszystkich, co mnie otaczali, abym dzisiaj nie zginął na rusztowaniu, poprowadzony zdradą najprostszego majtka!... Ci wszyscy, co na mnie pracowali, co kradli dla swego pana, co trudami swego ciała i niebezpieczeństwem życia złożyli u stóp moich 212 milionów, są tak ślepi, jak ty sam, Wiliamie, tak odurzeni jak i ty na umyśle!<br>
{{tab}}— Ale ja sam jeden wierzę w złość twoją, jako ten, któremu przez lat dwadzieścia cztery przyznawałeś się do nikczemności.<br>
{{tab}}— Dźwięk słów trwa tylko chwilę, po chwili ginie, jak i cała tajemnica.<br>
{{tab}}— Ale ja jeszcze własnemi oczami odczytywałem korsarskie pisma, nadsyłane od twoich agentów.<br>
{{tab}}— A przeczytawszy, paliłeś je swoją ręką... a ogień jest także dzielnym sprzymierzeńcem dla tajemnicy. Sieć mojej przezorności otoczyła każdego i wszyscy wraz z tobą upadli... ja tylko sam nad wami tryumfuję!.. W tej godzinie historya Rappineta korsarza, już skończona na Oceanie... pozostał w murach Paryża kapitan tegoż samego imienia i twój wierzyciel, oto go masz przed sobą!.. ja wołam teraz o moje miliony!<br>
{{tab}}Odpowiedź ta nieco dotknęła zawiedzionego Wiliama. W tej jednej chwili, zaczął już upadać na duchu i tracić {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/849|num=47}}wszystkie nadzieje zwalczenia tego człowieka, który w tak potężny sposób ubezpieczył sobie prawo do odbioru swoich pieniędzy.<br>
{{tab}}— Oto raz jeszcze stawiam przed tobą nasz kontrakt, który mnie czyni prawym właścicielem połowy twojego majątku! — dodał kapitan stanowczo, rozkładając go na stole.<br>
{{tab}}Wiliam, upokorzony zwycięztwem obrotnego człowieka, wzburzył wszystką krew w swoich żyłach. Młotek, który aż dotąd ściskał w swoich rękach, zatrząsł się w gwałtownem poruszeniu, ale jeszcze nie wzniósł go zabójca, jakby zapragnął jeszcze w próżnej obronie przedłużyć sobie życie na jednę chwilę i dla ośmiu, przeznaczonych tu na śmierć nieochybną ofiar.<br>
{{tab}}— Wiliamie!.. Kapitan Rappinet czeka twojej odpowiedzi... a potem...<br>
{{tab}}— Patrz! — zawołał zwalczony wściekłym głosem, unosząc młotek do góry — dla ciebie taka tylko odpowiedź od Wiliama!.. a biada! biada wam wszystkim, jak tu jesteście, jeżeli ją opuszczę!<br>
{{tab}}I zwolna cofnął dłoń groźną.<br>
{{tab}}Ale nikt nie zrozumiał tej przepowiedni, która niestety, za chwilę już się ziści.<br>
{{tab}}Zaraz jednak po tej odpowiedzi, nowe oburzenie serc, rozdrażnionych tak długim uporem bogacza, na twarzach wszystkich i ruchach ich ciała, objawiać się zaczęło.<br>
{{tab}}Beniamin, najdzikszy, stanął pierwszy po za krzesłem starego, a migające białka jego wielkich ócz zapowiadały, że nie będzie dłużej panem siebie. Kapitan ze zmarszczoną brwią przystąpił nierównie bliżej do Wiliama — za nim także poruszony ojciec i matka, nareszcie Teobald i Delfina jakby zapragnęli rzucić się na srogiego prześladowcę i wydrzeć z jego piersi swoje krzywdy.<br>
{{tab}}Wiliam głośnym zwycięzkim śmiechem, odpowiedział na to przygotowanie do gwałtu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/850|num=48}}{{tab}}Śmiech ten obudził w ich sercach jakąś niezwykłą trwogę, jakby przepowiednię wyroku śmierci.<br>
{{tab}}— Oto widzisz ośmiu mścicieli!.. — zawołał kapitan, chwytając go za piersi — mścicieli! których siła w okropny sposób ukaże wszystkie twoje niegodziwości!.. powróć mi moje miliony!..<br>
{{tab}}— Moje miliony powróć, nikczemniku! — zawołał Iganicki, chwytając go za ramię.<br>
{{tab}}— Nasze miliony!.. — powtórzyli za ojcem matka i dwoje dzieci.<br>
{{tab}}— Oddaj miliony mojego pana! — krzyknął także Beniamin.<br>
{{tab}}— Powróć natychmiast! natychmiast — zawołali wszyscy, szarpiąc odzież na wpół martwym Wiliamie.<br>
{{tab}}— Nigdy! — odrzekł głosem stanowczym i tak przemożnym, że ten bezprzykładny upór odurzył wszystkich obecnych na jednę chwilę i odebrał odwagę.<br>
{{tab}}Cofnęli się, spoglądając sobie w oczy.<br>
{{tab}}A wtem Wiliam roześmiał się w głos, dziko i szyderczo, co do reszty pomieszało ich umysły, i raz jeszcze podniósłszy młot do góry, ozwał się, jakby w ostatecznym wyroku.<br>
{{tab}}— Ktokolwiek pragnie żyć jeszcze, niech zmusi tego wyrodka, aby padł do nóg moich i ocalił was wszystkich!.. Kapitanie! kapitanie do nóg moich, albo spełnię com ci przygotował!<br>
{{tab}}Kapitan wydarł puginał z rąk Beniamina, stojącego w pobliżu, ale zatrzymany przez Iganickiego i Teobalda, nie podniósł ręki.<br>
{{tab}}Wiliam tymczasem lewą ręką zrzucił wszystkie papiery, leżące na stoliku, które mu zasłaniały mały punkt na samem środku, aby mógł lepiej trafić w nasadzony tamże piston.<br>
{{tab}}Nikt aż dotąd nie pojmował tego znaczenia. Widoczne tylko pomieszanie i ta tajemna trwoga, tak często w niepojętym udziale ostrzegająca nas o niebezpieczeństwie, ogarnęła wszystkich jednocześnie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/851|num=49}}{{tab}}Wiliams trzymał wciąż podniesiony młotek do góry i czekał tylko na ostateczną odpowiedź kapitana, aby zakończyć ten bój zacięty.<br>
{{tab}}Kapitan milczał, coraz silniej wydzierając się z rąk, które go zatrzymywały, aby się rzucić na Harlesdinga.<br>
{{tab}}— A więc mu nie przebaczysz, jak my przebaczyliśmy — ozwali się prawie wszyscy, usiłując rozbroić szalony gniew marynarza. — Odpowiedz!., odpowiedz, kapitanie!<br>
{{tab}}Rappinet milczał.<br>
{{tab}}— Odpowiedz więc w imieniu mojem — ozwał się Wiliam, podnosząc młotek jeszcze wyżej. — Na kolana! na kolana, kapitanie Rappinet, a wszystko ci przebaczę!<br>
{{tab}}— Nigdy! — krzyknął z całem wysileniem szaleństwa, kapitan, nieświadomy że zadecydował o życiu dziewięciu zgromadzonych tu osób.<br>
{{tab}}Wiliam, dla lepszej pewności dzieła, które już spełnić postanowił, uniósł się nieco na krześle i ciężkim zamachem uderzył młotkiem w sam środek stołu.<br>
{{tab}}Stało się!<br>
{{tab}}Piston błysnął ogniem, a zaraz z małego otworu uchodzić zaczął niebieski dymek palącej się nici, która prowadziła aż do prochu w piwnicy pod komnatą.<br>
{{tab}}Jeszcze w tej chwili wybuch nie nastąpił — dym jednak wychodzący z otworu dawał poznać, że zatlona nitka prochowa posuwała ogień coraz głębiej do piwnicy.<br>
{{tab}}— Oh! oh! — zapytali wszyscy, wiedzeni strasznem przeczuciem — co to jest?..<br>
{{tab}}— To iskra rzucona na dziesięć tysięcy funtów prochu, na którym tu stojemy! — jeszcze miał czas odpowiedzieć {{Korekta|Har-|Harlesding.}}<br>
{{tab}}Wszyscy upadli na ziemię.<br>
{{tab}}A wtem... szafa, będąca właściwie sztucznem wejściem do skarbca i piwnicy, nagle się otworzyła i na jej progu ukazał się człowiek.<br>
{{tab}}To Rodin.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/852|num=50}}{{tab}}W jednej ręce, w górę podniesionej, trzymał ową nić pyrotechniczną. Na jednym jej końcu od spodu ręki wisiał mały platynowy ciężarek, wielkości ziarnka grochu, który Wiliam zapuścił w worki z palnym materyałem; a drugi, wierzchni, jeszcze tlał ogniem, posuwającym się dość szybko ku jego dłoni.<br>
{{tab}}Wiliam, którego krzesło stało właśnie na przeciw tejże szafy, najpierwszy spostrzegł to widziadło i, przerażony, zasłonił sobie oczy obu rękami.<br>
{{tab}}Osłupienie wszystkich doszło do najwyższego stopnia.<br>
{{tab}}Przez chwil kilka głębokie i uroczyste milczenie, ogarniało komnatę.<br>
{{tab}}— To on!.. to ten sam, który nas już raz ocalił! — ozwali się nareszcie czterej członkowie prześladowanej rodziny.<br>
{{tab}}— To on! który wyrzekł: „kochajcie nięprzyjaciół waszych — zawołał z wzruszeniem religijnem kapitan, prawie tchu pozbawiony.<br>
{{tab}}Miłe jednak jakieś uczucie prędko owładnęło ich serca i swobodnie patrzyli na widmo, tak cudownie zjawiające się, jakby dla pogodzenia zwaśnionych.<br>
{{tab}}Sam tylko Harlesding drżał, burzył się, jak winowajca, który w tem nadprzyrodzonem zjawisku widział mściwego posłannika w imieniu Najwyższego sędziego, Boga!<br>
{{tab}}Wszystko to trwało tylko jedno mgnienie oka, ile właśnie potrzeba było na cofnięcie wyroku dla zgromadzonych tu i ocalenie 212 milionów, złożonych w piwnicy pod komnatą.<br>
{{tab}}Wolnym krokiem przeszedł prosto ku zabójcy, pasującego się jeszcze z wyrzutami sumienia, do Wiliama, już prawie bez duszy zostającego.<br>
{{tab}}— Kto jesteś, niedocieczona istoto? — zawołał strasznym głosem napół żyjący Wiliam.<br>
{{tab}}„Ten, co uczy miłości bliźniego na ziemi“ — odpowiedział.<br>
{{tab}}— O! nie tu {{Korekta|miejsee|miejsce}} dla korzystania z tej nauki!.. tu szkoła niesnasków!.. nienawiści i zemsty!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/853|num=51}}{{tab}}„Zatem pójdź, przyjacielu.“<br>
{{tab}}— Dokądże?..<br>
{{tab}}„Tam, gdzie niema niesnasek, nienawiści i zemsty.“<br>
{{tab}}I zaraz, ująwszy go za rękę, tak samo wolnym krokiem przeszedł wobec wszystkich ku drzwiom komnaty i uprowadził z pomiędzy zgromadzonych tu mścicieli.<br>
{{tab}}— Ah!.. to ten sam! — zawołał Thoms do Beniamina — któremu zabrałem grosz jeden, jakem ci mówił!<br>
{{tab}}— Ten grosz, z którego pomocą zostajemy dziś obadwaj przy życiu — odrzekł Beniamin. — Zachowałeś go, aby zwrócić temu człowiekowi; tymczasem okradzeni w naszej podróży, tym jednym groszem, żywiliśmy się czas niejaki, dopóki inna nie przybyła dla nas pomoc... o! to była tylko po moc tego niepojętego!<br>
{{tab}}Kapitan najpierwszy wrócił do przytomności, i jak tylko ujrzał się między swymi, bez Wiliama, spiesznie podszedł do stolika, aby zbadać co znaczyła jego pogróżka.<br>
{{tab}}Urządzenie stołu było tak dokładnem, iż niczego się nie dowiedział; a na domysł zapewne nikomu by to nie przyszło, co w istocie mieściło się na tym stole przygotowanego.<br>
{{tab}}Roztwarta szafa żadnego w swojem dnie nie przedstawiała śladu, któryby zdradził tajemnicę jej urządzenia.<br>
{{tab}}— Byłżeby to sen, czy rzeczywistość? — zawołał, uderzając się w czoło kapitan. — O nie! nie!.. dosyć już tej igraszki!.. Ten człowiek był tylko ukryty w tej szafie przez podstępnego Harlesdinga. Jego objawienie jest rzeczą tak prostą, jak i to, że nam uciekł nieprzyjaciel, któregośmy nareszcie o słuszności naszych krzywd przekonali. Teraz rozumiem dopiero, co znaczyły wszystkie jego pogróżki i ta pewność wygranej, którą przedwczesnem zwycięstwem starał się nam dać poznać w swoim uśmiechu i zuchwałych odpowiedziach.. Upadłeś już, upadłeś, Harlesdingu!.. jesteśmy panami twoich pieniędzy!..<br>
{{tab}}Zaledwie domówił tych słów kapitan, pokazał się na progu komnaty jeden ze sług tego domu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/854|num=52}}{{tab}}Był to Fabert, w podstępnych zamiarach oddany przed pół rokiem do służby Harlesdingowi.<br>
{{tab}}Na widok jego ożywiła się twarz kapitana i ozwał się do wchodzącego.<br>
{{tab}}— Brawo, Fabercie!.. widzę, że po pół roku rozłączenia się z swoim dawnym kapitanem, nie przestałeś go jeszcze kochać.<br>
{{tab}}— I nigdy nie przestanę, kapitanie!..<br>
{{tab}}— Czy przychodzisz z jaką wiadomością do mnie?<br>
{{tab}}— Tak jest; chciałem wam donieść, panie, że hrabia tylko co wyjechał.<br>
{{tab}}— A... hrabia... inaczej Wiliam Harlesding; a dokąd?<br>
{{tab}}— Do swego pałacu na przedmieściu św. Honoryusza, kapitanie.<br>
{{tab}}— Nasze zwycięstwo już spełnione! — odrzekł na to uradowany kapitan. — Cieszmy się społem, przyjaciele!.. reszta przyjdzie nam bardzo łatwo... Mam teraz honor oświadczyć wszystkim, że przyjmuję ich w moim własnym domu, do którego więcej nie dopuszczę dawnego posiadacza... Że zaś jestem daleko grzeczniejszym od tamtego, zapraszam was do weselszego pokoju.<br>
{{tab}}Mówiąc to, otworzył drzwi komnaty, wychodzące do przedsionka.<br>
{{tab}}— Fabercie — rzekł do służącego — zaprowadzisz moich przyjaciół do pokoi, które w tym domu znajdują się najokazalsze.<br>
{{tab}}Wszyscy zaraz komnatę opuścili, a w krotce potem i dom przy ulicy św. Franciszka.<br>
{{tab}}Pozostał tylko kapitan sam.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/855|num=53}}{{c|'''V.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Nowy dziedzic.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Tegoż samego dnia, po zawziętej utarczce kapitana Rappinet wraz z przymierzeńcami, przeciwko Wiliamowi Harlesding, w małym gabineciku, od ogrodu, siedział kapitan samotny i zamyślony, rozbierając w najdrobniejszych szczegółach wszystkie sceny dzisiejsze.<br>
{{tab}}Jakkolwiek silnie przekonany, że Wiliam stał się już nakoniec nie zdolnym do dłuższej walki i ustąpił z placu; na którym dość długo umiał się opierać, nie zostawiwszy żadnej obietnicy powrotu; przecież uznał, że pozorne to zwycięztwo, nie przyniosło mu jeszcze tego zysku, który właściwie był głównym celem tej utarczki.<br>
{{tab}}Brakowało bowiem do zupełnego zwycięztwa, zwrotu w kwestyi będącego majątku, o który po raz drugi dobijać się teraz należało. Przecie pozycya, jaką w tym dniu zajął kapitan i sprzymierzeńcy, ożywiała niepłonne nadzieje, że interes ten pomyślnie zostanie ukończony.<br>
{{tab}}Nad wieczorem, znowu kapitan przywołał do siebie Faberta i zaledwie tenże pokazał się w gabinecie, zapytał:<br>
{{tab}}— I cóż myślisz, Fabercie, o swoim panu?<br>
{{tab}}— O was, kapitanie?..<br>
{{tab}}— O, nie... o panu z pałacu na przedmieściu św. Honoryusza.<br>
{{tab}}— Więc o hrabi Emy-Cruchard.<br>
{{tab}}— Już mówiłem ci dziś rano, abyś go nazywał Wiliamem Harlesding.<br>
{{tab}}— Myślę, że już więcej nie powróci do tego domu; bo zabrał wszystkie sługi swoje; a potem...<br>
{{tab}}— O... to więcej niż pewno, mój Fabercie, nie o tem przecie chcę wiedzieć... Chodzą pogłoski po całym Paryżu, że to jest człowiek milionowy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/856|num=54}}{{tab}}— Wiem o tem, kapitanie; słyszałem bardzo wielu mówiących w ten sposób; czy jednak pogłoski te są rzetelne, o tem aż dotąd przekonać się nie mogłem.<br>
{{tab}}— Wszakże wprowadziwszy cię do pałacu Wiliiamar sześć miesięcy temu, poleciłem ci, abyś się o tem przekonał najdokładniej.<br>
{{tab}}— Niepodobieństwem było, kapitanie... wreszcie przez pół roku zajmowałem się tem z całą gorliwością.<br>
{{tab}}— Nie jest to jeszcze dowodem, aby Wiliam miał mniej, niż o nim mówią... z tego tylko wnosić należy, że ukrył swoje miliony i że pół roku twojego poszukiwania nie wystarczyło na wykrycie jego skarbów... Czy znasz dobrze wewnętrzne położenie pałacu na przedmieściu św. Honoryusza?<br>
{{tab}}— Sądzisz, że tam, kapitanie? A chybaby szatan przyszedł w pomoc temu ukryciu, tam nie mogą się znajdować te pieniądze!.. Oddawna już starałem się przepatrzyć wszystkie kąty pałacu, poczynając od strychu aż do piwnic, ale nie, nie, kapitanie! mniemałbym raczej, że się tutaj gdzie znajdują.<br>
{{tab}}— Tutaj?.. tego ja znowu nie przypuszczam... Czy znasz także dobrze i pokoje tego domu?<br>
{{tab}}— O! tak, kapitanie!.. Jestem jeden z tych ludzi, któremu, jak tylko wolno dostać się do jakiego domu, natychmiast wskroś go przegląda.. Wreszcie, w przeciągu sześciu miesięcy mojego poszukiwania, nie pominąłem i tego domu i znam go w najdrobniejszych szczegółach... Dziwny to dom, kapitanie, nie ma wcale piwnic.<br>
{{tab}}— Czy w istocie taka jest budowa tego domu?<br>
{{tab}}— Oprócz jednej izby pod ziemią, na froncie tarasu wykopanej, z drzwiami na pochyłości góry, niema w całym gmachu innego wejścia do podziemia.<br>
{{tab}}— A dolne pokoje?<br>
{{tab}}— Wszystkich jest szesnaście i dwa przedsionki. Z tych sześć tylko było zamieszkanych przez gospodarza, a inne, stały zawsze pustkami, prawie całkowicie zrujnowane i niezdatne na pomieszczenie ludzi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/857|num=55}}{{tab}}— Czy byłeś także na pierwszem piętrze tego domu?<br>
{{tab}}— Prawie codzień, kapitanie, szczególniej w jednym gabinecie, w którym 9ię mieści dużo obrazów, a gdziem założył spiżarnię dla całego dworu Wiliama Harlesding... Co się tyczy jego samego, nigdy jeszcze go nie widziałem, chodzącego po wschodach... Pierwszy to człowiek, który ma jakiś wstręt do tego... tu, a podobnież i w pałacu zajmował tylko mieszkanie na dole.<br>
{{tab}}— W tym domu jest także i drugie piętro?<br>
{{tab}}— Jest, mieści się tam mały czworoboczny belweder, z salą dziwnie przystrojoną, której znaczenia nikt zapewne nie zrozumie... Jeżeli jednak dlatego tylko zapytujesz mnie o to, kapitanie, czy Wiliam nie chowa tu gdzie pieniędzy... to mogę was upewnić, że się to nigdy nie pokazało.<br>
{{tab}}— Cóż o tem mówią jego ludzie?.. co myślą?..<br>
{{tab}}— To co i ja, kapitanie... dziwią się, gdzie ten człowiek może ukrywać swoje skarby, o których przecież z taką pewnością mówią w całym Paryżu.<br>
{{tab}}— Czy Wiliam ma jakie stosunki z bankierami?<br>
{{tab}}— Z żadnym... co jest bardziej jeszcze zadziwiającą rzeczą, ponieważ na wszystkie wydatki swego domu zalicza zwykle złotem holenderskiem, a do papierów ma widać wstręt wyraźny... Zkąd zaś dobywa te pieniądze, to tylko on jeden wiedzieć może, kapitanie.<br>
{{tab}}— Nareszcie, czy nie pomyślałeś, aby przejrzeć jeszcze w pokojach meble?<br>
{{tab}}— Meble... ah!.. któżby o tem myślał?.. Znam wszystkie sprzęty, zarówno w jednym, jaki w drugim domu; ale, aby gdzie były schowane pieniądze, to chyba tyle, ile wypada wydać na opędzenie potrzeb domu na dzień jeden... Majątek Wiliama jest niemałą zagadką... Moźnaby także sądzić, że pieniądze te ukrył jeszcze w trzecim domu, ale, jak was szanuję, kapitanie, ten dziwak, za cały świat obrał sobie cztery mury gabinetu na przedmieściu św. Honoryusza i tyleż przy ulicy św. Franciszka.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/858|num=56}}{{tab}}— Więc nie opuszcza nigdy swego mieszkania?<br>
{{tab}}— Prawie nigdy.<br>
{{tab}}— I z nikim nie żyje?<br>
{{tab}}— Dawniej, jeszcze bywało to jako tako; ale od pewnego czasu... zwłaszcza, jak się rozchwiało jego przygotowane małżeństwo z pewną margrabiną.<br>
{{tab}}— A!.. z margrabiną de Francpatie, wdową po pułkowniku armii algierskiej.<br>
{{tab}}— Tak jest... widzę że i wy wiecie o tem, kapitanie, chociaż podówczas nie było was w Paryżu. Zerwanie tego związku uczyniło go jeszcze bardziej przykrym w charakterze. Nie pamiętam tylko daty, ale pewnego dnia, o godzinie dziesiątej wieczorem, lokaj margrabiny przyniósł list, w którym, jak się później wydało, mieściła się odmowa... Nie potrafię wam opisać, kapitanie, w jakim stanie znajdował się podówczas ten człowiek, kilkakroć razy powtórzył prawie w szalonem uniesieniu: „Dałbym 212 milionów, za wydarcie przemocą tego pierścienia, który się dostał w ręce tego szczęśliwego rywala!“<br>
{{tab}}— Aha! tego pierścienia... rozumiem — odrzekł kapitan, z tajemną radością — mam nadzieję, że już go wkrótce zobaczy!... Eleonora, dzielny mu także cios przygotowała! — rzekł do siebie. — O! jeszcze nam wiele pozostało środków do ujarzmienia tego tygrysa!..<br>
{{tab}}Zaledwie domówił te słowa, dał się słyszeć głos dzwonka przy furcie.<br>
{{tab}}— Czy każesz otworzyć, kapitanie? — zapytał Fabert.<br>
{{tab}}— Nieinaczej... śpiesz, śpiesz, to coś bardzo dla nas ciekawego.<br>
{{tab}}Fabert natychmiast wyszedł.<br>
{{tab}}Kapitan niecierpliwym krokiem przechadzać się zaczął po pokoju.<br>
{{tab}}Jakkolwiek silną przejęty ciekawością dowiedzenia się, jaka okoliczność sprowadza kogoś do tego domu, przecie nierównie głębiej dotknięty upadkiem swoich nadziei, {{pp|znalezie|nia}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/859|num=57}}{{pk|znalezie|nia}} i odbioru, już pozyskanego majątku, te chwil kilka nieobecności Faberta, poświęcił domysłom.<br>
{{tab}}Spieszny powrót sługi, nie dozwolił mu długo pogrążać się w rozmyślanie.<br>
{{tab}}— Kto to dzwonił? — zapytał zaraz wchodzącego Faberta.<br>
{{tab}}— Posłaniec od Wiliama Harlesding.<br>
{{tab}}— W jakim interesie?<br>
{{tab}}— Przyniósł list.<br>
{{tab}}— Do mnie?<br>
{{tab}}— Do was, kapitanie... oto jest.<br>
{{tab}}— Dobrze... to zapowiada coś stanowczego... Możesz mnie teraz pozostawić samego, Fabercie.<br>
{{tab}}Sługa natychmiast się oddalił.<br>
{{tab}}Kapitan list rozpieczętował i zaczął czytać.
„Kapitanie!
{{tab}}„Jedna wojna między nami skończona... Przygotuj broń, abyś nie upadł w drugiej... Pierwsza przyznała ci tryumf — mnie ogłosiła zwyciężonym!.. w drugiej zapowiadam ci upadek — sobie zapewniając tryumf i zwycięstwo!<br>
{{tab}}„W tej chwili przekazuję ci zapewnienie, że dopóki ja, Wiliam Harlesding, pozostanę żywym, nie będziesz cieszył się temi milionami, które, przyznaję, dziś wygrałeś; a z śmiercią też moją, zabieram je z sobą do piekła.<br>
{{tab}}„Użyj jakiej chcesz sztuki i podstępu, nie wydrzesz z ukrycia tych pieniędzy, gdziem je zamknął na wieczność przed tobą.<br>
{{tab}}„W rękach twoich zostały klucze moich domów; ale w moich pozostał jeden od skarbu, który w tej sprawie wszystkiem jest dla ciebie!.. Oto co nazywam mojem zwycięztwem!<br>
{{tab}}„W tej chwili, gdy odczytujesz to pismo, już mnie niema w Paryżu... pobiegłem na wojnę drugą — biada tobie, kiedy powrócę z tej wyprawy!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/860|num=58}}{{tab}}„Moją bronią jest sto listów, własną twoją ręką skreślonych, do Rudolfa hr. Emy-Chruchard. Dziś po raz pierwszy nie żałuję, żem został na nowo Wiliamem Harlesding.<br>
{{tab}}„W osłonie tego nazwiska, obiegnę pół kuli ziemskiej i wszędzie będę, gdziekolwiek odebrałeś poklask i nazwę wielkiego kapitana i marynarza.<br>
{{tab}}„O! zanadto byłem przezornym, ażebym nie zachował wszystkich tych listów, nasyłanych mi przez lat dwadzieścia cztery, w których cała zbrodnicza twoja historya zawartą została.<br>
{{tab}}{{Korekta|Jeden|„Jeden}} z tych otrzyma klub abolicyonistów Metting, z którego wyczyta, że obrońca Negrów i stronnik zniesienia handlu murzynami, przyznaje się do dziesięciu tysięcy ofiar, które pogrążył na dno morza, w obronie opinii, która mu zjednała u klubu nagrodę ludzkości.<br>
{{tab}}„Kompania morza południowego wyczyta w drugim, że jej członek, ozdobiony pięciu medalami, dzielnie przez lat dwadzieścia cztery okradał intendenturę portugalską złotych wzgórz w Brazylii i fałszywym zaopatrzony stemplem, z herbem państwa, do zachowywania wartości i wolnego przewozu złotych sztab, stał się panem kopalń: w San-Joua del Rey, Cataraldos i Monto-Dentro; który w końcu przekupił całą Juntę dyamentową w Tujuca, przy rzekach Jiquitinbonha i Rio-Pardo, i zamknął jej oczy, odzierając rocznie na 25 milionów wartości klejnotów.<br>
{{tab}}„W ten sam sposób ogłoszę cię korsarzem w innych kompaniach i towarzystwach któremi dzisiaj rano tak się chlubiłeś.<br>
{{tab}}„Jestem Wiliams Harlesding!.. cóż mi więc zagraża, jeżeli wszędzie stawię czoło, dla wykazania tajnej korespondencyi pewnego kapitana Rappinet, z pewnym Rudolfem hrabią Emy-Cruchard?<br>
{{tab}}„Wiem, kapitanie, że jesteś jeszcze dzielnym i przemożnym na Oceanie, ocaliłeś bowiem zadłużone swoje okręty, przedstawiając wszystkim wierzycielom dowody {{pp|przynależ|nych}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/861|num=59}}{{pk|przynależ|nych}} ci milionów od Crucharda, na któregoś uzyskał wyrok; ale od dziś oszukany świat powtórzy, uznając w was, dwóch oszustów, osłaniających się przed sprawiedliwością, pozorem pieniężnych stosunków.<br>
{{tab}}„Jaki Rappinet, taki Cruchard, okrzykną wszystkie porty całego Oceanu... tak powtórzą wszystkie kantory kupców, bankierów, których kredyt tyle czasu utrzymywał twoje mienie i opinię.<br>
{{tab}}„Jeszcze tylko trzy miesiące, a już stracony jesteś na morzu... Ani jeden podarty żagiel, ani jedna złamana deska z pokładu dawnych twoich okrętów, nie zostanie twoją własnością; a w Paryżu... O, daj Boże! aby cię ten wyrok dotknął należycie, tak żebyś został żebrakiem!<br>
{{tab}}„Dwa moje domy, na których ostatnią swego dzisiejszego tryumfu pokładałeś nadzieję, przed dwiema godzinami, zostały aktem urzędowym, w notaryacie sporządzonym, darowane wraz z tem wszystkiem, cokolwiek w nich się mieści, mojemu marszałkowi, który w tej chwili już wchodzi w prawne onych posiadanie. — Jest to pałac na przedmieściu św. Honoryusza i dom nr. 3, przy ulicy św. Franciszka.
{{f|align=right|prawy=15%|„''Wiliam Harlesding''.“}}
{{tab}}Kapitan zbladł. Słowa te uderzyły go tak silnie swoją potęgą, iż ani na chwilę nie odmawiał tryumfu i zwycięztwa swemu mścicielowi. W jednej godzinie uznał się za zwalczonego raz na zawsze, bez najmniejszej nadziei wydżwignięcia się z upadku.<br>
{{tab}}Rozpacz połączona z bólem serca, ogarnęła go silnia i prawie odszedł od przytomności. Tyle starań, tyle zabiegów, intryg, gry hazardownej duszy i ciała, runęło w tej ostatecznej pisma tego odpowiedzi. Z bezwładnych rąk wypuścił list na ziemię i sam padł na krzesło.<br>
{{tab}}W tym stanie omdlenia, myślał tylko o biednej rodzinie Iganickich, której przyrzekł zostać wybawcą i opiekunem, aby nagrodzić wszystkie krzywdy i cierpienia, jakiemi ich lat {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/862|num=60}}tyle zaślepiony w swoim szale zarzucał, — tym szale, który niestety! zapóźno dla nich i dla niego przeminął.<br>
{{tab}}Srogie to pasowanie się nawróconego grzesznika przerwało lekkie uchylenie się drzwi od bocznego pokoju.<br>
{{tab}}Ukazał się Fabert.<br>
{{tab}}Wyraz cierpień tak wybitnie odmalował się na twarzy kapitana, iż sługa bardziej niż pan jego odrętwiał.<br>
{{tab}}— Cóż mi jeszcze przychodzisz powiedzieć, Fabercie? — zapytał.<br>
{{tab}}— Że przybył właśnie nowy właściciel tego domu.<br>
{{tab}}— Wiem, wiem, — smutnie odpowiedział kapitan — dawny marszałek Harlesdinga... Czy żąda także widzieć się ze mną?..<br>
{{tab}}— Nie... lecz chciałby już zająć te pokoje.<br>
{{tab}}— Czy mówiłeś z nim w tym interesie?<br>
{{tab}}— Dość obszernie, kapitanie.<br>
{{tab}}— I cóż?<br>
{{tab}}— Zadziwia go, a zarazem i mnie samego, jedna mała na pozór okoliczność.<br>
{{tab}}— Radbym to usłyszeć, Fabercie — z pewnem ożywieniem na twarzy zapytał Kapitan.<br>
{{tab}}— Wiliam, który swemu marszałkowi darował pałac na przedmieściu św. Honoryusza podobnież i ten dom, zastrzegł sobie w akcie darowizny taki warunek: ażeby jeden z tutejszych pokoi uważanym był, jako dozgonna własność, i to wszystko, cokolwiek w nim się znajduje.<br>
{{tab}}— Jeden pokój z tego domu?.. któryż to, Fabercie?<br>
{{tab}}— Ten czarny, wybity aksamitem, a ciemny, iż w nim koniecznie musi się palić światło.<br>
{{tab}}— W którym dziś rano znajdowaliśmy się wszyscy zgromadzeni?<br>
{{tab}}— Ten sam.<br>
{{tab}}— Dziwna rzecz!.. miałożby to być dla jakiej pamiątki? nie rozumiem tego zastrzeżenia. Cóż w tym pokoju znajduje {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/863|num=61}}się? — zapytał jeszcze Faberta — bo o ile sobie przypominam, tylko...<br>
{{tab}}— Tylko stół bronzowy z srebrnym blatem na środku stojący, jedna pusta szafa, stare stoczone przez robaki biurko, szesląg i dziesięć krzeseł.<br>
{{tab}}— Czy ten pokój prowadzi jeszcze do następnych?<br>
{{tab}}— Wcale nie... żadnych drzwi w nim niema, oprócz tych, któremi się wchodzi z przedsionka.<br>
{{tab}}Kapitan nieco się zamyślił, nie mógł jednak przypuszczać, aby tak ogromna suma mieściła się w tym pokoju, po chwili jednak odrzekł z pewnym pośpiechem.<br>
{{tab}}— Nie odejdę jeszcze z tego domu, nie obejrzawszy raz jeden tego pokoju.<br>
{{tab}}— W tej chwili już został zamknięty.<br>
{{tab}}— Przez kogo?<br>
{{tab}}— Przez nowego tego domu posiadacza... Nie dość jeszcze na tem, bo na zamku przyłożone zostaną pieczęcie przez urzędnika, delegowanego z kancelaryi notaryusza, który akt darowizny sporządzał.<br>
{{tab}}— Czy nie pytałeś u kogo klucz pozostanie?<br>
{{tab}}— U Wiliama Harlesding, jako właściciela tego pokoju, do którego sam tylko będzie miał prawo wstępować... Dlatego klucz ten, natychmiast po spełnieniu wszystkich formalności, odesłanym mu zostanie.<br>
{{tab}}— A więc wiedzą, gdzie szukać Harlesdinga?.. — krzyknął ożywiony kapitan.<br>
{{tab}}— Niema w tem żadnej tajemnicy.<br>
{{tab}}— Na który zatem port pojechał?.. bo wiem tyle, że udaje się na morze.<br>
{{tab}}— Na Havre de Grace.<br>
{{tab}}— Jak dawno opuścił Paryż?<br>
{{tab}}— Dwie godziny...<br>
{{tab}}Kapitan w mgnieniu oka opuścił dom przy ulicy św. Franciszka. A tegoż jeszcze wieczora, wraz Eleonorą, córką swą, opuścił Paryż.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/864|num=62}}{{tab}}Z rodziną Iganickich nie widział się dnia tego — zostawił tylko do nich list i zasiłek pieniężny, nie nazbyt długo obiecujący utrzymanie dla czterech członków famili.<br>
{{tab}}Jerzy, Fabert i Bresac dostali także rozkaz niezwłocznego udania się za kapitanem.<br>
{{tab}}Nazajutrz wszyscy Paryż opuścili, udając się także na Havre de Grace.<br>
{{tab}}Rzecz szczególna, że jednocześnie prawie przybył do Paryża znany w tej powieści Karzeł, i zapewne z rozkazu kapitana, także udał się drogą na Havre de Grace.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''VI.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Okręt Mozarab.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Na małym punkcie Oceanu Indyjskiego, w pobliżu brzegów Afryki, mieści się kilkanaście wysp, przezwanych Maskareńskiemi, w części angielskich, w części francuskich, z których największe Isle de France i Bourbon, dobrze osadzone i kolonialne, o 25 stopni jeograficznych od równika, na południowej pół kuli oddalone.<br>
{{tab}}W dziesięć tygodni po wypadkach minionych w Paryżu, a mianowicie w domu nr. 3, przy ulicy św. Franciszka, francuski kupiecki okręt, o 250 beczkach, trzech masztach i czterech działach, nazwiskiem ''Mozarab'', wypłynął z przystani Port-Louis, na wyspie Isle de France, inaczej przez Anglików, usiłujących koniecznie zatrzeć ślad dawnych jej posiadaczy, nazwanej wyspą św. Maurycego.<br>
{{tab}}Płynął w kierunku wulkanicznej wyspy Bourbon.<br>
{{tab}}Było to nad samym wieczorem, kiedy wspaniała tarcza słońca zanurzała się w rozległej przestrzeni Oceanu.<br>
{{tab}}Nigdy jeszcze morze nie zdawało się być spokojniejszem, bardziej równem i szklistem, jak o tej godzinie {{pp|ukaza|nia}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/865|num=63}}{{pk|ukaza|nia}} się pięknego i lekkiego statku. Żadna chmura na niebie nie zapowiadała tych strasznych klęsk walki żywiołów, tak często dotykających morskich podróżników. Łagodny wiatr, rozdymał białe żagle okrętu i unosił go swobodnie coraz dalej od zatoki. Ani jeden maszt nie wydał wstrząśnienia i trzasku, ani jedna lina nie wydała właściwego odgłosu tarcia lub odbicia świstu wiatru — wszystko zapowiadało rozkoszną żeglugę.<br>
{{tab}}Na pokładzie kilku majtków swobodnie przechadzało się z małemi glinianemi fajeczkami w ustach — inni, jakby strudzeni przygotowaniami do odpływu, spoczywali, siedząc z założonemi rękami lub leżąc. Dobry to znak w historyi każdej morskiej wyprawy.<br>
{{tab}}Słońce zachodziło coraz bardziej i chyżej.<br>
{{tab}}Wspaniały widnokrąg przybrał świetną i ustawicznie zmieniającą się barwę światła. Była to gra kolorów, pryzmatycznie łamiących się w atmosferze. Cała strona zachodnia nieba zdawała się zionąć ogniem, i łagodnie znikając w kierunku ku wschodowi, łączyła się z błękitem, nadając mu raz ów jasno-różowy rubinowy orszak, to znowu zmieniała go w purpurę; dopóki w końcu, nie pokryła całej przestrzeni fijoletem, zapowiadającym blizki zmierzch i noc.<br>
{{tab}}Ogromna przestrzeń wód, stała się jakby zwierciadłem, grającego ogniem i farbami nieba, jednocześnie powtarzając najmniejszą zmianę na górze.<br>
{{tab}}Okręt posuwał się coraz dalej od Port-Louis, równie wespół z morzem odbijającego połysk nieba. Wysoka po za miastem góra Pouce odbijała najczarowniej promienie słońca. Zielone na niej lasy, te piękne pęki drzew kokosowych, okrywały się jakby szatą złota i purpury, a gdzieniegdzie wytryskujące wodospady wyrzucały jakby smugi ogniste.<br>
{{tab}}Jeszcze widać było bielejące szczyty domów, ściany grobel i nadbrzeżnych warowni, zwanych Biała i warownią ''wysp Bednarzy'', kiedy już słońca nie było na horyzoncie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/866|num=64}}{{tab}}Szara zasłona nocy coraz bardziej odbierała oczom widok pięknego miasta dla tych żeglarzy. Już nikt nie widział ani jednej skały na dolinie pod miastem, w paśmie od ''Grande Riviere'' na prawo, aż do lewej strony ''Coin de mire'', zawsze tak piękny obraz przy blasku dnia malujących.<br>
{{tab}}Noc.<br>
{{tab}}Jednocześnie, kiedy tarcza słońca zapuściła się, jakby w otchłań morza, na wschodniej stronie nieba, wierny towarzysz pierwszej planety — księżyc — jakby w pochodzie lub gonitwie, ukazał z łona wód swoje czoło gdzieś w dalekiej przestrzeni. Równie ogromna jego tarcza, w miarę wznoszenia się po nad powierzchnią Oceanu, zmniejszała się i osłaniała jego twarz, coraz większą bladością.<br>
{{tab}}Cały {{Korekta|widnokręg|widnokrąg}} zmienił swój obraz czarowny — z piękności jednej, przeszedł w drugą — cud zamienił na cud nowy.<br>
{{tab}}Noc na morzu, jakaż to noc zachwycająca!..<br>
{{tab}}Ale jak daleko tylko zasięgnąć okiem można było, jak tylko daleko promień tego niebios kagańca, oświetlić zdołał obszar wodny, tak daleko wszędzie znikła panorama lądu — pozostała tylko sama woda, niebo i jeden punkt, posuwający się statecznie pod żaglem — okręt.<br>
{{tab}}I oto świat mały, kunsztowną ręką i pomysłem człowieka zdziałany, oddzielający go od reszty lądu. Świat ten ma własne swoje prawa, swoje zasady; interesem połączony zaledwie z resztą ludzi, a dopóki tylko znajduje się na morzu, jest samoistny i wystarczający dla siebie.<br>
{{tab}}Przecież któż jest panem tej małej siedziby, pływającej na wodach? — człowiek — a człowiek wszędzie jest jednaki.<br>
{{tab}}Przejdźmy na pokład okrętu.<br>
{{tab}}Dziwna to rzecz w historyi ludzi, intryga! ta jakby wszędzie dopomagająca do interesu naszego, pojawia się nawet w najodleglejszym zakącie ziemi.<br>
{{tab}}Pod głównym masztem, czterech ludzi, prostych z ubioru i mowy, siedzi zajętych rozmową — rozmawiają o okrętach {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/867|num=65}}i żegludze, jak się mówi na morzu — palą tytuń, weseląc się i śmiejąc — jak się czynić zwykło przy fajce.<br>
{{tab}}Przy rudlu stoi mężczyzna wysokiej postawy, zapewne kapitan, lub jeden ze starszych. Baczny swój wzrok zwraca ustawicznie na małą szafkę z igłą magnesową i porusza sterem, jako przewodnik drogi.<br>
{{tab}}Był to kapitan Rappinet.<br>
{{tab}}Na drugim końcu okrętu, przy sztabie z wystającym masztem, dwóch ludzi opartych, jeden o balustradę statku, drugi o zwinięte w ogromny krąg liny, zdawało się iż są zajęci żarliwą rozmową. Na ich twarzach nie widać było wesołości, ani uśmiechu, w głosie przebijała się jakaś tajemniczość. Ustawicznie rzucali wzrok na drugi koniec okrętu, do rudla i baczyli pilnie na kapitana, który czasami podobnem odpowiadał im spojrzeniem.<br>
{{tab}}W ruchach i giestach tych dwojga ludzi przebijała się jakaś niecierpliwość i oczekiwanie.<br>
{{tab}}Księżyc pomiędzy masztami, jakby przez wysokie sosny lasu przezierał i oświetlał te dwie postacie, zdające się tu działać więcej siłą myśli, niż ciałem.<br>
{{tab}}Pół godziny przeminęło, żadna zmiana nie zaszła w tej osadzie — kapitan tylko coraz żywiej i baczniej spoglądał na mały zegarek, który trzymał w swoich rękach, jakby interes jego miał termin określony — dopóki w końcu nie przemówił do siebie:<br>
{{tab}}— Już czas!.. jesteśmy na pełnem morzu... trzeba zacząć.<br>
{{tab}}Wyrzekłszy to w duszy swojej, dał znak jednemu z ludzi pod głównym masztem, ażeby zajął jego miejsce przy rudlu — a sam, krokiem znamionującym w nim człowieka pewnego ułożenia, przeszedł na drugą stronę okrętu.<br>
{{tab}}— Czekamy na ciebie, kapitanie — przemówili zaraz dwaj inni.<br>
{{tab}}— Dobrze... śpieszyłem się też do was, moi przyjaciele...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/868|num=66}}{{tab}}Jeden z owych dwóch był mężczyzna dość poważnej i szlachetnej fizyognomii, około czterdziesto-letni. nazywał się Roussillon, biegły chirurg okrętowy francuzki. — W ubiorze jego nie było widać żadnej cechy ludzi morskich, spędzających większą część życia swego na falach Oceanu. Miał na głowie z ryżowej słomy kapelusz, z szerokiemi skrzydłami, podwiązany pod brodą na zielone wstążki i białą chustkę na szyi, starannie w kokardę zawiązaną. Na kamizelce w wielkie kwiaty, zawiesił gruby złoty łańcuch z dewizkami od zegarka — na wierzchu miał przestronny z lekkiego kamlotu surdut. — W takim ubiorze, podobniejszym się wydawał do lekarza którego z miast portowych, niż do okrętowego chirurga.<br>
{{tab}}Drugi był kapelanem — poświęcony duchownej służbie okrętowej, rodem Włoch — nazywał się ''Urbino Scarpeira'', jeden ze skasowanych zgromadzeń Jezuitów we Francyi. — Jakkolwiek bardzo poważny w swoim ubiorze, nie przedstawiał jednak w sobie osoby swego powołania. Długi na nim z czarnego sukna surdut, zapięty pod samą szyję na dwa rzędy jedwabnych guzików, czarna na szyi chustka bez kokardy, trzewiki ze sprzączkami z szmelcowanej na niebiesko stali, oto wszystko, co go raczej czyniło podobniejszym do każdego angielskiego kwakra. — Nosił zwykle kosztowny kapelusz w właściwym mu brunatno-lila kolorze, z nad miarę szerokiemi skrzydłami; w razach tylko potrzeby pokazania się w właściwym charakterze, przywdziewał na głowę aksamitną fioletową czapeczkę zwaną piuska i wywijał na wierzch chustki dwa białe rąbki kołnierzyków od koszuli. — Na twarzy chudy, kościsty, z cerą, od słońca ogorzałą, a w oczach przenikliwy i bystry — znać, że łączył gorące namiętności serca, z silnym i dobrze wyrobionym umysłem.<br>
{{tab}}— Nareszcie obiecałeś nam, kapitanie, objawić cel przyjęcia nas na okręt ''Mozarab'' — przemówił chirurg z niecierpliwością.<br>
{{tab}}— Tak... i że nieprędzej to nastąpi, aż się znajdziemy na dwie mile morskie od lądu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/869|num=67}}{{tab}}— Mozarab, Mozarab! — powtarzał; udając zgrozę Jezuita — nazywać podobnie okręt, jak w Hiszpanii, nazywają Maurów, nawróconych na łono naszego kościoła.<br>
{{tab}}— O mój wielebny ojcze, zaczynasz mnie już tem uprzedzać, że cię jutro zaraz ze świtem odwiozę napowrót na Isle de France.<br>
{{tab}}— Wolno mi przecie czynić swoje uwagi, nie zmuszając cię do niczego... Zacznij raczej mówić, kapitanie.<br>
{{tab}}Wszyscy trzej usiedli na baryerze pomostu.<br>
{{tab}}Kapitan zaczął mówić:<br>
{{tab}}— Na okręcie Mozarab, na którym od lat piętnastu trudnię się morskim handlem, jako kupiec, znajduje się w tej chwili jeden z moich największych nieprzyjaciół.<br>
{{tab}}Chirurg i Jezuita spojrzeli sobie w oczy, po tem krótkiem przygotowaniu ich przez kapitana.<br>
{{tab}}— Uprzedziłeś nas jednak, kapitanie — przemówił ojciec Urbino — że tylko w godziwym będziemy użyci zamiarze; a tam, gdzie zaczyna się sprawa z twoim największym nieprzyjacielem...<br>
{{tab}}— Nawrócisz go, kochany ojcze — przerwał kapitan nieukontentowany — ty zaś, Roussillon, dopomożesz mu na ciele... chcę koniecznie, ażeby ten człowiek był silnym moralnie i fizycznie.<br>
{{tab}}— Słuchamy cię dalej, kapitanie — odpowiedzieli jednocześnie, przysuwając się bliżej do kapitana.<br>
{{tab}}— Człowiek ten, o którym mówię, zgrzeszył ciężko w swojem życiu i dawno już mu się należy nazwisko krzywdziciela ludzi. Przed dwudziestu cztery laty — mówił dalej — zabrałem stosunki z tym człowiekiem: a mianowicie, przystąpiłem z nim do współki w interesach handlu morskiego.<br>
{{tab}}— Czy to marynarz, kapitanie?..<br>
{{tab}}— Nie... i to, czego mu właśnie brakowało, miałem ja, i przeciwnie... On był bogatym, ja tylko zdolnym do prowadzenia interesów... Nareszcie, chciejcie odczytać nasz {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/870|num=68}}kontrakt, zawarty w r. 1813, w porcie Ś. Pawia na Bourbon — dodał, dobywając go z bocznej kieszeni.<br>
{{tab}}— Jestem niezdolny czytać przy świetle księżyca — ozwał się ojciec Urbino — uwierzymy ci na słowo, kapitanie... opowiedz nam, co ten kontrakt zawiera.<br>
{{tab}}— Przedewszystkiem, wymień nam nazwisko tego człowieka — dodał Roussillon.<br>
{{tab}}— Williams Harlesding, Amerykanin... były komisarz, plenipotent majątku pewnego bogatego osadnika z Bourbon, którego nazwiska nie mam tu potrzeby wymieniać.<br>
{{tab}}— Cóż tedy ten Harlesding? — zapytali obadwaj niecierpliwi.<br>
{{tab}}— Włożył kapitał 2,500,000 franków, na rozpoczęcie moich spekulacyi, rozłożonych na lat dwadzieścia cztery.<br>
{{tab}}— Wielka to suma, kapitanie! — odrzekł chirurg okrętowy — czy pomyślnie zakończyły się interesa?<br>
{{tab}}— Nadspodziewanie!... Po rozwiązaniu naszego kontraktu, znalazło się w kasie 212,175,000 franków.<br>
{{tab}}Chirurg i Jezuita aż wykrzyknęli tonem zadziwienia.<br>
{{tab}}— Kontrakt mieć chciał — mówił dalej — ażeby — natychmiast, po skończonych dwudziestu czterech latach, a mianowicie, w dniu 1 sierpnia 1837 roku, o godzinie dwunastej w południe, równy podział pomiędzy nas dwóch uczyniony został.<br>
{{tab}}— A dziś już jeden rok przeminął od tej daty — uprzedził Jezuita — czyście się więc podzielili tą ogromną sumą?<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}— Nie?.. — zapytali obadwa z nowem zdziwieniem — i dlaczego?<br>
{{tab}}— Ponieważ jeden z nas był nikczemnikiem!<br>
{{tab}}— Bezwątpienia nie ty, kapitanie, którego dobre imię, znanem jest na całym Oceanie... a więc Harlesding?<br>
{{tab}}— Tak jest... ten, w którego właśnie rękach znajdowała się cała kasa.<br>
{{tab}}— Czy utracił te pieniądze?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/871|num=69}}{{tab}}— Nie, tylko ukrył... a na dowód słuszności moich do niego pretensyi, oto drugi dowód piśmienny — dodał kapitan, wydobywając z kieszeni wyrok zaoczny, skazujący Wiliama na zapłacenie mu połowy tej sumy.<br>
{{tab}}Jezuita, jakby z niedowierzaniem, wziął papier w ręce j bardzo blisko przysunął go do oczu, obracając w stronę światła księżyca.<br>
{{tab}}— Prawda! prawda — powtórzył. — Urzędowe to jest wezwanie, które cię czyni prawym właścicielem połowy 212 milionów. Cóż jednak twój wspólnik na to odpowiedział?<br>
{{tab}}— Że nie odda, a nie odda dla prostej przyczyny, że tych pieniędzy nikt nie wynajdzie.<br>
{{tab}}— I czy rzeczywiście ukrył je tak przemożnie?<br>
{{tab}}— To bezwątpienia, moi przyjaciele... przez lat dwadzieścia cztery, miał do tego czasu nie mało.<br>
{{tab}}— A i od czegóż przemoc prawa? — ozwał się chirurg obrażony.<br>
{{tab}}— Złość ludzka i szalone namiętności są nad wszystko silniejszemi — odpowiedział za kapitana ojciec Urbino. — Czy masz jednak nadzieję, kapitanie, odebrać kiedy swoje pieniądze?<br>
{{tab}}— Bylebyście wy dwaj mnie w tem dopomogli.<br>
{{tab}}— Ja, kapitanie? — zapytał lekarz okrętowy.<br>
{{tab}}— Ja?.. ubogi z najuboższych... pokorny z najpokorniejszych? — zapytał za Roussillonem Jezuita.<br>
{{tab}}— Tak jest... wy dwaj... ja także trzeci, jak tu jesteśmy.<br>
{{tab}}— A to jakim sposobem?<br>
{{tab}}— Potrzeba sprowadzić dla niego tę ostateczną chwilę, — w której każdy śmiertelnik wyrzeka się namiętności serca i przestaje kochać pieniądze.<br>
{{tab}}— Jakaż to jest chwila, kapitanie? — zapytał z pewnym przestrachem Jezuita, a za nim chirurg osłupiały.<br>
{{tab}}— Która raz tylko jeden dotyka każdego, raz tylko jeden nawiedza nas i już więcej nie powraca... Jest to stan, w którym największy zbrodniarz uczuwa w sobie sumienie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/872|num=70}}i wszystkiemi siłami odpycha od siebie pokusę grzechu. ten stan nazywa się konanie!<br>
{{tab}}I Lekarz i Jezuita zerwali się ze swego siedzenia.<br>
{{tab}}— Więc tak, kapitanie, chcesz nadużyć obowiązków naszych?! — zawołał lekarz przerażony.<br>
{{tab}}— Kapitanie! Bóg ci tego nie przebaczy — dodał ojciec Urbino — ktokolwiek rozleje krew ludzką, krew jego będzie rozlana!<br>
{{tab}}— Popędliwi!.. nie poniżajcie kapitana Rappinet!.. Jestem tylko sztucznym egzekutorem wyroku; ale zabójcą... nigdy, szanowny panie Roussillon i ty przezacny ojcze Urbino!.. konać nie jest jeszcze umierać...<br>
{{tab}}— Jak to sobie tłomaczysz, kapitanie? — zapytali obadwaj, na nowo zadziwieni.<br>
{{tab}}— Potrzeba tylko tyle, aby tego człowieka oszukać... a jak wam już powiedziałem, w godziwym interesie.<br>
{{tab}}— Wmówić w kogo konanie? — ozwał się chirurg, bystro wpatrując się w twarz kapitana, na której rozlane były wiara i silne przeświadczenie o prawości swoich wyrazów.<br>
{{tab}}— Tak, tak — odpowiedział — co nierównie łatwiej przychodzi temu, który ma powagę lekarza... A jak to zwykle w podobnych okolicznościach bywa, kapłan dokończą ceremoniału.<br>
{{tab}}— Kapitanie! — zawołał zawsze pomieszanym głosem ojciec Urbino — twoje słowa stają się straszną dla nas zagadką!.. chcesz więc zabić tego człowieka?<br>
{{tab}}— Mówiłem to już dopiero, mój ojcze, że się tem brzydzę.<br>
{{tab}}— Chcesz więc samego konania... ale kto kona, ten i umiera!<br>
{{tab}}— I to prawda, co mówisz, mój zacny ojcze; ale kto kona jak konający, a kto kona tylko dla żartu to jeszcze wcale co innego.<br>
{{tab}}— Konać dla żartu — powtórzyli obadwa.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/873|num=71}}{{tab}}— I cóż, przezacny Roussillon?.. jesteś lekarzem z powołania, a jeszcze nie potrafisz takiej sztuki.<br>
{{tab}}— Rzecz niepraktykowana w medycynie, kapitanie!<br>
{{tab}}— Jeszcze w ten sposób nikt nikogo nie oszukał — dodał Jezuita. — Raczej w ostatecznem przetrawieniu chorobą myślimy o tem sami, nie wchodząc przecie w stan, któryby nam dał uczuć obraz prawdziwego konania!<br>
{{tab}}— Dlatego tylko, że myślimy tak o tem sami — swobodnie odpowiedział kapitan — lecz ażeby sprowadzić w człowieku coś podobnego, potrzeba do tego samej sztuki.<br>
{{tab}}— I wielkiej sztuki! — odrzekł Roussillon — raz, ażeby się ta udała, a potem... nie zabiła przypadkiem.<br>
{{tab}}— O! możesz być o to najspokojnieszym, kochany doktorze.<br>
{{tab}}— Zatem posiadasz środki tej strasznej tajemnicy.<br>
{{tab}}— Potrzebowałem na to tylko jednej godziny czasu dla pomysłu i jednę do przygotowań... sama zaś sztuka potrwa nieco dłużej.<br>
{{tab}}— Nareszcie, cóż ci to wszystko przyniesie, kapitanie? — zapytał ojciec Urbino.<br>
{{tab}}— 212 milionów: a chociażby tylko połowę, zawsze to nie żal tej fatygi, za tyle korzyści.<br>
{{tab}}— Nie rozumiemy cię jeszcze, kapitanie... wytłomacz nam to nareszcie inaczej.<br>
{{tab}}— To znaczy, że konający uczyni koniecznie testament, a przynajmniej wyjawi, gdzie ukrył swoje miliony. Ty tylko, kochany Roussillon, jako lekarz, rzekniesz mu dwa słowa dla wiary: „już po tobie!“ ty zaś, przezacny ojcze Urbino, dodasz jeszcze: „pogódź się z Bogiem!“<br>
{{tab}}— {{Korekta|Oto|O to}} mniejsza, kapitanie... jeżeli tylko ten człowiek w nasze słowa uwierzy.<br>
{{tab}}— O! przecież to już całkiem do mnie będzie należało!<br>
{{tab}}— A gdzie jest Wiliams Harlesding w tej chwili?<br>
{{tab}}— Na okręcie Morazab.<br>
{{tab}}— Razem z nami!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/874|num=72}}{{tab}}— Przecie na to tylko z wielką sztuką sprowadziłem go do siebie, a potem was, moi przyjaciele... Harlesding nie wie tylko, że się znajduje w rękach swego nieprzyjaciela... dlatego z ostrożności nie pokazuję mu się wcale, a {{Korekta|mo|moi}} ludzie pilnują tego najbardziej, ażeby się zdrada nie wydala... Harlesding myśli, że jest na statku amerykańskim Wniebowzięcie.<br>
{{tab}}— Cyt! milczenie — ozwał się po tej odpowiedzi ojciec Urbino — słyszę czyjeś kroki po schodach na pokład okrętu.<br>
{{tab}}I zaraz Jezuita wraz z doktorem cofnęli się nieco od kapitana przestraszeni, a wnet pokazał się na okręcie malutki człowieczek.<br>
{{tab}}— Otóż i mój dyabełek! — ozwał się do swoich kapitan — ten także do sztuki należy. Wszak przy konającym są zawsze trzy istoty, to jest: lekarz, jako lekarz, dalej ksiądz, jako stróż anioł dla odpędzenia szatana... a trzeci, sam szatan, i oto go macie! Karzełek przybiegł do kapitana.<br>
{{tab}}— No, no, nie lękajcie się mego małego kuglarza, który od trzech dni przyrządza swoje preparata, potrzebne w interesie naszej spółki.<br>
{{tab}}— Ten karzeł? — zapytali.<br>
{{tab}}— Tak jest... no, ukłoń się, mały dyable.<br>
{{tab}}Karzeł kiwnął głową i oparł ją na udzie kapitana.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''VII.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Jak się to kona, a nie umiera.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Karzeł, którego tu widzimy, znajomy już dobrze w toku tej historyi, nosił już w swojem życiu rozmaite imiona i rozliczne, miewał zatrudnienia, stosownie do okoliczności {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/875|num=73}}i fantazyi kapitana. Na teraz podobało się kapitanowi nazywać go ''Hebesem'' i zrobić alchemistą.<br>
{{tab}}— Cóż, mój czarnoksiężniku, jakże wszystko idzie? — zapytał.<br>
{{tab}}— Jak przy czarach... dzielnie, co się nazywa! — odpowiedział mały z żartobliwym uśmiechem.<br>
{{tab}}— Widzę to po twojej wesołej minie... każdy dyabeł, jak mu się sztuczka uda, śmieje się podobnie jak i ty, Hebesie... Czy daleko jeszcze do końca?<br>
{{tab}}— Wszystko skończone, cokolwiek do tej godziny zrobić wypadało, a co na potem, to przygotowane.<br>
{{tab}}— A więc to dzieło już rozpoczęte? — zapytał chirurg, nieco pomieszany.<br>
{{tab}}— Dla 212 milionów nie stajemy się opieszali... już, już...<br>
{{tab}}— W jaki sposób?<br>
{{tab}}— Opowiedz no, mały Hebesie — rozkazał kapitan — tylko cicho.. bo masz głos podobny do pikuliny, którą słychać o milę.<br>
{{tab}}— Najsamprzód — mówił mały — nasz pacyent, chociaż ma już lat siedmdziesiąt jeden, jest jednak zdrowiuteńki, ale potrzeba, ażeby dostał żółtej febry.<br>
{{tab}}— ''Febris flava americanorum'' — odrzekł zdumiony lekarz — która tylko powstaje z zarazy i udziela się przez powietrze.<br>
{{tab}}— Raz jeden może natura omylić — odpowiedział wesoło Karzeł. — Wszyscy ludzie mają po dwa łokcie i pół, czasem aż trzy, a ja, tylko półtora; muszę ją zatem zawstydzić, i upewniam pana, że mój pacyent będzie miał żółtą febrę... aktualną febrę, febris flava americanorum, jak pan nazywasz, od której przecież nikt inny chorować nie będzie.<br>
{{tab}}— Ale żółta febra trzeciego dnia zabija, a nawet w dniu jednym, a jej symptomaty są tak srogie i uderzających znaków, że ich niczem nikt nie może naśladować... Zaraz {{pp|ca|ły}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/876|num=74}}{{pk|ca|ły}} przebieg choroby opowiem: zaczyna się od lekkiego zimna...<br>
{{tab}}— Zimno już zrobione — odpowiedział Karzeł — dziś bowiem rano, kiedy jeszcze mój pacyent bawił w Port-Luis, na obiedzie w restauracyi, zażądał fig od posługacza, dlatego ja, {{Korekta|który gojuż|którego już}} miałem podówczas w kuracyi, wsypałem w jednę blisko uncyę tłuczonej ''jalapy''... w godzinę, już w moim pacyencie zostały kiszki próżniuteńkie, z przeproszeniem państwa... a myślę, panie doktorze, że po takiej rezolucyi, zawsze nas zimno przejmuje, chociażby pod samym równikiem.<br>
{{tab}}— Zimno nie stanowi jeszcze żółtej febry — odpowiedział lekarz.<br>
{{tab}}— Zawsze od tego się rozpoczyna, panie konsyliarzu; dlatego mój chory tak się śpieszył ukryć w kajucie okrętu, iż uwierzył naprawdę, żem go zaprowadził na statek ''Wniebowzięcie'', i pozostaje aż dotąd w tem mniemaniu na okręcie Mozarab, który jest własnością naszego kochanego kapitana... Wkrótce podobno mają nastąpić bóle głowy?<br>
{{tab}}— Nietylko głowy — odpowiedział Roussillon — ale stawów, żołądka, krzyża.<br>
{{tab}}— Wszystkie te bóle przygotowałem przecie poprzednio w kajucie, nim do niej wprowadziłem mojego pacjenta. Mam nawet jakąś nadzieję, że go już głowa dobrze boleć zaczyna.<br>
{{tab}}— Jakimże u kata sposobem?<br>
{{tab}}— Kajuta została dobrze opatrzoną, to jest: wszystkie w niej otwory i najmniejsze szparki, mające komunikacyę powietrzną z zewnętrznemi częściami, zostały zalepione lub zatkane, oprócz jednego, małego otworu, tuż pod hamakiem, czyli łóżkiem wiszącem, z którego wyprowadzoną jest przez ścianę z drugiej kajuty mała rurka, przepuszczająca gaz niedokwasu węgla, który dopiero co robiłem, rozdmuchując rozżarzone węgle... Słyszałem nawet przez ścianę, jak mój pacyent zaczął stękać.<br>
{{tab}}— Ależ, na Boga!.. ta szalona próba go zabije! — zawołał {{kor|lekarz|lekarz.}}<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/877|num=75}}{{tab}}— Eh! któżby sobie tego pozwalał! — odrzekł Karzeł swobodnie — mam baczne ucho i doświadczenie i wiem dobrze, ile potrzeba sześciennych cali gazu na objętość okrętowej kajuty, ażeby jego ilość zdolna była zabić. Nareszcie mam także miarę po stopniu odurzenia się samego chorego... czad w pewnej tylko ilości zabija, a jeszcze w pewnej czyni nas na wpół żyjącymi, wówczas, jedna flaszka octu, jedno otworzenie drzwi kajuty i zimna woda lub lód, staną się dostatecznemi do przywrócenia go do życia; bo jakem lekarz, niszczący zdrowie, nie mam wcale zamiaru zabijać mojego pacyenta.<br>
{{tab}}— Wszystko to prawda — odrzekł Rousillon — wątpię jednak, mój mały, czy podołasz reszcie wszystkich warunków żółtej febry.<br>
{{tab}}— A na ten przykład co, panie konsyliarzu?<br>
{{tab}}— W żółtej febrze przed objawieniem się innych głównych cech tej choroby, zaczynają jeszcze wyłazić na wierzch oczy, stają jakby słupem i są zaczerwienione, albo żółte.<br>
{{tab}}— Będą na rozkaz, panie konsyliarzu, czerwone albo żółte... Wszystko to, co pan wymieniłeś, już wchodzi do warunków zagorzenia, a nawet, dodać należy, bicie serca, ból żołądka, nudności, pragnienie, w końcu wymioty, z mniejszą lub większą gwałtownością.<br>
{{tab}}— Mały czarcie, znasz widzę symptomatologią! — odpowiedział lekarz — początek żółtej febry, najwierniejszy i najdoskonalej określony.<br>
{{tab}}— Mój Hebes uczył się przecie w piekle medycyny — odpowiedział kapitan — powiedz zatem, mały dyable, panu konsyliarzowi, jak zrobisz choremu żółte oczy, żółtą twarz, żółte wymioty...<br>
{{tab}}— Na żółte wymioty już mu dałem... uskarżał się bowiem biedak przed wieczorem na zimno, obiecałem mu rozgrzać żołądek proszkiem z ''gummi-gutti'', która, jakkolwiek ma w sobie cząstki trujące, przecież tyle, ile mu dałem, wystarcza {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/878|num=76}}zaledwie do zafarbowania na żółto odrzutu, jaki już niezadługo nastąpi, skoro gaz węglowy lepiej zacznie działać.<br>
{{tab}}— A żółte oczy, czarowniku?.. a twarz?..<br>
{{tab}}— Czy mam powiedzieć, panie kapitanie?.. — zapytał, jakby w żartach.<br>
{{tab}}— Prędko Hebesie, bo nie mamy wiele czasu do stracenia, żeby nam pacyent nie umarł.<br>
{{tab}}— Oto kupiłem w porcie lustro z kolorowego szkła, żółtego jak lukrecya, jakie tylko używają do wyklejania ozdób galanteryjnych, a w którym, ktokolwiekby się przejrzał, słowo honoru, będzie wyglądał jak słonecznik, panie konsyliarzu... że zaś my sami będziemy widzieli chorego w naturalnym kolorze, to przecie dla nas wszystko jedno, byleby samego przekonać o tem najdokładniej.<br>
{{tab}}— O! o! teraz dopiero wierzę, że masz w sobie cząstkę dyabła, mój mały — odpowiedział doktór, zdziwiony dowcipem Hebesa. — Ale uczynię ci jednę małą uwagę, że chory na żółtą febrę, widzi wszystko przed oczami w takimże kolorze; obawiać się bardzo zaczynam, ażeby się nie domyślił podejścia.<br>
{{tab}}Karzełek roześmiał się z tryumfem i odrzekł:<br>
{{tab}}— A od czego jest małe okienko w kajucie?.. Mam już gotową taflę szkła żółtego, którą natychmiast, jak przyjdzie tego potrzeba, założę na pierwszej, a wówczas, cała kajuta i wszystkie w niej przedmioty, my nawet sami, wyglądać będziemy jak kanarki.<br>
{{tab}}— No, no — odrzekł lekarz, kręcąc głową — uprzedzam cię tylko, że wymioty żółte trwają krótko, a potem następują czarne i bardzo czerwone, a nie tak łatwo dać choremu coś podobnego w pokarmie.<br>
{{tab}}Karzeł dobył zaraz z kieszeni proszek, zawinięty w papier, i rozwinąwszy go, zapytał, jakiego jest koloru.<br>
{{tab}}— Brunatny, a nawet mniej więcej biały — odpowiedział lekarz — cóż to jest za preparat?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/879|num=77}}{{tab}}— Nazywa się siarczan żelaza, inaczej koperwas, panie doktorze.<br>
{{tab}}— I cóż?<br>
{{tab}}— A nic... jeżelibym go tylko samego dał zażyć choremu, ale niech go tylko złączę z ''infuzią galaszu'', natychmiast zamieni się w atrament... Oto jest także flaszeczka — dodał, wyjmując z kieszeni płyn, prawie czysty jak woda. — Najprzód więc jedno, pod jakim bądź pozorem, a potem zaraz drugie... wówczas, myślę, że śmiało wszyscy zawołać możemy: Febris fava americanum, w stopniu ostatnim!<br>
{{tab}}— To dopiero część pierwsza mojej sztuki, kochany Roussillon — ozwał się zaraz kapitan. — Czy słuchasz także, ojcze Urbino?<br>
{{tab}}— Słucham i drżę cały, kapitanie; albowiem cokolwiek przesadzona doza w waszych preparatach dla chorego zaprowadzi go przed sąd Boga, a wówczas biada twojej duszy, Kapitanie!<br>
{{tab}}— A niechże nie doczekam spełnienia twego wyroku, żeby też tak mało ufać mojemu Hebesowi... Uspokój zatem ojca Urbino, Karzełku.<br>
{{tab}}— Zaraz, zaraz, tylko jeszcze opowiem, jak można ludziom sprawiać śmiertelne poty.<br>
{{tab}}— Aha!.. dobrze, dobrze — zawołał Kapitan z uśmiechem — naucz więc jeszcze pana konsyliarza, jak się sprawiają konwulsye, drgania nerwów i poruszania całego ciała, a to bez żadnego niebezpieczeństwa śmierci.<br>
{{tab}}— Taką sztukę wynalazł w fizyce Galvani, a udoskonalił Volta — odrzekł mały — i to się nazywa elektryczność.<br>
{{tab}}— Na Boga, Kapitanie!.. to coś dziwnie prawdopodobnego!..<br>
{{tab}}— Tak, tak, mój doktorze! — odrzekł Kapitan z pewną dumą. — Mamy z sobą stos woltaiczny o stu pięćdziesięciu krążkach miedzianych i tyluż cynkowych, przekładanych suskiennemi płatkami, namoczonemi w roztworze soli. {{Korekta|Stoumieszczony|Stos umieszczony}} jest po za ścianą, tam właśnie, gdzie i fajerek.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/880|num=78}}{{Korekta|zwęglami|z węglami}} do fabrykacyi gazu. Dodać tylko należy, że od obu końców stosu idą wyprowadzone przez maleńkie otwory w ścianie dwa długie druty, z których jeden będzie dotykał głowy przeznaczonego na konwulsye, drugi nóg, ażeby całkowicie ciało przejmowały. Siłę elektryzacyi będziemy stopniowo powiększali, stosownie do większego lub mniejszego przekonywania się chorego o swojej ostatniej godzinie. Wówczas ty, ojcze Urbino, będziesz najczynniejszym.<br>
{{tab}}Ojciec Urbino nic nie odrzekł; zrobił tylko na to ogromne oczy i przytulił ramiona do głowy.<br>
{{tab}}— Jeśli myślisz, szanowny konsyliarzu, że jeszcze tego wszystkiego za mało... jakkolwiek sam nigdy nie umierałem, wiem jednak, że straszna ta chwila, rozstrajająca cały organizm cielesny, działa jeszcze i na zmysły... Możemy tedy z {{Korekta|koile|kolei}} zasłonić okno w kajucie, jeśli nasz chory zacznie umierać za dnia, albo pogasić światła, jeżeli mu się zbierze na sen śmiertelny nocą; zostanie więc jakby w istotnej nocy wieczności, w którą na rachunek, swego osłabienia i wszystkich sztuk mojego Hebesa, na honor, uwierzy!<br>
{{tab}}— Przygotowałem jeszcze dla niego muzykę — ozwał się Karzeł — muzykę, ma się rozumieć umarłych. Za ścianą, z cienkich desek, tuż jego łóżka, zawiesiłem na dwóch hakach sześć łokci grubego od kotwicy łańcucha, na którym myślę mu grać nad uszami śmiertelną melodyę... przytem dla lepszego efektu zanucę mu wielkim drągiem dyablą śpiewkę, uderzając w ścianę po nad jego głową...<br>
{{tab}}— Za pozwoleniem, Hebesie — przemówił kapitan — plan dzielnie pomyślany, ale jeszcze nieco go źle rozłożyłeś... Zapomniałeś chyba, mały, że będziesz w tej komedyi grał rolę aktualnego szatana, nominowanego przezemnie na dwadzieścia cztery godzin.<br>
{{tab}}— A no, niechże i tak będzie, kapitanie... będziesz musiał tedy przeznaczyć kogo innego w przyrządzonej przezemnie orkiestrze, ja zaś wezmę się do tuby.<br>
{{tab}}— Cóż to znowu za tuba? — zapytali lekarz i kapłan.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/881|num=79}}{{tab}}— Długa rurka z gumy elastycznej, która została przez otwór w ścianie wyprowadzona z naszego laboratoryum i kończy się pod poduszką pacyenta, a za pomocą której można się z jego duszą porozumiewać do woli. Zacznę mu zaraz szeptać różne słowa, mianowicie, wyliczając wszystkie jego grzechy, które już mam spisane dla pamięci na papierze z instrukcyi kapitana... Kilka mu przytem zadam pytań, bardzo ciekawych, w imeniu piekła, w ten sposób naprzykład: „Wiliamie, gdzie ukryłeś pieniądze?.. Wiliamie, lękaj się skonać przed wypłaceniem należnej połowy kapitanowi Rappinet!.. Wiliamie! wszyscy co umierają z pieniędzmi, idą prosto do piekła!..“ i tem podobne, dopóki stary nie zrobi testamentu.. Ale! ale! — dodał nagle — racz mi także powiedzieć, kapitanie, kto będzie pokazywał choremu sztuki optyczne?<br>
{{tab}}— Sztuki optyczne? — powtórzyli obecni machinalnie, którym podziwienie odebrało prawie przytomność.<br>
{{tab}}— Za pomocą latarni czarnoksięzkiej, inaczej zwanej ''magica'', która już także przyrządzoną została — dodał Hebes.<br>
{{tab}}— Latarnia magica — powtórzyli jeszcze za karłem Roussilon i ojciec Urbino.<br>
{{tab}}— Widzę, że was wszystko zadziwia, moi osadnicy okrętu Mozarab — przemówił kapitan — znać, żeście nigdy nie próbowali umierać. Umierającym przedstawiają się zwykle rozmaite widziadła, a mianowicie obrazy tych wszystkich ofiar, które pokrzywdzili i dlatego to w mojej latarce przyrządziłem szkła, zastosowane do okoliczności, to jest w myśl grzechów naszego na próbę śmierci skazanego Williamsa Harlesding.<br>
{{tab}}— Kapitanie! kapitanie! — zawołał odurzony tem wszystkiem ojciec Urbino — to coś przygotował, jest niepojęte!... co działać zamyślasz, przechodzi wyobrażenie umysłu człowieka.<br>
{{tab}}— O! widzę nareszcie, mój ojcze, że ci się ta latarka podobała i dlatego posłuchaj, opowiem ci jej cudowne figle. Łóżko Williamsa zawieszone jest w takim kierunku, iż twarzą {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/882|num=80}}obrócony jest do ściany, którą mu przeznaczyłem na śmiertelne obrazy. Jeden z moich ludzi, stanąwszy w kącie kajuty, za głową, tuż po zgaszeniu światła, przedstawi porządkiem sześć obrazów, sześć figur alegorycznych, sześć grzechów jego życia ze stosownemi napisami.<br>
{{tab}}— O! myślę, że to już złudzenie zupełne, w którem naprawdę umrzeć można.<br>
{{tab}}— Niekoniecznie... widzę, że się nadzwyczaj lękasz śmierci tego człowieka.<br>
{{tab}}— Zawsze jest w tem trochę niebezpieczeństwa, kapitanie.<br>
{{tab}}— Byleby się tylko wszystko tak pięknie w kajucie udało, jak nam przychodzi mówić na pokładzie okrętu.<br>
{{tab}}— Bądź więcej ufnym w moją zręczność, ojcze. Mam ludzi prostych, ale dzielnych w wykonaniu moich instrukcyi... przygotuj się raczej sam na swoją duchowną rolę, bo niemało także będzie od ciebie zależało. Masz najwięcej z nas wszystkich w tym teatrze powagi i słowa twoje będą jedynem pośrednictwem w moralnem działaniu na jego wolę... a chciałbym bardzo, żeby się ta komedya bardzo prędko skończyła.
Ty zaś, kochany Roussillon, przyrządź wszystko, co jest potrzebne do śpiesznego ratunku dla powrócenia umarłego na nasz świat zmysłowy i rzeczywisty... do powrócenia nawet z samego piekła — dodał jeszcze — bo zapomniałem i to powiedzieć, że w końcu jeżeliby się wszystkie próby nie udały, postanowiłem go żywcem do piekła wprowadzić. Numer szósty obrazu latarni magicznej {{Korekta|przedstwia|przedstawia}} właśnie krainę potępionych. Żeby zaś złudzenie nastąpiło zupełne, przygotowaliśmy w pomoc temu dwadzieścia sztuk szmer mli, które, znienacka zapalone, zapełnią ogniem i trzaskiem kajutę.<br>
{{tab}}Zaledwie kapitan dokończył tych wyrazów, wydostał się na pokład okrętu, jakiś wysoki człowiek i śpiesznym krokiem zbliżył się do rozmawiających przy baryerze.<br>
{{tab}}Był o Jerzy Stortz w odzieży majtka.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/883|num=81}}{{tab}}— Kapitanie — ozwał się zaraz — przychodzę ci donieść, że chory zaczyna się już coraz bardziej uskarżać na ból głowy, przypisuje jednak wszystko niestrawności i złej przyprawie potraw, które jadł dzisiaj przed wieczorem w porcie.<br>
{{tab}}— Skutek gazu jeszcze za mały — odpowiedział kapitan — kiedy mu nie odebrał zupełnej przytomności; nareszcie wszak to dopiero dwie godziny.<br>
{{tab}}— Czy nie uskarżał się na nudności? — zapytał majtka Karzeł.<br>
{{tab}}— Cokolwiek... woła ustawicznie, ażeby go nieodstępować, czego jednak nikt nie słucha, bo, jak mówiliście, kapitanie, w tej kajucie niebezpiecznie jest bawić chociażby godzinę...<br>
{{tab}}— Tak, bezwątpienia — odpowiedział kapitan — i jeżeli przyjdzie nam wszystkim pokazać się choremu dla ratunku, powinniśmy bardzo pośpieszać ze swoją sztuką, ażeby nie ucierpieć na zdrowiu... Zawsze dowiedz się jeszcze sam, Hebesie, co słychać w kajucie.<br>
{{tab}}— Idę, kapitanie... Niezadługo podobno będzie już czas dać mu jeden proszek na żółte wymioty, a tymczasem nie zaszkodzi donieść, że na naszym okręcie objawiła się zaraza.<br>
{{tab}}— Wcale dobra myśl, mój mały!.. Ty także, Roussilon, jako lekarz okrętowy, udaj się z obowiązku swojego i uprzedź go, jakie są właściwie symptomaty żółtej febry, ażeby się tego dopiero nie uczył na sobie... Ojcze Urbino — dodał, zwracając się do jezuity — myślę, że dobrze uczynisz, przygotowawszy wszystko, co jest potrzebne do pisania, bo być bardzo może, iż naszego chorego prędzej nierównie weźmie ochota uczynić testament, niż się tego wszyscy spodziewamy.<br>
{{tab}}— Niechaj się wszystko stanie w duchu godziwości tego przedsięwzięcia... — odrzekł jezuita, złożywszy na piersi ręce.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/884|num=82}}{{tab}}I jezuita wraz z chirurgiem zeszli na dół pod pokład okrętu.<br>
{{tab}}Za nimi poszedł także Jerzy i Karzeł.<br>
{{tab}}W pół godziny później jeden tylko człowiek stał na pomoście przy rudlu i kierował okrętem.<br>
{{tab}}Był to sam kapitan, który swoje powołanie korsarza umiał zawsze z taką ostrożnością prowadzić, iż każdy czyn, który spełniał, tysiącem słusznych pozorów potrafił osłaniać, aby w żadnym razie nie ściągnąć na siebie podejrzenia i zarzutu, nawet w tych, którzy mu w tem wszystkiem dopomagali.<br>
{{tab}}Obok niego młoda kobieta upajała się czarującym widokiem nocy, wśród pełni morza, które ją unosiło na swoim grzbiecie.<br>
{{tab}}Była to Eleonora Ria de Castelas — a raczej Eleonora Rappinet, jego córka.<br>
{{tab}}Księżyc oświecał jej piękną i kształtną figurę, rzucając długi cień na płaszczyznę pokładu.<br>
{{tab}}— Czy jeszcze została dla nas jaka nadzieja, mój ojcze? — zapytała.<br>
{{tab}}— Dziś, albo nigdy! — odpowiedział — ale chwilę poczekaj my! I oboje na długo umilkli.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''VIII.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|{{Rozstrzelony|Żółta Febr}}a.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Kajuta, w której Wiliam Harlesding zostawał, była to pospolita izba kapitańska, niewielka i niska, jak wszystkie tego rodzaju na okrętach kupieckich. U sufitu wisiało na linkach wiele pak i tłomoków z rzeczami, w rozmaitych miejscach umieszczonych, zaś w jednem miejscu hamak, ten {{pp|jedy|ny}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/885|num=83}}{{pk|jedy|ny}} sprzęt do spoczynku marynarzy, zasłany czystą i wygodną pościelą, bujającą na sznurach, w miejscu, gdzie głowa i nogi przyczepionych.<br>
{{tab}}Przy jednej z ścian stał stoliczek okrętowy, którego końce tylnych nóg i blat przybite były do ściany żelaznemi klamrami, podobnie jako i inne przedmioty, któreby w czasie kołysania się okrętu mogłyby łatwo uledz przewróceniu. Z przeciwnej strony hamaku, mieściło się w samym środku ściany maleńkie okienko, zaopatrzone dwoma żelaznemi prętami, En krzyż złożonemi, osłonione grubą taflą szkła białego.<br>
{{tab}}W chwili właśnie, kiedy kapitan i Eleonora bawili na pokładzie, Wiliam zaczął już doświadczać skutków piekielnej zasadzki.<br>
{{tab}}Była godzina jedenasta.<br>
{{tab}}W całej kajucie, dobrze ze wszech stron zamkniętej, rozchodził się coraz bardziej właściwy odór czadu, wprowadzony małą rurką przez otwór w ścianie pod hamakiem. Węgle, które w sąsiedniej kajucie Hebes za pomocą małego mieszka rozdmuchiwał, zamknięte były szczelnie w sporej wielkości żelaznem naczyniu, gdzieniegdzie dla przystępu powietrza poprzedziurawianem, z którego w jednym boku wychodziła jakby retorta z grubej blachy, przeprowadzająca za pomocą szyi gaz z węgla, który tym sposobem prawie wszystek dostawał się do kajuty, nieszkodząc pracującemu obok jego fabrykacyi.<br>
{{tab}}Wiliam, nieco już z wieczora osłabiony, od dwóch godzin leżał na swoim hamaku i przewracał się niespokojnie, coraz bardziej doświadczając nudności i mdłości, które mu sen odbierały, dopóki lekki ból w obu skroniach i po nad oczami, nie przekonał go, że jest nagabany początkiem jakiejś nierozwiniętej w ciele choroby.<br>
{{tab}}Pospolitą chorobę morską, powstającą z kołysania się okrętu, którą każdy, pierwszy raz puszczający się na morze, przechodzić musi, już dawno Wiliam odbył i nie sądził, aby raz jeszcze miała w nim się ponowić.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/886|num=84}}{{tab}}Kilkakroć już razy przywołał za pomocą dzwonka jednego z sług okrętowych, przeznaczonego mu na cały ciąg podróży, i kazał sobie podać parę szklanek świeżej słodkiej wody, niedawno w porcie zabranej, którą wypił.<br>
{{tab}}Karzeł, który wydał temu słudze instrukcyę, ażeby o najmniejszych żądaniach chorego, zawiadamiał go natychmiast, dodał nieco do wody solucyi ''tartari stibiati'', w ilości trzech granów, na przyśpieszenie wymiotów.<br>
{{tab}}Już o kwadrans na dwunastą nastąpił skutek tej przyprawy.<br>
{{tab}}Wówczas przestraszony Wiliam kazał spiesznie przywołać doktora, w miejsce którego, ukazał się karzeł z latarką w ręku i oświetlił nieco kajutę.<br>
{{tab}}— Słyszałem, milordzie — przemówił zaraz mały — że potrzebujecie lekarza?<br>
{{tab}}— Tak jest, mój przyjacielu — odrzekł Wiliam, stękając — jeżeli ten śpi, dobrzeby było, ażebyś go kazał natychmiast obudzić..<br>
{{tab}}— Przezacny pan Roussillon nie śpi przecie i podobno dziś przez noc całą nie zmruży oka.<br>
{{tab}}— Tem lepiej... wreszcie dlaczegóż to, mój mały?<br>
{{tab}}— Straszne nieszczęście dotknęło okręt „Wniebowzięcie.“<br>
{{tab}}Wiliam na tę odpowiedź, aż spuścił nogi z hamaka ku ziemi.<br>
{{tab}}Karzeł uniósł zaraz latarkę do góry, ażeby twarz jego oświecić; ale człowiek ten, ukrywający zawsze kalectwo swe go ciała czarnemi opaskami, nie dał nic po sobie {{Korekta|wyczytać|wyczytać.}} Przeraźliwe tylko wytężenie jednego jego oka i głos, którym się ozwał, objawiły istotny stan duszy, strwożonej przedwczesną zapowiedzią.<br>
{{tab}}— Straszne nieszczęście, powiadasz! — przemówił nareszcie.<br>
{{tab}}— Tak, milordzie... na okręcie wybuchła straszna zaraza.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/887|num=85}}{{tab}}— Zaraza! — krzyknął starzec, targnąwszy hamakiem.<br>
{{tab}}— Trzeci człowiek zapadł nam na żółtą febrę!.. z tych jeden wrzucony już został do morza, według przepisów policyi lekarskiej... jeden jest prawie konającym, a na jednym tylko co się choroba objawiła.<br>
{{tab}}— Zawołaj doktora!.. pana Roussillon natychmiast do kajuty — odrzekł w najwyższym stopniu przerażenia starzec.<br>
{{tab}}— O! milordzie, cóż to znaczy?<br>
{{tab}}— Żółta febra jest już w kajucie.<br>
{{tab}}— Milordzie!..<br>
{{tab}}— Natychmiast doktora Roussillon!.. jeszcze jest czas mnie ratować.<br>
{{tab}}— Na Boga! jego wielmożność jest dotknięty zarazą?<br>
{{tab}}— Mam żółtą febrę!<br>
{{tab}}— Oh! oh! — krzyknął Karzeł, cofając się aż do drzwi kajuty.<br>
{{tab}}— Zaczynam uczuwać ból głowy i pierwsze {{Korekta|womity|wymity}} już nastąpiły.<br>
{{tab}}— Żółte?<br>
{{tab}}— Nie wiem tego.<br>
{{tab}}— Eh!.. przecież to tylko czysta woda — odrzekł Hebes, przyświecając latarką. — Chory, który leży w sąsiedniej izbie, wyrzuca już żółć samą, coraz ciemniejszą, która się zakończy najczarniejszą... tacy mają przecie pierwsze prawo żądać pomocy lekarza i pierwsze prawo być wrzuconymi do morza: bo nie czekamy zupełnej śmierci, która już jest niewątpliwą.<br>
{{tab}}Wtem do kajuty wpadł Bresac, przypuszczony także do tajemnicy tego dramatu i ślepo wykonywający rozkazy kapitana.<br>
{{tab}}— Już czterech! — zawołał z udaną trwogą. — Nie wiem, którzy, ale to własne słowa doktora Roussillon, który całej załodze rozdaje proszki, dla odwrócenia tej strasznej klęski... Numer pierwszy, kajuta kapitańska, podróżny jeden, proszek {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/888|num=86}}jeden — dodał służbowym akcentem głosu, podając zaraz Wiliamowi paczkę, którą trzymał.<br>
{{tab}}Wiliam porwał cały proszek w mgnieniu oka.<br>
{{tab}}Była to gummi-gutta, używana w malarstwie, jako mocny żółty kolor.<br>
{{tab}}— Potrzeba wam wody, milordzie, dla lepszego połknięcia leku — ozwał się Karzeł, podając mu szklankę z wodą.<br>
{{tab}}Harlesding, z trudną do opisania chciwością, wsypał na język proszek i popił wodą.<br>
{{tab}}— O! możecie teraz, milordzie, być pewni na czas niejaki, że się was zaraza nie czepi — przemówił Bresach — będziecie żyli.<br>
{{tab}}— Dopóki nie nastąpią żółte symptomaty — dodał Karzeł — bo już wtenczas zaledwie na stu jeden zostaje przy życiu.<br>
{{tab}}Podedrzwiami kajuty ozwało się naraz kilka głosów, podobnie znamionujących przerażenie.<br>
{{tab}}— The yellow Faver! — krzyknął głos po angielsku.<br>
{{tab}}Był to głos Jerzego.<br>
{{tab}}— Vomito pretto! — powtórzył za nim zaimprowizowany Hiszpan.<br>
{{tab}}— Febra już dziesiątkuje! — ozwał się jeszcze głos inny. — Z czterdziestu ludzi całej załogi... już pada piąty!<br>
{{tab}}— To głos doktora Roussillon — krzyknął Karzeł.<br>
{{tab}}Wiliam zerwał się z hamaku i chciał wybiedz, a wtem doktór na nowo dał się słyszeć.<br>
{{tab}}— Przerwać wszelką komunikacyę z osobami... wszyscy mają być zamknięci w swych izbach.<br>
{{tab}}I uderzywszy parę razy ręką we drzwi kajuty, dodał, jakby z urzędu.<br>
{{tab}}— Pod karą śmierci, nie wolno podróżnym puszczać kajuty! Żóła febra na okręcie... Czynimy wszystko, co można!.. Kapitan zdrów i nie stracił przytomności!<br>
{{tab}}Harlesding cofnął się od drzwi kajuty i zapytał z pośpiechem obecnych.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/889|num=87}}{{tab}}— Gdzie jest kapitan?<br>
{{tab}}— Kapitan ''Turenne?'' — odrzekł Karzeł, zmyślając nazwisko — przy rudlu.<br>
{{tab}}— Niechaj wraca do portu?<br>
{{tab}}— Kwarantana nie pozwala!.. Czarna flaga wywieszona już na najwyższym maszcie... nikt nas nie przyjmie.<br>
{{tab}}— Chcę się widzieć natychmiast z kapitanem.<br>
{{tab}}— Nie wolno... musimy słuchać przepisów.<br>
{{tab}}— Ściska mnie w żołądku!.. ból głowy się powiększa!<br>
{{tab}}— Żółta febra w kajucie! — zawołali obadwaj. — Wracajmy na swoje {{Korekta|miujsca|miejsca}}!<br>
{{tab}}I natychmiast wybiegli, zamykając drzwi na klucz.<br>
{{tab}}Karzeł pobiegł do swej izby, aby rozdmuchiwać dalej węgle, Bresac z raportem do kapitana.<br>
{{tab}}Godzina dwunasta.<br>
{{tab}}Ilość wpuszczonego do kajuty węglowego gazu wystarczała już w tym czasie do zdziałania najstraszliwszych skutków zagorzenia, a nawet śmierci.<br>
{{tab}}Wiliams jeszcze czas niejaki przechadzał się po kajucie, coraz bardziej odurzony na umyśle. Pot zimny występować mu zaczął na czoło, i silny ból głowy, podobny do uderzeń w skronie jakby młotem, odbierał mu powoli przytomność. Kilka razy próbował otworzyć drzwi kajuty — były zamknięte. Zaraz po tej próbie, instynktem wszystkich chorych, wrócił na swój hamak, aby leżeć i spokojnie oczekiwać przybycia pomocy lekarza, który, jak sądził, był zatrudniony przy ratowaniu innych chorych.<br>
{{tab}}Po półgodzinnem upajaniu się zabójczym gazem, znalazł się już w stanie prawdziwego niebezpieczeństwa. Gorączka w wysokim stopniu swojej trawiącej mocy, zaczęła palić krew jego; serce uderzało w nim z gwałtownością, czuł w sobie wszystkie pulsa, szczególniej w głowie i szum w uszach. Niesłychane pragnienie, połączone z suchością skóry, obrzmieniem języka, bardziej jeszcze dokuczliwszą czyniło jego chorobę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/890|num=88}}{{tab}}Do godziny pierwszej nikt nie przyszedł go ratować. Nie było to jednak dowolne, ani przypadkowe skazanie go na śmierć nieochybną, owszem, doktór Rousillon, z całą bacznością podsłuchiwał w sąsiedniej izbie, co się działo w kajucie, i czekał tylko rychło zagorzenie przejdzie w ten ostateczny stopień mocy, w którym chory zacznie już, jak nazywają, majaczeć; to jest, kiedy po coraz częstszych stękaniach, zacznie jęczyć, tym przeciągłym, chrapliwym, połączonym ze świstem krtani głosem. Wówczas dopiero chory, uważany będzie za wpół żyjącego i wpół przytomnego, pozwalając się jednak ratować.<br>
{{tab}}Dotąd jednakże ten symptomat nie nastąpił w Wiliamie, w jego jękach i stękaniu, przebijało się dużo piersiowej siły i muskularnego natężenia.<br>
{{tab}}Przekonany Harlesding, że wszystkie te straszne przypadłości w jego ciele, z tak gwałtownym i szybkim {{Korekta|rozwijające|rozwijące}} się postępem, są tylko działaniem żółtej febry, której szczególne oznaki dobrze mu znajomemi były, ustawicznie spoglądał na małe okienko w ścianie kajuty, przez które blask księżyca rzucał aż na środek, promień blady i próbował, czy już wzrok jego nie przedstawia mu w obrazach żółtych kolorów. Uspokojony na chwilę, odwracał głowę i wydawał coraz boleśniejsze stękania, które zwolna zmieniać się zaczęły w przeciągłe jęki.<br>
{{tab}}— Ratunku!.. ratunku!.. — ozwał się nareszcie cichym i błagalnym głosem, w którym przebijało się bardzo dużo poddania na los śmierci. Ratunku!.. — powtórzył raz jeszcze nierównie ciszej, jak się woła machinalnie, przy utracie wszelkiej nadziei.<br>
{{tab}}Wówczas od strony morza, z małej szalupy przystawiono drabinkę, i jeden z wykonawców tej operacyi dostał się aż do okienka kajuty i przygotowaną taflę szkła żółtego, założył na jej tamy.<br>
{{tab}}W tej samej chwili białe światło księżyca, wpadające do kajuty, zmieniło się w mocno żółte i przedstawiło choremu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/891|num=89}}{{Korekta|ezpieczny|niebezpieczny}} stan dotkniętych zabójczą febrą morską, którym wszystkie przedmioty wydają się żółtemi.<br>
{{tab}}Było to najstraszliwsze przekonanie, które mu do reszty odebrało przytomność i usunęło z serca wszelkie, jakie jeszcze mógł mieć dla siebie, nadzieję.<br>
{{tab}}— W imię ludzkości... pomocy... dla umierającego — ozwał się zaledwie już słyszanym głosem.<br>
{{tab}}I zaraz silić się zaczął, aby mógł powstać; ale już nie miał dosyć siły — chrapliwy tylko jęk zakończył to próżne pasowanie się ciała, które targnęło kilka razy hamakiem.<br>
{{tab}}Zaraz potem dało się słyszeć po za ścianą syczenie, jakby w czasie zalewania ognia. — Rzeczywiście Hebes oblał w te chwili wodą węgle w swojej fajerce i zagasił, czego chory w kajucie nie mógł się domyśleć — a niedługo potem głośne zakręcenie kluczem we drzwiach kajuty zapowiedziało czyjeś przybycie.<br>
{{tab}}Doktór Roussillon wszedł do izby chorego wraz z dwoma przeznaczonymi mu do pomocy ludźmi. — Z tych jeden był znajomy nam Jerzy, drugim był Bresac.<br>
{{tab}}Jerzy trzymał w ręku wielką latarnię, oprawną w szyby ze szkła żółtego, co dziwne sprawiało złudzenie, rzucając na ich twarze i wszystkie przedmioty fantastyczną żółtość, — Bresac trzymał pod pachą drewniane pudło z okrętowej apteczki z mnóstwem flaszek, słoików i innych preparatów.<br>
{{tab}}Obraz, jaki nagle uderzył Wiliama, w tak dzielny sposób oszukiwanego, prawie wyrokiem śmierci odbił się w jego duszy, gotowej już z samego przerażenia opuścić jeszcze dosyć zdrowe ciało. Było to już ostateczne sprawdzenie swojej choroby — symptomat najwierniejszy — prawda niezbita — przekonywająca.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/892|num=90}}{{c|'''IX.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Przejście z życia do katalepsyi.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Jak tylko doktór Roussillon pokazał się w kajucie, natychmiast zbliżył się do chorego i kazał ludziom usługującym spuścić na blokach wiszący hamak prawie do ziemi, aby mógł lepiej porozumiewać się z pacyentem.<br>
{{tab}}Wiliam, na wznak wyciągnięty, raz tylko jeden przechylił głowę nieco w stronę ku lekarzowi i przedstawił się prawie martwy.<br>
{{tab}}Doktór Rousillon przeląkł się rzeczywiście, myśląc, czy czasem Hebes przez złe wyrachowanie ilości gazu nie zatruł Wiliama do tego stopnia, iż go więcej do życia powrócić nie będzie można. Chwycił prędko jego wolno spuszczoną rękę ku ziemi i zaczął macać puls. Był prędki i nadzwyczaj silny, gorączkowy, co go uspokoiło. W konaniu byłby ten puls przerywany długiemi pauzami.<br>
{{tab}}— Jak się czujesz w sobie, milordzie? — zapytał doktór z powagą.<br>
{{tab}}Wiliam nie miał już ochoty odpowiadać, po dwakroć tylko wydał ciężkie westchnienie i przyłożył dłoń do czoła.<br>
{{tab}}— Masz, widzę, ból głowy — odrzekł na to baczny doktór.<br>
{{tab}}— Ból straszny... przerażający... tu... tu... — dodał, wskazując na skronie.<br>
{{tab}}— Czujesz nudności? — zapytał, silnie gniotąc go w żołądek dla wzbudzenia {{Korekta|womitów|wymiotów}}.<br>
{{tab}}— Ciągle ustawicznie, och!... w tej chwili nawet.<br>
{{tab}}I zaraz płyn żółtawy, podobny do farby gummi-gutti, wyszedł z ust jego.<br>
{{tab}}Rousillon spojrzał na miednicę, starając się więcej nie równie przedstawić wyrzucone części pacyentowi i odrzekł, nie tak strasznym lecz boleść malującym głosem:<br>
{{tab}}— Trzeci i przedostatni zakres choroby!... {{Korekta|womit|wymiot}} żółty! {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/893|num=91}}{{tab}}Wiliam, jakby już na śmierć skazany, ścisnął dłonie w przystępie rozpaczy, a doktór, obracając się zaraz do {{Korekta|Bresaka|Bresac’a}}, wyjął z pudla flaszeczkę, w której mieściła się czysta infuzia galasowa, czyli ''garbnik'', i wlał jej nieco do ust chorego dla przygotowania w nim ostatniego symptomu żółtej febry — wymiotów czarnych.<br>
{{tab}}— Czy ci nie lepiej, milordzie? — zapytał zaraz po tym podstępie.<br>
{{tab}}Wiliam wydał jęk głęboki i zaczął robić piersiami.<br>
{{tab}}— Za dwie minuty — podał doktór, spoglądając na zegarek — będzie jeszcze jeden proszek... a potem zobaczymy... no, jakże ci przecie, milordzie?<br>
{{tab}}Wiliam wytężył wzrok na twarz doktora, i jakby bezwładny, pozostawił go bez odpowiedzi.<br>
{{tab}}— Źle! źle!... nigdy jeszcze żółta febra z tak szybkim postępem nie przebiegała.. A w jakim nas widzisz kolorze, milordzie? — zapytał.<br>
{{tab}}— Niema przecie jeszcze czarnego wymiotu — odrzekł Jerzy, świecąc w oczy doktorowi latarką, ażeby się choremu wydawał najżółciejszym.<br>
{{tab}}— Straszliwy kolor... kolor żółci... mam przed oczami... ratuj... ratuj...<br>
{{tab}}— No... czas tedy na proszek — odrzekł Roussillon, obracając się znowu do pudła z lekami, i podał na łyżeczce choremu nieco tłuczonego koperwasu z cukrem.
Usta jego, jeszcze nieoschle po galasie, zafarbowały się w tej chwili właściwym kolorem atramentu, który prawie w mgnieniu oka powstaje z połączenia tych dwóch części.<br>
{{tab}}— Jeżeli to nie powstrzyma czarnego wymiotu — rzekł {{Korekta|Bresuc|Bresac}} z {{Korekta|westchniem|westchnieniem}} — wówczas...<br>
{{tab}}— Cicho! — przerwał surowo doktór Roussillon — mówiłem, żeby chorym nic nie objawiać.<br>
{{tab}}— Wrzucicie mnie do morza — odrzekł z wysileniem Wiliam — wrzucicie... nim skonam... wiem... wiem...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/894|num=92}}{{tab}}— Oddal tę myśl, milordzie... Przepisy poświęcają tylko ofiary już konające dla ocalenia całej załogi; a do tego jeszcze dla ciebie nie przyszło.<br>
{{tab}}I mówiąc to, znowu ugniatać zaczął pacyenta w okolicach żołądka dla przyśpieszenia wymiotów, które u wszystkich cierpiących z zagorzenia zwykle same następują.<br>
{{tab}}Doktór Roussillon nie miał potrzeby przyśpieszać wszystkich tych symptomów choroby, przecież baczył na to jedynie, że się znajduje wraz z dwoma ludźmi w miejscu zapowietrzonem, w którem nigdy zadługo bawić nie można, aby nie ściągnąć na siebie skutków czadu, a nie miał zapewne najmniejszej ochoty doświadczyć sam, chociażby tylko najlżejszego bólu głowy lub nudności.<br>
{{tab}}Wiliam uczuł zaraz kurczenie się żołądka, zapowiadające bliskie oddanie lekarstwa.<br>
{{tab}}— No, no... jeśli teraz kolor się nie zmienił, będzie jeszcze nadzieja... Podaj miednicę — zawołał na {{kor|Bresaca|Bresac’a}} — a ty, przyjacielu, przyświecaj dla lepszego rozpatrzenia wymiotu.<br>
{{tab}}Pacyent oddał.
<br>
{{tab}}— Czarny! — krzyknęli wszyscy trzej razem, cofając się od hamaku.<br>
{{tab}}Wiliam, jakby dla sprawdzenia swego ostatniego wyroku, przechylił jeszcze głowę ku miednicy i cofnął wzrok, jednocześnie przestraszony czarnym na niej kolorem.<br>
{{tab}}— Wszystko stracone! — dodał doktór Roussillon.<br>
{{tab}}A zaraz wszedł do kajuty jeden majtek i przemówił z pośpiechem.<br>
{{tab}}— Przezacny doktorze!... znowu dwóch wrzuciliśmy do morza... febra z niesłychaną postępuje gwałtownością... dwóch innych znowu na nią zapadło!... Kapitan Turenne kazał się dowiedzieć o stanie zdrowia w kajucie.<br>
{{tab}}— Już zapisany w dzienniku zdrowia w kategoryi: ''bez ratunku!'' — odrzekł doktór, kreśląc coś ołówkiem na papierze — zresztą już wiecie, jak postępować.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/895|num=93}}{{tab}}— Odwiążemy tedy hamak... Kapitan rozkazał wraz z pościelą wrzucić do morza! — odpowiedział majtek, dając zaraz kilka kroków w stronę wiszącego łóżka Wiliama.<br>
{{tab}}— Bezwątpienia, skoro kapitan tak rozkazał — odrzekł Jerzy, podając {{Korekta|Bresakowi|Bresac’owi}} latarkę — już teraz niema zwyczaju na okrętach palić pozostałych rzeczy po umarłych.<br>
{{tab}}— Ale jeszcze kilka pytań dla chorego — odpowiedział doktór Roussillon. — Czy masz z sobą na okręcie jakie kosztowności?<br>
{{tab}}— Okrutni!... okrutni... nie zabijajcie mnie jeszcze... nie mam nic!...<br>
{{tab}}— Dozwalamy tylko pięć minut na przygotowanie się do śmierci.. masz jeszcze czas poczynić rozporządzenia testamentowe.<br>
{{tab}}— Nie mam nic... nie mam żadnego przyjaciela!...<br>
{{tab}}— Odwiązać hamak.<br>
{{tab}}— O, mój Boże!<br>
{{tab}}— Czy chcesz kapłana? — zapytał jeszcze doktór, jakby nawiasowo.<br>
{{tab}}— Nie przerażajcie mnie... ja jeszcze wiem, że żyję... czuję to...<br>
{{tab}}— Przygotować wielebnego ojca Urbino Scarpeira, aby przybył natychmiast do kajuty.<br>
{{tab}}— Jestem anglikanin...<br>
{{tab}}— W ostatniej godzinie wszyscy jesteśmy jednego wyznania... dziećmi jednego Boga... nawet bramini całują krzyż, podany im na chrześcijańskim okręcie... Niech ojciec Urbano będzie gotów.<br>
{{tab}}— W imię ludzkości, nie skazujcie mnie jeszcze do piekieł... okrutni, pozwólcie mi skończyć, jak człowiekowi... na łożu...<br>
{{tab}}— Z woli tylko jednego kapłana zostaniesz dłużej nad przepisy.<br>
{{tab}}— Kapłana... kapłana... przywołajcież go.<br>
{{tab}}— Po ojca Urbino! — zawołali wszyscy z pośpiechem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/896|num=94}}{{tab}}I zaraz oddalać się zaczęli od hamaku.<br>
{{tab}}Jeden tylko Bresac, jakby dla poprawienia pościeli choremu, przechylił się nieco ku ścianie za hamakiem i nauczony od Hebesa, przygotował ostatnią zasadzkę, mającą {{Korekta|naśladowas|naśladować}} rozłączenie się duszy z ciałem, to jest: poprzeciągał druty od woltaicznego stosu i jeden z nich, zakończony bajorkiem, okręcił dobrze około nóg Wiliama, drugi około szyi i uszów, ażeby elektryczność niedość całe ciało przebiegała, ale szczególniej sprawiała wstrząśnienia głowy, nadto, wystającą nieco z otworu w ścianie gumelastyczną tubę, w kształcie długiej kiszki, przeciągnął aż na parę łokci w głąb kajuty włożył jej otwarty koniec pod poduszkę, ażeby głos, przez nią przeprowadzony, dostawał się wprost do uszu i ogłuszał umierającego.<br>
{{tab}}Jerzy tymczasem zaczął czynić przygotowania do obrazu, mającego wieczną noc naśladować — powoli i nieznacznie zbliżył się do okienka kajuty i zasunął szczelnie okiennicę.<br>
{{tab}}— Idźmyż więc teraz po ojca Urbino — odrzekli i smutnie oglądając się na chorego, opuścili kajutę.<br>
{{tab}}Wiliam pozostał sam. Nagłe to opuszczenie go przez wszystkich było jakby nowym ciosem na pomieszanie jego wyobrażeń i odurzenie reszty przytomności. Czego nie zdołał gaz zabójczy, który go już zatruł w wysokim stopniu mocy, reszty dokazała rola tych zręcznych aktorów, którzy mu obraz jego bliskiej śmierci w żywych kreślili kolorach.<br>
{{tab}}W tym stanie, jak się teraz znajdował, już go nie należało uważać za człowieka zdrowych zmysłów, wielki napływ krwi do naczyń mózgowych odebrał mu zupełnie władzę rozsądnego pojmowania swego {{Korekta|stauu|stanu}}... Gwałtowne kurcze żołądka, bezprzestannie niepokojące całe ciało, rozstrojenie nerwów, a nawet włókien, wprowadziły go w zupełną wątłość fizyczną.<br>
{{tab}}Już w tym stopniu zaczadzenia wielkiej potrzebaby użyć sztuki, ażeby go {{Korekta|nanowo|na nowo}} przyprowadzić do życia. Było to niebezpieczeństwo, które zarówno groziło wykonawcom tego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/897|num=95}}szatańskiego podstępu, jak jemu samemu, bowiem niespodzianie zadana śmierć temu człowiekowi uczyniłaby wszystkich zabójcami, kapitana zaś pozbawiłaby strat ogromnych i niepowetowanych.<br>
{{tab}}Z każdą minutą połykał chory coraz większą jeszcze ilość gazu z węgla, który szybko wywierał swój wpływ zabójczy na jego ciało.<br>
{{tab}}Zawieszona u sufitu z żółtego szkła latarka, którą zostawili, rozpościerała fantastyczną żółciową barwę po kajucie. W jej widoku znajdował chory najsilniejsze przekonanie swego bliskiego końca.<br>
{{tab}}— Żółtość!... straszliwa żółtość przed oczami! — powtórzył kilkakroć zaledwie dosłyszanym głosem i już na długo potem nie wyrzekł żadnego wyrazu.<br>
{{tab}}Jeszcze mu dozwolono pozostać jeden kwadrans, tak uznał pan Roussillon, wnoszący z odpowiedzi chorego, że jeszcze dużo pozostało w nim przytomności, dopóki nie usłyszeli wszyscy przeciągłego, długiego jęczenia i chrapliwych odgłosów w kajucie, to raz piszczących, to grzechotliwych jakby w grze piersi, w których wszystkie naczynia zabiegły, krwią i flegmą.<br>
{{tab}}Zaraz też wielebny ojciec Urbino Scarpeira, usprawiedliwiający w duchu prawdziwie jezuickim swoje wmieszanie się do tej sprawy, wszedł do kajuty w towarzystwie wyuczonego dalszej roli Bresac’a.<br>
{{tab}}Obadwaj mieli na sobie z czarnej ceraty płaszczyki z pelerynkami i kapturami na głowach, jakby dla osłonienia się od zarazy, co ich postacie nierównie straszniejszemi przedstawiało dla Wiliama. Rzeczywiście jednak płaszcze te żałobne służyły dla ukrycia niektórych narzędzi i pewnych przedmiotów, jakie z sobą przynieśli, oraz, dla zabezpieczenia się od nastąpić mających wkrótce ogni sztucznych, przeznaczonych do przedstawienia obrazu piekła w kajucie. Bresac miał także pod pachą znaną w fizyce latarnię magiczną z obrazami, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/898|num=96}}podobnemi do transparentów, które, wedle przepisów kapitana Rappinet, kolejno objawić choremu był powinien.<br>
{{tab}}Jezuita zbliżył się do hamaku i kazał {{Korekta|Bresacowi|Bresac’owi}} podać sobie światło.<br>
{{tab}}— Przyszedłem do ciebie, milordzie — rzekł wielebny ojciec — którego, jak przyjaciel, chciałbym pojednać z ludźmi.<br>
{{tab}}— Z ludźmi — powtórzył Wiliam głosem pełnym gorzkiej ironii.<br>
{{tab}}— Ostatnia twoja godzina już wybiła — przemówił jeszcze pokorniej — a przez lat siedmdziesiąt twojego życia było ich bardzo wiele, lecz mało zapewne poświęconych miłości bliźniego — dodał z westchnieniem. — Czy przyjmujesz słowa mojej pociechy?<br>
{{tab}}Wiliam nic nie odpowiedział.<br>
{{tab}}— Pomnij, że Bóg nigdy nie przebacza, jeżeli ludzie nie przebaczają poprzednio.<br>
{{tab}}Na te słowa chory wydał kilka chrapliwych odgłosów, jakby usiłował coś odpowiedzieć i nie mógł.<br>
{{tab}}— O, widzę! widzę już — dodał zaraz ojciec Urbino — że, umierając, zostawiasz wielu nienawistnych sobie...<br>
{{tab}}I zaraz po tem przemówieniu wziął chorego za palce, ażeby mógł z nim przynajmniej porozumieć się niememi oznaki.<br>
{{tab}}Rzeczywiście Wiliam ścisnął zaraz rękę jezuity.<br>
{{tab}}— Masz jeszcze serce prawdziwego chrześcijanina, dobra to, dobra nadzieja dla ciebie... skrucha i żal.<br>
{{tab}}Wiliam ścisnął rękę ojca po raz drugi.<br>
{{tab}}— Skrucha i żal! — powtórzył jeszcze jezuita, usiłując temi dwoma wyrazami obudzać najbardziej jego sumienie — powtórz więc za mną te pocieszające słowa.<br>
{{tab}}Wiliam powtórzył, ale już zaledwie dosłyszanym głosem.<br>
{{tab}}— Powtórz także w myśli swojej, co dalej jeszcze mówić będę dla twego dobra.<br>
{{tab}}I, nachyliwszy się nieco nad chorym, zaczął mówić głośno i dobitnie:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/899|num=97}}{{tab}}— Ja, wyrodny syn ziemi... opuszczam już żywot mój. W tej strasznej rozstania się godzinie przyznaję się do win, któremi się skalałem, któremi pokrzywdziłem braci moich, bliźnich... Czy {{Korekta|słyszycz|słyszysz}} i rozpoznajesz słowa moje, wychodząca duszo? — zapytał.<br>
{{tab}}— Tak — odpowiedział z religijnem wzruszeniem Wiliam, ściskając nierównie mocniej rękę ojca Urbino.<br>
{{tab}}— Mów więc za mną dalej, za przyjacielem: Czuję w sumieniu mojem, że niegodzi się opuszczać tego świata bez zostawienia na nim pokrzywdzonych złością serca mojego; niechaj więc żal szczery i skrucha staną się prośbą o przebaczenie za grzechy moje... Czy słyszysz, co mówię, wychodzący duchu?<br>
{{tab}}Wiliam znowu uścisnął rękę ojca.<br>
{{tab}}— Tyle jest obowiązków względem Boga... teraz pojednaj się z ludźmi.<br>
{{tab}}— Z ludźmi... z ludźmi! — odrzekł z taką samą, jak poprzednio, goryczą.<br>
{{tab}}— O tak jest, gasnący duchu! — odpowiedział zaraz jezuita. — Cofnij myśl twoją w tę długą przestrzeń lat życia, którąś przebył, i policz wszystkie ofiary, które przez niesprawiedliwość pokrzywdziłeś... dla których jednak cała twoja skrucha i żal najszczerszy nie staną się wystarczającemi do pojednania... Boga tylko samego przeprosić można słowem... ludzi zaś...<br>
{{tab}}Wiliam cofnął rękę, wydarłszy ją z dłoni jezuity, który zaraz ustał mówić jakby zdumiony.<br>
{{tab}}— Schodzisz więc ze świata z nienawiścią w sercu! — przemówił nareszcie po chwili ojciec Urbino — straszna to zapamiętałość twoja!... Nie żyłeś jak chrześcijanin, jak chrześcijanin nie umierasz!... Pomnij, że w tej chwili nikniesz ze świata, zostawiwszy po sobie złorzeczących, którzy zamiast modlitwy odpłacać ci będą przekleństwem!<br>
{{tab}}— Jeszcze czas... jeszcze czas, mój ojcze — odpowiedział z wysileniem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/900|num=98}}{{tab}}— Kiedyż więc! kiedyż! spodziewasz się dostąpić tej łaski nieba? Bóg, jakby na wypróbowanie serca twego i mocy złości twojej daje ci jeszcze przytomność przy skonaniu... korzystaj, bo ta łaska już może zbyt krótka dla ciebie...<br>
{{tab}}I zaraz lekko poskrobawszy ręką po ścianie kajuty, dał znak Hebesowi, ażeby przyczepił druty do stosu i obudzać zaczął w ciele chorego elektryzacyę.<br>
{{tab}}W tej chwili drgnął galwanicznie.<br>
{{tab}}I jakby uczuł w sobie pierwszy atak, rozprzęgający więzy życia, tego rozstawania się duszy z ciałem, chciał się zerwać, ale osłabienie nie dozwoliło mu ju żtego nawet po długiem pasowaniu się.<br>
{{tab}}Hebes przepuścił wkrótce przez jego ciało drugi strumień elektryczny.<br>
{{tab}}Wiliam upadł raczej siłą moralną przywalony. Myśl jego była tylko skierowaną na to wszystko, co się wewnątrz jego organizmu dzieje, i ozwał się z rozpaczą, o ile mógł najwyraźniej:<br>
{{tab}}— Otóż już wszystko skończone!... tak, wszystko!...<br>
{{tab}}I znowu gwałtowne targnienie ciała chorego dało poznać bacznemu na wszystko ojcu Urbino, że Hebes zaczyna coraz częściej uderzać go prądem elektrycznym.<br>
{{tab}}— Co ci jest, gasnący duchu? — zapytał chorego.<br>
{{tab}}— Umieram... tak... już umieram...<br>
{{tab}}— O, ratuj więc, ratuj twoją duszę!... krótki ju.ż.. ale jeszcze jest czas do pojednania się ze wszystkimi... Odpowiedz zatem, jak bliźni w myśl nauki Chrystusa: „przebaczcie mi, nieprzyjaciele moi... w tej jednej godzinie kocham was!“<br>
{{tab}}— Nieprzyjaciele moi! — tylko te słowa powtórzył jakby szyderczo.<br>
{{tab}}— Tak, tak, wszystkich zarówno kochać nam należy.<br>
{{tab}}Wiliam w rozpaczy przycisnął dłonie do czoła.<br>
{{tab}}— O, jakaż to niesłychana zapamiętałość! — odpowiedział ojciec Urbino, znowu lekko poskrobawszy po deskach kajuty.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/901|num=99}}{{tab}}Wiliam nagle zaczął się wić jak opętany i rzucać, aż zaskrzypiały bloki, na których hamak był zawieszony.<br>
{{tab}}Hebes, znać na ten raz powiększywszy liczbę krążków w stosie wolty, powiększył tem samem strumień elektryczny, w skutek czego nastąpiły podobne do konwulsyi targania.<br>
{{tab}}Bresac z swojej strony grający tu rolę, zakręcił nieco kurek u małej lampki, umieszczonej w latarce, ażeby zacząć już stopniować przejście światła w coraz większą ciemność, dopóki zupełną nocą nie osłoni oczu chorego, przytem, dla ukazania obrazów latarki magicznej nie należało w kajucie mieć światła.<br>
{{tab}}— Gasnący duchu — przemówił znowu Jezuita — przypomnij sobie tych wszystkich, z którymi żyłeś.<br>
{{tab}}Wiliam, jakby wahający się w postanowieniu, jakby jednocześnie przechodził z zapamiętałości grzesznika do żalu, do skruchy, to ściskał rękę ojca Urbino, to znowu ją odsuwał. Była to prawdziwa walka, którą każdy przechodzić będzie musiał.<br>
{{tab}}— I cóż? — zapytał jeszcze natarczywy jezuita — nic nie odpowiadasz dla swego przyszłego szczęścia? Wymień tylko jedno imię pokrzywdzone przez ciebie.<br>
{{tab}}Wiliam zdawał się przebiegać całą historyę swego życia.<br>
{{tab}}Ojciec Urbino, korzystając z chwilowego wzruszenia chorego, dał znak {{Korekta|Bresacowi|Bresac’owi}}, a ten natychmiast zakręcił kurek lampy i sprawił ciemność zupełną, a zaraz potem nauczony marynarz dobył z pod ceratowego płaszcza latarnię magiczną i przedstawił na przeciwnej ścianie, do której chory twarzą był obrócony, obraz fantastyczny w pół-świetłe i w półcieniu.<br>
{{tab}}Obraz ten przedstawiał dwie postaci allegoryczne — mężczyznę i kobietę. Na ich twarzach oddaną była dzika i szalona rozpacz, oboje jakby szukali czegoś w okolicy, w części zarosłej lasem, w części górzystej. U spodu obrazu błyszczał podpis jasnemi, podobnemi do ognia, przezierającego przez szczeliny, literami:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/902|num=100}}{{tab}}''Maksymilian'' i ''Pelagia Iganiccy szukają swoich dzieci''.<br>
{{tab}}Jednocześnie Hebes zaczął iskrę po iskrze wpuszczać w ciało rzucającego się na hamaku.<br>
{{tab}}Zaraz też obraz zniknął.<br>
{{tab}}— I cóż? — zapytał ojciec Urbino.<br>
{{tab}}— Maksymilian i Pelagia — powtórzył straszliwym głosem, drąc na sobie okrycie.<br>
{{tab}}— A więcej któż, gasnący duchu?<br>
{{tab}}Bresac założył czemprędzej w swojej maszynce szkło z obrazkiem numer 2 i wypuścił promień kolorowy w toż samo miejsce na ścianie.<br>
{{tab}}— Jeszcze więc i oni przed oczyma! — ozwał się zaraz Wiliam, wytężając wzrok przy niesłychanem pasowaniu ciała.<br>
{{tab}}Obraz przedstawiał dwoje maleńkich dziatek, chłopczyka i dziewczynkę, nad brzegiem morza, podobnież jakby czego szukających, a pod niemi dawał się widzieć napis:<br>
{{tab}}''Teobald i Lelfina szukają swoich rodziców''.<br>
{{tab}}— Teobald i Delfina! o, mój Boże! o, mój Boże! — powtórzył jeszcze Wiliam — a więc to dziś dopiero niepokoicie umierającego?!...<br>
{{tab}}Obraz znikł, ciemność {{Korekta|nanowo|na nowo}} ogarnęła kajutę, Hebes bezustannie przepuszczał elektryczność.<br>
{{tab}}— Cóż to za imiona, które wymieniłeś? — zapytał jezuita.<br>
{{tab}}— Tych, których okropnie pokrzywdziłem.<br>
{{tab}}— W jakiż to sposób, grzeszniku?<br>
{{tab}}Wiliam umilkł.<br>
{{tab}}A zaraz przed jego oczami zabłysła ognista liczba 4,000,000.<br>
{{tab}}— Cztery miliony! — powtórzył w podobnem do konwulsyi targaniu — cztery miliony!... nieszczęśliwa rodzina... dzisiaj bez chleba!<br>
{{tab}}— Tyżeś ją zgubił, gasnący duchu??<br>
{{tab}}— Ja...<br>
{{tab}}— I czujesz żal?<br>
{{tab}}— Czuję...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/903|num=101}}{{tab}}— Jestżeś zdolnym powrócić im wszystkie krzywdy?<br>
{{tab}}— Kiedy umieram...<br>
{{tab}}— Rzeknij tylko, a słowo twoje zastąpi cię umierającego... Jeszcze czas dla wyratowania z nieszczęścia | tej rodziny... Uczyń przekaz ostatniej twojej woli.<br>
{{tab}}Bresac zaczął nanowo odkręcać kranik lampy i znowu światełko powoli rozjaśniać zaczęło kajutę.<br>
{{tab}}Hebes ustał także na chwilę.<br>
{{tab}}— Jeszcze więc raz jeden oglądam ten świat, który już mi zniknął przed oczami — odrzekł nieco weselszym głosem.<br>
{{tab}}— To łaska nieba, wspierającego twoją skruchę — odpowiedział ojciec Urbino. — Czy możesz pisać?<br>
{{tab}}— O, nie... już nie...<br>
{{tab}}— Zatem dyktuj, ja sam cię w tem wyręczę, szczęśliwy, który wracasz na łono powinności nas wszystkich na ziemi, do miłości bliźniego.<br>
{{tab}}Bresac przystawił stoliczek w pobliżu hamaku.<br>
{{tab}}Ojciec Urbino dobył śpiesznie z pod płaszcza przygotowany arkusz papieru, umaczał pióro w przyrządzonym już atramencie i zaczął pisać, poprzednio zapytawszy:<br>
{{tab}}— Komu więc legujesz swój majątek?<br>
{{tab}}— Familii Iganickich czterech imion: Maksymilian, Pelagia, Teobald i Delfina.<br>
{{tab}}— A więcej komu?<br>
{{tab}}— Nikomu.<br>
{{tab}}— Nikomu? — powtórzył wielebny ojciec, zadziwiony, nie słysząc aż dotąd żadnej wzmianki o historyi, opowiadanej mu przez kapitana Rappinet.<br>
{{tab}}— Ich tylko jednych kocham.<br>
{{tab}}— Ileż im więc zapisujesz?<br>
{{tab}}— Ile mam... wszystko...<br>
{{tab}}— Przypomnij sobie, umierający, czyś jeszcze więcej kogo w swojem życiu nie pokrzywdził?<br>
{{tab}}Wiliam odwrócił głowę i nic nie odrzekł.<br>
{{tab}}Bresac zagasił znowu światło.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/904|num=102}}{{tab}}— O, mój Boże! skądże znowu ta noc przed oczami? — przemówił jęcząco chory.<br>
{{tab}}Bresac ukazał obraz z porządku, nakazany mu przez kapitana, nr. 4.<br>
{{tab}}Obraz ten przedstawiał okręt korsarski na morzu, na przodzie którego wielkiemi literami napisane było: ''Mozarab''. Przy rudlu stała figura alegoryczna, podobna do Neptuna z trójzębem, kierująca jego biegiem.<br>
{{tab}}— O, i któż jest ten straszny człowiek? — przemówił umierający.<br>
{{tab}}A wtem Hebes, wpuściwszy w jego ciało kilka uderzeń elektrycznych, wstrząsł nim gwałtownie i nim Wiliam potrafił się uspokoić, jednocześnie przez tubę odpowiedział:<br>
{{tab}}— To kapitan Rappinet.<br>
{{tab}}Głos ten, z pod jego głowy wydobyty, stał się już ostatecznym kierownikiem coraz bardziej obłąkanych myśli Wiliama.<br>
{{tab}}Obraz znikł.<br>
{{tab}}— Kapitan Rappinet! kapitan Rappinet! — powtórzył dwa razy jakby za głosem niewidzialnego ducha.<br>
{{tab}}— Któż to jest ten kapitan Rappinet? — zapytał zaraz ojciec Urbino, udając nieświadomość.<br>
{{tab}}— Mój nieprzyjaciel.<br>
{{tab}}— Jakiż to straszny wyraz w ustach umierającego! Nie! nie!... dla ciebie nie ma zbawienia!... fest-że to jeden z tych, których za życia skrzywdziłeś?<br>
{{tab}}— Podobnież, jak on mnie.<br>
{{tab}}— Każdy z śmiertelnych na ziemi odpowiada za własne grzechy... W tej wielkiej dla ciebie godzinie przebacz mu i pojednaj się, jak z przyjacielem.<br>
{{tab}}— Nie... nie — prawie z wściekłością odpowiedział, rzucając się na hamaku.<br>
{{tab}}— I w jaki sposób skrzywdziłeś tego człowieka?<br>
{{tab}}— O, w inny nierównie, jak on mnie...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/905|num=103}}{{tab}}— Dla każdego przyjdzie godzina odpowiedzi za grzechy swoje... chcę tylko poznać krzywdy, twoją złością temu człowiekowi zadane.<br>
{{tab}}— Okradłem go!<br>
{{tab}}— Żałuj!.. żałuj!...<br>
{{tab}}— Nie!...<br>
{{tab}}— O, mój Boże!... jeszcze tylko chwila, a już utracisz przytomność, może i ducha samego, zostanie tylko zimne ciało. które wrzucimy do morza. Porzuć próżną zapamiętałość i oddaj miłość za nienawiść temu, którego nazwałeś nieprzyjacielem.<br>
{{tab}}Bresac natychmiast założył szkło z nr. 5, aby przedstawić obraz nowy. Zaraz też na ścianie kajuty odmalowało się dwóch lwów, w zażartej walce szarpiących jabłko, niby jabłko niezgody, a pod spodem obrazu był napis: Dwadzieścia cztery lata walki Wiliama Harlesding z kapitanem Rappinet.<br>
{{tab}}— Oh!... oh!... — z przerażeniem ozwał się Wiliam, odwracając głowę, dopóki obraz nie zniknął.<br>
{{tab}}— Czy zapisujesz co dla kapitana Rappinet? — zapytał zaraz jezuita, korzystając z jego wzruszenia.<br>
{{tab}}— Nic... wiecznie nic...<br>
{{tab}}Hebes, który wszystkie te odpowiedzi dobrze słyszał w sąsiedniej izbie, jakby rozgniewany, silniej nierównie niż poprzednio zelektryzował chorego, który aż wydał straszliwy głos, objawiający ból całego ciała.<br>
{{tab}}— Za tyle złości nigdy Bóg twojej duszy nie przebaczy!<br>
{{tab}}— Chcę piekła... byle tylko...<br>
{{tab}}— Czy masz jeszcze tyle mocy w ciele, aby podpisać? — przerwał wielebny ojciec.<br>
{{tab}}Wiliam wyciągnął rękę.<br>
{{tab}}Zaraz ojciec Urbino włożył pióro w suche jego palce i poprowadził po papierze, mówiąc:<br>
{{tab}}— O, pamiętaj, abyś tego gorzko nie pożałował, krzywdząc kapitana Rappinet!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/906|num=104}}{{tab}}Podpisał.<br>
{{tab}}Natychmiast Bresac przedstawił obraz, przeznaczony na ostatni. Cała ściana przodowa pokryła się jakby ogniem piekielnym, w którym tysiące postaci złych duchów, w najobrzydliwszych kształtach zdawało się szarpać jednego, który w ręku swojem unosił worek, niby worek z pieniędzmi. W oddaleniu stał tron, zbudowany jakby z odrażających potworów, gadów, wężów, jaszczurek, na którym siedział smok z koroną na głowie. Po nad tronem była liczba, promieniejąca piorunami — 212,175,000.<br>
{{tab}}— Dwieście dwanaście milionów sto siedmdziesiąt pięć tysięcy — powtórzył zaraz Wiliam — nie!... nie!... jeszcze nie oddam mu tych pieniędzy!... wolę piekło!... wolę piekło!...<br>
{{tab}}Ten obraz nie znikł już tak prędko jak poprzednie.<br>
{{tab}}— Upamiętaj się, radzę ci, jak przyjaciel — ozwał się z perswazyą ojciec Urbino.<br>
{{tab}}— Nie...<br>
{{tab}}— Czyliż nie czujesz już w sobie serca?<br>
{{tab}}— Nie...<br>
{{tab}}— Zgubiony!... zgubiony na wieczność!<br>
{{tab}}Hebes w tej chwili rozpoczął cały szereg swoich przygotowań. Stos woltaiczny pozostawił samopas na działanie, który jednym przeciągłym, bez żadnej przerwy przepływem elektryczności wstrząsać zaczął ciałem Wiliama, sam zaś wziął się ostatecznie do tuby, aby zacząć przepuszczać pod poduszkę rozmaite wezwania.<br>
{{tab}}— Wiliamie! Wiliamie! — wołał Hebes, targając także za ścianą łańcuchem — piekło przyzywa cię do siebie!... Pójdź, duszo potępiona w objęcia dyabła!... Wiliamie!... któryś sprzedał duszę swoją za dwieście dwanaście milionów, pójdź tryumfować na tronie szatana!... W imieniu kapitana Rappinet, pójdź w ogień wieczny, duszo Wiliama!... Wychodź, wychodź, duchu, z ciała zapamiętałego grzesznika, wychodź, aby sprawić radość w królestwie wiecznego ognia i męczarni!..<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/907|num=105}}{{tab}}Jednocześnie, gdy Hebes powtarzał te wyrazy, Bresac zapalił dwadzieścia sztuk latających szmermeli, znanych w fajerwerkach, i puścił je na kajutę, a sam czemprędzej okrył głowę kapturem od ceratowego płaszcza.<br>
{{tab}}Ojciec Urbino podobnież chwycił się tej ostrożności i {{Korekta|nacisuął|nacisnął}} na twarz kaptur, aby się nie poparzył od ognia.<br>
{{tab}}Obadwaj także nieco się w jeden kąt skupili.<br>
{{tab}}Natychmiast cała kajuta zmieniła się w obraz istnego piekła. Dwadzieścia szmermeli zaczęło latać po całej kajucie, rozrzucając iskry na wszystkie strony z trzaskiem i hukiem, bezustannie powtarzanym, podobnym do wystrzałów karabinowych. Był to deszcz ognisty krzyżujących się iskier w ciasnem miejscu, który w końcu zamienił się prawie w jeden potok ognia, przez który, na przeciwległej hamakowi ścianie, przezierał obraz krainy duchów z widziadłami, a najbardziej uderzała wzrok liczba po nad tronem piekła — 212,175,000.<br>
{{tab}}Złudzenie doszło do najwyższego stopnia swojej sztuki. Wiliam już uważał się za umarłego, a nawet czuł się przeniesionym na miejsce kary za grzechy minionego życia. Wrząca jednak w jego sercu nienawiść do kapitana nawet w tej strasznej godzinie nie zgasła na widok tego obrazu, zdolnego obudzić żal za grzechy w każdym śmiertelniku. Wijąc się na swoim hamaku, jak opętany, zdawał się jednakże czuć tryumf, że wytrwał na ziemi w bezprzykładnym uporze. Zapamiętały, wytężył jeszcze wzrok swój na obraz na ścianie, ciągle stojący mu przed oczyma... Wyraźnie usiłował powstać, aby powitać i złożyć uszanowanie królowi wiecznego ognia, siedzącemu przed nim na tronie, ale nadmierne osłabienie już mu tego nie dozwoliło. Smok z koroną na głowie zdawał się cieszyć jego wytrzymałością w grzechu.<br>
{{tab}}Wśród tego {{Korekta|haosu|chaosu}}, ogłuszającego całą kajutę, raz jeszcze dał się słyszeć głos ojca Urbino:<br>
{{tab}}— Wiliamie! obudź miłość w sercu dla kapitana Rappinet, a duchy niebios wydrą cię jeszcze z przemocy szatana! <br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/908|num=106}}{{tab}}Te słowa bardziej tylko rozjątrzyły jego duszę. W tej chwili, jakby rozniecił w sobie wszystek ogień nienawiści i zemsty, który tlał tyle czasu w jego piersiach dla kapitana, z gniewem wydobył ze swojej pościeli klucz, który przez zbytnią ostrożność przy sobie ciągle przechowywał i z ostatniem wysileniem swego ciała rzucił go na ścianę kajuty, tam, gdzie mu się właśnie przedstawiał tron piekła, a na nim siedzący władzca w postaci potworu z koroną, do którego ozwał się zapamiętały:<br>
{{tab}}— Oto masz, królu piekła, klucz od skarbów moich, które zostawiam na ziemi’... Tobie tylko jednemu składam go u stóp tronu!... wieczna nienawiść i prześladowanie dla kapitana Rappinet.<br>
{{tab}}Karzeł ogłosił w tej chwili salwę piekła, uderzając drągiem w ścianę kajuty i targając z całej siły łańcuchami.<br>
{{tab}}Ojciec Urbino pobiegł w stronę, gdzie upadł klucz porzucony i porwał go z tajemną swego tryumfu radością.<br>
{{tab}}A kiedy już dopalił się ostatni szmermel, wszystko znikło jednocześnie w kajucie, i huk, i światła, i obrazy, a w końcu ustał ten niezrównany podstęp Hebesa — elektryczność.<br>
{{tab}}Aktorowie drzwi uchylili, a na ich miejsce wpadło prędko do kajuty dwóch majtków, pod przewodnictwem pana Roussillon, chirurga, aby ratować zaczadzonego.<br>
{{tab}}Z jego polecenia odwiązali czemprędzej hamak i przenieśli Wiliama do osobnej i czystej izby w sąsiedztwie, gdzie zaczęli nacierać całe ciało lodem, głowę zaś, a szczególniej skronie octem lub amonią, jak się to zwykle czyni w podobnych wypadkach.<br>
{{tab}}Doktór Roussillon dotykał ustawicznie pulsu chorego, a za każdym razem lekki na jego ustach uśmiech i pogoda na twarzy zapowiadały, że nie widzi żadnego niebezpieczeństwa.<br>
{{tab}}Wiliam jeszcze był za zbyt osłabionym i odurzonym tem wszystkiem, co dopiero czuł, co słyszał, co widział, aby mógł przytomnym umysłem odkryć podstęp. Leżał jak bezwładny {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/909|num=107}}na swoim hamaku i pozwalał robić z sobą, co się otaczającym go podobało.<br>
{{tab}}Ojciec Urbino pobiegł czemprędzej do kapitana, bawiącego aż dotąd przy rudlu, aby ów zwycięzki klucz oddać mu do rąk własnych, powtórzywszy zarazem wyrzeczone przez Wiliama wyrazy.<br>
{{tab}}Kapitan z trudną do opisania chciwością rzucił się do ojca Urbino i odebrał ten symbol zwycięstwa, taką piekielną sztuką zdobytego.<br>
{{tab}}Przy rękojeści klucza wisiała sporej wielkości papierowa etykieta z napisem:<br>
{{tab}}„Klucz od dolnej komnaty, zwanej czarną, w domu przy ulicy Św. Franciszka Nr. 3, w Paryżu.“<br>
{{tab}}Pod spodem był skreślony w krótkości wyciąg z aktu notaryalnego, czyniący Wiliama Harlesding, jedynym właścicielem tej komnaty, mieszczącej się w darowanym przez siebie domu marszałkowi.<br>
{{tab}}Przeczytawszy to, kapitan ozwał się z radością:<br>
{{tab}}— To ten sam, o którym już zostałem uprzedzony! Teraz wierzę, że pod tym kluczem ukryte są moje pieniądze!<br>
{{tab}}— Bezwątpienia, kapitanie, sam nawet chory to potwierdził, bo zaledwie cisnął ten klucz na stopnie malowanego przed latarnią magiczną tronu, ozwał się w tych słowach: „Oto masz, królu piekła, klucz od skarbów moich, które zostawiam na ziemi!“<br>
{{tab}}Zaraz po tej odpowiedzi jezuity przybiegł do rudla doktór Roussillon, mówiąc:<br>
{{tab}}— Przychodzę ci złożyć raport, kapitanie, o stanie zdrowia naszego pacyenta.<br>
{{tab}}— I cóż? — zapytał z ciekawością kapitan, ściskając klucz w swoich rękach.<br>
{{tab}}— Wszystko dobrze!... Wpływ świeżego powietrza, zimna woda, lód, przytem ocet i amoniak, cofnęły już wszelkie oznaki niebezpieczeństwa... Obyło się nawet bez upuszczenia krwi, jak się na to przygotowałem. Jutro nasz {{pp|cho|ry}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/910|num=108}}{{pk|cho|ry}} będzie już zupełnie przytomnym... może tylko pozostanie w jego ciele małe osłabienie, które przecież także wkrótce minie. Kajuta już także została przewietrzoną — dodał nawiasowo — kazałem ludziom natychmiast otworzyć drzwi i okienko.<br>
{{tab}}— Cóż się teraz dzieje z chorym? — zapytał kapitan.<br>
{{tab}}— Usnął...<br>
{{tab}}— Jutro zatem, kochany doktorze, można go upewnić najsumienniej, że już go żółta febra opuściła, a wszystko, cokolwiek ci opowiadać będzie, przypiszesz marzeniom gorączki, w czasie napadu której wszyscy widzą i słyszą więcej, niż jest w istocie... Niechaj przytem mniema jeszcze, że się znajduje na statku Wniebowzięcia pod sterem kapitana Turenne, dopóki go gdzieindziej z tego błędu nie wyprowadzimy.<br>
{{tab}}— Strasznej to zapamiętałości człowiek, kapitanie! — przemówił ojciec Urbino. — Jeszcze też nigdy nie zdarzyło mi się widzieć tak upartego umierającego grzesznika!... Przekazał cały swój majątek jakiejś familii Iganickich.<br>
{{tab}}— Czy podobna?!<br>
{{tab}}— Dodał nawet, że ich tylko jednych kocha w tej godzinie... Oto są ich imiona — dodał jezuita, spoglądając na papier przy blasku księżyca — Maksymilian, Pelagia...<br>
{{tab}}— Teobald i Delfina — dokończył kapitan.<br>
{{tab}}— A więc znasz, kapitanie, tę rodzinę?<br>
{{tab}}— Jestem także mecenasem jej sprawy, na co ci mogę, kochany ojcze, pokazać piśmienne dowody, a co cię bardziej jeszcze utwierdzi w przekonaniu, że możesz ten testament złożyć bez obawy na moje ręce.<br>
{{tab}}— Testator żyje — odrzekł mistycznym głosem ojciec Urbino — a nikt za życia nie wprowadza woli testatora w wykonanie. Czy więc na złe, czy na dobre użyjesz tego dokumentu, prawo jest stróżem wszystkiego. Wreszcie jestem {{Korekta|ju|już}} pewnym, że nie masz wcale zamiaru zabić tego człowieka a o to najwięcej lękać mi się należało. Oto masz, kapitanie, ten testament.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/911|num=109}}{{tab}}Kapitan porwał papier i schował zaraz do kieszeni, płynąc dalej ze spokojem ku wyspie Bourbon.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''X.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Zmartwychwstanie.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Nazajutrz Mozarab korsarski kołysał się z wdziękiem na lekko spiętrzonych bałwanach oceanu Indyjskiego. Prześliczne słońce porankowe wzbiło się już dość wysoko, rzucając gorące promienie na pokład okrętu. Dwa tylko żagle, na głównym maszcie rozpuszczone, wzdęte południowo-zachodnim wiatrem, posuwały statek w kierunku brzegów Św. Zuzanny, zmierzając do St. Denis pięknego portu Burbońskiego.<br>
{{tab}}Żaden {{Korekta|slad|ślad}} nie przedstawiał, że Mozarab był tej nocy teatrem ludzkich intryg i zapamiętałości w interesie pieniędzy. Flaga francuska, jak godło spokojnego marynarza, szukającego w spekulacyach kupieckich godziwych zysków, powiewała jakby na zawstydzenie.<br>
{{tab}}Właściciel statku i kapitan, obrotny ten człowiek okrętowy, stał przy rudlu z tym samym, co wczoraj, spokojem i, jakby obojętny na wszystko, co zaszło, zdawał się czuć tylko tę jedną myśl — myśl sternika, aby nie zbłądzić w pustyni wodnej i przybyć na czas do zamierzonego celu. Jedną rękę wsparł na drzewcu od kierownika, drugą, podobny do martwego posągu, wsunął za kaftan manszestrowy na piersiach. Była to postawa prawdziwego zwycięzcy. Wyćwiczony w swojej sztuce żeglarz, spełniał prawie automatycznie trudną czynność sternika {{Korekta|stadku|statku}}, raz zbaczał w lewo, to w prawo, w miarę spostrzegania niebezpiecznych znaków na wodzie i prawie nie wiedział, że lawiruje okrętem. Zamyślony, często jeszcze świstał wprawnie na majtków, wypełniających swoją służbę przy licznych drągach, drabinach liniowych, rejach i żaglu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/912|num=110}}i porozumiewał się z nimi, myśląc przecie o tem, co go nierównie silniej zajmowało nad interes całej załogi tego statku — myślał w tej chwili, co mu właściwie teraz przedsięwziąć należy, aby na laurach, które już czuł na swojej skroni, nie upaść jeszcze jak niewolnik.<br>
{{tab}}Najpierwszą osobą, która przerwała jego dumania, była Eleonora, nie bez przyczyny zapewne wzięta na okręt Morazab. Jak pełna naturalnego wdzięku gazella, wybiegła na pokład, lekko, zwinnie, niby wzbiła się z cienistej doliny na szczyt pięknego pagórka, aby ujrzeć słońce. Trochę przesadna na niej toaleta, a nawet zbytkowna jak na okręcie, czyniła ją szczęśliwą kokietką, jakby zapowiadała, że pragnie zostać panią tych wód, które ją unoszą na prostych deskach; lecz może dzisiaj nie miała tego na myśli, a jej ubiór oznaczał coś innego.<br>
{{tab}}Miała na sobie suknię z ciężkiego aksamitu, czarną, bogato obszywaną alensońskiemi koronkami, na głowie szwajcarski kapelusik z szerokiemi skrzydłami, pleciony z rózg pewnego rodzaju czarnego i lśniącego jak heban sitowia, w którym na przodzie zasadzone były dwa długie pióra ze skrzydeł papugi, amarantowego koloru, przecudnie odbijające. Na ramiona zarzuciła mantylę, podobnież jak suknia czarną, którą wiatr jakby żagiel wzdymał, unosił i nadawał jej figurze lekkość istot nadpowietrznych.<br>
{{tab}}Na białej jej szyi wisiał na złotym łańcuchu żelazny pierścień, ten sam, który kiedyś Wiliam Harlesding, starając się, pod imieniem hrabiego Emy-Cruchard, zaślubić margrabinę de Francpatie, jako pośrednika jej woli, pozostawił tenże sam pierścień, który Eleonora, przebrana po męsku, w osłonie nazwiska markiza Emila de Bontanette, z taką przebiegłością i sztuką na margrabinie zdobyła. Dziś na jej szyi oznaczał on godło prawdziwego zwycięstwa i nie napróżno aż dotąd został przechowany.<br>
{{tab}}Natychmiast za nią wyszedł na pokład mały, może dopiero dziesięcioletni murzynek, okryty zaledwie od bioder pe {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/913|num=111}}wnego rodzaju indyjskim szalem czerwonego koloru. Trzymał na rękach koszyczek, z którego widać było kilka książek, lunetę i, bez czego trudno się obejść na okręcie, prześlicznej roboty cybuch z bursztynem, ozdobiony emalią oryentalnego smaku.<br>
{{tab}}Raz jeden tylko spojrzała na pogodny obraz morza, nie uśmiechnęła się wcale i zaraz przeszła, nieco nawet z pośpiechem, do rudla, aby powitać zamyślonego ojca.<br>
{{tab}}Murzynek pobiegł za nią i stanął na kilka kroków opodal.<br>
{{tab}}— Witam cię, ojcze kochany — przemówiła, bacznie spoglądając mu w oczy. — Po tem wszystkiem, co mi doniesiono, sądziłam, że cię dzisiaj znajdę pogodniejszym na twarzy.<br>
{{tab}}— Miła córko — odrzekł z uśmiechem kapitan — zwyciężyłem, to prawda; coś mi jednak mówi skrycie, że nie wszystko się udało.<br>
{{tab}}— Przerażasz mnie, ojcze... wszak ten klucz dostał się już w twoje ręce?<br>
{{tab}}— Którym jednak zaledwie spodziewam się otworzyć komnatę podobną do grobu, czarną, pustą... Coś mnie ostrzega, że dzieło, które dzisiejszej nocy na Wiliamie spełniliśmy, nie zostało jeszcze w zupełności ukończone. Ten klucz i ta komnata stać się mogą upokorzeniem naszego zwycięstwa.<br>
{{tab}}— I dlaczegóż to, mój ojcze? — zapytała ździwiona.<br>
{{tab}}— Ponieważ w tej komnacie już się raz znajdowałem. A niepodobna, ażeby człowiek, ukrywający z taką zawziętością swoje skarby, przyjmował właśnie tam swego największego nieprzyjaciela i jego sprzymierzeńców, gdzie się one znajdują. Jestem czegoś niespokojny... Nareszcie, znajdując się w tej komnacie, jednym rzutem mojego bacznego oka i przezorną myślą przeniknąłem ją prawie wskroś, aż po same mury... Nie!... nie!... tam nie mogą być ukryte te pieniądze, na przechowanie których należałoby użyć jeszcze raz tyle miejsca, co ta komnata!...
<br>
{{tab}}— Przecież to tylko płonna twoja obawa, mój ojcze.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/914|num=112}}{{tab}}— Daj Boże, aby słowa twoje, kochane dziecię, stały się jedyną ulgą w tem, co mnie coraz bardziej boleć zaczyna.<br>
{{tab}}— Był jednak czas do porozumienia się z Wiliamem w tej wątpliwości.<br>
{{tab}}— Tak, ale ten czas już przeminął... Ci, którym dzisiejszej nocy powierzyłem całe dzieło, nieco się z niem pośpieszyli. Dobrze mówisz, Eleonoro, był czas, gdzie ten człowiek byłby wydał wszystko, należało tylko zapytać go, co ten klucz otworzy i co jego właściciel swoim skarbem nazywa? Kto wie, może ten człowiek, tak długo dziki i zawzięty, wrzucał wszystką pracę moich dwudziestu czterech lat napowrót do morza, za cały skarb swój zostawiwszy ten symbol nicości człowieka, który właśnie spostrzegłem w tej komnacie, wówczas biada by nam było!... biada tej nieszczęśliwej rodzinie, którą z serca pragnąłbym uszczęśliwić?... Siadaj, Eleonoro — dodał przytem, wskazując małą ławeczkę, przybitą do baryery — okręt zaczyna się kołysać, to może strudzić twoje ciało.<br>
{{tab}}Eleonora usiadła, mówiąc zaraz:<br>
{{tab}}— Nareszcie, jeszcze go mamy w swojej mocy.<br>
{{tab}}— O!... wiem przecie, że jak tylko otworzy oczy, najpierwsza myśl przedstawi mu w umyśle mnie, zwycięzkiego nieprzyjaciela, a pierwszy wyraz z ust jego będzie niewątpliwie przekleństwem dla twojego ojca. A w jakiej smutnej i poniżającej roli staniemy przed nim oboje, jeżeli rzeczywiście ten klucz, którym na chwilę byłem szczęśliwy i dumny, otworzy mi prawo do jego szyderstwa i śmiechu. W istocie, lękam się jeszcze obudzić Wiliama, aby nie zbliżyć juź tego momentu, w którym ozwie się do nas oszukanych: „Wygraliście w tym kluczu prosty kawał żelaza wartości pół franka“. O! o to wszystko być może, Eleonoro!<br>
{{tab}}Eleonora wsparła się na balustradzie okrętu, nieco zamyślona.<br>
{{tab}}Kapitan przestał mówić, silną dłonią poruszając dalej rudlem, co skierowało nieco statek.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/915|num=113}}{{tab}}— Czy zbaczasz z drogi, ojcze? — zapytała, spostrzegając tę zmianę.<br>
{{tab}}— Tak, spostrzegam zdała płynący ku nam okręt i obawiam się bardzo, ażeby nie chciano nas rewidować.<br>
{{tab}}Po tych słowach dobył z kieszeni pięknie oprawną perspektywę i przyłożył ją do oka.<br>
{{tab}}Eleonora dała znak małemu murzynkowi, aby się zbliżył, dobyła także z koszyczka lunetę i podobnież przyłożyła ją do oka.<br>
{{tab}}— To mały bryg francuski z towarami — odpowiedział po chwili — zmierza na Isle de France.<br>
{{tab}}— Dawniej, ojcze, nie byłeś tak ostrożnym — przemówiła zaraz Eleonora po tej odpowiedzi.<br>
{{tab}}— O, to prawda, moja córko; ale od pewnego czasu morze stało się dla mnie niebezpiecznem schronieniem przed ludźmi, których nazywają cnotliwymi.<br>
{{tab}}Eleonora jakimś badawczym i przenikliwym wzrokiem spojrzała na ojca.<br>
{{tab}}— Dziwi cię to zapewne, moja córko, co mówię... Jest to także dalsze dzieło tego człowieka, którego nam tak trudno pokonać... Mam jakieś przeczucie, że jego ku mnie nienawiść dużo już do tego czasu naruszyć mogła opinii, jaką miałem na oceanie; dlatego nigdy bardziej nie zapragnąłem spieszniej zakończenia tego boju, w którym obadwaj z taką zawziętością walczymy, i przeniesienia się na ląd stały, aby dokończyć reszty życia w spokoju... Oto wszystko, czego już dzisiaj mogę pragnąć... Nareszcie w duszy mojej zamknąłem jednę tajemnicę, której ani komu powierzyć, ani urzeczywistnić zawartych w niej nadziei niemożna. Do tego, co mówię, potrzeba koniecznie tych samych pieniędzy, które nie wiem z pewnością, czy już wydarłem Wiliamowi.<br>
{{tab}}— Zawsze taż sama wątpliwość! — ze smutkiem odpowiedziała na te słowa Eleonora.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/916|num=114}}{{tab}}Kapitan wyjął z kieszeni klucz, który zdobył podstępnie na Harlesdingu i dziwnym wzrokiem zaczął mu się raz jeszcze przypatrywać.<br>
{{tab}}Eleonora z westchnieniem powtórzyła zaraz słowa ojca:<br>
{{tab}}— Wygraliście w tym kluczu prosty kawał żelaza wartości pół franka.<br>
{{tab}}— Niechaj Bóg chroni, aby te wyrazy miały zostać dla nas całym wyrokiem po tylu wysileniach, zabiegach i pracy!...<br>
{{tab}}Na pokładzie okrętu pokazał się Karzeł.<br>
{{tab}}— Jeszcze jest przecie jedna dla nas nadzieja — dodał, spostrzegając małego — ale to już nas dużo kosztować będzie.<br>
{{tab}}Karzeł zbliżył się do rudla.<br>
{{tab}}Eleonora kazała murzynkowi zapalić sobie fajkę i zaczęła rozpuszczać na powietrzu wonny dym amerykańskiego tytoniu.<br>
{{tab}}— Cóż mi przyszedłeś powiedzieć, Karle? — zapytał kapitan.<br>
{{tab}}— Cieszyć się wraz z tobą, kapitanie, że się nam sztuka udała.<br>
{{tab}}— Naprzykład, co przez to rozumiesz?<br>
{{tab}}— O!... przecież widzę ten sam klucz w waszych rękach, który...<br>
{{tab}}— Który gdybym w tej chwili wrzucił w te bałwany morskie, mniejszą poniósłbym stratę, jakbym zgubił jeden gwóźdź, utrzymujący deski mojego okrętu — odpowiedział kapitan, przerywając.<br>
{{tab}}— A jednak przed zaczęciem naszego dzieła, rzekłeś do mnie, kapitanie, iż za jeden ten klucz, wydarty temu człowiekowi, zapłaciłbyś milion a nawet więcej.<br>
{{tab}}— Zapomniałem, że do tego klucza brakowało czegoś więcej.<br>
{{tab}}— Czegóż to, kapitanie?<br>
{{tab}}— Słów kilku, które, niestety!... utraciliśmy już nazawsze!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/917|num=115}}{{tab}}— Eh!... skąd ta wątpliwość! — odpowiedział karzeł z żywością — tylko wskaż, kapitanie, a natychmiast ci ten mały dodatek do klucza przyniosę... jeszcze jest czas!...
— Wątpię.<br>
{{tab}}— Dyabli nie znają takiego wyrazu — {{Korekta|odrzakł|odreakł}} wesoło — dlatego, mam honor oświadczyć, że nie rozumiem takiej odpowiedzi, kapitanie.<br>
{{tab}}— Nie przewidujesz chyba, że do tego, czego żądam, potrzebnem jest zupełne porozumienie z człowiekiem, w którego właśnie sercu roznieciliśmy większą jeszcze nienawiść; a opór — prawie bez granic!<br>
{{tab}}— Należy zatem wówczas porozumieć się z tym upartym człowiekiem, kiedy będzie bez serca.<br>
{{tab}}— Jest to parabola poetów i moralistów; a dla naszego interesu potrzeba rzeczywistości... potrzeba istotnego braku serca.<br>
{{tab}}— Trzeba zatem od poezyi i wszelkich zasad moralności przejść do innej nauki, która się nazywa: dowcipem albo filuteryą.<br>
{{tab}}— Nie znam takiej sztuki, o której ci się coś marzy Uwierzyłbym raczej, że po raz drugi sprowadzisz go do piekła... Jednakże myślę, że już na ten raz jeden będzie mniej ufnym w ogniste szmermele, stosy woltaiczne, kolorowe latarnie i farbujące proszki na wymioty.<br>
{{tab}}— Jakto, kapitanie... nie wiesz zatem, że jest pewien stan fizyczny w człowieku, w którym przestaje mieć serce? — zapytał z prawdziwie dyablim uśmiechem.<br>
{{tab}}— Oho!... mały szatanie! domyślam się, żeś już znowu coś cudownego wynalazł! — odrzekł kapitan, ożywiony nadzieją. — Kiedyż to człowiek nie ma serca? odpowiedz.<br>
{{tab}}— Kiedy śpi.<br>
{{tab}}— Sen?... sen, powiadasz.<br>
{{tab}}— W czasie snu, dalibóg, mamy tylko w piersiach młoteczek, który bije puk... puk... a w głowie niema więcej rozumu, niż w każdym genewskim zegarku.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/918|num=116}}{{tab}}— Co u licha!... Nie wiem, jak to sobie tłómaczyć, ale chciałbym cię już za to uściskać, mój mały. Potrafiłżebyś zatem rozmówić się ze śpiącym Wiliamem?<br>
{{tab}}— Jak z wami, kapitanie.<br>
{{tab}}— Jesteś niezrównany, mój Hebesie, jeżeli tylko nie kłamiesz!<br>
{{tab}}— Niezrównany, to zapewne!... nie potrzeba nawet łokcia, ażeby we mnie wynaleźć różnicę. Cóż robić, kapitanie... krótkie ciało, rozum długi. Racz lepiej powiedzieć, o co mam zapytać Wiliama, póki śpi, jakby umyślnie do tej sztuki.
Człowiek nad rankiem budzi się zwykle głupiuteńki, jak dziecko; cały dzień chodzi do szkoły i uczy się rozumu, usypia więc wieczorem jak mędrzec... a co do serca, zawsze tam z wieczora bywa więcej złości niż rankiem... No, no, kapitanie, powiedz nareszcie, o co się mam zapytać tego człowieka bez serca i bez głowy?<br>
{{tab}}— W którem miejscu zachował swoje skarby... to jedno...<br>
{{tab}}— A ten klucz, kapitanie? — zapytał Karzeł zdziwiony.<br>
{{tab}}— Otwiera pokój, w którym mieści się to tylko, co ja właśnie skarbem nazywam.<br>
{{tab}}— A cóżby, kapitanie, było w waszych oczach szacownego?<br>
{{tab}}— Pieniądze.<br>
{{tab}}Karzeł przełknął ślinkę i odrzekł:<br>
{{tab}}— Będziesz je miał, kapitanie!<br>
{{tab}}I zaraz zaczął cofać się dla odejścia.<br>
{{tab}}— Czy już w tej chwili zapragnąłeś mnie uszczęśliwić? — zapytał kapitan.<br>
{{tab}}— Boję się bardzo, żeby moje siedmdziesięcioletnie dziecko dość wcześnie się nie przebudziło, bo w pięć minut stałoby się znowu skończonym człowiekiem; idę do kajuty w imię dyabła popróbować, co umiem.<br>
{{tab}}— Bierze mnie wielka ochota, mój czarnoksiężniku, być także świadkiem twojej sztuki.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/919|num=117}}{{tab}}— O! o! kapitanie... to byłoby już zbytecznem... Wreszcie, sztuka by się nie udała — odrzekł, śpiesznie odchodząc od rudla.<br>
{{tab}}— Wpadam w szaloną ciekawość, aby się dowiedzieć, co ten mały zamyśla! — odpowiedział za odchodzącym.<br>
{{tab}}— Jeszcze więc nie zgasła dla nas nadzieja! — przemówiła z ogniem Eleonora, ściskając za rękę ożywionego ojca.<br>
{{tab}}Na chwilę zostawimy obojga na pokładzie okrętu przy rudlu, sami przejdziemy do kajuty za Karłem, który obiecał prawdziwie coś niezrównanego. Wrodzony jego dowcip i nieco nauki uprzedzają, że dokaże, co przyrzekł kapitanowi w jaki jednak sposób to nastąpi, zobaczymy.<br>
{{tab}}Izdebka, w której spał osłabiony Wiliam, była umieszczoną w tyle okrętu, w miejscu bardzo spokojnem i cichem, jakie tylko przeznaczyć można było dla chorego. Spuszczony na sznurach hamak, na którym leżał, kołysał się zwolna, prawie wisiał horyzontalnie do podłogi, która sama tylko usuwała się wraz ze ścianami raz w lewo, raz w prawo, czasami tylko lekkie zaskrzypienie dwóch bloków, na których założone były sznury, przerywało ciszę tej izdebki. Na domiar tego szczęścia żaden zewnętrzny odgłos nie zakłócał choremu odpoczynku. Morze nawet samo, jakby przyszło w pomoc tej potrzebie, było od wczoraj jedną wielką zwierciadlaną taflą, miękko pofałdowaną, po której kołysał się trzyżaglowy Mozarab.<br>
{{tab}}Przez małe okienko pierwszy promień porankowego słońca przedarł się do izdebki i oświetlił ją dostatecznie. Wszędzie widać było ślady ratunku, jaki tu niedawno udzielano choremu dla przywrócenia go do przytomności.<br>
{{tab}}Wiliam, po ciężkiem osłabieniu swego ciała, przytem po tak przeraźliwej walce serca i głowy, przez większą część nocy, wyczerpującej jego siły, chrapał teraz, znużony, snem twardym, nie obiecując tak prędko przebudzenia, tego przebudzenia, które po tem wszystkiem, co z nim zaszło, będzie {{pp|powro|tem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/920|num=118}}{{pk|powro|tem}} do dawnego żywota, który, jak sądzi, pożegnał; — będzie to istotne zmartwychwstanie.<br>
{{tab}}Ileż to wrażeń oczekuje go to przebudzenie! Zdaje się, że dusza jego zaledwie zdolną będzie objąć tyle wypadków, pełnych nadzwyczajności, i obłąka się nanowo, nie zrozumiawszy fatalnego podstępu. Teraz jeszcze nowy zamach oczekuje go wśród snu dobroczynnego, który go powraca w normalny stan dawnego zdrowia. O, ileż to śmiałości w sercach ludzi — dla pieniędzy!...<br>
{{tab}}Gdy tak Wiliam, w śnie pogrążony, jeszcze od wczoraj, uważać się mógł za umarłego, cicho otworzyły się drzwi kajuty i z bezprzykładną ostrożnością wsunął się do niej mały czarnoksiężnik — Karzeł.<br>
{{tab}}W miejsce butów włożył na nogi filcowe trzewiki, podobne, jakich używają robotnicy w fabrykach prochu, które czyniły jego chód nadzwyczaj cichy i miękki. Ostrożność ta była tylko zachowaną dlatego, ażeby nie budzić śpiącego. Dziwna jednak rzecz, że mały przyniósł tu z sobą pistolet, który był jakimś środkiem w przyprowadzeniu do skutku jego tajemnego zamiaru.<br>
{{tab}}Jak tylko pokazał się w kajucie, zaraz bystry swój wzrok zwrócił na śpiącego, popatrzył chwilę; przytem natężył ucho, jakby lepiej zapragnął zbadać stopień snu leżącego na hamaku. Wesoły na twarzy jego uśmiech i ten wyraz pomyślnie prowadzonej zdrady, który wystąpił zaraz na jego lica, przekonywały, że jest z tego wstępu do swego dzieła nadzwyczaj zadowolonym. Zaraz potem zbliżył się cichym krokiem do chorego i, raz jeszcze powtórzywszy swoją ostrożność, zamyślił się nieco, mrucząc sobie pod nosem:<br>
{{tab}}— Dziwi mnie bardzo, że dotąd ludzie nie wykryli tego, podstępu, który jest jedynym do zbadania każdej tajemnicy!... Człowiek uśpiony jest tylko na wpół żyjącym, a przytomności nie ma wcale... Przebudzony, wraca do życia, zostając przecie przez chwil kilka w tym samym stanie rozumu... {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/921|num=119}}Bo też to zabawny stan przebudzonego człowieka!... przebudzonego nagle i gwałtownie!... Zdaje się, że ten cząstkę swojej duszy pozostawił po za granicami naszego świata i samem tylko ciałem należy do ziemi... Przemówić coś do niego, słyszy... nie wie tylko, co słyszy i kto przemawia do niego... Patrzy i widzi, nie wie jednak, co widzi i kto mu się przedstawia?... Zapytać go... odpowie... oh! ale jakże odpowie... będzie to prosta zamiana wyrazów na wyrazy. Dusza przebudzonego jest najpodobniejszą do rachunkowej maszyny, która rozumnie spełnia swoje dzieło bez rozumu, my zaś korzystamy... tak właśnie będzie i z tobą, skryty milordzie — dodał z uśmiechem, spoglądając na śpiącego. — O! niech tylko krzyknę ci nad uchem, ile jest dwa razy dwa w arytmetyce, odpowiesz: cztery, a przetarłszy oczy, zaraz odpowiesz: co tobie, czarcie do tego!... Czekaj! czekaj chwilkę!... zaraz ja ci zadam kilka pytań, dalibóg, nie trudnych dla ciebie!... czekaj, jak mówiłem, tylko się przygotuję...<br>
{{tab}}I zaraz po tych słowach dobył śpiesznie z kieszeni ładunek prochu i zaczął nabijać nim pistolet, mówiąc:<br>
{{tab}}— Ten straszny proch, jak powiadają, nie jest przecie strasznym bez kuli: a tej przecie do mojej sztuki nie {{Korekta|postrzebuję|potrzebuję}}... Będzie to tylko fajerwerk, który się nazywa huk, puk... a który wystarczy do zabicia na sześćdziesiąt sekund!...<br>
{{tab}}Zaraz wsypał sporą ilość prochu do lufy, przybił i założył kapiszon.<br>
{{tab}}— Otóż wszystko ukończone!... należy mi tylko przygotować dwa pytania, a to w jak najkrótszej treści, żeby się z człowiekiem bez głowy łatwiej porozumieć... Otóż najpierwsze niechaj będzie takie: „Oddałeś klucz od pieniędzy w ręce dyabła, a pieniędzy niema, gdzie pieniądze?“ Mocno, głośno i wyraźnie... a, na honor, mi odpowie, nimi zrozumie, co znaczy ta ciekawość... Drugie zaś pytanie... eh! któżby o tem myślał?... drugie pytanie stosowne po odpowiedzi pierwszego... dalej trzecie i czwarte, a to z niewymownym pośpiechem, dopóki głupi nie przyjdzie do {{pp|rozu|mu}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/922|num=120}}{{pk|rozu|mu}}... Śpieszmy się zatem ze sztuczką, żeby się nasz jasnowidzący nie obudził.<br>
{{tab}}Wyrzekłszy to, przeniósł jeszcze stołek pobliskości hamaku i wlazł na niego, ażeby mógł dobrze i zrozumiale krzyknąć w samo ucho Wiliamowi.<br>
{{tab}}Zrazu kołysania okrętu poruszały tak dalece statkiem i hamakiem, że Karzeł zaczął już utracać nadzieję, czy podoła swego dopiąć. Przez kilka chwil oczekiwać zaczął, ażeby zyskać ten jeden mały moment, w którym okręt najmniejszej ulegać będzie oscylacyi.<br>
{{tab}}Pistolet trzymał ciągle podniesiony do góry, tuż nad głową śpiącego, ażeby, wystrzeliwszy, przebudzić go gwałtownie i lepiej odurzyć na umyśle. Lecz jeszcze ruch zbyteczny stołka i hamaku cofał tę szatańską zdradę na wydarcie tajemnicy.
Karzeł czuł tylko bicie swego serca i to natężenie głowy, tak potrzebne w krytycznej dla siebie chwili, w której jedno tylko mgnienie oka stanowić będzie o zwycięstwie lub przegranej.<br>
{{tab}}Nagle ruch ustał, Karzeł strzelił. Przeraźliwy huk zatrząsł ciałem Wiliam, którego Karzeł chwycił jednocześnie za jedno ramię i grzmiącym głosem zapytał:<br>
{{tab}}— Wiliamie! dałeś klucz od pieniędzy w ręce dyabła... a pieniędzy niema!... gdzie pieniądze? — W piwnicy.<br>
{{tab}}— W której?<br>
{{tab}}— Pod komnatą.<br>
{{tab}}— Jak się idzie?<br>
{{tab}}— Przez szafę.<br>
{{tab}}— Dnem?<br>
{{tab}}— Dnem... za naciskiem sprężyny, która... która... która...<br>
{{tab}}— Która, łaskawy milordzie, musi się gdziekolwiek w tej szafie znajdować... Nie fatyguj się zatem z dalszem objaśnieniem, bo, na honor, już do tych pieniążków trafimy... Czy dużo się tam znajduje?...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/923|num=121}}{{tab}}— Która.. która... która...<br>
{{tab}}— Która, niech mnie dyabli porwą, będzie najdalej za dwa miesiące otworzona. W domu przy ulicy Św. Franciszka, nieprawdaż? Nr. 3, nieprawdaż? w komnacie, od której klucz raczyłeś oddać najłaskawiej dzisiaj w nocy, nieprawdaż?...
odpowiedz nareszcie jego wielmożność.<br>
{{tab}}Wiliam zaledwie w tej chwili przyszedł do przytomności i chciał się zerwać z hamaku, gdy wtem Karzeł zeskoczył ze stołka i, ukłoniwszy się z żartobliwym gestem przebudzonemu, dodał:<br>
{{tab}}— Do zobaczenia teraz, najszanowniejszy ze wszystkich milordów całej Anglii i Stanów Zjednoczonych Ameryki. Niechże ci niebo nagrodzi za to z innej strony, żeś mi wydał, gdzie są ukryte twoje skarby.<br>
{{tab}}I zaraz wybiegł z kajuty, zamykając drzwi na klucz za sobą.<br>
{{tab}}Scena ta nie trwała dłużej, niż jedną minutę. Zapytania Karła następowały po sobie biegiem błyskawicy, na które Wiliam, równie prędko przez sympatyę, logicznie przez pamięć, a głównie przez brak chwilowej przytomności odpowiadał.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''XI.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|{{Rozstrzelony|Reki}}n.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Gdy się to działo wewnątrz {{Korekta|okrątu|okrętu}}, na jego pokładzie inna, nierównie weselsza odbywała się scena, że jednak ta wkrótce będzie miała niejaki związek z historyą kajuty, wymienimy jej szczegóły.<br>
{{tab}}Jeden z majtków, bawiących na pomoście, spostrzegł na wodzie pewne znaki, które zdradzają obecność rekina, {{Korekta|inaczeju|inaczej}} zwanego ludojada. Jest to radosne hasło, które odrywa {{pp|ka|żdego}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/924|num=122}}{{pk|ka|żdego}} na okręcie od swojej czynności i zmienia na rybaka. Złapać tę potworną rybę, jest to niewielką korzyścią, jaką przynosi jej tran i mięso, ale uchodzi także za bohaterstwo śmiałych marynarzy.<br>
{{tab}}W jednej chwili głośne wołania: rekin! rekin! zgromadziły na pokład blisko połowę załogi i wszyscy wzięli się do niebezpiecznego dzieła. W mgnieniu oka {{Korekta|spuszczouo|spuszczono}} na morze ogromny hak na łańcuchu, na którym zaczepiony był spory kawał słoniny, jedyna zachęta dla morskiego olbrzyma, który często łamie silne drągi i jednym zamachem ogona rozbija mniejsze statki, w okropny sposób mszcząc się na ludziach, którzy są dla niego najulubieńszym przysmakiem.<br>
{{tab}}Sam tylko kapitan, na drugim końcu statku bawiący, obojętnie przyjął do serca ten radosny pohop swoich ludzi; przecież kiedy niekiedy baczył na ten gwar, nagle powstały na jego okręcie.<br>
{{tab}}— Brawo! — krzyknął jeden z majtków — ludojad godzien być akademikiem; na {{Korekta|egzanim|egzamin}} doktorski zjadł całą słoninę, zostawiwszy nam, profesorom, żelazo i linę.<br>
{{tab}}— Wyciągajmy hak do góry! — zawołał drugi. — Dziesięć funtów słoniny na śniadanie dla rekina, jest to dopiero to, co u nas nazywa się przekąska. Trzeba mu założyć drugie danie.<br>
{{tab}}I zaraz wyciągnęli hak na pokład.<br>
{{tab}}— Ho! ho! — ozwał się jeszcze inny, nie ustając patrzeć na wodę — rekin ma tak dobre serce, jak my wszyscy dla kapitana, kiedy nam rozda po dwie porcye na kolacyę... Patrzcie! patrzcie! dał sobie słowo honoru, że zostanie naszym przyjacielem i nie opuści nas aż do śmierci, chociażby mu przyszło odbyć drogę aż do bieguna północnego.<br>
{{tab}}Rzeczywiście za biegiem okrętu przesuwała się zygzakowata linia ze zburzonej wody, która ruch tego zwierzęcia dobrze malowała. Instynktowy ludojad nieraz krąży za statkami, przewożącymi skrycie murzynów, pewny, że mu się tam najwięcej dostanie w podziale zysków z czarnego mięsa, nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/925|num=123}}dziw przeto, że, zachęcony kawałem słoniny, postanowił być wiernym towarzyszem tej osady.<br>
{{tab}}Po raz drugi wrzucono do wody ogromny kawał słoniny na haku, zawieszonym na łańcuchu i linie, na końcu długiego i grubego masztu, który blisko na piętnaście stóp wysunięto po za baryerę okrętu.<br>
{{tab}}— Cicho!... cicho! — zawołali zaraz wszyscy — teraz milczenie przez uszanowanie dla rekina, który za zdrowie całej załogi Mozarab zje na ten raz słoninę wraz z hakiem, cicho!... cicho!...<br>
{{tab}}Gdy właśnie nastąpiło najgłębsze milczenie, straszny huk wystrzału pistoletowego wewnątrz okrętu przerwał powszechny zapał majtków, ożywionych nadzieją zdobyczy.<br>
{{tab}}Wszyscy w jednej chwili spojrzeli sobie w oczy, nie pojmując jego przyczyny, prędko jednakże to uszło ich uwagi i zajęli się nanowo rekinem. Kapitan przeciwnie, jak w pierwszej chwili drgnął, tak potem na długo zostawił na swej twarzy tenże sam wyraz pierwszej niespokojności i trwogi. Tysiąc {{Korekta|najprzewrotuiejszych|najprzewrotniejszych}} myśli przesunęło się jednocześnie w jego wzburzonym umyśle. Raz sądził, że niezręczny Karzeł, nadużywszy chorego Wiliama, w tym właśnie wystrzale odebrał odpowiedź za swoją zuchwałość; to znowu wpadał w drugą ostateczność i obwiniał samego Karła o zabójstwo Wiliama.<br>
{{tab}}Szczęściem, chwilowy ten niepokój zgasł prędzej, niż się zanosiło i cofnął wszystkie domysły jego głowy, gdy wkrótce po wystrzale pokazał się na pokładzie okrętu maleńki człowiek, którego twarz malowała wszystko, co tylko zapewniać mogło o szczęśliwie osiągniętem zwycięstwie.<br>
{{tab}}Kapitan odetchnął.<br>
{{tab}}— Moje uszanowanie, przezacny kapitanie Turenne na statku Wniebowzięcie! — zawołał.<br>
{{tab}}Słowa te, wyrzeczone z pełnym szyderstwa i obrazy gestem, w okropny sposób przeraziły kapitana Rappinet. Spojrzał wzrokiem tak przenikliwym i ognistym, iż zdawało się, że {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/926|num=124}}przeniknie wskroś całą duszę Karła, dotąd jeszcze z tą samą drwiącą wesołością, kłaniającego mu się tryumfalnie.<br>
{{tab}}— O! o! kapitanie! — dodał jeszcze mały — masz dziś tak ogromne oczy, iżbym sądził, żeś zapragnął połknąć mnie całego, wraz z tajemnicą, którą mam w swojej małej głowie.<br>
{{tab}}Dodatek ten jeszcze, raz tyle przeniknął kapitana, przewidującego dla siebie coś niepospolitego. Ustał na chwilę robić rudlem i zapytał prawie nieprzytomny:<br>
{{tab}}— Cóż to znaczy to twoje przemówienie?<br>
{{tab}}— Zapewne tylko nadmiar nieograniczonego szczęścia, które osiągnąłem w tej chwili.<br>
{{tab}}— Słyszałem wystrzał pistoletu.<br>
{{tab}}— Strzeliłem sobie do celu, który trafił ciebie, kapitanie.<br>
{{tab}}— Mnie? — zapytał przejmowany coraz większą trwogą.<br>
{{tab}}— W samo serce.<br>
{{tab}}— A Wiliam?<br>
{{tab}}— Zdrowiuteńki!... wyspał się i jest znowu na dzisiaj twoim największym nieprzyjacielem.<br>
{{tab}}— Karle!<br>
{{tab}}— Słucham cię, kapitanie Turenne.<br>
{{tab}}— Jestem kapitanem Rappinet! — odrzekł nieco z gniewem — jestem panem na okręcie Mozarab!<br>
{{tab}}— A więc padam do nóg dowódzcy okrętu tego nazwiska — odpowiedział Karzeł, kłaniając się nanowo.<br>
{{tab}}Kapitan tupnął nogą z całej siły, aż się zatrzęsły wszystkie deski na pokładzie, ze zbytniego jednak uniesienia nie potrafił nic przemówić.<br>
{{tab}}— A to mi się dopiero podobało! — zawołał mały nieco drwiąco. — Co ci się, kapitanie, zrobiło?... na honor! należało najpierwej zapytać, jak się też Hebesowi udała sztuczka w kajucie.<br>
{{tab}}— Twoją to powinnością odpowiedzieć.<br>
{{tab}}— Doskonale się udała, przezacny kapitanie! — odpowiedział, kłaniając się czapką z uszanowaniem. — Opowiem zaraz, w jaki sposób.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/927|num=125}}Eleonora była także świadkiem tej szczególnej rozmowy i idąc za instynktem ojca, okryła twarz swoją śmiertelną bladością.<br>
{{tab}}— Najpierw — mówił Karzeł — wszedłem sobie cichuteńko do kajuty szanownego milorda, zaopatrzony w jeden tylko pistolet, który był całą pomocą w tej wyprawie. Milord spał. Prędko zatem nabiłem pistolet prochem, bo, na uczciwość, miało to być tylko hasłem dla porozumienia się z piekłem, które mnie tego nauczyło. Zbliżywszy się do hamaku, wypaliłem nad uchem przezacnego milorda i nim ten zdołał zrozumieć, co się z nim zrobiło, zapytałem, jak świst wiatru: gdzie pieniądze, milordzie?!... W trzy sekundy odebrałem już odpowiedź.<br>
{{tab}}— Gdzie? gdzie pieniądze? — zapytali z pośpiechem kapitan i Eleonora.<br>
{{tab}}— ''Tam a tam''... A klucz, który masz u siebie, kapitanie, znaczy ''to a to''... Cóż teraz myślisz, czym nie zasłużył na jednę połówkę dwustu dwunastu milionów, które odtąd do nas wspólnie należą z prawa własności?... Ty masz klucz, a ja tego klucza tajemnicę.<br>
{{tab}}— Ha! — krzyknął kapitan, uderzając się w czoło — po raz pierwszy w mojem życiu zgłupiałem!<br>
{{tab}}— Ażeby też do tego stopnia przyznawać się, kapitanie, to już trzeba nie być podobnym tobie mężczyzną... Przecież to powszechna w świecie reguła, że jak się tylko dwóch bije, tam trzeci korzysta.<br>
{{tab}}Kapitan upadł prawie na ławkę przy rudlu i zasłonił twarz rękami. Eleonora, tknięta boleścią ojca, przyskoczyła ku niemu i uchwyciła za ręce, aby objawić swoje współczucie.<br>
{{tab}}Karzeł, chcąc im bardziej jeszcze dać poznać, że w tem wszystkiem, co wyrzekł, nie ma żartów, wziął do rąk lunetę, przyłożył do oka i spojrzał z szyderstwem na obojga cierpiących, aby swoją zimną obojętnością nie zostawić im żadnej zmiękczenia swego serca nadziei. Wr.et jednak, zraniwszy ich tem bardziej, przemówił nieco poważniejszym tonem:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/928|num=126}}{{tab}}— Nareszcie, cóż widzisz w tem złego, kapitanie, że się ze mną tym majątkiem podzielisz?... Do szczęścia nie potrzeba nikomu tak wiele, jak mieć żądasz. Byłbym jeszcze tego zdania, aby się nawet z Wiliamem podzielić... Dwieście dwanaście milionów na trzech, czyż to mało, możemy się przytem kochać całe życie!... Dwadzieścia cztery lata służyłem ci za pieniądze, któreś mi wydzielał, według swojej fantazyi, dziś przyszła mi fantazya podzielić się z tobą... Dalej, dalej zatem, kapitanie! nie namyślaj się długo i przystąp ze mną do układów, bo jakem mały w ciele, tak stanę się olbrzymem w uporze!... Co bądź przedsięweźmiesz, aby z głowy mojej wydrzeć tę tajemnicę, wszystko runie, bo jestem zarówno ostrożnymi jak upartym; a Wiliam ten, niech nie doczekam zobaczenia tych pieniędzy, już po raz drugi oszukać się nie da; w tej chwili raczej gotów wraz ze mną wskoczyć w morze, byleby się pomścić za tyle zawziętości!... Myślę, że już wszystko powiedziałem i należy mi się teraz od ciebie odpowiedź.<br>
{{tab}}Kapitan jeszcze milczał, burząc się cały od złości i upokorzenia.<br>
{{tab}}— Wreszcie zostawiam ci czas do namysłu, tak długo, dopóki nie wylądujemy w Europie; wówczas na pierwszym brzegu, który nas przyjmie, zmieniam układ i staję się panem całego majątku, do którego podziału dzisiaj cię przypuszczam! Tajemnica ukrycia tych pieniędzy, którą zdobyłem, jest zarazem i kluczem; przeciwnie, twój klucz niczem jest bez tej tajemnicy... Tak, prędzej czy później, zabiorę wszystko, jak swoje, a ty, kapitanie, zapóźno pożałujesz, żeś się z Karłem nie podzielił!<br>
{{tab}}Zaraz po tem przemówieniu doktór Roussillon wyszedł na pokład okrętu i zbliżył się do kapitana.<br>
{{tab}}— Kapitanie, kto ma klucz od kajuty, w której zamknięty został wczorajszy chory? — przemówił z pośpiechem. — Znać, że dzisiaj wszystko już w nim przeminęło, ponieważ wstał z hamaku i puka do drzwi z całej siły, ażeby się wydobyć.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/929|num=127}}{{tab}}— Klucz jest przy mnie, szanowny konsyliarzu — odpowiedział Karzeł. — Oto jest właśnie, ten sam, oddaję go tylko do rąk kapitana. Mam nadzieję, że, dostawszy się do klatki tego dzikiego zwierza, znajdziesz go większym jeszcze niż dotąd nieprzyjacielem... Dalibóg! przejdź raczej na moją stronę, kapitanie, a twój interes prędzej się skończy.<br>
{{tab}}Kapitan klucz odebrał.<br>
{{tab}}Karzeł, widząc jeszcze, że doktór z niezmierną ciekawością przypatruje się twarzy kapitana, dodał jeszcze:<br>
{{tab}}— Nie mogłeś w lepszym czasie przybyć tutaj, szanowny konsyliarzu... Nasz kapitan potrzebuje właśnie twojej pomocy... Weź go tylko na egzamin, a bardzo się zadziwisz... A toż co ja widzę?! — zawołał jeszcze, spoglądając na drugi koniec okrętu — połów rekina! O! miałbym sobie dużo do wyrzucenia, żeby, będąc na morzu, nie zobaczyć zblizka czegoś podobnego!<br>
{{tab}}I wnet drobnym krokiem pobiegł na drugi koniec okrętu.<br>
{{tab}}— Szczęść Boże! — zawołał zaraz z tą samą wesołością, zbliżywszy się do majtków.<br>
{{tab}}— A to mi dopiero przysmaczek dla rekina! — ozwał się jeden z majtków, wskazując na Karla. — Dobrze, żeś przybył mój malutki w samą porę, bo nam właśnie zabrakło słoniny, a należy coś koniecznie zawiesić na haku.<br>
{{tab}}— A do pioruna! — zawołał drugi z wyciągających właśnie linę do góry — słonina po raz drugi zjedzona. Dwadzieścia funtów straciliśmy, i jeżeli nasz rekin na tem tylko skończy, że nam podziękuje, popłynąwszy w inne strony, wyjdziemy wszyscy na dudków.<br>
{{tab}}— O nie, mój przyjacielu — odrzekł na to Karzeł, spoglądając na morze przez kratki baryery — widzę kręgi na wodzie, a to jest najlepszym znakiem, że się w nas rekin zakochał.<br>
{{tab}}— Prawda! prawda! — zawołali inni — jeszcze więc raz jeden dziesięć funtów słoniny, lub odrazu dwadzieścia, żeby się udławił.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/930|num=128}}{{tab}}— Albo dosyć na hak jednego Karła — dodał któryś żartobliwie.<br>
{{tab}}— Jestem przecie nie solony, a rekiny lubią jadać bardzo słone mięso — odpowiedział mały. — O! któż tak zakłada słoninę — dodał, widząc zakładających na wędę spory połeć. — Starzy rybołowcy, a nie wiedzą, że należy zwinąć w kłąb słoninę, okręciwszy sznurem!<br>
{{tab}}— Pięć łokci sznura czemprędzej! — krzyknął jeden na majtków, stojących blisko linami.<br>
{{tab}}— Z rozkazu naszego małego dowódcy — dodał inny. — Dowódcy na półtora łokcia, podług miary francuskiej, który, widzę, ma wielką ochotę zobaczyć dziś rekina.<br>
{{tab}}— Rekina wewnątrz, w całej okazałości!<br>
{{tab}}— Traktem od paszczy do żołądka.<br>
{{tab}}— Przygotuj się, mały, na drogę, opowiesz nam potem tajemnicę brzucha ludojada.<br>
{{tab}}— A nie zapomnij wziąć z sobą latarki.<br>
{{tab}}— I parasola.<br>
{{tab}}— Z celnikami ostrożnie, jeżeli masz w kieszeniach jaką kontrabandę!<br>
{{tab}}— Paszport wszędzie trzymaj w rękach!<br>
{{tab}}— Także świadectwo szczepionej ospy.<br>
{{tab}}— Metrykę!<br>
{{tab}}— Do miliona piorunów! — krzyknął nareszcie mały, tupiąc nogą o pokład okrętu — dosyć już tych żartów!<br>
{{tab}}— A pierwszą pocztą nie zapomnij nam donieść listem, jak ci się powodzi.<br>
{{tab}}— Czy skończycie raz, morskie dyabły!... bo każdemu, co się jeszcze odezwie...<br>
{{tab}}— Przywiozę jaki prezent, wróciwszy rogatką poniżej ogona... nieprawdaż, Karzełku?<br>
{{tab}}— Wściekłość mnie porywa!<br>
{{tab}}— Ha! ha! ha!<br>
{{tab}}— Milczeć! albo...<br>
{{tab}}— Ha! hal ha!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/931|num=129}}{{tab}}— Cały drżę i szczękam zębami!<br>
{{tab}}— Ha! ha! ha!<br>
{{tab}}W czasie tej wesołej wrzawy przybiegł właśnie jeden z majtków i przyniósł kilka łokci żądanego sznura.<br>
{{tab}}— Czy dosyć tyle sznura, nasz malutki dowódco? — zapytał Karła, nie ustając śmiać się do rozpuku.<br>
{{tab}}— Wystarczy na powieszenie was wszystkich.<br>
{{tab}}— Co u licha!<br>
{{tab}}— Was wszystkich, jak tu jesteście... a na ciebie pierwszego — dodał, popychając ręką jednego z najbardziej pozwalających sobie żartów.<br>
{{tab}}— Ho, ho!... klocuszek zaczyna się żywiej ruszać... A to przedziwna figurka z teatru maryonetek!<br>
{{tab}}— Przeklęte gbury! wszystkich was porozbijam.<br>
{{tab}}— Czy jednym palcem, mały dowódco?<br>
{{tab}}— A więc nie dam wam dziś złapać rekina! — zawołał i wyrzekłszy to, kopnął nogą leżący na brzegu okrętu przyrządzony kawał słoniny i wrzucił ją do morza.<br>
{{tab}}— Na hak małego! — zawołali wszyscy obrażeni.<br>
{{tab}}— Dalej, pierwszy lepszy do sznura!<br>
{{tab}}I prawie w jednej chwili Karzeł przywiązany został do wędy.<br>
{{tab}}— Szczęśliwej drogi! — zawołali zaraz wszyscy z tą samą wesołością, unosząc drąg po za baryerę okrętu, na końcu którego wisiał przywiązany Karzeł, wzywający miłosierdzia na całe gardło.<br>
{{tab}}Inni zaczęli podrzucać swoje czapki do góry z okrzykami.<br>
{{tab}}W tejże prawie chwili scena ta, odbywająca się tylko dla postrachu małego człowieka i ubawienia wesołych marynarzy, zamieniała się w dramat seryo odegrany, płaczliwy.<br>
{{tab}}Kapitan, który na swoim okręcie umiał zawsze surowo karać niesforność swoich ludzi, obrażony nadużyciem, jakiego się przez długie krzyki dopuszczali, postanowił wpaść nagle w pośród rozpustnych i ukarać po swojemu. Rzeczywiście, nie inny był cel, który go oderwał od rudla i przeniósł na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/932|num=130}}drugi koniec okrętu, gdy jednak ujrzał z podziwieniem widowisko, jakkolwiek straszne i niegodziwe, przecie przydatne w jego własnym interesie, uznał je prawie za cud, nastręczający mu dla siebie wybawienie. Spojrzał raz jeden na ten obraz, popatrzył chwilę, zadecydował, i nim majtkowie, przejęci uszanowaniem, zdołali cofnąć drąg, zagrażający śmiercią człowiekowi z załogi ich okrętu, już kapitan odezwał się grzmiącym głosem:<br>
{{tab}}— Stać!... i biada temu, kto chociaż na pół cala cofnie ten drąg z po nad wody!... ten człowiek skazany jest na śmierć przezemnie!<br>
{{tab}}— Kapitanie!... to był tylko nasz żart i nie mieliśmy zamiaru zabijać tego Karła.<br>
{{tab}}— Ale kapitan Rappinet nie żartuje! — odrzekł prawie w szalonem uniesieniu, chwytając pierwszy drąg oparty na baryerze, na który, blisko na piętnaście stóp długiej linie, bujał po nad bałwanami Karzeł, na wpół umarły.<br>
{{tab}}— Kapitanie!... w imię ludzkości, ratuj mnie! ratuj! widzę pod wodą rekina! — dał się słyszeć piskliwy głos Karła.<br>
{{tab}}Rzeczywiście, potwór, ośmielony dwukrotną zachętą pokarmu, wypłynął prawie na sam wierzch wody i raz ukazując płaską swoją głowę, otwierał paszczę, czerwoną jak karmazyn, w której cztery rzędy strasznych zębów bielały, to znowu, uderzając z całej siły ogonem o powierzchnię wody, pienił ją, pryskał i wyrzucał do góry, aż na pokład okrętu.<br>
{{tab}}— Oto moje zwycięstwo nad tobą, nikczemniku! — zawołał kapitan, spuszczając jeszcze niżej drąg ku wodzie.<br>
{{tab}}Karzeł już tylko od powierzchni morza był na dwa łokcie.<br>
{{tab}}— Zdrajcom zdradą odpłacić należy! — mówił dalej. — Masz tylko dwie minut czasu do przeproszenia swego pana, a jestem także jak i, ty olbrzymem w upartości i nie przebaczę!... A więc natychmiast odpowiadaj, co mi się należy z prawa, jako temu, któremu służysz!<br>
{{tab}}— Przebaczenia, kapitanie!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/933|num=131}}{{tab}}— Jeszcze tylko minuta, a pogrążę cię w otchłań morza!<br>
{{tab}}— Powiem, powiem wszystko! ale rozkaz wyciągnąć mnie na okręt.<br>
{{tab}}— Nikczemny! jeszcze więc raz jeden odważasz się oszukiwać?<br>
{{tab}}— W imię Boga, który mnie sam ukarze, wyznam prawdę, jak człowiek sumienny!... Wydam wszystko, czego żądasz, kapitanie!<br>
{{tab}}Kapitan, szybko postępujący, jak w miejsce odpowiedzi spuścił nagle drąg o tyle, iż Karzeł wpadł do wody i zanurzył się po szyję.<br>
{{tab}}Tuż obok Karła otworzyła się zaraz właśnie należało, taż sama straszna paszczęka rekina, którego tylko przeraźliwe krzyki cofały pod wodę, to oddalały na kilka łokci.<br>
{{tab}}Karzeł, pojąwszy nareszcie, że kapitan, zapalony, nie jest już więcej panem siebie i poświęci wszystko zemście, zawołał:<br>
{{tab}}— Słuchaj już! słuchaj, kapitanie... wyznaję wszystko, czego żądasz.<br>
{{tab}}— A więc natychmiast!... Gdzie pieniądze Wiliama?<br>
{{tab}}— W piwnicy.<br>
{{tab}}— W której?<br>
{{tab}}— W domu Nr. 3, przy ulicy Św. Fraciszka, w Paryżu.<br>
{{tab}}— Podły!... w tym domu niema żadnej piwnicy!<br>
{{tab}}— Jest... jest... pod komnatą, od której klucz w twoich rękach.<br>
{{tab}}— Jeszcze raz, podły kłamco!<br>
{{tab}}Karzeł chciał dalej odpowiedzieć, a wtem rekin silnem uderzeniem ogona o powierzchnię wody zalał całą głowę małemu i omal go nie zadusił.<br>
{{tab}}— Rekin! rekin!... — tyle tylko dało się słyszeć wśród plusku wody.<br>
{{tab}}— Rekin, albo wydaj wszystko! — zawołał kapitan, raz jeszcze tyle niżej spuszczając drąg do wody. — Gdzie piwnica?!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/934|num=132}}{{tab}}— Litości, kapitanie! ta piwnica pod komnatą... Wchodzi się do niej przez szafę, za poruszeniem w dnie sprężyny... Więcej nie wiem, kapitanie, jakem wierny twój sługa, nie wiem nici... oh! oh! rekin! rekin!... oh!...<br>
{{tab}}Wtem przestał wołać: nagle twarz jego okryła się śmiertelną bladością, a czerwona piana na wodzie przeraziła wszystkich przytomnych i kapitana, który z całej siły krzyknął na majtków, aby drąg wyciągali.<br>
{{tab}}— Krew! krew na wodzie — zawołali jednocześnie, przeważając drąg o poręcz baryery.<br>
{{tab}}Lina wyprężyła się, drąg, jakby łuk, wygiął się, pozostał jednak niewzruszony na miejscu; Karzeł zaledwie do połowy ciała wyciągniętym został po nad wodę, jakby nogi jego o coś się zawadziły.<br>
{{tab}}W tym samym prawie momencie rekin podpłynął do góry, wychylił głowę i ukazał paszczę, w której mieściła się druga połowa nieszczęśliwego Karła.<br>
{{tab}}Jeden z majtków chwycił prędko za strzelbę i wystrzelił w wodę, jakby dla odstraszenia potworu, ale rekin wpił tak silnie swoje zęby w ciało Karła, ścisnął szczęki z taką gwałtownością, iż sam nie zdołał już paszczęki otworzyć. Targnął tylko kilka razy ciałem Karła, usiłując się zanurzyć na dno morza; ale podwojona siła majtków na okręcie wstrzymała jego bieg wsteczny. Przestraszony, pryskać zaczął nozdrzami, syczeć i walić ogonem z bezprzykładną silą o wodę.<br>
{{tab}}Karzeł raz tylko jeden wrócił do przytomności i to na chwilę, na kilka sekund zaledwie, w czasie którym wyrzekł konającym głosem:<br>
{{tab}}— Żegnam cię, kapitanie... zostawiam na okręcie w kajucie mój tłomok... tam są moje pieniądze, oddaję ci je... tam są także papiery, zabierz je... przeczytaj... ja umieram...<br>
{{tab}}Przerażenie powszechne pomieszało wszystkich umysły. Żaden nie umiał w tym krytycznym wypadku trafnej udzielić nieszczęśliwemu pomocy, i kiedy trwoga ogarniała najbardziej ich serca, rekin rzucił się nagle nieco naprzód, aż po nad {{pp|wo|dę}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/935|num=133}}{{pk|wo|dę}} i objął swoją olbrzymią paszczą resztę ciała przywiązanego do haka Karła.<br>
{{tab}}Natychmiast kapitan kazał drąg opuścić i lina na kilka łokci zanurzyła się w wodzie. Gwałtowne jej targanie w lewo i w prawo dało poznać wysilającym się przy drągu na okręcie, że już potwór połknął swoją ofiarę, sam zostawszy złapanym.<br>
{{tab}}Nigdy jeszcze większe wzruszenie nie ogarnęło serc wszystkich tych ludzi, gotowych zawsze w innym razie zostać Kannibalami. Niespodziane to morderstwo odurzyło ich na chwilę i w milczeniu spoglądali na kapitana, kapitan podobnież bez wyrazów im odpowiadał.<br>
{{tab}}Gdy już pierwsze wrażenie strasznej katastrofy przeminęło, rozkazał przywiązać drąg do baryery okrętu i czekać śmierci złapanego na wędę rekina.<br>
{{tab}}Spełniono ten rozkaz w tymże samym prawie stanie poruszenia duszy.<br>
{{tab}}Jeszcze po dwugodzinnem oczekiwaniu, dawały się uczuwać na okręcie ślady życia ludojada. Od czasu do czasu usiłował się oswobodzić, szarpiąc liną i drągiem z taką siłą, iż często kierował biegiem samego okrętu, to znowu, podpłynąwszy pod spód jego, uderzał swojem olbrzymiem ciałem o dno, iż zdawało się, że ten gmach kolosalny roztrąci w zemście lub przewróci.<br>
{{tab}}Nad samym wieczorem szarpania liny ustały, wówczas kapitan zwołał wszystkich majtków i rozkazał złapanego rekina wyciągnąć na pokład. Podobne zdarzenie, jakkolwiek zawsze dla tych ludzi stające się chwilą prawdziwej radości, tym razem nie miało w sobie nic wesołego.<br>
{{tab}}Dwudziestu silnych marynarzy zaledwie zdołało wywindować do góry potwora.<br>
{{tab}}Jeszcze ślady życia okazywał i pryskał wodą, krwią zafarbowaną, która mu wypływała ze zranionych hakiem wnętrzności. Mógł mieć półdziewięta łokcia aż do ostatniego końca dwóch spiczastych strzał ogona.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/936|num=134}}{{tab}}Nad samą już nocą resztki ciała w tak smutny sposób zgładzonego ze świata Karła wydobyto z brzucha ryby, ułożono na desce i wpuszczono napowrót do morza, tego jedynego cmentarza żeglarzy.<br>
{{tab}}Kapitan dla oddania ostatniej przysługi zabitemu, rozkazał także wypalić trzy razy z muszkietów na salwę, potem długo jeszcze spoglądał na bałwany wodne, które porywały i unosiły coraz dalej ciało jego sługi, dwadzieścia cztery lat pracującego w jego interesie.<br>
{{tab}}Potem smutny i zamyślony, wrócił znowu do rudla i płynął w kierunku do Bourbon.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''XII.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Spotkanie lwów.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Nazajutrz po tak srogiej śmierci Karła, jeszcze Wiliam Harlesding, zamknięty w swojej kajucie, nie odkrył podstępu, jakim go pozbawiono majątku. Usilne starania doktora Rousrsillon przywróciły mu już dotychczas dawne siły i przytomność; lecz w miarę tego powrotu zdawał się nanowo wpadać w obłąkanie. Ustawicznie wytężał wszystkie władze umysłu, ażeby {{Korekta|ozebrać|rozebrać}} i pojąć to wszystko, co go od kilku dni dotykało. Przekonany najmocniej, że się znajduje na statku Wniebowzięcia, dowodzonym przez kapitana Turenne, ani raz nie przypuścił, że jest tylko w przemocy kapitana Rappinet na okręcie Mozarab, które to dwa nazwiska zdolne były same wyjaśnić mu całą prawdę i okropnie upokorzyć.<br>
{{tab}}Była godzina dziesiąta rano, kiedy po lekkiem śniadaniu zamkniętego w kajucie Wiliama, przybył do niego doktór Roussillon na zwyczajną wizytę.<br>
{{tab}}— No, jakże się masz dzisiaj, milordzie? — zapytał, zaledwie zamknąwszy drzwi za sobą.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/937|num=135}}{{tab}}— Lepiej, i coraz lepiej — odpowiedział rekonwalescent, siedzący przy małym stoliczku. Zdaje mi się jednak, mój doktorze, że po tej strasznej słabości, jaką przebyłem, nieco {{Korekta|zaprędko|za prędko}} powracam do dawnego zdrowia: jest to albo cud, albo też nie miałem żółtej febry, jak mnie upewniasz.<br>
{{tab}}— Któżby w to wątpił, milordzie? widząc zwłaszcza wszystkie symptomaty, najwierniej w ciele twojem pojawiające się?... Rzeczywiście, jest to cudem w medycynie, przywrócić do życia człowieka, który już konał!<br>
{{tab}}— Konał? — powtórzył Wiliam zamyślony — o, to prawda!... Ze wszystkiego, co ze mną zaszło, ten jeden wielki moment najbardziej sobie przypominam; jednakże i to nawet tłómaczę sobie podług własnych wniosków, przypisując bardzo prostej przyczynie.<br>
{{tab}}Doktór Roussillon bez widocznego zmieszania zapytał:<br>
{{tab}}— To konanie, o którem mówimy, milordzie?<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— Radbym bardzo usłyszeć to z ust twoich, a co bardzo by mi się przydało w moich spostrzeżeniach lekarskich.<br>
{{tab}}— Myślę, że to wszystko, com widział i słyszał jako konający, było tylko widzeniem każdego gorączkowego; bo czyż podobna, ażeby {{Korekta|człowłek|człowiek}} za życia mógł już widzieć piekło, którego obraz rzeczywiście miałem przed oczyma... Nie śmiej się tylko ze mnie, kochany doktorze, ale naprawdę byłem w piekle.<br>
{{tab}}— Niepodobna! co mówisz, milordzie!<br>
{{tab}}— O, tak jest... lecz napróżno usiłowałbym ci skreślić ten obraz przeraźliwy.<br>
{{tab}}— Do jakiegoż to stopnia rozogniona chorobą wyobraźnia oszukać nas może! — odrzekł doktór z wykrzyknikiem. — Wszystko to posłuży mi do moich uwag nad wpływem ciała na duszę i odwrotnie. Myślę jednak, szanowny milordzie, że już teraz z każdą niemal godziną wszystkie te obrazy, o których mówisz, coraz bardziej zacierają się w twojej pamięci?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/938|num=136}}{{tab}}— Przeciwnie, kochany doktorze, nie tak łatwo zapomnieć czegoś podobnego, a najbardziej dlatego, żem w moim szale obłąkania poniósł pewną stratę.<br>
{{tab}}— Stratę? — Stratę materyalną — odrzekł rekonwalescent z pewną niechęcią.<br>
{{tab}}— No; jaką?<br>
{{tab}}Wiliam albo wstydził się odpowiedzieć, albo lękał się zdradzić, wyjawiając przed doktorem, że w taki sposób utracił klucz, który zamykał własne jego skarby, po chwili jednak zapytał:<br>
{{tab}}— Czy nie mógłbym być znowu przeprowadzonym do tej samej kajuty, w której doświadczyłem paroksyzmów choroby?<br>
{{tab}}— Nie wiem tego... wreszcie zależy to tylko od woli kapitana.<br>
{{tab}}— Coraz dziwaczniejszym zdaje mi się ten kapitan Turenne!... w porcie był przyjacielskim, uprzejmym, gościnnym: tymczasem, zaledwie rozwinął żagle swego statku, stał się albo odludkiem, albo powziął ku mnie urazę, że ani raz jeden nie dozwolił mi z sobą na okręcie rozmowy.<br>
{{tab}}— Eh! któżby tak sądził, milordzie?... Kapitan Turenne jest człowiekiem najlepszych zasad serca.<br>
{{tab}}— O tem właśnie mówię, a jednak...<br>
{{tab}}— No... to tylko brak sposobności... Nareszcie powiem ci, milordzie, że od dnia, jak statek Wniebowzięcia odbił z portu, kapitan tylko dla chwilowego wypoczynku oddala się od rudla; a wówczas nietylko z tobą, ale z nikim nie mówi...
to jego zwyczaj na pełnem morzu.<br>
{{tab}}— Służbista... przesadzona to jednak gorliwość, mój doktorze.<br>
{{tab}}— Zapewne!<br>
{{tab}}— Uczyń mi jednak tę łaskę przyjacielską i wyjednaj u kapitana, ażebym znowu mógł zająć dawną moją kajutę... mam nadzieję, że mi tego nie odmówi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/939|num=137}}{{tab}}— Tak; ale ta kajuta jest zapowietrzoną.<br>
{{tab}}— Dla mnie już przecie przestała być niebezpieczną... Żółta febra nie tak łatwo powraca do tych, którzy z niej ocaleli... Idź, idź, doktorze, do kapitana.<br>
{{tab}}Doktór Roussillon, po chwilowem wahaniu, odpowiedział:<br>
{{tab}}— Chyba pragniesz tego, milordzie, dla jakiego interesu.<br>
{{tab}}— Nie przeczę, tam zostały moje tłomoki.<br>
{{tab}}— To zapewne nie zginą na statku Wniebowzięcia i pod dozorem kapitana Turenne. Mogę cię nawet pocieszyć, milordzie, oświadczając, iż, natychmiast po przeniesieniu cię do tej kajuty, tamta została zamkniętą i klucz oddany kapitanowi.<br>
{{tab}}— Niepodobna! — zawołał Wiliam uradowany.<br>
{{tab}}— Inaczej nie byłoby żadnej tamy przeciw szerzeniu się zarazy... Biały krzyż, kredą na drzwiach kajuty położony, znaczy „zamknięta i zapowietrzona“, a do takiej nikt się już zapewne wnijść nie ośmieli... przytem, jak pan powiadasz, zostały tam twoje rzeczy, które także szanujemy.<br>
{{tab}}— A więc nikt jeszcze nie był w tej kajucie, po przeprowadzeniu mnie tutaj?<br>
{{tab}}— Ani jedna żyjąca istota.<br>
{{tab}}— Prawdziwie pocieszasz mnie tem, doktorze!<br>
{{tab}}— Zaczynam teraz rozumieć, co znaczyło, iż rzekłeś dopiero, milordzie, o pewnych stratach materyalnych.<br>
{{tab}}— Teraz nareszcie jestem pewny że znajdę wszystko o com się obawiał.<br>
{{tab}}— Zapewne lękałeś się o swoje pieniądze, milordzie?...<br>
{{tab}}— Nie... rzeczywiście, nie — odrzekł, niechętnie odpowiadając. — Straciłem w paroksyzmie gorączki rzecz małej wagi, która nikomu nie może przynieść korzyści; dla mnie zaś... Obawiałem się o nią więcej, ażeby, znaleziona przez kogo, nie była utraconą przypadkiem, jako bagatela.<br>
{{tab}}— Cóżby to było, milordzie?<br>
{{tab}}— Klucz.<br>
{{tab}}— Tylko klucz?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/940|num=138}}{{tab}}— Klucz z papierową etykietą... od mojego mieszkania w Paryżu.<br>
{{tab}}— Prawdziwie, rzecz nikomu nieprzydatna!... Lecz zapewne pamiętasz dobrze, milordzie, w którem miejscu zostawiłeś ten klucz, o którym mówisz?<br>
{{tab}}— Nie tak zostawiłem, jak raczej mogę wiedzieć, gdzie się ten znajduje, w braku bowiem przytomności rzuciłem go w jeden kąt kajuty.<br>
{{tab}}— O! mój milordzie, najmniejsza drobnostka w tej ka jucie pozostała na miejscu.<br>
{{tab}}— A więc i klucz — odrzekł, tłumiąc radość z obudzonej nadziei. — Wyjednaj mi zatem, doktorze, u kapitana, abym mógł jak najspieszniej powrócić do tej kajuty.<br>
{{tab}}— Dobrze, dobrze... poczekasz tylko chwilę, milordzie, a natychmiast przyniosę ci odpowiedź od kapitana.<br>
{{tab}}Zaraz po tej rozmowie opuścił ożywionego Wiliama.<br>
{{tab}}— O! nie jest tak źle, jak rozumiałem! — zawołał tenże, po odejściu pana Roussillon. — Powrót mój do życia jest wielkim celem, kierowanym wyższą potęgą, abym jeszcze na ziemi ujrzał mojego nieprzyjaciela!... Mam jeszcze dosyć siły, aby obiedz główne porty oceanu, główne miasta stałego lądu i obalić potęgę Rapineta, którego koniecznie {{Korekta|ujrzyć|ujrzeć}} chcę małym, słabym i upokorzonym!... Już tylko ten jeden cel pozostał dla mego życia; a przytem powinienem poznać drugiego zwycięzcę, tryumfującego w moim interesie. O! inaczej, byłoby to stratą podobnież jednej z największych nadziei!... Posiadacz ręki margrabiny de Francpatie i mojego pierścienia jest także moim wrogiem, a dla niego należy się koniecznie odpowiedź mściwego serca od pogardzonego... Słowa listu margrabiny przekazały mi wszakże srogi odwet, zarówno jej, jak szczęśliwemu rywalowi, którego nademnie przeniosła... Obłudna kobieto! dlaczegóż jednak aż dotąd wstrzymujesz tę chwilę, która ma dać mi poznać mojego nieprzyjaciela?! dlaczegóż? gdy w liście swoim napisałaś: „Czekaj, czekaj, a przyjdzie kiedyś ten moment dla ciebie!“<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/941|num=139}}{{tab}}Po tem przemówieniu zaczął się przechadzać zamyślony po kajucie, oczekując z niecierpliwością powrotu doktora Roussillon. Rozbierając jeszcze czas niejaki niektóre szczegóły wypadków, od kilku dni dotykających go na okręcie, przypomniał sobie Karła, jako ostatni straszliwy bodziec trwogi, i przemówił:<br>
{{tab}}— Karzeł!... tak, ten Karzeł był tutaj... to nie ulega wątpliwości... drugiego dnia po chorobie, kiedy już przytomność przywróciła mi dawne prawa rozsądnego działania... Był tu, i przypominam sobie, zadał mi kilka pytań, tyczących tegoż samego klucza i moich pieniędzy... Dziwne to zdarzenie!... zdaje mi się nawet, że mu wiernie na wszystko odpowiedziałem... i zaraz znikł z oczu moich, rozśmiawszy się szyderczo. Otóż znowu jakaś trwoga przenikać zaczyna moją duszę!... Przy jego spotkaniu wcale już chorym nie byłem, a więc to rzeczywistość!... Straszna rzecz, jak to wszystko dużo mnie kosztuje!... Daj jednak Boże! aby i ten ostatni wypadek był tylko złudzeniem mojej wyobraźni, bo inaczej... {{Korekta|Nereszcie|Nareszcie}} wszystko to rozwiąże mi odpowiedź doktora, który obiecał wyjednać mi powrót do tej samej kajuty... Jeżeli więc wróci z pomyślną odpowiedzią od kapitana... uwierzę natychmiast, że i ten Karzeł był tylko dalszym ciągiem majaczeń w rozmarzonej snem i chorobą głowie...<br>
{{tab}}Wtem drzwi się uchyliły i pokazał się doktór Roussillon, tym razem z bardzo wesołym uśmiechem na ustach, i W Wiliamie uderzyło serce.<br>
{{tab}}— I cóż... kapitan Turenne? — zapytał popędliwie.<br>
{{tab}}— Przychylił się — odrzekł krótko pan Roussillon.<br>
{{tab}}— Dobry, prawdziwie dobry człowiek!... Przyjdzie czas, że mu kiedyś za to z serca podziękuję... to jest zapłacę — dodał, wstępując w dawny charakter pedanta i samoluba. — Czy masz klucz od tamtej kajuty, doktorze?<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— Zacny konsyliarzu!... tobie tylko samemu tę łaskę winienem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/942|num=140}}{{tab}}— Dziękuję ci, milordzie... Pójdź zatem teraz ze mną.. przeprowadzę cię sam do kajuty, którą odtąd będziesz mógł, zajmować aż do ukończenia całej podróży na statku Wniebowzięcia.<br>
{{tab}}— Czyśmy tu czego nie zostawili?<br>
{{tab}}— Najpewniej nic... ponieważ nic tu nie wniosłeś’ z sobą, milordzie.<br>
{{tab}}— Idźmy.<br>
{{tab}}Zaraz potem opuścili kajutę.<br>
{{tab}}Przeprowadzenie to Wiliama na miejsce, które przed kilku dniami stało się teatrem pełnego intrygi dramatu, miało także swój cel ukryty. Doktór Roussillon uczynił to tylko za, poprzedniem porozumieniem się z kapitanem, i w kilka minut oszukiwany Wiliam bawił już w izdebce, w której sobie obiecywał znaleźć klucz, w nieszczęsnym, jak mniemał, paroksyzmie utracony.<br>
{{tab}}Na samym zaledwie progu kajuty doktór Roussillon opuścił Wiliama, zostawiając go w izbie samego, ten przecież silnie zajęty celem, dla jakiego tu przybył, mniej zważał na to postąpienie doktora, przypisując oddalenie się jego jakiejś prostej przyczynie.<br>
{{tab}}Jak tylko Wiliam znalazł się samotnym, zwrócił zaraz swój wzrok na wiszący u sufitu hamak, na którym niedawno leżał, aby przedewszystkiem znaleźć miarę odległości i kierunku, w którą stronę utracony klucz mógł był rzucić podówczas.
Szczupłość kajuty uczyniła mu bardzo prędko tę nadzieję i jednocześnie prawie zbliżył się ku przeciwległej ścianie i zaczął swojej straty z pilnością poszukiwać.<br>
{{tab}}Wpadające przez okienko światło czyniło na całej podłodze każdy przedmiot tak wyraźnym, iż jednym rzutem oka można było na niej wszystko {{Korekta|przejrzyć|przejrzeć}} i policzyć. Wiliam spojrzał po podłodze w tę i w ową stronę, nie spostrzegając nigdzie spodziewanego klucza, mnóstwo tylko papierków, jakie zawsze znajdujemy po spalonym fajerwerku, zalegało cała podłogę i te tylko same zwróciły jego uwagę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/943|num=141}}{{tab}}Natychmiast podniósł jeden i bacznie obejrzał. Ślady spalenizny na nim, zapach prochu i sama forma, bardzo prędko dały mu poznać ich znaczenie, nie pojmował jednak, jaki mógł być powód znajdowania się tylu papierków w kajucie.<br>
{{tab}}— Zabawna to rzecz! — przemówił tylko do siebie zamyślony. — Doktór Roussillon upewnił mnie najwyraźniej, że, natychmiast po przeniesieniu mnie z tej kajuty, nikt inny nie ważył się do niej zbliżyć, jak do zapowietrzonego miejsca; tymczasem oczywiście ślady przekonywają, że się ktoś w kajucie znajdował... Rzeczywiście znajdował się ktoś jeszcze po mojem oddaleniu, ponieważ, o ile sobie przypominam, podłoga była czysto zamieciona, a teraz...<br>
{{tab}}I, niedokończywszy, spojrzał po całej podłodze, dziwiąc się wielkiej ilości podobnychże papierków, z których jeden jeszcze trzymał w swojej ręce.<br>
{{tab}}— No!... to coś bardzo podejrzanego ze strony doktora Roussillon — mówił dalej. — Dlaczego jednak nie wyznał prawdy? boć jeżeli tego klucza nie znajdę, niewątpliwie odbiorę go z rąk tego, który te papiery porzucił... Dziwne to papierki! — dodał jeszcze, baczniej przyglądając się spaleniźnie po szmermelach, któremi go oszukano. — Zdaje mi się nawet, że odgaduję w części powód, dla jakiego się tu znajdują... Żółta febra objawiła się w tej kajucie, nic zatem osobliwego, że spalono za pomocą fajerwerku pewną ilość prochu, ażeby oczyścić po zarazie powietrze... Przysiągłbym na życie moje, że się nie mylę w tym domyśle!... Tak, tak, po przeprowadzeniu mnie z tego miejsca spalono tu mały fajerwerk i dopiero zamknięto kajutę.<br>
{{tab}}I, nieco uspokojony, spojrzał swobodniejszem okiem w inne części małej izby.<br>
{{tab}}Wszystkie prawie przygotowania, jakich użyto niedawno do podejścia tego człowieka, pozostały tu prawie nietknięte, każdy, dopiąwszy swojego celu, zapomniał o wszystkiem, co może właściwiej ukryćby należało. Na środku kajuty u sufitu wisiała jeszcze na drucianym łańcuszku taż sama latarka {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/944|num=142}}ze szkła żółtego, której koloryt najbardziej uderzył wyobraźnię Wiliama.<br>
{{tab}}Zaledwie spojrzał na nią pod światło, wnet przypomniał sobie obraz, na długo mu zapewne pamiętny. Ten kolor żółty i jaskrawy stał się odtąd drażliwym bodźcem jego nerwów, tym razem jednak poczuł go jedynie w myśli swojej i, nie odrywając więcej wzroku od latarki, przez kilka chwil stał jakby martwy na środku kajuty.<br>
{{tab}}Nagle potem ku niej przystąpił, poruszył ręką i otworzył, zamyślając się raz jeszcze głęboko, po chwili, jak poprzednio, zaczął mówić do siebie:<br>
{{tab}}— O ile sobie przypominam, tej latarki także tu nie było... zobaczyłem ją zaledwie podczas choroby, kiedym już najbardziej utracił przytomność... poprzednio jeszcze widziałem ją w rękach jednego z ludzi okrętowych, którzy przybyli mnie ratować... Szkło w niej żółte... tak, żółte, jak właśnie wszystko widziałem w mojej chorobie... Miałżeby to taki być sposób ratowania dotkniętych żółtą febrą?... nie wiem, prawdziwie, nie wiem!... ale to czuję w sobie, że jestem czegoś niespokojnym. Żółte szkło w latarce! — powtórzył raz jeszcze. — Może być teraz, że nie miałem tej strasznej choroby, która koniecznie zabija, bo jakimże cudem ocalałbym?.. O! wszystko byś może, że doktór Roussillon i wszyscy się {{Korekta|pomylili.Ta|pomylili. Ta}} latarka mogłaby złudzić każdego, a najbardziej mnie, w innej zapewne chorobie zostającego... Muszę się zaraz przy pierwszem spotkaniu z doktorem dowiedzieć.<br>
{{tab}}I, zwróciwszy wzrok na małe okienko w kajucie, po chwili namysłu dodał jeszcze:<br>
{{tab}}— Ależ to okienko przekonywa mnie inaczej!... Były wszakże chwile podczas mojej choroby, że światła w latarce nie palono; wówczas przez tę białą i przezroczystą szybę przezierał księżyc, który mi się przedstawiał tak samo w żółtym kolorze... O! to przecież pamiętam najdokładniej... Upada zatem moja wątpliwość... ja musiałem mieć żółtą febrę!...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/945|num=143}}{{tab}}Po tych słowach zbliżył się jeszcze do okienka i chciał lufcik otworzyć, ale jakież było jego ździwienie, gdy zaledwie dotknął rękami haczyka, spostrzegł po za oknem, drugą szybę w ramkach, uchyloną na zewnątrz.<br>
{{tab}}Tym razem drgnął, nie pojmując jednak prawdziwego swojej niespokojności powodu.<br>
{{tab}}Otworzył okno, sięgnął ręką prawie machinalnie do drugiej szyby i zamknął, a natychmiast wszystkie przedmioty w całej kajucie odbiły się w żółtym kolorze.<br>
{{tab}}— Teraz już wszystko sprawdzone! — zawołał z mocą. — Roussillon jest podstępnym człowiekiem!... W tej chwili nie odgaduję, jaka być mogła tak haniebnego oszustwa przyczyna!... Żółta febra była we mnie wmówioną; a jednak był moment, w którym chciano koniecznie wrzucić mnie do morza!... A! to okropne, co mi niebo pozwoliło zrozumieć!... Choroba moja, nie przeczę, że była gwałtowna i niebezpieczna, ale żółta febra była tylko w imaginacyi tych oszustów, którzy ją we mnie wmawiali... Dotąd zaledwie jednego lekarza w podejrzeniu mieć mogę... i to jest właśnie powodem, dlaczego tak uporczywie wzbraniał mi zobaczyć się z kapitanem Turenne!... Nikczemnik!... O! daj Boże, abym się sprawiedliwie domyślał!... ale wszystko mi mówi, że to są jego widoki osobiste, ażeby się wsławić, iż dotkniętych żółtą febrą nawet w ostatnim stopniu tej strasznej choroby jeszcze ulecza i powraca do życia!... Tak! tak!... innego celu nie widzę w tym podstępie!... O, doktorze Roussillon! tymże to sposobem chciałeś się wsławić na okręcie Wniebowzięcia! wsławić się na całym oceanie!... Ale dziś jeszcze zdradzę twoją intrygę doktorską!... Najpierwszy kapitan Turenne powtórzy, że jesteś oszustem, a potem... Teraz dopiero poznaję, co znaczą te papierki, rozrzucone po podłodze — dodał, uderzając się w czoło. — O, mój Boże! o, mój Boże!... cały ten obraz zaledwie teraz staje mi w pamięci w najdrobniejszych szczegółach!... Ogień otaczał mnie dokoła... ogień drobny, trzaskający, syczący, jak deszcz nawalny, Co było tylko podejściem {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/946|num=144}}nikczemnika na oszukanie mnie osłabionego, który, pozbawiony przytomności, leżałem na tym hamaku prawie bez duszy!<br>
{{tab}}Skończywszy mówić, przystąpił prędkim krokiem do hamaku i oparł rękę na pościeli, jakby więcej jeszcze usiłował wynaleźć dowodów tej niegodziwości doktora, którego dotąd samego z taką pewnością obwiniał. Ale jak tylko dotknął się pościeli, poruszył za drut, od stosu wolty przeciągnięty i zawołał:<br>
{{tab}}— Jakiś drut!... dobrze! dobrze... mam nadzieję, że mi ten drut więcej coś jeszcze wyjaśni... Otóż widzę w drugim końcu hamaku inny!... obadwa, zdaje mi się, że wychodzą przez szpary z sąsiedniej izby okrętu... o, to nie bez przyczyny, doktorze Roussillon!<br>
{{tab}}Zaraz chwycił drugą ręką za drut, w drugim końcu hamaku położony, a natychmiast za pierwszem jego dotknięciem zatrząsł się w skutek działania elektryczności.<br>
{{tab}}— Zdrada! zdrada! — zawołał po dwakroć, nie puszczając z rąk, mimo targania galwanicznego drutów. — Otóż to takie były moje konwulsye, które mną rzucały przed kilku dniami na tem łożu!.. Nikczemny! nie przebaczę ci nigdy podobnej zdrady! Ha! tu jeszcze coś znajduję pod nogami! — rzekł dotknąwszy się przypadkiem czegoś na podłodze w pobliżu hamaku. — Jakaś skrzyneczka!... Czekaj, czekaj, doktorze Roussillon!... jeszcze coś nowego na wykrycie twojej złości!... Biada ci, kiedy ją na jaw przed światem wykryję!...<br>
{{tab}}Prawie w mgnieniu oka porwał z ziemi skrzyneczkę i zaczął się jej przypatrywać.<br>
{{tab}}Była to tak zwana latarnia „magica“, albo czarnoksięzka.<br>
{{tab}}Latarnia tego rodzaju, pospolicie w fizyce bawiącej grająca swoją rolę, składa się z czterech ścian blaszanych, z których w jednej oprawione są dwie soczewki wypukłe, umieszczone w przezierniku. W środku takiej skrzyneczki umieszczoną zawsze bywa lampka, przepuszczająca światło przez szkła optyczne. Zasadziwszy przecie pomiędzy soczewki obrazek malowany w przezroczu, takowy w ciemnym pokoju {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/947|num=145}}odmaluje się dla oka na przeciwległej ścianie, powiększony nieskończenie.<br>
{{tab}}Wiliam znał dobrze to narzędzie, nie odgadł jednak w pierwszej chwili powodu, dla jakiego tu je znajduje, tem — bardziej, nie przypuszczał, ażeby w historyi jego pozornego konania było największem pośrednictwem woli, tak dzielnie go oszukujących.<br>
{{tab}}Obejrzawszy latarnię kilka razy, otworzył jeden jej bok, na haczyk zamknięty, i ujrzał w środku kilka obrazków, malowanych na szkle, w wiadomym mu celu w każdej latarce czarno-księzkiej przyrządzonych. Nie chcąc opuszczać najdrobniejszej okoliczności, wyjął jeden i w tej samej chwili prawie odszedł od zmysłów, spojrzawszy na niego.<br>
{{tab}}Był to obrazek nr. 5, ten sam właśnie, który przedstawiał walkę dwóch lwów, zażartych o jabłko, pod spodem którego mieścił się napis w przezroczu: „Dwadzieścia cztery lat walki Wiliama Harlesding z kapitanem Rappinet“.
Te słowa powtórzył, prawie odurzony na umyśle; wszystko w tej jednej minucie pomieszało się w jego wyobraźni. Jednocześnie, gdy aż dotąd z taką pewnością obwiniał doktora Roussillon, imię kapitana Rappinet odpowiedziało mu jakby wyrocznia prawdy.<br>
{{tab}}— To oni... to on! — krzyknął podobny do obłąkanego.<br>
{{tab}}I zaraz przerzucił okiem inne, w skrzyneczce ułożone obrazki, w których poznał Iganickiego wraz z żoną, Teobalda i Delfinę, ich dzieci, dopóki nakoniec nie trafił na ten, w którym poznał samego siebie i piekło.<br>
{{tab}}W pośród płomieni, na szkle malowanych, przypomniał sobie ten sam tron, zbudowany z potworów, wężów, gadów i jaszczurek, na którym siedział smok z koroną na głowie i berłem w dłoni, a po nad tronem mieściła się liczba — 222,175,000.<br>
{{tab}}— A więc to to było, co nazwałem piekłem! — zawołał wpadając w coraz większy zapał. — O, tak! piekłem na ziemi... bezwątpienia!.. Wszyscy, co mnie w tej godzinie otaczali, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/948|num=146}}byli ludźmi-szatanami; a ten jeden władzca piekła na tym tronie, gorszy może od lucypera, to Rappinet!... Rappinet, mój zwycięzca, do którego, oszukany, wyrzekłem: „Oto masz, królu piekła, klucz od skarbów moich... tobie tylko jednemu składam go u stóp tronu!“ Biada mi! biada! już upadłem pod jego przemocą! moje skarby zostały w jego rękach!...
<br>
{{tab}}Kilka chwil gwałtownego wzburzenia krwi odebrało mu mowę — umilkł, samą myślą rozbierając cios, który tak srodze dotknął go po tylu latach przemożnej władzy nad kapitanem. Jeszcze po tylu odkryciach nie wpadł na myśl, że znajduje się na statku Mozarab i raczej sądził, że kapitan Turenne przyjął tylko Rappineta na swój okręt, jako podróżnika, gdzie ten spełnił podstępne dzieło.<br>
{{tab}}Jedna jeszcze nadzieja ożywiła jego serce. Znał kapitana Turenne, jako człowieka z sercem prawem i szlachetnem, postanowił więc uciec się pod jego opiekę, dopóki Rappinet zostaje na okręcie. Myśl ta znów wywołała z ust jego wyrazy i przemówił w uniesieniu:<br>
{{tab}}— Wydarłeś mi pieniądze, Rappinecie, to prawda!... ale przysięgam ci na moją ku tobie nienawiść, że ani grosz jeden nie uszczęśliwi cię, dumnego zwycięzcę! Nasze losy są wspólne, wspólnie więc utracimy te skarby! Kapitan Turenne otworzy nam drzwi więzienia tym samym kluczem, któryś mi wydarł podstępnie. Sprawiedliwość jest wszędzie na ukaranie złych i występnych!... W tej chwili oddaję cię w ręce jego, jako korsarza, a jako wspólnik, każę się obok ciebie okuć w kajdany!.. Śpieszmy się więc na spotkanie kapitana Turenne, dopóki statek Wniebowzięcia nie przybije do lądu! który powinien przywieźć na brzeg Tulonu dwóch więźniów, przeznaczonych na galery... Oto już wszystko, co dla nas zostało... dla mnie i dla ciebie, posiadaczy 212 milionów!<br>
{{tab}}Po tych słowach prędkim krokiem przeszedł do drzwi, otworzył je, aby spotkać przy rudlu kapitana Turenne, gdy wtem na progu ukazał mu się szczęśliwy {{Korekta|zwyciężca|zwycięzca}}.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/949|num=147}}{{tab}}— Rappinet! Rappinet! — zawołał Wiliam po dwakroć, cofając się w głąb kajuty.<br>
{{tab}}— Rappinet, kapitan statku Mozarab, na którym się znajdujesz! - odrzekł wzniosłym głosem korsarz — a jako kapitan przychodzę się dowiedzieć, jak ci się powodzi na moim okręcie?<br>
{{tab}}— Na okręcie Mizarab?! — powtórzył Wiliam osłupiały.<br>
{{tab}}— No cóż?... żeby też nie ufać na słowo kapitanowi!... Nareszcie wyjdź na pokład i spojrzyj na szczyt środkowego masztu, a ujrzysz powiewającą flagę z napisem: „Okręt Mozarab, kapitan Rappinet".<br>
{{tab}}Wiliam, jakby ze wstydu, który upokorzenie wywołało, zasłonił twarz rękami i odwrócił się nieco od kapitana.<br>
{{tab}}— Na mój honor, dawny panie hrabio!... nie w ten sposób przyjmuje się swoich przyjaciół — przemówił, widząc to, Rappinet. — Odwracasz się, gdy przyszedłem właśnie zapytać cię, gdzie chciałbyś spędzić resztę życia; bo natychmiast cię odwiozę do miejsca, chociażby aż do bieguna.<br>
{{tab}}— Do Tulonu! do Tulonu! — krzyknął prawie wściekle, ściskając dłonie rozgniewany.<br>
{{tab}}— Aha!... na galery! O, nie, dawny panie hrabio!... nie zobaczysz więcej brzegów Francyi, które sobie pozostawiam... Wybieraj więc miejsce bez wahania, a mniej nad pięćset mil morskich od Europy nie można... Okręt płynie, odpowiedz zaraz, bo chciałbym bardzo spiesznie wrócić i znaleźć się już w Paryżu, mianowicie przy ulicy Św. Franciszka Nr. 3.<br>
{{tab}}— Nikczemny zdrajco!<br>
{{tab}}— O! to już nieco zapóźno traktować się w ten sposób! Zapomniałeś chyba, że przed kilku dniami upoważniłeś mnie do otwarcia jednego z pokoi tego domu... a najlepszy tego dowód, że posiadam klucz, oddany mi twoją własną ręką.<br>
{{tab}}I zaraz wyjąwszy klucz z kieszeni, przedstawił go Wiliamowi.<br>
{{tab}}— Byłeś godnym zajmować miejsce na tym tronie, u stóp którego ten klucz porzuciłem—odpowiedział, robiąc piersiami.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/950|num=148}}{{tab}}— Tron? tron? aha! to historya czarnoksięzkiej latarki, którą sam do tego celu przyrządziłem — odpowiedział szyderczo kapitan. — No, no, dawny panie hrabio, przyznaję ci, żem godzien być lucyperem, a moi ludzie są dyabli, ’mianowicie jeden, któremu powierzyłeś jednę z tajemnic tego klucza, to jest wyznałeś, że, otworzywszy nim czarną komnatę na dole, następnie szafę, nacisnąć potrzeba ukrytą w jej sztucznem dnie sprężynę, a natychmiast się otworzy i ukaże wejście do piwnicy, w której ni mniej ni więcej powinno być 212,175,000 franków w złocie i kosztownych kamieniach... Ale nie traćmy czasu, dawny panie hrabio, korzystaj z łaski kapitana Rappineta i oświadcz czemprędzej, gdzie życzysz sobie wylądować?... bo, na honor! przeznaczę ci jednę z wysp Palew na Karolinach Zachodnich, do których na dziesięć lat jeden {{Korekta|europejczyk|Europejczyk}} przypływa, a tam będzie bardzo nudno na stare lata dla milionowego paryżanina...<br>
{{tab}}— Jako korsarzowi, wolno ci obrać najkrótszą dla mnie drogę i na tem samem miejscu wrzucić na dno oceanu — odpowiedział.<br>
{{tab}}— O! mój przyjacielu, dawny panie hrabio! zabrawszy twoje pieniądze, stałem się cnotliwym, jak anioł, i brzydzę się zabójstwem!<br>
{{tab}}— A ja, przeciwnie! — zawołał Wiliam ze znaczeniem — utraciwszy je, mogę cię pierwszego zamordować!<br>
{{tab}}I domówiwszy tych słów, rzucił się na kapitana tak nagle i zręcznie, że ten, w tył przeważony, padl na wznak na ziemię, a zaraz ciężki i muskularny starzec ukląkł mu kolanem na piersi i tak silnie ścisną! gardło obiema rękami, iż kapitan nie zdołał wydać najmniejszego głosu.<br>
{{tab}}Wiliam, coraz bardziej wpadając w szaleństwo, nie czynił żadnej nadziei upamiętania się, i niewątpliwie udusiłby Rappineta, gdyby nie przytomność tegoż, który dzielnem wyrachowaniem skierował jego zapał. W jednej prawie chwili klucz, który trzymał w swojej ręce, rzucił w głąb kajuty, co {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/951|num=149}}zaledwie zrozumiawszy, napastnik puścił swoją ofiarę, aby tym instynktowym pociągiem ratować swoje miliony.<br>
{{tab}}Klucz upad! podedrzwi kajuty.<br>
{{tab}}Wiliam oderwał się od kapitana i pobiegł w tę stronę, gdy wtem drzwi się otworzyły i ukazała się na progu kobieta w czarnem atłasowem dominie i takąż maską na twarzy.<br>
{{tab}}Była to Eleonora; jednę rękę trzymała w górę podniesioną, mając w palcach na długim złotym łańcuchu żelazny pierścień Wiliama, ofiarowany niegdyś margrabinie de Francpatie, który z tryumfem przedstawiła mu przed oczy.<br>
{{tab}}Wiliam stanął, jak posąg, wytężywszy bystry wzrok na stojącą przed nim postać, a najbardziej na pierścień, który poznał za jednem na niego spojrzeniem.<br>
{{tab}}Kapitan śpiesznie porwał z ziemi klucz, dopiero porzucony i podobnież, jak Eleonora pierścień, podniósłszy go do góry przed oczy Wiliama, powiększył straszną walkę, wrzącą w jego piersiach.<br>
{{tab}}— Oto klucz! — zawołał — którym przekazuję ci zemstę moją aż po za wieczność!<br>
{{tab}}— Oto pierścień! — zawołała za ojcem Eleonora, zmieniają. nieco głos pod maską — Czy poznajesz go, niegdyś hrabio Emy-Cruchard?...<br>
{{tab}}Wiliam, prawie nieprzytomny, spoglądał raz na klucz w ręku kapitana, drugi raz na pierścień w ręku nieznajomej mu osoby.<br>
{{tab}}— Oddaję ci go w imieniu margrabiny de Francpatie — dodała, zbliżając się do niego — i jeżeli zwrot tego pierścienia cię zadziwia, słuchaj, dawny jej kochanku, przypomnę ci słowa listu: „Umowa nasza mieć chce, ażebym ci zwróciła jeszcze pierścień... trochę opóźnię się z jego odesłaniem, odkładając do czasu, w którym postanowiłam pokazać ci, że pani de Francpatie nie ubliża się bezkarnie!...“ Czy pamiętasz te wyrazy, dumny hrabio Emy-Cruchard?... „Osoba, która ci odda kiedyś ten pierścień, niechaj będzie moim mścicielem! Ta osoba przeznaczoną jest od Boga na wykonawcę kary. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/952|num=150}}i biada ci, kiedy stanie przed tobą! Zadrżyj, wyrodny człowieku, na wspomnienie, że kiedyś wybije ta wielka godzina, w której ten pierścień zobaczysz!“ — dokończyła jeszcze wyrazów listu. — A więc drżyj przedemną!... ja rozkazuję!... jestem twoim mścicielem!<br>
{{tab}}I w tej chwili zrzuciła z siebie domino i maskę i ukazała się w tym samym ubiorze, jak ją już raz przedstawiliśmy na okręcie.<br>
{{tab}}— Eleonora Rappinet! — krzyknął w szalonem uniesieniu Wiliam.<br>
{{tab}}— Moja córka, dawny panie hrabio! — dodał kapitan. — Była kiedyś chwila, kiedy wyrzekłeś do nas upokorzonych i drżących: „Należało mi z was zdzierać, cokolwiek tylko to życie osłodzić może!... co tę ziemię przekupną zamienić może w raj rozkoszny!... Tyś, ojcze, oszukany, dwadzieścia cztery lata sypał mi pieniądze, a twoja córka rozkosze!“ My tylko jeden wyraz zostawiliśmy dla ciebie w odpowiedzi, a ten wyraz jest... Powtórzmy go jeszcze raz, Eleonoro! — odezwał się do córki — powtórzmy z całej siły wrzących piersi!<br>
{{tab}}— Zemsta! zemsta! — zawołali zaraz oboje jednocześnie.<br>
{{tab}}Zwalczony Wiliam jeszcze raz cofnął się w głąb kajuty i radby nieledwie pogrążyć się na dno morza, aby zamknąć uszy na te upokarzające go wyrazy. Padł obu rękami na ścianę i zaczął w szale, który go ogarnął, uderzać silnie głową.<br>
{{tab}}— W tej jednej godzinie spełniłem wszystko, czegom pragnął! — przemówił dalej kapitan — a od tej chwili widzę w tobie bezwładne ciało, którego duszą ja sam zostałem! Wiliamie! Korsarz Rappinet odwozi cię na jednę z wysp Karolinów Zachodnich, która odtąd stanie się całym twoim światem! Przez cały ciąg tej podróży zapewniam ci gościnne obejście na moim okręcie. Jedziemy dalej!<br>
{{tab}}Zaraz po tem przemówieniu przyłożył do ust kapitańską świstawkę i dał sygnał, aby ludzie jego przybyli.
<br>
Wkrótce pokazało się w kajucie kilku majtków. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/953|num=151}}{{tab}}— Jesteśmy, kapitanie, na twoje rozkazy — przemówił jeden.<br>
{{tab}}— Zmienić natychmiast kierunek okrętu, nie popłyniemy już na Bourbon — przemówił z wrodzoną sobie powagą.<br>
{{tab}}— A na wiele stopni, podług astronomicznego zegaru każesz skierować okręt, kapitanie?<br>
{{tab}}— Jedziemy na zachód — do wysp Karolińskich.<br>
{{tab}}Majtkowie dziwnym wzrokiem spojrzeli na kapitana, nawykli tylko do ślepego posłuszeństwa, nie śmieli zapytać, co znaczyła ta podróż nadzwyczajna, prawie automatycznie opuścili kajutę.<br>
{{tab}}— Żegnam cię, Wiliamie Harlesding — przemówił jeszcze do rozpaczającego. — Pomnij, że już w tej godzinie walka z nami ukończona. Zyskałeś w niej tyle, że cię zrobię drugim Robinsonem i wysadzę na pierwszej lepszej pustej wyspie, na której zarazem będziesz królem i poddanym.<br>
{{tab}}— Ale jeszcze wówczas nazwę się żyjącym! — odpowiedział Wiliam tonem tak wzniosłym, iż słowa wyraźnie zaintrygowały kapitana i Eleonorę.<br>
{{tab}}Jednocześnie okazali oboje jakiś niepokój, nie chcąc mu tylko przyznawać żadnej wyższości, rozśmieli się pogardliwie.<br>
{{tab}}Wiliam roześmiał się podobnież.<br>
{{tab}}Ale już podówczas ani kapitana, ani Eleonory nie było w kajucie.<br>
{{tab}}Mozarab płynął dalej — w stronę zachodnią oceanu Indyjskiego.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/954|num=152}}<section begin="cz02" />{{c|CZĘŚĆ DRUGA.|w=130%|po=12px}}
{{---|60|przed=12px|po=12px}}<section end="cz02" />
<section begin="X" />{{c|'''I.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|'''Przesilenie szczęścia.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Dziesięć dni {{Korekta|przeminąło|przeminęło}} od opuszczenia portu Saint-Louis na Isle de France, morze jeszcze ani na chwilę nie utrudziło żeglugi kapitanowi Rappinet, dowódzcy korsarskiego okrętu Mozarab. Łagodny wiatr igrał więcej żaglami, niż je nadymał. Mozarab tez płynął wolno i statecznie na małym archipelagu Mascareignes ku wyspie Bourbon.<br>
{{tab}}Krótki ten przeciąg czasu wystarczył na dzieło, którego podróż ta była celem. Kapitan spełnił je szczęśliwie, jak się spodziewać należało po człowieku pełnym śmiałych i awanturniczych pomysłów. W tej jednej godzinie stał się już panem majątku, o który z taką zawziętością dobijał się tyle czasu. Wiliam Harlesding został zwalczonym i, jak niewolnik, na łasce swojego zwycięzcy.<br>
{{tab}}Jedenastego dnia żeglugi już ukazywać się zaczęły Bourbońskie góry. W miarę zbliżania się do lądu wprawne oko majtków rozróżniło nawet port i miasto Św. Dyonizyusza na płaszczyźnie, po za którem sterczały rozległe kępy lasów kokosowych. Dymiące kratery Fournaise i Gros Morne, jakby dla wykończenia piękności obrazu, wyrzucały w powietrze ciemne kłęby i łączyły je z obłokami, ozłoconemi zachodzącem słońcem.<br>
{{tab}}Była właśnie godzina ósma wieczorem.<br><section end="X" /> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/955|num=153}}{{tab}}Kapitan znajdował się na pokładzie. Niedbale rozciągnięty na grubym macie u stóp wielkiego masztu, głęboko był zamyślony, spoglądając to na obszerny obraz cichego morza» to na majtka, zastępującego jego czynność przy rudlu. Wyraz jego twarzy malował jakąś uroczystą smętność, pomimo najpomyślniejszego obrotu swoich interesów. Zdało się, że dusza jego tak wrząca i niespokojna, przeszła w ten stan nasycenia, który w znaczeniu religijnem nazywa się niedoskonałością szczęścia ziemskiego. I czegóż mu jeszcze dostawało, skoro spełnił wszystko, czego pragnął?... Trudna zaiste odpowiedź, gdy człowiek ustawicznie przechodzi z jednego celu do drugiego, z nadziei do nadziei, gdy w myśl słów Massyliona, szczęście osiągnięte przestaje być dla nas szczęściem, a cały jego powab jest w pragnieniu. Kapitan wpadł w marzenie, tę rekolekcyjną chwilę duszy, myślał długo i głęboko, bez przerwy, statecznie, w końcu dwie łzy zaświeciły w jego oczach — zapłakał.<br>
{{tab}}Eleonora, przywykła w każdy piękny wieczór wychodzić na pokład, pokazała się właśnie na okręcie, za nią mały murzynek z koszyczkiem w ręku postępował na usługi.<br>
{{tab}}Wolnym krokiem zbliżyła się do zadumanego ojca i, przez chwil kilka wyczytując z twarzy, co dotykało jego duszę, nie śmiała słowa przemówić.<br>
{{tab}}Kapitan zrozumiał sympatyę serca córki, raz jeden spojrzał jej w oczy i zaraz dłonią otarł sobie łzy, które jej przekazywały tylko smutek i rzewność.<br>
{{tab}}Eleonora usiadła w pobliżu na zwiniętym żaglu i, nie mogąc już dłużej powstrzymać milczenia, ozwała się tkliwym głosem:<br>
{{tab}}— Ty płaczesz, ojcze kochany?<br>
{{tab}}— Jak widzisz, moja córko — odpowiedział — nie mając innej do {{Korekta|tege|tego}} przyczyny, jak samo szczęście, które nakoniec zdobyłem.<br>
{{tab}}— Dziwne to łzy!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/956|num=154}}{{tab}}— O, to bez wątpienia, moje dziecię! Człowiek jest wielką dla siebie zagadką, którą tylko okoliczności rozwiązują. Dziś zaledwie poznałem, że cel, dla którego tak długo byłem może złym człowiekiem, cel, szczęśliwie osiągnięty, nie przyniósł mi w zysku tego, czegom pragnął.<br>
{{tab}}— Osiągnąłeś pieniądze!... miliony!<br>
{{tab}}— I jakiż związek martwego złota z sercem, przeznaczonem do moralnych rozkoszy?... W pierwszej zaledwie chwili zostania bogaczem... zapłakałem jak dziecko... patrz, patrz na łzy moje, Eleonoro!<br>
{{tab}}I znowu zalał się łzami.<br>
{{tab}}— O, mój ojcze — ozwała się z uczuciem Eleonora.<br>
{{tab}}— Przestań mnie bardziej rozrzewniać, droga córko!<br>
{{tab}}— To niepodobna, ojcze, ja chcę być twoją powiernicą. Przypomnę ci nawet, że przed kilku dniami rzekłeś z tym samym smutkiem na twarzy, że dusza twoja zamknęła tajemnicę, której nie można ani komu powierzyć, ani urzeczywistnić zawartych w niej nadziei.<br>
{{tab}}— Prawda, nie zapieram się tego... i to jest właśnie moich łez przyczyną.<br>
{{tab}}— Ale dodałeś zarazem, że do spełnienia tych samych nadziei brakowało tylko pieniędzy, które Wiliam ukrył przed tobą... dziś jesteś panem tego majątku.<br>
{{tab}}— Źle mówisz, córko kochana; panem pieniędzy być nie można. Człowiek przez dumę wszystko nazwał inaczej, bogaci są właśnie niewolnikami swoich majątków, które czczą jak dobroczynne bóstwa. Ja pierwszy może przyznaję się do tego, odkrywszy niespodzianie, że przy moich milionach, jestem dla mego osobistego szczęścia skrępowanym jak więzień. W złocie, które tak cenimy, jest coś nieskończonego, niewystarczającego!... ta cześć dla niego bałwochwalcza jest zbytkiem zepsutego serca, które dla rozkoszy ma nierównie świetniejsze i milsze przeznaczenie.<br>
{{tab}}— Nazwij go zatem, ojcze, we właściwem znaczeniu.<br>
{{tab}}— Miłość.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/957|num=155}}{{tab}}— Miłość?<br>
{{tab}}— Tak jest... nie rozumiejąc jej jednak ze stanowiska, z którego na nią patrzą wszystkie kobiety... Miłość ma tak rozległe granice swego panowania, jak obszerną jest przestrzeń całego królestwa społeczności... Oh! gdybym zdołał jeszcze kiedy ożywić w sobie ten święty ogień i kochać z całej siły świat, a na nim Boga i naturę, nie płakałbym, córko kochana, jak w tej chwili. Po raz pierwszy odkrywam, że bliźni, to wielki wyraz, który zbyt spowszedniał za przybyciem dziewiętnastego wieku chrześciańskiego świata. Patrz na tę ofiarę życia i niewolnictwa — dodał, wskazując na małego murzynka, który z naiwną głupkowatością wydobywał właśnie ziarnka z kukurydzy. — Patrz, Eleonoro, na to dziecię z Afryki, to dziecię czarne, skazane na bat katowski przez nas białych mędrców Europy, którzy za każdem skaleczeniem jego ciała przysparzamy sobie pieniężnych zysków, aby po tem za nie kupować zmysłowe rozkosze!... Czy przewidział kto z naszych, że to biedne, małe jestestwo zastąpić jest zdolne skarby całej Brazylii i gór Kolumbii? nie, nie, zapewne!... a jednak jakże małej do tego tylko brakowało podstawy! tylko jednego słowa, dziś zużytego jak chleb powszedni; a nim jest: bliźni! bliźni!<br>
{{tab}}Eleonora machinalnie spojrzała na dziecię i wyciągnęła ku niemu obie ręce. Murzynek się uśmiechnął. Dwa rzędy białych jak perły ząbków zaświeciły w jego ustach i przybiegł zaraz do swej pani zarazem z rozkoszą i nieśmiałością w sercu.<br>
{{tab}}— Uściskaj go, Eleonoro — przemówił ojciec rozrzewniony.<br>
{{tab}}Eleonora w milczeniu przycisnęła go do serca.<br>
{{tab}}— I cóż? — zapytał następnie córki.<br>
{{tab}}— O, mój ojcze!... jakież to dziwne uczucie! Jest w nim litość, jest miłosierdzie i miłość najczystsza! W tem uczuciu, jest dużo rozkoszy dla której martwym jest człowiek... Po wiedz więc, ojcze, czyjaż to wina, że serca nasze wyrzekły się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/958|num=156}}tak zapamiętale tego szczęścia, które samo tylko sprawia prawe nasycenie?<br>
{{tab}}— Na to już nie zdołam ci odpowiedzieć, córko. Był czas, gdzie sam zaślepiony, tysiące tych czarnych istot z wysp Afryki porywałem na moje okręty i przewoziłem do osad Europejczyków po koloniach, aby ich skazać na pracę uciążliwą i bolesne razy dozorców, tych ślepych wykonawców okrutnych panów, znajdujących się w całej Ameryce. Był czas, kiedy chroniąc się przed sprawiedliwą karą, martwy i zimny jak kamień, tysiące tych nieszczęśliwych wrzucałem na dno morza bez wyrzutu i znowu wracałem po nowe ofiary... lecz co mnie zrobiło mordercą? tego nie wiem, moja córko!... A jeśli koniecznie potrzeba ci na to odpowiedzieć, to wyznam, że przyczyna wszelkiej niegodziwości serca jest pieniądz. Trzy dni dopiero, jak zostałem bogaczem, a już lękam się sam o siebie, bo z pieniędzmi mogę zasady złości mego serca rozwinąć nieskończenie i stać się w końcu okrutnikiem, już nie w interesie prostej jak dawniej spekulacyi, ale przez błąd i szaleństwo, w które wpadają bogaci. Już od trzech dni ta wielka katastrofa rzuca mnie z jednej ostateczności w drugą i waham się jak pozostać przy którejkolwiek. W chwili, kiedyś przybyła do mnie, Eleonoro, kiedy właśnie łzy rzewne skropiły moje lica, głos jakiś wewnętrzny ozwał się w duszy mojej i wyrzekłem: ziemia nie jest krainą złota, aby to wystarczało do szczęścia naszego; ja czuję serce, wyrywające się ustawicznie do krainy uniesień czucia i rozkoszy! to serce ma nawet cel wybrany, który już raz nazwałem przed tobą tajemnicą... tajemnicą bez urzeczywistnienia moich nadziei... niestety!<br>
{{tab}}— A więc jeszcze aż dotąd nie zasłużyłam na twoją ufność, mój ojcze.<br>
{{tab}}— Nie w ten sposób tłómacz sobie moje słowa. Tajemnica, o której mówię, nierównie prędzej zrozumiałą będzie dla przyjaciela, niż dla córki; bo jakżebyś przyjęła wiadomość gdybym ci wyznał, że kocham?...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/959|num=157}}{{tab}}— Ty, ojcze?<br>
{{tab}}— Kocham szalenie! jak się kocha anioła, do serca którego raz nazawsze jest droga dla nas przecięta! W pierwszej chwili nazwałem miłość moją pospolitem serca wzruszeniem, dalej litością, w końcu namiętnym szałem, znanym tylko zagorzałym kochankom. Im bardziej poznaję niepodobieństwo urzeczywistnienia moich marzeń, tem bardziej czuję, że kocham! Ach! córko! w tym srogim stanie bez wahania przekląć swe własne życie i skonać w rozpaczy! Zostałem panem milionowym i w każdej chwili tysiąc kobiet potrafię kupić, jak dotąd świat je kupuje; ale nie wszystko w kobiecie jest towarem. Jej dusza, jej serce nie idzie na wagę ze złotem, które tylko zrównoważy sama dusza i samo serce; a moja jakżeż odpowie, gdyby nam kiedyś przyszło porównać osobistą wartość?...<br>
{{tab}}— Zrównoważy ją miłość ognista i prawa, które szanujesz, mój ojcze! — odpowiedziała z kobiecą przezornością.<br>
{{tab}}— Dla mnie nie dosyć wszakże miłość za miłość, ja kocham zarazem sercem i głową, którą już pokryła siwizna. Miłość starców jest pewną rachubą, w którą młodzi kochankowie nie wierzą, sycąc się czczym ideałem. Kobieta, którą pokochałem z taką mocą, powinna spełnić dla mnie coś bardziej trwalszego nad chwilowy przelot uczucia, które nas bawi jak poezya..<br>
{{tab}}— A któż jest ta kobieta?<br>
{{tab}}— Nie domyślasz się, moja córko?... To Delfina.<br>
{{tab}}Eleonora spojrzała na ojca ździwiona.<br>
{{tab}}Wtem wyszedł na pokład jeden z majtków i zbliżył się do zamyślonego dowódzcy statku.<br>
{{tab}}Kapitan spojrzał na przychodzącego i zapytał łagodnie:<br>
{{tab}}— Cóż mi przychodzisz donieść, przyjacielu?<br>
{{tab}}— Wiliam milord, którego pilnuję na okręcie, prosi was o chwilę rozmowy, kapitanie — odpowiedział majtek z uszanowaniem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/960|num=158}}{{tab}}— To coś bardzo zabawnego! — odrzekł do siebie kapitan zaintrygowany. — Przez dwa dni wzbraniał się z całą upartością widzieć się ze mną, a w tej chwili tak koniecznie przyszła mu do tego ochota.. Czy nie mówił ci, w jakim interesie żąda mówić ze mną?<br>
{{tab}}— Nie... — dodał tylko, że chciałby, żeby to jeszcze dzisiaj nastąpiło i... prosi także o wyznaczenie miejsca schadzki na pokładzie, zapytując, o której godzinie pozwolicie mu ze sobą rozmowy, kapitanie.<br>
{{tab}}— O! możesz go prosić do mnie chociażby natychmiast.<br>
{{tab}}— Nie, ojcze! — ozwała się stanowczo Eleonora — Widzę, że przestałeś być tem, czem dawniej; ale dopóki jesteś na okręcie Mozarab, bądź ostrożnym z Wiliamem... ja nie pozwalam ci widzieć się z tym człowiekiem!... Przedewszystkiem powiedz, dlaczego już po raz drugi zmieniliśmy kierunek naszej drogi?... miałeś jechać na zachód do wysp Karolińskich, aby tam zostawić tego niebezpiecznego, a tymczasem dobijamy do portu St. Denis na Bourbon, którą już widzę?<br>
{{tab}}— Dla ciebie tylko samej czynię to, moja córko... Przemieszkasz w porcie do czasu, dopóki z Karolin nie powrócimy, wówczas... już więcej ani na chwilę nie rozłączy się z tobą ojciec.. wrócimy do Francyi kończyć, cośmy tak pomyślnie zaczęli... wymarzyli!<br>
{{tab}}— Daj Boże, aby to rozstanie nie było tylko ostatniem!<br>
{{tab}}— Pocieszasz, ale i ranisz, droga córko! Skąd to smutne przeczucie?...<br>
{{tab}}— Z zapowiedzi twego nieprzyjaciela.<br>
{{tab}}— Wiliam Harlesding już jest bezwładnym mścicielem w tej sprawie.<br>
{{tab}}— Przeciwnie! Czy pamiętasz, co wyrzekł, usłyszawszy twój wyrok, skazujący go na puste wyspy Karolińskie?<br>
{{tab}}— Cóż mnie jego pogróżka obchodzić może?... odpowiedział, że „i wówczas nazwie się żyjącym“; ale to będzie wsteczna wegetacya, a nie życie. Jesteś więcej odemnie lękliwą, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/961|num=159}}moja córko... dlatego samego chciałbym z nim pomówić raz jeszcze, skoro tego zażądał koniecznie.<br>
{{tab}}— Pamiętaj, ojcze, że już Bourbon bardzo blisko... a im bliżej lądu, tem straszniejszym powinien być dla ciebie ten człowiek.<br>
{{tab}}— Tem więcej wszakże powinienem go wyrozumieć.<br>
{{tab}}— Nie zapominaj tylko, że to będzie rozmowa z twoim nieprzyjacielem.<br>
{{tab}}— Idź, oświadcz milordowi — przemówił dalej kapitan, zwracając się do majtka — że go czekam u głównego masztu na pokładzie.<br>
{{tab}}Majtek natychmiast się oddalił.<br>
{{tab}}— Cóż widzisz tak niebezpiecznego w tym człowieku, moje dziecię? — zapytał kapitan Eleonory z łagodnością. — Jesteśmy o cztery mile morskie od Bourbon, a gdy przybijem do portu, już będzie noc zupełna... Tam pożegnam cię na czas niejaki, droga córko, i dziś jeszcze opuszczę ten sam brzeg, na którym cię pozostawię. Wiliam, zamknięty w kajucie, zapóźno dowie się, że miał sposobność wezwać pomocy sprawiedliwości od rządu wyspy. Na ostrożności nigdy mi nie zbywało, a wcale nie mam potrzeby więzić przedwcześnie na pełnem morzu tego człowieka, dla którego po jego upadku zostawiłem w sercu nieco więcej względów, niż się może spodziewa. Mozarab nawet nie jest dla niego więzieniem; traktuję go jak każdego podróżnika na moim okręcie; wolno mu przebywać zarówno na pokładzie, jak w każdej izbie dolnej, i cała moja służba przeznaczona została na jego usługi.<br>
{{tab}}Domówiwszy tych wyrazów, dobył z kieszeni małą okrętową świstawkę i dał piskliwy sygnał na służbę, bawiącą przy pomoście.<br>
{{tab}}Dwóch majtków przybiegło natychmiast na ten rozkaz kapitana.<br>
{{tab}}— Podasz mi płaszcz z mojej garderoby — przemówił do jednego — a ty przyniesiesz z mojej zbrojowni parę pistoletów i pas wraz z olstrami do ich zasadzania — dodał do drugiego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/962|num=160}}{{tab}}Majtkowie się oddalili.<br>
{{tab}}— Cóżby to znaczyło, mój ojcze? — zapytała Eleonora, bacznie wpatrując się w spokojną twarz marynarza.<br>
{{tab}}— Ostrożność, której mnie sama nauczyłaś. Nim Wiliam przybędzie, powinienem być ubezpieczonym; chociaż przyznam ci się, Eleonoro, iż wstydzę się przyjmować w ten sposób bezbronnego.<br>
{{tab}}— Bezbronnego, mylisz się, ojcze. Zagniewany nieprzyjaciel nigdy nie jest bez broni! Mściwe jego serce jest zawsze gotowe do zaczepki, a głowa, pełna pomysłów, wystarczy do zwalczenia każdej prostej potęgi.<br>
{{tab}}— Oto na wszystko odpowiedź dla tego olbrzyma, którego czynisz tak strasznym przedemną! — przemówił kapitan, wskazując na majtka, przynoszącego w tej chwili pistolety.<br>
{{tab}}— Obyś, ojcze, nie zapóźno zmuszonym był użyć tej broni!<br>
{{tab}}— Widzę w tobie tylko kobietę, Eleonoro, w której przebija się zawsze natura.<br>
{{tab}}— Połóż więc za najpierwszą jej cechę — przezorność; bo wy, mężczyźni...<br>
{{tab}}— Mamy rezygnacyę i odwagę, a te wystarczają za brak tego, co posiadają kobiety.
Mówiąc to, przepasał boki szerokim skórzanym pasem z miękkiego safianu czerwonego koloru, naśladującego szarfy marynarskie, i zasadził za niego oba pistolety wielkiego kalibru, zapytując poprzednio majtka:<br>
{{tab}}— Czy nabite?<br>
{{tab}}— Kulami nasiekanemi, kapitanie.<br>
{{tab}}Zaraz po tej odpowiedzi majtka pokazał się obok kapitana inny, który wyniósł na pokład czarny płaszcz z grubego sukna i zarzucił go na ramiona dowódzcy statku. Kapitan natychmiast owinął się nim starannie, jedynie dla ukrycia pistoletów, więcej przez dumę niż przez ostrożność.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/963|num=161}}{{tab}}Wkrótce Wiliam pokazał się na pokładzie i nim zdołał przybyć do głównego masztu, kapitan miał jeszcze czas powiedzieć majtkom:<br>
{{tab}}— Czterech ludzi w czterech stronach głównego masztu, najdalej dziesięć kroków odległości, ma pełnić służbę przez cały czas mojej rozmowy z tym człowiekiem... Bądźcie baczni na każde moje skinienie, a wówczas w jednej chwili powinienem was zobaczyć przy sobie.<br>
{{tab}}— Rozumiemy, kapitanie — odpowiedzieli majtkowie, oddalając się zaraz na oznaczone miejsca.<br>
{{tab}}Wiliam zbliżył się do kapitana.<br>
{{tab}}Wyraz jego twarzy wydawał się tak niezwykłym kapitanowi, iż za jednem na niego spojrzeniem powtórzył sobie w duszy:<br>
{{tab}}— Eleonora miała słuszność... ten człowiek w złym zamiarze zażądał ze mną rozmowy... Już zapóźno, aby mu jej odmówić... ta rozmowa zakończy się straszną katastrofą!
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''II.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|{{Rozstrzelony|Katastrof}}a.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Słońce już było zaszło w tej chwili, kiedy spotkanie dwóch tych nieprzyjaciół nastąpiło. Łagodny zmrok osłaniać zaczął cały widnokrąg morski, do nocy brakowało już tylko jednej godziny.<br>
{{tab}}— Dzięki ci składam, kapitanie, żeś mi się z sobą pozwolił widzieć — przemówił Wiliam łagodnym głosem, w którym jednak bardzo wiele przebijało się szyderstwa.<br>
{{tab}}— Czy panu tak wiele na tem zależało?<br>
{{tab}}— Jak nigdy, po skończeniu siedmdziesięciu dwóch lat życia — odpowiedział, dając poznać w sobie jakąś przewagę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/964|num=162}}{{tab}}Eleonora, obecna tej odpowiedzi, zbladła, kapitan drgnął i odrzekł zaraz, nie dając poznać doznanego w duszy wrażenia.<br>
{{tab}}— Wistocie wprowadzasz mnie pan w ciekawość, która mnie zmusza do proszenia cię o pośpiech.<br>
{{tab}}— O, jeżeli tak, to wyznam panu, że nie jestem zależnym od tego, czego żądasz... Już w tej chwili „coś innego“ rządzi zarówno mną, jak tobą.<br>
{{tab}}Kapitan i Eleonora zmieszali się jeszcze bardziej.<br>
{{tab}}— Siadaj, Wiliamie — przemówił łagodnie kapitan, wskazując małą ławeczkę bambusową u stóp masztu — miło mi będzie wysłuchać cię... Mozarab jest strasznym okrętem dla wszystkich, co go prześladują, ale gościnnym, a nawet ludzkim dla tych, co szanują jego kapitana.<br>
{{tab}}— Przynajmniej tego odemnie jednego nie wymagaj, kapitanie; bo wiesz sam dobrze, że nie zdołam być nigdy twoim przyjacielem.<br>
{{tab}}— Czego jednak pragnąłbym więcej, niż się może spodziewasz.<br>
{{tab}}— Zbytek cnoty, kapitanie; na honor! nie wiedziałem, że korsarze są zdolni do metamorfozy serca... Podam ci zatem jeden do tego warunek.<br>
{{tab}}— O, to mi zapowiada prawdziwe szczęście, Wiliamie!<br>
{{tab}}— Zwrócisz mi dwieście dwanaście milionów — z lodowatą obojętnością odpowiedział.<br>
{{tab}}Kapitan umilkł.<br>
{{tab}}— No, to już ostateczna od ciebie odpowiedź — przemówił dalej, rozumiejąc we właściwem znaczeniu to milczenie. — Teraz nie żałuję, żem przed chwilą jeszcze uznał naszą sprawę za skończoną.<br>
{{tab}}Słowa te znowu zaintrygowały zarazem ojca, jak córkę.<br>
{{tab}}— Byłoż to całym celem rozmowy, której żądałeś? — zapytał kapitan.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/965|num=163}}{{tab}}— Tak jest; a potem, w braku z twojej strony przychylności, chciałem ci wyznać, iż nie pozwalam żadnego nademną tryumfu.<br>
{{tab}}— Nie na moim jednak okręcie służą ci te pogróżki, Wiliamie.<br>
{{tab}}— Przeciwnie!... bo w tej jednej godzinie ja nim rządzę i jestem jego panem.<br>
{{tab}}— Wiliamie! — zawołał kapitan poruszony — twoje słowa nie są bez zasady.<br>
{{tab}}— Posiadam je aż dwie jednocześnie: pierwsza nazywa się dozgonna zemsta, a druga... na tę poczekaj jeszcze chwilę — dodał, oglądając się wzdłuż i w poprzek okrętu.<br>
{{tab}}Kapitan i Eleonora skierowali za nim swój wzrok, usiłując zbadać przyczynę tej strasznej, a mistycznej odpowiedzi.<br>
{{tab}}— Zawsze masz jeszcze czas, kapitanie, do zwrotu tych pieniędzy — dodał zaraz, widząc wyraźne pomieszanie obojga — ale ten czas juź jest zbyt krótki dla nas samych, a zaledwie minie, już zapóżno przyjdzie nam żałować zobopólnej nienawiści i zemsty!<br>
{{tab}}Kapitan wpadł nagle na tę myśl, że Wiliam obietnicą pieniędzy zbuntował całą osadą; dlatego, przerażony, świsnął natychmiast w piszczałkę i sprowadził do siebie czterech majtków, którym bystro i przenikliwie spojrzał w oczy, usiłując wyczytać z ich twarzy prawdę, której się domyślał.<br>
{{tab}}— Jesteśmy, kapitanie, na twoje rozkazy — przemówili marynarze, jednocześnie zdejmując z głowy czapki na znak uszanowania.<br>
{{tab}}— Czy jesteście zdolni na moje rozkazy wrzucić tego człowieka w otchłań morza?<br>
{{tab}}— Natychmiast, kapitanie... twój rozkaz na okręcie Mozarab jest święty!<br>
{{tab}}I zaraz rzucili się ku Wiliamowi, który, martwy na to wszystko, jak posąg, dostatecznie przekonał kapitana o błędzie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/966|num=164}}{{tab}}— O, dosyć tego, moi przyjaciele! — ozwał się zaraz do porywczych wykonawców swego rozkazu kapitan — kochacie mnie więcej, niż się domyślałem... przebaczcie mi raczej, żem wasze serca obwiniał.<br>
{{tab}}— Na mój honor, kapitanie! uczyniłeś mnie niedołężnym zdrajcą, jakby głowa moja nie wystarczyła samoistnie do pomsty, bez pomocy twoich ludzi... przypominam nawet sobie, com ci już oznajmił, iż w tej chwili coś innego zarówno mną jak tobą rządzi.<br>
{{tab}}I znowu spojrzał wzdłuż i wszerz okrętu, jakby czegoś upatrywał.<br>
{{tab}}Kapitan dał znak i zaraz majtkowie oddalili się na swoje miejsca.<br>
{{tab}}— Jesteś teraz niedołężnym w moich oczach — przemówił z obrazą do Wiliama — skoro próżną pogróżką usiłujesz chwilowo niepokoić swojego zwycięzcę!... nie zapominaj, że jestem także dumnym!<br>
{{tab}}— Ja tylko mściwym; a w tej ostateczności, w jaką mnie rzuciłeś, zostałem nawet dla ciebie strasznym.<br>
{{tab}}— Ojcze!... ten człowiek mówi prawdę, którą słyszymy! — zawołała Eleonora, chwytając go za rękę i wpatrując się jednocześnie w twarz Wiliama.<br>
{{tab}}— Jesteś dziecinną, Eleonoro!<br>
{{tab}}Wiliam rozśmiał się z ironią, spojrzawszy na obojga.<br>
{{tab}}Wkrótce po tem przemówieniu, śpiesznie wyszedł na pokład jeden z majtków i z oznaką niespokojności na twarzy przybiegł do przerażonego nanowo kapitana.<br>
{{tab}}— Kapitanie! — zawołał, zaledwie umiejąc hamować swoje uniesienie — w tej chwili odkryliśmy zdradę na okręcie, której sprawca jeszcze między nami znajdować się musi!<br>
{{tab}}— To ja nim jestem, kapitanie — odrzekł Wiliam z dziwną spokojnością — ale pierwej wysłuchaj swego sługi.<br>
{{tab}}— Kilku z naszych, udawszy się na najniższy spód okrętu — mówił majtek — dla nabrania z beczek słodkiej wody, spostrzegło zostawione przypadkiem świdry, które wczoraj {{pp|wie|czór}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/967|num=165}}{{pk|wie|czór}} zaginęły nam z izby ciesielskiej, a wkrótce spostrzegliśmy, że całe dno okrętu usiłowano przewiercić w różnych miejscach.<br>
{{tab}}— Aby Mozarab zatopić! — krzyknął w szalonem uniesieniu kapitan.<br>
{{tab}}— O! bądź o to najspokojniejszym, kapitanie! — odpowiedział zawsze zimny i tryumfujący Wiliam — wyznaję, żem próbował tej sztuki, ale, szczęściem dla ciebie, Mozarab obity jest grubą miedzianą blachą, która się oparła mocy świdrów, jakiemi to dzieło spełnić zamierzyłem. Nie udała się więc zdrada przez pomoc piekła, które cię strzeże ustawicznie; myślę jednak, że mi to wszystko przebaczysz, jak niezręcznemu, który jednak za chwilę będzie miał honor godnie odpowiedzieć za całą zdradę, jakiej sam od ciebie na tym okręcie doznał!... Tak jest, kapitanie, postanowiłem nie dopuścić cię do żadnego brzegu, chociażby przyszło nam obudwom pojednać się na dnie morza, lub we wnętrznościach jakiego potworu. Jedna noc i jeden dzień wystarczyły na tem pomysł, nieco dzielniejszy w skutkach nad twoje stosy woltaiczne, czarnoksięzkie latarnie, albo szkła, farbowane na żółto w latarkach. Złóż ręce u stóp tego masztu, kapitanie, jak chrześcijanin, i módl się za grzechy życia... Ja nie straszę podstępnie, jak tyś próbował niedawno na mnie tej niegodziwości, ale otwarcie, jawnie, śmiało i odważnie czytam ci wyrok, własną moją podpisany ręką, i wydaję na jaw, że nim jeszcze ten mrok zapadnie, wszyscy społem, jak tu jesteśmy, ujrzymy się w ciemnej nocy, która się nazywa wiecznością!...<br>
{{tab}}Kapitan zrzucił płaszcz ze swoich ramion i jednocześnie dobył z olster oba pistolety, któremi wymierzywszy do swojego mściciela, zawołał:<br>
{{tab}}— W imię śmierci, którą ci grożę, wydaj natychmiast tajemnicę twojej zdrady!<br>
{{tab}}— Jam już w tej chwili umarły — z szyderstwem odpowiedział. — Śmierć moja czy życie, już nie cofną klęski, {{pp|prze|znaczonej}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/968|num=166}}{{pk|prze|znaczonej}} dla okrętu Mozarab, strzelisz czy nie strzelisz, kapitanie, za pięć minut będziemy już obadwaj należeli do piekła!<br>
{{tab}}— Ojcze! ratuj córkę twoją! — krzyknęła Eleonora, padając do nóg osłupiałemu kapitanowi.<br>
{{tab}}— Jeszcze nam pięć minut zostawiono, Eleonoro! a ten czas wystarczy, aby go pomścić nanowo pięć razy!... O! chociażby tylko pięć mgnień oka, ja nie zostawię go tryumfującym nad nami!... Nareszcie, gdzie jest to niebezpieczeństwo, które cię przedwcześnie przeraża, moje dziecię?!<br>
{{tab}}— W jego słowie, w które wierzę, z przepowiedni samego nieszczęścia.<br>
{{tab}}— A ja nie wierzę w przepowiednie, ani w jego słowo!<br>
{{tab}}Wiliam raz jeszcze spojrzał po całej przestrzeni pokładu okrętu.<br>
{{tab}}— Oh! oh! — krzyknęła Eleonora, drżąc cała u nóg ojca.<br>
{{tab}}— Eleonoro! on kłamie, jak niegodziwiec!!.. na moim, okręcie ja sam tylko jestem panem naszego szczęścia lub niebezpieczeństwa!<br>
{{tab}}— Patrz! patrz, ojcze, jak on ustawicznie spogląda na Mozarab, jakby czekał chwili strasznej klęski, która go ma zatracić z nami! Co on czyni?<br>
{{tab}}— Gra rolę bałwana, prostego stracha na ptaki, aby się mógł nacieszyć przez pięć minut naszą trwogą. Z bohatera został Machiawelem; z króla, który długo rządził nami, wyszedł na kuglarza.<br>
{{tab}}— Oh!... on znowu spogląda po pokładzie okrętu, jakby go pochłonąć obiecywał.<br>
{{tab}}— Mistyfikator!... Spojrzyj raczej tam, Eleonoro, już latarnia na brzegu bourbońskim błyska światłem... do lądu niedaleko!... Mozarab zwycięzko wpłynie do portu St. Denis!<br>
{{tab}}— On się śmieje!<br>
{{tab}}— Jego rola tak wymaga.<br>
{{tab}}— Wciąż się śmieje z twojej mowy!<br>
{{tab}}— Z twojej trwogi, Eleonoro!... Rozśmiejmy mu się w oczy śmiało i szyderczo, a straci odwagę, aby z nas żartować.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/969|num=167}}{{tab}}I zaraz po tej odpowiedzi rozśmieli się oboje jednocześnie tym śmiechem strasznym, którego zasada jest w sztucznej pobudce, a w naturze mieści istotne przerażenie.<br>
{{tab}}Wiliam wskazał ręką na jeden mały punkt na podłodze w odległości ośmiu lub dziesięciu kroków.<br>
{{tab}}Przez szpary desek pokazał się lekki obłoczek dymu, wydobywającego się na zewnątrz. Jednocześnie w drugim końcu okrętu pokazał się podobny kłęb dymu, który odebrał przytomność kapitanowi.<br>
{{tab}}Eleonora padła pod masztem zemdlona.<br>
{{tab}}— Ogień! ogień! — wykrzyknęła nagle cała załoga, zostająca pod pokładem i wszyscy zaraz, jak szaleni, wybiegać zaczęli na pokład.<br>
{{tab}}— Mozarab gore! — zawołał jeden z majtków, przybiegając do kapitana.<br>
{{tab}}— Rozbić wszystkie beczki z wodą na pokładzie! — odrzekł kapitan, rzucając się pierwszy do ratunku. — Gdzie wybuchł pożar?<br>
{{tab}}— W kajucie.<br>
{{tab}}— W której?<br>
{{tab}}— W mojej, kapitanie — z tą samą oziębłością i tryumfem odpowiedział Wiliam, zbliżając się do przerażonego. — Na dwie beczki bawełny wylałem beczkę terpentyny, w którą wstawiłem zapaloną świecę. Miałeś więc czas ją zagasić, kapitanie, ale ten czas już przeminął w tej chwili, świeca się dopaliła w ciągu naszej rozmowy.<br>
{{tab}}Nagle prawie wszystkie szpary okrętu wyrzucać zaczęły w górę czarne i cuchnąc, Żywicą dymy, przedewszystkiem wejście pod pokład wybuchło kłębami niezmiernej gęstości — komunikacya wewnętrzna została przeciętą. Ogień jeszcze się nie pokazywał.<br>
{{tab}}— Za mną! za mną! — zawołał kapitan, porywając za ogromny ciesielski topór, z którym pobiegł w jeden koniec okrętu i z niewymowną gwałtownością i pośpiechem zaczął wybijać otwory w podłodze.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/970|num=168}}{{tab}}— Za mną! za mną — wołał ustawicznie za każdem uderzeniem topora — przebić drogę do prochów!<br>
{{tab}}— Do prochów! — powtórzyli wszyscy za kapitanem, rozbijając siekierami, to oskardami deski.<br>
{{tab}}— Śmiało! prędko i bez odpoczynku!... inaczej cała załoga wyleci w powietrze!<br>
{{tab}}W mgnieniu oka prawie kilka desek oderwano z pokładu; ale, niestety!... dym gęsty, czarny i duszący wybuchł zaraz jak z krateru i odpędził wszystkich z miejsca, odbierając im odwagę.<br>
{{tab}}Wszystkie żagle, jakie tylko znalazły się na masztach, rozwinięto, aby przyśpieszyć bieg okrętu do portu St. Denis, któryby im dobroczynną pomoc łatwiej mógł udzielić.<br>
{{tab}}Ani jedna jeszcze iskierka ognia nie ukazała się na wierzchu pokładu, płomień zaległ tylko dolne części i pożerał Mozarab w jego wnętrznościach. To dało jeszcze nadzieję jednego środka ratunku. Rozbito ogromne skrzynie ze składem żagli i zaczęto je rozciągać po całym pokładzie, aby przydusić płomień samym dymem, coraz bardziej wybuchającym przez otwory okrętu.<br>
{{tab}}Trzydziestu blisko ludzi z niesłychaną energią zajęło się ratunkiem. Kapitan sam nie dał się zawstydzić żadnemu majtkowi. Dawał rozkazy jak dowódzca i sam je wespół ze wszystkimi wypełniał, jak w godzinie śmierci, w której wszyscy jednego zostajemy znaczenia.<br>
{{tab}}Im większy pośpiech objawiał się w ich ratunku, tem większy nieład i przestrach paniczny, niweczył wszystkie ich usiłowania, wyczerpując zarówno moralnie jak fizycznie. Wzdłuż i wszerz przebiegał każdy jak szalony, rozlegały się niezrozumiałe krzyki, dopóki jeden głos najstraszniejszy nie objawił im ostatecznego wyroku, a ten głos zabrzmiał w słowach:<br>
{{tab}}— Płomień! płomień!<br>
{{tab}}Rzeczywiście, przez roztwarte drzwi w pokładzie wybuchł z niesłychaną gwałtownością płomień, a zaraz w kilku {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/971|num=169}}miejscach, przez liczne szpary w pokładzie, wylatać zaczęły na powietrze wielkie i przy zmierzchu wieczornym jasne skry, które jak sygnał bezskuteczności wszystkich wysileń tu podjętych, odbiły się strasznie w sercach i umysłach upadłych na odwadze majtków.<br>
{{tab}}Chciano jeszcze wystrzelić z armat, aby zawiadomić o nieszczęściu bliski port S. Denis, ale i do dział, zamkniętych pod podkładem, droga była przeciętą.<br>
{{tab}}Jeszcze chwila przeminęła, a cały pokład okrętu, zamienił się w jeden krater, wyrzucający duszące dymy, w którym już stało się niepodobieństwem przebywać. Wrzawa z połączonych dzikich głosów zaległa ten mały punkt śmierci bujającej na bałwanach morza. Już w tym jednym momencie egoizm wziął górę nad wszelką powinnością człowieka, każdy myślał tylko o sobie, aby unieść ztąd życie w jakikolwiek sposób.<br>
{{tab}}Jedna część załogi rzuciła się zaraz do małych szalup i łodzi, przyczepionych do boku okrętu, które w mgnieniu oka spuszczono, inni chwytali za drabiny i sznury, wiążąc je z pośpiechem do baryer, aby tą drogą znaleźć ucieczkę do wody, która, chociaż na chwilę obiecywała przedłużyć życie i oddalić śmierć niechybną.<br>
{{tab}}Ale najstraszniejszym w tej klęsce momentem stało się, kiedy jednocześnie prawie na wszystkich trzech masztach rozpięte w całej szerokości żagle ogarnął płomień. Wówczas każdy na ślepo chwytał się tego instynktowego środka, który jest może prawdziwym ratunkiem z przeznaczenia zesłanym nam niewidzialną potęgą. Część większa załogi rzuciła się wpław z pomostu, inni spuścili się po linach i skarpach boku okrętu, a kiedy światło olbrzymiego ognia jasną łuną odbiło się aż na tle oczernionego bliską nocą nieba — widziano, jak człowiek z opalonym na głowie włosem i odzieżą, unosząc na barkach swoich zemdloną kobietę, spuścił się także po drabinie sznurowej do łodzi za innymi.<br>
{{tab}}Był to kapitan Rappinet i Eleonora.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/972|num=170}}{{tab}}Nie wszyscy jednak opuścili Mozarab — bo u stóp wielkiego masztu pokazał się Wiliam, ten sprawca klęski, który jak władca i pan ognia, zewsząd go ogarniającego, zdawał się urągać śmierci, na którą co chwila oczekiwał. Zwycięzki i szyderczy śmiech na jego obrzydliwej twarzy, oświetlonej jasnym płomieniem, czynił go podobnym do króla piekieł. Jakby martwy na czyn podstępny i nikczemny, jakby zobojętniały na śmierć samą, sycił się tym strasznym widokiem i z tajemnem serca swego uniesieniem, śledził ustawicznie po wszystkich zakątach okrętu, czy nie ujrzy jeszcze przed sobą tego, któremu w odwecie w taki sposób zemstę swoją chciał przekazać.<br>
{{tab}}Wtem nagle z łodzi, odpływającej od okrętu, dał się słyszeć głos dobrze mu znajomy.<br>
{{tab}}Wiliam na ten głos zatrząsł się jak szalony — poznał w nim nicość tylu swoich zabiegów i zawołał:<br>
{{tab}}— A więc i na mnie jeszcze nie czas umierać!<br>
{{tab}}I w tej samej chwili rzucił się z pokładu w morze.<br>
{{tab}}Cztery łodzie nie zdołały objąć całej załogi której już część pewna zginęła, szczęśliwsi byli ci, którym na tych słabych deskach wolno było cieszyć się nadzieją ocalenia.<br>
{{tab}}Wszyscy robili wiosłami z całem natężeniem sił, odbijając coraz dalej od okrętu, mającego za chwilę wylecić w powietrze — inni, którym los odmówił tej ostatniej pociechy, unosili się przez czas-niejaki na powierzchni wody, odbijającej blask palącego się okrętu.<br>
{{tab}}W tej liczbie znajdował się i Harlesding.<br>
{{tab}}Rozpacz jego serca nie była z tej samej pobudki, która tu wszystkimi rządziła; mniej dbał o życie, które dobrowolnie poświęcił; ale nie mógł znieść widoku pomyślnie ratującego się wraz z córką kapitana. Podobnie jak inni, zostawieni bez żadnej pomocy w swojem ocaleniu, chwycił się obiema rękami pływającej belki, których przezorni marynarze kilka sztuk w tymże celu do wody wrzucili, i postanowił ratować się za innymi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/973|num=171}}{{tab}}Wtem nagłe spełniła się przerażająca katastrofa, ogień doszedł do składu prochu i w jednem mgnieniu oka, cały pokład wraz z masztami wyleciał w powietrze. Szczęściem, że mała ilość znajdującego się na składzie prochu, nie zrządziła tych strasznych skutków wybuchu, któryby wszystkie tu w pobliżu zostające ofiary, skazał na śmierć morderczą. Straszliwy huk ogłuszył każdego na chwilę, lecz w tym samym momencie już całe niebezpieczeństwo minęło.<br>
{{tab}}Powszechny okrzyk radości z czterech łodzi, coraz bardziej oddalających się od okrętu, zwiastował to wielkie przesilenie trwogi — jeden tylko Wiliam, na ślepy kierunek bałwanów wody zostawiony, milczał, zgrzytając zębami.<br>
{{tab}}Wkrótce doszło do uszu wszystkich kilka armatnich wystrzałów z portu S. Denis. Było to hasło wyspy, zwiastujące im nadzieję i wybawczą pomoc — zaraz też spostrzegli kilka łodzi z rozpiętym żaglem, z niesłychaną szybkością kierujących się ku płonącemu okrętowi.<br>
{{tab}}Drugi okrzyk radosny objawił w ich sercach powrót upadłych nadziei.<br>
{{tab}}Wiliam, o sto kroków oddalony od łodzi kapitana, podobnym głosem radości oznajmił swoje ocalenie.<br>
{{tab}}Niedługo potem kapitan i Eleonora, przeniesieni na mały statek, wysłany z portu, długo upatrywali między wyratowanymi swego mściciela i sprawcę klęski, która zatraciła, tak długo znany na Oceanie Mozarab.<br>
{{tab}}Wiliama nigdzie nie było.<br>
{{tab}}— Niebo samo wydało wyrok w tej długiej walce między mną a Wiliamem! — przemówił nareszcie do córki kapitan, wyjmując klucz od komnaty przy ulicy Św. Franciszka Nr. 3. — Już ten klucz i to wszystko, co pod nim znajdę, należy do mnie z przeznaczenia!.. Do Francyi więc i do Paryża, śpieszmy drogie dziecię! Odtąd nic nie zakłóci spokoju, zesłanego nam wolą Boga.. Odtąd szczęście dla nas obojga aż do zgonu!.. odtąd szczęście dla tej biednej rodziny, oczekujące na mój powrót, jak na wybawienie?..<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/974|num=172}}{{tab}}— Lecz czyż jesteś tego pewnym, mój ojcze, że w tej klęsce zginął także i nasz nieprzyjaciel? — zapytała wątpiącym tonem Eleonora.<br>
{{tab}}— Wówczas — odrzekł z mocą kapitan — uwierzę w karę nieba, zesłaną na moją głowę!.. poddam się jak winowajca i padnę pierwszy do nóg Harlesdingowi, którego uznam moim panem z przeznaczenia!.. Ale Wiliam zginął w bałwanach morskich lub w płomieniach, które sam rozniecił — dodał, spoglądając na wszystkie strony, jakby upatrywał między wyratowanymi tego, którego nawet po śmierci lękać się należało.<br>
{{tab}}Lecz Wiliama nigdzie nie było widać.<br>
{{tab}}— Może i zginął — tak samo wątpiącym głosem, jak poprzednio, odpowiedziała Eleonora.<br>
{{tab}}— Ah! ta niepewność, daj Boże! aby nie stała się odtąd nieznaną dla mego serca męczarnią! — zakończył kapitan.<br>
{{tab}}We dwie godziny po tej strasznej klęsce, resztki niedopalonego okrętu Mozarab wprowadzone zostały do przystani.<br>
{{tab}}Trzeciego dnia swego pobytu w S. Denis, kapitan wraz z córką, okrętem kupieckim opuścili Bourbon i popłynęl1 w kierunku brzegów Francyi, aby otworzyć czarną komnatę, wejść do piwnicy i zabrać skarb zwyciężony.<br>
{{tab}}O Wiliamie różnie w porcie mówiono. Nikt go nie widział ocalonego; lecz też nie widziano go, jak umierał.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''III.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Dwóch narzeczonych.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Na początku miesiąca listopada tegoż roku kapitan Rappinet i Eleonora znajdowali się już w Paryżu.<br>
{{tab}}Rodzina Iganickich, wsparta tymczasem pieniędzmi kapitana, przez cały czas jego nieobecności w Paryżu, aż do {{pp|po|wrotu}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/975|num=173}}{{pk|po|wrotu}}, zajmowała skromny apartament, przy ulicy Św. Gerwazego, dotykającej ulicy Św. Franciszka. Beniamin i Thoms, dwaj wierni przyjaciele tego domu, również dzielili niepewny los i wespół ze wszystkimi, oczekiwali z niecierpliwością powrotu swego wybawcy, który, jakkolwiek w pierwszych chwilach dla nich straszny, stał się następnie prawdziwym dobroczyńcą.<br>
{{tab}}Pewnego dnia, kiedy długa jego nieobecność wprowadziła tę rodzinę w największy niepokój, o godzinie jedenastej przed południem ukazał im się kapitan, objawiając już w samym powrocie zapowiedź szczęścia, które ich od tak dawna odbiegło.<br>
{{tab}}Wesoły wyraz jego twarzy i pewna swoboda, żywo malujące się w spojrzeniu i łagodnym uśmiechu, prawie w tej samej chwili wywołały na twarzach obecnych osób, też same miłe radości oznaki — jedna tylko Delfina, lekko uśmiechnąwszy się za innymi, wytężyła zaraz swoje jasno-niebieskie oko i z rodzajem zamyślenia spoglądać zaczęła na kapitana.<br>
{{tab}}Nie było to zapewne bez przyczyny — dusze kobiet mieszczą w swojej naturze dużo bardzo przenikliwości; instynkt ich, oparty na drobnych i mało na pozór znaczących okolicznościach, odgadują bez wyrazów. To, co obudziło tak nagle myśli Delfiny, co uszło uwagi wszystkich, mieściło się w samej powierzchowności kapitana — przedewszystkiem w ubiorze.<br>
{{tab}}Człowiek ten obcy, dla lądu europejskiego, wyparł się oddawna tego, co nazywamy toaletą. Na każdym punkcie kuli ziemskiej przybierał barwę narodu, który go przyjmował, jako gościa, lub jako chwilowego obywatela. Na swoich okrętach przedstawiał się zawsze dla oka, jak poeta-fantastyk, na którego ubiór składały się wszystkie porty amerykańskie, {{Korekta|nie nawidził|nienawidził}} też wszelkich formuł mody, które w wielkich stolicach stały się obowiązkiem dla przyzwoitości towarzyskiego pożycia — dziś przeciwnie stanął wobec tej rodziny, jak prawdziwy wychowaniec modnego świata Paryża.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/976|num=174}}{{tab}}Miał na sobie frak czarny, obcisły w rękawach, według najświeższej mody, którego szerokie poły podszyte były lśniącym takiegoż koloru atłasem — pantalony podobnież obcisłe z czarnego cienkiego kortu, na strzemionkach, co jest najbardziej obcą rzeczą dla każdego marynarza. Kamizelkę z jedwabnej materyi w jasnych kolorach, krawat atłasowy czarny w narzucane drobne kwiatki koloru lila i na ogorzałych rękach paliowe rękawiczki. Włos jego głowy, prawie zawsze ostry i morskim wiatrem rozrzucony, ułożony był dzisiaj z przesadną starannością, w pukle i kędziory, według wszelkich wymagań sztuki fryzjerskiej a faworyty wygładzone były, że tak powiemy, na stopę paryską.<br>
{{tab}}Pięć medali złotych na wstążkach błękitnych i czerwonych, jedyne trofea jego sławy, nabyte pod żaglem, zawiesił to na szyi, to na piersiach, przy fraku, które niemało podnosiły jego wartość.<br>
{{tab}}Delfina jednym rzutem oka zrozumiała tę wielką w nim zmianę i wczesnym niespokojem, przepowiedziała sobie, kapitanowi i swojej rodzinie, że stanie się ofiarą smutnej konieczności.<br>
{{tab}}Kapitan powitał wszystkich z salonową uprzejmością, coś głębszego jednak nad pospolite uszanowanie dla kobiety okazując Delfinie. Prawie w tym jednym momencie zrozumieli go wszyscy, co dziwne wrażenia wywołało na ich twarzach.<br>
{{tab}}Kapitan usiadł na sofie.<br>
{{tab}}— Jakąż przynosisz nam wiadomość, kapitanie? — zapytał osiwiały ojciec Delfiny.<br>
{{tab}}— Jakiej właśnie wam wszystkim zarazem i mnie samemu potrzeba było.<br>
{{tab}}— Dla nas starych potrzeba tylko spokoju; naszym dzieciom potrzeba jeszcze szczęścia — odpowiedział Iganicki.
— Spokój i szczęście! — powtórzył z westchnieniem kapitan, spoglądając na Defilnę. — Cóż wam te dary zesłać może, jak sądzicie?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/977|num=175}}{{tab}}— Powrót dawnego majątku.<br>
{{tab}}— Dobry byt i dostatki nie są jednak ani spokojem ani szczczęściem! przynajmniej ja tak zrozumiałem pieniądze, posiadając dziś dwieście dwanaście milionów zimnych i martwych franków, na których, daj Boże! abym kiedy wespół z wami nie skończył we łzach i z rozpaczą!<br>
{{tab}}— O! kapitanie!.. w smutny sposób objawiasz nam swoje szczęście.<br>
{{tab}}— Ale rzetelny... Chęć zysku długo zaślepiać nas może; spełniwszy jednak pomyślnie cel swojej chciwości, odkrywamy, że całe szczęście nasze jest w sercu i nie nasyca się fizycznie.<br>
{{tab}}— Twoja odpowiedź, kapitanie, daje poznać, że burzliwą swego życia karyerę chcesz skończyć w odrętwieniu.<br>
{{tab}}— Jeszcze jej nie skończyłem, moi przyjaciele. Przeznaczenie moje nie zawsze było dziełem trafu, ale najczęściej okoliczności mną rządziły. Część jednę mego życia dałem wam już poznać przez zamiłowanie do złego; część drugą zachowałem na czas dalszy, w której poznacie, że umiem być także cnotliwym, dopóki wy sami tego szczęśliwego we mnie usposobienia nie zniszczycie.<br>
{{tab}}— My, kapitanie? — zapytali prawie wszyscy z podziwieniem.<br>
{{tab}}— Mówiłem już, że najczęściej okoliczności mną rządziły, i teraz właśnie nasuwa się jedna, której skutki albo ocalą moje sumienie, albo zrobią mnie jednym z największych tego świata niegodziwców.<br>
{{tab}}— A więc wyznaj wszystko, kapitanie, jak przed swoimi przyjaciółmi.<br>
{{tab}}— Oby tylko to miłe nazwanie przyjaciela nie miało tej obłudnej pobudki która utrzymuje dziś sztuczną harmonię całego świata towarzyskiego!<br>
{{tab}}— Nie ufasz nam jeszcze, zyskawszy nasze przebaczenie, po tylu z twej strony nadużyciach?.. to nie dobrze, kapitanie!..<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/978|num=176}}{{tab}}— Ponieważ nie wiecie jeszcze sami, że ja, najuboższy z nędzarzy, znajduję się w tej chwili w domu najbogatszego pana, którego tylko laska uszczęśliwić mnie może.<br>
{{tab}}Wszyscy dziwne rzucili na kapitana spojrzenie, nie pojmując jego wyrazów — on zaś ciągnął dalej:<br>
{{tab}}— Interes mój i wasz z Harlesdingem już ukończony... W jaki sposób tego dokazałem, pozwólcie mi zamilczeć; ale taka była {{Korekta|ostarnia|ostatnia}} jego wola — dodał, wyjmując z kieszeni złożony w kilkoro papier.<br>
{{tab}}— Cóż to jest, kapitanie? — zapytali wszyscy.<br>
{{tab}}— Przeczytajcie.<br>
{{tab}}I podał papier Iganickiemu, jako głowie rodziny.<br>
{{tab}}Starzec natychmiast czytać zaczął.<br>
{{tab}}„Działo się na okręcie Mozarab, w dniu 30 sierpnia roku pańskiego 1838, o cztery mile morskie od portu S. Denis, na wyspie Bourbon.<br>
{{tab}}„Ja, Wiliam Harlesding, bliski powołania przed sąd Boga, opuszczając to doczesne i pełne grzechów życie moje, czynię jedynymi spadkobiercami posiadanego przezemnie majątku, rodzinę Iganickich, złożoną z ojca, matki i dwojga dzieci, których imiona są: Maksymilian i Pelagia, Teobald i Delfina.<br>
{{tab}}„Taka jest ostatnia wola moja, którą przekazuję do wykonania w imię prawa, rządzącego sprawiedliwie.
{{f|align=right|prawy=15%|„Wiliam Harlesding.“}}
{{tab}}Iganicki, po przeczytaniu tych wyrazów, odrzekł nie bez widocznego uniesienia.<br>
{{tab}}— To jego testament!.. Harlesding miał jeszcze sumienie! Czy już umarł ten nieszczęśliwy?<br>
{{tab}}— Nie, w pierwszej tylko chwili uczynienia swej ostatniej woli... Bóg przedłużył jego nędzne istnienie, dla poprawy, on tymczasem użył tego czasu do nasycenia swoich złością czego ja stałem się ofiarą... Wiliam, uczyniwszy was bogatymi, zrujnował mnie zdradą na majątku, w której sam, jak się domyślam, zginął śmiercią grzesznika... podpalił Mozarab.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/979|num=177}}{{tab}}— Twój okręt, kapitanie, na którym napisał ten testament?<br>
{{tab}}— Tak jest...<br>
{{tab}}— I w twoje ręce go powierzył?<br>
{{tab}}— Byłem kapitanem okrętu; a dla umierających na morzu, dla braku obecności notaryusza, nie służy inne prawo spadkobierstwa. Świadkowie jego woli położyli także na tym papierze podpisy.<br>
{{tab}}Iganicki spojrzał zaraz na testament i odrzekł:<br>
{{tab}}— A tak... znajduje się w nim twoje imię, kapitanie, także imię ojca Urbino Scarpiera, jezuity, i doktora Roussilon. Chciej mi jednak wytłómaczyć, dlaczego w tym testamencie mieści się tylko sam podpis Harlesdinga, jakby ten legat był już poprzednio zgotowany?<br>
{{tab}}— {{Korekta|Wiliams|Williams}} stał się już niezdolnym do napisania więcej wyrazów, prócz swego imienia. Gdybym więc chciał was oszukać, znalazłbym w tem zdarzeniu sposobność do wszelkiego nadużycia, a jednak...<br>
{{tab}}— Dosyć ci było, kapitanie, nie pokazywać nam go wcale, aby zataić wszystko i nadużyć tej sposobności.<br>
{{tab}}— O więcej nawet, moi przyjaciele; ponieważ w tej chwili posiadacie tylko arkusz papieru, a ja wasze dziedzictwo.<br>
{{tab}}— Więc ileż zostawił Harlesding za nasze krzywdy?<br>
{{tab}}— Dwieście dwanaście milionów, sto siedmdziesiąt pięć tysięcy franków.<br>
{{tab}}— I ten ogromny majątek odtąd do nas należeć będzie?! — zapytał jakby z niedowierzaniem Iganicki, wraz z żoną i dziećmi.<br>
{{tab}}— Tak jest, moi przyjaciele... i to w chwili, gdy ja utraciłem wszystkie prawa do części tych pieniędzy, własnem mojem staraniem i niebezpieczeństwem nabytych. Teraz wierzycie mi zapewne, że jestem najuboższym z nędzarzy w domu najbogatszego pana?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/980|num=178}}{{tab}}— O nie, kapitanie! — odrzekł z mocą plantator. — Sumienie za sumienie!.. uczciwość za uczciwość ludziom się należy.<br>
{{tab}}— Ale ja was wespół z Harlesdingiem dwadzieścia cztery lat prześladowałem w niegodziwej sprawie!.. wam raczej powiedzieć mi należy: kara tobie za złość i zemsta za nienawiść.<br>
{{tab}}— Nie zapominaj, kapitanie, że jesteśmy Chrześcijanie!<br>
{{tab}}— Przebaczacie więc najmilsi?! — odrzekł z mocą, padając do nóg staremu ojcu i matce.<br>
{{tab}}— Aby ci odtąd zapewnić spokój i szczęście, czegoś właśnie zapragnął.<br>
{{tab}}Kapitan na te słowa znowu westchnął głęboko, powstał smutnie i usiadł na dawnem miejscu na sofie.<br>
{{tab}}— Cóż ci to jest, kapitanie? — zapytał znowu Iganicki.<br>
{{tab}}— Już ci to raz powiedziałem przyjacielu, że serce człowieka nie nasyca się fizycznie, a w niem właśnie mieści się całe nasze szczęście. Już zanadto wiele przeliczyłem pieniędzy, abym w nich szukać miał więcej prawdziwego dobra dla reszty mego życia; moje pragnienia są wznioślejsze nad zimny kruszec, a one tylko jak mówiłem, od waszej łaski zależą...<br>
{{tab}}— Nie rozumiemy cię, kapitanie — odpowiedzieli wszyscy oprócz Delfiny.<br>
{{tab}}— Przed kilku jeszcze miesiącami byłem dla was srogim wykonawcą nieszczęścia, i w szale mego zaślepienia, dobijałem się tegoż samego majątku w charakterze istotnego ciemiężcy; wy, słabi i bezbronni, dla zrzucenia tego jarzma tłoczącego was w tak srogi sposób poświęciliście szczęście własnego dziecięcia, oddając w ręce moje to pismo — dodał, wyjąwszy zaraz z kieszeni przygotowany list, niedawno ich własną ręką nakreślony i rozwinąwszy go śpiesznie, wyczytał kilka wyjątków, mianowicie:<br>
{{tab}}„Delfino!.. zapłacz przedwcześnie, lube dziecię, nim wyczytasz wyrok, który na ciebie ojciec i matka podpisali.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/981|num=179}}{{tab}}„Delfino!.. ciebie samą wybrało przeznaczenie, do rozwiązania tego niepojętego wyroku!<br>
{{tab}}„Aby go spełnić, potrzeba wielkiego postanowienia twego serca, abyś wolą nieprzymuszoną odpowiedziała: ''ja tak chcę!''..<br>
{{tab}}„Będzie to uczta, na którą wszyscy zaproszeni jesteśmy przez truciciela.<br>
{{tab}}„Ten kielich nazywa się: ''poświęcenie córki, która dla ocalenia ojca i matki, wezwała na łono rodziny własnego jej prześladowcę... i nazwała mężem!''..<br>
{{tab}}Wszyscy w tem przypomnieniu drgnęli letargicznie, kapitan przestał czytać, śledząc bacznie na ich twarzach najdrobniejsze zmiany, wrażeniem tem wywołane.<br>
{{tab}}— Czy rozumiesz teraz swego przyjaciela? — zapytał z pewną obawą.<br>
{{tab}}Głębokie milczenie stało się całą odpowiedzią dla kapitana — dopóki Delfina po długim namyśle nie zapytała z podziwieniem {{Korekta|obecnnych|obecnych}}.<br>
{{tab}}— I cóż spowodowało, panie, że już po raz drugi uciekasz się do tego celu?<br>
{{tab}}— W pierwszym razie, niegodziwość; a teraz... nie wiem tylko, jak to nazwać sprawiedliwie, aby nie bluźnić, nadużywając wyrazu, który dla nas istot czułego serca jakby świętym być powinien.<br>
{{tab}}— W twoim wieku, panie, przestaje się już mówić o miłości.<br>
{{tab}}— Ja zaczynam dopiero dalsze lat dwadzieścia — odpowiedział — ponieważ ten długi przeciąg czasu, w którym byłem wyrodkiem, nie liczy się na rachunek człowieka serca i cnoty. Zaślepiony szałem występków, pędziłem długie lata, nie żyjąc, a dziś, okryty siwizną, potęgą nadludzką nawrócony, cofam się w pierwszy wiek młodzieńczy, w pierwsze uczucia, miłe, wzniosłe i szlachetne! w których poznaję, że kocham!.. W licznych intrygach, któremi gnębiłem całą waszą rodzinę, pokazałem się największym prześladowcą w chwili, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/982|num=180}}kiedy, korzystając z władzy nad wami, zmusiłem do napisania tego listu, w którym tak niecne mieści się z mojej strony nadużycie. Nikczemny jeszcze podówczas, chciałem w interesie pieniędzy, uczynić cię ofiarą przymusu i nazwać żoną chciwego intryganta... Traf dopomógł wam niespodzianie i, zdradzony niepojętą władzą, zostałem sam waszym niewolnikiem. Wówczas po raz pierwszy otworzyłem oczy na siebie samego, na moje czyny, i zdałem się na waszą łaskę... Przebaczyliście nikczemnikowi w myśl wzniosłej chrześcijańskiego świata nauki, w myśl wyrazów: Kochajcie nieprzyjaciół waszych! pod brzmieniem których skruszyła się dusza wyrodka, tyle czasu podła, wówczas uczułem w sercu dla was litość, a przedewszystkiem, dla ciebie, pani, na którą przez lat dwadzieścia cztery szczególniejszą zwracałem moc pocisków. W pierwszej godzinie mego nawrócenia, ten dziwny stan serca, był tylko najczystszą litością, którą skrucha, żal i rozpamiętywanie twoich cierpień, pani, wywołały... W kilka dni opuściłem cię, aby ratować i nagrodzić wszystkie straty, które posiadł drugi z tego świata nikczemnik, Harlesding... Oto owoc mojej gorliwości w waszej sprawie — dodał, wskazując leżący na stoliku testament Wiliama. — Lecz czyż zdołałem przewidzieć, że w tem świętem poświęceniu się, z prześladowcy stanę się sam przyjacielem, z nienawistnego, kochającym?.. O! tak!.. {{Korekta|kochajcym|kochającym}} nad wyobrażenie spokojnych i czystych dusz, dla których miłość jest tylko samą igraszką. Obraz moich przeszłych niegodziwości, które panią uczyniły ofiarą łez i cierpień dotkliwych, coraz bardziej obudzał wyrzut mojego sumienia tyle czasu uśpionego, a za niem zaraz tłoczyło się nieznane, a przynajmniej zapomniane dawno uczucie, którego, dla mego wieku, odmawiasz mi pani!.. Bóg drogą miłości chciał mnie uczynić cnotliwym... pokochałem cię!..<br>
{{tab}}Delfina bynajmniej nie przeraziła się na tę wiadomość, ani też nie okazała owej radosnej dumy, którą prawie zawsze w kobiecie wywołuje podobna okoliczność. Jakby z męzką wytrzymałością, wyparła się w tej chwili własnej natury i {{pp|sil|nym}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/983|num=181}}{{pk|sil|nym}} rozumem, którym nieraz tak trafnie i przemożnie władać umiała, rozebrała całą historyę kapitana, aby go mądrze zrozumieć i ocenić sprawiedliwie.<br>
{{tab}}— Pokochałem cię! — kończył dalej kapitan, wpadając w coraz większy zapał i wymowę — i wówczas poprzysiągłem Bogu i sobie, że to uczucie zachowam w sercu aż do śmierci, bez wyjawienia go przed tobą, pani. Ale natchnienie prędko bardzo poparło natchnienia, i ze skromnego niewolnika zostałem w myśli zarozumiałym obok ciebie panem. Rzekłem sobie, bardziej mojem uczuciem upojony, że ta biedna, prześladowana przezemnie istota nie znajdzie serca bardziej zdolnego większą odpłacić się jej miłością!.. że ja tylko sam, jakby w nagrodę zadanych jej cierpień, koić będę umiał resztę jej męczeńskiego żywota!.. że ja tylko jeden na ziemi osładzać mam prawo jej los zniszczony, bom go zatruł... że ja tylko sam kochać ją powinienem, otaczając tyle czasu ludźmi, którzy w obłudnych oznakach przyjaźni byli tylko dla niej nieprzyjaciółmi!.. Uczyniłem ją wdową przez lodowatą obojętność serca, powinienem ją więc zaślubić, kochając... wówczas, po raz drugi obiecałem sobie zostać twoim mężem pani, i staję dziś, otwierając przed wami całą swoją duszę, gotowy bez wyrzutu wysłuchać tej czy innej odpowiedzi, byleby ta wystarczyła na stanowcze obalenie wszystkich moich marzeń, lub ustalenie tylu świętych dla zarozumialca nadziei. Oto jest wszystko, co tłómaczy śmiałość, wpośród was odzywającego się w ten sposób kapitana Rappinet... Odpowiedzcież mu... ty szczególniej, pani.<br>
{{tab}}Wtem nagle drzwi się otworzyły i do pokoju wpadł Thoms zadyszany; twarz jego, malująca w najwyższym stopniu radość, zaintrygowała wszystkich i jednozgodnie wywołała na ich usta zapytanie.<br>
{{tab}}— Co ci jest, Thoms?<br>
{{tab}}— Co mi jest?.. o bezwątpienia, że nie zawsze bywam tak szczęśliwymi.. W tej chwili, idąc bulwarem Magdaleny, spotkałem... spotkałem...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/984|num=182}}{{tab}}— Kogo? — zapytali wszyscy zniecierpliwieni.<br>
{{tab}}— Spotkałem jednego z dawnych przyjaciół pani — odpowiedział, dziwnie spoglądając na Delfinę.<br>
{{tab}}Żywy rumieniec wystąpił zaraz na jej lica.<br>
{{tab}}— On przybył umyślnie do Paryża, aby panią zobaczyć — mówił dalej chłopiec, przyjaznym temu zdarzeniu głosem — i skoro objaśniłem go, gdzie się pani znajdujesz, nie posiadał się z radości... Musiałem natychmiast iść do jego mieszkania, gdzie napisał list i kazał mi go pani doręczyć... Oto właśnie ten sam list — dodał, wyjmując go z kieszeni.<br>
{{tab}}Delfina z pośpiechem wyciągnęła rękę i, odbierając, zawołała.<br>
{{tab}}— To od księcia Topor Płonińskiego!<br>
{{tab}}— Od naszego dobrego przyjaciela z Warszawy! — odrzekł Teobald w uniesieniu — przeczytaj, przeczytaj nam wszystkim, Delfino.<br>
{{tab}}Delfina z ufnością w sercu złamała pieczątkę, otworzyła papier i głośno wyczytała następujące wyrazy:
{{f|align=left|lewy=15%|„Pani hrabino!}}
{{tab}}„АWygnaniec Twego serca znowu zaczepia Cię tem pismem, przebacz, jeśli w tej śmiałości dawnego przyjaciela widzisz błąd obraźliwy. Jestem jeden z ludzi, którzy wierzą, w przeznaczenie; dlatego wszędzie biegnę za niem; aby je spełnić w myśl rodzącego się ustawicznie w mojej duszy natchnienia. Wspomnij, że dawniej już wyższa jakaś siła jednoczyła nasze losy, co długo bardzo nazywaliśmy przyjaźnią. Śmierć Twego męża w Warszawie, śmierć mojej żony we Florencyi, to coś niepojętego w historyi naszych stosunków! Zapytaj serca własnego, dlaczego dziś opuściłem Warszawę, aby Cię koniecznie znaleźć w Paryżu, pomówić, porozumieć się, zapytaj w końcu, co jest i co było, co historyą ostatnich lat życia naszego zamieściło na jednej i tej samej karcie przeznaczenia? Pani hrabino!.. są to wyrazy twego przyjaciela, który, dziś wolny, nierównie też śmielszym jest w wyjawianiu swoich myśli, i pamięta zarazem, że porozumiewa się z {{pp|kobie|tą}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/985|num=183}}{{pk|kobie|tą}}, która podobnież nie ma już żadnych względem świata obowiązków, oprócz przyzwoitości i honoru. Może to jest zarozumiałość serca pełnego nadziei, które, nie zapieram się jak człowiek pewnego wieku, że Ciebie oddawna ma na celu.
Jestem za stary, abym powiedział: Kocham Cię, Delfino!.. byłoby to niezręcznem kłamstwem na Twoją obrazę... podeszły książę jest tylko Twoim najwierniejszym przyjacielem i na określenie całego uczucia ku Tobie, nie ma innego nazwania, prócz harmonijnej sympatyi; ale w wieku moim, obok Twojej dobroci i naszem wdowieństwie, bardziej nierównie rozciągnąć można ten miły stan serca, szukającego nasycenia. Po za obrębem uczuć prawych i szlachetnych jest wola, po za obrębem woli, jest... małżeństwo. Delfino! Delfino! — dość abyś mnie zrozumiała... Teraz zostawiam Ci wolny wybór odpowiedzi. Skoro zamilczysz, wówczas książę, Twój przyjaciel, strącony z wysokości ołtarza tylu nadziei, wróci znowu do Polski, cieszyć się, że zbytnią śmiałością nie uczynił Cię ofiarą swego przymusu. Żyj szczęśliwa w Paryżu, dokąd odbiegłaś, może w interesie szukania pomyślniejszego dla siebie losu. Trzy dni oczekiwać jeszcze będę na Twoje wyrazy. Mieszkam przy {{Korekta|bulwerze|bulwarze}} Magdaleny nr. 5. Czwartego dnia będę w drodze do Warszawy.
{{f|align=right|prawy=15%|„{{Korekta|Księżę|Książę}} Topor Płoniński.“}}
{{tab}}Kapitan Rappinet, świadek tajemnic tego listu, prawie odrętwiał, wysłuchawszy tych wyrazów, i machinalnie zapytał:<br>
{{tab}}— Któż jest ten szczęśliwy rywal, który ma tyle prawa do łask pani?<br>
{{tab}}— Jeden z moich dawnych przyjaciół z Polski — odpowiedziała z pewną dumą Delfina. — Książę przez długi czas był moim dobroczyńcą, gdyś ty właśnie, panie, pozwalał sobie srogich nad moim losem nadużyć. Przypomnij sobie Oskara, wykonawcę twoich niecnych zamachów; wówczas ten dobry przyjaciel przytulał ustawicznie do swego serca sierotę, która nie wiedziała, że jej kiedyś niebo da poznać swego ciemięzcę! i że ten zuchwale zażąda jej ręki w zamęźcie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/986|num=184}}{{tab}}Odpowiedź ta zmieszała wszystkich obecnych. Ojciec, matka i brat prawie jednocześnie zrozumieli skutki jej porywczej odmowy dla kapitana, w którego rękach znajdował się właśnie cały ich majątek — majątek olbrzymi!..<br>
{{tab}}— Delfino! — zawołał ojciec trwożliwym głosem — czy kochasz jeszcze swoich rodzicow?<br>
{{tab}}— O mój dobry ojcze!.. zkądże powstała w twojem sercu taka wątpliwość? — zapytała, czule ściskając go za rękę. — Ale ja pojmuję już twoją obawę, jak dobrze pojmuję własne wyrazy, które cię właśnie przeraziły. Niebo wystawiło mnie na wielką próbę serca i rozumu i dozwala z dwóch uszczęśliwić jednego; cokolwiek więc odpowiem na to krytyczne zapytanie dla obojga, przyjmijcie od dziecięcia, które, kochając was, chce jeszcze mieć prawo do własnej swobody. Czy pan zrozumiałeś dobrze wyrazy listu księcia Topor Płonińskiego? — zapytała z uprzejmością kapitana.<br>
{{tab}}— Jak ten, któremu w jednej chwili wydarto obiecane szczęście — odpowiedział ze drżeniem — książę zapragnął ją zaślubić.<br>
{{tab}}— I cóż myślisz panie, że odpowiem na oświadczenie księcia? — Aby został dłużej na trzy dni w Paryżu, i...<br>
{{tab}}— Tak jest... czytasz dobrze w mojem sercu. Natychmiast toż samo do księcia napiszę... Co zaś do ciebie, panie, nie zostaniesz także względem mnie bez żadnego obowiązku. Czy mam prawo domagać się czego od ciebie?<br>
{{tab}}— Aż do chwili, w której staniesz wespół z księciem Topor przy ołtarzu — odrzekł z westchnieniem, spuszczając głowę na piersi.<br>
{{tab}}— Zatem, przed upływem tego terminu, wrócisz mojej familii ten majątek w myśl testamentu Wiliama Harlesding.<br>
{{tab}}— Oto jest — odpowiedział stanowczo, wyjmując zaraz klucz ze swojej kieszeni.<br>
{{tab}}— Cóż to za klucz kapitanie? — zapytali obecni.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/987|num=185}}{{tab}}— Który zanikną! skarby, należące do waszego imienia. Że zaś w wyszukaniu tych pieniędzy jeszcze pomoc moja jest konieczną, przyrzekam wam zostać użytecznym, dopóki...<br>
{{tab}}— Dobrze, kapitanie — przerwała Delfina. — Więcej też nie potrzeba od ciebie, jak dobrych chęci, a ta gotowość do nich stała się całą twoją zaletą. Pozwolisz mi teraz odpisać księciu, aby się długiem oczekiwaniem na moją odpowiedź przestał niecierpliwić... on dawno już zasłużył na moje względy... Ojcze dobry i matko! — dodała z czułością — wszak zostawiacie mi wolną wolę w tym wyborze?<br>
{{tab}}— Bacz, abyś zarówno sama, jak twoi rodzice, zostali tem uszczęśliwieni.<br>
{{tab}}— Mam jeszcze tyle serca — odpowiedziała z wzniosłą determinacyą, biorąc papier i pióro do ręki.<br>
{{tab}}I, wymawiając głośno, napisała do księcia co następuje:
{{f|align=left|lewy=15%|„Mości {{Korekta|księżę|książę}}!}}
{{tab}}„Z miłem w sercu rozrzewnieniem przeczytałam Jego list przyjacielski. Ja także wespół z Tobą, książę, wierzę w przeznaczenie i, idąc torem natchnienia, odpowiadam sympatią za sympatię; lecz zarazem obok serca uczuwam rozum i wolę. W chwil, gdyś książę zapragnął zaszczycić mnie tytułem swojej małżonki, człowiek, którego mam prawo nienawidzieć, uprzedził Cię jednym momentem. Jeszcze dotąd ani jemu, ani Tobie, nie odpowiedziałam, chociaż jemu należy to natychmiast, Tobie, książę, aż po upływie dnia trzeciego. Obadwa nie chcecie widzieć we mnie ofiary przymusu, to jedno mnie tylko pociesza, że będę miała prawo do wolnego wyboru. Interes mego serca wybiera Ciebie, książę — jego, nakazuje rozum; z Tobą byłabym szczęśliwą, z nim...<br>
{{tab}}— Pani! — zawełał kapitan podobnym do rozpaczy głosem. — Ten straszny dla ciebie nieprzyjaciel, którego masz prawo nienawidzieć, ma także w piersiach serce i w tym samym momencie błaga o przebaczenie za zuchwałe nadużycie!<br>
{{tab}}— Jakież to nadużycie, panie, o którem mówisz? — zapytała z godnością.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/988|num=186}}{{tab}}— Z księciem byłabyś szczęśliwą; a ze mną...<br>
{{tab}}— O! nie dokończyłam jeszcze wszystkich wyrazów tego listu.<br>
{{tab}}I znowu pisać zaczęła, wymawiając:<br>
{{tab}}„Z nim, mości książę, byłabym zarazem szczęśliwą, bogatą i dumną przez wielki cel mojego wyboru!.. Przyjmując jego rękę, na co nie zasłużył, przekażę światu, przedewszystkiem całemu światu kobiet, że nam, słabym istotom, wyłączonym z wszelkich przywilejów społecznych, zostawiła przezorna natura coś wznioślejszego dla dobra ogółu, nad ten udział, jaki wy właśnie sobie z dumą przyznajecie. Ale nie tu jest sposobność, do rozleglejszego wytłómaczenie Ci moich wyrazów i tego bolesnego odrzucenia Twojej ręki. Czwartego dnia obiecałeś, książę opuścić mnie na zawsze; ale pokażesz się u mnie koniecznie; to jest ostatnia błagalna prośba Twojej przyjaciółki, która uczuwa, że jeszcze Cię kocha.“<br>
{{tab}}— Panie Rappinet — przemówiła do osłupiałego kapitana, przestając pisać na chwilę. — Za te wszystkie godziny szczęścia, które utracam w księciu Topor, aby niewolniczo radować się wespół z tobą, poświęcisz tyle tylko dla mnie, że czwartego dnia, jak to oznaczyłam księciu na spotkanie, przybędziesz odwiedzić swoją przyszłą towarzyszkę życia. Mam jeden cel w waszem spotkaniu, który jest małą, może tylko z samej mojej fantazyi wypływającą tajemnicą. Czy przyrzekasz mi to, panie?<br>
{{tab}}— Wszak z niedocieczonych wyroków należę do ciebie?.. Posłuszeństwo będzie najmilszym obowiązkiem za twoją łaskę, której nie rozumiem.<br>
{{tab}}— Której nie czujesz się być godnym, chciałeś, panie powiedzieć... Ale nie uważaj za złe, jeżeli co przykrego dla ciebie odpowiedź ta mieści — dodała z prawdziwie przyjacielską uprzejmością.<br>
{{tab}}Kapitan bardziej jeszcze odszedł od przytomności.<br>
{{tab}}— A więc czwartego dnia...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/989|num=187}}{{tab}}— Będę znajdował się obok księcia i ciebie pani — odrzekł, przerywając.<br>
{{tab}}— Zatem jeden jeszcze uczynię w liście do księcia Topor dopisek.<br>
{{tab}}I znowu pisać zaczęła, głośno powtarzając słowa:<br>
{{tab}}„Przygotowywani Cię zarazem, książę, iż pragnę, abyś poznał koniecznie mojego przyszłego pana; co ani Cię upokorzy, ani jego wyniesie w pośród świata, bo on jest za niegodny, aby...“<br>
{{tab}}— Pani! — zawołał znowu kapitan, tym razem więcej zdziwiony niż przejęty trwogą — pisać podobne wyznania na tego, którego mężem swoim nazwać sobie obiecujesz... Nareszcie w tem wszystkiem, jest rola, oparta na niedocieczonych celach, które już nazwałaś tajemnicą.<br>
{{tab}}— Małą tajemnicą i, jak już powiedziałam, opartą na samej mojej fantazyi... kobietom wiele należy dozwalać... Przebacz mi, panie, że tak niespodziewanie stałam się dziwaczką. Tymczasem pozwól dokończyć list.<br>
{{tab}}Kapitan, ździwiony, błędnym wzrokiem spojrzał na swobodną i lekko uśmiechającą się narzeczoną, która dalej pisać zaczęła.<br>
{{tab}}„On za niegodny, mości książę, aby świat towarzyski ujrzał w nim kiedy poprawionego człowieka, a jednak on koniecznie będzie moim mężem.“<br>
{{tab}}Kapitan niespokojnie się poruszył i odrzekł:<br>
{{tab}}— Coraz bardziej odchodzę od zmysłów!<br>
{{tab}}— Co mnie cieszy niewymownie, kapitanie.<br>
{{tab}}— Pani się naigrawasz tą odpowiedzią.<br>
{{tab}}— Honorem cnotliwej kobiety zaręczam ci, panie, że mnie nie rozumiesz, i w tej samej chwili, gdy cię tyle zdaje się udręczać, jestem tylko aniołem.<br>
{{tab}}— Na imię nieba wytłomacz mi te tajemnicze myśli.<br>
{{tab}}— Aż czwartego dnia... i obok księcia... którego uprosiłam w tym liście, aby nie odmówił prośbie przyjaciółki i przybył na czas oznaczony.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/990|num=188}}{{tab}}I zaraz list podpisała — a po chwili, odniósł go Thoms do mieszkania księcia Topor Pienińskiego, przy bulwarze Magdaleny.<br>
{{tab}}Kapitan, niewymownie tem wszystkiem zaintrygowany, opuścił także wkrótce mieszkanie Delfiny. Dnia tego postanowił zająć się tylko wydobyciem skarbów Harlesdinga, i w tym celu zabrał z sobą klucz od czarnej komnaty domu Nr. 3 przy ulicy Św. Franciszka.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''IV.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Czarna komnata.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}O godzinie {{Korekta|siódnej|siódmej}} wieczorem, już nieco o zmroku, kapitan, owinięty czarnym płaszczem hiszpańskim, w kapeluszu z szerokiemi skrzydłami, dobrze na oczy nasuniętem, pokazał się pod murami domu Nr. 3, przy ulicy Ś-go Franciszka. Za zbliżeniem się do drzwi furty, według zwyczaju wszystkich tego domu właścicieli, ustawicznie zamkniętemi, pociągnął kilka razy mocno za rękojeść od dzwonka.<br>
{{tab}}Za chwilę dał się słyszeć wewnątrz murów chrapliwy głos kobiety w tych pospolitych przy podobnej okoliczności, wyrazach:<br>
{{tab}}— Kto tam?<br>
{{tab}}— Proszę otworzyć — odpowiedział kapitan.<br>
{{tab}}I z tego samego tematu zawiązała się przezedrzwi następująca rozmowa:<br>
{{tab}}— Chcę wiedzieć koniecznie, kto tam i po co tutaj przychodzi?<br>
{{tab}}— W interesie do właściciela tego domu.<br>
{{tab}}— A do jaśnie wielmożnego pana barona de Friquet... niema właśnie pana barona w domu. Znajduje się teraz w {{pp|pa|łacu}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/991|num=189}}{{pk|pa|łacu}} przy ulicy Ś. Honoryusza; w swojem własnem drugiem mieszkaniu — dodała odźwierna nadętem głosem.<br>
{{tab}}— Któż jest ten pan baron Friguet?<br>
{{tab}}— Jaśnie wielmożny pan baron de Friguet — odpowiedział głos z przyciskiem. — Dziwna rzecz! przychodzić do osoby, której się nie zna!.. Kto pan jesteś?<br>
{{tab}}— Proszę otworzyć.<br>
{{tab}}— Niepodobna; raz że...<br>
{{tab}}— Nareszcie, dlaczego? — zapytał zniecierpliwiony kapitan.<br>
{{tab}}— Raz, że pan jesteś mężczyzna, a ja...<br>
{{tab}}— O, moja pani, bierzesz mnie za uwodziciela.<br>
{{tab}}— Jestem mężatką, której mąż samą jednę w całym domu pozostawił przypadkiem, wyszedłszy do miasta za sprawunkami. Darujesz pan zatem, że się lękam wpuścić go do środka tem bardziej, że przeżyliśmy ze sobą lat czterdzieści i ośm nieskalanych... byłoby to nawet okropne, ażeby zastano matkę siedemnaściorga dzieci sam na sam z mężczyzną.<br>
{{tab}}— Na mój honor, przezacna pani, chcę tylko z tobą w krótkości pomówić w interesie.<br>
{{tab}}— Otóż już się zaczyna! — krzyknęła nieco z trwogą — mówiłam memu staremu, że mnie dziś spotka jaka szkoda!.. O mój Boże.. do złotego wesela brakowało nam tylko dwa lata!..<br>
{{tab}}— Moja szanowna pani, ubliżasz mnie, człowiekowi honoru, który będzie umiał szanować twoją wiarę małżeńską.<br>
{{tab}}— I nietykalność, proszę dodać, czego się strzegę jak ognia. Czuję już przezedrzwi, że pan jesteś rzadkim człowiekiem i nie musisz być z Paryża — odrzekła przymilonym głosem.<br>
{{tab}}— Tak jest, łaskawa pani, jestem kwakier francuski z Pikardyi: to jest człowiek, który poślubił Bogu regułę zakonu Trapistów, i chodzi tylko w habicie.<br>
{{tab}}— Trapista!.. domyślałam się tego przez dziurkę od klucza.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/992|num=190}}{{tab}}— Otwórz więc, dobra pani, jak przyjacielowi, jak samemu bratu, jak...<br>
{{tab}}— Nieszczęśliwam!.. a tu się zciemnia coraz bardziej!.. Nie, nie, panie! ja tego nigdy nie uczynię! — dodała na jeden spust kluczem odkręcając. — Nareszcie, przyznam się, że zostawiłam w izbie moją perukę, bez której mam wyglądać tak strasznie, iż nawet sam mój stary spluwa lub ucieka.<br>
{{tab}}— O!.. wszak to bagatela dla kwiakra, który w rozmowie z kobietą ma zawsze oczy zamknięte. Otwórz i ukaz się bez peruki, przezacna pani. Niewinność jest całą twoją ozdobą... masz zapewne skończonych lat...<br>
{{tab}}— Sześćdziesiąt jeden... dlaczego się pan pytasz?..<br>
{{tab}}— Aby cię bardziej wielbić, podziwiać, zdumiewać się nad tą żelazną mocą, która cię zaleca tyle czasu... Nareszcie, otwórz do stu dyabłów, bo kamieniem drzwi wysadzę! — dodał w gniewie, uderzając do furty pięścią kilka razy.<br>
{{tab}}— Oh!.. ah!.. ich!. On więc postanowił przemocą dopiąć swego!.. Jestem ofiarą napaści!.. niechaj się więc spełni to nieszczęsne przeznaczenie! — dodała, otwierając furtę.<br>
{{tab}}— Jestem właścicielem jednego z tych pokoi, od którego przyniosłem klucz z sobą — przemówił zaraz kapitan spostrzegając przed sobą straszliwą postać.<br>
{{tab}}— Jakto? a więc to pan jesteś ów, na którego jaśnie wielmożny pan baron de Friquet oczekuje? — zapytała zmienionym głosem.<br>
{{tab}}— Ja sam.<br>
{{tab}}— Nie przyszedłeś więc pod furtę w tym celu, aby...<br>
{{tab}}— Przyszedłem do mego mieszkania, jak mówię, i widzę nawet żeś była już o tem uprzedzoną. Zapal więc natychmiast świecę i odprowadź mnie do drzwi czarnej komnaty.<br>
{{tab}}— A tego też jeszcze brakowało! — zawołała rozdąsana baba, ujmując się pod boki. — A to mi pan, co rozkazuje jak własnej słudze... służę jaśnie wielmożnemu panu baronowi de Friquet i jego tylko słucham!.. rozumiesz pan teraz, coś się to mienił trapistą... filuterya!.. hm!.. Nie puszczę pana {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/993|num=191}}dalej za furtę, bo jaśnie wielmożny pan baron de Friąuet nie dał mi żadnego na to upoważnienia i kazał panu co innego powiedzieć.<br>
{{tab}}— Co to za jeden ten baron?<br>
{{tab}}— Jaśnie wielmożny pan baron de Friquet! czy mnie pan jeszcze nie rozumiesz?.. A to nieznośnie, żeby ubliżać tak wielkiemu i bogatemu panu, który ma jeden pałac przy ulicy Ś. Honoryusza, drugi przy ulicy Ś. Franciszka.<br>
{{tab}}— A więc to dawny marszałek, spanoszony fantazyą hrabiego Emy-Cruchard... widzę; że został baronem.<br>
{{tab}}— To nie pan, który masz tylko tutaj cztery gołe ściany. Już ja się dawno z tego śmieję, i mam prawo do tego; ponieważ mnie nawet samej i memu staremu dozwolono zająć cztery pokoje, które nam się będą podobały... Wreszcie nie tak łatwo jeszcze dostaniesz się do swojego, mój panie, gdyż jaśnie wielmożny pan baron de Friąuet kazał oświadczyć każdemu, ktoby w tym celu tutaj przybył, iż drzwi od czarnej komnaty mogą być tylko otworzone w obecności samego notaryusza, który je zapieczętował.<br>
{{tab}}— Jak się więc nazywa notaryusz i gdzie mieszka?<br>
{{tab}}— O! za wiele już wymagasz po mnie, mój panie; nazwisko notaryusza zna tylko mój mąż, ale go teraz w domu niema.<br>
{{tab}}— Ale dzisiaj powróci.<br>
{{tab}}— Tylko co go nie widać.<br>
{{tab}}— Pozwolisz mi moja pani poczekać na niego w jednym z pokoi tego domu.<br>
{{tab}}— Nie pozwolę w jego nieobecności!.. nie, nie pozwolę! — krzyknęła na nowo rozdąsana.<br>
{{tab}}— Do pioruna!.. wasz pan baron jest wielkim niedołęgą, zostawiając was w tym domu.<br>
{{tab}}— Jaśnie wielmożny pan baron de Friquet, mówiłam już ze sto razy!.. Otóż masz pan szczęście! — dodała, uderzając ręka w rękę — mój stary już powraca.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/994|num=192}}{{tab}}Kapitan spojrzał zaraz w głąb ulicy i rzeczywiście na jej rogu pokazał się człowiek z kobiałką w ręku, zmierzający wolnym krokiem do furty.<br>
{{tab}}— Prosiłabym pana zatem — dodała odźwierna — abyś stał odemnie o kilka kroków w odległości... to mnie oswobodzi od wszelkich jego podejrzeń... o! bo on mi nigdy nie ufa!..<br>
{{tab}}Niedługo odźwierny pokazał się między nimi.<br>
{{tab}}— Jesteś odźwiernym tego domu, mój przyjacielu przemówił kapitan, licząc na większy rozsądek przybywającego.<br>
{{tab}}— Odźwiernym? — odrzekł stary niby z zadziwieniem, zdejmując z głowy grubą wełnianą czapkę — proszę sobie nie tłómaczyć z tej strony mego obowiązku, który przyjąłem w tym domu z przyjaźni dla jaśnie wielmożnego pana barona de Friquet, z którym od lat trzydziestu żyję w zażyłości... byliśmy kiedyś razem...<br>
{{tab}}— Mówiłam ci tyle razy, abyś tego nikomu nie powtarzał — ozwała się opryskliwie wierna małżonka naszego odźwiernego i przyjaciela barona — gdyby jaśnie wielmożny pan baron de Friquet dowiedział się, że go...<br>
{{tab}}— Eh! nie dbasz o własną renomę, jakbyś nie była stworzona na wielką panią — odpowiedział kwaśno odźwierny, a potem zaraz obróciwszy się do kapitana zapytał go: — Z kimże mam honor mówić?<br>
{{tab}}— Z właścicielem jednego z pokoi tego domu.<br>
{{tab}}Stary aż cofnął się w tył o kilka kroków i bystro spojrzał w oczy kapitanowi.<br>
{{tab}}— Cóż cię tak bardzo zadziwiło?<br>
{{tab}}— Powtórz pan raz jeszcze, coś dopiero powiedział — odrzekł stary — ponieważ to wszystko nie może się pomieścić w mojej głowie. Pan?.. pan byś miał być właścicielem czarnej komnaty?<br>
{{tab}}— Już to sama słyszałam od tego pana jeszcze przed twojem przybyciem — ozwała się połowica również zadziwiona — mówił mi nawet, iż posiada klucz od komnaty.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/995|num=193}}{{tab}}— Jakto?.. i pan przybywasz sani jeden, bez żadnego sługi... piechotą?.. to niepodobna! pan nie jesteś hrabią Emy-Cruchard, który jaśnie wielmożnemu panu baronowi de Friquet, mojemu niegdyś przyjacielowi, darował dwa pałace w Paryżu, zostawiwszy dla siebie w tym domu jeden mały pokoik.<br>
{{tab}}— Jesteś widzę najdokładniej o wszystkiem uprzedzony... Cóż ci więc baron dał za rozkazy względem osoby, która przybędzie dla otworzenia tego pokoju, o którym mówisz.<br>
{{tab}}— Ażeby najprzód osoba ta okazała klucz z etykietą, napisem i pieczęcią notaryusza...<br>
{{tab}}— A potem?<br>
{{tab}}— Potem mam natychmiast przyjąć ją z najgłębszem uszanowaniem i pozwolić jej rozgościć się nietylko w czarnej sali, ale gdziebykolwiek się jej podobało w całym domu; a sam powinienem czemprędzej pobiedz do pałacu przy ulicy Św. Honoryusza, aby dać znać o tem jaśnie wielmożnemu panu baronowi de Friquet.<br>
{{tab}}— Możesz zatem śmiało uczynić to wszystko mój, przyjacielu, coś powiedział.<br>
{{tab}}Stary po raz drugi cofnął się i spojrzał w oczy kapitanowi z niedowierzaniem.<br>
{{tab}}— Widzę, że potrzeba koniecznie pokazać ci ten klucz od sali, abyś w moje słowa uwierzył.<br>
{{tab}}I zaraz sięgnął do kieszeni, z której wydobył spory klucz z wiszącym na papierze napisem.<br>
{{tab}}— A św. Gertrudo! Patronko mojej żony! powróć m zdrowe zmysły!.. Gertrudo! — krzyknął z całej siły na drzącą u progu furty żonę — dlaczegoś odrazu nie przyjęła trzy razy jaśnie wielmożniejszego pana od jaśnie wielmożnego naszego pana barona de Friquet?..<br>
{{tab}}— Ah! ah! mdleję!<br>
{{tab}}— Co ona zrobiła w mojej nieobecności jaśnie wielmożnemu panu, że tak srodze pokutuje w ten sposób?<br>
{{tab}}— Nic, mój przyjacielu; cokolwiek zrobiła, zrobiła tylko przez nieświadomość... prowadź mnie raczej śpiesznie do {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/996|num=194}}drzwi czarnej komnaty, ponieważ już sam zapomniałem rozkładu tych pokoi.<br>
{{tab}}— Gertrudo! — krzyknął znowu odźwierny donośnym głosem — przestań mdleć, a natychmiast zapal woskową świecę i zasadź w tę wielką latarnię, która jest tylko zapalaną na nadzwyczajne uroczystości tego domu!.. Niechże jaśnie wielmożny pan raczy przestąpić natychmiast za próg furty i idzie prosto za moją żoną, dokąd mu wskaże; przytem czyni, co mu się tylko będzie podobało; ja tymczasem pośpieszę na przedmieście Ś. Honoryusza.<br>
{{tab}}— Możesz go o tem zawiadomić.<br>
{{tab}}— Kogo-ż to takiego? — zapytał.<br>
{{tab}}— Pana Friquet... tego barona.<br>
{{tab}}— Jaśnie wielmożnego pana barona de Friquet, z przeproszeniem — odrzekł delikatnie, poprawiając kapitana.<br>
{{tab}}— Dobrze, dobrze... będę już pamiętał.<br>
{{tab}}— Zawsze należałoby natychmiast uprzedzić o tem przybyciu.<br>
{{tab}}— Będzie dosyć do tego czasu, skoro już wejdę do komnaty. Dziś nie zabawię tu tak długo, jak sądzisz, przybyłem tylko dla przejrzenia niektórych rzeczy w tym pokoju.<br>
{{tab}}Weszli wewnątrz murów.<br>
{{tab}}Już szara pomroka wieczoru przechodzić zaczęła w czarność nocy. Kapitan przeszedł w milczeniu wschody tarasu i zaprowadzony został do przedsionka, wysadzonego płytami marmurowemi, naprzemian białemi i czarnemi, w którym właśnie mieściły się drzwi czarnej komnaty. W przedsionku tym było tak ciemno, iż towarzyszący mu do tego miejsca stary odźwierny kilkakroć razy zaklął Gertrudę, iż aż dotąd nie pokazywała się ze światłem, po które właśnie była posłaną. Za kaźdem stąpieniem ich kroków, za każdym wyrazem, który ich usta wymówiły, dawał się słyszeć w powietrzu dźwięczny odgłos, długo bardzo drgający i odbijający się o ściany.<br>
{{tab}}W kilka minut za nimi pokazała się w przedsionku i Gertruda, z wielką staroświecką z bronzowemi ramami {{pp|la|tarnią}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/997|num=195}}{{pk|la|tarnią}} o szkłach baniastych, jakich pospolicie używają we Francyi do oświetlenia bram i zajazdów. W środku tejże widać było nadzwyczaj grubą świecę z zielonego wosku, w złote kwiatki centkowaną.<br>
{{tab}}— Oto są właśnie te same drzwi — przerwał kapitan dziwnie zmienionym głosem, wskazując przed sobą na wielkie snycerską robotą ozdobione drzwi skrzydlate, opatrzone w zamku dwiema wielkiemi pieczęciami z czerwonego laku, z których jedna miała na sobie herb hrabiego Emy-Cruchard, druga była notaryalna.<br>
{{tab}}Spojrzawszy na obiedwie popatrzał chwilę, jakby sprawdzał, czy nie były w jego nieobecności otwierane i dobył zaraz z kieszeni klucz z etykietą i porównał znajdujące się na niej pieczęcie z będącemi na zamku.<br>
{{tab}}Gertruda, baczna w każdej potrzebie, przyświecała zaraz latarnią.<br>
{{tab}}— Wszystko jest jak się należy... Jestem już nadto przekonanym, że tych drzwi, od czasu zajęcia tego domu przez Friąueta, nie otwierano.<br>
{{tab}}— Jaśnie wielmożnego pana barona de Friquet — przy pomnieli z nieśmiałością staruszkowie.<br>
{{tab}}Kapitan oderwał pieczęcie i zaraz klucz wsadził w otwór zamku, dziwnego jakiegoś uczucia doświadczając, które niespodziewanie zaczęło coraz bardziej ogarniać jego serce.<br>
{{tab}}Drzwi się otworzyły.<br>
{{tab}}— Czy możemy służyć dalej jaśnie?..<br>
{{tab}}— Dziękuję wam za to, moi dobrzy ludzie... zostawcie mi tylko światło i każde niechaj czyni, co do niego należy.<br>
{{tab}}— Idę zatem teraz na przedmieście Ś. Honoryusza — podpowiedział niecierpliwy stary odźwierny.<br>
{{tab}}Kapitan wziął latarnię z rąk Gertrudy, otworzył drzwi i wszedł do czarnej komnaty.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/998|num=196}}{{c|'''V.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Skarb w piwnicy.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Jak tylko kapitan dostał się do czarnej sali, zaraz zamknął drzwi na klucz za sobą i oświecił ją dostatecznie, wystawiając naprzód latarnię, jednocześnie rzucając wzrok w jej głąb i na wszystkie strony, aby przejrzeć to miejsce, które przed niedawnym czasem było teatrem zaciętej utarczki z Harlesdingiem. Pokój ten natychmiast podówczas zamknięty, przedstawiał jeszcze tenże sam nieład sprzętów, w jakim go pozostawiono, opuszczając z prędkością. Na środku stał stół brązowy, otoczony staroświeckiemi krzesłami w rozmaitym porządku; na nim kilka papierów, dowodów na obronę spraw obu walczących. Czarne po ścianach obicia z aksamitu, ozdobione gdzie-niedzie srebrnemi emblematami, po raz pierwszy zwróciły jego uwagę, i chwilowo doświadczył przykrego uczucia, które w tak prosty sposób obudziło w jego sercu nicość zabiegów szczęścia ziemskiego.<br>
{{tab}}Przez chwil kilka stał u progu komnaty jakby martwy, a twarz jego śmiertelną pokryła się bladością. Zahartowany ten w przeciwnościach i usterkach życia człowiek, nie mógł sam pojąć, co mogło tak nagłą zdziałać w jego duszy przemianę. Bojaźń, niczem niewytłomaczona, ogarnęła go całego i lekko drżąc, obawiał się postąpić na jeden krok głębiej do pokoju.<br>
{{tab}}Dziwne to pomieszanie przypisał wielkości wrażenia, czuł, że spełnia już ostateczną miarę swego szczęścia, o które się tyle czasu z taką zapamiętałością dobijał. Nie było to jednak w nim zupełne przeświadczenie podobnie jak tego wszyscy doświadczamy, ile razy jesteśmy blizko {{Korekta|osięgnięcia|osiągnięcia}} celu swoich pragnień, dopóki naszych nadziei nie oświeci rzeczywiste i prawie dotykalne przekonanie — być może, że kapitan jeszcze wątpił w swoje zwycięztwo, zbliżył się tylko do tego wielkiego momentu, w którym stanowczą odbierze {{pp|odpo|wiedź}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/999|num=197}}{{pk|odpo|wiedź}} od losu, czy został panem tylu milionów, czy też zawiedziony na swojem, upadł już na zawsze.<br>
{{tab}}Takie było nieodzowne usposobienie jego myśli, które nazwiemy jednym wyrazem: {{Korekta|niepewność|niepewność.}}<br>
{{tab}}Po kilku zaledwie minutach zrzucił z siebie płaszcz i kapelusz i postąpił na środek komnaty, gdzie stanął przy stoliku. Jeszcze ten sam ciężki młot, przeznaczony na śmiertelną zdradę, leżał na nim porzucony, który od tej chwili zdawał się zwracać jego uwagę.<br>
{{tab}}Kapitan wziął młot do ręki i obejrzał go na wszystkie strony z dziwną mieszaniną swoich myśli, w których nie można było upatrzyć żadnego stanowczego zdania. Kilkakroć kiwnął głową w zamyśleniu i odłożył młotek, jakby upatrywał w nim pospolite narzędzie bogacza, które w jego rękach znajdowało się więcej z fantazyi niż z jakiego celu. Przypominał sobie tylko, że Harlesding, grożący tem narzędziem swoim zapastnikom, podnosił ten młot do góry, i to w chwilach stanowczych odpowiedzi i znowu opuszczał go ku ziemi, ile razy sprawa jego przechodziła na stronę wygranej, i że raz jeden, nie umiejąc już nic wyrzec na swoją obronę, uderzył nim w sam środek stołu. Żywe to przypomnienie skłoniło badającego tu wszystkie szczegóły kapitana, iż obejrzał cały blat stołu i prawie w tej samej chwili spostrzegł na jego środku maleńki otwór, zakopcony po wystrzale pistonu. Machinalnie przyłożył zaraz palec do tego miejsca, zrozumiał coś niebezpiecznego, ale nie pojął jeszcze wyraźnie ukrywającej się w tem tajemnicy, jednakże, niespokojny, uczuł bicie serca i coś więcej jeszcze, co mu mówiło, iż uszedł wraz ze wszystkimi jakiegoś niebezpieczeństwa.<br>
{{tab}}Po kilku minutach rozpamiętywania i domysłów, znowu skierował wzrok na komnatę i przejrzał ją całą w najdrobniejszych szczegółach. Otwarte, między oknami stojące biuro z czarnego dębowego drzewa, zwróciło także przed innemi jego uwagę; dlatego także prędkim krokiem zbliżył się do niego, aby {{Korekta|przejrzyć|przejrzeć}} znajdujące się w nim przedmioty. Mnóstwo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1000|num=198}}papierów, zapisanych w rozmaitej treści, zajmowało większą część jego szuflad i kryjówek. Kilka przejrzał i odczytał z zajęciem; lecz żaden z tych nie dotyczył obchodzącej go sprawy z Harlesdingiem. Zwrócił tylko uwagę na dwa małe pudełeczka, z których na jednem położony był napis: Nić ''pyrotechniczna'', na drugim: pistony — lecz i to nie wytłomaczyło mu dostatecznego ich celu.<br>
{{tab}}Wnet potem obejrzał się do koła pod ścianami i zatrzymał wzrok na wielkiej szafie z hebanu, na którą spojrzawszy, lekko drgnął, przypominając sobie jej wielkie i tajemnicze przeznaczenie. Poruszona jego dusza obudziła zarazem i czynność fizyczną i prawie automatycznie przemówił do siebie:<br>
{{tab}}— Otóż ją widzę przed sobą!.. Przez progi tej szafy przejdę do skarbu królewskiego i odetchnę na {{Korekta|dwiestu|dwustu}} dwunastu miljonach franków!.. To już jest niechybnem, że to taż sama, która tak podstępnie oszukała nas wszystkich zgromadzonych tu przed kilku miesiącami przyjaciół, obok jednego bezbronnego wroga!.. Ale już zwycięztwo odniesione!.. Tajemnica została wydartą i w tej jednej godzinie, ja sam jestem panem tych pieniędzy, któremi rządzić mogę, podług usposobień mego serca i sumienia!<br>
{{tab}}Zaraz po tych słowach zbliżył się z pośpiechem do szafy i obejrzał zamek, ozdobny w staroświeckie bronzy, zamykający do niej wejście.<br>
{{tab}}Była zamknięta, jak się tego spodziewał: dlatego nie uląkł się chwilowej przeszkodzie i postanowił w razie nie znalezienia nigdzie klucza, wyłamać jej zapory.<br>
{{tab}}Raz jeszcze wrócił się do biura między oknami i począł szukać klucza w jego kryjówkach.<br>
{{tab}}Rzeczywiście poszukiwania jego nie były daremnemi — w jednej bowiem malej {{Korekta|szufladzce|szufladce}} spostrzegł bardzo prędko klucz najpodobniejszy do tego, jakiego się znaleźć spodziewał.<br>
{{tab}}Klucz ten, przez rzadkie otwieranie, w pierwszej chwili próbowania go, nie chciał zamku otworzyć, przecież {{pp|nieza|długo}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1001|num=199}}{{pk|nieza|długo}} zaskrzypiały pod nim {{Korekta|zardewiałe|zardzewiałe}} zasuwki i jednocześnie prawie, obiedwie połowy drzwi skrzydlatych roztwarły się szeroko przed oczami kapitana.<br>
{{tab}}Silne tylko uderzenia jego serca były całą radosną odpowiedzią, za ten wstęp tak pomyślny do wielkiego celu.<br>
{{tab}}Zaraz zniecierpliwiony zwycięzca tylu skarbów zajrzał w głąb olbrzymiego rozmiaru szafy i przepatrzył wszystkie jej zakątki.<br>
{{tab}}Była pustą, bez żadnych półek lub kołków, pospolicie w szafach napotykanych.<br>
{{tab}}— Rozumiem dobrze ten szczególny mebel — przemówił półgłosem do siebie, dotykając się w różnych miejscach dna szafy — tu, w tem dnie, mieści się cała tajemnica tego obrotnego właściciela... Mam nadzieję, że ją zbadam za chwilę i zdradzę przed światem... Szukajmy tylko owej sprężyny, która jest najważniejszą częścią tej podstępnej machiny.<br>
{{tab}}W jednym małym zakątku na prawo, w dnie szafy, zabłysło żelazne okucie, bardzo podejrzane, które mu się zdawało najpodobniejsze do tej sztuki.<br>
{{tab}}Kilkakroć już razy nacisnął je i posuwał na wszystkie strony, dopóki znudzony długą i bezskuteczną próbą, nie użył gwałtowniejszego środka; wróciwszy się bowiem po młotek, zostawiony na stoliku, za pierwszem silnem uderzeniem w żelazne w szafie tej okucie, sprawił, iż wyskoczyło dno do góry, otwierające się na zawiasach, jak każde pudło.<br>
{{tab}}Już w tym jednym momencie uznał dzieło swoich poszukiwań, skończone.<br>
{{tab}}Zimno przenikliwe i dziwny jakiś odór zionące powietrze ogarnęło go jednocześnie. Kapitan {{Korekta|cufnął|cofnął}} się nieco, doświadczywszy nieprzyjemności, jednak po chwili, poprawiwszy świece w latarni, wziął ją do ręki i zajrzał w głąb otworu piwnicy.<br>
{{tab}}Wygodne dosyć schody, do nadzwyczaj głębokiej bo blizko na 15 łokci w podziemiu zbudowanej piwnicy, spuszczały się nieco pochyło, w jednym prostym kierunku.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1002|num=200}}{{tab}}Coraz bardziej dokuczliwsze zimno przejęło go całego dreszczem; dlatego, wróciwszy się do pokoju, okrył ramiona płaszczem, nacisnął kapelusz na czoło bardzo nizko i bez żadnego dłuższego namysłu, stąpnął nogą na schody, po których obiecywał sobie dojść do miejsca olbrzymich skarbów.<br>
{{tab}}Przyświecając naprzód latarnią, torował sobie przykrą drogę po spadzistych i nadzwyczaj długich schodach, które go w coraz zimniejszą i wilgotniejszą prowadziły atmosferę. Przeliczywszy piętnaście stopni, uczuł nareszcie pod nogami miękki pokład piasku i zaraz przedstawiły mu się nietynkowane ściany, a jednocześnie, ów szczególny metaliczny zapach, w którym tylko delikatny lub wprawny węch przeczuć może obecność pieniędzy.<br>
{{tab}}— A więc to tu zgromadzoną jest praca tylu lat mojej głowy i ręki! — przemówił z widocznem wzruszeniem, postępując nieco głębiej w przestrzeń szerokiego sklepienia, zawsze oświetlając drogę latarnią, po której wolnym, bacznym i ostrożnym krokiem postępując, nieustannie mówił jeszcze: — Tu to nikczemny ten wspólnik mojego dorobku, składał niebezpieczeństwem mego życia osiągnięty pieniądz!.. tu sycił się jego widokiem, jak szczęśliwy bałwan, na którego rozkosze, składały się załogi pięciu moich okrętów na oceanie!... gdzież są one skarby mojej głowy i ręki?..<br>
{{tab}}I postąpiwszy jeszcze głębiej, stanął prawie na środku piwnicy, którą oświetlił dostatecznie i obejrzał.<br>
{{tab}}Cztery ściany piwnicy okrywały wysokie dosyć sterty baryłek z dębowego drzewa, ułożone z pewną symetryą, jak to już raz widzieliśmy, w czasie bytności Wiliama Harlesding, Te same na nich napisy i taż sama ilość przekonywały, że ani grosz jeden ze skarbu tego uronionym nie został.<br>
{{tab}}Rzeczywiście nawet wyznajemy, że Wiliam, po zapuszczeniu w prochy siarkowej nici, już się tu więcej nie pokazał. Kapitan stracił w tej chwili głos i, w niemem uniesieniu spoglądając wokoło siebie, czytał w milczeniu te ponętne {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1003|num=201}}etykiety. Na każdej baryłce mieścił się napis: 3000 dukatów, złoto holenderskie, a wszystkich baryłek, jak wiadomo, znajdowało się 2200; całkowita więc ilość dukatów wynosiła 6,600.000. Dalej jeszcze, pomiędzy każdą stertą, mieściły się różnej wielkości i kształtu paki które kapitan poznał za jednem spojrzeniem, kładąc nieraz własną ręką, znajdujące się na nich podstępne napisy. Były to olbrzymie składy drogich kamieni, pod różnemi awanturniczemi pomysłami, z różnych stron świata tutaj sprowadzone, dla wspólnego kiedyś między dwoma ich właścicielami podziału.<br>
{{tab}}Według pierwszego obliczenia przez Wiliama, same klejnoty wynosiły około 11,114,300 dukatów, złoto zaś około 10,600,000 dukatów, czyli wogóle we frankach 212,175,000 wynosiło.<br>
{{tab}}Kapitan wierzył dotąd w tę sumę z rachunków, jakie wypadły po skończeniu się kontraktu obudwu tych nieprzyjaciół — dziś za jednym rzutem oka obliczył wprawnie ich liczbę i sprawdził co do jedności.<br>
{{tab}}— Dwieście dwanaście miljonów sto siedemdziesiąt pięć tysięcy franków — ozwał się drżącym głosem, wpadając jakby w obłąkanie. — Dziwna potęgo skarbów, jakże w {{Korekta|chwii|chwili}} jednej zmieni {{Korekta|asz|aż}} serca ludzi i niszczysz najczystsze ich usposobienia! Jak tygrys albo lew ujarzmiony w klatce ożywia się na widok krwi i mięsa i wpada w dawną dzikość, która ród jego cechowała... tak człowiek pokazuje się tylko, czem jest w swojej naturze, na widok pieniędzy!..<br>
{{tab}}Miałem serce, które niedawno jeszcze kochało człowieka, teraz, w tej wielkiej godzinie bije jak młotem do samego złota! Miałem serce, które przed chwilą nawrócone, zdało się tulić do siebie świat cały... a tu, na widok tych stosów martwego kruszcu, odpycha wszystko od siebie, a najdalej cały ród bliźnich, i chciał oby sycić się tym jednym obrazem w nieskończone wieki!.. Niezbadana potęgo złota! alboś ty — zgubiła ziemię chrześcijańską, albo inaczej wyrzeknę wobec {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1004|num=202}}ciebie, że człowiek na to się rodzi, aby grzeszył, jak wyrodek!... {{Korekta|Cobądź|Co bądź}} jest co mnie jednoczy z tobą, złoto, zawsze zwyciężasz, jak każda potężna siła i zmieniasz ludzi w najuniżeńszych swoich niewolników!... Bo i cóż jest innego, co nas słabych śmiertelników na ziemi bardziej uszczęśliwia, bardziej daje uczuwać rozkosze życia?.. cóż?.. cóż?...<br>
{{tab}}— ''Serce!'' — jakiś głos tajemniczy odpowiedział.<br>
{{tab}}Dźwięczne jego echo obiło się o sklepienie podziemia i zdawało się przenikać całe ciało i kości osłabionego, na chwilę kapitana. Człowiek ten, dopiero ogarnięty fałszywym szałem, przestał przemawiać świętokradzko, chwycił się drżącą ręką za serce i w tym samym prawie momencie, obraz wszystkich jego życia przestępstw i niegodziwości stanął mu w wyobraźni, jakby w dalszem wytłomaczeniu tego wielkiego wyrazu, który zabrzmiał w jego uszach, jak wyrocznia.<br>
{{tab}}— Serce! serce! — powtórzył po dwakroć na wpółkonający, instynktowo oglądając się po piwnicy. — Kto jest, co w ten sposób skierował moje myśli? kto jest, co w jednym wyrazie przekazał mi tak wzniosłą całego świata bliźnich naukę?.. Odpowiedz raz jeszcze, niewidzialna istoto!<br>
{{tab}}Ale głuche milczenie zaległo po tem zapytaniu piwnicę — żaden głos nie ozwał się na to żarliwe wołanie.<br>
{{tab}}Kapitan się zamyślił. Wkrótce jednak pobudzony powtórnym widokiem zgromadzonych tu bogactw, ożywił dawną miłość do złota i ozwał się z tą samą zapamiętałością zepsutego człowieka:<br>
{{tab}}— Dziwne złudzenie, które mnie oderwać chciało od tego jedynego zasiłku, istnego żywiołu i podstawy życia!.. Wiara w złoto jest moralną i fizyczną siłą dzisiejszej społeczności: bo i cóźby nam przyniosło serce, gdybyśmy się wzajem kochali?<br>
{{tab}}— ''Szczęśliwość!'' — odpowiedział znowu tenże sam głos niewidzialnej istoty.<br>
{{tab}}Kapitan zdrętwiał — machinalnie powtórzył tę odpowiedź i, oświetlając na wszystkie strony piwnicę, {{pp|przej|rzał}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1005|num=203}}{{pk|przej|rzał}} ją, szukając tego, który jego wyobrażenia postanowił zmienić.<br>
{{tab}}Ale nikt nie przedstawił się zadziwionemu — wszędzie tylko zimne stosy bogactw uderzały wzrok jego obłąkany.<br>
{{tab}}— Szczęśliwość!.. — powtórzył zaraz z gorzką ironią, jakby nie ufał w prawdę tego wyrazu. — Byłże kto prawdziwie szczęśliwym bez złota?.. byłże kto szczęśliwym, kochając innych?.. Nie, zapewne! albo inaczej, ja nie rozumiem nauki chrześcijanina, lub nie pojmuję rzetelnych zalet miłości bliźniego. Nareszcie, nie po to przybyłem tu, abym drżał, jak dziecię, przerażony!... wstąpiłem nogą w to podziemie, dla złota i samo złoto widzie pragnę!.. Czas przemija, jak błyskawica, a życie nasze jest tylko mgnieniem... błądzi, kto nie używa, grzeszy, kto żyć nie umie. Ja pan dwustu dwunastu miljonów, odpowiem światu, czym był przy złocie szczęśliwy, ale najpierwej zobaczyć chcę złoto.<br>
{{tab}}I spiesznym krokiem przeszedł zaraz do jednej sterty, z której porwawszy w drżące ręce baryłkę, z napisem: 3,000 dukatów, pobiegł z nią do stołu, w jednym kącie tej piwnicy ustawionego, i w gwałtownem uniesieniu zrzuciwszy z niej żelazną obrączkę, otworzył.<br>
{{tab}}A w tem bladość trupia wystąpiła na twarz jego — serce ścisnęło się w nim niespodziewanem odkryciem, a zimny pot wystąpił mu na czoło, zmarszczone srogim wszystkich swoich nadziei zawodem.<br>
{{tab}}Baryłka była próżna.<br>
{{tab}}Człowiek ten, jakby niedowierzający wszystkiemu, co go tak nagle spotkało, uderzył silnie baryłkę o stół i rozsypał ją na kawałki, szukając obiecanego złota z chciwością zapamiętałego miłośnika.<br>
{{tab}}Ani jeden mały odłamek tak ponętnego {{Korekta|kruszczu|kruszcu}} nie zabłysł przed jego oczami.<br>
{{tab}}Był to wyrok, który gorzej, niż morderczym sztyletem przeszył serce zawiedzionego kapitana. Podobny do szalonego, rzucił się zaraz na stosy pozostałych naczyń, {{pp|ustawie|nych}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1006|num=204}}{{pk|ustawie|nych}} jakby dla igraszki jego oczu, i wszystkie przeliczył w ten sam sposób po kolei. Na wpół przytomny, rozbijać zaczął o stół każdą w szczególności baryłkę; lecz wszędzie, niestety.... napotykał też same pustki.<br>
{{tab}}Wkrótce dwa tysiące dwieście uderzeń zarzuciło całe dno piwnicy drzewem i żelaznemi obręczami, tworząc z nich jeden stos ruin, usypanych na środku, jakby na znak nicości i upadku wszystkich, jakie mogły mieć poprzednio wartości.<br>
{{tab}}Cztery gołe ściany, z nietynkowanych cegieł, odbiły się przed wzrokiem okropnie oszukanego w swoich nadziejach kapitana.<br>
{{tab}}Drżał cały, jak liść, miotany gwałtowną złością i burzył się w całej sile wściekłej rozpaczy. Przywiedziony do ostateczności, długo usiłował wydobyć z {{Korekta|woich|swoich}} piersi głos, aby rzucić przekleństwo na świat cały i losy; ale aż dotąd jeszcze tego nie podołał — zbyteczne natężenie ducha odebrało mu i głos i wyrazy — milczał!<br>
{{tab}}Jeszcze w czterech rogach piwnicy stały ustawione kufry rozmaitej wielkości, w których mieścić się były powinny owe kosztowne błyskotki, owe djamenty, rubiny, szmaragdy, szafiry, topazy, beryle, perły i korale, druga połowa wartości tego olbrzymiego skarbca. Kapitan spojrzał na nie, jakby na ostatki upadających w swojem sercu nadziei, i ażeby spełnić w zupełności miarę przekonania, pobiegł jeszcze ku nim i ciężkiem, silnem, prawie wściekłem uderzeniem jedna o drugą, poroztrącał je, zostawiając gołe deski, rozkute z żelaza.<br>
{{tab}}Ani jeden mały kamyk kosztowny, nie znalazł się w ich wnętrzu.<br>
{{tab}}Już też żadne naczynie, mogące służyć za ukrycie poszukiwanych skarbów nie pozostało w całości.<br>
{{tab}}— Oto wszystko, co mi się dostało po tylu latach zabiegów i pracy! — przemówił nareszcie rozpaczliwym głosem, przyciskając namiętnie dwie ściśnione pięści do rozpalonego czoła. — Oto wszystko, co dla całej przyszłości mojej {{pp|pozo|stało}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1007|num=205}}{{pk|pozo|stało}}!.. jeden stos drzewa, na którym dziś głoszę przepowiednię, oczekującej mnie nędzy!.. tak! nędzy srogiej i nie do zniesienia... nędzy! po tylu świetnych nadziejach prawa do wielkości i szczęścia!.. nędzy, gdy przed chwilą cieszyłem się, jak bogacz, skarbem {{Korekta|dwiustu|dwustu}} dwunastu miljonów!.. Odtąd świat cały odepchnie od siebie ubogiego i nie da przytułku wzywającemu jego pomocy!.. Niestety! niestety! jakiż to gorzki owoc po tylu latach wysilenia!.. Nareszcie odarty z bogactw, cóż znajdę innego, co zastąpi te rozkosze, jakie nam złoto z taką łatwością przynosi?.. co jest, co dorówna szczęściu osiągniętemu przez bogactwo?<br>
{{tab}}— ''Miłość bliźnich!'' — ten sam głos odpowiedział.<br>
{{tab}}— Ah! serce!.. zawsze serce! — odrzekł pocieszony, chwytając się za piersi. O niepodobna, aby to było złudzeniem co dochodzi moich uszu, co przenika najgłębsze tajniki mojej duszy!.. Serce więc, samo serce jest tym skarbem, szukanym przez człowieka!.. Lecz aby to nas uszczęśliwiało, potrzeba go umieć używać i kochać świat cały, jak się kocha zimne złoto!.. Dlaczegóż jednak tak późno nawiedza mnie światło tej nauki!.. Czyż miłość moja dla świata nagrodzi mu te olbrzymie krzywdy i straty, jakie mu złość moja wyrządziła?.. Zapóźno! zapóźno dla mnie płacić sercem za ofiary mego zaślepienia!.. Oto ojciec nieszczęśliwy i matka! oto dwoje dzieci, brat i siostra, dręczone przez lat dwadzieścia cztery moją świętokradzką ręką, odtąd wraz ze mną skazani są na długie i bolesne katusze! Nasze przeznaczenie jest wspólne, z księgą, pokazującą nam ten srogi wyrok, są to ruiny, rozesłane pod memi nogami.<br>
{{tab}}I gestem rozpaczliwym poruszył silnie jedną nogą rozsypane na ziemi deski i obręcze.<br>
{{tab}}Lecz jakiś niezwykły odgłos odbił się o jego baczne ucho. Zdawało mu się koniecznie, że stos ten poruszony leżał na jakiejś próżni, jakby pod pokładem dna tej piwnicy mieściła się jeszcze inna. Małą chwilę zastanowił się i zaraz powtórzył to obiecujące doświadczenie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1008|num=206}}{{tab}}Rzeczywiście dźwięczne i huczące odgłosy, za każdem uderzeniem, przekonały go o tem bliżej i ożywiły upadłego na duchu.<br>
{{tab}}Kapitan w mgnieniu oka prawie rozrzucił stos drzewa, leżący na środku piwnicy i z bijącem od nadziei sercem, ujrzał zbudowane drzwi, prowadzące jeszcze głębiej do lochu.<br>
{{tab}}Była to druga piwnica, umyślnie przed laty wykopana przez Harlesdinga, przeznaczona {{Korekta|dle|dla}} ukrycia w nich zdradziecko 10,000 funtów prochu, zgromadzonego tu na zniszczenie tego skarbu i wysadzenie w powietrze wszystkich, usiłujących mu go wydrzeć przemocą.<br>
{{tab}}— A więc jeszcze nie zgasła dla mnie nadzieja! — zawołał zaraz cały ożywiony. — Tu to jest skarb ów, o który dobijam się aż do tej chwili z taką trwogą i niepewnością... już go znalazłem nareszcie! znalazłem, jak wytrwały zwycięzca!<br>
{{tab}}I po tych słowach ujął silnie ręką za wielką drewnianą klamrę, przeznaczoną do podnoszenia drzwi {{Korekta|lechu|lochu}} i uniósłszy ją do góry, otworzył jednę ich połowę — następnie zaraz drugą, a w tej samej chwili czarny jakby noc otwór, przedstawił się jego oczom.<br>
{{tab}}Niecierpliwy, porwał w drżące ręce latarnią i oświetlił z wierzchu wnętrze lochu. Kilka schodków prowadziło nieco głębiej do dołu, wysmarowanego masą asfaltową, założonego prawie całkowicie workami rozmaitej wielkości. Kapitan jakby szalony zawołał zaraz z uniesieniem:<br>
{{tab}}— Oto już widzę skarby moje!.. znowu jestem panem dwustu dwunastu milionów!<br>
{{tab}}Zaraz po tein przemówieniu, dał kilka kroków w głąb ciemnego lochu, oświetlając go przed sobą latarnią.<br>
{{tab}}A wtem, cudowne zdarzenie zmieniło postać całej rzeczy.<br>
{{tab}}Z głębi otchłani wyszedł naprzeciw niego człowiek i tamując kroki jego popędliwe, przemówił do osłupiałego:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1009|num=207}}{{tab}}— Wstrzymaj się, niebaczny!.. nie tu jest miejsce szczęścia, którego szukasz!<br>
{{tab}}I, ująwszy go za rękę, wyprowadził na wierzch piwnicy.<br>
{{tab}}— Kto jesteś ty, który już po raz trzeci objawiasz się w stanowczych chwilach mego życia?! — zapytał kapitan, stawając nad otworem lochu.<br>
{{tab}}— Nawrócony... a imię moje... Rodin.<br>
{{tab}}— Rodin!.. Lecz cóż natchnęło cię wolą mieszania się w sprawy ludzkie?..<br>
{{tab}}— Miłość bliźniego i miłość sprawiedliwości.<br>
{{tab}}— Kochając świat, dlaczegóż tamujesz mi drogę do szczęścia, które sobie znaleźć obiecywałem, zstępując do tego lochu?<br>
{{tab}}— Twoje szczęście jest przy tobie samym, jak cię już raz dopiero co nauczyłem... jego zasadą jest serce.<br>
{{tab}}— Ja czuję tylko, że kochasz złoto!.. które jest tam — dodał, wskazując w głąb lochu. Te stosy worków, zalegających to podziemie mieszczą moje skarby, a ten skarb, nazywa się; dwieście dwanaście miljonów, sto siedemdziesiąt pięć tysięcy!<br>
{{tab}}— Mylisz się, przyjacielu; ten skarb nazywa się inaczej.<br>
{{tab}}— A więc wymień jego imię.<br>
{{tab}}— Dziesięć tysięcy funtów prochu, przeznaczonego na straszną klęskę dla tych wszystkich, którzyby dwieście dwanaście miljonów posiąść chcieli.<br>
{{tab}}Kapitan zbladł i cofnął się na kilka kroków od otworu piwnicy. Chwiejąca się w jego dłoni latarnia, zdawało się, że wypadnie każdej chwili i ogień zaniesie aż do prochu, gdzie sprawi ten wybuch straszliwy, na wspomnienie którego najeżyły mu się zaraz włosy.<br>
{{tab}}— Spojrzyj na to sklepienie — mówił dalej Rodin, wskazując ręką do góry, Przez ten mały otwór na środku, niedawno jeszcze spuszczoną była z komnaty nić, wiodąca aż do głębi tego palnego materyału, którego lękasz się tyle: ona to przeznaczoną była na kierunek ognia, który jedno uderzenie młotka, ręką twego nieprzyjaciela, rozniecić miało.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1010|num=208}}{{tab}}— On już uderzył w obec nas wszystkich! — ozwał się bardziej {{Korekta|przarażony|przerażony}} kapitan, przypominając sobie wszystkie szczegóły tego zdarzenia. Lecz cóż nas ocaliło?<br>
{{tab}}— Moje serce!.. Wówczas to, ja wierny stróż waszej sprawy, zerwałem własną dłonią tę nić zabójczą, która już niosła ogień do składów prochu, i jak zwycięzca w dobrej sprawie, unosząc ją z tryumfem w ręku, pokazałem się wam wszystkim, niepojmującym mojej przysługi.<br>
{{tab}}— O mój Boże!.. wszystko to przypominam sobie!.. A więc tyś nas ocalił!<br>
{{tab}}— Tak jest... ja.<br>
{{tab}}— I ocaliłeś zarazem te skarby, których dziś szukam!<br>
{{tab}}— Tak jest... ja.<br>
{{tab}}— Masz więc prawo rozporządzać naszem życiem.<br>
{{tab}}— I pieniędzmi.<br>
{{tab}}— O tak!.. dobrze mówisz, nadludzka istoto!.. Jesteś godnym, aby się zdać na twoją wielką wolę!.. Masz serce, a w nim tlą dwa święte ognie: miłość bliźniego i miłość sprawiedliwości... Cóż zatem przeznaczasz tej biednej rodzinie, przywiedzionej moją złością do ostatniej nędzy? tej rodzinie, która walcząc wespół ze mną, wespół też ze mną, swoją sprawę przegrała? Odpowiedz sprawiedliwy sędzio w imię tej rodziny! co przeznaczasz dla jej szczęścia z tego skarbu, do którego tak słuszne ma prawo?.. Niegdyś na cztery miljony franków okradziona, utraciła je na lat dwadzieścia cztery.<br>
{{tab}}— Policz sam w myśli sprawiedliwości i prawa, które czujesz...<br>
{{tab}}— Dwanaście miljonów sto siedmdziesiąt pięć tysięcy franków, oto kapitał i procent za lat tyle... Lecz ta rodzina jeszcze cierpiała, czyliż nienależy jej dać coś więcej?<br>
{{tab}}— Bóg im sam resztę nagrodzi... moja sprawiedliwość jest tylko ziemska.<br>
{{tab}}— Dla kogóż więc owe dwieście miljonów pozostałe przeznaczyłeś?<br>
{{tab}}— Dla siebie samego.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1011|num=209}}{{tab}}— Niepodobna, przyjacielu!... zabierasz więc moje skarby.<br>
{{tab}}— Jak nieprawemu ich posiadaczowi.<br>
{{tab}}— Ah! tak!... słuszna twoja odpowiedź... Te ogromne zbiory są tylko kradzieżą świata całego!.. Wyrzekam się ich dobrowolnie i ufam odtąd w twoje słowa, że moim skarbem pozostało serce!.. Ta radość, jaką już uczuwam w tej jednej godzinie, wracając szczęście na łono tej prześladowanej rodziny, zastąpi niewątpliwie wszystkie rozkosze, jakiebym inaczej okupywać musiał złotem! Czuję już, jak serce moje unosi się nadludzką potęgą do tych czterech ofiar, przeznaczonych odtąd do innego życia!.. Ich szczęście stanie się odtąd mojem!.. ich łzy radości będą mojemi! ich uśmiechy, podobnież mnie weselić będą!.. Niechaj Bóg, który losy nasze w ten sposób rozrządził, sprawi tylko, abym odtąd tego skarbu więcej nie utracił!<br>
{{tab}}I trzymając się za serce w uniesieniu, zapytał jeszcze, kierując mowę do rodziny Iganickich.<br>
{{tab}}— Kiedyż wybije ta wielka godzina, zwiastująca nam wszystkim to obiecane szczęście, które ja już najpierwszy w moich piersiach uczuwam?<br>
{{tab}}— Odkąd ten wyrok usłyszałeś.<br>
{{tab}}— A więc w tej chwili!<br>
{{tab}}— Tak jest, przyjacielu... tyś to sam nawet przyśpieszył.<br>
{{tab}}— I któż doręczy te skarby opłakującej swój los rodzinie?<br>
{{tab}}— Także ty sam.<br>
{{tab}}— Ja? Ufasz zatem mnie, niegdyś nieprawemu przywłaszczycielowi cudzego dobra?<br>
{{tab}}— Byłeś wówczas ubogim... a dziś...<br>
{{tab}}— O, być wszystko może, że, mając serce, jestem najbogatszym z ludzi!.. Powiedz więc, powiedz tylko, gdzie znajdę te pieniądze?<br>
{{tab}}— Na najwyższym szczycie tego domu... w komnacie, na belwederze... Na środku tej sali, przeznaczonej oddawna {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1012|num=210}}do wielkich celów, znajduje się marmurowa konsola, a na niej żelazna skrzynia przezroczystej roboty... Naciśniesz więc sprężynę, mieszczącą się w jej zamku, a natychmiast się otworzy.<br>
{{tab}}— Niechaj się spełni wyrok twój sprawiedliwy!<br>
{{tab}}— Teraz idź, gdzie wola Boga i wola serca ci wskazu ją... ja śpieszę dalej spełniać dzieło miłości i ratunku bliźnich na ziemi.<br>
{{tab}}I zaraz po tej odpowiedzi, człowiek nadzwyczajny schodzić zaczął napowrót do lochu, zostawiając na brzegu otworu osłupiałego kapitana.<br>
{{tab}}— Jestże to sen czy też rzeczywistość? — zawołał z mocą kapitan, długo spoglądając w głąb czarnej otchłani pod nogami — jestże to cudowność, marzenie rozpalonej głowy, czy też istna prawda?!.. Jeszcze brzmi w moich uszach głos tego niepojętego, którego nie po raz pierwszy na drodze mego życia spotykam!.. Niezbadana tajemnico!.. człowiek za słabem jest jeszcze stworzeniem, aby cię rozwiązał!.. Jeżeli na prawdę znajdę te pieniądze na belwederze tego domu, uznam z pokorą wolę nieba i spełnię bez wahania wszystko, i w sposób, jak mnie ten niedocieczony człowiek zobowiązał. Z dwustu dwunastu miljonów sto siedmdziesią pięć tysięcy, przypadło tylko dla tej rodziny miljonów dwanaście; lecz i to wszakże jest skarbem zdolnym ich pocieszyć i uszczęśliwić... Cóż jednak postanowił ten sędzia uczynić z pozostałą resztą tego majątku? co uczyni z dwustu miljonami? jakież to będzie owo dzieło miłości i ratunku bliźnich, o którem mówił?.. O! czuję się być za niedołężnym, abym to wszystko przeniknął swoją myślą!.. Ale nie baczmy już na przyczyny... już czas pocieszyć tych czworo nieszczęśliwych, którzy za długo cierpią na tej ziemi...<br>
{{tab}}I zaraz po tem przemówieniu, wolnym krokiem zmierzać zaczął ku schodom, aby wrócić do czarnej komnaty.<br>
{{tab}}W miarę czasu, z każdą prawie minutą obraz ten zacierał się coraz bardziej w jego pamięci.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1013|num=211}}{{tab}}Dostawszy się do komnaty, długo jeszcze przechadzał się zamyślony, gasząc w sobie stopniowo przekonanie tego, co widział, co czuł jeszcze przed chwilą; dopóki lekkie do drzwi zapukanie nie rozproszyło ze wszystkiem mgły tego nadzwyczajnego zjawiska, zostawiając w umyśle jego niepewne po sobie wspomnienie.<br>
{{tab}}Kapitan drzwi otworzył.<br>
{{tab}}Był to ów jaśnie wielmożny pan baron de Friquet, dzisiejszy właściciel tego domu, który zawiadomiony przez odźwiernego, przybył z pośpiechem zobaczyć i powitać Harlesdinga, niegdyś hrabiego {{Korekta|Emy Cruchard|Emy-Cruchard}}.<br>
{{tab}}Lecz jakież to było jego zdziwienie, gdy w miejsce spodziewanego hrabiego, ujrzał przed sobą nieznajomą osobę, która w nieobecności jego poważyła się naruszyć pieczęcie i otworzyć drzwi tej komnaty.<br>
{{tab}}Kapitan, przewidując zapytanie, śpiesznie dobył z kieszeni testament Wiliama Harlesding i przedstawił mu go przed oczy, mówiąc:<br>
{{tab}}— Jestem kapitan Rappinet, właściciel okrętu Mozarab, na którym ten legat sporządzony został... a w tej chwili jesstem pełnomocnikiem sukcesorów i wykonawcą tegoż testamentu.<br>
{{tab}}— Cóż więc znalazłeś, kapitanie w tej komnacie, dla doręczenia sukcesorom tego legatu?<br>
{{tab}}— Znalazłem tylko wskazówkę, gdzie się znajduje sukcessya; dlatego, jutro, o godzinie dziesiątej rano, raczysz pan także być obecnym przy otwarciu jednego z tych pokoi, do którego wprowadzę czterech członków tego zapisu, wraz z notaryuszem.<br>
{{tab}}— Nie żyje więc hrabia Emy-Cruchard — powtórzył sobie dosyć oschle dawny jego marszałek.<br>
{{tab}}— Zginął w przystani St. Denis, na wyspie Bourbon, ratując się skokiem do wody, przy pożarze okrętu Mozarab.<br>
{{tab}}Spanoszony nowy dziedzic tego domu lakonicznie {{Korekta|kiwnąłgłową|kiwnął głową}} kilka razy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1014|num=212}}{{tab}}A wtem do komnaty wbiegła z pośpiechem Gertruda, oznajmiając, że przybył drugi właściciel tego pokoju.<br>
{{tab}}Kapitan zdrętwiał — baron de Friquet dziwnie spojrzał mu w oczy i jakby uważał go za oszusta.<br>
{{tab}}— I cóż odrzekłaś temu, który wejść tu zapragnął? — zapytał baron odźwierną.<br>
{{tab}}— Tyle tylko, że już ten pokój został właściwym kluczem otworzony.<br>
{{tab}}— Cóż na to odpowiedział przychodzący?<br>
{{tab}}— Krzyknął przeraźliwie w tych słowach: „Już zapóźno!.. uprzedził mnie kapitan Rappinet!“ — i natychmiast się oddalił.<br>
{{tab}}— Jak wyglądał ten człowiek?<br>
{{tab}}— Nie wiem... było zbyt ciemno, abym mu się dobrze przypatrzeć mogła... przytem oddalił się z takim pośpiechem, iż...<br>
{{tab}}— Co o tem myślisz, kapitanie? — zapytał baron, zwracając się do przerażonego kapitana.<br>
{{tab}}— Ten człowiek umarł prawie w moich oczach... drżę cały!..<br>
{{tab}}— Prawdziwy hrabia {{Korekta|Emy Cruchard|Emy-Cruchard}}, nie uląkłby się nikogo i nieoddaliłby się tak prędko, na wiadomość o otworzeniu tego pokoju... Niepotrzebnie przestraszyłeś się, kapitanie.<br>
{{tab}}— Źle tylko, że ten człowiek nie dał się poznać nikomu.<br>
{{tab}}— Jeżeli żyje prawdziwy hrabia Emy-Cruchard, powinien także stawić się przy doręczenia sukcessorom legatu, cofnąć go, lub pozostawić. Nie zdaje mi się, aby to miał być sam właściciel tego majątku.<br>
{{tab}}— Słusznie przekonywasz mnie, panie... jednak aż dotąd chwieją się nogi podemną... Fatalne to zdarzenie będzie odtąd trucizną wszystkich chwil szczęścia, jakie sobie spędzać obiecuję, obok tej rodziny, wzbogaconej mojem staraniem.<br>
{{tab}}— Czy masz jaki udział w tym legacie, kapitanie? — zapytał baron dosyć obojętnie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1015|num=213}}{{tab}}— O ile się go osiąga przez małżeństwo; wreszcie, nie jestem jeszcze pewnym, czy ten zamiar przyprowadzę do skutku.<br>
{{tab}}Po tem krótkiem przemówieniu, kapitan w najwyższym stopniu niespokojny, pozostawił samego barona de Friguet w czarnej komnacie — a zaraz po oddaleniu się jego, Gertruda ozwała się z pośpiechem do barona.<br>
{{tab}}— Jaśnie wielmożny panie!.. Człowiek, o którym mówiłam, rozkazał mu także powiedzieć, abyś raczył się z nim widzieć natychmiast w swojem mieszkaniu przy ulicy S. Honoryusza, dokąd się już udał.<br>
{{tab}}— Dziwna rzecz, kto może być ten człowiek!.. śpieszę z ciekawością do siebie!<br>
{{tab}}I krokiem, malującym niecierpliwość, opuścił także posępne mury tego domu.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''VI.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Pierwszy dzień szczęścia.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Nazajutrz, w jednej z godzin popołudniowych, w skromnein mieszkaniu Iganickich, przy ulicy S. Gerwazego, w niewielkim gabineciku’ zgromadzeni byli około stołu czterej członkowie tej rodziny. Wesołe ich i szczęście malujące twarze zapowiadały już ziszczoną pomyślności dolę.<br>
{{tab}}W pośród nich znajdował się także i kapitan. Dziwna jego sprzeczność z swobodą, objawianą przez otaczających go przyjaciół, dawała dużo do myślenia. Wistocie twarz jego, ożywiona przed kilku dniami nadzieją, w tej jednej chwili pokryła się nieodgadnionym smutkiem, czy też inną jakąś oznaką przykrej namiętności.<br>
{{tab}}Na stoliku, przed nimi, leżał akt notaryalny z odbioru sakcessyi, której już dzisiaj rano, bez żadnych przeszkód, pozostali panami.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1016|num=214}}{{tab}}Wszystko to, co w zgromadzonych tu osobach odkryć można było, odbywało się przez niemą scenę, wymowną jednak w powierzchownej wyrazistości. Delfina trzymała za rękę podeszłą matkę i z przymileniem spoglądała na dwie łzy, świecące w jej oczach, te łzy, które niewątpliwie radość wycisnęła. Teobald podobnież cieszył się mile uśmiechającą się twarzą starego ojca, na którego ramieniu ustawicznie składał głowę. Tak wzajem wszystko czworo dzieląc pomiędzy sobą zobopólną radość, spoglądali sobie w oczy, wyczytując z upojeniem rozkoszne zadowolenie, jakie im przyniósł powrót do dawnej szczęśliwości. Sam tylko kapitan, na przeciw nich siedzący, z nogami wyciągniętemi, z założonemi na piersiach rękami i spuszczoną w dół głową, zdawał się głęboko zamyślony, kiedy niekiedy tylko spozierając na radującą się rodzinę; lecz i wówczas na twarz jego występował wyraz tajemnego cierpienia — prawdziwej goryczy.<br>
{{tab}}Ojciec, matka, syn i córka, chwilowo odrywając się od siebie, rzucali badawcze spojrzenia na tego człowieka, tak niespodziewanie zmienionego, i zdawali się z wyrzutem odpowiadać, że ten pierwszy ich wstęp do szczęśliwości, usiłuje zatruć tajemną myślą, która jeżeli ich nie trwożyła, to wcale dla ich serca nie mogła być miłą i przyjazną.<br>
{{tab}}Po kwadransie, wszyscy, jakby nasyceni sobą, sympatycznie przeszli na stronę kapitana, i podobnie jemu zasępieni, zdawali się podzielać myśl, trapiącą skrycie jego serce — dopóki stary ojciec nie przemówił.<br>
{{tab}}— Kapitanie, czyż to jest przyczyną twego smutku, żeś spełnił czyn godny szlachetnego człowieka, uszczęśliwiając prześladowanych tyle czasu?.. Wczoraj jeszcze byliśmy ubogimi, dziś, jesteśmy z twojej łaski posiadaczami dwunastu milionów... Wczoraj niepewność o nasz los czyniła nas bardziej niż niegdyś cierpiącymi, dziś, wróciła radość do czterech serc, umiejących cię cenić sprawiedliwie. Jesteśmy weseli, a weseli lubią widzieć takimi i swoich przyjaciół... {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1017|num=215}}Kapitanie, odpowiedz więc, dlaczego cierpisz, obok tych, którzy cię kochają?<br>
{{tab}}Kapitan westchnął głęboko i zdawał się bardziej jeszcze pogrążać w boleści, nic nie odrzekłszy na to wezwanie Iganickiego.<br>
{{tab}}— Smutna to przepowiednia dla naszych przyszłych związków! — dodał zbolałym głosem ojciec — ten człowiek żałuje postępku, z którego szczycić się powinien.
Kapitan, jakby z wyrzutem spojrzał na starego, dając poznać wyraźnie, jak srodze tem obwinieniem ugodzony został.<br>
{{tab}}— Dobry ojcze! — przemówiła zaraz Delfina, przenikając boleść kapitana — bądź sprawiedliwym w sądzeniu naszego przyjaciela.<br>
{{tab}}Słowa te wyrzekła z tak miłym i wzruszającym głosem, iż kapitan nie mógł już dłużej powstrzymać się, aby jej za to nie wynurzył, swojej wdzięczności — gwałtownie też uchwycił ją za rękę i, przycisnąwszy do piersi, odpowiedział:<br>
{{tab}}— Po Bogu, jesteś druga, która czytasz jasno w sercu mojem... Czyn, który spełniłem, oddając wam utracony majątek, stał się prawdziwą rozkoszą wracającego do cnoty wasze go przyjaciela. Nigdy bardziej nie byłem uszczęśliwionym, niż w tej wielkiej godzinie, kiedy po tylu trudach i zabiegach, dziś rano sprowadziłem was do miejsca ukrytego skarbu, na belwederze tego domu i rzekłem: „Oto wszystko, com zdołał zdobyć moją mocą dla was, przyjaciele!.. to wasza własność, wydarta niegdyś przez złego człowieka, odbierzcie ją!.. Straciliście tylko w tej smutnej przypadłości dwadzieścia cztery lat czasu, zaś z majątku nic uronionem nie zostało. Z czterech milionów, skradzionych wam niegdyś przez Harlesdinga, dziś stajecie się właścicielami dwunastu, odbierając kapitał i procent... resztę przebaczcie, coście w tem mieli straconego!“ O! była to godzina jedna z najrozkoszniejszych mego życia.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1018|num=216}}{{tab}}— Tak, to prawda, panie! — odpowiedziała Delfina — wymawiając te słowa wobec nas i notaryusza, zdawałeś się nieposiadać z radości... było jednak podówczas coś skrytego w twojej duszy, co mieszało cię ustawicznie i psuło urok tego szczęścia, któregoś wespół z nami kosztował... przytem, spoglądając ustawicznie na drzwi owej komnaty na belwederze domu, zdawałeś się kogoś oczekiwać... Może to było właśnie to, co w tej chwili jeszcze nie pozwala ci oddać się radości, jaką nam zgotowałeś.<br>
{{tab}}Kapitan westchnął bez odpowiedzi.<br>
{{tab}}— Dostrzegłam przytem — mówiła dalej Delfina — żeś prowadził jakąś rozmowę z baronem Friquet, właścicielem tego domu przy ulicy Ś. Franciszka, którą starałeś ukrywać przed nami podówczas obecnymi... Zdawało mi się. tylko, że twarz tego człowieka była obok ciebie nadzwyczaj szyderczą, ironiczną, jakby wszystko, co ten człowiek odpowiadał, było fałszem.<br>
{{tab}}— Dosyć już, dosyć tego, pani! — odrzekł kapitan w uniesieniu, uderzając się całą dłonią w czoło. Poparłaś więc to wszystko, czegom się nie bez przyczyny domyślał... Przenikliwość twoja kobieca ma wielką zasadę w swojej naturze, należy więc w nią wierzyć teraz jak w wyrocznią prawdy!<br>
{{tab}}— Zdawało mi się nawet, że ten człowiek winszował ci blizkiego dnia zaślubin... czy tak, kapitanie?<br>
{{tab}}— Tak jest, pani.. lecz cóż wówczas dostrzedz mogłaś?<br>
{{tab}}— Tyle, jakby mówił wyraźnie, że {{Korekta|małżeństwtwo|małżeństwo}} to nie przyjdzie do skutku; a spoglądając jeszcze na mnie, można było sądzić, że myśli, iż nie będę twoją żoną.<br>
{{tab}}Kapitan drgnął i odrzekł z pośpiechem.<br>
{{tab}}— O, to moje własne domniemanie!.. to już wszystko prawie, co usprawiedliwić powinno smutek, w jakim się wam przedstawiam.<br>
{{tab}}— Gdzież jednak twoja męzkość, kapitanie?! — ozwał się stary ojciec Delfiny.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1019|num=217}}{{tab}}— Dawno już nauczyłem się lękać podstępów i zdrad nikczemnych ludzi, a na tej drodze nigdy nie można być pewnym swego szczęścia... Wczoraj wyznałem temu człowiekowi, jaka mnie oczekuje z waszej strony nagroda, za podjęte w waszej sprawie starania, przyjął to obojętnie, jak każdy obcy, dla którego wszystko jest martwe, co nie własne, a dziś... zdawał mi się już być tą wiadomością zbyt żarliwie zainteresowanym i to mnie właśnie przeraziło.<br>
{{tab}}— Eh! kapitanie... twoja podejrzliwość psuje nam tak wesoło zaczęte dni nowego życia!.. Czy miałeś dawniej jakie stosunki z baronem Friquet?<br>
{{tab}}— Żadnych... na tem tylko opieram moje podejrzenie, że ten człowiek jest zawsze wiernym swemu dawnemu panu który go spanoszył.<br>
{{tab}}— O kim chcesz mówić, kapitanie?<br>
{{tab}}— O naszym wspólnym nieprzyjacielu.<br>
{{tab}}— O Harlesdingur! — zapytali wszyscy z {{Korekta|zadziwieniem|zadziwieniem.}}<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— Nie wiem — z ciężkością odpowiedział kapitan, wpadając w dawny stan niespokojności. — Daj Boże, abym się mylił w moich domysłach, ale coś ustawicznie powtarza się w mojej duszy, że Harlesding, którego widziałem na własne oczy, jak z wysokości palącego się okrętu Mozarab wskoczył w otchłań morza... ten Harlesding, którego miałem za umarłego, ożył raz jeszcze, aby w zemście, którą pała ku mnie, spełnił jeszcze dalej dzieło srogich ciosów, dopóki te nakoniec nie wtrącą mnie do grobu!..<br>
{{tab}}— Zapomniałeś chyba, że nami rządzi sprawiedliwość, karząca ludzkie niegodziwości. Ja pierwszy będę miał prawo wezwać go na ten Trybunał, wyrokujący za występki, i jako sprawcę kradzieży mego majątku, przeznaczyć na wieczne rozłączenie ze światem, na którym ty, przyjacielu, używać powinieneś spokojnej szczęśliwości.<br>
{{tab}}— Znowu więc rozpoczyna się taż sama utarczka przepisów i form, których powierzchowne zasady czynią nas {{pp|sła|bymi}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1020|num=218}}{{pk|sła|bymi}} w swojej sile oskarżycielami Harlesdinga. Dopóki jeden z nas dwóch żyje, nigdy żaden w obliczu prawa nie znajdzie słuszności... nam obudwom przynależy skryta, lub otwarta, ale mściwa wojna, którą tylko jedna śmierć zakończyć potrafi!.. Jeśli potężny ten nieprzyjaciel jest w tej chwili w Paryżu... przysięgam, że już zastawia sidła na mnie zaczynającego w nowem życiu kosztować obok was jedynego daru spokoju duszy i serca!<br>
{{tab}}— Zkąd ta myśl, kapitanie, w której koniecznie upatrujesz blisko siebie Harlesdinga?.. Zostawiłeś go nad nie Oceanu blisko Bourbon... Nareszcie, Bóg sam nie dozwolił na to niecne nadużycie i jego śmiercią zakończył nienawistną z tobą walkę!..<br>
{{tab}}Kapitan swobodniej odetchnął — i, z nieśmiałością spoglądając na Delfinę, odpowiedział:<br>
{{tab}}— Jeszcze więc od ciebie, pani, należy mi się spodziewać ostatniego za moje przewinienia wyrzutu... Twoja obietnica nie wyszła aż dotąd z mojej pamięci... wszak jeszcze dwa dni do usłyszenia tego wyroku, który, przeczuwam, nie równie będzie bolesnym.<br>
{{tab}}— Ale chwilowym... będzie to wyrok głowy i wraz z zadość uczynieniem interesowi serca mojego... Pierwszy należeć się będzie tobie... drugi, księciu Topor, mojemu dawnemu przyjacielowi...<br>
{{tab}}Zaledwie Delfina dokończyła tych wyrazów, pokazał się w pokoju Benjamin. Łagodna swoboda na jego twarzy, dużo radości w oczach i nieco uśmiechu na ustach, przekonywały, że jest także uczestnikiem radości dnia, w którym się zmienił los całej tej rodziny.<br>
{{tab}}Ukazanie się jego nieco zaintrygowało obecnych, bardziej drażliwych, po tem porozumieniu się z kapitanem.<br>
{{tab}}— Czego potrzebujesz, Benjaminie? — zapytali wszyscy prawie jednocześnie.<br>
{{tab}}— Książę Topor przysłał list, adresowany do własnych rąk pani — odpowiedział, spoglądając na Delfinę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1021|num=219}}{{tab}}— List?.. Wszystko być może, że jego odpowiedź zmieni postać całej rzeczy... Zapewne nie przyjął zaproszenia.<br>
{{tab}}Zaraz po tem przemówieniu, odebrała list z rąk Benjamina i, z pośpiechem złamawszy pieczątkę, wyczytała następujące wyrazy:
{{f|align=left|lewy=15%|„Pani Hrabino!}}
{{tab}}„Nigdy jeszcze bardziej drżącą ręką nie pisałem, niż kreśląc do ciebie te wyrazy: bo też ostatni list twój zdolnym był odebrać wszelką władzę ręki — piszę: bo należy coś przekazać ci w odpowiedzi, chociażby dla uniknienia nazwy człowieka bez taktu.<br>
{{tab}}„Odmówiłaś prośbie przyjaciela, w sposób tak dziwny i niepojęty, iż dotąd jeszcze tą samą cieszę się nadzieją. Pani hrabino!.. Jeżeli słowa twoje były istotnie wyrocznią, dla mnie zarozumiałego od tak dawna, odebrałem już w mojem {{Korekta|zawiedzieniu|zawiedzeniu}} zasłużone za tę śmiałość ukaranie — coś jednak mówi mi skrycie, że w liście twoim, który mnie wprowadził w chwilowy niepokój, mieści się coś bardzo zagadkowego — coś, co każąc wierzyć w jego treść wyraźną, pozwala zarazem i wątpić.<br>
{{tab}}„Może błądzę, tłómacząc sobie w ten sposób twoją odpowiedź; ale zbyt głęboko uwierzyłem już w harmoniją dawnych naszych stosunków, abym dziś usłuchał cię w myśl niezrozumiałego rozkazu — nareszcie, jestem już stary, a nasza rola na drodze zalecania się kobietom ma w sobie zawsze cokolwiek uporu. Jeszcze więc z tem samem sercem, przepełnionem nadzieją, upokarzam się przed tobą, jak przed jedyną wybranką, której nadałem do panowania nad sobą wysoki przywilej.<br>
{{tab}}„Przenikam zarazem zasadę twojej odpowiedzi i, daj Boże, abym nie zbłądził, sądząc, że pod tą mistyczną osłoną, wypróbowywasz serce starego swego przyjaciela. W osobę trzecią zawiązanej między nami historyi wątpię, jak każdy rywal; ale zarazem upraszam o przebaczenie za ten sąd, który, przyznaję, ma w sobie cokolwiek wątpliwości.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1022|num=220}}{{tab}}„Widzisz, pani, że sam wikłam się aż dotąd na tej drodze, dopóki nie zbliży się dzień oznaczony — ów dzień losów nas obojga!<br>
{{tab}}„Odtąd, jak to z myśli wydałem, zmieniam rolę kochanka serca i przedstawiam się, jako prosty rywal i światowy polityk. My ludzie pewnego wieku i stanu, lubimy to z kaprysu. Czwartego dnia, przeznaczonego na spotkanie nas trojga aktorów tego dramatycznego związku, raczy pani hrabina przyjąć zaproszenie dawnego swego i poufnego przyjaciela księcia Topor Płonińskiego i przybędzie do niego na bal maskowy > na uświetnienie tego dnia, dla losu i przyszłości twojej przeznaczonego.<br>
{{tab}}„Stary książę, pamięta aż dotąd, że do tej śmiałości ma prawo i tuszy sobie, że królowa balu przybędzie zaszczycić dom swego niewolnika.<br>
{{tab}}„Tu raz jeszcze wspomnieć mi wypada o kimś trzecim. Wola twoja, lub interes, chce nas mieć koniecznie w połączeniu — bal maskowy oszczędzi nam wiele, inaczej bowiem nasze spotkanie tak wieleby kosztowało.<br>
{{tab}}„Jesteśmy ludzie z drażliwością i nie zawsze znosimy upokorzenie przez innych; a obok kobiety przypominają nam się jeszcze czasy bohaterskiego szaleństwa. Przyznaj teraz, pani, czy pod zasłoną masek na twarzy, nie będziemy wszyscy troje... dla siebie nieznajomi, przyjaciółmi?..“<br>
{{tab}}— Książę tym pomysłem wyprowadził mię z prawdziwego kłopotu! — zawołała uradowana Delfina, przestając czytać na chwilę — inaczej, nasze spotkanie koniecznie otwarcie nastąpićby było powinno; a może sama mniej miałabym śmiałości pokazać się w tej trudnej roli, narzeczonej dwóch rywali, z których jednego odrzucić, drugiego przyjąć będzie należało... Cóż myślisz o tem, panie? — zapytała, obracając się do kapitana.<br>
{{tab}}— Że podobnież i ja uszczęśliwiony tem zdarzeniem zostałem... Książe Topor jest prawdziwym w towarzyskim świecie politykiem. Kiedy więc już inaczej być nie mogło, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1023|num=221}}kiedy twoja wola przeznaczyła nam dawno jakąś nieodgadnioną katastrofę życia, przynajmniej jeden z nas nie będzie miał sposobności rumienić się w oczach szczęśliwego zwycięzcy... Książe podobał mi się niewymownie... Lecz jakże księcia przebranego na tym balu poznamy?<br>
{{tab}}— To prawda... wszak dla nas trojga nie powinno nie być na tej zabawie maskowego incognita. Zdaje mi się jednak, że baczny na wszystko książę nie pominął zarazem i tego w swoim liście.<br>
{{tab}}I, odwróciwszy kartę listu, znowu dalej czytać zaczęła.<br>
{{tab}}„O godzinie ''dwunastej'', o północy, w moim apartamencie przy bulwarze Magdaleny, nastąpi to stanowcze spotkanie. Mały jeden gabinecik, w którym dla poznaki będą stały pod zwierciadłem dwa wazony cyprysu, otaczające krzak białej róży, zapewni nam spokojne zejście się w salonie za wybiciem oznaczonej godziny.<br>
{{tab}}„Gdy jednak ustawicznie zwróconą mam pamięć na osobliwość tego spotkania, zarazem, jako baczny tworzyciel tego planu, widzę jeszcze potrzebę wzajemnego powierzenia sobie rodzaju kostiumów. Nie chciałbym bardzo, aby ta seryo zamierzona intryga, zmieniła się przypadkiem w komedyę, zbyt pospolitą na balu maskowym.<br>
{{tab}}„Poznasz mnie pani po czarnem aksamitnem dominie z takąż pelerynką i kapturkiem na głowie, której wierzch będzie zarazem otoczony wieńcem z gałązek cyprysu; maska czarna. Na piersiach, po lewej stronie, będę nosił przypiętą białą różę.“<br>
{{tab}}— Książę jest niezrównanym w swoich pomysłach! — zawołała z kobiecą radością Delfina. — Ten rodzaj kostiumu jest tak oryginalnym, iż niepodobna, aby go ktoś inny naśladował przypadkiem. Czarne aksamitne domino, na głowie cyprys, a na piersiach róża. O! książę jest nawet symbolistą: bo też same kwiaty ustawić kazał w gabinecie, przeznaczonym na nasze spotkanie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1024|num=222}}{{tab}}— Dwa wazony cyprysu, otaczające wazon róży, nie jestże to obrazem historyi nas dwojga rywali, dziś smętnych i ponurych, bo niepewnych o swoje losu, oczekujących na wyraz łaski od pani, która jesteś znowu obrazem róży!..<br>
{{tab}}— To mnie cieszy, kapitanie, że cenisz wespół ze mną trafność tego pomysłu księcia; sądziłam, że tylko sama, jako kobieta, upatrzyłam w tem powab zarazem fizyczny jak i moralny... To daje ci zarazem prawo do wybrania sobie odpowiedniego ubioru: ponieważ książę żąda jeszcze tym listem, aby go natychmiast o tem zawiadomić.<br>
{{tab}}Kapitan na chwilę się zamyślił i zaraz odrzekł w krótkości.<br>
{{tab}}— Domino i maska takież same: tylko w miejsce czarnego, będę je miał z ''karmazynowego'' aksamitu... przytem takiż sam na głowie wieniec z cyprysu i takąż na piersiach różę.<br>
{{tab}}Delfina z naiwnym uśmiechem klasnęła w dłonie i odrzekła:<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, że już was widzę przed sobą, was dwóch, w jednego kroju płaszczykach, tylko odmiennej barwy, i z ciemno-zielonemi na głowach wieńcami. Będziecie podobni do kapłanów lasów cyprysowych.<br>
{{tab}}— Teraz tylko należy nam poznać królową ogrodu białej róży.<br>
{{tab}}— O! to natychmiast usłyszysz, kapitanie... Należy mi się koniecznie ubrać w myśl was obu, abyśmy tworzyli między sobą pewną harmoniją tego przebrania, nawet zbliżoną do całości... Mój ubiór powinien być taki... Domino z białego aksamitu, z takąż jak i u was pelerynką i kapturkiem, maska biała... Na głowie tylko będę miała wieniec z róż białych, zaś na piersiach gałązkę cyprysu.<br>
{{tab}}Wszyscy obecni, którym chwila ta wróciła dawno już utraconą swobodę ducha, zdawali się przyjaznymi uśmiechy podzielać ten piękny pomysł Delfiny.<br>
{{tab}}— Jak ci się więc wydaje to przebranie, kapitanie? — zapytała.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1025|num=223}}{{tab}}— Trafne — dosyć oschle odpowiedział.<br>
{{tab}}— A jednak nie widać tego ukontentowania na twojej twarzy.<br>
{{tab}}— Zapewne toż samo wyczytaćby można było na twarzy księcia, gdyby się w tej chwili między nami znajdował... tobie tylko samej pani pozostawioną jest wesołość.<br>
{{tab}}— Książę, jak książę... ale ty panie, któremu jeszcze wczoraj zostawiłam moje zapewnienie... o! toby było niegodnie z mojej strony, abym miała cofać wyraz przynależny ci odemnie z głęboko utajonego celu.<br>
{{tab}}— Znowu taż sama tajemnica! — z pewnym rodzajem trwożliwego uniesienia odpowiedział.<br>
{{tab}}— Jestem kobietą, kapitanie. Zostaw mi więc prawo do tego dziwactwa... Nareszcie, na balu u księcia Topor, zakończy się cała historya mojego kaprysu... Pozwól mi teraz tylko, abym mogła swobodnie odpisać księciu na jego wezwanie.
Należy mu przedewszystkiem określić główne cechy naszych ubiorów, abyśmy się na tym balu nie stali przypadkiem ofiarami jakiej śmiesznej pomyłki.<br>
{{tab}}— Słusznie, słusznie mówisz, pani... Książe to sam już przewidział... Co zaś do mnie, śpieszę także poczynić do tego przygotowania... Wszak pojutrze potrzeba już być gotowym, aby bez zawodu przedstawić ci się pani i księciu w opisanym ubiorze.<br>
{{tab}}— Tegoż więc dnia wieczorem, nie oczekując poprzednio na moje spotkanie, udasz się sam do księcia na bulwar Magdaleny.<br>
{{tab}}— A więc jeszcze dwa dni nie mam prawa należeć do ciebie! — odpowiedział z westchnieniem, powstając ze sofy.<br>
{{tab}}— Tak jest... dwa dni tylko, dobry przyjacielu — odrzekła z czułością Delfina, chcąc ukoić jego boleść.<br>
{{tab}}Za chwilę Rappinet opuścił mieszkanie Iganickich.<br>
{{tab}}Delfina odpisała księciu według umowy swojej z kapitanem.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1026|num=224}}{{c|'''VII.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Przed balem.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Nazajutrz po wszystkich wielkich domach Paryża obiegła biegiem błyskawicy wiadomość, że książę Topor Płoniński, znakomity pan zagraniczny, daje bal maskowy dla przyjaciół.<br>
{{tab}}Wysokie stanowisko, jakie książę zajmował, i jego rozgałęzione ze światem stosunki dozwoliły mu nawet w obcym kraju znaczną bardzo liczbę osób zaprosić do uświetnienia tej wystawnej zabawy.<br>
{{tab}}Wiele domów, chociaż obcych dla znajomości księcia, ubiegało się o wstęp w dniu tym do jego wspaniałych apartamentów. Było to nawet coś bardzo ponętnego dla Paryżan, którzy, dawno już zepsuci nadmiarem pomysłów w wyszukiwaniu wszystkiego, co bawi i zajmuje, w jednej tylko nowości znajdują jeszcze nasycenie.<br>
{{tab}}Bal w tak niezwykłej ku temu porze roku — bal u cudzoziemca — bal, maskowy; do tego bal, którego cel i znaczenie pokrywała zasłona tajemniczości, tak ponętna zawsze dla umysłów, lubiących w każdej rzeczy upatrywać ideały i barwić wszystko poezją szkoły romantycznej — wszystko to zjednoczyło się, aby tę zabawę wynieść wyżej nieskończenie nad pospolitą jej wartość.<br>
{{tab}}Pośpiech, nagłość, a nawet konieczność, jakie towarzyszyły przy ogłoszeniu tego balu, zrządziły w wielu osobach pewne elektryczne wstrząśnienie i dały im dużo do myślenia.<br>
{{tab}}Apartament księcia w przeciągu dwóch dni zmienił się, jakby tknięty laską czarnoksięzką w świątynię prawdziwej rozkoszy i eleganckiego zbytku — dosyć tylko fantazji i pieniędzy, aby tam — godziło się żądać wiele i mieć wszystko.<br>
{{tab}}Trzeciego dnia, jak to obiecał sobie książę Topor, już dom jego był gotowym na przyjęcie tysiąca osób, które podobnież nagle stały się punktualnemi, aby w dniu tym uczestniczyć w modzie, wesołości i intrydze.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1027|num=225}}{{tab}}Mówimy intrydze, nic bowiem bardziej nie oczarowało umysłów osób zaproszonych na ten bal, niż chęć odgadnięcia głębokiego celu, który był właściwie podstawą tego balu — szczególnie zajęły się tem kobiety, u których zawsze czynne i niespokojne serca, imaginacya, chciwa nadzwyczajności i cudownych przygód, chciałaby koniecznie z prozy światowej tworzyć ideały.<br>
{{tab}}Niecierpliwość i zarazem chęć podobania się przez zainteresowanie innych, sprawiły, iż tysiącem przyczyn zarzucono przedwcześnie powód tej zabawy — widziano w tem jakąś zasadę, już to polityczną, już moralną, społeczną, już szaloną, co wszakże koniecznie rozwiązać się było powinno tej nocy przy bulwarze Magdaleny.<br>
{{tab}}Wśród liku pogłosek obiegła nawet jedna, która bynajmniej nie mijała się z prawdą — przecież najmniej powabna w swojej historyi, nie znalazła wielkiej wiary u tych żarliwych głosicieli cudownych katastrof z towarzyskiego pożycia.<br>
{{tab}}Zawsze jednak mało znany Paryżowi, kapitan Rappinet, zupełnie obca Delfina i książę Topor Płoniński, stali się niejakim tematem zagadki. Bo i cóż kiedy Paryż zataić umiał?.. kiedy już od tak dawna zapragnął powierzyć światu swoje najmniejsze i największe skrytości?.. W naturze tego narodu, a szczególniej stolicy, spoczęła już ta niczem niepowstrzymana chętka, która się częstokroć nawet okrywa śmiesznością. Na tej zasadzie najodleglejsze krańce kuli ziemskiej wiedzą nazajutrz, ile razy, który z parów lub deputowanych poruszył się dziś na swojej ławce w Izbach, lub czy obracał w palcach tabakierkę. Paryska tajemnica może mieć tylko jednę chwilę.<br>
{{tab}}{{Korekta|Mmówimy|Mówimy}} więc, że znalazły się osoby, co odgadły pierwszą część maskowego balu u księcia Topor Płonińskiego; lecz zbytnie to nadużycie cudzego incognito sprawiło, iż gdy większa część niedowiarków szukała jeszcze czegoś ponętniejszego w tej historyi, znalazł się ktoś, może tylko jeden, co zrobił z tego użytek i w straszny sposób zagaił {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1028|num=226}}ten długi szereg przypadłości, których bohaterami byli długie czasy, kapitan Rappinet — Delfina — książę.<br>
{{tab}}W jednym z pokoi wspaniałego hotelu książąt przy ulicy Richelieu, w którym zwykle stawał kapitan, podobnież i dzisiaj znajdujemy go, zajętego przygotowaniami do wystąpienia na maskowym balu.<br>
{{tab}}Człowiek ten, tyle czasu nieugięty, dziki i lotny w pomysłach jak orzeł, zawsze nieustraszenie spełniający niebezpieczną epopeję swego życia, w ostatnich chwilach swojej awanturniczej historyi widocznie upadać zaczął {{Korekta|na,|na}} duchu i wystąpił nieco z głównego typu charakteru człowieka swojego zawodu. Im bliżej widział się zwycięztwa, tem bardziej serce jego kruszało, które jakby wpływem nadziemskim nawracało się do świętej powinności człowieka religijnych i towarzyskich zasad.<br>
{{tab}}Być może, że sumienie podobne jest do drzewa, które zwarzone upałem lata, częstokroć jeszcze w późnej jesieni zazieleni swoje konary wiosennym liściem. Lecz dlaczegóż ten grzesznik, nawrócony w tak srogi sposób, okazuje teraz swoje pogodzenie się z cnotą? Wyrodkiem będąc, byłby może jeszcze dotąd szczęśliwy; doświadcza nieodgadnionych zasad niespokojności, towarzyszącej mu ustawicznie; — widzi zatrute wszystkie godziny swego nowego życia i czuje w sobie coś nadzwyczajnego, co skrycie pożera; co dręczy — jakby Bóg dawał mu poznać, że każdy występek, jeszcze na ziemi odbiera zasłużoną karę. Każda rzecz, pomyślnie nasuwająca się w jego interesie, zamieniała się w jego duszy w trwogę, kończącą się udręczeniem nie do zniesienia.<br>
{{tab}}Nigdy też bardziej nie doświadczył okropniejszego stanu, jak pod tą myślą, że tak szczęśliwie spełnia w ostatnich czasach ten kielich swoich pragnień, zaślubiając ofiarę swego prześladowania. Im bliższym widział się tego celu, tem więcej cierpiał, nie umiejąc odstąpić lub wyrzec się, czego sam nie czul się godnym.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1029|num=227}}{{tab}}Była godzina ósma wieczorem, kiedy kapitan, samotny w swojem mieszkaniu, doświadczał może najbardziej wszystkich tych ataków tajemniczego udręczenia. Jakby wyrokiem śmierci zagrożony, drżał za najmniejszym odgłosem swoich własnych kroków, za szmerem sukni swojej, jakby duch karzący ścigał go na tym szczeblu, z którego już tylko pozostało jedno stąpnięcie do ołtarza.<br>
{{tab}}— Ja czuję się niegodnym tej kobiety! — mówił do siebie w zamyśleniu — a jednak z taką łatwością przyszło mi ją posiąść w prostej drodze moich chęci!.. Delfina! ten anioł ziemski, na której skronie włożyłem własną ręką wieniec cierniowy, pozwala mi dzisiaj też same kolce osłonić listkami myrtu i rozmarynu, aby, cierpiąc, nieszczęśliwa, nie dała poznać zarówno mnie, jak światu, że cierpi jak męczennica!.. Odkryła już w swem sercu, że nie będzie obok mnie tak swobodnie szczęśliwą, jak gdyby podała rękę przy ołtarzu drugiemu, szlachetniejszemu swego losu przyjacielowi. Coś mi nawet mówi, że ta sympatya serca, o której książę Topor {{Korekta|wspomiał|wspomniał}} w swoim liście, jest najczystszą miłością, a jednak przenosi mnie nad niego, mając raczej prawo nienawidzieć mnie i pogardzać!.. Oh! ta niezbadana zagadka mieści w sobie coś przerażającego, dla mnie, zuchwalca, który aż dotąd nie jest zdolny poświęcić się i ustąpić niezasłużonej łaski!.. Jestem więc równie srogim, jak dawniej egoistą, zmieniłem tylko barwę nasycania swoich szalonych pragnień!<br>
{{tab}}Mówiąc to, spoglądał na rozłożony na sofie ubiór maskowy, w którym niezadługo miał się pokazać na balu u księcia Topor.<br>
{{tab}}Karmazynowy z ciężkiego aksamitu płaszczyk ustawicznie przypominał mu, że za chwilę będzie wystawiony na tajemniczy trybunał, którego sędzią ma być Delfina. Leżąca także na stoliku maska zdawała się przemawiać szyderczym wyrazem — w jej kolorze było coś krwawego. Wieniec z gałązek cyprysu, który także miał włożyć na swą głowę, za każdem spojrzeniem odbijał się w jego duszy pewnym rodzajem smutku.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1030|num=228}}{{tab}}Winowajca, skazany na karę śmierci, nie dręczyłby się bardziej na godzinę przed wprowadzeniem go na deski szafotu, ile cierpiał kapitan za zbliżeniem się chwili otwarcia tego balu. Już kilka kroć razy chciał wyrzec się na zawsze wszystkich obietnic swego serca, i przyrzeczeń Delfiny, byleby uchronić się przed tem zagadkowem wezwaniem go do stawienia się w niewiadomym celu. Z bojaźni, opartej na instyktowych podejrzeniach, przeszedł nareszcie w stan okropny, oparty na wyrozumieniu rzeczy — za chwilę znowu wątpił, wierząc tylko w jednę niepewność.<br>
{{tab}}Minuty upływały za minutami — termin się zbliżał, a do dziesiątej brakowało już tylko pół godziny.<br>
{{tab}}Kapitan, spojrzawszy na zegar, przemówił:<br>
{{tab}}— Już czas się ubierać; lecz czyż mam włożyć na siebie ten ubiór delikwenta i pozwolić, aby mi dopiero na rusztowaniu odczytano wyrok życia lub śmierci?.. Nie, nie!.. ja w tem więzieniu wysłuchać go powinienem!.. To straszne przeczucie złego, które odzywa się w moich piersiach nie jest bez przyczyny... Ja nie mogę być uczestnikiem tego sądu, bez zbadania poprzednio jego zasad tajemnych!.. Wszystkie moje przyrzeczenia łamię i odrzucam!<br>
{{tab}}Domówiwszy to, przeszedł spiesznie do małego biurka, na którem przygotowane było wszytko, co potrzeba do pisania — wziął ćwiartkę listowego papieru, pióro i zamierzał pisać list — zapewne do Delfiny, usprawiedliwiając swoją odmowę; lecz wtem do pokoju wszedł lokaj z listem w ręku i z pudłem ogromnej wielkości pod pachą.<br>
{{tab}}Drażliwy od pewnego czasu kapitan dziwnym wzrokiem zmierzył przychodzącego i prawie automatycznie zapytał:<br>
{{tab}}— Co to jest?<br>
{{tab}}— List i pudło, które kazano mi doręczyć panu, bez najmniejszej zwłoki czasu.<br>
{{tab}}— Od kogo?<br>
{{tab}}— Niewiadomo... Zapewne to wszystko objaśni ten list, który...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1031|num=229}}{{tab}}— Szaleństwo lub głupota was, sług, bo nie powinniście nigdy przyjmować nic od nieznajomych osób! — przerwał kapitan w uniesieniu. — Jak wyglądał ten człowiek?<br>
{{tab}}— Był w liberyi; zresztą zaledwie mi oddał to pudło, oddalił się z takim pośpiechem, iż nie mogłem mu się dobrze przypatrzyć... dodał tylko, iż list ten należy koniecznie doręczyć panu przed balem u księcia Topor.<br>
{{tab}}— Przed balem? — powtórzył zaintrygowany — a więc w tym samym interesie... Zostaw go; sam zaś staraj się jeszcze przepytać w hotelu, czy człowiek ten nie był tu komu znajomy... Nie lubię żadnych skrytości!<br>
{{tab}}— Być może, że go więcej ktoś widział, a w takim razie doniosę panu o tem natychmiast.<br>
{{tab}}— Prędko, prędko!.. nie można tracić wiele czasu!<br>
{{tab}}Lokaj się oddalił.<br>
{{tab}}Kapitan natychmiast rzucił pióro — powstał z krzesła i prędko pobiegł do postawionego na stole pudła, które uniósł rękami.<br>
{{tab}}Wielkość jego nie odpowiadała wcale ciężarowi; pudło to było tak lekkie, iż bardziej jeszcze zaintrygowało ciekawego. Przepasane kilka razy karmazynowego koloru wstążką, zapieczętowane było na wierzchu dwiema fontazyjnemi pieczęciami, z których na jednej wybita była kolebka, na drugiej, trumna. Na wierzchu leżący list miał pieczęć z wybitemi insygniami marynarzy.<br>
{{tab}}Trzy te godła jednocześnie uderzyły uwagę kapitana i obudziły tysiące myśli rozstrzelonych, bez żadnego związku, których jednak główną treścią, była taż sama, jakiej doświadczał niespokojność, oparta na tajemnicach, zewsząd go otaczających.<br>
{{tab}}Zwalczony już potężnie dnia tego, uczuł, że nogi się pod nim zachwiały — zarazem dusza, która niegdyś nieustraszona, odbijała z szyderstwem najzaciętsze pociski — poddał się jednak na los ślepy, i mimo wstrętu, jaki uczuł w pierwszej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1032|num=230}}chwili, spojrzawszy na przyniesione mu przedmioty, otworzył list — otarł pot zimny z swego czoła i zaczął czytać:
{{f|align=left|lewy=15%|„Kapitanie!}}
{{tab}}„Stary przyjaciel twój, równie jak ty kochający spokojność, ocean i kobiety; trzy godła dla pragnień każdego osiwiałego marynarza, pośpiesza najpierwszy oddać ci poklask, jako szczęśliwemu zwycięzcy! Sterany jak ty przeciwnościami, po długiem paśmie życia, pełnego zawodów i przeciwności, patrzę na ciebie jak na zjawisko, które cudem wyszło szczęśliwie z walki z szatanem. Jedną stopą dotykający już dna grobu przyjaciel twój, cofa się raz jeszcze, aby cię powitać odrodzonym. Niechaj fatalność ześle na mnie jeszcze raz tyle ciosów, jakie zatruły moje życie, ja raz jeszcze wracam na ten świat; dziwne igrzysko ludzi, i biorę w nim udział, aby w twojem szczęściu szukać dla siebie sytu.<br>
{{tab}}„Coś mi mówi, że nie będę żałował tej ostatniej próby, i podobnie tobie, odpowiem, że choć na jedno mgnienie, można być na ziemi szczęśliwym. Kapitanie! gdy echo pogrobowego dzwonu łudzi już ucho moje swoim dźwiękiem, tobie przygotowano dzwon wesela. Jakaż to rozległa przestrzeń, między mną a tobą!.. Cóż więc dziwnego, żem wpadł w szaleństwo i na stopniach tegoż samego ołtarza, na którym ty, zgiąwszy niezadługo kolana, masz złożyć przysięgę młodej kobiecie, ja, biedny śmiertelnik, chcę odśpiewać hymn serca przepełnionego radością? Raz jeden będę miał do tego prawo — tej radości jakże już dawno szukałem! Widzisz, kapitanie, że dary otwierającego się przed tobą losu spadną jeszcze na starego przyjaciela, który z przeznaczenia traci lub zyskuje obok ciebie.<br>
{{tab}}„Te wyrazy są pieśnią duszy, zbudzonej nagle z długiego letargu — tłomacz je więc, jak się pojmuje każda myśl nieszczęśliwych ofiar udręczenia, które, długo gnębione, mówią nareszcie bez związku — mówią o szczęściu, które do nich nie należy — tak, ty zyskujesz go, kapitanie, ja go czuję obok ciebie — tobie los się uśmiechnął, a ja przestałem być nieszczęśiwym!“<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1033|num=231}}{{tab}}Tu ustał czytać na chwilę i nie mogąc już dłużej powściągnąć. ciekawości, przewrócił kartę listu, aby wyczytać podpis człowieka, w tak szczególny sposób objawiającego swoje serce.<br>
{{tab}}Podpisu nie było żadnego.<br>
{{tab}}Odtąd list ten wydawał mu się dalszym ciągiem mistyfikacyi, pod wpływem których od dni kilku zostawał, i na wpół przytomny, z pośpiechem czytać zaczął dalej:<br>
{{tab}}„Nie upłynie godzina, a świat, dziś dla ciebie rozkoszny, przyjmie cię, abyś w jego objęciach doznał pieszczot życia i jak młodzieniec, pełen ułudy i nadziei, spędził tę noc na kwiatach zabawy i tryumfu. Bal maskowy cię wzywa, na którym ty i twoja wybranka, staniecie się celem interesu całego Paryża — dla mnie nic! nic! — oprócz tego, że obok was, jak wygnaniec stanę się milczącym świadkiem waszej radości.“<br>
{{tab}}Słowa te więcej zaintrygowały, niż wprowadziły w niespokojność kapitana. Kilka razy zamyślił się, usiłując odgadnąć już nie osobę, ale przyczynę napisania tych wyrazów.<br>
{{tab}}Po chwili znowu czytać zaczął.<br>
{{tab}}„Kapitanie! ten, co pisze do ciebie te wyrazy, postanowił także mieć udział w dzisiejszej zabawie — będzie to co prawda udział bierny; lecz mi inaczej niewolno jednoczyć się z tobą.<br>
{{tab}}„Tam, wśród tłumu, mającego otaczać cię — tłumu, głoszącego w poszeptach, wielkość zdobytego przez ciebie szczęścia — ja, nieznany dla wszystkich uczestnik, najpierwszy może dam ci zrozumieć, czem to szczęście jest w istocie.
Wówczas przestanę być dla ciebie zagadką i podam rękę otwarcie jako dawnemu przygód życia towarzyszowi, abyś ją uścisnął lub odepchnął. Dla mnie, w jednym czy drugim razie, będzie zadosyć, abym już spokojnie zszedł do grobu. W jakimż to wielkim momencie zbliżyliśmy się obadwaj!“<br>
{{tab}}Znowu kapitan ustał czytać, rozbierając w myśli najdrobniejsze szczegóły tych zagadkowych aforyzmów nieznanego autora.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1034|num=232}}{{tab}}Leżące przed nim zapieczętowane pudło, w dziwaczne wprowadzało go roztargnienie; chciałby nieledwie jednym rzutem oka przebiedz treść całego listu — przedewszystkiem trafić do głównego celu, którego pudło to zdawało się być jedynem zadaniem.<br>
{{tab}}I wnet zabrał się na nowo do czytania.<br>
{{tab}}„Z starca czuję, że zostałem płochą dzieciną — ale czyż nie wszyscy jesteśmy dziećmi na maskowym balu?.. Okryć twarz osłoną, zmienić ubiór, oszukiwać niewinnem podejściem, to cała osnowa każdego przebrania, któremu świat dzisiejszy nadał pewną powagę. Ja więc jeden z najmłodszych wychowańców tej szkoły, wyparłszy się swojej siwizny, pierwej nawet, nim wybije godzina tej rozkosznej zabawki, chcę ją zacząć wespół z tobą, kapitanie. Przyjdź w pomoc rówiennikowi tej płochości i rozpocznijmy ją w tej chwili.<br>
{{tab}}„Intryga moja, malutka, jak my wszyscy, co kładziemy maski na twarze; niewinna, jak... ale otwórz pierwej pudło — niech się już zacznie maskarada“.<br>
{{tab}}Słowa te stały się jakby kierownikiem nietylko wszystkich myśli, ale i działań jego. Zaledwie też wyczytał ten ostatni rozkaz mistyfikatora, już przyłożył dłoń do dwóch pieczątek, położonych na pudle i prawie niewiedząc kiedy, skruszył je i odwiązał obwijające je wstążki.<br>
{{tab}}Silna żądza ciekawości sprawiła, iż prawie {{Korekta|automatycznia|automatycznie}} otworzył wieko, chwycił do rąk lichtarz z zapaloną świecą i zajrzał do środka pudła.<br>
{{tab}}Zrazu, sam jeden tylko kolor karmazynu, uderzył wzrok jego, biegający tu i owdzie — przecież wnet, zanurzywszy ręce w głąb pudła, wydobył z niego jakiś ubiór aksamitny, niezrozumiałego kroju.<br>
{{tab}}Było to domino.<br>
{{tab}}Tu po raz pierwszy, bardziej niż poprzednio zaintrygowany, zdobył się nareszcie na głos i prawie jednocześnie zawołał:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1035|num=233}}{{tab}}— Domino!.. do tego takież same, w jakiem mi właśnie należy się pokazać na maskowym balu u księcia!.. Dziwna to prawdziwie intryga, której nie rozumiem o tyle, o ile odkrywam, iż nikt inny nie może być autorem tego pomysłu, jak książę Topor lub Delfina!.. Bo któż inny przejąłby tajemnicę naszego przebrania, gdy interes nas zobopólny zmusił do zachowania największego sekretu?.. Ale to istna niezręczność! która w miejsce spodziewanej intrygi wydobyła tylko uśmiech na moje usta.<br>
{{tab}}Po chwili jednak namysłu, dodał wątpliwym głosem:<br>
{{tab}}— Jeżeli tylko ktoś trzeci nie wmieszał się do nas, zbyt ufnych w tajemnicę tego przebrania.<br>
{{tab}}Zaraz po tych słowach zajrzał znowu do pudła i wyjął z niego wieniec cyprysu, ze świeżych gałązek uwity i białą różę. Wszystkie te szczegóły upewniły go, że początek tej intrygi wyszedł z domu Delfiny!<br>
{{tab}}Na spodzie pudła pokazało się jeszcze drugie, nierównie jednak mniejsze, w kształcie szkatułki z zameczkiem, zbudowane. Czarne drzewo hebanowe ze srebrnemi ozdobami miało w sobie coś żałobnego.<br>
{{tab}}Kapitan wyjął je natychmiast i złożył na stole — zadziwił się jednak bardzo, gdy nigdzie obok niego nie znalazł kluczyka, któryby zameczek otworzył. Szkatułka była zamknięta.<br>
{{tab}}Zaraz potem wziął list do ręki i zaczął czytać:<br>
{{tab}}„Myślę teraz, kapitanie, że wszystkie twoje podejrzenia padają, albo na księcia Topor, któremu obiecałeś pokazać się dziś w takimże ubiorze, albo na Delfinę, która pierwej od księcia przyznała ci, żeś trafnie pomyślał, obierając dla siebie karmazynowe domino... Ale goryczą życia mego zaręczam ci, stary towarzyszu mego losu, że się oszukujesz w tym sądzie... Mam nadzieję, że po północy, na tymże balu, nie będziemy mieli potrzeby bawić się w podobne zagadki. Wrócimy bezwątpienia w prawa starców i raczej przypomnimy sobie, że nam już tylko płakać należy nad grobem!“<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1036|num=234}}{{tab}}— Teraz dopiero człowiek ten odjął mi przytomność! — zawołał kapitan, przestając czytać. — Ja wierzę w jego słowa i przyrzeczenia. I gdyby nie to serce, wylewające się dla mnie z przyjaźnią, gotów byłbym przysiądz, że to jest zaczepka Harlesdinga!.. ale on jest za mściwy, aby nie skruszył szczęścia, które się otwiera przedemną. Któż jednak jest ten starzec sterany, który z takiem upodobaniem wynurza dla mnie współczucie!.. któż jest ten, co obok miłych wyrazów tego listu, obok słodkich zapewnień, wtrąca tak często myśli gorzkie człowieka upadłych nadziei?..<br>
{{tab}}Ten, co to napisał, już mało należy do świata... jest to instrument rozstrojony, bez harmonii, który obok mnie jedynie obiecuje sobie jeszcze zabrzmieć ostatnim dźwiękiem życia. W ten tylko sposób pojmuję całą dążność tego wynurzenia. Lecz jakiż to traf piekielny dozwolił mu przejąć tajemnicę mojego przebrania?.. to już przechodzi możność moich domysłów... Prawda! prawda, że słusznie powiedział, iż pierwej jeszcze przystępuje ze mną do maskowej intrygi, nim ją podzieli ze mną u księcia Topor. Przyznaję mu trafność tej intrygi... Zobaczmy tylko teraz, co zawiera w sobie ta czarna szkatułka, nieco za smutna do podobnej zabawki.<br>
{{tab}}Począł więc dalej czytać list:<br>
{{tab}}„Kapitanie!.. jeżeliś dotąd zrozumiał mnie i przyjmujesz dar schodzącego z tego świata starca, który koniecznie chce cię widzieć w tem samem ubraniu u księcia, otwórz jeszcze małą szkatułkę, mieszczącą się na spodzie pudła, a w niej znajdziesz maskę, która będzie pierwszym dla ciebie warunkiem, abyś się w niej pokazał na dzisiejszym balu.“<br>
{{tab}}— Dziwny człowiek! — rzekł kapitan z zastanowieniem — chyba maska ta stanowi całą zagadkę, którą mnie postanowił zaintrygować... O! daj Boże, abym w jej rysach, nie znalazł tylko podobieństwa tegoż samego potworu, który to pisał.<br>
{{tab}}Myśl ta, ściągała się znowu do Harlesdinga — usilnie tytko usiłujący przekonać się o prawdzie kapitan postanowił {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1037|num=235}}wszystko sprawdzić w najdrobniejszych szczegółach — przedewszystkiem chciał już jak najprędzej otworzyć szkatułkę.<br>
{{tab}}— Maska pod kluczem! — ozwał się znowu! — o to niepodobna, aby w tem nie kryła się cała tajemnica tego narzuconego daru!<br>
{{tab}}I machinalnie, rzuciwszy wzrokiem na papier, wyczytał jeszcze:<br>
{{tab}}„Tak lękałem się, aby maska ta nie dostała się komu innemu, iż zmuszony byłem zamknąć ją tajemniczym zamkiem; a tak, jestem pewnym, że tylko tobie jednemu, powierzając sposób jego otworzenia, tobie tylko jednemu maska ta się dostanie.<br>
{{tab}}„Śmiejesz się bezwątpienia z tego, przyjacielu; przecie nie napróżno w nas starych upatrują podobieństwo dzieci: taki to koniec najwznioślejszych geniuszów — robić głupstwa po czasie! — Ja tę maskę uważałbym za skalaną, gdyby kto inny przyłożył ją do twarzy — nie dziwactwoż to? — śmiej się więc, ale przyjmij, bo ona dla ciebie, calem mojem sercem przeznaczona!“<br>
{{tab}}— Nie prędzej jednak rozśmieję się na rozkazy — rzekł kapitan — dopóki w tej masce nie zobaczę własnego twego wizerunku, zdziecinniały starcze!.. Pozwól mi tylko otworzyć tę szkatułkę.<br>
{{tab}}I spojrzawszy znów na papier, wyczytał dalej:<br>
{{tab}}„Okucie, przedstawiające dla oka zameczek, jest tylko podejściem, szkatułkę tę otwierają zawiasy, z których jednę wysunąć należy na prawo, drugą, na lewo; wówczas wypadną sprężyny, które odemkną wieko własną siłą.“<br>
{{tab}}Natychmiast kapitan uczynił, jak wyczytał i szkatułka rzeczywiście się otworzyła.<br>
{{tab}}Znowu nowa intryga i powikłanie. Kapitan nie znalazł w tej masce, czego się spodziewał.<br>
{{tab}}Była to pospolita maska, z karmazynowego aksamitu, taka właśnie, w jakiej powinien był się pokazać dzisiaj na balu. Spoczywała na watowanem wysłaniu, jakby kosztowność {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1038|num=236}}jaka, co tak się niezwykłem wydało, iż rzeczywiście rozśmiał się po chwili i uwierzył w dziwactwo nieznajomego przyjaciela, który zdawał mu się mieć więcej dobroci serca, niż rozumu.<br>
{{tab}}W tej chwili zegar, stojący na kominku, wybił trzy kwadranse na dziesiątą.<br>
{{tab}}— Termin oznaczony się zbliża! — ozwał się jakby zbudzony kapitan. — Wszystko zdaje się wzywać mnie, abym się pokazał na tym balu. Zaczynam już nawet wierzyć, że ta ostatnia okoliczność zmieni moje postanowienie i mimo niechęci pojadę do księcia złączyć się z Delfiną, przytem porozumieć się z autorem tego listu. Wistocie czuję już, że nie jestem więcej zdolnym opierać się ich wezwaniu. Dwie siły tajemnicze wzywają mnie do tego... Delfina i ten nieznajomy, który tak zmiękczyć mój opór zdołał... Dokończmy tylko tego listu, aby zbadać nareszcie lepiej, czego chce odemnie ten dziwny intrygant.<br>
{{tab}}I na nowo czytać zaczął.<br>
{{tab}}„Myślę, kapitanie, żeś dotąd pojął główny cel tego, co ci się bezwątpienia nie zwykłem wydaje; lecz, jak chcesz, tłomacz to sobie — prawdę odkryjesz tylko na balu. — Śpiesz więc w to miejsce, podwójnie ci {{Korekta|przenaczone|przeznaczone}} i miej szczególną baczność na zielone domino z takąż maską na twarzy — to ja będę. Zostawiam ci jednak to przekonanie, iż, jeżeli ofiarowany ci kostium karmazynowy, nie pokaże się na balu u księcia Topor, zielone dominu stanie się dla ciebie także niewidzialnem i nigdy już nie napotkasz tego, który postanowił na dziś bardzo wiele, dziś koniecznie, bo któż wie, czy jutro już nie poprowadzisz Delfiny do ołtarza, a interes mój i twój wymaga, abyśmy się porozumieli, przed wybiciem tej wielkiej dla ciebie godziny.“<br>
{{tab}}— O! to bezwątpienia intryga ze strony samego księcia! — ozwał się kapitan z ulgą w sercu — intryga najniezręczniejsza, która w samym zawiązku zdradziła!.. Książę, jako rywal, musi przecie czemkolwiek popierać swój interes; {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1039|num=237}}szczęściem, że będę umiał być bardzo ostrożnym obok zielonego domina, które, mam nadzieję, prędzej nierównie wyprowadzę w pole. To odkrycie, czyni mnie już zupełnie swobodnym i wistocie, byłbym bardzo żałował, gdybym nie przyjął udziału na tym balu, jak to już uczynić zamierzałem!.. Dziesiąta dochodzi... należy się już ubierać.<br>
{{tab}}Dobrze nawet uczynię, przyjąwszy nadesłany mi ubiór maskowy. W moim własnym, popsułbym zapewne zasadzkę, w którą mam nadzieję złapać tego, który mi go nadesłał. Podobieństwo obu tych ubiorów nie zepsuje zarazem i mojego interesu z Delfiną i księciem... Tym sposobem uczynię zadosyć potrzebie obu stron, wzywających mnie na ten teatr światowych intryg... Niech się więc spełni, co jest zgotowanem dla nas z przeznaczenia, dla mnie, Delfiny, księcia i... O! zielone domino, na honor, dzielnie poczęło już intrygować!.. Ubierajmy się!<br>
{{tab}}I zaraz zadzwonił na lokaja.<br>
{{tab}}— Czy nie dowiedziałeś się, od kogo mógł być ten człowiek, który przyniósł ten list i to pudło? — zapytał kapitan wchodzącego po chwili lokaja.<br>
{{tab}}— Tyle tylko, iż widywano go kiedyś w jednym z pałaców na Przedmieściu Św. Honoryusza.<br>
{{tab}}Kapitan zdrętwiał.<br>
{{tab}}Znowu podejrzenia jego padły na Harlesdinga, jeżeli ten żyje, lub na barona Friquet, jeżeli pierwszy rzeczywiście zginął w przystani portu St. Denis na Bourbon.<br>
{{tab}}— A więcej szczegółów nie możesz mi o nim udzielić? — zapytał na nowo lokaja.<br>
{{tab}}— Żadnych — odrzekł sługa, wzruszając ramionami.<br>
{{tab}}— Zaczynaj mnie zatem ubierać.<br>
{{tab}}— Na bal?<br>
{{tab}}— Tak... na bulwar Magdaleny, do księcia Topor Płonińskiego — odpowiedział pogrążony w myślach. — Nie wezmę tylko ubioru, który od wczoraj przygotowałem; w tej chwili właśnie nadesłano mi takiż sam, zobowiązując, abym się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1040|num=238}}w nim pokazał na tym balu koniecznie. Grzeczność nie dozwala mi odmówić dobrych życzeń przyjacielskich... Ubieraj mnie.<br>
{{tab}}— Jakie suknie życzy sobie pan włożyć pod domino?<br>
{{tab}}— Pozostanę w tych samych w jakich jestem.<br>
{{tab}}— Zatem tylko włożę ten płaszczyk aksamitny na niego — odrzekł lokaj, biorąc zaraz ze stolika nadesłane domino, które wnet zarzucił na ramiona kapitana.<br>
{{tab}}— Dziwna rzecz! — przemówił w tem samem zamyśleniu kapitan. — Osoba, która mi nadesłała to domino, utrafiła nawet najdokładniej jego długość na moją figurę.<br>
{{tab}}— Rzeczywiście leży ono, jakby umyślnie na pana robione... Długość jego po kostki... pelerynka po łokcie... kapturek na miarę głowy i wysokość szyi... wszystko dokładne!<br>
{{tab}}Kapitan przypiął na lewą stronę piersi białą różę — lokaj tymczasem wziął do rąk wieniec cyprysowy, jakby chciał go już włożyć na głowę swego pana.<br>
{{tab}}— Zdaje się, że będzie daleko zręczniej włożyć pierwej na twarz maskę.<br>
{{tab}}— Nieinaczej, następnie, nasunie się na głowę kapturek, a na ten dopiero, wieniec.<br>
{{tab}}— Podaj maskę.<br>
{{tab}}Lokaj pośpieszył ku sofie, na której leżała z dawnego kostyumu aksamitna karmazynowa maska.<br>
{{tab}}— O! byłoby to zbyt dotkliwem dla dobrego serca przyjaciela, ażeby odrzucić dar, którego przyjęcie stanowi całe zadowolenie... Przysłano mi maskę, nierównie piękniejszą od mojej... Oto jest w tej szkatułce na stoliku... podaj mi ją zatem — dodał, stawając przed wielkiem zwierciadłem.<br>
{{tab}}Lokaj wyjął ze szkatułki maskę.<br>
{{tab}}— Czy piękna? — zapytał kapitan nawiasowo.<br>
{{tab}}— Arcydzieło sztuki tego rodzaju! — odpowiedział sługa, przyglądając się masce. — Miękkość i elastyczność do zadziwienia!.. wysłana wewnątrz watą, co jest także rzadką rzeczą, ale przyznać należy dobrze pomyślaną, ponieważ to nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1041|num=239}}obraża wcale skóry na twarzy! przytem maska ta jest cała woniejąca najprzyjemniejszym zapachem róży i jaśminu... Możnaby sądzić, że to pomysł kobiecy.<br>
{{tab}}— Podarunek powinien się przecie czemś odznaczać... Cieszy mnie to mocno, że ktoś w ten sposób starał się okazać ku mnie swoją życzliwość... Przyłóż mi ją do twarzy: bo być {{Korekta|moża|może}}, że nie będzie dobrze przystawała.<br>
{{tab}}Lokaj założył panu na twarz maskę.<br>
{{tab}}— Nic doskonalszego, jak leży ta maska — przemówił kapitan w zupełnie dobrym humorze — a to oczywiste pochlebstwo!.. gotów jestem sądzić podobnie jak ty, że to jest podarunek od ładnej kobiety... Czy zawiązałeś?<br>
{{tab}}— Już.<br>
{{tab}}— Co za miękkość pod tą watą wyperfumowaną... a jaka lekkość!.. mógłbym myśleć, że nie mam nic na twarzy... Załóż teraz kapturek na głowę.<br>
{{tab}}— Natychmiast... Prawdziwie trudno uwierzyć, aby wszystko tak szczęśliwie przypadało do kształtu... Teraz tylko ten wieniec na wierzch głowy.<br>
{{tab}}— Przypnij go tylko szpilkami, nieco spadająco na czoło.<br>
{{tab}}— Będę umiał... Wszak tak? — zapytał, przykładając wieniec na wierzch kaptura.<br>
{{tab}}— Nieco jeszcze niżej...<br>
{{tab}}— Czy tak?<br>
{{tab}}— Tak... przypinaj.<br>
{{tab}}— Już.<br>
{{tab}}— Zatem jeszcze tylko białe rękawiczki — dodał kapitan, zabierając leżące na stoliku pod źwierciadłem. — Ho! ho! ta maska — dodał, wdziewając rękawiczki na ręce — łączy w sobie wszystkie doskonałości... przylega coraz bardziej do twarzy i ugina się, tak, iż mówiąc, zdaje mi się. że poruszam własnemi muskulami. Podobny wyrób można tylko napotkać w Paryżu... Czy powóz czeka?<br>
{{tab}}— Już od godziny.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1042|num=240}}{{tab}}— Zatem odprowadź mnie teraz do bramy hotelu... Wrócę aż po północy... Dziwna jednak rzecz! iż jak przed wieczorem nie miałem wcale usposobienia do tej zabawy, teraz bym jej nie oddał za żadną cenę... Ten kolor karmazynu ma coś w sobie wspaniałego: nieprawdaż?..<br>
{{tab}}— Nierównie piękniejszy od pańskiego domina, które, wielka szkoda, że pozostaje w domu.<br>
{{tab}}— O! co za nieuwaga! — odrzekł popędliwie kapitan — wszak to mogłoby mnie bardzo wiele kosztować... Zabawa ta {{Korekta|połęczona|połączona}} jest z interesem wielkiej wagi, trzeba więc być niedowierzającym i ostrożnym. Ten ubiór nie powinien istnieć, dopóki nie ukończy się bal u księcia Topor; należy go zniszczyć — dodał, wracając do sofy — a szkoda, wielka szkoda tego ubioru.<br>
{{tab}}I po tem przemówieniu, podarł całe domino na kawałki. Zniszczył także wieniec cyprysowy i białą różę, w końcu rozerwał na dwoje maskę i wszystko porzucił na ziemię.<br>
{{tab}}— Idziemy już, — przemówił po tem postąpieniu do zadziwionego lokaja.<br>
{{tab}}Lokaj drzwi otworzył i wyszedł pierwszy, a w tem pokazała się na progu pokoju maska.<br>
{{tab}}Był to kształtny kostyum młodziutkiej snać kobiety, w zalotnym ubiorze męzkim.<br>
{{tab}}Wyznamy, była to Eleonora, nowa uczestniczka tej zabawy...<br>
{{tab}}Miała na sobie ten sam ubiór, w jakim tak dzielnie udało jej się podejść Margrabinę de Francpatie, dawną narzeczone hrabiego Emy-{{Korekta|Cruhard|Cruchard}}. Zgrabny tużureczek ciemno-bronzowego koloru okrywał wdzięcznie, jak niegdyś, jej wysznurowaną talię; pantalony miała z białego kaszmiru, kamizelkę szalinową w narzucane kolorowe kwiaty na tle białem; różową chusteczkę na szyi, na lekki fontaż zawiązaną; kapelusik męzki w kolorze ''poi de rat'', z pod którego skrzydeł, wydobywały się piękne i lśniące pukle czarnych włosów.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1043|num=241}}{{tab}}Miękkie i wonne rękawiczki, barwy dojrzałej brzoskwini, okrywały jej białe ręce. Piękną jej twarz osłaniała aksamitna maska, amarantowego koloru, co dziwny sprawiało efekt, przytem nie zapomniała o szpicrucie, którą nieźle umiała naśladować kaprysy rozpieszczonych {{Korekta|dandych|dandysów}}.<br>
{{tab}}— Cieszę się mocno z tego, kochany ojcze, że cię tu jeszcze zastaję — przemówiła z tą samą jak zawsze żywością i pustotą.<br>
{{tab}}— Mieliśmy się spotkać dopiero na balu... Czy masz do mnie interes?<br>
{{tab}}— Małej wagi! ale o tyle ciekawy, o ile niedocieczony.<br>
{{tab}}— Słucham cię, Eleonoro.<br>
{{tab}}— Wiadomo ci, ojcze, żem jedynie dlatego tylko postanowiła pokazać się na tym balu, aby tam spotkać margrabinę de Francpatie, która sądzi już od roku, że została zdradzoną przez następcę tronu sardyńskiego, pod imieniem markiza Emila de Bontenette. Będzie to wszakże jedyną rozkoszą odegrać obok niej tęż samą rolę i przypomnieć jej kilka niegodziwości, z epoki jednomiesięcznego mojego pobytu w jej domu. Gdy jednak tak dzielną przygotowałam dla niej na dzisiaj intrygę, poznałam przed małą chwilą, iż sama jestem wplątana w jakieś sieci.<br>
{{tab}}Kapitan, trwożliwy od pewnego czasu, drgnął na to przemówienie córki i zawołał z pośpiechem:<br>
{{tab}}— Fatalna rzecz! jak ten wstęp do otwierającego się przed nami szczęścia drogo nas kosztuje!<br>
{{tab}}— Przecież tego nie nazwiemy utratą szczęścia, że nas intrygują przyjaciele, szukając zabawy!.. Przed godziną odebrałam list i szkatułkę.<br>
{{tab}}— List i szkatułkę? — powtórzył kapitan z zadziwieniem — w szkatułce tej mieściła się maska.<br>
{{tab}}— Rzeczywiście, odgadłeś to, ojcze!.. tęż samą nawet maskę mam na twarzy.<br>
{{tab}}— List był od nieznajomej osoby.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1044|num=242}}{{tab}}— Tak jest... Szczególna rzecz! zkąd mogłeś być o tem uprzedzony.<br>
{{tab}}— Spojrzyj na tę szkatułkę — dodał, wskazując na rozwartą na stoliku — porównaj, czy niema w niej podobieństwa do twojej.<br>
{{tab}}— Bezwątpienia, ojcze... niema żadnej między niemi różnicy... Szkatułka moja otwierała się sztucznie, bez kluczyka.<br>
{{tab}}— Podobnie jak i moja.<br>
{{tab}}— Niema zatem wątpliwości, że obiedwie od jednej pochodzą osoby.<br>
{{tab}}— A cóż list ten zawierał?<br>
{{tab}}— Wiele bardzo, albo nic: ponieważ go nie rozumiem sama.<br>
{{tab}}— A ja czyż więcej od ciebie pojąłem te trudne do rozwiązania wyrazy?.. przeczytałem i wiem tylko, żem uległ szatańskiej namowie i przyjąłem nadesłany mi ubiór maskowy, w którym mnie widzisz.<br>
{{tab}}— Zabawną rzecz do mnie pisała kobieta, dawna przyjaciółka.<br>
{{tab}}— Do mnie mężczyzna... stary przyjaciel.<br>
{{tab}}— Obiecała mi dać się poznać na balu.<br>
{{tab}}— Mój podobnież.<br>
{{tab}}— Jak będzie ubrany?<br>
{{tab}}— W zielonem aksamitnem dominie.<br>
{{tab}}— A to niezbadana intryga! Osoba zaś, która nadesłała mi pismo i maskę, będzie miała na sobie domino błękitnego koloru. Nie ulega zatem wątpliwości, że do tej tajemnicy należą koniecznie dwie osoby: mężczyzna i kobieta. O! nigdy jeszcze z większą niecierpliwością nie oczekiwałem godziny pokazania się na tym balu!<br>
{{tab}}— Bądź cobądź, rozwiążemy wszystko wkrótce.<br>
{{tab}}— Czy idziesz już, ojcze?<br>
{{tab}}— Właśnie szedłem do powozu... Powiedz mi jeszcze, Eleonoro, czy masz kogo w podejrzeniu?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1045|num=243}}{{tab}}— Nikogo.<br>
{{tab}}— A margrabinę de Francpatie?<br>
{{tab}}— Ani myśleć!.. Ileż razy przebrana w suknie kobiece przechodziłam obok niej, bez wzbudzenia najmniejszego podejrzenia!.. O! jakże ją srodze zaintryguję na tym balu, przedstawiwszy się w tym samym właśnie ubiorze, w jakim spędziłam jeden miesiąc w jej domu... Spieszmy się, śpieszmy ojcze, bo już czas. Godzina dziesiąta przeminęła... Ah! jakąż to dziwną woń wydaje ta maska!<br>
{{tab}}— Ma zapach róży i jaśminu, nieprawdaż Eleonoro?<br>
{{tab}}— Tak, tak... róży i jaśminu... Wewnątrz wysłana watą dla miękkości, co daje dziwne, ale miłe uczucie dla twarzy. Mój ojcze! powiedz mi, dlaczego jesteś tak ustawicznie zamyślonym?..<br>
{{tab}}— Idę z chęcią na ten bal, bo wszystko powołuje mnie do tego, ale każdej chwili odstąpiłbym tej zabawy, byleby nasunęła się do tego jakakolwiek okoliczność.<br>
{{tab}}— Tymczasem wszystko nam sprzyja., idźmy w myśl przeznaczenia, które nami rządzi.<br>
{{tab}}— Idźmy, Eleonoro; będziesz odtąd wsparciem mojego upadającego ducha.<br>
{{tab}}— Oh! mój ojcze!.. jakże to sprzecznie wydaje się ta mowa, obok tego ubioru, który towarzyszy tylko wesołości i pustocie. Filozofujące domino jest parodyą każdej wzniosłej nauki... Na maskowym balu są tylko same dzieci, śmiejmy się raczej i radujmy ojcze! — dodała z junakeryą, trzaskając jednocześnie szpicrutą.— Zielone i błękitne domino! przygotuj się na nasze przyjęcie!.. Biada temu, kto w złym celu nadużył imienia przyjaźni!.. lub ktoby na balu maskowym śmiał obok nas przestąpić granice prostej igraszki!. Już czas, ojcze!<br>
{{tab}}Chcieli wyjść — wtem znowu lokaj pokazał się w pokoju i przemówił z pośpiechem.<br>
{{tab}}— Ten sam człowiek znowu znajdował się w naszym apartamencie, w przedpokoju.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1046|num=244}}{{tab}}— Który przyniósł ten list i pudełko? — zapytał z pośpiechem kapitan.<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— Czego żądał?<br>
{{tab}}— Chciał tylko upewnić się, czy pan już ubrany i czy rychło pojedzie do księcia na bulwar Magdaleny... odpowiedziałem, że za małą chwilę; natychmiast się więc oddalił.<br>
{{tab}}— Znowu taż sama nieostrożność!<br>
{{tab}}— Przeciwnie; wyszedłem tym razom za nim i widziałem, jak zaniósł tę odpowiedź dwom osobom, siedzącym w karecie, które go w tym celu wysłały.<br>
{{tab}}— Cóż to były za osoby? — zapytali jednocześnie kapitan i Eleonora.<br>
{{tab}}— Nie wiem... dwie maski... dwa domina.<br>
{{tab}}— Jakie?<br>
{{tab}}— Jedno zielone, a drugie błękitne... natychmiast pojechali.<br>
{{tab}}— A Więc już oczekują na nasze spotkanie! Niech co ćhce będzie, ja, choćby ofiarą życia, muszę zbadać tę tajemnicę!.. Teraz możemy już jechać, Eleonoro.<br>
{{tab}}I zaraz oboje wyszli z pokoju — a za chwilę lekki powóz kryty odjechał z przed hotelu książąt, wzdłuż ulicy Riszeliego, na bulwar Magdaleny.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''VIII.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Bal maskowy.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Na rogu bulwaru de la Madelaine i ulicy de Luxembourg mieścił się apartament, należący do księcia Topor Płonińskiego, chwilowo bawiącego w Paryżu. Wspaniały dom z frontonem, pełnym ozdób gipsowych, z kilku balkonami, uprzedzał o przepychu wewnętrznym mieszkania znakomitego pana.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1047|num=245}}{{tab}}Wszystkie okna pierwszego piętra jaśniały o tej godzinie ogniem oświetlonych pokoi. Przed bramą i wzdłuż chodnika ustawiono na małych postumentach kilkadziesiąt palących się kagańców, rzucających jaskrawe światło wzdłuż pięknego i eleganckiego bulwaru Magdaleny.<br>
{{tab}}Mnóstwo ekwipaży zajeżdżało przed bramę — więcej jeszcze było uszykowanych w pobliżu domu. Był to ten efekt zewnętrzny, właściwy każdemu balowi, który zwykł licznie zgromadzać publiczność, lubiącą ustawicznie rozprawiać o każdej nowej lub osobliwej rzeczy, w której nie chce lub nie może mieć udziału.<br>
{{tab}}Wspaniałe schody marmurowe z bronzową balustradą, zdobiło jeszcze tej nocy mnóstwo źwierciadeł, wazonów z kwiatami i kosztowne dywany — przytem gęsto i umiejętnie rozłożone ognie kandelabrów salonowych, to wiszących na ścianach, to ustawionych na konsolach pod balustradą.<br>
{{tab}}Ale cały przepych uroczystości tej nocy zlany był, że tak powiemy, w jeden salon główny tego apartamentu.<br>
{{tab}}Szeroka jego przestrzeń i olbrzymia wysokość zapełnioną była mnóstwem ozdób, zdolnych najwięcej olśnić wzrok lubiącego doskonałość widza — ozdób pełnych świetności, bogactwa, kolorytu, gustu i uroku.<br>
{{tab}}Wszystkie ściany tego salonu były umyślnie przybrane na ten dzień, jakby w suknie godowe. Ciężki, perski jedwabny {{Korekta|hałai|dywan}}, haftowany srebrem i złotem na tle perłowego koloru, okrył je całkowicie od sufitu aż do posadzki. Wzdłuż tychże ścian czarowny sprawiały efekt sztuczne filary z białego aksamitu, gładko obciągniętego na postumentach. Między temi, rozstawiono gęsto na kilkostopniowych wzniesieniach wazony najrzadszych roślin. Pełne woni i owocu pomarańcze i cytryny, z pozawieszanemi na gałęziach kolorowemi lampami, przypominały obrazy z ogrodów Armidy.<br>
{{tab}}W każdym z czterech kątów salonu ustawione były marmurowe naczynia w kształcie konch, ze środka których wychodziły bronzowe delfiny, wyrzucające fontanny z wonne {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1048|num=246}}go spirytusu, który {{Korekta|kiedyniekiedy|kiedy niekiedy}} zapalano. Ściana frontowa o sześciu wysokich oknach była prawie cala z tafli zwierciadlanych, {{Korekta|udraperjowana|udraperowana}} gęsto firankami z jedwabnej kitajki, w kolorze niebieskim, czerwonym i białym. Ale najbardziej łudziło wzrok ubranie sufitu.<br>
{{tab}}Krzyżujące się wzdłuż i wszerz festony, naprzemian z białej i błękitnej petinety, w kształcie małych i olbrzymich balonów, nadawały najdoskonalsze podobieństwo obłoków; Z pomiędzy tychże mnóstwo w rozmaitych miejscach pospuszczanych amorków skrzydlatych, połyskujących od złota, trzymający każdy naczynie z palącym się gazem, dawały obraz piękny nie {{Korekta|doporównania|do porównania}} — może poetyczny. Głęboka w jednej ścianie nisza pozwalała najdogodniej zająć miejsce orkiestrze.<br>
{{tab}}Kilkoro roztwartych drzwi na prawo i na lewo, podobnież ubranych w kwiaty i firanki, prowadziło do innych pokoi tego apartamentu.<br>
{{tab}}Wyznać przecie należy, że główną ozdobą każdego miejsca jest człowiek. On to sam nadaje życie tym obumarłym błyskotkom, które inaczej wiecznie byłyby tylko bogatą nicością.<br>
{{tab}}Tłumy, które obok tej masy ozdób poruszały się na całej przestrzeni salonu, wydawały jeszcze bardziej cel tego zgromadzenia się jakby w jednę rodzinę. Prawie wszystkie osoby były w maskach.<br>
{{tab}}Prywatny bal maskowy, do którego przystęp ściśle jest obrachowany, ma też zarazem nierównie wyższą cechę powierzchowną.<br>
{{tab}}Mniej na nim znajdujemy owych wyczerpanych w dowcipie Arlekinów, Pierrotów, Polichinelli i Kolumbin, zapełniających tłumami sale Opery Paryża i teatrów miast innych, w czasie karnawału tu moda, obok dobrego gustu, zabawa obok naukowości jednoczą się, aby wszystkiemu nadać zarazem wysoką wartość i utrzymać godnie swoje stanowisko....<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1049|num=247}}{{tab}}Sztuki wyzwolone, historya, geografia, płody literackie, poezya nawet sama, przychodzą często w pomoc tej potrzebie, i dlatego, na prywatnym balu maskowym, jest do zyskania bardzo wiele, patrząc na niego okiem innym, niż prostej zabawy.<br>
{{tab}}Nagłość, z jaką zwołano na dzisiaj to zgromadzenie, usprawiedliwiała zarazem, dlaczego w salonie księcia Topor, po największej części znaleźliśmy same domina. Dogodny ten ubiór maskowy, nie wymagający wielkiego zachodu, tak dla kobiety jak i mężczyzny, sprawia, iż chętnie przywdziewa go każdy. Przytem większa część osób, idąc za powagą dzisiejszych czasów, nierada już tak pohopnie przeinaczać się, i w oczach publiczności odgrywać aktorskie role.<br>
{{tab}}W dominie jesteśmy niezawisłymi — przeciwnie, w kostyumie żądają od nas charakteru i tej trudnej sztuki odpowiedzenia zadosyć rodzajowi przebrania. Być może, że szalona ta zabawa straciła dzisiaj bardzo wiele na życiu, jakie jeszcze niedawno wrzało w Rzymie i Wenecyi, za to przecie moralne jego {{Korekta|stanowsko|stanowisko}} zyskało nierównie więcej na uroku i zajęciu, Miejsce skoków i pląsów, zajęła intryga i dowcip, i to jest właśnie, co stanowi zasadę dzisiejszego maskowego balu.<br>
{{tab}}Gdy się patrzyło w tę długą przestrzeń salonu księcia Topor, zdało się, że widzimy olbrzymi bukiet różnorodnych kwiatów poruszanych lekkim wiatrem. Były to jednak domina z najpiękniejszych kolorów i bogatych materyi, które mimo tego bez kroju, odbijały czarownie i powabnie.<br>
{{tab}}Szczególnie, jak i w każdem zgromadzeniu, zyskały tu pierwszeństwo kobiety. Jakkolwiek bierny bywa ich ńdział w każdej innej zabawie, na balu przecie maskowym jesteśmy obok nich w pozycyi tak godnej litości, iż wyznać należy, że w maskach tylko samych, należy się kobietom przywilej wszelkiego nad nami przerwszeństwa. Instynkt ich wrodzony pozwala im nierównie prędzej przeniknąć i odgadnąć przebranego mężczyznę i dlatego na każdej maskowej zabawie, {{pp|więk|sza}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1050|num=248}}{{pk|więk|sza}} część kobiet odgaduje mężczyzn. Osłonione na twarzy, czują na sobie jakby tarczę niezłomną, z którą są bez porównania śmielsze i nic dziwnego, że godzą na nas z pewną przewagą — walczą i zwyciężają.<br>
{{tab}}Ale nie tu jest wszakże miejsce do podobnych spostrzeżeń — zajmijmy się raczej bohaterami tego balu, przedewszystkiem naszej historyi.<br>
{{tab}}Kapitan Rappinet i Eleonora pokazali się nareszcie w salonie. Lśniący, karmazynowy aksamit jego domina, wydał się dopiero należycie przy świetle tego tysiąca gazowych płomieni — szczególny jednak efekt sprawiała, z tegoż samego materyału maska, czyniąca twarz jego podobną do lawy płynącej lub rozżarzonych węgli.<br>
{{tab}}Eleonora, przy swej pięknej figurze, stanowiła jakąś sprzeczność z karmazynem na twarzy — przynajmniej oko nasze nie przywykłe do podobnego obrazu, upatrywało w tem, coś fantazyjnego — a przecie jak każda nowość powabnego.<br>
{{tab}}Aż do tej chwili nie straciła jeszcze wrodzonej sobie wesołości. Towarzysząc ojcu, zaczepiała ustawicznie maski i swoim sarkastycznym dowcipem umiała niejednego dzielnie podejść i zawiązać na niczem opartą intrygę. Kapitan przeciwnie w jego wolnym i prawie martwym chodzie, w jego ruchach, jakby obumarłego ciała, przebijała się zawsze taż sama uwaga, z jaką opuścił przed chwilą mieszkanie. Chwilowo tylko rzucał wzrok przed siebie i zdawał się w otaczającym go zewsząd tłoku, śledzić te cztery główne swoich myśli kolory: czarny, biały, zielony i błękitny.<br>
{{tab}}Dotąd nic się nie {{Korekta|pokazłao|pokazało}} podobnego, jedenasta miała już wkrótce uderzyć.<br>
{{tab}}Kapitan i Eleonora przeszli w podłuź natłoczonego salonu i zbliżyli się do małej sofki, stojącej pod drzewami, na której usiedli oboje.<br>
{{tab}}— Żadnego z tych kolorów nie znajduję — przemówił kapitan ciężkim głosem — ufam przecie, że autorowie tego przebrania, nie będą mieli długo potrzeby ukrywać się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1051|num=249}}przedemną... szczególniej książę i Delfina, bo zielone domino ma do tego zasadę... Powiedz mi jednak, Eleonoro, jak myślisz odnaleźć margrabinę de Francpatie, jeżeli jest przebraną?<br>
{{tab}}— O! to bardzo łatwo, mój ojcze... Ubiór, w jakim mnie wszyscy tutaj widzą, nie wzbudza w nikim najmniejszego zajęcia; jedna tylko margrabina, spojrzawszy na mnie, drgnie koniecznie, przytem... dobrze, żem sobie przypomniała, aby jej dać poznać, że nie prosty przypadek sprowadził mnie na tę zabawę, przygotowałam dla niej zaczepkę. Nawet czas się uzbroić — dodała, zdejmując z głowy kapelusz, w którym mieścił się pyszny, biały bez perski, nakrapiany jakby karminem.<br>
{{tab}}— Cóż to za kwiat, Eleonoro?<br>
{{tab}}— Jedyny pośrednik moich stosunków z margrabiną, która od pierwszego nań spojrzenia, pozna, że jest celem mojego szyderstwa. Od niego to zawiązała się osnowa naszej znajomości i intrygi. Mam nawet nadzieję, że ten kwiat jeszcze przed północą...<br>
{{tab}}— ''Zwiędnie jak ty!'' — odpowiedział jakiś głos w pobliskości drzewa pod którem siedzieli.<br>
{{tab}}Oboje odwrócili się ku tej stronie jednocześnie i drgnęli.<br>
{{tab}}Błękitne domino pokazało się; lecz prawie znikło zaraz w cisnącym się tłumie innych masek.<br>
{{tab}}— To ona, ojcze!<br>
{{tab}}— Margrabina?<br>
{{tab}}— Nie... ta, która mi tę maskę nadesłała... przyjaciółka!<br>
{{tab}}— Jakiś to gorzki wstęp do rozwiązania tej intrygi... postrach!..<br>
{{tab}}— Przecież to przywilej masek, i z tego godzi się żartować...<br>
{{tab}}— A ja zadrżałem cały na ten wyrok tajemniczy!.. Porzuć ten kwiat, Eleonoro!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1052|num=250}}{{tab}}— Eh! byłoby to wierzyć w dziecinną pogróżkę, byłoby to ulegać dla dwóch słów bez logicznego znaczenia!.. Myślmy raczej, ojcze, że już błękitne domino w naszych rękach; upatruj tylko jeszcze swojego.<br>
{{tab}}— O!.. mam nadzieję, że go ujrzę przed północą; a wówczas...<br>
{{tab}}— Zwiędniesz jak ona! — odpowiedział z innej strony nowy głos.<br>
{{tab}}Znowu oboje obrócili się ku tej stronie.<br>
{{tab}}Zielone domino mignęło przed ich oczami i wnet znikło w tłumie za błękitnem.<br>
{{tab}}— To on... moja córko!<br>
{{tab}}— Książę?..<br>
{{tab}}— Nie... ten, który mi tę maskę nadesłał... przyjaciel... Ale cobądź znaczą te wyrazy, zielone domino jest w mojej mocy. Idźmy, Eleonoro, ja za mojem, ty za swojem.<br>
{{tab}}I zaraz machinalnie oboje powstali.<br>
{{tab}}A wtem stanęło przed kapitanem czarne domino aksamitne, takiegoż co i jego kroju, z wieńcem cyprysowym na głowie i białą różą po lewej stronie piersi i rzekło:<br>
{{tab}}— O dwunastej będziesz w oznaczonem miejscu?<br>
{{tab}}— Będę — odpowiedział prawie martwy — a ty?<br>
{{tab}}— Będę; a ona?..<br>
{{tab}}— Będzie — odpowiedziało białe domino, zbliżając się w tejże chwili do rozmawiających.<br>
{{tab}}Na piersiach miało gałązkę cyprysu, na głowie wieniec z róż białych.<br>
{{tab}}I jednocześnie wszyscy się rozeszli, niknąć w tłumie każde w innej stronie.<br>
{{tab}}Dźwięczne tony orkiestry uniosły wraz z taktem pamięć tej lakonicznej rozmowy. Maski tańczyły kontredans, każdy zajmował się balem.<br>
{{tab}}Na kilka minut przed dwunastą znowu kapitan i Eleonora zeszli się w tem samem miejscu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1053|num=251}}{{tab}}— I cóż, Eleonoro, znalazłaś swoje błękitne domino? — zapytał zniecierpliwiony kapitan.<br>
{{tab}}— Ileż nawet razy!.. lecz to szatan nie przyjaciółka!.. jakby naigrawała się ze mnie, unika mnie ustawicznie. Myślę, że dopiero po północy rozwiążę całą zagadkę oporu. A ty, ojcze, widziałeś swoje domino?<br>
{{tab}}— Prawie ciągle.<br>
{{tab}}— I cóż?<br>
{{tab}}— Podobnie jak twoje błękitne, zdaje się mnie unikać, i jestem jednego z tobą zdania, że nam dwunasta godzina da poznać całej tej igraszki przyczynę... A margrabina?<br>
{{tab}}— Niema jej wcale. Całą godzinę upatrywałam jej w salonie; źle mnie widać zawiadomiono, że będzie na tym balu. Daremne moje zabiegi!.. Patrz, ojcze, oto nawet i kwiat zwiądł w moich rękach.<br>
{{tab}}— To już pół przepowiedni — odrzekł z westchnieniem kapitan.<br>
{{tab}}Eleonora nic nie odrzekła, smutnie opuściwszy głowę ku ziemi.<br>
{{tab}}— Eleonoro!.. co ci jest?..<br>
{{tab}}— Nic, ojcze... ale już nie doświadczam w sobie tej samej, co przed godziną wesołości.<br>
{{tab}}— Zwiędniesz jak on... przed północą — powtórzył kapitan słowa tajemniczego domina, wskazując kwiat.<br>
{{tab}}— Tu nieznośny upał w tym tłumie... czuję w sobie omdlenie... Może być, że do tego tylko zastosowane były te wyrazy, przecież to nic, mój ojcze! Ah! jakże pot spływa po twojej szyi!.. Doświadczasz, widzę, tegoż samego żaru, który i mnie prawie pali w tym natłoku.<br>
{{tab}}— Chciałbym nawet jak najśpieszniej opuścić ten piec ognisty — odrzekł kapitan, ocierając chustką pot z swojej szyi. — Aksamitne maski, o ile piękne, o tyle przecie nie powinny być używane po balach.<br>
{{tab}}— Do tego watowane, jak moja.<br>
{{tab}}— Moja podobnież.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1054|num=252}}{{tab}}— Chwilowa ta dogodność minęła się nieco z użytkiem. Zdaje się, jakby kto iskrami obsypał twarz moją.<br>
{{tab}}I podobnież jak ojciec otarła spoconą białą szyję.<br>
{{tab}}— Zdejm maskę, Eleonoro...<br>
{{tab}}— Za chwilę... dwunasta już niedaleko... Połowa osób uczyni tak samo... Nie pierwej jednak ci to przyrzekam, dopóki nie zdejmie maski błękitne domino.<br>
{{tab}}Zegar wybił dwunastą godzinę.<br>
{{tab}}— Otóż zaczyna się akt drugi... dwunasta! — ozwał się cały zdenerwowany kapitan.<br>
{{tab}}— Idę już do gabinetu księcia, gdzie mam oznaczone spotkanie z Delfiną.<br>
{{tab}}— Spojrzyj, ojcze!.. — zawołała Eleonora, wskazując w tłum masek. — Zaledwie dwunasta uderzyła, zielone domino złączyło się z błękitnem.<br>
{{tab}}— To szatańska spółka!<br>
{{tab}}— Idą ku nam.<br>
{{tab}}— Jestem gotów ich wysłuchać.<br>
{{tab}}— Otóż oni!<br>
{{tab}}— ''Już po tobie!'' — rzekło błękitne domino do Eleonory.<br>
{{tab}}— ''Już po tobie!'' — powtórzyło tak samo zielone domino do kapitana.<br>
{{tab}}I zaraz obadwa, wolnym krokiem opuściły zadziwionych, idąc dalej.<br>
{{tab}}Kapitan spojrzał na Eleonorę, ona podobnież na ojca.<br>
{{tab}}Przez chwil kilka żadnego wyrazu nie wydali, stojąc oniemieli.<br>
{{tab}}— Co to wszystko może mieć za znaczenie, mój ojcze?<br>
{{tab}}— Albo żadne, albo też straszne dla nas obojga!.. Jedna tylko myśl uspakaja mnie nieco, gdy wnoszę, że ci dwaj intryganci są prostymi najemnikami ze strony albo Delfiny, albo księcia. W takim razie byłby to cel więcej niezręczny, niżzły, w swojej naturze... Ale idę już do gabinetu na ich spotkanie.<br>
{{tab}}I, uzbroiwszy się w rezygnacyę, opuścił salon główny, przeszedł kilka pokoi i dostał się do małego pokoiku, w {{pp|któ|rym}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1055|num=253}}{{pk|któ|rym}} zaraz spostrzegł wielkie zwierciadło w bogatej oprawie, stojące na ziemi, pod którem z obu stron ustawione były dwa wazony posępnych drzewek cyprysowych.<br>
{{tab}}W pokoju tym nikogo nie było; lecz pierwej jeszcze, nim miał czas uspokoić się z doznanych przed chwilą wrażeń, aby z swobodniejszem sercem przystąpić do tajemniczego trybunału, już czarne domino pokazało się za nim w gabinecie.<br>
{{tab}}— Czy wiesz, karmazynowe domino, w jakim celu przywołano nas tu obu?.. — zapytał książę z pod czarnej maski.<br>
{{tab}}— Nie wiem.<br>
{{tab}}— Na twój honor?<br>
{{tab}}— Na honor i uczciwość!<br>
{{tab}}— A więc i odemnie należy ci się szczera prawda... Przyjmij więc to zapewnienie, że tak, jak ty, nie znam celu przywołania; wiem tylko, że jego treścią będzie małżeństwo jednego z nas z Delfiną.<br>
{{tab}}— Przeciwnie: będzie tylko usprawiedliwieniem mojego.<br>
{{tab}}— Prawda, szczęśliwy rywalu!.. omyliłem się przez zarozumiałość. Czy mogę wiedzieć, z kim mam honor mówić?<br>
{{tab}}Kapitan wahał się odpowiedzieć.<br>
{{tab}}— Z kapitanem Rappinet! — odrzekło białe domino, wchodząc właśnie do gabinetu. — odtąd maski znikają, zostają tylko zasłonione osoby... Książę Topor Płoniński — dodała, przedstawiając kapitanowi czarne domino.<br>
{{tab}}Książę podał rękę kapitanowi.<br>
{{tab}}— Nie dotykaj jednak, książę, tej ręki, dopóki jej nie oczyści z plam występku moje uściśnienie przy ołtarzu — ozwała się zaraz z oburzeniem Delfina — to ręka korsarza.<br>
{{tab}}— Rappinet korsarz! — powtórzył książę osłupiały.<br>
{{tab}}— Tak jest... któremu należy się odemnie przysięga na wiarę.<br>
{{tab}}— Eh! pani! — odrzekł książę, niedowierzająco. — Zdejmijmy lepiej maski, to nas odwiedzie od próżnej chęci grania pomiędzy sobą komedyi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1056|num=254}}{{tab}}— Nie żądaj tego, książę — przemówił kapitan — inaczej zobaczyłbyś w tej chwili rumieniec wstydu i poniżenia na mojej twarzy.<br>
{{tab}}— Korsarze rumienić się nie umieją!<br>
{{tab}}— Dopóki grzeszą na Oceanie — odrzekł w poruszeniu — ale, dotknąwszy nogą stałego lądu, nie różnią się już od wszystkich wykonawców praw boskich i ludzkich.<br>
{{tab}}— Nie rozumiem tej obrony, jak i samej intrygi.<br>
{{tab}}— A ja, czyż więcej wiem od ciebie, książę? — zapytał kapitan.<br>
{{tab}}I obadwaj, jakby domagając się prawdy, spojrzeli na Delfinę, przygotowującą im odpowiedź.<br>
{{tab}}— Kiedy Bóg stworzył kobietę — przemówiła z uczuciem — aby ta była wsparciem i osłodą dni drugiej połowy rodu ludzkiego, nadał jej zarazem i tę dziwną potęgę, zdolną urzeczywistnić tak wielki cel powołania ją do tegoż dzieła... odtąd ta wątła istota ślepo bieży za wami, i wszędzie służy, uznając w was imię swego pana, wszędzie drży i spełnia, co jej zakreślono. Pierwsza matka świata całego, niegdyś mieszkanka raju, zawiodła was i Boga i zaraz to na ród nasz spadła klątwa, pod której brzemieniem, wszystkie narody i wieki widzą w niej poniżoną istotę, jakże więc błądzi zarozumiała, gdy, wyparłszy się własnego przeznaczenia, przestaje waszą szczęśliwość mieć na celu, lub o tyle go spełnia, o ile sama pragnie od was szczęśliwości.. Taką ja byłam w pierwszem mojem małżeństwie z hrabią! Sierota, bez majątku i zapewnienia losu na przyszłość, podałam mu moją rękę przy ołtarzu i przysięgłam, nie wiedząc, że tylko dogadzam sobie, zyskawszy obok niego światową karyerę.<br>
{{tab}}— Pani go wszakże kochałaś — odrzekł książę zaintrygowany tem szczególnem przemówieniem.<br>
{{tab}}— Nie to; ale nie umiałam być obok niego żoną. Nigdy nie zdołasz przekonać mnie inaczej, książę, że ja właśnie sama stałam się przyczyną jego {{Korekta|śmierci|śmerci}}.<br>
{{tab}}— Byłbym zdolnym, zaprzeczać to przez całe życie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1057|num=255}}{{tab}}— W co ja nigdy nie uwierzę, silnie ugruntowana w zasadach przeznaczenia kobiety — odpowiedziała łagodnie. — Intrygi, pod jakiemi uległ ten nieszczęśliwy, były wprawdzie szalone i potężne; dlatego właśnie, powinnam była pokazać nad niemi moją przewagę, i wszystkie zwalczyć, aby nie dopuścić do tej smutnej ostateczności, która niedość, że pozbawiła nas majątku, lecz zarazem okryła jego imię nazwą samobójcy!<br>
{{tab}}— O, mój Boże! jakiż to przykry dla mnie wyrzut — ozwał się drżący kapitan.<br>
{{tab}}— Kto jest więc ten człowiek? — zapytał książę z zaciekawieniem.<br>
{{tab}}— Zabójca mego męża! — odpowiedziała Delfina. — Interes jego niegodziwości jak odłączył mnie od ojca i matki, których już dziś nareszcie znalazłam, tak zarazem wymagał jeszcze rozłączenia mnie z dozgonnym przyjacielem życia, który mi ojca i matkę zastępował.<br>
{{tab}}— On?.. kapitan Rappinet?<br>
{{tab}}— Potwierdź to sam, kapitanie.<br>
{{tab}}— Tak jest, książę — odrzekł zwalczony tajemną siłą skruchy kapitan — Oskar był moim najemnikiem... Każda rzecz, którą z mojej namowy spełniał obok hrabiego i ciebie, książę, miała ten jeden niegodny cel, aby tą ruiną pani zapewnić mnie olbrzymi, bo milionowy majątek!<br>
{{tab}}— Przyznaj sam teraz, książę — rzekła Delfina, wskazując na kapitana — że ten człowiek przeszedł wyobrażenie wszelkiego nadmiaru złości serca. On to zarazem na czyste i nieskalane żadnym występkiem imię mojego brata, rzucił plamę podstępną i wtrącił go do więzienia, aby w twojem przekonaniu obudzić wstręt do mnie i do niego, jakby z przeznaczenia skazanych na niesprawiedliwe od świata poniżenie!.. Tyś najpierwszy, książę, odepchnął mnie za to od siebie... a to wszakże było dalszem dziełem tegoż samego człowieka, który stoi przed tobą.<br>
{{tab}}— Kapitana Rappinet?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1058|num=256}}{{tab}}— Potwierdź to w imieniu mojem, kapitanie.<br>
{{tab}}— Tak jest, książę... Teobald był niewinnym!<br>
{{tab}}— A przecie, książę, długo bardzo obwiniałeś mnie o nieprawe z nim braterstwo! — rzekła z pewnym wyrzutem.<br>
{{tab}}— To podejrzenie miało swoją zasadę w stanie serca mojego.<br>
{{tab}}— Wiem o tem, książę... Że zaś jesteśmy wszyscy w maskach, możesz zatem śmielej wyznać, żeś kochał swoją przyjaciółkę.<br>
{{tab}}— O! więcej może, niż wypadało dać poznać, obok żyjącego podówczas hrabiego! — odpowiedział książę z czułością, ujmując ją za rękę. — Im bardziej widziałem cię przywiązaną do tego człowieka, nadużywającego w tak niegodny sposób twego serca, tem więcej ceniłem cię i upatrywałem w tobie obraz anioła!.. Nie zrozumiałaś mnie tylko, pani...<br>
{{tab}}— Nie chciałam rozumieć cię, książę, powiedz raczej... jak ty podobnie, lękałeś się dać mi to poznać wyraźnie.<br>
{{tab}}— Ale dziś... dziś, pani!..<br>
{{tab}}Delfina wskazała na kapitana. Książę umilkł.<br>
{{tab}}— On już wybrany przezemnie — rzekła — a podobnie jak ty, ma serce, które możnaby zranić.<br>
{{tab}}— Kochasz go więc?..<br>
{{tab}}— Nigdy!.. zaślubiam go tylko, aby mu przynieść szczęście.<br>
{{tab}}Kapitan okazał silne wzruszenie, nic nie odrzekł, lecz zdawał się odchodzić od zmysłów, zadziwiony.<br>
{{tab}}— A ja czyż byłam tem zadziwioną — przemówiła do niego — kiedyś, przybywszy niedawno do bezbronnej, umierającej z głodu; kiedyś stanąwszy przed nią w charakterze ostatniego złośnika, podstępem chciał wymódz to przyrzeczenie, że się pozwolę zawlec do ołtarza!<br>
{{tab}}— Zaślepiony, wiedziałem tylko, że ten czyn niegodziwości okupuję dwustu dwunastu milionami! — odrzekł kapitan.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1059|num=257}}{{tab}}— A jednak ustąpiłeś ich w tym samym momencie i z szydercy, świętokradcy, wyrodka nawet, okazałeś się nagle człowiekiem cnoty!<br>
{{tab}}— To ''on!'' to ''jego'' nieodgadniona potęga, sprawiła tę cudowną zmianę! — zawołał w uniesieniu kapitan. — W jego wzniosłych wyrazach: ''Kochajcie nieprzyjaciół waszych'', spoczęła cała siła, pod którą runęła ta twarda opoka moich wyobrażeń głowy i zasad serca!<br>
{{tab}}— Któż jest ten on! — zapytał książę, zaintrygowany na nowo.<br>
{{tab}}— Ten, który mi zarazem kazał przebaczyć temu obłąkanemu, w myśl tych samych wyrazów — dodała Delfina. — Wówczas to ja, tęskna do twego widoku, książę, ja, z sercem, przepełnionem tysiącem dla ciebie uczuć, poczynając od wdzięczności, aż do rozkosznego miłości pociągu, wydaliłam jakby z świętą rezygnacyą twój obraz z pamięci i stawiłam przed sobą tego wyrodka!.. Książę! książę! ty jeszcze nie znasz całego powołania kobiety w społeczeństwie!.. Najpiękniejszą jej zasługą jest ujarzmiać dzikość tej uporczywej w złych zasadach płci, coraz bardziej wpadającej w zwierzęcość!.. Błąd pierwszej matki świata całego, jest przekazem dla nas słabych istot, abyśmy po wszystkie wieki stały się osłonicielkami grzechów waszych!.. Ten, co zmazał grzech pierworodny, czyliż nie zostawił światu świętej ustawy małżeństwa? a w kobiecej naturze, czyliż niema mocy do panowania nad wami?.. Spojrzyj, książę, na tego człowieka, dziś drżącego przed nami, jego przyszłość stać się może straszną klęską w świecie {{Korekta|społeczeńskim|społeczeństwa}}, bo on przykuty do występku i zbrodni jak do skały, którą ja tylko sama skruszyć zdołam w myśl tej jednej nauki?... Czyliż teraz, książę, pojmujesz, że czynię z siebie religijną ofiarę?.. To jego dzieło!<br>
{{tab}}— Kogo? — zapytał książę osłupiały.<br>
{{tab}}— Ten, który we śnie i na jawie, zarówno uczy i nakazuje kochać wszystkich i nazywać bliźniemi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1060|num=258}}{{tab}}— On bogactwem naszem nazywa serce! — dodał z dziwną zmianą w głosie kapitan.<br>
{{tab}}— Ty jego jeszcze nie masz aż dotąd, przyjacielu! — odrzekła mu z pośpiechem Delfina.<br>
{{tab}}— On miłość braci nazywa całem szczęściem człowieka.<br>
{{tab}}— Czego jednak nie czujesz jeszcze, zepsuty uczniu tej nauki.<br>
{{tab}}— Och! czyliż jeszcze nie dosyć — zawołał w rozpaczy kapitan — gdy dziś tarzam się u nóg świata całego, widząc w każdym przyjaciela i brata!<br>
{{tab}}— A Harlesding, kapitanie? — zapytała wzniosłym {{Korekta|głoe m|głosem}} Delfina.<br>
{{tab}}— Zarówno mój jak twój nieprzyjaciel! — odrzekł ze zgrozą i oburzeniem.<br>
{{tab}}— Nieprzyjaciół niema na ziemi!<br>
{{tab}}— Oprócz nas dwóch: mnie i Harlesdinga!<br>
{{tab}}— A jednak już mu wszyscy przebaczyli, oprócz ciebie!<br>
{{tab}}— Między mną a nim... tym strasznym szatanem...<br>
{{tab}}— Stoję ja! — dokończyła z pewnym rodzajem przewagi — i odtąd ja wątła istota, was obu, którzy od kolebki truliście jej życie i całej rodzinie, przytulam do serca, jak najtkliwsza przyjaciółka!.. Odtąd całą potęgą mojej łagodności i moich zasad osłaniać będę was walczących braci, abyście w uścisku miłosnym, zamienili serca i wyrzekli wyraz przebaczenia!.. Ktokolwiek zna szalony zapał nienawiści i zemsty, niechaj pomoże mi w przekonaniu cię, że ten jad, nurtujący w ciele naszem, jest najpierwszą podstawą braku osobistej szczęśliwości!.. Przebaczenie! oto klucz do wrót żywota rajskiego!.. Zgoda i miłość zobopólna oto najpiękniejszy świat ziemi, którego wonność balsamiczna jest tym zasiłkiem, utrzymującym harmonię społecznego świata, która się nazywa braterstwem!.. Odkąd tyle powiedziałam, uważam sobie za prawo wymódz na tobie: otrzymanie wyrazu przebaczenia dla Harlesdinga!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1061|num=259}}{{tab}}— Dopóki nie ujrzę go u nóg moich!<br>
{{tab}}— Ale tyś był początkiem tego nieszczęsnego pasma, które rozpoczęło pomiędzy wami tyloletnią grę zawiści i prześladowania.<br>
{{tab}}— Czuję tylko w tej chwili, że krew burzy się w moich żyłach.<br>
{{tab}}— Cofnij raczej myśl twoją przed trzydziestu laty. Historya wasza zaczęła się na Isle de France, kiedy ten człowiek zaślubić miał Zacharię Vilote, córkę generał-gubernatora wyspy, którąś mu wydarł podstępnie.<br>
{{tab}}Kapitan odskoczył od Delfiny przerażony i stanął o kilka kroków.<br>
{{tab}}— Czyliż potrzeba dodać ci z serca, że od tego jednego wyrazu, który chcę wymódz na tobie, zależy to małżeństwo, o które się ubiegasz?.. inaczej... nie zostanę żoną mściciela jednego z najlepszych przyjaciół moich i mojej rodziny!<br>
{{tab}}— Harlesdinga?<br>
{{tab}}— Tak jest... on żyje!<br>
{{tab}}— Pani!<br>
{{tab}}— Żyje i jest w Paryżu!.. Teraz dowiedz się jeszcze, że nie ty sam powróciłeś mi majątek, łamiąc wszystkie przeszkody potrzebne do wydarcia go temu człowiekowi; ale i on ci dopomógł. Testament jego jest najlepszym przekazem serca, czującego żal za krzywdy, zadane mojej rodzinie. W wigilię dnia, który był przeznaczony do odbioru tej sukcesyi, Harlesding stanął w pośród nas czterech ofiar swego prześladowania, padł do nóg, jako nawrócony wyrodek, i błagał łaski, aby usta nasze wyrzekły dla niego wyraz przebaczenia... Pozyskał to, czego pragnął i co mu się należało w myśl miłości braterskiej całego świata.<br>
{{tab}}— On! on, Harlesding?<br>
{{tab}}— Czyliż nie poznajesz jeszcze, że on w tym jednym czynie uniża się nawet przed tobą?.. Ja więc przyjęłam to piękne pośrednictwo, którem na długo chlubić się nie przestanę, jeżeli zmiękczę nakoniec ten kamień, który ty sercem {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1062|num=260}}swojem nazywasz i kiedy wykrzeszę z niego jednę iskierkę miłości dla Harlesdinga!.. Kapitanie! przystąp wespół z nami do tego związku, a natychmiast rzucę ci go w twoje objęcia!<br>
{{tab}}— Harlesding jest między nami! — zawołał odurzony kapitan.<br>
{{tab}}— Aby był bliższym twego uścisku!<br>
{{tab}}— O mój Bożek. Już czuję bicie mego serca; umiem tylko zdobyć się na ten wyraz, który twoja anielska namowa przyzywa!.. Nareszcie słowa moje to za mało, aby niemi wyrazić ten nagły powrót do zgody, po tylu latach wstrętu, nienawiści, zaciętych walk i zemsty!.. Ja potrzebowałbym ujrzeć go przed sobą... rachować bicia jego serca, gdy go do swoich piersi przyciskać będę!.. Ja chciałbym czuć ten żar pałającego jego ciała, gdy wspólnie krew nasza będzie w poruszeniu!... Ja powinienem słyszeć te wzniosłe wykrzykniki, ulatujące z ust naszych... ten śpiew szalonej radości w tonach, jednoczących się w powietrzu harmonijnym dźwiękiem!.. Ja chciałbym... ale gdzież on jest?.. O, pani! nie uwodź mnie dłużej swoją rolą anioła pośrednika!.. wezwij go już przedemnie zmienionego cudownym wpływem twojej zniewalającej namowy... nasze uściski i powitania, staną się tryumfem twojej cnoty, która jakąś nadludzką potęgą zatarła pamięć wszystkich obrazów naszej nienawiści i każę mi tylko wołać, jak chrześcianin: Bracie mój! bracie ze świata rodziny, odtąd kocham cię, bo twoje imię jest bliźni!..<br>
{{tab}}Już dłużej Delfina nie mogła tłumić w sobie doznanej radości, szczęśliwa, że jej się nareszcie udało ożywić miłością {{Korekta|brateską|braterską}} to serce, wrzące zemstą i splamione nienawiścią. Kilka łez spłynęło z pod jej maski. Chciała coś rzec, ale zbytnie uniesienie odebrało jej na chwilę wyrazy, łkaniem tylko samem objawiała, że ma na to coś ważnego i stanowczego odpowiedzieć.<br>
{{tab}}Książę, niemy świadek tej wzruszającej sceny, spoglądał z zainteresowaniem na Delfinę i kapitana, porozumiewających się, jakby anielskiem pośrednictwem moralności i {{pp|cno|ty}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1063|num=261}}{{pk|cno|ty}}. Nieco w oddaleniu stojąc od obojga, wsparł się machinalnie łokciem ręki o krawędź marmurowego kominka i czekał tylko zakończenia tego wzniosłego epizodu z życia ubóstwianej przez siebie kobiety.<br>
{{tab}}Nareszcie Delfina przemówiła:<br>
{{tab}}— Oto masz, przyjacielu, to pismo! — rzekła, podając kapitanowi list, zapieczętowany trzema pieczęciami. — Ten, którego odtąd kochasz, odpowiada ci teraz na to przemówienie!.. Czytaj!..<br>
{{tab}}— To pismo Harlesdinga! — ozwał się, odbierając list drżącemi rękami.<br>
{{tab}}— Tak jest!.. Otrzymałam je dopiero przed chwilą na balu; przyrzekłam jednak sobie nie pierwej złożyć je w twoje ręce, dopóki nie uda mi się przysposobić twego serca do czytania tych wyrazów i obudzić w niem miłość ku temu, który je napisał.<br>
{{tab}}Kapitan przycisnął natychmiast list do ust, potem do serca i ozwał się z uczuciem:<br>
{{tab}}— On mi więc pierwszy przebaczył!<br>
{{tab}}Potem, przeszedłszy wolnym krokiem ku stojącej w pobliskości sofy, po nad którą, na ścianie, zawieszone były dwa świeczniki, prawie bezwładny usiadł na nią i wyczytał adres listu:<br>
{{tab}}„Kapitanowi Rappinet, przyjacielowi.“<br>
{{tab}}A zaraz spojrzawszy na pieczęcie, ozwał się jeszcze z podziwieniem.<br>
{{tab}}— Też same wyciski, które już dziś wieczorem widziałem!.. Na jednej kolebka, ten początek człowieka; na drugiej, trumna, jego koniec; środkowa nosi godła marynarzy... to obraz mego życia!.. A więc to Harlesding nadesłał mi to domino i maskę!.. a więc to on, który na tym balu pokazał się w zielonym kolorze!.. Lecz cóż znaczą te tajemnicze, a przerażające jego wyrazy: ''Zwiędniesz jak kwiat i ona!''.. a wkrótce potem to straszne: ''Już po tobie!'' Czytajmy już!.. czytajmy!<br>
{{tab}}I zaraz skruszył wszystkie trzy pieczęcie. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1064|num=262}}{{tab}}Kiedy właśnie kapitan zajął się z całą żarliwością czytaniem listu, książę Topor i Delfina, siadłszy na dwóch krzesełkach, obok siebie stojących w pobliżu kominka, zaczęli rozmowę nie bez zajęcia i wzruszeń zobopólnych dla siebie.<br>
{{tab}}— Do ciebie najmniej przemawiałam dzisiaj, książę — rzekła — a jednak należy ci się odemnie bardzo wiele wyrazów.<br>
{{tab}}— Których treść smutnym tylko dla mnie pozostanie przekazem... — odpowiedział wzruszonym głosem. — Czyliż wreszcie te słowa nagrodzą mi, co utracam w twojej osobie, pani?.. nie, zapewne!<br>
{{tab}}— Przeciwnie, mości książę... chcę wszakże wierzyć, że jesteś człowiekiem, zdolnym do poświęceń, do których dojdziesz niewątpliwie, wysłuchawszy poprzednio mojego usprawiedliwienia.<br>
{{tab}}— Czyliż w całem tem twojem postąpieniu nie widzę anioła?<br>
{{tab}}— O, książę! ja już jestem zbyt bliską ołtarza; a takiej kobiecie nie godzi się przyjmować do serca podobnego nazwania.<br>
{{tab}}— Ja przecie nazwę cię tak jeszcze, widząc schodzącą z tych stopni, na których komukolwiek złożysz przysięgę na wiarę.<br>
{{tab}}— Ty, książę?..<br>
{{tab}}— Czyliż, pani, nie uznajesz mnie za zdolnego do tego? ja jeszcze twojem szczęściem potrafię być szczęśliwym.<br>
{{tab}}— Mnie to, książę, wspominasz o tem?<br>
{{tab}}— O, to prawda, że już za późno wchodzę z panią w ten błogi stan porozumienia się! Nie powinienem nawet słuchać tych wyrazów, które nazwałaś dopiero usprawiedliwieniem siebie.<br>
{{tab}}— Książę tego potrzebujesz koniecznie; a potem ja sama, która inaczej uchodziłabym w jego oczach za dziwaczkę. Należy ci się odemnie cała historya tych dwóch ludzi, z których jeden gorszy i nikczemniejszy nad drugiego, zostaje {{pp|dzi|siaj}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1065|num=263}}{{pk|dzi|siaj}} uszczęśliwiony moją ręką! — dodała, wskazując na kapitana, zajętego czytaniem listu. — Oh, książę! niema wyrazu, któryby dobrze określił ofiarę moją.<br>
{{tab}}— Na Boga, pani! dajesz mi poznać nareszcie, że to małżeństwo będzie, że tak nazwę, z nieodgadnionego przymusu.<br>
{{tab}}— Zapewne, mości książę — smutnie odpowiedziała. — Ci dwaj prześladowcy mojej rodziny, którzy z jej ócz wycisnęli potoki łez, których interes zobopólny wystawiał nas tyle czasu na bolesne próby życia, ci dwaj zapastnicy, obrócili w końcu też same pociski na siebie i, podobni do dzikich i zaciętych zwierząt, poczęli z sobą walkę, którą zakończa jedynie to, co ja nazywam ofiarą siebie, a książę nazwałeś dopiero co małżeństwem z nieodgadnionego przymusu. Lecz jakiż to tryumf dla kobiety, która zwaśnionych nieprzyjaciół własnych sprowadziła na drogę świętej zgody i miłości, poprzednio sama im przebaczywszy! Ja czuję się dumną tem małżeństwem, w którem upatruję wolę samego Boga!.. O, książę! obyś mnie umiał tylko pojąć, a nie będziesz żałował tych strat, jakie w sobie utrącamy.<br>
{{tab}}Książę spuścił głowę na piersi, a ciężki jego oddech dawał poznać, że cierpi.<br>
{{tab}}— Przebacz mi jednak to wyznanie, dobry przyjacielu — dodała zaraz z czułością — i uwierz w przeznaczenie, które jutro już rozdzieli nas na zawsze... Kiedy książę opuszcza Paryż? — zapytała.<br>
{{tab}}— Natychmiastl — z westchnienem odpowiedział.<br>
{{tab}}Delfina drgnęła i mimowoli uchwyciła księcia za rękę.<br>
{{tab}}— Co to jest, pani?<br>
{{tab}}— Przypomnienie, że jestem kobietą.<br>
{{tab}}Książę, zrozumiawszy tę odpowiedź w właściwem znaczeniu, przycisnął natychmiast jej rękę do serca.<br>
{{tab}}Delfina zrzuciła z twarzy maskę, mówiąc:<br>
{{tab}}— Książę! książę! nam się należą śmiałe i przyjazne spojrzenia!.. Uczyń podobnie, abyśmy mogli w rysach {{pp|na|szych}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1066|num=264}}{{pk|na|szych}} twarzy wyczytać te wyrazy, lepiej niż mowa sama malujące nasze serca.<br>
{{tab}}Książę podobnie zrzucił maskę.<br>
{{tab}}Oboje na chwilę umilkli, w tkliwem uniesieniu spoglądając sobie w oczy.<br>
{{tab}}Łzy, które zaraz pokazały się w oczach Delfiny, były najlepszym dowodem, jakby z księciem mogła być szczęśliwą, zarazem ile czyni, wyrzekając go się dla kapitana.<br>
{{tab}}W rysach twarzy księcia także odmalowała się ta bolesna strata, jaką ponosi, poddając się temu przeznaczeniu.<br>
{{tab}}Nagły ten wybuch uczucia oczarował młodą kobietę, tyle czasu gnębioną pociskami nieszczęścia, wpadła w szał, który wziął górę nad wszelakiemi jej zasadami serca, jakie już dotąd objawiała. W tej jednej minucie czuła tylko, że to serce kocha i rzuciła się w objęcia księcia, który ją zaraz przytulił do siebie.<br>
{{tab}}Gdy się to działo, kapitan, jakby nienależący do tego świata, utonął duchem całym, że tak powiemy, w liście, który czytał z trudnem do odmalowania tego stanu zajęciem. Obecny tej scenie między księciem i Delfiną, nie widział jednak nic, jakby wcale nie był świadkiem tej gry uczuć dwojga serc, oddawna sympatyzujących z sobą.<br>
{{tab}}Lecz cóż było, co mu odebrało przytomność w tak stanowczej chwili?<br>
{{tab}}Przeczytajmy wraz z nim list Harlesdinga.
{{f|align=left|lewy=15%|„Kapitanie!}}
{{tab}}„Wiliam Harlesding, ten stary towarzysz przygód twego życia, któregoś widział, jak z płomieni palącego się okrętu Mozarab wskoczył w otchłań morza, dziś, jakby zmartwychwstały, wziął raz jeszcze pióro do ręki i niesie ci ostatnią odpowiedź na zaczepki całych trzydziestu lat naszej znajomości i stosunków.<br>
{{tab}}„Harlesding nie zapomniał aż dotąd, że nosi na twarzy kalectwo, zadane podstępną twoją ręką, i zaprzysiągł ci zemstę, nim sam zejdzie do grobu! Ty, aż dotąd byłeś w tej walce {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1067|num=265}}zwycięzcą — ja, twoim niewolnikiem — dziś obadwaj jedno czymy się w losach tej gry zaciętej i nie różnimy się już od siebie. Dowiedz się, że tej samej chwili upadliśmy obadwaj przed trzecim, potężniejszym od nas dwóch kierownikiem, któremu na imię szatan!.. a ten mówi:<br>
{{tab}}„''Twoja maska na twarzy zatruta jest jadem raka''.<br>
{{tab}}Kapitan jęknął głęboko i chwycił za maskę, aby ją zedrzeć z twarzy, ale sztuczna zaprawa, użyta za wysłanie tej maski, przylgła tak silnie do skóry, iż natychmiast uczuł ból nie do zniesienia.<br>
{{tab}}Zaraz czytać zaczął dalej:<br>
{{tab}}„Gdy to czytasz, minął już czas potrzebny do ratunku od tej strasznej choroby, która mnie dawniej jeszcze, z łaski twojej podłości, uczyniła między ludźmi potworem... Tyś tym niecnym podstępem pozbawił mnie żony — ja, ciebie żony i milionów!<br>
{{tab}}„Tak się mści Harlesding, nikczemniku! Jutro ten anioł cnoty, który miał złożyć ci przy ołtarzu przysięgę wiary i miłości, najpierwszy ucieknie od ciebie, pokaleczonego na twarzy, jak niegdyś uciekła przedemną najpiękniejsza z kobiet na Isl de France, Zacharia Viliote. Przeklinaj ten podstęp, któregoś mnie sam nauczył, mnie podaj rękę, jak przyjacielowi, który wespół z tobą ukończył już tę ucztę, przeznaczoną na zatrucie życia nam obydwóm. Obadwaj nie żyjemy już dla świata.
{{f|align=right|prawy=15%|„Wiliam Harlesding.“}}
{{tab}}Rozpacz kapitana była tak nagłą i okropną, iż na chwilę stał się zupełnie martwym na tę straszną wiadomość, lub podobny do obłąkanego, wydał tylko z pod maski głośny i pełny ironii śmiech, który zadziwił księcia i Delfinę, nie pojmujących jego znaczenia.<br>
{{tab}}Wyjawić tu przecie należy, że Delfina żadnego w podstępie {{Korekta|Harlesdinka|Harlesdinga}} nie miała udziału. Ślepo spełniająca czyn pojednania obu, nie domyślała się nigdy, że ten, który ją do {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1068|num=266}}tego zniewolił, był jeszcze tym samym nikczemnym zdrajcą, dla dopięcia swojej zemsty na kapitanie.<br>
{{tab}}Nagle wpadła do gabinetu Eleonora, w stanie najokropniejszego przerażenia. W drżącej ręce trzymała jakiś list — drugą usiłowała zedrzeć z swojej twarzy maskę; ale podobnież jak i ojcu, przykry zapewne i dokuczliwy ból nie pozwalał tego uskutecznić.<br>
{{tab}}— Ojcze mój, ojcze! — zawołała prawie z rykiem — jestem zatrutą na twarzy!.. ratuj mnie! ratuj!<br>
{{tab}}Potem wyrzekłszy z zaciętością imię margrabiny de Francpatie, rzuciła ze wstrętem list, który był tej samej treści, co Harlesdinga.<br>
{{tab}}Kapitan uczynił podobnież ze swoim i przez to natychmiast zrozumieli się — córka z ojcem.<br>
{{tab}}— Oboje więc już nie żyjemy dla świata! — zawołała, rzucając się w jego ramiona.<br>
{{tab}}— Nam tylko pozostaje skonać w swoich objęciach! Podobni do opętanych, przez kilka chwil wydawali dzikie i niezrozumiałe okrzyki z pod masek, które wzajem usiłowali zedrzeć z swoich twarzy<ref>Piekielny ten podstęp, znany byt pod nazwiskiem masek arabskich^ których sposób przyrządzania był tajemnicą niektórych pokoleń tego ludu puszcz {{Korekta|afryki|Afryki.}} Zasadą ich były części balsamiczno-żywiczne, które za przylgnieniem do ciała, tylko wraz z skórą odjęte być mogły. Do tych to części, złośliwi szarlatani, zwykli mieszać rozmaite zarody skórnych chorób, zdolnych do zaszczepienia. Dzisiaj, już ten barbarzyński podstęp podobnych masek zaginął.</ref>.<br>
{{tab}}Książę i Delfina przerażeni, przybiegli zaraz na pomoc nieszczęśliwym ofiarom tej zemsty.<br>
{{tab}}Lecz najpierwsze wyrazy kapitana do Delfiny były:<br>
{{tab}}— Żegnam cię na zawsze, aniele ziemski, Już więcej ten wyrodek, któregoś zaślubić miała, nie zatruje dni {{pp|prze|znaczonych}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1069|num=267}}{{pk|prze|znaczonych}} ci od Boga do szczęśliwości!.. Z potwora serca i duszy, zostałem potworem ciała!..<br>
{{tab}}A wskazując ręką na księcia, dodał:<br>
{{tab}}— Książę! pozostań ojcem i przyjacielem tej, która obok mnie, miała spędzić resztę życia jak męczennica!.. Błogosławieństwo dla was od Rappineta!<br>
{{tab}}Książę Topor, wzruszony boleścią kapitana, z świętą rezygnacyą odpowiedział:<br>
{{tab}}— Módl się i kochaj świat, na którym spełniłeś kielich gorzkich zawodów, a podobnie nam, dziś uszczęśliwionym powtórzysz: ''Tu devicto mortis oculo, aperuisti credentibus regna caelorum''.<br>
{{tab}}Po tych słowach, raz jeszcze przycisnął Delfinę do serca, wznosząc oczy do góry.<br>
{{tab}}W kilka dni, po rozwiązaniu się tego dramatu, w jednym z najnowszej budowy kościołów w Paryżu — św. Magdaleny, przy bulwarze tegoż nazwiska, odbył się obrzęd zaślubin księcia Topor Płonińskiego z Delfiną, wdową po hrabi Omirskiem — a nazajutrz uszczęśliwiona para wraz z rodziną, to jest: ojcem, matką i bratem żony opuściła stolicę Francyi, wracając do Polski.<br>
{{tab}}W cztery lata szczęśliwi małżonkowie powzięli wiadomość z pism w Warszawie, że Wiliam Harlesding i kapitan Rapinnet spotkali się raz jeszcze na jednej z wysp francuskich — Guadalupie.<br>
{{tab}}Obadwaj, jednym rodzajem kalectwa na twarzach oszpeceni, na widok siebie, rozżarzyli w sercach ten sam płomień nienawiści i zemsty i w otwartej z sobą wojnie postanowili szukać jeszcze ulgi w zadaniu śmierci zręczniejszy słabszemu — ale Bóg nie dozwolił już doczekać żadnemu z nich tryumfu.<br>
{{tab}}Zakończyło wszystko trzęsienie ziemi, które zniszczyło zarówno piękne miasto Point-a-pitre na tej wyspie jak i jego mieszkańców.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1070|num=268}}{{tab}}Z gruzów wydobyci, obaj wrogowie, mieli w kieszeniach swoich świeżo napisane listy, z których powziąć można było wiadomość, że korespondowali, przesyłając je do Europy.<br>
{{tab}}Wiliam Harlesding, za pośrednictwem margrabiny de Francpatie, przekazywał jej rodzaj Vendetty, mającej w nieskończone pokolenie mścić się na potomstwie Eleonory, która jednak srodze dotknięta ciosem, jaki jej wydarł piękność ciała, dostała pomieszania zmysłów i skończyła nędznie w szpitalu obłąkanych w Paryżu.<br><br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1071|num=269}}<section begin="epilog"/>{{c|{{Rozstrzelony|EPILO}}G.|w=130%|po=12px}}
{{---|60|przed=12px|po=12px}}<section end="epilog" />
<section begin="X" />{{c|'''I.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|'''Folwark Vives-Eaux<ref>Epilog ten przypomina zakończenie „Żyda Wiecznego Tułacza“, jest niejako jego naśladowaniem, a zarazem wytłomaczeniem postaci Rodina dla tych, którzy romansu Eugeniusza Sue nie czytali: epilog niniejszy daje zarazem inne losy dla osób, występujących w „Żydzie Wiecznym {{Korekta|Tułaczu|Tułaczu“}}.
{{f|align=right|prawy=10%|('''''Przyp. Red''.''')}}</ref>.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}W Solonii, jednej z najuboższych prowincyi Francyi, leży folwarczek ''Vives-Eaux'', nader skromna zagroda wiejska.<br>
{{tab}}Tu schronienie na małej kolonijce znalazł stary weteran napoleoński, zacny Dagobert, z żoną swą, Franciszką, tu pracuje sympatyczny i dziarski Agrykola z żoną swą Anielą, tu przy nich mieszka poczciwa Garbuska, tu wreszcie z nimi razem przebywa jakby proboszcz tych bogobojnych mieszkańców, kapłan wzorowy, ksiądz Gabryel Rennepont.<br>
{{tab}}Słońce miało się już ku zachodowi, niebo jak najpogodniejsze, powietrze wiosenne napełnione wonią rozkwitłego głogu, który od rzeczki stanowił ogrodzenie dziedzińca.<br>
{{tab}}Pod wielką gruszą, przytykającą do muru stodoły, siedział na ławce kamiennej ksiądz Gabryel.<br>
{{tab}}Co wieczór zbierali się tu mieszkańcy zagrody, więc jakby na nich oczekiwał.<br><section end="X" /> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1072|num=270}}{{tab}}Jak dawniej tak i teraz otaczał jego postać wdzięk i powaga prawdziwego sługi boskiego. Na twarzy jego rozlana była łagodność i cierpliwość anielska — ideał kapłana wiejskiego.<br>
{{tab}}Na czole jego widać było promienistą obwódkę, na rękach znaki po przebiciu, — były to ślady blizn męczeńskich, pozostałe wspomnienia po mękach, zadanych przez dzikich indyan odważnemu braciszkowi nauki Chrystusa.<br>
{{tab}}Gabryel modlił się.<br>
{{tab}}Wtem małą furtką w ogrodzeniu wszedł mężczyzna podeszłego wieku... Wąs jego siwy, i również posiwiałe faworyty i wejrzenie marsowate, nadawały jego postawie wygląd wojaka i stanowiły sprzeczność z grubą bluzą szarą płócienną i z łykowemi na stopach trepciami.<br>
{{tab}}Szedł z pola, od roboty, ale jakoś bardziej zadumany, niż zmęczony, a przy nim biegło stare psisko czarne, także zamyślone, jak i jego pan.<br>
{{tab}}Ukłonił się nizko słudze kościoła i głęboko westchnął.<br>
{{tab}}Był to Dagobert, dawny żołnierz, mąż Franciszki Baudin.<br>
{{tab}}Pies wabił się Ponury.<br>
{{tab}}Obaj przeszli dziedziniec — Dagobert i Ponury — i weszli pod strzechę.<br>
{{tab}}Gabryel modlił się ciągle i jeszcze goręcej.<br>
{{tab}}Słońce na niebie zachodziło coraz bardziej.<br>
{{tab}}Niezadługo drzwi furtki w płocie skrzypnęły znowu na drewnianych zawiasach i na podwórzu ukazał się piękny, dzielny mężczyzna, którego cała postać jakby oddychała prawością szlachetnej duszy.<br>
{{tab}}To Agrykola.<br>
{{tab}}Rękę miał wspartą na jarzmie, pod którem uginały swe silne karki dwa piękne czarne woły.<br>
{{tab}}Zaraz naprzeciw niego wybiegła z chatki młoda kobieta o twarzy ślicznej i świeżej, żona Agrykoli, Aniela, z dzieckiem na ręku.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1073|num=271}}{{tab}}Ągrykola uścisnął ją natychmiast i dziecko.<br>
{{tab}}Potem, spojrzawszy na siedzącego kapłana, zdjął z uszanowaniem kapelusz słomiany i ukłonił się przed nim, {{Korekta|westchnąwssy|westchnąwszy}} również jak i ojciec, następnie wprowadził woły do małej stajenki, a po chwili wraz z Anielą udał się do zagrody.<br>
{{tab}}Gabryel jeszcze się modlił na ławce; dokoła niego roztaczał się miły, cichy wieczór, woń dzikich kwiatów, roślin i drzew, którą jakby słodkim oddechem tchnął każdy powiew wieczornego powietrza; dokoła panowała głęboka cisza, samym tylko chyba mącona szmerem bieżącego tuż przy folwarczku strumienia.<br>
{{tab}}Po chwili jednak samotność kapłana ustała.<br>
{{tab}}Przed chatą pokazała się Franciszka Baudin, której twarz, za spojrzeniem na Gabryela, pokryła się oznaką czci głębokiej, religijnej, nieco fanatycznej.<br>
{{tab}}Za nią Agrykola i Aniela wynieśli z chaty prosty stół dębowy, nakryty lśniącym obrusem, postawili przed Gabryelem i naznosili na stół sporo naczyń glinianych i drewnianych, prostych, ale czystych.<br>
{{tab}}Gabryel odłożył brewiarz obok siebie na ławkę i mile spojrzał na Franciszkę, zapraszającą go do wieczerzy.<br>
{{tab}}Wkrótce nadszedł i Dagobert, a za nim nadbiegł Ponury.<br>
{{tab}}Dawny żołnierz przebrał się już w inny strój i przypiął do piersi czerwoną wstążeczkę, która mu przypominała pola bitew i ostatnie strzały pod Waterloo.<br>
{{tab}}Na kilku krzesełkach z plecionej trzciny zasiedli towarzysze tej skromnej wieczerzy.<br>
{{tab}}A wnet potem ukazała się jeszcze jedna osoba, która z izby wyniosła dymiące parą naczynie.<br>
{{tab}}Ułomna, ale niezmiernie sympatycznej twarzy, rozpromienionej przytem jawną pogodą duszy — Garbuska.<br>
{{tab}}Franciszka ponalewała talerze gorącą zupą mleczną, i w milczeniu zaczęto spożywać wieczerzę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1074|num=272}}{{tab}}— Powiedz nam, synu kochany — odezwała się Franciszka do Gabryela — dlaczego dziś bardziej jesteś zamyślony, milczący, niż kiedykolwiek? Dawniej, co wieczór, swoją mową dodawałeś nam otuchy i siły do znoszenia naszej niedoli?<br>
{{tab}}— Dobra matko — odrzekł łagodnie — dziś poświęciłem myśli swe innym nieszczęśliwym... Nasza Solonia jest tak ubogą prowincyą, tyle w niej biednych ludzi, nieszczęśliwych, skazanych na cierpienia i nędzę.<br>
{{tab}}— O! to prawda, Gabryelu! Ale czyż my sami ubodzy, możemy im w czemkolwiek {{Korekta|dopomódz?.!|dopomódz?!..}} Co innego, gdybyś ty miał ten olbrzymi majątek, który wydarli ci intrygami swemi Jezuici.<br>
{{tab}}Na to wspomnienie, Dagobert gwałtownie położył łyżkę na stole i zawołał szorstko:<br>
{{tab}}— A! przestań, Franciszko, o Jezuitach, nam potrzeba spokoju po pracy, a sama nazwa ta odbiera mi apetyt i humor.<br>
{{tab}}— A mnie przypomina Rodina! — dodał Agrykola.<br>
{{tab}}— Masz tobie! ot i po całej mej wieczerzy! — jeszcze głośniej wykrzyknął stary żołnierz, odsuwając swój stołek od stołu. — Po co, u licha, jeszcze gadać o tym przeklętym Rodinie...<br>
{{tab}}— Nie gniewaj się, mój drogi Dagobercie — podchwyciła Franciszka — bierz przykład z Gabryela... Jego twarz niczem się nie zachmurzy... a przecież on ma większe prawo nienawidzieć tego człowieka.<br>
{{tab}}— Tak, kochany ojcze — odezwał się Gabryel — czyż nigdy nie będę mógł cię przekonać, że cała nasza zasługa polega na tem, abyśmy zarówno kochali naszych przyjaciół, jak nieprzyjaciół.<br>
{{tab}}— Ja jestem żołnierzem i nie przebaczam nikomu... O! biedna Różo i Blanko, czyż mogę was więcej czem pomścić, niż nienawiścią dla pamięci tego łotra Rodina i całego zakonu Jezuitów!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1075|num=273}}{{tab}}— Albo Franciszek Hardy, ów przemysłowiec z Plessis! — odezwał się Agrykola — ten zacny człowiek, w którego fabryce pracowało tylu robotników, czyż i on nie padł ofiarą niegodziwości Rodina? A panna Adryanna de Cardoville, ta szlachetna pani, którą tenże łotr wtrącił do grobu. Wszak i ty jej żałujesz, Garbusko?<br>
{{tab}}— O! ja tę dobrą panię bardzo kochałam — odpowiedziała nieśmiało zagadnięta. — Ile razy jednak ją sobie przypominam, zawsze wydaje mi się dziwnem, że ta dostojna dziewica spokrewniona była i z księdzem Gabryelem, a nawet z Jakóbem, kochankiem siostry mojej Cefizy.<br>
{{tab}}— Ba! nawet z księciem Dżalmą indyaninem — podchwycił Agrykola — to rzecz szczególna — tylko ojciec nasz mógłby wytłomaczyć to osobliwe pokrewieństwo i całą historyę tej rozgałęzionej rodziny.<br>
{{tab}}Dagobert, oparty o pobliskie drzewo, milczał, smutek jego zarazem wskazywał, iż te wszystkie wspomnienia są dlań bardzo bolesne.<br>
{{tab}}— O! lepiej, kochany bracie — odezwał się Gabryel — nie badaj tej tajemnicy, bo gotóweś bardziej jeszcze zapalić się nienawiścią do ludzi.<br>
{{tab}}— A ileż to razy mówiłeś mi, Gabryelu, że my tu, na folwarku tym, powinniśmy mieć jedno serce. Paryż i zgiełk światowy pozostawiliśmy zdała od siebie. Cóż więc na tem możemy stracić, jeżeli poznamy złe i dobre, tem bardziej, że wszyscy, jak tu jesteśmy, braliśmy udział w owych wydarzeniach.<br>
{{tab}}— Prawdę mówisz, bracie, ale obawiam się, abyś bardziej niż ja nie wierzył moim domysłom.<br>
{{tab}}— A więc ciebie oburzają tylko domysły, a nie fakty?<br>
{{tab}}— Jedna część tej historyi pozostała dla nas głęboką tajemnicą, druga zaś zupełnie jest ci znana.<br>
{{tab}}— Zatem powiedz, czego się domyślasz.. Kolacyę już kończymy, a do nocy jeszcze daleko.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1076|num=274}}{{tab}}Dagobert znowu przystąpił do stolika, jakby również chciał wziąć udział w opowiadaniu.<br>
{{tab}}— Więc usłyszymy nareszcie tę ciekawą historyę — rzekły jednocześnie Aniela, Garbuska i Franciszka.<br>
{{tab}}— Tak — odezwał się stanowczym głosem Dagobert. — A ponieważ Gabryel nie zna różnych szczegółów, które mnie są wiadome, a znów dla mnie mogą być obce różne inne wiadomości, więc czy chcesz, Gabryelu, ażebyśmy sobie wzajemnie pomagali w tem {{Korekta|opowiadaniu|opowiadaniu.}}<br>
{{tab}}— Wola twoja, ojcze, i wola ich jest moją — odpowiedział skromny kapłan, kładąc ręce na piersiach. — Skończmy zatem wieczerzę.<br>
{{tab}}I wszyscy zajęli się posiłkiem.<br>
{{tab}}Wtem zaskrzypiały małe wrota w płocie z tarniny, ogradzającym folwarczek.<br>
{{tab}}Ponury zawarczał.<br>
{{tab}}— Któż to być może, moi przyjaciele? — przemówił Gabryel, spoglądając ku tej stronie — sąsiedzi rzadko nas odwiedzają, a ubodzy nigdy nie znajdują wsparcia w Solonii, bo cała Solonia jest siedzibą ubóstwa i niedostatku... A jednak — dodał, wpatrując się w roztwierane wrota — żebrak przybywa do naszej zagrody.<br>
{{tab}}— Żebrak — powtórzyli wszyscy, smutnie spoglądając na wchodzącego.<br>
{{tab}}Człowiek, który się ukazał, przedstawiał istny obraz straszliwej nędzy.<br>
{{tab}}Ubiór jego składał się z podartej, poszarpanej na kawałki opończy... która jakby już opadała z wynędzniałego ciała.<br>
{{tab}}Bosy, z głową obnażoną, chudy prawie do kości, wyglądał jak szkielet.<br>
{{tab}}Na twarzy malowała się głęboka boleść.<br>
{{tab}}Ledwie ustać mógł na osłabionych nogach, całem ciałem zwieszał się na sękatym kiju.<br>
{{tab}}Zaledwie wszedł odezwał się cichym i pokornym głosem:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1077|num=275}}{{tab}}— Błogosławieni, którzy kochają nieprzyjaciół swoich.<br>
{{tab}}— Kto jesteś, nieszczęśliwy, i czego potrzebujesz w domu ubogich? — zapytał Gabryel.<br>
{{tab}}— Wsparcia — odpowiedział.<br>
{{tab}}— Gabryelu — rzekła Franciszka — ten człowiek jest uboższym od nas wszystkich, podzielmy się z nim wieczerzą.<br>
{{tab}}— Alboż nie powiedziano jest chrześcianom, że nawet ostatkiem dzielić się należy z braćmi? Ja pierwszy ustępuję mu moją resztę.<br>
{{tab}}— O! jeszcze się znajdzie na folwarku tyle, aby to wystarczyło dla jednego więcej — wtrącił Dagobert, dziwnie wpatrując się w twarz zbliżającego się do stołu.<br>
{{tab}}A za Dagobertem wszyscy inni skierowali na żebraka przenikliwe spojrzenia.<br>
{{tab}}I każdemu zdawało się, że już twarz tę gdzieś widział, nikt jednak nie mógł sobie przypomnieć w jakich okolicznościach.<br>
{{tab}}Żebrak, wziąwszy podane mu naczynie z jedzeniem, usiadł na kamieniu w pobliżu obory i zaczął spokojnie spożywać ofiarowany mu litościwie posiłek.<br>
{{tab}}— O! nie, mój przyjacielu — przemówił, widząc to Gabryel. — Na folwarku naszym niema pychy w sercu... siądź z nami przy tym stole i jedz.<br>
{{tab}}A Garbuska pobiegła natychmiast do izby i przyniosła krzesło dla biedaka.<br>
{{tab}}Żebrak usiadł między Gabryelem i Dagobertem, który jakby nie bardzo był z tego zadowolony, bo właśnie miano rozpocząć opowiadanie.<br>
{{tab}}Ale ksiądz Gabryel odgadł tę jego myśl i dodał:<br>
{{tab}}— Jedna myśl i jedno serce u tych, co jedzą przy tym stole.<br>
{{tab}}I tak mówić zaczął.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1078|num=276}}{{c|'''II.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Historya rodziny Renneponta.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}— Około roku 1670 Maryusz Rennepont, na kilka lat przed śmiercią swoją podróżując po Portugalii, pewnego razu uwolnił biednego żyda, skazanego przez inkwizycyę na spalenie na stosie.<br>
{{tab}}Żyd ten nazywał się Izaak Samuel i trudnił się handlem w Lizbonie.<br>
{{tab}}Wybawca nie żałował swego dobrodziejstwa: Izaak, przejęty wdzięcznością, postanowił życie swoje całe poświęcić na jego usługi.<br>
{{tab}}Maryusz Rennepont posiadał na ówczas dość znaczne dobra we Francyi; ocenił w uratowanym żydzie pracowitość, spryt i zarazem uczciwość, zabrał go z sobą do kraju i powierzył mu zarząd całego swego majątku.<br>
{{tab}}W niedługim jednak czasie zmieniły się losy Rerineponta.<br>
{{tab}}Oskarżyli go o heretyzm jezuici, dobra jego uległy konfiskacie i na własność oddane zostały zgromadzeniu jezuickiemu.<br>
{{tab}}Po tym wstępie, opowiedzianym przez Gabryela, przysunęli się wszyscy do niego z zaciekawieniem, ażeby nic nie stracić ze słów jego.<br>
{{tab}}Żebrak zaś wzrok wlepił w ziemię, jak gdyby nie śmiał oczu podnieść na obecnych, słuchał jednak uważnie, co chwila smutnie kiwając {{Korekta|głową|głową.}}<br>
{{tab}}— Więc Maryusz Rennepont doprowadzony został do nędzy? — przerwała Franciszka, dokładając machinalnie jedzenia żebrakowi.<br>
{{tab}}— Nie, bo potrafił jeszcze ukryć cząstkę swojego mienia, nawet nie tak małą, gdyż pięćdziesiąt tysięcy talarów w złocie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1079|num=277}}{{tab}}— O! mój Boże! pięćdziesiąt tysięcy talarów — powtórzyła. — Jakaż to wielka suma!.. Mógł zatem żyć swobodnie i szczęśliwie.<br>
{{tab}}— A jednak uczynił zgoła inaczej, gdyż przywołał do siebie Izaaka i całą sumę złożył na jego ręce.<br>
{{tab}}— Darował mu resztki swego majątku?<br>
{{tab}}— Z pewnem wszakże zobowiązaniem.<br>
{{tab}}— Słuchamy cię, synu.<br>
{{tab}}— Ów żyd, sługa wierny i uczciwy, otrzymał od niego polecenie, aby pieniędzmi temi prowadził interesa procentowe i wekslowe, i powinność tę przekazał swoim dzieciom, tak, ażeby fundusz, w ten sposób obracany, wzrastał wciąż przez lat sto pięćdziesiąt. Wszak znacie dobrze dom nr. 3 przy ulicy św. Franciszka w Paryżu?<br>
{{tab}}— O! któżby zapomniał! — odrzekł Dagobert ponuro.<br>
{{tab}}— Otóż dom ten był niegdyś własnością Maryusza Renneponta i Izaak Samuel objął go dla zarządzania, a po śmierci tego pierwszego zarządzcy objął po nim ten święty obowiązek syn jego Lewi, a potem wnuk Dawid, który jeszcze zarządzał tym domem w roku 1832.<br>
{{tab}}— Widzieliśmy go obadwaj, synu, nieprawdaż? — przemówił Dagobert — było to w dniu 13 lutego. Tak, Dawid Samuel, a żona jego Betsabe, znać poczciwi ludziska!.. Oni to wraz ze swymi współwyznawcami potrafili pieniędzmi temi obracać tak umiejętnie i skrycie, iż nikt nie pomyślał, aby tak ogromne skarby znajdować się mogły w tym domu, pod ich słabą opieką Ilekroć przypomnę sobie, że tam, w tym domu, złożone było dwieście dwanaście milionów sto siedmdziesiąt pięć tysięcy franków, ochota mnie bierze zakląć.<br>
{{tab}}— Jakto, mój mężu!.. taka suma wielka uzbierała się w ciągu lat stu pięćdziesięciu?<br>
{{tab}}— Tak jest moja matko — odpowiedział Gabryel — i to przy procencie, nie wyższym nad pięć od sta, gdyż takie było zastrzeżenie samego spadkobiercy... Fundusz ten mógłby być {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1080|num=278}}jeszcze znacznie większym, ale ileż to przeszkód w ciągu tego czasu, ile przerw w czasach wojen, rozruchów, upadku kredytu państwowego i bankructw banków prywatnych!<br>
{{tab}}— Alboż nie dosyć, mój synu, i tej tak ogromnej sumy. O, mój Boże! wszak to cała Solonia mogłaby się przy tych {{Korekta|pieniędzach|pieniądzach}} zamienić w najbogatszą i najszczęśliwszą prowincyą Francyi!.. Ale nie powiedziałeś nam, jaki był cel tego majątku.<br>
{{tab}}— Aby go oddać z czasem sukcesorom.<br>
{{tab}}— Czy on miał syna?<br>
{{tab}}— Tak... ale syn ten został zabity... Maryusz Rennepont miał jednak liczną rodzinę, rozproszoną po świecie, i dla niej właśnie przekazał cały ten majątek... Posiadam nawet kopię jego testamentu, zapewniającego odbiór pieniędzy spadkobiercom... Chowałem dokument od roku 1832, ponieważ nigdy nie mogę zapomnieć, że i ja jestem prawym potomkiem Maryusza Rennepont.<br>
{{tab}}I, domówiwszy tych słów, wziął do ręki brewiarz, leżący obok na ławeczce, roztworzył i wyjął z niego papier, złożony w kilkoro.<br>
{{tab}}— Przeczytaj nam, przeczytaj, prosimy cię, kochany bracie! — odezwał się Agrykola. — Czas już, żebym i ja coś zrozumiał z tej historyi, do której także należałem.<br>
{{tab}}— Posłuchajcie więc, przyjaciele — odrzekł Gabryel — tembardziej, że testament mieści w sobie bardzo dużo zajmujących i nauczających rzeczy.<br>
{{tab}}Wszyscy jeszcze bardziej zbliżyli się do Gabryela.<br>
{{tab}}Tylko żebrak, ciągle w ziemię wpatrzony, wydawał się martwym świadkiem tych opowiadań.<br>
{{tab}}A jednak baczne oko z łatwością dostrzedzby mogło tysiącznych zmian w wyrazie jego twarzy, będących jakby odbiciem uczuć jego ducha.<br>
{{tab}}Gabryel zaczął czytać:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1081|num=279}}{{c|„''Wieś Villetaneuse, dnia 13 lutego 1682 r''.}}
{{tab}}„Śmierć dobrowolna ocalić mnie ma od hańby galer, na które skazali mnie nieprzyjaciele mojej rodziny, jako odszczepieńca.<br>
{{tab}}„A wreszcie... nieznośne mi jest życie od czasu, jak syn mój padł ofiarą tajemnej zbrodni.<br>
{{tab}}„Umarł, mając lat dziewiętnaście... biedny Henryk... nieznani są jego zabójcy... nie... niezupełnie nieznani... jeżeli uwierzyć mam memu przeczuciu...<br>
{{tab}}„Chcąc zachować dla tego dziecka majątek, udałem, że się wyrzekam protestantyzmu... Dopóki żyło to kochane dziecko, dopełniałem ściśle na pozór katolickich obrządków... Oburzało mnie wprawdzie to oszukaństwo, ale chodziło o syna...<br>
{{tab}}„Przymus ten stał się dla mnie nieznośnym... od czasu, jak mi zgładzono ze świata syna... śledzono wszystkie me kroki; zostałem oskarżony i osądzony, jako odszczepieniec... mój majątek skonfiskowano, a ja skazany zostałem na galery.<br>
{{tab}}„O! w jakże okrutnych żyjemy czasach!<br>
{{tab}}„Nędza i niewola! krwawy despotyzm i religijna nietolerancya... Ach! miło mi jest rozstać się z takiem życiem... Nie widzieć tylu nieszczęść, nie czuć tylu boleści, żalu... jaki spokój! A za kilka godzin używać będę tego spokoju...<br>
{{tab}}„Tak, trzeba pomyśleć o krewnych, którzy żyją, albo raczej o tych, którzy żyć będą... w lepszych może czasach...<br>
{{tab}}„Suma, pięćdziesiąt tysięcy dolarów wynosząca — depozyt, powierzony przyjacielowi — pozostała mi z tylu dóbr moich...<br>
{{tab}}„Nie mam już syna... ale mam wielu krewnych, wygnanych, rozproszonych po Europie.<br>
{{tab}}„Suma ta, pięćdziesiąt tysięcy talarów, podzielona między wszystkich krewnych, bardzo małym byłaby dla nich zasiłkiem. Inaczej więc nią rozporządziłem.<br>
{{tab}}„A w tem trzymałem się rady bardzo mądrego człowieka... którego szanuję głęboko.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1082|num=280}}{{tab}}„Dwa razy w mem życiu widziałem tego człowieka, i to w nader okropnych okolicznościach... dwa razy winien mu byłem moje ocalenie... raz ocalenie ciała, drugi ocalenie mej duszy.<br>
{{tab}}„Niestety!.. byłby on może ocalił moje dziecko, ale przybył zapóżno... zapóźno...<br>
{{tab}}„Nim się odemnie oddalił, chciał, abym cofnął moje postanowienie samobójstwa... gdyż wiedział o wszystkiem; lecz głos jego był za słaby; zanadto cierpiałem, za wiele czułem żalu i byłem zniechęcony.<br>
{{tab}}„Rzecz niepojęta!!.. kiedy się dobrze przekonał o mojem postanowieniu odebrania sobie życia, pomimowolnie wyrwało się z ust jego słowo, które uwierzyć mi kazało, że zazdrościł mi mego losu... mej śmierci...<br>
{{tab}}„Czyliż on więc skazany jest, aby żył wiecznie?..<br>
{{tab}}„Tak... pewno się sam na to skazał, aby mógł być użytecznym, pomocnym dla ludzkości... a przecież cięży mu życie; słyszałem bowiem, jak pewnego dnia w rozpaczy mówił, czego nigdy nie zapomniałem... „Ach! życie... życie... któż mnie od niego uwolni?“ — Czyliż więc życie jest mu ciężarem?<br>
{{tab}}„Oddalił się, ostatnie jego słowa to we mnie sprawiły, że spokojnie sobie śmierć wyobrażam...<br>
{{tab}}„Jemu to winienem, że śmierć moja nie będzie bezowocna.<br>
{{tab}}{{Korekta|Jemu|„Jemu}} to należy się wdzięczność, że niniejsze słowa, napisane przez człowieka, który za kilka godzin żyć przestanie, wydadzą może coś wielkiego za półtora wieku; oh! tak, coś wielkiego, coś szlachetnego!.. jeżeli ściśle wypełnią moją wolę moi potomkowie, tak jest, moi krewni potomkowie, bo do nich zwracam moją niniejszą mowę.<br>
{{tab}}„Żeby zrozumieli i ocenili moje ostatnie życzenia, które im niniejszem objawiam... i o których spełnienie proszę ich, ich... co są jeszcze tam, dokąd ja teraz powracam, potrzebą, żeby poznali prześladowców mej rodziny, iżby mogli pomścić swych przodków, ale pomścić w szlachetny sposób.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1083|num=281}}{{tab}}„Mój dziad był katolikiem, idąc nie tyle za religijną gorliwością jak za przewrotnemi radami, połączył się, chociaż świecki, z towarzystwem, którego potęga była zawsze równie straszną jak tajemniczą: z towarzystwem Jezuitów.<br>
{{tab}}„Po kilku latach, w których nie przestawał dawać dowodów najzupełniejszego poświęcenia dla tego towarzystwa, okropne odkrycia nagle oświeciły go o ukrytym celu, jaki miało to towarzystwo, i o środkach, jakiemi do niego dążyło.<br>
{{tab}}„Było to roku 1610, na miesiąc przed zabiciem Henryka IV-go.<br>
{{tab}}„Mój dziad, przerażony tajemnicą, jakiej mimowolnie stał się powiernikiem, a której znaczenie uzupełniło się śmiercią najlepszego króla, nietylko zerwał wszelkie stosunki z jezuitami, ale nadto, jak gdyby cały katolicyzm wydał mu się odpowiedzialnym za zbrodnie tego towarzystwa, porzucił wyznanie rzymskie i został protestantem.<br>
{{tab}}„Niezaprzeczone dowody, świadczące o wspólnictwie dwóch członków tego towarzystwa z Ravaillac’em, wspólnictwie równie dowiedzionem w czasie zbrodni Jana Chatêl, królobójcy, znajdowały się wówczas w ręku mego dziada.<br>
{{tab}}„Taka to była pierwsza przyczyna zajadłej nienawiści Jezuitów przeciwko naszej rodzinie. Bogu niech będą dzięki, papiery te dobrze zostały zachowane; mój ojciec przekazał mi je, i jeżeli ostatnia moja wola zostanie wykonaną, znajdą się te papiery pod znakiem A. M. C. D. C., w kufrze hebanowym, w żałobnej sali, przy ulicy Św. Franciszka.<br>
{{tab}}„Mój ojciec także wystawiony był na skryte prześladowania; jego upadek, a może i śmierć, byłyby ich skutkami, gdyby nie pośrednictwo anielskiej kobiety, dla której on zachował miłość niemal religijną.<br>
{{tab}}„Portret tej kobiety, którą znowu widziałem przed kilku laty, równie jak portret mężczyzny, dla którego mam cześć najwyższą, odmalowane zostały przezemnie na pamiątkę, i umieszczone są w czerwonym salonie przy ulicy Św. {{pp|Fran|ciszka}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1084|num=282}}{{pk|Fran|ciszka}}. Obadwa, jak się spodziewam, będą dla potomków mej rodziny przedmiotem wdzięcznej czci.<br>
{{tab}}„Takich prześladowań ze strony Jezuitów była przedmiotem moja rodzina.<br>
{{tab}}„Towarzystwo to posiada teraz, skutkiem konfiskacyi, zabrane mi dobra. Ja umrę... Oby jego nienawiść zagasła z moją śmiercią, i oby wolną była nadal od jego pocisków moja rodzina... której los w tej uroczystej chwili jest moją jedyną, ostatnią myślą.<br>
{{tab}}„Dziś rano wezwałem tu człowieka oddawna doświadczonej poczciwości, Izaaka Samuela. On winien mi jest swe życie, i codzień składam dzięki Bogu, że przy jego pomocy mogłem ocalić tak uczciwego, tak zacnego człowieka.<br>
{{tab}}„Nim skonfiskowane zostały moje dobra, Izaak Samuel oddawna już zarządzał niemi równie umiejętnie jak uczciwie. Jemu to powierzyłem sto pięćdziesiąt tysięcy franków, które mi oddał wierny depozytaryusz.<br>
{{tab}}„Izaak Samuel, a po nim jego następcy, którym przekaże ten obowiązek wdzięczności, będą mieli staranie około korzystnego użycia i pomnażania tej sumy doliczaniem procentu aż do upływu stu pięćdziesięciu lat, licząc od dnia dzisiejszego.<br>
{{tab}}„Suma ta, pomnażana tym sposobem, stać się może w owym przeciągu czasu ogromną, i stanowić prawdziwie królewską fortunę... jeżeli wypadki nie staną na przeszkodzie jej wzrostowi.<br>
{{tab}}„Oby potomkowie moi chcieli zrozumieć i usłuchać mych życzeń co do podziału i użycia tej ogromnej sumy.<br>
{{tab}}„W przeciągu stu pięćdziesięciu lat, na nieszczęście, zdarza się tyle zmian, tak się przeistaczają losy następujących po sobie pokoleń rodu, iż prawie z pewnością powiedzieć można, że po upływie półtora wieku, potomkowie moi należeć będą do różnych klas społeczeństwa i stanowić najrozmaitsze ogniwa społeczne.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1085|num=283}}{{tab}}„Znajdą się może między nimi ludzie, obdarzeni wielkiemi umysłowemi zdolnościami, lub wielką odwagą, albo też nader cnotliwi; może tam będą uczeni, imiona sławne w wojnie lub sztukach; może też będą między nimi skromni rzemieślnicy, mieszczanie, a niestety! może także wielcy winowajcy!<br>
{{tab}}„Cokolwiek bądź wypadnie, najgorętszem, najmilszem jest mojem życzeniem, aby wszyscy potomkowie moi zbliżyli się z sobą, żeby utworzyli znowu jednę rodzinę, żeby między sobą wykonywali słowa Zbawiciela, który rzekł: kochajcie się nawzajem.<br>
{{tab}}„To zjednoczenie się zbawienny dałoby przykład... bo zdaje mi się, że ze zjednoczenia, ze zgody i połączenia się z sobą ludzi, wyniknąć powinno przyszłe szczęście ludzkości.<br>
{{tab}}„Zgromadzenie, już od tak dawna prześladujące mój ród, najmocniejszym jest dowodem potęgi stowarzyszenia, nawet w złym celu.<br>
{{tab}}„Jest coś tak płodnego, tak boskiego w tej zasadzie, iż zmusza częstokroć do dobrego najgorsze, najniebezpieczniejsze stowarzyszenia.<br>
{{tab}}„I tak, misye rzuciły wprawdzie nie wiele ale czystego, szlachetnego światła na to skryte towarzystwo Jezuitów... ustanowione w szkaradnym, złośliwym celu, aby, za pomocą zabójczego wychowania, niszczyć wszelką wolę, wszelką myśl, wszelką samoistność, wszelkie pojęcie w ludach, aby je drżące, zabobonne, zdziczałe i bezbronne uginać pod swoim moralnym despotyzmem.<br>
{{tab}}„Jeżeli zgromadzenie bezecne, ugruntowane na poniżeniu człowieka, na bojaźni, na despotyzmie, obciążone przekleństwy ludów, przeżyło wieki i częstokroć rządziło światem przez podejście i postrach... czegoby nie zdołało zdziałać towarzystwo, postępujące w duchu ewangelicznej, braterskiej miłości, które miałoby na celu uratowanie człowieka od poniżenia i zepsucia, przyłożenie się do szczęścia tych, co na ziemi znali tylko same cierpienia, niedostatek i pracę — któreby zamierzyło oświecić skażonych przez ciemnotę, ułatwić {{pp|swo|bodnę}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1086|num=284}}{{pk|swo|bodnę}} i rozumne rozwijanie się wszelkich uczuć, któremi Bóg w swojej nieskończonej mądrości i niewyczerpanej dobroci obdarował człowieka, jako najsilniejszemi dla jego szczęścia środkami; któreby dążyło do pielęgnowania wszystkiego, co od Boga pochodzi... miłości równie jak macierzyńskiego uczucia, siły równie jak rozumu, piękności równie jak geniuszu; obudzając w ludziach prawdziwą wiarę i głęboką wdzięczność dla Stwórcy; dając im pojęcie o wspaniałości natury i czyniąc ich godnymi uczestnikami jej skarbów?...“<br>
{{tab}}„Oh! jeżeli dozwoli niebo, ażeby po upływie półtora wieku potomkowie mej rodziny, wierni ostatniej woli życzliwego ludzkości serca, połączyli się tym sposobem w świętą społeczność!<br>
{{tab}}„Jeżeli dozwoli niebo, aby między nimi znalazły się dusze miłosierne, litujące się nad wszystkiem, co cierpi, dusze wzniosłe, serca pełne zapału i szlachetne charaktery przedsiębiercze; kobiety, łączące w sobie piękność, dowcip i dobroć — jakże płodne, jak potężne byłoby to harmonijne zjednoczenie wszystkich wyobrażeń, wszystkich wpływów, wszystkich sił, wszystkich tych wzajemnych skłonności około tej królewskiej fortuny, która, stowarzyszeniem w jedność połączona i mądrze rządzona, dozwoli urzeczywistnić najpiękniejsze utopie.<br>
{{tab}}„Jakieżby to było ognisko bujnych szlachetnych myśli! jakież to mogłyby wytryskać zbawienne, ożywcze promienie z tego źródła miłosierdzia i miłości.<br>
{{tab}}„Ileżby dać tu można było wspaniałych, wzniosłych przykładów światu. Jakież boskie posłannictwo! Nakoniec jak silny mogłaby nadać dla dobra ludzkości popęd rodzina, tak zjednoczona, tak potężnemi rozrządzać mogąca środkami działania!<br>
{{tab}}„I wtedy takie w dobrym celu zjednoczenie byłoby zdolne zwalczyć zgubne towarzystwo, którego ja jestem ofiarą, a które może po upływie półtora wieku nic jeszcze nie straci ze swej strasznej władzy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1087|num=285}}{{tab}}„A wtedy po tem dziele ciemnoty, ucisku i złości, które ciążą nad światem, moi potomkowie będą mogli okazać dzieło światła, dobra i szczęścia.<br>
{{tab}}„Duch dobrego i duch złego stanąłby wtedy naprzeciw siebie.<br>
{{tab}}„Rozpoczęłaby się walka, a Bóg wspierałby sprawiedliwych...<br>
{{tab}}„Żeby zaś niezmierne środki pieniężne, któreby nadały tyle władzy mej rodzinie, nie wyczerpały się, ale żeby odradzały się z czasem, moi spadkobiercy słuchając mej woli, powinniby użyć na fundusz, pomnażać się mający tym samym sposobem, dwa razy taką sumę, jakiej ja dla zapewnienia im mienia użyłem... A wtedy, po stu pięćdziesięciu latach.. jakże wielkie, nowe środki potęgi, działania i czynienia dobrze zapewniliby swoim potomkom.<br>
{{tab}}„Wreszcie znajdą się w dużem biurku hebanowem, w żałobnej sali, niektóre praktyczne myśli w przedmiocie takiego stowarzyszenia.<br>
{{tab}}„Taka jest ostatnia moja wola, albo raczej moja ostatnia nadzieja...<br>
{{tab}}„Jeżeli koniecznie wymagam, aby moi potomkowie stawili się osobiście przy ulicy Św. Franciszka, w dniu otwarcia testamentu, to dlatego, aby zebrani w tym dniu uroczystym zobaczyli i poznali się; może wtedy słowa moje przenikną ich; zamiast żyć rozproszeni połączą się; nawet ich dobro na tem zyska, a moja wola zostanie spełnioną.
{{kropki-hr}}
{{tab}}„Posyłając przed kilku dniami członkom mojej rodziny, których wygnanie rozproszyło po całej Europie, medale z datą zwołania mych spadkobierców za półtora wieku od dnia dzisiejszego, wypadało mi zachować w tajemnicy prawdziwą tego przyczynę, oznajmiłem przeto tylko... że moje potomstwo znajdzie ważny w tem swój interes, aby się w oznaczonym dniu i miejscu znajdowało.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1088|num=286}}{{tab}}„Takie postąpienie uznałem za potrzebne dlatego, że znam przebiegi i zawziętość zgromadzenia, którego jestem ofiarą; gdyby ono mogło dowiedzieć się, że w tej epoce moi potomkowie będą mieli do podzielenia pomiędzy siebie ogromne sumy, wtedy wielkie oszustwa, a może i wielkie niebezpieczeństwa groziłyby mej rodzinie, gdyż zgromadzenie Jezuitów przekazywałoby sobie od pokolenia na pokolenie zgubne rozporządzenia.<br>
{{tab}}„Oby przezorność moja miała pożądany skutek!<br>
{{tab}}„Oby moje życzenia, na medalu wyryte, od pokolenia do pokolenia wiernie były przechowane!<br>
{{tab}}„Jeżeli przeznaczam dzień i nieodzowną godzinę, w której spuścizna po mnie ma być ostatecznie przyznaną tym z moich potomków, którzy się stawią przy ulicy Św. Franciszka 13 lutego 1832 r. przed południem, to dlatego, że każda rzecz musi mieć pewien termin, aby uniknąć dalszej zwłoki, i że moi spadkobiercy na wiele lat wpierw dostatecznie będą uwiadomieni i będą mieli dość czasu, dla przygotowania się do tego stawiennictwa.<br>
{{tab}}„Po przeczytaniu mego testamentu, osoba, w której ręku znajdować się będzie nagromadzony kapitał, zawiadomi o jego wielkości i wartości, aby, gdy wybije dwunasta, kapitał ten był wydany i podzielony między spadkobierców, którzy się wtedy znajdą.<br>
{{tab}}„Wtedy pokoje domu zostaną im otwarte. Zobaczą oni tam rzeczy, zająć ich mogące, rzeczy godne ich politowania, ich szacunku... wszystko to w żałobnej sali.<br>
{{tab}}„Życzeniem mojem jest, aby dom ten nie był sprzedany, żeby umeblowanie jego pozostało bez zmiany, i żeby służył za miejsce zbierania się dla mych potomków, jeżeli, jak się spodziewam, usłuchają mej ostatniej prośby.<br>
{{tab}}„Jeżeli, przeciwnie, rozdzielą się, jeżeli zamiast połączyć się i przyczynić wspólnie do najszlachetniejszego przedsięwzięcia, jakiem kiedykolwiek wiek jaki mógłby się odznaczyć, pójdą za samolubnemi namiętnościami; jeżeli bezowocną {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1089|num=287}}indywidualność przekładać będą nad płodne zjednoczenie! jeżeli w tym ogromnym majątku upatrywać będą tylko możność płochego marnotrawstwa lub brudnego sknerstwa; przeklęci niech będą przez tych wszystkich, którzyby mogli ich kochać i szanować za ich dobrodziejstwo... niech wtedy dom ten będzie zburzony, rozrzucony, niech wszystkie papiery, których wykaz zostawi Izaak Samuel, również jak dwa portrety, znajdujące się w czerwonej sali, będą spalone przez stróża mego domu.<br>
{{tab}}„Skończyłem...<br>
{{tab}}„Mojego obowiązku już dopełniłem.<br>
{{tab}}„W tem wszystkiem poszedłem za radą człowieka, którego poważam głęboko.<br>
{{tab}}„Wierny przyjaciel, który mi oddał sto pięćdziesiąt tysięcy franków, resztkę mego majątku, on jeden tylko wie, jak ja użyć tego kapitału zamierzam... nie mogłem mu odmówić tego dowodu zaufania; ale i przed nim zamilczeć musiałem nazwisko Samuela... inaczej bowiem wystawiłbym albo Izaaka albo jego następców na największe niebezpieczeństwo.<br>
{{tab}}„Wkrótce ten przyjaciel, który nic nie wie o mym niezmiennym zamiarze zakończenia życia, przyjdzie tu z mym notaryuszem; w ich ręce, po dopełnieniu prawnych formalności, złożę niniejszy testament zapieczetowany.<br>
{{tab}}„Taka jest moja ostatnia wola.<br>
{{tab}}„Spełnienie jej oddaję pod opiekę Opatrzności.<br>
{{tab}}„Mam nadzieję, że Bóg błogosławić będzie tym ślubom miłości, pokoju i zgody.<br>
{{tab}}„Testament ten tajemny, napisany własnoręcznie z dobrej woli, chcę, aby był skrupulatnie wykonany tak co do ducha, jako też i co do litery.<br>
{{tab}}„Działo się dnia 13 lutego 1682 roku, o pierwszej godzinie po południu.
{{f|align=right|prawy=15%|„''Maryusz de Rennepont''.“}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1090|num=288}}{{tab}}Tu Gabryel przestał czytać i spojrzał po twarzach wszystkich obecnych.
W rysach ich malowało się trudne do opisania wzruszenie.<br>
{{tab}}Każde słowo testamentu w milczeniu przyjmowali do serca i dziwili się mądrości i dobroci serca Maryusza Renneponta.<br>
{{tab}}Najpierwsza odezwała się Franciszka.<br>
{{tab}}— Powiedz mi, synu ukochany, w jaki sposób potomkowie Maryusza Rennepont mogli być o tej schedzie zawiadomieni?<br>
{{tab}}— Bezwątpienia, moja matko, zapytujesz mnie o rzecz ważną; ja w zupełności objaśnić cię nie mogę, powiem ci tylko, że wszyscy którzy się stawili w dniu oznaczonym, posiadaczami byli pewnych medalików bronzowych, na których mieściły się napisy. Po jednej stronie wyryte było: ''Ofiara L. C. D. J. Módlcie się za mnie. Paryż dnia 13 lutego 1682 r''. Zaś po drugiej: „Maryusz de Rennepont.“W Paryżu ulica św. Franciszka Nr. 3, będziecie po upływie półtora wieku dnia 13 lutego 1832. Módlcie się za mnie''.<br>
{{tab}}— Znam je, znam je, znam — smutnie odpowiedział Dagobert — widziałem ten medal na piersiach mych ukochanych wychowanie, córek marszałka Simon, Róży i Blanki. Dostały je po matce swojej, która umarła daleko od swego kraju.<br>
{{tab}}— Wszak i Franciszek Hardy z Plessy, w którego fabryce pracowałem — ozwał się Agrykola — był również potomkiem tej rodziny.<br>
{{tab}}— Nosił więc tem samem taki medal, jak i te dzieci.<br>
{{tab}}— A książę Dżalma, ów piękny Indyanin> — zapytała Garbuska.<br>
{{tab}}— Ojciec jego w roku 1802 zaślubił dziewczynę, pochodzącą z tejże rodziny na wyspie Jawie, więc książę Dżalma miał również prawo do tego majątku... Co zaś do Jakóba, przezwanego Leżynago, dość powiedzieć, że nosił nazwisko {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1091|num=289}}Rennepont. Nadto i panna Adryanna de Cardoville, córka hrabiego z Rennepontów, księcia de Cardoville i ja — dodał skromnie — którego znaliście pod tem nazwiskiem jako swego przyjaciela.<br>
{{tab}}— Więc wszystkich było siedmiu.<br>
{{tab}}— Tak, moi drodzy.<br>
{{tab}}— Nieszczęśliwa panna Adryanna de Cardoville — zawołała Garbuska, pamiętająca dobroć jej serca — nieszczęśliwy i jej ulubiony książę Dżalma.<br>
{{tab}}— A moje biedne ukochane dziatki — wyrzekł z westchnieniem Dagobert.<br>
{{tab}}— Mnie dotąd oburza śmierć i wszelkie koleje losu Franciszka Hardy — ozwał się Agrykola. — O! trudno znaleźć na święcie człowieka takiego! Bogaty i inteligentny, uczciwy, energiczny, ukochany przez robotników, których nawzajem cenił i kochał jak własne dzieci. Ileż to czynił dla dobra nieszczęśliwych i potrzebujących pracy. I nagle straszną intrygą jakąś doprowadzony do ubóstwa, skutkiem spalenia się fabryki w Plessis pod Paryżem... Nie rozumiem tylko, dlaczego w końcu wdział sam sukienkę Jezuitów i umarł w klasztorze Sant-Hérem.<br>
{{tab}}— Tak, mój bracie, ten człowiek, tak potrzebny w społeczeństwie, inaczej powinien był skończyć... Dziwna to jednak rzecz — dodał Gabryel — iż rozeszła się pogłoska, że po śmierci tego prawdziwego męczennika, zaginęło wraz z trumną ciało jego z kaplicy Saint-{{kor|Héren|Hérem}}! Na te słowa żebrak, który w milczeniu, lecz uważnie przysłuchiwał się rozmowie, po raz pierwszy okazał żywsze zainteresowanie i spojrzał w oczy Gabryelowi.<br>
{{tab}}— Dziwi cię to, przyjacielu, co mówimy — odrzekł tenże, spostrzegając jego ożywienie.<br>
{{tab}}— Tak, tak — odpowiedział znękanym głosem.<br>
{{tab}}— Czy znałeś tego człowieka?<br>
{{tab}}— Znałem, ale go niema tam, dokąd wszyscy idą po śmierci.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1092|num=290}}{{tab}}Odpowiedź ta wstrząsnęła obecnymi.<br>
{{tab}}— A zkąd ty o tem wiesz?<br>
{{tab}}— Z przeczucia, ponieważ ciągle myślę o nim i radbym go koniecznie zobaczyć kiedy między wami...<br>
{{tab}}— To się jednak nie ziści.<br>
{{tab}}— Owszem czekajcie tylko chwilę, a Hardy się pokaże.<br>
{{tab}}— Mówisz nam, przyjacielu, o rzeczach niemożliwych — odrzekł Gabryel, mocno przekonany, że Hardy nie żyje. — Bo gdzież jest ten człowiek?<br>
{{tab}}— Między wami — zawołał głos u furty.<br>
{{tab}}Wszyscy rzucili chciwe w tę stronę spojrzenia.<br>
{{tab}}I oto oczom ich przedstawił się mężczyzna w ubogim ubiorze, z twarzą nader podobną do tego, którego pragnęli ujrzeć — zwłaszcza Agrykola.<br>
{{tab}}Kobiety jednak się przestraszyły.<br>
{{tab}}Z krzykiem przytuliły się do Gabryela, wzywając jego osłony religijnej przed istotą, uważaną przez nie za ducha, powracającego z tamtego świata.<br>
{{tab}}Najpierwszy powstał z krzesła Agrykola, wytężył oczy, potem je przetarł, jakby usiłował zbadać lepiej, czy nie pozostaje pod wpływem snu znikomego.<br>
{{tab}}Człowiek, poczytywany za umarłego, zbliżył się śmiało wyciągnął ku nim ręce.
Wtedy Agrykola wykrzyknął:<br>
{{tab}}— To on!.. to on!.. mój dawny pan, Franciszek Hardy!{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''III.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Franciszek Hardy.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Skoro tylko wszyscy przyjrzeli się twarzy przybyłego, tak niespodziewanie i zagadkowo, rzucili się w jego objęcia — szczególnie Gabryel, którego głęboki i przenikliwy rozum {{pp|upe|wnił}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1093|num=291}}{{pk|upe|wnił}}, że w powrocie tego człowieka, ogłoszonego za umarłego, nie należy upatrywać cudu.<br>
{{tab}}— A więc żyjesz, przyjacielu! — zawołał młody ksiądz, ciekawy zbadania jak najprędzej tajemnicy tego zdarzenia.<br>
{{tab}}— Dla ciebie i moich przyjaciół — odpowiedział Hardy. — O! jakaż to chwila radosna, że cię nareszcie znajduję, którego od lat siedmiu, to jest od ogłoszenia mojej śmierci, tak {{Korekta|pragnęłem|pragnąłem}} napotkać, Gabryelu, któryś zawsze tak pięknie i zbawiennie umiał mi udzielać rady, kiedyśmy pozostawali jeszcze zamknięci w murach jednego klasztoru. Ciebie także, mój poczciwy Agrykolo — dodał, zwracając się do syna Dagoberta — któryś gwałtem przedostał się do mojej celi i rzekł: „Ty powrócisz jeszcze do nas! twoje przybycie uszczęśliwi wszystkich, którzy cię kochają. My jeszcze poświęcimy się dla ciebie i pracą naszą przyjdziemy z pomocą aby fabrykę twoją, to dzieło szlachetne i wspaniałomyślne odbudować; my wesprzemy cię swoją gorliwością, szczerością i niczego ci nie zabraknie między nami...“ Mówiłeś jeszcze podówczas: „Porzuć to ustronie ponure i żyj pośród nas, którzy cię kochamy tak szczerze! doczekasz się jeszcze swej fabryki, odbudowanej i kwitnącej na nowo.“<br>
{{tab}}— O, wszystko to sobie przypominam, mój dobry pa nie — rzekł Agrykola.<br>
{{tab}}— Nazywaj mnie bratem, Agrykolo.<br>
{{tab}}— Dobrze, dobrze — odrzekł w uniesieniu. — A tyś odpowiedział wówczas: „nie mam już ani siły, ani chęci, ani odwagi pracę moją dawną rozpocząć... życie czynne już się dla mnie skończyło. Teraz jedno tylko mani życzenie i jedną nadzieję, spokój!“ O to gnuśny dla ciebie spoczynek w murach jezuickich! Ale oparłeś się wszelkim moim namowom i pozostałeś przy swem postanowieniu!..<br>
{{tab}}— Nie! nie, tak nie było, mój przyjacielu, pozostałem z woli tych, którzy tak potężnie zawładnęli moim umysłem i sercem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1094|num=292}}{{tab}}— I pozwoliłeś się wywieść z klasztoru przy ulicy Vaugerand do Sainte-{{kor|Herém|Hérem}}!<br>
{{tab}}— To było niepojęte i przemożne dzieło Rodina.<br>
{{tab}}— Rodina! — powtórzyli wszyscy ze zgrozą.<br>
{{tab}}— Który jednak, pomimo całego geniuszu i przezorności, został oszukany.<br>
{{tab}}Żebrak, świadek tej sceny, o którym na chwilę zapomniano, znowu okazał ździwienie i zdawał się najbardziej pragnąć wyjaśnienia tych słów Hardego.<br>
{{tab}}— Tak, mówię wam, przyjaciele, że Rodin został oszukany — powtórzył raz jeszcze.<br>
{{tab}}— Przez kogo? — zapytał Gabryel — przez kogo? bo to rzecz niepodobna.<br>
{{tab}}— Przez d’Aigrigny’ego.<br>
{{tab}}— Przez d’Aigrigny’ego, tego zaprzańca? — zawołał Dagobert, zaciskając z oburzenia pięście.<br>
{{tab}}— Wytłomacz nam, bracie, tę tajemnicę.<br>
{{tab}}— O, wszakże sam pragnę tego jak najspieszniej, to wam wyjaśni moje zmartwychwstanie.<br>
{{tab}}— Zaczynaj więc, przyjacielu — zawołali wszyscy niecierpliwi, a razem z nimi i żebrak.<br>
{{tab}}— Wiadomo wam, bracia, że Rodin toczył wciąż nieustającą walkę z d’Aigrignym, którego dodano mi w Saint-{{kor|Herénie|Hérem’ie}}, jako stróża, z obowiązkiem nieodstępowania mnie aż do ostatniej chwili mego życia. Nie wiem, czy tak wielce mój mu zgon obiecywał, dość, że postanowił pozornie upewnić o jego nastąpieniu Rodina i w tym celu pewnego dnia zostałem uśpiony trunkiem narkotycznym i uznany za umarłego. Widzicie, co to za niegodziwa między tymi dwoma ludźmi była intryga!.. d’Aigrigny postanowił ukryć mnie żywego, aby w razie wygranej Rodina, nie dopuścić go do stopnia Generała zakonu.<br>
{{tab}}— D’Aigrigny! — powtórzył żebrak, kiwając głową.<br>
{{tab}}— A nie wiecie, jakie były dalsze moje koleje? Oto, jako umarły, przewieziony zostałem wraz z trumną do grobów {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1095|num=293}}kaplicy, zkąd nazajutrz pochować mię miano na blizkim cmentarzu... Lecz jakież dziwne zdarzenie dotknęło mnie jeszcze tej samej {{Korekta|nocy|nocy.}} O godzinie między pierwszą i drugą w nocy, jakiś nieznajomy żyd, w podeszłym wieku, wyglądający bardzo uczciwie, postanowił wykraść moje zwłoki i zawieźć do Paryża.<br>
{{tab}}— To był Samuel, stróż domu przy ulicy św. Franciszka — odrzekł na to ciekawy zakończenia Gabryel. — On to odebrał z rąk zabójców i inne ofiary, aby je pochować na belwederze tego domu i w pokoju przy sali żałobnej, gdzie się znajdowały pieniądze... Alboż nie znajdowało się w tym domu, sześć ciał na katafalkach?.. Jakób Rennepont, Adryanna, książę Dżalma, Róża, Blanka, i ty mój przyjacielu... On to, pokazując je Rodinowi, zawołał: Oto są ci, których zabiłeś! Za każdym razem, kiedy jeden z członków tego nieszczęśliwego rodu uległ twoim podstępom zbrodniczym, mnie udawało się pokorną troskliwością, zwłoki ich wykupić, ażeby wszyscy spoczywali w jednym grobie... Rodin w uniesieniu dotknął jeszcze podówczas ręki księcia Dżalmy... była zimna, jak lód Przerażony odskoczył... O ile mi nawet wiadomo, wszystkie zwłoki były zabalsamowane.<br>
{{tab}}— Prócz moich, Gabryelu... Samuel zauważył, że ciało moje zbyt czerstwe i dalekie od rozkładu. Życie, jakkolwiek utajone, tliło jeszcze w głębi mnie, nic zatem dziwnego, że mnie wyłączył z pod tej konieczności.<br>
{{tab}}— Teraz odgaduję resztę twego cudownego ocalenia.<br>
{{tab}}— Jeszcze tegoż dnia ocknąłem się z letargu i po raz pierwszy dowiedziałem się o całym ogromie wypadków, dotykających moją przeszłość.<br>
{{tab}}— Od kogo?<br>
{{tab}}— Od Samuela... Zbudzony, ujrzałem go jedynie żywego obok pięciu trupów, wkoło mnie leżących, czuwał przy katafalkach! O! gdybym wam zdołał opisać radość tego ponurego stróża... Zdawało się, że wróciły mu pierwsze lata młodzieńczości. Dziękowaliśmy Bogu zobopólnie za ocalenie... {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1096|num=294}}Lecz tegoż jeszcze dnia — dodał smutnie — żałowałem gorzko, żem rzeczywiście nie umarł.<br>
{{tab}}— A to dlaczego, mój przyjacielu?<br>
{{tab}}— Jeszcze mnie zapytujesz o to, bracie?.. Któż lepiej mógł posiadać tajemnice przywiązane do mego życia, jak nie Samuel?.. On to powiedział mi, do jak ogromnego majątku miałem prawo, i że tym sposobem, wepchnięty prawie gwałtem zostałem do zakonu Jezuitów, a ztamtąd do grobu; ale niestety!.. już wszystko było zapóźno!.. ten ogromny majątek już zgorzał.<br>
{{tab}}— O mój przyjacielu! gdyby Bóg pozwolił ci pół dnia pierwej ocknąć się z tego letargu, może Samuel nie byłby tak skorym do podpalenia tych pieniędzy!<br>
{{tab}}— Toż samo mi właśnie powiedział... a rozpacz jego nie miała granic. Poprowadził mnie zaraz do żałobnej komnaty tego domu i wskazał skrzynię żelazną, w której tylko ślady spalenizny pozostały i rzekł; „Tu było jeszcze przed chwilą dwieście dwanaście milionów sto siedmdziesiąt pięć tysięcy franków, do których ci wszyscy, co tam leżą umarli mieli prawo; a ty wraz z nimi, przyjacielu!..“ Czujecie zapewne, moi drodzy, jak wielce człowiek ten cierpieć musiał.<br>
{{tab}}— A ty sam, czyliś tak zimno to odkrycie przyjął do swego serca?<br>
{{tab}}— Ja wiem tylko, że czułem w sercu zgrozę!.. Wówczas to gorzko żałowałem, żem nie usłuchał twoich rad, Gabryelu, i ciebie, poczciwy Agrykolu, któryś mnie prawie gwałtem chciał wydrzeć z rąk tych podstępnych zuchwalców; ale już zapóźno rozwodzić się dziś z żalem, po tak wielkiej stracie.<br>
{{tab}}— Powiedz nam jednak, przyjacielu, coś następnie uczynił?<br>
{{tab}}— Samuel ułatwił mi ucieczkę z Francyi... Bo i cóż mi czynić pozostawało, mnie ubogiemu, który niegdyś obfitujący w dostatki, znalazłem się w ostatniej nędzy?.. Ale upewniam was, drodzy przyjaciele, ta stokroć mi milszą była, nad powrót do Saint-{{kor|Héren|Hérem}} i niecne intrygi jego członków... {{pp|Poje|chałem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1097|num=295}}{{pk|Poje|chałem}} do Afryki, i jako prosty wyrobnik pracowałem w rozmaitych zakładach, których zatrudnienie i przedmiot tak dobrze mi znane były... Siedm lat przeminęło życia trosk i znoju; a z tych upływem, poczułem nareszcie w sercu tęsknotę do przyjaciół, których zostawiłem daleko od siebie... daleko... we Francyi! — dodał z czułością, spoglądając to na Gabryela, to na Agrykolę.<br>
{{tab}}— Postanowiłeś więc wrócić w nasze objęcia.<br>
{{tab}}— Tak, moi najmilsi. Rzekłem sobie z silną wolą: Oni są równie jak ja biedni i nieszczęśliwi; a im bardziej ubodzy rozchodzą się i odbiegają od siebie, tem łatwiej ginie dla nich nadzieja wydźwignienia się... O, chociażby o chlebie i wodzie żyć mi przyszło nieszczęśliwemu, byleby tylko obok was, już stanie się znośniejszem dla mnie życie!.. Nieprawdaż Gabryelu, że chociaż utraciłeś podobnie jak ja ten spadek, nie cierpisz jednak tyle, mając ustawicznie obok siebie kochające cię serca?<br>
{{tab}}— Nareszcie, powiedz nam, bracie, jak znalazłeś nas w Solognii i kto ci wskazał folwark Vives-Eaux?<br>
{{tab}}— Ten stary i znać poczciwy żebrak — odpowiedział, wskazując na biednego, który wsparty na sękatym kiju, słuchał całego tego opowiadania z mocnem zajęciem i milczał.<br>
{{tab}}Wszyscy z jakiemś podziwieniem, lecz zarazem i wdzięcznością spojrzeli na niego.<br>
{{tab}}Hardy mówił dalej:<br>
{{tab}}— Wróciwszy do Paryża, już Samuela nie zastałem... Biedny żyd skończył poczciwe życie i jego żona Betsabe!.. a dom, którego tyle lat był stróżem, już przeszedł na własność innego nieznajomego mi nabywcy. Poznałem jednej chwili, że mimo tego tłumu paryskiego ludu, pozostałem jednak samotny i opuszczony... Ciebie jednego miałem najbardziej na myśli, Gabryelu... O! ileżbym nie uczynił poświęceń, aby cię zobaczyć, ale droga do ciebie była dla mnie zamkniętą; bo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1098|num=296}}któżby się był domyślił, że żyjesz w ukryciu małego folwarczku w Solognii?<br>
{{tab}}— Jakże się jednak stało, że cię oglądamy w tym folwarku?<br>
{{tab}}— Na jednej z ulic Paryża spotykam tego żebraka, któremu udzieliłem jałmużnę... przypominasz to sobie, dobry człowieku?..<br>
{{tab}}— O, tak jest — odrzekł pokornie — było to po nad kanałem św. Marcina; siedziałem pod drzewem.<br>
{{tab}}— I on to właśnie — mówił dalej Hardy — przyszedł w pomoc memu pragnieniu.<br>
{{tab}}— On, on? — zapytali wszyscy z podziwieniem, spoglądając powtórnie na żebraka — a któż ciebie o tem zawiadomił?<br>
{{tab}}— Własne serce — odpowiedział żebrak — wiedziałem, że do szczęścia waszego przyjaciela nic nie pozostawało, jak połączyć się z wami.<br>
{{tab}}— Znałeś więc zarówno nas jak i jego! — odrzekł Gabryel — lecz jakaż pobudka do tego czynu?<br>
{{tab}}— Chęć dobrego... Sam nawet postanowiłem towarzyszyć waszemu przyjacielowi przez Solognię, aż do folwarku Vives-Eaux; ponieważ rzeczywiście potrzebował przewodnika i mojej pomocy.<br>
{{tab}}— Jakto, ty żebrak udzielałeś pomocy bogatszemu! — Przeciwnie, moi bracia... on mi pokazał się nieszczęśliwszym odemnie, bo wstydził się żebrać... i ja to właśnie całą drogę dla niego żebrałem.<br>
{{tab}}— O, mój Boże, Franciszku! — zawołał Gabryel — czy podobna, ażebyś był tak ubogim!..<br>
{{tab}}— Tak jest!.. wszystko, com zarobił, utraciłem w moim powrocie do Europy, i dziś tylko z łaski waszej znaleźć będę mógł przytułek.<br>
{{tab}}Wszyscy razem, mężczyźni jak kobiety, rzucili się w jego objęcia, przyrzekając pomoc swoją, co go do łez rozczuliło.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1099|num=297}}{{tab}}— O mój Boże! — zawołał rozrzewniony — nie umrę więc tak nieszczęśliwym, jak się zanosiło!<br>
{{tab}}— Nigdy!.. my na to nie pozwolimy... ja szczególniej! — zawołał Agrikola — jesteś schorowanym i podeszłym, nie pozwolę ci nawet pracować: bo chociaż na folwarku naszym i {{Korekta|najmiejszy|najmniejszy}} i największy, najsłabszy i najmocniejszy, pracować musi podług siebie, ja jednak odtąd, jak ci to przyrzekłem, będę robił za dwóch!..<br>
{{tab}}— O mój Agrykolo! nie pogardzasz więc podupadłym dawnym panem twoim!<br>
{{tab}}— Eh! eh!.. nie mogę słuchać podobnych wyrazów!.. Na folwarku Vives Eaux nie ma ani stanów, ani pana, ani sługi, tylko przyjaciele. Odtąd należysz do nas, my wzajem do ciebie i przyjmować będziesz, co Bóg dał... Ja sam, com jest rzemieślnikiem, nierównie więcej potrafiłbym zarobić w Paryżu, niż w tej nędznej wioszczynie; a jednak wyrzekłem się i miasta i dochodów, byleby tylko razem bawić z mojem ukochanem rodzeństwem... Ty odtąd pomnożysz liczbę naszych przyjemności... o! bo i my, co chociaż ubodzy, mamy jednak na folwarku swoje zabawy i uroczystości.<br>
{{tab}}— E, lepiej przestałbyś mówić — rzekła Franciszka — a pozwolił odetchnąć i odpocząć strudzonemu panu Hardy.<br>
{{tab}}— Tam do kata, moja matko! — ozwała się żona {{Korekta|Agrikoli|Agrykoli}} — zapomniałyśmy nawet gościa czem przyjąć.<br>
{{tab}}— Ja nic nie potrzebuję, moi ludzie... głodny nie jestem; a co do wypoczynku, siedziałem dopiero czas niejaki po nad strugą, blisko folwarku, zkąd wysłałem najprzód do was tego człowieka, z którym tę drogę odbyłem... Dziękuję wam nawet w imieniu jego, żeście go dobrze przyjęli.<br>
{{tab}}Żebrak się ukłonił.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1100|num=298}}{{c|'''IV.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|Marzenia ubogich.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Silne zajęcie, jakie tu dotykało umysł każdego, sprawiło, iż nikt nie {{Korekta|spotrzegał|spostrzegał}}, że już się tak dalece zciemniło, iż horyzont nieba okrył się prawie gwiazdami, dopóki z po za szczytów drzew jodłowych nie wzniosła się jasna tarcza księżyca.<br>
{{tab}}Była to zwykła pora lubej pogadanki skromnych mieszkańców folwarku Vives-Eaux.<br>
{{tab}}Kobiety zebrały naczynia ze stołu po wieczerzy i odstawiły go na bok — a każda następnie zabrała się do czynności. Franciszka wyniosła z izby przędziwo — Garbuska wzięła do rąk pończochę — zaś Aniela, trzymająca na ręku małe dziecię, jako matka, zyskała tu przywilej odpoczynku.<br>
{{tab}}Dagobert i syn jego Agrykola zapalili tytoń w małych drewnianych fajeczkach — jedyny ich zbytek i rozrywka.<br>
{{tab}}Hardy usiadł opodal Gabryela — wszyscy inni otoczyli ich, zajmując siedzenia na krzesłach, co utworzyło koło.<br>
{{tab}}Żebrak nieco oddalony siedział na darninie i także stał się uczestnikiem tej niewinnej pogadanki.<br>
{{tab}}— Mój Boże! — przemówił najpierwszy Gabryel — coby to było podówczas, gdybyśmy się stali panami tego majątku?..<br>
{{tab}}— Ho, ho! — ozwał się porywczo {{Korekta|Agrikola|Agrykola}} — myślę, Gabryelu, że wtedy nie żałowałbyś wystawić swemu bratu pięknej i dobrze zaopatrzonej kuźni.<br>
{{tab}}— A ja, jako twoja matka, chociaż tylko przybrana — dodała Franciszka — dostałabym niewątpliwie {{Korekta|więkny|piękny}} domek z ogrodem, gdzie na ustroniu Paryża, tak naprzykład, przy ulicy de Menilmontant, w którymbym przemieszkała spokojnie i spędziła szczęśliwie resztę mojego życia.<br>
{{tab}}— Mnie Gabryel zapewniłby dożywotnią płacę — rzekł Dagobert — tak, około 1500 franków rocznie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1101|num=299}}{{tab}}— Jakże mnie mało jeszcze cenicie, moi dobrzy przyjaciele! Ten majątek musiałby być nasz wspólny.<br>
{{tab}}— Tak; ale prawo nie uznaje tego podziału.<br>
{{tab}}— Mojem prawem jest wszakże serce, które już dotąd dobrze poznać powinniście byli... Alboż wreszcie ty, ojcze, nie miałeś także wielkiego udziału w zapewnieniu odbioru tych pieniędzy, członkom familii Rennepontów?.. Jakaż to pozostała ci nagroda za tyle trudów i poświęceń w interesie marszałka Simon?.. Tyś to z dalekich stron północy odbył przykrą i połączoną z niebezpieczeństwem podróż, aby Róża i Blanka, jego dzieci, stanęły koniecznie w Paryżu na czas oznaczony... Tyś to jeszcze walczył tyle czasy z całem zgromadzeniem jezuitów, ażeby niedopuścić niecnego ich nadużycia i pomścić krzywdy tym dwojgu młodym sukcesorom zadawane! Ileż to starań i zabiegów!.. ile niespokojności i obawy!.. ile narażenia się w tym pięknym i słuszność mającym za sobą celu!.. a jakaż po tem wszystkiem dla ciebie nagroda?.. uboga strzecha w nędznym folwarku i obowiązek pracy! O! mój dobry ojcze! takby nie było, gdyby ten majątek przeszedł był w nasze ręce... Żołnierz, dawny gwardzista konny Napoleona, nie chodziłby, jak ty dzisiaj za pługiem, nie wyniszczałby swego ostatka sił, poganiając parę wołów... A gdybyś ty był szczęśliwy, żona twoja miałaby także coś więcej niż mały domek na ustroniu Paryża przy pustej ulicy Menilmontant.<br>
{{tab}}— O! tybyś nam nie żałował, kupić nawet i pałacu na bulwarach włoskich — ozwali się w uniesieniu Dagobert i Franciszka.<br>
{{tab}}— Ani to jeszcze!.. pałac? tenby was nigdy nie uszczęśliwił... Część mojej sukcessyi, ilekolwiekby ta wynosiła, podzieliłbym pomiędzy was bez różnicy w równej sumie, i nauczyłbym, że wspierać i ocierać łzy niedoli biedniejszym od siebie jest to większą stokroć rozkoszą, niż mieć pałac wystawny i żyć w zbytkach; a wiem, żebyście chętnie usłuchali porady swego przybranego syna!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1102|num=300}}{{tab}}— O mój Gabryelu! zawstydziłeś nas oboje.<br>
{{tab}}— To, coście powiedzieli, było jednako powiedziane w zbytku uniesienia; nieprawdaż?<br>
{{tab}}— O tak, mój synu! — odrzekł odurzony tem marzeniem Dagobert — ja wszystko poświęciłbym dla swoich braci, starych towarzyszów wojen. Dla całego pałacu Inwalidów kupowałbym tytoń i tabakę dla wszystkich, kto tylko lubi palić i zażywać, a musi sobie tego odmawiać z niedostatku.<br>
{{tab}}— A ja — ozwała się zaraz Franciszka — wzięłabym zaraz w opiekę wszystkie nieszczęśliwe kobiety z całego Paryża; ma się jednak rozumieć, cnotliwe i bogobojne, które przy ciężkiej pracy cierpią zawsze niedostatek! oh! ileż ich w Paryżu naliczyć można! kupowałabym im czepki, fartuchy, wykupywałabym ich zastawy od lichwiarzy, brałabym ich dzieci na wychowanie. Prawda, Gabryelu, żeby to wcale pięknie było?.. Agrykola takżeby podobnie czynił z swojej strony.<br>
{{tab}}— Ja! ja, moja matko! — odrzekł radosnym głosem — ja gotówbyłbym sprawić kuźnie dla wszystkich ubogich kowali w całej Francyi, szczególniej po wsiach, bo co też to za nędza między nimi, a to są przecie towarzysze mojego rzemiosła!<br>
{{tab}}— Wszak Garbuska takżeby coś dostała? — zapytała Franciszka Gabryela.<br>
{{tab}}— Biedniście ludziska! — odpowiedział smutnie młody kapłan. — Ileż to dobroci w was się mieści! ale cóż, kiedy to nigdy ziścić się nie może!.. to wszystko, co mówimy, jest tylko marzeniem naszej głowy!.. Już tego majątku nikt nie powróci nikomu!.. stało się, jak Bóg chciał... Samuel uczynił w myśl {{Korekta|wyższege|wższego}} natchnienia, paląc wszystkie te papiery, mieszczące w sobie miljony.<br>
{{tab}}— A więc przynajmniej powiedz nam, mój Gabryelu, cobyś ty sam z swej strony uczynił, otrzymawszy tę sukcessyę?.. — zapytał Agrykola ciekawy — bo oprócz tego, coś już {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1103|num=301}}pomiędzy nas rozdzielił, zostałoby ci także niemało pieniędzy.<br>
{{tab}}— O mój bracie!., zamieszkując przez siedm lat w tem cichem ustroniu, nie miałem nigdy większej rozrywki niż rozmyślać, i rozbierać, ce człowiek bogaty zrobić może pieniędzmi. Były to wprawdzie marzenia, których nigdy urzeczywistnić dla mnie niepodobna; bo nawet do tego, co myślę, potrzebaby było aż sto milionów franków.<br>
{{tab}}— Aż sto miljonów franków! — powtórzyli przytomni z podziwieniem.<br>
{{tab}}— Kupiłbyś pewnie całą Solognią.<br>
{{tab}}— Zgadłeś, bracie — odpowiedział z uśmiechem.<br>
{{tab}}— I zacząłbyś w niej budować tak wielkie miasta, jak Paryż?.. a jakieby to tam były kuźnie!.. Mój Boże! sto miljonów franków!.. Czy tyle kiedy ludzie posiadają?<br>
{{tab}}— Posiadają, mój bracie.<br>
{{tab}}— No to łatwo widzieć, co się czynić zwykło!..<br>
{{tab}}— Ale całą zasadą tych szczęśliwych bogaczy jest ustawicznie powiększać ten majątek; budują dlatego ogromne kute żelazem kasy i gromadzą w nich coraz powiększające się zyski. Tacy nazywają się spekulantami, oni to mają jednę tylko zasługę, że, umierając, nie żałują przekazania swojego dorobku dzieciom i familii.<br>
{{tab}}Inni, mówiący zwykle o miłości bliźniego i miłosiernych uczynkach, używają swoich miljonów, nieco lepiej i mienią się dlatego filantropami, że {{Korekta|utrzymnją|utrzymują}} w swoich interesach mnóstwo oficjalistów; mają licznych lokai i dworskich; oni to jeszcze każde kupno karety nazywają miłosierdziem, ponieważ wsparli fabrykanta pojazdów; każdy bal wystawny umieją zaliczyć na rachunek miłości bliźniego i litościwych uczynków, ponieważ dają sposobność do zarobienia tapicerom, fabrykantom żyrandoli i źwierciadeł i mnóstwu drobnym wyrobnikom, to sporządzającym do stołu cukry, sorbety i inne łakocie, aż do prostych zapalaczy lamp i kagańców, płonących przed ich pałacem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1104|num=302}}{{tab}}— Zatem powiedz nam, Gabryelu, cobyś uczynił, mając sto milionów? Wiemy już, że kupiłbyś Solognię; ale jak się to ma rozumieć?<br>
{{tab}}— Tak, mój bracie, że, kupiwszy ją, taż samem tylko sercem należałaby do mnie; kupiłbym sobie serca mieszkańców Solognii... Przez siedm lat mojego pobytu na tym folwarku miałem sposobność poznać wszystkie jego sąsiedztwa. O mój Boże! czyż kiedy można ujrzeć gdzie większą nędzę, po wsiach, niż w naszej prowincyi?.. Spory ten kawał ziemi jest miejscem prawdziwego zbydlęcenia człowieka.<br>
{{tab}}Te chaty, wszędzie walące się i przegniłe, mieszczące w sobie zepsute i zaraźliwe powietrze, o ileż to są nieszczęśliwsze od pięknych stajen i obór wielkich panów w innych prowincjach Francyi. Widziałem całe rodziny, począwszy od starców, kobiet, dzieci i niemowląt, w stanie prawdziwej dzikości, wszyscy nadzy, bosi, dla których barłóg jedynem jest legowiskiem, żołądź ogólnym pokarmem, zepsuta w kałużach woda — napojem... Ci biedni też, wyparli się i wstydu i wszelkiej cnoty; nie mają wyobrażenia ani o honorze ani o moralności...
nawet zapomnieli o Bogu. Mają serce, a nie czują, mają umysły a nie myślą, mają siłę a nie pracują...<br>
{{tab}}Ale nie ujmujcie przedwcześnie ich bezczynności i nie nazywajcie leniwymi! Cóż w Salognii zapracować można?... Któż zapłaci, gdy wszyscy prawie w nędzy i ubóstwie?.. a nareszcie, na co zda się praca jednego, gdy tysiące zgłodniałych ofiar, przyciśniętych ostatecznością, rzuci się natychmiast na dorobek sąsiada i spożyje bez wyrzutu sumienia!... Solognia potrzebuje ogólnej zapomogi, jak i wiele wiosek we Francyi!.. ale o tem nikt nie pomyśli... Widzicie też, moi przyjaciele, jakie to wielkie byłoby dobro dla tych biednych ludzi, naszych sąsiadów, gdyby im jednocześnie odbudować wszystkie chaty, sprawić porządną i wygodną odzież, zakupić czystą pościel, dać narzędzia i sprzęty rolnicze; wówczas, ujrzelibyście jak ci na pół umarłe ludziska zmartwychwstaliby nagle, skopaliby pola Solognii, dziś odłogiem leżące i zarosłe chwastem, {{pp|za|sypaliby}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1105|num=303}}{{pk|za|sypaliby}} ziemię ziarnem, oczyściliby te kałuże i smrodliwe bagniska, zarażające powietrze szkodliwemi wyziewy i po raz pierwszy poczuliby, że są dziećmi pracy i zysku, dziećmi zarazem jednego Boga, który ich stworzył do używania na ziemi szczęśliwości! Każda wioska miałaby swój kościół i swojego pasterza, któryby swoje owieczki podnosił stopniowo z ciemnoty, jaka im z trafu losu zapadła na oczy.<br>
{{tab}}Nauka chłopka powinna się zaczynać od religii, a kończyć na obowiązkach względem panów, własnej jego rodziny, w końcu sąsiadów: oto szczyt wiejskiej cywilizacyi... wystarczającej dla tego ludu do osobistej szczęśliwości... {{Korekta|tębym|tę bym}} więc im zapewnił!<br>
{{tab}}Może te plany moje, które wam powierzam, najmilsi, ziściłyby się po latach kilku i kilkunastu; ale jestem młody i mógłbym czekać na te owoce moich marzeń... tej próżnej gadaniny, którą wiatr prędzej roznosi, niż wy wysłuchacie.<br>
{{tab}}— Jak to?.. Solognia już nigdy z nędzy nie powstanie? — zapytała Franciszka w zapomnieniu się.<br>
{{tab}}— O! moja matko, jakże tem zapytaniem srodze ścisnęło się moje serce!.. Nigdy, nigdy!.. bo na to potrzeba ogromnych pieniędzy: a jak mówiłem, milionów... mała zapomoga jest zawsze marnotractwem. Od Sologni, posunąłbym się jeszcze w inne prowincye Francyi, obiegłbym całą; polubiłem bowiem lud wiejski i chciałbym go widzieć kiedyś w lepszym stanie. Ale uważam, mój Franciszku — dodał, obracając mowę do Hardego — że cię to mocno zajęło.<br>
{{tab}}— Dlatego tylko — odpowiedział — że i ja od lat siedmiu, to jest od chwili spalenia się naszej sukcesyi, ustawicznie myślę i zaciekam się w te tak samo lube obrazy.<br>
{{tab}}— Widać, że Bóg za całe nasze szczęście przeznaczył jedynie marzenie.<br>
{{tab}}— I o czem że tak bardzo marzysz?<br>
{{tab}}— Coby to było podówczas, gdybym podobnie jak ty, Gabryelu, miał ze sto miljonów.<br>
{{tab}}— Widzę, że obydwa bardzo wiele potrzebujemy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1106|num=304}}{{tab}}— Moje wydatki byłyby zbytkowniejsze niż twoje, mój bracie.<br>
{{tab}}— No?<br>
{{tab}}— Ponieważ tybyś wydatkował po wsiach, a ja w mieście, do tego w Paryżu i kto wie, czyby mi jeszcze nie zabrakło.<br>
{{tab}}— Stu miljonów franków?!<br>
{{tab}}— Tak, tak...<br>
{{tab}}— O to w takim razie chętniebym ci dopożyczył... powiedz-że nam zatem, co byś robił z tyloma pieniędzmi?<br>
{{tab}}— Już to ma się rozumieć, że najprzód, odbudowałbym moją fabrykę w Plesis pod Paryżem.<br>
{{tab}}— Byłoby to wielkie hasło radości pomiędzy rzemieślnikami w całym Paryżu — odpowiedział na to Agrykola — którzy do dziś dnia ani sobie odpowiedniego miejsca zarobku nie znaleźli, ani też trafili na tak dobrego i kochanego pana.<br>
{{tab}}— Jużpoznaję, mój Franciszku — przemówił jeszcze Gabryel — żebyś wziął w opiekę całą klasę wyrobniczą.<br>
{{tab}}— Tak jest... zgadłeś, bracie... Fabryka moja, byłaby domem prawdziwego miłosierdzia, w niej zarówno mężczyzna czy kobieta, starzec czy młody, dziecko, nawet kalecy i ułomni, musieliby znaleźć koniecznie odpowiednie zatrudnienie. Wszystkie dochody z wyrobów, któreby były wszelkiego rodzaju i przemysłu, obracałbym na ich płacę i potrzeby fabryki.<br>
{{tab}}— To zupełnie tak samo, mój Franciszku, jakby każdy na dużą skalę na siebie pracował, nie potrzebując kupować ani machin, ani materyału, ani opłacać lokalu i wszystkich potrzeb warsztatowych.<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— To byłoby prawdziwem miłosierdziem tego domu: wówczas to, całe rodziny połączyćby się mogły przy pracy i zarabiać na siebie pojedyńczo.<br>
{{tab}}— Czemużby nie, mój Gabryelu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1107|num=305}}{{tab}}— Starzy przeskubywaliby włos, pierze, i braliby za to takąż samą zapłatę jak i ci, którzyby robili przy laniu żelaza; dlatego tylko, że są starzy; a całą nadzieją tych młodych pracowników młotem i kowadłem pozostałoby to, że sami, kiedyś posiwiawszy, będą mieli toż sarno co i ci na starość prawo.<br>
{{tab}}— Tak, jest w tem dużo słuszności; ale tym sposobem wszyscy gotowiby cisnąć się do twojej fabryki w Plessis.<br>
{{tab}}— O... byłoby to dla mnie największą rozkoszą!<br>
{{tab}}— A jak się zapełni?<br>
{{tab}}— Wystawiłbym drugą, w innej okolicy Paryża; potem trzecią i czwartą, dopóki tylko ludzie pracowaćby chcieli. Marzyłem sobie nawet nieraz, iż skrycie i pod różnemi pozorami przebiegać będę różne zakąty Paryża, aby wyszukiwać upadłych rzemieślników, prawdziwie potrzebujących zasiłku, którym tysiące okoliczności staje na przeszkodzie w zarobku...<br>
{{tab}}Iluż to bywa zdolnych robotników, którym zbywa jedynie na materyale lub narzędziu? Iluż jest takich, którzy obok doskonałości swoich wyrobów, byli tylko nieszczęśliwymi w ich sprzedaży i padli ofiarą bankructwa. Iluż jest, którzy zaczynając sposobem pożyczki, niepomni, że wszystkie ich wysilenia w pracy, ich zabiegi, cała gorliwość, nawet talenty, są tylko srogą ofiarą dla lichwiarzy, z którymi długą prowadzą walkę, dopóki, w końcu zwalczeni, nie padają.<br>
{{tab}}Tych nieszczęśliwych najpierwej przyjąłbym do siebie. Ja sam naliczyłbym takich do dwudziestu tysięcy w Paryżu, którzy, mimo największej swojej chęci do pracy, próżnują, tamowani mnóstwem rozlicznych okoliczności..? Jakaż to ulga i dla miasta!<br>
{{tab}}— A jaka tama przeciw zepsuciu — dodał Gabryel — próżniactwo, jest najpierwszą drożyną do występku, nawet do zbrodni samej... Zatrudnić więc pracą człowieka to czyn za razem chrześciański jak socyalny... Na gmachu twojej fabryki, mój Franciszku, dałbym napis; Praca i równość.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1108|num=306}}{{tab}}— Winienem ci przytem dodać, mój Gabryelu, że dla większego jeszcze zachęcenia moich robotników i utrzymania w nich ducha pracy, zapowiedziałbym nawet premia.<br>
{{tab}}— Premia! cóż się przez to rozumie?<br>
{{tab}}— Że corocznie kilku lub kilkunastu najgorliwszych, którzy zwłaszcza najwięcej przyczynili się do powiększenia masy dochodów tego domu, wyposażałbym i usamowolniał... to jest zakładałbym takim pojedyncze fabryki w Paryżu na ich imię.<br>
{{tab}}— Jakaż to piękna nagroda!.. Ta nadzieja pozostania kiedyś panem własnego domu i gospodarstwa, przyczyniłaby się niemało do interesu twojej fabryki; uczyniła bowiem każdego gorliwszym w pracy, aby tym sposobem miał prawo do współubiegania się o tę jedyną łaskę... A czyby nie dobrze było, mój Franciszku, ażeby twoi rzemieślnicy, którychby była zapewne ogromna liczba, przychodzili także w pomoc tym, którychbym ja właśnie miał w swojej opiece?.. moim chłopkom w Sologni?.. to jest, żeby twoja fabryka zakupywała od nich żywność: jak zboże, jarzyny, len, konopie, torf, bydło, ryby i co rolnik mieć może; my zaś wzajem kupowalibyśmy od ciebie narzędzia rolnicze, naczynia kuchenne, sprzęty gospodarskie, nareszcie materye na odzienie: jak sukna, płótna i tym podobne wyroby?<br>
{{tab}}Hardy już nie mógł dłużej powściągnąć się od śmiechu i odrzekł dobrodusznie:<br>
{{tab}}— Dobrze, dobrze!.. postaraj się tylko pierwej, żeby to wszystko, co mówisz, znalazło się w twojej Solognii, i abym ja miał fabrykę.<br>
{{tab}}Gabryel smutnie opuścił głowę na piersi i odrzekł:<br>
{{tab}}— Nasze wspólne marzenia opierają się aż na dwustu milionach franków. Porzućmy, bracie, te urojenia i zajmijmy się raczej rzeczywistością.<br>
{{tab}}— Ja jednak ciągle chciałbym uszczęśliwiać innych.<br>
{{tab}}— Ja toż samo; ale cóż uczynić, gdy nas niepodobieństwo od tego wstrzymuje; dlatego jeszcze nieraz od tych {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1109|num=307}}wzniosłych i nigdy spełnić się nie mogących marzeń, przechodzę często do bardzo małych i mówię sobie, że czy tysiąc czy jednego przycisnąć do serca to zupełnie taż sama rozkosz... Dziś właśnie tego doznaję, widząc, że ty, przywiedziony do nędzy, znalazłeś już w folwarku Vives-Eaux zapewnienie, chociaż skromne swego losu... przynajmniej nie będziesz potrzebował żebrać, bo, podług mnie, jest to jeden z najokropniejszych dla człowieka stanów. I jak tylko możność moja pozwoli i dochody folwarku wystarczą, będziemy odtąd powiększali liczbę naszych przyjaciół.<br>
{{tab}}— Lecz kiedyż ja, Gabryelu, będę miał na tym folwarku tak piękne dla siebie prawo?<br>
{{tab}}— Jak tylko zaczniesz z nami pracować... o! bo my wszyscy, co tu jesteśmy, żyjemy tylko pracą...<br>
{{tab}}— Dobrze, dobrze!.. ale tymczasem, nim położę jaką zasługę, pozwólcie mi przynajmniej podzielić się moim kawałkiem chleba z tymi, z którymi mi się podoba. Mniejsza, że będę czasem nieco głodny, ale tę przykrość zastąpi ta moralna rozkosz, żem się z drugim podzielił... Ja nawet w tej chwili, już przyjąłbym jednego pod moje staranie i opiekę.<br>
{{tab}}— Kiedy tak, to już nie uwolnisz się od tego i musisz koniecznie dać nam poznać tego człowieka, aby on był zarazem i naszym przyjacielem!.. Ja także dołączę moją cząstkę, aby mu coś udzielić.<br>
{{tab}}— A więc i ja toż samo — zawołał Agrykola.<br>
{{tab}}— I ja — dodała Aniela.<br>
{{tab}}— O, moi przyjaciele — ozwał się Dagobert — zawstydzacie starego żołnierza!.. pozwólcie mi także dołączyć moją cząstkę do ogólnej składki.<br>
{{tab}}— I mnie i mnie! — dodała Garbuska.<br>
{{tab}}— Widzisz, kochany Franciszku — przemówił Gabryel do Hardego — że umiemy kochać zarazem i twoich przyjaciół... {{Korekta|Chciaj|Chciej}} nam tylko pokazać go jak najprędzej.<br>
{{tab}}Hardy wskazał żebraka, spokojnie i nieco opodal siedzącego na darninie. Jego serce wzruszone w tej chwili {{pp|pro|stotą}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1110|num=308}}{{pk|pro|stotą}} opowiadania tych ubogich, ale wielkich w duszy i umyśle ludzi {{Korekta|wrowadziło|wprowadziło}} go w stan dziwnego zachwytu — lał łzy rzewne — łzy wdzięczności i tkliwego zadowolenia.<br>
{{tab}}Wszyscy natychmiast zawołali jednozgodnie:<br>
{{tab}}— O, przestań płakać i zbliż się do kochających cię, przyjacielu!.. jesteś odtąd naszym bratem.<br>
{{tab}}Żebrak powstał; ale najpierw padł do nóg Hardemu i długo leżąc całował jego stopy i oblewał łzami. Od tegoż przeszedł następnie do Gabryela i podobnież rzuciwszy się na ziemię ściskał jego kolana.<br>
{{tab}}W tym jego uścisku, w tych łzach i silnem rozrzewnieniu, było coś innego, niż proste podziękowanie.<br>
{{tab}}Ale nikt z przytomnych tego nie rozumiał.<br>
{{tab}}Potem z kolei, ucałował wszystkich ręce; zbliżywszy się jednak do Dagoberta, usłyszał odpowiedź.<br>
{{tab}}— Eh! nie rób nam wstydu swojem całowaniem!.. Na folwarku Vives-Eaux są tylko sami bracia, przed którymi nikt się nie uniża! — i tu, spojrzawszy dobrze w twarz żebrakowi, umilkł nagle i cofnął się nieco w tył na swojem siedzeniu.<br>
{{tab}}— Cóż to znaczy, Dagobercie? — zapytali obecni z podziwieniem.<br>
{{tab}}Dagobert wpatrywał się w twarz żebraka.<br>
{{tab}}A za nim też, jakby sympatycznym kierunkiem pobudzeni wszyscy, także przypatrywać mu się zaczęli, potem cofać z przestrachem i drżeć.<br>
{{tab}}Była to chwila powszechnego osłupienia, która wywołała na ich usta to straszne nazwisko.<br>
{{tab}}— Rodin! Rodin! Rodin!<br>
{{tab}}— Tak! ja nim jestem, bracia moi — odrzekł z rezygnacyą — i łączę się z wami, aby w tej cichej i pełnej cnót zagrodzie utrzymać z wami jedno serce, jednę myśl i jednę wolę... Niegdyś wasz prześladowca, dziś osłaniam się jedną tarczą, tarczą Chrystusa, na której napisane jest: Kochajcie {{Korekta|nieprzyaciół|nieprzyjaciół}} waszych! Ktokolwiek z was jest wiernym wykonawcą tej nauki, przyjmie mnie jak brata!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1111|num=309}}{{tab}}Odpowiedź ta jednako odbiła się w sercach wszystkich i jednogłośnie odrzekli.<br>
{{tab}}— Bóg niech będzie twoim sędzią... my ci przebaczamy!<br>
{{tab}}A wtem dziwne zjawisko przedstawiło się odurzonym chwilowo na umyśle.<br>
{{tab}}Niewiadomo, czy to skutkiem nagłości i nadzwyczajności wrażenia, jakiego wszyscy tu doświadczyli, ujrzawszy tak niespodzianie przed sobą Bodina — czy też skutkiem jakiego cudu; ale wszyscy skierowali swoje oczy na piękne sklepienie nieba, upatrując tam obraz, nęcący wyobraźnią śmiertelnika.<br>
{{tab}}Wspaniała tarcza księżyca, otoczona miliardami gwiazd, prawie jeszcze raz tyle zajaśniała w swoim blasku — a potem zaraz, poniżej planety, przesuwać się zaczęły wpół przezroczyste cienie.<br>
{{tab}}Było to pięć figur, trzymających się za ręce. Dwóch mężczyzn, z tych jeden z książęcą koroną na głowie, drugi, z młotem w ręku, godło rzemiosła — dalej następowała kształtnej kibici kobieta, z rozpuszczonym włosem, a następnie, dwoje młodych jeszcze niedorosłych dzieci.<br>
{{tab}}To zmarła Rodzina Rennepontów.<br>
{{tab}}Obraz ten przesunął się zwolna przed tarczę księżyca, w czasie czego dały się słyszeć z górnych sklepieni połączone ich głosy.<br>
{{tab}}A głosy te miłe i harmonijne, tak brzmiały:<br>
{{tab}}„''Bądźcie raz jeszcze w Paryżu w domu Nr, 3, przy ulicy św. Franciszka''.“<br>
{{tab}}I obraz zniknął.<br>
{{tab}}Wyraz twarzy u każdego był prawie ten sam; jakby wszyscy zapytywali w duszy swej:<br>
{{tab}}„Gdzież to byliśmy w tej chwili?“<br>
{{tab}}I na długo jeszcze osłupienie powszechne odebrało im głos w piersiach — milczeli.<br>
{{tab}}Ale już żebraka obok nich nie było. Poszedł wolnym krokiem po za folwark Vives-Eaux.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL JS Bogucki Rodin.djvu/1112|num=310}}{{tab}}Ponury tylko, stanąwszy na progu furty tej zagrody, długo jeszcze szczekaniem swojem oznajmiał przychodzącym zwolna do przytomności, że Rodin już się oddalił.<br>
{{tab}}Poszedł drogą do Paryża.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|'''V.'''|w=120%|po=12px}}
{{c|{{Rozstrzelony|Rzeczywistoś}}ć.|w=120%|po=12px}}
{{tab}}W jednym z dni pogodnych jesieni, kiedy smutna zapowiedź zimy przerażała większą część mieszkańców Paryża, mała ta załoga folwarku Vives Eaux, przybyła do tej stolicy, aby sprawdzić słowa cudowną drogą objawione — te słowa: „Bądźcie raz jeszcze w Paryżu w domu nr. 3 przy ulicy Świętego Franciszka.“<br>
{{tab}}Serca wszystkich nieszczęśliwych ulegają nierównie więcej obietnicom i cieszą się, że przynajmniej łudzi ich nadzieja.<br>
{{tab}}Franciszek Hardy, Gabryel, Dagobert z żoną, Agrykola i Aniela a także Garbuska, pokazali się przy furcie domu, do którego ich powołało cudowne zjawisko, objawione w Solognii na sklepieniu nieba.<br>
{{tab}}Zapukali we drzwi.<br>
{{tab}}Skoro tylko rozległo się pukanie, furta otwarła się na rozcież.<br>
{{tab}}Wezwani do domu tajemniczego ujrzeli u furty Rodina.<br>
{{tab}}Stał z wyciągniętą ręką, jakby wskazywał jakąś miejscowość.<br>
{{tab}}— Mamy iść za tobą? — spytali.<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Dokąd nas chcesz zaprowadzić?<br>
{{tab}}— Do miejsca, gdzie ich zguba nastąpiła... do żałobnej komnaty tego domu.<br>
{{JustowanieKoniec2}}
{{Przypisy}}
{{ML}}
[[Kategoria:{{ROOTPAGENAME}}|**]]
nfqf2ec1zlvmdz4uy9jhj3amcotfr81
Strona:PL Jachimecki - Muzyka na dworze króla Władysława Jagiełły 1424-1430 1915.pdf/34
100
1350724
4078667
4073421
2026-04-08T15:57:48Z
Seboloidus
27417
lit.
4078667
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Vearthy" /></noinclude>{{tab}}XXX. F. 200''b'', 201''a''. ''Opus Nicolai de Radom: Et in terra pax hominibus'' (''Gloria'') na trzy głosy, z których najwyższy uważać należy za solowy głos wokalny, dwa niższe za głosy towarzyszenia instrumentalnego.<br>
{{c|<score sound="1">
\header { tagline = "" }
\layout {
indent = 10.0
\context {
\Score
\remove "System_start_delimiter_engraver"
\override HorizontalBracket.bracket-flare = #'(0 . 0)
\override SystemStartBracket.stencil = ##f
}
\context {
\Staff
\consists "Timing_translator"
\consists "Default_bar_line_engraver"
}
\context {
\Voice
\override HorizontalBracket.direction = #UP
\consists "Horizontal_bracket_engraver"
}
}
\new StaffGroup
<<
\new Staff
<<
\relative c'' {
\once \omit Score.MetronomeMark \tempo 2 = 120
\once \omit Staff.BarLine
\override Staff.StaffSymbol.line-positions = #'(-4 -2)
\once \omit Staff.TimeSignature
\clef "mensural-c1"
\cadenzaOn s128*1/128
\stopStaff
\override Staff.StaffSymbol.line-positions = #'(-4 -2 0 2 4)
\startStaff
\bar "|" s128*1/128
\clef treble \time 9/8 \cadenzaOff
c2. a4. | g2. a4 g8 | g4 f8 f4 e8 f4. | g
}
\addlyrics { \small {
Et in ter -- _ _ _ _ _ _ ra
}
}
>>
\new Staff \with { instrumentName = \markup { \small \center-column { "Contra" "tenor"} } shortInstrumentName = \markup { \small \center-column { "Contra" "tenor"} } }
\relative c'' {
\once \omit Staff.BarLine
\override Staff.StaffSymbol.line-positions = #'(0 2)
\once \omit Staff.TimeSignature
\clef "mensural-c3"
\cadenzaOn s128*1/128
\stopStaff
\override Staff.StaffSymbol.line-positions = #'(-4 -2 0 2 4)
\startStaff
\bar "|" s128*1/128
\clef treble \time 9/8 \cadenzaOff
g4 f8 g4 f8 e4 f8 | g4 f8 e2. | d4.\startGroup c2.\stopGroup | d4.
}
\new Staff \with { instrumentName = \markup { \small "Tenor"}
shortInstrumentName = \markup { \small "Tenor"} }
\relative c' {
\once \omit Staff.BarLine
\override Staff.StaffSymbol.line-positions = #'(0 2)
\once \omit Staff.TimeSignature
\clef "mensural-c3"
\cadenzaOn s128*1/128
\stopStaff
\override Staff.StaffSymbol.line-positions = #'(-4 -2 0 2 4)
\startStaff
\bar "|" s128*1/128
\clef bass \time 9/8 \cadenzaOff \override HorizontalBracket.direction = #DOWN
c2.~ c4.~ | c2.~ | c4. | b4.\startGroup a2.\stopGroup g4.
}
>>
</score>{{pw|W druku w tenorze w 4 takcie nuta ma długość ćwierćnuty, co zostało skorygowane przez zespół Wikiźródeł.}}|po=1em}}
{{tab}}XXXI. F. 201''b'', 202''a''. Kompozycya bezimienna na trzy głosy, ''Patrem omnipotentem'' (''Credo''). Tekst podpisany pod głosem najwyższym, dwa niższe są przypuszczalnie instrumentalne.<br>
{{c|<score sound="1">
\header { tagline = "" }
\layout {
indent = 10.0
\context {
\Score
\remove "System_start_delimiter_engraver"
\override HorizontalBracket.bracket-flare = #'(0 . 0)
\override SystemStartBracket.stencil = ##f
}
\context {
\Staff
\consists "Timing_translator"
\consists "Default_bar_line_engraver"
}
\context {
\Voice
\override HorizontalBracket.direction = #UP
\consists "Horizontal_bracket_engraver"
}
}
\new StaffGroup
<<
\new Staff
<<
\relative c'' {
\once \omit Score.MetronomeMark \tempo 2 = 120
\once \omit Staff.BarLine
\override Staff.StaffSymbol.line-positions = #'(-4 -2)
\once \omit Staff.TimeSignature
\clef "mensural-c1"
\cadenzaOn s128*1/128
\stopStaff
\override Staff.StaffSymbol.line-positions = #'(-4 -2 0 2 4)
\startStaff
\bar "|" s128*1/128
\clef treble \time 3/2 \set suggestAccidentals = ##t \cadenzaOff
c1 a2 | g1 c2 | d1 b2 | c1 a2 | g1.( | fis) | g~ | g
}
\addlyrics { \small {
Pa -- _ trem om -- ni -- _ po -- _ ten -- tem
}
}
>>
\new Staff \with { instrumentName = \markup { \small \center-column { "Contra" "tenor"} } shortInstrumentName = \markup { \small \center-column { "Contra" "tenor"} } }
\relative c'' {
\once \omit Staff.BarLine
\override Staff.StaffSymbol.line-positions = #'(0 2)
\once \omit Staff.TimeSignature
\clef "mensural-c3"
\cadenzaOn s128*1/128
\stopStaff
\override Staff.StaffSymbol.line-positions = #'(-4 -2 0 2 4)
\startStaff
\bar "|" s128*1/128
\clef treble \time 3/2 \cadenzaOff
g2 e1 | g1.~ | g | e\startGroup | d | c | d~ | d\stopGroup
}
\new Staff \with { instrumentName = \markup { \small "Tenor"}
shortInstrumentName = \markup { \small "Tenor"} }
\relative c' {
\once \omit Staff.BarLine
\override Staff.StaffSymbol.line-positions = #'(0 2)
\once \omit Staff.TimeSignature
\clef "mensural-c3"
\cadenzaOn s128*1/128
\stopStaff
\override Staff.StaffSymbol.line-positions = #'(-4 -2 0 2 4)
\startStaff
\bar "|" s128*1/128
\clef bass \time 3/2 \cadenzaOff \override HorizontalBracket.direction = #DOWN
c1.~\startGroup | c | g | c | b | a | g~ | d
}
>>
</score>|po=1em}}
i dalej.<br>
{{c|<score sound="1">
\header { tagline = "" }
\layout {
\context {
\Score
\override SystemStartBracket.stencil = ##f
}
}
\new StaffGroup
<<
\new Staff
<<
\relative c'' { \clef treble \time 6/4 \set suggestAccidentals = ##t
g1. | a2 b4 c2 b4 | a b2 a g4 | g2 fis4 fis2 e4 | g2. c,
}
\addlyrics { \small {
Fac -- to -- rem coe -- li et _ ter -- rae vi -- si -- bi -- li -- um _
}
}
>>
\new Staff
\relative c' { \clef treble \time 6/4 \set suggestAccidentals = ##t
\once \omit Score.MetronomeMark \tempo 2 = 120
d1. | e | fis2 e4 e2 d4 | d2.( c) | d4 e f! g2 e4
}
\new Staff
\relative c' { \clef bass \time 6/4
g1.( | c) d2.( c) | b( a) | g( c)
}
>>
</score>|po=1em}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
pyyedb5m2seouz2v8gs5wed7kdj51nm
Szablon:IndexPages/Oberżysta spod Białej sarny
10
1353158
4078572
4078543
2026-04-08T12:09:10Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078572
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>872</pc><q4>0</q4><q3>0</q3><q2>0</q2><q1>90</q1><q0>0</q0>
lflfn1hcwlnfivfjsmm6hvvwm4jrecb
4078584
4078572
2026-04-08T13:09:11Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078584
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>872</pc><q4>0</q4><q3>0</q3><q2>0</q2><q1>98</q1><q0>0</q0>
aggm7glh02der33fw6b78heu1x81b61
4078604
4078584
2026-04-08T14:09:13Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078604
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>872</pc><q4>0</q4><q3>0</q3><q2>0</q2><q1>109</q1><q0>0</q0>
t5nrt8vd4h713cel4bpmoeu5ki2qit2
4078629
4078604
2026-04-08T15:09:13Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078629
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>872</pc><q4>0</q4><q3>0</q3><q2>0</q2><q1>111</q1><q0>0</q0>
ejk38jh3hs4a4sio2nbhlojt0ffagbe
4078684
4078629
2026-04-08T16:09:14Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078684
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>872</pc><q4>0</q4><q3>0</q3><q2>0</q2><q1>121</q1><q0>0</q0>
cajqx2qdi8iyspybsu50uibp6dyb469
4078774
4078684
2026-04-08T18:09:12Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078774
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>872</pc><q4>0</q4><q3>0</q3><q2>0</q2><q1>133</q1><q0>0</q0>
6q0fvkip2nxd46yc4bdo21fnabyrl6h
4078919
4078774
2026-04-09T05:09:11Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078919
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>872</pc><q4>0</q4><q3>0</q3><q2>0</q2><q1>146</q1><q0>0</q0>
ja7ao18a7l4inaxq7zv75x90p406qoe
4078936
4078919
2026-04-09T06:09:10Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078936
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>872</pc><q4>0</q4><q3>0</q3><q2>0</q2><q1>158</q1><q0>0</q0>
e1kmtpcv44en48fd7mmy86g77u709nz
4078979
4078936
2026-04-09T08:09:12Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078979
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>872</pc><q4>0</q4><q3>0</q3><q2>0</q2><q1>168</q1><q0>0</q0>
mqv1o68iiwatlfwqbcqhetj0n5vwucf
4079013
4078979
2026-04-09T09:09:11Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4079013
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>872</pc><q4>0</q4><q3>0</q3><q2>0</q2><q1>180</q1><q0>0</q0>
tmr089x2aavbysezpl3rrlfxeq6c3n4
Szablon:IndexPages/Nieprzejednana
10
1353287
4078628
4078549
2026-04-08T15:09:11Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078628
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>1436</pc><q4>0</q4><q3>545</q3><q2>0</q2><q1>891</q1><q0>0</q0>
0gx4hmbmvlcf55ro7b63ngfd40o7xob
4078683
4078628
2026-04-08T16:09:13Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078683
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>1436</pc><q4>0</q4><q3>571</q3><q2>0</q2><q1>865</q1><q0>0</q0>
ix25gpw2yof1k06fxc4mahir0qq307n
4078722
4078683
2026-04-08T17:09:13Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078722
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>1436</pc><q4>0</q4><q3>574</q3><q2>0</q2><q1>862</q1><q0>0</q0>
h4nmwcd789grt7n527dk91s3k8xc3xn
4078978
4078722
2026-04-09T08:09:11Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078978
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>1436</pc><q4>0</q4><q3>592</q3><q2>0</q2><q1>844</q1><q0>0</q0>
1z81k00qjlbcp552i87433gf0mlyvak
4079014
4078978
2026-04-09T09:09:13Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4079014
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>1436</pc><q4>0</q4><q3>610</q3><q2>0</q2><q1>826</q1><q0>0</q0>
rpa98wqkaalgow9umlq7gkg4ghbjszp
4079035
4079014
2026-04-09T10:09:12Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4079035
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>1436</pc><q4>0</q4><q3>625</q3><q2>0</q2><q1>811</q1><q0>0</q0>
6vu1hfawmszsn51kvf0pw4z0p38r4vi
Don Kiszot z Manszy/całość
0
1354864
4079039
4058934
2026-04-09T11:35:03Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje stronę generowaną automatycznie
4079039
wikitext
text/x-wiki
{{Strona generowana automatycznie}}
{{Dane tekstu2
|referencja = {{ROOTPAGENAME}}
|okładka = PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy cover.png
|strona z okładką =
|poprzedni = {{ROOTPAGENAME}}
|następny =
|inne = {{epub}}
}}
<br>
{{CentrujStart2}}
<pages index="PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu" from=5 to=5 />
{{CentrujKoniec2}}
<br><br>
{{JustowanieStart2}}
<pages index="PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu" from=6 to=6 />
<br>
<pages index="PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu" from=7 to=659 />
<br>
{{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/673|num=3}}<section begin="cz02" />{{c|CZĘŚĆ DRUGA.|w=140%}}
{{---|50|przed=12px|po=20px}}<section end="cz02" />
<section begin="K5" />{{c|'''{{Rozstrzelony|Księga piąt}}a.'''|w=160%|po=20px}}
<section end="K5" /><section begin="X" />{{c|ROZDZIAŁ I.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Trzecia wyprawa Don Kiszota.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Cyd Hamed Benengeli powiada, że pleban z balwierzem przez miesiąc prawie nie zajrzeli do Don Kiszota, a to z obawy, żeby sobie nie przypomniał dawnych bzików i żeby mu nie przyszła ochota na nowo je rozpocząć. Odwiedzali wszakże często ochmistrzynię i siostrzenicę, zalecając im zawsze, żeby starały się wynajdywać rozmaite rozrywki Don Kiszotowi, żeby mu dawały do jedzenia posilne i zdrowe pokarmy, mięsa jak najwięcej, bo idzie głównie o pokrzepienie mózgu, z osłabienia którego wszystko złe widocznie wynikło. Kobiety zaręczały, że trzymają się tego przepisu i że na przyszłość trzymać<section end="X" /> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/674|num=4}}się go będą z całą ścisłością, bo widzą dokładnie, że Don Kiszot miewa chwile szczęśliwe, w których zdaje się być przy zupełnym rozumie. Niezmiernie ucieszyli się tem pleban z balwierzem, przypisując tak pożądany skutek swojemu zaklęciu, którego osnowę opisaliśmy poprzednio w pierwszej części, a w ostatnim rozdziale tej wielkiej i prawdziwej historyi.<br>
{{tab}}Nie wierzyli oni, żeby kiedybądź całkowicie z tej choroby mógł się wydobyć, chcąc wszakże przekonać się osobiście o ile prawdą było, co im kobiety mówiły, postanowili odwiedzić go i zobaczyć, jak się też miewa. Umówili się przeto, żeby ani słówka przy nim nie pisnąć o błędnem rycerstwie, bo za lada dotknięciem niezabliźniona jeszcze rana łatwo rozognić się może.<br>
{{tab}}Tak nastrojeni, weszli do niego i zastali go siedzącego na łóżku w kaftanie zielonym kuchajowym, z czerwoną wyblakłą szlafmycą na głowie, tak znędzniałego i wychudłego, iż do mumii bardziej, niż do żyjącej istoty był podobny. Przyjął ich nader przyjacielsko, a na pytania o zdrowie odpowiadał bardzo roztropnie, przyzwoicie i z wielką uprzejmością za nie dziękował. Po dość długiej gawędce o różnych rzeczach rozmowa zeszła jakoś na politykę i sztukę rządzenia; mówiono wiele o rozmaitych reformach, potępiano jeszcze więcej, wykazywano bez miary {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/675|num=5}}nadużycia i niesprawiedliwości, praw stanowiono bez liku; słowem, każdy z trzech przyjaciół zdawał się być nowym prawodawcą, wielkim rodu ludzkiego dobroczyńcą, drugim Likurgiem lub poprawnej rasy Solonem, a wszyscy razem cały porządek rządowy i administracyjny kraju tak przenicowali i przerobili, jak kowal, kiedy weźmie sztabę żelaza i przy pomocy ognia wykuje z niej coś zupełnie nowego i potrzebnego. Don Kiszot całą tę rozmowę prowadził tak rozsądnie, poważnie i głęboko, że obadwaj przyjaciele naprawdę wierzyć zaczęli w zupełny powrót jego do zdrowia i rozumu.<br>
{{tab}}Siostrzenica i ochmistrzyni, obecne tej rozmowie, zalewały się łzami radości, jak bobry, i nie wiedziały, jak Bogu dziękować, że pan ich tak ślicznie już na rozumie wyzdrowiał. Pleban wszakże, niezmiernie zdziwiony nagłą odmianą, chcąc się o jej stanowczości przekonać, zmienił nagle plan poprzednio ułożony i od niechcenia rozmowę naprowadził na świeże nowiny ze stolicy i dworu. Zdaniem jego, miała to być próba nieomylna stanu zdrowia pacyenta. Między innemi więc wspomniał, że Turcy z ogromną flotą wyprawiają się znów na chrześcijan; jestże to wiadomość niezawodna i nie wiadomo tylko, gdzie uderzy ta straszliwa burza. Całe chrześcijaństwo, przejęte zgrozą, garnie się pod sztandary, aby stawić opór bisurmańskim zagonom, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/676|num=6}}król hiszpański kazał już uzbroić należycie wybrzeża Neapolu, Sycylii i Malty.<br>
{{tab}}Don Kiszot odpowiedział na to:<br>
{{tab}}— Jego królewska mość działa jako przezorny i mądry wojownik, że zawczasu kraje swoje przeciw napadowi wroga ubezpiecza; gdyby wszakże chciał mnie posłuchać, podałbym mu radę, o której w tej chwili nikomu się nie śni zapewne.<br>
{{tab}}Pleban, usłyszawszy te słowa, pomyślał sobie zaraz: Boże litościwy, biednyś ty, mój Don Kiszocie, nic nie pomoże, jak byłeś waryatem, tak i jesteś. Balwierz, to samo pomyślawszy, zapytał Don Kiszota, jakażby to była rada, robiąc uwagę, że zapewne należy do długiego szeregoowych rad, które każdy z za rękawa panującemu wysypuje, a wszystkie na nic się nie zdadzą.<br>
{{tab}}— Moja rada, mości golibrodo! — odparł dumnie Don Kiszot — nie z za rękawa i na bardzo wiele zda się.<br>
{{tab}}— Ja też tego do was nie mówię, lecz tak tylko sobie, bo wiadomo z doświadczenia, że zwykle rady sypią się do tronu kopami; ażeby której posłuchać, to każda okazałaby się w skutku szkodliwą dla kraju i dla monarchy.<br>
{{tab}}— Wszystko to być może — rzecze Don Kiszot — ale moja rada, mój mosanie, nie może być szkodliwą, bo jest do wykonania najłatwiejszą. najstosowniejszą i najmędrszą.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/677|num=7}}{{tab}}— A toć nam ją wyjawcie co prędzej, mości Don Kiszocie — odezwie się pleban.<br>
{{tab}}— A, tak! chcielibyście, żebym się wygadał, a moje myśli jutro już będzie wiedział pan gubernator Kastylii i cała zasługa mnie wydartą, a komu innemu przyznaną zostanie. Znam ja się na tem, nie głupim.<br>
{{tab}}— Co do mnie, panie Don Kiszocie — rzecze balwierz — możesz być pewien i przysięgam ci na wszystkie świętości, że ani królowi, ani żywej duszy, ani dyabłu nawet, choćby się skręcił, i pół słówka nie pisnę; przysięgam ci tak, bo się tej przysięgi nauczyłem z romansu o plebanie przedstawiającym królowi złodzieja, co mu ukradł sto dublonów i wygodnego muła człapaka.<br>
{{tab}}— Nie znam tego romansu — odpowie Don Kiszot — i mniejsza o to skąd wziąłeś taką przysięgę; wierzę jej, bo wiem, mości balwierzu, żeś człowiek poczciwy.<br>
{{tab}}— A gdybyś go tak nie znał — rzecze pleban — to ja ręczę za niego, że gęby nie otworzy, chyba poziewając.<br>
{{tab}}— Ręczysz, ojcze duchowny? — rzecze na to Don Kiszot — a któż mi ręczy za ciebie?<br>
{{tab}}— Za mnie ręczy mój stan i powołanie — odpowie pleban — które mi nakazują tajemnic dochować.<br>
{{tab}}— No! kiedy tak — zawoła Don Kiszot — {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/678|num=8}}to wam powiem, do stu piorunów! że król Jegomość niech każę tylko otrąbić po całem królestwie, ażeby wszyscy błędni rycerze, wędrujący po Hiszpanii, na wyznaczony dzień do dworu się stawili, a może być pewien, że choćby ich tylko dziesięciu stanęło, to i jednego z nich dosyć na starcie w proch całej potęgi bisurmańskiej, bez względu na jej wielkość. Cóż to myślicie, moi panowie, że to rzecz wielka i nowa, ażeby jeden błędny rycerz zmiótł odrazu dwukroć stotysięczną armię, jakby jedną głowę tylko na karku miała? Kiedy nie wierzycie, weźcie którąbądź historyę, czytajcie, a obaczycie, że tam pełno takich cudów! Przecieżem tego z palca nie wyssał, a na własnąbym szkodę nie gadał; niechnoby żył dziś tylko nieśmiertelny Don Beliami, albo którybądż z rycerzy Amadysa Galijskiego, o! niechby oni tu byli, chciałbym wtedy widzieć, jakby bisurman się kręcił; jakem rycerz! nie chciałbym w jego skórze siedzieć. Ale Bóg się ulituje nad ludem swoim i ześle mu rycerza, co chociaż dawnym nie dorówna, tyle przecież będzie miał męstwa, że moc bisurmańska przed nim jak puch się rozwieje. Ty Boże! wiesz, co mówię, i basta.<br>
{{tab}}— O święty Jacku z pierogami! wrzaśnie siostrzenica — a bodajem zmarniała, jeżeli wujaszkowi znów się nie zachciewa pójść na błędnego rycerza.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/679|num=9}}{{tab}}— Czem byłem, tem będę — uroczyście odpowie Don Kiszot — urodziłem się błędnym rycerzem i błędnym rycerzem umrę, niechaj Turczyn floty wysyła i chmurami dzicz sypie, to wszystko żarty, raz jeszcze powtarzam: Ty Boże, wiesz, co mówię.<br>
{{tab}}— Pozwólcie mi, miłościwy panie — odezwał się balwierz — bardzo o to dopraszam, opowiedzieć wam zdarzenie, które się kiedyś w Sewilii przytrafiło.<br>
{{tab}}— Jak się wam podoba, mości golibrodo — rzekł Don Kiszot — gadajcie, kiedy wasza wola, my słuchać będziemy.<br>
{{tab}}I balwierz zaczął powieść następującą:<br>
{{tab}}— U Bonifratrów w Sewilli siedział człowiek, którego krewni umieścili tam jako waryata. Nie był to człowiek pospolity, bo w Osuna otrzymał stopień uniwersytecki licencyata, ale ludzie powiadali, że choćby go był i w Salamance otrzymał, to zawsze był niespełna rozumu. Po kilku latach zaniknięcia, sprzykrzył sobie pan licencyat kozę i mając się za całkiem zdrowego, a przeto na wypuszczenie zasługującego, napisał do arcybiskupa list błagalny, bardzo roztropnie i pięknie, zaklinając go na miłosierdzie Boże, ażeby go raczył wydobyć ze szpitala, gdyż Pan Bóg ulitował się nad nim i rozum całkowicie mu przywrócił. Napisał dalej, że krewni tylko, chcąc mu majątek wydrzeć, trzymają go w {{pp|do|mu}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/680|num=10}}{{pk|do|mu}} obłąkanych i do śmierci ztamtąd nie wypuszczać zamierzają. Arcybiskup, odebrawszy kilka takich listów, bardzo pięknie i rozsądnie napisanych, polecił jednemu z księży przybocznych, ażeby się od nadzorcy obłąkanych wywiedział, czy prawda, co on w nich pisze, i ażeby sam rozmówił się z nim, a przekonawszy się o dobrym stanie rozumu, natychmiast go z ciupy wypuścić kazał.<br>
{{tab}}Wysłany jałmużnik udał się do zawiadowcy szpitala i pytał się o stan zdrowia licencyata, na co ten mu odpowiedział, że jak był waryatem, tak jest ciągle w jaknajlepsze, że czasami miewa chwile zupełnej przytomności, ale, że zawsze wraca mu waryacya, co łatwo, gdy zechce trudu tyle zadać sobie, sam sprawdzić może. Jałmużnik oświadczył, że chce sam doświadczenie z chorym odbyć. Poprowadzono go do izby licencyata; przeszło godzinę prowadził z nim rozmowę i przez cały ten przeciąg czasu ani śladu niezdrowych zmysłów dopatrzyć w nim nie mógł; przeciwnie nawet, tak go znalazł rozsądnym i dowcipnym, że ani wątpliwości już nie miał, że jest najzupełniej zdrów. W toku rozmowy skarżył się licencyat na nadzorcę szpitala, że chcąc się przypodobać krewnym jego i nie utracić {{Korekta|świadmych|świadomych}} mu przez nich względów, mówi o nim zawsze, że pomimo chwil przytomności zawsze cierpi pomieszanie. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/681|num=11}}Utyskiwał najmocniej, że wrogiem jego prawdziwym i głównym jest wielki majątek, którego jest panem, gdyż krewni, chciwi nań i nieradzi pozbyć się go z rąk swoich, zawsze źle o nim mówią i zawzięcie przeczą, aby Bóg mu dozwolił wrócić do rozumu. Słowem, rozprawiał tak zdrowo i rozsądnie, że jałmużnik najzupełniej przekonany o niegodziwości krewnych jego i o jego należytym rozumie, postanowił wziąć go zaraz z sobą do arcybiskupa, ażeby sam upewnił się o stanie jego zdrowia, o którem już najmniejszej wątpliwości nie miał. Nadzorca wszelkiemi siłami starał się odwieść jałmużnika od tego zamiaru; przestrzegał go uporczywie, że licencyat jest waryatem i że narobi sobie nieprzyjemności pomyłką; ale widząc, że na nic się nie przydają perswazye i że wyraźny rozkaz arcybiskupa daje władzę rozporządzenia licencyatem jałmużnikowi, kazał mu nareszcie wydać ubiór, w którym przybył, i przebranego oddał w ręce delegata, aby z nim robił co mu się podoba.<br>
{{tab}}Licencyat, pozbywszy się szpitalnej odzieży, uradowany, że ma już na sobie suknie rozumnego człowieka, uprosił jałmużnika, ażeby mu pozwolił pożegnać się ze swymi współtowarzyszami; zezwolił na to chętnie jałmużnik i sam mu towarzyszyć w tych wizytach postanowił, ażeby przy tej sposobności przyjrzeć się innym waryatom. Wiele osób, znajdujących się tam, poszło także {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/682|num=12}}z nimi. Gdy przybyli do klatki, w której siedział zamknięty waryat, miewający czasem chwile spokojne, licencyat przemówił do niego:<br>
{{tab}}— Bądź zdrów, bracie, czy nie masz mi czego polecić? Ja już wracam do domu. Bóg w nieograniczonej łasce swojej raczył mi wrócić rozum utracony, miłosierdzie Jego i na ciebie spadnie, mam tego niepłonną nadzieję; módl się tylko do Niego, i miej w Nim ufność nieograniczoną; ja o tobie nie zapomnę i przesyłać ci będę często smaczne rzeczy do zjedzenia, bo jestem pewien, przesiedziawszy tu tyle czasu, że waryacya najczęściej idzie z próżnego żołądka i mózgu. Miej więc otuchę i nie rozpaczaj w ciężkich dolegliwościach naszych, zwątpienie najgorzej podkopuje zdrowie i śmierć tylko przyśpiesza.<br>
{{tab}}W tej chwili inny waryat, siedzący w klatce naprzeciwko, słysząc taką przemowę, zerwał się nagle z trzcinowej maty, na której leżał bez koszuli, całkiem obnażony, i zaczął wrzeszczeć na całe gardło, pytając się, kto to jest ten, co odchodzi tak wyleczony doskonale i taki mądry.<br>
{{tab}}— Ja odchodzę już, bracie — odpowiedział mu licencyat — bo niema tu czego siedzieć więcej, gdyż Bóg łaskę swą spuścił na mnie.<br>
{{tab}}— Pomiarkuj się i nie pleć koszałek-opałek, księże — odparł na to waryat — nie daj się szatanowi mamić, wróć lepiej do ciupy, z której wylazłeś, i poczekaj nim wyjdziesz.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/683|num=13}}{{tab}}— A to dlaczego? — zagadnie licencyat — kiedym już zdrów jak się należy i aż nadto pewien jestem, że nigdy tu wracać nie będę potrzebował.<br>
{{tab}}— Ha! ha! tyś zdrów jak się należy — krzyknie furyat — doskonałyś, bratku, bawisz mnie! ale przysięgam na Jowisza piorunowego, którego żywym obrazem jestem tu na ziemi, że takie cięgi sprawię niegodziwej Sewilli za zbrodnię, którą popełnia, uznając cię za człowieka zdrowych zmysłów i wolność ci wracając, że popamięta karę moją na wieki wieków amen. Wiesz dobrze, mój ty miluchny wikareczku, że mam po temu władzę i potęgę, bo wiesz, że ja jestem wielki Jowisz, że w prawicy dzierżę straszliwe pioruny i w jednem mgnieniu oka, gdy mi się spodoba, świat cały w perzynę obrócić mogę. Ale nie chcę być tak surowym, nie będę tak srogo karcił głupiego ludu tego; poprzestanę na tem, że na miasto, przedmieścia i na wszystkie przyległe im ziemie spuszczę trzyletnią suszę palącą, bez kropli jednej deszczu, i to od chwili, w której to mówię, aż do upływu całkowitego terminu, nieodwołalnie i ostatecznie przezemnie wyznaczonego. Aha! to ty masz być wolny, wyleczony i mądry, a ja jestem waryat, chory i w ciupie! O! na siarczyste pioruny moje, będziecie wy mieli deszcz, ale chyba jak ja się powieszę!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/684|num=14}}{{tab}}Wszyscy z wielką uwagą wysłuchali tego dytyrambu waryata, a licencyat, wziąwszy jałmużnika za rękę, rzekł do niego:<br>
{{tab}}— Miłościwy panie, nie lękaj się gróźb tego waryata, bo kiedy on jest Jowiszem i nie chce wam dać deszczu, to ja jestem neptunem, bogiem i ojcem wszystkich wód świata, a kiedy rozkażę, słuchać mnie muszą i będę wam zsyłał deszcz, kiedy mi się spodoba i kiedy tego okaże się potrzeba.<br>
{{tab}}— Ha! ha! mości Neptunie — odparł jałmużnik — toś to ty taki, winszuję! no, ale może lepiej nie drażnić Jowisza, zostań więc jeszcze na czas jakiś w swojej izbie, a my kiedyindziej po ciebie tu przyjdziemy.<br>
{{tab}}Nadzorca szpitala i inni obecni nie mogli się wstrzymać od śmiechu, a jegomość jałmużnik nie wiedział, czy się gniewać o to, czy nie. Koniec końców, ściągnięto z licencyata suknie, któremi się pysznił, obleczono go napowrót w kaftan szpitalny i zamknięto jako niepysznego. I o to cała historya.<br>
{{tab}}— Tożto to, co ci tak pilno było opowiedzieć, mości golibrodo — odezwie się Don Kiszot — i co niby miało też być tak do rzeczy stosowne? A mości brzytewko, miły mój skrobibrodo! jakaż to bieda, kiedy ślepy zapragnie o kolorach rozprawiać! To ty i tego nie wiesz, mój dobrodzieju, że wszelkie porównania {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/685|num=15}}i zastosowania jednych umysłów do drugich, męstwa do męstwa innego, albo piękności, albo rodowitości rozmaitych między z sobą, zawsze są nieprzyzwoite, nieprzystojne i zawsze psu na budę się nie zdały? Nie udaję się ja za kapłana, mój mości panie, ani za mędrka się nie kwapię uchodzić; chciałbym tylko z całego serca świat przekonać, jak głupio sobie poczyna, że nie myśli o przywróceniu błędnego rycerstwa. Zresztą, co mam w bawełnę obwijać, widzę już, jak na dłoni, że nędzny wiek nasz {{kor|niecodzien|niecodzień}} jest posiadać zaszczytów, którymi dawne słynęły wieki, kiedy błędni rycerze stawali w obronie państw, bronili cnót dziewic, wspierali sieroty i wdowy, karcili pysznych, a nagradzali dobrych. Dzisiejsi wojownicy wolą jedwabne i złociste stroiki, niż ciężkie kirysy i żelazne koszule. Któż dziś potrafi w pełnym rynsztunku przepędzać noce wśród puszcz i lasów, lub znosić skwary i trzaskające mrozy? Któż dzisiaj, wsparty nieruchomo na spisie, ani drgnąwszy w łęku, umie cierpieć głód, pragnienie, niewywczas i wszelkie życia niewygody z pogodnem znosić czołem? Gdzież dziś wojownik, co przebywszy dalekie góry i odwieczne lasy, gdy stanie na wybrzeżach morskich, rzuci się śmiało w nędzne czółenko, bez masztu, żagli, wioseł i majtków i puści się nieustraszenie, choć widzi przed sobą wzburzone morze, choć {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/686|num=16}}spienione bałwany miotają nim pod niebiosa, lub w niezgłębione pogrążają go otchłanie. A rycerz prawdziwy nie lęka się burzy, za nic ma niebezpieczeństwa, rzuca się na oślep, fala go niesie i w mgnienia oka, kiedy ani się spodziewa, wysadza go na brzegi o trzy tysiące mli od miejsca, z którego wypłynął, na brzeg bezludny, nieznany, gdzie kroczy śmiało i dokonywa dzieł tak wielkich i nadzwyczajnych, że chwała ich, na spiżu wyryta, służy potem za wzór i pomnik potomnym wiekom. Widzę ja aż nadto dobrze, że niewieścia miękkość i niecna niedołężność dziś popłacają, to modne teraz przymioty, bezkarnie wynoszące głowę nad znoje, trudy i męską wytrwałość. Prawdziwe męstwo nie ma już żadnej zasługi, nie przynosi chwały; nikt go już nawet odróżnić nie umie od czelnej dzisiejszych junaków nadętości waleczne zawodzących popisy przy stole i pannach; zniedołężnienie i ciemnota podały w pogardę zacne rycerza rzemiosło, którem zawsze chlubili się i jaśnieli błędni rycerze. Powiedzcież mi, gdzież znajdziecie dzielniejszego i szlachetniejszego młodziana, jak Amadys z Galii? gdzież udatniejszego kawalera jak Palmerin z Oliwy? kto zrówna w słodyczy i uprzejmości Tyrantowi Białemu? Pokażcie mi kawalera układniejszego od Sizwara z Grecyi, męża liczniejszemi okrytego blizny i tęższymi władnącego ciosy jak Don Belianis? {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/687|num=17}}waleczniejszego i zuchwalszego nad Periona z Galii? kto mi wymieni tak śmiałego i natarczywego wojownika jak Feliks Mars z Hirkanii, albo serce wznioślejsze i szczersze jak Esplaudyana, albo żołnierza tak dzielnego, jak Cirongilio z Francyi? Widzieliście kogo dumniejszego odwagą od Radomonta, przezorniejszego i wytrawniejszego od króla Sobrina, żwawszego do czynu od Renauda, albo Rolandowi w boju równego? Czyż są gdzie na świecie tacy, coby {{kor|ch|ich}} męstwo wytworność porównać {{kor|można Rogierem|można z Rogierem}} od którego książęta Ferrary ród wiodą, jak o tem świadczy Turpin w »Kosmografii?« Wszyscy ci mężowie, mój dobrodzieju, i wieikie mnóstwo innych, którychbym ci tu jeszcze mógł wyliczyć byli rycerzami błędnymi, świecznikami, gwiazdami wszelkiego rycerstwa i takich to radziłbym królowi jegomości powołać do siebie jeżeli chce się z Turczynem krtótko rozprawić i tak go przepłoszyć, że ani się obejrzy, jak wróci, skąd przyszedł, i swoich się nie doliczy. Bajcie sobie, co chcecie, a ja przecież w chałupie siedzieć nie będę, chociażby dobrodziej jałmużnik po mnie nie przyszedł, albo powisz, jak waćpan skrobibroda powiada, deszczu {{kor|oskąpił|poskąpił}}; ja tam na niego zważać nie myślę. Powiadam, że deszcz być musi, jak zechcę, to padać będzie i koniec. Widzisz, mości balwierzu, żem ci trafił w cetno; masz kiedyś chciał.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/688|num=18}}ażebyś nie myślał, że ja nie wiem, do czego piłeś.<br>
{{tab}}— Jako żywo, mości panie Don Kiszocie — odpowie balwierz — ani mi w głowie nie postało czembądż urazić waszmości; Bogiem się w tem świadczę i nie masz się co waszmość na mnie gniewać.<br>
{{tab}}— Gniewać się albo nie gniewać, nikt mnie uczyć nie będzie, wiem co do mnie należy.<br>
{{tab}}Tu zabrał głos pleban, który dotąd ani się odezwał, tylko ciągle słuchał:<br>
{{tab}}— Mości panowie, dotąd uszy moje tylko czuwały, a ust nie otworzyłem, i chciałbym być objaśniony w pewnej wątpliwości, którą mi nastręczyła mowa imcipana Don Kiszota.<br>
{{tab}}— Możesz przecież, mój dobrodzieju, mówić szczerze i ulżyć sobie w tej wątpliwości, kiedy ci się podoba — powie Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Kiedy taka wola wasza — ciągnął dalej pleban — to powiem wam, że najbardziej mi to w głowie dokucza, iż na żaden żywy sposób przekonać siebie nie mogę, ażeby wszyscy ichmościowie, {{Korekta|będni|błędni}} rycerze, o których waszmość dopiero co mówiłeś, kiedybądż po świecie, jako żywi ludzie z kości i ciała chodzili, i, Bogiem a prawdą, przyznam się, że poczytuję ich historye za czcze baśnie, na uciechę jeno wymyślone przez próżniaków, co nic lepszego do {{Korekta|robory|roboty}} nie mieli.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/689|num=19}}{{tab}}— Otóż to mi dopiero dobrodziej, mylisz się grubo — żwawo odeprze Don Kiszot — wielu ludzi w ten błąd popada i nie wierzy, że tacy rycerze na świecie byli. Nieraz ja już musiałem o to odbywać dysputy; prawda żem nie zawsze zdołał przekonać przeciwników, bo są ludzie tak niewierni i uparci, że z nimi ani rusz; ale wiele razy zdołałem przecież wyjść zwycięzko i niejednego przekonać dowodami jak słońce jasnymi o tej prawdzie tak oczywistej i jawnej, że mógłbym prawie przysiądz, jako na własne oczy widziałem Amadysa z Galii. Był to, panie, chłop rosły, co się zowie, a na twarzy bieluchny, rumiany, z brodą czarną, piękną, a w oczach miał coś razem słodkiego i surowego; gadać wiele nie lubił, a do gniewu był skory, jak siarka do ognia, tylko, że prędko się znów opamiętał. Mógłbym wam tak samo, jak Amadysa, opisać i innych wszystkich rycerzy błędnych, co żyli w świecie, bo z ich dziejów, czynów i charakterów łatwo sobie utworzyć wyobrażenie rysów, cerę ich twarzy, wzrost, postawę i całą osobę.<br>
{{tab}}— Mości Don Kiszocie — odezwie się balwierz — jakiego też wzrostu był olbrzym Morgąnt?<br>
{{tab}}— Rozmaite są zdania co do tego, czy byli na świecie olbrzymi, czy nie — odpowie Don Kiszot. — Ale Pismo Święte, które jest {{pp|nie|omylne}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/690|num=20}}{{pk|nie|omylne}}, uczy nas, że byli olbrzymi, wspominając o owym Filistynie Goliacie, co był półósme łokcia wysoki. W Sycylii także znaleziono kość ludzkie, świadczące, że ci, co je mieli, musieli być wielcy jak wieże, co łatwo z geometry się okazuje. Z tem wszystkiem ręczyć nie mogę, aby Morgant był bardzo rosły, a nawet zdaje mi się, że nie musiał być bardzo wielki, bo historya o nim wspomina, że częstokroć sypiał pod dachem, a jeżeli mógł się zmieścić do domu, to nie mógł być tak bardzo potężny.<br>
{{tab}}— A prawda — odezwie się pleban, wielce rozochocony temi banialukami Don Kiszota i chcąc wyciągnąć go dalej, zapytał zaraz — a jakie też twarze — mieli Renaud i Roland, mości Don Kiszocie, i tych dwunastu parów, co to wszyscy byli błędnymi rycerzami; jak też oni wyglądali?<br>
{{tab}}— Renaud niezawodnie miał rysy twarzy szerokie, cerę rumianą i czerstwą, oczy żywe, ognia pełne i wyłupiaste; temperamentu był strasznie gwałtownego, obraźliwy, zadzierny i zawsze stawał w obronie rabusiów, złodziejów i innych tego kalibru ludzi. Roland, albo Rotolam, albo Orland (bo historya nadaje mu te trzy rozmaite imiona) był niewątpliwie wzrostu średniego, barczysty, krępy i nie zgarbiony, na twarzy ogorzały, z brodą rudą, cały porosły, w spojrzeniu groźny, małomówny, ale mimo to grzeczny i uczciwy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/691|num=21}}{{tab}}— A jeżeli Roland tak wyglądał — rzecze pleban — to się wcale nie dziwię, że Angelika wołała Medora niż jego, bo tamten był młody, ładny, miły i t. d. <br>
{{tab}}— Ta Angelika, mości plebanie — odrzekł Don Kiszot — to była wietrznica, ladaco, waryatka, sowizdrzałka, słynąca po świecie nietyle może z piękności, co z bezczelności, swojej głośna rozwiązłością, niedbała o dobrą sławę, goniąca jedynie za rozkoszami, wzgardziła królami i książętami, a lekceważąc najdzielniejszych i najznakomitszych rycerzy, wybrała sobie na amanta hajduka bez imienia i zasługi, tem jedynie zalecającego się, że wytrwale i wiernie przyjaźni jej dochowywał. Nieśmiertelny Ariost, co tak szeroko piękność jej opiewał, zamilkł o niej całkiem, odkąd ten wybór niegodny zrobiła, i nie chcąc już nawet wspomnieć, co się z nią potem działo (a zapewne nic dobrego), zakończył historyę jej tymi dwoma wierszami
<poem>{{f|w=90%|Może też kiedyś dokładniejsze pióro
Skreśli jej dzieje....}}</poem>
{{tab}}Jak powiedział, tak się stało. Dlatego to poetów nazywają wieszczami, że tak prorokować umieją, bo istotnie niedawno jakiś rymopis andaluzyjski napisał poemat o łzach Angeliki, a drugi znów poeta głośny, a jedyny w Hiszpanii, opiewał piękność jej niezrównaną.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/692|num=22}}{{tab}}— Powiedzcież mi też, mości Don Kiszocie — zagadnie balwierz — czy nie znalazł się ani jeden poeta, coby przecież przyciął ostrą satyrą tej Angelice, na której chwałę tylu się zdobywało?<br>
{{tab}}— Niema wątpliwości — odpowie Don Kiszot — że jeżeli Sakrypunt i Roland byli poetami, to musieli pięknie ją odmalować, bo to rzecz zwyczajna, że wzgardzeni kochankowie mszczą się na swoich damach paszkwilami i satyrami; ale to rzecz niegodna, mimochodem powiedziawszy, serca szlachetnego. Ja jednak dotąd nie widziałem i nie znam żadnego pisma przeciw Angelice, choć ona cały świat prawie do góry nogami przewróciła.<br>
{{tab}}— A to cud doprawdy! — wtrącił pleban.<br>
{{tab}}Śród tej rozmowy uderzył ich nagły hałas i krzyk mocny siostrzenicy i ochmistrzyni, które przed chwilą zeszły na podwórze; urwała się więc rozmowa, a rozmawiający pobiegli obaczyć, co się tam dzieje.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ II.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''O wiecznej sprzeczce Sanszo Pansy z siostrzenicą i ochmistrzynią Don Kiszota.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Hałas i wrzask, o którym wspomnieliśmy, pochodził stąd, że Sanszo Pansa łomotał z całych {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/693|num=23}}sił we drzwi i koniecznie chciał wejść do domu, ażeby się widzieć z panem, a siostrzenica z ochmistrzynią ze wszystkich sił opierały się temu, wołając na niego:<br>
{{tab}}— Precz stąd! czego tu chcesz, ty darmozjadzie? Wynoś się zaraz do domu, nie masz tu co robić! To ty, niegodzijaszu, zawracasz tak głowę panu i wyciągasz go z domu, ażeby się tłukł po święcie, jak mara po piekle.<br>
{{tab}}— A babo przeklęta! — wrzeszczał Sanszo — mnie to łeb zawrócili, mnie z domu wyciągnęli tłuc się po święcie, obiecując mi gruszki na wierzbie; to twój pan tak umie wodzić kat wie gdzie, szukać czego nie zgubił, a przyrzeka złote góry i łudzi, że mi daruje jakąś wyspę, co się jeszcze na świat nie urodziła.<br>
{{tab}}— A! żebyś ty pękł ze swojemi wyspami, ty łotrze wierutny — na to mu gospodyni — cóż to ty chcesz za wyspę? czy to jaki kąsek, myślisz, do pożarcia, ty niedopchany worze! ty żarłoku bestyalski!<br>
{{tab}}— To nie do jedzenia — odezwie się Sanszo — ciemna istoto! to, widzisz, wyspy do rządzenia, a to więcej warte, niż cztery miasta i cały nasz powiat, rozumiesz?<br>
{{tab}}— A niech tam sobie będzie, co chce, ciemięgo — odkrzyknie gospodyni — a ty tu, łotrze, nie wejdziesz; pójdźże sobie zaraz precz i ruszaj rządzić u siebie w domu, niezdaro, {{pp|pa|trzeć}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/694|num=24}}{{pk|pa|trzeć}} roli, nie nabijać sobie próżno łba temi wyspami dyabelskiemi.<br>
{{tab}}Pleban z balwierzem pękali od śmiechu, słuchając tej rozmowy. Ale Don Kiszot zakłopotał się, ażeby Sanszo na kieł nie wziął i w gniewie nie rozgadał w okolicy, jakie go przygody na wyprawie prześladowały, coby mu mogło wielki despekt przynieść; uciszył więc prędko gospodynię z siostrzenicą, a Sansza wpuścić kazał. Wszedł tedy Sanszo, a ksiądz z cyrulikiem pożegnali Don Kiszota w przekonaniu, że się już nigdy nie wyliże z tej swojej choroby, a przynajmniej nigdy na dobre do rozumu nie przyjdzie, bo mu te rycerskie dziwactwa takiego w ciemię ćwieka zabiły, że ani myśleć, ażeby mu go teraz co wybić potrafiło. Gdy wyszli, pleban odezwał się do balwierza:<br>
{{tab}}— Wiesz, co ci powiem, kmotrze, a to ani się obejrzymy, jak nasz szlachcic czmychnie znów w świat na wyprawę.<br>
{{tab}}— O! i ja tak myślę — rzecze balwierz — no! że się panu we łbie kotłuje, to już mniejsza dziwota, ale że hajduk, takie głupie chłopisko, wierzy na dobre w obiecaną sobie wyspę, to mi się nie może w głowie pomieścić.<br>
{{tab}}— A niech ich tam Pan Bóg sekunduje — odezwał się pleban — a my tylko zdaleka obserwujmy sobie, do czego ich te piekielne harce doprowadzą; a to jakby ulał jeden do {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/695|num=25}}drugiego przystali, wart jeden drugiego, jaki pan, taki kram, ale głupota pana mniejby odbijała bez tego gapia sługi.<br>
{{tab}}— Ja to samo powiadam — rzecze balwierz — ciekawym tylko, co też oni teraz z sobą będą gadali?<br>
{{tab}}— I ja ciekawy jestem — wtrącił ksiądz — ale niema po co głowy sobie łamać, dowiemy się wszystkiego, opowiedzą nam jak z pytla wszyściusienko siostrzenica z gospodynią, alboż to one nie kobiety, nie darują i źdźbła jednego, wszystko nam wypaplą.<br>
{{tab}}Don Kiszot z Sanszą zamknęli się tymczasem, a widząc, że są sami, Don Kiszot zaczął:<br>
{{tab}}— Wiesz co, Sanszo, kaducznie mi dopiekłeś tem twojem gadaniem, że ja cię z domu wyciągnąłem! I po co to takie bajdy? alboż nie wyjechaliśmy obydwa razem, przecieżem ja w domu nie został? Wyruszyliśmy razem, jednemi drogami chodziliśmy, obydwa i wspólnie dzieliliśmy dolę naszą, a że tobie się raz oberwało, czyżem ja nie był zbity sto razy więcej od ciebie? ot, tyle i mego zysku!<br>
{{tab}}— Boć się też więcej i należało wielmożnemu panu, niż mnie, pokornemu słudze — naiwnie odpowie Sanszo — kiedy już taki ma być los błędnych rycerzy, ażeby złe się sypało na nich, a nie na ich giermków.<br>
{{tab}}— Bajesz, sam nie wiesz co — obruszy się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/696|num=26}}{{tab}}Don Kiszot — wcale inaczej rzecz się ma, a najlepiej o tem przekonywa stare przysłowie: ''Quando caput dolet, caetera membra dolent''.<br>
{{tab}}— Ja się tam, panie, na tem nie znam, ja po swojemu tylko umiem gadać i słuchać.<br>
{{tab}}— No to ci wytłómaczę; to znaczy, że kiedy głowa choruje, to całe ciało boleje i czuje. Rozumiesz teraz? A że, jako pan, jestem głową całego ciała, którego ty część stanowisz jako sługa, więc kiedy mnie się co złego spotka, to i tobie musi się dać we znaki, tak samo znów, jak kiedy ty oberwiesz, to i ja uczuć muszę.
Rzecz prosta i jasna.<br>
{{tab}}— A jużciż takby być powinno — odpowie Sanszo — ale kiedy mnie biedną cząstkę ciężko zużywali, podrzucając jak piłkę, to głowa wtedy była het za murami i żadnego nie czując bólu, przypatrywała się sobie, jak ja w powietrzu kozły wywracam, a kiedy części ciała mają cierpieć, skoro głowa cierpi, toby przecież należało. ażeby i głowa powąchała tego, co członkom pachnie.<br>
{{tab}}— A cóż to ty myślisz, Sanszo, że mnie to nie bolało krwawo, kiedy ciebie podrzucali w powietrze? Nie mów tego i nie myśl nawet, mój przyjacielu, bądź pewien, że w duchu ja więcej wtedy cierpiałem, niż ty na ciele. Ale dajmy już teraz pokój temu wszystkiemu; kiedyindziej o tem pogadamy i jakoś rzecz ułożymy. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/697|num=27}}A teraz, mój Sanszo kochany, powiedz mi też, tylko szczerze, co o mnie gadają w okolicy? co o mnie mówią kmiecie? jak o mnie sądzi szlachta? jak rycerstwo? Co mówią o odwadze, o czynach moich i uprzejmości? i co myślą o moim zamiarze przywrócenia do dawnej świetności zaginionego już prawie błędnego rycerstwa? Słowem, bez żadnego pochlebstwa i ogródki powiedz mi wszystko, coś tylko o tem zasłyszał, nie obwijaj nic w bawełnę, nie dodawaj, ani ujmuj, bo to jest obowiązek wiernego sługi donosić panu wszystko bez żadnego pochlebstwa i oszczędzania, co tylko o nim słyszy. I wiedzieć ci należy, mój Sanszo, że gdyby monarchowie od sług swoich całą prawdę słyszeć mogli gdyby oni rzetelnie i sumiennie, bez przymieszki własnego interesu i innych względów, rzeczy im przedstawiali, to wszędzie błoga panowałaby spokojność, sprawiedliwość i zamożność i wiek ten stałby się wiekiem złotym, jak to bywało przed czasy. Niech ci to służy za naukę, mój Sanszo, żeś powinien mi bez ogródki odpowiedzieć na pytanie, które ci zadałem.<br>
{{tab}}— Będę wam posłuszny, wielmożny panie, kiedy taka wola wasza — odpowie Sanszo — chętnie to uczynię, ale pan się może na mnie obruszy, jak ja będę wszystko gadał, co uszy moje słyszały.<br>
{{tab}}— Nie lękaj się niczego, zaręczam ci, że {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/698|num=28}}gniewać się nie będę, mów wszystko, bez żadnych a żadnych wybiegów.<br>
{{tab}}— Najprzód, wielmożny panie, trzeba wam powiedzieć, że wszyscy mają was za wielkiego głupca i mnie także nie za mądrego. Szlachta powiada, że zadzieracie nosa nad nią i dlatego przyczepiliście sobie Don od frontu nazwiska i że wysforowaliście się na rycerza na dwóch włókach roli, a łachman wisi wam z przodu i z tyłu zamiast sztandaru, i powiada, że jesteście stąd odęty, choć zimno w pięty, a chłodno i głodno. Panowie znów, czy tam rycerstwo, jak zwał, tak zwał, byle swoje miał, nie lubią, ażeby się szlachta z nimi bratała, a zwłaszcza; też zagonowa, co za zającem ugania się sama z charty, a kubrak ma wytarty, buty sobie, w kominie szwarcuje sadzami, a białe pończochy zielonemi zszywa niciami.<br>
{{tab}}— Co ty tam prawisz, baju — wtrącił Don Kiszot — przecież to się mnie nie tyczy, ja chodzę zawsze dobrze odziany, łat na mnie nikt nie widział, jeżeli się dziura na sukni czasem zdarzy, to od zbroi, nie od starości.<br>
{{tab}}— O odwadze wielmożnego pana, o czynach, uprzejmości i zamysłach jego, to ludzie, znów różnie gadają, jak którzy — mówił dalej Szanszo. — Jedni powiadają: e! to głupiec, ale zabawny! drudzy znów: mężne ma serce, ale; nie ma szczęścia; inni znów: grzeczny jest {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/699|num=29}}i uprzejmy, ale waryat; inni znów... ale ktoby ich tam spamiętał, na wołowej skórze tego nie spisać. Bóg wie czego już tam nie gadają i o wielmożnym panu i o mnie, że to już nie moja głowa, ażeby to wszystko tak powtórzyć.<br>
{{tab}}— Widzisz, Sanszo mój kochany — rzecze Don Kiszot — zawsze to tak na świecie bywa, że im kto większemi jaśnieje cnotami, tem dokuczliwiej szarpią go i szkalują złośliwe języki. Żaden z ludzi wielkich nie uszedł pocisków potwarzy. Juliuszowi Cezarowi, co był tak wielkim człowiekiem i wodzem, musiano przecież przypiąć łatkę i znaleźli się tacy, co mu zarzucali skażone, miękkie obyczaje, zbytnią w stroju fanfaronadę i panoszenie się nad innych. Na Aleksandra, którego czyny głośne na wieki zjednały na przydomek wielkiego, wygadywali, że lubił pałkę zalewać. Herkulesa, tak znakomitego bohatera, co owych dwunastu dzieł kolosalnych dokonał, oczernili, że się z kobietkami za bardzo zadawał. Na Galaora, brata Amadysa, wynaleźli, że był zadzierny i ze wszystkimi szukał zwady, a na wykwintnego Amadysa szkalowali, że był beksą. Widzisz więc, Sanszo mój kochany, kiedy tacy mężowie nie mogli ujść żądła ludzkiej zawiści, to cóż ja mam zważać, co na mie gadają, Bóg łaskaw jeszcze, że nic gorszego nie wymyślili.<br>
{{tab}}— Ale ba! — na to mu Sanszo — ażeby to tyle tylko gadali, ale licha, tam?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/700|num=30}}{{tab}}— Co? to jeszcze więcej co gadają? — skwapliwie zapyta wychudły szlachcic.<br>
{{tab}}— A jużciż, że gadają i co jeszcze, aż włosy na głowie stają, ja tylko tak zwierzchu same słodycze waszej wielmożności opowiedziałem, ale to tam są jeszcze straszne piołuny. A jeżeli waszej wielmożności tak koniecznie pilno wszystko się dowiedzieć, to ja wam przyprowadzę zaraz kogoś, co opowie wam do najmniejszej odrobiny te miłe przysmaki, którymi nas obudwu traktują. Wczoraj przyjechał tu z Salamanki syn Bartosza Karaska, co to chodził tam na nauki i bakałarstwa się dochrapał, poszedłem się z nim przywitać, on to mi dopiero cudów naopowiadał, co to o was po świecie rozgadują i w książkach nawet drukują, bo ktoś tam napisał już nawet całą historyę o przedziwnym szlachcicu Don Kiszocie z Manszy. Rozpowiadał mi, jak tam i o mnie pisze szeroko, że stoję tam cały jak długi z prawdziwem mojem nazwiskiem Sanszo Pansa, że jest tam i o pani Dulcynei z Tobozo i o innych rozmaitych rzeczach, które tylko między nami dwoma na cztery oczy się działy, że aż się żegnałem! skąd ten pismak mógł to wziąć, boć przecie nikt mu tego nie powiedział, czego nikt nie słyszał.<br>
{{tab}}— Ręczę ci, mój Sanszo, — rzecze Dor Kiszot — że autor tej historyi musi być jakim czarnoksiężnikiem wielkim, bo dla nich niem nic skrytego na świecie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/701|num=31}}{{tab}}— A wierzę bardzo, że to być musi czarnoksiężnik i wielki — odpowie Sanszo — bo licencyat Samson Karasko powiadał mi, że się nazywa Cyd Hamet Berengena.<br>
{{tab}}— Alboś się posłyszał, mój Sanszo, albo to nieprawda, że on przed nazwiskiem ma tytuł ''Cid'', bo ten wyraz po arabsko znaczy Pan.<br>
{{tab}}— A może i to być, albo ja wiem — odrzecze Sanszo — ale jeśli wielmożny pan chce, to najlepiej będzie, jak mu sprowadzę samego licencyata, zwinę się w lot.<br>
{{tab}}— Bardzo dobrze, mój przyjacielu Sanszo — pragnę tego serdecznie, boś mi piekielnie rozłechtał ciekawość, i nie mógłbym kawałka strawy donieść do gęby, gdybym się wszystkiego dokładnie nie dowiedział.<br>
{{tab}}— A no! to biegnę po niego — zawoła Sanszo, i zostawiając pana, poleciał {{Korekta|pędam|pędem}} szukać licencyata, którego mu też wkrótce dostawił. Wtedy między nimi trzema zawiązała się śliczna {{Korekta|rozwoma|rozwowa}}.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ III.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''O smutnej rozmowie, jaką mieli Don Kiszot, licencyat Samson Karasko i Sanszo Pansa.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Don Kiszot siedział w wielkim pogrążony smutku, czekając na licencyata Karasko, który {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/702|num=32}}miał mu opowiedzieć własną jego historyę, jak ją w książce opisano. Rozmyślał głęboko i pojąć nie mógł, jak zdążono już dzieje jego, wielkie czyny i wiekopomne wyprawy uwiecznić pismem, kiedy {{kor|jesze|jeszcze}} miecz jego nie osechł ze świeżej krwi nieprzyjaciół. Był pewien, że to tylko czarnoksiężnik jakiś mógł za pomocą magii zrobić coś podobnego, jako wielki jego przyjaciel, chcąc światu dać poznać czyny jego słynniejsze od przygód najznamienitszych na ziemi rycerzy błędnych, i chcąc je podać do potomności; a może też myślał sobie zrobić to jako nieprzyjaciel, dla osłabienia znamienitości tych dzieł wielkich i poniżenia ich bardziej od najlichszych czynności najnikczemniejszych giermków, o których wspomina historya. Ale znów rozmawiając sam z sobą, wpadał na myśl że historya nigdy nic nie wspominała o giermkach błędnych rycerzy i że kiedy ta jego historya wydrukowaną została, to musi być piękna nauczająca i godna uwielbienia, bo jest historyk tak znamienitego kawalera. Myśl ta przejmowała go wielką pociechą, ale nazwisko maurytańskiego autora stawało mu znów przed oczyma z tytułowym przyrostkiem ''Cid'', i martwił się znów, bo te Maury, to naród przewrotny, złośliwy, skrywający prawdę umyślnie, i wpadał prawie w rozpacz, przypuszczając, że tak niegodziwy pisarz pozwolił sobie może zbyt swobodnie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/703|num=33}}mówić o jego miłości, a tem skazę jaką rzucić na wysokie cnoty nieporównanej w przymiotach duszy i ciała damy jego, Dulcynei z Toboso. Może nie dość wychwalał wierność jego nieposzlakowaną, a nadewszystko tę skromność wielką przy tak namiętnem uczuciu i potęgę tego uczucia, co królewny, cesarzówny, księżniczki i najznakomitsze damy w świecie odpychało od siebie, żeby w niczem nie ubliżyć tej, która była wszechwładną panią jego całej istoty.<br>
{{tab}}Sanszo Pansa i Samson Karasko zastali go pogrążonego w tych ciężkich rozmyślaniach; zerwał się nagle, jakby ze snu ocknięty, na przyjęcie licencyata i powitanie go tysiącem najwyszukańszych uprzejmości. Ten Karasko był to sobie wyrostek, lat około dwudziestu czterech, mały, chudy i mizerny, ale sztuka bardzo sprytna i kpiarz wielki. Twarzy był okrągłej, nos miał zadarty, a gębę szeroką, co wszystko znamionuje zawsze umysł złośliwy, przedrwiewać drugich i kosztem ich bawić się lubiący. Jak tylko zobaczył Don Kiszota, padł przed nim na kolana i błagalnym głosem dopraszał się, żeby jego dostojność pozwolić mu raczyła ręce swe ucałować, i tak mówił:<br>
{{tab}}— Wielki Don Kiszocie, jakem licencyat, tyś najznamienitszy między najpierwszymi świata tego rycerzami, jacy tylko istnieli i istnieć kiedykolwiek mogą. Chwała niechaj będzie Cid {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/704|num=34}}Hametowi Banengeli, chwała mu po tysiąc razy za to, iż tak pięknie i starannie opisał wielkie czyny twoje: i chwała temu po milion razy, co opis ten wiernie z arabskiego na kastyliański przetłómaczył język i dał nam wszystkim rozkosz czytania tak doskonałej książki.<br>
{{tab}}— A więc to prawda — rzekł Don Kiszot podnosząc go z ziemi — że napisano historye moją i że Maur jest jej autorem?<br>
{{tab}}— Jest to prawdą tak dalece — odrzekł licencyat — że w tej chwili, kiedy to mówię pewno już odbito więcej niż dwanaście tysięcy tomów tej prawdziwej historyi w Lizbonie, Barcelonie i Walencyi; słyszałem nawet, że zaczęto ją drukować już w Anwerze i nie wątpię, że wkrótce drukować ją będą wszędzie a wszędzie i przetłómaczą na wszystkie a wszystkie świata tego języki.<br>
{{tab}}— Jest to jedna z najmilszych rzeczy — wtrącił Don Kiszot — jakie wydarzyć się mogą w życiu wielkiego człowieka, kiedy widzi, że ludzie go ocenić i uszanować umieją.<br>
{{tab}}— O! co do szacunku ogólnego i ocenienia — odpowie licencyat — wasza dostojność, masz wyższość niesłychaną nad wszystkimi w świecie rycerzami i autor i tłómacz oddał wszędzie charakterowi waszej dostojności najwyższe pochwały, wszędzie go wystawiają w najświetniejszym blasku ozdób i przymiotów {{pp|wspa|niałych}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/705|num=35}}{{pk|wspa|niałych}}, jakimi są: waleczność wasza w boju, wytrwałość w przeciwnościach, cierpliwość i wytrzymałość na wszelkie rany i cielesne cierpienia, a nadewszystko ta nieporównana skromność w eterycznej miłości ku najdostojniejszej pani, Dulcynei z Tobozo.<br>
{{tab}}— Oho! ho! — zawoła Sanszo — jeszczem też nie słyszał, żeby ją kiedy tytułowano najdostojniejszą panią, zawsze się nazywała poprostu tylko panią Dulcyneą; to już pan historyk grubego w tem uciął bąka.<br>
{{tab}}— No, cóż tam, to nic nie znaczy, taki zarzut jest małoważny — odrzecze licencyat.<br>
{{tab}}— Ale to nie jest żaden zarzut — rzecze Don Kiszot — ale powiedzcie mi, proszę was, panie, która też przygoda moja najbardziej jest cenioną?<br>
{{tab}}— Co do tego nie jednakowe są zdania — odpowie Karasko — umysły są całkiem podzielone w tym względzie: jedni najwyżej stawiają przygodę z wiatrakami, które wasza dostojność wziąłeś za olbrzymów, inni znów przygodę z foluszami, i tak rozmaicie. Są tacy, co nadewszystko cenią bój z dwiema armiami, gdzie wasza dostojność wielkich cudów waleczności dokazywałeś, a które pokazało się potem, były dwiema trzodami owiec; drudzy wychwalają najbardziej awanturę z nieboszczykiem do Segowii prowadzonym, inni z więźniami, a jeszcze {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/706|num=36}}Inni twierdzą, że przygoda z benedyktyńskimi olbrzymami i bój z Biskajczykiem najpierwsze trzyma miejsce.<br>
{{tab}}— A powiedzcież mi też, panie licencyacie — przerwie Sanszo — czy jest tam mowa w tej historyi o przygodzie z Yanguasami, kiedy Rosynantowi zachciało się w konkury?<br>
{{tab}}— A jakże; najmniejszego szczegółu nie opuszczono — odparł licencyat — autor pomieścił najdrobniejsze wypadki ze szczegółowymi każdej rzeczy opisami, nawet twoich koziołków w powietrzu nie pominął, panie Sanszo.<br>
{{tab}}— Oj koziołki to były, koziołki — westchnął Sanszo — niech ich najsiarczystsze!...<br>
{{tab}}— Każda historya w świecie musi mieścić w sobie rozmaite przejścia — sentencyonalnie odezwie się Don Kiszot — historya zaś rycerska przedewszystkiem warunek ten mieć musi, bo wypadki i losy nie mogą zawsze jednako pomyślnie szykować się rycerzom.<br>
{{tab}}— A oczywiście — potwierdzi Karasko — chociaż wielu znajduje, że autor niepotrzebnie w tej historyi wzmiankował tak szczegółowo i dokładnie ilość kijów, które rycerzowi Don Kiszotowi tak często zdarzało się po skórze obrywać.<br>
{{tab}}— A jakże, kiedy to prawda, to musi być w historyi — poważnie wtrąci Sanszo.<br>
{{tab}}— Lepiej byłby zrobił, ażeby o tem {{pp|nie|wspominał}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/707|num=37}}{{pk|nie|wspominał}} — rzecze Don Kiszot — po co gmatwać rzecz drobnostkami wcale niepotrzebnemi do zrozumienia i przejęcia się całym tokiem dzieła historycznego, a mogącemi jedynie rzucić niekorzystny cień na głównego bohatera. Nie potrzeba tak się uganiać zażarcie za drobiazgową prawdą, żeby już nic a nic nie opuścić, zwłaszcza też takiego, co może rodzić niemiłe wrażenia. Alboż to Eneasz był taki święty, jak go Wirgili wystawia, albo Ulisses był taki mądry i przebiegły, jak go Homer maluje? któżby temu wierzył?<br>
{{tab}}— I ja nie wierzę — odpowie Karasko — ale inna to rzecz pisać poezye, a inna znów pisać historyę; poeta nie potrzebuje być tak ściśle wiernym, i dość, kiedy wystawi rzeczy, jak być powinny, a historyk musi je malować koniecznie, jak były, na krok nie odstępując prawdy dla żadnej a żadnej przyczyny.<br>
{{tab}}— Kiedy ten pan Maur — rzecze Sanszo — tak się pilnuje prawdy, to pewno tam musiał wspomnieć przy panu moim, jak go nieraz pobili, i o tem także, jak mnie się po grzbiecie dostało; bo co prawda, to prawda, że i mnie nigdy nie chybiło, jak się tylko panu oberwało, jak pan stękał na krzyże, to ja pewno cały jak kwaśne jabłko wyglądałem, i nic w ten dziwnego, boć pan powiada, że jak głowa choruje, to już całe ciało nie czuje. Oj, czuje!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/708|num=38}}{{tab}}— Dajże już pokój tym swoim żarcikom, Sanszo — rzecze Don Kiszot — kiedy chcesz, to masz aż za dobrą pamięć.<br>
{{tab}}— Ba! jeszczeby też, żebym nie pamiętał, jak mi kości potłukli — rzecze Sanszo — kiedy mnie jeszcze teraz boli.<br>
{{tab}}— No, siedź już cicho, zamknij gębę, Sanszo — zgromi go Don Kiszot — i nie przerywaj panu licencyatowi. Mówcie dalej, łaskawy panie — ciągnął, zwracając się do gościa — bardzo to rzecz ciekawa dla mnie, co tam więcej pisze o mnie w tej historyi.<br>
{{tab}}— A o mnie co mówią, to pan nie ciekaw? — wtrąci Sanszo — a przecież powiadają, że ja tam odgrywam bardzo ważne pole.<br>
{{tab}}— Ależ rolę, mój Sanszo, rolę mówi się, nie pole — poprawił go licencyat.<br>
{{tab}}— E! pole, czy rolę, to jeden dyabeł, ktoby tam na takie głupstwa zważał — odmruknie Sanszo — żeby sobie takiemi bzdurstwami głowę łamać, to jakby człowiek zaczął gadać, nigdyby nie skończył.<br>
{{tab}}— Ty zawsze masz, słuszność, mój Sanszo — rzecze licencyat — wszędzie i zawsze jesteś nieoceniony, wyborny i przysięgam ci, że drugą główną rolę grasz najsłuszniej w świecie w tej historyi. Są nawet tacy, co wolą, kiedy ty gadasz, niż kiedy autor opisuje najpiękniejsze rzeczy. Wszyscy uwielbiają cię za tę prostotę {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/709|num=39}}duszy, z jaką uwierzyłeś tak ślepo w obietnicę dostojnego swego pana, że ci odda rządy wyspy.<br>
{{tab}}— O! Sanszo ma jeszcze w sobie nieco za wiele ognia młodzieńczego — rzecze Don Kiszot — ale z czasem nabędzie doświadczenia i stanie się odpowiedniejszym do rządów, które mu przeznaczyłem, niż był dotąd.<br>
{{tab}}— E! proszę ja pana — odpowie Sanszo — żebym teraz nie potrafił rządzić wyspą w swoich latach, to i w Matuzalowym wieku pewnobym nie więcej umiał; ale to nie w tem sęk, tylko w tem, że tej przeklętej wyspy dyabli wiedzą, gdzie szukać.<br>
{{tab}}— Bogu wszystko poruczyć trzeba — rzecze Don Kiszot — a wszystko pójdzie dobrze, bo bez woli Jego liść z drzewa nie spada.<br>
{{tab}}— O! to prawda, że jak tylko Pan Bóg zechce, to Sanszo będzie miał sto wysp, nie jedną — przytwierdził Karasko.<br>
{{tab}}— Panie licencyacie — rzecze Sanszo — cóż pan sobie myślisz, albo ja to mało znam takich, co rządzą, a mnie nie warci butów czyścić; a dlatego jasnem państwem ich pasą za każdem słowem i na srebrze im jeść dają.<br>
{{tab}}— No, rządzą, nie rządzą, Bóg to tam jeszcze wie, jak to jest — mądrze powie Karasko — a ci, co rządzą, zawsze przecież coś w głowie mieć muszą.<br>
{{tab}}— Dajmy już nareszcie pokój temu {{pp|wszystkie|mu}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/710|num=40}}{{pk|wszystkie|mu}} — odpowie Sanszo — co komu od Boga przeznaczono, to go nigdy nie minie, ja się całkiem na wolę Jego oddaję, ale wiecie co, panie Karasko, że ja, dalipan, serdecznie się raduję, że ten pan autor naszej historyi tak mnie tam omalował, że się nikt nie nudzi, jak o mnie czyta; ba! ale żeby też tylko poganin był mnie inaczej wystawił, żeby mnie był nieuczciwie, nie po chrześciańsku namalował, dał bym ja mu, ażby mu się prababka przypomniała, ho! ho! dmuchnąłbym ja mu w ucho, że głuchyby przesłyszał.<br>
{{tab}}— A tobyś cudu dokazał — odpowiedział Samson.<br>
{{tab}}— Cudu, czy nie cudu — rzecze Sanszo — wszystko mi jedno, a idzie mi o to, żeby każdy swego nosa pilnował i baczył, co ma gadać albo pisać o drugich, żeby nie bajał trzy po trzy, nie do rzeczy, co mu ślina do gęby przyniesie.<br>
{{tab}}— Jednym z ważniejszych błędów tej historyi — odezwie się licencyat — jest to, że autor ni stad, ni zowąd przyczepił tam powieść o ciekawym natrętniku, nie jest ona zła, ani źle napisana, ale nie ma nic wspólnego z dziejami dostojnego Don Kiszota.<br>
{{tab}}— A jabym głowę dał — wtrąci znów Sanszo — że ten psubrat wszystkiego tam namieszał, jak grochu z kapustą!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/711|num=41}}{{tab}}— Widzę teraz — rzecze Don Kiszot — że ten autor mojej historyi nie jest wcale człowiekiem, jak się należy, widać, że to jakiś nieuk i bazgrała, co pisze bez ładu i składu, jak malował Orbancya, ten malarz z Ubeda, którego, gdy się pytano co maluje, odpowiadał: co Bóg da; a jak namalował koguta, to podpisywał pod spodem: to jest kogut. Boję się, ażeby to tak i z moją historya nie było, podobno będzie ona potrzebować wielkich komentarzy.<br>
{{tab}}— O! co to, to nie — odpowie Karasko — niema w niej nic ciemnego, największe nieuki rozumieją ją doskonale i teraz już, jak kto widzi chudą szkapę, to zaraz mówi: a, to Rosynant. Ale najchciwiej wczytują się w nią paziowie, u każdego pana wielkiego w przedpokoju o zakład znajdziesz Don Kiszota, tylko go jeden położy, już go drugi łapie; wszyscyby go chcieli czytać naraz, bo też doprawdy, niema na świecie książki rozkoszniejszej i najsurowsi pedanci nic jej nie znajdą do zarzucenia, niema tam ani jednego słówka zbyt wolnego, ani cienia najmniejszej nieprzyzwoitości.<br>
{{tab}}— A spodziewam się — rzecze Don Kiszot — bo inaczej nie byłaby to historya prawdziwa, a historycy, co pozwalają sobie pisać kłamstwa, powinni być karani jak fałszerze monet; ale pojąć nie mogę, co temu autorowi przyszło do głowy, żeby do mojej historyi przyczepiać jakieś {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/712|num=42}}powiastki, zupełnie odrębne, żadnego związku z rzeczą nie mające, jak gdyby mało jeszcze miał wątku z moich dziejów! Gdyby nic więcej był nie opisywał, tylko same zamiary, łzy i westchnienia moje; gdyby nawet był przedstawił same jeno myśli moje, miałby na kilkanaście tomów materyi. Mnie się zdaje, panie licencyacie, że to nie tak łatwo jak się komu widzi napisać dobrze historyę, albo jakąbądź inną książkę, i że to trzeba mieć do tego rozum wytrawmy i wiele zdolności, a nadewszystko, że nie można być przyjemnym w pisaniu tak sobie na chybił trafił, i że tylko człowiek prawdziwie rozumny może pisać rzeczy zajmujące. Najtrudniejsza to rzecz wystawić charakter śmieszny, bo żeby dobrze żartować, to nie można być głupim. Z drugiej znów strony historya jest rzeczą świętą, opowiadać ją trzeba poprostu i ani na jotę prawdzie nie ubliżyć. A jednakże są ludzie, co piszą książki wszelkiego rodzaju... tylko i to prawda, że do napisania książki byle jak...<br>
{{tab}}— Niema wszakże na świecie tak złej książki — przerwie licencyat — w którejby coś dobrego nie było.<br>
{{tab}}— To prawda — odpowie Don Kiszot — ale nieraz się zdarzało, że ludzie, co sobie zjednali już wielką sławę rozumu, jak tylko podali co do druku, zaraz się z tą sławą pożegnać musieli.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/713|num=43}}{{tab}}— A to dlatego — odpowie licencyat — że daleko łatwiej robić głębokie uwagi nad książką, którą się ma w ręku, niż głęboko obmyśleć rzecz, o której się ma pisać, a jeszcze surowiej sądzi się dzieło, kiedy autor jego uchodzi za człowieka wysoce rozumnego; wszyscy znakomici autorowie, wielcy poeci i słynni historycy wystawieni są zawsze na krytykę ludzi, którzy nie mają nic innego do roboty i tylko nicowaniem utworów cudzych się zajmują.<br>
{{tab}}— Nie można się temu dziwić — odpowie Don Kiszot — mamy wielu wielkich teologów, którzy z kazalnicy ustby otworzyć nie potrafili, chociaż tak doskonale umieją rozbierać kazania cudze.<br>
{{tab}}— Przyznają, że tak jest, jak mówisz, dostojny Don Kiszocie — odpowie licencyat — ale doprawdy panowie krytycy nie powinniby być tak surowymi i godziłoby się im pamiętać, że chociaż zdarzy się czasem zdrzymnąć poczciwemu Homerowi, to {{Korekta|przezież|przecież}} niejedną noc prześlęczał on nad swoimi utworami i nie wiem, czy błędy nawet, które naganiają surowi ci {{Korekta|sędzowie|sędziowie}}, nie są tem, czem plamki na pięknej twarzy, co powab jej często podwyższają: słowem, każdy autor, drukując książkę, naraża się więcej niż sobie zrazu przypuszcza, bo chociażby największej dokładał usilności, niepodobna ażeby wszystkich mógł zadowolnić.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/714|num=44}}{{tab}}— Jak mi się zdaje — rzekł Don Kiszoi — to historya moja musi się wielu ludziom nie podobać.<br>
{{tab}}— Przeciwnie — odpowiedział licencyat — liczba głupców na świecie jest nieprzebrana, toteż i nieprzebrana jest chmara takich, co się lubują w niej; ale niektórzy zarzucają autorowi, że mało ma pamięci i wikła się w opowiadaniu. Nie powiada naprzykład, kto skradł osła Sanszowi; wiemy tylko, że mu skradziono i potem znów Bóg wie skąd Sanszo wraca do swego lubego dobytku. Inni pytają się także, co Sanszo zrobił ze stu talarami, które znalazł w tłomoku Kardenia, i powiadają, że to wielki błąd w historyi, iż autor tego nie objaśnił.<br>
{{tab}}— Mości licencyacie — odpowie Sanszo — w tej chwili nie jestem w stanie tego wszystkiego ci opowiedzieć; głupio mi jakoś na sercu, bo straszne pustki w brzuchu; zajdę tylko do chałupy. łyknę ze trzy lampy na pokrzepienie i zaraz po obiedzie wrócę wam dokończyć o ośle i o stu talarach i o wszystkiem, co zechcecie.<br>
{{tab}}Nie czekając, zawrócił się i znikł. Don Kiszot zaprosił Karaska na obiad, a ten z chęcią został; dopietraszono dwa gołąbki i zasiedli do stołu, rozmawiając ciągle o rycerskich dziejach. Karasko świecił bakę Don Kiszotowi niezmordowanie, sądząc, że tem mu się najlepiej odpłaci {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/715|num=45}}za obiad. Po obiedzie, dla lepszej strawności, ucięli sobie drzemkę i nie obudzili się, aż dopiero gdy Sanszo wszedł do pokoju.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ IV.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Który opisuje odpowiedzi Sanszy Pansa na pytania Samsona Karaska i inne rzeczy, które wiedzieć zda się, a opowiedzieć należy.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Jak tylko Sanszo Pansa wrócił, zaraz wszczął rozmowę od tego, na czem stanęła.<br>
{{tab}}— Chcecie wiedzieć, mości licencyacie — rzekł — kto, kiedy i jak ukradł mi osła, zaraz wam to opowiem. Trzeba wam wiedzieć, że tej samej nocy, kiedyśmy wjechali na górę Czarną, bojąc się, żeby nas nie capnęła Święta Hermandada za tę psią awanturę z galernikami i ów szpas z umarłym, co go prowadzili do Segowii, wśrubowaliśmy się zaraz w najciemniejszą dziurę z jaśnie wielmożnym Don Kiszotem, gdzie on, wsparty na włóczni, a ja siedząc sobie na moim kłapouchu, chrapnęliśmy jak Bóg przykazał i zdało nam się, że na pierzach spoczywamy, tak się koniska zbiedowały tylu bijatykami. Ja spałem jak bobak; a złodziej psiawiara, żeby z piekła nigdy nie wyjrzał, podstawił sobie piękne cztery drągi pod kulbakę i wyprowadził mi osła z pod {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/716|num=46}}siedzenia tak, żem ani poczuł. Nie nowa to rzecz i nie tak strasznie trudna: to samo przytrafiło się Sakrypantowi przy oblężeniu Albraki, tym samym sposobem ten ladaco Brunei wyciągnął mi konia z pod kulbaki. Ale wracam do swojego. Dzień się zrobił, ja się przeciągnąłem, poruszyłem się jakoś w kulbace, a tu, panie, niech cię piorun trzaśnie, jak ci się żerdzie nie obsuną, a ja rym nosem na ziemię jak długi, aż jękło w człowieku... Spojrzę na prawo, na lewo, gdzie mój osieł, a tu osła niema. Nuże tedy beczeć i tak się rozlamentowałem nad swoją biedą, że jeżeli ten pan historyk nie opisał tego, to jego robota niuszka tabaki nie warta. W kilka dni potem kiedy jedziemy z najjaśniejszą księżniczką Mikomikon, ja patrzę, a tu na moim ośle drepcze jakiś jegomość po cygańsku ubrany, przyglądam się. a to ten sam Ginez de Passamonte, ten wisielec, cośmy go z panem z kajdan wydobyli.<br>
{{tab}}— Co do tego, nic nie pobłądził autor historyi — rzecze Karasko — tylko w tem chybił, że przedstawia później Sanszę jadącego na ośle, a nic nie powiedział, że go odzyskał.<br>
{{tab}}— Ach ba, cóż mnie do tego — odpowiedział Sanszo — jam temu nie winien, że historyk osieł; albo może też to tylko drukarz bąka uciął.<br>
{{tab}}— I to być może — rzecze Karasko — ale cóż się stało z tymi stu talarami, pewnoście się podzielili?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/717|num=47}}{{tab}}— Oddałem je — odpowie Sanszo — na strawę dla mojej żony i dzieci i za nie to biedne kobiecisko potem przez szpary patrzyło na moje włóczęgi za jaśnie panem Don Kiszotem — o! ba, żebym jej się potem pokazał bez osła i grosza w kieszeni, byłoby mi ciepło; a jeżeli kogo w oczy kole, żem te pieniądze zabrał, to choćby samemu nawet królowi zawsze śmiało odpowiem: co komu do tego, skądem wziął, jak wziąłem, gdziem podział i com zrobił. No, no, panie licencyacie, dajcie mi tam pokój z tymi stu talarami, bo gdyby przyszło policzyć wszystkie guzy, com oberwał w tych włóczęgach, toby i po cztery denary jeden nie wypadł i jeszczeby mi się reszty należało, lepiej niechaj każdy swego nosa patrzy i nie wścibia go, gdzie nie trzeba.<br>
{{tab}}— Postaram się — odpowie Karasko — żeby autor dopełnił swojej historyi tem, co powiada poczciwy Sanszo, i jestem pewien, że to jej doda wiele wartości.<br>
{{tab}}— Czy są jeszcze i inne rzeczy do poprawienia w tej książce, mości bakałarzu? — zapyta Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Są jeszcze niektóre usterki — odpowie bakałarz — ale bardzo małe.<br>
{{tab}}— A czy autor czasem — rzecze Don Kiszot — nie obiecuje jeszcze drugiej części?<br>
{{tab}}— A jakże, obiecuje — odpowie bakałarz — ale powiada, że jeszcze jej nie znalazł i nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/718|num=48}}wie, gdzie jej szukać; z tego powodu, jako też, że te drugie części zawsze od pierwszych bywają lichsze, boimy się, że pewno nic więcej nie napisze, a wszyscy, co lubią się śmiać, żądają koniecznie dalszego ciągu Don Kiszota. Byle tylko Don Kiszot nam się ukazał i Sanszo gadał po swojemu, o resztę mniejsza, to nam aż nadto wystarczy.<br>
{{tab}}— A cóż na to autor? — zapyta Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Autor? — odpowie Karasko — wziął się z całą usilnością do ukończenia swojej historyi i do ogłoszenia jej drukiem, jak tylko znajdzie; ale to już czysto dla zysku, o resztę głowa nie boli.<br>
{{tab}}— Oho! — zawoła Sanszo — to pan autor tylko zysku patrzy, no, no, będzie cud, jeżeli mu się rachuba uda, bo on mi coś bardzo patrzy na tego krawca, co to w Wielką sobotę suknię na gwałt kończy, łokciowymi ściegami szyje, aby zbyć robotę, aby się kupy zaledwie trzymało, ześciboli kat wie po jakiemu, a za parę dni wszystko się rozleci! Niechnoby ten pan Maur do nas przyszedł, tobyśmy mu z panem jeszcze taką furę awantur i przeróżnych osobliwości opowiedzieli, że miałby z czego nietylko drugą część, ale dziesięć takich części nabazgrać. gdyby tylko chciał.<br>
{{tab}}Co on sobie myśli, ciemięga, że my już z panem do góry brzuchem tylko leżeć będziemy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/719|num=49}}i jak piecuchy w domu zasypiać; no, no, dobrze my go jeszcze rozbudzimy. Koniec końców, mości bakałarzu, gdyby jaśnie wielmożny Don Kiszot chciał iść za moją radą, tobyśmy dawno w pole już wyruszyli na pomstę krzywd i ciemiężeń, na wspieranie wdów i sierót, co wszyscy prawie rycerze błędni czynić powinni.<br>
{{tab}}Ledwie Sanszo słów tych dokończył, aż tu rozeszło się głośne rżenie Rosynanta; Don Kiszot biorąc to za szczęśliwą wróżbę, nagle nabrał fantazyi i natychmiast postanowił, że za trzy lub cztery dni na nową wyprawę wyrusza, wyjawił zamiar swój bakałarzowi i prosił go o radę, w którą stronę ma kroki skierować.<br>
{{tab}}— Jeżeli waćpan chcesz posłuchać — odpowiedział Samson — to jedz do Saragosy, gdzie za kilka dni na Świętego Grzegorza walne turnieje wyprawiają; możesz tam pięknej nabyć sławy, a jeżeli odniesiesz tryumf nad rycerzami argońskimi, to będziesz mógł powiedzieć, żeś wyższy nad wszystkich rycerzy całego świata.<br>
{{tab}}— Pochwalił mu szlachetny zamiar i przestrzegał, żeby się tak często na niebezpieczeństwa nie narażał, gdyż życie jego nie do niego należy, ale do strapionych i nieszczęśliwych, którzy pomocy jego potrzebują.<br>
{{tab}}— Ech! do kroćset fur beczek, batalionów, toć to i ja się o to wściekam! — zawoła Sanszo — niech mnie regiment dyabłów porwie, jeżeli {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/720|num=50}}pan mój nie rzuca się zawsze na stu ludzi z taką odwagą i nierozwagą, jakby z kurami miał do czynienia! Nieprawdaż, panie bakałarzu, że wszystko ma swoją porę? dobrze i natrzeć w porę, ale też i dobrze cofnąć się w porę; co to się silić, kiedy nie można, gdzie nie przeskoczysz, tam podleź, muru łbem nie przebijesz. Słyszałem nieraz i bodaj czy nie od samego pana Don Kiszota, że waleczność trzyma środek między zuchwalstwem a tchórzowstwem, dlatego nie chciałbym go widzieć zmykającym bez potrzeby, ale też chciałbym, żeby nie rzucał się na wroga naoślep, kiedy ani podobieństwo zwyciężyć, jakby z motyką na słońce. Przedewszystkiem wszakże oświadczyć mu winienem, że jeżeli ma ochotę wziąć mnie z sobą, to kładę za warunek, ażeby wszystkie bójki wziął na siebie; ja tylko pilnować będę jego osoby, jedzenia, picia i ochędóstwa; w takim razie będzie miał ze mnie prawdziwą pociechę, ptasiego mleka mu nie zbraknie; ale żebym ja miał mieczem robić, choćby przeciw tym Maurom, chłopom i mulnikom tylko, upadam do nóg, uniżony sługa! jużem kosztował tego chleba, mam go aż po uszy, będzie dość na całe życie; bo to, widzicie, mości bakałarzu, mnie tam nie chodzi wcale o to, żeby mnie świat miał za jakiego Rolanda, lecz poprostu chcę sobie być wiernym i poczciwym koniuchem, jakiego nie miał żaden {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/721|num=51}}rycerz błędny, a jeżeli za uczciwą moją służbę jaśnie wielmożny pan Don Kiszot raczy mi dać w nagrodę jedną z wysp, które ma zdobyć, a to i owszem, będę mu mocno obowiązany, a jeżeli nie da, to trudna rada, gołym przyszedł na świat, to i goły pójdę na drugi, a kęs chleba taki sam w zębach, na wyspie, jak i bez wyspy. A zresztą, licho je tam wie, czyby na tych wielkich rządach dyabeł mi jakiego figla nie spłatał i czybym sobie jeszcze gdzie nosa i zębów nie nadwerężył. Sanszem się urodziłem i Sanszem umrę. A jeżeli Bóg da, że bez wielkiego mozołu wpadnie mi w rękę jaka wyspa lub coś podobnego, nie idzie za tem, żebym jej nie miał wziąć z całego serca, nie takim głupi, Bogu dzięki, żebym miał szczęście za drzwi wypychać, kiedy samo włazi.<br>
{{tab}}— Doprawdy, mój Sanszo — rzecze Karasko — mówisz jak z książki; miej tylko cierpliwość, kto czeka, ten się doczeka, a obaczysz, że dostojny Don Kiszot da ci z czasem nietylko wyspę, ale całe królestwo.<br>
{{tab}}— Od przybytku głowa nie zaboli, im więcej, tem lepiej — odpowie Sanszo — i przekonasz się, panie bakałarzu, że pan mój nie pożałuje tego; dobrzem ja się już w tej mierze wymacał i Bogu dzięki widzę, że mam dosyć rozumu i siły na to; dawnom mu już to powiedział.<br>
{{tab}}— E, mój Sanszo — odpowie Karasko — {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/722|num=52}}honory zmieniają humory, pamiętaj, że jak zostaniesz wielkim panem, to może tak nosa zadrzesz, że już nikogo i znać nie zechcesz.<br>
{{tab}}— Nie, nie, nie bójcie się — na to mu Sanszo — stary ja chrześcijanin, nic mnie nie odmieni, zobaczycie, że nikt się na mnie skarżyć nie będzie.<br>
{{tab}}— Daj Boże — odezwie się Don Kiszot — obaczymy to niezadługo, bo mam nadzieję, że to się ziści wkrótce, ale, panie bakałarzu — dodał — jeżeli jesteś poetą, o czem nie wątpię, proszę cię, zrób mi wiersze na pożegnanie pani Dulcynei; chciałbym, ażeby to tak ułożyć, iżby z pierwszych liter każdego wiersza wypadło całe nazwisko: Dulcynea z Tobozo.<br>
{{tab}}— Nie należę ja — odpowie bakałarz — do pierwszych poetów w Hiszpanii, których liczba bardzo mała, ale spróbuję, może się uda.<br>
{{tab}}— W każdym razie — odpowie Don Kiszot — zrób waćpan tak, proszę bardzo, ażeby nikt inny tych wierszy nie mógł wziąć do siebie, tylko pani Dulcynea.<br>
{{tab}}Po tej rozmowie ułożyli stanowczo, że za tydzień wyruszą na wyprawę; Don Kiszot prosił bakałarza, ażeby nikomu nic nie mówił, a szczególniej strzegł się siostrzenicy, ochmistrzyni, plebana i majstra Mikołaja, balwierza, bo mogliby im przeszkadzać w tym szlachetnym zamiarze; Karasko zaręczył, że zachowa tajemnicę, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/723|num=53}}i odszedł, wymógłszy na Don Kiszocie, iż donosić mu będzie, co tylko się wydarzy. Sanszo zajął się zaraz przygotowaniami do odjazdu.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ V.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisuje się ciekawa rozmowa Sanszo Pansy z Juaną Pansa, jego małżonką.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Tłómacz niniejszej historyi powiada, że ten rozdział uważa za podrobiony, a to z tego powodu, iż Sanszo Pansa mówi w nim stylem daleko wyższym niżby się po nim spodziewać należało, i prawie jego rzeczy pojęcie, jak się zdaje, przechodzącym; ale nie chciał go opuścić, bo poczytuje sobie za obowiązek tłómacza trzymać się wiernie oryginału.<br>
{{tab}}Sanszo wrócił do siebie tak wesoły i uradowany, iż żona, zdaleka spostrzegłszy go, poznała, iż coś dobrego się święci, i zaraz go ciekawie pytała:<br>
{{tab}}— Cóż ci to jest, mój miły, żeś taki rozradowany?<br>
{{tab}}— O, moja kobieto — odpowie Sanszo — ażebym tylko nie był taki kontent, tobym się jeszcze bardziej radował.<br>
{{tab}}— Ja cię nie rozumiem, mój mężu; cóż to ty mówisz? co to ma znaczyć, że nie możesz się radować, kiedyś kontent? albo to, jak kto {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/724|num=54}}kontent, to może być smutny? dalipan, głupia jestem na to.<br>
{{tab}}— A to widzisz, moja kobieto, kontent jestem, bo jadę znów z panem Don Kiszotem, który wyrusza w świat na różne przygody, a ja z nim jadę z potrzeby, bo jak Bóg da, to się znów capnie ze sto talarków, jak zeszłym razem; ale mi smutno ciebie opuszczać, moja Juano, i dzieci, i gdyby mi Pan Bóg był dał tyle dostatków, ażebym mógł siedzieć spokojnie na swoich śmieciach między wami i nie potrzebował się tłuc tam po świecie, tobym się jeszcze więcej radował, bo nie miałbym przykrości rozstawać się z wami; widzisz tedy i rozumiesz teraz, że mam racyę.<br>
{{tab}}— Ech, Bóg świadkiem — odpowie Juana — że od czasu, jakeś przystał do tych rycerzy, to gadasz takim mądrym językiem, że kto cię tam zrozumie.<br>
{{tab}}— Bóg mnie zrozumie, moja kobieto — odpowie Sanszo — i kwita; ale, moje serdeńko, pamiętajże mi przez te trzy dni doglądać należycie kłapoucha, żeby przecie na psa nie wyglądał, pakuj mu obroku co zeżre, dojrzyj, czy tam nie ma czego naprawić wedle kulbaki i innego narzędzia; bo to człowiek jedzie nie na wesele, lecz w świat szeroki, kaci wiedzą kędy, na bitwy i zabijatyki z olbrzymami, dziwotworami i czarownikami; przyjdzie słuchać jęków, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/725|num=55}}wycia i ryczeń, że aż włosy dębem na łbie stają, a wszystkoby to jeszcze furda, gdyby tylko nie spotkać Yanguasów i Maurów zaklętych. Czy ty to rozumiesz, kobieto?<br>
{{tab}}— Domyślam się — odpowie Juana — że koniuszowie darmo chleba nie jedzą u panów, i modlić się będę do Boga, by cię chronił od złej przygody.<br>
{{tab}}— Bo to, widzisz moja kobieto, gdybym ja się nie spodziewał zostać w krótce władcą jakiej wyspy, to pewnobym na samą myśl o tem wszystkiem padł ci tu trupem w tej godzinie, powiadam ci, zaraz w tej godzinie.<br>
{{tab}}— A niechże Bóg broni, najdroższy mój mężulku! — zawoła Juana — dajże ty pokój; lepszy rydz niż nic, żyjże już lepiej na swojej biedzie, ale żyj, a te wszystkie wielkie państwa, niech ich tam marności ogarną. Bez państw matka cię na świat urodziła, bez nich żyłeś aż do tej godziny, kiedy Bogu się podoba, obędziesz się bez nich i dalej; ileż to ludzi bez nich żyje na święcie, a dlatego żyją i dobrze im z tem; najlepsza potrawa z głodu przyprawa, a byle tej człeku nie zabrakło, to zje się zawsze smacznie. Ale nie przypominając, mój mężulku, jeżeli ci się trafi jak ślepej kurze ziarno, że się kiedyś zobaczysz z temi państwami, pamiętajże nie zapomnieć o swojej kobiecie i dziatkach. Mały nasz Sanszek skończył już piętnaście lat {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/726|num=56}}i czasby mu do szkoły, jeżeli ma iść na księdza wedle życzenia wuja; nasza Marychna już lat swych doszła, wartoby jej dać męża; bo to niema co gadać, jej do ołtarza tak pilno, jak tobie do tej wyspy, a zawsze lepiejby jakobądź poswatać, niżeli coby się to miało skręcić na licho.<br>
{{tab}}— Słuchaj, kobieto, jak tylko zostanę władcą wyspy, to ci przysięgam, tak córkę za mąż wydać, że wszędzie będą ją zwali jejmością.<br>
{{tab}}— A niechże Bóg broni, nie chcę tego, mój mężu, wydaj ją za równego, lepiej jej z tem będzie; co jej tam po jedwabiach i pięknych trzewiczkach, szczęśliwsza będzie w chodakach i swojej sukmance. Właśnieby jej pasowało, ażeby ją jejmością nazywali! A toćby to zgłupiało na piękne, każdyby zaraz poznał, że to chłopskie nasienie.<br>
{{tab}}— O! jakażeś ty głupia! — odpowie Sanszo — co to za gadanie, w rok albo w dwa lata takby się do państwa przyzwyczaiła, że obaczyłabyś, iż byłaby, jak drugie.<br>
{{tab}}— A niechże tam i tak będzie, niechaj zostanie jejmością, niech się dzieje wola Boża. Jeno, mój mężu, niech Bóg broni nad swój stan się wynosić. Wiesz co przysłowie powiada, że każdy powinien się swoim łokciem mierzyć. Pięknieżby to było, gdybyśmy wydali córkę za jakiego barona, a on, jakby mu co do głowy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/727|num=57}}przyszło, beształby ją niemiłosiernie, chamką i świniopaską nazywał? Nie, nie, mój mileńki, nie na tom wychowała córkę! Przywieź mi kupę pieniędzy i basta, resztę mojej głowie pozostaw. Mamy tu we wsi Lopeza Toko, syna Guana, gracki chłopak, wszyscy go znają, wiem, że wpadła mu w oko nasza dziewka, to mąż dla niej jak ulał, będzie jej z nim dobrze, bo to i równy i osiędą tu nam pod okiem, a gdybyś ją wydał tam we dworze, w tych waszych pałacach, tobyśmy już ani zięcia, ani dziecka na oko nie widzieli.<br>
{{tab}}— Dajże ty mi pokój, bezrozumna a uparta niewiasto — rzecze Sanszo — czego ty mi w drogę włazisz i że ci się tak ubrdało, bronisz wydać córkę za takiego, z któregobym miał wnuki jaśnie-wielmożne? Ale bez gniewu, słuchaj Juano: pamiętasz ty, co mój dziad gadał, że kiedy do drzwi kołacze fortuna, to i na ściężaj otwieraj, bo potem próżnobyś się żalił, drugi raz nie przyjdzie; i godziż się nam teraz, przez Bóg żywy, drzwi przed nosem jej zamykać, kiedy sama kołacze? Ru! na wodę, kiedy idzie; łapaj szczęście z przodu, ażebyś nie doznał zawodu.<br>
{{tab}}Ten to sposób mówienia Sansza i inne jego zdania poniżej wyłuszczone naprowadziły tłómacza na myśl, że rozdział niniejszy musi być podrobiony.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/728|num=58}}{{tab}}— Powiedzże mi, moja kobieto — mówił dalej Sanszo — co tobie za muchy w nos wlazły? Czy ci to źle będzie, jak zostanę wielkorządcą i wydam córkę za kogo mi się podoba, że cię będą wszyscy nazywali jejmość panią Juana Pansa i że w kościele będziesz siadała na aksamitnej ławce, a wszystkie kumoszki wściekać się będą z zazdrości? cóż to, chcesz już zgnić na tej biedzie i ani ruszyć się wyżej, jak malowana, ej, do licha śmiechu warto, tfu! Ale dajmy już temu pokój. Maryśka będzie hrabiną, choćbyś na łbie stawała, gadaj sobie, co chcesz.<br>
{{tab}}— Pamiętaj, pamiętaj, mój mężu — odpowie Juana — żeby te hrabstwa kością w gardle nie stanęły naszej córce. Rób ty sobie, co chcesz, a ja na hrabstwa żadne, ani na księstwa nie pozwolę; ty wiesz, mój miły, że ja zawsze byłam za równością i cierpieć nie mogę tych wszystkich pańskości. Dali mi na chrzcie świętym imię Juany i nie przyczepiali do niego ani pani, ani panna, ojciec mój nazywa się Kaskajo, a ja nazywam się Juana Pansa, bo jestem twoją żoną, chociaż powinnam nazywać się Juana Kaskajo; co kraj, to obyczaj, a ja się mojego nazwiska nie wstydam i nie chcę go więcej ubarwiać, bo się boję, żeby mi nie zaciężyło, i nie będę się stroiła, jak baronowa, albo pani jaka, żeby się dostać na ludzkie języki. Oho, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/729|num=59}}bo oniby to zaraz powiedzieli; patrzajno ją, patrzaj, jaka mi pani, a niedawno za świniami chodziła, wczoraj jeszcze przędła u kołowrotka i było jej dobrze z chustką na głowie, a dziś, widzisz ja, jak się wystrychnęła w rogówki i bławaty, myślałby kto, że jej nie znamy. Póki Bóg łaskaw, że mi zdrowo zachowa pięć zmysłów, nie chcę, żeby sobie tak mną zęby wycierali, o! jako żywo nie zrobię tego. Ty sobie, mój miły, rób jak chcesz, bądź sobie wielkorządcą, baronem albo prezesem, co ci się podoba, ubieraj się jak pan, kiedy masz ochotę, ale mnie z córką od tego wara! Chybabym już torby sieczki nie ważyła. Uczciwa kobieta nie wyłazi z domu na wałęsy, lecz siedzi i pilnuje gospodarki, jak Pan Bóg przykazał, a cnotliwe dziewczęta bawią się przy robocie. To tam te wielkie panie niechaj się firtają jak frygi, bo one palce mają od parady, a nie od roboty; jedź, mój miły mężu, jedź sobie z panem Don Kiszotem, a my w domu będziemy cicho siedziały, jakeśmy siedziały. Bóg nas nie opuści. Ale skądże się to twemu panu to Don wzięło, jego ojciec, ani dziad nigdy tego nie mieli.<br>
{{tab}}— Przez Bóg żywy! kobieto, czy ciebie czarci opętali — zawoła Sanszo — czy co? Gdzieżeś ty się, u milion dyabłów, tego wszystkiego wyuczyła, co mi tak prawisz jak z rękawa, skądże ci się wzięły te wszystkie kaskaje, {{pp|ro|gówki}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/730|num=60}}{{pk|ro|gówki}}, prezesy? Co to ma za sens z tem, co ja mówię? Idźże ty sobie do licha, głupia babo, kiedy ci się we łbie przewróciło. Jużciż muszę ci tak powiedzieć i mam racyę, bo gęś ma więcej rozumu, niż ty; widział to kto, żeby samej od szczęścia uciekać. Gdybym to ja ci powiadał, że córka nasza musi skoczyć na łeb z wieży jakiej, albo latać po świecie, jak infantka Urraka, tobyś miała przyczynę się gniewać, ale kiedy ci powiadam, że ani się obejrzysz, jak ją na panią wykieruję i z pod słomianej strzechy pod baldachim poprowadzę i posadzę na aksamitach, jakich wszystkie Almadusy marokańskie w całem pokoleniu nigdy nie mieli, to czego się ty fochasz, czego jak najęta ozorem piłujesz?<br>
{{tab}}— A to wiesz czego, mój miły, oto widzisz Judzie powiadają: zakryj biedę czem chcesz, a ona zawsze śmierdzi. Na biednego to ledwie okiem rzucą, a na bogatego oczy wytrzeszczają, a jeśli bogaty był wprzód biednym, to psy na nim wieszają, i jak raz zaczną, to końca i miary niema.<br>
{{tab}}— Ja ci na to, moja niebogo — rzecze Sanszo — takie rzeczy powiem, żeś ich w życiu nie słyszała, a z palca ich nie wyssałem, ani z własnej głowy nie wziąłem, tylko ci powiem, co ksiądz gadał zeszłego postu z ambony. Żebyś miała pamięć nie jak kura, tobyś {{pp|wie|działa}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/731|num=61}}{{pk|wie|działa}} jak on mówił, że co oczy widzą tem się i głowa pasie, a co z oczu, to i z myśli; dziś jak cię widzą tak piszą, a co wczora to fora ze dwora, co było a nie jest, nie pisze się w rejestr (to, co dalej mówić będzie Sanszo, tak dalece wyższem się nad rozum jego zdaje, że tłómacz na tem właśnie opiera przypuszczenie swoje, jakoby rozdział niniejszy nie był autentyczny). I taka to prawda — prawił dalej — że kiedy widzimy człowieka w dobrych pierzach strojnie przybranego i liczną służbą otoczonego, to szanujemy go zaraz, pomimo chęci nawet i pomimo szemrania, chociaż dobrze pamiętamy, żeśmy go dawniej w biedzie widzieli, a to dlatego, że już nie jest tem, czem był, i że patrzymy tylko na to, czem jest. Położenie, w którem się dziś znajduje, okrywa zapomnieniem dawny stan jego. I ten co go szczęście wyniosło nad innych i na wysokim urzędzie postawiło, jeżeli przytem jest cnotliwy i szlachetny, niemniej zasługuje na uszanowanie i miłość, jak ci, co z wysokich rodów idą, bo żyje tak, jakby był zacnie urodzonym i ze wszech miar na to zasługuje. Tylko złośliwi i zazdrośni pamiętają mu stan dawny i zawsze mu to wyrzucają.<br>
{{tab}}— Ja ciebie nic nie rozumiem, mój mężu — rzecze Juana — rób sobie co chcesz, tylko już mnie łba nie kotłuj temi swojemi oracyami i filozofiami, a jeżeli już się tak zeprzesz na to...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/732|num=62}}{{tab}}— Ależ uprzesz, uprzesz, mówi się, kobieto nie zeprzesz — rzecze Sanszo.<br>
{{tab}}— E! nie bałamuciłbyś próżno, mój mężu gadam jak Bóg dał i dobrze mi z tem. Ale chcę mówić, jeżeli tak koniecznie masz być wielkorządcą, to dobrze byłoby, żebyś wziął z sobą syna naszego, Sanszka, boby się zawczasu włożył do tych rządów, a to najlepiej, jak się dzieci od rodziców rzemiosła wyuczą.<br>
{{tab}}— Jak zostanę wielkorządcą — rzekł Sanszo — to przyślę po niego pocztę, a tobie zaraz pieniądze, gdyż będę ich miał kupę, bo nikt nie odmawia pożyczki wielkorządcy; każ go ubrać pięknie, żeby go nie poznali, czem jest, i żeby wyglądał, jak powinien wyglądać.<br>
{{tab}}— No, no, przyślij tylko pieniędzy, już ja go wystrychnę, że aż miło.<br>
{{tab}}— Tak tedy, moja żono — rzecze Sanszo — a co do tego, zgoda z nami, że córka zostanie hrabiną?<br>
{{tab}}— A niechże Bóg broni — zawołała Juana — wolę niech ją ziemia pochłonie, niżbym ją widzieć miała hrabiną. Ale powtarzam ci raz jeszcze, rób, co ci się tylko podoba. Wy, mężczyźni, wy jesteście panowie, a my białogłowy wasze sługi.<br>
{{tab}}I zaczęło zaraz płakać rzewnemi łzami biedne kobiecisko, jak gdyby już córkę straciło i pogrzebać ją miało.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/733|num=63}}{{tab}}Sanszo ją uspokajał, zaręczając, ze się postara jak najdłużej nie robić z niej hrabiny, i poszedł zaraz do Don Kiszota zająć się przygotowaniami do odjazdu.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ VI.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Który opisuje, co zaszło między Don Kiszotem a jego siostrzenicą i ochmistrzynią, a przytem jest to jeden z najważniejszych rozdziałów całej tej historyi.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Kiedy Sanszo Pansa rozmawiał tak z Juana Kaskajo, żoną swoją, siostrzenica i gospodyni Don Kiszota w wielkim były kłopocie; wiedziały one dobrze, że poczciwego szlachcica opanowała znów dziwna jego mania i że ma ochotę po raz trzeci w świat wyskoczyć. Wszelkich używały sposobów, żeby go odwieść od tego zamiaru, ale nadaremnie.<br>
{{tab}}Po wielu a wielu przekonywaniach, na które obiedwie się siliły, gospodyni z taką odezwała się przemową:<br>
{{tab}}— Zaprawdę, mój miły panie, jeżeli mimo wszystkiego myślisz jegomość znów z domu wyruszyć i tłuc się po górach i dołach, jak Marek po piekle, goniąc za jakiemiś przygodami, to zdecydowana jestem oskarżyć jegomości przed całym światem, a nawet szukać pomocy u Pana Boga i króla samego.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/734|num=64}}{{tab}}— Nie wiem, moja kochana — odrzekł Don Kiszot — co wasani Pan Bóg albo król odpowie, ale wiem to dobrze, że gdybym był na miejscu jego królewskiej mości, tobym nie przyjmował tych wszystkich skarg, jakie do niego codzień zanoszą, bo to najstraszniejsza męka, mojem zdaniem, żeby tyle ludzi słuchać i wszystkim odpowiadać, dlatego wcalebym sobie nie życzył moimi interesami przysparzać królowi kłopotu.<br>
{{tab}}— Powiedzże mi, mój jegomość, z łaski swojej — zapyta gospodyni — czy to przy dworze nie ma wcale rycerzów?<br>
{{tab}}— I owszem, i owszem są — odparł Don Kiszot — i dosyć ich jest; jakżeby ich nie było, toć to największa dworu książęcego ozdoba i największy splendor majestatu monarszego.<br>
{{tab}}— I czyżby to jegomości nie lepiej — rzecze gospodyni — zostać takim rycerzem i siedzieć u dworu, niż włóczyć się i biedzić tak srodze?<br>
{{tab}}— Słuchaj, moja mila — odpowie Don Kiszot — wszyscy rycerze nie mogą być dworakami, ani też wszyscy dworacy nie mogą i nie powinni być rycerzami błędnymi, na święcie muszą być ludzie wszelkiego gatunku; ale chociaż my jesteśmy wszyscy rycerzami, wielka przecież zachodzi różnica między jednymi a drugimi. Dworacy nie oddalając się z domu i {{pp|kro|kiem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/735|num=65}}{{pk|kro|kiem}} od dworu się nie ruszając, podróżują po całym świecie, rozumie się, na mapie, i ani trudu, ani pieniędzy na to łożyć nie potrzebują. Ale my, prawdziwi rycerze błędni, my nie siedzimy, ale naprawdę przebiegamy całą ziemię, wystawieni na niewygodę, czy to w zimna, czy w upały, czy dniem, czy w nocy, pieszo, czy konno. Nie malowanym to rycerzom patrzymy w oczy, potykamy ich uzbrojonych o każdej chwili i porze, w każdem spotkaniu, nie bawiąc się w jakieś tam prawa pojedynkowe, nie bacząc, czy kopia lub miecz nierówne, czy nasz przeciwnik nie ma na sobie uroku, albo czegoś innego, coby mu dało przewagę, nie ustawiając się równo do światła, ani zważając na inne reguły w pojedynkach przestrzegane; ale ty się na tem nie znasz, ja to co innego. Trzeba, ażebyś wasani wiedziała jeszcze, że każdy błędny rycerz, nie lękając się spotkania z dziesięciu olbrzymami, których głowy pod obłoki sięgają, którzy miasto nóg zdają się mieć ogromne wieżyce, a miasto rąk okrętowe maszty, oczy jak koła młyńskie, pałające jak żar w hucie, nie lękając się, mówię, powinien stawić śmiałe czoło i z wesołem obliczem natrzeć, zgnębić, popłatać na sztuki lub rozprószyć, chociażby byli uzbrojeni łuską tych ryb, co ma być twardszą niż dyament, i zamiast mieczów mieli bułaty z najlepszej damasceńskiej stali, jaką tylko w życiu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/736|num=66}}widziałem. Powiedziałem ci to, moja duszko — mówił dalej Don Kiszot — żebyś poznała, jaka jest różnica między rycerzem a rycerzem i życzyćby należało, żeby wszyscy monarchowie zrozumieli nieco lepiej wartość i ważność rycerzy błędnych, o których w historyi czytamy, że nie znalazł się niejeden taki, co nietylko jedno państwo, ale kilka ich od niechybnego wybawił upadku.<br>
{{tab}}— A co też to jegomość mówi — rzekła, potrząsając głową, siostrzenica — toć przecie to wszystko, co opowiadają o rycerzach błędnych, jest tylko sobie na czysto bajką i zmyśleniem, i jeśli tych wszystkich książek nie spalić, to przynajmniejby należało dać im jakie znaki, ażeby można poznać je jako szkodliwie i gorszące.<br>
{{tab}}— Przez Boga żywego! — wykrzyknął Don Kiszot, trzęsąc się ze złości — gdybyś nie była moją krewną, srodze i przykładniebym cię ukarał za bluźnierstwo, które wyrzec śmiałaś. Jakto! ty nędzne stworzenie, co zaledwie znasz się na kądzieli, tyle masz zuchwałości, że poważasz się uwłaczać błędnym rycerzom. I cóżby na to powiedział wielki Amadys, gdyby cię usłyszał w ten sposób mówiącą? Ale darowałby ci pewnie, bo to był najwspanialszy i najgrzeczniejszy ze wszystkich swojego czasu i gorliwy obrońca płci pięknej, lecz mógłby cię usłyszeć inny, który drogo kazałby ci przypłacić twoje nierozważne wyrazy. I niech cię Pan Bóg broni, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/737|num=67}}żebyś mi się kiedy tak nieroztropnie wyrwała, bo oświadczam ci, że nie wszyscy rycerze są tak względni i uprzejmi, chociaż wszyscy jednego używają miana; między rycerzem a rycerzem jest jeszcze różnica. Trzeba ci wiedzieć, moja siostrzenico, że rozmaitego oni są rodzaju i wartości, a my mamy reguły do rozpoznawania ich, jako kamień probierczy, za pomocą którego każdego z nich z łatwością ocenić możemy. Są ludzie maluczcy, co się wszelkimi sposoby nadymają, żeby udawać wielkich rycerzy, a są znów rycerze wielcy, co jakby umyślnie zaćmiewają blask swego rodu; pycha i wytrwałość wynoszą tamtych, a ci gnuśnieją pod niecnem brzemieniem miękkości nałogów. Trzeba się zatem znać dobrze, żeby rozróżnić dwa te rodzaje rycerzy, bo choć z imienia jednacy, czynami wielce się różnią.<br>
{{tab}}— Ah! mój Boże — zawołała siostrzenica — doprawdy, wujaszku, wyście tacy uczeni, że w potrzebie moglibyście z ambony prawić, a mimo to tak się łatwo dajecie powodować urojeniom, że wam się zdaje, jakobyście jeszcze młodzi byli, choć już dobrze starzy jesteście. Po co to także nazywać się rycerzem, kiedy wy nie jesteście wcale rycerzem ani Alcantary, ani Calatrava? Prawda, że każdy szlachcic zostać nim może, ale nie taki, co grosza nie ma przy duszy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/738|num=68}}{{tab}}— Nie głupio mówisz, moja siostrzenico, i miałbym ochotę oświecić cię moją nauką we względzie rodów, ale nie będę nic o tem mówił, żeby nie mieszać rzeczy poważnych z fraszkami! Posłuchajcie tylko obiedwie tego, co wam powiem, i niechaj moja nauka nie pójdzie w las. Wszystkie rodowitości w świecie dadzą się sprowadzić do czterech następujących, które wam wymienię: Jedni idą z urodzenia nizkiego, a powoli stopniami wznieśli się do najświetniejszej wielkości; inni urodzili się świetnie i blask swojego imienia utrzymali i zachowali po dziś dzień; trzeci znów, z wielkiego pochodząc rodu, nieznacznie zniżyli się do nicości, jak piramidy, co z wielkiej i wysokiej wznosząc się podstawy, zwężają się stopniami, aż w punkt przejdą maleńki; ostatni nareszcie, których liczba największa, zawsze byli maleńcy i takimi zostaną na wieki, jak lud pospolity. Co do pierwszych, mamy przykład w plemieniu ottomańskiem, które ród wiodąc od nędznego pasterza, wzniosło swą władzę do najwyższego szczytu wielkości. Mnóstwo książąt, dzierżących kraje swe dziedziczne i utrzymujących w pokoju władzę swą nad nimi, w tym samym zawsze rozmiarze mogą służyć za przykład drugiej kategoryi. Co do trzecich, co się kończą jak piramidy, mamy ich bez liku, jak naprzykład Faraonowie i Ptolomeusze w Egipcie, Cezarowie w Rzymie i nieprzeliczone prawie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/739|num=69}}roje władców i książąt medyjskich, asyryjskich, perskich, greckich i barbarzyńskich, po których ledwo imiona pozostały. O ludzie pospolitym nie mam co mówić, on zwiększa tylko liczbę żyjących, żadnego nie biorąc udziału w sławie ludzi wielkich i nie wiedząc nawet, co to jest zasługa. Z tego, co wam powiedziałem, moje robaczki, widzicie jasno, że wielka jest między rodami różnica i że te tylko są znakomite i świetne, w których zawsze przechowywały się bogactwa, wspaniałość i cnoty; powtarzam: bogactwa, wspaniałość i cnoty, bo pan wielki bez cnót występniejszym jest od każdego innego, a bogacz bez wspaniałości gorszy od nędznika. Nie bogactwa to czynią ludzi szczęśliwymi, ale dobre ich użycie. Rycerz biedny nie ma innego środka na zachowanie prawej rycerskości, jak tylko swe cnoty; powinien być grzeczny, uczciwy, uprzejmy, wspaniały i mężny, a nie znać dumy i złości. Takie praktykując cnoty, wspanialszym i szczobrobliwszym on będzie, niż ci, co się z takowych przymiotów nadymają; każdy go wtedy uzna za człowieka świetnego rodu, każdy go szanować i chwalić będzie, bo cnota zawsze nagrodzoną być musi. Winienem wam jeszcze powiedzieć, że ludzie mają dwie drogi dla dojścia do bogactw i znamienitości, a temi są: nauki i oręż. Co do mnie, czuje w sobie więcej skłonności do oręża, widać dlatego, żem {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/740|num=70}}się pod Marsem urodził, idąc więc za wpływem sił wyższych, tajemnych i za własnym popędem, pójdę moim torem, choćby wbrew światu całemu; próżne więc tedy wasze mozoły, żeby mnie skłonić do opierania się rozkazom nieba, do sprzeciwiania się losowi i rozumowi, a nadewszystko własnym moim życzeniom i popędom. Wiadomo mi aż nadto dobrze, że powołaniu błędnego rycerza towarzyszą trudy nieskończone, ale wiem równie dobrze, że znaleźć w niem można nieskończenie wiele błogości. Wiem, że cnota wąziuchną wiedzie nas ścieżką, a występku gościniec szeroki i gładki. Wiem jak różne te drogi; występek wśród tysiąca uroków i powabów prowadzi nas do śmierci, a cnota wśród cierni i trudów wiedzie nas do prawdziwego życia, do życia bez końca. Pięknie to wyraża nasz poeta hiszpański:
<poem>{{f|w=90%|Tylko drożyną pokrytą cierniami
Dojdziesz do raju, człowiecze...
Kogo kwiecista swym dźwiękiem omami,
{{tab}}Ten niech się niebios wyrzecze!}}</poem>
{{tab}}— O, najświętsza Matko Boska! — zawoła siostrzenica — a to wujaszek jest także i poetą, wszystko wie, wszystko umie! Głowę daję, że gdyby się tylko uwziął, toby i dom wybudować potrafił.<br>
{{tab}}— Moja niebogo — odpowie Don Kiszot — przysięgam ci, że gdyby powołanie błędnego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/741|num=71}}rycerza tak mnie do siebie nie zapalało i nie pochłaniało, to nie byłoby nic takiego na świecie, czegobym ja nie potrafił...<br>
{{tab}}W tej chwili zapukano do drzwi, odezwał się Sanszo Pansa, a gospodyni uciekła zaraz, ażeby go nie widzieć, tak go śmiertelnie nienawidziła. Siostrzenica poszła mu otworzyć, a Don Kiszot wybiegł naprzeciw niego z roztwartemi rękoma i ucałowawszy go, zamknęli się oba w izbie, gdzie mieli rozmowę bynajmniej nie ustępującą innym.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ VII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Który opisuje, co zaszło między Don Kiszotem a koniuszym, i inne bardzo piękne rzeczy.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Gospodyni, zobaczywszy, że Don Kiszot z Sanszem zamknęli się, odgadła zaraz, co się święci, i domyślając się, że z tych konszachtów niezawodnie przyjdzie do trzeciej wyprawy, zarzuciła na siebie jubkę i wielce {{Korekta|zmartwioa|zmartwiona}} pobiegła do bakałarza Karaska, ufając, że on potrafi pana odwieść od tak zuchwałego postanowienia, bo jest człowiek rozumny i przyjaciel Don Kiszota. Zastała go przechadzającego się po ogrodzie i rzuciła mu się zaraz do nóg, a pot wielkiemi kroplami kapał jej z czoła z niezmiernej alteracyi i znużenia.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/742|num=72}}{{tab}}— Co to jejmości jest takiego — zapytał jej Karasko, widząc tak zmienioną — co się wam stało, że wyglądacie jakby wam pół godziny do śmierci brakło?<br>
{{tab}}— A cóż innego, panie bakałarzu — odpowiedziała — już po moim panu! już go niezawodnie nie zobaczę, niema żadnej rady!<br>
{{tab}}— Jakto już po nim — zawoła Samson — cóż mu jest, czy się skaleczył, czy go paraliż ruszył?<br>
{{tab}}— Ale nie, panie bakałarzu, to nie to wcale — rzecze gospodyni — to ta przeklęta waryacya znów go napadła, to jest, chciałam mówić, panie Samsonie, że się znów w świat wybiera szukać szczęścia, jak powiada; piękne mi szczęście! to już po raz trzeci. Pierwszy raz przywieziono go napowrót, jak sakwy, na ośle zwieszonego, czarniejszy był od tej mojej jubki, tak go kijami zbili; drugi raz znów przyciągnęli go wołami zamkniętego w klatce, gdzie mówił, że jest zaklęty. Ah! miły Boże, a taki był zbiedzony, że ledwieśmy go poznały; żółty jak gromnica, a oczy mu aż z tyłu wyłaziły. Pielęgnowałam go, chuchałam, żywiłam, żeby to do zdrowia wróciło; dziesięć kóp jaj mi wyszło, Bóg mi na to świadkiem i te biedne moje kury, które, gdyby gadać umiały, toby powiedziały, że prawda.<br>
{{tab}}— Na co tu świadkowie? odpowie {{pp|ba|kałarz}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/743|num=73}}{{pk|ba|kałarz}} — wszyscy przecież wiedzą, że aśćka nie kłamiesz; no, ale moja jejmość, to niema nic gorszego, tylko, że boicie się, ażeby dostojny Don Kiszot znów nie prysnął?<br>
{{tab}}— Nie, panulku, nie — odpowiedziała — alboż to jeszcze mało złego?<br>
{{tab}}— O! niech was o to głowa nie boli, mnie to zostawcie — odrzecze bakałarz — bądź aśćka spokojna i przygotuj mi tam co ciepłego do zjedzenia, wracając zmów tylko litanię do świętej Apolonii, jeżeli umiesz, ja tam zaraz przyjdę a obaczycie, że wszystko się ułoży.<br>
{{tab}}— A ja nieszczęśliwa! — zawoła gospodyni — co też to jegomość gada; litanię do świętej Apolonii? Alboż to pan mój na zęby chory? on na głowę choruje.<br>
{{tab}}— Już ja wiem, co mówię, mościa gospodyni — odpowie Samson — nie sprzeczaj się waśćka ze mną, jestem bakałarz z Salamanki.<br>
{{tab}}Gospodyni poszła do domu, a bakałarz pobiegł donieść o wszystkiem plebanowi. Obaczymy zaraz, jaką mieli konferencyę.<br>
{{tab}}Don Kiszot, zamknąwszy się z Sanszem, mieli z sobą długą rozmowę, którą historya w następujący sposób przechowała.<br>
{{tab}}— Proszę pana — rzecze Sanszo — ja już z żoną sobie tak poradziłem, że się zdobyła na tę dysolucyę i pozwala mi iść z panem w świat.<br>
{{tab}}— Ale nie mówi się dysolucyę, mój {{pp|San|szo}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/744|num=74}}{{pk|San|szo}}, tylko rezolucyę — przerwie mu Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Zdaje mi się — odpowie Sanszo — że ja już parę razy pana prosiłem, żeby mnie pan nie zabawiał temi poprawkami, kiedy dobrze rozumiecie, co ja chcę powiedzieć. A jeżeli mnie, panie, nie rozumiecie, to trzeba mi tylko powiedzieć: Sanszo, ja ciebie nie rozumiem, a jak się jeszcze nie wytłómaczę, to mnie wtedy poprawiajcie, bo ja nie mam w sobie ducha ''kontrawencyi'' i lubię nawet, żeby mnie kto ''poreformował''.<br>
{{tab}}— No, już teraz, dalipan, niech przepadnę, jeżeli co rozumiem — rzecze Don Kiszot — cóż to u dyabła ma znaczyć ten twój duch kontrawencyi i to poreformowanie?<br>
{{tab}}— Duch kontrawencyi — odpowie Sanszo — to znaczy duch... taki... to jest... co to ten... no duch... O Boże, kiedy nie wiem... taki duch, co to nie lubi... eh, pan już rozumie dobrze.<br>
{{tab}}— Ale nic a nic cię nie rozumiem — odpowie Don Kiszot — jeszcze mniej teraz, niż wprzód.<br>
{{tab}}— A przez Bóg żywy, jeżeli mnie pan jeszcze teraz nie rozumie, to już, przysiągłszy, nie wiem jak mam gadać — rzecze Sanszo — to już lepiej skończymy i wcale nie gadajmy, bo ja już lepiej nie potrafię.<br>
{{tab}}— Aha! przecie teraz zgaduję — odpowie Don Kiszot — chciałeś powiedzieć, że nie masz {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/745|num=75}}ducha kontradykcyi i że lubisz, kiedy cię kto poinformuje.<br>
{{tab}}— A jabym gardło dał — rzecze Sanszo — że pan mnie tak rozumiał odrazu, tylko robisz sobie pan umyślnie taką zabawkę, ażeby mnie mordować i żebym potem głupstwa gadał.<br>
{{tab}}— Właśnie mi też to w głowie — odpowie Don Kiszot — dziwak jesteś, Sanszo, ale koniec końców, cóż powiada Juana?<br>
{{tab}}— Co powiada Juana? — powtórzył Sanszo — powiada, że trzeba, ażebym coś pewnego z panem zrobił, ażebym się zabezpieczył, że słowa z wiatrem ulatują, a papier ludzi przetrzyma, że kto sobie waruje, to potem nie żałuje, a lepszy jeden wróbel w garści, niż dziesięć na gałęzi. A ja powiadam, że kobieca rada zawsze niewielka to rzecz, ale głupi, kto jej nie słucha.<br>
{{tab}}— I ja jestem tego zdania — rzecze Don Kiszot — ale mów dalej, mój Sanszo, dziś przedziwnie rozprawiasz.<br>
{{tab}}— Powiadam tedy — mówił dalej Sanszo — i pan to wiesz lepiej odemnie, że nie wiemy, kto z brzegu, dziś człek żyje, jutro gnije, śmierć nie wybiera, kto pod ręką, ten lepszy, czy baran, czy jagnię, równo jej przypadnie, śmierć jest głucha, nic nie słucha, z brzegu bierze, czy człeka, czy zwierzę, i godziny dłużej nie pożyjesz, jak ci Bóg przeznaczył, jak zapuka {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/746|num=76}}do drzwi, niema już rady, próżne modły, jęki, nie zażyjesz zdrady, nie ujdziesz jej ręki; korony, mitry, nic nie pomogą, przynajmniej tak mówią wszyscy, a księża wierzyć każą.<br>
{{tab}}— Wszystko to prawda — rzecze Don Kiszot — ale cóż z tego dalej będzie?<br>
{{tab}}— Co będzie? — odpowie Sanszo — a to, że mnie się zdaje, jakoby to wcale nieźle było, gdybyśmy się z sobą ułożyli, że pan mi pewną kwotę pieniędzy miesięcznie płacić będziesz, dopóki będę miał zaszczyt w usługach jego zostawać, że pan mi kwotę takową wypłacać będziesz gotówką, bo to najlepsza rzecz, człek zawsze pewny swego, to się mieni, co w kieszeni. Słowem, człek radby już wiedzieć przecie, proszę pana, ile sobie zarabia, czy mało czy wiele; ziarnko do ziarnka, a będzie miarka, grosz do grosza zawsze się coś uciuła; kokosz jedno tylko jaje znosi, a dobrze jej z tem: aby tylko coś kapło do kaletki, trzydzieści grosików to już i złotówka, a złotówka do złotówki będzie talar. Zresztą co zarobił, to zarobił, a jak tylko człowiek zarabia, to już nie traci, bo czas płaci. A gdyby przyszło do tego, co daj Boże, a czego ja ani się spodziewam, ani sobie tuszę, żeby wielmożny pan miał mi dać przyobiecaną wyspę, to przecież nie jestem taki niewdzięcznik, ani taki łapigrosz, ażebym był od tego, aby dochody z niej potrącały się w pensyi. A to dobre!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/747|num=77}}{{tab}}— Sanszo. mój kochany — rzecze Don Kiszot — czy kijem, czy pałką, to na jedno wyjdzie.<br>
{{tab}}— Pan pewno chciał powiedzieć — zagadnie Sanszo — nie kijem go, to pałką, ale to wszystko jedno, bo już widzę, że pan mnie i tak rozumie.<br>
{{tab}}— Rozumiem, aż nadto dobrze rozumiem, i tak przejrzałem do głębi twych myśli, że wiem dobrze, do czego zmierzają te wszystkie twoje przysłowia i kadencye. Mój ty biedaku, jabym ci był dawno już z całego serca wyznaczył pensyę, gdybym tylko mógł był gdziebądź się doczytać w jakiej historyi, ile rycerze błędni płacili swoim koniuszym na rok lub na miesiąc, ale w całej historyi ani wzmianki o tem, ani jeden rycerz pensyi nie płacił koniuszemu, koniuszowie służyli zawsze tak i nagrody tylko otrzymywali, jak Pan Bóg poszczęścił ich panom, dostawali wyspę jaką, albo tytuł świetny przynajmniej i wychodzili na panów. Jeżeli pod takimi warunkami chcesz wrócić do mnie w służbę, to i owszem, jeżeli nie, kłaniam uniżenie, boć rozumiesz przecie, mój przyjacielu, że dla twoich pięknych oczu nie mogę porzucać starych tradycyi błędnego rycerstwa. Róbże więc sobie, jak ci się podoba, wracaj do domu i naradź się z Juaną. Jeżeli ona zgodzi się na to, żebyś służył u mnie w nadziei pięknej nagrody, to dobrze, biorę cię z chęcią, a jeśli jej się to nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/748|num=78}}podoba, ani tobie, no, to drugie dobrze, a my sobie dlatego dobrymi przyjaciółmi zostaniemy, bo ja się wcale gniewać nie będę; póki ziarno w gołębniku, nie zbraknie gołębi. Przestrzegam cię jednak, mój synu, że nadzieja czegoś dobrego warta często więcej, niż lada lichota w ręku, szkoda naboju na kota, kiedy sarnę masz pod nosem. Widzisz, mój Sanszo, że i ja sobie z przysłowiami umiem także dać radę, ale ja mówię po prostu z mostu, szczerze i otwarcie, i powiadam ci bez żadnych andrybów, że jeżeli nie masz ochoty dzielić losów ze mną, to niechże cię Pan Bóg błogosławi, to się i obejdzie. Nie zbraknie mi koniuszych, kopami prosić się będą, i posłuszniejsi, pilniejsi, a nadewszystko lepiej język za zębami trzymać umiejący, i nie z taką wyprawną gębą jak ty, rozumiesz?<br>
{{tab}}Strasznie się zdumiał Sanszo, obaczywszy, że Don Kiszot z tej beczki z nim zaczyna, bo był pewien, że za żadne a żadne skarby świata bez niego się nie ruszy. Kiedy się tak głęboko zamyślił i zasępił, wszedł do izby Samson Karasko, a za nim gospodyni z siostrzenicą, ciekawe, jak też to się on weźmie do rzeczy, żeby odwieść pana od zamiaru. Wszedłszy, bakałarz zaraz skłonił się do kolan Don Kiszotowi i ucałował je, a potem w następujące słowa przemówił:<br>
{{tab}}— O! kwiecie błędnego rycerstwa, o jasny blasku oręża, chlubo i zaszczycie całego narodu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/749|num=79}}hiszpańskiego! do Boga Wszechmogącego modły moje zanoszę, by ci, co się w jakibądź sposób opierać będą szlachetnemu zamysłowi twemu, aby trzecią odbyć wyprawę, nigdy nie mogli trafić do wyjścia w ciasnym labiryncie zamiarów swoich, żeby nigdy nie doczekali spełnienia najmniejszego ze swoich życzeń. Nie potrzebujesz już waśćka, jejmość gospodyni, odmawiać litanii do świętej Apolonii, niebo samo chce, aby dostojny Don Kiszot nie zaprzestawał powołania rycerskiego. Przeciwko własnemu wykroczyłbym sumieniu, gdybym go sam nie zachęcał do okazania dzielności jego ramienia i męstwa niezrównanego, których nie może chować w domu, bo czekają na nie nieszczęśliwi, którym winien nieść pomoc, wyglądają ich wdowy i sieroty, kobiety i dziewice, których honoru nie może na szwank i niebezpieczeństwo wystawiać, opóźniając przybycie swoje, on, co jest przedmurzem i twierdzą ich cnoty, nie może znieważać praw tego dostojnego zakonu, przeznaczonego od Boga na ocalenie rodu ludzkiego. Śmiało! wielki Don Kiszocie, naprzód! Śmiało! dziś lepiej niż jutro. Jeżeli ci brak czego do wykonania swych zamysłów, ja ci się chętnie ofiaruję ze wszystkiem, co tylko w sile mojej, i z całego serca gotów jestem własną osobę poświęcić i nietylko za honor poczytałbym sobie być koniuszym u waszej dostojności, ale {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/750|num=80}}przyjąłbym jeszcze te obowiązki, jako najzaszczytniejsze i najpiękniejsze w świecie.<br>
{{tab}}— A co? nie mówiłem ci, Sanszo? — rzecze Don Kiszot — czy mi zabraknie koniuszych? Patrz, kto mi chce służyć; wszakże sam widzisz, wielki bakałarz Samson Karasko, którego uczoność podziwiano, jak sam mówi, w uniwersytecie salamanckim! Patrz, jaki to człowiek zdrowy na ciele i umyśle, jaki urodziwy i w jakiej sile wieku; potrafi on znosić zimna i gorąca, głód i pragnienie, a co największa, potrafi milczeć. Słowem, jest to człowiek posiadający wszystkie przymioty potrzebne koniuszemu błędnego rycerza. Niechże Bóg jednak broni, abym ja dla mojego dobra i własnej przyjemności miał na to narażać naczynie i kolumnę nauk, palmę sztuk wyzwolonych! Niech nowy Samson zostanie w swojej ojczyźnie, aby stał się jej zaszczytem i chwałą! Nie odbierajmy rodzicom jego podpory starości i ozdoby całej rodziny; wolę wziąć najlichszego giermka, jeżeli Sanszo nie pojedzie ze mną.<br>
{{tab}}— Ale gdzieżtam, pojadę, pojadę! — zawoła ze łzami w oczach rozczulony Sanszo. — Nie chcę, aby o mnie mówiono, żem uciekł z placu i nie dotrzymał temu, którego chleb jadłem! Nie jestem z rodu niewdzięcznych, cały świat wie dobrze, jako i wieś nasza, z jakich ja Pansów pochodzę. A zresztą widzę ze słów i czynów {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/751|num=81}}pańskich, że masz ochotę zrobić mi dobrze. Jeżelim się prosił o zasługi, to dlatego, że mnie żona o to ciągle tarmosi, a kiedy jej co wlezie w głowę, to i wszyscy dyabli nie wybija tego; ale co mnie na to zważać? Mężczyzna musi być mężczyzną, a kiedy nim jestem, to i w własnym domu będę jak gdzieindziej, choćby się nawet wściekła. Nic tedy nie pozostaje, tylko, żeby wasza wielmożność spisał testament, ale uczciwy, z takim ''koncilium'' i żeby go ''konwokować'' nie można i ruszajmy zaraz w drogę, żeby dusza pana bakałarza nie gryzła się więcej; bo powiada, że sumienie mu nakazuje zachęcać pana do nowej wyprawy. Ja, najdroższy panie, gotów jestem pójść za tobą na koniec świata i służyć ci będę wierniej i lepiej, niż kiedybądź niektóry koniuszy przy rycerzach błędnych w przeszłych i przyszłych czasach.<br>
{{tab}}Bakałarz niemało się zdziwił, słysząc tę mowę Sanszy; bo jakkolwiek czytał pierwszą część historyi Don Kiszota, nie wystawiał sobie nigdy, żeby jego Sanszo był tak zabawny, jak go autor maluje; ale gdy go usłyszał mówiącego: koncylium, którego konwokować nie można, zamiast kodycylu, którego rewokować nie można, i tyle innych niedorzeczności, uwierzył dopiero, że wszystko, co czytał, było prawdą, i doszedł do pewności, że po panu jego większego waryata nie było na całym świecie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/752|num=82}}{{tab}}Koniec końców, Don Kiszot z Sanszem ucałowali się serdecznie, pozostali przyjaciółmi, jak dawniej, i nasz rycerz postanowił za poradą wielkiego Samsona Karasko, który odtąd stał się jego wyrocznią, że za trzy dni wyruszy, a przez ten czas przygotuje sobie wszystko i wyszuka hełm cały z przyłbicą. Samson darował mu zaraz hełm taki, zapewniając go, że jest doskonały i że tylko odczyścić go trzeba. Siostrzenica i gospodyni, spodziewając się wcale czego innego po Samsonie, klęły go teraz w żywe kamienie; włosy sobie z rozpaczy darły, twarze drapały, krzycząc i jęcząc, jak gdyby ta trzecia wyprawa Don Kiszota była niezawodną śmierci jego przepowiednią. Ale biedaczki próżno rozpaczały; rycerz nasz ani oczu na nie nie zwrócił. Nareszcie przygotowali sobie wszystko, czego było potrzeba naszym awanturnikom; Sanszo ukoił jak mógł żonę, i nocą, tak, że nikt nie wiedział, oprócz bakałarza, który pół mili odprowadzić ich raczył, ruszyli drogą do Tobozo. Bakałarz pożegnał się z Don Kiszotem, uprosiwszy go raz jeszcze, żeby mu wszystko donosił, gdyż chce z nim dzielić złą i dobrą dolę, jak na prawdziwego przyjaciela przystoi. Uściskali się serdecznie i ruszyli każdy w swoją drogę; bakałarz napowrói do wsi, a Don Kiszot prosto ku wielkiemu miastu Tobozo.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/753|num=83}}{{c|ROZDZIAŁ VIII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Który opisuje, co się przytrafiło Don Kiszotowi, gdy jechał w odwiedziny do damy swojej — Dulcynei z Tobozo.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}— Chwała wszechmogącemu Allahowi — woła Cyd Hamed Benengeli na początku tego rozdziału — wielkiemu Allahowi niechaj będzie chwała! — powtarza po trzykroć. — Don Kiszot i Sanszo Pansa już jadą na boje. Widzieć znów będziemy wielkie czyny oręża, słyszeć mowy niesłychane, oglądać przygody, wszelką wiarę przechodzące. Trzeba zapomnieć teraz, powiada on dalej, o wszystkich wielkich czynach dawnych przedziwnego rycerza z Manszy, bo nowe, które teraz zobaczymy, godniejsze są uwagi naszej, a szereg ich świetny rozpocznie się zaraz na drodze do Tobozo, jak szereg tamtych rozpoczął się na polach Montielu.<br>
{{tab}}Wielki Don Kiszot i poczciwy Sanszo, jeden na pysznym Rosynancie, a drugi na wiernym swoim kłapouchu, z sakwami dobrze wypchanemi i kaletą nieźle opatrzoną jeszcze nie stracili z oczu uczonego bakałarza Samsona Karasko, gdy Rosynant rżeć, a kłapouch wzdychać i beczeć zaczęli; rycerz i koniuszy wzięli to za bardzo szczęśliwą wróżbę i wiele sobie obiecywali po tej trzeciej wyprawie. Benengeli, autor {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/754|num=84}}niezmiernie ścisły i sumienny, robi uwagę, że beczenie osła było daleko silniejsze i trwało daleko dłużej, aniżeli rżenie konia, i że Sanszo wniósł stąd, iż ta wycieczka daleko będzie korzystniejszą dla niego, niż dla pana. Nie wiadomo. czy nadzieję tę gruntował na astrologii sądowej, której miał pewną znajomość, jakkolwiek historya o tem nie wspomina; ale słyszano go kilkakrotnie powtarzającego, że gdy osieł jego się potknie, lub upadnie i kroczy smutno a ponuro, to dałby wszystko, co tylko ma przy duszy, ażeby z domu nie wyjeżdżać, bo to niezawodna przepowiednia, że mu się coś po grzbiecie oberwie.<br>
{{tab}}— Przyjacielu Sanszo — rzecze Don Kiszot — noc coraz ciemniejsza zapada i wkrótce tak będzie czarna, że nie będziemy mogli cieszyć się widokiem pięknego Tobozo; ja tam wszakże być muszę, na żadne niebezpieczeństwo się nie oglądając; muszę pożegnać nieporównaną Dulcyneę i otrzymać od niej jakąś oznakę przyjaźni, żeby mi szczęście przyniosła we wszystkich naszych przedsięwzięciach; bo nic tyle pomyślności nie zapewnia błędnym rycerzom, jak miłość i przychylność ich dam.<br>
{{tab}}— Bardzo temu wierzę — odpowiedział Sanszo — ale sądzę, że trudno wam będzie widzieć się z panią Dulcyneą i mówić z nią w miejscu takiem, gdzieby mogła wam dać {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/755|num=85}}oznakę przyjaźni, chyba, że ją rzuci przez parkan podwórza, na którem widziałem ją po raz pierwszy, gdym jej nosił list od was i wiadomość o strasznych przygodach waszych na Górze Czarnej.<br>
{{tab}}— Grubo się mylisz, mój biedny Sanszo — rzecze Don Kiszot — biorąc za podwórze miejsce, w którem widziałeś tę piękność nieporównaną, ten zbiór wszelkich powabów; musiał to być pewnie balkon złocisty, albo któryś z bogatych krużganków wspaniałego pałacu.<br>
{{tab}}— Wszystko to być może — odpowie Sanszo — ale ja to między bajki włożę, bo widziałem wtedy, że to było podwórko oparkanione, a przecież jeszcze pamięci nie straciłem.<br>
{{tab}}— Niechże sobie będzie, jak chce — rzecze Don Kiszot — a ja tam jadę i bylebym widział damę swoją, mniejsza o to, czy ją widzieć będę przez parkan, czy przez okno, czy przez sztachety ogrodu; bo skądkolwiek najmniejszy promień jej wdzięków oczu moich dojdzie, zawsze rozświeci mi duszę i serce tak pokrzepi, że równego sobie nie znajdę w męstwie i mądrości.<br>
{{tab}}— Dalibóg, proszę pana — rzecze Sanszo — to słońce pani Dulcynei strasznie było ciemne, kiedym je widział, i żadnych promieni nie rzucało; ale to pewno dlatego, że, jakem wam już mówił, harfowała ona wtenczas zboże i straszny kurz grubą mgłą ją otaczał<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/756|num=86}}{{tab}}— Czyż to podobna, mój Sanszo — rzecze Don Kiszot — żebyś ty nigdy z głowy nie mógł sobie wybić, że pani Dulcynea nigdy zboża nie harfuje, i że to zajęcie niegodne jej stopnia i znakomitości. Nie pamiętasz widać tych wierszy naszego poety, w których maluje zajęcia i prace czterech nimf z wód Tagu występujących, kiedy siadają na trawie i biorą się do wykończenia tkanin z samego złota, jedwabiu i pereł; zapewne to taką pracą zajętą była Dulcynea, kiedyś ją widział, ale jakiś czarnoksiężnik, wróg jej sławy i wszystkiego, co mnie przyjemnem być może, omamił ci oczy, w błąd cię wprowadził; dlatego to ja się tak boję, czy ten autor, co to napisał historyę moich czynów i życia, nie jest przypadkiem czarnoksiężnikiem nieprzyjaznym mi i czy nie nakładł tam kłamstw zamiast prawdy, czy nie opisywał jakich przygód, nic wspólnego z przedmiotem nie mających aby tym sposobem zaćmić moją sławę i blask imienia mego oszpecić. O zazdrości! śmiertelny jadzie cnót najświetniejszych! niewyczerpany zdroju boleści bez końca! Wiesz, przyjaciela Sanszo, niema występku, któryby nie miał w sobie czegoś przynajmniej przyjemnego; jedni tylko zawiść ciągnie za sobą same okropność zdrady, wiarołomstwa i podłości.<br>
{{tab}}— O, dalibóg, że to prawda, panie — odpowie Sanszo — i czuje ja, że w tej historyi {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/757|num=87}}którą bakałarz Karasko o nas czytał, musieli mnie tam tęgo osmarować, pewno nie oszczędzali, odmalowali od stóp do głów. A jako żywo, nigdym nic złego nie mówił na żadnego czarownika i nie mam takich dostatków, żeby zazdrość wzbudzały; co prawda, to prawda, że czasami skrobnę kogo językiem i że wygadam, co ślina do gęby przyniesie; ale z tem wszystkiem złośliwy nie jestem i nikogo nie obgaduję; a gdyby i to się zdarzyło, to zawsze wierzę silnie w Boga i we wszystko, w co wierzy święty kościół katolicki, jestem zawziętym wrogiem żydów i zasługuję ze wszech miar, żeby historycy mieli wzgląd na mnie i oszczędzali mnie w swoich książkach. Ale niech ich tam, niech sobie zresztą piszą, co im się podoba, a dyabliby się tam o to turbowali! Urodziłem się goły i goły jestem, ani mi nic z tego nie przybędzie, ani ubędzie, niech mnie pakują w książki, ile się zmieści, dbam o to, jak pies o piątą nogę. Złamanego grosza nie dałbym, żeby ich wstrzymać od tego, niech ich kaci porwą, bawią mnie swojemi historyami.<br>
{{tab}}— To wszystko przypomina mi, mój Sanszo — rzecze Don Kiszot — wydarzenie, jakie miał jeden ze sławnych poetów dzisiejszych, który napisawszy satyrę trochę przyostrą na damy dworskie, nie zamieścił w niej nazwiska jednej, z której niewiele sobie robiono z powodu {{pp|ni|zkiego}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/758|num=88}}{{pk|ni|zkiego}} jej urodzenia. Ona, gdy zobaczyła, że nie znajduje się w spisie, biorąc to sobie za ujmę, wyrzucała to poecie, pytała go, coby mu zawiniła, że ją tak pominął, i prosiła koniecznie, żeby satyrę rozszerzył i ją razem z innemi w niej zamieścił. Poeta uczynił jej zadość, ale cudów o niej nagadał; a ona się cieszyła, że przynajmniej mówią o niej, chociaż ze szkodą reputacyi. Mogę także porównać tu tego gbura, co to podłożył ogień w świątyni Dyany, owym siódmym cudzie świata, żeby imię swoje unieśmiertelnić; i mimo tylu zakazów, żeby o nim ani mówić, ani pisać, ani nazwiska jego nie wspominać, nikt nie był w stanie przeszkodzić temu, żebyśmy dziś nie wiedzieli, że on się nazywa Herostrat. Nie od rzeczy będzie również przytoczyć, co zaszło w Rzymie pomiędzy cesarzem Karolem V. a pewnym kawalerem rzymskim. Zachciało się raz cesarzowi zwiedzić słynną świątynię, która dawniej była Panteonem, czyli świątynią wszystkich bożków, a która dziś nazywa się kościołem Wszystkich Świętych; jest to gmach najpiękniejszy i najlepiej zachowany ze wszystkich, co pozostały ze starego Rzymu, i daje nam najdokładniejsze wyobrażenie o wielkości i wspaniałości tych bałwochwalców; struktura jego prześliczna, formę ma pomarańczy na pół przeciętej, a chociaż światło wpada do niego jednem tylko oknem u góry, które w {{pp|ar|chitekturze}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/759|num=89}}{{pk|ar|chitekturze}} nazywa się dymnikiem, mimo to tak doskonale jest oświetlony, jak gdyby był ze wszech stron otwarty. Cesarz przypatrywał się stamtąd piękności przepysznego gmachu, a obok niego stał kawaler rzymski, zwracając jego uwagę na doskonałość i sztukę w wykonaniu. Gdy cesarz już odchodził:<br>
{{tab}}— Najjaśniejszy panie — rzecze kawaler — muszę wyznać waszej cesarskiej mości, że gdy, miłościwy panie, stałeś na kraju tego otworu, po sto razy przychodziło mi do głowy schwycić cię w swoje objęcia i rzucić się z tobą na dół, aby uwiecznić imię swoje.<br>
{{tab}}— Bardzom ci obowiązany, żeś tego nie zrobił — odpowiedział cesarz — i bądź pewien, że pewno mi się już w życiu nie zdarzy narazić cię na podobną pokusę, i dlatego rozkazuję ci nigdy nie znajdować się tam, gdzie ja będę — a rzekłszy to, ukłonił mu się bardzo uprzejmie. — I któż, myślisz, zmuszał Horacyusza, żeby cały uzbrojony rzucał się do Tybru? Co dało Mucyuszowi, przezwanemu później Scewolą, tę straszną i cudowną wytrwałość, że wytrzymał w ogniu rękę, dopóki prawie zupełnie się nie zwęgliła? Dlaczego Kurcyusz rzucił się w tę przepaść, co w środku miasta leżała? Dlaczego Juliusz Cezar przeszedł Rubikon, pomimo tylu wróżb {{Korekta|niepomyślonych|niepomyślnych}}?<br>
{{tab}}— Dalibóg, że ja nie wiem — rzecze Sanszo.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/760|num=90}}{{tab}}— Wracając dziś do przykładów świeższych — mówił dalej Don Kiszot — dlaczegóż garstka Hiszpanów pod wodzą wielkiego Korteza, na brzegach Nowego Świata, sama zatopiła okręty swoje, niszcząc tym sposobem jedyny środek ucieczki? Sława to, sława poduszcza ludzi do tak wielkich czynów. Dla niej to ludzie gardzą największemi niebezpieczeństwami, dla niej śmierci patrzą w oczy, jak gdyby w chwili takiej odwagi cieszyli się już zawczasu uczuciem nieśmiertelności. Ale my, chrześcijanie i rycerze błędni, my pracujemy raczej na sławę wiekuistą w niebie, niż na próżny rozgłos doczesnego świata, który razem z nim zaginie; dlatego to, Sanszo, czyny nasze powinny być zgodne z religią chrześcijańską. Zabijając olbrzymów, powinniśmy mieć na myśli upokorzenie dumy; zawiść zwalczamy wspaniałomyślnością, złość słodyczą i spokojem duszy, obżarstwo i lenistwo przykładną wstrzemięźliwością i innemi niewywczasami, rozwiązłość wiernością, dochowywaną tym, które uczyniliśmy paniami swoich myśli. Takie to są, Sanszo, stopnie, po których dochodzi się do szczytu sławy.<br>
{{tab}}— Zrozumiałem ja bardzo dobrze, wielmożny panie — rzecze Sanszo — wszystko, coś mówił; ale chciałbym, żebyś mi raczył wytłómaczyć jedną rzecz, która mnie mocno frasuje i właśnie mi w głowę zajechała.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/761|num=91}}{{tab}}— No, cóż to takiego, mój synu? — zapytał Don Kiszot — mów, co chcesz, a ja ci odpowiem, jak tylko będę umiał.<br>
{{tab}}— A to, łaskawy panie — rzecze Sanszo — raczcie mi powiedzieć, proszę bardzo, bo ci wszyscy Cezarowie, ci Juliusze i ci dzielni rycerze, o których mówiliście, to oni już dawno poumierali i gdzież oni są teraz?<br>
{{tab}}— Ci, co byli poganami — odpowie Don Kiszot — są zapewne w piekle, a chrześcijanie, jeżeli dobrze żyli, są w raju, albo też w {{Korekta|czyścu|czyśćcu}}.<br>
{{tab}}— A to przynajmniej jako tako — rzecze Sanszo — powiedzcież mi teraz, panie, czy na grobach tych wielkich panów palą się lampy srebrne i czy na ścianach ich kaplic wiszą koszule pośmiertne, nogi, głowy i ręce z wosku lub też, czy co innego wisi?<br>
{{tab}}— Na grobach pogan — odrzekł Don Kiszot — wznoszą się po większej części świątynie wspaniałe; na popiołach Juliusza Cezara zbudowano piramidę z jednej sztuki kamienia, wielkości niesłychanej, którą dzisiaj zwą w Rzymie igłą Świętego Piotra; zamek ogromny służy za grobowiec cesarzowi Adryanowi; nazywano go długo ''moles Adriani'', a dziś nazywają zamkiem Świętego Anioła; królowa Artemiza kazała złożyć zwłoki Mauzoleusza, męża swego, w grobowcu tak wielkim, wspaniałym, bogatym i pełnym wytworu sztuki, iż policzono go do siedmiu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/762|num=92}}cudów świata; ale zdumiewających pomników pogańskich nie zdobiono nigdy całunami, lampami, ani innemi oznakami grobowców Świętych.<br>
{{tab}}— No, przecież nareszcie, dotarliśmy do rzeczy — mówi Sanszo — a co jest rzecz lepsza, panie, czy wskrzesić umarłego, czy zabić olbrzyma?<br>
{{tab}}— Odpowiedź na to nietrudna — odeprze Don Kiszot — oczywiście, wskrzesić umarłego.<br>
{{tab}}— Aha! widzi pan, złapałem pana — zawołał Sanszo — pokazuje się tedy, że sława tych, co wskrzeszają umarłych, przywracają wzrok ślepym, nogi chromym, i na których grobach zbierają się pobożni, a duchowni na kolanach czczą ich relikwie, że sława takich ludzi jest daleko większa na tym i na tamtym świecie, niż sława tych wszystkich wojaków, tych mocarzów i błędnych rycerzy, jacy tylko byli pod słońcem.<br>
{{tab}}— Zgadzam się na to — odpowiedział Don Kiszot.<br>
{{tab}}— A więc — rzekł Sanszo — ponieważ Święci mają te prerogatywy, że im kaplice stawiają, pełne lamp gorejących, rąk i nóg woskowych i różnych malowideł, że królowie i biskupi na barkach noszą ich relikwie, na ołtarzach je wystawiają...<br>
{{tab}}— Skończże już raz — przerwał mu Don Kiszot — co chcesz stąd wnosić?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/763|num=93}}{{tab}}— Otóż, chcę powiedzieć — mówił dalej Sanszo że lepiej zostańmy świętymi, aniżeli mamy gonić za tą tam jakąś sławą, której może nigdy nie dogonimy. Wczoraj, czy onegdaj, bonie pamiętam dobrze, kanonizowano dwóch Karmelitów bosych; nie wyobrazi pan sobie, jaka była ciżba do całowania dyscyplin, któremi się chłostali, i pocierania koronek o ich relikwie; więcej tam oddawano uszanowania, niż szpadzie Rolanda, co to ma się znajdować w zbrojowni króla, którego niech Bóg błogosławi i w długie zachowa lata. Dlatego zdaje mi się, że lepiej by było zostać braciszkiem w jakimkolwiek zakonie, niż najmężniejszym na całym świecie błędnym rycerzem; kilkanaście dyscyplin w plecy własne wpakowanych milsze są Bogu, niż kilka tysięcy cięć oręża, spadających na olbrzymy, duchy i dziwotwory.<br>
{{tab}}— Prawda to, mój Sanszo — rzecze Don Kiszot — wielką masz słuszność, ale {{Korekta|wszycy|wszyscy}}, mój przyjacielu, nie możemy być mnichami, niejedną drogą Pan Bóg wybranych prowadzi do nieba. Rycerskość jest także pewnym rodzajem: religii i niemało jest w niebie rycerzy.<br>
{{tab}}— Wierzę bardzo — rzecze Sanszo — ale słyszałem, że daleko więcej jest mnichów.<br>
{{tab}}— I to prawda — odpowie Don Kiszot — że księży daleko więcej na świecie niż rycerzów.<br>
{{tab}}— Alboż to mało jest błędnych rycerzy? — zapyta Sanszo.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/764|num=94}}{{tab}}— Niewątpliwie, jest ich dużo — odpowie Don Kiszot — ale takich, co sobie to miano przybierają, a takich, co na nie zasługują, bardzo mało.<br>
{{tab}}Dwaj nasi awanturnicy spędzili noc całą i dzień następny na podobnych rozmowach; nic im się przez ten czas godnego uwagi nie przytrafiło, a Don Kiszota wielce to frasowało. Na trzeci dzień nareszcie ku wieczorowi ujrzeli słynne miasto Tobozo; skoro je tylko dostrzegli, nasz rycerz wielce się ucieszył, kiedy Sanszo przeciwnie posmutniał i jakoś się zafrasował, a to dlatego, że nie wiedział, gdzie mieszka Dulcynea, której w życiu swojem nie widział, tak samo jak i Don Kiszot, co umierał dla niej z miłości; Sanszo umierał w tej chwili także, ale ze strachu, żeby go pan do niej nie posłał, i szukał konceptu, jakby się wykręcić.<br>
{{tab}}Don Kiszot nie chciał wjechać do miasta, jak tylko w nocy, zatrzymali się zatem w dębowym gaiku, pod samem Tobozo leżącym, i gdy noc nadeszła, wjechali do miasta, a co im się tam przytrafiło, zaraz opowiemy.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ IX.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Z którego czytelnik się dowie, co w nim jest.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Było już około północy, gdy Don Kiszot i Sanszo z pochyłości pagórka wjeżdżali do {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/765|num=95}}Tobozo; gród cały zalegało milczenie, bo była to godzina snu, a nigdzie w świecie mieszkańcy tak sumiennie nie wywiązują się z tego obowiązku, jak tutaj. Noc była dość ciemna, ale Sanszo pragnąłby był, żeby była jak najciemniejsza, bo miałby na co spędzić swoją nieświadomość miejsca. Po całej wsi rozlegały się tylko wycia i naszczekiwania psów, które Don Kiszotowi głowę już zawracać zaczęły, a Sanszę strachem wielkim przejmowały, czasem gdzieś osieł zabeczał, owdzie prosięta zakwiczały, a koty straszne harce na dachach wyprawiały. Zmieszane te różne odgłosy, które cisza nocy jeszcze powiększać się zdawała, miały w sobie coś ponurego i straszliwego; rozkochany rycerz zaraz stąd złe wróżby tuszył, ale nie zdradzając swej obawy, mówił do Sansza:<br>
{{tab}}— Sanszo, synu mój, jedz do pałacu Dulcynei, może ją jeszcze czuwającą zastaniemy.<br>
{{tab}}— Eh, do jakiego, u dyabła, pałacu, chcecie panie, żebym was prowadził — odpowie Sanszo — kiedy to, Boże zlituj się, nędzna chałupina, gdzie mieszka ta prześwietna Dulcynea.<br>
{{tab}}— Musiała się zapewne wtedy, kiedyś ją widział, schronić do jakiego ustronia dla zabawy z orszakiem swych dziewic, jak to zwykły czynić wielkie księżniczki.<br>
{{tab}}— A no, kiedy już chałupa pani Dulcynei ma być pałacem — rzecze Sanszo — to przez {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/766|num=96}}Bóg żywy, czyż pałac o tej godzinie może być otwarty? Chcecież, panie, żebym budził wszystkich kołataniem? alboż to szynk, który o każdej godzinie otwierają?<br>
{{tab}}— Poszukajmy naprzód pałacu — rzecze Don Kiszot — a jak znajdziemy, to ci powiem, co zrobić wypada; ale Sanszo, patrz jeno, wszakże tu przed nami stoi gmach jakiś wielki i ponury? Musi to być zapewne pałac Dulcynei.<br>
{{tab}}— A no, panie, to prowadźcie do niego — odpowie Sanszo — może też to tam. Ale żebym go widział obu oczyma i namacał wszystkimi dziesięciu palcami, to jeszczebym nie wierzył. ale niech się dzieje wola Boża!<br>
{{tab}}Don Kiszot wysunął się naprzód i ujechawszy ze dwieście kroków, przybył do stóp wysokiej wieży, w której poznał dzwonnicę parafialną.<br>
{{tab}}— To kościół, mój Sanszo! — zawołał.<br>
{{tab}}— A widzęć przecie — odpowiedział Sanszo — daj Boże tylko, żeby to nie był grób nasz, bo to na licha się zdało, tłuc się nocą po cmentarzach. Jak mi się zdaje i mówiłem to już panu, to dom tej pani stoi na bocznym zaułku.<br>
{{tab}}— Czy ty mnie chcesz do rozpaczy doprowadzić, ty niegodziwcze? — odpowie Don Kiszot — gdzieżeś ty słyszał, żeby pałace królewskie stały na bocznych zaułkach?<br>
{{tab}}— Proszę pana — na to Sanszo — co kraj, to obyczaj. Pozwólcie, panie, że już ja {{pp|poszu|kam}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/767|num=97}}{{pk|poszu|kam}}, a może znajdę gdzie w kącie ten psi pałac, żeby on z piekła nie wyjrzał, za tę biedę, co człek ma przez niego.<br>
{{tab}}— Słuchaj, Sanszo — zawoła Don Kiszot — żebyś mi z uszanowaniem mówił o wszystkiem, co dotyczy pani Dulcynei.<br>
{{tab}}— Przepraszam was, panie — rzecze Sanszo — ale jakżeż u dyabła, żebym tak jak w dym zaraz trafił do mieszkania naszej pani, kiedym je raz w życiu tylko widział i kiedy tak ciemno, że choć w papę daj, i kiedy sami nie możecie znaleźć go, coście musieli tam być ze sto tysięcy razy?<br>
{{tab}}— Jak Boga kocham, ty mnie niedługo do rozpaczy doprowadzisz — rzecze Don Kiszot — czyż ci tysiąc razy już nie powtarzałem, gamoniu przeklęty, ty ciemny bydlaku, żem nigdy w życiu mojem nie widział nieporównanej Dulcynei; że noga moja nie postała w jej pałacu, i że kocham się w niej jedynie na wiarę wielkiej sławy jej, jako najpiękniejszej i najrozumniejszej w świecie księżniczki?<br>
{{tab}}— Ach! teraz już rozumiem, panie — odpowie Sanszo — i powiem wam prawdę, że kiedyście wy jej nigdy nie widzieli, to dalibóg i ja jej także nigdy nie widziałem.<br>
{{tab}}— Co ty gadasz? jakto! — zawoła Don Kiszot — albożeś mi nie mówił, żeś ją widział {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/768|num=98}}harfującą zboże, kiedyś mi przyniósł odpowiedź na list, którym do niej pisał?<br>
{{tab}}— Pluń pan na to; — odpowie Sanszo — powiadam wam, żem jej nigdy nie widział, tak samo jak i wy panie, tylko ze słyszenia. Dyabli tam znają jakąś panią Dulcyneę!<br>
{{tab}}— Sanszo! Sanszo! — zawoła Don Kiszot — tu nie czas na żarty, na wszystko jest właściwa pora; teraz nie pora na żarty. Czyż dlatego, iż ja powiadam, żem nigdy nie widział pani Dulcynei i nigdy z nią nie mówił, to i tobie ma być wolno powtarzać to samo, kiedy się rzecz ma inaczej?<br>
{{tab}}Gdy w ten sposób rozmawiają nasi bohaterowie, zbliża się do nich człowiek z dwoma mułami; po pługu poznali, że to musi być rolnik, jadący przededniem w pole: i tak było istotnie. Wieśniak ciągnął, śpiewając sobie piosnkę:
<poem>{{f|w=90%|Źle wy owsy siejecie.
Francuzy pod Roncewalem.}}</poem>
{{tab}}— Sanszo — rzecze Don Kiszot — niech przepadnę, jeśli nas co złego tej nocy nie spotka, czy słyszysz, co on to śpiewa?<br>
{{tab}}— A słyszę — odpowie Sanszo — a cóż to znaczy, to tak samo, jak gdyby śpiewał: ''Róziu, moja Róziu''.<br>
{{tab}}Wieśniak zbliżył się właśnie do nich i Don Kiszot rzekł do niego:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/769|num=99}}{{tab}}— Dzień dobry, przyjacielu! czybyś mi nie powiedział, gdzie tu jest pałac księżniczki Dulcynei?<br>
{{tab}}— Proszę pana — odpowie wieśniak — ja nie tutejszy, niedawno przybyłem do wsi, gdzie służę u bogatego gospodarza; ale oto naprzeciwko tu mieszka pleban i zakrystyan parafii, oni was najlepiej oświecą o tej księżniczce, bo oni mają spisanych na liście wszystkich mieszkańców Tobozo. Wątpię wszakże, żeby tu była jaka księżniczka, ale może się i mylę, bo jest tu siła paniów, a każda może być księżniczką u siebie.<br>
{{tab}}— Ta, o którą się pytam, mieszka zapewne między niemi — rzecze Don Kiszot.<br>
{{tab}}— To może i tak będzie — odpowie wieśniak — upadam do nóg pańskich. Słońce już idzie w górę, muszę się spieszyć. — I zaciął muły.<br>
{{tab}}Sanszo widział, że nie po myśli poszła panu ta odpowiedź, i widząc go zakłopotanym:<br>
{{tab}}— Panie — rzecze — już dobrze dnieje a na lichoby się zdało, jakby nas ludzie tak na środku ulicy obaczyli. Posłuchajcie mojej rady, wyjedzmy lepiej z miasta, schrońmy się do lasku, a jak dzień będzie dobry, ja tu powrócę i od domu do domu, od drzwi do drzwi szukać będę pałacu naszej pani; zjadłbym dyabła, żebym go nie znalazł; a jak go znajdę, oświadczę prześwietnej księżniczce, że wy, panie, czekacie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/770|num=100}}tu blizko i upraszacie ją pokornie, abyście mogli mieć zaszczyt widzieć się z nią, nie ubliżając jej honorowi.<br>
{{tab}}— Jakem rycerz, Sanszeńku! — zawoła Don Kiszot — tysiąc mądrości wyrzekłeś w tych kilku słowach. Idę zaraz za twoją radą; chodź, synu, chodź, znajdziemy miejsce, gdziebym się mógł ukryć, a ty dopełnisz poselstwa do tej królowej piękności, której uprzejmość i wspaniała wytworność sprawiają mi niewypowiedziane łaski.<br>
{{tab}}Sanszo ledwie ze skóry nie wyskoczył, tak mu śpieszno było wyprowadzić pana z wioski, taki go strach brał, żeby nie odkrył oszukaństwa jego co do tego listu od Dulcynei, który mu przyniósł na Górę Czarną! Sam już więc naprzód się wysunął i po półgodzinnej jeździć doprowadził Don Kiszota do lasku, ukrył go w nim, a sam wrócił jako poseł.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ X.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Który opisuje, jak przemyślny Sanszo znalazł sposób zaklęcia pani Dulcynei, i zarazem wyłuszcza inne wypadki, bardzo ucieszne, a prawdziwe.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Don Kiszot, schroniwszy się w dębinie pod samem Tobozo rosnącej, kazał Sanszowi udać się zaraz do miasta i nie wracać, dopóki się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/771|num=101}}nie rozmówi z damą jego i dopóki jej nie uprosi, aby dozwoliła przedstawić się przed swą dostojnością rycerzowi, co jest niewolnikiem jej wdzięków i pragnie otrzymać od niej rozkazy, aby szczęście mu sprzyjało w rycerskich przedsięwzięciach. Sanszo z całego serca podjął się zlecenia i przyrzekł przynieść odpowiedź niemniej dobrą, jak dawniej.<br>
{{tab}}— Idź więc, mój synu — rzecze Don Kiszot — a strzeż się nie postradać zmysłów na widok promienistego światła tego słońca piękności. Szczęśliwszy nad wszystkich giermków w święcie, o ty! któremu nieba dozwoliły oglądać wszystkie skarby ziemi w jednej skupione osobie, nie zapomnij, proszę cię, dobrze sobie wyryj w pamięci, jak przyjętem zostanie to pytanie moje; czy zmieni się na twarzy, czy nie dozna wrażenia, gdy mówić jej będziesz o mnie; czy się nie zasmuci, albo zakłopocze, a jeżeli ją zastaniesz stojącą, uważaj dobrze, czy przestępować nie będzie z nogi na nogę i czy nie powtórzy dwa lub trzy razy swojej odpowiedzi; uważaj na jej oczy, na dźwięk jej głosu, na wszystkie ruchy i czynności; a gdy mi zdasz sprawę dokładną, ja przejrzę tajnie jej serca i wiedzieć będę wszystko, co wiedzieć ci trzeba, przyjacielu Sanszo, jeżeli jeszcze tego nie wiesz, że w sprawie miłości kochankowie z ruchów zewnętrznych poznają wszystko, co się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/772|num=102}}dzieje w sercu ukochanej istoty. Idź, drogi przyjacielu; los większem niż mnie obdarza cię szczęściem. Obyś pomyślną przyniósł odpowiedź, której ja ze strachem i pokorą czekam w tej posępnej samotni.<br>
{{tab}}— Jadę i zaraz powracam — odpowiedział Sanszo — tylko niech się pan uspokoi, bo widzę, że pan ma serce okropnie ściśnione. No, odwagi, odwagi panie, śmiałym fortuna sprzyja; nie trzeba się nigdy trwożyć, chybaby przyszło głowę u nóg położyć. Nie znalazłem pałacu pani Dulcynei po nocy, to go znajdę teraz po dniu, a jak go znajdę, to spuść się już pan na mnie.<br>
{{tab}}— Jedź, mój kanarku, jedź — rzecze mu Don Kiszot — daj ci Boże tyle szczęścia w tej sprawie, ile go masz do tych swoich przysłów.<br>
{{tab}}Nie bawiąc więcej, Sanszo ruszył na lewo w tył i poszłapał na kłapouchu. Don Kiszot został na koniu i zwiesiwszy się na siodle, {{Korekta|tęsknio|tęsknie}} wsparty na włóczni, roił smutne i mgliste mary. Sanszo Pansowi nie weselej było na sercu, jak jego panu; nie wiedział biedak, jak sobie począć, by sprawnie dopełnić poselstwa; zaledwie też wyjechał z lasu, przypuszczając, że go już Don Kiszot nie widzi, zlazł z osła i siadłszy pod drzewem, zaczął sam z sobą rozmawiać:<br>
{{tab}}— Zastanówmy się jeno, panie Sanszo, {{pp|do|kąd}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/773|num=103}}{{pk|do|kąd}} to pan dobrodziej teraz jedziesz: czy to jedziesz szukać osła, co ci się zabłąkał? Oj! to nie to, co cię czyni niespokojnym. A czegóż to szukać jedziesz? Małej rzeczy, oto księżniczki tylko; księżniczki, co jest piękniejszą od księżyca i słońca razem — a gdzież to ją znajdziesz, Sanszo? — gdzie? — a nie gdzieindziej, tylko w wielkiem mieście Tobozo. Doskonale — a gdziesz jej tam będziesz szukał i po co? — po co? w interesie słynnego rycerza Don Kiszota z Manszy, co karze pysznych, a wspomaga uciśnionych, co daje jeść spragnionym, a pić łaknącym. — Idzie ci jak z płatka, miły mój Sanszo, a wiesz ty, gdzie ona mieszka? — ani w ząb; — ale pan mój powiada, że mieszka w wielkim zamku albo pałacu królewskim. — A widziałeś ty kiedy tę damę? — Ani ja, ani pan mój, nigdyśmy jej w żywe oczy nie widzieli. — Oj, ciepłożby ci było, mój Sanszo, gdyby Tobozyanie się zwiedzieli, że ty czyhasz na ich dziewuchy, a przyszliby ci boczki wysmarować, żeby ci ani jedno żeberko zdrowe nie zostało; albożby nie mieli racyi? co? możeby i mieli, ale jakby się dowiedzieli, że ja jestem tylko ambasadorem i nic z własnej głowy nie zrobię, to nie sądzę, żeby się tak gorąco do mnie znów brali. — Nie dufaj w to tak bardzo, biedny mój Sanszo, krewki to naród, nie da on sobie w kaszę nadmuchać, strzeż {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/774|num=104}}Boże każdego wleźć mu w drogę! Oj, jak słońce na niebie! jak cię jeno raz zwąchają, nie ujdziesz na sucho; trzymaj się ostro na pazurach, a nogi miej za pasem. — E! głupcze wierutny, czego tobie guza szukać, czy cię skóra swędzi, czy cię dyabeł kusi, żebyś tam łaził? po kadukaż ci tam nosa wścibiać; czy tak koniecznie chcesz go oberwać? — Oj prawda, prawda! niegłupim. ''Abrenuncio, abremtncio'', nie głupim! bies, co mnie tam kusił, chciało mu się koniecznie kości mi policzyć.<br>
{{tab}}Po takiej z sobą rozmowie Sanszo wpadł w głębokie zamyślenie, a potem znów tak zaczął:<br>
{{tab}}— Alboż to niema na wszystko sposobów? na śmierć tylko środka niema, nie trzeba także nigdy rozpaczać, bo się to na nic nie zdało. Nie tysiąc razy już się przekonałem, że pan mój jest sobie waryat na czysto, tylko go do czubków wsadzić; ale i ja, dalibóg, niewiele mu ustępuję: albożem nie taki waryat, żeby za nim się włóczyć? oj! prawdę ludzie mówią, że z jakim przestajesz, takim się sam stajesz. Takiego fiksata, co w pomieszanej głowie jedno bierze za drugie: wiatraki za olbrzymów i muły za wielbłądy, trzodę owiec za armię, i tysiąc innych podobnych rzeczy, nie trudno będzie przekonać, że pierwsza lepsza chłopka, którą tu gdzie spotkam, jest jego nieporównaną Dulcyneą. Jeżeli mi nie będzie chciał wierzyć, to {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/775|num=105}}mu przysięgnę, a jeżeli on przysięgnie, że nie, to ja mu dziesięć razy tyle będę przysięgał, że tak; jak on się uprze, to ja się uprę jeszcze lepiej, choćby do upadłej śmierci; to przynajmniej tyle wskóram, że mnie więcej nie będzie z takiemi poselstwami wysyłał, wiedząc, że niewiele ma z tego zysku; a może nawet ubrda sobie, i przysięgam, że tak będzie, że jaki czarownik nieprzyjazny zamienił mu umyślnie tę jego Dulcyneę w chłopkę, żeby go do wściekłości przyprowadzić.<br>
{{tab}}Takiemi myślami Sanszo uspokoił się we frasunku i był pewien, że się zręcznie wywinąć potrafi. Siedział aż do wieczora pod drzewem, żeby Don Kiszota więc zabawić; wszystko mu się tak jakoś szczęśliwie udało, że kiedy już miał siadać na osła, ujrzał nadjeżdżające z Tobozo trzy chłopki wierzchem, jak się zdawało na osłach, bo tu wieśniaczki zwykle tak jeżdżą. Jak tylko je zoczył, popędził zaraz cwałem do Don Kiszota, którego zastał w tej samej postawie, wzdychającego i w czułych żałościach zatopionego.<br>
{{tab}}— A co, mój przyjacielu, jakie masz nowiny? — zapyta go Don Kiszot — białą, czy czarną kredą mam dzień ten naznaczyć?<br>
{{tab}}— Czerwoną kredą trzeba go znaczyć — odpowie Sanszo — jak te szyldy, jaskrawe, co to wywieszają, żeby same ludziom w oczy właziły.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/776|num=106}}{{tab}}— A więc dobre przynosisz mi nowiny, mój synu kochany? — rzecze Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Tak dobre — odpowie Sanszo — że potrzeba tylko, abyś pan Rosynanta ku dolinie skierował i wyjechał naprzeciw pani Dulcynei, która tu do pana z dwiema swemi pannami przyjeżdża.<br>
{{tab}}— Ojcze wiekuisty! co ty mówisz, Sanszo? czyż to prawda, mój przyjacielu? nie zwódź mnie, błagam cię, fałszywą pociechą mnie nie łudź!<br>
{{tab}}— A pocóżbym miał pana zwodzić — odpowie Sanszo — kiedy się sam zaraz o prawdzie przekonać możesz? Wyjdź pan tylko parę kroków naprzód, a obaczysz nadjeżdżającą księżniczkę w przepyszne szaty przybraną i ona i jej panny aż kapią od złota i klejnotów; same na nich perły, dyamenty, rubiny, materye, srebrem i złotem przetykane, aż mi się w głowie nie mieści, jak one, u dyabła, mogą udźwignąć to wszystko; włosy im spadają na ramiona i lśnią się jak promienie słońca, z którymi wiatr igra. Zresztą sam je pan zaraz obaczysz, jadą na przepysznych chromakach okrągluchnych jak prosiaczki, a wartych złota tyle, ile same ważą.<br>
{{tab}}— Ale nie na chromakach. Sanszo, mówi się na rumakach — rzecze Don Kiszot. — Gdyby cię Dulcynea usłyszała tak mówiącego, za kogóżby nas wzięła?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/777|num=107}}{{tab}}— Eh, chromaki, czy rumaki, to wszystko jedno — odpowie Sanszo — koniec końców mówię panu, że jak żyję nie widziałem dam takich przecudnych, szczególniej też takiej, jak nasza pani Dulcynea; niech zginę, jeżeliby głowy nie zawróciła samemu Mahometowi.<br>
{{tab}}— No, chłopcze — rzecze Don Kiszot — w nagrodę tak pięknej nowiny daruję ci cały łup z najpierwszego zwycięstwa, które odniosę; a jeżeli ci tego nie dosyć, dam ci jeszcze źrebaki po trzech moich klaczkach, wiesz, że są na oźrebieniu.<br>
{{tab}}— Wolę ja już poprzestać na źrebakach — odpowie Sanszo — bo to licho jeszcze wie, jakie będą te pierwsze łupy.<br>
{{tab}}Mówiąc to, wyjechali z lasu i zobaczyli zaraz zbliżające się trzy wieśniaczki.<br>
{{tab}}Don Kisoot rzucił okiem na drogę, wiodącą z Tobozo, i widząc na niej te trzy tylko istoty, zaczął się mieszać nieco i zapytał Sansza, czy księżniczkę zostawił za miastem.<br>
{{tab}}— Jakto za miastem — zawoła Sanszo — gdzież, panie, macie oczy, że nie widzicie, iż ona tu jedzie, jaśniejsza niż słońce w południe?<br>
{{tab}}— Nic nie widzę, Sanszo — rzecze Don Kiszot — tylko trzy chłopki na osłach.<br>
{{tab}}— Wielki Boże! — zawołał Sanszo — czy to być może, ażebyście wy, panie, brali za osły trzy przepyszne rumaki bielsze od śniegu? czy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/778|num=108}}wam oczy co założyło, czyście jeszcze uroku dostali?<br>
{{tab}}— Doprawdy, Sanszo, mój przyjacielu, na ten raz chyba ty oślepłeś, a toć to są osły albo oślice, tak napewno, jak ja jestem Don Kiszot, a ty Sanszo Pansa; przysiągłbym na to.<br>
{{tab}}— Eh, panie, drwicie sobie ze mnie biednego — rzecze Sanszo — otwórzcie dobrze oczy i pójdźcie skłonić się księżniczce, bo oto już nadjeżdża.<br>
{{tab}}I mówiąc to, posunął się ku jadącym wieśniaczkom, zsiadł z wierzchowca i jednego ze zbliżających się osłów chwyciwszy za uzdę, zatrzymał, a upadłszy potem na kolana, zawołał:<br>
{{tab}}— O! księżniczko! królowo i bogini piękności! niechaj wasza dostojność raczy przebaczyć nieszczęśliwemu rycerzowi temu, waszemu niewolnikowi, który wspaniałą obecnością waszą tak się przeraził, że krew mu w żyłach zastygła i stoi przed wami zimny i wryty jak marmur. Ja jestem Sanszo Pansa, jego giermek do usług waszej dostojności; a to jest nędzny włóczęga i rycerz z Manszy, którego inaczej zowią Rycerzem Posępnego Oblicza.<br>
{{tab}}Rozkochany rycerz klęczał także obok Sanszy, kiedy tenże taką mowę wygłaszał, a widząc, że mniemana księżniczka jest sobie prostą chłopką, z tłustą twarzą i nosem zadartym, tak się {{Korekta|afrasował|zafrasował}}, że ust otworzyć nie śmiał. {{pp|Wieśnia|czki}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/779|num=109}}{{pk|Wieśnia|czki}} również mocno się zadziwiły, widząc tych ludzi klęczących przed niemi, ludzi tak odmiennych od innych, drogę im zastępujących. Ta, co była na przodzie, a którą Sanszo zatrzymał, tak się odezwała, krzywiąc się niepoślednio:<br>
{{tab}}— Czy my wam co winny, moi panowie, że nas zatrzymujecie, idźcie sobie swoją drogą, a nam dajcie pokój, bo nam śpieszno.<br>
{{tab}}— O wielka księżniczko! — odpowie Sanszo — wszechwładna pani Tobozo! Czyż wspaniałe serce waszej dostojności zmiękczyć się nie raczy na widok tej kolumny, tej arkady rycerstwa {{Korekta|błędnegn|błędnego}}, u nóg twych leżącej?<br>
{{tab}}— Tere, fere, gadałbyś mu — odezwie się jedna z chłopek — widzita, jak te panowie drwić sobie chcą z wiejskich dziewek, jakby my to nie mieli nosa na gębie, jak inne; ale nie uda wam się sztuka z nami, nie uda, idźcie z Bogiem, a nas w spokoju zostawcie.<br>
{{tab}}— Wstań, Sanszo, wstań — smutnie przemówił Don Kiszot — widzę, że nieszczęście ciągle mnie prześladuje; niczego już w świecie spodziewać się nie mogę. A ty, żywe słońce ludzkiej piękności, arcytworze niebios, cudzie wieków wszystkich, jedyna pociecho zbolałego serca, co cię uwielbia, chociaż zawistny czarownik dla mnie jednego zakrył nieporównaną piękność twoją, błagam cię jednak, nie przestawaj obdarzać mnie spojrzeniem łaskawem, chyba, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/780|num=110}}że i ja także w twoich oczach zmieniony jestem w jakieś widziadło, ażeby cię wstrętem ku mnie przejąć; widzisz, czcigodna księżniczko, moją pokorę i żarliwość, widzisz, że mimo fortelów wrogów moich, nie przestaję ci ciągle składać sercem hołdów, winnych tak świetnej piękności.<br>
{{tab}}— Oto właśnie — odpowiedziała chłopka — my też tu przyszły akuratnie po to, ażeby słuchać takich andrybajów! puszczajcież nas, panowie, puszczajcie, bo my czasu nie mamy.<br>
{{tab}}Sanszo podniósł się nareszcie i puścił uzdę osłowi, uradowany niezmiernie, że mu się tak pięknie udało obełgać pana. Mniemana Dulcynea, jak tylko ujrzała się wolną, natychmiast co sił pognała osła, okładając go batożkiem, i popędziła cwałem przez polankę. Krnąbrny kłapouch, rozgniewany tylu batożkami niewinnie mu dopiekającymi, zaczął podskakiwać, rwać się i ochoczo całym zadem wyrzucać, że koniec końców zwalił panią Dulcyneę na ziemię. Rozkochany Don Kiszot pobiegł natychmiast podnieść ją, a Sanszo wziął się do poprawienia kulbaki, która się pod brzuch skręciła. Gdy kulbaka została już włożona i podpięta, Don Kiszot chciał zaklętą damę swoją wziąć na ręce i wsadzić na osła, ale piękna dama zerwała się sama z ziemi, odstąpiła dwa lub trzy kroki dla lepszego rozpędu. a sparłszy jedną rękę na karku wierzchowca, tak się dzielnie zamachnęła, że za jednym skokiem siedziała już na nim okrakiem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/781|num=111}}{{tab}}— O miły Boże! — zawoła Sanszo — a toć nasza pani lżejsza od sokoła. Niech mnie dyabli wezmą, że mogłaby dawać lekcye koniuszym z Korduby i Meksyku! Patrz, jak bez ostróg gna swego dzianeta i dalibóg, panny dworskie nic jej nie ustępują; a to pędzą jak wiatr; patrzajżeż pan, jakby ich dyabeł nosił.<br>
{{tab}}Sanszo prawdę mówił, damy nasze umykały, co tylko nóg starczyło wierzchowcom, i ubiegły z pół mili ani się obejrzawszy za siebie. Don Kiszot patrzył za niemi i kiedy już ich dojrzeć nie mógł.<br>
{{tab}}— Sanszo — rzekł — co ty mówisz na tę złość czarowników, czy widzisz, jak się ci nędznicy zawzięli na mnie, jakimi fortelami pozbawiają mnie przyjemności widzenia nieporównanej Dulcynei? Czyż był kiedy człowiek nieszczęśliwszy odemnie? Ale Sanszo, ty nie wiesz jeszcze, jak straszną jest nikczemność podłych moich wrogów, bezecni zdrajcy nie poprzestali na tem, że zamienili piękną Dulcyneę w szpetną i ordynarną chłopkę; nie dość im było tego, ale jeszcze odjęli jej przymiot najważniejszy, wielkim damom właściwy, co zawsze w kwiaty i zapachy się stroją, odjęli jej, powiadam, woń przyjemną; bo kiedym się zbliżył do tej czcigodnej pani, aby ją podsadzić na rumaka, jak ty powiadasz (gdyż ja w nim zawrze tylko osła widziałem), uderzyła mnie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/782|num=112}}w nos, powiadam ci, tak silna woń czosnku i cebuli, że aż mi się w oczach łzy zakręciły.<br>
{{tab}}— A to szelmy — zawoła Sanszo — te zapamiętałe czarowniki! żebym też kiedy doczekał widzieć was wszystkich na jeden rożen naszpikowanych i jak śledzie wędzonych! Czyż wam niedość było, łajdaki! żeście perły moich oczu przemienili w kozie gały, a sploty jej srebrzystych włosów w krowie ogony, żeście nareszcie okrągłą jej figurkę tak spaskudzili, trzebaż wam jeszcze było cudowną balsamiczną woń zatruć, po tej woni poznalibyśmy skarby piękności, ukryte pod narzuconą szpetnością! Ale prawdę powiedziawszy, pani Dulcynea i tak wcale mi się brzydką nie wydała; przeciwnie, jak żyję piękniejszej kobiety nie widziałem, a szczególniej jakaż to śliczna ta brodaweczka, co ją ma na lewej wardze, a z której wyrasta siedem, czy osiem szczecinek rudych i na dwa palce długich, co jak złociste nitki lśnią z daleka.<br>
{{tab}}— Wedle stosunku niezawodnego znamion na twarzy, ze znamionami na całem ciele — rzecze Don Kiszot — Dulcynea musi mieć taką samą brodawkę na prawej lędźwi; ale te szczecinki, Sanszo, o których wspominasz, ogromnie są wielkie jak na znamię, to rzecz niezwyczajna.<br>
{{tab}}— Ba, mój panie — odpowie Sanszo — u księżniczki wszystko doskonałe być musi.<br>
{{tab}}— O, jestem aż nadto przekonany — rzecze {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/783|num=113}}Don Kiszot — bo natura same doskonałości najwyższe w osobie mej damy Dulcynei z Tobozo połączyła: i te znamionka prześliczne nie są w niej wadami, ale promienistemi, lśniącemi gwiazdkami, co blask jej piękności podwyższają. Ale powiedz mi, Sanszo, co to ona miała za kulbakę: czy to było siodło zwyczajne, czy też damskie?<br>
{{tab}}— To było siodło aksamitne z czaprakiem suto haftowanym i tak bogatym, że wartość jego połowę przynajmniej jakiego królestwa wynosi.<br>
{{tab}}— Mój Boże! a ja tego wszystkiego widzieć nie mogłem — zawoła Don Kiszot — ah! tak, powiadam to zawsze i całe życie powtarzać będę, że jestem najnieszczęśliwszym z ludzi.<br>
{{tab}}Frant koniuszy ledwie się mógł utrzymać od śmiechu na tę szaloną łatwowierność i dziwactwo pana; serce mu rosło z radości, że go tak mądrze omamił. Długo tak jeszcze rozmawiając, wsiedli nareszcie na koń i ruszyli ku Saragossie, gdzie mieli zamiar przybyć na uroczyste igrzyska, co roku w tem znakomitem mieście wyprawiane; ale w drodze zdarzyło im się tyle przypadków i tak przedziwnych, że niemałą, sądzę, zrobię czytelnikom przyjemność, gdy je tu po szczególe opisze.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/784|num=114}}{{c|ROZDZIAŁ XI.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którem się opisuje dziwna a osobliwa przygoda z wozem śmierci.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Don Kiszot w głębokim był pogrążony smutku; bolesna psota czarowników, co mu damę przemienili na brzydką chłopkę, a na którą żadnego nie miał lekarstwa, takiem brzemieniem rozpaczy go przygniotła, że o świecie prawie nie wiedział.<br>
{{tab}}Ani czuł, gdy cugle wypadły mu z ręki, a Rosynant, korzystając ze swobody, co chwila się zatrzymywał, aby się popaść na trawie. Sanszo dopiero wyrwał go z tego odrętwienia.<br>
{{tab}}— Panie — rzekł wierny giermek — bydlęta nie znają smutku; on tylko ludziom znany, ale i ludzie, jeżeli mu się za bardzo poddadzą, w bydlęta się zamieniają. Otrząśnij się tedy z niego, panie, i trzymaj w garści jak się należy uzdeczkę Rosynanta, ocknij się i pokaz, że jesteś rycerzem błędnym, bo na co to się, u dyabła, zdało, albo my to chłystki jakie! Jak żyję nie widziałem, ażeby kto tak fantazyę stracił! Niechby tam lepiej dyabli porwali wszystkie Dulcynee z całego świata, niż żeby jeden rycerz błędny miał w chorobę zapaść ze zmartwienia! A wyście się tak z pantałyku zbić dali, jakby już wszystko w łeb wzięło.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/785|num=115}}{{tab}}— Milcz — odpowie Don Kiszot — milcz i nie waż się bluźnić przeciw księżniczce Dulcynei! Z mojej to winy padł na nią cios tak srogi, nie byłaby nieszczęśliwą, gdyby nie to, że zawistni czarownicy sławy i rozkoszy tak mi zazdroszczą.<br>
{{tab}}— Jakem poczciw — odpowie Sanszo — prawda, że to wielka bieda, aż litość bierze; kamienneby musiało być serce, coby się nie roztkliwiło, widząc tę piękną damę tak oszpeconą sromotnie.<br>
{{tab}}— Masz słuszność — rzecze Don Kiszot — ty, coś ją widział w całym blasku piękności, bo urok ci oczu nie zasłaniał, jak mnie, na mnie on tylko rzucony, na mnie to nieszczęście spadło, ale, o ile sobie przypominam, wiesz ty, Sanszo, tyś mi źle opisał piękność mojej damy, boś mi powiedział, że ona ma oczy jak perły, a mnie się zdaje, że perłowe oczy nie bardzo damom przypadają; ja pewien jestem, że Dulcynea ma oczy jak turkusy, albo jak szmaragdy najpiękniejszej wody i że dwie tęcze nad niemi się wznoszą. Stosuj więc perły do zębów, a nie oczów, boś się pewno, omylił, biorąc jedne za drugie.<br>
{{tab}}— To bardzo być może — odpowie Sanszo — bo byłem tak przerażony jej wielką pięknością, jak wy, panie, jej szpetotą, ale Bogu to wszystko zostawmy, miłościwy panie, bez {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/786|num=116}}Jego woli nic się nie dzieje na tym biednym padole, gdzie tyle zdrad i podłości. To jedno tylko mnie martwi, że jak pan pobijesz jakiego rycerza albo olbrzyma i każesz mu zaprezentować się pani Dulcynei, to jakże on ją u dyabła znajdzie? Widzę go już biedaka jak łazi po ulicach Tobozo z rozdziawioną japą i wytrzeszcza ślepie, szukając pani Dulcynei, i jak ona mu dziesięć razy koło nosa przejdzie, a on ani jej pozna.<br>
{{tab}}— Może też, mój Sanszo, urok, który mnie dotyka, nie będzie zaślepiał rycerzów i olbrzymów, przezemnie zwyciężonych. Zrobimy raz próbę na pierwszych dwóch lub trzech, których pobiję i każę od niej wrócić do siebie i opowiedzieć, co się im zdarzyło.<br>
{{tab}}— Macie słuszność, panie — rzecze Sanszo — wyborny to pomysł; jak zobaczymy, że piękność pani Dulcynei dla was tylko samych jest skrytą, to wtedy będzie można mówić, żeście wy, panie, nieszczęśliwi, ale nie ona. A teraz, dopóki nasza pani zdrowa i nic jej nie brakuje, to co nam się dyabli smucić? Pchajmy się z fortuną naprzód i przygód lepiej szukajmy, czas wszystko zagładzi; on najlepszy w świecie lekarz na wszystkie choroby.<br>
{{tab}}Don Kiszot miał coś odpowiedzieć, ale spostrzegł na drodze wóz, w którym tyle rozmaitych figur było napakowanych, że natychmiast {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/787|num=117}}zwrócił bystrą jego uwagę. Jakiś obrzydły szatan służył za woźnicę, wóz był otwarty i można było dojrzeć wszystkich, co w nim siedzieli. Po wożnicy najprzód uderzyła Don Kiszota figura śmierci z twarzą ludzką, obok niej stał anioł z wielkiemi różnobarwnemi skrzydłami, a z drugiej jakiś monarcha z koroną złotą na głowie; u nóg śmierci leżał Kupidyn z łukiem, strzałami i sajdakiem, ale bez zawiązki na oczach; dalej widać było rycerza uzbrojonego od stóp do głowy, tylko, że zamiast hełmu, miał kapelusz suto piórami przystrojony; oprócz tego było wiele jeszcze osób, najrozmaiciej poprzebieranych.<br>
{{tab}}Widok ten zdziwił niezmiernie Don Kiszota, a Sanszę piekielnego nabawił strachu. Zdziwienie prędko ustąpiło radości w umyśle Don Kiszota, który już nie wątpił, że mu się jakaś wielka awantura nawija. Tą myślą przejęty, wysunął się naprzód, gotów na wszelkie niebezpieczeństwa, i śmiało stanął naprzeciw wozu, a głosem groźnym i piorunującym zawołał:<br>
{{tab}}— Woźnico, czy szatanie! musisz mi tu natychmiast wyznać, kto jesteś, gdzie dążysz i kogo wieziesz na tym wozie, podobniejszym do łodzi Charona, niż do wozu zwyczajnego.<br>
{{tab}}— Panie — odpowie pokornie szatan, zatrzymując muły — my jesteśmy aktorzy wędrowni, dziś rano, jako w oktawę Bożego Ciała, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/788|num=118}}przedstawialiśmy tam za górą tragedyę pod tyt. »Państwo śmierci« a wieczorem jeszcze mamy ją dawać w tej tu wiosce; że zaś tak blizko, nie przebieraliśmy się. Ten młodzieniec wystawia śmierć, a ten tu anioła; ta kobieta, żona autora komedyi, jest królową. Ten tu przedstawia monarchę a tamten żołnierza, a ja jestem dyabłem do usług pańskich i jednym z głównych aktorów, bo rozpoczynam scenę. Jeżeli pan chcesz co więcej widzieć, proszę się pytać; niema się czego bać, na wszystko odpowiem, a że jestem dyabeł, to wszystko wiem.<br>
{{tab}}— Jak mi jest prawda miłą — odpowie Don Kiszot — jakem rycerz, błędny, kiedym wóz zobaczył, byłbym przysiągł, że wielka przygoda mnie czeka, a teraz widzę, że nie trzeba nigdy wierzyć pozorom. No, no, ruszajcie, sobie z Bogiem, moi dobrzy ludzie, na swoje przedstawienia, a jeśli uważać będziecie kiedy, że mogę wam być użytecznym, to rachujcie na mnie z pewnością; zawsze lubiłem komedye i maskarady i od dzieciństwa zajmowały mnie one niewypowiedzianie.<br>
{{tab}}W tem miejscu rozmowy przybył jeden z aktorów, który się trochę w tyle pozostał; okryty był cały łachmanami, na których miał kilka rzędów dzwonków, a w ręku kij z wydętymi pęcherzami; w końcu, zbliżywszy się do Don Kiszota, dziwoląg ten zaczął wywijać owym {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/789|num=119}}kijem na prawo i na lewo, jakby się nim fechtował, czasami bił w ziemię chrzęszczącymi pęcherzami i skoki szalone wyprawiał. Rosynant przeląkł się wrzasku, hałasu i tak przestraszającego czupiradła, skoczył w bok, wziął na kieł i mimo dzielnej ręki, Don Kiszot prysnął jak oparzony w pole z taką szybkością, że niktby się nigdy po nim tego nie spodziewał. Sanszo widząc, że pan w niebezpieczeństwie, zeskoczył natychmiast z burego i co sił pobiegł mu w pomoc; ale nim dobiedz zdążył, Don Kiszot już się kropnął o ziemię razem z Rosynantem, u którego nie trudno było o taki rarytas.<br>
{{tab}}Ledwo Sanszo zeskoczył z kłapoucha, dyabeł ów z pęcherzami, widząc, że osieł luzem stoi, jak kot leciuchno wskoczył na niego, a okładając pęcherzami, co się zmieściło, czego wreszcie nie potrzebował, bo brzęk dzwonków i tak mu piekielnego strachu napędził, gnał lotem błyskawicy do wsi, w której grać mieli komedyę. Sanszo z niewymowną boleścią spoglądał to na rozciągniętego na ziemi pana, to na zmykającego osła swojego i sam nie wiedział w która stronę się obrócić; poczciwe serce przemogło nad interesem i zwrócił się do pana, pomimo całej przyjaźni, jaką miał dla swego osła, pomimo, że bolały go te razy, które widział na grzbiet jego spadające. Poskoczył więc do Don Kiszota, ciężko stłuczonego, a pomógłszy mu wgramolić się napo wrót na Rosynanta:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/790|num=120}}{{tab}}— Panie — rzekł, wzdychając — dyabeł porwał mi burego.<br>
{{tab}}— Co za dyabeł? — zapyta Don Kiszot.<br>
{{tab}}— A ten z dzwonkami — odpowie Sanszo.<br>
{{tab}}— Nie turbuj się, Sanszo — na to mu Don Kiszot — ja ci osła zwrócę, choćby na dno piekła go schował. Idź tylko za mną; wóz jedzie powoli, muły tymczasem wynagrodzą ci sowicie utratę burego.<br>
{{tab}}— Ach! już nie trzeba, panie — zawołał Sanszo — dyabeł już go puścił. O! wraca do mnie, kochany robaczek! Wiedziałem, że wróci do mnie, jak go tylko puszczą.<br>
{{tab}}Sanszo mówił prawdę, dyabeł razem z osłem dali jednocześnie kozła, jakby przez zazdrość losu Don Kiszota i Rosynanta. Dyabeł piechotą zdzierał do wsi, a poczciwy osieł wracał kłusem do pana.<br>
{{tab}}— W każdym razie — rzecze Don Kiszot — nie od rzeczy będzie skarcić zuchwalstwo tego czarta, choćby dla samego przykładu; zaraz ja pomszczę twą zniewagę na pierwszym lepszym, co mi pod rękę podpadnie, choćby nawet na tym koronowanym mocarzu.<br>
{{tab}}— Panie, panie — wołał Sanszo — dajmy temu pokój, przysięgam Bogu, nie warto. Ktoby się tam pastwił nad komedyantami, to psiarstwo ma zawsze między ludźmi przyjaciół. Widziałem kiedyś komedyanta, jak go ścigała policya za {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/791|num=121}}dwa morderstwa, a wykręcił się na sucho. Alboż to nie wiecie, panie, że wszyscy kochają komedyantów, bo oni bawią i śmieszą wszystkich, a szczególniej tych, co się mienią z trupy królewskiej?<br>
{{tab}}— To nic, nie daruję — odpowie Don Kiszot — żeby świat nie powiedział, że dyabeł uszedł cało ręki mojej, nie daruję, choćby cały ród ludzki miał stanąć w jego obronie. — I pędem puszcza się w cwał za wozem, który już prawie do wsi dojeżdżał, i wrzeszczy co gardła: — Stójcie! cybulusy! stójcie! nauczę ja was teraz, jak się obchodzić z {{Korekta|wierzchwcami|wierzchowcami}} giermków błędnych rycerzy. Wrzeszczał tak głośno, że komedyanci doskonale go słyszeli, z groźnych słów jego wnosząc o groźniejszych jeszcze intencyach. Śmierć nie tracąc czasu, zeskoczyła natychmiast z wozu razem z czartem woźnicą, za nimi poszli monarcha i anioł, Kupidyn, nawet i królowa nie została; wszyscy uzbroili się w kamienie, a skrywszy się za wóz, czekali na Don Kiszota, gotowi do zaciętej obrony. Don Kiszot, widząc ich tak zbrojnych i w tak groźnej postawie, wstrzymał Rosynanta i zaczął rozmyślać, z której strony najlepiej mu będzie natrzeć na tę falangę z najmniejszem dla siebie niebezpieczeństwem. Kiedy tak rozmyśla, nadbiega Sanszo, a widząc go gotowym do natarcia na oddział tak silny:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/792|num=122}}{{tab}}— Panie — rzecze — nie bardzo to bezpieczna może być historya! gdzież macie broń odporną na kamienie, chybaby trzeba na to spiżowego pokrowca! Czyżeście się już raz w takiej bójce nie sparzyli, że znów chcecie pojedynczo rzucać się na całą armię, w której sami monarchowie stoją w szeregach, którą złe i dobre duchy popierają, pomijając już, że śmierć osobiście jej przewodzi? Ależ, na imię Boże! miły panie, patrzajcież, że w całej tej hałastrze niema ani jednego rycerza błędnego!<br>
{{tab}}— Teraz dobrze trafiłeś — przerwie Don Kiszot — masz słuszność, zmieniam swój zamiar, nie mogę i nie powinienem dobywać oręża przeciw nikomu, co nie był pasowany na rycerza. To twoja rzecz, Sanszo, tyś powinien pomścić zniewagę wyrządzoną twemu wierzchowcowi, a ja tu z boku stać będę, żeby ci animuszu dodawać i radami wspierać.<br>
{{tab}}— To wcale niedobrze, wielmożny panie, mścić się na kimbądź; dobry chrześcijanin powinien krzywdy darować; z burkiem moim ja już poradzę, żeby się nie gniewał, on taki spokojny, jak i ja; wiem, że woli garniec owsa, niż te wszystkie pomsty.<br>
{{tab}}— Jeżeli tak chcesz — odpowie Don Kiszot — dobry mój i spokojny Sanszo, przykładny chrześcijaninie! to dajmy pokój tym maszkarom, w jedźmy szukać przygód lepszych i ważniejszych; {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/793|num=123}}zdaje mi się, że ta okolica powinna ich nam dostarczyć niemało.<br>
{{tab}}Rzckłszy to, dosiadł Rosynanta, a Sanszo wsiadł na osła. Śmierć także z całym orszakiem swoim na wóz się wpakowała i wszyscy pojechali. Dzięki mądrym radom Sanszo Pansy, taki wzięła koniec straszna i groźna przygoda z wozem śmierci. Nazajutrz bohaterowie nasi mieli inną przygodę, zasługującą na to, aby jej osobny rozdział poświęcić.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Który opisuje przygodę walecznego Don Kiszota z wielkim rycerzem zwierciadlanym.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Ujechawszy kawał drogi, Don Kiszot z koniuszym stanęli pod cieniem drzew gęstych, żeby się trochę posilić ze spiżarni, którą dźwigał osieł. W czasie tej biesiady Sanszo odezwał się do pana:<br>
{{tab}}— Powiedzcież teraz sami, panie, czym głupio zrobił, żem nie chciał brać łupu z pierwszej waszej potyczki, a wołałem źrebaki? Dalipan, całe życie będę powtarzał, że kto liczy na przypadki, tego czeka obiad rzadki; zawsze powiadam: lepszy jeden wróbel w garści, niźli dziesięć na gałęzi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/794|num=124}}— Może być, że masz słuszność — odpowie Don Kiszot — ale żebyś mnie był nie powstrzymał, tobyś się teraz i na łup pewno nie skarżył, bo miałbyś w ręku złotą koronę tego monarchy i bogate szaty jego orszaku.<br>
{{tab}}— O, właśnie też — odpowie Don Kiszot — jest czego żałować! komedyanckie korony, co to warte, nie tacy oni głupi, żeby ze złota je robili, z szychu i z gałganów sklecą byle co i tego im aż nadto.<br>
{{tab}}— Prawda, że to tak zwykle bywa — odpowie Don Kiszot — i nie przysiągłbym, czy i tym razem nie tak było; zdaje się, że to wszystko musiały być fałszowane klejnoty, bo to w komedyi nikt tego ściśle nie przestrzega. Zresztą, Sanszo, chciałbym, żebyś ty lubił komedye i żeby ci, co je układają i co je przedstawiają, byli zawsze twoimi przyjaciółmi, bo to widzisz, ci ludzi są dla kraju {{Korekta|badzo|bardzo}} użyteczni. Komedya jest wiernem zwierciadłem życia ludzkiego, a ci, co ją grają, najlepiej nam dają widzieć, czem jesteśmy i czem być powinniśmy. Byłeś kiedy na jakiej komedyi, Sanszo?<br>
{{tab}}— Ale ba, jakże, byłem panie i nie na jednej.<br>
{{tab}}— Jeden tam jest królem, drugi księciem, inny znów rycerzem; ten kupcem, tamten żołnierzem; jest tam i sędzia i ojciec duchowny i inne różne stany, stosownie do przedmiotu; a jak się komedya skończy, to wszyscy oni są {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/795|num=125}}równi sobie. To samo, mój przyjacielu, dzieje się i w życiu; i tu są królowie, książęta, rycerze, sędziowie, żołnierze i jeszcze więcej różnych stanów, nie przymierzając, jak na teatrze. Wszyscy odgrywamy swoje role, póki tu jesteśmy, a jak śmierć nadejdzie i obedrze nas z tego wszystkiego, co nas między sobą wyróżniało, wszyscy zarówno idziemy do grobu.<br>
{{tab}}— Do stu piorunów! a toś pan ślicznie powiedział — zawołał Sanszo — ale nie tak to nowe, żebym gdzieś już tego nie słyszał. Wszelako zawsze dobre i podobne do tego, co powiadają o szachach: póki gra trwa, każda figura jest przydatna i ma swoje miejsce, a jak się gra skończy, zsypują wszystkie pospołu bez żadnej różnicy do pudełka, tak właśnie, jak nas, do grobu.<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, Sanszo — rzecze Don Kiszot — żeś ty co dzień rozumniejszy.<br>
{{tab}}— A jużciż — odpowie Sanszo — co dnia, uczę się przy was czegoś nowego, a musiałbym mieć łeb bardzo zakuty, gdybym z tego nie profitował. Jałowa to i niepłodna ziemia, co nic nie wydaje, choć ją uprawiają i gnoją; ja tu chcę powiedzieć, wielmożny panie, że wasze rozmowy są gnojem, który kładziecie na jałowy i niepłodny mój umysł, a czas, który przebyłem, w waszych usługach, jest dla mnie uprawą; z tego wszystkiego muszą przecież wyróść owoce, godne takiego zachodu około mojego mózgu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/796|num=126}}{{tab}}Don Kiszot roześmiał się na to rozumowanie i wyrażenia Sansza, zdawało mu się istotnie, że mu rozumu bardzo przybyło, i dziwił się nieraz, że tak mądre rzeczy mówi. To pewna, że Sanszowi bardzo często się zdarzało, mianowicie kiedy chciał się wysadzić i mądrego udawać, że zupełnie na opak coś powiedział, a z wielu przysłów, które lubiał przytaczać, niejedno tak zastosował, że ani przypiął, ani przyłatał.<br>
{{tab}}Na podobnych {{Korekta|rozmowych|rozmowach}} strawili większą część nocy, dopóki Sanszowi nie przyszła ochota zamknąć okienic swego wzroku; tak się zwykle sam wyrażał, kiedy go sen morzył i spać się zabierał. Zdjął więc kulbakę i uzdę z burego i puścił go wolno na paszę. Rosynantowi zdjął tylko uzdeczkę, bo Don Kiszot raz na zawsze mu nakazał rozkulbaczać go, wtedy, gdy pod gołem niebem noc przepędzają; jest to dawny zwyczaj, bardzo mądry i ściśle przez rycerzy błędnych zachowywany, tak dalece, że nic przeciwnego nie przeczyta się w ich dziejach. Na ostatek Sanszo zasnął pod dębem, a Don Kiszot, oparłszy się o drugi, drzemał stojąc i marzył Bóg wie nie o czem, kiedy Rosynant i osieł paśli się na świeżej trawie. Dwa te stworzenia żyły z sobą w dziwnie wielkiej przyjaźni i wiadomo jest z tradycyi, że autor niniejszej historyi całe rozdziały o tem pisał, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/797|num=127}}ale nie chciał zamieścić ich w dziele dla zachowania przyzwoitości; mimowolnie wszakże tu i ówdzie wyrywa mu się o nich jakieś słówko, jak n p., że lubiły niezmiernie iskać się nawzajem, a gdy im się ta pieszczota sprzykrzyła, Rosynant wyciągał długą szyję przez kark osła i stali tak obadwaj z szyjami na krzyż przełożonemi, oczami w ziemię spuszczonemi po całych godzinach i staliby po dniach całych, gdyby ich nie poruszono, albo głód ich nie rozdzielił. Ludzie powiadają, że autor nie bał się przyjaźni ich porównywać z przyjaźnią Nizusa i Euryala, lub też Piladesa z Orestem, z czego okazuje się, jak wysokie miał o tych zwierzętach mniemanie, i zarazem, jak niegodna jest rzecz gwałcić ludzi przyjaźń poprzysiężoną, gdy nieme zwierzęta tak wiernie ją zachowują. I nie należy zarzucać autorowi, że dalekim jest od prawdy, czyniąc to porównanie przyjaźni zwierząt do ludzkiej, bo niezawodną jest rzeczą, że ludzie wiele mają ze zwierzętami wspólnego i że od nich wiele się nauczyli; od bocianów to przyjęliśmy używanie lekarstwa najzwyczajniejszego w medycynie, żórawie dają nam przykład czujności, mrówki przezorności i gospodarstwa, psy przywiązania i wierności, i niema ani jednego na świecie zwierzęcia, któreby w czem za przykład lub emblemat służyć nie mogło.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/798|num=128}}{{tab}}Niedługo spoczywali nasi awanturnicy, kiedy Don Kiszot, zbudzony lekkim szmerem za sobą i zerwawszy nagle, spostrzegł dwóch ludzi na koniach, z których jeden, zsiadłszy opodal, mówił do drugiego:<br>
{{tab}}— Zsiądź tu, mój przyjacielu, i rozkiełznaj konia, trawa tu świeżuchna, a cisza i samotność tego miejsca odpowiadają właściwie miłosnym myślom moim.<br>
{{tab}}Rzekłszy to, wyciągnął się na ziemi, a chrzęst zbroi, dosłyszany przez Don Kiszota, naprowadził go na myśl, iż to musi być rycerz błędny. Bohater nasz pobiegł natychmiast do śpiącego Sansza i poszamotawszy go dobrze za ramię, nim rozbudził, rzekł cichutko:<br>
{{tab}}— Przyjacielu Sanszo, przygodę mamy za pasem.<br>
{{tab}}— A daj Boże, byle dobra — odpowiedział Sanszo zaspany — a gdzie ona jest ta przygoda, panie?<br>
{{tab}}— Gdzie jest — odparł Don Kiszot — zwróć oczy i patrz, a obaczysz tam rycerza wyciągniętego, który, jak mi się zdaje, musi mieć wielki smutek na sercu, bo rzucił się jak nieżywy na ziemię, że aż mu zbroja zachrzęściała.<br>
{{tab}}— I w czemże tu widzicie jaką przygodę, panie? — zapyta Sanszo.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/799|num=129}}{{tab}} — Ja też nie mówię, żeby to już była gotowa przygoda — odpowie Don Kiszot — ale początek do niej, bo to tak się zawsze zaczyna; słuchajno, słuchaj, zdaje mi się, że zaczyna stroić lutnię czy gitarę i odkaszliwa tak, jakby się zabierał do śpiewania.<br>
{{tab}}— Dalipan, prawda — rzecze Sanszo — musi to być jakiś zakochany rycerz.<br>
{{tab}}— A czyż myślisz, że mogą być rycerze nie zakochani! — rzecze Don Kiszot — takich niema na świecie; ale uciszmy się i posłuchajmy go, z piosnki poznamy tajemnicę jego serca, bo usty się wyraża, co serce uraża.<br>
{{tab}}W tem rycerz zaczął śpiewać piosnkę następującą:
<poem>{{f|w=90%|Trzeba więc, młoda Iris, uladz twojej woli,
A nie wspominać więcej o miłości sile,
Próżno ból dręczy serce, wzrastając co chwilę,
Ono umie i kochać i milczeć, choć boli!
Ale kiedy przez ciebie szczęście w grób zamienię
Przebacz, jeśli z mej piersi wydrze się westchnienie!}}</poem>
{{tab}}Gdy skończył, westchnął głęboko i po chwili głosem żałosnym i bolejącym przemówił w te słowa:<br>
{{tab}}— O ty, najpiękniejsza i najniewdzięczniejsza ze wszystkich kobiet, dostojna Kasyldo z Wandalii, możeszże zezwalać, aby rycerz, niewolnik twojej piękności, trawił życie, błądząc po świecie, na nieskończone trudy narażony?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/800|num=130}}jeszczeż ci mało, że dzielność mego ramienia zmusiła wszystkich rycerzy Manszy do wyznania, te jesteś najpiękniejszą na świecie?<br>
{{tab}}— O, to nieprawda — rzecze Don Kiszot do Sanszy — przeholowałeś, bracie, bo ja jestem z Manszy, a nie wyznałem i nigdy w życiu nie wyznam rzeczy tak niecnie krzywdzącej piękność pani Dulcynei. Widzisz, mój przyjacielu, jemu się chyba coś marzy na jawie, ale słuchajmy dalej, może się co więcej wygada.<br>
{{tab}}— O! ba i pewno — odpowie Sanszo — tak czule coś zaczął, że nieprędko skończy.<br>
{{tab}}Rycerz wszakże zakończył swe żale wbrew oczekiwaniu Sansza i Don Kiszota, gdyż, usłyszawszy, że ktoś rozmawia koło niego, zerwał się i zawołał:<br>
{{tab}}— Kto tam? co wy za jedni, czy należycie do smutnych, czy do wesołych?<br>
{{tab}}— Do smutnych! — odpowie Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Kiedy tak — odezwał się rycerz — to możecie się zbliżyć, a znajdziecie tu także smutek i żałość.<br>
{{tab}}Don Kiszot tak zaproszony, przysunął się w istocie, a rycerz, wziąwszy go za rękę, rzekł:<br>
{{tab}}— Siadaj tu, mości rycerzu, bo widzę, że nim jesteś, a z miejsca i pory wnoszę, iż należysz do błędnych rycerzy.<br>
{{tab}}— Tak jest, mości rycerzu — odpowie Don Kiszot — i jakkolwiek smutek i ciągłe cierpienia {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/801|num=131}}dokuczają mi bezustannie, mam jeszcze jednak w sercu dosyć czułości na cierpienia drugich, a tem więcej dla ciebie, mości rycerzu, gdy widzę, że żałość twoja pochodzi z miłości ku pięknej a niewdzięcznej kobiecie, której nazwisko tylko co wymieniłeś.<br>
{{tab}}Rycerze nasi rozmawiali w ten sposób, siedząc na ziemi obok siebie, tak spokojnie i pięknie, że niktby nie nie domyślił, iż przed wschodem słońca na życie swoje godzić będą.<br>
{{tab}}— Mości rycerzu — zapyta Don Kiszota nowoprzybyły — czy jesteś zakochany?<br>
{{tab}}— Jestem, na moje udręczenie — odpowie Don Kiszot — lubo nieszczęścia, pochodzące ze zbyt szlachetnego wyboru, powinny uchodzić bardziej za łaski, niż za udręczenia.<br>
{{tab}}— Nie byłyby one tak przykre, gdyby ciągła wzgarda niewdzięcznej zmysłów nam nie mieszała i wszelkiej nadziei nie odejmowała.<br>
{{tab}}— Co do mnie — rzecze Don Kiszot — nigdy nie doznałem wzgardy od mojej damy.<br>
{{tab}}— A ma się rozumieć, że nigdy — podszedłszy, rzecze Sanszo — bo nasza pani jest miękka jak rosa, a słodka jak baranek.<br>
{{tab}}— Czy to wasz giermek, rycerzu? — zapyta Don Kiszota nowoprzybyły.<br>
{{tab}}— Tak jest — odpowie Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Zaprawdę — rzeknie tamten — nigdy mi się jeszcze nie zdarzyło widzieć giermka {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/802|num=132}}tak zuchwałego, coby się ważył odzywać, kiedy pan jego mówi, i ja mam też swojego, a choć człowiek słuszny, nigdy przecież nie ośmielił się jeszcze ust otworzyć w mojej obecności.<br>
{{tab}}— O jakem poczciw — odrzeknie Sanszo — przecież już nieraz gadałem nie z takimi... ale nic nie powiem; Pan Bóg wie, co myślę.<br>
{{tab}}W tej chwili drugi giermek pociągnął Sanszę za rękę i szepnął mu do ucha:<br>
{{tab}}— Mój bracie, chodźmy sobie na stronę dowoli się nagadać; zostawmy tu naszych panów, niech sobie o miłościach rozprawiają, nawet do jutra rana starczy im materyi.<br>
{{tab}}— Pójdźmy — rzecze Sanszo — chętnie sobie pogawędzę, opowiem ci kto jestem, i przekonam cię, czy to mnie można zarzucać gadulstwo.<br>
{{tab}}Odeszli zaraz na stronę i ucięli sobie gawędkę równie ucieszną, jak rozmowa panów była poważną.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XIII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Który opisuje dalszy ciąg przygody rycerza du Bois i gawędy giermków.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Zostawiliśmy rycerzy i giermków osobno rozmawiających: ci rozpowiadali dzieje życia swego, a tamci dzieje miłości swoich. Jakkol {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/803|num=133}}wiek wypadałoby z porządku podać naprzód rozmowę panów przed rozmową służby, autor jednakże, nie troszcząc się o przyzwoitość, powiada wprost, że kiedy koniuszowie odeszli na bok, towarzysz Sanszy tak do niego przemówił:<br>
{{tab}}— Ciężki my to mamy i dziwaczny żywot, mospanie, my koniuszowie rycerzy błędnych; co prawda, to prawda, w pocie czoła człek na kawałek chleb pracuje.<br>
{{tab}}— I w pocie czoła i w zamrozie ciała — odrzeknie Sanszo — można także powiedzieć, bo niema nędzarza, coby musiał tyle zimna i gorąca znosić, co my, koniuszowie błędni. Żeby choć porządny kęs chleba był pewny, to jeszczeby pół biedy; ale nieraz i parę dni się zdarzy, że człowiek po zachodzie słońca na śniadanie jeszcze nic nie spożywał, prócz tego wiatru, co wieje.<br>
{{tab}}— A z tem wszystkiem — rzecze masztalerz du Bois’a — cierpi się jakoś te biedy w nadziei, że kiedyś nagroda nie minie, bo bardzoby musiał być nieszczęśliwy rycerz błędny, żeby raz w życiu nie mógł jakiejś wyspy albo hrabstwa koniuszemu darować.<br>
{{tab}}— Co do mnie — rzecze Sanszo — powiedziałem mojemu panu, że poprzestanę na wńelkorządztwie jakiej wyspy, a on jest tak dobry i wspaniały, że mi je przyrzekł kilkakrotnie.<br>
{{tab}}— Ja tam nie patrzę tak wysoko — odezwie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/804|num=134}}się drugi — i kontentować się będę za moją służbę dobrą jaką kanonią, którą mi obiecał pan.<br>
{{tab}}— To wasz pan jest rycerzem kościoła? — zapyta Sanszo — bo mój jest świecki. Mimo rady przyjaciół, nie chciał zostać arcybiskupem, bo ma zamiar zrobić się królem. Żeby nie skłamać, muszę wyznać, iż mi dyablo strach było, żeby go nie wzięła chętka przejść do kościoła, bo nie czuję w sobie najmniejszej zdolności do sprawowania beneficyów. Zupełniem głupi na księdza.<br>
{{tab}}— Nie myśl sobie, {{Korekta|moj|mój}} mosanie — odezwie się masztalerz du Bois’a — żeby to tak łatwo było prowadzić rządy na wyspach. Często tam i wody nie dostanie do picia, bywają one bardzo biedne, bardzo posępne, a i {{Korekta|najlesze|najlepsze}} jeszcze tak się dają we znaki rządcom, że raz wraz upadają pod tem brzemieniem. Prawdę powiedziawszy, dalekobyśmy lepiej zrobili, gdybyśmy rzucili to psie nasze powołanie i na swoje śmiecie powrócili bawić się spokojnie polowaniem, albo rybołówstwem, boć gdyby najlichszy koniuszy, toć zawsze ma przecież jakąś szkapinę i parę charcin, kawałek siatki na ryby, wędkę a przytem to można sobie pędzić w domu żywot szczęśliwy.<br>
{{tab}}— Mam ja to wszystko w domu — odpowie Sanszo — nie mam wprawdzie konia, ale mam za to poczciwą oślinę, którejbym nie oddał {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/805|num=135}}za dwie takie szkapy, jak mego pana. Niech mnie kaci porwą, jeślibym się mieniał, choćby mi jeszcze dał cztery ćwiartki owsa w dodatku. Jakem poczciw, mospanie, nie uwierzycie, co to za złote bydlę, ten mój bury; żebym wam chwalił i przechwalał, to jeszcze wszystkiego nie wypowiem. Co do chartów, ba, tych mi nie zbraknie, włóczy się tego pełno u nas we wsi, a polować na cudzem jeszcze milej, niż na swojem.<br>
{{tab}}— Tak, mosanie koniuszy — rzecze służebny du Bois’a — przyznam się wam szczerze, że postanowiłem już na dobre rzucić do licha to głupie rycerstwo, wrócić do domu i wychowywać dzieci, żyjąc sobie spokojnie; z łaski Boskiej mam ich troje.<br>
{{tab}}— A ja mam ich dwoje, aleby ich można i papieżowi sprezentować, a szczególniej dziewuchę, którą chowam na hrabinę, jeżeli Bóg da, choć matka się temu sprzeciwi, ale niechaj sobie gada i robi, co chce, ja tam o to nie dbam.<br>
{{tab}}— A ileż ma lat ta dziewucha, co ją chcecie wykierować na hrabinę? — zapyta koniuszy du Bois’a.<br>
{{tab}}— Idzie jej jakoś na szesnasty — odpowie Sanszo — a jędrne to, panie, jak rzepa, a silne, jak tarant!<br>
{{tab}}— Tam do biesa! piękne to przymioty, nielada dziewczyna, a to nie tylko na hrabinę {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/806|num=136}}wyjść może, ale i na zalotnicę pierwszego kalibru. O niecnota dziewka, widzę, jak to w świat pójdzie.<br>
{{tab}}— Co waszmość gadasz — na wpół gniewnie odburknie Sanszo — moja córka nie jest niecnota, ani matka taką nie była, ani żadnej takiej w rodzie moim nie będzie, póki mnie stać na świecie! A waszeć zażywaj języka ostrożniej, na rycerskim chlebie wychowanyś, a gadasz grubiańsko, jakbyś nie wiedział, co to grzeczność!<br>
{{tab}}— Oho! — odpowie koniuszy — kiedybo waszeć nie rozumiesz się na słowach; cóż to niecnota? albo to co złego? przecież to pochwała! Nie słyszałeś to waszmość na igrzyskach z bykami, kiedy rycerz tęgo się spisze, jak lud, bijać oklaski: »a niecnota, łebski, jaki chwat!« widzisz więc waszeć, że to nie obraża, tylko się tak mówi, chcąc kogo pochwalić, a przecież twoje dzieci muszą na pochwałę zasługiwać.<br>
{{tab}}— To się rozumie — odpowie Sanszo — to też je kocham z całej duszy i tęskno mi tak do nich, że co dzień się modlę do Boga, ażeby mnie już wyrwał z tej mojej biedy, w którą się powtórnie wciągnąć dałem, w nadziei, że znajdę znów worek ze stu talarami, jak mi się to pierwszym razem na Czarnej Górze przytrafiło. Od owego czasu niech je najsiarczystsze! dyabeł mi ciągle miga przed oczami workiem dukatów pełnym; oto i teraz, kiedy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/807|num=137}}do was gadam, zdaje mi się, że go widzę przed sobą, że się rzucam na niego, trzymam już w garści i niosę do domu, dobra sobie kupuję i żyję jak pan. A jak mi tylko ta mara w głowie zaświeci, już za nic sobie nie liczę tych znojów i mozołów, co człek cierpi w służbie u takiego pana, któremu, Boże odpuść, zajączki po głowie śmigają, chociaż ja udaję, jakbym tego nie widział.<br>
{{tab}}— A tak, to zawsze bywa — rzecze drugi koniuszy — i stąd to między ludźmi gadka, że chciwy dwa razy traci. Ale jeśli mowa o panach, to myślę, że już głupszego na świecie niema, jak mój; należy on do tych ludzi, o których przysłowie mówi, że dla cudzego kłopotu osieł pozbył się żywotu; bo tego szuka, czego nie zgubił, wiatry goni po świecie, licho wie za co i po co; na śmierć się naraża, a nic mu z tego nie przyjdzie.<br>
{{tab}}— Musi on być zakochany — rzecze Sanszo.<br>
{{tab}}— A jużciż zakochany — odpowie koniuszy — w jakiejś Kasyldzie z Wandalii, srogiej okrutnicy, że kanalii nic w świecie nie jest w stanie ugłaskać. Ale teraz nie to jemu w głowie, ma jakieś inne zamysły, z którymi sam się niezadługo wyjawi.<br>
{{tab}}— Niema tak równej na świecie drogi, żeby się na niej nie potknąć, ale kiedy innym z dachu kapie, u nas zawsze jak z rynny leje, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/808|num=138}}nigdy się człek nie dosuszy! Tak to, panie koniuszy, bieda na świecie i koniec; biednemu z biednym zawsze najraźniej, to też i mnie w tem ulga, że waszeć służysz takiemuż głupiemu panu, jak i mój.<br>
{{tab}}— Głupi, to prawda — rzecze koniuszy du Bois’a — ale waleczny, a zły jeszcze bardziej, niż waleczny i głupi.<br>
{{tab}}— A u mojego ani odrobiny złości — rzecze Sanszo — przeciwnie, żółci w nim tyle, co u gołębia, nikomu za skórę nie zalezie, a taki dobry, że lada dziecko go przekona, iż noc, kiedy dzień. Dlatego też go kocham jak źrenicę oka i mimo wszystkich szaleństw, nie byłbym w stanie go porzucić.<br>
{{tab}}— Dobrze to, dobrze — rzecze koniuszy du Bois’a — ale z tem wszystkiem, kiedy ślepy ślepego prowadzi, oba w dół wpadną. Ja myślę, żeby nam obu zawrócić do domu, bo to te przygody, za któremi nasi panowie gonią, niezawsze wychodzą na dobre.<br>
{{tab}}Tu się urwała rozmowa, a koniuszy du Bois’a, spostrzegłszy, że Sanszo często spluwał i kaszlał z ciężkością, rzekł:<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, mosanie, żeśmy tem długiem gadaniem język sobie i gardło osuszyli i że nieźle byłoby odwilżyć je trochę. Mam ja w olstrach na takie suchoty niezgorsze lekarstwo; zaczekajno chwilę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/809|num=139}}{{tab}}Poszedł i wrócił zaraz, niosąc w ręku butlę skórzaną pełną wina i pasztet tak ogromny, że Sanszo myślał, iż musi być z sarny, chociaż był z zająca.<br>
{{tab}}— A skądże to waszeć masz takie prowizye? — zagadnie Sanszo, biorąc mu pasztet z ręki.<br>
{{tab}}— A cóż to wasze myślisz — odpowie drugi — że ja o chlebie i wodzie koniuszuję! jak tylko w drogę wyjeżdżam, zawsze biorę na konia tłomoczek.<br>
{{tab}}Usiedli na ziemi, a Sanszo, nie dając się prosić, zawijał, jak najęty, mało kąsając, a często łykając.<br>
{{tab}}— Mój panie — zawołał — widząc takie u ciebie prowizye, dalipan powiedziałby kto, że chyba z czarownikami masz konszachty. Jak mi Bóg miły, pyszny z ciebie koniuszy, jak żyję, takiego nie widziałem, wart jesteś służyć u króla; to nie tak, jak ja biedota, co całej obrady mam w worku kawalątko sera, jak kamień twardego, parę główek czosnku i z kopę orzechów, a to wszystko, Boże odpuść, z łaski mojego pana, co taki skąpy i taki waryat, iż zawsze powtarza, iż błędni rycerze powinni się tylko owocami i ziołami żywić.<br>
{{tab}}— Ja tam, co prawda — rzecze koniuszy — nie mam żołądka strawnego na cebulki i korzonki. Niech tam nasi panowie żyją sobie, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/810|num=140}}jak im się podoba, wedle tych głupich reguł rycerskich, ale jabym się nie obszedł bez uczciwego kawałka mięsa i tej butelczyny, która zawsze musi być pełna; to moja wierna towarzyszka, to przyjaciółka i prawdziwa pociecha, kocham ją tak serdecznie, że całuję ją za każdym razem, gdy się z nią zobaczę.<br>
{{tab}}Mówiąc to, podał flaszkę Sanszowi, a ten podniósłszy ją do ust, wyszczerzył oczy na gwiazdy i przez kwadrans blizko ani ich spuścił, tak się w nie zapatrzył. Oderwał nareszcie flaszkę od ust, a przechyliwszy głowę na bok, westchnął głęboko, jak gdyby chciał tchu nabrać, i zawołał:<br>
{{tab}}— A daj go katu, ale niecnota! jak się to samo prosi do gardła.<br>
{{tab}}— Aha! mam cię, bratku — przerwie, mu drugi koniuszy — złapałem cię, rybko, a co, jakeś to ty nazwał to wino?<br>
{{tab}}— Wyznaję to teraz — rzecze Sanszo — i widzę oczywiście, że ten brzydki wyraz wcale nie jest obrazą i że doskonale pasuje na pochwałę. Ale powiedzno mi, wasze, naprawdę, toś to jest wino z Ciudad Real.<br>
{{tab}}— Niepospolity z ciebie smakosz, jakem żyw — odpowie koniuszy du Bois’a — trafiłeś jak kulą w płot, i to z najpierwszego gatunku.<br>
{{tab}}— O! co nos, to mam dobry, nie powstydzę się — odpowie Sanszo — i ręczę waszeci, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/811|num=141}}że kiedy idzie o wino, to się nikomu nie dam, a byłem tylko powąchał, to zaraz powiem skąd ono, jakie, czy dojrzałe, czy zielone, wszystkie złe i dobre przymioty zaraz rozpoznam. I niema się co dziwić, bo w mojej familii mam po mieczu dwóch najdoskonalszych znawców wina w całej Manszy. Zaraz ci opowiem o nich historyjkę. Razu pewnego proszono ich, ażeby dali zdanie o winie w beczce stojącem. Jeden wziął go kropelkę na język, a drugi tylko powąchał, poczem pierwszy powiedział, że wino czuć żelazem, a drugi zaręczał, że je czuć skórą.
Właściciel się zaprzysięgał, że to wino czyściutkie, że nic w nie nie włożono, coby taką won dać mogło, ale obadwaj smakosze obstawali przy swojem. W jakiś czas potem, kiedy sprzedano wino, wzięto do mycia beczki i znaleziono w niej kluczyk z rzemienną przewiązka. A co {{Korekta|wasze|waść}} na to? co? wszakże kto z takiego rodu idzie, musi się znać dobrze?<br>
{{tab}}— Zapewne. — odpowie koniuszy du Bois’a — ale cóż ci u dyabła po tej znajomości przy lichem twojem rzemiośle? Wierzaj mi, mosanie, pluń lepiej na te rycerskości, a kiedy mamy kęs chleba doma, po co nam go szukać indziej, gdzie go może niema? Ze mną już rzecz skończona, jadę jeszcze za panem do Saragossy, ale dalej ani kroku, a potem upadam do nóg, żegnam uniżenie.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/812|num=142}}{{c|ROZDZIAŁ XIV.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Dalszy ciąg przygody rycerza du Bois.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Historya podaje, iż w ciągu długiej rozmowy Don Kiszota z rycerzem du Bois ostatni, między innemi, rzekł do pierwszego:<br>
{{tab}}— Wiedzieć wam nareszcie wypada, mości rycerzu, iż los i wybór mój sprawił, iż zakochałem się w nieporównanej Kasyldzie z Wandalii. Nazywam ją nieporównaną dlatego, że niema na świecie kobiety równej jej pięknością i przymiotami, ale zarazem wyznać muszę, że niema także sroższej nad nią w niewdzięczności. Pomimo największych ofiar, największych wysileń, nigdy najmniejszą nagrodą nie obdarzyła zasług moich i zawsze tylko na nowe wysyłała mnie boje. Herkulesowemi obarczyła pracami, ciesząc jedynie nadzieją za każdym razem, że całkowita nagroda czeka mnie po dokonaniu wskazanego czynu. Raz kazała mi wyzwać Giraldę, sławną olbrzymkę z Sewilii, która nigdy z miejsca się nie ruszając, w ciągłym jednakże jest ruchu i dowodzi jawnie, że jest najczynniejszą i najruchliwszą w świecie istotą. Poszedłem, zobaczyłem, zwyciężyłem i ruch jej wstrzymałem przy pomocy wiatru północnego, cały tydzień wiejącego. Drugi raz kazała mi zważyć {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/813|num=143}}rozhukane byki z Guisando, co godniejszem jest pastucha niż rycerza. Wkrótce potem poleciła mi rzucić się z wierzchołka góry Cabra w najgłębsze przepaście i pilnie badać wszystko, co się kryje w tej ciemnej jaskini, czarniejszej od egipskich tajemnic; było to zadanie straszne i niesłychane, z którego {{kor|dez|bez}} cudu żywo wyjść nie można. Wstrzymałem ruch Giraldy, zważyłem byki guisandskie, zwiedziłem tajnie otchłani cabryjskiej. a Kasylda, zawsze niewdzięczna i nieubłagana, zawiodła wszystkie nadzieje moje. Nie koniec na tem; niedawno kazała mi przebiedz wszystkie prowincye hiszpańskie i zmusić wszystkich rycerzów błędnych do przyznania, że ona jedna godną jest korony piękności, a ja jestem najwaleczniejszym rycerzem całego świata. Zbiegłem już większą część Hiszpanii i pokonałem wszystkich rycerzów, co mieli śmiałość sprzeciwiać się mojemu żądaniu. Ale najświetniejsze zwycięstwo, którem się najbardziej szczycę, odniosłem nad słynnym rycerzem Don Kiszotem z Manszy i zmusiłem go do przyznania, że Kasylda z Wandalii jest nieporównanie piękniejszą od Dulcynei z Tobozo; sława tego zwycięstwa na wieki pozostanie dla mnie i od tej chwili chlubić się mogę, iż pokonałem wszystkich rycerzy świata, bo wielki Don Kiszot, o którym mówię, wszystkich ich pokonał.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/814|num=144}}{{tab}}Don Kiszot musiał wytężyć całą cierpliwość aby sto razy nie rzucić kłamstwem w oczy rycerzowi du Bois, a wstrzymał się dlatego jedynie, aby go przyniewolić do wyznania własnemi usty, że jest potwarcą lub też oszukanym.
Bez najmniejszego więc uniesienia rzekł do niego:<br>
{{tab}}— Mości rycerzu, gotów jestem wierzyć, iż pokonałeś wszystkich prawie rycerzy błędnych w Hiszpanii, a nawet w całym świecie, jeśli tego żądasz, ale co się tyczy Don Kiszota z Manszy, wątpię bardzo, żeby to było prawdą, musiałeś zapewne być oszukanym i kogo innego wziąłeś za niego, choć to nie łatwo, bo mało mu podobnych.<br>
{{tab}}— Jakto — odpowie rycerz — ja oszukany, alboż to ja nie znam Don Kiszota? Nie, panie; zwyciężyłem go, pokonałem i do uznania mej woli zmusiłem, a że go znam, powiem ci, że jest wysoki, suchy, na twarzy chudy, ale barczysty i silny, nos ma orli, nieco zakrzywiony i wąsy czarne wielkie i na dół zwieszone, walczy pod mianem Rycerza Posępnego Oblicza, na przepysznym dzianecie, którego zwą Rosynantem; giermkiem jego jest Sanszo Pansa, a ubóstwianą damą Dulcynea z Tobozo, niegdyś Alonza Lorenzo, której imię zmienił, jak ja zmieniłem imię Kasyldy, nazywając ją Kasyldą z Wandalii, gdyż jest Andaluzką. Jeżeli ci w tem, co mówię, mało jęszcze dowodu, mam {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/815|num=145}}przy boku oręż, najlepiej przekonywający niedowiarków!<br>
{{tab}}— Powoli, mości rycerzu — odpowie Don Kiszot — nie unoś się i wysłuchaj, co ci powiem. Otóż wiedzieć musisz, że Don Kiszot, o którym mówisz, jest moim przyjacielem i tak zażyłym, że sława jego nie mniej mnie obchodzi, jak własna. Po opisie, któryś mi uczynił, wątpić nie mogę, że jego samego pokonałeś, ale wiem również i z największą pewnością, że to jest rzecz niepodobna, i w tej ciemnicy to jedno widzę tylko, że jakiś czarownik, prześladujący go i nienawistny jego sławie, przyjął na siebie podobieństwo jego i dał się umyślnie pokonać, aby zachwiać tę sławę po całej ziemi rozgłośną; i ażeby ci dać najlepszy dowód prawdy tego co mówię, oświadczam, że przed dwoma dniami nikczemnicy czarownicy rzucili urok na Dulcyneę z Tobozo i zamienili ją w szpetną chłopkę. Jeżeli teraz jeszcze masz jaką wątpliwość, to stoi przed tobą Don Kiszot sam, który ci dowiedzie na koniu, czy pieszo, zbrojno, czy nago, na noże, czy na lance, jak tylko ci się podoba, że jesteś w błędzie.<br>
{{tab}}Mówiąc to, Don Kiszot powstał nagle i ściągnął rękę do oręża, czekając, co uczyni rycerz du Bois, który mu z zimną krwią odpowiedział:<br>
{{tab}}— Nie zna obawy, kto pewien swej sprawy, mości rycerzu, kto cię przemienionym {{pp|zwy|ciężył}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/816|num=146}}{{pk|zwy|ciężył}}, potrafi i prawdziwemu dać radę, po nocy biją się tylko zbójcy i tchórze, rycerzom błędnym nie godzi się okazywać swych czynów w ciemnościach, czekajmy więc wschodu słońca, a wtedy zobaczymy, komu z nas Mars sprzyja. Kładę tylko warunek, że zwyciężony ulega woli zwycięzcy i musi dopełnić, co tamten mu rozkaże, byle tylko nie uchybił regułom rycerskim.<br>
{{tab}}— Przyjmuję warunek — odpowiedział Don Kiszot.<br>
{{tab}}I poszli zaraz do giermków swoich, których zastali chrapiących, zbudzili ich i rozkazali mieć konie w pogotowiu, bo o wschodzie słońca bój stoczą krwawy. Sanszo zdumiał się na tę wiadomość i wielce lękał się o pana po tein co słyszał od giermka du Bois’a o jego dzielności.<br>
{{tab}}Giermkowie poszli po koni, a idąc razem, koniuszy du Bois’a tak mówił do Sanszy:<br>
{{tab}}— Sądzę, iż wiadomo ci, mosanie, że nie jest zwyczajem w Andaluzyi, ażeby giermkowie patrzyli się z założonemi rękoma, jak ich panowie się biją; nie pozostaje nam, jak tylko przygotować się do poigrania na ostro.<br>
{{tab}}— Dobry to zwyczaj — odpowie Sanszo — ale dla tych, co nie mają nic lepszego do roboty i z rozpaczy waryują, ale nie sądzę, aby to było zwyczajem u giermków rycerzy błędnych, nigdy przynajmniej nie słyszałem, ażeby {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/817|num=147}}pan mój co o tem mówił, a on zna na palcach wszyściutkie ustawy błędnego rycerstwa. A zresztą, mój panie koniuszy, chociażby i była taka ustawa, to musi być także i kara na przestępujących ją oznaczona. Wolę ja tedy karę tę zapłacić, bo pewnie nie przeniesie dwóch funtów wosku do kościoła, zapłacę i kwita będzie; zawsze to taniej wyniesie, niż żebym oberwał jaki plajzer i potem się jeszcze niszczył na plastry, a co gorsza jeszcze, mój miły panie, że ja nie mam ani kawałeczka szpady i jak zapamiętam, w życiu nie miałem.<br>
{{tab}}— Ej, na to ja znajdę lekarstwo — odpowie koniuszy — mam dwa wory parciane równej wielkości, waszeć weźmiesz jeden, a ja drugi i będziemy nimi wojowali, okładając się nawzajem co wlezie.<br>
{{tab}}— A, na takie wojowanie to się zgadzam, przynajmniej wykurzymy sobie suknie, a ran nie odniesiem.<br>
{{tab}}— Jak to wasze rozumiesz? — odpowie koniuszy — ja chcę włożyć w worki po tuzinie kamieni i dopiero będziemy się nimi bili.<br>
{{tab}}— Tuzin kamieni! — zawoła Sanszo — a to chyba, że waszeć masz czerep z żelaza, bo ja to mam z ciała i kości. Ale, słowem, ażeby dużo nie gadać, powiem ci, panie koniuszy, że choćbyś tylko jedwabiu i bawełny nakładł w swoje worki, to ja się bić wcale nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/818|num=148}}mam humoru. Niech sobie nasi panowie biją się na zabój, kiedy mają ochotę, a my sobie pijmy, dalipan, to lepiej i krócej, czas i tak o nas nie przepomni, przyjdzie kreska i na człowieka do grobu się położyć, po co go nam skracać; czekajmy czasu, jak żyd szabasu.<br>
{{tab}}— Z tem wszystkiem — rzecze koniuszy — musimy przecie choć z pół godzinki się pofechtować.<br>
{{tab}}— Nie, nie, mój panie, ani pół minutki, ja nie taki gbur niewdzięczny, ażebym się miła wadzić z człowiekiem, co mnie tak nakarmił i napoił, a tobym się dopiero spisał, a potem, któż się, u dyabła, bije, kiedy się nie gniewa?<br>
{{tab}}— A jeżeli o to tylko idzie — rzecze koniuszy — to ja zaraz temu poradzę: przed pojedynkiem poczęstuję waszeci kilku kułakami w zęby, dojadę go w brzuch nogą, to pewno i złość się rozbudzi, choćby spała, jak bobak.<br>
{{tab}}— O! to ja mam jeszcze lepszy na to sposób — odpowie Sanszo — wezmę porządnego drąga i nim waszeć moją złość rozbudzisz, ja waszeciną tak ululam, że się nie obudzi aż na tamtym świecie, gdzie dobrze wiedzą, że mnie jak dudka za nos wodzić nie można; koniec końców myślę, że najlepiej będzie nie budzić nam obu naszych złości, bo to powiadają, nie wywołuj wilka z lasu, a często bywa, że kto szuka kożucha, powraca bez ucha. Bóg {{pp|błogo|sławi}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/819|num=149}}{{pk|błogo|sławi}} spokojnym, a kłótnie zawzięte są wyklęte, pamiętajmyż o tem i siedźmy spokojnie. Bo kiedy kot zamknięty w rozjuszonego lwa się przemienia, to cóżbym ja mógł dokazać rozdrażniony, ja, który przecież jestem człowiekiem?<br>
{{tab}}— Ani słowa — odpowie koniuszy du Bois’a — wkrótce dnieć zacznie; obaczymy, co to z tego będzie.<br>
{{tab}}Już słychać było zewsząd świergoty tysiąca rozlicznych ptasząt witających jutrzenkę, kroplista rosa, towarzysząca jej zawsze, pokryła zioła i trawy perłami, drzewa, lasy, łąki, góry i doliny zajaśniały świeżą pięknością. Ale kiedy wszystko, co żyło, cieszyć się zdawało dniem nadchodzącym, Sanszo Pansa jeden ze smutkiem witał chwilę tak radosną dla całej przyrody. Gdy się rozwidniło, najpierwszą rzeczą co uderzyła wzrok Sanszy, był nos koniuszego du Bois’a, tak ohydnie długi i gruby, że Sanszo, zobaczywszy go, ze strachu mało w znak nie upadł. W rzeczy samej autor tej historyi, bynajmniej nie lubiący przesady, powiada, że nos ten był tak niesłychanie ogromny, iż całe prawie ciało zakrywał; prócz tego ze środka wyrastał na nim guz, z którego sterczało siedem czy osiem jakby innych nosów, zasiany krostami i brodawkami zielono-fioletowemi, a cała ta masa dochodziła aż na trzy palce poniżej ust; takie to było straszne, że bez wstrętu na tę {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/820|num=150}}twarz niepodobna było patrzeć. Biedny Sanszo tak się przeląkł tego haniebnego straszydła, że drżąc cały jak liść, ofiarował się do wszystkich miejsc świętych w Hiszpanii, aby się uwolnić od tego widma, i pomyślał, że woli sto plag wytrzymać, aniżeli na gniew się jego narazić.<br>
{{tab}}Don Kiszot tymczasem spojrzał na przeciwnika, którego twarzy jednak nie dojrzał, bo przyłbicę już zapuścił, ale widział, że jest to człowiek silny i barczysty, choć wzrostu niewielkiego; na zbroi miał suknię złotolitą, na której jaśniało mnóstwo księżyców, czyli zwierciadełek pięknie odbijających, na szyszaku powiewały pióra żółte, zielone i białe, włócznia, wsparta o drzewo, długa i gruba, opatrzona była lśniącem żelazem na stopę długiem. Don Kiszot domyślał się, iż rycerz obdarzony być musi siłą niepospolitą, lecz nie zraziło go to wcale, owszem, większą jeszcze przejęło radością, ze swobodna miną podszedł do rycerza zwierciadlanego i rzekł:<br>
{{tab}}— Mości rycerzu! jeżeli żarliwość twoja do walki nie staje na przeszkodzie uprzejmości, proszę cię, racz podnieść przyłbicę, abym widział, czy rysy twoje odpowiadają dzielności, jaką skład ciała obiecuje.<br>
{{tab}}— Mości rycerzu! — odpowie zwierciadlany — później mi się przypatrzysz, w tej chwili żżdaniu twemu zadość uczynić nie mogę, bo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/821|num=151}}ubliżyłbym piękności Kasyldy i sławie mojej, zwlekając dłużej walkę, która cię ma zmusić do wyznania prawd tak ważnych.<br>
{{tab}}— To przynajmniej, nim na koń wsiądziemy, powiedzieć mi możesz, czy ja jestem ten sam Don Kiszot, którego miałeś zwyciężyć?<br>
{{tab}}— Przyznaję — rzecze zwierciadlany — że podobieństwo jest wielkie, ale pomnąc na to, coś mi mówił o prześladowaniu czarowników. przysiądzbym nie śmiał, żeś ten sam.<br>
{{tab}}— Dość tego — rzecze Don Kiszot — siadajmy na koń, a ja cię z błędu wyprowadzę natychmiast; jeżeli Bóg, dama moja i ramię dozwolą, przyjrzę się twojej twarzy i pokażę, czym tensam Don Kiszot, którego pokonać tak łatwo.<br>
{{tab}}Dosiedli koni, ni słowa już nie mówiąc, i rozjechali się w przeciwne strony, aby zająć miejsce do rozpędu. Zaledwie ujechali kroków dwadzieścia, rycerz zwierciadlany zawołał na Don Kiszota:<br>
{{tab}}— Mości rycerzu — rzekł do niego — pamiętaj, że zwyciężony ulega całkiem woli zwycięzcy.<br>
{{tab}}— Pamiętam — odpowie Don Kiszot — ale zwycięzca nic przeciwnego regułom żądać nie będzie.<br>
{{tab}}— Tak jest — odpowie zwierciadlany.<br>
{{tab}}W tej chwili mieli się już rozjechać, gdy Don Kiszot rzucił przypadkowo okiem na {{pp|ko|niuszego}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/822|num=152}}{{pk|ko|niuszego}} z ogromnym nosem. Kiedy się przypatruje strasznemu potworowi, Sanszo, nie mając ochoty pozostać sam na sam z okropnym towarzyszem, a widząc, że pan zabiera się już ruszyć, szepnął mu do ucha:<br>
{{tab}}— Błagam was, panie, podsadźcie mnie na to drzewo, ażebym mógł lepiej przyjrzeć się walce waszej z tym rycerzem, bo sądzę, że będzie jedną z najpiękniejszych w świecie.<br>
{{tab}}— Albo raczej — rzecze Don Kiszot — że będziesz mógł bezpieczniej przyglądać się walce byków.<br>
{{tab}}— Po co mam kłamać — odpowie Sanszo — nos tego koniucha takiego mi strachu napędził, że za żadne skarby świata sam z nim nie zostanę. Jak też, u dyabła, ten rycerz może cierpieć takie straszydło przy sobie? Domyślam się wszakże, że to muszą być w tem czarnoksięzkie sztuki i wszystko to, panie, nie dobrze mi coś wróży.<br>
{{tab}}— Przyznaję — rzecze Don Kiszot — że to potwór najstraszniejszy, jakiego w życiu kiedy widziałem, i gdybym nie był tem, czem jestem, przeląkłbym się go, ale ja się i szatana nie boję i pokazać mu jestem gotów, z kim ma do czynienia. No, chodź, Sanszo, podsadzę cię na drzewo i ruszę zaraz na tego rycerza, pokazać mu, czym prawdziwy Don Kiszot.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/823|num=153}}{{tab}}Kiedy Don Kiszot podsadzał Sanszę na drzewo, rycerz zwierciadlany odjechał kawał w pole i myśląc, że Don Kiszot toż samo uczynił, zawrócił konia, dążąc na spotkanie; pędził co koń mógł wyskoczyć, to jest wolniuchnym truchtem, bo biegun jego z miny i siły w niczem nie ustępował Rosynantowi; ale widząc, że Don Kiszot czem innem jest zajęty, ściągnął cugle i stanął w miejscu ku wielkiemu zadowoleniu rumaka, który już ani nogą ruszyć nie mógł. Don Kiszot myśląc, że rycerz wali na niego jak piorun, sparł ostro Rosynanta i tak go rozognił. że historya podaje, iż puścił się galopem, co się dotąd nigdy po nim nie pokazało. W tak szalonym rozpędzie rycerz nasz przypadł do zwierciadlanego, który nie przestawał dźgać ostrogami wierzchowca, w brzuch mu je pakując po same pięty, a nie mogąc go ani ruszyć, tak się zakłopotał biedny rycerz, że nawet włóczni zapomniał nastawić. Don Kiszot, nie bacząc na przykre położenie przeciwnika, natarł na niego tak ostro, że odrazu z siodła go wyrzucił i na ziemię prawie nieżywego zwalił Sanszo, skoro tylko zobaczył rycerza na ziemi zsunął się natychmiast z drzewa i żywo przy biegł do pana, który zwierciadlanemu szyszak już odpinał, chcąc obaczyć, czy żywy, i dać im powietrzem odetchnąć, gdyby przypadkiem żył jeszcze.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/824|num=154}}{{tab}}Któż opisze zdziwienie, gdy ujrzał twarz rycerza zwierciadlanego.<br>
{{tab}}— Patrzno, Sanszo, patrz — wołał — i dziw się, bo wierzyć nie będziesz, patrz, mój przyjacielu, jaka to jest potęga magii! podziwiaj i ucz się, jaka to jest złość czarowników i siła czarów.<br>
{{tab}}Sanszo zbliżył się, a poznawszy w leżącym rycerzu bakałarza, Samsona Karasko, sto razy się przeżegnał i osłupiał zdziwiony. Biedny bakałarz nie przychodził do siebie, a Sanszo, nie wiedząc czy żyje, czy umarł, zawołał:<br>
{{tab}}— Panie, pakuj pan miecz w gardziel temu panu Karasko, zabij go, bo to może który z tych najzawziętszych na ciebie czarowników?<br>
{{tab}}— Masz słuszność — odpowie Don Kiszot — im więcej trupów, tem mniej nieprzyjaciół.<br>
{{tab}}I miał już radę Sanszy wykonać, gdy giermek zwierciadlanego, pozbywszy się wielkiego nosa i pędząc ku niemu, wrzasnął w niebogłosy:<br>
{{tab}}— Wstrzymaj się, panie! na imię Boże, co robisz, to prawdziwy bakałarz Karasko, twój przyjaciel, a ja mu służyłem za giermka.<br>
{{tab}}— Zwodź głupich — rzecze Sanszo — a gdzie wasz nos?<br>
{{tab}}— A mam — odpowie giermek.<br>
{{tab}}I wyciągnął z kieszeni nos tekturowy, taki, jakeśmy wyżej opisali. Sanszo tymczasem, nie bojąc się koniuszego, przypatrywał mu się pilnie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/825|num=155}}i wzniósłszy nareszcie ręce do góry, zawołał nagle z podziwieniem:<br>
{{tab}}— O Przenajświętsza Matko Boża! a toż to Tomasz Cecial, mój kmotr.<br>
{{tab}}— A jużcić ja, mój Sanszo, ja sam — odpowie koniuszy — i zaraz ci opowiem, jakim sposobem się tu znajduję! ale wprzód jeno powiedz panu, ażeby nie robił nic złego temu biedakowi, bo to naprawdę jest Samson Karasko, nasz poczciwy sąsiad.<br>
{{tab}}W tej chwili nieszczęśliwy rycerz przyszedł do zmysłów; za pierwszym znakiem życia Don Kiszot, przykładając mu miecz do gardła, zawołał:<br>
{{tab}}— Rycerzu, śmierć cię czeka, jeżeli nie wyznasz, że Dulcynea z Tobozo wyższa jest w piękności nad twoja Kasyldę z Wandalii, i jeżeli nie przysięgniesz, że tedy się z ran wyleczysz, pojedziesz do Tobozo przedstawić jej się odemnie i pod rozkazy oddać zupełne; poczem, jeśli ci wolność wróci, śladem czynów moich przybędziesz do mnie, aby zdać sprawę ze wszystkiego.<br>
{{tab}}— Wyznaję — rzecze niefortunny rycerz — że jedno spojrzenie pani Dulcynei warto sto razy więcej, niż wszystkie łaski Kasyldy i niż ona cała; przysięgam, że pojadę do Tobozo i zdam ci sprawę ze wszystkiego.<br>
{{tab}}— Musisz wyznać jeszcze — dodał Don Kiszot — że rycerz, którego niegdyś pobiłeś, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/826|num=156}}nie był Don Kiszotem? Manszy, ale tylko podobnym do niego; tak jak ja z mej strony wyznaję, że ty nie jesteś bakałarzem Samsonem Karasko, choć całkiem podobny jesteś do niego; wiem ja, że to sztuka czarowników!<br>
{{tab}}— Wyznaję, wszystko wyznaję, czego tylko żądasz — odpowie rycerz — ale pozwól mi się podnieść, błagam cię, bo mi ciężko dolega.<br>
{{tab}}Don Kiszot podniósł go przy pomocy Tomasza Ceciala, na którego Sanszo miał ciągle oczy wytrzeszczone i tysiącem pytań go zarzucał, chcąc się upewnić, że to on sam. Nie wierzył oczom własnym, tak mu się to spotkanie wydawało dziwnem i tak dalece mniemanie Don Kiszota o potędze czarów w umysł mu się wraziło!<br>
{{tab}}Don Kiszot z Sanszem pozostali razem, przekonani, że to było omamienie, a rycerz zwierciadlany, pożegnawszy się z nimi, pojechał razem z giermkiem szukać miejsca, gdzieby poturbowane żebra mogły wypocząć. W kilka chwil później Don Kiszot jechał dalej drogą do Saragossy, na której go porzucamy, a sami obaczmy, kto naprawdę byli rycerz zwierciadlany i giermek z wielkim nosem.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/827|num=157}}{{c|ROZDZIAŁ XV.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Który opisuje, kto był rycerz zwierciadlany i giermek z wielkim nosem.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Don Kiszot postępował w tryumfie, pyszny zwycięstwem, jakie odniósł nad rycerzem zwierciadlanym, którego uważał za najwaleczniejszego; sądził, że odtąd nic już do jego sławy nie brakuje. Wreszcie, ufając słowu tak uroczyście przez rycerza danemu, którego nie mógłby nie dotrzymać bez obrażenia praw rycerskich, i jak tylko ustanie moc czarowania, spodziewał się wkrótce mieć wiadomość od Dulcynei. Ale Don Kiszot myślał o tem, a rycerz zwierciadlany znów zupełnie o czem innem; myślał on o najprędszem wyleczeniu się, ażeby był w stanie nowy swój zamiar wykonać.<br>
{{tab}}Jednakże autor, nie chcąc czytelnika narazić na najmniejszą wątpliwość, powiada, że bakałarz, Samson Karasko, wskutek konferencyi z plebanem i balwierzem, radził Don Kiszotowi, ażeby wyruszył na wyprawę; wszyscy ci trzej bowiem jego przyjaciele za najlepszy środek wyleczenia go uważali, ażeby Samson na tej wyprawie spotkał się z nim jako rycerz błędny, wyzwał go i pokonał, a później stosownie do ustaw rycerskich domagał się od niego posłuszeństwa {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/828|num=158}}nieograniczonego i kazał mu przez dwa lata kamieniem w domu siedzieć. Karasko podpał się chętnie tego zadania, a Tomasz Cecial, kmotr i sąsiad Sansza, bardzo poczciwe człeczysko, ofiarował się mu na giermka. Karasko wyprawił się pod mianem rycerza zwierciadlanego razem z Tomaszem, który sobie nos fałszywy przyprawił, ażeby go Sanszo nie poznał, i trop w trop pojechali za Don Kiszotem; widzieli całą przygodę z wozem śmierci i wreszcie połączyli się z nim w lesie, gdzie odbyła się walka, którą dopiero co opisaliśmy.<br>
{{tab}}Przywidzenia Don Kiszota wyszły na dobre bakałarzowi, bo gdyby nasz rycerz wszędzie i ciągle nie był się zaprzysięgał, że to nic był Karasko, toby pan bakałarz nie mógł otrzymać stopnia doktora, a w zysku miałby tylko wstyd, że tak pokpił sprawę. Tomasz Cecial, widząc jak nieszczęśliwie poszła wyprawa, i że Karasko tak ciężko został poturbowany, rzekł:<br>
{{tab}}— Na uczciwość, panie bakałarzu, mamy, czegośmy chcieli, łatwa to rzecz projektować, ale trudna dokonać. Don Kiszot zawołany głupiec, a my się mamy za mądrych, on jednak wyszedł zdrów i cały, a my obadwa wracamy z długimi nosami i ty, bakałarzu, z pogruchotanemi kościami. Chciałbym teraz wiedzieć, kto też głupszym naszem zdaniem, czy ten, co głupi, dlatego, że mądrym być nie może, czy ten, co głupim dobrowolnie się robi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/829|num=159}}{{tab}}— Różnica między tymi dwoma rodzajami głupich taka — odpowie Samson — że ten, co z konieczności głupi, będzie nim zawsze, a ten, co się głupim robi dobrowolnie, przestanie nim być skoro zechce.<br>
{{tab}}— Kiedy tak — rzeknie Cecial — to ja dobrowolnie zrobiłem się głupim, idąc do was na koniuszego, i żeby nim dłużej nie być, wracam już do domu.<br>
{{tab}}— Wolnoć Tomku w swoim domku — odpowie Samson — ale ja wołałbym nogą we wsi nie postać, nim Don Kiszota dobrze nie oporządzę. Mniejsza mi teraz o to, czy wróci do rozumu, ale idzie mi o pomstę. Nie daruję mu tego, bez litości mścić się będę.<br>
{{tab}}Rozmawiali tak, dopóki nie dojechali do wsi, gdzie się znalazł, na szczęście, dobry cyrulik, w którego ręce oddał się Samson, a Tomasz Cecial pojechał do domu. Kiedy bakałarz każę się opatrywać i przemyśliwa nad pomstą, my poszukajmy Don Kiszota i obaczmy, czy nam nie da nowych powodów do śmiechu.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XVI.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Który opisuje, co się przydarzyło Don Kiszotowi z pewnym rycerzem z Manszy.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Don Kiszot jechał w tryumfie, jakeśmy to powiedzieli, pyszny swojem zwycięstwem i {{pp|uwa|żał}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/830|num=160}}{{pk|uwa|żał}} się już za najpierwszego i najwaleczniejszego rycerza błędnego w całym świecie; ostatni tryumf poczytywał sobie za szczęśliwą wróżbę na przyszłość i wyglądał chciwie nowych przygód, choćby najtrudniejszych, nie troszcząc się już o czarowników, choćby się wszyscy przeciw niemu zmówili, tak dalece ufał swojemu szczęściu. Tak był uradowany i próżnością zaślepiony, że ani wspomniał już o nieskończonej ilości kijów, które niegdyś dostał, ani o tym kamieniu, co mu szczękę zgruchotał, ani o niewdzięczności galerników, ani o niesłychanej zuchwałości Yanguasów, co się tak bezecnie z nim obeszli. Nic mu już nie brakowało, jak tylko, ażeby znaleźć środek odczarowania księżniczki Dulcynei; gdyby tego dokazał, nie miałby już nic do pozazdroszczenia najszczęśliwszym i najsłynniejszym rycerzom błędnym wszystkich wieków przeszłych.<br>
{{tab}}W tak miłych pogrążonego marzeniach Don Kiszota Sanszo w ten sposób zagadnął:<br>
{{tab}}— Co to za dziwma rzecz, panie, że mnie ciągle na oczach stoi ten dyabelski nos mego kmotra, Ceciala? Próżno silę się o czem innem myśleć, ani rusz się temu opędzić.<br>
{{tab}}— To ty ciągle myślisz, Sanszo — odpowie Don Kiszot — że tym rycerzem zwierciadlanym był bakałarz Karasko, a giermkiem jego Tomasz Cecial?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/831|num=161}}{{tab}}— Nie wiem, co mam odpowiedzieć, panie, ale wiem, że nikt inny jak Cecial nie mógł mi rozpowiadać takiej rzeczy o domu, o żonie i o dzieciach i że jak odjął ten nos obrzydliwy, to już twarz miał, jak wykapał, taką samą jak Cecial, ani na włos różnicy i głos taki sam i wszystko zgoła takie; jakżeż, u dyabła, nie poznałbym go, kiedy się od tylu lat znamy i codzień widujemy?<br>
{{tab}}— Mój Sanszo, mówmy rozumnie — odpowie Don Kiszot — czyż to podobieństwo, ażeby bakałarz Karasko przebierał się za rycerza błędnego, ciężkie zbroje na siebie przywdziewał i na moje życie godził; albożem to ja jego nieprzyjaciel, albożem go kiedy czem obraził, alboż we mnie ma rywala, żeby mi zazdrościł sławy nabytej?<br>
{{tab}}— Ależ, panie — odpowie Sanszo — skądże to podobieństwo owego rycerza z Karaskiem, a giermka z kmotrem Cecialem? a jeżeli to czary, jak powiadacie, czyż nie mogli zrobić się oni podobnymi do kogobądź innego w świecie?<br>
{{tab}}— To wszystko złośliwe psoty czarnoksięskie — rzecze Don Kiszot — ci nikczemnicy wiedzieli dobrze, że wyjdę zwycięsko z tej walki, i umyślnie przemienili owego rycerza w przyjaciela bakałarza, ażeby go zasłonić od słusznej wściekłości mojej i żebym darował {{pp|ży|cie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/832|num=162}}{{pk|ży|cie}} temu, co tak podstępnie godził na moje. Mój przyjacielu, czyż trzeba lepszego dowodu złości i potęgi czarowników nad te, jakieśmy mieli niedawno w przeistoczeniu Dulcynei? Po takim cudzie czemże jest ta bagatela? Ale ta mi została pociecha, że prawica moja silniejsza od tych czarów i że pomimo zawiści i całej potęgi cudownej sztuki, odwaga moja zapewniła mi zwycięstwo!<br>
{{tab}}— Bóg widzi wszystkie rzeczy — odpowie Sanszo, któremu śmieszne rezonowania wcale do przekonania nie trafiały, ale bał się sprzeciwić, ażeby się nie wydać z figla, którego mu spłatał z Dulcyneą.<br>
{{tab}}Wśród tej rozmowy usłyszeli za sobą tętent kopyt końskich, obrócili głowy i obaczyli jeźdźca ku nim jadącego, któremu pilnie przypatrywać się zaczęli. Był to szlachcic, jechał na bardzo pięknej jabłkowitej klaczy, miał na sobie ubiór wiejski i płaszcz z sukna zielonego, szeroko ciemnym aksamitem wykładany, a na głowie kapelusik z tejże samej materyi. Przy boku miał nóż maurytański na zielonym pasie, złocisto haftowanym, buciki także ze skóry zielonej, ze złotą obwódką, ostrogi skromnie na zielono szmelcowane, ale tak lśniące, jakby szczerozłote. Mijając ich, skłonił się grzecznie i spiąwszy klacz ostrogami, miał poskoczyć dalej, kiedy Don Kiszot do niego zawołał:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/833|num=163}}{{tab}}— Mój dzielny panie, jeżeli wam nie śpięszno i w tę samą jedziecie drogę, wdzięczny wam będę, jeżeli razem pojedziemy.<br>
{{tab}}— W samej rzeczy, panie — odpowiedział kawaler — i ja tę samą myśl miałem, ale się bałem, ażeby wasz rumak nie brykał przy mojej klaczy.<br>
{{tab}}— O, niech się pan tego nie boi — rzecze Sanszo — nasz Rosynant to najpoczciwsze i najskromniejsze w świecie konisko. On sobie takich wybryków nie pozwala, raz tylko w życiu zbisurmanił się, a myśmy to z panem ciężko przypłacili. Nie macie się czego bać, panie, mówię wam raz jeszcze; klacz wasza bezpieczna, dziesięć lat mogliby stać razem, a onby jej ani trącił.<br>
{{tab}}Na takie zapewnienie Sansza jeździec wstrzymał konia, z wielkiem zdziwieniem przyglądając się twarzy Don Kiszota, jadącego bez szyszaka, który giermek wiózł na ośle, jak tłómoczek przewieszony. Don Kiszot niemniej pilnie wpatrywał się w podróżnego, widząc w nim człowieka pewnego znaczenia; bo też istotnie miał postawę znaczącą, lat około pięćdziesięciu, włosy szpakowate, a w twarzy i obejściu coś wesołego i skromnego, jak to zwykle u uczciwych ludzi. Nieznajomy, przyjrzawszy się naszemu bohaterowi, wyciągnął wniosek, że musi to być jakiś dziwak, bo nigdy w życiu podobnie {{pp|przy|branego}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/834|num=164}}{{pk|przy|branego}} i wystrychniętego człowieka nie widział. Podziwiał wzrost jego sążnisty, twarz bladą i wychudłą, minę i zbroję, a nadewszystko nadętą postawę na kościstym koniu, i tak mu się to wszystko nowem wydało, że nie mógł się dość napatrzeć. Don Kiszot spostrzegł zdziwienie szlachcica, a wyczytawszy w oczach jego chęć dowiedzenia się więcej, chciał jego życzenia uprzedzić ze zwykłą sobie uprzejmością.<br>
{{tab}}— Nie dziwno mi, panie — rzekł — że cię uderza moja postawa i osoba tak różna od wszystkich innych ludzi; ale nie będziesz się dziwił więcej, kiedy się dowiesz, że jestem rycerzem błędnym z liczby tych, co, jak się to zwykle mówi, gonią za przygodami. Porzuciłem kraj swój, zastawiłem majątek, wyzułem się ze wszelkich przyjemności, oddając się na los szczęścia i fortuny. Zamierzyłem wskrzesić powołanie rycerzów błędnych, już przepadających; niedawno działać rozpocząłem, a już dopełniłem część swoich zamiarów, wspierając wdowy, osłaniając dziewice, broniąc praw małżonek, sierót i wszystkich uciśnionych, i przez waleczne czyny swoje i po trudach nieskończonych tyle dokazałem, iż sława imienia mego rozbiegła się po wszystkich prawie częściach świata. Wydrukowano już trzydzieści tysięcy tomów mojej historyi, a wkrótce będzie ich trzydzieści milionów tomów, jeżeli Bóg mnie uchroni. {{pp|Że|by}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/835|num=165}}{{pk|Że|by}} ci nareszcie krótko powiedzieć i długo nie trzymać w zawieszeniu, powiem: jestem Don Kiszot z Manszy, zwany Rycerzem Posępnego Oblicza; a chociaż to nie bardzo przyzwoicie samemu się z własnemi pochwałami rozwodzić, widzę się nieraz do tego zmuszonym, kiedy niema nikogo, coby mi tych trudów i przykrości oszczędził. Tak więc, zacny kawalerze, nie powinieneś się teraz dziwić, widząc tę tarczę i włócznię, tego giermka i konia, ten przybór cały i twarz moją wybladłą, a ciało wychudłe, bo wiesz już kto jestem i że to są rzeczy nierozłączone z powołaniem mojem.<br>
{{tab}}Don Kiszot, powiedziawszy to, umilkł, a kawaler po długiej przerwie tak nakoniec przemówił:<br>
{{tab}}— Mości rycerzu, doskonale poznałeś ciekawość, która mną owładnęła na twój widok; ale to, coś mi powiedział, bynajmniej nie zmniejsza mego podziwienia, przeciwnie, jeszcze bardziej je powiększa. Jakto, panie, czyż to podobna, żeby dziś jeszcze byli na świecie rycerze błędni i żeby o nich prawdziwe drukowano historye? Doprawdy, panie, nigdybym nie wierzył, że są tacy obrońcy dam, tacy protektorzy wdów i sierót, gdybym własnemi oczyma teraz się o tem nie przekonał. Bogu Najwyższemu niechaj będą dzięki, że historya chwalebnych czynów twoich poda teraz w niepamięć tę nieskończoną {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/836|num=166}}liczbę błędnych rycerzy, o których baśnie całą napełniają Europę i zawracają głowę wszystkim, co je czytają.<br>
{{tab}}— O panie! panie! — odpowie Don Kiszot — nie trzeba wierzyć, że historye tych rycerzy są baśniami.<br>
{{tab}}— Alboż to kto jeszcze o tem wątpi? — zapyta kawaler.<br>
{{tab}}— Ja o tem wątpię — rzecze Don Kiszot — ale dajmy temu pokój, spodziewam się, że jeżeli razem dalej pojedziemy, wyprowadzę was z błędu, w który podpadliście, prądem opinii niedowiarków pociągnięci.<br>
{{tab}}Ostatnie wyrazy Don Kiszota i mina, z jaką je wymówił, naprowadziły kawalera na podejrzenie, że musi to być jakiś waryat, i zaczął mu się pilniej przypatrywać dla upewnienia się w tem mniemaniu. Don Kiszot, zmieniając przedmiot rozmowy, prosił nieznajomego, aby mu nawzajem powiedział, kto jest.<br>
{{tab}}— Nazywam się Don Diego de Miranda, jestem szlachcicem, urodziłem się w poblizkiej tu wiosce, gdzie jeżeli Bóg da, dziś wieczerzać będziemy. Mam, Bogu dzięki, mająteczek dostatni, w którym żyję sobie spokojnie z żoną i dziećmi. Zwykłą zabawą moją jest polowanie i rybołówstwo, ale nie trzymam do tego ani psów, ani ptaków układnych, mam tylko kilka kuropatw obłaskawionych na wabia i parę {{pp|sia|tek}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/837|num=167}}{{pk|sia|tek}}. Mam trochę książek łacińskich i hiszpańskich, jedne historyczne, drugie do nabożeństwa, ale rycerskich baśni nie cierpię; lubię czytać historyę albo powieści, jeżeli w układzie i treści mają coś przyjemnego, ale, mojem zdaniem, mało jeszcze książek podobnych mamy w Hiszpanii. Z sąsiadami żyjemy sobie w zgodzie i często u siebie gościmy i biesiadujemy; nasze potrawy nie są wytworne, ale proste i smaczne; unikamy zbytków, bo się wszelką rozwiązłością brzydzimy. Położyłem sobie za zasadę żyć jak człowiek uczciwy i wspierać ubogich, zamiast na rzeczy zbytkowne dochody obracać; staram się ile możności między sąsiadami zachować zgodę, a w domu porządek, zapobiegając wszelkim kłótniom i niesnaskom.<br>
{{tab}}Sanszo z pilną uwagą przysłuchiwał się mowie szlachcica, a sądząc, że człowiek, tak cnotliwie żyjący, musi być świętym i cuda czynić, zeskoczył prędko z osła i ze łzami w oczach pobiegł objąć go za nogi, a stopy mu całował z takiem uszanowaniem, jak gdyby relikwie.<br>
{{tab}}— Ej, co to ma znaczyć, mój przyjacielu — zapytał szlachcic mocno zdziwiony — za cóż mnie tak w nogi całujesz?<br>
{{tab}}— Ach! pozwól mi, panie — odrzekł Sanszo — całe życie wielbiłem świętych, a nigdy jeszcze żywego świętego nie widziałem.<br>
{{tab}}Sanszo, wielce zadowolony z tego, co {{pp|zro|bił}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/838|num=168}}{{pk|zro|bił}}, spokojnie wsiadł sobie napowrót na burego; Don Kiszot zaś, mimo całej swojej powagi, ledwo się mógł wstrzymać od śmiechu z tej jego prostoduszności.<br>
{{tab}}Wszczynając znów rozmowę, rycerz nasz pytał się Don Diega, czy ma dużo dzieci, czyniąc uwagę, że filozofowie starożytni najwyższe szczęście człowieka zakładali zarówno na darach przyrodzenia i fortuny, jak i na wielkiej liczbie dzieci i przyjaciół.<br>
{{tab}}— Mam tylko jednego syna — odpowiedział Don Diego — a chociażbym wcale dzieci nie miał, nie czułbym się nieszczęśliwszym, nie dlatego, ażeby syn mój miał złe skłonności, ale że nie ma wszystkich tych przymiotów, które w nim widzicćbym pragnął. Chłopak kończy lat osiemnaście, z których sześć przebył w Salamance, ucząc się greki i łaciny. Chciałem, ażeby się dalej w naukach kształcił, ale tak się uparł do poezyi, że zresztą wszystko odrzuca, a mianowicie też teologię i prawo, do których pragnąłem, ażeby się najwięcej przykładał, bo w naszym wieku królowie najwięcej szanują ludzi cnotliwych i uczonych. Ale niema z nim rady; po całych dniach ślęczy nad jednym wierszem Homera lub Marcyala, rozbierając go czy zły, czy dobry; dobaduje się znaczenia jakiego niezrozumiałego wiersza Wergiliusza, słowem, o niczem nie mówi, tylko o tych {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/839|num=169}}poetach: o Horacym, Persyuszu, Juwenalisie i innych starożytnych, dziś tak bardzo wziętych; co do nowożytnych, wcale ich nie ceni. Pomimo tego do nich wstrętu w tej chwili pracuje nad glosą do czterech wierszy, które mu z Salamanki przysłano.<br>
{{tab}}— Zacny panie — odpowie Don Kiszot — dzieci są jakoby cząstką rodziców i czy złe, czy dobre, kochać je trzeba, ale najpierwszym obowiązkiem rodziców jest wychowywać je od samego początku w cnocie, a nadewszystko w zasadach chrześcijańskich, ażeby kiedyś stały się podporą ich starości. Słowem, niczego zaniedbywać nie należy, aby je uczynić doskonałemi we wszystkiem i wykierować na chlubę rodu całego, bo sława ich spływa na ojców. Nie jestem zdania, żeby je przymuszać do jednej bardziej niż do drugiej nauki; można im dawać rady, ale przedewszystkiem zostawiać je trzeba własnemu popędowi, kiedy nauka nie jest im potrzebną do życia. Bo jakkolwiek poezya jest raczej przyjemnem niż użytecznem zajęciem, nie sądzę wszakże, ażeby nią gardzić należało, i człowiekowi uczciwemu nigdy ona wstydu nie przynosi. Poezya, panie, jest jak piękna dziewica, którą inni stroją, bierze ozdoby od wszystkich innych nauk i sama je zdobi, kiedy z niemi przestaje. Dlatego poezya strzedz się powinna poniżenia się wszelkiego: satyra {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/840|num=170}}i teatr łatwo ją upośledzają, bo umysły nizkie i pospolite nie umieją rozeznać prawdziwej piękności. Nie wiem, panie, czy wszyscy jednakowo rozumieją te wyrazy: umysły nizkie i pospolite, ale co do mnie, rozumiem pod nimi każdego nieuka i człowieka ciemnego, do jakiegobądź stanu on należy, i nie wyjmuję od tego ani wielkich panów, ani osób najdostojniejszych, jeżeli umysł mają nieokrzesany. Co do tego zaś, że syn pański nie ceni wcale poezyi nowożytnej, to zdaje mi się, że nie ma w tem zupełnej słuszności, bo Homer i Wergili pisali w ojczystym języku i wszyscy poeci starożytni tak samo czynili; sądzę, że nie byłoby złem, gdyby i dziś wszyscy szli za ich przykładem, bo każdy język ma {{Korekta|swyje|swoje}} piękności, a nie wszędzie ludzie rozumieją po grecku i łacinie. Nie przypuszczam, aby syn pański gardził językiem kastylijskim, ale raczej autorami kastylijskimi, którzy innego języka nie umieją, a i własnym tak nie władają, żeby dobyć zeń wszystkie powaby, którymi się szczycą inne języki. Krótko mówiąc, radzę panu zostawić syna własnemu popędowi; ma widać niepospolite zdolności, kiedy w tym wieku zna doskonale język grecki i łaciński, w którym mieści się wszystko, co tylko jest najpiękniejszego w naukach; jeden mu już krok tylko pozostaje, żeby doszedł doskonałości w naukach wyzwolonych, które nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/841|num=171}}mniej przystoją szlachcicowi, jak tym, co z powołania im się poświęcają. Wpłyń pan tylko na niego, żeby zawsze wybierał przedmioty dobre, żeby zawsze pisał rzeczy uczciwe, żeby w utworach swoich nie szarpał nigdy sławy niczyjej, żeby pisząc ogólnie przeciw wadom i występkom, wystawiał przyjemnie cnotę i gorącą chęć ku niej, a obaczysz pan wtedy, że poezya nie krzywdzi bynajmniej uczciwego człowieka i że syn twój przyniesie zarazem chlubę imieniowi swojemu, będzie w poszanowaniu u dworu i w sercu ludzi.<br>
{{tab}}Don Kiszot skończył mówić, a szlachcic tak się zadziwił, iż nie wiedział już, co myśleć o nim, i zaczynał sobie wyrzucać, że tak krzywdzące tworzył sobie mniemanie. Chciał znów zawiązać rozmowę, ale rycerz nasz, ujrzawszy z daleka powóz z herbami królewskimi i wyobrażając sobie, że nowa się dlań gotuje przygoda, zawołał na Sanszę, żeby mu szyszak podał.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ {{Korekta|XIII|XVII}}.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Który opisuje najwyższy dowód odwagi Don Kiszota i szczęśliwy koniec przygody ze lwami.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Kiedy Don Kiszot taką miał rozprawę, Sanszo tymczasem, znudzony nią i widząc pasterzy pasących barany nieopodal, poszedł do nich po {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/842|num=172}}mleko, kupił sobie kilka serków i zabierał się do zjedzenia ich, gdy w tem usłyszał, że go wołają. Kiedy tak z jednej strony wołania pana, a z drugiej kłopocze go zakupiony towar, którego tracić, zapłaciwszy, nie miał ochoty, nie wiedząc, co robić, czemprędzej wpakował to wszystko w szyszak, który mu wisiał przy kulbace, i wyciągniętym kłusem sunął do Don Kiszota.<br>
{{tab}}— Przyjacielu — rzekł doń nasz rycerz — podaj mi szyszak, znam się na przygodach i widzę, że tejby nie bardzo było bezpiecznie przedsiębrać bez dobrego uzbrojenia.<br>
{{tab}}Szlachcic, słysząc te słowa Don Kiszota, spojrzał na wszystkie strony, a nie widząc nic prócz wozu z chorągiewkami królewskiemu, poczytał go za furgon ze skarbowymi pieniądzmi i powiedział to Don Kiszotowi; ale ten nie łatwo prawdzie wierzył, przypuszczając, że wszystko, co mu się tylko wydarza, musi być ważną bardzo przygodą rycerską, więc odpowiedział:<br>
{{tab}}— Mój zacny panie, człowiek bez uzbrojenia jest już na pół zwyciężony; nic na tem nie stracę, że się mam zawsze na ostrożności, a wiem to z doświadczenia, że widzialni i niewidzialni moi wrogowie ciągle na mnie czatują — i mówiąc to, wziął z rąk Sanszy hełm, nim ten zdążył wyjąć z niego serki, i włożył zaraz na głowę, a serwatka gęstemi kroplami ze {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/843|num=173}}wszystkich stron spływać mu zaczęła na oczy i brodę.<br>
{{tab}}— Co to z tego będzie, Sanszo? — zawołał przerażony — o dla Boga! co się dzieje, coś jakby mi się głowa rozpływała, albo mózg rozmiękał, czy też pocę się cały od stóp do głowy, doprawdy, pocę się okropnie, ale nie ze strachu. Po takiej wróżbie będzie niezawodnie straszna przygoda. Dajże mi się czem obetrzeć — zawołał — bo pot mi całkiem oczy zalewa.<br>
{{tab}}Sanszo dał mu chustkę, ani słowa nie mówiąc, a Bogu w duchu dziękując, że się nie domyśla, co to jest. Don Kiszot obtarł sobie twarz, a zdjąwszy szyszak, żeby głowę obetrzeć i obaczyć, co mu tak niewczesną sprawia ochłodę, spostrzegł w hełmie białą marmoladę, wziął jej kawałek na palec i poniósł do nosa. Jak tylko powąchał, poznał zaraz, że to serwatka, i zawołał:<br>
{{tab}}— Na żywot pani Dulcynei, a ty zdrajco, łakomco, to ty mnie świeże sery będziesz w szyszak składał?<br>
{{tab}}— Panie — odpowie obojętnie Sanszo, nie dając znaku zdziwienia — jeżeli tam sery są, to mi je pan wypuść w dzierżawę, zjem je sobie, albo niech je dyabli zjedzą, co je tam włożyli! A proszę pana a pan mnie posądził; czyż to ja mógłbym takie głupstwo zrobić, skóra mnie jeszcze nie swędzi; na uczciwość, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/844|num=174}}panie, to już i ja muszę mieć czarowników, co mnie prześladują. A dlaczegóż miałbym był wyjątkiem — rzekł — kiedy jestem członkiem rycerstwa błędnego? Jestem pewny, że to on; nakładli panu tego paskudztwa w szyszak, żeby pan się rozgniewał i mnie skórę wytatarował, ale na ten raz nie udało wam się, drwię sobie z waszych figlów, bo mój pan jest dobry, zna wasze złości i wie dobrze, że gdybym je miał: ser i mleko, to wołałbym je włożyć do brzucha, niż do szyszaka.<br>
{{tab}}— Wszystko to być może — rzecze Dor Kiszot — ale trzeba już temu jakiś koniec położyć.<br>
{{tab}}Szlachcic przypatrywał się i przysłuchiwać wszystkiemu pilnie i podziwiał.<br>
{{tab}}Don Kiszot, obtarłszy sobie twarz i brodę włożył szyszak na głowę, miecz przy boki obejrzał, zasadził się na strzemionach i junacko wstrząsając włócznią, zawołał:<br>
{{tab}}— Teraz gotów jestem na wszystko, i samemu szatanowi mogę w oczy zajrzeć.<br>
{{tab}}Tymczasem wóz nadjechał; siedział w nim jeden tylko człowiek, a woźnica na mule. Don Kiszot stanął przed nimi i zawołał:<br>
{{tab}}— Gdzie jedziecie, przyjaciele? co to ze wóz prowadzicie? co w nim jest i co znacz; te chorągiewki?<br>
{{tab}}— Wóz ten do mnie należy — {{pp|odpowie|dział}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/845|num=175}}{{pk|odpowie|dział}} woźnica — dwa lwy są w nim we środku w dwóch klatkach; gubernator Oranu posyła je królowi i dlatego to położono tu herby królewskie.<br>
{{tab}}— A te lwy czy wielkie? — zapytał Don Kiszot.<br>
{{tab}}— O, takie wielkie — odpowiedział towarzysz woźnicy — że podobnych jeszcze nigdy w Hiszpanii nie było. Ja ich dozoruję i widziałem niemało tego w życiu, ale podobnych nigdy; w pierwszej klatce siedzi lew, a w drugiej lwica, głodne są strasznie w tej chwili, bo dzisiaj jeszcze nic nie jadły. Tak więc, panie, nie mamy ci więcej co się spowiadać i jeżeli pozwolisz, pojedziemy dalej.<br>
{{tab}}I woźnica istotnie chciał ruszyć naprzód, gdy Don Kiszot, uśmiechając się trochę, zawołał:<br>
{{tab}}— Lewki! kochane lewki! a to właśnie dla mnie, aha, muszę ja tym panom, co je przysyłają, pokazać, że ja nie taki człowiek, żebym się lwów bał! Zejdź zaraz, człowieku, a kiedy jesteś gubernatorem od tych lwów, otwórz klatki i wypuść je, żebym im tu na polu pokazał, na złość czarownikom, co na mnie je nasyłają, czem jest Don Kiszot z Manszy!<br>
{{tab}}— Aha, aha! — zawołał wtedy szlachcic — teraz już wątpić nie można, rycerzowi czegoś w głowie brakuje.<br>
{{tab}}Sanszo, cały drżący, zbliżył się właśnie w tej chwili do szlachcica i mówił:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/846|num=176}}{{tab}}— Ah, panie! na miłość Boską, nie dajcie mojemu panu bić się ze lwami, przysięgam, że one nas wszystkich rozszarpią!<br>
{{tab}}— Alboż pan twój taki waryat — odpowie szlachcic — żeby się miał bić ze lwami?<br>
{{tab}}— Nie waryat, ale się niczego nie boi — odpowie Sanszo.<br>
{{tab}}— No, no, bądź spokojny, zaręczam ci za niego — rzecze szlachcic — i zbliżając się do Don Kiszota, który gwałtem się domagał, aby klatki otworzono, rzekł mu:<br>
{{tab}}— Mości rycerzu, rycerze błędni nie powinni przedsiębrać takich przygód, w których widocznie zły koniec ich czeka, bo zuchwalstwo jest przymiotem dzikim i nieroztropnym, więcej do szaleństwa niż do prawdziwej waleczności zbliżonym. Zresztą lwy te nie przeciw tobie są wysłane, jest to podarek dla króla i nie godzi się zatrzymywać tych ludzi, na których odpowiedzialność ciąży.<br>
{{tab}}— Mój szlachcicu — ofuknie Don Kiszot — patrz swoich kuropatw i siatek, a do drugich się nie wtrącaj, to moje rzemiosło i wiem lepiej od ciebie, czy lwy te na mnie wysłane, czy nie. I zwracając się nagle do dozorcy lwów:<br>
{{tab}}— Hultaju! — zawołał — jak Bóg na niebie, jeżeli mi klatek natychmiast nie otworzysz, to cię tą lancą do wozu przygwożdżę!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/847|num=177}}{{tab}}— Ah! panie — prosił się woźnica — na miłość Boską, pozwól mi muły wyprządz i uciec z nimi, nim się lwom otworzy, bo jakby mi się rzuciły na nie, to jabym biedak musiał z torbami pójść; Bóg mi świadkiem, że ten wóz i muły, to mój cały majątek.<br>
{{tab}}— Nędzniku! — odpowie Don Kiszot — kiedy nie masz wiary, to złaź i umykaj, kiedy chcesz, ale obaczysz zaraz, że nie miałeś się czego bać.<br>
{{tab}}Uradowany woźnica zeskoczył co żywo na ziemię i odprzągł muły. Dozorca lwów głośno w tej chwili przemówił:<br>
{{tab}}— Panowie, biorę was za świadków, że przeciwko woli mojej i gwałtem zmuszony jestem lwy wypuścić, i przestrzegam tego pana raz jeszcze, że wielkie stąd wyniknąć może nieszczęście, i że ja na stratę kosztów jestem narażony; przestrzegam również panów, abyście się schronili, nim klatki otworzę, bo mnie lwy nic nie zrobią.<br>
{{tab}}Szlachcic jeszcze raz próbował odwieść Don Kiszota od tak dziwnego zamiaru, mówiąc mu, że Pana Boga się obraża, narażając się na tak wyraźne niebezpieczeństwo; ale Don Kiszot mu odpowiedział, że wie, co robi.<br>
{{tab}}— Strzeż się, rycerzu, bo chyba nie wiesz — rzecze mu szlachcic.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/848|num=178}}{{tab}}— A kiedy ci, mój panie, tak niebezpieczno — odpowie Don Kiszot — to się stad wynoś.<br>
{{tab}}Sanszo widząc, że rady szlachcica nic nie skutkują, chciał sam spróbować, czy nie potrafi odwieść pana, i ze łzami w oczach błagał go, żeby zaniechał tego zamiaru, mówiąc mu, że przygody z wiatrakami i z foluszami i wszelkie inne, jakie miał w życiu, w porównaniu z ta były igraszką tylko.<br>
{{tab}}— Pamiętajcie, panie, że tu niema ani czarów ani nic podobnego; mój najdroższy panie, tylko łapę jednego z tych lwów widziałem z za kraty, a po samych pazurach jestem przekonany, że lew ten musi być większy od słonia.<br>
{{tab}}— O! ze strachu to go już zrobisz takim jak góra — rzecze Don Kiszot — idź sobie precz, mój Sanszo, i nie psuj próżno gęby pamiętaj tylko, że gdybym tu życie położył dopełnić powinieneś, czegoś się zobowiązał pójdziesz do Dulcynei, więcej ci nic nie mówię — i mówił jeszcze dość długo, dając poznać aż nadto, że nic go od zamiaru odwieść nic jest w stanie.<br>
{{tab}}Szlachcic próbował jeszcze, czy nie przekona Don Kiszota; ale widząc, że wszelkie usiłowania są nadaremne, oddalił się razem z Sanszem i woźnicą, którzy i piętą i głosem popędzali wierzchowców co siły; Don Kiszot tymczasem wygrażał dozorcy lwów, nie odstępując od swego.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/849|num=179}}{{tab}}Biedny Sanszo płakał z rozpaczy, utyskiwa, nad losem pana, którego śmierć w lwich szponach widział niezawodną; przeklinał godzinę, w której wszedł do służby takiego waryata, a opłakując i czas i nagrody stracone, coraz mocniej poganiał burego; mianowicie, jak tylko obejrzał się za siebie i wóz zobaczył, to go tak straszna drżączka porywała i tak się kręcił na kulbace, podżegając osła do biegu, że zaledwie mógł się na niej utrzymać. Dozorca lwów widząc, że się już kawał oddalili, prosił znów Don Kiszota, żeby go nie zmuszał do wypuszczania tak niebezpiecznych zwierząt, ale rycerz nasz tylko się uśmiechnął i kazał mu się śpieszyć.<br>
{{tab}}Kiedy dozorca ze wstrętem i powoli otwiera klatki, Don Kiszotowi przyszło na myśl, czyby nie lepiej tę walkę odbyć pieszo, niż na koniu, i zważywszy, że Rosynant przelęknąć się może dzikich tych zwierząt, zeskakuje prędko na ziemię, zastawia się tarczą, dobywa miecz i staje śmiało wprost wozu, oddając się Bogu i pani Dulcynei w opiekę.<br>
{{tab}}W tem miejscu autor historyi nie może się powstrzymać od wykrzyku uwielbienia: O dzielny, o waleczny Don Kiszocie! — powiada — chwało i zaszczycie Manszy! wzorze najodważniejszych rycerzy błędnych! Jakiemiż słowy opowiem czyn tak zadziwiający, jakże potrafię {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/850|num=180}}potomnym wiekom dać uwierzyć w rzecz tak do wiaty niepodobną i gdzież znajdę pochwały na uwielbienie twojej odwagi? Ty sam jeden pieszo ze słabym mieczem w ręku, lichą zasłonięty tarczą, urągasz dwom lwom olbrzymim, najstraszniejszym, na jakie kiedybądź zdobyły się bory Afryki i pustynie Libii! Własne twe czyny niech będą twoją pochwałą, bohaterze nieporównany! i niech mi posłużą za rękojmię względem potomności tych cudów niesłychanych, o których mam jeszcze rozpowiadać w ciągu tej prawdziwej historyi!<br>
{{tab}}Dozorca lwów widząc, że niema rady, a nie chcąc ściągnąć na siebie gniewu Don Kiszota, który w tak groźnej stanął postawie, otworzył na rozcież klatkę, w której ukazał się lew niezmiernej wielkości, miotający strasznym i dzikim wzrokiem. Przedewszystkiem zwierz ten przewrócił się z jednego boku na drugi, potem zaczął się przeciągać, wyprężając łapy i wyciągając pazury; później, roztworzywszy paszczę, ziewnął sobie serdecznie i oblizał się półłokciowym językiem; po tak miłych preludyach wysadził całą głowę z klatki i ognistemi ślepiami dumnie spojrzał wokoło. Don Kiszot przypatrywał mu się pilnie i ciągle czekał nań śmiało, pałając chęcią walki i pewnym będąc, że go za pierwszym ruchem w kawał rozsieka; ale lew roztropniejszy od naszego bohatera, a może też gardząc nim, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/851|num=181}}popatrzywszy się na wszystkie strony, spokojnie położył się napowrót i tyłem się do niego odwrócił. Widząc to, Don Kiszot kazał dozorcy, żeby go kijem drażnił i koniecznie z klatki wyprowadził.<br>
{{tab}}— O, co tego, to za żadne skarby nie zrobię — odpowiedział dozorca — pierwszegoby mnie pożarł, gdybym go rozjuszył; ma teraz wolność, może wyjść, więcej pan odemnie nie żądaj; a powiem panu prawdę, że kiedy teraz nie wyszedł, to i cały dzień nie wyjdzie. Ależ, panie, czyż tego wam jeszcze nie dosyć, czyż aż nadto nie okazaliście odwagi? dziesięciu rycerzy tegoby nie dokazało. Czekałeś pan na niego, urągałeś mu, czegóż chcieć więcej, a toć już jest zwyciężony, a przy was zwycięstwo!<br>
{{tab}}— Masz słuszność — rzekł Don Kiszot — zamknij klatkę, mój przyjacielu, i daj mi świadectwo formalne o tem, coś widział, to jest, żeś wypuścił lwa, żem ja czekał na niego, a on wyjść nie chciał. Zrobiłem wszystko, co należało do mnie, więcej się nie obowiązywałem, drwię sobie z czarów i czarowników! niech żyje prawdziwe rycerstwo! możesz więc klatkę zamknąć, a ja pójdę po tych tchórzów naszych, żeby, się z twoich ust prawdy dowiedzieli.<br>
{{tab}}Dozorca zamknął klatkę, a Don Kiszot założywszy chustkę na włócznię, podniósł ją w górę, kiwając na uciekających, żeby wrócili. Sanszo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/852|num=182}}pędził jeszcze cwałem jak i jego towarzysze; ale oglądając się od czasu do czasu, spostrzegł sygnał i zawołał zaraz: Niech wiszę! pan mój musiał pozabijać te potwory, bo oto nas woła.<br>
{{tab}}Na krzyk ten mulnik się zatrzymał, a szlachcic, który się wysunął naprzód, bo najlepszego miał wierzchowca, zawrócił, a kiedy poznali, że Don Kiszot daje im znaki, nieco ze strachu ochłonęli. Kłusem więc biegli napowrót i jadać słyszeli głos Don Kiszota. wołającego.<br>
{{tab}}— Bracie — mówił Don Kiszot do mulnika — zaprzęgaj muły i jedź sobie z Bogiem, a ty, Sanszo, daj dwie sztuki złota tym ludziom za to, że dla mojej miłości w drodze się zatrzymali.<br>
{{tab}}— Z całego serca, z całego serca, dam i więcej — rzecze Sanszo, dobywając kieski — ale cóż się stało z lwami, — pytał — żyją, czy nie żyją?<br>
{{tab}}Dozorca rozpowiedział wtedy rzecz całą, przesadzając jak mógł odwagę Don Kiszota i {{Korekta|tchórzowstwo|tchórzostwo}} lwa przypisując przestrachowi jakego doznał.<br>
{{tab}}— A co, Sanszo, cóż ty na to? — rzecze Don Kiszot, obracając się ku niemu — a co? czy wytrzymają czarownicy przeciw waleczności? mogą mi odjąć zwycięstwo, ale cała ich potęga nie odejmie mi odwagi.<br>
{{tab}}Woźnica zaprzągł muły i pojechał z dozorcą, który zaręczał Don Kiszotowi, że wszędzie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/853|num=183}}rozpowie czyn jego niesłychany, a jak na dwór przybędzie, królowi samemu o tem doniesie.<br>
{{tab}}— Jeżeli jego królewska mość zapyta się przypadkiem, kto jest ten waleczny, powiedz mu tylko, że Rycerz Lwi, bo od tej chwili nosić będę to miano, a porzucam dawniejsze Rycerza Posępnego Oblicza, stosownie do zwyczaju dawniejszych rycerzów, którzy zmieniali nazwiska, kiedy im się podobało.<br>
{{tab}}Rozjechali się nareszcie, a Don Kiszot, Sanszo i Don Diego de Miranda pojechali dalej razem. W ciągu tego czasu Don Diego ciągle miał zwróconą uwagę na naszego rycerza i w najwyższem zostając podziwieniu, nie wiedział, jakie powziąć {{Korekta|mniemianie|mniemanie}} o Don Kiszocie, w którym znalazł naraz tyle zdrowego rozsądku, ile dziwactwa. A ponieważ nie czytał jeszcze pierwszej części historyi bohatera, nie mógł tego zrozumieć, jak człowiek, który w tak piękny i pełen rozumu wyrażał się sposób, mógł podobne popełniać niedorzeczności. Don Kiszot przerwał mu jego dumanie, mówiąc:<br>
{{tab}}— Nie wątpię, zacny mój panie, że dotąd musiałeś mnie brać za jakiegoś śmiałka niespełna rozumu, bo widząc moje czyny, niepodobna jest prawie, innego o mnie powziąć wyobrażenia; jednakże nie czuje się w obowiązku uwiadomić cię, panie, że nie jestem takim szaleńcem, za jakiego mnie mogłeś uważać; jeden okazuje {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/854|num=184}}swą śmiałość i siłę wobec swojego monarchy, uderzając na zuchwałe byki, i silnym razem dzirytu powala je o ziemię; drugi zyskuje sławę w igrzyskach turniejowych, zwalając z koni przeciwników, inny przy damach układnością się odznacza, czy to na balu, czy w gonitwach do pierścienia — słowem, rycerze, co powinni być ozdobą dworu książąt, dobrze czynią, ciągle temi zabawy w rzemiośle swojem ćwicząc się i wprawiając; ale rycerz błędny szuka sławy rzeczywistszej w puszczach, lasach i górach. Rycerz błędny, powiadam, równie dobrze czyni, wspomagając biedną wdowę uciśnioną w wiosce swojej, jak układny kawaler dworski wyprawiając damom festyny w mieście. Nie jednakowe, mości Diego, rycerzów jest powołanie: mnie los uczynił rycerzem błędnym, powinienem więc godnie odpowiedzieć swoim obowiązkom. Dlatego to, mości Diego, musiałem stawić czoło tym lwom, chociaż wiedziałem, że to jest zuchwalstwem, ale wolę, żeby mnie oskarżono, że za daleko posuwam dbałość o sławę rycerską, niż żeby mówiono, że ją zaniedbuję. Słysząc, co o innych mówią, wolę, że o mnie to tylko powiedzieć będą mogli, iż jestem odważnym aż do zuchwałości.<br>
{{tab}}— Doprawdy, mości rycerzu — rzecze Don Diego — wszystko, co mówisz i robisz, jest godnem uwielbienia i jestem pewien, że {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/855|num=185}}<section begin="17" />gdyby ustawy błędnego rycerstwa zaginęły, tybyś je sam wnet przywrócił, bo znasz je lepiej niż wszyscy razem rycerze błędni. Ale już się późno robi, przyśpieszmy kroku, żeby wcześniej stanąć w domu, gdzie korzystać będę z czasu, który mi raczysz poświęcić.<br>
{{tab}}— Poczytuję sobie za zaszczyt uprzejmość twoją — mości Diego — rzekł Don Kiszot. I popędzili żwawiej, a około godziny drugiej stanęli w domu Don Diega.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section end="17" />
<section begin="K6" />{{c|'''Księga szósta.'''|w=160%|po=20px}}<section end="K6" />
<section begin="X" />{{c|ROZDZIAŁ XVIII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym mowa o tem, co się Don Kiszotowi w domu Don Diega przytrafiło.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Don Kiszot wchodząc do domu Don Diega, spostrzegł na podwórzu mnóstwo beczek, w Toboso wyrabianych. To mu przypomniało zaczarowaną jego damę; zaczął więc wzdychać nie zważając, że go kto słyszeć może. O nieporównana Dulcyneo! — zawołał — kiedyż się skończy twoje prześladowanie? — W tej chwili nadszedł syn Don Diega, trzymając za rękę seniorę Krystynę, matkę swoją, która wyszła powitać męża. Don Kiszot, jak ją tylko zobaczył,<section end="X" /> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/856|num=186}}rzucił się na kolana i powitawszy ze zwykłą układnością, prosił ją grzecznie o rękę do ucałowania.<br>
{{tab}}— Żona moja — rzekł Don Diego — to jest jegomość pan Don Kiszot z Manszy, najgrzeczniejszy i najwaleczniejszy rycerz błędny w świecie, zasługujący na najuprzejmiejsze przyjęcie i uszanowanie.<br>
{{tab}}Seniora Krystyna wielu grzecznościami odpowiedziała rycerzowi a on jej znów z dworskością je powrócił, poczem powitał syna, a obadwaj wiele komplementów {{Korekta|szbie|sobie}} naprawili.<br>
{{tab}}Później poprowadzono Don Kiszota do sali, gdzie go Sanszo ze zbroi rozdziewał; został tedy w spodniach walenckich, kaftanie łosiowym, grubo zatłuszczonym od starego pancerza z kołnierzem parcianym, w butach maurytańskich nieźle wyglansowanych, a jako największą ozdobę miał na sobie szeroki pas ze skóry wilka morskiego, u którego wisiał miecz doświadczony, a na plecach króciutki płaszczyk z wielkiego pół-sukienka. Przedewszystkiem umył sobie twarz i głowę, kilka kubłów wody na to spotrzebowawszy, a i tak jeszcze z trudnością rozplatał włosy, pozlepiane serem i mlekiem, które na nich obeschły. Gdy Don Kiszot przebierał się, Don Lorenco, syn Don Diega, rzekł do swojego ojca:<br>
{{tab}}— Co to za jeden ten szlachcic, ojcze, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/857|num=187}}któregoś nam przyprowadził? Dziwimy się niezmiernie z matką jego podstawie, obejściu i nazwisku, a więcej jeszcze temu, coś nam powiedział, że jest rycerzem błędnym.<br>
{{tab}}— Doprawdy, synu, nie wiem, co ci mam odpowiedzieć — rzecze Don Diego — jest to człowiek, który mówi bardzo do rzeczy, a robi nie do rzeczy i największe głupstwa popełnia; a że jestem świadkiem ich obydwóch, nie mogę go dobrze wymiarkować, lubo więcej zdaje mi się waryatem niż rozumnym; ale rozmów się sam z nim, a powiesz mi swoje zdanie.<br>
{{tab}}Don Lorenco poszedł zaraz do Don Kiszota i zastał go wychodzącym z sali w opisanem przez nas ubraniu. Gdy rozmawiał o tem i owem, Don Kiszot odezwał się:<br>
{{tab}}— Cieszę się, panie, że jesteś godnym synem pana Don Diega, powiadał mi, że masz, wiele dowcipu, a nadewszystko, że jesteś wielkim poetą.<br>
{{tab}}— Poetą, być może — odpowie Don Lorenco — ale do wielkiego poety bardzo mi daleko. Lubię czytać poezyę, lubię ją potrosze uprawiać, ale nic więcej, i ojciec mój, panie, mówiąc to, żartował sobie ze mnie.<br>
{{tab}}— Widząc taką skromność — odpowie Don Kiszot — jeszcze wyższego o panu nabieram rozumienia, bo rzadko o poetę, któryby nie był zarozumiały i nie miał się za najpierwszego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/858|num=188}}w swojej sztuce; ale powiedz mi pan, proszę co to za wiersze przysłano ci do wykładu o których mi ojciec mówił, że ci nieco trudność; sprawiają. Jeżeli to glosa, to ja się znam na tem trochę i radbym usłyszeć owe wiersze, jeżeli mi je przeczytać raczysz.<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, panie — rzecze Lorence — żeś musiał odbywać nauki, powiedz mi przeto z łaski swojej, do jakiej przykładaliście się szczególniej.<br>
{{tab}}— Do nauki rycerstwa błędnego — odpowie Don Kiszot — która więcej warta niż poezya, choćby ją kto w najwyższym stopniu posiadał.<br>
{{tab}}— Przyznam wam się — rzecze Lorenco — że nie znam wcale tej nauki i nigdym o niej nie słyszał.<br>
{{tab}}— Jest to nauka — odpowie Don Kiszot — obejmująca w sobie wszystkie nauki, jakie są w świecie; kto się jej poświęca, musi być prawnikiem i znać zasady sprawiedliwości dystrybucyjnej i komentacyjnej, aby każdemu oddać, co mu się należy; musi być teologiem, aby umieć zdać sprawę z wiary swojej, kiedy go o to zaczepią; musi się znać na medycynie i własnościach ziół, bo w górach, lasach i pustyniach nie znajdzie ludzi, coby mu rany opatrywali. Jeżeli nie jest biegłym w astrologii i nie zna się na gwiazdach, jakże się dowie w nocy, która jest godzina, w jakiej części {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/859|num=189}}świata się znajduje i w jakim klimacie? Jeżeli nieświadom jest matematyki i fortyfikacyi, nie zna rzeczy najpotrzebniejszych w jego powołaniu, słowem, musi posiadać wszystkie cnoty teologiczne i kardynalne, a idąc do dalszych szczegółów, musi umieć konia okuć, siodło i uzdę naprawić, pływać, skakać, dobrze konia zażywać, tańczyć, bronią robić, zgoła umieć to wszystko, co zacnemu kawalerowi przystoi i przyjemnym go czyni. Przedewszystkiem musi być wiernym Bogu i damie swojej, nieskazitelnie czystym w myślach, uczciwym w słowach, hojnym, wspaniałomyślnym, mężnym, niezmordowanym w pracach, wytrwałym w przeciwnościach, zawsze litościwym i gotowym, do usługi drugim, a prawdę utrzymującym wszędzie i zawsze, choćby ze stratą życia własnego. Te są, mości Lorenco, przymioty niezbędne dla każdego rycerza błędnego, zważ więc teraz, co to za wielka nauka i czy która inna może się z nią równać.<br>
{{tab}}— Jeżeli tak jest, panie — rzecze Lorenco — to zapewne nauka ta nieskończenie inne przewyższa.<br>
{{tab}}— Jakto! jeżeli tak jest? — wykrzyknie Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Chcę przez to wyrazić — odrzecze Lorenco — iż trudno mi wierzyć, aby kiedykolwiekbądż byli na świecie, a tembardziej teraz, rycerze tak doskonali.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/860|num=190}}{{tab}}— Otóż to właśnie — zawoła Don Kiszot — tak mówią prawie wszyscy ladzie i widzę że cudu chyba potrzeba, ażeby ich przekonać, że byli rycerzy błędni i że są jeszcze. Nie będę teraz czasu tracił, ażeby cię z błędu, który z tylu innymi podzielasz, wyprowadzać, ale to mogę ci uczynić, iż do nieba gorąco modlić się będę, aby cię oświeciło i dało poznać, jak potrzebnymi w wiekach dawnych byli rycerze i jakby użytecznymi dziś jeszcze byli. Ale dziś za grzechy świata górują w tryumfie miękkość, próżnowanie, lenistwo i wiele innych występków.<br>
{{tab}}Gdy Don Kiszot tak perorował. Don Lorenco badał go pilnie i doszedł do tego przekonania, że prócz bzika zabawnego, który cierpi do błędnego rycerstwa, jest to zresztą człowiek wcale rozumny — i przyzwoity. Poproszono ich na obiad. Don Diego, wziąwszy syna na stronę, pytał go, co myśli o naszym rycerzu.<br>
{{tab}}— Widzę — odpowiedział — że wszyscy lekarze na świecie nie potrafiliby go uzdrowić; jest on bez ratunku, jest waryatem, ale nader przyjemnym i miewa chwile bardzo zdrowe.<br>
{{tab}}Zasiedli do stołu i smacznie obiadowali Don Kiszot niezmiernie sobie podobał i nachwalić się nie mógł tej ciszy i spokojności w całym domu panującej, którą sam w sobie porównywał do klasztornej. Jak tylko od stołu wstali, Don Kiszot usilnie prosił Don Lorenca, ażeby mu pokazał wiersze, o których mu mówił.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/861|num=191}}{{tab}}— Nie należę ja do liczby tych, panie — rzecze Lorenco — co lubią się z utworami swymi popisywać, a udają skromnych i wzdragają się, ażeby ich więcej proszono i nalegano. Chętnie panu przeczytam glosę moją, która napisałem raczej dla wprawy niż dla jakiegobądź zaszczytu, zobowiążesz mnie pan, gdy powiesz swe zdanie bez żadnej ogródki.<br>
{{tab}}— Jeden z przyjaciół moich, człowiek bardzo rozumny — rzecze Don Kiszot — mówił mi kiedyś, że nikomuby nie radził pisać glos, bo to rodzaj trudny, przykry i niewdzięczny; nigdy glosa dokładnie z tekstem się nie zgadza, odbiega często od przedmiotu, a prawidła jej tak są surowe, że nie dozwalają ani zapytań, ani zmiany treści, ani tysiąca rzeczy, dozwolonych w innej poezyi.<br>
{{tab}}— Doprawdy, mości Don Kiszocie — odpowie Don Lorenco — dowiaduję się od ciebie wielu rzeczy, które mało komu są znane, wyznaję, żem się tego nie spodziewał, myślałem, że znajdę słabą twoją stronę; zawsze mi się wymykasz wtedy właśnie, kiedym cię najmocniej podchwycić pragnął.<br>
{{tab}}— Jakto wymykam się? nie rozumiem tego — zagadnie Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Później się lepiej wytłómaczę — rzecze Lorenco — teraz posłuchaj mojej glosy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/862|num=192}}<poem>{{f|w=90%|Gdy, co było, znów powróci,
Wtedy zrzeknę się nadziei,
Albo, że czas już nadchodzi
Tego, co się potem stanie.}}</poem>
{{tab}}A to jest glosa, którą napisałem:<br>
<poem>{{f|w=90%|Gdy wszystko mija na świecie,
Minął czas, gdy los łaskawy
Słał mi darów twoich kwiecie;
Zwiądł zielony liść mej sławy,
W sercu goszczą smutku mary.
Gdy los koło swe odwróci,
Dusza moja się zasmuci,
Lecz odżyję wnet z zapałem,
Po stuleciu nawet całem,
Gdy, co było, znów powróci.
Nie pragnę sławy, uciechy,
Ani tryumfu innego,
Niech mi tylko los pociechy
Nie odbiera i snu tego,
Strojnego w złote uśmiechy!
Jeśli więc fortuny wola
Da mi dożyć tej kolei,
Wtedy zgaśnie ogień duszy,
Gorejący śród katuszy,
Wtedy zrzeknę się nadziei.
Niepodobieństw żądam tyle!
Bo czas nigdy nie powrócił
Ani jedną szczęścia chwilę,
Którą już pierwiej zarzucił
W ciemnej przeszłości mogile;
Czas, jak ptak, skrzydła rozwodzi,
On skrzydlaty już się rodzi,
I ten w sądzie prawdę minął,
Kto myśli, że czas upłynął,
Albo że czas już nadchodzi.|po=20px}}</poem> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/863|num=193}}<poem>{{f|w=90%|Tak żyć pośród niepokoju,
Między nadzieją i trwogą,
To lepiej poledz w tym boju,
Marząc duszy przyszłość błogą,
Śród krwi płynącego zdroju.
Kto raz skona, już nie wstanie,
Więc zakończyć pragnę życie,
Lecz obawa mnie wstrzymuje
Że mój duch nie przewiduje
Tego co się potem stanie.}}</poem>
{{tab}}Gdy Don Lorenco skończył czytać glosę, Don Kiszot zerwał się żywo na nogi i ściskając go za rękę, zawołał z uniesieniem:<br>
{{tab}}— Ah, panie! na Boga ci przysięgam, że jesteś najlepszym poetą, jakich tylko znałem, godzien jesteś wieńca nietylko w Cyprze i Gaecie, jak mówi poeta, ale we wszystkich akademiach ateńskich, gdyby jeszcze istniały, i w najpierwszych dzisiejszych, w paryzkiej, bolońskiej i salamanckiej. Niechaj Febus strzałami swymi przeszyje sędziów, co ci pierwszego wieńca odmówią! Niechaj Muzy na zawsze o nich zapomną!<br>
{{tab}}Don Kiszot prosił jeszcze Lorenca, ażeby mu przeczytał jaki swój utwór, więc poeta nie dał się długo prosić, tak go cieszyły pochwały, chociaż to były pochwały waryata.<br>
{{tab}}Rycerz nas przez cztery dni gościł u Don Diega, ciągle z wielką podejmowany uprzejmością; żegnając się, nie miał dość słów na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/864|num=194}}podziękowanie za tyle grzeczności, zaręczał, że nie prędko radby dom ten opuścić, gdyby rycerzowi błędnemu przystało tak oddawać się przyjemnościom, oświadczył, że jedzie szukać przygód w tych stronach dla włożenia sobie ręki przed rycerskiemi igrzyskami w Saragosie i że ma zamiar zacząć od jaskini Montesinos, o której tyle cudów rozprawiają, i chce zobaczyć, gdzie bierze początek owe siedm jezior, zwanych niegdyś Ruidera. Don Diego razem z synem pochwalili ten zamiar, ofiarując mu wszelkie usługi w dowód poszanowania jego waleczności i zawodu, poczem uściskali się i rozstali.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XIX.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Który opisuje przygodę zakochanego pasterza i wiele innych rzeczy.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Ujechawszy kawałek drogi od domu Don Diega, Don Kiszot spotkał czterech ludzi na osłach, z których dwóch zdawało się studentami, a dwóch innych wieśniakami. Jeden z dwóch pierwszych miał przy sobie tłómoczek z ubraniem zapewne, a drugi przed sobą dwa florety i parę kamaszy; wieśniacy zaś wieźli do wsi żywność którą widocznie zakupili w mieście. Ludzie ci, również jak i wszyscy, co pierwszy raz widzieli Don Kiszota, zdumieli się na widok tej dziwacznej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/865|num=195}}figury i niecierpliwie dowiedzieć się pragnęli, co on jest za jeden. Rycerz ich pozdrowił, a dowiedziawszy się, że jadą w te same strony, oświadczył im, że byłoby mu bardzo przyjemnie razem podróżować, i prosił przytem, aby zwolnili nieco kroku, gdyż koń jego nie mógł za osłami wydążyć. Opowiedział im pokrótce, że jest rycerzem błędnym, że po całym świecie szuka przygód, że w kraju swoim nazywał się Don Kiszotem z Manszy, a od niedawna przezwał się rycerzem Lwim.<br>
{{tab}}Chłopi słuchali tego wszystkiego, jak niemieckiego kazania, ale studenci, rozumiejąc więcej, poznali, że pan rycerz ma ćwieczka w głowie; mimo to nie przestali mu świadczyć uszanowania i czci, może dla wieku jego i postawy dumnej a skromnej.<br>
{{tab}}— Mości rycerzu — odezwał się jeden z nich — jeżeli nie masz w swej podróży celu stałego, zechciej jechać z nami na wesele, któremu równego we wspaniałości zapewne nigdy nie widziała Mansza.<br>
{{tab}}— A cóż to, czy książę jaki się żeni, że takiego wesela się spodziewacie?<br>
{{tab}}— Bynajmniej — odpowiedział student — jest to wesele najbogatszego w całej okolicy wieśniaka i wieśniaczki, pięknej jak mało; odbędzie się we wsi. gdzie mieszka narzeczona, którą zowią piękną Kwiteryą. Pan młody nazywa {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/866|num=196}}się Ganiasz, bogaty, ma lat około dwudziestu dwóch, ona zaś najwyżej ośmnaście. Słowem, pasują do siebie, jak ulał, chociaż powiadają, że ród Kwiteryi jest daleko starszy od rodu Gamasza, ale ktoby tam na to uważał, pieniądze wszystkiemu poradzą. Ganiasz jest chłopak dzielny i hojny, chce mieć wesele sute i cała łąkę, na której odprawiać się będzie, postanowił pokryć szałasem, ażeby słońce nie dochodziło. Będą tam wszystkie zabawy, będą grać w balona, biegać do mety, tańczyć z kastanietami i bębnami, bo w tej wsi są doskonali tancerze. Będzie ochoty po uszy, ale najdziwniejsze rzeczy to pewno będzie wyrabiał Bazyli.<br>
{{tab}}— Cóż to za Bazyli? — zapytał Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Bazyli — odpowiedział student — jest to pasterz z tej samej wsi, co Kwiterya, sąsiadujący z jej ojcem. Kochali się od małego, a jak podrośli, ojciec Kwiteryi dał mu małą odprawę, bo nie był dość bogaty i postanowił wydać córkę. za Gamasza, który jest daleko majętniejszy, ale zresztą ani się umywał do tamtego, bo Bazyli to najpiękniejszy i najdowcipniejszy chłopak z całej okolicy. Przesadza wszystkich w gonitwach, w szermierkach, w rzucaniu do celu i wszelkich innych zabawach; gra cudownie na gitarze, śpiewa i tańczy tak samo, a bronią robi jak pierwszy fechmistrz.<br>
{{tab}}— Gdyby ten jeden tylko posiadał przymiot {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/867|num=197}}— rzecze Don Kiszot — już byłby godzien zostać mężem nietylko pięknej Kwiteryi. ale nawet królowej Genevry, pomimo gniewu Lancelota i wszystkich, coby mu się sprzeciwiali.<br>
{{tab}}— Jakem poczciw i ja jestem tego zdania — odezwie się Sanszo, który dotąd nic nie mówił — i moja żona jest tego zdania, ażeby równy brał sobie równą, bo to przysłowie mówi: wilk z wilczycą, kozioł z koźlicą, to się ma znaczyć, że mój przyjaciel Bazyli, bo go już kocham, ożeni się z piękną Kwiteryą. Niech im Bóg błogosławi w najdłuższe lata, a gniew swój spuści na tych, co kochankom żenić się wzbraniają!<br>
{{tab}}— Gdyby tylko ci, co się kochają, mieli się żenić — rzecze Don Kiszot — to w cóżby poszła władza i powaga ojców? Dziwneby to było, gdyby dzieci według swego widzimisię małżonków sobie wybierały; nierazby wtedy córka szła za sługę ojca, albo za pierwszego lepszego oszusta i łotrzyka, coby jej wpadł w oko, bo miłość łatwo zaślepia i nie zostawia człowiekowi dosyć rozumu na wybór rozsądny. A rozumiesz przecież, mój poczciwy Sanszo, że w żadnej przygodzie życia rozum nie jest tyle potrzebny, jak kiedy idzie o małżeństwo, bo żona to nie towar, który zbyć można kiedy się podoba, to towarzyszka całego życia, wspólniczka {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/868|num=198}}całej doli, cząsteczka nierozłącznie związana z całą istotą żywota, węzeł gordyjski, którego nic nie rozetnie, chyba dopiero nóż twardy Parki. Powiedziałbym ci, moje dziecko, więcej w tym przedmiocie, ale pan licencyat pewno ma nam więcej jeszcze co do powiedzenia o Bazylim.<br>
{{tab}}— Tyle tylko mogę jeszcze powiedzieć w tym {{Korekta|zględzie|względzie}} — odezwie się bakałarz (używając wyrażenia grzecznego, jak Don Kiszot) — że Bazyli, jak tylko się dowiedział, że Kwiterya idzie za Gamasza, wpadł w tak wielką melancholię, że prawie zupełnie rozum postradał. Od tego czasu nie śmieje się nigdy, mówi od rzeczy, ani je, ani pije, tylko same owoce i wodę czystą, a jeżeli zaśnie, co bardzo rzadko się zdarza, to zawsze pod gołem niebem, wśród pól, na twardej ziemi, jak zwierz dziki. Często wznosi oczy do nieba, a potem w ziemię je wlepia tak nieruchomo, jak gdyby był z kamienia. Koniec końców, biedny chłopak w tak strasznym jest stanie, że wszyscy, co go znamy, pewni prawie jesteśmy, że padnie trupem na miejscu, gdy Kwiterya odda rękę Gamaszowi.<br>
{{tab}}— Bóg tego nie dopuści — odezwie się Sanszo — bo gdy złe jakie dopuszcza, to zaraz daje i ulżenie na utrapienie. Któż wie, co się jeszcze stać może? Zaprawdę, nikt nie zgadnie, co przypadnie. Niemało jeszcze godzin mamy od dziś do jutra, sporo wody upłynie, a dość {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/869|num=199}}jednej chwili na obalenie domu, który lat wiele budowano komu. Ileż to razy i deszcz pada i słońce świeci razem! Dziś legniesz na noc zdrowy, a jutro trup z ciebie gotowy. I któż się pochwali, że choć jeden gwoździk wbił w koło fortuny? jak się znajdzie, dam kruka białego. Między kobiece tak a nie nie podjąłbyś się wścibić koniuszczka igły najcieńszej. Nakoniec niechże mi kto poradzi, ażeby się Kwiterya całem sercem w Bazylim zakochała. Dam mu cały worek błogosławieństwa, bo to słyszałem ja nieraz, że miłość patrzy przez takie okulary, co miedź na złoto, a orzechy na perły zamieniają.<br>
{{tab}}— Gdzieżeś ty się zapędził, Sanszo — przerwie mu Don Kiszot — przeklęcie długi masz ozór; jak zaczniesz klepać jedne za drugiemi te przysłowia i gadki, toby cię już i papież nie wstrzymał, a bodaj cię już raz wyklął; powiedzże mi, ośle, co to jest koło fortuny i te inne rzeczy, coś je tu ponabijał, że koniecznie wyrywasz się o nich ze swojem zdaniem?<br>
{{tab}}— Gdyby mnie nie rozumiano, wielmożny panie, nicby nie było dziwnego, ażebym wtedy uchodził za głupca, ale mniejsza o to, Pan Bóg mnie rozumie i ja siebie rozumiem i wiem, żem nic złego nie powiedział, ale wasza wielmożność lubi mnie zawsze przeładować i słowa moje i uczynki okręcać<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/870|num=200}}{{tab}}— Powiedzże prześladować, przekręcać, gamoniu nieznośny rozbójniku porządnej mowy — zawoła Don Kiszot — a bodaj ci się język na całe życie skręcił!<br>
{{tab}}— Eh, do stu piorunów! czego pan chce odemnie, czego mi pan tak złorzeczy? przecież pan wie, że mnie nie wybuchali przy dworze, ani filozofią nie karmili, żebym tam wiedział, jak gadać. Któż, u dyabła, wyuczy ludzi z Sanjago tak samo gadać, jak elegantów z Toledo, a zresztą, dalipan, i w Toledo nie mało takich co gadają, jak ich Pan Bóg nauczył.<br>
{{tab}}— Ma cokolwiek słuszności — rzecze uczony bakałarz — ludzie pracujący w garbarniach, co się krokiem nie ruszają z Ocodover, nie mogą tak czysto mówić, jak ci, co po całych dniach przechadzają się po wspaniałych krużgankach; a jednakże i ci z Toledo pochodzą. Dworzanie tylko i to najwykwintniejsi, mają wymowę wytworną i poprawną. Co do mnie, panowie, spędziłem jakiś czas na naukach w Salamance i chlubię się tem, że wyrażam się pięknie.<br>
{{tab}}— Gdybyś był większej chluby nie szukał we floretach — rzecze drugi student — to byłbyś wziął pierwszą nagrodę za wymowę, a tak byłeś w niej ostatni.<br>
{{tab}}— Słuchaj, bakałarzu — odpowie licencyat — w grubym jesteś błędzie, jeżeli myślisz, że {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/871|num=201}}nauka dobrego fechtowania się jest niepotrzebną.<br>
{{tab}}— Nie jest to przywidzenie moje — mówił Corchuelo (takie miał bakałarz imię) — ale prawda niezawodna i łatwa do dowiedzenia. A jeżeli chcesz, gotówem to uczynić. Pora ku temu sposobna: masz tu dwie szpady, a ja mam siły i odwagi dosyć, żeby ci pokazać, że się nie mylę. Zsiądź tylko z osła, popisuj się ze wszystkiemi sztukami szermierskiemi, a jeżeli ja prostą zręcznością tak ci za skórę nie zalezę, że aż ci świeczki w oczach staną, to pozwalam sobie dać pusliskami oprawę. Jak mnie tu widzisz nieuczonego, wyzywam wszystkich a wszystkich, niech mnie kto krokiem z miejsca ruszy, a ja podejmuję się każdego z placu wysadzić.<br>
{{tab}}— Krokiem się nie ruszyć niewielka sztuka — odpowie licencyat — wcale ci nie przeczę, ale łatwoby też zdarzyć się mogło, że jużbyś i nogą nie ruszył z tego miejsca, na którem stałeś, to jest, że nie umiejąc reguł, nieuctwo przypłaciłbyś życiem.<br>
{{tab}}— Zaraz się o tem przekonamy — odparł Corchuelo, i zeskoczywszy żwawo z osła, porwał ze złością jeden z floretów, które niósł licencyat, i stanął w bojowej postawie.<br>
{{tab}}— A zaprawdę, to się tak skończyć nie może — rzecze Don Kiszot — trzeba rzeczy robić porządnie, a ja będę sędzią w kwestyi tak długo rozbieranej, a dotąd nie rozstrzygniętej.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/872|num=202}}{{tab}}I zsiadł zaraz z konia, a wziąwszy włócznię, stanął na środku drogi, gdy licencyat szedł już swobodnie przeciw Corchuelowi, który nacierał na niego z wściekłością, a oczy mu się jak rozżarzone węgle świeciły. Wieśniacy z Sanszem usunęli się na stronę i nie zsiadając z osłów, przyglądali się walce. Zaciekły Corchuelo zadawał ciosy za ciosami, to wprost, to z boku, to z pod ręki; nacierał jak lew, sypał pchnięcia gradem. Licencyat zaś z zimną {{Korekta|kwią|krwią}} je odbijał i od czasu do czasu dawał mu koniec floreta do pocałowania. Poobcinał mu wszystkie guziki u sukni, całą mu ją podarł w kawałki, sam ani jednego nie otrzymawszy razu. Dwa razy kapelusz mu zrzucił i tak go zmordował, że nareszcie z wściekłością odrzucił od siebie floret na jakie kroków pięćdziesiąt, chłopi to później zaświadczyli; a z tego pokazuje się, że wprawa i przemysł daleko są wyższe od siły. Po tym rozpaczliwym ruchu Corchuelo, znużony i znękany, stał jak posąg nieporuszenie, a Sanszo, zbliżywszy się do niego, rzekł:<br>
{{tab}}— Na uczciwość, panie bakałarzu, jeżeli posłuchasz mojej rady, to na przyszłość nie będziesz nikogo wyzywał na fechtunek, ale na rzucanie drągiem do celu, albo na barowanie się, bo do tego macie dużo siły. Już to z tymi fechmistrzami ciężka sprawa: słyszałem nieraz, że jak chcą, to koniec szpady wetkną w ucho od igły.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/873|num=203}}{{tab}}— Poddaję się rzecze Corchuelo — i nie gniewam się, że doświadczenie wyprowadziło mnie ż błędu — ucałował zarazem licencyata i zostali większymi jeszcze przyjaciółmi, niż byli.<br>
{{tab}}Potem ruszyli, popędzając wierzchowców, żeby stanąć wcześniej we wsi Kwiteryi, skąd wszyscy pochodzili. W drodze licencyat miał długą mowę o doskonałości sztuki fechtunkowej i dowodził pożytków jej tylu figurami i wywodami matematycznymi, że wszystkich jak najzupełniej przekonał, a Corchuela bardziej, niż innych. Ciemno już bardzo się zrobiło, gdy przybyli do wioski, ale tak była ona oświetloną, że zdaleka nawet ciemność nocy przed łuną niknęła. Słyszeli także zmieszany, ale przyjemny dźwięk rozmaitych instrumentów: fletów, obojów, tamburynów, piszczałek i dzwonków. Wjeżdżając do wsi, ujrzeli drzewa wszystkie pozawieszane mnóstwem świateł, które śliczny przedstawiały widok, bo wiatru najmniejszego nie było. Grajkowie, we wszystkich kierunkach porozrzucani gromadkami, jedni tańcząc, drudzy przygrywając na kobzach i fujarkach, zabawiali liczne zgromadzenie. Cała łąka istotnie przedstawiała widownię wesołości i rozkoszy. W rozmaitych miejscach ludzie pracowali nad budową wystaw dla widzów w dzień obchodu weselnego Gamasza, który miał nastąpić jutro i, o ile się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/874|num=204}}zdawało, odbyć razem z pogrzebem posępnego Bazyla.<br>
{{tab}}Don Kiszot żadna miarą nie chciał wjechać do wsi, pomimo usilnych próśb bakałarza i wieśniaków, oraz błagań Sansza. Wzbraniał się, zmawiając na dawny zwyczaj rycerzów błędnych, którzy pod gołem niebem i w lasach noce spędzać woleli, niż na złocistych wezgłowiach. Zjechał w bok wsi, jakby naprzekór biednemu giermkowi, który żałośnie wspominał uczciwy dom i piękne przyjęcie Don Diega.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XX.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Który opisuje wesele Gamasza i co się stało z Bazylim.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Zaledwie piękna jutrzenka ukazała się na horyzoncie, gdy słońce Manszy, niezrównany Don Kiszot, zawzięty wróg lenistwa, zerwał się na nogi i zawołał giermka; widząc wszakże, że twardym snem zdjęty, przemówił do niego w te słowa:<br>
{{tab}}— O istoto najszczęśliwsza ze wszystkich na powierzchni ziemi żyjących! ty nikomu niczego nie zazdrościsz i nawzajem nikt tobie nie zazdrości, w objęciach snu błogiego używasz spokoju, czarownicy cię nie kłopoczą, bo cię {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/875|num=205}}nie prześladują. Ty śpisz, bo cię żadna namiętność nie budzi, a nie znasz, co to zazdrość, nie wiesz, co długi i troski o jutro. Ambicya nie postała w twem sercu, ani w całej rodzinie; nie dbasz o próżności i blaski świata, a życzenia twoje, zamknięte w ciasnych granicach, nie unoszą cię po za obręb rzeczy koniecznych do życia. Najwięcej cię obchodzi twój bury wierzchowiec; o własnej osobie nie myślisz, bo staranie o niej do mnie należy, natura i zwyczaj włożyły ten obowiązek na wszystkich, którzy mają służących. Sługa śpi spokojnie, kiedy pan jego czuwa i trudzi się, żeby go wyżywił i nagrodził. Kiedy niebo odmówi rosy użyźniającej ziemię, kiedy pola nie urodzą, sługi żadnego stąd nie ponoszą uszczerbku, ani smutku; panowie tylko się biedzą, aby dostarczyć żywności tym, co ich obsługują tak w czasie głodu, jak i największej obfitości.<br>
{{tab}}Sanszo, śpiąc smacznie i chrapiąc potężnie, ani słowa nie odpowiadał na całą tę mowę i nie prędko jeszcze byłby się obudził, gdyby go Don Kiszot włócznią kilka razy nie był potrącił. Otworzywszy nareszcie oczy i powlókłszy niemi powolnie na wszystkie strony, rzekł:<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, że mnie zalatuje od tego szałasu woń piękniejsza od czombru i macierzanki. Ah! jakże to ślicznie pachnie! jakem poczciw, to pieczeń duszona! O, założyłbym się, że suto będzie na tem weselisku.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/876|num=206}}{{tab}}— Ruszajże się, żarłoku, ruszaj prędzej — rzekł Don Kiszot — pojedziemy na to wesele, które ci tak w głowę wlazło, żeby zobaczyć, co zrobi posępny Bazyli.<br>
{{tab}}— Niechaj sobie robi, co chce — odpowie Sanszo — kiedy biedny, to po co mu się zachciewa na żonę Kwiteryi? Także wybrał się, jeszcze czego? szybki z okna? Ja powiadam, panie, że kto biedny, to niech siedzi w swojej chałupie, niech się nie pcha do bogatych. Głowę stawiłbym, choć to tylko waryaty o takie rzeczy się zakładają, że Gamasz zakryłby go całego dukatami; a w takim stanie rzeczy czyżbyś pan radził Kwiteryi porzucać pierścienie i suknie, które jej Gamasz dać może? Cóż tam z tego, że on taki zgrabny do tańca ten Bazyli: to się na dyabła zdało, nie dostanie za to ani kieliszka wina w szynku. Miej ty minę od stu dyabłów i zwinności za dziesięciu, jeszcze ci nikt złamanego gronia nie da. Ba, ale jeżeli zręczny do pieniędzy, o! to znów co innego: za pieniądze wszystkiego dostanie; kupisz sobie rent, dom wybudujesz i żyjesz sobie, jak pan.<br>
{{tab}}— Ech, do stu piorunów, Sanszo, kiedyż u licha skończysz swoje gadanie! a że też zawsze trzeba ci to przypominać! Jak się rozpaplesz, tobyś już nawet i o jedzeniu zapomniał, żeby ci tylko dać gadać.<br>
{{tab}}— Żebyście mieli pamięć lepszą, panie, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/877|num=207}}tobyście sobie przypomnieli, że przed ostatnią wyprawą stanęła między nami ugoda, iż wolno mi będzie gadać, ile mi się tylko podoba, bylebym źle mówił przeciw bliźniemu, ani też niczemu, co do was należy; a teraz, panie, wy łamiecie nasz kontrakt.<br>
{{tab}}— Wcale tego nie pamiętam — odpowie Don Kiszot — a choćby i tak było, to każę ci milczeć, rozumiesz? Dalej, spiesz się, słychać już zewsząd muzykę; wesele pewno odprawią rano przed upałem.<br>
{{tab}}Sanszo, prędko osiodłał Rosynanta, włożył kulbakę na burego i pojechali stępa ku szałasowi.<br>
{{tab}}Gdy wjeżdżali, najpierwszą rzeczą, która uderzyła Sansza, a która go niezmiernie ucieszyła, był wół potężny, nasadzony na rożen, z całego wiązu uciosany. Ogromny stos ognia, przy którym miał się piec, otaczało sześć wielkich garnków, albo raczej kotłów, każdy mogący, objąć całego barana. Wysokie kupy kapłonów, gęsi i kur leżały przygotowane, ażeby się dostać do tych garów; niezliczona ilość ptactwa, tak dziczyzny, jak i drobiu, rozwieszona była na drzewach od wczorajszego jeszcze wieczora, aby skruszały na świeżem powietrzu.<br>
{{tab}}Sanszo naliczył więcej niż sześćdziesiąt wielkich naczyń z winem, z których każde najmniej dziesięć garncy mieściło. Leżały tam {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/878|num=208}}także wielkie stosy krajanek chleba białego, podobne do stosów kamieni przy kopalniach; z drugiej znów strony sery na kupy zsypane, jak gdyby szańce fortyfikacyjne, a Sanszo z tego powodu mówił, że nigdy w życiu nie widział twierdzy lepiej zaopatrzonej, ani godniejszej zdobycia.<br>
{{tab}}Tuż obok dwa kotły z oliwą i szmalcem służyły do roboty pączków i innych ciast, a cukier brano tam wielkiemi patelniami ze skrzyń nim napełnionych. Więcej niż pięćdziesięciu kucharzy i kucharek z radością w oczach pracowało żwawo i pilnie. We wnętrze ogromnego wołu włożono zamiast farszu, tuzin prosiaków dla dodania mu lepszego smaku. Korzeni nie zawijano tam w papierowe tutki, ale była ich pełna skrzynia. Słowem, przygotowania do wesela, jakkolwiek wiejskiego, były co się nazywa wspaniałe i na uczęstowanie przynajmniej czterech wsi wystarczające. Sanszo przyglądał się wszystkiemu z uwielbieniem; wszystko głaskało go po sercu; zachwycony nowością tego wspaniałego widoku, uśmiechał się co chwila i szerokim językiem obosiecznie się oblizywał.<br>
{{tab}}Naprzód garnki oskomy mu narobiły, z całej duszy byłby się podjął zbieracz nich szumowiny, potem naczynia z winem do serca mu przemówiły, a ciastka i zapach pączków — rozrzewniły {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/879|num=209}}go do reszty. Nie mogąc oprzeć się pokusie, nadskakująco zbliżył się do jednego z kucharzy i zaczął z nim rozmowę w sposób nadzwyczaj uprzejmy, z którego dobry apetyt jawnie przebijał, i prosił go, żeby mu pozwolił kromeczkę chleba umaczać w garnku.<br>
{{tab}}— O, mój miły bracie — odpowiedział kucharz — dzięki hojności bogatego Gamasza, dziś dzień nie postny; chodź śmiało i poszukaj, czy tam gdzie niema jakiej warząchwi, to sobie zszumujesz ze dwa albo trzy kuraki i niech ci będą na zdrowie, marnego słowa nikt ci za to nie rzeknie.<br>
{{tab}}— Nie widzę tu nigdzie warząchwi — rzekł Sanszo, wzdychając.<br>
{{tab}}— O, wielkie nieszczęście — odpowie kucharz — jakiż z ciebie niedołęga, nie umiesz sobie poradzić.<br>
{{tab}}I wziąwszy natychmiast świeżutką patelnię, zanurzył ją w garnek i wyciągnął za jednym, zamachem kurę i gęś, którą dał Sanszowi.<br>
{{tab}}— Masz, mój kochany — rzekł mu — zjedz sobie na śniadanie te szumowiny, nim się obiadu doczekasz.<br>
{{tab}}— Bardzo dziękuję — rzekł Sanszo — ale doprawdy nie wiem, gdzie ja to włożę?<br>
{{tab}}— Biednyś ty, mój bracie, a to dopiero kłopot — odpowie kucharz — weź sobie i mięso i patelnię, a nie turbuj się.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/880|num=210}}{{tab}}Don Kiszot, zupełnie czem innem zajęty, przyglądał się dwunastu dorodnym mołojcom w świątecznych ubiorach, jak wyjeżdżali na łąkę na pięknych klaczach z napierśnikami w dzwonki strojnymi. Jak tylko wjechali, obiegli kilka razy łąkę, zręcznie tocząc końmi i wykrzykując razem: Niech żyje Kwiterya i Gamasz, on bogaty, ona ładna, w świecie najładniejsza.<br>
{{tab}}— Głupie bałwany! — rzekł do siebie rozgniewany — widać, żeście nigdy nie oglądali oblicza Dulcynei; nie wychwalalibyście tak Kwiteryi.<br>
{{tab}}Po chwili z rozmaitych stron wchodzić zaczęło do szałasu mnóstwo tancerzy, między którymi znajdowało się dwudziestu czterech dorodnych pasterzy, w białe z cieniutkiego płótna odzienie przybranych, z zawojami z różnobarwnej gazy jedwabnej na głowach, uwieńczonych liściem wawrzynowem i dębowem, ze szpadami w rękach. Jak tylko się ukazali, jeden z jezdnych zapytał się przewodniczącego im, młodziana bardzo urodziwego, czy żaden z tancerzy nie jest raniony.<br>
{{tab}}— Dotąd żaden — odpowiedział — wszyscyśmy, Bogu dzięki, zdrowi i cudów dokazywać gotowi.<br>
{{tab}}I rzekłszy to, zaraz się wmieszał między towarzyszów i fechtując się to z jednym, to z drugim, tyle cudów zręczności dokazywał, że {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/881|num=211}}Don Kiszot, przywykły do podobnych ćwiczeń, wyznał głośno, że nigdy nic piękniejszego nie widział. Inny taniec nie mniej go zadziwił: kilkanaście dziewcząt pięknych, po szesnaście lat najwyżej mających, wysunęło się w pląsy; wszystkie miały na sobie suknie zielone, połowę włosów we wstążki ujętą, a druga połowa wisiała rozwiana aż do ziemi; na głowach jaśniały wieńce z jaśminu, róż i kapryfolii. Ta piękna trupa, pod wodzą sędziwego starca i matrony nad wiek swój wesołych, przetańczyła taniec maurytański przy muzyce kobzy i oboju z taką zręcznością i lekkością, że możnaby ją wziąć za najzręczniejszą w świecie bajaderkę. Potem nastąpił taniec bardzo dowcipnie i sztucznie ułożony, z rodzaju tych tańców, co to je mówiącymi nazywają. Składało go osiem nimf rozdzielonych na dwie gromadki, z których pierwszej przewodził Kupidyn, a drugiej Bogactwo; Kupidyn miał sajdaki, łuk i strzały złociste, a Bogactwo miało na sobie szatę wspaniałą z różnobarwnej materyi jedwabnej, złotem tkanej. Nimfom, za Miłością idącym, powiewały z ramion wstęgi, znamionujące każdej znaczenie: pierwsza była Poezya, druga Mądrość, trzecia Świetna Rodowitość, czwarta Odwaga. Takież znamiona odróżniały i nimfy pod wodzą Bogactwa: jedna nazywała się Hojnością, druga Darami, trzecia Skarbem, a czwarta Spokojnem Mieniem. Na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/882|num=212}}przodzie tej trupy widać było zamek, ciągniony przez czterech dzikich ludzi, bluszczem okrytych, z powykrzywianemu ale tak naturalnemi maskami, że Sanszowi wielkiego strachu napędziły. Na froncie zamku napisane było: Zamek Roztropności.
Kupidyn rozpoczął taniec przy dźwięku tamburyna i dwóch fletów; po kilku przedwstępnych skokach zwrócił oczy na zamek, a naciągając strzałę na łuk, chciał niby to wypuścić ją na młodą dziewicę, wyzierającą z poza zębatych murów i przemówił do niej w te słowa:
<poem>{{f|w=90%|Jestem potężnym bogiem tak wód, jak i lądów,
Pod mojem panowaniem wszystkie świata kraje,
Niema na kuli ziemskiej granic moich rządów,
Nawet niebo i piekło prawa me uznaje.
Próżny opór! Kto ze mną walczy, sam się zdradza,
Wszystko umiem pokonać, zawsze wygram sprawę,
Jednak tym, których zwalczę, niewidzialna władza
Często niesie zaszczyty i laury i sławę.}}</poem>
{{tab}}Skończywszy mówić, Kupidyn puścił strzałę ponad zamkiem i wrócił na dawne miejsce. Bogactwo wysunęło się w tej chwili w podskokach i patrząc na piękną dziewicę w zamku, tak się odezwało:
<poem>{{f|w=90%|{{tab}}Większa niżeli miłość mych powabów siła,
{{tab}}Więcej dokazać mogę, niż Kupida strzały,
{{tab}}Mnie Ten na ziemię przysyła,
{{tab}}Co słowem stworzył świat cały.
Ja wzniecam wojnę, ja darzę pokojem,
{{tab}}Jam uczty waszej twórcą i ozdobą,
Lecz z całą władzą, z całym uciech zdrojem,
{{tab}}Jako niewolnik pośpieszę za tobą!}}</poem> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/883|num=213}}{{tab}}Poczem usunęło się Bogactwo, a weszła Poezya i patrząc także ku zamkowi, następujące deklamowała wiersze:
<poem>{{f|w=90%|{{tab}}Ja chronię od zapomnienia
{{tab}}Cnoty i świetne wawrzyny.
Gdyby nie wiersze mojego natchnienia,
W niepamięć szłyby bohaterów czyny.
{{tab}}Na rozgłos o twej piękności
Spieszę złożyć ci hołdy, o dziewic ozdobo,
I nieśmiertelnem dziełem dowieść potomności
Że byłoby zuchwalstwem, chcieć równać się z tobą!}}</poem>
{{tab}}Poezya znów wróciła na miejsce, a Hojność, wysunąwszy się z oddziału Bogactwa, po wstępnych podskokach, tak przemówiła:
<poem>{{f|w=90%|{{tab}}Mojem szczęściem i rozkoszą
{{tab}}Darzyć obficie, wspaniale,
{{tab}}Nie czekając aż mnie proszą,
{{tab}}Uprzedzam prośby lub żale.
Lecz mnie strudziło, wyznaję szczerze,
Rozsypywanie skarbów ślepe i ochocze...
{{tab}}Więc uczyniłam wybór w tej mierze:
{{tab}}Kogo dziś niemi otoczę?...
O najpiękniejsza dziewico na ziemi!
{{tab}}Tobie je składam... rozrządzaj niemi!}}</poem>
{{tab}}Tym sposobem kolejno przechodziły wszystkie figury, a każda po tańcu mówiła jakieś wiersze. Były tam i złe i dobre. Don Kiszot, mając doskonałą pamięć, spamiętał te, któreśmy powyżej podali, a które zapewne były najlepsze. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/884|num=214}}Kiedy wszystkie figury kolej swą odbyły, zmieszały się potem razem, zwijając się i rozwijając w różne kształtne sploty i rozpryskując się zosobna za każdym taktem z wielką zwinnością i wdziękiem. Kupidyn, ilekroć wysuwał się przed zamek, zawsze puszczał strzałę ponad nim. Bogactwo złociste naczynia o mur jego rozbijało. Po długich nareszcie pląsach Bogactwo wyciągnęło wielki worek pełen pieniędzy i rzuciło nim w zamek, wszystkie deski się rozsypały, zamek znikł i odsłonił piękną dziewicę, co się na murach ukazała. Bogactwo zaraz z orszakiem przyskoczyło do niej i zarzuciło jej na szyję łańcuch złoty, jakby ją w niewolę brało; Miłość z drugiej strony przybiegła ze swą drużyną na jej obronę; kiedy dwie strony walczą o nią przy dźwięku muzyki i w miarowych zawsze ruchach, dzicy przypadają, rozsuwają ich w mgnieniu oka, odbudowywują napowrót zamek, w którym dziewicę zamykają jak przedtem, i taniec się kończy wielkimi wszystkich widzów oklaskami.<br>
{{tab}}Don Kiszot zapytał się jednego z tancerzy, kto ułożył ten balet; odpowiedziano mu, że pewien duchowny z tej wsi, który miał osobliwy dowcip do podobnych wynalazków.<br>
{{tab}}— Założę się — rzekł Don Kiszot — że sprzyja on więcej Gamaszowi niż Bazylemu i że się na tych rzeczach zna lepiej, niż na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/885|num=215}}czem innem. Układ tej sztuki jest bardzo piękny i doskonale wykazuje bogactwa Ganiasza i zręczność Bazylego.<br>
{{tab}}— Jakem poczciw — odezwie się Sanszo — kto bogaty, to mu się chwali, ja trzymam za Gamaszem.<br>
{{tab}}— Ty nigdy nie umiesz ukryć się, Sanszo — rzekł mu Don Kiszot — zawsze musisz się zdradzić ze swoim rodem i pokazać, że należysz do tych, co wołają: niech żyje silniejszy!<br>
{{tab}}— Ja tam nie wiem, z jakiego rodu jestem i do czego należę — odpowie Sanszo — ale to wiem, że z Bazylego garnka nigdybym nie miał takich szumowin, jakie mam z Ganiaszowego.<br>
{{tab}}To powiedziawszy, pokazał kurę i gęś, urwał zębami po parę razy jednej i drugiej, połknął z wielkim apetytem, a potem mówił dalej:<br>
{{tab}}— Na licho się zdała zręczność Bazylego! Jaki pan, taki kram, jaki kram, taki pan. Dwa tylko rody są między ludźmi, mówiła moja babka, ci, co mają coś, i ci, co nic nie mają, i tę pierwszą znamienitość rodu zawsze szanowała; i dzisiaj, wielmożny panie, zawsze więcej znaczy mienie, niż umienie, osieł złotem okryty lepiej wygląda, niż koń w nędznem ubraniu. To się znaczy, jeszcze raz powtarzam, że Ganiasz lepszy niż Bazyli, jego kuchnia porządna {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/886|num=216}}i obfita, mięsiwa, kur, gęsi podostatkiem, a u tamtego, jak powiadają, post i chudzizna.<br>
{{tab}}— Zamkniesz ty raz gębę? — zawoła Don Kiszot.<br>
{{tab}}— A to już zamknąłem — odpowie Sanszo — kiedy się pan gniewa, bo gdyby nie, tobym i na trzy dni miał po same uszy do gadania.<br>
{{tab}}— Ah, dałby Pan Bóg — rzecze Don Kiszot — żebym cię raz niemym przed śmiercią zobaczył.<br>
{{tab}}— Proszę pana — odpowie Sanszo — jeżeli nam tak dalej pójdzie, jak dotąd, to boję się, żebym panu lada dzień nie dał tej pociechy; dość nam będzie jeszcze raz dostać się w ręce Yanguasów, albo przez cały tydzień brnąć po lasach bez chleba i wody, a obaczysz pan, że tak zaniemieję, iż do sądnego dnia ani słowa nie wymówię.<br>
{{tab}}— Zaręczam ci, mój ty biedaku — rzecze Don Kiszot — że choćby i tak było, twoje milczenie jeszcze nie wyrówna gadulstwu twojemu; że zaś wedle porządku natury zdaje się, iż mnie wypadnie wynieść się na {{Korekta|tamtem|tamten}} świat przed tobą, to też żadnej nie mam nadziei, ażebym się doczekał twojej niemoty, bo nawet kiedy pijesz i śpisz, to jeszcze paplesz.<br>
{{tab}}— Jakem poczciw, panie — rzecze Sanszo — to na licho się zdały te rachuby, kto wprzód umrze; nie można nic rachować na te kościste {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/887|num=217}}licho, na tę śmierć, chciałem powiedzieć, zjada ono zarówno barany, jak i jagnięta, woły i cielęta, i słyszałem, jak Bernardyn prawił, że to paskudne licho nie ma uszanowania dla nikogo, tak samo się pakuje do zamków i pałaców, jak i najlichszych szałasów pastuszych. Potęgi to ona ma siła, ta pani Kostusia, ale grzeczności ani za grosz; co za kaduk, że się nie przeje; pakuje wszystko, pożera i ładuje sobie sakwy wszelkiego gatunku ludźmi; stary, młody, wielki, mały, Indyanin, poganin, Turek, czy chrześcijanin, wszystkiego się czepia, jak wściekła. O! ta psiawiara kosi, a kosi, a nigdy nawet jak żeniec nie odpocznie, ani w święto, ani w nocy, ani w południe. Nie zjada, ale pożera wszystko, co napadnie, zawsze jak pies zgłodniała i nigdy jej nie nakarmisz, a brzucha jej ani widać, wyraźnie cierpi wściekliznę, czy tam wodowstręt, a za to ludzkie życie tak sobie wypija, jakby szklaneczkę świeżej wody.<br>
{{tab}}— Stójże! już stój, mój Sanszo — zawoła Don Kiszot — zatrzymajże się raz, bo się potkniesz, a jakoś nieźleś się dotąd popisał ze swoją wymową. Wiesz ty, mój synu, że gdybyś miał tyle nauki, ile masz dowcipu i zdrowego sensu, tobyś piękne rzeczy nawet z ambony mógł gadać.<br>
{{tab}}— Kto się nie głodzi, temu język chodzi — odnowie Sanszo — jak w brzuchu nieźle.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/888|num=218}}to i w gębie miło, ja tam nie znam inne filozofii.<br>
{{tab}}— I nie potrzebujesz jej znać — odpowie Don Kiszot — tego tylko pojąć nie mogę, jakim sposobem ty możesz być tak mądry, kiedy początkiem wszelkiej mądrości jest bojaźń Boża, a ty się niczego na świecie tak nie boisz, jak głodu.<br>
{{tab}}— Wielmożny panie — odpowie Sanszo — sądź sobie pan o swoich rycerstwach, ale nie sądź o odwadze innych, bo nasz ksiądz powiada, że trzeba rozważać swoje uczynki i sumienie, a nie cudze. Lepiej oto daj mi pan spokojnie pokosztować moich szumowinek, bo te próżne słowa to się na licho nie zdały, a kiedyś trzeba zdać z nich rachunek.<br>
{{tab}}I rzekłszy to, drugi raz się przysądził do swojej patelni z taką dzielnością, że i pana chętka wzięła pokosztować trochę i byłby się niewątpliwie nie najgorzej przypisał, gdyby go nie zaskoczyła przeszkoda, którą zaraz zobaczymy.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XXI.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Dalszy ciąg wesela Gamasza i dziwne wypadki, jakie tam miały miejsce.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Gdy Don Kiszot i Sanszo taką sobie prowadzili gawędkę, dał się nagle słyszeć jakiś {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/889|num=219}}rozruch i hałas, sprawiony przez młodzież poprzedzającą konno i z okrzykami radości, państwo młodych, którzy postępowali w towarzystwie plebana, rodziców i licznie zebranych, gości ze wsi sąsiednich, a wszyscy w świąteczne przybrani szaty i z mnóstwem muzykantów. Jak tylko Sanszo spostrzegł pannę młodą, zawołał:<br>
{{tab}}— Jakem poczciwi to wcale nie po chłopsku ubrana, istna księżniczka. Co u dybła, toćto same korale, a suknia z najprzepyszniejszego aksamitu, atłasem wykładana. Ale patrzcie-no jej na ręce; niech mnie kaci porwą, to nie tombak ani emalia, ale z najpiękniejszego złota pierścienie, z prawdziwemi perłami, jak mleko białemi, każda, dalipan, jak łza czyściutka. A włosy! ah, jakie włosy! przysięgam, jeżeli tylko nie fałszywe, jak żyję tak pięknych i długich nie widziałem. Szkoda tylko, że nie ma piękniejszego wzrostu i okazalszej postawy, gdyż wyraźnie wygląda jak gałęź drzewa palmowego, daktylami obciążona, tak pełno na niej klejnotów, od stóp do głów! Na duszę moją przysięgam, że nigdy nie widziałem piękniej ubranej istoty i jestem pewien, żeby w brukselskim banku jej nie odrzucili.<br>
{{tab}}Don Kiszot nie mógł się powstrzymać od śmiechu, słysząc te prostackie pochwały Sansza, i sam przyznawał, że po Dulcynei z Tobosa nie widział piękniejszej kobiety.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/890|num=220}}{{tab}}Nadobna Kwiterya była nieco blada, co pochodziło może stąd, że całą noc spędziła na strojeniu się, jak to robią wszystkie dziewczęta przed ślubem, nie mając na to nigdy dość czasu. Cały ten orszak szedł ku wzniesieniu, pokrytemu gałęźmi, gdzie ślub miał się odbyć i skąd widać było wygodnie wszystkie zabawy i tańce. Kiedy podchodzili już do wzniesienia, rozległy się za nimi krzyki i dał się słyszeć głos tak do nich przemawiający:<br>
{{tab}}— Stójcie! stójcie! Za bardzo się śpieszycie.<br>
{{tab}}Gdy się obejrzeli, zobaczyli człowieka przybranego w długą opończę czarną, z karmazynowymi lampasami w płomienie centkowanymi; na głowie miał wieniec z cyprysu, a w ręku gruby kij z żelaznem na końcu okuciem. Kiedy się przybliżył, wszyscy poznali w nim Bazylego i postrach powszechny się rozszedł, ażeby nie wynikło stąd smutne jakie zajście. Przybiegł nareszcie zdyszany, a stanąwszy przed narzeczonymi, wbił kij w ziemię i blady, drżący, z oczyma wlepionemi w Kwiteryę, rzekł do niej ochrypłym głosem:<br>
{{tab}}— Czyś zapomniała, niewdzięczna Kwiteryo, żeś mi wiarę poprzysięgała i że ci nie wolno brać innego małżonka dopóty dopóki ja będę na świecie? Któż cię zmusza do wiarołomstwa i dlaczego oddajesz innemu to, co do mnie należy, kiedy nic go nademnie nie zaleca, prócz szczęśliwego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/891|num=221}}trafu fortuny? Ale niech się nim cieszy, kiedy tego pragnie; usunę mu wszelkie przeszkody, uszczęśliwię go kosztem własnego życia. Żyj! żyj! bogaty Gamaszu, z niewdzięczną Kwiteryą, a biedny Bazyli, którego nędza niegodnym jej czyni, niechaj umiera.<br>
{{tab}}Rzekłszy te wyrazy, dobył krótkiej szpady w kiju ukrytej i zwróciwszy rękojeścią ku ziemi, rzucił się na ostrze, które mu plecami wyszło, zakrwawione, a broczącego krwią trupem powaliło. Przyjaciele Bazylego przybiegli na ten straszny widok, bolesne rozwodząc żale i nieszczęście jego opłakując. Don Kiszot zeskoczył także z konia i pobiegł do Bazylego, a widząc, że jeszcze żyje, wziął go w objęcia i zaczął do niego mówić. Przyjaciele chcieli koniecznie wyjąć mu szpadę, ale proboszcz nie pozwolił na to, dopóki się nie wyspowiada, mówiąc, iż z wyjęciem szpady zakończy zaraz życie.<br>
{{tab}}Wtedy Bazyli, jakby przychodząc do siebie, westchnął i rzekł mdławym głosem:<br>
{{tab}}— Okrutna Kwiteryo, gdybyś raczyła mi podać rękę teraz, zmniejszyłoby mi to cierpienia i boleści, których doznaję. Przemóż to na sobie.<br>
{{tab}}— Eh! moje dziecko — przerwał mu proboszcz — teraz już nie czas myśleć o rzeczach doczesnych; myśl tylko o pojednaniu się z Bogiem i przebłaganiu Go za tak rozpaczny postępek.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/892|num=222}}{{tab}}— Przyznają, że rozpacz mną powodowała — odpowie Bazyli.<br>
{{tab}}I wymówił jeszcze kilka wyrazów, z których wnosić można było, iż nie wyspowiada się, jeżeli Kwiterya nie wyświadczy mu żądanej łaski. Mówił, że to jedynie doda mu dość siły do zebrania myśli i do ukorzenia się przed Bogiem. Co słysząc Don Kiszot, rzekł głośno, że żądanie Bazylego jest słusznem i rozsądnem i tem łatwiejszem do zaspokojenia, że dla Gamasza nie mniej będzie zaszczytu pojąć Kwiteryę, jako wdowę po tak uczciwym człowieku, jak gdyby ją brał z rąk ojca samego.<br>
{{tab}}— I nie można mu tego odmawiać — dodał — ani robić w tem trudności, gdyż małżeńskie łoże Bazylego i grób, to już teraz jedno.<br>
{{tab}}Gamasz, widząc i słysząc to wszystko, tak był zakłopotany, że nie wiedział, co rzec lub począć. Przyjaciele Bazylego tak usilnie go prosili, aby pozwolił Kwiteryi podać rękę umierającemu towarzyszowi, chociażby tylko dla zbawienia duszy jego, tak na niego nalegali iż wzruszyli go i oświadczył, że jeżeli Kwiterya zechce to uczynić, on nic przeciw temu mieć nie będzie. Poszli więc wszyscy do Kwiteryi i łzami, słowami, błaganiami wzruszyć ją usiłowali, przekonywując ją, że takim postępkiem wcale sobie nie ubliży i że powinna nawet {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/893|num=223}}uczynić tę łaskę człowiekowi, który jedną zaledwie z niej chwilą cieszyć się będzie. Ale Kwiterya osłupiała i jakby bez czucia, milczeniem tylko dawała poznać, że albo nie chce odpowiadać, albo też nie wie, co począć; i możeby słowa z niej nie dobyto, gdyby proboszcz jej nie powiedział, że powinna coś postanowić, gdyż niema czasu do stracenia, bo Bazylemu śmierć już osiadła na ustach. Wtedy biedna dziewczyna, cała drżąca, zbliżyła się powoli do Bazylego, który oczy już miał zamglone i zaledwie oddychał, a ustami szeptał ciągle imię Kwiteryi; wszyscy się bali, żeby nie skonał w rozpaczy. Kwiterya nareszcie tuż przed nim stanąwszy, pochyliła się i prosiła go o rękę, ale giestem tylko, jak gdyby mówić siły nie miała. Bazyli otworzył oczy i zwracając je mdławo na Kwiteryę: — O Kwiteryo! — wyjąknął — kiedyż ci litość przyszła? kiedy mi już niepotrzebna i kiedy wiesz, że to już ostatnia chwila życia mego i że tylko przez jeden moment cieszyć się mogę, żeś moją żoną i zaraz do grobu zstąpić muszę. Przynajmniej błagam cię, nie czyń mi tego, aby się uwolnić od natręctwa tych, co cię proszą; i żądając mojej ręki, a ofiarując mi swoją, nie zwódź mnie ten raz jeszcze; mów, jako nieprzymuszona i powiedz mi szczerze, że mnie przyjmujesz za małżonka, jakeśmy to sobie poprzysięgli {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/894|num=224}}wzajemnie, bo byłoby to niegodnem, gdybyś w tak smutnej chwili jeszcze obłudną była dla mnie, gdym ja zawsze był dla ciebie wierny i szczery.<br>
{{tab}}Mówi! tak ciężko i tak cicho, że wszyscy czekali tylko za każdem słowem, rychło skończy. Kwiterya, chcąc ulgę przynieść Bazylemu, wzięła go za rękę i rzekła:<br>
{{tab}}— Nic nie jest w stanie przymusić mnie, Bazyli, dobrowolnie więc podaję ci rękę i przyjmuję, jeżeli ją równie szczerze podajesz i jeżeli masz dość przytomności, abyś wiedział, co czynisz.<br>
{{tab}}— Tak jest, szczerze ci ją podaję — odpowiedział Bazyli — i z umysłem tak przytomnym i zdrowym, jak kiedykolwiek Bóg mi go udzielił, z całego serca za małżonkę cię przyjmuję.<br>
{{tab}}— I ja — rzekła Kwiterya — za małżonka cię biorę, umieraj więc w pokoju.<br>
{{tab}}— Coś mi się widzi — odezwał się Sanszo — że ten młodzik za wiele mówi na tak ciężko ranionego, powinniby mu dać pokój, żeby pomyślał o zbawieniu duszy, bo u kogo śmierć za kołnierzem, to nie ma czasu do stracenia.<br>
{{tab}}Proboszcz tymczasem, chcąc dać pociechę biednemu Bazylemu, zbliżył się do niego, gdy jeszcze trzymał rękę Kwiteryi i rozczulony tak smutnym widokiem, ze łzami w oczach {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/895|num=225}}pobłogosławił ten ich związek, śląc modły do Boga, aby łaskawie przyjął duszę nowożeńca. Ale Bazyli, skoro tylko otrzymał błogosławieństwo ślubne, jakby cudem zerwał się na nogi i w tejże chwili wyciągnął z ciała przeszywającą go szpadę. Wszyscy widzowie osłupieli na widok tak zdumiewający, a byli i tacy prostaczkowie, co zaczęli wołać: cud! cud! Ale Bazyli silnym głosem zawołał: nie cud, ale zręczność i dowcip.<br>
{{tab}}Proboszcz, jeszcze bardziej od innych zdziwiony, obiedwie ręce położył mu na ramię, a dobrze obmacawszy, przekonał się, że szpada bynajmniej nie przeszyła ciała, ale przeszła przez rurkę blaszaną, tak sztucznie urządzoną (jak to sam później opowiedział), że wpuszczona w nią krew zsiąść się nie mogła. Słowem, proboszcz, Gamasz i jego przyjaciele poznali, że zadrwiono z nich. Co do nowozamężnej, nie okazywała wcale gniewu; przeciwnie, słysząc mówiących, że małżeństwo jest podstępne i nie może być ważnem, oświadczyła, iż jest gotową je potwierdzić, co naprowadziło wszystkich na myśl, że podstęp wspólnie z Bazylim ułożyli.<br>
{{tab}}Gamasz i jego przyjaciele w taką złość wpadli, że chcieli natychmiast pomścić się i chwytając za szpady, uderzyli na Bazylego, za którym w mgnieniu oka mnóstwo szpad {{pp|za|świeciło}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/896|num=226}}{{pk|za|świeciło}}. Don Kiszot, widząc taki tumult, dosiadł poczciwego rumaka, wziął włócznię w rękę, zasłonił się tarczą i wpadł między dwa obozy, drogę sobie torując; kiedy tymczasem Sanszo, zawsze śmiertelnie brzydząc się zwadami, usunął się chyłkiem na bok ku garnkom, nie wątpiąc, że każdy dla tego schronienia równe jemu mieć będzie poszanowanie.<br>
{{tab}}— Stójcie, panowie! stójcie! — wołał Don Kiszot — niema co mścić się za podstępy miłosne, bo miłość i wojna, to wszystko jedno, a że w wojnie wolno używać podejść i zdrady, rywale przeto mogą ich także używać w miłosnych zapasach, byle stąd nic złego na ukochaną osobę nie spłynęło. Kwiteryo, Bóg już tak chciał; Gamasz jest bogaty, znajdzie sobie żon ile zechce, Bazylemu zaś, któremu fortuna przebierać nie pozwoliła, niesłuszną byłoby rzeczą wydzierać małżonkę, tem więcej, że nikt rozłączać nie powinien tego, co Pan Bóg sam złączył; a pierwszemu, coby się na to ważył, oświadczam wprzód, że musi mi z ręki wydrzeć tę włócznię.<br>
{{tab}}I to mówiąc, zaczął nią tak strasznie i silnie potrząsać, że wielki strach przejął wszystkich, co na niego patrzyli.<br>
{{tab}}Złość Gamasza przeszła nagle w pogardę dla Kwiteryi, chciał już tylko o niej zapomnieć; dzięki usilności proboszcza, człowieka bardzo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/897|num=227}}roztropnego, i on i wszyscy jego przyjaciele dali się jakoś uspokoić i szpady do pochew pokładli, ganiąc daleko więcej lekkomyślność Kwiteryi, niż sztuczkę Bazylego. Rozmyśliwszy się dobrze, Gamasz uznał, że kiedy Kwiterya kochała Bazylego, będąc panną, mogłaby go także kochać, będąc za mężem, że zatem niewielkie to nieszczęście, iż mężem jej nie został. Pocieszył się zupełnie i na pokazanie, że nie chowa w sercu żadnej urazy, oświadczył, iż cała uroczystość i zabawa odbędzie się, jak odbyć się miała. Ale Bazyli, Kwiterya i ich przyjaciele odeszli do domu nowożeńca, który mimo swego ubóstwa, nie mniejszem ucieszył się tam szczęściem i radował się serdecznie, iż Gamasz, choć tak bogaty, nie ma więcej od niego przyjaciół. Zaprosili z sobą i Don Kiszota, w którym widzieli człowieka poważnego i zacnego, a który nie wahając się, poszedł za stronnictwem Bazylego.<br>
{{tab}}Ażeby nie skłamać, wyznać musimy, że Sanszo z wielkim bólem serca szedł za panem, nie mógł ukoić rozpaczy po stracie wielkiego bankietu Gamasza, który tak był wspaniały, że aż do później nocy się przeciągnął. Jechał smutny i zamyślony na swoim burym, patrząc mu nieruchomie między oba uszy i ani słowa nie mówiąc, a chociaż nie mógł być głodnym, bo spałaszował całą swoją szumowinę, niezmierna {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/898|num=228}}obfitość wszakże tego wszystkiego, co za sobą zostawił, stała mu ciągle przed oczami i wzdychał sobie od czasu do czasu, puściwszy cugle buremu, który wesoło biegł śladem Rosynanta.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XXII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Opisuje wielką i niesłychaną przygodę w jaskini Montesinos, z której waleczny Don Kiszot wyszedł szczęśliwie.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Nowożeńcy, wdzięczni Don Kiszotowi, że ich wziął pod opiekę, podejmowali go w domu swoim z uprzejmością i poszanowaniem, na jakie tylko zdobyć się mogli. Dowcipny Bazyli nazywał go Cydem z powodu jego waleczności, pochlebiał mu zręcznie, wychwalając wspaniałą postawę, wymowę i rycerskie obejście. Poczciwy Sanszo podreperował się tam przez trzy dni, które zabawili, a że miał wszystkiego po uszy, więc i dobry humor mu wrócił. Bazyli opowiedział im dopiero, że Kwiteryą nic nie wiedziała o jego podstępie i że ukartował go jedynie z przyjaciółmi, w nadziei, iż mu się powiedzie po tylu niewątpliwych oznakach przyjaźni, jakie otrzymywał od Kwiteryi. Don Kiszot mówił, że nie należy nazywać {{pp|oszukań|stwem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/899|num=229}}{{pk|oszukań|stwem}} tego, co do chwalebniejszych celów dąży, a małżeństwo jest takim celem dla kochanków; tłómaczył, że kochankom wszystko jest wolno, skoro tylko są pewni serca swych kochanek, bo wydrzeć je tym, których nie kochają, jest to ochronić je od gwałtu. Wystawiał wszakże, że miłość lubuje się najwięcej w spokoju i uciechach, największym przeto jej wrogiem jest potrzeba, ciągłe wyradzająca niepokoje.<br>
{{tab}}— Mówię to — dodał — umyślnie dla nauki pana Bazylego, żeby pamiętał, iż czas już porzucić te igraszki zręczności, w których tak celuje, a które prócz czczej sławy, nic mu zgoła nie przyniosą; żeby teraz zająć się pracą i zapewnić pięknej i dobrej żonie, która dla niego wielkie bogactwa porzuciła, byt spokojny i szczęśliwy. — Bazyli, mój bracie — mówił dalej — któryś z wielkich mędrców, nie pamiętam który, powiedział, że jedna tylko kobieta w świecie jest dobrą, a każdemu mężowi swą żonę za tę jedynie uważać radził, zaręczając, że to najpewniejszy środek uprzyjemnienia sobie życia. Co do mnie, nie jestem dotąd żonaty i ochota mi jeszcze nie przyszła, umiałbym wszakże każdemu poradzić, gdyby tego żądał, jak ma żonę sobie wybierać. Przedewszystkiem radziłbym mu patrzeć na jej dobrą sławę, nie zaś na majątek, bo kobieta cnotliwa nabiera dobrego imienia nie dlatego, że nią jest, ale {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/900|num=230}}i dlatego, że się taką okazuje, i najmniejsze wyskoki, najdrobniejsze uchybienia kobiety przed światem więcej jej czynią krzywdy, niż najgorsze złe, któreby tajemnie popełniała. Biorąc dobrą kobietę, łatwo ją w dobrem utrzymać, a nawet jeszcze lepszą zrobić, ale kto dostanie złą, ten wiele zażyje biedy, nim ją poprawi, bo to bardzo trudno jedną ostateczność zamienić na drugą, a w rzeczach tej natury to może i niepodobna.<br>
{{tab}}Sanszo, słysząc tę mowę pana, mruczał sobie pod nosem:<br>
{{tab}}— Jak ja co takiego mówię, to pan mnie zawsze przedrwiwa, żem powinien wykierować się na kaznodzieję i pójść kazać po świecie; a ja powiadam, że jak on tylko zacznie prawić mądrości i traktować radami, toby wystarczył za dziesięciu, za pięćdziesięciu nawet kaznodziejów! O czem tylko chcesz, o wszystkiem ci będzie bajał! Co to, u dyabła, błędnemu rycerzowi do takich rzeczy się mieszać! On wszystko wie. Jakem poczciw, zrazu myślałem, że on się zna tylko na swojem rycerstwie; ale, do stu piorunów! widzę, że on się zna na wszystkiem, z której chcesz beczki, on ci zaraz utoczy.<br>
{{tab}}Don Kiszot posłyszał, że giermek jego coś mamrocze, zapytał go więc:<br>
{{tab}}— Co ty tam mruczysz pod nosem, Sanszo? co tam mamroczesz?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/901|num=231}}{{tab}}— Ja nic nie mówię — odpowie Sanszo — ani nie mruczę na nikogo, powiadam tylko, że szkoda, że ja przed ożenieniem nie wiedziałem o tem wszystkiem, co pan powiada, a teraz, to możebym tylko powiedział: w jarzmieś, wole, to ciągnij, a oblizuj się kiedy chcesz, a ty ośle swobodnyś, to się tarzaj po trawie i używaj, kiedy możesz.<br>
{{tab}}— Alboż to twoja żona taka zła? — rzecze Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Nie takać ona zła — odpowie Sanszo — ale też i nie taka dobra, jakby mi się zdała.<br>
{{tab}}— To bardzo brzydko, Sanszo — rzecze Don Kiszot — że tak źle mówisz o swojej żonie, bo, bądź co bądź, to przecie ona matka twoich dzieci.<br>
{{tab}}— Alboż to ja nie ich ojciec — odpowie Sanszo — a przynajmniej tyle, co trzeba, na tom łożył. No, no, dajcie wy mnie pokój, panie, niceśmy z nią sobie nie winni i ona nie mówi o mnie lepiej, jak jej się jaka chimera uczepi, a zwłaszcza jak jej się zazdrość skąd weźmie, samemuby dyabłu wtedy za skórę zalazła.<br>
{{tab}}Po trzech dniach takiego bankietowania u nowożeńców Don Kiszot, zniecierpliwiony już życiem miękkiem i bezczynnem, prosił bakałarza o przewodnika, coby go doprowadził do jaskini Montesinos, do której koniecznie sam {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/902|num=232}}chciał wejść i przekonać się naocznie o cudach, akie o niej rozpowiadają. Bakałarz obiecał mu dać jednego ze swych krewnych, mówiąc, że to chłopiec bardzo sprytny i rozkochany w księgach rycerskich, że go z całego serca doprowadzi do samego wejścia jaskini, pokaże mu źródła Ruidera, tak słynne na całą Hiszpanię. Posłano zaraz po tego chłopca i przyjechał natychmiast na ciężkiej klaczy; Sanszo przyprowadził Rosynanta, wyładował dobrze sakwy i pożegnawszy się z gospodarzem i gośćmi, ruszyli drogą do jaskini Montesino.<br>
{{tab}}Jadać, Don Kiszot pytał się przewodnika, jaki jest jego stan i powołanie.<br>
{{tab}}— Z powołania jestem retorykiem — odpowiedział i poświęcam się pisaniu książek dla przyjemności i pożytku publicznego. Mam właśnie w tej chwili jedną już gotową pod tytułem: ''Księga ksiąg'', z siedmiuset przeszło figurami kolorowanemi, z dewizami i cyframi do nich, żeby kawalerowie dworscy nie potrzebowali się trudzić wyszukiwaniem dewiz stosownych do życzenia, kiedy będą mieli stawać w karuzelu lub innem igrzysku. Przewidziałem wszystko, czego żądać można w tym względzie. Mam jeszcze i drugą książkę już gotową, której chcę dać tytuł: Metamorfozy, czyli Owidyusz hiszpański; myśl tej książki jest śliczna i zupełnie nowa, bo na wzór Owidyusza łącząc historyę z baśniami.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/903|num=233}}wykazuję w niej zabawnie, czem to były dawniej ''Giralda z Sewilli, Anioł Magdaleny, Kanał Wecynguerra z Korduby''; co to są ''Byki z Guissando, Sierra Morena, Fontanny Legamitos'', tudzież ''Lavapies Madryckie''. Nie przepomniałem tam o niczem, wszędzie pełno metafor i alegoryi, zabawnych i nauczających razem. Mam i trzecią jeszcze książkę gotową, której daję napis: »Dopełnienie ''Polidora Wirgiliusza''<ref>Był to uczony włoski, który w r. 1499 wydal dzieło: ''De rerum inventoribus'' (o wynalazcach rzeczy).</ref>« w której mówię o początku wszelkich rzeczy. Jest to dzieło niezmiernie pracowite i z wielką erudycyą napisane, bo objaśnia w niem wszystko, co tylko ważnego pominął Polidor, jak naprzykład nic on nie wspomina, kto pierwszy użył frykcyi do leczenia choroby francuskiej; ja to wszystko wykazuję jasno, opierając się na powadze dwustu pięciu przeszło autorów, po większej części współczesnych. Widzisz pan przeto, jak ta praca musi być ciekawą i użyteczną.<br>
{{tab}}— Proszę pana — przerwie Sanszo — czybyś też pan, co tak wszystko wiesz, nie powiedział mi, kto to pierwszy na świecie podrapał się w głowę? Bo ja myślę, że to musiał być Adam, nasz pierwszy ojciec?<br>
{{tab}}— Niewątpliwie — odpowiedział przewodnik — bo Adam miał głowę i włosy i zdaje się, że jako pierwszy człowiek, pierwszy musiał poczuć świerzbienie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/904|num=234}}{{tab}}— I ja tak myślę — rzekł Sanszo — ale, proszę pana, kto też pierwszy był złodziejem?<br>
{{tab}}— Doprawdy, mój bracie — rzecze bakałarz — w tej chwili nie umiem ci na to odpowiedzieć, muszę wprzód poszukać; jak tylko wrócę do domu, zaraz przejrzę swoje księgi i nie omieszkam cię w tym względzie oświecić za pierwszem naszem widzeniem, bo mam nadzieję, że to nie będzie ostatnie.<br>
{{tab}}— Eh, proszę pana — rzecze Sanszo — może lepiej nie zadawajcie sobie tego trudu, gdyż ja to już wiem:<br>
{{tab}}— Jużcić pierwszy pokazał się z łodzi<ref>Dwuznaczne: z łodzi — złodziej; — ''Przyp. Redakcyi''.</ref> Noe, kiedy wyszedł z arki, boć ta arka, kiedy po wodzie pływała, to nie mogła być niczem innem, tylko wielką łodzią.<br>
{{tab}}— Masz słuszność, bratku — odpowiedział bakałarz.<br>
{{tab}}— Sanszo — rzecze Don Kiszot — to pytanie i ta odpowiedź to nie twoje, musiałeś je gdzieś słyszeć.<br>
{{tab}}— O mój Boże — rzecze Sanszo — proszę pana, żebym też takie jeszcze rzeczy miał podsłuchiwać; na dwa dni mam ich zapas, jeżeli pan chce, ale po takie głupstwa człowiek do sąsiada chodzić nie potrzebuje.<br>
{{tab}}— Dobrze je nazywasz, Sanszo — odpowie Don Kiszot — pełno jednak ludzi na świecie z wielkim trudem i mozołem doszukuje się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/905|num=235}}rzeczy, które ani przyjemności, ani pożytku nie przynoszą.<br>
{{tab}}Cały dzień zszedł naszym podróżnym na takich farsach; na noc zajechali do jakiegoś folwarku, skąd miało być już tylko dwie milki do jaskini Montesinos, jak powiadał uczony przewodnik, który zarazem radził Don Kiszotowi, ażeby się zaopatrzył w porządny zapas powrozów, jeżeli się do samego dna tej jaskini chce dostać.<br>
{{tab}}— Pamiętajże o tem, Sanszo, bo ja muszę być na samem dnie, chociażby ono antypodów sięgało.<br>
{{tab}}Sanszo nakupił przeszło trzysta sążni powrozów. Nazajutrz, około godziny drugiej popołudniu, dojechali do miejsca jaskini, której otwór, jakkolwiek szeroki, tak jest cierniami i krzakami zarosły, iż go prawie nie widać.<br>
{{tab}}Jak tylko przybyli, Don Kiszot zsiadł zaraz z konia, a towarzysze jego z osłów, i natychmiast zabrali się do przewiązywania go powrozem. Nim go spuścili, Sanszo tak się odezwał do pana:<br>
{{tab}}— Zanim, panie, w to piekło pojedziecie, pomyślcie przecież dobrze co robicie, kto to wie, czy wam tam żywcem zagrzebać się nie przyjdzie! Nie sto razy widziałem w życiu, jak w studnię spuszczano butelki z winem dla ochłodzenia, a żadna stamtąd bez szwanku nie wracała, i co wam za ciekawość łazić w tę dziurę, która może dna nie ma?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/906|num=236}}{{tab}}— Przywiązuj tylko! przywiązuj! — odpowiedział Don Kiszot — to właśnie przygoda dla mnie.<br>
{{tab}}— Panie — odezwał się zarazem przewodnik — przyjrzyj się pan pilnie wszystkiemu, co się w tej jaskini znajduje, może się tam znajdzie niejedna rzecz, którąby warto w moich Metamorfozach zamieścić?<br>
{{tab}}Don Kiszot widząc się dobrze wpół przewiązanym, rzekł:<br>
{{tab}}— Szkoda, żeśmy nie wzięli dzwoneczka z sobą, ażebym wam mógł dać znać w razie potrzeby, ale niema rady, spuszczam się na los szczęścia, ono mnie poprowadzi.<br>
{{tab}}Padł na {{Korekta|kolania|kolana}} i pomodliwszy się krótko i cicho, a wzywając pomocy niebios w tak niebezpiecznem przedsięwzięciu, powstał i rzekł głośno:<br>
{{tab}}— O królowo wszystkich czynów moich i najtajniejszych myśli moich, dostojna i niezrównana Dulcyneo z Tobozo, jeżeli modły twojego rycerza dochodzą do ciebie, zaklinam cię na tę piękność, którą mnie zachwyciłaś, nie odmawiaj mi opieki i łaski swojej w chwili, kiedy jej tak bardzo potrzebuję. Zanurzam się i rzucam w tę przepaść, wiedziony jedynie żądzą dokonania czynu godnego twej wielkości i okazania światu całemu, że dla tych, którym ty łask swoich udzielasz, niema nic niepodobnego.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/907|num=237}}{{tab}}Dokończywszy tego wezwania, zbliżył się na kraj jaskini, a widząc, iż tak jest zarośniętą, że wejść niepodobna, wziął miecz w rękę i zaczął ścinać krzaki i ciernie; za czwartym lub piątym zamachem miecza wypadło z tych zarośli takie mnóstwo kruków, kawek i nietoperzy i z taką rzuciły się gwałtownością, że go na wznak przewróciły. Gdyby był równie zabobonnym, jak był dobrym chrześcijaninem i prawym rycerzem, toby był zapewne to zjawisko za złą poczytał wróżbę i zaniechał zamiaru, ale on powstał z niezachwianem męstwem i widząc, że niema już więcej ptaków, spuścił się wgłąb przy pomocy przewodnika i Sanszy, którzy powróz po trochu popuszczali. Sanszo widząc go w otchłani tonącego, dał mu swe błogosławieństwo, krzyżem świętym po tysiąc razy go żegnając.<br>
{{tab}}— Niech cię Bóg prowadzi — mówił — i Najświętsza Panna paryzka i święta Trójca gaeteńska, o ty! kwiecie, zaszczycie i ozdobo rycerzy błędnych! Idź z Bogiem, o ty wcielona odwago całego świata, co masz ramię żelazne, a serce stalowe; niech ci Pan Bóg przewodniczy i powróci cię nam zdrowego i całego na wszystkich członkach i niech ci dozwoli raz jeszcze oglądać światło słoneczne, które bez przyczyny porzucasz, ażeby się zagrzebać w tych ciemnościach.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/908|num=238}}{{tab}}Kiedy i Sanszo i przewodnik takie zanosili modły, Don Kiszot spuszczał się coraz głębiej, wołając, ażeby sznur więcej opuszczali; kiedy już całe sto sążni wysnuli i głosu już więcej nie słyszeli, postanowili go wyciągnąć napowrót, czekali jednakże jeszcze z pół godzinki i dopiero sznur ciągnąć zaczęli, ale tak im to szło lekko, iż byli pewni, że Don Kiszot spaść musiał na dno przepaści. Sanszo już prawie o tem nie wątpił, płakał rzewnemi łzami i ciągnął sznur jak najspieszniej, ażeby się o prawdzie przekonać. Wyciągnąwszy nareszcie kilkadziesiąt sążni, uczuli większy ciężar, czem się niezmiernie uradowali, a Sanszo spojrzawszy w dół, wyraźnie dojrzał Don Kiszota i przemówił doń:<br>
{{tab}}— A witajże nam, panie! myśleliśmy, żeś tam już został na zastaw.<br>
{{tab}}Ale Don Kiszot wcale nie odpowiadał i gdy go do samej góry dociągnęli, zobaczyli, że miał oczy zamknięte, jak gdyby spał. Rozwiązali go i na ziemi rozciągnęli, a on się wcale nie obudził; nareszcie tak go przewracali i potrząsali nim, że się cokolwiek ocknął, przyszedł do siebie i zaczął przecierać oczy i wyciągać się, jak gdyby go z głębokiego snu zbudzono. Obejrzawszy się na wszystkie strony, jak obłąkany, przemówił:<br>
{{tab}}— O! jakże wielką wyrządziliście mi krzywdę, pozbawiliście mnie życia {{pp|najrozkosz|niejszego}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/909|num=239}}{{pk|najrozkosz|niejszego}}, widoku najczarowniejszego. Teraz dopiero poznaję, że rozkosze tego życia przemijają, jak sny. O! nieszczęsny Montesinos! o Durandart niecnie raniony! o nieszczęsna Belerma! o opłakana Guadiana i wy smutne córy Ruidera, co obfitością wód waszych wskazujecie, ile łez piękne oczy wasze wylały.<br>
{{tab}}Przewodnik i Sanszo, zdziwieni tymi wyrazy, które Don Kiszot mówił głosem żałosnym, jakby go boleść najcięższa dręczyła, błagali go, aby im wytłómaczył ich znaczenie i opowiedział, co widział w tem piekle.<br>
{{tab}}— Nie nazywajcie tego miejsca piekłem — rzecze Don Kiszot — takie miano mu ubliża i wcale nie przystoi, o czem się sami zaraz przekonacie. Ale dajcie mi przedewszystkiem co zjeść, bo jak żyję, podobno tak mi się jeść nie chciało.<br>
{{tab}}Sanszo nakrył mu prędko na trawie, to jest rozciągnął kawałek deski, którą przewodnik kładł sobie na siodło, i dobył co tylko miał w sakwach; wszyscy trzej zasiedli i zajadali z wielkim apetytem, bo cały dzień nic w ustach nie mieli. Po skończonej biesiadzie Don Kiszot rzekł:<br>
{{tab}}— Nie wstawajcie, moje dzieci, lecz posłuchajcie uważnie tego, co wam opowiem.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/910|num=240}}{{c|ROZDZIAŁ XXIII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Opisuje godne podziwu rzeczy, które nieustraszony Don Kiszot miał widzieć w głębiach jaskini Montesinos.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Godzina była blizko czwarta popołudniu, a słońce z poza gęstych chmur słabe zaledwie rzucało promienie, przejmując ciepłem miłą w tem miejscu świeżość powietrza. Dlatego to Don Kiszot wołał tu pozostać i tak zaczął szanownym swym słuchaczom opowiadać o niesłychanych cudach jaskini Montesinosa:<br>
{{tab}}— Na dwanaście lub piętnaście sążni ponad dnem tej jaskini widać na prawo wielką czeluść, do której światło dochodzi jedynie przez dziury i szczeliny, długim szeregiem ciągnące się tam od samej powierzchni ziemi. Miałem aż nadto czasu przypatrzeć się tej jamie, bo z nudów, zawieszony na tym sznurze, nie mając celu przed sobą, wszedłem tam, chcąc trochę odpocząć. Wtedy to wołałem na was, ażebyście nie popuszczali sznura, aż sam zażądam, ale musieliście mnie nie dosłyszeć, bo ciągle sznur spuszczaliście, a ja zbierałem go w koło siebie i tak ogromny krąg jego nazbierałem, żem sobie na nim wygodnie usiadł i rozmyślałem, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/911|num=241}}jak ja się tu teraz do dna dostanę, kiedy mnie nikt nie trzyma. I zdrzemnąłem się nieco w tem zamyśleniu, a w chwilę później, sam nie wiem jakim sposobem, znajdowałem się już na najcudniejszej, jaką wyobrazić sobie można, łące. Sto razy oczy przecierałem, bojąc się, czy to nie sen i czy oczy mnie nie zwodzą, macałem się po głowie i po całem ciele, czy to naprawdę ja tam jestem, czy też duch jaki na moje miejsce położony. W tej chwili ujrzałem przepyszny pałac kryształowy, z którego wyszedł starzec sędziwy i prosto do mnie kroki skierował. Miał na sobie płaszcz ogromny, aż po ziemi się wlokący, a na plecach kaptur zielony atłasowy, jakby doktorski, na głowie rodzaj biretu, a brodę długą za pas. Broni żadnej nie nosił, tylko w ręku trzymał różaniec z ziarnkami tak wielkiemi jak orzechy i jaja strusie, na ojczenaszach. Powaga, słodycz i wzięcie się miłe starca przejęły mnie czcią jakąś dla niego, a zdziwiłem się jeszcze bardziej, gdy zbliżywszy się do mnie, zaczął całować czule i tak przemówił: „Od bardzo dawna już, waleczny rycerzu Don Kiszocie z Manszy, oczekiwaliśmy na ciebie niecierpliwie, my wszyscy tu zaklęci, abyś światu wyjawił cuda zawarte w jaskini Montesina. Pójdź za mną, znamienity rycerzu, pokazać ci muszę cudowne skarby tego przeźroczystego pałacu, którego jestem gubernatorem, bo to ja {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/912|num=242}}jestem ów Montesinos, od którego jaskinia wzięła nazwisko.“ Jak mi to powiedział, zaraz go się zapytałem, czy to prawda, co tu mówią, że on nożem wypruł serce i wnętrzności wielkiemu swemu przyjacielowi, Durandartowi, i poniósł je do Belerma, o co prosił tamten umierając. Odpowiedział mi, że wszystko prawda najzupełniejsza, tylko, że użył do tego nie noża, lecz sztyletu doskonale wyostrzonego i tak jak lancet cieniutkiego.<br>
{{tab}}— Musiał to być taki sztylet — odezwał się Sanszo — jaki miał Ramon de Hoces Sewilczyk?<br>
{{tab}}— Nie wiem — odpowiedział Don Kiszot — ale nie zdaje mi się, bo ten Ramon jest nam współczesny, a owa historya wydarzyła się w epoce batalii pod Roncewalem.<br>
{{tab}}— Macie słuszność, mości rycerzu — rzecze przewodnik — i proszę was, opowiadajcie dalej tę historyę.<br>
{{tab}}— O! z największą chęcią — odpowie Don Kiszot. — Jakem tedy wszedł do pałacu, Montesin poprowadził mnie do sali alabastrowej, chłodnej niezmiernie; stał tam na środku grobowiec marmurowy, na którym leżał rycerz nie z bronzu, ani z marmuru, ale z kości i ciała, jak każdy inny. Prawą rękę, bardzo obrosłą i żylastą, miał wspartą koło serca; gdy mu się pilnie przypatruję, Montesinos rzecze: „Oto mój {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/913|num=243}}przyjaciel, Durandart, kwiat i zwierciadło dzielnych i zakochanych rycerzy swojego czasu. Merlin, ów słynny czarownik francuski, którego nazywają synem czarta, a którego ja uważam za mędrszego od samego czarta, trzyma go tu w zaklęciu razem ze mną i mnóstwem innych mężczyzn i kobiet. A dlaczego i jak nas zaczarował, tego nikt nie wie. Sam to nam ma powiedzieć kiedyś, a jak mi się zdaje, stanie się to niezadługo; najbardziej to mnie zadziwia, iż pewien jestem, że Durandart wyzionął ducha w moich objęciach i że jak tylko skonał, ja mu własnemi rękoma serce wyprułem, które ważyło przeszło dwa funty! Jaka to musiała być odwaga jego, kiedy naturaliści powiadają, że wielkość serca jest niezawodną oznaką odwagi. Więc, jak powiadam, umarł, i jakże to być może, ażeby tu teraz często wzdychał, jak gdyby żywy?“<br>
{{tab}}Kiedy Montesinos skończył mówić, nieszczęsny Durandart zawołał: „O, drogi mój krewniaku, Montesinie, ostatnia prośba moja do ciebie była, ażebyś mi serce wypruł zaraz po śmierci i poniósł je w podarunku odemnie pięknej Rebonie.“ Montesinos natychmiast przykląkł i ze łzami w oczach odpowiedział: „Mości Durandarcie, najdroższy mój krewniaku, dopełniłem wszystkiego, coś mi polecił w nieszczęsny dzień swej śmierci: wyprułem ci serce, ani kruszyny nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/914|num=244}}zostawiwszy, obtarłem je zaraz chustką koronkową i natychmiast pojechałem do Francyi, oddawszy ci ostatnią posługę, w czasie której tyle łez wylałem, iż obmyłem sobie niemi ręce, całe krwią zbroczone; posypałem ci serce solą, ażeby się nie zepsuło, boby go nie można wtedy wręczyć pani Belermie, którą mądry Merlin trzyma tu w zaklęciu od lat wielu, tak jako i ciebie, najdroższy bracie i przyjacielu, i mnie i Guadianę, twego giermka, i damę Ruiderę z siedmiu córkami i dwiema krewnemi i wiele jeszcze innych osób przyjaznych ci i znajomych; a chociaż pięćset już lat przeszło, jak tu siedzimy, nikt z nas nie umarł i nie brak tu nikogo prócz Ruidery z siedmiu córkami i dwiema krewnemi, których łzy tak wzruszyły Merlina, że zamienił je w tyleż krynic, a lud, mieszkający tam na górze w Manszy, nazywa je krynicami Ruidery, których siedem należy do króla hiszpańskiego, a dwie do zakonu Świętego Jana. Guadiana, giermek twój, który także bezustannie łzy ronił nad twojem nieszczęściem, zamieniony został w rzekę tegoż nazwiska. Kiedy płynąć zaczął po ziemi i spostrzegł po słońcu innego nieba, że się od ciebie oddala, tak się tem zmartwił, że schował się w wnętrzności ziemi, ale że nie może przełamać biegu przyrodzonego sobie, wychodzi więc czasami na wierzch i ukazuje się miejscami oczom ludzkim. Krynice, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/915|num=245}}o których wspomniałem, równie jak i wiele innych źródeł, łączą swe wody z jego wodami i w wielkiej okazałości odprowadzają aż do Portugalii; ale gdziebądź się obróci, zawsze jest smutny i posępny, ryb nawet w swe łono nie przyjmuje, bojąc się uczynić cobądź słusznemu smutkowi swemu nieodpowiedniego. Często ci już opowiadałem, drogi bracie to, co ci teraz mówię; nigdy mi nie odpowiedziałeś, sądzę przeto, że mi nie wierzysz, i martwię się tem niezmiernie. W tej chwili mam ci coś donieść, co zmniejszy twe przykrości i zapewne ulgę ci przyniesie, a mianowicie, że masz tu przed sobą tego rycerza, o którym mądry Merlin tyle cudów przepowiadał, tego wielkiego, słynnego Don Kiszota z Manszy, co nietylko wskrzesił błędne rycerstwo, ale mu jeszcze więcej blasku nadał, a w którym my pokładamy nadzieję, że nas z tego zaklęcia uwolni, bo wielkie dzieła dla wielkich ludzi zachowane.“<br>
{{tab}}— A jak nie — odpowiedział Durandart, cichym i bolejącym głosem — a jak nie, mój drogi krewniaku, to trzeba być cierpliwym.<br>
{{tab}}Rzekłszy to, przewrócił się na drugi bok i ani słowa już nie powiedział. W tej chwili doszły do moich uszu straszliwe jęki, na które gdym głowę obrócił, zobaczyłem przez kryształowe mury pałacu procesyę prześlicznych dziewic, całych z ognia, z białemi wstążkami na głowach; {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/916|num=246}}za niemi szła bardzo piękna dama, widać starsza od nich; ubrana była czarno, a welon miała biały tak długi, że się wlókł aż po ziemi, i turban dwa razy większy od tamtych; miała wielkie brwi, nos nieco spłaszczony, usta wydatne z blademi wargami, ale zębami prześlicznej białości, chociaż nierównymi; trzymała w ręce na rozwiniętej serwecie serce, zabalsamowane zapewne, tak było suche i zawiędłe! Montesinos powiedział mi, że te wszystkie dziewice należą do orszaku Durandarta i Belermy, że ta, co serce niosła, jest sama Belerma, która cztery razy na tydzień takie procesye odprawia, śpiewając hymny smętne nad ciałem i sercem nieszczęśliwego krewniaka. Powiedział mi też, że jeżeli Belerma nie wydała mi się tak piękną, jak o niej głoszą, to dlatego, że cierpi niezmiernie nad tem swojem zaklęciem i stąd traci cerę i blask swojej urody, ale gdyby nie to, to wielka Dulcynea z Tobozo, tak słynna w świecie, z trudnością walczyćby musiała o pierwszeństwo z nią.<br>
{{tab}}— Dosyć tego, mości Montesinos! — odpowiedziałem mu — daj pokój porównaniom, one wszystkie do niczego nie prowadzą, Belerma ma swoją piękność, a nieporównana Dulcynea swoją i nikomu nie ustępuje.<br>
{{tab}}— Przepraszam cię, mości rycerzu — odparł Montesinos — wyznaję, żem za daleko śmiałość {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/917|num=247}}posunął, a znając sławę tej nieporównanej damy i twoją, mości rycerzu, nie powinienem jej był porównywać, jak tylko z niebem lub nią samą.<br>
{{tab}}Taka pokora Montesina ułagodziła mój gniew.<br>
{{tab}}— Dalipan dziwno mi — rzecze Sanszo — żeście mu jeszcze do oczów, panie, nie skoczyli i żeber nie połamali, widać, że na tamtym świecie zrobiliście się bardzo cierpliwi. Jabym mu był hultajowi jednego włoska w brodzie nie zostawił.<br>
{{tab}}— O! któż to widział, Sanszo — odpowiedział Don Kiszot — trzeba zawsze szanować wiek sędziwy, zwłaszcza w rycerzach zaczarowanych.<br>
{{tab}}— Ale jak to być może, proszę pana — zapyta przewodnik — żeście tam tyle rzeczy widzieli i tyle mówili, kiedy tak krótko byliście?<br>
{{tab}}— A jakże dawno zstąpiłem do jaskini? — zapyta Don Kiszot.<br>
{{tab}}— A będzie teraz z pięć kwadransów — odpowie Sanszo.<br>
{{tab}}— Cóż to? ty żartujesz sobie ze mnie — rzecze Don Kiszot — ależ, mój bracie, jak to być może, kiedy ja tam widziałem trzy wschody i zachody słońca?<br>
{{tab}}— Pan mój może mieć słuszność — odpowie Sanszo — ponieważ jemu wszystko przez czary się dzieje, to, co dla nas było godziną, jemu mogło się wydać trzema dobami.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/918|num=248}}{{tab}}— Prawda i to — odpowie Don Kiszot.<br>
{{tab}}— A czy jadłeś pan co przez ten cały czas? — zapyta przewodnik.<br>
{{tab}}— Nic a nic i wcale mi się nie chciało.<br>
{{tab}}— A ci zaklęci czy jedzą? — zapyta przewodnik.<br>
{{tab}}— Ani jedzą, ani pija, ani nie robią nic takiego, co inni robią. Paznogcie jedynie, włosy i brody rosnąć im nie przestają.<br>
{{tab}}— I czy nie śpią także, proszę pana? — rzecze Sanszo.<br>
{{tab}}— Także — odpowiedział Don Kiszot — przynajmniej przez te trzy doby, jak tam byłem, ani jeden oka nie zmrużył.<br>
{{tab}}— Prawda — rzekł Sanszo — przysłowie mówi: z jakim przestajesz, takim się sam stajesz. Chodzisz pan do zaklętych, co nie jedzą {{Korekta|nia|nie}} pija, cóż więc dziwnego, że sam także nie jesz, ani pijesz! Ale wiecie, panie, z przeproszeniem waszem, niech mnie kaci wezmą, jeżeli znajdzie się taki głupiec, coby temu wszystkiemu uwierzył, coście teraz nagadali.<br>
{{tab}}— A to dlaczego? — zapyta zdziwiony przewodnik — albo to jegomość pan Kiszot umie kłamać, a choćby i tak było, czyżby miał czas zmyślić tyle kłamstw?<br>
{{tab}}— Ja nie mówię, ażeby pan mój kłamał — odpowie Sanszo.<br>
{{tab}}— A kiedy tego nie mówisz, to cóż myślisz? — zapyta Don Kiszot.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/919|num=249}}{{tab}}— Ja myślę, panie — odpowie Sanszo — że ten mądry Merlin i owi czarownicy, co w zaklęciu trzymają całą gromadę ludzi, o których pan rozpowiadasz, musieli panu przez czary wpakować w głowę to wszystko, coś nam opowiadał i co jeszcze masz opowiedzieć, przysiągłbym na to, że tak jest.<br>
{{tab}}— Nicby w tem nie było dziwnego, mój przyjacielu — odpowie Don Kiszot — ale to nie prawda, bo ja wszystko na własne oczy widziałem i słyszałem na własne uszy; a co na to powiesz, Sanszo, że pomiędzy tysiącem rzeczy, które mi pokazywał Montesinos, a które później opowiem, pokazał mi także trzy chłopki tańczące i wyskakujące na trawie, a ja w nich poznałem Dulcyneę i dwie jej towarzyszki, z któremi wtedy rozmawialiśmy. Pytałem się go czy je zna, powiedział, że nie, bo tu tak pełno rozmaitych księżniczek od wieku siedzi w zaklęciu i coraz nowe przybywają, że ich znać wszystkich niepodobna.<br>
{{tab}}Sanszo ledwie nie skonał ze śmiechu, słysząc mówiącego to Don Kiszota, bo wiedział dobrze, co trzymać o Dulcynei, której sam był czarownikiem, i nie wątpiąc już teraz, że jego panu całkiem się w głowie przewróciło:<br>
{{tab}}— Mój najdroższy panie — rzekł do niego — po nieszczęście chodziliście na tamtem świat i na wasze nieszczęście spotkaliście się z tym {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/920|num=250}}jegomościa Montesinem, bo on wam całkiem w głowie popsuł! Tu na naszym świecie mieliście rozum zdrowy, jak Pan Bóg przykazał, mieliście takie mądre zdania na każde zawołanie i dobre rady dla każdego, kto ich chciał, a teraz bajecie najokropniejsze głupstwa na świecie.<br>
{{tab}}— Znam cię dobrze, Sanszo — odpowie Don Kiszot — sam głupstwa pleciesz, a ja o nie nie dbam.<br>
{{tab}}— Jakem poczciw i ja także nie dbam o wasze — rzecze Sanszo — możecie mnie wybić i zabić, jak wam się podoba, a ja zawsze to będę mówił, bo trzeba, ażebyście się poprawili! Bo, proszę pana, tylko bez gniewu, po czemże to poznaliście panią Dulcyneę? coście jej mówili i co ona wam odpowiedziała?<br>
{{tab}}— Poznałem ją — rzecze Don Kiszot — bo była tak samo ubrana, jak wówczas. Mówiłem do niej, ale mi nic nie odpowiedziała, tylko odwróciła się tyłem i uciekła tak prędko, że ją zaraz z oczu straciłem; chciałem biedź za nią, lecz Montesinos mi nie dał, mówiąc, że to na nic się nie przydało i że już czas, abym wracał na ten świat. Obiecał mi donieść, jak tylko odczarowany zostanie razem ze swymi towarzyszami. Ale najbardziej mnie zmartwiło to, że kiedy rozmawiałem z Montesinem, jedna z towarzyszek Dulcynei zbliżyła się do mnie i ze łzami w oczach pocichu mi mówiła:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/921|num=251}}{{tab}}— Dulcynea z Tobozo, moja pani, całuje ręce waszej {{Korekta|dostojnojści|dostojności}} i o zdrowie wasze pyta, że zaś w wielkiej znajduje się potrzebie, błaga was o pożyczenie dwunastu realów na tę spódnicę perkalikową i daje wam słowo, że niezadługo ją z zastawu wykupi...<br>
{{tab}}Zdziwiłem się niezmiernie i pytałem Montesina, czy to podobna, ażeby tak znakomite księżniczki w tak wielkiej znajdowały się tu potrzebie.<br>
{{tab}}— Wierzaj mi, mości rycerzu — odpowiedział — że potrzeba wszędzie się przeciska, wszędzie dosięga, na wszystkich ludzi godzi i zaklętym nawet nie przepuszcza. Pani Dulcynea musi być w wielkiej potrzebie, kiedy przysyła cię prosić o 12 realów; zresztą zastaw dobry, ręczę ci, nie odmawiaj.<br>
{{tab}}— Nie wezmę zastawu — rzekłem mu — a dwunastu realów dać nie mogę, bo mam tylko cztery, któreś mi użyczył, Sanszo, na ubogich. Dałem je więc posłance i prosiłem, ażeby oświadczyła swej pani, iż jestem niezmiernie zmartwiony jej przykrem położeniem i że dopóty się nie uspokoję, dopóki nie będę miał szczęścia widzieć się z nią i mówić, oraz, że upraszam ją o tę łaskę, gdyż wie, jaką szaloną pałam ku niej miłością. Kazałem jej nadto oświadczyć, że jak książę Mantui poprzysiągł, że dopóty chleba pożywać nie będzie, dopóki nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/922|num=252}}pomści śmierci kuzyna swego Baldwina, tak i ja poprzysięgam nie spocząć dopóty i po wszystkich częściach świata biegać, choćby ich tysiąc było, dopóki nie znajdę sposobu na odczarowanie jej dostojności.<br>
{{tab}}— Słusznie się to należy od was mojej pani — odpowiedziała posłanka — a potem, zabrawszy cztery reale, zamiast się ukłonić, dała susa w powietrze na kilkanaście stóp wysoko i znikła.<br>
{{tab}}— Ah! Najświętsza Maryo! — zawołał Sanszo, załamując ręce — czyż to podobna, ażeby czary i czarowniki tak ze szczętem popsuły głowę najtęższą w Manszy? O, mój panie, mój najdroższy panie! upamiętajże się i przestań raz durzyć się takiemi głupstwami.<br>
{{tab}}— Wiem ja, mój dobry Sanszo, że to przywiązanie do mnie takie ci słowa dyktuje — rzekł Don Kiszot — nie masz doświadczenia w rzeczach tego świata i dlatego za niepodobne uważasz to, co tylko jest trudnem do zrobienia, ale przyjdzie czas, mówię ci, iż ci opowiem takie dziwy, które tam widziałem, że o niczem wątpić nie będziesz.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/923|num=253}}{{c|ROZDZIAŁ XXIV.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym przedstawia się czytelnikowi tysiąc niedorzeczności, równie śmiesznych, jak potrzebnych do zrozumienia tej prawdziwej historyi.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Tłómacz Cyd Hameta Benegely powiada, że doszedłszy do rozdziału o jaskini Montesina, na marginesie rękopisu znalazł ręką samego autora wypisane następujące wyrazy:<br>
{{tab}}„Trudno mi wierzyć, aby wypadki, poniżej opisane, wydarzyły się istotnie wielkiemu Don Kiszotowi, tak jak on je opisuje, a to z tej przyczyny, że wszystkie, które dotąd widzieliśmy, były możliwymi i prawdopodobnymi, zdarzenia zaś w jaskini Montesina nie mają żadnego pozoru prawdopodobieństwa, sprzeciwiają się zupełnie zdrowemu rozsądkowi i rażą nadzwyczajnością. Nie mogę wszakże przypuszczać, aby Don Kiszot, rycerz najzacniejszy i najszlachetniejszy, mógł się dopuścić kłamstwa; opowiada on tę przygodę tak drobiazgowo, że niepodobna jej nie wierzyć, zastanowiwszy się zwłaszcza, że w tak krótkim czasie nie mógłby tylu głupstw wymyślić. Bądź co bądź, zamieściłem ją tu, ani jej popierając, ani zbijając i pozostawiam czytelnikowi dowolny sąd w tym względzie, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/924|num=254}}uprzedzam go tylko, iż powiadają, jakoby Don Kiszot umierając wyznał, iż wymyślił ją dla dokładniejszego naśladowania tego, co w księgach rycerskich wyczytał.“<br>
{{tab}}Przewodnik zdziwił się niezmiernie zuchwalstwem Sansza, a jeszcze bardziej cierpliwością jego pana i tłómaczył go tem tylko, że radość z oglądania ubóstwianej damy tak mu serce zmiękczyła, iż znosił, jak baranek, zuchwalstwa, za które Sanszo na sto kijów przynajmniej zasługiwał.<br>
{{tab}}— Co do mnie, mości rycerzu — mówił do Don Kiszota — dzień dzisiejszy uważam dla siebie za bardzo szczęśliwy, gdyż miałem zaszczyt poznać w nim waszą dostojność. Przyniósł on mi inne korzyści, które wielką dla mnie mają cenę, dowiedziałem się cudownych rzeczy o jaskini Montesinos, o metamorfozie Guadiany i córek Ruidery, które przyniosą niemałą ozdobę mojemu Owidyuszowi hiszpańskiemu.<br>
{{tab}}— Wielce się cieszę — odpowiedział Don Kiszot — iż mogłem się przyczynić do objaśnienia panu rzeczy tak ważnych; ale powiedz mi pan, proszę, komu dedykować będziesz te dzieła, jeżeli tylko potrafisz uzyskać przywilej na ich drukowanie, o czem, prawdę powiedziawszy, trochę powątpiewam?<br>
{{tab}}— Alboż to mało jest wielkich i znakomitych panów w Hiszpanii? — rzecze przewodnik.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/925|num=255}}{{tab}}— Nie tak wielu, jak myślisz — odpowie Don Kiszot — bo większa ich część nie chce przyjmować dedykacyi, ażeby nie być w obowiązku wynagradzania pracy i grzeczności autorów; znam jednak pewnego księcia, który przewyższa w uprzejmości i szczodrobliwości wszystkich innych panów. Ale potem o tem, teraz pomyślmy o noclegu.<br>
{{tab}}— Jest tu gdzież blizko — rzecze młody bakałarz — chatka pustelnika, który dawniej był podobno żołnierzem, jest to bardzo zacny człowiek, a tak miłosierny, że własnym kosztem kazał wybudować domek przy swojej pustelni dla podróżnych i gości, których tam podejmuje calem sercem.<br>
{{tab}}— A ma on śpiżarnię ten poczciwy pustelnik? — zapytał Sanszo.<br>
{{tab}}— Mało który pustelnik nie ma teraz zapasów — odpowie Don Kiszot — bo to ci dzisiejsi nie tacy, jak owi w Tebaidzie, co się liśćmi palmowymi okrywali, a żyli korzonkami tylko. Nie mówię, ażeby i ci nie byli dobrymi chrześcijanami, jak tamci, ale teraz nie odprawiają tak surowych pokut, jak dawniej. Słowem, wszyscy oni są dobrzy, a chociażby i nie byli, to samotne ich życie każę o nich dobrze sądzić, bo hypokryta, który chce udawać człowieka dobrego, często nie tyle jest winnym, co jawnogrzesznik, chlubiący się ze swoich występków.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/926|num=256}}{{tab}}Kiedy tak rozmawiali, zbliżył się do nich idący na przeciwko jakiś człowiek, który z pośpiechem gnał przez sobą muła, obładowanego włóczniami i halabardami. Zrównawszy się z nimi, pozdrowił ich i przeszedł mimo, ale Don Kiszot zawołał na niego:<br>
{{tab}}— Stójno, przyjacielu, zdaje mi się, że nie masz potrzeby tak poganiać biednego muła.<br>
{{tab}}— Nie mogę się zatrzymywać — odpowie podróżny — bo ta broń, którą widzicie, potrzebną jest na jutro, muszę się więc spieszyć, ale jeżeli chcecie się dowiedzieć, po co tę broń wiozę, to ja dziś nocować będę w gospodzie za pustelnią, jeżeli przypadkiem i wam droga tamtędy, to mnie tam zastaniecie i cuda wam opowiem. Bywajcie zdrowi, panie, i do widzenia.<br>
{{tab}}Mówiąc to, tak śpiesznie pognał muła, że Don Kiszot nie zdążył go się o więcej spytać, ale że był zawsze ciekawy rzeczy nowych, a szczególniej takich, co zakrawały na jakąś przygodę, postanowił więc zaraz, że pojadą na noc do tej gospody i w pustelni nie staną. Wsiedli przeto na koń i o zmierzchu dojechali do pustelni, gdzie przewodnik radził wypocząć. Sanszo skierował burego w tę stronę, a Don Kiszot pojechał za nim, ale jakby na złość Sanszowi, pustelnika w domu nie było, zastali tylko jego towarzysza, którego nasz poczciwy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/927|num=257}}giermek zapytał, czyby tu nie dostał napić się czego, cobądźby to kosztowało. Odpowiedziano mu, że ojciec pustelnik nie ma wcale wina, ale jeżeli chcą wody, mogą jej dostać ile się podoba i nic za nią nie zapłacą.<br>
{{tab}}— Żebym chciał wody — odpowie Sanszo — to miałem dość źródeł po drodze. Ah! — zawołał z głębokiem westchnieniem — wesele Gamasza, gościnność Don Diega, jakież to piękne rzeczy! Ileż ja razy w życiu tęsknie wspominać was będę! Widząc, że niema co robić w tej pustelni, ruszyli drogą ku gospodzie i jadać, spotkali młodego chłopca, idącego sobie swobodnie ze szpadą na ramieniu i węzełkiem z manatkami; miał on na koszuli kaftan aksamitny, trochę wytarty, a na nogach pończochy jedwabne i buciki z safianu wschodniego. Gdy do niego podeszli bliżej, spostrzegli, że nie ma więcej nad lat osiemnaście, że jest sobie chłopczyną wesołym i grackim, a nudy pochodu rozrywa sobie piosneczką: Na wojenkę idę, ale klnę co siły, Dyabłubym ją oddał, gdyby grosze były.<br>
{{tab}}— Gdzie to tak dążysz, mój mały — zapytał Don Kiszot — jakoś mi strasznie leciutko jesteś ubrany?<br>
{{tab}}— To tak z potrzeby, panie — odpowie — bo gorąco, a idę na wojnę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/928|num=258}}{{tab}}— Że gorąco, to prawda, ale dlaczegóż mówisz, że z potrzeby?<br>
{{tab}}— Mam w węzełku, panie — odpowie chłopiec — parę spodni aksamitnych, takich samych, jak ten kaftan, ale nie chcę ich szarzać w drodze, bo jakbym przyszedł do miasta, toby nie było się w czem dobrze pokazać, a pieniędzy nie mam na drugie, dlatego maszeruję sobie tak, bo mi gorąco, dopóki nie dojdę do pułku, który stoi o dziesięć mil stąd, a do którego myślę się zaciągnąć; wolę służyć królowi, niż mieć za pana jakiego gołego szlachcica.<br>
{{tab}}— A czy byłeś już w służbie przy jakim dworze — zapytał przewodnik — i czy ci się poszczęściło?<br>
{{tab}}— Gdybym był — odpowie chłopiec — u jakiego granda Hiszpanii, albo u jakiego zacnego pana, to pewnoby mi się było poszczęściło i miałbym dziś niezawodnie jakie porucznikostwo i żył sobie wygodnie, ale służyłem zawsze u chłystków, którzy płacą tak małą pensyę, że połowa idzie na pranie, i cudem byłoby, ażeby paź wyszedł na co od takich panów.<br>
{{tab}}— Powiedzże mi, moje dziecko — rzecze Don Kiszot — czyż podobna, ażebyś od czasu, jak zdatny jesteś do usług, prócz tych spodni, nie wysłużył sobie żadnego ubrania?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/929|num=259}}{{tab}}— Służyłem u dwóch panów — odpowiedział chłopiec — ale jak ukończyli interesa u dworu, odebrali mi zaraz liberyę, wróciwszy zaś do domu, sprawiali ją tylko przez próżność i ażeby udawać wielkich panów.<br>
{{tab}}— A, to niegodne — rzecze Don Kiszot — w każdym razie bardzoś dobrze zrobił, żeś porzucił służbę dworską i zaciągasz się do wojska, bo nie masz nic w świecie uczciwszego i pożyteczniejszego, jak służyć naprzód Bogu, a potem królowi swojemu, zwłaszcza też zbrojno. Bogactwa się tam niekoniecznie zbiera, ale za to człowiek nabywa sławy i honoru daleko więcej niż w zawodzie uczonym, czego już nieraz dowiodłem. Nauki więcej zapewne domów wsławiły, niż oręż, ale oręż ma w sobie coś szlachetniejszego i piękniejszego, co imieniowi nadaje więcej blasku. Pamiętaj sobie dobrze, co ci teraz powiem, może ci się to kiedyś przyda i na pociechę posłuży. Owóż tedy powiem ci, że trzeba być zawsze gotowym na wszelkie wypadki, zawsze śmiałe stawiać czoło wszelkim przeciwnościom, z których najsmutniejszą wydaje się śmierć, gdy się kto ze złego punktu na to zapatruje; ale kto umiera dobrze, ten nie powinien narzekać; śmierć chwalebna jest największem szczęściem na ziemi. Pytano raz Cezara, jaką śmierć uważa za najpożądańszą. Tę, która najnaglej przychodzi i której się najmniej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/930|num=260}}spodziewa — odpowiedzą!. I odpowiedział bardzo dobrze, chociaż to był poganin i nie znał prawdziwego Boga; bo człowiek zacny powinien być zawsze dalekim od bojaźni śmierci. Alboż to nie wszystko jedno zginąć od kuli armatniej w pierwszej lepszej bitwie, albo od miny w powietrzu! I na łóżku śmierć znajdzie, zawsze trzeba umierać; słusznie mówi któryś ze starożytnych, że żołnierz, poległy na polu bitwy, daleko lepiej wygląda, niż żołnierz uciekający. O to zawsze idzie, żeby ściśle dopełniać swego obowiązku, nie uchylać się od posłuszeństwa i karności; i przestrzegam cię, moje dziecko, iż daleko piękniej jest, kiedy od żołnierza zalatuje proch {{kor|żni wykwitne|niż wykwintne}} wonności, i że choćbyś na starość był cały pokiereszowany i pokaleczony, będziesz miał w zysku sławę i honor, a te chlubne znamiona uchronią cię zawsze od wzgardy, jaką wzbudza nędza, i od samej nędzy nawet, bo zaczynają już pracować nad urządzeniem mieszkań i utrzymaniem dla starych i rannych żołnierzy. Śliczna to rzecz, bo nie godzi się z tymi zacnymi weteranami postępować tak, jak postępują nikczemni Maurowie, trzymając ich w służbie dopóty, póki zgrzybiałość niezdatnymi ich do niczego nie uczyni, a potem, wypędzając na Bożą wolę i w nagrodę tylu usług głodną im śmierć gotując. Na ten raz więcej ci nie powiem, ale {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/931|num=261}}bardzo mi miło będzie, jeżeli zechcesz usiąść ze mną na konia i dojechać do gospody, gdzie razem zjemy wieczerzę, a jutro ruszysz w dalszą drogę, w której życzę ci tyle szczęścia, na ile zasługujesz.<br>
{{tab}}Paź bardzo grzecznie wymawiał się od przyjęcia miejsca za siodłem; ale chętnie przyjął wieczerzę.<br>
{{tab}}W czasie tej rozmowy Don Kiszota powiadają, że Sanszo w wielkiem zdumieniu mówił sam do siebie:<br>
{{tab}}— Przysięgam Bogu, że już teraz nic nie rozumiem; jakże u dyabła, człowiek, co takie piękne rzeczy prawi, może nas durzyć, że widział takie dziwy niepodobne do wiary w jaskini Montesina. Ja już teraz zupełnie głupieję i nie wiem, co myśleć, chyba, że w tem cielsku są dwie dusze: jedna głupia, a druga mądra.<br>
{{tab}}Pod wieczór zajechali do gospodarza; Sanszo, prócz wielkiej uciechy, że już tam przybyli, miał i tę jeszcze, że pan ją wziął za to, czem była istotnie, a nie za zamek żaden, jak to zwykle czynił.<br>
{{tab}}Na samem zaraz wejściu Don Kiszot pytał się gospodarza o owego człowieka z włóczniami i halabardami, a gdy mu odpowiedział, że jest w stajni, gdzie muła pilnuje, wszyscy zsiedli z siodeł i wierzchowców tam zaprowadzili.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/932|num=262}}{{c|ROZDZIAŁ XXV.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Jako z boku oślego wielka wyrosła przygoda, co wyprawiał pokazywacz maryonetek i jak cudowne wróżby małpa czyniła.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Don Kiszot tak niecierpliwie pragnął dowiedzieć się owych cudów, które mu transportujący broń opowiedzieć przyrzekł, że poszedł zaraz do niego i wezwał do spełnienia obietnicy.<br>
{{tab}}— O! proszę pana — odpowiedział podróżny — to się tak łatwo nie da wypowiedzieć, dużo to o tem gadać, trzeba na to czasu; pozwólcie mi tylko koło muła oporządzić, a jak się załatwię, to wam te cuda opowiem.<br>
{{tab}}— A no, to dobrze, to się zwijaj — odpowiedział Don Kiszot — ja ci sam pomogę.<br>
{{tab}}I wziął się zaraz do przesiewania jęczmienia i czyszczenia żłobu, a tą pokorną uprzejmością tak sobie zjednał podróżnego, że ten niebawem wyszedł ze stajni, usiadł na studni i mając za słuchaczów Don Kiszota, Sanszę, przewodnika, pazia i gospodarza, tak rzecz swoją zaczął:<br>
{{tab}}— Otóż tedy wiedzieć wam trzeba, panie, iż w jednej wsi, o pięć mil stąd, sędziemu tamecznemu przed niedawnym czasem zaginął osieł, jak powiadają, przez niedbalstwo, a raczej złośliwość sługi; napróżno się biedził i szukał {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/933|num=263}}go wszędzie, lecz w żaden sposób znaleźć nie mógł.<br>
{{tab}}We dwa tygodnie może potem, gdy sędzia przechadzał się po rynku, inny urzędnik tameczny zbliżył się do niego i rzekł:<br>
{{tab}}— Co mi dacie, kumie, jak wam powiem, gdzie wasz osieł?<br>
{{tab}}— Dam wam, co chcecie, kumie, ale mi powiedzcie, co wiecie o nim i gdzie jest.<br>
{{tab}}— Widziałem go dziś zrana — powie pierwszy — między górami, bez kulbaki i uzdy, wychudzonego jak szczapa, że aż litość bierze patrzeć; chciałem go przygnać do was, ale tak zdziczał, że gdy się do niego zbliżyłem, zaczął ligać i uciekł w góry; jeżeli chcecie, to pójdziemy razem poszukać go; zapędzę tylko moje bydlę do stajni i zaraz wracam do was.<br>
{{tab}}— Bardzo wam będę obowiązany — odpowiedział sędzia — i daj Boże odwdzięczyć.
Tak słowo w słowo opowiadają to zdarzenie ci, co je dobrze znają. Poszli tedy oba w góry na to miejsce, gdzie rano był osieł, ale go tam nie znaleźli pomimo wszelkich wokoło poszukiwań. Zmordowawszy się nareszcie próżnem szukaniem, rzecze ten, co widział osła:<br>
{{tab}}— Mój kumie, przyszedł mi do głowy niezawodny sposób wynalezienia twojego kłapoucha, choćby się skrył pod ziemię; umiem ja ryczeć doskonale i jeżeli tylko i wy umiecie, to niezawodnie zaraz go znajdziemy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/934|num=264}}{{tab}}— Czy ja umiem — odpowie sędzia — a to dobre! i tak doskonale, że nikomu nie ustąpię, samym osłom nawet.<br>
{{tab}}— A to wybornie — odpowie tamten — rozejdźmy się tedy jeden w jedną, a drugi w drugą stronę góry, wy zaczniecie ryczeć od czasu do czasu, a ja wam zacznę odrykiwać i chybaby się sam dyabeł w tę sprawę wplątał, gdyby się osieł wasz nie odezwał, jeżeli tu gdzie jest.<br>
{{tab}}— Na uczciwość, kumie — rzecze sędzia — śliczny pomysł i zaprawdę godzien twego rozumu.<br>
{{tab}}Rozeszli się zaraz i tak się przytrafiło, że idąc obydwa razem zaryczeli, a obydwa tak doskonale, że każdy z nich myślał, że osieł się znalazł, i biegł w stronę skąd ryk pochodził, aż się nos w nos spotkali i wielce zadziwili.<br>
{{tab}}— Czyż to nie mój osieł ryczał, kumie? — zapytał sędzia.<br>
{{tab}}— A nie. kumie — odpowie tamten — to ja ryczałem.<br>
{{tab}}— Wy? — na to mu sędzia — czyż to podobna? przyznaję wam teraz, że istotnie niema różnicy między wami a osłem, przynajmniej co do beku, jak żyję nic podobnego nie słyszałem.<br>
{{tab}}— Żartujecie sobie, kumie, ze mnie, wam to się należą to pochwały — powiedział drugi {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/935|num=265}}bez pochlebstwa, najlepszym mistrzom moglibyście dawać nauki, macie głos mocny, oddech wytrzymujecie długo i doskonale udajecie; słowem, ja się poddaję i wszędzie rozgłaszać będę, że lepszy z was osieł niż ja, a nawet niż wszystkie osły razem.<br>
{{tab}}— Dajcie pokój tym pochwałom, kumie — rzecze sędzia — nie mam ja tak dobrego mniemania o sobie, jak wy we mnie wmawiacie, ale po waszych pochwałach więcej się szacować będę niż wprzódy.<br>
{{tab}}— Zaprawdę, mój kumie, — rzecze drugi — wiele zdolności ginie w świecie, bo się niemi posłużyć nie umieją.<br>
{{tab}}— No, nie wiem, na co się zdać może ta zdolność, której teraz obydwa daliśmy dowody, chyba jedynie na taki sam wypadek, jak i ten, a daj Boże, żeby i tu szczęśliwie posłużyła.<br>
{{tab}}Nagadawszy sobie tyle grzeczności, rozeszli się znów i zaczęli szukać osła, porykując od czasu do czasu; ale raz wraz się mylili i ciągle do siebie biegali, myśląc zawsze, że osieł im się odzywa. Nareszcie, żeby już koniec temu położyć, umówili się, iż każdy będzie ryczał po dwa razy i tym sposobem się poznają.
Obeszli całą górę wokoluteńko, ciągle rycząc, a ciągle nadaremno; osieł ani razu się nie odezwał. Ale jakże się miał odezwać, biedaczysko, kiedy znaleźli go nieżywego w najskrytszym {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/936|num=266}}zakątku lasu i nawpół już przez wilków zjedzonego!<br>
{{tab}}— Dziwiłem się — rzekł jego właściciel — patrząc nań, że nam biedak nie odpowiada, a niezawodnie byłby nam odpowiedział, gdyby tylko słyszał nas ryczących; chybaby nie był osłem. Poniosłem stratę, to prawda, kumie, ale pocieszam się rozkoszą, jakiej doznałem, słysząc was ryczących.<br>
{{tab}}— No, to chwała Bogu, kumie — odpowie drugi — ale zaprawdę, że jeżeli proboszcz dobrze śpiewa, to i wikaremu nie brak.<br>
{{tab}}Wrócili do wsi niezmiernie znużeni i zachrypnięci i rozpowiadali wszystkim, jak osła szukali, wychwalając się wzajem pod niebiosa z doskonałego ryczenia. Niezadługo powiastka o tem rozeszła się na całą okolicę, a dyabeł, co nigdy nie śpi i z lada bzdurstwa burdy wykłuwa, tak się doskonale zawinął, że mieszkańcy okolicznych wiosek, jak tylko spotkali kogo z naszych, zaraz mu w nos beczeli, drwiąc sobie z naszych panów sędziów. Poszło to tak aż do dzieci, jak gdyby się wszyscy dyabli z piekła w to wmieszali; a wioski do wioski rozpowiadano sobie powiastkę i mieszkańcy naszej wsi znani są teraz w okolicy, jak czarni między białymi, i przyszło do takiej zawziętości, że z tych szyderstw nieraz się wszczynały zwady i bijatyki. Jutro albo pojutrze wszyscy nasi wybierają się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/937|num=267}}pójść na sąsiadów z drugiej wsi o dwie mile, którzy nam najbardziej dogryzają. Dla większej pewności i bezpieczeństwa ja oto zakupiłem te włócznie i halabardy, coście widzieli. Macie tedy te dziwy, com wam miał opowiedzieć; więcej wam nie powiem, bo nic nie wiem.<br>
{{tab}}Tak zakończył swoje opowiadanie wieśniak, a w tej chwili właśnie wszedł do gospody człowiek, ubrany w łosiowy kaftan, takież spodnie i kamasze, i rzekł do gospodarza:<br>
{{tab}}— Panie gospodarzu, czy możecie mi zaraz dać próżną izbę? mam tu z sobą małpę, która zgaduje, i obraz oswobodzenia Melisandry.<br>
{{tab}}— Jakto — rzecze gospodarz — toćto wy, majstrze Piotrze! wybornie! dopieroż to będziemy bawili dziś wieczorem! Witajcież mi, witajcie! Gdzież ta małpa i ten obraz, że ich nie widzę?<br>
{{tab}}— Niedaleczko — odpowie przybyły — tylko ja naprzód przyszedłem się dowiedzieć, czy będzie je gdzie pomieścić.<br>
{{tab}}— Oho, odmówiłbym księciu Alby, a majstra Piotra pomieścił — odrzecze gospodarz — jest tu dosyć ludzi, co za widzenie dobrze zapłacą.<br>
{{tab}}— Dobrze, dobrze — odpowie majster Piotr — a ja taniej pokażę dla dobrej kompanii, na małem przestając, byle koszta opędzić. No, idę teraz po wózek i zaraz wracam.<br>
{{tab}}Zapomniałem powiedzieć, że ten majster Piotr miał na lewem oku wielki plaster {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/938|num=268}}z zielonej materyi, zakrywający mu pół twarzy, co dowodziło, że z tej strony musiał jakiś szwank ponieść.<br>
{{tab}}Don Kiszot zapytał gospodarza, co to za jeden ten majster Piotr i co znaczy ta jego małpa i ten obraz.<br>
{{tab}}— Jest to — odpowiedział gospodarz — nieoszacowany pokazywacz maryonetek, który od niedawna jeździ w tych stronach i pokazuje obraz Melisandry, własną ręką Don Gayferosa malowany; nic piękniejszego tu jeszcze nie widziano. Ma także małpę tresowaną; jak jej się pytać o co, słucha pilnie, potem wskakuję panu na ramię i do ucha szepce mu odpowiedź na pytanie, a majster Piotr powtarza ją wszystkim.
Gada więcej o tych rzeczach, co się już stały, niż o tem, co ma być, a chociaż nie zawsze trafi dobrze, bardzo rzadko omyli się i z tego powodu wiele ludzi sądzi, że to musi być wcielenie dyabła. Za każde pytanie płaci się dwa reale, jeżeli małpa odpowie, rozumie się; albo raczej, jeżeli majster Piotr odpowie za nią, jak mu szepnie do ucha; i tyle majster Piotr zbiera, że uchodzi za bardzo bogatego. A przytem jest to człowiek niezmiernie miły i dobry; gada za sześciu, pije za dwunastu, żyje sobie jak pan, a to wszystko ze swego przemysłu.<br>
{{tab}}W tej chwili przybył majster Piotr z wózkiem i małpą, która była bardzo wielka, bez ogona, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/939|num=269}}z pośladkiem gęsto obrosłym i bardzo zabawna.<br>
{{tab}}Jak ją tylko obaczył, Don Kiszot chciwy przygód, zaraz jej zapytał:<br>
{{tab}}— Piękna moja wróżko, cóż mi powiesz o moim losie? oto masz dwa reale.<br>
{{tab}}Majster Piotr, odpowiadając za małpę, rzekł:<br>
{{tab}}— To zwierzę, panie, przyszłości nie przepowiada, mówi tylko o przeszłości i trochę o teraźniejszości.<br>
{{tab}}— He, zjadła sto kaduków — zawołał Sanszo — niech mnie dyabli porwą, jeżelibym dał szpilkę za to, żeby mi kto gadał, co mi się już przytrafiło! A któż to lepiej wie, aniżeli ja sam? musiałbym być dopiero głupim, żebym płacił pieniądze za naukę tego, co sam najlepiej umiem? Ale kiedy ona taka mądra, to niechże mi powie ta pani małpa, co teraz robi moja żona Teresa Pansa, a oto zaraz dwa reale.<br>
{{tab}}Majster Piotr oświadczył, że nie bierze pieniędzy z góry i że trzeba czekać na odpowiedź małpy.<br>
{{tab}}Palcem wskazał na ramię, małpa skoczyła i zbliżywszy mu pysk do ucha zaczęła szczękami ruszać drobniuchno, jak gdyby mu coś szeptała, i w jedną »zdrowaśkę“ zeskoczyła na ziemię.<br>
{{tab}}Majster Piotr w tej chwili rzucił się na kolana przed Don Kiszotem i całując go w udo, zawołał z wielką radością:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/940|num=270}}{{tab}}— Całuję to udo, jakbym całował kolumny Herkulesa. O wielki wskrzesicielu dawnego rycerstwa błędnego! O znamienity i słynny rycerzu Don Kiszocie z Manszy, podporo słabych! ochrono uciśnionych! pociecho strapionych! opiekunie i orędowniku wszystkich nieszczęśliwych!<br>
{{tab}}Don Kiszot zdumiał, Sanszo z przestrachu zdrętwiał, przewodnik i paź osłupieli, słowem, wszyscy obecni strasznie się zdziwili, słysząc tak mówiącego majstra Piotra, a on, zwracając się do Sanszy, rzekł:<br>
{{tab}}— I ty, o poczciwy Sanszo Pansa, najlepszy giermku najlepszego z rycerzy, ciesz się, że masz najlepszą żonę w świecie, twoja Teresa w tej chwili przędzie tak pracowicie, że obok niej stoi garnek u góry otłuczony z dwoma kwartami wina dla orzeźwienia się przy pracy.<br>
{{tab}}— Do stu katów, wierzę bardzo — rzecze Sanszo — moja Teresa porządna kobieta, co się zowie, i gospodarna jak rzadko; i gdyby nie była tylko zazdrosną, nie zamieniłbym jej za olbrzymkę Andandonę, którą mój pan tak chwali, że była dobrą gospodynią. Oho, nie umrze ona z głodu ani pragnienia, choćby się jej spadkobiercy powściekali.<br>
{{tab}}— Zaprawdę — przerwie Don Kiszot — słusznie to mówią, że podróżowaniem i czytaniem człowiek się dużo uczy. Któżby teraz {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/941|num=271}}uwierzył, że są małpy, co zgadywać umieją? Co do mnie, nigdy nie dałbym wiary, gdybym na własne oczy nie widział. Panowie, ja jestem istotnie ten sam Don Kiszot ż Manszy, jak powiedziało to zwierzę, wyjąwszy może, że tyle jeszcze zasług nie mam. ile mi przyznano; ale w każdym razie dziękuję Bogu, że mi dał serce dobre i gotową chęć służenia wszystkim.<br>
{{tab}}— Gdybym miał pieniądze — odezwał się paź — prosiłbym małpy, żeby mi przepowiedziała, co się ze mną stanie.<br>
{{tab}}— Panie — rzecze majster Piotr — już powiedziałem, że moja małpa przyszłości nie przepowiada, a gdyby to umiała, i pieniędzyby nie trzeba; obecność i przyjaźń dostojnego Don Kiszota tak wysoko cenię, że dla wszystkich pokażę obraz darmo, bez żadnej zapłaty, bo radbym okazać temu rycerzowi, że cały jestem na jego usługi.<br>
{{tab}}Gospodarz uradowany wyznaczył zaraz miejsce na widowisko i zajęto się {{Korekta|przygotowawaniami|przygotowaniami}}. Kiedy majster uwija się około urządzenia obrazu, Don Kiszot z Sanszem długą miał rozprawę nad dziwną zdolnością tej cudownej małpy, zapewniał go, iż po długim rozmyśle doszedł do niezawodnego przekonania, jako ta małpa działa za sprawą złego ducha, któremu właściciel jej duszę swoją zaprzedał dla podłego zysku. Dlatego to ona mówi o przeszłości {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/942|num=272}}i teraźniejszości, bo dyabeł o przyszłości nic nie wie; a jedna tylko astrologia czytać w niej umie.<br>
{{tab}}W tej chwili przyszedł majster Piotr, oświadczając, że wszystko gotowe i czeka na Don Kiszota; rycerz nasz wszakże nie poszedł zaraz, tylko żądał od majstra Piotra, żeby się jeszcze małpy zapytał o pewne rzeczy, które mu się wydarzyły w jaskini Montesina. Po zwykłej ceremonii małpa szepnęła żądaną odpowiedź do ucha panu, a ten ją tak objawił Don Kiszotowi:<br>
{{tab}}— Mości rycerzu, małpa powiada, że część rzeczy, które widziałeś w jaskini, jest prawdopodobną, a druga część wątpliwą; że tyle tylko odpowiedzieć umie na to pytanie i że jeżeli chcesz więcej się dowiedzieć, to w przyszły piątek odpowiadać będzie na wszelkie zapytania.<br>
{{tab}}W tej chwili zdolność zgadywania opuściła ją zupełnie.<br>
{{tab}}— A co, czym nie mówił, panie, że te awantury nie mogą być prawdziwe? Oho, ledwo połowa prawdy.<br>
{{tab}}— Później się o tem dowiemy — rzecze Don Kiszot — czas wszystko na świecie wykrywa, ale dość tego, chodźmy teraz obejrzeć obraz majstra Piotra, pewno tam będzie coś nowego i dobrego.<br>
{{tab}}— Jakto coś? — zawoła majster Piotr — {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/943|num=273}}tysiąc rzeczy! wierzaj mi, mości rycerzu, mówię ci to po przyjacielsku i bodajem tak na swojem rzemiośle nigdy grosza nie zarobił, że to najpiękniejszy i najciekawszy obraz w całej Europie. Ale sam zobaczysz; chodźmy tylko prędko, bo już późno, a mamy wiele do mówienia i pokazywania.<br>
{{tab}}I poszli wszyscy do izby, w której stał obraz oświetlony mnóstwem maleńkich świeczek. Majster Piotr schował się w tył, bo on to poruszał figurki, a na przodzie stał chłopczyk z laseczką w ręku, który tłómaczył ich ruchy i znaczenie. Cała kompania zasiadła i grać zaczęto.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XXVI.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisane jest przedstawienie maryonetek i wiele innych nader ciekawych rzeczy.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Obecni w uroczystem milczeniu spoglądali na obraz. Ogromny hałas trąb i cymbałów i kilkakrotny wystrzał z armaty zapowiedziały widowisko. Chłopczyk, służący za tłómacza, podniósłszy głos, rzecze:<br>
{{tab}}— Panowie! Oto widzicie przedstawienie, zebrane z francuskich kronik i romansów hiszpańskich, nader prawdziwej historyi, zna ją {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/944|num=274}}świat cały. Zobaczymy naprzód zwolnienie Melisandry przez Gayferosa jej męża z maurytańskiej niewoli, z miasta Sansueguy, dziś zwanego Saragosą. Patrzcie więc pilnie, jak niewierny Don Gayferos zagrał się w warcaby i wedle słów pieśni, zapomniał o Melisandrze.<br>
{{tab}}Osoba, którą tu widzicie, wyższa od innych, z koroną na głowie, berłem w ręku, przedstawia wielkiego Karlomana cesarza, domniemanego ojca pięknej Melisandry. Widzicie, jak monarcha ten, widząc niedbalstwo zięcia, zbliża się i mnogie mu czyni wyrzuty! Uważajcie, panowie, jak groźny jest gniew jego! Zdaje się, że ma zamiar roztrzaskać głowę zięciowi uderzeniem berła (wielu autorów utrzymuje, że cesarz, ukazawszy Gayferowi błędy jego i zaniedbanie uwięzionej przez Maurów żony, dał mu wreszcie kilka silnych kułaków). Uważajcie, jak cesarz, udzieliwszy pełnemi rękami przestróg zięciowi, patrzy nań dumnie przez ramię! Widzicie Gayferosa? Uniesiony obelgą, wyrządzoną przez teścia, odpycha gniewnie szachownicę, przy której grał z damami, i rozkazuje, aby mu przyniesiono zbroję. Teraz znów prosi krewnego swego, Rolanda, o jego dzielną szpadę Durandalę, Roland odmawia, bo sam chce towarzyszyć mu w wyprawie, lecz Don Gayferos rzecze, że sam jeden wystarczy do uwolnienia żony, chociażby nawet o 150 mil za antypodami była. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/945|num=275}}Patrzcie! teraz chodzi, aby przywdziać zbroję i puścić się w drogę. Panowie! raczcie następnie zwrócić uwagę na wieżę, która wam się przedstawia; to jedna z baszt strzegących zamku Saragosy, znana pod imieniem Aliaferyi, a ta dama na balkonie w maurytańskim stroju, to nieporównana Melisandra. Ona z tego miejsca lubi poglądać na drogę ku Francyi wiodącą, pocieszając się wspomnieniami męża i dobrego miasta Paryża. Teraz! teraz! panowie! rzecz cudowna postrzegać się daje. Widzicie tego Maura, który, trzymając palec na ustach, zbliża się skrycie, staje cicho przy Melisandrze i dotyka jej ramienia? Ona odwraca głowę, a zuchwalec całuje ją w usta! Ach, panowie! uważajcie tylko, jak znieważona piękność rękawami od koszuli z rozpaczą obciera sobie usta. Jak narzeka żałośnie! I znów cała we łzach wyrywa piękne blond włosy, jakby je karać chciała za zuchwalstwo natręta. Teraz, czy widzicie tamtego Maura, co surowy, milczący stoi na wierzchu galeryi? To Marsile, król Sansueguy; widział pocałunek młodego Maurytanina i bez względu, że ten był jego krewnym i ulubieńcem, rozkazuje strzelcom swojej gwardyi, aby oprowadziwszy go po ulicach, dali mu 200 bykowców na publicznym placu. Patrzcie! strzelcy wychodzą wykonać wyrok natychmiast, bo u Maurów instrukcya sprawy ani apelacya nie ma miejsca. To nie tak, jak u nas!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/946|num=276}}{{tab}}— Hola! hola! przyjacielu — przerwa! Don Kiszot — zostaw uwagi na potem, a opowiadaj rzecz po prostu, inaczej zgubimy wątek historyi.<br>
{{tab}}— Malcze! — zawoła majster Piotr ze swego ukrycia — nie baw się bajaniem niepotrzebnych rzeczy i mów po prostu, jak ci ten pan rozkazuje.<br>
{{tab}}— Oto znów — rzecze dalej chłopiec — zjawia się na koniu okryty płaszczem szerokim z kapturem Don Gayferos. Melisandra, uspokojona po ukaraniu zakochanego Maura, odzywa się z wieży do Gayferosa, mniemając, że to jest jakiś wędrowny cudzoziemiec. Rozmawiają z sobą podług ścisłych prawideł romansu: „Rycerzu! jeżeli do Francyi jedziesz, zażądaj widzenia się z Don Gayferosem.“ No! nie będę wam powtarzał całej rozmowy, bo mógłbym znudzić słuchaczów, dosyć, że wreszcie Gayferos poznać się daje, a Melisandra uradowana spuszcza się z balkonu, ażeby usiąść za siodłem małżonka.mAle nieszczęście prześladuje zawsze dobrych ludzi! Melisandra zaczepia się spódnicą o kratę krużganku. Patrzcie! jak wisi w powietrzu! Niestety! któż ją wesprze w tak ciężkiej potrzebie? Ale przekonacie się, panowie, że niebo nie opuszcza nas w nagłym wypadku. Oto Don Gayferos zbliża się i nie zważając, że rozdziera bogatą spódnicę, ściąga na dół {{pp|Meli|sandrę}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/947|num=277}}{{pk|Meli|sandrę}}, sadza ją okrakiem, po męsku, za siodłem, zaklinając, aby mocno trzymała się jego pasa, bo rumak pędem wichru unosić ich będzie. Czy słyszycie, panowie, radosne rżenie rycerskiego konia? on cieszy się, unosząc podwójny ciężar na sobie! Patrzcie, oto opuszczają już miasto i uradowani, z weselem w sercu, pędzą do Paryża. O śpieszcie, śpieszcie, mili kochankowie! Zdrowi i weseli przybądźcie do waszej ukochanej ojczyzny! Niech dobra gwiazda błyszczy wam w podróży! A potem... potem... wśród krewnych i przyjaciół, żyjcie, Nestorowe lata, w cichym pokoju.<br>
{{tab}}— Powoli, powoli, chłopcze! — krzyknął majster Piotr — nie leź tak wysoko, bo upadek boleśniejszy będzie.<br>
{{tab}}Chłopiec ciągnął dalej, nic nie odpowiadając Piotrowi:<br>
{{tab}}— Wkrótce spostrzeżono ucieczkę Melisandry. Uwiadomiony król Mersile rozkazał dzwonić na trwogę, słyszycie? zdaje się, że miasto zapadnie od ogromnego dźwięku na gwałt bijących dzwonów.<br>
{{tab}}— Ale gdzietam! — zawoła Don Kiszot — mylicie się, głupcy. Maurytanie nie używają dzwonów, bębny i cymbały służą im w podobnej okoliczności. Jakaż to gruba niewiadomość powiedzieć, że w Sansueguz uderzono w dzwony!<br>
{{tab}}— I, nie uważaj pan na takie bzdurstwa, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/948|num=278}}mości rycerzu — rzecze majster Piotr. — Przecież codzień w Hiszpanii przedstawiają komedye, pełne podobnych błędów, a jednak wzbudzają one uwielbienie widzów. Dalej, chłopcze! aby tylko sens był, mniejsza o reguły.<br>
{{tab}}— Masz racyę, kochanku! — rzecze Don Kiszot — dlaczegóż miałbyś lepiej czynić, niż inni.<br>
{{tab}}— Otóż widzicie, panowie! — mówił dalej chłopiec. — Teraz liczna kawalerya wyjeżdża w pogoń za zbiegłymi, ileż tu trąb, cymbałów i bębnów brzmi ze wszech stron w powietrzu! Lękam się, aby nie schwytano nieszczęśliwych! Przeraża mnie myśl, że zobaczymy miłosną parę, przywiązaną do końskich ogonów i wleczoną w tak sromotny sposób.<br>
{{tab}}Don Kiszot, jakby obudzony temi słowy, widząc wielką liczbę Maurów i słysząc hałas wojennej muzyki, sądził, że istotnie nadszedł czas pośpieszenia na pomoc uciekającym kochankom i porwawszy się gwałtownie, zawołał z gniewem:<br>
{{tab}}— Za kogóż mnie biorą? o! nie powiedzą, że scierpiałem, ażeby w oczach moich wyrządzono gwałt sławnemu rycerzowi Don Gayferos! Wstrzymajcie się, nędznicy! lub będziecie mieli do czynienia z Don Kiszotem z Manszy!<br>
{{tab}}To mówiąc, z mieczem w ręku rzucił się w stronę obrazu i zaczął tak silnie rąbać {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/949|num=279}}i przebijać Maurów, że gdyby pokazywacz maryonetek nie usunął się, rozciąłby mu głowę, równie jak jego figurkom.<br>
{{tab}}— Na miłość Boską, panie rycerzu! — krzyczał majster Piotr — przestańcie niszczyć moje figurki, przecież to nie są prawdziwi Maurowie, zrujnujecie mnie ze szczętem.<br>
{{tab}}Na nic się nie przydały narzekania Piotra, Don Kiszot zawzięcie rąbał nieprzyjaciela i w jedno Zdrowaś Marya wszystko powalił na ziemię. Król Marsile był niebezpiecznie raniony. Wielkiemu Karlomanowi ucięto głowę. Trwoga ogarnęła całe towarzystwo, małpa uciekła na dach. Opowiadacz i paź zdziwili się niezmiernie, nawet Sanszo mocno był przerażony, mówiąc później, że nigdy Don Kiszota nie widział w tak wielkim gniewie.<br>
{{tab}}Po rozbiciu nieprzyjaciół Don Kiszot, pozostawszy sam na polu walki, nie chciał pastwić się nad umierającymi i zabierać łupów z bojowiska. Otarł po trzykroć twarz uznojoną i uspokojony już cokolwieczek, rzecze:<br>
{{tab}}— Chciałbym, ażeby wszyscy, którzy nie wierzą w użyteczność błędnego rycerstwa na świecie, byli tu przytomni. Cóżby się stało z Gayferosem i piękną Melisandrą, gdyby mnie tu nie było? któżby przeszkodził tym psom niewiernym znieważać uciekającą parę! Niech żyje błędne rycerstwo! na złość zazdrosnym {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/950|num=280}}i niedowiarkom, którzy nie mają dosyć odwagi, by służyć pod jego sztandarem. Niech żyje w wieczystej sławie! A ktoby mówił przeciwnie, niech mi tu zaraz wystąpi!<br>
{{tab}}— A niech sobie żyje — rzecze majster Piotr żałosnym głosem — ja to niech umrę nędzny, bo dzisiaj mogę jak król Rodryg powiedzieć: „Wczoraj byłem władcą i panem Hiszpanii, a dzisiaj nie posiadam ani jednego cala ziemi na własność. Mój Boże! przed chwilą jeszcze miałem dwór tak piękny, rozkazywałem królom i cesarzom, posiadałem armię niezliczoną konną i pieszą, kufry moje pełne były bogatych rupieci, a teraz, sam, opuszczony, przywiedziony do żebractwa zostałem. Nawet małpa, ostatni środek ratunku, uciekła odemnie. A wszystko to uczynił ten niewdzięczny rycerz, którego nazywają wsparciem {{Korekta|siorot|sierot}} i wdów, przedmurzem uciśnionych. Dla wszystkich pełen litości, dla mnie okrutnym się okazał.<br>
{{tab}}Sanszo Pansa, rozczulony do łez lamentami Piotra, pocieszał go jak umiał, zapewniając, że pan jego, waleczny rycerz posępnego oblicza, wynagrodzi mu poniesione straty.<br>
{{tab}}Zdumiony Don Kiszot zapytał, o jakichby mówiono stratach, a gdy mu majster Piotr rzecz jasno przełożył, rzecze:<br>
{{tab}}— Znowuż więc przeklęci czarownicy prześladować mnie zaczęli; zapewniam was, że {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/951|num=281}}widziałem istotnych Maurów, ich króla Marsila i cały jego orszak i dlatego uderzyłem na nich. W moich oczach piękna Melisandra i Gayferos niknęli w tumanach kurzu z pobojowiska... lecz sam tylko powinienem cierpieć na tem, dlatego zapłacę majstrowi stratę jego figurek.<br>
{{tab}}Ucieszony Piotr rzucił się do nóg Don Kiszota i wybrawszy gospodarza i Sanszę na medyatorów, jęli oceniać z kolei wszystkie popsute figurki, gdy przyszło jednak do oszacowania rozprutego cięciem miecza łona Melisandry, Don Kiszot zawołał:<br>
{{tab}}— Kłamcy jesteście! Wszyscy inni poginąć mogli i za tych słusznie zapłacę, ale niech nikt nie usiłuje przekonać mnie, że Melisandra nie żyje. Ona bowiem, zbawiona siłą dzielnego ramienia mojego, obecnie już w objęciach małżonka na dworze potężnego Karlomana spoczywa.<br>
{{tab}}Majster Piotr, widząc, że zacny rycerz znów zaczyna bredzić, przyznał się do pomyłki, dowodząc, jakoby niewiasta z rozszarpanem łonem była jedną z poufałych Melisandry; następnie przystąpiono do oszacowania pozostałych figurek. Don Kiszot rozkazał wreszcie zapłacić Piotrowi dziesięć liwrów i całe towarzystwo, zadowolone z rezultatu, udało się na wieczerzę.<br>
{{tab}}Nazajutrz rano wyjechał prowadzący włócznie i halabardy. Opowiadacz wczorajszych przygód {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/952|num=282}}Melisandry i paź pożegnali się z Don Kiszotem i obdarowani należycie odeszli. Majster Piotr zaś, zadowolony wynagrodzeniem rycerza, zabrawszy szczątki swoich maryonetek, znikł wcześniej jeszcze.<br>
{{tab}}Don Kiszot hojnie zapłacił gospodarzowi i pozostawiwszy go w głębokiem zdumieniu nad jego głupotą i hojnością, o godzinie ósmej zrana dosiadł rumaka i w dalszą puścił się drogę.<br>
{{tab}}Pozostawimy go na chwilę, a zajmiemy się opowiedzeniem wypadków, niezbędnych do wyjaśnienia naszej historyi.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XXVII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym dowiadujemy się, kto był majster Piotr i jego małpa, oraz o fatalnych skutkach wystąpienia Don Kiszota w sprawie o beczenie osłów.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Czytelnicy przypominają sobie {{Korekta|zupewne|zapewne}}, że w pierwszej części obecnej historyi niejaki Gines, z Pasamontu, złośliwie Ginesillem de Parapila zwany, którego Don Kiszot razem z innymi galernikami wspaniale wyzwolił, ukradł {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/953|num=283}}później Sanszo Pansy osiołka. Zapomniano opowiedzieć w owem miejscu, jakim to uczynił sposobem. Oto poprostu naśladował wynalazek, jakiego użył Brunei, zabierając konia Sacripantowi pod twierdzą Albraque. Podniósł go z siodłem do góry, a następnie utwierdziwszy silnie siodło na czterech kijach, nad ziemią tak pozostawił. Wiemy już, że Sanszo odzyskał później swojego osiołka.<br>
{{tab}}Owóż ten Gines z Pasamontu, chroniąc się przed pogonią sprawiedliwości chcącej ukarać go za wszystkie jego czyny w pamiętnikach przez niego samego określone, przylepił sobie plaster na jedno oko, kupił od kupców z Barbaryi powracających małpę, którą różnych sztuk wyuczył, i tak przebrany, jako pokazywacz maryonetek wędrował swobodnie po kraju.<br>
{{tab}}Skoro przybywał do jakiego miejsca, wprzód zbierał starannie rozmaite o mieszkańcach wieści, a tak objaśniony, podczas widowiska rozkazywał skinieniem małpie, aby wskakiwała mu na ramię; wiadomo, że te zwierzątka mają zwyczaj poruszać pyszczkiem, co nawet pacierzem małpim się zowie. Otóż nasz majster, wysłuchawszy jakoby takiego szeptania małpy, opowiadał spektatorom zebrane wprzód o nich wiadomości, twierdząc, że mu je czarodziejska małpa opowiada; takim sposobem on i zwierzątko zyskali niemałą w okolicach sławę, a przebiegły Gines, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/954|num=284}}drwiąc z łatwowierności wieśniaków, napychał worek ich talarkami.<br>
{{tab}}Spotkawszy Don Kiszota i Sanszę w opisanej już austeryi, a znając ich usposobienie, łatwo było Ginesowi zainteresować ich swymi błędnymi bohaterami. Otóż i wszystko, co mieliśmy do powiedzenia o majstrze Piotrze i małpie jego. Powróćmy teraz do Don Kiszota.<br>
{{tab}}Rycerz posępnego oblicza, wyjechawszy z karczmy, zamierzył przewędrować brzegami Ebru, zanimby udał się do Saragosy na dzień turniejowy.<br>
{{tab}}W ciągu dwudniowej podróży nic ważniejszego nie zaszło, trzeciego dnia jednak, wjeżdżając na niewielki wzgórek, usłyszał nasz rycerz ogromny łoskot bębnów, trąb i tętent wielu koni. Wjechawszy spiesznie na szczyt pagórka, spostrzegł około dwustu ludzi konnych i pieszych, uzbrojonych w lance, pałasze, muszkiety lub toporki. Don Kiszot natychmiast zbliżył się do owego regimentu i dostrzegł między innemi chorągiew z białego atłasu, na której wymalowano osła naturalnej wielkości z wyciągniętą szyją, otwartemi nozdrzami i wypuszczonym ozorem, jakby beczeć mającego. Naokoło osła następną umieszczono dewizę:
<poem>{{f|w=90%|Nie napróżno powszechne to wieści rozniosły,
Że nasi konsulowie beczeli jak osły.}}</poem> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/955|num=285}}{{tab}}Po takiej dewizie nie wątpił Don Kiszot, że spotkali mieszkańców wsi Ośle-beki i nadmienił zaraz. Sanszy, że ów, który opowiadał im historyę o sędziach, co beczeli szukając osła, skłamał; albowiem, jak o tem łatwo z dewizy przekonać się mogli, konsulowie, nie zaś sędziowie {{Korekta|oślibek|ośli bek}} naśladowali. Sanszo uczynił uwagę, że sędzia tak dobrze jak i konsul osła naśladować może, a Don Kiszot, mimo odradzań giermka, wmieszał się wkrótce w tłum zbrojny, a przebywszy całą kolumnę i stając wreszcie przy samej chorągwi w kole dowódców wyprawy, podniósł przyłbicę i korzystając z powszechnego osłupienia na widok swej dziwacznej postaci, tak mówić zaczął:<br>
{{tab}}— Panowie! Zaklinam was na honor rycerski, nie przerywajcie słów moich; jeżeli będą nudne, powiedzcie, a przestanę mówić. Panowie! jestem rycerz błędny. Włócznia i rumak, miecz i tarcza, to moje rzemiosło; sądzę, że mam niejakie prawo decydować w sprawach, które oręż rozstrzyga. Słyszałem już o wyrządzonej wam obrazie, za którą ustawicznie do walki stajecie, lecz pozwólcie, jeżeli poważę się utrzymywać, że nie macie dość ważnego do potyczki powodu: zniewaga nie może dotykać wszystkich, bo narodu całego zniweczyć niepodobna, chyba zowiąc go w ogólności plemieniem zdrajców. Tak uczynił niegdyś Don Diego Ordonez de {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/956|num=286}}Lara, gdy wszystkich mieszkańców Zamory zdrajcami nazwał, nie wiedząc, że tylko Sanweliier Delfos zamordował swego monarchę. Takie oskarżenie obudziło słusznie powszechną zemstę obywateli Zamory, bo wreszcie przyznajmy, że Don Diego przebrał miarę zniewagi. Oskarżał bowiem o zdradę nawet umarłych, dzieci te, co dopiero narodzić się miały, wodę, zboże na pniu stojące i t. p., ale z drugiej strony usprawiedliwia go nadzwyczajny gniew, jakim słusznie ów rycerz był przejęty.<br>
{{tab}}Ludzie mądrzy i narody cywilizowane tylko dla ważnych pobudek biorą się do oręża. W obronie religii, ojczyzny, honoru, pod sztandarami monarchy w sprawiedliwej wojnie godzi się rycerzowi nadstawiać piersi swoje; ale o rzeczy błahe, w których żart raczej niż zniewaga się mieści, nie wolno jest krwi przelewać bez narażenia się na Boską karę i ludzką nienawiść.<br>
{{tab}}Don Kiszot zamilkł na chwilę dla nabrania w płuca powietrza, a widząc uroczyste milczenie wojowników, zgromadzonych pod oślim sztandarem, z nowym zapałem gotował się prowadzić rzecz swoją, gdy Sanszo rozumiejąc, że pan jego zakończył już rycerską proklamacyę, a nie mogąc dłużej utrzymać języka za zębami, z oratorską zawołał powagą:<br>
{{tab}}— Jaśnie wielmożny Don Kiszot z Manszy, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/957|num=287}}zwany inaczej rycerzem posępnego oblicza, a dzisiaj rycerza lwiego noszący miano, jest wielce uczonym człowiekiem, i nietylko dzielnie władać orężem, ale i po łacinie gadać potrafi. Lecz nadewszystko słusznie utrzymuje, że nie macie powodu gniewać się o jakieś ośle beki. Ja sam przecież, gdy byłem małem pacholęciem, naśladowałem ryk osła tak udatnie, że powszechną rówieśników moich obudzałem zazdrość. Cóż czynić? każdy chce światu swój talent okazać. Żebyście nie myśleli, szanowni wojownicy, że żartować sobie z was zamierzam, to obecnie jeszcze przekonać was o prawdzie słów moich potrafię, posłuchajcie.<br>
{{tab}}I dzielny nasz giermek przyłożył ręce do obu stron twarzy, a zatkawszy nos palcami, począł przeraźliwie beczeć, naśladując ryk osła z przedziwnym skutkiem. Gdy przestał na chwilę dla nabrania oddechu, jeden z oburzonych wojowników uderzył go tak silnie drągiem w głowę, że biedny kopista spadł pod nogi oryginału.<br>
{{tab}}Don Kiszot, widząc giermka zrzuconego z osła, chcąc pomścić się za wyrządzoną mu zniewagę, z podniesioną włócznią uderzył na zbrojne tłumy; lecz kilka uderzeń drągiem po rycerskich jego plecach i powszechny atak wojowników oślego sztandaru sprawił niespodziewany skutek. Niezwyciężony bohater z {{pp|Man|szy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/958|num=288}}{{pk|Man|szy}} spiął ostrogami chude boki Rosynanta i jak mógł najśpieszniej uciekać zaczął.<br>
{{tab}}Pozwolono mu oddalić się spokojnie i posunięto umiarkowanie do tego stopnia nawet, że kilku mieszkańców Oślego-beku, podsadziwszy Sanszę na osła, wyprawiło go w ślad za zbiegłym rycerzem.<br>
{{tab}}Tak zakończyła się wyprawa oślego regimentu. Ucieszeni tryumfem, powrócili do wioski, zamierzając na miejscu pobojowiska postawić okazały pomnik na pamiątkę odniesionego zwycięstwa.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XXVIII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''O wielkich rzeczach, o których, jak mówj Benengoli, dowie się ten, co będzie o nich czytał, jeżeli czytać będzie z uwagą.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Don Kiszot, nie myśląc o zgubnem położeniu, w jakiem zostawił biednego Sanszę, wołał uciec, niżeli narazić się na wściekłość rozjątrzonego tłumu, i zatrzymał się dopiero na miejscu dość oddalonem od wszelkiego niebezpieczeństwa.
Sanszo wsadzony, jakeśmy wyżej powiedzieli, na swego osła, pędził za panem i dopiero {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/959|num=289}}ujrzawszy się obok niego, odzyskał czucie i spadł pod nogi Rosynanta. Don Kiszot zeskoczył żywo na ziemię, aby się przekonać, czy giermek nie jest rannym, a nie znalazłszy żadnego draśnięcia, rzekł rozgniewany:<br>
{{tab}}— Na nieszczęście tylko skusiłeś się beczeć, mój przyjacielu! Gdzie u dyabła słyszałeś, aby mówiono o postronku wobec przyjaciół lub krewnych powieszonego? jakiej zapłaty mogłeś się spodziewać za swoją muzykę, jeżeli nie kijem po grzbiecie? Oj! oj! Sanszo, i tak powinieneś Bogu dziękować, że zamiast kija, nie użyto broni!<br>
{{tab}}— Nie mam co na to odpowiedzieć — rzekł biedny Sanszo — moje boki dosyć odpowiadają za mnie; wsiądźmy na wierzchowców i oddalmy się stąd... zaręczam panu, że już nigdy w życiu beczeć nie będę! Ale wyznać muszę, że błędni rycerze tęgo umieją zmykać i nie troszczą się wcale o swoich biednych giermków, choć ich zostawią pod razami nieprzyjacielskich kijów.<br>
{{tab}}— Cofnąć się a zmykać, to nie jedno — odpowiedział Don Kiszot — trzeba ci wiedzieć, mój Sanszo, że męstwo, niepowściągane rozsądkiem, jest tylko zuchwalstwem, oraz, że czyny człowieka zuchwałego więcej mają styczności z jego szczęściem, aniżeli z odwagą. Powtarzam ci raz jeszcze, żem się cofnął, nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/960|num=290}}zaś uciekał, i że w tem naśladowałem wielu walecznych rycerzy, którzy nie chcąc narażać nierozsądnie swojej chwały, woleli czekać przyjaźniejszych sposobności. Historye pełne są podobnych zdarzeń, które mógłbym ci opowiedzieć; ale dam pokój, najprzód że ci z nich nic nie przyjdzie, powtóre, że w tej chwili nie mam do tego chęci.<br>
{{tab}}Tak rozmawiając, Don Kiszot podsadził Sansza na osła, sam dosiadł Rosynanta i zwolna przybliżali się do lasu, oddalonego stamtąd o ćwierć mili. Sanszo od czasu do czasu wydawał głębokie westchnienia i boleśnie się uskarżał, a skoro Don Kiszot zapytał go o przyczynę, odpowiedział, że od końca pacierzowej kości aż do karku czuje ból odejmujący mu mowę.<br>
{{tab}}— Przyczyną tego bólu — rzekł poważnie Don Kiszot — jest to, że drąg, którym cię uderzono, będąc długim i grubym, dotknął tych wszystkich miejsc, co ci teraz dokuczają; gdyby był dosięgnął dalej, to i tam czułbyś podobny ból.<br>
{{tab}}— A! do kroć dyabłów — odrzekł Sanszo — patrzaj! toś mi pan dopiero odkrył tajemnicę! daj go katu! Czyż przyczyna mojego bólu tak trudną jest do odgadnięcia? czyż potrzeba było tak wymownie przekonywać mnie, że czuje ból w tych miejscach, na które spadł kij? Gdyby {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/961|num=291}}mnie zabolała kostka u nogi, a pan odgadł przyczynę, byłbyś jasnowidzącym, ale dalibóg, nie było wielką sztuką, ani dowcipem powiedzieć mi, że czuję tam ból, gdzie mnie zbito! Ech! doprawdy, jak uważam, mój paneczku, cudzych nieszczęść nie czujemy; widzę ja codzień jaśniej, czego się kiedyś mam spodziewać po swojej wiernej służbie u pana; dziś pozwoliłeś mnie omłócić drągiem, jutro, albo kiedy tam innym razem, ech! co ja mówię, stoma innymi razami, gotóweś pan dopuścić na mojej osobie podrzucania, jakie już kiedyś wycierpiałem; wreszcie dzisiaj nadłożyłem grzbietem, jutro mogę nadłożyć bokiem, pojutrze dwoma bokami, pozajutrze mogę postradać oczy, a jeszcze kiedy pożegnać się na całe życie z głową! Ech! do stu par dyabłów, daleko lepiej uczynię (ale jestem zanadto głupi i nigdy w życiu nic dobrego nie uczynię), jednak powtarzam, że daleko lepiej uczynię, jak powrócę do mojej żony i dzieci, jak moim małym rozumem zacznę znów gospodarzyć w moim niewielkim dobytku, którym mnie Bóg obdarzył, zamiast tracić czas na włóczeniu się z panem po polach, lasach, górach, zaczarowanych zamkach, a to najczęściej chłodno, głodno i z suchem, jak pieprz, gardłem! Śliczny mi wypoczynek, śliczny posiłek, niema co mówić! Naprzykład, kiedy człowiek, nagrzechotawszy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/962|num=292}}się przez cały dzień kościskami na kłapouchu, radby się przecie zdrzemnąć, pan jego mówi: bracie koniuszy, chcesz spać? naści tobie sześć stóp ziemi na posłanie, a jeżeli ci mało, to naści drugie sześć, weź sobie kamień pod głowę, a przykryj się wiatrem! Ach! bodaj najjaśniejsze pioruny zatrzasły tego, co pierwszemu zajechało w łeb błędne rycerstwo! a przynajmniej pierwszego, co był tyle głupi, że został giermkiem u takiego półgłówka! Rozumie się, proszę pana, że mówię tu o rycerzach błędnych dawniejszych czasów, bo co się tyczy dzisiejszych, wolę nic nie mówić... mam dla nich szacunek, ponieważ pan liczysz się do nich i ponieważ widzę, że ich we wszystkiem przewyższasz.<br>
{{tab}}— Założę się z tobą, mój Sanszuniu, o co chcesz — rzekł Don Kiszot — że przez całą godzinę, która upłynęła odtąd, jak zacząłeś prawić androny bez żadnej przerwy, aż do tej chwili, nie czułeś najmniejszego cierpienia w całem ciele; mów, mój przyjacielu, mów, nagadaj się do woli, wypowiedz wszystko, co ci wyobraźnia do głowy, a ślina do ust przyniesie; abyś tylko nie czuł żadnego bólu, zniosę cierpliwie wszystkie twoje brutalstwa; a jeżeli masz niezłomną chęć wrócić do żony i dzieci, niech mnie Bóg uchowa, abym się miał sprzeciwiać temu. Masz moje pieniądze, wyrachuj jak dawno opuściliśmy wioskę dla trzeciej naszej wyprawy, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/963|num=293}}policz, ile ci się należy za każdy miesiąc, i zapłać sam sobie.<br>
{{tab}}— Kiedym służył u Tomasza Karasko, ojca bakalarza Sainsona — odpowiedział Sanszo — brałem dwa dukaty na miesiąc, oprócz strawy. Nie wiem, ile powinienem brać od pana, ale wiem dobrze, że giermek błędnego rycerza ponosi daleko więcej trudów niż służący rolnika; bo niech będzie co chce, kiedy człowiek służy u gospodarza, jakąkolwiek pracą zmacha się przez cały dzień, przynajmniej wieczorem je kolacyę, a w nocy wyśpi się w wygodnem łóżku. Tymczasem, jak jestem w służbie u pana, mógłbym przysiądz, żem nigdy nie powąchał ani jednego, ani drugiego; wyjąwszy dwa lub trzy dni, któreśmy przepędzili u pana Diego de Miranda, jeden, w którym zebrałem szumowiny z Gamaszowego kotła, i to, com zjadł, wypił i przespał u Bazylego. Zresztą Bogu Najwyższemu dzięki, spałem zawsze w swoim futerale, na ziemi pod gołem niebem, wystawiając się na to wszystko, co zowią wichrami i burzą, żyjąc, Boże zmiłuj się!... ot, łupinami, korzonkami, okrawkami sera, lub okruchami zeschłego razowca, a za napój używając wody, którą się napotkało w tych pustyniach.<br>
{{tab}}— Zgadzam się z tem, coś powiedział — odrzekł Don Kiszot — jak sądzisz? o ileż więcej powinienem ci zapłacić niż Tomasz Karasko?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/964|num=294}}{{tab}}— Jak mi się zdaje — odpowiedział Sanszo — co się tyczy zasług, dwoma realami więcej byłbym dostatecznie wynagrodzony; ale co się tyczy obietnicy rządzenia wyspą, uczynionej mi przez pana, wartoby dołożyć za nią jeszcze z jakie sześć realów, co uczyni razem trzydzieści.<br>
{{tab}}— Zgoda — odrzekł Don Kiszot — obliczmy się. Dwadzieścia pięć dni upłynęło, jak opuściliśmy naszą wioskę, porachuj, ile ci się należy stosunkowo za ten czas zasług, oraz innych pretensyi, i zapłać sobie pieniędzmi, które masz.<br>
{{tab}}— Ech! dalibóg! paneczku — rzecze Sanszo — dyabelnieśmy się poszkapili w rachunkach; bo co się tyczy obietnicy rządzenia wyspą, trzeba liczyć od dnia, w którym mi ją pan uczyniłeś, aż do obecnej chwili.<br>
{{tab}}— Ale dobrze — odpowie Don Kiszot — niech i tak będzie; kiedyż ci zatem obiecałem?<br>
{{tab}}— Jak mnie się widzi — rzekł Sanszo — będzie temu z jakie dwadzieścia lat; dwa do trzech dni, mniej lub więcej.<br>
{{tab}}— Dobry Boże! — zawołał Don Kiszot, śmiejąc się na całe gardło — zaledwie od dwóch miesięcy gonimy za przygodami, a ty mówisz, że już będzie temu dwadzieścia lat, jakem ci obiecał oddać pod zarząd wyspę! Mój przyjacielu, wiem ja dobrze, co to znaczy; ty nie masz chęci oddać mi reszty moich pieniędzy. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/965|num=295}}Mniejsza o to, z całego serca pozwalam ci je zatrzymać, a nawet gotów jestem oddać ostatni real, aby się tylko pozbyć tak niegodziwego giermka! Ale powiedz no mi, ty pogwałcicielu praw błędnego rycerstwa, gdzieś widział lub czytał, aby kiedybądź giermek targował się i sprzeczał o zapłatę ze swoim panem? Szukaj, łotrze przeklęty! szperaj, ty zażarty a głupi chciwcze! zanurz się w niezmierzonym oceanie historyi! jeżeli znajdziesz tam coś podobnego, jestem najostatniejszym z rycerzy, którzy mieli, mają, lub będą mieli zaszczyt nosić oręż przy boku! Idź! ruszaj! wracaj do domu! bo od tej chwili postanowiłem ani minuty dłużej nie trzymać cię przy sobie. O! chlebie niezawdzięczony! przyjaźni niewywzajemniona! o! obietnice rzucone w błoto! o nędzniku bez serca, podobniejszy do bydlęcia, aniżeli do człowieka! marzysz o opuszczeniu mnie, kiedym już prawie zbliżył chwilę wyniesienia cię do najwyższej godności! oddalasz się odemnie, kiedy już mam przygotowaną dla ciebie najpiękniejszą wyspę, jaka kiedykolwiek mogła ukazać się z łona oceanów! oddalasz się, kiedy lada moment mógłbyś być otoczony szacunkiem i hołdami całego świata! Podły! bez honoru i ambicyi! miałeś słuszność, mówiąc, że nie dla psa kiełbasa, ani miód dla oślego podniebienia; bo ty w samej rzeczy jesteś osłem, urodziłeś się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/966|num=296}}osłem, żyjesz jak osieł i umrzesz osłem, nie poznawszy nawet, że jesteś tylko osłem!<br>
{{tab}}Kiedy Don Kiszot obarczał Sanszę takimi wyrzutami, biedny, zawstydzony giermek patrzył na niego z uwagą, a czując się wzruszonym do żywego, ze łzami w oczach odpowiedział mu bolejącym głosem:<br>
{{tab}}— Mój panie! mój dobry panie! wyznaję, że jestem osłem i że aby nim być zupełnie, brakuje mi tylko ogona i uszów; racz mi je pan przyprawić, uznam je za słusznie mi się należące i do samej śmierci będę panu służył jak osieł. Nie gniewaj się pan, mój najdroższy paneczku! wybacz mi, ulituj się nad moją młodością! miej wzgląd na moją niewiadomość! Jeżeli gadam wiele, to pochodzi raczej ze słabości aniżeli ze złości; ale kto grzeszy, a z pokutą śpieszy, tego Bóg pocieszy.<br>
{{tab}}— Dziwiłoby mnie bardzo, mój Sanszo — rzecze Don Kiszot — żebyś mówił kilka chwil bez przytoczenia jakiego przysłowia. Dobrze więc, przebaczam ci, pod warunkiem, że się poprawisz i że nie będziesz tak chciwym; miej tylko odwagę, zaufaj moim obietnicom, a zobaczysz, że spełnią się niezadługo, boć przecie opóźnienie nie czyni ich niepodobnemi do dotrzymania.<br>
{{tab}}Sanszo, uspokoiwszy się nieco, przyrzekł, że się poprawi i że będzie usiłował przezwyciężać swoje złe skłonności.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/967|num=297}}{{tab}}Przy końcu tej rozmowy wjechali do lasu i wnet pokładli się pod drzewami. Sanszo niedobrze spędził noc, gdyż chłód powiększał jego ból. Don Kiszot oddał się zwyczajnym swoim marzeniom. Jednakże obadwaj zdrzymnęli się cokolwiek, a ze wschodem jutrzenki puścili się w dalszą drogę ku brzegom Ebru, gdzie przytrafiło im się to, co opiszemy w następującym rozdziale.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XXIX.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisuje się sławne zdarzenie o zaczarowanej łódce.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Od dwóch dni już Don Kiszot z giermkiem jechali wybrzeżami Ebru. Rycerz z rozkoszą poglądał na przejrzyste wody, zielone krzewy, a okolica ta, tak obfita w piękne widoki, przywodziła mu na myśl rozmaite miłosne zdarzenia. Tak zadumani postępując nad brzegiem, spostrzegli małą łódkę, przymocowaną postronkiem do kółka. Statek był bez żagli, wioseł i rudla. Don Kiszot, zobaczywszy łódkę, zeskoczył szybko z Rosynanta i zbliżył się do brzegu.<br>
{{tab}}— Raczcie mi powiedzieć, przesławny rycerzu lwa, dlaczego tak skwapliwie zsiadacie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/968|num=298}}z konia? — rzecze Sanszo, który za przykładem swego pana z osiełka zeskoczył.<br>
{{tab}}Don Kiszot rozkazał Sanszy przywiązać do drzewa Rosynanta i osła, a {{Korekta|ukazając|ukazując}} na łódkę, rzecze:<br>
{{tab}}— Oto jest zaczarowany statek, przysłany tu przez opiekuńczego geniusza jedynie na to, abym wstąpiwszy weń, popłynął 43 mile za Antipody. Tam leży zaczarowany zamek, a w jego podziemiach jęczy uwięziona księżniczka i przyjaciel mój, rycerz błędny. Płyńmy więc uwolnić ich.<br>
{{tab}}— Panie — rzecze Sanszo — twoja rzecz rozkazywać, a moja słuchać; lecz jestem przekonany, że łódka ta nie do czarnoksiężników, ale do nadbrzeżnych rybaków należy. Gdy jednak pismo powiada: „I uda się sługa za panem swoim i przy stole jego zasiądzie“, pójdę więc gdzie rozkażesz. To rzekłszy, ucałował serdecznie osiełka i wsiadłszy — razem z Don Kiszotem w łódkę, odciął postronki. Powoli łódka, lekkim pędzona wiatrem, oddalać się zaczęła od brzegu.<br>
{{tab}}Sanszo raz jeszcze zwrócił tęskne wejrzenie na swojego burka i Rosynanta, a uczuwszy, że łódka mocniej zaczęła się kołysać, czy to z żalu, czy ze strachu rzewnie zapłakał.<br>
{{tab}}Don Kiszot, uspokoiwszy go, po niejakiej chwili rzekł:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/969|num=299}}{{tab}}— Jaka szkoda, że nie mamy busoli z sobą lub astrolabu przynajmniej, zmierzylibyśmy wysokość bieguna, a wtedy powiedziałbym ci, Sanszo, czy przepłynęliśmy już równik, dzielący dwa bieguny.<br>
{{tab}}— A daleko to będzie do tego równika? — zapytał Sanszo.<br>
{{tab}}— Podług Ptolomeusza, najlepszego ze wszystkich kosmografów, przeszedłszy linię równikową, przebędziemy przestrzeń połowy globu, który ma 9,000 mil obwodu, ale możemy się łatwo przekonać o prawdzie: hiszpańscy żeglarze utrzymują, że z przybyciem linii równikowej z ciał ludzkich schodzi wszelkie plugastwo, dlatego opatrz się dobrze, Sanszo, a dowiemy się, z której strony równika jesteśmy.<br>
{{tab}}— Tra ta ta! tra ta ta! Trzeba mieć większe niż mój osieł uszy, ażeby chcieć się przekonywać o tem. Przecież i tak widzę dobrze, że dopiero kilkadziesiąt kroków odpłynęliśmy od brzegu. Rosynant i osiełek stoją tam, spoglądając ku nam żałośnie.<br>
{{tab}}— Mówiłem ci już nieraz — rzecze Don Kiszot — że wszystko to dzieje się za sprawą czarowników, którzy odmienne przedmiotom nadając kształty, usiłują omamić błędnych rycerzy. Powtarzam więc, poszukaj na sobie pilnie, a jeśli znajdziesz jaką nieczystość, z pewnością, z tej strony równika płyniemy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/970|num=300}}{{tab}}Sanszo powoli wsunął rękę w zanadrze, a po chwili, patrząc bystro na Don Kiszota, rzekł:<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, że jeszcze 1000 mil od równika jesteśmy.<br>
{{tab}}To mówiąc, strzasnął palcami nad wodą.<br>
{{tab}}Tymczasem łódka, pędzona wiatrem, zbliżała się ku wodnym młynom, które stojąc przy samym brzegu, w silnym były ruchu.<br>
{{tab}}— Otóż jest nareszcie i zamek, z którego mam wyzwolić uwięzionych! — zawoła Don Kiszot z zapałem.<br>
{{tab}}— Ależ panie, to są młyny! — odpowie strwożony Sanszo.<br>
{{tab}}— Mówię ci, że to jest zamek, któremu moc czarnoksięzka kształt młyna nadała.
Nasi awanturnicy, rozmawiając w ten sposób, nie uważali, jak wielkie groziło im niebezpieczeństwo, bo łódka, szybszym już wirem wody pędzona, prosto pod koło młyńskie wpaść mogła. Spostrzegli to stojący nad brzegiem rybacy i młynarze i krzykiem ostrzegli płynących.<br>
{{tab}}Don Kiszot, spokojnie na nich poglądając i dobywszy miecza, rzecze:<br>
{{tab}}— Nędzny motłochu! widma zaklęte, wyzwólcie jęczących w podziemiach tego zamku księżniczkę i rycerza, albo będziecie mieć do czynienia z Don Kiszotem z Manszy, inaczej rycerzem lwa zwanym..<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/971|num=301}}{{tab}}Zdumieni rybacy nie wiedzieli co począć mają, lecz Sanszo, który dostrzegł wreszcie grożące {{Korekta|niebezpieceństwo|niebezpieczeństwo}}, ukląkłszy w łódce, z płaczem prosił o rychły ratunek.<br>
{{tab}}Pospieszono wreszcie na pomoc, lecz w zamieszaniu przewrócono łódkę, która z łoskotem wpadłszy pod koło młyńskie, strzaskała się do szczętu. Wyciągnięto nad brzeg rycerza i giermka zmoczonych do nitki, rybacy kazali sobie zapłacić za rozbity statek, Don Kiszot oddając im 50 realów, wyciągnął ku młynom ręce i zawołał żałośnie:<br>
{{tab}}— Przebacz mi, nieszczęśliwa księżniczko, i ty rycerski bracie, że was wyzwolić nie mogę! Moc czarownika przeszkadza chęciom moim. Innemu widać przeznaczona chwała tej wyprawy.<br>
{{tab}}Sanszo, zmartwiony stratą pięćdziesięciu realów, zmokły jak kura, pociągnął Don Kiszota za rękę i oddaliwszy się od zdumionych rybaków, znaleźli Rosynanta i osiełka przywiązanych do drzewa. Tu, po serdecznem powitaniu, zadumali się chwilę nad smutną awanturą zaczarowanej łodzi.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XXX.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym się opisuje, co przytrafiło się Don Kiszotowi z piękną polującą księżniczką.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Nasi dwaj bohaterowie puścili się w drogę, smutnemi dręczeni myślami. Don Kiszot marzył {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/972|num=302}}o miłości, Sanszo pocieszał się po nieodżałowanej stracie pięćdziesięciu reali nadzieją, że zostanie kiedyś znakomitym hrabią wielkiego państwa i zaślubi damę honorową, powiernicę księżniczki. Często wszakże nasz biedny giermek będąc świadkiem niedołężnych złudzeń swego rycerskiego pana, tracił dobrą wiarę w jego szumne obietnice i czekał lada sposobności, aby rzucić awanturniczą służbę i pod rodzinną strzechą na łonie żony i dziatek zagrzebać swoją dostojność. Los przecież uparty zrządził inaczej.<br>
{{tab}}Następnego dnia już nad wieczorem, przy końcu wielkiego lasu Don Kiszot spostrzegł znaczny orszak myśliwych na koniach, którzy otaczali dokoła prześliczne damę, także wierzchem jadącą.<br>
{{tab}}Dama siedziała na białym rumaku, którego zielony czaprak bogato złotem był zahaftowany, a suknie jej, myśliwskiego kroju, były także zielonego koloru, na ręku trzymała sokoła.<br>
{{tab}}Don Kiszot, domyśliwszy się natychmiast, że owa piękność była królową zgromadzenia — rzecze do Sanszy:<br>
{{tab}}— Mój synu, ruszajno, pozdrów odemnie tę księżniczkę i oświadcz, że rycerz lwa całuje ręce jej wielkości, i poświęć ramię swoje na jej usługi, tylko pomnij, kochany Sanszo, abyś, mówiąc do tak dostojnych uszu, nie mieszał {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/973|num=303}}ustawicznie do słów swoich niezliczonej liczby ordynarnych przysłów, które co chwila sypiesz, jak z worka.<br>
{{tab}}— O, to potrzebne mi ostrzeżenie! — odpowie junacko Sanszo — czyż to po raz pierwszy dziś jestem posyłany do wielkiej damy?<br>
{{tab}}— Oprócz poselstwa, które niosłeś odemnie pani Dulcynei, nie pełniłeś nigdy tego rodzaju obowiązków — odpowie Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Tak, to prawda — rzecze Sanszo — ale kto chce psa uderzyć, to kij znajdzie, a z pełnej spiżarni i ludzie i szczury się żywią, to ma znaczyć, że nie potrzebuję żadnych przestróg. Bogu dzięki, człowiek wszystko umie potrosze.<br>
{{tab}}— To dobrze, Sanszo — rzecze Don Kiszot — ruszaj więc i niech cię Bóg prowadzi.<br>
{{tab}}Sanszo uderzył kilka razy burego i pośpieszył najszybszym oślim kłusem. Stanąwszy wreszcie przed piękną damą ukląkł na oba kolana i rzekł:<br>
{{tab}}— Wysoka i ostateczna damo! Jeździec, którego widzicie za mną, zwany rycerzem lwa, jest moim panem, ja zaś mam zaszczyt być jego giermkiem i zowię się Sanszo Pansa; rycerz lwa, który przed niedawnym jeszcze czasem rycerza posępnego oblicza nosił miano, przysyła mnie do waszej wielkości z prośbą o {{pp|pozwo|lenie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/974|num=304}}{{pk|pozwo|lenie}} przedstawienia się osobiście na jej wielkim dworze i ofiarowania usług swoich na rozkazy waszej prześliczności.<br>
{{tab}}— W samej rzeczy, przewyborny giermku, — odpowie dama — wypełniłeś poselstwo swoje z całą zręcznością i dystynkcyą — podnieś się, proszę cię, nie przystoi giermkowi tak sławnego rycerza pozostawać dłużej w tak niewygodnej pozycyi. Powstań więc, kochany przyjacielu, i powiedz swojemu panu, że książę i ja poczytamy sobie za zaszczyt i rozkosz najwyższą, jeżeli dzielny rycerz posępnego oblicza pod naszym dachem przepędzi czas jakiś.<br>
{{tab}}Sanszo, zachwycony uprzejmością pięknej księżnej, powstał i zabierał się odnieść pomyślną odpowiedź oczekującemu na niego panu, a gdy już miał odjeżdżać, księżna dodała jeszcze:<br>
{{tab}}— Proszę cię, panie, racz mnie oświecić, czy pan twój nie jest tym samym, o którym wspomina historya jako o znakomitym rycerzu, Don Kiszot z Manszy?<br>
{{tab}}— On to jest właśnie, dostojna pani — odpowie Sanszo — a giermkiem jego Sanszo Pansa, o którym zapewne wspomina także historya, jestem ja, do usług waszej wysokości, jeżeli tylko z niedźwiedzia nie zrobili muchy, to jest chcę powiedzieć, za pozwoleniem waszej wysokości, jeżeli nie chybiono mojego portretu w owej historyi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/975|num=305}}{{tab}}— Zachwyca mnie to wszystko — rzecze księżna — jedź więc, drogi przyjacielu Pansa, i powiedz swojemu panu, że dzień przybycia jego w dom nasz zaliczymy do najszczęśliwszych w życiu.<br>
{{tab}}Z tak pomyślną odpowiedzią uradowany Sanszo powrócił do pana i opowiedział wszystko, wychwalając pod niebiosa dobroć i grzeczność księżnej.<br>
{{tab}}Don Kiszot ucieszony pierwszem powodzeniem, poprawił się wdzięcznie na siodle, umocnił się w strzemionach, podniósł zalotnie przyłbicę szyszaka i podniecając ostrogą leniwy zapał Rosynanta, pojechał ucałować rękę księżnej, która, po oddaleniu Sanszy, uwiadomiła księcia o tem, co zaszło; zgodzili się więc oboje, znając już przeszłość naszych awanturników, traktować ich we właściwy sposób, zachowując wszystkie zwyczaje błędnego rycerstwa.<br>
{{tab}}Don Kiszot przybył z podniesioną przyłbicą i zamierzał zsiąść z konia. Sanszo chciał przytrzymać strzemię rycerzowi, lecz zaplątawszy się w postronkach, które mu miejsce strzemienia zastępowały, przechylił się i głową na dół zawisł przy boku osiełka.<br>
{{tab}}Nasz bohater, sądząc, że Sanszo trzyma jego strzemię, stracił równowagę i razem ze słabo umocowanem siodłem upadł pod nogi Rosynanta.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/976|num=306}}{{tab}}Strzelcy, z rozkazu księcia, przybiegli panu i giermkowi ku pomocy. Don Kiszot, zawstydzony, kulejąc troszkę, szedł przyklęknąć na jedno kolano przed dostojną parą, lecz książę nie pozwolił na to, skoczył szybko z konia i uściskawszy Don Kiszota, rzecze:<br>
{{tab}}— Smuci mnie to, panie rycerzu posępnego oblicza, że pierwszy krok waszej wielmożności na mojej ziemi naznaczony został niepowodzeniem, lecz niedbalstwo giermków często sprawia podobne wypadki.<br>
{{tab}}— Szczęście, którego doznaję na twój widok, o wielki książę, tak mnie zachwyca, że i najsroższem okupiłbym je cierpieniem. Mój przeklęty giermek w istocie lepiej włada językiem, miotając różne grubiaństwa, niż powoduje rumakiem, lecz w jakiemkolwiek położeniu, stojąc lub leżąc, pieszo lub konno, oddany jestem zupełnie na usługi wasze i dostojnej księżniczki, która w całym świecie godna być królową piękności i wdzięku.<br>
{{tab}}— Ach, na Boga! przestań pochlebiać, rycerzu z Manszy — rzecze książę — wiemy obadwa dokładnie, że dopóki pani Dylcynea z Toboso żyć będzie, póty niepodobna chwalić wdzięków i piękności innej kobiety.<br>
{{tab}}Sanszo Pansa nie czekał odpowiedzi Don Kiszota, lecz przerywając mowę księciu, rzecze:<br>
{{tab}}— Niepodobna zaprzeczyć wielkiej piękności {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/977|num=307}}pani Dulcynei z Toboso, lecz nie wszyscy znają drogę do Rzymu. Słyszałem raz dobrego kaznodzieję, który utrzymywał, że natura podobna jest do zduna, robiącego garnki z gliny, co ma znaczyć, że jeżeli zdun potrafi jeden garnek piękny zrobić, zdolny jest uczynić sto podobnych równej doskonałości, dlatego też księżna może być równie piękną, jak pani Dulcynea.<br>
{{tab}}Don Kiszot zwrócił się do księżnej i rzekł:<br>
{{tab}}— Niech wasza wielkość wierzyć mi raczy, że żaden z błędnych rycerzy nie miał giermka większego gaduły i głupca, jak ten, który w moich pozostaje usługach.<br>
{{tab}}— Nic nie szkodzi — rzecze księżna — to dowodzi tylko, że Sanszo Pansa posiada dowcip, który nie jest udziałem pospolitych umysłów. Lecz nie traćmy czasu, jedzmy, a wielki rycerz, posępnego oblicza niech raczy zaszczycić nas swojem towarzystwem.<br>
{{tab}}— Mój pan teraz nazywa się rycerzem lwa — rzecze Sanszo — już zapomnieliśmy dawno o rycerzu posępnego oblicza.<br>
{{tab}}— Niech i tak będzie! — rzecze książę — niech więc rycerz lwa raczy towarzyszyć nam do zamku, a przyjmiemy go, jak wszystkich błędnych rycerzy, którzy zaszczycają nas niekiedy swoją obecnością.<br>
{{tab}}Wszyscy dosiedli koni i wyruszono w drogę.<br>
{{tab}}Don Kiszot i książę jechali po obu stronach {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/978|num=308}}księżnej, która prócz tego rozkazała Sanszy jechać za sobą, bawiąc się niezmiernie naiwną jego rozmową.<br>
{{tab}}Nasz giermek nie dał się prosić wcale i rozgadał się tak pociesznie, że książę i księżna nie mogli dosyć nadziękować się losowi za obdarowanie ich spotkaniem dwóch tak dziwacznych ludzi.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XXXI.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym się opisuje mnóstwo wielkich rzeczy.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Niepodobna wyobrazić sobie radości Sanszy; z {{Korekta|uprzejmojści|uprzejmości}} gospodarstwa wnosił, że w zamku czeka ich sute przyjęcie, a nasz waleczny giermek przepadał za smacznym kęsem. Książę udał się naprzód do zamku i nauczył służących, jak obchodzić się z Don Kiszotem powinni.
Skoro więc tylko na podwórze wjechali, dwaj lokaje, ubrani w pąsowe kaftany, zdjęli rycerza z konia, mówiąc, aby dopomógł zsiąść księżnej.<br>
{{tab}}Don Kiszot z tym zamiarem postąpił ku dostojnej pani; ta oświadczyła, że nie chce obciążać znakomitych ramion tak niegodnym ciężarem, poczem wszyscy wstąpili na schody. Tu duże i młode dziewice okryły Don Kiszota {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/979|num=309}}bogatym szkarłatnym płaszczem. Wszystkie okna napełniły się tłumem niewiast i mężczyzn, krzyczących z całej siły: — Witaj, kwiecie i śmietano błędnego rycerstwa — i zaczęli skrapiać rycerza wonnemi ziołami.<br>
{{tab}}Teraz dopiero Don Kiszot najmocniej uwierzył, że jest prawdziwie błędnym rycerzem, widząc, że obchodzą się z nim tak, jak starożytni książęta z jego kolegami w przeszłości.<br>
{{tab}}Sanszo przy boku księżnej wszedł za drugimi do zamku; przypominając sobie, że zostawił burego bez opieki na podwórzu, zbliżył się do jakiejś szanownej matrony z orszaku księżnej i zapytał jej pocichu:<br>
{{tab}}— Pani Gonzales, albo jak cię tam zowią?<br>
{{tab}}— Nazywam się Rodriguez de Grijalba — odpowiedziała — czegóż więc żądasz, mój przyjacielu?<br>
{{tab}}— Ruszajno, kochanko, do bramy zamkowej — rzecze Sanszo — znajdziesz tam mego osiołka, każ go też, z łaski swojej, zaprowadzić do stajni, lub zaprowadź sama, bo biedne to zwierzątko jest bojaźliwe i nie lubi samotności.<br>
{{tab}}— Idź gdzieindziej, mój przyjacielu — odpowie dumnie matrona — szukaj sobie dam usługujących osłom, tutejsze bowiem nieprzyzwyczajone są do podobnego obowiązku.<br>
{{tab}}— Oh, oh! — zawoła Sanszo — jaka mi delikatna! — Przecież jego wielmożność, Don {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/980|num=310}}Kiszot, który zna lepiej historyę, niż moje {{Korekta|pantolony|pantalony}}, utrzymuje, że gdy Lancelot powrócił z Anglii, księżniczki usługiwały jemu, a damy dworskie doglądały jego konia. A wiedz o tem, moja kochana pani, że mego osiołka nie zamieniłbym na konia Lancelota.<br>
{{tab}}— Mój przyjacielu — rzecze dama Rodriguez — jeśli jesteś błaznem, schowaj dla drugich swoje żarty, może zapłacą ci za nie. Odemnie nie dostaniesz za to ani jednej figi.<br>
{{tab}}— Gdybym ją przyjął — odpowie Sanszo — jestem przekonany, że byłaby doskonale dojrzała, założyłbym się również i o to, że na numer 60-ty nie przegrałabyś nigdy.<br>
{{tab}}— Patrzcie no! — zawołała rozgniewana matrona — brutal chłop nazywa mnie starą, jak gdybym z lat moich rachunek mu zdawać miała.<br>
{{tab}}Księżna, usłyszawszy kłótnię, zapytała damy Rodriguez, o co idzie.<br>
{{tab}}— A to ten gbur każę mi odprowadzić swego osła do stajni, dowodząc, że niegdyś wielkie damy siodłały konia jakiemuś Lancelotowi, a w dodatku nazywa mnie starą.<br>
{{tab}}— Mylisz się, przyjacielu Sanszo — rzecze księżna — pani Rodriguez jest młodziutką osobą, a nosi zasłonę i przepaskę dlatego, że jest wdową i na znak władzy swojej na moim dworze.<br>
{{tab}}— A, niech się z miejsca nie ruszę, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/981|num=311}}jeżelim ją chciał rozgniewać, lecz będąc serdecznym przyjacielem mego osiołka, z którym chowaliśmy się razem, chciałem go oddać w najlitościwsze ręce.<br>
{{tab}}— Sanszo — rzecze Don Kiszot, spoglądając nań przez ramię — także to przystoi odzywać się w tem miejscu?<br>
{{tab}}— Ha, panie! — odpowie Sanszo — każdy mówi o swoich interesach tam, gdzie się znajduje. Tu przypomniałem sobie mego osiełka, tu o nim mówię, gdybym sobie o tem przypomniał w stajni, to i w stajni załatwiłbym tę sprawę.<br>
{{tab}}— Sanszo ma racyę — rzecze książę — lecz niech będzie spokojny o swego osła, równie jak o nim, tak i o jego ośle będą mieli staranie.<br>
{{tab}}Wśród takich śmiesznostek całe towarzystwo przybyło wreszcie do sali zamkowej; sześć młodych dziewic zaczęło rozbrajać Don Kiszota, który zostawszy wreszcie tylko w swoich obcisłych spodniach i kaftanie chamois, chudy, wynędzniały, z pokiereszowanem licem, wyglądał najpocieszniej w świecie. Następnie dziewice prosiły rycerza, ażeby pozwolił rozebrać się zupełnie i włożyć na siebie świeżą koszulę. Don Kiszot wstydliwie oparł się takiemu żądaniu, prosząc, aby tę czynność jego giermek spełnił. Gdy tedy sami tylko z Sanszem pozostali, jał {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/982|num=312}}mu gorzko wyrzucać nasz bohater ową kłótnię z szanowną damą Rodriguez i zakończył długą perorę tem i słowy:<br>
{{tab}}— Dowiedz się, przyjacielu Sanszo, że ze sług dobrych lub złych biorą ludzie miarę o wartości pana, a gdybyś zdołał przenikliwiej w świat pozierać, dostrzegłbyś snadnie, że całą przewagę wielkich panów nad tłumem stanowi to, że posługują się ludźmi, którzy od nich samych niekiedy więcej mają rozumu. I właśnie, na tym dostojnym dworze, powinieneś nie psuć dobrej opinii, jaką o mnie powzięto, przez swoje głupstwa; ucz się koniecznie cicho rozmawiać swoim własnym językiem, a ja przez jakieś wielkie czyny i siłę oręża nazbieram tu mnóstwo wawrzynów.<br>
{{tab}}Sanszo uradowany, że tak łagodnem napomnieniem odkupił winę swoją, przyrzekł uroczyście, że w przyszłości namówi swoje głupstwo i język, aby w razie nieuchronnym na migi z sobą rozmawiały.<br>
{{tab}}Po ukończonej rozprawie Don Kiszot przywdział szkarłatny płaszcz, zawiesił na temblaku swoją szeroką szpadę i nakrywszy głowę kapeluszem z zielonego atłasu, poszedł pompatycznie do salonu, gdzie zastał sześć tych samych dziewic i dwunastu paziów, czekających nań, aby przeprowadzić jego rycerską wysokość do jadalnej sali.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/983|num=313}}{{tab}}Książę, księżna i kapelan oczekiwali Don Kiszota przy nakrytym stole; kapelan był z liczby tych księży, co sami nizko urodzeni, rządzą domami książąt i zamiast podnieść się do ich dystynkcyi, poniżają ich do siebie, a niezdolni stworzyć w sercach panów energii ludu, wlewają w ich umysły tylko jego zepsucie.<br>
{{tab}}Po wielu ceremoniach książę, księżna, ksiądz i Don Kiszot zbliżyli się do stołu, tu nastąpiła scena galanteryi starożytnej, więc spór o pierwsze miejsca, wreszcie cała wyszukana uprzejmość Don Kiszota musiała ustąpić niezwalczonemu uporowi księcia i nasz błędny rycerz zajął pierwsze miejsce u książęcego stołu. Ksiądz usiadł naprzeciw, a księstwo umieścili się obok Don Kiszota.<br>
{{tab}}Sanszo z wielkiem zadziwieniem poglądał na całą ceremonię, widząc wreszcie, jak dalece pan jego zaszczyconym został, po chwili rozwagi rzecze:<br>
{{tab}}— Jeżeli dostojni państwo pozwolić raczą, tedy opowiem im zdarzenie, jakie zaszło w naszej wiosce z powodu sporu o pierwsze miejsce.<br>
{{tab}}Don Kiszot zatrwożył się niepomału, słysząc Sanszę rozpoczynającego rozprawę, lękał się, aby wierny giermek zanadto nie rozpuścił języka. Sanszo, spostrzegłszy obawę pana, rzecze:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/984|num=314}}{{tab}}— Nie lękajcie się, dobry panie, nie powiem nic takiego, coby mogło razić uszy ich wysokości, umiem jeszcze na pamięć całą lekcyę, którą przed chwilą usłyszałem od pana względem tego, co mam mówić wobec dostojnych osób.<br>
{{tab}}— Nie rozumiem wcale twojej paplaniny, Sanszo — rzecze z przytłumionym gniewem Don Kiszot — mów co chcesz, nie nudź jednakże długo.<br>
{{tab}}— Otóż mam opowiedzieć waszym wysokościom najczystszą prawdę, w przeciwnym razie jego wielmożność pan mój zaprzeczyć może z łatwością, jako świadomy historyi.<br>
{{tab}}— Prosiłbym waszą książęcą mość — rzecze Don Kiszot — aby rozkazał wyrzucić za próg tego paplę, gdyż pewny jestem, że usłyszymy tysiąc nieprzyzwoitych wyrazów i niegrzeczności.<br>
{{tab}}— Niepodobna, panie rycerzu — ozwie się księżna — Sanszo jest moim ulubieńcem i nie oddalę go stąd za nic w świecie, a w tem, co ma powiedzieć, zdaję się zupełnie na jego delikatność.<br>
{{tab}}— Niech najjaśniejszej pani da Pan Bóg sto lat zdrowia za dobre o mnie słowo — zawoła rozczulony Sanszo; — co do mojego opowiadania, oto jest. Pewien bogaty szlachcic z naszych okolic, znakomitego rodu, bo pochodził z Medinów del Campo, ale zapomniałem {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/985|num=315}}jeszcze dodać, że ów szlachcic zaślubił pannę Mencia de Kwinones, córkę don Alonza de Maranon, kawalera znaku świętego Jakóba, który utopił się w kuźni, tam, gdzie to niby owa wielka kłótnia była, co to się w niej i jego wielmożność Don Kiszot znajdował, a tam to właśnie ranionym został Tomasillo, syn marszałka Balvastra. Czy to wszystko nie jest najczystszą prawdą, panie rycerzu lwa?<br>
{{tab}}— Zapewne, zapewne — odpowie Don Kiszot — tylko staraj się skrócić bajanie, bo jeżeli w ten sposób opowiadać dalej będziesz, niezawodnie dziś nie skończysz powieści.<br>
{{tab}}— Jeżeli mnie kochasz, Sanszo — przerwie księżna — nie krępuj się żadnemi okolicznościami, opowiadaj, jak chcesz, a chociażby przez dwa dni całe gotowa jestem słuchać cię najpilniej.<br>
{{tab}}— Otóż tedy — ciągnął dalej Sanszo — ten szlachcic zaprosił do siebie pewnego razu jakiegoś wyrobnika, który nie był bogatym, co znaczy wiele, ale był bardzo poczciwy, co także cośkolwiek znaczy. Biedne panisko! miły Boże, umarł wkrótce potem, a powiadano mi, że zasnął jak anioł czysty; mieszkaliśmy blizko siebie, kamieniem dorzucić można było od mojej chaty do jego domu.<br>
{{tab}}— Ależ prędzej do rzeczy, mój przyjacielu — przerwie niecierpliwie ksiądz — nic skończysz nigdy, kołując podobnie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/986|num=316}}{{tab}}— Wszystko mieć musi swój skutek przy Boskiej pomocy — rzecze Sanszo — ale ja, jak oto powiadam, nie byłem obecny przykładnej śmierci owego szlachcica, co tak blizko mnie mieszkał, a miał za żonę córkę don Alonza de Maranon, jak to już wspomniałem... byłem wtedy w Tembleque, gdzie nająłem się do żniwa.<br>
{{tab}}— Ależ, mój przyjacielu — przerwie ksiądz — wychodź czemprędzej z Tembleque i nie zabawiaj się opisem pogrzebu szlachcica, jeżeli nie chcesz być jutro na naszym, bo z pewnością zamordujesz nas takiem opowiadaniem.<br>
{{tab}}— Stało się więc tedy tak — rzecze dalej Sanszo — że gdy ów wyrobnik zaproszony miał siadać do stołu ze szlachcicem, jakbym patrzył na nich w tej chwili, miły Boże! a to już tyle czasu przeszło od owej godziny...<br>
{{tab}}Książę i księżna dusili się ze śmiechu, widząc gniew i niecierpliwość księdza, Don Kiszot tłumił wściekłość przez uszanowanie dla gospodyni domu, a Sanszo ciągnął dalej:<br>
{{tab}}— Otóż skoro mieli zasiąść, wyrobnik oczekiwał, aby szlachcic zajął przedniejsze miejsce. Szlachcic chciał przeciwnie, aby wyrobnik zasiadł na honorowem miejscu, i przyszło wreszcie do takiego między nimi sporu, że szlachcic zniecierpliwiony wziął za kark wyrobnika i sadzając go na starszem miejscu, rzekł; „Siedź tu, mości gburze, ponieważ żądam tego, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/987|num=317}}i wiedz o tem, że gdziekolwiek ja usiądę, tam jest honorowe miejsce.“ Oto i cała moja powiastka, a proszę waszych wysokości, czyż nie ozwałem się bardzo stosownie i do rzeczy?<br>
{{tab}}Don Kiszot zrozumiał złośliwy cel opowieści, twarz jego, zapalona gniewem, przybrała wszystkie kolory tęczy, księżna powstrzymywała śmiech, nie chcąc przyprowadzić do ostateczności błędnego rycerza, a zmieniając nagle przedmiot rozmowy, zapytała go, jakie i jak dawno miał wieści o nieporównanej Dulcynei, a także ilu olbrzymów i bandytów zwyciężonych posłał jej od ostatniego rozstania.<br>
{{tab}}— Niestety, dostojna pani — rzecze smutnie rycerz — próżno zwyciężam olbrzymów i rozpędzam gromady rozbójników, straszliwy czarownik trzyma w swej mocy piękną Dylcyneę i uczynił z niej za pomocą czarów najbrzydszą i najniezgrabniejszą istotę.<br>
{{tab}}— Eh, nie zdaje mi się — rzecze Sanszo — przeciwnie, wydała mi się tak piękną, gdym ją ostatni raz oglądał.<br>
{{tab}}— Jakto, Sanszo, widziałeś ją już po oczarowaniu? — spyta książę.<br>
{{tab}}— A naturalnie, ja to odkryłem właśnie i ręczę wielmożnemu państwu, że jest ona tak odurzona czarami, jak kokosz, dymem z tabacznych liści.<br>
{{tab}}Ksiądz, słysząc tę dziwną rozmowę o czarach {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/988|num=318}}i olbrzymach, domyślać się zaczął, że widzi na własne oczy Don Kiszota z Manszy, o którym historyę książę czytał bezustannie, pomimo wszelkich ze strony szanownego księdza protestacyj. Zwracając się więc do księcia, zapalony gniewem rzecze:<br>
{{tab}}— Wasza wysokość zdasz Panu Bogu większy rachunek, niż ten rycerz mniemany. Nie wiem, który z was dwóch jest więcej szalony: czy Don Kiszot, robiący głupstwa, czy wasza wysokość, który je protegować raczy?<br>
{{tab}}Potem, zwracając się do Don Kiszota, rzecze:<br>
{{tab}}— A ty, mości waryacie, co powiesz na to? Któż potrafił wbić ci w głowę, że jesteś błędnym rycerzem, że zwyciężasz olbrzymów i rozpędzasz złodziei? Wróć lepiej do domu, zajmij się interesami i rodziną. Na Boga! ciekawy byłbym wiedzieć, kiedyż to egzystowali błędni rycerze i skądby się dziś wziąć mieli, i w którym to krańcu Hiszpanii znajdują się jeszcze olbrzymi, zbójcy i zaczarowane Dulcyneje i cały tłum dziwadeł, któremi jest mózg twój napełniony!<br>
{{tab}}Don Kiszot spokojnie słuchał eklezyastycznych wyrzutów, wreszcie widząc, że ksiądz już przestał mówić, bądź to już nie mogąc powściągnąć się dłużej, powstał i wypalił księdzu odpowiedź, która zasługuje, aby ją w osobnym umieścić rozdziale.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/989|num=319}}{{c|ROZDZIAŁ XXXII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opowiada się o sławnej odpowiedzi Don Kiszota na zarzuty księdza.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Rycerz lwa, drżąc z gniewu, bezwzględny na uszanowanie, należne dostojnym słuchaczom, dumnie spoglądając na księdza, groźnie zawołał:<br>
{{tab}}— Miejsce, gdzie się znajdujemy, i cześć należna od nas obudwu domowi temu, wreszcie wzgląd na twój duchowny charakter krępują sprawiedliwe oburzenie moje. Nauczyłbym cię powściągliwości w mowie, lecz ponieważ księża i kobiety nie obrażają, nie mieczem, ale językiem odpowiem na twoją zniewagę. Aż dotąd sądziłem zawsze, że słudzy Chrystusa tylko miłości i zgody słowa rozlewać powinni. Zawiodłem się na tobie. Któż to upoważnił cię, mój ojcze, do wydawania sądu o myślach i czynach moich? Kto chce poprawiać drugich, niech dobrze zobaczy, czy nie ma w sobie nic do poprawienia. Ciekawy jestem, jakiem prawem, nie znając zupełnie ani mnie, ani moich osobistych stosunków, każesz mi pilnować domu, żony i dzieci. A może ja nieżonaty wcale? Mniemasz może, że po długich pochlebstwach, dostawszy się wreszcie do możnego domu, nabyłeś prawa {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/990|num=320}}zaprzeczać istnieniu błędnego rycerstwa? Choć nie rycerzem, lecz równie jesteś błędnym księdzem. Wyglądasz jak student, albo pedant, którzy nie widząc rzeczy, rozprawiają o niej stanowczo. Lecz przestańmy na tem, mój księżulku; gdyby książę, lub wreszcie rycerz jaki śmiał mówić w mojej obecności podobne wyrazy, musiałbym ukarać ich za to, ale od dzieci, kobiet, księży i waryatów wszystko przyjąć można. Mów sobie, co chcesz, mimo to byłem, jestem i będę błędnym rycerzem. Jedni ambicyę obrali sobie za cel życia, drudzy oszukują zręcznie świat nizkiem i podłem pochlebstwem, a mała liczba postępuje z czystem sercem i uczuciem, drogą cnoty i honoru. Każdy ma swój cel i odrębne doń drogi; co do mnie, prowadzony przez gwiazdę moją, nie naśladując nikogo, idę świetnym torem błędnego rycerstwa, pogardzam bogactwem i próżnościami świata, a wielbię honor i sławę. Godziłem kłótnie, mściłem zniewagi, w proch ścierałem olbrzymów, zwyciężałem widma i rozbójników, zakochany jestem nawet, o tyle jednak tylko, o ile tego rycerskie prawa wymagają. Nie mam złych chęci, świat uszczęśliwić pragnę i jeżeli takiego człowieka waryatem nazywać można, to już nie wiem doprawdy, kto tu z nas przy zdrowych zmysłach.<br>
{{tab}}— Na uszy mojego osła, — zawoła Sanszo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/991|num=321}}już więcej nic powiedzieć nie można w tym względzie. Poprzestańcie na tem, mój waleczny panie, a ponieważ uczciwe księżysko nie wie, czy istniało kiedykolwiek błędne rycerstwo, należy mu wybaczyć.<br>
{{tab}}— Czy ty nie jesteś czasem ów Sanszo Pansa, o którym historya mówi, że ma od pana wyspę obiecaną w zarząd?<br>
{{tab}}— Ten sam, do usług waszej wielebności — odpowie Sanszo — i sądzę, że tak dobrze wart jestem rządzić wyspą, jak ktokolwiek inny. O! bo ja jestem z tych, o których powiadają: z jakim przestajesz, takim się stajesz. Chcesz użyć chłodu, idź do ogrodu. Przywiązałem się do dobrego pana, towarzyszę mu w jego wyprawach i powinienem być jego cieniem, a jeśli podoba się Bogu zachować nas przy życiu, to może nie zbraknie królestw i wysp do naszego rozporządzenia.<br>
{{tab}}— Bezwątpienia, nie zbraknie, przyjacielu Sanszo — rzecze książę — i przez wzgląd na twoją zasługę i pana twojego chwałę, w tej chwili daruję ci jedną z dziewięciu wysp, które {{Korekta|pasiadam|posiadam}}, a którą chyba nie wzgardzisz.<br>
{{tab}}— Uklęknij, Sanszo — rzecze Don Kiszot — i ucałuj nogi jego wysokości.<br>
{{tab}}Sanszo spełnił polecenie rycerza, a ksiądz, widząc, że jego przestrogi i uwagi na nic się nie przydał}7, rozgniewany srodze, rzecze:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/992|num=322}}{{tab}}— Nie pojmuję, jaką przyjemność wasza książęca mość znajduje w tym żarcie. Jakże głupcy nie mają być waryatami, skoro mądrzy protegują ich szaleństwa? Niech wasza wielkość cieszy się towarzystwem obłąkanych! co do mnie, oddalam się i nie powrócę tu dopóty, dopóki gościć będą błędni rycerze...<br>
{{tab}}To rzekłszy, odszedł, mimo usilnych próśb gospodyni.<br>
{{tab}}Książę ubawił się nadzwyczajnie gniewem księdza i uśmiawszy się dowoli, rzecze:<br>
{{tab}}— Panie rycerzu lwa, tak dobrze broniłeś swej sprawy, że pomściłeś zupełnie zniewagę, wyrządzoną ci przez księdza.<br>
{{tab}}— To nie była zniewaga, lecz tylko uchybienie. Jest w tem wielka różnica. Człowiek, który podstępem uderzy kogoś kijem z tyłu i ucieknie zaraz, nie może znieważyć, bo uderzony nie opór, lecz ucieczkę przeciwnika widzi; gdyby zaś uderzający zdradnie z mieczem w ręku popierał uczynioną obrazę, toby napadnięty i obrażony i znieważony został. Dlatego też nie jestem obrażony i nie gniewam się na tego dobrego człowieka, żałuję tylko, że oddalając się, pozbawił mnie sposobności wywiedzenia go z błędu. Cóżby to było, gdyby Amadis lub inny rycerz tego rodzaju słyszał podobną mowę?<br>
{{tab}}— O! bezwątpienia — dodał Sanszo — otworzyliby mu głowę, jak ostrygę. Nie każdy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/993|num=323}}cierpliwie łyka podobne pigułki, i niech mnie piorun trzaśnie, gdyby Renaud de Montanban słyszał wyrazy księżulka, byłby mu tak dobrze wyrył na szczękach cztery palce i kułak, że niezawodnie potem przez trzy lata nie otworzyłby gęby. Oho, niech tylko zażartuje sobie z podobnych, zobaczylibyśmy!<br>
{{tab}}Księżna trzymała się za boki i osłabła ze śmiechu, słysząc mowę Sanszy, która wydała się jej zabawniejszą, niż wszystkie pompatyczne nonsensa jego pana.<br>
{{tab}}Gdy skończono jeść, a służba już zaczęła zdejmować nakrycia, cztery panny dworskie weszły i ceremonialnie zbliżyły się do Don Kiszota. Jedna z nich niosła bogatą miednicę, druga ręczniki, trzecia flaszki z wonnościami, a czwarta nakoniec z obnażonemi po łokieć rękoma, niosła puszkę srebrną z pachnącem mydłem, Panna, niosąca bieliznę, okryła ramiona i szyję Don Kiszota serwetą, następnie druga, ukłoniwszy się, podstawiła miednicę pod brodę rycerza.<br>
{{tab}}Don Kiszot zdziwiony był niezmiernie tak nadzwyczajną ceremonią, lecz sądząc, że taki był obyczaj kraju, milcząc wyciągnął szyję. W tej chwili nalano wody w miednicę i dziewica, niosąca mydło, zaczęła natychmiast myć i mydlić ze wszystkich sił nietylko brodę, lecz twarz i nawet oczy cierpliwego rycerza, tak dalece, że je zmrużyć musiał.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/994|num=324}}{{tab}}Książę i księżna, nie będąc uprzedzeni o niczem, spoglądali po sobie, oczekując, na czem skończy się ceremonia. Wreszcie panna cyruliczka, umydliwszy tęgo twarz rycerza, udała, jakoby zabrakło jej wody, i wysłała jedną z towarzyszek celem jej przyniesienia, prosząc Don Kiszota, aby raczył cierpliwie na powrót jej zaczekać. Jakoż panna odeszła, a Don Kiszot z wyciągniętą szyją, zamkniętemi oczyma, powalany mydłem, do śmiertelnego śmiechu pobudzał patrzących. Nakoniec przyniesiono wodę, umyto rycerza, delikatnie obtarto mu twarz, panny, dawszy ukłon ceremonialny, już odejść zamierzały, lecz książę nie chcąc, aby Don Kiszot powziął podejrzenie, iż żartują z niego, rozkazał podobnież mniejszą ilością mydła umyć sobie brodę.<br>
{{tab}}Sanszo, widząc całą tę ceremonię, uśmiechał się półgłosem, a potem wyrzekł do siebie:<br>
{{tab}}— Do licha, gdyby jeszcze zwyczaj tego kraju nakazywał myć brodę giermkom także, na honor, byłaby to rzecz użyteczna, i dałbym z całego serca pół reala tej dziewczynie, któraby omydlić mnie chciała.<br>
{{tab}}— Co tam mruczysz pod nosem, Sanszo? — zapyta księżna.<br>
{{tab}}— Mówię, wasza wysokość, że dotąd słyszałem, jakoby zwyczajem po domach książęcych było umywać ręce po obiedzie, teraz widzę, że {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/995|num=325}}tu inny panuje obyczaj, który zresztą nadzwyczaj mi się podobał.<br>
{{tab}}— W takim razie, przyjacielu Sanszo — odpowie księżna — moje służące umyją cię również. — Panie marszałku — rzecze dalej — niech zadowolnią Sanszę, proszę nie odmawiać żadnemu jego żądaniu.<br>
{{tab}}Marszałek dworu odpowiedział, że pan Sanszo będzie zaspokojony, i poprosił go natychmiast z sobą na obiad.<br>
{{tab}}Gdy książę, księżna i Don Kiszot pozostali sami, po kilku chwilach rozmowy o rycerskiej sztuce księżna prosiła rycerza, ażeby dokładnie opisał jej wszystkie rysy i wdzięki Dulcynei.<br>
{{tab}}Don Kiszot, westchnąwszy głęboko odpowiedział:<br>
{{tab}}— Aby uczynić zadość rozkazom waszym, księżno, musiałbym pokazać ci serce swoje, na którem wyryta cała postać ukochanej. Nigdy ustami nie zdołam opisać nieporównanej piękności Dulcynei, która chwyciłaby pendzel Parasyusa i Tymantesa i Apellesa i dłuto Fidyasza. Byłoby zuchwalstwem chcieć opowiedzieć ustami to, skoro cała moc połączonej sztuki prawdziwych kształtów utworzyć nie zdoła...<br>
{{tab}}— Z tem wszystkiem jednak, mości rycerzu, — rzecze książę — proszę cię o określenie mi choć najlżejszego rysu tej nieporównanej piękności.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/996|num=326}}{{tab}}— Uczyniłbym to z całego serca — odpowie Don Kiszot — lecz Dulcynea wskutek złośliwości czarnoksiężników przed niedawnym czasem zaczarowaną została. Z księżniczki zrobiono wieśniaczkę, piękność jej w szpetność zmieniono, woń jej ciała zastąpił wyziew nieznośny, z anioła uczyniono szatana, a z osoby skromnej i uczciwej rozpasaną zalotnicę.<br>
{{tab}}— Wielki Boże! — zawołał książę — któż był tak okrutny i pozbawił ziemię jaśniejącego oblicza Dulcynei z Tobozo?<br>
{{tab}}— Któż, jeśli nie przeklęci czarownicy, którzy mnie prześladują, jakiś nekromanta zdradziecki, którego piekło wyrzuciło na świat, aby zaćmić chwałę i czyny znakomitych ludzi, zranił mnie w najczulsze miejsce, bo odbierając rycerzowi jego damę, pozbawia się go ożywczego słońca.<br>
{{tab}}— To prawda — rzecze księżna — jednakże historya powiada, że wy, panie rycerzu lwa, nigdy damy Dulcynei nie widzieliście na oczy, że to jest kochanka wymarzona, która tylko w wyobraźni waszej żyje.<br>
{{tab}}— Wieleby o tem mówić potrzeba — odpowie Don Kiszot. — Bóg tylko wie, czy Dulcynea egzystuje lub nie, na świecie. Ja nie chcę zgłębiać tej tajemnicy; uważam zawsze Dulcyneę za damę najdoskonalszą, godną szacunku świata całego, dowcipną, grzeczną {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/997|num=327}}skromną i przyjemną, nakoniec za osobę wysokiego rodu, ponieważ tak znakomita piękność nie może być nizkiego pochodzenia.<br>
{{tab}}— To pewna — rzecze książę — lecz niech wasza wielmożność raczy mi wybaczyć wątpliwość jedną, która powstała w moim umyśle przy czytaniu historyi czynów waszych, to jest dziwnem mi się zdaje, że nieporównana Dulcynea z Tobozo, przy całej piękności i rozumie, nie może jednakże równać się urodzeniem z Oryaną, Madassiną, Ginewrą i tysiącem innych tego rodzaju, o których historya wspomina.<br>
{{tab}}— To prawda — odpowie Don Kiszot — ale Dulcynea przez swoje nieporównane przymioty, piękność, wzniosłość umysłu, jak również przez wielkie czyny swoje ma więcej osobistej wartości; mogłaby zasiąść na tronie i dać życie długiemu szeregowi królów.<br>
{{tab}}— Trzeba wyznać, rycerzu — rzecze księżna — że masz szczególniejszy dar przekonywania, i odtąd wierzę mocno, że Dulcynea istnieje, że jest damą znakomitego rodu i doskonałej piękności, słowem, godną jest mieć za swego rycerza wielkiego Don Kiszota z Manszy. Jedna rzecz tylko ujmę jej przynosi, to jest, że Sanszo, jak historya powiada, przybywszy z poselstwem od was, zastał Dulcyneę nad dzieżą, a podobne zatrudnienie nie dowodzi wysokości rodu.<br>
{{tab}}— Pani — odpowie Don Kiszot — {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/998|num=328}}wszystko to dzieje się za sprawą czarnoksiężników, którzy nie mogąc uderzyć wprost na mnie, gdyż wyższa moc broni mnie od ich napaści, rzucają czary na przedmiot najdroższy sercu mojemu, dlatego to Sanszo, za przybyciem swojem, zastał Dulcyneę nad robotą tak nizką i niewłaściwą. Lecz wierzaj mi, księżno, że Dulcynea jest najznakomitszą dziewicą z Tobozo i że jak Helena Troję, tak ona wsławi swe rodzinne miasto. Zboże, które przebierała podczas pobytu Sanszy, nie było ziarnem, lecz czystemi perłami, a oprócz tego, mam zaszczyt uwiadomić waszą wysokość, że Sanszo Pansa jest najgłupszy giermek, jakiego kiedykolwiek widziano. Naiwność jego, złośliwość, głupota i zręczność, czynią go trudnym do zbadania. Zdaje się wierzyć we wszystko i znów zaprzecza wszystkiemu. Z najtrudniejszego rozumowania niekiedy zwycięzko się wytłómaczy, słowem, nie zamieniłbym go na żadnego giermka, chociażby mi dano najlepszą fortecę w przydatku. Jednakże zdaje mi się, że urząd gubernatora wyspy niezupełnie zdolnościom jego przypadnie, chociaż być może, że z czasem nabierze doświadczenia i będzie tak dobrze rządził, jak i drugi, bo nakoniec, nie trzeba wielkiego rozumu do rządzenia, wszakże my sami mieliśmy i mamy dużo gubernatorów, którzy zaledwie czytać umiejąc, wydołali przecież swoim obowiązkom. Głównie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/999|num=329}}idzie o to, ażeby chęci były prawe, a znajdzie się dosyć ludzi, którzy mu rządzić pomogą. Nadewszystko poradzić muszę Sanszy, ażeby, używając praw godności jego należnych, nie naruszał nigdy przywileju poddanych swoich.<br>
{{tab}}W tem miejscu rozmowa przerwaną została przez hałaśliwe przybycie Sanszy, który wpadł do sali, ścigany przez kuchcików i innych posługaczy. Na szyi miał grubą ścierkę, a jeden ze ścigających niósł za nim szaflik z pomyjami, chcąc koniecznie podstawić go pod brodę Sanszy i umyć należycie.<br>
{{tab}}— Cóż to jest, moje dzieci — zawołała księżna — dlaczego nie oddajecie należnego szacunku Sanszowi, zapomnieliścież, że został gubernatorem obrany?<br>
{{tab}}— Bo widzi wasza wysokość, pan Sanszo nie chce być umyty po obiedzie wedle przyjętego na tym dworze obyczaju.<br>
{{tab}}— Przeciwnie — odpowie Sanszo z gniewem — chcę być umytym, ale w czystej wodzie. Nie można czynić tak wielkiej różnicy miedzy mną a moim panem, aby jego woniejącą wodą, a mnie pomyjami oblewać. Zwyczaje krajów i pałaców wtenczas tylko są pożyteczne, gdy nie obrażają nikogo. Nie mam brody zabrudzonej i na życie moje przysięgam, że pierwszemu, który dotknie jednego mojego włoska, takiego dam kułaka, że mu pięść w pysku ugrzęźnie i rodzona babka się przyśni.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1000|num=330}}{{tab}}Księżna umierała ze śmiechu, lecz Don Kiszot z przykrością patrząc na Sanszę, otoczonego zgrają obdartusów i wyszydzanego w ten sposób, z uszanowaniem ukłonił się księstwu ichmościom, jakby przepraszając ich za swobodę wyrazów, i surowym głosem wyrzekł do kuchcików:<br>
{{tab}}— Hola, mości rycerze, dość tego, zostawicie w pokoju mego giermka, który nie dla waszej zabawy stworzony. Oddalcie się, gdyż ani on, ani ja żartować z siebie nie pozwolimy.<br>
{{tab}}— Nie, nie, przeciwnie, niech się zbliżą troszkę — rzecze Sanszo — a popamiętają nas obu, bo przysięgam, że gdyby wyczesano moją brodę grzebieniem, nie znalezionoby najmniejszej nieczystości.<br>
{{tab}}— Sanszo — rzecze księżna — jest czysty i umyty aż nadto dobrze, nie ma potrzeby mydlić mu twarzy, a ponieważ zresztą obyczaje wasze nie przypadają mu do gustu, nie powinniście się narzucać z nimi, jesteście brutale, pełni zawiści dla walecznych giermków błędnego rycerstwa.<br>
{{tab}}Kuchciki i marszałek dworu, myśląc, że księżna seryo im czyni wyrzuty, oddalili się zawstydzeni, a Sanszo, widząc się oswobodzonym od tej hałastry, padł na kolana przed księżną i rzekł:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1001|num=331}}{{tab}}— Wielcy panowie wielkie łaski świadczą: ja, mościa księżno, nie zdołam nigdy odpłacić tej, jaką wasza wielkość uczyniłaś dla mnie, chyba gdy stanę się błędnym rycerzem, całe życie pędząc na usługach waszych. Jestem rolnik, nazywam się Sanszo Pansa, mam żonę i dzieci, a służę za giermka. Jeżeli z tem wszystkiem mogę się przydać na co, niech wasza wysokość rozkazać raczy, spełni się jej wola!<br>
{{tab}}— Jakto zaraz widać, przyjacielu Sanszo, że jesteś wychowańcem znakomitego Don Kiszota, który jest śmietaną i kwiatem grzeczności i galanteryi. Szczęśliwy wiek, posiadający rycerza i giermka, z których pierwszy jest chwałą błędnego rycerstwa, a drugi przykładem wierności prawdziwych giermków. Powstań, przyjacielu Sanszo, i spuść się na mnie, że zasługi twoje wynagrodzone będą zarządem obiecanej wyspy.<br>
{{tab}}Na tem zakończono rozmowę. Don Kiszot oddalił się na spoczynek, a księżna rzekła do Sanszy, że jeżeli nie ma do snu wielkiej ochoty, może przepędzić popołudnie w towarzystwie jej panien dworskich.<br>
{{tab}}Sanszo odpowiedział, iż jakkolwiek ma zwyczaj w lecie spać cztery lub pięć godzin po obiedzie, pozbawi się tej przyjemności przez miłość dla księżnej i posłuszeństwo jej rozkazom.<br>
{{tab}}Książę wyszedł ponowić zlecenie względem sposobów traktowania Don Kiszota nadal {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1002|num=332}}<section begin="32" />w swym domu, aby nie uchybiono w najmniejszej rzeczy zwyczajom błędnego rycerstwa.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section end="32" />
<section begin="K7" />{{c|'''Księga siódma.'''|w=160%|po=20px}}<section end="K7" />
<section begin="X" />{{c|ROZDZIAŁ XXXIII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisana jest godna wielkiej uwagi rozmowa Sanszy z księżną i jej pannami.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Sanszo, dotrzymując obietnicy, udał się za księżną, która przybywszy do swego pokoju, poprosiła ażeby usiadł. Sanszo, jako człowiek dobrze wychowany, wymawiał się od tego zaszczytu, lecz księżna, dowiódłszy mu, że nowa godność gubernatora i wielkie przymioty giermka czyniły go godnym zasiąść na krześle nawet samego Ruy Diaza, przezwyciężyła wreszcie grzeczny jego {{Korekta|upór|upór.}} Natychmiast wszystkie damy i dziewczęta dworskie okrążyły w milczeniu naszego giermka.<br>
{{tab}}Księżna zaczęła rozmowę w następujący sposób:<br>
{{tab}}— Teraz, skoro jesteśmy sami, niech pan gubernator raczy wytłómaczyć mi jedną zawiłość w sławnej Don Kiszota historyi. Zdaje się, że Sanszo, wysłany przez niego z listem do Dulcynei, zgubiwszy tabliczki, wcale jej nie widział;<section end="X" /> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1003|num=333}}dlaczegóż więc szarpał jej sławę, jakoby ją zastał nad niegodnem jej piękności i dostojeństwa zatrudnieniem?<br>
{{tab}}Sanszo powstał i ostrożnie obszedł salę dokoła, potem zapewniwszy się w ten sposób, że nikt ich nie podsłuchuje, usiadł znów i rzecze:<br>
{{tab}}— Teraz, ponieważ pan mój nie słyszy, oświadczam waszej książęcej mości, że jego wielmożność Don Kiszota za kompletnego waryata uważam, chociaż to, co on mówi niekiedy, jest bardzo mądre, tak dalece, że i sam dyabeł lepiej od niego wytłómaczyć się nie potrafi; przecież uważam, że musi mieć koniecznie coś popsutego w mózgu, dlatego muszę niekiedy oszukiwać go w przyzwoity sposób. Uroił sobie naprzykład, że jakoby czasami zmieniano postać Dulcynei, a ona, Bóg widzi, jest tak zaczarowaną, jak i mój osiełek.<br>
{{tab}}Tu opowiedział Sanszo małą historyę zaczarowania, która mocno ubawiła księżnę i dworskie damy.<br>
{{tab}}— Z tego, co mi pan Sanszo odpowiedział — rzecze księżna — dziwny uczyniłam wniosek; jeżeli rycerz Don Kiszot jest skończonym waryatem, dlaczego Sanszo Pansa, znając stan jego umysłu, pozostaje przecież w usługach szaleńca? chyba, że ma bardziej jeszcze popsutą głowę, niż pan jego. Jakimże sposobem można dać {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1004|num=334}}Sanszo Pansie wyspę do rządzenia, jeżeli samym sobą rządzić nie potrafi?<br>
{{tab}}— Wielka prawda — odpowie Sanszo. — Gdybym był rozumny, dawno porzuciłbym mojego pana, ale to próżno. Tam owca trawę skubie, gdzie ją przywiążą, prócz tego, widzi wasza wysokość, obadwa urodziliśmy się w jednej wiosce, a rodaki, jak dwojaki, zawsze razem chodzą. Jadłem chleb jego, dobrym jest panem, darował mi źrebaki, oślęta, kilka realów, dlatego kocham go i wierny mu jestem. Nie rozłączymy się z sobą zapewne, chyba, gdy śmierć którego kosą za kark zawadzi, wtenczas bywaj zdrów! trudno się oprzeć. „Niemasz tak gorącej miłości, coby nie stygła w przeciwności.“ Tak do psów król Dagobert mówił, gdy zwierzynę łowił.
Jeżeli wasza wysokość sądzi, że nie należy mi dawać rządów wyspy obiecanej przez księcia, to się obejdę. Mniej będzie o jednego gubernatora na świecie. Nie przyniosłem władzy z sobą z żywota swej matki, umrę sumienną osobą, zostawię wszystkie dostatki i pewnie będę miał spokojniejsze sumienie bez tego urzędu, niż z nim; jestem ja wprawdzie tylko ubogim prostakiem, ale słyszałem, że na własną zgubę jeleniowi rogi wyrosły, a wilk nie tyje przez posty, i myślę, że Sanszo koniuszy tak dobrze trafi do raju, jak i Sanszo rządca do kraju. I we Francyi o tem wiedzą, jaki chleb w {{pp|Hisz|panii}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1005|num=335}}{{pk|Hisz|panii}} jedzą. Nikt nie ma dwóch brzuchów, ani nosi dwóch kożuchów. W tę samą gębę wyborne potrawy, co i podłe kładą strawy. Każdy w swoją torbę chowa, każda za się cierpi głowa. W nocy każdy kotek bury, łowi tak myszy, jak szczury. To się znaczy: że śmierć wszystko zrówna. Nieszczęśliwy, kto codzień nie jada obiadu, choćby owocu z sadu. Nikt się nie naje za drugiego, jeszcze z Boskiej opatrzności dosyć zboża do żywności. Bóg żywi małe ptaszęta, i zwierzęta, i bydlęta. Niech się nikt nie dziwi, że i nas pożywi. Tak długie sześć łokci płótna, jak i sześć łokci sukna. Brzuch dobrze czuje, co człowiek żuje. Gdy trzeba będzie na śmierć dać drapaka, taki los księcia, jak i prostaka. Nie trzeba więcej ziemi dla papieża, jak dla zakrystyana albo też żołnierza. Choć daleko kto śmignie, śmierć go zawsze doścignie. A raz wlazłszy już w dół ciasny, skurczy się tam i pan jasny. Choćby się dąsał, zębami kąsał, z tego posłania już mu nie do wstania. Powiadam tedy waszej wysokości, że jeśli nie chcecie dać mi wyspy dlatego, żem głupi, to nie dbając o nią, mądrym zostanę. O! bo już dawno słyszałem od starego dziada, że często dyabeł pod krzyżem siada. Nie wszystko złoto, co się z wierzchu świeci, bije blask w oczy od szychowych nici. Za dawnych czasów chłopa Wambę dobyto z chałupy i na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1006|num=336}}tronie hiszpańskim posadzono, a przeciwnie, porwano króla Rodryga wśród bogactw i przepychu i rzucono go w przepaść na pożarcie wężom, jeśli pieśń nie kłamie.<br>
{{tab}}— A dlaczegóżby miała kłamać? — przerwie dama Rodriguez — przecież jest romans, który opisuje, że wrzucono króla Rodryga w dół pełen węży, żmij, gadów, gdzie takich doznał męczarni, że w dwa dni potem jeszcze żałosnym wołał głosem: „Kąsają mnie i szarpią w te miejsca, któremi najwięcej grzeszyłem“. A ponieważ tak jest, więc ten pan ma racyę przekładać stan rolnika nad królewski.<br>
{{tab}}Księżna wybuchnęła śmiechem nad naiwnością dobrej Rodriguez i rzekła do Sanszy:<br>
{{tab}}— Mój przyjacielu, wiedz dobrze, że skoro rycerz raz jeden da słowo, już go nie złamie nigdy, a chociaż książę nie szuka awantur po świecie, niemniej jednakże w poczet rycerstwa się liczy; dlatego bądź spokojny, wkrótce otrzymasz wyspę, na której po królewsku, okryty w aksamit i hafty, żyć będziesz. Zalecam ci tylko, abyś łaskawie rządził sprawami swoich poddanych.<br>
{{tab}}— O, co się tyczy rządzenia, to mi łatwo przyjdzie, jestem z natury miłosierny i zawsze miałem litość nad ubogimi, ale znów nie pozwolę ubliżyć sobie. Jestem stary wyga, co wie, jak się mryga. I na cóś więcej mnie stać, niż jeść {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1007|num=337}}chleb i spać. Niech mówią co chcą, ale ja nie dam sobie w kaszę dmuchać, od tego mam wiatr pod nosem i sam wiem dobrze, z której strony wieje; to znaczy, że dobrze łatwo się ze mną porozumieją, a złych to ja nauczę rozumu. Lecz nakoniec zdaje mi się, że we względzie rządu wszystko zależy na dobrym zbiorze i może być, że w ciągu piętnastu dni lepiej zrozumiem sztukę rządzenia, niż uprawę ziemi, którą znam od dzieciństwa.<br>
{{tab}}— Słusznie mówisz, Sanszo — odpowie księżna — ludzie rodzą się do wszystkiego zdolni, przecież nikt papieżem się nie urodził. Lecz powróćmy do zaczarowania pani Dulcynei, gdyż ja utrzymuję ciągle, że chęć oszukania swego pana przyszła Sanszy z poduszczenia czarnoksiężników, bo wiem z pewnością, że wieśniaczka, która skoczyła na osła, była prawdziwą Dulcynea z Tobozo, i że Sanszo, myśląc oszukać swego pana, sam oszukany był pierwej, bo trzeba ci wiedzieć, mój przyjacielu, że i u nas jest wielu czarnoksiężników, którzy nam o wszystkiem zdają sprawę. Od nich to wiemy, że Dulcynea z Tobozo jest zaczarowaną, lecz że niezadługo przyjdzie chwila, gdy ujrzymy ją w naturalnej postaci.<br>
{{tab}}— Hm! być to może — odpowie Sanszo — i zaczynam wierzyć, że mój pan prawdę mówił, opisując jaskinię Montesinos, w której {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1008|num=338}}widziai nanią Dulcyneę w takiem samem ubraniu, w jakiem mu ją opisałem, gdy mi przyszła myśl zaczarować ją. Podobno ja pierwszy byłem oszukany i myślę teraz, że zamało mam dowcipu do zbadania tak subtelnych rzeczy. Widzę nawet, że niepodobna, aby mój pan dał się oszukać takiemu, jak ja, głupcowi. Dlatego wasza wielkość niech nie sądzi, ażebym był złośliwym. Tylko naturalnie będąc głupcem, nie mogłem się obronić od mocy czarnoksiężników. Skomponowałem zaś tę historyę dlatego, ażeby gracko wywinąć się z poselstwa. Bóg zna występnych i tych ukarze.<br>
{{tab}}— To prawda — rzecze księżna — ale jakaż to awantura zdarzyła się w pieczarach Montesinos?<br>
{{tab}}Sanszo opowiedział wszystko, co podówczas zaszło, a księżna wysłuchawszy, rzecze:<br>
{{tab}}— Otóż widzę w tem nowy dowód, że ta sama, którą wielki Don Kiszot widział w Montesinos, a Sanszo spotkał w Tobozo, jest istotnie Dulcyneą z Tobozo.<br>
{{tab}}— Ha! nakoniec — rzecze Sanszo — jeśli pani Dulcyneą jest zaczarowaną, tem gorzej dla niej. Ja nie mogę walczyć ze wszystkimi nieprzyjaciółmi mojego pana. To pewna, że ta, którą spotkałem, była wieśniaczką, a czy ta jest Dulcyneą lub nie, to mi wszystko jedno. Już mnie nudzi to ustawiczne powtarzanie. Sanszo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1009|num=339}}tam mówił, Sanszo to zrobił, Sanszo to skłamał, jak gdyby Sanszo nie wiem już czem był na świecie, a Sanszo jest zawsze ten sam, który jak długi leży przez ciąg całej historyi. Tak przynajmniej utrzymuje Samson Karasko, bakałarz z Salamanki, który za wszystkie złoto na ziemi skłamaćby nie potrafił. Niechże więc odczepią się raz odemnie! Jeżelim nie bogaty, nikomum nie winowaty. Z cudzego się nie panoszę, a o chleb nikogo nie proszę. Choć suknia nie biała, ale cnota cała. Gdy mam zacne imię, nikt mi go nie odejmie i zazdrość się nie imię. A jak zacznę rządzić, to {{Korekta|pakażę|pokażę}}, co umiem.<br>
{{tab}}— W samej rzeczy, Sanszo — rzecze księżna — doskonały masz sposób opowiadania i przysłowie słusznie mówi: habit nie czyni mnicha i pod twardą łupiną smaczne ziarna słyną!<br>
{{tab}}— Upewniam waszą wysokość — odpowie Sanszo — że jestem człowiekiem dobrego serca. Nie upijam się nigdy, chociaż z rąk przyjaciela nie odtrącę kieliszka; gdy mi kto powie: na zdrowie, odpowiadam: Bóg zapłać. Na moją duszę! nie można wyrzucać giermkom błędnych rycerzy, że zbytkują na świecie. Biedni ludziska! Ledwie nogi wloką, zawsze po drogach, lasach, górach, chociaż im się nie chce, wodę pić muszą. Nierazby zapłacili, by się czem posilili, a kropli wina dostać nie mogą, wędrując zawsze nie prostą drogą.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1010|num=340}}{{tab}}— Tak i ja myślę — odpowie księżna — ale już późno, możesz odejść, Sanszo, zajmę się przyspieszeniem twoich rządów na wyspie.<br>
{{tab}}Sanszo skłonił się do nóg księżnej, prosząc, aby o jego stempaku miano staranie.<br>
{{tab}}— Cóż to za stempak? — zapyta księżna.<br>
{{tab}}— To mój osiołek — rzecze Sanszo — przez uszanowanie dla pani nie nazywam go poprostu. Już wchodząc do zamku polecałem go staraniom poważnej pani Rodriguez, ale rozgniewała się, żem ją starą i szpetną nazwał, właśnie, jakbym jej nowinę powiedział, a przecież takie jejmoście powinny opatrywać konie błędnych rycerzy i osły błędnych giermków! Oj, żeby ta pani dostała się w ręce pewnego szlachcica, który w naszej wsi mieszkał, byłby ją tak oporządził, ażby się podrapała.<br>
{{tab}}— To musiał być zapewne taki prostak i gbur, jak ty — przerwała dama Rodriguez — bo człowiek dobrego rodu szanuje damy zacnego domu.<br>
{{tab}}— Przestańmy o tem mówić, pani Rodriguez — rzecze księżna — a ty, Sanszo, nie turbuj się o swego stempaka, ja sama o nim pamiętać będę. Nakoniec, mój przyjacielu Sanszo, możesz odesłać swego ulubieńca na wyspę, której jesteś gubernatorem, a tam będą mu dogadzać, jak zechcesz.<br>
{{tab}}— Niech wasza wysokość nie żartuje ze {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1011|num=341}}mnie, bo choć to nie byłby pierwszy osieł, którego gubernator do wielkorządztwa wysłał, a dużo ich pod kotarami spoczywa, ale mój nie jest dumny, kontent, jeśli w stajni stoi choćby o słomie, a cóż dopiero, gdy ma obrok i siano.<br>
{{tab}}Księżna roześmiała się serdecznie i pożegnawszy Sansza, udała się do księcia, aby mu opowiedzieć swoją rozmowę z giermkiem i ułożyć wzajemnie sławną awanturę, noszącą na sobie zupełny charakter błędnego rycerstwa, bo rycerz i giermek podejrzenia powziąć nie mogli. A co ułożono, to będzie najsławniejszą przygodą z całej tej historyi.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XXXIV.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisano, jaki wynaleziono sposób do odczarowania Dulcynei.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Oboje księstwo, nadzwyczajnie bawiąc się oryginalnością swoich gości, wymyślili nowy sposób rozrywki. To, co słyszeli od Don Kiszota o pieczarze Montesinos i głupota Sanszy, który uwierzył w oczarowanie Dulcynei, dawała im nadzieję, że żart pomyślnie się uda. Po upływie sześciu dni, w ciągu których stosowne uczyniono rozporządzenia, wszyscy razem z Don Kiszotem, Sansza i wielką liczbą gończych psów wyjechali {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1012|num=342}}na polowanie. Przyniesiono rycerzowi i giermkowi uszyć a pięknego, zielonego sukna. Don Kiszot mówiąc, że rycerz błędny zawsze w zbroi, jak do boju, gotów być powinien, nie chciał przyjąć ofiarowanej mu sukni. Sanszo przeciwnie, pomyślał, że za zdarzoną sposobnością będzie mógł sprzedać swoją.<br>
{{tab}}Don Kiszot uzbroił sic, Sanszo wdział suknię i, wsiadłszy na osła, wmieszał się między myśliwych.<br>
{{tab}}Księżna w bogatym stroju dosiadła klaczy, której cugle przytrzymywał Don Kiszot z rycerską galanteryą. Wjechali do kniei, zastawiono sieci, rozsforowano psy, a gdy myśliwi zajęli już stanowiska, zaczęło się polowanie przy odgłosie trąb i naszczekiwaniu psów gończych.<br>
{{tab}}Księżna zsiadła z klaczy i z oszczepem w ręce, stanęła na przesmyku, przez który dziki uciekać miały. Książę i Don Kiszot stanęli obok niej. Sanszo ukrył się w pewnem oddaleniu, siedząc na ośle dla większego bezpieczeństwa.<br>
{{tab}}Zaledwie uszykowali się należycie, gdy ujrzeli biegnącego ku nim ogromnego dzika, pędzonego przez psy. Don Kiszot, ująwszy tarczę z mieczem, poskoczył ku niemu; książę, zatrzymawszy księżnę, pobiegł równie za Don Kiszotem, ale Sanszo, spostrzegłszy strasznego zwierza z potężnymi kłami, zapienionym ryjem i iskrzącemi ślepiami, skoczył z osła i począł {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1013|num=343}}na dąb się drapać, ale ze strachu i niezręczności, od połowy już drzewa spadł na dół i zaczepiwszy się suknią za gałęź u dołu rosnącą, zawisł o łokieć nad ziemią. W tak niebezpiecznym stanie, już to żałując niezmiernie rozdzierającej się nowej sukni, już mniemając, że dzik w biegu rozetnie go kłami, zaczął nasz giermek przeraźliwie wrzeszczeć. Ubito wreszcie zwierza. Don Kiszot, przybiegłszy na ratunek Sanszy, odpłatał nieboraka, który smutnie poglądał na ogromną dziurę w nowej sukni.<br>
{{tab}}Zabitego dzika przewieszono przez muła, przykryto gałęziami rozmarynu i mirtu i zawiedziono do namiotu, postawionego wśród kniei, gdzie oczekiwał myśliwych obfity stół, godny książęcej wspaniałości.<br>
{{tab}}Strapiony Sanszo zbliżył się do księżnej i okazując jej rozdartą suknię, rzecze:<br>
{{tab}}— Gdybyśmy na kuropatwy lub zające polowali, nie przyszedłbym do takiego stanu, a teraz mogę zawołać razem z Fabillą: — Będziesz pożarty przez niedźwiedzie.<br>
{{tab}}— To był król Gotów — rzecze Don Kiszot — którego na polowaniu rozszarpały niedźwiedzie.<br>
{{tab}}— To to właśnie — rzecze Sanszo — ciekawym tylko, dlaczego książęta i królowie narażają się na rozszarpanie dla błahej rozkoszy zabicia biednego zwierzęcia, które im nic złego nie uczyniło.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1014|num=344}}{{tab}}— Mylisz się, przyjacielu Sanszo — rzecze książę. — Polowanie na drapieżnego zwierza najbardziej królom i książętom przystoi, ponieważ jest wielce do wojny podobne i wymaga zręczności, podstępu, a co główna, że takie polowanie nie wszystkim służy. Tylko wysokie towarzystwo książąt i wielkich panów rade zajmuje się tą zabawą. To też, mój przyjacielu Sanszo, gdy zostaniesz gubernatorem, poluj bez przestanku.<br>
{{tab}}— O, co to, to nie, łaskawy panie — odpowie Sanszo — byłoby to pięknie, aby gubernator był na polowaniu, gdy tylu ludzi sfatygowanych przybywa szukać go w nagłych interesach. Niech wasza wysokość raczy mi wierzyć, że polować powinni próżniacy, nie gubernatorowie; co do mnie, myślę tylko w niedziele i święta uroczyste bawić się, grać sobie w karty lub w pliszki, bo to, jak powiadają, dobry dłużnik zawsze ma otwarty worek, kogo Pan Bóg wspomoże, ten więcej może, ciało rusza nogi do drogi, nogi dźwigają ciało aby postępowało. Za Boską pomocą i przy dobrych chęciach będzie się rządziło jakoś zawsze trzeźwo, nie po pijanemu, a kto mi nie wierzy, niechaj przymierzy, niech mi palec w gębę włoży, tak go ścisnę, aż się strwoży. Oho! niech tylko nabiorę wprawy, to mnie najmędrszy nie zawstydzi, kaptur nie czyni mnichem, ani łachman lichem, skoro zacznę, będzie znaczne.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1015|num=345}}{{tab}}— Stój! hola, Sanszo! zawołał Don Kiszot — jak zaczniesz bajać, nie wiesz, kiedy skończysz! Że też ani jednego słowa nie możesz przemówić, nie dodawszy dziesięciu przysłów. — Proszę wasze wysokości rozkazać milczeć temu papli.<br>
{{tab}}— Wszystkie przysłowia Sanszy — odpowie książę — chociaż dosyć obfite i niezbyt właściwie zastosowywane, nadzwyczajną mi przecież sprawiają przyjemność. Prócz tego, przyjaciołom wiele się wybacza.<br>
{{tab}}Tak rozmawiając, wjechali w głąb kniei, a chcąc zobaczyć czy nie ułowiono jakiej zwierzyny w sieci, zabawiono tu do późna; noc zapadła, lecz nadzwyczaj ciemna, co zresztą sprzyjało wiele do wykonania ułożonego przez książąt planu.<br>
{{tab}}Nagle cały las zajaśniał, straszliwy odgłos trąb, kotłów i innych narzędzi wojennych, przerwany jakby tętentem licznej konnicy, napełnił bór cały. Wszyscy zdziwieni, nie wiedzieli, co począć. Pomieszane głosy trąb, puzonów i szczęk miedzianych kociołków, przez Maurów w bitwach używanych, taki sprawiły łoskot, że umarłego zbudzić mogły.<br>
{{tab}}Don Kiszot, mimo odwagi, cokolwiek się zmieszał, Sanszo drżał jak liść ze strachu. Nagle wszystko ucichło i ukazał się parlamentarz w kostyumie dyabelskim, trąbiąc w kozi róg.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1016|num=346}}{{tab}}— Kto jesteś i dokąd jedziesz? — zapytał książę.<br>
{{tab}}— Jestem szatanem — ryknie poseł straszliwym głosem — szukam Don Kiszota z Manszy, a jazda, której tętent słyszycie, to sześć czarnoksięskich stowarzyszeń, prowadzących Dulcyneę zaczarowaną na zwycięskim wozie. Towarzyszy jej waleczny rycerz Montesinos, który ma odkryć Don Kiszotowi sposób odczarowania Dulcynei.<br>
{{tab}}— Gdybyś był szatanem — rzecze książę — poznałbyś rycerza, którego szukasz, wszakże on wśród nas się znajduje!<br>
{{tab}}— Na Boga i na duszę moją — zawołał dyabeł — tyle mam różnych rzeczy w pamięci, że zapomniałem najważniejszej.<br>
{{tab}}— Jednakże — rzecze Sanszo na stronie — z tego dyabła niezły człowiek i niezgorszy katolik, bo czart złośliwy takby się nie zaklinał.<br>
{{tab}}Dyabeł odezwał się znów:<br>
{{tab}}— Rycerzu lwa, którego pragnę mieć w swoich pazurach, przysyła cię do mnie nieszczęsny Montesinos, abyś w tem miejscu zaczekał i Dulcyneę odczarował.<br>
{{tab}}Rzekłszy to, zatrąbił w kozi róg i zniknął.<br>
{{tab}}— Cóż myślisz czynić, mości rycerzu? — zapytał książę.<br>
{{tab}}— Choćby całe piekło sprzysięgło się, oczekiwać go będę z niemrużonem okiem.<br>
{{tab}}— Co do mnie — rzecze Sanszo — choćby {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1017|num=347}}jeszcze jeden dyabeł przyszedł mi trąbić w uszy, nie ustraszy mnie, jakem Turek.<br>
{{tab}}Noc zapadała, mnóstwo świateł przebiegało po lesie, dźwięk łańcuchów słyszeć się dawał, wystrzały artyleryi zagrzmiały, w różnych częściach lasu maurytańskie dźwięki wojennego kotła rozlegały się dokoła.<br>
{{tab}}Don Kiszot potrzebował zebrać całą odwagę, aby nie upaść na duchu, Sanszo padł, skulił się wpół zemdlony u nóg księżnej, a w tem nadjechał jakiś wóz dziwaczny, ciągniony przez cztery woły czarnem pokryte suknem i mające przy każdym rogu zapaloną pochodnię.<br>
{{tab}}Na wierzchu wozu na tronie siedział starzec szanowny z długą i śnieżną brodą, okryty czarną suknią, twarz jego była poważna i okazała. Na koźle siedziało dwóch dyabłów, ale tak strasznych i czarnych, że Sanszo zamknął oczy z przerażenia; gdy wóz stanął przed księciem, podniósł się starzec i rzekłszy głośnio. „Jestem mędrzec Urgand,“ szybko pojechał dalej.<br>
{{tab}}Nadjechał drugi wóz r starzec, podobny pierwszemu, rzekł surowym głosem: — „Jestem mędrzec Aiguif, wielki przyjaciel Urganda“ — i przejechał znów.<br>
{{tab}}Przybył następnie trzeci, lecz był to jeszcze silny człowiek, nieprzyjemnej i dzikiej twarzy. Powstał jak inni i chrapliwym zawołał głosem — „Jestem czarnoksiężnik Archalais, śmiertelny: {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1018|num=348}}wróg Amadisa z Galii i całego jego pokolenia.“ — Rzekłszy to, popędził za drugimi.<br>
{{tab}}Gdy wozy przejechały, nastała cisza i nagle dały się słyszeć dźwięki słodkiej muzyki.<br>
{{tab}}— Gdzie muzyka, tam wesoło — rzecze Sanszo pocieszony.<br>
{{tab}}— I gdzie światło także — dodała księżna.<br>
{{tab}}— Wcale nie — rzecze Sanszo; — światło pochodzi od płomienia, płomień może zapalić las, w lesie możemy upiec się, jak kartofle, przy muzyce zaś tylko spać, albo tańczyć można.<br>
{{tab}}— Zobaczymy wkrótce, co to być może — rzecze Don Kiszot.<br>
{{tab}}I my zobaczymy rozwiązanie tajemnicy w następującym rozdziale.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XXXV.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisany jest dalszy ciąg środków, jakich użyto do odczarowania Dulcynei, etc., etc.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Muzyka zbliżała się i zobaczono wkrótce wóz tryumfalny, przez sześć mułów ciągniony, z których każdy okryty był białą materyą i miał na sobie pokutnika ubranego w suknie tegoż {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1019|num=349}}koloru. Wszyscy jeźdźcy trzymali w rękach zapalone gromnice, wóz ten trzy razy był większy, niż poprzednie, i mieścił w sobie dwunastu jeszcze pokutników z zapalonemi świecami. Na tronie, wzniesionym wśród wozu, siedziała nimfa, ubrana w srebrzystą gazę, tak świecącą od złota i kamieni, że wzrok olśniony nie zdołał wytrzymać blasku. Zasłona z atłasu pokrywała jej twarz, ale tak tylko, że można było widzieć z boku nadzwyczajną piękność i młodość dziewicy. Obok niej siedziała postać nieruchoma, okryta długą, czarną suknią; na głowie miała zarzuconą żałobną zasłonę.<br>
{{tab}}Gdy wóz stanął przed księciem, muzyka ucichła, a czarna postać powstawszy, zrzuciła suknię, odkryła zasłonę i ukazał się szkielet, wyobrażający śmierć w najohydniejszej postaci.<br>
{{tab}}Sanszo ze strachu zapiszczał boleśnie, książę i całe towarzystwo zdawało się przestraszone. Śmierć przeciągłym głosem ozwała się w te słowa:
<poem>{{f|w=90%|Ja jestem Merlin — o którym historya
Mówi — jakoby synem był szatana —
Kłamstwo, któremu czas dał prawdy pozór
Jam magii książę i monarcha czarów
I archiwista Zoroastra wiedzy!
Jam współzawodnik i czasów i wieków,
Chcących w proch zatrzeć pamięć sławnych czynów
Rycerzy błędnych, którzy zawsze byli
I będą zawsze pod opieką moją.|po=20px}}</poem> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1020|num=350}}<poem>{{f|w=90%|A chociaż wszyscy czarownicy dawni
I magii mistrze mieli humor taki,
Że trudno było ustrzedz się ich gniewu;
Ja jestem czuły, słodki, romansowy,
I lubię wszystkim dobre czynić sprawy.
W ciemnej jaskini przeznaczenia siedząc,
Gdzie dusza moja w uczonym zapale
Pisma i cytry magiczne kreśliła,
Żałosną skargę nagle usłyszałem:
Głos Dulcynei, dziewicy z Tobozo!
Gdy jej niedola i zaczarowanie
W kształt prostej dziewki wiadome mi były;
Serce nie nagła litość ogarnęła!
Więc duch mój kryjąc w tej czaszki czerepy
I przeczytawszy stutysiączne księgi,
Któremi sterczą piekieł księgozbiory,
Przebywam tutaj, by podać dłoń wsparcia
Bólom tak srogim, tak wielkiej niedoli!
O ty! zaszczycie i chwało tych mężów,
Co pierś twą. zbroją stal i dyamenty!
Ty, coś jest światłem i busolą dla tych,
Którzy wyrzekłszy się miękkiego łoża
I lekkie pióra próżniactwa rzucając,
Rycerskie czoło okuli w stal świetną
I broń rycerską chwycili do ręki!
Do ciebie mówię, dzielny bohaterze!
Któremu dzieje będą sławę dłużne,
Do ciebie mówię, Don Kiszocie z Manszy,
Kwiecie rycerstwa i Hiszpanii gwiazdo:
„By niezrównana dziewica z Tobozo
W kształt Dulcynei z dziewki powróciła,
Potrzeba na to, by twój giermek dzielny,
Znany w historyi pod Sanszy imieniem,
Wyliczył sobie w obnażone tyłki|po=20px}}</poem> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1021|num=351}}<poem>{{f|w=90%|Uderzeń rózgą trzy tysiące sześćset.
Lecz tak, by znaki po plagach zostały
I by, jak pieczeń, zrumienił się kuper;
Taki jest wyrok tych, co przetworzyli
Cudowną postać pięknej Dulcynei.
To wam oznajmić przybyłem, panowie!}}</poem>
{{tab}}— Otóż to właśnie — zawołał Sanszo — idź do dyabła ze swoim sposobem odczarowania! A moja skóra jaki ma związek z czarami? Ja wam powiadam, że jeśli W. Merlin nie zna innego sposobu wybawienia pani Dulcynei, to ona już tak sobie umrze zaczarowana.<br>
{{tab}}— Słuchaj, ty psie plemię! — rzecze Don Kiszot z gniewem — przywiążę cię do drzewa i nie trzy tysiące sześćset, ale pięćdziesiąt tysięcy rózeg ci wyliczę i to takich, że każda z nich wypędzi duszę z ciebie.<br>
{{tab}}— Powoli, powoli! — rzecze Merlin. — Tak nie uchodzi. Pokuta dobrowolną być musi i odbywać się w czasie nieoznaczonym. Może być nawet zmniejszona o połowę, jeżeli giermek przystanie, aby inna ręka, nie jego własna, wyliczyła te plagi.<br>
{{tab}}— Ani moja, ani druga, ani ciężka, ani lekka — rzecze oburzony Sanszo. — Czy to ja żenię się z panną Dulcyneą z Tobozo? Niech jego wielmożność, Don Kiszot, który ją nazywa swoją duszą i rozkoszą, oćwiczy sobie skórę za jej uwolnienie. Za cóż ja mam być biczowany bez żadnej korzyści?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1022|num=352}}{{tab}}Zaledwie Sanszo skończył, młoda nimfa podniosła się z tronu, zrzuciła zasłonę i ukazawszy twarz cudnej piękności, rzecze, zwracając się do giermka:<br>
{{tab}}— O giermku niegodziwy! kurzego serca tchórzu! Gdyby ci powiedziano, łotrze, byś się rzucił z wierzchołka wieży głową na dół, tygrysie bez litości! Gdyby żądano, abyś żonę i dzieci zadusił, nie dziwiłabym się, widząc twój upór; ale o marne trzy tysiące plag tak bardzoci chodzi? Wstydź się! Małe dziecko w szkole w ciągli miesiąca wytrzymałoby podobną chłostę. Patrz brzydkiemi ślepiami srogiego smoka w moje gwiaździste spojrzenie, w moje liliowe lica, a zginiesz sromotnie, widząc księżniczkę w kwiecie wieku, skazaną na pędzenie najpiękniejszych dni swoich pod postacią szkaradnej dziewki wiejskiej. Niech cię wzruszy moje nieszczęście! Nadstaw swoją grubą skórę. Przezwycięż raz przecie obżarstwo, podłość i lenistwo swoje. Powróć mi piękność i gładkość mojego dziewiczego czoła, jeśli nie przez wzgląd na mnie, to z miłości dla tego rycerza, który tak dobrym był dla ciebie panem, który drżący ze wzruszenia czeka odpowiedzi twojej.<br>
{{tab}}Tu mowę nimfy przerwały jęki i szlochania.<br>
{{tab}}— Na moją duszę — zawoła Don Kiszot — piękna Dulcynea przenika ukryte myśli moje.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1023|num=353}}{{tab}}— Cóż na to Sanszo? — zapyta księżna.<br>
{{tab}}— Ja, mości księżno? — odpowie Sanszo — jak na chrzcie świętym dyabła, tak wyrzekam się tego biczowania, ''apernuntio''.<br>
{{tab}}— Mów ''abremintio'' — przerwie książę.<br>
{{tab}}— I co tam — rzecze Sanszo — właśnie nam czas liczyć, czy litera więcej lub mniej potrzebna w wyrazie, kiedy mi każą biczować się do krwi. Miły Boże, pięć tysięcy rózeg!<br>
{{tab}}— Mylisz się, mój przyjacielu — rzecze książę — tylko trzy tysiące sześćset.<br>
{{tab}}— A to mi wielka łaska! dziękuję za opuszczenie; kto myśli, że zyska na wytargowaniu, niech weźmie interes na siebie. Ale chciałbym też wiedzieć, gdzie pani Dulcynea z Tobozo nauczyła się tak pięknie prosić? Żąda, ażebym sobie ciało posiekał dla jej miłości, i nazywa mnie dzikiem zwierzęciem, obrzydliwym tygrysem i wymyśla tak, że i dyabełby nie ścierpiał. Czy to ja jestem z bronzu! Żeby jeszcze przyszła z jaskini z tuzinem koszul w ręku, ażeby przyniosła parę szlafmyc, chociaż ich nie używamy, jeszczeby to było coś. Powinna wiedzieć, że osieł obładowany złotem lekko na górę włazi, że podarunki umacniają prośby i że jeden wróbel w kieszeni lepszy, niż sto na dachu. Bo trzeba zawsze, ażeby była kwita z byka za indyka. Tu znów pan mój, zamiast miękczyć mnie prośbami, chce {{pp|przywią|zać}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1024|num=354}}{{pk|przywią|zać}} do drzewa i potroić dozę recepty pana Merlina. A przecież powinniby wiedzieć o tem wszyscy, do kogo mówią, że nietylko giermkiem, lecz i gubernatorem jestem. Oho! na świecie trzeba na wszystko uważać. Dzisiaj naprzykład jestem w złym humorze, bo rozdarłem sobie suknię, dlatego tem mniej mam ochoty własną porozdzierać skórę.<br>
{{tab}}— Wstydź się, Sanszo! — rzecze książę — po co tyle ceregielów. Musisz jednakże wybierać jedno z dwojga: przyjąć plagi, albo zrzec się gubernatorstwa, jakże chcesz, abym wasalom moim dał wielkorządcę dzikiego i okrutnego, którego nic wzruszyć nie zdoła? Wybieraj więc, Sanszo.<br>
{{tab}}— Jaśnie oświecony panie! — rzecze Sanszo. — Dajcież mi choć ze dwa dni czasu do namysłu.<br>
{{tab}}— Niepodobna — rzecze Merlin — trzeba w tej chwili rzecz skończyć i Dulcynea albo powróci natychmiast do jaskini Montesinos zmieniona w wieśniaczkę, albo w stanie obecnym przeniesioną zostanie na Elizejskie pola, oczekując, aż liczba plag dopełnioną zostanie.<br>
{{tab}}— No dalej! odważnie! — rzecze księżna.<br>
{{tab}}— Gdzie serce u ciebie? Trzebaż czuć cośkolwiek wdzięczności. Jadłeś chleb w domu rycerza Don Kiszota. To dyabeł, mój przyjacielu, namawia cię i trwoży ilością plag. Pogardzaj przeszkodami, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1025|num=355}}a jak mówią twoje przysłowia, dla chcącego niema nic trudnego.<br>
{{tab}}— I ja radzę ci, mój przyjacielu — rzecze Merlin — poddać się tej małej chłoście, będzie to z pożytkiem dla twojej duszy i dla ciała twego, dla duszy, jako czyn chrześcijański, dla ciała ze względu na twoją kompleksyę krwistą i gorącą, której puszczenie krwi w niczem nie zawadzi.<br>
{{tab}}— Tra ta! ta! Ten sobie dobry — zawoła Sanszo — i tak do dyabła doktorów na świecie, jeszcze czarnoksiężnicy dopomagać im będą. Otóż więc, ponieważ wszyscy klekczą mi w głowę, przystaję na ugodę, z warunkiem wszakże, że ja sam te trzy tysiące sześćset plag wyliczę sobie. Drugi warunek: że do krwi bić się nie będę, a jeżeli czasem nie dobrze się trafię, to także i liczyć się będzie. Ostatni: że pan Merlin będzie za mnie liczył, abym przypadkiem nie pomylił się w rachunku.<br>
{{tab}}— Bądź spokojny — odpowie Merlin — i bez liczby, skoro ostatnia plaga uderzoną zostanie, natychmiast pani Dulcynea odczarowana zjawi się przed tobą, składając dzięki i przynosząc bogate dary.<br>
{{tab}}— Niech więc i tak będzie — rzecze Sanszo — przyjmuję pokutę, z warunkami wszakże, które wymieniłem.<br>
{{tab}}Zaledwie Sanszo skończył ostatnie słowa, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1026|num=356}}dał się słyszeć wystrzał artyleryi, muzyka zabrzmiała, piękna Dulcynea skłoniła głowę przed księżną, głęboki dała ukłon swojemu wybawcy i wóz oddalił się szybko.<br>
{{tab}}Don Kiszot rzucił się na szyję giermka, książę i księżna, oraz myśliwi, oświadczali mu wdzięczność swoją, i gdy jutrzenka zaczęła już rumienić szczyty gór, całe towarzystwo, zadowolone z polowania i szczęśliwego powodzenia ułożonych planów, powróciło do zamku z gorącą chęcią przedłużenia tak zabawnej farsy.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XXXVI.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisuje się o szczególnej i niesłychanej przygodzie damy Dolorydy, inaczej hrabiną Trifaldi zwanej, i o liście, który Sanszo do swej żony pisał.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Cała wczorajsza awantura była pomysłem intendenta książęcego domu, człowieka nader dowcipnego, który sam odgrywał rolę Merlina, przebrawszy młodego i pięknego pazia za Dulcyneę.<br>
{{tab}}Na rozkaz księcia intendent ułożył inną znów intrygę, równie sztuczną jak pierwsza.<br>
{{tab}}Następnego dnia księżna zapytała Sanszę, czy zaczął już pokutę dla wyzwolenia Dulcynei.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1027|num=357}}{{tab}}— O, już — odpowie Sanszo — zeszłej nocy dałem sobie pięć na rachunek.<br>
{{tab}}— A czemże biłeś się? — zapytała księżna.<br>
{{tab}}— A juścić ręką.<br>
{{tab}}— Ależ to nie jest kara — rzecze księżna.<br>
{{tab}}— Merlin nie będzie z niej zadowolony; spraw sobie dobrą dyscyplinę z troczkami, albo każ zrobić tęgie pomietełki i staraj się, ażeby cię trochę bolało, nie można oszukiwać Pana Boga w pokucie.<br>
{{tab}}— Pani! — rzecze Sanszo — niech wasza wysokość da mi dyscyplinę jaką zechce i jeżeli mi tylko wielkiego bólu nie sprawi, używać jej będę, bo trzeba wiedzieć waszej wielkości, że lubo chłop, miękką i delikatną mam skórę i mogę natychmiast przekonać waszą łaskawość.<br>
{{tab}}— O nie! nie trzeba! — przerwie księżna — więc jutro ja sama dam ci dyscyplinę, która zgodzi się z delikatnością twojej skóry tylko proszę cię o rzetelność w egzekucyi.<br>
{{tab}}— Oh, pani, choćby tylko dla przypodobania się tobie, nie opuszczę ani jednej plagi, a jeżeli mi nie ufacie, w waszej obecności biczować się będę. Mam prócz tego uwiadomić waszą królewską mość, że napisałem list do Teresy Pansa, mojej żony, w którym uwiadamiam ją o wszystkiem, co się przytrafiło. Chcę, aby wasza dyskrecya miała zaszczyt przeczytać go, zresztą wiesz też pani najlepiej, jak gubernator pisać powinien.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1028|num=358}}{{tab}}— Któż go podpisał?<br>
{{tab}}— Et, któż inny miałby podpisywać? Ja.<br>
{{tab}}— Więc go sam podpisałeś? — zapytała księżna.<br>
{{tab}}— To, to nie — odpowie Sanszo — ponieważ ani czytać, ani pisać nie umiem, jedynie imię swoje podpisać potrafię.<br>
{{tab}}— Zobaczmy więc — rzecze księżna.<br>
{{tab}}Sanszo wydobył list z zanadrza, podał księżnie, która zaczęła czytać następujące wyrazy:
{{c|''List Sanszo Pansy do Teresy Pansa, jego żony''.}}
{{tab}}„Dobrze, że mam twarde kości, moja kobieto, bo mi je dyablo ściśnięto i jeżeli mam gubernatorstwo, drogo za nie zapłaciłem. Nie rozumiesz tego dobrze, moja Tereso, ale kiedyś dowiesz się lepiej. Ułożyłem sobie, moja luba, że będziesz jeździć w karecie, inaczej znaczyłoby to żartować z siebie, bo koniec końców, jesteś żoną gubernatora. Jeżeliby ktokolwiek był zuchwały, a zabiegał ci w drogę, donieś mi, a ukarzę go należycie. Posyłam ci nowe zielone suknie, które dostałem od księżnej podczas polowania, wykraj je, jakoby uczynić kaftan i spódnicę dla naszego dziecka. O Don Kiszocie powiadają tu, że jest mądry i zabawny, ale i waryat także. Nie chwaląc się, i o mnie gorzej nie trzymają.
Byliśmy w jaskini Montesinos, tam mędrzec {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1029|num=359}}Merlin przeznaczył mnie do uwolnienia Dulcynei z Tobozo, u nas Aldonza Lorenza zwanej, za sprawą 3,600 rózek, z których pięć już sobie wyliczyłem. Ale stul buzię o tem zdarzeniu, bo będą tacy, co to nazwą głupotą. Za kilka dni jadę objąć moje gubernatorstwo, ogromne będę zbierał pieniądze, bo słyszałem, że wszyscy nowoobrani gubernatorowie podobnie czynią. Rozpatrzę się dobrze i uwiadomię ciebie, gołąbku, czy masz przyjechać do mnie. Osiołek nasz dobrze się miewa. Wezmę go z sobą, choćby mnie nawet sułtanem obrano. Księżna pani kłania się tobie i całuję ci ręce; odpowiadając, prześlij dla niej tysiąc razy więcej całusów i uniżoności. To nic nie kosztuje wcale, więc i żałować nie trzeba. Nie znalazłem już potem drugiej sakwy ze stu sztukami złota, choć pilnie {{Korekta|szukułem|szukałem}}. Nie martw się jednak, Tereso! Ten, co podpala minę, stoi w bezpiecznem miejscu. Gubernatorstwo dostarczyć wszystkiego musi, obawiam się tylko pozdzierać sobie paznogcie, grabiąc do koła. W każdym razie, moja kobiecino, będziemy bogaci. Niech ci Pan Bóg pomaga i mnie zachowuje zdrowo do usług twoich. Bądź zdrowa!
{{tab}}Pisano w zamku, 20 lipca 1612 r.
{{f|align=left|lewy=35%|Twój małżonek}}
{{f|align=left|lewy=40%|''Sanszo Pansa'', gubernator.}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1030|num=360}}{{tab}}— Zdaje mi się — rzecze księżna, skończywszy — że pan gubernator dwie szkaradne rzeczy napisał. Raz, udając jakoby zyskał wielkorządztwo za 3,600 plag, co jest fałszem oczywistym, gdyż książę poprzednio mu je ofiarował. Powtóre, widoczną jest tu chęć do zdzierstwa swoich poddanych.<br>
{{tab}}— O, jeżeli księżnej pani nie podoba się ten list, można go podrzeć i napisać nowy, nie wiem tylko, czy lepszy będzie.<br>
{{tab}}— Nie trzeba, ten jest doskonały i muszę go pokazać księciu.<br>
{{tab}}Jakoż książę ubawił się niezmiernie listem Sanszy, potrzykroć go odczytał, poczem zaprosił całe towarzystwo do ogrodu, gdzie miano obiadować tego dnia.<br>
{{tab}}Po skończonej biesiadzie, gdy wszyscy zajęci byli rozmową, gdy Sanszo bawił księstwo oryginalną swoją mową, usłyszano nagle powolny dźwięk fletu z towarzyszeniem jakby źle naciągniętego bębna, co w nadzwyczaj posępną komplikowało się harmonię.<br>
{{tab}}Zadziwienie przejęło obecnych. Sanszo przybliżył się do opiekuńczej księżnej, a Don Kiszot zamyślił się smutnie.<br>
{{tab}}Wkrótce ukazali się przy wejściu do ogrodu dwaj ludzie: uderzali oni zwolna pałeczkami w bębny, obciągnięte żałobnem suknem, obok nich postępował człowiek grający na flecie, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1031|num=361}}a w pewnej odległości poważnym i okazałym krokiem szedł olbrzymiego wzrostu mężczyzna, okryty długą czarną suknią, z szerokim mieczem u boku. Na twarzy miał czarną zasłonę, a biała broda spadała mu daleko na piersi.<br>
{{tab}}Postępując w takt uderzeń bębna, starzec zbliżył się do księcia, przykląkł i te słowa silnym wyrzekł głosem:<br>
{{tab}}— Najwyższy i najpotężniejszy książę! jestem Trifaldi Biało-Brody, giermek hrabiny Trifaldi, inaczej damą Dolorydą zwanej. Przybywam z polecenia mej pani opowiedzieć waszym wysokościom historyę nieszczęścia hrabiny i zapytać, czyli nie ma w waszym dworze najsławniejszego z rycerzy, niezwyciężonego Don Kiszota z Manszy. Jego bowiem szuka pani moja i przybyła, zapewne za pomocą czarów, piechotą z królestwa Kandya do waszego państwa. Hrabina czeka u wrót zamkowych zaproszenia waszych wysokości.<br>
{{tab}}To rzekłszy, starzec kaszlnął i gładząc brodę, oczekiwał odpowiedzi księcia.<br>
{{tab}}— Oddawna już, szanowny giermku Trifaldinie Biało-Brody — rzecze książę — słyszeliśmy o nieszczęściach hrabiny, której czarnoksiężnicy damy Dolorydy miano przybrać kazali. Cieszymy się serdecznie z przybycia, tembardziej, że pożądany przez nią przesławny Don Kiszot z Manszy raczy przebywać na naszym dworze. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1032|num=362}}Powiedz nadto hrabinie, że tak rycerz lwa, jako i ja, uczynimy wszystko, czego dostojna i nieszczęśliwa dama zażąda od nas.<br>
{{tab}}Trifaldin przyklęknął znów na jedno kolano i poprawiając brodę przy smutnym żałobnych bębnów odgłosie, wyszedł poważnie z ogrodu.<br>
{{tab}}— Widzę, zacny rycerzu — rzecze książę do Don Kiszota — że sława i męstwo zaczynają być słusznie cenione u nas. Zaledwie sześć dni przebywasz w tym zamku, a już ze wszech stron, z najodleglejszych okolic świata przybiegają uciemiężeni pod twoją opiekę; pieszo przebywają góry i rzeki, aby schronić się pod twoją tarczę niezłomną.<br>
{{tab}}— Chciałbym — odpowie Don Kiszot — aby ten ksiądz, co to przed kilku dniami waryatem mnie nazywał, aby ten mógł przekonać się naocznie, jak dalece rycerzy błędni potrzebni są na świecie. Nie pójdą uciśnieni szukać pomocy do klasztoru, nie pójdą do dworaków zniewieściałych, ani też do mędrków w sobie zamkniętych.
Dzięki przeto składam Bogu, że mnie do tego szlachetnego stanu dał powołanie. Wszystkie dotąd przecierpiane trudy i prace lekkie mi są, a i przyszłe zniosę z męstwem i poświęceniem. Niechże więc przyjdzie ta nieszczęśliwa pani, a wszystko, co tylko męstwo i siła ramienia dokazać mogą, uczynić dla niej przyrzekam.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1033|num=363}}{{c|ROZDZIAŁ XXXVII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisany jest dalszy ciąg przygód Donny Dolorydy.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Oboje księstwo ucieszyli się bardzo, że wszystkie ich żarty z Don Kiszotem tak dobrze im się udają. Sanszo jednakże, który bacznie przypatrywał się wszystkiemu, narażony tak srodze na plagi w poprzedniej już przygodzie, sam nie wiedział, co myśleć o następnej.<br>
{{tab}}— Ta jejmość wdowa — rzecze — wygląda mi jakoś, jak gdyby miała ochotę zdmuchnąć mi z przed nosa moje gubernatorstwo. Oho! nie zapomnę ja nigdy tego, co pewien aptekarz z Toledo mawiał zawsze, „gdzie dyabeł nie może, tam babę pośle.“ Znał je dobrze, to też je nienawidził.<br>
{{tab}}— Powoli, Sanszo — rzecze Don Kiszot — powoli, czego się tak unosisz? Ta dama przybywa zdaleka, szukając mnie, jest hrabiną i dlatego nie może należeć do tych, o których twój aptekarz wspomina. Wprawdzie hrabiny służą niekiedy, lecz tylko przy królowej lub przy jakiej cesarzowej, a same prócz tego posiadają dwór swój własny.<br>
{{tab}}— Przecież księżna pani — rzecze dama {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1034|num=364}}Rodriguez — ma służące, z których także mogłyby być hrabiny, gdyby los im sprzyjał, lecz wszystko idzie na świecie wedle Bożej woli i dlatego niech nikt nie mówi źle o służących, zwłaszcza, gdy są pannami, ponieważ panny nad wdowami zawsze mają przewagę. Powtarzam, strzeżcie się zaczepiać służące.<br>
{{tab}}— Bo też niema ich za co zaczepić, jak mawiał aptekarz — rzecze Sahszo — ale nie budźmy licha, niech śpi!<br>
{{tab}}— Giermkowie — rzecze dama Rodriguez — nieprzyjaźni są nam od wieków. Nudzą się w przedpokojach i zazdroszczą nam możności wchodzenia do komnat pańskich. Dlatego wygadują na nas, co tylko im ślina do ust przyniesie. Wartoby tych panów do szpitala waryatów odesłać, bo na złość im będziemy zawsze szanowane w świecie i w domach książąt, chociażby nam tylko za całe usługi jedną suknię czarną na rok dawano.<br>
{{tab}}— Jestem zdania mojej kochanej Rodriguez — rzecze księżna — lecz schowajcie na potem te wszystkie uwagi o służebnych, zaniedbajcie przysłowia złośliwego aptekarza, a Sanszo skorzystaćby mógł wielce z doświadczonych rad pani Rodriguez.<br>
{{tab}}— Na moją duszę, pani — odpowie Sanszo — od czasu jak gubernatorstwo zajechało mi w głowę, zapomniałem, że byłem koniuszym. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1035|num=365}}Niech tam sobie wdowy i służące jak chcą żyją na świecie, za wszystkie razem nie dałbym ni ucha tabaki.<br>
{{tab}}Odgłosy bębnów i piszczałki dały znak, że dama Doloryda zbliża się. Księżna zapytała męża, czy należało iść naprzeciw hrabiny.<br>
{{tab}}— Jako hrabina miałaby do tego prawo, ale jako służebna nie ma najmniejszego dlatego radzę waszym wysokościom nie ruszyć się ani kroku — odezwał się Sanszo.<br>
{{tab}}— A tobie co do tego, Sanszo, i po co mieszasz się w niepotrzebne rzeczy? — zapytał Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Dlaczego? bo jestem giermkiem wykształconym w najlepszej szkole waszej wielmożności, jak wasza wielmożność znów jesteś najznakomitszym i najgrzeczniejszym rycerzem w świecie. A w takich razach słyszałem, że tyleż zyskać, ile i stracić woźna. Mądrej głowie dość dwie słowie.<br>
{{tab}}— Ma słuszność Sanszo — rzecze książę. — Zobaczymy pierwej jak to wszystko wyglądać będzie i stosownie do tego poczniemy.<br>
{{tab}}W tej chwili zbliżyli się dwaj dobosze i flecista, grając posępniejszą niż pierwej melodyę.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1036|num=366}}{{c|ROZDZIAŁ XXXVIII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisana jest dama Doloryda, opowiadająca wypadki swoje.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Hrabina Trifaldi, prowadzona przez Trifaldina Białobrodego, weszła prowadzona przez dwanaście dam, we dwa rzędy parami postępujących. Wszystkie miały zasłony białe, okrywające całe ich postacie. Hrabina była ubrana w suknię z ogonem rozdzielonym na trzy części. Trzech paziów unosiło rozdziały ogona i nasz Benengeli twierdzi, że z tego przybrała sobie nazwisko, bo Trifaldi znaczy to samo, co trzy końce, gdy rzeczywiste nazwisko jej było Lobuna, a powstało z powodu wielkiej ilości wilków znajdujących się w jej dobrach.<br>
{{tab}}Hrabina i jej panny postępowały jak na procesyi. Twarze miały okryte welonami z tak czarnej i gęstej materyi, że niepodobna było dojrzeć ich rysów.<br>
{{tab}}Za przybyciem gości księstwo i Don Kiszot powstali. Dama Doloryda zbliżyła się do księcia, a gdy ten naprzeciw niej postąpił, rzekła:<br>
{{tab}}— Zawstydzają mnie honory, jakie odbieram od waszych wysokości. Umysł mój tak znękany jest nieszczęściami, że nie jestem w stanie odpowiedzieć im godnie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1037|num=367}}{{tab}}Książę posadził hrabinę przy księżnej, a gdy już pierwsze grzeczności skończono, dama Doloryda, oddawszy ukłon zgromadzeniu, tak przemówiła:<br>
{{tab}}— Nie wątpię o waszej protekcyi, najpotężniejszy książę, ni o dobroci najłaskawszej księżnej. Moje nieszczęścia rozrzewniają wszystkie serca i jednają mi wszędzie uprzejmie przyjęcie. Lecz zanim je opowiem, chciałabym wiedzieć, czy w istocie między nami znajduje się najwspanialszy rycerz Don Kiszot z Manszy i najznakomitszy jego giermek, Sanszo Pansa?<br>
{{tab}}— Pansa? — rzecze Sanszo — najosobiściej tu się znajduje, jak również i jego wielmożność Don Kiszot. Dlatego, najjaśniejsza damo, mówcie wszystko, co wam najprzyjemniejsza fantazya do ust przyniesie. Znajdziecie nas najpilniejszych i oddanych na usługi waszej najżałośniejszej piękności.<br>
{{tab}}— Pani! — rzecze Don Kiszot, zbliżając się do stroskanej damy — jeżeli ramię i waleczność rycerska mogą ulżyć twojej niedoli, oddaję się na twoje usługi. Jestem Don Kiszot z Manszy, którego obowiązkiem jest bronić i wspierać nieszczęśliwych.<br>
{{tab}}Na te słowa Dama Doloryda, mimo oporu rycerza, rzuciła się do nóg jego.<br>
{{tab}}— Ściskam twoje najwonniejsze stopy — {{Korekta|awołała|zawołała}} — o najwaleczniejszy rycerzu! Te {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1038|num=368}}stopy, co są fundamentami i najmocniejszymi filarami błędnego rycerstwa. O najdzielniejszy rycerzu błędny! którego czyny zaćmiewają męstwo Amadisa, w proch zamieniają wielkie dzieła Belianisa i niszczą niepodobne do prawdy Esplandyanów walki.<br>
{{tab}}Potem, zwracając się do Sanszy i biorąc go za rękę, rzekła:<br>
{{tab}}— I ty najwierniejszy z giermków, którego dobroć szersza od brody mojego giermka Trifaldina, zaklinam cię, o najszlachetniejszy giermku! na wierność twoją... bądź przychylny mojej sprawie. Polecaj ją swojemu panu!<br>
{{tab}}— Pani hrabino! — odpowie Sanszo. — Czy moja dobroć jest tak wielka, jak broda twojego giermka, to do sprawy nie należy, zamiast więc pozłacać swoje słowa jak pigułki, aby je chciwiej przełknąć usiłowano, powiedzcie otwarcie swoje żądanie, a całym moim wpływem wspierać je będę.<br>
{{tab}}Oboje księstwo z zachwytem spostrzegli, że Don Kiszot i Sanszo na seryo biorą rzeczy, a dama Doloryda doskonale rolę swoją odgrywa.<br>
{{tab}}Hrabina na prośbę księcia usiadła i wśród powszechnego milczenia tak rozpoczęła swoje opowiadanie.<br>
{{tab}}— Po śmierci szlachetnego króla Archipiela królowa Donna Maguncia panowała nad Sławnem królestwem Kandyi, położonem pomiędzy {{pp|Topro|banem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1039|num=369}}{{pk|Topro|banem}} i oceanem Wschodnim o 6,000 mil za przylądkiem Comorin. Córka królewska, Antonomasia, doszedłszy czternastego roku życia, oddaną została pod mój dozór, jako najdawniejszej i pierwszej damy honorowej królowej Maguncyi. Po wielu słońcach (ponieważ w ten sposób liczą czas w naszym kraju) mała Antonomasia rozkwitła w nadzwyczajne wdzięki. Do tego łączyła rozsądek i dowcip nieopisany.
Mnóstwo książąt zagranicznych starało się o jej rękę, a między nimi jeden tylko prosty rycerz z dworu królowej matki śmiał skierować śmiało żądze aż do siódmego nieba jej piękności. Uniesiony ambicyą, ufając swojej młodości, wdziękom i dowcipowi, kołysał zuchwałe nadzieje. I w samej rzeczy niebezpieczny to był rycerz. Grał na gitarze lepiej od wszystkich, mówił wszystkimi językami jak Demostenes, pisał wiersze jak Pitagoras, tańcował... Przeklęty zuchwalec! Mnie naprzód, jako strażniczkę, uwieść postanowił. Zmiękczona jego pieszczotami, pochlebstwem, nie mogłam oprzeć się, a co najbardziej uczyniło mnie czułą na prośby jego, to piosnka, którą śpiewał nocą pod mojem oknem a którą dziś pamiętam jeszcze:
<poem>{{f|w=90%|Ciosy z twojej pięknej ręki
Tem boleśniej ranią duszę,
Że miłości słodkie męki
Czuć — i milczeć muszę.}}</poem> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1040|num=370}}{{tab}}Jego wiersze czarowały mnie, głos zachwycał tak silnie, że traciłam rozsądek i od tego czasu, ile razy myślę o tem, co się stało, pochwalam zdanie Platona, który chciał wypędzić wszystkich poetów z republiki, a przynajmniej takich, którzy o miłości mówią, bo oni, jako piorun, co kruszy miecz, nie dotykając pochwy, pożerają i niszczą duszę, nie dotknąwszy ciała. Innym razem śpiewał mi znów następną piosnkę:
<poem>{{f|w=90%|Przybądź, śmierci! ale skrycie,
Do śmiertelnych wwiedź mnie snów,
Bym w konania słodkim bycie
Nie zapragnął życia znów!}}</poem>
{{tab}}Mówił mi mnóstwo innych tego rodzaju wierszy, które śpiewane czarują, czytane podobają się, szczególniej jeden rodzaj zwrotek modnych naówczas w Kandyi rozśmieszał mnie do konwulsyi; i czyż nie mam racyi, gdy powiem, że wszystkich poetów należałoby wysłać gdzie na wyspę, pod Antypodami leżącą, bo ta zaraza, bo ta szarańcza niszczy i psuje wszystko! Chociaż nie oni są temu winni, ale głupcy, którzy czytają i wierzą tym banialukom, bo czyżbym dzisiaj naprzykład mogła wierzyć takim wyrażeniom: „Ja żyję w śmierci, płonę na lodzie, drżę wśród ognia, moje serce zostało, moja dusza uleciała“ i inne podobne, które uważane są za piękne dlatego, że nikt ich nie rozumie?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1041|num=371}}{{tab}}Ci panowie obiecują wam jakby to rzeczą było najmniejszą, feniksów złote runa, Aryadu koronę, pierścień Gigera, jabłka z hesperyjskiego ogrodu, złote góry, dyamentowe groty, a głupcy wierzą w te wszystkie baśnie, lecz gdzież zabłąkałam się, nieszczęsna? Jakież szaleństwa każą mi opowiadać cudze błędy, gdy tyle własnych wyrzucam sobie?<br>
{{tab}}Klawio, takie było imię rycerza, do tego stopnia ująć mnie potrafił, że wprowadzałam go sama wielokrotnie do komnaty Antonomazyi. Królewna, więcej mojemi namowani, niż zręcznością Don Klawia ujęta, przyjmowała go u siebie, wszakże dopiero po zawarciu tajemnego małżeństwa, gdyż bez tego nie pozwoliłaby mu nigdy ucałować nawet końca swej sukni. Największym błędem moim było to, że nie zważając na nierówność stanów, skojarzyłam to małżeństwo. Przez jakiś czas wszystko ukrywało się w tajemnicy, lecz nagle spostrzegłam, iż powierzchowność Antonomazyi wyjątkowy jej stan zdradzać zaczyna, wskutek czego wszystko odkryć się mogło i nas zgubić. Ułożyliśmy tedy na wspólnej naradzie, ażeby nie tracąc czasu Don Klawio zażądał sądownie od Antonomazyi małżeństwa, opierając się na obietnicy, którą miał od niej, a którą ja sama z jak najdokładniejszą formalnością podyktowałam. Zajęto się natychmiast rozsądzeniem rzeczy. Wysłuchano {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1042|num=372}}infantkę, która przyznała się do obietnicy, oddano ją wtedy w ręce prewota.<br>
{{tab}}— Co, co? — zawoła Sanszo — to i w państwie Kandyi są prewoci. No, no! jak widzę, wszędzie świat jednakowy. Ale kończ, hrabino Trifaldi, i pośpiesz się troszkę, już jest późno i umieram z niecierpliwości końca tej historyi, która, nie wymawiając, trochę za długo się ciągnie.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XXXIX.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisany jest ciąg dalszy nadzwyczajnych przygód hrabiny.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Każdy wyraz Sanszy niezmiernie bawił księżnę, lecz Don Kiszot rozkazał mu milczeć, a hrabina tak dalej opowiadała:<br>
{{tab}}— Nakoniec sędziowie, wybadawszy rzecz należycie i widząc królewnę, trwającą w swoich zeznaniach, oddali ją Klawiowi za żonę. Królowa Maguncya tak dalece zmartwioną była tym wyrokiem, że w trzy dni po ogłoszeniu małżeństwa, już ją pochowano.<br>
{{tab}}— Więc umarła? — zapytał Sanszo.<br>
{{tab}}— Przecież w Kandyi nie chowamy żywych — odpowie Trifaldin.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1043|num=373}}{{tab}}— Mości giermku — rzecze Sanszo — nie pierwszy to raz pochowanoby zemdlone osoby, jakby istotnie umarły, a mówiąc między nami, nie widziałem, żeby kto tak prędko umarł, jak wasza królowa Maguncya. Prawdę mówiąc, nie miała czego i chorować nawet. Gdyby infantka zaślubiła którego z panów, albo jakiego lokaja, jak to słyszałem, że inne czynią, złe byłoby bez ratunku, lecz, że rycerz zręczny, szlachetny, 2ostał jej mężem, zatem nie widzę żadnego do smutku powodu. — Mój pan powiada, że rycerze błędni stworzeni są z materyału, z którego robią królów i cesarzy, jak z uczonych robią biskupów.<br>
{{tab}}— Masz racyę, Sanszo — rzecze Don Kiszot — ale niech hrabina raczy dalej opowiadać, gdyż dotąd nie widzimy żadnych powodów do wielkiego jej smutku.<br>
{{tab}}— Rzeczywiście to, co mi powiedzieć jeszcze pozostaje, najokropniejszem jest nieszczęściem, koniec mojej historyi zawiera rzeczy tak gorzkie, że absynt i owoce dzikie nie mają tyle ostrości i goryczy.<br>
{{tab}}Zaledwie pogrzebaliśmy królowę, aliści na jej grobowcu zjawił się olbrzym Malambrun, krewny umarłej, na drewnianym koniu. Olbrzym ten, nadzwyczajnie biegły w tajemnicach nekromancyi, przybył pomścić śmierć swojej krewnej i chcąc ukarać występnych, zaczarował ich na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1044|num=374}}nagrobku królowej. Antonoma zmienił w małpę bronzową, a Don Klawia przetworzył na straszliwego krokodyla z nieznanego metalu. Pomiędzy nimi założył kratę, nad którą w syryackim języku taki położył napis: „Ci zuchwali kochankowie nie powrócą do postaci pierwotnych, dopóki waleczny rycerz z Manszy nie stanie ze mną do potyczki, gdyż jego niezrównanej waleczności los przeznaczył wyzwolić te osoby.“<br>
{{tab}}To uczyniwszy, olbrzym wydobył z szerokiej pochwy ogromny miecz i porwawszy mnie za włosy, chciał uciąć mi głowę — zmiękczyły go prośby moje, lecz wywoławszy wszystkie panny z pałacu, które oto tutaj widzicie, wyrzekł nad nami jakieś tajemnicze zaklęcia. Wtedy uczułyśmy razem jakby ukłucia tysiąca szpilek w dolnej części twarzy. Każda natychmiast mimowolnie podniosła rękę, kierowaną instynktem, i oto patrzcie, co wówczas z nimi się stało. To rzekłszy, hrabina dała znak, wszystkie jej damy zarzuciły zasłony i ukazały zdumionym widzom ogromne, czarne lub białe brody, Takim to sposobem ukarał nas barbarzyńca Malambrun — rzecze dalej hrabina. — Objął nam piękność i gładkość lica, poczytując za łaskę, że darował nam życie, my przeciwnie, wołałybyśmy umrzeć, niż chodzić z brodami jak kozły lub Satyry. — Bo powiedzcież sami, gdzież ośmieli się okazać kobieta z brodą? a wreszcie, jeżelić damy, {{pp|wyry|wając}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1045|num=375}}{{pk|wyry|wając}} sobie włoski, smarują się rozmaitymi mastykami, sztucznie pielęgnując płeć swoją, i jeszcze z trudnością dostają kochanków, kogóż ku miłości poruszymy, my, zarośnięte jak niedźwiedzie, dziewice! Kończąc te słowa, hrabina zalała się łzami i upadła nawpół zemdlona.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XL.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisany jest dalszy ciąg poprzedniej historyi i inne rzeczy niemniej ważne.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Sanszo, widząc upadającą Dolorydę, rzekł:<br>
{{tab}}— Na kości wszystkich moich Pansów! Nigdym nic podobnego nie słyszał, nawet mojemu panu nigdy przez mózg podobna awantura nie przeszła. A niech cię sto tysięcy dyabłów na dno piekielne zawlecze, przeklęty czarowniku Malambrunie! Czyż nie mogłeś znaleźć inneijkary, zamiast okudłać te dziewczyny jak pudle? Lepiej było, przerżnąwszy im nozdrza, kazać nosem gadać. Zawsze byłoby im z tem lepiej, bo dziś założyłbym się o swego osła, że nie miałyby nawet czem zapłacić golibrodzie.<br>
{{tab}}— To prawda — odpowie jedna z dam — {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1046|num=376}}że nie mamy ani grosza na ogolenie się, dlatego musimy używać plastrów z żywicą, które przykładając do twarzy, odrywamy z całej siły i przez czas jakiś mamy twarze gładkie jak pięty.<br>
{{tab}}— I w królestwie Kandyi — ozwie się druga — znajdują się kobiety, które wyrywają włosy i naprawiają brwi niekształtne, lecz my zbyt poczciwe jesteśmy, aby oddawać się w ręce podobnym stworzeniom.<br>
{{tab}}W tej chwili hrabina Trifaldi powróciła do zmysłów i zwracając się do Don Kiszota, rzecze:<br>
{{tab}}— Błagam cię, wielki i niezwyciężony panie, wybaw nas od nieszczęść i wielkich bród naszych.<br>
{{tab}}— Jakimże sposobem mogę to uczynić? — zapytał Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Trzeba udać się z nami do królestwa Kandyi — odpowie Doloryda. — Lądem jest pięć tysięcy mil drogi, lecz przez powietrze w prostej linii niema jak trzy tysiące dwieście pięćdziesiąt, a olbrzym Malambrum oświadczył, że jak tylko spotkamy naszego wybawcę, to on przyśle po niego z wygodnem siedzeniem bieguna, nienarownego, tego samego drewnianego konia, na którym Piotr z Prowancyi wykradł piękną Magelonę. Koń ten leci jak strzała, a trzymając za kolec, który mu ze łba wyrasta, kierować nim można. Koń ten, wedle tradycyi, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1047|num=377}}jest dziełem mędrca Merlina, który pożyczył go Piotrowi z Prowancyi, wielkiemu przyjacielowi swemu, i odtąd nikt inny na nim nie siedział. Malambrun tylko za pomocą czarów przywłaszczył go sobie i jeździ na nim po całym świecie, i tak dziś we Francyi, jutro w Ameryce, a pojutrze w Chinach być może. A co najlepsze, że koń ten nie je, nie śpi i nie psuje nigdy podków. Tak gładko zaś płynie po powietrzu, że jeździec może trzymać pełną szklankę w ręku, nie wylawszy kropelki. {{Korekta|Dlatega|Dlatego}} to piękna Magelona tak lubiła jeździć za siodłem.<br>
{{tab}}— Oho! co do lekkiego noszenia, niema jak mój osieł — zawołał Sanszo. — Niech żyje mój szarak! Po powietrzu nie lata, ale po ziemi wyzwałbym nawet drewnianą szkapę Malambruna.<br>
{{tab}}— Koń ten — rzecze dalej Doloryda — może przybyć tej nocy jeszcze. Tak mi czarnoksiężnik obiecał.<br>
{{tab}}— A wiele osób wsiąść na niego może? — zapytał Sanszo.<br>
{{tab}}— Tylko dwie — odpowie Doloryda — zazwyczaj rycerz i giermek jego.<br>
{{tab}}— A jak ten koń się nazywa, łaskawa pani? — zapytał powtórnie Sanszo.<br>
{{tab}}— Ten koń nie nazywa się ani Bellerofon, nazwany Pegazem, ani Bucefał Aleksandra Wielkiego, ani Złotouzdny Rollanda, ani Bayard Renauda z Montabanu, ani też Frontin Rogera. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1048|num=378}}Nie nosi także Bootesa, ani Pirytusa nazwiska, które mają słońca rumaki. Nie nazywa się również Orelio, którego nieszczęśliwy Rodryg, ostatni król Gotów, dosiadał...<br>
{{tab}}— Ja też nie pytam o to, jak on się nie nazywa — rzecze Sanszo — myślę tylko, że ponieważ nie nosi żadnego ze sławnych nazwisk, nie rozumiałby także, gdybym nań Rosynancie zawołał. A Rosynant, to koń mego pana, który nie ustępuje w niczem żadnemu z wyżej wymienionych.<br>
{{tab}}— Bardzo wierzę — odpowie hrabina — ale ten ma właściwe sobie miano, bo zowie się Chevillard, lekki, bo jest z drzewa suchego, na łbie ma kolec i wyśmienicie nosi.<br>
{{tab}}— Chciałbym go zobaczyć — rzecze Sanszo — lecz wsiąść na niego nie myślę. Siedzieć na drewnie bez siodła, nigdy! Nie myślę odparzyć sobie siedzenia dla cudzej przyjemności. Komu broda szkodzi, niech ją sobie goli. Co do mnie, nie myślę panu memu służyć w jego podróży. Nie sądzę, aby obecność moja potrzebną była do wyzwolenia od bród, tak jak do odczarowania pani Dulcynei.<br>
{{tab}}— Przeciwnie! bez ciebie za nic wszystko — odpowie hrabina.<br>
{{tab}}— Nieprawda! nieprawda! rzecze Sanszo — co giermkowie mają wspólnego z awanturami swoich panów? Panowie zabierają sobie całą {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1049|num=379}}chwałę, nam zostawiając zgryzoty. Gdyby choć historyk pisząc, powiedział: „Ten lub ów rycerz dokonał tej lub owej awantury, lecz z pomocą tego a owego giermka, bez którego nicby nie uczynił, to co innego! Ale oni sobie piszą prościuteńko: „Don Paralipomenom o trzech gwiazdach pokonał sześć pokus, tyleż straszydeł“ i nic nie wspominają o giermku, jakby go wcale na świecie nie było. Dlatego niech mój pan sam sobie pojedzie. Winszuję mu bardzo! Nie jestem zazdrosny i zostanę tu w towarzystwie księżnej pani. Być może, że za powrotem zastanie interes pani Dulcynei na dobrej drodze, bo jak tylko nie będę miał nic lepszego do roboty, obetnę sobie należycie skórę.<br>
{{tab}}— Posłuchaj, przyjacielu Sanszo — rzecze księżna. — Jeżeli koniecznie potrzeba, iżbyś towarzyszył swojemu panu, prosimy cię wszyscy, uczyń to, przyznasz bowiem, że dla próżnego strachu nie można zostawić w tak smutnym stanie twarzy tych pań.<br>
{{tab}}— Wielka mi rzecz! — odpowie Sanszo. — Mój dziadek miał większą brodę, a do śmierci nie stracił apetytu. Żeby to chodziło o wyzwolenie jakichś pokutnic, albo podrzutków, nie mówię, ale latać na złamanie, karku, ażeby pannom brody wylazły, chyba głupi to uczyni. Niech sobie innych głupców szukają. Że też muszą wszyscy zawsze z Sanszą Pansem, jak ze {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1050|num=380}}ślepą kobyłą, na targ wyjeżdżać. Wolałbym je wszystkie widzieć obrosłe, jak owce, lub osły, od największej do najmniejszej, niż kark kręcić dla ich miłości.<br>
{{tab}}— Uwziąłeś się na damy dworskie, przyjacielu Sanszo — rzecze księżna — i bardziej mi dokuczasz, niż aptekarz z Toledo. To niesprawiedliwie z twojej strony.<br>
{{tab}}— Sanszo pojedzie ze mną — rzecze Don Kiszot — dlatego bądź spokojną, hrabino.
Chciałbym, żeby Chevillard był już tu, a nauczę przeklętego olbrzyma, że nie można bezkarnie dawać zarostu tak dostojnym damom.<br>
{{tab}}— Niech cię Bóg wspiera, wielki rycerzu — rzecze Doloryda — ty jesteś tarczą uciśnionych i my biedne w tobie tylko pokładamy nadzieję. Dokądże się udamy w tym stanie? O czarowniku Malambrunie, dotrzymaj obietnicy, przysyłaj prędko niezrównanego Chevillarda! Niech pokuta nasza zakończy się już przecie. Teraz nastają straszliwe upały, cóż uczynimy nieszczęśliwe, gdy zapocą się brody nasze? Do stu tysięcy czartów! Boże, przebacz mi! ale cierpliwości braknie.<br>
{{tab}}Hrabina Trifaldi, wyrzekłszy te słowa, w tak okropnej pogrążyła się boleści, że wszyscy przejęci nią zostali. Sanszo beczał jak cielę i postanowił wreszcie towarzyszyć swemu panu, choćby do Antypodów.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1051|num=381}}{{c|ROZDZIAŁ XLI.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisane jest przybycie Chevillarda, oraz koniec długiej i straszliwej awantury.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Noc zapadła, Don Kiszot z niecierpliwością oczekiwał przybycia Chevillarda, wątpiąc, czy dla niego chwała tego czynu jest przeznaczona.
Niespodzianie czterech dzikich ludzi przyniosło na ramionach drewnianego konia. Postawili go na ziemi, a jeden z nich rzecze; Kto ma odwagę, niech siada!<br>
{{tab}}— Ani myślę — rzecze Sanszo — me mam odwagi. Bogu dzięki, nie jestem rycerzem.<br>
{{tab}}— Niech giermek siada za siodło — mówił dalej dziki — a rycerz niech będzie pewny, ze Malambrun od wszelkich przygód w drodze ich osłoni, i że jedynie miecza jego obawiać się powinien. Zresztą, tylko zakręcić kołek na czole konia, a on zaniesie sam w miejsce, na którem olbrzym oczekuje. Ażeby zaś chmury powietrza i długość podróży nie odurzyły jeźdźców, niech odprawią podróż z zawiązanemi oczami, a gdy koń zarży, będzie to znakiem, że stanęli na miejscu. To rzekłszy, zniknęli.<br>
{{tab}}Doloryda, spoglądając na konia, ze łzami radości rzecze:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1052|num=382}}{{tab}}— Waleczny rycerzu! Obietnica Malambruna spełniona, koń oczekuje, brody nam rosną. Siadaj razem z giermkiem na Chevillarda! siadaj, niezwyciężony rycerzu i ty giermku grzeczny i tkliwy! Jedzcie okryć się chwałą!<br>
{{tab}}— Uczynię to z całego serca, smutna hrabino — rzecze Don Kiszot! — z pośpiechu nie wezmę nawet ostróg ze sobą.<br>
{{tab}}— Co do mnie, ani myślę się ruszyć, z przeproszeniem pani hrabiny — rzecze Sanszo — a jeśli bez giermka obejść się nie możecie, weźcie sobie innego. Niech brodate damy poszukają takiego. Ja tam nie jestem czarownikiem, żebym po powietrzu latał. Proszę! proszę! coby powiedzieli mieszkańcy mojej wyspy, widząc swego gubernatora latającego jak wrona po powietrzu. Całuję ręce i brody tych dam. Świętemu Piotrowi w Rzymie, a mnie tu dobrze, karmią mnie doskonale, darowali mi wyspę i mam być taki głupi, by porzucić to wszystko dlatego, że babom brody porosły. Wielkie mi nieszczęście! przecież pustelnicy, święci, nosili aż do pasa brody.<br>
{{tab}}— Przyjacielu Sanszo — rzecze książę. — Wyspa, którą ci obiecałem, nie ucieknie, a wiesz, że godności światowych nie nabywa się bez pracy, proszę cię więc, przez miłość dla mnie i w imię gubernatorstwa, które ci daję, chciej towarzyszyć Don Kiszotowi w tej sławnej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1053|num=383}}wycieczce, a czy tu szybko na Chevillardzie powrócisz, czy też zły los pieszo i o pielgrzymim kiju przywiedzie cię w te strony, poddani oczekiwać cię będą. Nabędziesz praw do mego szacunku i w każdej okoliczności chętnie ci usłużę.<br>
{{tab}}— To nadto, wasza wysokość, jestem biedny giermek i nie uniosę tak wielkiego ciężaru grzeczności waszej. Niech mi zawiążą oczy. Ruszajmy wreszcie, kiedy inaczej być nie może i gdy będziemy już wysoko, módlcie się do Boga tu za nas, bo na tym przeklętym koniu tylko dyabeł nas wysłucha.<br>
{{tab}}— Przeciwnie — rzecze hrabina. — Malambrun, chociaż czarownik, przez dyplomacyę jest dobrym chrześcijaninem.<br>
{{tab}}— Siadajmy więc i niech Najświętsza Panna Loretańska opiekuje się nami — rzecze Sanszo.<br>
{{tab}}— Od czasu przygody z wiatrakami nie widziałem nigdy swego giermka w podobnem przerażeniu — rzecze Don Kiszot — i gdybym wierzył w złe {{Korekta|przeciucia|przeczucia}}, sam trwożyćbym się powinien. — I odwiódłszy giermka na bok, rzecze doń w te słowa:<br>
{{tab}}— Widzisz dobrze, przyjacielu Sanszo, jak długa oczekuje nas droga. Różne przygody opóźnić mogą nasz powrót, dlatego czy nie byłbyś łaskaw przed wyjazdem jeszcze oddalić się pod jakimkolwiek pozorem do mego pokoju {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1054|num=384}}i dać sobie z pięćset rózeg, bo wiedz dobrze o tem, że rzecz energicznie wzięta dobrze się kończy.<br>
{{tab}}— Znów coś nowego! — zawoła Sanszo.<br>
{{tab}}— Do dyabła, panie, za przeproszeniem waszej wielmożności, trzeba być waryatem, żeby wymagać czegoś podobnego. Mam siadać na twarda, drewniana szkapę i chcesz, żebym sobie posiekał pośladek na drogę. Chyba we śnie gadacie, panie. Idźmy raczej dać rozkaz do wyjazdu, ponieważ dyabeł nas przyzywa, a za powrotem, gdy damom brody odpadną, na dobre biczować się zacznę.<br>
{{tab}}— Ufam twemu słowu, przyjacielu Sanszo — rzecze Don Kiszot — pewny jestem, że go dotrzymasz.<br>
{{tab}}Powrócili napowrót, i gdy już wsiadać mieli na konia, rzecze Don Kiszot:<br>
{{tab}}— Zawiążmy sobie oczy. Mając tak wielką sprawę przed sobą, małą jest rzeczą podróżować w ciemności.<br>
{{tab}}— Jedźmy, panie, jedzmy — rzecze Sanszo — Zdaje mi się, że wszystkie brody tych pań leżą mi na sercu, że nie będę mógł jeść, dopóki nie wyzwolimy ich z zaczarowanej kosmacizny.<br>
{{tab}}Don Kiszot wydobył chustkę z kieszeni i prosił damy Dolorydy, aby mu nią zawiązała oczy. Po chwili jednak zdarł ją szybko i rzecze:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1055|num=385}}{{tab}}— O ile pomnę, Wergiliusz, pisząc o palladium Troi, wspomina, że koń, którego bogini Pallas ofiarowali, był z drzewa i zamykał w sobie rycerzy, którzy później w ruinę zamienili miasto. Dlatego zobaczmy pierwej wnętrzności Chevillarda.<br>
{{tab}}Don Kiszot, wstydząc się chwilowego podejrzenia, z zawiązanemi oczyma wsiadł na drewnianego konia. Sanszo wdrapał się powoli z widoczną niechęcią. Skoro tylko umieścił się za siodłem, poprawiał się jak mógł, wreszcie prosił księcia, aby mu dano poduszkę na drogę, gdyż koń zdawał się ciężko nosić.<br>
{{tab}}Hrabina odpowiedziała, że Chevillard nie ścierpi żadnego nakrycia, lecz że może dla wygody umieścić się po damsku za siodłem, a gdy to uczynił, zawiązano mu oczy. Po chwili jednak {{Korekta|odowiązał|odwiązał}} chustkę i spoglądając żałośnie po wszystkich, zaklinał ze łzami, aby zmówiono Ojcze nasz i jedno Zdrowaś Marya za jego duszę.<br>
{{tab}}— Tchórzu! — zawołał Don Kiszot — czy na szubienicę idziesz, że tak polecasz modłom swoją, duszę? Siedzisz na miejscu pięknej Magellony, z którego na tron Francyi zsiadła; a moja obecność czyliż niezdolna natchnąć cię odwagą? Zakryj oczy, bezrozumne zwierzę, i nie śmiej okazywać trwogi w mojej obecności.<br>
{{tab}}— Miech więc zawiążą mi oczy — {{pp|odpo|wie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1056|num=386}}{{pk|odpo|wie}} Sanszo — a ponieważ nie {{Korekta|pozwolają|pozwalają}} polecić duszy mojej Bogu i ludzkim modłom, jedzmy na nieszczęście i nie dziwmy się, jeśli jaki pułk dyabłów pojmawszy nas, odda w ręce mahometanom.<br>
{{tab}}Zakryli więc sobie oczy i Don Kiszot, widząc, że wszystko gotowe, począł kręcić kołkiem. Zaledwie doń rękę przyłożył, wszyscy obecni krzyczeć zaczęli:<br>
{{tab}}— Niech cię Bóg prowadzi, waleczny rycerzu! Bóg ci dopomóż, mężny koniuszy! Obyśmy wkrótce zobaczyli was znów, a miarkując z szybkości, z jaką przerzynacie powietrze, niedłudo czekać będziemy waszego powrotu. Oho! tracimy was już z oczu. Trzymaj się ostro, odważny Sanszo, nie poruszaj się, możesz spaść.<br>
{{tab}}Sanszo przecisnął się do pana i obejmując go w pół, rzecze:<br>
{{tab}}— Panie, dlaczego tamci z dołu mówią, że tak wysoko już wzlecieliśmy, gdy głosy ich wydają się być tak blizko, jakby nam nad uszami krzyczeli?<br>
{{tab}}— Niech cię to nie dziwi, Sanszo — rzecze Don Kiszot. — Wszystko w tem jest nadzwyczajne i głos zresztą, nie mając żadnej przeszkody, łatwiej nas dochodzi. Ale nie ściskaj mnie tak mocno. Nie wiem, czego się trwożysz, bo ja na Boga, nigdy w życiu nie siedziałem wygodniej, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1057|num=387}}czuję tak lekkie poruszenie tylko, że czasem zdaje mi się, że na miejscu stoimy. Oddal od siebie próżne przestrachy, mój przyjacielu, wszystko dobrze idzie, możemy śmiało powiedzieć, że z wiatrem idziemy.<br>
{{tab}}— O, naprawdę z wiatrem — rzecze Sanszo — nawet z tej strony dyabło ostry powiew.<br>
{{tab}}Słusznie utrzymywał Sanszo, gdyż kilku ludzi dęło na nich wielkimi miechy z rozkazu księcia, aby zupełnem uczynić złudzenie.<br>
{{tab}}Don Kiszot, również uczuwszy wiatr, rzecze:<br>
{{tab}}— Niewątpliwie jesteśmy już w średniej atmosferze, gdzie powstają grady i deszcze, wiatry i grzmoty, i jeżeli pędzić będziemy ciągle z taką szybkością, wstąpimy wkrótce w atmosferę ognia.<br>
{{tab}}W tej chwili zaczęto ogrzewać im twarz różnymi zapalonymi materyałami, które szybko płoną, nie wydając szelestu. Trzymano je na długich kijach, aby zbyt nie zbliżać się do naszych jeźdzów.<br>
{{tab}}Sanszo, poczuwszy upał, rzecze z trwogą:<br>
{{tab}}— Niech mnie powieszą, jeśli nie jesteśmy już blizko miejsca, o którem wspominacie. Już mam brodę na wpół osmaloną. Ej! panie! chyba odkryję oczy, zobaczymy przynajmniej, gdzie jesteśmy.<br>
{{tab}}— Niech cię Bóg strzeże! — odpowie Don {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1058|num=388}}Kiszot — nie pamiętasz więc historyi uwolnionego Toralwy, którego dyabli unieśli w powietrze na koniu z zawiązanemi oczyma. W ciągu dwunastu godzin był w Rzymie i widział śmierć Konnetabla Bourbona, a nazajutrz o świcie już wrócił do Madrytu. Mówił więc, że w powietrzu dyabeł kazał mu otworzyć oczy i zobaczył tak blizko siebie księżyc, że mógł dotknąć go ręką, lecz bał się spojrzeć na dół, lękając się zawrotu głowy. Tak więc, mój przyjacielu, widzisz sam, że ciekawość byłaby niebezpieczną. Ciesz się raczej, że jesteśmy już może nad królestwem Kandyi, gdzie spadniemy, jak piorun. Niech ci się nie zdaje, że jesteśmy dopiero pół godziny na koniu. Sądzę, Sanszo, że dużo już przejechaliśmy.<br>
{{tab}}— Ja nic nie sądzę — odpowie Sanszo — ale to wiem, że jeśli pani Magelona na tem psiem miejscu siadała, musiała mieć ciało twarde za kąty!<br>
{{tab}}Książę i cała kompania, nie tracąc ani jednego słowa z tej rozmowy, do rozpuku śmieli się pocichu i chcąc dokończyć tak szczęśliwie zaczętej farsy, kazali podłożyć ogień pod ogon koniowi. Nasz Chavillard, który miał pełen żołądek petard i rac, podniósł się z łoskotem w powietrze i upadł z Don Kiśzotem i Sanszą na ziemię. W tym samym czasie Doloryda i cała jej brodata świta wyszła {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1059|num=389}}z ogrodu, wszyscy zaś inni wpół martwi leżeli na ziemi.<br>
{{tab}}Don Kiszot i Sanszo, odurzeni upadkiem, powstali nareszcie i rozpatrując się na wszystkie strony, z niezmiernem podziwieniem poznali, iż są na tem samem miejscu. Tem więcej zdumieli się na widok rozciągniętych na ziemi nieruchomych ludzi, gdy nagle spostrzegli włócznię wetkniętą w ziemię, na której zawieszony na sznurach z zielonego jedwabiu pargamin taki na sobie ze złotych liter miał wyryty napis:<br>
{{tab}}„Znakomity i waleczny rycerz Don Kiszot z Manszy skończył szczęśliwie sprawę hrabiny Tryfaldi, inaczej damy Dolorydy, jedynie przez pełne determinacyi przedsięwzięcie. Malambrun jest zadowolony. Damom brody odpadły: król Klavio i królowa Antonomasia powrócili do pierwotnych postaci, a skoro tylko giermek wypełni pokutę, na trzy tysiące sześćset plag oznaczoną, biała gołąbka uwolnioną zostanie od prześladujących ją jastrzębi i odpocznie w ramionach swego rycerza“.<br>
{{tab}}Tak rozkazał mędrzec Merlin, protomagik wszystkich magików.<br>
{{tab}}Don Kiszot, przeczytawszy te słowa, pojął, że znaczyły odczarowanie Dulcynei. Złożywszy dzięki niebu za szczęśliwe zakończenie awantury, poszedł w stronę, gdzie książę i księżna jakby omdleni leżeli. Rycerz wziął za rękę księcia i wstrząsając nią, zawołał:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1060|num=390}}{{tab}}— Odważnie, dostojny panie! wszystko zakończone pomyślnie, niema już niebezpieczeństwa.<br>
{{tab}}Książę, jakby pogrążony we śnie głębokim, zaczął zwolna przychodzić do zmysłów, księżna i inne osoby naśladowały jego przykład, udając jak najzupełniejsze zadziwienie. Książę, przecierając oczy, przeczytał napis na włóczni zawieszony i rzucił się w objęcia Don Kiszota, zowiąc go najlepszym i najsławniejszym wszystkich wieków rycerzem. Sanszo szukał Dolorydy dokoła, chcąc zobaczyć jak wygląda bez brody, lecz powiedziano mu, że jak tylko Chevillard spadł z powietrza, otoczony płomieniem, hrabina i towarzyszące jej damy, utraciwszy brody, zniknęły natychmiast.<br>
{{tab}}Księżna zapytała Sanszy, jakby się miewał po tak długiej podróży.<br>
{{tab}}— Dosyć dobrze — odpowiedział giermek — trochę się stłukłem upadając, ale to nic nie znaczy, co do reszty muszę powiedzieć waszej wysokości, że gdy przybyliśmy już w atmosferę ognia, przez ciekawość wrodzoną, podniosłem troszeczkę chustkę z nosa i spojrzałem na dół... ziemia wydała mi się nie większa od ziarnka gorczycy, a ludzie jak muchy łazili po niej.<br>
{{tab}}— Ależ, przyjacielu Sanszo, jakże to być może zawołała księżna — jeżelić ziemia była wielkości ziarnka gorczycy, to jeden człowiek, mający wielkość muchy, zakryłby ją całą.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1061|num=391}}{{tab}}— To być może — rzecze Sanszo — ale ponieważ wszystko działo się przez czary, nie rozumiem, jak się to stało, dość, że widziałem to, co mówię. A więcej jeszcze zadziwi się wasza wysokość, skoro jej dalsze opowiem wypadki. Gdy minęliśmy już atmosferę ognia, usunąwszy chustkę z oczu, patrzę, aż tu niebo bliziuteńko, tak, że ręką dotknąć go się mogłem. Jest niezmiernie wielkie i bardzo pięknie wygląda. Przelatywaliśmy wówczas około gwiazd siedmiu kóz, u nas Babkami zwanych; stamtąd już tylko dwie mile do raju. Zobaczywszy kozy, przypomniałem sobie młodość, bo pasałem je nieraz w dzieciństwie. Nie mogłem wytrzymać dłużej, zsiadłem pocichu z Chevillarda i przez kilka godzin rozmawiałem z temi łagodnemi zwierzętami. Wielka szkoda, że nie rozumieją naszego języka, chociaż są bardzo grzeczne. Przez ten czas Chevillard nie ruszył się z miejsca.<br>
{{tab}}— A rycerz Don Kiszot co porabiał wtedy, gdy Sanszo z kozami rozmawiał? — zapyta książę.<br>
{{tab}}— Wśród nadzwyczajnych przygód mojego życia, nie dziwię się niczemu — odpowie Don Kiszot — co do mnie, wiem tylko, że oczu sobie nie odkrywałem; czułem wprawdzie obecność atmosfery średniej, strefy ognia, ale żebyśmy wyżej być mieli, wierzyć temu nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1062|num=392}}mogę. Nie mogliśmy dolecieć do nieba Plejad, czyli siedmiu kóz, gdyż spłonęlibyśmy niewątpliwie w ogniu, dlatego wnoszę, że mój giermek albo kłamie, albo marzył w ciągu podróży.<br>
{{tab}}— Wcale nie zmyślam, ani też rozmarzony nie jestem — odpowie Sanszo. — Proszę mnie spytać o te kozy, nie pomylę się pewno.<br>
{{tab}}— Jakże wyglądają? — rzecze księżna.<br>
{{tab}}— Dwie zielone — rzecze Sanszo — dwie czerwone, dwie niebieskie, a jedna pstra.<br>
{{tab}}— To osobliwszy rodzaj kóz — rzecze książę — nie widziałem takich na ziemi.<br>
{{tab}}— Nic też dziwnego — odpowie Sanszo. — Między kozami ziemskiemi a niebieskiemi musi być różnica.<br>
{{tab}}— A kozła nie widziałeś między kozami? — zapyta książę.<br>
{{tab}}— Nie, wasza wysokość — odpowie Sanszo — słyszałem bowiem, że ani kozieł,
ani trykacz nad rogi miesiąca nigdy się nie wznoszą.<br>
{{tab}}Zaprzestano badać Sanszę, obawiając się, ażeby po całem niebie nie oprowadził towarzystwa.<br>
{{tab}}Tak zakończyła się. pamiętna awantura z damą Dolorydą, o której Sanszo całe życie miał co do opowiadania, a księstwo za każdem przypomnieniem śmiali się serdecznie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1063|num=393}}{{tab}}Gdy wyszli z ogrodu, zmierzając do zamku, Don Kiszot rzekł cicho do ucha Sanszy:<br>
{{tab}}— Sanszo! ponieważ chcesz. ażeby wierzono w to, co widziałeś na niebie, ja również żądam, abyś wierzył we wszystko, co widziałem w jaskini Montesinos, skończyłem...
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XLII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisane są mądre rady Don Kiszota, dawane Sanszy z {{Korekta|spowodu|powodu}} objęcia gubernatorstwa na wyspie, etc., etc.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Po tak szczęśliwem ukończeniu przygody z damą Doloryda księstwo oboje, poznawszy dokładnie charakter swoich gości, pragnęli coraz nowym sposobem robić z nich sobie rozrywkę.<br>
{{tab}}Następnego dnia zaraz wszyscy ludzie zamkowi uprzedzeni byli, jak mają obchodzić się z Sanszą. Książę oświadczył mu, aby przygotował się objąć w posiadanie wyspę, której mieszkańcy przybycia jego z wielkiem oczekują upragnieniem.<br>
{{tab}}Sanszo, ukłon nizki oddawszy księciu, rzekł:<br>
{{tab}}— Od czasu, gdy z podróży do nieba wróciłem, gdy z wysokości atmosfery ognia zobaczyłem nikczemną małość tej ziemi, odeszła {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1064|num=394}}mnie prawie chęć rządzenia tak marną rzeczą. Gdyby wasza wysokość raczyła mi dać kawałeczek nieba w zarząd, choćby tylko pół mili rozległy to dopierobym serdecznie się ucieszył!<br>
{{tab}}— Ależ, mój przyjacielu — rzecze książę — wiesz przecie, że ja, ani nikt w świecie rozporządzać niebem nie może. Bóg tylko sam może nam wszystkim zapewnić to wielkie niebieskie królestwo, ja daję ci, co przyrzekłem: piękną i żyzną wyspę, podobną do pól Elizejskich, staraj się dobrze używać darów ziemi, a zdobędziesz sobie i niebieskie tym sposobem.<br>
{{tab}}— No, no! Niech tylko wyspa będzie, to zobaczy wasza wysokość! Urządzę ją tak, że i najzłośliwsi nic powiedzieć nie będą mogli i Pan Bóg błogosławić mi będzie. Bo nie przez chciwość obejmuję rządy, lecz aby zaspokoić ciekawość, roznieconą przez ogólną chęć rządzenia na świecie, musi to być rzecz arcyprzedziwna rządy, gdy tylu się o nie, wielkie, czy małe, dobija...<br>
{{tab}}— Jest to przysmak tak doskonały, że ktokolwiek go zakosztuje, całe życie potem palce oblizywać będzie — odpowie książę — nawet waleczny i skromny Don Kiszot, skoro zostanie cesarzem, co niebawem zapewne nastąpi, będzie żałował, że nie obrał sobie tego stanu.<br>
{{tab}}— Oho! wiem ci ja dobrze — rzecze Sanszo — że wyborną rzeczą jest rozkazywać i komenderować, choćby nawet stadem owiec tylko.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1065|num=395}}{{tab}}— Niech zginę, jeżeli nie jesteś najmędrszym gubernatorem w Hiszpanii — rzecze książę — ale zostawmy to na później, teraz muszę ci powiedzieć, że jutro pojedziesz objąć wyspę w posiadanie, przygotowują właśnie powozy i strój dla ciebie.<br>
{{tab}}— Niech mnie, jak chcą, ubiorą — zawołał Sanszo — zawsze będę Sanszo Pansem tylko.<br>
{{tab}}— To prawda — rzecze książę — należy jednak we wszystkiem zachować przyzwoitość.
Byłoby śmiesznie, żeby sędziego za żołnierza ubrali, albo żołnierza za księdza. Co do ciebie, Sanszo, musisz mieć ubiór pół uczony, pół wojskowy, ponieważ na wyspie, którą ci daję, nauka i waleczność równie są potrzebne.<br>
{{tab}}— Już to co do nauki — odpowie Sanszo — to dyabło trudno pójdzie. Nie umiem ani ''a'', ani ''b'' nawet, ale znam za to dobrze pacierz, a to jest dosyć, aby stać się dobrym gubernatorem. Co się tyczy oręża, będę walczył takim, jaki mi podadzą, za Boską pomocą. A nieźle też pięściami i kułakami bronić się potrafię.<br>
{{tab}}Podczas tej rozmowy wszedł Don Kiszot i dowiedziawszy się, że Sanszo odjeżdża jutro, aby objąć rządy wyspy, za pozwoleniem księcia wziął go na stronę, zaprowadził do swego pokoju, drzwi zamknął i rozkazawszy usiąść przy sobie, poważnym i surowym głosem tak doń mówić zaczął:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1066|num=396}}{{tab}}— Dziękuję niebu, przyjacielu Sanszo, że ciebie pierwej, niż mnie, obdarzyło pomyślnym losem: kiedy starałem się zapewnić sobie potęgę przez wielkie przedsięwzięcia, aby wynagrodzić twoje usługi, ty niespodzianie, wypadkiem szczególnym zaczniesz używać dostatków i władzy. Prawdziwe snać to zdanie, że na świecie nie zasłużony, ale szczęśliwy wszystko bierze. Ty, co w porównaniu ze mną jesteś tylko nędznikiem i leniwcem, zostałeś gubernatorem wyspy jedynie z powodu, że otarłeś się cokolwiek o błędne rycerstwo. Mówię ci to, mój drogi Sanszo, nie dlatego, ażebym wyrzucał ci lub też zazdrościł twojego szczęścia, lecz chcę cię objaśnić, żebyś losu swojego nie uważał za skutek swojej osobistej wartości i żebyś za obecną pomyślność tylko Panu Bogu i błędnemu rycerstwu cześć składał. Teraz mój synu, słuchaj pilnie rad swego pana, nauk swego Katona. One będą ci służyć za gwiazdę przewodnią wśród burzliwego rządów oceanu.<br>
{{tab}}Najpierw, moje dziecko, zachowaj w sobie miłość, bojaźń Boską, gdyż to jest początkiem mądrości, a mędrzec nigdy nie błądzi. Pamiętaj zawsze o przeszłym stanie swoim, to ochroni cię od próżności i nie będziesz, jak owa nadęta żaba, która chcąc wołu dorównać, pękła wreszcie. Strzeż się dumy, bo ona nawet wielkim nie przystoi panom, na ciebie zaś ściągnęłaby {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1067|num=397}}wyrzuty i przypomnienie, że kiedyś pasałeś świnie.<br>
{{tab}}— To czysta prawda — odpowie Sanszo — pasałem je w dzieciństwie; gdy większy urosłem, dawano mi barany i krowy do pasienia, ale to nic nie szkodzi. Nie wszyscy gubernatorzy książętami się urodzili.<br>
{{tab}}— Masz słuszność — rzecze Don Kiszot — to też ci, których ród niższy od dostojeństwa, powinni być za to bardziej grzeczni i oświeceni, aby nie narazić się na odmowę ludu.<br>
{{tab}}Słuchaj, Sanszo! bądź raczej dumny nizkością swego pochodzenia, bo skoro sam nie będziesz się pysznił, nikt cię poniżać nie będzie.<br>
{{tab}}Jeżeli cnota przewodniczyć będzie twoim postępkom, nie potrzebujesz zazdrościć nawet królom ich urodzenia, bo szlachectwo nabywa się dziedzictwem, a cnotę pracą całego życia.<br>
{{tab}}Jeżeli przypadkiem który z twoich krewnych przyjdzie odwiedzić cię na twojej wyspie, nie pogardzaj nim, owszem, przyjmij uczciwie, a tym sposobem woli nieba i sercu swemu uczynisz zadość.<br>
{{tab}}Jeżeli żona twoja mieszkać z tobą będzie, nie pozwalaj jej brykać, ani z wielkim pokazywać się splendorem, bo chociaż rozsądny mąż naj większe nagromadzi skarby, głupia żona nieładem łacno je roztrwoni.<br>
{{tab}}Jeślibyś wdowcem został, a wzgląd na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1068|num=398}}dzieci zmusił cię powtórnie zawrzeć śluby, strzeż się brać kobiety płochej, która wszystkim podaje ręce, bo za taką na sądzie Boskim odpowiadać będziesz.<br>
{{tab}}Niech łzy ubogich zawsze wzbudzają w tobie współczucie, ale i dla bogatych bądź sprawiedliwym. Szukaj prawdy, nie zważając na obietnice i podarunki możnych, ani na łzy i prośby ubogich, bo i jedni i drudzy oszukać mogą.<br>
{{tab}}Gdy będziesz sądził występnych, nie trzymaj się ściśle surowości prawa i jeżeli można bez obrażenia sprawiedliwości, ku miłosierdziu nakłoń ucho.<br>
{{tab}}Jeżeli nieprzyjaciel stanie pod twoim sądem, wyrzuć z serca wszelką urazę do niego i w ścisłej sprawiedliwości osądź jego postępki.<br>
{{tab}}Jeżeli piękna kobieta przyjdzie wymagać sprawiedliwości twojej, nie daj się podejść; zamknij oczy i zatkaj uszy, nie na twarz jej, ale na słuszność sprawy uważaj.<br>
{{tab}}Nie znieważaj słowami człowieka skazanego na śmierć, bo tylko podły i niesprawiedliwy bezbronnych i nieszczęśliwych ciemięży. Dlatego sądząc zbrodniarzy, miej zawsze na uwadze słabość ludzkiej natury, która więcej do złego, niż do dobrego ma popędu. Miej dla nich litość i łagodność, bo i sam Bóg bardziej jest miłosierny, niż sprawiedliwy.<br>
{{tab}}Postępując wedle tych zasad, mój Sanszo, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1069|num=399}}przeżyjesz długie lata na ziemi, a wieczność w pamięci ludzkiej. Będziesz szczęśliwym i niebo błogosławić ci będzie.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XLIII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisany jest dalszy ciąg rad, udzielonych Sanszowi przez Don Kiszota.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Każdy zapewne osądzi z tej rozmowy, że Don Kiszot był nietylko człowiekiem uczciwym, ale i przy najzdrowszych zmysłach. Sąd jego we wszystkich rzeczach powszednich był nader sprawiedliwy, jedna tylko kwestya błędnego rycerstwa tak dziwacznie oddziaływała na jego umysł, że opuszczał granicę rozsądku, dzikie mary biorąc za rzeczywistość.<br>
{{tab}}Sanszo bacznie słuchał wszystkich rad swojego pana, zgromadzał je w pamięci, aby je później na dobry obrócić pożytek.<br>
{{tab}}Don Kiszot tak mówił dalej:<br>
{{tab}}— Staraj się urządzić swój dom przedewszystkiem. Badaj troskliwie, ile prawych dochodów dostarczyć ci może twoja posada. Jeżeli będziesz w stanie ubrać swój dwór zbytkownie, zaprowadź w nim tylko czystość i wygodę, pieniądze zaś na to przeznaczone rozdaj ubogim.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1070|num=400}}{{tab}}{{Korekta|Te|To}} są moje rady dla ciebie, przyjacielu Sanszo. W ciągu twego urzędowania udzielę ci ich więcej, jeśli korzystać zechcesz.<br>
{{tab}}— Wszystko, co mi powiedzieliście, panie, jest bardzo piękne — odpowie Sanszo — jedna jest tylko przeszkoda w wypełnianiu rad waszych, że oprócz tego, co mówiliście o zbieraniu pieniędzy i powtórnem ożenieniu się, nic a nic więcej nie pamiętam, napiszcie mi to lepiej, a każę mojemu spowiednikowi odczytywać codzień, abym się tych wszystkich maksym na pamięć nauczył wreszcie.<br>
{{tab}}— Przekleństwo Boskie! — zawołał Don Kiszot — jakaż to rzecz obmierzła patrzeć na gubernatora, nie umiejącego ani czytać, ani pisać. Słyszałeś, co mówią o mańkutach i nieukach, że są ludźmi z najgorszej klasy i najtępszego pojęcia. To wielki błąd, mój przyjacielu, i pragnąłbym, abyś choć podpisać się umiał.<br>
{{tab}}— Nauczono mnie podpisywać moje imię, gdy byłem jeszcze stróżem przy bractwie w naszej parafii, a potem mogę udawać kalekę i kto inny za mnie podpisywać się będzie; oprócz śmierci, wszystkiego uniknąć można, a panu wolno i dyabła zjeść. Pójdzie to jakoś.<br>
{{tab}}— Co to, to nie prawda — zawołał Don Kiszot — głupi zawsze jest głupi; ale zostawmy to na potem. Dałem ci rady, jakie za najlepsze uważam, teraz rządź swoją wyspą i niech cię Bóg prowadzi!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1071|num=401}}{{tab}}— Panie — odpowie Sanszo — jeżeli sądzisz, że nie mam zdolności do tego, porzucę natychmiast moje gubernatorstwo, będzie mi również dobrze żyć w domu o chlebie i wodzie, a z czystem sumieniem, niż gdybym, gubernatorem będąc, jadał kapłony i kury indyjskie. Bo nakoniec, jeśli sądzicie, że dyabli mogą mnie porwać na tym urzędzie, wolę, żeby Sanszo poszedł do nieba, niż gubernator do piekła.<br>
{{tab}}— Zaprawdę, przyjacielu Sanszo, ostatnie słowa, które powiedziałeś, czynią cię godnym zarządu stoma wyspami. Z natury masz dobre serce a bez tego nauka nie przyda się na nic. Pamiętaj tylko, że niebo wspiera zawsze dobre cele. A teraz dosyć tego. Pójdźmy do ich wysokości, gdyż czekają na nas z obiadem.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XLIV.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisano, jakim sposobem Sanszo objął rządy wyspy i co się zdarzyło Don Kiszotowi podczas nocy w zamku.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Po obiedzie Don Kiszot, napisawszy instrukcyę dla Sanszy, oddał mu ją, lecz giermek za chwilę ją zgubił i tym sposobem dostała się do rąk księżnej, która nie mogła wydziwić się dosyć, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1072|num=402}}jak w jednej głowie, tyle prawości i zdrowego sądu, a zarazem tyle szaleństwa mieścić się mogło. Tegoż jeszcze wieczora wyprawiono Sanszę w wielkim orszaku, aby z okazałością objął rządy nad wyspą. Intendent, który odgrywał rolę hrabiny Trifaldi, miał rozkaz zaprowadzić Sanszę do jego państwa.<br>
{{tab}}Nasz giermek, przypatrując się pilnie intendentowi i dostrzegłszy nadzwyczajne między nim i hrabiną Trifaldi podobieństwo, rzekł do swego pana:<br>
{{tab}}— Mości rycerzu lwa, choćbyś miał pęknąć, musisz powiedzieć mi jedną rzecz: czy nie uważasz, że twarz intendenta książęcego jest taż sama, którą niedawno miała Doloryda?<br>
{{tab}}— I cóż w tem dziwnego — odpowie Don Kiszot — prawda, że jest podobieństwo, lecz ponieważ intendent nie jest panią Doloryda, niema o czem gadać. Wierz mi tylko, mój przyjacielu, że powinniśmy obadwa gorąco prosić Boga, aby nas ustrzegł od wpływu czarnoksiężników.<br>
{{tab}}— Ba! ba! Ja na tem nie poprzestanę — rzecze Sanszo. — Niedawno słyszałem głos intendenta za ścianą i byłem pewny, że to Doloryda przyszła nam dziękować za ogolenie brody. Nie darmo jestem gubernatorem; przecie choć jaką taką policję mieć będę i muszę prawdę wybadać.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1073|num=403}}{{tab}}— To tobrze, Sanszo — odpowie Don Kiszot — tylko donieś mi o wszystkiem, jak również o tem, co najważniejszego w twojem państwie przytrafić się może.<br>
{{tab}}Nakoniec godzina wyjazdu nadeszła, Sanszo wyjechał otoczony znaczną liczbą ludzi. Przybrano go okazale, miał bowiem na sobie długi płaszcz z zielonego komlotu i biret takiegoż koloru. Siedział na wspaniale przybranym mule. Za nim postępował osiołek, kosztownie przystrojony. Sanszo zwracał niekiedy głowę, aby nacieszyć się widokiem siwoszka, radując się niepomału, że obudwu ich tak pięknie ubrano. Żegnając się z księstwem, ucałował ich ręce i smutnie uścisnął nogi swojego pana, który ze łzami w oczach dał mu błogosławieństwo.<br>
{{tab}}Zostawmy w pokoju naszego nowego gubernatora, wkrótce zapewne usłyszymy o nim.
Teraz zobaczmy, jak Don Kiszot przepędził noc po smutnem rozstaniu z giermkiem.<br>
{{tab}}Zaledwie Sanszo odjechał, nasz rycerz uczuł niezmierną tęsknotę, tak dalece, że gdyby od niego zależało, odjąłby mu gubernatorstwo, nagrodę zasług wiernego giermka, byleby tylko cieszyć się mógł jego widokiem.<br>
{{tab}}Księżna, spostrzegłszy smutek rycerza, spytała go o przyczynę.<br>
{{tab}}— Brak mi Sanszy — odpowie Don Kiszot — przyzwyczaiłem się do jego usług i muszę {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1074|num=404}}wyznać waszej wysokości, że mimo całej uprzejmości, jakiej doznaję w tym domu, najpokorniej prosić ją będę, aby nikt teraz mi nie usługiwał i nie wchodził do mego pokoju.<br>
{{tab}}— Nie mogę przystać na to, panie rycerzu — odpowie księżna — służyć ci będą cztery dziewice z mojego dworu, piękne jako róże wiosenne.<br>
{{tab}}— Będą one dla mnie kolcami, nie kwiatem — odpowie Don Kiszot — dlatego z całem uszanowaniem dla waszej wysokości śmiem upraszać, ażeby żadna nie wchodziła do mego pokoju. Pozwólcie mi prócz tego zamykać drzwi mojej sypialni, będą one zaporą między żądzami i uczciwością moją. Jednakże, słowem, wolę nie rozbierać się wcale, niż narażać na szwank moralność moją.<br>
{{tab}}— Dosyć na tem, rycerzu — odpowie księżna — a ponieważ chcesz tego koniecznie, nietylko żadna z moich kobiet, ale mucha nawet nie zajrzy do twego pokoju. Miałam sposobność przekonać cię, że między innemi, najwydatniejszą cnotą waszego charakteru jest skromność. Ubieraj się więc i rozbieraj wasza wielmożność według upodobania; co do mnie, rozkażę tylko przygotowywać mu to wszystko w ten sposób, abyś nie miał, potrzeby wstawać. Niech żyje tysiące wieków wielka Dulcynea z Tobozo! niech sława jej imienia napełni świat cały, gdy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1075|num=405}}umiała ujarzmić serce tak wiernego i cnotliwego rycerza, i oby niebo natchnęło serce gubernatora Sanszy szlachetną żądzą wyliczenia sobie oznaczonej liczby plag, jak najprędzej, aby tym sposobem powróciła na świat najpiękniejsza jego ozdoba.<br>
{{tab}}— Słowa waszej książęcej mości są piękniejszą pochwałą pani Dulcynei z Tobozo, niż gdyby pieśni tysiąca bardów wysławiały ją po świecie.<br>
{{tab}}— Nieudolne są moje wyrazy — rzecze księżna — lecz trudno oznaczyć dokładną wartość rzeczy wyższej nad cenę. Ale idźmy poszukać księcia. Zapewne oczekuje na nas z wieczerzą, a potem spoczniecie sobie, rycerzu, po trudach wczorajszej podróży do Kandyi.<br>
{{tab}}— Zapewniam panią, że nie czuje najmniejszego utrudzenia, i przysięgam waszej wielkości, że w życiu mojem nie widziałem lepszego i lżej niosącego konia, niż Cheviłlard, to też pojąć nie mogę, dlaczego Malambrun pozbył się tak wygodnego wierzchowca, rozbijając go na sztuki.<br>
{{tab}}— Sądzę — odpowie księżna — że wyrzuty sumienia za złość i krzywdy, jakie wyrządzał przez czarnoksięstwo, do którego głównie pomagał Chevillard, były powodem tego postępku. Może też sądził, że rumak, którego dosiadał nieporównany Don Kiszot z Manszy, nikogo na swoim grzbiecie nosić już nie może.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1076|num=406}}{{tab}}Po wieczerzy Don Kiszot, pożegnawszy księżnę i jej męża, udał się do swojej sypialni, nie pozwalając żadnej z czterech dziewic, przeznaczonych mu na usługi, wejść za sobą. Tak dalece obawiał się na niepewną walkę narazić wierności swego serca dla zgasłej pod urokiem czarów kochanki. Zostawszy sam, zaczął się rozbierać: zdjął własną ręką pończochy swoje, a tej czynności nie dopełniali nigdy ludzie jego znaczenia. Don Kiszot tem więcej żałował nieobecności swego giermka, iż zdejmując, rozdarł jedną pończochę. Szczęściem jednak, Sanszo zostawił mu parę długich butów, które nazajutrz smutny ten wypadek pod cieniem cholew ukryć mogły.<br>
{{tab}}Położył się wreszcie marzący i smutny, a zdmuchnąwszy światło, zasnąć usiłował. Lecz napróżno! Nieobecność Sanszy i nadzwyczajne gorąco burzyły krew naszego rycerza. Powstał więc i dla odświeżenia powietrza otworzył okno, wychodzące na ogród. W tej chwili usłyszał głosy kobiece pod oknem. Jedna z nich rzekła z głębokiem westchnieniem:<br>
{{tab}}— O, nie każ mi śpiewać, Emerencyo. Odkąd oczy moje zahaczyły tego obcego rycerza w naszym zaniku, nie mam chęci do śpiewu, tylko łzy gorące kolą moje powieki. Wreszcie wiesz, że księżna łatwo się budzi, a za nic w święcie niech dałabym, ażeby nas {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1077|num=407}}tu widziano. Nakoniec, na cóż się przyda śpiewać, jeżeli ten niebezpieczny Eneasz, który przybył tu zakłócić spokój mego serca, śpi spokojnie, nie słuchając skarg i żalów moich?<br>
{{tab}}— Niech cię to nie wstrzymuje, droga Altisidoro — odpowie drugi głos — cały zamek w uśpieniu, tylko w oknach rycerza miga bladawe światło. I on może w tej chwili, odrzuciwszy kołdrę, marzy rycerskiem sercem o czystych uczuć krainie.<br>
{{tab}}— Ależ, Emerencyo — zawołała Altisidora — ja również obawiam się odkryć stanu mojego serca przed zuchwałem przedsiębiorczego rycerza okiem, ale cóż czynić, trzeba szukać środka do ułagodzenia boleści mojej.<br>
{{tab}}To rzekłszy, dotknęła palcami strun lutni, a zachwycony Don Kiszot nie wątpiąc, że jedna z panien honorowych księżnej zakochała się w nim, zakaszlał pocichu, chcąc ją uwiadomić o swojej obecności.<br>
{{tab}}Po chwili Altisidora, nastroiwszy lutnię, zaśpiewała melodyjnym głosem:
<poem>{{f|w=90%|Ty w łóżku z nocy do rana
Przeciągasz kościste ciało,
Ja pod oknem zapłakana.
Jak bocian stoję noc całą.
Rycerzu w chwałę bogaty!
Plansza tobie życie dała.
Droższyś niż złoto i kwiaty
I niż woń Arabii cała!|po=20px}}</poem> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1078|num=408}}<poem>{{f|w=90%|Posłuchaj śpiewu dziewicy,
Którą twe serce oddala,
Której słońce twej źrenicy
Namiętną duszę zapala!
Me ręce silne i zdrowe.
Nie jestem wcale kaleką.
Gdy rozpuszczę włosy płowe,
Po ziemi za mną się wleką.
Do orła podobnam z gęby,
Do kota z oczu i nosa;
Lecz topazowe me zęby
Wdzięk mój podnoszą w niebiosa.
Jeśli słuchasz losu mego,
Widzisz, że słodko żałobny;
Wzrost mam wyższy od średniego
I kształt do trzciny podobny.
Chcesz posiąść te wszystkie wdzięki?
Śpiesz rycerzu póki pora,
Zakończ serca srogie męki,
Błaga cię — Altisidora!}}</poem>
{{tab}}Czuła Altisidora zakończyła swój śpiew obojętny Don Kiszot z westchnieniem wyrzekł do siebie:<br>
{{tab}}— Jakżem nieszczęśliwy! Każde moje spojrzenie rani dokoła serca niewieście. Ty tylko, nieporównana, nieszczęsna Dulcyneo z Tobozo, nie możesz nasycać się rozkoszą posiadania swojego rycerza. Napróżno królowe, księżniczki, próżno i wy młode dziewice, dobijacie się o uczucia moje. Zostawcie Dulcynei to, co stało się jej udzielną własnością, bo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1079|num=409}}dla niej umyślnie stworzyły mnie nieba. Niech Altisidora śpiewa lub płacze, niech ma nadzieję lub kona z rozpaczy, a na przekór wszystkiemu, pomimo czarnoksiężników zaciekłości, dla Dulcynei tylko poświęcę życie moje!<br>
{{tab}}Spełniwszy to ciche poświęcenie, Don Kiszot z trzaskiem zamknął okno. Zostawmy go w pokoju, bo oto wielki Sanszo nas przyzywa na świadków szczęśliwego rozpoczęcia rządów na wyspie Barataria.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XLV.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisuje się, jak Sanszo objął w posiadanie wyspę i jakim sposobem nią rządził.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}O ty! co bezustannie okrążasz obie półkule globu! Ty, oko niebios wszystkowidzące na ziemi! światły Apollinie! Tymbryusie starożytnych! Wielbiony od wszystkich ludzi Febie! Ojcze poezyi i twórco muzyki... Ty, co wstając, dajesz dzień śmiertelnym, a sam nie zasypiasz nigdy. Słońce! ojcze natury! Źródło światła! Twoje głębokie promienie przenikają złoto we wnętrznościach ziemi. Oświeć, ogrzej głębinę piersi {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1080|num=410}}mojej, rozjaśnij ciemność mego umysłu, abym zdołał wypowiedzieć, co zaszło pod rządami wielkiego Sanszo Pansy, nad opisaniem czynów którego Homer, Tasso, Ariost i Wergili spotnieliby do nitki!...<br>
{{tab}}Nasz dzielny gubernator, po {{Korekta|któtkiej|krótkiej}} podróży, przybył do małego miasteczka, liczącego około tysiąca mieszkańców, które było jedną z główniejszych posiadłości księcia. Oświadczono mu, że to jest wyspa Barataria.<br>
{{tab}}Skoro tylko do bram miasta przybyli, mieszkańcy zbrojnie, przy odgłosie parafialnych dzwonów, wyszli na spotkanie gubernatora, podskokami i wrzaskiem objawiając radość niezmierną. Zaniesiono go na rękach do katedry miejscowej, gdzie po skończonem ''Te Deum'' podano mu klucze miasta. Następnie wykonano przysięgę na wierność.<br>
{{tab}}Gęsta mina, szeroka broda, pękata figura i orszak nowego gubernatora zadziwiły wszystkich. Po wyjściu z kościoła zaprowadzono go do pałacu sprawiedliwości.<br>
{{tab}}Gdy zasiadł na tronie, intendent księcia rzekł:<br>
{{tab}}— Mam zaszczyt zawiadomić waszą dostojność, że wedle dawnego zwyczaju gubernator nowo obejmujący rządy wyspy powinien rozstrzygnąć dwie trudne sprawy, aby dał próbę swojego rozumu, a z sądu jego poddani złą lub pomyślną rokują sobie przyszłość.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1081|num=411}}{{tab}}Podczas mowy intendenta Sanszo przyglądał się napisowi, wyrytemu na przeciwległej ścianie. Nie umiejąc czytać, zapytał, co ma znaczyć to malowidło.<br>
{{tab}}— Jaśnie oświecony panie — odpowiedziano mu — jest to wypisany dzień przybycia twojego na wyspę; „Dziś dnia tego i tego miesiąca, roku etc., możny Don Sanszo Pansa objął rządy tej wyspy; oby władza jego długo i pomyślnie trwała!<br>
{{tab}}— I kogo to nazywają Don Sanszo Pansa — zapyta Sanszo.<br>
{{tab}}— Waszą dostojność — odpowie intendent.<br>
{{tab}}— A więc uwiadamiam was, moi przyjaciele — rzecze Sanszo — że nie chcę przybierać nienależnego mi tytułu Don, niedodawanego nigdy do mego imienia; nazywam się Sanszo Pansa poprostu. Moi przodkowie ani donami, ani wielmożnościami nie byli. Widzę, że na tej wyspie więcej jest donów, niż kamieni, ale przy Boskiej pomocy, w ciągu czterech dni, jak muchy porozpędzam wszystkich donów z miasta. Teraz niech zadadzą mi próbę, panie intendencie, osądzę rzecz, jak będę mógł najlepiej, nie zważając wcale, czy odpowiedź moja ucieszy lub zasmuci poddanych.<br>
{{tab}}Wprowadzono dwóch ludzi do sali, wieśniaka i krawca.<br>
{{tab}}— Jaśnie wielmożny gubernatorze — rzecze {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1082|num=412}}krawiec — ten człowiek przybył do mego sklepu i oddając kawałek sukna, zapytał, czy wystarczy na zrobienie jednego kaptura, odpowiedziałem, że dosyć będzie; lecz on, sądząc złośliwie wedle powszechnej o krawcach opinii, że mam zamiar dla siebie zachować część jego sukna, zapytał znów, czyliby z tego materyału dwóch kapturów zrobić nie było można. Zgadując jego podejrzenie, dałem potwierdzającą odpowiedź. Wtedy zapytał mnie znów, czyby na więcej kapturów sukno nie wystarczyło, żądając wreszcie, ażebym mu pięć sztuk wykroił. Obecnie robota jest skończona, a ten człowiek zamiast zapłacić mi za nią, żąda, ażebym mu wartość sukna zwrócił.<br>
{{tab}}— Czy tak jest w samej rzeczy?- — zapytał Sanszo wieśniaka.<br>
{{tab}}— Tak jest wistocie — odpowie zapylany — ale niech wasza wysokość rozkaże pokazać mu jego kaptury.<br>
{{tab}}— Z całego serca — rzecze krawiec i wyjąwszy rękę z zanadrza, pokazał pięć małych kapturków, uwieszonych na końcu każdego palca. — Oto są żądane kaptury — rzecze i niech biegli osądzą, czy można zrobić więcej z podobnej ilości materyału.<br>
{{tab}}Obecni śmieli się serdecznie, słysząc tak dziwną sprawę.<br>
{{tab}}Sanszo, pomyślawszy chwilę, rzecze:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1083|num=413}}{{tab}}— Sprawa niewarta długiego zastanowienia; rozkazuję, ażeby wieśniak wyrzekł się sukna, a krawiec pieniędzy za robotę. Kaptury zaś niech darują więźniom.<br>
{{tab}}Następnie przybyli dwaj starcy, z których jeden opierał się na grubej lasce; drugi rzecze do Sanszy:<br>
{{tab}}— Jaśnie wielmożny panie! przed niedawnym czasem pożyczyłem dziesięć sztuk złota temu człowiekowi, z warunkiem, że mi je odda na pierwsze moje żądanie. Nie upominałem się czas jakiś, nie chcąc mu czynić przykrości, lecz widząc nareszcie niedbałość dłużnika, prosiłem go o zwrot pożyczonych pieniędzy; on zaś nietylko, że mi ich nie chciał zwrócić, lecz oświadczył nadto, że pieniądze te już dawno mi oddał. Obadwaj nie mamy świadków; niech więc wasza wysokość rozkaże mu wykonać przed Bogiem przysięgę, a będę zadowolony.<br>
{{tab}}— Cóż odpowiesz na to? — zapyta Sanszo oskarżonego.<br>
{{tab}}— Jaśnie wielmożny panie! Wyznaję, że człowiek ten pożyczył mi dziesięć sztuk złota, lecz gotów jestem przysiądz, że mu je w całość oddałem.<br>
{{tab}}Gubernator rozkazał mu podnieść rękę, a starzec, oddawszy przeciwnikowi do potrzymania laskę, wykonał uroczystą przysięgę.<br>
{{tab}}Wielki gubernator zapytał wierzyciela, co ma jeszcze przeciwko temu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1084|num=414}}{{tab}}Skarżący odrzekł, że znając swego dłużnika jako pobożnego i bogobojnego człowieka, przysięgę jego za ważną uznaje, chociaż nie przypomina sobie wypłaty zaciągniętego długu.<br>
{{tab}}Dłużnik odebrał swoją laskę i szybko oddalił się z sali.<br>
{{tab}}Sanszo, podziwiając cierpliwość oskarżyciela i dostrzegłszy pospieszne odejście dłużnika, zastanowił się przez chwilę i nagle, ukąsiwszy się w koniec palca, rozkazał przyprowadzić sobie oskarżonego.<br>
{{tab}}Gdy wypełniono rozkaz, rzekł Sanszo do starca:<br>
{{tab}}— Oddaj mi swoją laskę.<br>
{{tab}}— Oto jest, jaśnie wielmożny panie — odrzekł zawezwany.<br>
{{tab}}Sanszo wziął kij i podając go wierzycielowi, rzekł mu:<br>
{{tab}}— Teraz już odebrałeś swoją należność.<br>
{{tab}}— Jakto, wasza wysokość, alboż ta laska warta dziesięć sztuk złota?<br>
{{tab}}— Bezwątpienia — rzecze gubernator — albo ja jestem największym głupcem, jakiego widziano na święcie. Zobaczycie zaraz, czy zdolny jestem do rządzenia państwem. Niech rozłamią tę laskę — dodał.<br>
{{tab}}Wykonano rozkaz, kij rozłamano na połowa i dziesięć sztuk złota wypadło z niego na ziemię.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1085|num=415}}{{tab}}Wszyscy podziwiali mądrość gubernatora, porównywając go z Salomonem. Starcy odeszli, jeden z radością, drugi ze wstydem, a historyk, opisujący czyny Sanszy, po pilnem rozpatrzeniu się, nie wiedział, jak go uważać: za głupca, czy za rozumnego człowieka.<br>
{{tab}}Wszyscy uwielbiali sądy nowego gubernatora, o których natychmiast donoszono księciu, oczekującemu z niecierpliwością na wiadomość o każdym Sanszy postępku.<br>
{{tab}}Teraz powróćmy do Don Kiszota, którego zostawiliśmy otoczonego miłosnym płomieniem rozkochanej Altisidory.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XLVI.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisany jest dziwny wypadek Don Kiszota, podczas gdy marzył o miłości Altisidory.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Zostawiliśmy wielkiego Don Kiszota, lękającego się miłosnych uczuć młodej Altisidory. Położył się w łóżku z wielką niespokojnością, a wspomnienie rozdartej pończochy, łącząc się do tłumnych myśli, wstrząsało mu umysł i nie pozwalało zasnąć na chwilę. Wkrótce też dzień {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1086|num=416}}zaświtał i nasz bohater powstawszy, ubrał się w buty z cholewami, aby zakryć rozdartą pończochę. Zarzucił na ramiona szkarłatny płaszcz, na głowę włożył zielony aksamitny kapelusz, obszyty srebrnym galonem, i tak przystrojony udał się na salę, gdzie znalazł gospodarzy gotowych na jego przyjęcie.<br>
{{tab}}Przechodząc przez galeryę, spotkał Altisidorę z towarzyszką, oczekującą go jakby umyślnie. Altisidora, spostrzegłszy rycerza, udała nagłe zemdlenie i upadła w objęcia swojej przyjaciółki, która rozsznurowała ją w celu przyprowadzenia do przytomności.<br>
{{tab}}Don Kiszot zbliżył się do dam i bez wzruszenia rzecze:<br>
{{tab}}— To nic nie znaczy; podobne wypadki nie są szkodliwe.<br>
{{tab}}— Przebacz, panie rycerzu — rzecze przyjaciółka — lecz Altisidora dotąd była w najlepszem zdrowiu. Nie pragnęła niczego na świecie, dopóki nie przybyliście do tego zamku. Niech Bóg potępi całe błędne rycerstwo, jeżeli wszyscy są równie niewdzięczni, jak ten, którego widzę przed sobą! Na miłość Boga, oddal się stąd, rycerzu Don Kiszocie! Ta biedna dziewczyna nie wróci do zmysłów, póki tu znajdować się będziesz.<br>
{{tab}}— Proszę cię, panno — odpowie Don Kiszot — każ tej nocy przynieść lutnię do {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1087|num=417}}mego pokoju. Spróbuję w rzewliwych dźwiękach dać pomoc rozkochanemu sercu twojej przyjaciółki.<br>
{{tab}}To rzekłszy, odszedł, lękając się, aby go ktokolwiek rozmawiającego z dziewczętami nie zobaczył.<br>
{{tab}}Po odejściu Don Kiszota Altisidora przyszła do siebie z udanego omdlenia i rzecze do towarzyszki:<br>
{{tab}}— Trzeba koniecznie dać Don Kiszotowi żądaną lutnię, zapewne zechce nam zaśpiewać jaką piosnkę zabawną!<br>
{{tab}}Księżna, uwiadomiona o wszystkiem, co zaszło, przepędziła razem z mężem cały dzień na przyjemnej z Don Kiszotem rozmowie. List Sanszy posłano do jego żony razem z paczką rozmaitych podarków, o godzinie jedenastej pożegnano się i Don Kiszot udał się do swego pokoju; przybywszy tu, zastał gitarę leżącą na stole, nastroił ją natychmiast, otworzył okno, a widząc jakieś postacie w ciemnościach ukryte, zaśpiewał nowo-metodycznie, acz cokolwiek ochrypłym głosem, romans tegoż dnia skomponowany:
<poem>{{f|w=90%|Gdy dusza miłością płonie,
Bieży z kotwicy spokoju
{{tab}}I na nieczynności łonie
{{tab}}Płynie w mar bezcelnych roju.|po=20px}}</poem> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1088|num=418}}<poem>{{f|w=90%|Więc szycie, haft i rozmową,
I praca w cichej ustroni
{{tab}}Od żądz miłosnych uchowa,
{{tab}}Od niebezpieczeństw obroni.
Miła dziewicza prostota
Wnet, wejdzie w małżeńskie śluby,
{{tab}}jej posagiem jest cnota
{{tab}}I powodem słusznej chluby.
Błędni rycerze — tłum złoty,
Widząc damy uczuć chciwe,
{{tab}}Do próżnych chodzą w zaloty,
{{tab}}Lecz zaślubiają cnotliwe.
Łatwa miłość wnet się studzi,
Krótka uciecha z kochankiem,
{{tab}}Wieczorem serce się zbudzi,
{{tab}}Lecz uśnie jeszcze przed rankiem.
Kwiat się w sercu nie rozwinie,
Gdy łza wstydu błyszczy w oku;
{{tab}}Ciche źródło szczęścia ginie
{{tab}}W bystrym rozkoszy potoku!
Gdzie jedna piękność jest wzorem,
Druga — wydaje się smutno,
{{tab}}Bo na cóż jednym kolorem
{{tab}}Dwa razy malować płótno!
Na tablicy mojej duszy
Dulcynei obraz błyszczy,
{{tab}}Nic jej władzy nie poruszy
{{tab}}I obrazu nikt nie zniszczy!
Bo stałość, co zawsze bywa
Najpierwszą kochanków cnotą.
{{tab}}Cudowną władzę zdobywa
{{tab}}I stwarza im przyszłość złotą!}}</poem> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1089|num=419}}{{tab}}Zaledwie Don Kiszot przestał śpiewać, nie domyślając się, że księstwo oboje i dwór cały słucha go z ukrycia, gdy nagle na balkonie, nad głową jego będącym, dał się słyszeć przeraźliwy dźwięk stu dzwonków rozmaitej wielkości. W tejże chwili wytrząśnięto mu przed okno pełen wór kotów, z których każdy miał przywiązany dzwonek do ogona. Straszliwe miauczenie tych zwierząt, zmieszane z hałaśliwym dzwonków odgłosem, sprawiły tak dziwną dysharmonię, że ci nawet, którzy wymyślili figiel, zdumieli się niepomału. Don Kiszot był przerażony.<br>
{{tab}}Na nieszczęście kilka kotów wpadło do sypialni rycerza i, przewróciwszy świecę, zaczęło biegać po wszystkich kątach, dzwoniąc i miaucząc przeraźliwie.<br>
{{tab}}Przez ten czas dzwonki na balkonie nie przestawały jęczeć różnotonnie. Doprowadzony do wściekłości Don Kiszot porwał miecz do ręki i rąbiąc na prawo i lewo framugi okien i mur wystający, wołał groźnym głosem:<br>
{{tab}}— Precz stąd, złośliwi czarnoksiężnicy! precz stąd, podły motłochu! macie do czynienia z Don Kiszotem z Manszy, przeciw któremu moc czarów waszych bezsilna.<br>
{{tab}}Zwrócił się do sypialni i pędząc koty, które bo błyszczących rozpoznawał ślepiach, wygonił je przez okno.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1090|num=420}}{{tab}}Pozostał tylko jeden kot, który, bądź to nie mogąc inaczej już poradzić sobie przeciw natarczywej pogoni rycerza, bądź raniony boleśnie, rzucił się na twarz Don Kiszota i zatopiwszy pazury i zęby w policzkach i nosie błędnego rycerza, zmusił go do bolesnego {{Korekta|krzyczu|krzyku}}.<br>
{{tab}}Na ten głos książę, otoczony gromadą ludzi, otworzywszy generalnym kluczem pokój Don Kiszota, wpadł ze światłem, zastał naszego bohatera w silnych z kotem zapasach, usiłującego koniecznie oderwać go sobie od twarzy. Książę pośpieszył na ratunek rycerza, lecz Don Kiszot, widząc to, zawołał:<br>
{{tab}}— Niech nikt mi nie przeszkadza w potyczce, cieszę się bardzo, że schwytałem wreszcie tego przeklętego czarownika, dowie się łotr odemnie, co to jest zaczepić Don Kiszota z Manszy!<br>
{{tab}}Kot jednakże, nie trwożąc się ani sławą rycerskiego imienia, ani widokiem światła, nie opuszczał swojej zdobyczy, aż książę rozkazał porwać go i wyrzucić przez okno.<br>
{{tab}}Don Kiszot pozostał na placu bitwy poszarpany i skrwawiony, srodze żałując, że wydarto mu z rąk przeciwnika, którego ukarać pragnął. Przyniesiono maści i piękna Altisidora białemi rączkami sama przykładając plastry na twarz rycerza, szepnęła do niego cicho:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1091|num=421}}{{tab}}— Całe to zdarzenie, okrutny i niewdzięczny rycerzu, jest karą niebios za srogość twoją dla płci naszej; co do mnie, błagam Boga, aby twój giermek Sanszo zapomniał wyliczyć sobie trzy tysiące sześćset plag, do wyzwolenia Dulcynei koniecznych, aby nie mogła utulić cię w swojem objęciu dopóty, póki będę żyła na świecie ja, która kocham cię i ubóstwiam, niewdzięczniku!<br>
{{tab}}Don Kiszot odpowiedział tylko głębokiem westchnieniem i udał się do łóżka, podziękowawszy za troskliwość księciu, nadzwyczajnie zasmuconemu stanem Don Kiszota, który zmuszał go przez kilka dni pozostać w łóżku.<br>
{{tab}}W ciągu tych dni kilku zdarzyła się naszemu rycerzowi awantura bardziej zabawna niż poprzednie, lecz opowieść o niej zostawimy na później.<br>
{{tab}}Teraz powróćmy do Sanszy, którego zastaniemy nadzwyczajnie zakłopotanego rządami wyspy i śmieszniejszego niż kiedykolwiek.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XLVII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisany jest dalszy ciąg panowania wielkiego Sanszo Pansy.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Po rozsądzeniu spraw zaprowadzono Sanszę do pałacu umeblowanego kosztownie; gdy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1092|num=422}}wszedł do sali jadalnej, odezwała się radosna muzyka połączonych kunsztownie instrumentów — podano mu złotą miednicę; umywszy się z wielką powagą, nasz gubernator zasiadł do stołu, przy którym jedno tylko było nakrycie.<br>
{{tab}}Za krzesłem Sanszy stanął doktór nadworny z fiszbinowym pręcikiem w ręce. Kapelan pobłogosławił stół, zdjęto wierzchni obrus i ukazały się rozmaite najwyborniejsze potrawy z mięsa, jarzyn, ciast i owoców.<br>
{{tab}}Zdziwiony Sanszo zapytał, co na tej wyspie do jedzenia używają: języka, czy oczu?<br>
{{tab}}— Wasza dostojność darować raczy — ozwie się człowiek z pręcikiem — jestem doktorem nadwornym waszej wysokości i płatny jestem od rządu za to, abym zdrowia waszego przedewszystkiem pilnował i nie dozwolił mu jeść nic takiego, coby przyczyną choroby organizmu stać się mogło. Rozkazałem sprzątnąć owoce dlatego, że mają za wiele wilgoci w sobie i studzą krew. Mięsiwa zaś były nazbyt przesycone korzeniami, więc wzbudzające pragnienie, a kto napojów w znacznej używa ilości ten niszczy i wysusza wilgoć żywotną swojego organizmu.<br>
{{tab}}— Jednakże mogę zjeść te kuropatwy pieczone? — zapyta Sanszo.<br>
{{tab}}— Niepodobna, jaśnie wielmożny panie, tego dozwolić żadnym sposobem nie mogę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1093|num=423}}{{tab}}— I dlaczego to? — zapyta Sanszo.<br>
{{tab}}— Bo wielki mistrz nasz Hipokrates powiada w swoich aforyzmach: ''Omnis saturatio mala, perdicum autem pessima'', a to znaczy, że każda niestrawność, a mianowicie od kuropatw powstała, najgorsze skutki sprawia.<br>
{{tab}}— Dobrze, mości doktorze — rzecze Sanszo — każ więc zdjąć te wszystkie niebezpieczne potrawy, a zostawić takie, które jeść mi wolno i potem nie machaj laseczką i nie przeszkadzaj mi, gdyż głodny jestem niezmiernie, a przecież medycyna na głodową śmierć skazać mnie nie ma zamiaru.<br>
{{tab}}— W rzeczy samej, wasza wysokość ma słuszność — odpowie doktór — niech więc jeszcze i te zające zdejmą ze stołu, pieczeń cielęca mogłaby ujść jeszcze, gdyby inaczej była przyprawioną.<br>
{{tab}}— A ta duża misa — przerwie Sanszo — z której tak obficie para wychodzi, jest to zapewne bigos z rozmaitych mięsiw złożony, dlatego sądzę, że wybiorę sobie z nich takie, które dla mego żołądka właściwe będą.<br>
{{tab}}— Niech Bóg uchowa waszą wysokość od skosztowania kiedykolwiek bigosu; jest to potrawa, którą tylko kanonicy, zakonni bracia i chłopi jedzą, lecz oni mają strusie żołądki! Dla gubernatorów trzeba delikatne wybierać potrawy, dlatego sądzę, że na dziś może wasza {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1094|num=424}}wysokość zadowoli się temi dwiema miseczkami delikatnych konfitur ze smażonych pigwów, możnaby do tego kazać zrobić naprędce małą porcyę zupy z dyni, która, zwłaszcza osłodzona, jest nader praktycznym pokarmem.<br>
{{tab}}Sanszo wysłuchał cierpliwie mowy doktora i oparłszy się o poręcz krzesła, zapytał go z przytłumionym gniewem:<br>
{{tab}}— Mości doktorze, gdzie uczyłeś się swojego kunsztu, jeśli łaska?<br>
{{tab}}— Nazywam się Pedro Rezio de Aguero do usług waszej wysokości. Rodziłem się w Tirteafuera między Karaquel i Almodobar-del-Kampo, doktoryzowany zaś jestem w {{Korekta|uniwerzytecie|uniwersytecie}} w Osunie.<br>
{{tab}}— To dobrze — rzecze Sanszo — a więc, panie doktorze Pedro Rezio de Augero, urodzony w Tirteafuera między Karaquel i Almodobar, umykaj mi czemprędzej z oczu, bo inaczej wezmę kawał postronka lub kija i tak ci skórę obłożę, że ci się rodzona babka przyśni, i zapowiadam ci, że ciebie i takich wszystkich zbójeckich doktorów na całej wyspie wywieszać rozkażę. Raz jeszcze powtarzam, uciekaj pókiś cały, albo ci tem krzesłem łeb rozbiję, że odrazu pójdziesz na tamten świat douczać się głodnej kuracyi, tym sposobem wybawię naród od rozbójnika, co kunsztu swego niegodnie używa. A teraz niech mi natychmiast jeść {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1095|num=425}}podadzą, lub niech odbiorą, do dyabła, całe gubernatorstwo; urząd, co chleba nie daje, dyabła wart!<br>
{{tab}}Przestraszony doktór słowami i gestem Sanszy już naprawdę zabierał się do ucieczki, gdy wtem dał się słyszeć na dziedzińcu pałacowym odgłos pocztowej trąbki. Był to kuryer, przysłany od księcia w interesie stanu. Gubernator wziął spory pakiet, urzędowną opatrzony pieczęcią, i podał intendentowi, który przeczytał adres jak następuje: „Don Sanszy Pansa, gubernatorowi wyspy Baratarya, do własnych rąk, lub jego sekretarza.“<br>
{{tab}}— A gdzież mój sekretarz? — zapyta Sanszo.<br>
{{tab}}— Ja jestem, do usług waszej wysokości — odpowie jakiś młodzieniec — umiem czytać i pisać, jestem Biskajczyk.<br>
{{tab}}— Tęgą masz minę i mógłbyś służyć za sekretarza u samego sułtana nawet — rzecze Sanszo. — Otwórz więc paczkę i zobacz, co tam jest.<br>
{{tab}}Nowy sekretarz przeczytał list i oświadczył, że interes wymaga tajemnicy. Sanszo rozkazał odejść wszystkim, wyjąwszy intendenta i marszałka dworu, a sekretarz czytał, co następuje:<br>
{{tab}}„Otrzymałem doniesienie, panie Don Sanszo Pansa, że w jednej z tych nocy nieprzyjaciele twojej wyspy i moich państw chcą, zdradą {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1096|num=426}}podszedłszy cię, pokonać lub wypędzić. Należy więc mieć się w każdej chwili na baczności. Dowiedziałem się również przez szpiegów, że czterech uzbrojonych ludzi, przebranych w wieśniacze suknie, weszło do miasta waszego w celu zamordowania pana lub otrucia go. Bystry umysł i trafność sądu, jaki okazałeś w pierwszym dniu rządów swoich, przejął obawą i zawiścią nieprzyjaciół. Radzę ci, panie gubernatorze, baczyć na każdy krok swój i nie jeść żadnych potraw, chyba, przekonawszy się poprzednio, że nie są zatrute.<br>
{{tab}}Bądź zdrów, oczekuję wszystkiego po twojej przezorności, a w razie niebezpieczeństwa z pomocą pośpieszyć nie omieszkam.<br>
{{tab}}Dnia 16 sierpnia, o czwartej zrana.
{{f|align=left|lewy=30%|Wasz dobry przyjaciel,}}
{{f|align=right|prawy=15%|Książę.”}}
{{tab}}Sanszo, nie mniej jak wszyscy słuchacze strwożony, rzecze natychmiast do intendenta:<br>
{{tab}}— Zdaje się, że trzeba doktora Rezio wtrącić do więzienia, boć ten zapewne bardziej, niż inni, czyhał na moją zgubę, chcąc mnie dziś głodem umorzyć.<br>
{{tab}}— I mnie się zdaje, że należałoby strzedz się każdego i wszystkiego — rzecze intendent — obiadu zaś tego jeść waszej wysokości nie radzę, bo niektóre potrawy przysłane w podarunku zostały, a wiecie dobrze, że dyabeł często pod drzewem siada.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1097|num=427}}{{tab}}— Dajcie mi tymczasem kawał chleba i sera — rzecze Sanszo — niepodobna bowiem, abym głodnym pozostał, a w tak ordynarne pożywienie wrogi trucizny nie włożyli. Ty, mości sekretarzu, odpisz jego książęcej mości, że wszystkie jego rozkazy będą wykonane, ucałuj też odemnie rączki księżnej pani i proś, aby list razem z zawiniątkiem, które zostawiłem, do mojej żony Teresy Pansa posłać raczyła. Nie zapomnij również pokornie pokłonić się odemnie wielmożnemu Don Kiszotowi z Manszy, aby nie wziął mnie za niewdzięcznika; upstrzyj to wszystko razem, okraś pięknie i tak odpraw posłańca. A teraz kaźcie mi dać jakibądż posiłek, bo chcąc się do boju przygotować, trzeba przedewszystkiem dobrze napełnić żołądek, a skoro nie będę głodnym, drwię sobie ze wszystkiego.<br>
{{tab}}W tej chwili wszedł paź, mówiąc, że jakiś wieśniak w pilnej sprawie prosi jego wysokość o posłuchanie.<br>
{{tab}}— Niech go dyabli porwał — zawoła Sanszo — cóż to, czy to jest pora do podobnych spraw? przecież gubernator jest człowiekiem i cały dzień na usługi poddanych nie może być przygotowanym. A może to jeszcze jest jaki szpieg, lub jeden z owych przebranych, kto wie!<br>
{{tab}}— Owszem, panie gubernatorze, ten na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1098|num=428}}uczciwego człowieka wygląda — ozwie się paź.<br>
{{tab}}— Wpuść go więc i niech prędko rzecz swoją opowie.<br>
{{tab}}Wieśniak wprowadzony zapytał naprzód kto jest gubernatorem. Ukazano mu Sanszę, siedzącego za stołem. Wtedy wieśniak, rzucając się na kolana, począł opowiadać rozwlekle, że pochodzi ze wsi Miguel-Turra, że ożeniwszy się, miał trzech synów, z których jeden mu umarł, że następnie, pozostawszy wdowcem, pragnął ożenić jednego z synów swoich, który był bakałarzem, z córką bogatego rolnika. Odmalował następnie Sanszy brzydotę i kalectwo narzeczonej swego syna i pomimo wielkiej niecierpliwości gubernatora, któremu srodze głód dokuczał, rozwałkował historyę swoją na dwie godziny opowiadania.<br>
{{tab}}Zniecierpliwiony do reszty Sanszo zapytał gniewnie wieśniaka:<br>
{{tab}}— Czegóż chcesz wreszcie odemnie? przystąp do rzeczy, lub idź do dyabła.<br>
{{tab}}— Przychodzę prosić waszej wysokości — odpowie chytrze chłop — abyście raczyli napisać list do ojca narzeczonej mego syna, prosząc i wstawiając się, aby córkę swoją oddał w małżeństwo synowo memu, tem więcej, że oboje równy mają majątek.<br>
{{tab}}— Cóż dalej? — zapyta Sanszo.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1099|num=429}}{{tab}}— Także poważałbym się waszą ekselencyę serdecznie i uniżenie prosić, aby podarował dla mego syna sześćset talarów na pierwsze potrzeby po ożenieniu.<br>
{{tab}}— Ach, ty psie podły! — zawoła rozgniewany Sanszo — to więc po to przychodzicie, łajdaki, aby zatrudniać mnie, kiedy głodny jestem.<br>
{{tab}}I porwawszy za krzesło, na którem siedział, zawołał:<br>
{{tab}}— Przysięgam na Boga! rozbójniku, psie chłopie, że jeżeli mi się nie wyniesiesz stąd co tchu, rozbiję cię na miazgę. To ty sześćset talarów chcesz odemnie? A wieszże ty, że ja pierwszy dzień dopiero jestem gubernatorem! Pieniędzy nie mam, a gdybym miał nawet, to za cóżbym miał dawać tobie, zbójco, albo temu obrzydliwemu fąflowi, co go synem zowiesz? A mnie dyabli do tego, że ty jesteś z Miguel-Turra i że twój syn się żeni. Ruszaj sobie do kroćset tysięcy fur beczek, bo mam serdeczną chęć skoczyć ci na brzuch nogami i wydeptać wnętrzności z ciebie.<br>
{{tab}}Marszałek dworu dał skrycie znak chłopu, ten oddalił się natychmiast, odegrawszy rolę swoją wyśmienicie.<br>
{{tab}}Sanszo nie mógł się długo uspokoić po rozmowie z wieśniakiem. Lecz rzućmy go na chwilę, a wróćmy do Don Kiszota, którego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1100|num=430}}zostawiliśmy obłożonego plastrami, w tak smutnym stanie, iż w ciągu dni ośmiu zaledwie wyleczyć się zdołał.<br>
{{tab}}W tym czasie przytrafiła mu się przygoda, {{Korekta|krórą|którą}} opowiemy w następnym rozdziale, gdyż Benengely w tym samym nie chciał je umieścić.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XLVIII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym jest opisane, co przytrafiło się Don Kiszotowi z damą Rodriguez i inne, również zadziwiające rzeczy.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Sześć już nocy przeleżał smutny nasz rycerz, bolejąc, iż tak srodze ucierpiał w walce która mu żadnej nie przyniosła chwały. Siódmej nocy, gdy marzył o swoich nieszczęściach i o prześladowaniach od Altisidory doznanych, usłyszał, że drzwi jego sypialni otworzyły się. Natychmiast wyobraził sobie, że ta rozromansowana panna przybyła szturm dopuścić do jego skromności i zachwiać wierność zaprzysiężony Dulcynei z Tobozo.<br>
{{tab}}— Nie — zawołał dość głośno — nie Najpierwsza z piękności ziemi nie zdoła zatrzeć w mem sercu tej, którą tam wyryła tak dzielnie miłość. Bądź spokojna, królowo mojego serca {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1101|num=431}}pani moich myśli. W jakimkolwiek jesteś stanie, czy zamieniona w obrzydliwą dziewkę, uznojona najpodlejszą pracą, czy ukryta przez Merlina lub Montesina przed okiem mojem, zaczarowana czy wolna, bądź spokojną! Wierność moja dla ciebie niewzruszoną będzie. Obecni, czy oddaleni, będziemy zawsze z sobą.<br>
{{tab}}Wyrzekłszy te słowa, stanął na łóżku okryty kapą z żółtego atłasu, wdziawszy jedną pończochę, zamiast szlafmycy i tak z twarzą zakrytą plastrami, podobny był do rozbójnika w szpitalu, łub do przebranego złodzieja.<br>
{{tab}}W tej pozycyi skierował wzrok ku drzwiom, lecz zamiast żałosnej Altisidory, spostrzegł szanowną matronę, okrytą długą sfałdowaną zasłoną. Matrona trzymała w jednej ręce lichtarz, drugą zakrywała oczy od blasku światła. Postępowała zwolna i ostrożnie, jak gdyby szła nad brzegiem przepaści.<br>
{{tab}}Don Kiszot, przypatrzywszy się jej powolnym ruchom, milczeniu i zakonnym szatom, nabrał przekonania, że jakaś czarownica przybywa doświadczyć na nim swojej potęgi. Dlatego nasz rycerz, zapobiegając wpływowi sił nieczystych, pożegnał się kilkakrotnie.<br>
{{tab}}Opisana postać postępowała ciągle i zbliżywszy się do łóżka, {{Korekta|sgostrzegła|spostrzegła}} naszego rycerza w okropnej postaci, żegnającego się ustawicznie.<br>
{{tab}}— Najświętsza Panno! cóż to ja widzę? krzyknęła.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1102|num=432}}{{tab}}Świeca wypadła jej z rąk skutkiem przerażenia, a chcąc uciekać, zaplątała się w fałdy zasłony i jak długa padła na ziemię.<br>
{{tab}}Szamotanie się jej i upadek w ciemności podwoiły przerażenie Don Kiszota, który niepewnym i strwożonym głosem wyjąkał:<br>
{{tab}}— Zaklinam cię, maro, lub ktokolwiek jesteś, powiedz mi czego żądasz odemnie; jeżeli jesteś pokutującą duszą, uczynię wszystko, co tylko dobry katolik w tym przypadku uczynić może. Jako chrześcijanin i błędny rycerz, znajduję rozkosz w przynoszeniu ulgi cierpiącym nawet męki czyścowe.<br>
{{tab}}Biedna dama, słysząc podobne zaklęcia i sądząc zresztą po sobie, zrozumiała przestrach Don Kiszota i rzekła cichym, smutnym głosem:<br>
{{tab}}— Panie Don Kiszocie, nie jestem widmem, ani duszą czyścową. Jestem Rodriguez, dama honorowa księżnej, i przychodzę prosić cię o pomoc w ciężkiem utrapieniu.<br>
{{tab}}— Powiedz mi otwarcie, pani — rzecze Don Kiszot — czy nie jesteś przysłana od Altisidory. Jeżeli tak jest, nie trać czasu napróżno. Piękność Dulcynei z Tobozo czyni mnie głuchym na wszelkie próby miłości. Jednem słowem, szanowna damo, jeżeli nie jesteś posłanniczką miłości, to zapal świecę i zechciej opowiedzieć mi, w czem ci dopomódz mogę. Znajdziemy może jaki środek.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1103|num=433}}{{tab}}— Ja, mości rycerzu, miałabym służyć innej za posłanniczkę w miłostkach? Nie jestem, Bogu dzięki, jeszcze ani stara, ani brzydka do tego stopnia, aby pełnić takie obowiązki; chwała Bogu! zdrowa jestem i mam wszystkie zęby, wyjąwszy te, które mi wypadły od fluksyi, panującej w tym przeklętym kraju, i żeby nie to, miałabym wszystkie. Lecz zaczekajcie chwilę. Przyniosę światło i opowiem wam swoje nieszczęścia.<br>
{{tab}}To rzekłszy wyszła, a Don Kiszot myśląc o tej przygodzie, wyobrażał sobie tak straszne jej skutki, że nie mógł żadną miarą uspokoić się w {{Korekta|twordze|trwodze}} o swoją stałość i sześćdziesięcioletnią cnotę damy Rodriguez; kto wie, myślał, czy nieprzyjaciel rodu ludzkiego nie zastawia na mnie sideł i przesyłając tę wdowę, nie chce mnie wepchnąć w przepaść, której dotąd tak pilnie unikałem. Jakiż wstyd byłby dla mnie i jaka boleść dla Dulcynei, gdyby ta staruszka zwyciężyła wierność, której cesarzowe, księżniczki i tyle doskonałych piękności wzruszyć nie zdołały. Nie! nie! W podobnych okolicznościach niebezpiecznie jest dotrzymywać placu, najlepiej jest uciec. Jednakże, być może, krzywdzę panią Rodriguez, posądzając ją o tak nieczyste chęci. Nie mam prawa powątpiewać o jej cnocie, ja sam wreszcie dlaczegóż mam się lękać osoby, która wiekiem swoim tylko uszanowanie i {{pp|nie|smak}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1104|num=434}}{{pk|nie|smak}} wzbudzić może? — Lecz nagle, wyobrażając sobie wielkość niebezpieczeństwa i wstyd zwyciężonego, wyrzekł z przekonaniem, że każda wdowa jest przedsiębiorczą, każda kobieta niebezpieczną, a dyabeł najczęściej w białe i piękne rączki rad swój ogon wkłada.<br>
{{tab}}Po tych słowach porwał się z łóżka i szedł zamknąć drzwi, lecz dama Rodriguez była już na progu i zobaczywszy Don Kiszota w opisanym już przez nas kostyumie, cofnęła się o dwa kroki, pytając trwożliwie:<br>
{{tab}}— Czy bezpieczną tu będę, panie Don Kiszot? bo widząc pana stojącego w podobnem ubraniu, nie wiem, co mam myśleć o tem.<br>
{{tab}}— Ja także, szanowna damo, toż samo zapytanie zadać ci pragnę, i chciałbym się zapewnić, czy nie użyjesz gwałtu względem mnie.<br>
{{tab}}— Od kogo i względem kogo gwałtu obawiasz się, rycerzu? — rzecze dama Rodriguez.<br>
{{tab}}— Od ciebie względem siebie i od siebie względem ciebie, pani — odpowie Don Kiszot — bo nie jestem przecież z bronzu, a pani także nie jesteś z kamienia, a w tak późnej godzinie w pokoju tak odległym i w ubraniu dzikich ludzi, moglibyśmy powtórzyć historyę tajemniczej groty, w której zdradziecki Eneasz korzystał z piękności i słabości nieszczęśliwej Dydony. Z tem wszystkiem jednak podaj mi {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1105|num=435}}rękę, zacna pani, bo niech co chce będzie, ufam wszakże tym znakom honorowym, które wiek na twarzy i włosach waszych wycisnął, a niezachwiana moja wierność dla pięknej Dulcynei z Tobozo zabezpiecza mnie również niemało.<br>
{{tab}}To rzekłszy, podał jej rękę, na której pani Rodriguez wdzięcznie i uprzejmie się wsparła.<br>
{{tab}}Cid Hamet zaklina się na wszystko w tem miejscu, że oddałby z całego serca najpiękniejszą swoją kamizelkę, żeby mógł widzieć nieopisany kontenans rycerza, prowadzącego damę i Rcdriguez krokiem pełnym dworskiej galanteryi ode drzwi do łóżka.<br>
{{tab}}Don Kiszot położył się w łóżko, zakrył twarz, a pani Rodriguez w okularach i ze świecą w ręku usiadła mu w głowach na krześle. Don Kiszot pierwszy przerwał milczenie.<br>
{{tab}}— Teraz, szanowna pani, możesz ulżyć swojemu sercu, uwiadamiając mnie o przyczynie zmartwień swoich. Wysłucham cię uważnie, ofiaruję ci wszelką pomoc, jakiej tylko po szlachetnem i litościwem sercu spodziewać się można.<br>
{{tab}}— Zaczynam więc, panie rycerzu — rzecze, dama Rodriguez. — Urodziłam się w Asturyi, w Oviedo, pochodzę ze starożytnej rodziny, lecz rodzice moi, straciwszy wielki majątek, zawieźli mnie do Madrytu, i nie mogąc {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1106|num=436}}zapewnić mi losu, oddali mnie za pannę pokojową pewnej wielkiej damie. Wkrótce potem rodzice moi umarli, a ja zostałam sierotą bez opieki i majątku. W owym czasie jeden z koniuszych dworskich zakochał się we mnie. Był to człowiek nie pierwszej już młodości, lecz miał dobrą figurę i piękną prezencyę, pochodził bowiem z górali. Pani moja, dowiedziawszy się o naszych miłostkach, znagliła nas do połączenia się węzłem małżeńskim. Odtąd zaczęły się moje nieszczęścia. Wprawdzie urodziła mi się córka, ale mój biedny mąż umarł wkrótce z przestrachu, którego przyczyna zadziwiłaby was samych, zacny rycerzu.<br>
{{tab}}W tem miejscu dobra Rodriguez rozpłakała się serdecznie i rzekła:<br>
{{tab}}— Racz mi przebaczyć, mości rycerzu, ale nie mogę sobie nigdy przypomnieć bez żywej boleści tego nieszczęścia. Miły Boże! dziś jeszcze przypominam sobie, jak dzielnie wyglądał mój mąż, gdy na czarnym mule wiózł swoją panie, bo w owym czasie nie używano, jak dziś, karet, ani powozów, ale damy siadały za siodłem razem z giermkami.<br>
{{tab}}Aby dać dowód jego grzeczności i dobrego wychowania, powiem jeszcze, że razu pewnego wjeżdżając do Madrytu ulicą Sant-Jago, która nadzwyczaj wazką była, spotkał Prewota, otoczonego strażą. Natychmiast mój grzeczny mąż {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1107|num=437}}ukłoniwszy się zwrócił muła, chcąc jakoby towarzyszyć Prewotowi; jakoż pomimo oporu tamtego, mimo, że Prewot chciał, zwróciwszy się odprowadzić panie Kasildę (imię pani, którą wiózł mój mąż) małżonek mój, trzymając czapkę w ręku, zaczął jechać za Prewotem. Wtedy pani Kasilda rozgniewana ukłuła go szpilką od włosów w brzuch tak silnie, że mój biedny małżonek spadł z nią razem na ziemię. To zdarzenie przyniosło wielką sławę memu mężowi, lecz pani Kasilda odprawiła go od siebie, i nie wiem, czy to skutkiem rany szpilką w brzuch zadanej, czy może z powodu przestrachu, umarło wkrótce biedne mężysko moje! Cały Madryt żałował go serdecznie. Pozostała mi córka, która z każdym dniem w nowe rozkwitała wdzięki. Nakoniec księżna, teraźniejsza pani moja, zaślubiwszy wtedy dopiero swego dzisiejszego małżonka, wzięła mnie do siebie razem z córką i do Aragonu przywiozła. Córka moja stawała się coraz piękniejszą, śpiewała cudnie, nauczyła się czytać i pisać, a czystość jej serca równa była bieżącej wodzie strumienia; o ile mogę zmiarkować, ma ona obecnie szesnaście lat, pięć miesięcy, dni trzy i kilka godzin.<br>
{{tab}}Wkrótce syn bogatego wieśniaka zaczął starać się o moją córkę, lecz gdy rozkochana dziewczyna, upewniona obietnicami jego, przed {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1108|num=438}}ślubem jeszcze oddała mu się zupełnie, on niegodny porzucił uwiedzioną i wcale z nią żenić się nie chce. Książę pan wie o tem dobrze, lecz mimo usilnych próśb moich nie chce rozkazać uwodzicielowi, aby zaślubił swoją ofiarę, a to dlatego, że rolnik ów jest bardzo bogaty i pożycza zwykle pieniędzy księciu.<br>
{{tab}}Otóż przybyłam prosić was, zacny rycerzu, abyś raczył orężem, czy mądrością zmusić uwodziciela do zaślubienia mej córki, która, jak to sam zobaczysz, dziesięć razy piękniejsza jest od wszystkich panien honorowych księżnej. Powiem wam nadto, rycerzu, że pozorom ufać nie należy; i tak Altisidora, która tak poważnie przedstawia się napozór, nie jest zbyt świeżą, próżności ma bardzo wiele, a co najgorsza, że nie bardzo jest zdrowa, jakoż tak jej gorączkę zawsze z ust czuć, że na dwa kroki nie można rozmawiać z nią bezpiecznie, a i samej księżnie także... ale o tem wolę zamilczeć, bo to i ścianom nie brakuje uszów niekiedy.<br>
{{tab}}— Co masz powiedzieć o księżnie, mościa Rodriguez, zaklinam cię na wszystko, co kochałaś w życiu, powiedz mi — zawoła ciekawie Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Nie mogę ci nic odmawiać, waleczny rycerzu — odpowie kobiecina — otóż dowiedz się, że piękność i czerstwość księżnej pochodzi stąd, iż ma na obudwóch łydkach apertury, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1109|num=439}}któremi ściekają wszystkie nieczystości i zepsute humory z jej ciała.<br>
{{tab}}— Czy to być może? — zawoła zdziwiony rycerz — księżna tak piękna, ma takie fontanny w sobie, nie wierzyłbym nigdy temu, gdyby mi nawet cały zakon kapucynów przysięgał; lecz gdy tak utrzymujesz, pani Rodriguez, muszę być przekonany, powiem tylko, że ze źródeł, w tak pięknem znajdujących się miejscu, zamiast nieczystości, woniejące rzeczy ściekać muszą.<br>
{{tab}}Jeszcze Don Kiszot nie skończył mówić, gdy drzwi otworzyły się z trzaskiem, przerażona Rodriguez opuściła światło na podłogę, a śród ciemności uczuła nagle, że jakieś silne ręce pochwyciwszy ją, zawinęły spódnicę na głowę i niemiłosiernie pantoflami okładać zaczęły.<br>
{{tab}}Don Kiszot, mimo całej waleczności, nie odważył się bronić szanownej damy w jej dolegliwości, z obawy, aby rozgniewane nocne widziadła nie jęły się również jego własnej osoby, i niebezzasadną była ta obawa; widma, oporządziwszy damę Rodriguez, zbliżyły się do łóżka rycerza i obnażywszy go do połowy, zaczęły bić, kłuć i szczypać tak niemiłosiernie, że biedak jął wreszcie zniecierpliwiony machać pięściami na wszystkie strony. Po półgodzinnej męczarni wszystko ucichło, nocne widziadła zniknęły, dama Rodriguez w milczeniu, stękając {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1110|num=440}}tylko boleśnie, poprawiła spódnicę, założyła na siebie zasłonę i nie przemówiwszy słowa do rycerza, oddaliła się poważnie. Don Kiszot zbity, skłuty, zmęczony pozostał sam, pożerany chęcią dowiedzenia się, jaki to czarownik tak nieludzko obszedł się z nim i czcigodną matroną.<br>
{{tab}}Nie możemy zaspokoić ciekawości czytelnika w tym względzie, gdyż musimy powracać do Sanszy, jak tego porządek historyczny wymaga.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ XLIX.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisane jest, co przytrafiło się Sanszo Pansie podczas przeglądu wyspy.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Zostawiliśmy naszego gubernatora, przejętego srogim gniewem na chłopa, który, namówiony przez intendenta z rozkazu księcia, zażartował sobie z Sanszy, nudząc go zmyślonemi historyami. Jednakże Sanszo, jak mógł, dawał sobie radę.<br>
{{tab}}— Wiem już dobrze teraz — rzecze do obecnych, między którymi znajdował się i Pedro Reggio — że sędziowie gubernatorzy powinni być z bronzu. Interesanci wymagają od nich, aby w każdej chwili przygotowani byli sądzić {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1111|num=441}}ich sprawy. Nie zważają oni, że gubernator ma tak samo ciało, kości i apetyt, którego ja nie nasyciłem dziś wcale, a jeżeli biedny sędzia lub gubernator, zatrudniony lub chory, nie zaspokoi ich nalegań, odchodzą, złorzeczą mu i obgadują. Naprzykład doktór Pedro Reggio z Tirtea Fuera chciał mnie głodem zamorzyć. Oby raczej on sam zdechł i wszyscy doktorzy jemu podobni!<br>
{{tab}}Doktór Pedro Reggio przyrzekł gubernatorowi obfitą zastawić wieczerzę, nie zważając na wszystkie aforyzmy Hipokrata. Uspokojony tem Sanszo, oczekiwał niecierpliwie wieczoru; jakoż przyniesiono mu na wieczerzę kawał wołowego i mięsa, zaprawnego czosnkiem i cebulą, i nogi wołowe w galarecie. Gubernator spojrzał na nie radośnie i zaczął zajadać z wielką chciwością. Nasyciwszy się już dobrze, rzeki do Pedra Reggia:<br>
{{tab}}— Widzisz tedy, mości doktorze, że ja nie potrzebuję żadnych wymysłów; proste potrawy najwłaściwsze są dla mego brzucha; bardzo lubię słoninę, cebulę, rzodkiew, kawał wieprzowiny, to mi to jedzenie! wykwintne zaś przysmaki nie przypadają mi do gustu. Jeżeli jednak przyjdzie chęć kucharzowi zmienić mi gatunek potraw; może robić bigosy, mięsiwa z jarzynami, jak z rzepą, kapustą, zjem wszystko aż miło i będę mu wdzięczny. Niechaj nikt nie przychodzi {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1112|num=442}}wtedy żartować ze mnie, bo rozumiesz, że kiedy mamy życie, to żyć powinniśmy. Żyjmy tedy i jedzmy spokojnie, bo jadło, jak dzień, Pan Bóg dla wszystkich stworzył. Nikt się tu na moje rządy nie uskarży, jeżeli praw moich zaprzeczać nie będą, o! bo w takim razie zobaczą, żem ja w gorącej wodzie kąpany.<br>
{{tab}}— Jaśnie wielmożny pan masz racyę we wszystkiem — rzecze marszałek dworu — wszyscy mieszkańcy wyspy zachwyceni są słodyczą jego rządów.<br>
{{tab}}— Tem lepiej — rzecze Sanszo — miejcie tylko staranie o mnie i o moim osiełku, a wszystkim nam dobrze będzie. A teraz skoro już się najadłem, zrobimy patrol po mieście. Dobry gubernator powinien osobiście czuwać nad bezpieczeństwem swoich poddanych.<br>
{{tab}}To rzekłszy powstał, i w towarzystwie intendenta, sekretarza, marszałka dworu, orszaku zbrojnych, z buławą komendanta w ręku, wyszedł na miasto. Lecz zaledwie przejrzeli dwie ulice, dał się słyszeć szczęk oręży; przyśpieszywszy kroku, zobaczyli dwóch ludzi walczących, którzy, ujrzawszy się otoczonymi przez żołnierzy, przestali się bić, a jeden z nich rzecze:<br>
{{tab}}— Panowie! Ten jegomość chciał zabić mnie i zrabować na środku ulicy.<br>
{{tab}}— Zaczekajcie — rzecze Sanszo — zbadam {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1113|num=443}}ja zaraz przyczynę kłótni. Wiedzcie bowiem, że jestem waszym gubernatorem.<br>
{{tab}}— Jaśnie wielmożny gubernatorze — rzecze drugi — w krótkich słowach rzecz całą opowiem. Znajdowaliśmy się razem z tym panem w poblizkim domu gry. Tam on wygrał tysiąc realów, a chociaż widziałem, że niekiedy grał niesumiennie, zamilczałem i przed innymi stronę jego trzymałem, myśląc, że, jak to grzeczność każę, zrobi mi potem jaki podarek, lecz on, zabrawszy wygrane pieniądze, wyszedł i ani spojrzał na mnie. Dogoniłem go tedy na ulicy, prosząc, aby mi część wygranej udzielił, a on bezczelnie chciał pozbyć się mnie kilku realami. To mnie oburzyło i byłbym mu z gardła wydarł pieniądze, gdyby straż waszej wysokości nie nadeszła.<br>
{{tab}}— Cóż ty na to? — zapytał drugiego Sanszo.<br>
{{tab}}Ten oświadczył, że przeciwnik jego powiedział prawdę, z tą różnicą wszakże, że pieniądze wygrane były uczciwym sposobem. Bo w przeciwnym razie opłaciłby się bez wahania świadkowi popełnionego oszustwa; że nakoniec napastnik powinien być zadowolony z tego, co mu dadzą, gdy mu zwłaszcza słusznie nic się nie należy.<br>
{{tab}}— Cóż wasza wysokość rozkaże uczynić z tymi ludźmi? — zapyla intendent.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1114|num=444}}{{tab}}— Oto — rzecze Sanszo — ten, co wygrał złym, czy dobrym sposobem, ma dać drugiemu sto realów, a trzydzieści na szpital niech zapłaci. Ten drugi, który nie ma żadnego zatrudnienia, niech mi od jutra wynosi się z miasta i przez lat dziesięć nie powraca tu wcale, gdyż spotkawszy go raz jeszcze, natychmiast powiesić każę.<br>
{{tab}}Wyrok był wyegzekwowany, a gubernator, rozwodząc się nad szkodliwością domów gry, przyrzekł sobie wykorzenić je ze szczętem. Postępowali znów czas jakiś, gdy nagle jeden ze straży przybiegł, ciągnąc za sobą młodego chłopca.<br>
{{tab}}— Panie gubernatorze — rzecze — ten zuch szedł naprzeciw nas, lecz zobaczywszy straże, zaczął uciekać ze wszystkich sił, musi to być więc jakiś złoczyńca, skoro się obawia sprawiedliwości. Pobiegłem za nim i udało mi się schwytać ptaszka.<br>
{{tab}}— Dlaczego uciekałeś, mój przyjacielu? — zapyta Sanszo.<br>
{{tab}}— Bo nie chciałem odpowiadać na zapytania straży.<br>
{{tab}}— Czem się trudnisz?<br>
{{tab}}— Jestem tkaczem.<br>
{{tab}}— A cóż ty tkasz?<br>
{{tab}}— Co się zdarzy.<br>
{{tab}}— Aha! — rzecze Sanszo — lubisz żartować, to mnie cieszy. A dokąd to szedłeś?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1115|num=445}}{{tab}}— Jaśnie wielmożny panie, szedłem prosto przed siebie.<br>
{{tab}}— Ale po co? — zapyta Sanszo.<br>
{{tab}}— Chciałem użyć świeżego powietrza.<br>
{{tab}}— A gdzież tu się używa powietrza na wyspie? — zapyta znów Sanszo.<br>
{{tab}}— Tam, gdzie ono jest — odpowie chłopiec.<br>
{{tab}}— No, to ja cię nauczę, jak masz odpowiadać swojemu gubernatorowi — rzecze rozgniewany Sanszo. — Hola! niech zaprowadzą tego łotra, aby przespał tę noc w więzieniu.<br>
{{tab}}— Oho! wątpię, abyś mnie pan gubernator zmusił spać w więzieniu.<br>
{{tab}}— I dlaczegóż to nie mógłbym uczynić tego? — rzecze Sanszo: — Alboż nie mam władzy zrobić z tobą, co mi się podoba?<br>
{{tab}}— A choćbyś pan miał sto razy większą władzę, jeszcze mnie nie potrafisz zmusić spać w więzieniu dzisiaj.<br>
{{tab}}— Cóż to — zawołał Sanszo — czy tu sobie żartują ze mnie? Niech go zawloką natychmiast do kozy, a jeżeli dozorca wypuści go, zapłaci dwa tysiące dukatów kary.<br>
{{tab}}— Chyba żartuje pan gubernator — rzecze młodzieniec — niemasz człowieka na świecie, ani władzy takiej, któraby mnie zmusiła spać dziś w więzieniu.<br>
{{tab}}— A to chyba dyabłem jesteś — rzecze gniewny Sanszo — albo też krewnym Lucypera, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1116|num=446}}może i spodziewasz się, że on zdejmie kajdany, które włożyć ci rozkażę.<br>
{{tab}}— Mówmy rozsądnie, panie gubernatorze — rzecze młodzieniec — przypuszczam, że wasza wysokość pośle mnie do więzienia; tam mogą mnie zamknąć, nogi i ręce okuć w kajdany, ale spać mnie nie zmuszą i mimo całej waszej władzy, mogę nie zmrużyć oka przez noc całą.<br>
{{tab}}— To prawda — rzecze sekretarz — młodzieniec ma słuszność.<br>
{{tab}}— A więc — rzecze Sanszo — pozbawiłbyś się snu dla swojej fantazyi, a nie przez chęć sprzeciwiania się moim rozkazom?<br>
{{tab}}— To właśnie chciałem powiedzieć, panie gubernatorze — odrzekł młodzieniec.<br>
{{tab}}— Jeżeli tak, to ruszaj spać do domu, a na drugi raz radzę ci nie żartować ze sprawiedliwością.<br>
{{tab}}Młodzieniec odszedł, a gubernator odbywał dalej przegląd miasta. Wkrótce znów straż przyprowadziła młodego chłopca, bardzo ładnego i ubranego wytwornie.<br>
{{tab}}— Panie gubernatorze — rzecze żołnierz — przyprowadzamy przebraną dziewczynę.<br>
{{tab}}Jakoż przy świetle latarni łatwo było rozpoznać, że mniemany chłopiec był ładną szesnastoletnią zaledwie panienką, która, mając włosy związane w siatkę z zielonego jedwabiu, na białym atłasie złotem haftowaną kamizelkę, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1117|num=447}}zwierzchnią szatę ze złotolitej materyi, czerwone pończochy i zamiast szpady piękny sztylet za pasem, wyglądała jak młody chłopiec, szukający awantur.<br>
{{tab}}Nikt z obecnych nie wiedział, kto była. Sanszo, zdziwiony nadzwyczajną pięknością dziewicy, ciekawie zapytał ją, dlaczego w niewłaściwym ubiorze o tak później godzinie chodzi po mieście. Dziewica, skromnie spuściwszy oczy, odpowiedziała:<br>
{{tab}}— Nie mogę, panie, przy tylu świadkach uczynić ci otwartego wyznania, upewniam tylko waszą wysokość, ze nie jestem występną; zazdrość jedynie doprowadziła mnie do tak niezwykłego kroku.<br>
{{tab}}— Każ wasza wysokość, oddalić się wszystkim — rzecze intendent sam mocno zdziwiony — i niech ta dama opowie nam, z jakiego powodu w tak szczególnym widzimy ją stanie.<br>
{{tab}}Gdy wszyscy, wyjąwszy Sanszę, intendenta, sekretarza i marszałka dworu, odeszli, dziewica tak się odezwała:<br>
{{tab}}— Panowie! jestem córką Pedra Pereza Mazorka, dostawcy płótna z tego miasta, który bardzo często do mego ojca przychodzi.<br>
{{tab}}— Ależ panno — przerwie intendent — w tem, co mówisz, niema zdrowego rozsądku i wyraźna sprzeczność leży. Naprzód znam {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1118|num=448}}dobrze Podrą Pereza i wiem, że jest bezdzietny, powtóre, sama powiadasz, że chociaż jego córką jesteś, on często do twego ojca przychodzi. Jakże to rozumieć mamy?<br>
{{tab}}— Przebaczcie mi, panowie — rzecze dziewczyna — umysł mój tak jest strwożony, że sama nie wiem, co mówię. Wistocie zaś jestem córką Don Diega de Liana, znanego powszechnie.<br>
{{tab}}— Znam również Don Diega de Liana — rzecze intendent — jest to bardzo bogaty i znakomitego rodu człowiek, ma syna i córkę, lecz od czasu, jak owdowiał, nikt dotąd córki jego nie widział nigdy, choć odgłos powszechny niesie, że jest ona nadzwyczaj piękna.<br>
{{tab}}— Powiedziałeś prawdę, panie — rzecze dziewica. — Czy zaś odgłos o mojej piękności słuszny jest lub fałszywy, możesz sam osądzić obecnie.<br>
{{tab}}To rzekłszy biedna dziewczyna rozpłakała się serdecznie.<br>
{{tab}}Sanszo pocieszał jak mógł zmartwioną panienkę. Oświadczył jej gotowość na wszelkie usługi, zapewnił opiekę, aż uspokojona córka Don Diega w te słowa mówić poczęła:<br>
{{tab}}— Od dziesięciu już lat, to jest od śmierci mojej matki, ojciec trzyma mnie w surowem zamknięciu i oddzielonej od świata, nawet mszy słuchać każę w domowej kaplicy. Od tego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1119|num=449}}czasu, prócz mego ojca, brata i Pedra Pereza, o którym wspominałam, nikogo więcej nie widziałem na oczy. Taka samotność i zakaz wychodzenia z domu nawet do kościoła, smuciły mnie nad wyraz. Pałałam chęcią zobaczenia czegoś na świecie. Mój brat opowiadał mi niekiedy o rozmaitych rozrywkach i zabawach publicznych, a to bardziej jeszcze podniecało moją ciekawość, dlatego prosiłam brata... O! bodajby słowa wówczas zamarły mi na ustach.<br>
{{tab}}Tu młoda dziewica rzewnie płakać zaczęła i mimo próśb i perswazyi obecnych, długo ukoić się nie mogła. Nakoniec, zebrawszy siły, drżącym mówiła głosem:<br>
{{tab}}— Brat, zmiękczony prośbami mojemi, zgodził się na to, aby mnie przebrać w swoje suknie i oprowadzić po mieście dla przypatrzenia się nowym dla mnie rzeczom, lecz nawzajem uparł się włożyć ubiór, który nosiłam, i ten tak mu przypadł do twarzy, że mógł śmiało uchodzić za najpiękniejszą dziewczynę. Może już z godzinę chodząc tak po mieście, nagle usłyszeliśmy odgłos wielu kroków. Właśnie wasza wysokość przechodziłeś ze strażą; skoro brat mój zobaczył was z daleka: Uciekajmy, rzecze, bo gdy nas zatrzymają i poznają kto jesteśmy, ty zostaniesz zniesławioną, dostaniesz się na języki i ojciec o wszystkiem się dowie. — Zaczęliśmy więc uciekać, lecz nie mogłam {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1120|num=450}}zdążyć za bratem, a zaplątawszy się jakoś, nie przywykła do męskiego ubioru, upadłam. Tak zastał mnie jeden ze straży i tu przywiódł.<br>
{{tab}}— I nic więcej nie przytrafiło się pannie — zapyta Sanszo — gdzie owa zazdrość, mająca być przyczyną nieszczęść twoich?<br>
{{tab}}— To było zmyślenie — odpowie dziewica — jedynie ciekawość zobaczenia miasta skłoniła mnie do tej nieszczęsnej wycieczki.<br>
{{tab}}Wszystko, co powiedziała dziewczyna, potwierdził jej brat, którego straż pojmawszy, również przywiodła. Biedny chłopiec przebrany za kobietę, z naiwnością i wstydem powtórzył zeznanie siostry. Marszałek dworu ucieszył się niezmiernie, gdyż miał podejrzenie, że dziewczyna skłamała, a wdzięki jej i młodość wielkie na nim uczyniły wrażenie.<br>
{{tab}}Odprowadzono niedoświadczone dzieci do domu ich ojca, niezbyt oddalonego stamtąd. Jedna ze służących potajemnie wpuściła brata i siostrę przez boczną furtkę. Podziękowali przed odejściem gubernatorowi za uprzejme obejście się i zniknęli w ciemności.<br>
{{tab}}Sanszo, powracając, rozpowiadał długo o naiwności dziecinnej, a marszałek dworu zakochał się po uszy w pięknej awanturniczce tak dalece, że zamierzył prosić ojca o jej rękę, a jako jeden z najpierwszych dworzan księcia, miał nadzieję, że odrzuconym nie będzie. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1121|num=451}}Sanszo również ułożył zamiar, aby młodego chłopca, za dziewczynę przebranego, ożenić ze swoją małą Sanszą, wnioskując słusznie, że córka gubernatora była bardzo znakomitą partyą.<br>
{{tab}}Późno już w nocy skończył się przegląd miasta, a w dwa dni potem ustały i rządy Sanszy, z dymem poszła jego władza i jego piękne zamiary. Zobaczymy później, z jakiej to stało się przyczyny.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ L.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisani są czarnoksiężnicy, którzy oćwiczyli damę Rodriguez i podrapali Don Kiszota.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Ażeby zbadać tę tajemnicę, potrzeba wiedzieć, że skoro dama Rodriguez podniosła się z łóżka, aby pójść do pokoju Don Kiszota, jedna z towarzyszek, śpiąca obok, pocichu udała się za nią, a upewniwszy się, że dobra matrona weszła do pokoju Don Kiszota, zawiadomiła księżnę o wszystkiem.<br>
{{tab}}Powodowana ciekawością księżna, wziąwszy z sobą Altisidorę, poszła podsłuchiwać pode drzwiami sypialni rycerza. Nieszczęście mieć chciało, że Rodriguez mówiła dosyć głośno, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1122|num=452}}a gdy poszło do apertur księżnej i nieprzyjemnego oddechu Altisidory, księżna i jej towarzyszka, nie mogąc pohamować się w gniewie, wyłamały nadpsute drzwi i wpadłszy do pokoju, jak to już widzieliśmy, wywarły zemstę nad opowiadającą i słuchaczem. Powróciwszy z wyprawy, księżna opowiedziała całą awanturę mężowi, który, uśmiawszy się dowoli, postanowił wymyśleń nowy figiel, aby bawić się dalej znów kosztem swojego gościa.<br>
{{tab}}Wysłano umyślnego posłańca do Teresy Pansa z listem od Sanszy i od księżnej, która przesłała jej sznur korali w podarunku. Do poselstwa tego użyty był bardzo dowcipny paź, ten sam, który odgrywał już rolę Dulcynei, kiedy myślano jeszcze o jej odczarowaniu. Nauczony dokładnie swojej roli, paź, przybywszy do wsi, zapytał kobiet, piorących bieliznę, czy nie mogłyby mu wskazać mieszkania Teresy Pansa, żony Sanszo Pansy, giermka przy rycerzu zwanym Don Kiszotem z Manszy. Na to zapytanie młodziuchna dziewczynka odpowiedziała:<br>
{{tab}}— Teresa Pansa jest moją matką, Sanszo moim ojcem, a rycerz naszym panem.<br>
{{tab}}— Zaprowadź więc mnie, moje dziecko, do matki, gdyż mam jej oddać list i podarunek od twego ojca.<br>
{{tab}}— Z całego serca, panie — odpowiedziała dziewczyna.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1123|num=453}}{{tab}}I nie kładąc pończoch i trzewików w pośpiechu, biegła zuchowato przed paziem, mówiąc:<br>
{{tab}}— Śpieszmy, panie; domek nasz na końcu wsi stoi, a biedna matka bardzo zmartwiona, gdyż dawno już nie miałyśmy od ojca wiadomości.<br>
{{tab}}— To też — rzecze paź — przynoszę jej wiadomość tak dobrą, że pocieszy się snadnie.<br>
{{tab}}Nakoniec mała Sansza skacząc, tańcząc, w ciągłych susach, biegnąc, przybyła do domu, a zdaleka jeszcze wołać poczęła:<br>
{{tab}}— Wychodź, matko! wychodź! Jest tu jakiś pan, który przynosi list od ojca i wiele innych rzeczy, z których ucieszysz się bardzo.<br>
{{tab}}Na krzyk córki Teresa wyszła z wrzecionem, ubrana w tak krótką spódnicę, że połowy łydek jej nie zakrywała. Była to kobieta lat około czterdziestu, lecz silna, rzeźwa i zuchowatej mirty.<br>
{{tab}}— Cóż to jest, Sansza? — zapyta córki — i gdzież jest ten pan?<br>
{{tab}}Paź z uszanowaniem przykląkł na jedno kolano i rzekł:<br>
{{tab}}— Jestem najniższym sługą pani Teresy Pansa, dozwólże mi, zacna damo, ucałować wasze ręce, jako prawej małżonki jego wysokości Don Sanszo Pansy, najwyższego gubernatora wyspy Baratarya.<br>
{{tab}}— I fe! do czego się to przydało! wstawaj {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1124|num=454}}pan, proszę cię — rzecze Teresa — nie jestem wcale żadną damą, każdy wie, że jestem prostą wieśniaczką, córką Karola i żoną giermka błędnego rycerza, a nie żadnego gubernatora.<br>
{{tab}}— Wasza wielmożność — odpowie paź — jesteś jednakże małżonką znakomitego gubernatora i na dowód tego raczcie przeczytać list, który wam przywożę z podarunkami.<br>
{{tab}}To mówiąc, podał Teresie list i zarzucił na jej szyję sznur korali, oprawnych w złoto.<br>
{{tab}}— List — dodał — przysyła gubernator, a oto ten drugi razem z koralami jest od potężnej księżnej, która mnie do was wysłała.<br>
{{tab}}Teresa niezmiernie zadziwiła się, a mała Sansza podskoczyła z radości.<br>
{{tab}}— Widzisz, matko — zawoła — to pan Don Kiszot dał niezawodnie ojcu tę wyspę, którą mu tak często obiecywał.<br>
{{tab}}— Tak jest, panno — rzecze paź — w samej rzeczy pan Sanszo został gubernatorem przez wzgląd na zasługi przesławnego rycerza Don Kiszota.<br>
{{tab}}— Przeczytajże nam listy, mój dobry panie — rzecze Teresa — gdyż ja ani czytać, ani pisać nie umiem.<br>
{{tab}}— Ani ja także — zawoła Sansza — ale ksiądz proboszcz lub Samson Karasko przeczytają je chętnie.<br>
{{tab}}— Nie potrzeba nikogo — rzecze paź — wy umiecie prząść, a ja za to czytać potrafię.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1125|num=455}}{{tab}}Przeczytał więc naprzód list Sanszy już znany czytelnikowi, a następnie, odpieczętowawszy list księżnej, czytał co następuje:
{{c|„Kochana przyjaciółko!|przed=8px|po=8px}}
{{tab}}„Znakomity umysł i dobre przymioty twego męża zniewoliły mnie wyrobić u księcia urząd gubernatora na jednej z wysp naszych dla niego. Dowiaduję się obecnie, że Sanszo dotąd najzaszczytniej swój urząd sprawuje, i proszę Boga, aby mnie samą tak dobrą i zdatną uczynił, jakim jest twój małżonek. Posłaniec odda ci sznur korali oprawnych w złoto; żałuję, droga przyjaciółko, że każdy koral w oryentalną perłę zamienić się nie może. Mam nadzieję, że poznamy się z sobą. Polecam się pamięci małej Sanszy, proszę powiedzieć jej, że skoro tylko dorośnie, wydam ją za wielkiego pana, gdy tego najmniej spodziewać się będzie. Słyszałam, że w waszych stronach znajduje się osobliwszy gatunek żołędzi, przyślij mi parę tuzinów, będzie mi to drogim podarunkiem, bo pochodzącym z rąk twoich. Donieś mi co o swojem zdrowiu i o wszystkiem, co cię dotyczeć może, a wrazie jakiejkolwiek potrzeby, śmiało udaj się do mnie.<br>
{{tab}}Boskiej opiece polecam cię.
{{f|align=right|prawy=0%|Kochająca cię szczerze przyjaciółka,}}
{{f|align=right|prawy=15%|Księżna.“}}
{{tab}}W naszym pałacu, dnia...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1126|num=456}}{{tab}}— Dobry Boże! — zawołała Teresa — jakaż to łaskawa pani, a jaka skromna i uniżona! to nie tak jak tutejsze panie, co chodzą jak pawie nadęte i nie spojrzą na biedną wieśniaczkę. A tu prawdziwa księżna nazywa mnie swoją przyjaciółką i jak równą sobie traktuje! Niechże jej Pan Bóg da wszystko dobre w życiu i niech ją wyniesie w dostojeństwa wyżej niż czubek dzwonnicy w Manszy. Co do żołędzi, powiedz jej, panie posłańcze, że poślę pół korca najpiękniejszych. Tymczasem, Sanszo, miej staranie o koniu tego pana, również jak o nim samym. Poszukaj świeżych jaj i wziąwszy kawał słoniny, usmaż jajecznicy. Jego dobra mina i wiadomości, które przywiózł, warte, abyśmy przyjęli go jak księcia. Ja tymczasem pójdę uwiadomić sąsiadki i sąsiadów o pomyślności, jaka nas spotkała. Ksiądz proboszcz i Mikołaj cyrulik będą bardzo zadowoleni.<br>
{{tab}}— Idź, idź, kochana matko — rzecze Sansza — zrobię tu wszystko dobrze, tylko musisz podzielić się ze mną sznurem korali, bo przecież księżna nie powinna przysyłać tyle podarunku tylko dla ciebie samej.<br>
{{tab}}— Oddam ci je zupełnie, moja córeczko, tylko pozwolisz, że je kilka dni sama ponoszę, to mnie ucieszy bardzo!<br>
{{tab}}— Uradujecie się bardziej jeszcze — rzecze paź — gdy wam pokażę paczkę, którą mam {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1127|num=457}}w tej walizie, jest tam suknia nowiutka z zielonej materyi, którą pan gubernator miał tylko raz jeden na polowaniu, a teraz przysyła ją w prezencie dla panny Sanszy.<br>
{{tab}}— Niech Bóg błogosławi mego ojca i tego, co mi podarunek przywiózł! — zawoła radośnie Sansza.<br>
{{tab}}Teresa wybiegła z domu, trzymając list w ręku i korale zawiesiwszy na szyi, a spotkawszy przypadkiem proboszcza i bakałarza Samsona Karasko, tańcząc i skacząc, wołała:<br>
{{tab}}— Aha, przyszło i dla nas święto! Bogu dzięki! niebardzo ubogich krewnych mamy.
I my też przecie będziemy rządzić na świecie.<br>
{{tab}}— Co ci jest, moje dziecko — rzecze zdumiony proboszcz — cóż to za papier trzymasz w ręce?<br>
{{tab}}— To nic więcej — odpowie Teresa — tylko poprostu list od mego męża gubernatora i drugi od księżnej z prezentem.<br>
{{tab}}To mówiąc, podała proboszczowi list i kolię. Proboszcz przeczytał głośno list, przypatrzył się koralom, a widząc, że były kosztowne i w szczere złoto oprawne, zdumiony pojąć nie mógł, coby to wszystko znaczyć mogło.<br>
{{tab}}— Karasko — zapytał po chwili — kto przyniósł listy i korale?<br>
{{tab}}— Oh! pójdźcie sami zobaczyć, jakiś młody człowiek, prześliczny i pięknie ubrany, który prócz tego i inne przywiózł nam prezenta.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1128|num=458}}{{tab}}— Wszystko to dziwi mnie nadzwyczajnie — rzecze proboszcz — lecz pójdźmy zobaczyć posłańca, może się cośkolwiek pewniejszego dowiemy.<br>
{{tab}}Udali się więc z Teresą, która przez całą drogę z radości rozmaite im plotła rzeczy. Przybywszy na podwórko, zobaczyli małą Sanszę, zatrudnioną przygotowaniami do uczty, a posłańca, zajętego nasypywaniem owsa swojemu koniowi.<br>
{{tab}}Widząc pazia bardzo przyzwoicie wyglądającego, pozdrowili go i po obustronnych grzecznościach prosili, aby ich uwiadomił bliżej o losie Don Kiszota i Sanszy, mówiąc, że list Sanszy niezmiernie ich ucieszył i zakłopotał zarazem, gdyż o gubernatorstwie jego dotąd nie słyszeli, tem więcej, że wszystkie wyspy na morzu Śródziemnem należą do hiszpańskiego króla i urzędownie tylko w zarząd oddawane bywają.<br>
{{tab}}— Panowie — rzecze paź — nic pewniejszego, że pan Sanszo Pansa gubernatorem został. Nie wiem tylko z pewnością, czy na wyspie, czy stałym lądzie, tego jednakże pewny jestem, że ma obecnie miasto z przeszło tysiąca ludności złożone, w którem wszystko od jego woli zawisło.<br>
{{tab}}Gdy tak rozmawiali, mała Sansza, przechodząc z jajami w fartuchu, zapytała pazia:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1129|num=459}}{{tab}}— Powiedz mi też, kochany panie, czy mój ojciec nosi spodnie na szelkach od czasu jak został gubernatorem obrany?<br>
{{tab}}— Doprawdy, nie uważałem tego — odpowie paź — lecz niema wątpliwości, że ojciec panny posiada teraz bardzo piękną garderobę.<br>
{{tab}}— Ach, dobry Boże! — rzecze Sansza — jakże będę uszczęśliwiona, widząc ojca w opiętych aksamitnych spodniach. Od czasu, jak jestem na świecie, ciągle o to Pana Boga proszę.<br>
{{tab}}— Zobaczysz go panna wkrótce — odpowie paź — a za dwa miesiące będzie niezawodnie chodził w okularach i z parasolem.<br>
{{tab}}Proboszcz i bakałarz wiedzieli dobrze, że paź żartuje sobie z matki i córki, lecz patrząc na piękne korale i suknie myśliwskie, które im Teresa pokazała, nie mogli rozwiązać zagadki. Śmieli się jednak serdecznie z naiwności Sanszy.<br>
{{tab}}— Ale, ale, księże plebanie — rzecze Teresa — czy nie wiecie o jakiej okazyi do Madrytu lub Toledo? Muszę koniecznie sprawić sobie modną sznurówkę, a kto wie, czy jak się rozgniewam, nie pojadę sama do dworu i będę jeździła karetą, jak inne panie gubernatorowe.<br>
{{tab}}— Ach, moja mamo! — zawoła Sansza — jedźmy natychmiast. Dopieroż to ludzie dziwić się będą, widząc mnie rozpartą w karecie. Nieprawdaż, moja matko?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1130|num=460}}{{tab}}— Tak jest, córeczko — rzekła Teresa — słusznie mawiał mój mąż, że przyjdą dla nas dni szczęśliwe i że mnie nazywać będą panią hrabiną. Dopiero to początek wprawdzie, ale powiadają, że „najtrudniej zacząć, pójdzie się dalej.“ A słyszałem także od Sanszy, który umie więcej przysłów, niż doktór jaki, że darowanemu koniowi nie zaglądają w zęby. Gdy dadzą hrabstwo, nie opuszczać pory i być do ujęcia skory. Co się dziś przymyka, jutro się często wymyka, a gdy szczęście przede drzwiami, zaraz drzwi otwierać obiema rękami. Niechaj mówią wiele — mało, aby nam się dobrze działo, to też jak będę jeździła karetą, niech sobie gadają, co im się podoba.<br>
{{tab}}— Co tam! moja matko — zawoła Sansza — nic nam to nie zaszkodzi, bo jak powiada mój ojciec: „niech sobie głodny nagada na tego, co dobrze jada“.<br>
{{tab}}— W samej rzeczy — rzecze proboszcz, słysząc tak mówiącą matkę i córkę — myślę, że cały ród Pansów urodził się na świat z pełnymi brzuchami przysłowiów. Nie widziałem jeszcze żadnego z nich, ażeby za lada sposobnością tuzina ich nie przytoczył.<br>
{{tab}}— Prawda — rzecze paź — że tego i u pana gubernatora nie kupić, i to właśnie nadzwyczajnie bawi księcia i księżnę panią.<br>
{{tab}}— Powiedz mi też, mości panie — rzecze {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1131|num=461}}Karasko — proszę cię seryo, co znaczy to gubernatorstwo Sanszy i gdzie na świecie jest taka księżna, która pisuje listy do jego żony i przesyła podarki? Bo na honor! nie wiemy, co sądzić o tem, chyba że to wszystko należy do tych nadzwyczajnych wypadków, jakie się Don Kiszotowi za sprawą czarnoksiężników zdarzają.<br>
{{tab}}— Wszystko, co mogę wam powiedzieć, panowie — odpowie paź — jest to, że naprawdę księżna i pani moja wysłała mnie tu z listem i podarunkami, że jest rzeczywiście gubernatorem i że na tym urzędzie, który mu książę nadał, cudów dokazuje. Jeżeli jest w tem coś czarodziejskiego, możecie się o tem przekonać sami, bo ja nic więcej nie wiem.<br>
{{tab}}— Być to bardzo może — rzecze Karasko — jednakże pozwalam sobie wątpić.<br>
{{tab}}— Jak się panu podoba — odpowie paź — powiedziałem prawdę, a jeżeli zechcesz, jedź ze mną, to na własne oczy przekonać się możesz.<br>
{{tab}}— Ja! ja pojadę! — zawołała Sansza — weź mnie na siodło, mój kochany panie! Będę rada bardzo zobaczyć mego pana ojca.<br>
{{tab}}— Nie wypada córkom dygnitarzy podróżować w ten sposób — odrzekł paź — w karecie, w lektyce i z przyzwoitym orszakiem możecie odwiedzić swojego ojca.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1132|num=462}}{{tab}}— O! ba! — rzecze Sansza — nie takam ja delikatna. Tak samo pojechałabym na ośle, jak i w karecie.<br>
{{tab}}— Cicho bądź — rzecze Teresa — nie wiesz sama, co pleciesz. Ten pan ma słuszność; czas płaci, czas traci. Póki ojciec był tylko Sanszą, ty byłaś poprostu małą Sanszą, teraz jesteś panną, skoro on został gubernatorem.
Pamiętaj to sobie.<br>
{{tab}}— Pani Teresa ma słuszność — rzecze paź — lecz muszę się śpieszyć. Dajcie mi zjeść cokolwiek, abym zaraz wyjechawszy, mógł dziś jeszcze do domu powrócić.<br>
{{tab}}— Panie — rzecze proboszcz — musisz pójść pokutować do mojej plebanii. Pani Teresa może wam dać dobrą chęć tylko, gdyż niema czem ugościć człowieka lepszego stanu.<br>
{{tab}}Paź wzdragał się z początku, lecz przyjął nakoniec zaproszenie proboszcza, który cieszył się myślą, że na osobności lepiej mu się uda wybadać rzecz całą. Bakałarz Karasko ofiarował się Teresie odpisać na listy, lecz mając go za żartownisia, nie chciała przyjąć tej usługi i wezwawszy małego studenta od organisty, dała mu jajecznicy z chlebem, aby odpisał księżnie i Sanszowi listy, które sama podyktowała.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1133|num=463}}{{c|ROZDZIAŁ LI.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisany jest dalszy ciąg rządów Sanszo Pansy.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Marszałek dworu tak dalece zakochał się w córce Diega de Liana, że nie mógł przez całą noc zmrużyć oka. Intendent przepędził noc na spisywaniu wszystkiego, co mówił Sanszo, aby posłać księciu dokładne sprawozdanie.<br>
{{tab}}Gubernator zaś, podniósłszy się zrana, zjadł z rozkazu doktora Pedro Rezio cokolwiek konfitur i wypił szklankę czystej wody. Oddałby wprawdzie to wszystko chętnie za kawał chleba, lecz doktór dowodził mu, że delikatny posiłek zrana rozbudza umysłowe władze, tak potrzebne dla rządzącego krajem.<br>
{{tab}}Sanszo, przeklinając doktora, gubernatorstwo i tego, który mu je nadał, wpół umarły z głodu, udał się na posłuchalną salę. Przedstawiono mu jakiegoś cudzoziemca, który taką zaczął rozwijać kwestyę:<br>
{{tab}}— Wasza wysokość! wielka rzeka rozdziela majątek jednego pana na dwie części, Proszę jaśnie wielmożnego pana uważnie posłuchać, gdyż kwestya jest trudna i nader ważna. Na rzece tej stoi most, a na jednym końcu mostu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1134|num=464}}zbudowano szubienicę. Obok znajduje się dom, służący za mieszkanie czterem sędziom, którzy przestrzegają praw właściciela. Na tablicy, umieszczonej pod szubienicą, jest taki napis: „Każdy człowiek, przechodzący przez ten most, powinien pod przysięgą zeznać, skąd i dokąd idzie; jeżeli powie prawdę, przepuścić go, jeżeli okaże się, że fałszywie przysiągł, powiesić go natychmiast na szubienicy.“ Prawo to było znajome wszystkim. Przechodzący przez most byli zapytywani, kazano im przysięgać i po sprawdzeniu puszczano na wolność. Pewnego dnia, przechodzący jakiś człowiek przysiągł, że przybywa z pewnego miejsca do tej szubienicy, aby na niej umrzeć. Sędziowie nie mogli zgodzić się, co czynić mają w tym razie. Jeżeli go puścimy wolno, mówili, to on krzywoprzysiągł i wedle prawa umrzeć powinien, lecz jeżeli go powiesimy, to on powiedział prawdę, a w takim razie na mocy tegoż prawa powinien być wolnym. Otóż przysłano mnie do waszej wysokości, ażebyś raczył rozstrzygnąć tę sprawę. Głos publiczny sławi twoją przenikliwość, dlatego sędziowie oczekują ostatecznie na zdanie waszej wysokości.<br>
{{tab}}— Prawdę mówiąc — rzecze Sanszo — niepotrzebnie cię tu wysłano. Nie mam umysłu tak subtelnego, jak mówią, a wierz mi, że ten, co na człowieka z wierzchu wygląda, jest tylko {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1135|num=465}}bydlęciem niekiedy. Jednakże powtórz mi raz jeszcze twoją sprawę, a zobaczymy, co się da zrobić.<br>
{{tab}}Zapytany powtórzył to wszystko i jak mógł najjaśniej rzecz przedstawił.<br>
{{tab}}— To w samej rzeczy bardzo trudna sprawa — rzecze Sanszo, pomyślawszy chwilę.
— Zdaję mi się jednak, iż rzecz tę rozstrzygnąć można w krótkich słowach; wszakże ów człowiek przysiągł, że przebywa umrzeć na tej szubienicy, jeżeli umrze, powiedział prawdę. Otóż, mówiąc prawdę ze względu na prawo, powinien przejść wolno za most; jeżeli go zaś nie powieszą, to kłamał i jako kłamca, wisieć powinien; wszakże tak?<br>
{{tab}}— Wasza wysokość dokładnie pojąłeś — odpowie cudzoziemiec.<br>
{{tab}}— Otóż tak zrobić potrzeba — rzecze Sanszo. — Niech przepuszczą tę połowę człowieka, która mówiła prawdę, a powieszą tę, którą skłamała.<br>
{{tab}}— Lecz zważ, panie gubernatorze, iż potrzebaby rozdzielić tego człowieka na dwie części, a tego uczynić bez zadania mu śmierci niepodobna, więc kwestya zostaje nierozstrzygniętą, jak była.<br>
{{tab}}— Posłuchaj pan — rzecze Sanszo. — Albo ja jestem głupiec, albo tyle jest powodu prawnego powiesić owego przechodnia, ile {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1136|num=466}}uwolnić go zupełnie, a ponieważ bardziej chwalę sędziów za ich łaskawość, niż za surowość, radziłbym puścić winowajcę. Gdybym umiał pisać, podpisałbym ten wyrok własną moją ręką. A nie sądźcie, abym to mówił sam z siebie, słyszałem od pana Don Kiszota ostatniej nocy przed przybyciem na to gubernatorstwo moje, że w wątpliwych wypadkach sędzia głosu miłosierdzia raczej, niż surowości prawa, słuchać powinien, i dzięki niech będą Bogu, że w tak stosownej okoliczności przypomniał mi te słowa zacnego rycerza.<br>
{{tab}}— Wierz mi wasza wysokość — rzecze intendent — że ci, co wynaleźli prawa, nie mogliby tej sprawy osądzić lepiej. Lecz dosyć tego na dziś. Niepodobna utrudzać waszej wysokości w samych początkach panowania. Pójdę dać rozkazy, ażeby wam dobry obiad przygotowano.<br>
{{tab}}— W to mi graj! — rzecze Sanszo. — Paście mnie dobrze, a potem dawajcie mi sprawę po sprawie, a jeżeli ich nie rozwikłam jak mędrzec, powiecie, żem osieł.<br>
{{tab}}Intendent dotrzymał słowa i chcąc oszczędzić Sanszę na dzień następny, w którym zamierzono zrobić mu figiel, ułożony wcześnie, kazał suty zastawić obiad. Sanszo więc najadł się wybornie, na złość aforyzmom doktora z Forteafuera. Po obiedzie kuryer wszedł do sali i wręczył mu list od Don Kiszota.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1137|num=467}}{{tab}}Sanszo rozkazał sekretarzowi, ażeby przeczytał list po cichu, jeżeli w nim jest co sekretnego, lecz ten przejrzawszy korespondencyę, oświadczył, że nietylko można go czytać przed całym światem, lecz że powinna być wyryta złotemi literami, jakoż przeczytał, co następuje:
{{c|''List Don Kiszota z Manszy do Sanszo Pansy, gubernatora wyspy Baratoryi''.|przed=8px|po=8px}}
{{tab}}„Kiedy co chwila obawiałem się usłyszeć o głupstwie i zaniedbaniu twojem, dowiedziałem się, przyjacielu Sanszo, że z roztropnością i staraniem rządzisz swoją wyspą, jak człowiek uczciwy. Składam dzięki niebu za to, że ubogich z prochu podnosi i daje ducha wiadomości nieudolnym stworzeniom. Powiedziano mi jednak, że w postępowaniu twojem widać zawsze coś pospolitego. Wiedz o tem, Sanszo, że dla utrzymania władzy na urzędzie trzeba umieć wznieść się nad siebie. Ubieraj się czysto i porządnie, bo nawet pień ociosany i przystrojony przestaje być pniem. Nie mówię, ażebyś stroił się w koronki i hafty, abyś ty, sędzia ludu, nosił strój dworaka, lecz abyś umiał zachować właściwą przyzwoitość. Dwa są środki, którymi rządca zjednać sobie może serca ludu; naprzód, starając ze wszystkimi zachować zgodę w pożyciu, powtóre, sprowadzając {{pp|po|myślność}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1138|num=468}}{{pk|po|myślność}} powszechną, bo nic tak nie pobudza do szemrania, nic tak nie wzburza narodu, jak nędza i drogość przedmiotów do codziennego życia potrzebnych.<br>
{{tab}}Nie zabawiaj się wydawaniem codziennem rozkazów, a gdy je wydasz, niech będą sprawiedliwie i ściśle wykonywane, bo wszak i prawa niewykonywane przestają być prawami. Powiedzą tylko o tych, którzy je tworzyli, że nie mieli siły wprowadzenia ich w wykonanie. Szczególniej też prawa surowe, traktowane lekko, są w ręku sędziego narodu tem, czem berło w ręku malowanego króla.<br>
{{tab}}Nagradzaj cnoty i karz występki. Nie bądź ani zawsze surowy, ani zawsze pobłażający. Umiej wybrać środek między dwiema ostatecznościami, bo na tem sztuka rządzenia zależy. Zwiedzaj więzienia i targi publiczne; tu obecność gubernatora jest najpotrzebniejszą, bo policya, niedozorowana ściśle, większy od burzycieli nieład sprawia. Stosuj swe siły do środków, jakie posiadasz, i stań się groźnym, karząc przykładnie występki, przeciwko prawu powszechnemu popełnione.<br>
{{tab}}Nie okazuj się, choćbyś był w istocie chciwym, dumnym, wylanym dla kobiet i wina, bo skoro lud zobaczy w tobie złe skłonności, podżegać je będzie i własnemi zgubi cię namiętnościami.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1139|num=469}}{{tab}}Odczytuj często rady, które ci napisałem, zanim objąłeś rządy wyspy, a przekonasz się, że nieraz wyprowadzą cię z trudności, jakie stanowisko rządcy nastręczać ci będzie. Pisz do swoich dobroczyńców i przy każdej sposobności, staraj się objawiać im wdzięczność. Puszczać w niepamięć odebrane od ludzi dobrodziejstwa i dary jest dumą i niesprawiedliwością. Księżna pani posłała umyślnego z listem i podarunkami posłańca do twojej żony i co chwila oczekujemy jego przybycia.<br>
{{tab}}Cierpiałem jakiś czas bardzo skutkiem podrapania nosa i twarzy, ale to fraszka w porównaniu z czarownikami, którzy ciągle na moją zgubę czyhają, chociaż i między nimi są tacy, co mnie ratują niekiedy.<br>
{{tab}}Donieś mi, co myślisz o podobieństwie intendenta z hrabiną Trifaldi, pamiętaj uwiadamiać mnie zawsze o wszystkiem, co się rządów twoich tyczy. Mówiąc między nami, chciałbym już porzucić to czcze i bezcelowe życie, jakie tu prowadzę. Nie na to jestem stworzony, ażebym z założonemi siedział rękami. Wplątałem się też w sprawę, która może poróżnić mnie z księciem, i kto wie, czy nie będę zmuszony stanąć przeciw niemu, bo chociaż serdecznie zawdzięczam mu uprzejmą jego gościnność, przecież więcej winien jestem obowiązkom mego powołania i święta to prawda: ''Amicus Plato'', {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1140|num=470}}''sed magis amica veritas''. Nie obawiam się przytoczyć ci tych kilku słów po łacinie, gdyż sądzę, że zostawszy gubernatorem, nauczyłeś się tego języka.<br>
{{tab}}Polecam cię Bogu i proszę go, ażeby cię ochronił od wszelkich nieprzyjemności.<br>
{{f|align=left|lewy=15%|Twój przyjaciel Don Kiszot z Manszy,}}
{{f|align=right|prawy=15%|Rycerz Lwa.|po=8px}}
{{tab}}Sanszo, odebrawszy ten list, powstał od stołu, zamknął się w gabinecie ze swoim sekretarzem i rozkazał mu pisać wszystko, co tylko dyktować będzie, nie dodając, ani ujmując żadnego wyrazu; pismo brzmiało jak następuje: {{c|''List Sanszo Pansy do Don Kiszota z Manszy''.|przed=8px|po=8px}}
{{tab}}„Tak dalece zajęty jestem sprawami rządu, że nie mam czasu uczesać sobie głowy, ani obciąć paznogci, to też mi tak urosły, że sam Pan Bóg chyba obciąć mi je zdoła. Mówię to dlatego, mój kochany panie, żebyś się nie dziwił, że dotąd żadnej odemnie nie otrzymałeś wiadomości. Co do spraw rządu, nie wiem, jak tam inni sobie w tem radzą, ale to wiem z pewnością taką, jak słońce na niebie, że jestem najgłodniejszym z gubernatorów całego świata, głodniejszym nawet, niż wówczas, gdyśmy to razem wałęsali się po tych wertepach, pustyniach i lasach.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1141|num=471}}{{tab}}Książę pan pisał do mnie przed dwoma dniami, ostrzegając mnie, że jacyś ludzie wkradli się do miasta w celu zamordowania mnie. Dotąd, o ile wiem, nie uczynili tego i nie odkryłem żadnego z nich, oprócz niejakiego doktora, który utrzymywany jest przez miasto na to, ażeby zagłodził na śmierć każdego nowoobranego gubernatora. Nazywa się Pedro Rezio, rodem z Tirteafuera. Ten doktór sam powiada, że nie leczy chorób, które już istnieją, lecz tylko chroni od nowych i wali dyetę na dyetę, dopóki nie wysuszy człowieka na drzazgę. I ja, com sobie lubo wyobrażał, że jak będę gubernatorem, to pieczone gołąbki same mi przyjdą do gąbki, że w tak świetne czasy, z nieba mi będą spadać pierwsze kiełbasy, żyję jak pustelnik o głodzie i w utrapieniu i lękam się, aby w końcu dyabeł nie porwał mnie w powietrze, myśląc, żem szkielet odarty już z ciała.<br>
{{tab}}Dotąd jeszcze nie pobieram pensyi, ani podatków. Nie mogę pojąć dlaczego; bo słyszałem zawsze, że mieszkańcy miejscowi dają lub pożyczają wielkie sumy gubernatorom, zanim ci jeszcze obejmą swój urząd; i tu przecież to samo dziaćby się powinno.<br>
{{tab}}Pewnej nocy, patrolując po mieście, schwytałem młodą panienkę nadzwyczaj piękną, przebraną za chłopca i jej brata, przebranego za {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1142|num=472}}dziewczynę. Marszałek mojego dworu zakochał się w pannie i zamierza ją poślubić. Co do mnie, postanowiłem chłopca ożenić z moją maleńką Sanszą. Ja i marszałek dworu wchodzimy tedy w stosunki z ojcem tych dwojga dzieci, który jest chrześcijaninem, a mógłby być i szlachcicem także, gdyż nazywa się Diego de Liana.<br>
{{tab}}Przeglądam też place i targi publiczne, i wczoraj zdaje mi się... a tak, to było wczoraj, złapałem przekupkę, jak sprzedawała orzechy, mieszając stare ze świeżymi, skonfiskowałem więc cały towar na korzyść studentów, którzy je wybrać potrafią, przekupce zaś zabroniłem przez dwa tygodnie handlować. Dodam jeszcze, że w tem mieście, jak i we wszystkich, które widziałem, przekupki i w ogólności kupcy, są bez religii i prawości i składają najgorszą część ludności miejscowej.<br>
{{tab}}Niezmiernie cieszę się, że księżna pani pisała do Teresy, posyłając jej podarunki. Będę się starał siak czy tak, okazać jej moją wdzięczność za to. Proszę ucałować jej ręce odemnie i powiedzieć, żeby nie sądziła, że rzuca perły przed wieprza.<br>
{{tab}}Turbacya to straszna byłaby dla mnie, gdybyś wasza wielmożność pokłócił się z księciem i księżną, panami moimi, bo jak zaczniecie koty drzeć z sobą, to wszystko na mnie się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1143|num=473}}skrupi, a przytem nie pięknie byłoby, żebyście, wy panie, co zawsze zachęcacie do wdzięczności, sami tak źle odpłacali dobre przyjęcie, jakiego doznaliście w zamku księstwa. Co się tyczy podrapania, nie rozumiem co wam się takiego przytrafiło, sądzę jednak, że to znów jaki psi figiel tych zajadłych czarnoksiężników, co wam prawie nigdy spokoju nie dają. Chciałbym wam też posłać jaki podarunek z tego kraju, ale nie mam co, chybaby seręgę i butelkę słodkiej wódki, które tu kunsztownie wyrabiają. Ale jak tylko rozgubernatoruję się tu trochę lepiej, to przyślę panu szyszak albo tarczę. Jeżeliby Teresa Pansa pisała co do mnie, proszę zapłacić porto i przysłać mi list natychmiast, bo umieram z ciekawości, co się tam w domu dzieje. Proszę Boga, ażeby uwolnił was od złych czarnoksiężników, a mnie wydobył cało i zdrowo z tego gubernatorstwa, o czem mocno wątpię, bacząc na przepisy doktora Rezio.
{{c|Najniższy sługa waszej wielmożności}}
{{c|''Sanszo Pansa'', gubernator.|po=8px}}
{{c|Dan na mojej wyspie, tegoż dnia, w którym się pisze.|po=8px}}
{{tab}}Sekretarz zapieczętował list i wysłał kuryera.<br>
{{tab}}Nakoniec pełnomocnicy księcia zamierzyli położyć kres rządów Sanszy i przedstawili mu po obiedzie, ażeby wydał rozkazy policyjne co do administracyi wyspy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1144|num=474}}{{tab}}Sanszo zabronił utrzymywać szynkownie, lecz pozwolił przywozić wino ze wszystkich stron, z warunkiem, aby deklarowano miejsce, skąd pochodzi nadmieniając, że ktokolwiekby wody dolewał do wina, śmiercią karany będzie.
Zniżył cenę rozmaitego obuwia, oznaczył pensyę służących, rozkazał wymierzać kary na śpiewających publicznie nieprzyzwoite piosnki! Zabronił ślepym mieszać do swoich pieśni opowiadanie cudów, ponieważ zdawało mu się, że większa ich część była zmyśloną. Utworzył straż dla ubogich nie dlatego, aby ich wyganiała, lecz aby sprawdzała czy istotnie są ubogimi, gdyż między nimi było wielu pijaków i złodziejów. Jednem słowem, wydał rozkazy tak użyteczne, że do dziś dnia zachowują je w tem miejscu, nazywając konstytucyą wielkiego gubernatora Sanszo Pansy.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ LII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisane są przygody drugiej Dolorydy, inaczej damy Rodriguez.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Don Kiszot, uleczony z podrapania znudzony życiem, jakie prowadził w zamku, jak prawdziwy rycerz błędny, postanowił pożegnać {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1145|num=475}}swoich dostojnych gospodarzy i udać się do Saragossy, aby uczestnicząc w turniejach, które tam wyprawiać miano, pozyskać chwałę zwycięstwa i dostać miecz rycerski w nagrodę. Gdy siedząc przy stole, zamierzał uwiadomić księcia o swojem przedsięwzięciu i coś już przebąknął w tym przedmiocie, otworzyły się drzwi sali i weszły dwie kobiety w żałobnem ubraniu. Jedna z nich rzuciła się do stóp rycerza i całując je tak głęboko wzdychała, że o mało nie wyzionęła ducha z boleści. Wszyscy byli zadziwieni tym widokiem i chociaż oboje księstwo domyślali się, że to jakiś nowy figiel, przez służbę dworską wymyślony, jednakże boleść tych dam była tak wielką i naturalną, że nie wiedząc, co myśleć o tem, dzielili powszechne zdziwienie.<br>
{{tab}}Don Kiszot. przejęty współczuciem i uprzejmością, podniósł klęczącą i prosił, aby podniosła zasłonę. Zobaczono wtedy zalaną łzami twarz zacnej damy Rodriguez, która przybyła z córką taż samą, którą uwiódł syn bogatego rolnika. Na ten widok wzrosło powszechne zdziwienie, szczególniej też książę i księżna zdumieli się nad naiwnością i głupotą swej damy honorowej. Nakoniec dama Rodriguez, zwracając się do księstwa, z głębokim ukłonem rzecze:<br>
{{tab}}— Najpokorniej upraszam wasze wysokości pozwolić rozmówić się chwilkę z tym walecznym {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1146|num=476}}rycerzem, gdyż potrzebuję jego pomocy, ażeby z honorem wyjść z przykrości, którą mi wyrządził zuchwały i złośliwy wieśniak.<br>
{{tab}}— Możesz powiedzieć wszystko, co chcesz, 1 jego wielmożność Don Kiszot chętnie cię pewnie wysłucha.<br>
{{tab}}Wtedy dama Rodriguez, zwracając się do Don Kiszota, tak się ozwała:<br>
{{tab}}— Przed kilku dniami opowiadałam ci, waleczny rycerzu, o zdradzie, której moja córka padła ofiarą. Przyrzekłeś mi bronić ją i zmusić do powrócenia jej czci należnej. Dzisiaj dowiedziałem się, że zamierzasz opuścić ten zamek, i dlatego przybyłam prosić, abyś przed oddaleniem się stąd siłą oręża swego znaglił nędznego chłopa do zaślubienia mojej córki, gdyż z powodów, które już raz wymieniłam, nie mam nadziei, aby książę pan wymierzyć mi sprawiedliwość rozkazał. Oto jest wszystko, co miałam powiedzieć wam, panie rycerzu. Niech Bóg wam daje pomyślność, a nam swoją opiekę.<br>
{{tab}}Don Kiszot z godnością odpowiednią swojemu powołaniu, tak odpowiedział:<br>
{{tab}}— Szanowna damo! osusz łzy swoje i przytłum westchnienia. Lepiejby uczyniła córka twoja, gdyby nie wierzyła tak pośpiesznie przysięgom kochanków, którzy łatwo przyrzekają, lecz z trudnością dotrzymywać zwykli. Ale gdy złe już się stało, trzeba myśleć o ratunku.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1147|num=477}}Dlatego przyrzekam ci, za pozwoleniem księcia, wyszukać natychmiast uwodziciela, a jeżeli będzie tak zuchwałym, że zaprze się obietnic swoich, oddam go upokorzonego w twoje ręce, bo pierwszą powinnością mojego stanu jest karać zuchwałych, a przebaczać pokornym,, wspierać cierpiących, a niszczyć niesprawiedliwość.<br>
{{tab}}— Nie potrzebujesz szukać, panie rycerzu, wieśniaka, na którego skarży się ta dama — odpowie książę. — Ja sam ci go wynajdę i zaręczam, że wyzwanie twoje przyjmie. Nadto staraniem mojem będzie zostawić wam wolne pole i zobopólne bezpieczeństwo, wymierzając tym sposobem sprawiedliwość wedle obyczaju wszystkich książąt, którzy plac bitwy w swoich państwach dają.<br>
{{tab}}— Na takie zapewnienie waszej wysokości — odpowie Don Kiszot — zrzekam się na chwilę przywilejów szlachectwa. Czynię się równym mojemu przeciwnikowi, aby mu dać prawdo zmierzenia swej włóczni z moją. W tej chwili przeto wyzywam go jako zdrajcę i uwodziciela tej biednej panny, i oświadczam, że albo dotrzyma uczynionej jej obietnicy lub krwią zapłaci za uczynioną zniewagę.<br>
{{tab}}To mówiąc, zdjął rękawicę i rzucił ją na środek sali.<br>
{{tab}}Książę podniósł zakład, mówiąc, że przyjmuje wyzwanie w imieniu swojego wasala i naznacza {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1148|num=478}}termin walki za sześć dni, na podwórzu zamkowem, z bronią zwyczajną rycerzom: włócznią i tarczą i bez żadnych podstępów.<br>
{{tab}}— Lecz — rzecze dalej książę — przedewszystkicm trzeba wiedzieć, czy matka i córka oddają swoją sprawę pod opiekę Don Kiszota z Manszy.<br>
{{tab}}— Oddaję — rzecze stara de Rodriguez.<br>
{{tab}}— I ja także — rzecze z płaczem córka.<br>
{{tab}}Po dopełnieniu wszystkich przepisów i oznaczeniu dnia walki żalące się damy odeszły i księżniczka rozkazała odtąd uważać nie jak służące, lecz jak damy awanturnicze, szukające sprawiedliwości na jej dworze; usługiwano więc im jak cudzoziemkom, z wielkiem podziwieniem innych domowników.<br>
{{tab}}Przy końcu obiadu wszedł paź, posyłany z listami i prezentem do Teresy Pansa. Książę natychmiast rozkazał odejść dworzanom, a paź złożył w ręce księżnej dwa listy: jeden do niej, drugi do Sanszy z takim adresem: „Do mojego męża Sanszo Pansy, gubernatora wyspy Baratarya, któremu niech Bóg udziela szczęśliwego i długiego życia.“<br>
{{tab}}Księżna z niecierpliwością otworzyła swój list i przeczytała głośno, co następuje:
{{c|''List Teresy Pansa do księżnej''.|po=8px}}
{{c|Moja dobra pani!}}
{{tab}}Wielkiej doznałam radości z listu, który wasza wysokość napisała do mnie, czego sobie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1149|num=479}}najbardziej w życiu winszuję; łańcuch korali dobry jest i piękny, a ubranie myśliwskie mojego męża niezgorsze wcale. Cała wieś nasza raduje się, że, zrobiliście Sanszę gubernatorem, wielu nawet wierzyć temu nie chce. nadewszystko zaś ksiądz proboszcz, pan Mikołaj nasz cyrulik i bakałarz Samson Karasko, ale ja wiedząc, iż tak jest prawdziwie, nie dbam o niczyje przekonanie; możebym sama nie wierzyła jak drudzy, ale mnie ubiór myśliwski i korale przekonały. Wszyscy mieszkańcy wioski mają mego męża za głupca i mówią, że człowiek, co dotąd komenderował kozami tylko, nie może dobrze rządzić czem innem, lecz kim się Pan Bóg opiekuje, ten ma dobry przytułek. Przyznam się kochanej pani, że mam rezolucyę pojechać którego dnia do dworu i jeździć karetą, ażeby rozwścieklić zazdrośnych i zatkać im gęby. To też proszę pani powiedzieć mężowi memu, żeby mi przysłał dużo pieniędzy, bo u dworu wielki być musi wydatek. Jedna bułka chleba ma kosztować reala, a funt mięsa cztery sous podług taksy, a jeżeli on nie chce, żebym jechała, niech mi to prędko obwieści, bo pięty świerzbią mnie do drogi, a ludzie mówią tu jednak, że gdybym pojechała do dworu i pokaźnie wystąpiła z dziećmi, większybym splendor przynieść mogła mężowi, niż on mnie, bo jakby się pytali, kto są te panie, co karetą jadą, woźnica {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1150|num=480}}odpowiedziałby, że to żona i córka Sanszo Pansy, gubernatora wyspy Baratarya... W taki sposób mąż mój byłby wszystkim znajomy, a ja, respektowana wszędzie, nawet w samym Rzymie. Bardzo się martwię, że się tego roku żołędzie nie obrodziły, posyłam wam jednak niecałe pół korca, które uzbierałam sama. Nie moja wina, że nie są tak duże, jak jaja. Bardzo pięknie też proszę waszej wielkości nie zapomnieć pisywać do mnie, nie omieszkam też zaraz odpisywać z wiadomością o mojem zdrowiu i o wszystkiem, co się tu {{Korekta|nawsi|na wsi}} dzieje. Mój syn, Sanszo, i moja córka, Sansza, całują wasze ręce. Niech Bóg was ma w swojej opiece, moja dobra pani.<br>
{{tab}}Ta, która ma więcej ochoty widzieć was, niż pisać do was listy, wasza najprzywiązańsza sługa
{{f|align=right|prawy=15%|Teresa Pansa, żona gubernatora Sanszy.|po=8px}}
{{tab}}List ten rozweselił całe towarzystwo. Księżna zapytała Don Kiszota, czy można otworzyć list, który Teresa do Sanszy napisała. Don Kiszot sam go odpieczętowai i czytał co następuje:<br>
{{tab}}„Odebrałam twój list, z duszy ukochany Sanszo, i powiadam tobie, że o włos tylko co nie ogłupiałam z radości. Widzisz, mój synku, kiedy usłyszałam, że jesteś gubernatorem, o mało nie upadłam jak martwa, bo słyszałam jak {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1151|num=481}}mówiłeś, że od radości tak dobrze, jak i od smutku umrzeć można. Nasza mała Sansza z wielkiej uciechy miejsca sobie znaleźć nie mogła. Gdybym nie miała przed sobą ubrania, które przysłałeś, korali od księżnej na mojej szyi i listów w garści, myślałabym, że wszystko to śni mi się tylko. Bo ktoby powiedział, że pasterz kóz zostanie gubernatorem gdzieś na wyspie? Pamiętam, duszko, co mawiała nieboszczka matka moja, i miała racyę: kto długo żyje — dużo widzi; myślę, mój kochanku, że jak długo żyć będę, to dużo zobaczę rzeczy i nie uspokoję się, aż cię zobaczę dzierżawcą, albo poborcą jakim, a choć to powiadają, że takie urzędy do dyabła należą, zawsze ja myślę, że są jak woda na młyn. Księżna pani powie tobie, że mam ochotę pojechać do dworu. Rozpatrz się, czy to dobrze będzie, i daj mi poznać swoją wolę, bo pojechałabym karetą dla twojego honoru. Proboszcz, cyrulik i bakałarz, nawet i zakrystyan także, nie chcą wierzyć, że ty jesteś gubernatorem i powiadają że to wszystko jest szaleństwo, albo zaczarowanie. Samson powiada nawet, że pójdzie wybić tobie z głowy gubernatorstwo, a panu Don Kiszotowi waryacyę z mózgu, ale ja się śmieję z tego, obracając korale na palcach i myślę sobie o sukni, którą mam zrobić dla Sanszy z tego myśliwskiego ubrania. Posyłam dla księżnej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1152|num=482}}żołędzie i żałuję, że nie są ze złota. Przyślijże mi kilka sznurków pereł, jeśli je noszą na twojej wyspie. U nas tu we wsi jest wiele nowego: oto Berneca idzie za mąż za jakiegoś malarza, który maluje wszystko, co spotka; państwo z bractwa kościelnego kazali mu odmalować herby królewskie na bramach nowego miasta, chciał od nich dwa dukaty zadatku, a gdy mu dali, pracował przez osiem dni, a nie mogąc trafić do ładu, powiedział, że robota mu nie do smaku, oddał pieniądze i ożenił się. Prawda, że odtąd wziął się do sochy i codzień w polu orze. Syn Piotra, Lobo, chce iść na księdza i już nosi sutannę. Kiedy Minguilla, córeczka Minga Silwato, dowiedziała się o tem, zapozwała go do sądu, bo dał słowo, że się z nią ożeni. Oliwki przepadły w tym roku, kropli też octu nie będzie w wiosce, choćby najdrożej zapłacił. Przechodziła tędy niedawno kompania wojska. Trzy dziewczyny ze wsi pobiegły za nimi, nie chcę ich wymienić, bo może powrócą jeszcze, a nie zabraknie takich, co ożenić się z niemi zechcą. Nasza córka pracuje tęgo, codzień dwa karolusy chowa do woreczka, zbiera je sobie na suknię ślubną. Teraz, kiedy zostałeś gubernatorem, może sobie cokolwiek odpocząć. Fontanny na placu zepsuły się, a w szubienicę piorun uderzył, chciałabym, żeby tak wszędzie zrobił. Będę czekała twej odpowiedzi na mój zamysł wyjazdu do dworu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1153|num=483}}<section begin="52" />{{tab}}Niech ci Bóg daje dobre i długie życie, tak jak i mnie, bo nie chciałabym zostawić cię bezemnie na świecie.
{{f|Twoja żona Teresa Pansa.“|align=right|prawy=10%}}
{{tab}}List ten bardzo zabawił księcia i towarzystwo całe, a na domiar radości w tej samej chwili wszedł kuryer, przynosząc list Sanszy Don Kiszotowi; skoro go głośno przeczytano, zaczęto wątpić o szaleństwie gubernatora. Księżna zaniknęła się z paziem, który widział Teresę Pansa, i słuchając drobiazgowego sprawozdania z poselstw, śmiała się jak szalona. Paź oddał jej żołędzie i ser w podarunku od Teresy.<br>
{{tab}}Teraz powróćmy do Sanszy, który jest kwiatem i zwierciadłem wszystkich gubernatorów wysp.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section end="52" />
<section begin="K8" />{{c|'''Księga ósma.'''|w=160%|po=20px}}
<section end="K8" />
<section begin="X" />{{c|ROZDZIAŁ LIII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisano koniec panowania Sanszo Pansy'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Niemasz nic stałego na świecie — woła Cid Hamet, filozof mahometański. Pory roku niszczą się wzajemnie; noc następuje po dniu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1154|num=484}}i ciemność po świetle. Wszystko jest wieczną zmianą i nieustającem zniszczeniem. Tylko życie człowieka wydziera się z tego chaosu i jeżeli nie teraz, to w przyszłości nie odmienia się nigdy. Ta uwaga moralna naszego autora, zdająca się nam określać granice wieczności, ma za cel jedynie uwiadomić nas, że nastąpi koniec panowania Sanszy, rozpoczętego pod tak szczęśliwą wróżbą. Wszystko jak sen zniknęło, rozwiało się jak mgły poranne.<br>
{{tab}}Nasz gubernator, przeciw powszechnemu obyczajowi, bardziej utrudzony sprawami państwa i wydawaniem rozkazów, niż przesycony wyborową kuchnią, siódmej nocy rządów swoich położył się do łóżka i chcąc wzmocnić stargane siły, zamykał już oczy, gdy nagle usłyszał hałas straszliwy, krzyk i bicie we dzwony, jakby się wyspa zapadać miała. Usiadł na łóżku i nadstawił ucha, chcąc w różnorodnym gwarze schwytać przyczynę popłochu. Nowy odgłos trąb i bębnów, łącząc się z krzykami i dzwonów biciem, powiększył jego bojaźń i zdziwienie. Porwał się prędko i w koszuli tylko przybiegłszy do drzwi pokoju, ujrzał kilkadziesiąt osób z zapalonemi pochodniami i mieczami w ręku, krzyczących przeraźliwie: Do broni! do broni! Panie gubernatorze, nieprzyjaciele są na wyspie! Jesteśmy zgubieni, jeżeli twoje męstwo i roztropność nie ocalą nas.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1155|num=485}}{{tab}}Tak krzycząc, otoczyli gubernatora i jeden z nich wyrzekł:<br>
{{tab}}— Uzbrój się prędko wasza wysokość lub poginiemy wszyscy.<br>
{{tab}}— A to na co — odpowie Sanszo — alboż ja się znam na takich rzeczach? To należy do pana Don Kiszota z Manszy, który jednem machnięciem ręki wypędziłby wszystkich nieprzyjaciół, ale ja nic temu nie poradzę.<br>
{{tab}}— Ach, panie gubernatorze — zawołali wszyscy — chcecież więc nas opuścić w tak ciężkiej potrzebie? Przynosimy wam zaczepną i odporną broń, uzbrój się i jako wódz stań na naszem czele.<br>
{{tab}}— A więc uzbrójcie mnie! — rzecze Sanszo.<br>
{{tab}}Natychmiast włożono mu na koszulę dwie tarcze, jedne z przodu, drugą z tyłu i związano je tak mocno sznurami, że biedny nasz Sanszo nie mógł się ruszyć, ani zgiąć kolan nawet. Podano mu włócznię do ręki, na której opierać się musiał, aby idąc nie przewrócić się. Uzbroiwszy go w ten sposób, prosili, aby stanął na czele orszaku i wiódł ich na nieprzyjaciela, dodając że z takim wodzem pewni są zwycięstwa.<br>
{{tab}}— A jakżeż chcecie, u dyabła, żebym szedł — zawołał Sanszo — kiedy nie mogę zgiąć łydek między tymi dwoma stołami.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1156|num=486}}w któreście mnie przystroili; wszystko, co uczynić mogę, każę się zanieść w jaki kącik, którego bronić będę włócznią i ciałem mojem.<br>
{{tab}}— Zacznij tylko maszerować, panie gubernatorze — rzecze jeden z tłumu — to strach raczej, nie uzbrojenie przeszkadza wam poruszać się, śpieszmy, bo niebezpieczeństwo wzmaga się coraz bardziej.<br>
{{tab}}Zniewolony wyrzutami, biedny Sanszo zaczął postępować, lecz zaledwie kilka kroków uczynił, upadł jak długi na ziemię i wyglądał, jak żółw w skorupie, albo jak łódka wyciągnięta na piasek. Widząc go w tym stanie, nielitościwi żartownisie zagasili wszystkie światła i udawali, że walczą z nieprzyjacielem, a szczękając orężem i uderzając mieczami po tarczach, deptali nieszczęśliwego gubernatora, który w śmiertelnej niespokojności prosił Boga, ażeby go raczył wybawić od śmierci i od gubernatorstwa zarazem. Jedni skakali po nim, drudzy przewracali się na niego, a jakiś złośliwiec, stanąwszy mu na brzuchu, wydawał stamtąd rozkazy, krzycząc przeraźliwie: zamykajcie drzwi, zepchnąć drabiny, prędzej, podawajcie wrzącego oleju! słowem, wydawał komendę, wymieniając wszystkie narzędzia wojenne, do obrony oblężonym służące.<br>
{{tab}}Nieszczęśliwy gubernator, leżąc na ziemi, zdeptany, wpół martwy ze strachu, szeptał do siebie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1157|num=487}}{{tab}}— Oby Pan Bóg sprawił, żeby już raz zdobyto wyspę! wołałbym raczej umrzeć, niż pozostawać w tej strasznej niespokojności. — Nakoniec niebo ulitowało się nad jego cierpieniem i niespodziewanie wzniosły się okrzyki: zwycięstwo! zwycięstwo! odwagi, panie gubernatorze! nieprzyjaciel ucieka!<br>
{{tab}}— Cóż tu porabia wasza wysokość na ziemi? — zawołał jeden z żołnierzy — powstań, panie, dzielić z nami chwałę i łupy zwycięstwa.<br>
{{tab}}— Podnieścież więc mnie — zawołał żałośnie Sanszo — i gdy go postawiono na nogi: — nie zabiłem żadnego człowieka — rzecze — rozdzielcie więc łupy między siebie, ja niczego nie żądam, lecz jeśli jest pomiędzy wami jaka dusza litościwa, niechajże mi poda kubek wina i obetrze pot ze mnie, bo cały mokry jestem. Uczyniono zadość jego żądaniu i rozbroiwszy, posadzono go na łóżku, na które upadł zemdlony ze strachu i utrudzenia. Żartownisie, zdziwieni tym wypadkiem, zaczęli wyrzucać już sobie, że za daleko posunęli figiel, lecz uspokoili się wkrótce, widząc, że Sanszo przychodzi do siebie.<br>
{{tab}}Naprzód nasz giermek zapytał która godzina, a gdy mu odpowiedziano, że dzień już świtać zaczął, milcząc, zaczął się skwapliwie ubierać, co mu z {{Korekta|trudnoścą|trudnością}} przychodziło, tak dalece był utrudzony. Ubrał się, nie przemówiwszy ani {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1158|num=488}}słowa, poszedł do stajni otoczony całym orszakiem z zadziwieniem nań patrzącym, zbliżył się do osła, uściskał go i rzekł ze łzami w oczach:<br>
{{tab}}— Pójdź mój drogi synu, wierny towarzyszu i pocieszycielu w mojem nieszczęściu.
Pókiśmy razem byli, myślałem tylko o twojem pożywieniu i byłem pełen radości i spokoju. To też od czasu rozłączenia naszego, gdy wstąpiłem na drabinę ambicyi i dumy, nie miałem chwili pociechy i spoczynku.<br>
{{tab}}Osiodławszy osła i wsiadłszy nań, Sanszo obrócił się do intendenta, marszałka dworu, doktora Recio i wszystkich domowników, mówiąc:<br>
{{tab}}— Żegnam was, panowie, kaźcie otworzyć mi bramę i pozwólcie wrócić do dawnej swobody. Nie jestem stworzony na gubernatora, nie umiem bronić wyspy przeciw napastnikom. Mojem rzemiosłem jest uprawa ziemi, a nie obrona królestw i praw dyktowanie. Świętemu Piotrowi dobrze w Rzymie, a mnie w chacie mojej w dymie. To ma znaczyć: niech każdy siedzi, gdzie mu należy i nigdzie dalej nie bieży, niech strzeże swego powołania i chroni się w górę sięgania. Mnie bardziej przystał sierp do ręki, niż królewskie berło, wolę też codzień najeść się barszczu ze szperką, niż dać się zamorzyć doktorowi, który nim znajdzie dla mnie potrawę, brzuch mi pozielenieje {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1159|num=489}}z głodu. Żegnam was, panowie, raz jeszcze, powiedzcie odemnie księciu, że nagi przyszedłem na świat i nago zeń wychodzę, to ma znaczyć, że objąłem rządy bez grosza i tłómoczka i bez grosza i tłómoczka z nich wychodzę, zupełnie przeciwnie, niż wszyscy gubernatorowie. Dzień dobry i dobra noc wam, panowie! Puśćcie mnie; muszę kazać się obandażować, bo dzięki nieprzyjaciołom, którzy potratowali mnie i więcej niż sto razy przespacerowali się po mnie, mam prawie wszystkie żebra popękane.<br>
{{tab}}— Nie rób nam tej krzywdy, mości gubernatorze — rzecze Pedro Recio — zapisze ci receptę taką, że natychmiast boleści twoje ukoi, i odtąd pozwolę jeść wszystkie potrawy bez żadnego wyjątku.<br>
{{tab}}— Musztarda po obiedzie, mości doktorze — rzecze Sanszo — starego wróbla na plewę nie złapiesz, dwa razy mnie nie okpisz i prędzej czarnoksiężnikiem niż gubernatorem drugi raz zostanę. Oho! nie znacie Pansów, moi panowie; kiedy który z nich raz powie „nie“ to już nie, i sam dyabeł go nie przekona. Dalej niema gadania. Zostawmy w tej stajni te mrówcze skrzydła, co mnie na to w powietrze wyniosły, żeby jaskółki ze mnie śniadanko sobie zrobiły. Naprzód więc! Wzięli dyabli krowę, niech wezmą i cielę, nos do tabaki, do worka kłaki! Niech każda owca szuka barana, a każda pani {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1160|num=490}}niech szuka pana. Upadam do nóżek panom moim, żegnam was na zawsze, bądźcie zdrowi i trzymajcie się ciepło.<br>
{{tab}}— Panie gubernatorze — rzecze intendent — ponieważ żądasz tego koniecznie, mimo żalu, że utrącamy tak dobrego rządcę, musimy zadość uczynić twoim chęciom, ale każdy gubernator odchodząc, musi zdawać rachunek ze swej administracyi.<br>
{{tab}}— Nikt nie ma prawa żądać odemnie rachunków — przerwie Sanszo — oprócz jednego księcia, chociaż nie rozumiem, dlaczegoby człowiek, który goły wychodzi z urzędu, miał być podejrzany o łupiestwo.<br>
{{tab}}— W samej rzeczy — odpowie mu na to Pedro Recio — pan Sanszo ma słuszność, trzeba mu pozwolić odjechać. Książę z wielką radością powita go u siebie.<br>
{{tab}}Wszyscy potwierdzili zdanie doktora, ofiarując się odprowadzić Sanszę z należnymi honorami, lecz {{Korekta|eksgubernator|eks-gubernator}} żądał tylko trochę owsa dla osła i kawałka chleba z serem na drogę dla siebie, mówiąc, że na tak krótką podróż niczego więcej nie potrzebuje. Wszyscy uściskali go i on ucałowawszy ze łzami wszystkich, odjechał, zostawiając żartownisiów zdumionych dobrocią jego serca i energią w postanowieniu.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1161|num=491}}{{c|ROZDZIAŁ XLIV.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym zamykają się rzeczy, służące nie do innej, lecz do tej samej historyi.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Oboje księstwo, chcąc zabawić się, postanowili doprowadzić do skutku wyzwanie Don Kiszota, a chociaż oskarżony wieśniak we Flandryi się znajdował, dokąd wołał uciec, niż zostać zięciem damy Rodriguez, ułożyli, żeby zamiast niego, użyć lokaja Gaskończyka, Tosilos nazwanego, któremu udzielono poprzednio wszystkie instrukcye, jak ma rolę swoją odegrać.<br>
{{tab}}Książę oświadczył Don Kiszotowi, że przeciwnik jego za dwa dni przybędzie, a w oznaczonym czasie wystąpi w szranki, zarzucając kłamstwo oskarżycielce.<br>
{{tab}}Była to wielka radość dla Don Kiszota: widział on w tem sposobność okazania przed zgromadzeniem całej waleczności swojej. Pełen niecierpliwości oczekiwał oznaczonego czasu, a każdy dzień wiekiem dla niego być się zdawał. Teraz wróćmy do Sanszy i zobaczmy, co się stało z naszym {{Korekta|eksgubernatorem|eks-gubernatorem}}.<br>
{{tab}}Wędrował sobie waleczny giermek, przejęty wpół smutnemi, wpół radośnemi myślami. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1162|num=492}}Jednakże więcej go cieszyła jazda na wiernym śiwoszku, niż zasmucała utrata gubernatorstwa. Zaledwie oddalił się od swojej wyspy, miasta, czy wioski, bo nigdy nie mógł zmiarkować na dobre, co to było naprawdę, zastąpiło mu drogę sześciu pielgrzymów z klasy tych, co to śpiewając po drogach, proszą o jałmużnę. Za zbliżeniem się Sanszy otoczyli go dokoła, śpiewając w nieznanym języku wrzaskliwie jakieś pieśni. Sanszo, domyśliwszy się, że proszą o wsparcie, a będąc z natury litościwego serca, oddał im swój chleb i ser, zaklinając się, że więcej nic a nic nie posiada. Pielgrzymi, wziąwszy tę lichą jałmużnę, zaczęli krzyczeć: geld! geld!<br>
{{tab}}— Nie rozumiem was, mili bracia — rzecze Sanszo i nie wiem, czego odemnie chcecie.<br>
{{tab}}Wówczas jeden z pielgrzymów dobył woreczek z zanadrza i potrząsnął nim przed oczyma Sanszy, okazując, że był pusty. {{Korekta|Eksgubernator|Eks-gubernator}}, odgadłszy, o co rzecz chodzi, przyłożył wielki palec do nosa i rozpostarłszy w wachlarz resztę palców, przebierał nimi w powietrzu, dając znak przez to, że nie ma lub nie {{Korekta|che|chce}} dać wymaganej przez nich jałmużny. Potem uderzywszy piętami osiełka, zamierzył oddalić się, lecz nagle jeden z pielgrzymów zatrzymał go i obejmując wpół, zawołał po hiszpańsku:<br>
{{tab}}— Ach, mój Boże! cóż to ja widzę, wszak {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1163|num=493}}ci to mój przyjaciel, mój dobry sąsiad Sanszo Pansa?<br>
{{tab}}Sanszo zdziwiony, że jego nazwisko wymawiają, w milczeniu przypatrywał się pielgrzymowi, ale w żaden żywy sposób przypomnieć go sobie nie mógł. Pielgrzym, widząc zdumienie Sanszy, zawołał:<br>
{{tab}}— Jakto, mój drogi przyjacielu, nie poznajesz więc Rikota Maurytanisza, kramarza z naszej wioski?<br>
{{tab}}Sanszo przypatrzył się mu raz jeszcze, potem uściskali się serdecznie, a nasz wędrowiec nie zsiadając z osła, w swem wzruszeniu wołał:<br>
{{tab}}— A któż, u dyabła, poznałby cię, Rikocie, w tem maskaradowem ubraniu! Jakże ty śmiałeś wrócić do Hiszpanii? No, no, jak cię poznają, ciepło ci będzie.<br>
{{tab}}— Ty mnie przecież nie wydasz, Sanszo, a któżby inny mógł mnie poznać pod tem przebraniem? Ale zejdźmy z gościńca, w tym lasku towarzysze moi chcą wypocząć. Są to dzielne chłopaki! Zjesz z nami obiad, a przez ten czas opowiem ci wszystko, co mi się przytrafiło od czasu, gdy zmuszony byłem opuścić kraj z powodu tego przeklętego edyktu, o którym słyszałeś.<br>
{{tab}}To rzekłszy, pielgrzym przemówił do swych towarzyszów i wszyscy udali się do lasu, dosyć {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1164|num=494}}oddalonego od gościńca. Stanąwszy na miejscu, pielgrzymi zrzucili płaszcze i ukazali się prawie nago zupełnie. Byli to po większej części wszystko młodzi ludzie, wyjąwszy jednego Rikota, który był już sobie sporo podtuptany. Każdy z nich miał tęgi worek, naładowany mięsiwem. Zasiedli na trawie, wyładowali swoje podróżne spiżarnie, a było tam mnóstwo chleba, soli, sera, mięsa i kiełbas, moc straszna oliwek, a co najważniejsza, każdziutki wydobył wielką flaszę wina, nie wyłączając poczciwego Rikota. którego butel była podwójnej miary. Zaczęli więc zajadać pospołu, popijając należycie, a Sanszo rozrzewniony panującą wśród nich zgodą, wziął butelkę Rikota i zapominając o świeżem jeszcze swojem dostojeństwie i o receptach doktora Recio, tak się gracko zawinął, że wypróżnił ją do szczętu.<br>
{{tab}}Pielgrzymi zachwyceni byli towarzystwem Sanszy, Sanszo nawzajem w towarzystwie ich zapomniałby o Bożym świecie nawet. Ale wino działać zaczęło i zwolna sen ogarnął całe towarzystwo, prócz Sanszy i Rikota, którzy mocniejszą mając głowę, pozostali sami, a na żądanie Sanszy towarzysz jego tak zaczął opowiadać swoje przygody:<br>
{{tab}}— Wiesz dobrze, mój bracie, jak przestraszył nas rozkaz królewski, przeciw Maurom wydany. Ja widząc, że tu niema co robić, wziąłem nogi {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1165|num=495}}za pas, zostawiwszy rodzinę we wsi, a sam dalej w świat, aby gdzie przycupnąć i siedzieć sobie spokojnie. Wiedziałem bowiem, że to nieprzelewki, i znając nieprzyjazne usposobienie moich ziomków, czułem, że ten wyrok królewski nie czczą jest pogróżką, ale że się wezmą do egzekucyi, jak Pan Bóg przykazał, i mówiąc między nami, co prawda, to nie grzech, słusznie zrobili, słusznie. Cierpieć tylu nieprzyjaciół wewnątrz kraju, a to kto widział, a to istnie żmiję sobie pakować za pazuchę. Jak nas wypędzili, gdzie kto poszedł, tam poszedł, a każdemu tęskno jakoś było do Hiszpanii. W Barbaryi i Afryce krzywdzono nas i pogardzano nami. Z tęsknoty i smutku wielu naszych, co znali dobrze języki, popowracali do Hiszpanii, rzuciwszy żony i dzieci, jak gdyby ojczyzna droższą nad rodzinę być miała.<br>
{{tab}}Włóczymy się po całym kraju wszerz i wzdłuż. W każdej wiosce zarobi się cokolwiek i tego się tak naciuła, że z końcem roku każdy z naładowanym dobrze workiem wydostaje się za granicę. Co do mnie, przybyłem tu głównie, żeby wydobyć pieniądze, które przed wygnaniem jeszcze zakopałem, zabrać z sobą żonę i córkę i powrócić do Niemiec, gdzie żyć będziemy w bojaźni Bożej, bo nietylko moja żona i córka, lecz i ja sam dobrym chrześcijaninem jestem. To mnie tylko dziwi bardzo, że moja żona {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1166|num=496}}wolała udać się do Barbaryi, niż do Francyi, gdzie przecież po chrześcijańsku żyćby mogła.<br>
{{tab}}— To nie od niej zależało, przyjacielu Rikote — rzecze Sanszo. — Jan Tiopieyo, twój szwagier, zabrał ją z sobą. Lecz muszę ci powiedzieć, kochany Rikote, że napróżno będziesz szukał zakopanych pieniędzy i kosztowności, słyszeliśmy już dawniej, że szwagierek z żoną wydobyli jakieś perły i dużo pieniędzy i wywieźli je z sobą.<br>
{{tab}}— To być bardzo może — odpowie Rikote — ale to swoją drogą, bo mój skarb nie tknięty leży, za to ci ręczę; nie głupi byłem, nikomu nie powierzyłem tej jednej tajemnicy, więc jeżeli zechcesz pójść ze mną i dopomódz mi do wydobycia pieniędzy, przyrzekam ci dwieście sztuk złota, to ci zawsze trochę poprawi interesa.<br>
{{tab}}— Chętniebym ci dopomógł — odpowie Sanszo — lecz nie jestem chciwym, jakby to komu zdawać się mogło, bo gdybym lubił pieniądze, nie porzuciłbym dzisiejszego rana urzędu, na którym miałbym dom ze złotemi ścianami i w ciągu sześciu miesięcy jadałbym zupę ze srebrnej wazy. Z tego więc powodu, jak również uważając za zdradę przeciwko mojemu królowi każdą pomoc daną nieprzyjaciołom jego, nie mogę pójść z tobą, chociażbyś zamiast dwustu obiecanych sztuk złota, czterysta gotówką mi wyliczył.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1167|num=497}}{{tab}}— Jakiż to urząd rzuciłeś? — zapyta Rikote.<br>
{{tab}}— Zrzekłem się gubernatorstwa wyspy i to takiej, że na ćwierć mili wokoło podobnej nie znajdzie.<br>
{{tab}}— A gdzież jest ta wyspa?<br>
{{tab}}— Gdzie? o dwie miie stąd — odpowie Sanszo — nazywa się wyspa Baratarya.<br>
{{tab}}— Co też ty {{Korekta|plecesz|pleciesz}} — rzecze Rikote — alboż na stałym lądzie znajdują się wyspy?<br>
{{tab}}— Dlaczegóżby nie — odpowie Sanszo — powiadam ci wyraźnie, mój przyjacielu, że wczoraj jeszcze rządziłem wszechwładnie moją wyspą i rzuciłem ją jedynie dlatego, że obowiązki gubernatora narażają na wielkie niebezpieczeństwo.<br>
{{tab}}— Ileż zyskałeś z tych rządów? — {{Korekta|zypyta|zypytał}} Rikote.<br>
{{tab}}— Co? — odpowie Sanszo — jak mi Bóg miły, całego zysku dowiedziałem się tylko, że nie jestem zdatny na gubernatora i że za bogactwa, które się nabywa, rządząc krajem, płacić trzeba spokojnością, snem i apetytem nawet, bo trzeba ci wiedzieć, że na wyspach gubernatorzy to tylko jedzą, co im doktór pozwala.<br>
{{tab}}— Co to jest? do stu piorunów! — zawoła Rikote — ty chyba zwaryowałeś, mój przyjacielu? Dalibóg ci prawda! któżby tobie dał wyspę {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1168|num=498}}w zarząd? Alboż to brak zdatnych ludzi na świecie, żeby aż między chłopami szukano gubernatorów? Pójdź oto lepiej ze mną, dopomożesz mi odkopać skarb mój, dam ci dwieście sztuk złota, a to więcej warte, niż twoje, wie go tam dyabeł, jakie gubernatorstwo.<br>
{{tab}}— Powiedziałem ci już raz, że nie chcę — odpowie Sanszo — i nie chcę; {{Korekta|przyrzekłam|przyrzekam}} tylko nie zdradzić twojej tajemnicy. Bywaj zdrów, mój bracie, idź swoją drogą, a ja pójdę swoją, bo często pieniądze źle nabyte gorzej bywają użyte, a maleparta idzie do czarta.<br>
{{tab}}— Nie zatrzymuję cię więc dłużej — rzecze Rikote — powiedz mi tylko jeszcze, czy znajdowałeś się wówczas we wsi naszej, gdy szwagier wywoził stamtąd żonę i córkę moją?<br>
{{tab}}— A jakże, byłem — odpowie Sanszo — wszyscy osądzili twoją córkę za najpiękniejszą z dziewcząt w całej Hiszpanii. Biedne dziewczę z płaczem żegnało się ze swemi przyjaciółkami, prosząc wszystkich, aby modlili się za nią do Boga i Najświętszej Panny. Wszystkim aż straszno w sercu się robiło od jej pożegnań, a szczególniej też temu Pegro Gregorio, wiesz, młodemu chłopakowi, co jest najbogatszym ze wsi, a który zakochał się w niej na zabój i widać pojechał za nią, bo od tamtej pory do dziś dnia ani go widu, ani o nim słychu.<br>
{{tab}}— Masz, do dyabła! — rzecze Rikote — {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1169|num=499}}zawszem ja to sobie miarkował, że on cierpi coś do mojej córki, ale miałem w niej tyle ufności, że żartowałem sobie z nadskakiwali jego; wierz bowiem, Sanszo, że Maurytanka nie da się tak {{Korekta|tatwo|łatwo}} zaślepić miłością, żeby aż pójść za chrześcijanina, i pewnie moja córka nie wiele dbała o tego szlachcica.<br>
{{tab}}— Daj Boże — rzecze Sanszo — gdyż nic mądrego stądby nie wynikło. Bywaj zdrów, mój przyjacielu Rikocie! muszę ruszać dalej, chcę dziś jeszcze zobaczyć się z moim panem, Don Kiszotem z Manszy.<br>
{{tab}}— Więc bywaj zdrów — odpowie Rikote.<br>
{{tab}}Uściskali się serdecznie i Sanszo, wsiadłszy na osła, w dalszą pojechał drogę.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ LV.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym jest opisane to, co się zdarzyło Sanszy w czasie podróży.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Straciwszy dosyć czasu na rozmowie z Rikotem, Sanszo nie zdążył przybyć za dnia do książęcego zamku. O pół mili spotkała go noc, tak ciemna, że obawiając się jechać, postanowił zaczekać w lesie do rana, lecz zjechawszy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1170|num=500}}z drogi dla wyszukania sobie dogodnego na nocleg miejsca, wpadł w jakiś dół głęboki; już rozumiał, że w bezdenną przepaść leci, i zaczął duszę polecać Bogu, ale skończyło się na niczem. Dół był głęboki na trzy sążnie tylko i szczęśliwym trafem Sanszo nie potłukł się wcale. Obmacał się dokładnie, a widząc, że ma kości całe, zaczął szukać sposobu wydostania się na powierzchnię, lecz nie było żadnego wyjścia, a ściany dokoła były tak prostopadłe, że ani podobieństwo wdrapać się do góry. Wtem osiełek zaczął jęczeć boleśnie, spadając bowiem potłukł się srodze.<br>
{{tab}}— O mój Boże! — zawołał, słysząc to, Sanszo. — Jakież to straszne nieszczęścia spotykają ludzi na świecie! Któżby powiedział, że ten, który wczoraj jeszcze siedząc na tronie, rządził wyspą, dzisiaj będzie leżał w dole bez pomocy sług i wasali. Trzebaż, kochany mój burku, abyśmy tu umarli z głodu! Jednemu szczęście, drugiemu niedola na tym świecie, mój kochany synku, i my pewnie nie będziemy tak szczęśliwi, jak jego wielmożność Don Kiszot, kiedy wstąpił do Montesinosa groty; on znalazł tam stół nakryty, podejmowano go jak we własnym domu, dano mu łóżko, na którem miał sny najprzyjemniejsze; a ja cóż znajdę tutaj, chyba węże i żaby? Dokądże zawiodła mnie nieubłagana fatalność? gdybyśmy chociaż umarli {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1171|num=501}}w naszej wiosce na łonie przyjaciół, zamkniętoby nam oczy i pogrzebano uczciwie. O mój synku! drogi towarzyszu moich wypraw, jakże źle wynagrodzono twoje usługi! Lecz nie miej żalu do mnie, bo dalibóg, nie moja w tem wina. Błagaj losu z całego serca swego, aby nas wybawił z tej jaskini, a zobaczysz, jak serdecznie wdzięczny ci będę.<br>
{{tab}}Sanszo narzekał w ten sposób, lecz osieł słuchał go, nie odpowiadając ani słowa, tak dalece biedne zwierzę znękane było swoim upadkiem.<br>
{{tab}}Gdy dzień nadszedł, Sanszo przekonawszy się, że bez obcej pomocy niepodobna wyjść z dołu, zaczął narzekać żałośnie i krzyczeć ze wszystkich sił, przyzywając pomocy; widząc jednak, że woła napróżno, uwierzył w niechybną zgubę i śmiertelnie martwił się, patrząc na swego osła, który, zwiesiwszy uszy, leżał z miną najposępniejszą. Napróżno usiłował podnieść go, dobywając wreszcie kawał chleba z tłómoczka, podał mu, mówiąc:<br>
{{tab}}— Masz, moje dziecko, z chlebem wszystkie bóle są dobre.<br>
{{tab}}Gdy biedny giermek ze śmiertelną niespokojnością spoglądał na wszystkie strony, szukając ratunku, spostrzegł na dnie dołu otwór na grubość ciała ludzkiego. Na czworakach wsunął się do dziury i zobaczył, że przestrzeń {{pp|rozsze|rzała}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1172|num=502}}{{pk|rozsze|rzała}} się coraz bardziej, niknąć w oddaleniu i ciemności. Po takiem odkryciu powrócił do dołu i rozszerzywszy otwór ostrymi kamieniami, przeprowadził przezeń swojego burka do odkrytej piwnicy. Tu zaczaj postępować w ciemności. Niekiedy okazywało mu się niepewne światło, a widok ten strachem go przejmował.<br>
{{tab}}— Mój Boże! — rzecze — czemuż ja nie mam choć troszkę odwagi; gdyby mój pan był w tem położeniu, cieszyłby się, nazywając to najpiękniejszą rycerską awanturą, a ja nędzny boję się co chwila, żeby się ziemia nademną nie zapadła.<br>
{{tab}}Tak narzekając, przeszedłszy z pół mili, zobaczył wreszcie zupełne światło i powziął nadzieję, że zdrów i cały na świat powróci.<br>
{{tab}}Tu Benegely zostawia Sanszę, by wrócić do Don {{Korekta|Kiszota. —|Kiszota.}}<br>
{{tab}}Nasz dzielny rycerz z radością i niecierpliwie oczekiwał nadejścia. chwili, w której z orężem w ręku pomści niesławę córki szanownej Rodriguez. To harcował na Rosynancie, chcąc go w zapale utrzymać, to ostrzył broń i czyścił zbroję, aby wszystko mieć w pogotowiu, gdy stanowcza nadejdzie godzina.<br>
{{tab}}Pewnego dnia wyjechawszy zrana, gdy zawracał koniem, chcąc go usposobić do zwrotów wojennych, Rosynant stanął przedniemi nogami nad samym brzegiem piwnicy i gdyby nie siła {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1173|num=503}}jeźdźca, który mocno ściągnąwszy wędzidło, na miejscu go osadził, wpadliby w dół obadwa. Uniknąwszy niebezpieczeństwa, zbliżył się z niecierpliwością zobaczyć, coby to było. Nagle z głębi jaskini dał się słyszeć głos w te słowa przemawiający:<br>
{{tab}}— Niestety! czyż nie znajdzie się jaka pobożna dusza, albo rycerz litościwy, któryby zmiłował się nad nieszczęsnym grzesznikiem, pogrzebanym za życia, nad biednym rządcą wyspy, który rządzić sobą nie umiał!<br>
{{tab}}Zdawało się Don Kiszotowi, że poznaje głos Sanszy, i aby upewnić się o tem, krzyknął z całej siły:<br>
{{tab}}— Kto tam się skarży w tym dole?<br>
{{tab}}— A któżby — odpowiedziano — jeśli nie nieszczęśliwy Sanszo Pansa, którego Bóg za grzechy gubernatorstwem na wyspie Baratarya ukarał? To biedny Sanszo, niegdyś giermek sławnego rycerza Don Kiszota z Manszy.<br>
{{tab}}Te słowa podwoiły zadziwienie Don Kiszota i natchnęły go przekonaniem, że Sanszo po śmierci odprawia tu pokutę.<br>
{{tab}}— Zaklinam cię — krzyknął — przez wszystkie moce niebieskie, powiedz mi, kto jesteś, jeżeliś duszą pokutującą, powiedz czego żądasz, a przyniosę ci ulgę.<br>
{{tab}}— To pan jesteś zapewne jego wielmożność Don Kiszot z Manszy — odpowiedziano z jaskini — po głosie was poznałem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1174|num=504}}{{tab}}— Tak! jestem Don Kiszot — odpowie rycerz — ten sam, którego obowiązkiem jest wspierać żywych i umarłych, ty raczej powiedz mi, kto jesteś, i jeżeli zowiesz się Sanszo, mój giermek, jeżeli umarłeś, a w mocy szatana nie jesteś, lecz ręką litościwego Boga do {{Korekta|czyśca|czyśćca}} wtrącony zostałeś, powiedz mi, kościół nasz ma środki wybawić cię z podobnej niedoli.<br>
{{tab}}— Przysięgam na wszystko, co chcecie — odpowiedział niecierpliwie głos z dołu — że jestem Sanszo Pansa, giermek pański, że dotąd jeszcze od urodzenia nie umarłem ani razu. Jest tu właśnie ze mną mój osieł, który poświadcza tożsamość mojej osoby.<br>
{{tab}}Zdawało się, że osieł, usłyszawszy Sanszę, chciał zaświadczyć prawdziwość słów jego, gdyż zaczął beczeć tak silnie, że aż się dokoła rozlegało.<br>
{{tab}}— Nie potrzebuję innego świadka — odpowie Don Kiszot — ty jesteś Sanszo — zaczekaj chwilę, mój przyjacielu — pojadę do zamku i przyprowadzę z sobą ludzi, którzy was natychmiast z dołu wyciągną.<br>
{{tab}}— Jedż pan prędko, kochany panie — rzecze Sanszo — a wracaj jeszcze prędzej, bo jestem w rozpaczy, widząc się pogrzebanym za życia.<br>
{{tab}}Don Kiszot pojechał opowiedzieć przypadek biednego Sanszy księciu i księżnie, którzy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1175|num=505}}znali dobrze tę jaskinię, lecz zdziwili się bardzo, że nie odebrali wiadomości o zrzeczeniu się gubernatorstwa przez Sanszę. Udano się spiesznie z postronkami i drabinami i z pomocą wielu ludzi wydobyto Sanszę i burka, uszczęśliwionych widokiem światła bożego.<br>
{{tab}}Jakiś młody student, obecny temu wypadkowi, widząc Sanszę, rzekł:<br>
{{tab}}— Byłoby wybornie, gdyby źli gubernatorowie opuszczali swoje rządy w takim stanie, jak ten nieszczęśliwy, który wyłazi z jaskini blady, umierający z głodu i, jak mi się zdaje, z pustą kieszenią.<br>
{{tab}}— Panie obmówco — rzecze Sanszo — od ośmiu dni jak objąłem rządy wyspy, ani razu się nie najadłem. Prześladowany przez doktorów, zdeptany nogami nieprzyjaciół, nie zabrawszy nic nikomu, nie zasługuję, żebym wychodził przez otwór ten do bramy piekielnej. Ale chłop strzela, a Pan Bóg kule nosi, trzeba przyjąć, co przychodzi, nikt sam sobie rad nie szkodzi. Nie trza mówić, że to zrobię, bo się nie wie, czy podrapie, czy poskrobie. Często chwycisz powróz zamiast kiełbasy, a mierzwę zamiast okrasy, ale dość na tem, Pan Bóg mnie zna i moje sumienie.<br>
{{tab}}— Nie gniewaj się, przyjacielu — rzecze Don Kiszot — niech mówią, co chcą, byłeś miał czyste sumienie. Jeżeli gubernator jest {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1176|num=506}}bogaty, powiadają, że kradł, jeżeli biedny, powiedzą, że głupiec i marnotrawca.<br>
{{tab}}— Och, teraz mogą śmiało powiedzieć, żem głupiec, a będą mieli słuszność.<br>
{{tab}}Tak mówiąc, otoczeni tłumem, przybyli do zamku. Książę i księżna oczekiwali ich w galeryi. Sanszo, zaprowadziwszy osiełka do stajni, przywitał oboje księstwo i rzekł, ugiąwszy kolano:<br>
{{tab}}— Byłem gubernatorem wyspy Baratarya, z rozkazu waszych wysokości wszedłem tam, nic nie mając i takim wychodzę. Rozpoznałem sprawy, osądziłem procesy i umierałem z głodu ustawicznie, dzięki doktorowi Pedro Recio, mordercy wyspy i gubernatorów. Ubiegłej noce nieprzyjaciele napadli na miasto i wygniótłszy nas tęgo, uciekli sami, nie wiedząc przed kim. Rozmyśliłem się wreszcie, że ciężar rządu za ciężki jest na moje siły i że nie jestem z tego drzewa, z którego robią gubernatorów. Otóż pierwej niż rządy mnie, ja wolę rządy porzucić, i wczoraj rano, zostawiwszy wyspę w tym stanie, w jakim ją znalazłem, nie pożyczywszy pieniędzy od nikogo, w towarzystwie mego osła wyjechałem sobie. Wpadliśmy obadwa w dół, ucierpiawszy nieco po całonocnym pochodzie, dopiero tego poranku przy pomocy pana Don Kiszota, światło dzienne oglądam Odtąd przysięgam waszym wysokościom, że {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1177|num=507}}nietylko jedną wyspą, ale i światem całym rządzić nie chcę, dlatego całując nogi waszych wysokości, powrócę za pozwoleniem waszem w służbę do jego wielmożności Don Kiszota, u którego przynajmniej mam kawał chluba, a dla mnie wszystko jedno, co zjem, abym głodny nic był.<br>
{{tab}}Sanszo skończył swoją perorę, z wielką pociechą Don Kiszota, który obawiał się usłyszeć mnóstwo głupstw i przysłów. Książę uściskał serdecznie Sansze, mówiąc, że jakkolwiek nieprzyjemnie mu jest, że tak dobry gubernator porzucił swój urząd, przecież znajdzie mu w swojem państwie inne miejsce, więcej korzyści, a mniej trudu przynoszące. Księżna uściskała go również i kazała nakarmić go doskonale, czem uszczęśliwiony Sanszo oświadczył grzecznie, że więcej sobie ceni łaski jej wysokości, niż gubernatorstwo wszystkich wysp i trony całego świata.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ LVI.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''W którym opisana jest straszna i niesłychana walka, jaką stoczył Don Kiszot z pokojowcem Tosilos w obronie córki pani Rodriguez.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Książę księżna nie żałowali psot, wyrządzonych Sanszy w danych mu na żarty przez {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1178|num=508}}siebie rządach, tem więcej, gdy tego samego dnia marszałek powróciwszy, opowiedział im co do joty wszystkie słowa i postępki Sanszy w ciągu tych kilku dni. Opisał im w końcu szturm do wyspy, przestrach Sanszy i ucieczkę jego, co wszystko wielce ich zabawiło.<br>
{{tab}}Dalej historya opiewa, że dzień walki nadszedł. Książę pokilkakrotne dawał pokojowcowi swemu, Tosilosowi, instrukcye, jak ma sobie począć, by zwyciężył Don Kiszota, ale mu szwanku nie zadał ciężkiego, ani też zabił. Rozkazał, aby żelezce zdjęto z włóczni, przekonawszy Don Kiszota, iż miłosierdzie chrześcijańskie. którego praktyką zawsze się chełpił, nie pozwala, aby walka toczyła się na śmierć i życie i że i tak wiele czyni, kiedy im pozwala potykać się na ziemi swojej, pomimo zakazu, przez koncylium trydenckie wydanego przeciw podobnym pojedynkom. Don Kiszot odpowiedział, że pozostawia całkowicie jego książęcej mości urządzenie pojedynku i że będzie mu we wszystkiem posłuszny.<br>
{{tab}}Książę kazał wznieść przed tarasem zamkowym trybunę, w której zasiąść mieli sędziowie walki i powódki sprawy, to jest matka z córką. Kiedy dzień straszny nadszedł, mnóstwo ludzi ze wsi i folwarków okolicznych przybiegło, aby być świadkami spotkania, bo nigdy dotąd najstarsi ludzie w tym kraju, ani ci nawet, co już pomarli, o podobnym boju nie słyszeli.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1179|num=509}}{{tab}}Pierwszy wstąpił w obręb szranek mistrz ceremonii; obszedł i obejrzał cały plac boju, aby nie było żadnego podstępu, żadnej przeszkody ukrytej, o którą możnaby zawadzić i upaść. Potem przybyła dama i córka; zasiadłszy na wyznaczonem dla siebie miejscu, zakwefione aż po szyję, z wielką w postawie pokorą. Don Kiszot stał już w szrankach. Wkrótce później ujrzano przybywającego od strony tarasu ogromnego Tosilosa na dzielnym rumaku, pod którego kopytami ziemia tętniała, z przyłbicą zapuszczoną, wyprężonego na siodle, okrytego zbroją ciężką i świecącą; towarzyszyło mu kilku trębaczy. Koń był fryzyjski, szerokopiersisty, maści ślicznej, jabłkowatej. Dzielny zapaśnik dobrze przez księcia został wyuczony, jak ma postępować względem walecznego Don Kiszota z Manszy. Przedewszystkiem miał sobie zalecone nie dobijać go; przeciwnie nawet unikać pierwszego uderzenia, aby uchronić zapalczywego rycerza od nieuchronnej śmierci, gdyby wprost wpadł sam na cios. Tosilos objechał wkoło szranki, a stanąwszy przed damami, przyglądał się czas niejaki tej, która go na męża żądała.<br>
{{tab}}Marszałek wezwał Don Kiszota, który się już stawił na placu i wobec Tosilosa zapytał dam, czy się zgadzają, aby Don Kiszot sprawę ich wziął na siebie. Odpowiedziały, że zgadzają się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1180|num=510}}i że wszystko, co w tej mierze uczyni, uważać będą za ważne, dobre i prawne. W tej chwili księstwo ichmość zasiedli na galeryi ponad szrankami, które otaczały tłumy ludu, przybyłe dla przyjrzenia się po raz pierwszy tak krwawej bitwie. Warunkiem głównym było, iż gdy Don Kiszot odniesie zwycięstwo, przeciwnik jego musi się ożenić z córką damy Rodriguez; jeżeliby zaś sam zwyciężonym został, to tamten zwolnionym będzie ze swego słowa i niezobowiązanym do żadnej więcej odpowiedzialności.<br>
{{tab}}Mistrz bez ceremonii rozdzielił między zapaśników plac boju i słońce i każdego z nich postawił na właściwem miejscu. Uderzono w bębny, powietrze zagrzmiało hukiem trąb, ziemia się zatrzęsła pod kopytami końskiemi, a w ciekawym tłumie, oczekującym szczęśliwego lub nieszczęśliwego końca walki, serca zadrżały obawą i nadzieją. Nareszcie Don Kiszot, z głębi duszy poleciwszy się Panu Bogu i pani swej, Dulcynei z Toboso, wyglądał tylko, aby dano znak rozpoczęcia boju. Pokojowiec zaś nasz wcale co innego miał w głowie i przemyśliwał jedynie nad tem, co zaraz opowiemy. Zdaje się, iż kiedy stanął przed nieprzyjaciółką swoją i zaczął jej się przyglądać, wydała mu się tak piękną, jak żadna kobieta w życiu, a dzieciak ów z zawiązanemi oczyma, którego pospolicie miłością nazywają, nie chcąc stracić {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1181|num=511}}szczęśliwej sposobności odniesienia tryumfu nad przedpokojową duszą, zaczaił się cicho, wymierzył w lewy bok pokojowca dwułokciową strzałę i przeszył mu serce na wylot. Kiedy więc dano znak rozpoczęcia boju, pokojowiec nasz bujał w zachwycie, nieprzytomny, owładnięty powabami tej, która się stała panią jego woli. Nie dosłyszał odgłosu trąby bojowej, a Don Kiszot, zaledwie pierwszy jej dźwięk doszedł uszu jego, wypuścił rumaka i natarł z całą gwałtownością rozpędu, na jaki Rosynant był w stanie się zdobyć. Poczciwy jego giermek, Sanszo, widząc wypuszczającego się pana, z całego gardła zawołał:
— Kwiecie i chlubo błędnych rycerzy! niech cię Bóg prowadzi! niech ci da zwycięstwo, kiedy sprawiedliwość jest za tobą!<br>
{{tab}}Tosilos choć widział, że Don Kiszot wali na niego, ani się ruszył z miejsca i z całej siły wołał tylko na marszałka, do którego gdy przybiegł doń, tak przemówił:<br>
{{tab}}— Mości panie! wszakże ta walka toczy się o to, czy ja mam żenić się z tą damą, czy nie?<br>
{{tab}}— Tak jest — odpowiedziano mu.<br>
{{tab}}— A więc — mówił dalej pokojowiec — boję się wyrzutów sumienia, a obciążyłbym je bardzo, gdybym do tej walki stanął. Oświadczani przeto, że się uznaję za zwyciężonego i gotów jestem żenić się z tą damą natychmiast.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1182|num=512}}{{tab}}Marszałek zdziwił się niezmiernie, słysząc to, bo był przypuszczony do całej tajemnicy i nie wiedział, co mu ma odpowiedzieć. Don Kiszot zaś widząc, że przeciwnik nie rusza się z miejsca, wstrzymał konia i stanął w samym środku. Książę nie wiedział, z jakiego powodu walka wstrzymaną została, dopiero aż marszałek doniósł mu co zaszło, zdziwił się niezmiernie i wpadł w wielki gniew.<br>
{{tab}}Kiedy to się działo, Fosilos zbliżył się do estrady, gdzie siedziała dama Rodriguez, i głośno do niej przemówił:<br>
{{tab}}— Gotów jestem, pani, żenić się z twoją córką i nie chcę drogą sporów i procesów zdobywać sobie tego, co otrzymać mogę spokojnie i na śmierć się nie narażając.<br>
{{tab}}Waleczny Don Kiszot usłyszał te wyrazy i tak na nie odpowiedział:<br>
{{tab}}— Jeżeli tak, a więc ja wolny jestem i zwolniony z obietnicy mojej, niechże się pobiorą, tego tylko pragnę, a kiedy Pan Bóg mu ją daje, niechże święty Piotr mu ją błogosławi.<br>
{{tab}}Książę tymczasem zszedł na taras zamkowy i zbliżywszy się do Tosilosa, zapytał go.<br>
{{tab}}— Czy to prawda, rycerzu, że uznałeś się za zwyciężonego i że naglony wyrzutami sumienia, oświadczyłeś się z chęcią zaślubienia tej dziewicy?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1183|num=513}}{{tab}}— Tak jest, książę — odpowiedział Tosilos.<br>
{{tab}}— I dobrze zrobił — wtrącił Sanszo — bo się zjeść w kaszy nie dał i swojego dopiął.<br>
{{tab}}Tosilos wziął się prędko do rozwiązywania podpinek przyłbicy i prosił, ażeby mu jak najspieszniej w tem dopomożono, gdyż tchu mu brakowało w tem ciasnem więzieniu. Zdjęto mu szyszak co prędzej i twarz jego przedpokojowa na jaw się ukazała. Dama Rodriguez i córka jej spostrzegłszy to, przeraźliwie krzyknęły.<br>
{{tab}}— To jakieś oszukaństwo! tak, tak! oszukaństwo nikczemne! Podstawiono Tosilosa, pokojowca księcia pana, w miejsce czcigodnego małżonka. W imieniu Boga i króla domagam się sprawiedliwości za podstęp, że nie powiem oszustwo tak niecne.<br>
{{tab}}— Nie martwcie się, panie — zawołał Don Kiszot — to nie podstęp, ani oszustwo, to czarownicy mnie tak prześladują i przez zazdrość sławy, którą pozyskać miałem tein zwycięstwem, twarz małżonka pani zamienili na twarz człowieka, którego pokojowcem księcia mianujecie. Posłuchaj pani rady mojej i na złość wrogom moim i ich podstępowi, oddaj mu pani rękę swoją, bo bez żadnej wątpliwości jest to ten sam, któregoś życzyła sobie na męża.<br>
{{tab}}Książę, słysząc to, pomimo gniewu, ledwie nie parsknął od śmiechu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1184|num=514}}{{tab}}— Tak nadzwyczajne rzeczy wydarzają się rycerzowi Don Kiszotowi — rzekł — że gotówem uwierzyć, iż ten pokojowiec mój nie jest moim pokojowcem. Ale użyjmy także podstępu i zróbmy próbę: odłóżmy małżeństwo na dwa tygodnie, a tego człowieka weźmy pod zamknięcie. Przez ten czas wróci może do właściwej swej postaci, bo złość czarowników przeciw wielkiemu rycerzowi Manszy nie może trwać ciągle, zwłaszcza, gdy się przekonają, że wszystkie ich usiłowania i psoty na nic się nie zdały.<br>
{{tab}}— O! ba! mości książę — odezwie się Sanszo — te szatany czarowniki, to upartsze od wszystkich dyabłów i nie wychodzą tak na sucho z moim panem, lecz ciągle mu figle płatają, ani się od nich opędzisz; niedawno, niech ich jasności ogarną! zamienili rycerza zwierciadlanego, którego pan mój pokonał, w bakałarza Karasko z naszej wsi, największego jego przyjaciela, a z naszej pani Dulcynei żebyście wiedzieli co zrobili, prostą chłopkę, jak Pan Bóg przykazał, tylko że jeszcze była szpetniejsza, niż wszystkie, a śmierdziała jak dyabeł i jak mi Bóg miły, bodajem skłamał, jeżeli ten lokaj nie jest lokajem najprawdziwszym.<br>
{{tab}}— Niech sobie będzie co chce — odezwie się córka Rodriguez — wolę być żoną pokojowca, niż czyjąbądź metresą.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1185|num=515}}{{tab}}Wszystko to nic nie pomogło, Tosilosa bowiem do ciupy wpakowano, a Don Kiszota ogłoszono zwycięzcą; widzowie rozeszli się bardzo zmartwieni, że nie widzieli zapaśników siekających się na kawałki; motłoch zawsze wpada w rozpacz, kiedy ułaskawienie przyjdzie dla tego, którego spodziewał się widzieć na szubienicy. Książę, księżna i zwycięski Don Kiszot wrócili do zamku; Tosilosa wrzucono do więzienia, a damy Rodriguez cieszyły się, że jakimbądź sposobem zaspokojone zostały w żądaniu, sądząc, że ta awantura skończyć się inaczej nie może, jak tylko małżeństwem, czego przedewszystkiem pragnęły, równie jak i Tosilos.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ LVII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Jak Don Kiszot pożegnał się z księciem i co mu się przytrafiło z dobrotliwą a skrytą Altisidorą, panną księżnej.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Don Kiszot postanowił nareszcie, odjechać z zamku. Bezczynny ten sposób życia wydał mu się wcale niegodnym i nieodpowiednim zawodem błędnego rycerza i obawiał się, że musi zdać kiedyś Bogu rachunek za czas, bez pożytku dla cierpiącej ludzkości, strawiony. Oznajmiwszy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1186|num=516}}więc ten zamiar dostojnemu gospodarstwu, ośmielił się pożegnać księcia i jego małżonkę. Nie bez wahania i przykrości zezwalał książę na odjazd rycerza, ale nareszcie dał się przekonać i nadmienił, że gdy tego koniecznie potrzebuje, dłużej zatrzymywać go nie będzie. Księżna oddała Sanszowi list od żony.<br>
{{tab}}— Czy ja mogłem przypuścić kiedy — zawołał Sanszo ze łzą w oku, po przeczytaniu tego listu — ażeby wszystkie nadzieje i zamiar żony mojej, Teresy, skoro się o wielkorządztwie dowiedziała, jak dym się rozwiały i że znów będę musiał tłuc się z panem po świecie, jak Marek po piekle, za jakiemiś tak marnemi przygodami! W tem człeku przynajmniej pociecha, że Teresisko nie zapomniało przysłać księżnie żołędzi. Gniewałbym się na nią, gdyby była postąpiła inaczej. No i ten podarunek, to nie żadne zdzierstwo, ani kontrybucya, bo już byłem wielkorządcą, kiedy go przysłała. Czem chata bogata, tem rada, dobrze jest wdzięczność choćby najmniejszym darkiem okazać. Goły doszedłem do wielkorządztwa, goły opuszczam tę władzę i z czystem sumieniem powiedzieć mogę: gołym się rodziłem, gołym pozostałem, choć nic nic zyskałem, niewiele straciłem.<br>
{{tab}}Tak prawił do siebie Sanszo w dzień odjazdu. Don Kiszot, pożegnawszy się wieczorem z księciem i księżną, zjawił się nazajutrz {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1187|num=517}}uzbrojony na podwórcu zanikowym. Pełno ludzi przyglądało mu się z krużganków, nawet książę i księżna chcieli go jeszcze raz przed odjazdem zobaczyć. Sanszo z mantelzakiem i prowiantem siedział na ośle najszczęśliwszy pod słońcem, bo marszałek księcia wścibił mu w rękę kieskę z dwustu talarami złotem, na koszta podróży, o czem Don Kiszot jeszcze nie wiedział. Skoro tak wszystkich oczy zwracały się na rycerza, nagle z orszaku dam i panien księżnej dał się słyszeć płaczliwy głos Altisidory, która następne doń powiedziała słowa:
<poem>{{f|w=90%|Słuchaj, złośliwy rycerzu!
Powstrzymaj lejce na chwilę
I nie krwaw wychudłych boków
Kierowanego źle konia.
Spojrzyj, o zdrajco przeklęty,
Nie jestem wąż jadowity,
Lecz jestem słodkie jagniątko,
Co kiedyś owieczką będzie.
Tyś igrał, straszny potworze,
Z sercem najpiękniejszej damy,
Jakiej Dyana na górach,
A Wenus w lasach swych nie ma.
{{tab}}Srogi Wizeno, zbiegły Eneaszu!
{{tab}}Niech ci okrutny Barabasz
{{tab}}Towarzyszy w drodze twej.
Ty unosisz, o srogości!
W zaciśniętych swoich dłoniach
Kornej kochanki wnętrzności,
Co ci czule serce dała.|po=20px}}</poem> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1188|num=518}}<poem>{{f|w=90%|Unosisz trzy nocne chustki
I podwiązkę z mojej łydki,
Tak gładkiej i takiej białej,
Jak Cybelińskie marmury.
Pwa tysiące westchnień bierzesz,
Których płomień gorejący
Zżegłby dwa tysiące Trojan,
Gdyby Trojan było tylu.
{{tab}}Srogi Wizeno, zbiegły Eneaszu!
{{tab}}Niech ci okrutny Barabasz
{{tab}}Towarzyszy w drodze twej.
Oby Sanszo, ten twój giermek,
Serce swe w kamień zamienił,
I nie bijać się rózgami,
Nie wybawił Dulcynei.
Oby ta smutna kochanka
Pokutowała z twej winy,
Bo wszakże i w moim kraju
Niewinni za winnych cierpią.
Oby twoje awantury
Zmieniły się, w burdy śmieszne,
Niech radość twoja w snach ginie,
Wierność w zapomnieniu zniknie.
{{tab}}Srogi Wizeno, zbiegły Eneauszu!
{{tab}}Niech ci okrutny Barabasz
{{tab}}Towarzyszy w drodze twej.
Niech słyniesz zdrajcy imieniem
Od Sewilli do Marcheny,
Od Grenady aż do Loja
I z Anglii aż do Londynu.
Gdy zagrasz w rumel pikietę,
Niech króle od ciebie stronią
I niech z kart twoich znikają
Wszystkie asy i siódemki.|po=12px}}</poem> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1189|num=519}}<poem>{{f|w=90%|Gdy skaleczysz sobie palec,
Niech krew potokiem popłynie,
A gdy zęby wyrwiesz sobie,
Niechaj ci pieńki zostaną.
{{tab}}Srogi Wizeuo, zbiegły Eneaszu!
{{tab}}Niech ci okrutny Barabasz
{{tab}}Towarzyszy w drodze twej.}}</poem>
{{tab}}Kiedy tak piękna Altisidora bolesne rozwodziła żale, Don Kiszot ciągle na nią patrzył i uważnie jej słuchał, ale zamiast jej odpowiedzieć, odwrócił się do Sansza, zapytując go:<br>
{{tab}}— Przyjacielu Sanszo, powiedz prawdę, czy nie zabrałeś przypadkiem trzech czepków nocnych i podwiązek, o których ta rozkochana dziewica wspomina?<br>
{{tab}}— Trzy czepki mam — odrzekł Sanszo — ale o podwiązkach nic a nic nie wiem.<br>
{{tab}}Księżna, której o tem nie uprzedzono, bardzo się zdumiała nad zbytnią śmiałością Altisidory, bo chociaż wiedziała, że to wesoła figlarna dzieweczka, ale nie przypuszczała nigdy, ażeby aż do takiego stopnia. Księciu ten żart bardzo się podobał.<br>
{{tab}}— Istotnie, mości rycerzu — rzekł do Don Kiszota — niebardzo to właściwy postępek, doznawszy tak gościnnego przyjęcia w zamku moim. Ten rodzaj odwagi nie zgadza się zupełnie z owem męstwem rycerskiem, które ci głos publiczny przyznaje. Zwróć waszeć {{pp|pod|wiązki}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1190|num=520}}{{pk|pod|wiązki}} tej pannie, bo jak nie, to się rozprawimy z sobą i w tej chwili wyzywam waszmość, nie obawiając się żadnych przemian czarnoksięskich.<br>
{{tab}}— Niech Bóg uchowa — odparł Don Kiszot — ażebym ja miał wydobywać miecz przeciw waszej najoświeceńszej osobie, co mnie tylu dowodami łaskawości obsypać raczyła! Czepki nocne, ponieważ Sanszo je ma, oddamy tej pannie, co zaś do podwiązek, ani ja, ani on, nic o nich nie wiemy. Niech ta piękna dama poszuka w toalecie swojej, pewnie je znajdzie. Mości książę, nie jestem oszustem i za szlachetną mam duszę, ażebym kiedykolwiek mógł nim zostać. Do niecnego podejrzenia tego pobudziła tę dziewicę uraza rozkochanego serca, którego nie myślałem rozpłomieniać, więc nie mam jej za co przepraszać, ani też waszej książęcej mości, błagam tylko, ażebyś książę pan miał lepsze o mnie wyobrażenie i pozwolił mi w dalszą puścić się drogę.<br>
{{tab}}— Puszczaj się, mości rycerzu Don Kiszocie z Manszy — rzekła księżna — oby nas zawsze dochodzić mogły wieści o wielkich waszych czynach! jedź, jedź, obecność twoja nie może być lekarstwem na rany, które miłość tym pannom zadała, co zaś do tej, potrafię ją tak wyleczyć, że nie będzie śmiała mówić nadal impertynencyi.<br>
{{tab}}— O mężny rycerzu! — zawołała Altisidora {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1191|num=521}}— błagam cię, racz mnie jeszcze wysłuchać. Przepraszam cię, żem cię obwiniła o przywłaszczenie sobie podwiązek moich, zwracam ci cześć, bo mam je właśnie na sobie. Ale ja jestem tak roztrzepana, jak ta, co to szuka osła, siedząc na nim.<br>
{{tab}}— A co? — rzekł Sanszo. — Do mnie to, do mnie powinni się udać, skoro idzie o jaki figielek; to sobie oszusta wybrali! Do dyaska! gdybym chciał kraść, czyż nie miałem sposobności na mojem wielkorządztwie?<br>
{{tab}}Don Kiszot, oddawszy nizki ukłon księciu, księżnej i wszystkim przytomnym, spiął Rosynanta i wyjechał z zamku drogą do Saragossy.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ LVIII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Jako tyle przygód Don Kiszota spotkało, że nie wiedział, od której zacząć.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Don Kiszot, harcując na czystem polu i pozbywszy się natarczywości Altisidory, uczuł się w swoim żywiole. W sercu zrodził mu się nowy zapał do szukania przygód i poświęcenia się zawodowi błędnego rycerza.<br>
{{tab}}— Swoboda — rzekł do Sansza — jest największym darem, jaki niebo ziemi dać mogło, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1192|num=522}}wszystkie skarby, w łonie ziemi będące, wszystkie bogactwa, które morze w niezgłębionych przepaściach ukrywa, nie dadzą się z nią porównać. Zarówno się życie dla swobody, jak dla czci naraża, a niewola jest najsroższą niedolą. Byłeś naocznym świadkiem, przyjacielu Sanszo, wytwornego życia w tym zamku. Obfitość tam wszystkiego, przyjemności niezwykłe, a jednak co do mnie, przyznam ci się, że wśród tych uczt wystawnych, spożywając te wykwintne potrawy i napoje, zdawało mi się, że mi głód dokucza. Ta obfitość wszystkiego wydawała mi się niedostatkiem, wszystkie te obfite mięsiwa gorzko mi smakowały, niespokojnie mi było na miękkiej pościeli; dbanie o rozkosz zawsze i wszędzie zdało mi się nareszcie nieznośne. Bądź co bądź, nie używałem tego wszystkiego swobodnie, bo to nie moje było, a obowiązek pamiętania o tem, że ktoś nam dobrodziejstwo wyświadcza, jest to pęto z tysiąca węzłów złożone, które nigdy duszy swobody nie daje. Szczęśliwy ten, co mu niebo zsyła żywność i co za nią samemu tylko niebu wdzięcznym być powinien.<br>
{{tab}}— Prawda to, panie — wtrącił Sanszo — ale jednak nie można nie być obowiązanym za dwieście talarów złotych, które mi dał marszałek j. o. księcia, a które tu umieściłem w kiesce na żołądku, jako relikwie w potrzebie i kata {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1193|num=523}}plazm, chroniący od przygód, które zawsze napotkać można. W jednym zamku cię nakarmią, napoją, a za to w stu karczmach kijami wyłoją.<br>
{{tab}}Rozmawiając tak z sobą błędny rycerz i giermek po sporej mili drogi zobaczyli nagle dwunastu ludzi, obiadujących na murawie. Koło nich w małych odległościach rozciągnięte były dwie białe płachty, które coś przykrywać musiały. Don Kiszot, zbliżywszy się do nich i ukłoniwszy, zapytał co mają pod tem płótnem.<br>
{{tab}}— Są to, panie — odrzekł z nich jeden — posągi do ołtarza, który w naszej parafii stawiamy. Niesiemy je na barkach, ażeby się nie potłukły, a przykrywamy, ażeby im wilgoć nie zaszkodziła.<br>
{{tab}}— Wielką mi panowie zrobicie przyjemność — rzekł Don Kiszot — jeśli zechcecie mi je pokazać, bo wyobrażam sobie, że posągi, z taką starannością przenoszone, bardzo piękne być muszą.<br>
{{tab}}— Spodziewam się — zawołał drugi — sporo też kosztują. Niema ani jednego, za którybyśmy mniej niż pięćdziesiąt czerwonych złotych zapłacili. Patrz pan — zawołał, wstając i odkrywając płótno, pod którem leżał wyzłacany posąg świętego Jerzego na koniu. — Tratuje Święty strasznego smoka i dzidą przeszywa mu paszczę z ową dziarską miną, z którą go zawsze przedstawiają.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1194|num=524}}{{tab}}Don Kiszot popatrzył chwilę na posąg, a potem rzekł zwolna:<br>
{{tab}}— Rycerz ten był jednym z najlepszych błędnych rycerzów, jacy kiedykolwiek pod znakami świętej sprawy walczyli; jest to święty Jerzy, który był wielkim opiekunem i obrońcą honoru dam. Zobaczmy drugi, proszę bardzo. — Drugi posąg, był to święty Marcin konno, oddający biednemu połowę opończy.<br>
{{tab}}— Ten rycerz — rzekł Don Kiszot — był także z owych chrześcijan przygód szukających i zdaje mi się, że hojność przeważała w nim nad walecznością, jak możesz rozumieć, Sanszo, po tym posągu, gdzie oddaje połowę opończy biednemu. Musiało to być w zimie, bo zapewne latem byłby mu dał całą opończę, miarkując po litościwem jego sercu.<br>
{{tab}}— E, musiał on znać przysłowie — rzekł Sanszo — oj mądra to głowa, co daje i chowa.<br>
{{tab}}— Masz słuszność, Sanszo — rzekł Don Kiszot, prosząc, żeby mu więcej pokazać.<br>
{{tab}}Odkryli następnie wyobrażenie patrona Hiszpanii z mieczem skrwawionym, tratującego Maurów pod kopytami dziarskiego rumaka.<br>
{{tab}}— Otóż to mi rycerz — zawołał Don Kiszot — jeden z najsławniejszych awanturników, co walczyli pod sztandarem krzyża. To święty Jakób, przezwany pogromcą Maurów, jeden z największych świętych i najdzielniejszych {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1195|num=525}}rycerzy, jacy kiedykolwiek byli na ziemi, a teraz w niebie.<br>
{{tab}}Pokazano następnie świętego Pawła, spadającego z konia, ze wszystkiemi okolicznościami, które zwykle przy nawróceniu — jego dodają.<br>
{{tab}}— Święty ten — rzekł Don Kiszot był przez czas niejakiś jednym z najstraszliwszych wrogów kościoła, a następnie jednym z najgorliwszych obrońców; błędny rycerz z powołania, a w wierze niezachwiany aż do śmierci, niestrudzony robotnik w winnicy Pańskiej, który naukę swoją w niebie zaczerpnął, a którą Pan nieba sam mu wykładał. Dzieci, zakryjcie już posągi — rzekł Don Kiszot. — Tak, bracia — dodał jeszcze — to, com widział, daje mi otuchę dobrej przepowiedni, bo święci i rycerze ten sam zawód, co ja, obrali, zawód miecza. Różnimy się tylko pod tym względem, że oni byli świętymi i walczyli podług przepisów niebiańskiego rycerstwa, ja zaś grzesznik, walczę jak ludzie walczą. Oni zdobyli niebo, bo Królestwu Niebieskiemu gwałt wyrządzano, a ja nie wiem, co dotychczas zdobyłem, mimo wszystkich trudów i usiłowań moich. Jednak gdybym wiedział, że najdroższa moja Dulcynea z Toboso wolną jest od trosk i cierpień, co ją trapią, los mój znacznieby się polepszył, głowa przestałaby się kłopotać i możebym wtedy lepszą obrał sobie drogę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1196|num=526}}{{tab}}— Oby Bóg to zrządził — rzekł Sanszo — aby nam łaskawie dozwolił zapomnieć o dawnych grzechach.<br>
{{tab}}Wieśniacy uwielbiali oblicze i rozmowę Don Kiszota, nic a nic nie rozumiejąc, a posiliwszy się, wzięli posągi na bary, pożegnali się z Don Kiszotem i puścili w dalszą drogę. Sanszo przyglądał się panu, jakby go przedtem nie był widział, uwielbiał z zadziwieniem mądrość jego wiadomości o tylu rzeczach i przypuszczał, że niema zdarzenia, ani przygody żadnej w świecie, o którejby nie wiedział najdokładniej.<br>
{{tab}}— Dalipan — rzekł do pana — jeśli to, co nam się teraz przytrafiło, można nazwać przygodą, jest to najłagodniejsza i najprzyjemniejsza ze wszystkich, co nam się w wycieczkach naszych przytrafiły. Aniśmy się nie mieli czego obawiać, ani nas kijami nie wygrzmocili, nie nazywano nas gorzej niż po imieniu, jesteśmy cali i zdrowi, głód i pragnienie nie dokuczyło nam. Chwała też Bogu, żem to na własne oczy oglądał, bo dalipan, gdyby mi to kto inny był opowiadał, nigdybym nie uwierzył.<br>
{{tab}}— Nieźle mówisz, Sanszo — odrzekł Don Kiszot — czasy nie zawsze do siebie podobne, a to, co tłum nazywa zazwyczaj przepowiednią, ponieważ nie opiera się na żadnej naturalnej przyczynie, mądry nazwie trafem szczęśliwym. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1197|num=527}}Jakiś zabobonny, wyszedłszy kiedyś zrana z domu, spotkał braciszka z zakonu św. Franciszka i jakby spostrzegł smoka, odwrócił się i prędko wrócił do domu. Drugi znów drżał, skoro sól na stół rozsypano, jakby wypadki tak małej wagi mogły być pewnemi oznakami przyszłych nieszczęść. Mędrzec i chrześcijanin nie trwoni czasu na odgadywanie tajemnic nieba, a nie troszcząc się, czy rozkazy nieba wyrażone są w przedmiotach natury, wypełnia ich następstwa pokornie i cierpliwie. Scypio przybywa do Afryki, a wysiadłszy na ląd źle stąpił i padł na ziemię. Zdziwieni jego żołnierze, biorą ten upadek za zły prognostyk, ale on otwierając ramiona, jakby całą ziemię chciał objąć, zawołał: »Mam cię, Afryko, teraz mi się nie wymkniesz.« To też, mój przyjacielu Sanszo, napotkanie tych posągów uważam za traf szczęśliwy.<br>
{{tab}}— Wierzę panu, skoro pan tak powiadasz — odparł Sanszo — ale chciałbym, ażebyś mi pan wytłómaczył, dlaczego Hiszpanie przed wydaniem bitwy, wzywając opieki św. Diego Matamoras, wołają: ''Saint Yago y cierra Espana!'' Czyżby Hiszpania przypadkiem otwierała się wtedy i trzeba ją było zamykać? Co to za obrządek?<br>
{{tab}}— Jakże mało wiesz, biedny mój przyjacielu — odrzekł Don Kiszot; — przecież Bóg dał Hiszpanii za opiekuna w krwawych bitwach, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1198|num=528}}które dawniej Hiszpanie z Maurami toczyli, wielkiego tego rycerza Różowego krzyża. Z tego to powodu wzywają jego pomocy w bitwach i nieraz widziano go w naturalnej postaci kolącego, tłuczącego, tratującego zastępy wrogów — mógłbym ci sto przykładów takich z historyi Hiszpanii przytoczyć.<br>
{{tab}}Sanszo, nie pytając się już więcej, zmienił przedmiot rozmowy i rzekł do pana:<br>
{{tab}}— Ale, ale, panie, dziwi mnie nadzwyczaj bezczelność tej Altisidory, panny księżnej pani. Do dyaska? ten łotrzyk, co to go miłością nazywają, musiał ją dyabelnie zranić. Bo to ten malec ślepy rzadko chybia i kiedy człek chce zawołać: stój, już mu wpakuje dwułokciową strzałę w serce. Toćże do pioruna słyszałem, że strzały miłości kruszyły się o uczciwość dziewczyn, ale z tą Altisidorą rzecz się ma zupełnie inaczej, jeszcze się bardziej zaostrzyły, dalipan prawda!<br>
{{tab}}— Przyjacielu Sanszo — odparł Don Kiszot — miłość nie ma granic, ani względów żadnych, działa jak śmierć, nie oszczędzająca królów i pasterzy. Skoro obejmie duszę czyją, odejmuje naprzód obawę i wstyd wszelaki. To też widzisz, że go postradała owa Altisidorą, nie obawiając się dać mi do zrozumienia chęci swoich, które budzą we mnie raczej wstręt niż litość...<br>
{{tab}}— Otóż znów dziwne okrucieństwo — {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1199|num=529}}rzekł Sanszo — i niesłychana niewdzięczność! Gdyby ta biedna dziewczyna do mnie się była odwołała, uległbym jej natychmiast. Pan ma serce, dalipan, z kamienia, a duszę ze spiżu. Bo czego mogło się znów dopatrzeć w panu to biedne stworzenie, ażeby aż tyle robić z siebie? Gdzież do dyabła ta twarz, mina i piękność, co ją zachwyciły? Sto razy przyglądam się panu od stóp do głów i bez pochlebstwa, nie dostrzegłem nic takiego, od czegoby się prędzej można rozkochać niż przestraszyć. A przecież mówią, że piękność pobudza miłość, widać ta głupia nie rozumie się na tem, albo też może oczarowana!<br>
{{tab}}— To nie wiesz, Sanszo, że są dwa rodzaje piękności: ciała i duszy? Piękność duszy objawia się w rozumie, w zacności, w dobrym postępku, w sposobie znalezienia się, a to wszystko może być połączone ze szpetnością. Ten rodzaj piękności, skoro się go pojmie, łacniej wzruszy od wszystkich piękności ciała, prędzej działa i pociski jego trwalsze. Co do mnie, Sanszo, wiem, że nie jestem piękny, ale też nie jestem potworem, a na uczciwego człowieka to dosyć — może się podobać białogłowie.<br>
{{tab}}Rozmawiając w ten sposób, wjechali nieznacznie do lasku, zbaczając z gościńca. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1200|num=530}}Don Kiszot, nieuważając, zaplątał się w sieci z zielonych sznurków, o drzewa zawiązanych.<br>
{{tab}}— Sanszo — rzekł — jeśli się nie mylę, otóż znów jedna z najdziwniejszych przygód pod słońcem! Przysiągłbym, że czarnoksiężnicy, co mnie prześladują, postanowili zaplątać mnie w te sieci i zatrzymać w podróży, mszcząc się za nieczułość moją dla Altisidory. Mylą się jednak bardzo, mimo wszystkich podstępów i chytrości; bo gdyby te siatki tkane były z twardych dyamentów i twardsze od tych, co to zazdrosny bożek ognia zrobił dla schwytania Wenery z Marsem, skruszę je tak łatwo, jakby były z kruchej trzciny.<br>
{{tab}}Mówiąc to, chciał przedrzeć się z Rosynantem przez siatkę, gdy wtem zobaczył wychodzące z gęstwiny lasu dwie bardzo ładne pasterki, to jest ubrane jak pasterki, z tą różnicą, że miały na sobie bardzo bogate suknie z materyi złotem naszywanej. We włosach, w tysiąc loków zwiniętych, wplecione miały girlandy z lauru, mirtu i innych kwiatów, mogły zaś liczyć najwięcej od piętnastu do szesnastu lat wieku. To spotkanie się Don Kiszota z pasterkami, obustronnie niespodziewane, zdziwiło jednych i drugich i skłoniło do chwilowego milczenia. Nareszcie jedna z pasterek odezwała się do Don Kiszota:<br>
{{tab}}— Wstrzymaj się, mości kawalerze, i nie krusz tych siatek, któreśmy tu dla zabawy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1201|num=531}}kazały nawiązać, a nie dla zastawienia ci sideł, a ponieważ przypuszczam, że chciałbyś pan wiedzieć, co tu porabiamy i kto jesteśmy, w krótkich słowach opowiem to panu.<br>
{{tab}}Nasza wieś o dwie mile stąd; mieszka tam w okolicy bardzo wiele bogatej szlachty; kilka osób z jednej rodziny umyśliło zrobić sobie zabawę w tem miejscu, jednem z najprzyjemniejszych w okolicy. Niby to jest dla nas nowa Arkadya pasterska, mężczyźni przebrali się za pasterzów, a panny za pasterki. Dlatego też nauczyliśmy się wszyscy na pamięć sielanek Garcilasa i Camoensa, portugalskiego poety, co je w rodzinnym pisał języku. Jesteśmy tu dopiero od wczoraj, rozbić kazaliśmy namioty pod drzewami, nad brzegiem strumienia, co wszystkie okoliczne łąki skrapia, a ubiegłej nocy zastawiono te siatki, w które małe ptaszki łapiemy. Jeśli pan do naszego zebrania chcesz należeć, będzie to nam bardzo przyjemnie i zaręczam panu, że cała kompania ucieszy się zarówno jak ja, bo smętność nie ma u nas miejsca.<br>
{{tab}}— Istotnie, piękna damo — odparł Don Kiszot — nie sądzę, żeby Akteon bardziej się zadziwił, zoczywszy znienacka Dyanę w kąpieli, odemnie, kiedym piękność pani obaczył. Pochwalam bardzo tę rozrywkę tak niewinną a przyjemną, i tysiąc dzięków pani składać {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1202|num=532}}śmiem za jej łaskawe zaproszenie. Jeśli pani uczynisz mi zaszczyt, uważając mnie za zdolnego do wyświadczenia jej jakiej przysługi, rozkaz tylko, a zaręczam pani, iż prędko i dokładnie wykonam jej zlecenie, bo mojem powołaniem jest karcić niewdzięczność, robić dobrze wszystkim, zwłaszcza też osobom pani płci, stanu i zasługi. Nie lękam się nawet powiedzieć, że gdyby te siatki, co tak małą przestrzeń zajmują, okrywały całej ziemi powierzchnię, prędzejbym przedarł się do nowych jakich światów, niż śmiał zerwać ten sprzęt rozrywki pani. Nie będziesz wątpić, pani, o tem, co mówiłem, skoro się dowiesz, że mówi do ciebie Don Kiszot z Manszy, jeśli ta nazwa doszła do wiadomości pani.<br>
{{tab}}— A mój Boże — zawołała druga pasterka — co za traf szczęśliwy, kochana siostro! Ten pan, co go widzisz, jest to najdzielniejszy, najuczciwszy i najbardziej rozkochany rycerz na świecie, jeśli historya życia jego nie kłamie. Czytałam ją i założę się, że ten uczciwiec co na osiołku siedzi, jest to Sanszo Pansa, giermek jego, najpocieszniejszy człowiek pod słońcem.<br>
{{tab}}— Nie myli się panienka — odrzekł Sanszo — to ja jestem tym pociesznym i tym giermkiem, o którym panienka mówi, a ten pan, to mój pan. ten sam Don Kiszot z Manszy, którego historya jest w książce.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1203|num=533}}{{tab}}— Czy to prawda, siostruniu? — zagadnęła druga pasterka. — Ach! istotnie, trzeba ich prosić, żeby z nami zostali, całe towarzystwo bardzo się ucieszy. Słyszałem ja już bardzo wiele od ciebie o panu rycerzu, ale mówią jeszcze, że pan jesteś najwierniejszym kochankiem pod słońcem i że pańską damą jest jakaś pani Dulcynea z Toboso, najpiękniejsza podobno kobieta w całej Hiszpanii.<br>
{{tab}}— I słusznie mówią — odparł Don Kiszot — jeśli tylko piękność pani nie odbiera jej pierwszeństwa. Ale piękne damy, nie traćcie darmo czasu na zatrzymywanie mnie, bo obowiązki wyraźne mojego zawodu nie pozwalają mi nigdzie kosztować odpoczynku.<br>
{{tab}}Nadszedł tymczasem brat tych panien, przebrany za pasterza bogato i wytwornie.
Siostra powiedziała mu, że to jest właśnie sławny Don Kiszot z Manszy z giermkiem Sanszo, o którym już musiał czytać historyę. Młody pasterz powiedział komplement bardzo grzeczny Don Kiszotowi i prosił tak usilnie, żeby się raczył udać z nim do namiotu, że rycerz nie mógł odmówić. Tymczasem krzyk się rozległ i mnóstwo rozmaitych ptaków, zwiedzionych barwą siatek, wpadło w siatki owe z zielonych nici. Wszystkie osoby, około pięćdziesięciu, przebrane za pasterzów i pasterki, zebrały się w terą miejscu, a dowiedziawszy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1204|num=534}}się, że to Don Kiszot z Sanszem, o którym historya wszędzie już krążyła, zaprowadzili go z sobą do namiotu, gdzie zastawiono właśnie obiad. Zmuszono rycerza do zajęcia pierwszego miejsca, do czego dał się skłonić po wielu ceregielach, a w czasie obiadu wszyscy mu się bacznie przyglądali i byli dla niego z uwielbieniem. Po skończonym obiedzie Don Kiszot, obejrzawszy się naokoło, rzekł głośno i poważnie:<br>
{{tab}}— Największym grzechem, według mnie, jest niewdzięczność, niektórzy mówią, że pycha jest większym, ale moje zdanie popiera to, że mówią, iż w piekle pełno jest niewdzięcznych, a o innych nie wspominają. Odkąd władam rozumem, usiłowałem zawsze unikać hańbienia się tą {{Korekta|zdrodnią|zbrodnią}}, a jeśli za dobry dla mnie uczynek dobrym uczynkiem nie mogę się wywzajemnić, odpłacam dobrą chęcią i wolą, a dla okazania uczucia mojego ogłaszam je przed światem całym, bo kto głosi dobrodziejstwo otrzymane, dowodzi, że nie od niego zawisło wynagrodzenie, ale ponieważ po większej części obdarzeni znacznie niżej stoją od obdarzających, niewłaściwie jest, że tylko samemi odpłacają dziękczynieniami. Bóg, który jest nieskończenie wyżej nad tym światem, ciągle, w każdej chwili świadczy nam łaski i dobrodziejstwa, wobec {{Korekta|kłórych|których}} cała wdzięczność {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1205|num=535}}ludzka jest prawie żadną, dlatego, że nieskończona zachodzi różnica pomiędzy Stwórcą a stworzeniem. Jednak ludzie niekoniecznie są niewdzięczni względem Boga, jeśli brak możności zastępują dobrą chęcią, dziękczynieniem i przyznaniem się do własnej niemocy. Panowie, jestem względem was w tem samem położeniu, obsypaliście mnie grzecznościami i najlepiej przyjęli, a nie mogąc wam okazać wdzięczności, wyrównywającej waszemu dobremu uczynkowi, ograniczam się na możności mojej i ofiaruję wam to, co posiadam, to jest, będę mówił wciąż, dwa dni z rzędu przez drogę do Saragossy, że te przebrane pasterki są najpiękniejsze i najgrzeczniejsze dziewice na świecie całym, wyjąwszy jednak, nie obrażając nikogo, nieporównanej Dulcynei z Toboso, jedynej pani myśli i uczuć moich.<br>
{{tab}}Don Kiszot zamilkł po tej pięknej odezwie, a Sanszo, uprzedzając wszystkich, zawołał:<br>
{{tab}}— Czy podobna, żeby święta ziemia mogła nosić takich ludzi, co śmią twierdzić, że mój pan jest waryat? {{Korekta|Powiedcież|Powiedzcież}} państwo, czy sam proboszcz wiejski, choćby najuczeńszy i najrozumniejszy, lepiej mówić potrafi od jaśnie pana Don Kiszota. czy jakikolwiek błędny rycerz zdoła ofiarować to, co on ofiarował?<br>
{{tab}}Don Kiszot, zwracając się nagle do Sansza i patrząc na niego z gniewem i wściekłością; {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1206|num=536}}{{tab}}— Czy podobna, o Sanszo — zawołał — żeby mógł się znaleźć na ziemi człowiek tak głupi, coby zaprzeczył temu, że jesteś niedorzecznym i złośliwym cymbałem? Co wasana ośmiela, bezczelny impertynencje, do mieszania się w nieswoje sprawy? Dosyć tego, ruszaj osiodłać Rosynanta, a ja wypełnię to, com przyobiecał, a ponieważ mam słuszność za sobą, uważaj za zwyciężonych tych, coby się sprzeciwiać śmieli.<br>
{{tab}}Powiedziawszy to, wściekły, wstał pośpiesznie od stołu, tak, że obecni nie mogli wnioskować dokładnie o jego rozumie, czy też głupocie. Prosili go, żeby wyzwania tak daleko nie posuwał, zaręczając, że przekonani są o jego wdzięczności bez wymagania dowodów, a co do reputacyi, nie potrzebował szukać nowego odznaczenia dla męstwa tak znanego już w jego historyi. Nie zmieniło to jednak zamiaru Don Kiszota, wsiadł na Rosynanta, ujął tarczę, naprężył spisę i stanął na środku gościńca, a za nim Sanszo i tłum pasterzy, ciekawych następstwa tego zuchwałego postanowienia.<br>
{{tab}}Don Kiszot zawołał donośnie, podnosząc się nieco na strzemionach:<br>
{{tab}}— Przechodnie wszyscy, ktokolwiek jesteście, rycerze błędni, czy giermkowie, piesi, czy konni, co przejeżdżacie, przechodzicie, lub macie przechodzić tym gościńcem, dowiedzcie się, że {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1207|num=537}}Don Kiszot z Manszy, rycerz błędny, czeka tu i utrzymuje, że nimfy, zamieszkujące te łąki i knieje, przewyższają w piękności i powabach wszystkie piękności na ziemi, wyjąwszy panią duszy mojej, Dulcyneę z Toboso, a ktoby ośmielił się nie przystać na to, niech przybywa, oczekuję go!<br>
{{tab}}Po dwakroć powtórzył te wyrazy, a żaden rycerz błędny ani razu go nie usłyszał.<br>
{{tab}}Traf dopomógł jego postanowieniu. Zbliżał się właśnie tłum konnych, razem jadących, po większej części ze spisami w rękach. Towarzyszący Don Kiszotowi, skoro ich tylko postrzegli, oddalili się nieco, widząc, że niebezpiecznie zostawać na gościńcu. Don Kiszot sam tylko z niezachwianą odwagą oczekiwał ich i Sanszo stał za nim, skrywszy się za Rosynanta. Konni zbliżyli się, a przywódca zaczął wołać na Don Kiszota:<br>
{{tab}}— Czemuż gapiu, z drogi nie zjeżdżasz, czy chcesz, żeby cię byki na kawałki {{Korekta|zozszarpały|rozszarpały}}?<br>
{{tab}}— Chamy — odezwał się Don Kiszot — a toście też natrafili na takiego, coby się miał byków obawiać! Wyznajcie, nikczemni, wyznajcie, że to, co utrzymywałem, jest prawdą, a nie, to gotujcie się do walki!<br>
{{tab}}Człowiek ten nie miał czasu odpowiedzieć, ani Don Kiszot zejść z drogi, bo gromada {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1208|num=538}}byków, wołów, poganiaczów i pastuchów potrąciła naszego rycerza i giermka, zwaliła obudwu na ziemię razem ze szkapami i srodze potratowawszy, ruszyła dalej.<br>
{{tab}}Don Kiszot powstał nagle; pomieszany upadkiem i zwolna przyśpieszając kroku, zaczął biedź za gromadą, wołając z całych sił:<br>
{{tab}}— Hola! chamy, wstrzymajcie się, jeden to rycerz was wyzywa, a nie zwykł on przebaczać uciekającemu wrogowi.<br>
{{tab}}Don Kiszota czy nikt nie słyszał, czy też nie zwracał uwagi na prośby, gromada coraz się bardziej oddalała, a rycerz zbity, strudzony i rozgniewany, że uszli jego zemsty, zmuszony był usiąść na ziemi, czekając na Sansza, który wkrótce przybył z Rosynantem i osiołkiem, tak potłuczonymi, że zaledwo na nogach ustać mogli. Awanturnicy nasi wsiedli na koń i zawstydzeni tą niedorzeczną przygodą, pojechali dalej gościńcem, nie pożegnawszy się z pasterzami nowej Arkadyi.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ LIX.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Jaka Don Kiszotowi przytrafiła się przygoda, którą istotnie awanturą nazwać można.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Nad świeżem i przeźroczystem źródłem, oblewającem malowniczo zielony gaik, awantur {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1209|num=539}}nicy nasi odpoczęli sobie. Rozkiełznawszy Rosynanta i burego, otrzepali kurz z sukien, obmyli sobie ręce i twarze i odwilżyli usta. Potem Sanszo. najczujniejszy i najprzemyślniejszy z giermków, udał się do tłomoczka, a wydobywszy nieco żywności, rozłożył przed panem na murawie. Don Kiszot tak był stratowany srodze, że nie myślał o jedzeniu, a Sanszo, przez wrodzoną uległość, nie śmiał pierwej od pana dotknąć mięsiwa, ale widząc, że pan jego zaczyna błąkać się w zwykłych marzeniach, wybił sobie z głowy względy uszanowania i zaczął żwawo pożywać, jakby od dwóch tygodni nic w ustach nie miał.<br>
{{tab}}— Jedz, przyjacielu Sanszo — rzekł Don Kiszot — jedz, używaj przyjemności życia, na których się lepiej odemnie rozumiesz, a mnie pozwól umrzeć w nieszczęść moich ostateczności. Urodziłem się, Sanszo, na to, żeby żyć umierając, ty zaś, żeby umrzeć jedząc. Tak, tak, prawdę ci powiadam, boć sławny jestem w historyi o życiu mojem ogłoszonej, sławniejszy w czynach moich, uczciwy w postępkach, poważają mnie książęta, wszystkie damy czczą i kochają, a jednak, kiedy właśnie miałem prawo spodziewać się palm, wawrzynów i tryumfów, na które męstwo moje i wojownicze zasługują czyny — nikczemne, obmierzłe bydlęta tratują mnie na gościńcu, a wszyscy, co {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1210|num=540}}dowiedzą się o tej przygodzie, słusznie pogardzać mną będą. Mniemasz, przyjacielu, że gorycz tej okropnej myśli nie zdoła przytępić zębów, odjąć smaku, umysłu i ciała przygnębić? Wierz mi; dziecko moje, że nie mam odwagi podnieść ręki do ust, to też postanowiłem umrzeć z głodu śmiercią najstraszniejszą ze wszystkich.<br>
{{tab}}— To pan daleki bardzo — odrzekł Sanszo, połykając chciwie — od zrozumienia przysłowia: Niech śmierć tnie obuchem, byle z pełnym brzuchem. Ja zaś nie jestem taki głupi, żebym się miał sam uśmiercać, i będę zawsze tak robił jak szewc, co to rozciąga skórę zębami, przedłużać będę życie, jedząc aż do śmierci. Dalipan, panie, niema większego głupstwa od rozpaczy, jeszcze nikt na niej dotychczas nie wyszedł dobrze. Wierzaj mi pan, zjedz pan trochę, a zjadłszy, prześpij się ze dwie godziny na trawie, brzuchem do góry. Jeżeli panu nie będzie lepiej, powiesz pan wtedy, żem osieł.<br>
{{tab}}Don Kiszot dał się namówić nareszcie, wiedząc sam, że filozofia naturalna lepszą jest od wszystkich rozumowań, i rzekł do Sansza:<br>
{{tab}}— Sanszo, mój synu, gdybyś chciał zrobić to dla mnie, o co cię prosić będę, ulżyłbyś wielce cierpieniom. Kiedy ja, słuchając twojej rady i dla odpoczynku, zdrzemnę się nieco, oddal się stąd, weź uzdę Rosynanta i wylicz nią sobie po plecach tylko trzysta lub czterysta {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1211|num=541}}batów bo winieneś przecie trzy tysiące trzysta batów, za rozczarowanie Dulcynei, bo doprawdy wstyd, żeby ta dama przez twoją niedbałość mogła się w takim stanie znajdować.<br>
{{tab}}— Trzeba o tem pomyśleć — odparł Sanszo. — Tymczasem prześpijmy się nieco obadwa, a potem zobaczymy co zrobić wypadnie. Myśli pan, że to rozsądnie wychłostać się tak samemu z zimną krwią, zwłaszcza, kiedy baty spadają na ciało osłabione i źle żywione? Niech pani Dulcynea nabierze trochę cierpliwości, wkrótce zjawię się u niej niespodziewanie, najokropniej batem ochłastany. Do śmierci wszystko jest życiem, to jest, że nigdy niema nic straconego, zawsze doczekać się można wszystkiego, a ja nie zapomnę dotrzymać obietnicy.<br>
{{tab}}Don Kiszot, podziękowawszy Sanszowi, rozciągnął się z nim na murawie, a Rosynant i bury, niespętane, wierzgały i pasły się na łące.<br>
{{tab}}Już było późno, kiedy się awanturnicy nasi obudzili i spiesznie wsiedli na koń, ażeby wcześniej zajechać do gospody, która wydawała im się odległą o milę; powiadam gospody, bo tak ją nazwał Don Kiszot, na przekór zwyczajowi nazywania wszystkich gospód zamkami, co niewymownie ucieszyło Sansza. Zajechawszy, zapytali karczmarza, czy znajdzie się dla nich miejsce. Odpowiedział im, że się znajdzie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1212|num=542}}nietylko miejsce, ale i wszelkie wygody, jakich im się tylko zażąda. Zsiedli więc z rumaków, a Sanszo, umieściwszy rzeczy w stancyi, od której klucz dał mu karczmarz, przywiązał Rosynanta i burego do żłobu w stajni i wrócił do pana, który usiadł na cembrowinie studni. Kiedy pora wieczerzy nadeszła, Don Kiszot poszedł do stancyi. a Sanszo zapytał się tymczasem gospodarza, co ma na wieczerzę.<br>
{{tab}}— Wymień pan tylko — odrzekł karczmarz — mięso, czy ryby, wszystko w tej chwili na panów usługi, nigdy jeszcze zająców, króliczków, kuropatw, słomek, zwierzyny i drobiu nie zabrakło u mnie.<br>
{{tab}}— Nam tyle nie potrzeba — odparł Sanszo — poprzestaniemy na parze kurcząt, pan mój jest bardzo delikatny, je mało i ja także nie jestem największym żarłokiem w świecie.<br>
{{tab}}— Co do kurcząt — odrzekł gospodarz — już ich niema, niestety, jastrząb pożarł mi wszystkie.<br>
{{tab}}— No, to każ nam dać, panie gospodarzu — rzekł Sanszo — tłustą i kruchą pulardkę.<br>
{{tab}}— Pulardę! — zawołał gospodarz, tupiąc nogą — do licha, posłałem wczoraj pięćdziesiąt pulard na targ do miasta, ale może co innego pan rozkaże?<br>
{{tab}}— Musisz pan mieć zapewne kawał cielęciny lub młodej kożiiny? — zapytał Sanszo.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1213|num=543}}{{tab}}— Na nieszczęście, nie mam w tej chwili, zrana ostatni mi zjedli kawałek — odrzekł gospodarz — ale na przyszły tydzień będę miał z pewnością.<br>
{{tab}}— E! — rzekł Sanszo — właśnie nam też tego potrzeba, ręczę, że wszystkie te wielkie zapasy skończą się na jajach i słoninie.<br>
{{tab}}— Bardzo to dobry pomysł — rzekł gospodarz — ale mówiłem panu, że niema kur, skądże jaj wezmę? Może pan na czem innem poprzestanie, a dajmy pokój wszystkim tym przysmaczkom!<br>
{{tab}}— E! do stu dyabłów, skończmyż raz, mości gospodarzu — zawołał Sanszo — powiedz wasan prędzej, co masz na wieczerzę, i nie nudź mnie dłużej.<br>
{{tab}}— Chcesz pan wiedzieć, co mam? — odrzekł gospodarz — oto mam dwie nogi wołowe świeżuteńkie, gotowiuteńkie z cebulą i musztardą, królewska potrawa!<br>
{{tab}}— Nogi wołowe — odrzekł Sanszo — zatrzymuję dla mnie, niech nikt nie waży się ich dotknąć, zapłacę drożej, do dyaska! toć to moje najulubieńsze jadło!<br>
{{tab}}— Zachowam je dla pana — odrzekł gospodarz — bo goście moi jacyś ludzie w znaczeniu widać mają tu z sobą kucharza i wszelkie zapasy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1214|num=544}}{{tab}}— Co do znaczenia — rzekł Sanszo — mój pan nikomu nie ustępuje, ale zawód jego nie pozwala mu wozić z sobą kucharza i służby. My sobie jemy bez ceremonii na łące, czasem tylko orzechy laskowe lub kasztany.<br>
{{tab}}Rozmowa na tem się skończyła, a choć gospodarz zapytywał się, jaki obowiązek jego pana, Sanszo odszedł nie odpowiedziawszy. Kiedy godzina wieczerzy nadeszła, gospodarz zaniósł wychwaloną potrawę do stancyi Don Kiszota, który zabrawszy się do spożycia, usłyszał z {{Korekta|sąsiednej|sąsiedniej}} stancyi, denkiem z trzciny przepierzeniem odgrodzonej, następującą rozmowę:<br>
{{tab}}— Proszę pana, Don Geronimo, przeczytajmy jeszcze jeden rozdział z drugiej części Don Kiszota, zanim przyniosą wieczerzę<ref>Niejaki Avellada napisał i wydał wkrótce po pojawieniu się pierwszej części „Don Kiszota“ Cervantesowskiego część drugą jako ciąg dalszy. Później dopiero wydał Cervantes swoją cześć drugą dzieła. ''(Uwaga Redakcyi.)''</ref>.<br>
{{tab}}Skoro nasz rycerz usłyszał swoje nazwisko, wstał od stołu i zaczął słuchać uważniej. Don Geronimo odpowiedział:<br>
{{tab}}— Skądże ci przyszła taka ochota do przeglądania tych niedorzeczności, mości Don Juanie? Przeczytawszy pierwszą część Don Kiszota, co za przyjemność zabierać się do drugiej!<br>
{{tab}}— Zgoda — odparł Don Juan — ale niema znów książki tak złej, w którejby czegoś {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1215|num=545}}dobrego znaleźć nie można. A co mnie najbardziej gniewa, to, że Don Kiszot przestał się kochać w Dulcynei z Toboso.<br>
{{tab}}Na te słowa zatrząsł się z gniewu Don Kiszot i zawołał na całe gardło:<br>
{{tab}}— Ktokolwiek śmie powiedzieć, że Don Kiszot z Manszy zapomniał lub może zapomnieć Dulcynei z Toboso, kłamie najbezczelniej, dowiodę mu tego z bronią w ręku, bo nieporównanej Dulcynei z Toboso nie można zapomnieć. Zapomnienie to niegodne jest Don Kiszota z Manszy; wierność jest godłem jego, a zawodem dotrzymanie jej niezachwianie aż do śmierci!<br>
{{tab}}— Kto tam mówi? — zapytano z drugiej stancyi.<br>
{{tab}}— A któż — odrzekł Sanszo — jeżeli nie sam pan Don Kiszot z Manszy, który dowiedzie bardzo dobrze tego, co powiada i kiedykolwiek powiedzieć może.<br>
{{tab}}Zaledwie Sanszo to powiedział, drzwi się otwierają, Don Geronimo i Don Juan wbiegają do stancyi, a jeden z nich, rzucając mu się na szyję, powiada:<br>
{{tab}}— Obecność pańska nie uchybia sławie pana, jak sława obecności, mości rycerzu! Jesteś pan zapewne rzeczywisty Don Kiszot z Manszy, gwiazda i ozdoba błędnego rycerstwa, naprzekór temu, co ośmielił się przybrać nazwę waszą i {{pp|usi|łuje}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1216|num=546}}{{pk|usi|łuje}} zaćmić blask waszych wielkich czynów, jak się to okazuje z książki, którą wam przywiozłem.<br>
{{tab}}Don Kiszot. nic nie mówiąc, wziął książkę i przejrzawszy nieco kilka kartek, zwrócił.<br>
{{tab}}— W tych kilku ustępach — rzekł — które pobieżnie w tej książce przeczytałem, znalazłem trzy rzeczy godne nagany. Naprzód; kilka słów w przedmowie, powtóre; język aragoński, bo często brak przedimków, potrzecie: dowód, że autor jest nieukiem, że myli się i chybia w najważniejszej części historyi, nazywając żonę Sanszo Pansy, giermka mojego, Maryą Guttierez miasto Teresą Pansa, rzeczy wistem jej nazwiskiem. Autor zaś myląc się w tak ważnym przedmiocie, może się i w innym pomylić.<br>
{{tab}}— A to mi dopiero panicz, ten historyk — wtrącił Sanszo — jemuż to się mieszać do naszych czynów, kiedy śmie nazywać żonę moją, Teresę, Maryą Guttierez. Oh! panie, przeczytaj no pan jeszcze raz tę książkę, proszę pana, chciałbym dowiedzieć się, czy mówiąc o mnie, nie zmienił także mojego nazwiska.<br>
{{tab}}— Jak widzę, mój przyjacielu — odrzekł Don Geronimo — to jest Sanszo Pansa, giermek pana Don Kiszota?<br>
{{tab}}— Tak jest, panie, to ja sam i przykroby mi było, gdyby to miał być kto inny.<br>
{{tab}}— Istotnie — rzekł kawaler — nowy ten autor nie opisuje tak wasana, jak zdajesz się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1217|num=547}}na to zasługiwać. Robi z ciebie żarłoka i prostaka wcale niepociesznego, słowem, zupełnie to inny Sanszo, niż w pierwszej części historyi twojego pana.<br>
{{tab}}— Niech mu Bóg przebaczy — odrzekł Sanszo — lepiejby zrobił, gdyby zupełnie o mnie zapomniał.<br>
{{tab}}Kawalerowie zaprosili Don Kiszota do swojej izby na wieczerzę, wiedząc, że w tej gospodzie nie dostanie nic takiego, coby godne było jego osoby. Don Kiszot, uprzejmy i grzeczny, nie dał się prosić i odszedł z kawalerami. Sanszo owładnął wyłącznie potrawkę z nóg wołowych, ale zaprosił do uczestnictwa gospodarza. Jedli z najlepszym smakiem, jakby jakie specyały, popijając, gawędząc i śmiejąc się serdecznie. Don Juan tymczasem zapytał się Don Kiszota, czy ma teraz jakie wiadomości o Dulcynei z Toboso, czy poszła za mąż, czy ma dzieci, czy nie w ciąży przypadkiem, i nakoniec, czy myśli kiedy wynagrodzić bohaterską stałość pana Don Kiszota z Manszy.<br>
{{tab}}— Dulcynea — odrzekł Don Kiszot — jeszcze jest panną, zamiary moje są stalsze niż kiedykolwiek, a jej surowość zawsze ta sama, ale piękność jej przemieniła się w szpetność ordynaryjnej chłopki.<br>
{{tab}}I natychmiast opowiedział im zaczarowanie Dulcynei, wypadek w jaskini Montesinos, {{pp|spo|sób}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1218|num=548}}{{pk|spo|sób}} doradzany przez Merlina na odczarowanie jego damy, to jest baty, które Sanszo miał sobie sam. wypalić. Panowie ci zachwyceni byli, dowiedziawszy się z ust samego Don Kiszota przygód jego życia i zadziwieni tylu bzikami, oraz wytwornym sposobem opowiadania ich, brali go raz za waryata, to znów za człowieka ze zdrowym rozsądkiem, nie mogąc powziąć o nim dokładnego wyobrażenia.
Sanszo po wieczerzy, zostawiwszy gospodarza w stanie dosyć wesołym, udał się także do stancyi tych panów i rzekł, wchodząc:<br>
{{tab}}— Dalipan, proszę panów, ten, co napisał tę książkę, nie ma ochoty być długo ze mną w przyjaźni, ale chciałbym jednak, ażeby nazwawszy mnie już żarłokiem, nazwał mnie też i pijakiem.<br>
{{tab}}— A nie inaczej, zaręczam ci — odrzekł Don Geronimo — ale już nie przypominam sobie w którem miejscu. Wiem tylko, że jego Sanszo jest niedorzecznym, złym żartownisiem, gdy tymczasem dość spojrzeć na oblicze szanownego Sansza, ażeby się przekonać, jak dalece autor jest oszczercą.<br>
{{tab}}— Wierzcie mi, panowie — rzekł Sanszo — Sanszo i Don Kiszot w waszej książce muszą być zupełnie innymi ludźmi, niż Sanszo i Don Kiszot w historyi Benengeli’ego, gdzie pan mój jest mądry, waleczny i rozkochany, a ja prostak i wesoły, ale nie żarłok i pijak.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1219|num=549}}{{tab}}— Tego samego jestem zdania — rzekł Don Juan — i oprócz Cid Hameta, trzeba zabronić, aby pierwszy lepszy autor ośmielił się opisywać czynów wielkiego Don Kiszota, tak jak Aleksander zabronił, ażeby ktokolwiek, oprócz Apellesa, ośmielił się portret jego malować.<br>
{{tab}}— Niech kto chce konterfekt mój robi — rzekł Don Kiszot — ale niech się ma na baczności, nim się do niego zabiorze, bo i mnie już brak cierpliwości.<br>
{{tab}}— I cóż można zrobić nieprzyjaznego Don Kiszotowi — rzekł Don Juan — za coby się pomścić nie potrafił, chyba, że sam zechce się uzbroić w tarczę cierpliwości, która, jak sądzę, nie jest najmniejszą z jego cnót!<br>
{{tab}}Przepędzili część nocy na takich rozmowach, ale mimo wszystkich fortelów Don Juana, ażeby znaglić Don Kiszota do czytania dalej tej książki, czy przypadkiem na inneby nie natrafił niedorzeczności, rycerz przystać na to nie chciał, mówiąc, że tak jakby przeczytał, że uważa ją całą za kłamliwą napaść. Gdyby zaś przypadkiem autor miał się kiedy dowiedzieć, że mu wpadła do rąk, nie chciał, ażeby pismak mógł przypuszczać, że się zajął przeczytaniem jej, bo uczciwy człowiek nietylko nie powinien zatrzymywać myśli nad przedmiotami brudnymi i nieprzyjemnymi, ale i oczy od nich odwracać.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1220|num=550}}{{tab}}Don Juan zapytał go, jakie w tej chwili ma zamiary i dokąd jedzie. Odpowiedział, że udaje się do Saragossy na igrzyska, które w tej porze rok rocznie tam się odbywają. Don Juan powiedział mu jeszcze, że w owej książce jest wzmianka, jak Don Kiszot miał się znajdować w tem samem mieście w czasie wyścigów do pierścieni, jak biedak bez pomysłu i rozumu, śmieszny, kutwa w ubraniu i przyborach, ale bogaty w niedorzeczności i bziki.<br>
{{tab}}— Jeśli o to idzie — odparł Don Kiszot — nowy historyk będzie miał oczywiste zaprzeczenie, noga moja nie postanie w Saragossie i wszyscy przekonają się, że nie jestem tym Don Kiszotem, którego on opisuje.<br>
{{tab}}— Bardzo waszmość dobrze zrobisz — rzekł Don Geronimo — właśnie też są turnieje w Barcelonie, gdzie wielmożność wasza waleczność swoją będzie mógł okazać.<br>
{{tab}}— To jest właśnie mój zamiar, a ponieważ już czas udać się na spoczynek, żegnam waszmość panów i proszę zaliczyć mnie w poczet najlepszych przyjaciół i najwierniejszych sług swoich.<br>
{{tab}}— Raczcie panowie i mnie zrobić ten zaszczyt — dodał Sanszo — może się wam będę mógł na co jeszcze przydać.<br>
{{tab}}Pan i sługa odeszli do swojej stancyi, zostawiając kawalerów w uwielbieniu nad tą {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1221|num=551}}mieszaniną głupstwa i rozumu. Nie dorozumiewali się, że to był właśnie prawdziwy dar Don Kiszota i Sansza, o których pierwsza część tej historyi tyle narobiła hałasu. Skoro dzień zaświtał, Don Kiszot wszedł do ich stancyi i pożegnał się z nimi; Sanszo tymczasem obrachował się z gospodarzem, zapłacił mu hojnie, radząc, ażeby nadal mniej chwalił, a bardziej dbał o zaopatrzenie w żywność gospody.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ LX.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Jaka zdarzyła się Don Kiszotowi przygoda w drodze do Barcelony.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Świeży i pogodny poranek piękny dzień zapowiadał. Don Kiszot wyjechał z gospody, wywiedziawszy się o najbliższej drodze do Barcelony, bo nie chciał już jechać do Saragossy, ażeby zadać kłamstwo autorowi aragońskiemu, co się z nim tak źle obszedł w swojej historyi. Przez sześć dni podróży żadna mu się nie przytrafiła przygoda, ale siódmego dnia gdy zboczyli z gościńca, noc ich niespodzianie zaszła pod rozłożystemi drzewami, gdzie musieli zatrzymać się, nie znając dobrze drogi. Zsiedli {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1222|num=552}}z koni i oparłszy się każdy o pień drzewa, postanowili w ten sposób doczekać się dnia. Sanszo, który rankiem nieco był sobie podchmielił, zasnął natychmiast, ale Don Kiszot, któremu marzydła spać nie dozwalały, nie mógł zamknąć oczu, owszem, sto przedmiotów dziwacznych snuło mu się po głowie, a wyobraźnia przenosiła go w sto miejsc rozmaitych. Wyobrażał sobie jaskinię Montesinos, to znów Dulcyneę, przemienioną w chłopkę i jadącą na ośle, to zdawało mu się słyszeć słowa mądrego Merlina, który doradzał mu, jakim sposobem można ją odczarować. Zamyśliwszy się nad tem, rozpaczał nad powolnością Sansza, który dał sobie dopiero, jak sam powiadał, pięć batów, o czem wspomnieć nawet nie warto, bacząc na sumę całą. Myśl ta strudziła go tak dalece, że postanowił sam załatwić natychmiast tę sprawę.<br>
{{tab}}— Jeżeli Aleksander Wielki — rzekł do siebie — przeciął węzeł gordyjski, mówiąc, że wszystko jedno; rozwiązać czy przeciąć, i mimo to był panem Azyi całej, czemuż mnie nie miałoby się udać odczarowanie Dulcynei, gdybym naprzykład sam wylatał skórę Sanszowi? Boć jeżeli skuteczność lekarstwa tego polega na tem, ażeby Sanszo dostał trzy tysiące trzysta batów, co mnie to obchodzi, czy sam je sobie wyliczy, czy też mu je kto inny przyłoży, najważniejsza rzecz, ażeby dostał baty.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1223|num=553}}{{tab}}Powziąwszy więc niezłomne postanowienie i zaopatrzywszy się w popręgi, które od siodła Rosynanta odwiązał, zwolna zbliżył się do Sansza i zaczął mu odpinać sprzączkę od spodni. Sanszo, budząc się nagle, zawołał:<br>
{{tab}}— Kto tam? kto mi spodnie odpina?<br>
{{tab}}— To ja — odrzekł Don Kiszot — przyszedłem naprawić uchybienia twoje i znaleźć lekarstwo na moje troski. Muszę cię ochłostać, Sanszo, i uwolnić od pewnej części długu, który sam zaciągnąłeś. Nikczemny! Dulcynea ginie, ty żyjesz bez troski, a ja umieram z rozpaczy i tęsknoty. Rozepnij się więc dobrowolnie, bo mam niezłomne postanowienie dać ci przynajmniej dwa tysiące batów w tem samotnem i ustronnem miejscu.<br>
{{tab}}— Bardzo proszę, daj pokój — odrzekł Sanszo — bo dalipan, zacznę krzyczeć, że aż każdy głuchy mnie usłyszy. Baty, do których się zobowiązałem, powinny być dobrowolne, a nie wymuszone, i w tej chwili nie mam do nich najmniejszej ochoty. Niech panu słowo moje wystarczy, że pozwolę się zbić, kiedy mnie weźmie chętka, aleć na nią trzeba poczekać.<br>
{{tab}}— Och! nie mogę polegać na tobie, mój przyjacielu! — zawołał Don Kiszot — twarde masz serce i dbasz zanadto o skórę.<br>
{{tab}}Mówiąc to, chciał mu zdjąć spodnie, ale Sanszo powstał nagle i ująwszy pana oburącz, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1224|num=554}}podstawił mu nogę i przewrócił go, potem przyciskając mu kolanem brzuch, schwycił obie ręce i tak go trzymał, że Don Kiszot ani się mógł ruszyć, ani odetchnąć.<br>
{{tab}}— Jak to, zdrajco — zawołał — przeciwko panu swojemu, przyrodzonemu panu, przeciw temu, co ci chleb daje!<br>
{{tab}}— Nie zdradzam króla mojego — odrzekł Sanszo — bronię tylko sam siebie, będąc sam dla siebie panem i królem. Niech wasza wielmożność zaręczy mi, że da mi pokój i nie będzie myślał o batach, to puszczę pana, a jak nie, zdrajco! nieprzyjacielu Don Sanszy, umrzesz natychmiast!<br>
{{tab}}Don Kiszot obiecał uroczyście i przysiągł na życie Dulcynei, że już nigdy wymagać od niego nie będzie nic innego, jak tylko dotrzymania słowa.<br>
{{tab}}Sanszo powstał i zaczął szukać innego miejsca do noclegu, dosyć zdaleka od pana. Wlazłszy pod jakieś drzewo, poczuł nagle, że mu coś głowy dotyka, maca rękoma i poznaje dwie nogi ludzkie w trzewikach i pończochach.<br>
{{tab}}Przestraszył się i poszedł pod drugie drzewo, gdzie toż samo napotkał.<br>
{{tab}}— Do mnie, panie Don Kiszocie, do mnie — zawołał — na pomoc!<br>
{{tab}}Don Kiszot poszedł, zapytując o powód krzyku.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1225|num=555}}{{tab}}— Drzewa te napełnione są nogami ludzkiemi w trzewikach — odrzekł Sanszo.<br>
{{tab}}Don Kiszot pomacał i odgadując zaraz, co to takiego.<br>
{{tab}}— No, tylko się na przestrachu skończyło — rzekł do Sansza — te nogi ludzkie należą zapewne do trupów bandytów i bandolierów, których na tych drzewach powieszono, bo to musi być miejsce, gdzie po schwytaniu ich wymierzają im sprawiedliwość i tu i owdzie przyczepiają ich do gałęzi. To mnie przekonywa, że musimy być tuż przy Barcelonie.<br>
{{tab}}Jakoż tak było. Wkrótce dzień zaświtał i zobaczyli, że wszystkie prawie drzewa uginały się pod ciężarem trupów bandolierów. Okropny ten widok zadziwił ich, ale gorzej było, kiedy zobaczyli dążących ku nim przynajmniej piętnastu takich złoczyńców. Wyszli oni nagle z za drzew i po katalońsku krzyczeli, żeby się nie ruszali z miejsca i czekali na dowódcę.<br>
{{tab}}Don Kiszot pieszo, nie mając ani konia, ani spisy pod ręka, słowem bez obrony, co miał począć? Opuścił też głowę, zachowując odwagę na lepszą sposobność. Bandolierzy zdjęli z osła wszystkie juki i nic nie zostawili w walizce i tłomoczku. Szczęściem, że Sanszo miał na sobie podarowane od księcia talary i pieniądze pańskie w pasku pod koszulą. Ci uczciwi ludzie byliby się i do tego dobrali, gdyby ich {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1226|num=556}}dowódca nie był nadszedł. Był to człowiek około lat trzydziestu pięciu, dobrego wzrostu, silnej budowy, dobrej miny, cery trochę za śniadej, ze spojrzeniem pewnem i otwartem, w którem się nawet coś chętnego i uczciwego malowało. Miał na sobie pancerz i cztery pistolety w pasie, z tych, co to w tym kraju piersiowymi nazywają, są to jakby małe muszkiety; dosiadał dzielnego rumaka. Zobaczywszy że giermkowie jego (tak nazywają oni ludzi temu pięknemu rzemiosłu oddanych) obdarliby Sansza, kazał im puścić go i tym sposobem pas został uratowany. Dowódca, zdziwiony widokiem spisy opartej o drzewo i tarczy leżącej na ziemi, a Don Kiszota w zbroi od stóp do głowy, z miną smutną i melancholiczną, zbliżył się do niego i rzekł mu:<br>
{{tab}}— Nie obawiaj się waszmość! nie wpadłeś w ręce niebezpiecznego wroga. Jestem Roque Ginar, nie umiem źle się obchodzić z tymi, co mi nigdy krzywdy nie zrobili.<br>
{{tab}}— Nie dlatego mi przykro — odparł Don Kiszot — o waleczny Roque, którego sława nie zna granic na ziemi, że jestem w twojej mocy, ale że ci żołnierze znienacka i nieporządnie mnie ujęli, kiedy prawa rycerstwa błędnego, które jest moim zawodem, brzmią wyraźnie, żeby zawsze być czujnym i samemu sobie być placówką; bo trzeba, żebyś się dowiedział, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1227|num=557}}waleczny Roque, że gdyby mnie byli zastali konno, ze spisą i tarczą w dłoni, nie takby łatwo poradzili sobie ze mną. Wiesz dobrze, jaka jest sława Don Kiszota z Manszy.<br>
{{tab}}Dosyć było tego dla Roqua Ginar, żeby dorozumieć się, jaka choroba trapiła Don Kiszota. Często o nim słyszał, ale przypuścić nie mógł, żeby prawdę o nim mówiono, nie mogąc wytłumaczyć sobie, jak takie dziwactwa zagnieździć się mogą w umyśle człowieka. Szczęśliwy był, że go spotkał i że będzie mógł sam osądzić, czy oryginał odpowiedni był kopiom.<br>
{{tab}}— Mężny rycerzu — powiedział — pociesz się i nie uważaj za nieszczęście stanu, w którym się znajdujesz. Może to nie upadek, może to przesilenie, które utrwali twój los podupadły. Niebo cuda tworzy nieznanemi drogami, podnosząc pokornych, wzbogacając biednych.<br>
{{tab}}Don Kiszot miał już składać dzięki godne siebie i wielkiego Roqua, kiedy usłyszeli nagle za sobą tętent koni, jakby się tłum jaki przybliżał. Był to jednak jeden tylko jeździec, ale pędził na dziarskim rumaku. Zobaczyli, że to młodzieniec bardzo dobrej powierzchowności, około lat dwudziestu; ubrany był w adamaszek ze złotą koronką, kapelusz odwinięty po walońsku, buciki zgrabne, szpadę, sztylet i ostrogi pozłacane, trzymał muszkiet w ręce i dwa pistolety zatknięte miał za pasem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1228|num=558}}{{tab}}— Szukałem cię, dzielny Roque — rzekł jeździec, nadjechawszy — żeby u ciebie znaleźć lekarstwo, a przynajmniej pociechę w strapieniu. Jak to, nie poznajesz mnie? Jestem Klaudya, Hieronima, córka Simon-Forte, najlepszego twojego przyjaciela, a wroga zaciętego Klokela Forellas, który należy do stronnictwa twoich nieprzyjaciół. Don Wincenty Forellas, syn jego, niedawno temu zakochał się we mnie, znalazł sposobność oznajmić mi o tem. Ja, wiedząc, że to zacny młodzieniec, a widząc, że przystojny, słuchałam go przychylnie, nareszcie obiecał ożenić się ze mną i dał mi na to słowo, ja mu także mojego nie odmówiłam. Polegając tak na sobie nawzajem, czekaliśmy spokojnie, żeby rodzice nasi pogodzili spory między sobą i zezwolili na małżeństwo nasze. Tymczasem dowiaduję się wczoraj, że ten niewdzięcznik żeni się z inną, którą dziś właśnie ma poślubić. Możesz sobie wyobrazić, jakie ta nowina wywarła na mnie wrażenie. Mojego ojca nie było w domu, przywdziałam więc strój, który widzisz, i popędziłam za Don Wincentym. O milę stąd dognałam go i natychmiast, nie bawiąc się w żadne wymówki, nie dawszy mu czasu do wytłómaczenia się, strzeliłam do niego najprzód z muszkietu, potem z dwóch pistoletów i pomściłam się za tę zniewagę. Padł na ręce służby swojej, która nie śmiała {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1229|num=559}}go bronić. Przychodzę prosić cię, żebyś mnie odprowadził do Francyi, gdzie mam krewnych, a jak powrócisz, żebyś obronił ojca mojego od zniewag, których od ojca i przyjaciół Don Wincenta nie zabraknie.<br>
{{tab}}Roque zdziwiony powierzchownością i pięknością Klaudyi i jej postanowieniem, obiecał ją odprowadzić dokąd zechce, ale przedewszystkiem rzekł:<br>
{{tab}}— Zobaczymy, czy wróg pani już nie żyje, zobaczymy potem, co zrobimy.
Don Kiszot, widząc co się dzieje:<br>
{{tab}}— Nie trzeba — rzekł — żeby ktokolwiek trudził się opiekowaniem tej damy, to moja rzecz, podejmuję się jej. Oddajcie mi tylko broń moją, poszukam tego rycerza i umarłego czy żywego zmuszę do dotrzymania słowa.<br>
{{tab}}— Oh, dalipan — rzekł Sanszo — będzie gracko, jeśli się mój pan w to wmiesza. Najszczęśliwszą ma pod słońcem rękę do kojarzenia małżeństw i niedawno temu zmusił jednego do dotrzymania słowa narzeczonej; i gdyby czarnoksiężnicy, prześladujący go, nie przemienili tego człowieka w lokaja, biedna ta dziewczyna byłaby już dotychczas za mężem.<br>
{{tab}}Roque myśląc dogodzić i usłużyć pięknej Klaudyi, nie zwrócił uwagi na to, co mówił pan i sługa, albo też udawał, że nie zwraca, ale kazał oddać Sanszowi wszystko, co mu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1230|num=560}}ludzie jego zabrali, i kazawszy mu się potem schronić w tem samem miejscu, gdzie noc przepędzili, pojechał z Klaudyą szukać Don Wincenta. Nie znaleźli go tam, gdzie go Klaudya zostawiła, tylko krew świeżo rozlaną, a oglądając się na wszystkie strony, zoczyli kilku ludzi opodal, zwolna wstępujących na wzgórze; domyślili się, że to służba niosła Don Wincenta. Spięli konie, a dognawszy ich wkrótce, ujrzeli, jak służący nieśli Don Wincenta, który umierającym głosem prosił, żeby mu tu pozwolili umrzeć, bo ból i krew, płynąca z ran, nie dozwalały mu pójść dalej. Na ten widok zmieszana Klaudya zsiadła z konia i zbliżyła się do Don Wincenta, a walcząc między zemstą a czułością, wzięła go za ręce i rzekła:
{{tab}}— Gdybyś mnie nie był zdradził, Don Wincento, nie znajdowałbyś się w tak opłakanym stanie.<br>
{{tab}}Biedny kawaler otworzył nawpół oczy, a poznając Klaudyę:<br>
{{tab}}— Wiem dobrze, kochana Klaudyo — rzekł słabym głosem — że to ty śmierć mi zadałaś! Nie wiem, co cię do tego skłoniło, ale chęci moje i zamiary nie zasługiwały na taką karę.<br>
{{tab}}— Więc to nieprawda — rzekła Klaudya — że miałeś dziś poślubić Leonorę, córkę Balwastra?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1231|num=561}}{{tab}}— Ja! — odrzekł Don Wincento — fałsz, kłamstwo, nie myślałem nigdy nawet o tem. Moje nieszczęście to sprawiło, żeś uwierzyła i odebrała mi życie. Ale ponieważ wyzionę ducha w twojem objęciu, nie umrę bez pociechy i jeszcze jestem szczęśliwy, że mogę ci dać szczere oznaki stałości uczuć moich. Ściśnij mi dłoń, kochana Klaudyo, i weź mnie za małżonka, nigdym w życiu innego szczęścia nie pragnął, ale radośnie mi przy śmierci, że mogę cię wyprowadzić z błędu, który cię zniewolił do zabicia mnie.<br>
{{tab}}Klaudya ścisnęła mu rękę i nagle gwałtowna boleść przeszyła jej serce, padła zemdlona, a zakrwawione ciało małżonka, który nagle wyzionął z długiem westchnieniem smutne ostatki życia swojego...<br>
{{tab}}Służba pobiegła natychmiast po wodę, pokropiono im twarze, ale tylko Klaudya przyszła do siebie, a ujrzawszy na obliczu Don Wincenta nieochybne oznaki śmierci, którą mu zadała, oddała się już zupełnie boleści swojej, rwąc sobie włosy, rozdzierając ciało. Słowa jej przekonywały, że już nigdy nie znajdzie pociechy.<br>
{{tab}}— No cóż, okrutna — wołała — dobrze ci teraz? Zemsta twoja już się nasyciła, kochanek twój nie może już do innej należeć; ale nieszczęsna, sama się pozbawiasz tego, któregoś {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1232|num=562}}kochała, i zazdrość twoja wtrąciła do grobu tego, co tylko żył dla ciebie. Umieraj, niegodna, umieraj ze wstydu i hańby, że przeżyłaś wiernego małżonka, umieraj z bólu i rozpaczy, żeś się stała mimowolnem, niegodnem narzędziem zemsty Boga i ludzi! Niestety! wierny kochanku — dodała, ściskając czule Don Wincenta — więc cię nieodzownie muszę utracić i dlategośmy się tylko złączyli na chwilę, żeby się potem na wieki rozłączyć!<br>
{{tab}}Gdy tak nieszczęśliwa Klaudya rozwodziła żale, służący Don Wincenta łzami się zalewali i sam Roque nawet, co nie zwykł był płakać, zwilżone miał oczy i niemniej od drugich zdawał się smucić.<br>
{{tab}}Roque nareszcie rozkazał służącym Don Wincenta zanieść ciało nieboszczyka do domu ojca, w sąsiedztwie będącego. Skoro odjechali, Klaudya powiedziała mu, że ma zamiar opuścić świat zupełnie i zamknąć się w klasztorze, gdzie jej ciotka była ksienią.<br>
{{tab}}Roque, pochwaliwszy to postanowienie, chciał jej towarzyszyć, zaręczając, że będzie bronił jej ojca od napaści Don Wincenta i innych nieprzyjaciół. Nieszczęsna podziękowała mu za to wszystko najczulej i odjechała w rozpaczy. Roque, wróciwszy do ludzi swoich, zastał Don Kiszota wpośród nich konno, usiłującego rozumnem dowodzeniem {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1233|num=563}}odwieść od tego rodzaju życia, tak niebezpiecznego dla ciała i duszy, ale byli to po większej części Gaskończycy, plemię dzikie i szorstkie, nie zwracali więc uwagi na to co im mówił i szydzili z niego.<br>
{{tab}}Roque zapytał się Sansza, czy mu wszystko oddali.<br>
{{tab}}— Wszystko — odrzekł Sanszo — prócz trzech czepków nocnych, które warte najmniej tyle, co trzy miasta.<br>
{{tab}}— Co pleciesz, chamie — rzekł jeden z bandolierów — ja właśnie wziąłem te czepki, nie warte dziesięciu groszy.<br>
{{tab}}— To prawda — wtrącił Don Kiszot — ale mój giermek bardzo je ceni z powodu osoby, która mu je podarowała.<br>
{{tab}}Roque rozkazał, żeby zwrócić czepki, a uszykowawszy szeregiem bandolierów, kazał przynieść łupy. Były tam drogie kamienie, złoto, srebro, sprzęty rozmaite. Oceniwszy każdy przedmiot lub obliczywszy na pieniądze to, co się nie dało podzielić, rozdał wszystko pomiędzy bandę tak umiejętnie i rozsądnie, że każdy odszedł zadowolony.<br>
{{tab}}— Widzisz waszmość — rzekł do Don Kiszota po tym podziale — gdybym nie zachowywał z tymi ludźmi porządku i słuszności, niepodobna byłoby wytrzymać z nimi.<br>
{{tab}}— Dalipan — rzekł Sanszo — {{pp|sprawiedli|wość}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1234|num=564}}{{pk|sprawiedli|wość}} jednak niezłą jest rzeczą, kiedy się nawę między takimi łotrami utrzymuje.<br>
{{tab}}Jeden z bandolierów, usłyszawszy te słowa półgłosem wymówione, wziął go na cel z rusznicy i byłby mu głowę na miazgę roztrzaskał, gdyby nań Roque nie był krzyknął.<br>
{{tab}}Sanszo przestraszył się nielada i przysiągł sobie, że nie otworzy już nigdy ust pomiędzy ludźmi nierozumiejącymi żartów. Wtem nadszedł jeden z bandolierów, czyhających na gościńcu na przechodniów.<br>
{{tab}}— Panie — rzekł — jakiś tłum ludzi zbliża się ku Barcelonie.<br>
{{tab}}— A nie uważałeś — zapytał Roque — czy to są ci, co my ich szukamy, czy też ci, co nas szukają?<br>
{{tab}}— To ci, co my ich szukamy — odparł bandyta.<br>
{{tab}}— Na koń, dzieci — rzekł Roque — i przytaszczyć mi ich tu wszystkich co do jednego.<br>
{{tab}}Bandolierzy cwałem popędzili, a Roque, pozostawszy z rycerzem i jego giermkiem, rzekł do Don Kiszota:<br>
{{tab}}— Ten rodzaj życia może się zapewne bardzo dzikim wydawać panu Don Kiszotowi z Manszy i nie dziwiłbym się temu bynajmniej. U nas ciągle nowe przygody, nowe wypadki, a zawsze niebezpieczne; sam przyznaję, że nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1235|num=565}}może być niespokojniejszego i wyuzdańszego życia. Co do mnie, zaplątałem się w nie z powodu zemsty, którą poprzysiągłem, a która trapi mnie ciągle i spocząć nie dozwala. Jestem zazwyczaj usposobienia łagodnego i dobrotliwego, ale, jak powiedziałem, chęć pomszczenia się za obrazę, którą mi wyrządzono, zwichnęła wszystkie moje dobre zamiary i muszę wytrwać aż do czasu w tem nieszczęsnem rzemiośle, mimo innych zupełnie skłonności. Z jednej przepaści, jak wiecie, wpada się w drugą, ale ja nietylko myślę zemścić się za siebie, chcę się zemścić i za drugich. Mimo to wszystko, ufam w miłosierdzie Boże nad ułomnością ludzką, że mi nie dozwoli zginąć marnie w tym odmęcie, wydostanie mnie z tej toni, w którą mnie ludzie wtrącili.<br>
{{tab}}Don Kiszota zadziwiło bardzo wyznanie Roqua, nie przypuszczał, iżby pomiędzy rzezimieszkami mógł się znajdować człowiek takich wyobrażeń i uczuć zacnych, a korzystając z chwili do okazania pobożności swojej, odrzekł mu:<br>
{{tab}}— Mości Roque! wielki to wypadek dla zdrowia poznanie choroby i chętne usposobienie chorego do zażycia potrzebnych lekarstw. Waszmość chory jesteś, ale wiesz, co ci dolega, udaj się do Boga, on jest nieomylnym lekarzem, nie omieszka zesłać ci lekarstw, co cię {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1236|num=566}}z pewnością wyleczą, a tem skutecznej działać będą, że natrafią na dobre usposobienie. Oświecony grzesznik prędzej się poprawi od głupca, bo umiejąc ocenić złe i dobre, wstyd mu nareszcie będzie własnych występków. Tymczasem głupiec, zaślepiony w własnej niedorzeczności, działa tylko instynktem i nie lęka się oddać namiętnościom i nałogom, których nie pojmuje niebezpieczeństwa. Odważnie więc, mości Roque! Waszmość masz rozum i przezorność, poradź się ich dokładnie, a bądź pewny, ze z czasem zdołasz wyleczyć duszę zupełnie. Ale kiedy chcesz postępować łatwo na drodze zbawienia, porzuć ten rodzaj życia, chodź ze mną, nauczę cię rzemiosła błędnego rycerza. Jest to nieprzebrana ilość trudów i przygód niebezpiecznych, które trzeba będzie ofiarować Bogu i znosić je za pokutę, potem będziesz w niebie.<br>
{{tab}}Don Kiszot tą radą rozśmieszył wodza bandolierów i ten, zmieniając rozmowę, opowiedział mu smutne zakończenie przygody Klaudyi Hieronimy, której słuchając Sanszo, widocznie się smucił, bo mu ta panna bardzo przypadła do smaku.<br>
{{tab}}Tymczasem bandolierzy przyprowadzili jeńców: dwóch konno nieźle odzianych, dwóch pielgrzymów pieszo i kolebkę, w której były kobiety, a za niemi siedmiu, czy ośmiu ich {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1237|num=567}}służących pieszo i konno, dalej jeszcze dwóch służących na mułach, co do owych jeźdźców należeli. Bandolierzy otoczyli ten tłum ludzi, nastało milczenie, wielki Roque się przybliżył.<br>
{{tab}}Zapytał naprzód dwóch jeźdźców, co za jedni i dokąd jechali.<br>
{{tab}}— Panie! — odrzekł jeden z nich — jesteśmy kapitanami w piechocie, kompanie nasze stoją w Neapolu, jedziemy właśnie do Barcelony, gdzie chcemy wsiąść na okręt, bo podobno stoją w porcie cztery galery, mające odpłynąć do Sycylii. Mamy około dwóchset lub trzechset talarów, co dla nas już się wydaje bogactwem, bo jak pan wiesz zapewne, w rzemiośle naszem skarbów nie da się zebrać.<br>
{{tab}}— A wy skąd? — zapytał Roque pielgrzymów.<br>
{{tab}}— Jaśnie oświecony panie! — rzekli — wsiadamy na statek, żeby pożeglować do Rzymu, i mamy przy sobie może ze sześćdziesiąt realów.<br>
{{tab}}Roque zagadnął potem kobiety w kolebce, jeden ze służby odrzekł mu, że to była Senora Dona Gujomar de Gluinones, żona zarządcy wikaryatu neapolitańskiego, z córką swoją, jeszcze jedną panną i ochmistrzynią, że sześciu jej towarzyszyło, trzech konno, trzech pieszo, i że pieniądze ich wynosiły sześćset talarów.<br>
{{tab}}— Mamy więc tym sposobem — rzekł {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1238|num=568}}Roque — około dziewięciuset talarów i sześćdziesięciu realów. Jest u mnie sześćdziesięciu żołnierzy, policzcież dobrze, co się każdemu należy, bo ja nie umiem dobrze rachować.<br>
{{tab}}— Niech żyje wielki Roque Guinard — zawołali chórem bandolierzy — niech żyje na przekór nikczemnikom, co go zgubić pragną!<br>
{{tab}}Kapitanowie spuściwszy głowy, żałowali pieniędzy, pani rządczyni i jej towarzystwo zapomniało zupełnie, czy jest radość na świecie, a biednym pielgrzymom wcale się śmiać nie chciało. Roque pozostawił ich przez chwilę w tym stanie, potem, zwracając się naprzód do kapitanów, rzekł:<br>
{{tab}}— Mości kapitanowie! przez grzeczność pożyczcie mi sześćdziesiąt talarów, a pani rządczyni, da mi, jeżeli łaska, osiemdziesiąt. Jest to konieczna nagroda dla moich żołnierzy, bo każdy żyć musi ze swojego rzemiosła. Potem idźcie sobie, gdzie wam się podoba, dam wam glejt bezpieczeństwa, żeby was wojska moje w pobliżu będące nie napadły, bo nie chce, żeby się u mnie źle obchodzono z wojskowymi, ani z kobietami, zwłaszcza też znacznemi.<br>
{{tab}}Kapitanowie nieskończenie dziękowali Roquemu za łaskawe i wspaniałomyślnie obejście, wynosząc go aż pod niebo za to, że im zwrócił część pieniędzy. Senora Gujomar chciała wysiąść z koleby i cisnąć mu się do nóg, ale nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1239|num=569}}chciał na to pozwolić, owszem, przeprosił ją najgrzeczniej za mimowolną krzywdę, którą dla uspokojenia żołnierzy musiał jej wyrządzić. Rządczyni i kapitanowie oddali, co im kazano, a biedni pielgrzymi zabierali się do oddania wszystkich pieniędzy, widząc, że ich nie oszczędzono. Roque kazał im zaczekać i zwracając się do ludzi, rzekł:<br>
{{tab}}— Z tych stu czterdziestu talarów, każdemu z was po dwa się należy, z dwudziestu resztujących dajcie połowę jedną tym pielgrzymom, a drugą uczciwemu temu giermkowi, żeby sobie przyjemnie tę przygodę wspominał.<br>
{{tab}}Potem, kazawszy dać sobie papieru i atramentu, napisał glejt, w którym nakazywał wszystkim podwładnym wolne przepuszczenie całego towarzystwa; odjechało też ono wkrótce, uwielbiając postępek wielkiego Roque’a, grzeczność jego i dobrą minę, biorąc go raczej za dworskiego rycerza, niż za korsarza. Jednemu z bandolierów nie podobał się ten postępek wodza i zaczął głośno wyrzekać:<br>
{{tab}}— Do kroćset dyabłów — zawołał po katalońsku — nasz wódz lepszyby był na mnicha, a nie na bandoliera, ale jeżeli ma ochotę być szczodrym, to niech rozporządza swoimi, a nie cudzymi pieniędzmi.<br>
{{tab}}Biedak mówił głośno i Roque go usłyszał; wydobył w tej chwili miecza i palnął po łbie, że o mało go nie rozpłatał. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1240|num=570}}{{tab}}— Tak karcę krzykaczy i krnąbrnych — zawołał.<br>
{{tab}}Ani jeden nie śmiał się ruszyć, tak umiał wdrożyć obawę i posłuszeństwo dla siebie. Potem, odszedłszy nieco na bok, napisał list do jednego z przyjaciół swoich w Barcelonie, donosząc mu, że miał u siebie sławnego Don Kiszota z Manszy, owego znakomitego, błędnego rycerza, o którym tyle w Hiszpanii mówiono, zaręczając mu, że to był bardzo pocieszny człowiek, któremu wcale nie brak było dowcipu. Obiecywał za cztery dni zawieźć go do Barcelony w uroczystość Ś. Jana Chrzciciela. Rycerz będzie od stóp go głów uzbrojony, na pysznym Rosynancie z wiernym Sanszo, giermkiem swoim na ośle. Prosił go, ażeby uwiadomił o tem rodzinę Niarrot, przyjazną mu, której chciał sprawić tę przyjemność, życząc sobie, żeby nieprzyjazna mu rodzina Kadelix żadnego udziału w tej uciesze nie miała. Widział jednak, że to niepodobieństwo, bo bziki pana i błazeństwa giermka za wielkie były, ażeby się całe miasto nie miało z nich cieszyć.<br>
{{tab}}List odniósł bandolier przebrany za chłopa i oddał szczęśliwie podług adresu.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1241|num=571}}{{c|ROZDZIAŁ LXI.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Jaka się stała Don Kiszotowi przygoda przy wjeździe do Barcelony i o wielu innych rzeczach raczej prawdziwych, niż mądrych.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Don Kiszot, bawiąc trzy dni u Roque’a, coraz nowe widział u niego rzeczy. Nigdy na jednem miejscu długo nie postali, obiadowali w jednem, wieczerzali w drugiem. Czasem uciekali bez powodu lub zatrzymywali się niepotrzebnie, zawsze żwawo i ochoczo, spali na koniu, to na ziemi, ale przy ciągłej zmianie miejsca sen był często przerywany. Szpiegów ciągle po wsiach rozsyłali, a placówki dobrze uzbrojone pilnie strzegły śpiących. Roque nigdy razem z żołnierzami nie sypiał, nie wiedzieli nawet nigdy, w jakiem miejscu noc przepędzą.<br>
{{tab}}Wicekról Barcelony nałożył cenę na jego głowę, nie pokładał więc zupełnego zaufania u żołnierzy swoich, obawiając się, czyby chciwość nie skłoniła przypadkiem którego do zdrady i wydania go w ręce sprawiedliwości. Nareszcie Don Kiszot, Roque, Sanszo i sześciu bandolierów, jadać pobocznemi drogami, zajechali nocą do Barcelony w wigilię Św. Jana. Roque i Don Kiszot przed bramą miejską {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1242|num=572}}powiedzieli sobie mnóstwo komplementów, podziękowali nawzajem i uściskali się w chwili pożegnania. Roque z ludźmi pojechał w swoje strony, Don Kiszot i Sanszo, nie zsiadając z rumaków, oczekiwali świtu.<br>
{{tab}}Zwolna jasna jutrzenka zaczynała się pokazywać na krużgankach wschodu, rozrzucając płynne perły na trawy i kwiaty. Po rozdaniu tych codziennych podarków twarz jej rumieńszą przybrała barwę i ustąpiła miejsca słońcu, które zaczęło ozłacać i upiększać całą przyrodę okoliczną. Don Kiszot i Sanszo, spoglądając na wszystkie strony, ujrzeli morze, po raz pierwszy w życiu. Wydało im się ogromnem, znacznie szerszem od jeziora Ruidera, które w Manszy widzieli. Ujrzeli galery w porcie z różnobarwnemi flagami, muskającemi powietrze.<br>
{{tab}}Nagle zabrzmiał odgłos obojów, trąb, bębnów i piszczałek, powietrze drżało rozkosznie pod tem natarciem wojowniczej muzyki. Galery zaczęły się poruszać i niby to walkę staczając, biły ze wszystkich dział, artylerya na wałach miasta odpowiadała im, a mnóstwo jeźdźców wyjechało za miasto w ozdobnem odzieniu, stosując krok rumaków do poruszeń okrętów. Wszystko tchnęło radością wokoło, morze było spokojne i dzień najpogodniejszy, leciutki wietrzyk odświeżał powietrze, rozpędzając dym i kurz z kanonady. Sanszo uwielbia! wszystko, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1243|num=573}}na co patrzył, szeroko otwierał usta i oczy z podziwu, ani razu nie przepomniał schylić dobrze głowy za każdym strzałem armatnim. Wtem orszak jeźdźców, świetnie przybranych, cwałem zbliżył się do Don Kiszota w niemem uwielbieniu zatopionego, a jeden z nich (właśnie ów, do którego Don Roque list pisał, zaczął wołać:<br>
{{tab}}— Witamy, witamy zwierciadło, polarną gwiazdę błędnego rycerstwa, wielkiego, walecznego, niezrównanego Don Kiszota, prawdziwego rycerza z Manszy, o którym Cid Hamet Benengeli, perła historyków, takie nam wierne dał wyobrażenie, bo niema co nawet wspominać o tym drugim autorze, który przywłaszczyć sobie śmiał sławną nazwę dla usprawiedliwienia czczych bajek i niedorzeczności.<br>
{{tab}}Don Kiszot nic nie odpowiedział i nie miał na to czasu, bo wszyscy jeźdźcy otoczyli go, harcując wokoło, śmiejąc się, szepcząc, a muzyka nie przestawała wesołych trelów. Widząc to, nasz rycerz rzekł do Sansza:<br>
{{tab}}— No, ci, to się przecie na nas poznali, założyłbym się, że czytali historyę naszą i ta, co niedawno ów Aragończyk śmiał napisać.<br>
{{tab}}Jeździec, który już przedtem odezwał się do Don Kiszota, zbliżył się do niego i rzekł:<br>
{{tab}}— Zrób nam pan zaszczyt, mości Don Kiszocie, i chciej należeć do naszego, orszaku.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1244|num=574}}{{tab}}Znajdziesz pan tu samych blizkich przyjaciół Roque Guinarda, gotowych na usługi twoje.<br>
{{tab}}— Jeżeli grzeczność jedna — odparł Don Kiszot — płodzić ma drugą, wasza, mości kawalerze, musi być córką lub przynajmniej blizką krewną grzeczności sławnego Roque’a. Jedzmy, gdzie waszmość państwo rozkażecie, wszędzie udam się za wami, zwłaszcza też tam, gdzie zechcecie zażądać odemnie jakiej przysługi.<br>
{{tab}}Kawaler odpowiedział na komplement Don Kiszota komplementem niemniej wyuczonym i ujmującym i wszyscy przy dźwięku trąb i obojów wjechali do miasta. Ale widać czarownicy już na samym wstępie czyhać musieli na rycerza. Dwóch uliczników, nie wiadomo przez kogo namówionych, zuchwale przedarłszy się pomiędzy końmi, dostało się aż do Don Kiszota i włożyło pod ogony Rosynantowi i buremu po sporym pęczku ostu. Biedne rumaki, poczuwszy nowy ten rodzaj ostróg, stuliły ogony, cierpiąc jeszcze bardziej, a nie mogąc zrzucić kolącej męczarni, zaczęły wierzgać, stawać dęba i zrzuciły nareszcie panów swoich na ziemię. Don Kiszot, zawstydzony i rozgniewany bardziej, niżby się na pozór zdawało, wstał i oderwał oset Rosynantowi, Sanszo buremu. Jeźdźcy tymczasem puścili się za zuchwałym motłochem, ale niepodobna było ich schwytać, zginęli w tłumie. Nareszcie Don {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1245|num=575}}Kiszot i Sanszo wsiedli znów na koń, a ów przyjaciel Roque’a, zamożny obywatel w Barcelonie, zaprowadził ich do siebie, gdzie ich też na teraz zostawimy, bo Cid Benengeli pragnie zakończyć ten rozdział.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ LXII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Jaka przytrafiła się Don Kiszotowi przygoda z zaczarowaną głową.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Gospodarz Don Kiszota nazywał się Don Antonio Moreno, kawaler bogaty i pełen rozumu, który lubił wesołość, ale smaczną. Widząc Don Kiszota u siebie, umyślił zabawić się z jego bzików, nie robiąc mu przykrości, bo żart powinien mieć granice, tam gdzie jest obraza, niema już żartu. Naprzód więc namówił go, żeby zdjął zbroję, i wyprowadził go w owym sławnym kaftanie na ganek, wychodzący na główną ulicę, gdzie wszyscy przechodnie zastanawiali się, przyglądając się mu, jak małpie. Potem owi jeźdźcy, świetnie przybrani, zaczęli przed nim wyścigi i igrzyska, jakby to tylko dla niego, a nie z powodu święta robili. Sanszo nader był wesół i najlepiej wróżył sobie ze wszystkiego tego, co widział, wyobrażając {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1246|num=576}}sobie, że to nowe wesele Gamasza, don; jak Don Diego de Miranda, i zamek, gdzie na niczem, jak u księcia, nie zbywało. Na obiedzie u Don Antonia zebrało się kilku przyjaciół, którzy wiele uszanowania okazywali dla Don Kiszota, uważając go zawsze za błędnego rycerza, mówili z nim tak ceremonialnie i grzecznie, że rycerz nie posiadał się z radości. Sanszo tyle pociesznych bzików naplótł, że wszystkich rozweselił, a wszyscy służący znów krzątali się koło niego, śmiejąc się na całe gardło.<br>
{{tab}}— Mości giermku — rzekł Don Antonio, podczas obiadu — mówiono nam tu, że tak bardzo masz lubić blamanże i łakotki, że jak wszystkiego nie spożyjesz przy obiedzie, chowasz podobno do kieszeni na dzień następny?<br>
{{tab}}— To nieprawda, jasny panie — odrzekł Sanszo — nie jestem żarłokiem, ani brudasem, a niech jego wielmożność sam pan Don Kiszot powie, że często przez osiem dni starczyła nam na dzień garść orzechów laskowych i pół tuzina cebuli. Oczywiście, darowanemu koniowi w zęby nie zaglądają, to jest, kiedy mi kto da jeść, jem, ani się pytam. Kto zaś powiedział, żem żarłok i brudas, ten skłamał, z przeproszeniem jasnego pana, i gdyby nie w tem towarzystwie, przezwałbym go inaczej.<br>
{{tab}}— Rzeczywiście — wtrącił Don Kiszot — {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1247|num=577}}ochędóstwo Sansza podczas jedzenia zasługuje, aby było wyryłem na spiżu, jako przykład dla potomności. Kiedy głodny, może trochę za chciwie spożywa, połyka kawał po kawałku, ale co do czystości, nigdy pod tym względem nie uchybił. Kiedy był wielkorządcą, nie miał nawet apetytu, jadł bardzo delikatnie, naprzykład winogrona i ziarnka granatów spożywał widelcem.<br>
{{tab}}— Jakto! — zawołał Don Antonio — pan Sanszo był wielkorządcą?<br>
{{tab}}— Tak, jasny panie — odrzekł Sanszo — byłem wielkorządcą, na wyspie Baratarya, sprawowałem tam rządy przez dziesięć dni; w usta, prawda, lej co chcesz, ale straciłem tam spokojność, rozum, tuszę i nauczyłem się pogardy wszystkich rządów, to też nie opuściłem tej władzy, ale uciekłem od niej. Po drodze wpadłem do rowu z burym, myśleliśmy już oba, że nie powstaniemy, aleć, chwała Bogu, cud jakiś nas zbawił.<br>
{{tab}}Don Kiszot opowiedział potem przygody Sansza w czasie sprawowania rządów, a całe towarzystwo bardzo się z tego ucieszyło, serdecznie się śmiejąc co chwila. Po skończonym obiedzie Don Antonio wziął Don Kiszota pod rękę i zaprowadził go do pokoju, gdzie jedyny sprzęt i ozdoba składała się ze stołu na pozór jaspisowego, na nodze z tegoż samego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1248|num=578}}materyału wspartego, na którym stało popiersie bronzowe jakiegoś rzymskiego cesarza. Po chwilowej przechadzce naokoło stolika Don Antonio rzekł do Don Kiszota:<br>
{{tab}}— Teraz, mości Don Kiszocie, pewnym będąc, że nikt nas nie podsłuchuje, muszę też waszmości opowiedzieć dziwny bardzo szczegół, o jakim pewno jeszcze dotychczas nie słyszałeś, pod warunkiem atoli, jeżeli łaska, że to będzie tajemnicą pomiędzy mną a panem.<br>
{{tab}}— Możesz mi waszmość pan zaufać, Don Antonio — odrzekł Don Kiszot — daję panu słowo moje. Ten, do którego mówisz, ma tylko oczy i uszy, ale ani kawałka języka. Skoro mi otworzysz serce, bądź pewien, że tak jakbyś pogrzebał myśl swoją w głębinach milczenia.<br>
{{tab}}— Po tem zapewnieniu — odrzekł Antonio — opowiem waszmości rzeczy, które cię zachwycą, i sam pozbędę się przecie tej tajemnicy, której ciężarem nie wiedziałem dotąd, z kim się podzielić. Głowa ta, którą spostrzegasz, mości Don Kiszocie, a raczej całe to popiersie, zrobił jeden z najzręczniejszych czarowników, podobno Polak jakiś, uczeń sławnego Lescot, o którym tyle cudów opowiadał. Przez czas niejakiś bawił u mnie, a za tysiąc talarów zrobił mi tę głowę, mającą dar odpowiadania na wszelkie zapytania, tylko do {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1249|num=579}}ucha trzeba jej powiedzieć. Przyglądał się dobrze ruchowi gwiazd, kreślił mnóstwo cyfr i nareszcie, wybrawszy punkt właściwej konstelacyi, doprowadził ją do tej doskonałości, której jutro będziesz miał dowód, bo w piątek niemą jest zawsze i daremnie się jej dziś pytać. Pomyśl pan trochę nad zapytaniami, które jej myślisz zadać, a doświadczenie przekona waszmość, że prawdę mówię.<br>
{{tab}}Don Kiszot, nader zdziwiony tem, co mu Don Antonio o tej głowie powiedział, nie mógł przypuszczać, ażeby dar taki posiadać mogła, ale ponieważ wkrótce miał się przekonać, podziękował bardzo gospodarzowi za powierzenie tak ważnej tajemnicy. Wyszli. Don Antonio zamknął drzwi od tajemniczego pokoju na klucz i wrócili do sali, do towarzystwa, gdzie Sanszo kilka przygód pana opowiedział. Wieczorem udali się wszyscy na przechadzkę. Don Kiszot był bez zbroi, tylko w kaftanie z grubego farbowanego sukna, w którymby Lapończyk pocił się w zimie, siedział nie na Rosynancie, ale na spokojnym mule. Na plecach, na kaftanie, nie czuł, jak mu przylepiono kawałek pergaminu z napisem wielkiemi głoskami: »Oto Don Kiszot z Manszy.« Wszyscy przechodnie, śmiejąc się, czytali ów napis, a nasz rycerz bardzo się dziwił, że dość spojrzeć na niego, aby wymienić sławne nazwisko. Sanszo zaś został w domu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1250|num=580}}i służba miała rozkaz strzedz go i nie wypuszczać.<br>
{{tab}}— Don Antonio — odezwał się Don Kiszot, jadać przy nim — przyznaj waszmość jednak, że błędne rycerstwo ma w sobie coś wielkiego i doskonałego, kiedy dla ludzi, temu zawodowi oddanych, natychmiast sławę zyskuje. Słyszysz, panie, jak wszyscy mówią o mnie, prosty lud, dzieci małe znają mnie, nie widząc przedtem ani razu.<br>
{{tab}}— Spostrzegam aż nadto dobrze, mości Don Kiszocie — odparł Don Antonio — jak ogień zawsze wydaje płomień, po którym go poznać można, tak cnota rzuca blask, który się łacno dostrzeże, zwłaszcza też cnota w ciężkich wojennych trudach zyskana.<br>
{{tab}}Wtem przechodzący Kastylianin jakiś, przeczytawszy pergamin, zaczął wołać:<br>
{{tab}}— Niech cię wszyscy dyabli porwą, Don Kiszocie z Manszy! To ty żyjesz jeszcze po tych kijach, co ci wsypano? Straszny z ciebie waryat i gdybyś nim sam tylko był, to jeszcze mniejsza! Ale twoje szaleństwo jest zaraźliwe, udziela się wszystkim tym, co patrzą na ciebie, dość spojrzeć na towarzyszów twoich. Idź do dyabła, wracaj do domu zająć się dobytkiem, żoną i dziećmi, nie wierć sobie darmo w mózgu — i tak już on dobrze przewiercony.<br>
{{tab}}— Mój przyjacielu — zawołał Don Antonio — idź sobie spokojnie i nie radź nikomu, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1251|num=581}}kiedy rad nikt od ciebie nie wymaga. Pan Don Kiszot jest bardzo rozumny i my także nic zupełnie głupi, a cnotę uczcić potrzeba, gdziebądź się ją spotka. No, no, ruszaj prędzej i nie czekaj powtórzenia!<br>
{{tab}}— Dalipan, masz pan słuszność — odrzekł Kastylijczyk — darmobym czas marnował dając rady temu biednemu waryatowi. Ale aż litość bierze, ażeby zdrowy rozsądek, którego mu w niektórych razach nie brak, gubił się w tem marnem błędnem rycerstwie.<br>
{{tab}}Kastylijczyk odszedł nareszcie, mrucząc ciągle, a jeźdźcy nasi postępowali zwolna dalej, ale taki tłok ciągle się wokoło nich powiększał, że Don Antonio musiał nieznacznie zdjąć Don Kiszotowi ów napis. Skoro noc nastała, powrócili wszyscy do Don Antonia, gdzie żona jego, przystojna bardzo kobieta i wesołego usposobienia, zaprosiła kilka przyjaciółek dla uczczenia gościa i uciechy z nadzwyczajnych bzików rycerza. Wieczerza była świetna, damy postrojone, a po wieczerzy bal. Były tam dwie damy bardzo dowcipne i wesołe, a dla zabawy całego towarzystwa wzięły Don Kiszota w swoje obroty. Jak tylko z jedną przetańczył, zaraz z drugą musiał hasać. Zmęczyły go do tego stopnia, że pot kroplami ciekł mu po twarzy i zaledwie mógł się poruszać. Cudna była ta postać, chuda, długa, wymokła, z oczyma {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1252|num=582}}wpadłemi, cerą żółtą i jakby przydymioną, z wąsem długim, ale opuszczonym, a kaftan tak na nim dobrze leżał, że prawie wszystkie szwy pękały. Kobiety nęciły go, mrugały ukradkiem, wabiły, jakby się wszystkie w nim zakochały, ale on pogardzając niemi w duszy, bał się tylko publicznie ich zawstydzić. Nareszcie, kiedy już nie mógł sobie z niemi dać rady, zawołał:<br>
{{tab}}— Zdala odemnie, szatanki! dajcie mi pokój, opuśćcie mnie, niecne uczucia! darmo czas marnotrawicie, piękne damy! Niezrównana Dulcynea z Toboso, jedyna pani serca mojego, nie znosi tryumfu drugich!<br>
{{tab}}Powiedziawszy to, siadł na środku sali na podłodze, cały mokry i zbity ze zbytku tańca.<br>
{{tab}}Don Antonio prosił go, ażeby się udał na spoczynek i kazał go służącym zanieść do jego pokoju. Sanszo pierwszy pomógł panu podnieść się z ziemi i rzekł:<br>
{{tab}}— O do licha, panisko się zatańczyło! To pan myśli, że wszyscy chwaci musieli tańcować, a wszyscy wojacy byli błędnymi rycerzami. Myliłeś się pan bardzo, jeśliś tak sądził. Jeden będzie tak odważny, że się na olbrzyma rzuci, a nie potrafi zgrabnie wywijać nogami. Bo też to nie tak bardzo łatwo! Ba! gdyby o to szło, ażeby skacząc, bić się piętami w plecy, trzeba mnie było zawołać, skakałbym za pana, bo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1253|num=583}}chwała Bogu, rozumiem się na tem i nie chwalący się, toć to moje rzemiosło. Co do innych tańców, to już nie moja rzecz, to też nie dbam o nie. Niech każdy robi to, co potrafi, na mało się przyda małpować lub udawać zucha tam, gdzie nie potrzeba! Towary są na wszelką cenę, ale są niektóre nietrwałe, to też wiedząc o tem, trzeba je oszczędzać, bo się rychło zużyją. A co najgorsza, że są materye, których nie znajdzie u kupca; kiedy się podrą, to dobranoc, niema już nic do roboty!<br>
{{tab}}Całe towarzystwo uśmiało się z dowcipkowań Sansza, który z drugim służącym położył Don Kiszota w łóżku i dobrze go okrył, ażeby jeszcze obfitszy pot wyleczył go z utrudzenia.<br>
{{tab}}Nazajutrz Don Antonio, zapytawszy się Don Kiszota, czyby nie chciał widzieć doświadczenia z głową zaczarowaną, zaprowadził go z Sanszą do tajemniczego pokoju, gdzie już było dwóch szlachty z miasta, żona jego i owe dwie damy, z któremi bohater nasz tyle się nahasał. Don Antonio, zaryglowawszy drzwi, obeznał całe towarzystwo z dziwnym darem zaczarowanej głowy, prosił o tajemnicę, nadmieniając, że to dopiero pierwsze doświadczenie. Dwaj kawalerowie tylko w rzeczywisty sekret byli wtajemniczeni, ale mogli się i oni zadziwić, bo wszystko przewybornie było urządzone. Don Antonio, zbliżywszy się najpierwszy do {{pp|tajemni|czej}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1254|num=584}}{{pk|tajemni|czej}} głowy, zapytał jej cichym głosem, ale że wszyscy mogli słyszeć:<br>
{{tab}}— Mocą daru, który posiadasz, powiedz mi, głowo, co myślę w tej chwili?<br>
{{tab}}Głowa, nie poruszywszy ustami, głosem czystym i wyraźnym odpowiedziała:<br>
{{tab}}— Nie wyrokuję o myślach.<br>
{{tab}}Wszyscy się zadziwili, a kobiety przestraszyły, bo przy stole i w całym pokoju nie było nikogo, coby mógł odpowiedzieć, prócz samej głowy.<br>
{{tab}}— Ilu nas tu? — zapytał jeszcze Don Antonio.<br>
{{tab}}— Ty, twoja żona — odrzekła głowa — dwóch przyjaciół, dwie przyjaciółki, sławny rycerz Don Kiszot z Manszy i giermek jego, Sanszo Pansa.<br>
{{tab}}Wszyscy się jeszcze bardziej zadziwili i wszyscy przelękli.<br>
{{tab}}— Dość tego! — rzekł Don Antonio, odchodząc. — Na dowód, że mnie nie oszukał ten, co mi ją sprzedał za mądrą, mówiącą, cudowną i nieporównaną głowę, niech się kto inny przybliży i zapyta co chce.<br>
{{tab}}Kobiety zazwyczaj są najciekawsze, jedna więc z owych tancerek zbliżyła się i zapytała:<br>
{{tab}}— Powiedz mi, głowo, co robić, ażeby być bardzo piękną?<br>
{{tab}}— Być bardzo rozsądną — odrzekła głowa.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1255|num=585}}{{tab}}— Nie pytam się więcej — odrzekła dama, ustępując miejsca towarzyszce, która zagadnęła:<br>
{{tab}}— Chciałabym wiedzieć, umiejętna głowo, czy mój mąż kocha mnie?<br>
{{tab}}— Uważaj jak żyje z tobą, a dowiesz się — odpowiedziała głowa.<br>
{{tab}}— Bardzo trafna odpowiedź — rzekła dama — po uczynkach widzi się usposobienie serca.<br>
{{tab}}Jeden z przyjaciół Don Antonia zapytał:<br>
{{tab}}— Co ja za jeden?<br>
{{tab}}— Wiesz o tem.<br>
{{tab}}— Nie o to się pytam — rzekł szlachcic — chcę dowiedzieć się, czy mnie znasz?<br>
{{tab}}— Znam cię bardzo dobrze — odrzekła głowa — jesteś Don Pedro Noriz.<br>
{{tab}}— Dość mi na tem, cudowna głowo, widzę, ze nic dla ciebie niema skrytego.<br>
{{tab}}Drugi szlachcic zbliżył się, zapytując:<br>
{{tab}}— Jaki ma zamiar najstarszy z moich synów?<br>
{{tab}}— Powiedziałam już — odrzekła głowa — że nie wyrokuję o myślach, ale powiem ci, że syn twój myśli często, jak prędko cię pogrzebią.<br>
{{tab}}— Znam go dobrze — odrzekł szlachcic — i nie pragnę więcej wiedzieć.<br>
{{tab}}Żona Don Antonia zbliżyła się i rzekła do głowy:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1256|num=586}}{{tab}}— Nie wiem, o co się zapytać — oto chciałabym wiedzieć, czy długo będę żyła z kochanym moim mężem?<br>
{{tab}}— Długo — brzmiała odpowiedź — bo dobre zdrowie i uczciwy sposób życia obiecują mu długie życie, które wielu skraca sobie rozpustą i nałogami.<br>
{{tab}}Don Kiszot zbliżył się z poważną swoją miną i głosem, radzącym się wyroczni, zapytał:<br>
{{tab}}— Powiedz mi, ty, co tak dobrze odpowiadasz, czy to sen, czy prawda to, co napotkałem w jaskini Montesinos? Czy Sanszo, mój giermek, da sobie baty, według obietnicy? Dulcynea da się odczarować?<br>
{{tab}}— Co się tyczy jaskini — odparła głowa — o tem dużo mówić; przygoda ta jest nawpół snem, nawpół prawdą. Baty Sansza będą skuteczne i zaczarowanie Dulcynei skończy się.<br>
{{tab}}— Więcej nie pragnę wiedzieć — rzekł Don Kiszot — obym tylko mógł ujrzeć odczarowaną Dulcyneę, a pewnym będę zwycięstwa nad wszelkiemi przygodami w życiu.<br>
{{tab}}Sanszo ostatni zagadnął głowę w tych słowach:<br>
{{tab}}— Powiedz mi, głowo, czy nie będę jeszcze miał jakiego wielkorządztwa? Czy porzucę kiedy w życiu nędzne giermka rzemiosło, zobaczę żonę i dzieci?<br>
{{tab}}Odpowiedziano mu:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1257|num=587}}{{tab}}— Będziesz rządził we własnym domu, jeśli powrócisz; zobaczysz się z żoną i dziećmi, jeśli ich zastaniesz, a kiedy przestaniesz służyć, przestaniesz być giermkiem.<br>
{{tab}}— Do kata, nie trzeba być czarnoksiężnikiem — zawołał Sanszo — na taką odpowiedź. To ja dobrze wiem o tem.<br>
{{tab}}— A cóż chcesz, bydlę, ażeby ci powiedziano? — zapytał Don Kiszot. — Czy ci niedość, że odpowiedzi głowy zgodne są z pytaniami.<br>
{{tab}}— Jeśli pan każę, to dosyć — odparł Sanszo — ale chciałbym, ażeby się jaśniej wytłómaczyła i więcej powiedziała.<br>
{{tab}}Na tem się zakończyły pytania i odpowiedzi, ale zadziwienie towarzystwa nie skończyło się; wszyscy byli w uwielbieniu, oprócz przyjaciół Don Antonia, którzy znali tajemnicę. Cid Hamet Benengeli, nie chcąc zbytecznie zaostrzać ciekawości czytelnika i obawiając się, ażeby nie myślał, iż jest magia w tak nadzwyczajnej rzeczy, tak ten szczegół wyjaśnia. Don Antonio, ciekawy z natury, kazał sporządzić tę głowę na wzór, który widział w Madrycie, ażeby się nacieszyć z niewiadomości ludzkiej. Stół i noga, oparta na czterech orlich szponach, była z drewna pomalowana na jaspis, głowa zaś, pomalowana na bronz, była cała wydrążona, toż samo stół i noga, w której były dwie rury, idące od ust {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1258|num=588}}i uszu głowy. Rury te dochodziły przez podłogę do pokoju piętrem niżej, gdzie siedział odpowiadający. Ten przykładał ucho do jednej rury, usta do drugiej, słuchał zapytań i głosił wyrocznie, głos tak dobrze płynął z tych rur, że najmniejszy słychać było wyraz. Synowiec Don Antonia, dowcipny młodzieniec, wyuczony przytem przez stryja, odpowiadał, a wiedząc, kto się będzie zapytywał i znając mniej więcej życie każdego z nich, mógł dawać odpowiedzi już to bezpośrednie, już też zagadkowe, a zawsze dosyć trafne.<br>
{{tab}}Cid Hamet dodaje, że cudowna ta głowa jeszcze przez dwa tygodnie odpowiadała, ale ponieważ wieść o tym cudzie rozeszła się po mieście, Don Antonio, obawiając się, żeby się to do inkwizycyi nie doniosło, poszedł sam donieść inkwizytorom, którzy kazali mu pogruchotać maszynę, żeby jeszcze bardziej nie ogłupiać głupiego i ciemnego ludu. Bądź co bądź, Sanszo i Don Kiszot uważali tę głowę za cudowną, chociaż rycerz zadowolony był z odpowiedzi, a giermek wcale niezadowolony z wyroku.<br>
{{tab}}Kawalerowie z miasta, przez wzgląd na Don Antonia i korzystając z obecności Don Kiszota, dla ubawienia się z jego bzików postanowili za sześć dni urządzić wyścigi do pierścieni, ale się ten projekt nie udał z powodów, które {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1259|num=589}}potem wymienimy. Don Kiszotowi przyszła kiedyś ochota zwiedzić miasto piechotą i incognito, żeby uniknąć natarczywości motłochu. Wyszedł w towarzystwie Sansza i dwóch służących Don Antonia. Przechadzając się po ulicach, spostrzegł przypadkiem na drzwiach jednego domu napis wielkiemi literami: »Tu jest drukarnia.« Ciekawość go ubodła, nigdy nie widział takiego zakładu, wszedł więc z całym orszakiem swoim zobaczyć, jak to też drukują.<br>
{{tab}}Ujrzał naprzód ludzi, wydostających arkusze z pod pras, drugich poprawiających formy, inni składali, słowem to, co się da widzieć w drukarni. Chodząc tu i owdzie, przyglądając się, wypytując, zbliżył się do jednego zecera, zapytując go, czem się zajmuje.<br>
{{tab}}— Panie, ten szlachcic, którego tam widzisz — odrzekł mu zecer, wskazując na mężczyznę z dobrą miną, ale bardzo seryo — przełożył książkę włoską na hiszpański język, a ja składam według manuskryptu.<br>
{{tab}}— Jaki tytuł książki? — zagadnął Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Panie — rzekł autor — po włosku ''le Bagatele''.<br>
{{tab}}— Jak pan ten wyraz po hiszpańsku oddałeś? — zapyta Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Bagatele — odrzekł autor — nazywamy ''los Jugutes'' i choć tytuł tej książki niewiele {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1260|num=590}}obiecuje, wcale to nie zła rzecz, zawierająca wiele poważnych a składnych przedmiotów.<br>
{{tab}}— Mam pretensyę — rzekł Don Kiszot — do znajomości włoskiego języka, czytałem kilkakrotnie Ariosta. Powiedz mi pan z łaski swojej, pytam się przez ciekawość, a nie dla zbadania pańskich wiadomości, nie znalazłeś pan przypadkiem w książce tej wyrazu ''pignata?''<br>
{{tab}}— Niejednokrotnie — odrzekł autor.<br>
{{tab}}— Jak go pan tłómaczysz? — zapytuje Don Kiszot.<br>
{{tab}}— A jakżeż można inaczej, jeżeli nie wyrazem kocioł.<br>
{{tab}}— Masz pan słuszność, widzę, że pan znasz dobrze swój przedmiot, ręczę, że jak pan znajdziesz ''piace'' tłómaczysz — podoba się, ''piu'' — więcej, ''su'' — nad, ''giu'' — pod?<br>
{{tab}}— Oczywiście, panie, bo też to właściwe znaczenie tych wyrazów.<br>
{{tab}}— Jestem pewny — rzekł Don Kiszot — że pana nie muszą dobrze znać w świecie i nie oddają panu sprawiedliwości. Mój Boże! ileż to straconych talentów, ile cnót pogardzonych! Mimo to mam wątpliwości; przekłady bowiem, to jakby kto flandryjskie tkaniny przenicował, postacie będą przebijały, ale tak siatkami jakiemiś poprzerzynane, że ich poznać nie można prawie. Rozumiem tłómaczenie z greckiego lub łacińskiego, bo to dwa {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1261|num=591}}najlepsze języki, ale tłómaczenie z języków tej samej zwłaszcza natury, może to być użyteczne, bo można jeszcze coś mniej użytecznego zrobić, ale nie powiem, żeby w tem wiele było pomysłu. Wyjmuję z liczby tych tłómaczów sławnego Cristowala de Figueroa, który przełożył ''Pastor Fido'', i Don Juana de Xauregui, tłómacza ''Aminty''. Obu im tak się udało, że wątpić trzeba, czy ich prace są tłómaczone, czy oryginalne. Ale powiedz mi pan, czy pan sam każesz drukować książkę swoją, czy też z jakim księgarzem się ułożyłeś?<br>
{{tab}}— Swoim własnym kosztem — odparł autor — i mam nadzieję zyskać tysiąc dukatów za pierwszą edycyę, której każę wybijać dwa tysiące egzemplarzy, po sześć realów.<br>
{{tab}}— Boję się, żeby pana nie oszukano — wtrącił Don Kiszot — nie znasz pan jeszcze wybiegów księgarskich. O, mój biedny panie, narobisz sobie więcej kłopotu, niż ci się zdaje, mając na karku dwa tysiące egzemplarzy. Książka pana musi być doskonała, żeby miała pokup.<br>
{{tab}}— Więc pan chcesz — rzekł autor — ażebym sprzedał manuskrypt księgarzowi? Dałby mi dziesiątą część wartości, myśląc, że mi wielki robi zaszczyt. Chcesz pan wiedzieć prawdę? Nie drukuję moich dzieł dla sławy, zdaje mi się, że jestem dosyć znany, a {{pp|publicz|ność}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1262|num=592}}{{pk|publicz|ność}} nie sowita, żeby się troszczyć o nią. Słowem, szukam korzyści, która więcej sowita od sławy.<br>
{{tab}}— Daj Boże! żeby się panu udało! — rzekł Kiszot, przechodząc do innej kaszty, gdzie korygowano arkusz z książki pod napisem: ''Światło duszy''.<br>
{{tab}}— Otóż — rzekł — książki, które trzeba drukować. Jest ich już sporo w tym rodzaju, ale jeszcze więcej grzeszników, a dla tylu ślepych nie może być zawiele światła.<br>
{{tab}}Przeszedł znów do innej kaszty, tam robiono korektę »Drugiej części przedziwnego Don Kiszota z Manszy,« napisaną przez jakiegoś tam mieszkańca Tordesillas.<br>
{{tab}}— Wiem coś o tej książce — rzekł Don Kiszot — myślałem, że już autora jako oszczercę spalić kazano, ale cierpliwości, nadejdzie chwila. Niepodobna, ażeby się nie poznali z czasem na tylu złośliwych niedorzecznościach, którym brak prawdopodobieństwa i wdzięku.<br>
{{tab}}Mówiąc to, wyszedł z drukarni nieco rozgniewany.<br>
{{tab}}Tego samego dnia jeszcze Don Antonio chciał pokazać Don Kiszotowi galery, u przystani stojące. Bardzo to ucieszyło Sansza, który ich nigdy nie widział. Don Antonio posłał zawiadomić {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1263|num=593}}dowódcę, który już słyszał o naszym rycerzu. Mieli się tam udać po obiedzie.<br>
{{tab}}Zobaczymy, co się stało, w następującym rozdziale.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ LXIII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Jaka się przytrafiła Sanszo Pansie przygoda przy zwiedzaniu galer i jaki miał wypadek z piękną Maurytanką.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Don Kiszot ciągle myślał o zaczarowanej głowie, nie mogąc sobie cudu tego wytłómaczyć, ale cieszył się z jej odpowiedzi co do odczarowania Dulcynei, Sanszo także łamał sobie głowę, a choć wstręt miał do rządzenia, pragnąłby jednak jeszcze rozkazywać i być słuchanym, tyle jest przyjemności w wyższości nad drugim, choćby tylko żartem.<br>
{{tab}}Zaraz po obiedzie Don Antonio, dwóch przyjaciół jego, Don Kiszot i Sanszo Pansa poszli obejrzeć galery. Zaledwie się na brzegu pokazali, dowódca, uwiadomiony o ich przybyciu, gotów był na przyjęcie. Galery rozwinęły flagi, oboje zagrzmiały ze wszech stron i spuszczono na wodę czółno, wybite dywanami i wyłożone {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1264|num=594}}karmazynowym aksamitem. Zaledwie nań Don Kiszot wstąpił, zagrzmiały działa na kapitańskiej galerze, za którą wszystkie działa powtórzyły salwę. Zaledwie wstępował na drabinę głównej galery, wszyscy wioślarze zawołali »hura,« jak się to zwykło robić dla osoby w znaczeniu. Dowódca, szlachcic z Walencyi, podał mu rękę i rzekł, całując go:<br>
{{tab}}— Białą kredą naznaczę ten dzień w życiu, w którym mam zaszczyt oglądać pana Don Kiszota z Manszy, w męstwie swem skupiającego w sobie całą dzielność błędnego rycerstwa.<br>
{{tab}}Don Kiszot odpowiedział na ten komplement z całą dworskością, na jaką mógł się zdobyć, nie posiadając się z radości, że go za tak ważną poczytywano osobę.<br>
{{tab}}Weszli wszyscy do kajuty tylnej, bardzo schludnie przybranej, i usiedli na ławkach i na galeryjce wokoło rudla. Hrabia tymczasem, zagwizdawszy w piszczałkę, kazał się wszystkim galernikom (złoczyńcom) rozebrać. Sanszo aż się przestraszył, zoczywszy tylu ludzi obnażonych, a gdy zaczęli rozbijać namiot na pokładzie, myślał, że tylko dyabli tak szybko pracować mogą. Usiadł sobie Sanszo na słupie przy tyle galery zaraz obok sternika prawego. Namówiony przedtem sternik, spojrzawszy, czy wszyscy galernicy stoją rzędem, podniósł Sansza z ziemi i podał go sąsiadowi, sąsiad następnemu, tak, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1265|num=595}}że w mgnieniu oka z ręki do ręki obszedł całą galerę. Biedakowi tak się pomieszało w oczach i w głowie, iż zdawało mu się, że go dyabli porwali. Nareszcie posadzili go znów na tyle galery, pot spływał mu kroplami po czole i nie wiedział, co się z nim stało. Don Kiszot, widząc tę dziwną przechadzkę giermka, zapytał generała (tak będziemy zwali dowódcę), czy to jest obrządek, który z każdym nowoprzybyłym odbywano. Gdyby tak było, nie miał najmniejszej ochoty poddać się zwyczajowi temu, dodając z tęgiem zaklęciem, że gdyby kto ośmielił się doń przystąpić, palnie go nogą w brzuch, aż mu dusza na kark wyleci. Powstał nagle i ujął rękojeść miecza. Tymczasem zwinięto znów żagle i reje padły z łoskotem. Sanszo myślał, że niebo mu spada na głowę i w przestrachu schował głowę między nogi. Don Kiszot także nie był zupełnie wolny od przestrachu, zadrżał, zbladł i z trudnością przyszedł do siebie. Podnieśli znów galernicy reje z tą samą szybkością i {{Korekta|łaskotem|łoskotem}}, ale w milczeniu, jakby głuchoniemi. Generał dał znak, żeby podniesiono kotwicę, i skacząc na armatę przodową, uderzył po ramionach galerników. Galera zwolna zaczęła na morze wypływać. Sanszo, ujrzawszy poruszenia tylu nóg, tak mu się farbowane wiosła wydawały:<br>
{{tab}}— Cóż tu u dyabła takiego? — zawołał — {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1266|num=596}}to są z pewnością czary, a nie w tamtych bzdurstwach, o których zwykle pan mój powiada. Ale cóż ci biedacy zrobili, żeby się tak z nimi obchodzić? A ten człowiek, co świszczę, skąd ma tyle śmiałości, żeby sam jeden tylu ludzi kauczukiem walił? Dalipan, jeżeli tu nie piekło, to z pewnością niedaleko od piekła, a przynajmniej czyściec.<br>
{{tab}}Don Kiszot, widząc jak Sanszo się wszystkiemu z uwagą przypatruje, powiedział mu:<br>
{{tab}}— Przyjacielu Sanszo, dziecię moje, gdybyś też chciał rozpiąć pasek i stanąć pomiędzy tymi panami, żeby razem z nimi dostać baty, tanim kosztem dopełniłbyś odczarowania Dulcynei. Patrząc na cierpienia drugich, lżejbyś zniósł ból i mądry Merlin zmieniłby ci dziesięć batów na jeden, przez wzgląd na dziarskość ręki, która bije.<br>
{{tab}}Generał chciał się zapytać Don Kiszota, co znaczą te baty i odczarowanie Dulcynei, ale sternik zawołał nagle, że jakiś statek wiosłowy płynął od zachodu. Generał wskoczył wtedy na tył statku, wołając:<br>
{{tab}}— Odważnie, dzieci, niech nam się nie wymknie! Musi to być jakiś brygantyn korsarzy algierskich.<br>
{{tab}}Wszystkie galery przyłączyły się w tej chwili do galery kapitana, który kazał się dwom puścić w pogoń, sam zaś z resztą płynął koło {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1267|num=597}}brzegu. Galernicy zaczęli wiosłować tak zajadle, że statek leciał, nie płynął. Ujechawszy dwie mile morskie ujrzeli brygantynę, która zaczęła uciekać, rachując na swoją lekkość. Ale daremnie, bo kapitańska galera, najbrzydsza ze wszystkich, zastąpiła mu od przodu, tak, że wszelka obrona była niepodobną, to też sternik brygantyny kazał puścić wiosła, ażeby nie rozgniewać generała daremnym oporem.<br>
{{tab}}Kiedy ich właśnie wzywano z kapitany, żeby się poddali, dwóch pijanych Turków (a całej osady było dwunastu) wypaliło z muszkietów i zabiło dwóch żołnierzy na pokładzie galery, co tak rozgniewało generała, że natarł na brygantynę, drugie galery dopomogły mu w tej chwili i mimo całej lekkości statku, ujęto go i żywcem osadę schwytano. Generał zarzucił kotwicę przy swym lądzie i wiedząc, że wicekról był na brzegu, wysłał czółno po niego, postanawiając powiesić sternika brygantyny i wszystkich trzydziestu sześciu Turków. Zapytał się następnie generał, kto był dowódcą brygantyny, na co jakiś niewolnik, renegat hiszpański, po kastylsku odpowiedział:<br>
{{tab}}— Oto nasz wódz — rzekł, wskazując ręką na dwudziestoletniego zaledwie młodzieńca zadziwiającej piękności.<br>
{{tab}}— Powiedz mi, psie — zawołał generał — co cię skłoniło do zabijania moich żołnierzy? {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1268|num=598}}Wiedziałeś przecie, że nie mogłeś się wymknąć. Zapomniałeś więc o szacunku dla naczelnej galery? Zuchwałość to nic męstwo, zabójstwo to nie odwaga.<br>
{{tab}}Sternik miał odpowiedzieć, gdy nagle zjawił się na pokładzie fregaty wicekról ze świtą swoją i kilku osobami z miasta.<br>
{{tab}}— Jakże się udało polowanie, mości generale? — zapytał wicekról.<br>
{{tab}}— Tak pomyślnie — odparł generał — że wasza ckscelencya ujrzy wkrótce zwierzynę, powieszoną na maszynie.<br>
{{tab}}— A to dlaczego? — zagadnie wicekról.<br>
{{tab}}— Bo bez żadnego powodu, przeciw wszelkim prawom i zwyczajom wojennym, zabili na naszej galerze dwóch najlepszych moich żołnierzy. Poprzysiągłem więc sobie powiesić całą osadę, zwłaszcza tego młodego trzpiota, który jest sternikiem.<br>
{{tab}}To mówiąc, wskazał na młodzieńca, który z więzami na ręku, z pochyloną głową oczekiwał śmierci. Wicekról, zwróciwszy oczy, ulitował się nad nim. Młodość jego, piękność i skromna jakaś mina zdawały się błagać o łaskę, postanowił uratować mu życie.<br>
{{tab}}— Sterniku — zapytał — czy jesteś Turkiem, Maurem, czy renegatem?<br>
{{tab}}— Ani tym, ani owym — odrzekł po kastylsku zapytany.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1269|num=599}}{{tab}}— Kimże jesteś? — Jestem kobietą i chrześcijanką.<br>
{{tab}}— Kobietą i chrześcijanką! — zawołał wicekról — na tym statku, w takiem miejscu! Dziwneby bardzo było, ale możnaż wierzyć temu?<br>
{{tab}}— Jeżeli panowie — rzekł sternik — zechcecie zawiesić na chwilę wyrok, śmierci, opowiem swoje przygody.<br>
{{tab}}Wzruszyły wszystkich te słowa i powierzchowność młodzieńca. Generał jednak, srodze rozgniewany, rzekł surowo:<br>
{{tab}}— Opowiadaj, co ci się podoba, ale nie sądź, żebym ci darował śmierć żołnierzy moich.<br>
{{tab}}— Panowie — rzekł młodzieniec — jestem córką rodziców maurytańskich, urodzoną w Hiszpanii, śród tego biednego ludu, na który tyle klęsk odrazu spadło. W czasie nieszczęść naszych właśnie dwóch stryjów moich zabrało mnie z sobą do Berberyi.<br>
{{tab}}Choć powiedziałam, że jestem chrześcijanką, wykonawcy rozkazów królewskich nie zwrócili na to uwagi, a stryjowie przypuszczając, że to wymówka dla pozostania w Hiszpanii, gwałtem mnie z sobą uwieźli.<br>
{{tab}}Matka moja była chrześcijanką, a ojciec mój został chrześcijaninem dla widoków osobistych, wyssałam z mlekiem zasady katolickiej religii i ani w słowach, ani w czynach moich {{pp|skłon|ności}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1270|num=600}}{{pk|skłon|ności}} do innej religii nie okazałam. Choć bardzo mnie strzeżono w domu ojcowskim, wieść o piękności mojej rozniosła się w okolicy, przyciągnęła do mnie młodego szlachcica, nazwiskiem Don Gregorio, najstarszego syna rycerza pewnego, w sąsiedztwie naszem mieszkającego. Długoby trzeba mówić, jakim sposobem zobaczył mnie, jakiego użył fortelu, żeby mówić ze mną, jakie mi dał dowody uczuć swoich i jak się ucieszył, dowiedziawszy się, że mu jestem wzajemną. Słowem, Don Gregorio postanowił nam towarzyszyć na wygnaniu i wyszedł razem z Maurami z poblizkich wiosek, mowę naszą rozumiejąc dokładnie. W czasie podróży zaprzyjaźnił się ze stryjami moimi; po pierwszem ogłoszeniu banicyi Maurów ojciec mój przeszedł do innego królestwa, żeby gdzie wynaleźć dla nas przytułek, zakopawszy pierwej mnóstwo złota, pereł i klejnotów w jednem miejscu, mnie tylko samej wiadomem, zabraniając mi poruszać je przed jego powrotom. Pojechał do Berberyi ze stryjami moimi, z kilku przyjaciółmi i znajomymi. Zatrzymaliśmy się naprzód w Algierze, prawdziwe to piekło! Król algierski, dowiedziawszy się, że mam być bardzo piękną i do tego nader bogatą (co mnie zbawiło poniekąd), kazał natychmiast stawić się, zapytując skąd rodem jestem i czy dużo z sobą bogactw przywożę. Powiedziałam mu, gdzie się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1271|num=601}}w Hiszpanii rodziłam, że mam tam skarby swoje zakopane, że łatwo je wydostać, abym się do nich tylko sama dostać mogła, usiłując tym sposobem ująć go dla siebie w obawie, żeby go nie wzięła inna pokusa.<br>
{{tab}}Kiedy tak rozmawiał ze mną, inne mi jeszcze zadając pytania, doniesiono mu, że przybył razem z nami nadzwyczajnej piękności młodzieniec. Poznałam, że mówią o Don Gregoriu, który jest rzeczywiście nadzwyczajnej piękności, zadrżałem o los jego, bo w tym dzikim kraju słyszałam, że piękność mężczyzn bardziej od piękności kobiet cenią. Niecierpliwy król chciał go zobaczyć i rozkazał przyprowadzić go natychmiast, zapytując mnie, czy to prawda. Wtedy, jakby w natchnieniu, odrzekłam mu, że prawda, ale, że to była kobieta przebrana za mężczyznę, prosząc go, żeby mi pozwolił ubrać ją przyzwoicie, boby jej wstyd było przebraną znajdować się w jego obecności. Król pozwolił na to, dodając, że obaczy nazajutrz, kiedy i jakim sposobem będę mogła dostać się do Hiszpanii dla odkopania skarbu.<br>
{{tab}}Uwiadomiłam Don Gregoria o grożącem mu niebezpieczeństwie, przebrałam go za Maurytankę i tego samego wieczora zaprowadziłam do króla, którego piękność jej tak zachwyciła, że przeznaczył ją na podarunek dla padyszacha i oddał pod straż jednej kobiecie maurytańskiej, żeby {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1272|num=602}}samemu uniknąć pokusy i żeby mu w seraju kobiety przez zazdrość nie dokuczały. Rozłączono nas, a łatwo się domyśleć, jakeśmy cierpieli po tem rozłączeniu.<br>
{{tab}}Z rozkazu królewskiego wypłynęłam na tej brygantynie nazajutrz w towarzystwie dwóch tych Turków, co właśnie zabili waszych żołnierzy, tego renegata hiszpańskiego, który w duszy pozostał chrześcijaninem i pragnąłby pozostać w Hiszpanii, reszta zaś ludzi są to Turcy i Maurowie, li tylko do wiosłowej służby użyci.<br>
{{tab}}Turcy przeciw rozkazowi, gdzie wyraźnie kazano mnie i renegata w chrześcijańskiej odzieży na ląd wysadzić, obawiając się, żebyśmy nie donieśli o brygantynie algierskiej, coby im w pobliżu galer groziło niebezpieczeństwem, żeglowali tylko koło tych wybrzeży i łup jakiś koniecznie schwytać pragnęli. Ubiegłej nocy odkryliśmy tę płaszczyznę, a nie wiedzieliśmy o waszych galerach; zoczono nas i wiecie, co nam się dalej przytrafiło. Biedny Don Gregorio, za kobietę przebrany, został pośród kobiet i w każdej chwili życie stracić może. Co do mnie, nie skarżę się na los; po tylu nieszczęściach życie mi się sprzykrzyło, nie bardzo też będę żałować, kiedy je utracę. Błagam was tylko, panowie, żebyście mi pozwolili skonać w wierze chrześcijańskiej, bo niewinną jestem {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1273|num=603}}w postępku, którego się ci nieszczęśliwi dopuścili.<br>
{{tab}}Łzy piękna twarz Maurytanki zrosiły i wielu obecnych zapłakało z litości. Wicekról, niemniej tknięty litością niż drudzy, zbliżył się do niej i ani słowa nic mówiąc, zdjął więzy z rąk.<br>
{{tab}}Podczas opowiadania tej pięknej dziewczyny jakiś stary pielgrzym, który się do świty wicekróla wkręcił, nie odwracał od niej oczu, jak tylko przestała mówić, rzucił się jej do nóg, łzami je zrosił i drżącym ze wzruszenia głosem zawołał:<br>
{{tab}}— O, Anno Felicyo, najdroższa córko moja, nie poznajesz Rikota, ojca twojego? Właśnie szukałem cię wszędzie, bo żyć nie mogę bez ciebie.<br>
{{tab}}Na tę nazwę Rikote, Sanszo, zamyślony po figlu, który mu galernicy spłatali, podniósł głowę i przyglądając się bacznie pielgrzymowi, poznał, że to był istotnie Rikote, którego spotkał na drodze, opuszczając wielkorządztwo, a kilka razy spojrzawszy na córkę, zaręczył, że to była córka jego przyjaciela. Córka rzuciła się ojcu na szyję, długo przyciskała go w objęciu z czułością i oboje gorzko zapłakali.<br>
{{tab}}— Panowie — rzekł Rikote, zwracając się do generała i wicekróla — otóż moja córka, ta nieszczęśliwa, nazywa się Anna Felicya Rikote, z piękności i majątku znana w naszych stronach. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1274|num=604}}Opuściłem Hiszpanię, pragnąc w innym jakim kraju znaleźć schronienie, a znalazłszy w Niemczech, wróciłem w tem odzieniu z drugimi pielgrzymami, chcąc zabrać córkę, z sobą, złoto i inne kosztowności, które zakopałem. Nie znalazłem córki, tylko skarb znalazłem i dziś po tylu trudach, wybiegach i usiłowaniach, dziwnem zrządzeniem losu odzyskuję to drogie dziecię, mój skarb prawdziwy. Jeżeli niewinność nasza, łzy nasze mogą was wzruszyć, zlitujcie się nad dwojgiem nieszczęśliwych, co was nigdy nie obrazili i nie uczestniczyli w zgubnym zamiarze nieszczęśliwych swoich rodaków.<br>
{{tab}}— Mości panowie — zawoła wtedy Sanszo — poznaję dobrze Rikota i odpowiadam za niego, że Anna Felicya jest córką, co zaś tam o jego podróżach, poszukiwaniach, zamiarach, nic nie wiem i wiedzieć nie chcę.<br>
{{tab}}Przytomnych zadziwiły nadzwyczaj wszystkie te wypadki, a dowódca galer, przybierając mniej surowy wyraz twarzy, rzekł do pięknej Maurytanki:<br>
{{tab}}— Łzy pani zrobiły wrażenie, piękna Anno Felicyo, a ja o przysiędze mojej względem ciebie zapomniałem, żyj spokojnie i długo, a nieszczęśni, co cię na to wszystko narazili, niech poniosą zasłużoną karę!<br>
{{tab}}Rozkazał niebawem powiesić Turków, ale wicekról tak błagał o ich życie, dowodząc, że {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1275|num=605}}w ich postępku więcej było szaleństwa, niż chęci napaści, że generał dał się przekonać, namyśliwszy się nadto, że zemsta, z zimna krwią obmyślana, niekoniecznie jest szlachetną. Zaczęto się naradzać, jakim sposobem wydostać Don Gaspara Gregorio z grożącego mu niebezpieczeństwa. Rikote ofiarowywał na ten cel dwa tysiące dukatów, które w perłach i kosztownościach miał przy sobie; najlepszy sposób doradzał renegat, zobowiązując się powrócić do Algieru w małej łodzi z chrześcijańską osadą, a wiedząc miejsce, gdzie wylądować można, i znając dom, w którym był Don Gregorio, ułatwiłby mu ucieczkę.<br>
{{tab}}Generał i wicekról, nieco skrupulatni, nie chcieli ufać renegatami i powierzyć mu chrześcijańskich wioślarzy. Ale Anna Felicya zaręczyła za niego, a Rikote zobowiązał się wykupić chrześcijan, gdyby się przypadkiem do niewoli dostać mieli. Gdy tak uradzono, wicekról pożegnał się z generałem, a Don Antonio zabrał z sobą Annę Felicyę i jej ojca. Wicekról prosił go, żeby jak najtroskliwiej dbał o nią, tyle w nim wzbudziły szacunku i współczucia gładkość, przygody i zacność pięknej Maurytanki.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1276|num=606}}{{c|ROZDZIAŁ LXIV.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Jaka się niepomyślna Don Kiszotowi stała przygoda, najsmutniejsza ze wszystkich.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Żona Don Antonia nader uszczęśliwiona była z pobytu Anny Felicyi w swym domu, obsypywała ją pieszczotami, na jakie się tylko zdobyć mogła, tak ją zachwyciły piękność i rozum. Bardzo wiele znakomitszych osób z miasta przychodziło ją odwiedzać, przyglądając się z uwielbieniem Maurytance.<br>
{{tab}}Tego samego jeszcze wieczora Don Kiszot rzekł do Don Antonia, że sposób, który uradzono. aby uwolnić Don Gregoria, niebardzo mu się wydawał bezpiecznym, bo wszystkiego się można było obawiać, a mało czego spodziewać. Sądził, że pewniej byłoby wysłać jego samego do Berberyi, uzbrojonego, na koniu i że wydostałby z pewnością Don Gregoria mimo wszystkich Maurów z całego świata, tak jak Galiferos wybawił Malizandę, małżonkę swoją.<br>
{{tab}}— Tak, panie — wtrącił Sanszo — ale czy pan zastanowiłeś się nad tem, że Galiferos wybawił żonę na lądzie i zawiózł ją do Francyi także lądem, ale tu zupełnie co innego. Jeśli {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1277|num=607}}byśmy nawet przypadkiem wydostali Don Gregoria, jakże go przywieźć do Hiszpanii, kiedy morze tak szerokie?<br>
{{tab}}— Na wszystko się znajdzie sposób, oprócz śmierci — odparł Don Kiszot. — Okręt będzie czekał w przystani, czy nie będziemy mogli wsiąść nań, choćby się temu cały ląd sprzeciwiał?<br>
{{tab}}— Mówić o tem nie zawadzi — dodał Sanszo — ale, panie, od słowa do rzeczy spory jeszcze kawał drogi, a co do mnie, ufam zupełnie renegatowi, który mi się wydaje zręcznym i poczciwym człowiekiem.<br>
{{tab}}Don Antonio odpowiedział na to, że gdyby się renegatowi nie udało, to z pewnością odwołają się wszyscy do znanej waleczności wielkiego Don Kiszota i poślą go do Berberyi. We dwa dni potem renegat odpłynął na lekkiej łodzi, po sześć wioseł na ławkę, a wioślarze dzielni byli. We dwa znów dni potem generał, uprosiwszy wicekróla, żeby mu donosił o Annie Felicyi i o Don Gregorio, pożegnał się z tym dygnitarzem i galery popłynęły ku wschodowi.<br>
{{tab}}Któregoś ranku Don Kiszot, przechodząc się nad brzegiem morza, uzbrojony od stóp do głowy, bo, jak mówił, zbroja była jedynym jego ubiorem, a walka odpoczynkiem, ujrzał nagle zbliżającego się rycerza, uzbrojonego także od stóp do głowy, z tarczą, na której {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1278|num=608}}wyryty był promieniejący księżyc. Rycerz, przybliżywszy się doń, następne słowa zwrócił głośno do Don Kiszota:<br>
{{tab}}— Znakomity rycerzu, waleczny Don Kiszocie z Manszy, jestem rycerzem białego księżyca, o sławnych czynach moich musiałeś słyszeć zapewne, przybywam tu wyzwać cię na ostrze, zmierzyć swe siły z twojemi, a to dlatego, żebyś przyznał, że moja dama, ktokolwiek ona jest, bez porównania jest piękniejszą od twojej Dulcynci z Toboso. Jeżeli chcesz dobrowolnie zgodzić się na tę prawdę, unikniesz niezawodnej śmierci i oszczędzisz mi trudów zadania ci jej; gdy zaś masz ochotę walczyć, wymagam jednego warunku: jeśli cię zwyciężę, to przez rok cały nie będziesz nosił zbroi, nie szukał przygód, udasz się do domu, postawisz miecz w kącie i żyć będziesz w błogim spokoju, tak potrzebnym dla twego zdrowia i fortuny. Jeśli przypadkiem się zdarzy, że ty mnie zwyciężysz, głowa moja do ciebie należy, zostawiam ci konia mego, zbroję, oręż, i wieść o wielkich czynach moich zniknie przy twojej bohaterskiej sławie. Rozważ więc teraz, rycerzu, i odpowiadaj prędko, bo dzisiaj koniecznie sprawę tę załatwić musimy.<br>
{{tab}}Don Kiszot, zdziwiony nader wyniosłością rycerza białego księżyca i przedmiotem wyzwania, odpowiedział surowo i z dumą:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1279|num=609}}{{tab}}— Rycerzu białego księżyca, o którego czynach nie miałem dotąd sposobności słyszeć, przysiągłbym, że nigdy nie widziałeś sławnej Dulcynei, bo gdybyś ją był widział, nie chciałbyś się narażać zuchwale na walkę, której wypadek wątpliwy, i sambyś przyznał, że niema piękności, coby się z nią dała porównać. Więc nie chcąc panu wprost powiedzieć, że kłamiesz, ale tylko, że pan się bardzo mylisz, przyjmuję wyzwanie na warunkach, które położyłeś, i weźmy się do dzieła, żeby przed końcem dnia sprawa ta się zakończyła. Wyjmuję tylko z pańskich warunków to, coś powiedział o rozgłosie twoich czynów, który na korzyść sławy mojej ma się obrócić; nie wiem, co to za rozgłos, i przestaję na mojej sławie, jakąkolwiek jest. Dalej więc, rozpędzajmy się a powodzenie okaże, kto spisy lepiej używać potrafi.<br>
{{tab}}Zobaczono z miasta rycerza białego księżyca, a wicekról już miał wiadomość, że rozmawiał z Don Kiszotem, ale myślał, że to nowy jaki pomysł żartobliwy Don Antonia, albo innego jakiego szlachcica z Barcelony, wyszedł więc w towarzystwie Don Antonia i innych, przybywając w tę właśnie chwilę, kiedy Don Kiszot zawrócił Rosynanta, żeby się rozpędzić. Widząc, że dwaj rycerze zawróciwszy konie, mają się spotkać, stanął pomiędzy nimi, zapytując się, co ich zmusiło do tak nagłej walki. Rycerz białego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1280|num=610}}księżyca opowiedział w kilku słowach, co zaszło między nim a Don Kiszotem, i wspomniał o warunkach wyzwania zobopólnie przyjętych. {{Korekta|Wicekrót|Wicekról}} zbliżył się do Don Antonia, zapytując go, czy zna rycerza białego księżyca i czy jakiego figla nie chce mu wypłatać. Gdy Don Antonio odrzekł, że nic a nic o wszystkiem nie wiedział, wahał się przez czas niejakiś, czy pozwoli przeciwnikom natrzeć na siebie. Nie mogąc jednak przypuścić, żeby to co innego być mogło prócz żartu, oddalił się, mówiąc:<br>
{{tab}}— Mości rycerzu, jeśli niema środka pogodzenia, jeśli trzeba umrzeć lub wyznać, gdy jegomość pan Don Kiszot nie chce ustąpić, ani rycerz białego księżyca odstąpić, pole jest wolne i niech Bóg was zachowa!<br>
{{tab}}Rycerz białego księżyca podziękował za to pozwolenie wicekrólowi najgrzeczniejszemi słowy, Don Kiszot złożył także podziękowanie, a polecając się z całego serca Bogu i swojej damie Dulcynei, jak to zwykł był robić zawsze przed walką, więcej zajął pola dla rozpędzenia, widząc, że przeciwnik gotował się na to samo. Trąby i kotły nie wydały hasła do walki, zwrócili oba konie jednocześnie, żeby gwałtownie natrzeć na siebie. Rycerz białego księżyca jechał na koniu żwawszym i dzielniejszym od Rosynanta, przebiegł sam tylko trzy czwarte mety i tak silnie potrącił Don Kiszota bez użycia spisy, że {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1281|num=611}}powalił natychmiast konia i jeźdźca o ziemię, w bardzo niedobrym stanie.<br>
{{tab}}Natychmiast zsiadłszy z konia i dotykając końcem spisy o przyłbicę, rzekł do Don Kiszota:<br>
{{tab}}— Zwyciężyłem cię, rycerzu, i przypłacisz życiem, jeśli nie przystaniesz na warunki naszego boju.<br>
{{tab}}Don Kiszot, nieprzytomny, potłuczony, nie mając dosyć siły podnieść przyłbicy, odrzekł głosem słabym i przytłumionym, jakby z grobu:<br>
{{tab}}— Dulcynea z Toboso jest najpiękniejszą kobietą w świecie, a ja najnieszczęśliwszy ze wszystkich rycerzów na ziemi. Byłoby niesłusznie, żeby nieszczęście moje zaprzeczyć miało prawdzie powszechnie uznanej — kol spisą, rycerzu, odbierz mi życie, kiedy mi cześć odebrałeś.<br>
{{tab}}— Nie, nie — odparł rycerz białego księżyca — niechże wieść o piękności pani Dulcynei z Toboso pozostanie nietykalną, zgadzam się na to, aby tylko wielki Don Kiszot oddalił się do siebie na rok, jak się ułożyliśmy przed walką, albo przynajmniej dopóki go sam nie zwolnię z danego słowa.<br>
{{tab}}Wicekról, Don Antonio i kilku innych świadkami byli, jak Don Kiszot odrzekł zwycięzcy swojemu, że byle nie wymagał niczego przeciw sławie i piękności Dulcynei, dopełni zobowiązania najsumienniej, jak na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1282|num=612}}rycerza przystoi. Poprzestał na tem rycerz białego księżyca, zawrócił konia i skłoniwszy się głową wicekrólowi, kłusem pojechał do {{Korekta|mjasta|miasta}}. Wicekról prosił Don Antonia, żeby się za nim udał i dowiedział się jakim bądź sposobem, kto to taki.<br>
{{tab}}Podnieśli Don Kiszota, zdjęto mu hełm. Blady był bardzo i zbity, pot zimny nań wystąpił, jakby miał ducha wyzionąć. Rosynant zaś w takim był stanie, że ani myśleć nie można było podnieść go. Sanszo w smutku i zadziwieniu nie wiedział, co mówić i robić, myślał że to czary. Zwyciężono pana w obliczu całego ludu, przez rok nie będzie mógł nosić zbroi; sława pańska raz na zawsze pogrzebana, a z nią nadzieje Sansza jak dym pierzchają. Obawiał się jeszcze, ażeby Rosynant nie został już na zawsze kaleką; z panem jeszcze gorzej było. Kiedy tak smutno rozmyślał i osłupiał niesłychanie, wicekról kazał Don Kiszota odnieść w lektyce do miasta, dokąd się wkrótce udał, chcąc się dowiedzieć, kto był ów rycerz białego księżyca.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1283|num=613}}{{c|ROZDZIAŁ LXV.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Jako się wykryło, kto był rycerz białego księżyca. — Wiadomości o uwolnieniu Don Gregoria, oraz inne przygody.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Don Antonio Moreno szedł krok w krok za rycerzem białego księżyca i jednocześnie biegł za nim tłum dzieci, aż dopiero w mieście zamknąć się musiał w domu, dokąd jednak Don Antonio wszedł za nim po chwili. Giermek zdejmował zbroję rycerzowi, który odgadłszy powód odwiedzin Don Antonia, rzekł do niego:<br>
{{tab}}— Widzę, co pana tu sprowadza, chcesz pan się dowiedzieć kto jestem? Nie będę zwodził pana i wręcz mu powiem, że nazywam się licencyat Samson Karasko i z tej samej jestem wioski, co Don Kiszot z Manszy. Szaleństwo tego biednego szlachcica, który we wszystkich znajomych litość obudzą, bardziej mnie od innych przykrość robiło i wytłómaczywszy sobie, że ozdrowienie jego zawisło od spokojności i pozostania w domu, postanowiłem sobie jakimbądź kosztem sprowadzić go na wieś, a już mnie to raz sporo kosztowało. Trzy miesiące temu przywdziałem w tym celu zbroję i w postaci błędnego rycerza zwierciadeł, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1284|num=614}}spotkawszy go, wyzwałem na ostrze, pod warunkiem, że zwyciężony zda się na łaskę i niełaskę zwycięzcy. Miałem zamiar zapakować go na cały rok do domu, myśląc, że tymczasem będzie go można wyleczyć. Los jednak inaczej rozrządził, Don Kiszot mnie zwyciężył i zamiaru do skutku nie mogłem doprowadzić. Don Kiszot tryumfujący odjechał, a ja z ran leczyć się musiałem. Pragnąłem się jednak spotkać z nim jeszcze w tym samym zamiarze i tym razem zwyciężyłem go, a ponieważ najskrupulatniej wypełnia wszystkie przepisy błędnego rycerstwa, przekonany jestem, że jak najdokładniej dotrzyma warunków walki, dał mi na to słowo. Wszystko już panu powiedziałem i proszę pana, żeby się Don Kiszot o tem nie dowiedział, bo wszystkie usiłowania moje w niweczby się obróciły, a biedak ten nie odzyskałby rozumu, który w gruncie jest doskonały, tylko nieco bzikami o błędnem rycerstwie pomieszany.<br>
{{tab}}— Ach, panie — rzekł Don Antonio — nie mogę panu wybaczyć krzywdy, jaką wszystkim wyrządzasz, pozbawiając nas najprzyjemniejszego waryata w świecie. Nie uważałeś pan, że cała korzyść, jaka się da wydostać z rozumu Don Kiszota, nie zdoła wyrównać przyjemności z bzików rycerza. Nie dlatego to mówię, żebym miał wątpić o skuteczności środków pańskich, choć prawie niepodobna przywrócić rozumu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1285|num=615}}człowiekowi, który go zupełnie stracił, ale może się to zdarzyć, i gdybym nie obawiał się grzeszyć przeciw miłości bliźniego, życzyłbym sobie, żeby Don Kiszot nigdy nie wyzdrowiał, bo tracimy nietylko jego bziki, ale i bziki Sansza, które najsmutniejszego zawsze rozśmieszą. Mimo to wszystko, obiecuję panu, że nic nie powiem, choćby tylko dla przekonania się, czy też panu Karasko udadzą się jego usiłowania.<br>
{{tab}}— Panie — odrzekł Karasko — sprawa dobry wzięła obrót i zdaje mi się, że się uda zupełnie. — Powiedzieli sobie jeszcze kilka komplementów, a skoro tylko Don Antonio odszedł, rycerz białego księżyca kazał związać zbroje i oręże, obłożyć niemi muła, a sam, wsiadłszy na swojego zwycięzkiego rumaka, zwrócił się drogą ku wsi swojej, dokąd szczęśliwie dojechał. Don Antonio zdał sprawę wicekrólowi z tego, co mu powiedział Karasko, a wicekról nie mógł się odżałować, że wkrótce pozbawieni będą wszyscy bzików Don Kiszota. Przez sześć dni leżał Don Kiszot w łóżku, srodze poturbowany upadkiem, ale bolała go bardziej klęska, niż wszystkie dolegliwości ciała. Sanszo ciągle przy nim siedział, usiłując go pocieszyć. Między innemi rzekł do niego:<br>
{{tab}}— No — panie — odważnie, powinieneś pan cieszyć się, a nie smucić. I tak dużo szczęścia, że spadłszy tak ciężko, głowy sobie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1286|num=616}}nie rozbiłeś. Nie zawsze też człowiek w jednem jest usposobieniu, bo nie zawsze tam słonina, gdzie bywają kluski. Kpij pan zdrów z lekarza, kiedy panu nie potrzeba lekarstwa. E, — wróćmy, paneczku, do domu, nie szukajmy darmo przygód w miejscach, których dobrze nie znamy. Na tem wszystkiem jeszcze ja więcej tracę, choć pan bardziej potłuczony. Opuszczając wielkorządztwo, porzuciłem raz na zawsze chęć zostania wielkorządcą, ale nie porzuciłem chęci zostania hrabią. No i trudna rada, muszę sobie wytłómaczyć podobnie jak pan, że nie będziesz królem, bo porzuciwszy rycerstwo nie będziesz mógł nim zostać.<br>
{{tab}}— Mój biedny przyjacielu — odparł Don Kiszot — niema jeszcze nic straconego, oddalam się na rok tylko. Potem nikt mi nie może zabronić ująć znów za miecz, a nie zabraknie mi królestw do zdobycia, ani hrabstw dla ciebie.<br>
{{tab}}— Daj Boże! — zawołał Sanszo — lepszy zawsze rydz, niźli nic, dobre »będzie« więcej ma wartości od złego »teraz.«<br>
{{tab}}Nadszedł na to Don Antonio i z wesołą twarzą rzekł do Don Kiszota:<br>
{{tab}}— Dobre nowiny, mości Don Kiszocie, dobre nowiny, Don Gregorio i renegat przyjechali, są w pałacu wicekróla, ujrzysz ich tu za chwilę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1287|num=617}}{{tab}}— Wiadomość ta cieszy mnie bardzo — rzekł Don Kiszot — gdyż daje mi nieco radości, ale istotnie, Don Antonio, prawiebym pragnął, żeby się zamiar był nie powiódł, bo sam chciałem płynąć do Barbaryi dla przyjemności uwolnienia nietylko Don Gregoria, ale przecież są jeszcze chrześcijańscy niewolnicy u tych niewiernych. Ale o czem śmiem mówić ja, nikczemny! Toćże ja tym jestem podłym, co go z konia zrzucili, zwyciężyli, co przez rok cały zbroi tknąć nie może. Z czego się tu chwalić mnie, co zdolniejszy jestem do kądzieli, niż do miecza.<br>
{{tab}}— E, do licha, daj pan temu pokój — wtrącił Sanszo — zabijasz mnie pan taką mową. Cóż to znów, czy pan chcesz się żywcem pogrzebać? Kura z pypciem zawsze kura. Do kata, nie zawsze się przecie zwycięża, nie, każdy po kolei. Dziś mnie, jutro tobie, tak się dzieje na świecie. Nic pewnego niema w tych walkach, kto dziś upada, jutro powstać może, chyba, że koniecznie chce w łóżku leżeć. Wstań, kochany panie, pójdźmy zobaczyć Don Gregoria, już musiał przyjść, bo słychać jakiś hałas.<br>
{{tab}}Sanszo miał racyę. Don Gregorio chwilkę zabawiwszy u wicekróla, przybył z renegatem do Don Antonia pragnąc ujrzeć Annę Felicyę. Nie miał nawet czasu zdjąć z siebie ubioru niewolniczego, który przywdział, odpływając do {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1288|num=618}}Algieru. Ale mimo to dzielną miał minę i zwracał wszystkich oczy na siebie. Był zadziwiającej piękności i miał najwięcej siedmnaście do ośmnastu lat. Skoro go ujrzeli Rikote i córka, stary rozpłakał się z radości, a Anna Felicya będąc skromna, nie cisnęła mu się na szyję. Pewni byli oboje szczerości swoich uczuć i nie potrzebowali tych oznak, w których często brak uszanowania. Kochankowie rozmawiali z sobą milczeniem, oczy były tylko tłómaczami tego, co serca doznawały. Piękność Don Gregoria nowym była przedmiotem uwielbienia dla wszystkich przytomnych, a skoro oczy od niego odwróciłeś, spostrzegłeś również piękną Annę Felicyę, a im więcej im się obojgu przypatrywano, tem się bardziej podobali. Renegat opowiedział, jakim sposobem uwolnił Don Gregoria, a Don Gregorio opowiadał o wszystkich niebezpieczeństwach, które przebył w Algierze, ale skromnie, niewiele, a z takim wdziękiem, że znaleziono w nim niemniej rozumu od piękności. Rikote hojnie wynagrodził wioślarzy, a zwłaszcza renegata, który {{Korekta|zapomocą|za pomocą}} pokuty szczerej, miarkując po łzach gorących, powrócił na łono prawego kościoła.<br>
{{tab}}We dwa dni potem wicekról i Don Antonio przemyśliwali, jakim sposobem uzyskać pozwolenie na pobyt w Hiszpanii Don Gregoria i Anny Felicyi. Ona była chrześcijanką, a ojciec {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1289|num=619}}wcale niepodejrzany człowiek. Don Antonio ofiarował się udać sam do dworu i za pomocą wpływów swoich i stosunków załatwić tę sprawę tembardziej, że go tam i jego własny interes powoływał. Rikote jednak obecny temu powiedział, że wpływami, nawet datkami nic nie zyska, bo hrabia Salazar, któremu król poruczył czuwanie nad wygnaniem Maurów, był człowiekiem nieugiętym. Prośby, ofiary żadnego wpływu nad nim nie miały. Skądinąd nie tak bardzo surowy, pod tym względem niesłychanej był czujności, a wiedząc o złem usposobieniu całego narodu, nic nie wybaczał, łask żadnych nie świadczył, przystępu żadnym podszeptom nie dawał, tak, że mimo wszystkich podstępów i całej chytrości Maurów, oczyścił z nich zupełnie Hiszpanię.<br>
{{tab}}— Bądź co bądź — rzekł Don Antonio — udam się tam, będę starał się o ile możności, a jak Bóg zechce, to się może i uda. Don Gregorio pojedzie ze mną, pocieszyć rodziców, nader zmartwionych jego nieobecnością, a Anna Felicya zostanie tu z moją żoną lub w jakim klasztorze. Co zaś do Rikota, pewny jestem, że jego ekscelencya wicekról nie odmówi mu domu swojego i protekcyi, dopóki się cała ta sprawa nie wyjaśni.<br>
{{tab}}Wicekról pochwalił wszystkie rozporządzenia Don Antonia, Don Gregorio zaś nie miał {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1290|num=620}}ochoty z początku oddalać się od Anny Felicyi, pragnąc jednak szczerze zobaczyć się z rodzicami i myśląc, że tym sposobem będzie mógł i dla Anny Felicyi być użytecznym, zezwolił na odjazd. W kilka dni potem odjechali. Przy rozstaniu Don Gregorio i Anna Felicya wyleli niemało łez, a Rikote ofiarował tysiąc talarów dla Don Gregoria na drogę, ale szlachcic nie chciał ich przyjąć, tylko pożyczył małą kwotę pieniędzy od Don Antonia. We dwa dni znów po tem Don Kiszot, który nieco wydobrzał po owym upadku, udał się także w drogę, bez zbroi i oręża, w prostym kaftanie podróżnym. Sanszo pieszo szedł za nim, a bury dźwigał zbroję i oręż rycerza.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ LXVI.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Opisujący to, co czytelnik wyczyta.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Wyjeżdżając z Barcelony Don Kiszot smutnie obejrzał się na to miejsce, gdzie spadł z konia.<br>
{{tab}}— ''Fuimus Troes'' — zawołał — tutaj to nie z własnej winy, ale przez nieszczęście, utraciłem sławę, tak chwalebnie zyskaną, tu los dał mi uczuć dziwaczną niestałość swoją; tu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1291|num=621}}zaćmił się blask wielkich czynów moich i męstwo moje rozbiło się tu nakoniec, imię moje upadło i nigdy się już nie podniesie.<br>
{{tab}}— Kochany mój panie — rzekł Sanszo — prawdziwe męstwo powinno mieć tyle cierpliwości w niedoli, ile czułej radości w szczęściu. Bierz pan ze mnie przykład, z przeproszeniem. Jeśli bardzo byłem uradowany w czasie wielkorządztwa mego, teraz, będąc tylko pieszym giermkiem nie poddaję się smutkowi, bo słyszałem, że to stworzenie, co je Fortuną nazywają, jest kobietą dziwaczną, prawie zawsze pijaną i na wpół ślepą, to też nie widzi, co robi, nie wie, kogo powali na ziemię, ani kogo podniesie.<br>
{{tab}}— Ty jesteś wielki filozof, Sanszo — rzekł Don Kiszot — mówisz jak mędrzec i nie wiem, kto cię tego wszystkiego mógł nauczyć. Powiem ci jednak, że na tym świecie niema losu. Wszystko, co się dzieje na tym padole, złe, czy dobre, nie dzieje się przypadkiem, ale z woli Opatrzności nieba, dlatego to mówię, że jak kto sobie pościele, tak się wyśpi. Ja sobie także posłałem, ale w pracy mojej brak było widać roztropności, bo mnie spotkała kara za zbytnią zarozumiałość. Mogłem się przecież domyślić, że wątły Rosynant nie wytrzyma natarcia rumaka potężnego, którym rycerz Białego księżyca kierował. Odważyłem się jednak i mimo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1292|num=622}}wszystkich usiłowań, ze wstydem padłem na ziemię. Ale choć na czci jestem skrzywdzony, nie straciłem i nie stracę cnoty w dotrzymaniu danego słowa. Kiedym był błędnym rycerzem dziarskim i walecznym, ramię moje i czyny świadczyły o mojem męstwie, teraz, kiedy jestem tylko zsadzonym z konia {{Korekta|jeźdzcem|jeźdźcem}}, poddanie się moje woli losu i sumienne dotrzymanie zobowiązania dowiodą, że sławnym jestem człowiekiem. Śpieszmy się więc, przyjacielu Sanszo — odbądźmy w domu nowicyat, a raczej czas wygnania, nowych tam sił nabierzmy do rozpoczęcia jeszcze świetniej bohaterskiego zawodu.<br>
{{tab}}— Panie — rzekł Sanszo — nie tak to jednak przyjemnie śpieszyć się, idąc piechotą. Zawieśmy tę zbroję na drzewie, a gdy dosiądę burego i nóg już na ziemi nie będę stawiał, będziemy pędzili, jeśli pan rozkażesz, ale niech mnie pan z łaski swojej nie pili, kiedy idę piechotą.<br>
{{tab}}— Bardzoś dobrze powiedział, Sanszo — rzekł Don Kiszot. — Niech ta zbroja moja jako trofeum zostanie i wyryjemy na korze drzewa słowa, wyryte na trofeum z Rolanda zbroi:
<poem>{{f|w=90%|Niech nikt się nie uzuchwala
Dotykać tej zbroi,
Jeśli nie chce także
Z Rolandem mieć sprawy.}}</poem> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1293|num=623}}{{tab}}— To będzie doskonale, proszę łaski pana — odrzekł Sanszo. — A gdyby nam jeszcze Rosynant przez drogę co przeskrobał, to powieśmy i Rosynanta przy zbroi.<br>
{{tab}}— Nie utrzymuję, ażeby go powiesić, ani nawet zbroi mojej — odrzekł Don Kiszot — powiedzieliby jeszcze: za dobrą służbę zła płaca.<br>
{{tab}}— O, słusznie to, słusznie, proszę łaski pana — rzekł Sanszo — gdy osieł zawinił, nie bij kulbaki. Ponieważ pan sam zawiniłeś, ukarz się pan sam i nie czepiaj się biednej zbroi, która tak długo wysłużywszy się, uczciwie podszarzana, ani biednego Rosynanta, któremu nie potrzeba większego zmęczenia, ani biednych nóg moich, bo i tak stąpają, jak mogą.<br>
{{tab}}Przez dzień cały i trzy następne ciągle tak rozprawiali i nic im się nie przytrafiło godnego wspomnienia. Piątego dnia wjechali do jakiejś wioski, gdzie cała ludność zebrała się na placu, bo to był dzień świąteczny. Don Kiszot zbliżając się, usłyszał, jak rolnik jeden mówił:<br>
{{tab}}— Otóż, jakby na zawołanie — ci panowie, nie znając ich, rozstrzygną o tym zakładzie.<br>
{{tab}}— Z całego serca, moi bracia — odrzekł Don Kiszot — powiedzcie mi tylko, o co rzecz idzie.<br>
{{tab}}— Rzecz się ma tak, kochany panie — powiedział rolnik. Jeden wieśniak tutejszy, tłusty {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1294|num=624}}i krępy tak bardzo, że waży prawie dwieście ośmdziesiąt funtów, wyzwał drugiego, który połowy tego nie waży, na wyścigi piechotą do mety o sto kroków, pod tym warunkiem jednak, że jeden tyle będzie ważył, co drugi. Zapytano się wyzywającego, jakim sposobem chce porównać ciężary, powiedział, ażeby szczupły wziął na siebie sto pięćdziesiąt funtów żelaza, a tym sposobem zrównają się zupełnie.<br>
{{tab}}— Poczekajcie — zawołał Sanszo, nie czekając na odpowiedź Don Kiszota — ja was rozsądzę. Byłem, jak to wiadomo, wielkorządcą i sędzią, umiem rozsądzać sprawy.<br>
{{tab}}— Rozsądź ich, Sanszo, przystaję na to najchętniej — rzekł Don Kiszot — tak mam umysł skłopotany, że czarnego od białego nie potrafiłbym rozróżnić.<br>
{{tab}}— Dobrze więc, dzieci moje — zawołał Sanszo — powiadam wam, mając pozwolenie od pana, że wymaganie wyzywającego zupełnie jest niesłuszne, bo wyzwanemu zawsze służy prawo wyboru broni, jak słyszałem, a tu wyzywający chce ją wybierać i to wybiera taką, że wyzwany nie może zwyciężyć, bo się nie będzie mógł ruszyć. Według mojego zdania niech gruby i tłusty wytnie sobie sto pięćdziesiąt funtów sadła, to tu, to owdzie, jak mu będzie najdogodniej, tym sposobem obie strony zrównają się i nikt się skarżyć nie będzie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1295|num=625}}{{tab}}— Dalipan — zawołał wieśniak — ten pan jak adwokat osądził — wyzywający nie głupi, ażeby sobie sto pięćdziesiąt funtów mięsa wycinał i do licha, nie chciałby ani funcika się pozbawić.<br>
{{tab}}— Najlepiej, niech się wcale nie ścigają — zawołał drugi — żeby chudy nie zdechł pod ciężarem, a tłusty nie pokaleczył sobie ciała, ale połowę zakładu obróćmy na wino i poprośmy tych panów z sobą do karczmy.<br>
{{tab}}— Co do mnie bardzom panom obowiązany za ich grzeczność — rzekł Don Kiszot — ale wybaczcie, że korzystać z niej nie mogę, bo mi bardzo pilno.<br>
{{tab}}Mówiąc to, dał ostrogę Rosynantowi i odjechał. Wszyscy wieśniacy uwielbiali dziwną jego powierzchowność i rzadki rozum służącego. Któryś rolnik rzekł do drugich:<br>
{{tab}}— Jeśli ten służący jest tak zręczny, jak pan na to wygląda, to ręczę, że gdyby pojechali na nauki do Salamanki, wkrótce zostaliby prezesami lub biskupami. Bo nic lepszego, jak mając trochę grosza, wziąć się do nauki, Bóg wie, skąd spadnie na cię urząd lub mitra.<br>
{{tab}}Pan i sługa przepędzili noc na polu, pod gołem niebem. Zrana jadąc dalej, ujrzeli zbliżającego się ku nim człowieka z torbą na plecach i z sękatym a okutym {{Korekta|kiiem|kijem}} w ręce, który {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1296|num=626}}zoczywszy Don Kiszota, przyśpieszył kroku i całując go w kolano, rzekł:<br>
{{tab}}— O jasny panie Don Kiszocie! jakże się jego książęca mość ucieszy, że jaśnie pan wraca do zamku! Bo jest jeszcze i księżna pani z nim razem.<br>
{{tab}}— Nie znam cię, mój przyjacielu — rzekł Don Kiszot — nie wiem, kto jesteś.<br>
{{tab}}— Jasny panie — jestem Tosilos — lokaj jego książęcej mości i ja to miałem walczyć z panem z powodu córki pani Rodriguez.<br>
{{tab}}— Czy podobna — zawołał Don Kiszot — ażeby to ciebie mieli czarownicy przemienić w lokaja, chcąc mnie koniecznie wydrzeć sławę tej walki?<br>
{{tab}}— Dalipan, z przeproszeniem panskiem — odparł lokaj — nie było przemian, ani czarów żadnych. Nim wszedłem do szranek, byłem lokajem, tak dobrze, jak teraz, a nie chciałem walczyć, bom myślał ożenić się z córką, która mi bardzo do smaku przypadła. Ale jak wasza wielmożność odjechała, jego książęca mość kazał mi skórę wytatarować za to, że rozkazów jego nie wykonałem. Wszystko się na tem skończyło, że córkę oddano do klasztoru, a pani Rodriguez powróciła do Kastylii. Teraz idę do Barcelony z pańskimi papierami do jego ekscelencyi wicekróla. Mam tu pełną manierkę przy sobie — dodał — możeby wasza {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1297|num=627}}wielmożność raczyła trochę łyknąć, będzie już ciepłe, ale jeszcze dobre, ale mam ser doskonały, przy którym będzie lepiej smakować.<br>
{{tab}}— Ser? — dawaj sera — rzekł Sanszo — bo ja nie lubię robić ceremonii z przyjaciółmi. Dawaj, Tosilos — na przekór wszystkim czarownikom. Zobaczymy, czy nam przeszkodzą przy jedzeniu.<br>
{{tab}}— Istotnie, Sanszo — rzekł Don Kiszot — jesteś największym żarłokiem i najciemniejszym człowiekiem pod słońcem. Toćże ten posłaniec jest zaczarowany, to nie lokaj. Zostań z nim, kiedy masz ochotę — ja stępa pojadę i poczekam na ciebie.<br>
{{tab}}Tosilos roześmiał się, patrząc na odjeżdżającego Don Kiszota, dobył manierki, wydobył sera, siedli na trawie i dopóty nie wstali, dopóki do okruszyny wszystkiego nie zmietli.<br>
{{tab}}Przy jedzeniu jeszcze Tosilos rzekł do Sansza:<br>
{{tab}}— Wiesz co, Sanszo, twój pan to powinien być wielki waryat.<br>
{{tab}}— Jakto winien? — zagadnął Sanszo — do stu dyabłów — nic nikomu nie winien, niema człowieka, coby lepiej długi spłacał, bo dopóki na bzikach poprzestają, jemu nigdy nie zabraknie. Widzę to doskonale i mówię mu często o tem, ale to się na dyabła zda, zwłaszcza też {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1298|num=628}}teraz, kiedy jest w rozpaczy po tem zwycięstwie, odniesionem przez rycerza białego księżyca.<br>
{{tab}}Tosilos poprosił Sansza, ażeby mu całą tę sprawę opowiedział, Sanszo jednak odrzekł, że nie wypada mu pozwolić panu czekać tak długo i że mu to innym razem opowie. Obtarłszy sobie okruszyny z brody, pożegnał się z nim, dosiadł burego i dognał pana, który nań czekał pod drzewem.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ LXVII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Jako Don Kiszot postanowił zostać pasterzem, przez czas, gdy mu nie wolno przywdziać zbroi.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Jeśli przed walką Don Kiszot miał często trapioną wyobraźnię, po klęsce jeszcze się to pogorszyło. Leżał, jak powiedziałem, pod drzewem, i tysiąc myśli, a coraz smutniejszych, jakby muchy zjadliwe, obsiadło mu głowę, nie dając chwili wytchnienia. Sanszo nadjechał właśnie i zaczął wychwalać przed nim szczodrość Tosilosa, mówiąc, że to najuczciwszy lokaj, jakiego znał w życiu.<br>
{{tab}}— No, więc to prawda — zawołał Don {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1299|num=629}}Kiszot — że ty wierzysz ciągle w prawdziwość tego lokaja? Zapomniałżeś już, jak to Dulcynea przemieniła się w chłopkę, a rycerz zwierciadeł w bakałarza Karasko? Czyż to nie oczywisty podstęp czarowników, co mnie bezustannie prześladują? Ale powiedz mi, nie zapytywałeś się przypadkiem tego mniemanego Tosilosa, co porabia Altisidora: czy płacze po mnie, czy wygnała z duszy miłosne uczucia, co ją tak namiętnie w obec mnie opanowały?<br>
{{tab}}— Dalipan, panie — odrzekł Sanszo — myślałem o rzeczach ważniejszych, a nie o takich drobiazgach. Skąd też przyszło panu, u dyabła, dowiadywać się o tem, co drudzy myślą, i jeszcze kobiety rozkochane?<br>
{{tab}}— Mój przyjacielu — rzekł Don Kiszot — wielka zachodzi różnica między uczynkami, które miłość wywołuje, a tymi, co z wdzięczności pochodzą. Rycerz może przestać kochać, ale nie przestanie mieć wdzięczności. Zdaje się, że Altisidora bardzo mnie kochała, dała mi ten podarunek, co to wiesz, płakała, kiedym odjeżdżał, przeklinała mnie, obelgi miotała, bezwstydnie skarżyła się wobec wszystkich, a to przecież dowody gwałtownej miłości, bo złość kochanków kończy się zwykle przekleństwami. Z mojej strony nie mogłem jej żadnej robić nadziei, ani żadnego skarbu nie mogłem jej ofiarować; bogactwa błędnych rycerzy są, jak te, co to {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1300|num=630}}niemi szatany olśniewają, fałszywe i pierzchliwe, zresztą poprzysiągłem wierność innej. Nie mogę więc jej ofiarować nic więcej, prócz kilku oznak pamięci, bez ubliżenia jednak temu, com zawsze winien Dulcynei, której robisz krzywdę, zwłócząc ciągle baty owe, którymi można ją tylko odczarować. Powiem ci prawdę, tak się obawiasz o skórę swoją, że chciałbym, iżby ją wilcy zjedli, kiedy wolisz ją zachować dla robaków, niż zrobić z niej przysługę dla tej damy.<br>
{{tab}}— Z przeproszeniem pańskiem — odrzekł Sanszo — mówiąc tak po Bogu a prawdzie, nie chce mi się wierzyć, żeby baty kogokolwiek odczarować mogły, zupełnie jakby na ból głowy palnąć się pięścią w kolano, ale dla pańskiej przyjemności wymłócę sobie skórę, kiedy mi przyjdzie ochota, choć wątpię, żebyś pan nawet w książkach rycerskich wyczytał coś o tym sposobie.<br>
{{tab}}— Daj Boże — rzekł Don Kiszot — ażebyś mógł zrozumieć, jak cię powinno obchodzić przyniesienie ulgi tej damie, która poniekąd jest i twoją, bo ja jestem twym panem.<br>
{{tab}}Mówiąc w ten sposób, poznali, że się znajdują w tom samem miejscu, gdzie ich byki potratowały. Don Kiszot, przypominając to sobie, rzekł do Sansza:<br>
{{tab}}— Otóż łąka, gdzie spotkaliśmy niedawno {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1301|num=631}}te miłe pasterki i tych grzecznych pasterzy, co to pragnęli stworzyć nanowo Arkadyę pasterską — pomysł nowy i niepospolity. Wierzaj mi, Sanszo, naśladujmy ich, zostańmy pasterzami, podczas gdy mi nie wolno będzie przywdziewać zbroi. Kupię kilka owiec, przezwę się pasterzem Kiszotes, ty pasterzem Pansino i będziemy biegali po lasach i łąkach, śpiewać, grać na fujarce, rozwodzić żale, będziemy odwilżać usta kryształem czystego źródła, srebrną wodą strumieni lub rzeczułek. Zielone dęby i buki hojnie owocami nas obdarzą, olchy i lipy cienia nam użyczą, róże wonią owioną. Na łąkach różnobarwnem kwieciem zasłanych miękko i smacznie spoczniemy. Powietrze zdrowe i czyste, chłód cudowny, księżyc i gwiazdy łagodne promienie sieją, znajdziemy rozkosz w śpiewie, a pociechę w jego dźwięku. Apollon natchnie nas wierszami, a miłość uczuciem, tym sposobem obierzemy sobie zawód godzien zawiści i staniemy się sławnymi nietylko w naszem stuleciu, ale po wszystkie następne trwać będziemy w pamięci ludzi.<br>
{{tab}}— Dalipan — odparł Sanszo — ślicznyby to był rodzaj życia. Karaskowi i ojcu Mikołajowi nigdy to na myśl przyjść nie mogło, gdyż założyłbym się, żeby najchętniej z nami poszli, i kto wie, czyby nie miał ochoty i ksiądz proboszcz, bo to uczciwy człowiek i lubi wesołość.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1302|num=632}}{{tab}}— Trafnieś powiedział, Sanszo — odparł Don Kiszot. — Jeśli bakałarz Samson chce do nas należeć, co z pewnością nastąpi, nazwiemy go pasterzem Samsonino lub pasterzem Karaskon, Mikołaja Nicoloso, naśladując Nemorina sławnego; co do proboszcza, nie wiem, jakie mu damy imię, lecz trzeba zrobić coś z jego nazwy, naprzykład Kuriambro. Co do pasterek, w których się kochać będziemy, nie trudno nam będzie znaleźć dla nich imiona, a ponieważ imię Dulcynea, zarównie piękne dla księżniczki, jak dla pasterki, niema co zmieniać, a ty, Sanszo, nazwiesz swoją, jak ci się zdawać będzie.<br>
{{tab}}— Nie chcę inaczej, jak Terezona — odrzekł Sanszo — bo jej na imię Teresa, a w wierszach, które dla niej ułożę, tak samo ją nazwę, żeby się o niej cały świat dowiedział i o mojej wierności dla niej, bo nie lubię mleć w cudzych młynach. Dla proboszcza nie trzeba pasterki, bo to byłby zły przykład, a jeśli bakałarz chce sobie jaką wybrać, wolno mu!<br>
{{tab}}— Drogi Boże! — zawołał Don Kiszot — jak piękne życie będziemy pędzili! Ileż to fujarek, piszczałek, obojów, rożków, gęśli, multanek, bębenków, skrzypeczek, wszystko to, pasterska muzyka! Jak wiesz, ja oddaję się czasem poezyi, a bakałarz Karasko jest jednym z najlepszych poetów; o proboszczu nic nie mówię, ale ręczyłbym, że więcej umie, niż mówi, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1303|num=633}}a cóż dopiero majster Mikołaj! Toćże wiadomo, że balwierze grają na gitarze i składają wiersze. Ja będę ubolewał nad oddaleniem, ty będziesz wysławiał wierność i wytrzymałość swoją, pasterz Karaskon będzie się uskarżał na nieczułość swojej pasterki, pasterz Kurjambron o czem chce śpiewać będzie, w ten sposób wszystko się nam uda doskonale.<br>
{{tab}}— Panie — zawołał Sanszo — tak jestem nieszczęśliwy, że pewno nie doczekam chwili, kiedy rozpoczniemy to wesołe życie. Drogi Boże! {{Korekta|iież|ileż}} ja to będę pięknych łyżeczek z drzewa wyrabiał, kiedy zostanę pasterzem; ile to śmietany, serów, masła, wianków dla mnie i dla pasterki mojej, jakiebym pałeczki i kijki strugał. Na niczem mi nie zabraknie z tych drobiazgów i figlów, co to umieją robić pasterze. Jeśli nie powiedzą, żem mądry, to przynajmniej powiedzą, że mi nie brak pomysłu. Mała Sansza, córka moja, przyniesie nam obiad czasem na pole, ale jednak, do licha, mówią, że to pasterze bywają złośliwi i psotnicy. Nie chciałbym, ażeby mi do niej smalono cholewki, bo biedna dziewczyna nie rozumie się jeszcze na tem i mogłaby, dyabeł nie śpi, a miłość i jej poszepty wcisną się tak łatwo do lepianki, jak do pałacu. Bo kto mieszka na przedpieklu, dyabła w kumy prosi, a gdzie niema sposobności, niema grzechu, kto nie widzi, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1304|num=634}}to nie myśli, ale nie mów hop, aż przeskoczysz.<br>
{{tab}}— Dajże już pokój tym przysłowiom, Sanszo — rzekł Don Kiszot — mówiłem ci już nieraz, że niemi zanadto szafujesz, ale cóż? Gadaj, jak do ściany, pan to, sługa owo.<br>
{{tab}}— Dalibóg, proszę łaski pana — odrzekł Sanszo — pamięta pan, co mówią: kocioł przygania garnkowi, a sam smoli. Mówi pan, że przysłów używam, a samiście dwa palnęli.<br>
{{tab}}— Widzisz, Sanszo, zwróć na to uwagę — rzekł Don Kiszot — że moje są zawsze właściwie użyte, ale ty trzy po trzy pleciesz i Bóg wie, do czego przyłatasz. Mówiłem i nieraz, jeśli się nie mylę, że przysłowia są to treściwe sentencye, zdania, powstałe z doświadczenia i uwag największych mędrców starożytnych, a przysłowie, niewłaściwie przytoczone, to głupstwo, a nie sentencya. Ale dość na tem, już zmierzch dobry, zjedzmy z gościńca i poszukajmy gdzie miejsca na nocleg, zobaczymy, co dla nas jutro Bóg przeznacza.<br>
{{tab}}Zjechali z gościńca i skromną zjedli wieczerzę, co nie w smak poszło Sanszowi, który patrząc na chudą oszczędność błędnego rycerstwa, żałował ciągle obfitości w domu Don Diego Miranda, wesela Gamasza i wszystkich tych miejsc, gdzie dobrze jadł i pił. Ale {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1305|num=635}}nareszcie, bacząc na to, że nie zawsze święto, ułożył się do snu, kiedy pan jego w zwykłych błądził marzeniach.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ LXVIII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Jaka przytrafiła się w nocy przygoda, która się bardziej Sanszy, niż Don Kiszotowi, dała we znaki.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Noc była nieco ciemna, choć księżyc tkwił gdzieś na niebie, ale go widać nie było, bo uczciwa Dyana robi czasem przechadzki do przeciwnożnych, a nasze górę i doliny pozostawia w ciemności. Don Kiszot nieco zasnął, ale się w krótce obudził, nie tak jak Sanszo, który od wieczora do rana spał jak zabity, w dowód zdrowia i braku kłopotów.<br>
{{tab}}Don Kiszot, nie mogąc spać, rzekł do Sansza, trąciwszy go i zawoławszy kilkakrotnie:<br>
{{tab}}— Uwielbiam cię, Sanszo — jesteś jakby ze spiżu lub z marmuru wykuty, leżysz bez ruchu i czucia. Śpisz, kiedy ja czuwam, śpiewasz, gdy ja płacze; jestem słaby, zbity, jem niewiele i rzadko, a ty śpisz ciągle i otyłość aż ci oddech tamuje. Dobry sługa powinien być uczestnikiem dolegliwości pańskich, współczuć troskom pana i pocieszać go w strapieniu. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1306|num=636}}Noc dzisiejsza jest prześliczna, a cisza naokół i świeżość powietrza zasługują przecie, ażeby się obudzić dla skorzystania z uroku samotności. Wstawaj więc i przez litość dla Dulcynei i dla mnie wypal sobie czterysta lub pięćset batów z tych, co to się do nich zobowiązałeś, ale zrób to dobrowolnie, na miłość Boską, bo nie chcę się z tobą szamotać. Jak to uskutecznisz, przepędzimy resztę nocy na opiewaniu, ja będę gorycz oddalenia głosił, a ty prawość niezłomną i tak od dziś zaczniemy już żywot pasterski.<br>
{{tab}}— Panie — odrzekł Sanszo — ja nie Kartuz, ażebym o północy wstawał i bił się dyscypliną! Dalipan, dobrą mi pan dajesz pociechę, że potem śpiewać będziemy noc całą, myślisz pan, że zbity człowiek ma ochotę do śmiechu? Jak mi pan nie dasz spać i będziesz mnie namawiał do tych batów, to zaklnę się, że ich sobie nigdy w życiu nie dam.<br>
{{tab}}— O zatwardziałe serce — zawołał Don Kiszot — niewdzięczny giermku, przyjaźni i łasko źle zwrócona! I otóż nagroda za to, żem cię zrobił wielkorządcą i postawił na tym stopniu, że możesz zostać w każdej chwili hrabią, margrabią, lub czemś podobnem? Choć gdy powrócę z wygnania, to wszystko to musi nastąpić, bo nareszcie ''post tenebras spero lucern''.<br>
{{tab}}— Nie wiem, co to ma znaczyć — odrzekł {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1307|num=637}}Sanszo — ale wiem, że jak śpię, nie spodziewam się i nie boję niczego, nie myślę o karach i nagrodach. Błogosławiony stokroć ten, co sen wynalazł! Sen, to płaszcz, co wszystkie ludzkie troski okrywa, pokarm, co głód zaspakaja, napój, co pragnienie koi, ogień, co od zimna ochrania, chłód, co oziębia gwałtowność ognia, słowem, pieniądz ogólny do nabycia wszystkich przyjemności świata i waga nareszcie, gdzie się równoważą bez najmniejszego oszustwa królowie z pasterzami i mędrcy z głupcami! Dobra to rzecz, panie, sen i nie widzę w tem nic złego, że go ze śmiercią porównywają. Istotnie, niewielka różnica zachodzi między śpiącym a umarłym, chyba, że tamten czasem chrapie, a ten milczy na zawsze.<br>
{{tab}}— Sanszo — rzekł Don Kiszot — nigdym w życiu nie słyszał cię mówiącego tak trafnie i dowcipnie jak w tej chwili, i przysłowie słusznie powiada: Z jakim kto przestaje, takim się sam staje.<br>
{{tab}}— A no panie — odparł Sanszo — kto więcej używa przysłów: ja, czy pan? Co chwila sadzisz pan niemi. Może tam, proszę łaski pana, pańskie właściwiej użyte, a w moich po większej części brak sensu, ale przysłowia zawsze są przysłowiami.<br>
{{tab}}Zaledwie Sanszo przestał mówić, gdy usłyszeli jakiś łoskot przytłumiony, co się po całej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1308|num=638}}rozległ dolinie. Don Kiszot wstał i dobył miecza, a Sanszo wlazł pod burego i oszańcowawszy się z prawej strony zbroją pańską, a z lewej kulbaką osła, drżał mimo to jak liść osiczyny.<br>
{{tab}}Łoskot coraz się przybliżając wzmacniał i nasi podróżni, a przynajmniej jeden z nich, w coraz większym był strachu, bo o drugiego męstwie cały świat był przekonany. Byli to kupcy, pędzący na targ około siedemset wieprzów, a szli nocą, bo chłodniej i wygodniej. Don Kiszot i Sanszo, ogłuszeni tym łoskotem, nie mogli zrozumieć, co to takiego. Wieprze się także nie spostrzegły, że Don Kiszot i Sanszo leżeli na drodze, może naumyślnie nie chciały spostrzedz i bez szacunku najmniejszego dla błędnego rycerstwa przeszły po nich, niwecząc szańce Sansza, zrobiwszy groch z kapustą z rycerza i giermka, Rosynanta i burego, kulbaki i zbroi. Sanszo powstał w gniewie i prosił Don Kiszota o miecz, ażeby nauczyć, jak mówił, tych ichmość panów wieprzów, w jaki się to sposób z błędnem rycerstwem obchodzić winno.<br>
{{tab}}— Daj mi pokój, mój przyjacielu — rzekł Don Kiszot — zasługuję na to słusznie, ażeby zwyciężonego błędnego rycerza muchy zjadły i wieprze i prosiaki potratowały.<br>
{{tab}}— Nie mam nic, panie, przeciwko temu — odparł Sanszo — ale czy słusznie jest, ażeby {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1309|num=639}}giermkowie błędnych rycerzy mieli umrzeć z głodu, lub ażeby ich baranki egipskie pożarły? Gdybyśmy jeszcze my, biedni giermkowie, byli dziećmi błędnych rycerzy, którym służymy, albo przynajmniej blizkimi krewnymi, to co innego, nie dziwiłbym się, ażebyśmy za ich błędy aż do czwartego pokolenia byli odpowiedzialni, ale co mogą mieć wspólnego Pansowie z Kiszotami? Odważnie jednak! Nie łówmy ryb przed niewodem, dośpijmy nocy, a jutro obaczymy, co począć.<br>
{{tab}}— Śpij, Sanszo, śpij, tyś się urodził na to, ażeby spać — rzekł Don Kiszot — ja zaś na to, ażeby czuwać. Będę myślał o nieszczęściach moich i popróbuję dla pociechy wyśpiewać wiersze, które ubiegłej nocy zrobiłem, chociaż ci o tem nie wspomniałem.<br>
{{tab}}— Według mego zdania — rzekł Sanszo — nieszczęścia, o których śpiewać można, nie muszą być tak bardzo dolegliwe. Śpiewaj pan, jak zechcesz, ja będę spał, jak będę mógł, i nie myśl pan, żebym mu przerywał. — Rozciągnął się na ziemi i usnął wkrótce snem głębokim.<br>
{{tab}}Don Kiszot, oparłszy się o buk rozłożysty, łącząc głos swój z szelestem jego liścia, zanucił te wiersze:
<poem>{{f|w=90%|{{tab}}Miłości! gdy myślę sobie
O srogim bólu, co mi w sercu kwili,
Pragnąłbym śmierci w tej chwili.
Myśląc że boleść swą pochowam w grobie.|po=20px}}</poem> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1310|num=640}}<poem>{{f|w=90%|Ale gdy myśl nieszczęśliwa
Stanie w przystani morza mej zgryzoty,
Nagle nabieram ochoty,
Która do życia wzrasta, nie ubywa.
Wciąż mi życie śmierć zadaje,
A śmierć do życia powoływa znoju,
I tak mi dziwno wśród boju,
Gdzie śmierć i życie w krwawych szrankach staje.}}</poem>
{{tab}}Zwyciężony i oddalony od Dulcynei, przy każdym wierszu płakał i wzdychał głęboko.<br>
{{tab}}W tem zaświtało i promienie słońca uderzyły w twarz Sansza; zaczął się wyciągać i przewróciwszy się jeszcze kilkakrotnie na oba boki, zbudził się zupełnie. Zoczywszy nieład, jaki przejście wieprzów zrobiło w jego tłomokach, zaklął potężnie i to było pierwsze słowo, co mu z ust wyszło tego rana. Wsiedli nareszcie na koń i pojechali dalej.<br>
{{tab}}Przed wieczorem ujrzeli na drodze ośmiu lub dziesięciu ludzi konno i pięciu lub sześciu piechotą. Don Kiszot doznał niejakiego wzruszenia na widok tych ludzi, a Sanszo przeląkł się naprawdę, bo prócz innych broni, widać było u wszystkich dzidy i tarcze i złym jakimś zdali się tchnąć zamiarem.<br>
{{tab}}— Ach, Sanszo — zawołał Don Kiszot — gdyby mi wolno było używać broni, gdyby nieszczęśliwe słowo rąk mi nie wiązało, ten zastęp rycerski wcaleby mnie nie przestraszył. Jakżeby mi było przyjemnie doświadczyć na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1311|num=641}}nich męstwa mojego i mocy dłoni, choć może to co innego, niż myślę.<br>
{{tab}}Oddział konnych zbliżył się ze spisami w dłoniach, nie mówiąc ani słowa, otoczył Don Kiszota i dotykając dzidami brzucha rycerza, zagrozili mu, że zginie w razie oporu. Jeden z pieszych, położywszy palec na usta, na znak, ażeby milczał, ujął Rosynanta za uzdę i sprowadził go z drogi, a drudzy, otaczając Sansza, popędzili burego w jedną z Rosynantem stronę. Biedny rycerz kilka razy miał ochotę zapytać się, dokąd go wiodą, ale kiedy zamyślał tylko poruszyć wargami, widok surowej straży z groźnem spojrzeniem i groźniejszemy dzidami zamykał mu usta. Sanszo skwitował się nie tak tanim kosztem: kiedy tylko miał minę, jakby chciał mówić, kłuli szpikulcem jego i osła, obawiając się widać, ażeby i bydlęciu ta sama nie przyszła chętka. Noc nadeszła, przyśpieszyli kroku, a w sercu naszych wędrowców przestrach się jeszcze powiększył, kiedy usłyszeli, jak na nich wołano:<br>
{{tab}}— Dalej, Troglodyty! cicho, barbarzyńcy — cierpieć, mięsożercy, zamknijcie oczy i usta, Scyty, Polifemy krwi łaknący, lwy wściekłe, tygrysy żarłoczne — i inne tym podobne nazwania.<br>
{{tab}}— Aj — rzekł do siebie Sanszo — i to jeszcze w obawie, ażeby go nie usłyszano — {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1312|num=642}}wszystkie te miana jakoś nieprzyjemnie dźwięczą! Do licha, wszystkie nieszczęścia od razu się na nas zwaliły, jak od razu kij na psów opada. Daj Boże, ażeby się ta awantura tylko na batach skończyła, ale za zły początek, ażeby miał dobry być koniec.<br>
{{tab}}Don Kiszot zmieszany był bardzo obecnem swojem położeniem i nie mógł pojąć, dlaczego tyle na niego obelg miotano, a jakkolwiekbądź rozumował, nie potrafił wyjaśnić sobie tej nadzwyczajnej przygody; widział tylko, że można się było wiele obawiać, a mało spodziewać. Po godzinnym jeszcze marszu przyjechali nareszcie o pierwszej w nocy do bramy jakiegoś zamku; Don Kiszot poznał, że to zamek księcia, gdzie przed kilku dniami gościł.<br>
{{tab}}— Co to się ma znaczyć? — zawołał — wszakże tu jest miejsce, gdzie mnie tak gościnnie i dworsko przyjęto? Ale dla nieszczęśliwych i zwyciężonych wszystko zły bierze obrót, los lubi prześladować klęskę.<br>
{{tab}}Wjechali w główny podwórzec zamkowy, a wszystko, na co patrzyli, podwoiło ich przestrach, co w następującym zobaczymy rozdziale.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1313|num=643}}{{c|ROZDZIAŁ LXIX.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Jaka Don Kiszotowi najdziwniejsza w życiu i w całej tej historyi przytrafiła się przygoda..'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}{{Korekta|— Wprowadzono|Wprowadzono}} popychając Don Kiszota i Sansza na podwórzec, gdzie naokoło sto pochodni gorzało, na krużgankach pięćset lamp płonęło, noc na dzień zamieniając. W pośrodku podwórza wznosił się katafalk, na kilka stóp wysoki, okryty całunem z czarnego aksamitu, na stopniach paliło się sto gromnic w wysokich srebrnych lichtarzach, a w trumnie leżało ciało młodej dziewicy, choć po śmierci jeszcze bardzo pięknej. Głowę wspartą na szkarłatnem wezgłowiu wieńczyła girlanda z kwiatów, w rękach, złożonych na piersiach, trzymała gałązkę palmową. W głębi podwórca było wzniesienie, gdzie siedziało dwóch ludzi, w koronach na głowie i z berłami w rękach, tak jak to przedstawiają Minosa i Radamanta.<br>
{{tab}}Do nich właśnie zaprowadzono Don Kiszota z Sanszo Pansem i kazano im zająć miejsce po jednej stronie wzniesienia, zalecając milczenie z dziką i wściekłą miną. Groźby te na nic się nie zdały, bo nasi awanturnicy aż nadto byli zdziwieni, ażeby mówić mieli. W tej chwili {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1314|num=644}}dwie jakieś ważne snać osoby weszły na wzniesienie. Don Kiszot i Pansa nizkie im oddawali ukłony, poznawszy księcia i dostojną jego małżonkę. Usiedli oboje na krzesłach, bogato przybranych, blizko Minosa. Rycerz nasz, patrząc na to wszystko, nie wiedział, co o tem myśleć, choć poznał, że w trumnie leży ciało nadobnej Altisidory. Wrzucono na Sansza suknię z czarnej materyi w płomienie, a na głowę włożyli mu czapkę w kształcie mitry, jakie dla shańbienia przywdziewają skazani na śmierć. Sanszo oglądał się od stóp do głowy i ujrzał się cały w płomieniach, które go jednak nie paliły. Zdjął czapkę i ujrzał na niej samych dyabłów, włożył ją więc na głowę, mówiąc dla siebie:<br>
{{tab}}— I to jeszcze nieźle, że te płomienie mnie nie parzą i ci dyabli nie porywają.<br>
{{tab}}Don Kiszot, patrząc na Pansa, mimo całego przestrachu, nieco się roześmiał z jego pociesznego stroju. Kiedy wszyscy tak w milczeniu byli pogrążeni, usłyszano z pod katafalku muzykę, z łagodnych fletów złożoną. Z początku zadźwięczała jakaś czuła i miłosna arya, później stanął na stopniu katafalku młodzieniec bardzo piękny w rzymskim stroju, a łącząc dźwięczny głos z dźwiękiem harfy, w której struny uderzał, zaśpiewał te zwrotki:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1315|num=645}}<poem>{{f|w=90%|Zanim ożyje cień Altisidory,
O Don Kiszocie, wstydź się wzgardy swojej,
Nim z czarnoksięzkich wyjdą tu podwoi
Damy, płócienne powdziewawszy wory,
Nim księżna pani dueńki przystroi
W błyszczący szkarłat, w atłas różnowzory,
Pieśń ma jej dole i dźwięki obwieszcza
Dźwięczniejszą lutnią od Tracyi wieszcza.
Nie sądź, by z życia już ostatnim krzykiem
Droga powinność moja przestać miała,
Zeschłym i zimnym w ustach mych językiem
Jeszcze potrafię zanucić jej: „Chwała“,
I dusza, wolna od pokrywki ciała,
Zabrzmi u Styksu chwały twej okrzykiem,
A lutni mojej czarodziejskie brzmienia
Wstrzymają fale wieków zapomnienia.}}</poem>
{{tab}}— Dosyć! — zawołał jeden z królów — dosyć, boski śpiewaku; nie zdołasz nigdy odmalować nam wdzięków i powabów nieporównanej Altisidory, która nie umarła, jak pospólstwo mniema, ale żyje jeszcze w stugębnej sławie i ożyje pomiędzy nami, jak tylko Sanszo Pansa powoła ją do życia próbą, którą wycierpieć musi. Więc, o Radamancie, ty, co rządzisz ze mną w ciemnych Lety otchłaniach, ponieważ wiesz, jaki jest wyrok niezmiennego przeznaczenia, żeby ta piękna osoba zmartwychwstać mogła, mów prędko, ażebyśmy nie ociągali się z chwilą, w której ją ujrzymy.<br>
{{tab}}Zaledwie Minos wyrzekł te słowa, Radamant powstając, zawołał:<br>
{{tab}}— Chodźcie tu wszyscy, służący i {{pp|domow|nicy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1316|num=646}}{{pk|domow|nicy}} tego zamku, wielcy i mali, mocni i słabi, mężczyźni i kobiety, chodźcie! Każdy z was musi na twarzy Sansza wycisnąć po dwadzieścia cztery psztyków, a w ręce i uda po dwanaście razy uszczypnąć i po sześćkroć ukłuć szpilką, bo od tego zawisło zmartwychwstanie Altisidory.<br>
{{tab}}— Do milion czartów — zawołał Sanszo — nie obawiając się już przerwać milczenia, bodajem był Maurem, jeśli pozwolę to sobie zrobić! Do kata — chciałbym wiedzieć, co skóra moja ma wspólnego ze zmartwychwstaniem tej panny. Dulcynea jest zaczarowana, muszę ją odczarowywać batami, tej znów Bóg śmierć zesłał i muszę sobie bykami twarz pokaleczyć i pokłuć ciało szpilkami. Kpijcie sobie z innego, ale nie ze mnie, do kroćset dyabłów, znam ja się na farbowanych lisach. Nie tak łatwo mnie za nos wodzić, jak się zdaje, do kroćset piorunów, a kiedy te panie chcą, niech sobie cierpliwie na zmartwychwstanie oczekują!<br>
{{tab}}— Umrzesz — zawołał Radamant — uspokój się, tygrysie, upokórz się, pyszny Nemrodzie, cierp i milcz, a kiedy się od ciebie nie wymaga niepodobieństwa, nie waż się przenikać tak ważnych tajemnic! Dostaniesz byki, będą cię drapać i będziesz jęczał przy kłuciu szpilkami; prędzej, ministrze, wypełniaj moje rozkazy, bo na śmierć Cerbera, pokażę ci, jak u mnie prędko idzie służba.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1317|num=647}}{{tab}}W tej chwili weszło na podwórze sześć dueniek (ochmistrzyń), szły procesyonalnie, cztery z nich w okularach, a wszystkie z prawą ręką do góry i naprężonemi palcami.<br>
{{tab}}Spostrzegłszy je Sanszo, zaczął jak byk ryczeć.<br>
{{tab}}— Niech robią ze mną, co chcą — zawołał — niech mnie wszyscy bija, tłuką, ale wara dueńkom! na to się nie zgadzam. Niech mi twarz podrapią, jak panu memu koty w tym zamku, niech mi ciało szpadą przeszyją, niech mi piętnują ręce rozpalonem żelazem, będę znosił, jak będę mógł, ale dueńkom nie dam się dotknąć, choćby mnie w tej chwili wszyscy dyabli porwać mieli.<br>
{{tab}}— Miej cierpliwość, dziecię moje — zawołał Don Kiszot — wypełnij rozkaz tych panów, zaklinam cię, i składaj dzięki niebu, że cię obdarzyło przymiotem odczarowywania zaklętych i powoływania do życia umarłych.<br>
{{tab}}Dueńki były już tuż przy nim, a on, usłuchawszy pańskiej prośby, a raczej zmuszony koniecznością, usiadł i nadstawił twarz pierwszej, która dała mu psztyka i z głębokim ukłonem odeszła.<br>
{{tab}}— Bez tych grzeczności, do dyabła, mościa panno dueńko — zawołał Sanszo — i na drugi raz ostrzyż sobie lepiej pazury.<br>
{{tab}}Wszystkie dueńki wypłaciły mu należność {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1318|num=648}}psztyków z tą samą ceremonią i wszyscy domownicy uszczypnęli go.<br>
{{tab}}Ale stracił cierpliwość, kiedy go szpilkami kłuć zaczęto, powstał nagle i schwyciwszy zapaloną pochodnię, zaczął nią walić po głowach dueniek i służących, kto mu się tylko nadarzył, krzycząc z całych sił:<br>
{{tab}}— Precz odemnie, czarcie wyrobnice, myślicie, że ja z żelaza, klempy?<br>
{{tab}}Na te słowa Altisidora, która snać znużyła się leżąc na jeden bok, przewróciła się na drugi, a przytomni, ujrzawszy to, chórem zawołali:<br>
{{tab}}— Altisidora ożyła, Altisidora żyje!<br>
{{tab}}Radamant kazał się Sanszy uciszyć, ponieważ już stało się, czego pragnął; Don Kiszot zaś, ujrzawszy zmartwychwstającą Altisidorę, padł na kolana przed Sanszem i czule go ściskając, ze łzami w oczach zawołał:<br>
{{tab}}— Moje dziecko, cóż za szczęśliwa sposobność! Gdybyś chciał dać sobie kilka batów dla odczarowania Dulcynei! przymiot twój osiągnie z pewnością cel pożądany, nie trać sposobności, kochany przyjacielu, użyj jej na ulżenie cierpień tej damy nieszczęśliwej; robiąc mi tę łaskę, dla własnej chwały pracujesz!<br>
{{tab}}— Przecież pan wiesz, że dwa grzyby w barszcz na niewiele się zdadzą — odrzekł Sanszo. — Nie dość, że mnie wypoliczkowali, nadrapali się, naszczypali, chcesz pan jeszcze, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1319|num=649}}ażebym się biczował? Nie, panie, ja widzę, że mnie tylko pozostaje przywiązać sobie do szyi kamień młyński i w stadni się utopić. Wstydź się pan, do licha, powinienby pan umrzeć ze wstydu, ażeby mnie teraz o to prosić; i zyskasz pan na tem co? Oto to, że zaklnę się, iż nikogo nie chce uzdrawiać, ani odczarowywać, choćby mnie to tylko jeden włosek z brody mojej kosztować miało. A to mi dar dyabelski, uzdrawiać drugich, a samemu gorzej od nich chorować. Oby wszyscy lekarze ten sam dar posiedli!<br>
{{tab}}Altisidora przyszła już do siebie zupełnie, a gdy usiadła w trumnie, zabrzmiały ze wszech stron oboje i multanki, a chór głośno wołał:<br>
{{tab}}— Altisidora żyje! Altisidora zmartwychwstała!<br>
{{tab}}Książę z księżną, Minos z Radamantem, Don Kiszot z Sanszcm zbliżyli się do trumny i pomogli z niej wyjść Altisidorze. Oddała głęboki ukłon księciu, księżnej i sędziom piekła, a patrząc nieco z ukosa na Don Kiszota, rzekła:<br>
{{tab}}— Niech ci Bóg przebaczy, niewdzięczny rycerzu; z powodu twego okrucieństwa zdaje mi się, że tysiąc lat na tamtym świecie przepędziłam. Tobie zaś, najpocieszniejszy z giermków na kuli ziemskiej, składam dzięki, żeś mi życie przywrócił. W nagrodę za to dam ci sześć koszul, niezupełnie całych, ale czysto upranych, każesz {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1320|num=650}}z nich sobie koszule dla siebie przerobić.<br>
{{tab}}Sanszo ucałował jej ręce na znak podziękowania, ze zgiętem kolanem i z czapka w ręku. Książę kazał, ażeby mu już zdjęto suknię w płomienie, ale Sanszo prosił, ażeby ją mógł na pamiątkę tak nadzwyczajnego zdarzenia na własność zachować.<br>
{{tab}}— Zachowaj ją sobie, kochany Sanszo — rzekła księżna — wiesz przecie, że należę do rzędu twoich przyjaciół i nie chcę ci niczego odmawiać.<br>
{{tab}}Było już późno, książę kazał, ażeby wszyscy oddalili się z podwórca, a Don Kiszota i Sansza zaprowadzono do ich mieszkania.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ LXX.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Opisujący rzeczy, które znać trzeba, chcąc zrozumieć tę historyę.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Sanszo tej nocy spał w jednym pokoju z panem. Nie przypaliło mu to do smaku, bo naprzód znużyła go ostatnia przygoda i wiedział, że Don Kiszot nieskończenie nudzić go będzie pytaniami. Wołałby był spać sam, w stajni, niż w pysznej komnacie. Słusznie się biedak {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1321|num=651}}obawiał. Zaledwie się Don Kiszot położył, zaraz rzekł doń:<br>
{{tab}}— Jak ci się zdaje, Sanszo, awantura dzisiejszej nocy? Dziwna to rzecz jednak potęga pogardy w miłości! Widziałeś na własne oczy Altisidorę w trumnie, żadna to ją strzała, żaden miecz, ani trucizna nie zabiła, jeno przykrość, że nią ciągle pogardzałem.<br>
{{tab}}— Niechby sobie była umarła, z czegoby tylko chciała — odrzekł Sanszo — aby mnie tylko dała pokój, bo ja przecie nie obudzałem w niej miłości, ani nią nie pogardzałem. Nie wiem zresztą, co uzdrowienie jakiejś tam waryatki może mieć za wspólność z męczarnią Sansza Pansy. Przekonywam się aż nadto dobrze, że są na tym święcie zaczarowania i czarnoksiężnicy, niechaj mnie Bóg od nich uchroni! Ale pozwól mi pan spać, proszę pana, jeśli nie chcesz, żebym przez okno wyskoczył.<br>
{{tab}}— Śpij, śpij, Sanszo, dziecię moje — rzekł Don Kiszot — jeśli ci na to ból pozwoli, śpij!<br>
{{tab}}— Do stu dyabłów — wtrącił Sanszo — kpiłbym sobie ze sznypów, gdyby mnie to nie było obraziło, że te dueńki psztyki mi dawały. Ale jeszcze raz daj mi pan spać, ażebym się mógł nieco odreperować.<br>
{{tab}}Zasnęli obadwa, a Cid Hamet Benengeli objaśnia nas tymczasem, co skłoniło księcia do wymyślenia awantury, którąśmy opisali. Karasko {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1322|num=652}}po pierwszej klęsce, kiedy był jeszcze rycerzem zwierciadeł, poprzysiągł sobie spotkać się koniecznie drugi raz z Don Kiszotem. Od pazia, odnoszącego list od księżnej do Teresy Pansa, dowiedziawszy się, gdzie się Don Kiszot znajduje, wyszukał sobie konia i zbroję i pojechał za rycerzem. Po drodze wstąpiwszy do księcia dowiedział się, że jego przeciwnik udał się na igrzyska do Saragosy. Książę opowiedział mu także wszystkie figle, które płatano Don Kiszotowi, miedzy innymi pomysł zaczarowania Dulcynei, za który na Sanszy tak sroga ciężyła odpowiedzialność, chociaż sam doniósł panu o tem, że była przemieniona w chłopkę, a księżna nadto przekonała giermka, że Dulcynea naprawdę była zaczarowana. Bakałarz, dowiedziawszy się o wszystkiem, puścił się w drogę, zaproszony przez księcia, ażeby z powrotem wstąpił i doniósł, kto zwyciężył.
Wracając Karasko opowiedział księciu, jak się wszystko odbyło, nadmieniając, że Don Kiszot, jako rycerz sławny, wraca już zapewne do siebie na owo jednoroczne wygnanie, które miał nadzieję, że go z nadmiaru bzików wyleczy. Pożegnawszy się z księciem, odjechał do swojej wioski, oczekując na Don Kiszota.<br>
{{tab}}{{Korekta|Stądto|Stąd to}} powziął książę zamiar nacieszyć się jeszcze raz naszymi awanturnikami, nie mogąc przenieść, aby dwóch tak przyjemnych waryatów {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1323|num=653}}odrazu mógł utracić, wielce bowiem śmieszyły go marzenia pana i nieokrzesanie sługi! Z jego to rozkazu jego ludzie w zbroi schwytali Don Kiszota, czatując na niego, i zaprowadzili do zamku, gdzie cała mniemana śmierć Altisidory i przybranie całe oddawna było przygotowane, zapalono tylko światła, dowiedziawszy się o jego przybyciu. Cid Hamet dodaje, że ci, co żartowali, niemniej od awanturników naszych bzika mieć musieli i że innego nie mógł powziąć wyobrażenia o księciu i o księżnej, co tyle czasu na wydrwienie dwóch głupców trwonili.<br>
{{tab}}Już był dzień, kiedy Sanszo jeszcze chrapał, a Don Kiszot, choć zatopiony w marzeniach, myślał wstawać, bo zwycięzca, czy zwyciężony, zawsze był nieprzyjacielem lenistwa, gdy zmartwychpowstała Altisidora, z tą samą girlandą we włosach, w białej sukni, ze złotym rzutem kwiatów, mając włosy w pukle rozczesane i na hebanowej wsparta lasce, weszła do komnaty. Zjawisko to tak dalece go zadziwiło, że zapomniawszy o wszelkiej grzeczności, stulił się w łóżku, okrywając prześcieradłami i kołdrą. Altisidora usiadła przy nim na krześle i po długiem westchnieniu, rzekła głosem słabym i miłosnym:<br>
{{tab}}— Kiedy kobiety wstyd podepczą, a ustom pozwolą przypomnieć tajemnice serca, stan ich {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1324|num=654}}musi być dziwny. Ja, mości Don Kiszocie, jestem jedna z tych nieszczęśliwych kochanek, dręczona namiętnością, słowem na śmierć zakochana, jednak tak uczciwie i zdaleka, że ukrywanie mojej męczarni przypłaciłam życiem. Dwa dni temu, okrutny rycerzu, zastanawiając się nad nieużytością serca twojego, którego skargi moje nigdy wzruszyć nie zdołały, żal tak gorzki powzięłam do ciebie, żem zstąpiła do grobu, przynajmniej wszyscy myśleli, żem umarła, i gdyby miłość, wzruszona litością, nie dozwoliła mi była wynaleźć środka odżycia nanowo w męczeństwie tego biednego giermka, z pewnością na tamtym pozostałabym świecie.<br>
{{tab}}— Miłość mogłaby wyświadczyć ten sam zaszczyt osłu memu, co i mnie — rzekł Sanszo — i bardzo byłbym jej za to obowiązany; ale powiedz mi pani (oby ci niebo innego dało kochanka, a nie tego niedołęgę pana mojego), co pani widziałaś na tamtym świecie i co to jest piekło, do którego ci dążą, co to się pono boją umrzeć?<br>
{{tab}}— Prawdę mówiąc — odrzekła Altisidora — nie musiałam jednak zupełnie umrzeć, bo nie byłam w samem piekle. Gdybym była tam raz weszła, nie byłabym tak łatwo wyszła — doszłam tylko do drzwi i zoczyłam dwunastu dyabłów w majtkach i koszulach, grających w piłkę i ogniste rakiety trzymających w rękach. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1325|num=655}}Co najdziwniejsza, że temi piłkami były książki wiatrem nadęte i jeszczem się bardziej zadziwiła, że grający ciągle sobie wymyślali, kłócili się, przeklinali, jakby każdy z nich zawsze przegrywał.<br>
{{tab}}— Niema się czego dziwić — wtrącił Sanszo — dyabeł czy wygra, czy przegra, nie może być nigdy zadowolony.<br>
{{tab}}— Zgoda — odparła Altisidora — ale jedna rzecz mnie zachwycała, że za pierwszem uderzeniem rakiety tak rozbijali piłkę, że już żadna służyć na drugi raz nie mogła i tym sposobem mnóstwo starych i nowych książek wniwecz obrócili. Wpośród innych była tam jedna nowa książka, którą tak mocno uderzyli, że wszystkie kartki na wiatr się rozleciały. A wtedy jeden zły duch rzekł do drugiego:<br>
{{tab}}— Zobaczno — co to za książka?<br>
{{tab}}— To — odrzekł drugi — część wtóra Don Kiszota z Manszy, nie ta utworu Cid Hameta, autora pierwszej części, ale napisana przez jakiegoś Aragończyka, podobno z Tordesillas rodem.<br>
{{tab}}— Zabierajże mi ją zaraz precz — rzekł pierwszy dyabeł — i rzuć w głąb przepaści, niech mi nigdy nie waży się wpaść w oczy!<br>
{{tab}}— Czyż tak bardzo zła? — zagadnął drugi.<br>
{{tab}}— Niegodziwa — odrzekł pierwszy — gdybym się sam uwziął, gorzejbym nie napisał.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1326|num=656}}{{tab}}Posłyszawszy imię Don Kiszota, tak zawsze dla mnie drogie, utkwiło mi w pamięci to widzenie i nigdy go nie zapomnę.<br>
{{tab}}— To musiało być widzenie chyba — wtrącił Don Kiszot — bo rzeczywistego Don Kiszota niema drugiego na świecie, prócz mnie. Wiem, że ta książka z rąk do rąk przechodzi i że mało ją cenią; nie obraziłem się, że tam Don Kiszot zanadto zelżony, bo ja nim nie jestem, tylko duch jakiś, którego wymyślił autor.<br>
{{tab}}Altisidora chciała znów rozwodzić żale skargi na nieczułość Don Kiszota, ale on, uprzedzając ją, rzekł:<br>
{{tab}}— Kilkakrotnie już miałem zaszczyt powiedzieć pannie, jak mi przykro, żeś na mnie pani spojrzeć była łaskawą, mogę wywzajemnić się pani tylko podziękowaniem, lecz więcej nie wymagaj odemnie. Do nieporównanej Dulcynei z Toboso należą wszystkie myśli i całe życie moje, to więc marzenie czcze, żeby inna w sercu jej miejsce zająć mogła. Dosyć tego — wróć pani na drogę zacności, nie przekraczaj granic wymagań swoich, bo niepodobieństwa od nikogo wymagać nie można.<br>
{{tab}}— A na wszystkich inkasów peruańskich — zawołała Altisidora, udając gniew straszliwy — podwójny tygrysic — nie wiem, dlaczego ci oczu nie wydrapię? Myślisz może, Don {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1327|num=657}}zwalczony rycerzu, Don — zbity kijmi, żem umierała z miłości do twojej wyschłej postaci? Nie taka ja głupia, wszystko, coś widział zeszłej nocy, było udanie tylko. Ja nie taka dziewczyna, ażebym miała rozpaczać po takiem, jak ty bydlęciu, żalby mi było łezki jednej, a cóż dopiero życia!<br>
{{tab}}— Dalipan — zawołał Sanszo — wierzę pani zupełnie, że te wszystkie śmierci miłosne, to były tylko bajki. Kto tam wie, czy kto umarł, lub nie?<br>
{{tab}}Wtem nadszedł ów muzyk, co odśpiewał dwie strofy na katafalku Altisidory, oddał nizki ukłon Don Kiszotowi i rzekł doń:<br>
{{tab}}— Proszę waszej wielmożności, mości rycerzu, policzyć mnie w poczet najpokorniejszych sług swoich. Oddawna już z głębokiem jestem uwielbieniem dla wysokich cnót i bohaterskich czynów pańskich.<br>
{{tab}}Na co Don Kiszot:<br>
{{tab}}— Niech wiem, z kim mówię, abym odpowiedź moją mógł zastosować do jego znaczenia.<br>
{{tab}}Muzyk odrzekł, że był panegirystą Altisidory, co poprzedniej nocy na jej cześć wiersze był odśpiewał.<br>
{{tab}}— Masz pan bez zaprzeczenia głos nader dźwięczny — rzekł Don Kiszot — ale nie bardzo to było właściwe, co pan śpiewałeś! {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1328|num=658}}Jakąż styczność mogą mieć wiersze Garcilasa ze śmiercią tej niewiasty?<br>
{{tab}}— Nie dziw się pan temu — odparł muzyk — jest to zwyczaj dzisiejszych poetów, każdy pisze, jak mu się podoba, a gdzie mu się podoba, rabuje, czy to właściwe, czyli nie. A mimo to wszędzie ich utwory najmilej przyjmują i największe niedorzeczności na karb swobody poetycznej kładą.<br>
{{tab}}Don Kiszot chciał odpowiedzieć, ale nadszedł książę z księżną. Długą z sobą mieli rozmowę, a Sanszo naplótł tyle dowcipów, po większej części złośliwych, że książę i księżna uwielbiali prostactwo i zarazem gibkość umysłu giermka. Don Kiszot upraszał ich książęce mości, żeby mu jeszcze tego dnia pozwolili odjechać, bo — dodał — rycerze zwyciężeni nie zasługują na to, ażeby w domach książęcych przebywać, właściwem dla nich miejscem są chałupy lub jaskinie. Odpowiedziano mu, że go nie będą zatrzymywać, a księżna zapytała się jeszcze, czy mu się Altisidora podobała.<br>
{{tab}}— J. o. pani — rzekł Don Kiszot — całe nieszczęście tej osoby wypływa z próżniactwa i lenistwa, zatrudnienie nieprzerwane a uczciwe natychmiast ją wyleczy. Niech przędzie, niech ma zawsze kołowrotek w ręku i na myśli, a ręczę, że opuszczą ją myśli o tym, w kim się zakochała; takie jest moje zdanie i rada.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1329|num=659}}{{tab}}— Dalipan i moja także — zawołał Sanszo — bo nie widziałem jeszcze żadnej prządki, coby z miłości umarła. Gdy dziewczyna zajęta, bardziej myśli o robocie, niż o miłości. Ja sam, kiedy orzę, bez porównania mniej myślę o mojej babie, to jest o żonie mojej Teresie, którą kocham jak źrenicę w oku.<br>
{{tab}}— Masz słuszność, Sanszo — odparła księżna — odtąd Altisidora ciągle będzie zatrudniona.<br>
{{tab}}— E! i tego nie potrzeba, proszę waszej książęcej mości — odparła Altisidora — samo wspomnienie okrucieństw tygrysa tego zdoła mnie wyleczyć, a za pozwoleniem waszej wysokości, odejdę teraz, ażeby nie patrzyć więcej na jego obmierzłą i szczapowatą twarz.<br>
{{tab}}— Powiadają — wtrącił książę — że kto się bardzo gniewa, bardzo prędko przebacza.<br>
{{tab}}Altisidora udając, że sobie oczy obciera, oddała ukłon głęboki i wyszła z komnaty.<br>
{{tab}}— Moja panienko — zawołał Sanszo, kiwając głową — zasłużyłaś na to, co się stało — bo bardzoś się niewłaściwie udała. Trzeba było, dalipan, udać się do mnie, nie do pana mego, ja z tych kogutów, co weselej pieją.<br>
{{tab}}Po skończonej rozmowie Don Kiszot ubrał się, a przyjąwszy u księcia obiad, po obiedzie pożegnał się i odjechał.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1330|num=660}}{{c|ROZDZIAŁ {{kor|LXXII|LXXI}}.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''{{Korekta|ako|Jako}} Sanszo odczarować pragnie Dulcyneę.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Don Kiszot jechał zmrokiem na wpół smutny i na wpół radosny; smutny, bo zwyciężony, wesoły, bo przekonał się o cudownym przymiocie Sansza przy zmartwychwstaniu Altisidory, w które jednak niezupełnie wierzył. Sanszo nie bardzo był zadowolony, bo mu Altisidora nie darowała przyobiecanych koszul, i myśląc o tem, rzekł do pana:<br>
{{tab}}— Dalipan, ja bardzo nieszczęśliwym jestem lekarzem. Doktorzy po większej części zabijają chorych, a mimo to, każą sobie dobrze płacić za to, że do aptekarza na jakimś świstku głupstwo jakie napiszą, a ja nadstawiam skórę, krew daję, wszystko dla wyzdrowienia chorych i nie mam ani szeląga. Niech mnie dyabli porwą, jeśli odtąd jakiego chorego leczyć zechcę, pierwej mi włosy na dłoni wyrosną, bo przypuszczać nie mogę, ażeby Bóg obdarzył mnie przymiotem uzdrawiania na to, ażebym z głodu miał umierać.<br>
{{tab}}— Masz słuszność, Sanszo — dodał Don Kiszot — bo choć przymiot, który posiadasz, żadnej nie potrzebuje nauki, ale męczeństwo, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1331|num=661}}któreś wycierpiał, ważniejsze jest od wszystkich nauk pod słońcem. Co do mnie, zaręczam ci, że gdybyś wymagał wynagrodzenia za baty, które dla odczarowania Dulcynei masz sobie wypalić, takbym cię sowicie wynagrodził, ażebyś był zupełnie zadowolony. Nie wiem jednak, czy obietnica wynagrodzenia nie zaszkodzi skuteczności przymiotu tego, ale możemy zaraz spróbować. Powiedz Sanszo, ile wymagasz, i obij się zaraz, a potem odbierzesz sam z moich pieniędzy, które masz przy sobie.<br>
{{tab}}Na te słowa Sanszo, szeroko roztworzywszy oczy i uszy, postanowił się obić dla zysku.<br>
{{tab}}— Chcesz pan — rzekł — ażebym panisku dał dowód posłuszeństwa i przywiązania do żony i dzieci, dla ich korzyści nie będę oszczędzał sobie skóry. No, a ile mi pan za każdy bat zapłaci?<br>
{{tab}}— Gdyby wynagrodzenie wyrównywać miało dzielności i skuteczności przymiotu — dodał Don Kiszot — skarby Wenecyi i kopalnie Potozy wynagrodzićby cię nie zdołały. Naznacz sam cenę i policz, ile to wyniesie.<br>
{{tab}}— Mam wypalić sobie — rzekł Sanszo — trzy tysiące trzysta trzydzieści kilka batów, z których już pięć sobie dałem, odtrąciwszy te pięć na resztującą liczbę od trzydziestu, pozostaje trzysta trzydzieści trzy baty. Rachuję po groszu za bat i ani szeląga nie ustąpię. Więc {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1332|num=662}}mam trzy tysiące trzysta trzydzieści groszy, co czyni siedmset pięćdziesiąt pięciogroszówek, trzysta nie liczyłem, to jest trzysta markowanych groszy, czyli siedmdziesiąt pięć pięciogroszówek, a siedmset pięćdziesiąt pięciogroszówek i siedmdziesiąt pięć, to razem ośmset dwadzieścia pięć, czyli właśnie, poczekaj pan tak, 200... 206 liwrów i 5 groszy. Odbiorę to sobie z pańskich pieniędzy i rad nie rad, będę się musiał cieszyć, choć skóra boleć będzie, ale karpie na wędkę trzeba łowić.<br>
{{tab}}— O! kochany Sanszo — zawołał Don Kiszot — ileż ci wdzięczności będziemy winni z Dulcyneą, jeśli tę nadobną damę do dawnego stanu przywrócić zdołasz. Jej nieszczęście stanie się szczęściem, a klęska moja będzie najsławniejszym tryumfem. Kiedy chcesz zacząć, mój synu, powiedz? Dla dodania ci odwagi dodaję ci jeszcze dwa pistole.<br>
{{tab}}— Kiedy? — zagadnął Sanszo — dalipan tej nocy, musimy tylko spać na gołem polu, a zobaczysz pan, jak siarczyście sobie skórę wymłócę.<br>
{{tab}}Nadeszła noc, której Don Kiszot tak niecierpliwie oczekiwał, wjechali w bór nieco oddalony od gościńca, a rozsiodławszy i rozkulbaczywszy Rosynanta i burego, wyciągnęli się na trawie i spożywali resztę żywności z tłumoczka.
Sanszo, dobrze sobie podjadłszy, chciał {{pp|dotrzy|mać}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1333|num=663}}{{pk|dotrzy|mać}} panu słowa, wziął uzdę Rosynanta i rzemień od kulbaki i o dwadzieścia kroków od pana dobrze się oddalił.<br>
{{tab}}— Moje dziecię — zawołał Don Kiszot, widząc że tak odważnie zabiera się do dzieła — tylko znowu ostrożnie, żebyś się nie pociachał w kawałki, niech razy prędko po sobie następują, ale nie śpiesz się tak znowu, ażeby ci tchu miało w środku drogi zabraknąć. To jest, ażebyś życia nie utracił przed ukończeniem pokuty, a z obawy, ażeby lekarstwo nie miało skutkować, ażebyś za słabej lub za mocnej nie użył dozy, będę stał blizko i rachował razy na moim różańcu. Odważnie, przyjacielu! Niechaj niebo błogosławi, wysłucha i uskuteczni dobre zamiary nasze!<br>
{{tab}}— Kto dobrze płaci, nie boi się dać pieniędzy — rzekł Sanszo — tak się będę prażył, że jeśli człeka dyabli nie wezmą, mało co skóry z pewnością zostanie, bo myślę, że to na tem skuteczność lekarstwa polega.<br>
{{tab}}Mówiąc to, rozebrał się do pasa i zaczął się młócić, a Don Kiszot liczył razy. Zaledwie sobie Sanszo pięć, czy sześć dał batów, poczuł, że to za trudna i bolejąca sprawa za tak małą cenę.<br>
{{tab}}— Dalipan, panie — zawołał — to za tanio, do stu dyabłów, niech pan przynajmniej podwoi cenę, bo tak to niepodobieństwo!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1334|num=664}}{{tab}}— Dalej, nie trać czasu, przyjacielu Sanszo — zawołał Don Kiszot — mniejsza o to, podwajam chętnie.<br>
{{tab}}— A to co innego — zawołał Sanszo, na którego teraz baty gradem się sypały.<br>
{{tab}}Ale szubienicznik nie bił siebie, tylko drzewo z całej siły, wzdychając i krzycząc, jakby go na prawdę bolało. Don Kiszot, litościwy z natury, obawiając się, ażeby się Sanszo nie zabił i ażeby lekarstwo nie {{Korekta|skutkuwało|skutkowało}}, zawołał:<br>
{{tab}}— Stój, stój, kochany przyjacielu, doza wydaje mi się za mocna, odłóżmy resztę na inny czas. I Zamory przecież w godzinę nie zdobyto. Jeślim dobrze rachował, dałeś sobie już więcej, niż tysiąc batów, dosyć na teraz, bo czego za wiele, to i... osieł nie zniesie.<br>
{{tab}}— Nie, nie, panie — odrzekł Sanszo — nie powiedzą, że gdy mi zapłacono z góry, słowa nie dotrzymałem. Oddał się pan, jeszcze sobie tysiąc wypalę i w dwóch oddziałach już cała się sprawa załatwi.<br>
{{tab}}— Kiedy masz tak dobre usposobienie, rób jak chcesz, ja się oddalam — rzekł Don Kiszot.<br>
{{tab}}Sanszo z taką wściekłością zaczął walić drzewa, że precz wokoło korę z nich pozdzierał, i wymierzając nareszcie w pień dębowy najokropniejszy raz, zawołał:<br>
{{tab}}— Tutaj zginie Samson i wszyscy jego poplecznicy!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1335|num=665}}{{tab}}Don Kiszot pobiegł co żywo do Sansza i chwytając bat, zawołał:<br>
{{tab}}— Strzeżże, panie Boże, ażebyś dla zobowiązania mnie życie miał postradać, tak potrzebne dla twojej żony i rodziny biednej. Niech Dulcynea poczeka nieco, ja zaś poprzestanę na nadziei, dopóki nowych sił nie nabierzesz, i wkrótce wszyscy będziemy zadowoleni.<br>
{{tab}}— Ponieważ wielmożność wasza tak każę — rzekł Sanszo — zgoda, ale okryj mnie pan płaszczem z łaski swojej, bom zmókł cały i mogę się zaziębić, jak to się często pokutnikom zdarzać musi.<br>
{{tab}}Don Kiszot dał mu chętnie płaszcz, sam pozostał w kaftanie, a towarzysz jego spał do białego dnia.<br>
{{tab}}Wstali i pojechali, a po trzygodzinnej drodze stanęli przed gospodą, gdzie im dano mieszkanie w sali na dole ze staremi malowanemi obiciami. Na jednem miejscu było porwanie Heleny, kiedy Parys, gwałcąc prawa gościnności, porwał ją Menelausowi; na drugiem historya Dydony i Eneasza; ona stała na wieży, kiwając na niego białą chustką, a on zmykał na morzu, co tylko żagle wystarczyć mogły. Don Kiszot zauważył jednak, że Helena nie tak bardzo się na ten gwałt gniewała, bo napozór niby cierpiąca, cichaczem podśmiechiwała się miłośnie. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1336|num=666}}Dydona za to była w rozpaczy, a malarz, bojąc się, ażeby się jeszcze na tem nie poznano, wymalował jej na policzkach kilka łez wielkości laskowych orzechów.<br>
{{tab}}— Jaka szkoda — zawołał Don Kiszot — przyglądając się obiciom, żem się za czasów tamtych nie urodził! Nie darowałbym tym rycerzom, o nie! Trojaby nie zgorzała i Kartaginyby nie zburzono, bo uśmierciwszy tylko jednego Parysa, rzeczy innyby wzięły obrót.<br>
{{tab}}— Założyłbym się — zawołał Sanszo — że jeszcze przed ostatnim wtorkiem nie zobaczysz karczmy, sklepu i balwierni, gdzieby nie wisiały na ścianie malowania wielkich czynów naszych, ale do licha, ażeby to przynajmniej lepszy jaki malarz zrobił, a nie taki gryzmoła, co te damy odmalował.<br>
{{tab}}— Masz słuszność, Sanszo — rzekł Don Kiszot — malarz ten nie celuje doskonałością i powinien był postąpić sobie, jak Orbanejaja, będąc w Ubeda. Gdy go się pytano, co maluje: — Zaraz obaczymy — odpowiadał. I namalowawszy naprzykład coś podobnego do koguta, dawał napis pod spodem:<br>
{{tab}}— To jest kogut, proszę go nie brać za co innego.<br>
{{tab}}— Dalipan — wtrącił Sanszo — zdaje mi się, że Aragończyk, co naszą opisywał historyę, niewiele co więcej od owego gryzmoły umiał {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1337|num=667}}i pisał sobie tak na chybił trafił, co Bóg dał.<br>
{{tab}}— Zapewne, zapewne — odrzekł Don Kiszot — ale dajmy temu pokój! Powiedz mi, Sanszo, czy masz ochotę dokończyć pokuty dzisiaj w nocy i czy chcesz, ażeby się to odbywało pod dachem, czy też na golem polu?<br>
{{tab}}— Do dyaska, panie — odrzekł Sanszo — wszystko to mi jedno, gdzie sobie te baty smalę — ale wołałbym jednak w lesie, bo lubię bardzo drzewa i patrząc na nie, nieco mi to ból osładza.<br>
{{tab}}— Nie, nie, kochany Sanszo — rzekł Don Kiszot — trzeba, ażebyś nabrał sił. Dokończymy tego w wiosce naszej, gdzie najdalej pojutrze będziemy.<br>
{{tab}}— Jak się panu podoba, jak, proszę łaski pana, same panisko zechce, ale co do mnie, wołałbym tę sprawę jak najrychlej załatwić i kuć żelazo, dopóki gorące. Straconą sposobność niełatwo odzyskać i lepszy rydz, niźli nic i wróbel w ręku od {{Korekta|żórawia|żurawia}} na dachu.<br>
{{tab}}— Stój, do wszystkich dyabłów! — przerwał Don Kiszot — znów wpadłeś w te niegodziwe przysłowia! Czemu nie mówić poprostu, bez przesady, jakem ci to tylokrotnie mówił? To cztery razy lepiej będzie i dla ciebie i dla drugich.<br>
{{tab}}— Nie wiem, co za dyabeł siedzi we mnie — odparł Sanszo — że nie mogę gadać {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1338|num=668}}bez przysłów, ani powiedzieć przysłowia, coby mi się słusznem nie zdawało. Ale poprawię, d się, jak mogę, kto się przyznaje do winy, maże pół grzechu.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ {{kor|LXXIII|LXXII}}.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Jako Sanszo i Don Kiszot przybyli do wioski.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Przez cały dzień został Don Kiszot, oczekując nocy, ażeby Sanszo mógł pokuty dopełnić. Przybył tymczasem do gospody jeździec jakiś w towarzystwie trzech, czy czterech innych, z których jeden rzekł do rycerza:
— A mości Don Alvaro Tarfe — możesz się tu zatrzymać, gospoda ta porządna jakaś.
Na tę nazwę Tarfe Don Kiszot rzekł do Sansza:
— Pamiętasz, Sanszo, że czytając książkę, a ową drugą część historyi Don Kiszota z Manszy, znalazłem tam nazwisko Alvaresa Tarfe?
— Zdaje mi się, że tak — odparł Sanszo — niech ci panowie zsiada naprzód, potem ich się zapytamy.
Przybysze pomieścili się w stancyi wpodle Don Kiszota. Szlachcic, zdjąwszy buty i lżejsze przywdziawszy ubranie, poszedł {{pp|chło|dzić}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1339|num=669}}{{pk|chło|dzić}} się w bramie gospody, gdzie się Don Kiszot przechadzał.<br>
{{tab}}— Panie, wolno mi się zapytać, dokąd pan jedziesz? — zapytał.<br>
{{tab}}— Do wioski tu w pobliżu, gdzie dom posiadam — odrzekł Don Kiszot — a pan dokąd?<br>
{{tab}}— Ja, panie, rodem z Grenady i tam się udaję — odrzekł kawaler.<br>
{{tab}}— Dobre to miasto — wtrącił Don Kiszot — wielu tam uczciwych ludzi, ale, panie, wybacz mi pan, że się zapytam, jak godność pańska, serce mi szepce, że nie robię tego bez powodu.<br>
{{tab}}— Jestem Alvaro Tarfe — odrzekł kawaler.<br>
{{tab}}— Czy to nie o panu przypadkiem mowa w drugiej części historyi Don Kiszota z Manszy — zagadnął Don Kiszot.<br>
{{tab}}— Właśnie o mnie — odparł kawaler — a z owym Don Kiszotem w ścisłej nawet byłem zażyłości, ja go to namówiłem, że pojechał do {{Korekta|Saragosy|Saragossy}}, i rzeczywiście powinien mi być nieco wdzięcznym, bo po wypuszczeniu go z więzienia nie pozwoliłem go zelżyć na ulicy. Pan wiesz zapewne, że siedział w więzieniu za różne burdy?<br>
{{tab}}— Powiedz mi waszmość z łaski swojej, Don Alvaro — zapytał Don Kiszot — czy ja też choć trochę podobny jestem do owego Don Kiszota?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1340|num=670}}{{tab}}— Ani źdźbła — odparł Don Alvaro.<br>
{{tab}}— A ten Don Kiszot miał też giermka Sanszo Pansa?<br>
{{tab}}— Tak, miał — odparł Alvaro — jakiegoś giermka tego nazwiska. Mówiono, że bardzo dowcipny, ale ja nigdy od niego nic dowcipnego nie usłyszałem.<br>
{{tab}}— O, wierzę bardzo — zawołał Sanszo — bo nie każdemu na tym świecie dany dowcip i nie tak łatwo, jak się na pozór zdaje. Ten Sanszo, o którym pan powiadasz, musi to być łajdak jakiś i wisielec, bo to ja jestem Sanszo Pansa i umiem palić dowcipy na zawołanie. Jeśli pan nie wierzysz, spróbuj, zostań pan tylko przez rok ze mną, a przekonasz się, że mi co chwila z ust płyną i w takiej ilości, że wszyscy, co je słyszą, umierają ze śmiechu, choć często sam nie wiem, co gadam. Co zaś do prawdziwego Don Kiszota z Manszy, tego mądrego, walecznego obrońcy i mściciela krzywd, ojca sierot, podpory wdów i panien i zakochanego na śmierć w niezrównanej Dulcynei z Toboso, jest nim właśnie mój pan, którego przed sobą widzicie. Wszelki inny Don Kiszot i Sanszo Pansa to kłamstwo.<br>
{{tab}}— Rzeczywiście, mój przyjacielu — odparł kawaler — wierzę temu, bo więcej mi w tej chwili dałeś dowodu dowcipu, niż tamten Sanszo Pansa przez cały czas, com go widział, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1341|num=671}}widać w nim było żarłoka i głupca, a nie dowcipnisia, i przekonywam się, że czarownicy, prześladujący prawdziwego Don Kiszota, i na mnie się usadzić musieli, każąc mi dręczyć się tak długo z fałszywym Don Kiszotem i tym cymbałem giermkiem jego. Ale po Bogu a prawdzie nie wiem, co powiedzieć, bo istotnie na własne oczy moje widziałem tamtego Don Kiszota w szpitalu waryatów, a tu spostrzegam zupełnie innego, który tamtego nie zna wcale.<br>
{{tab}}— Co do mnie — rzekł Don Kiszot — nie powiem waszmość panu, ażebym był dobry, ale nie jestem też najgorszy Don Kiszot, i na dowód tego, Don Alvaro, powiem panu, że nigdy noga moja w {{Korekta|Saragosie|Saragossie}} nie postała, właśnie dlatego, ażeby wręcz zadać kłamstwo autorowi, bo słyszałem o tym fałszywym Don Kiszocie. Pojechałem, prawda, do Barcelony, do tej matki grzeczności, do przytułku cudzoziemców, jedynego miejsca w Europie, gdzie szczera i trwała kwitnie przyjaźń, i do najpiękniejszego w najcudniejszem położeniu miasta pod słońcem. A choć mi się tam nie bardzo przyjemne przytrafiły przygody, bardzom rad jednak, żem widział to miasto, a o reszcie zapominam. Nareszcie, Don Alvaro, jestem ten sam Don Kiszot, o którym sława tyle rzeczy głosi, a nie ten nikczemnik, co sobie śmie przywłaszczać imię moje i chwałę. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1342|num=672}}Mam pana teraz prosić o łaskę jedną, której dla poparcia prawdy przez uszanowanie dla błędnego rycerstwa nie odmówisz mi waszmość zapewne. Zeznasz osobiście na piśmie z własnoręcznym podpisem, przed miejscowym sędzią, żeś mnie pan dzisiaj pierwszy raz w życiu zobaczył i że nie jestem tym Don Kiszotem, o którym mowa w drugiej części owej historyi, jakoteż, że Sanszo Pansa, mój giermek, nie jest tym, którego znałeś.<br>
{{tab}}— Słusznie, mości Don Kiszocie — odparł Don Alvaro — dam ci to zadosyćuczynienie jak najchętniej. Dziwna to wszelako rzecz widzieć jednocześnie dwóch Don Kiszotów i dwóch Sanszów tego samego nazwiska i z tego samego niby kraju, a tak różniących się twarzą, uczynkami i obejściem. Wątpię prawie o tem, com widział, i zdaje mi się, że to sen być musiał.<br>
{{tab}}— Możeś pan zaczarowany — zagadnął Sanszo — jak Dulcynea? Być bardzo może! Ale jeśli idzie o zdjęcie uroku, mam środek na to, palnąłbym sobie za zapłatą jeszcze trzy tysiące trzysta trzydzieści trzy baty, jak to ja umiem, i byłbyś pan zdrów jak ryba.<br>
{{tab}}— Cóż to za baty, przyjacielu Sanszo? — zapytał Don Alvaro.<br>
{{tab}}— O — długa to historya — odrzekł Sanszo, ale w drodze, jeśli razem pojedziemy, opowiem panu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1343|num=673}}{{tab}}Gdy Don Kiszot i Don Alvaro razem wieczerzali, wszedł przypadkiem do gospody sędzia miejscowy z notaryuszem, któremu Don Kiszot kazał zrobić protokół z zeznania Don Alvara, jako nie znał Don Kiszota z Manszy tu obecnego i jako rzeczony obecny nie był tym, którego opisuje książka pod napisem: ''Druga część Don Kiszota z Manszy'', przez jakiegoś Avellaneda z Tordesilas. Sędzia sporządził to wszystko z wielkiem zadowoleniem Don Kiszota, który podziękował najserdeczniej urzędnikowi usłużnemu. Wiele sobie nawzajem komplementów powiedzieli Don Alvaro z Don Kiszotem, który dał tyle dowodów rozumu i wykształcenia, że Don Alvaro myślał, iż naprawdę był zaczarowany, kiedy tamtego widział Don Kiszota.<br>
{{tab}}Wieczorem wyjechali razem. W drodze opowiedział mu Don Kiszot rozwiązanie smutnych przygód, a po wielu komplementach i zapewnieniach przyjaźni każdy odjechał w swoją stronę.<br>
{{tab}}Don Kiszot przepędził tę noc jeszcze pod gołem niebem w lesie, ażeby Sanszo mógł dokończyć pokuty. Uczciwy giermek wygarbował skórę drzewom potężnie, nie uszczypnąwszy się ani razu.<br>
{{tab}}Słońce zdawało się wcześniej wschodzić, niż zazwyczaj, jakby zazdrościło nocy, że to wielkie poświęcenie oglądała, które ono {{pp|prze|czuć}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1344|num=674}}{{pk|prze|czuć}} tylko mogło. Awanturnicy nasi równo ze świtem pojechali dalej, rozmawiając o tem, z jaką zręcznością zdołali przekonać Don Alvara i wydostać od niego zeznanie tak dla nich korzystnie. Tego dnia i następnej nocy nic się ważnego nie zdarzyło, chyba to, że Sanszo ukończył pokutę, z czego Don Kiszot, nie posiadając się z radości, oczekiwał dnia, gdzie odczarowaną ujrzy Dulcyneę.<br>
{{tab}}Pojechali ze dniem, a Don Kiszot nie darował żadnej przechodzącej kobiecie, musiał jej zajrzeć w oczy, przekonać się, czy to nie Dulcynea, tak dalece wierzył w nieomylność przyrzeczeń wielkiego Merlina. Po chwilowej jeszcze jeździe wjechali na pagórek, skąd rodzinną ujrzeli wioskę; skoro to Sanszo zobaczył, padając na kolana, zawołał z uniesieniem:<br>
{{tab}}— Obudź się drogi rodzinny kątku, spójrz na Sansza, syna swego, który powraca nie bogaty wprawdzie, ale uczciwie ochłostany. Roztwórz objęcia i obejmij niemi syna swego, Don Kiszota, co powraca zwyciężony wprawdzie, ale zwyciężył sam siebie, co, jak powiada, jest największem zwycięstwem. Trochęśmy złego i dobrego zażyli, bo nie zawsze to znajdziesz, co szukasz, ale mam nieco grosza, dostałem baty nie darmo przynajmniej, nieźle mi zapłacono.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1345|num=675}}{{tab}}— Daj pokój tym niedorzecznościom, Sanszo — rzekł Don Kiszot — i myślmy o czem innem w miejscu rodzinnem, gdzie mamy przecie zastanowić się nad pasterskim naszym żywotem.<br>
{{tab}}Zeszli ze wzgórza i wkrótce potem przybyli do wioski.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|ROZDZIAŁ LXXIII.|w=120%}}
{{---|40|przed=12px|po=12px}}
{{c|'''Jako Don Kiszot przy wjeździe różne zobaczył rzeczy, co mu się złą wydało przepowiednią.'''|w=120%}}
{{c|'''Śmierć jego.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Przy wjeździe do wioski, powiada Cid Hamet, Don Kiszot ujrzał, jak się dwóch chłopaków kłóciło, wołając do siebie: Nie dostaniesz jej, Perikuillo, nie zobaczysz jej nigdy!<br>
{{tab}}— Słyszysz, przyjacielu Sanszo, co to dziecię powiada — nie zobaczysz jej nigdy!<br>
{{tab}}— No i cóż, że ten chłopak to powiedział? rzekł Sanszo.<br>
{{tab}}— To nie widzisz — odrzekł Don Kiszot — że to ma znaczyć, iż nigdy już w życiu nie ujrzę Dulcynei?<br>
{{tab}}Sanszo chciał odpowiedzieć, ale nagle {{pp|usły|szawszy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1346|num=676}}{{pk|usły|szawszy}} hałas jakiś, odwrócił głowę i zobaczył, jak charty i strzelcy pędzili za zającem, który schował się między nogi burego. Schwytał go i oddał panu, ale zasmucony Don Kiszot, nie patrząc nawet, zawołał:<br>
{{tab}}— Oj, zły znak! zły znak! Zając ucieka, charty go doganiają, Dulcynei nie widać!
— Eh, do licha, dziwny z pana człowiek! — rzekł Sanszo — wyobraź pan sobie, że tym zającem jest Dulcynea, a chartami czarownicy, co ją prześladując, przemienili w chłopkę. Ona ucieka, ja chwytam ją i oddaję panu, a pan się z nią pieścisz. Cóż to za zły znak? Czego się pan obawiasz?<br>
{{tab}}Na to właśnie zbliżyli się owi dwaj chłopcy, co się kłócili, iż chcą zobaczyć zająca. Gdy Sanszo zapytał ich o powód kłótni, ten, co zawołał: nie dostaniesz jej nigdy, powiedział, że zabrał towarzyszowi swemu klatkę, której mu nigdy w życiu nie odda. Sanszo dał im pięć groszy za klatkę, a oddając ją Don Kiszotowi, dodał:<br>
{{tab}}— Otóż i cały urok pierzchnął — przecież słyszałem, jak proboszcz mówił, że chrześcijanie i rozsądni ludzie nie powinni na takie znaki zwracać uwagi. Pan sam niedawno także mówiłeś, że chyba tylko waryaci bać się tego mogą. Dalej, panie, wjeżdżajmy do wioski, nie warto się zatrzymać.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1347|num=677}}{{tab}}Strzelcy też właśnie nadbiegli i Don Kiszot oddał im zająca.<br>
{{tab}}Proboszcz i bakałarz Karasko byli właśnie na łące, odmawiając brewiarz; kiedy ujrzeli Don Kiszota, z otwartemi rękoma pobiegli go przywitać. Don Kiszot zsiadł z konia, uściskał ich i poszedł razem z nimi do domu. Sanszo powiesił na burym, nad zbroją pańską, ową suknię czarną w płomienie i włożył mu na łeb mitrę z malowanymi dyabłami; pociesznie to nader wyglądało. Dzieci z wioski, zoczywszy to, hurmem się zbiegały zewsząd, wołając i krzycząc:<br>
{{tab}}— Patrzcie no na osła Sanszo Pansy, ubrany jakby na wesele, a szkapa Don Kiszota chudsza od śledzia solonego.<br>
{{tab}}Don Kiszot w towarzystwie proboszcza i bakałarza wpośród tego motłochu wszedł do domu, gdzie już na niego we drzwiach czekała ochmistrzyni i siostrzenica, zawiadomione o jego przybyciu. Żona Sanszo Pansy, dowiedziawszy się także o tem, przybiegła boso, z rozczochranymi włosami, trzymając małą Sanszę za rękę.<br>
{{tab}}— Najświętsza Panno — zawołała — to tak przybywasz, mój mężu, piechotą, znużony jak pies. Wyglądasz na obszarpańca, nie na wielkorządcę.<br>
{{tab}}— Moja Tereso — odparł Sanszo — nie wszystko złoto, co się świeci. Chodźmy do {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1348|num=678}}domu, cuda ci opowiem. Mam pieniędzy trochę, a co najważniejsza, zyskałem je własnym przemysłem, nie skrzywdziwszy nikogo.<br>
{{tab}}— Ach, masz pieniądze, mój mężu? tem lepiej! Nie pytam się, jakim je zyskałeś sposobem, byłeś je miał.<br>
{{tab}}Mała Sansza cisnęła się ojcu na szyję, pytając, czy jej nie przywiózł gościńca, potem matka i córka, biorąc go pod ręce i ciągnąc osła za postronek, zawiodły do domu, zostawiając Don Kiszota w jego towarzystwie.<br>
{{tab}}Zaledwie przyszedł do siebie Don Kiszot, nie czekając długo, zaprowadził proboszcza z bakałarzem na stronę, a opowiedziawszy im w krótkości klęskę z rycerzem białego księżyca i konieczność porzucenia na rok zbroi, rzekł im, że ma zamiar zostać pasterzem podczas wygnania tego, że pragnie żalami miłosnymi gaje i łąki napełniać, i prosił ich, ażeby mu towarzyszyli, jeśli co lepszego nie mają do roboty. Sam zobowiązał się ponieść wszystkie koszta, zakupić baranów dla wszystkich; zresztą dodał, najważniejsza rzecz już jest zrobiona, bom imiona wszystkich nader trafnie wynalazł.<br>
{{tab}}Kiedy się proboszcz o nie zapytał, Don Kiszot odrzekł, że się sam nazywa pasterzem Kiszotes, ksiądz proboszcz pasterzem Kurjambro, a pan bakałarz pasterzem Samsonino Karaskon, Pansa zaś pasterzem Pansino. Zadziwił wszystkich {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1349|num=679}}ten nowy rodzaj bzika rycerza, udali jednak, że zgadzają się chętnie, myśląc, że przez rok pobytu spokojnego na wsi zdołają, go uleczyć zupełnie.<br>
{{tab}}Samson Karasko dodał jeszcze, że będąc, według zdania wszystkich, sławnym poetą, ciągle będzie tworzył piosnki pasterskie i miłosne, żeby im się nie nudziło.<br>
{{tab}}— Ale o co najbardziej chodzi — rzekł — to o to, żeby każdy z nas wybrał sobie jak najspieszniej imię pasterki, którą chce sławić w utworach swoich, bo na każdem drzewie, choćby na najtwardszem, wyryjemy ich imiona, jak to zwykle robią rozkochani pasterze.<br>
{{tab}}— Wyśmienicie — zawołał Don Kiszot — chociaż co do mnie, nie potrzebuję wymyślać nowego imienia, ubóstwiając zawsze niezrównaną Dulcyneę z Toboso, sławę tych wybrzeży, ozdobę łąk naszych, kwiat piękności, źródło wdzięku, słowem, przedmiot godzien pochwał świata całego, choćby je aż pod niebiosa trzeba było wynosić!<br>
{{tab}}— Zgoda — rzekł proboszcz — ale my wyszukamy tu sobie także pastereczek, które nie dochodząc nigdy do tego stopnia doskonałości, wcale są jednak niczego.<br>
{{tab}}— Choćbyśmy nie znaleźli — rzekł Karasko — wybierzemy pierwsze lepsze imię z książek: Filis, Amarylis, Dyana lub Galatea. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1350|num=680}}Księgarnie zapchane są książkami pasterskiemu a towar to nie drogi!<br>
{{tab}}Proboszcz i bakałarz, pochwaliwszy raz jeszcze i zgodziwszy się na zamiar Don Kiszota, odeszli, prosząc, żeby dbał o zdrowie i oszczędzał je, o ile możności. Ale {{Korekta|ochmystrzyni|ochmistrzyni}} i siostrzenica słyszały całą poprzednią rozmowę, gdy więc same z Don Kiszotem zostały, rzekła doń siostrzenica:<br>
{{tab}}— Cóż to znów, mój wuju, kiedyśmy sądziły, że zostaniesz już z nami, w nowe znów włazisz manowce, chcąc gwałtem być pastuchem. A to mi rzemiosło godne wuja dobrodzieja!<br>
{{tab}}— Istotnie, panienka ma słuszność — wtrąciła gospodyni — {{Korekta|gzieżbyś|gdzieżbyś}} tam pan mógł wytrzymać upał w lecie i mróz w zimie, na otwartem powietrzu! To dobre dla chłopków, co są krzepcy i w żywocie matki już na to są przeznaczeni, ale panu, z dwojga złego, lepiej już być błędnym rycerzem. Ale posłuchaj pan mojej rady, nie jestem już dzieckiem i mogę panu zdrowo radzić; — weź się pan do gospodarstwa, dbaj o dom i interesa własne, mów pacierz, dawaj jałmużnę, a gdyby nam się przytrafiło jakie nieszczęście, to już sobie poradzimy razem.<br>
{{tab}}— Dobrze to wszystko, moje dzieci — rzekł Don Kiszot — ale i ja także wiem, czego mi potrzeba. Pościelcie mi tylko prędzej, muszę się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1351|num=681}}położyć, bo zdaje mi się, że mi jakoś niedobrze, ale bądźcie pewni, że czy będę pasterzem, czy też rycerzem, nigdy wam nie uchybię i pamiętać będę, zobaczycie.<br>
{{tab}}Dobre te kobiety, nakarmiwszy go i położywszy w łóżko, myślały tylko, jakimby go sposobem rozrywać i dobrze jeść dawać. Don Kiszot istotnie zachorował, czy to z powodu klęski owej, czy też z trudów przebytych, to i drugie złączyło się razem. Sanszo siedział zawsze przy łóżku, podczas całego trwania gorączki. Proboszcz i bakałarz codziennie go odwiedzali, a myśląc, że to tęsknota ujrzenia odczarowanej Dulcynei tak go dręczy, usiłowali wszelkimi sposobami pocieszyć go i rozweselić. Bakałarz powiedział mu, że trzeba nabrać odwagi i że czekał tylko na powrót jego do zdrowia, żeby rozpocząć życie pasterskie. Mówił, że już otworzył sielankę pasterską, do której ani się umywać Sanazarowi, i kupił dwa psy do strzeżenia trzody, z których jeden zwał się Barsino, a drugi Butron. Wszystko to jednak nie rozpędzało złego humoru Don Kiszota, co widząc Sanszo, rzekł:<br>
{{tab}}— Cóż to się ma znów znaczyć, kochany panie? Właśnie teraz chcesz pan leżeć w łóżku, kiedy mamy najpewniejszą wiadomość o odczarowaniu Dulcynei? Nie umieraj nam pan znów, wszyscy o to błagamy, niema nic pilnego. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1352|num=682}}Wielka mi rzecz, że ktoś tam zwycięży, trzebaż zaraz umierać z rozpaczy? A gdyby tak wszyscy mieli, jak pan robić, toby jedna połowa świata zajęta była pogrzebami drugiej. Nie jesteś pan ani kaleką, ani ułomnym, będziesz mógł odbić się znów w swoim czasie. No, no, wyłaź no mi pan z łóżka! Mamy zostać właśnie pasterzami, śpiewać piosneczki, grając na fujarkach, a pan smutny jak pustelnik. Rób pan jak ja, wszystko mi tam jedno, pogoda, czy słota, znajdę pociechę na wszystko, bo aż do śmierci wszystko jest życiem. Posłuchaj pan rady mojej, kochany panoczku, żyj w najdłuższe lata, bo największem głupstwem na świecie umierać, nie wiedząc dlaczego, i nie pokażesz mi pan ani jednego człowieka, coby się cieszył z tego, że umarł ze smutku. No, no, jeszcze raz proszę, porzuć pan łóżko i chorobę, chodźmy na pola grać na multance, może po drodze spotkamy Dulcyneę odczarowaną. Wszystkie te treski niewarte i szeląga, ale gdybyś pan miał umierać z tego, żeś zwyciężony, zwal śmiało, panoczku, winę na mnie, że źle osiodłałem Rosynanta. A zresztą, przecież to w waszych księgach rycerskich są takie zwyczaje, że rycerze się jedni na drugich obalają. Wszędzie to samo widać! Do stu dyabłów, cóż to dziwnego, osieł ma cztery nogi a padnie, a cóż dopiero człowiek!<br>
{{tab}}— Sanszo ma słuszność — rzekł Karasko {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu/1353|num=683}}nie trzeba się poddawać rozpaczy, jeszcze niema nic straconego!<br>
{{tab}}Mimo to wszystko Don Kiszot ciągle był chory i zamyślony. Pokazała się pleura, a nasz rycerz, cierpiąc niesłychanie, zawezwał balwierza na pomoc. W owych czasach leczono pleurę upuszczaniem krwi, a majster Mikołaj mimo doświadczenia, co powinno go było nauczyć, że puszczanie krwi więcej pleurycznych na tamten świat wyprawia, niż doprowadza do zdrowia, otworzył wenę Don Kiszotowi i wypuścił na pierwszy raz cztery pełne krwi talerze. Po tęm jednem upuszczeniu nastąpiło kilka innych, dawał mu przytem ziółka do picia, co wszystko domęczyło Don Kiszota. Wypełniając jak najskrupulatniej przepisy balwierza, po ośmiu upustach krwi i kilkudziesięciu butelkach mikstury umarł w objęciach proboszcza, jak na dobrego chrześcijanina przystało. Przed śmiercią zapewnił testamentem majątek cały siostrzenicy, zezwalając, aby poszła za mąż za synowca proboszcza, z czego ten młodzieniec nader zadowolony nie myślał prosić dworu o posadę, którą chciał był przedtem otrzymać. Pyszny był pogrzeb bohatera Manszy. Sanszo, giermek jego znakomity, powróciwszy do dawnego rzemiosła, spokojnie dokończył dni swoich, żyjąc z kapitaliku, który w ręce proboszcza, jako depozyt, powierzył.<br><br>
{{c|{{Rozstrzelony|KONIE}}C.|w=120%}}
{{JustowanieKoniec2}}
{{Przypisy}}
{{ML}}
[[Kategoria:{{ROOTPAGENAME}}|**]]
64q6hcgn0x77yplpned1n9f68rfuku3
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No105 part06.jpg
100
1355664
4078688
4076157
2026-04-08T16:09:44Z
Seboloidus
27417
int., lit.
4078688
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}— A pieniądze?<br>
{{tab}}Podniosła oczy do góry.<br>
{{tab}}— Bóg się chyba mną zaopiekuje, rzekła, pieniędzy nie mam prawie.<br>
{{tab}}— Przecież majątek matki do ciebie należy.<br>
{{tab}}— Moja matka była biedną.<br>
{{tab}}— Masz więc inne jakie źródło?<br>
{{tab}}— Proszę cię, Piotrze, nie badaj mnie. Ta rozmowa jest mi niewypowiedzianie przykrą. Nie masz pojęcia, ile cierpię.<br>
{{tab}}Piotr Morand mógł był powiedzieć:<br>
{{tab}}— A ja, czy sądzisz, że mniej od ciebie? Lecz duma, a raczej pycha ludzka jest okropna.<br>
{{tab}}— Rozumiesz, rzekł, umówiliście się naprzód, ty i ten szatański margrabia. Pójdziesz tam, gdzie on się znajduje i razem będziecie zdradzać, on kobietę, którą zaślubia, ty narzeczonego, któregoś oszukała i porzuciła. Idź, idź do niego — jesteście godni siebie.<br>
{{tab}}Ona nie uniosła się usłyszawszy tę nową zniewagę.<br>
{{tab}}— Pan de Chazey się żeni, — powiedziała tylko obojętnie.<br>
{{tab}}— Z panną de Montrevers. Czyś o tem nie wiedziała?<br>
{{tab}}— Mówiono mi {{Korekta|otem|o tem}} małżeństwie,<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
e1r9hk20e5quk2szkuaf0js0fcr57qe
Strona:PL Edward Nowakowski - Wykaz zniesionych kościołów, kaplic i klasztorów w Krakowie.pdf/5
100
1355706
4078858
4061830
2026-04-08T18:49:05Z
Seboloidus
27417
lit.
4078858
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Fallaner" /></noinclude>{{c|19. Kaplica św. Mikołaja i Marcina|b}}
{{tab}}stała naprzeciw kościoła św. Mikołaja, przy szpitalu, wystawionym przez ks. Marcina z Radomska O. P. D. Erekcyją tę zatwierdził Zygmunt I, i następnie biskup krakow., Tomicki, r. 1529. Szpital ten by raczej przytułkiem dla biednych parafijan św. Mikołaja, którzy mieli tu z procentów od funduszowych kapitałów dostateczne utrzymanie. Zakład ten r. 1827 wcielony do Towarzystwa Dobroczynności, a kaplica zniesiona.<br><br>
{{c|20. Kaplica Sióstr Miłosierdzia|b}}
{{c|(ulica św. Jana)}}
{{tab}}Naprzeciw kościoła św. Jana, w narożnym domu, mieszkały Siostry Miłosierdzia, sprowadzone do Krakowa z Lublina r. 1714 przez ks. Michała Szembeka, sufragana krakow. i opala mogilskiego, który nadto 50.000 złp. ich uposażył. Tu miały i swój szpital, a prawdopodobnie i kaplicę, pod wezwaniem Niep. Poczęcia N. P. Maryi.<br>
{{tab}}Stąd r. 1755 przeniesione do kollegijum pojezuickiego św. Barbary, a następnie 1788 r., przez wpływ Kołłątaja, do dziś zajmowanego przez nich klasztoru po Karmelitach, który, zamieniony na szpital, otrzymał nazwę św. Łazarza.<br>
{{tab}}Kamienica zaś ta Szembekówka, przy ulicy św. Jana r. 1780 przeszła w obce ręce — snadź sprzedana.<br><br>
{{c|21. Kościół św. Norberta.|b}}
{{tab}}Jestto ten sam kościół, w którym obecnie cerkiew unicka zostaje. Pierwotna fundacyja była dla P. P. Norbertanek r. 1636 przez Dorotę Kącką, ksienię Norbertanek na Zwierzyńcu, ukończoną 1643 r. W tym roku, 5 września, biskup krakow. Gębicki przeprowadził z klasztoru zwierzynieckiego 20 zakonnie i nowych 3 obłóczył. Komisarzen biskupim naznaczony był biskup-sufragan, Wojciech Lipski. Imiona przeprowadzonych zakonnic: 1. Jastrzębska, piérwsza przełożona, 2. Kazanowska, 3. Domarantówna, 4. Gawrońska Zbigniewa, 5. Gawrońska Elżbieta, 6. Przyłuska, 7. Chocinowska, 8. Borowska, 9. Dalowska, 10. Niedzicka, 11. Bystrzanowska, 12. Wybranowska, 13. Oraczowska. 14. Katcka Jadwiga, obrana przełożoną po Jastrzębskiej, 15. Rzeszowska, 16. Czeska, 17. Zagórska, 18. Chalibożanka, 19. Szydłowska, 20. Dziulówna. Obleczone: 1. Komecka, 2. Wilkowska, 3. Kondratówna. Ob. bardzo ciekawy i szczegółowy ówczesny opis przenosin, wydany r. 1860, p. t. Dyjaryjusz fundacyi kościoła i konwentu p. t. O. S. Norberta. Klasztor ten, który przez 160 lat egzystował, bez adnego słusznego powodu supprymowano i r. 1803, d. 22 marca, 16 zakonnic przeniesiono do zwierzynieckiego klasztoru, a r. 1808 oddano na cerkiew unicką.<br><br>
{{c|22. Kaplica w szkole Nowodworskiego.|b}}
{{tab}}Kaplica ta, dość obszérna, zwana {{roz|Oratoryjum sodalisó}}w bractwa pobożnego studentów, mieściła się w szkołach nowodworskich, przerobiona później na Amfiteatr, dla popisów szkolnych.<br>
{{tab}}Urządzoną była 1643. Piérwszą mszę św. odprawił ks. Krzysztof Sapelius, profesor i doklor medycyny. Obecnymi byli dwaj bracia Gębiccy, biskupi: Piotr krakowski i Andrzéj łucki, dwaj biskupi-sufragani Oborscy i inni. Po mszy św.
wystąpili z mowami uczniowie, dwaj bracia Sobiescy Marek i Jan, przyszły król Polski. W kaplicy téj, w wielkim ołtarzu, był obraz Niepokalanego Poczęcia N. P. Maryi, miał srébrną sukienkę; w dwóch bocznych ołtarzach św. Kazimiérza i św. Katarzny. Posadzka była kamienna. U sufitu wisiały srébrne kandelabry. Od ulicy 6 okien z szybami tafelkowémi, w ołów oprawnémi; były téż i ławki i konfesyjonały. Dwoje drzwi obok siebie prowadziły do téj kaplicy. Kaplica ta miała téż i swój fundusz 10.000 zł. p., od Stanisława Garwaskiego. kanonika krak., zapisany, i przetrwała od r. 1643 do 1786. W tym roku została zniesioną i zamienioną na Amfiteatr. Sprzęty zaś kościelne oddano do kościoła św. Anny; srébra i kosztowności przeniesiono do skarbu Akademii. Obrazy oddano kongregacyi malarskiéj. Na przekształcenie kaplicy wydano 4337 złp. — Odtąd uczniowie na nabożeństwo chodzą do kościoła św. Anny.<br><br>
{{c|23. Kościół albo Oratoryjum dla kapłanów starych|b}}
{{tab}}stał tuż obok kościoła św. Marcina i zawdzięczał swój początek biskupowi krakowskiemu Bernardowi Mariejowskiemu, który na synodzie dyjecezyjalnym r 1601 podniósł myśl założenia domu emerytów, dla wysłużonych kapłanów i w tym<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
lwr5s1xq3hc9dvem4jenaiyo3vb7wvm
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No134 part07.jpg
100
1356229
4078606
4072433
2026-04-08T14:09:34Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078606
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|te|raz}} jeszcze! Później, zwleczemy...<br>
{{tab}}Weszła do garderoby, wybrała ciemny peniuar, owinęła się miękką i cienką tkanina i powróciwszy do buduaru, zasiadła w głębokim fotelu zamyślona.<br>
{{tab}}Postać kasjerki z Grand Hotel’u wciąż stawała jej przed oczyma.<br>
{{tab}}Widziała ją tak wyraźnie, jak gdyby jej fotografię miała przed oczyma.<br>
{{tab}}Uderzyła ją ta twarz i wyryła się w pamięci.<br>
{{tab}}— Gdybym była mężczyzną, pomyślała, zrobiłabym wszystko, byle posiąść taką kobietę. Tajemnica jej historyi bardzo ją intrygowała. Jako kobieta bystra i inteligentna, odrazu uderzona została niekonsekwencyją w postępowaniu Joanny. Zastanowiła się nad tem, dlaczego ta dziewczyna, uległszy raz prośbom margrabiego, unikała go następnie, dlaczego ten stosunek został zerwany, kiedy pan de Chazey zdawał się być zakochanym tak namiętnie, dlaczego Joanna tak uparcie uciekała od ojca swego dziecka?<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
lob3nmxovq8p7ff2ekj04ikd1f8qqxj
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No135 part01.jpg
100
1356230
4078607
4063104
2026-04-08T14:12:21Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078607
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}W przyszłości hrabina przewidywała ztąd mnóstwo powikłań, walk miłości z nienawiścią, a może też dramat którego tak gorąco sobie życzył biało-różowy, miły, uprzejmy wice-hrabia de Montglars.<br>
{{tab}}Sara czuła nadzwyczajną rozkosz na myśl, że w jej rękach znajdują się nici tych rozpoczętych dopiero intryg, które miała nadzieję rozwinąć i z ich pomocą dopiąć zemsty na tym, który zranił ją tak boleśnie, że wszelkie zadowolenie z majątku i swobody, nie było w stanie rany tej zabliźnić.<br>
{{tab}}Montglars obiecał jej wizytę margrabiego i nie mylił się.<br>
{{tab}}Klaudyjusz miał przyjść nie dla niej, nie w celu zobaczenia się z nią, tylko w celu dowiedzenia się czegoś o tamtej, którą kochał do szaleństwa.<br>
{{tab}}Więc miłość rzeczywiście zaślepia, kiedy pan de Chazey, mając serce wypełnione postacią tej dziewczyny, zapomniał o krzywdzie, wyrządzonej innej kobiecie i przypuszczał, że ta krzywda jest już zagładzona?<br>
{{tab}}Jakże mało znał Sarę!<br>
{{tab}}Z okiem śledzącem {{Korekta|skazówki zegara|wskazówki zegara}}, czekała niecierpliwie.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
rds6lfgv0ja08u4jvpcoqpi9m2xppad
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No135 part02.jpg
100
1356233
4078608
4063108
2026-04-08T14:14:24Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078608
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Wreszcie wybiła czwarta.<br>
{{tab}}Ostatni dźwięk zegara nie przebrzmiał jeszcze, gdy przed pałacem hrabiny de Gannes rozległ się turkot powozu.<br>
{{tab}}Sara pobiegła do okna i ukryta {{Korekta|zamuslinem|za muslinem}} firanek, niewidzialna sama, ujrzała dobrze sobie znany ekwipaż, który tak często niegdyś zatrzymywał się przed jej domem. Margrabia wysiadł.<br>
{{tab}}Gdy kreolka, unosząc portjerę buduaru, oznajmiła Pan de Chazey! — Sara siedziała znowu w głębokim fotelu, w pozie smutnej i niedbałej. Gdy wszedł Klaudyjusz, powitała go skinieniem głowy i podała mu rękę, którą, on przez chwilę w swojej zatrzymał, a następnie pocałował, mówiąc z przymileniem:<br>
{{tab}}— Więc nie gniewasz się na mnie, pani?<br>
{{tab}}Ona uwolniła rękę z jego dłoni, jak by czyniąc to z żalem i odpowiedziała z westchnieniem:<br>
{{tab}}— Powinnam się gniewać i nie zataję, że przez długie dnie i noce żywiłam tutaj — wskazała na serce — wielką, wielką urazę. Ale — dodała z<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
701ltbkfc4gf2pkd05k9cizjxr99ssd
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No135 part03.jpg
100
1356234
4078609
4063109
2026-04-08T14:16:13Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078609
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>wysileniem — namyśliłam się i doszłam do wniosku, że żal i nienawiść szkodzi tak samo, a może więcej jeszcze temu co ją odczuwa, niż temu, przeciwko komu jest skierowana.<br>
{{tab}}— I wówczas?...<br>
{{tab}}— Dałam tym uczuciom spokój przez egoizm. Widzisz pan, że jestem szczerą.<br>
{{tab}}Mówiła powoli, głosem poważnym i harmonijnym, któregoby jej pozazdrościła niejedna wielka artystka dramatyczna.<br>
{{tab}}— Rezultatem zaś moich rozmyślań, przez długi czas arcy-melancholicznych, zakończyła, ze stanowczością, a zarazem ze znakomicie oddanym odcieniem żalu, jest to, że odtąd mogę przyjmować ze strony mężczyzn i ofiarować panu tylko przyjaźń i życzliwość nic więcej, ale też i nie mniej. Zgadzasz się pan?<br>
{{tab}}W każdym innym wypadku Klandyjusz podejrzywałby pułapkę w tych słowach, pełnych skromnej rezygnacyi, ale dziś przyszedł tu wcale z innym celem, jak wnikanie w uczucia i zamiary pięknej hrabiny.<br>
{{tab}}— Ona wie coś o Joannie — myślał, i to go przywiodło do Sary.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
jf7aaazcq8eky8rgwv2p9p6y4tq2na4
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No135 part04.jpg
100
1356236
4078610
4063111
2026-04-08T14:17:50Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078610
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}A zresztą może ona i mówiła prawdę?<br>
{{tab}}Czyż kobieta wyższa nad inne, kobieta rozumna, nie może przebaczyć zerwania stosunku, który musiał się przecież skończyć, lub przerodzić w stosnnek spokojny, przyjacielski?<br>
{{tab}}Margrabia jednak wahał się jeszcze cokolwiek z przyjęciem owej życzliwości przyjaciółki, którą mu proponowała dawna kochanka. Sara zrozumiała to i zrobiła jedno jeszcze wysilenie.<br>
{{tab}}— Kochany margrabio, rzekła, przyznaję, że z twego powodu przecierpiałam największe może męczarnie w mojem życia, które jednak nie jedną okrutną przeszło próbę, ale ty jesteś jedynym człowiekiem, któregom prawdziwie kochała i winnam ci wdzięczność za ważną przysługę: wyleczyłeś mnie z miłości!<br>
{{tab}}— Co pani mówisz?<br>
{{tab}}— Prawdę, mój przyjacielu. Rozkosze, jakie miłość daje, nie warte są wypływających z niej cierpień i katuszy. Postanowienie moje jest nieodwołalne. Jestem wolna i wolną pozostanę. Męki moje skończone. Teraz, jako ciekawy widz będę się przypatrywała mękom innych, a przedewszystkiem pana. Pan kochasz, prawda?<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
9q1m9p4zam5f8h9389qrfuoickle4pk
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No135 part05.jpg
100
1356237
4078611
4063112
2026-04-08T14:20:01Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078611
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>a więc będziesz cierpiał! Oto moja zemsta.<br>
{{tab}}Wszystko to było wypowiedziane głosem cichym, słodkim, któremu towarzyszyły spojrzenia załzawione, smętne, oznaki żałoby serca, zamkniętego na wieki.<br>
{{tab}}— A teraz pomówmy o panu, rzekła po chwili milczenia. Coś robił przez te czternaście miesięcy, w ciągu których pana nie widziałam?<br>
{{tab}}Zajrzała do małego notesika.<br>
{{tab}}— Czternaście miesięcy i dwadzieścia trzy dni! Widziałam pana po raz ostatni, dwudziestego drugiego września, zeszłego roku. Wieczorem dnia tego wyjechałeś do {{Korekta|Franche Comté|Franche-Comté}}.<br>
{{tab}}— Co za pamięć! zawołał margrabia.<br>
{{tab}}Sara skłoniła głowę.<br>
{{tab}}— Tak, rzekła, mam pamięć wyborną, zapewniam pana.<br>
{{tab}}— Sam to widzę.<br>
{{tab}}— Wówczas to, będąc w {{Korekta|Franche Comté|Franche-Comté}}, napisałeś pan do mnie ów list okrutny, którego każda litera wyryła się na zawsze w mojem sercu.<br>
{{tab}}— Żądałaś pani prawdy. Znałem cię, jako zbyt inteligentną, abyś się miała jej obawiać.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
sva61y4vokxku1qxlojbaxtpnks2z5i
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No135 part06.jpg
100
1356238
4078612
4063113
2026-04-08T14:21:40Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078612
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}— Pomimo całej odwagi, są ciosy, które nas z nóg zwalić umieją... O, {{Korekta|mężczyzni|mężczyźni}} są okrutni, gdy przestają kochać... Rana, jaka się utworzyła w mojem sercu, głęboka była i krwawa. Teraz zakryła ją blizna... Czyś pan choć sam szczęśliwy?<br>
{{tab}}Margrabia, nie krępując się, rzekł krótko:<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}— Jednakże to małżeństwo z panną de Montrovers... Mówią, że pańska żona jest nadzwyczaj miła.<br>
{{tab}}— Moja żona mnie nie kocha.<br>
{{tab}}— A pan?<br>
{{tab}}— I ja nie mogę jej pokochać.<br>
{{tab}}— Jakiż powód?<br>
{{tab}}— Trudno to wytłomaczyć... Nasze dążenia są różne, nasze zwyczaje, gusta, upodobania nie zgadzają się z sobą... Sympatja jest rzeczą od nas samych i od woli naszej niezależną. Ona albo istnieje, albo jej niema!... Pomiędzy mną a moją żoną nie ma żadnej spójni moralnej. Nasze duchy nigdy się nie zrozumieją. Oto cała prawda!<br>
{{tab}}— Więc w takim razie cóż za życie pana czeka?<br>
{{tab}}— Albo ja wiem!<br>
{{tab}}— Postąpisz pan tak, jak inni panu<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
osw2gy7q9u3mfbg5x5b5od90kcjyli0
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No135 part07.jpg
100
1356239
4078613
4063116
2026-04-08T14:22:47Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078613
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>podobni. Zaczniesz dawne życie... Będziesz miał kochankę. Słowem nic się nie zmieni... tylko wielki świat będzie miał jedną margrabinę więcej, która zaniedbana i opuszczona w swym pałacu, będzie się musiała nudzić dotąd, dopóki także nie weźmie sobie kochanka płacąc panu pięknem za nadobne.<br>
{{tab}}— Ja miałbym mieć kochankę?<br>
{{tab}}— Nietrudno pana wybrać, jeżeliś już nie wybrał.<br>
{{tab}}— Co pani chce powiedzieć?<br>
{{tab}}— Ale cóż to za historję opowiadano mi o panu?<br>
{{tab}}— Kto?<br>
{{tab}}— Jeden z pańskich sąsiadów w Franche-Comté.<br>
{{tab}}— Montglars?<br>
{{tab}}— Spotwarzasz go pan. Wice-hrabia milczy jak ryba, gdy chodzi o pańskie sprawy.<br>
{{tab}}— Descombes więc?<br>
{{tab}}— Zgadłeś pan.<br>
{{tab}}— Pani go widujesz?<br>
{{tab}}— Często nawet.<br>
{{tab}}— I cóż to on powiedział o mnie tak zajmującego?<br>
{{tab}}Sara uśmiechnęła się dwuznacznie.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
aejvrf4bz8idsrftw11q5vo5zk23b4t
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part01.jpg
100
1356240
4078614
4072434
2026-04-08T14:24:45Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078614
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}— Nasza przyjaźń, rzekła, jest może jeszcze zbyt świeżą, abym śmiała zaczepić tak drażliwą kwestię.<br>
{{tab}}Panu de Chazey wydawało się, że jego dawna kochanka, tak już zapomniała o przeszłości, iż sam także się uśmiechnął.<br>
{{tab}}— Jesteś pani lepszą, a niżeli przypuszczałem, — powiedział.<br>
{{tab}}— Chcesz pan, abym dopomogła pańskiej pamięci, odezwała się Sara. Bohaterką historyi opowiedzianej mi przez Descombes’s, była młoda dziewczyna z pańskich stron rodzinnych odznaczająca się niepospolitą pięknością.<br>
{{tab}}— Cóż dalej?<br>
{{tab}}— Pan podobno, nudząc się na wsi, nadskakiwałeś dość jawnie tej piękności, było to w zeszłym roku, w październiku... Czy tak?<br>
{{tab}}— Co pani chcesz? rzekł Klaudyjusz szyderczo potrzebowałem, na gwałt rozrywki, opuściwszy Paryż i wyrzekłszy się ciebie... Tam, na wsi wgłębi gór naszych, trudno o zabawę... Pani rozumie?<br>
{{tab}}— Ależ wybornie! Ta młoda dziewczyna zamieszkiwała rodzaj dość malowniczej {{Korekta|rainy|krainy}}, razem ze zbyt surowym ojcem, jakimś kwakrem czy {{pp|pu|rytaninem}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
19u6o5htgqiet16d80h5ot2aqsp4v4e
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part02.jpg
100
1356249
4078615
4072435
2026-04-08T14:26:09Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078615
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|pu|rytaninem}}... nader drażliwym na punkcie cnoty.<br>
{{tab}}— Dobrze pani jesteś poinformowaną.<br>
{{tab}}— Ale ten ojciec nie zawsze był w domu. Interesy czasami odwoływały, go z daleka. Zresztą można przecież wyjednać schadzkę gdzieś w ustronnem miejscu...<br>
{{tab}}— Masz pani słuszność.<br>
{{tab}}— Krótko mówiąc, ta młoda dziewczyna, piękna jak jutrzenka...<br>
{{tab}}— O! Widziałam ją, a mam pretensję do znawstwa w tym przedmiocie... mówię zatem, piękniejsza od jutrzenki... znalazła się wskutek łatwej do wytłomaczenia słabości wobec doświadczonego i zuchwałego uwodziciela, w półożeniu krytycznem...<br>
{{tab}}Margrabia milczał.<br>
{{tab}}— Miała ona narzeczonego, nazwiskiem Piotr Morand, pochodzącego z pobliskiej osady... Narzeczony ten, były żołnierz, podoficer kawaleryi, zdaje się przystojny, rosły wieśniak, uchodzi za człowieka gwałtownego charakteru. Obawiając się jego brutalności i wyrzutów surowego ojca, panna postanowiła umknąć. I pewnej<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
l6hhwakbo9l3n35egkomx1dpjqywydg
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part03.jpg
100
1356250
4078616
4063131
2026-04-08T14:27:19Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078616
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>nocy opuściła dom rodzinny, aby się schronić w Paryżu, dokąd przybyła, prawie bez żadnych środków utrzymania. Czy pan o tem wiedziałeś?<br>
{{tab}}Pan de Chazey skinął głową.<br>
{{tab}}— Mów pani dalej, powiedział.<br>
{{tab}}— Ucieczka ta miała miejsce na bardzo krótko przed ślubem pana. W kilka dni potem wyjechałeś pan w podróż, z której obecnie powracasz.<br>
{{tab}}— Jakiż dalszy ciąg romansu?<br>
{{tab}}— Ta młoda osoba — Joanna Jousset — nie wątpię, żeś pan zachował w pamięci to nazwisko?...<br>
{{tab}}— Nie mylisz się pani.<br>
{{tab}}— Ta młoda osoba, mówię, zamieszkała w okolicach Paryża.<br>
{{tab}}— Gdzie? machinalnie zapytał margrabia...<br>
{{tab}}— Przypuśćmy, że w Corneilles lub Argenteuil...<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}— I tam powiła dziecko.<br>
{{tab}}— Chłopca czy dziewczynkę?<br>
{{tab}}— Dziewczynkę.<br>
{{tab}}— Gdzie ją umieściła?<br>
{{tab}}— W tych samych stronach, mianowicie w Sannois.<br>
{{tab}}Hrabina de Gannes była w wyśmienitym humorze.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
hoz2dfpim83xw2doh5anfbht1b3c5af
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part04.jpg
100
1356252
4078618
4072436
2026-04-08T14:28:56Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078618
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}— Po co panu te szczegóły, rzekła, które możesz usłyszeć z ust samej młodej osoby?<br>
{{tab}}— Masz pani słuszność!<br>
{{tab}}Młody Descombes z takiem uniesieniem opowiadał mi o bohaterce tej historyi, że zapragnęłam koniecznie ją zobaczyć.<br>
{{tab}}— Pani?<br>
{{tab}}— No tak, chciałam się naocznie przekonać, czy w pochwałach Descombes’a było wiele przesady.<br>
{{tab}}— I widziałaś ją pani?<br>
{{tab}}— Dziś właśnie.<br>
{{tab}}— Jakież pani zdanie?<br>
{{tab}}— Zgadzam się ze zdaniem znawców. To prawdziwy ideał piękności, mój przyjacielu! Winszuję panu gustu.<br>
{{tab}}— Pani sobie drwisz ze mnie!<br>
{{tab}}— Broń Boże! Mówię serjo, że jest to najpiękniejsza kobieta w Paryżu.<br>
{{tab}}— Po pani! rzekł grzecznie Chazey.<br>
{{tab}}— Gdym miała lat dwadzieścia, nie wyglądałam gorzej od innych! Nie jestem zbyt skromną... ale nigdy nie miałam ani włosów, ani oczu, ani figury takiej, jak ta dziewczyna. To piękność bez zarzutu.<br>
{{tab}}— I gdzież to się ona ukrywa?<br>
{{tab}}— Oczekiwałam tego pytania. {{pp|Przy|znajże}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
6h9iol5kv2iqc6a4kfa06dt9d7eocvy
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part05.jpg
100
1356254
4078619
4072437
2026-04-08T14:31:52Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078619
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|Przy|znajże}} pan, iż zajmuję cię ona dotąd i że ciągle o niej myślisz... Gdy się poznało takie cudo, niepodobna go tak prędko zapomnieć.<br>
{{tab}}Margrabia nie przeczył.<br>
{{tab}}— Gdzież ona jest? powtórzył.<br>
{{tab}}— Powiem panu zaraz.<br>
{{tab}}— Dzisiaj?<br>
{{tab}}— Zaraz, w tej chwili, ale pod warunkiem.<br>
{{tab}}— Jakim?<br>
{{tab}}— Jest w całej tej historyi jeden punkt ciemny, który życzyłabym sobie, aby mi rozjaśniono.<br>
{{tab}}— W jakim celu?<br>
{{tab}}— Przez ciekawość. Zmuszona zamknąć serce dla miłości, będę przynajmniej miała przyjemność zajmowania się namiętnościami innych. Czy pan mnie słucha?<br>
{{tab}}— Jak najuważniej.<br>
{{tab}}— Historyja Joanny Jousset jest podobna do wielu innych, najpospolitsza uwiedziona i opuszczona potem, cóż może być banalniejszego?<br>
{{tab}}— Rzeczywiście.<br>
{{tab}}— Ale tu właśnie zaczynają się ciemności. Uważaj pan dobrze. Zdaje mi się, że mam pewne doświadczenie pod względem znajomości serc<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
kb2xancyjyrr1hkiqhxs4x6pduvglth
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part06.jpg
100
1356255
4078633
4063137
2026-04-08T15:14:04Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078633
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>ludzkich.. a {{Korekta|doświaczenie|doświadczenie}} to zdobyłam własnym kosztem. Otóż owa panna Joanna jest to sobie dzieweczka szczera, niewinna, bezinteresowna, czego dowiodła, odrzuciwszy rękę Ferdynanda Descombes.<br>
{{tab}}— Gdyby była poszła za niego, zrobiłaby to jedynie dla pieniędzy — przerwał margrabia.<br>
{{tab}}— Wszakżeś pan także dla pieniędzy zaślubił pannę de Montrevers — odparła Sara... — Powtarzam tedy, bezinteresowna, zakochana w swym narzeczonym, ponieważ dla niego poświęciła miljony, co jest prawdziwem bohaterstwem w naszych czasach. Odrazu pan się zjawiasz! Ta młoda osoba, dotąd tak cnotliwa, niedługo się drożąc, pada w pańskie objęcia. Przecież to dość dziwne, sam pan przyznasz; ale dajmy na to, że się tak stało. Tak nagle poddanie się namiętności można wytłomaczyć choćby zaletami tego, co ją wzbudził. Ale uważaj pan teraz, co za niekonsekwencyja w postępowaniu tej osoby. Pan posiadasz wiele wad, ale w zamian za to masz także i pewne przymioty. I tak naprzykład, jesteś pan szczodrym, może dla tego, że pieniędzy masz dużo<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
gnlvwrrpcwwxz5jqt55h17r33pagfvw
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part07.jpg
100
1356256
4078634
4063139
2026-04-08T15:18:02Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078634
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>bez trudu. Okazałeś się pan nieraz rozrzutnym w potrzebie. A tu owa nimfa wiejska, która z taką łatwością dała ci się pokonać i dzięki panu wpadła w okropne tarapaty, zrazu niechce nic przyjąć od pana, unika pana i woli ciężko pracować na swoje i dziecka utrzymanie, niż z rąk pańskich otrzymać jakąś pomoc. Zgódź się pan, że to najnielogiczniejsza w świecie historyja: pan ją zgubiłeś, ona nie chce pana widzieć na oczy; pan szalejesz, tęsknisz i wreszcie, chcąc się czegośkolwiek o niej dowiedzieć, zmuszony jesteś uciec się do byłej kochanki, wzgardzonej przez ciebie i u niej żebrać informacyj!...<br>
{{tab}}Pan de Chazey przez chwilę milczał, osłupiały.<br>
{{tab}}— No jakże — dodała Sara — czy pan nie widzi w tam wszystkiem jakiejś zagadki, czegoś niedocieczonego?<br>
{{tab}}Margrabia znał dobrze tę tajemnicę, ale czyż mógł wyznać swoją nikczemność?<br>
{{tab}}— Jesteś pani przerażająco przenikliwa — rzekł wreszcie — ale pytasz pani o rzeczy, których nie wiem. Są wszakże szczegóły, dobrze mi wiadome i tych mogę pani udzielić. Pani mi<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
lv3gz86ez6riunrhvw4ogwv15oo353a
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part08.jpg
100
1356257
4078635
4063141
2026-04-08T15:20:09Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078635
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>ofiarowałaś swoją przyjaźń. Przyjmuję ją. Przed chwilą wyrzekłaś pani, zdaje się, że {{Korekta|mężczyzni|mężczyźni}} są okrutni. To prawda i ja do takich należę. Nie umiałem się nigdy miarkować i powściągać, poddaję się prądowi, który mnie unosi. Tam, na wsi, ujrzałem dziewczyną młodą i porywająco piękną. Jaki zły duch kazał mi zamącić i zakłócić tę czystą, spokojną duszę? Nie wiem. Jakaś gorączka, jakiś ogień mnie ogarnął. Pożądałem jej i powiedziałem jej to zaraz pierwszego dnia. Ona długo mi się opierała... Wreszcie, raz została sama jedna w domu, wszedłem tam. Byłem gotów na wszystko, byle zakończyć te katusze, których ona stała się powodem.<br>
{{tab}}Zamilkł, dławiony wstydem, który mu gardło cisnął.<br>
{{tab}}— Czyż miał nie tylko shańbić ale i spotwarzyć jeszcze tę nieszczęśliwą?<br>
{{tab}}Obszedł jednak ten punkt drażliwy.<br>
{{tab}}— Gdym wyszedł z tego domu — mówił dalej — ona należała do mnie i miałem nadzieję, że moją pozostanie. Nazajutrz jednak przyszła rozwaga: nalegania, proźby, błaganie nic nie pomogły. Wówczas pani wie co się stało. Ożeniłem się. Małżeństwo to było<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
8ch104d731ex927f7kb2m3lodv2f0rn
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part09.jpg
100
1356258
4078636
4072438
2026-04-08T15:22:13Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078636
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>związkiem czysto konwenansowym. Ta dziewczyna odepchnęła mnie i musiałem się zgodzić na jej opuszczenie. Wyjechałem z Francyi, sądząc, że oddalenie wygna ją z mej pamięci. Omyliłem się jednak. Myśl o niej bezustannie mnie prześladowała. To jakiś żar, co mi krew pali i nie daje spoczynku. Walczyłem, jak długo mogłem, wreszcie musiałem wrócić z postanowieniem odszukania jej. Jużem do tego zobowiązał Montglars’a, ale on nie mógł się nawet dowiedzieć co się z nią stało. Cóż mam pani więcej powiedzieć? Musisz mnie pani w gruncie nienawidzieć, nie łudzę się co do tego. Byłem okrutny, jakeś to sama powiedziała, dziki w swem samolubstwie. Byłem niewdzięczny, zapomniałem o twojej dla mnie dobroci. Nie poznałem się na tobie. Jesteś pani w prawie życzenia mi wszelkich możliwych męczarń i upokorzeń. Ciesz się pani! Ta wieśniaczka cię pomści. Oddaje mi ona stokrotnie cierpienia, których może byłem powodem dla innych. Widzisz pani, że to prawda, skoro ja, Klaudyjusz de Chazey, wyznaję to pani, która musisz się rozkoszować mojemi udręczeniami jak tygrys, {{pp|wpija|jący}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
j2hgo6es5rq4zldx36ph3iom6fr2su1
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part10.jpg
100
1356259
4078638
4072440
2026-04-08T15:23:44Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078638
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|wpija|jący}} szpony w ciało swej ofiary.<br>
{{tab}}Mówił drżącym głosem, z zapałem rozegzaltowanej namiętności.<br>
{{tab}}Hrabina odczuwała prawdziwą rozkosz, napawając się jego cierpieniem, ale oznaki tej rozkoszy umiejętnie tłumiła, To wyznanie Klaudyjasza przechodziło nawet jej życzenia.<br>
{{tab}}— Mylisz się co do moich uczuć, kochany przyjacielu — rzekła łagodnym, smętnym głosem. Ja pana żałuję z całego serca i czuję nie radość ale litość. Lecz czy w rzeczy samej jesteś pan do tego stopnia zakochany?<br>
{{tab}}Margrabia skinął głową.<br>
{{tab}}— Nie chcę pańskiej śmierci — powiedziała Sara.<br>
{{tab}}— Więc gdzież ona — zapytał Klaudyjusz po raz trzeci.<br>
{{tab}}— Niedaleko stąd.<br>
{{tab}}— Ale gdzie?<br>
{{tab}}— W Grand-Hotelu, kasyjerka...<br>
{{tab}}— Czy być może?<br>
{{tab}}— Tak jest. Czy teraz jesteś pan przekonany, że nie mam do pana żalu?<br>
{{tab}}— Jesteś pani aniołem.<br>
{{tab}}Sara wzruszyła ramionami.<br>
{{tab}}— Nie praw mi pan komplimentów. Nie jestem aniołem, ale może {{pp|cokol|wiek}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
t1im99lgh1a69j59jfud33hog8ur79n
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part11.jpg
100
1356260
4078639
4072441
2026-04-08T15:25:11Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078639
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|cokol|wiek}} lepszą od innych... Powinnam być zła, wściekła nawet. Spaść ze stopnia faworyty do godności powiernicy. Co za degradacyja!<br>
{{tab}}Klaudyjusz ujął jej rękę i okrył pocałunkami.<br>
{{tab}}W kilka minut potem powóz margrabiego się oddalił, a Sara, słuchając jego turkotu, mówiła:<br>
{{tab}}— Głupi, kto wierzy w przyjaźń wzgardzonej i zdradzonej kochanki! Czy była kiedy na świecie kobieta, co przebaczyła coś podobnego? Ale się złapał. Jeżeli ta mała jest kobietą z charakterem, spodziewam się, że Montglars będzie zadowolony.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XII.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Samotność''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}W chwili, gdy pan de Chazey wchodził do pałacyku przy ulicy Ateńskiej, margrabina sama w swym pokoju przy ulicy Varennes siedziała przy biurku, przy którem na kilka dni wprzódy napisała list rozpaczliwy do angielki, miss Darley, jej dawnej guwernantki.<br>
{{tab}}Ewelina Darley była jedną z tych wydziedziczonych córek nadto licznych rodzin, które skończywszy lat dwadzieścia, muszą opuścić dom rodzicielski i same byt sobie zdobywać.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
cdzs6sx1k65jv8gn3iw6zl22auajsnq
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part12.jpg
100
1356262
4078640
4063149
2026-04-08T15:27:50Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078640
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Ojcem jej był oficer angielski, a rodzeństwo miała bardzo liczne. Po skończeniu edukacyi Gabryeli, powróciła do kraju, gdzie utrzymywała owdowiałą matkę z małej reszty, zdobytej w domu Montrevers’ów.<br>
{{tab}}Jej dawna uczennica, od czasu jej wyjazdu korespondowała z nią ciągle i prócz tego angielskim zwyczajem prowadziła dziennik, w którym notowała najważniejsze wrażenia w ciągu dnia doznane.<br>
{{tab}}Ileż razy zapisała już to zdanie, które znowu widzimy w jej dzienniku pod datą 26 listopada.<br>
{{tab}}„Nudzę się. W sercu mojem pustka. I cierpię. Czyżbym była skazaną na śmierć przedwczesną? Nie żałowałabym tego. A jednak, chwilami, zdaje mi się, że życie musi się uśmiechać tym, którzy się kochają prawem dozwoloną miłością i mogą z podniesioną głową pokazywać się światu, wsparci jedno na drugiem, bez tajemnic i obawy“.<br>
{{tab}}Oparła podbródek na swych cienkich palcach i stanęła przed portretem, zawieszonym nad jej biurem. Był to wizerunek młodej kobiety.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
gvbt44hffh8wkb47xe1mw40c88lft91
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part01.jpg
100
1356263
4078641
4063151
2026-04-08T15:30:22Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078641
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Podobieństwo córki do matki było uderzające. Te same czarne włosy, te same duże błękitne oczy; też same rysy arystokratyczne i blada bezkrwista cera.<br>
{{tab}}Dama na portrecie miała balową suknię i wspaniały naszyjnik brylantowy zakrywający w części chorobliwą chudość szyi.<br>
{{tab}}Wyglądała na dwadzieścia sześć lub siedem lat, ale już widoczne były w jej postaci ślady choroby, która ją miała wtrącić do grobu.<br>
{{tab}}Data była wypisana na ramce portretu pod herbami Montrewers’ów „1854 rok“ poprzedzający chwilę jej śmierci.<br>
{{tab}}— Miałam wówczas pięć lat! szepnęła młoda kobieta.<br>
{{tab}}Pokój, w którym się znajdowała pan de Chazey, przedstawiał wzór majestatycznego starodawnego stylu.<br>
{{tab}}Wysokie jego okna wychodziły na ogród obszerny i pełen drzew wysokich. Sprzętów w pokoju tym nie było wiele, powietrze i światło miało tam wolny dostęp.<br>
{{tab}}Ściany wykładane były drzewem rzeźbionem i obite przepyszną materyją lijonską o delikatnych barwach, szarej pomięszanej z blado-zieloną i różową,<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
69zvy72xwdov06q5qoy2c86gfe7yu7m
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part02.jpg
100
1356266
4078643
4072442
2026-04-08T15:32:08Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078643
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>zlewającemi się harmonijnie.<br>
{{tab}}Suty ogień płonął na kominku z czerwonego marmuru i rzucał płomienne odblaski na biały dywan w blade arabeski i kwiaty. W tym prawdziwie książęcym apartamencie panowała zupełna cisza i miłe ciepło. Piękniej tam było niżeli w urządzonych z nowoczesnym smakiem salonach parwenjuszów giełdowych lub modnych piękności. Pomimo to młoda margrabina bez zadowolenia oglądała się wokoło, i kurczyła się jak ptak zziębnięty.<br>
{{tab}}— Zimno mi, mówiła.<br>
{{tab}}Weszła pokojowa.<br>
{{tab}}Gabryela zamknęła dziennik, w którym napisała kilka wierszy, włożyła go do szuflady biurka, którą zamknęła złotym kluczykiem.<br>
{{tab}}— Co chcesz, Julijo? — rzekła łagodnie margrabina.<br>
{{tab}}— Pan Rochard przyszedł.<br>
{{tab}}— Proś go tutaj.<br>
{{tab}}Margrabina powstała z krzesła i purpurowy rumieniec ukazał się na jej twarzy.<br>
{{tab}}— To pan! — rzekła, idąc na spotkanie młodego doktora.<br>
{{tab}}— Filip się skłonił.<br>
{{tab}}— Wezwałaś mnie pani — {{pp|powie|dział}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
cqzldqo55n900nl8sjiq0krhh6eilsv
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part03.jpg
100
1356267
4078644
4072443
2026-04-08T15:34:12Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078644
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|powie|dział}}. Stawiam się. Nie jestże to moim obowiązkiem?<br>
{{tab}}— Nareszcie! — zawołała Gabryela. Co nas obchodzi przyczyna, kiedy cel osiągnięty. Widzę pana nakoniec.<br>
{{tab}}Przysunęła fotel do ognia żywym ruchem osoby szczęśliwej, sama usiadła w drugim, obrawszy dogodną pozę i wskazując gościowi miejsce obok siebie, rzekła:<br>
{{tab}}— Siadaj pan tu.<br>
{{tab}}— Powróciła już pani...-zaczął doktór.<br>
{{tab}}— Przed trzema dniami.<br>
{{tab}}— Byliście państwo w Algeryi?<br>
{{tab}}— Tak, przez cały czas naszej nieobecności w Paryżu bawiliśmy tam.<br>
{{tab}}— Wiedziałem o tem.<br>
{{tab}}— Kto to panu powiedział?<br>
{{tab}}— Moi rodzice w Arbelles, dokąd jeździłem kilka razy. Dowiedzieli się o tem od służby w Montrevers.<br>
{{tab}}Twarz młodej kobiety rozpromieniła radość.<br>
{{tab}}— Więc pan o mnie myślałeś? — rzekła nie zapomniałeś?...<br>
{{tab}}— Czy pani przypuszczałaś, że będzie inaczej?<br>
{{tab}}— Obawiałam się tego, panie Filipie, ale widzę, że to było niesłuszne.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
h1akmpfd9hrx6g9dayzqj4n1tb56rge
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part04.jpg
100
1356268
4078645
4063185
2026-04-08T15:35:40Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078645
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Nastąpiło milczenie.<br>
{{tab}}— Co się z panem dzieje? — zapytała znowu Gabryela.<br>
{{tab}}— Pracuję... gorliwie.<br>
{{tab}}Ona się uśmiechnęła.<br>
{{tab}}— Wiem, wiem — rzekła.<br>
{{tab}}— Zkąd?<br>
{{tab}}— Dzienniki mówiły o pańskich sukcesach. Pańskie prace są cenione... Chcesz pan więc się dostać do instytutu?...<br>
{{tab}}— Nie może się to stać tak prędko. Za lat piętnaście, jeżeli mi Bóg żyć pozwoli, może i tego dopnę.<br>
{{tab}}— Ale zyskujesz pan tymczasem sławę.<br>
{{tab}}— Początek dopiero.<br>
{{tab}}— Czy studyja pozwolą panu odwiedzać chorą?<br>
{{tab}}— Jeżeli tego potrzeba. Ale któż jest ta chora?<br>
{{tab}}— Pan nie zgaduje?<br>
{{tab}}— Pani?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Pozwól mi pani wierzyć, że nie potrzebujesz doktora.<br>
{{tab}}— Owszem, panie.<br>
{{tab}}Wskazała palcem na portret swej matki i dodała spokojnym głosem:<br>
{{tab}}— Nie zajdę dalej jak ona, a może<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
fh7019ch8n1yfjw3hw3b7mqwufuryl2
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part05.jpg
100
1356270
4078646
4063188
2026-04-08T15:37:25Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078646
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>nawet i nie tak daleko.<br>
{{tab}}— Przywidzenie!<br>
{{tab}}— Prawda.<br>
{{tab}}— A więc pozwól pani, abym, jako lekarz, zakazał pani oddawać się podobnym myślom.<br>
{{tab}}— Czyż jestem w stanie je odpędzić?<br>
{{tab}}— Możemy zrobić wszystko, co chcemy. Ja naprzykład chcę się uczyć... i uczę się. Pani powinnaś używać rozrywek, wychodzić, wyjeżdżać, nie zamykać się u siebie. Nie byłaś pani nigdy zbyt silną, ale natury wątłe najdłużej się trzymają. Dotąd mówiłem jak doktor, teraz przemówię jako przyjaciel, pani pozwala?<br>
{{tab}}— Mów pan, proszę.<br>
{{tab}}— Urodzenie i los postawiły panią w warunkach bardzo sprzyjających. Posiadasz pani znaczny majątek, nosisz piękne nazwisko! Jeżeli coś pani brakuje, jeżeli wszystkie marzenia jej nie zostały ziszczone... powiedz sobie pani, że zupełne szczęście nie jest udziałem ludzi, że zawsze musimy mieć jakieś niezaspokojone pragnienie. Czyń pani dobrze tym, co cię otaczają. Nie potrzebuję pani rad dawać. Jesteś pani bogatą, dawaj biednym, a będziesz<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
t60ykz8q3n7hux7qpt73gtloflydf7g
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part06.jpg
100
1356271
4078648
4063189
2026-04-08T15:38:53Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078648
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>się czuła szczęśliwą szczęściem tych, których ocalisz od tysiącznych cierpień, wynikających z nędzy.<br>
{{tab}}Mówiąc, nie spuszczał z niej badawczego wzroku.<br>
{{tab}}Uderzyły go pewne symptomaty, na których widok serce jego się ścisnęło.<br>
{{tab}}Pomyślał, że istotnie nosiła w piersiach zaród choroby, która zgubiła jej matkę.<br>
{{tab}}Jej policzki, okryte chorobliwym rumieńcem, oczy zapadłe i gorączkowo błyszczące, usta blade, świadczyły o istnieniu w jej organizmie zgubnych pierwiastków.<br>
{{tab}}Gabryela także badała z pod oka Rochard’a.<br>
{{tab}}Rochard nie miał jeszcze lat trzydziestu, a wyglądał, jak gdyby był o dziesięć lat starszy. Kilka promieni jego włosów na skroniach już siwiało, rysy jego się zaostrzyły, skóra nabrała tego żółtawego odcienia, jaki sprowadza długie czytanie i pisanie w nocy, przy świetle gazu.<br>
{{tab}}Pod jego powagą ukrywał się smutek, pod maską obojętności, którą całą siła swej woli trzymał na twarzy, widniał ból ciągły i dojmujący.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
1osffjoez43wq4ab1xmsc3j9the30vc
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part07.jpg
100
1356272
4078650
4063191
2026-04-08T15:40:36Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078650
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Doktór chciał wstać, lecz margrabina zatrzymała go.<br>
{{tab}}— Zostań pan — rzekła błagalnie prawie.<br>
{{tab}}Filip spojrzał na nią zdziwiony.<br>
{{tab}}— Mówiliśmy z sobą dość długo — powiedziała Gabryela — a niceśmy nie powiedzieli.<br>
{{tab}}— Pani...<br>
{{tab}}— Pan cierpisz także, prawda?<br>
{{tab}}— Zkąd to pani wnosi?<br>
{{tab}}— Widzę.<br>
{{tab}}— A gdyby tak było?<br>
{{tab}}— Pan przyznaje!<br>
{{tab}}— Pani. Gabryelo!<br>
{{tab}}— Ja znam pańskie cierpienie, i powiem, co mnie dolega.<br>
{{tab}}— Cóż takiego?<br>
{{tab}}— To nieuleczalna choroba. Pan nie zgaduje?<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}— Otóż, mój przyjacielu, ja umieram powoli bo...<br>
{{tab}}— Kończ pani!<br>
{{tab}}— Bo kocham ciebie, panie Filipie.<br>
{{tab}}Rochard zbladł jak widmo.<br>
{{tab}}— Gabryelo! — zawołał.<br>
{{tab}}— Cierpimy tedy mówiła dalej spokojnie — ja, dlatego, że kocham pana, pan, bo mnie kochasz!<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
pry5ccwcr2tzfzq21t64qbdjktk0ex9
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part08.jpg
100
1356274
4078651
4063194
2026-04-08T15:42:30Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078651
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}— Na miłość Boga, pani!...<br>
{{tab}}— Któż nas usłyszy? Byłam sama przed ślubem i teraz jestem sama. Nuda i tęsknota pożera mnie. Zgryzota doprowadza do rozpaczy, bom poznała błąd mój. Unieszczęśliwiłam pana, skazując i siebie na żal wieczny. Oto cała prawda. Czy nie mamy dość odwagi, aby jej śmiało spojrzeć w oczy?<br>
{{tab}}— Pocóżem tu przyszedł? — szepnął Filip.<br>
{{tab}}— Po co? Aby mnie wybawić od tego wstrętu do życia, jaki mnie nurtuje. Możebym powinna milczeć, ale przychodzi taka chwila, kiedy trzeba wybuchnąć, kiedy niepodobna powstrzymać wyznań, gwałtem cisnących się na usta! Wierzaj mi pan, że pragnę uszanować imię, jakie noszę, ale kłamstwo nie powinno dłużej się pomiędzy nas wciskać!<br>
{{tab}}Przyłożyła chustkę do ust i odjęła ją krwią zabarwioną.<br>
{{tab}}Filip obiema rękami tłumił bicie serca.<br>
{{tab}}— Panie Filipie, ciągnęła dalej, pan mnie unikasz, a tego ja znieść nie mogę. Postąpiliśmy jak dwoje ludzi niedoświadczonych, nieśmiałych, nierozumnych nawet. Przez ten rok ostatni<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
0ydep413atol3nr1z9lgq7beq4x4fam
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part09.jpg
100
1356276
4078652
4072444
2026-04-08T15:44:51Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078652
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>dużo myślałam nad tem. Pociąg wzajemny, oparty na szacunku, skłaniał serca nasze ku sobie. Ja powinnam była pierwsza przemówić, do mnie należało zwierzenie się przed panem z moich uczuć. Panu zamykała usta, przesadna delikatność, a ja byłam zbyt młodą, aby to rozumieć. Gdyby jedno z nas więcej miało było śmiałości, bylibyśmy dzisiaj bardzo szczęśliwi i to szczęście towarzyszyłoby nam przez cały ciąg życia. Żyć razem, ręka w rękę, rozumieć się wzajem i dążyć zgodnie do jednego celu, do rozsiewania dobra na około siebie! Co za piękne marzenie! Niestety! trzeba się go wyrzec i to jest całą moją rozpaczą. Zbadałam moją duszę, a pańskie oddalanie powiedziało mi, co się dzieje w pańskiem sercu. Przeklętym niech będzie ten majątek, który nas rozłączył, który ja z rozkoszą poświęciłabym dla takiego szczęścia! Ale stało się. Jesteśmy na wieki oddzieleni od siebie. Czyż to ma być jednak powodem mąk i katuszy nie do zniesienia? Czyż nie mamy się nawet widywać i pocieszać, i wzajem sił sobie dodawać do zniesienia tak ciężkiego losu? Miłości musimy się wyrzec. Ale przyjaźń, {{pp|Fili|pie}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
qilxsh4t22gsgrcr7d4er5t3ixrsjie
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part10.jpg
100
1356277
4078653
4072446
2026-04-08T15:46:27Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078653
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|Fili|pie}}, ta przyjaźń, która nam się wydawała tak słodką pod cienistemi drzewami Montrevers i na łąkach Arbelles, czy i ona ma dla nas umrzeć i jej mamy się wyrzec dla tego, żeśmy miłość utracili?<br>
{{tab}}— Pani mię skazujesz na mękę.<br>
{{tab}}— Czyż to tak okrutne?<br>
{{tab}}— Nie do zniesienia!... Ale słuchaj pani... i ja dłużej milczeć nie mogę moje serce wybucha. Tak Gabryelo, ja cię kocham całym zapałem pierwszej i jedynej miłości! Uwielbiam cię całym ogniem serca, które ciebie zna tylko, ciebie pragnie! Umarłbym prędzej, niżbym miał zdradzić moje uczucie, ale tyś mi pierwsza wyznała wzajemność, pozwól więc i mnie powiedzieć, co w sobie tłumię od tak dawna. Oto dlaczego unikałem ciebie, dlaczego nie chciałem cię widzieć, odkąd należysz do innego. Nie zdołasz nigdy wyobrazić sobie rozpaczy, jaka mnie ogarnęła na wieść o tem małżeństwie! {{Korekta|Omało|O mało}} nie wpadłem w szaleństwo! Dla ciebie to pragnąłem zdobyć sobie rozgłos, sławę trudną do osiągnięcia. Do ciebie skierowane były wszystkie moje myśli i czyny! Wiedziałem, że związek pomiędzy nami był trudny, {{pp|niemo|żliwy}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
h8sfvh6h6zfa8k4c8rsel3cy01pq407
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part11.jpg
100
1356279
4078656
4072447
2026-04-08T15:49:45Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078656
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|niemo|żliwy}} prawie, ale człowiek lubi się łudzić mrzonkami! Teraz wszystko skończone, wszystko stracone! Moją jedyną ucieczką nauka, w niej szukam pociechy i zapomnienia. Czy daremnie? Na to mi przyszłość odpowie.<br>
{{tab}}— Filipie!<br>
{{tab}}— Co pani chcesz?<br>
{{tab}}— Abyś pan w samym sobie znalazł dość odwagi i postąpił tak, jak ja postąpić zamierzam.<br>
{{tab}}— To nad moje siły.<br>
{{tab}}— Zapomnij pan o miłości, której nam zakazano! Niestety! Pocieszajmy się naszą dawną przyjaźnią, starajmy się wzajem podtrzymać, pomagać sobie! Zrób pan to dla mnie, proszę!<br>
{{tab}}— Komu stałoby odwagi na to?<br>
{{tab}}— Panu, bo jesteś prawym i dobrym.<br>
{{tab}}Spojrzała mu prosto w twarz.<br>
{{tab}}Jej oko pogodne i czyste odniosło tryumf nad jego oporem.<br>
{{tab}}— Kiedy pani tego żądasz... powiedział.<br>
{{tab}}— A więc?<br>
{{tab}}— {{Korekta|Sprobuję|Spróbuję}}.<br>
{{tab}}Portjera podniosła się bez szelestu.<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
1crwmpr6deqczc1etz37y1ovm7e98o1
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part12.jpg
100
1356281
4078659
4072448
2026-04-08T15:52:28Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078659
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>Od kilku sekund ktoś był niewidzialnym świadkiem tej sceny.<br>
{{tab}}Był to margrabia de Chazey.<br>
{{tab}}Wszedłszy, podał rękę Rochard‘owi..<br>
{{tab}}— Co za miła niespodzianka, rzekł. Zaniedbujesz swych przyjaciół, doktorze i to najlepszych przyjaciół. Margrabina ma słuszność... Miałem właśnie zamiar posłać panu formalny pozew...<br>
{{tab}}Margrabia wydawał się niezmiernie wesołym. Wiadomość, jaką otrzymał od Sary, niezmiernie go uradowała.<br>
{{tab}}— Pani de Chazey bardzo się użalała na pańską obojętność — ciągnął dalej. — Spodziewam się, żeście już państwo pogodzeni.<br>
{{tab}}Filip Rochard opamiętał się po wzruszeniu, doznanem przed chwilą i rzekł spokojnie:<br>
{{tab}}— Pani de Chazey jest cierpiąca i wezwała mnie do siebie.<br>
{{tab}}Tłumaczył się studjami, które mu zabierają wiele czasu. Wyznał swe ambitne marzenia. Chciał zostać profesorem, zająć stanowisko w świecie.<br>
{{tab}}Zwolna ożywił się i mówił o przyszłości z porywającą wymową.<br>
{{tab}}Perspektywa widywania Gabryeli napełniła go szczęściem, chociaż się {{pp|o|bawiał}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
k3ahzf9cxa8ofl8jb4xu6hej37ge1zw
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part13.jpg
100
1356283
4078661
4072450
2026-04-08T15:54:17Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078661
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|o|bawiał}} odnowienia tego stosunku i widział całe jego niebezpieczeństwo. Przysiągł sobie w duszy być przyjacielem i pocieszycielem tej, której mu kochać już nie było wolno, czuwać nad nią i pomimo wszystkiego ocalić ją od tego niesmaku i zniechęcenia do życia, które podkopywały jej zdrowie.<br>
{{tab}}— Pan zostajesz u nas na obiedzie — rzekł znowu margrabia.<br>
{{tab}}— Ależ...<br>
{{tab}}— Zostań pan — odezwała się Gabryela, spoglądając na niego błagalnie.<br>
{{tab}}— Nie masz pan pojęcia, jaką tem sprawisz przyjemność komendantowi, który formalnie za panem tęskni — powiedział Klaudyjusz.<br>
{{tab}}Doktór się skłonił.<br>
{{tab}}W kilka minut potem młoda margrabina, sama w swym pokoju, dodała ten jeszcze wiersz do swego dziennika:<br>
{{tab}}„On powrócił, będę go widywała. Jakżem szczęśliwa!“.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XIII.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Kuzynek do wszystkiego''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Pan de Chazey przez cały ten wieczór, spędzony w pałacu Montrevers, był jak najlepiej usposobiony.<br>
{{tab}}Nędzarz, który stawił na loteryi {{pp|o|statnie}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
0x9mx7ox8byyju0ndw0fmmhupi8k49i
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part14.jpg
100
1356285
4078664
4072451
2026-04-08T15:56:08Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078664
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|o|statnie}} parę szelągów i wielki los wygrał nie czuje chyba większej zmiany w swym humorze i zapatrywaniu się na świat, jak margrabia.<br>
{{tab}}Baronowa de Senecey nie poznawała go.<br>
{{tab}}Komendant Bonin nie ustawał w pochwałach dla niego.<br>
{{tab}}O dziewiątej marynarz siedział sobie spokojnie przy szachownicy naprzeciw Klaudyjusza. Ten tak był roztargniony, że pozwalał sobie zabierać najlepsze sztuki z tak zadziwiająca łatwością, że komendant rzekł w końcu:<br>
{{tab}}— O czemże ty myślisz, Klaudyjuszu?<br>
{{tab}}Margrabia myślał, że nakoniec odnalazł ślad swej ofiary z Colombier i że go już drugi raz nie straci.<br>
{{tab}}Myślał, że dobrze byłoby pobiegnąć do Grand-Hotelu i zobaczyć się z nią natychmiast, ale że gentleman jego stanowiska nie może się sprawować tak, jak student z dzielnicy łacińskiej w dwudziestej wiośnie życia, lub ognisty {{Korekta|hiszpan|Hiszpan}}, grający na gitarze pod balkonem swej lubej.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
kin5kk7cb05p97gs8r7l6198m6wr9by
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No138 part01.jpg
100
1356287
4078669
4063210
2026-04-08T15:58:16Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078669
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Myślał jeszcze, że mógł na przykład pójść za nią, gdy będzie wracała z Grand Hotelu i zobaczyć gdzie mieszka, ale miał do swej dyspozycyi usłużnego kuzynka Hugona de Montglars, który sam się podjął w tem go wyręczyć.<br>
{{tab}}I tak, gdy szczęśliwy margrabia przepędzał wieczór w kółku rodzinnem, inni zajmowali się ułatwianiem mu pozadomowych miłostek.<br>
{{tab}}To, że zeszedł doktora Rocharda sam na sam z margrabiną, wcale nie psuło mu humoru, bo pan de Chazey, pomimo że żonę swą zaniedbywał, nie mógł jej odmówić swego szacunku i uznawał jej cnoty.<br>
{{tab}}Powrót więc przyjaciela jej lat dziecięcych mógł w jego oczach mieć jeden tylko wynik, mianowicie mógł stanowić rozrywkę dla Gabryjeli, co dawało większą jeszcze swobodę jej mężowi, a swobody margrabia potrzebował teraz więcej niż kiedykolwiek.<br>
{{tab}}Podczas gdy margrabia i komendant grali w szachy, Gabryjela i Filip przypominali sobie rozmaite fakty z wspólnie spędzonego dziecięctwa, Wielki, wspaniały salon pałacu Montrevers, służył za tło jednemu z tych obrazów<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
eh07e2liv2s71fp1zxla4hqyx6n5z2u
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No138 part02.jpg
100
1356288
4078672
4063213
2026-04-08T16:00:01Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078672
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>szczęścia domowego, na które widz patrzy z zazdrością i któremu, zdaje się, iż żadne nie zagrażają burze.<br>
{{tab}}W tej samej chwili Joanna Jousset wychodziła ze swego biura w Grand Hotel’u.<br>
{{tab}}Ze smutnie spuszczoną głową, zeszła ze wschodów peronu, minęła duży oszklony dziedziniec, którego architektura jest jednym z cudów Paryża, i przez perystyl wyszła na ulicę.<br>
{{tab}}I ona, tak jak Żorżetta, została bez miejsca. Kasyjerka, której obowiązki pełniła przez czas pewien, nazajutrz miała znowu zająć dawną swą posadę.<br>
{{tab}}Wiadomość ta, której Joanna niespodziewała się jeszcze tak prędko, okropnie ją przygnębiła. Biedna dziewczyna szła, obojętna na wszystko, co się wokoło niej działo.<br>
{{tab}}Wszystkie, które raz tylko przeszły podobną próbę, a takich jest bardzo wiele, zrozumieją, w jakim stanie ducha znajdowała się Joanna i jakie ją dręczyły obawy.<br>
{{tab}}To też nie dostrzegła, przechodząc przez podwórze, jakiegoś gentlemana, który wstał z za stolika, zkąd obserwował wchodzących i wychodzących.<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
l47fgljkwz77zbmfb71wid542npk2j0
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No138 part03.jpg
100
1356289
4078675
4063212
2026-04-08T16:01:40Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078675
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>Ów pan, okrągły, różowy, ubrany z elegancyją i prostotą światowca, pozwolił jej wyprzedzić się o jakie trzydzieści kroków i postępował za nią w pewnej odległości, nie spuszczając jej z oka.<br>
{{tab}}Joanna, jak co wieczór, szła bulwarom, spoglądając od czasu do czasu na okna magazynów i kawiarni.<br>
{{tab}}Pogoda była sucha i mroźna, przechodniów mało.<br>
{{tab}}Pan, idący za kasyjerką, mógł ją łatwo poznać po ruchach i ubraniu, lecz z odległości jaka go od niej dzieliła, twarzy jej rozpoznać nie mógł.<br>
{{tab}}Przy ulicy Séze, druga młoda kobieta spotkała się z nią i poufale wzięła ją pod rękę, Szły dalej razem..<br>
{{tab}}Była to Żorżetta, która wyszła na spotkanie przyjaciółki.<br>
{{tab}}— Jaką masz smutną minę! rzekła modniarka.<br>
{{tab}}— Nie jest to bez powodu.<br>
{{tab}}— Skończono już w Grand-Hotel’u?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— A nie proponowano ci innego miejsca w zamian za kasę?<br>
{{tab}}— Owszem.<br>
{{tab}}— Jakie?<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
aoqpwyh95gxkqhrig85zzfa88lhtai4
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No138 part04.jpg
100
1356290
4078678
4072452
2026-04-08T16:02:52Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078678
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}— Miejsce utrzymującej bieliznę hotelową.<br>
{{tab}}— Wiele?<br>
{{tab}}— Sześćdziesiąt franków.<br>
{{tab}}— I stół?<br>
{{tab}}— Naturalnie. I niedziela wolna raz na miesiąc.<br>
{{tab}}— Odmówiłaś?<br>
{{tab}}— Powiedziałam, że się namyślę.<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}— Dam im odpowiedź.<br>
{{tab}}— Kiedy?<br>
{{tab}}— Za dwa lub trzy dni.<br>
{{tab}}— Powinnaś przyjąć, poradziła modniarka.<br>
{{tab}}— Tak uważasz?<br>
{{tab}}— No, zawsze to coś pewnego. Nietrzeba być zbyt wybredną.<br>
{{tab}}— Zapewne. Gdybym przynajmniej znała jakie rzemiosło... ale nieumiem nic.<br>
{{tab}}— O rzemiosła! rzekła modniarka. Wiele się z nich ma! Dla kobiet, moja kochana, niema korzystnych zajęć.<br>
{{tab}}— Jednakże...<br>
{{tab}}— Tak tak, niema się co łudzić....<br>
{{tab}}— A ty? spytała Joanna.<br>
{{tab}}— Dotąd nic... W przeciągu jednego dnia trudno znaleźć miejsce. Ale widziałam się przynajmniej z tym i {{pp|o|wym}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
r70zxd2ag6huhc564e82yg8lupv92y8
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No138 part05.jpg
100
1356291
4078679
4072453
2026-04-08T16:04:47Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078679
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|o|wym}}, byłam tu i owdzie... Co tam! nietrzeba tracić odwagi ani żałować nóg.<br>
{{tab}}— Więc masz jakąś nadzieję?<br>
{{tab}}— Tak. Tylko widzisz, zmieniając miejsce, zawsze trzeba trochę zniżyć cenę roboty. Miałam okrągłe sto franków miesięcznie, a teraz na początek będę musiała poprzestać na pięćdziesięciu pięciu lub sześćdziesięciu frankach. To tak jak oficer, który się podał do dymisyi, a następnie zaciągnął na nowe jako prosty żołnierz. Wprawdzie awansuje on prędzej, ale zawsze: musi przejść niższe szczeble.<br>
{{tab}}Żorżetta nie miała bardzo zrozpaczonej miny, opowiadając o tych smutnych rzeczach.<br>
{{tab}}A był to dowód niepospolitej dzielności charakteru, któż bowiem się nie zrazi temi ciągłemi troskami, tym niepokojem o jutro, kołataniem od drzwi do drzwi, tem żebraniem o pracę.<br>
{{tab}}Jakże okropne są zwłaszcza te śmiałe spojrzenia, jakiemi panowie pracodawcy, nie krępując się bynajmniej, obrzucają nieszczęśliwe kobiety, poszukujące miejsca, jakby mieli prawo wszystkiego sobie pozwalać względem biedaczek, przyciśniętych potrzebą.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
09yw9ugdj3rlyl0oa75ma7vhwk1m5s7
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part01.jpg
100
1356292
4078689
4072454
2026-04-08T16:10:39Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078689
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Okropne są upokorzenia, obawy, rozczarowania związane z tem uganianiem się za groszem, do którego potrzeba więcej odwagi i zręczności, jak do polowania na bawoły w okolicach Far-Wisl’a, na lwy w Sahelu i na tygrysy Bengalu.<br>
{{tab}}Żorżetta miała tę odwagę.<br>
{{tab}}I tysiące paryżanek mają ją także, ale do wytrwania w podobnych warunkach potrzeba jeszcze specjalnego wychowania, natury żywej, odpornej, sprężystej energii, której się nabiera przez przyzwyczajenie.<br>
{{tab}}Joanna Jousset, Joasia, pieszczona przez stryja swego kapitana, przez Morand’ów, Joaśka podziwiana i uwielbiana na zebraniach w Franche-Comté, tak szczęśliwa w swoim domu, gdzie panowała jak władczyni, piękna panna z Colombier, psuta, kochana przez wszystkich w ciągu lat dwadziestu, energii tej nie posiadała i posiadać nie mogła.<br>
{{tab}}Trzeba się hartować do tych prób ciężkich, ćwiczyć się w nich, jak wojsko ćwiczy się mustrą i forsownemi marszami.<br>
{{tab}}Żorżetta wchodziła w położenie swej przyjaciółki, jako dobra z natury, {{pp|ule|gając}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
pj4r68pgaldwpdz0kikqjeti2is7ob1
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part02.jpg
100
1356383
4078692
4072455
2026-04-08T16:12:03Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078692
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|ule|gając}} nadto potrzebie pokochania kogoś, przywiązywała się do tej słabszej od siebie istoty, aby ją wspierać i pocieszać.<br>
{{tab}}Gdy przechodziły pasaż Magdaleny, idąc na ulicę Boissy-d’Anglas, widziała swą towarzyszkę tak zgnębioną i zniechęconą, że powiedziała jej głosem stanowczym, prawie rozkazującym:<br>
{{tab}}— Nie bójże się tak!<br>
{{tab}}W tej chwili jegomość, który postępował za niemi, a teraz przybliżył się nieco, aby ich z oczu nie stracić, cofnął się o krok jeden i na jego twarzy odmalowało się zdumienie. Teraz zabrała głos Joanna, lecz mówiła tak cicho, że niemożna jej było dosłyszeć z odległości kilkunastu kroków.<br>
{{tab}}Tłomaczyła przyjaciółce swe obawy.<br>
{{tab}}Co tu robić? Trzeba zapłacić Coquerelom, którzy czekać nie będą, płacić za komorne, za pranie, ubranie. Co począć?<br>
{{tab}}— Co tam! odparła Żorżetta, jesteśmy przecież we dwie!<br>
{{tab}}I nachylając się do ucha Joanny, szepnęła z protekcjonalną czułością:<br>
{{tab}}— Odwagi mały tchórzu, nie przepadniemy tak prędko!<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
bpk3syn5h3ss0j5otkzsxran2xv0c1c
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part03.jpg
100
1356384
4078694
4063651
2026-04-08T16:14:36Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078694
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Wychodziły właśnie z pasażu.<br>
{{tab}}Promień światła padł na twarz modniarki. Jegomość, zdążający za dwiema przyjaciółkami, znowu się zatrzymał.<br>
{{tab}}— Żorżetta! szepnął! Czy być może!<br>
{{tab}}I dotykając czoła, dodał:<br>
{{tab}}— Gdyby to była jednak ona!<br>
{{tab}}Zaczął znowu iść za niemi.<br>
{{tab}}Gdy wszedł w ulice Boissy-d’Anglas młode dziewczyny przechodziły ulicę przedmieścia Saint-Honoré.<br>
{{tab}}Był od nich oddalony zaledwie dziesięć kroków, gdy nagłe weszły do bramy i znikły.<br>
{{tab}}Wiedział już jednak to, co chciał wiedzieć.<br>
{{tab}}Trzeba się tylko było upewnić, że nie wyjdą ztąd w kilka minut potem, że w tym domu rzeczywiście mieszkają.<br>
{{tab}}Jegomość stanął na straży na drugiem chodniku i poczekał chwilę.<br>
{{tab}}Joanna i jej przyjaciółka weszły do loży odźwiernej.<br>
{{tab}}— Nie ma nic dla mnie? zapytała Żorżetta.<br>
{{tab}}— Owszem, jest cały pakiet listów! Może sobie panna Żorżetta powinszować, nie byle kto ma tak obszerną korespondencyję.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
nu61ithth999a9g5x4vkgk6s1hud4h9
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part04.jpg
100
1356386
4078947
4072456
2026-04-09T07:09:43Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078947
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}— Podaj mi pani te listy, pani Bartous, tu chodzi o miejsce.<br>
{{tab}}I zwracając się de Joanny, dodała:<br>
{{tab}}— Gdyby choć jeden był dobry z tych wszystkich listów, więcejbym nie pragnęła. Ale...<br>
{{tab}}Mlasnęła językiem, wyrażając w ten sposób powątpiewanie.<br>
{{tab}}I miała słuszność.<br>
{{tab}}Dobre listy są w takich razach rzadkością, jeżeli pod słowem „dobre“ rozumiemy przyjacielskie, bezinteresowne i zawierające coś więcej nad czczą obietnicę.<br>
{{tab}}Pierwszy z tych listów pisany był na firmowym papierze i u góry nosił drukowany napis.
{{c|Séverin — Kwiaty i Pióra“.}}
{{c|„Kochana panno Żorżetto!}}
{{tab}}Mówiłem o pani w kilku domach handlowych. Sama pani wiesz, że bardzo chciałbym ci się przysłużyć i nie tylko pani, ale wszystkim jej podobnym. Trzej komisjonerzy z ulicy Echiquier przyjęliby panią z przyjemnością, ale jest pewien warunek, domyśla się pani jaki? Uchodzi pani za zbyt cnotliwą. Zastanów się, panno Żorżetto. Jeżeli pani chcesz zrobić pewne ustępstwa, interes jakby {{pp|skoń|czony}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
8iyatqvsgcsovoix4bsoqccwg6qwqbo
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part05.jpg
100
1356388
4078948
4072458
2026-04-09T07:11:44Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078948
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|skoń|czony}}, a miejsce wcale niezłe.
{{f|align=right|prawy=15%|Szczerze życzliwy Séverin“.|po=8px}}
{{tab}}Żorżetta czytała głośno.<br>
{{tab}}— To nauka dla ciebie, rzekła do swej przyjaciółki. Po {{Korekta|przeczytaiu|przeczytaniu}}, zgniotła list i rzuciła w ogień, mówiąc.<br>
{{tab}}— Aha! Usepstw! Znam się na tem! niech się {{Korekta|obliźaie|obliźnie}}! Zobaczymy, co mówi drugi.
{{f|align=left|lewy=30%|„Moja mała Żorżettko!“}}
{{tab}}— Widzisz, przerwała sobie, zwracając się do Joanny, wcale się z nami nie krępują.<br>
{{tab}}„Nie jesteś piękna — czytała dalej, o zadużo masz inteligencyi, aby tego nie widzieć. Ale i ja nie jestem młody, należy więc sobie wzajem robić pewne ustępstwa“.<br>
{{tab}}— Ach! ci mężczyźni! wtrąciła z oburzeniem odźwierna. Wszyscy do siebie podobni, wszyscy {{Korekta|aic|nic}} nie warci!!<br>
{{tab}}Z drugiej znów strony, czytała dalej Żorżetta — masz rodzaj sprytu, który mi się {{Korekta|ogomnie|ogromnie}} podoba. Z taką jak ty {{Korekta|dziewzyną|dziewczyną}} nie podobna się znudzić, a ja lubię zajmującą rozmowę, okraszoną dowcipnem słówkiem. W moim interesie niema dla ciebie miejsca, bo najlepsze są zajęte. Ale, jeżeli {{Korekta|zechcsz|zechcesz}}, dam ci lepszą posadę, {{pp|mia|nowicie}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
4jvqluj2c91jbo5fpsz5elsjukxl3hk
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part06.jpg
100
1356390
4078949
4072459
2026-04-09T07:13:51Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078949
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|mia|nowicie}} mały magazyn, dobrze zaprowidowany, wraz z ładnie urządzoną antresolą, gdzie będzie przyjemnie gawędzić i zabawić się z przyjaciółmi. Jestto, zapewnienie bytu dla ciebie, moja Żorżetto, a dla mnie zapewnienie kilka chwil przyjemnego wypoczynku po pracy dziennej. Zgódź się a będzie nam obojgu dobrze“.<br>
{{tab}}— Stary łajdak! zawołała odźwierna. Żeby też w taki niegodziwy sposób kusić porządną panienkę!<br>
{{tab}}„Do niedzieli zestawiam ci czas do namysłu, nadmieniając, że podaż jest wielka, rynek zawalony, a popyt nieszczególny. Tacy {{Korekta|odbiocy|odbiorcy}} jak ja należą do prawdziwych rzadkości. Zrób małe wysilenie i zdecyduj się.<br>
{{tab}}Ukłony załączam.
{{f|align=right|prawy=15%|Rivolet senior“|po=8px}}
{{tab}}— Kanalja! krzyknęła pani Bartoux. Nie wstydzi się jeszcze podpisywać podobnych obrzydliwości.<br>
{{tab}}— Czego się ma wstydzić, rzekła modniarka. On wie co mówi: rynek rzeczywiście zawalony. List p. Rivolot senior’a, pryncypała znanego domu handlowego Rivolet i Brezeaux poszedł w piec, jak i pierwszy.<br>
{{tab}}Żorżetta otworzyła trzecią kopertę.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
fbcwi5kq05lzm167081nkh0aq9b5ndk
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part07.jpg
100
1356391
4078950
4072460
2026-04-09T07:15:58Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078950
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{c|Łaskawa panno Żorżetto.}}
{{tab}}Jesteś pani zdolną i sumienną pracownica, każdy jej to przyznaje, to też przyjmuję panią bez wahania. Tylko ceny nasze są skromne, wzamian za to wszakże robotnice dobrze są u nas traktowane i mają względy. Mogę pani ofiarować pięćdziesiąt franków miesięcznie i stół... Żadna inna nie otrzymałaby tego, bo czasy są wyjątkowo złe, jak to pani sama wiesz. Jeżeli warunki te wydają się pani korzystne, może pani zaraz od jutra objąć posadę.
{{f|align=right|prawy=15%|Szczerze życzliwa Stefanija.“|po=8px}}
{{tab}}— A to sie wysadziła: pięćdziesiąt franków miesięcznie! także mi pensyja dla takiej zręcznej osoby jak panna Żorżetta! powiedziała pani Bartoux.<br>
{{tab}}— Ta pani Stefanja ma nieszczególną przeszłość za sobą, ale teraz znalazła bogatego protektora i robi miny wielkiej damy, rzekła Żorżetta.<br>
{{tab}}— Spodziewam się, że panna Żorżetta nie przyjmie tych {{Korekta|bezdurnych|bzdurnych}} pięćdziesięciu franków?... zauważyła odźwierna.<br>
{{tab}}— Wcale nie... zobaczę, jeżeli jest co lepszego, to odmówię Stefanii.<br>
{{tab}}„Obecnie nic pani ofiarować nie {{pp|mo|żemy}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
m7xmysqjph9qux7vgxgoy8c1ahfsqnf
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part08.jpg
100
1356394
4078951
4072462
2026-04-09T07:17:49Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078951
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|mo|żemy}}. Nie ma miejsca.<br>
{{tab}}„Wszystkie posady zajęte.<br>
{{tab}}„Oddalamy część personelu i t. p..<br>
{{tab}}— Szczęściem mam jakie takie oszczędności, powiedziała Żorżetta.<br>
{{tab}}— Wiele? spytała niedyskretna pani Bartoux.<br>
{{tab}}— Eh! żaden złodziejby się na to nie skusił. Sześć luidorów i trochę drobniejszej monety.<br>
{{tab}}Wychodziła już z łoży, gdy w tem coś sobie przypomniała.<br>
{{tab}}— Ach! niemam ani jednej świecy! zawołała. Wejdź na górę Joanno, a ja tymczasem wstąpię do sklepu i kupię.<br>
{{tab}}Wybiegła na ulicę, lekka jak sarna, Zaledwie jednak wyszła na chodnik, stanęła zdumiona widokiem mężczyzny, który stał na drugiej stronie ulicy, pod latarnią gazową.<br>
{{tab}}Zawahawszy się chwilkę, Żorżetta przeszła przez środek ulicy i przystępując do jegomości, który szedł był za nią i Joanną od samego Grand-Hotel’a, a teraz stanął na straży przed ich domem, rzekła.<br>
{{tab}}— Więc to tak wyjechałeś pan do Ameryki, panie Hugonie?<br>
{{tab}}Jegomość wcale się tem nie {{pp|zdeto|nował}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
1vqnqe06oz53y5ucc736f45lhoonr2d
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part09.jpg
100
1356397
4078952
4072463
2026-04-09T07:19:31Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078952
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|zdeto|nował}}.<br>
{{tab}}— Powróciłem już, powiedział i bardzo mi przyjemnie cię widzieć!<br>
{{tab}}Był to wice-hrabia de Montglars.<br>
{{tab}}— Kłamca! szepnęła półgłosem modniarka na wpół z gniewem, wpół ze śmiechem.<br>
{{tab}}Hugo podał jej ramię.<br>
{{tab}}— Chodź, powiedział, szukałem cię.<br>
{{tab}}— Co za blaga!<br>
{{tab}}— Chcę z tobą pomówić, porozmawiamy.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XIV.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Niebezpieczny stosunek''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Montglars był pierwszym kochankiem Żorżetty Ridel i dodajmy na pochwałę młodej dziewczyny, że był i jedynym, co wzbudzał w niej miłość, a raczej zręcznie skorzystał z instynktu ciekawości wrodzonej córom Ewy, oraz z nudów, jakie trapiły sierotę zupełnie osamotnioną. Wice-hrabia był podstępną osobistością. Pojął on odraza, jaką korzyść może wyciągnąć z tego spotkania. Ale popełnił wielki błąd. Sądził mianowicie, że Żorżetta jest dziś taką samą, jak była przed pięciu laty, to jest nieświadomą, niedoświadczoną, łatwą do oszukania pięknemi słówkami, obietnicami i kłamstwem.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
covttsdlnyns6e3toinktydadasckpz
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part10.jpg
100
1356401
4078953
4063681
2026-04-09T07:21:29Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078953
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Mylił się jednak grubo w tym względzie.<br>
{{tab}}Panna Żorżetta przez lat pięć nauczyła się dyplomacyi życiowej, poznała świat i ludzi, zdobyła doświadczenie, zaznajomiła się z występkiem, którego wprawdzie z praktyki nie poznała, ale o którem wiele słyszała w magazynie od klijentek i w pracowni od towarzyszek, wiedziała, jakie sidła zastawiają na młode kobiety i jak ich unikać należy, słowem była w stanie bronić się przeciw pokuszeniom dawnego kochanka, a nawet zwyciężyć go w danym razie.<br>
{{tab}}Mogła była się oburzyć na tego zdrajcę, który bez żadnej ceremonii porzucił ją, zamydlając oczy jakąś bajką, która ze względu na swe nieprawdopodobieństwo zakrawała raczej na drwiny, niżeli na usprawiedliwienie, ale wolała go przyjąć tak, jak w przeddzień rozłączenia.<br>
{{tab}}— Chcesz pan się ze mną rozmówić, rzekła łagodnie. Dziwi mnie to, ale skoro takie pańskie życzenie... Gdzież ma się odbć ta rozmowa?<br>
{{tab}}— U ciebie.<br>
{{tab}}— A moja odźwierna?<br>
{{tab}}— Cóż to znaczy!<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
q072hnq7zcrgw3snjwcic36klo5rxqg
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part11.jpg
100
1356411
4078956
4063699
2026-04-09T07:23:10Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078956
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}— Dla pana może nie znaczy, ale dla mnie — wiele. Wiedz pan, że dbam o dobre imię i zasługuję na takie.<br>
{{tab}}— O!<br>
{{tab}}— Tak, tak, mówię prawdę, bo i dlaczegóż miałabym kłamać!<br>
{{tab}}— Zapewne.<br>
{{tab}}— Nie jestem od nikogo zależna.<br>
{{tab}}— Doprawdy?<br>
{{tab}}— Po takiej nauce, jaką mi pan dałeś, nic dziwnego, żem zmądrzała. Pierwsze doświadczenie nie było bynajmniej zachęcające... przyznaj pan.<br>
{{tab}}— Przebacz mi.<br>
{{tab}}— Nie mam do pana urazy. Zresztą nauczyłem się własnym kosztem, że z nami się nikt nie krępuje, nie jesteś pan lepszy ani gorszy od innych.<br>
{{tab}}— Czy tutaj mieszkasz? spytał wice-hrabia, wskazując na dom, z którego wyszła Żorżetta.<br>
{{tab}}— Tak, nie potrzebuję tego przed panem ukrywać.<br>
{{tab}}— A nie wolno mi tam wejść?<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}— Czy nie bałabyś się {{Korekta|kompromitacy i|kompromitacyi}} ukazując się ze mną w mieście?<br>
{{tab}}— Bynajmniej. Któż się tu mną zajmuje?<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
o797o0897zejtjytb84s62ekkzd3vlf
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part12.jpg
100
1356415
4078957
4063703
2026-04-09T07:24:42Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078957
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Zawołał przejeżdżającego fiakra.<br>
{{tab}}— Poczekaj pan na mnie chwilę, rzekła Żorżetta. Zaraz wrócę.<br>
{{tab}}Weszła do sklepu, kupiła paczkę świec i prędko poszła do siebie na piąte piętro.<br>
{{tab}}Miała jakieś przeczucie. Domyślała się, że w tej sprawie chodzi więcej o jej przyjaciółkę niżeli o nią samą.<br>
{{tab}}Tę straż przy domu trzymano głównie dla Joanny Jousset.<br>
{{tab}}Bo i dlaczegóżby ten kochanek, którego nic nie zmuszało niegdyś do zerwania z nią, gdyż była bardzo mało wymagająca, powracał teraz tak niespodziewanie?<br>
{{tab}}Joanna nieraz wzmiankowała jej o wice-hrabi Hugonie de Monglars, biednym krewnym margrabiego de Chazey. Długo było to imię jej kochanka, imię dość rzadko spotykane.<br>
{{tab}}Panna Żorżetta miała dobry węch.<br>
{{tab}}Czyżby ten panicz, co ją tak łatwo opuścił, był właśnie wice-hrabią de Montglars?<br>
{{tab}}Chciała się o tem upewnić.<br>
{{tab}}Wszedłszy do siebie, zastała Joanną już rozebraną i gotową udać się na spoczynek.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
1ietnq6882e7g8gc4ivoai0u7uawuep
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No141 part01.jpg
100
1356416
4078959
4063704
2026-04-09T07:25:44Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078959
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Żorżelta siadła przy niej.<br>
{{tab}}— Powiedz no, zapytała, jak wygląda ten wice-hrabia de Montglars, o którym tyle razy wspominałaś?<br>
{{tab}}Joanna spojrzała na nią zdziwiona.<br>
{{tab}}— Dlaczego się o to pytasz? powiedziała.<br>
{{tab}}— Powiedz w każdym razie.<br>
{{tab}}— Był małego wzrostu.<br>
{{tab}}— Doskonale.<br>
{{tab}}— Tęgi.<br>
{{tab}}— Bardzo dobrze.<br>
{{tab}}— Twarz okrągła, rumiana, słodkawa...<br>
{{tab}}— Trochę podstępna?<br>
{{tab}}— Tak, dosyć.<br>
{{tab}}— Kolor włosów?<br>
{{tab}}— Jasno blond.<br>
{{tab}}— Oczy?<br>
{{tab}}— Czy ja pamiętam?... zdaje się, że jasno niebieskie.<br>
{{tab}}— Zarost?<br>
{{tab}}— Ani znaku... Wygolony jak ksiądz.<br>
{{tab}}— Już nie wątpię.<br>
{{tab}}— Co to wszystko znaczy?<br>
{{tab}}— Nic, a raczej to cała historyja...<br>
{{tab}}— Przygoda jakaś?<br>
{{tab}}— Tak, ale nie wiem jeszcze, kto tu jest w grze. Opowiem ci to później.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
2pvf140x8bkebc0ireq2ps8s3ig7ubs
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No141 part02.jpg
100
1356418
4078961
4063706
2026-04-09T07:27:37Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078961
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Zamiast się rozebrać, modniarka poprawiła włosy przed małem lusterkiem, stanowiącem gotowalnią jej przyjaciółki, następnie oczyściła suknię, okrycie, nasunęła lepiej na głowę kapelusz i widocznie wybierała się jeszcze do wyjścia, pomimo późnej pory.<br>
{{tab}}— Wychodzisz? zapytała Joanna.<br>
{{tab}}— Na minutkę.<br>
{{tab}}— Tak późno?!<br>
{{tab}}— Muszę.<br>
{{tab}}I z powagą starszej siostry względem młodszej, dodała:<br>
{{tab}}— Ty sobie śpij, ja niedługo wrócę.<br>
{{tab}}Rozmowa ta nie trwała pięciu minut. Pocałowała Joannę i żywo wybiegła, zeszła ze schodów, przeskakując po dwa i trzy stopnie odrazu i znowu znalazła się na ulicy. Montglars czekał na nią we fiakrze.<br>
{{tab}}— Oto jestem, rzekła. Gdzie jedziemy?<br>
{{tab}}— Do opery komicznej, rozkazał {{Korekta|wice hrabia|wice-hrabia}} woźnicy.<br>
{{tab}}— Co za myśl!<br>
{{tab}}Pojazd był już w biegu.<br>
{{tab}}— W głębi loży, powiedział Hugo, będziemy tak spokojni i tak odosobnieni jak w lesie dziewiczym.<br>
{{tab}}W tym czasie opera komiczna była<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
lfut9c5bd89z7d677ntwuuwde8vq9zl
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No141 part03.jpg
100
1356419
4078964
4063707
2026-04-09T07:30:17Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078964
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>dość mało uczęszczana. Zaczęto tam dawać dość poważne dzieła muzyczne i mgliste, sentymentalne opery niemieckie, dla tego też sala po większej części podobną była do wielkiej pustyni. Wieczoru tego dawano „Białą dame“ i „Szalet.“ dwie rzeczy tak klasyczne, że robiły ten sam efekt, co maszyna pneumatyczna, to jest produkowały próżnię.<br>
{{tab}}W kasie, pomimo późnej godziny, można było wybrać sobie najdogodniejsze miejsce. Montglars kupił bilet do bocznej loży parterowej, gdzie we dwoje, przy panującym półcieniu, można było bardzo przyjemnie rozmawiać.<br>
{{tab}}Żorżetta mogła pochlebiać próżności kochanka. Smukła, powiewna, ubrana z wykwintnym smakiem i prostotą kobieta nigdy nie jest brzydką, jeżeli ma sprytne oczy, ładne zęby i ruchy zręczne takie właśnie, jakie miała Żorżetta.<br>
{{tab}}Towarzystwo młodej dziewczyny, odosobnienie, pół-cień loży, muzyka, jakkolwiek dobrze znana i rozpowszechniona przez katarynki, ożywiły wspomnienia wice-hrabiego.<br>
{{tab}}Chciał objąć ramieniem kibić Żorżetty. Kiedyś przecież należała do<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
33t23s77h0qi5x7o74y5ys0t5ape4yw
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No141 part04.jpg
100
1356420
4078967
4063714
2026-04-09T07:33:53Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078967
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>niego, {{Korekta|probował|próbował}} tedy na nowo wejść w posiadanie swej własności.<br>
{{tab}}Ale ona nie chciała widocznie pamiętać dawnych czasów i odepchnęła go stanowczo, bez gaiewu.<br>
{{tab}}— Chciałeś pan porozmawiać, rzekła. Dobrze, rozmawiajmy, ale nie rękami, ani pan, ani ja, nie jesteśmy głuchoniemi. Jak to dawnośmy się nie widzieli! Pięć lat zdaje się?<br>
{{tab}}— Coś około tego.<br>
{{tab}}— Co się z panem działo?<br>
{{tab}}— Zostałem tem, czem byłem.<br>
{{tab}}— To jest?...<br>
{{tab}}— Ubogim szlachcicem.<br>
{{tab}}— Ubogim?<br>
{{tab}}— O tyle przynajmniej, że zmuszony jestem do wielkich poświęceń.<br>
{{tab}}— Jakiego rodzaju?<br>
{{tab}}— Jedno, tylko mnie kosztowało, moja droga Żorżetto.<br>
{{tab}}— Jakie?...<br>
{{tab}}— Czyż potrzeba oto pytać?<br>
{{tab}}Montglars szukał sposobu złagodzenia swej winy, a był nadto zręczny, aby nie skorzystać ze sposobności jaka mu się nastręczała.<br>
{{tab}}— Czy nie rozumiesz, powiedział, jaka to męka dla człowieka z sercem i honorem, nie módz otoczyć ukochane<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
ov2j0fhquwutazg44we9vueal98l2o3
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No141 part05.jpg
100
1356422
4078971
4063716
2026-04-09T07:36:04Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078971
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>kobiety wszystkiem, co dać może bogactwo?<br>
{{tab}}— O, ja nie byłam wymagająca, pan {{Korekta|pobrze|dobrze}} wie o tem.<br>
{{tab}}— Wiem, ale ja za to wiele rzeczy dla ciebie pragnąłem. Chciałem, żeby moja kochanka, kobieta którą przeniosłem nad inne, niemiała nikomu i niczego zazdrościć. Niestety! było to nieziszczone marzenie. Upokorzony moją miernością i bezsilnością, postanowiłem zerwać z tobą i to w ten sposób, abyś najmniej żalu za mną czuła... Zrobiłem to, ale cierpiałem wiele... i... dotychczas jeszcze myślę o tem.<br>
{{tab}}Niedostrzegalny uśmiech wygiął usta Żorżetty.<br>
{{tab}}— O, rzekła, tylko bez frazesów! Nie potrzebnie sobie pan łamiesz głowę nad komponowaniem wymówek, to się na nic nie przyda.<br>
{{tab}}Wice-hrabia zaczerwienił się jak szkarłat.<br>
{{tab}}— I zostałeś pan we Francyi, wyrzekłszy się mnie z takim wysiłkiem? zapytała modniarka.<br>
{{tab}}— Tak, przyznaję.<br>
{{tab}}— Ja też nigdy w tę Amerykę nie wierzyłam. Powiedziałam sobie zaraz: — To kawał jakiś... Ale między<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
liiuze26ug3y776rr8705dvstk2f01p
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No141 part06.jpg
100
1356423
4078973
4063717
2026-04-09T07:37:28Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078973
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>nami mówiąc, mogłeś mi pan był powiedzieć prawdę...<br>
{{tab}}Montglars, chcąc uniknąć słusznie czynionych wyrzutów, zwrócił rozmowę na inny tor.<br>
{{tab}}— A ty, Żorżetto, zapytał, coś robiła przez ten czas?<br>
{{tab}}— Ja. Cóż miałam robić? Kapelusze.<br>
{{tab}}— Nic więcej?<br>
{{tab}}— Nic.<br>
{{tab}}— Twoje położenie się nie polepszyło?<br>
{{tab}}— Przeciwnie.<br>
{{tab}}— Doprawdy?<br>
{{tab}}— O, mój wice-hrabio...<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Czasy są bardzo złe... dla biednych dziewcząt, które muszą pracować. Mówią o postępie. A jakże, postęp! Czem więcej tego niby postępu, tem gorzej. Wymagają od nas więcej pracy, a dają mniej pieniędzy, jeżeli już dają...<br>
{{tab}}— Nie wiedzie ci się tedy?<br>
{{tab}}— Wcale nie.<br>
{{tab}}— Czasami powodzenie przychodzi wtenczas, kiedy go się najmniej spodziewamy.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
fqgq8lc6f7suanrno3ivup7moam0nne
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No141 part07.jpg
100
1356424
4078975
4063718
2026-04-09T08:06:26Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078975
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}— Dałby Bóg, żeby to była prawda.<br>
{{tab}}{{Korekta|Wice hrabia|Wice-hrabia}}, troszeczkę zdetonowany, gdy mu Żorżetta wyrzucała jego bezceremonijalne z nią obejście przed pięciu laty, teraz znowu powrócił do poufałego tonu i zapytał:<br>
{{tab}}— Co to za młoda dziewczyna, z którą szłaś razem?<br>
{{tab}}— Kiedy?<br>
{{tab}}— Teraz, niedawno, wracając do domu?<br>
{{tab}}— To sąsiadka.<br>
{{tab}}— Dobrze z sobą żyjecie?<br>
{{tab}}— Nieźle.<br>
{{tab}}— Aha! — pomyślała sobie modniarka — moje przeczucie zaczyna się spełniać.<br>
{{tab}}— Czy znasz ją oddawna? — zapytał Hugo.<br>
{{tab}}— Od kilka miesięcy.<br>
{{tab}}— To bardzo piękna osoba.<br>
{{tab}}— Prawda?<br>
{{tab}}— Wypiękniała jeszcze od czasu, jak się sprowadziła do Paryża.<br>
{{tab}}— Pan ją znałeś wprzódy? — powiedziała Żorżetta, udając zdziwienie.<br>
{{tab}}— Ona pochodzi z moich stron.<br>
{{tab}}— W takim {{Korekta|raziem|razie}} wszystko się wyjaśnia.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
msecntxuozy8uvp39bujp94s77gvn4p
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No141 part08.jpg
100
1356425
4078976
4063719
2026-04-09T08:07:28Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078976
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Wice-hrabia chwilę się za wahał, a następnie dodał tajemniczo:<br>
{{tab}}— Możeby się dało coś zarobić z jej powodu.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Mogłabyś, moja Żorżetko, mieć ładne pienądze z tego interesu.<br>
{{tab}}— Ja?<br>
{{tab}}— Ty sama, gdybyś chciała.<br>
{{tab}}— To coś nieprawdopodobnego.<br>
{{tab}}— Najprawdopodobniejsza rzecz w świecie.<br>
{{tab}}— Nie rozumiem, ale to nic a nic nie rozumiem.<br>
{{tab}}— Nie potrzebujesz też rozumieć.<br>
{{tab}}— To dziwne!<br>
{{tab}}— Jak na teraz przynajmniej, niepodobna, abyś rozumiała. We właściwym czasie wytłomaczę ci to... może nawet wkrótce. Czy masz wpływ jaki na tę osobę?<br>
{{tab}}— Dość wielki.<br>
{{tab}}— Wydawało mi się, że jesteście zaprzyjaźnione.<br>
{{tab}}— Lubimy się dosyć!<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, że ona jest kasyjerką w Grand Hotel’u.<br>
{{tab}}— Była nią.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
bafxxzd3wurt63fhb1lope0298ureb4
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part01.jpg
100
1356426
4078977
4063721
2026-04-09T08:08:35Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078977
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}— A teraz?<br>
{{tab}}— Już nie jest.<br>
{{tab}}— I cóż myśli robić?<br>
{{tab}}— Co będzie mogła. Zrobi jak inne. Postara się o inne zajęcie.<br>
{{tab}}— A musi potrzebować pieniędzy, co?<br>
{{tab}}— Z pewnością.<br>
{{tab}}— Nietylko dla siebie ale i dla dziecka.<br>
{{tab}}— Dobrześ pan poinformowany.<br>
{{tab}}— Bardzo dobrze. Gdzie ono jest?<br>
{{tab}}— Kto? co?<br>
{{tab}}— Dziecko.<br>
{{tab}}— Oddane na wykarmienie.<br>
{{tab}}— Ale dokąd?<br>
{{tab}}Żorżetta podrapała się w koniuszczek swego sprytnego zadartego noska.<br>
{{tab}}— Przypuszczam, że pan nie masz chyba zamiaru wykradzenia tego skarbu, co? panie wice-hrabio?<br>
{{tab}}— Naturalnie, ale odpowiedz.<br>
{{tab}}— W Saunois u biednych ludzi Cocquerelów. Ale mówmy o czem innem; cóż nas mogą obchodzić sprawy cudze.<br>
{{tab}}— Ale ta sprawa powinna cię zainteresować.<br>
{{tab}}— A to z jakiego powodu?<br>
{{tab}}— Możesz z niej mieć korzyści.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
8g3bp0d58226f52ccc9j2kzylip260z
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part02.jpg
100
1356447
4078981
4063788
2026-04-09T08:10:28Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078981
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Żorżetta spojrzała prosto w twarz swemu dawnemu kochankowi.<br>
{{tab}}— Słuchaj pan, rzekła stanowczym tonem, nie bierz mnie za głupią, bo taką nie jestem. Niegdyś byłam naiwna, głupiutka nawet, ale to, com straciła z jednej strony przez stosunek z panem, panie de Monglars, tom zyskała z drugiej. Lepiej tedy grać w otwarte karty. Moja sąsiadka, Joaśka, jak mówią w Franche-Comté, jest cudowną dziewczyną. Ktoś chciałby z niej zrobić swoją metresę i ten ktoś polecił panu zasięgnąć języka, czy tam zbadać grunt. To właśnie czynisz pan w tej chwili. Myślisz pan sobie, że ja mogę mu się na coś przydać, i mówisz: Trzeba ją udobruchać i zachęcić. Ona nie jest bogatą, skuszę ją perspektywą zarobków, to najlepsza przynęta... Chcę być szczerą z panem. Mówisz pan o interesie: otóż uprzedzam, że ja nieczystych interesów nie lubię i nigdy nie robię, ale mogę panu się przysłużyć pod warunkiem, że mi jasno wyłożysz, o co chodzi. Przeszłości panu nie wyrzucam i nie pamiętam. W każdym razie miałeś pan chwile szczerego uczucia, inni możeby się jeszcze gorszymi okazali... Ale teraz dość, — jak na dzisiaj.<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
3aljj3z238ymkkocoxt74wsyrlbxusn
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part03.jpg
100
1356448
4078982
4063814
2026-04-09T08:11:52Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078982
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>Pozwól mi pan słuchać muzyki. Kiedy mi się raz zdarzyło być tutaj, niechże przynajmniej skorzystam coś z tego. Nieprawda?<br>
{{tab}}— Zawsze figlarna! rzekł pieszczotliwie Montglars. A jaka naturalna. Gdybyś chciała, uwielbiałbym cię!<br>
{{tab}}— Ale na seryjo, prawda? Nie tak jak wprzódy?<br>
{{tab}}—.Z całego serca.<br>
{{tab}}— Poczekaj trochę. Muszę się jeszcze namyślić.<br>
{{tab}}O północy {{Korekta|Monglars|Montglars}} odwiózł Żorżettę do bramy jej domu. Przy pożegnaniu, ukradł jej całusa, czemu się młoda dziewczyna wcale nie broniła, nie uważała tego bowiem za żadne przestępstwo.<br>
{{tab}}Gdy jednak wchodziła do siebie szepnęła:<br>
{{tab}}— Wygrałeś pan pierwszą partyję, kochany wice-hrabio. Ale od tego czasu minęło pięć lat. To spory kawał czasu i wiele może zmienić. Teraz, jeżeli znowu rozpoczniemy, ja chcę zwyciężyć, a będę się trzymała ostro.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XV.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''{{kor|Opinija|Opinia}} kirasyjera''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Pomimo kategorycznej odpowiedzi odźwierzej, Piotr Morand wahał się.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
g3dy81u2o0ehenm7hq9r1rmzpewrkt3
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part04.jpg
100
1356450
4078983
4063789
2026-04-09T08:13:42Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078983
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Wydawało mu się niepodobieństwem aby jego oczy omylić się miały.<br>
{{tab}}Nie, ta kobita, którą spotkał pod arkadami ulicy Rivoli, była rzeczywiście Joanną.<br>
{{tab}}Któraż inna miała jej chód, jej włosy, tę szyję, której zarysy dojrzał zaledwie nad kołnierzykiem czarnego płaszcza i na której wiły się ciemne pukle włosów odbijając od białości skóry.<br>
{{tab}}A potem to wstrząśnienie, jakiego doznał na jej widok, czy to nie dowód, że to była Joanna? Serce jego omal nie wyskoczyło z piersi. Krew całą falą uderzyła mu do głowy.<br>
{{tab}}Przeklinał powozy, które go zatrzymały i przeszkodziły iść trop w trop za nią, złorzeczył szczególnie tym skrupułom, tej głupiej dumie, która mu przeszkodziła pokonać wszystkie zawady i biedz za nią.<br>
{{tab}}W jakim celu?<br>
{{tab}}Cóżby jej powiedział?<br>
{{tab}}Czyby ją zarzucił wyrzutami, czy zaklęciami miłości?<br>
{{tab}}Nie umiałby na to odpowiedzieć.<br>
{{tab}}Ale zobaczyć ją, upewnić się, że żyje, że jest piękną jak dawniej. Oto wszystko, czego pragnął.<br>
{{tab}}Całą noc śnił o tem spotkania. Im<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
8ehb31bef6a2lx5rph608ex1878ckam
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part05.jpg
100
1356451
4078984
4063791
2026-04-09T08:15:48Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078984
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>więcej o tem myślał, tem był pewniejszy, że się nie myli.<br>
{{tab}}Ukrywała się zapewne... Odźwierna spełniła polecenie, jakie jej dano. Joanna prosiła, aby nikomu nie dawać jej adresu.<br>
{{tab}}Od rana pragnął być wolnym, aby biedz na ulicę Boissy {{kor|d’Anglos|d’Anglas}}, jedyne miejsce w Paryżu, wydające mu się godnem uwagi. Kto nie zna tych przechadzek pod oknami wybranki swego serca, tych stacyj przy bramie jej domu i wszelkich innych, z których wyjść mogła, śmieszne zaprawdę stacyje, na które każdy zakochany sam siebie skazuje i wypełnia je z cierpliwością lisa, czyhającego przy legowiska królika.<br>
{{tab}}Ale Piotr Morand był żołnierzem, miał tedy obowiązki do spełnienia.<br>
{{tab}}Generał de Fremont, jego protektor, człowiek bardzo bogaty, cieszący się znacznym wpływem w ministeryjum, dobrze widziany u dworu, po powtórnem zaciągnięciu się do wojska Piotra, trzymał go u siebie, czekając na jakie korzystne dla niego miejsce.<br>
{{tab}}Były wachmistrz kirasyjerów doskonałe miał imię w pułku i posiadał wszelkie zalety, wymagane od oficera.<br>
{{tab}}Wykształcenie jego, jakkolwiek nie<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
hqtss53t9r70bo5cejiv677abq03izd
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part06.jpg
100
1356452
4078985
4063793
2026-04-09T08:17:21Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078985
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>było kompletnem, mogło służyć za podstawę do dalszych samodzielnych studyjów.<br>
{{tab}}Wogóle można było z niego zrobić podporucznika.<br>
{{tab}}Ale regulamin stał na przeszkodzie.<br>
{{tab}}General Fremont kilka już razy mruknął znacząco:<br>
{{tab}}— Piechota marynarki... szybki awans.<br>
{{tab}}Ale Morand nic na to nie odpowiedział, udając, że nie słyszy.<br>
{{tab}}Paryż! Tam była ona, tam też tylko on chciał pozostać, przynajmniej dni kilka. Czyż mógł wyjechać bez zobaczenia jej?<br>
{{tab}}Jako doskonały jeździec, Piotr, po zajęciach biurowych ujeżdżał konie swego byłego pułkownika.<br>
{{tab}}Pewnego dnia o dziewiątej rano, generał, którego pałac wznosi się na rogu ulic Bellechasse i Las-Casas, wyjechał konno w towarzystwie swego protegowanego, który jechał na nowym, dość trudnym do kierowania wierzchowcu.<br>
{{tab}}Piotr Morand zupełnie się przeistoczył w Paryżu.<br>
{{tab}}Jego współobywatele z Orchamps nie poznaliby go.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
ikl00l3sc1bf0e16yylersze1gazmmg
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part07.jpg
100
1356453
4078987
4063794
2026-04-09T08:21:41Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078987
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Przechodnie, których uwagę zwracał, mówili lub myśleli to samo co Żorżetta Ridel, gdy go pierwszy raz zobaczyła:<br>
{{tab}}— Bardzo przystojny.<br>
{{tab}}W okolicach l’Arc de l’Etoile generał i jego protegowany zostali prześcignięci przez dwóch jeźdźców, galopujących w {{Korekta|kierynku|kierunku}} laska Bulońskiego.<br>
{{tab}}Koń Piotra, lśniącej karej maści i wykwintnych kształtów, zwrócił ich uwagę.<br>
{{tab}}Zwolnili nieco biegu i niebawem znaleźli się tuż obok generała.<br>
{{tab}}— A! pan de Chazey — zawołał generał.<br>
{{tab}}— Moje uszanowanie pana generałowi.<br>
{{tab}}— Już na koniu?<br>
{{tab}}— Pogoda wyborna do przejażdżki.<br>
{{tab}}— Ba! dwa stopnie niżej zera. To dobrze konserwuje.<br>
{{tab}}— Nie wiedziałem, że generał ma takiego karosza — powiedział towarzysz margrabiego, książę de Bievre, skończony sportsman. — Sapristi! co za muskuły!<br>
{{tab}}— Nieprawda? To podarunek dla mojej córki. Morand, jeden z moich<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
b52aw4bfk2vb1v86jdvnz7daimhn92n
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part08.jpg
100
1356454
4078993
4063795
2026-04-09T08:49:14Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078993
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>wiarusów, był o tyle grzeczny, że się podjął trochę go ujeździć. Czysta krew arabska, ale trochę narowista, a dla panny, rozumiecie przecież, nie można ryzykować!<br>
{{tab}}Na dźwięk nazwiska Moranda, Chazey, który dotąd przypatrywał się tylko koniowi, zwrócił oczy na jeźdźca.<br>
{{tab}}Spojrzenia ich skrzyżowały się.<br>
{{tab}}Z oczu byłego kirasyjera strzeliła błyskawica nienawiści, margrabia umiał ukryć swe uczucie pod wyniosłym uśmiechem.<br>
{{tab}}— Czy się znacie? — zapytał pan de Fremont, uderzony widocznem wzruszeniem obu młodych ludzi.<br>
{{tab}}— Pan Piotr Morand jest Franche-Comtejczykiem tak jak i ja, odpowiedział Klaudyjusz.<br>
{{tab}}— Sąsiadujecie z sobą?<br>
{{tab}}— Prawie.<br>
{{tab}}— Pan nie wiedziałeś, że Morand jest w Paryża? Margrabia zrobił obojętną minę.<br>
{{tab}}— Owszem, odparł, wiedziałem, że pan Morand jest w Paryżu, ale nie wiedziałem co tu robi.<br>
{{tab}}General towarzyszył czas jakiś obu jeźdźcom, tłomacząc im sytuacyję<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
mrr8z444s9a1uieifh7io2c5zw5j99l
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part09.jpg
100
1356455
4078995
4063798
2026-04-09T08:51:10Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078995
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>Piotra.<br>
{{tab}}— Opuścił rodzinne miasto... Zmartwienia... historje... zaciągnął się na nowo... Ma {{Korekta|ambiceję|ambicję}}... Będzie awansował... Znakomity jeździec... Poczciwe serce.<br>
{{tab}}Zamieniono ukłony. Książę i margrabia znowu puścili się cwałem i wjechali w jedną aleję lasku podczas gdy generał z Morandem pojechali inną drogą.<br>
{{tab}}Po niejakim czasie, generał dał znak Piotrowi, trzymającemu się w przyzwoitej odległości, aby się przybliżył.<br>
{{tab}}— Coś mi się wydaje, że ty i margrabia krzywo na siebie spoglądacie? powiedział. Jak na rodaków i sąsiadów to wcale nie wypada.<br>
{{tab}}— Pan generał odgadł.<br>
{{tab}}— Czy to jakaś kobieta się między was wdała? Morand odpowiedział westchnieniem.<br>
{{tab}}Pierś jego się podniosła, zacisnął usta, a pan de Fremont zauważył na jego twarzy wzruszenie świadczące o tłumionem bólu.<br>
{{tab}}— Ten hultaj Chazey, powiedział, zawsze był hulaką pierwszej wody. Pieniądze łatwo mu idą, przesądów i skrupułów ani znaku, zuchwały, przed<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
p4hk3x2q4du75dixqzf1dmpgq1avwk4
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part10.jpg
100
1356456
4078997
4063799
2026-04-09T08:52:51Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078997
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>niczem się nie cofnie! Kobiety lubią takich zuchów. Głupstwa robią, głupstwa kapitalne, ale tak jest, niepodobna im tego wyperswadować. Głowy bez mózgu! Niewypytuję cię o twój sekret, mój chłopcze. Powiedz tylko: poszło wam o dziewczynę z waszych stron, co?<br>
{{tab}}— Tak, generale.<br>
{{tab}}— I jakże chcesz, aby naiwne takie gąsiątko oparło się elegantowi z Paryża, bogatemu, przystojnemu i zawracającemu jej głowę na wszelkie sposoby?... Trzeba o tem zapomnieć... oddalić się od niej, bawić się trochę... nie za wiele... wkuwać teorję... żeby awans przyszedł prędzej. Toć kobiet nie brak na świecie... Oficerem zostaniesz, szlify będziesz nosił... Ja się postaram... lubię cię boś chwat.<br>
{{tab}}Wpatrzył się w przestrzeń, jakby tam widział obrazy przyszłości i zamruczał przez zęby:<br>
{{tab}}— Potrzeba ludzi... Tego nie rozumieją... Głupcy!<br>
{{tab}}Z gniewem zagłębił ostrogi w bokach konia i pocwałował.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
hbwtbra49s3wgqvg19c2wwy28ohshje
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part01.jpg
100
1356457
4078999
4063800
2026-04-09T08:54:30Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4078999
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}O dziesiątej wchodził do ministerjum w towarzystwie Morand’a. W swoim gabinecie zbliżył się do niego, ujął go za ramię i powiedział.<br>
{{tab}}— Tylko się nie zniechęcaj, nie zrażaj. Przedewszystkiem odwaga!... Jesteś dobrym żołnierzem. Zasługujesz na wyróżnienie.<br>
{{tab}}Pomimo tej zachęty, nieszczęśliwy przez cały dzień dręczył się i cierpiał.<br>
{{tab}}Generał do Fremont odświeżył ranę jego serca.<br>
{{tab}}Powiedział mu to, co i Morand sam przypuszczał, mianowicie, że Joanna dała się obałamucić próżności, że jak i inne, olśnił ją blask majątku i tytułu.<br>
{{tab}}Teraz Piotr przekonał się, że jego przypuszczenia były trafne, bo każdy tak samo sądził. Słowa generała nie wychodziły mu z pamięci. Powinny mu one były odjąć ochotę widzenia się z tą, która go tak ohydnie zdradziła, a jednak wywierały wręcz przeciwne wrażenie.<br>
{{tab}}Pragnął, by czas uleciał jak najprędzej, aby mógł być wolny i spotkać ją już nie ze słowami przebaczenia, ale z gniewem i żalem.<br>
{{tab}}Dopiero za nadejściem nocy mógł się uwolnić z biura ministeryjam, gdzie<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
dtdtr64k04va4tuflz6ubap7h5j54q7
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part02.jpg
100
1356458
4079002
4063801
2026-04-09T08:57:36Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079002
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>go zatrzymano dłużej niż zwykle.<br>
{{tab}}Takie małe fatalności prześladują zazwyczaj tych, którzy nie mają szczęścia.<br>
{{tab}}Jeżeli wypada im się odciąć dowcipnie, odpowiedź przychodzi im do głowy dopiero wtedy, gdy są na schodach.<br>
{{tab}}Protoktor, na którego liczą, albo jest w podróży, albo umiera właśnie w chwili, kiedy potrzebują poparcia z jego strony.<br>
{{tab}}I tak ze wszystkiem.<br>
{{tab}}O siódmej Piotr Morand opuścił ulicę Saint-Dominique i przeszedł na drugie wybrzeże Sekwany.<br>
{{tab}}Był ubrany jak żołnierz, wychodzący za pozwoleniem; na krótko ostrzyżonych włosach nosił kepi; buty miał z ostrogami, które brzęczały, uderzając o asfalt trotuaru.<br>
{{tab}}Na wszelki przypadek udał się na ulice Boissy d’Anglas i stanął przed domem, do którego przed kilku dniami weszła ta, którą wziął za Joannę.<br>
{{tab}}Lecz po kilka chwilach musiał zejść ze swego posterunku.<br>
{{tab}}Wojskowy stojący przed bramą, wznieca ciekawość przechodniów i policyjantów.<br>
{{tab}}Zresztą to wystawanie przed domem<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
bgshajbwaqi2n3uecjkio7n8lvtrl4k
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part03.jpg
100
1356459
4079003
4072464
2026-04-09T08:59:04Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079003
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>nie dawało żadnego rezultatu.<br>
{{tab}}Przez sekundę tylko Piotrowi błysnęła jakaś nadzieja.<br>
{{tab}}Młoda kobieta, wysokiego wzrostu, w bronzowem okryciu, wyszła z bramy na bulwary, Morand zręcznym manewrem zbliżył się do niej. Serce jego mocno biło.<br>
{{tab}}Nie była to Joanna, ale zdawało mu się, ze poznaje w niej towarzyszkę Joanny.<br>
{{tab}}W każdym razie szedł za nią. Był to zawsze sposób zabicia czasu.<br>
{{tab}}Młoda dziewczyna skręciła na lewo na ulicę Royale, minęła kościół Magdaleny i doszedłszy do restauracyi Duvala, zawahała się sekundę i zwolna weszła, rzuciwszy przeciągle spojrzenie na linję bulwarów, jak gdyby kogoś oczekiwała.<br>
{{tab}}Morand przypomniał sobie w porę, że nie jadł jeszcze obiadu i idąc za przykładem młodej dziewczyny, wszedł także do restauracyi siadł przy stoliku w pewnej odległości od tego, przy którym usiadła panna w bronzowem okryciu.<br>
{{tab}}Ta ostatnia zwrócona była do niego plecami i nie zajmowała się nim wcale.<br>
{{tab}}Siedząc przy oknie, wyglądała {{pp|pra|wie}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
e1o22igh5rrv4hsovamocj8ize6vclh
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part04.jpg
100
1356460
4079005
4072466
2026-04-09T09:01:03Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079005
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|pra|wie}} ciągle na ulicę. Morand nie tracił jej z oczu.<br>
{{tab}}Kazał sobie podać porcyję rosołu i z roztargnieniem odpowiadał kelnerce, która pytała co sobie życzy po zupie.<br>
{{tab}}— Kurczę Marengo?<br>
{{tab}}— Może być.<br>
{{tab}}— A potem... groszek... fasola?<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}Nie miał jakoś apetytu. Wyniosłe spojrzenie margrabiego ciężyło mu na sercu.<br>
{{tab}}Był to jakby odwet za ich przemówienie się w Roche Fendue.<br>
{{tab}}Wielki pan z przedmieścia Saint-Germain, wolny i bogaty, całą potęgą swego tytułu i majątku przygniótł biednego żołnierza.<br>
{{tab}}A potem ta kobieta, której nie znał, raz tylko widziana w towarzystwie Joanny, pochłaniała jego uwagę.<br>
{{tab}}Przypatrywał się jej z natarczywością, która sprowadziła uśmiech na usta kelnerki, zalotnie ubranej, w maleńkim białym czepeczku na gładko uczesanych włosach.<br>
{{tab}}Widocznie, uważała, że to jedna z owych powszednich codziennych historyjek, których była świadkiem, początek jednego z owych przelotnych {{pp|sto|sunków}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
an22aahjwgw7inmx5pzf6g3b64togeg
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part05.jpg
100
1356461
4079007
4072469
2026-04-09T09:02:57Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079007
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|sto|sunków}}, trwających zaledwie kilka godzin, zawiązujących się przy obiedzie i kończących w jakim podrzędnym teatrzyku.<br>
{{tab}}Dziwiło ją tylko to, że bronzowy płaszczyk najmniejszej nie zwracał uwagi na pięknego wojskowego, który nie spuszczał zeń oczu, jak gdyby się obawiał, że się we mgłę rozpłynie.<br>
{{tab}}Morand jadł obiad prędko i machinalnie.<br>
{{tab}}— Dać panu kawy? zapytała służąca z widocznem zajęciem, a nawet może i współczuciem.<br>
{{tab}}Piotr właśnie chciał coś na to odpowiedzieć, gdy naprzeciwko okna restauracyi przesunęła się, tuż pod latarnia sylwetka postaci kobiecej i weszła do domku, stanowiącego stacyję tramwajów.<br>
{{tab}}Morand zaczerwienił się i wlepił oczy w stronę, gdzie się ukazało to zjawisko.<br>
{{tab}}Postać kobieca czarno ubrana, stanąwszy na schodkach stacyi, dawała jakieś znaki pannie w bronzowym płaszczu, która jej w ten sam sposób odpowiadała.<br>
{{tab}}Wreszcie rzuciła serwetkę na marmur stolika, poprawiła przed lustrem kapelusz, naciągnęła rękawiczki i {{pp|uda|ła}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
iab0bwr29wniql5fmp1yxu73uhkti23
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part06.jpg
100
1356462
4079008
4072471
2026-04-09T09:04:35Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079008
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|uda|ła}} się do kasy.<br>
{{tab}}Wojskowy uczynił to samo.<br>
{{tab}}Ale został zatrzymany przez służącą, która rzekła, uśmiechając się znacząco:<br>
{{tab}}— A prospekt, proszę pana?<br>
{{tab}}— Jaki prospekt? spytał ze zdumieniem.<br>
{{tab}}— No nasz.<br>
{{tab}}Podała mu uprzejmie arkusik zadrukowanego papieru, który dostaje każdy klijent tych tanich kuchen paryzkich.<br>
{{tab}}Piotr dał jej sześć sousów na piwo, jąkając zmieszany.<br>
{{tab}}— Przepraszam... zapomniałem... dziękuję.<br>
{{tab}}Bronzowy płaszczyk był już daleko.<br>
{{tab}}Morand, zmuszony kilka chwil stracić w kasie, drżał z niecierpliwości. Nareszcie mógł wyjść, i z radością ujrzał przed sobą obie młode kobiety, idące pod rękę i zmierzające w stronę opery.<br>
{{tab}}— I cóż? spytała Joanna przyjaciółki — coś zrobiła?<br>
{{tab}}— Przyjęłam.<br>
{{tab}}— U Stefanii?<br>
{{tab}}— Tak, a tej obłudnicy Stefanii... Pięćdziesiąt franków... Cóż, kiedy nie znalazłam nic lepszego... A ty?<br>
{{tab}}— Ja? Co mi radzisz?<br>
{{tab}}— Przyjmij, tak samo jak ja... {{pp|dopó|ki}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
clwyf658t5cts12f2qb7vo1kwimcaqy
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part07.jpg
100
1356463
4079010
4072472
2026-04-09T09:05:46Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079010
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|dopó|ki}} się nie zdarzy coś lepszego.<br>
{{tab}}— Ale ja nie wystarczę!...<br>
{{tab}}— Zrobi się, co będzie można. Daj im odpowiedź. Miejsca już zajęte, tak się teraz ubiegają o pracę.<br>
{{tab}}— Mam iść natychmiast?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Więc zobaczymy się w domu. Do widzenia.<br>
{{tab}}Rozstały się. Żorżetta poszła na ulice Boissy {{Korekta|d’Anglos|d’Anglas}}; Joanna — do Grand Hotelu.<br>
{{tab}}Zaledwie jednak postąpiła kilkadziesiąt kroków naprzód, stanęła jak wryta.<br>
{{tab}}Mężczyzna jakiś stanął przed nią, zagradzając sobą drogę.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XVI.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Wyjaśnienie''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}— Widzę cię nakoniec! — zawołał Morand.<br>
{{tab}}— Piotr!<br>
{{tab}}W jego oczach tyle było gniewu, patrzył na nią tak groźnie, że się usunęła, rzucając dokoła siebie spojrzenie, jakby błagające o pomoc.<br>
{{tab}}On zrozumiał, uśmiech litości przesunął mu się po ustach.<br>
{{tab}}— Uważałem cię za odważną, powiedział. Nie bójże się.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
0f8dvf4pu2r5ys2lnxjf0b3uk25k2ic
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part08.jpg
100
1356465
4079011
4063813
2026-04-09T09:07:09Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079011
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Przypomniał sobie prośbę kapitana Jousset.<br>
{{tab}}— Przyrzekłem twemu stryjowi, rzekł, nie zrobić ci nie złego... I dotrzymam słowa. Zresztą byłoby to podłością... mężczyzna poniża się maltretowaniem kobiety. Chodź! Chcę tylko pomówić z tobą... Tam bardzo się o ciebie niepokoją... Byłoby im przyjemnie dowiedzieć się, co robisz, chociaż twoje postępowanie nie przyniosło by im zaszczytu.<br>
{{tab}}Przechodnie zaczęli przystawać.<br>
{{tab}}Ten wysoki, przystojny wojskowy, zatrzymujący na bulwarze kobietę uderzająco piękną, intrygował ich.<br>
{{tab}}Z jej ubrania gustownego lecz skromnego widać było, że nie należy do tych, do których można się zwrócić bez ceremonii.<br>
{{tab}}— Weź mnie pod rękę, powiedział Piotr i niczego się nie obawiaj. Zbyt wiele osób nas tu słucha, a nie chcę, aby znali nasze sprawy.<br>
{{tab}}Joanna usłuchała. Skręcili na ulicę Saint-Augustin dość słabo oświetloną i znaleźli się prawie sami.<br>
{{tab}}Scena ta nader przykre wrażenie wywarła na młodej kobiecie. Zirytowana twarz byłego jej narzeczonego<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
41ssc234zyjl3hnqbtr8m9xsowl6unz
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part09.jpg
100
1356467
4079012
4063818
2026-04-09T09:08:28Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079012
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>kazała zamilknąć wszelkim czulszym uczuciom, które żywiła dla niego w głębi serca i które czekały tylko życzliwego słówka z jego strony, aby się na jaw wydobyć. Zresztą zgorzkniała już pod wpływem ustawicznych trudności, napotykanych na drodze.<br>
{{tab}}Cały dzień biegała, poszukując miejsca, jak jej przyjaciółka Żorżetta i tak samo bezskutecznie jak ona.<br>
{{tab}}W południe, w chwili gdy prawie umierała z głodu i znużenia, zgnębiona odpowiedziami, jakie wszędzie odbierała, spotkała Ferdynanda Descombea’a, wysiadającego z powozu przed drzwiami Maison-Dorée, gdzie jadał zwykle śniadanie.<br>
{{tab}}Nuda i przesyt wyryte były na jego twarzy.<br>
{{tab}}Pomiędzy nim a Joanną odbyła się wówczas scena, której widownią może być tylko tak wielkie miasto jak Paryż.<br>
{{tab}}Descombes, spojrzawszy na młodą dziewczynę, odrazu zrozumiał jej położenie i zanim miała czas odetchnąć, już siedziała w słynnej restauracyi przy stoliku, naprzeciw Ferdynanda, który nie pytając jej, dysponował dla niej śniadanie.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
7zpjme37du6okmljpxewhsbe1inj4ty
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part10.jpg
100
1356468
4079016
4063820
2026-04-09T09:10:38Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079016
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Można ich było wziąść za dwoje kochanków.<br>
{{tab}}Złudzenie mogło być tem kompletniejsze, iż Joanna w toalecie skromnej, ale dobrze skrojonej, na której znać było rękę dobrej szwaczki, wyglądała nadzwyczaj dystyngowanie i na osobę zamożną z dobrego towarzystwa.<br>
{{tab}}— Widzi pani, powiedział Descombes, jakie zazdrosne spojrzenia na mnie rzucają?<br>
{{tab}}I w samej rzeczy taka towarzyszka, zwracająca na siebie uwagę wszystkich mężczyzn i wzbudzająca szmer uwielbienia, bardzo pochlebiała próżności młodego bankierowicza.<br>
{{tab}}Wypytał Joannę o jej powodzenie. Ona wyznała mu wszystko. Cóż zresztą miała ukrywać?<br>
{{tab}}— Więc pani nie ma posady?<br>
{{tab}}— Niestety!<br>
{{tab}}— Dopóki pani będziesz nieugietą w swych zasadach, nie pójdzie lepiej.<br>
{{tab}}I przy śniadaniu, usługując Joannie z nadzwyczajną uprzejmością, wynurzył przed nią swe serce.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
bbkhp3mn1iauzqn510du1b38ld9j8c2
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part01.jpg
100
1356469
4079017
4063822
2026-04-09T09:13:54Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079017
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Szczerość za szczerość — powiedział. — I ja jakoś nie mam szczęścia.
Życie mi się przykrzy.<br>
{{tab}}Piękna dziewczyna uśmiechnęła się z goryczą.<br>
{{tab}}Ona w tej chwili znała jedną tylko poważną przyczynę, dla której życie może się sprzykrzyć: niedostatek, okropny niedostatek, zmuszający ją i Żorżettę do biegania po mieście i szukania nędznej posady, która mogła dać zaledwie kawałek chleba jej i jej dziecku. Być niezależną, mieć wszystko, czego się potrzebuje, spać spokojnie, bez troski o jutro, czyż to nie najlepsza dola?<br>
{{tab}}To też na żale miljonera odpowiedziała ironicznie:<br>
{{tab}}— Panu? Co znowu!<br>
{{tab}}— Od naszej podróży do Paryża mam tylko jedną myśl o pani! Nie wiem, jaki urok rzuciłaś na mnie. Powinnaś pani była upaść w moich o czach, a jednak kocham cię więcej niż kiedykolwiek. Sprawiasz mi pani niewypowiedzianą przykrość, skazując się na bezużyteczne zabiegi, na uganianie się za mizernem wynagrodzeniem, kiedy bogactwo wyciąga do ciebie ramiona i z radością utuliłoby cię na<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
t8j93pnjxr8iz8z4ka2z1ut78tysbm2
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part02.jpg
100
1356540
4079018
4064138
2026-04-09T09:16:15Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079018
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>swem łonie.<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, że pani mnie upokarzasz, ofiarując swe usługi tym bezwstydnym handlarzom, którzy chętnie by cię przyjęli, ale nie do tego, do czego się chcesz zgodzić. Bądźże pani rozsądną!... Przyjmij to, co ci ofiaruję, to jest: dom i wszystko, czego potrzeba do spokojnego i wygodnego życia.<br>
{{tab}}Mówił lekkim tonem, źle pokrywającym jego wzruszenie.<br>
{{tab}}— Ja wchodziłbym tam tylko wówczas, gdybyś mi pani pozwoliła, a nawet nigdy, jeżelibyś mi tego zabroniła. Cóż więcej mogę pani powiedzieć?<br>
{{tab}}— Nie mogę, nie mogę w żaden sposób — odpowiedziała Joanna. — Czyżbym miała prawo uważać się za uczciwą kobietę, gdybym otrzymywała tyle, nic nie dając wzamian?<br>
{{tab}}Przy kawie Descombes mówił pocichu prawie, szeptem namiętnym.<br>
{{tab}}Prosił ją, jak o łaskę, aby się pozwoliła kochać. Dzień, w którym się zgodzi, będzie najszczęśliwszym dla niego i najuroczystszym dniem w życiu. Co ona tylko zechce, co rozkaże stanie się.<br>
{{tab}}Joanna odpychała te propozycyje,<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
tpbojj1cwkga0fnzymlismxpxkeq2mh
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part03.jpg
100
1356541
4079019
4072473
2026-04-09T09:17:58Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079019
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>ale słabo, prawie już pokonana błaganiem swego wielbiciela, znużona niepowodzeniem, przyciśnięta troską i niepokojem.<br>
{{tab}}Rozstając się z nią, Descombes zapytał ją raz jeszcze, ale spojrzeniem wymowniejszem niż słowa.<br>
{{tab}}— Nie — {{Korekta|odpowiedziała|odpowiedziała.}} — Chcę zostać uczciwą dziewczyną.<br>
{{tab}}Wymówiła to wyrazy z taką prostotą, że go to uderzyło.<br>
{{tab}}Uczciwa dziewczyna! Przecież ona jednak upadła! A pomimo to nie przyszło mu nawet na myśl, co jej na to odpowiedzieć. Wszystko w niej było dla niego powabnem, nawet tajemnica pokrywająca jej winę.<br>
{{tab}}Dla Ferdynanda, światowca, nawykłego do życia w Paryżu, była nierozwikłaną zagadką ta kobieta, która miała za kochanka jednego z najbogatszych panów przedmieścia Saint-Germain, a potem nie chciała go więcej widzieć, ani przyjąć od niego jakiejkolwiek pomocy. Że margrabia chętnieby jej dopomógł, o tem Descombes nie wątpił ani na chwilę.<br>
{{tab}}Z tego spotkania wynikł dla Joanny nowy niepokój i nowa niepewność.<br>
{{tab}}Ferdynand swą łagodnością, {{pp|praw|dziwem}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
cttfa1jlsexxkirsm5t8hsixwqgxgfq
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part04.jpg
100
1356542
4079020
4072474
2026-04-09T09:20:02Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079020
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|praw|dziwem}} uczuciem i pokornemi proźbami o przyjęcie wszystkiego co posiadał wzruszył ją i sympatyczniej dla siebie usposobił.<br>
{{tab}}Nie czuła ona dla niego nic podobnego do miłości, ale zdawało jej się łatwem powziąść przyjaźń dla tego człowieka, tak szczodrze obdarzonego od fortuny, a tak skąpo od natury.<br>
{{tab}}On nie groził, lecz błagał. Nie robił wyrzutów, ale przebaczał. Był pobłażliwy, dobry.<br>
{{tab}}A jej czego teraz było potrzeba? Czego sobie życzyła, przygnębiona, {{Korekta|zrospaczona|zrozpaczona}} niezasłużonemi nieszczęściami, jeżeli nie silnego ramienia, któreby ją podniosło i wsparło?<br>
{{tab}}Podobną była do rannego, zostawionego na drodze lub zapomnianego na polu bitwy, który o niczem nie myśli, niczego nie pragnie, prócz życzliwej ręki, któraby opatrzyła jego rany, ugasiła gorączkę szklanką wody!<br>
{{tab}}O miłości, marzeniu wszystkich młodych dziewcząt, nie śmiała myśleć nawet, ani o niej wspominać.<br>
{{tab}}To też zjawienie się nagle Morand’a, tworzącego tak rażące przeciwieństwo z tamtym, cichym, pokornym wielbicielem, sprawiło jej przykrość,<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
gfjs3svxjr0rdu0eu507o4gu5dbdvlm
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part05.jpg
100
1356543
4079021
4064143
2026-04-09T09:23:26Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079021
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>której nie miała nawet siły ukrywać. Gdy para byłych narzeczonych weszła na ulicę {{Korekta|Sain|Saint}}-Dominique, nastąpiło pomiędzy niemi krępujące milczenie, które Piotr przerwał wreszcie.<br>
{{tab}}— Dlaczego nic nie pisałaś? powiedział.<br>
{{tab}}— Dlaczego?<br>
{{tab}}— No tak. Przecież powinno ci było przyjść na myśl, że to nas niepokoić będzie.<br>
{{tab}}— Ojciec mnie wypędził. Ty zarzuciłeś wymówkami... Sądziłam, żem dla was istnieć przestała.<br>
{{tab}}— Ty!<br>
{{tab}}— Tak, ja. Zresztą, czy wszystko nieskończone między nami?<br>
{{tab}}Znowu postąpili kilka kroków naprzód w milczeniu.<br>
{{tab}}— Zostałeś żołnierzem? zapytała Joanna, gdy weszli na {{Korekta|ulice|ulicę}} de la Paix.<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Dlaczego opuściłeś Orchamps i brata?<br>
{{tab}}— Cóżbym tam robił?<br>
{{tab}}— To, co robiłeś wprzódy, zajmowałbyś się rolnictwem, polowaniem, rybołóstwem...<br>
{{tab}}— Nie miałem już do niczego ochoty. Zaciągnąłem się do wojska, to mnie rozerwie.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
8u4ogc28ypvkebi1yzsn8cu7l7x7cur
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part06.jpg
100
1356544
4079022
4064145
2026-04-09T09:25:00Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079022
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}— Więc potrzebujesz rozrywki?<br>
{{tab}}— Czy myślisz, że można taki cios odebrać i tak prędko o nim zapomnieć?... Przywykłem do myśli, że cię zaślubię... Z chwilą, gdy się to stało niemożliwem, nic mnie nie wiąże do mego domu... Tutaj może się czego dosłużę.<br>
{{tab}}— Czego naprzykład?<br>
{{tab}}— Rangi oficerskiej. To przecież sposób podobania się kobietom... One lubią wszystko, co błyszczy.<br>
{{tab}}— Wszystkie?<br>
{{tab}}— Tak. Mój generał powiedział mi to samo dziś rano.<br>
{{tab}}Powstrzymała go gestem. Odgadła z jego głosu i wzburzonej twarzy, że gniew w nim kipi i chciała zapobiedz wybuchowi.<br>
{{tab}}— Nie robię ci wyrzutów, Piotrze, powiedziała łagodnie. Nieszczęście na nas spadło... Wiem, że ci ciężko na sercu... Ale i ja cierpiałam bardzo, więcej od ciebie!... Są rzeczy, o których nie wiesz jeszcze...<br>
{{tab}}— Co takiego? rzekł zdziwiony.<br>
{{tab}}— Po co ci mam to {{Korekta|mówić.?!|mówić?!}}<br>
{{tab}}— A dla czegóż nie mam wiedzieć?<br>
{{tab}}— Bo nie ma już na to środka.<br>
{{tab}}— Wiem, że masz dziecko.<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— I wychowujesz je?<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
24gl5m05vsg6ygvhg152rwomrdfss0h
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part07.jpg
100
1356545
4079023
4064150
2026-04-09T09:26:26Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079023
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}— Ma się rozumieć.<br>
{{tab}}— Za co? kiedy nikt nic nie daje? {{Korekta|Ojcjec|Ojciec}} był dla ciebie surowy... Ale stryj kapitan... On ci przecież pozostał. Dlaczegóż się niezwróciłaś do niego? On cię kocha, pomimo wszystko.<br>
{{tab}}— Pomimo wszystko! — powtórzyła z goryczą Joanna.<br>
{{tab}}— Był w Paryżu, szukał cię, ale nie mógł znaleźć. Od czasu twego zniknięcia jest on w humorze okropnym... smutny, jak sobie tylko {{Korekta|wyoobrazić|wyobrazić}} możną.<br>
{{tab}}— Napiszę do niego, powiedziała młoda kobieta. Często o tem myślałam...<br>
{{tab}}— A dla czegoś tego nie zrobiła? Uspokoiłabyś go... Któż się tak zachowuje względem krewnych i przyjaciół, których twój los obchodzi?<br>
{{tab}}— Napiszę do stryja, szepnęła, czując zawsze żal do ojca.<br>
{{tab}}Przez chwilę rozmawiali dość spokojnie. Joanna opierała się na ramieniu dawnego narzeczonego, opierała się nawet dość mocno, od chwili, gdy on złagodził nieco swój ton mowy, zapomniała nawet o szorstkości pierwszych jego wyrazów, przyjemnie jej było pomówić o domu i tych, których opuściła. Piotr opowiadał o Colombier, o jej ojcu, który zamykał się uparcie<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
k8qcx5p7nlmoedwm7tx42z71t5qt0ga
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part08.jpg
100
1356546
4079024
4072475
2026-04-09T09:27:55Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079024
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>w swym dworku, ponury, samotny, milczący.<br>
{{tab}}— On cierpi, mówił, ale nie chce się do tego przyznać. Jousset’owie są dumni...<br>
{{tab}}— A Morand’owie? zagadnęła Joanna.<br>
{{tab}}On nie przeczył.<br>
{{tab}}— Jedni tak samo jak drudzy, rzekł, wszyscyśmy jednakowi w naszych stronach: uparci, próżni, mściwi. Ale tobie chyba także chciałoby się wiedzieć co się u nas dzieje, prawda? W każdym razie, lubisz przecież swoje rodzinne okolice?<br>
{{tab}}I nie czekając co ona mu odpowie, Piotr zaczął opowiadać:<br>
{{tab}}— W Orchamps, brat jego Ludwik niechętnie go puścił do Paryża. Było im tak dobrze razem? A kuzyn Mikołaj z Chazey wściekły był na margrabiego... Nikomu tam nie wesoło. Przygoda Joanny znana jest w całej okolicy aż do Arondray, ale teraz już przestają o niej mówić. Tylko w zamku służba i oficjaliści, a pomiędzy innymi i Friloux, nie żenowali się rozgłaszać, że Joanna była kochanką margrabiego.<br>
{{tab}}— To łotr skończony ten Friloux, z którym wartaby się było rozprawić tak samo, jak i z jego panem.<br>
{{tab}}— Ale gdyby to było prawdą! {{pp|za|kończył}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
cx4ev2ow6q1yhkbq053m77jywbmzdry
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part09.jpg
100
1356547
4079025
4072476
2026-04-09T09:30:03Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079025
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{pk|za|kończył}}, zaciskając palce, które ma się z wściekłości kurczyły. Joanna zmarszczyła brwi czarne i patrząc mu w twarz wyzywająco, powiedziała:<br>
{{tab}}— A ty wierzysz temu, Piotrze?<br>
{{tab}}— Czy ja wiem?<br>
{{tab}}— Ale powiedz. Wierzysz?<br>
{{tab}}— A więc tak, wierzę. Boć ostatecznie, żeby tak nagle porzucić dom, ojca, rodzinę i tych... którzy cię kochali, potrzeba powodu.<br>
{{tab}}— Którzy mię kochali!...<br>
{{tab}}— Ach! nieszczęśliwa, szepnął Piotr, tak, kochałem cię, „kochałem tak, że teraz jedną mam myśl tylko.<br>
{{tab}}— Jaka?<br>
{{tab}}— Pójść gdzieś daleko. Pragnąłbym wojny... Moje życie stracone, złamane. Nie wiem prawie co robię, czego chcę. Ach ten nędznik!<br>
{{tab}}— Mówmy o sobie, rzekła Joanna, probując oddalić od niego obraz pana de Chazey. Gdzie mieszkasz?<br>
{{tab}}— Jak żołnierz, dziś tu, jutro tam. Nie wiem dokąd mnie wyszlą. I co mnie to zresztą obchodzi.<br>
{{tab}}— Ale w tej chwili?<br>
{{tab}}— U generała de Fremont, mego dawnego pułkownika. Czekam aż mnie zapiszą do pułku.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
1tv5boj3i1f9fadguaeo3u35eld1ent
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part10.jpg
100
1356548
4079026
4064154
2026-04-09T09:31:34Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079026
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}— Więc to już postanowione?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}Przyszli na plac Opery. Zegar wskazywał dziesiątą.<br>
{{tab}}— Ja wracam, rzekła Joanna.<br>
{{tab}}— Dokąd?<br>
{{tab}}— Do domu.<br>
{{tab}}— Przy ulicy Boissy d’Anglas?<br>
{{tab}}Zawahała się przez chwilę.<br>
{{tab}}— Wiesz, gdzie mieszkam? — powiedziała. — Tak, na ulicę Boissy d’Anglas.<br>
{{tab}}— Czekają na ciebie? — zapytał podejrzliwie.<br>
{{tab}}— Tak, moja przyjaciółka. Musimy się rozstać, Piotrze.<br>
{{tab}}— Już?<br>
{{tab}}— Jeżeli masz mi coś do powiedzenia, wiesz, gdzie mnie można znaleźć.<br>
{{tab}}— Do widzenia! — dodała głosem wzruszonym.<br>
{{tab}}— Pozwól się odprowadzić.<br>
{{tab}}— Jeżeli chcesz...<br>
{{tab}}— Do ulicy Royale, to moja droga.<br>
{{tab}}— Chodźmy, ale prędko — powiedziała niecierpliwie.<br>
{{tab}}Nie wyrzekli więcej słowa do siebie. Szli szybkim krokiem, krępowani oboje. Piotr Morand miał jej za złe, że zamiast okazywać, że żałuje swej<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
k112nemmyz1q0imokjl7j1hqjsl8nwj
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part11.jpg
100
1356549
4079027
4064155
2026-04-09T09:32:42Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079027
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>winy, była tak obojętną, dumną, jakgdyby ona czuła się pokrzywdzoną przez innych, a nie inni przez nią pokrzywdzeni zostali; Joannę znowu uraziło jego szorstkie przywitanie i zaniepokoiła myśl o wynikach tego spotkania.<br>
{{tab}}Na przedmieściu Saint-Honoré rozstali się.<br>
{{tab}}— Do widzenia — rzekła młoda kobieta, przygryzając usta, aby nie wybuchnąć.<br>
{{tab}}— Do widzenia, odpowiedział Piotr, nie śmiejąc na nią spojrzeć.<br>
{{tab}}Joanna prędko się oddalała.<br>
{{tab}}Morand stał w miejscu nieporuszony, zły na siebie za swe znalezienie się względem tak gorąco kochanej kobiety, za swoją niezręczność, poddanie się gniewowi, który wrzał w nim.<br>
{{tab}}Myśl, że gdyby był łagodniejszym cierpliwie ją wybadał, dowiedziałby się wszystkiego i być może...<br>
{{tab}}Wreszcie postanowił pójść za nią, zobaczyć się z nią, wytłomaczyć się ze swego postępowania, prosić o przebaczenie, czuł bowiem, że serce się w nim rozrywa, że żyć bez niej nie może.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
22tcui27cape0fl76mkuegro1ftnmme
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No146 part01.jpg
100
1356551
4079028
4064158
2026-04-09T09:34:07Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079028
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}Próbował ją dogonić, ale Joanna już skręciła na róg ulicy Boissy d’Anglas, a gdy tam przybył, znikła mu z oczu.<br>
{{tab}}Weszła do swego domu.<br>
{{tab}}Przed kamienicą stał wykwintny powozik.<br>
{{tab}}Dlaczego ten pojazd znajdował się właśnie przed tą bramą? Co tu robił?<br>
{{tab}}Piotr Morand zbliżył się i żmija zazdrości ukąsiła go w serce.<br>
{{tab}}Powozu nie mógł dokładnie obejrzeć, bo latarnie go olśniewały, lecz twarz stangreta i jego liberyja były mu znane.<br>
{{tab}}Gdzież on widział tego sługę, to barwy?<br>
{{tab}}Przypomniał sobie:<br>
{{tab}}Widział je w Chazey!<br>
{{tab}}Więc to powóz margrabiego.<br>
{{tab}}Więc to on czekał na Joannę!<br>
{{tab}}Piotr ani na sekundę o tem nie wątpił.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XVII.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Rywale''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}W rzeczy samej margrabia był w tym domu.<br>
{{tab}}W chwili gdy Żorżetta, rozstawszy się z przyjaciółką, weszła do loży odźwiernej po klucz od swego mieszkania,<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
8s4x5ta5su2uy176w4a9qqv73sya969
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No146 part02.jpg
100
1356554
4079029
4064163
2026-04-09T09:35:23Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079029
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>pojazd pana de Chazey zatrzymał się przed bramą, jeszcze na rozścież otwartą.<br>
{{tab}}Koń karej maści, połyskujący pod światłem latarni, uderzył Żorżettę. Z powozu wysiadł elegancki pan, bardzo dystyngowanej powierzchowności, wysokiego wzrostu z wyniosłym imponującym wyrazem twarzy i wszedłszv także do loży, zapytał:<br>
{{tab}}— Gdzie tu mieszka panna Jousset?<br>
{{tab}}Żorżetta była inteligentną dziewczyna i pamięć miała wyborną.<br>
{{tab}}Rozmawiała ona często z Joanną o margrabim de Chazey i znała go doskonale, choć ani razu nie widziała.<br>
{{tab}}To też, ujrzawszy wytwornego pana, bez chwili wahania, powiedziała sobie w duchu.<br>
{{tab}}— To on!<br>
{{tab}}Pani Bartoux, ma się rozumieć, nie wiedziała nic o margrabi de Chazey, ani o jego stosunku do jej lokatorki, widziała tylko osobistość, której niepodobna zbyć od niechcenia rzuconemi kilka słowami, i odpowiedziała grzecznie:<br>
{{tab}}— Panna Jousset wyszła, proszę pana.<br>
{{tab}}— Czy na długo?<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
lg8bpsyio3veys0v3dbkhck7uui0krf
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No146 part03.jpg
100
1356555
4079031
4064164
2026-04-09T09:36:39Z
Terwa
30402
/* Skorygowana */
4079031
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Terwa" /></noinclude>{{tab}}— Nie mogę panu powiedzieć...<br>
{{tab}}Namyśliła się chwilkę, wyszła z loży i zawołała za oddalającą się modniarką:<br>
{{tab}}— Panno Żorżetto!<br>
{{tab}}Żorżetta nie była daleko, ale nie śpieszno jej było wracać do odźwiernej. Nie chciała mieć miny ciekawej osóbki.<br>
{{tab}}Pani Bartoux powiedziała do margrabiego:<br>
{{tab}}— To nierozłączna towarzyszka panny Jousset... Ona wie zapewne... Może pan zechce poczekać...<br>
{{tab}}— Chętnie.<br>
{{tab}}Ta grzeczność ze strony odźwiernej warta była luidora, którego też margrabia, nie mówiąc słowa, położył na kominku loży.<br>
{{tab}}Pani Bartoux była w gruncie dumną i miała zamiar się bronić, ale margrabia miał minę takiego bogacza!...<br>
{{tab}}— Ten pan chce się widzieć z panną Jousset, rzekła do modniarki, gdy ta znowu weszła do loży.<br>
{{tab}}— Panna Jousset jest w Grand Hotel’u.<br>
{{tab}}— Czy prędko powróci?<br>
{{tab}}— Niedługo. Pan życzy sobie z nią pomówić?<br>
{{tab}}— Tak, pani.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
248qp1nh321yyxelwm8fzytqcl908kj
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No189 part04.jpg
100
1357730
4078670
4067481
2026-04-08T15:58:42Z
Seboloidus
27417
lit.
4078670
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>wolny. Margrabina nie pożyją długo.<br>
{{tab}}— Zkąd ta pewność?<br>
{{tab}}— Lekarze nie mają nadziei. Zanim pół roku upłynie, będę wdowcem.<br>
{{tab}}Joanna spojrzała na niego przerażona.<br>
{{tab}}— Nie zabijesz jej pan chyba? — powiedziała.<br>
{{tab}}— Po co? Byłaby to zbrodnia niepotrzebna.<br>
{{tab}}— Więc czego pan wymagasz ostatecznie?<br>
{{tab}}— Chcę, abyś była moją na zawsze. Rozważyłem wszystko. Innego sposobu przykucia cię do mnie nie ma, jak małżeństwo.<br>
{{tab}}— Ja miałabym zostać żoną pana?!<br>
{{tab}}— Dla czegoźby nie?<br>
{{tab}}— A twoje zbrodnie, o których nie zapomnę nigdy?<br>
{{tab}}— Któż je zna?<br>
{{tab}}— Ja!<br>
{{tab}}— Nie, one powstały w twojej wyobraźni. Świat nie wie o nich, a więc nie istnieją.<br>
{{tab}}— Ale co się stanie ze mną... z moją córką?<br>
{{tab}}— Znajdę ją... przyrzekam.<br>
{{tab}}— O, nie trudno pana będzie ją znaleźć!<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
e762g4j8wus9u1mkt54de3vun3cbz7y
Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No196 part15.jpg
100
1358116
4078665
4072732
2026-04-08T15:56:16Z
Seboloidus
27417
lit.
4078665
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}— Przewieziono zwłoki Ferdynanda do Fontenelles. Wracając z pogrzebu, spotkałam znowu pana de Chazey, prawie przy mogile jego ofiary. O to okropna historja!<br>
{{tab}}— Miej pani odwagę dokończyć.<br>
{{tab}}— Ujrzawszy go stanęłam osłupiała z przerażenia. Byliśmy sami. Kaplica, w której złożono ciało mego męża jest o kilkaset kroków oddalona od zamku. Musiałam wysłuchać niecnych propozycyi margrabiego. Powtórzył mi to samo, com już od niego słyszała w Paryżu, mianowicie, że będę należała do niego, lub do nikogo, a gdy uważał, że lekceważę sobie jego groźby, oświadczył mi, że zmienię zdanie nie wymieniając wszakże, co za nowe nieszczęście na mnie sprowadzi. Powróciwszy do Fontenelles myślałam tylko o mojej córce. Czyż to nie jedyna istota, przez którą obecnie mogę cierpieć, sama, opuszczona przez wszystkich? Pojechałam natychmiast do Besançon a stamtąd do Paryża. Nie myliłam się w swych przeczuciach. Przybywszy do Sannois z przyjaciółką, której przywiązanie i odwaga mię podtrzymują, przekonałam się, że groźby pana de Chazey nie były {{pp|darem|ne}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
pri3d347csukh9khvuceujjjsye41c0
Nieprzejednana/całość
0
1359506
4079040
4072958
2026-04-09T11:44:03Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje stronę generowaną automatycznie
4079040
wikitext
text/x-wiki
{{Strona generowana automatycznie}}
{{Dane tekstu2
|referencja = {{ROOTPAGENAME}}
|okładka = PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 cover.jpg
|poprzedni = {{ROOTPAGENAME}}
|następny =
|inne = {{epub}}
}}
<br>
{{CentrujStart2}}
<pages index="Nieprzejednana" from="PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 title.jpg" to="PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 title.jpg" />
{{CentrujKoniec2}}
<br>
{{JustowanieStart2}}
<pages index="Nieprzejednana" from="PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No056 part01.jpg" fromsection="cz01" to="PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No121 part06.jpg" />
{{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No123 part01.jpg|num=483}}{{c|VIII.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Były minister''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}W chwili gdy Ferdynand Descombes wchodził do Grand Hotel’u, mężczyzna już w pewnym wieku, niezupełnie określonym, tak około czterdziestu pięciu lub pięćdziesięciu-pięciu lat liczyć mogący, wchodził do małego pałacyku przy ulicy Ateńskiej i pokojowa hrabiny de Gannes oznajmiała swej pani:<br>
{{tab}}— Pan Feliks Desrieux.<br>
{{tab}}Był to typ iście paryzki ten pan Desrieux. Utalentowany adwokat, bogaty, światowiec, miły, dowcipny, elegancki, został deputowanym, politykiem, a sprobowawszy wszystkiego, doszedłszy wreszcie do teki ministra spraw wewnętrznych i poznawszy wszelkie tajemnice Paryża, przebiegły jak lis, zdradziecki jak fala, odsunął się od świata, przynajmniej pozornie i jak szczur z bajki, żył niby w doskonałym, obszernym serze, stanowiącym smaczne i wygodne pomieszkanie.<br>
{{tab}}Hrabina Sara w atłasowej sukni, mocno wygorsowanej, niepewnego koloru, który bardzo dobrze uwydatniał jej karnacyję brunetki, czarne włosy i błyszczące, ogniste oczy, wstała, powitała go i rzuciła nań wymowne pytające spojrzenie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No123 part02.jpg|num=484}}{{tab}}Desrieux skinął głową i rozsiadł się wygodnie na nizkiej kanapce, mówiąc:<br>
{{tab}}— Nie psuj mi pani przyjemności, jakiej doznaję na twój widok, przypominaniem mojej bezsilności.<br>
{{tab}}— Przyznajesz się pan do tego?<br>
{{tab}}— Muszę.<br>
{{tab}}— Pan, coś trzymał w ręku losy wielkiego państwa?<br>
{{tab}}— Pozwalasz pani na porównanie?<br>
{{tab}}— Jak się panu podoba.<br>
{{tab}}— Ot naprzykład strzelec, przywykły polować na grubą zwierzynę...<br>
{{tab}}— Przypuśćmy...<br>
{{tab}}— Jak pani sądzisz, czy ten strzelec nie mógłby chybić kuropatwy lub królika?<br>
{{tab}}— Bajka ta ma na cela oznajmienie mi?...<br>
{{tab}}— Że nie mogę, ku wielkiej mojej rozpaczy, oddać pani tej małej przysługi, jakiej odemnie zażądać raczyłaś.<br>
{{tab}}— O!<br>
{{tab}}— To niemożliwe.<br>
{{tab}}— Sądziłam, że ten wyraz nie istnieje dla pana.<br>
{{tab}}— Myliłaś się pani.<br>
{{tab}}— Przypuszczałam, że to o co proszę, jest najprostszą w świecie rzeczą.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No123 part03.jpg|num=485}}{{tab}}— No, no!<br>
{{tab}}— Myliłam się oczywiście... ale...<br>
{{tab}}— Nie drwij pani. Sama jesteś przekonaną, że Paryż znam dobrze, a z drugiej znów strony, także pani wiadomo, że jesteś jedyną kobietą w Paryżu, której względy pragnę pozyskać.<br>
{{tab}}— Wymówka, kompliment...<br>
{{tab}}— Prawda, pani, nie kompliment, ani nie wymówka. Jakkolwiek byłaś pani dla mnie srogą, to jest łaskawą lecz nieugiętą, albo może właśnie z powodu tej srogości, natchnęłaś mnie pani najżywszem uczuciem. Otóż, pomimo tego wszystkiego, pomimo szczerej chęci przy podobania się pani, pomimo usiłowań, nic zrobić nie mogłem.<br>
{{tab}}— Więc ta młoda osoba?...<br>
{{tab}}— Niepodobna jej znaleść.<br>
{{tab}}— Dajesz mi pan nieszczególne pojęcie o swych zdolnościach.<br>
{{tab}}— Zaprzągłem do roboty najdzielniejszych agentów policyjnych, którym wiele zależy na moich łaskach i ponieważ sądzą, że dziś lub jutro zajmę znowu dawne moje stanowisko...<br>
{{tab}}— I cóż?<br>
{{tab}}— Nic nie odkryli... Ani śladu.<br>
{{tab}}— Jednakże Joanna Jousset {{pp|nape|wno}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No123 part04.jpg|num=486}}{{pk|nape|wno}} przybyła do Paryża.<br>
{{tab}}— Tak jest. Mogę nawet pani powiedzieć, gdzie stanęła. Przy ulicy Saint-Guillaume, w hotelu Wogozkim, było to w kwietniu. Od tej chwili ślad jej znika zupełnie... Ale, co pani zależy na znalezienia jej?<br>
{{tab}}— Chcę ją widzieć przez ciekawość.<br>
{{tab}}Były minister spojrzał na nią swemi przeszywającemi oczyma, które musiały badać głąb duszy ludzkiej.<br>
{{tab}}— Pani mi nie mówi całej prawdy. Jest w tem jakiś cel ukryty, ale nie chcę być niedyskretnym.<br>
{{tab}}— Więc mam się wyrzec wszelkiej nadziei?<br>
{{tab}}— Niestety! tak się zdaje.<br>
{{tab}}— Więc jakże panowie bierzecie się do dzieła, gdy chodzi o wykrycie morderców, złoczyńców, kiedy pan, mistrz, nie potrafiłeś znaleźć pięknej dziewczyny, nie mającej powodu się ukrywać?<br>
{{tab}}Desrieux zrobił szyderską minę i rzekł:<br>
{{tab}}— Czy pani sądzisz, że każdego złoczyńcę znajdują?<br>
{{tab}}— To bardzo pocieszające dla społeczeństwa.<br>
{{tab}}— Powiedz mi pani lepiej, rzekł, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No123 part05.jpg|num=487}}zmieniając przedmiot rozmowy, pan Desrieux, kogo oczekujesz dziś na obiad?<br>
{{tab}}Stara spojrzała na zegar.<br>
{{tab}}— Obiad dopiero o ósmej, zauważyła.<br>
{{tab}}— Dobrze. Kto będzie pani współbiesiadnikiem?<br>
{{tab}}— Pewien młody człowiek, którego pan znasz przynajmniej z imienia.<br>
{{tab}}— Jakże się nazywa?<br>
{{tab}}— Ferdynand Descombes.<br>
{{tab}}— Bankier?<br>
{{tab}}— Syn jego.<br>
{{tab}}— Pani masz z nim stosunki?<br>
{{tab}}Tak, pieniężne. Stary Descombes oddawna kieruje mojemi pomniejszemi operacjami i nie mogę się na niego uskarżać. Dobry dom. Można mu zaufać.<br>
{{tab}}— A ja miałem panią za sceptyczkę. Co do mnie, nie ufam nikomu.<br>
{{tab}}— To niegrzecznie, zauważyła Sara.<br>
{{tab}}— Ale rozsądnie.<br>
{{tab}}Wskazówka zegara wskazywała pięć minut do ósmej.<br>
{{tab}}Usłyszano turkot powozu na bruku ulicy. Powóz zatrzymał się przed pałacykiem.<br>
{{tab}}— Oto pani współbiesiadnik, rzekł {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No123 part06.jpg|num=488}}Desrieux. Człowiek, godny zazdrości.<br>
{{tab}}— Dlaczego?<br>
{{tab}}— Dlaczego? Posiadasz pani doskonałego kucharza, a co to za miła rzecz obiadować z ładną kobietą, gdy potrawy są przyrządzone podług prawideł sztuki! Podwójna rozkosz!<br>
{{tab}}— Sybaryta! odparła hrabina, uderzając go wachlarzem po palcach.<br>
{{tab}}— Szczycę się tem mianem! Pragnąłbym wieść życie rzymian z czasów upadku, kiedy to z wieńcem róż na głowie łykało się najprzedniejsze specjały, a oczy pasło widokiem tańczących piękności.<br>
{{tab}}Sara wzruszyła ramionami.<br>
{{tab}}— Jesteś pan takim samym i w polityce! powiedziała.<br>
{{tab}}— Pan Ferdynand Descombes! oznajmiła w tej chwili kreolka.<br>
{{tab}}Bankierowicz uścisnął rękę hrabiny i kłaniając się byłemu ministrowi, powiedział:<br>
{{tab}}— Pan Desrieux, jeśli się nie mylę.<br>
{{tab}}— Tak jest, panie.<br>
{{tab}}— Bardzo mi przyjemnie.<br>
{{tab}}— Zawsześ pan punktualny, rzekła do Ferdynanda Sara.<br>
{{tab}}— Jak termin wekslu.<br>
{{tab}}Służący otworzył drzwi sali {{pp|jadal|nej}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No123 part07.jpg|num=489}}{{pk|jadal|nej}} na roścież i powiedział!<br>
{{tab}}— Obiad na stole!<br>
{{tab}}Jadalnia w pałacyku hrabiny de Gaunes była okazałą, obszerną, woniejącą, ciepłą, obitą doskonale dobraną tkaniną.<br>
{{tab}}Sara znała się na komforcie i była gospodynią domu bez zarzutu.<br>
{{tab}}Bielizna stołowa olśniewała białością, porcelana była wyborowa, wino mieniło się i iskrzyło w najczystszym krysztale, służba usługiwała w milczeniu.<br>
{{tab}}Pomimo tego wszystkiego Descombes w nieszczególnym był humorze.<br>
{{tab}}Myślał o Joannie której opór go niecierpliwił. Pragnąłby o niej mówić, uważając ją za jedyny przedmiot godny większego zajęcia.<br>
{{tab}}Nie umiałby określić uczucia, jakie w nim budziła, wiedział tylko, że była dla niego niewymownie pociągającą.<br>
{{tab}}Jej błąd, zamiast go od niej odstręczyć, uczynił ją więcej jeszcze pożądaną.<br>
{{tab}}Pragnął jej może inaczej niżeli wprzódy. Nie myślał się z nią żenić, ale rezonował w ten sposób:<br>
{{tab}}— Dlaczegóż niemiałaby należeć do mnie, tak jak należała do innego?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No123 part08.jpg|num=490}}{{tab}}Myśląc o niej, uczuwał sympatję i litość.<br>
{{tab}}Nagle, gdy podano pieczyste, uderzył go koniec zdania, z jakiem Sara zwróciła się do Desrieux’go.<br>
{{tab}}— Nie może pan sobie wyobrazić, jakbym ja pragnęła ją widzieć.<br>
{{tab}}Descombes machinalnie zapytał:<br>
{{tab}}— Kogóż to?<br>
{{tab}}Sara została uderzona nagłą myślą:<br>
{{tab}}Była ona w bardzo poufałych stosunkach z młodym człowiekiem, którego znała oddawna i którego ojciec obracał bardzo zręcznie jej majątkiem.<br>
{{tab}}— Ależ i pan musiałeś o niej słyszeć, panie Ferdynandzie? powiedziała.<br>
{{tab}}— O kim?<br>
{{tab}}— O pewnej panience z pańskich stron.<br>
{{tab}}— W moich stronach wiele jest panienek.<br>
{{tab}}— Czy pan nie znasz zamku niedaleko Chazey?<br>
{{tab}}Tak... Fontenelles.<br>
{{tab}}— Może pan znasz tam niejaką Joannę Jonsset.<br>
{{tab}}— Jak się nazywa?<br>
{{tab}}— Joanna Jousset.<br>
{{tab}}— Ależ znam doskonale.<br>
{{tab}}— Bardzo piękna dziewczyna.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No123 part09.jpg|num=491}}{{tab}}— Prześliczna. Ale zkąd to pani na myśl przyszło?<br>
{{tab}}— Ta młoda osoba opuściła prowincję.<br>
{{tab}}— Podobno, rzekł Descombes zaintrygowany.<br>
{{tab}}— Popełniła błąd.<br>
{{tab}}— Kto ich nie popełnia? powiedział filozoficznie.<br>
{{tab}}— Musiała przybyć ta do Paryża?<br>
{{tab}}— Być może.<br>
{{tab}}— I stracono ślad jej.<br>
{{tab}}— Czy jej szukają?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Kto taki?<br>
{{tab}}— Jej ojciec?<br>
{{tab}}— Nie o niego tu chodzi.<br>
{{tab}}— O kogóż więc?<br>
{{tab}}— O mnie, bo chciała bym ją poznać!<br>
{{tab}}— W jakim celu?<br>
{{tab}}— To już moja tajemnica.<br>
{{tab}}— Pani na tem zależy?<br>
{{tab}}— Bardzo... do tego stopnia, żem prosiła pana Desrioux, aby mi dopomogł i dał jej adres.<br>
{{tab}}— I cóż?<br>
{{tab}}— Pan Dearieax nie wie nawet, w którą stronę ta panna się udała.<br>
{{tab}}Descombes przygryzł usta.<br>
{{tab}}Dlaczego pani de Ganzes pragnęła {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No123 part10.jpg|num=492}}poznać Joannę? Przypomniał sobie o jej stosunku z Klaudyjuszem de Chazey, ale stosunek ten został przecież zerwany przez małżeństwo margrabiego. Cóż za związek mógł łączyć Joannę z hrabiną Sarą?<br>
{{tab}}Przeczuwał on, sam nie wiedząc dlaczego, że powinien milczeć, a przy tem chęć go brała pokazać temu Desrieux, który powinien przecież wiedzieć wszystko, że był w najwyższym stopniu niedołężnym, kiedy nieudało mu się odszukać młodej dziewczyny, przebywającej w samym środku Paryża, w miejscu najwięcej uczęszczanem.<br>
{{tab}}A zresztą, cóż złego mogło wyniknąć dla niego lub dla Joanny, jeżeli zdradzi przed Sarą jej miejsce pobytu? Kto się będzie starał wydrzeć mu ją? Jeżeli margrabia de Chazey był w rzeczy samej sprawcą jej zguby, to teraz widocznie wybił ją sobie z głowy, kiedy się ożenił, opuścił ją i więcej się nią nie zajmuje.<br>
{{tab}}Descombes, rozważając to wszystko w myśli, nie mógł powstrzymać się od uśmiechu i spoglądał kolejno to na Sarę, te na dawnego ministra.<br>
{{tab}}Sara była domyślną i z miny jego odgadła w części, co się działo w jego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No123 part11.jpg|num=493}}umyśle.<br>
{{tab}}— Pan coś wiesz, panie Ferdynandzie — powiedziała, grożąc mu palcem figlarnie.<br>
{{tab}}— Ee!<br>
{{tab}}— Dla czego się pan śmiejesz?<br>
{{tab}}— Tak sobie.<br>
{{tab}}— O nie, musi być jakaś przyczyna.<br>
{{tab}}— Śmieszy mię szczególny zbieg okoliczności.<br>
{{tab}}— Jaki?<br>
{{tab}}— Wspomniałaś pani o osobie, która mnie niegdyś mocno zajmowała — rzekł Descombes z westchnieniem.<br>
{{tab}}— Tak!?<br>
{{tab}}— Do tego stopnia, żem się pragnął z nią ożenić.<br>
{{tab}}— Doprawdy!<br>
{{tab}}— Serjo.<br>
{{tab}}— A ona odmówiła?<br>
{{tab}}— Odmówiła.<br>
{{tab}}— To coś nadzwyczajnego!<br>
{{tab}}— I ja tak myślałem. Ale była to osoba tak zachwycająca, żem nie mógł czuć do niej urazy, a gdy wpadła w nieszczęście, o którem pani wzmiankowała, żałowałem jej z całego serca, daję słowo.<br>
{{tab}}— Czy pan znasz bliższe szczegóły {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No123 part12.jpg|num=494}}tego wypadku?<br>
{{tab}}— Nie. Cała ta sprawa pokryta jest tajemnicą, powiem nawet, niewytłomaczona i zupełnie niezrozumiała. Panna Jousset kochała jednego ze swych sąsiadów i miała go zaślubić.<br>
{{tab}}— Piotra Moranda? — rzekła Sara.<br>
{{tab}}— Ależ pani jesteś doskonale poinformowana! — zawolał ze zdziwieniem Descombes.<br>
{{tab}}— Nie wiem tylko jednej rzeczy.<br>
{{tab}}— Czego?<br>
{{tab}}— Jej adresu.<br>
{{tab}}— I pan Desrieux nie mógł go pani dostarczyć?<br>
{{tab}}— Zapytaj go pan sam.<br>
{{tab}}— To bardzo dziwne, nadzwyczaj dziwne.<br>
{{tab}}— Z powodu? — zapytał dawny minister urażony.<br>
{{tab}}— Bo znaleźć ją tak łatwo, jak zobaczyć słońce w południe.<br>
{{tab}}— A widzi pan! — rzekła złośliwie Sara.<br>
{{tab}}— Bo i dla czegoż miałaby się ukrywać?<br>
{{tab}}— I ja tak sądziłam.<br>
{{tab}}— Jest wolna jak ptak.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No124 part01.jpg|num=495}}{{tab}}— Masz pan słuszność. Więc gdzie można ją widzieć?<br>
{{tab}}— Mogę to pani powiedzieć dokładnie.<br>
{{tab}}— Mówże pan prędzej.<br>
{{tab}}— Ta młoda osoba, zmuszona pracować na swe utrzymanie, jest kasyjerką.<br>
{{tab}}— Gdzie?<br>
{{tab}}— Powiedziałem już: w samem sercu Paryża.<br>
{{tab}}— Słyszysz pan? — powiedziała Sara, patrząc na Desrieux’a.<br>
{{tab}}— W miejscu najbardziej uczęszczanem.<br>
{{tab}}— Dokończ pan.<br>
{{tab}}— W Grand Hotelu.<br>
{{tab}}Eks-minister zrobił minę taką, jakby połknął żywego królika.<br>
{{tab}}— W Grand Hotelu? — powtórzył zdumiony.<br>
{{tab}}— To wstyd doprawdy, o policjo! I pan jesteś tego pewny, panie Descombes?<br>
{{tab}}— Dopiero się z nią rozstałem. Ja właśnie wyrobiłem jej to miejsce.<br>
{{tab}}— Dobrze tam płacą? — spytał Desrieux.<br>
{{tab}}— Siedemdziesiąt pięć franków miesięcznie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No124 part02.jpg|num=496}}{{tab}}— Pan nie wiesz — zauważyła słodkawym tonem Sara — że dla uczciwych kobiet niema miejsc korzystnych. Jako minister spraw wewnętrznych i naczelnik policyi, powinieneś pan wiedzieć najprzód, że źle płacą.<br>
{{tab}}Desrieux wzniósł oczy w górę.<br>
{{tab}}— Co pani chcesz — powiedział — są dnie, kiedy nic się nie udaje, ani czyny, ani zapytania. A zresztą czegoż to dowodzi? Że jest ktoś potężniejszy od policyi i wszelkich ministrów.<br>
{{tab}}— Któż taki?<br>
{{tab}}— Przypadek, kochana hrabino.<br>
{{tab}}O wpół do dziesiątej pokojowa pani de Gances zaniosła do pana de Montglars na ulicę Grenelles bilecik tej treści:
{{f|align=left|lewy=35%|Kochany wice-hrabio!}}
{{tab}}Należy się nam słusznie nazwa gapy i panu i mnie. Wiem już, gdzie można znaleźć wiadomą osobę. Przyjdź pan do mnie, a pogadamy o tem.
{{f|align=right|prawy=15%|S...“.|po=12px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|IX.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Pierwsze spotkanie''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Dochodziła dziewiąta.<br>
{{tab}}Chodniki były suche, wiatr północny dął silnie, niosąc mroźne powiewy zimy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No124 part03.jpg|num=497}}{{tab}}Joanna szybkim krokiem oddalała się od swego biura, szczęśliwa, że może swobodnie odetchnąć.<br>
{{tab}}Idąc, rozważała w myśli to, co jej powiedział Descombes. Jego rozumowanie było słusznem.<br>
{{tab}}Gdyby jeszcze miała pewność zachowania tej posady, choć tak mało korzystnej, spoglądałaby w przyszłość z mniejszym niepokojem, lecz kasyjerka którą zastępowała, za kilka dni powróci do zdrowia, a wówczas co się z nią stanie?<br>
{{tab}}Przez całe sześć tygodni Joanna biegała po kantorach stręczeń i magazynach, gdzie nie dawali jej nawet nadziei na otrzymanie jakiegoś miejsca, tylko odsyłali jeden do drugiego, maskując pustemi frazesami odmowę.<br>
{{tab}}Do Descombes’a zwróciła się dopiero wówczas, gdy nie stało jej cierpliwości i zmuszoną była napocząć ostatnią swoją dwudziestofrankówkę.<br>
{{tab}}Bóg jeden wie, jak oszczędzała swe skromne zasoby, ale nawet najnędzniejsze życie wyczerpuje kasę, której drugiej strony nie zasilają zarobki.<br>
{{tab}}Umeblowanie jej pokoju było tak proste i z tak małej liczby sprzętów złożone, że nawet młodzieniec, żyjący {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No124 part04.jpg|num=498}}po stoicku, nie czułby się z niego zadowolony.<br>
{{tab}}Ruchomości jej składały: łóżko żelazne, dwa wyplatane krzesła i mała, nędzna toaletka.<br>
{{tab}}Żorżetta, w porównania ze swą przyjaciółką, była urządzona po książęcemu. Nawet na nabycie tych kilka sprzętów modniarka dopożyczyła coś Joannie.<br>
{{tab}}Ta ostatnia jednak, myśląc o przyszłości, nie o siebie się smuciła i niepokoiła, lecz głównie o małą nieszczęśliwą istotkę, której ciężar utrzymania musiała ponosić. Zamiast nienawidzieć to dziecko, będące dla niej powodem zmartwień i upokorzeń, nie mogła odeń myśli oderwać. Pragnęłaby widzieć je bezustannie, mieć je przy sobie i nigdy się z niem nie rozstawać.<br>
{{tab}}Dla swojej córki pełniłaby chętnie najgrubsze roboty, poddałaby się najcięższym wymaganiom.<br>
{{tab}}Ferdynand Descombes dał dowód znajomości serca kobiet przedstawiając jej jako pokusę możliwość nie rozstawania się z dzieckiem i wychowywania go we wszelkich wygodach i dostatku.<br>
{{tab}}Jej córka!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No125 part01.jpg|num=499}}{{tab}}Ten wyraz wzbudzał żywsze bicia jej serca, wywoływał uśmiech na jej usta, jeżeli miała nadzieję ujrzeć wkrótce swe dziecię, lub przejmował je obawą, gdy pomyślała, że jeszcze dość dużo czasu ją od niego oddziela.<br>
{{tab}}Obraz maleńkiej zacierał wszelkie jej wspomnienia.<br>
{{tab}}Colombier i lata dziecięce, wysoka ponura postać ojca, niby groźna a tak serdecznie dobra twarz stryja, kapitana Jousset; rysy Morand’ów, nie wyjmując Piotra, — nikły wobec słodkiej twarzyczki anioła spoczywającego w łozinowej kolebce.<br>
{{tab}}I miłość dla narzeczonego i nienawiść dla człowieka, który ją zgubił, rozpływały się jak nierówności i występy gór, które mgła zaciera.<br>
{{tab}}Myślała tylko o swej córce.<br>
{{tab}}Nie pragnęła jej, urodzenie się tego dziecka przypadku było plamą na jej honorze, hańba, a jednak żyła tylko myślą ofiar i poświęceń dla niego.<br>
{{tab}}Idąc, rozmyślała wciąż o swej małej, obojętna na podziw, jaki budziła jej piękność, podziw, wyrażający się bądź uśmiechem, bądź dowcipnym wykrzyknikiem, lub częściej jeszcze słowami brutalnemi i obrażającemi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No125 part02.jpg|num=500}}{{tab}}Niedaleko kościoła świętej Magdaleny usłyszała odgłos kroków za sobą i ktoś zawołał na nią po imieniu:<br>
{{tab}}— Joanno!<br>
{{tab}}Podniosła głowę i twarz jej, dotąd smutna, rozjaśniła się.<br>
{{tab}}— Żorżetta! — zawołała.<br>
{{tab}}Była to modniarka z ulicy Boissy-d’Anglas.<br>
{{tab}}— Nie widzisz mnie — powiedziała — o czemże myślisz?<br>
{{tab}}— Przepraszam cię! Myślałam o tem, że wkrótce nie będę miała {{Korekta|miejssca|miejsca}}.<br>
{{tab}}— Ze mną gorzej jeszcze, powiedziała Żorżetta.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Nie mam już posady.<br>
{{tab}}— Czy być może?<br>
{{tab}}— Tak, tak, moja droga, zostałam na bruku.<br>
{{tab}}— Oddalono cię? — rzekła Joanna ze ściśniętem sercem.<br>
{{tab}}— Nie oddalono mnie. Właścicielka zamyka magazyn, a raczej inni go zamykają. Zdaje się, że interesy szły nie jak należy. Biedaczka zadłużona po same uszy. I wyobraź sobie, żadna z pracownic niczego się nie domyślała. Teraz wszystkieśmy zostały bez {{pp|zaję|cia}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No125 part03.jpg|num=501}}{{pk|zaję|cia}}: dwanaście panien, to nie bagatela!<br>
{{tab}}— Ale nie smucisz się jakoś.<br>
{{tab}}— Ba — rzekła modniarka — trzeba brać rzeczy jak są i nie rozpaczać... gdy trudno, pomyśli się, co robić dalej.<br>
{{tab}}Wzięła przyjaciółkę pod rękę.<br>
{{tab}}— Czy wracamy do domu? — spytała Joanna.<br>
{{tab}}— Nie jeszcze! Po tem, co mnie spotkało, muszę trochę odetchnąć, opamiętać się. Żal mi mojej pryncypałki, dobra kobiecina... zbyt uczciwa... Ale co mnie najwięcej gniewa, to to, że od czasu, jakem do jej magazynu wstąpiła, to jest od trzech lat, wyszłam zupełnie ze stosunków.<br>
{{tab}}Poszły obie ka ulicy Saint-Honoré, przypatrując się po drodze oknom wystawowym.<br>
{{tab}}Od czasu przyjścia na świat córki Joanny, obie młode kobiety coraz więcej się do siebie przywiązywały.<br>
{{tab}}Trzeba dbać o względy swego odźwiernego, taka była zasada Żorżetty i dzięki postępowaniu w myśl tej mądrej maksymy, udało jej się wyspekulować za bardzo nizką cenę pokoik dla przyjaciółki, tuż obok jej własnego.<br>
{{tab}}Dobry humor Żorżetty {{pp|podtrzymy|wał}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No125 part04.jpg|num=502}}{{pk|podtrzymy|wał}} Joannę, nie pozwalając jej się pogrążać w smutnych rozmyślaniach.<br>
{{tab}}Joanna oceniała podług wartości tę wątłą z pozoru paryżankę, opuszczoną od piętnastego roku życia, a tak odważną i wytrwałą.<br>
{{tab}}Żorżetta nigdy się nie skarżyła, podobna do wróbli paryskich, które gnieżdżą się jak mogą i gdzie się zdarzy, żyją niewiadomo z czego, cierpią chłód i głód w zimie, a jednak zawsze są wesołe i szczebiotliwe.<br>
{{tab}}Żorżecie nie zbywało też na doświadczeniu, które, jak wszyscy, zdobyła własnym kosztem.<br>
{{tab}}Było to pięć lat temu i od tego wypadku, mającego być dla niej nauką na przyszłość, serce jej zamknęło się dla miłości.<br>
{{tab}}Gdy spotkała Joannę Jousset u Ronault’ów, odczuwała właśnie tę konieczną potrzebę przywiązania się do czegoś, jakiej nigdy nie pojmą i nie zrozumieją ludzie, otoczeni rodziną.<br>
{{tab}}Jeszcze zanim Joanna wyznała jej wszystko, Żorżetta odgadywała tajemnicę w życiu tej dziewczyny tak pięknej i tak nieszczęśliwej; domyślała się, że błąd jej nie należał do tych, które hańbią; czuła zresztą, jak każda {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No125 part05.jpg|num=503}}szlachetniejsza dusza, litość dla cierpień i pobłażanie dla grzechów miłości .<br>
{{tab}}Zaprzyjaźniły się tedy bez przymusu z jednej lub drugiej strony, ulegając tylko naturalnemu pociągowi i sympatyi.<br>
{{tab}}Gdy Joanna przez sześć tygodni biegała po Paryżu, szukając posady, Żorżetta co wieczór starała się ją pocieszyć, pokrzepić, dodać jej otuchy, odwagi, której jej brakowało czasami.<br>
{{tab}}Ona to zaprowadziła przyjaciółkę do domu Ferdynanda Descombes’a, mówiąc jej:<br>
{{tab}}— Odwagi, przecież cię nie zje!<br>
{{tab}}Ale tego wieczora widnokrąg dla obu tych kobiet się zachmurzył i zaciemnił.<br>
{{tab}}— Co myślisz zrobić? — zapytała Joanna.<br>
{{tab}}— To samo, coś ty robiła. Będę szukała miejsca.<br>
{{tab}}— Cóż to za okropna rzecz:<br>
{{tab}}— Ha! trudno! Kiedy trzeba, to trzeba.<br>
{{tab}}— Masz może jakiego przyjaciela?<br>
{{tab}}— Żorżetta potrząsnęła głową.<br>
{{tab}}— Niegdyś miałam przyjaciela...<br>
{{tab}}— Jak się nazywał?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No125 part06.jpg|num=504}}{{tab}}— Hugo.<br>
{{tab}}— To imię chrzestne, a nazwisko.<br>
{{tab}}— Nie pytałam o nie.<br>
{{tab}}— To dziwne.<br>
{{tab}}— Przeciwnie, bardzo pospolite. W Paryżu masz tysiące historyj kubek w kubek podobnych do mojej. Opowiem ci ją w dwóch słowach: zostałam oszukana, a może sama się oszukałam. Miałam lat dwadzieścia i nudziłam się djabelnie. Pracowałam w owym czasie przy ulicy Castiglione, ot tam — rzekła, wskazując na magazyn, który właśnie zamykano. Co wieczór, gdym wychodziła, spotykałam jakiegoś młodego pana, elegancko ubranego, który widocznie czatował na mnie. Raz zbliżył się, zagadnął mnie i odtąd przy spotkaniu rozmawialiśmy z sobą i szli dalej razem. Ten pan mówił pięknie, jak człowiek wykształcony i z dobrego towarzystwa. Po sześciu tygodniach oporu, uległam, a po upływie trzech miesięcy było już po całej naszej miłości. Mój pan Hugo się ulotnił, oznajmiwszy mi listownie, że wyjeżdża de Ameryki. Ja zawsze myślałam, i to od pierwszej chwili, że to wybieg z jego strony, że się poprostu znudził tym romansem i puścił mnie w {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No125 part07.jpg|num=505}}trąbę, ale do Ameryki nie wyjeżdżał, a siedzi dotąd w Paryżu. Ach! kłamca!<br>
{{tab}}Westchnęła i mówiła dalej.<br>
{{tab}}— Widzisz jednak, że mówię o tem bez goryczy. Co tam! wszyscy {{Korekta|mezczyzni|meżczyźni}} są jednakowi. Ta moja przygoda nauczyła mnie być ostrożną. Teraz, jeżeli jaki panicz robi mi propozycyje, co się przecież zdarza każdej z nas, ładnej czy brzydkiej, odmawiam wręcz i basta.<br>
{{tab}}Robiło się coraz ciemniej. Obie młode kobiety przechodziły ulicą Rivoli, dość skąpo oświetloną, gdy nagle usłyszały za sobą brzęczenie ostróg.<br>
{{tab}}Dwaj wojskowi, kawalerzyści, szli za niemi w pewnej odległości i zdawali się przyspieszać kroku w celu dopędzenia ich.<br>
{{tab}}Joanna i Żorżetta także zaczęły iść prędzej, tuląc się jedna do drugiej i chcąc jak najprędzej dotrzeć do ulicy Royale.<br>
{{tab}}Dwaj wojskowi, obaj wysokiego wzrostu, nie ustępowali.<br>
{{tab}}Joanna zwróciła się i drgnęła.<br>
{{tab}}Przy świetle gazu poznała w jednym ze ścigających je Piotra Moranda w huzarskim mundurze.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No125 part08.jpg|num=506}}{{tab}}— Co ci to? zapytała Żorżetta.<br>
{{tab}}— On.<br>
{{tab}}— On. Kto taki?<br>
{{tab}}— Mój narzeczony.<br>
{{tab}}— Który z nich?<br>
{{tab}}— Wyższy.<br>
{{tab}}Joanna zapuściła na twarz woalkę i więcej nie odwracała głowy. Żorżetta była ciekawa jak każda córa Ewy. Przyjrzawszy się więc rysom huzara, rzekła po cichu:<br>
{{tab}}— A wiesz, że bardzo przystojny!<br>
{{tab}}— Chodźmy, szepnęła Joanna drżącym głosem.<br>
{{tab}}Na ulicy Royale dwaj kawalerzyści zostali zatrzymani przez rząd powozów, z czego obie młode kobiety skorzystały i znacznie ich wyprzedziły.<br>
{{tab}}Gdy wojskowi przybyli na ulicę Boissy-d’Anglas ujrzeli już tylko w pewnej odległości dwie suknie znikające w bramie.<br>
{{tab}}— Joanna zdyszana i wzruszona wpadła do loży odźwiernej, mówiąc prędko:<br>
{{tab}}— Kochana pani Barboux, jeżeli będzie się kto o mnie pytał, niech pani powie, że mnie wcale nie zna. Proszę o to!<br>
{{tab}}I weszła na schody, ciągnąc za sobą {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No125 part09.jpg|num=507}}Żorżettę, która daremnie starała się ją uspokoić.<br>
{{tab}}Po chwili dwaj kawalerzyści także weszli do loży.<br>
{{tab}}— Gdzie tu mieszka panna Jousset? spytał Piotr Morand.<br>
{{tab}}Pani Barboux, szczerze lubiła swoje lokatorki i nie chciała im robić przykrości, dla tego też, spełniając prośbę Joanny, włożyła na nos binokle, obejrzała obu wojaków od stóp do głów z surowością pułkownika źle usposobionego i rzekła:<br>
{{tab}}— O kogo panowie pytają?<br>
{{tab}}— O pannę Jousset.<br>
{{tab}}— Co to za jedna?<br>
{{tab}}— Młoda panna.<br>
{{tab}}— Rodaczka pańska?<br>
{{tab}}— Rzeczywiście, pochodzimy z jednej prowincyi, odrzekł Morand. Sądzę żem się nie pomylił: to ona weszła do tego domu przed chwilą.<br>
{{tab}}— Jousset! powtórzyła odźwierna, udając, że sobie usiłuje przypomnieć to nazwisko... Nie, nie znam.<br>
{{tab}}— Wysoka brunetka!<br>
{{tab}}— Nie znam.<br>
{{tab}}— Ale...<br>
{{tab}}— Myli się pan, nie mieszka w tym domu osoba tego nazwiska.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No125 part10.jpg|num=508}}{{tab}}Piotr zbladł i na jego twarzy odmalowało się tak silne wzruszenie, że odźwiernej żal go się zrobiło, ale nie mogła przecież odwołać tego, co raz powiedziała, a zresztą pocieszała się, że Piotr zapewne innym razem powróci, a wtedy... jeszcze się zobaczy.<br>
{{tab}}— Więc jej pani nie zna? wyjąkał huzar.<br>
{{tab}}— Nie, panie... Bardzo mi przykro... Może w drugiej bramie...<br>
{{tab}}Była to odprawa. Piotr zdecydował się odejść, ale z zakłopotaniem, jakby nie był pewny, czy ma wierzyć słowom odźwiernej. Na ulicy zatrzymał się jeszcze, mówiąc do swego towarzysza:<br>
{{tab}}— Byłem jednak pewny, że się nie mylę.<br>
{{tab}}Pot wystąpił mu na czoło, drżał cały ze wzruszenia.<br>
{{tab}}Przez kwadrans stal na trotuarze, przypatrując się domowi, do którego weszła Joanna, w nadziei, że ją może zobaczy w którem z okien. Kilka sylwetek przesunęło się po za firankami, ale żadna nie była podobną do jej postaci.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No127 part01.jpg|num=509}}{{tab}}Wreszcie odszedł, szepcząc:<br>
{{tab}}— Przyjdę tu jeszcze.<br>
{{tab}}— W pokoiku Żorżetty Joanna blada, drżąca, rozsznurowana, bo omdlewała prawie, mówiła, popijając zimną wodę, którą jej przyjaciółka podawała:<br>
{{tab}}— On w Paryżu jako żołnierz! Biedny Piotr!<br>
{{tab}}— Żałujesz go?<br>
{{tab}}— Niestety!<br>
{{tab}}— Jego, co cię w końcu tak traktował?<br>
{{tab}}— Biedny Piotr, powtórzyła Joanna; on tyle cierpiał.<br>
{{tab}}— Przebaczyłabyś mu?<br>
{{tab}}— Nie wiem, czy mam mu co do przebaczenia, ale pragnęłabym go widzieć {{Korekta|szęśliwym|szczęśliwym}}.<br>
{{tab}}— Myśl lepiej o sobie, moja droga, o twojej córce.<br>
{{tab}}— Masz słuszność, rzekła Joanna wstając. O niej trzeba myśleć przedewszystkiem. Do jutra, Żorżetto.<br>
{{tab}}Przeszła do swego pokoju, położyła się spać i {{Korekta|nsypiająć|usypiając}} już, szepnęła raz jeszcze:<br>
{{tab}}— Biedny Piotr!<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|X.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Paczka listów''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Ferdynand Descombes do hrabiny {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No127 part02.jpg|num=510}}de Gannes, ulica Ateńska.
{{f|align=left|lewy=50%|„Kochana pani.}}
{{tab}}Milczenie jest złotem. Przekonałem się o tem zapóźno. Mam wszakże nadzieję, że nie będę potrzebował żałować głupstwa, którem popełnił przez roztargnienie, zwłaszcza jeżeli pani będziesz tak dobrą i nie wyjawisz nikomu miejsca, gdzie można znaleźć wiadomą pani młodą osobę.<br>
{{tab}}Nie będę taił przed panią, że mam względem niej pewne projekty, które pani {{Korekta|zrozumniesz|zrozumiesz}}, skoro tylko na nią spojrzysz.<br>
{{tab}}Powinienem był milczeć, czuję to, chociaż ta sprawa może nie pociągnąć za sobą żadnych następstw, ale ten były minister, nie umiejący znaleźć młodej dziewczyny, którą zastać można codziennie w miejscu ogólnie znanem, taki mi się wydał zabawny, żem nie mógł się oprzeć pokusie dokuczenia mu trochę, Łączę tysiączne pozdrowienia i pozostaję z prawdziwą przyjaźnią.
{{f|align=left|lewy=0%|Ferdynand Descombes.“}}
{{tab}}Hrabina de Gannes do p. Ferdynanda Descombes ulica Messyńska.
{{f|align=left|lewy=10%|„Kochany panie Ferdynandzie!}}
—Jestem prawie matką dla pana, nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No127 part03.jpg|num=511}}masz się tedy potrzeby obawiać, abym zaszkodziła tajemniczej sprawie, o której pan mówisz półsłówkami. Jestem ogromnie zaciekawiona, a pan wiesz, jak ciekawe umieją być kobiety.<br>
{{tab}}Chcesz pan po mnie wstąpić?<br>
{{tab}}Jeżeli pana nic nie zatrzymuje, pójdziemy na obiad do Grand Hotel’u. Będzie to dla mnie doskonała sposobność ujrzenia i zapewne podziwiania tej panny, o której się pan wyrażasz z takim entuzjazmem.<br>
{{tab}}Francuzka uważałaby może mój krok za nadto swobodny, ale cudzoziemki mogą sobie na coś podobnego pozwolić.<br>
{{tab}}Co się tyczy pana, kochany panie Ferdynandzie, nie obawiasz się chyba skompromitować mojem towarzystwem.<br>
{{tab}}Proszę o odpowiedź.
{{f|align=right|prawy=15%|Stara przyjaciółka Sara de Gannes.“|po=8px}}
{{f|align=left|lewy=10%|Ferdynand Descombes do hrabiny de Gannes.}}
{{tab}}„Jestem zachwycony, oczarowany! Ale pocóż ten wyraz „matka“, to dodawanie sobie lat, których metryka pani nie poświadcza? Kokieteryja!<br>
{{tab}}Dziś wieczorem, około siódmej.<br>
{{tab}}Przez panią gotów jestem popaść w {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No127 part04.jpg|num=512}}grzech zarozumiałości!
{{f|align=right|prawy=15%|Ferdynand.“|po=8px}}
{{tab}}Margrabina Gabryela de Chazey do miss Eweling Darley, Chesterfield w Anglii.
{{f|align=left|lewy=20%|Moja droga dobra Ewelino!}}
{{tab}}Zapytajesz, czy jestem szczęśliwa: Gdyby ten list miał zostać we Francyi nie odpowiedziałabym może z zupełną szczerością na to zapytanie. Lecz przepłynie on morze i znajdzie cię daleko, daleko odemnie, której dziecięctwem tak się czule opiekowałaś.<br>
{{tab}}Wiem, że zachowasz dla siebie te zwierzenia, że je zamkniesz w głębi duszy, choć sprawią ci one pewną przykrość, gdyż wiem, żeś mnie kochała niegdyś i przywiązanie to trwa dalej pomimo rozłączenia, Jakżeby mi było przyjemnie módz być z tobą i nigdy cię nie opuszczać.<br>
{{tab}}Ty jedna moja, kochana Ewelino okazywałaś mi prawdziwą przyjaźń i tkliwość.<br>
{{tab}}Przez lat piętnaście zastępowałaś mi moją biedną matkę, której nie znałam prawie. Dlaczegoś mnie opuściła?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No128 part01.jpg|num=513}}{{tab}}Gdybyś wiedziała, jak mnie zaniedbują! Nie mam dokoła siebie ani jednej osoby której bym się mogła zwierzyć z tego, co mi dolega, co mnie boli.<br>
{{tab}}Czem jestem starsza, tem lepiej pojmuję, do jakiego stopnia pewne istoty rodzą się nieszczęśliwe, jakby naznaczone przez fatalność.<br>
{{tab}}Kto by uwierzył, widząc mnie otoczoną tem wszystkiem, co zbytek dać może, że i ja należą do tych wydziedziczonych.<br>
{{tab}}A jednak tak jest. Nic mi się jeszcze dotąd nie powiodło.<br>
{{tab}}Od najmłodszych lat zwaliły się na mnie najokropniejsze nieszczęścia.<br>
{{tab}}Najpierw straciłam matkę, tak dobrą, czułą, troskliwą!<br>
{{tab}}Dawne to czasy, moja droga Ewelino. Ale ja widzę ją jeszcze schyloną nad moją kołyską jak cień i czuję łzy, spadające z jej oczu na moje czoło, jak gdyby przeczuła smutną dolę, jaka mnie czeka. Potem znowu ojciec mnie odumarł, pozostawiając mnie w obcych rękach.<br>
{{tab}}Któż mógł zastąpić tych co umarli?!<br>
{{tab}}Moja ciotka, oddana światu i jego przyjemnościom? Ona nawet niema czasu pomyśleć o mnie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No128 part02.jpg|num=514}}{{tab}}Komendant, najpoczciwszy, najlepszy z ludzi, lecz ciągle zaprzątnięty swemi kombinacjami naukowemi, nie widzący ziemi, zapatrzony w niebo i gwiazdy?<br>
{{tab}}Mój mąż?<br>
{{tab}}Nie wiem doprawdy, co o nim powiedzieć, bo go nie znam.<br>
{{tab}}Rok już prawie mija od chwili naszego ślubu, a byłabym w kłopocie, gdyby mię zapytano, co on myśli, co lubi, co nienawidzi.<br>
{{tab}}Jest on dla mnie nieodgadniony.<br>
{{tab}}{{Korekta|— Czy|Czy}} się mam na niego skarżyć?<br>
{{tab}}{{Korekta|— Nie|Nie}}.<br>
{{tab}}Czy go chwalić?<br>
{{tab}}Nie śmiem odpowiedzieć.<br>
{{tab}}Ironicznie grzeczny, arystokratycznie chłodny i powściągliwy, mąż mój nie mówi prawie, nie uchybia mi w niczem i nigdy, pozwala mi robić, co chcę, zaspakajać wszelkie fantazje; uważa za dobre wszystko, czego żądam lub co robię, ale nigdy — pojmij mnie dobrze, moja droga Ewelino — nigdy, nawet pierwszego wieczora po ślubie, nie znalazł dla mnie tkliwszego, czulszego wyrazu ani pieszczoty, któraby mi się szczerą wydała!<br>
{{tab}}A jednak, jeżeli ja mu się oddałam {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No128 part03.jpg|num=515}}bez uniesienia, to przynajmniej miałam zamiar sumiennie spełniać obowiązki, jakie brałam na siebie i sądzę, że nie byłoby mu trudno wzbudzić we mnie przywiązanie, pozyskać moją duszę, która tak pragnęła miłości.<br>
{{tab}}Teraz to już niemożebne.<br>
{{tab}}Czuję, pomimo całego mego niedoświadczenia, że jakaś przeszkoda oddziela nas od siebie.<br>
{{tab}}Smutna ta prawda uderzyła mnie zaraz pierwszego dnia.<br>
{{tab}}Co jest ta przeszkodą? Nie wiem. I ktoby mi to wytłomaczył!<br>
{{tab}}Domyślam się, że to kobieta, która znajduje się w Paryżu.<br>
{{tab}}To też z radością opuściłam to miasto w kilka dni po ślubie, w nadziei, że oddalenie wyleczy go może z tej passyi.<br>
{{tab}}I rzeczywiście, Klaudyjusz, ponury przed wyjazdem, zdawał się zwolna zapominać o tem, co go zajmowało w Paryżu.<br>
{{tab}}Przybywszy do Algeryi na wiosnę, został oczarowany urokiem tej cudownej miejscowości. W okolicach Orana wynajęliśmy mieszkanie prześliczne, w bliskości morza i położone nadzwyczaj pięknie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No128 part04.jpg|num=516}}{{tab}}Objawiłam życzenie nabycia tego domu na własność i za niewielką sumę zostaliśmy właścicielami mieszkania, oraz znacznych należących doń gruntów.<br>
{{tab}}Posiadłość ta nazywa się Sidi-Belbes.<br>
{{tab}}Jest to prawdziwy raj ziemski w zmniejszeniu.<br>
{{tab}}Z okien naszego domu, białego jak śnieg, widziałam z jednej strony, jak okiem zasięgnąć, morze błękitne, usiane białemi żaglami rybaków z Oranu, z drugiej zaś cały rząd dolin i pagórków, uwieńczonych winogronem, drzewami pomarańczowemi lub krzewami tytoniu o szerokich liściach.<br>
{{tab}}Zabraliśmy z sobą tylko czterech służących z Francyi, ale prócz tego służba poprzedniego właściciela pozostała w Sidi-Balbes. Byli to po większej części {{Korekta|hiszpanie|Hiszpanie}} lub {{Korekta|arabowie|Arabowie}}.<br>
{{tab}}Podczas pierwszych dni naszego pobytu Klaudyjusz zdawał się być zajętym nowością i urokiem tego nieporównanego krajobrazu.<br>
{{tab}}Lecz wkrótce usposobienie jego się zmieniło, stał się tak ponurym, jak przed wyjazdem z Francyi i humor jego pogarszał się zawsze, gdy {{pp|otrzymy|wał}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No128 part05.jpg|num=517}}{{pk|otrzymy|wał}} listy z kraju.<br>
{{tab}}Dla mnie był wciąż jednakowo grzeczny i zimno uprzedzający. Nie było to szczęściem, ma się rozumieć, ale koniec końców czułam się w tym kraju spokojna, zadowolona i nie pragnęłam go opuścić.<br>
{{tab}}Czyniłam wszystko, co było w mej mocy, aby zatrzymać tam mego męża, ale pojęłam wkrótce, że zadośćuczynienie tym moim życzeniom kosztowało go zbyt wiele wysileń.<br>
{{tab}}Klaudyjusz był wzruszony, nerwowy, jak w gorączce i nie mógł usiedzieć na miejscu.<br>
{{tab}}Z wysokości nadbrzeżnych skał Sidi-Belbes’u gonił oczyma parowce, które kursują pomiędzy Oranem a Marsylją, jak gdyby wzdychał do tej chwili szczęśliwej, kiedy i jemu wolno będzie na skrzydłach pary oddalić się z pod bezchmurnego nieba Afryki podążyć tam, gdzie go ciągnęły tajemnicze pragnienia i tęsknoty.<br>
{{tab}}Nakoniec, chcąc położyć kres jego męczarniom, powiedziałam:<br>
{{tab}}— Wrócimy do Francyi, kiedy sam zechcesz.<br>
{{tab}}Twarz jego się rozpromieniła.<br>
{{tab}}— Nie chcę cię zmuszać do {{pp|wyrze|czenia}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No128 part06.jpg|num=518}}{{pk|wyrze|czenia}} się Paryża, gdzie masz wszystko, co lubisz — dodałam.<br>
{{tab}}— Wszystko? Nie — odpowiedział — ponieważ ty Gabryelo jesteś tutaj.<br>
{{tab}}Byłby to może kompliment w innych ustach, ale ton, jakim mój mąż te wyrazy wymówił, był lodowaty, prawie sardoniczny.<br>
{{tab}}W tydzień potem byliśmy już w Paryżu.<br>
{{tab}}Jest temu trzy miesiące, a przez ten czas, nie wiem, czy widziałam Klaudyjusza osiem razy.<br>
{{tab}}Czy mam być zupełnie szczerą?<br>
{{tab}}Jeżeli tak, to powiem, że jego nieobecność jest prawie szczęściem dla mnie.<br>
{{tab}}Odkąd pojęłam, do jakiego stopnia moje życie jest chybione, polubiłam samotność. Jestem jak osoba w żałobie zamknięta w swych pokojach, zatopiona w smutku, nie pragnąca widzieć nikogo.<br>
{{tab}}Czasami myślę, że gdyby Bóg dał był mi małą istotkę, z którąbym zawsze mogła być razem, widzieć ją, pieścić, otaczać tkliwem staraniem, którą miałabym prawo ukochać całem sercem i duszą, czułabym się szczęśliwą w mojem opuszczeniu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No128 part07.jpg|num=519}}{{tab}}Ale i tej pociechy mieć nie będę! Jak wiele innych, ominęłam szczęście, które stało na mej drodze.<br>
{{tab}}Moja w tem wina, za którą też pokutuję gorzko i po niewczasie.<br>
{{tab}}Szczęście to ukazało mi się, przyszło do mnie samo, a ja go nie poznałam, nie zrozumiałam!...<br>
{{tab}}I cierpi nas dwoje za tę omyłkę.<br>
{{tab}}Żegnam cię, kochana Ewelino! Gdybyś ty była przy mnie, byłaby to dla mnie wielka pociecha. Ale jestem otoczona tylko obcymi i obojętnymi.<br>
{{tab}}Ach! czemu nie byłam biedną dziewczyną albo nie żyłam w mierności, któraby odsunęła odemnie ambitnych i chciwych ludzi!<br>
{{tab}}Piszę do ciebie z pokoju mojej matki, który sama teraz zamieszkuję.<br>
{{tab}}Matka moja umarła młodo, ale była kochaną. Miłość mego ojca podążyła za nią po za grób, bom go często widziała płaczącym, gdy spoglądał na ten portret, który mam przed sobą w tej chwili i który patrzy na mnie swemi łagodnemi oczyma, coby może płakały, gdyby żyły i myślały o mojej przyszłości.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No129 part01.jpg|num=520}}{{tab}}Jestem bogatą, jestem margrabiną, mam młodość i zapewne nie jedna mi zazdrości!<br>
{{tab}}Żegnam cię, moja biedna przyjaciółko, moja droga Ewelino. Dlaczego obowiązki względem twej matki trzymają cię zdala odemnie, która nazywałaś niegdyś swoją córką, a która byłaby tak szczęśliwa, gdyby cię widzieć mogła?<br>
{{tab}}Znajdziesz w tym liście dwa tysiące franków małej pensyi, którą ci w sekrecie wyznaczam. Jeżeli to nie dosyć, jeżeli ci cośkolwiek brakuje, daj mi znać, proszę.<br>
{{tab}}Całuję cię i ściskam jak niegdyś, kiedym była małą.
{{f|align=right|prawy=15%|Twoja Gabryela“.|po=8px}}
{{tab}}Wice-hrabia de Montglars do hrabiny de Gannes.
{{f|align=left|lewy=25%|„Kochana przyjaciółko!}}
{{tab}}Więc znaleziona?<br>
{{tab}}I to jakim cudem?<br>
{{tab}}Mogę pani dać świeżutkie wiadomości o jej niewiernym wielbicielu.<br>
{{tab}}Przed chwilą się z nim rozstałem.<br>
{{tab}}Zostałaś pani w jego sercu zupełnie zastąpioną. Chociaż nie wiem czy należy powiedzieć w sercu? Zdaje mi się że u niego przedewszystkiem zajętą {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No129 part02.jpg|num=521}}jest głowa.<br>
{{tab}}Nie mogąc mu oznajmić nic dokładniejszego, dałem jednak do zrozumienia, że niedługo będę mu mógł udzielić upragnionej wieści.<br>
{{tab}}Oczy jego się zaiskrzyły. (Mówię, jak modne felietony — prawda?).<br>
{{tab}}Jedynym przedmiotem, który go interesuje, od czasu ślubu, jest ta dziewczyna, której ślad utracił i którą gorąco pragnie odszukać.<br>
{{tab}}Jest to u niego prawdziwa idée fixe, jedna z tych upartych, natrętnych, myśli, pod których naciskiem słabe głowy pękają, jak nadto rozgrzane kotły.<br>
{{tab}}Wychodziliśmy z jadalni baronowej de Senecey, u której było familijne śniadanie, kiedy się zaczęła pomiędzy mną a Klandyjuszem ta rozmowa.<br>
{{tab}}Pokazałem mu oczyma margrabinę, która zdawała się nas słuchać i mogła się domyśleć jakiejś intrygi.<br>
{{tab}}Zrozumiał mnie i przeszliśmy oba do fumuaru.<br>
{{tab}}— Więc gdzież ona jest? zapytał: Klandyjusz z nadzwyczajną żywością.<br>
{{tab}}— Nie ja mogę ci to powiedzieć.<br>
{{tab}}— A któż.<br>
{{tab}}— Gdybyś się nie był poróżnił z hrabiną... to sądzę, że ona mogłaby ci {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No129 part03.jpg|num=522}}dać wskazówki...<br>
{{tab}}— Sara?<br>
{{tab}}— Ona sama.<br>
{{tab}}— Ale jakże...<br>
{{tab}}— Alboż ona nie wie wszystkiego, co wiedzieć pragnie?<br>
{{tab}}Na tem zakończyłem rozmowę, ściskając za rękę przestrzegająco.<br>
{{tab}}Wchodził właśnie komendant Benin, prowadząc pod rękę swoją wychowanicę, na której twarzy rozpościerał się cień smutku.<br>
{{tab}}Wogóle przyszłość tej pary wydaje mi się chmurami brzemienną.<br>
{{tab}}Jeżeli się nie mylę, to niedługo ujrzysz pani u siebie Klaudyjusza.<br>
{{tab}}Gdy tylko chodzi o nią, gotów on na wszystko, chętnie zniesie wyrzuty i oziębłość.
{{f|align=right|prawy=15%|Życzliwy i przyjaciel, Hugo de Montglars“.|po=8px}}
{{tab}}Margrabina de Chazey do doktora Filipa Rochard’a, ulica de la Chaire.
{{f|align=left|lewy=30%|„Kochany panie Filipie!}}
{{tab}}Co się z panem dzieje? Dlaczego nas pan opuszczasz? Powróciwszy do Paryża od niejakiegoś czasu, jestem zawsze {{Korekta|n|u}} siebie w środy i soboty dla wszystkich a codziennie dla pana. Czy pan przestałeś być naszym {{pp|przyjacie|lem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No129 part04.jpg|num=523}}{{pk|przyjacie|lem}} i trzeba się wyrzec widzenia pana?
{{f|align=right|prawy=15%|Gabryla.“|po=8px}}
{{tab}}Wielmożna margrabina de Chazey Montglars w pałacu swoim przy ulicy Varennes w Paryżu.
{{f|align=left|lewy=30%|„Drogie moje dziecko!}}
{{tab}}List twój przejął mnie rozpaczą. Utraciłam właśnie matkę. Za kilka tygodni będę przy tobie.
{{f|align=right|prawy=15%|Ewelina Darley.“|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XI.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Kotka, która schowała swe pazurki''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Dla młodzieńca nawet milijonewego i nawykłego do tryumfów próżności, jest to zawsze satysfakcyja, gdy może wejść do miejsca, gdzie się zbierają tłumy, wiodąc ze sobą kobietę piękną jak bogini i budzącą szmer uwielbienia.<br>
{{tab}}To też Ferdynand Descombes nie zupełnie wiernie wyraził swe uczucia, odpowiadając na żądanie hrabiny de Gannes:<br>
{{tab}}— Jestem zachwycony, oczarowany.<br>
{{tab}}Serce jego napewno biło silniej w wązkiej piersi, gdy punkt o dwunastej wchodził do czytelni Grand Hotel’u w towarzystwie pięknej Sary.<br>
{{tab}}Miłość wcale się nie przyczyniała do {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No129 part05.jpg|num=524}}tego przyspieszonego ruchu źródła życia.<br>
{{tab}}Jedynie tylko próżność święciła tu swój tryumf.<br>
{{tab}}Sara wywołała prawdziwy efekt swem zjawieniem się.<br>
{{tab}}— Obywatele północnej Ameryki, bogacze południa, {{Korekta|hiszpanie, rumunowie, grecy|Hiszpanie, Rumuni, Grecy}}wszyscy słowem goście olbrzymiego zajazdu, jak na komendę zwrócili oczy w stronę uszczęśliwionego Ferdynanda, a raczej jego olśniewającej towarzyszki.<br>
{{tab}}Kasjerka siedziała przy swem biurze, nieco smutniejsza niż zazwyczaj.<br>
{{tab}}Gdy Descombes i Sara zażądali biletów na śniadanie, podniosła głowę.<br>
{{tab}}Hrabina przygryzła usta, a w jej dużych oczach odmalowało się zdumienie.<br>
{{tab}}Rzeczywistość przewyższała pochwały, jakie na cześć piękności Joanny wygłaszał Montglars i Descombes.<br>
{{tab}}— To panna Jousset? zapytała swego towarzysza.<br>
{{tab}}— Tak, pani.<br>
{{tab}}Sara się uśmiechnęła.<br>
{{tab}}— Słyszałam wiele o pani... rzekła do kasjerki uprzejmym tonem.<br>
{{tab}}— Pani hrabina de Gannes, {{pp|przy|jaciółka}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No129 part06.jpg|num=525}}{{pk|przy|jaciółka}} mojej rodziny, rzekł Descombes, przedstawiając ją Joannie.<br>
{{tab}}Kasjerka pokraśniała po samo czoło.<br>
{{tab}}— I to, co mi mówiono, bardzo mnie zajęło — dokończyła Sara.<br>
{{tab}}Descombes wchodząc do jadalni, rzucił Joannie przeciągłe spojrzenie, wymownie świadczące o jego dla niej uczuciach.<br>
{{tab}}Piękna hrabina siadła przy stoliku w głębi pokoju, umieszczonym niedaleko kominka, na którym płonęły szczapy drzewa tak wielkie jak te, któremi niegdyś opalano zamki królów Francyi, Versailles lub Fontainebleau. Przyłożywszy do oczu oprawną w szyldkret lornetkę, obrzuciła spojrzeniem całą ogromną salę, piękne złocenia, sztukateryje i rzuciła od niechcenia bardzo pochlebne dla architekta wyrazy:<br>
{{tab}}— Bardzo ładne! Gustowne, doprawdy!<br>
{{tab}}— Następnie powróciła do przedmiotu który ją wyłącznie zajmował:<br>
{{tab}}— Wie pan, rzekła, zostałam prawdziwie zdumiona przed chwilą.<br>
{{tab}}— Pięknością kasyjerki?<br>
{{tab}}— Tak. To coś olśniewającego, niezwykłego.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No134 part01.jpg|num=526}}{{tab}}— Nieprawdaż?<br>
{{tab}}— Taka kobieta może doprowadzić do zrobienia głupstwa.<br>
{{tab}}— Nawet do ożenienia się z nią, czy tak?<br>
{{tab}}— Gorzej jeszcze, do zbrodni.<br>
{{tab}}— O!<br>
{{tab}}— Takie jest moje zdanie.<br>
{{tab}}— Że miłość prowadzi do zbrodni?<br>
{{tab}}— Alboż nie zdarzają się codzień niemal, jakby potwierdzające moje słowa? Czy pan nie czytuje dzienników? Ale nie mówiąc już o zbrodniach, pomyśl pan tylko do jakich postępków podłych, nizkich, nikczemnych popycha miłość, a raczej żądza.<br>
{{tab}}— Nie pochlebiasz pani zakochanym.<br>
{{tab}}— A współzawodniczenie w miłości, wypływająca ztąd zazdrość, nienawiść, zemsta, czy to szlachetne uczucia?<br>
{{tab}}— Strzeż się pani, możnaby pomyśleć, że masz siebie na myśli.<br>
{{tab}}Wzruszyła ramionami.<br>
{{tab}}— Ja, rzekła, mam szczęśliwą naturę — bez żółci. Lubię nadewszystko, dobrobyt, komfort, swobodę. Te rzeczy posiadam... czego mi potrzeba więcej, kogo miałabym nienawidzieć?... Nie, nie mam siebie na myśli, tylko tę {{pp|bie|dną}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No134 part02.jpg|num=527}}{{pk|bie|dną}} dziewczynę i jej dzieje.. Czy ona się czuła szczęśliwą w swym zakątku?<br>
{{tab}}— Zdaje się, kiedy nie chciała go opuścić.<br>
{{tab}}— Opuściła go jednak.<br>
{{tab}}— Niestety!<br>
{{tab}}— I z jakiego to powodu?<br>
{{tab}}Descombes zacisnął pięści, brwi zmarszczyły mu się nad małemi czarnemi oczyma, które nie były pozbawione blasku.<br>
{{tab}}— Gdybym się nie bał obrazić pani, rzekł, dałbym pani jedną radę.<br>
{{tab}}— Proszę o nią.<br>
{{tab}}— W sprawie tej jest tajemnica. Może pani była niegdyś zaprzyjaźniona z margrabią de Chazey, prawda?<br>
{{tab}}Wymawiając to słowa, Descombes nie mógł się powstrzymać od nerwowego dreszczu.<br>
{{tab}}— Tak jest, odpowiedziała spokojnie Sara.<br>
{{tab}}— Zwróć się więc pani do niego. On panią objaśni lepiej niż wszyscy.<br>
{{tab}}— Niezła myśl...<br>
{{tab}}Hrabina de Gannes wiedziała teraz wszystko, co wiedzieć chciała.<br>
{{tab}}Piękność młodej prowincjonalistki, uznał za potężną, wstrząsającą.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No134 part03.jpg|num=528}}{{tab}}I cieszyła się z tego powodu, nie zdradzając wszakże niczem tej wewnętrznej radości.<br>
{{tab}}Zmieniła nawet umyślnie przedmiot rozmowy. Zaczęła mówić o teatrze wyścigach, plotkach światowych i nagle spytała:<br>
{{tab}}— Czy pan widziałeś panią de Chazey?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Gdzie?<br>
{{tab}}— W rozmaitych miejscach. We Franche-Comté, na kilka miesięcy przed jej ślubem; potem w Paryżu.<br>
{{tab}}— I co pan o niej myślisz?<br>
{{tab}}— Bardzo miła osoba.<br>
{{tab}}— Ładna?<br>
{{tab}}— Nie powiem, ale dobra i sympatyczna, co więcej warte od piękności.<br>
{{tab}}— Jakże to małżeństwo się skojarzyło?<br>
{{tab}}— Tak, jak wogóle się małżeństwa, kojarzą: zaproponowano jej margrabiego, jego świetną i pod każdym względem odpowiednią partię, a ona, jako młoda panienka, niedoświadczona i nie znająca ludzi, zgodziła się.<br>
{{tab}}— Czy tylko nie będzie tego żałowała?<br>
{{tab}}— Sądzę, że napewno pożałowała, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No134 part04.jpg|num=529}}rzekł Ferdynand, zadowolony, że może dać ujście swej antypatyi dla margrabiego, dla tego rywala, który był przystojny i silny, podczas gdy on odznaczał się niepokaźną i niepociągającą powierzchownością, który nadto popelnił prawdziwe w jego oczach świętokradztwo, uwodząc i porzucając nikczemnie przedmiot jego czci i uwielbienia; tryumfując bez żadnych wysileń tam, gdzie on doznał niepowodzenia, pomimo wszelkich ofiar, jakie gotów był ponieść.<br>
{{tab}}Po śniadaniu hrabina wstała i wychodząc, znowu się zatrzymała przed kantorkiem Joanny.<br>
{{tab}}— Czy pani jesteś zadowolona ze swej posady? zapytała.<br>
{{tab}}— Muszę być zadowoloną.<br>
{{tab}}— Nie jest to, zdaje się, miejsce bardzo korzystne?<br>
{{tab}}— Gdybym je jeszcze mogła zachować, ale...<br>
{{tab}}— Obawia się pani je utracić?<br>
{{tab}}— Panna Jousset jest tutaj tylko czasowo, dodał Descombes.<br>
{{tab}}— A potem?<br>
{{tab}}Zrobił minę powątpiewającą.<br>
{{tab}}— Potem trzeba będzie się starać o co innego.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No134 part05.jpg|num=530}}{{tab}}— Byłoby mi bardzo przyjemnie, gdybym mogła uczynić coś dla pani, rzekła Sara. Adres mój: hrabina de Gannes, ulica Ateńska. Pani nie zapomni?<br>
{{tab}}— Nie, pani.<br>
{{tab}}Uszedłszy kilka kroków, Sara od wróciła się i raz jeszcze obrzuciła Joannę spojrzeniem pełnem podziwu.<br>
{{tab}}Młoda dziewczyna znowu się zarumieniła i uczuła rodzaj przykrości.<br>
{{tab}}— Dlaczego ta kobieta tak mi się przypatruje? pomyślała.<br>
{{tab}}W chwilę potem powozik Ferdynanda Descombes szybko podążał ku dzielnicy Europejskiej. O drugiej zatrzymał się przed pałacykiem przy ulicy Ateńskiej i hrabina rozstała się ze swym towarzyszem, ściskając go za rękę i mówiąc:<br>
{{tab}}— Miałeś pan słuszność, kochany panie Ferdynandzie. Ta dziewczyna jest skończonem arcydziełem natury.<br>
{{tab}}Paula oczekiwała na swą panią.<br>
{{tab}}— Czy nikt nie był? zapytała Sara.<br>
{{tab}}— Nikt, proszę pani, przyniesiono tylko list, położyłam go na kominku, w małym salonie.<br>
{{tab}}Sara weszła do saloniku, rozerwała kopertę i przeczytała:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No134 part06.jpg|num=531}}{{tab}}„Czuję się bardzo, bardzo winnym. Chcesz mnie pani przyjąć o czwartej? Jeżeli „tak“, proszę, nie odpowiadaj pani. Klaudyjusz“.<br>
{{tab}}— Niech przyjdzie, pomyślała z uśmiechem, pełnym nienawiści. Znajdzie we mnie przyjaciółkę, powiernicę. Kto wie? Może ta dziewczyna mnie pomści. Popełniono przecież zbrodnie dla kobiet, które się z nią równać nie mogły.<br>
{{tab}}I powtórzyła raz jeszcze:<br>
{{tab}}— Rzeczywiście, arcydzieło natury.<br>
{{tab}}Niepodobna wymarzyć twarzy piękniejszej i więcej złowrogiej i tragicznej, jak oblicze hrabiny de Gannes, samej w swym buduarze, zapełnionym bogactwem bezużytecznych wykwintnych gracików i przeglądającej się w lustrze z bilecikiem pana de Chazey w ręku.<br>
{{tab}}— I ja kochałam tego człowieka, jak szalona, myślała. Nie zaślubia się kochanki. „Nie korzysta się z majątku, którego źródła są nieznane“! powtarzała, przypominając sobie słowa ostatniego listu swego kochanka. Nie, drogi Klaudyjuszu! My się jeszczse zobaczymy, nie wolno ci tak mnie porzucać. Pożegnamy się może, ale nie {{pp|te|raz}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No134 part07.jpg|num=532}}{{pk|te|raz}} jeszcze! Później, zwleczemy...<br>
{{tab}}Weszła do garderoby, wybrała ciemny peniuar, owinęła się miękką i cienką tkanina i powróciwszy do buduaru, zasiadła w głębokim fotelu zamyślona.<br>
{{tab}}Postać kasjerki z Grand Hotel’u wciąż stawała jej przed oczyma.<br>
{{tab}}Widziała ją tak wyraźnie, jak gdyby jej fotografię miała przed oczyma.<br>
{{tab}}Uderzyła ją ta twarz i wyryła się w pamięci.<br>
{{tab}}— Gdybym była mężczyzną, pomyślała, zrobiłabym wszystko, byle posiąść taką kobietę. Tajemnica jej historyi bardzo ją intrygowała. Jako kobieta bystra i inteligentna, odrazu uderzona została niekonsekwencyją w postępowaniu Joanny. Zastanowiła się nad tem, dlaczego ta dziewczyna, uległszy raz prośbom margrabiego, unikała go następnie, dlaczego ten stosunek został zerwany, kiedy pan de Chazey zdawał się być zakochanym tak namiętnie, dlaczego Joanna tak uparcie uciekała od ojca swego dziecka?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No135 part01.jpg|num=533}}{{tab}}W przyszłości hrabina przewidywała ztąd mnóstwo powikłań, walk miłości z nienawiścią, a może też dramat którego tak gorąco sobie życzył biało-różowy, miły, uprzejmy wice-hrabia de Montglars.<br>
{{tab}}Sara czuła nadzwyczajną rozkosz na myśl, że w jej rękach znajdują się nici tych rozpoczętych dopiero intryg, które miała nadzieję rozwinąć i z ich pomocą dopiąć zemsty na tym, który zranił ją tak boleśnie, że wszelkie zadowolenie z majątku i swobody, nie było w stanie rany tej zabliźnić.<br>
{{tab}}Montglars obiecał jej wizytę margrabiego i nie mylił się.<br>
{{tab}}Klaudyjusz miał przyjść nie dla niej, nie w celu zobaczenia się z nią, tylko w celu dowiedzenia się czegoś o tamtej, którą kochał do szaleństwa.<br>
{{tab}}Więc miłość rzeczywiście zaślepia, kiedy pan de Chazey, mając serce wypełnione postacią tej dziewczyny, zapomniał o krzywdzie, wyrządzonej innej kobiecie i przypuszczał, że ta krzywda jest już zagładzona?<br>
{{tab}}Jakże mało znał Sarę!<br>
{{tab}}Z okiem śledzącem {{Korekta|skazówki zegara|wskazówki zegara}}, czekała niecierpliwie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No135 part02.jpg|num=534}}{{tab}}Wreszcie wybiła czwarta.<br>
{{tab}}Ostatni dźwięk zegara nie przebrzmiał jeszcze, gdy przed pałacem hrabiny de Gannes rozległ się turkot powozu.<br>
{{tab}}Sara pobiegła do okna i ukryta {{Korekta|zamuslinem|za muslinem}} firanek, niewidzialna sama, ujrzała dobrze sobie znany ekwipaż, który tak często niegdyś zatrzymywał się przed jej domem. Margrabia wysiadł.<br>
{{tab}}Gdy kreolka, unosząc portjerę buduaru, oznajmiła Pan de Chazey! — Sara siedziała znowu w głębokim fotelu, w pozie smutnej i niedbałej. Gdy wszedł Klaudyjusz, powitała go skinieniem głowy i podała mu rękę, którą, on przez chwilę w swojej zatrzymał, a następnie pocałował, mówiąc z przymileniem:<br>
{{tab}}— Więc nie gniewasz się na mnie, pani?<br>
{{tab}}Ona uwolniła rękę z jego dłoni, jak by czyniąc to z żalem i odpowiedziała z westchnieniem:<br>
{{tab}}— Powinnam się gniewać i nie zataję, że przez długie dnie i noce żywiłam tutaj — wskazała na serce — wielką, wielką urazę. Ale — dodała z {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No135 part03.jpg|num=535}}wysileniem — namyśliłam się i doszłam do wniosku, że żal i nienawiść szkodzi tak samo, a może więcej jeszcze temu co ją odczuwa, niż temu, przeciwko komu jest skierowana.<br>
{{tab}}— I wówczas?...<br>
{{tab}}— Dałam tym uczuciom spokój przez egoizm. Widzisz pan, że jestem szczerą.<br>
{{tab}}Mówiła powoli, głosem poważnym i harmonijnym, któregoby jej pozazdrościła niejedna wielka artystka dramatyczna.<br>
{{tab}}— Rezultatem zaś moich rozmyślań, przez długi czas arcy-melancholicznych, zakończyła, ze stanowczością, a zarazem ze znakomicie oddanym odcieniem żalu, jest to, że odtąd mogę przyjmować ze strony mężczyzn i ofiarować panu tylko przyjaźń i życzliwość nic więcej, ale też i nie mniej. Zgadzasz się pan?<br>
{{tab}}W każdym innym wypadku Klandyjusz podejrzywałby pułapkę w tych słowach, pełnych skromnej rezygnacyi, ale dziś przyszedł tu wcale z innym celem, jak wnikanie w uczucia i zamiary pięknej hrabiny.<br>
{{tab}}— Ona wie coś o Joannie — myślał, i to go przywiodło do Sary.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No135 part04.jpg|num=536}}{{tab}}A zresztą może ona i mówiła prawdę?<br>
{{tab}}Czyż kobieta wyższa nad inne, kobieta rozumna, nie może przebaczyć zerwania stosunku, który musiał się przecież skończyć, lub przerodzić w stosnnek spokojny, przyjacielski?<br>
{{tab}}Margrabia jednak wahał się jeszcze cokolwiek z przyjęciem owej życzliwości przyjaciółki, którą mu proponowała dawna kochanka. Sara zrozumiała to i zrobiła jedno jeszcze wysilenie.<br>
{{tab}}— Kochany margrabio, rzekła, przyznaję, że z twego powodu przecierpiałam największe może męczarnie w mojem życia, które jednak nie jedną okrutną przeszło próbę, ale ty jesteś jedynym człowiekiem, któregom prawdziwie kochała i winnam ci wdzięczność za ważną przysługę: wyleczyłeś mnie z miłości!<br>
{{tab}}— Co pani mówisz?<br>
{{tab}}— Prawdę, mój przyjacielu. Rozkosze, jakie miłość daje, nie warte są wypływających z niej cierpień i katuszy. Postanowienie moje jest nieodwołalne. Jestem wolna i wolną pozostanę. Męki moje skończone. Teraz, jako ciekawy widz będę się przypatrywała mękom innych, a przedewszystkiem pana. Pan kochasz, prawda?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No135 part05.jpg|num=537}}a więc będziesz cierpiał! Oto moja zemsta.<br>
{{tab}}Wszystko to było wypowiedziane głosem cichym, słodkim, któremu towarzyszyły spojrzenia załzawione, smętne, oznaki żałoby serca, zamkniętego na wieki.<br>
{{tab}}— A teraz pomówmy o panu, rzekła po chwili milczenia. Coś robił przez te czternaście miesięcy, w ciągu których pana nie widziałam?<br>
{{tab}}Zajrzała do małego notesika.<br>
{{tab}}— Czternaście miesięcy i dwadzieścia trzy dni! Widziałam pana po raz ostatni, dwudziestego drugiego września, zeszłego roku. Wieczorem dnia tego wyjechałeś do {{Korekta|Franche Comté|Franche-Comté}}.<br>
{{tab}}— Co za pamięć! zawołał margrabia.<br>
{{tab}}Sara skłoniła głowę.<br>
{{tab}}— Tak, rzekła, mam pamięć wyborną, zapewniam pana.<br>
{{tab}}— Sam to widzę.<br>
{{tab}}— Wówczas to, będąc w {{Korekta|Franche Comté|Franche-Comté}}, napisałeś pan do mnie ów list okrutny, którego każda litera wyryła się na zawsze w mojem sercu.<br>
{{tab}}— Żądałaś pani prawdy. Znałem cię, jako zbyt inteligentną, abyś się miała jej obawiać.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No135 part06.jpg|num=538}}{{tab}}— Pomimo całej odwagi, są ciosy, które nas z nóg zwalić umieją... O, {{Korekta|mężczyzni|mężczyźni}} są okrutni, gdy przestają kochać... Rana, jaka się utworzyła w mojem sercu, głęboka była i krwawa. Teraz zakryła ją blizna... Czyś pan choć sam szczęśliwy?<br>
{{tab}}Margrabia, nie krępując się, rzekł krótko:<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}— Jednakże to małżeństwo z panną de Montrovers... Mówią, że pańska żona jest nadzwyczaj miła.<br>
{{tab}}— Moja żona mnie nie kocha.<br>
{{tab}}— A pan?<br>
{{tab}}— I ja nie mogę jej pokochać.<br>
{{tab}}— Jakiż powód?<br>
{{tab}}— Trudno to wytłomaczyć... Nasze dążenia są różne, nasze zwyczaje, gusta, upodobania nie zgadzają się z sobą... Sympatja jest rzeczą od nas samych i od woli naszej niezależną. Ona albo istnieje, albo jej niema!... Pomiędzy mną a moją żoną nie ma żadnej spójni moralnej. Nasze duchy nigdy się nie zrozumieją. Oto cała prawda!<br>
{{tab}}— Więc w takim razie cóż za życie pana czeka?<br>
{{tab}}— Albo ja wiem!<br>
{{tab}}— Postąpisz pan tak, jak inni panu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No135 part07.jpg|num=539}}podobni. Zaczniesz dawne życie... Będziesz miał kochankę. Słowem nic się nie zmieni... tylko wielki świat będzie miał jedną margrabinę więcej, która zaniedbana i opuszczona w swym pałacu, będzie się musiała nudzić dotąd, dopóki także nie weźmie sobie kochanka płacąc panu pięknem za nadobne.<br>
{{tab}}— Ja miałbym mieć kochankę?<br>
{{tab}}— Nietrudno pana wybrać, jeżeliś już nie wybrał.<br>
{{tab}}— Co pani chce powiedzieć?<br>
{{tab}}— Ale cóż to za historję opowiadano mi o panu?<br>
{{tab}}— Kto?<br>
{{tab}}— Jeden z pańskich sąsiadów w Franche-Comté.<br>
{{tab}}— Montglars?<br>
{{tab}}— Spotwarzasz go pan. Wice-hrabia milczy jak ryba, gdy chodzi o pańskie sprawy.<br>
{{tab}}— Descombes więc?<br>
{{tab}}— Zgadłeś pan.<br>
{{tab}}— Pani go widujesz?<br>
{{tab}}— Często nawet.<br>
{{tab}}— I cóż to on powiedział o mnie tak zajmującego?<br>
{{tab}}Sara uśmiechnęła się dwuznacznie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part01.jpg|num=540}}{{tab}}— Nasza przyjaźń, rzekła, jest może jeszcze zbyt świeżą, abym śmiała zaczepić tak drażliwą kwestię.<br>
{{tab}}Panu de Chazey wydawało się, że jego dawna kochanka, tak już zapomniała o przeszłości, iż sam także się uśmiechnął.<br>
{{tab}}— Jesteś pani lepszą, a niżeli przypuszczałem, — powiedział.<br>
{{tab}}— Chcesz pan, abym dopomogła pańskiej pamięci, odezwała się Sara. Bohaterką historyi opowiedzianej mi przez Descombes’s, była młoda dziewczyna z pańskich stron rodzinnych odznaczająca się niepospolitą pięknością.<br>
{{tab}}— Cóż dalej?<br>
{{tab}}— Pan podobno, nudząc się na wsi, nadskakiwałeś dość jawnie tej piękności, było to w zeszłym roku, w październiku... Czy tak?<br>
{{tab}}— Co pani chcesz? rzekł Klaudyjusz szyderczo potrzebowałem, na gwałt rozrywki, opuściwszy Paryż i wyrzekłszy się ciebie... Tam, na wsi wgłębi gór naszych, trudno o zabawę... Pani rozumie?<br>
{{tab}}— Ależ wybornie! Ta młoda dziewczyna zamieszkiwała rodzaj dość malowniczej {{Korekta|rainy|krainy}}, razem ze zbyt surowym ojcem, jakimś kwakrem czy {{pp|pu|rytaninem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part02.jpg|num=541}}{{pk|pu|rytaninem}}... nader drażliwym na punkcie cnoty.<br>
{{tab}}— Dobrze pani jesteś poinformowaną.<br>
{{tab}}— Ale ten ojciec nie zawsze był w domu. Interesy czasami odwoływały, go z daleka. Zresztą można przecież wyjednać schadzkę gdzieś w ustronnem miejscu...<br>
{{tab}}— Masz pani słuszność.<br>
{{tab}}— Krótko mówiąc, ta młoda dziewczyna, piękna jak jutrzenka...<br>
{{tab}}— O! Widziałam ją, a mam pretensję do znawstwa w tym przedmiocie... mówię zatem, piękniejsza od jutrzenki... znalazła się wskutek łatwej do wytłomaczenia słabości wobec doświadczonego i zuchwałego uwodziciela, w półożeniu krytycznem...<br>
{{tab}}Margrabia milczał.<br>
{{tab}}— Miała ona narzeczonego, nazwiskiem Piotr Morand, pochodzącego z pobliskiej osady... Narzeczony ten, były żołnierz, podoficer kawaleryi, zdaje się przystojny, rosły wieśniak, uchodzi za człowieka gwałtownego charakteru. Obawiając się jego brutalności i wyrzutów surowego ojca, panna postanowiła umknąć. I pewnej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part03.jpg|num=542}}nocy opuściła dom rodzinny, aby się schronić w Paryżu, dokąd przybyła, prawie bez żadnych środków utrzymania. Czy pan o tem wiedziałeś?<br>
{{tab}}Pan de Chazey skinął głową.<br>
{{tab}}— Mów pani dalej, powiedział.<br>
{{tab}}— Ucieczka ta miała miejsce na bardzo krótko przed ślubem pana. W kilka dni potem wyjechałeś pan w podróż, z której obecnie powracasz.<br>
{{tab}}— Jakiż dalszy ciąg romansu?<br>
{{tab}}— Ta młoda osoba — Joanna Jousset — nie wątpię, żeś pan zachował w pamięci to nazwisko?...<br>
{{tab}}— Nie mylisz się pani.<br>
{{tab}}— Ta młoda osoba, mówię, zamieszkała w okolicach Paryża.<br>
{{tab}}— Gdzie? machinalnie zapytał margrabia...<br>
{{tab}}— Przypuśćmy, że w Corneilles lub Argenteuil...<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}— I tam powiła dziecko.<br>
{{tab}}— Chłopca czy dziewczynkę?<br>
{{tab}}— Dziewczynkę.<br>
{{tab}}— Gdzie ją umieściła?<br>
{{tab}}— W tych samych stronach, mianowicie w Sannois.<br>
{{tab}}Hrabina de Gannes była w wyśmienitym humorze.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part04.jpg|num=543}}{{tab}}— Po co panu te szczegóły, rzekła, które możesz usłyszeć z ust samej młodej osoby?<br>
{{tab}}— Masz pani słuszność!<br>
{{tab}}Młody Descombes z takiem uniesieniem opowiadał mi o bohaterce tej historyi, że zapragnęłam koniecznie ją zobaczyć.<br>
{{tab}}— Pani?<br>
{{tab}}— No tak, chciałam się naocznie przekonać, czy w pochwałach Descombes’a było wiele przesady.<br>
{{tab}}— I widziałaś ją pani?<br>
{{tab}}— Dziś właśnie.<br>
{{tab}}— Jakież pani zdanie?<br>
{{tab}}— Zgadzam się ze zdaniem znawców. To prawdziwy ideał piękności, mój przyjacielu! Winszuję panu gustu.<br>
{{tab}}— Pani sobie drwisz ze mnie!<br>
{{tab}}— Broń Boże! Mówię serjo, że jest to najpiękniejsza kobieta w Paryżu.<br>
{{tab}}— Po pani! rzekł grzecznie Chazey.<br>
{{tab}}— Gdym miała lat dwadzieścia, nie wyglądałam gorzej od innych! Nie jestem zbyt skromną... ale nigdy nie miałam ani włosów, ani oczu, ani figury takiej, jak ta dziewczyna. To piękność bez zarzutu.<br>
{{tab}}— I gdzież to się ona ukrywa?<br>
{{tab}}— Oczekiwałam tego pytania. {{pp|Przy|znajże}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part05.jpg|num=544}}{{pk|Przy|znajże}} pan, iż zajmuję cię ona dotąd i że ciągle o niej myślisz... Gdy się poznało takie cudo, niepodobna go tak prędko zapomnieć.<br>
{{tab}}Margrabia nie przeczył.<br>
{{tab}}— Gdzież ona jest? powtórzył.<br>
{{tab}}— Powiem panu zaraz.<br>
{{tab}}— Dzisiaj?<br>
{{tab}}— Zaraz, w tej chwili, ale pod warunkiem.<br>
{{tab}}— Jakim?<br>
{{tab}}— Jest w całej tej historyi jeden punkt ciemny, który życzyłabym sobie, aby mi rozjaśniono.<br>
{{tab}}— W jakim celu?<br>
{{tab}}— Przez ciekawość. Zmuszona zamknąć serce dla miłości, będę przynajmniej miała przyjemność zajmowania się namiętnościami innych. Czy pan mnie słucha?<br>
{{tab}}— Jak najuważniej.<br>
{{tab}}— Historyja Joanny Jousset jest podobna do wielu innych, najpospolitsza uwiedziona i opuszczona potem, cóż może być banalniejszego?<br>
{{tab}}— Rzeczywiście.<br>
{{tab}}— Ale tu właśnie zaczynają się ciemności. Uważaj pan dobrze. Zdaje mi się, że mam pewne doświadczenie pod względem znajomości serc {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part06.jpg|num=545}}ludzkich.. a {{Korekta|doświaczenie|doświadczenie}} to zdobyłam własnym kosztem. Otóż owa panna Joanna jest to sobie dzieweczka szczera, niewinna, bezinteresowna, czego dowiodła, odrzuciwszy rękę Ferdynanda Descombes.<br>
{{tab}}— Gdyby była poszła za niego, zrobiłaby to jedynie dla pieniędzy — przerwał margrabia.<br>
{{tab}}— Wszakżeś pan także dla pieniędzy zaślubił pannę de Montrevers — odparła Sara... — Powtarzam tedy, bezinteresowna, zakochana w swym narzeczonym, ponieważ dla niego poświęciła miljony, co jest prawdziwem bohaterstwem w naszych czasach. Odrazu pan się zjawiasz! Ta młoda osoba, dotąd tak cnotliwa, niedługo się drożąc, pada w pańskie objęcia. Przecież to dość dziwne, sam pan przyznasz; ale dajmy na to, że się tak stało. Tak nagle poddanie się namiętności można wytłomaczyć choćby zaletami tego, co ją wzbudził. Ale uważaj pan teraz, co za niekonsekwencyja w postępowaniu tej osoby. Pan posiadasz wiele wad, ale w zamian za to masz także i pewne przymioty. I tak naprzykład, jesteś pan szczodrym, może dla tego, że pieniędzy masz dużo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part07.jpg|num=546}}bez trudu. Okazałeś się pan nieraz rozrzutnym w potrzebie. A tu owa nimfa wiejska, która z taką łatwością dała ci się pokonać i dzięki panu wpadła w okropne tarapaty, zrazu niechce nic przyjąć od pana, unika pana i woli ciężko pracować na swoje i dziecka utrzymanie, niż z rąk pańskich otrzymać jakąś pomoc. Zgódź się pan, że to najnielogiczniejsza w świecie historyja: pan ją zgubiłeś, ona nie chce pana widzieć na oczy; pan szalejesz, tęsknisz i wreszcie, chcąc się czegośkolwiek o niej dowiedzieć, zmuszony jesteś uciec się do byłej kochanki, wzgardzonej przez ciebie i u niej żebrać informacyj!...<br>
{{tab}}Pan de Chazey przez chwilę milczał, osłupiały.<br>
{{tab}}— No jakże — dodała Sara — czy pan nie widzi w tam wszystkiem jakiejś zagadki, czegoś niedocieczonego?<br>
{{tab}}Margrabia znał dobrze tę tajemnicę, ale czyż mógł wyznać swoją nikczemność?<br>
{{tab}}— Jesteś pani przerażająco przenikliwa — rzekł wreszcie — ale pytasz pani o rzeczy, których nie wiem. Są wszakże szczegóły, dobrze mi wiadome i tych mogę pani udzielić. Pani mi {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part08.jpg|num=547}}ofiarowałaś swoją przyjaźń. Przyjmuję ją. Przed chwilą wyrzekłaś pani, zdaje się, że {{Korekta|mężczyzni|mężczyźni}} są okrutni. To prawda i ja do takich należę. Nie umiałem się nigdy miarkować i powściągać, poddaję się prądowi, który mnie unosi. Tam, na wsi, ujrzałem dziewczyną młodą i porywająco piękną. Jaki zły duch kazał mi zamącić i zakłócić tę czystą, spokojną duszę? Nie wiem. Jakaś gorączka, jakiś ogień mnie ogarnął. Pożądałem jej i powiedziałem jej to zaraz pierwszego dnia. Ona długo mi się opierała... Wreszcie, raz została sama jedna w domu, wszedłem tam. Byłem gotów na wszystko, byle zakończyć te katusze, których ona stała się powodem.<br>
{{tab}}Zamilkł, dławiony wstydem, który mu gardło cisnął.<br>
{{tab}}— Czyż miał nie tylko shańbić ale i spotwarzyć jeszcze tę nieszczęśliwą?<br>
{{tab}}Obszedł jednak ten punkt drażliwy.<br>
{{tab}}— Gdym wyszedł z tego domu — mówił dalej — ona należała do mnie i miałem nadzieję, że moją pozostanie. Nazajutrz jednak przyszła rozwaga: nalegania, proźby, błaganie nic nie pomogły. Wówczas pani wie co się stało. Ożeniłem się. Małżeństwo to było {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part09.jpg|num=548}}związkiem czysto konwenansowym. Ta dziewczyna odepchnęła mnie i musiałem się zgodzić na jej opuszczenie. Wyjechałem z Francyi, sądząc, że oddalenie wygna ją z mej pamięci. Omyliłem się jednak. Myśl o niej bezustannie mnie prześladowała. To jakiś żar, co mi krew pali i nie daje spoczynku. Walczyłem, jak długo mogłem, wreszcie musiałem wrócić z postanowieniem odszukania jej. Jużem do tego zobowiązał Montglars’a, ale on nie mógł się nawet dowiedzieć co się z nią stało. Cóż mam pani więcej powiedzieć? Musisz mnie pani w gruncie nienawidzieć, nie łudzę się co do tego. Byłem okrutny, jakeś to sama powiedziała, dziki w swem samolubstwie. Byłem niewdzięczny, zapomniałem o twojej dla mnie dobroci. Nie poznałem się na tobie. Jesteś pani w prawie życzenia mi wszelkich możliwych męczarń i upokorzeń. Ciesz się pani! Ta wieśniaczka cię pomści. Oddaje mi ona stokrotnie cierpienia, których może byłem powodem dla innych. Widzisz pani, że to prawda, skoro ja, Klaudyjusz de Chazey, wyznaję to pani, która musisz się rozkoszować mojemi udręczeniami jak tygrys, {{pp|wpija|jący}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part10.jpg|num=549}}{{pk|wpija|jący}} szpony w ciało swej ofiary.<br>
{{tab}}Mówił drżącym głosem, z zapałem rozegzaltowanej namiętności.<br>
{{tab}}Hrabina odczuwała prawdziwą rozkosz, napawając się jego cierpieniem, ale oznaki tej rozkoszy umiejętnie tłumiła, To wyznanie Klaudyjasza przechodziło nawet jej życzenia.<br>
{{tab}}— Mylisz się co do moich uczuć, kochany przyjacielu — rzekła łagodnym, smętnym głosem. Ja pana żałuję z całego serca i czuję nie radość ale litość. Lecz czy w rzeczy samej jesteś pan do tego stopnia zakochany?<br>
{{tab}}Margrabia skinął głową.<br>
{{tab}}— Nie chcę pańskiej śmierci — powiedziała Sara.<br>
{{tab}}— Więc gdzież ona — zapytał Klaudyjusz po raz trzeci.<br>
{{tab}}— Niedaleko stąd.<br>
{{tab}}— Ale gdzie?<br>
{{tab}}— W Grand-Hotelu, kasyjerka...<br>
{{tab}}— Czy być może?<br>
{{tab}}— Tak jest. Czy teraz jesteś pan przekonany, że nie mam do pana żalu?<br>
{{tab}}— Jesteś pani aniołem.<br>
{{tab}}Sara wzruszyła ramionami.<br>
{{tab}}— Nie praw mi pan komplimentów. Nie jestem aniołem, ale może {{pp|cokol|wiek}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part11.jpg|num=550}}{{pk|cokol|wiek}} lepszą od innych... Powinnam być zła, wściekła nawet. Spaść ze stopnia faworyty do godności powiernicy. Co za degradacyja!<br>
{{tab}}Klaudyjusz ujął jej rękę i okrył pocałunkami.<br>
{{tab}}W kilka minut potem powóz margrabiego się oddalił, a Sara, słuchając jego turkotu, mówiła:<br>
{{tab}}— Głupi, kto wierzy w przyjaźń wzgardzonej i zdradzonej kochanki! Czy była kiedy na świecie kobieta, co przebaczyła coś podobnego? Ale się złapał. Jeżeli ta mała jest kobietą z charakterem, spodziewam się, że Montglars będzie zadowolony.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XII.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Samotność''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}W chwili, gdy pan de Chazey wchodził do pałacyku przy ulicy Ateńskiej, margrabina sama w swym pokoju przy ulicy Varennes siedziała przy biurku, przy którem na kilka dni wprzódy napisała list rozpaczliwy do angielki, miss Darley, jej dawnej guwernantki.<br>
{{tab}}Ewelina Darley była jedną z tych wydziedziczonych córek nadto licznych rodzin, które skończywszy lat dwadzieścia, muszą opuścić dom rodzicielski i same byt sobie zdobywać.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No136 part12.jpg|num=551}}{{tab}}Ojcem jej był oficer angielski, a rodzeństwo miała bardzo liczne. Po skończeniu edukacyi Gabryeli, powróciła do kraju, gdzie utrzymywała owdowiałą matkę z małej reszty, zdobytej w domu Montrevers’ów.<br>
{{tab}}Jej dawna uczennica, od czasu jej wyjazdu korespondowała z nią ciągle i prócz tego angielskim zwyczajem prowadziła dziennik, w którym notowała najważniejsze wrażenia w ciągu dnia doznane.<br>
{{tab}}Ileż razy zapisała już to zdanie, które znowu widzimy w jej dzienniku pod datą 26 listopada.<br>
{{tab}}„Nudzę się. W sercu mojem pustka. I cierpię. Czyżbym była skazaną na śmierć przedwczesną? Nie żałowałabym tego. A jednak, chwilami, zdaje mi się, że życie musi się uśmiechać tym, którzy się kochają prawem dozwoloną miłością i mogą z podniesioną głową pokazywać się światu, wsparci jedno na drugiem, bez tajemnic i obawy“.<br>
{{tab}}Oparła podbródek na swych cienkich palcach i stanęła przed portretem, zawieszonym nad jej biurem. Był to wizerunek młodej kobiety.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part01.jpg|num=552}}{{tab}}Podobieństwo córki do matki było uderzające. Te same czarne włosy, te same duże błękitne oczy; też same rysy arystokratyczne i blada bezkrwista cera.<br>
{{tab}}Dama na portrecie miała balową suknię i wspaniały naszyjnik brylantowy zakrywający w części chorobliwą chudość szyi.<br>
{{tab}}Wyglądała na dwadzieścia sześć lub siedem lat, ale już widoczne były w jej postaci ślady choroby, która ją miała wtrącić do grobu.<br>
{{tab}}Data była wypisana na ramce portretu pod herbami Montrewers’ów „1854 rok“ poprzedzający chwilę jej śmierci.<br>
{{tab}}— Miałam wówczas pięć lat! szepnęła młoda kobieta.<br>
{{tab}}Pokój, w którym się znajdowała pan de Chazey, przedstawiał wzór majestatycznego starodawnego stylu.<br>
{{tab}}Wysokie jego okna wychodziły na ogród obszerny i pełen drzew wysokich. Sprzętów w pokoju tym nie było wiele, powietrze i światło miało tam wolny dostęp.<br>
{{tab}}Ściany wykładane były drzewem rzeźbionem i obite przepyszną materyją lijonską o delikatnych barwach, szarej pomięszanej z blado-zieloną i różową, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part02.jpg|num=553}}zlewającemi się harmonijnie.<br>
{{tab}}Suty ogień płonął na kominku z czerwonego marmuru i rzucał płomienne odblaski na biały dywan w blade arabeski i kwiaty. W tym prawdziwie książęcym apartamencie panowała zupełna cisza i miłe ciepło. Piękniej tam było niżeli w urządzonych z nowoczesnym smakiem salonach parwenjuszów giełdowych lub modnych piękności. Pomimo to młoda margrabina bez zadowolenia oglądała się wokoło, i kurczyła się jak ptak zziębnięty.<br>
{{tab}}— Zimno mi, mówiła.<br>
{{tab}}Weszła pokojowa.<br>
{{tab}}Gabryela zamknęła dziennik, w którym napisała kilka wierszy, włożyła go do szuflady biurka, którą zamknęła złotym kluczykiem.<br>
{{tab}}— Co chcesz, Julijo? — rzekła łagodnie margrabina.<br>
{{tab}}— Pan Rochard przyszedł.<br>
{{tab}}— Proś go tutaj.<br>
{{tab}}Margrabina powstała z krzesła i purpurowy rumieniec ukazał się na jej twarzy.<br>
{{tab}}— To pan! — rzekła, idąc na spotkanie młodego doktora.<br>
{{tab}}— Filip się skłonił.<br>
{{tab}}— Wezwałaś mnie pani — {{pp|powie|dział}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part03.jpg|num=554}}{{pk|powie|dział}}. Stawiam się. Nie jestże to moim obowiązkiem?<br>
{{tab}}— Nareszcie! — zawołała Gabryela. Co nas obchodzi przyczyna, kiedy cel osiągnięty. Widzę pana nakoniec.<br>
{{tab}}Przysunęła fotel do ognia żywym ruchem osoby szczęśliwej, sama usiadła w drugim, obrawszy dogodną pozę i wskazując gościowi miejsce obok siebie, rzekła:<br>
{{tab}}— Siadaj pan tu.<br>
{{tab}}— Powróciła już pani...-zaczął doktór.<br>
{{tab}}— Przed trzema dniami.<br>
{{tab}}— Byliście państwo w Algeryi?<br>
{{tab}}— Tak, przez cały czas naszej nieobecności w Paryżu bawiliśmy tam.<br>
{{tab}}— Wiedziałem o tem.<br>
{{tab}}— Kto to panu powiedział?<br>
{{tab}}— Moi rodzice w Arbelles, dokąd jeździłem kilka razy. Dowiedzieli się o tem od służby w Montrevers.<br>
{{tab}}Twarz młodej kobiety rozpromieniła radość.<br>
{{tab}}— Więc pan o mnie myślałeś? — rzekła nie zapomniałeś?...<br>
{{tab}}— Czy pani przypuszczałaś, że będzie inaczej?<br>
{{tab}}— Obawiałam się tego, panie Filipie, ale widzę, że to było niesłuszne.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part04.jpg|num=555}}{{tab}}Nastąpiło milczenie.<br>
{{tab}}— Co się z panem dzieje? — zapytała znowu Gabryela.<br>
{{tab}}— Pracuję... gorliwie.<br>
{{tab}}Ona się uśmiechnęła.<br>
{{tab}}— Wiem, wiem — rzekła.<br>
{{tab}}— Zkąd?<br>
{{tab}}— Dzienniki mówiły o pańskich sukcesach. Pańskie prace są cenione... Chcesz pan więc się dostać do instytutu?...<br>
{{tab}}— Nie może się to stać tak prędko. Za lat piętnaście, jeżeli mi Bóg żyć pozwoli, może i tego dopnę.<br>
{{tab}}— Ale zyskujesz pan tymczasem sławę.<br>
{{tab}}— Początek dopiero.<br>
{{tab}}— Czy studyja pozwolą panu odwiedzać chorą?<br>
{{tab}}— Jeżeli tego potrzeba. Ale któż jest ta chora?<br>
{{tab}}— Pan nie zgaduje?<br>
{{tab}}— Pani?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Pozwól mi pani wierzyć, że nie potrzebujesz doktora.<br>
{{tab}}— Owszem, panie.<br>
{{tab}}Wskazała palcem na portret swej matki i dodała spokojnym głosem:<br>
{{tab}}— Nie zajdę dalej jak ona, a może {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part05.jpg|num=556}}nawet i nie tak daleko.<br>
{{tab}}— Przywidzenie!<br>
{{tab}}— Prawda.<br>
{{tab}}— A więc pozwól pani, abym, jako lekarz, zakazał pani oddawać się podobnym myślom.<br>
{{tab}}— Czyż jestem w stanie je odpędzić?<br>
{{tab}}— Możemy zrobić wszystko, co chcemy. Ja naprzykład chcę się uczyć... i uczę się. Pani powinnaś używać rozrywek, wychodzić, wyjeżdżać, nie zamykać się u siebie. Nie byłaś pani nigdy zbyt silną, ale natury wątłe najdłużej się trzymają. Dotąd mówiłem jak doktor, teraz przemówię jako przyjaciel, pani pozwala?<br>
{{tab}}— Mów pan, proszę.<br>
{{tab}}— Urodzenie i los postawiły panią w warunkach bardzo sprzyjających. Posiadasz pani znaczny majątek, nosisz piękne nazwisko! Jeżeli coś pani brakuje, jeżeli wszystkie marzenia jej nie zostały ziszczone... powiedz sobie pani, że zupełne szczęście nie jest udziałem ludzi, że zawsze musimy mieć jakieś niezaspokojone pragnienie. Czyń pani dobrze tym, co cię otaczają. Nie potrzebuję pani rad dawać. Jesteś pani bogatą, dawaj biednym, a będziesz {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part06.jpg|num=557}}się czuła szczęśliwą szczęściem tych, których ocalisz od tysiącznych cierpień, wynikających z nędzy.<br>
{{tab}}Mówiąc, nie spuszczał z niej badawczego wzroku.<br>
{{tab}}Uderzyły go pewne symptomaty, na których widok serce jego się ścisnęło.<br>
{{tab}}Pomyślał, że istotnie nosiła w piersiach zaród choroby, która zgubiła jej matkę.<br>
{{tab}}Jej policzki, okryte chorobliwym rumieńcem, oczy zapadłe i gorączkowo błyszczące, usta blade, świadczyły o istnieniu w jej organizmie zgubnych pierwiastków.<br>
{{tab}}Gabryela także badała z pod oka Rochard’a.<br>
{{tab}}Rochard nie miał jeszcze lat trzydziestu, a wyglądał, jak gdyby był o dziesięć lat starszy. Kilka promieni jego włosów na skroniach już siwiało, rysy jego się zaostrzyły, skóra nabrała tego żółtawego odcienia, jaki sprowadza długie czytanie i pisanie w nocy, przy świetle gazu.<br>
{{tab}}Pod jego powagą ukrywał się smutek, pod maską obojętności, którą całą siła swej woli trzymał na twarzy, widniał ból ciągły i dojmujący.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part07.jpg|num=558}}{{tab}}Doktór chciał wstać, lecz margrabina zatrzymała go.<br>
{{tab}}— Zostań pan — rzekła błagalnie prawie.<br>
{{tab}}Filip spojrzał na nią zdziwiony.<br>
{{tab}}— Mówiliśmy z sobą dość długo — powiedziała Gabryela — a niceśmy nie powiedzieli.<br>
{{tab}}— Pani...<br>
{{tab}}— Pan cierpisz także, prawda?<br>
{{tab}}— Zkąd to pani wnosi?<br>
{{tab}}— Widzę.<br>
{{tab}}— A gdyby tak było?<br>
{{tab}}— Pan przyznaje!<br>
{{tab}}— Pani. Gabryelo!<br>
{{tab}}— Ja znam pańskie cierpienie, i powiem, co mnie dolega.<br>
{{tab}}— Cóż takiego?<br>
{{tab}}— To nieuleczalna choroba. Pan nie zgaduje?<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}— Otóż, mój przyjacielu, ja umieram powoli bo...<br>
{{tab}}— Kończ pani!<br>
{{tab}}— Bo kocham ciebie, panie Filipie.<br>
{{tab}}Rochard zbladł jak widmo.<br>
{{tab}}— Gabryelo! — zawołał.<br>
{{tab}}— Cierpimy tedy mówiła dalej spokojnie — ja, dlatego, że kocham pana, pan, bo mnie kochasz!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part08.jpg|num=559}}{{tab}}— Na miłość Boga, pani!...<br>
{{tab}}— Któż nas usłyszy? Byłam sama przed ślubem i teraz jestem sama. Nuda i tęsknota pożera mnie. Zgryzota doprowadza do rozpaczy, bom poznała błąd mój. Unieszczęśliwiłam pana, skazując i siebie na żal wieczny. Oto cała prawda. Czy nie mamy dość odwagi, aby jej śmiało spojrzeć w oczy?<br>
{{tab}}— Pocóżem tu przyszedł? — szepnął Filip.<br>
{{tab}}— Po co? Aby mnie wybawić od tego wstrętu do życia, jaki mnie nurtuje. Możebym powinna milczeć, ale przychodzi taka chwila, kiedy trzeba wybuchnąć, kiedy niepodobna powstrzymać wyznań, gwałtem cisnących się na usta! Wierzaj mi pan, że pragnę uszanować imię, jakie noszę, ale kłamstwo nie powinno dłużej się pomiędzy nas wciskać!<br>
{{tab}}Przyłożyła chustkę do ust i odjęła ją krwią zabarwioną.<br>
{{tab}}Filip obiema rękami tłumił bicie serca.<br>
{{tab}}— Panie Filipie, ciągnęła dalej, pan mnie unikasz, a tego ja znieść nie mogę. Postąpiliśmy jak dwoje ludzi niedoświadczonych, nieśmiałych, nierozumnych nawet. Przez ten rok ostatni {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part09.jpg|num=560}}dużo myślałam nad tem. Pociąg wzajemny, oparty na szacunku, skłaniał serca nasze ku sobie. Ja powinnam była pierwsza przemówić, do mnie należało zwierzenie się przed panem z moich uczuć. Panu zamykała usta, przesadna delikatność, a ja byłam zbyt młodą, aby to rozumieć. Gdyby jedno z nas więcej miało było śmiałości, bylibyśmy dzisiaj bardzo szczęśliwi i to szczęście towarzyszyłoby nam przez cały ciąg życia. Żyć razem, ręka w rękę, rozumieć się wzajem i dążyć zgodnie do jednego celu, do rozsiewania dobra na około siebie! Co za piękne marzenie! Niestety! trzeba się go wyrzec i to jest całą moją rozpaczą. Zbadałam moją duszę, a pańskie oddalanie powiedziało mi, co się dzieje w pańskiem sercu. Przeklętym niech będzie ten majątek, który nas rozłączył, który ja z rozkoszą poświęciłabym dla takiego szczęścia! Ale stało się. Jesteśmy na wieki oddzieleni od siebie. Czyż to ma być jednak powodem mąk i katuszy nie do zniesienia? Czyż nie mamy się nawet widywać i pocieszać, i wzajem sił sobie dodawać do zniesienia tak ciężkiego losu? Miłości musimy się wyrzec. Ale przyjaźń, {{pp|Fili|pie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part10.jpg|num=561}}{{pk|Fili|pie}}, ta przyjaźń, która nam się wydawała tak słodką pod cienistemi drzewami Montrevers i na łąkach Arbelles, czy i ona ma dla nas umrzeć i jej mamy się wyrzec dla tego, żeśmy miłość utracili?<br>
{{tab}}— Pani mię skazujesz na mękę.<br>
{{tab}}— Czyż to tak okrutne?<br>
{{tab}}— Nie do zniesienia!... Ale słuchaj pani... i ja dłużej milczeć nie mogę moje serce wybucha. Tak Gabryelo, ja cię kocham całym zapałem pierwszej i jedynej miłości! Uwielbiam cię całym ogniem serca, które ciebie zna tylko, ciebie pragnie! Umarłbym prędzej, niżbym miał zdradzić moje uczucie, ale tyś mi pierwsza wyznała wzajemność, pozwól więc i mnie powiedzieć, co w sobie tłumię od tak dawna. Oto dlaczego unikałem ciebie, dlaczego nie chciałem cię widzieć, odkąd należysz do innego. Nie zdołasz nigdy wyobrazić sobie rozpaczy, jaka mnie ogarnęła na wieść o tem małżeństwie! {{Korekta|Omało|O mało}} nie wpadłem w szaleństwo! Dla ciebie to pragnąłem zdobyć sobie rozgłos, sławę trudną do osiągnięcia. Do ciebie skierowane były wszystkie moje myśli i czyny! Wiedziałem, że związek pomiędzy nami był trudny, {{pp|niemo|żliwy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part11.jpg|num=562}}{{pk|niemo|żliwy}} prawie, ale człowiek lubi się łudzić mrzonkami! Teraz wszystko skończone, wszystko stracone! Moją jedyną ucieczką nauka, w niej szukam pociechy i zapomnienia. Czy daremnie? Na to mi przyszłość odpowie.<br>
{{tab}}— Filipie!<br>
{{tab}}— Co pani chcesz?<br>
{{tab}}— Abyś pan w samym sobie znalazł dość odwagi i postąpił tak, jak ja postąpić zamierzam.<br>
{{tab}}— To nad moje siły.<br>
{{tab}}— Zapomnij pan o miłości, której nam zakazano! Niestety! Pocieszajmy się naszą dawną przyjaźnią, starajmy się wzajem podtrzymać, pomagać sobie! Zrób pan to dla mnie, proszę!<br>
{{tab}}— Komu stałoby odwagi na to?<br>
{{tab}}— Panu, bo jesteś prawym i dobrym.<br>
{{tab}}Spojrzała mu prosto w twarz.<br>
{{tab}}Jej oko pogodne i czyste odniosło tryumf nad jego oporem.<br>
{{tab}}— Kiedy pani tego żądasz... powiedział.<br>
{{tab}}— A więc?<br>
{{tab}}— {{Korekta|Sprobuję|Spróbuję}}.<br>
{{tab}}Portjera podniosła się bez szelestu. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part12.jpg|num=563}}Od kilku sekund ktoś był niewidzialnym świadkiem tej sceny.<br>
{{tab}}Był to margrabia de Chazey.<br>
{{tab}}Wszedłszy, podał rękę Rochard‘owi..<br>
{{tab}}— Co za miła niespodzianka, rzekł. Zaniedbujesz swych przyjaciół, doktorze i to najlepszych przyjaciół. Margrabina ma słuszność... Miałem właśnie zamiar posłać panu formalny pozew...<br>
{{tab}}Margrabia wydawał się niezmiernie wesołym. Wiadomość, jaką otrzymał od Sary, niezmiernie go uradowała.<br>
{{tab}}— Pani de Chazey bardzo się użalała na pańską obojętność — ciągnął dalej. — Spodziewam się, żeście już państwo pogodzeni.<br>
{{tab}}Filip Rochard opamiętał się po wzruszeniu, doznanem przed chwilą i rzekł spokojnie:<br>
{{tab}}— Pani de Chazey jest cierpiąca i wezwała mnie do siebie.<br>
{{tab}}Tłumaczył się studjami, które mu zabierają wiele czasu. Wyznał swe ambitne marzenia. Chciał zostać profesorem, zająć stanowisko w świecie.<br>
{{tab}}Zwolna ożywił się i mówił o przyszłości z porywającą wymową.<br>
{{tab}}Perspektywa widywania Gabryeli napełniła go szczęściem, chociaż się {{pp|o|bawiał}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part13.jpg|num=564}}{{pk|o|bawiał}} odnowienia tego stosunku i widział całe jego niebezpieczeństwo. Przysiągł sobie w duszy być przyjacielem i pocieszycielem tej, której mu kochać już nie było wolno, czuwać nad nią i pomimo wszystkiego ocalić ją od tego niesmaku i zniechęcenia do życia, które podkopywały jej zdrowie.<br>
{{tab}}— Pan zostajesz u nas na obiedzie — rzekł znowu margrabia.<br>
{{tab}}— Ależ...<br>
{{tab}}— Zostań pan — odezwała się Gabryela, spoglądając na niego błagalnie.<br>
{{tab}}— Nie masz pan pojęcia, jaką tem sprawisz przyjemność komendantowi, który formalnie za panem tęskni — powiedział Klaudyjusz.<br>
{{tab}}Doktór się skłonił.<br>
{{tab}}W kilka minut potem młoda margrabina, sama w swym pokoju, dodała ten jeszcze wiersz do swego dziennika:<br>
{{tab}}„On powrócił, będę go widywała. Jakżem szczęśliwa!“.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XIII.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Kuzynek do wszystkiego''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Pan de Chazey przez cały ten wieczór, spędzony w pałacu Montrevers, był jak najlepiej usposobiony.<br>
{{tab}}Nędzarz, który stawił na loteryi {{pp|o|statnie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No137 part14.jpg|num=565}}{{pk|o|statnie}} parę szelągów i wielki los wygrał nie czuje chyba większej zmiany w swym humorze i zapatrywaniu się na świat, jak margrabia.<br>
{{tab}}Baronowa de Senecey nie poznawała go.<br>
{{tab}}Komendant Bonin nie ustawał w pochwałach dla niego.<br>
{{tab}}O dziewiątej marynarz siedział sobie spokojnie przy szachownicy naprzeciw Klaudyjusza. Ten tak był roztargniony, że pozwalał sobie zabierać najlepsze sztuki z tak zadziwiająca łatwością, że komendant rzekł w końcu:<br>
{{tab}}— O czemże ty myślisz, Klaudyjuszu?<br>
{{tab}}Margrabia myślał, że nakoniec odnalazł ślad swej ofiary z Colombier i że go już drugi raz nie straci.<br>
{{tab}}Myślał, że dobrze byłoby pobiegnąć do Grand-Hotelu i zobaczyć się z nią natychmiast, ale że gentleman jego stanowiska nie może się sprawować tak, jak student z dzielnicy łacińskiej w dwudziestej wiośnie życia, lub ognisty {{Korekta|hiszpan|Hiszpan}}, grający na gitarze pod balkonem swej lubej.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No138 part01.jpg|num=566}}{{tab}}Myślał jeszcze, że mógł na przykład pójść za nią, gdy będzie wracała z Grand Hotelu i zobaczyć gdzie mieszka, ale miał do swej dyspozycyi usłużnego kuzynka Hugona de Montglars, który sam się podjął w tem go wyręczyć.<br>
{{tab}}I tak, gdy szczęśliwy margrabia przepędzał wieczór w kółku rodzinnem, inni zajmowali się ułatwianiem mu pozadomowych miłostek.<br>
{{tab}}To, że zeszedł doktora Rocharda sam na sam z margrabiną, wcale nie psuło mu humoru, bo pan de Chazey, pomimo że żonę swą zaniedbywał, nie mógł jej odmówić swego szacunku i uznawał jej cnoty.<br>
{{tab}}Powrót więc przyjaciela jej lat dziecięcych mógł w jego oczach mieć jeden tylko wynik, mianowicie mógł stanowić rozrywkę dla Gabryjeli, co dawało większą jeszcze swobodę jej mężowi, a swobody margrabia potrzebował teraz więcej niż kiedykolwiek.<br>
{{tab}}Podczas gdy margrabia i komendant grali w szachy, Gabryjela i Filip przypominali sobie rozmaite fakty z wspólnie spędzonego dziecięctwa, Wielki, wspaniały salon pałacu Montrevers, służył za tło jednemu z tych obrazów {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No138 part02.jpg|num=567}}szczęścia domowego, na które widz patrzy z zazdrością i któremu, zdaje się, iż żadne nie zagrażają burze.<br>
{{tab}}W tej samej chwili Joanna Jousset wychodziła ze swego biura w Grand Hotel’u.<br>
{{tab}}Ze smutnie spuszczoną głową, zeszła ze wschodów peronu, minęła duży oszklony dziedziniec, którego architektura jest jednym z cudów Paryża, i przez perystyl wyszła na ulicę.<br>
{{tab}}I ona, tak jak Żorżetta, została bez miejsca. Kasyjerka, której obowiązki pełniła przez czas pewien, nazajutrz miała znowu zająć dawną swą posadę.<br>
{{tab}}Wiadomość ta, której Joanna niespodziewała się jeszcze tak prędko, okropnie ją przygnębiła. Biedna dziewczyna szła, obojętna na wszystko, co się wokoło niej działo.<br>
{{tab}}Wszystkie, które raz tylko przeszły podobną próbę, a takich jest bardzo wiele, zrozumieją, w jakim stanie ducha znajdowała się Joanna i jakie ją dręczyły obawy.<br>
{{tab}}To też nie dostrzegła, przechodząc przez podwórze, jakiegoś gentlemana, który wstał z za stolika, zkąd obserwował wchodzących i wychodzących. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No138 part03.jpg|num=568}}Ów pan, okrągły, różowy, ubrany z elegancyją i prostotą światowca, pozwolił jej wyprzedzić się o jakie trzydzieści kroków i postępował za nią w pewnej odległości, nie spuszczając jej z oka.<br>
{{tab}}Joanna, jak co wieczór, szła bulwarom, spoglądając od czasu do czasu na okna magazynów i kawiarni.<br>
{{tab}}Pogoda była sucha i mroźna, przechodniów mało.<br>
{{tab}}Pan, idący za kasyjerką, mógł ją łatwo poznać po ruchach i ubraniu, lecz z odległości jaka go od niej dzieliła, twarzy jej rozpoznać nie mógł.<br>
{{tab}}Przy ulicy Séze, druga młoda kobieta spotkała się z nią i poufale wzięła ją pod rękę, Szły dalej razem..<br>
{{tab}}Była to Żorżetta, która wyszła na spotkanie przyjaciółki.<br>
{{tab}}— Jaką masz smutną minę! rzekła modniarka.<br>
{{tab}}— Nie jest to bez powodu.<br>
{{tab}}— Skończono już w Grand-Hotel’u?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— A nie proponowano ci innego miejsca w zamian za kasę?<br>
{{tab}}— Owszem.<br>
{{tab}}— Jakie?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No138 part04.jpg|num=569}}{{tab}}— Miejsce utrzymującej bieliznę hotelową.<br>
{{tab}}— Wiele?<br>
{{tab}}— Sześćdziesiąt franków.<br>
{{tab}}— I stół?<br>
{{tab}}— Naturalnie. I niedziela wolna raz na miesiąc.<br>
{{tab}}— Odmówiłaś?<br>
{{tab}}— Powiedziałam, że się namyślę.<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}— Dam im odpowiedź.<br>
{{tab}}— Kiedy?<br>
{{tab}}— Za dwa lub trzy dni.<br>
{{tab}}— Powinnaś przyjąć, poradziła modniarka.<br>
{{tab}}— Tak uważasz?<br>
{{tab}}— No, zawsze to coś pewnego. Nietrzeba być zbyt wybredną.<br>
{{tab}}— Zapewne. Gdybym przynajmniej znała jakie rzemiosło... ale nieumiem nic.<br>
{{tab}}— O rzemiosła! rzekła modniarka. Wiele się z nich ma! Dla kobiet, moja kochana, niema korzystnych zajęć.<br>
{{tab}}— Jednakże...<br>
{{tab}}— Tak tak, niema się co łudzić....<br>
{{tab}}— A ty? spytała Joanna.<br>
{{tab}}— Dotąd nic... W przeciągu jednego dnia trudno znaleźć miejsce. Ale widziałam się przynajmniej z tym i {{pp|o|wym}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No138 part05.jpg|num=570}}{{pk|o|wym}}, byłam tu i owdzie... Co tam! nietrzeba tracić odwagi ani żałować nóg.<br>
{{tab}}— Więc masz jakąś nadzieję?<br>
{{tab}}— Tak. Tylko widzisz, zmieniając miejsce, zawsze trzeba trochę zniżyć cenę roboty. Miałam okrągłe sto franków miesięcznie, a teraz na początek będę musiała poprzestać na pięćdziesięciu pięciu lub sześćdziesięciu frankach. To tak jak oficer, który się podał do dymisyi, a następnie zaciągnął na nowe jako prosty żołnierz. Wprawdzie awansuje on prędzej, ale zawsze: musi przejść niższe szczeble.<br>
{{tab}}Żorżetta nie miała bardzo zrozpaczonej miny, opowiadając o tych smutnych rzeczach.<br>
{{tab}}A był to dowód niepospolitej dzielności charakteru, któż bowiem się nie zrazi temi ciągłemi troskami, tym niepokojem o jutro, kołataniem od drzwi do drzwi, tem żebraniem o pracę.<br>
{{tab}}Jakże okropne są zwłaszcza te śmiałe spojrzenia, jakiemi panowie pracodawcy, nie krępując się bynajmniej, obrzucają nieszczęśliwe kobiety, poszukujące miejsca, jakby mieli prawo wszystkiego sobie pozwalać względem biedaczek, przyciśniętych potrzebą.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part01.jpg|num=571}}{{tab}}Okropne są upokorzenia, obawy, rozczarowania związane z tem uganianiem się za groszem, do którego potrzeba więcej odwagi i zręczności, jak do polowania na bawoły w okolicach Far-Wisl’a, na lwy w Sahelu i na tygrysy Bengalu.<br>
{{tab}}Żorżetta miała tę odwagę.<br>
{{tab}}I tysiące paryżanek mają ją także, ale do wytrwania w podobnych warunkach potrzeba jeszcze specjalnego wychowania, natury żywej, odpornej, sprężystej energii, której się nabiera przez przyzwyczajenie.<br>
{{tab}}Joanna Jousset, Joasia, pieszczona przez stryja swego kapitana, przez Morand’ów, Joaśka podziwiana i uwielbiana na zebraniach w Franche-Comté, tak szczęśliwa w swoim domu, gdzie panowała jak władczyni, piękna panna z Colombier, psuta, kochana przez wszystkich w ciągu lat dwadziestu, energii tej nie posiadała i posiadać nie mogła.<br>
{{tab}}Trzeba się hartować do tych prób ciężkich, ćwiczyć się w nich, jak wojsko ćwiczy się mustrą i forsownemi marszami.<br>
{{tab}}Żorżetta wchodziła w położenie swej przyjaciółki, jako dobra z natury, {{pp|ule|gając}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part02.jpg|num=572}}{{pk|ule|gając}} nadto potrzebie pokochania kogoś, przywiązywała się do tej słabszej od siebie istoty, aby ją wspierać i pocieszać.<br>
{{tab}}Gdy przechodziły pasaż Magdaleny, idąc na ulicę Boissy-d’Anglas, widziała swą towarzyszkę tak zgnębioną i zniechęconą, że powiedziała jej głosem stanowczym, prawie rozkazującym:<br>
{{tab}}— Nie bójże się tak!<br>
{{tab}}W tej chwili jegomość, który postępował za niemi, a teraz przybliżył się nieco, aby ich z oczu nie stracić, cofnął się o krok jeden i na jego twarzy odmalowało się zdumienie. Teraz zabrała głos Joanna, lecz mówiła tak cicho, że niemożna jej było dosłyszeć z odległości kilkunastu kroków.<br>
{{tab}}Tłomaczyła przyjaciółce swe obawy.<br>
{{tab}}Co tu robić? Trzeba zapłacić Coquerelom, którzy czekać nie będą, płacić za komorne, za pranie, ubranie. Co począć?<br>
{{tab}}— Co tam! odparła Żorżetta, jesteśmy przecież we dwie!<br>
{{tab}}I nachylając się do ucha Joanny, szepnęła z protekcjonalną czułością:<br>
{{tab}}— Odwagi mały tchórzu, nie przepadniemy tak prędko!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part03.jpg|num=573}}{{tab}}Wychodziły właśnie z pasażu.<br>
{{tab}}Promień światła padł na twarz modniarki. Jegomość, zdążający za dwiema przyjaciółkami, znowu się zatrzymał.<br>
{{tab}}— Żorżetta! szepnął! Czy być może!<br>
{{tab}}I dotykając czoła, dodał:<br>
{{tab}}— Gdyby to była jednak ona!<br>
{{tab}}Zaczął znowu iść za niemi.<br>
{{tab}}Gdy wszedł w ulice Boissy-d’Anglas młode dziewczyny przechodziły ulicę przedmieścia Saint-Honoré.<br>
{{tab}}Był od nich oddalony zaledwie dziesięć kroków, gdy nagłe weszły do bramy i znikły.<br>
{{tab}}Wiedział już jednak to, co chciał wiedzieć.<br>
{{tab}}Trzeba się tylko było upewnić, że nie wyjdą ztąd w kilka minut potem, że w tym domu rzeczywiście mieszkają.<br>
{{tab}}Jegomość stanął na straży na drugiem chodniku i poczekał chwilę.<br>
{{tab}}Joanna i jej przyjaciółka weszły do loży odźwiernej.<br>
{{tab}}— Nie ma nic dla mnie? zapytała Żorżetta.<br>
{{tab}}— Owszem, jest cały pakiet listów! Może sobie panna Żorżetta powinszować, nie byle kto ma tak obszerną korespondencyję.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part04.jpg|num=574}}{{tab}}— Podaj mi pani te listy, pani Bartous, tu chodzi o miejsce.<br>
{{tab}}I zwracając się de Joanny, dodała:<br>
{{tab}}— Gdyby choć jeden był dobry z tych wszystkich listów, więcejbym nie pragnęła. Ale...<br>
{{tab}}Mlasnęła językiem, wyrażając w ten sposób powątpiewanie.<br>
{{tab}}I miała słuszność.<br>
{{tab}}Dobre listy są w takich razach rzadkością, jeżeli pod słowem „dobre“ rozumiemy przyjacielskie, bezinteresowne i zawierające coś więcej nad czczą obietnicę.<br>
{{tab}}Pierwszy z tych listów pisany był na firmowym papierze i u góry nosił drukowany napis.
{{c|Séverin — Kwiaty i Pióra“.}}
{{c|„Kochana panno Żorżetto!}}
{{tab}}Mówiłem o pani w kilku domach handlowych. Sama pani wiesz, że bardzo chciałbym ci się przysłużyć i nie tylko pani, ale wszystkim jej podobnym. Trzej komisjonerzy z ulicy Echiquier przyjęliby panią z przyjemnością, ale jest pewien warunek, domyśla się pani jaki? Uchodzi pani za zbyt cnotliwą. Zastanów się, panno Żorżetto. Jeżeli pani chcesz zrobić pewne ustępstwa, interes jakby {{pp|skoń|czony}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part05.jpg|num=575}}{{pk|skoń|czony}}, a miejsce wcale niezłe.
{{f|align=right|prawy=15%|Szczerze życzliwy Séverin“.|po=8px}}
{{tab}}Żorżetta czytała głośno.<br>
{{tab}}— To nauka dla ciebie, rzekła do swej przyjaciółki. Po {{Korekta|przeczytaiu|przeczytaniu}}, zgniotła list i rzuciła w ogień, mówiąc.<br>
{{tab}}— Aha! Usepstw! Znam się na tem! niech się {{Korekta|obliźaie|obliźnie}}! Zobaczymy, co mówi drugi.
{{f|align=left|lewy=30%|„Moja mała Żorżettko!“}}
{{tab}}— Widzisz, przerwała sobie, zwracając się do Joanny, wcale się z nami nie krępują.<br>
{{tab}}„Nie jesteś piękna — czytała dalej, o zadużo masz inteligencyi, aby tego nie widzieć. Ale i ja nie jestem młody, należy więc sobie wzajem robić pewne ustępstwa“.<br>
{{tab}}— Ach! ci mężczyźni! wtrąciła z oburzeniem odźwierna. Wszyscy do siebie podobni, wszyscy {{Korekta|aic|nic}} nie warci!!<br>
{{tab}}Z drugiej znów strony, czytała dalej Żorżetta — masz rodzaj sprytu, który mi się {{Korekta|ogomnie|ogromnie}} podoba. Z taką jak ty {{Korekta|dziewzyną|dziewczyną}} nie podobna się znudzić, a ja lubię zajmującą rozmowę, okraszoną dowcipnem słówkiem. W moim interesie niema dla ciebie miejsca, bo najlepsze są zajęte. Ale, jeżeli {{Korekta|zechcsz|zechcesz}}, dam ci lepszą posadę, {{pp|mia|nowicie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part06.jpg|num=576}}{{pk|mia|nowicie}} mały magazyn, dobrze zaprowidowany, wraz z ładnie urządzoną antresolą, gdzie będzie przyjemnie gawędzić i zabawić się z przyjaciółmi. Jestto, zapewnienie bytu dla ciebie, moja Żorżetto, a dla mnie zapewnienie kilka chwil przyjemnego wypoczynku po pracy dziennej. Zgódź się a będzie nam obojgu dobrze“.<br>
{{tab}}— Stary łajdak! zawołała odźwierna. Żeby też w taki niegodziwy sposób kusić porządną panienkę!<br>
{{tab}}„Do niedzieli zestawiam ci czas do namysłu, nadmieniając, że podaż jest wielka, rynek zawalony, a popyt nieszczególny. Tacy {{Korekta|odbiocy|odbiorcy}} jak ja należą do prawdziwych rzadkości. Zrób małe wysilenie i zdecyduj się.<br>
{{tab}}Ukłony załączam.
{{f|align=right|prawy=15%|Rivolet senior“|po=8px}}
{{tab}}— Kanalja! krzyknęła pani Bartoux. Nie wstydzi się jeszcze podpisywać podobnych obrzydliwości.<br>
{{tab}}— Czego się ma wstydzić, rzekła modniarka. On wie co mówi: rynek rzeczywiście zawalony. List p. Rivolot senior’a, pryncypała znanego domu handlowego Rivolet i Brezeaux poszedł w piec, jak i pierwszy.<br>
{{tab}}Żorżetta otworzyła trzecią kopertę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part07.jpg|num=577}}{{c|Łaskawa panno Żorżetto.}}
{{tab}}Jesteś pani zdolną i sumienną pracownica, każdy jej to przyznaje, to też przyjmuję panią bez wahania. Tylko ceny nasze są skromne, wzamian za to wszakże robotnice dobrze są u nas traktowane i mają względy. Mogę pani ofiarować pięćdziesiąt franków miesięcznie i stół... Żadna inna nie otrzymałaby tego, bo czasy są wyjątkowo złe, jak to pani sama wiesz. Jeżeli warunki te wydają się pani korzystne, może pani zaraz od jutra objąć posadę.
{{f|align=right|prawy=15%|Szczerze życzliwa Stefanija.“|po=8px}}
{{tab}}— A to sie wysadziła: pięćdziesiąt franków miesięcznie! także mi pensyja dla takiej zręcznej osoby jak panna Żorżetta! powiedziała pani Bartoux.<br>
{{tab}}— Ta pani Stefanja ma nieszczególną przeszłość za sobą, ale teraz znalazła bogatego protektora i robi miny wielkiej damy, rzekła Żorżetta.<br>
{{tab}}— Spodziewam się, że panna Żorżetta nie przyjmie tych {{Korekta|bezdurnych|bzdurnych}} pięćdziesięciu franków?... zauważyła odźwierna.<br>
{{tab}}— Wcale nie... zobaczę, jeżeli jest co lepszego, to odmówię Stefanii.<br>
{{tab}}„Obecnie nic pani ofiarować nie {{pp|mo|żemy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part08.jpg|num=578}}{{pk|mo|żemy}}. Nie ma miejsca.<br>
{{tab}}„Wszystkie posady zajęte.<br>
{{tab}}„Oddalamy część personelu i t. p..<br>
{{tab}}— Szczęściem mam jakie takie oszczędności, powiedziała Żorżetta.<br>
{{tab}}— Wiele? spytała niedyskretna pani Bartoux.<br>
{{tab}}— Eh! żaden złodziejby się na to nie skusił. Sześć luidorów i trochę drobniejszej monety.<br>
{{tab}}Wychodziła już z łoży, gdy w tem coś sobie przypomniała.<br>
{{tab}}— Ach! niemam ani jednej świecy! zawołała. Wejdź na górę Joanno, a ja tymczasem wstąpię do sklepu i kupię.<br>
{{tab}}Wybiegła na ulicę, lekka jak sarna, Zaledwie jednak wyszła na chodnik, stanęła zdumiona widokiem mężczyzny, który stał na drugiej stronie ulicy, pod latarnią gazową.<br>
{{tab}}Zawahawszy się chwilkę, Żorżetta przeszła przez środek ulicy i przystępując do jegomości, który szedł był za nią i Joanną od samego Grand-Hotel’a, a teraz stanął na straży przed ich domem, rzekła.<br>
{{tab}}— Więc to tak wyjechałeś pan do Ameryki, panie Hugonie?<br>
{{tab}}Jegomość wcale się tem nie {{pp|zdeto|nował}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part09.jpg|num=579}}{{pk|zdeto|nował}}.<br>
{{tab}}— Powróciłem już, powiedział i bardzo mi przyjemnie cię widzieć!<br>
{{tab}}Był to wice-hrabia de Montglars.<br>
{{tab}}— Kłamca! szepnęła półgłosem modniarka na wpół z gniewem, wpół ze śmiechem.<br>
{{tab}}Hugo podał jej ramię.<br>
{{tab}}— Chodź, powiedział, szukałem cię.<br>
{{tab}}— Co za blaga!<br>
{{tab}}— Chcę z tobą pomówić, porozmawiamy.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XIV.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Niebezpieczny stosunek''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Montglars był pierwszym kochankiem Żorżetty Ridel i dodajmy na pochwałę młodej dziewczyny, że był i jedynym, co wzbudzał w niej miłość, a raczej zręcznie skorzystał z instynktu ciekawości wrodzonej córom Ewy, oraz z nudów, jakie trapiły sierotę zupełnie osamotnioną. Wice-hrabia był podstępną osobistością. Pojął on odraza, jaką korzyść może wyciągnąć z tego spotkania. Ale popełnił wielki błąd. Sądził mianowicie, że Żorżetta jest dziś taką samą, jak była przed pięciu laty, to jest nieświadomą, niedoświadczoną, łatwą do oszukania pięknemi słówkami, obietnicami i kłamstwem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part10.jpg|num=580}}{{tab}}Mylił się jednak grubo w tym względzie.<br>
{{tab}}Panna Żorżetta przez lat pięć nauczyła się dyplomacyi życiowej, poznała świat i ludzi, zdobyła doświadczenie, zaznajomiła się z występkiem, którego wprawdzie z praktyki nie poznała, ale o którem wiele słyszała w magazynie od klijentek i w pracowni od towarzyszek, wiedziała, jakie sidła zastawiają na młode kobiety i jak ich unikać należy, słowem była w stanie bronić się przeciw pokuszeniom dawnego kochanka, a nawet zwyciężyć go w danym razie.<br>
{{tab}}Mogła była się oburzyć na tego zdrajcę, który bez żadnej ceremonii porzucił ją, zamydlając oczy jakąś bajką, która ze względu na swe nieprawdopodobieństwo zakrawała raczej na drwiny, niżeli na usprawiedliwienie, ale wolała go przyjąć tak, jak w przeddzień rozłączenia.<br>
{{tab}}— Chcesz pan się ze mną rozmówić, rzekła łagodnie. Dziwi mnie to, ale skoro takie pańskie życzenie... Gdzież ma się odbć ta rozmowa?<br>
{{tab}}— U ciebie.<br>
{{tab}}— A moja odźwierna?<br>
{{tab}}— Cóż to znaczy!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part11.jpg|num=581}}{{tab}}— Dla pana może nie znaczy, ale dla mnie — wiele. Wiedz pan, że dbam o dobre imię i zasługuję na takie.<br>
{{tab}}— O!<br>
{{tab}}— Tak, tak, mówię prawdę, bo i dlaczegóż miałabym kłamać!<br>
{{tab}}— Zapewne.<br>
{{tab}}— Nie jestem od nikogo zależna.<br>
{{tab}}— Doprawdy?<br>
{{tab}}— Po takiej nauce, jaką mi pan dałeś, nic dziwnego, żem zmądrzała. Pierwsze doświadczenie nie było bynajmniej zachęcające... przyznaj pan.<br>
{{tab}}— Przebacz mi.<br>
{{tab}}— Nie mam do pana urazy. Zresztą nauczyłem się własnym kosztem, że z nami się nikt nie krępuje, nie jesteś pan lepszy ani gorszy od innych.<br>
{{tab}}— Czy tutaj mieszkasz? spytał wice-hrabia, wskazując na dom, z którego wyszła Żorżetta.<br>
{{tab}}— Tak, nie potrzebuję tego przed panem ukrywać.<br>
{{tab}}— A nie wolno mi tam wejść?<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}— Czy nie bałabyś się {{Korekta|kompromitacy i|kompromitacyi}} ukazując się ze mną w mieście?<br>
{{tab}}— Bynajmniej. Któż się tu mną zajmuje?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No139 part12.jpg|num=582}}{{tab}}Zawołał przejeżdżającego fiakra.<br>
{{tab}}— Poczekaj pan na mnie chwilę, rzekła Żorżetta. Zaraz wrócę.<br>
{{tab}}Weszła do sklepu, kupiła paczkę świec i prędko poszła do siebie na piąte piętro.<br>
{{tab}}Miała jakieś przeczucie. Domyślała się, że w tej sprawie chodzi więcej o jej przyjaciółkę niżeli o nią samą.<br>
{{tab}}Tę straż przy domu trzymano głównie dla Joanny Jousset.<br>
{{tab}}Bo i dlaczegóżby ten kochanek, którego nic nie zmuszało niegdyś do zerwania z nią, gdyż była bardzo mało wymagająca, powracał teraz tak niespodziewanie?<br>
{{tab}}Joanna nieraz wzmiankowała jej o wice-hrabi Hugonie de Monglars, biednym krewnym margrabiego de Chazey. Długo było to imię jej kochanka, imię dość rzadko spotykane.<br>
{{tab}}Panna Żorżetta miała dobry węch.<br>
{{tab}}Czyżby ten panicz, co ją tak łatwo opuścił, był właśnie wice-hrabią de Montglars?<br>
{{tab}}Chciała się o tem upewnić.<br>
{{tab}}Wszedłszy do siebie, zastała Joanną już rozebraną i gotową udać się na spoczynek.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No141 part01.jpg|num=583}}{{tab}}Żorżelta siadła przy niej.<br>
{{tab}}— Powiedz no, zapytała, jak wygląda ten wice-hrabia de Montglars, o którym tyle razy wspominałaś?<br>
{{tab}}Joanna spojrzała na nią zdziwiona.<br>
{{tab}}— Dlaczego się o to pytasz? powiedziała.<br>
{{tab}}— Powiedz w każdym razie.<br>
{{tab}}— Był małego wzrostu.<br>
{{tab}}— Doskonale.<br>
{{tab}}— Tęgi.<br>
{{tab}}— Bardzo dobrze.<br>
{{tab}}— Twarz okrągła, rumiana, słodkawa...<br>
{{tab}}— Trochę podstępna?<br>
{{tab}}— Tak, dosyć.<br>
{{tab}}— Kolor włosów?<br>
{{tab}}— Jasno blond.<br>
{{tab}}— Oczy?<br>
{{tab}}— Czy ja pamiętam?... zdaje się, że jasno niebieskie.<br>
{{tab}}— Zarost?<br>
{{tab}}— Ani znaku... Wygolony jak ksiądz.<br>
{{tab}}— Już nie wątpię.<br>
{{tab}}— Co to wszystko znaczy?<br>
{{tab}}— Nic, a raczej to cała historyja...<br>
{{tab}}— Przygoda jakaś?<br>
{{tab}}— Tak, ale nie wiem jeszcze, kto tu jest w grze. Opowiem ci to później.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No141 part02.jpg|num=584}}{{tab}}Zamiast się rozebrać, modniarka poprawiła włosy przed małem lusterkiem, stanowiącem gotowalnią jej przyjaciółki, następnie oczyściła suknię, okrycie, nasunęła lepiej na głowę kapelusz i widocznie wybierała się jeszcze do wyjścia, pomimo późnej pory.<br>
{{tab}}— Wychodzisz? zapytała Joanna.<br>
{{tab}}— Na minutkę.<br>
{{tab}}— Tak późno?!<br>
{{tab}}— Muszę.<br>
{{tab}}I z powagą starszej siostry względem młodszej, dodała:<br>
{{tab}}— Ty sobie śpij, ja niedługo wrócę.<br>
{{tab}}Rozmowa ta nie trwała pięciu minut. Pocałowała Joannę i żywo wybiegła, zeszła ze schodów, przeskakując po dwa i trzy stopnie odrazu i znowu znalazła się na ulicy. Montglars czekał na nią we fiakrze.<br>
{{tab}}— Oto jestem, rzekła. Gdzie jedziemy?<br>
{{tab}}— Do opery komicznej, rozkazał {{Korekta|wice hrabia|wice-hrabia}} woźnicy.<br>
{{tab}}— Co za myśl!<br>
{{tab}}Pojazd był już w biegu.<br>
{{tab}}— W głębi loży, powiedział Hugo, będziemy tak spokojni i tak odosobnieni jak w lesie dziewiczym.<br>
{{tab}}W tym czasie opera komiczna była {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No141 part03.jpg|num=585}}dość mało uczęszczana. Zaczęto tam dawać dość poważne dzieła muzyczne i mgliste, sentymentalne opery niemieckie, dla tego też sala po większej części podobną była do wielkiej pustyni. Wieczoru tego dawano „Białą dame“ i „Szalet.“ dwie rzeczy tak klasyczne, że robiły ten sam efekt, co maszyna pneumatyczna, to jest produkowały próżnię.<br>
{{tab}}W kasie, pomimo późnej godziny, można było wybrać sobie najdogodniejsze miejsce. Montglars kupił bilet do bocznej loży parterowej, gdzie we dwoje, przy panującym półcieniu, można było bardzo przyjemnie rozmawiać.<br>
{{tab}}Żorżetta mogła pochlebiać próżności kochanka. Smukła, powiewna, ubrana z wykwintnym smakiem i prostotą kobieta nigdy nie jest brzydką, jeżeli ma sprytne oczy, ładne zęby i ruchy zręczne takie właśnie, jakie miała Żorżetta.<br>
{{tab}}Towarzystwo młodej dziewczyny, odosobnienie, pół-cień loży, muzyka, jakkolwiek dobrze znana i rozpowszechniona przez katarynki, ożywiły wspomnienia wice-hrabiego.<br>
{{tab}}Chciał objąć ramieniem kibić Żorżetty. Kiedyś przecież należała do {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No141 part04.jpg|num=586}}niego, {{Korekta|probował|próbował}} tedy na nowo wejść w posiadanie swej własności.<br>
{{tab}}Ale ona nie chciała widocznie pamiętać dawnych czasów i odepchnęła go stanowczo, bez gaiewu.<br>
{{tab}}— Chciałeś pan porozmawiać, rzekła. Dobrze, rozmawiajmy, ale nie rękami, ani pan, ani ja, nie jesteśmy głuchoniemi. Jak to dawnośmy się nie widzieli! Pięć lat zdaje się?<br>
{{tab}}— Coś około tego.<br>
{{tab}}— Co się z panem działo?<br>
{{tab}}— Zostałem tem, czem byłem.<br>
{{tab}}— To jest?...<br>
{{tab}}— Ubogim szlachcicem.<br>
{{tab}}— Ubogim?<br>
{{tab}}— O tyle przynajmniej, że zmuszony jestem do wielkich poświęceń.<br>
{{tab}}— Jakiego rodzaju?<br>
{{tab}}— Jedno, tylko mnie kosztowało, moja droga Żorżetto.<br>
{{tab}}— Jakie?...<br>
{{tab}}— Czyż potrzeba oto pytać?<br>
{{tab}}Montglars szukał sposobu złagodzenia swej winy, a był nadto zręczny, aby nie skorzystać ze sposobności jaka mu się nastręczała.<br>
{{tab}}— Czy nie rozumiesz, powiedział, jaka to męka dla człowieka z sercem i honorem, nie módz otoczyć ukochane {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No141 part05.jpg|num=587}}kobiety wszystkiem, co dać może bogactwo?<br>
{{tab}}— O, ja nie byłam wymagająca, pan {{Korekta|pobrze|dobrze}} wie o tem.<br>
{{tab}}— Wiem, ale ja za to wiele rzeczy dla ciebie pragnąłem. Chciałem, żeby moja kochanka, kobieta którą przeniosłem nad inne, niemiała nikomu i niczego zazdrościć. Niestety! było to nieziszczone marzenie. Upokorzony moją miernością i bezsilnością, postanowiłem zerwać z tobą i to w ten sposób, abyś najmniej żalu za mną czuła... Zrobiłem to, ale cierpiałem wiele... i... dotychczas jeszcze myślę o tem.<br>
{{tab}}Niedostrzegalny uśmiech wygiął usta Żorżetty.<br>
{{tab}}— O, rzekła, tylko bez frazesów! Nie potrzebnie sobie pan łamiesz głowę nad komponowaniem wymówek, to się na nic nie przyda.<br>
{{tab}}Wice-hrabia zaczerwienił się jak szkarłat.<br>
{{tab}}— I zostałeś pan we Francyi, wyrzekłszy się mnie z takim wysiłkiem? zapytała modniarka.<br>
{{tab}}— Tak, przyznaję.<br>
{{tab}}— Ja też nigdy w tę Amerykę nie wierzyłam. Powiedziałam sobie zaraz: — To kawał jakiś... Ale między {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No141 part06.jpg|num=588}}nami mówiąc, mogłeś mi pan był powiedzieć prawdę...<br>
{{tab}}Montglars, chcąc uniknąć słusznie czynionych wyrzutów, zwrócił rozmowę na inny tor.<br>
{{tab}}— A ty, Żorżetto, zapytał, coś robiła przez ten czas?<br>
{{tab}}— Ja. Cóż miałam robić? Kapelusze.<br>
{{tab}}— Nic więcej?<br>
{{tab}}— Nic.<br>
{{tab}}— Twoje położenie się nie polepszyło?<br>
{{tab}}— Przeciwnie.<br>
{{tab}}— Doprawdy?<br>
{{tab}}— O, mój wice-hrabio...<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Czasy są bardzo złe... dla biednych dziewcząt, które muszą pracować. Mówią o postępie. A jakże, postęp! Czem więcej tego niby postępu, tem gorzej. Wymagają od nas więcej pracy, a dają mniej pieniędzy, jeżeli już dają...<br>
{{tab}}— Nie wiedzie ci się tedy?<br>
{{tab}}— Wcale nie.<br>
{{tab}}— Czasami powodzenie przychodzi wtenczas, kiedy go się najmniej spodziewamy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No141 part07.jpg|num=589}}{{tab}}— Dałby Bóg, żeby to była prawda.<br>
{{tab}}{{Korekta|Wice hrabia|Wice-hrabia}}, troszeczkę zdetonowany, gdy mu Żorżetta wyrzucała jego bezceremonijalne z nią obejście przed pięciu laty, teraz znowu powrócił do poufałego tonu i zapytał:<br>
{{tab}}— Co to za młoda dziewczyna, z którą szłaś razem?<br>
{{tab}}— Kiedy?<br>
{{tab}}— Teraz, niedawno, wracając do domu?<br>
{{tab}}— To sąsiadka.<br>
{{tab}}— Dobrze z sobą żyjecie?<br>
{{tab}}— Nieźle.<br>
{{tab}}— Aha! — pomyślała sobie modniarka — moje przeczucie zaczyna się spełniać.<br>
{{tab}}— Czy znasz ją oddawna? — zapytał Hugo.<br>
{{tab}}— Od kilka miesięcy.<br>
{{tab}}— To bardzo piękna osoba.<br>
{{tab}}— Prawda?<br>
{{tab}}— Wypiękniała jeszcze od czasu, jak się sprowadziła do Paryża.<br>
{{tab}}— Pan ją znałeś wprzódy? — powiedziała Żorżetta, udając zdziwienie.<br>
{{tab}}— Ona pochodzi z moich stron.<br>
{{tab}}— W takim {{Korekta|raziem|razie}} wszystko się wyjaśnia.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No141 part08.jpg|num=590}}{{tab}}Wice-hrabia chwilę się za wahał, a następnie dodał tajemniczo:<br>
{{tab}}— Możeby się dało coś zarobić z jej powodu.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Mogłabyś, moja Żorżetko, mieć ładne pienądze z tego interesu.<br>
{{tab}}— Ja?<br>
{{tab}}— Ty sama, gdybyś chciała.<br>
{{tab}}— To coś nieprawdopodobnego.<br>
{{tab}}— Najprawdopodobniejsza rzecz w świecie.<br>
{{tab}}— Nie rozumiem, ale to nic a nic nie rozumiem.<br>
{{tab}}— Nie potrzebujesz też rozumieć.<br>
{{tab}}— To dziwne!<br>
{{tab}}— Jak na teraz przynajmniej, niepodobna, abyś rozumiała. We właściwym czasie wytłomaczę ci to... może nawet wkrótce. Czy masz wpływ jaki na tę osobę?<br>
{{tab}}— Dość wielki.<br>
{{tab}}— Wydawało mi się, że jesteście zaprzyjaźnione.<br>
{{tab}}— Lubimy się dosyć!<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, że ona jest kasyjerką w Grand Hotel’u.<br>
{{tab}}— Była nią.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part01.jpg|num=591}}{{tab}}— A teraz?<br>
{{tab}}— Już nie jest.<br>
{{tab}}— I cóż myśli robić?<br>
{{tab}}— Co będzie mogła. Zrobi jak inne. Postara się o inne zajęcie.<br>
{{tab}}— A musi potrzebować pieniędzy, co?<br>
{{tab}}— Z pewnością.<br>
{{tab}}— Nietylko dla siebie ale i dla dziecka.<br>
{{tab}}— Dobrześ pan poinformowany.<br>
{{tab}}— Bardzo dobrze. Gdzie ono jest?<br>
{{tab}}— Kto? co?<br>
{{tab}}— Dziecko.<br>
{{tab}}— Oddane na wykarmienie.<br>
{{tab}}— Ale dokąd?<br>
{{tab}}Żorżetta podrapała się w koniuszczek swego sprytnego zadartego noska.<br>
{{tab}}— Przypuszczam, że pan nie masz chyba zamiaru wykradzenia tego skarbu, co? panie wice-hrabio?<br>
{{tab}}— Naturalnie, ale odpowiedz.<br>
{{tab}}— W Saunois u biednych ludzi Cocquerelów. Ale mówmy o czem innem; cóż nas mogą obchodzić sprawy cudze.<br>
{{tab}}— Ale ta sprawa powinna cię zainteresować.<br>
{{tab}}— A to z jakiego powodu?<br>
{{tab}}— Możesz z niej mieć korzyści.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part02.jpg|num=592}}{{tab}}Żorżetta spojrzała prosto w twarz swemu dawnemu kochankowi.<br>
{{tab}}— Słuchaj pan, rzekła stanowczym tonem, nie bierz mnie za głupią, bo taką nie jestem. Niegdyś byłam naiwna, głupiutka nawet, ale to, com straciła z jednej strony przez stosunek z panem, panie de Monglars, tom zyskała z drugiej. Lepiej tedy grać w otwarte karty. Moja sąsiadka, Joaśka, jak mówią w Franche-Comté, jest cudowną dziewczyną. Ktoś chciałby z niej zrobić swoją metresę i ten ktoś polecił panu zasięgnąć języka, czy tam zbadać grunt. To właśnie czynisz pan w tej chwili. Myślisz pan sobie, że ja mogę mu się na coś przydać, i mówisz: Trzeba ją udobruchać i zachęcić. Ona nie jest bogatą, skuszę ją perspektywą zarobków, to najlepsza przynęta... Chcę być szczerą z panem. Mówisz pan o interesie: otóż uprzedzam, że ja nieczystych interesów nie lubię i nigdy nie robię, ale mogę panu się przysłużyć pod warunkiem, że mi jasno wyłożysz, o co chodzi. Przeszłości panu nie wyrzucam i nie pamiętam. W każdym razie miałeś pan chwile szczerego uczucia, inni możeby się jeszcze gorszymi okazali... Ale teraz dość, — jak na dzisiaj. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part03.jpg|num=593}}Pozwól mi pan słuchać muzyki. Kiedy mi się raz zdarzyło być tutaj, niechże przynajmniej skorzystam coś z tego. Nieprawda?<br>
{{tab}}— Zawsze figlarna! rzekł pieszczotliwie Montglars. A jaka naturalna. Gdybyś chciała, uwielbiałbym cię!<br>
{{tab}}— Ale na seryjo, prawda? Nie tak jak wprzódy?<br>
{{tab}}—.Z całego serca.<br>
{{tab}}— Poczekaj trochę. Muszę się jeszcze namyślić.<br>
{{tab}}O północy {{Korekta|Monglars|Montglars}} odwiózł Żorżettę do bramy jej domu. Przy pożegnaniu, ukradł jej całusa, czemu się młoda dziewczyna wcale nie broniła, nie uważała tego bowiem za żadne przestępstwo.<br>
{{tab}}Gdy jednak wchodziła do siebie szepnęła:<br>
{{tab}}— Wygrałeś pan pierwszą partyję, kochany wice-hrabio. Ale od tego czasu minęło pięć lat. To spory kawał czasu i wiele może zmienić. Teraz, jeżeli znowu rozpoczniemy, ja chcę zwyciężyć, a będę się trzymała ostro.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XV.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''{{kor|Opinija|Opinia}} kirasyjera''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Pomimo kategorycznej odpowiedzi odźwierzej, Piotr Morand wahał się.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part04.jpg|num=594}}{{tab}}Wydawało mu się niepodobieństwem aby jego oczy omylić się miały.<br>
{{tab}}Nie, ta kobita, którą spotkał pod arkadami ulicy Rivoli, była rzeczywiście Joanną.<br>
{{tab}}Któraż inna miała jej chód, jej włosy, tę szyję, której zarysy dojrzał zaledwie nad kołnierzykiem czarnego płaszcza i na której wiły się ciemne pukle włosów odbijając od białości skóry.<br>
{{tab}}A potem to wstrząśnienie, jakiego doznał na jej widok, czy to nie dowód, że to była Joanna? Serce jego omal nie wyskoczyło z piersi. Krew całą falą uderzyła mu do głowy.<br>
{{tab}}Przeklinał powozy, które go zatrzymały i przeszkodziły iść trop w trop za nią, złorzeczył szczególnie tym skrupułom, tej głupiej dumie, która mu przeszkodziła pokonać wszystkie zawady i biedz za nią.<br>
{{tab}}W jakim celu?<br>
{{tab}}Cóżby jej powiedział?<br>
{{tab}}Czyby ją zarzucił wyrzutami, czy zaklęciami miłości?<br>
{{tab}}Nie umiałby na to odpowiedzieć.<br>
{{tab}}Ale zobaczyć ją, upewnić się, że żyje, że jest piękną jak dawniej. Oto wszystko, czego pragnął.<br>
{{tab}}Całą noc śnił o tem spotkania. Im {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part05.jpg|num=595}}więcej o tem myślał, tem był pewniejszy, że się nie myli.<br>
{{tab}}Ukrywała się zapewne... Odźwierna spełniła polecenie, jakie jej dano. Joanna prosiła, aby nikomu nie dawać jej adresu.<br>
{{tab}}Od rana pragnął być wolnym, aby biedz na ulicę Boissy {{kor|d’Anglos|d’Anglas}}, jedyne miejsce w Paryżu, wydające mu się godnem uwagi. Kto nie zna tych przechadzek pod oknami wybranki swego serca, tych stacyj przy bramie jej domu i wszelkich innych, z których wyjść mogła, śmieszne zaprawdę stacyje, na które każdy zakochany sam siebie skazuje i wypełnia je z cierpliwością lisa, czyhającego przy legowiska królika.<br>
{{tab}}Ale Piotr Morand był żołnierzem, miał tedy obowiązki do spełnienia.<br>
{{tab}}Generał de Fremont, jego protektor, człowiek bardzo bogaty, cieszący się znacznym wpływem w ministeryjum, dobrze widziany u dworu, po powtórnem zaciągnięciu się do wojska Piotra, trzymał go u siebie, czekając na jakie korzystne dla niego miejsce.<br>
{{tab}}Były wachmistrz kirasyjerów doskonałe miał imię w pułku i posiadał wszelkie zalety, wymagane od oficera.<br>
{{tab}}Wykształcenie jego, jakkolwiek nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part06.jpg|num=596}}było kompletnem, mogło służyć za podstawę do dalszych samodzielnych studyjów.<br>
{{tab}}Wogóle można było z niego zrobić podporucznika.<br>
{{tab}}Ale regulamin stał na przeszkodzie.<br>
{{tab}}General Fremont kilka już razy mruknął znacząco:<br>
{{tab}}— Piechota marynarki... szybki awans.<br>
{{tab}}Ale Morand nic na to nie odpowiedział, udając, że nie słyszy.<br>
{{tab}}Paryż! Tam była ona, tam też tylko on chciał pozostać, przynajmniej dni kilka. Czyż mógł wyjechać bez zobaczenia jej?<br>
{{tab}}Jako doskonały jeździec, Piotr, po zajęciach biurowych ujeżdżał konie swego byłego pułkownika.<br>
{{tab}}Pewnego dnia o dziewiątej rano, generał, którego pałac wznosi się na rogu ulic Bellechasse i Las-Casas, wyjechał konno w towarzystwie swego protegowanego, który jechał na nowym, dość trudnym do kierowania wierzchowcu.<br>
{{tab}}Piotr Morand zupełnie się przeistoczył w Paryżu.<br>
{{tab}}Jego współobywatele z Orchamps nie poznaliby go.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part07.jpg|num=597}}{{tab}}Przechodnie, których uwagę zwracał, mówili lub myśleli to samo co Żorżetta Ridel, gdy go pierwszy raz zobaczyła:<br>
{{tab}}— Bardzo przystojny.<br>
{{tab}}W okolicach l’Arc de l’Etoile generał i jego protegowany zostali prześcignięci przez dwóch jeźdźców, galopujących w {{Korekta|kierynku|kierunku}} laska Bulońskiego.<br>
{{tab}}Koń Piotra, lśniącej karej maści i wykwintnych kształtów, zwrócił ich uwagę.<br>
{{tab}}Zwolnili nieco biegu i niebawem znaleźli się tuż obok generała.<br>
{{tab}}— A! pan de Chazey — zawołał generał.<br>
{{tab}}— Moje uszanowanie pana generałowi.<br>
{{tab}}— Już na koniu?<br>
{{tab}}— Pogoda wyborna do przejażdżki.<br>
{{tab}}— Ba! dwa stopnie niżej zera. To dobrze konserwuje.<br>
{{tab}}— Nie wiedziałem, że generał ma takiego karosza — powiedział towarzysz margrabiego, książę de Bievre, skończony sportsman. — Sapristi! co za muskuły!<br>
{{tab}}— Nieprawda? To podarunek dla mojej córki. Morand, jeden z moich {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part08.jpg|num=598}}wiarusów, był o tyle grzeczny, że się podjął trochę go ujeździć. Czysta krew arabska, ale trochę narowista, a dla panny, rozumiecie przecież, nie można ryzykować!<br>
{{tab}}Na dźwięk nazwiska Moranda, Chazey, który dotąd przypatrywał się tylko koniowi, zwrócił oczy na jeźdźca.<br>
{{tab}}Spojrzenia ich skrzyżowały się.<br>
{{tab}}Z oczu byłego kirasyjera strzeliła błyskawica nienawiści, margrabia umiał ukryć swe uczucie pod wyniosłym uśmiechem.<br>
{{tab}}— Czy się znacie? — zapytał pan de Fremont, uderzony widocznem wzruszeniem obu młodych ludzi.<br>
{{tab}}— Pan Piotr Morand jest Franche-Comtejczykiem tak jak i ja, odpowiedział Klaudyjusz.<br>
{{tab}}— Sąsiadujecie z sobą?<br>
{{tab}}— Prawie.<br>
{{tab}}— Pan nie wiedziałeś, że Morand jest w Paryża? Margrabia zrobił obojętną minę.<br>
{{tab}}— Owszem, odparł, wiedziałem, że pan Morand jest w Paryżu, ale nie wiedziałem co tu robi.<br>
{{tab}}General towarzyszył czas jakiś obu jeźdźcom, tłomacząc im sytuacyję {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part09.jpg|num=599}}Piotra.<br>
{{tab}}— Opuścił rodzinne miasto... Zmartwienia... historje... zaciągnął się na nowo... Ma {{Korekta|ambiceję|ambicję}}... Będzie awansował... Znakomity jeździec... Poczciwe serce.<br>
{{tab}}Zamieniono ukłony. Książę i margrabia znowu puścili się cwałem i wjechali w jedną aleję lasku podczas gdy generał z Morandem pojechali inną drogą.<br>
{{tab}}Po niejakim czasie, generał dał znak Piotrowi, trzymającemu się w przyzwoitej odległości, aby się przybliżył.<br>
{{tab}}— Coś mi się wydaje, że ty i margrabia krzywo na siebie spoglądacie? powiedział. Jak na rodaków i sąsiadów to wcale nie wypada.<br>
{{tab}}— Pan generał odgadł.<br>
{{tab}}— Czy to jakaś kobieta się między was wdała? Morand odpowiedział westchnieniem.<br>
{{tab}}Pierś jego się podniosła, zacisnął usta, a pan de Fremont zauważył na jego twarzy wzruszenie świadczące o tłumionem bólu.<br>
{{tab}}— Ten hultaj Chazey, powiedział, zawsze był hulaką pierwszej wody. Pieniądze łatwo mu idą, przesądów i skrupułów ani znaku, zuchwały, przed {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No142 part10.jpg|num=600}}niczem się nie cofnie! Kobiety lubią takich zuchów. Głupstwa robią, głupstwa kapitalne, ale tak jest, niepodobna im tego wyperswadować. Głowy bez mózgu! Niewypytuję cię o twój sekret, mój chłopcze. Powiedz tylko: poszło wam o dziewczynę z waszych stron, co?<br>
{{tab}}— Tak, generale.<br>
{{tab}}— I jakże chcesz, aby naiwne takie gąsiątko oparło się elegantowi z Paryża, bogatemu, przystojnemu i zawracającemu jej głowę na wszelkie sposoby?... Trzeba o tem zapomnieć... oddalić się od niej, bawić się trochę... nie za wiele... wkuwać teorję... żeby awans przyszedł prędzej. Toć kobiet nie brak na świecie... Oficerem zostaniesz, szlify będziesz nosił... Ja się postaram... lubię cię boś chwat.<br>
{{tab}}Wpatrzył się w przestrzeń, jakby tam widział obrazy przyszłości i zamruczał przez zęby:<br>
{{tab}}— Potrzeba ludzi... Tego nie rozumieją... Głupcy!<br>
{{tab}}Z gniewem zagłębił ostrogi w bokach konia i pocwałował.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part01.jpg|num=601}}{{tab}}O dziesiątej wchodził do ministerjum w towarzystwie Morand’a. W swoim gabinecie zbliżył się do niego, ujął go za ramię i powiedział.<br>
{{tab}}— Tylko się nie zniechęcaj, nie zrażaj. Przedewszystkiem odwaga!... Jesteś dobrym żołnierzem. Zasługujesz na wyróżnienie.<br>
{{tab}}Pomimo tej zachęty, nieszczęśliwy przez cały dzień dręczył się i cierpiał.<br>
{{tab}}Generał do Fremont odświeżył ranę jego serca.<br>
{{tab}}Powiedział mu to, co i Morand sam przypuszczał, mianowicie, że Joanna dała się obałamucić próżności, że jak i inne, olśnił ją blask majątku i tytułu.<br>
{{tab}}Teraz Piotr przekonał się, że jego przypuszczenia były trafne, bo każdy tak samo sądził. Słowa generała nie wychodziły mu z pamięci. Powinny mu one były odjąć ochotę widzenia się z tą, która go tak ohydnie zdradziła, a jednak wywierały wręcz przeciwne wrażenie.<br>
{{tab}}Pragnął, by czas uleciał jak najprędzej, aby mógł być wolny i spotkać ją już nie ze słowami przebaczenia, ale z gniewem i żalem.<br>
{{tab}}Dopiero za nadejściem nocy mógł się uwolnić z biura ministeryjam, gdzie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part02.jpg|num=602}}go zatrzymano dłużej niż zwykle.<br>
{{tab}}Takie małe fatalności prześladują zazwyczaj tych, którzy nie mają szczęścia.<br>
{{tab}}Jeżeli wypada im się odciąć dowcipnie, odpowiedź przychodzi im do głowy dopiero wtedy, gdy są na schodach.<br>
{{tab}}Protoktor, na którego liczą, albo jest w podróży, albo umiera właśnie w chwili, kiedy potrzebują poparcia z jego strony.<br>
{{tab}}I tak ze wszystkiem.<br>
{{tab}}O siódmej Piotr Morand opuścił ulicę Saint-Dominique i przeszedł na drugie wybrzeże Sekwany.<br>
{{tab}}Był ubrany jak żołnierz, wychodzący za pozwoleniem; na krótko ostrzyżonych włosach nosił kepi; buty miał z ostrogami, które brzęczały, uderzając o asfalt trotuaru.<br>
{{tab}}Na wszelki przypadek udał się na ulice Boissy d’Anglas i stanął przed domem, do którego przed kilku dniami weszła ta, którą wziął za Joannę.<br>
{{tab}}Lecz po kilka chwilach musiał zejść ze swego posterunku.<br>
{{tab}}Wojskowy stojący przed bramą, wznieca ciekawość przechodniów i policyjantów.<br>
{{tab}}Zresztą to wystawanie przed domem {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part03.jpg|num=603}}nie dawało żadnego rezultatu.<br>
{{tab}}Przez sekundę tylko Piotrowi błysnęła jakaś nadzieja.<br>
{{tab}}Młoda kobieta, wysokiego wzrostu, w bronzowem okryciu, wyszła z bramy na bulwary, Morand zręcznym manewrem zbliżył się do niej. Serce jego mocno biło.<br>
{{tab}}Nie była to Joanna, ale zdawało mu się, ze poznaje w niej towarzyszkę Joanny.<br>
{{tab}}W każdym razie szedł za nią. Był to zawsze sposób zabicia czasu.<br>
{{tab}}Młoda dziewczyna skręciła na lewo na ulicę Royale, minęła kościół Magdaleny i doszedłszy do restauracyi Duvala, zawahała się sekundę i zwolna weszła, rzuciwszy przeciągle spojrzenie na linję bulwarów, jak gdyby kogoś oczekiwała.<br>
{{tab}}Morand przypomniał sobie w porę, że nie jadł jeszcze obiadu i idąc za przykładem młodej dziewczyny, wszedł także do restauracyi siadł przy stoliku w pewnej odległości od tego, przy którym usiadła panna w bronzowem okryciu.<br>
{{tab}}Ta ostatnia zwrócona była do niego plecami i nie zajmowała się nim wcale.<br>
{{tab}}Siedząc przy oknie, wyglądała {{pp|pra|wie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part04.jpg|num=604}}{{pk|pra|wie}} ciągle na ulicę. Morand nie tracił jej z oczu.<br>
{{tab}}Kazał sobie podać porcyję rosołu i z roztargnieniem odpowiadał kelnerce, która pytała co sobie życzy po zupie.<br>
{{tab}}— Kurczę Marengo?<br>
{{tab}}— Może być.<br>
{{tab}}— A potem... groszek... fasola?<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}Nie miał jakoś apetytu. Wyniosłe spojrzenie margrabiego ciężyło mu na sercu.<br>
{{tab}}Był to jakby odwet za ich przemówienie się w Roche Fendue.<br>
{{tab}}Wielki pan z przedmieścia Saint-Germain, wolny i bogaty, całą potęgą swego tytułu i majątku przygniótł biednego żołnierza.<br>
{{tab}}A potem ta kobieta, której nie znał, raz tylko widziana w towarzystwie Joanny, pochłaniała jego uwagę.<br>
{{tab}}Przypatrywał się jej z natarczywością, która sprowadziła uśmiech na usta kelnerki, zalotnie ubranej, w maleńkim białym czepeczku na gładko uczesanych włosach.<br>
{{tab}}Widocznie, uważała, że to jedna z owych powszednich codziennych historyjek, których była świadkiem, początek jednego z owych przelotnych {{pp|sto|sunków}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part05.jpg|num=605}}{{pk|sto|sunków}}, trwających zaledwie kilka godzin, zawiązujących się przy obiedzie i kończących w jakim podrzędnym teatrzyku.<br>
{{tab}}Dziwiło ją tylko to, że bronzowy płaszczyk najmniejszej nie zwracał uwagi na pięknego wojskowego, który nie spuszczał zeń oczu, jak gdyby się obawiał, że się we mgłę rozpłynie.<br>
{{tab}}Morand jadł obiad prędko i machinalnie.<br>
{{tab}}— Dać panu kawy? zapytała służąca z widocznem zajęciem, a nawet może i współczuciem.<br>
{{tab}}Piotr właśnie chciał coś na to odpowiedzieć, gdy naprzeciwko okna restauracyi przesunęła się, tuż pod latarnia sylwetka postaci kobiecej i weszła do domku, stanowiącego stacyję tramwajów.<br>
{{tab}}Morand zaczerwienił się i wlepił oczy w stronę, gdzie się ukazało to zjawisko.<br>
{{tab}}Postać kobieca czarno ubrana, stanąwszy na schodkach stacyi, dawała jakieś znaki pannie w bronzowym płaszczu, która jej w ten sam sposób odpowiadała.<br>
{{tab}}Wreszcie rzuciła serwetkę na marmur stolika, poprawiła przed lustrem kapelusz, naciągnęła rękawiczki i {{pp|uda|ła}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part06.jpg|num=606}}{{pk|uda|ła}} się do kasy.<br>
{{tab}}Wojskowy uczynił to samo.<br>
{{tab}}Ale został zatrzymany przez służącą, która rzekła, uśmiechając się znacząco:<br>
{{tab}}— A prospekt, proszę pana?<br>
{{tab}}— Jaki prospekt? spytał ze zdumieniem.<br>
{{tab}}— No nasz.<br>
{{tab}}Podała mu uprzejmie arkusik zadrukowanego papieru, który dostaje każdy klijent tych tanich kuchen paryzkich.<br>
{{tab}}Piotr dał jej sześć sousów na piwo, jąkając zmieszany.<br>
{{tab}}— Przepraszam... zapomniałem... dziękuję.<br>
{{tab}}Bronzowy płaszczyk był już daleko.<br>
{{tab}}Morand, zmuszony kilka chwil stracić w kasie, drżał z niecierpliwości. Nareszcie mógł wyjść, i z radością ujrzał przed sobą obie młode kobiety, idące pod rękę i zmierzające w stronę opery.<br>
{{tab}}— I cóż? spytała Joanna przyjaciółki — coś zrobiła?<br>
{{tab}}— Przyjęłam.<br>
{{tab}}— U Stefanii?<br>
{{tab}}— Tak, a tej obłudnicy Stefanii... Pięćdziesiąt franków... Cóż, kiedy nie znalazłam nic lepszego... A ty?<br>
{{tab}}— Ja? Co mi radzisz?<br>
{{tab}}— Przyjmij, tak samo jak ja... {{pp|dopó|ki}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part07.jpg|num=607}}{{pk|dopó|ki}} się nie zdarzy coś lepszego.<br>
{{tab}}— Ale ja nie wystarczę!...<br>
{{tab}}— Zrobi się, co będzie można. Daj im odpowiedź. Miejsca już zajęte, tak się teraz ubiegają o pracę.<br>
{{tab}}— Mam iść natychmiast?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Więc zobaczymy się w domu. Do widzenia.<br>
{{tab}}Rozstały się. Żorżetta poszła na ulice Boissy {{Korekta|d’Anglos|d’Anglas}}; Joanna — do Grand Hotelu.<br>
{{tab}}Zaledwie jednak postąpiła kilkadziesiąt kroków naprzód, stanęła jak wryta.<br>
{{tab}}Mężczyzna jakiś stanął przed nią, zagradzając sobą drogę.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XVI.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Wyjaśnienie''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}— Widzę cię nakoniec! — zawołał Morand.<br>
{{tab}}— Piotr!<br>
{{tab}}W jego oczach tyle było gniewu, patrzył na nią tak groźnie, że się usunęła, rzucając dokoła siebie spojrzenie, jakby błagające o pomoc.<br>
{{tab}}On zrozumiał, uśmiech litości przesunął mu się po ustach.<br>
{{tab}}— Uważałem cię za odważną, powiedział. Nie bójże się.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part08.jpg|num=608}}{{tab}}Przypomniał sobie prośbę kapitana Jousset.<br>
{{tab}}— Przyrzekłem twemu stryjowi, rzekł, nie zrobić ci nie złego... I dotrzymam słowa. Zresztą byłoby to podłością... mężczyzna poniża się maltretowaniem kobiety. Chodź! Chcę tylko pomówić z tobą... Tam bardzo się o ciebie niepokoją... Byłoby im przyjemnie dowiedzieć się, co robisz, chociaż twoje postępowanie nie przyniosło by im zaszczytu.<br>
{{tab}}Przechodnie zaczęli przystawać.<br>
{{tab}}Ten wysoki, przystojny wojskowy, zatrzymujący na bulwarze kobietę uderzająco piękną, intrygował ich.<br>
{{tab}}Z jej ubrania gustownego lecz skromnego widać było, że nie należy do tych, do których można się zwrócić bez ceremonii.<br>
{{tab}}— Weź mnie pod rękę, powiedział Piotr i niczego się nie obawiaj. Zbyt wiele osób nas tu słucha, a nie chcę, aby znali nasze sprawy.<br>
{{tab}}Joanna usłuchała. Skręcili na ulicę Saint-Augustin dość słabo oświetloną i znaleźli się prawie sami.<br>
{{tab}}Scena ta nader przykre wrażenie wywarła na młodej kobiecie. Zirytowana twarz byłego jej narzeczonego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part09.jpg|num=609}}kazała zamilknąć wszelkim czulszym uczuciom, które żywiła dla niego w głębi serca i które czekały tylko życzliwego słówka z jego strony, aby się na jaw wydobyć. Zresztą zgorzkniała już pod wpływem ustawicznych trudności, napotykanych na drodze.<br>
{{tab}}Cały dzień biegała, poszukując miejsca, jak jej przyjaciółka Żorżetta i tak samo bezskutecznie jak ona.<br>
{{tab}}W południe, w chwili gdy prawie umierała z głodu i znużenia, zgnębiona odpowiedziami, jakie wszędzie odbierała, spotkała Ferdynanda Descombea’a, wysiadającego z powozu przed drzwiami Maison-Dorée, gdzie jadał zwykle śniadanie.<br>
{{tab}}Nuda i przesyt wyryte były na jego twarzy.<br>
{{tab}}Pomiędzy nim a Joanną odbyła się wówczas scena, której widownią może być tylko tak wielkie miasto jak Paryż.<br>
{{tab}}Descombes, spojrzawszy na młodą dziewczynę, odrazu zrozumiał jej położenie i zanim miała czas odetchnąć, już siedziała w słynnej restauracyi przy stoliku, naprzeciw Ferdynanda, który nie pytając jej, dysponował dla niej śniadanie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No143 part10.jpg|num=610}}{{tab}}Można ich było wziąść za dwoje kochanków.<br>
{{tab}}Złudzenie mogło być tem kompletniejsze, iż Joanna w toalecie skromnej, ale dobrze skrojonej, na której znać było rękę dobrej szwaczki, wyglądała nadzwyczaj dystyngowanie i na osobę zamożną z dobrego towarzystwa.<br>
{{tab}}— Widzi pani, powiedział Descombes, jakie zazdrosne spojrzenia na mnie rzucają?<br>
{{tab}}I w samej rzeczy taka towarzyszka, zwracająca na siebie uwagę wszystkich mężczyzn i wzbudzająca szmer uwielbienia, bardzo pochlebiała próżności młodego bankierowicza.<br>
{{tab}}Wypytał Joannę o jej powodzenie. Ona wyznała mu wszystko. Cóż zresztą miała ukrywać?<br>
{{tab}}— Więc pani nie ma posady?<br>
{{tab}}— Niestety!<br>
{{tab}}— Dopóki pani będziesz nieugietą w swych zasadach, nie pójdzie lepiej.<br>
{{tab}}I przy śniadaniu, usługując Joannie z nadzwyczajną uprzejmością, wynurzył przed nią swe serce.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part01.jpg|num=611}}{{tab}}Szczerość za szczerość — powiedział. — I ja jakoś nie mam szczęścia.
Życie mi się przykrzy.<br>
{{tab}}Piękna dziewczyna uśmiechnęła się z goryczą.<br>
{{tab}}Ona w tej chwili znała jedną tylko poważną przyczynę, dla której życie może się sprzykrzyć: niedostatek, okropny niedostatek, zmuszający ją i Żorżettę do biegania po mieście i szukania nędznej posady, która mogła dać zaledwie kawałek chleba jej i jej dziecku. Być niezależną, mieć wszystko, czego się potrzebuje, spać spokojnie, bez troski o jutro, czyż to nie najlepsza dola?<br>
{{tab}}To też na żale miljonera odpowiedziała ironicznie:<br>
{{tab}}— Panu? Co znowu!<br>
{{tab}}— Od naszej podróży do Paryża mam tylko jedną myśl o pani! Nie wiem, jaki urok rzuciłaś na mnie. Powinnaś pani była upaść w moich o czach, a jednak kocham cię więcej niż kiedykolwiek. Sprawiasz mi pani niewypowiedzianą przykrość, skazując się na bezużyteczne zabiegi, na uganianie się za mizernem wynagrodzeniem, kiedy bogactwo wyciąga do ciebie ramiona i z radością utuliłoby cię na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part02.jpg|num=612}}swem łonie.<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, że pani mnie upokarzasz, ofiarując swe usługi tym bezwstydnym handlarzom, którzy chętnie by cię przyjęli, ale nie do tego, do czego się chcesz zgodzić. Bądźże pani rozsądną!... Przyjmij to, co ci ofiaruję, to jest: dom i wszystko, czego potrzeba do spokojnego i wygodnego życia.<br>
{{tab}}Mówił lekkim tonem, źle pokrywającym jego wzruszenie.<br>
{{tab}}— Ja wchodziłbym tam tylko wówczas, gdybyś mi pani pozwoliła, a nawet nigdy, jeżelibyś mi tego zabroniła. Cóż więcej mogę pani powiedzieć?<br>
{{tab}}— Nie mogę, nie mogę w żaden sposób — odpowiedziała Joanna. — Czyżbym miała prawo uważać się za uczciwą kobietę, gdybym otrzymywała tyle, nic nie dając wzamian?<br>
{{tab}}Przy kawie Descombes mówił pocichu prawie, szeptem namiętnym.<br>
{{tab}}Prosił ją, jak o łaskę, aby się pozwoliła kochać. Dzień, w którym się zgodzi, będzie najszczęśliwszym dla niego i najuroczystszym dniem w życiu. Co ona tylko zechce, co rozkaże stanie się.<br>
{{tab}}Joanna odpychała te propozycyje, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part03.jpg|num=613}}ale słabo, prawie już pokonana błaganiem swego wielbiciela, znużona niepowodzeniem, przyciśnięta troską i niepokojem.<br>
{{tab}}Rozstając się z nią, Descombes zapytał ją raz jeszcze, ale spojrzeniem wymowniejszem niż słowa.<br>
{{tab}}— Nie — {{Korekta|odpowiedziała|odpowiedziała.}} — Chcę zostać uczciwą dziewczyną.<br>
{{tab}}Wymówiła to wyrazy z taką prostotą, że go to uderzyło.<br>
{{tab}}Uczciwa dziewczyna! Przecież ona jednak upadła! A pomimo to nie przyszło mu nawet na myśl, co jej na to odpowiedzieć. Wszystko w niej było dla niego powabnem, nawet tajemnica pokrywająca jej winę.<br>
{{tab}}Dla Ferdynanda, światowca, nawykłego do życia w Paryżu, była nierozwikłaną zagadką ta kobieta, która miała za kochanka jednego z najbogatszych panów przedmieścia Saint-Germain, a potem nie chciała go więcej widzieć, ani przyjąć od niego jakiejkolwiek pomocy. Że margrabia chętnieby jej dopomógł, o tem Descombes nie wątpił ani na chwilę.<br>
{{tab}}Z tego spotkania wynikł dla Joanny nowy niepokój i nowa niepewność.<br>
{{tab}}Ferdynand swą łagodnością, {{pp|praw|dziwem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part04.jpg|num=614}}{{pk|praw|dziwem}} uczuciem i pokornemi proźbami o przyjęcie wszystkiego co posiadał wzruszył ją i sympatyczniej dla siebie usposobił.<br>
{{tab}}Nie czuła ona dla niego nic podobnego do miłości, ale zdawało jej się łatwem powziąść przyjaźń dla tego człowieka, tak szczodrze obdarzonego od fortuny, a tak skąpo od natury.<br>
{{tab}}On nie groził, lecz błagał. Nie robił wyrzutów, ale przebaczał. Był pobłażliwy, dobry.<br>
{{tab}}A jej czego teraz było potrzeba? Czego sobie życzyła, przygnębiona, {{Korekta|zrospaczona|zrozpaczona}} niezasłużonemi nieszczęściami, jeżeli nie silnego ramienia, któreby ją podniosło i wsparło?<br>
{{tab}}Podobną była do rannego, zostawionego na drodze lub zapomnianego na polu bitwy, który o niczem nie myśli, niczego nie pragnie, prócz życzliwej ręki, któraby opatrzyła jego rany, ugasiła gorączkę szklanką wody!<br>
{{tab}}O miłości, marzeniu wszystkich młodych dziewcząt, nie śmiała myśleć nawet, ani o niej wspominać.<br>
{{tab}}To też zjawienie się nagle Morand’a, tworzącego tak rażące przeciwieństwo z tamtym, cichym, pokornym wielbicielem, sprawiło jej przykrość, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part05.jpg|num=615}}której nie miała nawet siły ukrywać. Gdy para byłych narzeczonych weszła na ulicę {{Korekta|Sain|Saint}}-Dominique, nastąpiło pomiędzy niemi krępujące milczenie, które Piotr przerwał wreszcie.<br>
{{tab}}— Dlaczego nic nie pisałaś? powiedział.<br>
{{tab}}— Dlaczego?<br>
{{tab}}— No tak. Przecież powinno ci było przyjść na myśl, że to nas niepokoić będzie.<br>
{{tab}}— Ojciec mnie wypędził. Ty zarzuciłeś wymówkami... Sądziłam, żem dla was istnieć przestała.<br>
{{tab}}— Ty!<br>
{{tab}}— Tak, ja. Zresztą, czy wszystko nieskończone między nami?<br>
{{tab}}Znowu postąpili kilka kroków naprzód w milczeniu.<br>
{{tab}}— Zostałeś żołnierzem? zapytała Joanna, gdy weszli na {{Korekta|ulice|ulicę}} de la Paix.<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Dlaczego opuściłeś Orchamps i brata?<br>
{{tab}}— Cóżbym tam robił?<br>
{{tab}}— To, co robiłeś wprzódy, zajmowałbyś się rolnictwem, polowaniem, rybołóstwem...<br>
{{tab}}— Nie miałem już do niczego ochoty. Zaciągnąłem się do wojska, to mnie rozerwie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part06.jpg|num=616}}{{tab}}— Więc potrzebujesz rozrywki?<br>
{{tab}}— Czy myślisz, że można taki cios odebrać i tak prędko o nim zapomnieć?... Przywykłem do myśli, że cię zaślubię... Z chwilą, gdy się to stało niemożliwem, nic mnie nie wiąże do mego domu... Tutaj może się czego dosłużę.<br>
{{tab}}— Czego naprzykład?<br>
{{tab}}— Rangi oficerskiej. To przecież sposób podobania się kobietom... One lubią wszystko, co błyszczy.<br>
{{tab}}— Wszystkie?<br>
{{tab}}— Tak. Mój generał powiedział mi to samo dziś rano.<br>
{{tab}}Powstrzymała go gestem. Odgadła z jego głosu i wzburzonej twarzy, że gniew w nim kipi i chciała zapobiedz wybuchowi.<br>
{{tab}}— Nie robię ci wyrzutów, Piotrze, powiedziała łagodnie. Nieszczęście na nas spadło... Wiem, że ci ciężko na sercu... Ale i ja cierpiałam bardzo, więcej od ciebie!... Są rzeczy, o których nie wiesz jeszcze...<br>
{{tab}}— Co takiego? rzekł zdziwiony.<br>
{{tab}}— Po co ci mam to {{Korekta|mówić.?!|mówić?!}}<br>
{{tab}}— A dla czegóż nie mam wiedzieć?<br>
{{tab}}— Bo nie ma już na to środka.<br>
{{tab}}— Wiem, że masz dziecko.<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— I wychowujesz je?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part07.jpg|num=617}}{{tab}}— Ma się rozumieć.<br>
{{tab}}— Za co? kiedy nikt nic nie daje? {{Korekta|Ojcjec|Ojciec}} był dla ciebie surowy... Ale stryj kapitan... On ci przecież pozostał. Dlaczegóż się niezwróciłaś do niego? On cię kocha, pomimo wszystko.<br>
{{tab}}— Pomimo wszystko! — powtórzyła z goryczą Joanna.<br>
{{tab}}— Był w Paryżu, szukał cię, ale nie mógł znaleźć. Od czasu twego zniknięcia jest on w humorze okropnym... smutny, jak sobie tylko {{Korekta|wyoobrazić|wyobrazić}} możną.<br>
{{tab}}— Napiszę do niego, powiedziała młoda kobieta. Często o tem myślałam...<br>
{{tab}}— A dla czegoś tego nie zrobiła? Uspokoiłabyś go... Któż się tak zachowuje względem krewnych i przyjaciół, których twój los obchodzi?<br>
{{tab}}— Napiszę do stryja, szepnęła, czując zawsze żal do ojca.<br>
{{tab}}Przez chwilę rozmawiali dość spokojnie. Joanna opierała się na ramieniu dawnego narzeczonego, opierała się nawet dość mocno, od chwili, gdy on złagodził nieco swój ton mowy, zapomniała nawet o szorstkości pierwszych jego wyrazów, przyjemnie jej było pomówić o domu i tych, których opuściła. Piotr opowiadał o Colombier, o jej ojcu, który zamykał się uparcie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part08.jpg|num=618}}w swym dworku, ponury, samotny, milczący.<br>
{{tab}}— On cierpi, mówił, ale nie chce się do tego przyznać. Jousset’owie są dumni...<br>
{{tab}}— A Morand’owie? zagadnęła Joanna.<br>
{{tab}}On nie przeczył.<br>
{{tab}}— Jedni tak samo jak drudzy, rzekł, wszyscyśmy jednakowi w naszych stronach: uparci, próżni, mściwi. Ale tobie chyba także chciałoby się wiedzieć co się u nas dzieje, prawda? W każdym razie, lubisz przecież swoje rodzinne okolice?<br>
{{tab}}I nie czekając co ona mu odpowie, Piotr zaczął opowiadać:<br>
{{tab}}— W Orchamps, brat jego Ludwik niechętnie go puścił do Paryża. Było im tak dobrze razem? A kuzyn Mikołaj z Chazey wściekły był na margrabiego... Nikomu tam nie wesoło. Przygoda Joanny znana jest w całej okolicy aż do Arondray, ale teraz już przestają o niej mówić. Tylko w zamku służba i oficjaliści, a pomiędzy innymi i Friloux, nie żenowali się rozgłaszać, że Joanna była kochanką margrabiego.<br>
{{tab}}— To łotr skończony ten Friloux, z którym wartaby się było rozprawić tak samo, jak i z jego panem.<br>
{{tab}}— Ale gdyby to było prawdą! {{pp|za|kończył}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part09.jpg|num=619}}{{pk|za|kończył}}, zaciskając palce, które ma się z wściekłości kurczyły. Joanna zmarszczyła brwi czarne i patrząc mu w twarz wyzywająco, powiedziała:<br>
{{tab}}— A ty wierzysz temu, Piotrze?<br>
{{tab}}— Czy ja wiem?<br>
{{tab}}— Ale powiedz. Wierzysz?<br>
{{tab}}— A więc tak, wierzę. Boć ostatecznie, żeby tak nagle porzucić dom, ojca, rodzinę i tych... którzy cię kochali, potrzeba powodu.<br>
{{tab}}— Którzy mię kochali!...<br>
{{tab}}— Ach! nieszczęśliwa, szepnął Piotr, tak, kochałem cię, „kochałem tak, że teraz jedną mam myśl tylko.<br>
{{tab}}— Jaka?<br>
{{tab}}— Pójść gdzieś daleko. Pragnąłbym wojny... Moje życie stracone, złamane. Nie wiem prawie co robię, czego chcę. Ach ten nędznik!<br>
{{tab}}— Mówmy o sobie, rzekła Joanna, probując oddalić od niego obraz pana de Chazey. Gdzie mieszkasz?<br>
{{tab}}— Jak żołnierz, dziś tu, jutro tam. Nie wiem dokąd mnie wyszlą. I co mnie to zresztą obchodzi.<br>
{{tab}}— Ale w tej chwili?<br>
{{tab}}— U generała de Fremont, mego dawnego pułkownika. Czekam aż mnie zapiszą do pułku.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part10.jpg|num=620}}{{tab}}— Więc to już postanowione?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}Przyszli na plac Opery. Zegar wskazywał dziesiątą.<br>
{{tab}}— Ja wracam, rzekła Joanna.<br>
{{tab}}— Dokąd?<br>
{{tab}}— Do domu.<br>
{{tab}}— Przy ulicy Boissy d’Anglas?<br>
{{tab}}Zawahała się przez chwilę.<br>
{{tab}}— Wiesz, gdzie mieszkam? — powiedziała. — Tak, na ulicę Boissy d’Anglas.<br>
{{tab}}— Czekają na ciebie? — zapytał podejrzliwie.<br>
{{tab}}— Tak, moja przyjaciółka. Musimy się rozstać, Piotrze.<br>
{{tab}}— Już?<br>
{{tab}}— Jeżeli masz mi coś do powiedzenia, wiesz, gdzie mnie można znaleźć.<br>
{{tab}}— Do widzenia! — dodała głosem wzruszonym.<br>
{{tab}}— Pozwól się odprowadzić.<br>
{{tab}}— Jeżeli chcesz...<br>
{{tab}}— Do ulicy Royale, to moja droga.<br>
{{tab}}— Chodźmy, ale prędko — powiedziała niecierpliwie.<br>
{{tab}}Nie wyrzekli więcej słowa do siebie. Szli szybkim krokiem, krępowani oboje. Piotr Morand miał jej za złe, że zamiast okazywać, że żałuje swej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No144 part11.jpg|num=621}}winy, była tak obojętną, dumną, jakgdyby ona czuła się pokrzywdzoną przez innych, a nie inni przez nią pokrzywdzeni zostali; Joannę znowu uraziło jego szorstkie przywitanie i zaniepokoiła myśl o wynikach tego spotkania.<br>
{{tab}}Na przedmieściu Saint-Honoré rozstali się.<br>
{{tab}}— Do widzenia — rzekła młoda kobieta, przygryzając usta, aby nie wybuchnąć.<br>
{{tab}}— Do widzenia, odpowiedział Piotr, nie śmiejąc na nią spojrzeć.<br>
{{tab}}Joanna prędko się oddalała.<br>
{{tab}}Morand stał w miejscu nieporuszony, zły na siebie za swe znalezienie się względem tak gorąco kochanej kobiety, za swoją niezręczność, poddanie się gniewowi, który wrzał w nim.<br>
{{tab}}Myśl, że gdyby był łagodniejszym cierpliwie ją wybadał, dowiedziałby się wszystkiego i być może...<br>
{{tab}}Wreszcie postanowił pójść za nią, zobaczyć się z nią, wytłomaczyć się ze swego postępowania, prosić o przebaczenie, czuł bowiem, że serce się w nim rozrywa, że żyć bez niej nie może.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No146 part01.jpg|num=622}}{{tab}}Próbował ją dogonić, ale Joanna już skręciła na róg ulicy Boissy d’Anglas, a gdy tam przybył, znikła mu z oczu.<br>
{{tab}}Weszła do swego domu.<br>
{{tab}}Przed kamienicą stał wykwintny powozik.<br>
{{tab}}Dlaczego ten pojazd znajdował się właśnie przed tą bramą? Co tu robił?<br>
{{tab}}Piotr Morand zbliżył się i żmija zazdrości ukąsiła go w serce.<br>
{{tab}}Powozu nie mógł dokładnie obejrzeć, bo latarnie go olśniewały, lecz twarz stangreta i jego liberyja były mu znane.<br>
{{tab}}Gdzież on widział tego sługę, to barwy?<br>
{{tab}}Przypomniał sobie:<br>
{{tab}}Widział je w Chazey!<br>
{{tab}}Więc to powóz margrabiego.<br>
{{tab}}Więc to on czekał na Joannę!<br>
{{tab}}Piotr ani na sekundę o tem nie wątpił.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XVII.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Rywale''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}W rzeczy samej margrabia był w tym domu.<br>
{{tab}}W chwili gdy Żorżetta, rozstawszy się z przyjaciółką, weszła do loży odźwiernej po klucz od swego mieszkania, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No146 part02.jpg|num=623}}pojazd pana de Chazey zatrzymał się przed bramą, jeszcze na rozścież otwartą.<br>
{{tab}}Koń karej maści, połyskujący pod światłem latarni, uderzył Żorżettę. Z powozu wysiadł elegancki pan, bardzo dystyngowanej powierzchowności, wysokiego wzrostu z wyniosłym imponującym wyrazem twarzy i wszedłszv także do loży, zapytał:<br>
{{tab}}— Gdzie tu mieszka panna Jousset?<br>
{{tab}}Żorżetta była inteligentną dziewczyna i pamięć miała wyborną.<br>
{{tab}}Rozmawiała ona często z Joanną o margrabim de Chazey i znała go doskonale, choć ani razu nie widziała.<br>
{{tab}}To też, ujrzawszy wytwornego pana, bez chwili wahania, powiedziała sobie w duchu.<br>
{{tab}}— To on!<br>
{{tab}}Pani Bartoux, ma się rozumieć, nie wiedziała nic o margrabi de Chazey, ani o jego stosunku do jej lokatorki, widziała tylko osobistość, której niepodobna zbyć od niechcenia rzuconemi kilka słowami, i odpowiedziała grzecznie:<br>
{{tab}}— Panna Jousset wyszła, proszę pana.<br>
{{tab}}— Czy na długo?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No146 part03.jpg|num=624}}{{tab}}— Nie mogę panu powiedzieć...<br>
{{tab}}Namyśliła się chwilkę, wyszła z loży i zawołała za oddalającą się modniarką:<br>
{{tab}}— Panno Żorżetto!<br>
{{tab}}Żorżetta nie była daleko, ale nie śpieszno jej było wracać do odźwiernej. Nie chciała mieć miny ciekawej osóbki.<br>
{{tab}}Pani Bartoux powiedziała do margrabiego:<br>
{{tab}}— To nierozłączna towarzyszka panny Jousset... Ona wie zapewne... Może pan zechce poczekać...<br>
{{tab}}— Chętnie.<br>
{{tab}}Ta grzeczność ze strony odźwiernej warta była luidora, którego też margrabia, nie mówiąc słowa, położył na kominku loży.<br>
{{tab}}Pani Bartoux była w gruncie dumną i miała zamiar się bronić, ale margrabia miał minę takiego bogacza!...<br>
{{tab}}— Ten pan chce się widzieć z panną Jousset, rzekła do modniarki, gdy ta znowu weszła do loży.<br>
{{tab}}— Panna Jousset jest w Grand Hotel’u.<br>
{{tab}}— Czy prędko powróci?<br>
{{tab}}— Niedługo. Pan życzy sobie z nią pomówić?<br>
{{tab}}— Tak, pani.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No146 part04.jpg|num=625}}{{tab}}— Czy to ważny interes?<br>
{{tab}}— Dość ważny.<br>
{{tab}}— I pilny?<br>
{{tab}}Chazey się skłonił.<br>
{{tab}}— Może by pan pozwolił na górę do mnie i tam poczekał na Joannę... pokoje nasze się stykają.<br>
{{tab}}— Boję się być natrętnym, odparł margrabia, zachwycony ta propozycyją.<br>
{{tab}}— Ależ wcale nie, bardzo proszę.<br>
{{tab}}I oto jakim sposobem, podczas gdy narzeczeni z Orchamps błądzili po ulicach, nie mówiąc sobie nic z tego, co im leżało na sercu, margrabia Klaudyjusz de Chazey siedząc w pokoju Żorżetty Ridet, skał na przybycie jej przyjaciółki, która jakoś nie nadchodziła.<br>
{{tab}}Oczekując Joanny, modniarka i Klaudyjasz rozmawiali. I jedna i drugi liczyli na to, mając nadzieję dowiedzenia się tego, co ich interesowało.<br>
{{tab}}— Jakto, rzekł margrabia, po kilku banalnych frazesach, pani, tak młoda, skazujesz się na życie samotne?<br>
{{tab}}— Jestem do tego zmuszona. Ale czy to ja jedna? Dosyć jest kobiet w mojem położeniu.<br>
{{tab}}— Pani przez cały rok pracuje?<br>
{{tab}}— Naturalnie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No146 part05.jpg|num=626}}{{tab}}— Dla zarobku?<br>
{{tab}}— No tak, żeby módz opłacić mieszkanie i coś sobie sprawić.<br>
{{tab}}— A przyszłość?<br>
{{tab}}— O! rzekła Żorżetta, przyszłość tak jest daleka! My, ludzie pracy, dość mamy zajęcia z teraźniejszością.<br>
{{tab}}— A przyjaciółka pani?<br>
{{tab}}— Ona jest szczęśliwszą odemnie.<br>
{{tab}}— Dla czego...<br>
{{tab}}— Dostanie jej się coś po rodzicach... To już zapewnienie przyszłości.<br>
{{tab}}— Dlaczegóż nie pozostała przy rodzicach? zapytał machinalnie margrabia.<br>
{{tab}}— W Było to niepodobieństwem!<br>
{{tab}}— Doprawdy?<br>
{{tab}}— Po tem, co się stało? rzekła tajemnicze Żorżetta.<br>
{{tab}}— Pani wie?<br>
{{tab}}— Wiem wszystko, Jousset’owie nie żartują. Ojciec nigdy niebyłby jej przebaczył... tej słabości... życie Joanny byłoby nie do zniesienia. Lepiej już żyć tak, jak my. Ma się przynajmniej swobodę. Joanna nie założy od nikogo, tak samo jak ja. Jestem biedna... posiadam tylko to, co pan tu widzisz... to jest nie prawie, ale któż mógłby mnie zmusić, abym zrobiła to, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No146 part06.jpg|num=627}}czego nie chcę?<br>
{{tab}}— Swoboda jest naturalnie bardzo pożądaną, powiedział Chazey, ale samotność ciąży czasami i nadchodzą chwile kiedy...<br>
{{tab}}— Rozumiem pana.<br>
{{tab}}— Zapewne nieraz pani powtarzano, że się podobasz, że jest ładna...<br>
{{tab}}— Mnie?<br>
{{tab}}— Zapewne.<br>
{{tab}}— Tak, bo takie rzeczy mówi się tak sobie, bez przekonania.<br>
{{tab}}— Jesteś pani zbyt skromną..<br>
{{tab}}— O, panie, ja się znam dobrze. Mojej sąsiadce mówią to rzeczywiście i to codziennie, na wszelkie tony i mówią prawdę.<br>
{{tab}}— Tak pani uważa?<br>
{{tab}}— Proszę pana, my się znamy na piękności.<br>
{{tab}}— Nie wątpię? Joanna jest jedną z naipiękniejszych osób jakie widzieć można.<br>
{{tab}}— To pani zdanie?<br>
{{tab}}— Tak jest. Na pewno założyłabym się, że w całem Paryżu niema nawet czterech kobiet, mogących się z nią równać. To też ani jeden człowiek, miljoner lub gałganiarz nie przejdzie koło nas, żeby się nie zatrzymać.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No146 part07.jpg|num=628}}{{tab}}— I jej to pochlebia?<br>
{{tab}}— Wcale nie. Gdyby chciała, obsypanoby ją złotem.<br>
{{tab}}— Ale nie chce?<br>
{{tab}}— Proszę pana, rzekła Żorżetta, wzruszając ramionami bardzo wymownie, czy się panu zdaje, że kobieta, mająca poczucie własnej godności, zechce się sprzedać?<br>
{{tab}}— Nie zdaje mi się tak, ale jest przecież...<br>
{{tab}}— Co takiego?<br>
{{tab}}— Miłość.<br>
{{tab}}Panna Żorżetta zrobiła ustami grymas, oznaczający pogardę, a nawet więcej niż pogardę, obrzydzenie.<br>
{{tab}}— Miłość, rzekła, łagodne słowo! Pułapka na głupie dziewczęta, na gęsi.<br>
{{tab}}— Ależ...<br>
{{tab}}— Tak, panie. Ja sama się z tego wyleczyłam, ale to radykalnie, tak jak mający odciski, kazał sobie amputować nogę. Miłość jest dla kobiet oszustwem, dla mężczyzn tylko może przyjemnością, kiedy się tyle nią zajmują.<br>
{{tab}}— Pani jest bardzo praktyczną.<br>
{{tab}}— Nie, tylko odebrałam naukę.<br>
{{tab}}— W teoryi? dowcipnie zauważył margrabia.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No146 part08.jpg|num=629}}{{tab}}— Pod każdym względem.<br>
{{tab}}— O!<br>
{{tab}}— Widzi pan, że jestem szczera. Inne bywają oszukiwane całe życie, a mnie skończyło się na jednym razie i...<br>
{{tab}}— To dosyć?<br>
{{tab}}Żorżetta skinęła głową.<br>
{{tab}}— Jednakże, powiedział pan de Chazey, miłość może istnieć rzeczywiście.<br>
{{tab}}— Być może.<br>
{{tab}}— Zgadza się pani na to?<br>
{{tab}}— Ja nic nie wiem... tak tylko robię ustępstwo dla pana.<br>
{{tab}}— Ale przypuśćmy, że to uczucie istnieje... że jest szczere, głębokie, przenikające całą istotę człowieka.<br>
{{tab}}— Przypuśćmy.<br>
{{tab}}— A więc?<br>
{{tab}}— A więc, {{Korekta|wtakim|w takim}} razie można to uczucie udowodnić.<br>
{{tab}}— Jakim sposobem?<br>
{{tab}}Jedynym, jaki istnieje dla stwierdzenia jego prawdziwości.<br>
{{tab}}— Mianowicie?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No147 part01.jpg|num=630}}{{tab}}— Idzie się do mera i księdza... Wymawia się kilka słów... podpisuje papiery i rzecz załatwiona. Ów gorąco rozkochany jegomość ma zapewnione posiadanie swej bogdanki na całe życie i może się nią nacieszyć dowoli... ona zaś ma także pewność, że jej luby nie okłamywał jej. Innego sposobu nie ma.<br>
{{tab}}— Tak pani uważa?<br>
{{tab}}— Tak uważam i tak jest.<br>
{{tab}}Niepodobna żądać tonu więcej stanowczego, jak ton mowy Żorżetty.<br>
{{tab}}Margrabia sposępniał.<br>
{{tab}}Ta modniarka cięta i ostra jak brzytwa, była niekorzystną znajomością dla Joanny, która bezwątpienia przejęła się jej pojęciami.<br>
{{tab}}— Ach! Boże! odezwała się po chwili Żorżetta, Joanny jakoś nie widać.
Przepraszam pana, żem go naraziła na stratę czasu, zachęcając do oczekiwania jej, ale myślałam... Może mi pan powie co za interes masz pan do niej?<br>
{{tab}}— Czy panie dawno jesteście ze sobą zaprzyjaźnione? zapytał, nie odpowiadając na jej zapytanie, margrabia.<br>
{{tab}}— Od kilku miesięcy.<br>
{{tab}}— Pani ją kocha?<br>
{{tab}}— Któżby jej nie kochał!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No147 part02.jpg|num=631}}{{tab}}— Może też pani zna jej historję?<br>
{{tab}}Modniarka z pod oka obserwowała twarz margrabiego, odbijającą się w lustrze nad kominkiem.<br>
{{tab}}Rozumiała, ile mu zależy na odpowiedzi jej na to pytanie.<br>
{{tab}}Margrabia musiał sądzić, że ona go nie zna, bo i zkądżeby go znać mogła, gdyby nie domyślność?<br>
{{tab}}— Wiem tyle, ile mi ona powiedziała.<br>
{{tab}}— I cóż to za historja?<br>
{{tab}}— Bardzo prosta. Młoda dziewczyna niedoświadczona, naiwna, uwiedziona przez sąsiada, potem porzucona i niechcąca widzieć sprawcy swej zguby... Dla uniknienia wiecznych wyrzutów surowego ojca, ze wstydu przed ludźmi, z żalu za straconą dobrą sławą i szczęściem, którego mogła była używać przy boku uczciwego człowieka, była bowiem zaręczona, uciekła z domu i zmuszona jest w Paryżu zarabiać na życie dla siebie i swego dziecka.<br>
{{tab}}— Więc jest dziecko<br>
{{tab}}— Tak, śliczna dziewczynka.<br>
{{tab}}— I przyjaciółka pani kocha swoją córkę?<br>
{{tab}}— Co za pytanie! Któraż to matka nie kocha swoich dzieci?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No147 part03.jpg|num=632}}{{tab}}— Pani nic więcej nie wie z historyi panny Jousset?<br>
{{tab}}— Zdaje się, że chyba dosyć.<br>
{{tab}}— A jednak to jeszcze nie wszystko.<br>
{{tab}}— Czegóż pan chcesz jeszcze? Czy pani nie mówiono, że uwodziciel gorąco pragnie naprawić swoją winę... otaczając matkę i dziecko wszystkiem, co tylko może pochlebić kobiecie i zapewnić jej przyszłość?<br>
{{tab}}— Pomimo to, dziecko to byłoby nieprawe!<br>
{{tab}}— Ale...<br>
{{tab}}— A matka, dla zdobycia tych wygód, byłaby zmuszona na nowo zawiązać stosunek... przykry dla niej!<br>
{{tab}}Panna Żorżetta umyślnie, ze złośliwą intencją, położyła nacisk na ostatnie słowa.<br>
{{tab}}Pan de Chazey przygryzł usta, Czyżby modniarka wiedziała więcej, niż mówiła?<br>
{{tab}}— Ten, o którym pani napomykasz, powiedział, namiętnie kocha pani przyjaciółkę.<br>
{{tab}}— Nie tylko on jeden.<br>
{{tab}}— A któż inny jeszcze?<br>
{{tab}}— Naprzykład Piotr Morand, który z rozpaczy został żołnierzem.<br>
{{tab}}— Piotr Morand nie może dać {{pp|pan|nie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No147 part04.jpg|num=633}}{{pk|pan|nie}} Jousset tego, co ja jej ofiaruję, oświadczył margrabia.<br>
{{tab}}— Pan?<br>
{{tab}}— Ja jestem owym uwodzicielem.<br>
{{tab}}— A zatem jesteś pan margrabią de Chazey?<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}Jeżeli margrabia sądził, ze olśni Żorżettę, wymieniając swe nazwisko, to musiał przyznać, że chybił efektu.<br>
{{tab}}Żorżetta mówiła dalej tym samym co wprzódy stanowczym i ostrym tonem.<br>
{{tab}}— Piotr Morand nie może w rzeczy samej rywalizować z panem pod względem majątku, ale Paryż możnaby wybrukować milijonerami, a dla takiej kobiety jak Joanna nie jeden by zryzykował majątek współzawodnicząc z panem...<br>
{{tab}}— Naprzykład Ferdynand Descombes, co?<br>
{{tab}}— Dlaczegóżby nie? A jeżeli inni ofiarują jej to samo co pan, kogóż ma wybrać, czy tego, co złamał jej życie i okrył hańbą, czy takiego, któremu ona nie ma nic do wyrzucenia?<br>
{{tab}}Rozumowanie te było jasne i trudno było znaleźć na nie odpowiedź.<br>
{{tab}}Margrabia zbladł z gniewu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No147 part05.jpg|num=634}}{{tab}}— Zatem, podług zdania pani, powiedział oschle, jedynym sposobem naprawienia złego?...<br>
{{tab}}— Ja tam nie mam zdania w tej kwestyi, ale gdyby o mnie chodziło, jedną tylko miałabym odpowiedź.<br>
{{tab}}— Jaką?<br>
{{tab}}— Ocalenie dobrej sławy matki.<br>
{{tab}}— Małżeństwo więc? rzekł ironicznie margrabia.<br>
{{tab}}— Tak, to jedyne słuszne zadość uczynienie...<br>
{{tab}}— A prócz tego?<br>
{{tab}}— Niema sposobu.<br>
{{tab}}— Hm! nie jesteś pani bardzo wyrozumiałą.<br>
{{tab}}— Trudno, takie jest moje przekonanie. Ale pana przecież nikt nie zmusza do dania Joannie tej satysfakcyi.<br>
{{tab}}Margrabia gryzł usta zo złości.<br>
{{tab}}Modniarka była zupełnie tego samego zdania, co Joanna, która mu powiedziała wówczas, w hotelu Wogezkim:<br>
{{tab}}— Zostanę twoją tego dnia, kiedy pan dasz memu dziecku swoje nazwisko.<br>
{{tab}}Widząc, że nie ma tu dłużej co robić, Klaudyjusz wziął kapelusz, zmiął {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No147 part06.jpg|num=635}}w ręku rękawiczki i wstał, chcąc się pożegnać.<br>
{{tab}}— Żałuję — powiedział z chłodną grzecznością — żem przeszkodził pani, a zresztą żem ją znalazł tak mało pobłażliwą dla słabości ludzkich. Kobiety są zwykle więcej wyrozumiale. Kocham pannę Jousset i ona będzie moją lub niczyją. Nazywam się margrabia de Chazey, a ród de Chazey od dziesięciu wieków ma za dewizę: „Dobrzy przyjaciele — źli wrogowie”. W naszym rodzie zdobywamy to, czego chcemy, obalając wszystko i wszystkich, co nam chcą w tem przeszkodzić! Joanna należała do mnie, jej córka jest mojem dzieckiem i będę je miał obie. Powiedz to pani swojej przyjaciółce.. dobrowolnie lub z musu.<br>
{{tab}}— Pan budzisz we mnie przestrach — przerwała mu Żorżetta — ale nie potrzebujesz mnie pan obarczać tem posłannictwem: panna Jousset nadchodzi, słyszę jej kroki, będziecie tedy państwo mogli osobiście się porozumieć.<br>
{{tab}}Rzeczywiście drzwi się otworzyły i Joanna weszła do pokoju.<br>
{{tab}}Na widok margrabiego nie okazała najmniejszego zdziwienia lub {{pp|przestra|chu}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No147 part07.jpg|num=636}}{{pk|przestra|chu}}. Była uprzedzoną. Pani Bartoux powiedziała jej, że ktoś czeka jej przybycia u Żorżetty, a kareta i liberyja woźnicy objaśniły jej, co to był za ktoś.<br>
{{tab}}Zgrabnym ruchem zdjęła z głowy kapelusz i położyła go na łóżku Żorżetty.<br>
{{tab}}Wydała się margrabiemu stokroć piękniejszą, niżeli w Colombier.<br>
{{tab}}Piękność jej wydoskonaliła się w Paryża. Kibić, cieńsza w pasie, uwydatniała teraz lepiej bogate kształty biustu; włosy jej zdawały się cieńsze i więcej połyskujące, skóra matową i piękną jak aksamit.<br>
{{tab}}Margrabia zrozumiał pochwały modniarki, która rzeczywiście musiała się znać na piękności kobiecej.<br>
{{tab}}— Jak późno wracasz! — zawołała Żorżetta.<br>
{{tab}}— Spotkałam kogoś.<br>
{{tab}}— Kogo?<br>
{{tab}}— Później ci powiem.<br>
{{tab}}Pan de Chazey chce z tobą pomówić.<br>
{{tab}}Joanna bez zakłopotania spojrzała na margrabiego.<br>
{{tab}}— Miałam nadzieję rzekła, że nigdy się więcej nie spotkamy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No147 part08.jpg|num=637}}{{tab}}Klaudyjusz zbliżył się do niej.<br>
{{tab}}— Jakże pani mogłaś to przypuszczać? — odpowiedział. — Szukałem pani wszędzie. Poszedłbym nawet na koniec świata, byleby się z panią widzieć! Nakoniec dowiedziałem się, gdzie się pani okrywasz i oto jestem.<br>
{{tab}}— Ale po cóż?<br>
{{tab}}— Czyżbyś pani nie zmieniła swego postanowienia? — powiedział drgnąwszy pod wrażeniem tego przyjęcia, które upokarzało i ubliżało mu.<br>
{{tab}}— Nie zmienię go nigdy.<br>
{{tab}}— Więc nie nie da się na pani wymódz?<br>
{{tab}}— Nic a nic.<br>
{{tab}}— Niechże i tak będzie. Miałem zaszczyt rozmawiać z przyjaciółką pani. Widzę, na jak poufalej stopie panie z sobą żyjcie i mam nadzieję, że ta pani wiernie powtórzy naszą rozmowę.<br>
{{tab}}— Jeżeli pan margrabia tego sobie życzy... — powiedziała Żorżetta.<br>
{{tab}}— Zresztą — rzekł Klaudyjusz — rozmowę naszą można streścić w kilku słowach.<br>
{{tab}}— W jakich?<br>
{{tab}}— Joanno! ja cię kocham szalenie!<br>
{{tab}}Piękna dziewczyna bez {{pp|najmniej|szego}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No147 part09.jpg|num=638}}{{pk|najmniej|szego}} wzruszenia wysłuchała tych wyrazów, które margrabia wymówił z błyskawicą namiętności w oczach i drżeniem w głosie.<br>
{{tab}}— Piękna miłość — szepnęła przez zaciśnięte zęby; zabawa dla pana, męczarnia dla mnie. Odpowiedź moja będzie tak samo krótką jak pańskie oświadczyny: ja pana nienawidzę!<br>
{{tab}}— Żegnam cię więc. Ta pani powie ci resztę.<br>
{{tab}}— Żegnam pana, panie de Chazey.<br>
{{tab}}— Pani nie zmieni swego zdania?<br>
{{tab}}— Nigdy!<br>
{{tab}}— To wyraz, którego nie należy wymawiać lekkomyślnie. Sama się o tem przekonasz później.<br>
{{tab}}Skłonił się Żorżecie z elegancją salonowca podał jej rękę i wyszedł.<br>
{{tab}}Ale jego usta zbielały prawie ze złości i drżały nerwowo.<br>
{{tab}}Na ulicy, w chwili gdy wsiadał do powozu, zbliżył się szybko jakiś mężczyzna wysokiego wzrostu.<br>
{{tab}}Ale ruch, jakim margrabia zatrzasnął drzwiczki, tak był nagły, woźnica z tak błyskawiczną szybkością ruszył z miejsca, że tamten osłupiały stanął na chodniku, goniąc oczyma za karetka, która galopem się oddalała.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No147 part10.jpg|num=639}}Położenie nieznajomego było dość śmieszne. Szczęściem nie było żadnego świadka — ulica była pusta.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XVIII.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Rozpacz''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Ujrzawszy powóz pana de Chazey przed domem Joanny, Piotr Moraud uczuł taką wściekłość, jaka tylko jest w stanie zrodzić się w sercu ludzkiem.<br>
{{tab}}Złość wstrząsnęła całą jego istotą, jak huragan. Więc na nią czekano.<br>
{{tab}}I kto czekał? Człowiek, któremu Morandowie, kapitan Jousset i inni przypisywał całą ohydę winy i całe swe nieszczęście.
<br>
{{tab}}Stosunek, zawiązany tam pod cieniem gajów, trwał dalej w Paryżu!<br>
{{tab}}Ona przyjechała tu dlatego, że margrabia zamieszkał w stolicy.<br>
{{tab}}Więc warci byli jedno drugiego! On, zdradzający żonę, zaślubioną zaledwie przed kilka miesiącami, która mu oddała swoją młodość, prawo, zacne serce i książęcy majątek, ona niewierna danemu słowu, łamiąca obietnice, hańbiąca swoją całą rodzinę, kupiona przez bogatego nędznika dla tego, że miał tytuł i nazwisko!<br>
{{tab}}Więc dlatego tak jej było pilno się z nim rozstać przed chwilą, jemu, {{pp|któ|ry}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No147 part11.jpg|num=640}}{{pk|któ|ry}} serdecznie pragnął z nią się zobaczyć, który, pomimo pozornego oburzenia, czekał tylko z jej ust jednego słowa żalu, usprawiedliwienia, aby jej otworzyć swoje serce i pokazać, ile ono zawiera miłości dla niej! Węco dlatego spieszyła go opuścić, aby się nie spóźnić na schadzkę z tamtym?<br>
{{tab}}Słuchając z roztargnieniem słów tyloletniego przyjaciela, narzeczonego, myślała o kochanka!<br>
{{tab}}Piotr zatapiał sobie paznogcie w piersi, złorzecząc samemu sobie za swoją podłość. Bo czyż nie jest podłością ze strony mężczyzny kochać kobietę pomimo jej upadku, pomimo wszystkiego?<br>
{{tab}}A on ją kochał ciągle! Czuł to po uniesieniu dzikiej zazdrości, jaka go ogarniała na myśl, że ona dobrowolnie oddała się innemu i do niego należy. Wszystkie rozumowania, wszelkie wysiłki nic nie pomogły.<br>
{{tab}}Nadaremnie powtarzał sobie, że wobec jej zdrady jedynem uczuciem, jakie w nim budzić powinna, jest pogarda, że powinien oddalić się od niej, porzucić ją, zostawić losowi, a sam iść tam, gdzie własne przeznaczenie go woła. Napróżno powtarzał sobie to {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No147 part12.jpg|num=641}}wszystko, oczy jego nie były w stanie oderwać się od powozu margrabiego.<br>
{{tab}}Chciał wiedzieć dokładnie, napewno, de to nie złudzenie, że pan de Chazey rzeczywiście jest u niej.<br>
{{tab}}Oddalił się na kilka kroków i zaczął się przechadzać po ulicy, jak zwierz dziki w klatce, ale ciągle powracał do tego fatalnego domu, który pragnąłby zburzyć, zwalić w jednej chwili, aby zgnieść swego rywala pod jego gruzami. Gdy margrabia wyszedł, Piotr poznał go odrazu i nie mógł się powstrzymać od zgrzytnięcia zębami.<br>
{{tab}}Postąpił naprzód spiesznie, sam nie wiedząc co czyni, gotów wszcząć z nim kłótnię, ale nie miał na to czasu. Powóz oddalił się w całym pędzie.<br>
{{tab}}Piotr wahał się, co zrobić, rozjuszony, niepewny, chciał zapytać o Joanne, zobaczyć się z nią, ale lękał się własnego gniewu. Nagle powziął jakieś postanowienie i odszedł, chwiejąc się jak pijany.<br>
{{tab}}Dopiero otrzeźwiła go nieco uwaga jednego z przechodniów:<br>
{{tab}}— A to sobie podpił pan kawalerzysta!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No149 part01.jpg|num=642}}{{tab}}Zawstydził się na to słowa, wyprostował i bardzo prędko przeszedł most Zgody i powrócił do małego pokoiku w pałacu generała de Fremont, gdzie mieszkał.<br>
{{tab}}Wówczas dopiero zastanowił się nad swojem położeniem.<br>
{{tab}}Joanna była dla niego stracona!<br>
{{tab}}Zdawało mu się, że życie go opuszcza, że zapada w jakąś przepaść bezdenna, że wszelkie jego nadzieje pierzchną nazawsze.<br>
{{tab}}Serce mu się rozrywało, gdy myślał o przeszłości, o tych dniach spokojnych, kiedy żyli razem w pięknym, malowniczym kraju, bez obawy, bez troski, kochając się nawzajem ufni w przyszłość, aż do tej burzy, która kres położyła wszelkim marzeniom o szczęściu.<br>
{{tab}}Teraz wszystko było zerwane, złamane, skończone.<br>
{{tab}}Dotąd powątpiewał jeszcze... Usiłował wynaleźć usprawiedliwienie, złagodzenie dla jej winy!<br>
{{tab}}Teraz prawda wykłuwała mu oczy. Nie było już mowy o jakimś przelotnym, chwilowym szale, zapomnieniu się, upojenia, może nawet o zbrodni ze {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No149 part02.jpg|num=643}}strony tego margrabiego. Ta myśl nieraz już przyszła mu do głowy, uważał bowiem swoją narzeczoną za zbyt dumną, aby mogła tak nizko upaść! Teraz wszelkie te przypuszczenia traciły racyję bytu: Joanna dobrowolnie oddała się temu człowiekowi!<br>
{{tab}}Błąd chwili jednej może zyskać przebaczenie, ale taki nigdy!<br>
{{tab}}Piotr wziął arkusz papieru listowego, ujął pióro i zaczął pisać.<br>
{{tab}}Papier pokrył się niebawem szeregami czarnych głosek, nie tych pięknych, kaligraficznie zaokrąglonych liter, jakiemi pisywał swe referaty biurowe, ale nierównych, pozbawionych formy, zdradzających rękę drżącą nerwowo od gniewu i bólu. Nie widział prawie co pisze, bo mgła zasłaniała mu oczy.<br>
{{tab}}Straszne cierpienie szarpało mu duszę.<br>
{{tab}}Był mężczyzną dzielnym, odważnym, wytrwałym, a jednak płakał.<br>
{{tab}}Z wściekłości czy żalu?<br>
{{tab}}Więcej żalu. Opłakiwał stratę tej z kobiety, która była mu tak drogą i którą spodziewał się mieć przez całe życie przy swym boku. Płakał nad hańbą tego czystego dziewczęcia, które {{pp|wy|chowywali}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No149 part03.jpg|num=644}}{{pk|wy|chowywali}} wszyscy razem z jednaką czułością. Płakał także z wściekłości nad bezsilnością swoją wobec tego rywala, którego dosięgnąć nie mógł, tak jak rolnik z góry Jura przeklina orła, który mu kradnie trzodę i zdobycz na niedostępnych wyżynach kryje.<br>
{{tab}}Po skończeniu listów, z których jeden był do Joanny, drugi do Ludwika Moranda, trzeci zaś do kapitana Jonsset’a, Piotr położył się i wkrótce zasnął snem ołowianym, tym twardym snem, następującym po gwałtownych wzruszeniach i zakłócanym często przez najstraszniejsze widziadła.<br>
{{tab}}O świcie wstał.<br>
{{tab}}On tak silny i energiczny czuł się prawie złamanym.<br>
{{tab}}O ósmej wszedł do domu przy ulicy Boissy d’Anglas.<br>
{{tab}}Pani Barboux nie było na zwykłym posterunku, ale pan Barboux, małżonek tej matrony, człowiek, którego nie widziano w loży ani wieczorem ani w nocy, zastępował ją we dnie, skończywszy swe prywatne zajęcia. Pan Barboux, urzędnik nadzwyczaj popularny, pedantyczny, krępująco grzeczny, był nocnym stróżem bibljotoki przy ulicy Richelieu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No149 part04.jpg|num=645}}{{tab}}W Paryżu jest mnóstwo nieznanych ogółowi zawodów.<br>
{{tab}}Pan Barboux rozpoczynał swoją służbę w bibliotece o siódmej wieczorem, kończył ją zaś o siódmej rano. Funkcyje jego zasadzały się na błądzeniu nakształt ducha po długich galeryjach, w pośród skarbów nauki i literatury, w celu ochraniania tychże od pokuszeń ognia lub złodziei. We dnie pracowity ten obywatel froterował schody, okurzał ściany, zamiatał podwórze i bez rumieńca fałszywego wstydu zajmował się kuchnią i zmywał naczynia, na których on i jego małżonka jedli obiad.<br>
{{tab}}Pan Barboux był tedy uniwersalny.<br>
{{tab}}Nie wiedziano, kiedy mąż ten sypiał, kiedy używał spoczynku po tylu różnorodnych trudach.<br>
{{tab}}Dzięki jemu, pani Barboux rozkładała się wygodnie w szerokim skórą obitym fotelu i wogóle używała słodyczy względnej zamożności.<br>
{{tab}}— Jest tu list dla panny Jousset — powiedział Piotr, zwracając się do zamiatającego podwórze pana Barboux’a.<br>
{{tab}}Ten oparł się o rękojeść swego narzędzia, wziął list i z nader uprzejmym uśmiechem odpowiedział:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No149 part05.jpg|num=646}}{{tab}}— Bardzo dobrze, panie wojskowy. Dla panny Jousset, mówisz pan? Bardzo dobrze.<br>
{{tab}}— Bądź pan łaskaw oddać.<br>
{{tab}}— Oddam, oddam, może pan być spokojny.<br>
{{tab}}Piotr Morand nie mógł się oderwać od tego domu. Jakiś niepokonany urok przykuwał go do podłogi sieni.<br>
{{tab}}Niepodobna było jednak pozostać tam wiecznie.<br>
{{tab}}Nie przeszkadzając tedy panu Barboux w jego zajęciach, poszedł do ministoryjum.<br>
{{tab}}Generał był już w swoim gabinecie.<br>
{{tab}}Gdy Morand wszedł, pana de Fremont uderzyła zmiana, zaszła w jego twarzy.<br>
{{tab}}— Co to? — rzekł — znowu mi masz coś nowego do powiedzenia?<br>
{{tab}}— Tak, generale.<br>
{{tab}}— Cóż takiego?<br>
{{tab}}— Zastanowiłem się i namyśliłem, generale.<br>
{{tab}}— Nad czem?<br>
{{tab}}— Nad tem, że pozostając w Paryżu, popełnię zbrodnię.<br>
{{tab}}— Do sta kartaczy! co ty mówisz, chłopcze?<br>
{{tab}}— Tak, zabiję człowieka, albo {{pp|po|zwolę}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No149 part06.jpg|num=647}}{{pk|po|zwolę}} się przez niego zabić.<br>
{{tab}}— Margrabiego de Chazey?<br>
{{tab}}— Może!<br>
{{tab}}General chrząknął.<br>
{{tab}}— Hm! to niełatwo... powiedział... doskonały fechtmistrz.<br>
{{tab}}Zwracając się zaś do Moranda zapytał:<br>
{{tab}}— Czegóżbyś chciał?<br>
{{tab}}— Pan generał mówił mi o piechocie w marynarce.<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— Pomyślałem sobie, że służąc w piechocie marynarki, byłbym daleko ztąd...<br>
{{tab}}— Napewno.<br>
{{tab}}— I że łatwiej można się tam dosłużyć stopnia.<br>
{{tab}}— Może.<br>
{{tab}}— Że wogóle prędzej się awansuje.<br>
{{tab}}— Bo też łatwiej tam skórę zostawić.<br>
{{tab}}— Tem lepiej.<br>
{{tab}}— W kolonjach nietylko {{Korekta|czychają|czyhają}} na żołnierza kule, bomby i strzały dzikich, ale prócz tego febry, tyfusy i wszelkie zaraźliwe choroby.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No150 part01.jpg|num=648}}{{tab}}— Tego mi właśnie potrzeba.<br>
{{tab}}— Dawny gust.<br>
{{tab}}— Nie boją się śmierci, generale.<br>
{{tab}}— Może nawet chciałbyś się z nią spotkać; co?<br>
{{tab}}— A może.<br>
{{tab}}— Czy niema sposobu wyperswadowania ci tego?<br>
{{tab}}— Nie, generale.<br>
{{tab}}— Chcesz koniecznie wyjechać?<br>
{{tab}}— Tak, generale, choćby w tej chwili.<br>
{{tab}}— A więc, przyjacielu, stanie się, jak chcesz, daję ci na to moje słowo.<br>
{{tab}}— Dziękuję, generale!<br>
{{tab}}— Dziś wieczorem zostaniesz zapiany do pułku, choćby mi przyszło udać się do samego cesarza. Czy znacz teoryję?<br>
{{tab}}— Tak, generale.<br>
{{tab}}— Skłamię nawet, jeżeli będzie potrzeba tego, aby ci dopomódz, ale zrobisz mi zaszczyt, he?<br>
{{tab}}— Postaram się, generale.<br>
{{tab}}— Potrzeba oficerów. Chwila sprzyjająca... Nie wychodź z ministerjum.<br>
{{tab}}— Dobrze, generale.<br>
{{tab}}Pan de Fremont dotrzymał obietnicy.<br>
{{tab}}Nazajutrz, po całodziennem zajęciu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No150 part02.jpg|num=649}}w biurze, Piotr Morand został wyekspedyjowany pierwszym pociągiem do Rochefort ze stopniem podporucznika, wyjednanym a ministra wojny przez generała de Fremont, który ręczył za swego protegowanego.<br>
{{tab}}Szlify oficerskie zlały nieco balsamu na rany Piotra, który tajemnicę swą powierzył zacnemu zwierzchnikowi będącemu dlań drugim ojcem.<br>
{{tab}}We dwa dni potem fregata „Smiała“ odpłynęła do Senegalu, zabierając oddział, do którego wpisany był Morand jako podporucznik.<br>
{{tab}}Serce jego się ścisnęło, gdy wybrzeża Francyi zaczęły niknąć mu z oczu. Porzucał wszystko, co mu było drogiem, co tak gorąco kochał! Wraz z brzegami ziemi rodzinnej zniknął też i gniew jego.<br>
{{tab}}Pamiętał tylko cudny obraz swej Joasi z Colombier.<br>
{{tab}}Nie była to ta sama Joanna, z którą się widział w Paryżu, ta, która go zdradziła, którą przez pomyłkę, tak często w życia ludzkiem spotykaną, uważał za kochankę pana de Chazey.<br>
{{tab}}Była to szczera, kochająca dzieweczka, czysta, niewinna przyjaciółka jego młodości, ideał jego serca, ta, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No150 part03.jpg|num=650}}która dała mu tak dotykalny dowód bezinteresowności nie przyjmując milijonów Ferdynanda Descombes’a, piękna dziewczyna, która tak często z niewinnym uśmiechem tuliła się do jego boku, nie ukrywając, że go kocha, mówiąc z takim wdziękiem, gdy {{Korekta|wspminano|wspominano}} o dniu ślubu, tak gorąco przez Piotra upragnionego:<br>
{{tab}}— Kiedy zechcecie!<br>
{{tab}}{{Korekta|— Ją|Ją}} jedną tylko widział teraz przed sobą.<br>
{{tab}}O reszcie zapomniał.<br>
{{tab}}Ale nie czas było teraz myśleć o przeszłości.<br>
{{tab}}Morze niosło go w nieznane kraje, gdzie miał przed sobą obowiązki nowe.<br>
{{tab}}Żałował gorzko swego uniesienia, które mu podyktowało list do Joanny. List ten chciał był teraz cofnąć za cenę dziesięciu lat swego życia.<br>
{{tab}}Jakże ona musiała cierpieć, czytając go!<br>
{{tab}}Zło to już było wyrządzone i niecofnione. Pan Barboux był punktualnym i nadzwyczaj uprzejmym odźwiernym, co nie jest tak zwykłą rzeczą, jakby się zdawać mogło.<br>
{{tab}}Po odejściu Morand’a, zastanowił się on nad dziwnem wzburzeniem, {{pp|któ|re}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No150 part04.jpg|num=651}}{{pk|któ|re}} się malowało wyraźnie na twarzy wojskowego.<br>
{{tab}}A ponieważ nie jest nigdy przykrością zdybanie młodej i pięknej dziewczyny w niedbałym rannym stroju, a nadto pan Barboux tłumaczył sobie, że list ten może zawierał jaką pożądana wiadomość, przeto, nie zwlekając, wszedł na piąte piętro.<br>
{{tab}}Joanna tedy bardzo wcześnie otrzymała list narzeczonego z rąk p. Barboux, który jej powiedział:<br>
{{tab}}— Przyniósł mi to jakiś wojskowy, ale nie radziłbym pani ufać mu zbytecznie.<br>
{{tab}}— Dlaczego? zapytała Joanna.<br>
{{tab}}— Tak, wydawało mi się, że miał jakby bzika czy co.<br>
{{tab}}Joanna dopiero po odejściu odźwiernego otworzyła list i bez gniewu, lecz z głębokim bólem przeczytał co następuje:
{{f|align=left|lewy=60%|„Joanno!}}
{{tab}}Pragnąłem cię zobaczyć i szukałem cię z sercem pełnem miłości, której nie mogłem się pozbyć pomimo usiłowań. Nie ukrywam przed tobą, żem się starał zapomnieć ciebie.<br>
{{tab}}Na nieszczęście jest to niemożliwe.<br>
{{tab}}Nie będziesz nigdy wiedziała o tem, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No150 part05.jpg|num=652}}com wycierpiał od twego wyjazdu.<br>
{{tab}}Czasami przychodziło mi na myśl odebrać sobie życie, ale wstrzymywało mnie to, że sprawiłbym wielką przykrość mojej rodzinie!<br>
{{tab}}Wstrzymywało mnie coś jeszcze, co wykonam może późnej, jeżeli będę mógł.<br>
{{tab}}Powiedzieć ci tego nie chcę, a może też sama odgadujesz.<br>
{{tab}}Wczoraj chciałem ci wyznać wszystko, prosić, abyś była otwartą względem mnie, abyś się wyspowiadała za swej winy, jeżeli rzeczywiście winę popełniłaś... Bo czasami wątpiłem jeszcze o tem.<br>
{{tab}}Rozstałem się z tobą, sam ze siebie niezadowolony, i z ciebie, ale więcej z siebie samego, za to, żem przemówił tak szorstko i niedelikatnie. Nie powinniśmy się byli rozejść w ten sposób. Ty przecież dobrą jesteś w gruncie, a ja tak cię kochałem!<br>
{{tab}}Pobiegłem za tobą, chcąc cię dogonić, ale już weszłaś do domu.<br>
{{tab}}Wówczas zrozumiałem, dlaczego czułaś się tak krępowaną w mojej obecności, dlaczego chciałaś mnie jak najprędzej opuścić. Jego powóz stał przed twojem mieszkaniem! Więc on czekał na ciebie! Więc {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No150 part06.jpg|num=653}}nadal jesteś jego kochanką, tu, w Paryżu!<br>
{{tab}}Wszystko, coś mi mówiła, jest więc kłamstwem. Wszystko, com przypuszczał dla usprawiedliwienia cię, było błędne.<br>
{{tab}}Ten człowiek, którego nienawidzę śmiertelnie jest twoim kochankiem, oddałaś mu
się dobrowolnie, kochasz go.<br>
{{tab}}Nie chciałem temu wierzyć, a jednak to prawda.<br>
{{tab}}Ach! przeklęci bądźcie oboje! Jesteście warci siebie.<br>
{{tab}}Kto mnie pomści? Kto wam każe cierpieć to, co ja przecierpiałem?<br>
{{tab}}Tylko twój ojciec jeden ma słuszność W swem nieubłaganym uporze.<br>
{{tab}}My, co ci prawie przebaczyliśmy, byliśmy głupcami, zaślepionymi.<br>
{{tab}}Nie zobaczymy się więcej. Wszystko pomiędzy nami skończone.<br>
{{tab}}Poproszę zaraz generała de Fremont’a, aby mnie wysłał do kolonji. Mam nadzieję, że tam żółta febra lub kula dzikich zakończą moje życie, które mi jest ciężarem.<br>
{{tab}}Żegnam cię, Joanno! Masz postać anioła, ale serce pełne brudnej obłudy. Kochałem cię a teraz nienawidzę, uwielbiałem, a teraz gardzę tobą.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No150 part07.jpg|num=654}}{{tab}}Żegnam cię na zawsze!
{{f|align=right|prawy=15%|Piotr Morand.|po=8px}}
{{tab}}Gdy nieszczęśliwa dokończyła czytania tego listu, opuściła głowę na piersi zbolała, przybita.<br>
{{tab}}Los był dla niej nadto srogi. Zdawało się jej, że już wprzódy wychyliła czaszę do dna, tymczasem nowe ciosy w nią uderzały.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XIX.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Ostatnia kropla''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Nieszczęścia nigdy prawie nie przychodzą pojedyńczo.<br>
{{tab}}Tego też doświadczyła Joanna.<br>
{{tab}}Żorżetta wszedłszy do pokoju przyjaciółki, zastała ją zgnębioną, spoglądającą błędnym wzrokiem na list nieszczęsny.<br>
{{tab}}Są w życiu naszem chwile, kiedy, gdyby nie pomoc życzliwego, lub słowo przyjaciela, chętnie wyskoczylibyśmy z okna i roztrzaskali sobie {{Korekta|czaskę|czaszkę}} na bruku dla zakończenia nieznośnych męczarni.<br>
{{tab}}Joanna Jousset znajdowała się właśnie w takiej chwili.<br>
{{tab}}Od roku prawie, kiedy opuściła Colombier, udało jej się uniknąć wyrzutów oddalić się daleko od tych, którzy mieli jakiekolwiek prawo żądać od niej rachanku. Próbowała wystarczyć {{pp|sa|ma}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No150 part08.jpg|num=655}}{{pk|sa|ma}} sobie co jej się z trudnością udawało, zarabiała na chleb tak, jak tysiące dziewcząt osamotnionych i zmuszonych do pracy.<br>
{{tab}}Uniknęła dotąd prześladowań swego kata, bo takim był dla niej margrabia, i poszukiwań tych, których widoku obawiała się, ponieważ przypominali jej całą przeszłość szczęśliwą, całą przyszłość wymarzoną i budziliby żal, który miękczy serce i denerwuje.<br>
{{tab}}A teraz jednego wieczoru przypadek zrządził, że się spotkała z dwojgiem ludzi, których lękała się najwięcej.<br>
{{tab}}Było to zbyt wiele, nad jej siły.<br>
{{tab}}Ukazanie się przyjaciółki dodało jej niego odwagi. Wskazała jej list.<br>
{{tab}}Żorżetta wzięła go i przeczytała.<br>
{{tab}}— I cóż, powiedziała następnie. Po co rozpaczać? Cóż się dla ciebie zmieniło?<br>
{{tab}}I rzeczywiście, co się zmieniło?<br>
{{tab}}Czy Piotr nie okazał jej już wprzód swej pogardy?<br>
{{tab}}Czy jej sąsiedzi i dawni przyjaciele z Orchamps nie wiedzieli o jej nieszczęściu, o jej upadku?<br>
{{tab}}Czy teraz była więcej shańbiona niż wprzódy?<br>
{{tab}}Czy zresztą była ona winna temu, że pozory ją potępiały wciąż jeszcze.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No150 part09.jpg|num=656}}{{tab}}Czego dowodził ten list, dyszący urazą i gniewem, jeżeli nie tego, że Piotr kochał ją zawsze, że ich nieszczęścia rozdzielają, że zbrodnia margrabiego de Chazey, zamiast jednej, dwie miała ofiary?<br>
{{tab}}Modniarka powiedziała to wszystko W kilku słowach.<br>
{{tab}}— Myśl o twojem dziecka, zakończyła, i to podziałało najskuteczniej.<br>
{{tab}}Następnie pochyliła się i całując marmurowe czoło Joanny, dodała:<br>
{{tab}}— Zajmij się swemi interesami, a o reszcie nie myśl.<br>
{{tab}}— Masz słuszność, szepnęła Joanna i wstała, zgniotła list w ręku i wrzuciła w ogień, który się tlił na kominku, skąpo zasilany koksem.<br>
{{tab}}Było to jakby powtórne z przeszłością zerwanie.<br>
{{tab}}Potem ubrała się starannie i odprowadziła Żorżettę do jej nowego magazynu.<br>
{{tab}}Pięćdziesiąt franków na miesiąc była to marna płaca.<br>
{{tab}}Ruina pryncypałowej obalała wazystkie plany Żorżetty. Jej zasoby od paru miesięcy się wyczerpały. Trzeba było zapłacić komorne w stycznia, ten ciężar zawsze się odradzający i tak {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No150 part10.jpg|num=657}}trudny do ponoszenia dla ubogich.<br>
{{tab}}Był teraz początek lutego.<br>
{{tab}}Luty roku 1870! Okropnego roku, który krwawemi głoskami zapisał się w dziejach Francyi!<br>
{{tab}}Joanna miała zanieść odpowiedź do Grand Hotelu.<br>
{{tab}}Wahała się jeszcze, miała nadzieję dostać lepsze miejsce, ale dotąd nie się nie trafiało.<br>
{{tab}}Dla takiej jak ona kobiety, o posadę najtrudniej.<br>
{{tab}}Miejsce zarządzającej bielizną, pomimo małej pensyi, przywiązanej do niego, było prawie dobrą gratką na tymczasem przynajmniej.<br>
{{tab}}Spotkanie z Piotrem przeszkodziło jej wczoraj się zgłosić i przyjąć posadę.<br>
{{tab}}O dziewiątej, obie przyjaciółki stanęły na ulicy de la Paix, przy domu, na którego balkonie widniał złocony napis: „Stefanija — Mody! Kwiaty!“<br>
{{tab}}— No, rzekła Żorżetta, ściskając rękę Joanny. Tylko nie upadaj na duchu. Złe czasy mina, a potem, zobaczysz, jak nam będzie dobrze!<br>
{{tab}}Były to istotnie złe czasy. Finanse stały nisko, a to najpotężniejsza przyczyna ogólnego zniechęcenia.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No150 part11.jpg|num=658}}{{tab}}— Słuchaj, dodała jeszcze modniarka. Idź zaraz do Grand Hotel’u i powiedz, że przyjmujesz posadę. Nie wahaj się dłużej! Byle tylko miejsce było jeszcze wolne! Mając sto franków na miesiąc we dwie, wybrniemy jakoś z kłopotów i wszystko się wygładzi.<br>
{{tab}}Żorżetta miała słuszność.<br>
{{tab}}Są chwile, kiedy się trzeba zgiąć i skurczyć, aby się potem wyprostować.<br>
{{tab}}Obie młode kobiety znajdowały się w ciężkiem położenia. Potrzeba nagliła.<br>
{{tab}}Już i tak od dziesięciu dni należało się Coquerelom, tym chciwym pijawkom.<br>
{{tab}}Papa Cocquerol, nie zasypiający gruszek w popiele, napisał już do Joanny słodko-kwaśny bilecik<br>
{{tab}}Jak Ronault’owie uprzedzili, małżeństwo Cocquerel była to uczciwa para, ale nieufająca nikomu i djablo chciwa zarobku.<br>
{{tab}}Nie lubili oni, wedle chłopskiego przysłowia, zalegujących wypłat i krów, co się późno cielą.<br>
{{tab}}I bardzo słusznie: kiedy się mało zarabia, trzebaż być przynajmniej {{pp|pe|wnym}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No150 part12.jpg|num=659}}{{pk|pe|wnym}} swego. A tutaj dano im w dodatku bezimienne dziecko, nie mające krewnych. Kto wie, co się stać może? Matka mogła zniknąć gdzieś bez wieści, a potem co? Szukaj wiatru polu!<br>
{{tab}}Cocquerel’owie od rana do wieczora rozprawiali na ten temat w małej swej chatce w Sannois, naradzając się, jak postąpić, jakie przedsięwziąść środki ostrożności, aby w danym wypadku nie zostali narażeni na stratę. Żorżetta usiłowała naturalnie pocieszyć Joannę i uspokoić, mówiąc, że Ronault’owie nie zostawią jej w kłopocie, gdy idzie o tak małą sumę, ale w gruncie rzeczy nie była pewną tego, co mówiła.<br>
{{tab}}Ronault’owle byli dobrymi krewnymi, ale i oni przywiązani byli do swych lujdorów, jak ślimak do skorupy i myśleli tylko o zbijaniu pieniędzy.<br>
{{tab}}Żorżetta miała sprytu za dwoje i wiedziała, że Ronaut’owie potrafią w razie wypadku wymówić się bardzo grzecznie, ot tak naprzykład:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No151 part01.jpg|num=660}}{{tab}}— Moja kochana Żorżetko, gdyby tu chodziło o ciebie, to co innego, dalibyśmy odraza, ilebyś tylko zażądała... Ale ryzykować pieniądze dla obcej!...<br>
{{tab}}Albo w ten sposób:<br>
{{tab}}— Nie mamy gotówki w domu!... Trzeba zapłacić za kawał gruntu... Widzisz moja Żorżetko, przedewszystkiem człowiek powinien myśleć o sobie. Czy nieprawda?<br>
{{tab}}Cóż można bylo odpowiedzieć na to?<br>
{{tab}}Żorżetta bardzo dobrze pojmowała położenie, i już nawet zlekka nasunęła przyjaciółce, że możnaby napisać do starego Jousset’a albo do kapitana, który by nie odmówił niewielkiej sumy bratance, pozostającej w tak ciężkiej potrzebie.<br>
{{tab}}Ale Joanna miała swój upór i swoją dumę. Postanowiła nigdy nie nie żądać od swoich. Przysięgła to sobie i raczej zgodziłaby się żebrać na ulicy, niżeli złamać tę przysięgę. Podług Żorżetty, Filip Rochard takżeby chtnie dopomógł.<br>
{{tab}}Ile razy je spotykał, niby przypadkiem, a przypadek ten zbyt często się zdarzał aby być naturalnym, młody lekarz wypytywał je o powodzenie z tak szczerem zajęciem, z taką {{pp|delikatno|ścią}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No151 part02.jpg|num=661}}{{pk|delikatno|ścią}} i tak prawdziwie po przyjacielsku dawał im do zrozumienia, że w razie potrzeby mogą na niego liczyć, iż powątpiewać o tem niepodobna było.<br>
{{tab}}Żorżetta oświadczyła, że gotowa jest zwrócić się do Rocharda, jeżeli Joannie zbyt tranuo było wymódz to na sobie.<br>
{{tab}}I słusznie liczyła na życzliwość Filipa.<br>
{{tab}}Gdyby tylko śmiał, napewno pierwszyby im ofiarował pomoc ze swej strony.<br>
{{tab}}Ale trudno to zawsze narzucać się młodym kobietom z przysługami, których nie żądają i dlatego Filip Rochard czekał.<br>
{{tab}}Miał on zresztą i swoje osobiste zmartwienia. Po pierwszej wizycie w pałacu Montrevers, bywał tam dość często i jego przenikliwe oczy odkrywały niepokojące symptomaty.<br>
{{tab}}Zdrowie młodej margrabiny coraz było słabsze, a postępy choroby tak szybkie, że Filip drżał o nią.<br>
{{tab}}Choroba ta była dziwna, nieznana, niepodobna do żadnej innej.<br>
{{tab}}Cały organizm zdawał się być nią dotknięty. Anemija, osłabienie, suchoty, wszystkiego można się było {{pp|oba|wiać}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No151 part03.jpg|num=662}}{{pk|oba|wiać}}, a nic się wyraźnie nie okazywało.<br>
{{tab}}Filip Rochard zapominał o całym świecie na widok niknącej w oczach młodości i świeżości Gabryeli, której otoczenie nie pojmowało wcale, co jej zagraża w przyszłości.<br>
{{tab}}Margrabia, jako wielu mężów z jego afery, wstępował tylko do pałacu, ale tam nie przebywał.<br>
{{tab}}Baranowa de Senssay, porwana wirem zabaw i stosunków światowych, była od rana do wieczora zajęta gałgankami, wizytami, balami, lub teatrem.<br>
{{tab}}Komendant Bonin gorliwie pracował nad swojem wielkiem dziełem o żegludze u starożytnych, które posuwało się naprzód przy pomocy rysowników, rytownków, a zwłaszcza sekretarza, który pracował dla niego dwie godziny dziennie za sto pięćdziesiąt franków na miesiąc.<br>
{{tab}}Dobra to była gratka dla młodzieńca, który dopiero co skończył nauki. Niejedna znakomitość, na początku swej karjery, nie była w lepszem położeniu.<br>
{{tab}}Filip Rochard tedy, jak już mówiliśmy, zapomniał o całym świecie, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No151 part04.jpg|num=663}}zajęty wyłącznie swą {{Korekta|przyjacióką|przyjaciółką}}.<br>
{{tab}}Chcąc korzystać z jego życzliwości, potrzeba było udać się do jego mieszkania, prosić, tłomaczyć ten brak.<br>
{{tab}}Że Rochard nie zostawiłby bez skutku ich prośby, o tem Żorżetta i Joanna nie watpiły, ale były one przewidujące, młody lekarz mógł im raz oddać przysługę, ofiarować pożyczkę, ale co potem robić? Niepodobna przecież zaciągnąć pożyczki, nie myśląc o oddania, inaczej byłaby to jałmużna. Ta zamaskowana żebranina wstrętem przejmowała dumną duszę Joanny.<br>
{{tab}}Chciała liczyć wyłącznie na własne siły.<br>
{{tab}}Ta nędzna posada w Grand Hotel’u, gdzie ją już znano i gdzie by się może zgodzono udzielić jej jakiegoś małego forszusu, była jedyną jej {{Korekta|ucieszką|ucieczką}}.<br>
{{tab}}To też ze drżeniem i biciem serca przeszła przez perystyl.<br>
{{tab}}Szef personelu, przechadzający się właśnie po dziedzińca, zrobił gest zdumienia, ujrzawszy ją.<br>
{{tab}}— To pani! rzekł.<br>
{{tab}}Joanna doznała przykrego uczucia.<br>
{{tab}}— Nie oczekiwano pani, dodał tonem, w którym znać było żal {{pp|praw|dziwy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No151 part05.jpg|num=664}}{{pk|praw|dziwy}}...<br>
{{tab}}— I cóż? czy miejsce...<br>
{{tab}}— Zajęte właśnie od wczoraj, wieczorem.<br>
{{tab}}Joanna zdobyła się jeszcze na uśmiech i odrzekła:<br>
{{tab}}— Dobrze, poszukam gdzieindziej.<br>
{{tab}}— Sądziłem, że pani nie zależy na tej posadzie, powiedział szef personelu, że pensyja jest tak mała... Możeby pani poczekała...<br>
{{tab}}— Dziękuję, postaram się... poszukam.<br>
{{tab}}Ukłoniła się i wyszła.<br>
{{tab}}Szef personelu pogonił za nią oczyma i, jako człowiek doświadczony, odrazu ocenił jej położenie.<br>
{{tab}}— Miejsca! szepnął. Dla takich jak ona miejsc niema! Zapłaciliby jej, obsypali złotem, żeby się zgodziła nic nie robić, ale za pracę!...<br>
{{tab}}Było w tem zdaniu może trochę cynizmu, ale więcej prawdy.<br>
{{tab}}Joanna szła, chwiejąc się prawie pod tym nowym ciosem. Dla innych podobny wypadek byłby może ukłuciem szpilki, dla niej było to uderzenie sztyletu.<br>
{{tab}}— Co robić?<br>
{{tab}}Przyszło jej na myśl upokorzyć się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No151 part06.jpg|num=665}}i napisać do ojca.<br>
{{tab}}Weszła do kawiarni, kazała sobie podać filiżankę czekolady na śniadanie i poprosiła o papier i pióro. Zaczęła pisać raz i drugi, ale oba listy podarła.<br>
{{tab}}Jakaś niejasna jeszcze pokusa błysnęła w jej umyśle.<br>
{{tab}}Ferdynand Descombes! ten jej pozostał. Powiedział jej przecież:<br>
{{tab}}— Gdy panią zmęczy i znuży to życie, jakie koniecznie chcesz prowadzić, udaj się pani do mnie.<br>
{{tab}}On nie przestraszał jej, jak inni. Przeciwnie nawet. Ta istota słaba, wątła zdawała się raczej sama potrzebować opieki, błagać o jałmużnę przywiązania, którego jej brakło, o przyjaźń towarzyszki.<br>
{{tab}}Joanna czuła się z nim swobodną, jak siostra miłosierdzia z swymi chorymi. Pod lekkością tonu jego mowy, gdy się z nią spotykał, krył się jakiś szacunek, którego nie zniweczył nawet błąd jej, jakieś wzruszenie i nieśmiałość, które ją prawie rozrzewniały.<br>
{{tab}}Nie budził on w niej miłości, ale litość, współczucie.<br>
{{tab}}Dlaczegóż nie miała się do niego zwrócić?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No152 part01.jpg|num=666}}{{tab}}Dlaczego ukrywać przed nim trudności, z któremi się szamotała?<br>
{{tab}}Odepchnęła to pokusę, tak jak podarła owe dwa rozpoczęto listy i raz jeszcze, zbrojąc się w odwagę, nanowo zaczęła szukać miejsca.<br>
{{tab}}Aż do szóstej po południu biegała po Paryżu, była u wszystkich, których już wprzódy prosiła o jakąś posadę. Od jednych wyszła z rumieńcem wstydu na czole i oburzeniem w sercu, od innych z kilku słowami, które, nie dając nadziei, usiłują przynajmniej złagodzić szorstkość odmowy; od wszystkich tak jak weszła, wyszła zniechęcona, zrozpaczona, przybita. Wyczerpawszy cały swój zapas sił i cierpliwości, powróciła wreszcie na ulicę Boissyd’Anglas, głodna bo nie wstąpiła nawet de restauracyi, żeby zjeść coś ciepłego.<br>
{{tab}}Gdy przechodziła około loży odźwiernego, pani Barboux zawołała:<br>
{{tab}}— Panno Joanno!<br>
{{tab}}— Co?<br>
{{tab}}— Jakiś człowiek niedawno pytał się o panią.<br>
{{tab}}— Jak wygląda?<br>
{{tab}}— Zdaje się, że ze wsi, ma może lat pięćdziesiąt, nizki, rudy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No152 part02.jpg|num=667}}{{tab}}— Nie powiedział jak się nazywa?<br>
{{tab}}— Nie. Poszedł się przejść i zapewne niedługo powróci. Nie sądziłam, że pani wróci tak wcześnie.<br>
{{tab}}— Dobrze, będę na niego czekała.<br>
{{tab}}Weszła na schody, zdyszana, prawie chora.<br>
{{tab}}Ten wieśniak, to napewno Cocqueral, który przyszedł się upomnieć o miesięczną pensję za dziecko.<br>
{{tab}}Przeliczyła pieniądze, które miała w kieszeni. Nie było ich wiele, sześć franków wszystkiego.<br>
{{tab}}Żorżetta także nie była o wiele od niej bogatszą.<br>
{{tab}}Zrezygnowana na wszystko, czekała w swoim pokoju, smutniejszym niż cela klasztorna.<br>
{{tab}}Siedziała na krześle bezwładna, nieruchoma, drżąca z zimna, głodu i wstydu.<br>
{{tab}}Cocquerl’owi nie bardzo się śpieszyło, ale i ona nie traciła też nic, czekając na niego.<br>
{{tab}}Wreszcie o trzy kwadranse na ósmą ciężkie, niezgrabne kroki dały się słyszeć w korytarzu, a potem zastukano do drzwi jej pokoju.<br>
{{tab}}Joanna zaraz otworzyła. Przeczucie jej nie myliło: był to Cocquerel.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No152 part03.jpg|num=668}}{{tab}}Obywatel z Sannois nie mógł się bynajmniej zaliczać do pięknych, albo nawet przystojnych ludzi.<br>
{{tab}}Jego imię chrzestne Narcyz wydawało się jednym z tych okrutnych żartów, jakich sobie mimowoli i wiedzy pozwalają nieraz nasi rodzice chrzestni. Narcyz Cocquerel miał tylko pięć stóp wzrostu, co wcale nie jest dużo.<br>
{{tab}}Ospa uczyniła twarz jego podobną do durszlaka, nos miał za długi, policzki za płaskie, wreszcie nieładny ceglasty odcień barwił jego włosy i twarz.<br>
{{tab}}Pomimo tej brzydoty, Cocquerel był jeszcze przystojniejszy od żony. W razie konkursu brzydalów, pani Narcyzowa napewno otrzymałaby pierwszą nagrodę, małżonek jej zaś miałby prawo dopiero do drugiej z rzędu.<br>
{{tab}}Zacna ta para była chciwą zyska jak sroki, pracowitą jak mrówki, oszczędną do sknerstwa i zamiłowaną w czystości jak służąca z Amsterdamu.<br>
{{tab}}Narcyz pracował u ogrodników, podczas gdy żona jego pilnowała domu, myła, czyściła, zamiatała, okurzała, wycierała i przyjmowała od czasu do czasu dziecko na wykarmienie, jeżeli jej za to dobrze płacono.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No152 part04.jpg|num=669}}{{tab}}Mniej jak pięćdziesiąt franków na miesiąc nie brała, a nadto wymawiała sobie naprzód trochę prowizyi i podarunki przy pewnych okolicznościach, jak naprzykład wyrżnięcie się dziecku ząbka lub szczęśliwe przebycie przezeń odry.<br>
{{tab}}Temu, kto płaci, takie rzeczy uszczerbku nie czynią, jeżeli tym płacącym jest zamożny jaki mieszczanin ale dla wielu pierwszy każdego miesiąca jest ciężkim dniem.<br>
{{tab}}Pierwszym dla Cocquerelów był właściwie dwudziesty, bo w czerwcu, dwudziestego, mała Joanna Klaudyna została u nich umieszczona.<br>
{{tab}}Tymczasem dwudziesty stycznia minął już przed kilkunastu dniami, a pieniądze od Joanny nie nadchodziły do Sannois.<br>
{{tab}}Cocquerel, nlegając namowom żony, napisał wprzódy list bardzo krótki, grzeczny bilecik, w którym prosił pannę Jousset, aby nie zapominała o poczciwych ludziach, pielęgnujących jej córkę z rodzicielską pieczołowitością.<br>
{{tab}}Joanna na list ten odpisała, ale cóż taka odpowiedź znaczyła?<br>
{{tab}}Cocquerelowie nie cenili {{pp|komplimen|tów}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No152 part05.jpg|num=670}}{{pk|komplimen|tów}} i woleliby banknot bez słówka podziękowania, niżeli najładniej zaokrąglone frazesy.<br>
{{tab}}Po liście poczciwi wieśniacy czekali jeszcze dni kilka, nie bez pewnej niecierpliwości, dającej im się uczuć w formie dziwnego swędzenia końców palcy.<br>
{{tab}}Ale grzeczność przedewszystkiem. W końcu jednak wszystko się wyczerpuje, a uprzejmość dla dłużników nie stanowi pod tym względem wyjątku.<br>
{{tab}}Narcyz Cocquerel, wszedłszy de pokoju swej dłużniczki za jednym rzutem oka ocenił jej ruchomości, a grymas, jaki zrobił ustami, jasno wyraził wrażenie, którego doznał.<br>
{{tab}}Wszystko, co się tam znajdowało, nie było warto pięćdziesięciu franków.<br>
{{tab}}A przytem i gospodarz domu mógł mieć prawo do tego.<br>
{{tab}}Chłopi z okolic Paryża znają trochę kodeks, na tyle przynajmniej, ile im potrzeba.<br>
{{tab}}Joanna spróbowała przede wszystkiem pomimo swej dumy ująć sobie jakoś Coquerel’a.<br>
{{tab}}Nie miała ona w tem żadnej rutyny, nie była przyzwyczajona do chwytania się wybiegów i zbywania wierzycieli grzecznościami, ale ta taktyka {{pp|przy|chodzi}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No152 part06.jpg|num=671}}{{pk|przy|chodzi}} sama przez się w razie potrzeby.<br>
{{tab}}— To pan, panie Cocquerel? — rzekła, uśmiechając się, głosem pełnym uprzejmości.<br>
{{tab}}— Proszę, niech pan siada, — dodała przysuwając mu jedyne krzesło, sama zaś siadła na krawędzi łóżka.<br>
{{tab}}— Tak, to ja. Jak się paniusia miewa? Pewnie się paniusia mnie nie spodziewała, co?<br>
{{tab}}— W każdym razie bardzo mi przyjemnie widzieć pana.<br>
{{tab}}— Zaszedłem tu całkiem niespodziewanie, wcale nie umyślnie, bo widzi pani, miałem interes niedaleko od pani, do jednego pana, com u niego pracował w ogrodzie... Więc mówię sobie, wstąpię już za jednym razem do paniusi, to tak, jakbym przy jednym ogniu dwie pieczenie upiekł.<br>
{{tab}}— Jakże się ma moja córka?<br>
{{tab}}— Jak się ma! Niech się lepiej pani wcale nie pyta. Czy to się dziecko może źle mieć, jak jest pielęgnowane niby jaką królewna? Ja tam nie chwalę mojej kobiety, ale muszę jej przyznać, że nic nie zaniedbaje i od rana do wieczora chodzi koło małej...<br>
{{tab}}— Wiem o tem, panie Cocquerel i doprawdy nie umiem wyrazić, jak {{pp|je|stem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No152 part07.jpg|num=672}}{{pk|je|stem}} państwa wdzięczna.<br>
{{tab}}Widząc, że jej wierzyciel sam zaczyna kwestyję pieniężną, tak dla niej przykrą, chciała go w tem uprzedzić.<br>
{{tab}}Cocquerel szukał natchnienia, kręcąc na wszystkie strony rondo swego kapelusza, który, prawdę powiedziawszy, nie miał już nie do stracenia pod względem świeżości.<br>
{{tab}}— Jestem jeszcze dłużniczką pana w tym miesiącu, odezwała się Joanna, ale wkrótce rzecz ta zostanie załatwiona. Zostałam nagle bez posady, od dni kilku, a przez jakąś fatalność moja przyjaciółka, panna Ridet, znalazła się w tem samem położenia.<br>
{{tab}}— Czy dobrze się ma panna Żorżetta?<br>
{{tab}}— Zawsze zdrowa.<br>
{{tab}}— I wesoła jak skowronek. Przecież to myśmy ją wychowali. A co to za kobieta wyrosła z niej, zdrowa, czerstwa, aż miło!<br>
{{tab}}Cocquerel miał minę bardzo dobroduszna, ale ani na chwilę nie zapominał o swym interesie.<br>
{{tab}}— Ona nie ma się co kłopotać o dziecko, powiedział po pewnej pauzie. Jest sama jedna, a takiej zawsze lżej na święcie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No152 part08.jpg|num=673}}{{tab}}— Zapewne. Ale gdyby tylko mogła, była by mi pożyczyła i państwo otrzymalibyście swoją pensyję we właściwym czasie.<br>
{{tab}}— To jeszcze niewiadomo... Najlepszy przyjaciel się kurczy, jak idzie o pieniądze...<br>
{{tab}}— O, panie Coquerel!<br>
{{tab}}— A zresztą i ona przecież nigdy bogata nie była.<br>
{{tab}}— Ale jest bardzo zręczną modniarką... Zarabia dużo pieniędzy.<br>
{{tab}}— Rozumiem to, rozumiem, ale młodzi nie oglądają się na to co będzie jutro, dość im jak sobie mogą dziś wesoło pohulać... Przy tem kobieta, panienka, zawszeć się to lubi wystroić, kupi jeden, drugi fatałaszek i po pieniądzach.<br>
{{tab}}Obywatel z Sannois wyobrażał sobie zupełnie niesłusznie, że Żorżetta, bez wielkiego trudu zarabia kilka luidorów miesięcznie.<br>
{{tab}}— Ostatecznie, powiedział, kiedy mi pani zapłaci?<br>
{{tab}}— Niech się pan nie obawia, pazie Coequerel, nie będziesz pan długo czekał.<br>
{{tab}}— Tak się to mówi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No153 part01.jpg|num=674}}{{tab}}— Przyrzekam panu.<br>
{{tab}}— Przyrzec, a dotrzymać to nie wszystko jedno.<br>
{{tab}}— Ale miej pan do mnie zaufanie.<br>
{{tab}}— Bardzo bym chciał... żeby to można mieć jakąś pewność, ale co mi pani może dać!<br>
{{tab}}— Licz pan na moje słowo.<br>
{{tab}}— Wolałbym co innego.<br>
{{tab}}— Przecież to nie taka wielka suma.<br>
{{tab}}— Widzi pani, to zależy. Dla Rotszylda może i nie wielka, ale dla mnie i dla pani...<br>
{{tab}}— Nie masz pan nic do stracenia.<br>
{{tab}}— Ba!<br>
{{tab}}— Dziś nie mogę pana zaspokoić, ale za kilka dni...<br>
{{tab}}— Za kilka dni będzie kubek w kubek to samo...<br>
{{tab}}— A zresztą jeszcze coś pani powiem:<br>
{{tab}}— Co takiego?<br>
{{tab}}— Niech pani się jeno zastanowi i sama uważa.<br>
{{tab}}— Słucham pana, panie Cocquerel.<br>
{{tab}}— Gdyby to było takie dziecko jak każde inne, można by i poczekać cierpliwie... dla czego nie... przecież my nie od tego, żeby komuś nie zrobić grzeczności... ale takie dziecko... {{pp|ro|zumie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No153 part02.jpg|num=675}}{{pk|ro|zumie}} pani... to kłopot. Dajmy na to, że pani się odechce zawracać sobie głowę tak kosztowną rzeczą jak utrzymanie tego maleństwa, że nam je pani zostawi na karku... Cóż my mamy wtedy zrobić? Jakże ta odzyskać swoje pieniądze? Żeby to miało rodzinę jak się należy, to co innego. Zawsze by się ktoś znalazł, coby za koszty zapłacił, ale takie dzieci, co to się biorą niewiadomo zkąd, to wcale rzecz inna. Nikt nie chce o nich wiedzieć, ani za nie płacić. To też...<br>
{{tab}}Joanna od kilka chwil czuła, że gniew zaczyna się w niej burzyć. Było to za wiele dla jej dumy.<br>
{{tab}}Ten chciwy pieniędzy chłop od kwadransa dręczył ją z powodu nędznych pięćdziesięciu franków, to było nie do zniesienia!<br>
{{tab}}Cała jej istota oburzała się i buntowała! Czy ona była winną tego co się stało? A jednak wszystkie kary, wszelkie przykrości na nią jedną spadały.<br>
{{tab}}W jednej chwili w zachowaniu się jej zaszła zmiana.<br>
{{tab}}— Mów pan, panie Cocquerel — powiedziała żywo, już bez uśmiechu i z widocznem {{Korekta|zaniecierpliwieniem|zniecierpliwieniem}} — nie krępuj się pan.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No153 part03.jpg|num=676}}{{tab}}— Jeżeli nie otrzymam za dwa dni tego, co mi się należy, przynoszę pani dziecko, Niech pani sobie z niem robi, co się pani podoba.<br>
{{tab}}— Dobrze! — odparła chłodno.<br>
{{tab}}— Będzie nam może żal małej, bośmy się już do niej przyzwyczaili, a ladne to i milutkie, jak cukierek, ale pani przecież rozumie, że nie możemy jej utrzymywać darmo.<br>
{{tab}}— Zapewne!<br>
{{tab}}— Pani wie, co nam się należy?<br>
{{tab}}— Pięćdziesiąt franków.<br>
{{tab}}— Tak i na drobne wydatki pięć franków na miesiąc.<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}— Zdawało mi się, że powinienem panią uczciwie uprzedzić.<br>
{{tab}}— Zrobiłeś to pan.<br>
{{tab}}— Więc po jutrze, pani nie zapomni?<br>
{{tab}}— Niech się pan nie obawia.<br>
{{tab}}— Co do mojej obawy to inna rzecz, proszę pani, to te wszystkie zapewnienia na słowach, to i funta kłaków nie warte.<br>
{{tab}}— W każdym razie zapłacę panu przecież.<br>
{{tab}}— Tem lepiej, tem lepiej... jak tylko będą miał pieniądze, wszystko pójdzie jak po maśle, ja tam nie jestem {{pp|wyma|gający}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No153 part04.jpg|num=677}}{{pk|wyma|gający}} i moją żona także się kontentuje tem, co się jej należy. Dobranoc paniusi.<br>
{{tab}}— Szczęśliwej podróży, panie Cocquerel!<br>
{{tab}}Z dziewczętami, które oddają swoje dzieci na wychowanie, niema się co żenować, zwłaszcza gdy mieszkają na poddaszu, prawie bez mebli i nie płacą regularnie.<br>
{{tab}}Obywatel z Sannois, będąc już na progu, uśmiechnął się łakomie.<br>
{{tab}}— Pani jest ładną osobą — powiedział i nietrudno pani będzie znaleść...<br>
{{tab}}— Co?<br>
{{tab}}— Pięćdziesiąt franków... jeżeli pani tylko zechce...<br>
{{tab}}— Jakto? — rzekła Joanna, nie rozumiejąc jego intencyi.<br>
{{tab}}— Znajdzie się wielu bogatych panów, którzy z przyjemnością dadzą pani więcej daleko...<br>
{{tab}}— Tak pan sądzi?<br>
{{tab}}— Ba! Ja sam, żebym był bogaty!...<br>
{{tab}}Joanna, nie unosząc się, spojrzała na zuchwalca takim wzrokiem, że ten wyniósł się co prędzej z pokoju, bełkocząc:<br>
{{tab}}— Po jutrze... niech pani nie zapomina... pojutrze.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No153 part05.jpg|num=678}}{{tab}}W kilka minut, po odejścia Cocquerela powróciła Żorżetta.<br>
{{tab}}— I cóż {{Korekta|zapytała|zapytała,}} — Co nowego?<br>
{{tab}}— Nic — odpowiedziała Joanna zupełnie spokojnie.<br>
{{tab}}— Miejsce?<br>
{{tab}}— Zajęte.<br>
{{tab}}— Już?<br>
{{tab}}— Od wczoraj.<br>
{{tab}}— Szkoda!<br>
{{tab}}— Będę miała inne.<br>
{{tab}}— Gdzie?<br>
{{tab}}— Powiem ci jutro.<br>
{{tab}}— Czy aby dobre?<br>
{{tab}}— Spodziewam się.<br>
{{tab}}— Jesteś jakaś taka tajemnicza?<br>
{{tab}}— Chcę ci sprawić niespodziankę.<br>
{{tab}}— Czy to nie Cocquerela spotkałam niedaleko od domu?<br>
{{tab}}— Może.<br>
{{tab}}— Był u ciebie?<br>
{{tab}}— Wyszedł przed chwilą.<br>
{{tab}}— Cóż on tu robił? Upominał się o pieniądze.<br>
{{tab}}— Tak...<br>
{{tab}}— Zapewne się boi?<br>
{{tab}}— Groził ci?<br>
{{tab}}— Nie. Powiedział, że poczeka kilka dni.<br>
{{tab}}— Żorżetę trudno było oszukać. Spojrzała prosto w oczy Joannie, ujęła jej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No153 part06.jpg|num=679}}rękę i powiedziała:<br>
{{tab}}— Nie mówisz mi tego, co myślisz. Jesteś zirytowana, wzburzona. Już ja to widzę. A zresztą chcesz wiedzieć prawdę? Oto nie umiesz wcale udawać, ani kłamać. Do tego potrzeba pewnej wprawy. Może później i ty się nauczysz, ale tymczasem nie {{Korekta|probuj|próbuj}} lepiej. Co ci jest? Bądź szczera.<br>
{{tab}}— To mi jest, że mam już dosyć tego wszystkiego.<br>
{{tab}}— Czego?<br>
{{tab}}Tego biegania od domu do domu, od Annasza do Kaifasza, tego proszenia się o pracę, jak żebrak prosi o kawałek chleba. I żeby to chociaż można coś wyprosić! Żebym była pewna, że za moją pracę zapłacą mi tyle, że będę mogła zaspokoić swoje potrzeby i dziecka! Ach! Bóg widzi, że pracowałabym chętnie dzień i noc, bez skargi, wyślepiając oczy, urabiając ręce. Ale ja przecież nie znam żadnego fachu, wychowano mnie na żonę, na gospodynię, mogłabym w najlepszym razie zgodzić się na kucharkę... i to jeszcze nie wiem, czybym umiała zadowolnić moich państwa. Cóż mam czynić?<br>
{{tab}}— To co inni: być cierpliwą.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No153 part07.jpg|num=680}}{{tab}}— Łatwo to powiedzieć. A co będzie, jak mi Cocquerel przyniesie dziecko, która mi umrze tu w Paryża, baz powietrza, pozbawione starań.<br>
{{tab}}— Ależ do tego nie dojdzie!<br>
{{tab}}— Ach! może dojść do wszystkiego. Ale wiem co zrobię: mam przyjaciela... pójdę do niego... On mi pożyczy, wiele mi potrzeba... A potem...<br>
{{tab}}— A potem?<br>
{{tab}}— Zobaczymy... naradzimy się... Ale najprzód muszę jeszcze ten krok uczynić!... Jest to dla mnie wielkie upokorzenie, ale co chcesz? Innego sposobu niema!<br>
{{tab}}— Jesteś zdecydowana?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Jak się ten przyjaciel nazywa?<br>
{{tab}}Czy ci nie wszystko jedno?<br>
{{tab}}— Nie, chciałabym wiedzieć.<br>
{{tab}}— Ferdynand Descombes.<br>
{{tab}}Żorżetta przygryzła usta.<br>
{{tab}}— On cię kocha — wyrzekła zwolna.<br>
{{tab}}— Być może.<br>
{{tab}}— A ty?<br>
{{tab}}— Ja Ja kochałam tylko jednego człowieka i nigdy nikogo innego kochać nie będą. Zresztą, czyż ja wiem, czy kocham talub nie kocham? Wiem tylko, że jestem nieszczęśliwa i nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No153 part08.jpg|num=681}}posiadam takiej odwagi jak ty, ot i wszystko. Ale teraz połóżmy się i śpijmy.<br>
{{tab}}Pierś jej podnosiła się konwulsyjnie. Czyniła wszelkie usiłowania aby nie wybuchnąć.<br>
{{tab}}Żorżetta uściskała ją i rzekła:<br>
{{tab}}— Masz racyję, śpijmy. Jutro się coś obmyśli.<br>
{{tab}}O ósmej rano Joanna już była na nogach i ubierała się z wielkiem staraniem.<br>
{{tab}}Ach, gdyby zamiast błądzić po ulicach z wściekłością i zazdrością w duszy, Piotr Morand wszedł był do tego pokoju ubogiego, pustego, jakby się dowodnie przekonał o niewinności i bezinteresowności swej dawnej narzeczonej! Jakżeby łatwo uwierzył, że była ona ofiarą, nie winowajczynią.<br>
{{tab}}Nigdy może tak piękna istota nie zamieszkiwała uboższego, skromniejszego schronienia. Ale jej piękność z tego nędznego pokoiku czyniła miejsce wspanialsze od pałaców.<br>
{{tab}}Izdebka pod strychem, dwadzieścia lat i kochanka podobna do pięknej dziewczyny z Colombier, czyż to nie raj na ziemi?<br>
{{tab}}W czarnej sukni, w okryciu {{pp|elegan|oko}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No153 part09.jpg|num=682}}{{pk|elegan|oko}} zrobionem i aksamitnym, kapeluszu, dziele zręcznych palców Żorżetty, Joanna wyglądała jak księżna, która przypadkiem zabłądziła na poddasze.<br>
{{tab}}Bladość jej twarzy, znużenie moralne, dręczący niepokój, troski i zmartwienie, które jej nie odstępowały przeszło od roku, a {{Korekta|zwłaszczcza|zwłaszcza}} stały się przygnębiające od czasu, gdy jej zbrakło pieniędzy i widziała się narażoną na ostateczną nędzę, zmieniły ją zupełnie.<br>
{{tab}}Była ona teraz arcydziełem natury, wykończonem przez nieszczęścia i do którego Paryż przyłożył swoją artystyczną rękę.<br>
{{tab}}Ponury ogień tlił się w głębi jej oczu. Żorżettę to uderzyło, ale nie {{Korekta|probowała|próbowała}} jej wstrzymywać. Cóż jej mogła powiedzieć? Czyż obie nie znajdowały się w położeniu bez wyjśзía?<br>
{{tab}}Tylko cud mógł je wybawić.<br>
{{tab}}Nie zapytała nawet Joanny, dokąd idzie. Uścisnęła ją tylko czulej niż zwykle i rzekła:<br>
{{tab}}— Czyś się dobrze zastanowiła?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Idź więc i nie trać odwagi.<br>
{{tab}}Na ulicy de la Paix rozstały się.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No153 part10.jpg|num=683}}{{tab}}Joanna, ze stroskanem czołem, poszła bulwarem Haussmana i stamtąd do alei Messyńskiej.<br>
{{tab}}O dziesiątej zadzwoniła u drzwi małego pałacyku, w wykwintnym stylu zbudowanego.<br>
{{tab}}Drzwi się otworzyły.<br>
{{tab}}Młoda kobieta ujrzała się w przedsionku, oświetlonym artystycznie wymalowanemi oknami.<br>
{{tab}}— Czy zastałam pana Ferdynanda Descombes’a?<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XX.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''W alei Messyńskiej''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Joanna, urodzona w Colombier i wychowana na pensyi w Besançon, nie widziała w swojem życiu nic podobnie wspaniałego i zbytkownego, jak pałacyk młodego Descombes’a.<br>
{{tab}}Zamek Chazey, sto razy majestatyczniejszy, nie dawał wyobrażenia o wyszukanym zbytku i przepycha tego gniazdka.<br>
{{tab}}Wspaniale schody, zajmujące trzecią część domu tego zakamieniałego zwolennika celibatu, mają pozór iście monumentalny.<br>
{{tab}}Budowniczy umiał jakoś uczynić je wielkiemi, pomimo małej przestrzeni.<br>
{{tab}}Nazwaliśmy Ferdynanda {{pp|Descom|bes’a}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No153 part11.jpg|num=684}}{{pk|Descom|bes’a}} zakamieniałym zwolennikiem celibatu, bo od czasu odmowy ze strony Joanny, pomimo nalegań ojca, młody bankierowicz żenić się nie chciał.<br>
{{tab}}Ród dyskonterów z Besançon mógł więc wygasnąć na tym ostatnim swoim przedstawicielu. Cóżby to była za straszna klęska!<br>
{{tab}}Posiadać tyle miljonów, w pocie czoła wypracowanych na korzyść banku przez galerników pracy, drobnych przemysłowców, rolników, handlarzy i nie wiedzieć komu je zostawić przyjdzie.<br>
{{tab}}Stary Descombes był z tego powodu w rozpaczy.<br>
{{tab}}Rzadkie meble, kobierce wschodnie, artystycznie malowane sufity, obicia lijońskie, statuetki, bronzy, obrazy, wszystko to znaleźć było można w pałacyka Ferdynanda, przypominającym pałacyk hrabiny Sary, przy ulicy Ateńskiej.<br>
{{tab}}Cała elegancja, wykwint, komfort najwyszukańszy — wszystko tam było zebrane.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No155 part01.jpg|num=685}}{{tab}}Ale przepraszam!<br>
{{tab}}Brakło tam jednej rozkoszy, głównej, pierwszej, bez której są tylko zadowoleniem próżności, czczymi blaskiem, martwą literą. Ten dziedzic całych stosów bankowych biletów akcyj, walorów bez liku, tak wielkiej ilości złota, słowem, nie pozyskał dotąd miłości kobiety.<br>
{{tab}}Znał tylko miłość, za którą się płaci, jak za paczkę cygar.<br>
{{tab}}Ferdynand Descombes nie otrzymywał nawet za swoje pieniądze tego szychu, choć z pozoru podobnego do złota, czyli nie dawano mu nawet złudzenia miłości. Dziewczęta, którym płacił, drwiły z niego. Nazywały go małym Ferdynandkiem, tonem protekcjonalnym i musiał się tem zadowolnić.<br>
{{tab}}A miał on dosyć rozumu, aby się poznać na tem.<br>
{{tab}}Znał tedy miłość tylko z imienia, tak jak Brazylję lub Australję, gdzie nie był nigdy w życia.<br>
{{tab}}A pragnął zakosztować tego uczucia, jak hebrajczycy pragnęli ujrzeć ziemię obiecaną.<br>
{{tab}}Gdy kamerdyner zaanonsował pannę Joanne Jousset, Ferdynand uczuł niewypowiedzianą radość w sercu.<br>
{{tab}}Ale nie dziwił się tej wizycie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No155 part02.jpg|num=686}}{{tab}}Znał on Paryż tak dobrze, jak Żorżetta Ridex, a może i lepiej jeszcze.<br>
{{tab}}Wiedział on z jakiemi niepokonanemi trudnościami musiała walczyć w tej otchłani kobieta młoda, piękna, uboga i pragnąca pozostać uczciwą.<br>
{{tab}}Ze zręcznością i wytrwałością, odziedziczoną po przodkach, śledził on nieszczęśliwą dziewczynę widział jej walkę z losem i nie {{Korekta|probował|próbował}} jej dopomódz, jakby to mógł uczynić.<br>
{{tab}}Pocóż miał to zrobić?<br>
{{tab}}Przecież całym rezultatem tej pomocy byłoby dla Joanny życie pędzone w pracy niewdzięcznej i zabezpieczającej ją tylko od biedy!\ On chciał tego, miał inne widoki.<br>
{{tab}}Gdy mu oznajmiono, Joanną, wybiegł na jej spotkanie, posadził ją w fotelu, podsunął poduszkę pod nogi i siadając na nizkim taborecie u nóg jej, powiedział:<br>
{{tab}}— Czekałem na panią.<br>
{{tab}}— Na mnie?<br>
{{tab}}— Tak. Od kilku dni, a nawet od kilka tygodni.<br>
{{tab}}— Pan mnie oczekiwałeś, powtórzyła zdziwiona.<br>
{{tab}}— Powiedziałem pani przecież, że chcesz walczyć z niepodobieństwem. Czy pani poznałaś już, żem miał rację?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No155 part03.jpg|num=687}}{{tab}}Joanna westchnęła.<br>
{{tab}}Ferdynand mówił dalej z poufałą serdecznością:<br>
{{tab}}— Więc nie idzie pani; co?<br>
{{tab}}— Nie, odpowiedziała.<br>
{{tab}}— Niema pani zajęcia?<br>
{{tab}}— Żadnego.<br>
{{tab}}— Tak być musiało.<br>
{{tab}}Nie mógł oderwać zachwyconych oczu od jej twarzy. Wydawała ma się ponętniejsza niż kiedykolwiek, ze swą bladością, smutkiem, znękaniem.<br>
{{tab}}Biedaczka gryzła wargi, rozmyślając nad wyłuszczeniem mu celu swych odwiedzin. Ale on oszczędził jej tego trudu.<br>
{{tab}}— Czy się pani nie zwróciła do krewnych? zapytał.<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}— Dobrześ pani zrobiła. Czyż to manie niema na świecie, mnie, przyjaciela, oddanego ci ciałem i duszą?<br>
{{tab}}— Głos jogo dźwięczał większem wzruszeniem, niżeli głos Joanny.<br>
{{tab}}Dał jej do zrozumienia, że prosząc go o przysługę, zobowiąże go, że to on prosi o łaske. Jego oczy wyrażały błaganie. Jego twarz kanciata, chorowita odbijała czułość i szacunek, wzruszenie tajone i jakby obawę.<br>
{{tab}}— Czy pani nie widziałaś się z {{pp|ni|kim}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No155 part04.jpg|num=688}}{{pk|ni|kim}} ztamtąd? rzekł po pewnem milczeniu.<br>
{{tab}}Joanne zaczęło ogarniać przyjemne uczucie, jakie zawsze budzi w nas komfort otoczenia. Przyszła tutaj drżąca, niepewna, a teraz tak jej było dobrze, swobodnie, jak gdyby wszedłszy do tego domu, zajęła go na własność wraz z jego właścicielem. Odpowiedziała Ferdynandowi z ufnością jakby mówiła do {{Korekta|Żorż|Żorżętty.}}<br>
{{tab}}— Owszem.<br>
{{tab}}— Kogo?<br>
{{tab}}— Piotra Moranda.<br>
{{tab}}— Był u pani?<br>
{{tab}}— Nie, spotkałam go przypadkiem na bulwarze wracając z Grand Hotel’u.<br>
{{tab}}— I cóż między państwem zaszło?<br>
{{tab}}— Nic. Piotr robił mi wyrzuty, co jest przecież bardzo naturalne...<br>
{{tab}}— Dlaczego naturalne?<br>
{{tab}}— Miałam go zaślubić. Nie dotrzymałam słowa. Pozory świadczą przeciwko mnie. Ten biedny człowiek musiał z mojego powodu doznać wielkiego bólu...<br>
{{tab}}— Pani mówi pozory? zapytał Fordynand Descombes zdziwiony.<br>
{{tab}}— Zapewne... Czyż nie mam dziecka... Nawet mój własny ojciec... wszyscy, najlepsi moi przyjaciele uważali {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No155 part05.jpg|num=689}}mnie za winną, a jestem tylko ofiarą.<br>
{{tab}}— Jak to?<br>
{{tab}}— Niechże pan sam osądzi. Ojcem tego dziecka jest pan de Chazey. Przecież gdybym go kochała, nie potrzebowałabym się do nikogo innego uciekać o pomoc. Pan de Chazey dopiero wczoraj był u mnie. Ofiaruje mi wszystko, co może znęcić kobietę chciwą lub ambitna, jeżeli zechcę zostać kochanką jego... Odmówiłam... Muszę więc czuć do niego odrazę. I rzeczywiście niecierpię go za wszystkie nieszczęścia, które z jego powodu zwaliły się na mnie.<br>
{{tab}}Przerwała sobie sama.<br>
{{tab}}— Niewiem doprawdy, dlaczego panu opowiadam to wszystko, co dla pana może nie mieć żadnego interesu. Po naszem spotkaniu, Piotr Morand wstąpił do pułku wysłanego do kolonij zkąd może nigdy nie powróci... Ale opowiem panu w paru słowach, po co tu przyszłam. Spotkało mnie nieszczęście którego ojciec mój nigdy nie przebaczy... znam go dobrze. Jesteśmy wszyscy uparci w naszej rodzinie... Nie mam ani przyjaciół, ani krewnych, ani zajęcia... Wczoraj upominali się u mnie o zapłatę za dziecko za tę biedną istotę, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No155 part06.jpg|num=690}}niewinną niczemu niewielka to suma, ale ja jej nie posiadam... Przyszłam...<br>
{{tab}}Zatrzymała się, dławiona wstydem.<br>
{{tab}}Ferdynand Descombes otworzył już szufladę swego biurka, wyjął dwa banknoty i podał je nieszczęśliwej dziewczynie.<br>
{{tab}}Było tam dwa tysiące franków.<br>
{{tab}}Ona spojrzała suchemi oczyma, płonacemi jak węgiel na dwa drogocenne papierki i szepnęła:<br>
{{tab}}— Ale to za wiele... Sto franków wystarczy. To dla niej... Dla siebie poszukam... postaram się...<br>
{{tab}}Wtem wybuchnęła łkaniem.<br>
{{tab}}— Ach! zawołała, chciałabym umrzeć.<br>
{{tab}}I ukrywając głowę w dłoniach, zalała się łzami.<br>
{{tab}}Gdy przyszła nieco do siebie, Ferdynand Descombes, klęcząc u stóp jej, wyciągał do niej ręce.<br>
{{tab}}— Pani miałabyś umrzeć, — mówił — ty, która możesz być źródłem takiego szczęścia! Nie, ja na nie pozwolę. Posłuchaj mnie pani. Zycie jest dziwne i dziwnemi nas wiedzie drogami. Nie wiem i wiedzieć nie chcę, co się stało: w Colombier pomiędzy panią i panem de Chazey. Wiem tylko, że tam {{pp|by|łaś}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No155 part07.jpg|num=691}}{{pk|by|łaś}} uczciwa, skromną i bezinteresowna... Zbyt jasno mi tego dowiodłaś... Może zgubiła cię chwila odurzenia, może padłaś ofiarą podstępu, zasadzki... nie chcę o tem wiedzieć... to przeszłość. Inni cię opuszczają, ją uwielbiam jak wprzódy. Czy pani kochasz margrabiego de Chazey?<br>
{{tab}}— Ach! mój Boże! nie!<br>
{{tab}}Serce pani wolne?<br>
{{tab}}— Czyż ja mam serce?<br>
{{tab}}— A dziecko swoje pani kochasz?<br>
{{tab}}— Z całej duszy.<br>
{{tab}}— Tylko te jedną istotę obdarzasz pani swoją miłością?<br>
{{tab}}— Tylko tę jedną i gdybym jej nie kochała, nie żyłabym już.<br>
{{tab}}— Jesteś pani nieszczęśliwa?<br>
{{tab}}— O, tak!<br>
{{tab}}— I zapewne się pani zdaje, że ja szczęśliwy jestem?<br>
{{tab}}— Pan? naturalnie!<br>
{{tab}}— Mylisz się pani.<br>
{{tab}}— Co pan mówi?<br>
{{tab}}— Nie ładzę się. Jestem biedną istotą, bez przyszłości. Moja matka umierała, mając lat dwadzieścia sześć. Ja kończę trzydzieści dwa i to już wiele! Mam wszystko, czego człowiek pragnąć może, z wyjątkiem dwóch {{pp|naj|lepszych}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No155 part08.jpg|num=692}}{{pk|naj|lepszych}} rzeczy: zdrowia i miłości. A zdaje mi się, że miłość pani, panno Joanno, może dać prawdziwie rajskie szczęście. Pani mnie raz już odepchnęłaś. Powiedziałem sobie, że nie pokocham żadnej innej kobiety i ani jednego dnia nie przeżyłem nie myśląc o pani. Muszę się wyspowiadać do końca. Nasza natura ludzka jest zła. Dowiedziawszy się o nieszczęściu pani, ucieszyłem się. Był to dla mnie pewien odwet za doznaną od pani odmowę. Ale spotkawszy się z panią w Besançon, podczas naszej podróży do Paryża, widząc panią tak smutną, znękana, nie mogłem dłużej się cieszyć, wszelkie złe myśli uleciały odemnie, zostało tylko współczucie, litość nad panią, tak piękną, dobrą, cnotliwą i zrozumiałem, że pod tą litością ukrywała się miłość prawdziwa, potężna i wyłączna! (book from Wikisource) Nie zapomniałem o pani na chwilę nawet. Żałowałem pani. Od czasu naszego spotkania miałem tylko jedno marzenie, abyś pani była moją wyłącznie, na zawsze i czekałem pani ciągle, bezustannie. Nie jestem wymagający, nie wymagam od pani miłości, poprzestaję na przyjaźni, na uczuciu pobłażliwem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part01.jpg|num=693}}{{tab}}I z dreszczem, który nim wstrząsnął z obawą w oczach, dodał namiętnym szeptem:<br>
{{tab}}— Chcesz być moją?<br>
{{tab}}Joanna także drgnęła.<br>
{{tab}}— Pańską kochanką! szepnęła.<br>
{{tab}}On potrząsnął głową.<br>
{{tab}}— Nie, Joanno, rzekł, byłoby to profanacją mego bożyszcza... Moją żoną.<br>
{{tab}}— Ależ!...<br>
{{tab}}— Wiem, co mi chcesz odpowiedzieć. Myśl tylko o sobie. Mój ojciec nie będzie się temu sprzeciwiał, on pragnie tego, co i ja. Przywiązanie jego do mnie jest bez granic. Córkę twoją uznam za moje dziecko... Zrobię wszystko, byle ciebie pozyskać, Joanno... Nie myśl, że to, com wyrzekł, powiedziałem bezmyślnie, nie zastanowiwszy się. Nie, myślałem nad tem długo. Jesteś skarbem, którego opłacić niepodobna... Powiedz, że się zgadzasz... Reszta do mnie należy. Chcesz?<br>
{{tab}}Ją ta proźba oszołomiła. Tysiąc sprzecznych z sobą uczuć krzyżowało się w jej sercu. Myślała o Piotrze, o wściekłości margrabiego de Chazay...<br>
{{tab}}A oczy Ferdynanda błagały ją, niby {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part02.jpg|num=694}}oczy skazańca, który prosi o darowanie mu życia.<br>
{{tab}}Jego szlachetność ją ujmowała.<br>
{{tab}}— Wprzódy, powiedziała, muszę się z kolei przed panem wyspowiadać.<br>
{{tab}}— Z czego?<br>
{{tab}}— Miałam chwilę, kiedy duch mój upadł bardzo nizko.<br>
{{tab}}— Joanno! Proszę cię…..<br>
{{tab}}— Tak. Idąc tutaj, wiedziałam, że pan mnie kochasz! Ale potrzebowałam pańskiej pomocy. Chciano mi oddać moją córkę. Cóż jabym z nią zrobiła?... Znalazłam się nagle bez miejsca, bez żadnych środków do życia!... Zatrzymała się.<br>
{{tab}}On ramionami objął jej kibić.<br>
{{tab}}— Proszę się, przestań, powiedział z tak prawdziwą szczerą tkliwością, że ją to wzruszyło do głębi serca. Czyżem ja nie zrozumiał wszystkiego. Mógłbym cię mieć za kochanką, bo zgodziłabyś się na to, zmuszona przez biedę, ale pragnę, abyś moją żoną została. Czynię to przez egoizm, żeby cię na zawsze przykuć do siebie... ale i przez miłość... Chcę ci dowieść, że cię szanuję. Córkę twoją będę kochał, bo jest twojem dzieckiem! Będziecie, obie moją radością i rozkoszą. {{pp|Przyj|mij}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part03.jpg|num=695}}{{pk|Przyj|mij}} więc to, co ci ofiaruję i wierzaj, że nie ja, ale ty czynisz poświęcenie.<br>
{{tab}}Joanna uśmiechnęła się przez łzy.<br>
{{tab}}— Czyż ja tego żądałam? szepnęła.<br>
{{tab}}— A więc zgadzasz się!<br>
{{tab}}Odpowiedziała mu spojrzeniem, pełnem niewypowiedzianej słodyczy.<br>
{{tab}}— Ach! zawołał z uniesieniem Descombes. Będziesz więc moją wyłącznie! Chciał jeszcze dodać:<br>
{{tab}}— O stokroć błogosławione nieszczęście, które mi ciebie daje!<br>
{{tab}}Po chwili przybrał dawny swój lekki ton mowy:<br>
{{tab}}— Ach! jakże się mój ojciec ucieszy! Biedne człeczysko dwie ma tylko pasje: pieniądze i swego jedynaka. Skoro zobaczy ciebie moja ubóstwianą Joasiu, kiedy się dowie, że zgadzasz się mnie zaślubić, że przez siebie biorę rozbrat z bezżeństwem, które jest najsmutniejszym stanem na świecie, do nóg ci upadnie... O przeszłości nie mówmy nigdy. Co mnie przeszłość obchodzi?<br>
{{tab}}Potem uspokoiwszy się nieco i trzymając obie ręce Joanny w swoich, zaczął z nią razem tworzyć plany na przyszłość.<br>
{{tab}}On sam miał załatwić wszelkie {{pp|po|trzebne}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part04.jpg|num=696}}{{pk|po|trzebne}} formalności.<br>
{{tab}}Do dnia ślubu Joanua chciała pozostać w swojem mieszkaniu, przy ulicy Boissy d’Anglas, Ferdynand także pragnął, aby jego ojciec poznał ją w ubogim pokoiku, bo to była najlepsza odpowiedź na potwarze, jakie rzucano na nią, nazywając ją kochanką pana de Chazey.<br>
{{tab}}Stary Jousset, jak oboje uważali, nie odmówi chyba swego przyzwolenia, inaczej bowiem byłoby to tylko oznaka szaleństwa z jego strony.<br>
{{tab}}Ślub miał się odbyć w Paryżu, cicho, bez żadnej wystawności, nie dalej jak za kilka tygodni. Dziecko miało pozostać a Cocquerel’ów, kiedy mu tam było dobrze.<br>
{{tab}}Tak tedy w życiu Joanny tymczasem nie miała zajść żadna zmiana, prócz tej, że nie będzie czuła niedostatku w pieniądzach. Ach! ten krótki czas szybko przeleci.<br>
{{tab}}Czyż nie trzeba się będzie zająć przygotowaniami, wyprawą?<br>
{{tab}}Joanna się uśmiechała, ale w sercu czuła gorycz. Z przykrością myślała, że oddając rękę Ferdynandowi i uszczęśliwiając go, pogrąży w żalu i smutku Piotra Moranda, który z {{pp|roz|paczy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part05.jpg|num=697}}{{pk|roz|paczy}} poszedł tam, gdzie go czekała śmierć od kuli lub choroby.<br>
{{tab}}Ale ona to czyniła dla córki!<br>
{{tab}}O dwunastej Ferdynand Descombes kazał zaprządz do powozu i razem z Joanną pojechał na śniadanie do Maison {{Korekta|Doré|Dorée}}, tam, gdzie ją już był raz zabrał prawie przemocą kilka dni temu.<br>
{{tab}}— Ale gdyby nas widziano. Co świat powie? rzekła nieśmiało Joanna.<br>
{{tab}}— Świat! odpowiedział, Ferdynand, wybuchając śmiechem. Świat. Co to takiego?<br>
{{tab}}Zatapiając zaś swe czarne oczy w aksamitnych źrenicach narzeczonej dodał:<br>
{{tab}}— Dla mnie ty jesteś światem, reszta niczem!<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XXI.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Przy kolebce''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Dla Ferdynanda był to dzień pełen uroku.<br>
{{tab}}Po śniadaniu w Maison-Doreé, zwiedził z Joanną rozmaite magazyny.<br>
{{tab}}Państwo Barboux nie posiadali się ze zdumienia. Byli oni przyzwyczajeni do nagłych zmian, obserwując życie paryskie oddawna.<br>
{{tab}}Od lat dwudziestu, jak zajmowali {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part06.jpg|num=698}}miejsce odźwiernych w nieruchomości przy ulicy Boissy-d’Anglas, widzieli oni ciągle ludzi schodzących na dół lub podnoszących się w górę po szczeblach fortuny.<br>
{{tab}}Rano pokoik Joanny był pusty, wieczorem ten sam pokój i mieszkanie Żorżetty były zbyt ciasne na wszelkie paczki i skrzynie, które tam ze wszech stron znoszono.<br>
{{tab}}Ale powód tej zmiany miał pozostać nieznany:<br>
{{tab}}Joanna rzekła do narzeczonego:<br>
{{tab}}— Niech nasze zaręczyny pozostaną w tajemnicy aż do ostatniej chwili.<br>
{{tab}}A gdy Ferdynand Descombes dziwił się tej prośbie, on bowiem z radością rozgłaszałby wszystkim swój tryumf, ona dopóty nalegała, dopóki nie zgodził się na to żądanie.<br>
{{tab}}Zresztą czyż wola jej nie była dla niego rozkazem?<br>
{{tab}}Joanna w gruncie rzeczy obawiała się.<br>
{{tab}}Margrabia de Chazey powiedział przecież przed kilku dniami do Zorżetty:<br>
{{tab}}— Ona będzie moją lub niczyją.<br>
{{tab}}Znając margrabiego, miała powód go się obawiać. Nie wiedziała {{pp|wpraw|dzie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part07.jpg|num=699}}{{pk|wpraw|dzie}}, co mógł im zrobić, w jaki sposób szkodzić, ale czy to tak trudno wymyśleć zemstę i dokonać jej bezkarnie, skoro się ma nazwisko, pieniądze i siłę?<br>
{{tab}}Obawa ta miała wprawdzie kształty bardzo nieokreślone, ale dręczyła ją od pierwszej chwili. Ostatecznie, na co zawiadamiać obcych i wtajemniczać ich w swoję zamiary?<br>
{{tab}}W jej położeniu najrozsądniej było unikać wszelkiego rodzaju rozgłosu.<br>
{{tab}}Ferdynand zgodził się na wszystko co chciała.<br>
{{tab}}Po odbyciu się ślubu w jakiej krypcie lub malej kapliczce, gdzie się odbywają śluby biedaków, nowożeńcy mieli zamieszkać w jego pałacyku, który podług jego zdania nie był już godnem takiej pani mieszkaniem i który miał zostać przeistoczony od piwnie do szczytów w zbytkowne i wdzięczne gniazdo miłości.<br>
{{tab}}Ferdynand zdawał się być formalnie odurzony.<br>
{{tab}}Joanna, spokojniejsza od niego, musiała mitygować jego uniesienia.<br>
{{tab}}Niepodobna było jednak zachowywać tajemnicy z wszystkimi, naprzykład z Żorżettą.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part08.jpg|num=700}}{{tab}}O ósmej powóz Descombes’a staną na ulicy de la Paix, naprzeciw magazynu Stefanii.<br>
{{tab}}Gdy rój pracownie wyfrunął prze bramę, panna Żorżetta usłyszała jak głosik jakiś, bardzo wzruszony, zawołał na nią:<br>
{{tab}}— Żorżetko!<br>
{{tab}}Odwróciła się zdziwiona i zdumiała więcej jeszcze, gdy ujrzała swą przyjaciółkę w powozie, przywołującą ją gestami.<br>
{{tab}}Żorżetta westchnęła.<br>
{{tab}}— Więc widzenie się Joanny z Descombes’em miało taki skutek, jaki przewidywałam — pomyślała.<br>
{{tab}}Jeszcze jedna dała się skusić demonowi złota.<br>
{{tab}}— Wsiądzże! powiedziała Joanna.<br>
{{tab}}Modniarka nie dała się prosić. Znała ona Ferdynanda, bo jej go parę razy pokazała Joanna, gdy przychodziła po nią do Grand-Hotelu.<br>
{{tab}}— Panie! — rzekła, kłaniając się.<br>
{{tab}}— Będzie nam trochę ciasno — powiedział Descombes wesoło. Ale postaram się, aby panie nie odczuły zbytecznie tej niewygody. Przejedziemy się trochę, a w trakcie podróży powiem pani coś nowego.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part09.jpg|num=701}}{{tab}}O! to nowiny.<br>
{{tab}}Panna Żorżetka osóbka niepošledniego sprytu i wielkiej domyślności, odgadywała je naprzód.<br>
{{tab}}Młoda dziewczyna, żyjąca w biedzie, zniechęcona tysiącami przeszkód i trudności, wielbiciel ścigający ją od lat kilku i w którego sieci nieszczęśliwa, wyczerpnięta, z sił, wpada wreszcie, jak sarna gnana przez sforę psów gończych, nie mająca dość siły do ucieczki.<br>
{{tab}}Co za banalna awantura! Jaka powszednia historyja, sto razy już słyszana!<br>
{{tab}}Żorżetka miała nawet chęć powiedzie do młodego bankiera:<br>
{{tab}}— Proszę, niech mi pan nie opowiada. Pocóż. Postaraj się pan lepiej, aby ona była szczęśliwą, bo to szczęście dość drogo się opłaca.<br>
{{tab}}Nie powiedziała jednak tego i czekała spokojnie.<br>
{{tab}}— Jużeśmy się zgodzili na jedno, zaczął Descombes. Wkrótce panna Joanna nazywać się będzie panią Ferdynardową Descombes i używać będzie wszelkich przywilejów, należnych temu tytułowi.<br>
{{tab}}Żorżetta ani okiem nie mrugnęła.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part10.jpg|num=702}}{{tab}}— Mało to par każe się nazywać mężem i żoną nie myślą o wizycie u mera i błogosławieństwie proboszcza?<br>
{{tab}}— Pobieramy się! dodał Ferdynand. Zaślubiam Joasię.<br>
{{tab}}Modniarka drgnęła.<br>
{{tab}}— Pan to zrobisz? zawołała.<br>
{{tab}}— Zapewne, z największą przyjemnością.<br>
{{tab}}— Pan Descombes jest tyle szlachetny, dodała Joanna.<br>
{{tab}}— Kocham ją od lat kilku, świadczył Descombes. Nie zostałem przyjęty niegdyś, dziś moja pani zmieniła zdanie i zgadza się mnie uszczęśliwić.<br>
{{tab}}— Ale pan jesteś ideałem mężczyzny, wiesz pan o tem?<br>
{{tab}}— Nie będę się z panią sprzeczał.<br>
{{tab}}— Słowo daję.<br>
{{tab}}— Wiem tylko, że jestem szczęśliwym człowiekiem.<br>
{{tab}}— Doprawdy, bierze mnie ochota uściskać pana.<br>
{{tab}}— Jeżeli to pani sprawi przyjemność, bardzo proszę.<br>
{{tab}}— Naturalnie, że mi sprawi przyjemność. Pan jesteś wielki, wzniosły!<br>
{{tab}}Zwracając się zaś do Joanny, dodała:<br>
{{tab}}— Z tobą nie rozłączam się aż do {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part11.jpg|num=703}}ślubu. {{kor|Stefaniję|Stefanię}} puszczam, rozumie się, w trąbę i to nie dalej jak jutro. Po waszym wesela zacznę służbę na nowo.<br>
{{tab}}— Nie, odparł Descombes. Nie będziesz pani dłużej pracowała u obcych. Założę pani własny magazyn.<br>
{{tab}}— Przecież w interesie bankierów jest popieranie handlu i przemysłu.<br>
{{tab}}Weseli, rozbawieni, weszli we trójkę do kawiarni de la Paix.<br>
{{tab}}Co tam ludzie, co świat! Nie obchodziło ich to wcale.<br>
{{tab}}I mieli słuszność.<br>
{{tab}}Świat druzgocze słabych, a kłania się silnym.<br>
{{tab}}Descombea posiadał wielką potęgę, pieniądze! Mógł tedy zaślubić kobietę, która mu się podobała, własną kochanką, lub kochankę innych, świat i tak by mu się kłaniał.<br>
{{tab}}Zresztą Paryż jest dobroduszny. Paryż nie łaje młodzieży, która się bawi porządnie, przyzwoicie i bez skandalu.<br>
{{tab}}O dziesiątej Descombes rozstał się z obu {{Korekta|przyjaciołkami|przyjaciółkami}} u bramy ich domu.<br>
{{tab}}Żorżettę pożegnał serdecznem uściśnieniem ręki i powiedział:<br>
{{tab}}— Opiekuj się nią pani! Twojej pieczy ją powierzam.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part12.jpg|num=704}}{{tab}}Joannę uścisnął i szepnął jej do ucha:<br>
{{tab}}— Będziesz moją, droga, ukochana!<br>
{{tab}}Pani Barboux zdziwiła się mocno, że jej lokatorki powracają o zwykłej godzinie.<br>
{{tab}}— Dla panny Joanny jest tutaj moc paczek, powiedziała. Mój mąż ułożył je, jak umiał najlepiej.<br>
{{tab}}— Czy pani dała co posłańcom?<br>
{{tab}}— Nie, nie.<br>
{{tab}}— Joanna położyła dwadzieścia franków na kominku.<br>
{{tab}}— To za fatygę panu Barboux, rzekła.<br>
{{tab}}— Czy pani wielki los wygrała?<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}— Opowiemy to pani później, bo pani jest naszą przyjaciółką, — dodała Żorżeta.<br>
{{tab}}Odźwierna wolałaby usłyszeć to odrazu, ale nie śmiała wypytywać lokatorek. Tylko patrząc na Joannę, która wchodziła na schody, pomyślała:<br>
{{tab}}— Puściła się panienka, ani chybi!<br>
{{tab}}Dzień następny był prawdziwem świętem dla serca Joanny.<br>
{{tab}}O wpół do dziewiątej zastała już przed bramą powóz z remizy, {{pp|zaprzężo|ny}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part13.jpg|num=705}}{{pk|zaprzężo|ny}} w silnego konia normandzkiego od Bryou’a.<br>
{{tab}}Obie młode kobiety zasiadły otulone w futra, podarek Descombes’a, który, gdyby mógł, gotów był wypróżnić całą kasę swej filii przy ulicy Bergere dla zrobienia przyjemności narzeczonej.<br>
{{tab}}Żorżetta, która na siebie wzięła kierowanie interesami przyjaciółki, rozkazała woźnicy:<br>
{{tab}}— Do Saunois, na trakcie Franconville!<br>
{{tab}}Pogoda była sucha i chłodna. Blade lutowe słońce oświecało Paryż tak, jak lampy elektryczne, nie dające ciepła i których światło jest blade i ponure.<br>
{{tab}}Siedząc w powozie przy swej przyjaciółce, której słowa dodawały jej otuchy, Joanna zapominała o wszystkiem i myślała tylko o swem dziecku, o anielskim uśmiechu, jakim ją powita w swej kolebce.<br>
{{tab}}Domek Cocquerel’ów leży na drodze Franconville, o kilometr drogi od Sannois, wśród niewielkiego pola.<br>
{{tab}}Chata owa podobną jest do innych mieszkań wieśniaczych tej okolicy.<br>
{{tab}}Jest to długi czworobok murowany, kryty szyfrem, o czterech oknach i {{pp|je|dnych}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part14.jpg|num=706}}{{pk|je|dnych}} drzwiach.<br>
{{tab}}Latorośl winna rozpięta na grubej drewnianej kracie oplata domek, w ogródku zaś przede drzwiami rosną morelo i brzoskwinie.<br>
{{tab}}Cocquerel nie zostawia ani piędzi gruntu odłogiem. Na małem poletku, pokrytem jarzynami, prócz tego rosło jeszcze kilka drzew wiśniowych i śliwkowych, w najlepszym gatunku.<br>
{{tab}}Dnia tego Cocquerel był w domu, ponieważ mróz przerwał roboty polne.<br>
{{tab}}Biedny Narcyz nie miał spokoju: drżał wciąż o swoje pięćdziesiąt franków. Ruchomości jego klijentki nie budziły w nim najmniejszego zaufania.<br>
{{tab}}Gdy powóz zatrzymał się przed domem, Cocquerel osłupiał ze zdumienia, zwłaszcza, gdy ujrzał wysiadającą swa dłużniczkę w futrzanem okryciu, nowym kapeluszu i z miną księżny.<br>
{{tab}}Omal nie zemdlał ze ździwienia i zawołał żony.<br>
{{tab}}Cocquerel’owa była barczystą babą, o silnych ramieńcach, szeroko zbudowaną lecz chudą. Gorączka chciwości trawiła w niej tkanki tłuszczowe.<br>
{{tab}}Za to szeroko rozrośnięty szkielet dawał jej pozór grenadyjera, {{pp|pozbawio|nego}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part15.jpg|num=707}}{{pk|pozbawio|nego}} wąsów i przebranego za kobietę.<br>
{{tab}}Z trudnością poznała matkę swej małej wychowanicy. Jednakże w końcu przekonała się. Była to w rzeczy samej panna Jousset z ulicy Boissy d’Anglas.<br>
{{tab}}— Przyrzekłam panu Cocquerel’owi oddać mu jego należność, — powiedziała Joanna na wstępie. Proszę, oto są pieniądze.
<br>
{{tab}}Położyła stufrankowy banknot na stole i dodała:<br>
{{tab}}— Zatrzymajcie państwo wszystko, kiedy za jeden miesiąc nie płaciłam we właściwym czasie, powinnam za to nadal płacić więcej.<br>
{{tab}}Po tych słowach pobiegła do kołyski swej dzieciny. Była to w rzeczy samej śliczna dziewczynka.<br>
{{tab}}Dzieci miłości często mają ten przywilej.<br>
{{tab}}Uśmiechała się do matki anielskim uśmiechem i wyciągała do niej drobne swe rączęta. Joanna tuliła ją do siebie z tą egzaltowaną tkliwością, która następuje po wielkich wzruszeniach.<br>
{{tab}}Dla tego dziecka wyrzekła się miłości jedynej, jaką znała w życiu.<br>
{{tab}}— A co odezwał się Cocquerel, z dumą wskazując na swą wychowankę. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part16.jpg|num=708}}Czy jest na świecie dziecko, chociażby to była nawet córka margrabiego, lepiej pielęgnowane, jak ta mała?<br>
{{tab}}Na te słowa Joanna drgnęła.<br>
{{tab}}— Będziecie mi ją państwo dobrze pilnowali, prawda? zwróciła się do obojga małżonków.<br>
{{tab}}Ogarnęła ją nagła obawa.<br>
{{tab}}— Gdyby mi ją porwano! pomyślała.<br>
{{tab}}Ale odpędziła natychmiast myśl tę, jako niedorzeczną.<br>
{{tab}}— Już niech paniusia będzie spokojna, rzekła pani Narcyzowa Cocquerel, gdyby pani nawet płaciła nie pięćdziesiąt, ale całych sto franków, to i tak lepiejby dziecko nie było pielęgnowane i pilnowane.<br>
{{tab}}— Dostaniecie państwo teraz sto franków miesięcznie, odpowiedziała Joanna.<br>
{{tab}}Cocquerel aż ręce złożył z zachwytu.<br>
{{tab}}Nie poznawał tej kobiety, jeszcze dzień przedtem tak biednej, że nie mogła się uiścić z marnego długu, wynoszącego pięćdziesiąt franków, którą powracając do domu, częstował w ducha takiemi epitetami jak:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part17.jpg|num=709}}{{tab}}— Goła jak święty turecki! Bieda aż piszczy, a ma pretensję, żeby jej wierzyć na słowo! Bo w jego oczach najuczciwszy człowiek w świecie, nie mający pieniędzy, niewiele był wart.<br>
{{tab}}Gdy po dwugodzinnym pobycie w domu Cocquerel’ów, gdzie się nacieszyła dowoli swoją córeczką, jej zdrowym wyglądem i uroczym uśmiechem, tak drogim sercu matek wsiadła do powozu, Cocquerel rzekł do swojej żony, pokazując jej stufrankowy bilet:<br>
{{tab}}— Wiedziałem ja naprzód, że dziś: jutro będzie miała tego wiele tylko zechce. Takim buziakom łatwo Paryżu o pieniądze.<br>
{{tab}}Zacny ten obywatel pragnął być na jej miejscu i na pewno nie przebierałby w tym razie w środkach zbogacenia się.<br>
{{tab}}Wracając do Paryża, Joanna wstąpiła po drodze do Ronaultów.<br>
{{tab}}Żorżetta chciała u kuzynostwa zjeść śniadanie. Obie przyjaciółki przywiozły z sobą pasztet strasburski i doskonałe ciasta.<br>
{{tab}}— Dziś dla nas prawdziwe święto! powiedziała Żorżetta. I pomimo, że Joanna prosiła ją o zachowanie {{pp|tajem|nicy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No156 part18.jpg|num=710}}{{pk|tajem|nicy}}, szepnęła Ronault’owi do ucha słów kilka. Twarz poczciwego ogrodnika rozpromieniła się z radości.<br>
{{tab}}— Doprawdy? zapytał.<br>
{{tab}}— Napewno.<br>
{{tab}}Przy deserze Ronault, poufale klepiąc po ramieniu swą dawną pensjonarkę, powiedział.<br>
{{tab}}— A co, panno Joanno! czy nie miałem racyi wtenczas?<br>
{{tab}}— Kiedy?<br>
{{tab}}— Przypomina sobie pani raz wieczorem, w ogrodzie przy drzewie pigwowem. Pani nie byłaś wtedy wesoła, a ja powiedziałem: Nie smuć się, moje, dziecko, złe czasy przejdą i dobre nastaną!<br>
{{tab}}— Pamiętam, panie Rouault!<br>
{{tab}}— I widzi pani, sprawdziło się, zło czasy minęły a dobre nastały.<br>
{{tab}}Joanna westchnęła.<br>
{{tab}}Nie o takich czasach marzyła biedna! Pamiętała tak żywo Colombier, Orchamps, las otaczający Opactwo, swe nadzieje stracone teraz bezpowrotnie, cierpienia jakie przeszła. Żyła teraz jak we śnie i przyszłość wydała się jej niepewną.<br><br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part01.jpg|num=711}}{{c|XXII.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Znaleziona''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Wiemy, że Piotr Morand, wprowadzony w błąd widokiem karety pana de Chazey przed bramą domu Joanny, napisał trzy listy.<br>
{{tab}}Pierwszy z nich adresowany był do jego {{Korekta|ex narzeczonej|ex-narzeczonej}} i ten Piotr sam oddał jej odźwiernemu.<br>
{{tab}}We dwa dni po tem, w miasteczku Orchamps, Ludwik Morand siedział przy śniadaniu z kuzynem swym Mikołajem, gdy wszedł listonosz.<br>
{{tab}}Od czasu jak ten sam człowiek przyniósł do tego domu, tak wesołego dawniej, list bezimienny, dzieło złośliwego Noela Piquet, jakiś zły wiatr zaczął dom ten owiewać.<br>
{{tab}}Dwaj kuzynowie, siedząc u stołu jeden naprzeciw drugiego, nie mówili słowa do siebie.<br>
{{tab}}Stara Brygida, która im usługiwała, także była niemą jak ryba.<br>
{{tab}}Zdawać by się mogło, że dom ten okryty został żałobą, że niedawno nieboszczyka wyniesiono za jego progi.<br>
{{tab}}Ten, który był tu weselem i ozdoba, odszedł.<br>
{{tab}}Brygida nie mogła się pocieszyć po rozstaniu z nim.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part02.jpg|num=712}}{{tab}}Jej Piotr, Piotruś, z którego była dumną jak z syna — bo stare piastunki mają niekiedy te dumę — najpiękniejszy chłopiec z całej okolicy, tak jak Joanna była najpiękniejszą dziewczyna, ten, na którego spoglądała z takiem upodobaniem, gdy wychodził lub powracał ładnie ubrany, z błyszczącą strzelbą na ramieniu, z miną odważnego, dzielnego mężczyzny, w kapeluszu niedbale włożonym na czarne kędziory, lub gdy jechał na koniu, trzymając się prosto i zgrabnie, ten kochany panicz, drogi jej jak własne dziecko, poszedł gdzieś w dalekie strony, zkąd może nigdy nie powróci.<br>
{{tab}}Inni byli, jak Brygida, smutni, milczący, posępni.<br>
{{tab}}Stara Brygida pobiegła naprzeciw listonosza:<br>
{{tab}}— Co to? rzekła, list?<br>
{{tab}}— Tak, moja Brygido.<br>
{{tab}}— Dajcie.<br>
{{tab}}Biorąc list drżącą ręką, dodała:<br>
{{tab}}— To od naszego pana Pietra.<br>
{{tab}}Ludwik Meracd odpieczętował go, ale bez pośpiechu.<br>
{{tab}}Był niekontent.<br>
{{tab}}On i kuzyn Mikołaj, stary kawaler, niecierpiący kobiet, nie mogli {{pp|zrozu|mieć}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part03.jpg|num=713}}{{pk|zrozu|mieć}}, dla czego Piotr tak sobie wziął do serca zdradę dziewczyny, że porzucił dom swój, postanowił zmienić tryb życia, przyjąć uciążliwe obowiązki.<br>
{{tab}}Ale ponieważ Brygida niecierpliwiła się, zaczął czytać list brata, choć się niczego dobrego nie spodziewał.<br>
{{tab}}List ten brzmiał jak następuje:
{{c|„Kochany Ludwiku!}}
{{tab}}Byłem podły, kochając pomimo wszystkiego tę nieszczęśliwą Joannę.
Myślałem, że w całej tej sprawie było coś podstępnego i niejasnego. Mówiłem sobie, że ona była zbyt dumną, aby uledz człowiekowi obcemu dla tego, że jest bogaty, świetne nosi imię i lepiej jest od nas postawiony.<br>
{{tab}}Myliłem się.<br>
{{tab}}To dziewczyna jak inne, bez serca i cnoty. Szukałem jej długo; od czasu mego przybycia do Paryża nią tylko miałem głowę zajętą, wyznaję to ze wstydem.<br>
{{tab}}Wreszcie przypadek zrządził, żem ją spotkał, przechodząc przez bulwary.<br>
{{tab}}Rozmawialiśmy dość otwarcie, ale widziałem, że obecność moją ją krępuje i że jej śpieszno się odemnie uwolnić.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part04.jpg|num=714}}{{tab}}Zapytywała o was wszystkich z prawdziwem zajęciem i wiem, że w gruncie żal jej tego, co zrobiła.<br>
{{tab}}Ale na to zło niema ratunku.<br>
{{tab}}Ten łotr Chazey zgubił ją.<br>
{{tab}}Gdym się z nią rozstał bardzo chłodno, żałowałem, żem jej nie powiedział wszystkiego, com miał na sercu i chciałem ją dogonić.<br>
{{tab}}Szła bardzo prędko i przedemną weszła do swego domu.<br>
{{tab}}Gdym przed tym domem stanął, zrozumiałem wszystko.<br>
{{tab}}Margrabia czekał na nią. Powóz jago stał przed bramą.<br>
{{tab}}On sam ukazał się niebawem.<br>
{{tab}}Zabiłbym go uderzeniem pięści, udusił własnemi rękoma, ale on wskoczył do powozu i w mgnieniu oka konie go uniosły.<br>
{{tab}}Nie miał nawet czasu spostrzedz mnie, tak samo jak ja nie miałem czasu zbliżyć się do niego.<br>
{{tab}}Ale już koniec temu wszystkiemu. Zostawszy w Paryżu, popełniłbym zbrodnię. Wyjadę ztąd, pomimo wielkiej przykrości, jaką mi sprawia oddalenie się od was.<br>
{{tab}}Nie mogę jednak uwolnić się od myśli o tej dziewczynie i pogardzać {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part05.jpg|num=715}}nią, jak na to zasługuje. Jutro rano poproszę generała de Fremont, aby mnie wysłał do kolonij.<br>
{{tab}}Żegnam cię, Ludwiku. Kocham cię bardziej jeszcze od czasu, jak jestem {{Korekta|odalony|odaalony}}. Uściskaj odemnie Brygidą i kuzyna Mikołaja i powiedz im, że myślę o nich ciągle.<br>
{{tab}}Bóg wie kiedy się znowu zobaczymy! Twój brat Piotr Morand.<br>
{{tab}}P. S. Generał uczynił to, o co go prosiłem. Nie zaniedbał żadnych środków, poruszył wszelkie sprężyny. Jestem podporucznikiem piechoty w marynarce. Koleją żelazną jadę do Rochefort. Jutro odpływam do Senegalu. Napiszę do was. Myśl o mnie, Ludwiku. Ja o was nie zapomnę“.<br>
{{tab}}Mikołaj uderzył pięścią w stół.<br>
{{tab}}Ten łotr margrabia! mruknął. Zawsze ten sam, zawsze tylko za dziewczętami lata i bałamuci je, tak jak jego ojciec. Ach! przeklęta kanalja...<br>
{{tab}}Zatrzymał się, spoglądając na Brygidę, która wzdychała i mówiła:<br>
{{tab}}— Do Senegalu jedzie! Jeszcze dalej pewno, jak do Paryża! Biedny chłopiec, biedne dziecko!<br>
{{tab}}Ludwik Morand milczał.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part06.jpg|num=716}}{{tab}}Trącał się tylko szklanką z listonoszem, który powiedział:<br>
{{tab}}— Za pańskie zdrowie, panie Morand.<br>
{{tab}}Dopiero, gdy listonosz wyszedł, odpowiedział Brygidzie:<br>
{{tab}}— To o wiele dalej jak Paryż, ten Senegal. Słyszałem, że ci co tam jadą nie wracają więcej.<br>
{{tab}}W Saulai, o tej samej godzinie, kapitan Jousset siedział przy stole, tak samo jak Morand’owie milczący, ponury, sam na sam ze swoją gospodynią, której brzydota jeszcze żywiej mu przypominała piękność jego bratanki. Od czasu zwłaszcza, jak Piotr Morand kraj opuścił, to dwie istoty, zmuszone do wspólnego życia tak trudnem do zerwania węzłem, mianowicie przyzwyczajeniem, nie zamieniały z sobą dwóch wyrazów przez dzień cały.<br>
{{tab}}Weronika gderliwa, jak kotka gotowa zawsze pokazać pazury, miała jedną tylko zaletę, czystość, ale czystość iście holenderska, doprowadzoną do pedanteryi.<br>
{{tab}}Sprzęty kapitana w jadalni bardzo skromne z czereśniowego drzewa, wesołe i jasne, połyskujące były jak gdyby dopiero co wyszły ze sklepu, a {{pp|na|wet}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part07.jpg|num=717}}{{pk|na|wet}} jeszcze piękniejsze, bo posiadające ten gorący odcień, jaki tylko wiek daje drzewu.<br>
{{tab}}Bielizna ładnie pachniała, klamki stalowe błyszczały bez plamki rdzy.<br>
{{tab}}Ani pyłku na ścianach ani na podłodze.<br>
{{tab}}Z okien widać było dolinę, i koryto rzeki, Doubs, nad którą leży Saulie.<br>
{{tab}}Kapitan gryzł wąsy siedząc, przed nim, na stole stały resztki śniadania.<br>
{{tab}}Kapitan myślał o Piotrze. Odkąd ten ostatni wyjechał, codziennie wyczekiwał od niego wiadomości. Wiele dni minęło, a nic jakoś o nim nie było słychać.<br>
{{tab}}Nagle podskoczył na stołku. Zastukano do drzwi.<br>
{{tab}}— Otwierajże Weroniko! — zawołał na gospodynię.<br>
{{tab}}Zobaczył przez okno postać listonosza.<br>
{{tab}}— Jest list dla pana kapitana! rzekł listonosz, wchodząc.<br>
{{tab}}— Weroniko, szklankę wina! A może pozwolicie coś przegryźć, panie bryftregerze?<br>
{{tab}}— Nie śmiem odmówić pana kapitanowi.<br>
{{tab}}Twarz inwalidy się rozjaśniła.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part08.jpg|num=718}}{{tab}}— To od Moranda, od Moranda! — wołał. — Ach! poczciwy chłopiec! Nie zapomniał o nas.<br>
{{tab}}Rozdarł kopertę, w pośpiechu potrącił Weronikę i gderał na nią:<br>
{{tab}}— Prędzejże, prędzej! Czego to Weronika się rusza jak żółw albo rak jaki? Długo będziemy czekać na tę szklankę wina?<br>
{{tab}}Weronika podała wino listonoszowi, nie zwracając uwagi na łajanie kapitana, które żadnego na niej nie robiło wrażenia: była już z tem otrzaskana, jak mówią.<br>
{{tab}}Inwalida przebiegał list oczyma, i zamiast treść jego miała go irytować, ucieszyła niezmiernie. Najgłówniejszą dla niego rzeczą było to, że Joanna została znaleziona. A reszta, cóż go obchodziła?<br>
{{tab}}Więc ją zobaczy! Ach! niech ona robi co chce, niech ma choćby dziesięciu kochanków, ale niech żyje! Stracił ją, to było zło najgłówniejsze, ale miał ją odzyskać, jego męcząca tęsknota miała się skończyć.<br>
{{tab}}Gdyby go nie powstrzymywała obawa narażenia się na śmieszność w oczach listonosza, zatańczyłby, pomimo swej kulawizny.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part09.jpg|num=719}}{{tab}}A jednak list Moranda był rozpaczliwie smutny.<br>
{{tab}}Oto co zawierał:
{{f|align=left|lewy=650%|„Kapitanie!}}
{{tab}}Ponieważ przyrzekłem ci donieść o tem, o czem się będę mógł dowiedzieć, spełniam przyrzeczenie. Ale wiadomości to nie są dobre.<br>
{{tab}}Nie chcę ci mówić, Kapitanie, co się dzieje w mojem sercu. Sam to zresztą pojmiesz.<br>
{{tab}}Wyjeżdżam do kolonij; sądzę że nie odmówią mi stopnia. Jest zdaje się coś w powietrzu. Wzmacniają szeregi w cichości. General de Fremont, z którym mówiłem już coś o tem, uważa, że będę mógł otrzymać range oficerską z powodu mego dobrego sprawowania się w pułku. W piechocie marynarki, jak to sam wiesz, kapitanie, łatwiej o awans, bo i umrzeć tam łatwiej.<br>
{{tab}}Ja się śmierci nie boją.<br>
{{tab}}Joanna jest metresą margrabiego de Chazey, i jak sądzę, niczego jej nie brak.<br>
{{tab}}Jeżeli się kapitan chcesz z nią widzieć, udaj się na ulicę Boissy-d’Anglas, niedaleko placu Zgody, numer 10. Znajdziesz kapitan z łatwością tę kamienicę. Jest tam piękna brama {{pp|po|malowana}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part10.jpg|num=720}}{{pk|po|malowana}} ciemno-zielono.<br>
{{tab}}Żegnam cię, Kapitanie, szkoda, że się nasze szczęście tak prędko skończyło! Do was nie mam żalu!<br>
{{tab}}Bądź łaskaw, Kapitanie, pożegnać w mojem imienia swego brata z Colombier.
Zapewne się nie zobaczymy więcej, a w każdym razie nie prędko. Żegnam się tedy z wami z prawdziwym żalem
{{f|align=right|prawy=15%|Piotr Morand”.|po=8px}}
{{tab}}„P. S. Jestem podporucznikiem w szóstym pułku piechoty marynarki, i jutro wyjeżdżam do Rochefort, stamtąd zaś do Senegalu. Zrobiono mi wielką łaskę. Zdaje się, że generał udawał się w tym celu do samego cesarza. Źegnam was raz jeszcze!”<br>
{{tab}}— Biedaczysko! — mruknął inwalida.<br>
{{tab}}Po tym wykrzykniku zaś zawołał przeraźliwym głosem:<br>
{{tab}}— Weroniko!<br>
{{tab}}Listonosz, pokrzepiwszy siły, odszedł.<br>
{{tab}}— Co pan chce? — spytała Weronika.<br>
{{tab}}— Walizę moją!<br>
{{tab}}— A to znów na co?<br>
{{tab}}— Czy ja mam rachunki zdawać Weronice? Podać, czego chcę!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part11.jpg|num=721}}{{tab}}Weronika nie ruszyła się z miejsca.<br>
{{tab}}— Zachciało się panu podróżować, czy co? — powiedziała.<br>
{{tab}}— A może mi się zachciało..<br>
{{tab}}— Pogoda akurat do podróży stosowna!<br>
{{tab}}Czas w istocie nie wabił wcale do wycieczek. Wierzchołki gór niknęły pod ciężkiemi chmurami i pokładem śniegu. W dolinach białe płachty śnieżne zwolna topniały pod promieniami słońca lutowego, drogi zamieniły się w bagna. Można było pływać po nich tratwą.<br>
{{tab}}— Dalej, dalej! — krzyczał kapitan. — Nie rezonować mi tutaj, a zrobić, com kazał.<br>
{{tab}}Dyliżans z Besançon zatrzymywał się o sześć mil ztamtąd. Kapitan nie miał koni i musiał pożyczyć ich od sąsiadów.<br>
{{tab}}Wziąwszy z kąta laskę, inwalida wyszedł z domu, Weronika zaś niechętnie zabrała się do pakowania rzeczy swego pana, mrucząc:<br>
{{tab}}— Zapewne znowu zawraca sobie głowę tą miłą synowicą. Co to za nieszczęścia mieć takie córki! To nawet upilnować trudno!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part12.jpg|num=722}}{{tab}}Weronika napewno nie przedstawiała takich trudności.<br>
{{tab}}Gdyby ją nawet zostawiono na środku drogi w dwudziestej włośnie jej życia, niktby się po nią nie schylił.<br>
{{tab}}Starzy, co ją znali w młodości, utrzymywali, że z wiekiem zyskała na powabie.<br>
{{tab}}Takie rzeczy bywają, lecz dla tych, o których tak mówią, nie jest to bynajmniej pochlebnem.<br>
{{tab}}Po kwadransie kapitan znowu się zjawił. Załatwił już swój interes. Pożyczono ma koni.<br>
{{tab}}— Założyłabym się, że pan jedzie do Paryża, — powiedziała Weronika.<br>
{{tab}}— Dać mi spokój!<br>
{{tab}}— No, no, ja i tak wiem, że to z powodu panny Joanny wybiera się pan w drogę.<br>
{{tab}}Inwalida nie raczył odpowiedzieć.<br>
{{tab}}— Pan na długo wyjeżdża?<br>
{{tab}}— Zobaczy Weronika.<br>
{{tab}}— Czy mam zawiadomić pańskiego brata?<br>
{{tab}}— Jana?<br>
{{tab}}— Przecież pan innego nie ma.<br>
{{tab}}— Ani mi się ważyć!<br>
{{tab}}Odwrócił się i zaczął oglądać walizę, mrucząc pod nosem zwykłe epitety, {{pp|ja|kiemi}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part13.jpg|num=723}}{{pk|ja|kiemi}} określał Jousset’a z Colombier.<br>
{{tab}}— Kawał drewna! Kamień! Okrutnik!...<br>
{{tab}}Ale w gruncie był tak uradowany, jak go dawno już Weronika nie widziała.<br>
{{tab}}Mówił coś przecie, a to było wyraźnym dowodem lepszego usposobienia.<br>
{{tab}}Nic niema okropniejszego w życiu we dwoje, nad grobowe milczenie, panujące w domu.<br>
{{tab}}Nadto gniew kapitana i jego wybuchy miały swoją komiczną stronę, która je znośniejszemi czyniła.<br>
{{tab}}O trzeciej po południa bryczka zaprzężona w dobrego konia, zatrzymała się przed domem poczciwego inwalidy.<br>
{{tab}}— Zanocuję w Anordray pod, Czarną Głową, powiedział kapitan, wsiadając.
Jutro wprost sobie pójdę do dyliżansu. Noce są przykre, nie ma co się ryzykować. Do widzenia Weroniko! Niech tam Weronika dobrze domu pilnuje!<br>
{{tab}}Słowa te były promieniem słońca, przedzierającym się przez pochmurne niebo zimowe.<br>
{{tab}}— Szczęśliwej podróży panu życzę! Niech pan prędko wraca!<br>
{{tab}}Dziwne to stworzenia kłóciły się od rana do wieczora, a pomimo to nie {{pp|mo|gło}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part14.jpg|num=724}}{{pk|mo|gło}} się obejść jedno bez drugiego.<br>
{{tab}}Lecz wiele to jest takich na świecie.<br>
{{tab}}Bryczka odjechała drobnym truchtem. Miękki śnieżek padał bezustaunie.<br>
{{tab}}— Niech się pan dobrze okryje! — krzyknęła jeszcze Weronika za odjeżdżającym kapitanem.<br>
{{tab}}Inwalida pojechałby, gdyby nawet kule z nieba padały.<br>
{{tab}}Miał się przecież zobaczyć ze swoją dziewuszką.<br>
{{tab}}Cała miłość stryjowska, miłość starego kawalera, samotnika, którego serce przylgnęło wyłącznie do jednej istoty, grała mu w duszy i uśmiech wywoływała na usta.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XXIII.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Niespodzianki kapitana Jousseta''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Ferdynand Descombes nie mylił się.<br>
{{tab}}Jedyny potomek człowieka, który rzeczywiście miał tylko dwie pasyje, swego syna i pieniądze, pewien był, że wymoże na ojcu wszystko, co zechce.<br>
{{tab}}Odwiedził go też zaraz na drugi dzień po zaręczynach. swych z Joanną.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part15.jpg|num=725}}{{tab}}Stary Descombes był właśnie w Paryżu, dokąd przy był na dni kilka dla odwiedzenia swego kantoru przy ulicy Bergére.<br>
{{tab}}Tam też pojechał Ferdynand.<br>
{{tab}}Rozmowa pomiędzy synem i ojcem była krótka.<br>
{{tab}}— Prawda ojcze, że życzysz sobie, abym się ożenił? — spytał Ferdynand.<br>
{{tab}}— Naturalnie.<br>
{{tab}}Bankier z Besançons nie lubił tracić czasu na frazesy.<br>
{{tab}}Był to mały człowieczek sześćdziesięcioletni, zielony, suchy, jak kula bilardowa, bez śladu zarostu, kanciaty, jak syn jego, ele posiadający daleko więcej od niego sił żywotnych, sztywny w stosunkach z publicznością, zawsze ubrany w czarny, pod górę zapięty tużurek i biały krawat, niby notaryjusz prowincyjonalny..<br>
{{tab}}— A więc — odezwał się znowu Ferdynand postanowiłem zadość uczynić życzenia ojca, ale pod warunkiem.<br>
{{tab}}— Pod jakim?<br>
{{tab}}— Że się ożenię z panną, która mi się spodoba.<br>
{{tab}}— Zgadzam się na to.<br>
{{tab}}— Wybór już zrobiłem.<br>
{{tab}}— Dobrze.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part16.jpg|num=726}}{{tab}}— Nie {{Korekta|probuj|próbuj}} ojcze, mnie przekonać, że znalazłbym coś lepszego. To niemożliwe.<br>
{{tab}}— Nazwisko tej osoby?<br>
{{tab}}— Joanna Jousset.<br>
{{tab}}Historyja Joanny miała powie rozgłos w okolicy.<br>
{{tab}}Stary Descombes zacisnął wargi.<br>
{{tab}}— To twój dawny kaprys? — rzekł.<br>
{{tab}}— Dawny i obecny.<br>
{{tab}}— Ale...<br>
{{tab}}— Wiem co chcesz powiedzieć, ojcze: ona ma dziecko.<br>
{{tab}}— Właśnie.<br>
{{tab}}— Przyznam je za swoje. Tym sposobem będziesz pewny, że pozostawisz spadkobiercę.<br>
{{tab}}— Czy to chłopiec?<br>
{{tab}}— Nie, dziewczyna.<br>
{{tab}}Bankier sposępniał. Dziewczyna. Niepodobna z niej zrobić dyskontera!<br>
{{tab}}— Jeżeli jest dziecko, to widocznie był kochanek — zauważył.<br>
{{tab}}Ferdynand nie przeczył.<br>
{{tab}}— Zapewne — powiedział.<br>
{{tab}}— Kto?<br>
{{tab}}Podobno margrabia de Chazey, ale nikt nie wie napewno, jak się ta rzecz stała. Jeżeli go Joanna kochała nawet, to miłość ta nie trwała długo, bo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part17.jpg|num=727}}nie chciała o nim wiedzieć ani słyszeć później.<br>
{{tab}}— Jakże ona żyje tu w Paryżu?<br>
{{tab}}— Mieszka na poddaszu. {{Korekta|Probowała|Próbowała}} uczciwie zarabiać na życie.<br>
{{tab}}— Hm! to trudno.<br>
{{tab}}— Musisz się do niej wybrać, ojcze i poprosić ją o rękę dla mnie. Ja się już oświadczyłem.<br>
{{tab}}— Przecież cię niegdyś odrzuciła.<br>
{{tab}}— Ale dziś przyjmuje.<br>
{{tab}}Bankier trzymał się chłodno, jakoby wahająco.<br>
{{tab}}— Wiesz papo, że albo ta, albo żadna — powiedział Ferdynand. — Jeżeli ci się moje postanowienie nie podoba, nie postąpię wbrew twej woli, ale z inną żenić się nie myślę. Kocham ją. Przecież za jedną chwilę słabości nie godzi się nikogo potępiać! Zresztą, ojcze, pewny jestem, że skoro tylko ją zobaczysz, zostaniesz oczarowany, ujarzmiony, tak samo jak ja.<br>
{{tab}}Ujął rękę ojca i dodał:<br>
{{tab}}— No, papo, nie sprzeciwiaj mi się, chodź. Mój powóz czeka przed bramą. Jedźmy. Zobaczysz, jak będziemy szczęśliwi.<br>
{{tab}}Stary Descombes nie śmiał walczyć ze synem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part18.jpg|num=728}}{{tab}}Zdrowie Ferdynanda przestraszało go.<br>
{{tab}}Nadto, ten bogacz, mający pozostawić po sobie tyle pieniędzy, pragnął posiadać tę pewność, że jego skarby dostaną się komuś. Perspektywa dostania synowej i przybranej wnuczki uśmiechała mu się.<br>
{{tab}}Zrobił też chętnie, czego syn od niego wymagał.<br>
{{tab}}Od pierwszej chwili został zwyciężony godnością zachowania się Joanny, oczarowany jej nieporównanym wdziękiem. Zrozumiał miłość Ferdynanda i sam podziękował jej serdecznie za zgodzenie się na prośbę syna.<br>
{{tab}}Od tego czasu przyszli małżonkowie prowadzili jedno z tych dziwnych egzystencyj, możliwych jedynie w Paryżu, gdzie nikt się nie zajmuje sprawami sąsiadów, nawet tych, którzy mieszkają w jednym domu, na jednych i tych samych schodach.<br>
{{tab}}Joanna biegała po magazynach z Żorżettą.<br>
{{tab}}Ferdynand swoim powozem zawoził je do restauracyi, jak prowincjonalistki w podróży.<br>
{{tab}}W pięć dni po zaręczynach Joanny z młodym bankierem, w chwili gdy {{pp|o|dźwierny}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part19.jpg|num=729}}{{pk|o|dźwierny}} z ulicy Boissy d’Anglas, po powrocie z biblioteki, zamiatał sień domu, został oderwany od tego zajęcia przez głos dość przykro brzmiący:<br>
{{tab}}— Gdzie wejście do panny Jousset — zapytywał ów głos.<br>
{{tab}}Barboux obejrzał od stóp do głów nowoprzybyłego.<br>
{{tab}}— Gdzie mieszkanie panny Jousset? Czy nie słyszycie o co pytam?<br>
{{tab}}— Na piętem, w głębi korytarza, drzwi na lewo.<br>
{{tab}}— Co takiego?<br>
{{tab}}— Na piątem, w głębi korytarza...<br>
{{tab}}— Ależ słyszę, do pioruna! to drzwi na lewo.<br>
{{tab}}— No ja właśnie tak mówię.<br>
{{tab}}Ta wysokość mieszkania dziwiła inwalidą, on to był bowiem.<br>
{{tab}}Czy my się tylko dobrze rozumiemy? Nie mylicie się czasami?<br>
{{tab}}— Ale...<br>
{{tab}}— Pytam o pannę Jousset.<br>
{{tab}}Pan Barboux był chodzącą cierpliwością.<br>
{{tab}}Nadto osoba kapitana wyglądającego na człowieka niezbyt cierpliwego, oraz czerwona wstążeczka w pętlicy jego bronzowego paltota onieśmieliły go nieco.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No157 part20.jpg|num=730}}{{tab}}— Zrozumiałem proszę pana, odpowiedział.<br>
{{tab}}Kapitan Jousset mruknął coś pod nosem.<br>
{{tab}}— Gdzie schody?... zapytał.<br>
{{tab}}— Na wprost, te małe, w głębi podwórza.<br>
{{tab}}Gdy się kapitan odwrócił, Barboux uderzył się palcem w czoło z miną mającą oznaczać:<br>
{{tab}}— Napewno ma bzika.<br>
{{tab}}I powrócił do pierwszej roboty.<br>
{{tab}}Inwalida, wspinał się tymczasem na piąte piętro.<br>
{{tab}}— Do kroć set, mruczał... Ładnie ten pan margrabia umieścił swoją kochankę... Na piątem piętrze... wygodnie... nie ma co mówić.<br>
{{tab}}I piate piętro mogło jednak być urządzone z pewna elegancyją.<br>
{{tab}}Lecz gdy kapitan zobaczył na górze ciemny korytarz o ścianach dość odrapanych, jego zły humor wybuchnął.<br>
{{tab}}— Ten chłystek zadrwił ze mnie! szepnął! Czy to podobna, żeby kochanka margrabiego de Chazey mieszkała gdzieś pod strychem, żeby się do niej wchodziło przez jakąś sień ciemną.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No158 part01.jpg|num=731}}{{tab}}Pomimo to, ponieważ był bardzo blisko drzwi na lewo, zastukał, bo dzwonka nie było.<br>
{{tab}}Usłyszał natychmiast kroki i drzwi się, otworzyły.<br>
{{tab}}Żorżetta stanęła w progu.<br>
{{tab}}— Widocznie się pomyliłem, albo mnie ten gałgan odźwierny źle objaśnił pomyślał kapitan.<br>
{{tab}}— Do kogo pan ma interes? — zapytała modniarka.<br>
{{tab}}— Do panny Jousset.<br>
{{tab}}— To tutaj, wejdź pan, proszę.<br>
{{tab}}Inwalida wpadł do pokoju jak bomba.<br>
{{tab}}Joanna, jego kochana Joasia stała przed nim.<br>
{{tab}}Zaledwie się ujrzeli, rzucili się sobie w objęcia.<br>
{{tab}}W chwilę potem, stryj, siadłszy na krześle, ciekawie rozglądał się po pokoju bratanki.<br>
{{tab}}Pokój ten zapełniony był teraz sukniami, bielizną, okryciami wszystkiem co czyni kobietę światową wykwintnisią.<br>
{{tab}}— Sapristi! — odezwał się kapitan — wysoko sobie gniazdko usłałaś!<br>
{{tab}}— Mój stryj, o którym ci̟ często mówiłam — rzekła Joanna do Żorżetty.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No158 part02.jpg|num=732}}{{tab}}— Nigdym pana wprawdzie nie widziała — powiedziała modniarka — ale znam pana z opowiadania. Często się tu o pana mówiło.<br>
{{tab}}Kapitan był zdumiony do najwyższego stopnia, widokiem tego dziwnego mieszkania.<br>
{{tab}}— Masz chyba inne pokoje jak ten, co? — zapytał swej bratanki.<br>
{{tab}}— Nie, stryju.<br>
{{tab}}— I to twoje łóżko? — rzekł wskazując z pogardą na wazkie, żelazne łóżeczko.<br>
{{tab}}— Tak, stryju.<br>
{{tab}}Inwalida uderzył łaską w podłogę.<br>
{{tab}}— Te twoje meble strasznie bieda pachną.<br>
{{tab}}— Bo też nie byłam bogatą.<br>
{{tab}}Kapitan czuł się w kłopotliwem położenia, z którego nie wiedział jak się wydostać. Pragnął mianowicie dowiedzieć się, jakim to sposobem, kobieta ukochana przez takiego magnata jak Klaudyjasz de Chazey, może mieszkać tak ciasnej izdebce, zastawionej tak nędznemi sprzętami, ale trudno ma było i przykro zapytać o to. Wreszcie jednak, rzekł półgłosem do Joanny.<br>
{{tab}}— Nie bardzo jest widzę szczodry?<br>
{{tab}}Tu znów Joanna się zdziwiła.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No158 part03.jpg|num=733}}{{tab}}— Kto stryju?<br>
{{tab}}— No on.<br>
{{tab}}— Nie rozumiem.<br>
{{tab}}— Moja kochana, nie udawaj przedomną.<br>
{{tab}}— Ale przysięgam stryjowi.<br>
{{tab}}— Moje dziecko mnie możesz wszystko powiedzieć. Wiem, żem cię powinien ganić, wyłajać, obarczyć wyrzutami... ale kiedy się już stało. Zresztą przyznam ci się, nie mam odwagi, tak rad jestem, że cię widzę!<br>
{{tab}}— Mój stryjaszku.<br>
{{tab}}Żorżeta odgadła co myślał kapitan.<br>
{{tab}}— Widzę — rzekła — że pan nie jesteś dobrze poinformowany?<br>
{{tab}}— Poinformowany o czem?<br>
{{tab}}— O tem co się stało.<br>
{{tab}}— Niestety! wiem aż nadto dobrze, co się stało.<br>
{{tab}}— Dlaczego niestety?<br>
{{tab}}— Do stu par karabinów! — zawołał kaleka — doprowadzacie mnie do ostatniej niecierpliwości! Mówię niestety! bo jeżeli uczciwa dziewczyna — uczciwa {{Rozstrzelony|wprzód}}y, ma się rozumieć — ma kochanka, jest to nieszczęście dla niej i dla jej rodziny.<br>
{{tab}}— Ale pan kapitan nic nie wie, nic a nic! — zawołała modniarka.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No158 part04.jpg|num=734}}{{tab}}— Więc niechże mi pani już raz objaśni.<br>
{{tab}}— Joasia wychodzi za mąż.<br>
{{tab}}— Za swego kochanka? To niemożliwe.<br>
{{tab}}— Dlaczego?<br>
{{tab}}— No, bo on jest żonaty.<br>
{{tab}}— Kto taki?<br>
{{tab}}— Pan de Chazey!<br>
{{tab}}— Pan de Chazey nie jest moim kochankiem, stryja, rzekła Joanna.<br>
{{tab}}— Więc co mi ten osioł napisał! zawołał kapitan, myśląc o liście Piotra Morand’a.<br>
{{tab}}— Proszę pana, odezwała się Żorżetta, pan, widzę, nie znasz wcale historyi swojej bratanki. Opowiem panu wszystko. Pozwalasz Joanno?<br>
{{tab}}— Opowiedz.<br>
{{tab}}— Padła ona ofiarą nieszczęścia... Może ona sama wytłómaczy panu później. Dziś nie będziemy się wdawali w szczegóły. Joanna jest dumną, nie chciała więc znosić wyrzutów, któremi by ja obarczono. Wyjechała z domu do Paryża i w okolicach miasta schroniła się u poczciwych ludzi. Tam urodziła się jej córeczka. Potem małe jej oszczędności się wyczerpały, trzeba było żyć... szukała pracy... a o to w {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No158 part05.jpg|num=735}}Paryżu dla kobiety bardzo trudno.<br>
{{tab}}— Ale on! on! przerwał kapitan.<br>
{{tab}}— Pan de Chazey?<br>
{{tab}}— A tak, pan de Chazey.<br>
{{tab}}— Joanna nie chciała go widzieć.<br>
{{tab}}— Więc go nie kochała?<br>
{{tab}}— Nienawidzi go.<br>
{{tab}}— Nic a nic nie rozumiem... Morand!...<br>
{{tab}}— Morand jest zaślepiony zazdrością, omamiony pozorami.<br>
{{tab}}— Jednakże...<br>
{{tab}}— Gdyśmy się znalazły w ostatecznej potrzebie, miałyśmy już zamiar napisać do pana, ale niespodziewanie znalazła się inna pomoc.<br>
{{tab}}— Pomoc!<br>
{{tab}}— Tak. Jest na świecie człowiek, który Joannę kochał i kocha dotąd szczerze, a który uważając ją raczej za godną współczucia niżeli potępienia, gotów zresztą przebaczyć jej wszystko, ofiarował jej swój majątek, imię, wszystko słowem.<br>
{{tab}}— Jak się nazywa ten pan?<br>
{{tab}}— Ferdynand Descombes.<br>
{{tab}}— I cóż Joanna?<br>
{{tab}}— Joanna ma córkę... Musi myśleć o jej przyszłości i wzruszona przywiązaniem pana Descombes’a, przyjęła jego {{Korekta|propozyję|propozycję}}.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No158 part06.jpg|num=736}}{{tab}}— Czyżżem ja zamarzył, że przybędę na wesele!<br>
{{tab}}— Stryj nie otrzymał mego lista? spytała Joanna.<br>
{{tab}}— Nie! skrzyżował się widać zemną w drodze.<br>
{{tab}}— Więc stryj przyjechał?...<br>
{{tab}}— Przyjechałem żeby się z tobą widzieć, zawieść cię do domu, powiedzieć, że ci przebaczono, że zostaniesz przyjętą jak najlepiej. Szukałem cię wszędzie. Coś ty nam narobiła zmartwienia, niedobra dziewczyno!<br>
{{tab}}Objął ją i uściskał.<br>
{{tab}}— A mój ojciec? zapytała.<br>
{{tab}}— Niech cię on nie obchodzi, moje dziecko! Znasz go przecież: pozuje na moralistę w rodzaju Katona, ale w duszy usycha, wścieka się... Już my sobie z nim poradzimy.<br>
{{tab}}W tej chwili zastukano do drzwi.<br>
{{tab}}Był to Ferdynand Descombes.<br>
{{tab}}Gdy wszedł, zawsze nader starannie ubrany, w futrzanym płaszczu, z twarzą ożywioną zapałem, rozpromienioną miłością i szczęściem własnym, szczęściem tej uroczej dziewczyny, która jama miała być winną wszystko, bo majątek i odzyskanie dobrej sławy. — Kapitan Jousset czuł się sympatycznie ku niemu pociągnięty.<br> (d. c. n.). {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No159 part01.jpg|num=737}}{{tab}}Ferdynand wprost podszedł ku niemu.<br>
{{tab}}— Szczęśliwy jestem, że pana kapitana widzę, powiedział. Wiesz pas, już o naszych zamiarach?<br>
{{tab}}— Właśnie się dowiedziałem.<br>
{{tab}}— Pobieramy się!<br>
{{tab}}Inwalida pomyślał na chwilę o swych przyjaciołach, Morandach, ale cóż miał powiedzieć? Przypadek pokierował losem jego bratanki, trzeba się było pogodzić z jego wyrokami.<br>
{{tab}}— Jesteś pan szlachetnym człowiekiem powiedział, ściskając w swych silnych dłoniach wątłe palce młodego człowieka.<br>
{{tab}}Descombes wzruszył ramionami.<br>
{{tab}}— Mój kapitanie, rzekł, niema tu żadnej szlachetności s mojej strony. Ja tylko robię karyjerę, zaślubiając pańską piękną synowice i wielu będzie mi zazdrościło.<br>
{{tab}}Wydobył z kieszeni przedmiot niewielkich rozmiarów i wręczył go swej narzeczonej mówiąc:<br>
{{tab}}— To podarunek od ojca, który cię pokochał od razu, a za dwa tygodnie nie będzie się mógł obejść bez ciebie. To klejnoty mojej matki.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No159 part02.jpg|num=738}}{{tab}}Joanna otworzyła pudełko. Zawierało ono dwa przepyszne brylanty.<br>
{{tab}}Ferdynand sam włożył, je w jej uszy, a zwracając się do Żorżetty, powiedział:<br>
{{tab}}— Dobrze to jednak być bogatym. Można zrobić przyjemność tym, których kochamy. Pozwól pani i sobie ofiarować mały prezencik.<br>
{{tab}}I Żorżetta dostała brylantowe kolczyki, mniejsze niż Joanny.<br>
{{tab}}— Niestety dodał Ferdynand, syna nie stać na to, co ojca.<br>
{{tab}}— Zresztą, rzekła z uśmiechem modniarka, ja nie będę panią Descombes.<br>
{{tab}}Dla kochanka musi być niewysłowioną przyjemnością przekonanie, że jego ukochana jemu jest winną wszystko co posiada, od batystu, otulającego jej ciało, do klejnotów, co błyszczą na jej szyi. Descombes rozkoszował się tą przyjemnością. W południe zawiózł swą narzeczoną na śniadanie i kapitan Jousset, oszołomiony różnorodnemi niespodziankami, które od samego rana go spotykały, znalazł się za stołem przy boku Żorżetty, naprzeciwko swej dziewuszki i Ferdynanda Descombes’a, przyszłego swego synowca u {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No159 part03.jpg|num=739}}Doranda, on placu Magdaleny.<br>
{{tab}}W chwili gdy wszyscy czworo wchodzili do restauracyi, jakiś pan, przejeżdżający fiakrem, wychylił się przez drzwiczki.<br>
{{tab}}— Czy to podobna? pomyślał. Panna Jousset, kapitan i Ferdynand Descombes?!<br>
{{tab}}Tego samego wieczora Żorżetta otrzymała bilecik następującej treści:
{{f|align=left|lewy=40%|Kochana Żorżetko!}}
„Pragnę z tobą pomówić. Już od kilka dni chodzę na twoje spotkanie, jak niegdyś w porze, gdy wracasz magazynu, lecz dotąd spotkać cię nie mogłem. Napisz mi, kiedy i gdzie się będziemy mogli zobaczyć.
{{f|align=right|prawy=15%|Twój przyjaciel. Hugo.“|po=8px}}
{{tab}}— Przyjaciel! Ładna mi przyjaźń, powiedziała sobie Żorżetta! Ciekawam, czego się chce znowu odemnie dowiedzieć?<br>
{{tab}}Nazajutrz rano odpisała wice-hrabiemu.<br>
{{tab}}„Jeżeli pan nie obawiasz się skompromitować, pojedziemy oboje na obiad do Vaisi’na ale w sali ogólnej. Jutro mogę być wolna.
{{f|align=right|prawy=15%|Żorżetta.“|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No159 part04.jpg|num=740}}{{c|XXIV.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Schadzka''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Żorżetta Ridet była słowną osobą.<br>
{{tab}}Wice-hrabia de Montglars odpowiedział pośpiesznie na jej bilecik.<br>
{{tab}}„Zgoda! Spotkamy się przy tramwajach, na placu Magdaleny, o siódmej.
{{f|align=right|prawy=15%|Hugo“.|po=8px}}
Trudno sobie wyobrazić, wiele zakochanych par naznacza sobie schadzki w tramwajach i wiele przelotnych intryg zawiązuje się w tych wehikułach!<br>
{{tab}}Tylko wielkie magazyny, jak Louvre i Bon Marché, mogą z niemi współzawodniczyć pod względem wygody.<br>
{{tab}}Tramwaje służą za miejsce schadzek niezbyt suto wyładowanym portmonetkom, a ponieważ takie są daleko liczniejsze od innych, przeto, pod względem ilości klijenteli, tramwaje przewyższają magazyny. Schadzka ta była dla Żorżetty przypomnieniem przeszłości.<br>
{{tab}}Ileż to razy, przed pięciu laty, spotykała się tam ze swym niewiernym kochankiem, Hugonem, jak go nazywała wówczas.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No159 part05.jpg|num=741}}{{tab}}W dwudziestym roku życia nie pyta młoda dziewczyna kochanka swego o nazwisko.<br>
{{tab}}Człowiek, kochany naiwnie i namiętnie, nazywa się Albert, Ludwik lab Edward.<br>
{{tab}}O resztę ktoby się tam troszczył!<br>
{{tab}}Żorżetta w owym czasie uważała, swego kochanka za zamożnego studenta.<br>
{{tab}}I w rzeczy samej wice-hrabia nie oszukiwał jej co do tego.<br>
{{tab}}Zamieszkiwał on już wtedy antresolę przy ulicy Grenelle i studjował prawo.<br>
{{tab}}Dla ambitnego człowieka zawsze to przyjemnie wiedzieć, co wolno a co niewolno i znać granice, oddzielającą postępki prawe od {{Korekta|bezprawi|bezprawia}}.<br>
{{tab}}Stosunek modniarki ze studentem zawiązał się w taki sam sposób, jak wiele innych.<br>
{{tab}}Spotkanie, wymiana spojrzeń, zdaň kilka, potem rozmowa, spacer w niedzielę do lasu od strony Wersalu. Następnie obiad we dwoje w dnie wolne, kilka wieczorów w teatrze, a po kilka miesiącach, coraz rzadsze spotkania, aż w końca zupełne zerwanie.<br>
{{tab}}Takim był stosunek Żorżetty i {{pp|Hu|gona}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No159 part06.jpg|num=742}}{{pk|Hu|gona}} de Monglars. Miłostka ta raz na zawsze wyleczyła modniarkę z chęci pokochania kogoś, przywiązania się stale do niego i była pierwszą i ostatnią w jej życiu. O naznaczonej godzinie Żorżetta przechadzała się przed stacją tramwajów, na rogu ulicy Duphot, czekając niby na jeden z liczonych wagonów, krzyżujących się w tem miejscu.<br>
{{tab}}Wreszcie przybył i Montglars i dziwił się nieco ujrzawszy Żorżetę czarno ubraną, w okrycia skrojonem i uszytem bez zarzutu, uczesaną artystycznie w drogich bucikach i rękawiczkach.<br>
{{tab}}O stanie finansów paryżanki nie można wnosić z jej tualety.<br>
{{tab}}Zresztą od czasu, jak Joanna została bogatą, przynajmniej w perspektywie, Żorżettce niczego nie brakło, na niczem jej nie zbywało.<br>
{{tab}}Wice-hrabia podał jej ramię i oboje, nie zajmując się ciekawymi, przyzwyczajonymi do scen podobnych, wyszli na ulice Duphot.<br>
{{tab}}Ani jedno ani drugie nie przyszło tu prowadzone przez miłość.<br>
{{tab}}Żorżetta, wiedząc o niepokoju przyjaciółki, o jej strachu przed margrabią {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No159 part07.jpg|num=743}}de Chazey, spodziewała się dowiedzieć czegoś od dawnego kochanka.<br>
{{tab}}Montglars, uderzony tem, co widział w restauracyi Duranda, pragnął się dowiedzieć, co za stosunek zachodził pomiędzy Joanną Jousset a młodym Descombes’em.<br>
{{tab}}Żorżetta nie była pięknością.<br>
{{tab}}Pomimo to, wice-hrabia mimo woli może ściskał ramię jej z dreszczem rozkoszy.<br>
{{tab}}Był przecież pierwszym jej kochankiem, przypomniał sobie jej wdzięk, rozum, spryt, bezinteresowność i musiał przyznać, że nie znalazł dotąd kobiety, którejby ona pod którymkolwiek z tych względów ustępowała. Montglars miał głowę zimną, nieskłonną do uniesień, serce także spokojnie i regularnie uderzało w jego piersi.<br>
{{tab}}Ale nie był z kamienia ani drzewa. Bliskość dawnej kochanki podniecała go.<br>
{{tab}}Żorżetta miała nad nim tę przewagę, że wspomnienia przeszłości nie odurzały jej wcale. Nie znajdowała w nich nic pochlebnego dla osoby byłego kochanka, a kobiety, pomimo całej swej pobłażliwości, nie przebaczają nigdy ironii takiej, z jaką pan de {{pp|Mont|glars}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No159 part08.jpg|num=744}}{{pk|Mont|glars}} zerwał ich stosunek.<br>
{{tab}}Szła tedy na ów objad z najzimniejszą krwią, gdy na progu restauraeyi wice-hrabia zatrzymał się i zapytał:<br>
{{tab}}— Pójdziemy do gabinetu?<br>
{{tab}}W tych paru słowach, wyrzeczonych niezupełnie śmiało, dźwięczała prośba, którą doskonale zrozumiała Żorżetta, ale na którą odpowiedziała przeczącem skinieniem głowy.<br>
{{tab}}— Będzie nam wygodniej rozmawiać — dodał, nie spuszczając z niej roziskrzonych oczu wice-hrabia.<br>
{{tab}}Żorżetta po raz drugi potrząsnęła głową.<br>
{{tab}}— Czy jesteśmy spiskowcami? — rzekła ironicznie.<br>
{{tab}}— Ale proszę cię!<br>
{{tab}}— Powiedziałam: w sali ogólnej, razem ze wszystkimi — rzekła rezolutnie. Ja się nie boję niczyjej obecności.<br>
{{tab}}Ton jej był stanowczy. Trzeba było posłuchać.<br>
{{tab}}— Okrutna! — szepnął Montglars.<br>
{{tab}}Weszli de sali. Miejsca było dosyć, pora wczesna jeszcze. Voisin nie należy do wesołych jadłodajni. Było tam niewielu starych panów, poważnych, udekorowanych, po większej części urzędników z prowincyi, prefektów na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No159 part09.jpg|num=745}}urlopie, którzy się raczyli specjałami słynnej kuchni, jako smakosze, przyzwyczajeni do dobrego stołu i więcej zajęci byli jadłospisem, niżeli swymi sąsiadami.<br>
{{tab}}Montglars i jego towarzyszka usadowili się wygodnie w kąciku.<br>
{{tab}}— Widzisz pan — zauważyła modniarka bardzo kostycznie — o ile ta wygodniej niżeli w gabinecie. Te gabinety są zabijające, prawda?<br>
{{tab}}— Niedobra!<br>
{{tab}}Czem więcej pan de Montglars przypatrywał się dawnej swej zdobyczy, tem częściej sobie powtarzał w duchu, że gabinet jest dobrym wynalazkiem i że sam na sam z nią byłoby daleko przyjemniejszem od kontemplacyi tuzina łysin błyszczących i nagich jak skały nadbrzeżne lub głowy sępów.<br>
{{tab}}— Co będziemy jedli? — wesoło zapytała Żorżetta.<br>
{{tab}}— Co zechcesz.<br>
{{tab}}— Więc się zbogaciłeś biedny szlachcicu! — odpowiedziała. — Czyś pan dostał jaki spadek?<br>
{{tab}}— Niewielki.<br>
{{tab}}— Ale go pan przynajmniej nie trwonisz, nie zmieniłeś się do tego stopnia, prawda? Byłeś pan zawsze {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No159 part10.jpg|num=746}}taki oszczędny.<br>
{{tab}}— Nie z natury, ale z potrzeby.<br>
{{tab}}— Nie wyrzucam tego panu. Wówczas pragnęłam tylko serca i nawet takiej drobnostki dostać nie mogłam. Cóż robić! Szczęście mi nie sprzyja! Obstalować ostrygi?<br>
{{tab}}— Z przyjemnością.<br>
{{tab}}Montglars dla dopięcia celu chwycił się pierwszego lepszego sposobu.<br>
{{tab}}— Wczoraj zapewne także jadłaś ostrygi? — zapytał.<br>
{{tab}}— Gdzie? — odrzekła, udając zdumienie.<br>
{{tab}}— U Durand’a.<br>
{{tab}}Zaczęła sobie niby przypominać.<br>
{{tab}}— Tak, powiedziała po chwili – byliśmy tam na śniadania.<br>
{{tab}}— Nieźle sobie żyjesz!<br>
{{tab}}— Zaraz to panu wytłomaczę... Stryj mojej przyjaciółki, stary kapitan, przyjechał do niej w odwiedziny i tak był uszczęśliwiony jej widokiem, że nam wyprawił małą ucztę.<br>
{{tab}}— A ja myślałem...<br>
{{tab}}— Co takiego?<br>
{{tab}}— Że ktoś inny płacił.<br>
{{tab}}— Kto naprzykład?<br>
{{tab}}— Pan Descombes. Ferdynand Descombes. Znasz go?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No159 part11.jpg|num=747}}{{tab}}— Tak, trochę. Słyszałam o nim.<br>
{{tab}}On wchodził z wami do Duranda.<br>
{{tab}}— Czy to do restauracyi mało osób wchodzi razem.<br>
{{tab}}Teraz panna Żorżżetta postanowiła dobrze ważyć swoje słowa, poznała już bowiem przyczynę, która podyktowała bilecik wicehrabiego i powód tej schadzki.<br>
{{tab}}Hugo chciał się dowiedzieć, dlaczego Ferdynand Descombes razem z Joanną był a Durand’a.<br>
{{tab}}Więc margrabia de Chazey ciągle się jeszcze interesował swoją ofiarą.<br>
{{tab}}Joanna miała słuszność, że się trwożyła.<br>
{{tab}}— Co po ostrygach? — zapytała Żorżetta, w myśli przekładając sobie to wszystko.<br>
{{tab}}— Biaque, dobrze?<br>
{{tab}}— Owszem... to podobno bardzo podnieca nerwy, ale ja się nie obawiam skutków.<br>
{{tab}}Zaśmiała się wesoło, pokazując z po za zdrowych szerokich ust, dwa rzędy pięknych, białych połyskających zębów. Miała przytem minkę tak szyderską, jak gdyby się tem chciała zemścić za owe zerwanie, uskutecznione {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No159 part12.jpg|num=748}}przez Hugona bez żadnej względności.<br>
{{tab}}— Widzę, żeś zawsze trochę szalona! — rzekł Montglars.<br>
{{tab}}— Nie, to przeszło. Dlaczegoś pan wspomniał przed chwilą o Descombes’ie?<br>
{{tab}}— Bom sądził, że to on fetował was a Duranda. To droga restauracyja.<br>
{{tab}}— Nie droższa od tej tu.<br>
{{tab}}— A kapitan Jeusset nie jest miljonerem.<br>
{{tab}}— No, w każdym razie nie zrujnowałyśmy go tak odraza jednem śniadaniem.<br>
{{tab}}— Wiesz, Żorżetko, że ten Descombes jest bardzo bogaty.<br>
{{tab}}— Doprawdy?<br>
{{tab}}— Ma miljony, a w przyszłości będzie miał więcej jeszcze.<br>
{{tab}}— No, no!<br>
{{tab}}— Tak, moja droga, stary jest bankierem, jego pieniądze mnożą się prędko...
Przez procenty?<br>
{{tab}}— Właśnie... Lubisz kaczkę z oliwkami?<br>
{{tab}}— Wolałabym pieczoną.<br>
{{tab}}— Dobrze wice, a prócz tego?<br>
{{tab}}— Rybę.<br>
{{tab}}— Prawda, lubiłaś ryby... {{pp|wów|czas}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No159 part13.jpg|num=749}}{{pk|wów|czas}}.<br>
{{tab}}— O, to tak dawno, Myślałam, żeś pan zapomniał o tem... jak o wszystkiem!<br>
{{tab}}— Niedobra! właśnie, że pamiętam wszystko.<br>
{{tab}}— Z ryb niech będzie łosoś.<br>
{{tab}}— Życzenia pani prawem są dla mnie — czule i z emfazą powiedział Hugo. Jakie wino mam zamówić?<br>
{{tab}}— Jakiekolwiek, byle było dobre. Chciałabym sobie, co prawda, pohulać trochę, użyć raz życia na wysoką skalę. Ach! gdybym tylko miała powierzchowność mojej {{Korekta|przyjaciołki|przyjaciółki}}.<br>
{{tab}}— Małej Jousset?<br>
{{tab}}— Małej Dobre sobie! Przecież ona jest większą od pana. Co za powodzenie miałaby ta kobieta, gdyby tylko chciała. Ilu to ludzi do niej wzdycha!..<br>
{{tab}}— Kto naprzykład? Descombes?<br>
{{tab}}— On i inni.<br>
{{tab}}— Wiem, że niegdyś chciał się z nią żenić.<br>
{{tab}}— Widać kochał ją prawdziwie.<br>
{{tab}}— Może i dziś jeszczeby się z nią ożenił?<br>
{{tab}}— Może, powiedziała Żorżetta, drażniąc ciekawość niewiernego swego.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No159 part14.jpg|num=750}}wielbiciela ze złośliwą przyjemnością.<br>
{{tab}}— Więc on nie był z wami? zapytał znowu wice-hrabia, chcąc się koniecznie dowiedzieć czegoś pewnego.<br>
{{tab}}— Mój Hugonie, czy po to mnie tu sprowadziłeś, aby wypytywać o tego pana, którego znam bardzo mało? rzekła niecierpliwie Żorżetta. Oczy jej błyszczały, zęby lśniły w oprawie ust różowych, jej śmiałe spojrzenie pewno siebie, mina, sprytny, dowcipny uśmieszek, okraszony szczyptą ironii, robiły silne wrażenie na dawnym kochanku.<br>
{{tab}}Zapomniał prawie o rzeczywistym celu tej schadzki.<br>
{{tab}}Żorżetta, przeciwnie, teraz kiedy już była przekonaną o zamiarach Hugona, rozkoszowała się jego zawodem.<br>
{{tab}}W duchu zaś zapytała samej siebie, jakim sposobem mogła się była niegdyś zająć tym człowiekiem o twarzy tak dalekiej od typa o którym marzyła, o głowie okrągłej, pyzatej, wyrazie rysów obłudnym i fałszywym.<br>
{{tab}}— Gdybyśmy tak na nowo nawiązali nasz romans? czule westchnął wice-hrabia.<br>
{{tab}}— A to na co?<br>
{{tab}}— Czy miłość nie jest zawsze dobrą rzeczą?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No159 part15.jpg|num=751}}{{tab}}— Więc panu się zdaje, że romans, o którym wspomniałeś, miał za pobudkę miłość?<br>
{{tab}}— Przyznaję, że tak myślałem.<br>
{{tab}}— Toś się myli, kochany przyjacielu.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Teraz ci powiem. Miałam lat dwadzieścia... nudziłam się. Przyznasz, że to wcale nie zajmujące, ani wesołe, ani zabawne powracać wieczorem na puste poddasze, gdzie niema do kogo słowa przemówić, i żyć zupełnie samej w Paryżu, pełnym gwaru, zgiełku, hałasu. Pan nie możesz znać tego bo zawsze byłeś przy rodzinie, miałeś przyjaciół. Ja od lat piętnastu już byłam sama jedna na świecie. Cierpiałam długo i cierpliwie, ale bywały chwile, kiedy miałam szałową ochotę, wskoczyć do rzeki, albo rzucić się na szyję pierwszemu lepszemu. W takiej chwili pan się zjawiłeś i skorzystałeś z mego zniechęcenia, tak samo jakby to każdy inny na twojem miejscu uczynił.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No161 part01.jpg|num=752}}{{tab}}Niestety nasza historyja nie była historją miłosną! Z pańskiej strony był to kaprys, z mojej smutek i znudzenie życiem samotnem, bez celu i podpory. Był to romans nudy ze słabością. Kiedyś mnie pan porzucił, żałowałam, powiem szczerze, iż rozpoczęłam całą tę historję, wołałabym jej nie znać. Ale dałeś mi pan naukę, która mi odjęła chęć do innych podobnych doświadczeń i za to jestem panu wdzięczną. Dziś nie mogę pana ofiarować nic więcej nad przyjaźń i tego tylko masz pan prawo żądać odemnie.<br>
{{tab}}— Żorżetto!<br>
{{tab}}— Panie Hugonie! rzekła modniarka z uśmiechem, bój się pan Boga i nie rób takich omdlewających oczu, ci starzy, co się nam przypatrują, będą się śmieli z pana. Bądźmy poważni. Co też myśli o Joannie pański kuzyn, margrabia de Chazey?<br>
{{tab}}— Nic, rezygnuje.<br>
{{tab}}— Ba! tak się to mówi! Jest on wciąż zajęły swoją dawną... jakby to powiedzieć...<br>
{{tab}}— Pasją?<br>
{{tab}}— Tak jest, dobre określenie.<br>
{{tab}}— Był nią rzeczywiście bardzo {{pp|za|jęty}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No161 part02.jpg|num=753}}{{pk|za|jęty}}... ale ponieważ nie może się już od niej niczego spodziewać...<br>
{{tab}}— O! niczego a niczego, to prawda.<br>
{{tab}}— No, no, jabym znowu za to nie ręczył!<br>
{{tab}}Żorżetta dziwnym wzrokiem spojrzała na Montglarsa, który jej nalewał mrożonego szampana.<br>
{{tab}}— Mój kochany, rzekła, kobieta, mająca poczucie własnej godności, nie przebacza nigdy takiej zniewagi, jaką margrabia wyrządził Joannie. Ja nie wątpię o energii mojej przyjaciółki, a gdyby ona jej dosyć niemiała, ja ją podtrzymywać będę. Zresztą ma ona inną podporę, silniejszą, niżeli taka jak ja biedna dziewczyna.<br>
{{tab}}— Czy tą podporą ma być Descombes?<br>
{{tab}}— Być może. Poczekaj pan, a zobaczysz. Niech tylko on lub kto inny przywiąże się do tej nieszczęśliwej dziewczyny i wydobędzie ją na świat boży z tej biedy, w którą ją rzuciła zbrodnia pańskiego kuzyna, a napewno nie będzie tego żałował. Ona warta, żeby ją złotem obsypano. Pański margrabia wie o tem dobrze, i dlatego prześladuje ją bezustannie prośbami i groźbami, ale my go się {{pp|niebo|imy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No161 part03.jpg|num=754}}{{pk|niebo|imy}}, a raczej nie boimy go się więcej. Pomimo swojej potęgi i bogactwa pójdzie sobie z kwitkiem.<br>
{{tab}}Zrobiła komiczną minę. Odezwała się w niej dawna, piętnastoletnia córka paryzkiego bruku, wychowanka magazynów.<br>
{{tab}}Montglars pomyślał:<br>
{{tab}}— W tem się coś kryje... Dowiem się o wszystkiem przy ulicy Ateńskiej, u Sary.<br>
{{tab}}Hrabina Sara była przecież dawną znajomą i przyjaciółką Ferdynanda Descombes’a.<br>
{{tab}}Od tej chwili vice-hrabia myślał już tylko o skorzystaniu z tej schadzki w celu odzyskania względów dawnej kochanki, która mu się coraz więcej zaczynała podobać!<br>
{{tab}}Ale Żorżetta ani myślała o nawiązaniu tego stosunku.<br>
{{tab}}Wszelkie pokusy, oświadczenia, obietnico pozostały bez skutku.<br>
{{tab}}Żorżetta przez czysto kobiecą zemstę, użyła całego swego sprytu, w celu wzbudzenia w nim żalu za tem, co utracił, rzucając ją.<br>
{{tab}}Sprawiła sobie przyjemność wywoływaniem w nim żądzy, drażnieniem go wszelkiemi sposobami.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No161 part04.jpg|num=755}}{{tab}}O dziesiątej zatrzymali się oboje przed domem przy ulicy Boissy-d’Anglas.<br>
{{tab}}Żorżetta uśmiechnęłałsię wyzywająco i rzekła pieszczotliwym głosem:<br>
{{tab}}— Dobranoc, kochany panie Hugonie. Spij dobrze i... do widzenia.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|{{Korekta|XXVIII|XXV}}.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Przyjacielska narada''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Przez kilka dni można utrzymać w tajemnicy wiadomość taką, jak zaślubiny bogatego, znanego w świecie handlowym młodzieńca, z biedną, lecz cudownie piękną kobietą; dłużej jednak nad dni kilka wieść podobna się w Paryżu nie ukryje.<br>
{{tab}}Muszą wyjść zapowiedzi, znajomi o tem mówią, sami nawet interesowani pozwalają odgadnąć swą tajemnicę.<br>
{{tab}}Descombes uradowany, zachwycony, sam rozgłaszał tę nowinę.<br>
{{tab}}Dla niego był to tryumf, którym się pochwalił przede wszystkiem przed swoją przyjaciółką, hrabina de Gannes.<br>
{{tab}}Czyż mógł przypuszczać, że to zwierzenie poufne przekroczy progi wykwintnego buduaru pięknej Sary.<br>
{{tab}}W osiem dni po obiedzie a Voisin’a, wicehrabia de Montglars znał już całą historyje Ferdynanda Descombes’a i {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No161 part05.jpg|num=756}}piękności z Colombier.<br>
{{tab}}Zaraz przy obiedzie widząc, że Żorżetta nic nie wie, albo nie chce powiedzieć, pomyślał sobie:<br>
{{tab}}— Dowiem się wszystkiego od hrabiny.<br>
{{tab}}I odgadł. Sara powiedziała mu wszystko, a on rozpoczął działanie z nadzwyczajną zręcznością, jak artylerzysta, który naciska na proch, aby więcej siły nadać wybuchowi. Nie powiedział on nic z tego, co zachodziło margrabiemu de Chazey.<br>
{{tab}}Czekał tylko sprzyjającej chwili.<br>
{{tab}}Wiedział on z drobiazgową dokładnością, wiele zuchwalstwa, zapalczywości, namiętności mieści się w duszy pana de Chazey. Wiedział do jakiego stopnia najmniejsza zawada podnieca tego człowieka rozpieszczonego, zepsutego przez los, pragnącego, aby wszystko uginało karku przed jego wolą lub kaprysem.<br>
{{tab}}Niepotrzeba go było popychać siłą na drogę gwałtów, i Montglars też wcale tego nie próbował. I któżby się spodziewał, że zła rada wyjdzie z głowy tak dobrodusznej, różowej, spokojnej?<br>
{{tab}}Montglars zawsze był w obejściu słodki, łagodny, uległy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No161 part06.jpg|num=757}}{{tab}}Ale zdawał sobie bardzo jasno sprawę ze stanu umysłu swego kuzyna.<br>
{{tab}}Od czasu swej bezskutecznej wizyty u dwóch przyjaciółek, przy ulicy Boissy d’Anglars, Klaudyjusz nie mógł usiedzieć na miejscu; był zdenerwowany, zirytowany, rozdraźniony. Łatwo można było odgadnąć, że w całej jego istocie gniew kipi i wyradza tysiąc niewykonalnych projektów.<br>
{{tab}}Zimny opór Joanny doprowadzał go do szału.<br>
{{tab}}Pewnego wieczoru, kiedy obaj kuzynowie byli razem w fumuarze w pałacu de Montrevers, Hugo się odezwał:<br>
{{tab}}— Wiesz, co jabym zrobił na twojem miejscu?<br>
{{tab}}— Co?<br>
{{tab}}— Ty sobie zawracasz głowę; upierasz się przy swym kaprysie dla dziewczyny, która drwi z ciebie, to doprawdy sensu niema.<br>
{{tab}}— Cóż mam zrobić?<br>
{{tab}}Jabym potrafił wybić ją sobie z głowy, zapomnieć? Czy to tak trudno?<br>
{{tab}}I Klaudyjusz próbował ją zapomnieć! Nie odpowiedział nic na to i przechadzał się w milczenia szerokiemi {{pp|kro|kami}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No161 part07.jpg|num=758}}{{pk|kro|kami}}.<br>
{{tab}}— Czyż to brak kobiet? — zaczął znowu wicehrabia. Inne nie są tak dumne.<br>
{{tab}}Czy inne mogą się z nią równać?<br>
{{tab}}— Jest to dziewczyna niepospolita, przyznaję, ale niepodobna jej zmusić, aby cię pokochała.<br>
{{tab}}Klaudyjusz się uniósł.<br>
{{tab}}— Ach! zawołał, nudzisz mnie tem kazaniem! Jak ja raz chcę czegoś, to mi nikt tego z głowy nie wybije.<br>
{{tab}}— Dobrze, ale...<br>
{{tab}}— Ona ulegnie.<br>
{{tab}}— To jeszcze kwestja.<br>
{{tab}}— Ulegnie, mówię ci, dobrowolnie albo z musu.<br>
{{tab}}Twarz Klaudyjusza miała wyraz tak groźny, że wice-hrabia zamilkł.<br>
{{tab}}Przychodzi chwila, kiedy niebezpiecznie jest doprowadzać do ostateczności rozjuszone zwierzę lub roznamiętnionego człowieka.<br>
{{tab}}Kuzyn Hugo był wcieleniem przezorności i ostrożności.<br>
{{tab}}Nadto ostatnie zdanie margrabiego, z pozoru dość niewiane, zastanowiło go.<br>
{{tab}}Był to promień światła, który rozjaśnił ma ciemny punkt historyi z Colombier. Pragnął jednak większej pod {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No161 part08.jpg|num=759}}tym względem pewności. Chazey nanowo zaczął się przechadzać po fumnarze.<br>
{{tab}}Montglars, wygodnie rozparty w fotelu, skrzyżowawszy nogi, palił wyborne cygaro.<br>
{{tab}}— Boże! zaczął po chwili, jakie te kobiety są niestałe, jak lubią zmianę!<br>
{{tab}}— Zkąd ci znów to na myśl przyszło?<br>
{{tab}}— Tak, pomyślałem twojej uwielbianej.<br>
{{tab}}— Nie rozumiem.<br>
{{tab}}— Jakto nie rozumiesz? Ta dziewczyna kochała cię tam na wsi, a nienawidzi w Paryżu! Czy to nie dowód zmienności uczuć kobiecych?<br>
{{tab}}— Kochała mnie! z goryczą powiedział margrabia.<br>
{{tab}}— No, dała ci przecież niezaprzeczony dowód miłości... inaczej...<br>
{{tab}}Margrabia był w stanie takiego rozdrażnienia, że o ostrożności zupełnie zapomniał. Zresztą, pomimo mądrych rad Bazylego, swego kamerdynera, miał do Montglares’a nieograniczone zaufanie.<br>
{{tab}}— Czyżem ci nie mówił przed chwilą, że ulegnie z dobrej woli lub z musu?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No163 part01.jpg|num=760}}{{tab}}— Lub z musu?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— A więc, pierwszy raz uległa...z musu?... rzekł Montglars.<br>
{{tab}}Chazey nic nie odpowiedział.<br>
{{tab}}Rzucił tylko do kominka dopiero co zapaloną hawannę.<br>
{{tab}}W tej chwili weszła do pokoju młoda margrabina, wsparta na ramieniu komendanta Bonnin’s.<br>
{{tab}}— Nie pójdziemy na chwilę do klubu? spytał Klaudyjusz kuzyna.<br>
{{tab}}— Jak chcesz. Musisz koniecznie używać rozrywek, oderwać się od zgubnych myśli wszelkiemi sposobami.<br>
{{tab}}Wychodząc Klaudyjusz zdjęty został żalem. Sumienie wyrzucało mu, że zaniedbuje zbyt widocznie swoją młodą żonę.<br>
{{tab}}Zbliżył się do niej i ujmując za rękę, spytał:<br>
{{tab}}— Czy jesteś jeszcze cierpiącą, Gabryelo?<br>
{{tab}}— Ciągle jeszcze.<br>
{{tab}}— Był doktór Rochard?<br>
{{tab}}— Był dziś nawet.<br>
{{tab}}— Dlaczego nie zatrzymałaś go na obiad?<br>
{{tab}}— Nie chciał zostać.<br>
{{tab}}— Cóż powiedział do ciebie?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No163 part02.jpg|num=761}}{{tab}}— Że trzeba zmienić powietrze... wyjechać na południe, do Algeru….. na kilka tygodni a może nawet miesięcy... gdybyś mógł opuścić Paryż.<br>
{{tab}}— Zapewne, że mogę, jeżeli chodzi o twoje zdrowie. Wyjedziemy, kiedy zechcesz.<br>
{{tab}}— Nie teraz jeszcze, powiedziała młoda kobieta żywo... pora roku zbyt ostra.<br>
{{tab}}Margrabia raz jeszcze powtórzył łagodnie.<br>
{{tab}}— Wyjedziemy kiedy tylko zechcesz, Gabryelo. Jestem zawsze na twoje usługi.<br>
{{tab}}W powozie, którym pojechali do klubu, Montglars zapytał swego kuzyna:<br>
{{tab}}— Jak ci się zdaje, co jest Gabryeli?<br>
{{tab}}— Alboż ja jestem doktorem?<br>
{{tab}}— Czy to co niebezpiecznego?<br>
{{tab}}— Obawiam się, że tak.<br>
{{tab}}Klaudyjusz zamilkł i zatonął w myślach.<br>
{{tab}}Nie myślał jednak o margrabinie.<br>
{{tab}}Nastąpiło dlugie milczenie.<br>
{{tab}}Słowa Klaudyjusza: ulegnie z dobrej woli albo z musu! rzucone nieostrożnie, z cyniczną śmiałością, bezustannie {{pp|na|suwały}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No163 part03.jpg|num=762}}{{pk|na|suwały}} się wicehrabiemu.<br>
{{tab}}Wszystko co mu się wydawało ciemnem w historyi Joanny, rozjaśniło się teraz. Wszystko niewytłumaczone, z łatwością dawało się wytłomaczyć.<br>
{{tab}}Hugo rozumiał już teraz, zkąd ten opór młodej dziewczyny, jej wstręt, nienawiść nawet dla margrabiego.<br>
{{tab}}Z drugiej znów strony, ten pierwszy gwałt wróżył inne jeszcze.<br>
{{tab}}Do czego margrabia będzie zdolny, gdy się dowie nagle o małżeństwie Joanny?<br>
{{tab}}Ta dziewczyna, której obrazu nie mógł się pozbyć, którą raz zdobył za pomocą ohydnego postępku, na zawsze mu się z rak wymykała.<br>
{{tab}}Znalazła obrońcę; będzie posiadała majątek, imię. Stanie się niedostępną. Będzie należała do innego prawnie i nikt nie będzie mu w stanie jej odebrać.<br>
{{tab}}Ta historyja dzikiej nieokiełznanej namiętności skończy się jak licytacyja, w której margrabia nie stanie się posiadaczem licytowanego przedmiotu, ponieważ znalazł się inny, który hojniej go opłacił.<br>
{{tab}}Co on zrobi?<br>
{{tab}}Montglars zadał sobie w duchu to {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No163 part04.jpg|num=763}}pytanie.<br>
{{tab}}Powóz zatrzymał się na placu Opery.<br>
{{tab}}Obaj kuzynowie wysiedli.<br>
{{tab}}Weszli do wspaniałego przedsionka na pierwszem piętrze domu, rzęsiście oświetlonego, gdzie lokaje zdjęli z nich okrycia.<br>
{{tab}}— Czy grają? — zapytał margrabia.<br>
{{tab}}— Tak, proszę pana margrabiego.<br>
{{tab}}— Dużo osób?<br>
{{tab}}— Dużo.<br>
{{tab}}W chwili gdy weszli do salonu gry, krupier licytował bank.<br>
{{tab}}— Sto luidorów. panowie! Kto da więcej?<br>
{{tab}}— Dwieście!<br>
{{tab}}— Pięćset!<br>
{{tab}}— Tysiąc! — rzekł margrabia.<br>
{{tab}}Klaudyjasz grywał rzadko i z zupełną obojętnością jak przy wygranej tak i przy przegranej!<br>
{{tab}}Tym razem los mu sprzyjał.<br>
{{tab}}Do drugiej po północy złoto, żetony i bilety bankowe gromadziły się przed nim, ale jego czoło pozostało zachmurzone.<br>
{{tab}}Montglars, obserwujący go z uwagą, czytał na jego twarzy wszystkie myśli, jak z otwartej księgi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No163 part05.jpg|num=764}}{{tab}}W końcu Klaudyjusz powstał zdenerwowany i rzucił karty, mówiąc:<br>
{{tab}}— Zbyt wiele szczęścia!<br>
{{tab}}Wicebrabia musiał mu pomódz zabrać ogromną sumę, którą wygrał, a której połowę oddałby z rozkoszą za jedno łaskawe spojrzenie tej dziewczyny, która go odpychała.<br>
{{tab}}— Czy wiesz, ileś wygrał? — powiedział Montglars, przeliczywszy sumę.<br>
{{tab}}— Co mnie to obchodzi.<br>
{{tab}}— Sto dwadzieścia trzy tysiące pięćset franków.<br>
{{tab}}— Zabiera te pieniądze. Przydadzą się nam.<br>
{{tab}}— Na co?<br>
{{tab}}— Zobaczymy.<br>
{{tab}}Wyszli razem.<br>
{{tab}}Gdy przejeżdżali most Solferino, Montglars rzeki niedbale do kuzyna.<br>
{{tab}}— Zaniedbujesz Sarę.<br>
{{tab}}— Ba!<br>
{{tab}}— Odwiedź że ją.<br>
{{tab}}— Po co?<br>
{{tab}}— To jednak najlepsza twoja przyjaciółka.<br>
{{tab}}— Cóż ztąd!<br>
{{tab}}— Ona cię może rozerwie, zabawi. Ta kobieta prawdziwie cię kochała.<br>
{{tab}}— Może.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No163 part06.jpg|num=765}}{{tab}}— I zawsze jeszcze jest zachwycająca.<br>
{{tab}}— Co mnie to obchodzi.<br>
{{tab}}— A jaka rozsądna!<br>
{{tab}}Pan de Chazey nie umiał dłużej nad sobą panować.<br>
{{tab}}— Nie lubię jej, nie lubię, nie!... — zawołał — nic i nikogo prócz tej dziewczyny!<br>
{{tab}}Dodał zgrzytając zębami, z pogardą, której nie czuł w sercu:<br>
{{tab}}— Ta chłopka! Nie wiem nawet jakie ona we mnie budzi uczucie, miłość czy nienawiść. Chciałbym ją pokonać! zgiąć! złamać!<br>
{{tab}}— Stajesz się dzikim, wiesz?<br>
{{tab}}Margrabia {{Korekta|probował|próbował}} się uśmiechnąć, ale wykrzywił tylko usta i powiedział:<br>
{{tab}}— Urok na mnie rzuciła.<br>
{{tab}}Odwiózł Hugona do jego mieszkania.<br>
{{tab}}Gdy się żegnali, Montglars powtórzył:<br>
{{tab}}— Odwiedź Sarę. Zdaje mi się, że ona ma ci udzielić jakiejś wiadomości.<br>
{{tab}}— Dobrej?<br>
{{tab}}— Niewiem. Chowa ją dla ciebie. Nie chciała mi nie powiedzieć. Dobrej nocy!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No163 part07.jpg|num=766}}{{tab}}Montglars wszedł do siebie z pieniędzmi wygranemi przez margrabiego; ten ostatni zaś powrócił do swego pałacu.<br>
{{tab}}Napróżno usiłował się rozerwać i odurzyć.<br>
{{tab}}Gra hazardowna, środek, do którego uciekał się już kilka razy od czasu swego powrotu z Algeryi, nie działał, tak samo jak inne.<br>
{{tab}}Wszystko zacierało się u niego wobec płomiennej żądzy posiadania Joanny za jakąkolwiek bądź cenę, choćby za cenę zbrodni, ohydniejszej nawet niż pierwsza.<br>
{{tab}}Ona jedna go zajmowała.<br>
{{tab}}Była to natrętna mara, prześladująca go bezustannie, jak te widma, które obłąkani mają przed oczyma i ku którym dążą, niczem niepowstrzymani.<br>
{{tab}}Powziął nareszcie postanowienie.<br>
{{tab}}Cokolwiek stanie ma na drodze, on to usunie lub złamie.<br>
{{tab}}Ta nieszczęsna miłość rozpalała krew w jego żyłach, piekła mu ciało i szarpała serce, jak szpony drapieżnego ptaka.<br>
{{tab}}Była to kara za jego zbrodnię.<br>
{{tab}}Przeszedł obszerne korytarze pałacu, ciemnego już i milknącego, {{pp|zato|piony}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No163 part08.jpg|num=767}}{{pk|zato|piony}} w myślach.<br>
{{tab}}Gdy mijał drzwi pokoju margrabiny, szepnął mimowolnie:<br>
{{tab}}— Ona umrze młodo.<br>
{{tab}}Ani jedna fibra jego serca nie drgnęła na myśl tę, nie czuł najmniejszej litości dla tej młodej, szlachetnej istoty, przykutej do niego łańcuchem obowiązku.<br>
{{tab}}— Powinien bym był ożenić się z tamtą — pomyślał. To był jedyny sposób uwolnienia się od tej namiętności.<br>
{{tab}}— Dla niego ta myśl była upokarzająca, ale doszedł już do tego punktu, kiedy mężczyzna, ujarzmiony potęgą miłości, spełnia wszelkie warunki, stawiane przez kobietę, i przeciw żadnemu z nich nie śmie się buntować.<br>
{{tab}}Noc długą mu się wydała.<br>
{{tab}}Bez ustanku zadawał sobie pytanie:<br>
{{tab}}— Co za wiadomość od Sary usłyszę? Dla czego nie chciała tego powiedzieć Hugonowi? Prawdopodobnie chodziło tu o Joannę. Przecież Sara to ja odszukała i zapewne z oka jej nie spuszcza.<br>
{{tab}}Nazajutrz rano był przy ulicy Ateńskiej.<br>
{{tab}}Hrabiny nie zastał w domu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No164 part01.jpg|num=768}}{{tab}}O w pół do piątej przyszedł po raz drugi.<br>
{{tab}}Ciągnęła go tam niepokonana ciekawość; przeczucie mu mówiło, że usłyszy coś o niej, o Joannie.<br>
{{tab}}Sara go oczekiwała. Montglars uprzedził ją krótkim bilecikiem.<br>
{{tab}}„Ta dziewczyna go oczarowała. Wszystkiego się można po nim spodziewać“.<br>
{{tab}}Przed domem Sary margrabia zauważył czyjś powóz; w przedpokoju zaś spotkał Ferdynanda Descombes’a, którego twarz promieniała.<br>
{{tab}}Przyszły mąż Joanny udał, że nie poznał margrabiego.<br>
{{tab}}Półcień, panujący w przedpokoju, dokąd światło wydało przez artystycznie malowane szyby, mógł wytłomaczyć to zapomnienie.<br>
{{tab}}Dwaj rywale przeszli obok siebie, bez ukłonu.<br>
{{tab}}Sara, niedbale wyciągnięta na kanapce w swym buduarze, powitała Klaudyjasza ze zwykłym sobie leniwym wdziękiem.<br>
{{tab}}Od pierwszego rzutu oka poznała ona, co się działo w duszy margrabiego.<br>
{{tab}}Montglars się nie mylił.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No164 part02.jpg|num=769}}{{tab}}Pan de Chazey, umiejący zawsze tak doskonale panować nad swemi wrażeniami, teraz pozwalał im swobodnie odbijać się na twarzy. Było to najlepszym dowodem, jak szalona namiętność nim miotała.<br>
{{tab}}Złośliwa radość zbudziła się w sercu Sary na myśl o uczuciach, które szarpały duszę dawnego jej kochanka.<br>
{{tab}}— Mój Boże! — powiedziała do niego. — Co panu jest?<br>
{{tab}}— Nic nadzwyczajnego.<br>
{{tab}}— Wydajesz się pan tak wzburzonym!<br>
{{tab}}Klaudyjusz przygryzł usta.<br>
{{tab}}— Kiedy pani to zauważyłaś, — powiedział — widać, że tak jest istotnie.<br>
{{tab}}— Jakiż powód?<br>
{{tab}}— Pani wiesz sama.<br>
{{tab}}— Ja?<br>
{{tab}}— Pragnąłem ukryć przed panią stan mojej duszy, {{Korekta|powinienbym|powinien bym}} tak uczynić.<br>
{{tab}}— Czy przez delikatność?<br>
{{tab}}— Zapewne.<br>
{{tab}}— Rozgrzeszam pana z wszelkich skrupułów. Czyżem już nie powiedziała, że dla miłości serce moje umarło, ale odrodziło się dla przyjaźni... Innemi słowy, jesteśmy tylko {{pp|towarzysza|mi}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No164 part03.jpg|num=770}}{{pk|towarzysza|mi}}... Możesz mi więc pan wszystko powiedzieć.<br>
{{tab}}— O, pani jesteś dobrą!<br>
{{tab}}— Staram się być taką.<br>
{{tab}}Powiedziała to melancholijnie, z rezygnacyją, pewną dozą tkliwości oraz z bezinteresownością wzniosłej duszy.<br>
{{tab}}Sara była zadziwiającą aktorką. Jej udawania nie podobna było odróżnić od prawdy. Wiele kobiet światowych posiada ten talent.<br>
{{tab}}Naśladowała spowiednika, który zapytaniami ułatwia spowiedź penitentowi.<br>
{{tab}}— Chodzi zapewne o tę panienkę? — spytała pobłażliwie.<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Zapomniałam jej nazwiska.<br>
{{tab}}— Joanna Jousset.<br>
{{tab}}— W rzeczy samej ta osoba posiada wszelkie wdzięki, cały urok czarodziejski. Gdybym była mężczyzną, myślałabym tak samo jak pan. Nie znam piękniejszego posągu, nie widziałam nic poetyczniejszego, bardziej dystyngowanego od tej prowincyjonalistki.<br>
{{tab}}— Prawda?!<br>
{{tab}}— Ależ prawda, prawda, pojmują w zupełności pański zachwyt.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No164 part04.jpg|num=771}}{{tab}}— Ale czy pani wie, że ona nie zgadza się na wszelkie moje propozycyje, że je odpycha?<br>
{{tab}}— Wiem i przyznaję, że to dziwne.<br>
{{tab}}— Ofiarują jej dom, rentę, wszystko słowem.<br>
{{tab}}Sara zagadkowo się uśmiechnęła.<br>
{{tab}}— Kiedy jest tak wybredna, rzekła, to widocznie ktoś inny proponuje jej to samo, co pan.<br>
{{tab}}— Nie przypuszczam.<br>
{{tab}}— A może i coś więcej jeszcze.<br>
{{tab}}— Ależ to niemożliwe!<br>
{{tab}}— Przeciwnie, mój margrabio, to bardzo możliwe.<br>
{{tab}}Klaudjusz żachnął się niecierpliwie.<br>
{{tab}}— Nie! zawołał... Po chwili zaś dodał:<br>
{{tab}}— Czy pani wie, czego ona śmie wymagać?<br>
{{tab}}— Nie wiem i czekam, aż mi pan powie.<br>
{{tab}}— Żąda naprawienia rzekomej krzywdy, którą jej wyrządziłem... Nie, doprawdy, to absurd, niedorzeczność!<br>
{{tab}}— Ale cóż wreszcie?<br>
{{tab}}— Małżeństwa chce, ślubu... nazwiska dla swego dziecka.<br>
{{tab}}Sara ani okiem nie mrugnęła.<br>
{{tab}}— W teoryi jest to żądanie bardzo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No164 part05.jpg|num=772}}słuszne, powiedziała. W praktyce, trudne do spełnienia, naprzód stoi jej na drodze margrabina.<br>
{{tab}}— Ależ to przechodzi wszelkie gra, ta dziewczyna jest szaloną!<br>
{{tab}}— Wprawdzie, spokojnie rzekła pani de Ganes, zdrowie pańskiej żony jest wątłe, już jako panna była ona słaba, delikatna i... jak słyszałam... w bliższej lub dalszej przyszłości!...<br>
{{tab}}— Co pani chcesz powiedzieć?<br>
{{tab}}— Że... na nieszczęście... jesteś pan skazany przez los na utracenie jej.<br>
{{tab}}I margrabia myślał o tem, ale nie wypadało mu się z podobnych myśli zwierzać.<br>
{{tab}}— Dajmy spokój tej dziewczynie, odparł wymijająco. Niechcę o niej myśleć i nic nie uczynię, aby się z nią zobaczyć.<br>
{{tab}}— Pan byś tak postąpił?<br>
{{tab}}— Zapewne.<br>
{{tab}}— Wiesz pan, co ja o tem myślę?<br>
{{tab}}— Pragnąłbym wiedzieć.<br>
{{tab}}— Jesteś pan zakochany po uszy, przykuty do tej dziewczyny żelaznym, nierozerwalnym łańcuchem namiętności. Może pan temu zaprzeczysz przez dumę, ale w duchu jesteś pan przakokany, że mówię prawdę. Każdy ruch, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No164 part06.jpg|num=773}}każde słowo zdradza pana. Napróżno starasz się o niej nie myśleć, nie mówić.<br>
{{tab}}Pomimo woli wracasz do niej ciągle, wszelkiemi drogami. Przyszedłeś pan tutaj po to, aby się o niej nagadać.<br>
{{tab}}Czy nie prawda?<br>
{{tab}}Margrabia spuścił głowę.<br>
{{tab}}— Będziesz pan podróżował, mówiła dalej Sara, będziesz próbował uciec od niej... Próżne usiłowania! Nie stanie panu nawet odwagi oddalić się od niej na długo. Pragniesz wiedzieć, co ona robi, co myśli, co zamierza. Musisz pan to przyznać. Postąpiłeś z nią niezręcznie, jak i z innemi. Miałeś pan sposób zatrzymania jej przy sobie... Tym sposobem jest jej dziecko, za którem ona szaleje, tak samo jak pan za nią... Pan nie odgadłeś tego... Uważałam pana za domyślniejszego, przebieglejszego... doprawdy.<br>
{{tab}}Oczy margrabiego żywiej błysnęły.<br>
{{tab}}— Przez dziecko, pomyślał. Może to dobry sposób.<br>
{{tab}}Ale po chwili przybrał znowu minę przygnębioną i smutną.<br>
{{tab}}— Zresztą, mówiła Sara, wszystko, cokolwiek byś pan teraz uczynił, będzie daremne.<br>
{{tab}}— Dlaczego?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No164 part07.jpg|num=774}}{{tab}}— Ona nie należy już do siebie.<br>
{{tab}}— Co pani mówi?<br>
{{tab}}— Panu jedno tylko pozostaje.<br>
{{tab}}— Co takiego?<br>
{{tab}}— Zapomnieć o niej.<br>
{{tab}}— Nigdy!<br>
{{tab}}— Ale to konieczne.<br>
{{tab}}— Dlaczego?<br>
{{tab}}— To, czegoś pan uczynić nie chciał ani mógł...<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Inny uczyni.<br>
{{tab}}— Wytłomacz się pani!<br>
{{tab}}— Za kilka dni Joanna Jousset, chwilowa kochanka margrabiego de Chazey, będzie się nazywała...<br>
{{tab}}— Kończ pani.<br>
{{tab}}— Jak się pan unosi!<br>
{{tab}}— Nie męcz mnie pani!<br>
{{tab}}Będzie się nazywała panią Ferdynandową Descombes.<br>
{{tab}}Margrabia wstał, wydając jęk głuchy.<br>
{{tab}}— To kłamstwo! zawołał.<br>
{{tab}}— Nie jesteś pan grzeczny! Ale tłomaczę to namiętnością, która pana zaślepia.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No167 part01.jpg|num=775}}{{tab}}— Przyznaj pani, że to nie prawda.<br>
{{tab}}— Co?<br>
{{tab}}— Żeś to powiedziała dla wystawienia mnie na próbę!<br>
{{tab}}— Wcale nie.<br>
{{tab}}— Więc to prawda?<br>
{{tab}}— Najprawdziwsza.<br>
{{tab}}— Zkąd pani wiesz o tem?<br>
{{tab}}— Od osoby interesowanej.<br>
{{tab}}— Od Descombes’a.<br>
{{tab}}— Musiałeś go pan spotkać. Właśnie ztąd wyszedł.<br>
{{tab}}— Spotkałem go... I ona się zgodziła?<br>
{{tab}}— Była w niedostatku. Czyż mogła odmówić?<br>
{{tab}}— A jej córka?<br>
{{tab}}— Descombes posuwa swoją szlachetność do tego stopnia, że...<br>
{{tab}}— Może ją przyznaje za swoją?<br>
{{tab}}— Zgadłeś pan!<br>
{{tab}}— Ależ to zadziwiająco. A ojciec?<br>
{{tab}}— Jaki ojciec?<br>
{{tab}}— Bankier z Besançon.<br>
{{tab}}— Ferdynand oddawna już jest pełnoletni i wolno mu postępować podług własnej woli... zresztą ojciec go ubóstwia i uważa za dobre wszystko, cokolwiek zrobi jego jedynak. Bankier jest zachwycony tem małżeństwem, na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No167 part02.jpg|num=776}}dowód czego zarzuca podarunkami przyszłą swoją synowę. Musisz się pan jej wyrzec.<br>
{{tab}}— I małżeństwo to ma się odbyć?<br>
{{tab}}— Za kilka dni. Narzeczony pragnąłby, aby już było po ślubie.<br>
{{tab}}— Nie dziwię się... ale nie powinien się cieszyć naprzód.<br>
{{tab}}Po chwili uniesienia, margrabia rzekł chłodniej:<br>
{{tab}}— Więc to tej wiadomości miałaś mi pani udzielić?<br>
{{tab}}— Czy ta wiadomość pana dziwi?<br>
{{tab}}— Przyznaję, że tak, ale ostatecznie mogę ją za dobrą uważać. Będzie to koniec mego romansu z tą dziewczyną, której obym nigdy nie był spotkał. I tak już zbyt długo się to przeciągało.<br>
{{tab}}— Zwłaszcza dla niej, złośliwie zauważyła Sara.<br>
{{tab}}Margrabia rozmawiał dalej z pozorną obojętnością, wypytywał o zamiary Descombes’a, o miejsce, gdzie chce zamieszkać po ślubie.<br>
{{tab}}W końcu zaś, gdy się żegnał z Sarą, powiedział:<br>
{{tab}}— Masz pani słuszność, postaram się o niej zapomnieć.<br>
{{tab}}— Chwała Bogu! Odzyskujesz pan {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No167 part03.jpg|num=777}}rozsądek.<br>
{{tab}}— Będzie mnie to może kosztowało, ale zapomnę. Drżenie głosu margrabiego, wyraźnie mówiło, że ten zamiar jego na niczem spełznie.<br>
{{tab}}Gdy powóz jego się oddalił, Sara słuchając turkotu kół, rzekła głośno do siebie.<br>
{{tab}}— Nie chciałabym być w skórze młodego Descombes’a. On go zabije.., Ale jak?<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XXVI.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Na pochyłości''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Hrabina de Gannes miała wiele zmysłu spostrzegawczego i nie oszukała jej pozorna rezygnacyja margrabiego.<br>
{{tab}}Nauczona własnem doświadczeniem, znała ona charakter swego kochanka i wiedziała do czego był zdolny z chwilą, gdy duma jego w grę wchodziła.<br>
{{tab}}Przy pomocy swego rozumu i kociej przebiegłości, doskonale podtrzymywana przez Montglars‘a, który uwiadamiał ją o wszystkiem, co zachodziło u Klaudyjusza, umiała ona stopniowo drażnić, podniecać, rozjątrzać rany jego serca.<br>
{{tab}}Ostatni cios był najgwałtowniejszy.<br>
{{tab}}Margrabia powrócił do siebie w stanie nadzwyczajnego wzburzenia.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No167 part04.jpg|num=778}}{{tab}}Jego ofiara wymykała ma się.<br>
{{tab}}Znalazła opiekuna, przeciw którem nicby nie można było zrobić.<br>
{{tab}}Gdyby nawet pozostała wdową, to i w takim razie był on wobec niej bezbronny.<br>
{{tab}}Dopóki była biedną i słabą, bez żadnej podpory, mógł jeszcze mieć jakąś nadzieję tryumfu, jako bogata, stawała się dla niego niedostępną, Joanna Jousset mogła zostać uwiedziona, skuszona, zwyciężona.<br>
{{tab}}Pani Descombes stawała się równa swemu prześladowany i nie potrzebowała nikomu niczego zazdrościć ani niczego się obawiać.<br>
{{tab}}Trzeba tedy było działać i to bez zwłoki.<br>
{{tab}}Zapowiedzi już wyszły.<br>
{{tab}}Slab miał się odbyć za dni kilka.<br>
{{tab}}Ale co tu robić? Jaką wynaleźć przeszkodę? Ten jedynak, posiadacz znacznego majątku i mający później odziedziczyć ogromne sumy, coraz się powiększające, mógł się z nim mierzyć pod każdym względem.<br>
{{tab}}Margrabia już wprzódy obawiał się z nim współzawodniczyć.<br>
{{tab}}Przy ulicy Saint-Guillaume, w zajeździe w którym Joanna się schroniła {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No167 part05.jpg|num=779}}zaraz po swem przybyciu do Paryża, ujrzawszy na kominku kartę swego sąsiada z Fontenelles, margrabia zaczął go uważać za niebezpiecznego rywala. Lecz podniosłe uczucia jego ofiary, uspakajały go w tym względzie.<br>
{{tab}}Joanna nigdyby się nie zdecydowała zostać kochaką Descombes’a.<br>
{{tab}}Z drugiej znów strony, Ferdynand, jak sądził pan de Chazey, nie pojąłby nigdy za żonę shańbionej dziewczyny.<br>
{{tab}}Margrabia, jak widzimy, nie brał wcale w swych wrachowaniach pod uwagę potęgi, miłości którą jednak, z własnego doświadczenia znać był powinien.<br>
{{tab}}Miłość, która jego, potomka szlachetnych i potężnych rycerzy, członka uprzywilejowanej kasty, faworyta losu natury popchnęła do popełnienia nizkiego, upadlającego występku, miłość mogła przecież skłonić Descombes’a, od tak dawna zakochanego w tej samej kobiecie, do lekceważenia przesądów towarzyskich i zapewnienia sobie jej posiadania?<br>
{{tab}}Czy Joanna nie mogła skłonić do zrobienia tej ofiary, którą wielu poniosło dla kobiet mniej wartych od niej, szlachetnej, czystej, niewinnej, {{pp|pomi|mo}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No167 part06.jpg|num=780}}{{pk|pomi|mo}} wstydu jakim ją okryto? Wiec wszystkie jego zabiegi, usiłowania na nic się nie zdały. Wszelkie starania do niczego nie doprowadziły? Sara nie mogła się mylić albo jego oszukiwać.<br>
{{tab}}I to jeszcze nie wszystko.<br>
{{tab}}Joanna nie tylko na zawsze z rąk mu się wymykała i to w chwili, kiedy jego namiętność doszła do zenitu, ale mogła {{Korekta|skopromitować|skompromitować}} jego honor szlachecki. Było bowiem niepodobieństwem, aby uniesiona wdzięcznością dla człowieka, który ją podnosił z upadku i zbogacał, nie wyznała mu wszystkiego i nie starała się przed nim oczyścić z zarzutu, pod którym w obec świata pozostawała.<br>
{{tab}}Ferdynand Descombes nie będzie naturalnie wątpił o prawdziwości jej wyznań. On uwierzy, że zaślubił ofiarę nie winowajczynię, bo takie przekonanie schlebiać będzie jego miłości własnej. To zwierzenie już zapewne zostało dokonane.<br>
{{tab}}Był więc na świecie człowiek, przed którym margrabia de Chazey będzie musiał spuścić oczy. I człowieka tego może spotykać bardzo często, jak w Paryżu tak i w Franche-{{Korekta|Compté|Comté}}.<br>
{{tab}}Margrabia {{Korekta|bezwłocznie|bezzwłocznie}} wyciągnął {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No167 part07.jpg|num=781}}wniosek z tych rozmyślań.<br>
{{tab}}Człowiek ten musi zostać usunięty.<br>
{{tab}}W przejeździe z ulicy Ateńskiej do pałacu de Montrevers zguba jego została postanowioną.<br>
{{tab}}Ale Klaudyjusz sam działać nie mógł, bo był zbyt dumny na to i kompromitować się nie chciał.<br>
{{tab}}W jednej chwili plan jego był nakreślony dokładnie. Jak Napoleon oznaczał na mapie, na początku kampanii, etapy swych marszów i zwycięztwo, tak Klaudyjusz de Chazey w wyobraźni swojej jasno oznaczył etapy swej zbrodni.<br>
{{tab}}Po wielu paragrafach kodeksu można deptać bezkarnie, zwłaszcza jeżeli się jest miljonerem. Czegóż się nie zrobi pieniędzmi, tym wszechmocnym środkiem i narzędziem?<br>
{{tab}}Margrabiemu nie zbywało ani na pieniądzach, ani na śmiałości, ani też na stanowczości, która tworzy wielkich wodzów i wielkich zbrodniarzy.<br>
{{tab}}Wyobraźnia jego była dość płodną i wynalazczą, miał zaś pod ręką pomocnika, zawsze gotowego mu służyć.<br>
{{tab}}Jednakże, nie wiedząc wcale o tem, dawał on swemu kuzynowi i wrogowi tajemnemu broń niebezpieczną do {{pp|rę|ki}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No167 part08.jpg|num=782}}{{pk|rę|ki}}, której tamten mógł użyć w potrzebie na jego szkodę.<br>
{{tab}}Każda znaczniejszą zbrodnia ma swoją słabą stronę, każdy przestępca swoją Achillesową piętę.<br>
{{tab}}Achillesową piętą margrabiego de Chazey było nieograniczone jego zaufanie do Montglars’a.<br>
{{tab}}Wieczorem, po wizycie a Sary, Klaudyjusz, siodząc sam na sam ze swym kuzynem w odosobnionym saloniku klubu, zdemaskował się zupełnie, odmalował mu swoją namiętność, postanowienie zadość uczynienia jej jakimkolwiek bądź sposobem i wreszcie oświadczył, że Descombes’a, stojącego na zawadzie jego projektom musi usunąć koniecznie.<br>
{{tab}}Nakreślił plan postępowania z precyzją szefa sztabu, rozpoczynającego kampanję.<br>
{{tab}}Pierwszym aktem tego dramatu miało być usunięcie Descombes’a, Montglars słuchał go uważnie, dla formy parę razy zaprzeczył słabo, doradzał zapomnieć o Joannie jako niepodobnej do pokonania.<br>
{{tab}}— Będzie moją albo niczyją! oświadczył margrabia. Będę ją prześladowal aż do jej lub mojej śmierci {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No167 part09.jpg|num=783}}{{tab}}Montglars zdradziecko wylał na pożar płonący w sercu Klaudyjusza jedno z tych wiader wody, które zamiast tłumić ogień, pryskają w górę parą i podsycają jeszcze płomienie.<br>
{{tab}}Ganiąc cel margrabiego, plan jego uznał wszakże za doskonały, nie przedstawiający, najmniejszego niebezpieczeństwa.<br>
{{tab}}Przedewszystkiem potrzebny był człowiek do wykonania tego programu.<br>
{{tab}}Pan de Chazey utkwił posępne spojrzenie w twarzy kuzyna.<br>
{{tab}}— Znajdziesz kogoś? zapytał.<br>
{{tab}}— Znajdę, ale to będzie drogo kosztować.<br>
{{tab}}— Cóż to znaczy?<br>
{{tab}}— Jeżeli ci nie idzie o cenę, to możesz uważać tę rzecz za załatwioną.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|{{Korekta|XXVI|XXVII}}.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Ocalenie''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Wice-hrabia de Montglars miał rzeczywiście pod ręką człowieka, potrzebnego panu de Chazey do odegrania pierwszego aktu dramatu, przezeń ułożonego.<br>
{{tab}}I ze wstydem wyznać nam wypada, że w braku tego, o którym myślał Montglars, znalazłoby się wielu innych, {{pp|go|towych}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No167 part10.jpg|num=784}}{{pk|go|towych}} zrobić to samo.<br>
{{tab}}Paryż posiada pewną liczbę obywateli, którzy za mniejsze lab większe wynagrodzenie podejmą się zrobić wszystko, czegokolwiek się od nich zażąda. Nie zawsze ci obywatele należą do źle i ubogo odzianych, niezawsze gnieżdżą się w odrapanych domach bulwarów zewnętrznych.<br>
{{tab}}Niechcemy tu dowodzić, że bulwary zewnętrzne są czyste jak jutrzenka i zamieszkałe przez ludek łagodny jak jagnięta.<br>
{{tab}}Ale prawdziwych drapieżców sępów i jastrzębi należy szukać gdzieindziej.<br>
{{tab}}Ciemne, nizkie nory, służą za legowisko lisom, tchórzom i szakalom, kontentującym się byle jaką zdobyczą.<br>
{{tab}}Wice-hrabia de Montglars potrzebował sumienia na sprzedaż i poszedł go szukać nie do Belleville lub Clamart.<br>
{{tab}}Wszedł on do ładnej, porządnie utrzymanej kamienicy przy ulicy Saint-Georges. Tam, na pierwszem piętrze mieszkał ten, którego szukał.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No171 part01.jpg|num=785}}{{tab}}Apartament, zajmowany przez tego pana, był urządzony zbytkownie i w najnowszym smaku, zapełniony cackami i dziełami sztuki, jak poczęści bronzy, fajanse, za których cenę można by nabyć niewielkie dobra.<br>
{{tab}}Komorne za ten lokal wynosiło około ośmiu tysięcy franków.<br>
{{tab}}Stajnia zajęta była przez dwa konie, jednego cugowego, drugiego pod wierzch.<br>
{{tab}}Gdy około dziesiątej rano Montglars, uśmiechnięty, wyświeżony kazał oznajmić swoją wizytę właścicielowi tego pięknego mieszkania, doskonale ułożony kamerdyner, po oddaniu karty swemu pana, powrócił, mówiąc:<br>
{{tab}}— Niech pan wice-hrabia pozwoli dalej.<br>
{{tab}}Nic nie wskazywało niedostatku w tym apartamencie, który by mógł olśnić prowincjonalistę, a nawet i sporą liczbę paryżan.<br>
{{tab}}Montglars, wszedłszy do gabinetu pana domu, zastał go w wykwintnej negliżowej żakietce, włożonej na nocną koszulę z najcieńszego płótna, lecz na pierwszy zaraz rzut oka zauważył pięć lub sześć arkuszy stemplowego papieru, zapełnionego dużem {{pp|urzędo|wem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No171 part02.jpg|num=786}}{{pk|urzędo|wem}} pismem, wskazującem wyraźnie ich przeznaczenie i pochodzenie, potem spostrzegł, że te groźne światki przy ciśnięte były maleńkim, bardzo sztucznie wykończonym rewolwerem, który nie znalazł się tam chyba przypadkiem. Wreszcie ten gentleman, ubrany z całem wyszukaniem i elegancją, wcale nie starał się ukryć przed gościem dokumentu, który właśnie pisał i na którym widział nagłówek, pewną nakreślony ręką.<br>
{{tab}}„To jest mój testament“.<br>
{{tab}}Baron Ksawery Lambert, pomimo kwitnącego zdrowia i trzydziestu czterech lab pięciu lat wieku, zajęły był sporządzeniem swego testamentu.<br>
{{tab}}Ale nie rozdzielał on swych dóbr pomiędzy spadkobierców, z tej prostej przyczyny, że dóbr żadnych nie posiadał.<br>
{{tab}}A jednak, niedawno jeszcze, bo przed kilku laty i on był na świetnem stanowisku. I on urodził się pod szczęśliwą gwiazdą.<br>
{{tab}}Zycie hulaszcze, pokusy wszelakiego rodzaju, buduary, gra szczególnie, ta okropna namiętność, która rośnie wówczas, gdy inne gasną przez znużenie, przesyt, pożarły jego ojcowiznę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No171 part03.jpg|num=787}}{{tab}}Jako wnuk dostawcy armii, pochodzenia burgundzkiego, któremu Napoleon I nadał tytuł barona, miał on wszystko za sobą: spryt, majątek, postawę oficera kawaleryi, twarz przystojną z ładnym blond wąsem, zręczność nadzwyczajną do wszelkich ćwiczeń ciała i owe zalety towarzyskie, która jednają mężczyzn i pociągają kobiety.<br>
{{tab}}Teraz baron Ksawery Lambert łudził już tylko świat pozorami bogactwa, ale dotychczas umiał chociaż te pozory uratować.<br>
{{tab}}Jego rozpaczliwe położenie majątkowe znanem tylko było kilku najzaufańszym przyjaciołom, a pomiędzy nimi znajdował się także i Montglars.<br>
{{tab}}Inni nic a nic o tem nie wiedzieli.<br>
{{tab}}Nawet Ferdynand Descombes, pomimo doskonałego węchu dyskontera, nie ɖomyślał się biedy swego towarzysza zabaw i prawie współrodaka, bo Burgundja i {{Korekta|Franche-Compté|Franche-Comté}} graniczą z sobą.<br>
{{tab}}Baron, ujrzawszy Montglars’a, przestał pisać, i zwrócił się w jego stronę.<br>
{{tab}}Wice-hrabia bynajmniej nie był za kłopotany dziwnem posłannictwem, które go tu sprowadzało. Jako {{pp|po|wiernik}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No171 part04.jpg|num=788}}{{pk|po|wiernik}} kłopotów barona, czuł on, że zostanie przyjęty jak gołębica, przynosząca gałązkę oliwną do arki.<br>
{{tab}}Wskazał na rewolwer, na papiery rozłożone na biurka i powiedział:<br>
{{tab}}— Więc już do tego doszło?<br>
{{tab}}— Tak, odparł baron.<br>
{{tab}}— Żadnych środków?<br>
{{tab}}— Żadnych.<br>
{{tab}}— Ani nadziei?<br>
{{tab}}— Nic.<br>
{{tab}}— Pańskie dobra?<br>
{{tab}}— Zasmarowane do {{Korekta|ostniej|ostatniej}} piędzi ziemi nad wartość.<br>
{{tab}}— Kredyt?<br>
{{tab}}— Wyczerpany do dna! Zresztą znasz mnie, wice-hrabio, nie umiem znosić tych ukłóć szpilki, tych tysiącznych upokorzeń i poniżeń, które innych wcale nie dotykają, to pożyczki, prośby o prolongatę, szykana sądowa... Brr! Nie chcę tego! Żyłem sobie czas pewien podług mego gustu, nie odmawiałem sobie niczego... Rzuciłem ostatnią tysiąc-frankówkę... moich wierzycieli... na zielony stolik, tej nocy właśnie i przegrałem. Jestem dobrym graczem, mam przynajmniej taka opinję... Dziś, nie mogą spłacić przegranej gotówka, inaczej się {{pp|ui|szczę}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No171 part05.jpg|num=789}}{{pk|ui|szczę}}... mam kulę i rewolwer w pogotowiu.<br>
{{tab}}— Więc pan przegrałeś?<br>
{{tab}}— Na słowo...<br>
{{tab}}— Wiele?<br>
{{tab}}— Dwadzieścia tysięcy franków.<br>
{{tab}}— Do kogo?<br>
{{tab}}— Do Bizoux.<br>
{{tab}}— Hm! to jegomość, nie nadający się na wierzyciela.<br>
{{tab}}— A prócz tego niecierpi mnie... Niedawno poszło nam o kobietę. Zdmuchnąłem mu małą Raimbaud, jedyną rzecz, której będę żałował, wynosząc się z tego padołu płaczu... On mi tego nie może przebaczyć... Będzie tedy mocno zadowolony, dowiedziawszy się...<br>
{{tab}}— Pojmuję to.<br>
{{tab}}— Mówię więc panu, żem postanowił nie próbować wcale wydostać się tej matni. Trochę wcześniej lub później, czy to nie wszystko jedno? Trzeba tylko jednej sekundy odwagi.<br>
{{tab}}— I nic to pana nie kosztuje?<br>
{{tab}}— Nic.<br>
{{tab}}— Ten skok z doczesności do wieczności przeraża jednak najśmielszych.<br>
{{tab}}— Tem gorzej. Sam jestem winien, że do tego przyszło.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No171 part06.jpg|num=790}}{{tab}}Podał rękę Montglars’owi na znak że go żegna.<br>
{{tab}}{{Korekta|Wice hrabia|Wice-hrabia}} ani się ruszył.<br>
{{tab}}— Widzisz pan, odezwał się znów baron, źle pokierowałem życiem. Dziś, gdybym miał dziesięć tysięcy liwrów renty, osiadłbym w Bretanii albo gdziekolwiek indziej, naprzykład w Korsyce lub Algieryi, gdzie można z tak małą samą żyć po pańsku i byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Byłby to spokój po burzy... zdrowie po gorączce. Dość mi już tego Paryża, zanadto nawet!<br>
{{tab}}Chciał się uśmiechnąć.<br>
{{tab}}— Pan to jesteś mędrcem, ciągnął dalej. Gdybym był cię słuchał... byłoby ze mną inaczej... dawałeś mi pan dobre rady... Nie chciałem się do nich stosować i pokutuję za to. Ale teraz i ja dam panu radę: Strzeż się kobiet i kart... zwłaszcza kart. Pokłoń się pan Chazey’owi! Jakże on się miewa?<br>
{{tab}}— Gorzej niż pan.<br>
{{tab}}— To niemożliwe!<br>
{{tab}}— Tak jest, kochany baronie. Klaudyjusz szaleje!...<br>
{{tab}}— Za kobietą.<br>
{{tab}}— To niechże ją sobie weźmie. Jest {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No171 part07.jpg|num=791}}tak bogaty. Zegnam cię, wice-hrabio!<br>
{{tab}}Montglars stał w miejscu, jakby przyrósł do posadzki.<br>
{{tab}}— Wiele dochodu starczyłoby panu? zapytał.<br>
{{tab}}— Dziesięć lub dwanaście tysięcy franków.<br>
{{tab}}— Przypuśćmy, że dwanaście. Jestto procent od stu-pięćdziesięciu tysięcy franków kapitału.<br>
{{tab}}— Mniej więcej.<br>
{{tab}}— Chciałbyś pan to mieć?<br>
{{tab}}— Zapewne... ale...<br>
{{tab}}— Ofiaruję panu to, czego sobie życzysz.<br>
{{tab}}Baron podskoczył na krześle.<br>
{{tab}}— To żart, powiedział marszcząc brwi.<br>
{{tab}}— Jestem pana nadto życzliwy, aby sobie pozwalać podobnych żartów... szczególnie w chwili, kiedy pan masz tak poważne projekty.<br>
{{tab}}— I ja tak myślę.<br>
{{tab}}— Mówię poważnie... jak najpoważniej.<br>
{{tab}}— Wypowiedz pan jasno myśl swoją.<br>
{{tab}}— Przedewszystkiem musisz pan spłoszyć to czarne motyle, które się tu roją naokoło ciebie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No171 part08.jpg|num=792}}{{tab}}Zabieram pana ztąd.<br>
{{tab}}— Dokąd?<br>
{{tab}}— Na śniadanie... dokąd pan zechcesz?<br>
{{tab}}— A Bizeux i jego dwadzieścia tysięcy?<br>
{{tab}}Montglars wyjął z bocznej kieszeni pugilares, grubo wyładowany banknotami.<br>
{{tab}}Dwadzieścia tysięcy franków w złocie stanowią ciężar dość znaczny, ale w papierach lekkie to jak piórko.<br>
{{tab}}— Oto są powiedział. Nie kosztują one Klaudyjusza nic a nic. Wygrał je tam, gdzieś pan stracił ostatnie tysiąc franków.<br>
{{tab}}— Więc to on mi je daje?<br>
{{tab}}— Zapewne, że nie ja. Nigdy w życiu nie byłem w stanie wyrzucić dwudziestu tysięcy franków.<br>
{{tab}}— I czegoś pan zażąda odemnie za tę przysługę? spytał baron trochę urażony, ale z uśmiechem na ustach.<br>
{{tab}}— Nic trudnego.<br>
{{tab}}— Co jednak?<br>
{{tab}}— Pan doskonałe władasz pałaszem?<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, że tak.<br>
{{tab}}— Pojedynek pana nie trwoży?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No172 part01.jpg|num=793}}{{tab}}Ten, ktoby mi przed chwilą by wpakował dziesięć cali żelaza pod żebro, oddałby mi prawdziwą przysługę. Zawsze to trochę przykro samemu się na tamten świat wyprawiać.<br>
{{tab}}— Nie idzie tu wcale o odbieranie cięcia szablą, tylko o danie komuś innemu.<br>
{{tab}}— Co prawda lepiej mi się to podoba... ale... Spojrzał prosto w twarz Montglars’owi i dodał:<br>
{{tab}}— Pan mi proponujesz zabójstwo?<br>
{{tab}}— Co za szkaradne słowo!<br>
{{tab}}— Wytłomacz mi pan to żądanie.<br>
{{tab}}— Zrobię to jak najzwięźlej. Oto rzecz cała. Chazey, bo ja nie wdaję się w żadne tragedje, jestem najspokojniejszym na ziemi człowiekiem — Chazey kocha szalenie pewną kobietę. Osoba ta, nawiasem mówiąc, bardzo piękna, ma wyjść za mąż. Chasey nie chce tego.<br>
{{tab}}— Jakże to zaradzić?...<br>
{{tab}}— To najprostsza rzecz w świecie. Musisz pan doprowadzić narzeczonego do wyzwania cię i za pomocą pojedynku zmusić do zaniechania projektu małżeństwa... Pretekst łatwo znaleść, dobrze szukając... Pan widujesz się codziennie z tym panem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No172 part02.jpg|num=794}}{{tab}}— Tak?<br>
{{tab}}— Należy on nawet do pańskich dobrych znajomych, przyjaciół prawie. Kłótnię wywołać bardzo łatwo. Świadkowie ją rozjątrzą, tylko trzeba świadków tego przemówienia się wybrać z pomiędzy ludzi niezręcznych. Widzisz pan teraz, że nie chodzi tu o żadne zabójstwo, ani o zbrodnię, ani o nic, co ma jakiekolwiek podobieństwo do tych brzydkich rzeczy.<br>
{{tab}}— Masz pan słuszność.<br>
{{tab}}— Inaczej, czyż, pomimo życzliwości dla mego kuzyna, wmięszałbym się w podobną sprawę? Robię to tylko dla pana.<br>
{{tab}}— Kochany wice-hrabio! rzekł baron nie bez ironii.<br>
{{tab}}— Jeżeli interes się uda, Chazey, płacący swoje długi gotówką i bez zwłoki, da panu...<br>
{{tab}}— Dwanaście tysięcy franków.<br>
{{tab}}— Renty rocznej, dodał spiesznie Montglars.<br>
{{tab}}— Zgoda... ale zabezpieczonych od wszelkich pokuszeń moich wierzycieli.<br>
{{tab}}— Ma się rozumieć.<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}— Będziesz pan tedy przez całe życie wolny od pokusy popełnienia {{pp|samo|bójstwa}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No172 part03.jpg|num=795}}{{pk|samo|bójstwa}}. Teraz chodźmy na śniadanie! W drodze zastanowisz się pan nad moim projektem.<br>
{{tab}}— Jużem się zastanowił — rzekł baron. Skoro chodzi tylko o pojedynek!<br>
{{tab}}—Baron wydawał się bardzo wesołym. Pokazał Montglars’owi niewielką fotografię prześlicznej blondynki.<br>
{{tab}}— Podoba się panu? — zapytał.<br>
{{tab}}— Urocza! — zawołał wicehrabia.<br>
{{tab}}— To mała Raimband — rzekł Lambort wyniosłym tonem — bardzo dziwnie brzmiącym w jego ustach. — Podziękuj pan jaj, bo gdybym miał dość odwagi do rozstania się z nią, inaczej bym przyjął pańską propozycję, która, między nami mówiąc, jest wielkiem łotrostwem. Ale każdy z nas ma swoje występki i warci siebie jesteśmy. Chodźmy na śniadanie.<br>
{{tab}}W samo południe siedli do stołu w Maison-{{Korekta|Doree|Dorée}}. Przy jednym ze stolików, ustawionych naprzeciwko okien, siedział Descombes i dwie młode kobiety nadzwyczaj wykwintnie ubrane Oba towarzystwa zamieniły ukłony.<br>
{{tab}}Montglars szepnął do barona.<br>
{{tab}}— Widzisz pan te brunetkę, siedzącą naprzeciwko Descombes’a?<br>
{{tab}}— Widzę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No172 part04.jpg|num=796}}{{tab}}— Ładna?<br>
{{tab}}— Nadzwyczaj piękna.<br>
{{tab}}— To jej właściwie winien pan jesteś rentę.<br>
{{tab}}— Ideał Chazey’a?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Pan dobrze żyjesz z Descombes’em?<br>
{{tab}}— Doskonale. Ten chłopiec lubi utytułowanych przyjaciół.<br>
{{tab}}— To też jako przyjaciel, przeszkodzisz mu pan popełnić głupstwo.<br>
{{tab}}— Jakie?<br>
{{tab}}— Zaślubienia dziewczyny, o której źle mówiono i uznania cudzego dziecka za swoje.<br>
{{tab}}— Więc to o niego chodzi?<br>
{{tab}}— O niego samego.<br>
{{tab}}— Ach, kochany wicehrabio — szepnął baron widocznie rozczarowany — zepsułeś mi całą przyjemność.<br>
{{tab}}— A to dla czego?<br>
{{tab}}— Te pieniądze nie zostaną przezemnie zarobione. Zbyt łatwe zadanie.<br>
{{tab}}— Więc pan przyjmuje?<br>
{{tab}}— Czy mogę odmówić?<br>
{{tab}}— Zrozumieliśmy się tedy?<br>
{{tab}}— Tak sądzę.<br>
{{tab}}— A zatem będzie pojedynek?<br>
{{tab}}— Kiedy tak być musi! — westchnął {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No172 part05.jpg|num=797}}wykolejony baron.<br>
{{tab}}— Zadasz mu cios prosty... nieszczęśliwy, słowem.<br>
{{tab}}— Wiem, wiem.<br>
{{tab}}Montglars dopiął celu.<br>
{{tab}}— Posłannictwo moje spełnione — powiedział — reszta do pana należy.<br>
{{tab}}Zrobił ruch, jakby maczał palce w swej szklance i ocierał je serwetą.<br>
{{tab}}— Ja — rzekł — jako całkiem obcy całej tej intrydze, umywam ręce od wszystkiego.<br>
{{tab}}— Piłat! — szepnął baron Ksawery.<br>
{{tab}}Interes był załatwiony.<br>
{{tab}}Niktby nie przypuszczał, że chodziło tu o życie człowieka.<br>
{{tab}}Zdawać by się mogło, że tych dwóch ludzi młodych, eleganckich, rozmawia o teatrze lub wyścigach.<br>
{{tab}}Kelner czekał na rozkazy.<br>
{{tab}}— Juljanie! — zwrócił się do niego Montglars, z ukosa spoglądając na Żorżettę, która patrzyła w jego stronę — podaj nam Chablis i trzy tuziny ostendzkịch!<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XXVIII<ref>Dodano przez Wikiźródła.</ref>.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Umowa przedślubna''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Człowiek, opanowany przez namiętność, gdy raz poweźmie jakieś postanowienie, staje się spokojniejszy i {{pp|le|piej}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No172 part06.jpg|num=798}}{{pk|le|piej}} umie trzymać na wodzy swoje nerwy.<br>
{{tab}}Od wizyty Montglars’a barona Lamberta, Klaudyjusz de Chazey stał się zupełnie inny. Komendant Bouin był zdumiony tą zmianą. Baronowa de Senecey nie posiadała się z radości, Margrabia był dla niej grzeczny, jak nigdy przedtem nie bywał, żonę otaczał także czułem staraniem.<br>
{{tab}}Zaczął prowadzić dawny tryb życia, to jest taki, jaki wiodą inni próżniacy wielkiego świata.<br>
{{tab}}Widywano go często w lasku, w towarzystwie przyjaciół, bo wiosna zapowiadała się bardzo pięknie w tym roku i nic nie wróżyło okropności, jakiemi rok ów zapisał się w księdze historyi.<br>
{{tab}}Baronowa Gabryela także wyjeżdżały powozem.<br>
{{tab}}Młoda margrabina, blada, smutna, nie nabierała jakoś sił.<br>
{{tab}}Czuła się jednak szczęśliwszą niż wprzódy. Prawie codziennie widywała Filipa Rocharda. Potem jej dawna nauczycielka, miss Ewelina Darley znowu przy niej zamieszkała.<br>
{{tab}}Margrabia oświadczył, że gotów jest ponieść wszelkie ofiary, byle jej {{pp|zdro|wie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No172 part07.jpg|num=799}}{{pk|zdro|wie}} przywrócić, że nawet Paryż opuści na kilka miesięcy i zamknie się w Sidi-Belbus, gdzie kazał szykować wszystko na przyjęcie margrabiny.<br>
{{tab}}Często jadał śniadanie w klubie, wesoły jak niegdyś, rozbawiony, grywał z niedbałością wielkiego pana, stawiając wysokie stawki i pocieszając się wrażeniami jakich gra dostarczała, po zawodach w miłości. Usprawiedliwiał też to, co mówi przysłowie i wygrywał jak gracz z profesyi.<br>
{{tab}}Montglars wszelkie te pocieszające szczegóły przenosił na ulicę Boissy-d’Anglas.<br>
{{tab}}Pretekstem do jego częstych tam odwiedzin była, jak utrzymywał, prawdziwa miłość, która nagle zapłonęła w jego sercu dla Żorżetty. Ale modniarka miała dość doświadczenia, aby się poznać na gatunku tego uczucia.<br>
{{tab}}Przeczuwała ona jakiś ukryty cel odwiedzin wice-hrabiego, ale nie mogła jakoś go skłonić, aby go jej wyjawił.<br>
{{tab}}Na wszelkie zaś z jego strony oświadczenia, tkliwe zawracanie oczu, przysięgi, odpowiadała zupełną obojętnością.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No173 part01.jpg|num=800}}{{tab}}Montglars był zresztą jednym z tych ludzi, którzy mogą oszukać tylko naiwne i młodziutkie dziewczęta.<br>
{{tab}}Kobieta z pewnem doświadczeniem życiowem może się zakochać w pięknym żołnierza, takim jak był Piotr Morand, albo w dumnym wyniosłym szlachcicu, chociażby nawet okrutnym i despotycznym, jak Klaudyjasz de Chazey. Ale tacy panowie Montglars mogą się podobać przez czas bardzo krótki, mogą gładką, potoczystą wymową zawrócić główkę nieznającemu świata podlotkowi, ale głębszego, trwalszego uczucia nie zbudzą. Żorżetta korzystała z wizyt {{Korekta|wice hrabiego|wice-hrabiego}}, wypytując go o to, co porabiał i zamierzał jego kuzyn.<br>
{{tab}}Montglars udzielał jej wiadomości uspakajających. Mówił, że margrabia godzi się z losem i wyrzeka kobiety, która taki wstręt mu okazuje.<br>
{{tab}}Było to najrozsądniejszem z jego strony postanowieniem.<br>
{{tab}}{{Korekta|Wice hrabia|Wice-hrabia}} nie taił się z tem, że on z całych sił pracował nad doprowadzeniem swego kuzyna do przekonania, że należy zaniechać bezużytecznej walki z Joanną i udało mu się to o tyle, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No173 part02.jpg|num=801}}że margrabia nie zajmował się wcale dawną swą pasją.<br>
{{tab}}Uważał ją za umarłą, bo też w grancie rzeczy z chwilą, gdy została narzeczoną innego, przestała dla niego istnieć.<br>
{{tab}}Zresztą Klaudyjusz miał wyjechać do Algeryi, a oddalenie najlepszem jest lekarstwem na miłość.<br>
{{tab}}Joanna także się uspokoiła.<br>
{{tab}}Dzień ślubu się zbliżał, a prześladowca jej nie dawał dotąd żadnego znaku, że się nadal nią zajmuje.<br>
{{tab}}Żorżetta, pomimo całej swej przebiegłości, zapomniała niebezpieczeństwie.<br>
{{tab}}Z której strony mogło ono zagrażać?<br>
{{tab}}Paryż niepodobnym jest przecież do dziewiczych lasów {{Korekta|Brazyli|Brazylii}} i {{Korekta|pompasów|pampasów}} Ameryki południowej.<br>
{{tab}}Przyszła pani Descombes oczekiwała tedy dnia ślubu swego z wielką ulgą. Zdawało jej się, że teraz w losie jej nastąpi zupełna i korzystna zmiana
w sercu.<br>
{{tab}}Ronault miał rację. Złe czasy minęły, a dobre nastały.<br>
{{tab}}Myślała wprawdzie jeszcze o przyjacielu swej młodości, Piotrze Morand, który sam skazał się na wygnanie do {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No173 part03.jpg|num=802}}Senegalu, dalekiego kraju o zabójczym klimacie i dzikiej ludności. Lecz szlachetność Ferdynanda ujęła ją, a radość przyszłego teścia wzruszała.<br>
{{tab}}Ten dyskonter, chciwy zysku, kochał syna najtkliwszą miłością rodzicielską, a żona, którą Ferdynand sobie obrał, stała się przedmiotem jego uwielbienia.<br>
{{tab}}Codziennie odbierała nowe dowody jego przywiązania. Pałacyk w alei Messyńskiej, w którym była kilka razy, przystrajał się bardzo cennemi przedmiotami, które bankier dla niej przysyłał. Nic nie było zbyt drogiem do jej pokoju.<br>
{{tab}}Wreszcie wszystkie formalności zostały załatwione i dzień umowy przedślubnej nadszedł.<br>
{{tab}}Było to drugiego kwietnia. Ślub kościelny miał się odbyć nazajutrz.<br>
{{tab}}Punkt o jedenastej w gabinecie notarjusza Dorauda, przy ulicy Royale, zebrało się pięć osób.<br>
{{tab}}Joanna nie widziała się z swoim ojcem. Stary Jousset, pomimo jej próśb i błagania, był nieugięty.<br>
{{tab}}Zgodził się na wszystko, co od niego żądano, podpisał pełnomocnictwo na imię kapitana Jousset’a, który {{pp|tryum|fował}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No173 part04.jpg|num=803}}{{pk|tryum|fował}} w swym nowym fraku z czerwoną wstążeczką w pętlicy, ale uparł się nie opuszczać swej pustelni w Colombier. Stary kwakier na wszelkie nalegania ze strony brata, odpowiadał:<br>
{{tab}}— Nie to zostało pomiędzy nami ułożone. Ja dałem słowo {{Korekta|Morandomnie|Morandom, nie}} mogę więc być obecnym na ślubie mojej córki z panem Descombes.<br>
{{tab}}Inwalida był tedy jedynym przedstawicielem rodziny panny młodej.<br>
{{tab}}On nigdyby swej Joasi nie opuścił.<br>
{{tab}}Po krótkiej nieobecności, kapitan powrócił do Paryża.<br>
{{tab}}I jemu było przykro, że projekt połączenia się z Morand’ami upadł, ale cóż można było zrobić?<br>
{{tab}}Małżeństwo Ferdynandem dawało przynajmniej zamożność i pewność, że ukochana jego synowica nigdy nie dozna niedostatku a zyska, stanowisko w świecie.<br>
{{tab}}Na świadków przy spisaniu umowy nie zaproszono nikogo obcego.<br>
{{tab}}Ze strony panny młodej, stryj i Żorżetta. Ot i cała lista.<br>
{{tab}}Jakkolwiek Paryż jest miastem dziwactw różnego rodzaju, jednakże nawet tam nieczęsto się spotyka sytuacyje, podobne tej, która się {{pp|przedsta|wiła}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No173 part05.jpg|num=804}}{{pk|przedsta|wiła}} panu Durand’owi. Ten ostatni, był to człowiek około lat pięćdziesięciu, o twarzy łagodnej i miłej, charakteru nieposzlakowanego, cieszący się ogólnym szacunkiem.<br>
{{tab}}Wziął z biura zeszyt pergaminowy i po lekkiem odkaszlnięciu, jak mówca przed rozpoczęciem mowy, zaczął:<br>
{{tab}}— Uważam za niepotrzebne przeczytanie tej umowy od początku do końca...<br>
{{tab}}Obecni się skłonili na znak zgody.<br>
{{tab}}— Wskażemy tedy główne jej warunki, a te są:<br>
{{tab}}„Do zawarcia związku małżeńskiego przystępują p. Ferdynand Descombes panna Joanna Jousset... Małżonkowie wspólnie używać będą majątku“.<br>
{{tab}}Ferdynand usiadł obok narzeczonej i nie słuchał notarjusza.<br>
{{tab}}— Joanno szeptał, ukochana moja, jutro będziesz należała do mnie i nikt mi cię nie wydrze!<br>
{{tab}}Pan Durand czytał dalej:<br>
{{tab}}„Przyszły małżonek wnosi: 1. Zamek Fontenelles wraz z przyległościami, tak jak takowy otrzymał w spadku po matce“!<br>
{{tab}}— Za kilka dni, szeptał Ferdynand, pojedziemy do Fontenelles, będziemy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No173 part06.jpg|num=805}}tam sami, we dwoje. Kazałem już przygotować wszystko na nasze przyjęcie. Całe mieszkanie będzie napełnione kwiatami. Chcę, żeby ci się tam podobało, moja najdroższa.<br>
{{tab}}Pan Durand wyliczał dalej:<br>
{{tab}}„2. Pałac przy ulicy Messyńskiej, zajmujący tysiąc trzysta metrów kwadratowych“.<br>
{{tab}}— Co za rozkoszne chwile będziemy tam spędzali? — szeptał Ferdynand, nachylając się do ucha Joanny. — Oddałbym za nie Fontenelles i pałac i tysiąc trzysta metrów kwadratowych.<br>
{{tab}}Twarz {{Korekta|Joany|Joanny}} pokraśniała.<br>
{{tab}}Pan Durand czytał:<br>
{{tab}}„Nadto trzy procentowych papierów na sześćdziesiąt tysięcy franków...
czterysta akcyj kolei żelaznej północnej... sumę pięćset tysięcy franków, złożoną w domu bankowym Descombes w Besançon, które pan Descombes, ojciec ta obecny, uznaje za wyłączną własność swego syna.
=— Ten notaryjusz zaczyna mnie nudzić swojem wyszczególnianiem bez końca mówił Ferdynand.<br>
{{tab}}— To dowody twego bogactwa odpowiedziała młoda kobieta.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No174 part01.jpg|num=806}}{{tab}}— Wolałbym chatę wiejską i ciebie, niżeli krocie i miljony Rotszyldów paryskich, londyńskich, frankfurckich i wiedeńskich razem wzięte. Bez ciebie wszelkie rozkosze ziemskie wydają mi się czcze i bezbarwne. Co ty masz w oczach, żeś mnie tak oczarowała? A ojciec, jak on cię kocha!<br>
{{tab}}Notaryjusz przewrócił stronnicę i ciągnął dalej:<br>
{{tab}}„Narzeczona wnosi sumę pięćset tysięcy franków w papierach państwowych“.<br>
{{tab}}Ta jakiś krzykliwy głos zawołał:<br>
{{tab}}— To niemożliwe! W kasie obu Jousset’ów razem nie znalazłoby się nawet i dziesięć tysięcy talarów!<br>
{{tab}}To kapitan Jousset w ten sposób wyraził swój protest.<br>
{{tab}}Ale stary bankier zbliżył się do Joanny i wciskając jej w ręką ogromny zwój banknotów, powiedział:<br>
{{tab}}— Przyjmij moje dziecko. Zostanę przecież twoim ojcem, mam tedy prawo robić ci prezenty.<br>
{{tab}}Joanna wdzięcznym ruchem podała mu czoło do pocałowania.<br>
{{tab}}Descombes pocałował ją i dodał:<br>
{{tab}}— Jesteśmy skwitowani moje dziecko.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No174 part02.jpg|num=807}}{{tab}}Była chwila ogólnego wzruszenia.<br>
{{tab}}Ferdynand uścisnął dłoń ojca, mówiąc:<br>
{{tab}}— Dziękuję ci, kochany ojcze.<br>
{{tab}}Notaryjusz, uderzając w stół kościanym nożem do papieru, żądał chwili milczenia.<br>
{{tab}}— Wreszcie rzekł — dochodzę do ostatnich warunków umowy.<br>
{{tab}}„W razie śmierci jednego z małżonków, drugie ma prawo użytkowania całego majątku, bez wyłączeń.<br>
{{tab}}„Jeżeli będą dzieci, będą one miały prawo do połowy mienia, aż do śmierci tego z rodziców, które po zgonie współmałżonka, ustanowionem zostanie opiekunem ich.“<br>
{{tab}}— Jakiś ty dobry, Ferdynandzie szepnęła Joanna.<br>
{{tab}}— Wszakże to bardzo naturalne.<br>
{{tab}}— Zbyt hojnie mnie obdarzasz.<br>
{{tab}}On westchnął głęboko i powiedział:<br>
{{tab}}— Nie, moja droga, dla mnie to los jest zbyt hojny, obdarzając mnie tobą.<br>
{{tab}}„Pan Ferdynand Descombes oświadcza nadto, co potwierdzi również przy ślubie cywilnym, iż prawnie uznaje za córkę swoją dziewczynkę, zapisaną do ksiąg ludności w merostwie Argenteuil pod imionami {{Korekta|Joany|Joanny}}-Klaudyny {{pp|Jous|set}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No174 part03.jpg|num=808}}{{pk|Jous|set}}, która to dziewczynka odtąd nosić będzie nazwisko Joanny-Klaudyny Descombes, oraz korzystać z wszelkich praw, przysługujących dzieciom, w prawnem małżeństwie zrodzonym.“<br>
{{tab}}— Zdaje się, że to wszystko, dodał pan Durand. Państwo się zgadzacie?<br>
{{tab}}— Na wszystkie punkty — oświadczył bankier.<br>
{{tab}}— W takim razie proszę o podpisy.<br>
{{tab}}Notarjusz podał pióro Joannie, która drżącą ręką nakreśliła swoje nazwisko na pergaminie, w miejscu wskazanem przez p. Durand’a.<br>
{{tab}}Gdy Ferdynand, stary Descombes i kapitan położyli swe podpisy, notarjusz poszedł również za ich przykładem i składając umowę, skłonił się swym klijentom, którzy ustąpili miejsca innym i zeszli z szerokich kamiennych schodów, o stopniach wydoptanych przez całe pokolenia.<br>
{{tab}}Sute i wykwintne śniadanie oczekiwało narzeczonych, kapitana i Żorżettę u starego Descombes’a, w jego, pokojach przy filii banku na ulioy Bergére.<br>
{{tab}}Ferdynand Descombes był w upojeniu.<br>
{{tab}}— Ot i pierwszy krok do szczęścia {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No174 part04.jpg|num=809}}zrobiony! rzekł do swej ukochanej.<br>
{{tab}}Joanna uśmiechnęła się rozrzewniona. Pomimo to, jakiś ciężar tłoczył jej serce, a na twarzy błąkała się chmurka smutku, dodająca jej więcej jeszcze czaru.<br>
{{tab}}O trzeciej Ferdynand, uścisnąwszy ją tkliwie, rozstał się z narzeczoną, żegnając ją słowami:<br>
{{tab}}— Do jutra.<br>
{{tab}}Powóz czekał już na kapitana, jego bratankę i Żorżettę, aby ją zawieść do Saunois.<br>
{{tab}}Dla inwalidy była to przyjemna przejażdżka. Dzień pogodny był jak rzadko.<br>
{{tab}}Bzy zaczęły się okrywać liściem, a pola zieleniały pod promieniami wiosennego słońca. Żorżetta i kapitan rozmawiali. Joanna milczała, pogrążona w zadumie. Przed jej oczyma występowała postać Piotra Moranda. Nie miała doń żalu za jego gniewne uniesienia, pojmując je i usprawiedliwiając. Czyż powodem jego gniewu nie była miłość prawdziwa, wyegzaltowana, żyjąca ciągle w serca tego człowieka, który się skazał na wygnanie, aby się oddalić od miejsc, gdzie tyle cierpiał, chociaż nie miał sobie nic {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No174 part05.jpg|num=810}}do wyrzucenia?<br>
{{tab}}Gdy przybyli do Cocquerl’ów, Joanna namiętnie zaczęła ściskać i całować dziecko.<br>
{{tab}}Dla tej to maleńkiej istoty poświęcała swe uczucia, ale da jej przynajmniej bogactwo i nazwisko.<br>
{{tab}}Ty będziesz moją jedyną miłością, szeptała, mojem szczęściem, nadzieją, niedługo będziemy razem i nic nas nie rozłączy.<br>
{{tab}}Dziecko pieściło jej twarz różowemi pulchnemi rączętami, a łzy matki, jak rosa, spłynęły na jej złociste kędziory.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|{{Korekta|XXVII|XXIX}}.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Złota młodzież''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}O ósmej wieczorem sala Zodiakalna 17 Grand Hotel’u jaśniała od świateł.<br>
{{tab}}Nowoczesne oberże wspanialsze są od niejednego pałacu książęcego lub królewskiego.<br>
{{tab}}Gdyby sto lat temu powiedziano szlachcicowi z Merime lub bogatemu przemysłowcowi z Lyonu, przyjeżdżającym do Paryża omnibusem i mieszkającym przez czas pobytu w stolicy pod „złotą tarcza“ albo pod Opieką Pańską, przy ulicy Grande-Truanderie lab Tiquelonne, że kiedyś dla podróżnych stanie pałac ogromny, z greckiemi, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No174 part06.jpg|num=811}}kolumnami i salonem, noszącym miano Zodiakalnego, o stropach, pokrytych złoceniami, jak pokoje królów w Louwrze — to i szlachcie i ów przemysłowiec byłby również zdumieni, jak gdyby im zaczęto opowiadać o parowozach, fonografie lub wieży Eiffel.<br>
{{tab}}W Grand-Hotel’u istnieje wiele przepysznych salonów, a pomiędzy innemi i Zodiakalny.<br>
{{tab}}Ten ostatni, powtarzamy, był oświetlony jak na bal.<br>
{{tab}}Na stole, pokrytym bielszym od šniegu obrusam, pod promieniami żyrandolu błyszczało srebro trzydziestu nakryć, jaśniały barwami tęczy kryształy rznięte i szkło Baccarat. Możnaby sądzić, że tu się odbędzie uczta weselna.<br>
{{tab}}Nie było to jednak wesele, tylko bardzo wesoły pogrzeb.<br>
{{tab}}Gdy w klubie, którego członkiem był, Ferdynand Descombes, rozeszła wieść o jego małżeństwie, niedawano biedakowi chwili spokoju.<br>
{{tab}}Zdawaćby się mogło, że uknuto spisek na jego kieszeń.<br>
{{tab}}Kto był tego spisku promotorem? Niewiadomo! Przyjaciele bezustannie śpiewali mu chórem co następuje:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No174 part07.jpg|num=812}}<poem>{{f|w=90%|{{tab}}A kiedy się żenisz, bracie
{{tab}}I żyć nie chcesz w celibacie,
{{tab}}Poproś wszystkich nas pospołu
{{tab}}{{tab}}{{tab}}Do sutego stołu
{{tab}}{{tab}}{{tab}}Do sutego stołu!
Niech się szampan leje złoty,
Nie zabraknie nam ochoty
Niechaj żegna wina dzban
{{tab}}{{tab}}{{tab}}Kawalerski stan
{{tab}}{{tab}}{{tab}}Kawalerski stan!}}</poem>
{{tab}}Było to, jako poezja, idiotyczne, jako muzyka, bardzo słaba, ale jasno sformułowane. Ferdynand był dobrym towarzyszem i zgodził się na tak jednogłośne żądanie.<br>
{{tab}}Każdy z jego dobrych znajomych o trzymał zaproszenie na glansowanym papierze z winietką, przedstawiającą trumnę, w której spoczywał młody człowiek i pierrotka wśród girlandy kwiatów.<br>
{{tab}}Zaproszenie brzmiało w ten sposób:<br>
{{tab}}„Niniejszem mamy zaszczyt prosić W. Pana na obrzęd pogrzebu kawalerskiego żywota p. Ferdynanda Descombes’a, zgasłego w trzydziestym drugim roku.<br>
{{tab}}„Ceremonija — nic smutnego — odbędzie się w Grand-Hotel’u, w sali Zodiakalnej, drugiego kwietnia 1878 r. o {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No174 part08.jpg|num=813}}godzinie ósmej wieczorem. Pożądany jest wesoły humor.“<br>
{{tab}}O ósmej tedy przed peronem Grand-Hotel’u stanął cały rząd powozów, który w zdumienie i podziw wprawił turystów, zamieszkałych w hotelu.<br>
{{tab}}Pomiędzy zaproszonymi było najwięcej tego, co ogólnie nazywają „złotą młodzieżą“.<br>
{{tab}}Wiktoryje nowe, eleganckie, z miękkiemi atłasowemi poduszkami, na których przyjemnie tulić się do siebie, siedząc we dwoje; gardenije w butonierkach; dobre, rasowe konie, przystrojone bukiecikami przy uszach, wszystko to było najmodniejsze i w najlepszym stylu.<br>
{{tab}}W dziesięć minut po ósmej wszyscy się zjechali.<br>
{{tab}}Sami {{Korekta|mężczyzni|mężczyżni}}! Wyglądało to smutnie.<br>
{{tab}}Współbiesiadnicy, zebrani w salonie, poprzedzającym salę Zodiakalną, tak nazwaną z powodu konstelacyj zdobiących sufit, byli w komplecie, a tak się przynajmniej zdawało, gdy ktoś zawołał:<br>
{{tab}}— A Lambert?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No176 part01.jpg|num=814}}{{tab}}Dobry humor, który wyraźnie zastrzeżono w zaproszeniach, znalazł tu sobie dobre ujście.<br>
{{tab}}Cały chór czarnych fraków zaczął nucić na nutę najmodniejszej operetki:<br>
{{tab}}— A Lambert! A Lambert!<br>
{{tab}}Barona Ksawerego nie było w rzeczy samej.<br>
{{tab}}— To dziwne — zauważył amfitryon — Lambert jest zwykle bardzo punktualny.<br>
{{tab}}Ferdynand Descombes, bohater wieczora, niewiadomo z jakiej przyczyny, był niezwykle zdenerwowany.<br>
{{tab}}Bywają czasem dnie takie, kiedy, bez określonego powodu, ogarnia nas dziwny niepokój i niecierpliwość.<br>
{{tab}}Zresztą można śmiało przypuszczać, że Ferdynand wolałby był przepędzić ostatni wieczór przedślubny w towarzystwie tej, której obraz serce jego wypełniał, niżeli w zgiełku i gwarze, który mu narzucili przyjaciele i zwyczaj.<br>
{{tab}}Ta zwrotka: A Lambert! silnie go drażniła, ale nie pokazał tego po sobie.<br>
{{tab}}Nareszcie drzwi salonu się rozwarły i główny kelner w uroczystym stroju
oznajmił:<br>
{{tab}}— Panowie! obiad podany!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No176 part02.jpg|num=815}}{{tab}}Była to przyjemna dywersyja.<br>
{{tab}}Stół wyglądał rzeczywiście wspaniale, lecz jeden z obecnych zrobił uwagę:<br>
{{tab}}— Brakuje tu kobiet!<br>
{{tab}}Ten sybaryta miał słuszność.<br>
{{tab}}Czarne fraki, białe krawaty, pomimo kwiatków gardenii na klapie, robiły pogrzebowe wrażenie.<br>
{{tab}}Jakie inaczej przedstawiałby się ten salon, gdyby naokoło stołu, prócz fraków i męzkich twarzy, widniały kolorowe suknie wieczorowe, mieniące jedwabie, blask czarnych oczu, nagie ramiona, sploty lśniących włosów pomieszane z perłami i kwiatami, białe gorsy ubrane brylantami, brylanty zakończające delikatne różowe uszka!<br>
{{tab}}Chór, który niedawno śpiewał: A Lambert! A Lambert! teraz, podczas gdy wnoszono buljon, nucił ponuro:<br>
{{tab}}— Ni jednej kobiety! Ni jednej kobiety!<br>
{{tab}}A jakiś przygodny poeta dodał dla rymu:<br>
{{tab}}— Niestety! Niestety!<br>
{{tab}}Niebawem zaczęła się ożywiona rezmowa.<br>
{{tab}}— Ja — odezwał się Rajmund Desmarets, syn bogatego bankiera z Chaussée-d’Antin, jeżeli się kiedykolwiek {{pp|o|żenię}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No176 part03.jpg|num=816}}{{pk|o|żenię}}, ostatnią noc kawalerskiego życia przepędzę na orgii, jakie tylko starożytni Rzymianie umieli urządzać.<br>
{{tab}}Wtem donośny okrzyk zabrzmiał pod sklepieniem, na którem Koziorożec, Bliźnięta, Waga i Ryby prezentowały swe malowane wdzięki.<br>
{{tab}}Baron Ksawery Lambert ukazał się w salonie.<br>
{{tab}}Nie był sam: Zoe Raimbaud, w białej atlasowej sukni, z pękiem kwiatów pomarańczowych u gorsu i we włosach wspierała się na jego ramienia.<br>
{{tab}}Moźnaby ją było wziąść za narzeczoną. Tylko suknia jej wycięta była tak głęboko, jak tylko można z przodu, a z tyłu aż do obrębu gorsetu.<br>
{{tab}}Było to nader efektowne zjawisko.<br>
{{tab}}Zoe Raimbaud miała lat dwadzieścia osiem, kształty wspaniale rozwinięte, gors śnieżnej białości, ramiona okrągłe, włosy jasne o gorącym, weneckim od cieniu, kibić wciętą, rączki i nóżki maleńkie, — słowem przyjemniej było patrzeć na nią jedna, niżeli na trzydzieści fraków, które stół obsiadły. Pomimo to, wejście jej jakby zmroziło obecnych.<br>
{{tab}}Po powitalnym okrzyku, dość {{pp|niepo|kojące}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No176 part04.jpg|num=817}}{{pk|niepo|kojące}} milczenie zapanowało w salonie.<br>
{{tab}}Dziwiono się bardzo słusznie temu jedynemu wyłączeniu.<br>
{{tab}}Zoe postąpiła parę kroków naprzód, ale doszedłszy do stołu i rzuciwszy okiem dokoła, zwróciła się do barona ze słowami.<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, mój kochany, żeśmy zrobili głupstwo. Nie pozostaje nam nic więcej, jak grzecznie się ukłonić i pożegnać towarzystwo. Odprowadź mnie, proszę.<br>
{{tab}}Zoe Raimband, aktorka z Gymnase, która szybko zeszła ze sceny, nie była osobą bez talentu. Przyzwyczajenie do desek teatralnych dawało jej pewność siebie i umiejętność zachowania się w najrozmaitszych okolicznościach. Baron Ksawery także się nie zdetonował i rzekł spokojnie:<br>
{{tab}}— Widzę, że z nas zażartowano, ale co prawda, żart nie wczesny i niesmaczny.<br>
{{tab}}Pokazał kartę zapraszającą, na której u dołu ktoś dopisał:<br>
{{tab}}„Proszę przyprowadzić Zoe. Po obiedzie będą tańce“.<br>
{{tab}}Descombes, ze swej strony znalazł się bardzo taktownie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No176 part05.jpg|num=818}}{{tab}}— Jeszcze jedno nakrycie! rozkazał. Nie było kobiet, teraz mamy jedną przynajmniej. Niech żyje wesołość!<br>
{{tab}}Entuzyjastyczne hurra! przyjęło to rozwiązanie trudnego zadania.<br>
{{tab}}Obiad ciągnął się dalej.<br>
{{tab}}Zoe posadzono na pierwszem miejscu, naprzeciwko amfitryjona. Wszystkim współbiesiadnikom bardzo to się podobało.<br>
{{tab}}Tylko Ferdynand więcej się jeszcze czuł rozdrażniony niż przedtem.<br>
{{tab}}W Paryża wszystko się roznosi i to upstrzone najrozmaitszemi dodatkami.<br>
{{tab}}Nazajutrz, myślał Descombes, będą rozpowiadali, że noc przedślubna zeszła mu na rozpustnej orgii, a sensacyjne dzienniki półsłówkami wspomną o drastycznych szczegółach tej uczty bachicznej.<br>
{{tab}}Podobne pogłoski mogły dojść do uszu Joanny, a on obawiał się wszystkiego, co mogło ją urazić.<br>
{{tab}}Bardzo często jesteśmy zmuszeni uczucie przykrości pokrywać wesołością, co nas więcej jeszcze rozdraźnia i popycha nawet nieraz do nierozważnych wybuchów.<br>
{{tab}}Ferdynand pragnął znajdować się o sto mil od Grand-Hotelu i być starszym {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No176 part06.jpg|num=819}}o kilka godzin, ale wysiłkiem woli pokrywał te uczucia.<br>
{{tab}}Obecność jasnowłosej Zoe rozweseliła to zebranie złotej młodzieży i uczyniła ją dość hałaśliwą. Zoe umiała być dowcipna dokazywać, jak łobuz paryzki i zawsze była pełną werwy.<br>
{{tab}}Jako córka odźwiernego z Menilmontant, bynajmniej się nie zapierająca swego pochodzenia, nie miała ona żadnej pretensyi do arystokratycznego obejścia i dobrego tonu.<br>
{{tab}}Przed swemi występami na scenie Gymnase nie była nawet w konserwatoryjum. Wychowała się i wyrobiła sama, pozostawszy w gruncie prawdziwą dziewczyną z przedmieścia, wolną w czynach i słowach.<br>
{{tab}}Co do strony moralnej, była to kobieta namiętna i kapryśna. Kaprysem chwili obecnej był właśnie baron Ksawery Lambert.<br>
{{tab}}Baron miał nad nią przewagę inteligencyi i siły. Nigdy Zoe nie miała kochanka tej sfery i rasy.<br>
{{tab}}To też na jego skinienie schowałaby się w mysią dziarę lub zarżnęła najlepszą swoją przyjaciółkę.<br>
{{tab}}Baron był jej władzcą, bogiem, aż do dnia ma się rozumieć, kiedy inne {{pp|bó|stwo}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No176 part07.jpg|num=820}}{{pk|bó|stwo}} nie stanęłoby na piedestale, przez nią samą wzniesionym.<br>
{{tab}}Przy deserze, odurzona doskonałym szampanem i innemi mocnemi winami, których jej bezustannie dolewano, jedząc poziomki, odpowiedziała swemu sąsiadowi, który jej szepnął parę słów do ucha.<br>
{{tab}}— Pewnie, że pan masz racyję! Jedna kobieta na trzydziesta mężczyzn, to trochę zamało. Ale dlaczego niema innych?<br>
{{tab}}Zwracając się zaś do Descombes‘a, który był pogrążony w myślach, zapytała:<br>
{{tab}}— Słuchaj, Ferdynandku, czyś ty tak nagle zeskromniał?<br>
{{tab}}On spojrzał na nią zdumionemi oczyma, nie rozumiejąc prawie co powiedziała.<br>
{{tab}}Myśli jego były gdzieindziej.<br>
{{tab}}Zoe mówiła dalej:<br>
{{tab}}— Dziwneby to było, prawda?<br>
{{tab}}— Dlaczego? — zapytał Descombes machinalnie.<br>
{{tab}}— Dlatego, że się tak żenisz. W takim razie i ze mną możnahy się ożenić, mam przecież kwiat pomarańczowy przy stanika. Słuchaj, Ferdynandku, losy twoja przyszła ubierze się w to {{pp|go|dło}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No176 part08.jpg|num=821}}{{pk|go|dło}} niepokalanego dziewictwa?<br>
{{tab}}Descombes zmarszczył brwi i wyprostował się.<br>
{{tab}}Sąsiedzi usiłowali go uspokoić.<br>
{{tab}}— Nie zważaj na nią, mówiono. — Upiła się.<br>
{{tab}}Ale Zoe, gdy raz puściła wodze językowi, niełatwo ją było powstrzymać.<br>
{{tab}}— A jakże — zawołała, — upiłam się! Ja mam lepszą głowę od was wszystkich, tylko zła jestem. Po co mnie tu sprowadzili samą jedną pomię
zy całe stado rozpustników? Mszczę się za to. Są dziewczęta, co mają szczęście, ale to prawdziwe. Trafiają na takich, którzy je biorą, pomimo żywych dodatków, a potem udają markizy, hrabiny!... Jestem pewna że jego żona, kiedy się spotka ze mną, albo inną mnie podobną, będzie stroiła miny, odwracała głowę, of tak! Gdzieżby taka cnotliwa dama miała patrzeć na jakieś tam... Już i dziś Ferdynand kręci nosem na nas. Czy to ona ci tak kazała? Słowo daję, lepiejbyś mnie ofiarował swoją rękę. Mógłbyś się bawić przynajmniej, nie przeszkadzałabym.<br>
{{tab}}Słuchano jej w osłupienia.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No177 part01.jpg|num=822}}{{tab}}Sąsiedzi usiłowali jej zamknąć usta, tak, jak sąsiedzi Descombes’a starali się go powstrzymać od wybuchu.<br>
{{tab}}Ale było to niemożliwe.<br>
{{tab}}Ferdynand biały, jak gors jego koszuli, wstał z krzesła.<br>
{{tab}}— Dosyć, — rzekł, zwracając się do barona Lamberta. — Ona jest kobietą, mniej niż kobietą, sprzedajną dziewczyną! Od niej niepodobna mi żądać rachunku, ale pan tu jesteś. Za godzinę będą u pana moi świadkowie.<br>
{{tab}}— Baron zachował się z godnością.<br>
{{tab}}— Jestem na pańskie usługi, powiedział. Pańskich świadków mogę przyjąć a siebie w domu, w klubie, albo gdzie się panu podoba.<br>
{{tab}}— W klubie, tam prędzej się wszystko ułoży.<br>
{{tab}}Zoe Raimband wstała. Baron podał jej ramią i wyszli.<br>
{{tab}}Widać było że Lambert wielce się czuje zasmucony tem, co zaszło.<br>
{{tab}}— A teraz, powiedział Descombes, po odejścia jego, bawmy się dalej!<br>
{{tab}}Łatwo sobie wyobrazić, jak szła ta zabawa. W pół godziny potem sala Zodiakalna była pusta.<br>
{{tab}}Koziorożec, Bliźnięta, Waga i Ryby przypatrywały się jeż tylko kelnerom {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No177 part02.jpg|num=823}}hotelowym, sprzątającym ze stołu porcelanę, wypróżniającym niedopite butelki i kończącym ucztę, opuszczoną przez Ferdynanda i jego gości.<br>
{{tab}}O w pół do dwunastej w jednym z salonów kluba czterej panowie układali warunki spotkania, wywołanego wystąpieniem panny Raimbaud.<br>
{{tab}}Świadkowie barona Lambert’a okazali się bardzo skłonni do układów.<br>
{{tab}}Baron zdawał się {{Korekta|zrospaczonym|zrozpaczonym}}, ale przepadał przecież za swoją kochanka, a odrzucenie roli jej obrońcy byłoby zerwaniem formalnem tego miłego stosunku.<br>
{{tab}}Po kilku minutach czterej panowie ukartowali wszystko.<br>
{{tab}}Obraza była zbyt publiczną i poważną, aby można uniknąć pojedynku, ale odbędzie on się tylko dla formy.<br>
{{tab}}O północy przyjaciele Descombes’a zdali mu sprawę ze swej misyi.<br>
{{tab}}Nie będąc tak zręcznym we władaniu bronią jak baron Lambert, Ferdynand był jednak w stanie bronić się.<br>
{{tab}}Mieli się bić na pałasze.<br>
{{tab}}Miejsce wybrano w lasku Bulońskim w parku sir Richard’s.<br>
{{tab}}Czas — siódma rano.<br>
{{tab}}Ferdynand Doscombes odpowiedział {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No177 part03.jpg|num=824}}tylko:<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}A gdy jeden ze świadków, ściskając mu rękę, szepnął do ucha:<br>
{{tab}}— Nie bój się; Lambert jest w rozpaczy — wzruszył lekceważąco ramionami, wyszedł z resursy i pojechał do domu.<br>
{{tab}}— Nie chciałem tego obiadu, zmuszono mnie, pomyślał i wyszło na złe. Miałem przeczucie.<br>
{{tab}}O drugiej w nocy słynny doktór Bertolet został przebudzony w swym pałacyku przy ulicy Penthiérre.<br>
{{tab}}Służący wręczył mu bilecik tej treści:
{{c|„Kochany przyjacielu!}}
{{tab}}Jutro mam pojedynek o siódmej rano w lasku Bulońskim. Chcesz być obecnym temu spotkania? Zdaje mi się, że będę potrzebował twojej pomocy. Wstąpię do ciebie o szóstej minut czterdzieści.
{{f|align=right|prawy=25%|Serdeczne ukłony od}}
{{f|align=right|prawy=15%|Ferdynanda Descombes“.}}
{{tab}}Sławny chirurg zrobił gest niezadowelenia.<br>
{{tab}}— Umysł niespokojny... zła wróżba! szepnął.<br><br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No177 part04.jpg|num=825}}{{c|{{Korekta|XXVIII|XXX}}.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Poranek wiosenny''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Prawie na pół drogi {{Korekta|pomiędzdy|pomiędzy}} Bagatelle i Madriel’em, za knieją leśną, którą wziąśćby można za przeniesioną tutaj z Normandyi i odwiedzaną tylko przez amatorów samotności, znajduje się park, którego mur niknie pod płaszczem z powojów bluszczu i innych pnących się roślin.<br>
{{tab}}Brama parku z niewielkim pawilonem, gdzie mieszka ogrodnik utrzymujący w porządku tę posiadłość, wychodzi na drogę tak pustą i bezludną, jak droga odległej wioski.<br>
{{tab}}W głębi, po za kląbami i trawnikami, wznosi się dom w stylu włoskim.<br>
{{tab}}Jestto bezwątpienia jedna z najpiękniejszych rezydencyi w okolicy Paryża.<br>
{{tab}}Prawie zawsze te urocze, poetyczne wille, na które przechodzień spogląda z zazdrością, należą do osób niedbających o nie i zaglądających tam bardzo rzadko.<br>
{{tab}}Nie inaczej też było i z tym parkiem i pałacykiem włoskim. Od lat dwudziestu, to jest od czasu, jak zostały własnością jednego z najbogatszych obywateli Anglii, miały one szczęście {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No177 part05.jpg|num=826}}widzieć jego osobę co najwyżej dwa razy.<br>
{{tab}}Zostawia on je w rękach swych ogrodników, którzy z nich korzystają wedle swej woli — i trzeba im oddać sprawiedliwość — utrzymują je w porządku, niepozostawiający {{Korekta|mnie|nic}} do życzenia. Odosobnienie, cień, cisza czynią tę miejscowość jakby stworzoną do spotkań romantycznych.<br>
{{tab}}Ale trzeba być w najlepszych stosunkach z ogrodnikami, chcąc uzyskać prawo wolnego wejścia i flirtowania wpośród gęstwiny kwiatów i krzaków, lub odbycia jednego z tych śmiesznych prawie pojedynków na pistolety, albo szpady, tak częstych dzisiaj pomiędzy dziennikarzami i działaczami politycznymi.<br>
{{tab}}Punkt o siódmej stanął przed bramą parku, niby nieumyślnie otwartą, powóz, z którego wysiadł baron Ksawery Lambert w towarzystwo swych; świadków z których jeden trzymał pod pachą pudło długie i węższe od pudła do skrzypiec.<br>
{{tab}}Świadkowie mieli nader dobroduszne miny. Byli to najserdeczniejsi przyjaciele barona i jak on stali bywalcy w modnych zbrojowniach i wielcy {{pp|lu|bownicy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No177 part06.jpg|num=827}}{{pk|lu|bownicy}} fechtunku.<br>
{{tab}}Baron był wzburzony i niecierpliwy, blady i zafrasowany.<br>
{{tab}}— Jeden z {{Korekta|sekundatów zbiżył|sekundantów zbliżył}} się do niego i powiedział:<br>
{{tab}}— Co tobie jest? Nigdym cię tak nerwowym nie widział.<br>
{{tab}}— Jestem w szkaradnem usposobieniu, a ta wczorajsza scena rozdrażniła mnie do najwyższego stopnia.<br>
{{tab}}— Ach! z temi kobietami!<br>
{{tab}}— Zoe wpadła poprostu w fiksację! I przez nią muszę się bić z człowiekiem, przeciwko któremu nic, ale to absolutnie nic nie mam, prawie z przyjacielem.<br>
{{tab}}— Co tam! zadraśnie on ciebie albo ty jego i będzie po wszystkiem.<br>
{{tab}}— Czy to można przewidzieć wszystko... Małe roztargnienie tylko...<br>
{{tab}}— No, to go poproś.<br>
{{tab}}— Co do mnie, nie wahałbym się ani chwili. Cała ta sprawa jest straszliwie głupia...<br>
{{tab}}— A więc?\<br>
{{tab}}— Zoe by mi tego nigdy nie przebaczyła. Ty nie znasz tej dziewczyny.<br>
{{tab}}— To z nią zerwij.<br>
{{tab}}— Nie mogę. To najpiękniejszy z {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No177 part07.jpg|num=828}}szatanów. Ale nie z Descombe’sem pragnąłbym się bić...<br>
{{tab}}— A z kim?<br>
{{tab}}— Z autorem tego idiotycznego żartu!<br>
{{tab}}— Czy nikogo nie podejrzewasz?<br>
{{tab}}— Nikogo.<br>
{{tab}}— To dziwne.<br>
{{tab}}Baron spojrzał na zegarek.<br>
{{tab}}— Siódma, powiedział. Jeżeli ich nie będzie za pięć minut, odjeżdżam...<br>
{{tab}}I jakże tu podejrzewać zamiary gentlemana, tak {{Korekta|zrospaczonego|zrozpaczonego}} całem zajściem, które wywołało pojedynek i gotowego nawet przeprosić przeciwnika!<br>
{{tab}}Tylko wzgląd na kochankę od tego powstrzymywał go. Cóż naturalniejszego nad to?<br>
{{tab}}Kobiety trzeba szukać, kobiety: one to są powodem wszystkiego złego, a przynajmniej łatwo im ten wpływ przypisać.<br>
{{tab}}W tej awanturze, jak wiemy, inny tkwił powód, jak nietaktowne znalezienie się jasnowłosej Zoe...<br>
{{tab}}W chwilę po wypowiedzeniu przez barona ostatniego zdania, przed bramą parku zatrzymały się dwa powozy. W jednym siedzieli sekundanci Fordynanda Descombes’s, wiozący z nową {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No177 part08.jpg|num=829}}takie samo padło, jakie przywieźli świadkowie barona. W drugim Ferdynand i doktór gawędzili po przyjacielsku.<br>
{{tab}}— To tu, rzekł Descombes, gdy stanęli na miejscu. Doskonałe miejsce na rąbanie się, powiedzieliby dwaj zawadjacy z dawnych czasów, którzy tak skorzy byli do skrzyżowania rapirów.<br>
{{tab}}Chociaż był dopiero trzeci kwietnia, wiosna zaczęła już sypać piękne swe dary. Pamiętają zapewne czytelnicy, jak wcześnie zrobiło się ciepło w roku 1870, tym nieszczęsnym dla Francyi roku.<br>
{{tab}}Trawniki gęsto pokryte świeżą trawką, zieleniały jak szmaragdy. Ptaki szczebiotały na gałęziach, pączki się rozwijały.<br>
{{tab}}Szpalery, złożone z drzew starych wysokich, zieleniły się, pokryte delikatnym młodym liściem. Przeciwnicy grzecznie się sobie skłonili.<br>
{{tab}}Świadkowie wybrali miejsce, równe jak stół, na końca ale ogrodowej, następnie los zadecydował, które szpady miały zostać użyte. Pomiędzy przeciwnikami zachodziła wybitna różnica.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No178 part01.jpg|num=830}}{{tab}}Baron Lambert, prawie w tym samym wieku co Ferdynand, był o pół stopy od niego wyższy, silny, muskularny, zręczny w ruchach. Był nadto jeźdźcem doskonałym, a bronią władał jak pierwszy fechtmistrz.<br>
{{tab}}Pojedynek ten był dla niego igraszką.<br>
{{tab}}Pomimo to był ponury, niespokojny, prawie zirytowany.<br>
{{tab}}Ferdynand Descombes przeciwnie był spokojny i śpieszno mu było załatwić tę sprawę, jak nudną pańszczyznę, która mu pokrzyżowała plany.<br>
{{tab}}Poprzedniego wieczoru, powróciwszy do siebie, napisał kilka listów, następnie, po uporządkowania swych interesów na wypadek nieszczęścia, usnął marząc o tej, która nazajutrz miała jego żoną zostać.<br>
{{tab}}Rano, po przebudzenia, czuł się spokojny i pewien siebie.<br>
{{tab}}Bronił wszakże dobrej sprawy. Obrażono jego narzeczoną, słusznie więc stanął w jej obronie. A zresztą, czyż mogła tu być mowa o śmierci? Ferdynand nie czuł w sercu żadnej nienawiści do Lambert’a, a nawet do Zoe Raimbaud, przyczyny całego nieszczęścia, którą szampan trochę nadto {{pp|roz|gorączkował}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No178 part02.jpg|num=831}}{{pk|roz|gorączkował}}.<br>
{{tab}}Ferdynand był odważny.<br>
{{tab}}Pchnięcie pałaszem nie jest gorsze od cięcia lancetem i nie zabija człowieka, a zresztą nie było żadnej pewności, że on koniecznie musi być zwyciężony.<br>
{{tab}}Widziano już wybornych fechtmistrzów, którzy przy spotkaniu pozwalali się drasnąć nowicjuszom.<br>
{{tab}}Był tedy Descombes zupełnie spokojny i prawie się uśmiechał. Myśl jego błądziła daleko aż przy ulicy Boissy d’Anglas.<br>
{{tab}}Zdjąwszy ranną żakietkę, skłonił się przeciwnikowi z przyjacielską prawie serdecznością. Lambert uczynił to samo, ale ruchy jego były szybkie, twarz trupio blada, rysy ściągnięte.<br>
{{tab}}Widocznem było, że pomimo iż usiłował to ukryć, znajdował się pod wpływem bardzo przykrych uczuć.<br>
{{tab}}Ferdynand Descombes wziął szpadę, którą mu wręczono i nie patrząc nawet na nią, od niechcenia spróbował dotykając ziemi końcem. Baron pałasz swój obejrzał na wszystkie strony i w końcu stanął w pozycyi.<br>
{{tab}}Descombes rozpoczął walkę kilku żywszemi razami, które bez trudności {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No178 part03.jpg|num=832}}zostały odparte.<br>
{{tab}}Baron zachowywał pozycję czysto obronną.<br>
{{tab}}Zdawaćby się mogło, iż obawiał się zbliżyć do przeciwnika i chciał go trzymać w oddaleniu.<br>
{{tab}}Dwa razy skrzyżowali broń bez żadnego rezultatu.<br>
{{tab}}Baron władal bronią nieporównanie. Jego szpada jakby odgadywała, z której strony się na nią zamierzano.<br>
{{tab}}Wkrótce Descombes, wyczerpany z sił, z czołem zroszonem potem uczuł, że baron zwolna się oddala, jakby przyciągnąć go pragnął. Poddał się tym ruchom, machając szpadą na chybił trafił, znużony, bezsilny. Nagle usta barona wykrzywił uśmiech pełen obrzydzenia i wzgardy dla innych czy też dla siebie samego, uderzył ostrzem pałasza o szpadę swego bezsilnego przeciwnika i ruchem szybszym od błyskawicy, niedostrzeżonym prawie przez świadków, zadał mu straszny cios w piersi.<br>
{{tab}}Krzyk się rozległ, ale nie ranny krzyknął. Baron Lambert rozpaczliwym ruchem odrzucił szpadę swą daleko i pobiegł podtrzyma Ferdynanda.<br>
{{tab}}Doktór już go w tem uprzedził.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No178 part04.jpg|num=833}}{{tab}}Panie! powiedział, zabiłeś go.<br>
{{tab}}Baron rozdzierał sobie piersi paznogciami.<br>
{{tab}}— To fatalność, szepnął blady, jak posąg rozpaczy.<br>
{{tab}}Ale złe już się stało.<br>
{{tab}}Przekupiony zabójca spełnił swe za danie. Margrabia de Chazey mógł być z niego zadowolony. Usłużny jego pośrednik żądał poważnego pojedynku, jednego z owych ciosów nieszczęśliwych, które zabijają człowieka. Zrobiono jak kazał.<br>
{{tab}}Pojedynek, wynikły z błahej przyczyny zuchwalstwa, podnieconej szampanem, dziewczyny, nie miał nic poważnego, ale cios był tak nieszczęśliwy, jak tylko sobie można było życzyć.<br>
{{tab}}Szpada barona, którą rzucił na ziemię z kłamaną rozpaczą, była zabarwiona krwią więcej, niż na dziesięć cali długości.<br>
{{tab}}Każda komedyja musi mieć koniec. Świadkowie barona szczerzej zmartwieni niż główny aktor całej tej opłakanej przygody, skłonili się sekundantom rannego i odjechali ze swym przyjacielem.<br>
{{tab}}Na miejsca spotkania pozostał Ferdynand Descombes, doktór i {{pp|świadko|wie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No178 part05.jpg|num=834}}{{pk|świadko|wie}} Ferdynanda. Rana, oczywiście była śmiertelną, chyba żeby cud jakiś śmierci nie dopuścił. Słynny chirurg nie miał żadnej nadziei.<br>
{{tab}}Widać to było po wyrazie jego twarzy poważnej i stroskanej.<br>
{{tab}}Klęcząc na trawie przy rannym, badał go.<br>
{{tab}}Szpada barona Lamberta weszła w piersi jego przeciwnika z prawa na lewo, pomiędzy drugiem a trzeciem żebrem.<br>
{{tab}}Głębokość rany można było poznać po krwi, broczącej ostrze pałasza.<br>
{{tab}}Pomimo to ranny, który zemdlał, po kilku chwilach otworzył oczy i odzyskał zupełną przytomność.<br>
{{tab}}— Doktorze, powiedział słabym głosem jestem zgubiony, czuję to. Niech mnie zaniosą do domu. Proszę cię tylko o przedłużenia mi życia na kilka godzin... jeżeli to możliwe...<br>
{{tab}}Chirurg starał się go uspokoić.<br>
{{tab}}— Nie, rzekł Ferdynand... jestem zgubiony! Jedźmy.<br>
{{tab}}Powozy czekały. Doktór się namyślał.<br>
{{tab}}Kareta Descombes’a była doskonałym pojazdem od Ehler’a.<br>
{{tab}}Jadąc zewnętrznemi bulwarami do parka Monceau, można było uniknąć wstrząśnień na bruku i bez wszelkich {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No178 part06.jpg|num=835}}trudności przybyć do pałacyku przy ulicy Messyńskiej.<br>
{{tab}}Zresztą uczony lekarz był zdania swego nieszczęśliwego klijenta.<br>
{{tab}}Od pierwszego rzutu oka, uważał go za straconego bezpowrotnie, a mylił się bardzo rzadko. Długa praca w szpitalach, operacje bez liku, jakich codziennie dokonywał, dawały znakomitemu chirurgowi pewność wzroku i ręki prawie nie omylną.<br>
{{tab}}Po puszczenia krwi rannemu, ruszono w drogę.<br>
{{tab}}Ranny musiał cierpieć okropnie.<br>
{{tab}}Krwawa piana wystąpiła mu na usta, rysy się ściągnęły pod wpływem bólu, ale rwał się do życia z nadzwyczajną energiją.<br>
{{tab}}— Mam jedno życzenie, mówił do doktora, niech się ono spełni a umrę zadowolony!<br>
{{tab}}W drodze zemdlał kilka razy. Powóz musiano zatrzymać i myślano, że ranny skona.<br>
{{tab}}Ale on opierał się śmierci z trudnym do uwierzenia uporem.<br>
{{tab}}Smutna ta podróż trwała trzy godziny.<br>
{{tab}}W południe Ferdynand Descombes spoczywał w swoim ślicznym pałacyku, świątecznie przystrojonym na przyjęcie młodej pani. Rozciągnięty na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No178 part07.jpg|num=836}}łóżku, blady był jak umarły, lecz oddychał jeszcze.<br>
{{tab}}Doktór nie wątpił już ani na chwilę, że pacyjent jego dnia nie przeżyje.<br>
{{tab}}Nauka tylko mogła cudem ostrożności i zręczności przedłużyć to życie jeszcze na kilka godzin.<br>
{{tab}}Głowa rannego spoczywała na draperyjach z koroeok i jedwabiu, które miały służyć za posłanie jego szczęściu, położono go bowiem w pokoju przeznaczonym dla Joanny.<br>
{{tab}}Krótki oddech jego chwilami ustawał zupełnie, puls bił wahająco, co wskazywało zatrzymywanie się serca, tego żywego zegaru, którego pęknięcie nas druzgocze.<br>
{{tab}}Z jednej strony łóżka stary Descombes osłupiały, przybity, nie odrywał wzroku od twarzy jedynaka.<br>
{{tab}}To dziecko, o którego zdrowie drżał lat trzydzieści, umierało nie przez chorobę, nie przez zrządzenie Boga, ale z ręki ludzkiej.<br>
{{tab}}Miał teraz zostać sam jeden ze stosami złota, którego marność teraz dopiero rozumiał.<br>
{{tab}}Z drugiej strony klęczała Joanna, z głową ukrytą w atlasach kołdry, usiłując tłumić łkanie, rozrywające jej piersi, z goryczą myśląc o fatalności, która w tak okropny sposób ją {{pp|ści|gała}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No178 part08.jpg|num=837}}{{pk|ści|gała}}.<br>
{{tab}}Na posadzce rozścielała się w bogatych fałdach jej biała jedwabna suknia narzeczonej.<br>
{{tab}}Joanna dobrze wiedziała, zkąd wypadł cios, który w nią ugodził.<br>
{{tab}}Rzucił go człowiek, który jej powiedział:<br>
{{tab}}— Będziesz moją lub niczyją!<br>
{{tab}}Dotrzymywał słowa.<br>
{{tab}}W rogu pokoju Żorżetta cicho płakała.<br>
{{tab}}I ona {{Korekta|zrozumała|zrozumaiła}}cały ten nieszczęśliwy wypadek.<br>
{{tab}}Kapitan Jousset z wściekłością w oku i zaciśniętemi pięściami, jakby chciał kogoś zadusić, rozmyślał nad przyczyną katastrofy.<br>
{{tab}}Ranny ocknął się z omdlenia, które trwało dłużej niż poprzednie.<br>
{{tab}}Spojrzał na ojca błagalnym wzrokiem i wskazując na Joanne, zmieniona przez ból, powiedział:<br>
{{tab}}— Ojcze, chcę, aby ona została twoją córką i zastąpiła mnie.<br>
{{tab}}Bankier rzucił na doktora spojrzenie, które miało znaczyć:<br>
{{tab}}— Czy będziemy mieli dość czasu?<br>
{{tab}}{{Korekta|Chyrurg|Chirurg}} skinieniem głowy odpowiedział:<br>
{{tab}}— Tak!<br><br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No179 part01.jpg|num=838}}{{c|{{Korekta|XXIX|XXXI}}.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Cena krwi''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Powróciwszy do swego mieszkania na placu Saint Georges, baron Lambert pozbył się już połowy swych wyrzutów.<br>
{{tab}}W rzeczy samej, miał on kilka chwil okropnych. Tak odrazu niepodobna przywyknąć do rzemiosła kata.<br>
{{tab}}Zabił za pieniądze istotę niewinną, nieszkodliwą, która ma nigdy nic złego nie zrobiła. Tak zwani „bravi“ i skrytobójcy, którzy sztylet swój i rapir ofiarowywali na usługi, tych co im płacili, i czyhali na rogu ulic lub za drzwiami, aby zabijać za złoto, nie byli więcej godni pogardy od niego.<br>
{{tab}}Baron powiedział to sobie po cichu.<br>
{{tab}}Obraz jego przeciwnika, padającego na ręce doktora, wywierał na nim nieprzyjemne wrażenie.<br>
{{tab}}Ale wróciwszy do siebie, długo wpatrywał się w fotografiję Zoe {{Korekta|Raimband|Raimbaud}}; następnie przebrał się z nadzwyczajnem staraniem; umył ręce bardzo ładnie pachnącem mydłem, otarł je cienkim, miękkim ręcznikiem i zniweczywszy w ten sposób ostatnie ślady pojedynku, który raczej nazwać by wypadało zwyczajnem morderstwem, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No179 part02.jpg|num=839}}wsiadł do powozu i poszedł oznajmić nowinę swej lubej, zamieszkałej przy ulicy Berlińskiej, gdzie zatrzymała swego zwyciężcę na śniadaniu, zastawionem w wykwintnej jadalni. Interes był skończony. Zbrodnia, jeżeli było to zbrodnia w oczach moralistów, coraz to rzadszych na świecie, należała do rzędu takich, za które karze winowajcę tylko jego własne sumienie.<br>
{{tab}}A sumienia tak są nieraz pobłażliwe!<br>
{{tab}}Jeszcze przed udaniem się do kochanki, baron wysłał swego służącego do Montglars’a z krótkim bilecikiem tej treści:<br>
{{tab}}„Fatalny pojedynek, dziś rano o siódmej, w willi sir Richard’a, w lasku Bulońskim. Przeciwnik śmiertelnie raniony. Jestem w rozpaczy z tego powodu.
{{f|align=right|prawy=15%|Bar. Ks. Lambert.“}}
{{tab}}W świecie paryzkim, a może i gdzieindziej, weszło w zwyczaj pisać tak, aby myśl główna była ukrytą dla wszystkich, prócz osób w daną sprawę wtajemniczonych.<br>
{{tab}}Trzeba umieć czytać pomiędzy wierszami, aby podobne listy rozumieć {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No179 part03.jpg|num=840}}właściwie.<br>
{{tab}}Bilecik barona Lambert’a, przetłomaczony na zwykły, ogółowi zrozumiały język, miał następujące znaczenie:<br>
{{tab}}„Obstalowany pojedynek odbyty z pożądanym rezultatem. Ferdynand Descombes śmiertelnie ranny. Zarobiłem wiadomą sumę. Zapłaćcie mi!<br>
{{tab}}Ale wiadomo, że ludzie zręczni — a światowcy dość posiadają zręczności, aby się nie przyznawać otwarcie do popełnienia niegodziwości — nie piszą nigdy podobnych rzeczy, lecz umieją tak się urządzić, aby je można było odgadnąć.<br>
{{tab}}Wice-hrabia de Montglars zrozumiał bez trudu. Oczekiwał tej wiadomości u siebie i otrzymał ją o godzinie dziewiątej.<br>
{{tab}}W dziesięć minut potem wszedł do gabinetu swego kuzyna w pałacu Montrevers.<br>
{{tab}}Margrabia przechadzał się wzdłuż i wszerz po obszernym pokoju, którego ściany obstawione były szafami do książek, oprawnych w skórę i binstami z marmuru i bronzu.<br>
{{tab}}Jeden z Montrevers’óx człowiek wielce uczony i członek akademii za {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No179 part04.jpg|num=841}}czasów Restauracyi, zdobył sławę swem dziełem o trucicielstwie starożytnem i nowoczesnem.<br>
{{tab}}W spocyjalnem tem dziele napisał on historyję słynnych trucicielek, od Lokusty aż do margrabiny de Brinvilliers i la Voisin.<br>
{{tab}}Książka ta, istne arcydzieło erudycji i dokładności, leżała otwarta na biurku pana de Chazey w chwili, gdy wchodził Montglars.<br>
{{tab}}Ten ostatni rzucił na nią roztargnionem okiem i usunął się na stronę, dając czas kuzynowi do zamknięcia i schowania tak dziwnej lektury.<br>
{{tab}}Nagły rumieniec pokrył twarz Klaudyjusza.<br>
{{tab}}Ubogi krewny, zatrzymawszy się przed portretem uczonego, któremu zdawał się z wielką uwagą przypatrywać, mówił:<br>
{{tab}}— Co to za ciekawy okaz ten Montrevers! Żeby człowiek, mogący przepędzić życie wesoło i nic nie robiąc, wpadł na myśl ślęczenia całemi latami nad pyłem szpargałów!<br>
{{tab}}Gdy się odwrócił, ciężki, bogato prawny folijał już znowu zajął swoje miejsce w bibliotece.<br>
{{tab}}— Co pojedynek? — zapytał {{pp|mar|grabia}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No179 part05.jpg|num=842}}{{pk|mar|grabia}} ponuro.<br>
{{tab}}Montglars głośno odetchnął, potrząsnął głową kilkakrotnie i ścisnął wargi.<br>
{{tab}}— Mówże! — niecierpliwie rzekł Klaudyjusz.<br>
{{tab}}— Mój kochany, — wykrztusił wicehrabia — to okropne.<br>
{{tab}}— Zabity?<br>
{{tab}}— Przerażasz mnie swoją krwiożerczością. Czyżbyś chciał tego? Doprawdy?<br>
{{tab}}— Zdaje się, żem moich życzeń nie taił.<br>
{{tab}}— Rozumiem, zaślepiony namiętnością inaczej zapatrujesz się na rzeczy...
ale ja obojętny...<br>
{{tab}}— Tylko bez frazesów! Cóż się stało?<br>
{{tab}}— Czytaj.<br>
{{tab}}Montglars podał mu bilecik barona Lambert’a.<br>
{{tab}}— To dobrze, — powiedział margrabia oschle, przebiegłszy liścik oczyma. Zatem rzecz skończona.<br>
{{tab}}— Trzeba tylko uiścić należność.<br>
{{tab}}— Nic łatwiejszego. Masz pieniądze.<br>
{{tab}}— Zapewne, ale trzeba zachować pewne formy. Nie może być przecież wiadomem światu, że płacisz za tę {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No179 part06.jpg|num=843}}dziwną przysługę.<br>
{{tab}}— Przewidziałem to. Mój pełnomocnik załatwi wszystko. Można się na niego spuścić.<br>
{{tab}}— Nie powinieneś mu jednak powierzać takiej tajemnicy.<br>
{{tab}}— Ależ on nic nie wie. Powiedziałem mu, że pewna osoba — kobieta — która nie chce wyjawić swego nazwiska, a interesuje się Lambertem, chce ma zapewnić przyszłość.<br>
{{tab}}— Tak, to dobrze.<br>
{{tab}}— Ponieważ ten pan administruje dobrami wielu bardzo rodzin, nikt przeto nie może podejrzywać, że działa on na mój rachunek, nie zaś na czyjś inny. — Oddasz mu tylko pieniądze, a resztę jeszcze zostawisz.<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}— Ten Lambert źle jednak zrobił.<br>
{{tab}}— Dla czego?<br>
{{tab}}— No... powinien go był zabić na miejsca... — Przecież z rany można się wyleczyć.<br>
{{tab}}— Czyż nie czytałeś, że go ranił śmiertelnie.<br>
{{tab}}— Ludzie wylizywali się już i z ran śmiertelnych. — Tylko umarli nie wracają.<br>
{{tab}}Margrabia zaczął znowu przechadzać {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No179 part07.jpg|num=844}}się wszerz i wzdłuż po gabinecie.<br>
{{tab}}— Chciałbym poznać szczegóły tego pojedynku, powiedział, a spojrzawszy na zegar, dodał:<br>
{{tab}}— Dziesiąta, minut dwadzieścia... — Możebyśmy się przejechali, Hugonie?<br>
{{tab}}— Rozumiem, rzekł Montglars. — W Posiadłość sir Richard’a jest piękną miejscowością i chciałbyś ją zwiedzić.<br>
{{tab}}— Posiadasz wiele domyślności.<br>
{{tab}}— Pragnąłbym oddać te pieniądze i pozbyć się...<br>
{{tab}}— Czegóż się boisz?<br>
{{tab}}— Złodziei.<br>
{{tab}}— Ba! z obojętnością rzekł Chazey, pieniądze wygrane w karty!<br>
{{tab}}— Czy wiesz, wieleś już od kilka miesięcy wygrał?<br>
{{tab}}— Trzy kroć sto tysięcy franków?<br>
{{tab}}— Około tego.<br>
{{tab}}— Co mnie to obchodzi!<br>
{{tab}}Zadzwonił, a gdy wszedł sługa, rozkazał:<br>
{{tab}}— Zaprządz do wiktoryi!<br>
{{tab}}— Wstąpimy do siebie, zwrócił się do kuzyna — oddam pieniądze Bachelet’owi, on już wie, jakie mają przeznaczenie. — Zawiozę cię do niego... — To po drodze... — Ach! Chciałbym się już raz dowiedzieć!...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No179 part08.jpg|num=845}}{{tab}}Otarł pot z czoła. Żyły mu nabrzmiały. Wzrok dziko błyskał.<br>
{{tab}}— Zaczynam się {{Korekta|bać ciebie|bać o ciebie}}! powiedział Montglars.<br>
{{tab}}— Oh! zawołał margrabia, wiem co myślisz. — Bierzesz mnie za warjata... — Może to warjactwo, ale cóż robić? — Już się z tego nie wyleczę. — Wchodzę na pochyłą, niebezpieczną drogę. — Ale nie boję się niczego! — Inni możeby się lękali... Dlaczego tą dziewczyna mnie tak uparcie odpycha?... — Powiesz mi, że ona jest wolna, że może rozporządzać sobą, jak chce... — wybrać, kogo się jej podoba... — Wiem o tem, ale czy ja mogę o niej zapomnieć, nie pragnąć jej? Ja jej nie kocham... — nienawidzę raczej! albo wreszcie sam niewiem, czy ją kocham czy niecierpię! — Ale chcę ją poskromić, złamać, oddać jej wszystko zło, które mi wyrządziła i które ja z jej powodu innym wyrządzam. — Pomiędzy nami wre walka na śmierć i życie. — Ci, co trzymają za nią, są przeciwko mnie. — Ten Descombes stanął na zawadzie moim projektom, usunąłem go. — Tem gorzej dla niego! — Innych spotka ten sam los, chyba, że mnie potrafią pokonać. — To, co ja robię dla tej dziewczyny, robią to wszyscy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No179 part09.jpg|num=846}}w Paryżu, tylko jedni dla stanowiska, inni dla pieniędzy, inni dla kobiet, jeszcze inni, byle wyżyć jakoś, ale wszyscy walczą i nie przebierają w środkach dla dopięcia celu! — Daj mi więc pokój z twemi radami, moralnością i skrupułami. — To wojna, mówże ci i nie myślę jej zaniechać!<br>
{{tab}}Margrabia mówił z energją i rozjątrzeniem człowieka, którego przeszkody doprowadzają do ostateczności.<br>
{{tab}}Niepokonana wola malowała się w jego twarzy, wzburzonej niepewnością.<br>
{{tab}}Do gabinetu wszedł służący.<br>
{{tab}}— Powóz pana margrabiego gotów i Czeka, powiedział.<br>
{{tab}}— Chodź, rzekł margrabia do kuzyna.<br>
{{tab}}Zeszedł ze wschodów, zerwał pączek róży z jednego z wazonów, zdobiących przedsionek i zatknął kwiatek w pętlicy.<br>
{{tab}}W chwilę potem, oparty o poduszki wiktoryi, wyglądał już na wesołego i spokojnego szczęśliwca, który, korzystając z pięknej pogody wiosennej, każe się w wygodnym powozie na resorach wieść do lasku, aby odetchnąć balsamicznym zapachem młodej roślinności.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No179 part10.jpg|num=847}}{{tab}}Pieniądze, mające stanowić zapłatę za zbrodnię, zostały złożone u plenipotenta, zamieszkałego w pobliżu ulicy Uniwersyteckiej, a wiktorja pomknęła dalej ku laskowi Bulońskiemu całym pędem najszybszego cugowca ze stajni margrabiego. Przejechawszy aleję akacjową, powóz zatrzymał się przed bramą parku sir Richard’a. Brama była zamknięta.<br>
{{tab}}Ale margrabiego znali ogrodnicy.<br>
{{tab}}Gdy margrabia zadzwonił, otworzył mu człowiek czterdziesto-paroletni w bronzowym surducie, z dużym nożem ogrodniczym w ręku.<br>
{{tab}}— To pan margrabia! powiedział, zdejmując czapkę.<br>
{{tab}}— Tak, ja. Co to się tutaj stało?<br>
{{tab}}— Niech pan margrabia wejdzie z łaski swojej.<br>
{{tab}}Pan de Chazey i wice-hrabia weszli do parku? Gdy byli w pewnem oddalenia od wejścia, ogrodnik się odezwał:<br>
{{tab}}— Zamknęliśmy bramę, bo ludzie ciekawi, proszę panów. Innym powiedziałbym, że nic się nie stało i że nie rozumiem, o co mnie pytają, ale panu {{Korekta|margrabniemu|margrabiemu}} powiem wszystko.<br>
{{tab}}— Pojedynek się tu odbył, prawda?<br>
{{tab}}— Tak, panie margrabio i to bardzo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No179 part11.jpg|num=848}}nieszczęśliwy. Dziś w nocy obudził mnie jakiś sługa i oddał list. W liście proszono mnie, żebym rano bramę otworzył. Pan margrabia wie przecież, jak się to rzeczy urządzają. Skoro brama otwarta, może wejść każdy, kto chce, a za skromne pieniądze jest się tutaj swobodnym, jak nigdzie. Na mnie żadna odpowiedzialność nie ciąży, bo udaję, że nic nie wiem. Zwykle tacy panowie nic sobie złego nie zrobią, podrapią się troszkę i kwita, ale na nieszczęście dziś było inaczej.<br>
{{tab}}— Można zobaczyć miejsce, gdzie się bili?<br>
{{tab}}— A jakże, panie margrabio.<br>
{{tab}}— Jeszcze nie uprzątnięto?<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}Plac walki był w samej rzeczy w tym stanie, w jakim go opuścili walczący.<br>
{{tab}}Tam, gdzie upadł Ferdynand, szeroka struga krwi płynęła po trawie.<br>
{{tab}}— Nieszczęśliwy wypadek, powiedział ogrodowy. Ten pan, któremu się tak okropnie ręka powinęła, nie posiadał się ze zmartwienia... a przynajmniej tak można było sądzić, chociaż Bóg wie, jak to tam było.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No180 part01.jpg|num=849}}{{tab}}— Widzieliście ich?<br>
{{tab}}— Byłem tam, powiedział ogrodnik, wskazując kląb, zarośnięty krzewami {{Korekta|spirei,,|spirei,}} o dwadzieścia pięć kroków od polanki, gdzie się odbył pojedynek. Policyi powiem, żem był po drugiej stronie domu... w oranżerjach. Ale zawszeć to rzecz ciekawa taka walka, jeszcze dla byłego sierżanta.<br>
{{tab}}— Wiem, żeście służyli w wojsku.<br>
{{tab}}— W pojedynku, jedni trzymają się chwacko i to znać nawet po twarzy, inni znów tchórzą.<br>
{{tab}}— A ci dwaj, jak się trzymali?<br>
{{tab}}— Wybornie! Ten niższy bronił się {{Korekta|nalepiej|najlepiej}}, ale nie był silny, to też mu się dostało biedakowi.<br>
{{tab}}— {{Korekta|Zrozumieliści|widzieliści}}e cięcie?<br>
{{tab}}— Nie powinienem się do tego przyznawać... ale niepodobna było nie widzieć, tak się to prędko zrobiło... Ten wysoki, baron Lambert... znam go, bo często tu przyjeżdża po kwiaty — powiada, że tamten rzucił się na jego szpadę. Kto go tam wie! Ja tyle tylko widziałem, że zabił człowieka...<br>
{{tab}}— Przeciwnikiem barona był pan Descombes?<br>
{{tab}}— Tak, syn bankiera. Być tak bogatym i dać się zabić za nic... Zdaje {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No180 part02.jpg|num=850}}się, że cała sprzeczka wynikła przez kobietę. Pokłócili się gdzieś tam przy obiedzie. Stangret nam opowiadał... I wie pan margrabia? młody Descombes właśnie dziś rano miał się żenić! Biedna panna młoda!<br>
{{tab}}— Może wyzdrowieje? obłudnie zauważył Montglars.<br>
{{tab}}— O co to, to nie.<br>
{{tab}}— Cóż było po pojedynku?<br>
{{tab}}— Ranny chciał, żeby go zawieziono do domu.<br>
{{tab}}— Był przytomny?<br>
{{tab}}— Tak, chwilami.<br>
{{tab}}— A doktór co mówił?<br>
{{tab}}— Kiwał głową z taką miną, co to nic dobrego nie wróży. Puścił krew rannemu i odjechali. Mnie aż litość brała, choć nie mam przecie maślannego serca. Biedny chłopiec! młody, majętny i miał się żenić!... Podobał mi się, powiadam panu margrabiemu, bo się bił odważnie i uśmiechał prawie chwilami.<br>
{{tab}}— Nie umrze z tego!<br>
{{tab}}Ogrodnik wzniósł ręce do góry.<br>
{{tab}}— Dałby to Bóg powiedział, ale wątpię, czy go nawet do domu dowieziomo. Widziałem, że szpada była cała we krwi, o dotąd...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No180 part03.jpg|num=851}}{{tab}}Pokazał ręką do łokcia i dodał.<br>
{{tab}}— Pan się zapewne także zna na tem?<br>
{{tab}}Margrabia potrząsnął głową, ogrodnik odprowadził obu panów do bramy, powtarzając:<br>
{{tab}}— Nieszczęśliwy wypadek... ale, jak mnie się zdaje, to było trochę złej intencyi ze strony pana barona. Nikt mi tego z głowy nie wybije. Pan margrabia wie, że pomiędzy tymi bogaczami często zdarzają się rozmaite historyje, których nikt dobrze nie zna... Zwykle są tam w grze kobiety... ach! te hultajki nie warte, żeby porządni ludzie o nie się kłócili, a cóż dopiero zabijali!<br>
{{tab}}Margrabia wcisnął mu luidora w rękę. Wiadomość, jakiej mu ogrodnik udzielił, wartą była tego.<br>
{{tab}}Gdy wsiedli do powozu, Klaudyjusz zawołał na woźnicę:<br>
{{tab}}— Ludwiku, na plac Opery, przez bramę Mailot, park Monceau i ulice Messyńską.<br>
{{tab}}A prędko!<br>
{{tab}}— Widzisz, że można go uważać za zabitego, powiedział {{Korekta|wice hrabia|wice-hrabia}} do kuzyna, gdy powóz jak strzała ruszył we wskazanym przez margrabiego {{pp|kie|runku}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No180 part04.jpg|num=852}}{{pk|kie|runku}}.<br>
{{tab}}— Amen! rzekł margrabia.<br>
{{tab}}Na ulicy Messyńskiej wiktorja Klaudyjusza de Chazey, prawdziwego mordercy Ferdynanda Descombes’a, minęła powóz, w którym siedziała Joanna Jousset, dążąca do mieszkania narzeczonego.<br>
{{tab}}Z pod okrycia, naprędce narzuconego, widać było jej białą suknię ślubną.<br>
{{tab}}Nieszczęsna kobieta przeżyła takich kilka godzin oczekiwania, które skracają życie i bielą włosy.<br>
{{tab}}Margrabia rzucił na nią okrutne spojrzenie dzikiego tryumfu, które mówiło wyraźnie:<br>
{{tab}}— Ja stanąłem pomiędzy wami i ja go zabiłem.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|{{Korekta|XXX|XXXII}}.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''In extremis''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Joanna w chwili, gdy spotkała margrabiego de Chazey na ulicy Messyńskiej, była prawie nieprzytomną, prawie niezdolna do myślenia.<br>
{{tab}}Ranek, którego oczekiwała bez uniesienia, ale ze spokojnem poddaniem się dziwactwa losu, zeszedł jej na uczuciu dręczącej trwogi.<br>
{{tab}}Już przez ciąg kilku dni ostatnich, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No180 part05.jpg|num=853}}w jej sercu odzywała się obawa, rodzaj tajemniczego przestrachu, którego nadchodzący dzień ślubu nie był w stanie rozproszyć.<br>
{{tab}}Żorżetta, sama odczuwająca jakiś nieokreślony niepokój, usiłowała jej dodać otuchy, ale nadaremnie.<br>
{{tab}}Nawet obecność stryją nie uspokajała Joanny, a groźby margrabiego ciągle jeszcze dźwięczały jej w uszach.<br>
{{tab}}Napróżno mówiła sobie, że te obawy są niedorzeczne, że niebezpieczeństwo w samem środku Paryża jest nieprawdopodobne.<br>
{{tab}}Dnie upływały, niczem nie usprawiedliwiając jej trwogi, nareszcie tylko kilka godzin oddzielało ją od chwili, w której miała nastąpić dla niej zupełna zmiana i położenie. Od świtu już pokoje obu przyjaciółek miały odświętny pozór.<br>
{{tab}}Słońce, wpadając przez okna, igrało promieniami po barwnych tkaninach sukien, futra, okryć, kwiatach i klejnotach, porozkładanych na około.<br>
{{tab}}W południe Joanna, uboga panienka z zapadłej prowincyi, miała opuścić to, poddasze i zamieszkać w pałacu, zdobnym we wszystko, co tylko komfort i przepych wymyśliły.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No180 part06.jpg|num=854}}{{tab}}Wszystko było naprzód umówione.<br>
{{tab}}O w pół do jedenastej Ferdynand miał wstąpić po swoją przyszłą aby ją zawieść do merostwa i do kościoła.<br>
{{tab}}Ślub miał się odbyć bez żadnej wystawności. Po mszy nowożeńcy mieli pojechać do pałacu, przy ulicy Messyńskiej, gdzie się miało odbyć śniadanie dla najbliższej rodziny, zastawione w małej jadalni, obitej przepysznemi gobelinami.<br>
{{tab}}Potem miało się zacząć dla młodego małżeństwa nowe życie, pełne zachwytów i przyjemności. Po wielkich wyścigach mieli wyjechać na wieś, do Fontenelles.<br>
{{tab}}Nieobecność ojca Joanny, uparcie się zamykającego w swej pustelni, osobliwe położenie jej samej, skandal ucieczki jej z domu, jeszcze pamiętny w rodzinnych jej stronach — wszystko to tłomaczyło i usprawiedliwiało ten brak wszelkiego rozgłosu i skromność obrzędu.<br>
{{tab}}Zresztą wszyscy otaczający Joannę, życzył jej szczęścia z całej duszy.<br>
{{tab}}Bogaty bankier z Besançon, uszczęśliwiony szczęściem syna, szczerze pokochał przyszłą synowę.<br>
{{tab}}I czyż podobna było nie kochać tej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No180 part07.jpg|num=855}}kobiety tak dobrej, łagodnej, uroczej, której obecność w ubogim pokoiku na poddaszu wydawała się złotym promieniem słońca? Joanna robiła wrażenie arcydzieła sztuki, obrazu lub posągu, który sam przez się już czyni pięknem miejsce, w którem się znajduje.<br>
{{tab}}Z wdzięczności dla człowieka, który ją podnosił z upadku i dawał swoje nazwisko, tłumiła w sobie smutek po straconych, rozwianych marzeniach i starała się uśmiechem i tkliwą pieszczotą odpłacić za jego szlachetność.<br>
{{tab}}Panna Żorżetta także z niecierpliwością oczekiwała godziny ślubu.<br>
{{tab}}Uważała ona małżeństwo z Descombes’em za ocalenie dla swej przyjaciółki.<br>
{{tab}}Jako pani Descombes, Joanna wydawała jej się niedostępną dla wszelkiego niebezpieczeństwa.<br>
{{tab}}Nie kaprys to złączył z sobą to dwie dziewczyny, lecz szlachetne i głębokie przywiązanie.<br>
{{tab}}Przez rok wspólnego życia nabrały wzajem dla siebie szacunku i nauczyły się cenić jedna drugą. Żorżettę tak cieszyło szczęście Joanny, jak gdyby ona wychodziła za bogacza.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No180 part08.jpg|num=856}}{{tab}}Bankier i syn jego, widząc szczerą przyjaźń, łączącą dwie młode kobiety, przyrzekli swoją protekcję Żorżecie.<br>
{{tab}}Miała sobie założyć własny magazyn, a gdyby chciała wyjść za mąż, przyrzeczono jej posag. Słowem, mając za sobą taką potęgę, jak Doscombes, nie było się czego obawiać i można było złe czasy uważać za raz na zawsze skończone.<br>
{{tab}}Żorżetta nie potrzebowała już łaski magazynierek, które jej ofiarowywały pięćdziesiąt franków na miesiąc i dobre traktowanie. To też uważała małżeństwo Joanny za wielki los dla siebie i z radością powitała jutrzenkę dnia ślubu.<br>
{{tab}}Złe przeczucia, które ją dręczyły, wraz z cieniami nocy pierzchły bez śladu.<br>
{{tab}}O ósmej pełniła przy Joannie, swej uczennicy pod względem elegancyi i szyku stołecznego, funkcje garderobiany.<br>
{{tab}}Więc przedewszystkiem poskładała i uporządkowała wszystko w tym pokoju, który niezadługo miał zostać opuszczonym.<br>
{{tab}}Przyjęła szwaczkę, która odniosła suknie ślubną i kwiaciarkę z wieńcem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No180 part09.jpg|num=857}}{{tab}}Ona to była intendentką tego dziwnego mieszkania, gdzie na kominku, kosztującym może piętnaście franków, błyszczały w pudełkach klejnoty wartości tysiąc pięćset luidorów. O w pół do dziesiątej Żorżetta zapinała stanik panny młodej, unosząc się nad cudnemi kształtami kibici, którą stroiła w jedwabie i koronki.<br>
{{tab}}— Widzisz, Joasia, mówiła, śmiejąc się i pokazując swoje piękne zęby, dostajesz bardzo bogatego męża, to prawda, ale i on dostaje tak piękną żonę, że mu jej będą zazdrościli więcej niż pieniędzy!<br>
{{tab}}Joanna także się uśmiechała, ale uśmiechem pełnym melancholii i tak dziwnego uroku, że {{Korekta|Ferdyand|Ferdynand}} poprostu głowę tracił, gdy go nim darzyła.<br>
{{tab}}W jej dużych ciemnych aksamitnych oczach hiszpanki łza się perliła.<br>
{{tab}}O jedenastej nikt się nie zjawił i panna Żorżetta aż drżała z niecierpliwości, bo i ona była zupełnie gotowa i bardzo dobrze wyglądała w szarej jasnej sukni, doskonale harmonizującej z okryciem podbitym wydrą, darem Ferdynanda Descombes‘a. Dziwiła się opóźnienia, ale się nie niepokoiła jeszcze.<br>
{{tab}}Panna młoda była cudnie piękną w {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No180 part10.jpg|num=858}}białych jedwabiach, od których odbijały prześliczne bujne włosy, piękniejsze od zupełnie czarnych, wedle zdania Żorżetty, bo ich ciemny kolor miał odcień gorący, {{Korekta|czewonawy|czerwonawy}} trochę, który je rozświetlał.<br>
{{tab}}— To szczyt piękności, moja kochana! twierdziła modniarka i miała słuszność.<br>
{{tab}}Przy tych ciemnych punktach, jakby zlekka pozłoconych, jakże pięknie wyglądała twarz idealnej czystości konturów o {{Korekta|mleczno białej|mleczno-białej}} cerze. A kibić giętka i wcięta, jakże uwydatniała bogactwo gorsu.<br>
{{tab}}Żorżetta wszystkie te wdzięki głośno podziwiała, aż wreszcie zawołała z uniesieniem:<br>
{{tab}}— Gdybym była mężczyzną, gotowa byłabym zbrodnię popełnić przez ciebie!<br>
{{tab}}Zaledwie jednak wymówiła te słowa, gdy ich zaczęła żałować.<br>
{{tab}}Joanna stała się tak białą, jak jej suknia.<br>
{{tab}}Zbrodnię! Wszak ona dotąd jeszcze zbrodni się lękała.<br>
{{tab}}Przecież i margrabia zbrodnię swoją usprawiedliwiał odurzającą jej pięknością.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No181 part01.jpg|num=859}}{{tab}}A ta obawa, ten niepokój o przyszłość, który nawet i w tej chwili jeszcze nie zupełnie ustąpił z jej serca, czy to nie był strach przed zbrodnia?<br>
{{tab}}Kapitan Jousset, dumnie wyprostowany w nowem czarnem ubraniu, z wstążeczką legii honorowej, stawił się punktualnie, jak przystoi wojskowemu.<br>
{{tab}}O jedenastej minut pięć zaczął się niecierpliwić i laską bębnił po podłodze dla skrócenia sobie czasu.<br>
{{tab}}— Niezbyt punktualny pam młody! myślał. Gdybym to ja był na jego miejsca, nie czekano by na mnie.<br>
{{tab}}O jedenastej minut dziesięć nie mógł już dłużej wytrzymać.<br>
{{tab}}— Biorę fiakra i jadę się dowiedzieć, co im tam w drogę wlazło! powiedział.<br>
{{tab}}Siostrzenica nie starała się go zatrzymać. Jej trwoga co chwilę wzrastała.<br>
{{tab}}Nawet Żorżetta stała się milczącą i jak dusza potępiona, snuła się wśród fałdów rozłożonych sukien, koronek, batystów, które podczas ceremonii w kościele miano przewieźć na ulicę Messyńską.<br>
{{tab}}Przeprowadzka nie przedstawiała {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No181 part02.jpg|num=860}}żadnych trudności.<br>
{{tab}}Kostyjumy, bieliznę i koronki można było zapakować do dwóch kufrów, a więcej nic się przecież ze starego mieszkania nie zabierało.<br>
{{tab}}O wpół do dwunastej kapitan powrócił. Jego twarz wzburzona wyraźnie oznajmiała jakieś nieszczęście.<br>
{{tab}}Inwalida nigdy nie umiał panować nad swemi wrażeniami.<br>
{{tab}}— Stało się nieszczęście! zawołała Joanna.<br>
{{tab}}— Musisz pojechać ze mną, odpowiedział kapitan zdławionym głosem. Czekają na nas.<br>
{{tab}}— Stryju! zawołała młoda kobieta, rzucając mu się w objęcia. Stryju! powiedz mi wszystko.<br>
{{tab}}— Nic jeszcze nie wiem, chodź.<br>
{{tab}}Joanna wypadła na schody i jak szalona przebiegła około łoży odźwiernych.<br>
{{tab}}W południe, jadąc ulicą Messyńską, spotkała swego kata, którego spojrzenie przeszyło ją jak sztylet.<br>
{{tab}}Czekał ją widok okropny.<br>
{{tab}}W pokoju dla niej przeznaczonym i urządzonym z całym możliwym wykwintem, rozciągnięty na łóżku leżał Ferdynand, blady, z piersią zranioną, dysząc ciężko, prawie konający.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No181 part03.jpg|num=861}}{{tab}}Miał jednak jeszcze tyle siły, że uścisnął jej rękę i uśmiechnął się.<br>
{{tab}}Ona padła ciężko jak zdruzgotana gromem u stóp łóżka i krzyczała z bólu.<br>
{{tab}}Zrozumiała, że ten człowiek przez nią umiera.<br>
{{tab}}Po pewnym czas uspokoiła się nieco. Ranny nie mógł mówić, lecz wskazał na list, który napisał zeszłej nocy. Ona przeczytała go, zraszając łzami.
{{c|„Ukochany mój skarbie!}}
{{tab}}Ubliżono ci. Jutro rano się pojedynkuję. Jeżeli zostaną zabity, co jest bardzo możliwe, zachowaj pamięć o mnie i wiedz, żem cię kochał jak tylko kochać można. Ostatnią moją myślą ty będziesz!
{{f|align=right|prawy=15%|Ferdynand Descombes“!|po=8px}}
{{tab}}Nieszczęśliwy przewidział wszystko z nadzwyczajnym spokojem i rozwagą.
Testamentom, własnoręcznie napisanym, ustanawiał Joannę Jonsset jedyna swoją spadkobierczynią i błagał ojca swego, aby się nią jak córką opiekował.<br>
{{tab}}Upłynęło dziesięć minut od przybycia Joanny.<br>
{{tab}}Drzwi pokoju znowu się otwarły i weszło dwóch mężczyzn.<br>
{{tab}}Jednym z nich był mer okręgu, {{pp|dru|gim}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No181 part04.jpg|num=862}}{{pk|dru|gim}} jeden z wikarych {{Korekta|parafiii|parafii}} świętego Augusntyna. Stary Descombes zbliżył się do Joanny.<br>
{{tab}}— Wstań, moja córko, powiedział, połączą was. Ona, blada jak trup, usłuchała.<br>
{{tab}}— To życzenie mego syna, mówił dalej Descombes, niechże w spokoju zejdzie z tego świata.<br>
{{tab}}Ten dyskonter, który spędził życie wśród cyfr i rachunków, wydał się obecnie szlachetniejszym i wyższym od wielu książąt. Miłość dla jedynego dziecięcia, które miał utracić, przeistaczała go.<br>
{{tab}}Sekretarz merostwa porządkował potrzebne papiery.<br>
{{tab}}Gdy skończył, mer zbliżył się do łóżka i rzekł do Joanny:<br>
{{tab}}— Joanno Jousset, czy przyjmujesz a męża obecnego tutaj Ferdynanda Desoombes?<br>
{{tab}}— Tak, odpowiedziała przygasłym głosem.<br>
{{tab}}— A ty, Ferdynandzie Descombes, bierzesz za małżonkę obecną tutaj Joannę Jousset?<br>
{{tab}}— Tak! ledwie dosłyszalnie szepnął ranny.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No181 part05.jpg|num=863}}{{tab}}— W imieniu prawa jesteście połączeni małżeństwem.<br>
{{tab}}Teraz przystąpił wikary.<br>
{{tab}}— Klęknij pani! rzekł, pobłogosławię cię. Była to smutna ceremonja.<br>
{{tab}}Ci co nigdy nie widzieli scen podobnych, niemogą sobie wystawić całej ich imponującej uroczystości.<br>
{{tab}}Doktór, świadkowie, wszyscy obecni płakali. Jeden tylko stary Descombas, stojąc u wezgłowia syna, suchem okiem spoglądał na ruinę wszystkich swych nadziei.<br>
{{tab}}Oczy rannego, już zachodzące mgłą szklistą, wyrażały radość, jaką odczuwał, dając tej, którą kochał, jedyny dowód miłości będący teraz w jego mocy.<br>
{{tab}}Ręka jego coraz słabszym uściskiem obejmowała dłoń małżonki.<br>
{{tab}}Nagle Joanna z wyrazu jego oczu zrozumiała, że chce jej coś powiedzieć.<br>
{{tab}}Nachyliła się tak, że usta jego dotykały jej ucha i usłyszała szeptem wymówione słowa:<br>
{{tab}}— Kocham cię!<br>
{{tab}}Złączył jej rękę z ręką swego ojca, jakby chciał jej zapewnić jego opiekę, a następnie drgnął konwulsyjnie, głowa mu opadła na poduszki i wydał {{pp|o|statnie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No181 part06.jpg|num=864}}{{pk|o|statnie}} tchnienie. Wszystko było skończone.<br>
{{tab}}Doktór spełnił wolę Ferdynanda. Przedłużył mu życie o tyle, że mógł ukochanej kobiecie nadać swe nazwisko Joanna Jousset, perła Colombier, najpiękniejsza kobieta w całej prowincyi, obfitującej w piękności, cnotliwa pomimo pozorów, nazywała się panią Descombes. Posiadała znaczny majątek. Ale niestety, miała za chwilę białą swą suknię ślubną zamienić na wdowią żałobę.<br>
{{tab}}Obecni się rozeszli.<br>
{{tab}}Gdy pozostał tylko kapitan Jousset, niemy i nieruchomy jak posąg i Zorżetta, odchodząca prawie od zmysłów, stary Descombes ujął za rękę młodą kobietę i powiedział:<br>
{{tab}}— Jesteś u siebie, moja córko. Ferdynand powierzył cię mojej opiece... Miałem jego jednego, teraz nie mam nikogo. Ty go zastąpisz w moim domu.<br>
{{tab}}O tej samej godzinie baron Ksawery Lambert, zupełnie już uspokojony po wzruszeniach dnia tego, kończyli śniadanie w jadalni Zoe Raimband.<br>
{{tab}}— Gdybyś chciała, mówił, {{pp|zamie|szkalibyśmy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No181 part07.jpg|num=865}}{{pk|zamie|szkalibyśmy}} sobie na wsi w jakim cichym, malowniczym zakątku, gdzie małym kosztem można żyć po pańsku.<br>
{{tab}}— Więc masz rentę?<br>
{{tab}}— Tak, trochę...<br>
{{tab}}— Myślałam, że jesteś goły zupełnie<br>
{{tab}}— Można się przecież jakoś dorobić.<br>
{{tab}}Aktorka spojrzała na niego z politowaniem.<br>
{{tab}}— Tybyś opuścił Paryż? powiedziała. Co za blaga!<br>
{{tab}}— Daję słowo, żebym chętnie ztąd wyjechał. Dość mi już tego wszystkiego.<br>
{{tab}}— Ręczę, że po dwóch tygodniach pustelniczego życia byłbyś znudzony i skapcaniały jak karawaniarz. Daj mi pokój z chatką i sercem — nie wierzę w to głupstwa.<br>
{{tab}}— A gdybym się z tobą ożenił filutko?<br>
{{tab}}— Zrobiłbyś ogromne głupstwo. Jestem może dobrą kochanka, ale byłabym żoną niemożliwą.. Znam siebie i nie radzę ci. Dodała jeszcze z zalotnością:<br>
{{tab}}— Ja widzisz, mogłabym się skusić... Przecież to łatwo zrozumieć. Zostać panią baronową, dla takiej {{pp|zwy|czajnej}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No181 part08.jpg|num=866}}{{pk|zwy|czajnej}} dziewczyny, to honor, zaszczyt. Ale tybyś zrobił na tem fatalny interes... Ja się tam nie przedstawiam lepszą niż jestem...<br>
{{tab}}— Jesteś nawet zbyt szczerą i niesłusznie się obgadujesz.<br>
{{tab}}— Nie bój się, ja sobie nie złego nie wyrządzę i renomy nie zepsuję... Słuchaj, a wczorajsza scena udała mi się, co? Odegrałam ją pysznie, nic sztucznego, sama natura, prawda?<br>
{{tab}}— Rzeczywiście, zupełnie naturalnie.<br>
{{tab}}— I ten biedny Descombes nie żyje?<br>
{{tab}}— Obawiam się, że go nie uratują.<br>
{{tab}}Zee spojrzała ma w oczy.<br>
{{tab}}— Wiesz, powiedziała, zdaje mi się, że ta kłótnia, której z nim szukałeś, nie była naturalną. Czy to cię postawiło na nogi?<br>
{{tab}}Baron zbladł. Ta dziewczyna odgadła jego tajemnicę.<br>
{{tab}}— Proszę cię, rzekł, nie mów o tem, czego nie wiesz. Miałem do niego urazę... oddawna, pragnąłem sposobności, żeby się z nim otwarcie pokłócić. Sposobność ta się nadarzyła i koniec... Niemówmy o tem więcej. Paryż mnie nudzi i porzucam go.<br>
{{tab}}— To zabierz mnie z sobą.<br>
{{tab}}— Jeżeli za mnie wyjdziesz i {{pp|o|wszem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No181 part09.jpg|num=867}}{{pk|o|wszem}}, inaczej nie. Znam cię, puściłabyś mnie za jaki miesiąc, lub półtora.<br>
{{tab}}Zoe wzruszyła ramionami i pomyślała:<br>
{{tab}}Niby to ślub by mi przeszkodził.<br>
{{tab}}Głośno zaś dodała:<br>
{{tab}}— Przedewszystkiem muszę wiedzieć, wiele masz renty mój kochany, przecież z powietrza się nie żyje. Oblicz się, a zobaczymy.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|{{Korekta|XXXI|XXXIII}}.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Rozczarowanie''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Ciosy, które się wydają śmiertelnemi, nie zawsze są takie.<br>
{{tab}}Przeszkoda, którą margrabia Klaudyjusz de Chazey chciał obalić, nie sprawiała ma już wiele kłopotu, ale mówił sobie jednak, że nauka nieraz robi cuda, że śmiertelnie chorzy czasom wracają do zdrowia, że wreszcie podług mniemania ludu, gdzie jest życie jest też i nadzieja.<br>
{{tab}}Po rozstaniu się z Montglars’em, około godziny trzeciej, Klaudyjusz czuł się wzburzony, zdenerwowany.<br>
{{tab}}Roilo mu się wciąż po głowie, że baron Lambert nie postąpił tak, jak był powinien. Ze najlepiej byłoby wyzwać Ferdynanda i bezwłocznie przyatąpić do pojedynku, którego skutkiem. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No181 part10.jpg|num=868}}naturalnie miała być natychmiastowa śmierć Descombes’a, nie dająca mu możności w jakikolwiek sposób zabezpieczyć kobietę, którą on, margrabia, chciał posiadać. Ale tych rzeczy nie wydaje się nawet człowiekowi, który pomaga do zbrodni, choć nie chce się kompromitować.<br>
{{tab}}To też Klaudyjusz de Chazey nic z tego nie wyjawił swemu kuzynowi.<br>
{{tab}}Wstyd mu było się spowiadać, nawet przed wspólnikiem nizkiego swego postępku, z tego wyrafinowanego okrucieństwa i podlej rachuby.<br>
{{tab}}Margrabia był też wielce ciekawy się dowiedzieć, co nastąpiło po opuszczeniu placu boju przez rannego.<br>
{{tab}}Około piątej, nie mogąc już wytrzymać dłużej, pojechał na ulicę Ateńską i kazał się oznajmić hrabinie de Gannes. Zastał ją w domu.<br>
{{tab}}Jako przyjaciółka Descombes’ów, Sara musiała wiedzieć o wszystkiem.<br>
{{tab}}Margrabia, przybrawszy obojętną, nieco sceptyczną miną, wszedł do buduaru.<br>
{{tab}}Sara nie wyglądała jak zwykle. Zamiast wyrazu pogodnej rezygnacyi, twarz jej odbijała gorycz, {{pp|zniechęce|nie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No181 part11.jpg|num=869}}{{pk|zniechęce|nie}}.<br>
{{tab}}— To pan? powiedziała, nie podając ręki Klaudyjaszowi. Prawiem pana oczekiwała.<br>
{{tab}}— Dlaczego?<br>
{{tab}}— Miałam jakieś przeczucie... Pan zapewne w takie rzeczy nie wierzy?<br>
{{tab}}— Nie wiem nawet, co to jest.<br>
{{tab}}— A ja wiem i wierzę. Dziś rano powiedziałam sobie, że się stanie jakieś nieszczęście.<br>
{{tab}}— Pani?...<br>
{{tab}}— Mnie lub innym. Czułam się zdenerwowaną... smutną...<br>
{{tab}}— Bez powodu?...<br>
{{tab}}— Tak, bez powodu.<br>
{{tab}}Dodała ze złośliwą {{Korekta|intency)ą|intencyą}}.<br>
{{tab}}— Od czasu, jak się nie zajmuję tem, co zazwyczaj zapełnia myśli czas kobiet w moim wieku, to jest miłością i jej smutkami — bo doszłam do przekonania, że to uczucie daje damom tylko smutek i zmartwienia — jestem nadzwyczaj spokojna i w umyśle moim panuje niezamącona pogoda.<br>
{{tab}}— Więc owe przeczucia?... spytał margrabia.<br>
{{tab}}— Sprawdziły się, niestety!<br>
{{tab}}— Stało się istotnie nieszczęście?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No181 part12.jpg|num=870}}{{tab}}— Sądzę, że pan powinieneś o niem wiedzieć tak dobrze, jak ja.<br>
{{tab}}— A to zkąd?<br>
{{tab}}— Chcesz pan wiedzieć, com przed chwilą myślała?<br>
{{tab}}— Zapewne.<br>
{{tab}}— Żeś pan się do tego wypadku przyczynił.<br>
{{tab}}— Ja?<br>
{{tab}}— Pan.<br>
{{tab}}— Kochana hrabino, rzekł Klaudyjusz, nie umiem odgadywać zagadek. Bądź pani łaskawa jaśniej się wyrażać, gdyż inaczej nic nie zrozumiem.<br>
{{tab}}— Czy pan doprawdy nic niewiesz o tem, co się dziś rano zdarzyło?<br>
{{tab}}— O czemże wreszcie?<br>
{{tab}}— — O pojedynka w willi sir Richard‘a.<br>
{{tab}}— O tem, że się bił młody Descombes?<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— Wiem, że się miał dziś żenić i pojedynkować.<br>
{{tab}}— Tak, cóż więcej pan wiesz?<br>
{{tab}}— Wczoraj wieczorem wyprawiał ucztę swym przyjaciołom...<br>
{{tab}}— Tak słyszałam.<br>
{{tab}}— Przy obiedzie, który zakrawał na orgię, posprzeczał się o coś z jednym ze swoich bliskich znajomych... {{pp|baro|nem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No181 part13.jpg|num=871}}{{pk|baro|nem}} Lambertem. Mówiono mi o tem w nocy w klubie. Descombes miał posłać swoich świadków baronowi.<br>
{{tab}}— Ten Lambert uchodzi za doskonałego fechtmistrza, wtrąciła Sara.<br>
{{tab}}— Dlatego też pojedynek mniej przedstawiał niebezpieczeństwa, rzekł margrabia z niewinną miną. Przecież za kilka słów wyrzeczonych w unieșieniu nie zabija się przyjaciela... Szło więc o jakieś małe zadraśnięcie dla ocalenia honoru czy zachowania formy, jak pani wolisz... Cała ta sprawa niema najmniejszej wagi, Margrabia mówił to wszystko tak lekko, niedbale, jak gdyby go rzecz ta nic a nic nie obchodziła.<br>
{{tab}}Zdumiewające to doprawdy, z jaką zręcznością ludzie światowi umieją oszukiwać innych.<br>
{{tab}}Czem wyższą jest sfera, tem lepiej grają w niej komedyje.<br>
{{tab}}Konserwatorjum dramatyczne jest niczem w porównania z pewnemi salonami arystokratycznych przedmieść Paryża. Ale Sary niepodobna było oszukać banalnym podstępem, zresztą była uprzedzona o wszystkiem.<br>
{{tab}}Pan de Montglars nie zapominał o niej. O dziesiątej rano miała już od {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No181 part14.jpg|num=872}}niego dokładne wiadomości.<br>
{{tab}}Przecież telegrafy paryskie mają swoje przeznaczenie, a prócz nich, na rogu każdej ulicy jest stacja posłańców.<br>
{{tab}}— Pan musiałeś znać Lamberta? powiedziała.<br>
{{tab}}— Bardzo mało. Widywałem go w świecie... ale nigdy nie miałem sympatyi dla tego człowieka.<br>
{{tab}}— I jak pan myślisz, czy wyborny strzelec, doskonały fechtmistrz, znany ze swych talentów szermierskich i popisujący się niemi nawet, — mógł się omylić tak szkaradnie, że przeszył piersi swego przeciwnika, podczas gdy zamiarem jego było tylko go drasnąć zlekka?<br>
{{tab}}— Nie rozumiem, co pani chcesz powiedzieć.<br>
{{tab}}— Rozumiesz pan wyśmienicie. Czy ta nieszczęśliwa pomyłka jest możliwą?<br>
{{tab}}— Dlaczegoż nie... drgnięcie ramienia, nieumiejętność przeciwnika, który się może nadto zapędzał...<br>
{{tab}}— Otóż baron omylił się fatalnie.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Pojedynek, o którym pan mówisz tak lekko, miał okropne skutki.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No181 part15.jpg|num=873}}{{tab}}— Descombes jest ranny?<br>
{{tab}}— Gorzej niż ranny.<br>
{{tab}}— Co pani mówi! Mówię, że ten nieszczęśliwy człowiek, w gruncie dobry, poczciwy i szlachetny, padł ofiarą strasznego przypadku.<br>
{{tab}}Wymawiając te wyrazy, wpijała w margrabiego swe badawcze, czarne jak piekło źrenice, do połowy przysłonięte powiekami.<br>
{{tab}}— Umarł? zawołał pan de Chazey.<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}Westchnienie ulgi wyrwało się z piersi margrabiego.<br>
{{tab}}— A co dla pana najgorsze, rzekła Sara, to że wszyscy, znający trochę pańską historyję, nie uwierzą, że pan jesteś obcy tej katastrofie.<br>
{{tab}}— Jakiż związek?...<br>
{{tab}}— Bardzo jasny. Zaraz pan zobaczysz.<br>
{{tab}}— Zaczynasz mnie pani intrygować.<br>
{{tab}}— Posłuchaj pan tylko. Miałeś kochankę, która cię i teraz jeszcze zajmuje.<br>
{{tab}}— Joannę Jousset?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No182 part01.jpg|num=874}}{{tab}}— Tak, tę dziewczynę, która pana odpycha, nie wiem czy słusznie lub niesłusznie. Co pomiędzy wami zaszło, nie wiem, ale ona pana nie kocha...
prawda?<br>
{{tab}}— Tak przynajmniej z pozoru sadzić wypada.<br>
{{tab}}— Ta dziewczyna znajduje człowieka bogatego, wpływowego, ze stanowiskiem, bo Descombes’owie są solidni i stoją na mocnej podstawie, ten człowiek tak dalece posuwa swoją szlachetność, że chce ją zaślubić i uznać za swoje jej dziecko. Ta szlachetność musiała się panu bardzo nie podobać.<br>
{{tab}}— Zgadzam się na to dla sprawienia pani przyjemności.<br>
{{tab}}— I cóż następuje?<br>
{{tab}}— Pragnąłbym bardzo wiedzieć, rzekł pan de Chazey bardzo ironicznie.<br>
{{tab}}— W wigiliję ślubu dziwna scena zakłóca ucztę przyjacielską...<br>
{{tab}}— I to z mojej winy?<br>
{{tab}}— Nie, tego nie powiedziałam... I w sam dzień ślubu, w pojedynku, który, pana zdaniem, miał być zwykłą igraszka, narzeczony tej panny Jousset, mający za kilka godzin zostać {{pp|prawowi|tym}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No182 part02.jpg|num=875}}{{pk|prawowi|tym}} jej mężem i obrońcą, — śmierć znajduje.<br>
{{tab}}— Czy ja mam być za to odpowiedzialny?<br>
{{tab}}— Ależ nie. Sędzia śledczy znalazłby się w kłopocie, gdyby mu przyszło w całej tej sprawie odszukać pańską winę.<br>
{{tab}}— Jestem z tego bardzo rad, kochana hrabino.<br>
{{tab}}— Niepodobna w pojedynku barona Lamberta upatrywać związku z niezbyt chwalebnemi zamiarami, jakie margrabia de Chazey ma względem narzeczonej jego przeciwnika... chociaż...<br>
{{tab}}Sara zrobiła pauzę.<br>
{{tab}}— Mówisz pani chociaż?... rzekł wyniośle Klaudyjusz.<br>
{{tab}}— Chociaż, mówię, dla ludzi jasno rzecz widzących, oczywistą jest rzeczą, iż nic łatwiejszego dzisiaj dla tych, którzy mają pieniądze, jak robić to, co robiono niegdyś.<br>
{{tab}}— To jest?...<br>
{{tab}}— Kupić szpadę zrujnowanego szlachetki, jak dawniej kupowano w Wenecyi sztylet brava, a w Paryżu tapir rajtara... znaleźć jaki pretekst do kłótni i wyprawić na tamten świat {{pp|czło|wieka}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No182 part03.jpg|num=876}}{{pk|czło|wieka}}, który stoi na zawadzie.<br>
{{tab}}— Ależ to żywcem wyjęte z romansu.<br>
{{tab}}— Złośliwi możeby powiedzieli z historyi.<br>
{{tab}}— Tak pani sądzi?<br>
{{tab}}— To moje przekonanie.<br>
{{tab}}— Kochana Saro, rzekł margrabia poufale i głosem ostrym, niech sobie mówią i myślą co chcą, mnie to nic nie obchodzi. Są pozycyje, których nic zachwiać nie jest w stanie, moje stanowisko właśnie do takich należy. Obmowa i potwarz nie mogą rzucić na mnie cienia, złamią się na mojem nazwisku, jak fale morskie rozbijają się o skały. A teraz, jeżeli pani chcesz wiedzieć, co myślę, powiem pani otwarcie.<br>
{{tab}}— Mów pan.<br>
{{tab}}— Kochałem Joanne Jousset, a raczej podobała mi się. Powiedziałem jej to, ale odepchnęła mnie i dziś jeszcze odpycha. To prawda. Nic naturalniejszego nad to, że mnie to gniewa. Przecież kochałem panią i pani wzajemnością odpłacałaś moje uczucia. Nie miałem wogóle wypadku, aby kobieta nawet z mojej sfery mi się opierała. A ta jakaś tam dziewczyna ze wsi miała {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No182 part04.jpg|num=877}}drwić ze mnie. Czy się pani zdaje, że ja mogę obojętnie znosić rzecz podobną? O, nie, jestem dumny i kto dumą moją obrazi, strzedz się powinien. Nie dziw się pani tedy, że dziś z obojętnością przyjmuję wiadomość o nieszczęściu tej dziewczyny. Miała wyjść za mąż! nie wyjdzie! Miała zostać bogatą, będzie biedną!<br>
{{tab}}— To odwet z pańskiej strony, czy tak?<br>
{{tab}}— Może.<br>
{{tab}}— I teraz, rzekła Sara, z naciskiem wymawiając wyrazy, chciałbyś ją pan zmusić, aby uległa twoim żądaniom, poddała się, jako istota słaba i bezbronna? Czy takie jest pańskie wyrachowanie?<br>
{{tab}}— Każdy inny nieinaczejby postąpił.<br>
{{tab}}— Niestety kochany panie Klaudyjuszu, źleś obrachował.<br>
{{tab}}Margrabia drgnął.<br>
{{tab}}— Co pani pod tem rozumiesz? spytał...<br>
{{tab}}— Biedny Ferdynand umarł wprawdzie. Jeżeli zapłacono baronowi Lambert’owi za ten pojedynek, to słusznie go nagrodzono zrobił swoje, ale...<br>
{{tab}}Z widoczną złośliwością śledziła {{pp|po|stęp}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No182 part05.jpg|num=878}}{{pk|po|stęp}} niepokoju na twarzy margrabiego.<br>
{{tab}}— Bądźże pan silniejszy, rzekła z szyderstwem i lepiej pokrywaj swe wrażenia. Zdradzasz się pan!<br>
{{tab}}— Niechże pani dokończy!<br>
{{tab}}— Przecież nic nie nagli.<br>
{{tab}}— Pani zadajesz mi męki dla zabawy swojej.<br>
{{tab}}— Doprawdy, kochany margrabio, ta dziewczyna formalnie ci w serce wrosła. Jesteś tak oczarowany, że wszystko można przypuszczać. Szczęściem jestem ci życzliwą.<br>
{{tab}}— Co się więc stało?<br>
{{tab}}— Pan chciałeś przeszkodzić małżeństwu...<br>
{{tab}}— I cóż ztąd?<br>
{{tab}}— Nie udało ci się to! Ślub się od był...<br>
{{tab}}— To niemożliwe!<br>
{{tab}}— Mówię panu, że tak.<br>
{{tab}}— To nieprawda!<br>
{{tab}}— O dwunastej minut pięć mer wchodził do pałacu Descombes’a wraz z wikarym od świętego Augustyna. Wiesz pan, co to jest małżeństwo „in estremis?“<br>
{{tab}}— Wiem.<br>
{{tab}}— Otóż taka właśnie ceremonija odbyła się w pałacu przy ulicy {{pp|Mes|syńskiej}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No182 part06.jpg|num=879}}{{pk|Mes|syńskiej}}. O dwadzieścia minut na pierwszą wszystko było skończone, akt ślubny w porządku, błogosławieństwo duchowe udzielone, słowem wszystko jak należy.<br>
{{tab}}— Pani mię wystawiasz na próbę!<br>
{{tab}}— W jakimże celu bym to robiła?<br>
{{tab}}— Nad tem właśnie myślę.<br>
{{tab}}— Komadyja ludzka, której się przypatruję, nie posiada daru wzruszania mnie. Widzisz pan, że jestem zimna jak lód, chociaż przed godziną zaledwie byłam w tym domu, gdzie się odbyła scena wzruszająca i widziałam trupa człowieka, dla którego miałam wiele przyjaźni i sympatyi...<br>
{{tab}}— Cóż się stało po ślubie?...<br>
{{tab}}— O trzydzieści minut na pierwszą Ferdynand skonał. A teraz w tym ślicznym pałacyku, pięknym jak klejnocik, pozostała tylko młoda, zapłakana kobieta przy trupie, którego zawiozą de Fontenelles i złożą w małej kapliczce obok matki jego.<br>
{{tab}}— Kiedy wywiozą zwłoki?<br>
{{tab}}— {{Korekta|Po jutrze|Pojutrze}}. Ta młoda kobieta, to pańska Joanna Jousset, tylko teraz nosząca nazwisko pani Ferdynandowej Descombes i posiadająca sto pięćdziesiąt tysięcy franków renty. Córka jej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No182 part07.jpg|num=880}}uznaną została za prawe dziecko. Ona sama dostanie kiedyś ogromny majątek w spadku po teściu i jeżeliś się pan spodziewał łatwo ją pokonać, jako biedną dziewczynę bez opieki i podpory, to musisz pan to sobie teraz wyperswadować. Niestety! o ileż trudniej walczyć z osobą bogatą, niezależną i opierającą się na takiej potędze, jak firma Descombes’ów, ludzi tak bogatych prawie, jak pan!<br>
{{tab}}Chrząknęła lekko i dodała:<br>
{{tab}}— Doprawdy, żeby takie zyskać rezultaty, nie opłaciło się kazać zabić biednego człowieka, którego jedyną wadą była zbytnia szlachetność i prawdziwa, szczera, nie egoistyczna miłość dla cudnie pięknej kobiety, w zupełności zasługującej na to, aby ją tak kochano.<br>
{{tab}}Margrabia musiał użyć całej siły woli, aby powstrzymać wybuch gniewu.<br>
{{tab}}— Wysłuchałem tego całego romansu, kochana, powiedział, aby zrobić zaszczyt twojej imaginacyi, bo ona to usnuła całą tę piękną historyję. Ale Montglars zapewne powiedział pani, żem się wyrzekł tej dziewczyny. Mało mnie obchodzi, czy ona jest czy nie jest panią Descombos. Nie {{pp|przyłoży|łem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No182 part08.jpg|num=881}}{{pk|przyłoży|łem}} palca do jej nieszczęść i ani mnie one smucą ani cieszą. Aby zaś panią przekonać, jak mi to jest obojętne, powiem, że w tych dniach wyjeżdżamy do Algieru, gdzie margrabina życzy sobie czas pewien zabawić.<br>
{{tab}}— Czy zawsze jest tak wątłego zdrowia?<br>
{{tab}}— Zawsze.<br>
{{tab}}— Lekarze radzą jej pobyt w ciepłych krajach?<br>
{{tab}}— Tak samo, jakby radzili podróż na północ. Doktorzy wcale nie rozumieją tej choroby.<br>
{{tab}}— A pan?<br>
{{tab}}Margrabia pobladł i odpowiedział wahająco:<br>
{{tab}}— Mnie się zdaje, że to wada organiczna... przytem skłonność do smutku.<br>
{{tab}}— Powiedz pan lepiej nuda i tęsknota, która trawi zaniedbywane kobiety, rozpacz, z powodu zwichniętego życia, dodała Sara z goryczą.<br>
{{tab}}— I to możliwe, chłodno rzekł margrabia.<br>
{{tab}}Wstał z krzesła i sięgnął po kapelusz.<br>
{{tab}}— Pan odchodzi? — powiedziała hrabina.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No182 part09.jpg|num=882}}{{tab}}— Nie chcę nadużywać grzeczności pani.<br>
{{tab}}— Dowiedziałeś się pan tego, co wiedzieć chciałeś?<br>
{{tab}}Nie próbował przeczyć; aby się nie krępować wobec byłej kochanki!<br>
{{tab}}— Tak, powiedział tylko.<br>
{{tab}}— Jestem zawsze gotowa służyć panu informacjami.<br>
{{tab}}— Dziękuję.<br>
{{tab}}— Do widzenia więc.<br>
{{tab}}Klaudyjusz był przy drzwiach, gdy wtem coś ma przyszło do głowy i wrócił się.<br>
{{tab}}— Czyś mi tylko pani prawdę powiedziała? — spytał.<br>
{{tab}}— Ależ prawdę, tylko prawdę.<br>
{{tab}}Podniosła rękę z uśmiechem i dodała:<br>
{{tab}}— Przysięgam.<br>
{{tab}}— Dobrze więc.<br>
{{tab}}Margrabia, {{Korekta|zchodząc|schodząc}} ze wschodów, zgrzytnął zębami i pomyślał.<br>
{{tab}}— Kobieta mi się oparła. Za to matka ustąpi!<br>
{{tab}}— Zabił Descombes’a, mówiła Sara w swym buduarze — to dopiero pierwszy krok. Zgubi się napewno.<br><br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No182 part10.jpg|num=883}}{{c|{{Korekta|XXXII|XXXIV}}.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Tandeciarnia''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Margrabia de Chazey opuścił swoją dawna {{Korekta|kochakę|kochankę}} w stanie chłodnego rozjątrzenia, daleko gorszego od gwałtownych wybuchów gniewu, który się objawia krzykiem i groźbami. Krew, uchodząca strumieniem, nie zalewa rannego, jeżeli zaś rozlewa się na wewnątrz, zabija go.<br>
{{tab}}Klaudyjusz, nakreśliwszy sobie plan działania, przewidział wszelkie, mogące mu się nastręczyć przeszkody i miał w pogotowia oręż dla ich usunięcia.<br>
{{tab}}Na placu Opery wysiadł z powozu i kazał stangretowi powrócić do domu.<br>
{{tab}}Była przeszło szósta.<br>
{{tab}}Margrabia pieszo zmierzył ku ulicy Prowanckiej i na przestrzeni pomiędzy ulicami Chausse-d’Antin i Lafayete, zatrzymał się naprzeciwko bardzo dużego magazynu, zapełnionego niezliczonem mnóstwem przedmiotów, nagromadzonych jedno na drugiem w dość malowniczym nieładzie.<br>
{{tab}}W głębi dwa płomienie gazu oświecały zbiór obrazów, bronzów, foteli, szaf, tkanin, kobierców, sukien, futer i koronek.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No183 part01.jpg|num=884}}{{tab}}W tym dziwnym zakładzie nie było widać nikogo. Margrabia wszedł. Dzwonek, poruszony przy otwarcia drzwi, zadrgał i wydał dźwięk przenikliwy, brzęczący.<br>
{{tab}}Zjawiła się młoda dziewczyna, ubogo odziana, szczupła, blada, wycieńczona, przecisnęła się przez wązkie przejście, utworzone pomiędzy dwoma rzędami sprzętów.<br>
{{tab}}Na widok margrabiego przybrała uprzejmą minkę.<br>
{{tab}}— To pan, panie de Chazey? — powiedziała.<br>
{{tab}}— Tak, ja.<br>
{{tab}}— Czego sobie pan margrabia życzy?<br>
{{tab}}— Czy Klementyna w domu?<br>
{{tab}}— Ciocia właśnie przed chwilą poszła do mieszkania.<br>
{{tab}}— Sama jest?<br>
{{tab}}— Tak, panie margrabio.<br>
{{tab}}— Proszę jej powiedzieć, że mam interes do niej.<br>
{{tab}}— Niech pan margrabia pójdzie ze mną; ciocia zawsze gotowa jest na usługi pana margrabiego.<br>
{{tab}}Poszła naprzód wązkiemi, kręconemi schodami, umieszczonemi w kącie, sklepu i udrapowanemi czerwonym {{pp|ry|psem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No183 part02.jpg|num=885}}{{pk|ry|psem}}.<br>
{{tab}}W mieszkaniu, w antresoli, tak samo było pełno najrozmaitszych rupieci. Ale mieściły się tam przedmioty bardzo cenne, jak starożytne biureczka z różanego drzewa, stylowe zegary, obicia Beauvais, oraz ciężkie lijońskie materyje. Słowem, spieniężywszy wszystkie te starożytności nawet za nizką cenę, właścicielka ich mogłaby sobie żyć spokojnie z renty w jakim wiejskim zakątku.<br>
{{tab}}Dom był ogromny. Można było zbłądzić w labiryncie tej obszernej antresoli.<br>
{{tab}}Wreszcie po długiej wędrówce wpośród pak i stosów tkanin, młoda dziewczyna otworzyła drzwi w głębi i zawołała:<br>
{{tab}}— Ciociu! pan margrabia de Chazey chce się z ciocią zobaczyć!<br>
{{tab}}— Co za niespodzianka! odpowiedział inny głos kobiecy, nieco ochrypły, ale dźwięczący radością. — Proszę, proszę, niech pan margrabia pozwoli: bliżej!<br>
{{tab}}Gość wszedł do dosyć obszernego pokoju, oświetlonego lampą naftową, rzucającą niepewne blaski.<br>
{{tab}}Kobieta o bogato rozwiniętych {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No183 part03.jpg|num=886}}kształtach i niemniej jak pięćdziesiąt wiosen licząca, podniosła się żywo z dużego fotelu. Przed nią na okrągłym stole leżała otwarta księga handlowa, gęsto zapisana, tu i owdzie poplamiona atramentem.<br>
{{tab}}Kobieta ją zamknęła.<br>
{{tab}}— Jakiem rada, że pana widzę, — powiedziała. — Byłam właśnie zajęta przeglądaniem ksiąg. To ja muszę sama załatwiać, oszczędzam sobie pensyję buchaltera, zawsze to około tysiąca ośmiuset franków.<br>
{{tab}}— Jakże idą interesy?<br>
{{tab}}— Tak sobie, dość dobrze. A pana jak się wiedzie?<br>
{{tab}}Otyła dama przemawiała tonem wielkiej życzliwości. O jej powierzchowności łatwo powziąść wyobrażenie.<br>
{{tab}}Ta, którą margrabia poufale nazywał Klementyną, była tęgą, słusznego wzrostu kobietą, o kształtach rozlanych, potrójnym podbródku, rysach zgrabiałych i jasnych włosach. Pomimo nieuniknionych szczerbów czasu, znać było, że miała ona okres w życia, kiedy mogła śmiało pretendować do tytułu piękności.<br>
{{tab}}Posiadała ona jeszcze teraz nie ten wdzięk, który wynika z połączenia {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No183 part04.jpg|num=887}}powabnego ciała ze szlachetną duszą, ale pewien widoczny jeszcze ślad jakiejś wytworności, opierający się nawet najpospolitszej tuszy.<br>
{{tab}}We włosach rudawo-blond ani jednej nitki siwizny, zaledwie kilka zmarszczek na rozciągniętej na tkankach tłuszczowych skórze, ręce {{Korekta|mleczno białe|mleczno-białe}}, niebieskiemi siatkowane żyłkami, zachowały formy bez zarzutu. Z całej postaci tej matrony, utuczonej jak pularda, łatwo można było odgadnąć, czem była przed laty piętnasta.<br>
{{tab}}Margrabia sam sobie przysunął krzesło bez ceremonii, jak u siebie, rozsiadł się na niem wygodnie, nogi skrzyżował i zmarszczywszy czoło, ręce, kurczowo zaciśnięte, oparłszy o poręcz fotelu, siedział czas jakiś nieruchomo w pozie człowieka, usiłującego opanować wielkie rozdraźnienie.<br>
{{tab}}— Pan mi nie odpowiada? — rzekła Klementyna. — Wydajesz się pan tak zasępiony, nie swój, co to znaczy?<br>
{{tab}}— Zdaje ci się.<br>
{{tab}}— Nie. Znamy się nie od dzisiaj. Pamiętam ja pana w takiem usposobieniu... było to już dawno. bardzo dawno.<br>
{{tab}}Przeciągłe westchnienie podniosło {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No183 part05.jpg|num=888}}jej pierś zbyt wydatną.<br>
{{tab}}— Było to na początku pańskiej karyjery światowej, — ciągnęła dalej. — Byłeś tak młody... a ja... byłam jeszcze piękną! Minęło to niestety. Nie mam już żadnych pretensyj...<br>
{{tab}}— E... chyba ci jeszcze z tego coś pozostało?<br>
{{tab}}— Tak, chciałam zrobić majątek... ale, mogę być szczerą z panem, życzenie to prawie już jest spełnione.<br>
{{tab}}— Już!<br>
{{tab}}— Interes idzie dobrze! Przytem dwanaście lat wprawy także coś znaczy... dzięki panu, mogłam odrazu zacząć na wielką skalę... Miałam też wiele znajomych... czas był odpowiedni... publiczność rozmiłowała się w cackach. Teraz myślę zlikwidować wszystko.<br>
{{tab}}— Ile posiadasz ogółem? — zapytał ciekawie margrabia.<br>
{{tab}}— Mam liczyć wszystko?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Niepodobna mi oznaczyć... Zależałoby to od powodzenia sprzedaży.<br>
{{tab}}— Jednak mniej więcej?<br>
{{tab}}— Miałabym z czego żyć... ma się rozumieć skromnie, po mieszczańsku, na prowincyi. Chcę zamieszkać w {{pp|swo|ich}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No183 part06.jpg|num=889}}{{pk|swo|ich}} rodzinnych stronach — w Owernii.<br>
{{tab}}— Więc spodziewasz się renty od jakiego kapitału?<br>
{{tab}}Może od trzech kroć stu tysięcy franków.<br>
{{tab}}— Ależ to tyle, co nic!<br>
{{tab}}— O, kochany margrabio, ja się wcale nie łudzę! Mogłabym przecież, tak jak wiele innych, być odźwierną, tylko i to niekażdy nawet dostać może... Musiałam pracować, oszczędzać, odmawiać sobie wszystkiego, aby zaoszczędzić te trzysta tysięcy franków... Nie skarżę się jednak i uważam los mój za dość łaskawy. Ale co pana do mnie przywiodło?<br>
{{tab}}— Chcę, abyś mi wyświadczyła przysługę?<br>
{{tab}}— Łatwa?<br>
{{tab}}— Łatwa dla osoby zręcznej... niewykonalną dla innej.<br>
{{tab}}— Pochlebiasz mi pan.<br>
{{tab}}— Nie, znam cię tylko.<br>
{{tab}}— O cóż idzie?<br>
{{tab}}— Przyrzekasz tajemnicę?<br>
{{tab}}— Ależ to się rozumie samo przez się...<br>
{{tab}}— Zresztą, będziemy wspólnikami.<br>
{{tab}}— Ach!<br>
{{tab}}— A masz zbyt wiele rozumu, aby {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No183 part07.jpg|num=890}}zdradzić siebie i mnie.<br>
{{tab}}Klementyna zmieniła ton mowy i rzekła już bez wszelkiego odcienia szacunku dla osoby margrabiego.<br>
{{tab}}— Można na mnie polegać. Ale po co tyle ostrożności? — Wiesz sam, że winna ci jestem zbyt wiele, aby nie zrobić tego, co wymagasz odemnie. Ty jeden mi się podobałeś w życiu. Jesteś piękny, Klaudyjaszu, taki właśnie, o jakim marzyłam: piękny, dumny, imponujący! Byłam zapewne jedną z pierwszych kobiet, które kochałeś, ty — byłeś ostatnim {{Korekta|męzczyzną|mężczyzną}}, któregom pokochała i jedynym kochanym prawdziwie.... O innych zapomniałam, gdym poznała ciebie.<br>
{{tab}}I dodała melancholijnie:<br>
{{tab}}— Miałam sen piękny, który trwał sześć miesięcy. Minął szybko, ale dotąd stanowi najmilsze moje wspomnienie. Tyś się popisał, jak przystało prawdziwemu szlachcicowi. Nie byłam już młodą wtenczas, a ty zbyt może byłeś młodym!.. Od dnia, w którym ze mną zerwałeś, nikogo więcej już nie pokochałam, nie oddałam się nikomu. Inni może postąpiliby ze mną w inny sposób, porzuciliby mnie i nie zatroszczyliby się, co dalej ze mną {{pp|bę|dzie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No183 part08.jpg|num=891}}{{pk|bę|dzie}}, tyś uczynił inaczej: dałeś mi pięćdziesiąt tysięcy franków, mówiąc:<br>
{{tab}}— Zarób drugie tyle. — I zarobiłam, a nawet i więcej jeszcze, mam widocznie krew kupiecką w żyłach. Powiedz, czego chcesz odemnie? Jesteś chyba pewny, że zrobię dla ciebie wszystko, co jest w mojej mocy, ponieważ pamiętam tak żywo, coś ty dla mnie zrobił.<br>
{{tab}}{{Korekta|Czy|— Czy}} nikt nas nie usłyszy? — zapytał Klaudyjasz.<br>
{{tab}}— Nikt. W domu jest tylko moja siostrzenica. Subjekta z magazynu wysłałam na miasto, a Julka to tak jak ja sama... Biedaczka, nie jest ani piękną, ani bardzo zdrowa; gdyby nie ja, umarłaby z głodu. Pozostawię jej wszystko i ona wie o tem, więc mię słucha i jest do mnie przywiązaną. Mów tedy spokojnie i nie bój się zdrady.<br>
{{tab}}Margrabia opowiedział jej przebieg swego życia w ostatnich ośmnastu miesiącach, to jest spotkanie z Joanną w Colombier owego jesiennego ranka, gdy zbłądzili obaj z Montglarsem. Szał, który nim owładnął, żądza posiadania jej za jakąkolwiek bądź cenę; usiłowania, jakie czynił w celu pozyskania {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No183 part09.jpg|num=892}}jej, niepowodzenie tych zabiegów, jej opór, trudny do pojęcia, wreszcie i swój haniebny postępek, przy którego pomocy ją zdobył. Opisywał ją jako idealnie piękną w jej śnie letargicznym, wspaniałą jak arcydzieło marmurowe, ożywione tchnieniem miłości.<br>
{{tab}}I od tej chwili obraz tej dziewczyny ścigał go bezustannie, niby średniowiecznego opętańca szatańskie pokusy. Pragnął jej co godzina gwałtowniej, namiętniej. Ta miłość paliła go, jak ogień piekielny. Ktokolwiek się do niej zbliżał, w jego oczach stawał się nieprzyjacielem.<br>
{{tab}}Klementyna słuchała go przejęta zachwytem i zazdrością.<br>
{{tab}}— O, — rzekła, — jakbym chciała tak być kochaną!<br>
{{tab}}Margra’bia mówił dalej.<br>
{{tab}}— Dziś jeszcze ona miała wziąść ślub z pewnym młodym człowiekiem, który się w niej zakochał, a któremu odmówiła przed paru laty, pomimo milijonowego majątku, ponieważ była zaręczona z jednym ze swych sąsiadów, podoficerem kawaleryi. Ten ostatni jednak, złudzony pozorami jej winy, zerwał małżeństwo. Schroniwszy się do Paryża, gdzie chętnie dążą ci {{pp|wszy|scy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No183 part10.jpg|num=893}}{{pk|wszy|scy}}, których jakaś katastrofa spotkała, żyła z pracy, w niedostatku, bo za dumną jest, aby się uciekać po pomoc do ojca, upartego i nieubłaganego starca, a odpychała z zaciętością wszelkie propozycyje z mojej strony.<br>
{{tab}}Ten młody człowiek, olśniony nieporównaną jej urodą, potrafił wreszcie ująć ją swą wspaniałomyślnością, ofiarował jej swoje nazwisko, majątek, a nawet do tego stopnia posunął zaparcie się siebie, że uznał za swoją jej córkę. Zostałem powiadomiony o tych zamiarach.<br>
{{tab}}Margrabia zatrzymał się, dławiony nietyle wstydem, z powodu swej zbrodni, ile złością na myśl, że mu się ona nie powiodła.<br>
{{tab}}— Nie potrzebuję wdawać się w szczegóły tego, co zaszło, — mówił dalej. — Fakty wystarczą. W wigiliję ślubu, to jest wczoraj, wszczęła się kłótnia pomiędzy baronem Lambertem i narzeczonym tej Joanny. Dziś rano odbył się pomiędzy nimi pojedynek w lasku Bulońskim. Ślub był naznaczony na godzinę jedenastą. W południe przyniesiono Ferdynanda Descombes’a...<br>
{{tab}}— Ach, to Descombes! — zawołała {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No183 part11.jpg|num=894}}Klementyna. — Jeden z moich klijentów, taki porządny chłopiec!<br>
{{tab}}— Miał w piersi ranę śmiertelną, którą baron Lambert przypisuje wypadkowi. Ja pragnąłem tego wypadku. Ale fatalność wtrąca się w moje sprawy. Znalazł się doktor, który potrafił o kilka godzin przedłużyć życie rannego. Małżeństwo, któremu chciałem przeszkodzić doszło do skutku.<br>
{{tab}}Teraz Joanna Joussst jest bogatą wdową. Jako biedna dziewczyna opierała mi się, cóż uczyni teraz? Pozostaje mi tylko jeden sposób pokonania jej i sposobu tego chcę użyć.<br>
{{tab}}— I co to za sposób?<br>
{{tab}}— Ona jest matka! Jej dziecko jest też mojem dziecięciem.<br>
{{tab}}— A więc?<br>
{{tab}}— Do tego właśnie będę ciebie potrzebował.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Chcę mieć to dziecko.<br>
{{tab}}— Gdzie ono jest?<br>
{{tab}}— W {{kor|Sanuois|Sannois}}, u biednych ludzi.<br>
{{tab}}— Jak się nazywają ci ludzie?<br>
{{tab}}— Cocquerel’owie.<br>
{{tab}}— Co to za jedni?<br>
{{tab}}— Mąż jest ogrodnikiem i pracuje u okolicznych gospodarzy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No183 part12.jpg|num=895}}{{tab}}— A żona?<br>
{{tab}}— Żona zostaje w domu i strzeże dziecka, które jej powierzono.<br>
{{tab}}— Czy to uczciwi ludzie?<br>
{{tab}}— Może uczciwi, ale łatwo ich skusić...
— I chcesz to zrobić?<br>
{{tab}}— Nieinaczej.<br>
{{tab}}— Przezemnie?<br>
{{tab}}— Tak. Nie wyobrażaj sobie tylko, że to coś niebezpiecznego lub trudnego. Idzie tylko o zgodzenie się z tymi ludźmi, a do tego ty jesteś najzręczniejsza.<br>
{{tab}}— Być może.<br>
{{tab}}— Cocquerel’owa uwielbia pieniądze... wiem o tem. Powiesz jej, że przyjechałaś po dziecko... zresztą samą już sobie ułożysz, co powiedzieć. Ona cię nie zna i nigdy cię więcej nie zobaczy... Dziecko umieścisz gdzie ci się podoba, każesz je pielęgnować, jak książątko... Cocquorel’om dasz, wiele zechcą, aby ci je wydali. Ty jedna, prócz mnie, będziesz znała tę tajemnicę.<br>
{{tab}}Klementyna rozważała.<br>
{{tab}}— To wszystko jest możliwe — powiedziała — ale matka!...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No184 part01.jpg|num=896}}{{tab}}— Matka jest przy łożu śmiertelnem tego męża, którym tak krótko się cieszyła.<br>
{{tab}}Uśmiechnął się sardonicznie i dodał:<br>
{{tab}}— O dwadzieścia minut na dwunastą ślub się odbył, a o w pół do trzeciej nowożeniec skonał. Przewiozą go do katakumb w Fontenelles, jego zamku w Franche-Comté. Jest to cudowna miejscowość, gdzie będzie spoczywał wśród kwiatów. Wdowa odprowadzi go na miejsce wiecznego spoczynku... Będziesz tedy miała trzy dni czasu na załatwienie tej sprawy.<br>
{{tab}}— Czy to, co mi proponujesz, przedstawia jakie niebezpieczeństwo?<br>
{{tab}}— Gdzież tu może być niebezpieczeństwo? Przecież jestem ojcem tego dziecka. Ono należy tak samo do moje, jak do matki.<br>
{{tab}}— Gdyby kto inny żądał odemnie tej przysługi!...<br>
{{tab}}— Ale skoro ja żądam... proszę o to...<br>
{{tab}}— Powinnam...<br>
{{tab}}— Kto zresztą będzie o tem wiedział?<br>
{{tab}}Klementyna westchnęła.<br>
{{tab}}— Mój Boże, — powiedziała, — ten {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No184 part02.jpg|num=897}}człowiek, gdyby chciał, wszystko ze mną by mógł zrobić! W ogień bym dla niego skoczyła. Chciałabym mu odmówić, ale nie mogę.<br>
{{tab}}Wzięła pióro, mówiąc do margrabiego:<br>
{{tab}}— Powtórz mi raz jeszcze nazwisko tych ludzi.<br>
{{tab}}— Cocquerel’owie, w Sanuois, droga Franconvilla’ska.<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}— Dziewczynka nazywa się Joanna Klaudyna Jousset.<br>
{{tab}}— Jakież jeszcze informacyje?<br>
{{tab}}— To już wszystko.<br>
{{tab}}— Wiele im trzeba będzie dać?<br>
{{tab}}— Wiele zażądają.<br>
{{tab}}— Czy przynajmniej nie potrzeba szkodzić dziecku?<br>
{{tab}}— Przeciwnie! Niech tylko matka cierpi, więcej nie pragnę.<br>
{{tab}}— I ty ją kochasz, kiedy tak ją chcesz męczyć?<br>
{{tab}}Margrabia wstał.<br>
{{tab}}— Cierpię tyle przez nią, — powiedział, — niechże i ona wie, co to jest męczarnia. Chciałbym raz zapomnieć o tem wszystkiem, a nie mogę. Czy zrobisz to, czego sobie życzę?<br>
{{tab}}Klementyna także wstała.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No184 part03.jpg|num=898}}{{tab}}— Zrobię, — odparła, — ale tylko dla ciebie jednego. Ach! gdybym choć o dwadzieścia lat była młodszą, jakżebym pragnęła być kochaną tak, jak ona i przez ciebie.<br>
{{tab}}Klaudyjasz rzucił na stół paczkę biletów bankowych.<br>
{{tab}}— To {{Rozstrzelony|zadate}}k, — powiedział, — Adieu.<br>
{{tab}}— A jeżeli będę się potrzebowała z tobą widzieć, gdzie cię znaleźć można?<br>
{{tab}}— Do jutra wieczorem u mnie, albo w klubie...<br>
{{tab}}— A potem?<br>
{{tab}}— Potem wyjadę na dwa lub trzy dni.<br>
{{tab}}— Dokąd?<br>
{{tab}}— Może do Franche-Comté... tam gdzie i ona. Dobranoc.<br>
{{tab}}— Dobranoc!<br>
{{tab}}Odwrócił się jeszcze w progu i powiedział:<br>
{{tab}}— Pamiętaj, że dziecko to mieć chcę i muszą!<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|{{Korekta|XXXIII|XXXV}}.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Czysta jak łza''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Baronowa Agnieszka do Sénecey, przepadająca za fatałaszkami, fanatyczna zwolenniczka balów {{pp|dobroczyn|nych}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No184 part04.jpg|num=899}}{{pk|dobroczyn|nych}}, flirtu, przejażdżek, wizyt, wycieczek i wszelakich innych drogich jej sercu rozrywek światowych, — nie była przecież całkiem pozbawiona przywiązania dla swej siostrzenicy.<br>
{{tab}}Stan zdrowia młodej margrabiny nabawiał ja troską i niepokojem, naturalnie w rzadkich chwilach, w których nie była pochłoniętą żadną z wyżej wspomnianych spraw.<br>
{{tab}}Nazajutrz po śmierci Ferdynanda Descombes, weszła do Gabryeli około godziny trzeciej.<br>
{{tab}}Niepokój, połączony z nieznacznemi wyrzutami sumienia, ogarnął ją na widok tej młodej twarzy, na której zniechęcenie do życia wyryło wybitne swe piętna.<br>
{{tab}}Gabryela dowiedziała się z dzienników o opłakanym rezultacie pojedynku w willi sir Richard’a.<br>
{{tab}}Ferdynand Deseombes był jej rodakiem. Jego śmierć nagła, wskutek nieszczęśliwego wypadku, bo gazety wierzyły w wypadek, — uczyniła na niej bardzo silne wrażenie.<br>
{{tab}}— I to w dniu ślubu! — powiedziała do ciotki.<br>
{{tab}}Baronowa miała swoje racyje, dla których chciała oderwać uwagę {{pp|sio|strzenicy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No184 part05.jpg|num=900}}{{pk|sio|strzenicy}} od tego faktu. I do jej uszu doszły niektóre echa przygody pięknej panny z Colombier.<br>
{{tab}}Colombier graniczy przecież z kluczem Chazey, a nadzwyczajna piękność panny Jousset musiała zostać zauważona przez margrabiego. Baronowa słyszała coś o tem w swoim czasie, ale nie usiłowała bynajmniej zbadać tej kwestyi. Co ją to obchodziło.<br>
{{tab}}Zakochana w przywilejach majątku i tytułów, tak samo jak w balach i rautach, pani baronowa, z domu Bonin, uważała za rzecz bardzo naturalną, że szlachcic taki jak margrabia Klaudyjusz de Chazey uwodził córy chat wieśniaczych i dworków, jeżeli miały szczęście podobać mu się.<br>
{{tab}}Przecież mogły się zresztą bronić, jeżeli cnota ich chciała walczyć z pokusą.<br>
{{tab}}Tacy zwycięzcy znajdują całe skarby wyrozumiałości i pobłażania na swe grzeszki w duszach podstarzałych kobietek.<br>
{{tab}}Baronowa natychmiast zmieniła też przedmiot rozmowy swej z siostrzenicą, zapytując:<br>
{{tab}}— Co dzisiaj robisz?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No184 part06.jpg|num=901}}{{tab}}— Ja? nie.<br>
{{tab}}— Nie wyjeżdżasz?<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}— To nie dobrze. Jakże się czujesz?<br>
{{tab}}Gabryela lekko potrząsnęła głową.<br>
{{tab}}— Nieźle, odpowiedziała.<br>
{{tab}}Jednakże, jakby zadając kłam jej słowom, napadł ją paroksyzm kaszlu, trwał wszakże parę chwil tylko.<br>
{{tab}}— Oszukujesz nas przez dobroć, westchnęła baronowa.<br>
{{tab}}— To nic, ciociu.<br>
{{tab}}— Co mówi doktór Rochard?<br>
{{tab}}— Radzi mi wyjazd na południe, do Algeryi. Potrzeba mi ciepła.<br>
{{tab}}— Poproś Klaudyjusza, aby z tobą wyjechał.<br>
{{tab}}— Mam go skazywać na opuszczenie Paryża!<br>
{{tab}}Baronowa dała się unieść porywowi tkliwości.
— Moje dziecko! — zawołała. — Toż nietylko margrabia, ale i ja i komendant chętnie z tobą pojedziemy, jeżeli zdrowie twoje tego wymaga.<br>
{{tab}}— Byłoby to męką dla cioci.<br>
{{tab}}Ciocia sama już myślała, że zagalopowała się trochę nieostrożnie.<br>
{{tab}}Wizyty, przejażdżki, codzienne {{pp|o|bjeżdżanie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No184 part07.jpg|num=902}}{{pk|o|bjeżdżanie}} alei akacjowej i inne podobne rzeczy zbyt wiele miejsca zajmowały w jej sercu. Pomimo to odparła z heroizmem:<br>
{{tab}}— Kiedy tylko zechcesz, wyjedziemy.<br>
{{tab}}— Nic tymczasem nie nagli.<br>
{{tab}}— I pocóż się tak oddzielasz, odsuwasz od świata! — Czy nie wiesz, że ci tu wszyscy kochamy serdecznie?... Twój mąż także cię kocha czule, lecz jest to światowiec, lubiący wir życia paryzkiego... jak tylu innych. Dla nich czas jest zawsze zbyt krótki... dnie nie mają dość godzin!...<br>
{{tab}}Wtem przerwała sobie...<br>
{{tab}}— Ach! Mój Boże! zagadałam się z tobą, moja droga i zapomniałam zupełnie, że pani de Brives czeka na mnie! Spóźnię się.<br>
{{tab}}Pocałowała w czoło młodą kobietę i wybiegła jak pensjonarka.<br>
{{tab}}Zostawszy sama, Gabryela oparła się o grzbiet krzesła i zatonęła w myślach.<br>
{{tab}}— Czy on też przyjdzie? — zapytała w duchu. Nie czekała długo.<br>
{{tab}}Młoda i ładna pokojówka weszła pytając:<br>
{{tab}}— Czy pani margrabina przyjmuje?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No184 part08.jpg|num=903}}{{tab}}— Kto przyszedł?<br>
{{tab}}— Pan Rochard.<br>
{{tab}}— Proś go tutaj.<br>
{{tab}}W dziesięć minut potem margrabia ponury i niezadowolony powrócił do domu i wszedłszy do gabinetu, zapytał wiernego swego kamerdynera.<br>
{{tab}}— Czy margrabina wyjechała?<br>
{{tab}}— Nie, proszę pana, pani de Sénecey chciała zabrać z sobą panią margrabinę, ale pani margrabina została w domu, mówiła mi Julja.<br>
{{tab}}— Tak?<br>
{{tab}}Bazyli dodał z zamiarem.<br>
{{tab}}— Pani margrabina oczekiwała wizyty.<br>
{{tab}}— Jakiej?<br>
{{tab}}{{Korekta|—Pana|— Pana}} Rochard’a.<br>
{{tab}}Bazyli w szczególny sposób wymówił to nazwisko.<br>
{{tab}}Margrabia, który siadł przy biurku i porządkował papiery, podniósł głowę.<br>
{{tab}}Pan i sługa spojrzeli na siebie milczeniu. Następnie margrabia zapytał wahająco:<br>
{{tab}}— Dlaczego wymawiasz to nazwisko pana Rochard’a takim tonem, jak gdybyś czuł jakąś antypatję dla niego?<br>
{{tab}}— Ja miałbym nie lubić pana Rochard’a? Broń Boże! pan Rochard {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No184 part09.jpg|num=904}}jest mi zupełnie obojętny. Pan margrabia wie, że po za tem, co się tyczy służby, ja do niczego się nie wtrącam.<br>
{{tab}}— Pan Rochard, zdaje się, bywa to dość często od niejakiegoś czasu?<br>
{{tab}}— Tak, dosyć często.<br>
{{tab}}— Nic dziwnego. Jest lekarzem margrabiny. Ona do niego tylko ma zaufanie.<br>
{{tab}}— To zaufanie oddawna się datuje, — wtrącił Bazyli podstępnie... jeszcze od czasu, kiedy pan Rochard nie był doktorem...<br>
{{tab}}— Jesteś zawsze podejrzliwy, panie Bazyli.<br>
{{tab}}— Cóż robić, panie margrabio, człowiek nie może zmienić swojej natury.<br>
{{tab}}— Zajmij się pakowaniem rzeczy, — mój kochany!<br>
{{tab}}— Czy wyjeżdżamy o ósmej minut piętnaście?<br>
{{tab}}— Tak, ale o tej całej wycieczce ani słowa!<br>
{{tab}}— Dobrze panie margrabio.<br>
{{tab}}— Możesz odejść.<br>
{{tab}}Gabinet margrabiego przytykał do ego sypialni na pierwszem piętrze pałacu.<br>
{{tab}}Pomiędzy jego pokojem, a pokojem margrabiny znajdowała się bardzo {{pp|ob|szerna}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No184 part10.jpg|num=905}}{{pk|ob|szerna}} garderoba i wązki korytarz.<br>
{{tab}}Bazyli był człowiekiem starym, doświadczonym, bardzo przenikliwym i nigdy nic nie mówił na wiatr.<br>
{{tab}}Jeżeli tedy umyślnie z takim naciskiem wymówił kilka zdań, dotyczących doktora Rochard’a, to miał widocznie cel jakiś.<br>
{{tab}}Margrabia wstał. Do wykonania planu, jaki obmyślił, potrzebował swobody.<br>
{{tab}}Swoboda jego, krępowana więzami małżeństwa z panną de Moutrevers, miała mu zostać powróconą.<br>
{{tab}}Jan radził się niejednego lekarza w kwestyi zdrowia żony, pod pozorem niepokoju i troski o to zdrowie.<br>
{{tab}}Wszyscy doktorzy wydali jednogłośny wyrok:<br>
{{tab}}— Życie pani de Chazey można przedłużyć, ale na jak długi czas, nikt orzec nie może, medycyna bowiem ma tu do czynienia z wadą organiczną.<br>
{{tab}}Ale wątłe zdrowie, a nawet wady organiczne mogą długo się opierać, a doktorzy nieraz się już mylili. Z drugiej znów strony wiedza doktora Rochard’a niepokoiła margrabiego, zwłaszcza ze względu na przyszłość.<br>
{{tab}}Przedewszystkiem mógł wyleczyć!<br>
{{tab}}Następnie mógł czuwać i badać!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No184 part11.jpg|num=906}}{{tab}}Przenikliwość doktora musiała kiedyś wywołać kolizyją pomiędzy nim, a mężem tej, którą kochał.<br>
{{tab}}Margrabia uważał się za dostatecznie silnego i dobrze zbrojnego do walki, z której chciał wyjść zwycięzko.<br>
{{tab}}Ale i zapasową bronią nie można i nie należy gardzić, zaś słowa Bazylego zdawały się obiecywać coś w rodzaju takiego zapasowego oręża. Dlaczegóź go nie posiadać na wszelki przypadek?<br>
{{tab}}Z początku margrabia się zaczerwienił na myśl, że wypadnie ma się uciec do szpiegostwa, chcąc owładnąć tajemnicą żony i jej przyjaciela młodości.<br>
{{tab}}Pomimo całego zepsucia swego, odepchnął podejrzenie, które kalało anielską czystość tej duszyczki. Nie kochając Gabryeli, musiał ją jednak szanować.<br>
{{tab}}Ale napomknienia Bazylego nie dawały mu spokoju.<br>
{{tab}}Filip Rochard niepokoił go zresztą i pod innym jeszcze względem, nietylko jako zdolny lekarz i przyjaciel margrabiny.<br>
{{tab}}Widział go w kościele świętej Klotyldy przy Joannie Jousset w dzień swego ślubu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No184 part12.jpg|num=907}}{{tab}}Kto mógł wiedzieć, czy Filip nie był doradzcą Joanny, tak samo jak powiernikiem Gabryeli?<br>
{{tab}}Z tych wszystkich przypuszczeń margrabia wywnioskował, że Bazyli ma słuszność.<br>
{{tab}}Warto było wiedzieć, jakiego rodzaju stosunek wiąże margrabinę z Rochardem, aby następnie użyć tej świadomości za broń, jeżeli nie przeciwko młodej kobiecie, to przeciw doktorowi.<br>
{{tab}}Rola, jaką Klaudyjusz odegrać miał pierwszy raz w życiu, była poniżającą, ale kto o tem będzie wiedział?<br>
{{tab}}Zresztą, czy on działał z własnej woli?<br>
{{tab}}Fatalność kierowała jego postępowaniem i popychała go naprzód, jak łódź bez wioseł i żagla.<br>
{{tab}}Namiętność, podniesiona do pewnej potęgi, miota człowiekiem silniej może niżeli wichry i nawałnice kruchym statkiem na fali.<br>
{{tab}}Margrabia włożył mały rewolwer do kieszeni i ostrożnie, na palcach, jak złodziej, wkradający się nocą do zamieszkanego domu, zmierzył ku drzwiom pokoju żony.<br>
{{tab}}Puszyste dywany tłumiły odgłos jego stąpania.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No184 part13.jpg|num=908}}{{tab}}Ponure milczenie panowało w całem obszernem mieszkania, położonem pomiędzy ogrodem a dziedzińcem, tak, aby ucha turkotów i zgiełku miejskiego nie dolatywały do uszu jego mieszkańców.<br>
{{tab}}Wkrótce margrabia był w korytarzu, poprzedzającym drzwi pokoju żony.<br>
{{tab}}Drzwi to były wpółotwarte, lecz ciężkie adamaszkowe portjery zasłaniały je prawie całkowicie. Tylko przez małe odchylenie fałd, Klaudyjusz mógł widzieć, co się dzieje w pokoju, sam będąc zupełnie niewidzialny.<br>
{{tab}}Bazyli był doskonale poinformowany. Julija, pokojowa margrabiny, nie miała dla niego tajemnic.<br>
{{tab}}Starzy, rutynowani słudzy, mają powagę i pewną władzę nad młodszymi kolegami.<br>
{{tab}}Filip Rochard znajdował się rzeczywiście w pokoju margrabiny i, stojąc przed nią, z energicznie tłumioną obawa, śledził spustoszenia, sprawione przez cierpienie na anielskiej twarzy młodej kobiety.<br>
{{tab}}Gabryela wyglądała ślicznie, pomimo postępów choroby, która wyniszczała jej organizm. Jej przezroczysto blada cera, szafirowe oczy o słodkiem, omdlewającem spojrzenia, {{pp|szczu|płość}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No184 part14.jpg|num=909}}{{pk|szczu|płość}} kształtów i wiotkość kibici przypominały te anielskie męczennice, zrezygnowane na śmierć i z uśmiechem idące na jej spotkanie.<br>
{{tab}}— Czy pan wiesz, panie Filipie, — rzekła — dla czego pozostaję tutaj wbrew pańskim przepisom?<br>
{{tab}}— Nie pani, nie wiem.<br>
{{tab}}— Bo tam nie widywałabym pana. Godziny, które spędzamy razem, są jedynemi przyjemnemi godzinami w mojem życia. Pragnęłabym być ciągle z panem.<br>
{{tab}}— Pani!<br>
{{tab}}Serce Filipa boleśnie się ściskało.<br>
{{tab}}I on wiedział o śmierci Ferdynanda Descombes, ale nie przypisywał jej przypadkowi, lecz zbrodni.<br>
{{tab}}Lepiej od innych poinformowany, wiedząc o namiętności margrabiego do Joanny, sądząc o tem, co Klaudyjusz mógł uczynić z tego, co już uczynił, pamiętając ciągle słowa margrabiego: „Nie będziesz niczyją tylko moją!“ — musiał doskonale pojmować całą ciemną intrygę, która sprowadziła śmierć nieszczęsnego młodzieńca tego samego dnia, kiedy miał zaślubić przedmiot miłości swojej i margrabiego.<br>
{{tab}}Dla Rocharda cała ta rzecz była {{pp|ja|sną}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No184 part15.jpg|num=910}}{{pk|ja|sną}}: to nie szpada barona Lamberta zabiła Descombes’a, ale margrabia de Chazey śmierć mu zadał.<br>
{{tab}}Ta złowroga prawda jasną była jak słońce.<br>
{{tab}}I dla tego to pragnąłby widzieć Gabryelę daleko od tego domu, gdzie była wystawioną na tyle niebezpieczeństw.<br>
{{tab}}Mówił sobie, że gdyby ona do niego należała, ocaliłby ja od cierpienia, które podkopywało jej istnienie, — miłością, szczęściem, troskliwością. Ale co jej powiedzieć? Jak skłonić do opuszczenia domu męża i pójścia za tym, który ją tak gorąco ukochał? Jak pokonać tę nieśmiałość, która jemu samemu zamykała usta, nie pozwalając, aby z nich wyszło wyznanie miłości? Jak tu kazać jej zapomnieć o poczuciu honoru, tak głęboko zakorzenionem w jej sercu, że wolała umrzeć, niżeli splamić się.<br>
{{tab}}Czyż można jej było odkryć cała niegodziwość męża? A jednak Filip Rochard pojmował, że Gabryela mogła się lękać wszystkiego ręki Klaudyjusza. Musiała wybrać życie lub honor.<br>
{{tab}}— I ja również — odpowiedział — chciałbym być zawsze blizko pani. Ala zmuszony jestem inaczej {{pp|postę|pować}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No184 part16.jpg|num=911}}{{pk|postę|pować}}.<br>
{{tab}}— Zmuszony?<br>
{{tab}}— Niestety!<br>
{{tab}}— Któż pana zmusza?<br>
{{tab}}— Obowiązek.<br>
{{tab}}— Nie rozumiem pana.<br>
{{tab}}— W takim razie muszę się pani wyspowiadać.<br>
{{tab}}Gabryela spojrzała na niego oczyma pełnemi bólu. Odgadywała co jej powie.<br>
{{tab}}— Zawarliśmy z sobą rodzaj traktatu.<br>
{{tab}}— Którego warunków wiernie pan dotrzymałeś.<br>
{{tab}}— Tak jest, ale kosztem jakich męczarni!<br>
{{tab}}Usiadł przy niej i po kilku chwilach milczenia mówił dalej:<br>
{{tab}}— Usiłowałem uczucia moje dla pani zagrzebać na dnie serca... cierpiałem długo w milczeniu... Ale odwaga w końcu się wyczerpuje. Ja nie mam jej już... Ta przyjaźń nasza jest oszukiwaniem samych siebie, a dla mnie powodem nieznośnych tortur. O, jakżem słusznie robił, odsuwając się od ciebie. Skazałem się na żal próżny. Chciałem cię zapomnieć a nie mogłem. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part01.jpg|num=912}}Pamięć o tobie ścigała mię bezustannie, zakłócała spokój i prawie nie pozwoliła myśleć swobodnie... Ale przy pomocy trudu i woli z czasem można się ze wszystkiego wyleczyć... i ja też byłbym w końcu zwyciężył to niepokojące wspomnienie, byłbym pokonał ten pociąg serdeczny i odzyskał swobodę ducha. Ale pani tego nie chciałaś. Przywołując mnie do siebie, spełniłaś najgorętsze pragnienia moje i dałeś mi sposobność chwycenia się jakiegoś pozoru, który mnie do nóg twych sprowadził. Wmawiałem w siebie, że potrafię pozostać lekarzem i przyjacielem, któremu sam widok anielskiej twej postaci wystarczy. Długo trzymałem tajemnicę uczuć moich na samem dnie duszy, milczałem... ale nadeszła chwila, kiedyś ty, pani, odsłoniła mi swoje serce i to był cios ostatni. Powinienem był nie słuchać cię, lub wysłuchawszy, uciec stąd na zawsze!<br>
{{tab}}— Panie Filipie!<br>
{{tab}}— O pozwól mi pani powiedzieć wszystko. A potem sama los nasz rozstrzygniesz.<br>
{{tab}}— Nie mów pan tak, na Boga.<br>
{{tab}}— Nie mogę dłużej milczeć, to nad siły moje.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part02.jpg|num=913}}{{tab}}— Ale pojmij pan, że i ja potrzebuję odwagi i że to pan powinieneś mi jej dodać.<br>
{{tab}}— Nie, — zawołał Filip, nie mogąc się dłużej hamować, — nie ja cię powinienem ocalić!<br>
{{tab}}Rzucił się jej do nóg i obejmując ramionami jej kibić, mówił dalej namiętnie:<br>
{{tab}}— Słuchaj, Gabryelo, prowadzimy z sobą samymi walkę niemożliwą. Miłość musi nas prędzej lub później pokonać, ona łamie wszystko, co jej się opiera i ona to jest całem twem cierpieniem. Zrozumiałem to w chwili, gdy wyznałaś mi tajemnicę twego serca. Byliśmy oboje szaleni, ja w mej niedorzecznej dumie, która mię powstrzymywała od rzucenia ci się do nóg tam pod cieniem drzew naszych rodzinnych, wówczas, kiedy wszystkie fibry mojej istoty drgały miłością, kiedy oddałbym z rozkoszą życie całe za jeden twój uścisk. Byłaś wtedy wolna, ale nazywałaś się panną de Montrevers. Byłaś bogata. Ja, syn dzierżawcy, czyż mogłem marzyć o wzniesienia się do ciebie? Głupota ludzka, przesąd światowy zamykały mi usta, kiedy powinienem był mówić. A {{pp|po|tem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part03.jpg|num=914}}{{pk|po|tem}}, uważałem ludzi za lepszych, niżeli są w istocie. Usuwając się, sądziłem, że sobie tylko szkodzić będę. Myślałem, że to niepodobna, aby ten, któremu się taki skarb dostanie, nie poznał się na jego wartości! Unieszczęśliwiony na całe życie, liczyłem, że miłość da chociaż tę gorzką rozkosz, iż widzieć będę ciebie szczęśliwą, wesołą, wielbiona. Omyliłem się okrutnie. Przez nieświadomość sami sobie przygotowaliśmy przyszłość pełną łez i żalów spóźnionych. Co za rozczarowanie! Ale czas jeszcze. Naprawmy błąd nasz! Dajmy się unieść prądowi uczucia. Miłość, Gabryelo, to życie i ja mam ci pozwolić ginąć, tobie, za którą sto razy na śmierćbym poszedł! Nie! to byłoby grzechem, zbrodnią. Przecież ja cię kocham!<br>
{{tab}}Gabryela nie usiłowała oswobodzić się z jego objęcia i zatonęła cała w ekstazie tego szczęścia upragnionego tak gorąco. Jej oczy jakby wchłaniały w siebie płomień źrenic Filipa.<br>
{{tab}}— Tak, masz racyję! — szepnęła. — Powtórz raz jeszcze te słowa, które mi powracają życie.<br>
{{tab}}— Kocham cię!<br>
{{tab}}— A ja umieram z rezpaczy i żalu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part04.jpg|num=915}}po tej miłości, którą z własnej winy straciłam. — I dodała natychmiast, starając się rozerwać, obejmujące ją, ramiona:<br>
{{tab}}— Ale odejdź, odejdź, proszę cię!... Jestem zgubioną, ale z własnej winy... z mojej winy!<br>
{{tab}}Margrabia, ukryty za ciężkiemi fałdami firanki, widział cały tę scenę z wszelkiemi jej szczegółami i nie czuł gniewu ani oburzenia. Odczuwał raczej wzgardliwą litość dla tych dwojga nieszczęśliwych, walczących z popędami swego serca i zasłaniających się przed niemi puklerzem czci i obowiązku, które dla niego nigdy nie istniały.<br>
{{tab}}Czytał on w twarzy swej żony rozkosz tej miłości i usiłowanie pokonania jej. Rochard szeptał jej do ucha prośby namiętne, pokrywał pocałankami jej ręce białe jak marmur, które starały się go odepchnąć. Zapomniał o wszystkiem, czując bicie jej seraa przy swojej piersi.<br>
{{tab}}Wtem Gabryela wydała lekki okrzyk!<br>
{{tab}}— Boże! jak ja cierpię!<br>
{{tab}}Przycisnęła piersi obu rękami.<br>
{{tab}}— Tu — dodała, tu, tak jakby sie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part05.jpg|num=916}}coś rozrywało we mnie.<br>
{{tab}}A wyczytawszy z oczu Filipa rozpacz i rozczarowanie, wyszeptała z trudem:<br>
{{tab}}— To nic... już przeszło. Byłam zbyt szczęśliwa.<br>
{{tab}}Filip wstał i przypatrywał jej się z boleścią.<br>
{{tab}}Policzki jej pokrywał mocny, chorobliwy rumieniec. Oczy jej zapadły, otoczone ciemną, prawie czarną obwódką. Wskazała mu krzesło i patrząc na niego oczyma, w których się cała jej tkliwość odbijała, rzekła:<br>
{{tab}}— Siądź ta blizko mnie... jeszcze bliżej i wysłuchaj mnie także.<br>
{{tab}}Doktór spełnił jej żądanie.<br>
{{tab}}— Wszystko, co się stało — powiedziała — spada na mnie, alem zasłużyła na to. Moja to wina, żeśmy dziś obcy dla siebie wobec świata. Powinnam była wyznać ci wszystko, zrozumieć poczucie honoru, które tobie zamykało usta. Nie uczyniłam tego. Dobrowolnie złączyłam los mój z losem innego. Słuszna maie za to spotyka kara, ale nie będzie ona długą przynajmniej. Ból, jaki czuję tu w piersi, jest przestrogą. Umrę młodo.<br>
{{tab}}Musiała przestać mówić na chwilę, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part06.jpg|num=917}}a potem ciągnęła dalej:<br>
{{tab}}— Kocham cię, Filipie, mówię to otwarcie. Nie chce, abyś cierpiał przezemnie, ty, jedyna istota, którą kocham. Będę twoją, gdy tego zażądasz. Ala jeżeli masz litość nade mną….. jeżeli mnie kochasz tak jak, ja ciebie... nie mów mi więcej tych słów, które zamęt sprawiają w całej istocie mojej... bo pragnę, aby śmierć moja była spokojna, bez wyrzutów, abym stanęła przed Bogiem czysta, bez winy... Błagam cię, zostaw mnie nieszczęśliwą, ale nie mającą sobie nic do wyrzucenia, niech żadna skaza nie ciąży na czci mojej.<br>
{{tab}}Teraz ona uklękła przed nim.<br>
{{tab}}On ujął głowę jej w swe ręce i ustami dotknął pięknych, ciemnych jej splotów.<br>
{{tab}}Młoda kobieta uczula dwie łzy gorące na czole.<br>
{{tab}}Nagle Filip się wyprostował.<br>
{{tab}}Do uszu jego doszedł lekki szelest od strony korytarza, wiodącego do pokojów Klaudyjasza.<br>
{{tab}}Zdawało mu się, że ciężka jedwabna zasłona a drzwi faluje.<br>
{{tab}}Zerwał się mówiąc:<br>
{{tab}}— Słucha nas ktoś.<br>
{{tab}}I po kilku sekundach wahania {{pp|po|biegł}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part07.jpg|num=918}}{{pk|po|biegł}} do drzwi. Odsłonił portyjerę, lecz nie znalazł nikogo.<br>
{{tab}}Poszedł aż do garderoby, drzwi której były zamknięte, lecz żaden nowy szmer nie doszedł do jego uszu.<br>
{{tab}}— A jednak pomyślał — nie omyliłem się.<br>
{{tab}}Gdy powrócił do pokoju margrabiny, zastał ją zemdloną, leżącą na dywanie.
Oddech jej tak był słaby, że z trudnością można go było dosłyszeć. Smiertelna bladość pokrywała jej delikates rysy, Rochard stał przed nią nieruchomy, osłupiały prawie.<br>
{{tab}}Kochał tę kobietę. Ona sama mu się oddawała. Mógł ją porwać teraz i unieść daleko, wyrwać z rąk człowieka, którego nienawidził śmiertelnie, którym gardził nawet.<br>
{{tab}}Lecz widział, że cała nauka, jaką posiadał, jest bezsilną wobec tego, co jej dolegało, że nic i nikt nie jest w stanie jej ocalić.<br>
{{tab}}Ukląkł przy niej, obsypał pocałunkami jej zlodowaciałe dłonie, przywoływał ją do przytomności najczulszemi imionami i pieszczotami, aż wreszcie otworzyła oczy i zarzuciwszy ma ramiona na szyję, wyszeptała drżącym {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part08.jpg|num=919}}głosem:<br>
{{tab}}— Tak, Filipie, kocham cię i do śmierci ciebie tylko kochać będę, ale ty mi pozwolisz umrzeć czystą i spokojną, prawda?<br>
{{tab}}On zamknął oczy i tkanie, napróżno tłumione, wydobyło się z jego piersi.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|{{Korekta|XXXIV|XXXVI}}.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Przy grobie''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Hrabina de Gannes była dobrze powiadomiona.<br>
{{tab}}W trzy dni po wypadku w willi sir Richarda, około godziny szóstej po południu, dzwony w kościołku Fontenelles zabrzmiały smutnie, pogrzebowo.<br>
{{tab}}Kościół ten jest budowlą romańską, z dwunastego wieka, stojącą na lesistym pagórku, wśród skalistej równiny.<br>
{{tab}}Miejscowość ta bezsprzecznie jest jedna z najdzikszych i najodludniejszych w całem prawie porzeczu.<br>
{{tab}}Zamek Fontenlles, własność matki Ferdynanda Descombes, zajmuje daleko weselszy punkt krajobrazu niż kościół.<br>
{{tab}}Park bardzo obszerny rozciąga się w wazkiej dolinie i obejmuje nadto dwa spore wzgórza, raczej góry, z których wytryskują potoki, {{pp|znika|jące}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part09.jpg|num=920}}{{pk|znika|jące}} nagle z szumem i hukiem w pieczarach podziemnych.<br>
{{tab}}Turyści francuscy, którzy tak się unoszą nad dziką pięknością zagranicznych pejzaży, napewno mogliby i we własnym kraju znaleźć takie cuda, ale swojskie rzeczy zawsze mniej ściągają podziwu, niżeli obce.<br>
{{tab}}Przy żałobnym dźwięku dzwonów kościelnych złożono zwłoki ofiary barona Lambert’a do grobu, w którym oddawna już spoczywała pani Deseombes.<br>
{{tab}}Joanna spełniła smutny obowiązek towarzyszenia zwłokom męża w stanie niepodobnej do opisania rozpaczy i przygnębienia.<br>
{{tab}}Los bezlitośny, pastwiący się nad nią, odejmował jej wszelką nadzieję doczekania się kilka jaśniejszych chwil w życiu.<br>
{{tab}}I nietylko ona sama cierpiała, lecz przynosiła nieszczęście tym, co się do niej garnęli.<br>
{{tab}}Piotr Morand zaciągnął się do wojska i porzucił ojczyznę.<br>
{{tab}}Gdzież on się teraz znajdował? Zapewne na jakimś odległym posterunku, nad brzegiem Senegalu, marniejąc w smutku i tęsknocie za tem wszystkiem, co musiał przez nią porzucić.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part10.jpg|num=921}}{{tab}}Ojciec jej, nieugięty w swej surowości, nie dał ani znaku życia i nie pozwolił się zmiękczyć ani rozbroić nawet małżeństwem, stanowiącem rebabilitacyję dla niej, nawet śmiercią Ferdynanda.<br>
{{tab}}Wierny dawnym przyjaciołom zamykał się uparcie w swej samotni i trzymał stronę Moraud’ów przeciw własnej córce.<br>
{{tab}}Ferdynand Descombes, którego stanowisko zdawało się chronić od wszelkich pokuszeń jego nieprzyjaciół, także umarł przez nią. I to wszystko dlatego, że przypadek postawił margrabiego de Chazey na jej drodze.<br>
{{tab}}Była zamężną i męża jej przywieźli w ołowianej trumnie do wspaniałego zamku, mającego być wspólnem ich mieszkaniem.<br>
{{tab}}Cóż ona uczyniła takiego, że ją Bóg tak strasznie karał?<br>
{{tab}}Niespodziewała się wielkiego szczęścia, oddając rękę Ferdynandowi. Nie kochała go. Czuła dlań tylko szczerą, głęboką wdzięczność; chciała zapewnić mu szczęście wzamian za opiekę, jaką on miał ją otoczyć i obiecywała sobie zostać wierną i przywiązaną jego towarzyszką.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part11.jpg|num=922}}{{tab}}I on nie pragnął nic innego.<br>
{{tab}}Życzyła sobie tylko módz prowadzić życie spokojne, ciche przy mężu i dziecku, którego nie pragnęła, ale które kochała całem sercem.<br>
{{tab}}I wszystkie to marzenia się rozwiały. Morderstwo odebrało życie jej opiekunowi. Zbrodnia, którą popełniono w celu usamowolnienia jej i wydania na pastwę prześladowcy, miała pozostać bezkarną!<br>
{{tab}}Co ją jeszcze czekało w przyszłości?<br>
{{tab}}Postępując za trumną męża w żałobnej sukni i wdowiej zasłonie, czuła się dręczoną przez okropne obawy i zapytywała w duchu, czy nie lepiejby było dla niej także spocząć w mogile, gdzie miałaby przynajmniej spokój i nie potrzebowałaby się lękać niczego.<br>
{{tab}}Po nabożeństwie żałobnem musiała odbyć drogę z kościoła do zamku.<br>
{{tab}}Ponure modły księdza boleśnie jej brzmiały w uszach. Grób familijny znajdował się w kaplicy granitowej, osłoniętej drzewami, o trzysta metrów odległej od zamku.<br>
{{tab}}Mała wyniosłość zasłania ją zupełnie przed okiem mieszkańców Fontenelles.<br>
{{tab}}Kaplica ta jednym bokiem przypartą jest do muru, otaczającego park i {{pp|ocie|niona}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part12.jpg|num=923}}{{pk|ocie|niona}} konarami drzew stuletnich.<br>
{{tab}}Dochodzi się tam przez krętą aleje i mostek, przerzucony przez strumień.<br>
{{tab}}Park Fontenelles’ski, jak wszystko w tej górzystej prowincyi, obfituje w rozmaite niespodziewane zagłębienia gruntu, pagórki, groty, małe parowy.<br>
{{tab}}Ku wieczorowi smutna ceremonia pogrzebowa była skończona.<br>
{{tab}}Uczestnicy obrzędu rozeszli się.<br>
{{tab}}Ciężki kamień, zakrywający wejście do piwnic grobowych, został wsunięty na swoje miejsce.<br>
{{tab}}Żorżetta i kapitan Jousset ostatni opuścili kaplicę.<br>
{{tab}}Wszystko było skończone.<br>
{{tab}}Joanna klęczała jeszcze na czarnych marmurowych stopniach ołtarza.<br>
{{tab}}Gdy się podniosła, ciemności wieczoru już zapadały, a pod drzewami alei majaczyły niewyraźne kształty skał mchem obrosłych i trzcin, kępami rosnących nad strumieniem.<br>
{{tab}}Jakiś człowiek nędznie ubrany, w pokrzywionym kapeluszu, wyszedł z za drzewa, za którym się ukrywał, doszedł do mostku i dał znak komuś ukrytemu w gęstwinie.<br>
{{tab}}Ten człowiek biednie odziany — był to Noel Piquet, robotnik z Cerneaux.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part13.jpg|num=924}}{{tab}}Joanna zatrzymała się chwilę na stopniach kaplicy.<br>
{{tab}}Z tego miejsca widziała tylko nad wierzchołkami jodeł dach zamku i jego szczyty, kryte ołowiem.<br>
{{tab}}Zorza wieczorna oblewała purpurą fasadę, i na okna rzucała blaski płomienia.<br>
{{tab}}Ten dom należał teraz do niej. Ferdynand Dascombes pozostawił go jej w spuściźnie. Ze wszystkich, co ją kochali, on był może najszczerzej przejęty miłością szlachetną, niesamolubną.<br>
{{tab}}Odwróciła się w stronę jego grobu i pożegnała go raz jeszcze głębokiem westchnieniem, potem zeszła i wolnym krokiem zmierzyła ku rzeczułce.<br>
{{tab}}Drobny, wilgotny piasek alei trzeszczał pod jej stopami. Kładła właśnie rękę na poręczy mostku, gdy z po za pnia wierzby wystąpiło jakieś widmo i postąpiwszy parę kroków na przód, zagrodziło jej drogę.<br>
{{tab}}Joanna wydała stłumiony okrzyk trwogi i gniewu. Poznała pana de Chasey.<br>
{{tab}}— Pan tutaj! — rzekła. — Czego pan chcesz jeszcze odemnie?<br>
{{tab}}Piquet zajął stanowisko po drugiej stronie mostu, jak szyldwach.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part14.jpg|num=925}}{{tab}}Młoda kobieta bardzo dokładnie widziała jego postać, czerniejącą w pośrodku alei.<br>
{{tab}}— Mów pan prędko, po coś tu przyszedł, powiedziała drżącym od nienawiści głosem... Mogą tu pana zobaczyć... Co pomyślą?<br>
{{tab}}— Co zechcą! — krótko odparł margrabia.<br>
{{tab}}— Ach! zawołała Joanna w rozpaczy, pan zaprzysiągłeś moją zgubę! Więc moje męki jeszcze nie skończone, jeszcze panu mało? O dwa kroki ztąd spoczywa pańska ofiara, a przynajmniej jedna z ofiar pańskich, najszczęśliwsza, bo nie cierpi już i nie więcej jej zrobić nie możesz... Nie zakłócaj pan spokoju umarłym i oddal się z tych miejsc.<br>
{{tab}}— Tego nie zrobię.<br>
{{tab}}— Panie!<br>
{{tab}}— Maszę pani wprzódy powiedzieć, jaką będzie jej przyszłość.<br>
{{tab}}— O, ja to wiem sama... albo raczej przewiduję. Będzie taką, jak teraźniejszość, okropną, nieszczęśliwa.<br>
{{tab}}Margrabia pochwycił ja brutalnie za rękę i zmusił, by usiadła na lawce pod drzewem szpaleru.<br>
{{tab}}— Musisz mnie wysłuchać po raz {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part15.jpg|num=926}}ostatni, powiedział, a potem każde z nas zrobi, co mu się będzie podobało.<br>
{{tab}}— Mów pan prędko.<br>
{{tab}}— Przyszedłem — zaproponować pani ugodę.<br>
{{tab}}— Czyż pomiędzy nami możliwe są jakie układy?<br>
{{tab}}— Ty mnie nienawidzisz!... Ja cię kocham, a raczej chcę tylko, abyś była moją wyłącznie... Odpowiesz mi zapewne, że to moje żądania na nic się nie zdadzą, bo jesteś wolna... Ale ja wolnym nie jestem... jakaś wola silniejsza od mojej ciąży nademną... twój obraz ściga mnie bezustannie, myśli o tobie pozbyć się nie mogę, tak mi się w mózg wżarła... od tylu miesięcy nadaremnie usiłuję odegnać od siebie to natrętne widziadło. Dla mego spokoju jeden tylko istnieje sposób. Ty jesteś złem, które mnie dręczy i ty możesz być lekarstwem na to zło! Jeżeli mnie odepchniesz, siebie samą obwiniaj o nieszczęścia, jakie na ciebie spadną... które i mnie może przygniotą... Uprzedziłem cię... Chciałaś wojny... Masz ją! Człowiek, który stanął pomiędzy nami, nie żyje...<br>
{{tab}}— To zabójstwo!<br>
{{tab}}— Nie rzekł ze zjadliwem {{pp|szyder|stwem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part16.jpg|num=927}}{{pk|szyder|stwem}} — to nieszczęście, ale takie nieszczęścia mogą się powtórzyć. Jest ich dosyć i rozmaitego rodzaju i Bóg wie wiele zemsty kryje się po za temi wypadkami, których co dzień pełno. Przed kilku dniami nie słuchałabyś mnie tak cierpliwie i nie wierzyłabyś może... Dzisiaj mi wierzysz.<br>
{{tab}}— Więc czego pan chcesz w końca?<br>
{{tab}}— Proponuję pogodzenie się.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Jesteś bogata... swobodna, możesz postępować jak chcesz, mieszkać, gdzie ci się podoba! Jesteśmy sobie równi, należąc teraz do klasy ludzi, którzy sobie wszystkiego mogą pozwolić i na nic nie zważać. Jesteś piękną, a ja cię uwielbiam. Bądź moją, ale w tajemnicy. Paryż jest duży... Można w nim ukryć wszystko. Moje milczenie ocali ci honor, a twoja miłość spokój mi powróci. Ocalisz mnie od pokus, które mnie nagabują i mogą skłonić do zbrodni.<br>
{{tab}}Usiadł przy niej i dodał cicho, bez poprzedniej gwałtowności:<br>
{{tab}}— Życie nas obojga stanie się odtąd pasmem zachwytów. Bogata, nie potrzebująca się lękać niczego, świetniejąca w wielkim świecie, {{pp|uwielbia|na}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part17.jpg|num=928}}{{pk|uwielbia|na}} przez wszystkich, będziesz się czuła zupełnie szczęśliwą. A potem, gdy odzyskawszy swobodę — a odzyskam ją wkrótce, będę mógł rozporządzać mojem nazwiskiem, dla zapewnienia sobie posiadania tej, która sama sercem mojem włada, gdy czas zatrze wrażenia wypadków ubiegłych... dam ci stanowisko które powinien byłem dać ci odraza i będziesz żyła szczęśliwa przy boku człowieka, którego jedyną zbrodnią jest namiętna miłość dla ciebie... I dziecko nasze zyska należne mu imię. Czy ci się to nadzieja nie uśmiecha?<br>
{{tab}}— Zamilknij pan!<br>
{{tab}}— Dlaczego mam milczeć? — zapytał, rzucając jej spojrzenie, które ją przeraziło.<br>
{{tab}}— Tak, zamilcz pan! — zawołała. — Pozwól mi się uspokoić po nieszczęściu, jakie mnie a twojej ręki spotkało; niech przynajmniej ostygnie ten trup, który nas słyszy. Miłość pańska gorszą jest od śmiertelnej nienawiści, kiedy takie ciosy zadaje. Idź pan odemnie. Ja głowę tracę! Cóż mam panu odpowiedzieć? Mówisz o wojnie. Ja wojny nie chcę... Nie zaczęłam jej i nie prowadzę. Jestem biedną dziewczyną, wychowaną przez ludzi prostych, skromnych, {{pp|któ|rzy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No185 part18.jpg|num=929}}{{pk|któ|rzy}} zawsze żyli w odosobnienia od świata i ja też nic nie rozumiem z tych uniesień gwałtownych. Rób pan co chcesz, Bóg nas rozsądzi!<br>
{{tab}}— Odmawiasz?<br>
{{tab}}— Mówisz pan o miłości, a ja jestem w żałobie. Tu ojciec opłakuje syna, żona męża.<br>
{{tab}}— Tyś go nie kochała.<br>
{{tab}}— Kochałam za jego szlachetność i delikatność uczuć. Pana nienawidzę za okrucieństwo i niegodziwość.<br>
{{tab}}— Nic cię nie przekona?<br>
{{tab}}— Nie. Pan jesteś moim złym duchem.<br>
{{tab}}— To prawda. Ale dlaczego Bóg, na którego się powołujesz, uczynił cię tak piękną, że nie mogę widzieć cię, nie pragnąc i że przy tobie, pomimo wszystkiego, pomimo tej czarnej sukni, tej śmierci, twojej nienawiści, lawę rozpaloną czuję w żyłach. Mówisz, że cierpisz. A ja, czy {{Korekta|miślisz|myślisz}}, że nie cierpię? Czy ci się zdaje, że ja tak łatwo się poniżam do błagania i prośby? O nie! To dowód, że namiętność, wzgardzona przez ciebie, silniejszą jest od mojej. Ale dosyć tego! Nie będę błagał więcej. Jedno słowo jeszcze: chcesz?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No186 part01.jpg|num=930}}{{tab}}— Nie!<br>
{{tab}}— Zastanowiłaś się?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}Wstał.<br>
{{tab}}— Namyśl się jeszcze, — powiedział. — Jutro podam trudniejsze warunki. Groźby moje nie są próżne, Powiedziałem, że wszędzie znajdziesz mię na swej drodze — i tak będzie.<br>
{{tab}}— Rób pan, co ci się podoba.<br>
{{tab}}Margrabia nie dał jeszcze za wygraną.<br>
{{tab}}— Joanno — rzekł — więc chcesz naszej zguby? Jeden z tych, co cię kochali, opuścił kraj, dragi nie żyje, ja jeden pozostałem.<br>
{{tab}}Ona spojrzała mu prosto w twarz swemi dużemi, aksamitnemi oczyma, pełnemi wyrzutu.<br>
{{tab}}— Ja niczego dobrego po panu się nie spodziewałam i nie spodziewam. Pańskie groźby nie są dla mnie nowością. Zgubiłeś mnie. Przez pana okrytą zostałam wstydem, przez pana jestem dziś wdową! Odejdź pan i zostaw mnie w spokoju.<br>
{{tab}}— A więc pamiętaj: cokolwiek bądź się stanie — sama tego chciałaś.<br>
{{tab}}— Jeżeli nie dość masz pan zbrodni {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No186 part02.jpg|num=931}}na sumieniu, popełnij ich więcej jeszcze. Ja nie mam i nie będę miała sobie nic do wyrzucenia. Żegnam pana!<br>
{{tab}}— Do widzenia! Ale pamiętaj i to jeszcze: Dziś ja proszę, jutro ty będziesz a nóg moich.<br>
{{tab}}I ścisnąwszy ją za rękę tak, że ledwie nie krzyknęła z bólu, powtórzył te słowa, które wyrzekł sam do siebie schodząc ze schodów pałacyku Sary.<br>
{{tab}}— Kobieta się opiera, ale matka ulegnie.<br>
{{tab}}Dreszcz trwogi przejął Joannę. stanęła na chwilę osłupiała, i nagle, cisnąc czoło rękami, zawołała:<br>
{{tab}}— Moja córka!<br>
{{tab}}Obejrzała się w około, szukając margrabiego. Zniknął. Weszła na most, ale i tam nikogo nie było. Piquet także niewiadomo gdzie się podział.<br>
{{tab}}Do uszu jej doszedł tylko odgłos daleki, jakby galopu koni, uciekającej w gęstwinie lasu. Wpół martwa ze strachu, Joanna pobiegła do zamku i rzuciła się w objęcia Żorżetty, która zaniepokojona opóźnieniem się {{Korekta|przyjaciołki|przyjaciółki}}, wyszła Da jej spotkanie.<br>
{{tab}}— On, on! — szeptała drżąca, strwożona, wstrząsana konwulsyjnym {{pp|dre|szczem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No186 part03.jpg|num=932}}{{pk|dre|szczem}}.<br>
{{tab}}— Uspokój się.<br>
{{tab}}— On! Margrabia.<br>
{{tab}}— Był tam?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}Żorżetta wskazała ręką zamek, gdzie zaczęły błyskać światła i powiedziała:<br>
{{tab}}— Opamiętaj się. Jesteś teraz panią Descombes. Nikt ci nie zrobić nie może.<br>
{{tab}}Zmięszana jednakże przestrachem przyjaciółki, prędko pociągnęła ją w stronę domu.<br>
{{tab}}Fontenelles zostało zbudowane w połowie zeszłego wieku.<br>
{{tab}}Jestto obszerna budowla z ciosowego kamienia, dwupiętrowa, z szerokim okazałym peronem, wysokiemi oknami i białemi okiennicami, odbijającemi jaskrawo od szarych murów. Obie młode kobiety zamieszkiwały zamek same tylko, pod strażą kapitana Jousset’a.<br>
{{tab}}Bankier z Besançon, wyszedłszy z kaplicy, w której złożono ciało jego jedynaka, powrócił powozem do siebie, uścisnąwszy jeszcze synowe z prawdziwie ojcowską czułością. Żorżetta czuła się bardzo dotkniętą nieszczęściami, które spadły na Joanne i tkliwiej ją jeszcze kochała.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No186 part04.jpg|num=933}}{{tab}}— Powiedz, — rzekła, gdy obie weszły do pokoju, — co się stało?<br>
{{tab}}— Wychodziłam właśnie z kaplicy, kiedy nagle on stanął przedemną.<br>
{{tab}}— I cóż?<br>
{{tab}}— Powtórzył jeszcze raz swoje groźby.<br>
{{tab}}— Niemasz powodu lękać {{Korekta|go się|się go}} teraz.<br>
{{tab}}— I ja tak myślałam... A jednak... Fardynand... niewinny zupełnie umarł przez niego... Moje dziecko! Ja chcę widzieć moją córkę. Mieć ją przy sobie... nie opuszczać jej... Gdyby mi on ja wydarł!<br>
{{tab}}— To niemożliwe!<br>
{{tab}}Joanna powtórzyła przyjaciółce ostatnie słowa margrabiego.<br>
{{tab}}— Muszę wrócić do Paryża, dodała.<br>
{{tab}}Żorżetta starała się ją uspokoić, tłomacząc, jak trudno byłoby porwać dziecko.<br>
{{tab}}— Cocquerel’owie byli uczciwymi ludźmi i nigdyby nie przyłożyli ręki do tak naganego postępku. Lubili pieniądze, temu niepodobna było zaprzeczyć, ale teraz wiedzieli przecież, że Joanna została bogatą i gdyby ich usiłowano przekupić, oparliby się tomu, pewni, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No186 part05.jpg|num=934}}że ona najlepiej im zapłaci za opiekę nad dzieckiem.<br>
{{tab}}Koniec końcem głupstwem byłoby przypuszczać, że dziecko zostanie porwane.<br>
{{tab}}Margrabia był w samej rzeczy groźnym przeciwnikiem, ale i przypadek tylko mógł mu sprzyjać.<br>
{{tab}}Nie on to był sprawcą śmierci biednego Ferdynanda. Czyż mało to bywa nieszczęśliwych pojedynków, których skutki opłakują do końca życia zwycięzki przeciwnik?<br>
{{tab}}Żorżetta, słowem, użyła wszystkiego, w celu uspokojenia przerażonej matki.<br>
{{tab}}Udało jej się to tylko w połowie.<br>
{{tab}}Noc przeszła Joannie jako tako. Ale wraz z dniem i obawy jej się ocknęły na nowo. Ani widok cudnie pięknej panoramy roztaczającej się z okien, ani wiosenna szata parku Fontonelles’skiego i kwiaty pielęgnowane ze zdwojoną gorliwością od czasu, kiedy Ferdynand powziął zamiar przepędzenia w Fontenelles miodowych miesięcy, nic nie było w stanie jej zająć i oderwać myśli od dziecka.<br>
{{tab}}— Pojedziemy po nią — rzekła do Żorżetty — przywieziemy ją tutaj i nie będziemy się więcej z nią rozłączały.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No186 part06.jpg|num=935}}{{tab}}Ukryła swój niepokój przed stryjem, który odjechał do Santai, lecz zaledwie opuścił zamek, kazała zaprządz do powozu, pomodliła się na grobie męża i pojechała do Aroudrey, aby tam wsiąść do dyliżansu, kursującego pomiędzy Besançon i Paryżem.<br>
{{tab}}W drodze przypomniała sobie pierwszą swoją podróż i ucieczkę nocną z Colombier, swoją rozpacz, gdy mijała Orchamps; odpoczynek na stosie kamieni, gdy wyczerpana długiem chodzeniem czekała na nadejście dyliżansu, drżąc pod powiewem rannego wietrzyka.<br>
{{tab}}Wówczas uciekała, wypędzona przez pierwszą zbrodnię człowieka, którego dzika miłość dotychczas ją jaszcze prześladowała.<br>
{{tab}}Ile to wypadków od tego czasu zwichrzyło jej życie! A ta miłość zbrodnicza ciągle jeszcze wisiała nad jej głową, grożąc coraz to innemi klęskami.<br>
{{tab}}— Będziesz moją albo niczyją! — powiedział margrabia.<br>
{{tab}}Groźba jego się spełniła.<br>
{{tab}}Napróżno jej wmawiano, że Klaudyjusz nie był winien śmierci Ferdynanda.<br>
{{tab}}Rozsądek naturalnie nasuwał wątpliwości, inni mogli tej zbrodni {{pp|zaprze|czać}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No186 part07.jpg|num=936}}{{pk|zaprze|czać}}, ale ona musiała w nią wierzyć.<br>
{{tab}}Spojrzenie margrabiego w chwili, gdy mijała jego powóz w alei Messyńskiej, dążąc do domu rannego śmiertelnie Ferdynanda, jego obecność tam przy grobie ofiary, były dowodami, że to z jego ręki padł grom, który w nią uderzył. A teraz groził jej jako matce! Cóż więc uczyni, jakiej zbrodni znów się dopuści? I nie ma kary na podobnych ludzi!<br>
{{tab}}Przez całą drogę nie wymówiła słowa, jakby oniemiała. A jednak nie była już biedną dziewczyną bez funduszów na udogodnienie sobie podróży, jaką była rok temu, gdy po raz pierwszy spotkała Filipa Rochard’a.<br>
{{tab}}Dziś nazywała się panią Ferdynandową Descombes; była najbogatszą właścicielką ziemską w okolicy, z którą równać się mogła tylko margrabina de Chazey.<br>
{{tab}}Podróżni z dyliżansu pokazywali ją sobie palcami, gdy powóz jej zatrzymał się w miasteczku Aroudray.<br>
{{tab}}I pomimo takiego stanowiska, musiała {{Korekta|drzeć|drżeć}} z obawy o bezpieczeństwo swe go dziecka.<br>
{{tab}}— Jutro ty będziesz n nóg moich! — powiedział jej margrabia.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No186 part08.jpg|num=937}}{{tab}}Niestety, nauczyła się już wierzyć jego słowom.<br>
{{tab}}W {{kor|Besançons|Besançon}} wstąpiła do ojca Ferdynanda. Stary zdziwił się ujrzawszy ją.<br>
{{tab}}Powrócił on zaraz po pogrzebie syna do swego biura i zajął się na nowo interesami, ale twarz jego, postarzała o lat dziesięć, najlepszym była dowodem, jak odczuł śmierć jedynaka. Wzruszenie Joanny uderzyło go.<br>
{{tab}}— Jadę do Paryża — ojcze — powiedziała mu.<br>
{{tab}}— Po co?<br>
{{tab}}— Bo się boję... Zabito mi twego syna... teraz może mi wykradną córkę.<br>
{{tab}}Bankier nic nie odpowiedział. Zagryzł tylko usta i zamyślił się. I on się lękał.<br>
{{tab}}— Wczoraj, po twoim odjeździe, zagrożono mi — mówiła dalej Joanna. — Odtąd nie mam chwili spokoju. Muszę moje dziecko mieć przy sobie i czuwać nad niem. Powrócę do ciebie ojcze, ty się mną zaopiekujesz.<br>
{{tab}}— Jedź! — odpowiedział tylko stary.<br>
{{tab}}Nie zapytał o nazwisko jej prześladowcy. Wiedział już wszystko i w księdze rachunkowej otworzył conto margrabiemu de Chazey-Montglars.<br><br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No186 part09.jpg|num=938}}{{c|{{Korekta|XXXV|XXXVII}}.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Tanim kosztem''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Klementyna przybyła da Paryża przed dwudziestu ośmiu laty.<br>
{{tab}}Jej rodziną była prowincja Auvergne.<br>
{{tab}}Piękna to ziemia i rodząca dzielnych ludzi. Ale i z najlepszego gruntu wyrosnąć może chwast bujny, lecz jadowity.<br>
{{tab}}Klementyna była właśnie taką rośliną, rozbujałą fizycznie, o duszy niekoniecznie anielskiej.<br>
{{tab}}Do Paryża przyjechała bynajmniej nie z celem dosłużenia się tam nagrody za cnotę. Piękna renta rozkoszniej się jej uśmiechała od wszelkich cnót i zalet.<br>
{{tab}}Była ona wówczas piękną dziewczyną o żółtawych włosach i białej twarzy, wysoką, kształtnie zbudowaną.<br>
{{tab}}W jej awanturniczym zawodzie szczęście nie zawsze jej sprzyjało i pomimo niepospolitych wdzięków ciała, możeby nigdy nie była doszła do upragnionego celu, gdyby nie spotkała młodzieńca, który się w niej rozkochał.<br>
{{tab}}Ona wtenczas była już kobietą dojrzałą, on — bardzo młodym chłopcem.<br>
{{tab}}Czy ją kochał szczerze, miłością poetyczną, pełną młodzieńczego zapału? {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No186 part10.jpg|num=939}}Nie. Ale młodzi bardzo ludzie, jak mówi Balzac, lubią rozłożyste formy i bujne, rozkwitłe kwiaty. I młodzieniec ów także zagustował w efektownej, jasnowłosej, okazałej córze Anvergne‘lu.<br>
{{tab}}Młodzieńcem tym był Klaudyjusz de Chazey.<br>
{{tab}}Stosunek jego z Klementyną trwał niedługo. Łatwa ta zdobycz wkrótce się sprzykrzyła młodemu margrabiemu, ale przy swych wadach posiadał on też i pewne zalety, a pomiędzy innemi hojność, posuniętą niekiedy do rozrzutności.<br>
{{tab}}Klementyna, chociaż chrześcijanka z dziada pradziada, miała we krwi wiele żydowskiego, handlarskiego instynktu.<br>
{{tab}}Margrabia, już podówczas niezależny i dziedzic rozległych dóbr, pożyczył jej pięćdziesiąt tysięcy franków, których zwrotu nigdy nie żądał.<br>
{{tab}}Klementyna obracała temi pieniędzmi, zakupując na licytacyjach i wyprzedażach przedmioty prawdziwej artystycznej wartości i wkrótce zyskała klijentelę i dochody. Klaudyjusz de Chazey zatem rzeczywiście wybawił ją z biedy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No186 part11.jpg|num=940}}{{tab}}Prócz tego był on wcieleniem ideału, o jakim Klementyna zawsze marzyła i ostatnim mężczyzną, który wzbudził w jej sercu miłość. Kobieta nigdy nie zapomina przedmiotu swej pierwszej i ostatniej miłości.<br>
{{tab}}To też Klementyna była duszą i ciałem oddana margrabiemu i dobrze pamiętała o misyi, jaką jej powierzył.<br>
{{tab}}Była to w całem znaczeniu tego słowa delikatna misja. Ale Klementyna tem się nie zrażała. Miała ona tyle przygód w swem burzliwem życiu, że nic jej nie przestraszało, ani dziwiło.<br>
{{tab}}A potem ta historyja miłości dzikiej, szalonej, okrutnej, dosyć jej się podobała i dawała przyjemność taką, jaką się odczuwa przy czytania sensacyjnej bardzo powieści. Trzymała ona, ma się rozumieć, stronę margrabiego przeciw tej dziwnej kobiecie bez gustu, która miała śmiałość odpychać jej bożyszcze i ze wzgardą odwracała głowę od tego, co ją, Klementynę, uniosłoby w siódme niebo.<br>
{{tab}}Margrabia tedy powierzył swoją sprawę w dobre ręce.<br>
{{tab}}Handlarka starożytności a ulicy Prowanckiej nie mogła go skompromitować.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No186 part12.jpg|num=941}}{{tab}}Ponieważ Joanna miała na kilka dni wydalić się do {{Korekta|Franche Comté|Franche-Comté}}, przeto Klementyna miała dość czasu przed sobą dla załatwienia całej sprawy.<br>
{{tab}}Na trzeci dzień po odwiedzinach margrabiego, dawna jego kochanka puściła się w drogę, ale tylko dla zwiedzenia i zbadania miejscowości, aby potem módz działać napewno.<br>
{{tab}}Pogoda ciepła i łagodna bardzo sprzyjała przejażdżce na wieś.<br>
{{tab}}Klementyna najęła powóz i wyjechała z siostrzenicą, pozostawiając w sklepie młodego subjekta. Na wiosnę można zawsze zwiedzać podmiejskie okolice pod pozorem szukania letniego mieszkania.<br>
{{tab}}Podczas podróży Klementyna uważnie rozglądała się po okolicy i poznała chatę Cocquerelów, której położenie wydało jej się bardzo dogodnem, z powodu blizkości dwóch dworców kolei żelaznej Argenteuil i Eimont.<br>
{{tab}}Cała ludność zajęta była w tej porze gorączkową pracą.<br>
{{tab}}Od Corneilles do Sannois i Argenteuil ziemia wyglądała jak olbrzymie wzburzone mrowisko. Cocquerel był napewno na robocie u sąsiadów i żona sama pilnowała domu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No187 part01.jpg|num=942}}{{tab}}Małe jego poletko, uprawione od końca do końca, nie potrzebowało już ręki swego właściciela. Słońce i deszczyk tylko miały skończyć to, co on rozpoczął.<br>
{{tab}}Około piątej po południa Klementyna postanowiła już, co jej czynić wypada.<br>
{{tab}}Przejeżdżając z powrotem około chaty Cocquerellów, spostrzegła na progu gospodynią, która napawając się świeżem powietrzem, spoglądała na pola, upstrzone różnych odcieniów zielonością i podzielone na małe przestrzenie rozmaitych wymiarów.<br>
{{tab}}Od pierwszego rzutu oka Klementyna wniosła z nizkiego, chciwego wyrazu twarzy Cocquerel’owej, że ta kobieta zrobi wszystko za pieniądze.<br>
{{tab}}Zatrzymała więc powóz i rzekła do woźnicy:<br>
{{tab}}— Możecie powrócić do Paryża. My pojedziemy koleją, a zostaniemy tu może do jutra.<br>
{{tab}}Woźnica ruszył ku Saint Denis, pozostawiwszy obie kobiety na środka drogi.<br>
{{tab}}Cocquarel’owa widziała, jak się oddalał i nie bez ździwienia patrzyła na dwie paryżanki, ubrane bez elegancyi, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No187 part02.jpg|num=943}}ale dostatnio, zbliżające się wprost ku niej.<br>
{{tab}}Klementyna już ułożyła sobie plan działania.<br>
{{tab}}— Czy pani jesteś panią Cocquerel? spytała żony wyrobnika.<br>
{{tab}}— A przecież, że ja.<br>
{{tab}}— Nie mogłam odrazu znaleźć domu pani.<br>
{{tab}}— Albo to co trudnego? Znają nas tu wszyscy.<br>
{{tab}}— Chcę z panią pomówić.<br>
{{tab}}— O czem?<br>
{{tab}}— O tej małej...<br>
{{tab}}— Dziewczynce panny Jousset?<br>
{{tab}}— Tak jest, pani Descombes. Panna Jousset wyszła za mąż.<br>
{{tab}}— Aha! wiem.<br>
{{tab}}— Ślub odbył się onegdaj.<br>
{{tab}}— To dopiero heca! Wie pani, te to była biedna, zupełnie biedna dziewczyna?<br>
{{tab}}— Ale teraz ma dość pieniędzy. Pomimo to spotkało ją wielkie nieszczęście.<br>
{{tab}}— Nieszczęście! — zawołała chłopka. Co też pani mówi?<br>
{{tab}}Klementyna smutno pokiwała głową.<br>
{{tab}}— Tak, moja pani, wielkie nieszczęście.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No187 part03.jpg|num=944}}{{tab}}Cocquerel’owa na wieść o nieszczęściu, które spotkało jej klijentkę, nie uczuła ani litości, ani żalu, ale tylko wielką ciekawość.<br>
{{tab}}— Może są zrujnowani? — spytała.<br>
{{tab}}— Dla niej jedynem prawdziwem, radykalnem, niepodobnem do naprawienia nieszczęściem była strata majątku.<br>
{{tab}}Klementyna przecząco głową potrząsnęła.<br>
{{tab}}— Nie, — powiedziała, — to zupełnie co innego.<br>
{{tab}}— Może pani wejdzie do izby? — zaproponowała sama.<br>
{{tab}}Klementyna nie dała się prosić, weszła i wprost zmierzyła do kołyski, w której spało dziecko z różowemi rączynami, złożonemi na kołderce i uśmiechnietemi usteczkami.<br>
{{tab}}— Prawdziwy aniołek, powiedziała.<br>
{{tab}}— A żeby pani wiedziała, jak to jest pielęgnowane, jak człowiek na to chucha i dmucha!<br>
{{tab}}— Widać to, widać!<br>
{{tab}}— Więc jakie nieszczęście spotkało pannę Jousset?<br>
{{tab}}— Ach! okropne! Pani nic nie wie?<br>
{{tab}}— Nic a nic! Niech pani z łaski swojej opowie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No187 part04.jpg|num=945}}{{tab}}Przysunęła dwa krzesła dla Klementyny i jej siostrzenicy, sama zaś usiadła na zydlu.<br>
{{tab}}— Pani wie jednak, że panna Jousset miała pójść za mąż — zaczęła Klementyna.<br>
{{tab}}— Spodziewać się, że wiem! Miała szczęście do stu dyjabłów!<br>
{{tab}}Ta klątwa tak naturalnie brzmiała w ustach Cocquerel’owej, że Klementyna nawet okiem nie mrugnęła.<br>
{{tab}}— Jej narzeczony był bardzo bogaty, — rzekła, — ale nie dziwnego, że się w niej zakochał.<br>
{{tab}}— Ba! Tym bogaczom Bóg wie czego się nieraz zachciewa.<br>
{{tab}}— Panna Jousset jest tak piękna!...<br>
{{tab}}— Moja pani, znałam ja nie jedną piękną i dlatego nie udało jej się przez całe życie paru groszy uzbierać.<br>
{{tab}}Conquerel’owa prawdopodobnie nie zaliczała sama siebie do rzędu owych pięknych, choć przysiądz na to nie można. Ludzie miewają czasami takie złudzenia!<br>
{{tab}}— A potem, — dodała Klementyna, — pan Descombes oddawna się o nią starał.<br>
{{tab}}— I on rzeczywiście taki bogaty, jak mówią?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No187 part05.jpg|num=946}}{{tab}}— Nadzwyczajnie bogaty!<br>
{{tab}}— Co prawda, to nie żałował pieniędzy. Jak panna Jousset w ostatnich czasach przyjeżdżała do dziecka, była ubraną jak księżna jaka. Futra, powiadam pani, jedwabie! Wyglądała trochę inaczej, jak wtedy, kiedy przyjechała do Ronault’ów, pani wie przecież?<br>
{{tab}}— Tak, wiem.<br>
{{tab}}— Dyjabelnie podskoczyła w górę, niema co mówić! Ale co to za nieszczęście ją spotkało?<br>
{{tab}}— Została wdową.<br>
{{tab}}— Wdową! Więc on umarł?<br>
{{tab}}— Kto?<br>
{{tab}}— Mąż!<br>
{{tab}}— Tak! Dziś pogrzeb.<br>
{{tab}}— Pan Descombes, taki bogacz, czy to podobna?<br>
{{tab}}— Mówię pani, że tak jest.<br>
{{tab}}— I jak się to stało?<br>
{{tab}}— Zabity w pojedynka.<br>
{{tab}}— Kiedy?<br>
{{tab}}— Przed dwoma dniami. W dzień ślubu.<br>
{{tab}}— Biedactwo! Szpada mu piersi przebiła.<br>
{{tab}}— To dopiero wypadek!<br>
{{tab}}— Tak, tak, moja pani, straszne rzeczy się dzieją.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No187 part06.jpg|num=947}}{{tab}}— Ale bo też to głupstwo pozwolić się zarzynać kiedy się ma tyle pieniędzy.<br>
{{tab}}— I ja tak sądzę, moja pani Cocquerel.<br>
{{tab}}— I z czego to wynikło?<br>
{{tab}}— Była tam jakaś kłótnia... wieczorem przy winie... posprzeczali się o głupstwo.<br>
{{tab}}— Więc jakże ze ślubem?<br>
{{tab}}— Ślub się odbył przed samą jego śmiercią.<br>
{{tab}}Wybier
— Patrzcie państwo! Co to jest mieć szczęście!<br>
{{tab}}— I zapisał jej cały majątek.<br>
{{tab}}— Tak za nic?<br>
{{tab}}— Za nic.<br>
{{tab}}Cocquerel’owa w dłonie klasnęła z zadziwienia. Nie mogło jej się w głowie pomieścić, aby taki majątek można dać żonie, która nawet nie miała czasu pocałować męża przed jego śmiercią.<br>
{{tab}}— Musiała się chyba w czepku rodzić! — zakonkludowała.<br>
{{tab}}— Tak, rzekła Klementyna tonem ubolewania, ten biedak ją ubóstwiał, czemu się wcale nie dziwię. Takie piękności, jak ona, rzadko się rodzą. Pojmujesz pani, że po jego śmierci, a {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No187 part07.jpg|num=948}}skonał jak tylko ceremonja ślubna się skończyła...<br>
{{tab}}— Rozumiem, przerwała {{kor|Cocqerel’owa|Cocquerel’owa}}, spadkobiercy wystąpili z pretensjami.<br>
{{tab}}— Cóż jej kto zrobi, — moja pani. Przy ślubie był mer i ksiądz, wszystkie formy zostały zachowane.<br>
{{tab}}— To szczęście dla panny Jousset.<br>
{{tab}}— Ale nie o to chodzi. Po śmierci przewieziono pana Descombes do jego miejsc rodzinnych...<br>
{{tab}}— Czy to daleko?<br>
{{tab}}— O bardzo daleko.<br>
{{tab}}— Tak, odprowadziła zwłoki i zostanie tam, w swoim zamku.<br>
{{tab}}— Ma i zamek?<br>
{{tab}}— I jaki jeszcze! Cacko powiadam pani.<br>
{{tab}}— Hm! są jednak szczęśliwi ludzie na świecie!<br>
{{tab}}— Tak, zdarza się czasem...<br>
{{tab}}— Ale cóż! takie gratki dostają się jakimiś lafiryndom, uczciwej kobiecie nic podobnego się nie przytrafi.<br>
{{tab}}Klementyna jej nie przeczyła tylko pomału, zwolna, posuwała się naprzód wedle programu, jaki sobie nakreśliła.<br>
{{tab}}— Pani Descombes nie powróci tak prędko do Paryża, — powiedziała. I {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No187 part08.jpg|num=949}}dla tego zobowiązała mnie, abym odebrała dziecko...<br>
{{tab}}Cocquerel’owa wytrzeszczyła swe o krągłe sowie oczy.<br>
{{tab}}Nie chodziło jej o dziecko, ale o jej własną kieszeń.<br>
{{tab}}Maleństwo, przynoszące sto franków na miesiąc, a potrzebujące trochę koziego mleka za cały pokarm, to nie drobnostka! Tak łatwo się tego nie oddaje.<br>
{{tab}}— Tak? — odparła, ale co do tego, to może się nie zgodzimy tak prędko.<br>
{{tab}}— Dlaczego? — spytała Klementyna.<br>
{{tab}}— Moja pani! Dziecko nie powierza się się pierwszej lepszej.<br>
{{tab}}Była kochanka margrabiego de Chazey, udała że nie rozumie zawartej w tych słowach obrazy. Uśmiechnęła się nawet do Cocquerel’owej, która spytała:<br>
{{tab}}— A ma pani jakie papiery?<br>
{{tab}}— Owszem i to bardzo dobre.<br>
{{tab}}— Niech pani pokaże.<br>
{{tab}}Chłopka wstała i wyprostowawszy się, stanęła w postawie lwicy, gotowej bronić swych małych.<br>
{{tab}}— Pani Descombes, mówiła Klementyna, bardzo jest z państwa zadowolona.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No187 part09.jpg|num=950}}{{tab}}— Jeszcze by też! Człowiek dzień i noc tylko pilnuje, żeby dzieciak miał czego tylko potrzebuje. Niech się pani zapyta, kogo pani chce tu we wsi, to pani powiedzą, jak ja pielęgnuję tę mała.<br>
{{tab}}— Wiem, wiem, moja pani Cocquerel. Otóż pani Descombes włożyła na mnie obowiązek oświadczenia pani jej wdzięczności. Nie chce ona rozłączać się więcej z córeczką, chce ją mieć przy sobie...<br>
{{tab}}— Zapewne! taka bogata kobieta.<br>
{{tab}}Cocquerel’owa te wyrazy wymówiła machinalnie, była bowiem olśnioną tem co ujrzała.<br>
{{tab}}Klementyna wyjęła z kieszeni pugilares, wypchany biletami bankowemi i potrzymawszy go chwilę na kolanach, jakby dla przynęty, uderzyła się palcem w czoło, — i rzekła:<br>
{{tab}}— Ach! co za myśl! Pani zapewne wolałabyś złoto, — prawda? — Na wsi nie lubią papierów. Jak pani oblicza swoją należność?<br>
{{tab}}— Hm! hm! — chrząknęła za całą odpowiedź, skubiąc w zakłopotaniu koniec fartucha i błyszczącemi oczyma wpatrując się w pugilares.<br>
{{tab}}— Mów pani śmiało. Pani {{pp|Descom|bes}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No187 part10.jpg|num=951}}{{pk|Descom|bes}} wiele zależy na tom, żeby państwa zadowolnić.<br>
{{tab}}— Ale, bo to trudno tak jakoś...<br>
{{tab}}Obawiała się zażądać zbyt mało.<br>
{{tab}}— Ja pani dopomogę — odezwała się grzecznie Klementyna. — Dziecko pozostałoby a państwa dwadzieścia miesięcy naprzykład...<br>
{{tab}}— To niby ja mam obliczyć, ile wypadnie za dwadzieścia miesięcy?<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— Będzie dwa tysiące franków akuratnie.<br>
{{tab}}— A gdybym pani dała trzy tysiące?<br>
{{tab}}— Trzy tysiące! A toćbyśmy do końca życia błogosławili tę dobrą panią.<br>
{{tab}}— Ona właśnie pragnie tego.<br>
{{tab}}— Trafia nam się niedaleko ztąd kawał grunta, jakby ulał na ogród pod warzywo... w sam raz byłyby pieniądze na kapno.<br>
{{tab}}Klamentyna wydobyła z głębin swej bezdennej kieszeni trzy rulony złota, które położyła na stole przed Cocquorelowa.<br>
{{tab}}— Niech pani przeliczy — powiedziała.<br>
{{tab}}Było około szóstej. Interes zdawał {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No187 part11.jpg|num=952}}się już ukończonym.<br>
{{tab}}Za trzy tysiące franków Cucquerel’owa oddałaby własną córkę ludożercom.<br>
{{tab}}A zresztą historja cała była tak prawdopodobną, tak naturalną!<br>
{{tab}}Jak tu niedowierzać takiej poczciwej kobiecie, która ma w kieszeni tyle pieniędzy?<br>
{{tab}}Sto pięćdziesiąt luidorów, błyszczących na stole, odurzało chciwą zysku wieśniaczkę. Myślała tylko o tej wielkiej sumie pieniędzy i radości męża, gdy się dowie o tak niespodziewanem bogactwie.<br>
{{tab}}Trzeba było korzystać z tej chwili zachwytu. Klementyna nie zaniedbała tego uczynić.<br>
{{tab}}— Niech mi pani da dziecko — powiedziała. W Paryżu znajdziemy wszystko, czego mała teraz potrzebować będzie.<br>
{{tab}}Cosquerel’owa usłuchała.<br>
{{tab}}Dziecko nie obudziło się nawet, gdy je otulano płaszczykiem.<br>
{{tab}}— Możebym ją pani doniosła do końca drogi? — zaproponowała wieśniaczka.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No188 part01.jpg|num=953}}{{tab}}— Niepotrzeba. Powóz czeka o dwa kroki ztąd... w cieniu. Zresztą, w razie potrzeby, moja siostrzenica ją ponosi trochę... Nie mogę pozwolić, aby się pani oddalała z domu... Jakiś włóczęga może tam wejść i sprzątnąć pieniądze.<br>
{{tab}}Cooquerel’owa uważała tę uwagę za bardzo słuszną.<br>
{{tab}}— Napiszę do pani, gdy mała będzie w domu, — powiedziała jeszcze Klementyna, — Pani Descombes zapewne osobiście podziękuje państwu. Do widzenia.<br>
{{tab}}Ciotka i siostrzenica oddaliły się szybko ze swym ciężarem, a gdy tylko znikły z ceza Cocquerel’owej, pobiegły na przestrzał do dworca w Ermont.<br>
{{tab}}W pół godziny były przy kolei.<br>
{{tab}}Tego samego jeszcze wieczoru Klementyna, nie wstępując do siebie, przejechała przez Paryż, kupiła bilet na dworcu Montparnasse i w nocy wysiadła w Perray, na linii z Paryża do Mans. Od stacyi szła pół mili pieszo, potem zastukała do drzwi domu leśniczego na zrębie lasu Paigny.<br>
{{tab}}Żona owego leśniczego była jej najlepsza przyjaciółka i rodaczka.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No188 part02.jpg|num=954}}{{tab}}Klementyna powierzyła jej dziecko — mówiąc do żony:<br>
{{tab}}— Pilnuj jej dobrze. To wasz majątek. I ani słowa nikomu. — Pozostawiła na stole banknot tysiąc frankowy i powróciła do Paryża. O jedenastej była u siebie przy ulicy Prowanckiej. Interes cały załatwiony zestal nader tanim kosztem, za cztery tysiące franków.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|{{Korekta|XXXVI|XXXVIII}}.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Układy''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}We dwa dni potem o pierwszej po południu, w chwil gdy margrabia de Chazey wstawał od stołu, wierny Bazyli dał ma znak porozumienia i pan zbliżył się do sługi, zapytując:<br>
{{tab}}— Co tam nowego?<br>
{{tab}}Jest list dla pana margrabiego.<br>
{{tab}}— Zkąd?<br>
{{tab}}— Przyniósł posłaniec z bulwaru Haussmana.<br>
{{tab}}— Gdzie jest?<br>
{{tab}}— W bibliotece...<br>
{{tab}}— Dobrze. Idą tam w tej chwili.<br>
{{tab}}Margrabia był był na to przygotowany.<br>
{{tab}}Pomimo to, uczynił ruch człowieka, znudzonego jakąś niemiłą sprawą, której uniknąć niepodobna.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No188 part03.jpg|num=955}}{{tab}}Przeszedł się parę razy po ogromnej jadalni i powiedział do margrabiny:<br>
{{tab}}— Spadł mi z księżyca jakiś interes, dla którego zmuszony jestem zostawić cię tu w domu samą.<br>
{{tab}}— Nie krępuj się dla mnie, odpowiedziała z uśmiechem Gabryela.<br>
{{tab}}Młoda kobieta czuła się teraz prawie szczęśliwą. Wiedziała, do jakiego stopnia przywiązany był do niej Filip Rochard.<br>
{{tab}}Od owej sceny wyznania, podsłuchanej przez Klaudyjusza, doktór dziennie przychodził do pałacu na pogawędkę ze swą ubóstwianą.<br>
{{tab}}Nie mówił jej nigdy o miłości, ale jego oczy tak wiele wyrażały tkliwości, w każdem słowie jego widniało takie bezgraniczne przywiązanie, że Gabryelę obecność jego przejmowała niewypowiedzianą rozkoszą.<br>
{{tab}}Nie cierpiała już fizycznie, tak potężny wpływ na zdrowie wywiera zadowolenie moralne.<br>
{{tab}}Prócz tego miała jeszcze inny powód do zadowolenia.<br>
{{tab}}Miss Ewelina dotrzymała swej obietnicy i przyjechała do dawnej swej wychowanki.<br>
{{tab}}Teraz Gabryela czuła się mniej {{pp|osa|motnioną}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No188 part04.jpg|num=956}}{{pk|osa|motnioną}} i mniej opuszczoną.<br>
{{tab}}Miała przy sobie kogoś, komu mogła się ze wszystkiego wywnętrzać.<br>
{{tab}}Miss Ewelina była osobą rzadkich zalet. Powrót jej cały dom rozweselił.
Komendant Bonin i baronowa de Senecey przyjęli ją z otwartemi rękoma, jak krewną, powracającą z dalekiej podróży.<br>
{{tab}}Nawet sam margrabia był bardzo uradowany jej przybyciem.<br>
{{tab}}Angielka nie sprawiała w domu najmniejszej subjekcyi. Była to stara panna, cicha, dyskretna, stąpająca bez szelostu jak cień i zjawiająca się tylko wtedy, kiedy jej potrzebowano.<br>
{{tab}}Może też jej powrót, spodziewany od pewnego czasu, sprzyjał planom margrabiego.<br>
{{tab}}Gabryelę mało obchodziło, czy jej mąż zostawał w domu, czy wychodził za swemi interesami, lub przyjemnościami.<br>
{{tab}}Klaudyjusz z sali jadalnej wszedł do swego gabinetu. Posłaniec czekał.<br>
{{tab}}Był to trzydziestoletni mężczyzna, ubrany w bronzową aksamitną kurtkę.<br>
{{tab}}— Zkąd przychodzicie? spytał margrabia.<br>
{{tab}}— Z balwaru Haussmana, zrogu {{pp|a|lei}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No188 part05.jpg|num=957}}{{pk|a|lei}} Messyńskiej.<br>
{{tab}}— Kto was przysłał?<br>
{{tab}}— Jakaś młoda pani.<br>
{{tab}}Margrabia przeczytał list, składający się z kilku zdań urwanych i napisanych widocznie pod wpływem wielkiego wzburzenia.<br>
{{tab}}„Jesteś pas niegodziwcem!... Muszę z panem mówić! Gdzie pana zastanę. Musimy się zobaczyć zaraz. Odpowiedz przez oddawcę!“<br>
{{tab}}Margrabiego wcale ta apostrofa nie rozgniewała. Przeciwnie, wydawał się zadowolonym. Przekonał się, że jego ostatni postępek wywołał spodziewane rezultaty.<br>
{{tab}}Spojrzał na zegarek i napisał parę wierszy.<br>
{{tab}}„Nie wiem, co pani ma na myśli, ale jestem na pani rozkazy. O czwartej, przy kaskadzie, w lasku Bulońskim. Będę czekał. Zapyta pani o margrabiego de Chazey.“<br>
{{tab}}Zapieczętował bilecik i oddał posłańcowi, dołączając dziesięć franków.<br>
{{tab}}— Idźcie — powiedział — tylko żywo.<br>
{{tab}}Łatwo zrozumieć, co znagliło Joannę do napisania do Klaudyjusza.<br>
{{tab}}Przybywszy do Paryża o siódmej rano, strudzona drogą, złamana {{pp|niepo|kojem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No188 part06.jpg|num=958}}{{pk|niepo|kojem}}, młoda kobieta kazała się zawieść do Sammois.<br>
{{tab}}Cocqurel’owa powitała ją z twarzą, jaśniejącą zadowoleniem, będąc {{Korekta|pewną|pewną,}} że pani Descombes przybyła, by jej osobiście podziękować za troskliwe pielęgnowanie dziecka. Joanna z pierwszych kilku słów jej domyślała się wszystkiego.<br>
{{tab}}Wieśniaczka padła ofiarą podstępu, użytego przez zręczną pomocnicę pana de Chazey.<br>
{{tab}}Joanna w rozpaczy opuściła ręce. Czuła się bezsilna wobec tego nowego ciosu.<br>
{{tab}}Cocquerelowie nie powinni byli postąpić tak lekkomyślnie, nierozważnie, niesumiennie nawet, ale cóż na to za rada? Kto była ta kobieta, której nazwiska nawet niepodobna się było dowiedzieć?<br>
{{tab}}Zmagnetyzowana widokiem słota, Cocquerel’owa nie zapytała nawet, jak się nazywa ta nieznajoma, która zresztą mogła przecież podać fałszywo nazwisko i fałszywy adres.<br>
{{tab}}Gdzie jej szukać? Co zrobiono z dzieckiem. Joanna nie płakała i rąk nie załamywała. Złorzecząc w duchu własnej nieostrożności, nie czyniła {{pp|wy|rzutów}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No188 part07.jpg|num=959}}{{pk|wy|rzutów}} tym ludziom, których obowiązkiem było otoczyć jej dziecko rodzicielską opieką, popatrzyła na pustą kołyskę suchem okiem i zrozpaczona wsiadła do powozu wraz z Żorżettą, która nie umiała tym razem znaleźć dla niej ani słowa pociechy.<br>
{{tab}}Aż do Paryża Joanna milczała.<br>
{{tab}}Przybywszy do siebie, napisała do margrabiego i niezwłocznie otrzymała odpowiedź. O trzeciej wyszła ze swego pałacu przy ulicy Messsyńskiej zawoalowana, sama jedna wsiadła do fiakra i kazała się za wieść do kaskady.<br>
{{tab}}Do czwartej błądziła po alejach lasku, wciśnięta w kąt powozu i pogrążona w gorzkiem rozpamiętywaniu swego losu.<br>
{{tab}}W końcu dusza buntowała się przeciwko tylu męczarniom. Głucha wściekłość kipiała w niej i krew burzyła.<br>
{{tab}}O czwartej wysiadła przy kaskadzie, przed znaną kawiarnią.<br>
{{tab}}Mało tam było osób.<br>
{{tab}}Kilka mężczyzn siedziało przy stolikach na werendzie.<br>
{{tab}}Nie potrzebowała pytać o margrabiego, spostrzegła go bowiem odrazu w jednem z okien pierwszego piętra.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No188 part08.jpg|num=960}}{{tab}}Weszła na schody. Drzwi pokoju, gdzie czekał margrabia, były otwarte. Nie rzekła słowa wszedłszy. Jej twarz blada, brwi ściągnięte, zaciśnięte usta malowały stan jej duszy. Margrabia zamknął za nią drzwi i rygle zasunął.<br>
{{tab}}— Pani życzyłaś sobie pomówić ze mną, — rzekł Klaudyjusz sztywno, — czego pani żądasz odemnie.<br>
{{tab}}— Sam pan wiesz najlepiej, — odparła chmurnie.<br>
{{tab}}Klaudyjusz zrobił gest przeczenia i sardoniczny uśmiech wargi mu wykrzywił.<br>
{{tab}}— Nie łącz pan przynajmniej obłudy do nikczemności, powiedziała Joanna. Miej pan chociaż odwagę szczerze się przyznać do winy. Powiedziałeś mi przed kilku dniami, że i na mnie przyjdzie kolej błagania pana o łaskę. Otóż jestem. Sposób, jakiegoś pan użył, był pewny, ale nie przypuszczałam, abyś się uciekł do niego. Jest to środek tak nizki, tak ohydny, tak podły, że trudno nawet przewidzieć podobną niegodziwość. Niech się pan {{Korekta|nie,|nie}} usprawiedliwia. Pan zabiłeś mi męża, usiłowałam wątpić, ale nie wątpię już o tem. Teraz ukradłeś {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No188 part09.jpg|num=961}}mi córkę. Oddaj mi ją!<br>
{{tab}}Mówiła głosem rozkazującym, szorstkim. Ten ton i śmiały sposób zachowania się przeistoczyły ją do niepoznania.<br>
{{tab}}Nie była to już skromna, nieśmiała dzieweczka z Colombier, ale kobieta wyniosła, rozdrażniona, gotowa na wszystko.<br>
{{tab}}Ale margrabiego trudno było onieśmielić. Twarz jego przybrała maskę wzgaidliwej obojętności.<br>
{{tab}}— Powtarzam to, com napisał pani — rzekł. — Nie wiem, co pani masz na myśli, ale jeżeli chodzi o córkę pani, mógłbym odpowiedzieć, że prawa, jakie oboje mamy do niej, są równe i że nie ma żadnej podstawy twierdzenie, jakoby pani musiała się nią opiekować, nie zaś ja. Czy to nieprawda?<br>
{{tab}}Ona zacisnęła pięści, usta jej drżały z gniowu.<br>
{{tab}}— Co mnie obchodzą te wybiegi! — rzekła. — Ja jedna to dziecko uznałam za swoje. Nie jesteśmy połączeni ślubem. Pan nie masz żadnych praw do mnie, ani do niej. To moja córka i chcę ją mieć przy sobie.<br>
{{tab}}— To jej pani szukaj.<br>
{{tab}}— Pan to mi wykradłeś dziecko!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No188 part10.jpg|num=962}}Jakaś kobieta przyszła kusić pieniędzmi ludzi, zażądała w mojem imienia, aby jej wydali moją córkę!<br>
{{tab}}— Jakaś kobieta?<br>
{{tab}}— Tak, pańska wspólniczka!<br>
{{tab}}— Jak się ona nazywa?<br>
{{tab}}— Pytasz pan bo wiesz, że ci nie mogę odpowiedzieć. Ale ona działała na twój rachunek, tak samo jak ten nędznik Lambert zabił mego męża za twoje pieniądze.<br>
{{tab}}Margrabia nie stracił zimnej krwi.<br>
{{tab}}— Dowiedź mi pani tego wszystkiego — powiedział wzgardliwie.<br>
{{tab}}Ona uniosła się, rozdrażniona poczuciem swej bezsilności w obec jego podstępów i zbrodni.<br>
{{tab}}— Tak! — zawołała. Uważasz się pan za bezpiecznego, boś przedsięwziął wszelkie ostrożności, bo jesteś bogaty i mogłeś opłacić bandytów, którzy cię wyręczyli w zbrodni. Ale ja się przed niczem nie cofnę. Nie powstrzyma mnie ani obawa zemsty, ani skandalu. Cóż ja mam teraz do stracenia? Pan wyrządziłeś mi wszelkie krzywdy, jakich się może lękać kobieta. Zhańbiłeś mnie jako dziewczynę, wypędziłeś z domu rodzicielskiego jako córką i zmusiłeś do opuszczenia starego ojca, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No188 part11.jpg|num=963}}teraz, gdy jestem matką, wyrwałeś mi dziecko, zabiwszy przedtem człowieka, który swoją szlachetnością chciał podnieść mnie z upadku, w który tyś mnie wtrącił. Ja cię oskarżę przed sądem, zedrę zasłonę z twoich zbrodni, błotem obrzucę nazwisko Chazey, tak jak ty szalałeś moją dobrą sławę. Uczynię to! Choćby mi przyszło stracić wszystko co posiadam, zrobię to. Niech się stanie zadość sprawiedliwości, niech słuszna kara pomści twoje bezprawia! Będę pana ścigała wszędzie, a jeżeli sądy okażą się ślepe, lub zbyt pobłażliwe, własną ręką cię zabiję!<br>
{{tab}}— Nie wierzę w to wszystko!<br>
{{tab}}— Zdaje się panu, że moje groźby tak trudno przyjdzie mi spełnić?<br>
{{tab}}— {{Korekta|Sprobuj|Spróbuj}} pani.<br>
{{tab}}Joanna wydobyła rewolwer z kieszeni i wycelowała w pierś margrabiego.<br>
{{tab}}— Oddaj mi moją córkę! — zawołała, nie posiadając się z wściekłości.<br>
{{tab}}On skrzyżował ręce na piersiach.<br>
{{tab}}— Gdzie jest moja córka?! — powtórzyła — postępując krok naprzód.<br>
{{tab}}On wzruszył ramionami i rzekł cicho:<br>
{{tab}}— Jesteś szalona!<br>
{{tab}}— Nie, nie jestem szalona, ale chcę mego dziecka, słyszysz pan?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No188 part12.jpg|num=964}}{{tab}}— To strzel. Czekam! A potem, jeżeli to ja dziecko porwałem, gdzie je znajdziesz?<br>
{{tab}}Joanna opuściła rękę.<br>
{{tab}}— Sama pani widzisz, że jesteś szalona — ironicznie wyrzekł Klaudyjusz.<br>
{{tab}}Ona padła na krzesło zgnębiona; broń wysunęła jej się z ręki.<br>
{{tab}}— O, mój Boże! — szepnęła, — co uczynię przeciw temu nędznikowi?<br>
{{tab}}— Po co tyle szumnych frazesów? — rzekł margrabia, zbliżając się do niej.<br>
{{tab}}Siadł obok na krześle i odezwał się zimno, zjadliwie i z szyderstwem:<br>
{{tab}}— Teraz, kiedyś pani już złości swojej ulżyła, posłuchaj co ci powiem.<br>
{{tab}}Ona podniosła głowę i utkwiła w jego twarzy wzrok pełen nienawiści.<br>
{{tab}}— Mógłbym milczeć, — mówił dalej margrabia — i nic sobie nie robić z pogróżek pani, które mnie nawet nie rozgniewały. Ale wolę rozmówić się z panią i wyłożyć jej, jak wszelkie te groźby są niedorzeczne i jak mało mogą budzić obawy. Co pani mówi o skandalu? W czemże mogę się jej lękać?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No189 part01.jpg|num=965}}{{tab}}Kto uwierzy oskarżeniom pani? Kochałem panią i gotów jestem głośno się do tego przyznać. Pani jesteś kobietą, której względy każdemu {{Korekta|męzczyznie|mężczyźnie}} by pochlebiły. Co się tyczy zbrodni, która mi ciebie oddała, kto był jej świadkiem? Jakież tego dowody? Ferdynanda Descombes rzeczywiście niecierpiałem od chwili, kiedy się stał moim współzawodnikiem. Że śmierć jego sprawiła mi przyjemność, że była dla mnie tryumfem, cóż w tem dziwnego? Byłem zazdrosny o panią i do tego także przyznam się przed światem. Jaki sędzia dostrzeże moją rękę w pojedynku, który zakończył się jego śmiercią? Co tu może być świadcząca przeciwko mnie poszlaką? Porwano pani córkę? Jeżeli pani powiadam, że nic o tem nie wiem, jakim sposobem dowiedziesz pani, że jest inaczej i że ja sam byłem inicyjatorem tego porwania, dokonanego przez kobietę nieznaną pani, ani nikomu, z nazwiska? Ależ oskarżenia pani nie wytrzymują najniższej krytyki prawnej, są to wszystko urojone zarzuty, których nicość sama pani zapewne pojmujesz, teraz, kiedy chwila pierwszego uniesienia minęła... Pomimo to jednakże {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No189 part02.jpg|num=966}}słusznie mnie obarczasz wyrzutami. Zawiniłem...<br>
{{tab}}Przybliżył się jeszcze i cicho wyszeptał:<br>
{{tab}}— Powiedziałem ci, że pomiędzy nami wojna, walka! Dotrzymuję słowa. Albo ustąpisz, albo cię złamię, zwyciężę! Czy się już nie czujesz zwyciężoną? Czyż nie widzisz, do czego zdolny jestem dla przeprowadzenia mej woli?<br>
{{tab}}— Cóż więcej uczynisz?<br>
{{tab}}— Nic! Będę czekał.<br>
{{tab}}Ona łamała ręce w rozpaczy.<br>
{{tab}}— Ale moja córka, moja córka! Co się z nią stało?<br>
{{tab}}— Powiedziałem, że jeżeli kobieta się opiera, to matka ustąpi.<br>
{{tab}}— Omyliłeś się pan.<br>
{{tab}}— O nie! Najlepszy dowód, że ta jesteś w tym domu, gdzie, gdybym tylko zechciał, byłabyś zgubioną w jednej chwili. Patrz! Pełno tu hulaków światowych, którzy lubią się zabawiać skandalami, obmawiać kobiety, roznosić plotki. Gdybym tylko okno otworzył, cały Paryż dowiedziałby się jutro, że Joanna Jousset, wdowa po Ferdynandzie Descombes, który zaledwie przed kilka dniami zamknął oczy, była {{pp|w|Kaskadzie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No189 part03.jpg|num=967}}{{pk|w|Kaskadzie}}, sam na sam z margrabią de Chazey.<br>
{{tab}}Joanna spojrzała na niego błędnemi oczyma.<br>
{{tab}}— On i to może zrobić — szepnęła. Byłaby to hańba, wstyd prawdziwy, bo wiadomy wszystkim. Ale ciebie nic nie powstrzyma, gdy będzie chodziło o twoje, o nasze dziecko. Nic nie będzie dla ciebie niezwalczoną przeszkodą, gdy serce matki zacznie w tobie tęsknić za widokiem i uściskiem tego dziecka, które jest krwią z krwi twojej, kością z twoich kości.<br>
{{tab}}— Tak... to prawda — rzekła nieszczęśliwa kobieta. — Dobrze obliczyłeś i wymierzyłeś, dokąd dojść może słabość matki. Jakież twoje warunki?<br>
{{tab}}— Nie omyliłem się tedy!<br>
{{tab}}— Wiedziałeś pan, co za cios doprowadza do ostateczności nieszczęśliwą ofiarę, którą prześladujesz swoją okrutną miłością. Ale kończmy! Pańskie warunki?...<br>
{{tab}}— Przede wszystkiem wymagam tajemnicy.<br>
{{tab}}— Dobrze. Cóż dalej?<br>
{{tab}}— Jesteś wdową.<br>
{{tab}}— Przez pana.<br>
{{tab}}— Przywidzenia. Kiedyś i ja będę {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No189 part04.jpg|num=968}}wolny. Margrabina nie pożyją długo.<br>
{{tab}}— Zkąd ta pewność?<br>
{{tab}}— Lekarze nie mają nadziei. Zanim pół roku upłynie, będę wdowcem.<br>
{{tab}}Joanna spojrzała na niego przerażona.<br>
{{tab}}— Nie zabijesz jej pan chyba? — powiedziała.<br>
{{tab}}— Po co? Byłaby to zbrodnia niepotrzebna.<br>
{{tab}}— Więc czego pan wymagasz ostatecznie?<br>
{{tab}}— Chcę, abyś była moją na zawsze. Rozważyłem wszystko. Innego sposobu przykucia cię do mnie nie ma, jak małżeństwo.<br>
{{tab}}— Ja miałabym zostać żoną pana?!<br>
{{tab}}— Dla czegoźby nie?<br>
{{tab}}— A twoje zbrodnie, o których nie zapomnę nigdy?<br>
{{tab}}— Któż je zna?<br>
{{tab}}— Ja!<br>
{{tab}}— Nie, one powstały w twojej wyobraźni. Świat nie wie o nich, a więc nie istnieją.<br>
{{tab}}— Ale co się stanie ze mną... z moją córką?<br>
{{tab}}— Znajdę ją... przyrzekam.<br>
{{tab}}— O, nie trudno pana będzie ją znaleźć!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No189 part05.jpg|num=969}}{{tab}}— Może. Co miesiąc będziesz miała wiadomości o dziecku.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— To już moja rzecz.<br>
{{tab}}— I zobaczę ją?<br>
{{tab}}— Tego samego dnia kiedy zmienisz nazwisko.<br>
{{tab}}— Namyśl się pan... odstąp od tego postanowienia! Czyż ja mogę ponieść podobną ofiarę?<br>
{{tab}}— Czy to tak straszne?<br>
{{tab}}— Po tylu cierpieniach, jakich przez ciebie doznałam.<br>
{{tab}}— Zapomnisz o tem.<br>
{{tab}}— Będę widziała krew na twych rękach!<br>
{{tab}}— Gdyby była, to pocałunki twoje ją zmyją.<br>
{{tab}}— Ileż łez wylałam przez ciebie!<br>
{{tab}}— Usta mojej córki je osuszą.<br>
{{tab}}— Ależ ja sobą pogardzać będę, będę się brzydziła sobą, jak błotem, jeżeli przystanę na takie układy.<br>
{{tab}}— Możesz nie przystać. — Jasteś wolna.<br>
{{tab}}— Nie, nie jestem, sam to wiesz, Niech ci Bóg przebaczy to szarpanie serca matki!<br>
{{tab}}— Cóżeś postanowiła?<br>
{{tab}}Zawahała się chwile, walcząc z {{pp|u|czuciami}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No189 part06.jpg|num=970}}{{pk|u|czuciami}} przerażenia, obawy, wstrętu, nienawiści, żalu. Pot zimny wystąpił jej kroplami na czoło. Widziała, że wola margrabiego jest niezłomną, że postanowienia nie cofnie. Czyż mało miała dowodów jego zuchwalstwa i niepokonanego uporu? Obraz dziecięcia wabił ją do siebie. Widziała córkę, wyciągającą do niej rączyny z głębi jakiejś ciemnej przepaści. I wkońcu przyszła do przekonania, że jedynym sposobem ocalenia dziecka od nieznanego, a groźnego niebezpieczeństwa, jest poddanie się woli Klaudyjusza. Miała zresztą nadzieję, na niczem nie opartą, że jakiś cud wybawi ją w końcu od konieczności dotrzymania obietnicy, wymuszonej pod tak niegodnym naciskiem.<br>
{{tab}}— Przysięgnij mi czuwać nad nią, — powiedziała głucho, wszakże to twoje dziecko.<br>
{{tab}}— Przysięgam... Jakże decydujesz się?<br>
{{tab}}— Dla zobaczenia jej, dla czuwania nad nią... uczynię, co chcesz! — szepnęła Joanna, blada jak marmur.
{{---|60|przed=20px|po=20px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No189 part07.jpg|num=971}}<section begin="cz03" />{{c|'''CZĘŚĆ III.'''|w=140%|po=20px}}
{{c|'''{{kor|Sidi Belbes|Sidi-Belbes}}.'''|w=140%}}
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section end="cz03" />
<section begin="X" />{{c|I.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''Odrodzenie.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Po scenie w {{kor|Pontenelles|Fontenelles}} i obietnicy, wymuszonej na Joannie, margrabiemu pozostawało już tylko czekać na swe wyzwolenie z kajdan małżeńskich, aby nowe zawrzeć śluby.<br>
{{tab}}Liczył on, że swobodę odzyska niedługo, a zresztą gotów był na wszystko, byle ją otrzymał.<br>
{{tab}}Miał on za sobą wszelkie szanse.<br>
{{tab}}Czyż Gabryela de Montrevers nie była tak, jakby opuszczona przez lekarzy?<br>
{{tab}}Czyż trudno było się domyśleć ze zrozpaczonej i zniechęconej twarzy Filipa Rocharda, iż wszelka nadzieja była dla niego stracona? Radzono chorej wyjazd na południe.<br>
{{tab}}Czyż południowe słońce leczy tych, których medycy tam wysyłają?<br>
{{tab}}Zatem margrabiemu potrzeba było<section end="X" /> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No189 part08.jpg|num=972}}tylko cierpliwości, na co on się też zdecydował, buntując się wszakże w głębi duszy. Wdowa po Ferdynandzie Descombes i tak mogła zostać jego żoną dopiero po upływie terminu, jaki prawo zakreśla i tymczasem lepiej było dla Klaudyjusza oddalić się z miejsc, gdzie się odbyły opisane przez nas wypadki i w spokoju wyleczy się choć trochę z gorączki namiętnej, która mu bezustannie trawiła serce.<br>
{{tab}}Na dnie duszy margrabia zachował myśl o pewnym ostatecznym sposobie, który miał mu utorować drogę do wolności w razie, gdyby Bóg cudem uratował nieszczęśliwą ofiarę, która go krępowała, stojąc na zawadzie jego zamiarom. Ale sposób ten był tak ohydny, że nawet margrabia, pomimo całego swego zaślepienia namiętnością, nie śmiał się nad nim zastanawiać.<br>
{{tab}}Nagła zmiana zdrowia Gabryeli de Montrevers, która na swoje nieszczęście została margrabina de Chazey, miała tajemniczy powód.<br>
{{tab}}Dręczony dziką namiętnością, doprowadzony do rozpaczy oporem Joanny, Klaudyjusz uległ strasznej pokusie.<br>
{{tab}}Powiedział sobie, że nie zwycięży {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No189 part09.jpg|num=973}}inaczej, jak spełniając warunek, który mu nieszczęśliwa dziewczyna postawiła wtedy, gdy wbrew jej woli odszukał ją w nędznym zajeździe paryzkim i próbował wszelkiemi sposobami skłonić do zostania jego kochanką.<br>
{{tab}}Joanna zażądała wówczas tytułu prawej małżonki, a dopóki margrabia miał inną żonę żyjącą, nie mógł jej tego udzielić. Można przecież zerwać ten łańcuch, ukuty przez prawo i kościół!<br>
{{tab}}W jaki sposób?<br>
{{tab}}Dusza margrabiego była silną, jak stal hartowna i nie zrażało jej to, co zgrozą przejmuje ogół śmiertelników. Bo w jego duszy namiętność szalała z taką potęgą, iż głos jej zagłuszał sumienie.<br>
{{tab}}Wychowany w innych warunkach, pod innemi wpływami, Klaudyjusz de Chazey może namiętnie ukochałby dobro, cnotę lub został bohaterem, ale jako człowiek, od najwcześniejszej młodości przywykły do dawania woli popędom swej nieokiełznanej natury, nie cofał się przed niczem, byle dopiąć swych egoistycznych celów i całą siłę swego umysłu wytężał na wynajdywanie najczarniejszych planów.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No189 part10.jpg|num=974}}{{tab}}Nauka daje w ręce śmiałków okropne środki zniszczenia, bardzo często niepodobne do wykrycia.<br>
{{tab}}Trucizny Lokusty i pani de Brinvilliers zostały udoskonalone jak i inne rzeczy.<br>
{{tab}}We Francyi prawo przezorne, lecz w tym razie bezsilne, {{Korekta|probuje|próbuje}} uczynić te środki niedostępnemi dla rąk zbrodniczych, które mogłyby za ich pomocą działać na szkodę innych. Ale pomimo to każdy, kto może sobie pozwolić na podróż do {{Korekta|Angli|Anglii}}, może też posiąść te sposoby.<br>
{{tab}}Chemicy Londynu lub Southamptonu, aptekarze z Brighton albo Liverpolu gotowi są, za odpowiednią sumę pieniężną, wydać pierwszemu lepszemu tak wielką dozę trucizny, że za jej pomocą możnaby wyludnić całą prowincyję.<br>
{{tab}}Żadne prawo nie kładzie tamy nadużyciom w tym względzie.<br>
{{tab}}Margrabia, wyjechawszy z Paryża na dwie doby, wziął bilet do Calais, a ztamtąd parowcem popłynął do Londynu, gdzie się zaopatrzył w to, co ma było potrzebnem dla usunięcia ze swej drogi zawady, tak w myśli nazywał biedną Gabryelę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No189 part11.jpg|num=975}}{{tab}}Trzeba mu jednak oddać tę sprawiedliwość, że po paru nieśmiałych próbach, które dziwny rozstrój sprawiły organizmie pani de Chazey, cofnął się przed tą haniebną zbrodnią.<br>
{{tab}}Są rzeczy, których, nawet najbardziej zahartowani w występku ludzie, dokonać nie śmią.<br>
{{tab}}Zabić człowieka odrazu pchnięciem noża, to czyn dziki, ale nieraz popełniają go ludzie wcale nie występni, tylko uniesieni chwilową wściekłością.<br>
{{tab}}Przebić pierś przeciwnika kulą rewolwerową lub ostrzem szpady w pojedynku, jak to uczynił baron Ksawery Lambert, to także wymaga sporej dozy łotrowstwa, jeżeli zwłaszcza to pchnięcie szpadą zostało zapłacone; ale i w takim wypadku zabójca działać może pod wpływem silnego chwilowego podniecenia, które zbrodnię jego nieco łagodzi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No190 part01.jpg|num=976}}{{tab}}Lecz wlewać truciznę codziennie po kropelce biednej młodej kobiecie, nie podejrzewającej w niczem swego mordercy; przedłużać agoniję swej ofiary całemi dniami i miesiącami; widzieć, jak cierpi coraz to nowe i okrutne męczarnie, wkradać się do jej pokoju po to, aby wciąż podsycać jad śmierci, być ciągłym świadkiem postępów swego zbrodniczego dzieła — to najostatniejsze, najpodlejsze z okrucieństw, to wyrafinowane barbarzyństwo, na które nawet margrabia Klaudyjusz de Chazey po paru próbach ważyć się nie śmiał. I pragnąc się uwolnić od pokusy chwycenia za broń tak ohydną, wrzucił ją w ogień.<br>
{{tab}}Ale jego miłość dla Joanny ciągle się wzmagała, a zadowolnić ją mógł tylko usuwając ze swej drogi żonę.<br>
{{tab}}Teraz też gotów był na wszystko.<br>
{{tab}}Znienawidził dobre, łagodne stworzenie, o wzniosłej duszy i czystem sercu, które fatalność oddała w jego ręce.<br>
{{tab}}Nienawidził ją, bo mu zagradzała drogę do tamtej, której piękność ciągnęła go jak magnes.<br>
{{tab}}Pragaął jej śmierci i postanowił sam przeciąć pasmo dni jej w razie, jeżeliby jej nie zabiła choroba.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No190 part02.jpg|num=977}}{{tab}}Ale to dzieło wymagało tajemnicy i samotności.<br>
{{tab}}Powziąwszy to nieodwołalne postanowienie, Klaudyjusz wyjechał z żoną na południe.<br>
{{tab}}Wśród rozległych pól Algieryi, w obszernym pałacu, jaki tam posiadał, mógł swobodnie dokonać zbrodni, tak jak zbójca, który ciągnie naprzód podróżnego w głąb lasu, aby go ograbić i zamordować.
{{tab}}20 maja 1870 roku margrabina de Chazey-Montglars siedziała przed biurkiem z wykładanego perłową masą i kością słoniową palisandru, na pierwszem piętrze, dużej dziwacznej budowli w {{kor|maurytańskim|mauretańskim}} stylu, bardzo starożytnej i podobnej dość do feodalnego zamku, a położonej w miejscowości Orous, o sześć mil od Oranu a o dwa kilometry od wybrzeża morskiego.<br>
{{tab}}Cały okręg Orous jest zapełniony mniejszemi i większemi wzgórzami, oraz skałami czerwonego marmuru.<br>
{{tab}}Stanowi on granicę pomiędzy morzem i nadzwyczaj żyznemi dolinami, rozciągającomi się ku południowi, pełnemi wiosek, które noszą francuskie nazwy: Saint-Cloud, Kleber, Arcade i Fleurs. Tem gorzej dla kolorytu lokalnego.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No190 part03.jpg|num=978}}{{tab}}W roku 1870 wioski te, dziś bardzo bogate osady, były dopiero w zaczątku i prawie puste.<br>
{{tab}}Francuzów prawie wcale tam nie było. Kilka biednych rodzin żydowskich, kilku arabów-nomadów i pewna ilość wychodźców z wszelkich krajów tworzyły malowniczą mieszaninę.<br>
{{tab}}{{kor|Sidi Belbes|Sidi-Belbes}}, własność margrabiego de Chazey, wznosiło się wśród tej krainy równie pięknej jak opuszczonej, podobne do jakiejś katedry wśród pół samotnych, lub do meczetu, otoczonego nędznemi lepiankami.<br>
{{tab}}Klandyjusz, poznawszy przypadkiem w czasie podróży poślubnej ten kraj czarowny, nabył za małą stosunkowo sumę przepyszne dobra w ziemi najurodzajniejszej pod słońcem.<br>
{{tab}}Gabryela z okien swego pokoju, wychodzących z jednej strony na morze Śródziemne, z drugiej zaś na doliny {{kor|Sidi Belbes|Sidi-Belbes’u}}, miała widok prawdziwie czarodziejski.<br>
{{tab}}Na północ bezbrzeżne przestrzenie morza, błękitne jak niebo; na południe, po za drzewami ogromnego parku, zasadzonego przez samą naturę, nieskończone obszary, mieniące się wszelkiemi odcieniami zielonej barwy, od ciemnej, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No190 part04.jpg|num=979}}prawie czarnej zieloności jodeł, aż do bogatej, świetnej zieleni łąk i blado zielonego koloru kaktusów i ostów olbrzymich, zwieńczonych żółtym kwiatem. Był to niezmierzony kobierzec, upstrzony winnicami, krzakami, rozrzuconemi tu i {{Korekta|owdzie|ówdzie}}, żółtawem zbożem i złocistemi owsami, pastwiskami, przetykanemi stokrocią, blado fioletowemi dzwonkami i złotemi jaskrami,
wielkości słoneczników.<br>
{{tab}}Margrabina mogła sobie wyobrażać, że żyje w krainie snów.<br>
{{tab}}Było około trzeciej po południu.<br>
{{tab}}Zupełna cisza, cisza snu i {{Korekta|siesty|sjesty}} wschodniej, panowała w całym domu.<br>
{{tab}}Przez okna otwarte i zasłonięte roletami z płótna w pasy, dochodził szmer wody źródlanej, spadającej w marmurowy zbiornik w pośrodku dziedzińca, otoczonego dokoła {{Korekta|kolumenkami|kolumienkami}}.<br>
{{tab}}Margrabina zawołała łagodnym swym głosem:<br>
{{tab}}— Miss {{Korekta|Evelino|Ewelino}}!<br>
{{tab}}Angielka wstała z nizkiej otomany i pochyliła swą twarz, nacechowaną wyrazem macierzyńskiej troskliwości, ku twarzy młodej kobiety.<br>
{{tab}}— Byłaś tutaj, kochana miss Ewelino?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No190 part05.jpg|num=980}}{{tab}}— Tak, drzemałam trochę.<br>
{{tab}}— Dobrze, nie oddalaj się.<br>
{{tab}}— Nie obawiaj się, Gabryelo. Ale dlaczego i ty nie spoczniesz?<br>
{{tab}}— Nie czuję potrzeby snu.<br>
{{tab}}— Czujesz się lepiej?<br>
{{tab}}— Daleko lepiej.<br>
{{tab}}— Więc pan Rochard słusznie ci radził wyjazd pod cieplejsze niebo.<br>
{{tab}}Margrabina się zarumieniła. Oparła się o biurko, przycisnęła lewą rękę do piersi i szepnęła:<br>
{{tab}}— Biedny Filip!<br>
{{tab}}— Chcesz pisać? — spytała angielka, zauważywszy rozłożone na biurka materyjały piśmienne.<br>
{{tab}}— Tak, muszę.<br>
{{tab}}— Do kogo?<br>
{{tab}}— Przedewszystkiem do mojej ciotki. Doniosę jej, jak się mam i co tu wszyscy porabiamy.<br>
{{tab}}— A potem?<br>
{{tab}}— Potem... do doktora... zapytam go o radę... jak mam zachowywać się nadal. Pojedziemy sobie powozem do wsi z listami. Będzie to przyjemny spacer... do Saint-Cloud. Co za dziwna nazwa tutaj wpośród {{kor|arabów|Arabów}}, {{Korekta|hiszpanów|Hiszpanów}}, {{kor|maltańczyków|Maltańczyków}}. Wiesz miss Ewelino, że w całym okręgu niema {{pp|na|wet}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No190 part06.jpg|num=981}}{{pk|na|wet}} i dziesięciu francuzów?<br>
{{tab}}— O, gdyby ten raj należał do anglików, pewną jestem, że zjeżdżaliby się tu setkami.<br>
{{tab}}— Francuzi nadto kochają ziemię rodzinną, aby ją opuszczać dla innych krajów, choćby najpiękniejszych... Ale gdzież to mąż mój?<br>
{{tab}}— Pan de Chazey zapewne pojechał do Fleurs z tymi oficerami, co tu byli na śniadaniu.<br>
{{tab}}Panna Darley wstała, obeszła biurko naokoło i obejmując za szyję swoją byłą wychowankę, rzekła z czułością:<br>
{{tab}}— Wiesz, Gabryelo, teraz mam w Bogu nadzieję, że wyzdrowiejesz!<br>
{{tab}}Margrabina podniosła głowę, wciągnęła w płuca trochę balsamicznego powietrza, wpadającego do pokoju przez okna i odparła:<br>
{{tab}}— Tak, kochana Ewelino, czuję się znacznie lepiej i zdaje mi się, że nanowo żyć zaczynam.<br>
{{tab}}Gdy miss Ewelina wyszła z pokoju, młoda kobieta oparła głowę na białej, prawie przezroczystej ręce i szepnęła do siebie:<br>
{{tab}}— Żyć! ale na co?... Jednak umrzeć, mając zaledwie lat dwadzieścia, to {{pp|o|kropne}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No190 part07.jpg|num=982}}{{pk|o|kropne}}, kiedy przyszłość mogłaby stać się tak piękną... Ha! niech Bóg postąpi ze mną wedle Swej woli.<br>
{{tab}}Obejrzała się naokoło siebie.<br>
{{tab}}Pokój jej był obszerny, umeblowany we wschodnim guście, z posadzką, pokrytą matami. obstawiony nizkiemi sofami, obitemi jedwabną materją, ze ścianami, udrapowanemi lekkiem płótnem chińskiem. Tylko duże, nizkie łóżko przypominało Paryż w tem otoczeniu, noszącem wybitnie {{Korekta|maurytański|mauretański}} charakter.<br>
{{tab}}Cały ten dom byłby zachwycającem i malowniczem mieszkaniem, gdyby go zamieszkiwała miłość.<br>
{{tab}}Gabryela, po pewnym namyśle, zrobiła gest rezygnacyi i zaczęła pisać.<br>
{{tab}}{{kor|Sidi Belbes|Sidi-Belbes}}, przez Saint-Cloud (Algierja), 20 maja 1870 r.
{{f|align=left|lewy=45%|„Kochana Ciociu!}}
{{tab}}Mogę Ci donieść wiadomości bardzo pocieszające. Moje ostatnie listy, zbyt krótkie z powodu trudów podróży już wam zapewne pozwoliły przeczuwać dobre wieści o mnie. Odległość z Paryża do {{kor|Sidi Belbes|Sidi-Belbes}} jest znaczna i trudniej się tam dostać, niżeli do laska Bulońskiego, tego ślicznego łasku, którego nie może ciocia opuścić bez {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No190 part08.jpg|num=983}}bólu serca. O! jakże to niesłusznie, ciociu!<br>
{{tab}}Tutaj na południu widoki są tak wspaniale piękne, że wynagradzają wszelkie trudy podróży.<br>
{{tab}}Niepodobna sobie wyobrazić cudów tutejszej przyrody i jej majestatu.<br>
{{tab}}Przytem, jakże się lekko oddycha na tych bezgranicznych przestrzeniach, wobec widoków, których żadne malowidło nie jest wstanie odtworzyć w całej ich piękności!<br>
{{tab}}Wiesz ciociu, jak namiętnie się rozmiłowałam w urokach tej cudnej okolicy, podczas mojej poślubnej podróży.<br>
{{tab}}Już wtedy uważałam, że to prawdziwy raj ziemski.<br>
{{tab}}Nie jest to przynajmniej przesadą i pragnęłabym bardzo, żebyś sama, kochana ciociu, osądzić mogła, do jakiego stopnia pochwały moje są słuszne.<br>
{{tab}}{{kor|Sidi Belbes|Sidi-Belbes}} zostało przeistoczone.<br>
{{tab}}Ten człowiek, któregośmy zaangażowali w Seine-et-Marne, jest prawdziwym skarbem. On to kieruje wszystkiem i doskonałe wywiązuje się ze swego zadania.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No191 part01.jpg|num=984}}{{tab}}Nazwisko jego Remigiusz Prevot, a obowiązki, jakie u nas pełni, nadzwyczaj są różnorodne. Jest on jednocześnie budowniczym, rolnikiem, ogrodnikiem, winiarzem i hodowcą trzód.<br>
{{tab}}Mógłby nawet zaprowadzić tutaj hodowlę czystej krwi arabczyków.<br>
{{tab}}Nasza posiadłość zawiera wszystkiego potrosze. Mieszkamy w domu, przypominającym zamki z Tysiąca i jednej nocy, z piwnicami, wydrążonemi w skałach, które podobno są porfirowe.<br>
{{tab}}Niegdyś zapewne lwice miały tam schronienie dla swych małych.<br>
{{tab}}Zwierzęta to, z któremi nieradabym się spotkać na przechadzce, szczęściem oddaliły się z tych okolic, tak przynajmniej utrzymują tutejsi stali mieszkańcy.<br>
{{tab}}Nad temi piwnicami, a raczej podziemiami, wznoszą się białe mury, błyszczące w słońcu, wycięte zębato podług {{Korekta|maurytańskiej|mauretańskiej}} mody, okna ozdobione cienkiemi czerwonemi kolumienkami i minarety, czyli małe czworokątne wieżyce zakończone czapkowatą kopułą i kokieteryjnie odcinające się na tle błękitnego jak indygo nieba, jednostajnego, niby namiot z szafirowej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No191 part02.jpg|num=985}}jedwabnej tkaniny.<br>
{{tab}}Niech sobie teraz ciocia wyobrazi szerokie dziedzińce, otoczone sklepioną promenadą, wodotryski, wyrzucające w górę kryształowe słupy wody, duże salony z matami na posadzce i szerokiemi nizkiemi sofami, na których można spać bardzo wygodnie, a będzie ciocia miała jakie takie pojęcie o powierzchowności naszego domu.<br>
{{tab}}Droga, wiodąca do tej dużej budowli, wystawionej w czasie, gdy {{Korekta|hiszpanie|Hiszpanie}} mieli władzę nad Oranem i {{Korekta|wybrzerzem|wybrzeżem}}, stanowi ogromny szpaler, a raczej gaj cały z jaworów, palmowców i olbrzymich eukaliptusów.<br>
{{tab}}Co się tyczy krajobrazu, ten najtrudniej opisać: są to ogromne przestrzenie zdobne w bukiety wielkich kaktusów, drzew cytrynowych, oliwnych, sosen syryjskich, otoczone górami o różowych wierzchołkach.<br>
{{tab}}Tak wygląda eden, w którym żyje i oddycha twoja siostrzenica, kochana ciociu.<br>
{{tab}}A jak mało kosztują wszystkie te śliczności! Za miljon franków można ta nabyć całą prowincję.<br>
{{tab}}To prawdziwa ziemia obiecana, do której nikt się nie kwapi. Francuzi są {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No191 part03.jpg|num=986}}widać wielkiemi domatorami. Ja sama przecież jestem tu tylko z porady lekarzy.<br>
{{tab}}Położyła pióro i łzy zakręciły się jej W oczach. Ale gwałtem odpędziła natrętne myśli i tęsknotę, która ją ogarnęła i pisała dalej:<br>
{{tab}}Jeżeli się zobaczysz z naszym doktorem, kochana ciocia, to powiedz ma, te jego rady są dla mnie {{Korekta|pradziwie|prawdziwie}} zbawienne.<br>
{{tab}}Powiedz to zwłaszcza komendantowi, który się bardzo ucieszy.<br>
{{tab}}Tak, kochana ciocia, nie bawimy tutaj nawet miesiąca, a już widzę, że Bóg mną się opiekuje.<br>
{{tab}}Czy to powietrze, którem oddycham takie wywiera skutki? Czy słońce afrykańskie, ogrzewając mnie, pobudza krew do żywszego krążenia? Czy wreszcie spokój i cisza, panujące w tym domu i na tej ziemi, gdzie się żyje zupełnie innem życiem, powracają mi zdrowie?<br>
{{tab}}Nie wiem sama, ale czuję się jakby odrodzoną. Nie cierpię więcej, zdaje mi się nawet, żem nigdy nie cierpiała, że pierś moja oddycha zdrowiem i siłą i że krew gorętsza pulsuje mi w żyłach.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No191 part04.jpg|num=987}}{{tab}}Miss Darley, która załącza dla was serdeczne ukłony, poznać mnie nie może.<br>
{{tab}}Szczęśliwa jestem, że ją mam przy sobie. Pisze mi ciocia, że się obawia nudów dla mnie. Nie cioteczko, nie mam czasu nudzić się, tak zajmującym jest widok, którym napawam oczy.<br>
{{tab}}O kilometr od zamku, poza gęstwiną drzew, wznoszą się zabudowania gospodarskie i dom rządcy.<br>
{{tab}}O świcie rozlega się dzwon i całe zastępy pracowników i liczne trzody rozpraszają się po polach.<br>
{{tab}}Mężczyźni i kobiety noszą bardzo dziwaczne ubiory. Malarz miałby tu mnóstwo tematów do bardzo zajmujących studjów i obrazów. Większą część służby w {{kor|Sidi Belbes|Sidi-Belbes}} składają {{Korekta|arabowie|Arabowie}} i {{Korekta|hiszpanie|Hiszpanie}}.<br>
{{tab}}Jest i kilku {{Korekta|francuzów|Francuzów}}, przybyłych z intendentem, ale w ogóle mało ich tutaj.<br>
{{tab}}Mój mąż, zajmujący się dość szczorze doglądaniem gospodarstwa rolnego, co jest napewno najprzyjemniejszem zajęciem, często odbywa dalekie przejażdżki konne w towarzystwie oficerów, którzy stoją na poblizkim posterunku wojskowym i często nas {{pp|od|wiedzają}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No191 part05.jpg|num=988}}{{pk|od|wiedzają}}. Wizyty ich stanowią rozrywkę jak dla nich tak i dla nas. Wkrótce, mówię to cioci w zaufaniu, będę się czuła na siłach towarzyszyć im w tych spacerach.<br>
{{tab}}Klaudyjusz jest bardzo uprzejmy. Więcej od niego nie wymagam, będąc mu już i tak winną wiele wdzięczności za to, że poświęca dla mnie pobyt w swym ulubionym Paryża, gdzie tyle ma rozrywek i znajomości.<br>
{{tab}}Dlaczego nie przyjeżdżacie mnie odwiedzić? Dlaczego komendant nie zapragnął zbadać na miejscu owych łodzi rybaków algierskich, które tak niedaleko od nas szybują po morza, jak białe ptaki?<br>
{{tab}}Jestem pewna, że i tobie, ciociu i komendantowi bardzoby się tu podobało.<br>
{{tab}}Sidi-Belbes okryte jest o tej porze najpiękniejszą i najbogatszą swą szatą, na którą się składa zieleń szmaragdowa z jednej a błękit szafira z drugiej strony.<br>
{{tab}}Ucałuj, uściśnij w mojem imieniu kochanego mego opiekuna. Biedny! musi żałować trochę swej Gabryeli, tak przynajmniej miło mi sądzić, pomimo, studiów, łodzi greckich i syryjskich, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No191 part06.jpg|num=989}}oraz swego sekretarza. Co do mnie, kocham go z całego serca.<br>
{{tab}}Całuję cię po tysiąc razy, kochana cioteczko. Myśl trochę o mnie, która {{Korekta|częto|często}} myśli o tych, których kocha.
{{f|align=right|prawy=15%|Gabryela.“|po=8px}}
{{tab}}W chwili, gdy margrabina położyła adres:<br>
{{tab}}„Wielmożna baronowa do Senecey, pałac Montrevers, ulica Varennes, Paryż“ — czyjaś ręka dotknęła jej ramienia.<br>
{{tab}}Odwróciła się. Klandyjusz stał za jej krzesłem.<br>
{{tab}}Usiłowała się uśmiechnąć.<br>
{{tab}}— Dawno to jesteś? — spytała.<br>
{{tab}}— Dopiero co wszedłem.<br>
{{tab}}— Nie słyszałam cię.<br>
{{tab}}Więc piszesz coś zajmującego?<br>
{{tab}}Gabryela podała mu list jeszcze otwarty.<br>
{{tab}}— Osądź sam — rzekła.<br>
{{tab}}— Nie będę niedyskretnym?<br>
{{tab}}Wzruszyła ramionami.<br>
{{tab}}— Może zachcesz dodać parę słów do ciotki lub komendanta? — powiedziała.<br>
{{tab}}Margrabia się skłonił.<br>
{{tab}}— Jeżeli pozwalasz?...<br>
{{tab}}Zaczął przeglądać list żony, {{pp|prze|rywając}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No191 part07.jpg|num=990}}{{pk|prze|rywając}} czytanie od czasu do czasu i rzucając badawcze spojrzenia na twarz młodej kobiety.<br>
{{tab}}Usta jego się zaciskały i twarz przybierała wyraz niezadowolenia.<br>
{{tab}}Widać było, że czuje się zmuszony do powzięcia postanowienia, którego chętnieby uniknął.<br>
{{tab}}Skończywszy czytanie, złożył list i oddał Gabryeli mówiąc:<br>
{{tab}}— Dobrze. Nie mam nic do dodania.. Komendant będzie zadowolony, on cię tak kocha!... Czy to tylko prawda Gabryelo?<br>
{{tab}}— Co takiego?<br>
{{tab}}— Że ci lepiej?<br>
{{tab}}— Owszem — prawda.<br>
{{tab}}— Nie przesadzasz?<br>
{{tab}}— Troszkę, ale trzeba ich przecież uspokoić, nieprawda?<br>
{{tab}}— To dowodzi dobrego serca. Mam wszakże nadzieję, że to co dziś nie jest zupełnie dokładnem, będzie może za dni kilka.<br>
{{tab}}Gabryela podziękowała mu swym słodkim uśmiechem anioła.<br>
{{tab}}— I ja się tego spodziewam — rzekła.<br>
{{tab}}Klaudyjusz zmierzał ku drzwiom.<br>
{{tab}}— Może będziesz łaskaw kazać {{pp|za|prządz}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No191 part08.jpg|num=991}}{{pk|za|prządz}} — dodała jeszcze margrabina.<br>
{{tab}}— Czy wyjeżdżasz?<br>
{{tab}}— Tak, ale nie będę przeszkadzała... Miss Darley mi towarzyszy. Zawiozę sama listy na pocztę.<br>
{{tab}}— Czy prócz lista do baronowej, piszesz jeszcze inne?<br>
{{tab}}— Jeden tylko... kilka słów...<br>
{{tab}}— Do doktora Rocharda?<br>
{{tab}}— Tak, do niego.<br>
{{tab}}— Donieś mu o poprawie twego zdrowia, będzie bardzo uradowany... Doktór ma dla ciebie wiele sympatyi... tak samo jak komendant, a może więcej jeszcze.<br>
{{tab}}W tonie margrabiego nie było nawet cienia szyderstwa. Znał on gruntownie sztukę udawania.<br>
{{tab}}Gabryela nic nie odpowiedziała na ostatnie słowa męża.<br>
{{tab}}Ten ostatni spojrzał na zegarek.<br>
{{tab}}— Za dwadzieścia minut — powiedział, wiktoryja będzie pod twemi oknami... każę założyć czwórkę. Jesteś królową okolicy, Gabryelo... Niema dla ciebie nie zbyt pięknego, ani zbyt wystawnego.<br>
{{tab}}Skłonił się i wyszedł dyskretnie.<br>
{{tab}}Margrabina wyjęła z pudełka {{pp|ar|kusik}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No191 part09.jpg|num=992}}{{pk|ar|kusik}} papieru i spiesznie napisała co następuje:
{{f|align=left|lewy=45%|„Kochany przyjacielu!}}
{{tab}}Otrzymałam od ciebie dwa listy, które chowam jak skarb najdroższy. Mam je tu, w tem samem biurku, na którem piszę, ale nie potrzebuję ich odczytywać: umiem na pamięć każde ich słówko, widzę wyraźnie każdą literę i co wieczór, zanim sen zmorzy moje powieki, powtarzam je sobie.<br>
{{tab}}Dopiero com napisała cztery stronnice do mojej ciotki, pani de Senecey i to mnie nieco znużyło.<br>
{{tab}}Biedne moje oczy przysłania mgła jakaś, może to łza, którą wycisnęła myśl, że morze nas dzieli od siebie.<br>
{{tab}}Mam dla ciebie dobre wieści. Gdy powodowany uczuciem dobrze dla mnie zrozumiałem, wysłałeś mnie tutaj, czyniąc to zarówno dla wyleczenia mego ciała, jak dla spokoju dusz naszych, bom się czuła bardzo słabą przy tobie, miałam przeczucie, że umrę daleko od ciebie, że nie będę mogła pożegnać cię po raz ostatni i podać przed śmiercią tej ręki, którą z taką rozkoszą oddałabym ci za życia.<br>
{{tab}}Teraz zdaje mi się, że ta trwoga była płonną. Krew żywiej krąży w {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No191 part10.jpg|num=993}}moich żyłach. Oddycham pełną piersią bez wysiłku i bez bólu. Zdaje mi się nawet, że jestem silniejsza.<br>
{{tab}}Gdybym wyzdrowiała? A jednak po co to żyć i być zdrową, kiedy serce zawsze musi tęsknić i boleć?<br>
{{tab}}Wiesz, drogi przyjacielu, że nie lękałam się śmierci, przeciwnie nawet, uważałam ją za jedyne lekarstwo na skończenie tych udręczeń, jakie daje życie chybione z własnej winy.<br>
{{tab}}Ale teraz zdaje mi się, że śmierć zapomniała o mnie, że mnie unika.<br>
{{tab}}Czy to dobrze, czy źle<br>
{{tab}}Przyszłość mi na to odpowie. Tymczasem czuję się tak dobrze, jak nigdy prawie. Nawet umysł mój jest spokojniejszy. Skrupuły, jakie mi wprzódy sumienie nasuwało, zniknęły gdzieś daleko i zdaje mi się, że mam prawo z tak daleka myśleć o tobie, z radością i rozkoszą napawać się wiadomością, że mnie kochasz, że nasze dusze łączy jedno czysto, szlachetne uczucie. Jeżeli nie powinnam tego robić, jeżeli grzeszę, niechaj Bóg, który pozwolił memu serca pokochać cię, będzie pobłażliwym sędzią dla mnie i niech mi przebaczy.<br>
{{tab}}Tak, kocham cię, najdroższy, za {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No191 part11.jpg|num=994}}twoją szlachetność i honor.<br>
{{tab}}Miłość moja nie ma granic. Całuję ten papier, który ci zaniesie wyraz tego, co czuję dla ciebie. Nie zapominam o tobie ani na chwilę i chociaż jesteśmy tak daleko od siebie, moja dusza jest przy tobie.<br>
{{tab}}Kocham cię — czy to bozkie słowo nie zawiera wszystkiego?
{{f|align=right|prawy=15%|Gabryela“.|po=8px}}
{{tab}}Składała list, gdy margrabia wszedł znowu do jej pokoju.<br>
{{tab}}Wiktorja, zaprzężona w czwórkę arabczyków, stanęła pod oknami.<br>
{{tab}}— Jesteś gotowa, Gabryelo? — zapytał Klaudyjusz.<br>
{{tab}}— W tej chwili.<br>
{{tab}}Zarzuciła mantylę hiszpańską, zawołała {{Korekta|angielki|Angielkę}}, zeszła z marmurowych schodów i wsiadła do powozu, który niebawem zniknął na skręcie dużej alei, uniesiony przez cztery doskonale, ogniste bieguny.<br>
{{tab}}Klaudyjusz patrzył za odjeżdżającemi, oparty o żelazną balustradę balkonu, a gdy duże drzewo eukaliptusa zakryło powóz przed jego wzrokiem, odszedł i siadł na tem samem miejscu, na którem przed chwilą siedziała Gabryela.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No191 part12.jpg|num=995}}{{tab}}Przez chwilę wodził ręką po zmarszczonem czole.<br>
{{tab}}— Gdybym chciał — rzekł następnie — poznałbym jej tajemnice. Tu, w tych szufladkach, są jej listy. Ale po cóż to? Czyż i tak nie wiem o wszystkiem? On jest jej kochankiem. Wprawdzie taka miłość nie ubliża memu honorowi mężowskiemu, ale odbiera mi serce żony. Co tam! Stosunek ich skończy się niezadługo... wraz z jej życiem.<br>
{{tab}}Oparł głowę na zaciśniętej kurczowo ręce i myślał.<br>
{{tab}}Jakaś walka toczyła się w nim.<br>
{{tab}}— Ha! — szepnął w końca. — Głupi tylko nie korzysta z nadarzającej się sposobności!<br>
{{tab}}Wziął pióro, na którem nie osechł jeszcze atrament i przysunął sobie papier.<br>
{{tab}}— Pisała do Rocharda — rzekł zgrzytając zębami. — Niechże ją uratuje, jeżeli ją tak kocha. Głupiec! Gdybym ją kochał i był pewnym wzajemności, porwałbym ją i uniósł choćby na koniec świata, ukryłbym ją przed oczyma wszystkich. Czyby była wolna lab nie, niktby mi jej nie odebrał, chyba z życiem. Ach ci uczciwi ludzie mają tylko {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No191 part13.jpg|num=996}}idjotyczne przesądy! Miłość prawdziwa przesadza przeszkody lub je obala. Ta kobieta jest dla mnie przeszkodą. Niechże ginie!<br>
{{tab}}Zredagował w najczystszej {{Korekta|angielszczyznie|angielszczyźnie}} następujący bilecik:
{{c|W-ny Leymers, chemik,}}
{{f|align=left|lewy=50%|Reyent, Stret-Londyn.}}
{{c|Szanowny Panie!}}
{{tab}}Jestem na tropie prawdziwego odkrycia, o którem nieomieszkam mu donieść.<br>
{{tab}}Będę Panu mocno obowiązany, gdy mi pan przyślesz w kopercie pięćdziesiąt centigramów {{Rozstrzelony|Verratrumalbu}}m w proszku, który mi jest koniecznie potrzebny do moich doświadczeń.
{{f|align=right|prawy=25%|Z uszanowaniem}}
{{f|align=right|prawy=15%|Margrabia de Chazey.“}}
{{tab}}P. S. Proszę wysłać ten proszek w zwyczajnej kopercie do listów, dla uniknienia śmiesznych formalności urzędowych na granicy.<br>
{{tab}}Adres mój: Zamek Sidi-Belbes, przez Mostaganem w Algieryi.<br>
{{tab}}Dołączam do niniejszego banknot wartości dziesięciu funtów szterlingów, jako zadatek, będę bowiem potrzebował innych jeszcze chemikalij.“<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No191 part14.jpg|num=997}}{{tab}}Złożył list, wsunął go w kopertę i wyszedł z pokoju; następnie wszedł do stajen, siadł na konia i pogalopował jak strzała w kierunku Oranu.<br>
{{tab}}Na rozdroża spotkał kuryjera, który, przejeżdżając przez wieś Arcole, wstąpił do austeryi, aby się ochłodzić szklanką wody i dać wytchnąć koniowi.<br>
{{tab}}Dał mu list i pięciofrankówkę i dopóty nie ruszył w drogę z powrotem, dopóki nie ujrzał kuryjera, opalonego, prawie czarnego eks-spaha, oddalającego się w stronę Oranu.<br>
{{tab}}Margrabia, powracając, był o wiele spokojniejszy, lecz całkiem obojętny na wspaniały krajobraz, który się przed nim roztaczał.<br>
{{tab}}Słońce powoli zataczało się za góry, wzniecając płomienie na ich szczytach.<br>
{{tab}}Arabowie, spotykający margrabiego, schylali się przed nim, jak przed naczelnikiem wiernych.<br>
{{tab}}Hojny, jak król w tym kraju, gdzie można olśniewać oczy całego pokolenia dwudziestu pięciu luidorami, które przedstawiają niezliczone mnóstwo daktyli i kuskasu, margrabia miał też tam powagę królewską i znaczenie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No191 part15.jpg|num=998}}{{tab}}Gdy o ósmej, przejeżdżając przez szeroki szpaler wjazdowy, ujrzał biały dom swój, zaróżowiony odbiciem zorzy wieczornej, margrabina oddawna już powróciła i oczekiwała go na peronie.<br>
{{tab}}Klaudyjusz przybrał wesołą minę, jakby dopiero co odbyła przejażdżka sprawiła mu wiele przyjemności i wszedłszy na żółtawe stopnie marmurowego peronu, pocałował rękę żony i powiedział:<br>
{{tab}}— Co za cudny wieczór i jak to dobrze módz żyć w takim raju!<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|{{kor|III|II}}.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Pan de Montglars w dalszym ciągu okazuje się dobrym krewnym''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Wicehrabia Hugo de Montglars, po odjeździe swego kuzyna, znalazł się w klopotliwem położenia ogara, który zgubił ślad tropionej zwierzyny i nadaremnie węszy i wietrzy zarośla.<br>
{{tab}}Zachowanie się margrabiego na krótko przed wyjazdem do Algieryi, jego uprzedzająca grzeczność dla żony wobec tych, których obowiązkiem było poniekąd czuwanie nad bezpieczeństwem Gabryeli, to jest wobec komendanta Bonin’a i baronowej de Senecey, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No191 part16.jpg|num=999}}nie oszukały bynajmniej przenikliwego kuzyna, lecz pomimo to, zgubił on watek intrygi, którą dotąd mógł śledzić uważnie, krok za krokiem.<br>
{{tab}}Napróżno usiłował nić tę z którejkolwiek strony nawiązać.<br>
{{tab}}Jego przyjaciółka z ulicy Ateńskiej nie otwierała ust w tej kwestyi i także zdawała się wiedzieć bardzo mało o dalszych planach Klaudyjusza.<br>
{{tab}}Może milczenie Sary było umyślne, ale niepodobna było tego przeniknąć.<br>
{{tab}}Pani de Gannes przybrała tajemniczą minę i nie zdradzała się niczem.<br>
{{tab}}Pan de Chazey pewny, że celu swego dopnie, chciał działać sam i nikogo nie prosić o pomoc, ani wtajemniczać w swoje zamiary.<br>
{{tab}}Wszystko tedy było cicho.<br>
{{tab}}Pozorny spokój panował dokoła aktorów tego dramatu, którego skutki tylko widziano, lecz przyczyn nikt nie odgadywał.<br>
{{tab}}Stary Descombes zajmował się interesami, tak jak to czynił za życia syna. Zamknięty w swem biurze w Besançon, rzadko się ukazując w Paryżu, chciwszy zysku niż kiedykolwiek i zajęty jedynie swemi rachunkami, zdawał się szukać pociechy po stracie syna w {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No191 part17.jpg|num=1000}}powiększaniu swego ogromnego majątku.<br>
{{tab}}Joanna Jousset, zostawszy panią Descombes, zamieszkiwała pałac w alei Messyńskiej, wraz ze swą przyjaciółką Żorżettą, która jej nie opuszczała.<br>
{{tab}}Stryj z Saulaie powrócił do siebie, aby na nowo rozpocząć kłótnię ze swą gospodynią.<br>
{{tab}}Młoda wdowa nigdy prawie nie wyjeżdżała, a przynajmniej bardzo rzadko ją widywano, ubraną czarno i zamkniętą w powozie. Celem tych rzadkich przejażdżek był lasek Buloński, w godzinach, kiedy nie ma tam prawie nikogo.<br>
{{tab}}Ci, co ją widywali, zachwycali się jej wspaniałą pięknością i, w samej rzeczy, Joanna cierpiąca moralnie, przygnębiona, uderzała teraz tym rozrzewniającym wdziękiem, który najtwardsze serca podbija.<br>
{{tab}}Nie czyniła żadnych zabiegów w celu odszukania córki, wiedząc naprzód, że będą bezowocne.<br>
{{tab}}Może też, nie skarżąc się, była posłuszną czyjejś woli.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No192 part01.jpg|num=1001}}{{tab}}Jej postępowaniem najprawdopodobniej kierował stary Descombes, który, dotrzymując danego synowi słowa, pilnie zajmował się sprawami jego wdowy.<br>
{{tab}}Joanna nie czyniła nic bez zasięgnięcia rady teścia, a dziwnem było dla wielu to przywiązanie i czujność, jaką stary otaczał dziewczynę, która koniec końców była powodem śmierci jego jedynaka.<br>
{{tab}}Baronowa de Senecey, komendant Bonin uspokojeni listami margrabiny, oddawali się swym ulubionym rozrywkom, baronowa zabawom, komendant nauce.<br>
{{tab}}O pojedynku, który pociągnął za sobą tak fatalne skutki, nikt już nie wspominał.<br>
{{tab}}Przygoda piękności z Colombier zdawała się już zupełnie skończoną.<br>
{{tab}}Wiadomości wicehrabiego de Montglars nie sięgały po za śmierć Ferdynanda Descombes.<br>
{{tab}}Starał się on kilkakrotnie zobaczyć ze swą dawną kochanką, lecz Żorżetta, tak jak i jej przyjaciółka była prawie niewidzialną, a nadto wicehrabiego skrupuł jakiś powstrzymywał od przestąpienia progów domu, który on poniekąd w żałobie pogrążył.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No192 part02.jpg|num=1002}}{{tab}}Po kilkotygodniowej nieobecności w Paryżu, przepędził bowiem czas jakiś we Franche-Comté przy siostrze swej Marcie, Hugo znowu powrócił do antresoli przy ulicy Grenelle.<br>
{{tab}}Margrabia dotrzymał wiernie słowa, danego pani Descombes.<br>
{{tab}}Otrzymała ona dwa króciutkie listy, pisane stylem telegraficznym i donoszące jej o stanie zdrowia córki.<br>
{{tab}}Oba były bardzo pomyślne, pisane nieznaną ręką i nosiły pieczęcie pocztowe dwóch miast, leżących każde na innym końcu Francyi.<br>
{{tab}}Czyja to ręka oddala je na pocztę?<br>
{{tab}}Niepodobna było o tem się dowiedzieć.<br>
{{tab}}Miesiące następowały jedne po drugich, nie przynosząc żadnej zmiany.<br>
{{tab}}W ostatnich dniach czerwca, pewnego poranka około dziesiątej wicebrabia de Montglars siedział w wązkim pokoju, służącym ma za bawialnię, gabinet i bibliotekę i czytał z uwagą list, zawierający tylko parę wierszy, które go intrygowały niepomiernie, pomimo pozornej jasności.<br>
{{tab}}List ten kończył się w taki sposób:<br>
{{tab}}„Nadmieniam w zaufania, te biedna Gabryjela po kilka tygodniach {{pp|widocz|nego}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No192 part03.jpg|num=1003}}{{pk|widocz|nego}} polepszenia znowu okropnie się czuje osłabioną i cierpiącą. Nie potrzeba jednak alarmować jej ciotki i komendanta. Może to nie niebezpiecznego. Przyjeżdżaj. Oczekuję cię.
{{f|align=right|prawy=15%|Klaudyjusz de Chazey.“|po=8px}}
{{tab}}Zaledwie Hugo skończył czytać ów list zagadkowy, usłyszał turket powozu, zatrzymującego się przed jego domem.<br>
{{tab}}Wyjrzał oknem i ze zdumieniem zobaczył młodą, elegancką damę w czerni, {{Korekta|zawualowaną|zawoalowaną}}, która wysiadała z karetki pani Descombes, jak wskazywała liberyja stangreta.<br>
{{tab}}Młoda kobieta weszła w bramę, a po kilka sekundach zadzwoniono do mieszkania wice-hrabiego.<br>
{{tab}}Ten otworzył pospiesznie i zawołał, ujrzawszy nowoprzybyłą:<br>
{{tab}}— To pani... ty?<br>
{{tab}}Podał jej krzesło i dorzucił.<br>
{{tab}}— Jakże się cieszę, że cię widzę u siebie!<br>
{{tab}}— Przychodzę tutaj, bo pan nie raczysz fatygować się do nas — odparła oschle Żorżetta.<br>
{{tab}}{{Korekta|Wice hrabia|Wice-hrabia}} się usprawiedliwiał.<br>
{{tab}}Nie było go w Paryżu, siedział na wsi, w głębokiej prowincyi, zresztą {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No192 part04.jpg|num=1004}}dodał, że katastrofy, których był prawie świadkiem, wprawiły go w stan dziwnego przygnębienia i smutku, z którego trudno mu się otrząsnąć, chociaż nie dotykały go one osobiście.<br>
{{tab}}Pomimo tych obłudnych usprawiedliwień, twarz Żorżetty wyrażała chłód i nieufność. Widocznem było, że słuchała słów dawnego kochanka z przymusem, bo nie mogła mu przecież oświadczyć kategorycznie, że nic a nic nie wierzy w jego rozczulanie się nad cudzem nieszczęściem.<br>
{{tab}}— Gdzie jest margrabia de Chazey? zapytała, gdy mówić przestał.<br>
{{tab}}— Po co ci ta wiadomość?<br>
{{tab}}— Powiedz pan wprzódy, a dowiesz się.<br>
{{tab}}— W Algierze, gdzieś na końcu świata.<br>
{{tab}}— Sam?<br>
{{tab}}— Nie, z margrabiną.<br>
{{tab}}Modniarka lekko drgnęła.<br>
{{tab}}— Co ci to? zapytał Montglars.<br>
{{tab}}— Nie zważaj pan na mnie. To nerwowe.<br>
{{tab}}{{Korekta|Wice hrabia|Wice-hrabia}} popatrzył na nią przez chwilą, badając ją swemi zimnemi, {{Korekta|stalowo niebieskiemi|stalowo-niebieskiemi}} oczyma, jakby chciał na wskroś przeniknąć jej myśli.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No192 part05.jpg|num=1005}}{{tab}}— Ale tak — rzekł — coś ci jest, z czem nie chcesz mi się zwierzyć.<br>
{{tab}}Ona wahała się przez sekundę a potem powiedziała żywo.<br>
{{tab}}— Tak, rzeczywiście, ale to coś takiego, że się boję powiedzieć, a nadto sama nie wiem, czy mogę pana wziąść za powiernika.<br>
{{tab}}— Jakto, nie masz do mnie zaufania, Żorżetko?<br>
{{tab}}Ona odparła szorstko.<br>
{{tab}}— A czy ja wiem, jaką rolę grasz ty w tej sprawie? Ale jednak nie chciałabym przypuszczać, że masz w sobie materyjał na złego człowieka.<br>
{{tab}}Hugo nie obraził się, ani nie rozgniewał. Wzruszył tylko swemi okrągłami ramionami i odpowiedział słodkim głosem:<br>
{{tab}}— Niktby w to nie uwierzył. Znają mnie. Jestem bardzo dobrodusznem stworzeniem i nigdy nawet muchy nie skrzywdziłem.<br>
{{tab}}Przysunął się do Żorżetty i dodał prawie pieszczotliwie:<br>
{{tab}}— No, słuchaj duszko, bądź szczera! Przyrzekam, że będę dyskretny jak spowiednik. Jesteś tak zmieszana. Co to się stało?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No192 part06.jpg|num=1006}}{{tab}}— Odpowiedz mi przedewszystkiem na jedno pytanie.<br>
{{tab}}— Z największą chęcią.<br>
{{tab}}— Ferdynanda Descombes’a zabił baron Lambert, czy tak?<br>
{{tab}}— Tak, niestety!<br>
{{tab}}— Na kilka dni przed pojedynkiem baron ci towarzyszył?<br>
{{tab}}— Gdzie?<br>
{{tab}}— W {{Korekta|Maison Dorée|Maison-Dorée}}.<br>
{{tab}}— Doprawdy?<br>
{{tab}}— Jestem pewną.<br>
{{tab}}{{Korekta|Wice hrabia|Wice-hrabia}} udał, że usiłuje sobie coś przypomnieć.<br>
{{tab}}— Być może, rzekł nakoniec. Bywam tam czasem na śniadaniu z baronem. Ale zkąd ci to przyszło na myśl? Ludzie z jednej sfery często się przecież spotykają w takich zakładach, jak Maison-Dorée i jadają przy wspólnym stole. Co za wnioski wyprowadzasz ztąd?... Może to ja zabiłem tego biednego Ferdynanda?... To byłoby doprawdy nonsensem! Nie jestem bogaty, to prawda, a pomimo tego dałbym ładną sumkę na biednych, żeby ten nieszczęśliwy {{Korekta|dek|wypadek}} można było cofnąć.<br>
{{tab}}Wszystko to zostało powiedziane bardzo spokojnie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No192 part07.jpg|num=1007}}{{tab}}— Ach! Boże! tracę doprawdy głowę wśród tych wszystkich wątpliwości, rzekła młoda kobieta. Te nieszczęścia tak są dziwne, sam to pan przyznasz.<br>
{{tab}}— Przeciwnie nic dziwnego w nich nie widzę.<br>
{{tab}}— Po groźbach pana de Chazey...<br>
{{tab}}— Jego trudno tu oskarżać.<br>
{{tab}}— Tylko jego.<br>
{{tab}}— Co znowu! Jest on istotnie zakochany do szaleństwa w pani Descombes. Ale to wszystko, co przeciw niema świadczy. W podobnych razach, gdy się napotyka na opór, grozi się, krzyczy, daje się ujście jakieś swej złości... ale się nawet nie wie, jakie wyrazy z ust wychodzą... Być może, że w tym wypadku zachodzi bardzo przykry dla Klaudyjusza zbieg okoliczności...<br>
{{tab}}Przybrał wyraz dobroduszny i po pewnym przestanku prawił dalej:<br>
{{tab}}— Widzisz, moja Żorżetko, nigdy nie trzeba przywiązywać zbyt wielkiej wagi do pozorów. Wyobraźnia twoja pracuje, buja ona, buja tak, że niesłusznie nadaje potworne kształty naturalnym wypadkom. Według mego zdania, nieszczęścia przyjaciółki {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No192 part08.jpg|num=1008}}twojej są wielkie, ale już dobiegły swego kresu. Nie złego się już jej nie stanie. Pan de Chazey, widząc, że nie nie zdziała przeciwko jej uporowi, wyrzekł się już, tak przynajmniej sądzę, zdobyczy, trudniejszej do pozyskania od złotego runa. Czas zatrze smutki. I on i ona pocieszą się, a ona zwłaszcza, bo śmiem twierdzić, że twoja przyjaciółka tylko w pewnej mierze jest nieszczęśliwą. Chciała wyjść za Descombes’a jedynie dla wybrnięcia z kłopotów pieniężnych, nie kochała go, czuła dlań jedynie tylko wdzięczność. Los zrobił taki, że ma majątek, a wolną jest od męża... Czy to jest dola tak godna pożałowania?<br>
{{tab}}Wice-hrabia zmienił ton mowy. Ostatnich parę zdań wypowiedział nawet wesoło i z zupełnie dobrą wiarą w to, co mówi.<br>
{{tab}}— Więc pan nic nie wiesz, jak widzę — zawołała Żorżetta zdumiona.<br>
{{tab}}Montglars pokazał młodej kobiecie list, dopiero co przeczytany i rzekł:<br>
{{tab}}— Wiem to co mi chcesz powiedzieć. Czy sądzisz, że gdyby mój kuzyn knuł czarne zamiary, wtajemniczałby mię w to? To list od niego, a nie wspomina w nim nawet o tej, która, jak się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No192 part09.jpg|num=1009}}tobie zdaje, jest przedmiotem wyłącznego z jego strony zajęcia. Czytaj sama.<br>
{{tab}}Żorżetta wzięła list i szybko go przejrzała.<br>
{{tab}}— Jest tak, jak przypuszczałam — rzekła skończywszy.<br>
{{tab}}— Co? — zapytał wice-bhrabia, zdumiony dziwnem wzruszeniem, odbijającem się na jej twarzy.<br>
{{tab}}— To, czegom się lękała.<br>
{{tab}}— Mówisz zagadkami.<br>
{{tab}}— Słuchaj pan. Nie wiem, czy myślisz tak, jak mówisz, ale będę otwarta. Oto co zachodzi. Uprzedzając pana, spełniam swój obowiązek.<br>
{{tab}}— Przerażasz mnie! Dziś rano dopiero Joanna mi się zwierzyła ze wszystkiego, co ją w ostatnich czasach spotkało. Dotąd milczała oparcie, czego jej wcale za złe nie biorę. Biedaczka! Ona tak cierpi! Wieczorem po pogrzebie Ferdynanda, którego zabił margrabia, bo w mojem przekonaniu on a nie kto inny był sprawcą jego śmierci, Joanna widziała się ze swym prześladowcą. Gdy jej ponowił swe propozycyje, a ona słyszeć o nich nie chciała, zagroził jej nowem nieszczęściem, nie określając nic {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No192 part10.jpg|num=1010}}bliżej. Nazajutrz zrozumiała, że groźba ta czczą nie była. Przybywszy tylko do Paryża, natychmiast udała się do Sannois, gdzie była jej córka. Nie znalazła jej. Podczas jej nieobecności jakaś nieznana nikomu kobieta zażądała w jej imienia oddania dziecka wzamian za pewną sumę pieniężną.<br>
{{tab}}Montglars słuchał uważnie i kiwał głową.<br>
{{tab}}— I to pana de Chazey obwiniacie o to wykradzenie?<br>
{{tab}}— Tylko on miał interes w tem, nikt inny.<br>
{{tab}}— Ależ jesteś zbyt srogą dla biednego Klaudyjusza. Żaden sędzia nie przypisałby mu tyle występków. Dla czegoż nie przypuszczać raczej, że jakiś niegodziwy spekulant, dowiedziawszy się o nagłem zbogaceniu matki tego dziecka, porwał je, aby potem wyłudzić znaczny wykup. Wszakże to bardzo możliwe?<br>
{{tab}}— Ale tak nie było.<br>
{{tab}}— Dla czego?<br>
{{tab}}— Zaraz pana powiem.<br>
{{tab}}Montglars nadstawił uszy. Nareszcie miał się dowiedzieć o tem, co kuzyn przed nim ukrywał.<br>
{{tab}}Jakaś dobroczynna wieszczka wmię {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No192 part11.jpg|num=1011}}szała się widać w jego sprawę Żorżetta mówiła dalej:<br>
{{tab}}— Przyszłam tutaj, aby pana przestrzedz i odwołać się do twego honoru.<br>
{{tab}}— A to jak?<br>
{{tab}}— Pan de Chazey nie cofnął się przed zbrodnią, dla posiadania Joanny pierwszy raz...
<br>
{{tab}}— Cóż dalej?<br>
{{tab}}— Popełnił morderstwo, każąc zabić jej męża i wykradając jej córkę.<br>
{{tab}}— Żorżetto!<br>
{{tab}}— Pozwól mi mówić. Teraz popełnia on najhaniebniejszą ze zbrodni, pozwalając umierać, a nawet może... dopomagając chorobie, która nurtuje organizm jego żony, bo pragnie się od niej uwolnić i poślubić tę, którą tak podle zgubił.<br>
{{tab}}— Zkąd ty to wiesz?<br>
{{tab}}— Joanna powiedziała mi wszystko Margrabia przyrzekł jej oddać córkę tego samego dnia, gdy zostanie jego żoną, a margrabia nie chce długo czekać. Rozumiesz mnie Pan?<br>
{{tab}}— I ona zgodziła się na oddanie mu ręki?<br>
{{tab}}— A cóż miała robić? Jest przedewszystkiem matką. Wydarto jej dziecko, skazano na tęsknotę, niepokój, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No192 part12.jpg|num=1012}}bezustanne udręczenia. O, margrabia wiedział, że ten cios ją dobije i zdana jego łaskę i niełaskę.<br>
{{tab}}— Doprawdy, zdaje mi się, że śnię.<br>
{{tab}}— I co pan zamierzasz uczynić?<br>
{{tab}}— Ja! Pojadę tam, gdzie mnie wzywają... chcę się naocznie przekonać o płonności twoich przypuszczeń. Nie mogę w żaden sposób uważać Klaudyjusza za zdolnego do podobnych niegodziwości.<br>
{{tab}}— Ja moich słów nie cofam. Ostrzegam pana, bo może będziesz mógł zapobiedz tej zbrodni, która się dopiero dokonywa... Działaj tedy... spełnij swój obowiązek, tak jak ja swój społniłam.<br>
{{tab}}Podniosła się i oddając mu list margrabiego, rzekła jeszcze zgoryczą:<br>
{{tab}}— Sam pan zapewne czujesz, że tchnienie śmierci wieje z tego listu.<br>
{{tab}}— Zdrowie Gabryeli de Montrewers zawsze było wątłe.<br>
{{tab}}Wicehrabia bronił jeszcze swego kuzyna, ale chłodno, bez przekonania.<br>
{{tab}}Gdy Żorżetta pożegnała go i wyszła, wszedł do swego pokoju. Twarz jego zupełnie zmieniła wyraz.<br>
{{tab}}— Mędrcy mówią — pomyślał — uważaj komu dana zbrodnia przynosi {{pp|ko|rzyść}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No192 part13.jpg|num=1013}}{{pk|ko|rzyść}}... Żorżetta mówiła prawdę. Tam, w Afryce, ma zostać dokonane morderstwo.<br>
{{tab}}I z okrutną radością, która, jak fałszywa nuta, odbijała od jego słodkawej, rumianej fizyjognomii, dodał głośno:<br>
{{tab}}— Niechaj mi tylko wpadnie w ręce jaki namacalny dowód, a karyjera moja zapewniona. Chazey zapada w otchłań i ustępnje mi miejsca. Idźmy naradzić się z Sarą.<br>
{{tab}}Wziął lasę. kapelusz i wyszedł.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|{{Korekta|IV|III}}.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Pomiędzy sprzymierzonymi''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Pająk jest stworzeniem kosmatem, jadowitem, wstrętnem i cierpliwem.<br>
{{tab}}Utkawszy sieć swoją, czatuje on w głębi i czeka na zdobycz. A czeka cierpliwie, dniem i nocą, nie ruszając się z miejsca, aż do chwili, kiedy inny jaki rozbójnik, silniejszy od niego, napada na urządzone z takiem staraniem legowisko i uderzeniem skrzydła lub miotły, niszczy je ze szczętem.<br>
{{tab}}Wicehrabia Hugo de Montglars był cierpliwy jak pająk.<br>
{{tab}}Zbierał on powoli materyjały, jak {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No192 part14.jpg|num=1014}}murarz przed rozpoczęciem budowy domu.<br>
{{tab}}Miał ich już sporo nagromadzonych. Ale przez czas jakiś czuł się nie swój i zakłopotany, bo stracił ślad całej sprawy.<br>
{{tab}}Teraz przypadek pozwolił mu ten ślad odnaleźć.<br>
{{tab}}Margrabia działał teraz bez pomocy. Wicehrabiego to po części cieszyło.<br>
{{tab}}Uważał, że Klaudyjusz pędzi galopem po śliskiej i pochyłej drodze, w której końca czernieje bezdenna przepaść.<br>
{{tab}}Ta prawda ukazała mu się szczególnie jasno i dobitnie po wysłuchaniu opowiadania Żorżetty Ridet.<br>
{{tab}}Odwiedziny modniarki pogrążyły go w tej radości, pomięszanej z przestrachem, która bladością twarz pokrywa i drżenie budzi w całem ciele.<br>
{{tab}}A jednak cofał się jeszcze przed myślami, jakie ma nasuwały podejrzenia Żorżetty.<br>
{{tab}}Czyż to podobna, aby margrabia doszedł do tekiego szala, że sam postanowił skrócić życie Gabryeli, aby módz zaślubić tamtą?<br>
{{tab}}Wieehrabia powątpiewało tem, przechodząc z ulicy Grenelle na Ateńską. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No192 part15.jpg|num=1015}}Taka potworność przechodziła jego przewidywania.<br>
{{tab}}Hrabina Sara właśnie wstawała od stołu, gdy się Hugo kazał oznajmić.<br>
{{tab}}Poproszono go do buduaru, a Sara, ujrzawszy swego powiernika, zawołała:<br>
{{tab}}— Boże! jaki pan wzburzony!<br>
{{tab}}— Bo też mam powody.<br>
{{tab}}W przeciągu kilku sekund opowiedział jej wszystko, co sam wiedział.<br>
{{tab}}Twarz hrabiny nie wyraziła żadnego zdziwienia.<br>
{{tab}}— Klaudyjusz pana wzywa — rzekła trzeba jechać.<br>
{{tab}}A widząc, że się waha, dodała z wyrazem wzgardliwego politowania:<br>
{{tab}}— Doprawdy uważałam pasa za daleko silniejszego niż jesteś w istocie. Jakto, ta sprawa, po której się spodziewasz niewiem jakich korzyści, przestrasza pana? Namiętność człowieka, którego pragniesz zastąpić, któremu zazdrościsz, ciągnie go do zguby, margrabia gotuje sobie los straszny, a pan nie jesteś zadowolony?<br>
{{tab}}— To, co się ma stać, jest okropne.<br>
{{tab}}— Co to pana obchodzi, kiedy masz na tem korzystać.<br>
{{tab}}Montglars wciąż jeszcze był {{pp|zafra|sowany}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No192 part16.jpg|num=1016}}{{pk|zafra|sowany}}. Sara odezwała się znowu:<br>
{{tab}}— Drżysz pan, cofasz się, kiedy wszystko sprzyjać ci zaczyna, kiedy przypadek naprowadza cię na ślad winowajcy i daje ci w rękę jego tajemnice? I teraz jest on o tyle szalony i ślepy, że cię przyzywa do siebie, abyś był świadkiem tego, co się rozegra w pustyniach Algieru. Jesteś pan w położeniu gracza, przed którym przeciwnik odsłonił swoje karty. Masz pan za sobą wszelkie szanse i jeszcze nie czujesz się zadowolony... Czegóż ci jeszcze potrzeba?<br>
{{tab}}— Ale pomyśl pani, że tutaj chodzi o zbrodnię.<br>
{{tab}}— Czyż to — pańskie zbrodnie?<br>
{{tab}}— I skandal...<br>
{{tab}}— Można go stłumić!<br>
{{tab}}— Sądy.<br>
{{tab}}— Czy się sądy wtrącają w takie rzeczy?<br>
{{tab}}— Zapewne, sprawiedliwość czuwa.<br>
{{tab}}— Sprawiedliwość jest ślepa.<br>
{{tab}}— Nie zawsze.<br>
{{tab}}— Czy pan tak mało zna świat i jego brudy? Na sto zbrodni, ileż wykrywają?<br>
{{tab}}— Jednakże wystarcza nieraz wypadek...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No192 part17.jpg|num=1017}}{{tab}}— Tylko się pan niestrachaj. Jakżeśmy się ułożyli? Pan podjąłeś się dawać mi znać o wszystkiem i pozwolić sobą kierować, prawda?<br>
{{tab}}— Tak... ale...<br>
{{tab}}— Rób pan tedy tak, jak ja radzę i nie bój się niczego.<br>
{{tab}}— Co mam czynić?<br>
{{tab}}— Pojechać i dawać baczenie na każdy krok margrabiego, tak, naturalnie, aby niczego się nie domyślał. W Sidi-Belbes możesz pan przecież działać zupełnie tak samo, jak w Chazey lub Paryżu. Nam idzie głównie o pozyskanie dowodów jego przestępstwa. Klaudyjusz więcej ma może rozumu i przebiegłości, niżeli pan mu przypisujesz, ale człowiek zawsze się może zdradzić... Jakiś papier, nazwisko, adres... oto czego nam potrzeba i to może panu przy pewnej zręczności w śledzenia margrabiego wpaść w ręce... Miej pan tylko jakikolwiek dowód jego winy, a resztę mnie zostaw.<br>
{{tab}}Sara w rzeczy samej stokrotnie przewyższała {{Korekta|wice hrabiego|wice-hrabiego}} swą inteligencyją i kobiecym sprytem.<br>
{{tab}}Hugo był zamyślony, niespokojny, {{Korekta|niezdcydowany|niezdecydowany}}.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No193 part01.jpg|num=1018}}{{tab}}Hrabina chciała go zachęcić jakoś i przekonać, że nie powinien cofać się przed niczem, dla dopięcia zamierzonego celu.<br>
{{tab}}W półcienia jej buduaru, obitego materją o gorących tonach, twarz jej miała złotawe odcienie brzoskwini, a jej głębokie oczy przyciągały. Spojrzała na Montglars’a z współczuciem.<br>
{{tab}}— Pan mnie zdumiewasz doprawdy, rzekła pieszczotliwym głosem. Majątek Klaudyjusza wart jest przecież chwili odwagi. Zdobądź się pan na to. Będziesz margrabią de Chazey, Montglars, nie robiąc żadnych wysileń dla pozyskania tego tytułu, który przejdzie na ciebie naturalną drogą. Pozwól się pan prowadzić, bądź ślepem narzędziem w moich rękach i nie obawiaj się. Sprawiedliwość niczego się w tej sprawie nie dopatrzy i skandal również zostanie unikniony. Zaufaj mi pan! Była nadzwyczajnie ponętna z tem spojrzeniem, z tym głosem.<br>
{{tab}}— Będę pani posłuszny — odrzekł Hugo zwyciężony — ale pamiętaj o swojej obietnicy.<br>
{{tab}}— Nie zapomniałam o niej.<br>
{{tab}}Montglars na chwilę wpadł w {{pp|za|chwyt}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No193 part02.jpg|num=1019}}{{pk|za|chwyt}}.<br>
{{tab}}— Z majątkiem Klaudyjusza i rozumem pani można zdobyć wszystko! — zawołał w uniesienia.<br>
{{tab}}— Może.<br>
{{tab}}— Ach! jakże piękną jesteś, Saro!<br>
{{tab}}— Byłam nią.<br>
{{tab}}— I jesteś.<br>
{{tab}}Hrabina trochę niecierpliwie wzruszyła ramionami.<br>
{{tab}}— Idź pan kochany wice-hrabio. Chcąc przybyć tam przed końcem dramatu, niemasz ani obwili do stracenia. Ja dotrzymam przyrzeczenia, ale przedewszystkiem pan musisz spełnić to do czegoś się zobowiązał. Sidi-Belbes daleko a wypadki prędko postępują naprzód.<br>
{{tab}}— Tak pani uważa?<br>
{{tab}}— Przeczytajże pan uważniej nieco list swego kuzyna, a może sam się tego domyślisz.<br>
{{tab}}— Jużem to zrobił.<br>
{{tab}}— I nie zrozumiałeś, że margrabina umiera?<br>
{{tab}}Montglars, który bawił się niedbałe opuszczoną na poręcz {{Korekta|krzesłaręką|krzesła ręką}} Sary, drgnął i podniósł głowę.<br>
{{tab}}— Więc co robić? — spytał, bardzo blady.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No193 part03.jpg|num=1020}}{{tab}}Sara, nie patrząc na niego — odparła chłodno:<br>
{{tab}}— Nierazem od pana słyszała, że ta biedna kobieta, zdaniem lekarzy, musi umrzeć przedwcześnie.<br>
{{tab}}— To prawda, doktorzy nie wróżyli jej długiego życia.<br>
{{tab}}— Wysyłają zwykle na południe tych pacjentów, którym nie pomódz nie mogą. Pan de Chazey wzywa pana — dodała z zjadliwą ironją — bo przecież to zawsze przykre przejście dla męża... trzeba załatwić różne formalności... jeździć to, tam... pan go w tem wyręczysz jak zawsze... jesteś przecież ubogim krewnym... Ale co też baronowa de Senecey myśli o stanie zdrowia swojej siostrzenicy?<br>
{{tab}}— Czy ona ma czas myśleć o tem?<br>
{{tab}}— A komendant?<br>
{{tab}}— Gabryela umyślnie go uspokaja... Pomimo to komendant smutny, obawia się.<br>
{{tab}}— Co by też zrobił ten człowiek, gdyby mu kiedyś wykazano dowodami, że margrabia de Chazey otruł pannę de Montrevers, jego bożyszcze? Jak pan sądzisz?<br>
{{tab}}— Pani o wszystkiem myślisz — {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No193 part04.jpg|num=1021}}rzekł z podziwem {{Korekta|wice hrabia|wice-hrabia}}, nie odpowiadając na jej zapytanie.<br>
{{tab}}— Z tego wszystkiego com panu powiedziała, jasny wniosek, że potrzeba nam jawnych, namacalnych dowodów czynu Klaudyjusza.<br>
{{tab}}— Ale jak zdobyć {{Korekta|chćby|choćby}} jeden taki dowód?<br>
{{tab}}Jak pan sam zechcesz i jak będzie można. W każdym razie takie dowody są tam.<br>
{{tab}}— A pani wierzy w jego winę?<br>
{{tab}}— Przysięgłabym na to.<br>
{{tab}}— Kto pani jednak powiedział?<br>
{{tab}}Sara uderzyła się palcem w czoło.<br>
{{tab}}— Mój własny rozum — powiedziała.<br>
{{tab}}— To byłoby potworne!<br>
{{tab}}— Mój przyjacielu, widzę, że wartoby cię nanowo wychować, jesteś jeszcze tak naiwny, tak mało domyślny!... Kiedy człowiek taki, jak margrabia, został ujarzmiony przez namiętność do kobiety upartej i niedającej się pokonać w żaden sposób — wówczas gotów on jest na wszystko. Ja sama, córka handlarza z Pesztu, urodzona w nędznej chałupie i mniej piękna od tej dziewczyny, sama to przyznaję, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No193 part05.jpg|num=1022}}ja znałam takich, którzy rzuciliby na wiatr prochy własnej matki, aby otrzymać {{Korekta|pzowolenie|pozowolenie}} pocałowania mnie w rękę. Tacy są {{Korekta|mężczyzni|mężczyźni}}! Idź pan tedy i zdobądź to dowody jakimkolwiek sposobem, jak złodziej, jeżeli potrzeba, wytrychem, fałszywym kluczem, jak i czem ci się podoba. Biegniesz za kołem fortuny. Ona sama rzuca ci się w objęcia, a ty bledniesz, jak zwykły tchórz? A jednak czego ja żądam od pana? Abyś działał tak, jak sama sprawiedliwość postępuje, abyś szukał dowodu przestępstwa. Dowód ten sprowadzi winę na winnego; ty nie będziesz się potrzebował w to wtrącać. Odwagi za tem! Czy to ja mam jej panu dodać?<br>
{{tab}}— Będę ją miał.<br>
{{tab}}— Nie potrzeba jej nawet tak wiele. Mieć w ręka jakiś ślad, list, nazwisko, byle co. Małe przyczyny częstokroč sprowadzają wielkie skutki... Kiedy pan wyjeżdżasz?<br>
{{tab}}— Dziś wieczorem.<br>
{{tab}}— Jutro będziesz pan w Marsyllii a za trzy dni w Oranie... Przez ten czas,
wiele zmian może nastąpić. Pozwolisz pan dać sobie jeszcze jedną radę?<br>
{{tab}}— Proszę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No193 part06.jpg|num=1023}}{{tab}}— Nie potrzeba uwiadamiać pałacu de Montrevers o tem, co pan wiesz.<br>
{{tab}}— Rozumiem.<br>
{{tab}}— Zachowajmy nasze tajemnice dla siebie, aż do dnia, kiedy trzeba będzie...<br>
{{tab}}— Wyjawić je innym?<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— Żegnam więc panią. Gdyby mnie nie zachęcała do dzieła, nie dodała otuchy, żałowałbym, żem się wmięszał w tę sprawę, która mnie niepokoi i zasmuca.<br>
{{tab}}— Słabe serce! Później, gdy pan będziesz używał owoców swej pracy, zapomnisz o środkach, a będziesz myślał tylko o rezultacie. Do widzenia.<br>
{{tab}}Odprowadziła go aż do sieni i patrzyła, aż zeszedł z szerokich schodów, zasłanych miękkim puszystym dywanem. Gdy był na ostatnim stopnia, usłyszał jeszcze raz harmonijnym głosem powtórzone:<br>
{{tab}}— Do widzenia!<br>
{{tab}}Odwrócił się. Sara końcami palców posłała mu pocałunek, któremu towarzyszył uśmiech i spojrzenie wpółprzymkniętych oczu, pełne najnamiętniejszych obietnic.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No193 part07.jpg|num=1024}}{{tab}}Gdy zniknął, Sara zmieniła wyraz twarzy i szepnęła do siebie:<br>
{{tab}}— Kochać jego po Klaudyjuszu! Co za poniżenie! I on wierzy w możliwość czegoś podobnego! Na to trzeba być głupcem. Lis po lwie. Wolałabym tamtego, obciążonego wszelkiemi zbrodniami, niż Montglars’a cnotliwego i obsypanego zaszczytami. Idź! dodała, wyciągając swoje piękne obnażone ramię; przynieś mi to, co chcę mieć, dopomagaj zemście i licz na nagrodę, jaka ci się należy... za zdradę! O, nie będzie ona taką, jak myślisz!<br>
{{tab}}Weszła do salonu i rzuciła się na fotel.<br>
{{tab}}— Zdrajca i tchórz! szepnęła. A zresztą, kto wie, czy on mnie także nie oszukuje, czy nie posługuje się mną tak jak ja nim, dążąc do swego calu, jak ja do mego? Może jesteśmy oboje oszukującymi i oszukiwanymi, on, podżegany przez chciwość i ambicyję, a ja z pobudek zemsty i nienawiści, która w gruncie może jest miłością!<br>
{{tab}}Podniosła ręce i opuściła je z gestem znużenia.<br>
{{tab}}— Ha! dodała, idźmy każde swoją drogą. Jego to wina, że do tego pomiędzy nami doszło. Odepchnął mnie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No193 part08.jpg|num=1025}}jako niegodną jego nazwiska, a jabym była gotowa służyć mu jak Bogu... Nie moja wina, że go muszę ciągnąć do zguby. Jeżeli miłość jest przyjemnością to zemstę {{Korekta|grecy|Grecy}} nazywali rozkoszą bogów. A więc zemszczę się, kiedy już kochać nie mogę!<br>
{{tab}}Montglars wyszedł od hrabiny dziwnie zmięszany.<br>
{{tab}}Po raz pierwszy zadał sobie pytanie: kto jest ta kobieta, mówiąca tak chłodno i rozważnie o śmierci otruciu i planująca czyjąś zgubę z taką rozwagą i stanowczością?<br>
{{tab}}Jakie było jej pochodzenie, jej przeszłość?<br>
{{tab}}Pociągała go i przerażała jednocześnie.<br>
{{tab}}Przyszło mu na myśl napisać do Klaudyjusza, ostrzegając go o przepaści, ku której biegł nierozważnie. Przez chwilę miał szlachetną chęć wyrzeczenia się swych ambitnych marzeń. Ujrzał przed sobą postać swej czystej, świętej siostry, żyjącej w samotnym zameczku, jak w klasztorze.<br>
{{tab}}Pomyślał, że nie on, ale ona ma słuszność, bo gardzi bogactwem i chętnie skazuje się na życie ciche, nieznane, którego całą radością i rozkoszą {{pp|czy|nienie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No193 part09.jpg|num=1026}}{{pk|czy|nienie}} dobrze innym.<br>
{{tab}}Czyż i tak nie zanadto się już mięszał do krwawych intryg kuzyna, które spowodowały śmierć biednego Ferdynanda Descombes?<br>
{{tab}}Dokądze go to wszystko zaprowadzi?<br>
{{tab}}Ale ponętny obraz Sary, z jej kuszącym uśmiechem i spokojem, zasłonił rysy dobrej, cnotliwej Marty. W uszach zadźwięczał ma głos pięknej kusicielki i podszepnął zgubne myśli.<br>
{{tab}}Ujrzał w świetle apoteozy bogactwa Chazey-Montglarsów zjednoczone w jego rękach i dobre zamiary się rozpierzchły.<br>
{{tab}}Przecież on nie przyłoży więcej ręki do żadnej nowej zbrodni Klaudyjusza, będzie tylko świadkiem, niczem więcej.<br>
{{tab}}Sara zapewne wymyśliła jakąś okrutną zemstę dla zgubienia człowieka, który zranił tak dotkliwie jej dumę.<br>
{{tab}}Po cóż powstrzymywać Klaudyjusza i ostrzegać go? Przecież ostatecznie jest on przeszkodą, tamującą mu drogę do ambitnych celów, tak jak młoda margrabina była przeszkodą pomiędzy panem de Chazey a przedmiotem jego miłości.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No193 part10.jpg|num=1027}}{{tab}}Hugo odpędził od siebie napadające go wyrzuty sumienia, jak widma natrętne. Zagłuszył głos sumienia i udał się do pałacu Montrevers z oznajmieniem o swym wyjeździe.<br>
{{tab}}Baronowa powierzyła mu nieskończoną ilość komisów. Marynarz, otoczony planami, rysunkami i foljałami, rzekł do niego ze wzruszeniem:<br>
{{tab}}— Tylko pisuj pan do nas i postaraj się, aby wiadomości były pomyślne. Na pierwsze wezwanie ruszam w drogę.<br>
{{tab}}Tego samego wieczoru wice-hrabia koleją pojechał do Marsylii. Nazajutrz o czwartej po południu wsiadł na statek, odpływający do Oranu.
6-go lipca parowiec już był blizki brzegów Afryki i podróżni mogli się zachwycać owianemi złocistą mgłą nadbrzeżnemi skałami Murdadjoi Mersel-Kebir, fortami i zwaliskami, które datują się od czasu panowania {{Korekta|hiszpanów|Hiszpanów}} w północnej Afryce.<br>
{{tab}}Następnie ukazał się oczom podróżnych amfiteatr Oranu, jego meczety, minarety, dzwonnice kościołów katolickich, oblane purpura wspaniałego zachodu słońca.<br>
{{tab}}Margrabia de Chazey oczekiwał {{pp|ko|zyna}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No193 part11.jpg|num=1028}}{{pk|ko|zyna}} w porcie.<br>
{{tab}}Na powitanie uścisnął mu rękę w milczeniu. Był bardzo ponury.<br>
{{tab}}Na placu Orleańskim czekał jego powóz, zaprzężony w czwórkę ogierów, niecierpliwie grzebiących piasek.<br>
{{tab}}Kuzynowie wsiedli, nie zamieniwszy z sobą ani słowa. Woźnica zaciął konie i kareta ruszyła wśród ciżby {{Korekta|arabów, hiszpanów, maltańczyków|Arabów, Hiszpanów, Maltańczyków}}, udrapowanych w malownicze łachmany. Pan de Chazey rzucił im po królewsku garść drobnej monety, chciwie rozchwytanej przez ten tłum nędzny i obdarty.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|{{Korekta|V|IV}}.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Dzieło ciemności''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Margrabia de Chazey, witając swego kuzyna, był ponury, bo też inaczej nie mógł być usposobiony aktor, tak smutnego dramatu jak ten, który się odgrywał w owej porze w Sidi-Belbes.<br>
{{tab}}Zbliżała się stanowcza chwila, kiedy Klaudyjusz musiał zakończyć rozpoczęte przez siebie szatańskie dzieło.<br>
{{tab}}Od miesiąca już był on świadkiem widoku, zdolnego wzruszyć kamienne serce.<br>
{{tab}}Kilka wyjątków z dziennika, który nieszczęśliwa kobieta z {{pp|przyzwyczaje|nia}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No193 part12.jpg|num=1029}}{{pk|przyzwyczaje|nia}} pisywała co wieczór, mogą nam dać pocie o męczarniach, których widoku nawet sam kat jej dłużej znosić nie miał odwagi.<br>
{{tab}}To też postanowił raz położyć koniec temu wszystkiemu i napisał do swego zwykłego powiernika, raz dla tego, aby nie być zupełnie samym ze swem sumieniem, a powtóre dla dowiedzenia, że nie obawiał się świadków.
{{kropki-hr}}
{{tab}}„7 czerwca.<br>
{{tab}}Byłam prawie szczęśliwa. Czułam, że codziennie powraca mi zdrowie i życie. Dlaczegóż, pomimo wszelkich zmartwień i rozczarowań, życie tyle ma dla nas powabu? Piękność tego kraju zacierała we mnie wspomnienie tego, com porzuciła i dawała mi spokój, zapomnienie.<br>
{{tab}}Nagle powróciły owe bolesne ataki choroby, których doznawałam w Paryżu podczas zimy.<br>
{{tab}}Tej nocy uczułam je po raz pierwszy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No194 part01.jpg|num=1030}}{{tab}}Czem więcej piłam wody, którą stawiają przy mnie dla ugaszenia ognia, który mnie trawi wewnątrz, tem więcej cierpiałam. I podczas, gdy ogień pożerał mi wnętrzności, czułam zimno w sercu.<br>
{{tab}}Cóż mi jest, o mój Boże?“<br>
{{tab}}Na to mógłby tylko odpowiedzieć jeden człowiek.<br>
{{tab}}Oto jak się rzecz miała:<br>
{{tab}}Pan John Leymens, chemik, zamieszkały przy Regent-Street w Londynie, otrzymał list margrabiego wraz z banknotem, który zawierał.<br>
{{tab}}Niepodobna odmówić człowiekowi, który wpadł na ślad odkrycia naukowego, kilka gramów trucizny, nawet piorunującej, zwłaszcza, jeżeli prośbie towarzyszy banknot wartości pięcia funtów sterlingów, a wspomniana trucizna kosztuje zaledwie cztery do pięciu szylingów.<br>
{{tab}}John Leymens tedy wysłał pod wskazanym adresem rzecz, której od niego żądano.<br>
{{tab}}Zabierała ona mało miejsca. List, który ją przyniósł, nie miał na oko większej objętości, jak zwykły arkusik papieru listowego. Jednakże z Londynu de Sidi-Belbes daleka droga i {{pp|po|żądanej}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No194 part02.jpg|num=1031}}{{pk|po|żądanej}} przesyłki wyczekiwano przez dni kilka.<br>
{{tab}}Przybyła wreszcie bez przeszkody na miejsce swego przeznaczenia.<br>
{{tab}}6 czerwca margrabia już oczekiwał jej z niecierpliwością.<br>
{{tab}}Dla większego bezpieczeństwa, kazał on listy, do niego adresowane, składać na biurku rządcy.<br>
{{tab}}Dnia tego, około godziny siódmej, po powrocie z przejażdżki konnej po okolicy, Klaudyjusz zsiadł z konia przed kancelaryją rządcy, lejce rzucił jednemu ze sług krajowców i wszedł.<br>
{{tab}}Rządca siedział właśnie przy biurka.<br>
{{tab}}Był to człowiek liczący około lat czterdziestu, o twarzy i postawie, znamionującej energiję, bardzo śniady, czarno zarośnięty i chociaż się urodził w okolicach Paryża, można by go było wziąść za {{Korekta|andaluzyjanina|Andaluzyjczyka}} lab {{Korekta|maura|Maura}}.<br>
{{tab}}Kształt jego czoła wskazywał silną wolę i ambicyję, ale widoczne też było z całego wyrazu jego twarzy, że ten człowiek zdąża de swego celu tylko prostą drogą, to jest pracą wytrwała i uczciwą.<br>
{{tab}}Jako syn niezamożnego dzierżawcy z departamenta Seine et Marne, znał on niewyczerpane bogactwa ziemi i {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No194 part03.jpg|num=1032}}dlatego w Sidi-Belbes wziął się do pracy z zapałem, pragnąc zdobyć przez {{Korekta|eksploatacyją|eksploatacyję}} tej złotodajnej krainy, majątek i zaszczyty.<br>
{{tab}}Był on ubrany mniej więcej jak trapiści z Stacueli, w burnus z kapturem, podobny do mnisiej sukni.<br>
{{tab}}Usłyszawszy kroki margrabiego, odwrócił głowę.<br>
{{tab}}— Pan margrabia odbył przyjemną przejażdżkę? — zapytał.<br>
{{tab}}— Tak, dość przyjemną. Czy pan jesteś zadowolony ze swoich podwładnych, panie Prevot?<br>
{{tab}}— Bardzo zadowolony, panie margrabio. Wszystko idzie dobrze.<br>
{{tab}}— Jakże zbiory?<br>
{{tab}}— Przepyszne.<br>
{{tab}}— Właśnie je podziwiałem.<br>
{{tab}}— Za kilka lat Sidi-Belbes będzie prawdziwą kopalnią złota.<br>
{{tab}}— I pan skorzystasz z owoców swej pracy, przyrzekam to.<br>
{{tab}}— Dziękuję i mam nadzieję, że pan margrabia będzie zadowolony i zdumiony zarazem rezultatami naszych, trudów.<br>
{{tab}}— A winnice?<br>
{{tab}}— O, te obiecują nadzwyczajną obfitość owocu. Może się mylę, ale po {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No194 part04.jpg|num=1033}}dług mego zdania, tam właśnie leży cała przyszłość. Gdyby chciano popracować jak się należy i Algier pokryć winnicami, cała Europa mogłaby pić nasze wino i byłaby zadowolona.<br>
{{tab}}Margrabia słuchał rządcy z roztargnieniem, rozglądając się niespokojnie po pokoju, na którego czterech wybielonych ścianach wisiało na gwoździach mnóztwo woreczków, napełnionych nasionami i bulwami.<br>
{{tab}}Rządca, człowiek skromny i praktyczny, gardził zbytkiem. Za biuro służył mu prosty długi stół, zaledwie oheblowany i zarzucony mnóztwem pakietów.<br>
{{tab}}— Czy nie dla mnie nie nadeszło z poczty, panie Prevet? — zapytał margrabia.<br>
{{tab}}— Owszem, panie margrabio.<br>
{{tab}}— A co takiego?<br>
{{tab}}— List. Jeden z naszych ludzi przyniósł go ze wsi.<br>
{{tab}}Prevot wyjął z pomiędzy papierów kopertę oblepioną markami i stemplami i podał ją margrabiemu.<br>
{{tab}}Tan rzucił tylko okiem na przesyłkę, włożył ją do kieszeni, mówiąc:<br>
{{tab}}— Wiem już od kogo.<br>
{{tab}}Wyszedł z kancelaryi, postał trochę {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No194 part05.jpg|num=1034}}na progu, przypatrując się stajniom, w których rżały konie, stodołom, gdzie miały być złożone zbiory, wołom, powracającym z pola i następnie zmierzył ku zamkowi.<br>
{{tab}}O ile w zabudowaniach gospodarskich wrzał ruch i kipiało życie, o tyle mieszkanie właścicieli tej pięknej miejscowości pogrążone było w ciszy i milczeniu.<br>
{{tab}}Margrabstwo przywieźli z sobą tylko niezbędnie potrzebnych służących, mianowicie Bazylego, Julję, kucharza i dwóch stangretów, pani i pana.<br>
{{tab}}Inni słudzy należeli do krajowców, wybranych przez rządcę.<br>
{{tab}}Dzwon z wieżyczki zabrzmiał, wzywając na obiad.<br>
{{tab}}Pan de Chazey wszedł do swego pokoju, zamknął się tam na rygiel i pewny, że go nikt nie podpatrzy, otworzył kopertę, którą mu był wręczył intendent.<br>
{{tab}}Wewnątrz nie było listu, tylko cienka torebka, starannie zamknięta i zawierająca niepodobny do namacania przez papier biały proszek, ważący zaledwie pół grama.<br>
{{tab}}Jako objaśnienie, na torebce wydrukowane były dwa skrócone wyrazy {{pp|ła|cińskie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No194 part06.jpg|num=1035}}{{pk|ła|cińskie}} Ver. alb.“.<br>
{{tab}}Dzwon zabrzmiał po raz drugi.<br>
{{tab}}Margrabia wysunął środkową szufladę chińskiego sekretarzyka, umieszczonego pomiędzy oknami, włożył w nią ostrożnie torebkę, podzielił proszek na dziesięć równych kapok za pomocą ostrza scyzoryka, jedną kapkę zabrał ze sobą i przez długą sklepioną galeryję udał się do apartamentu margrabiny, położonego na drugim końcu domu.<br>
{{tab}}Pokojowa właśnie wychodziła ztamtąd.<br>
{{tab}}— Czy pani jest u siebie, Juljo? — zapytał margrabia.<br>
{{tab}}— Pani margrabina właśnie schodzi do jadalni.<br>
{{tab}}— A miss Darley?<br>
{{tab}}— Jest z panią margrabina.<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}Zrobił ruch, jakby czegoś zapomniał i chciał iść napowrót do siebie.<br>
{{tab}}— Powiedz, że i ja zaraz przyjdę — rzekł do służącej.<br>
{{tab}}Julja odeszła. Margrabia słyszał, jak zanuciła piosnkę na szerokich schodach,
a głos przycichał w sklepieniach sieni parterowych.<br>
{{tab}}Margrabia był panem placu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No194 part07.jpg|num=1036}}{{tab}}Wszedł do pokoju żony.<br>
{{tab}}Przy dużem, szerokiem łóżku, osłoniętem gazowemi firankami, stała na stoliku szklanka wody, a obok, w srebrnej cukiernicy kilka kawałków cukru.<br>
{{tab}}Klaudyjusz za wahał się przez chwilę.<br>
{{tab}}Pot drobnemi kroplami wystąpił mu na czoło. Otarł go chustką, posłuchał, czy nie dochodzi zkąd jaki szelest, obejrzał się dokoła podejrzliwie.<br>
{{tab}}Był sam jeden. W pokoju cicho było jak w grobie.<br>
{{tab}}Drżącą ręką sypał proszek do cukiernicy, nakrył ją wieczkiem z koroną margrabską i wyszedł na schody.<br>
{{tab}}Przechodząc około zwierciadła, rzucił okiem na odbicie swej postaci. Był blady jak płótno, ale wysiłkiem woli pokonał tę chwilową słabość.<br>
{{tab}}— Dojdę do końca — pomyślał. — Ta zbrodnia gorszą jest od innych, ale kto się o niej dowie? Ta trucizna niepodobną jest do odkrycia dla najbieglejszych. Dziesiąta część tego co posiadam, zabiłaby na miejsca jak piorun.<br>
{{tab}}Uśmiech obłąkańca osiadł mu na ustach.<br>
{{tab}}— A jednak myślał — co to jest? Wyciąg z rośliny, która podobno {{pp|le|czyła}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No194 part08.jpg|num=1037}}{{pk|le|czyła}} obłęd.<br>
{{tab}}Przycisnął czoło palcami.<br>
{{tab}}— Gdyby mnie wyleczyła z mego szaleństwa — szepnął. — Ale to niemożliwe! Ta dziewczyna mnie oczarowała. Jej obraz nie opuszcza mnie ani na chwilę i szarpie mi serce tak, jak ta trucizna szarpać będzie wnętrzności tamtej. Już zabiłem przez nią człowieka. W tej chwili niosę śmierć okropną, bolesną biednej, niewinnej kobiecie, mojej żonie. Podobny jestem do robotnika porwanego przez koło rozpędowe maszyny, która musi go zdruzgotać niechybnie. Dokąd moie to wszystko zaprowadzi? Jaki będzie koniec tej tragedyi, o której wie tylko Bóg i ja?... Mylę się i mój kuzyn, Montglars wie coś z tego. Dobry to krewny ten Hugo, chociaż Bazyli radzi nie ufać mu zbytecznie. Może ma rację, kto wie?<br>
{{tab}}Monologując tak, margrabia doszedł do platformy schodowej pierwszego piętra, nad którą wznosił się sklepiony sufit. Kto też zbadował ten zamek feodalay, odnowiony przez poprzedniego właściciela? Maurowie zbiegli z Grenady, czy też {{Korekta|hiszpanie|Hiszpanie}} zdobywcy Ximeresa?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No194 part09.jpg|num=1038}}{{tab}}Tuż przy schodach niezamknięty otwór prowadzi do piwnic.<br>
{{tab}}Chazey pochylił się nad tą ciemną przepaścią.<br>
{{tab}}— Lepiejbym zrobił, rozbijając sobie głowę o te kamienie na dole, szepnął.<br>
{{tab}}Cofnął się spiesznie, jakby chcąc ujść pokusy, która go nagle ogarnęła.<br>
{{tab}}— Tak mówił dalej, czuję, że rozum mi się mąci. Trzeba temu przeciwdziałać i chłodno rzeczy sądzić. Muszę mieć tę kobietą, która mi urąga prawie. Będę ją miał i będzie mnie słuchała jak niewolnica haremowa słucha swego pana, jeżeli mi się nie odda dobrowolnie, jak żona lub kochanka. Ona to zapłaci za męczarnie, których ja doznaję i za ból, który innym sprawiam. Dażmy prosto do cela. Któżby się poważył podejrzywać margrabiego Klaudyjusza de Chazey-Montglars! Pięćset tysięcy franków renty i historyczne nazwisko!<br>
{{tab}}Zeszedł zwolna z kilku {{Korekta|otatnich|ostatnich}} sto pni i wszedł do ogromnej jadalmi.<br>
{{tab}}— Czytasz wiadomości z Francyi? — zapytał z zajęciem margrabiny. Warto się nad niemi zastanowić. Horyzont się zaciemnia... Proch czuć w {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No194 part10.jpg|num=1039}}powietrzn.<br>
{{tab}}Nazajutrz Gabryela napisała tych kilka wierszy, któreśmy wyżej przytoczyli.<br>
{{tab}}W kilka dni potem skarży się znowu w swem dzienniku:
{{f|align=right|prawy=15%|„13 czerwca.}}
{{tab}}Dzień zeszedł mi spokojnie. Nie śmiem nikomu wyjawić tego, co czuję, obawiając się przestraszyć i zaniepokoić tych, których kocham.<br>
{{tab}}Klaudyjusz z współczuciem dowiadywał się o moje zdrowie. Wydała się bardzo często i pilnie dogląda interesów. Oficerowie są niespokojni. Rozchodzą się tutaj złe wieści. Miejmy nadzieję, że się to uspokoi. Wojna! jakaż to rzecz okropna“!
{{f|align=right|prawy=15%|19 czerwca.}}
{{tab}}Dziś rano wypoczywałam spokojnie wpośród kwiatów, zroszonych wodą, której tu wszędzie pełno, wśród skał, stoków gór, na piasku. Ogarnęło mnie jakieś przyjemne omdlenie, coś jakby półsen rozkoszny, pełen mglistych marzeń.<br>
{{tab}}W innych chwilach zdaje mi się znowu że mi rozdzierają piersi i wnętrzności rozpalonem żelazem i wówczas pragnę śmierci.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No194 part11.jpg|num=1040}}{{tab}}Usiłuję jednak ukryć moje cierpienia i nikt tutaj nie przypuszcza, jak okrutne są moje męczarni4“.
{{f|align=right|prawy=15%|„19 czerwca.}}
{{tab}}Mój mąż przywiózł dwóch lekarzy wojskowych i kilku oficerów strzelców stojących obozem w Eleurus. Jedli śniadanie w Sidi-Belbes. Napadły mnie straszne wymioty, po których straciłam przytomność.<br>
{{tab}}Szeptali cicho w moim pokoju i nie przepisali żadnego lekarstwa. Wieczorem ból minął. Czy tylko nie powróci?<br>
{{tab}}To już szósty atak od dwunastu dni. Był on silniejszy od poprzedzających.<br>
{{tab}}Mój Boże! jeżeli mam umrzeć oszczędź mi-przynajmniej męki”!
{{f|align=right|prawy=15%|„25 czerwca.}}
{{tab}}Mój mąż napisał do swego kuzyna, aby przyjechał do nas. Ten biedny Hugo musi nas nienawidzieć. Posiadamy wielki majątek, którego mała tylko cząstka dostała mu się w udziale.<br>
{{tab}}{{Korekta|Klaudyjusz|Klaudjusz}}, zamiast roztrwonić tyle, pieniędzy za czasów swej młodości, po winien byt ma dopomódz, a przynajmniej wyposażyć kuzynkę, Martę, taką, dobrą, szlachetną dziewczynę.<br>
{{tab}}Ja pomyślę o tem i błąd jego naprawię.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No194 part12.jpg|num=1041}}{{tab}}Zbyt często niestety! zapominamy zupełnie o nierówności położenia w rodzinie, chociaż powinniśmy sobie mieć za obowiązek dopomaganie mniej zamożnym od siebie. Nieruchomość majątkowa jest powodem niezgody i nienawiści“.
{{f|align=right|prawy=15%|„29 czerwca.}}
{{tab}}Nie mam więcej siły myśleć lub pisać. Nie miałam dziś w ustach nic, oprócz szklanki wody, a cierpię katusza! Głowa mi opada, a serce chwilami bić przestaje.<br>
{{tab}}Gdzież są ci, których kocham? Czy ich zobaczę jeszcze? Dlaczego niema ich tutaj? A on? On szczególniej powinien być przy mnie.<br>
{{tab}}Boże!... Goreję cała“!
{{f|align=right|prawy=15%|„3 lipca.}}
{{tab}}Dręczy mnie jedna myśl okropna... Mój mąż Widziałam, jak ukradkiem wszedł do mego pokoju, i po dwóch minutach wyszedł. Rzucał dokoła siebie dziwne spojrzenia... O Boże! oddal odemie tę myśl występną“!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No195 part01.jpg|num=1042}}{{f|align=right|prawy=15%|6 lipca.}}
{{tab}}Mniej cierpię... Od trzech dni nic nie przyjęłam w tym przeklętym pokoju; ale ciągle jeszcze czuję się nadzwyczaj słabą. Nie śmiem ani jeść ani pić... Oczy moje zamglone... Zaledwie mogę widzieć cudowny krajobraz, który mnie otacza i który przed miesiącem napełniał mnie takim zachwytem. Jestem zgubiona... czuję to... on mnie skazał na zagładę!... Niestety! Filipie, na pomoc!... Miss Ewelina uprzedziła go, ale wczoraj dopiero... Przyznała mi się... Czy będzie jeszcze miał dość czasu, aby przybiedz?...“<br>
{{tab}}Gdy kończyła to kilka wierszy, usłyszała odgłos kroków w przedpokoju.<br>
{{tab}}Zamknęła spiesznie książkę wsunęła ją pod pluszowe nakrycie biurka i oparła się o grzbiet fotelu.<br>
{{tab}}Wszedł margrabia w towarzystwie Montglarsa.<br>
{{tab}}Ten ostatni nie mógł ukryć przerażenia jakie odczuł na widok Gabryeli.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|V.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Odkrycie''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Gdyby wice-hrabia miał jaką wątpliwość, co do trafności domysłów Sary, wątpliwości to natychmiastby się rozproszyły.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No195 part02.jpg|num=1043}}{{tab}}Dowód zbrodni widoczny i niezaprzeczony znajdował się teraz przed jego oczyma.<br>
{{tab}}Gabryela de Montglars, margrabina de Chasey w przeciągu dwóch miesięcy stała się cieniem samej siebie.<br>
{{tab}}Jej twarz, niegdyś matowo biała, przybrała trupi odcień, uwydatniający się jeszcze bardziej przy jej czarnych włosach. Jej czyste czoło poprzecinały zmarszczki, duże szafirowe oczy, w których z łatwością wyczytać było można taki przestrach wobec jakiegoś tajemniczego niebezpieczeństwa, zapadły w głąb oczodołów, jej bezbarwne usta nadaremnie siliły się uśmiechnąć, kurcz ciągłej obawy przywarł się do nich na zawsze.<br>
{{tab}}Pomimo tego wszystkiego, głowa młodej męczennicy nosiła na sobie cechę niebiańskiej słodyczy i dobroci, której nic nie było w stanie zniszczyć.<br>
{{tab}}Montglars cofnął się o krok. Hrabina de Gannes miała słuszność. W tym pokoju czuć było tchnienie zbrodni.<br>
{{tab}}Ktokolwiek znał margrabinę, nieuwierzyłby, że choroba mogła w tak krótkim czasie zmienić do tego stopnia tę zaledwie dwudziestoletnią {{pp|ko|bietę}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No195 part03.jpg|num=1044}}{{pk|ko|bietę}}.<br>
{{tab}}Ani anemja, ani nawet suchoty nie wyniszczają organizmu z taką szybkością. Wice-hrabia nie mógł słowa wymówić. Zbliżył się tylko ze drżeniem, przejęty serdecznem współczuciem do tej męczennicy i skłonił się przed nią ze czcią, jaką wierni wyznają dla ofiar uświęconych cierpieniem.<br>
{{tab}}Ona nie poskarżyła się ani jednem słowem. Wskazała tylko krzesło obok siebie i zaczęła mówić o jego podróży, o tych, których zostawił w Paryżu, zwłaszcza zaś o Marcie.<br>
{{tab}}Od czasu do czasu musiała zaprzestać mówić, tak była osłabiona.<br>
{{tab}}Margrabia wkrótce zniknął, pozostawiając ich samych.<br>
{{tab}}— Jestem bardzo zmieniona, prawda? — zapytała Gabryela.<br>
{{tab}}Wice-hrabia wybełkotał parę słów, aby ją uspokoić.<br>
{{tab}}Ona niedowierzająco potrząsnęła głową.<br>
{{tab}}— Nie {{Korekta|probuj|próbuj}} mnie oszukać, kuzynie, powiedziała. Często starają się pocieszyć chorych nadzieją wyzdrowienia, ale dla mnie to niepotrzebne. Wiem, że jestem stracona, a zresztą {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No195 part04.jpg|num=1045}}cierpię tak bardzo, że pragnę, aby koniec moich męczarni jak najprędzej nastąpił.<br>
{{tab}}— Więc jakaś nagła zmiana zaszła?<br>
{{tab}}— Tak, bardzo nagła i całkiem nieprzewidziana.<br>
{{tab}}— I odkądże to?<br>
{{tab}}— Od kilku tygodni zaledwie.<br>
{{tab}}— Cóż mówią doktorzy?<br>
{{tab}}— Nie próbowali nawet przynieść mi algi. Niepoznali się na chorobie, która mię zabija... Jednego tylko lekarza chciałabym się jeszcze poradzić.<br>
{{tab}}— Pana Rochard’a?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Czy kuzynka go wezwała?<br>
{{tab}}— Nie, ale wyręczono mnie w tem.<br>
{{tab}}— Kto?<br>
{{tab}}— Miss Darley.<br>
{{tab}}— Więc doktór Rochard przyjedzie?<br>
{{tab}}Margrabina potwierdzająco skinęła głową i tak cicho, że ledwie ją można było słyszeć powiedziała:<br>
{{tab}}— Tak, oczekuję go za dni kilka, w połowie miesiąca. Spodziewam się, że jeszcze dożyję do tego czasu. Chce się z nim pożegnać. Będzie to dla niego pociechą. Jestto przyjaciel, którego wielkości duszy delikatności nikt {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No195 part05.jpg|num=1046}}nie jest w stanie ocenić.<br>
{{tab}}Zamilkła wyczerpnięta, prawie bezwładna.<br>
{{tab}}Po chwili wypoczynku, wyciągnęła rękę i biorąc leżący na biurku we czworo złożony papier — rzekła:<br>
{{tab}}— Kuzynka Marta jest prawdziwie anielską istotą. Gdy mnie już nie stanie, oddasz jej kuzynie tę pamiątkę... niech nie zapomina o mnie w swych modlitwach.<br>
{{tab}}Był to testament, zawarty w krótkich słowach.<br>
{{tab}}„Daję {{Korekta|kuzyno|kuzynce}} mojej, Marcie de Montglars, w dowód przyjaźni miljon franków ze spadku po mnie. Sumą tą Marta de Montglars może rozporządzić wedle własnej woli.<br>
{{tab}}Sidi-Belbes, 6 lipca 1870 r. Gabryela de Montrevers. Margrabina de Chazey-Montglars“.<br>
{{tab}}Wicehrabia, pomimo wrodzonej oschłości serca, czuł się do głębi wzruszonym.<br>
{{tab}}— Niech to zostanie tajemnicą pomiędzy nami, odezwała się chora ze smętnym uśmiechem. Nie wspominaj o tem nikomu.<br>
{{tab}}Hugo złożył pocałunek na ręce Gabryjeli, która płonęła jak ogień.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No195 part06.jpg|num=1047}}{{tab}}W pół godziny potem Montglars, wyszedłszy z domu, zbliżył się do Klaudyjusza, spacerującego po parku.<br>
{{tab}}Panował tam chłód nadzwyczaj przyjemny.<br>
{{tab}}Od morza powiewał wietrzyk. Powietrze tchnęło balsamicznym zapachem pomarańczy, róż i lilij.<br>
{{tab}}Krzewy laurowe, okryte kwiatem, tworzyły wonny żywopłot przy szpalerach. Księżyc oświecał cały krajobraz, czyniąc go podobnym do swych cudownych widzeń, które czasem rysuje nam rozmarzona wyobraźnia.<br>
{{tab}}Klaudyjusz de Chazey błądził samotnie w pośród tej odurzającej przyrody, zajęty własnemi myślami, tłoczącemi się w nieładzie i ponuremi, jak jęk dzwonów pogrzebowych.<br>
{{tab}}Dwaj kuzynowie szli kilka chwil obok siebie w milczenia.<br>
{{tab}}Od czasu do czasu Klaudyjusz spoglądał ku oświetlonym oknom apartamentu żony.<br>
{{tab}}W końcu zwrócił się do Montglars’a i rzekł krótko:<br>
{{tab}}— I jakże?<br>
{{tab}}— Mało można mieć nadziei, sadzę — odparł wice-hrabia. — A ty jak myślisz?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No195 part07.jpg|num=1048}}{{tab}}— Myślę, że niema żadnej... Doktorzy są bezsilni, dodał z gniewem.
Pierwsi mężowie nauki i ostatni parterze zarówno nie są w stanie jej dopomódz. Życie Gabryjeli jest już tylko agoniją i... doprowadzony jestem do tego widokiem jej cierpień, że życzę sobie prędkiego ich końca. To okropne... Cóż ona ci mówiła?<br>
{{tab}}— Pojmuje widocznie stan swój i także pragnie szybkiego kresu.<br>
{{tab}}Nastąpiło znów milczenie. Następnie wice-hrabia zapytał:<br>
{{tab}}— Czy cię uprzedziła?<br>
{{tab}}Chazey, postępujący ze spuszczoną głową, podniósł ją żywo.<br>
{{tab}}— O czem? — rzekł.<br>
{{tab}}— O przybyciu doktora.<br>
{{tab}}— Jakiego?<br>
{{tab}}— Rochard’a.<br>
{{tab}}Znajdowali się obaj pod cieniem olbrzymiego eukaliptusa. Pomimo to Montglars dostrzegł wyraźnie, że śniada twarz margrabiego pobladła i że drgnął, całem ciałem.<br>
{{tab}}— Rochard ma ta przyjechać? — zapytał Chazey.<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Kiedy?<br>
{{tab}}— Gabryjela oczekuje go za dni {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No195 part08.jpg|num=1049}}kilka.<br>
{{tab}}— Powiedziała ci to?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}Margrabia nie rzekł słowa więcej. Wypalił cygaro, które miał w ustach, powrócił do zamku, odcinającego się swoją białą sylwetką na ciemnem tle zieloności, odprowadził Montglars’a do jego pokoju, pożegnał go uściśnieniem ręki i wszedł do siebie.<br>
{{tab}}Tam nie potrzebował się krępować.<br>
{{tab}}— Rochard ma przyjechać, myślał i groźny wyraz osiadł na jego energicznej twarzy. Uczony, przenikliwszy od innych, bo ją kocha. Niech przyjeżdża! Będzie już za późno! A gdyby nawet!...<br>
{{tab}}Nazajutrz, pomimo znużenia podróżą, wice hrabia był na nogach o świcie.
Nie zapomniał on o polecenia i wskazówkach Sary.<br>
{{tab}}Ale jak się zabrać do tego trudnego dzieła?<br>
{{tab}}Nie wątpił on ani na sekundę o winie margrabiego. Sara odgadła. Wpośród tych cudów przyrody dokonywała się okropna zbrodnia.<br>
{{tab}}Człowiek, którego urodzenie, majątek, wyniosły nad innych, mogący przy {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No195 part09.jpg|num=1050}}pomocy swego rozumu i bogactw dojść do największych zaszczytów, sam zniżał się do poziomu najohydniejszych, najpodlejszych złoczyńców. Mordował zdala od świadków kobietę rzadkich cnót i zalet, którą, los oddał w jego ręce. Ale człowiek ten, o tyle mądry i ostrożny, jak występny, nie zostawiał zapewne żadnych śladów swego czynu.<br>
{{tab}}Zresztą Montglars nie umiał się jakoś orientować na obcym dla siebie gruncie. Nie chodziło tutaj o jakiś wybieg dyplomatyczny, o małą salonową pogłoskę lub zdradę, z której pomocą możną zgubić przeciwnika, nie wzbudzając żadnych podejrzeń z jego strony. Montglars, ze swoją dobroduszną, pulchną, biało-różową twarzą chłopięcia, gotów był na te wszystkie podstępy światowe, wybiegi i zdrady, ale to, w co się wplątał teraz, przerażało go! Jednakże cofnąć się na pół drogi, nie dokończyć rozpoczętego dzieła, zaniechać wszelkiego udziału w czarnej intrydze, która ma miała przynieść nieobliczone korzyści, — tego uczynić nie mógł, bo zbyt mało miał uczciwości w charakterze a zbyt pochopnym był do poddawania się wpływom {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No195 part10.jpg|num=1051}}i słuchania rad czarodziejek takich, jak hrabina de Gannes. Czas tymczasem naglił.<br>
{{tab}}Wice-hrabia widział jasno, że dramat, do którego się był wmięszał — a czego żałował teraz — zbliża się do końca i że jeśli nie będzie działał spiesznie, straci owoc pierwszych swych usiłowań.<br>
{{tab}}Przypadek wyśmienicie mu się przysłużył. Siedząc przy oknie swego pokoju, nieczuły na cuda roztaczającego się dokoła krajobrazu, zauważył margrabiego, który szybkim krokiem zmierzał do oficyn. W kilka minut potem wyszedł ztamtąd, wsiadł na konia, małego i kształtnego arabczyka i zniknął.<br>
{{tab}}Pokój margrabiego sąsiadował z pokojem jego gościa. Rozdzielał je sklepiony korytarz. Montglars otworzył drzwi swego pokoju i zobaczył, że drzwi sypialni Klaudyjusza nie były zamknięte. Stary kamerdyner margrabiego porządkował sprzęty.<br>
{{tab}}W chwilę potem Bazyli także wyszedł, zamknął drzwi za sobą i zniknął w gęstwinie eukaliptusów, przy domu rządcy. Była to doskonala sposobność.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No196 part01.jpg|num=1052}}{{tab}}Montglars postanowił z niej skorzystać i {{Korekta|sprobować|spróbować}} szczęścia.<br>
{{tab}}Wślizgnął się do pokoju kuzyna z ostrożnością szakala, który się zbliża do namiotu araba. Była to obszerna, wschodnia komnata, w której jeden sprzęt tylko mógłby ściągnąć na siebie uwagę ciekawca poszukującego rzeczy wartościowych lub podejrzanych.<br>
{{tab}}Mebel ten, o kilku szufladkach, podobny do chińskiego czy japońskiego sekretarzyka margrabiny, był starannie na klucz zamknięty.<br>
{{tab}}Kilka nic {{Korekta|sie|nie}} znaczących papierów, listów handlowych, dzienników leżało na wierzchu. Montglars miał dobre oko i odrazu spostrzegł zamek szufladki częściej otwieranej niż inne.<br>
{{tab}}Tak samo kłusownik odrazu spostrzega w gęstwinie ścieżkę, którą uszła tropiona przezeń zwierzyna.<br>
{{tab}}Wice-hrabia włożył w zamek klucz, w który się był na wszelki przypadek zaopatrzył i otrzymał pożądany rezultat.<br>
{{tab}}Zamek się otworzył. W szufladce leżało parę listów, notes z czekami i cygara.
Montglars doznał niemiłego rozczarowania. Dla takiego odkrycia nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No196 part02.jpg|num=1053}}opłaciło się doprawdy wchodzić ukradkiem jak złodziej, chcący sprzątnąć bilet bankowy.<br>
{{tab}}Doszedł do drzwi, które zostawił pól-otwarte i upewnił się, że nikt nie nadchodzi, potem znowu zbliżył się do biurka. Zaczął sondować szufladkę, stukać w jej denko i ścianki, aż wreszcie się przekonał, że ma dno podwójne. Odsunął je i twarz mu rozjaśniła taka radość, jaka się zapewne maluje na twarzy nędzarza, któremu nagle skarb wpada w ręce.<br>
{{tab}}Na drugiem denku szufladki leżała biała koperta, odcinająca się jaskrawo od ciemnego tła palisandru. Była to ta sama, którą rządca przed kilku tygodniami wręczył margrabiemu.<br>
{{tab}}U góry widniał drukowany napis:<br>
{{tab}}„Loymens, chemist, Regant Street,
{{f|align=right|prawy=15%|London“.|po=8px}}
{{tab}}Na torebce zaś tuż obok koperty leżącej dwa skrócone wyrazy:<br>
{{tab}}Ver. alb.“<br>
{{tab}}Część białego proszku, zawartego w torebce zniknęła.<br>
{{tab}}Montglars wiedział już to co chciał wiedzieć. Przepisał spiesznie do notesu adres wydrukowany na kopercie i etykiecie torebki, zamknął szufldke, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No196 part03.jpg|num=1054}}zostawił wszystko tak, jak zastał i chciał wyjść.<br>
{{tab}}Było około dziewiątej rano.<br>
{{tab}}Hugo znajdował się jeszcze w pokoju Klaudyjasza, gdy wszedł tam przezorny Bazyli. {{Korekta|Wice hrabia|Wice-hrabia}} na jego widok instynktownie się cofnął, jakby nastąpił na ogon węża.<br>
{{tab}}Kamerdyner spojrzał na niego podejrzliwie.<br>
{{tab}}— Klaudyjusza nie ma? rzekł Montglars.<br>
{{tab}}— Pan margrabia wyjechał konno.<br>
{{tab}}— Już?<br>
{{tab}}Pan margrabia mało sypia i wstaje bardzo rano. Zapewno nie chciał budzić pana wice-hrabiego. Pan wicehrabia musi być zmęczony po podróży?<br>
{{tab}}— Trochę. Czy pan prędko wróci?<br>
{{tab}}— Zapewne na śniadanie. Zdaje mi się, że pan margrabia pojechał do telegrafu. Pan margrabia bardzo jest niespokojny o panią margrabinę. Bo ten stan pani margrabiny codziennie się pogorsza od niejakiegoś czasu. Pan {{Korekta|wice hrabia|wice-hrabia}} zapewne ją znalazł bardzo zmienioną?<br>
{{tab}}Montglars nic nie odpowiedział. Pokiwał tylko głową i wyszedł. Na peronie spotkał Juliję, pokojowa {{pp|Gabrye|li}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No196 part04.jpg|num=1055}}{{pk|Gabrye|li}} i z prawdziwem zajęciem wypytał ją o zdrowie jej pani.<br>
{{tab}}Noc zeszła margrabinie lepiej niż poprzednie. Pomimo nadzwyczajnego osłabienia, chciała wstać na przyjęcie gościa i być obecną przy śniadaniu.<br>
{{tab}}Powiedziała nawet:<br>
{{tab}}— Ostatni raz się wystroję.<br>
{{tab}}Pokojówka, powtarzając to słowa, otarła łzę rozczulenia.<br>
{{tab}}Wszyscy w domu byli przywiązana do tej nieszczęśliwej, tak zrezygвоwanej, odważnej i nie skarżącej się nigdy.<br>
{{tab}}Bazyli, po wyjściu wice-hrabiego de Montglars, pozostał jeszcze w pokoju swego pana.<br>
{{tab}}Stary kamerdyner należał do tak zwanych mruków, to jest mówił bardzo mało i krótko, ale za to obserwował i działał w potrzebie.<br>
{{tab}}Śledził on uważniej od Sary przebieg tragedyi, której był świadkiem.<br>
{{tab}}Nie szperając w cudzych szufladach, jak wice-hrabia, wiedział, co się działo w duszy jego pana.<br>
{{tab}}Dla przestępcy, w rodzaju margrabiego, najtrudniejszą rzeczą jest ukrywanie się przed własnym sługą.<br>
{{tab}}Bazyli bez wątpienia nie znał środków, któremi się posługiwał margrabia, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No196 part05.jpg|num=1056}}aby dopiąć swego celu, lecz skutki tych środków były dlań widoczne i budziły w sim rodzaj przerażenia pomieszanego z litością dla tego człowieka, spadającego z takiej wysokości przez występną namiętność.<br>
{{tab}}Rzecz dziwna, Bazyli żałował swego pana. Chciałby był ocalić margrabinę, ale nie oskarżając margrabiego, przeciw któremu nie miał żadnych dowodów, ale którego zmieszanie w pewnych chwilach równało się wyznaniu.<br>
{{tab}}Dla Montglars’a za to czuł wstręt prawdziwy. W jego przekonania, {{Korekta|wice hrabia|wice-hrabia}} był zdradzieckim doradcą, niebezpiecznym powiernikiem, szpiegiem tajemniczym i czujnym, przed którym trzeba się było bronić...<br>
{{tab}}Cóż on mógł chcieć w tym pokoju? Czego tu szukał?<br>
{{tab}}Bazyli po uważnem zbadaniu wszystkiego co się znajdowało w pokoju, dostrzegł słabe ślady, po których poznał, że sekretarzyk został otwarty.<br>
{{tab}}Papiery na wierzchu były ruszane, ślad wilgotnych palców pozostał na politurze.<br>
{{tab}}Było to bardzo niewiele, nic prawie, ale przezorny kamerdyner zanotował sobie dobrze w pamięci te poszlaki i {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No196 part06.jpg|num=1057}}postanowił dalej czuwać i obserwować.<br>
{{tab}}Margrabia powrócił dopiero o jedenastej. Był rzeczywiście w biurze telegraficznem.<br>
{{tab}}Jestem bardzo zmartwiony, rzekł do wiernego sługi, wysłałem depeszę.<br>
{{tab}}— Czy nie będę niedyskretnym, zapytując, do kogo ta depesza?<br>
{{tab}}— Do pana Rochard’a. Proszę go, aby nie alarmując nikogo, przybył jak najprędzej.<br>
{{tab}}Margrabia nie powiedział wszystkiego. Wysłał on jednocześnie dwa telegramy. Jeden rzeczywiście do Rochard’a, drugi zaś tej treści:
{{c|„Towarzystwo Transatlantyckie}}
{{f|align=right|prawy=15%|Marsylija.}}
{{tab}}Proszę dać znać o przybycia do Oranu doktora Rochard’a z Paryża.
{{f|align=right|prawy=15%|Margrabia de Chazey“.|po=20px}}<section begin="X" /><section end="X" />
{{c|VI.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Nić Arjadny''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Otrzymawszy od miss Eweliny Derby krótki, a rozpaczliwy bilecik:<br>
{{tab}}„Przyjeżdżaj pan, ona umiera.“<br>
{{tab}}Filip Rochard doznał okropnego wrażenia. Był to dla niego cios całkiem niespodziewany.<br>
{{tab}}List nadszedł w poniedziałek. Filip pośpieszył zasięgnąć wiadomości, co {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No196 part07.jpg|num=1058}}do czasu odpływania statków do Afryki.<br>
{{tab}}Powiedziano mu, że parowce towarzystwa Transatlantyckiego odchodzą dopiero we środę. Miał więc czas przed sobą.<br>
{{tab}}Pragnął był pożyczyć sobie skrzydeł od najszybszych ptaków i jak orzeł przefrunąć morze, które go oddzielało od ukochanej, umierającej zdala od niego, ale nie było sposobu przyspieszenia wyjazdu.<br>
{{tab}}Musiał stłumić gwałtem żal swój, tem więcej dojmujący, że go dotknął wówczas, gdy zaczął już nabierać nadziei, uspokojony wiadomościami od Gabryeli.<br>
{{tab}}Nieszczęśliwa kobieta wciąż go pocieszała pomyślnym stanem swego zdrowia, chcąc w ten sposób nagrodzić mu męki rozłączenia.<br>
{{tab}}W ostatnim liście, który otrzymał od niej zaledwie przed kilku dniami, pisała:<br>
{{tab}}„Lepiej mi. Słońce Afryki pokrzepia moje siły codziennie. Tylko od czasu do czasu czuję jeszcze pewne osłabienie. Ataki zimowe wprawdzie znowu się powtórzyły, ale vis tak gwałtownie, a od pewnego czasu wcale nie cierpię. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No196 part08.jpg|num=1059}}To widać przejściowe. Nie obawiaj się niczego. Pielęgnują mię to z prawdziwem poświęceniem, a najlepiej służy mi spokój moralny i piękna natura.<br>
{{tab}}Co za raj, gdybyśmy mogli tu żyć razem!...<br>
{{tab}}Gdyby się zaś okazała jakakolwiek komplikacyja, natychmiast cię uwiadomię.<br>
{{tab}}Pragnę żyć, aby cię zobaczyć raz jeszcze, choćby tylko na jedną chwilę.<br>
{{tab}}Duch mój zawsze jest przy tobie.“<br>
{{tab}}Smutna wieść tedy spadła na niego jak grom a jasnego nieba.<br>
{{tab}}Ale czemu przypisać tę naglą zmianę?<br>
{{tab}}Dla czego odrazu los zniszczył najpiękniejsze jego nadzieje?<br>
{{tab}}Przebieg tej dziwnej choroby nieraz go już zastanawiał.<br>
{{tab}}Nie była ona podobną do żadnej znanej choroby, a on, jako człowiek nie pospolitej wiedzy, znał je wszystkie.<br>
{{tab}}Zgodził się on na oddalenie Gabryeli, pomimo nieokreślonych obaw, których nawet nie śmiał przed sobą samym formułować jedynie dla tego, że ją zostawiał pod opieką angielki kochającej swoją dawną wychowankę, jak matka.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No196 part09.jpg|num=1060}}{{tab}}Zresztą, umysł człowieka szlachetnego waha się wobec przypuszczeń potwornych, hańbiących honor innych.<br>
{{tab}}Ale teraz niepodobna już było wątpić.<br>
{{tab}}Niepokonana logika przedstawiała mu cały przebieg zbrodni, o której sama myśl krew mroziła mu w żyłach.<br>
{{tab}}Najprzód słońce Afryki dokonało cudu, przywracając siły i życie chorej.<br>
{{tab}}Jej pierwsze listy dowodnie o tem przekonywały. Widać w nich było, obok żalu za straconą miłością, chęć do życia, która się przebija przez wszelkie cierpienia ducha i nie pozwala pragnąć śmierci nawet nieszczęśliwym.<br>
{{tab}}Margrabia de Chazey, widząc się skutym łańcuchem, którego los sam zerwać nie chce, ogarnięty został przez szkaradną pokusę.<br>
{{tab}}Filip Rochard miał sposób dowiedzenia się prawdy w tym względzie.<br>
{{tab}}Sposobu tego użył.<br>
{{tab}}W kilka chwil po otrzymaniu fatalnej depeszy, Rochard udał się na ulicę Messyńska.<br>
{{tab}}Była draga po południu.<br>
{{tab}}Zaledwie wymienił swoje nazwisko, natychmiast został przyjęty przez dawną swoją protegowaną.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No196 part10.jpg|num=1061}}{{tab}}Młoda kobieta była sama. Wstała spiesznie i pobiegła na spotkanie gościa, podając mu obie ręce.<br>
{{tab}}Joanna była teraz zupełnie przeistoczona. Zamiast pięknej dziewczyny z Colombier, zdrowej, silnej, o bogato rozwiniętych kształtach i cerze, zabarwionej żywym rumieńcem, Rochard miał przed sobą wytworną paryżankę, białą jak posąg marmurowy, bledszą jeszcze w półcienia pokoju, którego okna pozasłaniane były roletami, niżeli była w pełnem oświetlenia, ubrana w żałobny szlafroczek bez wstążek i koronek.<br>
{{tab}}Ale nigdy Joanna nie była powabniejsza jak w tej chwili.<br>
{{tab}}Jej szczupła kibić zarysowywała się czystemi linijami pod lekką, miękką tkaniną. Duże, czarne oczy, spoglądające dumanie i smutne zarazem, czyniły głębokie wrażenie. Jej usta purpurowe odcinały się wyraźnie na bladej twarzy, oblamowanej lasem przepysznych ciemnych włosów.<br>
{{tab}}Doktór zadrżał.<br>
{{tab}}Ta wspaniała, fatalna prawie, piękność, była jedynem wytłomaczeniem dramatu, rozwijającego się na wybrzeżu Afryki, w samotni Sidi-Belbes. Ona {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No196 part11.jpg|num=1062}}to była poniekąd rodzajem usprawiedliwienia dla zbrodniarza.<br>
{{tab}}— Od bardzo dawna pragnęłam zobaczyć się z panem, zaczęła Joanna. Wypadki biegły z taką szybkością, żem nie mogła się uiścić z długa wdzięczności, jaki względem pana zaciągnęłam.<br>
{{tab}}Wyrażała się bez najmniejszego zakłopotania, jak gdyby umysł jej wzniósł się jednocześnie ze stanowiskiem.<br>
{{tab}}— Pani nic mi nie jesteś winną, odparł młody lekarz i proszę o jedną tylko łaskę, abyś pani mówiła ze mną otwarcie, jak przyjaciółka.<br>
{{tab}}— Bo też jestem pańską przyjaciółką, wierzaj mi pan.<br>
{{tab}}— Możesz pani tego dowieść.<br>
{{tab}}— Jakim sposobem?<br>
{{tab}}— Mówiąc mi całą prawdę.<br>
{{tab}}— Dotyczącą?...<br>
{{tab}}— Stosunków pani z margrabią de Chazey.<br>
{{tab}}Czoło młodej wdowy zmarszczyło się posępnie.<br>
{{tab}}— Zadawaj pan pytania, a ja będę odpowiadała, rzekła.<br>
{{tab}}— Uczynię to, ale nie z ciekawości. Zycie drogiej mi osoby jest zagrożone i chciałbym stanąć w jej obronie. Może nie będę w stanie tego uczynić, ale w {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No196 part12.jpg|num=1063}}każdym razie, mówiąc mi całą prawdę, dasz mi pani w rękę oręż przeciw człowiekowi, który pani i mnie wielką wyrządził krzywdę.
— Słucham pana.<br>
{{tab}}— Pan de Chazey kocha panią jeszcze?<br>
{{tab}}— Tak przynajmniej mówi.<br>
{{tab}}— Dawno pani to mówił?<br>
{{tab}}— Kilka tygodni temu, jak Ferdynand Descombes ofiarował mi swoją pomoc. Ja to sama udałam się do Ferdynanda, bom była zrozpaczona... nie mogłam zarobić nawet na utrzymanie mego dziecka. On czekał tylko tej chwili.<br>
{{tab}}Zniżyła głos:<br>
{{tab}}— Chcesz pan, abym była otwartą. Powiem panu wszystko, jak na spowiedzi. Nie zapomniałam, żeś mi pan dopomógł, gdym była sama jedna w obcem wielkiem mieście, żeś mnie traktował jak nieszczęśliwą, ale uczciwą dziewczynę, wówczas kiedy inni uważali mnie za lekkomyślną kochankę wielkiego pana, zdurzoną jego obietnicami... Ferdynand mógł skorzystać z mego krytycznego położenia, ale nie uczynił tego... Kochał mnie prawdziwie….. widząc, że jestem bez środków {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No196 part13.jpg|num=1064}}do życia...<br>
{{tab}}— Pomimo propozycyi margrabiego de Chazey?<br>
{{tab}}— Wolałam żebrać, niż od niego przyjąć cośkolwiek.<br>
{{tab}}— I jakże postąpił pan Descombes?<br>
{{tab}}— Okazał się o tyle szlachetnym, że mi ofiarował swoją rękę. Zostałam wzruszona jego dobrocią. Czem bliżej go poznawałam, tem więcej zalet w nim odkrywałam. Pod powłoką lekkomyślnego światowca, ten człowiek ukrywał całe skarby delikatności uczuć i szlachetności. Ale — wyznam pana wszystko — nie czułam dla niego miłości; on wszakże, przysięgam! nigdy by o tem nie wiedział. Na dnie duszy ukryłabym wspomnienia pierwszej mojej miłości i obowiązki żony wypełniałabym tak sumiennie, że Ferdynand byłby przy mnie zupełnie szczęśliwy. Wdzięczność często lepszą jest od miłości.<br>
{{tab}}— A pan de Chazey?<br>
{{tab}}— Pan de Chazey zdawał się nie pamiętać już o mnie. Nie widziałam go w Paryżu, tylko kuzyn jego, pan de Montglars, kręcił się około nas. Wicehrabia poznał mnie raz na ulicy i dowiedział się, gdzie mieszkam. {{pp|Stara|łam}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No196 part14.jpg|num=1065}}{{pk|Stara|łam}} się, aby nikt nie wiedział o mojem zamążpójścia, przed naszym ślubem przynajmniej. Obawiałam się, sama nie wiedząc czego. Nie przypuszczałam jednak, że jedno z nas spotka takie nieszczęście, bo inaczej uciekłabym z Ferdynandem na koniec świata, aby uniknąć grożącego mu niebezpieczeństwa, nie opuszczałabym go ani na minutę. Niestety nie ominęło go to, co mu gotowała ohydna zemsta. Pan wiesz, jak się skończył fatalny pojedynek pomiędzy moim narzeczonym, a baronem Lambert’em?<br>
{{tab}}— Wiem... Ale pan de Chazey?<br>
{{tab}}— W chwili, gdym odjeżdżała do tego domu, gdzie złożono rannego śmiartelnie Ferdynanda, spotkałam w powozie margrabiego. Jego tryumfujące spojrzenia równało się wyznaniu. On to kierował ręką, która zabiła mego męża. Ta prawda jasna jest dla mnie jak słońce. Cel margrabiego nie został jednak osiągnięty w zupełności. Ferdynad napisał testament w wigilię pojedynku i zapewnił mi w ten sposób cały swój majątek. Zresztą przed jego śmiercią zostaliśmy połączeni ślubem prawnym i kościelnym.<br>
{{tab}}— Cóż potem?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No196 part15.jpg|num=1066}}{{tab}}— Przewieziono zwłoki Ferdynanda do Fontenelles. Wracając z pogrzebu, spotkałam znowu pana de Chazey, prawie przy mogile jego ofiary. O to okropna historja!<br>
{{tab}}— Miej pani odwagę dokończyć.<br>
{{tab}}— Ujrzawszy go stanęłam osłupiała z przerażenia. Byliśmy sami. Kaplica, w której złożono ciało mego męża jest o kilkaset kroków oddalona od zamku. Musiałam wysłuchać niecnych propozycyi margrabiego. Powtórzył mi to samo, com już od niego słyszała w Paryżu, mianowicie, że będę należała do niego, lub do nikogo, a gdy uważał, że lekceważę sobie jego groźby, oświadczył mi, że zmienię zdanie nie wymieniając wszakże, co za nowe nieszczęście na mnie sprowadzi. Powróciwszy do Fontenelles myślałam tylko o mojej córce. Czyż to nie jedyna istota, przez którą obecnie mogę cierpieć, sama, opuszczona przez wszystkich? Pojechałam natychmiast do Besançon a stamtąd do Paryża. Nie myliłam się w swych przeczuciach. Przybywszy do Sannois z przyjaciółką, której przywiązanie i odwaga mię podtrzymują, przekonałam się, że groźby pana de Chazey nie były {{pp|darem|ne}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No196 part16.jpg|num=1067}}{{pk|darem|ne}}. Córki mojej nie było. Jakaś kobieta, nikomu nie znana przyjechała na dwa dni przed mojem przybyciem i w mojem imieniu zażądała aby jej oddano dziecko, zapłaciwszy, za to dość znaczną sumę tytułem, jakoby odszkodowania, za niedotrzymanie przezemnie umowy, ułożyłam się bowiem, że dziecko zostanie u tych ludzi kilkanaście miesięcy.<br>
{{tab}}Joanna zatrzymała się dławiona wzruszeniem.<br>
{{tab}}— Cóż dalej? błagalnie spytał doktor.<br>
{{tab}}— Ten człowiek shańbił mnie, wystawił na wzgardę tych, którzy mnie wprzódy kochali, odebrał mi nawet miłość mego ojca, który nigdy mi nie przebaczy. Złamał mi życie rozłączając z jedynym człowiekiem, którego kochałam, wystawiając mnie na jego obelgi, a jego samego zmuszając do opuszczenia ojczyzny z rozpaczy. Uczynił mnie wdową, bo chciał mnie widzieć ubogą i zmuszoną uledz pokasie przez nędzę. I tego wszystkiego jeszcze mu nie dość było. Dotknął mnie w końca w moich uczuciach macierzyńskich i ten cios nie chybił. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No197 part01.jpg|num=1068}}To dziecko było jedyną dla mnie pociechą po stracie męża, przyjaciół, ojca, wszystkich, którzy się odemnia odsunęli. O takiego czynu może się dopuścić tylko nędznik! Ale co pan chcesz? Sposób, jakiego przeciw mnie użył, nie zawiódł go. Nazajutrz, przepędziwszy noc cała we łzach, czułam się zwyciężoną i napisałam do niego, że chcę się z nim widzieć. Nie wyznając ani jednego ze swych nikczemnych postępków, bo on się nie kompromituje nigdy, podal mi warunki, od których ma zależeć odszukanie mego dziecka. Otóż powiedział mi, że córką moją zobaczę tego dnia, kiedy mu się oddam na zawsze... kiedy zostanę jego żoną!... Powinnam była odmówić, niezgodzić się. Wiem, że to {{Korekta|ochydne|ohydne}}, niegodziwe... on jest morderca mego męża... Ale dziecko?... Czy pan rozumiesz jak matka tęskni za dzieckiem, z którem ją rozłączono za pomocą gwałtu? Czyż ja mogę ją zostawić w rękach obcych ludzi, opuścić ją. Znam przecież jego nieugiętość, nic nie jest w stanie zawrócić go a drogi raz obranej. Jego wola jest jedyną, jaką uznaje! Nie {{Korekta|probowałam|prbóowałam}} nawet walczyć. Byłam podle ulegał... zwyciężoną już naprzód. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No197 part02.jpg|num=1069}}A on wiedział o tem.<br>
{{tab}}— Ale abyś pani została żoną margrabiego, musi umrzeć inna kobieta.<br>
{{tab}}— Co prawda... on mi powiedział, że jej dnie są policzone... że pan sam uważasz ją za skazaną na śmierć. Aż w końcu zgodziłam się na wszystko, myśląc tylko o wydostaniu mojej córki. Prócz tego nic nie widziałam. Co do tamtej, jego żony, tej męczennicy — bo rozumiem ja dobrze jej życie — niechaj żyje, mój Boże! Przecież ja nie pragnę jej śmierci! Uratuj ją pan, jeżeli to możliwe. Powiedziałam już com uczyniła i zgodziłam się na to czego on odemnie żądał i to przy najmniej zyskałam, że kilka już razy otrzymałam wiadomości o mojem dziecku, Margrabia przyrzekł mi to i dotrzymał słowa. Wiem przynajmniej że ona żyje. Gdzie? Tego mi powiedzieć nie chce, ale bez wszelkiej wieści o mojej córce, umarła bym ze zmartwienia. Co miesiąc będę o niej coś wiedziała... Gdybym nawet oskarżyła margrabiego, czy ja mam jakie przeciw niema dowody? Kto uwierzy w jego winę? A nadto, drażniąc go, na jakie niebezpieczeństwo wystawiłabym moją córkę! Zresztą, nie wyrzucaj mi {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No197 part03.jpg|num=1070}}pan nic... postąpiłam może źle, niego dnie, alem była szalona. Dotknęła ręką czoła i zniżając głos dodała:<br>
{{tab}}— I czasami, zdaje mi się, że jestem dalej w obłędzie!<br>
{{tab}}Rochard słuchał jej z boleścią w duszy. Myślał o Gabryeli i rozumiał ten krzyk rozpaczy który mu papier powtórzył:<br>
{{tab}}— {{Korekta|Przyjeżdzaj|Przyjeżdżaj}} pan, ona umiera!<br>
{{tab}}Musiała przecież umrzeć, kiedy ją powoli zabijano.<br>
{{tab}}Joanna po chwili milczenia, zaczęła już spokojniejszym głosem.<br>
{{tab}}— Nie wiem doprawdy, co się z nami stanie. Podobni jesteśmy do rozbitków kołysanych na fali i nie wiedzących na jakie wybrzeże woda ich wyrzuci. Ja nie {{Korekta|probuję|próbuję}} już walczyć z prądem, ulegam i daję się nieść. Nie mam więcej siły. Robię co mi każą.<br>
{{tab}}— Któż ma prawo rozkazywać pani?<br>
{{tab}}— Kto? odparła tajemniczo. Człowiek którego ból w chwili śmierci mego męża dorównywał mojemu, chociaż był niemy i spokojny... Jego ojciec.<br>
{{tab}}— Pan Descombes?<br>
{{tab}}— Tak.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No197 part04.jpg|num=1071}}{{tab}}— Pani mu wyznała wszystko?<br>
{{tab}}— Wszystko, tak samo jak panu. Tylko on wraz z panem zna dokładnie cały mój stosunek z margrabią od początku do końca.<br>
{{tab}}— Dobrze więc! Teraz dziękuję pani za spełnienie mojej prośby.<br>
{{tab}}— Co pan myślisz uczynić?<br>
{{tab}}— Jechać.<br>
{{tab}}— Kiedy się zobaczymy?<br>
{{tab}}— Gdy powrócę.<br>
{{tab}}Doktór wstał. Czuł się i teraz, gdy wiedział wszystko co chciał i mógł wiedzieć, równie bezsilnym jak przedtem.<br>
{{tab}}Po wysłuchaniu szczerej spowiedzi Joanny, nie powątpiewał już o projektach pana de Chazey i choćby dał połowę krwi swojej, aby być przy Gabryeli, niepodobna mu było przebyć w jednej chwili przestrzeni, oddzielającej go od niej.<br>
{{tab}}Nie mógł ocalić niewinnej ofiary zbrodni, tak jak Joanna nie mogła odszukać swej córki, tak jak stary Descombes, pomimo milijonów, nie mógł wskrzesić swego syna.<br>
{{tab}}Nie przeklinał tej kobiety w żałobie, niewinnej przyczyny okropnej katastrofy, która dokonywała się może {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No197 part05.jpg|num=1072}}w tej samej chwili, kiedy on tu rozmawiał z tą kobietą tak samo jak on nieszczęśliwą, chociaż ona to mimowolnie wywołała swoje i jego nieszczęście.<br>
{{tab}}To Joanna Jousset zabijała Gabryelę de Montrevers, a on, który uwielbiał margrabinę, miał tylko litość dla Joanny.<br>
{{tab}}Pragnął je obie ocalić.<br>
{{tab}}Żegnając wdowę po Ferdynandzie Decembes, wyszeptał słowa, które zaledwie śmiał wymówić.<br>
{{tab}}— Nie trać pani nadziei.<br>
{{tab}}I wyszedł nie dodając nic więcej.<br>
{{tab}}On już nadziei nie miał, tylko jakąś nieokreśloną ufność że jutro może lepsze będzie niż wczoraj i dzisiaj, tę ufność, którą człowiek zachowuje do ostatniego tchnienia.<br>
{{tab}}Tego samego wieczora, po długich i posępnych rozmyślaniach nad wynalazkami, za których pomocą złoczyńca może pozbawić życia, zapewniając bezkarność swej zbrodni — kazał się zawieść na dworzec kolei Lijońskiej i wyjechał kuryjerskim pociągiem do {{Korekta|Marsyli|Marsylii}}.<br>
{{tab}}Nie miał sił czekać do jutra. Zbliżyć się do morza Śródziemnego już {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No197 part06.jpg|num=1073}}stanowiło dlań pewną algą: tam czuł się już bliższym niej niż w Paryżu.<br>
{{tab}}Musiał jednak czekać na jedyny paketbot odpływający do Orana. Na próżno ofiarowałby nawet cały swój majątek dla przyspieszenia swego przejazdu. Pozostał cały dzień w Marsylii, błąkając się w porcie, z oczyma utkwionemi w błękitna przestrzeń, której w duchu złorzeczył. Brzmiały mu wciąż w uszach słowa depeszy:<br>
{{tab}}— Ona umiera!<br>
{{tab}}Wreszcie parowiec wyruszył. Była to ulga dla Filipa, bo nic niema okropniejszego od przymusowej bezczynności w podobnem położeniu. Lecz prędzej od niego przebiegł morze telegram, niosący tę wiadomość do Sidi-Belbes.<br>
{{tab}}„Doktór Rochard w tej chwili odpłynął. Będzie w Oranie czternastego, w południe“.<br>
{{tab}}Adres: Margrabia de Chazey, Sidi-Belbes.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|VII.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Prośba anioła''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Od czasu swej wizyty w pokoju margrabiego, wice-hrabia de Montglars przeszedł całą serię niespodzianek.<br>
{{tab}}Zdrowie margrabiny, zamiast się pogarszać, poprawiło się jakoś, a {{pp|Klau|dyjusz}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No197 part07.jpg|num=1074}}{{pk|Klau|dyjusz}} coraz więcej się stawał ponury.<br>
{{tab}}Po kurczowo ściągniętych rysach jago twarzy można było odgadnąć, jakie czynił wysiłki dla ukrycia głuchego gniewa który go nurtował.<br>
{{tab}}Gabryela, nie zwierzając się ze swych obaw, miała się na ostrożności i nie przyjmowała nic z tego co dla niej wyłącznie przygotowano.<br>
{{tab}}Plan jej męża chybiał wobec podejrzeń jego ofiary.<br>
{{tab}}Ciągle jeszcze bardzo osłabiona, młoda kobieta, zwolna przychodziła jednak do siebie po okrutnych cierpieniach.<br>
{{tab}}Wiadomość o przybyciu Filipa Rocharda, rozstrzygnęła ostatnie skrupuły margrabiego. Odtąd przygotowywał już ostatni akt dramatu z dziką prawdziwie energją.<br>
{{tab}}14 lipca, w Sidi-Belbes miało być liczne zebranie sąsiadów i znajomych.
Oczekiwane oficerów z Fleuzus i Arecole. {{Korekta|Odpewnego|Od pewnego}} czasu przyjeżdżali oni prawie codziennie de dwora, który zaćmiewał wszystkie rezydencje na dwadzieścia mil wokoło, tak, jak majątek margrabiego de Chazey, górował nad skromnem mieniem kolonistów {{Korekta|wybrzerza|wybrzeża}} i miaszczan z Oranu i {{pp|Ma|staganu}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No197 part08.jpg|num=1075}}{{pk|Ma|staganu}}.<br>
{{tab}}Była więc dnia tego uroczystość w Sidi-Belbes.<br>
{{tab}}Smutna zaprawdę uroczystość!<br>
{{tab}}Mówiono coraz głośniej o komplikacyjach politycznych. Wiadomości z Paryża zajmowały wszystkie umysły. W powietrzu nawet Algeryi, tej drugiej Francyi czuć było zapach prochu.<br>
{{tab}}Od samego rana margrabia pojechał konno aż do Oranu. Dwanaście mil tam i napowrót to kawał drogi. Ale pana de Chazey nie przeraziły takie drobnostki. Wyjechał o świcie, a o jedenaste) dopiero był w zamku i wydawał się weselszy niż zazwyczaj. Wszedł do swego pokoju, pozostał tam kilka minut i zmierzył do apartamentu swej żony.<br>
{{tab}}W chwili gdy zapukał do drzwi, Jalija kończyła tualetę swej pani.<br>
{{tab}}Upał dnia tego był okropny. Przez okna, pomimo rolet, wchodziło powietrze południowe, rozpalone, wysuszające wszystko, kwiaty w wazonach i oddech w piersi. W oddali widać było rodzaj promieniowania, wznoszącego się nad ziemią w kształcie strzał ognistych.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No197 part09.jpg|num=1076}}{{tab}}Owady brzęczały w zeschłych trawach.<br>
{{tab}}Na widok wchodzącego męża Gabryela drgnęła, lecz natychmiast stłumiła ten ruch instynktowny, wywołany przez strach.<br>
{{tab}}— Widzisz — rzekła z uśmiechem — chciałam ci przynieść zaszczyt i zrobiłam wszystko, byle ładnie wyglądać.<br>
{{tab}}— Czujesz się dziś silną?<br>
{{tab}}— Silną nie powiem, ale nie jest mi bardzo źle.<br>
{{tab}}— Będziemy mieli gości.<br>
{{tab}}— Wiem o tem.<br>
{{tab}}Ale będzie może pomiędzy nimi ktoś, kogo się nie spodziewasz.<br>
{{tab}}— Kto taki?<br>
{{tab}}— Pragnąłem sam ci oznajmić jego przybycie.<br>
{{tab}}Radość niezmierna wstrząsnęła ciałem młodej kobiety.<br>
{{tab}}— Filip Rochard? — rzekła.<br>
{{tab}}— Tak jest. Prosiłem, aby przyjechał.<br>
{{tab}}— Ty!<br>
{{tab}}— On sam to poświadczy. Zdrowia twoje zaczęło mnie niepokoić, a do niego miałem większe zaufanie aniżeli do wszystkich innych lekarzy.<br>
{{tab}}— I przyjeżdża?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No197 part10.jpg|num=1077}}{{tab}}— Dziś jeszcze.<br>
{{tab}}Podał jej depeszę.<br>
{{tab}}Podejrzenia Gabryeli rozpierzchły się, a raczej zaczęła je sobie wyrzucać.<br>
{{tab}}Twarz jej rozjaśnił płomień nadziei.<br>
{{tab}}Chciała wyglądać pięknie i rzeczywiście jaśniała nadziemską, idealną pięknością. Nosiła białą suknię z wełny i jedwabiu, ozdobioną przepysznemi koronkami nieocenionej wartości. Szal koronkowy, zarzucony na szyję, pokrywał zbyteczną szczupłość jej piersi. Obnażone ramiona tuż przy dłoni zdobiły dwie bransolety, za których cenę możnaby nabyć całą prowincyję. Jej obfite włosy, czarne i jedwabiste, układały się artystycznie ponad czołem, pobladłem pod wrażeniem powolnych tortur.<br>
{{tab}}— Ach! — nagle zawołał margrabia — byłbym zapomniał.<br>
{{tab}}— O czem?
— Będziemy mieli także majora strzelców z Fleuzus.<br>
{{tab}}— Pana Benoit.<br>
{{tab}}— Tak, powrócił już z Marsylii.<br>
{{tab}}— Pan Benoit zawsze był dla mnie: bardzo uprzejmy.<br>
{{tab}}— I nawet w podróży nie zapomniał o tobie. Przywiózł ci lekarstwo, po {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No197 part11.jpg|num=1078}}którem wiele się spodziewają, w każdym razie środek to nieszkodliwy.<br>
{{tab}}W tej chwili dzwon z wieżyczki zamkowej zabrzmiał, wzywając na śniadanie, a z głębi szpaleru z platanów ukazała się liczna kawalkada.<br>
{{tab}}Margrabia mówił dalej:<br>
{{tab}}— Bierze się tego parę kropel w szklance wody przed jedzeniem.<br>
{{tab}}Gabryela zawahała się przez chwilę.<br>
{{tab}}— A ty chcesz abym zażyła — szepnęła.<br>
{{tab}}— O tem tyś decydować powinna.<br>
{{tab}}Wyjął z kieszeni małą buteleczkę i wlał z niej kilka kropel w szklankę wody. Buteleczka opatrzona była etykietą, na której major położył napis swoją ręką.<br>
{{tab}}Klaudyjasz podał ją żonie, która przypatrywała się z nieufnością zawartemu w niej płynowi.<br>
{{tab}}Zajęło jej to chwilkę czasu.<br>
{{tab}}Pan de Chazey szybkim ruchem wsypał do szklanki biały nadzwyczaj miałki proszek. Leciutka mgła skaziła czystość wody.<br>
{{tab}}Klaudyjusz podał szklankę margrabinie, która może dostrzegła poprzedni ruch jego, bo ujęła szklankę drżącą dłonią i patrząc na męża dużemi {{pp|oczy|ma}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No197 part12.jpg|num=1079}}{{pk|oczy|ma}}, w których łza błyszczała.<br>
{{tab}}— Panie, — powiedziała — jeżeli śmierć mi podajesz, niech ci Bóg przebaczy!<br>
{{tab}}W jej spojrzenia tyle było wzniosłej dobroci, że margrabia postąpił krokiem naprzód jakby ją chciał powstrzymać i zawołał:<br>
{{tab}}— Gabryelo!<br>
{{tab}}Ona wychyliła odrazu całą szklankę, a potem rzekła:<br>
{{tab}}— Strzeż się, ludzie są {{Korekta|podejrźliwi|podejrzliwi}}. Kiedyś się ze mną żenił, Klaudyuszu, kochałeś inną. Zrozumiałam to. Nie chcę wiedzieć, co mnie o śmierć przyprawiło, ale umieram przez ciebie! Nie obawiaj się jednak niczego... Mogłabym się może bronić, ale nie chciałam... Musiałabym cię oskarżać, a to byłoby publiczną hańbą, infamiją, któraby splamiła nasze nazwisko. Tego ja nie chcę, ...i możesz zatem być spokojny, panie de Chazey.<br>
{{tab}}Niepodobna sobie wystawić z jaką godnością wymówiła te wzruszające wyrazy.<br>
{{tab}}{{Korekta|Kladyjusz|Klaudyjusz}} był jak spiorunowany.<br>
{{tab}}Zaledwie spróbował się bronić, jąkając zdania, których sam dobrze nie rozumiał.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No197 part13.jpg|num=1080}}{{tab}}— Proszę tylko o jedną łaskę — dodała Gabryela — pragnę mianowicie aby mnie po śmierci złożono w mojej wsi rodzinnej, gdzie mnie czekają moi rodzice... Proszę też abyś... nie dręczył mnie długo... Tylem już wycierpiała od miesiąca.<br>
{{tab}}Dzwon znowu się odezwał, a dźwięk ostróg dał się słyszeć na peronie.<br>
{{tab}}— Chodźmy — powiedziała margrabina rozkazującym tonem. Dziwionoby się naszej nieobecności. Jeżelim się omyliła, przebacz mi pan, jak ja panu przebaczam wszystko zło, któreś mi wyrządził.<br>
{{tab}}Zeszła ze schodów dość rzeźko i przez chwilę mogło jej się zdawać, że się rzeczywiście pomyliła.<br>
{{tab}}Czy to środek dany przez majora paraliżował truciznę, czy też doza zbyt silna znieczuliła organizm?<br>
{{tab}}Gabryela czuła tylko rodzaj odrętwienia coś niby wrażenie, jakiego doznają namiętni pochłaniacze opium.<br>
{{tab}}Zaczęło się śniadanie. Nikt z gości nie zauważył w niej żadnej zmiany.<br>
{{tab}}Major, siedzący po prawej ręce gospodyni domu, winszował sobie doskonałości środka, który dał {{Korekta|magrabiemu|margrabiemu}}.<br>
{{tab}}Rozmowa się ożywiła. Doskonałe {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No197 part14.jpg|num=1081}}wina bordeaux i szampańskie rozwiązały języki. Mówiono o prawdopodobieństwach wojny. Telegraf już przyniósł instrukcyje, General de Fremont przewidział wojnę oddawna, a teraz i inni zaczęli się domyślać, że dla powikłań dyplomatycznych nie ma innego punktu wyjścia. Oficerowie oczekiwali wojny z prawdziwie francuzką obojętnością.<br>
{{tab}}Jeżeli będzie potrzeba, to się spełni obowiązek i basta.<br>
{{tab}}Wkrótce goście przestali zajmować się margrabiną, która czyniła nadludzkie wysilenie walcząc z odrętwieniem i sennością, coraz więcej ją ogarniającami.<br>
{{tab}}Głowa jej stawała się ciężka jak ołów, i w końcu oczy zaczęły się przymykać pomimo jej wali.<br>
{{tab}}Wydawało jej się, że biesiadnicy, srebrne półmiski, sprzęty kręcą się po pokoju i milijony iskier kłują jej powieki.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No199 part01.jpg|num=1082}}{{tab}}Chwilami symptomaty te ustawały. Zresztą nie doznawała żadnego bólu, tylko zimno w całem ciele, a zwłaszcza w stronie serca. Trzęsła się, zęby jej szczękały pomimo tropikalnego upału, od którego nawet grube mury, kamienne sklepienia i żaluzyje z japońskiej słomy niedostatecznie zabezpieczały.<br>
{{tab}}Od czasu do czasu spotykała pełne obawy spojrzenie męża.<br>
{{tab}}Czas upływał i śniadanie miało się ku końcowi.<br>
{{tab}}Roznoszono właśnie kawę, gdy major spostrzegł że margrabina przechyla się na poręcz krzesła.<br>
{{tab}}Ociężała głowa nieszczęśliwej opadła na prawo, na ramię lekarza, jej zamglone oczy zamykały się, a jednocześnie pot zimny wystąpił na jej skroniach.<br>
{{tab}}Angielka wydała okrzyk rozpaczy i porwała ją w objęcia, Gabryela straciła przytomność. Przeniesiono ja do salonu. Major zdumiony tak nieprzewidzianą zmianą, stał przy niej rozmyślając nad sposobem przywrócenia jej do życia.<br>
{{tab}}Pomimo jego usiłowań, margrabina leżała wciąż bez czucia. Trupia {{pp|bla|dość}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No199 part02.jpg|num=1083}}{{pk|bla|dość}} rozpościerała się na jej twarzy, serce przestało uderzać, puls był tak slaby, nieregularny, że zaledwie można go było uczuć.<br>
{{tab}}Po półgodzinnych staraniach, major stracił wszelką nadzieję.<br>
{{tab}}Chora przedstawiała wszelkie symptomaty blizkiego zgonu.<br>
{{tab}}Zebranie się rozeszło. Oficerowie, przestraszeni, przechadzali się grupami, rozmawiając po cichu pod cieniem gęstych drzew ogrodu.<br>
{{tab}}Montglars, uważny na każdą zmianę w stanie zdrowia Gabryjeli, patrzył na tę scenę ze zręcznie maskowaną radością spadkobiercy, który widzi wielki majątek spadający na niego nagle, ale zarazem i z mimowolnem ściśnieniem serca, jakie budzi każdy tragiczny wypadek.<br>
{{tab}}Inni mogli niezrozumieć, on miał klucz dramatu rozwijającego się w jego oczach.<br>
{{tab}}Lepiej poinformowany od majora, który przypuszczał istnienie u Gabryjeli wady serca, Montglars wiedział dla czego, a raczej przez kogo umiera, ta młoda, szlachetna kobieta. Ale odgrywał komedyję żalu, jak i jego {{pp|ku|zyn}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No199 part03.jpg|num=1084}}{{pk|ku|zyn}} i siedząc na krześle, z palcami kurczowo zatopionymi w czuprynie, czekał fatalnego końca, z oznakami najgłębszej rozpaczy.<br>
{{tab}}Nagle scena się zmieniła.<br>
{{tab}}Najęty powóz zaprzężony w parę koni chudych i zdrożonych, ukazał się na trakcie Orańskim i po kilku minutach stanął przed dworem w Sidi-Belbes.<br>
{{tab}}Wysiadł z niego mężczyzna znużony, blady, okryty kurzem, z wyrazem śmiertelnej trwogi na twarzy.<br>
{{tab}}Nie pytał o nic nikogo. Przeszedł pusty przedsionek, poznał po zafrasowanych minach służby, w jadalni, że się musiało stać coś bardzo ważnego i zmierzył wprost do grupy osób stojących przy otomanie, na której leżała kobieta w białej sukni.<br>
{{tab}}Odsunąwszy wszystkich obecnych, Rochard, on to był bowiem, ukląkł u nóg konającej i ujął jej dłoń przezroczystą.<br>
{{tab}}Puls prawie bić zaprzestał.<br>
{{tab}}Przyłożył ucho do jej piersi. Serce nie uderzało.<br>
{{tab}}Wpatrzył się badawczo w twarz umierającej i zażądał lustra.<br>
{{tab}}Szyba zwierciadła zbliżona do ust {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No199 part04.jpg|num=1085}}margrabiny, zamgliła się.<br>
{{tab}}Pan de Chazey stał bez ruchu.<br>
{{tab}}Montglars dotknął jego ramienia i szepnął mu do ucha:<br>
{{tab}}— Rochard przyjechał.<br>
{{tab}}Margrabia drgnął.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|{{Korekta|IX|VIII}}.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Pomiędzy kołami''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Filip Rochard, nie zwracając żadnej uwagi na obecnych, zawołał łagodnie:<br>
{{tab}}— Gabryelo!<br>
{{tab}}Elektryczność jest w stanie zgalwanizować trupa.<br>
{{tab}}Miłość silniejszą jest jeszcze od niej.<br>
{{tab}}Po trzykrotnem wymówieniu jej imienia przez młodego doktora, Gabryela otworzyła oczy.<br>
{{tab}}Wyraz błogości rozpromienił jej anielskie rysy.<br>
{{tab}}Usta jej poruszyły się bezdźwięcznie.<br>
{{tab}}Rochard zapytał.<br>
{{tab}}— Czy cierpisz?<br>
{{tab}}Ona skinęła głowa.<br>
{{tab}}— Wiele cierpiałaś?<br>
{{tab}}— Tak, szepnęła ledwie dosłyszalnie.<br>
{{tab}}Filip gestem oddalił słuchających, pochylił się nad nią i powiedział jej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No199 part05.jpg|num=1086}}do ucha:<br>
{{tab}}— Zabito cię, Gabryelo. Jesteś ofiarą najpodlejszej zbrodni: otruto cię.<br>
{{tab}}Kurcz nerwowy wstrząsnął jej ciałem, zimnym przy kończynach.<br>
{{tab}}Gabryela zrobiła ostatnie wysilenie i rzuciła wymowne spojrzenie na angielkę stojącą przy niej.<br>
{{tab}}W tem spojrzenia była prośba.<br>
{{tab}}Mis Darley je zrozumiała. Wydobyła papier i podała go doktorowi.<br>
{{tab}}Papier ten zawierał co następuje:
{{f|align=right|prawy=20%|„Filipie!}}
{{tab}}Czekam Cię. Wiem, że przybędziesz. Kochałam cię bardzo. W imię czystej i świętej miłości, która nas łączy, rozkazuję ci zachować w tajemnicy powody mej śmierci. Znam je. Widziałam jak mi podawał truciznę. Pragnie wolności! Mój zgon mu ją powróci. Ale morderca nosi nazwisko moich przodków, które nie powinno zostać okryte sromotą. Niech moja mogiła zamknie w sobie dowody jego zbrodni i ukryje je przed światem.<br>
{{tab}}Cierpiałam strasznie. Przebaczam memu katowi. Żegnam cię, mój jedyny przyjacielu. Dusza moja przecież nie umrze i zawsze będzie z tobą,
{{f|align=right|prawy=15%|Gabryela“.|po=8px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No199 part06.jpg|num=1087}}{{tab}}Czytając ten testament, {{Korekta|podyktowawany|podyktowany}} przez anielskie miłosierdzie, Filip Rochard trzymał w swej ręce dłoń konającej.<br>
{{tab}}Czuł lekkie ściśnięcie jej dłoni, tak lekkie, że tylko on, połączony niczem nie rozerwalną nicią sympatyi duchowej z tą istotą, mógł je odczuwać.<br>
{{tab}}Szybkim ruchem schował papier podany mu przez angielkę i zwrócił się do margrabiny. Uśmiech przewinął się po ustach umierającej. W tejże chwili promień życia, blady i drżący po raz ostatni błysnął w jej szafirowych oczach i zagasł na zawsze:<br>
{{tab}}Wszystko było skończone.<br>
{{tab}}Dusza rozwinęła swe białe skrzydła i wzniosła się wysoko nad ziemią, aby zniknąć w nieskończoności.<br>
{{tab}}Doktór zamknął oczy zmarłej, dał znak obecnym, aby się rozeszli i sam pozostał przy zwłokach.<br>
{{tab}}Łzy palące jak roztopiona lawa płynęły z jego oczu.<br>
{{tab}}Przybył za późno! Dzieło zniszczenia już zostało dokonane.<br>
{{tab}}Teraz wszystko już było dla niego obojętne, mógł się swobodnie oddać rozpaczy. Lekki szelest wyrwał go z odrętwienia.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No199 part07.jpg|num=1088}}{{tab}}Klaudyjusz de Chazey stał naprzeciw niego, po drugiej stronie otomany.
Tylko ciało Gabryeli owinięte długą białą suknią, dzieliło ich obu!<br>
{{tab}}Nienawiść malowała się w spojrzeniu i postawie margrabiego.<br>
{{tab}}— Zawezwałem pana do pani de Chazey, zaczął i doprawdy żałuję tego.<br>
{{tab}}— Pan mnie wzywałeś? — spytał doktor.<br>
{{tab}}— Ja.<br>
{{tab}}— To widocznie telegram pański już mnie nie zastał w Paryżu.<br>
{{tab}}— Mniejsza o to. W każdym razie ta komedyja rozpaczy ze strony pana jest ubliżeniem pamięci zmarłej, którą mam prawo bronić, zdaje mi się.<br>
{{tab}}Filip patrzył na niego zdziwiony tem wystąpieniem i zaledwie rozumiejąc mówił.<br>
{{tab}}— Więc cóż? — spytał.<br>
{{tab}}— Rozstaniemy się, ale wprzódy zadam panu pewne pytanie.<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}— Pani de Chazey — skonała?<br>
{{tab}}— Tak, panie.<br>
{{tab}}— Jako, lekarz mogłeś pan to skonstatować.<br>
{{tab}}— Niestety!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No199 part08.jpg|num=1089}}{{tab}}— Co pan zamyślasz teraz uczynić, panie Rochard?<br>
{{tab}}Doktór odzyskał już zimną krew. {{Korekta|Wjednej|W jednej}} chwili nienawiść kipiąca w jego duszy i oburzenie uczciwego człowieka na tyle niegodziwości pokonały jego rozpacz. Skrzyżował ręce na piersi i odpowiedział ostrym tonem:<br>
{{tab}}— Co uczynię? Spełnię mój obowiązek.<br>
{{tab}}— Jak pan to rozumiesz? — zapytał margrabia sarkastycznie.<br>
{{tab}}— Nie potrzebuję się przed panem ukrywać i powiem otwarcie. Przybyłem tutaj dla rozciągnięcia opieki nad przyjaciółką z lat dziecinnych, nad aniołem, który uleciał, zabierając z sobą koronę męczennicy. Nie jestem tu jako lekarz, lecz jako przyjaciel i obrońca i jako taki, nie mam potrzeby zachowywać tajemnicy.<br>
{{tab}}Margrabia zgrzytnał zębami, ale nic nie odpowiedział.<br>
{{tab}}Doktór ciągnął dalej.<br>
{{tab}}— Pani de Chazey umarła otruta przez pana.<br>
{{tab}}— Co za potworny zarzut!<br>
{{tab}}— To prawda panie! Otruta jednym z tych jadów roślinnych, które prawie śladu po sobie nie zostawiają, lecz {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No199 part09.jpg|num=1090}}których obecność w organizmie można jednak skonstatować! Mogę panu nawet wymienić nazwę tej trucizny.<br>
{{tab}}— Wymień pan.<br>
{{tab}}— Digitalis albo ciemiernik (helleborus).<br>
{{tab}}Lekki kurcz ściągnął palce margrabiego ale była to jedyna u niego oznaka wzruszenia.<br>
{{tab}}— Powtarzam, że to niegodne oskarżenie — powiedział.<br>
{{tab}}— Słuchaj pan, rzekł Rochard, wyznam wszystko. Waham się w tej chwili, czy spełnić mój obowiązek i zadenuncyjować pana wobec władz w Oranie, czy też przychylić się do prośby, jaką umierając zaniosła do mnie ta anielska kobieta, którą pan miałeś odwagę zgładzić ze świata, dręcząc od tego dnia w którym ci się oddała, aż do samej śmierci.<br>
{{tab}}— Cóż to za prośba?<br>
{{tab}}— Aby zarzucić zasłonę na niecny czyn pański, dla uratowania honoru nazwiska niegdyś szanowanego przez wszystkich. Ona wiedziała, kto jej śmierć sprowadził, ale przebaczyła pana. Ja nie powinienem przebaczyć. Otóż wobec zwłok jej, jeszcze ciepłych, proponuję panu ugodę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No199 part10.jpg|num=1091}}{{tab}}— Jaką?<br>
{{tab}}— Każda zbrodnia ma swoją pobudkę. Pobudka pańskiego przestępstwa jest mi znaną. Prześladujesz pan swoją szaloną pasyję kobietę, która cię ze wstrętem odpycha.<br>
{{tab}}— Pan wiesz o tem? Jakże się więc ta kobieta nazywa?<br>
{{tab}}— Czy potrzebują ją nazwać?<br>
{{tab}}— Joanna Jousset?<br>
{{tab}}— Pani Descombes raczej.<br>
{{tab}}— Przypuśćmy. Cóż dalej?<br>
{{tab}}— Tę kobietę shańbiłeś uśpiwszy ją za pomocą chloroformu, tak jak zabiłeś swoją żonę za pomocą trucizny.<br>
{{tab}}— Przecież o tem, co zaszło pomiędzy mną a Joanną, pan wiedzieć nie możesz.<br>
{{tab}}— Owszem mogę i daremnie będziesz pan temu przeczył. Sameś pan wyznał swój postępek, przy ulicy Saint-Guillaume. Przypominasz pan sobie?... Ja tam byłem i wszystko słyszałem.<br>
{{tab}}Margrabia pobladł, ale nie oburzył się.<br>
{{tab}}— Cóż dalej? powtórzył tylko.<br>
{{tab}}— Liczyłeś pan, że Joanna Jousset, utraciwszy przez ciebie dobrą sławę, zostanie twoją metresą, ale omyliłeś się co do tego. Jako kobieta uczciwa, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No199 part11.jpg|num=1092}}oparła się ona twoim prośbom i groźbom a w końcu znalazł się nawet człowiek, który chciał jej dać swoje nazwisko i majątek...<br>
{{tab}}— Descombes?<br>
{{tab}}— Tak. Człowiek ten zginął. Łatwo zgadnąć pańską rękę w tej katastrofie. Wdowa jego znowu się pana wymknęła, bo jako osoba bogata i niezależna, nie potrzebuje się już lękać niczyich pokuszeń. Ale pan wymyśliłeś nowy oręż przeciwko niej. Nie mogąc zwalczyć opora kobiety, zadałeś cios matce.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Porwawszy jej dziecko.<br>
{{tab}}— Ależ to cały romans!<br>
{{tab}}— To prawda, usłyszałem rzecz całą z ust pani Descombes.<br>
{{tab}}— Aa!<br>
{{tab}}— I wiem jakie przyrzeczenie wymogłeś pan na słabej i złamanej nieszczęściem kobiecie. Dla dotrzymania tej obietnicy musiała umrzeć pańska żona — i umarła!...<br>
{{tab}}— Ale czego pan chcesz? Miałeś mi podać swoje warunki... mów pan prędko, nie chcą, aby nas podsłuchano.<br>
{{tab}}— Wyrzekasz się pan tej kobiety?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No199 part12.jpg|num=1093}}{{tab}}— Może i pan ją kochasz? — rzekł ironicznie margrabia.<br>
{{tab}}— Kochałem tylko pannę de Montrevers, i całe życie będę po niej nosił żałobę. Ona to, ona jedynie broni pana przedemną i sprawiedliwością ludzką.<br>
{{tab}}— Czegóż pan jeszcze żądasz?<br>
{{tab}}— Abyś pan oddał pani Descombes jej dziecko.<br>
{{tab}}— To już wszystko?<br>
{{tab}}— I pozwolisz pan żyć w spokoju ludziom, których życie zakłóciłeś.<br>
{{tab}}— I nic więcej?<br>
{{tab}}— Reszta jest sprawą pańskiego sumienia. Zobowiążesz się pan piśmiennie do spełnienia tych warunków.<br>
{{tab}}— A jeżeli odmówię?<br>
{{tab}}— W takim razie natychmiast jadę do Orann, przysięgam na Boga! I dowiodę pańskiej, a raczej pańskich zbrodni. Ta święta i czysta ofiara sama pana oskarży.<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}Margrabia wobec niebezpieczeństwa zachował się odważnie. Rysy jego nie wyrażały najmniejszego zmięszania. Zdawało się, że cała złość jego i gniew zniknęły.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No199 part13.jpg|num=1094}}{{tab}}Zadzwonił. Wszedł kamerdyner.<br>
{{tab}}— Daj nam papieru i wszystkiego czego trzeba do pisania — rozkazał pan de Chazey głośno; bardzo cicho zaś dodał:<br>
{{tab}}— Oficerowie?<br>
{{tab}}— Odjechali — odparł Bazyli.<br>
{{tab}}— Major?<br>
{{tab}}— ...Odchodzi właśnie.<br>
{{tab}}— Oddal całą służbę... chcę być sam.<br>
{{tab}}Bazyli się skłonił.<br>
{{tab}}Przez kilka minut grobowe milczenie panowało w salonie.<br>
{{tab}}Margrabia i doktór stali oko w oko przy zmarłej, na której twarzy zamiast wyrazu cierpienia, rozpostarła się teraz pogodą i spokój.<br>
{{tab}}Kemerdyner znowu się zjawił. Postawił na stoliku kałamarz, położył papier ì pióra.<br>
{{tab}}Pan i sługa nie zamienili ani jednego wyrazu.<br>
{{tab}}Klaudyjasz, spojrzeniem zapytał:<br>
{{tab}}— Zrobiłeś jak kazałem?<br>
{{tab}}A wierny Bazyli również wzrokiem odpowiedział:<br>
{{tab}}— Wola pańska spełniona.<br>
{{tab}}Skoro drzwi się zamknęły za służącym, fizyjognomija margrabiego {{pp|przy|brała}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No199 part14.jpg|num=1095}}{{pk|przy|brała}} całkiem odmienny wyraz. Oczy jego strzeliły błyskawicą.<br>
{{tab}}— Panie Rochard — powiedział ze zjadliwem szyderstwem, jesteś pan wielkim uczonym, a jednak jest coś czego nie wiesz: mianowicie, że mnie się opierać bezkarnie nie wolno. Pan uczyniłeś to i postąpiłeś nierozważnie. Wysłuchałem pana od początku do końca... {{Korekta|najwpierw|najpierw}} dlatego, że chciałem poznać pana do gruntu... a potem potrzeba mi było trochę czasu. Z naszej rozmowy przekonałem się, że pan wiesz zbyt wiele. Znając tak niebezpieczne tajemnice, trzeba się mieć na ostrożności.<br>
{{tab}}— Może pan masz zamiar zabić mnie także?<br>
{{tab}}— Być może.<br>
{{tab}}Doktór wzruszył ramionami lekceważąco i spojrzał na zwłoki Gabryeli z politowaniem i miłością.<br>
{{tab}}— Nie boję się śmierci — powiedział. Zbyt często widziałam ją z blizka, aby mnie miała przerażać. Pańska nowa ofiara byłaby szczęśliwszą od swego mordercy. Umarłbym spokojnie bez wyrzutu i powiem więcej nawet, bez żalu.<br>
{{tab}}— Chciałeś pan zawrzeć ze mną {{pp|u|godę}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No199 part15.jpg|num=1096}}{{pk|u|godę}}, zaproponuję panu inną. Mam o panu korzystne mniemanie, mianowicie uważam go za człowieka honorowego. Przysięgnij mi nan, że wszystko, co ci jest wiadomem, zatrzymasz w tajemnicy, a jesteś wolny.<br>
{{tab}}— Nic panu nie przyrzeknę.<br>
{{tab}}— Odmawiasz pan?<br>
{{tab}}— Po cóż mam nakładać więcej na moją swobodę?<br>
{{tab}}— Przez ostrożność.<br>
{{tab}}— Byłbym podłym, gdybym drżał przed panem. Połóż pan rękę na mojej piersi, a przekonasz się, że serce nie bije mi silniej, niż zwykle, pomimo pańskich pogróżek!<br>
{{tab}}— Po co tyle słów? Przyjmujesz pan moje warunki?<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}— Cierpliwość moja jest wyczerpana, uprzedzam.<br>
{{tab}}— Rób pan co ci się podoba.<br>
{{tab}}Margrabia trzymał prawą rękę w kieszeni. Teraz wyjął ją ruchem powolnym, odmierzonym. Trzymał rewolwer, który podniósł do wysokości piersi Rochard’a.<br>
{{tab}}Ten ostatni nie drgnął nawet. Żaden muskuł jego twarzy się nie poruszył.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No199 part16.jpg|num=1097}}{{tab}}Była chwila oczekiwania, wahania może ze strony margrabiego.<br>
{{tab}}— Więc nie? — zapytał raz jeszcze.<br>
{{tab}}Filip nic nie odpowiedział. Uśmiechnął się tylko pogardliwie.<br>
{{tab}}Lufa rewolweru błysnęła płomieniem, wystrzał głucho się rozległ w salonie.<br>
{{tab}}Doktór stał nieporuszony.<br>
{{tab}}Huknęło po raz drugi i Filip padł obok otomany a nóg Gabryeli, nie wydawszy nawet jęku.<br>
{{tab}}Margrabia błędnem okiem wpatrzył się w dwa trupy leżąco obok siebie.<br>
{{tab}}— Kochali się — szepnął — połączyłem ich. Cienka struga krwi płynęła z rany młodego człowieka, na dywan. Dwie kule przeszyły pierś jego. Był martwy.<br>
{{tab}}Morderca nie wahał się co uczynić teraz ze swą ofiarą. Wziął go na ręce, rzuciwszy grubą matę na plamę krwi i zmierzył do przedsionka. Na progu zatrzymał się. W Bazylim posiadał nieocenionego sługę. Rozkazy jakie mu wydawał były spełniane co do joty.<br>
{{tab}}Około domu panowała iście cmentarna cisza.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No200 part01.jpg|num=1098}}{{tab}}Margrabia ze swym ciężarem wszedł na schodki kręcone, wiodące do piwnic wykutych w skale, a mających wyjście na widoki gór, które piętrzyły się amfiteatralnie na wybrzeżu.<br>
{{tab}}Stanąwszy {{Korekta|wgłębi|w głębi}} pieczary położył ciało na ziemi, potem wyszedł, zamknął ciężkie drzwi za sobą i powrócił do salonu.<br>
{{tab}}Tam zawołał Bazylego i przeniósł zwłoki margrabiny do jej pokoju. Potem udał się do oficyn. Maltańczyk, który przy wiózł Filipa Roshard’a z Orana do Sidi-Bolbes spal w cieniu czekając na swego pasażera!<br>
{{tab}}Margrabia wsunął mu w rękę trzy luidory mówiąc:<br>
{{tab}}— Możesz odjechać! Ten pan zostaje tutaj i powróci przez {{Korekta|Alger|Algier}}. Rozumiesz?<br>
{{tab}}Maltańczyk rozumiał przedewszystkiem, że dostał trzy piękne złote monety.<br>
{{tab}}— Doskonale ekscelencjo — odpowiedział.<br>
{{tab}}W kwadrans potem duże jego szkapy, wychudłe jak kozy, biegły aleją wjazdową a uprzęż przystrojona brzękadłami dzwoniła, aż ucichła w oddali.<br>
{{tab}}Gabryela de Montrevers z oczyma {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No200 part02.jpg|num=1099}}{{kor|zamniętemi|zamkniętemi}} ręką Filipa, spoczywała w zbytkownym pokoju, w którym ją zamordowano. O trzy piętra niżej we wnętrza skały Filip Rochard leżał na wilgotnym piasku, na który kapała woda źródlana.<br>
{{tab}}Ponura, rozpaczliwa cisza panowała w całym domu. Wice-hrabia de Montglars zniknął w labiryncie szpalerów parkowych, po których się przechadzał rozgorączkowany nadzieją i obawą, I wstrząsającemi nim na przemiany.<br>
{{tab}}Julja, garderobiana Gabryeli i miss Darley czuwały przy łożu zmarłej, pogrążone w prawdziwym, niekłamanym smutku.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|IX.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Umarły i żywy''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Noc wstąpiła na ziemię. W oficynach Sidi-Belbes’u, wszyscy spali. Okna zamku były ciemne. Tylko słabo, chwiejne światełko, podobne do płomienia lampy, dniem i nocą palącej się w kościele, przeświecało przez firanki w pokoju umarłej. Jedenasta wybiła na zegarze w sypialni margrabiego.<br>
{{tab}}Klaudyjusz cicho drzwi otworzył i bez szmeru wymknął się na długi korytarz sklepiony.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No200 part03.jpg|num=1100}}{{tab}}Filip Rochard, z piersią przeszytą dwiema kulami, leżał wciąż rozciągnięty na tem samem miejsca, gdzie go zostawił jego morderca. Margrabia uważał go za umarłego, jednak Filip żył.<br>
{{tab}}W chwili, gdy pan de Chazey opuścił swój pokój, ranny ocknął się właśnie z letargu, w którym był pogrążony. Oczy jego się otworzyły. Z początku nic nie widział. Piwnica, w której się znajdował, nie miała okna, tylko wejście zarośnięte krzakami. Zwolna zaczął sobie przypominać, co go spotkało.<br>
{{tab}}W jego wyobraźni odtworzyła się scena, której koniec tak był dla niego tragiczny. Cierpiał mało ale czuł nadzwyczajne osłabienie. Krew, uchodząca dwiema ranami, uratowała mu życie.<br>
{{tab}}Gdzie był? Na to nie umiał sobie odpowiedzieć. Ale {{Korekta|probował|próbował}} się orjentować. Czuł też, że wołanie o pomoc byłoby z jego strony wielką nieostrożnością, szaleństwem nawet. Pan de Chazey dlatego go tu zostawił, że uważał za trupa.<br>
{{tab}}Filip zaczął uważnie nadsłuchiwać i dosłyszał o parę kroków od siebie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No200 part04.jpg|num=1101}}regularny odgłos kropli {{Korekta|spływająch|spływających}} do kałuży jedna za drugą. {{Korekta|Probował|Próbował}} dowlec się do tego miejsca, ale napróżno.<br>
{{tab}}Wysilenie to sprawiło mu tylko ból w piersi, czuł, że znowu omdlewa, iskry zaczęły mu skakać przed oczyma i wydało ma się, że zapada w przepaść bezdenną.<br>
{{tab}}Zemdlał. Jednakże, przed utrata przytomności, ujrzał jeszcze wyraźnie scenę, która głęboko wryła mu się pamięć.<br>
{{tab}}Zobaczył mianowicie, że ciężkie drzwi jego grobu otworzyły nie i przepuściły człowieka niosącego latarnię w ręku.<br>
{{tab}}Tym człowiekiem, był margrabia de Chazey. Oświecił katy piwnicy i zatrzymał się o dwa kroki od Filipa, leżącego przy ścianie. Sklepienie tak było nizkie, że margrabia musiał się zgiąć prawie we dwoje.<br>
{{tab}}Filip Rochard, pogrążony w półśnie, uczuł że życie jego wisi na włosku i zależne jest od najmniejszego poruszenia.<br>
{{tab}}Powstrzymał oddech i leżał sztywno, wyciągnięty jak trup.<br>
{{tab}}Co za zamiar mógł mieć margrabia przychodząc tutaj w nocy?<br>
{{tab}}Wątpliwość ta wkrótce się {{pp|wyjaśni|ła}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No200 part05.jpg|num=1102}}{{pk|wyjaśni|ła}}. Pan de Chazey podniósł do góry rękę swej ofiary i spuścił ją, potem zarzucił mu na twarz kawał jakiejś tkaniny i postąpił naprzód kilka kroków.<br>
{{tab}}Tam rozgarnął gałęzie krzaków zasłaniających wyjście z podziemia na wybrzeże i słabe światło podobne do promieni księżyca wpadło przez otwór.<br>
{{tab}}Jednocześnie, do uszu Filipa doszedł głuchy, majestatyczny szum fal morskich. Rochard drgnął.<br>
{{tab}}Czyżby mordeca chciał go wrzucić w niezgłębioną otchłań morza?<br>
{{tab}}Myśl ta przesunęła mu się przez głowę niejasno.<br>
{{tab}}Ale Klaudyjusz de Chazey zbyt był przezorny, aby powierzyć zwłoki morzu, które mogło je przecież na brzeg wyrzucić. Plan jego był zupełnie inny.<br>
{{tab}}Powrócił do drzwi, okutych żelazem, zasunął rygle, przekręcił klucz w zamku i rzucił go w kąt, potem zaczął się przechadzać po piwnicy wzdłuż i wszerz z oznakami niecierpliwości.<br>
{{tab}}Wreszcie zatrzymał się przed otworem, wychodzącym na wybrzeże i zrobionym zapewne w celu ułatwienia ucieczki mieszkańcom zamku, w razie zamieszek i niepokojów, tak częstych {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No200 part06.jpg|num=1103}}w epoce podbojów hiszpańskich.<br>
{{tab}}Żaden kraj może nie zaznał częstszych przewrotów politycznych i krwawszych buntów od Oranu i jego okolic.<br>
{{tab}}W przeciągu niespełna trzech stuleci zmienił on władców nie mniej jak dziesięć razy.<br>
{{tab}}W krótce nowy odgłos doszedł z zewnątrz. Był to turkot wozu zbliżającego się nie równą pełną wybojów drogą.<br>
{{tab}}Wóz ten zaprzężony w małego konika zatrzymał się przed otworem podziemia!<br>
{{tab}}— To ty, Achmecie? — zapytał margrabia.<br>
{{tab}}— Tak panie.<br>
{{tab}}— Masz wszystko czego potrzeba?<br>
{{tab}}— Mam, panie.<br>
{{tab}}— To się zabierz do roboty.<br>
{{tab}}— Uwinę się z tem prędko.<br>
{{tab}}— Trzeba zamurować to wejście, ale mocno, porządnie, rozumiesz?<br>
{{tab}}— Tak, panie.<br>
{{tab}}Ahmet był krajowcem służącym u margrabiego i spełniającym rozmaite polecenia a pomiędzy innemi także roboty murarskie około domu.<br>
{{tab}}— To wyjście zasłonięte tylko krzakami oddawna mnie już niepokoiło, — {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No200 part07.jpg|num=1104}}mówił dalej margrabia. Boć jeżeli można wyjść kędy z zamku to wejść do zamku także można a włóczęgi mogą z tego skorzystać. Idzie mi o tajemnicę... bo gdyby się dowiedziano, żem to kazał zamurować, posądzonoby mnie zaraz o zakopanie w piwnicy Bóg wie jakich skarbów.<br>
{{tab}}Ahmet uderzył się w czoło. Skarby! To bardzo możliwe. Margrabia był tak bogaty!<br>
{{tab}}Grunt wybrzeża pokrywały ułamki marmuru i granitowe bryły ogromnych rozmiarów.<br>
{{tab}}W przeciąga paru minut mularz zebrał pewną ilość odłamów kamienia i złożył je u wejścia do pieczary. Na wozie znajdował się cement. Kropla wody miarowo sączyły się na piasek, pochodziły ze źródła, jednego z bardzo licznych krynic wytryskujących wszędzie w okolicy Sidi-Belbes.<br>
{{tab}}Ahmet tedy miał wszystko co potrzebował do murowania, mianowicie: kamianie, cement i wodą.<br>
{{tab}}Wązki sierp księżyca wypłynął z za chmury.<br>
{{tab}}Margrabia pomagał Ahmetowi i nie spuszczał go z oka.<br>
{{tab}}Mur szybko się wznosił, a otwór {{pp|ma|lał}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No200 part08.jpg|num=1105}}{{pk|ma|lał}}. Gdy był już tak tylko szeroki, że człowiek z trudem mógł się przezeń przecisnąć, margrabia wyszedł z pieczary.<br>
{{tab}}Doktor jak przez mgłę ujrzał płomyk zapalającego się cygara, zobaczył jeszcze jak margrabia kilka razy przeszedł się tam i napowrót koło otworu coraz węższego i w chwili, gdy ryzykując życie, Filip chciał już wydać okrzyk rozpaczy, wpadł znowu w zupełne odrętwienie.<br>
{{tab}}Ahmet prędko skończył swoją robotę. Margrabia mógł być spokojny.<br>
{{tab}}Bryły marmuru i granitu starannie spojone cementem tworzyły z tej strony, nie przeniknioną zaporę pomiędzy rannym a wybrzeżem. Z drugiej zaś strony drzwi olbrzymie, ciężkie, okute żelazem jak podwoje fortecy, niepodobne były do wyważenia, nawet dla zdrowego i bardzo silnego człowieka.<br>
{{tab}}— Skończyłeś? zapytał margrabia araba.<br>
{{tab}}— Tak, ekscelencjo.<br>
{{tab}}— Mocne.<br>
{{tab}}— Tylko armata by przebiła.<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}Wyjął dwa luidory i podał je Ahmetowi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No200 part09.jpg|num=1106}}{{tab}}— Tylko milczenie, rozkazał.<br>
{{tab}}— Będę posłuszny, sidi.<br>
{{tab}}— Jeżeli po powrocie moim tutaj dowiem się żeś dotrzymał słowa, dostaniesz drogie tyle.<br>
{{tab}}Robota była skończona. Wózek znowu zadudnił na drodze. Ahmet powracał do, wioski, rozważając postępowanie margrabiego.<br>
{{tab}}Dla czego ten francuz kazał w tajemnicy zamurować przejście, istniejące już od tylu wieków. Dla czego drzwi, które wystarczały tylu innym, jemu nie wystarczają?<br>
{{tab}}Dla czego dał tyle pieniędzy za łatwą i mało czasu zajmującą robotę? Dla czego wreszcie tak usilnie nakazał milczenie.<br>
{{tab}}Margrabia, ze swej strony, słuchając turkotu, oddalającego się wózka, także oddawał się rozmyślaniu.<br>
{{tab}}— Lepiej byłoby wrzucić trupa w wodę, pomyślał. Lecz po chwili dodał w duchu:<br>
{{tab}}— Eh! umarli nie wracają, a ten zapewne należy do umarłych.<br>
{{tab}}Całą noc przechadzał się ta i owdzie, dla rozpędzenia przykrych myśli. Tych dwoje ludzi, którzy przez niego pozbawieni zostali życia, nie dawało mu spokoju. Pragnął jak najprędzej być zdala {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No200 part10.jpg|num=1107}}od tej, która spoczywała teraz z krucyfiksem na piersi i tego, co tam leżał na ziemi, zamurowany.<br>
{{tab}}Po raz pierwszy w życia, margrabiego prześladowało widmo jego ofiar.<br>
{{tab}}Najmniejszy szelest, odgłos kroków szakala, przeciskającego się wśród cierni, lub krzyk ptaka morskiego na skale, przejmował go dreszczem.<br>
{{tab}}Dopiero o świcie uspokoił się nieco.<br>
{{tab}}Nagarnął zarośla na mur świeżo przez Ahmeta wzniesiony, nie chcąc, aby ta zmiana zwróciła czyjąkolwiek uwagę, a następnie udał się do oficyn.<br>
{{tab}}Czerwona wstęga barwiła niebo na wschodzie. Kazał zaprządz do powozu zaspanemu arabowi, objechał zamek i przez pustą aleję wyjechał na trakt wiodący do Mostagenein.<br>
{{tab}}Gdy około południa powrócił do Sidi-Belbes, powożąc końmi okrytemi pianą i potem, spotkał Montglars‘a, przechadzającego się przed zamkiem.<br>
{{tab}}— A doktor? zapytał wice-hrabia.<br>
{{tab}}— Jest w rozpaczy.<br>
{{tab}}— Gdzie się podziewa? Nie mogę go znaleźć w całym domu.<br>
{{tab}}— Odwiozłem go właśnie do Mostaganein.<br>
{{tab}}— Co on zamyśla robić?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No201 part01.jpg|num=1108}}{{tab}}— Powróci do domu na Alger.<br>
{{tab}}Margrabia dodał zagadkowym tonem:<br>
{{tab}}— Ten człowiek gotów jest popełnić jakieś szaleństwo.<br>
{{tab}}— On?<br>
{{tab}}— Zapewne, że on.<br>
{{tab}}— Ale z jakiego powodu?<br>
{{tab}}— Kochał margrabinę.<br>
{{tab}}— Doprawdy?<br>
{{tab}}— Możesz czytać jego listy.<br>
{{tab}}— A tyś je czytał?<br>
{{tab}}— Tak. Przed tobą nie mam tajemnic... Te listy są w biurka Gabryeli.<br>
{{tab}}Margrabia wymówił te słowa z dziwnym chłodem i szyderstwem, poczem położył palec na ustach, dając wicehrabiemu poznać, że chce, aby to o czem mu powiedział pozostało sekretem i oddalił się.<br>
{{tab}}We dwa dni potem, statek idący z z Oranu do Marsylii, zabrał margrabiego i jego świtę.<br>
{{tab}}Klaudyjusz udał się wprost do Franche-Comté i tam, w grobie rodzinnym de Montevers’ów złożył zamknięte w ołowianej trampie zwłoki anielskiej i nieszczęśliwa Gabryjali de Montrevers, margrabiny do Chazey.<br>
{{tab}}Przybywszy do Marsylii, znalazł {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No201 part02.jpg|num=1109}}miasto w stanie nadzwyczajnego wzburzenia.<br>
{{tab}}Wojna już była wypowiedziana. Wypadek ten zajmował wszystkich bez wyjątku. Kłótnie, niesnaski, spory prywatne, zniknęły wobec krwawego zatargu dwóch współzawodniczących z sobą narodów.<br>
{{tab}}Na wieść o wojnie, margrabia swobodniej odetchnął.<br>
{{tab}}Któż się teraz będzie zajmował zniknięciem Rocharda? Jego krewni i znajomi z łatwością uwierzą w samobójstwo, zwłaszcza jeżeli z jego listów do margrabiny przekonają się jak gorące uczucia żywił dla zmarłej.<br>
{{tab}}Zresztą, czyż potrzebował margrabia odpowiadać za życie człowieka, którego strzedz się nie obowiązywał?<br>
{{tab}}W trzy doi po powrocie pana de Chazey do Francyi, pułki armii czynnej ciągnęły ku granicy, zwracając uwagę publiczności.<br>
{{tab}}Młoda margrabina spoczywała, tak samo jak Ferdynand Descombes, w grobie rodzinnym, obok tych, którzy zbyt krótko żyli, aby jej bronić.<br>
{{tab}}Komendant Bannin był niepocieszony. Nawet pani de Senessy, pomimo swej lekkości, uczuwała żal szczery {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No201 part03.jpg|num=1110}}i głęboki. Ale oboje, nie znając prawdziwego winowajcy, tylko los obwiniali o przedwczesny zgon biednej Gabryjeli.<br>
{{tab}}Montglars, wstrząśnięty do głębi widokiem śmierci margrabiny i zwyciężony jej hojną darowizną, natychmiast po pogrzebie przyjechał do Paryża dla zasiągnięcia rad Sary i zaczerpnięci u niej odwagi do dalszego działania.<br>
{{tab}}Sara, powiadomiona o wszystkiem co się stało, rzekła mu:<br>
{{tab}}— Teraz, nie masz pan nic do roboty. Czekaj.<br>
{{tab}}— Długo?<br>
{{tab}}— Kilka tygodni... może nawet miesięcy.<br>
{{tab}}— Ale...<br>
{{tab}}— Tylko ani słowa Klaudyjuszowi!<br>
{{tab}}Schowała do sekretarzyka kartkę papieru z adresem: Leymens, Chemist, Regent-Street, London, i z urywkami dwóch wyrazów! ver. alb. poczem dodała:<br>
{{tab}}— Będziesz pan zadowolony z naszej zemsty.<br>
{{tab}}Wojna potrwała dłużej niż z początku przewidywano. Klęska po klęsce spadała na Francyję. Na pierwszą {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No201 part04.jpg|num=1111}}wieść o marszu prusaków na Paryż, pani Descombes przeniosła się do Fontonelles.<br>
{{tab}}Pewnego wieczoru, gdy siedząc smutna na balkonie, wsłuchiwała się w odgłosy dochodzące zdała, w których zdawało jej się zawsze, że rozpoznaje huk armat, i myślała o swem dziecka od tak dawna z nią rozłączonem, zbliżyła się do niej Żorżetta i oddała jej bilecik, przywieziony przez umyślnego.<br>
{{tab}}Joanna drżącą ręką rozdarła kopertę.<br>
{{tab}}Od bardzo dawna odbierała tylko same złe wiadomości.<br>
{{tab}}Stryj Rajmund z Saulai, pomimo swego kalectwa, na nowo zaciągnął się do pułku, zaraz po pierwszej porażce francuzów. Jan Jousset żył samotnie w Colombier. Piotr Morand, jak mówiono, został wezwany do Francyi ze swym pułkiem. Któż więc mógł do niej pisać?<br>
{{tab}}Joanna nie miała odwagi rzucić okiem na list, który trzymała w ręku.<br>
{{tab}}Żorżetta wreszcie wyrwała go jej i przeczytała podpis.<br>
{{tab}}— Od pana Chazey, — rzekła.<br>
{{tab}}— Jeszcze on! szepnęła ze strachem wdowa.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No201 part05.jpg|num=1112}}<section begin="9" />{{tab}}Bilecik zawierał to wyrazy:<br>
{{tab}}„Joanno!<br>
{{tab}}Jestem wolny od miesiąca. Kiedy dotrzymasz swego przyrzeczenia?
Margrabia {{Rozstrzelony|de Chaze}}y.“
Nazajutrz Joanna odpisała:<br>
{{tab}}„Uczyniłeś mnie wdową trzeciego kwietnia. Za rok, tego samego dnia, tegoż miesiąca.
''{{Rozstrzelony|Joann}}a''“.
Odpowiedź tę podyktował stary Descombes.
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section end="9" />
<section begin="cz04" />{{c|'''CZĘŚĆ IV.'''|w=140%|po=20px}}
{{c|'''Przy wodospadzie.'''|w=140%}}
{{---|60|przed=20px|po=20px}}<section end="cz04" />
<section begin="X" />{{c|I.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Wieczór po bitwie''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Minęły trzy miesiące.<br>
{{tab}}Nie będziemy ich opisywali. Pocóż przypominać sobie wszystkie niecofnie, a tak przykre, nietylko dla serca każdego francuza, lecz wszystkich tych, którzy sympatyzują z Francyją i francuzami?<br>
{{tab}}Była prawie połowa stycznia. {{pp|Nie|bywałe}}<section end="X" /> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No201 part06.jpg|num=1113}}{{pk|nie|bywałe}} mrozy ścisnęły ziemię.<br>
{{tab}}We {{Korekta|Franche Comté|Franche-Comté}}, {{Korekta|termomet|termometr}} spadł na dwadzieścia stopni niżej zera. Ziemia stwardniała od zimna i pokryta śniegiem na półtory stopy, czyniła prawie niemożliwymi marsze wojska w okolicy górzystej, pełnej nierówności, skał, rozpadlin, potoków i wąwozów.<br>
{{tab}}Osoby naszego dramatu rozpierzchły się w różne {{Korekta|strny|strony}}.<br>
{{tab}}Margrabia Klaudyjusz de Chazey służył w armil Loarskiej. Kuzyn jego wicehrabia de Montglars, pracował w Intendenturze i gryzmolił referaty biurowe podczas gdy inni się bili, maszerowali w słotę i mrozy, lub obozowali w czystem polu.<br>
{{tab}}Zrobimy tu mimochodem małą uwagę.<br>
{{tab}}Dlaczego wodzowie francuscy pozwalali bezustannie marnować się swym nieszczęśliwym żołnierzom na błocie i śniegu zlodowaciałym, w polu, pod gołem niebem, podczas gdy nieprzyjaciel obozował w miastach, wioskach i zamkach?<br>
{{tab}}Jakie można prowadzić do boju ludzi zziębniętych, drżących, okrytych soplami lodu, gnących się pod ciężarem zardzewiałej broni, spleśniałych {{pp|zapa|sów}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No201 part07.jpg|num=1114}}{{pk|zapa|sów}} żywności, moknących w przemiękłem ubrania?<br>
{{tab}}A miasta, osady, wsie i folwarki chętnieby przecież utuliły i ogrzały swych obrońców.<br>
{{tab}}Zamykamy nawias, już i tak zbyt długi i powracamy do naszego opowiadania.<br>
{{tab}}Komendant Bonin, zamknięty w Paryżu, odważnie pełnił swój obowiązek.<br>
{{tab}}Co robili Piotr Morand i kapitan {{Korekta|Jouset|Jousset}}, wkrótce się dowiemy.<br>
{{tab}}Wśród najrozmaitszego rodzaju przeszkód, nagromadzonych na granicy szwajcarskiej, przez naturę i zimę, ostrzejszą niż kiedykolwiek, armia liczna i niedoświadczona czyniła jedno z tych bohaterskich wysileń, które nigdy nie bywają uwieńczone pomyślnym skutkiem, lecz zawsze przynoszą zaszczyt i sławę tym, co poświęcają życie i siły dla ojczyzny.<br>
{{tab}}Był wieczór piętnastego stycznia.<br>
{{tab}}Ciemności oddawna okryły ziemię. Zamek Fontenelles, otoczony lasami, samotny wśród wielkiej smutnej przestrzeni, wznosił się ciężką massą ponad ogołoconemi gajami.<br>
{{tab}}Księżyc dopiero wypłynął na niebo, a chmury rozbiegły się szybko, {{pp|pędzo|ne}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No201 part08.jpg|num=1115}}{{pk|pędzo|ne}} przez wiatr północny, ostry, świszczący, lodowaty. Światło księżycowe spłynęło mglistą strugą na czarne dachy, nad któremi powiewała flaga.<br>
{{tab}}Okna fasady, oświetlone od pierwszego do ostatniego, wskazywały, że zamek jest {{Korekta|zamieszkalny|zamieszkały}}.<br>
{{tab}}Było w nim rzeczywiście bardzo ludno, ale powierzchowność tej wytwornej i bogatej siedziby zmieniła się tak samo, jak jej przeznaczenie.<br>
{{tab}}Na równi z wielu innemi zamkami, Fontenelles zostało zamienione przez swą właścicielkę na obszerny, wzorowo utrzymany ambulans.<br>
{{tab}}Flaga, powiewająca nad dachem, miała czerwony krzyż na białem polu, godło miłosierdzia. Joanna dotknięta tylu ciosami, naśladowała nieszczęśliwe kobiety, dla których świat ma tylko rozczarowania i które poświęcają się na usługi ubogich i cierpiących.<br>
{{tab}}Fontenelles więc było szpitalem.<br>
{{tab}}Rzędy białych łóżek zajmowały parterowe pokoje. Służący pozamieniali się w infirmerów. Cały zamek pełen był chorych i rannych.<br>
{{tab}}Od dwóch tygodni armia Bourbakiego walczyła z {{Korekta|niemcami|Niemcami}} i żywiołami, straszniejszemi jeszcze od pierwszych.<br>
{{tab}}Z Fontenelles od rana do wieczora {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No201 part09.jpg|num=1116}}słychać było huk armat w kierunku Villersexel lub Montbeliard.<br>
{{tab}}Codziennie, baterje bombardujące Belfort i działa oblężonej fortecy grzmiały głucho, tworząc basowy akompaniament do strzelaniny karabinowej.<br>
{{tab}}Cóż mogli uczynić francuzi?<br>
{{tab}}Nieszczęśliwi żołnierze, źle wymustrowani, prawie bez wodzów, dziesiątkowani przez choroby, mieli walczyć z nieprzyjacielem dobrze odzianym, zaopatrzonym we wszystko i występującym do boju po nocy, przepędzonej wygodnie, pod dachem, podczas gdy oni nocowali w polu, na śniegu i trzymali się ledwie na nogach z głodu i wycieńczenia.<br>
{{tab}}Okrutna temperatura zimowa była jak najlepszym sprzymierzeńcem hord teutońskich.<br>
{{tab}}Wojna się skończyła przy pierwszych promieniach ożywczego słońca.<br>
{{tab}}Kto wie, czy słońce nie zamieniłoby klęski w zwycięstwo?<br>
{{tab}}W salonach Fontenelles, w ów smutny wieczór zimowy, panowało przyjemne ciepło. Suty ogień, płonący na dużych kominach, podsycany był ogromnemi szczapami drzewa.<br>
{{tab}}Z łóżek, zajętych przez rannych, od {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No201 part10.jpg|num=1117}}czasu do czasu tylko dawała się słyszeć cicha skarga, natychmiast ukojona przez uważną dozorczynię, baczną na każdy gest chorego.<br>
{{tab}}Kilka świec i płomień kominka oświecały sypialnie, po których przechadzały się dwie młode kobiety, ubrane skromnie w czarną suknię z czerwonym krzyżem na ramieniu. Od czasu do czasu zbliżały się do łóżka i podawały chorym lekarstwo lub chłodzące napoje. Po pewnym czasie usiadły obie przy kominku.<br>
{{tab}}— Co za smutna noc — rzekła starsza wysoka, szczupła blondynka o powiewnej kibici.<br>
{{tab}}— Nie wiesz, jakie wiadomości nadeszły? — spytała druga, tworząca z tamtą rażące przeciwieństwo.<br>
{{tab}}Ciemnowłosa, blada, nosiła na twarzy wyraz nieuleczalnego smutku, podczas gdy jej towarzyszka, pomimo ciężkich chwil, jakie przechodziła, zachowała w rysach to pogodę, której nic nie jest w stanie zachmurzyć.<br>
{{tab}}— Bili się zacięcie od strony Belfortu — odpowiedziała zapytana.<br>
{{tab}}— A co się dzieje w Hericourt!<br>
{{tab}}— Co takiego?<br>
{{tab}}— Wszystko plonie. Chłopi uciekają.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No202 part01.jpg|num=1118}}{{tab}}— Jak to daleko ztąd?<br>
{{tab}}— Siedem do {{Korekta|osmiu|ośmiu}} mil.<br>
{{tab}}Brunetka westchnęła.<br>
{{tab}}— Mój Boże! — rzekła — jesteśmy bardzo nieszczęśliwi. — Wstała, zbliżyła się do okna i przycisnęła czoło do szyby, aby je ochłodzić.<br>
{{tab}}W tej chwili księżyc zasłonił się ciężką chmurą, która już pół nieba zajęła. Wicher pędził ją prosto ze wschodu na Fontenelles, Płatki śniegu zaczęły padać.<br>
{{tab}}— Biedni ludzie! — szepnęła pani Descombes, myśląc o tysiącach młodych ochotników i żołnierzy, zmuszonych biwakować na dworze, bez ognia i prawie bez żywności.<br>
{{tab}}— A on gdzie też jest? — myślała.<br>
{{tab}}Jęk bolesny przerwał to smutne rozmyślanie.<br>
{{tab}}Ranny jeden, leżący o parę kroków od okna, chciał pić.<br>
{{tab}}— Ale Żorżotta czytelnicy poznali ją bezwątpienia w wysokiej, smukłej blondynce, tak samo jak się domyślili Joanny w bladej brunetce — Żorżetta, powtarzam, uprzedziła swą przyjaciółkę zbliżyła się do rannego i podała mu szklankę z limoniadą.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No202 part02.jpg|num=1119}}{{tab}}Chory podziękował jej uśmiechem.<br>
{{tab}}— Opowiem mojej matce — rzekł, jakim aniołom winien jestem moje ocalenie. Będzie to jedno z przyjemnych wspomnień mego życia.<br>
{{tab}}Po chwili zaś zapytał:<br>
{{tab}}— Jakaż tam pogoda, panno Żorżetto?<br>
{{tab}}— Okropna.<br>
{{tab}}— Ciągle to samo?<br>
{{tab}}— Chmurzy się, zapewne znowu będziemy mieli śnieg.<br>
{{tab}}Ranny zacisnął pięści.<br>
{{tab}}— To okropne — wyszeptał.<br>
{{tab}}— Zaczyna się znowu taka sama zamieć, jak przed kilku dniami.<br>
{{tab}}— W takim razie wszystko skończone. Opierać się burzom i nieprzyjacielowi jednocześnie niepodobna.<br>
{{tab}}— A pańska rana, kapitanie?<br>
{{tab}}— Zabliźni się ale późno!<br>
{{tab}}— Czy pan cierpi?<br>
{{tab}}— Nie tyle mnie boli noga, ile tutaj. — Wskazał na piersi.<br>
{{tab}}I rzeczywiście cierpiał o więcej moralnie, niżeli wskutek otrzymanej rany.<br>
{{tab}}Był to biedny młody chorąży marynarki, którego zwano kapitanem ochotników i któremu przed dwoma {{pp|ty|godniami}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No202 part03.jpg|num=1120}}{{pk|ty|godniami}} granat złamał nogę pod Villersexel.<br>
{{tab}}Zamilkł.<br>
{{tab}}Dwie młode kobiety znowu usiadły przy kominku.<br>
{{tab}}Zegar wybił dziesiątą. Śnieg, padający już gęsto grubemi płatami, zasłaniał widok z okien, wicher w korytarzach wył dziko i złowrogo.<br>
{{tab}}Joanna oparła łokieć o poręcz fotelu, a czoło na dłoni.<br>
{{tab}}— Jak smutną los mi przeznaczył dole — myślała. Kochałam jednego tylko człowieka i nie wiem gdzie on się obraca, czy żyje, czy poległ. Mam córkę i nie mogę jej widzieć... a nawet wiedzieć, gdzie jest. Człowiek, którego kocham, gardzi mną, a ten, którego nienawidzę, zmusił mnie do przyrzeczenia, że będę do niego należała. Co też przyszłość jeszcze przyniesie?...<br>
{{tab}}{{Korekta|Probowała|Próbowała}} odpędzić te myśli. Miała sobie za złe, że ją zajmują własne nieszczęścia wpośród klęski żałoby ogólnej.<br>
{{tab}}Wzięła z kominka list, zawierający te tylko słowa:<br>
{{tab}}„Córka pani ma się jak najlepiej“.<br>
{{tab}}Koperta była stemplowana w Nicei.<br>
{{tab}}— Co też robi kapitan? — odezwała {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No202 part04.jpg|num=1121}}się Żorżetta, aby nadać inny kierunek myślom {{Korekta|przyjaciołki|przyjaciółki}}.<br>
{{tab}}Joanna podniosła głowę.<br>
{{tab}}— Biedny stryj! — rzekła z uczuciem dumy. Gdyby wszyscy tak się zachowali jak on!<br>
{{tab}}Ale od kilku tygodni od kapitana nie było żadnej wieści.<br>
{{tab}}Wstąpił on na nowo do służby zaraz na początku wojny, nie zważając na wiek swój i kalectwo. Posłany na granicę z korpusem marszałka Mac-Mahona, nie ucierpiał w nieszczęśliwej bitwie pod Reichshoffen; w Sedanie, odłam granatu zranił mu lewą rękę; stary wojak, uniknąwszy niewoli, dzięki owej ranie, z której się dość prędko wyleczył, znalazł sposób połączenia się z armiją generała Chansy i wcielony został do armii Loarskiej ze stopniem podpułkownika.<br>
{{tab}}Dzielny służbista, surowy dla siebie do przesady, był prawdziwym ojcem dla żołnierzy.<br>
{{tab}}Przez pewien czas mógł pisywać do krewnych i dawać o sobie wiadomości, ale od grudnia nic o nim nie było słychać.<br>
{{tab}}Zresztą komunikacyja prawie na wszystkich punktach była przerwana.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No202 part05.jpg|num=1122}}{{tab}}Filip Rochard zniknął nagle z Paryża i swojej rodzinnej prowincyi. Nikt nie wiedział co się z nim stało.<br>
{{tab}}Ale rzecz dziwna! młynarz z Arbelles i jego żona nie biadali wcale nad zniknięciem jedynego syna i wcale go nie poszukiwali.<br>
{{tab}}Rodzice młodego doktora smutni i odosobnieni w swoim młynie, znosili bolesną stratę bez ostentacyi i głośnych żalów.<br>
{{tab}}Na pytania baronowej de Senecey, bardzo postarzałej po nagłym zgonie siostrzenicy i zajęciu jej ukochanego Paryża przez {{Korekta|niemców|Niemców}}, odpowiadali wymijająco:<br>
{{tab}}— Ten biedny Filip oddawna miał ciężkie zmartwienie! Nie tłomaczyli się jaśniej.<br>
{{tab}}Friloux bił się odważnie i poległ pod Mauzon.<br>
{{tab}}Maryjannę przygarnięto w Fontenelles, za co biedna dziewczyna błogosławiła swoją dawną panią z Colombier.<br>
{{tab}}Tak stały rzeczy.<br>
{{tab}}Żorżetta napróżno {{Korekta|probowała|próbowała}} rozerwać {{Korekta|przyjaciołkę|przyjaciółkę}} w jej smutku.<br>
{{tab}}Joanna wciąż myślała o ciężkich próbach, na jakie ją los wystawiał i nie mogła się opędzić przeczuciu, że {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No202 part06.jpg|num=1123}}przyszłość będzie jeszcze gorszą.<br>
{{tab}}Myślała zwłaszcza o Piotrze, swym byłym narzeczonym.<br>
{{tab}}Od czasu, kiedy młody Morand napisał list pożegnalny do swego brata i kapitana Jousset’a, nie dał on znaku życia. Ludwik Morand może miał od niego jakie wiadomości, ale Orchamps było dość daleko od Fontenelles, zresztą Joanna nie komunikowała się wcale z dawnymi sąsiadami.<br>
{{tab}}Wojna zajmowała wszystkich. Życie zwykle, powszednie, zostało zawieszone wobec niebezpieczeństwa grożącego {{Korekta|ojczyznie|ojczyźnie}}.<br>
{{tab}}Biedna kobieta, przygnębiona, upadla na dachu, myślała, że gdyby nie ustawiczna troska o dziecko, poświęciłaby z rozkoszą swój majątek i życie dobrym uczynkom i pozostałaby w przyszłości tem, czem była obecnie, to jest opiekunką i służebnicą cierpiących, pocieszycielką tych, których serce było złamane tak jak jej serce.<br>
{{tab}}Było coraz później. Wiatr ciągle stawał się gwałtowniejszy i pędził całe kłęby śniegu.<br>
{{tab}}Wybiła jedenasta.<br>
{{tab}}Młody człowiek lat dwudziestu sześciu lub siedmiu, blondyn, rumiany, z {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No202 part07.jpg|num=1124}}wesołą twarzą, ubrany w szary garnitur i opasany fartuchem, wszedł do salonu.<br>
{{tab}}Był to lekarz ambulansu.<br>
{{tab}}Jan Souchey, syn zamożnego rolnika z okolic Besançon, był doktorem medycyny tak jak inni byli kapitanami, naczelnikami batalijonu lub majorami w czasie wojny.<br>
{{tab}}Właściwie był on tylko studentem medycyny i nie zdał jeszcze ostatecznego egzaminu, ale mając dość zręczną rękę jako pracujący przy klinice Charile w Paryżu i sporo wiadomości medycznych, mógł być użytecznym przy ambulansie.<br>
{{tab}}Obszedł salon, do każdego z rannych przemówił życzliwie i stanął przy kominku obok Joanny i Żorżetty.<br>
{{tab}}— I cóż panie Sonchey, rzekła ta ostatnia, czujesz pan potrzebę spoczynku?<br>
{{tab}}— Tak, zdałoby się trochę odpocząć.<br>
{{tab}}— To też trzeba się położyć spać.<br>
{{tab}}— Pragnąłbym bardzo, ale...<br>
{{tab}}— Ale co?<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, że jeszcze będziemy mieli robotę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No202 part08.jpg|num=1125}}{{tab}}— Tak późno?<br>
{{tab}}— Przed chwilą wstąpił tu chłop z okolic Monthéliard. Bili się podobno zacięcie.<br>
{{tab}}— I znowu jesteśmy zwyciężeni?<br>
{{tab}}— Nie nie wiem. Czy to można wiedzieć? Bardzo często i jedna i druga strona ponosi znaczne straty i niewiadomo kto ma prawo nazwać się zwycięzcą. Wieśniak ten widział tylko strzelających robotników...<br>
{{tab}}Wiele też możnaby jeszcze łóżek rozstawić?<br>
{{tab}}— Tyle, na ile starczy miejsca.<br>
{{tab}}— Ale mniej więcej?<br>
{{tab}}— Mamy tutaj pięćdziesięciu siedmiu rannych.<br>
{{tab}}— Tak jest.
—
Wprawdzie pokoje pełne, ale šcieśniając szeregi, możnaby pomieścić jeszcze drugie tyle. Materaców i bielizny nie zbraknie, na górze mamy tego całe stosy. Przytem ja chętnie odstąpię mój pokój.<br>
{{tab}}— A pani gdzie się podzieje?<br>
{{tab}}Żorżetta wskazała na śpiącą przyjaciółkę.<br>
{{tab}}— Zamieszkamy razem, rzekła, i dodała jeszcze z odcieniem współczucia:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No203 part01.jpg|num=1126}}{{tab}}— Niech jej pan nie budzi, panie Souchey. Biedaczka jest najszczęśliwszą wówczas, kiedy śpi.<br>
{{tab}}— Pani ma złote serce, panno Żorżetto, powiedział młody człowiek.<br>
{{tab}}Ona potrząsnęła głową.<br>
{{tab}}— Wcale nie, rzekła, ale jeżeli kogo kocham, to z całego serca. Zresztą kochać Joannę, to nie wielka zasługa, ona jest tak dobrą.<br>
{{tab}}— I pani także.<br>
{{tab}}Zniżył głos i dodał:<br>
{{tab}}— Gdybyś pani pozwoliła, uwielbiałbym cię.<br>
{{tab}}— Czy pan przestaniesz! Ci {{Korekta|francuzi|Francuzi}} nawet wtedy, gdy mają nóż pa gardle, gotowi są do flirtu.<br>
{{tab}}— Kiedy się pani gniewa, to będę mówił wyłącznie o rzeczach poważnych. Więc jakże będzie z łóżkami?<br>
{{tab}}— Niech pan wyda rozkazy. Rozstawią ich tyle, wiele pan tylko zechcesz.<br>
{{tab}}— Doskonale! Wie pani, dobrze byłoby zrobić to zaraz jutro rano.<br>
{{tab}}— Można nawet w tej chwili.<br>
{{tab}}— Tak będzie najlepiej.<br>
{{tab}}— Zatem przewidujesz pan nową klęskę?<br>
{{tab}}— Proszę pani, przez cały dzień {{pp|sły|chać}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No203 part02.jpg|num=1127}}{{pk|sły|chać}} było huczenie dział, jakże więc nie spodziewać się dużego transportu rannych?<br>
{{tab}}— Ach! Boże! kiedy się już skończy ta rzeź!<br>
{{tab}}— Tak, tak, będziemy mieli gości... i to będą się jeszcze mogli uważać za szczęśliwców.<br>
{{tab}}— Za szczęśliwców! A to dlaczego?<br>
{{tab}}Mając panią za siostrę miłosierdzia.<br>
{{tab}}Patrzył na Żorżettę z widoczniejszem nieco uwielbieniem niżby przystało im-1 prowizowanemu chirurgowi wobec intendentki Fontenelles.<br>
{{tab}}Żorżetta zmarszczyła brwi, udając zagniewaną.<br>
{{tab}}Wtem usłyszano głuchy turkot wozów na śniegu, konie zarżały, a po chwili rozległo się uderzenie kolby karabinu o próg sieni wchodowej i głos jakiś zawołał:<br>
{{tab}}— Otwórzcie!<br>
{{tab}}— Widzi pani, rzekł młody lekarz do Żorżetty, moje przewidywania się sprawdziły.<br>
{{tab}}Przywieźli nam pacyjentów.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|II.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Ranny''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Dwa wozy chłopskie do siana i {{pp|zbo|ża}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No203 part03.jpg|num=1128}}{{pk|zbo|ża}} stanęły przed peronem zamku.<br>
{{tab}}Przedstawiało to widok okropny.<br>
{{tab}}Ze trzydziestu żołnierzy różnych pułków leżało w głębi wozów na słomie, bez żadnej osłony od śniegu i wichru.<br>
{{tab}}Chłopi pieszo prowadzili konie.<br>
{{tab}}— Przywozimy państwu chorych, rzekł jeden z nich do Żorżetty i doktora, którzy wyszli na ich spotkanie.<br>
{{tab}}Drugi woźnica dorzucił, kiwając głową:<br>
{{tab}}— Biedacy! bardzo z nimi kiepsko!<br>
{{tab}}Joanna, zbudzona ze swej drzemki, także wyszła do sieni.<br>
{{tab}}Niepodobna było trzymać świec zapalonych na progu i służba zamkowa latarniami przyświecała tej posępnej scenie.<br>
{{tab}}Wszyscy wypytywali wieśniaków o szczegóły ostatniej potyczki, ale mówili przyciszonym głosem, jak w pokoju umarłego.<br>
{{tab}}Bo też czy Francyja nie była w tym czasie ogromnym pokojem umarłych?<br>
{{tab}}Chłopi niewiele wiedzieli. Ranni tem mniej mogli dać objaśnienia.<br>
{{tab}}Wiedziano tylko, że bitwa trwała od samego rana. Żelazne ujęcia karabinów zdzierały skórę żołnierzom francuskim, przeziębniętym do kości, {{Korekta|napół|na pół}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No203 part04.jpg|num=1129}}nieżywym. Pozycyje nieprzyjaciela były bardzo dogodne. Niemcy mieli dość czasu do ufortyfikowania się za pomocą szańców i rowów, francuzom zaś, osłabionym przez głód i mrozy, bardzo trudno było szturmować z powodzeniem.<br>
{{tab}}Zachowano się walecznie, ale nic nie zdobyto.<br>
{{tab}}Nazajutrz trzeba było na nowo atak rozpocząć.<br>
{{tab}}Tymczasem wojsko musiało noc przepędzić na śniegu.<br>
{{tab}}Rozmawiając, służący zdejmowali z wozów rannych, którym to wstrząśnienie, pomimo wszelkich ostrożności, wyrywało z piersi żałosne jęki.<br>
{{tab}}Joanna, wzruszona tym widokiem, zapomniała o własnym smutku.<br>
{{tab}}Zajęta wyłącznie swym obowiązkiem, wydawała rozkazy i naznaczała miejsce rannym, starając się, aby im było jak najwygodniej.<br>
{{tab}}Wreszcie na wozie pozostał jeden człowiek tylko. Ale zdawać by się mogło, że już wyzionął ducha, bo leżał bez ruchu na słomie, z twarzą opartą na oba rękach.<br>
{{tab}}Souchey wlazł na wóz i dotknął jego ramienia. Ranny się nie poruszył.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No203 part05.jpg|num=1130}}{{tab}}Lekarz kazał go jednak zanieść do pokoju i dwaj służący już się do tego zabierali kiedy woźnica ich zatrzymał.<br>
{{tab}}— Ostrożnie z tym, powiedział. Polecono mi delikatnie się z nim obchodzić, bo to jakiś starszy i pełno ma ran. Chcieli go tam zatrzymać, ale on uparł się żeby go tutaj przywieziono. Doktór pułkowy mówił, że pewnie nam w drodze umrze. Nie wiem jak tam z nim, bo ani pisnął przez cały czas.<br>
{{tab}}Młoda wdowa doznała nagle dziwnego wstrząśnienia. {{Korekta|Dla czego|Dlaczego}} ten człowiek chciał umrzeć w Fontenelles? Kto to był?<br>
{{tab}}Zbiegła ze stopni peronu, pochyliła się nad wozem i białą swą dłonią dotknęła włosów umierającego, {{Korekta|probując|próbując}} odsłonić twarz jego i odwrócić głowę, uparcie wciśniętą w słomę ociekającą wodą.<br>
{{tab}}Ranny ten nosił mandur oficera dragonów. Głowę miał odkrytą, czoło przecięto szeroką szramą, włosy pozlepiane krwią {{Korekta|zaskrzepłą|zakrzepłą}}.<br>
{{tab}}Słudzy się nie ruszyli, jak gdyby pojmując wzruszenie swej pani.<br>
{{tab}}Głowa rannego, ciężka jak ołów, opierała się słabej dłoni Joanny.<br>
{{tab}}Jednakże, {{Korekta|wkońcu|w końcu}} udało jej się {{pp|od|garnąć}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No203 part06.jpg|num=1131}}{{pk|od|garnąć}} kilka dłuższych kosmyków włosów, spadających na twarz nieznajomego oficera.<br>
{{tab}}— Boże! szepnęła cofając się, to Piotr!<br>
{{tab}}Ranny na dźwięk jej głosu, otworzył oczy i znowu je zamknął. To poruszenie trwało jedno mgnienie oka.<br>
{{tab}}A jednak Joanna w spojrzeniu jego wyczytała nieopisana radość i szczęście.<br>
{{tab}}Ranny znowu wpadł w odrętwienie.<br>
{{tab}}Młoda kobieta stłumiła wzruszenie, które zapierało jej oddech w piersi i szybko zbliżyła się do Żorżetty.<br>
{{tab}}— To on! szepnęła jej do ucha... Każ go umieścić w swoim pokoju.<br>
{{tab}}Po tych słowach, z trudem wyjąkanych, oddaliła się dla ukrycia swego zmięszania przed okiem obcych.<br>
{{tab}}Ciężko rannym oficerem był rzeczywiście Piotr Morand.<br>
{{tab}}Wezwany ze Senegalu ze swym pułkiem, uczestniczył on we wszystkich bitwach, stoczonych przez armiję Sedańską. Piechota marynarki dokazała cudów odwagi i waleczności. Kto nie pamięta potyczki pod Bazeilles?<br>
{{tab}}Żaden z towarzyszów Moranda, protegowanego generała de Fremon, nie wykazał większego bohaterstwa niż on.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No203 part07.jpg|num=1132}}{{tab}}Obdarzony orderem na polu bitwy, awansowany najprzód na porucznika, następnie zaś na kapitana, odznaczył się szaloną iście odwagą, bo szedł w ogień z pragnieniem śmierci.<br>
{{tab}}Ale śmierć nie chce przyjmować tych, którzy się jej narzucają sami, i Piotr Morand z tylu krwawych utarczek, wyniósł tylko kilka ran bynajmniej nie niebezpiecznych i które mu nie przeszkadzały bić się dalej.<br>
{{tab}}Oburzając się na samą myśl niewoli, Morand, w chłopskiem przebraniu, przekradł się w Sedanie przez szeregi nieprzyjacielskie i w Tours przedstawił się dowodzącemu. Jako naczelnik szwadronu w armii Wschodniej walczył dalej z niepokonaną energiją.<br>
{{tab}}Bo i czegóż mógł się spodziewać od życia?<br>
{{tab}}Czy nie lepiej było umrzeć w obronie kraju, niżeli wlec życie smutne, zwiędłe przedwcześnie, bez promyka szczęścia i nadziei?<br>
{{tab}}Jedyna jego miłość, po której tyle się spodziewał, o której śnił i marzył z rozkoszą, była dlań straconą na zawsze.<br>
{{tab}}Joanna Jousset, piękna Joasia z Colombier, nawet jako zamężna, {{pp|zrehabi|litowana}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No203 part08.jpg|num=1133}}{{pk|zrehabi|litowana}} i wdowa, a więc swobodna, nie mogła zostać żoną jego, człowieka ambitnego i nie umiejącego zapomnieć urazy. Jej bogactwo zresztą już było w jego oczach zaporą pomiędzy nimi.<br>
{{tab}}A żyć bez niej nie mógł!<br>
{{tab}}Rozpacz jego, w miarę wzrastających klęsk ojczyzny, stawała się coraz większą; cierpiał podwójne męki: obywatela patryjoty i zdradzonego kochanka, który nie może zapomnieć tej co go zdradziła.<br>
{{tab}}Nieszczęście kruszy i upadla słabe duchy, lecz silne podnosi i uszlachetnia!<br>
{{tab}}Piotr Morand pod wpływem własnych nieszczęść i nieszczęść Francyi wzbił się wysoko ponad dawny swój poziom moralny.<br>
{{tab}}Jego piękna głowa, dumna i miała, nabrała teraz dystynkcyi, której ma zupełnie brak było w czasie, gdy wiódł spokojne szczęśliwe życie w Orchamps.<br>
{{tab}}Umysł jego także się bardzo rozwinął, widnokrąg pojęć rozszerzył. Jego rysy tchnęły wyegzaltowaną pogodą męczenników, z radością śpieszących na tortury. W armii Bourbaki‘ego męstwo Moranda stało się przysłowiowem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No203 part09.jpg|num=1134}}{{tab}}Szedł on przeciw armatom pruskim tak, jak pierwsi chrześcijanie wychodzili na arenę cyrkową, gdzie ich oczekiwały dzikie zwierzęta, lub siekiera liktorów.<br>
{{tab}}Jego pragnienie nareszcie się ziściło — 15 stycznia, o czwartej, dwaj dragoni z jego roty podnieśli go o pięćdziesiąt kroków od bateryi badeńskiej w wiosce Hericourt, pokrytego ranami.<br>
{{tab}}Czuł, że umrze i miał jedno, jedyne życzenie: ujrzeć ją przed zgonem.<br>
{{tab}}Gdy w dwie godziny po przybyciu do Fontenelles wozów z rannymi, Piotr ocknął się z omdlenia, zobaczył, że się znajduje w obszernym pokoju, na łóżku osłoniętem jedwabną kotarą, naprzeciw kominka, na którym dogasał ogień. Płomień jednej świecy słabo oświetlał dość obszerną przestrzeń.<br>
{{tab}}Sprzęty, wykładane złoconym bronzem, błyszczały pomiędzy oknami.<br>
{{tab}}Ranny nie mógł poruszyć głową. Czuł się słabym, złamanym, blizkim zemdlenia przy najmniejszym wysiłku.<br>
{{tab}}Czytelnicy pamiętają zapewne wielu to rannych i chorych zginęło bez pomocy pomimo poświęcenia lekarzy nie mogących podołać ciężkim i {{pp|smu|tnym}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No203 part10.jpg|num=1135}}{{pk|smu|tnym}} swym obowiązkom. Francyi zbywało na wszystkiem.<br>
{{tab}}Lekarz ambulansu w Fontenelles robił co mógł; lecz bywały dnie, kiedy się czuł przeciążony pracą; a nadto wykształcenie jego nie było skończone, nie był tedy w stanie uczynić wszystkiego, co lekarz powinien robić dla swych chorych.<br>
{{tab}}Gdy Morand odzyskał przytomność, ujrzał czuwającą przy jego łóżku panią, Descombes.<br>
{{tab}}Żorżetta i doktór zajęci byli innymi.<br>
{{tab}}Rany Piotra przerażały młodego studenta medycyny, który ze smutkiem odczuwał swą nieudolność wobec prawdziwego niebezpieczeństwa.<br>
{{tab}}Ranny oficer miał ciało po prostu podziurawione przez kule. Cudem było, że żył dotychczas.<br>
{{tab}}Muskuły prawego ramienia i jednej nogi były nawskroś przeszyte, lecz kości zostały nienaruszone.<br>
{{tab}}Joanna oddałaby dziesięć lat życia, żeby go ocalić.<br>
{{tab}}Delikatną swą ręką obmyła ze krwi czarne włosy swego dawnego narzeczonego i ranę na czole.<br>
{{tab}}Oddychał ale słabo. Orzeźwiony łagodnem ciepłem pokoju, przypomniał {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No203 part11.jpg|num=1136}}sobie swoje gorące życzenie, urocze zjawisko, które ujrzał na chwilę, gdy go chciano zdjąć z wozu i zwrócił oczy na ciemny punkt przy wezgłowia łóżka.<br>
{{tab}}Z początku mógł tylko rozróżnić połysk materyi jedwabnej, długie cienie sprzętów na posadzce, słaby blask dogasających węgli na kominku, potem zarysowały się przednim kontury postaci kobiecej, naprzód niejasne, następnie coraz wyraźniejsze, wreszcie z ust jego wyszło niedosłyszalnym szeptem wymówione imię:<br>
{{tab}}— Joanno!<br>
{{tab}}Ona, baczna na najmniejsze poruszenie jego, pochyliła się nad łóżkiem, spojrzała na niego swemi aksamitnemi pełnemi niewysłowionej tkliwości oczyma i wymówiła cicho:<br>
{{tab}}— Nie bój się niczego, mój drogi, ja czuwam nad tobą.<br>
{{tab}}Uśmiech szczęścia zarumienił białe, bezkrwiste wargi oficera.<br>
{{tab}}Uśmiech ten mówił:<br>
{{tab}}— Teraz mnie nic nie obchodzi! Jestem szczęśliwy, bo umrę przy, tobie a niebałem się niczego, prócz tego, że nigdy cię już nie ujrzę.<br>
{{tab}}Ona zrozumiała go tak {{Korekta|dokłanie|dokładnie}}, jakby był te słowa wypowiedział.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No203 part12.jpg|num=1137}}{{tab}}Stanęła tuż obok niego, dłoń swoją położyła na jego ręce i odpowiedziała:<br>
{{tab}}— Nie umrzesz Piotrze — ja na to nie pozwolę. Lekarz ukończy! opatrywanie rannych i wszedł do pokoju wraz a Żorżettą. Teraz zbliżył się do łóżka Piotra.<br>
{{tab}}— Uratuj go pan! rzekła cicho młoda wdowa.<br>
{{tab}}Student zrobił gest, mający oznaczać, że spełnienie tej prośby nie jest w jego mocy.<br>
{{tab}}— Na to potrzebaby być genjuszem i to jeszcze wątpię... powiedział.<br>
{{tab}}Do Żorżetty zaś szepnął:<br>
{{tab}}— Wątpię bardzo, czy noc przetrzyma najrozsądniej byłoby nie męczyć go napróżno opatrunkami.<br>
{{tab}}Obandażował jednak rannego, aby mu sprawić pewną ulgę!<br>
{{tab}}Joanna zrozumiała wyrok chirurga.<br>
{{tab}}Gdy znowu została sama z Piotrem, usiadła przy łóżku.<br>
{{tab}}— Nie odejdę od ciebie — rzekła. Bądź spokojny i nie trać nadziei.<br>
{{tab}}Piotr odzyskał już zupełną przytomność i samowiedzę.<br>
{{tab}}Zresztą czyż moc duszy nie podtrzymuje ciała i nie kieruje niem?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No204 part01.jpg|num=1138}}{{tab}}m Bliżej, poprosił, bliżej jeszcze i wysłuchaj mnie.<br>
{{tab}}Joanna usłuchała.<br>
{{tab}}— Joanno — mówił dalej wiem, że mi bardzo mało czasu pozostaje do życia... Major mnie uprzedził. Ale mniejsza o to, nie dbam o życie oddawna... Bałem się tylko, że umrę, nie ujrzawszy ciebie, że nie będę mógł prosić się o przebaczenie... mojej gwałtowności.<br>
{{tab}}Dodał ciszej.<br>
{{tab}}— I przebaczyć tobie!<br>
{{tab}}Nerwowe drżenie wstrząsnęło nią na te słowa i rumieniec oblał twarz jej.<br>
{{tab}}Morand mówił dalej.<br>
{{tab}}— Wyrządziłaś mi wiele złego, Joanno, to ty mnie zabijasz, ale kochałem cię tak bardzo, że nie mogę czuć żalu do ciebie za nic... I kocham cię zawsze.
Joannie uderzyła krew do głowy!...<br>
{{tab}}Wice on umrze, uważając ją za winną? Ten grzech urojony ukochanej kobiety aż do grobu będzie go prześladował? Nie, tego ścierpieć nie mogła.<br>
{{tab}}Piotr spoglądał na nią łagodnie, bez cienia żalu, lub urazy i mówił słabym głosem:<br>
{{tab}}— Cierpienie doprowadziło mnie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No204 part02.jpg|num=1139}}do szału. Obraziłem cię, skrzywdziłem, podczas gdy powinienem był się żałować i pocieszyć! Byłaś dzieckiem młodem, niedoświadczonem, kochałaś nas tam wszystkich... Przebacz, przebacz!<br>
{{tab}}— Nie mogą ci podać ręki — dodał, wskazując na swe obandażowane ramię, więc przez litość, Joanno, wyciągnij ty rękę do mnie!<br>
{{tab}}Obrażona duma Joanny zmiękła. Uroniła łzę, która spadła na dłoń jego.<br>
{{tab}}— Postanowiłem umrzeć — mówił dalej Morand, ale wychowano mnie w religii chrześcijańskiej, która potępia samobójców. Uważają mnie za odważniejszego od innych, a to niesłuszne. Bilem się lekceważąc niebezpieczeństwo, bom pragnął kuli jak zbawienia. Nareszcie spełniło się moje życzenie. Umieram za ojczyznę ale i za ciebie, Joanno. Wierzaj mi, żem cię bardzo kochał, chociaż tak niesprawiedliwie i srogo się z tobą obszedłem. Tak, kocham cię, pomimo wszystkiego... Była to może słabość z mojej strony, ale cóż chcesz? Miałem odwagę umrzeć, ale nie żyć bez ciebie!<br>
{{tab}}Czynił najwyższe wysiłki, aby słów {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No204 part03.jpg|num=1140}}tych dokończyć!<br>
{{tab}}Zamilkł.<br>
{{tab}}— Czyś wszystko powiedział? — zapytała młoda kobieta.<br>
{{tab}}— Wszystko.<br>
{{tab}}— Więc, kochasz mnie i gardzisz mną jednocześnie?<br>
{{tab}}— Kocham cię!<br>
{{tab}}— Uważasz mię za winną?<br>
{{tab}}— Kocham cię.<br>
{{tab}}— Chciałeś umrzeć z powodu mej winy?<br>
{{tab}}— Kocham cię!<br>
{{tab}}— A więc, Piotrze, teraz mnie wysłuchaj — rzekła z dziwnem ożywieniem. Nie wiem, czy skazany jesteś na śmierć. Mam nadzieję, że zostaniesz uratowany, ale jakąkolwiek będzie przyszłość, nie chcę, abyś zachował do mnie urazę. Ja przebaczyłam ci oddawna. Znajdujemy się oboje w takiem położeniu, że się spodziewam, iż znajdę u ciebie wiarę w to wszystko, co powiem. Nie możemy już niczego oczekiwać od siebie. Zycie nasze złamane, zgubione, a może już i skończone. Dotąd duma zamykała mi usta, ale teraz dowiesz się całej prawdy.<br>
{{tab}}I w ciszy tego pokoju, gdzie wyraźnie było słychać miarowe tik tak — {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No204 part04.jpg|num=1141}}zegara, Joanna poważnym głosem opowiedziała cała swoją przeszłość, męczarnie, jakie cierpiała z powoda ale swojej winy, naleganie margrabiego, zemstę niegodną jaką wywarł, sprowadzając śmierć Ferdynanda — słowem wszystko, co przeszła.<br>
{{tab}}Morand słuchał jej ze zdumieniem. Sądził, że to sen błogi, który dobrotliwa Opatrzność zesłała nań po tylu wstrząśnieniach. Ale jednak była to rzeczywistość i prawda czysta — o tem ani na chwilę nie wątpił.<br>
{{tab}}Bo i dlaczegóż Joanna, której czystość duszy znał tak dobrze, zniżałaby się do kłamstwa w tej uroczystej chwili, wobec śmierci, {{Korekta|czychającej|czyhającej}} na niego? W jakim celu by to zrobiła?<br>
{{tab}}A zresztą wszystko w jej opowiadaniu było jasno jak dzień i logicznie wiązało się z sobą. Jego wątpliwości rozproszyły się od razu. Przeszłość nie miała już dla niego cieniów.<br>
{{tab}}Oczy jego się ożywiły.<br>
{{tab}}— Chciałem umrzeć — powiedział, a teraz pragnę żyć.<br>
{{tab}}I spojrzeniem wymowniejszem niż słowa błagał ją o przebaczenie.<br>
{{tab}}Joanna pochyliła się nad łóżkiem i przycisnęła usta do jego poranionego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No204 part05.jpg|num=1142}}czoła.<br>
{{tab}}— Umrzyj w spokoju, pomyślała.<br>
{{tab}}On zaś, uwierzywszy na nowo w czystość ukochanej, powtórzył z rozdzierającym serce żalem:<br>
{{tab}}— Życie! Kto mi da życie?<br>
{{tab}}Wtem wszedł służący.<br>
{{tab}}— Proszę pani — powiedział, ktoś obcy przyjechał i chce koniecznie widzieć się z panią samą.<br>
{{tab}}— Jak się nazywa?<br>
{{tab}}— Nie wiem.<br>
{{tab}}— Niech powie swoje nazwisko.<br>
{{tab}}Nagły przestrach ścisnął jej serce — pomyślała, że to pan de Chazey.<br>
{{tab}}Służący powrócił i podał jej kartkę, na której nieznajomy nakreślił parę słów ołówkiem:<br>
{{tab}}„Chce się z panią widzieć, prawdziwy przyjaciel, o którego istnieniu nikt nie powinien wiedzieć. On sam powie pani, dlaczego musi się otaczać taką tajemnica. Zapytujesz pani o nazwisko. Oto ono, ale milczanie.“<br>
{{tab}}U samego dołu, prawie nieczytelnem pismem nakreślony był podpis:
{{f|align=right|prawy=15%|„Filip Rochard.“|po=8px}}
{{tab}}— Ach! zawołała Joanna, nie posiadając się z radości, sam Bóg go nam zsyła!<br><br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No204 part06.jpg|num=1143}}{{c|III.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Zmartwychwstaniec''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Pani Descombes wyszła z pokoju rannego, a raczej wybiegła, po chwili zaś powróciła wiodąc jakiegoś mężczyznę, otulonego w duże futro, którego podniesiony kołnierz zakrywał mu pół twarzy.<br>
{{tab}}Czapka bobrowa, nasunięta na same oczy, nawet jego najlepszemu przyjacielowi niepozwoliłaby poznać nowoprzybyłego. Joanna żywo drzwi za sobą zamknęła, a wówczas nieznajomy odrzucił kołnierz futra i zdjął czapkę.<br>
{{tab}}— Pan tutaj! — zawołała Joanna, poznając doktora.<br>
{{tab}}Filip Rochard zmienił się nadzwyczajnie. Jego oczy zapadły w głąb oczodołów i błyszczały gorączkowo. Wybladła cera twarzy świadczyła o długich cierpieniach, a czarne jego włosy posiwiały na skroniach, chociaż doktór liczył dopiero lat trzydzieści.<br>
{{tab}}— Tak, to ja — odparł.<br>
{{tab}}— Jakim cudem?<br>
{{tab}}— To nie cud, ani przypadek mnie ta sprowadza, ale własna moja wola. Chciałem się z panią zobaczyć, a może też uchronić ją...<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No204 part07.jpg|num=1144}}{{tab}}— Od jakiego niebezpieczeństwa?<br>
{{tab}}— Od największego może, jakie istnieje dla kobiety.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Od zostania żoną człowieka, który nie godzien jest pani.<br>
{{tab}}Usiadł na fotela, otarł czoło i dodał:<br>
{{tab}}— Jestem jeszcze tak słaby, że najmniejsze wzruszenie z nóg mnie zwala, tylko nadzieja mnie podtrzymuje.<br>
{{tab}}— Jaka?<br>
{{tab}}— Chcę, aby nikt nie wiedział, że żyję jeszcze, bo muszę ukarać człowieka, którego imienia nie potrzebuję chyba wymieniać.<br>
{{tab}}— Pana de Chazey?<br>
{{tab}}— Tak jest. Mam jeden cel w życiu — a tym wymierzenie sprawiedliwości temu człowiekowi.<br>
{{tab}}Dodał z szyderstwem i goryczą:<br>
{{tab}}— On myśli, żem już dawno żyć przestał.<br>
{{tab}}— Dlaczego?<br>
{{tab}}— Bo mnie zabił.<br>
{{tab}}— Co pan mówisz?<br>
{{tab}}— A przynajmniej próbował to uczynić. Omal ma się nie udało... A tak się bał, że mnie kiedyś jeszcze ujrzy, że położy wszy mnie na miejscu dwukrotnym wystrzałem, kazał mnie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No204 part08.jpg|num=1145}}następnie zamurować w pieczarze.<br>
{{tab}}Joanna wlepiła w doktora oczy, w których malowało się zdumienie, a może i coś więcej jeszcze, bo Filip rzekł z melancholijnym uśmiechem.<br>
{{tab}}— Nie obawiaj się pani, jestem przy zdrowych zmysłach. Objaśnię pani po tem wszystko, co mnie spotkało. Dziś zbyt jestem zmęczony! Uważałem się za silniejszego... Podróż z Montrevers tutaj, powozem, w takie powietrze ogromnie wyczerpuje. Czy mi pani może udzielić gościnności w tajemnicy?<br>
{{tab}}— O doktorze... przyjacielu raczej, jakże pan możesz o to pytać?<br>
{{tab}}— Dziwna to historja mojego zniknięcia. Teraz, w czasie zawieruchy wojennej, nie {{Korekta|zwróconono|zwrócono}} na to uwagi. Jedynych dwoje ludzi, którzy się o mnie niepokoili, mianowicie moich rodziców uprzedziłem we właściwym czasie i prosiłem o zachowanie milczenia. Nikt więc się mną nie zajmował Pani nie możesz sobie wyobrazić, wielem przecierpiał fizycznie i moralnie. Uważałbym się za szczęśliwego, gdybym był jedyna ofiara tego nikczemnika, ale pragnąłem służyć krajowi, a on zmusił mnie do bezczynności.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part01.jpg|num=1146}}{{tab}}— Iluż {{Korekta|nieszczęliwych|nieszczęśliwych}} mógłbym był pocieszyć, wielu cierpiącym przynieść ulgę, wiele istot ocalić!<br>
{{tab}}— O doktorze! — zawołała młoda kobieta jest tu ktoś, czyje życie {{Korekta|właną|własną}} krwią bym okupiła, ocal go!<br>
{{tab}}Zaprowadziła Rochard’a do łóżka, na którem leżał ranny z głową w tył odrzuconą, pianą na ustach.<br>
{{tab}}— Kto to jest? — zapytał doktor.<br>
{{tab}}— Oficer, który dziś rano odniósł kilka bardzo niebezpiecznych ran. Znaleziono go na pola bitwy pod Hericourt.<br>
{{tab}}— Dlaczegóż, jeżeli ranny tak niebezpiecznie, wieziono go tak daleko?<br>
{{tab}}— Lekarz pałkowy uważał go za straconego.<br>
{{tab}}— To nie jest dostateczne usprawiedliwienie.<br>
{{tab}}— Zresztą on sam chciał umrzeć tutaj... przy mnie.<br>
{{tab}}— Jakże się nazywa?<br>
{{tab}}— Piotr Morand.<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, żem już słyszał to nazwisko?<br>
{{tab}}— Piotr Morand z Orchamps, powtórzyła zwolna i dobitnie Joanna.<br>
{{tab}}— Czy to nie pani były narzeczony?<br>
{{tab}}— Owszem — on sam.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part02.jpg|num=1147}}{{tab}}— Teraz pojmuję jego życzenie. Biedny!<br>
{{tab}}— Piotr z rozpaczy wstąpił do wojska! Pragnął śmierci i bił się jak lew, to też {{Korekta|w krótce|wkrótce}} doszedł do rangi szefa szwadronu... Kule go dotąd szczędziły.<br>
{{tab}}Doktor badał uważnie rannego, trzymając go za ramię.<br>
{{tab}}— Okropna historia! szepnął do siebie.<br>
{{tab}}— Ocal go doktorze! błagała Joanna.<br>
{{tab}}— Pragnąłbym bardzo, odparł Rochard, który pomimo nadzwyczajnego znużenia, ożywił się nagle. Odezwała się w nim teraz miłość dla jego sztuki.<br>
{{tab}}Rzucił paltot na krzesło, zażądał fartucha i posłał po narzędzia chirurgiczne, które był pozostawił w powozie.<br>
{{tab}}— Zapewne ma tu pani jakiego lekarza? zapytał.<br>
{{tab}}— Tak, jeszcze nie zupełnie wykwalifikowanego, studenta ostatniego kursu, który pracował w Paryżu, w {{Korekta|klininice|klinice}} Charité.<br>
{{tab}}— Niech go tu pani poprosi.<br>
{{tab}}— Biedny chłopiec, musi być bardzo znużony, ma u nas pracy nad siły.<br>
{{tab}}— Ależ idzie ta o ocalenie {{pp|czło|wieka}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part03.jpg|num=1148}}{{pk|czło|wieka}}.<br>
{{tab}}— A pańska tajemnica doktorze?<br>
{{tab}}— Lekarze milczą z obowiązku, a zresztą liczę też trochę na Opatrzność. Dobre uczynki nie mogą nam szkodzić. Jesteśmy uczciwymi ludźmi, kochana pani i Bóg nam dopomoże.<br>
{{tab}}Żorżetta, uprzedzona przez swoją przyjaciółkę, pobiegła po młodego lekarza, który usłyszawszy nazwisko Filipa Rocharda, natychmiast udał się do pokoju rannego. Wszyscy ówcześni studenci medycyny znali Rocharda z jego prac i zdolności.<br>
{{tab}}Rochard zaś, stojąc przy łożu rannego oficera, myślał:<br>
{{tab}}— Chciałbym go ocalić, najpierw dla tego, że jest człowiekiem, a powtóre dla zyskania sprzymierzeńca przeciwko mordercy Gabryeli. I on przecież jest jedną z ofiar margrabiego.<br>
{{tab}}Przy pomocy studenta wysondował rany Piotra i twarz jego wprzódy zachmurzona, zwolna przybierała weselszą minę.<br>
{{tab}}— To bardzo, bardzo niebezpiecznie, wyrzekł, ale według wszelkiego prawdopodobieństwa, ze mną było gorzej jeszcze, a dziś jestem zdrów.<br>
{{tab}}— Pan?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part04.jpg|num=1149}}{{tab}}— Tak, ja.<br>
{{tab}}Odsłonił koszulę na piersi i pokazał głęboką i szeroką bliznę.<br>
{{tab}}— Miałem tu dwie kule, dodał, a jedna z nich była niebezpieczniejsza od wszystkich ran tego dzielnego żołnierza.<br>
{{tab}}— Więc pan masz nadzieję wyleczenia go?<br>
{{tab}}— Nadziei nigdy nie należy tracić.<br>
{{tab}}Wziął się znowu do dzieła. W jednej chwili wydobył odłamki ołowiu, pozostałe w ramach.<br>
{{tab}}Oczy Joanny napełniły się sami radości. Nabrała otuchy, patrząc na energiczną i spokojną twarz doktora.<br>
{{tab}}Niebawem opatrunek został dokonany ręką mistrza.<br>
{{tab}}Morand zniósł z bohaterską cierpliwością tę bolesną operację. Widok pięknej twarzy ukochanej, uściśnienie jej ręki, którą tyle racy pieścił i całował w dniach szczęścia, podtrzymywały jego odwagę. Odczuwał gorące pragnienie życia. Tysiące myśli cisnęły ma się do mózgu, wstrząśniętego wrażeniami tego dnia strasznego i błogosławionego zarazem.<br>
{{tab}}Miłość i nienawiść walczyły ze sobą w jego serca, ale jedno tylko uczucie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part05.jpg|num=1150}}górowało nad innemi, mianowicie chęć powstania z tego łoża cierpień, zostania zdrowym i silnym jak niegdyś.<br>
{{tab}}Filip Rochard tymczasem, po opatrzenia Piotra, zapomniał zupełnie o zmęczeniu i osłabieniu, na które narzekał wprzódy.<br>
{{tab}}— Czy mam jeszcze innych chorych zbadać? zapytał Souchey’a.<br>
{{tab}}A na potakującą odpowiedź jego, nakrył głowę futrzaną czapką i obszedł wszystkie salony, obdarzając każdego pacyjenta słowami pociechy, tak potrzebnemi dla rannych, jak obecność wodza potrzebna jest żołnierzowi, aby go zagrzać do walki.<br>
{{tab}}O piątej zrana, dopiero doktór usnął na materacu, przy łóżka Moranda.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|IV.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Wskrzeszony''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Genjalni złoczyńcy bardzo rzadko mylą się w swych kombinacjach, ale się jednak mylą i to właśnie od czasu do czasu daje możność chromej sprawiedliwości zaczaić się i zajść ich nagle z flanki.<br>
{{tab}}Margrabia de Chazey z cudownym sprytom ułożył plan swojego postępowania.<br>
{{tab}}Opuszczając {{Korekta|Algerję|Algierię}}, nie śnił nawet {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part06.jpg|num=1151}}żeby człowiek, któremu on własnoręcznie wpakował dwie kule rewolwerowa w piersi i zamurował go następnie w lochu, wykutym w skałach, — ujrzał jeszcze kiedykolwiek światło dzienne.<br>
{{tab}}Przecież zwłoki Gabryeli nie były tak hermetycznie zamknięte w metalowej trumnie, jak ciało jej kochanka w zamurowanej piwnicy.<br>
{{tab}}Co się tyczy domysłów i podejrzeń, jakie wzbudzić mogło nagłe zniknięcie doktora, na to utytułowany morderca miał gotową odpowiedź.<br>
{{tab}}Szperając w biurku margrabiny, znalazł on tam bez trudu kilka listów od Rocharda.<br>
{{tab}}Listy owe, chociaż tchnące czystem i wzniosłem uczuciem, były pomimo to, listami {{Korekta|miłośnemi|miłosnemi}} i zdradzały prawdziwą namiętność.<br>
{{tab}}Tak nie pisze przyjaciel, tylko kochanek.<br>
{{tab}}Listy to świadczyły więc o blizkim stosunku tych dwóch dusz wybranych.<br>
{{tab}}Po ich przeczytania każdy uwierzyłby z łatwością, że młody doktor nie chciał przeżyć osoby tak namiętnie kochanej. Cóż naturalniejszego nad to?<br>
{{tab}}W razie tedy jakichciś poszukiwań ze strony rodziców Rochard‘a, {{pp|przesła|nie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part07.jpg|num=1152}}{{pk|przesła|nie}} tych listów prokuratorowi, umorzyłoby sprawę i położyło kres wszelkim domysłom.<br>
{{tab}}Wyrachowanie margrabiego było {{Korekta|dodoskonałe|doskonałe}} i wszystko zresztą mu sprzyjało.<br>
{{tab}}Najprzód najazd nieprzyjacielski na Francyję zajął wszystkie umysły. Następnie, gdy okropna wojna dobiegała do końca, tyle rodzin nosiło żałobę, tyle dzieci, tylu synów brakło w każ dym domu; tylu jeńców nie przetrzymało okropieństw niewoli, tylu lekarzy padło ofiarą swego poświęcenia i odwagi, że podwójna zbrodnia, spełniona w Sidi-Bolbes, musiała przejść {{Korekta|niepotrzeżenie|niespotrzeżenie}}.<br>
{{tab}}Jednakże pomimo genjalnego wyrachowania p. de Chazey i sprzyjających ma okoliczności, przypadek ocalił Rochard’a.<br>
{{tab}}Oto co się stało:<br>
{{tab}}Klaudyjasz, wyjeżdżając z Oranu do Marsylii, pozostawił w Sidi-Belbes człowieka, który musiał wiedzieć coś o zamurowaniu wyjścia z podziemi zamkowych na wybrzeże morskie.<br>
{{tab}}Tym człowiekiem był Ahmet, murarz, któremu margrabia powierzył zamurowanie pieczary, zalecając {{pp|tajemni|cę}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part08.jpg|num=1153}}{{pk|tajemni|cę}} i obiecując za jej zatrzymanie suta nagrodę.<br>
{{tab}}Ale arabowi nie zbywało na pewnej logice. Pod pospolitą powłoką biednego robotnika, Ahmet ukrywał sporą dozę wrodzonej inteligencyi, połączonej z chciwością pieniędzy.<br>
{{tab}}Wpadł on zaraz na myśl, że margrabia miał jakiś cel tajemniczy w zamurowaniu wyjścia z podziemi.<br>
{{tab}}Wieść o wypowiedzeniu wojny potwierdziła jego domysły.<br>
{{tab}}Był teraz pewny, że margrabia zakopał w piwnicy część swych bajecznych bogactw, jakie mu przypisywano w tym kraju, w którym wiele jest wprawdzie skarbów przyrody, ale mało widać tych pięknych błyszczących sztuk złota, jakiemi tak hojnie szafował właściciel {{Korekta|Sidi Belbos’u|Sidi-Belbos’u}}.<br>
{{tab}}Otóż Ahmet powiedział sobie, że to, co zrobił w tajemnicy, to potrafi w ten sam sposób zepsuć i wyrezonowawszy rzecz tę, następnej nocy zaczął obchodzić i oglądać zamurowane wyjście, lecz nie śmiał jeszcze nie rozpocząć, ponieważ margrabia i jego ludzie nie opuścili jeszcze zamku.<br>
{{tab}}Nazajutrz jednak Ahmet nie mógł dłużej wytrzymać i uzbrojony {{pp|oskar|dem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part09.jpg|num=1154}}{{pk|oskar|dem}}, udał się na wyprawę po skarby.<br>
{{tab}}Było około północy, księżyc w pełni jasno świecił i jakkolwiek mur mocno był zrobiony, to wszakże Ahmet bez trudu wybił w nim otwór tak szeroki, że mógł się przezeń dostać do wnętrza pieczary.<br>
{{tab}}Ale w chwili, gdy chciał już wejść, usłyszał szczególny odgłos, który przejął go dreszczem. Był to jęk przeciągły, odbijający się o sklepienie piwnicy.<br>
{{tab}}Ahmet, jak większa część arabów, był zabobonny. Cofnął się więc przestraszony i pędem pobiegł do domu rządcy, któremu opowiedział ze drżeniem całą swoją przygodę.<br>
{{tab}}Wyznał wszystko: rozkaz otrzymany od margrabiego, chęć zburzenia muru, po za którym myślał znaleźć zakopane skarby, zrobienie wyłomu i wreszcie przestrach swój, gdy usłyszał z piwnicy jęk rozpaczliwy.<br>
{{tab}}Rządca był pozytywistą i w duchy nie wierzył.<br>
{{tab}}Poszedł z arabem tam, zkąd tego ostatniego doszedł jęk ów tajemniczy i wszedł do pieczary. Jek się powtórzył. Rządca rozświecił ciemności piwnicy latarnią, ale z początku nie mógł {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part10.jpg|num=1155}}nic dojrzeć. Wkrótce jednak oczy jego przywykły do ciemności i dostrzegły postać człowieka, przypartą grzbietem do drzwi, okutych żelazem. Zbliżył się. Nieznajomy patrzył nań szeroko otwartemi oczyma.<br>
{{tab}}Doktór Rochard ujrzawszy rządcę, nie wiedział jak sobie tłomaczyć obecność tego człowieka, źle czy dobrze.<br>
{{tab}}— Czy mi przynosi śmierć, czy życie? — zapytywał w duchu i nie śmiał słowa wymówić.<br>
{{tab}}Rządca ze swej strony zdumionym był do najwyższego stopnia, poznawszy w nim po kilku chwilach doktora {{Korekta|francuza|Francuza}}, przybyłego przed dwoma dniami, w chwili zgonu margrabiny.<br>
{{tab}}Zapytał Filipa, jakim sposobem go to znajduje. Rochard, pomimo, że czuł się nadzwyczajnie osłabiony, wytłomaczył mu jednak w kilka słowach swoją obecność w tym lochu. Rządca, nie namyślając się długo, przy pomocy Ahmeta przeniósł rannego do zamku, tam umieścił go w pokoju zmarłej margrabiny i otoczył go troskliwem staraniem.<br>
{{tab}}Rany doktora bardzo były niebezpieczne, ale nie śmiertelne jednak.<br>
{{tab}}Wyrachowanie jego mordercy dwa {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part11.jpg|num=1156}}razy zawiodło, bo najprzód doktór wydostał się z pieczary, która, jak sądził margrabia, miała zostać jego grobem, powtóre zaś wyleczył się i wyzdrowiał.<br>
{{tab}}Po kilku dniach, w ciąga których rządca z Sidi-Belbes starannie go pielęgnował, doktór był już w stanie napisać do swych rodziców i uspokoić ich obawy. Prosił ich też, aby udawali głęboką boleść, jakoby po stracie syna, który nagle niewiadomo gdzie zniknął.<br>
{{tab}}Prośby ukochanego jedynaka były rozkazem dla starych Rochardów.<br>
{{tab}}Klaudyjusz de Chazey, przed wstąpieniem do służby wojskowej, pewien był, że jego zbrodnia, spełniona na osobie Filipa, powiodła się w zupełności.<br>
{{tab}}Tymczasem sprawiedliwość {{Korekta|bozka|boska}}, czuwająca nieustannie, zwolna gromadziła coraz więcej dowodów przeciw niemu i zbierała sędziów, którzy mieli nań wydać sprawiedliwy wyrok.<br>
{{tab}}Po długiem i mozolnem leczeniu, Filip Rochard, którego obecność w Sidi-Belbes wiadomą była tylko rządcy i dwóm służącym, mógł wreszcie popłynąć do Francyi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part12.jpg|num=1157}}{{tab}}Pierwszem miejscem, jakie odwiedził, był młyn Arbelles. Wszedł on tam pewnego wieczora, nie zauważony przez nikogo.<br>
{{tab}}Przywitawszy ojca i matkę, tych dwoje wiernych sług, przywiązanych do rodziny Montrevers, opowiedział im smutny koniec tej młodej dziedziczki tylu bogactw, którą oni kochali prawie rodzicielską miłością. Opisał im podwójną zbrodnię, która zabiła ją i jego omal nie pozbawiła życia.<br>
{{tab}}W nocy doktór przebiegł park Montrevers, tak smutny pod śniegiem, i gdzie się tyle razy przechadzał z tą anielską istotą, teraz spoczywającą w zimnym grobie, na którego stopniach opłakiwał swe stracone marzenia.<br>
{{tab}}Nikt prócz rodziców doktora nie wiedział o jego powrocie.<br>
{{tab}}Gabryjela de Montrevers nie chciała być pomszczoną, lecz Filip Rochard nie mógł przebaczyć jej mordercy.<br>
{{tab}}Pomimo to szanował życzenie drogiej zmarłej.<br>
{{tab}}Rozważył on dobrze wszystko podczas długich godzin, samotnie spędzonych w Sidi-Belbas.<br>
{{tab}}Honor imienia de Chazey miał zostać ocalony, lecz kara miała {{pp|zrówno|ważyć}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part13.jpg|num=1158}}{{pk|zrówno|ważyć}} zbrodnię.<br>
{{tab}}Zresztą, nietylko śmierć Gabryjeli powinna była zostać pomszczona. Trzeba było prócz tego bronić niewinnych i zapobiedz nowym nieszczęściom.<br>
{{tab}}Drugą wizytę, po przyjeździe do Francyi, doktór złożył pani zamku Fontenelles.<br>
{{tab}}Nazajutrz po jego tam przybyciu Joanna wiedziała wszystko.<br>
{{tab}}Odtąd wypadki miały już szybko postępować naprzód.<br>
{{tab}}Kto niepamięta klęsk nieszczęśliwej armii Wschodniej, jej cofania się do Szwajcaryi przez Pontarlier, po jednem z owych zapomnień, które zmieniają historyję narodu?<br>
{{tab}}Przez cały miesiąc Fontenelles służyło za schronienie całym masom rannych i chorych, których tam pielęgnowano z prawdziwem poświęceniem.<br>
{{tab}}Niejedno serce zachowało jeszcze dotąd wspomnienie tej serdecznej gościnności i obraz sióstr miłosierdzia o ślicznych twarzach, które wydawały się niebiańskiemi zjawiskami tym ofiarom obowiązku.<br>
{{tab}}Niemcy nie pokazali się wcale w zamku i jego okolicy.<br>
{{tab}}Filip Rochard znalazł w tym {{pp|zaim|prowizowanym}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part14.jpg|num=1159}}{{pk|zaim|prowizowanym}} szpitala obszerne pole dla swej szlachetnej działalności.<br>
{{tab}}Pracował też bez wytchnienia, bez względu na to, że mógł chybić zamierzonego celu, zostając poznanym przez którego z rannych. Jednakże przypadek mu dopomógł!<br>
{{tab}}Nikt z tych, których pielęgnował, nie znał ani jego nazwiska ani pochodzenia.<br>
{{tab}}Dwudziestego piątego lutego doktór mógł wreszcie opuścić Fontenelles i powracających do zdrowia pacjentów pozostawić pod opieką Souchey‘a, który mu wprzódy dopomagał z całą odwagą i gorliwością ucznia, pracującego pod okiem mistrza.<br>
{{tab}}— I co pan teraz uczynisz? — zapytała go pani Descombes.<br>
{{tab}}— Tymczasem zniknę z przed oczu ludzi.<br>
{{tab}}Joanna coraz stawała się niespokojniejszą.<br>
{{tab}}Zbliżał się czas, kiedy miała dotrzymać słowa, danego margrabiemu.<br>
{{tab}}Pokój z Niemcami był podpisany, rozpuszczono wojsko. Pan de Chazey mógł, dziś a jutro zjawić się we Franche-Comté.<br>
{{tab}}Rochard, powiernik wszelkich obaw {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part15.jpg|num=1160}}i żalów młodej wdowy — rzekł do niej:<br>
{{tab}}— Czy pan Descombes zawsze jest doradcą pani?<br>
{{tab}}— Naturalnie.<br>
{{tab}}— Więc stosuj się pani we wszystkiem do rad jego. Ja także się z nim zobaczę.<br>
{{tab}}Wyjechał wieczorem. Na dworze było ciemno, posępnie. Nikt nie wiedział, dokąd doktór wyjeżdża, on zaś myślał sobie, że w tym domu, który opuszcza, pozostawił jeszcze jednego sprzymierzeńca swej sprawy.<br>
{{tab}}Piotr Morand także wiedział wszystko, co się stało w Colombier i w Sidi-Belbes.<br>
{{tab}}Piotr, dzięki staraniom Rochard’a, szybko odzyskiwał zdrowie i siły. Miał on wkrótce opuścić Fontenelles i zamieszkać w swym domu rodzinnym w Orchamps.<br>
{{tab}}Żorżetta, zawsze wesoła, żwawa i pełną humoru, szczerze polubiła byłego narzeczonego swej przyjaciółki i w dzień jego wyjazdu do Orchamps szepnęła mu do ucha:<br>
{{tab}}— Nie trać pan nadziei — jesteś kochany.<br>
{{tab}}Tego samego dnia, około południa, listonosz przyniósł Joannie list {{pp|stem|plowany}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part16.jpg|num=1161}}{{pk|stem|plowany}} w Mans.<br>
{{tab}}Na widok adresu {{Korekta|Joana|Joanna}} pobladła. Było to pismo Klaudyjusza de Chazey.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|V.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Tunika Nessusa''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Straszny to żywioł ogień.<br>
{{tab}}Któż nie widział wioski płonącej bez ratunku, kiedy iskry, strzelając snopem, zapalają jedną słomianą strzechę po drugiej, a płomienie, liżąc biedną chatę swemi czerwonemi językami, druzgoczą belki, łamią z trzaskiem wiązania, niszczą wszystko wokoło?<br>
{{tab}}Starożytni wystawili człowieka, trapionego męczarnią nienasyconych pragnień, w obrazie istoty, którą pali szata ognista niemożliwa do zdjęcia i obraz ten rzeczywiście najlepiej takie męki wyobrała.<br>
{{tab}}Nienasycona żądza, to ogień, co nas pożera bezustannie i którego nic ugasić nie jest w możności.<br>
{{tab}}Ten, kto nie zaznał namiętnych po zadań, daremnych pragnień, zazdrości szarpiącej serce, ran obrażonej dumy, próżnego oczekiwania, próśb odrzuconych ze wzgardą — tan nie ma prawa powiedzieć, że cierpiał. List margrabiego de Chazy był najlepszym dowodem, że Bóg, jako karę za jego {{pp|grze|chy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part17.jpg|num=1162}}{{pk|grze|chy}} wdział nań ową tunikę Nessusa, która paliła mu krew i ciało.<br>
{{tab}}„Joanno, pisał, wojna się skończyła, a ja śmiało powiedzieć mogę, żem jak należy spełnił mój obowiązek. Forsowne marsze, zmęczenie śmiertelne, bitwy, rany — wszystko to nie było wstanie wyrugować z mej głowy myśli o tobie. Jeżelim czasami, w ciągu jakiej utarczki, zapominał na chwilę o tem, co jest udręczeniem mego życia — mniej cierpiałem. I gdyby nie parę chwil takich, doprawdy nie wiem, jakbym przetrzymał ten czas tak długi, oddzielający mnie od dnia, w którym przyrzekłaś dotrzymać danego mi słowa.<br>
{{tab}}Na to słowo liczę, bo gdybyś, pomimo przyrzeczeń odmówiła jego dotrzymania, naprzód zabiłbym ciebie, a potem sobiebym odebrał życie. Widzisz, do czego mnie ta miłość przywiodła!<br>
{{tab}}Gdyby mi niegdyś powiedziano, że nadejdzie czas, kiedy kobieta tak niepodzielnie mną zawładnie, jak tyś zawładnęła, — uśmiechnąłbym się tylko i wzruszył ramionami, — a jednak tak jest!<br>
{{tab}}Nie przechodzi minuta, literalnie minuta, kiedybym był wolny od myśli o {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part18.jpg|num=1163}}tobie, kiedy nie wzdycham do ciebie, w której mi wolno będzie przebiedz dzielące nas przestrzenie, pochwycić twoją rękę, nazwać cię moją własną i unieść gdzieś daleko od oczu ludzkich.<br>
{{tab}}Ale ta chwila jest już coraz bliższa!<br>
{{tab}}Za kilka dni pozwolą nam powrócić do naszych domów. Zostanę wolny i za miesiąc będę mógł zażądać od ciebie spełnienia obietnicy.<br>
{{tab}}Trzeciego kwietnia! Tę cyfrę nazwę tego miesiąca widzą wciąż przed sobą, wypisaną ognistemi głoskami.<br>
{{tab}}Trzeciego kwietnia nastąpi kres moich męczarni ale i twoich, Joanno! Wierzaj mi, że nienawiść, na którą zasłużyłem z twojej strony, zgaśnie pod wpływam moich pieszczot i błagań.<br>
{{tab}}Gdy pojmiesz potęgę uczucia popychającego mnie ku tobie, jego moc niezwyciężoną, nie będziesz czuła więcej żalu do mnie za to wszystko, co uczyniłem w celu posiadania ciebie.<br>
{{tab}}Miłość musi wywołać miłość!<br>
{{tab}}Mam nadzieję, że i ty dasz się zwyciężyć kiedyś sile mego uczucia, tak jak ja jestem zwycięży potęgą twej piękności, że wówczas nie będziesz we mnie widziała odrzuconego kochanka i nieprzyjaciela, któremu winną jesteś {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part19.jpg|num=1164}}swe cierpienia, lecz towarzysza życia, gotowego w każdej chwili upaść ci do nóg i uznać się twym niewolnikiem.<br>
{{tab}}Muszę ci powiedzieć, com uczynił dla naszej przyszłości.<br>
{{tab}}Podczas moich wycieczek za granicę, w dniach pierwszej młodości, zauważyłem pewną willę, która mi się wydała najpiękniejszem na ziemi schronieniem.<br>
{{tab}}Jest ona położoną nad brzegiem jednego z dużych jezior Lombardyi i otoczona prześlicznemi ogrodami.<br>
{{tab}}Nabyłem ją dla ciebie.<br>
{{tab}}Tam to cię zawiozę zaraz po obrzędzie, który nas na zawsze połączy.<br>
{{tab}}Tam znajdziesz i tę, którą tak gorąco pragniesz ujrzeć.<br>
{{tab}}Uśmiech twej córki powita cię na progu tego domu, w którym panować będziesz samowładnie i duszę moją urabiać na jaką zechcesz modłę.<br>
{{tab}}Byłem złym, Joanno, bardzo złym, a nawet podłym i okrutnym. Oddają sobie sprawiedliwość.<br>
{{tab}}Podobno w ostatniej wojnie, tak dla nas nieszczęśliwej, udało mi się do swych aktywów zapisać kilka dobrych czynów.<br>
{{tab}}Twój stryj, kapitan Jousset, który {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No205 part20.jpg|num=1165}}się zna na waleczności, a którego często widywałem, utrzymuje, żem się popisał honorowo.<br>
{{tab}}Ja sam nic o tem orzec nie potrafię.<br>
{{tab}}Znajdowałem się nieraz wpośród kul niemieckich, ale gdy mi świstały nad uszami, myślałem tylko o tej promiennej dacie 3 kwietnia i o włoskiej willi, którą Bazyli, mój wierny kamerdyner, przystraja na twoje przyjęcie.<br>
{{tab}}Otrzymałem właśnie wstęgę logii honorowej.<br>
{{tab}}O, dlaczegóż nie jestem godzien jej nosić, jak tylu mężnych a skromnych żołnierzy, moich towarzyszów broni, jak twój stryj, prawdziwy wzór odwagi i prawości!<br>
{{tab}}Miłość dla ciebie była dla mnie zgubną.<br>
{{tab}}Nie dowiesz się nigdy, jakie mi ona podszeptywała pokusy, do jakich zniewalała postanowień.<br>
{{tab}}Byłem pijany!<br>
{{tab}}Ta miłość podobną była do czarodziejskich napojów, wywołujących czasowe szaleństwo.<br>
{{tab}}Od ciebie zależy powrócić mi rozum i naprawić zło przeszłości dobremi czynami przyszłości.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No206 part01.jpg|num=1166}}{{tab}}Byłem nieszczęściem twego życia, tak jak ty byłaś nieszczęściem mego.<br>
{{tab}}Postaram się zatrzeć okropne wspomnienia, czyniące mię nienawistnym w twych oczach, godnym pogardy i w moich własnych.<br>
{{tab}}Dopomóż mi do tej rehabilitacyi.<br>
{{tab}}Joanno! Czy się zgadzasz na to?<br>
{{tab}}Masz nademną nieograniczoną władzę.<br>
{{tab}}Wiem, jak mało godzien jestem twej litości, a o ile mniej jeszcze innego uczucia; ale któraż kobieta nie przebaczy błędów, a nawet zbrodni popełnionych przez miłość ku niej?<br>
{{tab}}Do widzenia więc — niedługo.<br>
{{tab}}Jedno twoje spojrzenie powie mi, czego się mam spodziewać lub czego obawiać. Przyszłość moja w twoich rekach.<br>
{{tab}}Będzie ona dobra, jeżeli zechcesz, a ponurą i podobną do przeszłości, jeżeli mnie odepchniesz i okażesz się nieugięta w swej nienawiści.<br>
{{tab}}Uwielbiam cię! Za jedną chwilę spędzoną z tobą, za pewność, żem kochany przez ciebie, oddałbym resztę życia, o którem myślę nieraz ze wstrętem i zgrozą! {{f|align=right|prawy=15%|Klaudyjusz.“|po=8px}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No206 part02.jpg|num=1167}}{{tab}}Joanna, przeglądając ten papier, na który jej prześladowca przelał cały ogień swych uczuć, zamyśliła się głęboko.<br>
{{tab}}Pan de Chazey napisał list ten pod wpływem wielkiego wzruszenia.<br>
{{tab}}Pomimo wszystkiego, pomimo swych okropnych czynów, miał on jednak w żyłach krew {{Korekta|shlachcica|sslachcica}} i dowiódł tego.<br>
{{tab}}W czasie wojny szedł on w ogień śmiało, mężnie i innych porywał swym zapałem.<br>
{{tab}}Właśnie gdy pisał do pani Descombes, otrzymał order, który zawdzięczał nie żadnym intrygom, tylko swym czynom rycerskim na placu boju.<br>
{{tab}}To odznaczenie, zyskane osobistą odwagą, nie zaś prośbami i nizkiemi zabiegami, któremi wówczas wielu nie gardziło, byłe dla margrabiego prawdziwem odkupieniem.<br>
{{tab}}— Teraz czuł on tem więcej jeszcze wstret do swego poprzedniego postępowania i gorzko je sobie wyrzucał.<br>
{{tab}}Charakter jego był rzeczywiście despotyczny i dziki w swej gwałtowności.<br>
{{tab}}Ale sen jego, podczas tej okropnej kampanii, był zakłócany przez widma jego ofiar.<br>
{{tab}}Postać Gabryeli — zwłaszcza, tej {{pp|nie|winnie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No206 part03.jpg|num=1168}}{{pk|nie|winnie}} umęczonej istoty, nie dawała mu spokoju.<br>
{{tab}}Filip Rochard i Ferdynand Descombes zjawiali mu się we snach, jako groźne mary.<br>
{{tab}}Od krótkiego i straszliwego dramatu w Sidi-Belbes żonobójca nie miał ani jednej nocy spokojnej.<br>
{{tab}}Pilno mu było przenieść się w inne strony i gdzieś daleko szukać zapomnienia wyrzutów, które go trapiły.<br>
{{tab}}Nareszcie został wolnym.<br>
{{tab}}W pierwszych dniach marca opuścił Mans w towarzystwie swego kuzyna, wicehrabiego de Montglars i ruszył do Paryża, gdzie miał wstąpić tylko.<br>
{{tab}}Poczta wówczas podlegała wielu trudnościom i opóźnieniom.<br>
{{tab}}Wicehrabia de Montglars był niespokojny i stroskany. Dostarczył on Sarze informacyj, których od niego żądała, a nie znał jej projektów. Jego zadanie było skończone. Sara mu powiedziała: Reszta do mnie należy. Lecz dotąd nie zapowiadała się jeszcze żadna katastrofa. Przeciwnie nawet, wszystko zdawało się sprzyjać margrabiemu de Chazey.<br>
{{tab}}Togo samego ranka, kiedy się wybierł do Paryża, Klaudyjusz otrzymał {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No206 part04.jpg|num=1169}}odpowiedź na drugi list, wystosowany do pani Descombes.<br>
{{tab}}Przeczytawszy go, zawołał z uniesieniem radości do swego kasyna:<br>
{{tab}}— Ona przystaje!<br>
{{tab}}Młoda wdowa, po kilku dniach namysłu, odpisała mu co następuje:<br>
{{tab}}„Dlaczegożeś pan wprzódy nie przemawiał w ten sposób? Zamiast grozić, błagasz!<br>
{{tab}}Może jesteś pan lepszym niżeli sądziłam. Chcę wierzyć, że pan jesteś szczerym i że istotnie doznajesz uczuć, jakie mi opisujesz.<br>
{{tab}}Co do mnie nie znam tych wyegzaltowanych namiętności.<br>
{{tab}}Ale dałam słowo — i dotrzymam go wiernie. Trzeciego kwietnia będziesz pan mógł rozporządzać moim losem. Zawdzięczasz pan moją uległość tej, którą codziennie opłakuję łzami tęsknoty.<br>
{{tab}}Gdyby nie ona, nigdy byś mnie pan nie zobaczył.<br>
{{tab}}Ona to, ona jedna skłania mię do wyrzeczenia się wszelkiej dumy i zapomnienia oraz, jakie słusznie żywię ku panu.<br>
{{tab}}Byłoby o wiele szlachetniej z pańskiej strony, gdybyś się zgodził {{pp|powró|cić}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No206 part05.jpg|num=1170}}{{pk|powró|cić}} mi córkę i zwolnić z danego słowa.<br>
{{tab}}Bo i czegoż można się spodziewać po związku zawartym w takich okolicznościach? — Jaką będzie nasza przyszłość?<br>
{{tab}}Ale ostatecznie zobowiązałam się i pragnę bądź co bądź odzyskać dziecko, które mi pan wydarłeś.<br>
{{tab}}Po raz drugi ulegnę przemocy.<br>
{{tab}}Ale czy to godne człowieka honorowego zadawać gwałt kobiecie?<br>
{{tab}}Namyśl się pan jeszcze. To sprawa pomiędzy panem a sumieniem jego. Niechże to sumienie nas rozsądzi!<br>
{{tab}}Niech Bóg przebaczy panu cierpienia, których byłeś {{Korekta|dlamnie|dla mnie}} powodem!<br>
{{tab}}Niewinna i zrezygnowana, powierzam się losowi i walczyć z nim nie {{Korekta|probaję|próbaję}}.
{{f|align=right|prawy=15%|Joanna Descombes.”|po=8px}}
{{tab}}Wdowa po Ferdynandzie Descombes nie bez walki zgodziła się na ponowienie obietnicy, której dotrzymanie przejmowało ją zgrozą.<br>
{{tab}}Ale słuchała ona we wszystkiem rad swego teścia.<br>
{{tab}}Po otrzymania listu od margrabiego Joanna udała się do Besançon, do starego Descombes’a.<br>
{{tab}}Czytając oświadczenia pana do {{pp|Cha|zey}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No206 part06.jpg|num=1171}}{{pk|Cha|zey}}, bankier nie okazał żadnego wzruszenia, a raczej mylimy się, przemknął w jego oczach błysk radości, lecz Joanna go nie dostrzegła. Obojętną i nieczułą na pozór twarz miał ten starzec małomówny, sztywny, zawsze jednaki.<br>
{{tab}}Pomimo tych pozorów, ojciec Ferdynanda, czytając list Klaudyjusza, doznawał wzruszenia, jakie ogarnia strzelca na widok zwierzyny biegnącej wprost w sidła, które na nią {{Korekta|zastawił,|zastawił.}}<br>
{{tab}}— Co mam czynić? — zapytała go Joanna.<br>
{{tab}}— On wziął jej rękę i wlepiając w młodą kobietę swe przenikliwe źrenice, powiedział:<br>
{{tab}}— To małżeństwo cię przestrasza, prawda?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Rozumiem to, ale trzeba się jednak przezwyciężyć i zgodzić na nie.<br>
{{tab}}— Chcesz togo, ojcze?<br>
{{tab}}— Nie mogę ci narzucać mojej woli, ale pragnę tego.<br>
{{tab}}— I ty, ojcze, mi doradzasz!<br>
{{tab}}— Tak powinienem postąpić.<br>
{{tab}}— Masz chyba jakieś ukryte cele, projekty?<br>
{{tab}}— Gdybym je miał i tak nie {{pp|wie|działabyś}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No206 part07.jpg|num=1172}}{{pk|wie|działabyś}} o nich, moje dziecko.<br>
{{tab}}— Dlaczego?<br>
{{tab}}— Bo znam wielką dobroć twego serca, a ta dobroć łatwo przeradza się w słabość. W moich oczach, Joanno, słabość u kobiet jest czasami wzniosłą cnotą, ale są ludzie niegodni jej zupełnie.<br>
{{tab}}Joanna zbladła.<br>
{{tab}}— Więc... powinnam?... wyjąkała.<br>
{{tab}}— Powinnaś dotrzymać słowa koniecznie. — Widząc zaś, że biedna kobieta blizką jest omdlenia, — dodał:<br>
{{tab}}— Poddaj się swemu losowi bez obawy, nie utracisz ani mego szacunku, ani przywiązania.<br>
{{tab}}Joanna napisała odpowiedź na list margrabiego przy biurka Descombes’a.<br>
{{tab}}Tego samego dnia, kiedy Klaudyjusz odpowiedź tę otrzymał, komendant Bonnin, który do dwudziestego lutego zamknięty był w forcie {{Korekta|Mont Rouge|Mont-Rouge}}, przybył nareszcie do Montrevers, gdzie ku wielkiema swemu zmartwieniu, zmuszoną była przebywać przez czas oblężenia baronowa de Senecey.<br>
{{tab}}Komendant był bardzo osłabiony.<br>
{{tab}}On, tak dzielnie się opierający {{pp|do|tąd}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No206 part08.jpg|num=1173}}{{pk|do|tąd}} dolegliwościom starości, nagle poddał im się posłusznie.<br>
{{tab}}Nieszczęścia kraju wielce go przygnębiły, a strata Gabryeli pogrążyła w nieutulonym smutku.<br>
{{tab}}W kilka dni po jego przyjeździe do zamka, komendant otrzymał list tej zagadkowej treści:<br>
{{tab}}„Jeżeli pan komendant Bonnin zechce się pofatygować, w czasie swego pobytu w Besançon, do kantoru bankierskiego Descombes’a, pomiędzy szóstym a dwudziestym piątym marca, otrzyma bardzo dokładne objaśnienia, dotyczące sprawy, która go zajmuje, lecz, która wymaga zachowania najgłębszej tajemnicy przed wszystkimi“.<br>
{{tab}}Ostatnie dwa wyrazy były podkreślone.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|VI.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Za kulisami''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Paryż roztworzył swe bramy i przedstawiał widok bardzo rozpaczliwy, ale i zdumiewający.<br>
{{tab}}Wyglądało tam jak w ogromnem obozowisku jakiegoś dziwacznego wojska.<br>
{{tab}}W kawiarniach widywano ubiory, o jakich wprzódy żaden paryżanin nie miał wyobrażenia; ludzi z miną dardą i {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No206 part09.jpg|num=1174}}butną, żołnierzy, wychylających kufle piwa z nieopisaną werwą.<br>
{{tab}}Wszędzie pełno było twarzy cudzoziemskich, różnorodnych i niepokojących.<br>
{{tab}}Awanturnicy wszelkich krajów zbiegli się do wymęczonej oblężeniem stolicy świata.<br>
{{tab}}Co mogło wyniknąć z tego dziwacznego pomieszania ras?<br>
{{tab}}Dla {{Korekta|francuza|Francuza}} widok Paryża w owym czasie był nadzwyczaj smutny.<br>
{{tab}}Czuć tam było formant nieporządku i jakby blizki wybuch, mający jeszcze dodać nową klęskę do klęsk dopiero cu poniesionych.<br>
{{tab}}Paryż był zawsze wielkiem miastem, pełnem pomników, świadczących o jego genjuszu, ale nawet te pomniki wyglądały, jakby się chwiała ich podstawa i one same miały runąć i rozsypać się w gruzy.<br>
{{tab}}Czwartego marca — w prawdziwy dzień wiosenny — bo słońce, gdy go wojsko francuzkie już nie potrzebowało, uśmiechnęło się zaraz po przejściu zimy, niby na urągowisko, człowiek blizko sześćdziesięcioletni wszedł chyłkiem przez wpół otwarte drzwi do pałacyku przy ulicy Ateńskiej.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No206 part10.jpg|num=1175}}{{tab}}Człowiek ten miał w swej postaci i chodzie coś tajemniczego, podstępnego.<br>
{{tab}}Odziany był w długą opończę, podbitą futrem, wyszarzaną i prawie brudną. Kapelusz jego przybrał żółtawy odcień, wskutek zapewne długoletniej służby, a buty rzadko musiały widzieć błyszcz i szczotki.<br>
{{tab}}Jego siwa obecnie broda musiała niegdyś być ruda, a włosy rzadkie, długie, żółtawemi kosmykami spadały na kołnierz jego okrycia.<br>
{{tab}}— Czy pani w domu? — zapytał {{Korekta|kreolkę|Kreolkę}}, która go wpuściła do przedpokoju.<br>
{{tab}}— Pani czeka właśnie na pada, panie Müller — odparła dziewczyna.<br>
{{tab}}Pałacyk hrabiny Sary wcale się nie zmienił. Panował w nim taki sam zbytek i wykwint jak przed wojną.<br>
{{tab}}Sara oczekiwała tajemniczego gościa w swym buduarze.<br>
{{tab}}Przyjęła go bez ceremonii, wskazała palcem krzesło, które on sam przysunął do jej fotela i zapytała niedbale:<br>
{{tab}}— Co nowego mi pan przynosi?<br>
{{tab}}— Jego ekscelencya pisze mi, że pani nie chcesz mu służyć dalej? — rzekł Müller. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No206 part11.jpg|num=1176}}{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— Tracisz pani sposobność powiększenia swego majątku.<br>
{{tab}}— Nie dbam o to.<br>
{{tab}}— Jesteś pani młodą jeszcze.<br>
{{tab}}— Cóż z tego!<br>
{{tab}}— Potrafiłaś pani wyrobić sobie w Paryżu wyjątkowe stanowisko...<br>
{{tab}}— Zrzekam się go.
— Czy panią nie zadawalnia wysokość gaży?<br>
{{tab}}— Bynajmniej.<br>
{{tab}}— Jeżeli o to chodzi, stawiaj pani śmiało swe żądania. Jego ekscelencyja daje mi do zrozumienia, że gotów jest pensyję podwyższyć, a chodzi mu bardzo o zachowanie pani. Przy ostatnich wypadkach okazałaś się pani bardzo pożyteczną. Raporty pani były zawsze tak dokładne...<br>
{{tab}}— Bardzo mnie to cieszy, ale koniec końców dosyć mam już tego rzemiosła, które na starość zaczyna wstręt we mnie budzić.<br>
{{tab}}— To słabość niegodna tak rozsądnej osoby.<br>
{{tab}}— Być może. Podziękujesz pan tedy jego ekscelencyi za względy, jakiemi mnie zaszczycał i napiszesz mu pan, że postanowiłam się usunąć od {{pp|intere|sów}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No206 part12.jpg|num=1177}}{{pk|intere|sów}}.<br>
{{tab}}— I co pani masz za zamiary na przyszłość?<br>
{{tab}}— Zamieszkam gdzieindziej i żyć będę z moich dochodów... Tutaj obawiałabym się niedyskrecyi pewnych osób... Ten pałac sprzedam, zrealizuję wszystko co posiadam i zniknę.<br>
{{tab}}— Czy wolno wiedzieć, w jakim kraju pani zamieszkasz?<br>
{{tab}}— Odpowiem panu na to pytanie, skoro sama będę wiedziała coś stanowczego... Zdaje mi się w każdym razie, że najpewniej wybiorę Włochy lub Szwajcaryję.<br>
{{tab}}— Mam nadzieję, że jeżeli później zechcemy powierzyć pani jaką ważną misyję, nie odmówisz pani jej przyjęcia?<br>
{{tab}}— Zobaczę jeszcze. Zapewnij pan bądź co bądź jego ekscelencyję o mojej życzliwości. Jestem tyle winna księciu, że może liczyć na moję wdzięczność.<br>
{{tab}}— Nie pozostaje mi tedy nie więcej, jak wręczyć pani honoraryjum.<br>
{{tab}}Z temi słowy Müller wydobył z kieszeni gruby pugilares.<br>
{{tab}}— Gdzie pani chce sumą tę oddać? zapytał.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No206 part13.jpg|num=1178}}{{tab}}— W Besançon.<br>
{{tab}}— U Descombes’ów?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Dobrze. Mamy u nich kredyt. Dobry to dom, solidna firma.<br>
{{tab}}Wystawił przekaz na sto tysięcy franków i podpisał: Müller i Ska, Dom bankowy 166, ulica Saint-Denis.<br>
{{tab}}Sara przeczytała czek i rodzaj rozczarowania odbił się na jej twarzy.<br>
{{tab}}— Czyś się pani spodziewała więcej? zapytał Müller.<br>
{{tab}}Hrabina zrobiła gest, mający oznaczać, że jej to obojętne.<br>
{{tab}}— Trudno, rzekł tamten, trochę nam teraz skąpo... Pięć miljardów przyjdą w samą porę...<br>
{{tab}}Rozśmiał się cicho i zmienił przedmiot rozmowy.<br>
{{tab}}— Kiedyż pani wyjeżdża? spytał.<br>
{{tab}}— Za parę dni.<br>
{{tab}}— Powinnaś się pani pospieszyć.<br>
{{tab}}— Dla czego?<br>
{{tab}}— Przygotowują się nieporządki...<br>
{{tab}}— Wiem.<br>
{{tab}}— Jak widzę, wiesz pani o wszystkiem.<br>
{{tab}}— Prawie.<br>
{{tab}}— I nic więcej nie masz mi pani do powiedzenia?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No206 part14.jpg|num=1179}}{{tab}}— Nic.<br>
{{tab}}— W takim razie, pożegnam panią. Do widzenia piękna Saro.<br>
{{tab}}— Nie dowidzenia, panie Müller, lecz adieu.<br>
{{tab}}— Co zuowu! Masz pani przed sobą jeszcze wiele lat piękności i młodości, szkoda je marnować!<br>
{{tab}}Sara wzruszyła ramionami, a gdy została sama, zamknęła w biurku przekaz i ręką powiodła po twarzy, jakby z niej zetrzeć chciała rumieniec wstydu.<br>
{{tab}}Czuła w ustach gorycz i niesmak i dla wytłomaczenia się sama przed sobą, wymówiła głośno:<br>
{{tab}}— Co miałam robić? Urodziłam się nędzarką, własny ojciec mię sprzedał, kochanek wypędził i obił szpierózgą, jak psa... Zemściłam się: zabiłam go... musiałam uciekać. Książe mię ocalił... Dał mi możność dostania się do Ameryki, powrócenia z tytułem... Dzięki jemu mogłam żyć po ludzku. Zbogaciłam się na jego usługach, oszukując innych... Byłam piękną... uwielbiali mnie, a uwielbiana kobieta może posiąść wszystkie tajemnice... O! ci {{Korekta|mezczyźni|meżczyźni}}.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part01.jpg|num=1180}}{{tab}}Niepodobna sobie wyobrazić pogardy z jaką te słowa wymówiła.<br>
{{tab}}O tej samej porze, gentleman nizki i okrągły, ubrany czarno i bardzo starannie, zatrzymał się na chwilę przed wystawą kawiarni de Paix.<br>
{{tab}}{{Korekta|Półtuzina|Pół tuzina}} wyższych oficerów z tych dziwnych bataljonów, które nazywano Niepokonanymi z Montrouge lub wałów Batignolles, a którzy pod wodzą drugiego Klebera lab Marceau mogli byli zostać bohaterami, rozmawiali w kawiarni o błędach oblężenia i wyprawach, jakie powinno się było przedsięwziąść.<br>
{{tab}}Temat był niewyczerpany.<br>
{{tab}}Gentleman wszedł, siadł przy stoliku w blizkości trotuaru i rozkazał:<br>
{{tab}}— Garson! kufel piwa!<br>
{{tab}}Była czwarta.<br>
{{tab}}Gentelman, po upływie pięciu minut, począł dawać oznaki niecierpliwości.<br>
{{tab}}O czwartej minut dziesięć napisał parę słów na karcie i znowu zawołał garsona.<br>
{{tab}}Ten przybiegł. I on także, pomimo swych niewinnych funkcyj, miał minę bardzo wojowniczą i zapuścił ogromne czarne wąsiska, nadające mu pozór przestraszający.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part02.jpg|num=1181}}{{tab}}Gentelman zapłacił za piwo, którego nawet nie tknął i rzekł:<br>
{{tab}}— Przyjdzie tu ktoś z interesem do mnie. Proszę mu oddać tę kartkę i po wiedzieć, że wice-hrabia de Montglars to zostawił.<br>
{{tab}}— Dobrze panie.<br>
{{tab}}— Czy tu u was dają obiady?<br>
{{tab}}— Doskonałe, proszę pana.<br>
{{tab}}— Ale kilka miesięcy temu nie można było tego powiedzieć, co?<br>
{{tab}}— Owszem proszę pana, tylko było drożej.<br>
{{tab}}— Więc czegóż nam zawracano głowę, że w Paryżu nie macie co jeść?<br>
{{tab}}Kelner się uśmiechnął, a gentelman wyszedł.<br>
{{tab}}Był to rzeczywiście wice-hrabia Hugo de Montglars, który widocznie nic nie ucierpiał w czasie wojny, bo miał zawsze pełne, okrągłe i rumiane policzki, wesołe, jasne oczy i czerwone wargi.<br>
{{tab}}Karta, którą zostawił w kawiarni, zawierała te słowa:<br>
{{tab}}„Nie mogłem dłużej czekać, miałem pilny interes do załatwienia; będę na obiedzie o siódmej.“<br>
{{tab}}Pod spodem był adres:<br>
{{tab}}„Margrabia do Chazey“.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part03.jpg|num=1182}}{{tab}}Czekał tedy wice-hrabia na swego kuzyna. Interesem do załatwienia była wizyta, którą wierny przyjaciel i sprzymierzeniec chciał złożyć hrabinie de Gannes.<br>
{{tab}}Hugo poszedł ulicami Auber, du Havre i Amsterdamską aż do Ateńskiej.<br>
{{tab}}Okolice dworca kolei Zachodniej nadzwyczajnie były ożywione. Nowe życie, które miało zostać wkrótce przerwane nieporządkami komuny, na nowo zawrzało w Paryżu tak długo zamkniętym, głodzonym i dręczonym przez nieprzyjaciół.<br>
{{tab}}Wice-hrabia musiał mieć głowę zaprzątniętą wielu różnorodnemi myślami, bo nie zwracał żadnej uwagi na to, co się działo naokoło niego.<br>
{{tab}}Tak było rzeczywiście. W głowie jego wirował chaos myśli, w sercu kipiały pragnienia i żądze.<br>
{{tab}}Wzruszenie i skrucha, jaką odczuwał w Sidi-Belbes, znikły bez śladu wraz ze skrupułami, a dawne ambicyje, chciwość, zawiść na nowo rozkrzewiły się w jego sercu, jak chwast, na ugorze.<br>
{{tab}}Sara bardzo umiejętnie przyczyniała się do bujnego wzrostu tych miłych {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part04.jpg|num=1183}}roślinek.<br>
{{tab}}Jakkolwiek zamknięta w Paryżu podczas oblężenia, korespondowała ona z prowincyją bez najmniejszych trudności.<br>
{{tab}}Ta tajemnicza intrygantka miała wszędzie stosunki.<br>
{{tab}}Gdy Montglars zadzwonił u drzwi wchodowych pałacyku, Müller właśnie wychodził stamtąd.<br>
{{tab}}Wies-hrabia był trochę wzruszony.<br>
{{tab}}Elegancyja tego jedwabistego gniazdka, tak odrębna od zajazdów prowincyjonalnych, w których przepędził czas wojny, przyśpieszająco działała na bicie jego serca.<br>
{{tab}}Sara w wyzywającym negliżu, wydała mu się więcej niż kiedy piękną, uroczą, porywającą.<br>
{{tab}}I ona także nic w czasie wojny nie ucierpiała.<br>
{{tab}}Jej szlafroczek z ognisto-czerwonego atłasu pozwalał podziwiać gors i ramiona takich kształtów i karnacyi, że nawet najsuchszy z dyplomatów zapomniałby na ich widok wszystkiego, co mu starannie wpajano w szkole dyplomatycznej.<br>
{{tab}}A co za ząbki! Jaki uśmiech na widok przyjaciela, a którym ją wojna {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part05.jpg|num=1184}}rozłączyła.<br>
{{tab}}Montglars doznał takiego uczucia, jakby po sześciomiesięcznym pobycie w {{Korekta|czyścu|czyśćcu}}, znalazł się nagle w raju Mahometa i jakby go tam witała najcudniejsza ze wszystkich burysek.<br>
{{tab}}— Nareszcie! dźwięcznym głosikiem wyśpiewała Sara.<br>
{{tab}}Wice-hrabia kilka sekund strawił na niemej kontemplacyi.<br>
{{tab}}Znajdował on się wobec istoty wyższej, cudownej, olśniewającej i odrazu wszystkie subretki hotelowe, mieszczanki z podprefektur i wieśniaczki, wśród których był zmuszony żyć podczas swego wygnania z Paryża, zostały w jego oczach prochem niegodnym, aby po nim stąpała nóżka takiej bogini.<br>
{{tab}}Wprawdzie buduar, służący za ramę temu żywemu obrazowi, doskonale był doń zastosowany i artystycznie uwydatniał każdy wdzięk, dyskretnie zaś przysłaniał maleńkie niedobory.<br>
{{tab}}— Winszują, przyjacielu, — rzekła Sara pieszczotliwie. Wyszedłeś pan zwycięzko, bez wszelkiego szwanku z zawieruchy wojennej. A Klaudyjusz?<br>
{{tab}}— Klaudyjusz dzielnie się popisał. Ma order.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part06.jpg|num=1185}}{{tab}}— Wiem.<br>
{{tab}}— Odznaczył się w wielu bitwach.., pod Caulmiers, Patay... Mans.<br>
{{tab}}Hrabina uśmiechała się złośliwie.<br>
{{tab}}— Nie przeszkadza mu to jednak być wielkim zbrodniarzem – powiedziała.<br>
{{tab}}— O! przez miłość, nasunął łagodząco wice-hrabia.<br>
{{tab}}— I trucicielem, jak kawaler de Sainte-Croix lub La Pommerais.<br>
{{tab}}Hugo drgnął mimowolnie, lecz próbował dalej żartować.<br>
{{tab}}— Zawsze przez miłość — rzekł.<br>
{{tab}}— Cóż to znaczy! Ci, którzy z jego łaski śpią dziś pod ziemią, nic nie zyskali na tem, że pobudką jego zbrodni była miłość a nie, przypuśćmy, chęć rabunku lub coś w tym rodzaju.<br>
{{tab}}— To prawda.<br>
{{tab}}— Ale! Należy się pana podziękowanie.<br>
{{tab}}— Z powodu?<br>
{{tab}}— Adresu, jakiego mi pan dostarczyłeś. Doskonaleś się urządził, kochany przyjaciela.<br>
{{tab}}— Pani mówi o adresie aptekarza z Londynu.<br>
{{tab}}— Tak, naturalnie! A o czemże pan myślisz? Odpowiadasz tak krótko, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part07.jpg|num=1186}}jakby z roztargnieniem.<br>
{{tab}}Montglars — rzekł pieszczotliwie:<br>
{{tab}}— Myślę, że pani jesteś cudowną kobietą, że nigdy jeszcze nie wydałaś mi się tak bosko piękną, że chciałbym cię nazywać margrabią de Chazey!<br>
{{tab}}— Dlaczego?<br>
{{tab}}— Aby u nóg twoich złożyć wszystko, cobym posiadał, tytuł i majątek... Ale to nadzieja, której trzeba się wyrzec. Ostatnie wyrazy dodał z rozmysłem, w celu przeniknienia zamiarów Sary.<br>
{{tab}}— Wyrzec się — dlaczego?<br>
{{tab}}— Na to potrzebaby śmierci Klaudyjusza, a on żyje i jest zdrów zupełnie.<br>
{{tab}}— Mylisz się pan, margrabia jest zgubiony.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Jeżeli ja zechcę!...<br>
{{tab}}— Ale pani nie zechcesz!<br>
{{tab}}— Tak pan myślisz?<br>
{{tab}}— Zanadto go pani kochała.<br>
{{tab}}— O! ta miłość minęła!<br>
{{tab}}— Dowiedź pani tego!<br>
{{tab}}— Cierpliwości, mój wice-hrabio. Tymczasem siądź pan tutaj przed biurkiem.<br>
{{tab}}— A to po co? — zapytał Hugo.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part08.jpg|num=1187}}{{tab}}— Zaraz panu powiem. Weź pan papier, pióro i pisz. Jesteś pan gotów?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— A więc dyktuję:<br>
{{tab}}„Przyjaciel zawiadamia pana w sekrecie, że pan de Chazey wymógł przyrzeczenie małżeństwa na wdowie po Ferdynandzie Descombes. Małżeństwo to ma przyjść do skutku trzeciego kwietnia, roku bieżącego. Jeżeli pas chcesz związkowi pomienionemu przeszkodzić, udaj się pan do pana Descombes’a, bankiera w Besançon, ale w największej tajemnicy.<br>
{{tab}}Ten pan objaśni panu kilka faktów, które we własnym interesie wiedzieć powinieneś“.<br>
{{tab}}Wice-hrabia pisał.<br>
{{tab}}— Czy już? — zapytała Sara.<br>
{{tab}}— Już odparł Montglars.<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}— Ale do kogo pani się zwracasz z ta radą.<br>
{{tab}}— Weź pan kopertę i zaadresuj.<br>
{{tab}}— Do?...<br>
{{tab}}— Pana Piotra Morand’a...<br>
{{tab}}— Moranda? — zawołał wice-hrabia, podskoczywszy na krześle.<br>
{{tab}}— ...Szefa szwadronu dragonów.<br>
{{tab}}— Został szefem szwadronu! — rzekł {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part09.jpg|num=1188}}zdumiony Montglars.<br>
{{tab}}— I pan mógłbyś był otrzymać tę rangę.<br>
{{tab}}— Ja! A to jakim sposobem?<br>
{{tab}}— Zrobiwszy to, co on zrobił.<br>
{{tab}}— Jakiż koniec adresu?<br>
{{tab}}— ...Na urlopie w Orchamps.<br>
{{tab}}— Na urlopie? — Czy został ranny?<br>
{{tab}}— Niebezpiecznie.<br>
{{tab}}— A wyleczy się?<br>
{{tab}}— Już jest wyleczony prawie. Waż pan teraz drugi arkusik papieru.<br>
{{tab}}— Już mam.<br>
{{tab}}— Napisz pan:<br>
{{tab}}„Posyłam pana przy niniejszem zaświadczenie aptekarza angielskiego, który sprzedał truciznę. Aptekarz ten nazywa się Leymens mieszka w Londynie, przy Regent Street. Możesz pan sprawdzić dokładność informacyi“.<br>
{{tab}}— A to do kogo adresować?<br>
{{tab}}Sara zrobiła gest zniecierpliwienia.<br>
{{tab}}— Ach! — mój Boże! — zawołała. Przecież ja pana okropnie kompromituję. Pismo pańskie mogą poznać... Gdzież ja mam głowę!...<br>
{{tab}}— I ja pomyślałem, że to trochę nieostrożnie.<br>
{{tab}}— Wybacz pan... jestem czasem roztargniona... Zostaw pan to papiery.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part10.jpg|num=1189}}Każę je przepisać i wyekspedjuję.<br>
{{tab}}Wstała żywo, pochwyciła oba arkusze i wrzuciła do szufladki biurka.<br>
{{tab}}— Ale komu pani posyła to zaświadczenie?<br>
{{tab}}— Komuś, kto musi śmiertelnie nienawidzieć kuzyna pańskiego, pana de Chazey.<br>
{{tab}}— Z jakiego powodu?<br>
{{tab}}— Z trzech powodów.<br>
{{tab}}— Pierwszy?<br>
{{tab}}— Margrabia go zabił, albo raczej usiłował go pozbawić życia.<br>
{{tab}}— Drugi?...<br>
{{tab}}— Zadawszy ma dwie rany, go zamurować w jakiejś pieczarze.<br>
{{tab}}— Zkąd wyszedł?<br>
{{tab}}— Widocznie, kiedy do niego piszę.<br>
{{tab}}— Trzeci powód?<br>
{{tab}}— Przed godzeniem na jego życie, co uczynił w celu przeszkodzenia ma w wyjawieniu tego, co wiedział, Klaudyjusz otruł kobietę, którą, ten człowiek kochał nad życie!<br>
{{tab}}— Filip Rochard! — zawołał wice-hrabia.<br>
{{tab}}— On sam.<br>
{{tab}}— Żyje!<br>
{{tab}}— Jak ja i pan, ale trzeba tak postępować, żeby Klaudyjusz był {{pp|prze|konany}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part11.jpg|num=1190}}{{pk|prze|konany}}, iż jego zamach na życie doktora powiódł się w zupełności... Rozumiesz pan?<br>
{{tab}}— Prawie — szepnął Montglars oszołomiony.<br>
{{tab}}W głosie Sary czuć było lekkie drżenie, ilekroć wymawiała imię swego dawnego kochanka.<br>
{{tab}}Wice-hrabia wszakże, zajęty wyłącznie tem, co usłyszał od Sary, nie zwrócił uwagi na ten drobny szczegół.<br>
{{tab}}Był on zresztą odurzony wonią perfum, unoszącą się z każdego sprzętu w buduarze, widokiem tej kobiety, do której nie mógł się zbliżyć obojętnie, bez dreszczu żądzy, jaki pewne piękności budzą nawet w najzimniejszych naturach.<br>
{{tab}}— Ach! — odezwała się znowu Sara z uniesieniem, które tym razem nie było komedią, jakże jasno widziałam rzeczy od razu wówczas, gdym mówiła panu, sceptykowi, wahającemu się pomiędzy strachem przed środkami a powabem celu — do jakich wybryków doprowadzić może takiego człowieka jak Chazey miłość dla kobiety takiej, jak ta Joanna Jousset!<br>
{{tab}}Cóż jesteś pan teraz przekonany, żem miała słuszność? Czy dość nisko {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part12.jpg|num=1191}}upadł Klaudyjusz pod wpływem tego namiętnego szału?<br>
{{tab}}Najwpierw przez ohydny podstęp unieszczęśliwił dziewczynę, która pragnęła pozostać uczciwą i potem zamordował człowieka, który chciał jej dać swój majątek i nazwisko; otruł tę nieszczęśliwą Gabryelę de Montrevers, godził na życie doktora, którego wzrok przenikliwy odkrył zbrodnię podlejszą od innych... słowem dopuścił się wszelkich przestępstw.<br>
{{tab}}Widzisz pan, jak skompromitowany jest ten, na którego dziedzictwo czyhasz!<br>
{{tab}}Wszystko rokuje jego zgubę. {{Korekta|Nienawiśc|Nienawiść}}, jaką posiał, wydaje obfite owoce. Najmniej jednak okrutną jego nieprzyjaciółką jest ta kobieta, którą shańbił i najwięcej dręczył... Kobieta nigdy nie jest wstanie śmiertelnie nienawidzieć człowieka, który popełnił zbrodnię przez miłość ku niej. Przeciwnie, my nienawidzimy tylko tych, których myśmy kochały z całych sił, duszy i serca, którym poświęciłyśmy wszystko, a którzy nas odepchnęli, sponiewierali, pogardzili.<br>
{{tab}}Nastąpiła chwila milczenia, poczem Sara mówiła dalej:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part13.jpg|num=1192}}{{tab}}— Tak, wszyscy, których skrzywdził, powstaną przeciwko niemu: narzeczony tej dziewczyny zechce pomścić swe złamane życie i zniewagę! Stary Jousset zechce mu odpłacić za hańbę córki i całej rodziny; stary Descombes za śmierć jedynego syna; Filip Rochard i komendant Bonin za umęczenie niewianej i dobrej istoty, którą oni obaj jednakowo kochali, chociaż różnym rodzajem miłości. Prócz tego, Klaudyjusz ma jeszcze nieprzyjaciół we mnie i w panu, a my idziemy ręka w rękę, zdążając do jednego celu: ukarania tylu bezprawi! Największe jednak korzyści z tej kary osiągniesz pan, panie de Montglars.<br>
{{tab}}Słowom tym towarzyszyło płomienne spojrzenie, które zgalwanizowało wicehrabiego.<br>
{{tab}}— A ja — dokończyła Sara — trzymam w ręku nici tych sideł, które oplątują Klaudyjusza, mego kochanka niegdyś, a nieprzyjaciela obecnie i doprowadzą go do zguby. Ja to spełniłam obowiązek sprawiedliwości, pan zaś otrzymasz zeń korzyści. Czy pan przynajmniej jesteś zadowolony?<br>
{{tab}}Hugo chciał się uśmiechnąć, ale brakło mu odwagi. Obawiał się {{pp|rozwią|zania}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part14.jpg|num=1193}}{{pk|rozwią|zania}} tej całej intrygi.<br>
{{tab}}Ganjusz zła, wcielony w ponętne kształty czarodziejki, obezwładniał go i wprawiał w stan odrętwienia. Przy niej tracił zupełnie swój spryt i inteligencyję, czując się wobec siły potężniejszej od niego.<br>
{{tab}}Sara uśmiechnęła się z politowaniem.<br>
{{tab}}— Całe szczęście, że sprawa zbliża się do końca — powiedziała — bo widzę, że pan wyczerpałeś już wszystkie siły!<br>
{{tab}}Dodała z kokieteryjnym ruchem ramion, gładkich i białych jak alabaster:<br>
{{tab}}— Uważałam pana za posiadającego więcej siły oporu, ale widzę, żem się omyliła. U pana z początku wszystko idzie z zapałem, potem zapał stygnie i szybko następuje zmęczenie i zniechęcenie. Ostatecznie jest ktoś, co panu dodaje odwagi.<br>
{{tab}}— Co mam czynić dalej?<br>
{{tab}}— Ależ nic już.<br>
{{tab}}Hago głośno odetchnął. Sara zdjęła ma ciężar z piersi.<br>
{{tab}}— Rola pańska skończona. Żądałam od pana jakiegoś dowodu, wskazówki, śladu, którym bym się mogła kierować. Uczyniłeś pan zadość temu żądaniu. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part15.jpg|num=1194}}Nie zbywa panu na odwadze, gdy potrzeba otwierać cudze szuflady. Pańska część obowiązku spełniona. Możesz pan spocząć po trudach.<br>
{{tab}}Słowa jej były szyderstwem, lecz ton pieszczotliwym, a spojrzenie pełnem obietnic.<br>
{{tab}}Podała ma rękę na znak pożegnania, a wicehrabia złożył na niej pocałunek.<br>
{{tab}}Sara mimowolnie drgnęła; może ten Judaszowy pocałunek irytował ją i drażnił?<br>
{{tab}}W chwili gdy Hugo już był a drzwi, dodała jeszcze:<br>
{{tab}}— A zatem, pamiętaj pan: robić nic nie potrzebujesz, tylko trzeba nadal być bardzo uprzejmym dla Klaudyjusza. Rozumiesz pas?<br>
{{tab}}W tej chwili {{Korekta|kreolka|Kreolka}} zastukała do drzwi buduaru.<br>
{{tab}}U hrabiny de Gannes była to potrzebna ostrożność. Wchodząc nagle, można było zobaczyć lub usłyszeć coś, co powinno było pozostać tajemnicą pomiędzy panią domu, a jej gościem.<br>
{{tab}}— Czy pani przyjmuje? — zapytała Paula.<br>
{{tab}}— Kogo?<br>
{{tab}}— Pana margrabiego de Chazey?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part16.jpg|num=1195}}{{tab}}— Naturalnie. Poproś.<br>
{{tab}}Klaudyjusz de Chazey wszedł jednemi drzwiami, podczas gdy jego przywiązany kuzyn wychodził dragiemi.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|V.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Od czego zależy los człowieku?'''''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Margrabia powrócił z wojny zmieniony strasznie.<br>
{{tab}}Wychudły, opalony, z oczyma iskrzącemi się ponuro, czołem zbrużdżonem, włosami i wąsami siwiejącami tu i owdzie. Miał on minę więźnia, który wyrwał się na wolność i podczas ucieczki ścigany był jak zwierzę w czasie obławy.<br>
{{tab}}Sarę zmiana ta uderzyła.<br>
{{tab}}Pomimo wszystkiego, Klaudyjusz nie stracił jednak swej pięknej, wyniosłej postawy i niedbałej, prawdziwie pańskiej elegancyi.<br>
{{tab}}Czerwona wstążeczka, dowód jego zasług, jaskrawo odbijała od czarnego surduta.<br>
{{tab}}Podał rękę hrabinie.<br>
{{tab}}— Sądziłem, że zastanę tu Hugona — powiedział. — Czy nie był u pani?<br>
{{tab}}— Owszem, był.<br>
{{tab}}— I już odszedł?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part17.jpg|num=1196}}{{tab}}— Zabawił chwilę tylko.<br>
{{tab}}— Pani nie wydalałaś się Paryża?<br>
{{tab}}— Ani na chwilę.<br>
{{tab}}— Jakże się pani mogłaś zdecydować na wytrzymanie oblężenia?<br>
{{tab}}— Zrobiłam to przez ciekawość... jak tylu innych, a zresztą pan wiesz przecie, liczono, że to nie potrwa dłużej nad tydzień czasu.<br>
{{tab}}Sara pilnie studyjowała twarz byłego kochanka.<br>
{{tab}}Zauważyła w nim zwłaszcza głębokie przygnębienie.<br>
{{tab}}— Jesteś pan bardzo zmieniony, — rzekła po niejakim przestanku.<br>
{{tab}}— Prawda?<br>
{{tab}}— Więc pan wiele cierpiałeś?<br>
{{tab}}Tak, wiele.<br>
{{tab}}— Z jakich powodów?<br>
{{tab}}— Najpierw z powodu nieszczęść kraju.<br>
{{tab}}— Francyja się po nich wyleczy i podniesie.<br>
{{tab}}— I ja się tego spodziewam, — odparł margrabia z goryczą, — ale nie wiem, czy dożyję tych czasów.<br>
{{tab}}— Jesteś pan przecież młody.<br>
{{tab}}— Są lata, które się liczą potrójnie i poczwórnie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part18.jpg|num=1197}}{{tab}}Margrabia mówił bez ożywienia, z widocznem znużeniem. On, który niegdyś spoglądał na wszystkich tak wyniośle i rozkazująco, teraz zaledwie śmiał podnieść oczy na Sarę, jak gdyby się obawiał, że bystry wzrok jej przeniknie głąb jego duszy.<br>
{{tab}}Ona badała swem czarnem okiem twarz tego człowieka, któremu, jak mówiła, zaprzysięgła nieubłaganą nienawiść.<br>
{{tab}}— Klaudyjuszu, — rzekła nagle, — nie mówmy więcej o nieszczęściach twojej ojczyzny. Spełniłeś swój obowiązek godnie i zaszczytnie, to dosyć. Mówmy o tobie. Pragnąłeś zostać wolnym. Jesteś nim?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Biedna margrabina nie żyje!<br>
{{tab}}Brwi pana de Chazey ściągnęły się. Doznał coś w rodzaju kurczu, jakby na widok zbliżającego się przykrego widziadła.<br>
{{tab}}— Czy się przynajmniej nie męczyła — zapytała Sara.<br>
{{tab}}— Ach, czyż śmierć nie jest zawsze męczarnią zbyt długą?<br>
{{tab}}— Ale koniec końcem jesteś wolny.<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— Mój przyjaciela, chcę z tobą {{pp|po|mówić}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part19.jpg|num=1198}}{{pk|po|mówić}} poważnie.<br>
{{tab}}On spojrzał na nią zdziwiony.<br>
{{tab}}— Słucham, — odparł.<br>
{{tab}}— Czy pamiętasz, jakie niegdyś snułam marzenia?<br>
{{tab}}— Marzenia?<br>
{{tab}}— Tak... Marzyłam, że cię będę kochała wiecznie, ciebie jednego i że ty również kochać mnie będziesz wyłącznie!<br>
{{tab}}— Nie zapomniałem tego.<br>
{{tab}}— Nie ja to zerwałam stosunek, który nas łączył.<br>
{{tab}}— Nie, jam to uczynił...<br>
{{tab}}— Uznajesz to?!<br>
{{tab}}— Alboż możemy robić to, co chcemy, postępować wedle naszych pragnień?<br>
{{tab}}— Nie uskarżam się, ale zerwałeś ze mną gwałtownie, nie szczędząc moich uczuć, nie pytając, czy będę miała dość siły do zniesienia tego ciosu. Serce może cierpieć okrutne katusze... Sądzę, że teraz i ty coś wiesz o tem.<br>
{{tab}}— Przyznaję, że tak jest.<br>
{{tab}}— Przez długi czas miałam w głębi serca wielki żal do ciebie... Potem usiłowałam go stłumić w sobie...<br>
{{tab}}Zbliżyła się do niego i wzruszona, głosem drżącym namiętnością, dodała:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No207 part20.jpg|num=1199}}{{tab}}— Czy to marzenie nigdy nie wróci, czy nie można by go urzeczywistnić?<br>
{{tab}}— Pomyśl sama, czy to możliwe?<br>
{{tab}}— Dlaczego nie? Oboje niezależnı, bogaci, możemy przecież opuścić Francyję, pojechać gdzieś daleko, gdzie nikt nas nie zapyta o tę przeszłość, którą mi w twarz rzuciłaś, nie znając jej..., gdzie nikt i ciebie, Klaudyjuszu, nie będzie wypytywał o historyję przeszłści?<br>
{{tab}}— Co przez to chcesz powiedzieć?<br>
{{tab}}— Nic..., czegobyś nie rozumiał.<br>
{{tab}}Klaudyjusz zbladł i podnosząc dumnie głowę, rzekł:<br>
{{tab}}— Co ci daje prawo mówić tak do mnie? Wytłomacz się?<br>
{{tab}}— Po co?<br>
{{tab}}— Ja chcę tego.<br>
{{tab}}Sara spojrzała mu prosto w twarz i powiedziała zwolna i dobitnie:<br>
{{tab}}— Może mnie zabijesz, jak tamtych?<br>
{{tab}}Margrabia osłupiał i z wielkim wysiłkiem woli pohamował wściekłość, która się w nim burzyć zaczęła.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No208 part01.jpg|num=1200}}{{tab}}{{kor|Cóz|Cóż}} ona w rzeczy samej wiedzieć mogła? Czy to, co on uważał za tajemnice, było jej wiadome? Czyżby się tak omylił w swem wyrachowaniu?<br>
{{tab}}Zatopił paznogcie w dłoniach i zagryzł wargi.<br>
{{tab}}— Ale może to udane? — pomyślał.<br>
{{tab}}— To próba- — rzekł głośno — zabawka z twojej strony; chcesz mnie doświadczyć, przekonać się, czy miłość, która raz zagasła, może zaświecić na nowo.<br>
{{tab}}Sara uśmiechnęła się gorzko.<br>
{{tab}}— Masz racyję, — powiedziała — ale ta próba mi się nie udała. Twoja miłość zgasła na wieki.<br>
{{tab}}Margrabia milczał.<br>
{{tab}}— Czy choć niegdyś egzystowała? — ozwała się znowu.<br>
{{tab}}— Czy wątpisz o tem?<br>
{{tab}}— Nie wiem... Ja kochałam cię prawdziwie, tego jestem pewną. Takiego uczucia nie znajdziesz w sercu żadnej innej kobiety.<br>
{{tab}}Powtórzyła zdanie, używane tak często przez rozkochane i rozczarowane {{Korekta|angielki|Angielki}}.<br>
{{tab}}— Nieraz może! Nigdy więcej! Tobie winna byłam złudzenie szczęścia. Dałeś mi kilka takich godzin, które na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No208 part02.jpg|num=1201}}zawsze pozostają w pamięci kobiety. Nikt inny nie wzbudzi bicia tego serca, które należało tylko do ciebie. Myślę wciąż o tych czasach, które nigdy nie powrócą. Możesz mi wierzyć, że niejeden już usiłował wzbudzić we mnie uczucie czulsze, niż przyjaźń, ale jam się miłości wyrzekła na zawsze. Ciebie jednego kochałam i dla tego pragnęłabym cię ocalić!...<br>
{{tab}}Margrabiego dreszcz przejął.<br>
{{tab}}— Alboż jestem w niebezpieczeństwie? — spytał.<br>
{{tab}}— Być może.<br>
{{tab}}— Nie boję się niczego.<br>
{{tab}}— To niesłusznie z twojej strony.<br>
{{tab}}— Wytłomacz się.<br>
{{tab}}— Przed chwilą miałeś racyję: wystawiłam cię na próbę. Nie wiem nic o tobie, ale odgaduję i przewiduję. Otacza cię wielu ludzi, którzy cię muszą nienawidzieć. Ci ludzie milczą, ale nie próżnują. Ich celem zemsta. Rozważ tylko sam: niewinną dziewczynę zgubiłeś i odebrałeś narzeczonemu, który z żalu kraj musiał opuścić; Ferdynand Descombes zginął gwałtowną śmiercią w dzień ślubu z tą, którą kochałeś. Margrabina zeszła ze świata w kwiecie młodości i w porze, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No208 part03.jpg|num=1202}}kiedy jej krewnym zdawało się, że jej stan zdrowia uległ znacznej poprawie. Dziecko twojej kochanki znikło odrazu, doprowadzając matkę swą do rozpaczy! Strzeż się, Klandyjaszu! Nienawiść tylu serc jest potęgą niebezpieczna! Tu, we Francyi, twoi nieprzyjaciele mogą ci szkodzić, gdzieindziej unikniesz ich zemsty. Opuść ten kraj. Wyjedź daleko, osiądź w jakim cichym, pięknym zakątka ziemi... Scigasz marę, która ci się wymknie może. Ja nie jestem widziadłem i mogę ci dać szczęście. Klaudyjuszu! Posłuchaj mię i staraj się zrozumieć! Cokolwiekbądź uczyniłeś, ja ciałem i duszą należą do ciebie, jeśli zechcesz. Nazwałeś mnie niegodną, czyż ty sam nie zasługujesz na ten epitet?<br>
{{tab}}Wymówiła te słowa z naciskiem.<br>
{{tab}}— Zamknijmy oboje oczy na przeszłość! Nie myślmy o niej. Świat należy do nas. Wybierzmy sobie jaką piękną miejscowość i zamieszkajmy tam we dwoje. Pomyśl, jak urocza mogłaby być taka egzystencyja. Ja będę jeszcze długo piękną i tę piękność tobie oddaję. Zostanę dla ciebie tem, czem zechcesz — żoną lub kochanka!.. Co mię obchodzi opinija {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No208 part04.jpg|num=1203}}ludzka! Ciebie jednego kochałam i nikogo kochać nie mogę i nie będą. Cokolwiek by ci zagrażało, ja ocalę ciebie. Przysięgam. Widzisz, jak ja cię kocham, kiedy po doznanej od ciebie zniewadze poniżam się do błagania. Może moja miłość będzie twojem zbawieniem. Powiedz, że się zgadzasz zamieszkać daleko, we Włoszech, nad: brzegami błękitnych fal morze, w Genui lub Serrento! Albo, jeżeli to ci się wydaje za blizko, pojedziemy za ocean de Brazylii lab La Platy, gdzie zechcesz zresztą. Wszędzie będziemy mogli używać życia w całej pełni, bo jesteśmy bogaci, będziemy szczęśliwi, bo miłość basza zmartwychwstanie. Powiedz, chcesz?<br>
{{tab}}Sara była doprawdy tak uroczą, że trudno się było jej oprzeć.<br>
{{tab}}Namiętność zapaliła w jej oczach błyski brylantów; głos jej harmonijny drżał lekko, pierś falowała, usta rozchylały się rozkosznie.<br>
{{tab}}Margrabia, porwany jej urokiem, wahał się.<br>
{{tab}}— Chciałbym, — szepnął.<br>
{{tab}}— Chciałbyś, a więc!...<br>
{{tab}}— Ale nie mogę.<br>
{{tab}}Sara zmieniła w jednej chwili ton {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No208 part05.jpg|num=1204}}mowy i żywo a cierpko odparła:<br>
{{tab}}— Źle robisz.<br>
{{tab}}Zmiana jej głosu tak była uderzającą, że margrabia spojrzał na nią pytająco:<br>
{{tab}}— Jesteś bardzo zmieniony, Klaudyjuszu — ozwała się znowu Sara, — nie jest to wynik trudów wojennych. Ty cierpisz moralnie. Jeżeli nurtuje cię jakaś tajemna obawa, wysłuchaj mię; jeżeli zaś sumienie twoje, jest spokojne, — możesz mię odepchnąć!<br>
{{tab}}Pan de Chazey wstał z krzesła i przeszedł się kilka razy po pokoju. Ze ściągniętych nerwowo jego rysów, można było wyczytać niepewność.<br>
{{tab}}Sara śledziła najmniejsze jego poruszenie, sama zmieszana odradzającem się w jej serca uczuciem, które popychało ją do ratowania tego wielkiego winowajcy. Ona przeniknęła głębię tej doszy dręczonej wyrzutami.<br>
{{tab}}Są ciężary, które przytłaczają i gniotą najsilniejszych, najlepiej zbrojnych do walki życiowej.<br>
{{tab}}Po wyjeździe Sidi-Belbes, margrabia poznał całą grozę swego postepowania i trudność położenia.<br>
{{tab}}Widmo jego ofiar budziło go ze snu i przejmowało dreszczem. Cuł, że go {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No208 part06.jpg|num=1205}}coś ciągnie po śliskiej bardzo pochyłości, z której się musi stoczyć w przepaść bezdenną.<br>
{{tab}}Uznawał się wprawdzie za wyższego nad sprawiedliwość ludzką. Nazwisko świetne i świeżo zdobyte wawrzyny broniły go od oskarżeń i ścigania, które napewno by nie ominęły zwykłego złoczyńcę.<br>
{{tab}}Ale pomimo tej pewności drżał i słowa Sary uczyniły na nim wrażenie. Odczuwał niejasno, że ona mówiła prawdę i ofiarowywała mu ratunek.<br>
{{tab}}Ale niepewność jego nie trwała dłużej nad chwil parę.<br>
{{tab}}Zapanował nad wzruszeniem i powiedział uśmiechając się:<br>
{{tab}}— Nie wiedziałem, kochana Saro, że jesteś tak sentymentalna. Twoja bujna wyobraźnia tworzy chimery. Czegóż dowodzą te wszystkie historyje, któreś mi tu wyrecytowała, jeżeli nie tego, że jestem człowiekiem szczęśliwym, ulubieńcem losu, któremu się wszystko udaje? Ci co by mi radzi wejść w drogę, giną, ci co mi szkodzą, upadają! Czym ja temu winien?<br>
{{tab}}— A zatem, jesteś zdecydowany pozostać we Francy!! Czujesz się tutaj całkiem bezpieczny?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No208 part07.jpg|num=1206}}{{tab}}— Tak jest i zostanę.<br>
{{tab}}— Ja zaś wyjeżdżam ztąd.<br>
{{tab}}— Wkrótce?<br>
{{tab}}— Tak, wkrótce, ale nie przed ukończeniem dzieła, którego pragnę dokonać.<br>
{{tab}}— Gdzież pójdziesz?<br>
{{tab}}— Prosto przed siebie. Jestem żydówką z pochodzenia i uczynię taki jak moi współbracia, którzy nie mając ojczyzny, są wszędzie obcymi i wszędzie jak u siebie.<br>
{{tab}}Ta ostatnia próba nad sercem, które niema już nic dla mnie prócz obojętności, znagla mię do tego. Zegnam cię, Klaudyjuszu; rozstańmy się. Nie mamy już sobie nie do powiedzenia. Idź za swojem przeznaczeniem, ja pójdę za swojem. Majątek posiadam, on pocieszy mnie po doznanych zawodach. Będę pamiętała o tobie w samotności, w której pragnę żyć odtąd. Z twojej przyczyny doznałam wielkich rozkoszy, ale też i wielkiego bólu. Jedno równoważy drugie.<br>
{{tab}}Ostatnia tyradę wypowiedziała z bardzo wzruszającą godnością.<br>
{{tab}}Patrząc na nią, każdy by pomyślał, że pod tą wspaniałą powłoką cielesną kryje się piękna i szlachetna dusza.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No208 part08.jpg|num=1207}}Jej tęskne oczy wyrażały beznadziejny smutek i rezygnacyję; ruchy spokojne, wzruszające poddanie się losowi.<br>
{{tab}}Podała rękę margrabiemu.<br>
{{tab}}— Nie mam żalu do ciebie — powiedziała.<br>
{{tab}}— Czy to tylko prawda?<br>
{{tab}}— Prawda, mój przyjaciela. Nie mogę czuć urazy do ciebie, bo wiem, że nie jesteś wolny.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Serce twoje nie może pokochać mnie na nowo, gdyż inna zajęła je całkowicie. Miłość jest tyranem, któremu opierać się niepodobna. Jesteś jej posłuszny tak samo jak ja postąpiłam wedle jej rozkazu, klękając przed tobą i błagając daremnie. Ona to nas prowadzi gdzie chce i dręczy jak jej się podoba.<br>
{{tab}}Wydała głębokie westchnienie i powtórzyła dwa razy:<br>
{{tab}}— Żegnam cię, żegnam!<br>
{{tab}}Klaudyjusz w milczeniu uścisnął jej rękę, nie {{Korekta|probając|próbając}} zaprzeczać temu co mówiła. Czyż nie miała słuszności. Przecież jego umysł zajęty był wyłącznie tamtą, jego serce za nią wciąż tęskniło, jej pragnęło.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No208 part09.jpg|num=1208}}{{tab}}Sara zatrzymała go jeszcze na progu buduaru.<br>
{{tab}}— Dam ci jedną jeszcze radę rzekła.<br>
{{tab}}— Słucham.<br>
{{tab}}— Wyjeżdżaj Paryża jak najprędzej.<br>
{{tab}}— Dlaczego?<br>
{{tab}}— Za kilka dni może nie będziesz go mógł opuścić, choćbyś chciał.<br>
{{tab}}— Zkąd ta wiadomość?<br>
{{tab}}— Otrzymałam tajemnicze ostrzeżenie.<br>
{{tab}}— A ty pozostajesz:<br>
{{tab}}— O nie. Dość miałam jednego oblężenia. To drugie będzie podobno jeszcze straszniejsze niż pierwsze.<br>
{{tab}}— Obawy twoje niczem nie są usprawiedliwione.<br>
{{tab}}— Przeciwnie, trzeba być ślepymi głuchym, żeby nowych klęsk nie przewidzieć. Wierzaj mi i wyjeżdżaj. Osiądź w swoich dobrach. Zresztą takie są zapewne twoje zamiary. Tam będziesz bliżej twego ideału.<br>
{{tab}}— A ty co zamierzasz?<br>
{{tab}}Ja, może również udam się do {{Korekta|Franche Comté|Franche-Comté}}; mam tam przyjaciół... starego Descombes’a naprzykład.<br>
{{tab}}— W Besançon?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No208 part10.jpg|num=1209}}{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Cóż się z nim dzieje? — machinalnie zapytał margrabia.<br>
{{tab}}— Bardzo jest znękany, przybity. Strata syna do reszty go przygnębiła. Ten biedak zupełnie głowę stracił. Nie zajmuje się już nawet interesamı; powierzył je urzędnikom swego biura. Cios był zbyt silny dla człowieka w jego wieku. Ferdynand był już dzieckiem jego starości.<br>
{{tab}}Wreszcie Klandyjusz wyszedł. Sara pozostała na swojem miejscu.<br>
{{tab}}Oparta o kominek w postawie słynnego posągu Polihymnii, myślała:<br>
{{tab}}— Gdyby był chciał, ocaliłabym go. Jesteśmy godni jedno drugiego, nie mamy sobie nie do wyrzucenia. Tam daleko, w kraju gdzie się zbierają awanturnicy wszystkich społeczeństw, niktby nas nie podejrzywał. Tak, panie de Chazey, jesteśmy sobie równi. Pan, morderca i traciciel — ja!...<br>
{{tab}}Zatrzymała się. Jej usta wygiął uśmiech pogardy i wstrętu.<br>
{{tab}}— Ja — dodała, zdradziłam ten kraj gościnny... Sprzedawałam jego tajemnice, wyłudzone podstępom od łatwowiernych wielbicieli... Odejdę stąd, ale nie wcześniej, aż dokończę {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No208 part11.jpg|num=1210}}rozpoczętego dzieła.<br>
{{tab}}Zadzwoniła na pokojową, a gdy ta weszła...<br>
{{tab}}— Paulo — powiedziała — wyjedżamy dziś wieczorem.<br>
{{tab}}— Same?<br>
{{tab}}— Ja i ty. — Przygotuj walizy.<br>
{{tab}}— Dobrze — proszę pani.<br>
{{tab}}Po jej wyjścia, Sara uporządkowała papiery w biurku, kilka z nich spaliła, a biorąc dwa listy, które po jej dyktandzie napisał Montglars — powiedziała:<br>
{{tab}}— Głupi zdrajca. Powierza swoje życie w ręce kobiety, która udaje jego sprzymierzeńca.<br>
{{tab}}Przejrzała oba listy.<br>
{{tab}}— Tak, to życie jego — dodała... Co też z nim zrobię?<br>
{{tab}}Dołączyła je do innych papierów, zamknęła do szkatułki, szkatułkę samą umieściła w bardzo eleganckim skórzanym woreczku i postawiła go na kominku.<br>
{{tab}}— To moja broń — pomyślała, niebezpieczniejsza od szabel i pistoletów. Stary Descombes do niczego. A jakże! Niedługo Klaudyjusz pozna, jaki zasób energii pozostał jeszcze temu osieroconemu starcowi!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No208 part12.jpg|num=1211}}{{tab}}W tej samej chwili margrabia spotkał się ze swym kuzynem w kawiarni de la Paix.<br>
{{tab}}Klaudyjusz wyglądał na człowieka zadowolonego, który się pozbył uciążliwej pańszczyzny.<br>
{{tab}}Czuł się nareszcie zupełnie wolny. Ostatni węzeł, łączący go ze Sarą, został zerwany.<br>
{{tab}}— Szczerze mi żal tej biednej Sary, powiedział do Montglars’a. Zaczyna dziwaczyć i wpadać w ponure usposobienie.<br>
{{tab}}— Ona cię jeszcze kocha! Dobra kobieta.<br>
{{tab}}— A ja kocham inną, która mnie nie chce — rzekł Klaudyjasz. Tak to na świecie!<br>
{{tab}}Zadysponował obiad i zwrócił się do kuzyna:<br>
{{tab}}— Wiesz — Hugonie — zapakuj twoje rzeczy i wyjedźmy jutro. Zamieszkamy w Chazey.<br>
{{tab}}Uśmiechnął się. Miał przecież jej obietnicę i zapewnienie, że dotrzyma danego słowa. W chwili gdy dwaj kuzynowie kończyli obiad, powóz zatrzymał się przed dworcem kolei Lijońskiej.<br>
{{tab}}Wysiadły z niego dwie kobiety, {{pp|je|dna}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No208 part13.jpg|num=1212}}{{pk|je|dna}} z nich mniej wykwintnie ubrana, lecz młodsza od drugiej, wysmukła, o wężowych ruchach, zwróciła się do kasjera:<br>
{{tab}}— Proszę o dwa bilety do pierwszej klasy.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|VIII.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Purytanin''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}W dzisiejszych czasach trudno prawie uwierzyć w istnienie rodzin patryarchalnych, w których nieubłagany i surowy honor zajmuje pierwsze miejsce zawsze i wszędzie.<br>
{{tab}}Dziś przedewszystkiem mamy na uwadze interes, a ten nie zawsze z honorem jest zgodny. Jednakże w oddalonej prowincyi, w małych osadach i miasteczkach, odgraniczonych lasami i górami od większych ognisk ludzkiej działalności i zepsucia, spotyka się jeszcze czasami jednostki, dla których jedyną wyrocznią we wszystkiem jest ów honor.<br>
{{tab}}Ci ludzie w oczach swoich {{Korekta|spółobywateli|współobywateli}} uchodzą za wzór, godny naśladowania, używają wyjątkowego szacunku i cieszą się ogólną sympatią.<br>
{{tab}}Po większej części wyjątki te żyją w miernym dobrobycie, bo wielki majątek tak samo jak nędza, psuje serca {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No208 part14.jpg|num=1213}}i kazi czystość ducha.<br>
{{tab}}W całym prawie Franche-Comté rodziny Morand’ów i Jonsset’ów cieszyły się od niepamiętnych czasów jedną z owych nieskazitelnych reputacyi, których nawet najzłośliwsza potwarz nie próbowała nigdy naruszyć.<br>
{{tab}}Wszyscy Morand’owie i wszyscy Jousset’owie zawsze pełnili święcie swoje obowiązki obywatelskie i rodzinne.<br>
{{tab}}Nie byli oni bohaterami. Bohaterowie w ogóle są rzadkością i gdy nie mają odpowiedniej areny działania, nieraz przeradzają się w hałaśliwych blagierów, lub szarlatanów.<br>
{{tab}}Jousset’owie zaś i Morand’owie byli sobie poprostu uczciwymi z grantu i prawymi ludźmi w całem tego słowa znaczeniu. Kobiety, należące do tych dwóch rodzin, odznaczały się także cnotą niewieścią i używały jak najlepszej sławy.<br>
{{tab}}To też, gdy rozeszła się wieść o nieszczęściu Joanny, tej piękności promiennej, na którą oczy wszystkich były zwrócone, zdumienie zapanowało niemal w całej prowincyi.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No209 part01.jpg|num=1214}}{{tab}}Było to jakby zapadnięcie się starego pomnika, stanowiącego sławę i część mienia całego miasta. Jousset’ówna upadła i upadła haniebnie, oddając się człowiekowi, który nie mógł nawet naprawić swej winy i porzucił ją jak dziewkę folwarczną, z której sobie zrobił chwilową zabawkę!<br>
{{tab}}Nikt nie odczuł żywiej tego nieszczęjścia, jak stary Jan Jousset, ojciec winowajczyni.<br>
{{tab}}Cios był tem silniejszy, że dom jego podwójnie został splamiony, uwiedzeniem Marjanny przez sługę pana de Chazey i uwiedzeniem jego córki przez samego margrabiego.<br>
{{tab}}W Paryżu trudno sobie wyobrazić, jak głośnemi bywają podobne historje na prowincyi we wsiach i małych miasteczkach.<br>
{{tab}}Cały honor rodziny zagasł raptem.<br>
{{tab}}Po takim więc fakcie nawet legendowe czyny starego Jana Jousset’a, pułkownika wojsk Napoleońskich, wsąatego grenadjera, wiernego bohaterskiemu wodzowi, do ostatniej chwili — nawet jego sława została zaćmiona i dobre imię wszystkich innych członków tej rodziny, mężczyzn lub kobiet straciło coś ze swego blasku przez {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No209 part02.jpg|num=1215}}ten wstyd niespodziewany i publiczny. {{Korekta|Swieży|Świeży}} skandal zatarł zaszczytną przeszłość.<br>
{{tab}}Dumny i wyniosły kawaler z Opactwa zaprzysiągł też sobie nie wyruszać ze swego domu i żyć w zapełnem odosobnieniu od reszty świata.<br>
{{tab}}Zdawało mu się, że ludzie na jego widok będą się złośliwie uśmiechali, że będą z niego drwili, tymczasem było zupełnie przeciwnie — żałowano go szczerze w całej okolicy!<br>
{{tab}}Stary, jak wszyscy dumni i niedowierzający ludzie, miał przesadne pojęcie o złośliwości swych bliźnich.<br>
{{tab}}Nic nie było w stanie go skłonić do opuszczenia swej samotni, nawet wieści o wojnie zaledwie że doszły jego uszu.<br>
{{tab}}Armja nieprzyjacielska nie zjawiła się wcale w Colombier, pełożonem na samej granicy Szwajcaryi, w okolicy pełnej skał, lasów i gór, gdzie bardzo łatwo można urządzać zasadzki.<br>
{{tab}}Jedyny raz tylko zbliżył się tam huk armat, grzmiących od strony Belfortu i Montbeliard całemi tygodniami.<br>
{{tab}}Wówczas to, za nastaniem nocy, Jan Jousset, którego stara krew burzyła się z niecierpliwości, wyszedł z domu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No209 part03.jpg|num=1216}}chyłkiem, uzbrojony w dubeltówkę z nabitą kulami i szrutem i zmierzył ka Pont-de-Roide i Belrois, gdzie jak mówiono, przechodzili {{Korekta|niemcy|Niemcy}}. Szedł lesistemi wzgórkami i spuszczał się po najwięcej stromych drogach, żeby nie zostać dostrzeżonym.<br>
{{tab}}Nad ranem, przy pierwszych blaskach dnia styczniowego, wśród mgły, ajrzał sylwetki pięcia ułanów pruskich, których białe i czarne pióropusze powiewały na wietrze, w głębi parowu.<br>
{{tab}}Stary przykląkł, wycelował spokojnie, jak strzelec na stanowisku i dał pierwsze dwa strzały. Dwóch ułanów padło.<br>
{{tab}}Inni, zdziwieni, zatrzymali się na sekundę; przez ten czas Jousset broń nabił i wypalił powtórnie.<br>
{{tab}}Czterech ułanów zostało na miejscu; ostatni raniony, zaczął uciekać, lecz wkrótce i on zwalił się do rowu.<br>
{{tab}}Jan Jousset powrócił tą samą drogą, którą był przyszedł, przez nikogo nie niepokojony. Zresztą był on tak spokojny po tej wyprawie, jak przed nią.<br>
{{tab}}Był to jedyny jego czyn wojenny, którym się nie chwalił przed nikim.<br>
{{tab}}Żaden z jego sąsiadów o tem nie wiedział i nie słyszał. Nawet jego {{pp|słu|żąca}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No209 part04.jpg|num=1217}}{{pk|słu|żąca}} niczego się nie domyśliła.<br>
{{tab}}Stary czuł jednakże zadowolenie wewnętrze po swej wycieczce. I on coś przecież zrobił dla obrony kraju!<br>
{{tab}}W tydzień po odwiedzinach pana de Chazey a hrabiny de Gannes, po połudoiu, w połowie marca, samotnik z Colombier zajęty był przywiązywaniem drzew owocowych swego ogrodu do podpórek, gdy brama wjazdowa skrzypnęła i jeździoc siedzący na małym koniku, zatrzymał się przy parkanie ogredu.<br>
{{tab}}— To ja! zawołał nowoprzybyły ostrym, krzykliwym głosem.<br>
{{tab}}Był to kapitan Jousset, zmieniony nie do poznania.<br>
{{tab}}Twarz przecinała mu z jednej strony szeroka fijoletowa kresa, a noga, która była zdrowa przed wojną, teraz, trafiona odłamkiem granatu, kulała gorzej jeszcze niż druga, co zmusiło kapitana do nabycia wierzchowca.<br>
{{tab}}Pustelnik z Colombier, klęczący przy rzędzie jabłoni karłowatych, wstał nagle, jakby go sprężyna do góry podrzuciła.<br>
{{tab}}— To ty, Rajmundzie! — zawołał. — Zaraz idę.<br>
{{tab}}Zbliżył się do brata, uścisnęli się i {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No209 part05.jpg|num=1218}}podali sobie ręce bez wykrzykników i czułości.<br>
{{tab}}Kapitan podjechał aż do progu domu, tam zsiadł, a Piquet, zawsze pracujący u Jana Joussot’a, wyszedł ze stodoły i zabrał konia, rzucając szyderskie spojrzenie na inwalidę.<br>
{{tab}}Ten ostatni zmarszczył brwi krzaczaste.<br>
{{tab}}— Jeszcze trzymasz tego nicponia — mruknął.<br>
{{tab}}Starszy brat odpowiedział:<br>
{{tab}}— Przecież i on musi się żywić.<br>
{{tab}}— To go przynajmniej dobrze pilnuj.<br>
{{tab}}— Pamiętam o tem. Wejdź do pokoju.<br>
{{tab}}Gdy obaj zasiedli w jadalni, kapitan niechętnem okiem spojrzał na kuchnię, gdzie się krzątała służąca i powiedział półgłosem:<br>
{{tab}}— Zdałoby się drzwi zamknąć.<br>
{{tab}}— Na co tyle ostrożności?<br>
{{tab}}— Mam ci coś do powiedzenia.<br>
{{tab}}— I boisz się, żeby nie usłyszano?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}Starszy zamknął drzwi i powrócił na swoje miejsce.<br>
{{tab}}— Widzę z przyjemnością, że ci wojna żadnej szkody nie wyrządziła — odezwał się znowu kapitan.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No209 part06.jpg|num=1219}}{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}— Nie widziałeś prusaków?<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}— Tem lepiej. Szczęście to dla wioski. I ja powróciłem do domu po tej rzezi. Pokiereszowały mnie trochę te psie syny niemczyska, ale później, jak się pokrzepię, wypocznę, będę znów zdatny do pułku. Niech tylko wypadnie im odpłacić za to co nam narobili, a nie spiszę się gorzej od innych. Tymczasem zajmijmy się naszemi sprawami.<br>
{{tab}}Starszy spojrzał na niego ze zdziwieniem.<br>
{{tab}}— Jakiemi sprawami? — zapytał.<br>
{{tab}}— Zaraz się dowiesz... trochę cierpliwości. Nie widziałeś się z twoja córką?<br>
{{tab}}— Naturalnie że nie.<br>
{{tab}}— To się możesz pochwalić prawdziwie koźlim uporem... Mówią, że {{Korekta|bretończycy|Bretończycy}} są uparci. Gdzie im do ciebie! Nie wstydzisz się swej zapamiętałości względem własnego dziecka?<br>
{{tab}}— Wcale się nie wstydzę.<br>
{{tab}}— I uważasz zapewne, że to bardzo pięknie siedzieć tutaj samemu, jak ta sowa w dziupli i udawać jakiegoś rzymianina, czy co u licha... Słuchaj, {{pp|Ja|nie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No209 part07.jpg|num=1220}}{{pk|Ja|nie}}, nie rób głupstw i pogódź się z córką.<br>
{{tab}}Stary Jousset przygryzł wargi. Walczyła w nim widocznie duma z tkliwością ojcowską, ale przemógł to ostatnie uczucie i wymówił:<br>
{{tab}}— Nie zrobię tego.<br>
{{tab}}Inwalida wzniósł ręce do góry i zawołał:<br>
{{tab}}— I dogadajże się z człowiekiem, który nie umie nic więcej, jak nie i nie. Ależ do kroćset bomb prusskich, przecie nie zwaryjowałeś jeszcze ze szczętem, została ci jeszcze odrobina zdrowego rozsądku w twojej zatwardziałej mózgownicy! Posłuchaj mnie i pojmij, a potem odpowiadaj: tak albo nie.<br>
{{tab}}— Słucham.<br>
{{tab}}— A więc tobie się zapewne zdaje, że ta biedna Joasia splamiła cześć wszystkich Jousset’ów starożytnych i nowoczesnych, że nas poniżyła w o czach całej okolicy i że ma na sumieniu jeden z tych grzechów, których tacy jak ty uczciwi ojcowie nie powinni przebaczyć nawet najlepszym córkom. No, zgadłem, czy nie?<br>
{{tab}}— Może zgadłeś.<br>
{{tab}}— A gdybym ci dowiódł, że to, co ci się zdaje, jest głupiem {{pp|przypu|szczeniem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No209 part08.jpg|num=1221}}{{pk|przypu|szczeniem}}, że nasza biedna dziewuszka wpadła w nieszczęście całkiem niewinnie?<br>
{{tab}}— Trudnoby mi przyszło w to uwierzyć.<br>
{{tab}}— Czy ty mnie masz za potwarcę?<br>
{{tab}}— Tego nie mówię.<br>
{{tab}}— Mógłbym wcześniej się nią zająć, ale było coś pilniejszego do roboty. Nasze rachunki ze szwabami uregulowane, czasowo przynajmniej, teraz więc możemy się zabrać do uregulowania swoich własnych. A ty masz się z kim rachować i to nie na żarty.<br>
{{tab}}— Ja? A to z kim?<br>
{{tab}}Inwalida wstał, zbliżył się do okna, obejrzał podwórze i uspokojony, zobaczył bowiem Piqueta przy stodole, powrócił do brata i szepnął tonem spiskowca:<br>
{{tab}}— Z twoim sąsiadem z zamku.<br>
{{tab}}— Panem de Chazey!?<br>
{{tab}}Kapitan skinął głową.<br>
{{tab}}— Pan de Chazey był w swojej roli, rzekł ponuro starszy. Zalecał się do ładnej dziewczyny, któż tego nie robi? Ona to powinna była się bronić. Sprawiedliwość każe mi tak sądzić.<br>
{{tab}}Kapitan głośno odetchnął, pokręcił {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No209 part09.jpg|num=1222}}wąsa i zaciął usta dla pohamowania burzącej się w nim niecierpliwości, następnie mówił dalej dość spokojnym tonem:<br>
{{tab}}— Zapewne! dla filozofa takiego jak ty, zasady przedewszystkiem i to zasady sztywne jak kij. Dziewczyna, która uległa słabości, wartą jest, żeby ją jak psa wyrzucić, chociażby ta dziewczyna była twojem jedynem dzieckiem, choćby przez dwadzieścia lat rozweselała ci dom i słodziła życie. Pan de Chazey to co innego: on był w swojej roli uwodziciela. Jego łatwo usprawiedliwić. Tylko ona popełniła zbrodnię, że się nie umiała bronić! Oto jakie są twoje przekonania! Nie chcę ci przeczyć, chociaż mógłbym może utrzymywać, że i ty, obrońca honoru i zasad, człowiek bez grzechu, obowiązany byłeś nad nią czuwać, a wolałeś zamiast tego ulepszać swoje winnice, dozorować zbiorów i myśleć o interesach pieniężnych! Ja ci tego nie będę wyrzucał, nie. Chcę ci tylko dowieść, że ona także nie ma sobie nic do wyrzucenia, że i ona nic nie zawiniła!...<br>
{{tab}}Jan Jousset potrząsnął głową.<br>
{{tab}}— Stracisz tylko czas — mruknął.<br>
{{tab}}— A jeżeli ci wykażą dowodnie, że {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No209 part10.jpg|num=1223}}onanie chciała słuchać margrabiego?<br>
{{tab}}— Innym to gadaj!<br>
{{tab}}— Jeżeli ci dowiodę jasno, że cały grzech jest po stronie twego sąsiada, który nie gardził żadnemi środkami.<br>
{{tab}}— Ciekawym, jak mi tego dowiedziesz!<br>
{{tab}}— Ze wszedł do twego domu jak złodziej, nocą, kiedyś ty był daleko, w June, pielęgnując winnice, zamiast strzedz córki, jak ci nakazywał obowiązek?...<br>
{{tab}}Wymysł!...<br>
{{tab}}— Że Joanna znalazła się z nim sama jedna, że go chciała wypędzić, odepchnąć, a on, podły, nie umiejąc zwalczyć jej oporu, uśpił ją jakąś trucizną!... Cóż ty na to?<br>
{{tab}}— Niepodobna w to uwierzyć.<br>
{{tab}}— A gdyby jednak to wszystko było prawda? Gdyby ci, jednem słowem, dokazano jasno jak dzień, że twoja córka, nasza Joasia, zamiast uledz uczuciu, — co ja bym jej ostatecznie wybaczył — padła ofiarą niegodnego podstępu, a ty zamiast ją pocieszyć, odstręczyłeś swoją przesadną surowością i wypędziłeś z domu; że nakoniec to ty, a nikt inny, powinieneś sobie głowę posypać popiołom i u niej {{pp|pro|sić}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No209 part11.jpg|num=1224}}{{pk|pro|sić}} przebaczenia?<br>
{{tab}}— To wszystko słowa!<br>
{{tab}}— Ale odpowiadajże!<br>
{{tab}}— Dowiedź mi wprzódy:<br>
{{tab}}— A potem?<br>
{{tab}}— Potem zobaczę... Czy tylko nie żartujesz sobie?<br>
{{tab}}— Czy wyglądam na żartownisia!<br>
{{tab}}— Nie wiem sam, co myśleć. Doprawdy, mówisz tak, jakbyś zmysły postradał.<br>
{{tab}}— Dowiesz się wkrótce, który z nas postępował jak waryjat, ty, czy ja.<br>
{{tab}}— Bardzobym tego pragnął, ale zdaje mi się, że trudno ci będzie mnie przekonać.<br>
{{tab}}— Zapewne. Masz twardą czaszkę, do kata! I jak sobie jakiego ćwieka wbijesz, obcęgami ci go nikt nie wyciągnie.<br>
{{tab}}— Et! nudzisz mnie swoją gadaniną. Powiedziałbyś mi lepiej po prostu: — Jania, już dwa lata prawie smucisz się i gryziesz; żal ci córki, ale honor każe ci siedzieć w domu i nie pokazywać się ludziom na oczy, bo nie chcesz się przed nimi rumienić... O, tobym zrozumiał... Tak, przyznaję, że mi smutno i ciężko na sercu, że niecierpię margrabiego, prawie tak jak tych {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No209 part12.jpg|num=1225}}{{Korekta|niemców|Niemców}}, co przyszli do nas rabować, zabijać, kraść i palić, nie jak żołnierze, ale jak zbóje drapieżni. I on także wszedł do mego domu i wziął mi co miałem najdroższego i najlepszego! Ja mu tego nie przebaczę; ale muszę przyznać także, że za zbałamucenie dziewczyny, co sobie dała zawrócić głowę blichtrem, przez próżność, a może przez szaleństwo, nie mogę go zastrzelić jak tych ułanów, których tu licho przyniosło w nasze strony.<br>
{{tab}}Kapitan podskoczył na krześle.<br>
{{tab}}— A! to i ty dałeś im prochu powąchać. Brawo — Janie! — zawołał uradowany.<br>
{{tab}}Purytanin rozchmurzył się nieco.<br>
{{tab}}— Tobie bracie mogę się przyznaċ — powiedział. Wyrzucałbym sobie przez i całe życie, gdybym palcem nie ruszył wtedy, kiedy inni krew swoją przelewali. Jednej nocy wziąłem fuzję i wyszedłem. Trzech czy czterech prusaków zostało tam w parowie, przy Val-Richer... Nieboraczyska! Ale kto im kazał leźć do nas. O – gdybym był margrabiego spotkał w moim domu, nie uszłoby mu to, tak samo jak: tamtym!...<br>
{{tab}}Nigdy jeszcze właściciel Colombier {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No209 part13.jpg|num=1226}}tak wiele nie mówił.<br>
{{tab}}— Tak — dodał jeszcze, mam żal w sercu, wielki żal. Ale co na to poradzić? Joanna została wielką damą! Tem lepiej dla niej. Ja tam dałem słowo Moraud’om, naszym starym przyjaciołom, ludziom naszego pokroju i gatunku i tego słowa nie cofnę.
Piotr godnie się względem nas znalazł. Mógł był nam przecież robić wyrzuty, a nie uczynił tego. Poczciwy chłopak!... A jakże tam z jego raną?<br>
{{tab}}— Lepiej.<br>
{{tab}}— Nie zostanie w służbie?<br>
{{tab}}— Nie wie jeszcze, może zostanie, ale wprzódy skorzysta z urlopu.<br>
{{tab}}— Po co?<br>
{{tab}}— Najprzód nie jest jeszcze zdrów zupełnie.<br>
{{tab}}— A potem?<br>
{{tab}}— Potem i on do spółki z nami musi rachunek uregulować.<br>
{{tab}}— Jaki?<br>
{{tab}}— On sam ci to powie.<br>
{{tab}}— Piotr?<br>
{{tab}}— No tak, Piotr.<br>
{{tab}}— A gdzie on jest?<br>
{{tab}}— W Orchamps, od trzech dni.<br>
{{tab}}— A wprzódy gdzie był?<br>
{{tab}}— W Fontenelles.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No209 part14.jpg|num=1227}}{{tab}}— Ach! — rzekł ojciec z zazdrością. On się z nią widział!<br>
{{tab}}I jej poczęści zawdzięcza swe wyleczenie, jej i pewnemu doktorowi, który właśnie był w zamku i bardzo szczerze go pielęgnował. Piotr byłby przyjechał do Colombier, ale nie może jeszcze znieść podróży... czeka na ciebie, spodziewa się, że go odwiedzisz.<br>
{{tab}}Stary Jousset znajdował się pod wpływem wzruszenia, które napróżno usiłował ukrywać. Wszystkie wspomnienia ożyły w nim nagle. Zdawało ma się, że łańcuch przeszłości, zerwany na czas jakiś, nagle znowu się spoił. Nadzieja ukazywała mu w dali tajemnicze jakieś światełko, mające rozproszyć ciemności rozpaczy i smutku, w których żył prawie dwa lata.<br>
{{tab}}Kiedy przypadek zbliżył dawnych narzeczonych, dlaczegóż nie miał pogodzić ojca z córką, przyjaciela z przyjaciółmi?<br>
{{tab}}— Każ zaprzęgać żywo — powiedział inwalida — i w drogę!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part01.jpg|num=1228}}{{tab}}Jan Jousset zawahał się jeszcze ze złamaniem przysięgi, złożonej przed samym sobą. Spojrzał na niebo, które zaczęło się zaciągać chmurami. Noc nadchodziła. Okoliczność ta wpłynęła na jego decyzję. Przecież pociemku go nie zobaczą.<br>
{{tab}}Wkrótce kapitan i brat jego ruszyli drogą ka Roche-Fendue. Noel Piquet, zamykając za nimi bramę, nie mógł wyjść z zadziwienia.<br>
{{tab}}— Co im się stało? — zapytywał w ducha. I w kwadrans po wyjeździe oba braci zamknął stodołę i poszedł tą samą drogą co i oni.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|IX.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Rada familijna''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Janowi Jousset los dogodził tym razem. Stary dziwak nie chciał być widzianym i zaledwie bryczka, wioząca go, ujechała dwa kilometry od domu, ciemność zapadła taka, że o dwa kroki niepodobna było odróżnić twarzy.<br>
{{tab}}W Roche-Fendue czarno było, jak w lochu i pasto, jak na starem cmentarzyska. Wojska, które przechodziły tamtędy, niby trąba powietrzna, pustosząca wszystko naokół, znikały wraz ze {{Korekta|śniegem|śniegiem}}. Nie słychać już było zdala gluchego huku armat, od któregoś {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part02.jpg|num=1229}}{{tab}}W promieniu dziesięciomilowym drżała ziemia.<br>
{{tab}}Obaj Jousset’owie, trzęsąc się na twardych poduszkach bryczki, nie zamieniali słowa. Stary zatopiony był w myślach.<br>
{{tab}}Ściągnął biczem konia łagodnie, po ojcowsku i poczciwa szkapa szła sobie truchtem, nie spiesząc się.<br>
{{tab}}Gdy wyjechali na wzgórze, ukazała się zdaleka fasada zamku Chazey z oświetlonemi oknami.<br>
{{tab}}— Śmierć przeszła tamtędy. — odezwał się inwalida. — Młoda pani niedługo pożyła. Margrabia siedzi tam teraz sam, jak sẹp na skale. Musi pewnie tworzyć jakieś projekty... Zobaczymy, co się też wylegnie z jego szalonej mózgownicy.<br>
{{tab}}— Jego kuzyn, Montglars także tam jest, odmruknął Jan, — Piquet ich widział.<br>
{{tab}}— Eh! kuzyn, Montglars, to także nic dobrego — powiedział kapitan. Głowa świętoszka, język zawsze miodem posmarowany, a fałsz aż zdaleka śmierdzi. Chciałbym wiedzieć, jaką rolę gra przy tamtym.<br>
{{tab}}O w pół do dziewiątej bryczka minęła pierwsze domy Orchamps.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part03.jpg|num=1230}}{{tab}}— Pamiętasz Janie, jakeśmy się tutaj dobrze bawili? — zapytał młodszy Jousset. To ten przeklęty margrabia wszystkie szyki nam popsuł. Dobre były czasy!<br>
{{tab}}— Już nie powrócą.<br>
{{tab}}— Może i powrócą, kto wie.<br>
{{tab}}W miasteczka było ciemno, okiennice pozamykane wszędzie, jak gdyby mieszkańcy obawiali się powtórnego najazdu.<br>
{{tab}}Tylko gdzie niegdzie cienka nić światła przedzierała się przez szparę w okiennicy, koń Jana Jonsset’a nie zapomniał domu Morand’ów i sam zatrzymał się przed bramą, wiodącą na podwórze i do zabudowań gospodarskich.<br>
{{tab}}Czekano widać na starych przyjaciół, bo brama jakby się sama przed nimi rozwarła i zamknęła natychmiast, skoro tylko bryczka wjechała na podwórze. W tejże chwili Ludwik Morand rzekł cicho do nowoprzybyłych:<br>
{{tab}}— Witajcie i wejdźcie do domu, ja zaraz za wami przyjdę.<br>
{{tab}}Brygida, stara służąca, stojąc na progu, oświecała podwórze.<br>
{{tab}}Nie wymówiła słowa, lecz na jej pomarszczonej twarzy jaśniała szczera {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part04.jpg|num=1231}}radość. Morand’owie, jak większa część właścicieli drobnych posiadłości ziemskich, {{Korekta|najchęniej|najchętniej}} przesiadywali w dużej kuchni, gdzie na szerokim kominie zawsze płonął wesoły ogień, odbijający się we wzorowo utrzymywanych naczyniach miedzianych. Dziś jednak Brygida poprosiła gości do bawialni, gdzie się zbierano tylko przy wyjątkowych okolicznościach lab w wielkie święto.<br>
{{tab}}Piotr Morand oczekiwał starych przyjaciół, siedząc w wyplatanym fotelu, przy łóżka, które tam dla niego rozstawiano, aż do zupełnego powrotu do zdrowia.<br>
{{tab}}Na powitanie oba braci młody oficer wstał i uściskał serdecznie jednego i drugiego.<br>
{{tab}}— Nagadaj tam dobrze Janowi, kiedy go trzymasz — rzekł kapitan. Dość miałem biedy, dopókim go nie wydostał z jego nory.<br>
{{tab}}Usiedli wszyscy trzej, gdy rozległ się na drodze tentent konia.<br>
{{tab}}— Oto i kuzyn Mikołaj — rzekł Piotr. Będziemy w komplecie.<br>
{{tab}}Jan Jousset zadawał sobie w duchu pytanie, po co tyle przygotowań. W tym domku, tak spokojnym zazwyczaj, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part05.jpg|num=1232}}czuć było jakby koncie się jakiegoś spisku.<br>
{{tab}}Stara Brygida stała ciągle na progu drzwi wchodowych, jakby strzegąc ich od natrętów.<br>
{{tab}}Koń kuzyna Mikołaja został odprowadzony do stajni a sam kuzyn wraz z Ludwikiem Morand’em wszedł do bawialni.<br>
{{tab}}— Sprosiłem was tutaj, kochani przyjaciele i łaskawy kuzynie, zaczął młodszy Morand, bo nam wyrządzono ciężką krzywdę i wielką zniewagę i chcę was zapytać, czy ją myślicie puścić płazem?<br>
{{tab}}Nikt mu nie odpowiedział.<br>
{{tab}}Morandowie znali się z Jousseta’mi od niepamiętnych czasów, a w obu tych rodzinach przekładano zawsze czyny nad słowa. Były narzeczony Joanny ciągnął dalej.<br>
{{tab}}— Niegdyś wynikło pomiędzy nami nieporozumienie, które powinno zostać wyjaśnionem.<br>
{{tab}}Starszy Jonsset zmarszczył brwi i wtrącił:<br>
{{tab}}— Pocóż wracać do przeszłości? Gdy się postąpiło niesłusznie, niema wstydu przyznać się do tego. Byłem niesprawiedliwy względem tej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part06.jpg|num=1233}}biednej Joanny i ubliżyłem jej słowami. Wszyscyśmy się z nią źle obeszli. My, co ją znaliśmy od dziecka, nie powinniśmy byli pomyśleć, że ona jest zdolną opaść tak prędko i tak nízko. Wiecie już wszyscy, jak się to stało, cośmy za jej winę poczytywali, niepotrzebuję tedy się nad tem rozwodzić. O zbrodni i podłości margrabiego de Chazey wątpić niepodobna. On jeden tylko zawinił, Joanna przez dumę nic nie mówiła, lecz prawda w końcu zawsze na wierzch wychodzi i powiem wam, w jaki sposób ja ją poznałem... Gdym został ranny w okolicy Montbeliard, myślałem, że już umrą na pewno i miałem tylko jedno pragnienie, zobaczyć ją raz jeszcze, bom nie chciał się rozstawać ze światem, nie wybłagawszy wprzódy przebaczenia za mój gniew na nią. Major mojego szwadronu pozwolił mnie zawieść do Fontenelles, tak jak sobie życzyłem. Z jego miny wnioskowałem, że najwyżej kilka godzin mi pozostaje do życia. Położono mię na wóz i z innymi rannymi odwieziono do Fontenelles. Tam znalazł się doktór z Paryża, który, zdaje się, więcej wie trochę niż major, bo mnie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part07.jpg|num=1234}}uratował od śmierci i wyleczył. Gdyby nie on, nie rozmawiałbym z wami w tej chwili. Otóż ten sam doktór poznał Joannę przed dwoma laty, kiedy wyjeżdżała potajemnie z domu do Paryża, a że jest poczciwym i dobrym człowiekiem, więc się nią zajął i dopomagał jej, gdy była w nieszczęściu. Pewnego dnia, kiedy był u niej w pokoju sąsiadującym z jej pokojem, odwiedził ją margrabia i sam wyznał cały podstęp, jakiego się chwycił, aby ją zgubić. Ona nie tłomaczyła się, bo nie chciała być posądzoną o kłamstwo. Ale niesłusznie się tego obawiała, bo my przecież nie uważalibyśmy jej za zdolną do oszukiwania nas. Nareszcie dzisiaj wiemy wszystko. Wojna się skończyła. Nic nam nie przeszkadza uporządkować nasze interesa. Znieważając tak okrutnie Joannę, która jest pańską córką, panie Jousset i była moją narzeczoną — margrabia de Chazey znieważył nas wszystkich. Zadecydujcie, czy wam się podoba pozostawić rzeczy jak są. Co do mnie, nie myślę przepuszczać bezkarnie mojej krzywdy. Za kilka dni będę zdrów, a wtedy, z wami lub sam działać będę, jak mnie Bóg {{pp|na|tchnie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part08.jpg|num=1235}}{{pk|na|tchnie}}.<br>
{{tab}}Kapitan zwrócił się do swego brata.<br>
{{tab}}— Widzisz Janie? — powiedział.<br>
{{tab}}Stary Jousset był zakłopotany. Zdołano go wreszcie przekonać, a jako człowiek sprawiedliwy, wyrzucał sobie swoją surowość względem córki.<br>
{{tab}}— Byliśmy dla niej surowi, — mówił dalej Piotr Morand. — Ja sobie tego nigdy nie przebaczę... Teraz niema ani cienia wątpliwości, że margrabia jest ostatnim nędznikiem.<br>
{{tab}}— Co chcesz uczynić? zapytał Jan Jousset.<br>
{{tab}}— Ukarać go.<br>
{{tab}}— Jak?<br>
{{tab}}— Nie ja obmyślę rodzaj kary.<br>
{{tab}}— A kto?<br>
{{tab}}— My i inni. Margrabia ma nieprzyjaciół. Ci nieprzyjaciele złączą się z nami. Zdaje się, że mają mu do zarzucenia winy tak poważne, jak i nasze zarzuty; prosili mnie o tajemnicę wzamian za dowody, których mi dostarczyli. Nie będą działali bez nas, a my bez nich.<br>
{{tab}}Stary Jousset był niekontent z tej zwłoki. Pod tą czaszką anachorety kipiała nienawiść.<br>
{{tab}}— Po co nam inni, — powiedział, — {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part09.jpg|num=1236}}czyż nie jesteśmy najsrożej dotknięci?<br>
{{tab}}— Zdaje się, że nie — odparł Piotr Morand.<br>
{{tab}}— Co nas to obchodzi?<br>
{{tab}}— To kwestyja honoru. Obiecałem.<br>
{{tab}}— Na długo?<br>
{{tab}}Były narzeczony Joanny potrząsnął głową.<br>
{{tab}}— Nie, — rzekł.<br>
{{tab}}— Na jak długo?<br>
{{tab}}— Do trzeciego kwietnia.<br>
{{tab}}— Dlaczego akurat do tej daty?<br>
{{tab}}— Dowiesz się pan później. Ale wiem, że pan będziesz zadowolony z tego, co się stanie. Przysiężono mi to.<br>
{{tab}}— A do tego czasu?<br>
{{tab}}— Trzeba udawać, że o niczem nie wiemy, nic nie zamyślamy i żyć po dawnemu bez żadnych zmian. Musimy uśpić nieufność nieprzyjaciela, bo dla nas pan de Chazey jest nieprzyjacielem. Cokolwiek bądź pan zobaczysz lab usłyszysz, nie pokazuj zdziwienia.
A mogą nastąpić rzeczy, które pana zadziwią. No, zgoda na to, co powiedziałem?<br>
{{tab}}— Zgoda, zgoda, mój chłopcze, — odpowiedział kapitan. — Ty będziesz komenderował, a my będziemy słuchali.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part10.jpg|num=1237}}{{tab}}— Komenderować będzie kto inny — rzekł Morand.<br>
{{tab}}Starszy Jousset przysunął się do niego i zapytał:<br>
{{tab}}— Czy tylko można się spuścić na tamtych?<br>
{{tab}}— Można... A zresztą, przecież i my będziemy czuwali.<br>
{{tab}}— Dobrze, — powiedział samotnik z Colombier.<br>
{{tab}}W kilka minut potem bryczka wyjechała z podwórza Morandów, odwożąc obu braci.<br>
{{tab}}Miasteczko pogrążone było w gęstszych jeszcze ciemnościach niż wprzódy. W pośrodku, pomiędzy dwoma rzędami czarnych, milczących domów, ciągnęła się jedyna ulica a raczej trakt, wiodący do Besançon. Ciszę przerywało tylko naszczekiwanie kilku psów podwórzowych.<br>
{{tab}}Stary Jousset zwrócił konia w stronę, przeciwna Colombier.<br>
{{tab}}— Gdzie jedziesz? — zapytał inwalida.<br>
{{tab}}— Zobaczysz.<br>
{{tab}}Po Jousset’ach odjechał kuzyn Mikołaj na swojej srokatej klaczy, ciężkiej, o silnych nogach.<br>
{{tab}}Człowiek jakiś, leżący przy drodze {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part11.jpg|num=1238}}pomiędzy dwoma domami, przypatrywał im się uważnie i śledził, dokąd jadą. Był to Piquet.<br>
{{tab}}Widząc, że Jan Jonsset wyjeżdża gdzieś z kapitanem, Piquet postanowił się dowiedzieć, dokąd jada i o ile możności spenetrować, jaki jest cel tej podróży. Dobrze to zawsze wiedzieć, co ludzie zamierzają.<br>
{{tab}}Zamiast tedy po skończonej robocie powrócić do swojej chaty, Piquet szpiegował swego chlebodawcę. Dowiedział się, że obaj bracia jeździli do Orchamps, że zabawili tam niedługo, że wraz z nimi był i kuzyn Morand’ów, stary kawaler z Chazey, który także wkrótce powrócił do siebie, że słowem, u Morand’ów musiała się odbyć jakaś narada i że kuuła się jakaś intryga. Ale jaka? W tem sęk! Piquet dał sobie słowo, że nie spocznie, dopóki nie przeniknie wszystkiego. Tymczasem Mikolaj Morand jechał sobie spokojnie do siebie, a Jousset’owie obrali przeciwną tej, która prowadziła do Opactwa.<br>
{{tab}}Piquet słuchał uważnie turkotu bryczki i po paru minutach wiedział już, jaki był cel podróży Jana Jousset’a.<br>
{{tab}}— Aha, jedzie do Fontenelles, — szepnął do siebie. — Pogodzi się z córką.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part12.jpg|num=1239}}{{tab}}Tak też było w samej rzeczy.<br>
{{tab}}O dziesiątej, bryczka potoczyła się drogą utorowaną w lesie i Jan Jousset z bratem wysiadł przed bramą Fontenelles, pozostawiając skromny swój ekwipaż pod strażą odźwiernego.<br>
{{tab}}Obaj bracia, przeszli przez park, jeszcze obnażony z liści, milczący. Tylko szum strumieni i szmer wiatru przerywał ciszę.<br>
{{tab}}Bracia podczas podróży i czterech słów nie zamienili pomiędzy sobą.<br>
{{tab}}Wkrótce stanęła przed nimi wspaniała fasada zamku. W oknach było ciemno, wyjąwszy dwóch na pierwszem piętrze.<br>
{{tab}}Kapitan zastukał do drzwi wchodowych.<br>
{{tab}}Jedno z oświetlonych okien się otwarło i sama pani zamku wyjrzało.<br>
{{tab}}— To ja, rzekł inwalida.<br>
{{tab}}— W tej chwili schodzę, stryjaszku.<br>
{{tab}}Fontenelles przybrało już dawny swój pozór. Chorzy i ranni już opuścili gościnne jego dachy i jedni zdrowi zupełnie, drudzy, powracający do zdrowia, wyruszyli do swych domów.<br>
{{tab}}Wszystko wróciło do porządku. Pani Ferdynandowa Descombes zamieszkiwała teraz zamek z Żorżettą i służbą.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part13.jpg|num=1240}}{{tab}}Bankiera z Besançon nie widywano tam, ale duch jego musiał czuwać nad wdowa syna, bo nic się tam nie działo bez jego rady i rozporządzenia.<br>
{{tab}}Młoda wdowa szybko zeszła ze schodów, obróciła klucz w zamku i otworzyła drzwi przysionka. Najprzód spostrzegła tylko kapitana.<br>
{{tab}}— Tak późno stryjaszek przybywa! rzekła. Czy się co stało?<br>
{{tab}}— Nic strasznego.<br>
{{tab}}— Ale doprawdy stryj mnie przeraza!...<br>
{{tab}}— Przyprowadziłem ci skruszonego grzesznika.<br>
{{tab}}Odsunął się na bok i Joauna ujrzała ojca.<br>
{{tab}}Stary, ze łzami w oczach, zdjął kapelusz i spuszczając głowę pokornie, wymówił:<br>
{{tab}}— Przebacz mi, moje dziecko!<br>
{{tab}}Ona rzuciła mu się na szyję w milczeniu i łzy jej spływały razem ze łzami ojca:<br>
{{tab}}— A ja! zawołał krzykliwym głosem kaleka — nic nie dostanę?<br>
{{tab}}— Ach! mój stryju, szepnęła Joanna, tyś zawsze dobry, a ja zawsze kocham cię jak drugiego ojca... Ale chodźcie na górę, ojcze, stryju.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part14.jpg|num=1241}}{{tab}}— Nie, musimy jechać.<br>
{{tab}}— O tej godzinie?!<br>
{{tab}}— Trzeba. Mamy wodza i musimy ściśle się trzymać jego rozkazów. Przedewszystkiem tedy nie wolno nam w niczem zmieniać trybu życia, a że tryb życia twego ojca polegał na zamykaniu się w Colombier, jak sowa, więc musi on tam wracać.<br>
{{tab}}Joanna nie nalegała. Doznawała ona tajemnej obawy, spodziewając się nowych wypadków, nowych zawikłań w swym losie.<br>
{{tab}}Rzuciła się w objęcia ojca i kapitana a powróciwszy do swego pokoju, uklękła przy łóżku, szepcząc:<br>
{{tab}}— Mój Boże! oddałeś mi serce ojca, powróć mi i jego także!<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|X.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Serce uczciwej kobiety''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Siedemnastego marca, przy bramie Fontenelles zatrzymał się jeździec.<br>
{{tab}}Jak jeździec tak i koń jego nosili na sobie wszystkie cechy, oznaczająco dobrą rasę.<br>
{{tab}}Pierwszy miał piękną postawę, członki silne i giętkie, dumny wyraz twarzy; drugi sierść połyskującą, żyły tworzące wydatną siatkę pod cienką i miękką skórą, oko błyszczące {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part15.jpg|num=1242}}chrapy rozdęte.<br>
{{tab}}Jeździec nosił żałobę. Tylko czerwona wstążeczka legii honorowej ożywiała matową czarność jego ubrania.<br>
{{tab}}Jego włosy siwiały już, ale ten szron delikatny nie szpecił go, przeciwnie nawet łagodził nieco rozkazujący i wyniosły wyraz arystokratycznej twarzy...<br>
{{tab}}W młodym człowieku siwizna jest, wdziękiem prawie.<br>
{{tab}}Zaledwie jeździec zatrzymał konia, brama zamku się przed nim rozwarła.<br>
{{tab}}Odźwierny, służący od lat wielu we Fontenelles, znał dobrze margrabiego de Chazey, bogatego sąsiada, a przy tem tytuł i sama postać także nakazują szacunek.<br>
{{tab}}Jeździec ukłonił się poufale i zapytał:<br>
{{tab}}— Czy pani Descombes w domu?<br>
{{tab}}— Tak, panie margrabio.<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}Margrabia jechał dalej parkiem, minąwszy kaplicę, w której pobliżu przed rokiem miał pamiętną rozprawą z Joanną i wreszcie stanął przed peronem.<br>
{{tab}}Zamek był tak milczący, jak by go nikt nie zamieszkiwał.<br>
{{tab}}Jednakże w nizkich oknach suteryny ukazała się głowa służącego, który {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part16.jpg|num=1243}}poznawszy pana de Chazey, wybiegł na jego spotkanie.<br>
{{tab}}Klaudyjusz de Chazey poruczył mu swego konia, tymczasem lokaj, ubrany czarno, otwierał drzwi dużej sali portretowej, mówiąc z ukłonem:<br>
{{tab}}— Niech pan margrabia raczy wejść.<br>
{{tab}}Klaudyjusz powinien był czuć się skrępowany odwiedzinami w tym domu, który okrył żałobą, ale nie myślał on o niczem innem, jak o tem, że był blizko tej, która od dwóch lat stanowiła jedyny cel jego pragnień i czynów.<br>
{{tab}}— Zastałem panią Descombes? — zapytał raz jeszcze.<br>
{{tab}}— Niech pan margrabia spocznie chwileczkę, pójdę uprzedzić panią.<br>
{{tab}}W nieobecności sługi, margrabia mógł się przypatrzyć miejscu, gdzie się znajdował. Było tu mniej wspaniale niż w Chazey. Pomiędzy tymi dwoma domami zachodziła ta różnica, że jeden z nich był rezydencyją wielkiego pana, drugi zaś mieszkaniem bogatego mieszczanina, którego pochodzenie jest dość widocznem.<br>
{{tab}}Descombesowie nie wstydzili się swoich przodków.<br>
{{tab}}Portret dziadka Ferdynanda, człowieka o dość gminnej twarzy, {{pp|ubrane|go}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part17.jpg|num=1244}}{{pk|ubrane|go}} w kostyjum kramarza, wisiał naprzeciwko okien w pełnem oświetleniu i na honorowem miejscu. Jednakże sprzęty salonu, ozdoby, słowem całość czyniła przyjemne wrażenie i świadczyła o bogactwie właścicieli.<br>
{{tab}}Przytem perspektywa parku, na który wychodzą cztery okna sali, jest prawdziwie imponująca.<br>
{{tab}}Margrabia niedługo czekał.<br>
{{tab}}Po upływie pięciu minut drzwi się otworzyły i młoda wdowa bez zakłopotania weszła do gościa.<br>
{{tab}}Dała mu ręką znak, aby usiadł i sama zajęła miejsce naprzeciw niego.<br>
{{tab}}— Czyś mnie pani oczekiwała? — zapytał margrabia.<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Nie zapomniałam daty naznaczonej przez panią.<br>
{{tab}}— Trzeciego kwietnia?<br>
{{tab}}— Właśnie.<br>
{{tab}}— To dopiero za dwa tygodnie, — szepnęła Joanna.<br>
{{tab}}— Tak jest odparł margrabia, ale musimy przecież dopełnić jeszcze rozmaitych formalności, muszą wyjść zapowiedzi.<br>
{{tab}}— A więc pan trwasz przy swoim zmiarze?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No210 part18.jpg|num=1245}}{{tab}}— Pani o tem powątpiewałaś?<br>
{{tab}}— Spodziewałam się, że rozważywszy tę rzecz, zaniechasz jej pan!<br>
{{tab}}— Rozważałem ją nieraz, zapewniam panią.<br>
{{tab}}— Co za przyszłość nam pan gotujesz?<br>
{{tab}}— Pani taką, jaką sobie wybierzesz. Jeżeli zechcesz się pani wyrzec wstrętu do mojej osoby, los jej może się stać godnym zazdrości. Stanowisko, jakie pani zajmiesz w świecie, należy do najwyższych. Będziemy mieli przed sobą jeszcze wiele lat szczęścia, siły, zaszczytów. Co do mnie, wystarcza mi do zadowolenia zgoda pani na nasz związek.<br>
{{tab}}— Jakieś pan tę zgodę wymógł!<br>
{{tab}}— Co to znaczy! Niechaj tylko posiadam ciebie Joanno, jako prawą towarzyszkę życia, a o nic więcej dbać nie myślę. Mieć cię w swoim domu, nie rozłączać się z tobą i skończyć raz te męki zazdrości, które zdala od ciebie szarpią mi duszę, to szczęście, którebym okupił za wszelką cenę!<br>
{{tab}}— A zatem taką jest wola pana? powtórzyła raz jeszcze.<br>
{{tab}}— I nie zmienię jej.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No211 part01.jpg|num=1246}}{{tab}}Joanna {{Korekta|sprobowała|spróbowała}} jeszcze jednego środka zmiękczenia jego upora, ale uczyniła to bez przekonania, czując cała bezsilność wszelkiej perswazyi.<br>
{{tab}}— Od kilku tygodni wiele o panu słyszałam — rzekła. — Podobno znalazłeś się pan podczas tej nieszczęsnej wojny bardzo honorowo, jak przystoi dobremu {{Korekta|francuzowi|Francuzowi}}. Mój stryj widział pana na polu bitwy, Odkupiłeś tedy grzechy swej przeszłości. Bądźże pani w dalszym ciąga szlachetnym!<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Wyrzecz się kobiety i tak już nieszczęśliwej, która ci szczęścia dać nie może i nie da. Zwróć mi pan słowo, które wymogłeś na matce, zrozpaczonej utratą dziecka!<br>
{{tab}}On uśmiechnął się, smutno potrząsając głową.<br>
{{tab}}— Żądaj odemnie wszystkiego, o czem człowiek tylko zamarzyć może, a uczynię, co zechcesz.<br>
{{tab}}Usta Joanny zacisnęły się gorzko.<br>
{{tab}}— Tylko nie tego — prawda? — powiedziała.<br>
{{tab}}— Tak. Tego nie zrobię.<br>
{{tab}}— A to jest jedynem dobrem, {{pp|jakie|go}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No211 part02.jpg|num=1247}}{{pk|jakie|go}} pragnę, o którem marzę. Więc nie odzyskam swobody, nie będę mogła rozporządzać mojem sercem i osoba wedle mej woli?<br>
{{tab}}— Trudno!<br>
{{tab}}— Muszę uledz... zostać pańską własnością... niewolnicą... rzeczą…..<br>
{{tab}}— O nie, — i moją jedyną miłością.<br>
{{tab}}— To niemożliwe. Może pan otrzymasz kobietę, ale jej serca — nigdy!<br>
{{tab}}— Serce się zmienia.<br>
{{tab}}— Nie moje! Życie moje będzie męczarnią nie do zniesienia!<br>
{{tab}}— Więc jeszcze żałujesz tamtego?<br>
{{tab}}— Zawsze ta zazdrość okropna!
<br>
{{tab}}On pochylił się ku niej i pożerając ją wzrokiem rzekł drżącym głosem:<br>
{{tab}}— Tak, zazdrosny jestem o wszystkich, co się do ciebie zbliżają, co cię kochają i których ty kochać możesz!<br>
{{tab}}Joanna spojrzała na niego swemi spokojnemi, głębokiemi oczyma.<br>
{{tab}}— To bardzo niesłusznie z pańskiej strony — odparła. — Przed chwilą mówiłeś pan o sercu. Moje serce tak przez pana zostało udręczone, tylokrotnie zranione, że nie czuję prawie jego istnienia w sobie. Nie wiem, czy ja kocham kogoś, czy mogę jeszcze kochać. Może, błagając pana o zrzeczenie się praw do {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No211 part03.jpg|num=1248}}mnie, czynię to i dla pana także. Czy chcesz pan, abym się zobowiązała nie wychodzić drugi raz za mąż, pozostać samą pod tym dachem, okrytym żałoba, żyć wyłącznie tylko dla mego dziecka, które jest prawdziwem dziecięciem nieszczęścia i powodem niezliczonych smutków dla swej matki? Jeżeli uchybię danemu słowu, pan możesz wystąpić do mnie ze swemi prawami. Na mój honor przyrzeknę panu zostać twoją albo niczyją! Cóż więcej można uczynić dla uspokojenia zazdrości, która cię trapi? Oddaj mi pan moją córkę, a będę cię błogosławiła. Ten majątek, który spadł na mnie niespodziewanie, będzie użytym na czynienie dobra, przysięgam. A wówczas, nie budząc wokoło siebie nie bezpiecznej nienawiści, może...<br>
{{tab}}— Ja się nie lękam niczego!<br>
{{tab}}— Będziesz pan mógł wejść napowrót w ten świat, który jest twoim światem i prowadzić życie pełne blasku, do którego ja nie czuję się stworzoną. A gdy się kiedy znajdziesz sam ze swemi myślami, wspomnisz z radością, że tam daleko, w ciszy i samotności żyje kobieta, którą ciężko skrzywdziłeś, lecz która cię nie {{pp|prze|klina}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No211 part04.jpg|num=1249}}{{pk|prze|klina}}.<br>
{{tab}}— O! — zawołał margrabia — nie mów tak dłużej, Joanno. Na cóż te proźby, którym zadość uczynić nie mogę? Gdybym się wyrzekł ciebie, jak tego wymagasz, musiałbym sobie czaszkę roztrzaskać tutaj, w twoich oczach. Nieraz już o tem myślałem, tak trudną do przebycia była dla mnie droga wiodąca do ciebie. A teraz, kiedy już prawie stanąłem u celu, żądasz, abym się cofnął? Czyż nie wiesz, jaką zgubną gorączkę zapala we krwi człowieka taka miłość jak moja? Obiecałaś! Dotrzymaj słowa. Później przekonasz się, żem wart więcej od innych i że, jeżeli potrafisz pobudzić we mnie zgubne namiętności, możesz także wyprowadzić mnie na inną drogę, uczynić mię dobrym, szlachetnym i skłonić do naprawienia złego, którem wyrządził.<br>
{{tab}}— Co ludzie o nas pomyślą?<br>
{{tab}}— Co zechcą.<br>
{{tab}}— Te dwie mogiły tak niedawno zostały usypane.<br>
{{tab}}— Opuśćmy kraj. Zapomną.<br>
{{tab}}— Ach! — zawołała Joanna, wstając i wyrywając mu rękę, którą był pochwycił. Nie wiem doprawdy, co myślę i czego chcę. Oprócz mojego {{pp|dziec|ka}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No211 part05.jpg|num=1250}}{{pk|dziec|ka}}, któreś mi wydarł, pragnę tylko spoczynku. Co tu robić, co postanowić?<br>
{{tab}}Doszła do okna, otworzyła je i chciwie odetchnęła chłodnem powietrzem parku. Klaudyjusz wlepił oczy w jej postać. Jej długa czarna suknia w majestatycznych fałdach okrywała ją dokoła, uwydatniając posągowe kształty jej ciała. Długie włosy, zwinięte na tyle głowy, odsłaniały szyję olśniewającej białości.<br>
{{tab}}Po falowaniu jej piersi poznać było miotający nią niepokój.<br>
{{tab}}Wreszcie odwróciła głowę ku niemu i rzekła:<br>
{{tab}}— Wszystko co się stanie niech spadnie na pana! Napróżno usiłuję uniknąć tego, co uważam za nieszczęście dla mnie i dla pana. Może mnie pan potępisz potem za moją słabość, może, gdy szał ominie, a rozsądek przemówi, przyznasz, że ten związek, do którego mnie zmuszasz wszelkiemi sposobami, jest potworny i podły. Ale cóż robić? Ja nie mam więcej sił do walki. Czyń pan ze mną, co chcesz. Dla mojej córki gotowa jestem rzucić rękawicę opinii publicznej, która nas potępi... Pan jesteś bogaty, a jednak nie możesz zamknąć ust światu. To małżeństwo {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No211 part06.jpg|num=1251}}będzie skandalem, zgorszeniem... Pomimo to godzę się na wszystko, ale ulegam przemocy, tak jak pierwszy raz, kiedym sobie w duchu przysięgła, że nigdy nie będę należała do człowieka, który tak maie unieszczęśliwił. Ustępuję... Jestem pokonana. Co się z nami potem stanie? Nie wiem.<br>
{{tab}}Twarz margrabiego rozpromieniła się...<br>
{{tab}}Joanna ciągnęła dalej:<br>
{{tab}}— Aż do dnia ślubu zamykam się w tym domu i nie wyjdę z niego aż do tej chwili, kiedy przyjmę nazwisko margrabiny de Chasey. Rumieniłabym się ze wstydu, gdyby mię kto zobaczył idącą do ołtarza w rok zaledwie, po śmierci szlachetnego człowieka, który dał mi wszystko, co inny mi zabrał: cześć niewieścią i szacunek ludzki. Pan podejmujesz się załatwić wszystko?<br>
{{tab}}Margrabia naprzód już ułożył cały program na przyszłość.<br>
{{tab}}O Paryżu, gdzie najłatwiej byłoby urządzić ślub w tajemnicy, nie można było myśleć z powodu rozruchów komunistycznych.<br>
{{tab}}Dla tego trzeba było załatwić ten obrządek w parafii Besançon’skiej.<br>
{{tab}}Pani Descombes miała wyjść z domu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No211 part07.jpg|num=1252}}o zmroku i udać się do merostwa, a ztamtąd do kościoła. Natychmiast po ślubie, małżonkowie mieli wyjechać do swojej willi we Włoszech, dokąd margrabia miał wprzódy wysłać konie, powozy i służbę.<br>
{{tab}}Pierwszy etap podróży miało stanowić Neuchatel, ztamtąd mieli się dostać do górnych Włoch pocztą, lub koleją.<br>
{{tab}}— We Włoszech pozostaniemy dopóty, dopóki się pani spodoba, w końcu rzekł margrabia: Możemy być wszędzie panami. Nawet przygana dawnych przyjaciół i sąsiadów pani, powinna nam być całkiem obojętną. Jesteśmy wolni.<br>
{{tab}}Młoda kobieta w niczem się nie sprzeciwiała. Stawiała tylko jeden warunek, aby ślub odbył się koniecznie wieczorem, w najzaciśniejszym, najustronniejszym kościołka i aby natychmiast po obrzędzie wyjechali z kraju.<br>
{{tab}}— Inaczej, mówiła, umrę ze wstydu. To małżeństwo jest w moich oczach i w oczach wszystkich, co nas znają krwawą zniewagą dla pamięci mego pierwszego męża.<br>
{{tab}}Rozstając się z nią Klaudyjusz, upojony jej widokiem i nadzieją przyszłości, zapytał:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No211 part08.jpg|num=1253}}{{tab}}— Kiedyż panią zobaczę?<br>
{{tab}}— Kiedy pan zechcesz, odrzekła z rezygnacyją. I dodała z szyderstwem, którego on wie zrozumiał:<br>
{{tab}}— Alboż nie należę do pana?<br>
{{tab}}Po jego odejścia, Joanna weszła do swego pokoju. Tam oczekiwał ją stary Descombes.<br>
{{tab}}— I cóżeš postanowiła? spytał.<br>
{{tab}}— Spełniłam twoje rozkazy, ojcze.<br>
{{tab}}— Wszystko ułożone?<br>
{{tab}}— Wszystko.<br>
{{tab}}— Kiedy ma się odbyć ślub?<br>
{{tab}}— Trzeciego kwietnia.<br>
{{tab}}Wyłożyła mu w kilka słowach wole pana de Chazey.<br>
{{tab}}— Dobrze, odparł Descombes. Nie trzeba nie zmieniać. Zobaczysz się jeszcze z margrabią?<br>
{{tab}}— Prosił mnie o to i nie mogłam odmówić.<br>
{{tab}}Nagle zmieniła ton mowy. Nie mogła dłużej udawać.<br>
{{tab}}— Dia czego mnie zmuszasz ojcze do tego kroku? zawołała z wybuchem żalu. Nie wiesz chyba, do jakiego stopnia ja tego człowieka nienawidzę!<br>
{{tab}}Stary Descombes odpowiedział chłodno:<br>
{{tab}}— A ja, czy myślisz, że go {{pp|ko|cham}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No211 part09.jpg|num=1254}}{{pk|ko|cham}}?<br>
{{tab}}— Więc dla czego?...<br>
{{tab}}— Obiecałaś mi posłuszeństwo...<br>
{{tab}}— Tak, ale ten związek jest dla mnie wstrętny, ohydny!<br>
{{tab}}— Nie bój się... Nie wiesz i nie możesz wiedzieć, co mam w projekcie, ale bądź pewna, że ciebie nic przykrego nie spotka. Będę czuwał nad tobą.<br>
{{tab}}— Zabiłabym się raczej, aby nie należeć do niego.<br>
{{tab}}Bankier położył na jej ramieniu swoją kościstą rękę.<br>
{{tab}}— Ja cię kocham, Joanno, powiedział, przez pamięć na niego i dla twojej dobroci. Gdyby ten człowiek miał dotknąć włoska z głowy twojej, nie ty byś go za to ukarała, lecz ja. Miej ufność. Ja pamiętam, że margrabia de Chazey kazał mi zamordować syna!<br>
{{tab}}Gdy się ściemniło, bankier odjechał do Besançon.<br>
{{tab}}W Fontenelles nie widywano go wcale. Więcej niż kiedykolwiek zajmował, się teraz interesami i jego najlepsi przyjaciele, nie mogli wyjść z zadziwienia, że tak obojętnie przyjął katastrofę, która powinna była pogrążyć go w nieutulonej rozpaczy. Wogóle uważano go za człowieka oschłego, bez {{pp|ser|ca}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No211 part10.jpg|num=1255}}{{pk|ser|ca}}. Bardzo rzadko mówił o straconym synu, ale myślał o nim bezustannie.<br>
{{tab}}W chwili gdy stary Descombes wsiadał do powozu, margrabia zsiadał z konia przed oficyną w Chazey.<br>
{{tab}}Montglars przechadzał się tam.<br>
{{tab}}— Rzecz ułożona, powiedział Klaudyjusz.<br>
{{tab}}{{Korekta|Wice hrabia|Wice-hrabia}}, dla formy, odparł tak samo jak Joanna:<br>
{{tab}}— To małżeństwo uważane będzie za skandal.<br>
{{tab}}— Ech! nudzisz mię, mój kochany! Zaręczam, że za pół roku cały Paryż będzie na kolanach przed młodą margrabiną de Chazey.<br>
{{tab}}Poszli dalej do zamku. Idąc, Montglars odezwał się, jakby sobie coś nagle przypomniał:<br>
{{tab}}— Wiesz, widziałem się w Arondray z komendantem Boain’em.<br>
{{tab}}— Kiedy?<br>
{{tab}}— Dziś, około czwartej.<br>
{{tab}}— Dla czego nie wstąpił tutaj?<br>
{{tab}}— Mówi, że zbyt przykre wspomnienia ma dla niego ten zamek.<br>
{{tab}}— Rozumiem. Moje powtórne małżeństwo go urazi.<br>
{{tab}}— Więc czemuż się żenisz?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No212 part01.jpg|num=1256}}{{tab}}— Bo mi się tak podoba. Czy w moim wieku mam się zagrzebać?<br>
{{tab}}— No tak, masz rację, tego nikt od ciebie nie wymaga... Ale wiesz, co mi jeszcze mówił komendant? Historyja prawdziwie zdumiewająca.<br>
{{tab}}— Jaka?<br>
{{tab}}— Ten Filip Rochard, który zniknął w tak dziwny i nie wytłomaczony sposób...<br>
{{tab}}— Rzeczywiście, wpadł jak kamień w wodę.<br>
{{tab}}— Otóż właśnie że podobno nie. Komendant utrzymuje, że w okolicach Montrevers widział jakieś indywiduum rażąco do niego podobne.<br>
{{tab}}— Doprawdy?<br>
{{tab}}— Powtarzam słowa komendanta. Było to wieczorem, a raczej o zmroku. Komendant chciał go zaczepić, przemówić, ale tamten znikł nagle jak widmo.<br>
{{tab}}Margrabia rozśmiał się i nic nie odpowiedział.<br>
{{tab}}Filip Rochard miałby się ukazać w pobliżu Montrevers? Wszakże nikt lepiej od Klaudyjusza de Chazey nie mógł zaświadczyć, że nie tylko w Montrevers, ale nawet i piwnicy Sidi-Belbesa Filip Rochard nie mógł się nikomu zjawić, bo leżał martwy przeszło od pół roku.<br><br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No212 part02.jpg|num=1257}}{{c|XI.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''W wielkiej księdze''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Gabinet szefa banku Descombes w Besançon mieści się na parterze jednej z dużych kamienie wystawionych przed trzystu lub czterystu laty, prawie zamków, które służyły przedstawicielom arystokracyi prowincyjonalnej za miejsce pobytu w zimie.<br>
{{tab}}Dom ten stary i okazały stoi przy ulicy Chambrettes i posiada wielki dziedziniec, na przodzie zamknięty kratą żelazną, od tyłu zaś obszerny ogród.<br>
{{tab}}Wysokie dachy, ośmiokątna wieżyca mieszcząca schody i odwieczny pozór, nadają tej budowli charakter pańskiej siedziby.<br>
{{tab}}Pawilon przytykający do ulicy mieści biura, a gabinet znajduje się w głównym budynku za biurem.<br>
{{tab}}Za naszych czasów, te stare rezydencje niszczeją i rozpadają się, lub zostają zamienione w duże warsztaty przez wszechwładny obecnie przemysł.<br>
{{tab}}Bogatsi właściciele ziemscy, zamiast przepędzać zimowe miesiące w głównem mieście swej rodzinnej prowincyi emigrują do Paryża, bo Paryż przyciąga wszystko, co goni za zabawą, blaskiem i zbytkiem.<br>
{{tab}}Stary Descombes był przywiązany do swego domu w Besançon, jak stary {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No212 part03.jpg|num=1258}}Jousset do pustelni w Colombier.<br>
{{tab}}Przedewszystkiem w tym domu było siedlisko jogo interesów, tutaj była kolebka jego majątku, filja paryzka powstała dopiero później i robiła mniejsze interesy, w Besançon zaś stanowiło jak by centrum operacyi bankierskich firm.<br>
{{tab}}Zwłaszcza od czasu, jak stary Descombes w tajemnicy pracował nad dziełem swej zemsty, przebywał on w Besançon ustawicznie.<br>
{{tab}}Po wizycie margrabiego u Joanny, bankier powrócił do siebie prawie uradowany.<br>
{{tab}}Nieprzyjaciel więc dał się na lep złapać. Nadzieja go nie zawiodła.<br>
{{tab}}Nieprzyjacielem był pan de Chazey. Rolę lepu odgrywała w tej sprawie piękno Colombier, wdowa po nieszczęśliwym Ferdynandzie, ofierze najpodlejszej machinacyi.<br>
{{tab}}Z taką przynętą bankier pewien był dopięcia swego celu, jak arab z pewnością liczy na zdybanie lwa, gdy w uczęszczanym przezeń miejscu pozostawi kozę.<br>
{{tab}}Zimny, spokojny, zamknięty w sobie jak jego kasa, umiejący doskonale udawać, znając, jak wszyscy wielcy spekulanci finansowi, wszelkie tajemnice i sprężyny, które wprawiają w {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No212 part04.jpg|num=1259}}ruch namiętności ludzi, sam nie nie pozwalał odgadnąć świata z tego, co czuł, i myślał.<br>
{{tab}}Jego twarz pargaminowa, łysina gładka, świecąca jak wnętrza muszli, oko lodowate, wargi cienkie i jakby wciśnięte jedna w drugą, tworzyły fizyjognomiję, któraby wybornie pasowała dla najwprawniejszego z sędziów śledczych.<br>
{{tab}}A jednak i on był tylko narzędziem w rękach kobiety, mistrzyni, wirtuozki w intrydze — Sary, hrabiny de Gannes.<br>
{{tab}}Ona to nim kierowała, ona trzymała w ręku nici całej sprawy i prowadziła ją podług woli.<br>
{{tab}}Przygotowywała zemstę osobistą, udając, że myśli karać za winy, popełnione względem innych.<br>
{{tab}}Opuściwszy Paryż, Sara schroniła się w Besançon. Pretekstów jej nie brakło. Najprzód była wolną. Potem chciała spieniężyć wszystko, co posiadała i osiąść za granicą, bo, jak utrzymywała, przerażało ją to, co się działo we Francyi.<br>
{{tab}}Descombes’owie byli jej bankierami i doradcami oddawna, prawie przyjaciółmi.<br>
{{tab}}Ona sama stanowiła niebezpieczną znajomość, ale nikt nie wiedział {{pp|rze|czywistem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No212 part05.jpg|num=1260}}{{pk|rze|czywistem}} jej rzemiośle. Ileż to osób w Paryżu, w najwyższych sferach, nie potrafiłoby wytłomaczyć się jasno ze źródła swych dochodów, a nawet powiedzieć szczerze kim są.<br>
{{tab}}We Francyi, tylko francuz musi się wylegitymować szczegółowo ze swego pochodzenia, nazwiska, majątku i zajęcia, obcy nie podlegają żadnej kontroli. Przyjmuje się ich, dopuszcza nawet do poufałości, nie wiedząc nic bliższego o ich życiu.<br>
{{tab}}Zresztą bankier, jako człowiek praktyczny, korzystał z tej znajomości, o ile mu było potrzeba, a o nic więcej nie pytał.<br>
{{tab}}Przecież nie żadna cnotliwa niewiasta, pilnująca święcie domowego ogniska, dopomogłaby mu w doprowadzenia do skutku jego zemsty.<br>
{{tab}}Szpiegostwo, to nizkie rzemiosło, za naszych czasów praktykowane na tak wysoką skalę, nie bywa zajęciem czy stych dziewic, ani zacnych matron, tak samo, jak przygotowywanie smakołyków kuchennych nie jest odpowiedniem dla rączek księżnych. Do tego trzeba natur, gotowych na wszystko, podejmujących się najbrudniejszych manipulacyj, nie wiedzących co wstyd znaczy.<br>
{{tab}}Sara należała właśnie do takich.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No212 part06.jpg|num=1261}}{{tab}}Ale posiadała ona prócz tego węch, spryt, inteligencyję pierwszorzędną w połączeniu z dystynkcyją, jakiej dorównać byłoby trudno, a przewyższyć — niemożliwem.<br>
{{tab}}Zadowolona ze swego majątku, obrzydziwszy sobie własne bezeceństwo, chciała uwieńczyć swoję karyjerę ostatniem dziełem, a potem odsunąć się od świata na zawsze.<br>
{{tab}}Stary Descombes zajęty był w swoim gabinecie przeglądaniem rachunków kiedy jeden z komisantów oznajmił:<br>
{{tab}}— Pani de Gannes.<br>
{{tab}}Hrabina weszła do pokoju. Bankier dał znak urzędnikowi, który oddalił się natychmiast zamykając za sobą drzwi, obite aksamitem.<br>
{{tab}}— Już? — zwrócił się stary Descombes do Sary, podając jej rękę.<br>
{{tab}}— Jak pan widzisz.<br>
{{tab}}— Podróż pani nie trwała długo.<br>
{{tab}}— Tak, rzeczywiście... Jaka też ta Francyja pełna jest sił żywotnych! Przed sześciu tygodniami wszystko tu było w ogniu; nikt by tego nie poznał, gdyby to i owdzie nie zjawiała się jeszcze obrzydła pikelhauba.<br>
{{tab}}Obrzydła był to epitet trochę przesadzony, ale hrabina odgrywaniem tej przesadnej nienawiści dla {{Korekta|niemców|Niemców}} chciała osłonić swe rzemiosło.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No212 part07.jpg|num=1262}}{{tab}}— Wypędzimy ich — odparł bankier. Ale po co pani jeździłaś do Anglii?<br>
{{tab}}— Powiem panu. Wprzódy jednak pomówimy trochę. Co tu pan przeglądasz?<br>
{{tab}}— Rachunki pana de Chazey.<br>
{{tab}}— Więc on pana ciągle zajmuje?<br>
{{tab}}— Ciągle.<br>
{{tab}}— Masz pan niechęć dla tego biednego margrabiego?<br>
{{tab}}— Sądzę, że to pani dziwić nie powinno.<br>
{{tab}}— Owszem, czasami się dziwię. Czyś pan pewny, że to on jest sprawca śmierci Ferdynanda.<br>
{{tab}}— Nigdy o tem nie wątpiłem.<br>
{{tab}}— Ale jakież dowody?<br>
{{tab}}— Niech pani przeczyta!<br>
{{tab}}Sara wzięła z rąk jego mały liścik, wonny, elegancki i zawierający te słowa, skreślone kobiecym charakterem pisma:<br>
{{tab}}„Nieprzyjaciółka pana de Chazey, nie chcąca wymienić swego nazwiska, uwiadamia pana Descombes, że jeśli nie znał dotąd prawdziwego powodu śmierci swego syna, to może go poznać, zwracając się do p. Bachelet, agenta, dobrze znanego w Paryżu.<br>
{{tab}}„Ten pan otrzymał w sam dzień nieszczęsnego pojedynka sumę dla barona Lamberta, zapewniającą tomu {{pp|ostat|niema}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No212 part08.jpg|num=1263}}{{pk|ostat|niema}} dwanaście tysięcy renty rocznej, z których to dochodów żyje obecnie baron ze swoją kochanką, Zoe Raimbaud.<br>
{{tab}}„Oboje zamieszkują w miejscowości niedaleko Concarneaux w Bretanii.<br>
{{tab}}„Suma powyższa została wręczona p. Rachelet’owi, przez wice-hrabiego de Montglars, kuzyna pana de Chazey.<br>
{{tab}}„Każdy wie, iż wice-hrabia nie rozporządzał nigdy tak znaczną kwotą pieniężną.<br>
{{tab}}„Zresztą, podczas kiedy de Montglars załatwiał interes z Rachelet’em, pan de Chazey czekał na niego w powozie, przed domem agenta.<br>
{{tab}}„Fakty, jakie tu przytaczam, łatwo bardzo sprawdzić.<br>
{{tab}}„W potrzebie, Zoe Raimbaud, obecnie poróżniona z kochankiem, który został jej mężem, mogłaby wyjaśnić przyczynę, lab raczej pretekst pojedynku, oraz instrukcyje, jakie sama otrzymała.<br>
{{tab}}„Ta kobieta zawsze przepadała za pieniędzmi i niebyłaby nieczułą na prośbą, popartą banknotami.
{{f|align=right|prawy=15%|X....“}}
{{tab}}Sara otworzyła wielkie oczy i rzekła tonem głębokiego przekonania.<br>
{{tab}}— Ależ to jasne! — Kto jednak mógł pana dostarczyć tych szczegółów?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No212 part09.jpg|num=1264}}{{tab}}— Mam je — to dosyć.<br>
{{tab}}— I sprawdzałeś pan?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Jakim sposobem?<br>
{{tab}}— Mój dysponent w Paryża jest w stosunkach z Bachelet’em, którego interesy są bardzo znaczne. Otóż on przekonał się bez trudu, że sumę, gwarantującą dwanaście tysięcy franków rocznego dochodu, złożono istotnie w biurze, bez wymienienia osoby, która ją złożyła. Tylko na marginesie, agent, człowiek akuratny i ostrożny zanotował nazwisko Montglars’a. Nazajutrz po zdeponowaniu sumy, to jest czwartego kwietnia, baronowi Lambert’owi wręczono papiery, potrzebne do okazania przy podnoszenia procentów.<br>
{{tab}}— Więc niema żadnej wątpliwości!<br>
{{tab}}— Ale na cóż mi były dowody? — Czy cała intryga nie jest aż nadto widoczna? Ten Chazey miał tylko jeden cel i dążył do niego tak jak ja do mojego. Gdyby sądy nie działały tak powolnie i gdyby niebyło tak trudno je przekonać, zwróciłbym się do prokuratora. Ale nie chcę. Trybunały powikłają tylko to, co jest proste i jasne. Wolę sam poszukać sobie zadość uczynienia.<br>
{{tab}}— Sam? — złośliwie spytała Sara.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No212 part10.jpg|num=1265}}{{tab}}— Pani wiesz — nie zupełnie sam.<br>
{{tab}}— Widziałeś się pan z komendantem Bonia?<br>
{{tab}}— Widziałem.<br>
{{tab}}— Co powiedział?<br>
{{tab}}— Został jakby piorunem rażony, gdym ma powiedział — co wiem.<br>
{{tab}}— Ale czy jest przekonany?<br>
{{tab}}— Nie — wątpi. — Nie uważa margrabiego, za zdolnego do tak ohydnej zbrodni. Tymczasem milczał i znowu się ze mną zobaczy. Przyrzekłem mu dowody.<br>
{{tab}}— A będziesz je pan — miał?<br>
{{tab}}— Czekam na nie.<br>
{{tab}}— Tak? — Ale zkąd ich się pan spodziewasz?<br>
{{tab}}— Czytaj pani raz jeszcze — powtórzył bankier.
-Podał jej drugi list, krótszy od pierwszego.<br>
{{tab}}„Opowiadanie nieznajomego doktora z Fontenelles, dotyczące śmierci pani de Chazey, zostanie potwierdzonem przez naocznego świadka, 20 marea. Nadto inna osoba dostarczy panu tegoż samego dnia niezbitych dowodów w tym przedmiocie“.<br>
{{tab}}— Zagadkowe doniesienie, zauważyła Sara, ale jeżali to nie żart, nie będziesz pan potrzebował długo {{pp|cze|kać}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No212 part11.jpg|num=1266}}{{pk|cze|kać}}. Dziś mamy właśnie dwudziestego marca.<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— Kochany panie Descombes — nie chcę pana narażać na nieprzyjemność oszekiwania. Ja sama przynoszę pa na to dowody.<br>
{{tab}}— Pani?<br>
{{tab}}— Ja! — Nie jeździłam do Anglii w innym celu, jak właśnie dla żebrania ich.<br>
{{tab}}— Pani wiedziałaś?...<br>
{{tab}}— Wiem wszystko, co się tyczy pana de Chazey. Panu wiadomo zapewne, jakie o nas krążyły wieści. Kobiety to słabe stworzenia. I ja skompromitowałam się dla niego. Stosunek nasz stał się znanym w Paryżu. Margrabia go zerwał brutalnie w chwili, gdy poznał dzisiejszą synowe pańską. Ta znajomość, sądzą z mojego i pana usposobienia względem niego, drogo będzie go kosztowała. Namiętność jego jest jedyną z tych, które przed niczam się nie cofają. Margrabia dowiódł tego. Ale, pomimo całego swego rozsądku, pan de Chazey: nie umiał się poznać na człowieku, który jest nieodstępnym prawie jego towarzyszem, a zdradza go za plecami...<br>
{{tab}}— Montglars?<br>
{{tab}}— On sam. Do zdrady popchnęła {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No212 part12.jpg|num=1267}}wice-hrabiego zawiść, wypływająca z dwóch powodów: pierwszy z nich, główny, to majątek pana de Chazey, drugi zaś to jego kochanka, do której Montglars daremnie się zalecał. Teraz zrozumiesz pan, jakim sposobem wiem wszystko, co zachodziło u mego dawnego kochanka. Gdy pani de Chazey umarła w Algeryi, dowiedziałam się, że jej przyjaciel z lat dziecinnych, doktór Rochard, pojechał umyślnie do Afryki, aby się zobaczyć z nią i nieść jej pomoc. Pan de Chazey powrócił do Francyi ze zwłokami swej żony, a doktór zniknął gdzieś bez śladu. Nikt nie wiedział, co się z nim stało. Było to co najmniej dziwne. Zniknięcie jego tem więcej mnie intrygowało, że śmierć pani de Chazey uważałam od pierwszej chwili za nienaturalną. Kupiwszy fotografije doktora Rocharda nieznanego mi nawet z widzenia, zaraz w pierwszych dniach lutego opuściłam Paryż i przyjechałam potajemnie do Franche-Comté w celu {{Korekta|zasiągnięcia|zasięgnięcia}} o nim wiadomości. W Montrevers, rodzinnej wsi doktora, nic o nim nie wiedziano. Przejeżdżając przez Fantenelles, przyszło mi na myśl wstąpić tam. Zamek źle był strzeżony, czemu nie można się dziwić, zrobiono zeń bowiem ambulans. Pierwszą {{pp|oso|bą}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No212 part13.jpg|num=1268}}{{pk|oso|bą}}, jaką spostrzegłam, przechodząc jedną z dolnych sal, był lekarz z twarzą nawpół zasłoniętą fularową chustką. Podeszłam wprost do niego i zawoła łam:<br>
{{tab}}— Panie Rochard!<br>
{{tab}}Nieznajomy podniósł głowę, a wówczas przekonałam się, że w samej rzeczy mam przed sobą przyjaciela zmarłej margrabiny. Przedstawiłam mu się długo rozmawialiśmy na osobności. Obiecałam mu, że się z nim zobaczę tutaj dwudziestego marca.<br>
{{tab}}— A zatem to listy od pani pochodzą?<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— A owe dowody?<br>
{{tab}}— Mam je.<br>
{{tab}}— Pewne?<br>
{{tab}}— Niezbite.<br>
{{tab}}— I doktór Rochard przybędzie?<br>
{{tab}}— Bezwątpienia.<br>
{{tab}}— A gdyby został poznany?<br>
{{tab}}— Któż go pozna! O dwadzieścia mil od Montrevers... Na to potrzebaby cudu, a cuda dzieją się tylko wówczas, gdy człowiek bardzo gorliwie dopomaga Opatrzności.<br>
{{tab}}Stary Descombes napisał ołówkiem na marginesie swej księgi rachunkowej notatkę, którą sam tylko mógł zrozumieć.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No212 part14.jpg|num=1269}}{{tab}}Na czele stronnicy ogromnego in folio, o brzegach obitych miedzią, tomu, widniał napis dużemi literami:
{{c|„Conto margrabiego X“.}}
{{tab}}Pod spodem zaś mikroskopijuomi gloskami, nieczytelnomi prawie jak bieroglify: Sprawa w Colombier.<br>
{{tab}}{{tab}}„Sprawa w lasku Bulońskim.<br>
{{tab}}{{tab}}„Sprawa w Sidi-Belbes.<br>
{{tab}}{{tab}}„Sprawa w Sannois“.<br>
{{tab}}Jeszcze niżej maleńki świeżo dodany przypisek:<br>
{{tab}}„Termin...... 3 kwietnia 71.<br>
{{tab}}Sara ciągnęła dalej swe objaśnienia:<br>
{{tab}}We Franche-Comté nikt nie domyślał się obecności Filipa Recharda. Doktór ukrywał się z większem jeszcze staraniem, niżeli przestępca, na śmierć zaocznie skazany i tropiony przez policyję. Zresztą w czasie tak, burzliwym łatwo było się ukryć i nie ściągnąć na siebie niczyjej uwagi, nikt bowiem nie zajmował się cudzemi sprawami.<br>
{{tab}}Zaledwie Sara przestała mówić, komisant, który był ją wprowadził, wszedł znowu i szepnął coś do ucha swemu pryncypałowi.<br>
{{tab}}Bankier wstał.<br>
{{tab}}— Czy to doktor? — zapytała Sara.<br>
{{tab}}Stary Descombes wyszedł {{pp|naprze|ciw}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No212 part15.jpg|num=1270}}{{pk|naprze|ciw}} swemu gościowi i po chwili powrócił do gabinetu, wiodąc z sobą mężczyznę, otulonego szeroką fałdzistą opończą, z twarzą osłoniętą kołnierzem.<br>
{{tab}}— Jesteś pan słowny — rzekła witając go, hrabina.<br>
{{tab}}Był to Filip Rochard.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XII<ref>Dodano przez Wikiźródła.</ref>.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Objad proszony''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Bankier goście jego przeszli dwa salony, skąpo oświetlone i zatrzymali się w jadalni wysokiej, wykładanej pociemniałym od starości dębem.<br>
{{tab}}Lampa i świece żyrandola rzucały snopy światła na stół, na którym położono sześć nakryć. Służby nie było widać.<br>
{{tab}}Zupa dymiła na talerzach. Półmiski grzały się na srebrnych fajerkach. Przy każdem krześle stał starodawny przyrząd, zawierający talerze na zmianę, nakrycia i butelki, tak, aby każdy współbiesiadnik miał pod ręką wszystko czego ma w ciągu obiadu będzie potrzeba.<br>
{{tab}}Takie przybory modne były bardzo za czasów mieszczańskiej monarchii 1830 roku, a Descombes dotychczas ich używał.<br>
{{tab}}Sara pytająco spojrzała na bankiera. Owe sześć nakryć intrygowały ją.<br>
{{tab}}Ale Descombes nie potrzebował jej togo objaśniać, bo drzwi sąsiedniego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No212 part16.jpg|num=1271}}pokoju się otworzyły i weszły jeszcze trzy osoby.<br>
{{tab}}Pierwszą z nich był komendant Bonin, drugą — kapitan Jousset, trzecią zaś Piotr Morand.<br>
{{tab}}Na widok młodego doktora, komendant Bɔnin wydał okrzyk zdumienie.<br>
{{tab}}— Pan?<br>
{{tab}}— Tak, komendancie — odparł Rochard.<br>
{{tab}}— Nie spodziewałem się zastać tu pana. Zkadże wracasz?<br>
{{tab}}— O, z bardzo daleka!<br>
{{tab}}— Mówiono, że pan nie żyjesz.<br>
{{tab}}— Mylono się.<br>
{{tab}}— A więc to pana spostrzegłem raz wieczorem błądzącego po parku w Montrevers?<br>
{{tab}}— Tak, mnie.<br>
{{tab}}— Dla czego się pan ukrywałeś?<br>
{{tab}}— Zaraz się o tem dowiesz, komendancie.<br>
{{tab}}Stary Descombes przedstawił sobie wzajem swych gości.<br>
{{tab}}— Zebraliśmy się tutaj we wspólnym interesie oświadczył. — Sądzę, że {{Korekta|najlepie|najlepiej}}, interes ten da się omówić przy stole. W porze obiadowej każdy z nas jest najwolniejszy, Obiad się rozpoczął.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No213 part01.jpg|num=1272}}{{tab}}Widok jadalni był ponury. Z twarzy każdego z biesiadników wyczytać było można czarne, gnębiące go myśli.<br>
{{tab}}Wiadomości z Paryża były złowrogie.<br>
{{tab}}Wojna domowa nastąpiła po wojnie z nieprzyjacielem i zapaliła nienawiść w sercach dzieci jednej ziemi.<br>
{{tab}}Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że goście starego Descombes’a, oprócz hrabiny de Gannes, byli zacnymi ludźmi i że serce im ściskał żal, z powodu nieszczęść ojczyzny, oraz osobiste smutki i zmartwienia, pojmujemy, dlaczego posępne milczenie panowało w tem zebraniu. Nastąpiła kolej pieczystego, gdy Descombes zdecydował się wreszcie głos zabrać.<br>
{{tab}}— Zebraliśmy się tutaj w jednym i tym samym celu, zaczął. Zaznaczyłem to już wprzódy, a dodam jeszcze, że chodzi nam o dokonanie dzieła sprawiedliwości. Margrabia de Chazey zaciągnął dług względem każdego z nas.<br>
{{tab}}Głowy wszystkich się podniosły.<br>
{{tab}}Komendant Bonin, którego głuchoty nie wyleczyły działa fortów, podskoczył na krzesło. Usłyszał słowa Descombee’a.<br>
{{tab}}— Zacznę od pana, mówił dalej ten {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No213 part02.jpg|num=1273}}ostatni, zwracając się do niego. Dług margrabiego, u pana zaciągnięty, jest może najznaczniejszy.<br>
{{tab}}— Słucham.<br>
{{tab}}— Pan de Chazey jest sprawcą śmierci panny de Montrevers.<br>
{{tab}}— Czy podobna w to uwierzyć?<br>
{{tab}}— Panna de Montrevers, wychowanka pańska, umarła otruta...<br>
{{tab}}— To byłoby ohydne!<br>
{{tab}}— Fakt to pewny. Została otrutą przez swego męża.<br>
{{tab}}— Pragnąłbym wątpić.<br>
{{tab}}— Pan de Chazey od dwóch lat zostaje pod wpływem fatalnej namiętności. Shańbiwszy za pomocą podłego podstępu młode dziewczę, czyste, uczciwe, niewinne, napróżno ją potem prześladował swoją miłością i bezcenemi propozycjami, aż wreszcie, także za pomocą podstępu, prawie tak niegodnego jak pierwszy, wymusił na niej obietnicą zaślubienia go.<br>
{{tab}}— Czy to możliwe?<br>
{{tab}}— Tak możliwe, że ślub odbędzie] się za kilka dni.<br>
{{tab}}— Kiedy?<br>
{{tab}}— Trzeciego kwietnia. Możesz się pan o tem przekonać, zapowiedzie {{pp|wy|szły}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No213 part03.jpg|num=1274}}{{pk|wy|szły}} w Chazey i Fontenelles.<br>
{{tab}}— Kiedy?<br>
{{tab}}— Dziś rano jeszcze.<br>
{{tab}}— Jak się ta osoba nazywa?<br>
{{tab}}— Pani Ferdynandowa Descombes, moja synowa.<br>
{{tab}}— Pan zapewne przeszkodzisz temu małżeństwa?<br>
{{tab}}— Nie.<br>
{{tab}}— A więc?...<br>
{{tab}}— Zaraz pan zrozumiesz mój zamiar. Wszyscy tu zebrani mają wielkie i słuszne urazy do margrabiego. Kapitan Jousset jest stryjem młodej kobiety shańbionej przez pana de Chazey, pan Piotr Morand był jej narzeczonym. Ja jestem ojcem Ferdynanda Descombes’a, zamordowanego z rozkazu pana de Chazey, tak jak panna de Montglars została przez niego otrutą własną jego ręką. Mamy dowody wszystkich win margrabiego.
Przyrzekłem okazać panu dowody pańskiej specjalnie sprawy dotyczące. Jesteś pan człowiekiem nadto prawym, aby uwierzyć takiemu oskarżenia. Oto owe dowody. Doktór Filip Rochard, natychmiast po swem przybycia do Sidi-Belbes, zrozumiał przyczynę tak {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No213 part04.jpg|num=1275}}szybkiego końca margrabiny. Wówczas dla zapobieżenia wyjawieniu jego zbrodni, margrabia chciał go zabić i zadał mu dwie rany prawie śmiertelne, następnie zaś kazał go zamurować w podziemia, z którego doktór cudem prawie się wydostał.<br>
{{tab}}Komendant, słysząc to, blady był jak płótno.<br>
{{tab}}— Panie Filipie — rzekł, zwracając się do doktora, wiem, że jesteś człowiekiem honorowym, czy to wszystko prawda?<br>
{{tab}}— Prawda komendancie!<br>
{{tab}}I odsłoniwszy ubranie, doktór pokazał dwie zasklepione rany na piersi.<br>
{{tab}}— Mogłem był umrzeć dawno, ale ocalałem, aby ukarać winowajcę.<br>
{{tab}}Marynarz opuścił głowę, przygnębiony. Sumienie jego oburzało się na tak okropne zarzuty, czynione człowiekowi, w którego honor wierzył, a jednak te zarzuty popierane namacalnemi dowodami. Nie wolno było wątpić!<br>
{{tab}}— A Gabryela? wyszeptał zmienionym głosem.<br>
{{tab}}— Gabryela — odpowiedział Rochard, zniosła swe męczeństwo po bohatersku.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No213 part05.jpg|num=1276}}{{tab}}Z początku zabijano ją powolnie, potem dobito odraza trucizną roślinną, naparstnicą „digitalis“ lab ciemiernikiem „helleborus“. Jady roślinne nie pozostawiają po sobie widocznych śladów.<br>
{{tab}}Komendant chwycił się tej ostatniej nadziei.<br>
{{tab}}— W takim razie — powiedział, nie można być pewnym.<br>
{{tab}}— Ależ ja przysięgnę na to — komendancie — rzekł doktor. Ja mam pewność.<br>
{{tab}}Sara znacząco spojrzała na bankiera.<br>
{{tab}}— Pan Rochard ma słuszność, odezwała się. Panią de Chazey otruto ciemiernikiem.<br>
{{tab}}— Ale dowód, dowód! błagał komendant.<br>
{{tab}}— Powracam z Londynu — odpowiedziała Sara. Z wdzięczności dla pana Descombes udałam się tam. Sprawdziłam, że truciznę sprzedał aptekarz z Regant-Street, czego najlepszym dowodem to oto zaświadczenie. Przeczytaj pan.<br>
{{tab}}Podała komendantowi papier. Bonin wręczył go Rochardowi, który na głos przeczytał.<br>
{{tab}}Przestałem panu margrabiemu de {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No213 part06.jpg|num=1277}}Chazey do Sidi-Belbes przez Mostayanem „Algerja“ 2 czerwca 1870 r. 50 centi-gramów ciemiernika vez. alb. w proszku. Otrzymałem pięć funt: szterlingów jako zapłatę i zadatek na inne {{Korekta|jezzcze|jeszcze}} przesyłki chemikalij. Z tego panu de Chazey należy się trzy funty cztery szylingi, ponieważ dotąd nie innego dla niego nie wysłałem. Leymens, Regent Street, London.<br>
{{tab}}— To okropne! — szepnął marynarz.<br>
{{tab}}— Pani de Chazey wiedziała, jakiego czynu staje się ofiarą, ciągnął dalej Filip. Czytaj to komendancie. Oto jej ostatnie pismo. Przebaczyła swemu katowi, prosząc mię, abym uniknął skandalu przez szacunek dla jej nazwiska. Gdyby ta zbrodnia była jedynym grzechem margrabiego, uczyniłbym może zadość ostatniemu życzenia Gabryeli i mąż jej mógłby żyć spokojnie długo, ale ciężą na nim inne jeszcze winy. Nie mówię już o usiłowaniu zabójstwa, na mnie spełnionem. Uwalniając mię od życia, pan de Chazey oddałby mi może przysługę.<br>
{{tab}}— Tak, odezwał się bankier. Pan de Chazey winien jest innych jeszcze przestępstw, których mu nie {{pp|wybaczy|my}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No213 part07.jpg|num=1278}}{{pk|wybaczy|my}}. Kazał on zamordować mego syna i zostanie za to osądzony nie przez trybunał, bo pragniemy także uszanować wolę jego nieszczęśliwej żony i nie okrywać hańbą ich nazwiska, ale przez nas, przez obecnego tutaj pana Piotra Morand’a, przez Jousset’ów, ojca i stryja Joanny, przez doktora Rochard’a, przez komendanta i przezemnie!<br>
{{tab}}— Aby go osądzić, trzeba go mieć wprzódy w ręku, odezwał się głos kapitana Jousset’a. Można nienawidzieć nieprzyjaciela, a pomimo to oddać mu sprawiedliwość. Margrabia de Chazey, moi państwo, jest odważny, on nie drży przed niebezpieczeństwem.<br>
{{tab}}{{Korekta|Już|— Już}} ja go dostawię — rzekł krótko stary Descombes.<br>
{{tab}}— Pan?<br>
{{tab}}Ja. Descombes’owie nie mają zwyczaju nie dotrzymywać swych obietnic. Ale wybór środków do mnie należy. Ja też oznaczę dzień i godzinę. Komendant wstał. Jego piękna głowa nacechowana powagą wieku i myśli, górowała teraz ponad całem zebraniem.<br>
{{tab}}— Taki człowiek jak pas de Chazey powiedział, gdy mu dowiodą, że {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No213 part08.jpg|num=1279}}postąpił nikczemnie sam pozbawia się życia. Pozwólcie państwo mnie działać, a podejmuję się skłonić go do wykonania na sobie wyroku przez nas wydanego. Możecie mi wyświadczyć tę łaskę. Gabryela de Montrevers pragnęła, aby wieczne milczenie pokryło powód jej śmierci. Niechże ta wola anielskiej kobiety, wykonaną zostanie. Stary Descombes potrząsnął głową.<br>
{{tab}}— Nie — rzekł, taka kara byłaby zbyt łagodną. Przyrzekłem panu odkrycie prawdy i dowody jej wzamian za dochowanie tajemnicy. Jesteś pan słowem względem mnie związany i mam do pana zaufanie. Jesteś mi pan winien tajemnicę aż do dnia, kiedy ja sam zwrócę panu dane słowo. Czy margrabia mało jeszcze unieszczęśliwił osób, czy ma zostawić po sobie jeszcze więcej ofiar?<br>
{{tab}}— Co pan chcesz powiedzieć?<br>
{{tab}}— Pan de Chazey jest dotknięty niebezbiecznem szaleństwem i dotąd nie cofnął się przed najnikczemniejszym czynem, jeżeli tylko czyn ten dawał ma możność zbliżenia się do przedmiotu jego namiętności. Dla posiadania Joanny, pozbawił on życia dwoje {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No213 part09.jpg|num=1280}}ludzi niewinnych, w tymże samym celu on, urodzony na szczycie drabiny społecznej, zeszedł do poziomu zbrodniarzy, posunął się do postępków najwięcej hańbiących honor człowieka. Kto wie do jakiej ostateczności doszedłby czając, że nieszczęśliwa kobieta, na którą {{Korekta|czycha|czyha}} od tak dawna, z rak mu się wymyka? Jego należy wprzódy obezwładnić, postawić w niemożliwosci szkodzenia Joanna Jousset, komendancie, nazywa się dzisiaj panią Descombes. Obiecałem memu synowi, gdy konał, że będę się nią opiekował i bronił jej. Kocham ją, zresztą miłością ojcowską, bom ocenił zalety jej serca i szlachetność jej uczuć. Joanna dosyć cierpiała. Niechże już odzyska swoją córkę, niech wreszcie zostanie wolną i pozbędzie się ciągłego strachu, który trwając dłużej mógłby ją zmysłów pozbawić. Oto jest powód dla którego proszę aby mnie pozostawiono obowiązek dostawienia pana de Chazey przed sąd wasz. Potem, kiedy będzie on już w waszych rękach, bądźcie sędziami jego.<br>
{{tab}}Komendant nic nie odpowiedział. Był on przybity tam wszystkiem, co tu usłyszał.<br>
{{tab}}Gabryela, jego bożyszcze, dziecię, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No213 part10.jpg|num=1281}}które ojciec z takiem zaufaniem poruczył jego opiece, umarła nędznie, zdala od niego, a on nie myślał nawet jej bronić, zajęty badaniami, których nicość teraz dopiero rzuciła mu się w oczy.<br>
{{tab}}Przez zbytek honoru wyrzucał sobie, cierpienia tej nieszczęśliwej, którą kochał jak własne dziecko, ale jednocześnie ogrom zbrodni margrabiego zgrozą go przejmował.<br>
{{tab}}Pomimo wszelkich dowodów, jakie mu przedstawiano, zbrodnia wydawała mu się tak potworną, że tylko wyznanie samego winowajcy pozwoliłoby mu w nią uwierzyć.<br>
{{tab}}Ale dał słowo że będzie milczał i musiał dotrzymać.<br>
{{tab}}— Dobrze — odparł — zrobię jak pan chcesz.<br>
{{tab}}Obiad zakończył się jak się zaczął, to jest wpośród ogólnego milczenia.<br>
{{tab}}O dziesiątej, złożywszy pomiędzy sobą plan działania, goście bankiera się rozeszli.<br>
{{tab}}Stanęło na tem, że Jousset’owie, Morandowie, Rochard i komendant Bonin, będą czekali na instrukcyje Descombes’a.<br>
{{tab}}Po odejściu wszystkich, w domu przy ulicy Chambrettes w Besançon pozostał tylko ojciec Ferdynanda i {{pp|hra|bina}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No213 part11.jpg|num=1282}}{{pk|hra|bina}} de Gannes. Oboje z jadalni przeszli do sal biurowych. W jednej z nich Sara i Descombes zatrzymali się. Na ścianie wisiała mapa departamentu.<br>
{{tab}}— Zbliż się pani tutaj — rzekł Descombes.<br>
{{tab}}I kładąc palec na jednym z punktów mapy, przy granicy szwajcarskiej, zapytał:<br>
{{tab}}— Co tu pani widzisz?<br>
{{tab}}— Rzekę.<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— To Doubs. Przecina go droga?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— To trakt {{Korekta|Newszatelski|Neuchâtel’ski}}. {{Korekta|Newszatel|Neuchâtel}} będzie pierwszym etapem podróży poślubnej margrabiego, czy tak?<br>
{{tab}}— Tak jest.<br>
{{tab}}— Jeżeli więc przejdzie granicę, ujdzie rąk naszych?<br>
{{tab}}— To też nie przejdzie granicy.<br>
{{tab}}— Tak pan uważasz?<br>
{{tab}}— Tak się spodziewam. Margrabia jest nieprzyjacielem, z którym się dobrze rachować trzeba.<br>
{{tab}}— I pan rachujesz?<br>
{{tab}}— Alboż to nie moje rzemiosło?<br>
{{tab}}W tej chwili lekko zastukano do drzwi, które natychmiast się otwarły.<br>
{{tab}}Wszedł stary komisant, wygolony, prawie tak łysy jak jego pryncypał.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No213 part12.jpg|num=1283}}{{tab}}— A to pan, panie Billault? rzekł bankier.<br>
{{tab}}— Tak panie.<br>
{{tab}}— Jakże tam poszła podróż?<br>
{{tab}}— Dość dobrze.<br>
{{tab}}— I powiodło się panu?<br>
{{tab}}— Tak panie.<br>
{{tab}}— Mamy tedy ów dom?<br>
{{tab}}— Tak jest, wraz z należącymi do niego gruntami. Łatwo to będzie eksploatować, bo nie ma tam nic więcej jak łąki i lasy sosnowe. Okolica bardzo mało zaludniona, prawie pasta.<br>
{{tab}}— A dom jakże wygląda?<br>
{{tab}}— Dosyć niepocześnie się prezentuje, prawdę powiedziawszy, ale jak go wyreperujemy, będzie przyzwoitem mieszkaniem dla dzierżawcy.<br>
{{tab}}— Co to wszystko kosztuje?<br>
{{tab}}— Pięćdziesiąt dwa tysiące franków.<br>
{{tab}}— Dobrze. Akt notarjalny na pańskie imię, czy tak?<br>
{{tab}}— Jak pan sobie życzyłeś.<br>
{{tab}}— Nie chcę, aby wiedziano, że jestem wmieszany w pewną sprawę, o której pana później powiadomię. Mam pewne zamiary co do tego domu. Pan wiesz, że mi zależy na tajemnicy?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part01.jpg|num=1284}}{{tab}}— Wiem, wiem, odparł z domyślnym uśmiechem Billault.<br>
{{tab}}Był to jeden z owych wzorowych komisantów, a których dyskrecja pierwszą jest cnotą.<br>
{{tab}}— Ale, ale, zagadnął jeszcze Descombes, dom jest niezamieszkały?<br>
{{tab}}— Puściuteńki od pół roku. Tylko parę sprzętów znajduje się na dole, zresztą nic.<br>
{{tab}}— Dobrze.<br>
{{tab}}Komisant wyszedł, bankier zaś ciągnął dalej swe objaśnienia.<br>
{{tab}}— Dom ten znajduje się o pięćdziesiąt kroków od traktu, w bardzo dzikim wąwozie. Naprzeciwko niego wznoszą się ostrokończaste skały. W całej okolicy nie ma żadnych mieszkań ludzkich, prócz dwóch lub trzech młynów i tartaków ukrytych pomiędzy górami. Pan de Chazey musi koniecznie przejechać tamtędy.<br>
{{tab}}— I pan go zatrzymasz?<br>
{{tab}}— Prawdopodobnie.<br>
{{tab}}— Więc to będzie rozbój, zapaść na prostej drodze?<br>
{{tab}}Bankier wzruszył ramionami.<br>
{{tab}}— Nie napaść. Zaaresztuję go tylko, jak czyni władza, gdy chce ująć przestępcę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part02.jpg|num=1285}}{{tab}}— Czyś pan tylko pewny, że on tamtędy przejeżdżać będzie?<br>
{{tab}}— Chyba, że go pani uprzedzisz o niebezpieczeństwie, rzekł starzec wlepiając w twarz jej swe przenikliwe oczy.<br>
{{tab}}— Zostaw pan na stronie to przypuszczenie i odpowiedz mi.<br>
{{tab}}— Powiadam, że wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, pan de Chazey będzie {{Korekta|przejeżdzał|przejeżdżał}} tym traktem, ale pani wie przecież, że czasem dzieją się rzeczy nieprzewidziane.<br>
{{tab}}Sara zabierała się do odejścia.<br>
{{tab}}— Pani mię opaszcza? zapytał Descombes:<br>
{{tab}}— Już późno, jak na Besançon.<br>
{{tab}}— Czy pani wygodnie w hotelu?<br>
{{tab}}— Dosyć. Zresztą nie mam czasu nad tem się zastanawiać.<br>
{{tab}}— Niechcesz pani w żaden sposób przyjąć u mole gościnności?<br>
{{tab}}— Obgadano by mnie.<br>
{{tab}}— Było by to absurdem, ale wszystko jest możliwe. Chociaż... ja jestem tak stary!<br>
{{tab}}— I tak bogaty! rzekła Sara z uśmiechem.<br>
{{tab}}Rozstając się z Sarą, bankier powiedział przyciszonym głosem:<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part03.jpg|num=1286}}{{tab}}— Powiedz pani szczerze, skąd ta nienawiść pani do margrabiego? Że my go nienawidzimy to proste i dla każdego zrozumiałe, ale pani?<br>
{{tab}}— Bezemnie nie byście państwo mu zrobić nie mogli, nic byście dokładnie o nim nie wiedzieli, prawda?<br>
{{tab}}— Prawda, ale mnie zaciekawia właśnie powód, dla którego pani tak usilnie dopomagasz nam, co go chcemy zgubić!<br>
{{tab}}— Bo, widzisz pan, im więcej kobieta kocha mężczyznę, tem go namiętniej nienawidzi potem, gdy on kochać przestaje, a w dodatku zrani boleśnie przedmiot dawnych swych hołdów.<br>
{{tab}}— W takim razie pani kochałaś bardzo?<br>
{{tab}}— Nie przeczę temu.<br>
{{tab}}— A gdyby się tej miłości zachciało powrócić?<br>
{{tab}}Ona wlepiła w bankiera swe wielkie i rozumne oczy.<br>
{{tab}}— Pan się tego boisz? — rzekła.<br>
{{tab}}— Zapewne!<br>
{{tab}}— Bądź pan spokojny. Gdy pomyślę, że mnie mógł spotkać los tej biednej margrabiny, dreszcz mnie przejmuje! Spij pan spokojnie, nie bój się.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part04.jpg|num=1287}}{{tab}}— Dobrej nocy, hrabino.<br>
{{tab}}— Dobranoc!<br>
{{tab}}Pozostawszy sam jeden, Descombes pomyślał.<br>
{{tab}}— Ta Sara jest bardzo ładną kobietą i tak rozumną; jeden punkt tylko w jej życia mocno mnie intryguje: zkąd się wzięły jej pieniądze!<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XIII.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Vox populi''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Wieść o małżeństwie pana de Chazey z piękną wdową po młodym Descombes’ie, sprawił w okolicy takie właśnie wrażenie, jakie przewidywała Joanna.<br>
{{tab}}Wrażenie to było ujemne w całem tego słowa znaczeniu.<br>
{{tab}}Na prowincyi panuje większa surowość obyczajów, niż w szumnych stolicach; tam nie lubią wdów zbyt prędko wstępujących w powtórne związki małżeńskie.<br>
{{tab}}To też mieszkańcy Pierrefontaine, Bussey, Orchamps i Cerneaux, bez litości potępiali margrabiego de Chazey i panią na Fontenelles.<br>
{{tab}}Wprzódy kochano ją dla jej dobroczynności. Teraz zaczęto ją nienawidzieć serdecznie, z powoda niewdzięczności względem pierwszego męża.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part05.jpg|num=1288}}{{tab}}Joannę potępiano daleko energiczniej, niżeli margrabiego.<br>
{{tab}}Bo czyż ona nie zawdzięczała wszystkiego pierwszemu mężowi, który ją wydobył z nędzy paryskiej i podniósł z upadku dość głośnego i znanego wszystkim?<br>
{{tab}}Zapomnieć tak prędko o człowieku, który jej oddał tak ważną przysługę, i zaledwie po skończenia żałoby, zmienić nazwisko swego dobroczyńcy na nazwisko dawnego kochanka... co za brak serca!<br>
{{tab}}— Stary Descombes dopiero się będzie krzywił — mówili wieśniacy.<br>
{{tab}}I w rzeczy samej, gdy mówiono o tym małżeństwie, bankier drapał się w łysinę, i wybornie gniew udając, mruczał przez zęby jakieś naganne apostrofy przeciwko kobietom w ogólności, a przeciw synowej swojej w szczególności.<br>
{{tab}}— Ale — dodawał w końcu — cóż ja na to mogę poradzić? Ona jest wolną, ma prawo rozporządzać swoją osobą majątkiem.<br>
{{tab}}Zresztą, skoro tylko dowiedziałem się o tem małżeństwie, przestałem się z nią widywać i pozostawiłem samej sobie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part06.jpg|num=1289}}{{tab}}Dla świata, teść był zupełnie poróżniony z synową.<br>
{{tab}}Noel Piquet, który w celu wyłudzenia kilku luidorów, pobiegł oznajmić margrabiemu o tajemniczym zjeździe w Orchamps, teraz znów stracił ślad, na który wpadł był chwilowo.<br>
{{tab}}Margrabia, zbyt ostrożny, aby nie śledzić przypuszczalnego nieprzyjaciela, daremnie wysyłał go na zwiady to tu, to tam.<br>
{{tab}}Piquet biegał gorliwie z Colombier do Fontenelles, z Fontenelles do Orchamps, ale niczego się nie dowiedział.<br>
{{tab}}Jan Jousset powrócił do swej samotni i nie wyruszał się z niej. Tylko kapitan od czasu do czasu opuszczał Saulaie i przepędzał parę godzin w Fontenelles u synowicy.<br>
{{tab}}Piquet szpiegował go, nie będąc widzianym, co nie przedstawia wielkiej trudności w kraju polnym lasów, gór i wąwozów.<br>
{{tab}}Nieraz też słyszał, jak stary wojak, jadąc, gderał i mruczał coś gniewnie.<br>
{{tab}}Mały, gniady konik kapitana, nie sprawiał Piquet’owi wielkiego kłopotu, bo szedł sobie stępa, nie śpiesząc, podczas gdy pan jego puszczał wodzą swemu gderliwemu usposobienia, klnąc {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part07.jpg|num=1290}}drzewa, skały, góry i wszystko co spotykał na drodze.<br>
{{tab}}Dnia pewnego, Piquet, nie mogąc wytrzymać z ciekawości, wcisnął się chyłkiem do domu w Saulaie w chwili gdy kapitan ztamtąd {{Korekta|wyjeżdał|wyjeżdżał}}.<br>
{{tab}}Weronika przyjęła go z miotłą w ręko, ale Piquet’a trudno było odstręczyć taką drobnostką.<br>
{{tab}}— Panna Weronika czegoś niekontenta — powiedział — a jednak dzieją się rzeczy, które powinny pannę cieszyć.<br>
{{tab}}— Jakie znów rzeczy?<br>
{{tab}}— Ano w familii pana kapitana. To dopiero Jousset’owie zadrą nosa! Przecie mała zostaje margrabiną.<br>
{{tab}}— To i cóż.<br>
{{tab}}— Jakto cóż? A nieładna to posiadłość klucz Chazey? Pan panny Weroniki będzie się miał przynajmniej po czem przechadzać i przejeżdżać na swojej szkapie.<br>
{{tab}}— Co wam do tego wszystkiego?<br>
{{tab}}— Nic, ja tylko sobie myślę, że dla kobiety zawsze to dobrze mieć ładny buziak... Ten i ów się zakocha, można nic nie robiący mieć pieniądze, zamki, lokajów. Ledwie jeden mąż oczy zamknie, już inny gotów... Kapitan pewnie nie posiada się z radości... pewnie nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part08.jpg|num=1291}}może się doczekać wesela.<br>
{{tab}}— On?<br>
{{tab}}— No on.<br>
{{tab}}— Oho! ładna mi to radość! Wytrzymać z nim trudno, tak gderze.<br>
{{tab}}— A to z jakiego powodu?<br>
{{tab}}— Czy on mi tam co mówi.<br>
{{tab}}— Nic pannie Weronice nie opowiada?<br>
{{tab}}— Nic. A gdyby nawet i opowiadał, to i tak inni by nic się ödemnie nie dowiedzieli, rozumiecie?<br>
{{tab}}— Cobym nie miał rozumieć? Czy to taka mądrość?<br>
{{tab}}— Ale mnie niepotrzeba nic opowiadać, ja sama wiem, co się święci.<br>
{{tab}}— A co panna Weronika wie?<br>
{{tab}}— Wiem, że ten cały interes jest jakiś krzywy i koniec napewno dobry nie będzie. Nieboszczyk pan Descombes, który nie był pyszałkiem, nigdy nieominął naszego domu, żeby się nie zatrzymać i niepogadać — umarł w dziwny sposób.<br>
{{tab}}— Phi! umrzeć trzeba zawsze w taki lub owaki sposób — zauważył filozoficznie Piquet zazwyczaj nikt sobie nie wybiera jak ma umrzeć!<br>
{{tab}}— I młoda pani de Chazey także niedługo na świecie popasała... {{pp|pomi|mo}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part09.jpg|num=1292}}{{pk|pomi|mo}} takiego majątku... To nieszczęśliwy dom ten pałac w Chazey... Mój pan i jego brat mają świętą racyje, to się krzywią na to małżeństwo. Mała dosyć wysoko zaszła i powinna była na tem poprzestać, po co się to piąć do Bóg wie czego? Pan kapitan wcale nie wierzy w to wesele i stary także.<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, że stary pogodził się z córką — nasunął Piquet.<br>
{{tab}}— Zaraz! Pogodził się! On tam kiedy odstąpi od swego! Pojechał pewnie robić jej wyrzuty, a nie przepraszać się. To tak jak kapitan. Myślicie, że on po co innego jeździ do Fontenelles? Ale i ona uparta, tak jak ojciec i stryj. Chce drogiego męża i basta, rób co chcesz. A niech sobie tam wychodzi i za dziesiątego, tylko niech się jej nie zdaje, że ludzie pójdą się przyglądać, jak mu będzie wiarę przysięgała. Co to, to nie! Pójdą sobie do kościoła i do merostwa we dwoje, a więcej ani żywej duszy tam nie będzie.<br>
{{tab}}Nagle przerwała sobie:<br>
{{tab}}—Mój Boże! ja tu gadam, choć powinnam język trzymać za zębami. Ale u nas wszyscy tacy powarzeni, że człowiek choćby chciał milczeć, to musi {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part10.jpg|num=1293}}się trochę wygadać, żeby mu lżej było na sercu. Ale dosyć tego, idźcie sobie Piquet, bo nie mam dla was czasu.<br>
{{tab}}Piquet poszedł, nie dowiedziawszy się nie więcej nad to, co wiedział.<br>
{{tab}}W Colombier, dokąd często chodził na robotę, także się nie dowiedzieć nie mógł z tej prostej przyczyny, że nic tam nie zachodziło.<br>
{{tab}}Jan Jousset nie zmieniał swego trybu życia; uprawiał ziemię, winnicę, kopał w ogrodzie, załatwiał swoje interesy i nie wtrącał się wcale do spraw córki. Nie wymawiał nawet jej imienia.<br>
{{tab}}Służąca, która zastępowała Maryjannę, była małomówna. Widuje się takie sługi na wsi, biegające z kuchni do kurnika, z kurnika do obory, ztamtąd do chlewów i tak dalej i nie wymawiające przytem czterech słów dziennie. Życie ich przechodzi tak w ciągłem dreptaniu w kółko i w milczeniu, podobnie jak życie trapistów.<br>
{{tab}}U kapitana Jousseta kłócono się od rana do wieczora.<br>
{{tab}}U Jana pan i sługa milczeli jak ryby.<br>
{{tab}}Pomimo to, pewnego wieczoru Justyna rzekła do badającego ją zręcznie Piqueta.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part11.jpg|num=1294}}{{tab}}— O, co do tego, to już się chyba nie zmieni. Mój pan wiedzieć nie chce o córce, chyba żeby wyszła za swego narzeczonego Moranda.<br>
{{tab}}A gdy Piquet zagadywał dalej, dodała:<br>
{{tab}}— Ee! co to nas obchodzi. Czy to nasz interes?<br>
{{tab}}I jakże tu odgadnąć zamiary ludzi, tak nieskorych do wywnętrzania się?<br>
{{tab}}U Morandów cicho było i spokojnie, nie sposób zauważyć nie takiego, coby mogło dać powód do jakichś domysłów.<br>
{{tab}}Piotr, którego nazywali teraz wszyscy komendantem, jako dowodzącego szwadronem, wyleczył się z ran swoich i zaczął na nowo sił nabierać.<br>
{{tab}}Zwolna zdrowy jego organizm, pełny sił żywotnych, zwyciężał osłabienie, ale młody oficer rzadko się jeszcze pokazywał, a jeżeli wychodził z domu, to tylko dla odwiedzenia kuzyna Mikołaja.<br>
{{tab}}Te dość długa przejażdżka lasem także jeszcze była dla niego zbyt utrudzającą. Większą część czasu przepędzał samotnie, błądząc wśród zarośli w okolicy Orchamps, ponury, zamyślony, jak wszyscy ci, którym rok tak okropny dla Francyi żywo się zapisał w sercu i {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part12.jpg|num=1295}}pamięci.<br>
{{tab}}Piotr Morand wyglądał teraz bardzo po pańsku: wysoki, blady o regularnej męzkiej twarzy, trochę smutnej i rozjaśnionej dwojgiem prawdziwie pięknych czarnych oczu. Czerwona wstążeczka orderowa w pętlicy dodawała mu powagi. Stara Brygida patrzyła na niego z uwielbieniem i czułością. On przynajmniej dobrze się popisał.<br>
{{tab}}Ona pyszniła się z jego stopnia tak szybko otrzymanego: Gdyby Piotra odraza zrobiono generałem, to i wówczas poczciwa staruszka nie mogłaby być dumniejszą ze swego wychowańca.<br>
{{tab}}Ją też zwłaszcza zmartwiła wieść o małżeństwie Joanny. Biedaczka miała pewne nadzieje, które ta wiadomość zupełnie rozwiała.<br>
{{tab}}Nastąpiły ostatnie dni marca, a Brygida nie śmiała jeszcze dotąd zaczepić tej kwestyi, która ją tak bardzo zasmucała.<br>
{{tab}}Wiosna zapowiadała się prześlicznie. Jak gdyby na dowód dobroci niewidzialnej siły, która rządzi nami, siedem lat, mających nastąpić po wojnie, były obfite, urodzajne, niby siedem krów biblijnych.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part13.jpg|num=1296}}{{tab}}Ale żadne z tych lat nie było tak wspaniale jak pierwsze.<br>
{{tab}}W końcu marca drzewa pokryły się pączkami; pługi orały glebę, pełną soków żywotnych, słońce ciepłe i użyźniające, okryło pola rzezi nieludzkiej płaszczem zieloności.<br>
{{tab}}Stara Brygida pragnęła jeszcze powątpiewać o ślubie Joanny z margrabią, lecz wkońcu musiała uwierzyć w rzeczywistość.<br>
{{tab}}— Więc to prawda, co mówią o twojej byłej narzeczonej? rzekła pewnego wieczoru do Piotra.<br>
{{tab}}Ten westchnął i odpowiedział:<br>
{{tab}}— Prawda.<br>
{{tab}}— A ty na to nic nie mówisz, Piotruniu?<br>
{{tab}}— Cóż ja mogę zrobić przeciwko temu?<br>
{{tab}}— Możebyś z nią pomówił?<br>
{{tab}}— Nie mogę. Za bogata teraz.<br>
{{tab}}— Za bogata! Stara Brygida żachnęła się niecierpliwie.<br>
{{tab}}Czy mogła istnieć kobieta za bogata dla jej ukochanego Piotrusia, dowódzcy szwadronu walecznego, jak owi bohaterowie, których wizerunki, w Epinal wykonane, roznoszą sławę po wszystkich zakątkach kraju? Czy {{pp|mo|gła}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part14.jpg|num=1297}}{{pk|mo|gła}} się znaleźć jaka bogaczka, któraby odrzuciła rękę oficera, choćby tak pięknego jak Apollo, walecznego jak Napoleon i obdarzonego orderem na placu boju?<br>
{{tab}}— To nie to cię wstrzymuje, Piotrze, powiedziała stara piastunka. Pewnie masz jeszcze w sercu urazę do niej, nie możesz jej przebaczyć tego co się stało! A jednak kochasz ją, wiem dobrze!<br>
{{tab}}Tak, on ją kochał namiętnie, całą duszą. Kochał ją zawsze, a najgoręcej od czasu, gdy mu wyznała wszystko tej strasznej i zarazem błogosławionej nocy, kiedy go przywieziono do Fontenelles prawie umarłego. Myślał o niej we dnie i w nocy, ale czuł, że jej zagraża jakieś niebezpieczeństwo, które odwrócić od niej mogło tylko zachowanie tajemnicy aż do ostatniej chwili.<br>
{{tab}}Uwielbiał ją, szanował, a zarazem namiętnie pragnął. Jej piękność wyidealizowa, wydelikacona przez inne warunki życia, tak samo jak i jego powierzchowność, ciągle stała mu przed oczyma.<br>
{{tab}}Kochał ją też dawną czułością i przyjaźnią, jaką się darzyli wzajemnie owych dni niezapomnianych, kiedy {{pp|ży|i}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part15.jpg|num=1298}}{{pk|ży|i}} wszyscy razem, szczęśliwi, zadowoleni, dumni z tego dziecka, które matka osierociła zbyt wcześnie, a które jednak, pod ich skrzydłami wyrosło cudnie nad podziw.<br>
{{tab}}Piotr pragnął, aby fatalny dzień trzeciego kwietnia minął jak najprędzej. Czas wydawał mu się strasznie długim. Oczekiwanie go denerwowało.<br>
{{tab}}Piquet, który wciąż go szpiegował ukryty w krzakach, pośród których Morand się przechadzał, z łatwością się domyślił jego cierpień, ale nic więcej odgadnąć nie mógł.<br>
{{tab}}Piotr by smutny, rzecz całkiem naturalna i margrabia de Chazey mógł spać spokojnie.<br>
{{tab}}Morandowie, ludzie z grantu prawi i uczciwi, niezdolni byli mścić się nawet na nieuczciwym przeciwnika.<br>
{{tab}}Margrabia otoczony był niechęcią, ale bezsilną i powstrzymywaną Piotra Moranda więcej można się było obawiać czegdyś, gdy był prostym wieśniakiem, zapamiętałym strzelcem, dawnym podoficerem, skłonnym do poddawania się swej gwałtownej naturze, niżeli obecnie, gdy został wyższym oficerem, zaszczyconym odznaczeniem i czuł obowiązek, jaki wkłada {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part16.jpg|num=1299}}na niego stopień i stanowisko.<br>
{{tab}}Mógł tedy pan de Chazey lekceważyć sobie swych nieprzyjaciół i nic sobie z nich nie robić.<br>
{{tab}}Lecz nietylko ludzie, stojący niżej od niego, czuli ka niema niechęć.<br>
{{tab}}W Montrevers baronowa de Senecoy, niegdyś tak gorąca protektorka i orędowniczka pięknego Klaudyjusza, na wieść o jego małżeństwie z wdową po Ferdynandzie Descombes, została jakby ugodzoną w samo serce.<br>
{{tab}}Nie wiedziała jednak nic absolutnie o tragedyi w Sidi-Belbes, którą brat jej, komendant starannie przed nią ukrywał.<br>
{{tab}}Marynarz powrócił z zebrania u starego Descombes’a w stanie nadzwyczajnego przygnębienia.<br>
{{tab}}Niezbite dowody, jakie mu przedstawiono, okropna historyja śmierci Gabryeli, okoliczności towarzyszące jej zejściu ze świata, oburzały sumienie tego człowieka, który zawsze postępował tak, jak mu kazał honor i obowiązek.<br>
{{tab}}Usposobienie jego znacznej uległo zmianie, Baronowa napróżno usiłowała go badać. Milczał uparcie.<br>
{{tab}}Pani de Senecay, gdy minęła u niej pierwsza chwila zdumienia, zaczęła {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part17.jpg|num=1300}}gwałtownie perorować przeciw margrabiemu i wyliczywszy wszystkie jego grzechy, zawołała w końcu:<br>
{{tab}}— Ale najgorsze to, że on robi szkaradny mezaljans!<br>
{{tab}}— To dopiero wielką zbrodnię wynalazłaś — rzekł na to komendant. — Mówisz, jakby ci się zdawało, że pochodzisz w prostej linii od Godfryd’a de Bouilleu! Babka twoja sprzedawała jednak ryby w Marsyii.<br>
{{tab}}I, w wybuchu oburzenia, zaczął utyskiwać nad własnem swojem zaślepieniem i nieostrożnością.<br>
{{tab}}— To my byliśmy powodem śmierci i nieszczęść tego biednego dziecka — mówił. — Ona kochała uczciwego człowieka, który jej miłością za miłość odpłacał.
<br>
{{tab}}— Może myślisz o Filipie Rochard? — ze wzgardą rzekła baronowa.<br>
{{tab}}— Tak, Filipa Rochard’a, z którym napewno byłaby szczęśliwszą i żyłaby dotychczas.<br>
{{tab}}— Syn młynarza! Co za partyja dla ostatniej z Montrevers’ów!<br>
{{tab}}— Ten syn młynarza wart był storazy więcej od margrabiego de Chazey, mor....<br>
{{tab}}Zatrzymał się zdławiony gniewem i {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No214 part18.jpg|num=1301}}wzruszeniem, lecz po chwili, gdy wrodzona dobroć serca przemogła oburzenie, dodał spokojnym tonem:<br>
{{tab}}— Pocóż my się kłócimy? Stało się i nic już tego zła nie naprawi. Ja się nigdy nie pocieszę po jej stracie i do śmierci będę sobie wyrzucał los naszej męczennicy.<br>
{{tab}}Baronowa także uległa wzruszeniu.<br>
{{tab}}— Masz słuszność — rzekła. — Gabryela umarła. Nic nam już w życiu nie pozostaje, Czyńmy dobrze przez pamięć na nią, ona była tak dobrą.<br>
{{tab}}— Biedna męczennica! — westchnął komendant.<br>
{{tab}}Margrabia de Chazey był tak osamotniony u siebie w pałacu, jak Joanna w Fontenelles.<br>
{{tab}}Pozostał mu tylko jeden krewny i przyjaciel w osobie wicehrabiego Hugona de Montglars.<br>
{{tab}}To też margrabia uczepił go się jak ostatniej deski zbawienia i za nic na świecie nie pozwoliłby mu się oddalić.<br>
{{tab}}Był tedy wicehrabia jakby przykutym do swego kuzyna węzłami przyzwyczajenia i musiał mu, chcąc nie chcąc, umilać ten rodzaj wygnania, na jakie pana de Chazey skazywała ogólna niechęć sąsiadów.<br><br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part01.jpg|num=1302}}{{c|XIV.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Blisko portu''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Tylko dwadzieścia cztery godzin oddzielało margrabiego de Chazey od chwili, do której tak długo wzdychał.<br>
{{tab}}Widywał on teraz Joannę prawie codziennie.<br>
{{tab}}Zazwyczaj młoda kobieta obierała za miejsce spotkania park, niedaleko od miejsca, gdzie ją margrabia tak niespodziewanie zaskoczył w dzień pogrzebu Ferdynanda.<br>
{{tab}}Przyjmowała go z powagą, rezygnacyją i z widocznem poddaniem się losowi, który zdawała się przyjmować bez buntu, jeżeli nie bez żalu.<br>
{{tab}}Wyrzekła się już nadziei skłonienia swego prześladowcy do zaniechania jego projektów i zdała się na łaskę i niełaskę losu, jak wątły listek, płynący na fali strumienia i niepewny swego końca.<br>
{{tab}}Klaudyjusz mógł tę jej bierną rezygnacyję wziąść za pozbycie się niechęci ku niemau, i, ujarzmiony jej pięknością, podbity urokiem, przy niej zapominał o świecie całym.<br>
{{tab}}Nadchodził wieczór drugiego kwietnia. Była piąta po południa.<br>
{{tab}}Czas był nadzwyczajnie pogodny, {{pp|gó|ry}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part02.jpg|num=1303}}{{pk|gó|ry}} Jurajskie rysowały swe szafirowe szczyty na lazurowym nieba widnokręgu.<br>
{{tab}}Joanna w żałobnej sukni błądziła samotnie nad brzegiem potoku, gdzie rok temu Piquet czatował na nią z rozkazu margrabiego.<br>
{{tab}}Dziwnego wzruszenia doznawała, czując, że w pozornej ciszy i spokoju, jaki ją otaczał, knuje się spisek przeciw człowiekowi, w którego ręce wpaść miała.<br>
{{tab}}Jakiż na niego zastawiono potrzask?<br>
{{tab}}Przez uczucie honoru i wstręt do wszelkiego rodzaju oszukiwania, pragnęła była go ostrzedz, ale z {{Korekta|nieprzyjaciołmi|nieprzyjaciółmi}} Klaudyjusza łączyły ją węzły wdzięczności, których nie była w stanie zerwać.<br>
{{tab}}Zresztą czyż mogła się wahać w wyborze pomiędzy człowiekiem, który katem stał się dla niej, a swymi przyjaciółmi i dobroczyńcami? Cierpiała jednakże okrutnie wskutek tej walki, jaka się w niej toczyła i niepewności.<br>
{{tab}}Stała teraz oparta o pień wierzby, pochylona nad strumykiem, toczącym wody po kamienistym łożysku. Wtem usłyszała po za sobą odgłos kroków.<br>
{{tab}}Lekki wyraz niezadowolenia i {{pp|nie|chęci}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part03.jpg|num=1304}}{{pk|nie|chęci}} przesunął się po jej twarzy.<br>
{{tab}}Poznała chód margrabiego.<br>
{{tab}}O kilka kroków od tego parku, do którego wchodził teraz jako pan i właściciel, rzucił on lejce swego konia groomowi, a sam pieszo zbliżał się do narzeczonej.<br>
{{tab}}— Zjawiam się niespodzianie — rzekł do niej z uśmiechem.<br>
{{tab}}— Nie, — odparła Joanna, także {{Korekta|probując|próbując}} się uśmiechnąć.<br>
{{tab}}Dlaczegóż musiała nienawidzieć tego człowieka, który wzbudził namiętna miłość w sercach tylu innych kobiet?<br>
{{tab}}Klaudyjasz de Chazey był rzeczywiście pięknym mężczyzną. Uroda jego była niezwykłą, bo na {{Korekta|piewszy|pierwszy}} rzut oka zdradzała rasę, dar nadzwyczajnie rzadko spotykany a ludzi, a który trudno bliżej określić.<br>
{{tab}}Spotyka się go czasami wśród ludu, tak samo jak pomiędzy arystokracją, lecz czem on jest właściwie, na czem polega, zkąd pochodzi? — Tajemnica!<br>
{{tab}}Margrabia posiadał właśnie tę piękność rasową w najwyższym stopniu, a pomimo to, jego oczy czarne, rozkazujące, przenikliwe, dziwny przestrach budziły w sercu Joanny.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part04.jpg|num=1305}}{{tab}}Gdy pochwycił jej rękę, biedna kobieta tak bolesnego doznała ściśnienia serca, że margrabia prawie to odczuł.<br>
{{tab}}— Zawsze nadmiernie wrażliwa — powiedział tonem wyrzutu. Cóż wreszcie należy uczynić, aby zostać kochanym przez ciebie?<br>
{{tab}}Oua nic nie odpowiedziała.<br>
{{tab}}Klaudyjusz doprowadził ją do tej samej ławki, na której musiała go wysłuchać przed rokiem. Przypomniał jej tę rozmowę, swoje groźby i przysięgę posiadania jej, jaką sam przed sobą wykonał.<br>
{{tab}}— Było to moje jedyne marzenie zakończył — i wreszcie jutro zostanie spełnione.<br>
{{tab}}— Świat nas potępi.<br>
{{tab}}— Zkąd wiesz o tem?<br>
{{tab}}— Czy nie widzisz — jaka nas już otoczyła samotność?<br>
{{tab}}— Opuszczają cię?<br>
{{tab}}— Gorzej jeszcze.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Gardzą mną.<br>
{{tab}}— Cóż to znaczy — jeżeli ja ciebie uwielbiam — szepnął namiętnie. O! niech mną inni gardzą, niech mi w twarz rzucają nienawiść, nie troszczę się o to. Mnie jedna myśl tylko {{pp|zaj|muje}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part05.jpg|num=1306}}{{pk|zaj|muje}} i napełnia rozkoszą: jutro ty będziesz moją — moją wyłącznie i na całe życie.<br>
{{tab}}Następnie zaczął już spokojniej wypytywać o to, co się wokoło niej działo.<br>
{{tab}}— Co robi stary Descombes?<br>
{{tab}}— Nie widuję go więcej.<br>
{{tab}}— A twój ojciec.<br>
{{tab}}— Nie daje znaku życia.<br>
{{tab}}— Kapitan Jousset?<br>
{{tab}}Joanna nie taiła przed nim, że stryj był tego samego dnia w Fontenelles, ale tylko przez chwilę i że bardzo nalegał aby zerwała projekt małżeństwa.<br>
{{tab}}— Wszyscy mi są nieżyczliwi, wszyscy urażeni — powiedziała.<br>
{{tab}}Pozostawiono jej swobodę wprawdzie, dano potrzebne pozwolenie, ale nikt nie zgodzi się być świadkiem ślubu ani w merostwie, ani w kościele. Co za przykrość i jawna szykana!<br>
{{tab}}{{Korekta|Magrabia|Margrabia}} wzruszył ramionami i zaczął z wielkiem ożywieniem roztrząsać swe plany na przyszłość.<br>
{{tab}}Wszystko było już przygotowane na jej przyjęcie w willi Pisani, na brzegu jeziora Magiore, w okolicy małej willi Pallanza, naprzeciwko słynnych wysp Boromeusza. Tam Joanna {{pp|mia|ła}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part06.jpg|num=1307}}{{pk|mia|ła}} znaleźć prawdziwe zaczarowano ogrody, pełne kwiatów, gajów pomarańczowych, cedrów, magnolij różowych laurów.<br>
{{tab}}Tam dadzą oboje dość czasu opinii publicznej do ochłonięcia, z oburzenia i przebaczenia im ich szczęścia.<br>
{{tab}}A zresztą, czyż nie są postawieni dość wysoko, by módz tę opinję lekceważyć? Co znaczą sądy ludzi, kierowane kaprysem, ulegające przesądom, niesprawiedliwe i w gruncie rzeczy — głupie?<br>
{{tab}}Jakże można było skazywać na długie wdowieństwo kobietę w wiośnie życia, piękną jak zorza, której pierwsze małżeństwo było tylko formą?<br>
{{tab}}Wszakże on, margrabia, jeden tylko mógł mieć do niej pewno prawa, jako ojciec jej dziecka, a małżeństwo z nim było właśnie owem naprawieniem winy, jakiego wymagała Joanna wówczas w Paryżu, w owym smutnym pokoju hotelowym, przy ulicy świętego Wilhelma.<br>
{{tab}}On dobrze o tem pamiętał. Wszystkie szczegóły jej życia zapisały się ognistemi głoskami w jego duszy.<br>
{{tab}}Po raz pierwszy może odmalował jej swą miłość z prawdziwą wymową, {{pp|po|rzuciwszy}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part07.jpg|num=1308}}{{pk|po|rzuciwszy}} zwykłą wyniosłość tonu.<br>
{{tab}}Mówił o swojem sercu, pożeranem przez nieubłagany płomień miłości, którego nic ugasić nie jest w stanie; o swym umyśle wyłącznie nią tylko zajętym, nieczułym na wszystko inne, obojętnym na stratę lub zyski pieniężne, na cierpienia i radości innych, o duszy pragnącej tylko jej obecności, lękającej się tylko stracenia jej.<br>
{{tab}}I niby zwrotkę piosenki, powtarzał jej co kilka słów głosem drżącym:<br>
{{tab}}— Jutro! jutro!<br>
{{tab}}Gdyby mniej nieco był odurzony własnym szałem, mniej upojony jej widokiem, wonią jej włosów, trwożliwą słodyczą spojrzenia, zauważyć by mógł z łatwością, że Joanna na wszystkie jego namiętne wyznania pozostaje zimną, że jego ogień wcale się jej nie udziela.<br>
{{tab}}Była nawet chwila, kiedy jej słowa nagle zmroziły rozgorączkowaną krew w jego żyłach.<br>
{{tab}}— Dlaczego, zapytała Joanna, kiedy mamy opuścić Francję, nie udajemy się do tej uroczej posiadłości, jaką nabyłeś w Algeryi?<br>
{{tab}}On cofnął się, jakby kula weń ugodziła. Obraz Gabryeli de Montrevers stanął przed nim, widmo Filipa {{pp|Ro|charda}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part08.jpg|num=1309}}{{pk|Ro|charda}} ukazało się jego oczom.<br>
{{tab}}Przez chwilę milczał, zmieszany widocznie i pytając w duchu, czy ona się nic nie domyślała czegoś?<br>
{{tab}}Opamiętał się dopiero po upływie kilku sekund i powiedział:<br>
{{tab}}— Owszem, udamy się i do Algeryi, skoro sobie tego będziesz życzyła. Przecież świat do nas należy, a przestrzeń nie idzie w rachubę kiedy można ją przebiedz, nie pytając, wiele będzie podróż kosztowała.<br>
{{tab}}Następnie wymawiał się powstaniem arabów, jeszcze nie zupełnie przytłumionem, odległością...<br>
{{tab}}Usiłował odzyskać poprzednią werwę, ale wspomnienie Gabryeli de Montrevers nie znikało z przed oczu jego.<br>
{{tab}}W kilku słowach skreślił jeszcze Joannie plan poślubnej podróży i raz jeszcze opisał cuda willi, w której mieli przepędzić pierwszy czas po ślubie.<br>
{{tab}}Następnie dał znak groomowi, który, trzymając jego konia za uzdeczkę, przechadzał się z nim pod drzewami.<br>
{{tab}}Groom się zbliżył.<br>
{{tab}}Margrabia wsiadł na konia, uścisnąwszy obie dłonie Joanny i szepnąwszy jej do acha:<br>
{{tab}}— Jutro! jutro!<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part09.jpg|num=1310}}{{tab}}Patrzyła za nim, gdy się oddalał aleją wjazdową z Fontenelles. Co chwila odwracał się, aby ją ujrzeć jeszcze.<br>
{{tab}}Gdy zniknął wreszcie, Joanna powróciła do zamku. Na drodze spotkała Żorżettę, która wyszła na przeciw niej.<br>
{{tab}}Obie młode kobiety zdawały się być opuszczone przez swych przyjaciół.<br>
{{tab}}Były same w Fontenelles ze służącymi, którzy z wyjątkiem Marjanny, jako dawni Ferdynanda Descombes’a, nie aprobowali kroku swej pani i chodzili smutni i milczący.<br>
{{tab}}Małżeństwo pani Descembes, w ich przekonaniu, było prawdziwym grzechem.<br>
{{tab}}Żorżetta nie potępiała swej przyjaciółki, widząc, że ulega ona konieczności, ale obawiała się o nią. Była ona teraz podobną do podróżnego, stąpającego po omacku wśród ciemności i co krok obawiającego się, że wpadnie w przepaść lub w jaką zasadzkę zbójecką.<br>
{{tab}}Zamek Fontenelles robił na niej wrażenie zaczarowanego pałacu, gdzie podłogi ruchome i drzwi ukryte grożą niebezpieczeństwem mieszkańcom.<br>
{{tab}}Nie wiedząc, ma się rozumieć, co się {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part10.jpg|num=1311}}knuło w tajemnicy, uważała jednak za niemożliwe wprost, aby stary Descombes, Morand’owie i Jousset’owie tak łatwo się zgodzili na to małżeństwo, które musiało ich oburzać. Jednakże nie nie zwiastowało jakiejkolwiek opozycyi.<br>
{{tab}}Rodzice i przyjaciele Joanny tylko swoją nieobecnością objawiali niezadowolenie. Oddalenie dość wymownie świadczyło o ich usposobienia, ale sądzićby można, że czuli się bezsilni wobec wypadków, którym przeszkodzić nie mieli żadnego prawa.<br>
{{tab}}— Więc niema się co spodziewać, aby się cofnął? — powiedziała Żorżetta.<br>
{{tab}}Joanna potrząsnęła głową potakująco.<br>
{{tab}}— Niestety nie! — szepnęła.<br>
{{tab}}— Doprawdy trudno mi w to uwierzyć.<br>
{{tab}}— A mnie, czy myślisz że łatwiej?...<br>
{{tab}}— To małżeństwo mię przestrasza.<br>
{{tab}}— Chyba nie tak, jak mnie.<br>
{{tab}}— I to już jutro?<br>
{{tab}}— On mi to przed chwiłą powtórzył niezliczone razy.<br>
{{tab}}— Któż będzie jego świadkami?<br>
{{tab}}— Pan de Montglars.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part11.jpg|num=1312}}{{tab}}— A prócz niego?...<br>
{{tab}}— Notarjusz z Bonssay, u którego podpiszemy umowę.<br>
{{tab}}— I to wszystko?<br>
{{tab}}— Wszystko. Około ósmej pójdzie my do merostwa, potem do kościoła. Po ceremonii wyjeżdżamy.<br>
{{tab}}— Koleją?<br>
{{tab}}— Nie, moim powozem do {{Korekta|Neuchatel|Neuchâtel}}.<br>
{{tab}}— Sami, we dwoje?<br>
{{tab}}— Sami. Będziemy tam po kilkogodzinnej podróży. Pokoje już zamówione.<br>
{{tab}}— Więc ty się zgadzasz?... Mogłaś się zgodzić?<br>
{{tab}}— Cóż mam robić?<br>
{{tab}}— A twoja córka?<br>
{{tab}}— Znajdę ją tam właśnie... w tym domu... w willi Pizani, niedaleko willi Pallaza. Z tego wszystkiego, co do mnie mówił, zapamiętałam tylko nazwę miejsca, w którem znajdę moje dziecko.<br>
{{tab}}— Żyję, jak we śnie dodała jeszcze.<br>
{{tab}}— To jednak rzeczywistość nie sen. Ale słuchaj Joanno — niepodobna, abyś została żoną tego człowieka... Wiesz o nim tyle, że musisz się wzdrygać na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part12.jpg|num=1313}}sama myśl należenia do niego. Mówisz, że twoja córka znajduje się w willi Pizani, czy chcesz?...<br>
{{tab}}— Wiem, co mi powiesz, Żorżetto... Pojedziesz, zobaczysz ją, porwiesz, tak samo jak on ją porwać kazał... Nie, to byłby szalony projekt... Ty nie znasz tego człowieka. I ja tak myślałam wprzódy... ale widzę, że to niemożebne.<br>
{{tab}}I z energiją, do jakiej Żorżetta nie uważała ją już za zdolną, widząc ją przedtem tak przybitą i zgnębioną, dodała:<br>
{{tab}}— Poczekajmy. Pozwól mi działać. Zobaczę, co mi uczynić wypadnie. Tymczasem nie mogę nie zrobić przeciwko losowi, ale nadziej nie tracę i nie stracę jej do ostatniej chwili. Może zjawi się jakaś pomoc, ratunek. Nie opuszczą mnie przecież... to niemożliwe. Nie wierzę w to nigdy, moi najbliżsi znają mię dobrze uznają moją niewinność.<br>
{{tab}}W tej samej chwili, gdy pan de Chazey powracał do zamku, z drugiej strony wjeżdżał w bramę powozik, zaprzężony w dzielnego cugowca.<br>
{{tab}}Wysiadł zeń Hugo de Montglars.<br>
{{tab}}W chwilę potem wice-hrabia i {{pp|Klau|dyjusz}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part13.jpg|num=1314}}{{pk|Klau|dyjusz}} zamknęli się w gabinecie tego ostatniego.<br>
{{tab}}— Widziałeś się z Sarą? — zapytał margrabia.<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Zawsze bawi w Besançon?<br>
{{tab}}— Tak, jest tam dotychczas.<br>
{{tab}}— I gdzież mieszka?<br>
{{tab}}— W hotelu Paryzkim.<br>
{{tab}}— Co ona robi w tem miasteczku?<br>
{{tab}}— Przyjechała w celu umieszczenia znacznej sumy pieniężnej w banku Descombea’a. Podobno złożyła u niego pięćkroć sto tysięcy franków.<br>
{{tab}}Klaudyjusz podejrzliwie spojrzał na kuzyna.<br>
{{tab}}— Widziałem pokwitowanie — oświadczył wice-hrabia. — Wojna przyniosła jej korzyści.<br>
{{tab}}— A potem? — rzekł margrabia.<br>
{{tab}}— Co potem?<br>
{{tab}}— Gdzie Sara myśli się udać?<br>
{{tab}}— Jeszcze nic pewnego w tym względzie nie postanowiła. Opuszcza Francyję, jak mówi. Szwajcaryja dosyć jej się podoba... A może osiądzie we Włoszech.<br>
{{tab}}— Wolałbym, żeby sobie gdzieś dalej pojechała.<br>
{{tab}}— Dla czego?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part14.jpg|num=1315}}{{tab}}— Tak, mam w tem pewną myśl. Nie dobrze to nigdy mieć blizko siebie dawną kochankę.<br>
{{tab}}— Wierzaj mi, że nie masz racyi. Sara jest ci życzliwszą, niż być powinna... między nami mówiąc.<br>
{{tab}}— Dobrze, dobrze — z niecierpliwością powiedział margrabia. — A stary Descombes?<br>
{{tab}}— Nie wychodzi, nie pokazuje się. Podobne jest wściekły.<br>
{{tab}}— Na synową?<br>
{{tab}}— Na twoje małżeństwo. Zresztą nietylko on tak jest co do tego usposobiony. Wszyscy was potępiają.<br>
{{tab}}— Wszyscy?<br>
{{tab}}— Tak. Nie w mojej obecności naturalnie. Nasz stosunek jest znany, ale i po twarzy ludzi można czasami odgadnąć, co myślą i czują. Czy pozwalasz dać sobie pewną radę?<br>
{{tab}}— Nie cierpię rad.<br>
{{tab}}Montglars, pomimo tak energicznego protestu ze strony kuzyna, tak mu dobrze życzył, że nie powstrzymał się od dania mu rady.<br>
{{tab}}— Widzisz — powiedział — trzeba było poczekać kilka miesięcy, rok może... Zresztą twoje stanowisko na wszystko pozwala. Opinija się zmieni.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part15.jpg|num=1316}}{{tab}}— Za sześć miesięcy świat o wszystkiem zapomni — dodał Klaudyjusz. — A ostatecznie gdyby nawet nie zapomniał, mniejsza o to. Ja znam jedno tylko prawo.<br>
{{tab}}— Twój kaprys — śmiejąc się powiedział Montglars.<br>
{{tab}}Wice-hrabia z duszy i serca pragnął być już starszym o czterdzieści osiem godzin. Widział on się ze Sarą, która mu oświadczyła:<br>
{{tab}}— Pojutrze będziesz pan a szczytu radości.<br>
{{tab}}Hrabina, gdy to mówiła z rozpromienioną twarzą i błyszczącemi oczyma, była dziwnie ponętną.<br>
{{tab}}— Będziesz pan zadowolony ze mnie kochany panie Hugonie — rzekła jeszcze przy rozstaniu.<br>
{{tab}}Wice-hrabia zapamiętał każde jej słowo, każdy gest i śmiał się fałszywie myśląc, że przynajmniej raz kaprysowi jego potężnego i szczęśliwego kuzyna zadość się nie stanie.<br>
{{tab}}— Ja nie mam kaprysów, tylko wolę —powiedział margrabia. — Kaprysy mijają... wola zostaje... Ostatecznie ten Descombes.<br>
{{tab}}— Jest niezadowolony, to naturalne, ale cóż to ciebie obchodzi. Wszak {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part16.jpg|num=1317}}to bankier tylko!<br>
{{tab}}— Któremu nic dłużny nie jestem — odparł, uśmiechając się, pan de Chazey.<br>
{{tab}}Mylił się jednak.<br>
{{tab}}Zaciągnął on wielki, krwawy dług u Descombesa, dług, którego termin wypłaty nadchodził.<br>
{{tab}}Terminem wypłaty był dzień ślubu margrabiego: 3 kwietnia.<br>
{{tab}}I stary Descombes powtarzał sobie z radością:<br>
{{tab}}— Jutro! Jutro!<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XV.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Ślub''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Dzień był mglisty, smutny, jeden z tych dni, kiedy nuda przygniata umysł, kiedy niewiadomo co robić, kiedy zima już minęła, a wiosny niema jeszcze, kiedy czas wydaje się podwójnie długim, godziny wloką się leniwie i przynoszą z sobą zwykle złe nowiny lub nieprzewidziane klęski.<br>
{{tab}}Dwie przyjaciółki z Fontenelles przepędziły ten dzień ze ściśniętem, sercem.<br>
{{tab}}A był to dzień ślubu.<br>
{{tab}}Trzeci kwietnia — smutna data dla zamku Fontenelles.<br>
{{tab}}To też piękny ten dom wyglądał {{pp|o|wego}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part17.jpg|num=1318}}{{pk|o|wego}} dnia jak pokój umarłego, gdzie chodzą na palcach, mówią szeptem, patrzą ponuro, nie uśmiechając się wcale.<br>
{{tab}}Wszystkie twarze były tam zasępione. Nawet w oficynach i w parku służba stąpała w milczenia, porozumiewając się więcej oczyma i gestami, niżeli za pomocą mowy.<br>
{{tab}}Szpalery były pomimo to starannie wyczyszczone, trawniki już zieleniały. Świerki i sosny wyciągały swe ciemne konary, niby niezliczone ramiona. Inne drzewa nie miały jeszcze liści. Klimat Franche-Comté jest surowy. Od czasu do czasu deszcz zaczynał kropić i jego cienkie strumienie także niosły z sobą nudę i owo ciężkie, przytłaczające uczucie, które składa się z tęsknoty nieokreślonej, żalu i smutku.<br>
{{tab}}Dzień ten nieskończenie długi upłynął jednak.<br>
{{tab}}Bo dnie zawsze się kończą, tak szczęśliwe i radosne, jak smutne i nieszczęsne.<br>
{{tab}}Słudzy dziwili się wprawdzie nieco usposobieniu swej pani.<br>
{{tab}}Młoda wdowa wydawała się obcą temu, co się wokoło niej działo. Nie zmieniła nawet tualety. Nigdyby nie {{pp|przy|puszczono}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part18.jpg|num=1319}}{{pk|przy|puszczono}}, że za kilka godzin ma nastąpić jej ślub.<br>
{{tab}}Jednakże to zaślubiny były faktem niezbitym i niepodobnym do zaprzeczenia. Zapowiedzi wyszły. Proboszcz z kazalnicy ogłosił nazwiska przyszłych małżonków.<br>
{{tab}}Wszyscy o tem wiedzieli.<br>
{{tab}}O piątej notaryjusz z Roussay przyby kabryjoletem, zaprzężonym w jednego konia, znanego dobrze w całej okolicy.<br>
{{tab}}W salonie przyjęła go Żorżetta, czyniąca honory domu w zastępstwie przyjaciółki.<br>
{{tab}}Zaraz po nim przyjechał margrabia w towarzystwie swego świadka, wice-hrabiego Hugona de Montglars.<br>
{{tab}}Pan de Chazey nie miał już wcale powrócić do swego pałacu, ponieważ ułożono naprzód, że po dopełnieniu formalności ślubnych, wraz z nową margrabiną pojadą do {{Korekta|Neufchatel|Neuchâtel}}, skąd następnie udadzą się do swej willi włoskiej.<br>
{{tab}}Margrabia wysłał tam już konie, powozy i służbę.<br>
{{tab}}Podróż do {{Korekta|Neufchatel’u|Neuchâtel’u}}mieli nowożeńcy odbyć powozem pani młodej, a karata, która przywiozła margrabiego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part19.jpg|num=1320}}i jego kuzyna do Fontenelles, miała odwieźć tego ostatniego de Chazey.<br>
{{tab}}Wszystko tedy było naprzód ułożone.<br>
{{tab}}Z Fontenelles do {{Korekta|Neufchatel’u |Neuchâtel’u}}jest tylko osiem mil i to dlatego tylko, że droga idzie zakrętami z powoda wodospadów i ostatnich występów pasma Jury.<br>
{{tab}}Podróż ta była więc prawie przejażdżką, wycieczką turystów. W ostatniej chwili margrabia usiłował skłonić narzeczoną do przepędzenia nocy w Chazey, ale ona uparcie odmawiała i musiał wreszcie zrzec się tego zamiaru.<br>
{{tab}}O ile Joanna okazała się uległą i zgodną co do innych punktów, o tyle co do tego była nieugiętą w swem postanowieniu.<br>
{{tab}}— Cienie zmarłej, — mówiła, — muszą się tam jeszcze błąkać...<br>
{{tab}}Notaryjusz z Roussay, poczciwy człeczyna, widzący w tym małżeństwie jedynie tylko akt prawny, mający zbogacić jego kancelaryję, promieniał.<br>
{{tab}}Umowa była przygotowaną i nie mogła dać powodu do żadnej trudności.<br>
{{tab}}Małżonkowie nie mieli korzystać wspólnie z majątku, tylko w razie śmierci margrabia zapewniał wdowie znaczną oprawę w dobrach, dających {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No215 part20.jpg|num=1321}}przeszło sto tysięcy franków dochodu. Joanna nie chciała tego, lecz on zmusił do przyjęcia, aż wreszcie musiała się godzić na ten warunek.<br>
{{tab}}Gdy się okazała w salonie piękna jak królowa w swej skromnej żałobnej sukmi, której nie zmieniłaby za nie w świecie, dopóki była w Fontenelles, nawet notaryjusz wpadł w {{Korekta|ekstasę|ekstazę}} i pomimo swej wieśniaczej prostoty, skłonił się jej z uśmiechem podziwu. Położyła swój podpis u spodu aktu, nie pytając o żadne objaśnienia. Skoro tylko umowa została podpisana przez kogo należało, pokojowa oznajmiła:<br>
{{tab}}— Podano do stołu.<br>
{{tab}}Pomimo wielkiego majątku, pani Descombes żyła z prawdziwą prostotą. Wszystko u niej było ładne, wygodne, ale nie zbytkowne i nie pretensyjonalne.<br>
{{tab}}Przy stole przyszła margrabina, zapanowawszy nad sobą, była nader uprzejmą dla gości, zwłaszcza zaś dla margrabiego, który ze swej strony usiłował pozyskać łaski Żorżetty, pojmując, jak wielki wpływ wywierała ona na swoją przyjaciółkę.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No216 part01.jpg|num=1322}}{{tab}}Przy końcu obiadu zapytał ją nawet:<br>
{{tab}}— Kiedyż udzieli mi pani cząstkę tej przyjaźni, którą pani tak serdecznie otacza Joannę?<br>
{{tab}}— Czy pan sobie tego życzy?<br>
{{tab}}— Bardzo.<br>
{{tab}}— Będziesz pan miał moją przyjaźń, ale pod warunkiem...<br>
{{tab}}— Jakim?<br>
{{tab}}— O, bardzo trudnym.<br>
{{tab}}— Powiedz pani.<br>
{{tab}}— Że mi pan pozwolisz towarzyszyć Joannie aż do {{Korekta|Neuchatel’u|Neuchâtel’u}}.<br>
{{tab}}— Tylko do {{Korekta|Neuchatel’u|Neuchâtel’u}}?<br>
{{tab}}Dalej obawiałabym się być niedyskretną. Zgadzasz się pan?<br>
{{tab}}Spojrzała na Klaudyjusza tak błagalnym wzrokiem, że nie śmiał jej odmówić.<br>
{{tab}}Kobiety umieją się wdzięczyć nawet do tych, których z duszy i serca niecierpią.<br>
{{tab}}— O, będzie to dla mnie jedną więcej przyjemnością, odpowiedział margrabia. Żałuję tylko, że pani niczego więcej nie żąda.<br>
{{tab}}Może i pan de Chazey myślał co innego, jak mówił.<br>
{{tab}}Bezwątpienia nawet wolałby zaraz {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No216 part02.jpg|num=1323}}po ślubie zostać sam z tą kobietą, która po tak długim operze została nakoniec jego własnością.<br>
{{tab}}Teraz margrabia przede wszystkiem odczuwał względem Joanny jakby rodzaj nasyconego uczucia zemsty, odwetu za jej dla niego nienawiść.<br>
{{tab}}Miał ją wreszcie, był jej panem, jej władcą, mógł ją traktować wedle woli i upodobania, nadużyć praw jakie mu kodeks i kościół udzielały.<br>
{{tab}}Jej to przypisywał w duchu swój upadek moralny, nad którym cierpiał strasznie.
W skład tego uczucia, nader skomplikowanego i trudnego do określenia, wchodziła napewno i miłość, ale miłość dzika, prawie krwiożercza, której wyrażanie było miarkowane li tylko przez przyzwyczajenie do uznawania form towarzyskich, wszczepione weń od dzieciństwa. Patrząc na tę piękną istotę pełną godności i dumy, której oczy, pomimo wszelkich wysileń woli, pełne były wyrzutu, powtarzał sobie, że to ona, doprowadzając go do ostateczności pogardą dla jego uczuć zabiła Ferdynanda Descombes‘a, otruła Gabryelę de Montrevers i jego samego zepchnęła z wysokiego {{pp|stano|wiska}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No216 part03.jpg|num=1324}}{{pk|stano|wiska}}, jakie w świecie zajmował, rozpaliwszy w sercu jego nieugaszony pożar namiętności, opierając ma się, jemu, którego słuchali wszyscy i któremu nikt przeczyć nie śmiał!<br>
{{tab}}Ale zbliżała się chwila tryumfu.<br>
{{tab}}Ona teraz miała zostać posłuszną, zwyciężoną, przykutą do niego kajdanami obowiązku, tak jak on do niej był przykuty namiętnością.<br>
{{tab}}Karać jej nie myślał jednak. Zbyt wiele już popełnił zbrodni, aby i teraz jeszcze myśleć o dręczenia tej, która go do nich mimowoli popchnęła.<br>
{{tab}}Zresztą czyż nie dość srogą karą było dla niej małżeństwo z człowiekiem, któremu poprzysięgła wieczną nienawiść?<br>
{{tab}}Wszystkie te myśli mięszały się w głowie Klaudyjusza i odurzały go.<br>
{{tab}}Czuł się upojony zwycięztwem jak opiumem, a przytem od chwili do chwili, niby mucha natrętna, wyrzuty sumienia budziły się w jego duszy i kłuły go w serce.<br>
{{tab}}Obiad miał się ku końcowi i nawet sam notarjusz, człowiek wesoły, dobry towarzysz, lubiacy wypić i pogawędzić a przy stole podtrzymujący rozmowę wcale nieźle, zauważył dziwne {{pp|roztar|gnienie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No216 part04.jpg|num=1325}}{{pk|roztar|gnienie}} margrabiego.<br>
{{tab}}Wreszcie wstano od stołu. Pierwszy akt sztuki się skończył. Trzeba było przejść do drugiego.<br>
{{tab}}Mer z Fontenelles, dość zamożny dzierżawca oczekiwał narzeczonych w merostwie.<br>
{{tab}}Było około ósmej.<br>
{{tab}}Zupełna ciemność panowała już w parku i zamku.<br>
{{tab}}Zachmurzone niebo nie było rozjaśnione najmniejszym promykiem, tylko deszcz przestał padać i powietrze złagodniało.<br>
{{tab}}Zewnątrz doszedł turkot kół po piasku alei, i lando pani młodej zaświeciło latarniami.<br>
{{tab}}Był to jeden z tych eleganckich i mocnych pojazdów, w których można odbyć prawdziwą podróż i które z wielką korzyścią dla podróżujących zastępują dawne karoce i powozy pocztowe tak drogie naszym dziadom, gdy puszczali się w drogę z dobrze wyładowaną sakiewką.<br>
{{tab}}Inni prości, niezbyt zamożni śmiertelnicy, musieli polegać na wytrwałości nóg swoich.<br>
{{tab}}Nadeszła dla Joanny chwila krytyczna.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No216 part05.jpg|num=1326}}{{tab}}Trzeba było wymówić to okropne słowo, które miało na zawsze związać los jej z losem człowieka jedynego na świecie co ją skrzywdził, bo prócz margrabiego nie było przecież nikogo, do kogoby mogła czuć żal lub urazę.<br>
{{tab}}Nieszczęśliwa kobietą rzuciła ukradkiem pełne trwogi spojrzenie na Żorżettę, która uścisnęła jej rękę i szepnęła do acha:<br>
{{tab}}Odwagi!<br>
{{tab}}Serce Joanny się rozrywało. Widmo Ferdynanda stanęło przed jej oczyma i patrzyło na nią z tak bolesnym wyrzutem!<br>
{{tab}}A spodziewanej pomocy znikąd widać nie było. Trzeba było spełnić czarę do ostatniej kropli. Poświęcić wszystko: ciało, pragnienia serca, duszę, która wzdrygała się na ten postępek.<br>
{{tab}}Drzwi przedsionka rozwarły się na oścież. Dwa powozy stojące przed peronem, były dostarczane do pomieszczenia gości weselnych i młodej pary.<br>
{{tab}}Ani przyjaciół, ani krewnych, ani ciekawych widzów nawet!<br>
{{tab}}Jeżeli milczenie ludów jest nauką dla panujących, to milczenie sąsiadów {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No216 part06.jpg|num=1327}}dzierżawców, sług było nauką dla tych dwojga narzeczonych, zmuszonych przez obawę skandalu do dopełnienia w nocy i w ukryciu obrzędu, mającego ich związać na wieki. Ich małżeństwo oburzało wszystkich, jakkolwiek nikt nie znał dróg jakiemi szedł margrabia w pogoni za tą, która miała mu teraz wiarę zaprzysiądz. W oczach ogółu stanowili oni tylko parę ludzi bogatych, młodych i pięknych, którzy zbyt prędko zapomnieli o stracie swych współ-małżonków.<br>
{{tab}}Ale odraza jest {{Korekta|instyktowną|instynktowną}}, tak samo jak sympatja.<br>
{{tab}}To małżeństwo było potępiane, nikt nań chętnem okiem nie spoglądał, ot i wszystko.<br>
{{tab}}Notariusz i Montglars wsiedli do karety. Żorżetta, Joanna i margrabia zajęli lando.<br>
{{tab}}Na koźle przy stangrecie usiadła pokojowa, ładna dziewczyna z Franche-Comté.<br>
{{tab}}Stangret, zdrowy i silny czterdziestoletni mężczyzna, oddawna będący w służbie u Descombes’ów, ruszył z miejsca i w kilka minut potem zatrzymał konie w pośrodku wsi Fontenelles, przed skromnem domostwem, którego dolne {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No216 part07.jpg|num=1328}}okna słabo były oświetlone. Inne domy wiejskie ciemne były i milczące.<br>
{{tab}}Jednakże przez wpółotwarte okna widać było niewyraźne głowy mieszkańców zaintrygowanych turkotem powozów. Ceremonja ślubu cywilnego nie trwała długo, chociaż Joannie zdawało się, że to się chyba nigdy nie skończy, tak jej się minuty i sekundy dłużyły.<br>
{{tab}}Mer uwinął się szybko, bo i on, jak inni nie był zwolennikiem tego małżeństwa.<br>
{{tab}}— Joanno Jousset, wdowo Descembes — zapytał prawie szorstko, czy z własnej i nieprzymuszonej woli pojmujesz za małżonka margrabiego Klaudyjusza de Chazey tu obecnego?<br>
{{tab}}— Tak, szeptem odpowiedziała zapytana.<br>
{{tab}}Była tak słabą, że omdlewała prawie i drżała całem ciałem. Zauważyli to wszyscy bez wyjątku obecni obrzędowi.<br>
{{tab}}O ósmej minut czterdzieści wychodziła z merostwa, dokąd była weszła przed kwadransom. Zadna wypadek nie przeszkodził formalnościom, wymaganym przez prawo, Wsiadając napowrót do powozu, {{pp|ma|jącego}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No216 part08.jpg|num=1329}}{{pk|ma|jącego}} ją zawieść do kościoła, Joanna Descombes, nazywała się już margrabiną de Chazey-Montglars.<br>
{{tab}}Była zrezygnowaną i bladą jak trup, gdy jej wypadło podpisać akt ślubny, naprzód już przygotowany. Nazywała siebie w myśli nikczemną, niegodną nazwy człowieka, a gdy znalazła się na chwilę sama z Żorżetta, podczas gdy margrabia akt podpisywał, powiedziała do przyjaciółki:<br>
{{tab}}— O, jakżebym pragnęła umrzeć!<br>
{{tab}}— Nie trać nadziei — odparła Żorżetta.<br>
{{tab}}— Czegóż się jeszcze mogę spodziewać?<br>
{{tab}}W samej rzeczy teraz należała już do tego człowieka i nic nie było wstanie wyrwać jej z rąk jego, nic, prócz śmierci. Jeszcze parę minut i ksiądz uświęci związek, już uznany i uświęcony przez prawo.<br>
{{tab}}Potem krótka podróż osm mil drogi i miała się znaleźć sama ze swym panem, którego więcej jeszcze nianawidziała od czasu, jak doń należała.<br>
{{tab}}Nie, to chyba stać się nie może!<br>
{{tab}}Czyżby ją wszyscy mieli opuścić? Cóż robił ojciec Ferdynanda, który jej sam to małżeństwo doradził? Czy {{pp|po|zwoli}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No216 part09.jpg|num=1330}}{{pk|po|zwoli}} się spełnić takiemu świętokradztwu? A Morand’owie, a Piotr, którego krew musiała się burzyć na myśl tego ohydnego związku kata z jego ofiara? A Filip Rochard, a inni?<br>
{{tab}}Gdy podczas krótkiej drogi z merostwa do kościoła margrabia objął ramieniem jej kibić i przycisnął do siebie, Joanna pod wrażeniem tej pieszczoty zatrzęsła się cała ze wstrętu.<br>
{{tab}}Kościół Fontenelles stoi samotnie na wzgórza, niebawem też dostrzeżono jego dzwonnicę, rysującą się na ciemnem tle nieba.<br>
{{tab}}Drzwi wchodowe świątyni były otwarte. Oprócz głównego ołtarza, oświetlonego kilku świecami, reszta nawy tonęła w ciemności. Joanna zauważyła jednak kilka głów, ukrywających się w cieniu filarów.<br>
{{tab}}Jednym z tych widzów był Noel Piquet, drugą mała Maryjanna, spoglądająca z rozrzewnieniem na swoją panią, która nareszcie miała zostać margrabiną.<br>
{{tab}}Joanna dnia jednego spotkała dawną służącę z Colombier w obdartej odzieży, bladą i wynędzniałą.<br>
{{tab}}— Dlaczego mnie nie odwiedzisz? zapytała.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No216 part10.jpg|num=1331}}{{tab}}— Nie śmiałam, proszę łaski pani, odparła pokornie Maryjanna.<br>
{{tab}}— Jesteś widzę nieszczęśliwą?<br>
{{tab}}— O! tak, bardzo nieszczęśliwą.<br>
{{tab}}— Przyjdź do Fontenelles, obmyślę, co dla ciebie.<br>
{{tab}}Od tego czasu Maryjanna służyła w zamku i na niczem jej nie zbywało. Za zło, które bezwiednie wyrządziła swej pani, ta ostatnia dobrem jej wypłaciła.<br>
{{tab}}Ślub kościelny odbył się równie prędko jak cywilny.<br>
{{tab}}Mszy nie było wcale.<br>
{{tab}}We wsi jeszcze nigdy nie widziano podobnej ceremonii.<br>
{{tab}}Proboszcz odczytał modlitwy bez żadnego przejęcia. Był widocznie tak samo zgorszony jak jego parafianie.<br>
{{tab}}W zakrystyi podpisano jeszcze papiery i orszak zmierzył znowu do drzwi.<br>
{{tab}}Była to chwila rozstania.<br>
{{tab}}Margrabia uścisnął rękę notaryjusza i wice-hrabiego de Montglars, który, niosąc do ust dłoń nowozaślubionej, szepnął jej z uśmiechem:<br>
{{tab}}— Szczęśliwej podróży pani margrabino! Kareta znowu odwiozła notaryjusza i Montglara’a, który powracał do Chazey tylko na jedna noc, ztamtąd zaś miał się udać do swego zamku.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No216 part11.jpg|num=1332}}{{tab}}Żorżetta i jej przyjaciółka zajęły poprzednie swe miejsca w lando, pokojowa usiadła obok woźnicy i oba pojazdy ruszyły w przeciwległych kierunkach.<br>
{{tab}}Margrabia, zanim wsiadł do powozu, zapytał stangreta:<br>
{{tab}}— Kiedy przybędziemy do {{Korekta|Neuschatel|Neuchâtel}}?<br>
{{tab}}— Za trzy godziny, panie margrabio, bo droga idzie górami. Pan margrabia wie, że tutaj u nas ciągle tylko trzeba to wjeżdżać, to zjeżdżać.<br>
{{tab}}Woźnica, mówiąc to, lekko mrugnął jednem okiem i zrobił minę, która napewno zaniepokoiłaby margrabiego, gdyby ją był zauważył, ale Klaudyjusz de Chazey był zajęty czem innem jak obserwowaniem wyrazu twarzy swego woźnicy.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XVI.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Dom Berardowej''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Droga z Fontenolles do {{Korekta|Neuschatel’u|Neuchâtel’u}}, jak stangret uprzedził margrabiego, nie jest długą, ale za to bardzo uciąźliwą.<br>
{{tab}}Granica szwajcarska oddalona jest o trzy mile mniej więcej.<br>
{{tab}}Konie ciągnące lando, były to rosłe i sitne cugowce, na których można było polegać.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No216 part12.jpg|num=1333}}{{tab}}Powóz z początku toczył się równo, co wróżyło, że podróż przykrą nie będzie.<br>
{{tab}}Podróżni nie widzieli już nic prawie, tak było ciemno. Nawet w oknach domków, stojących przy drodze, nie świeciło się.<br>
{{tab}}Tylko z mniejszej lub większej szybkości biegu koni można było wnosić, że powóz to wjeżdża na wzgórze, to zjeżdża w dolinę.<br>
{{tab}}Od czasu do czasu zamigotało światełko, pochodzące z okna jakiej samotnej karczmy, podobniejszej w nocy do jakiegoś zbójeckiego gniazda, niżeli do domu, w którym można znaleźć schronienie.<br>
{{tab}}Margrabia, upojony przeświadczeniem że posiada wreszcie tę kobietę, tak drogo opłaconą, nie zajmował się wcale tem, co się działo naokoło niego.<br>
{{tab}}Wyrzekłszy kilka zdań banalnych okolicy, jaką przebywali, pogrążył się w milczeniu, którego jego towarzyszki podróży nie próbowały przerwać.<br>
{{tab}}Żorżetta z sercem ściśniętem przez niepokój i oczekiwanie czegoś nieokreślonego, liczyła napewno na jakiś wypagek. Jaki? Tego nie wiedziała, ale zdawało się jej niepodobnem i {{pp|nie|możliwem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No216 part13.jpg|num=1334}}{{pk|nie|możliwem}}, ażeby Joannę pozostawiono we władzy jej męża. Młoda margrabina de Chazey nie miała już sił i odwagi myśleć lub rozważać.<br>
{{tab}}Poddawała się losowi, jak gdyby pozbawioną była uczucia.<br>
{{tab}}Margrabia od czasu do czasu spoglądał na zegarek i robił uwagi, dotyczące przestrzeni, którą przebyli.<br>
{{tab}}Otrzy kwadranse na jedenastą oświadczył, iż powinni być w pobliżu granicy.<br>
{{tab}}— Czy pisz? — zapytał Joanny.<br>
{{tab}}Ta drgnęła, jakby ją ze snu wyrwano i wyjąkała kilka słów niewyraźnych.<br>
{{tab}}— Jesteśmy prawie na pół drogi — rzekł pan de Chazey.<br>
{{tab}}Odsunął szybę a drzwiczek powozu. Żorżetta, siedząca z drugiej strony, uczyniła to samo. Z prawa i z lewa skały tworzyły prawdziwe dwa mury, które nagle zniknęły z przed oczu podróżnych i lando dość szybko wjechało w wązką dolinę.<br>
{{tab}}Z drugiej strony owej doliny niejasno rysowały się czarne pagórki, spiętrzone jeden na drugim.<br>
{{tab}}— Zdaje mi się, że naprzeciwko nas płynie Doubs — powiedział margrabia {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No216 part14.jpg|num=1335}}de Chazey i wsunął się w głąb powozu.<br>
{{tab}}Wtem powóz drgnął cały, konie zawróciły na miejscu. Woźnica zaklął i powiedział do pokojowej:<br>
{{tab}}— Niech się panna mocno trzyma!<br>
{{tab}}Lando przewróciło się z trzaskiem, jakby je bomba zdruzgotała.<br>
{{tab}}— Co to jest? — zapytał margrabia, {{Korekta|probując|próbując}} otworzyć drzwiczki.<br>
{{tab}}Ale drzwiczki były przyparte do jakiegoś występu skały, czy też do pochyłości wzgórza. Zanim ktokolwiek z podróżnych się obejrzał, drugie drzwiczki zostały otwarte; dwaj ludzie z gwałtownością rozbójników porwali margrabinę i jej przyjaciółkę i kładąc im dłoń na ustach, rzekli groźnie:<br>
{{tab}}— Ani słowa!<br>
{{tab}}Pan de Chazey z rewolwerem w ręku rzucił się za nimi, lecz silne ramiona pochwyciły go od tyłu i jednocześnie mocny sznur skrępował i sparaliżował wszelkie usiłowania obrony.<br>
{{tab}}Klaudyjusz de Chazey ryknął prawie z wściekłości.<br>
{{tab}}Lando, wydobyte z rowu siłą koni, skręciło w boczną drogę i schroniło się pod cieniem sosen.<br>
{{tab}}Powóz zaledwie lekko został {{pp|uszko|dzony}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No216 part15.jpg|num=1336}}{{pk|uszko|dzony}}. Woźnica widocznie był mistrzem w swej sztuce.<br>
{{tab}}Pokojowa, wrzucona także do rowu, również nic prawie nie ucierpiała.<br>
{{tab}}Gdy margrabia uspokoił się nieco i opamiętał, ujrzał się otoczonym przez kilku ludzi, rozbrojonym i siedzącym na drewnianym zydlu wiejskim.<br>
{{tab}}Skąpa światło oświecało miejsce, w którem się znajdował.<br>
{{tab}}Miejsce to nie było bynajmniej przyjemne i pociągająca, a podobne bardzo do owych samotnych, odosobnionych chałup, gdzie podejrzani ludzie zbierają się na narady, gdzie rabusie dzielą swe łupy lub urządzają zasadzki na podróżnych.<br>
{{tab}}Komisant Descombes’a powiedział prawdę: dom Berardowej nie wyglądał ładnie.<br>
{{tab}}Przypominał on z powierzchowności ową strasznej pamięci chatę, w której zabity został Fualdes.<br>
{{tab}}Sześć świec, wetkniętych w ubitą glinę, źle oświecało czarno, okryte pleśnią i plamami wilgoci ściany.<br>
{{tab}}Duży komin był czarny i pasty. Łachmany starego płóciennego lambrekinu zwieszały się z jego kapy.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No217 part01.jpg|num=1337}}{{tab}}Długi stół drewniany, zaledwie oheblowany, zajmował środek izby, której podłoga wyłożona była szarym kamieniem, poszczerbionym i okrytym kurzem.<br>
{{tab}}Belki sufitu zrudziałe, pełne pajęczyny i ugarnirowane hakami, które mogły były służyć za szubienicę, przedstawiały widok złowrogi.<br>
{{tab}}Szyby drobne, zielone, w części były powybijane; z zewnątrz dochodził szum wody, spadającej na koła młyna lub tartaku.<br>
{{tab}}Na ławkach, naprzeciw margrabiego, siedzieli stary Descombes, dwaj Jousset’owie i trzej Morand’owie, Piotr, brat jego Ludwik i kuzyn Mikołaj. Obok tego ostatniego siedziała jeszcze jedna osoba, której margrabia nie poznał z początku.<br>
{{tab}}Nieznajoma ta osobistość głowę miała ukrytą w rękach i opierała się o stół, na którym rozłożone były jakieś papiery.<br>
{{tab}}— Gdzie jesteśmy? — zapytał Klaudyjusz de Chazey.<br>
{{tab}}— Jesteś pan w domu Berardowej — odpowiedział bankier z Besançón.<br>
{{tab}}Margrabia zrobił ruch oznaczający, że ta nazwa jest mu zupełnie obcą.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No217 part02.jpg|num=1338}}{{tab}}— Dom Berardowej jest miejscem zupełnie samotnem — mówił dalej Descombes. —
Najbliższe mieszkanie ludzkie jest ztad o dwa kilometry.<br>
{{tab}}— I cóż tu panowie robicie? — zapytał margrabia.<br>
{{tab}}— Będziemy cię sądzili. panie de Chazey.<br>
{{tab}}— Mnie sądzić?<br>
{{tab}}— Tak, jak sądzą zbrodniarzy.<br>
{{tab}}Margrabia zacisnął zęby. Spokojny i stanowczy głos ojca Ferdynanda ściął krew w jego żyłach. Widział się w rękach nieprzyjaciół.<br>
{{tab}}Podniósł jednak głowę i głosem pewnym zapytał:<br>
{{tab}}— Któż dał panom to prawo?<br>
{{tab}}— Tego prawa nam nie dano. Sami wzięliśmy je sobie.<br>
{{tab}}— A kto wyrok wykona?<br>
{{tab}}— Kto? Pan sam.<br>
{{tab}}— A jeżeli nie zechcę?<br>
{{tab}}Szczęściem dla pańskiego honoru — odparł uroczyście starzec — wierzymy, że się pan nie zawahasz.<br>
{{tab}}— Ale!...
{{tab}}— Zresztą, jeżeli sam pan nie zechcesz wykonać kary, jaką ci naznaczymy, inni to zrobią.<br>
{{tab}}Wskazał margrabiemu czterech {{pp|sil|nych}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No217 part03.jpg|num=1339}}{{pk|sil|nych}} ludzi, stojących za nim.<br>
{{tab}}Klaudyjusz zadrżał. Ci czterej ludzie stali w milczeniu, obojętni, jak żołnierze plutonu, mającego rozstrzelać jednego z towarzyszów.<br>
{{tab}}— Sadziłeś pan, że jego majątek i stanowisko pozwalają na wszelkie wybryki, na występki nawet? — ciągnął dalej bankier. — Ale przekonasz się pan, że tak nie jest. Ja sam chętnie poświęciłbym wszystko co posiadam, byle ciebie módz ukarać. Jesteśmy wszakże uczciwymi ludźmi, pozwalamy panu się bronić...<br>
{{tab}}— O cóż mnie oskarżacie?<br>
{{tab}}— Zaraz się pan dowiesz.<br>
{{tab}}Stary Descombes mówił całkiem spokojnie, bez wszelkiego rozdrażnienia. Wyglądał rzeczywiście jak sędzia, nie zaś jak nieprzyjaciel.<br>
{{tab}}— Nie mówię tu o zbrodni, jakiej się pan dopuściłeś w Colombier. Spodziewam się, że pan jej nie zaprzeczysz; nie wspominam też o męczarniach, jakie zadawałeś kobiecie, noszącej w tej chwili twoje nazwisko, porywając jej córkę. Mógłbyś się pan wymówić namiętną miłością... prawami ojca... Ja oskarżam pana o trzy morderstwa. Pierwsze dokonane na moim synu, {{pp|Fer|dynandzie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No217 part04.jpg|num=1340}}{{pk|Fer|dynandzie}} Descombes.<br>
{{tab}}— Czy jesteś pan w stanie tego dowieść?<br>
{{tab}}— Owszem, dowiodę. — Drugie to otrucie pierwszej pańskiej żony, Gabryeli de Montrevers.<br>
{{tab}}Ta człowiek, który miał głowę w dłoniach ukrytą, wydał jęk bolesny.<br>
{{tab}}— Wreszcie trzecie, spełnione na osobie doktora Filipa Roohard’a.<br>
{{tab}}Głęboka bruzda okazała się na czole margrabiego. Oczy jego się powiększyły, jakby chciał przeniknąć ciemności.<br>
{{tab}}Jakim sposobem ci ludzie mogli się dowiedzieć o losie Rochard’a?<br>
{{tab}}— Czy pan się do tych zbrodni przyznajesz?<br>
{{tab}}— Nic panu na to nie odpowiem. Schwytano mię w zasadzkę, panowie mi za to zapłacicie.<br>
{{tab}}— To jeszcze zobaczymy. Nie zwracam się więcej do pana, panie de Chazey, skoro pan nie chcesz mi odpowiedzieć, lecz do tych, którzy ta są ze mną.<br>
{{tab}}Stary Descombes bardzo jasno i kategorycznie wytoczył obecnym sprawę pojedynku barona Lambert’a, oraz {{pp|zło|żenie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No217 part05.jpg|num=1341}}{{pk|zło|żenie}} dla niego funduszu przez Montglars’a.<br>
{{tab}}W końca przeczytał następujący dowód winy margrabiego de Chazeyi:<br>
{{tab}}„Na żądanie barona Ksawerego Lamberta i nie znając jego celu, ubliżyłam Ferdynandowi Desoombes, którego chciano zmusić do zaniechania małżeństwa z pewną nieznajomą mi osobą. Baron Lambert był wówczas ze szczętem zrujnowany, ale po pojedynku z Dascombes’em podreperował się pieniędzmi, otrzymanemi od margrabiego de Chazey. Baron sam mi się do tego przyznał. Oto wszystko co wiem.
{{f|align=right|prawy=15%|Zoe Raimbaud.“|po=8px}}
{{tab}}— Radzę panom zaprodukować takie dowody w sądzie, rzekł ironicznie margrabia.<br>
{{tab}}— Mnie one wystarczają, odparł bankier i zwracając się do osoby, która wciąż siedziała nieruchomo, z ręko ma o stół opartemi, dodał:<br>
{{tab}}— Teraz na pana kolej, panie komendancie.<br>
{{tab}}Komendant Bonin wstał.<br>
{{tab}}Był więcej przygnębiony od oskarżonego.<br>
{{tab}}— Klaudjuszu! rzekł, ciążą na tobie bardzo ciężkie i okropne zarzuty, {{pp|któ|rych}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No217 part06.jpg|num=1342}}{{pk|któ|rych}} odeprzeć niepodobna. Panna de Montrevers umarła otruta. Jestto tak okropne, żem nie chciał uwierzyć i ni wierzyłem dopóty, dopóki niepodobna mi było wątpić. Teraz niestety, wiadomo już jakiej użyłeś trucizny i gdzie ją kupiłeś. Nie możesz temu przeszyć, bo posiadamy zaświadczenie tego Laymens’a, który posłał ci ów oręż zabójczy. Tymczasem my sami tylko wiemy o twojej zbrodni. Wobec takiej hańby, szlachcicowi pozostaje tylko jedno. Sam wiesz co...<br>
{{tab}}Margrabia usiłował jeszcze walczyć.<br>
{{tab}}Drzwi w głębi izby się otworzyły i przez nie wyjrzała blada, zmieniona twarz młodej margrabiny.<br>
{{tab}}Więc trzeba się będzie wyrzec jej posiadania.<br>
{{tab}}— Co paca skłoniło do uwierzenia w podobne okropności? spytał komendanta.<br>
{{tab}}— Rzeczywistość.<br>
{{tab}}Komendant podał jednemu z ladzi, strzegących margrabiego, ostatni list Gabryeli de Montrevers do Rocharda.<br>
{{tab}}— Dać to do przeczytania oskarżonemu, odezwał się Descomtes.<br>
{{tab}}Rozkaz jego został spełniony. Klandyjusz zbladł, rzuciwszy okiem na {{pp|o|statnie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No217 part07.jpg|num=1343}}{{pk|o|statnie}} pismo żony. Czuł się zgubionym.<br>
{{tab}}Nie mogąc już myśleć o wydobyciu się z tej matni, w którą go tak zręcznie ochwycono, pan de Chazey zaczął rozważać, w jaki sposób jego nieprzyjaciele zdobyli dowody jego zbrodni.<br>
{{tab}}Przedewszystkiem zadał sobie pyta nie, kto złożył w ręce komendanta list Gabryeli?<br>
{{tab}}Czyżby Filip Rochard powstał z grobu, w którym go zamknął?<br>
{{tab}}Niepewność margrabiego w tym względzie niedługo trwała. Doktór Rochard wystąpił z cienia, w którym się dotąd ukrywał, wywierając na swym mordercy wrażenie głowy Meduzy.<br>
{{tab}}Jakim cudem człowiek ten uniknął śmierci? Kto go ocalił?<br>
{{tab}}Teraz margrabia nie próbował opierać się dłużej. Jedna tylko myśl zajmowała go jeszcze:<br>
{{tab}}Kto go zdradził?<br>
{{tab}}Kto dostarczył adresu Leymens’a? Kto opowiedział historje pojedynku Lamberta i wydał szczegóły, dotyczące umieszczenia sumy, mającej być zapłatą za morderstwo?<br>
{{tab}}Byłżeby to Montglars?<br>
{{tab}}Tak, tylko on wiedział o wszystkiem prawie, co jego kuzyn zamierzał, w {{pp|ja|ki}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No217 part08.jpg|num=1344}}{{pk|ja|ki}} sposób zamiarów swych dopinał, on tylko był jego powiernikiem, wspólnikiem i zdrajcą!<br>
{{tab}}Wierny Bazyli słusznie go nie lubił, słusznie ostrzegał swego pana przed tym usłużnym krewniakiem.<br>
{{tab}}— Panie de Chazey, odezwał się znowu stary Descombes. Nie bez żalu widzimy tu wszyscy, mieszkańcy pięknego i nieszczęśliwego kraju, człowieka noszącego takie jak pan imię i zajmującego takie stanowisko, dziedzica jednej z najpierwszych rodzin frankomtejskich, upadłego tak nizko, że gdyby schciano go pociągnąć do odpowiedzialności sądowej, nazwisko jego przez dziadów sławą okryte, zostałoby na zawsze shańbione. Byłeś pan podłym względem biednej dziewczyny, która ci się opierała dla tego, że innego kochała; okazałeś się zbrodniarzem względem człowieka, który nigdy nic złego i nie uczynił; stałeś się katem własnej żony, kobiety cnotliwej, czystej, świętej prawie, zabiłeś wreszcie lub chciałeś zabić własną ręką człowieka, który był świadkiem mąk twej ofiary i mógł cię wydać. Taki zwykle bywa bieg rzeczy: jedna zbrodnia niechybnie drugą za sobą pociąga. Komendant {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No217 part09.jpg|num=1345}}Bonin ma słuszność. Sam powinieneś się pan ukarać za to, coś uczynił. Życzeniu pańskiej zmarłej żony stanie się zadosyć: skandalu unikniemy, inaczej przysięgam, że inni spełnią tę karę.<br>
{{tab}}— Cóżbyście panowie zrobili? — zapytał margrabia.<br>
{{tab}}Stary Descombes otworzył jedyne okno izby. W ciszy nocnej słychać było hak oddalony, podobny do szumu wodospadu.<br>
{{tab}}Margrabia znał doskonale okolicę i natychmiast odgadł, co to takiego.<br>
{{tab}}— To Doubs — rzekł bankier. — Sądziłeś pan, że ci się uda wykreślić z listy żyjących człowieka, zamykając go w miejscu, z którego niepodobna mu się było samemu wydostać. Pańska ofiara żyła jeszcze, gdyś ją wrzucił do tego grobu, a uratował ją człowiek, który ci pomagał ją zamurować. Ja, dla pomszczenia śmierci mego syna, wrzucę pana w tę otchłań huczącą tu w pobliżu. Ona nigdy jeszcze nie oddała swych ofiar. Pewny milczenia tych, którzy mię otaczają, zagrzebałbym pana w bezdennej przepaści. Ja dawno już zemstę moją uplanowałem, zapisałem dług pański względem mnie zaciągnięty i naznaczyłem termin {{pp|wy|płaty}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No217 part10.jpg|num=1346}}{{pk|wy|płaty}}. Termin ten dziś właśnie przypada. Aby pana dostać w moje ręce, użyłem za przynętę kobiety, dla której popełniłeś pan wszystkie swe zbrodnie. Ona nie wiedziała, jaką jej naznaczono rolę i grała ją bezwiednie, bo inaczej nie chciałaby jej przyjąć. Jest zbyt prawą na to. Teraz nie mam tu więcej co robić. Jesteś pan w mocy swych nieprzyjaciół, ja im pana wydałem. Jesteś już skazany. Przepaść tuż przed panem. Od ciebie zależy samemu z sobą skończyć, inaczej siłą cię tam wrzucą.<br>
{{tab}}Tu Joanna rzuciła się do nóg swego teścia.<br>
{{tab}}— Ach! — zawołała — to zbyt okropne. Miejcie litość!<br>
{{tab}}Starzec podniósł ją energicznym, prawie gwałtownym ruchem.<br>
{{tab}}— Więc chcesz być przykutą do mordercy? — zawołał.<br>
{{tab}}— Nie, ale pozwólcie mu uciec, zobowiązać się, że nie powróci więcej do kraju.<br>
{{tab}}— Złamałby słowo, aby ciebie zobaczyć.<br>
{{tab}}— Ale moja córka!<br>
{{tab}}— Ona znajduje się w tej willi, do której miałaś pojechać.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No217 part11.jpg|num=1347}}{{tab}}— A może gdzieindziej — wtrącił margrabia, widząc w tym wybiegu jakiś środek ratunku.<br>
{{tab}}— Moja córka! — błagała Joanna.<br>
{{tab}}— Znajdziemy ją.<br>
{{tab}}— Kto wie? — znowu rzekł margrabia.<br>
{{tab}}— Wyjdź ztąd — rozkazał stary Descombes — ta scena nie jest dla ciebie.<br>
{{tab}}— Idź pani — zwrócił się do niej komendant Bonin. — Przysięgam, że znajdziemy córkę pani.<br>
{{tab}}Bankier sam wyprowadził synową, mówiąc:<br>
{{tab}}— Uspokój się moje dziecko, powrócimy ci wolność, zapewnimy spokój.<br>
{{tab}}Margrabia ponury, ze spuszczoną głową, wściekły na swą bezsilność, jak lew schwytany w sidła, usłyszał turkot powozu, uwożącego Filipa Rocharda, kobiety i Descombesa.<br>
{{tab}}Nastąpił koniec jego snu, a raczej zmory, dręczącej go od pierwszych jego odwiedzin w Colombier.<br>
{{tab}}Wszystko się zapadało w gruzy. Zdjął go gniew wściekły na samego siebie.<br>
{{tab}}Poświęcił wszystko tej fatalnej miłości, tej zwodniczej ułudzie, widmu szczęścia i rozkoszy, które go obłąkało {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No217 part12.jpg|num=1348}}jak błędny ognik, sprowadzający podróżnego na bagniska i moczary. Nie szukał już w umyśle sposobu ocalenia. Pragnął tylko zemsty. Zapytywał wciąż w duchu, kto i jak go zdradził, wydał, sprzedał może jak Judasz.<br>
{{tab}}Ta jedyna zagadka go zajmowała. Jakim sposobem przeniknięto najskrytsze jego postępki? Jaka ręka szperała w jego papierach, wydała nieprzyjaciołom jego tajemnice, które go zgubiły?<br>
{{tab}}Klaudyjusz dopóty rozmyślał nad tem, dopóty badał, aż wreszcie odgadł prawdę.<br>
{{tab}}— Montglars! Sara! Nikt prócz ich dwojga! Ale jaki dowód ich zdrady? Jaki ślad, chociażby poszlaka?<br>
{{tab}}Teraz, gdy wszystkie jego nadzieje się rozpierzchały, gdy widział, że żadna siła nie wybawi go z okropnej matni, w którą się zaplątał, czuł w duszy tylko głuchą wściekłość i nienawiść.<br>
{{tab}}— Kto mię zdradził? Jak? Dowodu, dowodu! powtarzał sobie z uporem szaleńca.<br>
{{tab}}Na pierwszy rzut oka na swych sędziów i ofiary pojął, że kara go nie minie, ale i on pragnął ukarać tych, co go nikczemnie zdradzili.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No218 part01.jpg|num=1349}}{{tab}}Przedewszystkiem jednak należało się upewnić, kto oni byli.<br>
{{tab}}Gdy margrabia zajęty był temi myślami, komendant Bonin zbliżył się do niego i rzekł, zwracając się do swych towarzyszy:<br>
{{tab}}— Zostawcie mię panowie na chwilę samego z panem de Chazey.<br>
{{tab}}Marynarz był bardzo wzruszony.<br>
{{tab}}Gdy proźbie jego stało się zadosyć, powiedział do oskarżonego:<br>
{{tab}}— Klaudyjuszu, to co słyszę, przejmuje mnie rozpaczą. Nie chce ci robić wyrzutów. Nie myślałem, że namiętność może do tego stopnia obłąkać człowieka takiego charakteru i stanowiska jak twoje. Niestety! pokazuje się, że można długo żyć na świecie, a na schyłku życia dopiero poznać wiele rzeczy, o których wprzódy miało się bardzo niejasne pojęcie! Ta nieszczęsna miłość cię zgubiła! Pragnąłbym posiadać moc uratowania cię. Obraz dobrej, nieskalanej istoty, którąśmy ci powierzyli, jeszcze cię dotychczas w moich oczach osłania. Ale ja nic niemogę dla ciebie, uczynić! Zbyt wielu ludzi narazıłeś sobie. Teraz możesz dla ocalenia honoru i pamięci swej tyle tylko zrobić, że się postarasz umrzeć z {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No218 part02.jpg|num=1350}}godnością i przed śmiercią zmażesz swe winy jedynym sposobem, jaki posiadasz jeszcze w swej mocy: okaż się dobroczynnym. Mówię do ciebie, jako szczery przyjaciel. Wiem, że w czasie wojny sprawiałeś się zaszczytnie. Masz wszakże szlachetną krew w żyłach.
Skończ tak, jak byś żyć był powinien... jak szlachcic!<br>
{{tab}}Łzy płynęły z oczu komendanta.<br>
{{tab}}Klaudyjusza słowa jego do głębi wzruszyły. Ale wahał się jeszcze. Wciąż go dręczyła jedna myśl uparta.<br>
{{tab}}— Umrzeć to nic! Ale umrzeć, nie wiedząc czyją ręka zdradziecko zwaliła cały gmach tak pracowicie wznoszony, — to okropne!<br>
{{tab}}Wszakże on zamyślał rozpocząć inne życie przy boku kobiety zdobytej z takim trudem; pragnął się poprawić i zagładzić winy przeszłości. A ów nieznany zdrajca zamknął ma nagle drogę do odwrotu.<br>
{{tab}}Z zaciśniętemi pięściami i okiem w ziemię utkwionem, gryzł wargi, gdy wtem jeden z pilnujących go ludzi zbliżył się i rzekł, wręczając mu list.<br>
{{tab}}— Kazane mi spełnić rozkaz:<br>
{{tab}}— Jaki?<br>
{{tab}}— Doręczyć panu to.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No218 part03.jpg|num=1351}}{{tab}}— Kto wam to dał?<br>
{{tab}}— Niech pan przeczyta. Tu napisane.<br>
{{tab}}List mieścił się w kopercie takiej, jakie zawierają zwykle korespondencyje z zamorza i nie noszącej żadnego adresu.<br>
{{tab}}Margrabia ją rozerwał.<br>
{{tab}}Bilecik był niedługi, pisany ręką Sary i zawierał co następuje:
{{c|„Kochany Klandyjuszu!}}
— Byłam twoją. Odepchnąłeś mię brutalnie i ze wzgardą. Wprawdzie jestem może godną pogardy, ale byłam istotą słabą, osamotnioną, bezbronną, wydziedziczoną i jeden tylko posiadałam oręż dla zdobycia znaczenia i bogactwa.<br>
{{tab}}Ty nie wiesz, czem jest walka o byt, nie znasz jej, ale gdybyś wiedział, jak trudne się ostać na świecie takim jak ja, uniewinniłbyś mię może.<br>
{{tab}}Kochałam cię prawdziwie i namiętnie, wierzyłam w ciebie, a widząc, że mnie odpychasz, postanowiłam się zemścić i pokazać ci, że jesteś jeszcze więcej godzien pogardy odemnie i innych mnie podobnych kobiet. Wszakże ty urodziłeś się na szczycie drabiny społecznej, wśród szczęśliwców tego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No218 part04.jpg|num=1352}}świata, do których od kolebki {{Korekta|należ|należy}} wszystko, a spadłeś do poziomu złoczyńców karanych rusztowaniem, dopuszczających się zbrodni przez nędzę i zepsucie będące tej nędzy, wynikiem. Tobie zdaje się może, że pobudką twoich czynów była miłość. O nie, miłość to uczucie szlachetne, ona do takich czynów nie popycha!<br>
{{tab}}Ciebie nie miłość zgubiła, lecz buntująca się pycha.<br>
{{tab}}Pomyśl teraz, do czego by cię mogła doprowadzić nędza i jej pokusy, kiedy nawet przy tak wyjątkowych szczęśliwych warunkach zostałeś zbrodniarzem!?<br>
{{tab}}Ja cię śledziłam, jak myśliwiec tropi zwierzę.<br>
{{tab}}Jeżeli dziś jesteś zgubiony, to przezemnie. Chcę, abyś się dowiedział o tem przed śmiercią.<br>
{{tab}}Znieważyłeś mnie, oszukałeś, podeptałeś nogami moje uczucia. Teraz jestem pomszczona!<br>
{{tab}}— I ja cię kochałam Klaudyjuszu. Ciebie miłość popchnęła do zbrodni, mnie — do zdrady.<br>
{{tab}}Jeżeli chcesz poznać mego wspólnika przeczytaj dwa dowody, dołączone do niniejszego. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No218 part05.jpg|num=1353}}{{tab}}Jego nie opętała miłość, lecz zawiść niska, podła zawiść, ale cel jego osiągnięty, ty ma już nie zrobić mu nie możesz.<br>
{{tab}}Żegnam cię. Trzeba było cenić moje przywiązanie. Gdybyś mię był nie opuścił, byłbyś szczęśliwy i szanowany.<br>
{{tab}}Takie jak ja istoty są nieubłaganemi {{Korekta|nieprzyjaciołmi|nieprzyjaciółmi}} i zło z lichwą odpłacają.<br>
{{tab}}Żegnam cię raz jeszcze!
{{f|align=right|prawy=15%|Sara.“|po=8px}}
{{tab}}Do tego lista były dołączone dwa dowody, pisane ręką Motglars’a po dyktandzie hrabiny i które ona starannie zachowała w szufladzie swego biurka.<br>
{{tab}}Czytając te dotykalne dowody zdrady swego kuzyna, margrabia pobladł, lecz nie zdradził się z wrażeniem, jakie to na nim zrobiło.<br>
{{tab}}Włożył wszystkie listy do koperty, tę ostatnią wsunął do kieszeni paltota i rzekł do komendanta:<br>
{{tab}}— Postąpię wedle rad pana, ale chciałbym prosić o jedną łaskę.<br>
{{tab}}— Jaką?<br>
{{tab}}— Niechaj wejdą Jonsset’owie i Morand’owie.<br>
{{tab}}— Owszem.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No218 part06.jpg|num=1354}}{{tab}}Kapitan Jousset, pomimo swego zapalczywego usposobienia, był słabym sędzią. Często się zdarza widzieć żołnierzy nieugiętych i srogich wobec nieprzyjaciela, a pełnych litości dla każdego innego. I ten dobrotliwy krzykacz czuł się wzruszonym. Położenie bez wyjścia, w jakiem się znalazł margrabia, budziło w nim współczucie.<br>
{{tab}}A potem, widział on przecież tego człowieka na placu boju, odważnie idącego w ogień. Podobne wspomnienia nie łatwo dają się usunąć.<br>
{{tab}}Towarzyszów broni łączyła w czasach rycerskich najszlachetniejsza, najtrwalsza przyjaźń, zrodzona z wspólnie przelanej krwi za dobro jednej wspólnej ojczyzny.<br>
{{tab}}Nawet Piotr Morand uczuwał pewną litość, pomięszaną ze zgrozą, na widok człowieka straconego nagle z tak wysokiego stanowiska i zmuszonego umrzeć w pełni zdrowia i chęci do życia.<br>
{{tab}}Bo margrabia musiał umrzeć. Kto nosi takie nazwisko, temu straty honoru przeżyć nie wolno.<br>
{{tab}}Jan Jousset, pustelnik z Colombier, był także wzruszony. Jego sumienie mówiło mu, że niema prawa z zimną i krwią karać śmiercią człowieka, {{pp|jaką|kolwiek}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No218 part07.jpg|num=1355}}{{pk|jaką|kolwiek}} byłaby wyrządzona przezeń krzywda.<br>
{{tab}}— Panowie, — rzekł margrabia, — jestem wielkim winowajca, ale skazanemu nie odmawia się kilku godzin czasu na uporządkowanie jego interesów. Nazywam się margrabia Klaudyjusz de Chasey Montglars i tak samo jak wy, moi panowie, nie chcę, aby nazwisko moje zostało splamione procesem kryminalnym. Obowiązuję się sam wykonać na sobie wyrok śmierci. Która godzina?<br>
{{tab}}Komendant spojrzał na zegarek.<br>
{{tab}}— Jedenasta, — powiedział.<br>
{{tab}}— Nie mam czasu do stracenia. Jutro o ósmej zrana powrócę tutaj, Proszę o tę zwłokę, jako o ostatnią łaskę. Wzamian za to daję panom więcej niż życie, bo prawo oskarżenia mnie przed sądem, który by mnie skazał jak ostatniego zbrodniarza.<br>
{{tab}}— Ale pan się obowiązujesz nie robić usiłowań zobaczenia Joanny? — spytał Piotr Morand.<br>
{{tab}}Fala krwi uderzyła margrabiemu do głowy.<br>
{{tab}}— Dobrze, — powiedział.<br>
{{tab}}— Powiesz nam pan, gdzie się znajduje jej córka.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No218 part08.jpg|num=1356}}{{tab}}— Jej córka jest i moją także. Powiem, gdzie ją będziecie mogli znaleźć.<br>
{{tab}}— Słowo honoru?<br>
{{tab}}— Margrabia z wdzięcznością spojrzał na Moranda i odparł uroczyście.<br>
{{tab}}— Przysięgam na honor mojej matki i dziękuję panu, że masz jeszcze zaufanie do mego słowa.<br>
{{tab}}Łza błysnęła w oku komendanta Bonnin’a, a kapitan Jousset zbliżył się do oskarżonego i poprzecinał sznury, któremi go skrępowano.<br>
{{tab}}— Jesteś pan wolny, — powiedział.<br>
{{tab}}Klaudyjusz de Chazey usiadł przy stole i pewną ręką napisał co następuje:<br>
{{tab}}„Ja, niżej podpisany, Klaudyjasz margrabia de Chazey-Montglars, przyznaję, że podstępem i gwałtem shańbilem pannę Joannę Jousset.<br>
{{tab}}„Przyznaję też, żem wywołał pojedynek, w którym utracił życie Ferdynand Descombes, a uczyniłem to w cela przeszkodzenia jego małżeństwu z panną Joanną Jonsset.<br>
{{tab}}Zawahał się na chwilę i dodał:<br>
{{tab}}„Przyznaję, żem otruł trucizną w Anglii nabytą, Gabryelę de Montrevers, margrabinę Chazey oraz, żem dwoma wystrzałami chciał pozbawić {{pp|ży|cia}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No218 part09.jpg|num=1357}}{{pk|ży|cia}} doktora Filipa Rochard’a, dla usunięcia dowodu tej zbrodni, o którą wam się oskarżam.<br>
{{tab}}„Napisano w domu Berard’owej, w obecności świadków, w nocy z trzecie go na czwarty kwietnia, roku tysiąc Osiemset siedemdziesiątego pierwszego.<br>
{{tab}}Klaudyjusz margrabia de Chazey Montglars“.<br>
{{tab}}Pisząc, czytał zarazem to wyznanie na głos.<br>
{{tab}}— Teraz — rzekł, głowa moja jest w rękach panów. Wszakże ten dokument jest chyba dostateczną rękojmią że spełnię dane przyrzeczenie.<br>
{{tab}}Obecni się skłonili.<br>
{{tab}}Margrabia wręczył dokument komendantowi.<br>
{{tab}}— Zniszczysz to pan, po dotrzymaniu przezemnie słowa — powiedział. To jedyna łaska jakiej od pana {{Korekta|żądam,|żądam.}} Pan masz tutaj powóz — komendancie?<br>
{{tab}}— Tak — odparł słabym głosem marynarz.<br>
{{tab}}— Ach! — byłbym zapomniał! — rzekł margrabia. Siadł znowu przy stole i szybko napisał te kilka wierszy:<br>
{{tab}}„Rozkazuję Bazylemu, memu kamerdynerowi w willi Pisani, w {{pp|pobli|żu}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No218 part10.jpg|num=1358}}{{pk|pobli|żu}} Pallauzy, (górne Włochy) powierzyć oddawcy niniejszego córkę moją Joannę Klaudyne“.<br>
{{tab}}Wstał. Twarz jego wyrażała energję i stanowczość.<br>
{{tab}}— Do widzenia — panowie — rzekł do obecnych. Jutro o ósmej, sprawiedliwości stanie się zadość.<br>
{{tab}}Komendant kazał podjechać swemu woźnicy, stojącemu niedaleko od domu.<br>
{{tab}}— Może panowie życzą sobie, aby mi ktoś towarzyszył? — powiedział {{Korekta|margrabia,|margrabia.}}<br>
{{tab}}Kapitan Jousset odpowiedział głosem zmienionym przez wzruszenie:<br>
{{tab}}— Jesteś pan wolny na słowo.<br>
{{tab}}Margrabia się skłonił i wsiadając do powozu zawołał na woźnicę:<br>
{{tab}}— Do zamka Chazey galopem!<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XVII.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Przebudzenie zdrajcy''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Byłoby niepodobieństwem odmalować stan ducha margrabiego po opuszczenia przezeń domu {{Korekta|Berardowej|Berard’owej}}.<br>
{{tab}}Stare legendy o widmach gniotących piersi winowajców, sprawdziły się na nim. Los okrutnie mścił się na nim.<br>
{{tab}}Widział on wszystkie swe zbrodnie powstające nagle aby go zgubić. {{pp|Je|go}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No218 part11.jpg|num=1359}}{{pk|Je|go}} nikczemność zamiast, jak się spodziewał miała zniknąć na zawsze okryta tajemnicą, wyszła na jaw w całem swem okropnem świetle.<br>
{{tab}}Dopóki nikt nie znał skaz plamiących jego duszę, sumienie jego godziło się jakoś z tem i zamykało uszy na wyrzuty i wymówki, Ale wówczas obraz Joanny olśniewał go i zasłaniał wszystko przed jego oczyma.<br>
{{tab}}Jeżeli z jednej strony odczuwał udręczenie winowajcy, to z drugiej strony znowu odurzała go i upajała namiętność, która go do zguby ciągnęła.<br>
{{tab}}Ulegał on, ślepo magnetycznemu wpływowi tej piękności, która go pogrążyła w ekstatycznem rozmarzeniu i kazała zapomnieć o wszystkiem.<br>
{{tab}}Dotychczas nikt jeszcze nie odważył się dosadnie scharakteryzować miłości. Miłość jest szaleństwem. Margrabia był szalony.<br>
{{tab}}Lecz tak samo jak szał może zniknąć pod wpływem jednego z tych wstrząśnień organizmu, które całą istotę człowieka zmieniają nagle, tak i miłość może się rozproszyć wskutek jednej z tych katastrof moralnych, będących tem samem dla duszy, czem {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No218 part12.jpg|num=1360}}trzęsienie ziemi jest dla wyspy wulkanicznej.<br>
{{tab}}Klaudyjusz de Chasey spadł teraz z wysokości swych marzeń i nadziei w przepaść z której go nie nie było w stanie wyratować. Złudna mara, która go olśniewała, rozpłynęła się we mgle.<br>
{{tab}}Joanna, o której myśl sama dreszcz rozkoszny w nim budziła, została mu wyrwaną.<br>
{{tab}}I gdzież ona znajdowała się w tej chwili?<br>
{{tab}}Zapewne pod strażą starego Descombes’a, nie spuszczającego jej z oka, dopóki nie otrzyma wiadomości o spełnieniu wyroku nad winowajcą.<br>
{{tab}}Zresztą gdyby nawet Klaudyjuszowi wiadomo było, gdzie znaleźć jedyny skarb, jakiego żałował przed śmiercią i gdyby miał wolny do niego dostęp, to i w tym razie nie mógłby się nią widzieć, ponieważ dał słowo, że tego nie uczyni.<br>
{{tab}}Dał słowo. Słowo mordercy i truciciela!<br>
{{tab}}Dziwne to może, ale jednak poczucie honoru żyło jeszcze w nim i dość było silne, aby go powstrzymać od zobaczenia jej, chociaż chętnie poniósłby najsroższe katusze, byle ją widzieć {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No218 part13.jpg|num=1361}}na jedną chwilkę.<br>
{{tab}}W jakim celu? Aby jej mówić o miłości?<br>
{{tab}}Nie, miłość jego się rozpierzchła. Margrabia, stojąc nad brzegiem otchłani, która się tak nagle przed nim rozwarta, myślał tylko o uporządkowania swych interesów i uregulowaniu rachunków. Chęć zemsty także go nie skłaniała do widzenia się z Joanną.
Nie czuł do niej żadnego żalu, chociaż jej to zgubę swą zawdzięczał.<br>
{{tab}}Ta kobieta odegrała względem niego rolę jednej z owych bajecznych syren, które swym urokiem wabią rybaków i wciągają w odmęt rzeki. Pomimo to nie mógł jej nienawidzieć, nie czuł w sercu żadnej goryczy na myśl o niej.<br>
{{tab}}Była ona bezwiednem narzędziem jego zguby, a z własnej woli nic złego mu nie wyrządziła.<br>
{{tab}}On zaś nienawidził tylko tych, co mu szkodzili z wolą i wiedzą.<br>
{{tab}}Powóz szybko toczył się po drodze.<br>
{{tab}}Nos była ciemna, lecz wązki sierp księżyca przeglądał przez chmury. Czarne jodły, zębate skały, domy uśpione, rzadko po drodze rozrzucone, defilowały z fantastyczną szybkością.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No218 part14.jpg|num=1362}}{{tab}}A margrabia pragnął, aby koła jeszcze prędzej się obracały. Tak pilno mu było stanąć u celu.<br>
{{tab}}Powóz mijał niezliczone wzgórza i doliny, aż nakoniec wody jeziora, otoczonego ostrokończastemi skałami, zamigotały wzdłuż drogi, ciągnącej się pomiędzy dwoma wysokiemi skałami.<br>
{{tab}}Margrabia odetchnął. Poznał swoje dobra. Woźnica dotknął biczem grzbietu konia. Powóz prędzej potoczył się drogą, utrzymywaną w tak wzorowym porządku, jak aleja ogrodu, i po upływie dwudziestu minut, zatrzymał się przed dużym budynkiem, w kształt podkowy zbudowanym, po nad którym stuletnie wiązy rozpościerały swe obnażone gałęzie.<br>
{{tab}}Były to stajnie zamku Chazey.<br>
{{tab}}Znajdowało się tam tylko dwóch parobków do koni roboczych, inne bowiem wraz z resztą służby wysłano do Włoch. Margrabia spojrzał na zegarek.<br>
{{tab}}Było w pół do pierwszej.<br>
{{tab}}Stajenni, zbudzeni turkotem powozu i szczekaniem psów, ukazali się we drzwiach.<br>
{{tab}}— Cicho! {{Korekta|Uspokuj|Uspokój}} te psy! rozkazał jednemu z nich margrabia.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No218 part15.jpg|num=1363}}{{tab}}Woźnica komendanta odprzęgał konia przy pomocy drugiego.<br>
{{tab}}Pan de Chazey zawołał pierwszego parobka i zapytał:<br>
{{tab}}— Wiele czasu potrzeba ci na podróż do Besançon parą koni?<br>
{{tab}}— Trzy i pół godziny, panie margrabio, jeżeli będę jechał nie spiesząc.<br>
{{tab}}— To się pospieszysz i w trzy godziny zrobisz tę drogę.<br>
{{tab}}— Jeżeli pan margrabia każe.<br>
{{tab}}— Zaprzęgnij konie do starego powozu.<br>
{{tab}}— Czy zaraz?<br>
{{tab}}— Natychmiast.<br>
{{tab}}— Dobrze proszę pana.<br>
{{tab}}— Czy pan Hugo jest tutaj?<br>
{{tab}}— Pan de Montglars jest w swoim pokoju.<br>
{{tab}}— Sam?<br>
{{tab}}— Pan margrabia wie, że w zamku prócz pana wice-hrabiego nie ma nikogo. Jutro i pan wice-hrabia wyjedzie.<br>
{{tab}}— Do Montglars?<br>
{{tab}}— Nie. Do Besançon.<br>
{{tab}}Margrabia brwi zmarszczył. Wicehrabia więc miał schadzkę {{Korekta|ze|z}} Sarą.<br>
{{tab}}— Dobrze, powiedział.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No218 part16.jpg|num=1364}}{{tab}}— Kiedy pan margrabia chce jechać?<br>
{{tab}}— W tej chwili. Wejdę tylko na krótki czas do zamku i wrócę zaraz.<br>
{{tab}}Stajenny usiłował odgadnąć, co się stało, dlaczego pan tak niespodziewanie powrócił.<br>
{{tab}}Było to co najmniej dziwne.<br>
{{tab}}Woźnica komendanta odjechał na rozkaz margrabiego z bilecikiem do swego pana, zawierającym te parę wyrazów:<br>
{{tab}}— O naznaczonej godzinie, w umówionem miejscu.<br>
{{tab}}Klandyjusz szybkim krokiem zmierzył do zamku, którego ogromne mury niewyraźnie rysowały się we mgle.<br>
{{tab}}Zbliżywszy się, zauważył światło, które się przedzierało przez okiennice pokoju wice-hrabiego.<br>
{{tab}}Montglars nie spał widocznie. Wzruszenie oczekiwania nie pozwoliło mu zamknąć oczu.<br>
{{tab}}Klaudyjasz, przez ostrożność wszedł tylnem wejściem ɖo wnętrza zamku.<br>
{{tab}}Ten ogromny dom pusty, wyludniony, zrobił na nim przykre wrażenie.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No220 part01.jpg|num=1365}}{{tab}}Ze zmarszczonem czołem przeszedł obszerne salony, na których ścianach zawieszone były portrety przodków jego. Płomień kandelabra o dwóch świecach, który niósł w ręku, słabo oświecał twarze senatorów, marszałków, wodzów, strojnych w złote hafty i ordery.<br>
{{tab}}W samym środku ogromnej sali, zatrzymał się na chwilę przed naturalnej wielkości portretem nieszczęsnej Gabryeli de Montrevers, ostatniej margrabiny de Chazey.<br>
{{tab}}Portret ten pędzla Cabanel’a był prawdziwem arcydziełem i odznaczał się zdumiewającem podobieństwem do oryginała.<br>
{{tab}}Margrabia stanął przed tą postacią, skruszony, żałując swej zbrodni.<br>
{{tab}}Ona zdawała się spoglądać na niego z żalem, odbijającym się w jej dużych oczach szafirowych, aksamitnych.<br>
{{tab}}Twarz jej jaśniała nadziemską pięknością, pełną szczególniejszego uroku.<br>
{{tab}}Ta kobieta mogła przecież stać się szczęściem jego domowego ogniska, tak jak była jego zaszczytem.<br>
{{tab}}A on zabił ją dla dziewczyny {{pp|wiej|skiej}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No220 part02.jpg|num=1366}}{{pk|wiej|skiej}}, która go nie chciała!<br>
{{tab}}Tak nisko spad! Klandyjusz de Chazey, potomek tych potężnych panów, gubernatorów Franche-Comté; feldmarszałków, przyjaciół królów.<br>
{{tab}}Czy to było prawdą?<br>
{{tab}}Zapytywał sam siebie, czy śni, czy to nie zmora okropna, która go dręczy?<br>
{{tab}}Ale niebawem przypomniał sobie, że niema czasu do stracenia. Czekano na niego przecież w tej ohydnej chałupie przydrożnej, gdzie go złapano jak dziką bestyję w potrzask.<br>
{{tab}}Ludzie znieważeni przez niego, przywłaszczyli sobie prawo sadu nad nim i wydali wyrok, którego on nie mógł w żaden sposób poczytywać za niesprawiedliwy.<br>
{{tab}}Ten sad tajemny, przypominający wieki średnie, okazał się nawet bardzo względnym i wyrozumiałym, pozwalając samemu winowajcy spełnić na sobie wyrok śmierci.<br>
{{tab}}W ten sposób oszczędzono mu wstydu, tego pręgierza, pod którym nazwisko jego znalazłoby się przy zohydzonych imionach Bocarmé i La Pommerais.<br>
{{tab}}Na taką taksę margrabia de Chazey {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No220 part03.jpg|num=1367}}morderca i truciciel nie zasługiwał.<br>
{{tab}}Szedł dalej, ostrożnie stąpając po taflach posadzki, jak złoczyńca, nocą, {{Korekta|plondrujący|plądrujący}} po cudzym domu.<br>
{{tab}}Wkrótce doszedł de swego apartamentu. Wszystko było tutaj jeszcze w tym samym nieładzie, jak przed jego wyjazdem.<br>
{{tab}}Ztąd to wyjechał przed kilka godzinami do Fontenelles dla zaślubienia kobiety, która go zgubiła, sama zostawszy przezeń unieszczęśliwioną.<br>
{{tab}}Użyto jej za przynętę i słusznie, bo któżby inny miał nad nim taką władzę?<br>
{{tab}}Klaudyjusz powiódł zaciśniętemi przez wściekłość palcami po włosach, rzucił palto na krzesło i siadł przy biurku, na którym leżał rozłożony papier.<br>
{{tab}}Ta, w kilku wierszach zredagował swój testament.<br>
{{tab}}„Oto ostatnia moja wola.<br>
{{tab}}„Każdemu z moich służących daję dwadzieścia pięć tysięcy franków, a trzy razy tyle memu kamerdynerowi, Bazylemu.<br>
{{tab}}„Suma ta ma zostać oddaną obdarowanym przez wykonawcę mego testamentu, wymienionego poniżej.<br>
{{tab}}„Joannie Klaudynie Jousset, córce {{pp|Jo|anny}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No220 part04.jpg|num=1368}}{{pk|Jo|anny}} Jonsset, margrabiny de Chazey daję kapitał, zapewniający jej sto tysięcy franków dochodu rocznego. Kapitał powyższy zostanie jej oddany w nieruchomościach, po dojściu jej do pełnoletności.<br>
{{tab}}„Reszta mego majątku ma zostać użytą na dobre uczynki.<br>
{{tab}}„Wykonawcą ostatniej mej woli mianuję komendanta Bonin’a i błagam go, aby się podjął tej misyi przez pamięć na swą wychowankę, Gabryelę de Montrevers, moją pierwszą żonę.<br>
{{tab}}„Z głębi serea proszę o przebaczenie wszystkich tych, względem których zawiniłem.<br>
{{tab}}„Napisałem w Chazey, na krótko przed śmiercią, czwartego kwietnia, roku tysiąc osiemaet siedemdziesiątego pierwszego
{{f|align=right|prawy=5%|Klaudyjasz, margrabia de Chazey}}
{{f|align=right|prawy=15%|Montglars.“}}
{{tab}}Napisał tych kilka wierszy ręką zupełnie pewna, bez wahania.<br>
{{tab}}Złożył papier, wsunął go do kieszeni tużurka i zaczął szukać w szufladach biurka jakiegoś przedmiotu, którego nie mógł znaleźć odrazu.<br>
{{tab}}Odszukał go wreszcie. Był to kłębek kolorowego sznurka niezbyt {{pp|grube|go}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No220 part05.jpg|num=1369}}{{pk|grube|go}}, ale bardzo mocnego.<br>
{{tab}}Klaudyjusz odciął spory kawałek sznura, związał jeden jego koniec w pętlice i schował do bocznej kieszeni.<br>
{{tab}}Następnie wyszedł ze swego pokoju i przez długi korytarz udał się na drugi koniec zamku.<br>
{{tab}}Tam właśnie mieszkał wicehrabia de Montglars, podczas długotrwałych zwykle swych odwiedzin w Chazey, gdzie się cieszył powagą równą powadze samego właściciela.<br>
{{tab}}U drzwi sypialni Klandyjusz zatrzymał się i zastukał.<br>
{{tab}}Z początku nikt nie odpowiedział, Margrabia, trochę niecierpliwy, zastukał po raz drugi.<br>
{{tab}}— Kto tam? — ozwał się głos Hugona, trochę zmieniony ze strachu.<br>
{{tab}}— Nie bój się, to ja.<br>
{{tab}}Odpowiedź margrabiego, uczyniła na jego kuzynie wrażenie torpili.<br>
{{tab}}Na dźwięk głosu Klaudyjusza, Hugo de Montglars zerwał się i usiadł na łóżka.<br>
{{tab}}Co to się stać mogło? Więc {{Korekta|Kladyjusz|Klaudyjusz}} nie wpadł w sidła tak zręcznie nań zastawione?<br>
{{tab}}Sara dała o wszystkiem znać wspólnikowi, którego zdradzała z drugiej.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No220 part06.jpg|num=1370}}strony.<br>
{{tab}}Montglars wiedział, że jego kuzyn puszczał się w podróż, z której nie miał już powrócić.<br>
{{tab}}Zdrajca czuwał, wytężając słuch na najmniejszy odgłos w tym dużym opuszczonym domu, niby domniemany następca tronu, oczekujący co chwila wieści o wydaniu ostatniego tchnienia przez jego poprzednika.<br>
{{tab}}Sara denuncjując Montglars’a przed Klaudyjuszem, spodziewała się zupełnie innej kary dla wicehrabiego, niżeli ta jaką mu bezwiednie zgotowała.<br>
{{tab}}Margrabiego znała ona doskonale i wiedziała, że gdy mu każą wybrać życie lub honor, wybierze ten ostatni a pierwsze mu poświęci.<br>
{{tab}}Stary Descombes tego samego był zadania i niewątpił ani na chwilę, że margrabia nie chcąc splamić swego imienia, zabije się.<br>
{{tab}}Ale jak w przekonaniu hrabiny da Gannes, pan de Chazey, powinien był ukarać zdradę swego kuzyna.<br>
{{tab}}Oto najprostszym sposobem, wydziedziczając go.<br>
{{tab}}Sara nigdy w życiu nie byłaby przypuszczała, że ci, których jej dawny kochanek tak okropnie znieważył, będą {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No220 part07.jpg|num=1371}}o tyle słabi i szlachetni, aby mu dać jeszcze kilka godzin wolności.<br>
{{tab}}Najprzebieglejsi mylą się nieraz w swem wyrachowaniu.<br>
{{tab}}I Sara pomimo całego swego sprytu rozumu, daru przewidywania, także się omyliła.<br>
{{tab}}Blady ze zdziwienia i przestrachu, Hugo siedzą na łóżka, ani się ruszył.<br>
{{tab}}Otwierajże — powiedział Klaudyjusz — mam zaledwie parę minut czasu i chcę ci kilka słów powiedzieć.<br>
{{tab}}Dały się słyszeć kroki i drzwi się otworzyły. Margrabia nie zamknął ich za sobą.<br>
{{tab}}Po cóż miał to robić? Był sam jeden w zamku z Hugonem. Nikt im nie mógł przeszkodzić.<br>
{{tab}}Zrobienie testamentu zajęło mu zaledwie dziesięć minut czasu.<br>
{{tab}}Montglars trupio blady, znowu rzucił się na łóżko.<br>
{{tab}}— Jestem zgubiony... zaczął margrabia z zupełnym na pozór spokojem.<br>
{{tab}}— Jakto? Co chcesz powiedzieć?<br>
{{tab}}— Nic, czegobyś ty nie wiedział.<br>
{{tab}}— Ale... wytłomacz się.<br>
{{tab}}— Nie rozumiesz? Wpadłem w zasadzkę i nie skarżę się. Mam to tylko, na co zasłużyłem. Jestem wielkim {{pp|wi|nowajcą}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No220 part08.jpg|num=1372}}{{pk|wi|nowajcą}} i nie tłomaczą się. Szalona namiętność pociągnęła mnie do zguby. Jedno mnie gniewa tylko. Uważałem się za mądrego a zadrwiono ze mnie jak z głupca.<br>
{{tab}}Zęby Montglarsa dzwoniły jak kastaniety.<br>
{{tab}}— Zdradzono mnie — dodał Klaudyjusz.<br>
{{tab}}— Zdradzono? — wybelkotał wice-hrabia.<br>
{{tab}}— Tak, znalazł się nędznik, który mnie zdradził.<br>
{{tab}}— Zkąd wiesz o tem?<br>
{{tab}}— Mam niezbite dowody. A zresztą nie jestem w gruncie tak bardzo głupi. Rozebrałem tę rzecz i doszedłem do wniosku, że zdradzić mnie mógł ten tylko, kto z mojej zguby osiągnie jakieś korzyści. Po mojej śmierci, dobra Chazey musiałyby przejść na kogoś...<br>
{{tab}}Montglars mechanicznym ruchem wyciągnął rękę w stronę stolika nocnego, na którym leżał rewolwer.<br>
{{tab}}Margrabia wzruszył ramionami.<br>
{{tab}}— Mój kochany, — powiedział ze wzgardą, nie będziesz śmiał go użyć. Pistolet albo szpada to nie broń dla ciebie. Ty musisz działać po cichu, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No220 part09.jpg|num=1373}}szkodzić językiem. Cóżbyś powiedział, gdyby cię jutro pociągnięto do odpowiedzialności? Nie, zbrodniarz taki jak ja potrzebuje pewnej odwagi, zdrajca podobny tobie, musi być koniecznie tchórzem.<br>
{{tab}}Wstał, nie spiesząc, odsunął wice-hrabiego i odrzucił rewolwer za łóżko.<br>
{{tab}}— Pomówmy z sobą spokojnie, bez gniewu — powiedział. Czas uchodzi. Ja już uporządkowałem wszystko, co do mnie należy. Teraz mam tylko z tobą załatwić rachunki. Otóż rzecz tak się ma. Plany moje zostały pokrzyżowane przez kogoś, kogo uważałem za przyjaciela, kogo obrałem za powiernika wszystkich moich myśli. Tym człowiekiem co mnie zdradził tak podle, jesteś ty!<br>
{{tab}}Spojrzenie, jakie margrabia przy tych słowach rzucił na Montglarsa, wyrażało tyle pogardy i nienawiści, że zdrajca oniemiał na razie.<br>
{{tab}}— Nie uczyniłem ci jednak nic złego, mówił dalej Klaudyjusz. Przyjąłem cię jak towarzysza i krewnego. Mój dom był twoim domem. Mogłeś brać pieniądze, nie zdając mi z nich rachunku... Ale tobie niedość było tego... chciałeś wszystko posiąść i {{pp|tytu|ły}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No220 part10.jpg|num=1374}}{{pk|tytu|ły}}, dochód... Czy myślisz, że to uszczęśliwia?<br>
{{tab}}— Sara! wyszeptał Montglars.<br>
{{tab}}— Sara nie mogła wiedzieć o wszystkiem. Sara nie byłaby odgadła, że złożono sto pięćdziesiąt tysięcy franków a Bachelet’a dla barona Lambert’a... Sara nie poszła do Sidi-Belbes szperać w moich papierach... Sara nie skradła adresu Leymensa z moich szuflad. Nie kłam lepiej i nie zasłaniaj się Sara! Teraz nikogo już oszukiwać nie bedziesz. Bazyli widział cię w moim pokoju. Nikt inny, tylko ty skradłeś ten adres.<br>
{{tab}}— Bazyli skłamał.<br>
{{tab}}— Bazyli jest wiernym sługą, jaśniej widzącym rzeczy niż pan jago. Zresztą zaraz ci dowiodę twej winy.<br>
{{tab}}— Czy to twoje pismo? — zapytał.<br>
{{tab}}Baltazar, ujrzawszy ogniste „Mane, Tekel, Fares“ na murach swego pałacu, nie czuł większego przerażenia.<br>
{{tab}}{{Korekta|Wice hrabia|Wice-hrabia}} oparł się o grzbiet łóżka. Twarz jego strasznie się zmieniła. Zwykły jej biało różowy koloryt przeszedł z początku w żółty a potem w zielonawy. Oczy jasno niebieskie, dziwnie rozszerzone, wyrażały prawie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No220 part11.jpg|num=1375}}komiczny przestrach.<br>
{{tab}}— Odpowiadajże! — odezwał się Chazey, stając {{Korekta|przedni m|przed nim}}. Ale pocóź! Na co się zdadzą wybiegi i kłamstwo wobec rzeczywistości. Więc ty, mój krewny, któremu się ze wszystkiego zwierzałem, we wszystkiem radziłem, ty byś bez wyrzutu sumienia wydał mię na pastwę sądów, wprowadził na rusztowanie? Tego chciałeś? Dopiąłeś swojego celu... Tej nocy zostałem aresztowany, sądzony i skazany. O ósmej sam spełnię na sobie wyrok. Jutro, gdybyś żył, odziedziczyłbyś po mnie. Ale i ty zostaniesz ukarany za zdradę, tak jak mnie ukarzą. Schwytali mnie, zaprowadzili do jakiejś nory ohydnej i obstąpili jak psy gończe {{Korekta|nszczutego|zaszczutego}} jelenia. Byli tam Jousset’owie, krewni tej Joanny, z którą tyś mnie zaznajomił może z celem, Morand’owie, jej narzeczony, inni jej przyjaciele, komendant Bonin, opiekun tej nieszczęśliwej, którą spaliłem na wolnym ogniu, Filip Rochard jej kochanek, Descombes, ojciec człowieka, któregom kazał niewinnie zamordować przy twojej pomocy. Wydarli mi tę kobietę, za którą sprzedałem moja duszę. I wszyscy jednozgodnie skazali {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No220 part12.jpg|num=1376}}mię na śmierć Ale tych ludzi nie mogę nienawidzieć, bo oni mszczą się słusznie, są w swojem prawie. Tylko ty, zdrajca, któryś głowę moją sprzedał nieprzyjaciołom, ty musisz zginąć marnie, tak samo jak ja. Żałuję, że mnie śmierć nie spotkała na polu bitwy, któregoś ty tak starannie unikał, chowając się w biurach, pomiędzy bezużytecznemi szpargałami. Ale moja śmierć, nawet teraz, nie będzie pozbawiona pewnej godności, twoja zaś będzie zgonem nędznika, który, sam czując swą nikczemność, kończy, wieszając się w stodole na powrozie. Ja cię zabiję, łotrze niegodny! Nosisz nazwisko szlacheckie, a jesteś podły, tcbórz, zdrajca!<br>
{{tab}}Margrabia nie posiadał się z gniewa. Hago {{Korekta|probował|próbował}} się podnieść i uciekać i uniósł głowę ponad wezgłowie łóżka. Klaudyjasz skorzystał z tego poruszenia, zarzucił mu na szyję pętlice, którą sobie naprzód przygotował i na wpół uduszonego położył a nóg swoich.<br>
{{tab}}— Łaski! krzyczał dławiąc się wice-hrabia.<br>
{{tab}}— A mnie czy ułaskawią? odparł Klaudyjusz drżąc z wściekłości.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No220 part13.jpg|num=1377}}{{tab}}Nagłym ruchem dowlókł swego kuzyna do ściany jedną ręką, drugą, zrzucił na posadzkę duży portret wiszący na haku, podniósł Montglars’a prawie nieżywego, i sznurek opasający ma gardło zaczepił o hak, z którego był zdjął obraz.<br>
{{tab}}Następnie, z uczuciem nasyconej zemsty, przypatrywał się konającemu, którego obnażone nogi zaczęły drgać konwulsyjnie.<br>
{{tab}}Był to widok straszny i odrażający.<br>
{{tab}}Oczy wychodziły z oczodołów, język się wydłużał niepomiernie, twarz czerniała.<br>
{{tab}}Po kilku chwilach margrabia ze wstrętem odwrócił się od trupa, stanął przed lustrem, otarł czoło zimnym potem oblane, przygładził włosy, poprawił na sobie ubranie, zarzucił paltot i szybko zeszedł ze wschodów.<br>
{{tab}}Cała ta straszna scena w pokoju Montglars’a nie trwała dłużej nad pół godziny.<br>
{{tab}}W oficynach, latarnie karety już zaprzężonej oświecały białe grzbiety tej samej pary koni, któremi przed laty Klaudyjusz de Chazey wraz ze swym kuzynem odbył podróż do Montrevers.<br>
{{tab}}Stajenny z lejcami w ręku, siedząc {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No220 part14.jpg|num=1378}}nieruchomo na koźle, czekał.<br>
{{tab}}Wieleż to wypadków stało się w przeciągu tych trzech lat! Wiele zmian!<br>
{{tab}}Klaudyjusz nie mógł się powstrzymać od żalu na myśl o tem.<br>
{{tab}}Gabryeli de Montrevers już nie było. Montglars konał straszliwą śmiercią w tym zamku, niegdyś pełnym życia i wesela.<br>
{{tab}}Kobieta, która mimowolnie stała się przyczyną tylu klęsk, znikła jak sen w chwili kiedy mu się zdawało, że ją posiadł na zawsze. A on został sam ze swoją rozpaczą, jak bankrot na granicach swego upadłego domu.<br>
{{tab}}Wskoczył do powozu i rzekł do woźnicy.<br>
{{tab}}— Besançon, hotel Paryzki.<br>
{{tab}}Powóz pomknął szybko przez park zamkowy i wkrótce wjechał na trakt, prosto wiodący do Besançon.<br>
{{tab}}Kołysanie się resorów uśpiło margrabiego. Teraz, po wysileniu woli i natężeniu wszystkich nerwów, czuł on silne przygnębienie, coś w rodzaju tego co musi odczuwać podróżujący w Alpach oszołomiony lawiną, śnieżną.<br>
{{tab}}Nie miał więcej odwagi myśleć ani {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No220 part15.jpg|num=1379}}zastanawiać się nad swem położeniem.<br>
{{tab}}Skazaniec zasypiający w swej celi przeddzień egzekucyi, doznaje podobnego uczucia odrętwienia.<br>
{{tab}}Margrabia ocknął się wówczas dopiero, gdy powóz zaturkotał na nierównym braku stolicy frankomtejskiej.<br>
{{tab}}Wtedy otrząsnął się i zapanował nad sobą. Niewolno mu wszak było upadać na duchu.<br>
{{tab}}Powóz, zwolniwszy nieco biegu, skręcił w jedną z głównych ulic miasta i zatrzymał się pod sklepieniem bramy.<br>
{{tab}}Klaudyjusz wysiadł i znalazł się w dziedzińcu hotelowym, otoczonym wysokimi murami i oświeconym jedną tylko latarnią gazową.<br>
{{tab}}Woźnica spojrzał na niego {{Korekta|pytająco|pytająco:}}<br>
{{tab}}— Zaczekasz na mnie, powiedział margrabia, niedługo wyjedziemy.<br>
{{tab}}Zaspany sługa zjawił się na progu.<br>
{{tab}}— Czy hrabina de Gannes jest tutaj? zapytał Klaudyjusz?<br>
{{tab}}— Zdaje się, że tak.<br>
{{tab}}— Jest napewno. W którym numerze stoi?<br>
{{tab}}Sługa hotelowy nigdy nie odmawia objaśnień nawet nocną porą, zwłaszcza, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No220 part16.jpg|num=1380}}jeżeli zwraca się do niego podróżny, który przyjechał własnym powozem zaprzężonym parą dobrych cugowców i z woźnicą w liberyi.<br>
{{tab}}Zresztą ton margrabiego był wyniosły i rozkazujący, a sam pan de Chazey nie był zupełnie nieznanym w hotelu Paryzkim.<br>
{{tab}}Sługa spojrzał na listę podróżnych, zawieszona w bramie i odparł:<br>
{{tab}}— Pani hrabina mieszka pod numerem drugim, proszę jaśnie pana.<br>
{{tab}}— Dobrze, zaprowadź mnie tam.<br>
{{tab}}Rozkaz ten wydawał się dziwnym ze względu na porę, ale sługa nie śmiał się sprzeciwiać i posłuchał.<br>
{{tab}}Numer drugi znajdował się na pierwszem piętrze i składał z przedpokoju i dwóch pokoi, większego i mniejszego Hrabina zajmowała obszerniejszy.<br>
{{tab}}Paula jej pokojówka mieszkała w mniejszym.<br>
{{tab}}Margrabia zadzwonił.<br><br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No221 part01.jpg|num=1381}}{{c|XVIII.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Kobieta zmienną jest!'''''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Pierwszy dźwięk dzwonka wywołał w apartamencie hrabiny de Gannes tylko zdumienie.<br>
{{tab}}Sara, tak samo jak wice-hrabia de Montglars, nie spała.<br>
{{tab}}Są w życiu wypadki, które nam sen odbierają.<br>
{{tab}}Jestto zarówno przywilejem wielkich radości, jak wielkich bólów.<br>
{{tab}}Kto z nas nie nosi w swej duszy wspomnienia takich długich nieprzespanych nocy, albo też tak krótkich, że się jedną chwilą wydały?<br>
{{tab}}Sara, leżąc w łóżku hotelowem, o wiele mniej wygodnem, niż jej własne, w pałacyku przy ulicy Ateńskiej, miała pasmo niewesołych myśli. Myślała o człowieku, którego kochała prawdziwie, dla którego chętnie by się poświęciła, a który nią pogardził.<br>
{{tab}}Wiedziała, że ten człowiek tej nocy będzie zmuszony rozstać się z życiem i liczyła godziny, minuty.<br>
{{tab}}Wyobraźnia przedstawiała go jej odjeżdżającego z tą rywalką, z którą ona nie mogła walczyć, zatrzymanego w drodze; oblężonego przez nieprzyjaciół, którzy rzucą mu w oczy dowody {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No221 part02.jpg|num=1382}}jego nikczemności.<br>
{{tab}}Wiedziała, że jest on zbyt dumny i inteligentny, aby miał próbować walczyć z oczywistością i że groźba ukazania światu jego zbrodni, będzie dlań dostatecznym środkiem, który go skłoni do spełnienia na sobie wyroku sędziów.<br>
{{tab}}Napawała się zemstą osobistą, tem uczuciem, które ma być podobno rozkoszą bogów.<br>
{{tab}}Z przyjemnością wyobrażała sobie, jaka wściekłość musiała zakipieć w sercu Klaudyjusza, gdy się dowiedział czyja to ręka go zgubiła.<br>
{{tab}}Jej to dziełem była jego zguba, jej wyłączną zasługą. Nawet Montglars był tylko w jej ręku narzędziem.<br>
{{tab}}Chwilami uczuwała rodzaj litości nad dawnym kochankiem i pragnęła go ocalić.<br>
{{tab}}Nic nie jest w stanie wymazać z serca kobiety wrażeń miłości tak gwałtownej, jak uczucie, jakie Sara żywiła dla jedynego człowieka, który ją zwyciężył i opanował.<br>
{{tab}}Ten niespodziewany odgłos dzwonka w nocy, zdziwił ją.<br>
{{tab}}Podniosła głowę, oparła ją na ręka i czekała.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No221 part03.jpg|num=1383}}{{tab}}Dźwięk się powtórzył. Drgnęła.<br>
{{tab}}Któż to mógł być o tak późnej porze?<br>
{{tab}}Jakiej mogła się spodziewać wiadomości?<br>
{{tab}}Zapewne uwiadamiano ja o końca dramatu.<br>
{{tab}}Stary Descombes może przysłał umyślnego z listem.<br>
{{tab}}Myliła się. Stary Descombes w tej chwili nie myślał o niej.<br>
{{tab}}Zapaliła świecę i posłuchała, czy pokojowa jej śpi.<br>
{{tab}}Paula, szczęśliwsza od swej pani rzeczywiście spała smacznie pierwszym snem trudnym do przerwania.<br>
{{tab}}Sara zawołała na nią:<br>
{{tab}}— Paulo! zobacz kto dzwoni!<br>
{{tab}}Ciekawość hrabiny silnie była podniecona.<br>
{{tab}}Kreolka, zaspana, przecierając o czy, przeszła przez pokój wolnym krokiem i otworzyła.<br>
{{tab}}Poznawszy margrabiego, dziewczyna w tył się cofnęła.<br>
{{tab}}Klaudyjusz skorzystał z tego i wszedł, zamykając drzwi za sobą.<br>
{{tab}}— Proszę pani, rzekła Paula, to pan de Chazey.<br>
{{tab}}Sara skamieniała.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No221 part04.jpg|num=1384}}{{tab}}— On! Więc Descombes ją oszukał! Albo może Klaudyjusz, zręczniejszy od swych nieprzyjaciół wymknął im się.<br>
{{tab}}Tak samo jak Montglars, zdjęta została przerażeniem i otworzyła usta, aby krzyknąć na pomoc.<br>
{{tab}}Lecz umiejąc lepiej panować nad sobą niżeli jej sprzymierzeniec, rozśmiała się ze swego przestrachu i uspokoiła myślą, że jeszcze starczy jej dość czasu, aby stanąć w pozycyi obronnej:<br>
{{tab}}Przecież koniec końców nie była na pustyni, tylko wśród miasta. Służąca była w drugim pokoju, a jej samej na odwadze i zręczności nie zbywało.<br>
{{tab}}— Pan de Chazey? rzekła do {{Korekta|kreolki|Kreolki}}. Poproś go tutaj i wejdź do siebie.<br>
{{tab}}Margrabia już był przy niej.<br>
{{tab}}Sara obrzuciła go badawczem spojrzeniem.<br>
{{tab}}Klaudyjusz był bardzo blady, ponury i widocznie znajdował się pod wpływem wielkiego przygnębienia.<br>
{{tab}}— Saro, odezwał się cicho i łagodnie przepraszam, że ci sen przerwałem, ale zmusiły mię do tego okoliczności. Moi nieprzyjaciele zwyciężyli mię nakoniec. Otrzymałem list twój. Wiem wszystko nie mam do ciebie urazy. Jesteś kobietą! Nie poznałam się na {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No221 part05.jpg|num=1385}}twej prawdziwej wartości, obraziłem cię i nie dziwnego, żeś to zapamiętała. Nie mam prawa się skarżyć. Ale jesteś pomszczona. Zguba moja pewna i nieodwołalna.<br>
{{tab}}— Tak?<br>
{{tab}}— Tak, niema już dla mnie żadnej nadziei. Jedno mi tylko pozostało.<br>
{{tab}}— Co?<br>
{{tab}}— Odebrać sobie życie.<br>
{{tab}}— Ty byś się miał zabić?<br>
{{tab}}— Zapewne... Chciałem cię wprzódy zobaczyć. Wyjednałem małą zwłokę u moich sędziów, bo ci co mnie skazali, są prawdziwymi sędziami, wymierzyli sobie sprawiedliwość i nie okazali się wcale okrutni. Tej zwłoki użyłem na przyjazd tutaj... Podaj mi rękę Saro, na znak przebaczenia i pożegnania.<br>
{{tab}}Ona słuchała go w osłupienia.<br>
{{tab}}W jego słowach nie było ani śladu goryczy lub rozdrażnienia.<br>
{{tab}}Wydawał się przygnębionym, znękanym, ale nie rozgniewanym i przejętym nienawiścią.<br>
{{tab}}— Zrobiłem jak wielu innych, mówił dalej, — wziąłem ułudę za rzeczywistość. Prawdziwem szczęściem byłaś ty Saro. Masz piękność, rozum, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No221 part06.jpg|num=1386}}dystynkcyję... Czegóż można pragnąć więcej?... Gdy pomyślę o mojej pomyłce, o mojem głupiem zaślepieniu, powiadam sobie, że za to powinna mnie była spotkać kara taka, jaka mnie spotyka. Ja, margrabia de Chazey zostałem zepchnięty do poziomu zwykłego zbrodniarza, przekonany dowodnie, zmuszony się rumienić przed ludźmi, których może nie uważałbym za godnych zająć miejsce moich lokajów. Co za upadek sromotny! A mogliśmy byli żyć tak szczęśliwie, tak być silni!...<br>
{{tab}}— To prawda!<br>
{{tab}}— Jakiś szał napadł mnie i obłąkał. Uwielbiałem głupio dziewczynę, przypadkiem napotkaną w nieznanej wiosczynie. Ta dziewczyna mnie teraz zabija. To rodzaj opętania, uroku, czarów! Przez całe dwa lata nią miałem wyłącznie zajętą głowę, prócz niej nikogo i nic nie widziałem na świecie. Była dla mnie gwiazdą, wobec której wszystkie inne gasną. A jednak nie była ona godna zostać sługą twoją! Teraz dopiero przejrzałem i widzę jasno, ale zapóźno niestety! Mówię, że umierający widzą lepiej niż ci, którym wiele jeszcze do życia pozostało. I ja {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No221 part07.jpg|num=1387}}teraz widzę jasno całe moje życia. Ty jedna dobrą byłaś dla mnie. Powinienem był los mój w twoje ręce powierzyć... Pozwól więc, niech ci ofiaruję ostatnią po sobie pamiątkę.<br>
{{tab}}— Co chcesz przez to powiedzieć?<br>
{{tab}}Klaudyjusz rozejrzał się po pokoju, spostrzegł w rogu stół i papier i kierując swe kroki w tę stronę, mówiąc ze smutnym uśmiechem:<br>
{{tab}}— Nie potrzebuję już majątku. Na tamten świat nie zabiera się dóbr doczesnych, a ja nie mam ich komu zostawić. Chcesz je przyjąć, Saro?<br>
{{tab}}— Klaudyjuszu!<br>
{{tab}}— Pojmuję, jak bolesną zadałem ci raną. Kochałem cię namiętnie, szalenie, ale wiesz przecież, że świat kieruje się głupiemi przesądami. I ja, jak inni, musiałem im ulegać. Pragnąłem cię zaślubić, było to mojem najgorętszem życzeniem, ale w twojem życiu była tajemnica. Mówiono... chcesz abym wymówił to fatalne slowa?!... mówiono o szpiegostwie..., o nałogach płaconych pieniędzmi wroga... Nie chciałem lekceważyć tego... byłem dumny z mego nazwiska..., pochodzenia..., jak gdyby jedno i drugie nie było dziełem przypadku. Czyż w życiu {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No221 part08.jpg|num=1388}}postępują się wedle swej woli? Czy się samemu drogę swoją obiera? Ja stanowię dowód, że tak nie jest. Zrozpaczony naszem zerwaniem, pozwoliłem się pochłonąć tej namiętności, odurzyłem się nią jak mocnym trunkiem... I gdzież mnie ona zaprowadziła? Czy dziś jest na świecie człowiek niżej upadły, więcej shańbiony odemnie? I gdy pomyślę, że mógłbym dotąd być na takiej wysokości, a z własnej winy spadam w tak głęboką przepaść, wówczas muszę przyznać, że mi nikogo obwiniać nie wolno. Chcę się jeszcze ukorzyć a stóp twoich Saro. Byłaś skarbem a jam cię zapoznał..., jestem ci winien zadość uczynienie jedyne, na jakie stać mnie teraz... Jesteś bogatą, będziesz bogatszą jeszcze...<br>
{{tab}}Przystąpił bliżej do stołu, na którym rozłożone były materyjały piśmienne.<br>
{{tab}}Sara tymczasem, korzystając z tego, że Klaudyjusz odwrócony był do niej plecami, wyszła z łóżka i szybko za rzuciła peniuar.<br>
{{tab}}— Klaudyjaszo, — rzekła.<br>
{{tab}}— Co chcesz?<br>
{{tab}}— Czy ty mówisz szczerze?<br>
{{tab}}— Dlaczegóż nie miałbym być szczerym, kiedy pozostaje mi zaledwie {{pp|kil|ka}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No221 part09.jpg|num=1389}}{{pk|kil|ka}} godzin życia...<br>
{{tab}}— Ty mnie nie nienawidzisz?<br>
{{tab}}— Nie, Saro, i chcę ci tego dowieść.<br>
{{tab}}— Nie mogę w to uwierzyć.<br>
{{tab}}— Jeden jest tylko człowiek, którego nienawidzę.<br>
{{tab}}— Montglars?<br>
{{tab}}— Tak. Ciebie obraziłem, skrzywdziłem, chociaż winien ci jestem takie chwile szczęścia i rozkoszy, jakich tylko raz się w życiu doznaje. Dla niego zaś zawsze byłem dobry, traktowałem go jak brata!... On odpłacił mi za to zdrada, chcę więc, aby przynajmniej chybił celu, do którego mierzył. Pragnął bogactw, pozostanie ubogim.<br>
{{tab}}Sara położyła rękę na jego ramieniu i patrząc mu w twarz, rzekła:<br>
{{tab}}— To byłoby słuszne. A potem co uczynisz?<br>
{{tab}}— Potem?...<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Jużem ci powiedział.<br>
{{tab}}— Chcesz skończyć z życiem!?<br>
{{tab}}— Zapewne.<br>
{{tab}}— Nie będziesz żałował niczego?<br>
{{tab}}— Może będę żałował... ale cóż robić?<br>
{{tab}}— Ocalić się.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No221 part10.jpg|num=1390}}{{tab}}On potrząsnął głową.<br>
{{tab}}— To niemożliwe — powiedział.<br>
{{tab}}— Dlaczego?<br>
{{tab}}— — Dałem słowo.<br>
{{tab}}— Słowo gwałtem wymuszone do niczego nie obowiązuje.<br>
{{tab}}— Dałem je z własnej woli i dotrzymam.<br>
{{tab}}— Ale czegóż możesz się obawiać?<br>
{{tab}}— Hańby, gorszej niż wszystko.<br>
{{tab}}— O, to tylko słowo! Głupi ten, kto mogąc żyć szczęśliwie, dla błahego skrupułu unicestwia się! Kto może określić, gdzie się zaczyna i gdzie kończy honor lub hańba? Jedno jest tylko słowo warte, aby wymówionem zostało.<br>
{{tab}}— Ja tego słowa nie znam.<br>
{{tab}}— Miłość.<br>
{{tab}}— Nienawidzę jej... Czy miłość nie była źródłem wszystkich nieszczęść moich, mego poniżenia? Nie mówmy lepiej o tem osławionem uczuciu.<br>
{{tab}}— Owszem, mówmy.<br>
{{tab}}— Nie, Saro! Budząc we mnie żal za życiem, czynisz śmierć tem okrutniejszą!<br>
{{tab}}Sara pochyliła się nad nim i szepnęła:<br>
{{tab}}— Jeżeli życia żałujesz, nie {{pp|pozba|wiaj}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No221 part11.jpg|num=1391}}{{pk|pozba|wiaj}} go się.<br>
{{tab}}— Nie kuś mnie!<br>
{{tab}}— Kiedy ja właśnie pragnę cię skusić!<br>
{{tab}}— Co mówisz?<br>
{{tab}}— Posłuchaj Gdybym ci zaproponowała ucieczkę ze mną, wyjazd we dwoje gdzieś bardzo daleko. Gdybym powiedziała: wszystko, o co mię obwiniasz, jest prawdą, jesteśmy oboje niegodni, ja przez moją przeszłość, której nie znasz, ty przez twoje zbrodnie. Połączmy nasze losy, godni wszakże siebie. Jedno drugiemu nic nie może mieć do wyrzucenia. Schrońmy się, gdzie zechcesz! Gdyś mnie odepchnął przed kilku dniami, nie przeczuwając jeszcze nieszczęścia, które ci zagrażało, uczułam gniew tak silny, jak moja miłość. Gniew zgasł, miłość została. Kocham cię Klaudyjuszu! Jestem jeszcze młoda, wszyscy mówią, żem piękna. Będę do ciebie należała ciałem i duszą. Rozpoczniemy nowe życie w nowej ojczyźnie! Świat jest szeroki. Powiedz słowo, pójdę za tobą wszędzie! Albo ty mnie usłuchaj raczej... pozwól się prowadzić przezemnie... A przedewszystkiem uniknij rąk twych nieprzyjaciół. {{pp|Na|myślisz}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No221 part12.jpg|num=1392}}{{pk|Na|myślisz}} się w drodze. Ja wiem, co czynić należy. Żadne niebezpieczeństwo grozić ci nie może! Chcesz?<br>
{{tab}}Margrabia zdawał się wahać.<br>
{{tab}}— Taka miłość jak moja, ciągnęła dalej Sara z gorzkim uśmiechem, zawsze więcej jest wartą od dwóch łutów ołowiu i sześciu stóp ziemi.<br>
{{tab}}Wpiła swe źrenice w jego oczy i szepnęła namiętnie:<br>
{{tab}}— Chcesz?<br>
{{tab}}— Nie mogę!<br>
{{tab}}— Chcieć, to módz.<br>
{{tab}}— Wzgarda ogólna zabiłaby mnie.<br>
{{tab}}— Pójdziemy tak daleko, że nikt za nami nie podąży.<br>
{{tab}}Wzruszył ramionami, wydając westchnienie.<br>
{{tab}}— Gdybyś jeszcze mogła mi przebaczyć! — szepnął.<br>
{{tab}}— Jużem ci przebaczyła.<br>
{{tab}}I znowu magnetyzowała go swemi ogromnemi, głębokiemi i potężnemi oczyma.<br>
{{tab}}Klaudyjusz, nniesiony namiętnością, objął ją i przycisnął do siebie.<br>
{{tab}}— A więc — rzekł po chwili — dobrze. — Pamiętaj, że sama chciałaś tego. Takie już widać nasze przeznaczenie!... Chodź pojedziemy zaraz, tej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No221 part13.jpg|num=1393}}noty jeszcze, bo spaliłbym się zo wstydu, gdybym spotkał jednego z tych ludzi, którzy odebrali moje słowo i wierzą weń. Uciekajmy.<br>
{{tab}}Sara uściskiem odpłaciła mu za ścisk i szepnęła do ucha kochankowi:<br>
{{tab}}— Tak będę twoją na zawsze!<br>
{{tab}}— Paulo! — zawołała na służącą.<br>
{{tab}}Kreolka weszła.<br>
{{tab}}— Naszykuj mi suknię... okrycie... kapelusz... prędko!<br>
{{tab}}Spiesznie okręciła około głowy swe czarne warkocze.<br>
{{tab}}Margrabia jakby się nagle przeistoczył. Przygnębienie ustąpiło miejsca jakiejś nienaturalnej, gorączkowej radości. Ukradkiem spojrzał na zegarek. Wskazywał trzy kwadranse na piątą.<br>
{{tab}}— Prędko, powiedział. Dzień niezadługo zaświta.<br>
{{tab}}Hrabina, przy pomocy {{Korekta|kreolki|Kreolki}}, ubrała się w przeciągu kilku minut.<br>
{{tab}}Ubierając się, dawała jeszcze Pauli rozmaite instrukcyje.<br>
{{tab}}— Wyjeżdżam, mówiła — i niedługo napiszę po ciebie. Pieniądze weźmiesz u pana Descombes’a. Niepotrzeba nikomu opowiadać z kim i po co wyjechałam. Zapakuj trochę rzeczy do walizy, {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No221 part14.jpg|num=1394}}ale nie dużo, żeby była lekka.<br>
{{tab}}Powóz z rozkazu margrabiego czekał.<br>
{{tab}}Klaudyjusz sprowadził ze schodów hrabinę, posadził ją prawie na poduszkach karety, szepnął kilka słów woźnicy do ucha, dwa luidory wsunął w rękę słudze hotelowemu i sam wskoczył do powozu, który pomknął z błyskawiczną szybkością. W kilka minut potem konie zatrzymały się przed domem bankowym Doscombes’a.<br>
{{tab}}Margrabia wysiadł i do pudełka do listów wrzucił kopertę zawierającą jego testament. Następnie kilka sekund stał zapatrzony w czarną fasadę starej kamienicy.<br>
{{tab}}Jedno okno było oświetlone i cień jakiś zarysował się na szybach.<br>
{{tab}}Klaudyjusz zadrżał od stóp do głów.<br>
{{tab}}Przeczucie go nie omyliło. Joanna znajdowała się w domu swego teścia. I ona tej fatalnej nocy czuwała. Scena, jakiej była świadkiem w domu {{Korekta|Berardowej|Berard’owej}}, nie dała jej usnąć.<br>
{{tab}}Ale teść, otaczający ją takiem przywiązaniem i czułą opieką, tym razem krępował jej swobodę. Joanna była więźniem w jego domu, nie wolno jej było ztamtąd się wydalać.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No221 part15.jpg|num=1395}}{{tab}}Klaudyjusz przez chwilę nie odrywał od niej oczu. Może się ich spojrzenia spotkały?<br>
{{tab}}Latarnie powozu dobrze oświecały całą postać margrabiego.<br>
{{tab}}Uczynił gest, jak gdyby jej przesyłał pocałunek pożegnalny na wzór gladyjatorów rzymskich, pozdrawiających Cezara przed śmiercią.<br>
{{tab}}Sylwetka młodej kobiety zniknęła.<br>
{{tab}}Było to ostatnie widzenie się tych dwojga ludzi.<br>
{{tab}}Klaudyjusz uczuł chłód w sercu. Miłości rozkazywać niemożna.<br>
{{tab}}On koohał jednak tylko te kobietę, ją jedyną.<br>
{{tab}}Wskoczył napowrót do powozu, ramieniem objął kibić Sary i przycisnął ją do piersi.<br>
{{tab}}— Teraz, powiedział, jesteśmy związani na całe życie, nie rozstaniemy się więcej.<br>
{{tab}}Miłość Sary zmartwychwstała. Jego pocałunek wzbudził w niej dreszcz rozkoszny.<br>
{{tab}}Wydała wprawdzie swego kochanka, zdradziła go, ale teraz gotowa była życie oddać za niego.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No222 part01.jpg|num=1396}}{{tab}}— Nie obawiaj się niczego, rzekła. Gdybyś nawet sto razy więcej zbrodni popełnił i wówczas bym cię uwielbiała. Powiedziałeś, że miłość jest szaleństwem i ja jestem teraz szalona.<br>
{{tab}}Zaczęła tworzyć plany na przyszłość.<br>
{{tab}}Mówiła, że urządzi sobie dom wśród kwiatów i krzewin; że tak potrafi każdą chwilę uprzyjemnić ukochanemu, iż on nie będzie mógł pojąć, jak mógł żyć inaczej, bez niej i napewno przeszłości żałować nie będzie. Oskarżała się sama o zdradę względem niego, ale sama ta zdrada była już dowodem miłości. Wolała go widzieć umarłym, niżeli mężem innej. Miłość inaczej nie rozumuje. Któraż kobieta, prawdziwie zakochana, nie woli śmierci kochanka niż jego zdradę?<br>
{{tab}}Powóz toczył się galopem. Mgła ciągle jeszcze zasłaniała widnokrąg, ale o kilka mil od {{Korekta|Besanon|Besançon}} zaczęły się okazywać pierwsze promienie słońca.<br>
{{tab}}Zdawało się, że powóz przecina mleczno-białą chmurę, obramowaną blado-różowym szlakiem.<br>
{{tab}}Sara, otulona płaszczem, z ręką złożoną w dłoni kochanka, kołysana szybkim ruchem powozu, znużona {{pp|bezsen|nością}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No222 part02.jpg|num=1397}}{{pk|bezsen|nością}} i wzruszeniami, zdrzemnęła się. Gdy się obudziła, powóz zjeżdżał ze stromego wzgórza pomiędzy dwoma wałami ze skał, tu i owdzie okrytych karłowatym lasem.<br>
{{tab}}Dzień już bielał ale słońce, które na chwilę tylko wyjrzało z za obłoków, teraz znowu się skryło.<br>
{{tab}}Mgła, gdzie niegdzie osrebrzona niewidzialnemi promieniami spowiła wszystko: ziemię, skały i drzewa.<br>
{{tab}}— Gdzie jesteśmy? zapytała Sara.<br>
{{tab}}Margrabia napół otworzył drzwiczki i wychyli się. Powóz minął jak strzała czarną chałupę, stojącą nad strumieniem. Był to dom Berard’owej. Wydawał się teraz niezamieszkany. Nocni goście już się rozeszli.<br>
{{tab}}Palce margrabiego zacisnęły się kurczowo. Zbliżała się stanowcza chwila, której nie chciał spóźnić.<br>
{{tab}}— Prędzej! rozkazał woźnicy. Niech konie padną, jeżeli trzeba, ale jedź prędzej!<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XIX.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Koniec snu''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Woźnica, jak gdyby czekał tylko tego rozkazu, dotknął biczem grzbietu koni, a te pomknęły jak wicher boczną drogą, dość szeroką dla jednego {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No222 part03.jpg|num=1398}}pojazdu.<br>
{{tab}}Uwagę Sary zwrócił ten rozkaz, który raczej przeczuła, niżeli słyszała.<br>
{{tab}}— Dokąd jedziemy? zapytała.<br>
{{tab}}Od domu Berard’owej do rzeki Doubs grunt się poniża dość stromym spadkiem, na przestrzeni około trzech kilometrów.<br>
{{tab}}Ani jednego mieszkania nie widać na tej drodze, utorowanej wśród lasów jodłowych i zarośli.<br>
{{tab}}Margrabia, zamiast odpowiedzieć na pytanie hrabiny, spuścił szyby karety i wskazując roztaczający się przed nimi krajobraz, powiedział:<br>
{{tab}}— Patrz!<br>
{{tab}}Był to widok prawdziwie zachwycający. Słońce zaczynało rozpraszać mgłę gęstą, ciężącą nad dolinami i wpadlinami. Na widnokręgu góry szwajcarskie, pod strumieniem światła roztaczały majestatyczny amfiteatr swych wierzchołków, na których lśniły wszystkie barwy tęczy. Na dole wąwozy i parowy wydłużały się, tonąc we mgle i migocąc ogromnemi stawy. Bliżej ukazywała się dolina, po której Doubs toczy swe fale, głębokie jak przepaść, a o pół mili dalej wody rzeki, napotykając ogromne, prawie {{pp|o|siemdziesiąt}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No222 part04.jpg|num=1399}}{{pk|o|siemdziesiąt}} stóp wysokie, skały, przeskakują je szumiącą kaskadą i wpadają w otchłań, której głębiny nikt dotąd nie zmierzył.<br>
{{tab}}Z punktu, w którym się znajdowali Sara z margrabią, widać było tylko szczyty wodospadu i spokojną jeszcze przestrzeń wody, toczącą się ku przepaści.<br>
{{tab}}U stóp ich spokojne i gładkie wody jeziora zagradzały drogę.<br>
{{tab}}Jezioro to ze wszech stron otoczone jest lesistemi skałami, a rosnące tam drzewa w niektórych miejscach tworzą prawie nieprzejrzaną zasłonę.<br>
{{tab}}— Jesteśmy jeszcze we Fraucyi, rzekł margrabia. Z drugiej strony widać już terytorjum szwajcarskie.<br>
{{tab}}Wskazał ręką stronę, gdzie buczał wodospad i dodał:<br>
{{tab}}— Tam są ludzie, którzy mię sądzili.<br>
{{tab}}Sara drnęła i spytała krótko?<br>
{{tab}}— Cóż oni tam robią?<br>
{{tab}}— Czekają na mnie. Zwłoka, jaką otrzymałem, kosztowała mnie coś przecież. Musiałem im dać obietnicę.<br>
{{tab}}— Jaka?<br>
{{tab}}— Że się oddam w ich ręce i po zbawię życia.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No222 part05.jpg|num=1400}}{{tab}}— Prawda! zapomniałam o tem. I dotrzymasz tej obietnicy?<br>
{{tab}}Klaudyjusz potrząsnął głową. Dawny jego uśmiech ironiczny i wyniosły wygiął mu usta.<br>
{{tab}}— Gdyby nie ty, dotrzymałbym. Ale utracić ciebie — nigdy!<br>
{{tab}}Dał rozkaz woźnicy, a ten zatrzymał powóz.<br>
{{tab}}— Co chcesz zrobić? zapytała Sara.<br>
{{tab}}— Odgrodzić się od nich granicą.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Chodź, a sama zobaczysz.<br>
{{tab}}Wysiedli oboje, stangret zaś na znak margrabiego szybko się oddalił.<br>
{{tab}}— Z tej strony jest tylko jeden most, powiedział margrabia, wskazując na północ. Tu mogliby nas zatrzymać. Powóz tamtędy przejedzie, a my inną obierzemy drogę.<br>
{{tab}}Z temi słowy ujął ją za rękę i oboje poszli ścieżką, utorowaną wśród lasu. Scieżka ta stromo biegnie ku brzegom jeziora.<br>
{{tab}}Sara Klaudyjusz wkrótce tam stanęli.<br>
{{tab}}Czarująca to miejscowość.<br>
{{tab}}O dwa kilometry ztamtąd wodospad toczy swe brylantowe wody ku skałom olbrzymim i ostro zakończonym, {{pp|wyso|kim}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No222 part06.jpg|num=1401}}{{pk|wyso|kim}} przeszło na sześćset stóp.<br>
{{tab}}Zbiegowie znajdowali się na wybrzeżu, obrośniętem wielkiomi drzewami.<br>
{{tab}}Przed niemi powierzchnia wody tak była spokojna, jak fale rzeki są burzliwe i kipiące po drugiej stronie wodospadu.<br>
{{tab}}Od strony granicy szwajcarskiej, wpośród mgły z każdą chwilą przezroczystszej, widać było białe zalotne domki wioski Brenets. Tam nizki domeczek, pokryty czerwoną dachówką, wysunięty naprzód, ukazuje mostek drewniany, służący za ambarcader życzącym użyć przejażdżki wodnej.<br>
{{tab}}Łodzie niewykwintne, lecz mocne, przywiązane ¡do drzew nadbrzeżnych, czekają na turystów.<br>
{{tab}}Mała, rzeźka jeszcze staruszka, z żywemi biegającemi ocłyma, cala pomarszczona i czarna jak mulatka, siedząc przed drzwiami, naprawiała sieci rybackie.<br>
{{tab}}Na widok dwojga podróżnych, stara zrobiła gest zdumienia.<br>
{{tab}}— To pan, panie margrabio, rzekła, wstając.<br>
{{tab}}— Tak, to ja, odparł Klaudyjusz.<br>
{{tab}}Dobra Chazey leżą o dwie mile od jeziora nad którem rozrzucona jest {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No222 part07.jpg|num=1402}}wioska Brenett. Wszyscy tutaj znali dobrze właściciela i paua tak rozległych włości.<br>
{{tab}}— Czy Bertranda nie ma? — zapytał margrabia.<br>
{{tab}}— Nie, proszę pana margrabiego.<br>
{{tab}}— To źle!<br>
{{tab}}— Czy pan margrabia chce się przewieść?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— Jaka to szkoda, że Bertranda niema!<br>
{{tab}}— Dokąd poszedł?<br>
{{tab}}— Na ryby do Villers.<br>
{{tab}}— Mniejsza o to. Macie przecież łódkę?<br>
{{tab}}— O, tego nam nie brakuje.<br>
{{tab}}— Przewiozą się sam. Dajcie mi czego potrzeba. Bertrand odbiorze łódkę w Brenets.<br>
{{tab}}— Pan margrabia nie wróci tutaj?<br>
{{tab}}Margrabia odpowiedział z wielką stanowczością.<br>
{{tab}}— Dziś napewno nie wrócę.<br>
{{tab}}— Pan jedzie do naszych sąsiadów szwajcarów?<br>
{{tab}}A Do {{Korekta|Neufchatel’a|Neufchâtel’a}}, do koła. Powóz wysłałem przez most.<br>
{{tab}}— Dobrze pan margrabia zrobił. Wodą daleko wygodniej jechać, niż {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No222 part08.jpg|num=1403}}naszemi drogami.<br>
{{tab}}Rozmawiając z panem de Chazey i utyskując nad nieobecnością męża, staruszka odwiązywała dużą mocno zbudowaną łódkę, wybierała wiosła i przez uszanowanie dla tak szlachetnych klijentów, okurzała nawet ławeczki.<br>
{{tab}}— Ot widzi pan — rzekła w końcu, uporządkowawszy wszystko. Mocne to jak most żelazny, niema żadnego niebezpieczeństwa puszczać się w tem na wodę. Raz, dwa, trzy, będą państwo na drugiej stronie. Szkoda wielka, że Bertranda nie ma. Ale od biedy i jabym państwa przewiozła. Umiem przecie sterować i wiosłami robić jak należy.<br>
{{tab}}— Nie — dziękuję.<br>
{{tab}}Margrabia wsunął luidora w rękę starej, która skłoniła się grzecznie, następnie zaś wskoczył do łodzi i podał rękę Sarze. Ta nie śmiała odmówić, fałszywy wstyd nie pozwolił jej się cofnąć, jakkolwiek od kilku chwil zaczęła odczuwać dziwny jakiś niepokój.<br>
{{tab}}Zbudziła się w niej dawna podejrzliwość. Dlaczego margrabia zaprowadził ją na tę stronę? Dlaczego nie pojechał drogą wiodącą do Szwajcaryi przez Pontarlier?<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No222 part09.jpg|num=1404}}{{tab}}Nieznała ona dobrze tej okolicy, ale trakt z Pontarlier stał się słynny od czasu klęski armii wschodniej.<br>
{{tab}}Sara czuła się zmieszaną, czoło jej marszczyło się pod wpływem niepokoju.<br>
{{tab}}Lecz scena ta tak szybko się rozegrała, że hrabina nie miała nawet czaBa bliżej się zastanowić nad tem, co właśnie wzbudziło jej podejrzenia.<br>
{{tab}}Zresztą pan de Chazey tak się wydawał spokojny, tak pewny siebie, uśmiechał się tak mile, jak niegdyś w czasie trwania ich stosunku, taki był uprzejmy, grzeczny, łagodny, że nie mogła na serjo powątpiewać o szczerości jego zachowania się.<br>
{{tab}}Wszak ostatecznie Klaudyjusz powinien jej być wdzięcznym. Czyż go nie ocaliła od śmierci, czy ma nie stawiła przed oczy obrazu pięknej przyszłości, jeszcze trochę tajemniczej co prawda, ale pełnej uroku?<br>
{{tab}}Prócz życia dawała mu siebie, to jest piękność, miłość, majątek, bezpieczeństwo!<br>
{{tab}}Po katastrofie, która ma z tak blizka zagrażała, Klaudyjusz powinien się był czuć szczęśliwym, że znalazł taką pięknie złoconą deskę zbawienia. Z {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No222 part10.jpg|num=1405}}tego wszystkiego wypływał jasny wniosek, iż obawa i podejrzenia były ta zupełnie nieuzasadnione.<br>
{{tab}}Zresztą było już zapóźno.<br>
{{tab}}Zdała się na jego łaskę i nic nie było w stanie wyrwać ją z rąk jego.<br>
{{tab}}Pomiędzy nimi a światem była ta olbrzymia jasna płachta wodna, po której niepodobna ich było dogonić.<br>
{{tab}}Łódź oddalała się od brzegów, kierowana silnemi uderzeniami wioseł.<br>
{{tab}}Była już o jakie trzydzieści węzłów oddalona od domku przewoźnika, gdy staruszka, stojąca na mostku, {{Korekta|zasłoniniła|zasłoniła}} oczy dłonią od słońca i z całej siły pluc swoich krzyknęła:<br>
{{tab}}— Niech państwo uważają na prąd!<br>
{{tab}}Margrabia uśmiechnął się i odpowiedział również głośno:<br>
{{tab}}— Dobrze, dobrze, dziękuję!<br>
{{tab}}Łódka płynęła dalej.<br>
{{tab}}— O jakim prądzie ona mówi? spytała Sara, nieznacznie blednąc.<br>
{{tab}}— O tym, który prowadzi do wodospadu... tam Doubs ma prąd bardzo szybki, przepływa on jezioro od końca do końca i dopiero potem tworzy słynna kataraktę. O tym właśnie prądzie mówiła Bertrand’owa.<br>
{{tab}}Zamilkł. Cudowny widok, jaki {{pp|mie|li}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No222 part11.jpg|num=1406}}{{pk|mie|li}} przed oczy ma, zdawał się zachęcać do milczenia.
<br>
{{tab}}Gdy byli już prawie na środku jeziora zatrzymał się odrazu.<br>
{{tab}}Prawdziwy przestrach ścisnął teraz serce Sary.<br>
{{tab}}Czoło dawnego jej kochanka widocznie się zachmurzyło. Zauważyła w jego oczach jakby oznaki obłędu.<br>
{{tab}}Czemu zatrzymał się tak nagle wśród tej ogromnej przestrzeni wody? W jakim celu?<br>
{{tab}}Sara mimowoli prawie, pod wpływem budzącego się {{Korekta|instynktu|instyktu}} samozachowania, — zawołała:<br>
{{tab}}— Spieszmy — Klaudyjuszu!<br>
{{tab}}— Zaraz — odparł margrabia. Co nas nagli? Porozmawiajmy trochę.<br>
{{tab}}— O czemże?<br>
{{tab}}— Jam ci nie powiedział jeszcze wszystkiego, Saro. Brak mi było czasu. Wypadki tak szybko po sobie następowały... Moi ladzie w Chazey będą mieli dziś oryginalną niespodziankę...<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Gdy wejdą do pokoju mego kochanego kuzynka, wice-hrabi de Montglats.<br>
{{tab}}Sara sprytna i nadzwyczajnie {{pp|prze|nikliwa}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No222 part12.jpg|num=1407}}{{pk|prze|nikliwa}}, zadrżała całem ciałem.<br>
{{tab}}— Wytłomacz się — rzekła chmurnie i szorstko.<br>
{{tab}}— Wystaw sobie, moja drogą, że tej nocy, po otrzymaniu twego listu i dołączonych doń papierów, które mnie przekonały dowodnie o czarnej niewdzięczności Hugona, wpadłem w tak szalone uniesienie, że natychmiast pojechałem do Chazey, gdzie Montglars miał noc przepędzić. On nie spodziewał się mnie zobaczyć i nie umiałbym ci doprawdy opisać całego komizmu jego miny, skoro mię ujrzał przed sobą całego i zdrowego. Wypowiedzieliśmy sobie, cośmy mieli na duszy, a raczej ja sam {{Korekta|wynużyłem|wynurzyłem}} się przed nim. Dzięki tobie, nie mogłem dłużej powątpiewać o zachowaniu się jego względem mnie...<br>
{{tab}}— Cóż dalej? — przerwała Sara, blednąc.<br>
{{tab}}— Dalej postąpiłem trochę zapalczywie, przyznaję, żałowałem nawet tego potem, bom się już przyzwyczaił do towarzystwa Montglarsa, pomimo rad mego kamerdynera, bardzo jasno widzącego człeka, a który zawsze upatrywał w Hugonie coś fałszywego i zdradzieckiego.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No224 part01.jpg|num=1408}}{{tab}}Ja nie widziałem w nim tego, przeciwnie zdawało mi się, że mój kuzyn jest do mnie szczerze przywiązany. Ty, droga Saro, wyprowadziłaś mnie z błędu i {{Korekta|dla tego|dlatego}} nie chciałem, aby Montglars po mnie dziedziczył. Nie zostawić ma po sobie ani szeląga, byłaby to kara dla tego chciwca i zazdrośnika bardzo sroga i słuszna, ale pani de Chazey przed śmiercią podarowała przecież cały miljon jego siostrze Marcie de Montglars, bardzo świętobliwej panience... Skłoń głowę, Saro!.. Marta zaś tak jest dobrą, że napewno wyzułaby się ze wszystkiego na korzyść brata. Posiadając miljon franków, Montglars mógłby wieść żywot wcale przyjemny; tego nie chciałem dopuścić i...<br>
{{tab}}Margrabia umyślnie zrobił długą pauzę, jakby chcąc się napawać wzraatającym przestrachem Sary.<br>
{{tab}}— Dokończże! — zawołała ta ostatnia.<br>
{{tab}}Margrabia wybuchnął szalonym śmiechem i dokończył:<br>
{{tab}}— I powiesiłem go!<br>
{{tab}}Sara cofnęła się w tył, jakby piorun upadł u nóg jej.<br>
{{tab}}— Tyś to zrobił!? — szepnęła.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No224 part02.jpg|num=1409}}{{tab}}— Ja.<br>
{{tab}}— To niemożliwe!<br>
{{tab}}— Tak możliwe i prawdziwe jak to, że żyję jeszcze... Powiesiłem go na haku od obrazu, jak w jatkach wieszają obdarte ze skóry bydlęta. Dziś rano znajdą go martwym, posiniałym, wstrętnym na ciele, jak był wstrętny na duszy. Zaczną badać, kto był sprawcą jego śmierci... może się domyślą, że to ja... Nie mogę tedy żyć dłużej, sama widzisz, Saro.<br>
{{tab}}Przy ostatnich słowach margrabia, zupełnie opuścił wiosła.<br>
{{tab}}Łódź, porwana prądem, popłynęła dalej.<br>
{{tab}}— Uważajże! — krzyknęła Sara rozpaczliwie.<br>
{{tab}}Klaudyjusz obojętnie wzruszył ramionami i zamiast wiosła, które się wysunęły z przytrzymujących je obrączek żelaznych, założyć napowrót, popchnął je do wody:<br>
{{tab}}— Ale to szaleństwo! — rzekła podnosząc się Sara.<br>
{{tab}}Czuła że jest zgubioną.<br>
{{tab}}Klaudyjusz, nie zajmując się nią, siadł do steru.<br>
{{tab}}— Na co nam wiosła? — powiedział — {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No224 part03.jpg|num=1410}}Aby dojść tam, dokąd ja dążę, wystarczy sam prąd wody, ten prąd drogocenny, o którym mówiła matka {{Korekta|Bertrandowa|Bertrand’owa}}, a który wszyscy tu dobrze znają.<br>
{{tab}}— Boże! — szepnęła Sara. — Oddałam się w ręce warjata.<br>
{{tab}}Klaudyjusz mówił dalej tonem pełnym sarkazmu i z uśmiechem politowania:<br>
{{tab}}— Czyż nie wiedziałaś, że jestem warjatem? Czy myślisz, że gdybym był przy zdrowych zmysłach, postępowałbym tak, jak od paru lat postępuję? Nie, jestem szaleńcem, obłąkanym, ale nawet w szaleństwie zdają sobie sprawę ze zła, do którego mnie popchnięto i z roli, jaką przy mnie odegrano. Zamiast mię zatrzymać, popychano naprzód... Tyś mnie co do tego oświeciła. Tej fatalnej nocy, kiedy mnie w oczy nazwano zbrodniarzem, tyś mi rzuciła ostatni kamień, aby mi zmiażdżyć głowę. Otrułaś mnie swoim jadem. Teraz i ja się mszczą z kolei! Za chwilę zginę. Nie żałuję niczego. Zresztą dałem szlacheckie słowo, że o ósmej się zabiję. Można być występnym, ale pomimo to umieć {{pp|do|trzymać}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No224 part04.jpg|num=1411}}{{pk|do|trzymać}} danego słowa. Ale i ty zginiesz ze mną, żmijo! Patrzaj, każda chwila zbliża mię do przepaści. Niema na świecie siły, która byłaby zdolną nas ocalić. Moi sędziowie czekają tam, na skałach, nawpół ukryci, nie śmiejąc patrzeć, tak straszny jest ten widok dwojga skazanych, którzy sami na sobie wykonywają wyrok. Mnie skazali inni, ja zaś ciebie skazałem. Zobaczysz ich. Przekonają się, że jeżeli byłem łotrem i trucicielem, to przynajmniej nie jestem tchórzem, który podle błaga o darowanie mu życia, jak ton Montglars, twój pomocnik i wspólnik.<br>
{{tab}}W białem świetle wiosennego ranka, ukazało się na szczycie skał kilku ludzi.<br>
{{tab}}Widać ich było wyraźnie. Margrabia poznawał każdego z osobna z jego postawy.<br>
{{tab}}Komendant Bonin, klęcząc, z głową ukrytą w dłoniach, z rozpaczą asystował tej okropnej pokucie za grzechy.<br>
{{tab}}Joasset’owie i Morand’owie poważni i nieruchomi, ze wzruszeniem śledzili rozwiązanie dramatu rozpoczętego w Colombier, a kończącego się teraz.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No224 part05.jpg|num=1412}}{{tab}}Łódka, niesiona coraz to wartszym prądem, była jeszcze oddalona o pięćset metrów od otchłani, której okropny ryk słychać było wyraźnie wpośród ciszy całej otaczającej przyrody.<br>
{{tab}}Ale posuwała się bez trudu, popychana niepokonaną siłą.<br>
{{tab}}Klaudyjusz mówił dalej bez wszelkiego ożywienia:<br>
{{tab}}— Ci ladzie, których obraziłem, zemścili się i nie mam im tego za złe. Ale i ja chcę wymierzyć sprawiedliwość i uczynię to, gubiąc ciebie razem ze mną. I nie ciebie pomszczę, zgładzając cię ze świata, pomszczę naszych żołnierzy, których zabiłaś, kraje, gdzieś mieszkała i zdradzała, jak zdradziłaś dawnego kochanka! Zginąć z tobą to dla mnie wcale nie straszne, przeciwnie, to rozkosz! Zresztą, co byś zrobiła teraz? Jesteś chyba zbyt dumną, aby chcieć wlec dalej życie pozbawione czci! A koniec nasz będzie piękny. Patrz!<br>
{{tab}}Mgła rozdarła się nagle jak zasłona gazowa.<br>
{{tab}}Słońce promienne złociło ogromna skały, mieniło się w wodach jeziora, zapalając dla nich tysiączne ognia, niby iluminacyję uroczystą.<br>
{{tab}}Prąd stawał się coraz silniejszy. {{pp|Sa|ra}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No224 part06.jpg|num=1413}}{{pk|Sa|ra}} widziała, że wszelki opór będzie bezskuteczny.<br>
{{tab}}Najdoskonalszy pływak nie miałby dość siły do przecięcia tego pasma wody i dostania się do wybrzeży.<br>
{{tab}}Czekała ich śmierć pewna, nieunikniona.<br>
{{tab}}Sara też nie myślała więcej o obronie. Siedząc na przodzie łódki, z okiem utkwionem w przestrzeń, zaciśniętemi zębami, użyła całej potęgi swej woli i dumy do pokrycia strachu.<br>
{{tab}}Straszliwy huk wodospadu oszałamiał ją.<br>
{{tab}}Nagle łódź została uniesiona jak strzała i z szybkością kuli przesunęła się po gładkiej skale, zkąd Doubs, czując, że ziemia się pod nim usuwa, skacze w przepaść —
i zniknęła w wirze piany.<br>
{{tab}}Ani jeden krzyk nie zabrzmiał w powietrzu.<br>
{{tab}}Na skale, widzowie tej niezapomnianej sceny, ujrzeli jeszcze białą chusteczkę, która powiała kilka razy na znak pożegnania — i wszystko się skończyło.<br>
{{tab}}Jan Jousset, kwaker z Colombier, zrobił znak krzyża.<br>
{{tab}}Komendant Bonin padł na kolana.<br>
{{tab}}Inni obnażyli głowy dla uczczenia {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No224 part07.jpg|num=1414}}tych, którzy w tej chwili rozstawali się z życiem.<br>
{{tab}}Margrabia de Chazey dotrzymał słowa.<br>
{{tab}}Sprawiedliwości zadość się stało.<br><br><section begin="X" /><section end="X" />
{{c|XX.|w=120%|po=12px}}
{{c|'''''Dzisiaj''.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Wielkie przewroty moralne podobne są do kataklizmów, które wstrząsają lonem ziemi, burzą wsie i niszczą wszystko w jednej chwili.<br>
{{tab}}Po minionej klęsce, domy się jednak odbudowują, pług zrównywa ziemię, zboże pokrywa pola płaszczem zieleni i złota, i po upływie lat kilku, zdziwiony podróżnik nie może odnaleźć żadnych śladów katastrofy.<br>
{{tab}}Nie po raz pierwszy to nieostrożni podróżni znajdowali zgon, w jeziorze Brenets.<br>
{{tab}}Wodospad Doubs’u niejedną ofiarę pogrzebał w swych nartach niezgłębionych; szwajcarzy i francuzi z Franche-Comté znają i opowiadają dotąd smutną historyję młodych małżonków, którzy zginęli tam w sam dzień ślubu i zwłok ich nigdy znaleźć nie było można.<br>
{{tab}}Pomimo to, samobójstwo {{pp|margrabie|go}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No224 part08.jpg|num=1415}}{{pk|margrabie|go}} de Chazey nie uchodziło za nieszczęśliwy wypadek.<br>
{{tab}}Uznano je za wynik woli człowieka, a nie za zrządzenie ślepego losu.<br>
{{tab}}Od przygody pięknej panny z Colombier krążyły o panu de Chazey szczególne pogłoski.<br>
{{tab}}Wiejskie języki nie próżnują, tak samo jak w mieście.<br>
{{tab}}Ucieczka Joanny Jousset do Paryża wywołała ogólne zdumienie i kumoszki podczas wieczornic zimowych, usiłowały, każda na swój sposób, wytłomaczyć jej nieszczęście.<br>
{{tab}}Później małżeństwo jej z Ferdynandem Descombes i tak opłakany koniec spadkobiercy bogatego bankiera dostarczyły nowego żywiołu ciekawości publicznej. Znowu najdziwniejsze wieści i domysły poczęły krążyć na rachunek pana de Chazey i tego, który był jego współzawodnikiem w staraniu się o względy Joanny. Klaudyjusz de Chazey nigdy się nie cieszył zbyt dobrą reputacją w swej rodzinnej {{Korekta|okookolicy|okolicy}} i dla tego taż wszyscy bez wyjątku trzymali stronę Jonsset’ów i Morandów przeciwko niemu.<br>
{{tab}}Ani Jousset’owie, ani Morand’owie {{Korekta|otem|o tem}} nie mówili, nie skarżył się i nie {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No224 part09.jpg|num=1416}}tłomaczyli. Ludzie uczciwi honorowi nie lubią roztrząsać kwestyj tak drażliwych, jak ta.<br>
{{tab}}Joanna sama, gdy jaka wdowa znowu we Franche-Comté osiadła, nigdy nie wspominała o czemkolwiek co jej osobiście dotyczyło a nawet może poczęści dla uniknienia nieprzyjemnych zapytań, żyła w Fontenelles jak w klasztorze, nie przyjmując nikogo i nie bywając nigdzie.<br>
{{tab}}Nie bacząc na takia ostrożności, jakaś cząstka prawdy przedostała się pomiędzy ludzi, którzy zaraz wywnioskowali, że samobójstwo margrabiego de Chazey było aktem zemsty i sprawiedliwości.<br>
{{tab}}Można było tak sądzić z nabycia przez starego Descombes’a ponurej chaty {{Korekta|Berardowej|Berard’owej}}, z obecności na miejscu wypadku Jousset’ów i Morandów, którzy musieli poświadczyć śmierć margrabiego.<br>
{{tab}}I jakimże innym sposobem wytłomaczyć obecność komendanta Bonin’a o piętnaście mil od jego rezydencyi zamku Montrevers, albo obecność doktora, Rochard’a na tem samem miejscu i o tej samej godzinie?<br>
{{tab}}Łamano sobie głowę nad {{pp|objaśnie|niem}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No224 part10.jpg|num=1417}}{{pk|objaśnie|niem}} tego wszystkiego i w końcu stworzono prawie fantastyczną legendę o przyczynach i okolicznościach, towarzyszących tama dziwnemu zgonowi.<br>
{{tab}}Do dziś dnia ta legenda żyje w pamięci mieszkańców Franche-Comté i jeżeli zdarzy ci się, czytelniku zrobić wycieczkę w tą uroczą miejscowość, będziesz ją mógł usłyszeć z wszelkiemi szczegółami. Jeden tylko punkt pozostał ciemny w tej katastrofie i przyczynił się jeszcze do otoczenia jej tajemnicą.<br>
{{tab}}Nikt nie mógł się domyślić, kto była ta kobieta, którą margrabia razem z sobą w przepaść pociągnął?<br>
{{tab}}Jakim sposobem ta obca, nikomu tutaj nieznana, została wmieszaną do tej tragedyi?<br>
{{tab}}Tylko jeden Descombes, który wiedział, jaką rolę odegrała Sara przy margrabi de Chazey i jak dopomagała jego nieprzyjaciołom, mógłby w tym względzie objaśnić ciekawych, ale stary bankier należał do ludzi, nie powierzających nikomu swych tajemnic i unoszących je z sobą do grobu.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part01.jpg|num=1418}}{{tab}}W końcu okropny obraz, jaki słudzy margrabiego de Chazey zastali w pokoju wice-hrabi de Montrevers prawie w tej samej chwili, kiedy Klaudyjusz nazawsze znikał w pienistych nurtach wodospadu, więcej jeszcze grozy przydał całemu wypadkowi.<br>
{{tab}}Dlaczego wice-hrabia odebrał sobie życia jednocześnie ze swym kuzynem?<br>
{{tab}}Lub z drugiej strony, dlaczego margrabia miał zabić Montglars’a, przed odebraniem sobie życia?<br>
{{tab}}Oto pytania, których nikt nie umiał rozstrzygnąć.<br>
{{tab}}Najwprawniejszy sędzia śledczy tak, żeby się w tym labiryncie niedocieczonych zagadek nie umiał połapać.<br>
{{tab}}Ci tylko potrafiliby może odgadnąć jakąś część prawdy, którzy przez doświadczenie lub genjalną domyślność pojmują, do jakich bezsensownych postępków, do jakich bezwiednych okropności może czasem poschnąć człowieka, bez względu na sferę społeczną, z jakiej pochodzi, ślepa i namiętna miłość, którą niekiedy budzą pewnego rodzaju piękności, wydzielające z siebie jakiś czar odurzający i odbierający wolę.<br>
{{tab}}Przecież {{Korekta|książe|książę}} de Praslin w swym {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part02.jpg|num=1419}}królewskim zamku Vaux, zasztyletował żonę młodą, piękną, z powodu miłosnego kaprysu dla służącej!<br>
{{tab}}Niestety przykład ten nie jest jedyny.
{{kropki-hr}}
{{tab}}Widzowie ostatniego aktu okropnej tragedyi zgodnie z przyrzeczeniem danem panu de Chazey, skrupulatnie do trzymali słowa, tak jak on swego dotrzymał.<br>
{{tab}}Ani przedstawiciele sprawiedliwości, ani najbliżsi ich krewni i przyjaciele nie wydostali od nich słowa o tem.<br>
{{tab}}Wyznanie win, napisane własną ręką margrabiego i opatrzone jego podpisem, zostało natychmiast zniszczone na miejscu jego śmierci, ręką komendanta Bonin’a.<br>
{{tab}}Młoda margrabina dopiero po południu dowiedziała się o losie swego drugiego małżonka. Ona to rzeczywiście ukazała się panu de Chazey w chwili jego wyjazdu, w oknie domu Descombes’a.<br>
{{tab}}Strzeżono ją w domu teścia, który do ostatniej chwili drżał o jej bezpieczeństwo. Może ostatniem uczuciem dla człowieka, który tyle na nią sprowadził smutków i niedoli, była w {{pp|ser|cu}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part03.jpg|num=1420}}{{pk|ser|cu}} Joanny litość. Ojciec Ferdynanda, nieubłagany w swej zemście, doszedł do końca raz wytkniętą drogą i wolał, aby jego synowa zmieniła nazwisko, niżeliby miał ryzykować powodzenie swego planu.<br>
{{tab}}Wykombinował on wszystko z zimną krwią kapitalisty i poprowadził swe przedsięwzięcie pewną ręką, jak operację bankową.<br>
{{tab}}On sam oznajmił Joannie wieść o śmierci margrabiego, zaraz po jej otrzymaniu.<br>
{{tab}}Opuszczając dom Bernardowej, bankier pewien już był swego, tak, jak strzelec pewny pocisku, pozwala skonać ubitej zwierzynie, nie oglądając się na nią. Wiedział on dobrze, iż margrabia de Chazey nie przeżyje hańby.<br>
{{tab}}— Joanno, — powiedział do synowej, — jesteś wdową po raz drugi. Nic się dla ciebie nie zmieniło.<br>
{{tab}}Zaprowadził ją do gabinetu, pokazał leżący na biurku rachunek margrabiego do Chazey i jak ów patrycyjusz wenecki, który z zimną krwią zadośćuczynił swej zemście i on u spodu napisał:<br>
{{tab}}— Zapłacono.<br>
{{tab}}Joanna nie płakała.<br>
{{tab}}Oddawna nie umiała już łez ronić {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part04.jpg|num=1421}}nad sobą.<br>
{{tab}}Tyle już ciosów w nią uderzyło, tyle w krótkim czasie przebolała, że teraz znajdowała się już pod wpływem odrętwienia moralnego i znużenia, które na jej ślicznej twarzy wyryło piętno smutku i żałoby na całe życie.<br>
{{tab}}Wieczorem dostała gwałtownej gorączki, która ku jej wielkiemu zmartwienia zatrzymała ją w Besançon.<br>
{{tab}}Jedynym środkiem na ulżenie jaj cierpieniu było odzyskanie córki.<br>
{{tab}}Stary bankier okazał się dla synowej nadzwyczaj tkliwym i skończywszy swoje dzieło, zabrał się do uleczenia jej zbolałej duszy.<br>
{{tab}}Otoczył ją najczulszemi staraniami.<br>
{{tab}}— Wszystko już się skończyło, — mówił do niej. — Teraz, moje dziecko, masz przed sobą przyszłość szczęśliwą i niczem nie zakłóconą. Zapomnisz o tej zmorze, która cię przez czas pewien tak nieznośnie dręczyła. Jesteś młodą: żyj!<br>
{{tab}}W kilka dni po śmierci Klaudyjusza Joanna rzeczywiście doznała wielkiej radości.<br>
{{tab}}Zorzetta wyjechała do Włoch na bardzo krótko.<br>
{{tab}}W willi Pisani zastała wszystko {{pp|u|rządzone}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part05.jpg|num=1422}}{{pk|u|rządzone}} z książęcym przepychem. Wierny Bazyli czekał na przybycie pana.<br>
{{tab}}Gdy Żorżetta wręczyła mu kartkę, napisaną przez margrabiego, a upoważniającą ją do odebrania dziecka, stary sługa Chazey’ów nie okazał najmniejszego zdziwienia. Tylko głębokie westchnienie wydarło się z jego piersi.<br>
{{tab}}On przeczuł katastrofę.<br>
{{tab}}Gdy mu opowiedziano o śmierci wicehrabiego de Montglars, oczy jego aż zamigotały z radości.<br>
{{tab}}— To był zdrajca! — szepnął. — Mój pan powinien był się na nim zemścić.<br>
{{tab}}Gdy Żorżetta powróciła, Joanna z uczuciem rozkoszy i bólu uścisnęła dziecię, przypominające jej tyle chwil okropnych.<br>
{{tab}}Stary Descombes, który w ostatnich czasach okazał tyle energii, wkrótce zaczął bardzo podupadać na zdrowia.<br>
{{tab}}Zaniedbywał interesy i po para latach wahania zupełnie się od nich usunał i zlikwidował swój majątek.<br>
{{tab}}Wynosił on jedenaście i pół milijona w gotówce, nie licząc rozmaitych nieruchomości we Franche-Comté i w {{pp|Pa|ryżu}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part06.jpg|num=1423}}{{pk|Pa|ryżu}}, które bankier uważał tylko za rzecz zbytku.<br>
{{tab}}Po uskutecznieniu likwidacyi Descombes człowiek, którego całe życie wypełnione było cyframi, pojął, że nic mu już nie pozostaje do zrobienia na tym świecie, nadto zapadł jeszcze na febrę, zwolna wyniszczającą jego organizm. Żaden środek nie był w stanie znieść tej choroby i pacyjent po upływie kilku miesięcy wysechł pod jej wpływem jak szkielet.<br>
{{tab}}Jego synowa, której nie nazywano inaczej, jak panią Descombes, jak gdyby unieważniając jej drugie małżeństwo, otaczała go najtkliwsza troskliwością.<br>
{{tab}}W sierpniu 1874 r. ojciec Ferdynanda już dogorywał.<br>
{{tab}}Joanna dotąd nigdy nie wspomniała, że pragnęłaby wejść w powtórne związki.<br>
{{tab}}Można nawet twierdzić, że jeżeli o tem czasami myślała, to tylko z dobroci serca i przez wzgląd na ciągły smutek swego byłego narzeczonego, który ze swej strony przez wyrafinowaną delikatność, okazywał jej tylko szacunek i braterskie przywiązanie.<br>
{{tab}}Rany nie dozwoliły Piotrowi dalej {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part07.jpg|num=1424}}służyć w wojska i wyleczywszy się z nich z wielkim trudem, żył on spokojnem jak niegdyś życiem wiejskiem.<br>
{{tab}}Jan Jousset także prowadził dawny tryb życia: uprawiał ziemię i pielęgnował winnice.<br>
{{tab}}Kapitan Jousset a swoim małym kasztanku jeździł z Orchamps do Opactwa z Lautaie, gdzie ciągle wrzały spory i kłótnie z Weroniką, do Fontenelles, gdzie go bratanka zawsze z jednaką witała radością.<br>
{{tab}}Pomiędzy krewnymi i przyjaciółmi Joanny nawiązały się tedy dawne przyjacielskie stosunki, pełne prostoty i serdeczności.<br>
{{tab}}Zdawaćby się mogło, że owe dwa smutne lata, w ciągu których tyle fatalnych zmian zaszło w stosunkach dwóch zaprzyjaźnionych z sobą rodzin, wymazane zostały z ich życia, zapomniane i ze szczętem zatarte w pamięci. Pozostała tylko jedna zmiana. Przybył mianowicie jemu jeden dom, w którym się zbierano i bawiono. Fontenelles.<br>
{{tab}}Stary Descombes spędził tam ostatnie dni swego życia. Pora roku była prześliczna.<br>
{{tab}}Rok 1874 był jednym z owych lat {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part08.jpg|num=1425}}urodzaju i obfitości, które Bóg dał Francyi po strasznym, pełnym wszelkich klęsk roku wojny.<br>
{{tab}}Z okna, do którego przysunięto jego fotel, chory, mógł podziwiać cudną roztaczającą się naokół perspektywę aż do gór Jurajskich, a nad nimi w przezroczystem letniem powietrzu, oddalone wierzchołki Alp, białe na lazurewem tle nieba.<br>
{{tab}}Joanna, siedząc przy nim na taburecie, zajętą była szyciem.<br>
{{tab}}W rogu pokoju, Żorżotta, upuściwszy książkę na dywan, zdrzemnęła się w fotelu. Obie przyjaciółki kolejno czuwały przy chorym w nocy. Ostatniej nocy przypadała kolej Żerżetty, która bardzo skrupulatnie pełniła swoje zadanie.<br>
{{tab}}Od osmnastu miesięcy pani Descombes, która stała się prawdziwą opatrznością swego otoczenia, sprowadziła do Orchamps Jana Souchey’a, niegdyś lekarza w jej ambulansie, a który obecnie był już wykwalifikowanym doktorem medycyny.<br>
{{tab}}Souchey był miłym chłopcem, brunetem, o wydatnych rysach, z usposobienia jowialnym i bardzo usłużnym.<br>
{{tab}}Joanna oddawna zauważyła {{pp|skłon|ność}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part09.jpg|num=1426}}{{pk|skłon|ność}} swej przyjaciółki do młodego doktora, który ze swej strony był stałym wielbicielem tej młodej kobiety, tak prawej, rozsądnej i pełnej poświęcenia.<br>
{{tab}}Starzec i jego synowa rozmawiali pocichu.<br>
{{tab}}— Ona go kocha? — spytał bankier, spoglądając na Żorżettę.<br>
{{tab}}— Jestem przynajmniej pewną, że jej się podoba — odpowiedziała Joanna.<br>
{{tab}}— To niechże się pobiorą.<br>
{{tab}}— A ja, cóżbym bez niej zrobiła? — A ciebie ojcze ktoby pielęgnował? — rzekła młoda kobieta z czarownym, jej tylko właściwym uśmiechem.<br>
{{tab}}Starzec westchnął.<br>
{{tab}}— Wszystko to może się jakoś ułożyć, powiedział.<br>
{{tab}}W pół godziny potom, oznajmiono dwie wizyty doktora z Orchamps i Piotra Morand’a.<br>
{{tab}}— Prosić! — rozkazał bankier.<br>
{{tab}}Żorżetta ocknęła się na odgłos kroków nowoprzybyłych.<br>
{{tab}}Młody lekarz uścisnął jej rękę z tem przyjacielskiem zajęciom, na którem kobiety dobrze się znają.<br>
{{tab}}Żorżetta zresztą oddawna już {{pp|wie|działa}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part10.jpg|num=1427}}{{pk|wie|działa}}, jakie Jan żywi dla niej uczucia.<br>
{{tab}}Porozmawiali chwilę po cichu.<br>
{{tab}}Souchey rzekł, robiąc iluzję do chorego:<br>
{{tab}}— Nie pociągnie długo.<br>
{{tab}}Stary Descombes napewno go nie usłyszał, lecz, jakby odpowiadając na myśl jego, odezwał się:<br>
{{tab}}— Doktorze, zajęty jestem obecnie porządkowaniem swoich interesów, bo niechciałbym zostawić po sobie jakich zawikłanych kwestyj. Pan wiele dobrego już zrobiłeś dla okolicy, pragnąłbym pana ożenić, a tym sposobem zmusić do pozostania w naszych stronach. Jakby się panu podoba ta panna posiadająca pięćkroć-stotysięcy franków posagu?<br>
{{tab}}Młody człowiek znacząco spojrzał na Zorżettę.<br>
{{tab}}— Jedna tylko na świecie mi się podoba, szepnął.<br>
{{tab}}— Może to właśnie ta, którą ja {{Korekta|papanu|panu}} proponuję?<br>
{{tab}}— Żorżetta!<br>
{{tab}}Poprawił się.<br>
{{tab}}— Panna Żorżetta!<br>
{{tab}}— Ona sama.<br>
{{tab}}— Panie Descombes — rzekł {{pp|powa|żnie}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part11.jpg|num=1428}}{{pk|powa|żnie}} doktor, błogosławiłbym pana całe życie.<br>
{{tab}}Starzec chciał spełnić jeszcze jedno zadanie, ale trudniejsze dlań od pierwszego, bo wspomnienie o Ferdynandzie sprzeciwiało się temu.<br>
{{tab}}Pokonał jednak to wzruszenie i powiedział:<br>
{{tab}}— Joanno, jesteś moją ukochaną i kochaną córką. Poznałem, jakie skarby szlachetnych uczuć zawiera twoje serce. Chcę cię widzieć szczęśliwą a mało mi już pozostaje czasu. Majątek mój podzieliłem na dwie części, jedną z nich zostawiam ubogim z Besançon, druga tobie przypadnie w udziale. Ale jesteś młodą moje dziecko, a młodej kobiecie koniecznie potrzeba doradcy przyjaciela i opiekuna.<br>
{{tab}}Ujął dłoń Joanny, białą jak kość słoniowa i niedodając ani jednego wyrazu, połączył ją z dłonią Piotra Morand’a.<br>
{{tab}}W tydzień po ślubie Żorżetty z Souchej’em i Joanny z Piotrem, Descombas dokonał życia.
{{kropki-hr}}
{{tab}}Tego samego dnia, kiedy w kościele Fontenelskim odbywały się zaślubny dwóch młodych par, dziwna scena {{pp|ro|zegrała}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part12.jpg|num=1429}}{{pk|ro|zegrała}} się w małej wiosce {{Korekta|bretańskiej|bretońskiej}} w okolicy Concarneaux.<br>
{{tab}}Tam to osiadł baron Lambert po zamordowania Ferdynanda Descombes’a. Dom, w którym zamieszkał, stoi na skale nad brzegiem oceanu i otoczony jest pięknymi ogrodami. Z dwunasta tysiącami franków renty i pewną dozą filozofii, można tam żyć w takiej obfitości, o jakiej paryzki bulwarowiec nie może mieć wyobrażenia. Bo w Paryżu talar nie więcej znaczy jak szeląg w Bretanii.<br>
{{tab}}Baron Lambert był tedy królem wpośród biedaków z Concarneau.<br>
{{tab}}Pomimo to smutno mu było w jego zameczku.<br>
{{tab}}Krew niewinnej istoty, którą się zabiło dla pieniędzy, ciąży nawet bardzo elastycznym sumieniom.<br>
{{tab}}Wspomnienie Ferdynanda Descombe’sa działało na nerwy baronowi.<br>
{{tab}}Często bardzo, gdy wiatr świszczał w rozległych korytarzach, podczas długich jesiennych i zimowych nocy, ukazywała mu się blada, bezkrwista twarz jego ofiary rozciągniętej na trawnika willi sir Richard’a.<br>
{{tab}}Z drugiej strony, baron miał niejeden powód do niezadowolenia.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part13.jpg|num=1430}}{{tab}}Panna Zoe Raimbaud, zostawszy baronową, niejednokrotnie już pozwoliła sobie okazać niesubordynacyję swemu panu i małżonkowi i co chwila groziła zerwaniem kruchych więzów łączących ją {{Korekta|zwioską|z wioską}} Cocarneau. Nieprzezwyciężona tęsknota ciągnęła ją do rynsztoków paryzkich i bulwarowych wyziewów.<br>
{{tab}}Sceny następowały po scenach i jeżeli miłość ładnej aktoreczki miała swoje róże, to różom tym towarzyszyło przerażające mnóstwo kolców.<br>
{{tab}}Wspomnieliśmy już, że Zoe była kapryśną kobietą. Kaprys jaj dla barona Lamberta minął oddawna mianowicie od dnia, w którym za pieniądze przysłała staremu Descombes’owi zaznanie które bankier przeczytał zgromadzeniu sędziów pana de Chazey.<br>
{{tab}}Baron i Zoe nieraz się po kłótni przepraszali, ale wiadomo przecież, że dom zbyt często naprawiany, w końcu jednak zwalić się musi.<br>
{{tab}}O tej samej godzinie, kiedy Joanna i Żorżetta wychodziły z kościołka w Fontenelles, kłótnia gwałtowniejsza Biz ince wybuchła pomiędzy baronostwem Lambert.<br>
{{tab}}Baron dla ochłonięcia z gniewa, {{pp|po|szedł}} {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part14.jpg|num=1431}}{{pk|po|szedł}} łowić ryby wpośród niezliczonych wysepek nadbrzeżnych.<br>
{{tab}}Gdy w kilka godzin potem powrócił do Concarneau napróżno szukał baronowej w jej apartamencie i w ogrodzie.<br>
{{tab}}Zamiast niej, znalazł tylko list tej treści:<br>
{{tab}}„Dość mi już tego wszystkiego! Wyjeżdżam. Nie żądam od ciebie nic i nic nie przyjmę. Nie potrzeba mi opieki. Umiem sobie radzić sama. Nie {{Korekta|probuj|próbuj}} mnie gonić. Jeżeli choć krok jeden pójdziesz za mną, powiem wszystko co wiem o tobie.<br>
{{tab}}Zresztą nie śmiałbyś chyba przyjechać do Paryża, gdzie nikt ci ręki nie poda. Zostaną może tem czemeś mnie nazwał dziś rano, ale i to nawet uważam za lepsze niżeli stanowisko żony mordercy.<br>
{{tab}}Wstyd mi nosić twoje imię. Gdy będziesz czytał ten list, ja będę już daleko.<br>
{{tab}}Żeguam cię na zawsze!
{{f|align=right|prawy=15%|Zoe“|po=8px}}
{{tab}}Baron Lambert po przeczytaniu tego listu, upadł na krzesło, zaczął sobie
włosy z głowy wyrywać i wydawać gorzkie krzyki rozpaczy i wściekłości.<br>
{{tab}}Gdy nadbiegł jego służący, znalazł {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part15.jpg|num=1432}}go miotającym się, z pianą na ustach, rozgorączkowanego, z zaciśniętemi pięściami i oczyma w słup.<br>
{{tab}}Lekarz z Quimper, po którego natychmiast posłano, przybył wieczorem i rzekł do plebana, któremu także dano znać o nagłej chorobie barona.<br>
{{tab}}— Ten człowiek umrze jako szaleniec.
{{***2}}
{{tab}}Zdarzy ci się może czytelniku, gdy będziesz latem w Franche-Comté, lub zimą w Paryżu, spotkać młodą jeszcze kobietę cudownej piękności, brunetkę, o hiszpańskim typie twarzy, skończenie pięknych kształtach i ogromnych oczach jakby z czarnego aksamitu.<br>
{{tab}}Niepodobna na nią spojrzeć i nie odnieść głębokiego wrażenia.<br>
{{tab}}Przypatrz jej się dobrze, czytelniku!<br>
{{tab}}Uderzy cię w tej twarzy jakiś mimowolny smutek, który jak stygmat przyrósł do jej rysów.<br>
{{tab}}Siedząc w loży opery, ubrana z całem wyszukaniem i przepychem do jakiego ją upoważnia znaczny majątek, ta wyjątkowo piękna kobieta, od czasu do czasu nie może się od łez powstrzymać.<br>
{{tab}}Dzieje się to zwłaszcza gdy spogląda {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part16.jpg|num=1433}}na swoją jedyną córkę, wysoką pannę piękną jak zorza, ale mniej piękną od matki. Nic nie było w stanie zapobiedz tej skłonności do łez, która jej pozostała, jako wspomnienie po okropnych próbach, przez jakie przeszła.<br>
{{tab}}Ani miłość męża, ani starania doktora Rochard’a, najlepszego przyjaciela ich domu, nie mogły usunąć tej dziwnej dolegliwości.<br>
{{tab}}We Franche-Comté nazywają ją dobrą panią Descombes i to nazwisko zostanie jej do śmierci.<br>
{{tab}}Kochają ją wszyscy, tak jak na to zasługuje, rozsiewając naokoło siebie same dobrodziejstwa. Nawet ci, którzy jej krzywdę wyrządzili, nie są wyłączeni.<br>
{{tab}}Piquet, wyrobnik z Cerneaux, jest prawie zamożnym dzięki jej i z czasem pozbywa się swych złych nałogów, Maryjanna służy u swej dawnej pani z Colombier i opływa we wszystko.<br>
{{tab}}Przepowiednia doktora z Quimper ziściła się.<br>
{{tab}}Baron Lambert, opuszczony przez żonę, która hańbi jego nazwisko bezwstydnem życiem, odpychany przez wszystkich, czując własne upodlenie — zwary-
. {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part17.jpg|num=1434}}jował i został zamknięty w domu obłąkanych.<br>
{{tab}}Komendant Bonin z siostrą swą, baronową de Senecey żyje w zamku Montrevers, który kupili od spadkobierców Gabryeli.<br>
{{tab}}Oboje odwiedzają często Martę de Montglars, która przepędza czas na modlitwie za duszę swego brata i pełnemi rękoma rozsiewa pieniądze pomiędzy biednych.<br>
{{tab}}W Paryżu wszyscy znają doktora Rocharda.<br>
{{tab}}Zmieniliśmy umyślnie jego nazwisko i od niego właśnie zaczerpnęliśmy materyjał do niniejszego opowiadania.<br>
{{tab}}Któż nie obserwował z zajęciem tej głowy inteligentnej, poważnej, miłej, której wzrok często wlepiony jest w niebo, jak gdyby tam wysoko szukał obrazu, który bezustannie ma w sercu?<br>
{{tab}}Doktór ma dziś lat czterdzieści osiem.<br>
{{tab}}Przed kilku dniami, jeden z jego najsłynniejszych kolegów rzekł do niego:<br>
{{tab}}— Kolega jesteś bogaty?<br>
{{tab}}— Prawie.<br>
{{tab}}— I młody jeszcze.<br>
{{tab}}— Posiadasz wszelkie zalety.<br> {{Proofreadpage pagenum template|page=Strona:PL Nieprzejednana by Ch Mérouvel from Kurjer Poranny Y1892 No225 part18.jpg|num=1435}}{{tab}}— O tem bardzo wątpię.<br>
{{tab}}— Tylko bez skromności. Chcesz się ożenić?<br>
{{tab}}— Z kimże?<br>
{{tab}}— Z posiadaczką ogromnego majątku zakochaną w tobie.<br>
{{tab}}— Jaki ma posag?<br>
{{tab}}— Sto tysięcy franków renty i lat dwadzieścia cztery.<br>
{{tab}}— Dziękuję.<br>
{{tab}}— Odmawiasz?<br>
{{tab}}— Tak.<br>
{{tab}}— To niesłusznie.<br>
{{tab}}— Może.<br>
{{tab}}— Namyśl się.<br>
{{tab}}Po pewnem milczenia, doktór odpowiedział:<br>
{{tab}}— Mój drogi, znałem anioła i dlatego nigdy się nie ożenię z kobietą.<br>
{{tab}}I jego oczy załzawione, wpatrzyły się w niebo, szukając pomiędzy gwiazdami ukochanej postaci.<br><br>
{{c|{{Rozstrzelony|KONIE}}C.|w=120%}}
{{JustowanieKoniec2}}
{{Przypisy}}
{{ML}}
[[Kategoria:{{ROOTPAGENAME}}|**]]
c31tuw20jh5l7j8ifyck17zozlhf4qb
Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu
102
1360219
4078886
4074474
2026-04-08T19:51:33Z
Alenutka
11363
4078886
proofread-index
text/x-wiki
{{:MediaWiki:Proofreadpage_index_template
|Tytuł=[[Walczyk i Polka]]
|Autor=Władysław Junosza-Szaniawski
|Tłumacz=
|Redaktor=Zygmunt Wasilewski
|Ilustracje=
|Rok=1924
|Wydawca=Mieczysław Niklewicz
|Miejsce wydania=Warszawa
|Druk=Zakłady Drukarskie F. Wyszyńskiego i S-ki
|Źródło=[[commons:File:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu|Skany na Commons]]
|Ilustracja=[[Plik:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu|page=1|mały]]
|Strony=<pagelist />
|Spis treści=
|Uwagi=Utwór wydrukowany w ''Gazecie Warszawskiej'', 1924, nr 348-350.
|Postęp=do uwierzytelnienia
|Status dodatkowy=nie zawiera dodatkowych
|Css=
|Width=
}}
grw6zda0x2a72rzpnpjw25vp2idxtvi
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/1
100
1360220
4078782
4074488
2026-04-08T18:16:18Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078782
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tns|{{c|1){{tab|230}}|w=90%}}}}
{{c|WŁADYSŁAW JUNOSZA – SZANIAWSKI.|w=90%}}
{{c|(Aramis).|po=1em}}
{{c|WALCZYK i POLKA|b|h=normal|w=200%}}
{{c|(Humoreska).|przed=1em|po=1em}}
{{tab}}Pan Walenty, zwany w kółku znajomych żartobliwie Walczykiem, i pani Paulina, przemianowana wśród najbliższych na Polkę, byli pod każdym względem niedobrani do siebie i z tej racji {{Korekta|wła śnie|właśnie}} tworzyli szczęśliwą parę małżeńską.<br>
{{tab}}Statystyka bowiem rozwodowa najwymowniej przekonywa i poucza, że wyjątkowo dobrane i najzupełniej rozumiejące się parki, owe bratnie dusze, zwykle bardzo szybko poznają się na wylot, nauczą się na pamięć wzajemnych wad i {{Korekta|za let|zalet}}, aż wreszcie zgodnie i w {{Korekta|najzupełniej szem|najzupełniejszem}} porozumieniu, jak przystało na dwa ziarnka znalezione w korcu maku szukają wyjścia z tej matni bądź na drodze wzajemnych krańcowych i zawsze denerwujących ustępstw, bądź też poprostu w konsystorzu.<br>
{{tab}}W danym wypadku było całkiem inaczej.<br>
{{tab}}Chwilami można było przypuszczać, że natura wysiliła się poprostu na stworzenie dwóch typowych kontrastów, nie mających literalnie nic wspólnego ze sobą, a jednak ten właśnie wysiłek natury był cementem, który spajał dwoje ludzi na względnie szczęśliwe a w każdym razie nierozerwalne pożycie.<br>
{{tab}}Nie było wprawdzie wypadku, aby Pan Walczyk i pani Polka zgodzili się kiedykolwiek na jedno, nie zdarzyło się również, by jakiś projekt, mający rzekomo wspólne dobro na względzie, dał się przeprowadzić od razu, bez namiętnej {{Korekta|dy skuty|dyskuty}}, sporów, a często i awantur... dość<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
mv0fl6g012ywdn5xf8kphdrxr6qx4w4
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/2
100
1360221
4078792
4074478
2026-04-08T18:20:09Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078792
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>powiedzieć, że z pięknego wyprawowego serwisu stołowego zostało zaledwie kilka talerzy i wyszczerbiona waza... ale w każdym razie to {{Korekta|przvznać|przyznać}} należy, że po ostrej wymianie zdań, następowała szybko zgoda i harmonja idealna.<br>
{{tab}}A przecież słońce ma dla nas najwięcej powabu i najmilej bywa witane, gdy się pojawi na błękitnem niebie po srogiej burzy z piorunami i nawałnicą!<br>
{{tab}}Pan Walczyk, z zawodu drogista i fotograf amator przez ostatni lat dziesiątek przedzierzgnął się w przemysłowca, jako że dnie i noce strawił na mozolnem przemyśliwaniu i medytacjach, jak w najkrótszym czasie dojść do majątku, co mu się zresztą w znacznym stopniu udało, dzięki pewnej dozie szczęścia, wyrobieniu stosunków i gwałtownym skokom cen artykułów codziennej potrzeby.<br>
{{tab}}Znajomi w oczy nazywali go tęgą {{Korekta|gło wą|głową}}, za plecami zaś paskarzem, ale nie gardzili nim, uważali za człowieka dzielnego i honorowego, boć ostatecznie nie skrzywdził nikogo, chyba tylko całe społeczeństwo, a ono jak wiadomo, nigdy na pojedynek nie wyzywa.<br>
{{tab}}Żyjąc ze sobą lat kilkanaście nie doczekali się potomstwa, z czego pani Polka była bardzo zadowolona, a pan {{Korekta|Walczyyk|Walczyk}} często narzekał, czasem znów bywało wręcz przeciwnie, ale, gdy połączymy te dwa sposoby zapatrywania, będziemy musieli przyznać, że oboje mieli rację, bo dobrze jest, gdy niema dzieci, ale dobrze również, gdy się je posiada.<br>
{{tab}}Orjentacji politycznej pan Walczyk nie zdążył sobie jeszcze wyrobić i do żadnej partji nie należał, ale niechno pani Polka zacznie pobożnie wzdychać w stronę Sulejówka, pan małżonek natychmiast wybucha jak wulkan, a wtedy sześciopokojowy apartament naszej niedobranej pary przypomina salę sejmową podczas<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
ickz3mp8sex1c5539n4x6kys0fviywm
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/3
100
1360222
4078805
4074481
2026-04-08T18:24:15Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078805
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>najgorętszej debaty przy obalaniu gabinetu.<br>
{{tab}}W konkluzji ofiarą politycznej dysputy padała doniczka z pierwszym lepszym kaktusem, a po uiszczeniu tej drobnej kontrybucji wojennej znów jaśniało słońce na horyzoncie małżeńskim.<br>
{{tab}}Był kiedyś taki moment krytyczny, że pani Polka doprowadzona do {{Korekta|ostateczno ści|ostateczności}} brakiem argumentów, zawołała z desperacją w głosie:<br>
{{tab}}— Rozwiedźmy się!<br>
{{tab}}— Po moim trupie! — ryknął pan {{Korekta|Wal czyk|Walczyk}} i trzaskając drzwiami wyniósł się do gabinetu, zaś wieczorem nie rozmawiali ze sobą wcale, aż dopiero wyczytana w Kurjerze wiadomość o przedwczesnym zgonie dziewięćdziesięcioletniego radcy rozwiązała im języki i roznieciła ponownie blask słoneczny w domowem zaciszu.<br>
{{tab}}Nie należy również ukrywać tej tajemnicy małżeńskiej, że pan Walczyk doprowadzony pewnego razu do szaleństwa, na widok półmiska zrazów, których poprostu nienawidził, uderzył pięścią w stół i wrzasnął:<br>
{{tab}}— Jak ma tak być, to lepiej rozwiedźmy się!<br>
{{tab}}Pani Polka, zwykle bardzo wymowna, nic nie odpowiedziała, spojrzała jeno na małżonka wzrokiem konającej sarny, wstała od stołu i padła zemdlona na {{Korekta|oto manę|otomanę}}, zaś biedny Walczyk musiał ją bardzo długo cucić i oczywiście zapomniał o osobistych urazach.<br>
{{tab}}W takich mniej więcej warunkach płynęły dni w tym domu, a dwoje mieszkańców jego nie miało powodów do narzekania na nudę, gdyż oboje potrafili sobie wzajemnie żywot urozmaicać, nabrawszy w tym kierunku odpowiedniego doświadczenia i wprawy<br>
{{tab}}Gdy pani Polka miała ochotę na jakąś nową szmatkę, najczęściej rzucała w {{tns|{{Korekta|prze|prze-}}}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
muttqe6sqaej32s7imcuhceg7j1cc4x
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/4
100
1360223
4078816
4074482
2026-04-08T18:28:00Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078816
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tns|strzeń|{{Korekta|prze strzeń|przestrzeń}}}} takie zdanie, jednakże w obecności małżonka:<br>
{{tab}}— Widziałam dziś Melkę w nowym płaszczu... taki zamszowy, kolor hawanna, kołnierz i mankiety skunksowe... Nigdybym nie włożyła nic podobnego na siebie!...<br>
{{tab}}I można było przysiąc, że nazajutrz służący z pierwszorzędnego magazynu przyniesie taki właśnie płaszcz, dobrany i zapłacony przez kochającego {{Korekta|małżanka|małżonka}}.<br>
{{tab}}Pani Polka przymierzy, ze szczerem zadowoleniem nowy sprawunek, schowa do szafy, a małżonkowi rzuci na podziękowanie:<br>
{{tab}}— Że też ty zawsze musisz mi na złość zrobić!<br>
{{tab}}Albo znów czasem wieczorem przy herbacie pan Walczyk, ni z tego ni z owego, ziewając przeciągle, powie od niechcenia:<br>
{{tab}}— Djabli nadali! Dziś Witrowski i Przetaczek obchodzą jubileusz firmy i prosili mnie na kolację. Nie pójdę stanowczo, wolę się wcześniej położyć.<br>
{{tab}}Wtedy właśnie następowały najgorętsze prośby kochającej małżonki:<br>
{{tab}}— Ale, proszę cię, Walczyku, musisz iść koniecznie, bo gotowi się obrazić. Nigdzie nie bywasz, a to przecież konieczne dla stosunków.<br>
{{tab}}I niemal przemocą wypychany za drzwi, pan Walczyk nareszcie ulegał z miłości dla żony i wyruszał na ową wieczerzę jubileuszową, z której wracał nad ranem, a nie narażał się, jak inni małżonkowie, na protesty i wymówki za nocną hulankę.<br>
{{tab}}Wywczasy letnie pan Walczyk, będąc nadmiernie otyłym i doświadczając częstych ataków artretyzmu, spędził za poradą lekarza w Karlsbadzie.<br>
{{tab}}Pani Polka znów po przebytym na wiosnę bronchicie udała się do Zakopanego, gdzie bawiła całe lato.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
0y0euw6y0gltjvfhjeihqht5gj7r1p9
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/5
100
1360224
4078830
4074483
2026-04-08T18:32:24Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078830
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tab}}Tam nabrała nadzwyczajnego przekonania i głębokiej wiary do kuracji klimatycznej i werandowania, przeto po powrocie do Warszawy jęła te praktyki stosować u siebie w domu, a więc przewietrzać mieszkanie nieskończoną ilość razy na dzień, a sypiać stale przy otwartych oknach.<br>
{{tab}}To wszystko na początku września pana Walczyka śmieszyło, w październiku zaczęło irytować, zaś w pierwszych dniach listopada doprowadzało do ostatecznej furji, gdyż jako artretyk pożądał stale ciepła, a tymczasem małżonka wypędzała je z mieszkania jak natrętną muchę.<br>
{{tab}}Ponieważ pani Polka była tym razem wyjątkowo nieustępliwa i nie miała {{Korekta|ocho ty|ochoty}} do zlikwidowania stacji klimatycznej, zdawało się, że dalsze pożycie pod {{Korekta|wspól nym|wspólnym}} dachem stało się już absolutnie niemożliwe, rozwód wisi w powietrzu, a obrońcy konsystorscy mają prawo liczyć na poważny zarobek.<br>
{{tab}}W każdem przeciętnem a dobranem i rozumiejącem się małżeństwie strony połapałyby się szybko w sytuacji i przyszłyby zgodnie do wniosku, że należy się rozwieść, skoro jedno drugiemu ustąpić nie może.<br>
{{tab}}Pan Walczyk i pani Polka dali sprawie całkiem inny obrót.<br>
{{tab}}Stoczyli ze sobą kilka utarczek, wysilili się oboje na pewną ilość awantur, ale przecież takich walk podjazdowych nie można nazwać bitwą jeneralną, walką na śmierć i życie, gdzie jedna tylko strona może odnieść tryumf, a druga zginąć musi.<br>
{{tab}}I rzecz cała zakończyła się w ten sposób, że sześciopokojowe mieszkanie podzielono na dwie części z tą jedynie {{Korekta|prze wagą|przewagą}} na rzecz małżonki, że pani Polka oprócz trzech należnych jej pokojów o-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
2lsfp6eteoyc0fgmss6y5l4ilfvxrtg
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/6
100
1360226
4078842
4074485
2026-04-08T18:36:22Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078842
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>trzymała kuchnię wraz ze służącą Jagusią.<br>
{{tab}}Pan Walczyk swoją część mieszkania dla większej izolacji zamknął na klucz, drzwi obił grubem suknem i zastawił {{Korekta|sza fą|szafą}}, panicznie bowiem lękał się chłodu, {{Korekta|cią gnącego|ciągnącego}} z lokalu małżonki.<br>
{{tab}}Poopatrywał okna watą, skleił papierem, palił przez kilka dni forsownie w piecach, aż wreszcie doprowadził temperaturę do stałej normy 18 stopni.<br>
{{tab}}Pani Polka zaś, wyzbywszy się niepożądanej kontroli i uszczypliwych uwag, nie zamykała okien u siebie ani na jedną chwilę i opatulona w ciepłą odzież, jakby przygotowana w drogę do bieguna północnego, pilnowała skwapliwie, aby rtęć w termometrze nie ważyła się podnieść ponad zero.<br>
{{tab}}Żyjąc w tych warunkach małżonkowie bynajmniej nie zerwali ze sobą, a stan, jaki się wytworzył, uważali za przejściowy, jedynie na okres zimowych miesięcy.<br>
{{tab}}Wprawdzie nie bywali u siebie, bo pani Polka obawiała się uduszenia, zaś pan Walczyk nie chciał przymarznąć do posadzki, to jednak widywali się kilka razy dziennie czy to przy śniadaniu w najbliższej kawiarni, czy na obiedzie w pensjonacie znajdującym się szczęśliwie w tym samym domu, czy też na kolacji bądź w teatrze lub na koncercie, gdyż mimo wielkie różnice na termometrach pokojowych ciepłota ich uczuć wzajemnych wciąż była jednakowa.<br>
{{tab}}Jagusia sprzątała w obydwóch mieszkaniach, gotowała cośkolwiek dla siebie, a poza tem przeważnie spała, bo {{Korekta|mó wiła|mówiła}}, że z tego chłodu odmroziła sobie nogi pod kolanami i coś ją ciągle trzęsie na wnętrzu.<br>
{{tns|{{f|(D. c. n.)|align=right}}
{{---}}}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
nqp3mhg2aswve770o9gy9cho2vn4znw
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/7
100
1360229
4078863
4074491
2026-04-08T19:04:46Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078863
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" />{{c|2){{tab|230}}|w=90%}}
{{c|WŁADYSŁAW JUNOSZA – SZANIAWSKI.|w=90%}}
{{c|(Aramis).|po=1em}}
{{c|WALCZYK i POLKA|b|h=normal|w=200%}}
{{c|(Humoreska).|przed=1em|po=1em}}</noinclude>{{tab}}Poczciwa pani Polka, wrażliwa na cudzą niedolę, czasem dawała jej proszek aspiryny, a czasem nawymyślała zwyczajnie, jak to bywa w gospodarstwie domowem.<br>
{{tab}}I ruszyło życie naprzód niby rzeka, {{Korekta|któ ra|która}} wyżłobiła sobie nowe koryto, popłynęło może nawet spokojniej, niż poprzednio, jako że w miejscach publicznych, gdzie się małżonkowie spotykali ze sobą trudno było należycie się wypowiedzieć, więc do burzy nie dochodziło już wcale, a wszelkie nieporozumienia kończyły się tylko na lekkich błyskawicach.<br>
{{tab}}Trzeba zdarzenia, że w świecie {{Korekta|kupiec kim|kupieckim}}, z którego pan Walczyk ciągnął finansowe soki, zapanował od kilku miesięcy zastój.<br>
{{tab}}Bractwo Merkurego, nie mając nic literalnie do roboty, wiecowało po {{Korekta|kawiar niach|kawiarniach}}, knajpach i salach bilardowych na zawsze interesujący rzewny temat „nie tak in illo tempore bywało“.<br>
{{tab}}Pan Walczyk był wrogiem przelewania z pustego w próżne, więc w tych debatach nie przyjmował udziału, jeno cały zamienił się w ucho, nasłuchując uważnie, czy nie nadejdzie skądkolwiek wieść pomyślniejsza, bodaj drobna iskierka nadzieji na poprawę stosunków, a na razie cały czas rozporządzalny poświęcał pani Polce, z czego małżonka była bardzo {{Korekta|za dowolona|zadowolona}}, gdyż miała ciągle sposobność do należytego wypowiedzenia się o działaniu czystego powietrza na drogi oddechowe.<br>
{{tab}}Wreszcie okólną drogą udało się panu Walczykowi zdobyć wiadomość, że w Małopolsce jakoby drgnęły trochę skóry, bez chwili więc namysłu postanowił tam<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
joexe50nac859n4es34fw3lnkqd6vr8
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/8
100
1360230
4078865
4074493
2026-04-08T19:08:40Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078865
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>jechać, nawiązać interes i kuć żelazo, póki gorące, bo trudno przewidzieć, co jutro przyniesie.<br>
{{tab}}Zwierzył się ze swoich trosk przed {{Korekta|mał żonką|małżonką}}, przedstawił całą sytuację i podkreślił dobitnie, że niema najmniejszej ochoty do jazdy.<br>
{{tab}}Pani Polka oczywiście zaczęła nalegać i dowodzić, że powinien koniecznie się wybrać i to natychmiast, więc uległ i wyruszył w drogę, obiecując wrócić najdalej za tydzień.<br>
{{tab}}Pustka i nudy zapanowały w domu po wyjeździe małżonka, a pani Polka nie wiedziała poprostu, co ze sobą robić.<br>
{{tab}}Ze znajomych nikt u niej teraz nie bywał, bo temperatura owej stacji klimatycznej wszystkich odstraszała.<br>
{{tab}}Pani Polka spróbowała spaceru po {{Korekta|ko minkach|kominkach}} u przyjaciółek, ale jeszcze prędzej wróciła do domu, bo wszędzie wydawało jej się duszno i nieznośnie.<br>
{{tab}}Pewnego dnia około jedenastej rano, gdy pani domu spoczywała jeszcze pod kilkoma ciepłemi kołdrami w łóżku i nie miała wielkiej ochoty do wstawania, do pokoju wpadła przerażona Jagusia.<br>
{{tab}}— Proszę pani!<br>
{{tab}}— Co się stało? Nieszczęście?<br>
{{tab}}— To nie — odparła {{Korekta|dziewczyna|dziewczyna.}} — Tylko jakiś oficer, nie mogąc dodzwonić się od frontu, wszedł przez kuchnię i chciał się z panią koniecznie widzieć.<br>
{{tab}}— Oficer, do mnie? pytała zdziwiona pani Polka, rozglądając się po pokoju, w którym panował zwykły poranny nieład.<br>
{{tab}}— No tak...<br>
{{tab}}— Trzeba było powiedzieć, że jeszcze śpię.<br>
{{tab}}— Tak też, proszę pani, zrobiłam. On mówił, że wróci tu za godzinę, a tymczasem kazał oddać pani ten papier.<br>
{{tab}}Pani Polka szybko przebiegła dokument zaciekawionym wzrokiem i chwyciła się za głowę.<br>
{{tab}}— Boże wielki! Tego nam tylko jeszcze brakowało!<br>
{{tab}}— A co się stało, proszę pani? Czy to<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
ll2lcjrnfjt53g9i79d5yajh7dt6viw
Szablon:IndexPages/Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu
10
1360231
4078870
4074528
2026-04-08T19:09:20Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078870
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>18</pc><q4>0</q4><q3>8</q3><q2>0</q2><q1>10</q1><q0>0</q0>
gdjsf7q0aoedmcjd12ll4x4z0ri0tie
4078887
4078870
2026-04-08T20:09:12Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078887
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>18</pc><q4>0</q4><q3>18</q3><q2>0</q2><q1>0</q1><q0>0</q0>
oe7t0xg5ggvww2megfm4sm0nruvg4c2
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/9
100
1360232
4078874
4074506
2026-04-08T19:12:38Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078874
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>wiadomości od naszego pana? Może chory?<br>
{{tab}}— Rekwizycja natychmiastowa pokoju. Ten oficer będzie u nas mieszkał.<br>
{{tab}}— Ja, proszę panią, odrazu tak pomiarkowałam, bo w kuchni siedzi ordynans z walizkami.<br>
{{tab}}— I co mówił?<br>
{{tab}}— Powiedział, że służy dopiero pół roku, a w cywilu to był krawcem, ma dwóch braci i cztery siostry, jedna z nich niemowa, ojciec umarł, sami {{Korekta|gospo darują|gospodarują}} na piętnastu morgach. Mają dwie krowy, jedna na ocieleniu...<br>
{{tab}}— Ale nie o to idzie! Czy mówił kiedy się jego pan ma zamiar do nas sprowadzić?<br>
{{tab}}— Przecie oni już się sprowadzili, więcej rzeczy nie mają. Nawet pan oficer kazał mu w piecu dobrze napalić i chłopak rwał się zaraz do roboty, ale nie chciałam go wpuszczać, póki się pani nie obudzi.<br>
{{tab}}— Koniec świata, doprawdy koniec świata! — powtarzała pani Polka, ubierając się nerwowo i drżąc z chłodu.<br>
{{tab}}Jagusia stała na środku pokoju {{Korekta|zamy ślona|zamyślona}}.<br>
{{tab}}— Ruszaj się! — krzyknęła pani energicznie. — Trzeba sprzątać, przecież wkrótce nadejdzie. A mówiłaś, że pan wyjechał?<br>
{{tab}}— Mówiłam, ale on powiada, że nie ma do naszego pana żadnego interesu. Zdaje mi się, że jak pani z nim pomówi, to też będzie dobrze.<br>
{{tab}}— Co tu robić? Tyle kłopotu i zamieszania w domu! — narzekała pani Polka, {{Korekta|wytyrącona|wytrącona}} ostatecznie z {{Korekta|równowagi|równowagi.}}<br>
{{tab}}— Nie trza sobie do głowy dopuszczać! — pocieszała ją Jagusia. — Zdaje się, że niezgorszy ten oficer, to niechby sobie pomieszkał. A z ordynansa zawsze będzie pociecha.. to kartofle obierze... to po węgiel skoczy...<br>
{{tab}}— Ale gdzie ich tu pomieścić? Nam samym ciasno!...<br>
{{tab}}Jagusia spojrzała ze zdziwieniem na swoją chlebodawczynię, ale już nic nie<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
ojpq5gawqa47kwrtw457o3maig0fxu3
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/10
100
1360233
4078875
4074507
2026-04-08T19:15:41Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078875
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>rzekła tylko kończyła sprzątanie a za kwadrans zjawił się oczekiwany oficer.<br>
{{tab}}Był to przystojny, zgrabny blondyn o twarzy rumianej, bujnej czuprynie i wilczych zębach.<br>
{{tab}}— Porucznik {{Korekta|Mrugalski.|Mrugalski}} — przedstawił się na wstępie. — Mam zaszczyt mówić z panią domu?<br>
{{tab}}— Tak jest — odparła pani Polka, wskazując gościowi krzesło. — Co pana do nas sprowadza?<br>
{{tab}}— Rozkaz, proszę pani.<br>
{{tab}}— Czy zanosi się znów na wojnę? — zapytała z ironją.<br>
{{tab}}— Nie zajmuję się polityką — odparł porucznik. — A dlaczego pani o to zapytuje?<br>
{{tab}}— Bo skąd znów rekwizycja mieszkań? Chyba z nikim w danej chwili nie prowadzimy wojny.<br>
{{tab}}— Właśnie gdybyśmy wojowali, obyłoby się bez tego — rzekł oficer ze szczerym uśmiechem.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Bo wtedy mielibyśmy całą masę apartamentów w okopach i rowach.<br>
{{tab}}Rozmowa urwała się nagle.<br>
{{tab}}Po chwili porucznik zaczął reagować zębami na otwarte okna w wyziębionym pokoju i zapytał:<br>
{{tab}}— Przepraszam najmocniej za niedyskrecję... Czy u państwa kto umarł w ostatnich dniach?<br>
{{tab}}— Co znowu? — zawołała przerażona pani Polka.<br>
{{tab}}— A czemu okna pootwierane? Byłem przekonany, że tu się wietrzy po nieboszczyku.<br>
{{tab}}— Co też pan mówi? — zaczęła się {{Korekta|tłu maczyć|tłumaczyć}} zmieszana pani domu. — To z polecenia lekarza okien nie zamykam wcale.<br>
{{tab}}Porucznik się zerwał.<br>
{{tab}}— Ależ to barbarzyńca, nie doktór! On panią może wpędzić w chorobę! Z pewnością gdyby mąż pani był tutaj nie pozwoliłby mu na tak ryzykowne eksperymenty. Przepraszam panią...<br>
{{tab}}I nie czekając odpowiedzi, rzucił się<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
q0fl5yz4ivd0xm3svz2atdlhlfdi4hf
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/11
100
1360234
4078877
4074509
2026-04-08T19:24:36Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078877
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>ku oknom, pozamykał je szczelnie i {{Korekta|zawo łał|zawołał}} ordynansa.<br>
{{tab}}— Kajtuś, pal we wszystkich piecach ile tylko siły!<br>
{{tab}}— Rozkaz, panie poruczniku.<br>
{{tab}}I za chwilę wygłodniałe piece aż huczały z radości, gdyż posłuszny ordynans utraktował je należycie... a stacja {{Korekta|klamityczna|klimatyczna}} uległa raptownej likwidacji i rtęć w termometrze szykowała się do spaceru w górę.<br>
{{tab}}Pani Polka, zdenerwowana w najwyższym stopniu i bezradna, zwróciła się do oficera:<br>
{{tab}}— Więc pan porucznik ma zamiar stanowczy tu zamieszkać?<br>
{{tab}}— Taki mam rozkaz, proszę {{Korekta|pani.|pani,}} nie od siebie zależę... Bardzo panią przepraszam, jeśli osoba moja sprawi pani subjekcję...<br>
{{tab}}— Niema o czem mówić, — odparła kwaśno pani Polka. — Niech pan zajmie na razie ten salonik za moją sypialnią, a gdy mąż powróci, pomówimy jeszcze o tem.... Ja się stąd wyprowadzę, krępować pana nie będę..<br>
{{tab}}— Ale co znowu? Dlaczego tyle kłopotu? Ja się ulokuję gdziekolwiek, nadzwyczajnych wygód mi nie potrzeba — bąkał zażenowany porucznik, czując się obco w roli niepożądanego gościa.<br>
{{tab}}— Mam tu przez ścianę mieszkanie męża, tam się przeniosę. Żegnam pana!<br>
{{tab}}Porucznik złożył głęboki ukłon, pani Polka wyszła na miasto, wziąwszy od {{Korekta|Ja gusi|Jagusi}} klucz od drzwi frontowych.<br>
{{tab}}Po spożyciu obiadu nad samym wieczorem wróciła do mieszkania małżonka. W pokojach nie palono od kilku dni, więc temperatura nie dawała się jej we znaki.<br>
{{tab}}Panowała tu jakaś dziwna cisza, oficer też widocznie wyszedł, gdyż w sąsiedniem mieszkaniu rozlegała się piosenka o rozmarynie, nucona z głębokiem przejęciem przez Jagusię i ordynansa, na co w obecności porucznika nie pozwoliłby sobie z pewnością.<br>
{{tab}}Pani Polka padła na otomanę w ga-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
jveu3xnzik5w2ixh3fs7xf4qeph2aak
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/12
100
1360235
4078878
4074510
2026-04-08T19:28:09Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078878
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>binecie męża i zaczęła rozmyślać nad przeżytemi wrażeniami.<br>
{{tab}}Jeden dzień tylko, a ileż to zmian wniósł do jej cichego życia!<br>
{{tab}}Kuracja klimatyczna, w którą włożono tyle energji i wiary, skończona bezpowrotnie, w jej mieszkaniu rozkwaterował się obcy mężczyzna, a w kuchni jakiś ordynans, który z pewnością sprowadzi z drogi cnoty Jagusię.<br>
{{tab}}I gdyby chociaż Walczyk nie wyjeżdżał, gdyby siedział w domu, jak tego pragnął gorąco, wszystko przeszłoby inaczej, bo kłopoty życiowe są zawsze lżejsze, o ile się je dźwiga we dwoje.<br>
{{tab}}Sama temu winna, niepotrzebnie męża namawiała do podróży.<br>
{{tab}}Ale pocieszała się nadzieją, że powinien dziś, najdalej jutro {{Korekta|powrócić,|powrócić.}} On ma duże stosunki, może się więc uda ten ambaras rekwizycyjny wpakować komu innemu na barki.<br>
{{tab}}Walczyk taki obrotny i energiczny, on z pewnością na wszystko radę znajdzie.<br>
{{tab}}Uspokojona nieco, zaczynała drzemać, przy tonach o pierwszej brygadzie, dochodzących z kuchni, gdzie duch ani na chwilę nie ustawał.<br>
{{tab}}— Niech lepiej śpiewają niżby się mieli całować lub rozprawiać o głupstwach... {{Korekta|pmyślała|pomyślała}} z uśmiechem i zasnęła.<br>
{{tab}}Nagle ostry dzwonek z przedpokoju zerwał ją na nogi.<br>
{{tab}}— Co to może znaczyć? Chyba nie Walczyk, bo on ma klucz i nigdy nie dzwoni?<br>
{{tab}}Mocno zaintrygowania skierowała się do przedpokoju i spytała, nie spuszczając łańcucha z drzwi wejściowych.<br>
{{tab}}— Kto tam?<br>
{{tab}}— Proszę otworzyć! Mam papier {{Korekta|urzę dowy|urzędowy}} do właściciela tego mieszkania.<br>
{{tab}}— Niema pana w domu.<br>
{{tab}}— Nic nie szkodzi. Niech panienka otworzy, bo ja za drzwiami wyczekiwać nie będę.<br>
{{tns|{{f|(Dok. nast.)|align=right|prawy=1em}}
{{---}}}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
9rxrpc3rovx6vset36deb0dnypxxjtg
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/13
100
1360236
4078879
4074511
2026-04-08T19:33:41Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078879
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" />{{c|3){{tab|230}}|w=90%}}
{{c|WŁADYSŁAW JUNOSZA – SZANIAWSKI.|w=90%}}
{{c|(Aramis).|po=1em}}
{{c|WALCZYK i POLKA|b|h=normal|w=200%}}
{{c|(Humoreska).|przed=1em|po=0.5em}}
{{c|(Dokończenie).|w=90%|po=1em}}</noinclude>{{tab}}Otworzyła gwałtownie drzwi i {{Korekta|zawoła ła|zawołała}} gniewnie:<br>
{{tab}}— Nie jestem żadną panienką, tylko właścicielką tego mieszkania, mąż mój powinien wrócić najpóźniej jutro.<br>
{{tab}}Do pokoju wtargnęła jakaś dość sympatyczna jowialna wystrzyżona i bezwąsa głowa, przytwierdzona do otyłego korpusu, odzianego w szynel wojskowy.<br>
{{tab}}— Kapelmistrz wojskowy, pani dobrodziejko. Mam tu u państwa zarekwirowany pokoik.<br>
{{tab}}— To chyba pomyłka?! — zawołała {{Korekta|z z|z}} rozpaczą pani Polka.<br>
{{tab}}— Istotnie pomyłka, ale nie moja, tylko tych durniów, bo zamiast tutaj, przewieźli moje instrumenty na Pragę. Byłbym u państwa już rano. Tymczasem, {{Korekta|za nim|zanim}} się to wszystko sprostowało i {{Korekta|wyjaś niło|wyjaśniło}}, zeszło mi do wieczora. No, dalej chłopcy, żywo, nie marudzić! — rzucił rozkaz w stronę schodów.<br>
{{tab}}I za chwilę kilku żołnierzy wtargnęło do przedpokoju, wnosząc całą masę {{Korekta|prze różnych|przeróżnych}} trąb, od zgrabnych kornetów, wysmukłych puzonów, aż do przysadzistych waltorni.<br>
{{tab}}— Panie, co pan robi? — zapytała {{Korekta|zde sperowana|zdesperowana}} pani Polka.<br>
{{tab}}— Co ja robię? Mówiłem pani, że dyryguję orkiestrą pułkową. Ostrożnie {{Korekta|dur niu|durniu}}, bo to nie siano! Złamiesz mi trąbę i kto będzie płacił? Ale proszę pani dobrodziejki, gdzie jest mój pokoik? {{Korekta|Chciał bym|Chciałbym}} się już rozlokować — zapytał ocierając pot z czoła.<br>
{{tab}}— Ja nie mam dla pana pokoju.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
s5b2btw0lqkd6nbwqe8dq1mkwgf6gc5
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/14
100
1360238
4078881
4074513
2026-04-08T19:37:11Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078881
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tab}}— Co proszę pani? A ten papier nic nie znaczy?<br>
{{tab}}To mówiąc wręczył znękanej kobiecie nakaz rekwizycyjny.<br>
{{tab}}— Panie, powtarzam, że to z pewnością pomyłka. Nam już zarekwirowano {{Korekta|je den|jeden}} pokój, dziś rano właśnie zakwaterował się porucznik.<br>
{{tab}}— Daruje pani dobrodziejka, ale ja o niczem nie wiem. Nie będę się po nocy przewłóczył z instrumentami. Tu mi dano rozkaz, tu nocuję. Jutro pójdzie pani do komendy i sprawdzi.<br>
{{tab}}O pomyłce nie może być mowy.<br>
{{tab}}— A jednak upewniam pana...<br>
{{tab}}— Ile państwo mają pokojów?<br>
{{tab}}— Sześć.<br>
{{tab}}— Na ile osób?<br>
{{tab}}— Nas dwoje i służąca.<br>
{{tab}}Kapelmistrz roześmiał się rubasznie.<br>
{{tab}}— To państwu jeszcze będzie za ciasno w czterech pokojach?<br>
{{tab}}Nie, pani dobrodziejko, to nie pomyłka. Co kładziesz, durniu, trąbę na trąbie? Nie masz miejsca, ciasno ci?<br>
{{tab}}Panią Polkę ogarniała krańcowa desperacja. Zatęskniła do Walczyka tak gorąco i prawdziwie, jak za czasów narzeczeństwa. Pół życia oddałaby z ochotą aby go mieć teraz przy sobie.<br>
{{tab}}— Panie — rzekła, biorąc na stronę kapelmistrza. Już zgoda na rekwizycję, ale to mieszkanie jest wyłącznie przeznaczone dla mego męża.<br>
{{tab}}— Nic nie szkodzi, proszę pani, ja nie kobieta, zgodzimy się z pewnością...<br>
{{tab}}— Wierzę panu, ale w takim razie gdzież ja będę spała?<br>
{{tab}}— Chyba jak zwykle u siebie w mieszkaniu.<br>
{{tab}}— Kiedy tam się ulokował porucznik?<br>
{{tab}}— Czemuż go pani do siebie wpuściła?<br>
{{tab}}— Bo miałam zamiar tu przenocować.<br>
{{tab}}Poczciwy kapelmistrz ocierał pot z umęczonego czoła, ale nie mógł się połapać w tych kombinacjach, więc też i na radę nie umiał się zdobyć.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
rwb52xhfv1u9brphi55jnnmu0civbx4
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/15
100
1360239
4078882
4074514
2026-04-08T19:40:27Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078882
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tab}}— Niech pan uważa, wszystko panu wyjaśnię.<br>
{{tab}}— Słucham, pani dobrodziejko.<br>
{{tab}}— Posiadamy z mężem lokal sześciopokojowy, ale postanowiliśmy go {{Korekta|podzie lić|podzielić}} na dwa trzypokojowe mieszkania.<br>
{{tab}}— Rozumiem, wszystko rozumiem... Państwo mają na myśli rozwód?<br>
{{tab}}— Nie rozwód, panie, broń Boże.<br>
{{tab}}— Więc cóż takiego?<br>
{{tab}}Pani Polka zaczęła się zacinać, bo niejako jej było wspominać o stacji klimatycznej.<br>
{{tab}}— Ot, wie pan, tak się warunki układały... Dużoby o tem mówić... ja to panu zresztą przy sposobności wyjaśnię...<br>
{{tab}}— Słucham dalej... A wy zaczekajcie w przedpokoju, zaraz do was wyjdę — rzucił w kierunku niecierpliwiących się żołnierzy, którzy już wszystkie instrumenty wnieśli na górę.<br>
{{tab}}— Otóż, widzi pan, w tamtym lokalu, który należy do mnie, mieszka już {{Korekta|porucz nik|porucznik}}.<br>
{{tab}}— Ślicznie, pani dobrodziejko, a ja zamieszkam tutaj.<br>
{{tab}}— A gdzież mnie pan każe nocować?<br>
{{tab}}— Prawda — rzekł {{Korekta|kapelmistrz|kapelmistrz.}} — Źle pani zrobiła bo należało porucznika odrazu tu umieścić.<br>
{{tab}}— Gdybym przewidywała jeszcze pańską miłą wizytę, byłabym tak zrobiła, a teraz nie widzę innej rady, jak zaproponować panu przeniesienie się na tamtą stronę, zaś instrumenty mogą tu pozostać.<br>
{{tab}}— O nie, pani. Zabiorę je ze sobą, bo muszę jutro wczesnym rankiem odstawić do pułku.<br>
{{tab}}— Bardzo panu dziękuję — rzekła pani Polka. — Wybawił pan z kłopotu kobietę, która jest chwilowo bez męża i musi sama sobie radzić.<br>
{{tab}}— Bagatela, proszę pani dobrodziejki. Ja sam też człowiek żonaty i choć siódmy rok z żoną nie żyję, wiem, że kobiecie zawsze pomóc należy.<br>
{{tab}}I poczciwy kapelmistrz wraz z bagażami przeniósł się natychmiast do {{tns|{{Korekta|porucz|porucz-}}}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
cwqdajt932mhf2gkjwv0r46htem3o8q
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/16
100
1360240
4078883
4074515
2026-04-08T19:44:03Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078883
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tns|nika|{{Korekta|porucz nika|porucznika}}}}, rzucając pani domu na {{Korekta|pożegnanie|pożegnanie:}}<br>
{{tab}}— A jakby się trafiła trzecia rekwizycja, niech ją pani wprost do nas odsyła i nie robi sobie ambarasu.<br>
{{tab}}Po odejściu gościa pani Polka zgasiła światło w przedpokoju oraz gabinecie i przeniosła się do sąsiedniej sypialni męża, udręczona bowiem i wyczerpana {{Korekta|pra gnęła|pragnęła}} spokoju i wytchnienia za wszelką cenę.<br>
{{tab}}Szybko więc posłała mężowskie łoże, a rozebrawszy się udała na spoczynek.<br>
{{tab}}Ale sen jak na złość nie przychodził wcale.<br>
{{tab}}W umęczonej głowie kołatały się echa przeżytych wrażeń, a gdy wreszcie zjawił się półsen, to przyciągnął za sobą również cały szereg obrazów, tworzących jakoby dalszy ciąg dnia dzisiejszego.<br>
{{tab}}A więc znów dzwonek... Pani Polka biegnie do drzwi, w których ukazuje się pułkownik z dokumentem rekwirującym trzy pokoje z kuchnią. Tuż za nim cały szereg oficerów, a każdy z nich trzyma w ręku nakaz rekwizycyjny.<br>
{{tab}}Zdesperowana kobieta ucieka na trzecie piętro, rekwizycja pędzi za nią; szuka ucieczki w windzie — rekwirują windę na pokoik dla jakiegoś pisarza; ucieka na strych — rekwirują go na składy żywnościowe; zmyka na dach, lecz ten już zarekwirowano na stację radjotelegraficzną.<br>
{{tab}}Chce skoczyć na podwórko, ale i tam pełno wojska, bo to miejsce zostało zarekwirowane na jaszcze artyleryjskie.<br>
{{tab}}Nie mając wyjścia, chciała krzyczeć, wzywać ratunku... i obudziła się w potach, a serce waliło jak młot kowalski.<br>
{{tab}}Odróżniwszy sen od jawy i uspokoiwszy się nieco, próbowała zasnąć, ale próżne były usiłowania, bo sen nie nadchodził wcale.<br>
{{tab}}Czuła się dziwnie chorą, złamaną, {{Korekta|mia ła|miała}} wrażenie gorączki, jakby zapowiedź ciężkiej choroby.<br>
{{tab}}— Całe szczęście, że tego pokoju jeszcze nie zarekwirowali i nikt tu już nie wtargnie — myślała w duchu. Zresztą<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
5o227zyn4tmetfe0h8qqedy485aaybr
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/17
100
1360241
4078884
4074516
2026-04-08T19:47:10Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078884
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>Walczyk nadjedzie jutro i jakoś to będzie.<br>
{{tab}}Zdrzemnęła się nieco, gdy nagle jakaś rozmowa w sąsiednim pokoju doprowadziła ją do przytomności.<br>
{{tab}}— To Walczyk wrócił najwidoczniej... poznaję jego głos... Ale z kim on rozmawia wśród nocy?<br>
{{tab}}W sąsiednim gabinecie istotnie małżonek gawędził z jakimś jegomościem, {{Korekta|któ ry|który}} mu towarzyszył z kolei...<br>
{{tab}}— Napijmy się koniaku — zachęcał Walczyk — mam jeszcze trochę kawioru i sardynek w walizce. Niech się to nie marnuje.<br>
{{tab}}— A no, jak uważasz — odparł towarzysz, zacierając ręce.<br>
{{tab}}Wypili, powtórzyli i gawędzili o interesach.<br>
{{tab}}— Ale ty masz łeb, niech cię djabli wezmą! komplementował {{Korekta|towarzysz|towarzysz.}} — Dałeś im na tych skórach w skórę, że popamiętają do przyszłego zastoju! Ładny grosz zarobiłeś.<br>
{{tab}}Pan Walczyk odparł skromnie:<br>
{{tab}}— Nie noszę głowy dla upiększenia {{Korekta|ra mion|ramion}}. Ten interes był dla mnie zupełnie jasny i pewny, jechałem odrazu z gotowym planem.<br>
{{tab}}— Urodziłeś się na ministra, należy ci się fotel.<br>
{{tab}}— Mój drogi — rzekł ze łzą w głosie Walczyk — czy nasze społeczeństwo potrafi się poznać na ludziach?<br>
{{tab}}Towarzysz na znak zgody ziewnął tak przeraźliwie, aż poruszyły się portjery do sypialni.<br>
{{tab}}Pan Walczyk zlekka ziewnął dla {{Korekta|wtóru|wtóru.}}<br>
{{tab}}— Wiesz co, nocuj u mnie. Co się będziesz włóczył nocą po hotelach.<br>
{{tab}}— Ale po co ten ambaras? — protestował gość.<br>
{{tab}}— Co za ambaras? Nie przesadzaj! Ja się prześpię tu na otomanie, a ty lokuj się w mojem łóżku. Ręczę, że ci tam będzie wygodnie, a po takiej podróży należy nam się trochę wywczasu.<br>
{{tab}}Pani Polka struchlała z przerażenia.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
12dz3hlst1iypmwp2da7rw790j3c85c
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu/18
100
1360242
4078885
4074517
2026-04-08T19:50:59Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078885
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tab}}— Więc i to małżeńskie łoże chcą jej zarekwirować? I własny mąż wydaje nakaz?!<br>
{{tab}}— No idź, nie marudź! Dobranoc! — zachęcał gościnny gospodarz.<br>
{{tab}}W sypialni rozległo się szlochanie.<br>
{{tab}}Zaintrygowany pan Walczyk wpadł tam i po chwili wyszedł mocno zmieszany.<br>
{{tab}}— Daruj — rzekł do przyjaciela — muszę ci odmówić noclegu, bo nie jestem sam.<br>
{{tab}}— Filucie — przekomarzał się gość — zastałeś miłą niespodziankę?<br>
{{tab}}Mówiłem, że ty masz szczęście do interesów.<br>
{{tab}}— Tam jest żona moja, rzekł z powagą pan Walczyk.<br>
{{tab}}Towarzysz wybuchnął śmiechem rubasznym.<br>
{{tab}}— No, no... daj pokój... nie tłumacz się. Przyjemnych marzeń, dobranoc.<br>
{{tab}}Po jego wyjściu małżonkowie zostali nareszcie sami.<br>
{{tab}}Pani Polka z najdrobniejszemi szczegółami opowiedziała mężowi historję dnia poprzedniego i zakończyła tonąc we łzach:<br>
{{tab}}— Czekałam tylko na twój powrót. Musisz poruszyć wszystkie stosunki i {{Korekta|wy rzucić|wyrzucić}} ich z naszego mieszkania.<br>
{{tab}}— Nie, tego nie zrobię — odparł {{Korekta|twar do|twardo}} Walczyk.<br>
{{tab}}— Dlaczego? — zapytała pani Polka, a wzrok jej szukał doniczki.<br>
{{tab}}— Bo to nad moje siły.<br>
{{tab}}— A więc co?<br>
{{tab}}— W każdym razie mieszkać z nimi nie będziesz.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Bo zaraz jutro wyrobię pasporty i jedziemy na Rivierę. Zgoda?<br>
{{tab}}— Że też ty zawsze musisz mi na złość zrobić! — rzekła mocno urażona pani Polka.<br>
{{tab}}A do rozwodu nie poszli, jako że byli niedobranem małżeństwem, a takie są najtrwalsze.<br>
{{c|KONIEC.}}
<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
dm0q6veprh50zuqcf15zryr9p1kly1z
Wikiźródła:Wikiprojekt Proofread skrócony
4
1360587
4078898
4078403
2026-04-08T23:12:24Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje Proofread skrócony.
4078898
wikitext
text/x-wiki
{{Nagłówek tabelki proofread}}
|-
|[[Indeks:Biblia Gdańska 1632|Biblia Gdańska (wyd. 1632)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|1586
|nieczytelne
|2010-02-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">92.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|4711
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Biblia Krolowej Zofii.djvu|Biblia królowej Zofii]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|405
|OCR
|2010-06-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3606.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|771
|-
|[[Indeks:Biblia Gdańska (1840)|Biblia Gdańska (wyd. 1840)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:39%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:60%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|1302
|
|2012-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">1366.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3349
|-
|[[Indeks:Biblia Wujka (1839-40)|Biblia Wujka (wyd. 1839-40)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakub Wujek|Jakub Wujek]] (tłumacz)
|style="text-align:right"|1963
|[http://archive.org/stream/bibliatojestksie00wuje/bibliatojestksie00wuje_djvu.txt OCR]
|2010-09-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">359.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|5611
|-
|[[Indeks:Słowa Pisma Świętego podane do rozmyślania. Genesis - Księga Rodzaju|Słowa Pisma Świętego podane do rozmyślania. (Genesis - Księga Rodzaju)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:15%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|191
|
|2015-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">585.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|531
|-
|[[Indeks:Biblia (tłum. Cylkow)|Biblia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Izaak Cylkow|Izaak Cylkow]] (tłumacz)
|style="text-align:right"|4347
|
|2020-07-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|12568
|-
|[[Indeks:Pismo Święte Starego Testamentu czyli Zakon Mojżeszowy i Prorocy.pdf|Pismo Święte Starego Testamentu czyli Zakon Mojżeszowy i Prorocy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Maria Michał Kowalski|Jan Maria Michał Kowalski]] (tłumacz)
|style="text-align:right"|569
|
|2022-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">160.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1653
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Książka do nabożeństwa O. Karola Antoniewicza.djvu|Książka do nabożeństwa: dzieło pośmiertne zebrane z pism autora]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:34%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Antoniewicz|Karol Bołoz Antoniewicz]]
|style="text-align:right"|526
|
|2010-07-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">5103.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|755
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ołtarzyk polski katolickiego nabożeństwa|Ołtarzyk polski katolickiego nabożeństwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Chociszewski|Józef Chociszewski]]
|style="text-align:right"|283
|
|2010-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3552.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|530
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Śpiewnik (Mioduszewski)|Śpiewnik kościelny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:37%"></td><td class="pq1" style="width:52%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Marcin Mioduszewski|Michał Marcin Mioduszewski]] (zebrał)
|style="text-align:right"|1044
|
|2011-12-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">5250.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1462
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pastorałki i kolędy z melodyjami (Mioduszewski)|Pastorałki i kolędy z melodyjami (Mioduszewski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Marcin Mioduszewski|Michał Marcin Mioduszewski]] (zebrał)
|style="text-align:right"|149
|
|2011-12-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3648.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|282
|-
|[[Indeks:Zbiór pieśni nabożnych katolickich do użytku kościelnego i domowego|Zbiór pieśni nabożnych katolickich do użytku kościelnego i domowego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|1062
|OCR
|2012-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">310.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3087
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anioł Stróż chrześcianina katolika|Anioł Stróż chrześcianina katolika]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq4" style="width:16%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:62%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|601
|
|2013-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">5082.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|866
|-
|[[Indeks:Święty Józef Oblubieniec Bogarodzicy|Święty Józef Oblubieniec Bogarodzicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:44%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|524
|
|2016-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">1883.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1271
|-
|[[Indeks:Biblioteka Warszawska 1860 tom 3.pdf|Biblioteka Warszawska 1860 tom 3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:93% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|739
|
|2017-11-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">54.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2202
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Chimera 1907 z. 28-30.djvu|Chimera 1907 zeszyty 28-30]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:27%"></td><td class="pq2" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|624
|
|2018-06-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">4332.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1044
|-
|[[Indeks:Józefa Ungra Kalendarz illustrowany 1878.djvu|Józefa Ungra Kalendarz illustrowany 1878]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:85%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|369
|
|2016-01-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">94.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|948
|-
|[[Indeks:Kwartalnik Historyczny. R. I (1887)|Kwartalnik Historyczny. R. I (1887)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:94% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|red. [[Autor:Ksawery Liske|Xawery Liske]]
|style="text-align:right"|747
|OCR
|2012-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">85.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2216
|-
|[[Indeks:Maski - literatura, sztuka i satyra - Zeszyt 20 1918.pdf|Maski - literatura, sztuka i satyra - Zeszyt 20 1918.pdf]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq2" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:32%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:50%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|22
|
|2017-12-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">1904.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|51
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nowy Przegląd Literatury i Sztuki 1920 nr 1.djvu|Nowy Przegląd Literatury i Sztuki 1920 nr 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:12%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:45%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|154
|
|2016-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">5238.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|170
|-
|[[Indeks:Pamiętnik dla Płci Pięknéj. T.2 p.2.djvu|Pamiętnik dla Płci Pięknéj Tom 2 Poszyt 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|40
|
|2018-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">250.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|117
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rocznik Krakowski. T.4 (1901)|Rocznik Krakowski. T.4 (1901)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|red. [[Autor:Stanisław Krzyżanowski|Stanisław Krzyżanowski]]
|style="text-align:right"|290
|OCR
|2012-01-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3914.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|524
|-
|[[Indeks:Rocznik na rok zwyczajny 1871.pdf|Rocznik na rok zwyczajny 1871.pdf]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|256
|
|2016-09-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">209.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|746
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Skaut Nr 2 (1911).djvu|Skaut Nr 2 (1911)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq2" style="width:25%"></td><td class="pq1" style="width:56%"></td></tr></table>
|red. nacz. [[Autor:Kazimierz Wyrzykowski|Kazimierz Wyrzykowski]]
|style="text-align:right"|16
|
|2013-08-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3125.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|33
|-
|[[Indeks:SKAUT Pismo młodzieży polskiej Tom I — Spis rzeczy.djvu|SKAUT Pismo młodzieży polskiej Tom I — Spis rzeczy.djvu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td><td class="pqn" style="width:63%"></td></tr></table>
|red. nacz. [[Autor:Kazimierz Wyrzykowski|Kazimierz Wyrzykowski]]
|style="text-align:right"|8
|
|2019-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">1428.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|18
|-
|[[Indeks:Świat tygodnik Rok I (1906)|Świat tygodnik Rok I (1906)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:52%"></td><td class="pqn" style="width:47%"></td></tr></table>
|zbiorowy, red. [[Autor:Stefan Krzywoszewski|Stefan Krzywoszewski]]
|style="text-align:right"|460
|
|2021-07-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">1818.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1129
|-
|[[Indeks:Tygodnik Illustrowany Nr. 9 (1900).djvu|Tygodnik Illustrowany Nr. 9/1900]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq2" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|19
|
|2020-05-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">175.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|56
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wieś Ilustrowana, marzec 1911.pdf|Wieś Ilustrowana, marzec 1911]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|red. nacz. [[Autor:Kazimierz Laskowski|Kazimierz Laskowski]]
|style="text-align:right"|56
|
|2015-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3488.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|84
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Życie tygodnik Rok I (1897) wybór|Życie tygodnik Rok I (1897) wybór]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td></tr></table>
|red. nacz. [[Autor:Ludwik Szczepański|Ludwik Szczepański]]
|style="text-align:right"|88
|
|2015-04-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">4015.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|158
|-
|[[Indeks:Inżynier Kolejowy - 1924 01|Inżynier Kolejowy - 1924 01]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:37%"></td><td class="pqn" style="width:63%"></td></tr></table>
|red. nacz. [[Autor:Stanisław Sztolcman|Stanisław Sztolcman]]
|style="text-align:right"|19
|
|2021-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">1228.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|50
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Odbiorca medialny w erze Web 2.0.pdf|Odbiorca medialny w erze Web 2.0]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jolanta Maćkiewicz|Jolanta Maćkiewicz]]
|style="text-align:right"|10
|
|2023-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|18
|-
|[[Indeks:Fandom Gry o tron. Władza i kultura w środowiskach fanowskich.pdf|Fandom Gry o tron. Władza i kultura w środowiskach fanowskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pqn" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Katarzyna Piórecka|Katarzyna Piórecka]]
|style="text-align:right"|16
|
|2023-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">2500.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|36
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wszystkie reklamy są narracjami.pdf|Wszystkie reklamy są narracjami]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Asa Berger|Arthur Asa Berger]]
|style="text-align:right"|12
|
|2023-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|12
|-
|[[Indeks:Volumina legum. Tom VII|Volumina legum. Tom VII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq2" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:37%"></td><td class="pqn" style="width:39%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|415
|
|2011-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">1734.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1029
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Konwencja haska IV|Konwencja haska IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zbiorowy|Państwa sygnatariusze]]
|style="text-align:right"|22
|
|2012-01-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3787.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|41
|-
|[[Indeks:Dziennik praw Królestwa Polskiego. T. 1, nr 1-7 (1816).pdf|Dziennik praw Królestwa Polskiego. T. 1, nr 1-7 (1816)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:39%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:50%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|401
|brak 1 strony
|2012-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">2039.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|929
|-
|[[Indeks:Volumina legum. Tom II|Volumina legum. Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|497
|
|2013-10-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">168.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1463
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Porozumienie w przedmiocie ścigania i karania głównych przestępców wojennych|Porozumienie w przedmiocie ścigania i karania głównych przestępców wojennych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:31%"></td><td class="pq3" style="width:69%"></td></tr></table>
|[[Autor:Polski ustawodawca|Polski ustawodawca]]
|style="text-align:right"|13
|
|2013-11-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">7692.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|9
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Projekt Konstytucji Państwa Polskiego (1917)|Projekt Konstytucji Państwa Polskiego i ordynacji wyborczej sejmowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|red. [[Autor:Józef Buzek|Józef Buzek]]
|style="text-align:right"|192
|
|2014-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4385.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|288
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Protokół - Mirosławiec katastrofa lotnicza.pdf|Protokół - Mirosławiec katastrofa lotnicza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:37%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td></tr></table>
|[[Autor:Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego|Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego]]
|style="text-align:right"|35
|
|2015-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">4571.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|57
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Jellinek - Deklaracja praw człowieka i obywatela.pdf|Deklaracja praw człowieka i obywatela]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Jellinek|Jerzy Jellinek]]
|style="text-align:right"|94
|
|2016-04-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3476.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|182
|-
|[[Indeks:Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst jednolity 2017).pdf|Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst jednolity 2017)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Polski ustawodawca|Polski ustawodawca]]
|style="text-align:right"|42
|
|2017-05-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|126
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Tarnowski - Projekt nowej ustawy konstytucyjnej.djvu|Projekt nowej ustawy konstytucyjnej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Stanisław Amor Tarnowski|Jan Stanisław Amor Tarnowski]]
|style="text-align:right"|100
|
|2017-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3745.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|167
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Statut ZHP (1936).djvu|Statut ZHP (1936)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:56%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:polski ustawodawca|polski ustawodawca]]
|style="text-align:right"|52
|
|2018-02-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">5075.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|65
|-
|[[Indeks:Zbior praw sądowych na mocy Konstytucyi Roku 1776.djvu|Zbior praw sądowych na mocy Konstytucyi Roku 1776]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:polski prawodawca|polski prawodawca]]
|style="text-align:right"|372
|
|2018-07-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">27.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1074
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Konstytucya Wolnego Miasta Krakowa i jego okręgu.djvu|Konstytucja Wolnego Miasta Krakowa i jego okręgu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|52
|
|2018-10-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3565.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|83
|-
|[[Indeks:Dziennik Praw Księstwa Warszawskiego 1-12 (1810).pdf|Dziennik Praw Księstwa Warszawskiego 1-12 (1810)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:52%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|382
|
|2019-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">1644.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|955
|-
|[[Indeks:Dziennik Praw Księstwa Warszawskiego. T. 4 (1812).pdf|Dziennik Praw Księstwa Warszawskiego. T. 4 (1812)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|451
|
|2019-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">104.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1330
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Traktat dodatkowy tyczący się miasta Krakowa, jego okręgu i konstytucyi między dworami rossyjskim, austryackim i pruskim.pdf|Traktat dodatkowy tyczący się miasta Krakowa, jego okręgu i konstytucyi między dworami rossyjskim, austryackim i pruskim]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|13
|
|2019-05-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|26
|-
|[[Indeks:Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst jednolity 2019).pdf|Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst jednolity 2019)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Polski ustawodawca|Polski ustawodawca]]
|style="text-align:right"|36
|
|2019-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">92.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|107
|-
|[[Indeks:Dziennik Praw Księstwa Warszawskiego. T. 2 (1810).pdf|Dziennik Praw Księstwa Warszawskiego. T. 2 (1810)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|488
|
|2019-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">34.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1450
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rozporządzenie Kierownika Resortu Rolnictwa i Reform Rolnych z dnia 10 października 1944 r. w sprawie ustalenia wykazu imiennego majątków i części majątków niepodlegających podziałowi.pdf|Rozporządzenie Kierownika Resortu Rolnictwa i Reform Rolnych z dnia 10 października 1944 r. w sprawie ustalenia wykazu imiennego majątków i części majątków niepodlegających podziałowi dla woj. białostockiego, lubelskiego i okręgu rzeszowskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|8
|
|2020-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Krolewska-Pruska gieneralna szkolna ustawa dla rzymskich-katolików w miastach i na wsiach samowładnego księstwa Sląska i hrabstwa Glacu 1765.djvu|Krolewska-Pruska gieneralna szkolna ustawa dla rzymskich-katolików w miastach i na wsiach samowładnego księstwa Sląska i hrabstwa Glacu 1765]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|20
|
|2020-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|38
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Traktat Pokoju między Polską a Rosją i Ukrainą podpisany w Rydze dnia 18 marca 1921 roku.djvu|PL Traktat Pokoju między Polską a Rosją i Ukrainą podpisany w Rydze dnia 18 marca 1921 roku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|34
|
|2021-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|62
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Układ o repatriacji zawarty między Polską z jednej strony a Rosją i Ukrainą z drugiej strony.djvu|Układ o repatriacji zawarty między Polską z jednej strony a Rosją i Ukrainą z drugiej strony w wykonaniu artykułu VII Umowy o Przedwstępnych Warunkach Pokoju z dnia 12 października 1920 roku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:29%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:60%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|16
|
|2021-04-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">1205.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|124
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rozporządzenie Ministrów: Administracji Publicznej i Ziem Odzyskanych z dnia 12 listopada 1946 r. o przywróceniu i ustaleniu urzędowych nazw miejscowości.pdf|Rozporządzenie Ministrów: Administracji Publicznej i Ziem Odzyskanych z dnia 12 listopada 1946 r. o przywróceniu i ustaleniu urzędowych nazw miejscowości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|9
|
|2021-09-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|18
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kodex karny wojskowy dekretem Rządu Narodowego z dnia 30 lipca 1863 roku.pdf|Kodex Karny Wojskowy dekretem Rządu Narodowego z dnia 30 lipca 1863 roku zatwierdzony i w wykonanie wprowadzony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:21%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|56
|
|2021-10-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3939.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|80
|-
|[[Indeks:Rozporządzenie Ministrów: Administracji Publicznej i Ziem Odzyskanych z dnia 15 marca 1947 r. o przywróceniu i ustaleniu urzędowych nazw miejscowości.pdf|Rozporządzenie Ministrów: Administracji Publicznej i Ziem Odzyskanych z dnia 15 marca 1947 r. o przywróceniu i ustaleniu urzędowych nazw miejscowości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|14
|
|2021-10-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|42
|-
|[[Indeks:PL Statut organiczny 1832.djvu|Statut organiczny dla Królestwa Polskiego z manifestem Najjaśniejszego Pana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq2" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td><td class="pqn" style="width:53%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj I Romanow|Mikołaj I Romanow]]
|style="text-align:right"|30
|
|2022-02-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">166.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|59
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rozporządzenie Ministra Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej z dnia 25 marca 2004 r. w sprawie warsztatów terapii zajęciowej.pdf|Rozporządzenie Ministra Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej w sprawie warsztatów terapii zajęciowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Polski ustawodawca|Polski ustawodawca]]
|style="text-align:right"|14
|
|2023-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Odezwa Rady Jedności Narodowej i p.o. Delegata Rządu Stefana Korbońskiego Do Narodu Polskiego.pdf|Odezwa Rady Jedności Narodowej i p.o. Delegata Rządu Stefana Korbońskiego Do Narodu Polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rada Jedności Narodowej|Rada Jedności Narodowej]]
|style="text-align:right"|11
|
|2023-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|22
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Instrukcja w sprawie regulacji Osady Sukienniczej w Łodzi|Instrukcja w sprawie regulacji Osady Sukienniczej w Łodzi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rajmund Rembieliński|Rajmund Rembieliński]]
|style="text-align:right"|5
|
|2023-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|10
|-
|[[Indeks:Śpiewnik kościelny katolicki (T. Flasza, 1930).djvu|Śpiewnik kościelny katolicki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tomasz Flasza|Tomasz Flasza]]
|style="text-align:right"|397
|
|2016-01-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">198.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1138
|-
|[[Indeks:Pieśni ludu polskiego (Kolberg, 1857)|Pieśni ludu polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oskar Kolberg|Oskar Kolberg]]
|style="text-align:right"|520
|
|2019-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">375.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1435
|-
|[[Indeks:Pierwszy śpiewnik domowy.djvu|Pierwszy śpiewnik domowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td><td class="pqn" style="width:82%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Moniuszko|Stanisław Moniuszko]]
|style="text-align:right"|76
|
|2019-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">353.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|191
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kantyczki (Miarka)|Kantyczki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:89% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:24%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|708
|
|2014-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">4313.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1201
|-
|[[Indeks:Zbiór wierszy o wilamowskich obrzędach i obyczajach oraz Słownik języka wilamowskiego|Zbiór wierszy o wilamowskich obrzędach i obyczajach oraz Słownik języka wilamowskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:29%"></td><td class="pqn" style="width:55%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Gara|Józef Gara]]
|style="text-align:right"|177
|
|2012-10-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">2053.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|298
|-
|[[Indeks:EBIP-R0-100-2205-zasady.pdf|Egzamin maturalny z biologii poziom rozszerzony – maj 2022 Zasady oceniania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pqn" style="width:44%"></td></tr></table>
|[[Autor:Centralna Komisja Egzaminacyjna|Centralna Komisja Egzaminacyjna]]
|style="text-align:right"|34
|Skomplikowane style wymagające szablonów dedykowanych dla tej publikacji.
|2022-11-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">1960.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|82
|-
|[[Indeks:MBIP-R0-100-200-300-400-Q00-2203-zasady.pdf|Egzamin maturalny z biologii poziom rozszerzony – marzec 2022 (Formuła 2023) Zasady oceniania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq2" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Centralna Komisja Egzaminacyjna|Centralna Komisja Egzaminacyjna]]
|style="text-align:right"|34
|Skomplikowane style wymagające szablonów dedykowanych dla tej publikacji.
|2022-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">196.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|100
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL O lepsze harcerstwo G.Całek, L.Czechowska, A.Czerwertyński.pdf|O lepsze harcerstwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Grzegorz Całek|Grzegorz Całek]], [[Autor:Lucyna Czechowska|Lucyna Czechowska]], [[Autor:Adam Czetwertyński|Adam Czetwertyński]]
|style="text-align:right"|162
|
|2022-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3419.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|304
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dobra nauczka (Abgarowicz)|Dobra nauczka. Ilko Szwabiuk]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:20%"></td><td class="pq3" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kajetan Abgarowicz|Kajetan Abgarowicz]]
|style="text-align:right"|270
|
|2015-03-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">7359.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|202
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kajetan Abgarowicz - Z carskiej imperyi.pdf|Z carskiej imperyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kajetan Abgarowicz|Kajetan Abgarowicz]]
|style="text-align:right"|252
|
|2022-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6794.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|225
|-
|[[Indeks:PL Kajetan Abgarowicz - Polubowna ugoda.pdf|Polubowna ugoda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kajetan Abgarowicz|Kajetan Abgarowicz]]
|style="text-align:right"|386
|
|2022-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">2693.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|822
|-
|[[Indeks:PL Kajetan Abgarowicz - Widziane i odczute.pdf|Widziane i odczute]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kajetan Abgarowicz|Kajetan Abgarowicz]]
|style="text-align:right"|352
|
|2022-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">20.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|985
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dziewosłęb.djvu|Dziewosłęb]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Abraham|Władysław Abraham]]
|style="text-align:right"|54
|
|2012-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">7152.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|41
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Początki prawa patronatu w Polsce|Początki prawa patronatu w Polsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Abraham|Władysław Abraham]]
|style="text-align:right"|54
|
|2012-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3962.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|96
|-
|[[Indeks:Powstanie organizacyi kościoła łacińskiego na Rusi. Tom I|Powstanie organizacyi kościoła łacińskiego na Rusi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Abraham|Władysław Abraham]]
|style="text-align:right"|434
|
|2012-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">147.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1271
|-
|[[Indeks:Organizacya Kościoła w Polsce do połowy wieku XII|Organizacya Kościoła w Polsce do połowy wieku XII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:34%"></td><td class="pqn" style="width:64%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Abraham|Władysław Abraham]]
|style="text-align:right"|272
|
|2012-02-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">1286.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|711
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma T.1 (Edward Abramowski)|Pisma T.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:53%"></td><td class="pq1" style="width:39%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Abramowski|Edward Abramowski]]
|style="text-align:right"|521
|
|2010-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">5504.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|681
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma T.2 (Edward Abramowski)|Pisma T.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Abramowski|Edward Abramowski]]
|style="text-align:right"|413
|
|2010-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3471.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|803
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma T.3 (Edward Abramowski)|Pisma T.3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Abramowski|Edward Abramowski]]
|style="text-align:right"|522
|
|2010-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3610.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|991
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma T.4 (Edward Abramowski)|Pisma T.4]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:12%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Abramowski|Edward Abramowski]]
|style="text-align:right"|308
|
|2010-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">7073.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|266
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Abramowski-braterstwo-solidarnosc-wspoldzialanie.pdf|Braterstwo, solidarność, współdziałanie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Abramowski|Edward Abramowski]]
|style="text-align:right"|269
|
|2015-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3594.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|515
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ajschylos - Oresteja II Ofiary.djvu|Ofiary]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ajschylos|Ajschylos]]
|style="text-align:right"|69
|
|2018-08-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">7030.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|49
|-
|[[Indeks:PL Tragedye Eschylosa (tłum. Węclewski).djvu|Tragedye Eschylosa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ajschylos|Ajschylos]]
|style="text-align:right"|458
|
|2019-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">44.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1335
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ajschylos - Oresteja III Święto pojednania.djvu|Oresteja III Święto pojednania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ajschylos|Ajschylos]]
|style="text-align:right"|58
|
|2018-08-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3801.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|106
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ajschylos - Cztery dramaty.djvu|Cztery dramaty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ajschylos|Ajschylos]]
|style="text-align:right"|429
|
|2018-08-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3666.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|760
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hans Christian Andersen - Obrazki.pdf|Obrazki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hans Christian Andersen|Hans Christian Andersen]]
|style="text-align:right"|48
|
|2023-02-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6950.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|43
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hans Christian Andersen - Baśnie (1929).djvu|Baśnie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hans Christian Andersen|Hans Christian Andersen]]
|style="text-align:right"|270
|
|2023-02-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">7362.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|178
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Andersen - Książę Świniarek oraz inne bajki (1928).pdf|Książę Świniarek oraz inne bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:19%"></td><td class="pq3" style="width:38%"></td><td class="pq1" style="width:24%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hans Christian Andersen|Hans Christian Andersen]]
|style="text-align:right"|96
|
|2023-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6450.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|82
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zaklęta królewna oraz inne bajki.pdf|Zaklęta królewna oraz inne bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hans Christian Andersen|Hans Christian Andersen]]
|style="text-align:right"|92
|
|2023-02-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6754.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|74
|-
|[[Indeks:Jacek Obrochta - Opowiadanie starego górala.pdf|Opowiadanie starego górala]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Emanuel Andrusikiewicz|Roman Emanuel Andrusikiewicz]]
|style="text-align:right"|42
|
|2025-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">92.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|107
|-
|[[Indeks:Rola (teksty Jacka Obrochty)|Rola (teksty Jacka Obrochty)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Emanuel Andrusikiewicz|Roman Emanuel Andrusikiewicz]]
|style="text-align:right"|17
|
|2025-07-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|51
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriele d’Annunzio - Notturno.djvu|Notturno]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:27%"></td><td class="pq3" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriele D’Annunzio|Gabriele D’Annunzio]]
|style="text-align:right"|274
|
|2017-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">7617.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|188
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabryel d’Annunzio - Ogień.djvu|Ogień]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriele D’Annunzio|Gabriele D’Annunzio]]
|style="text-align:right"|454
|
|2017-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3431.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|869
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabryel d’Annunzio - Intruz.djvu|Intruz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriele D’Annunzio|Gabriele D’Annunzio]]
|style="text-align:right"|464
|
|2017-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3354.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|923
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabryel d’Annunzio - Tryumf śmierci.djvu|Tryumf śmierci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriele D’Annunzio|Gabriele D’Annunzio]]
|style="text-align:right"|554
|
|2017-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3393.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1092
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gabryel d’Annunzio - Rozkosz.djvu|Rozkosz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriele D’Annunzio|Gabriele D’Annunzio]]
|style="text-align:right"|420
|
|2021-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3357.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|813
|-
|[[Indeks:PL Gabryel d’Annunzio - Niewinny.djvu|Niewinny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriele D’Annunzio|Gabriele D’Annunzio]]
|style="text-align:right"|364
|
|2021-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">18.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1066
|-
|[[Indeks:Pietro Aretino - O łajdactwach męskich.djvu|O łajdactwach męskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td><td class="pqn" style="width:78%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pietro Aretino|Pietro Aretino]]
|style="text-align:right"|136
|
|2018-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">353.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|327
|-
|[[Indeks:Pietro Aretino - Żywoty kurtyzan.djvu|Żywoty kurtyzan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pietro Aretino|Pietro Aretino]]
|style="text-align:right"|150
|
|2018-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">462.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|412
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pietro Aretino - Jak Nanna córeczkę swą Pippę na kurtyzanę kształciła.djvu|Jak Nanna córeczkę swą Pippę na kurtyzanę kształciła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:37%"></td><td class="pq1" style="width:52%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pietro Aretino|Pietro Aretino]]
|style="text-align:right"|156
|
|2018-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">4907.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|220
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Arystofanes - Lysistrata.djvu|Lysistrata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arystofanes|Arystofanes]]
|style="text-align:right"|200
|
|2019-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3458.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|365
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Arystofanes - Rycerze.djvu|Rycerze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arystofanes|Arystofanes]]
|style="text-align:right"|162
|
|2019-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3421.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|300
|-
|[[Indeks:PL Żaby komedya Arystofanesa.djvu|Żaby]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arystofanes|Arystofanes]]
|style="text-align:right"|124
|
|2023-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">59.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|334
|-
|[[Indeks:PL Chmury komedya Arystofanesa.djvu|Chmury tłum. Cięglewicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arystofanes|Arystofanes]]
|style="text-align:right"|177
|
|2023-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">20.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|488
|-
|[[Indeks:PL Gromiwoja komedya Arystofanesa.djvu|Gromiwoja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arystofanes|Arystofanes]]
|style="text-align:right"|156
|
|2023-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|438
|-
|[[Indeks:PL Aristofanesa Chmury.djvu|Chmury tłum. Motty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td><td class="pqn" style="width:81%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arystofanes|Arystofanes]]
|style="text-align:right"|73
|
|2023-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">161.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|183
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jogi Rama-Czaraka - Filozofja jogi i okultyzm wschodni.djvu|Filozofja jogi i okultyzm wschodni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Walker Atkinson|William Walker Atkinson]]
|style="text-align:right"|268
|
|2018-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3488.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|502
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Yogi Rāmacharaka - Hatha Joga.djvu|Hatha Joga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Walker Atkinson|William Walker Atkinson]]
|style="text-align:right"|212
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3382.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|401
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ramacharaka - Religje Indyj.pdf|Religje Indyj]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq2" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Walker Atkinson|William Walker Atkinson]]
|style="text-align:right"|34
|
|2022-10-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3225.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|63
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ramacharaka - Nauka o oddechaniu.pdf|Nauka o oddechaniu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Walker Atkinson|William Walker Atkinson]]
|style="text-align:right"|72
|
|2022-10-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3817.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|115
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Michał Bałucki-O kawał ziemi.djvu|O kawał ziemi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Bałucki|Michał Bałucki]]
|style="text-align:right"|328
|
|2014-01-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3517.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|632
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Michał Bałucki - Nowelle.djvu|Nowelle]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Bałucki|Michał Bałucki]]
|style="text-align:right"|374
|
|2016-06-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3594.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|686
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Michał Bałucki - Typy i obrazki krakowskie.djvu|Typy i obrazki krakowskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Bałucki|Michał Bałucki]]
|style="text-align:right"|272
|
|2016-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3717.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|490
|-
|[[Indeks:Mechanika w zakresie szkół akademickich|Mechanika w zakresie szkół akademickich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Banach|Stefan Banach]]
|style="text-align:right"|588
|
|2019-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">81.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1714
|-
|[[Indeks:Stefan Banach - Rachunek różniczkowy i całkowy. T. 1.djvu|Rachunek różniczkowy i całkowy. T. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Banach|Stefan Banach]]
|style="text-align:right"|312
|
|2024-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">89.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|886
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:A. Baranowski - O wzorach.pdf|O wzorach służących do obliczenia liczby liczb pierwszych nie przekraczających danej granicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antanas Baranauskas|Antoni Baranowski]]
|style="text-align:right"|34
|
|2016-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">4838.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|48
|-
|[[Indeks:Baranowski - O progresji transcendentalnej.pdf|O progresji transcendentalnej oraz o skali i siłach umysłu ludzkiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:12%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:73%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antanas Baranauskas|Antoni Baranowski]]
|style="text-align:right"|52
|
|2016-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">1111.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|128
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szlachcic Zawalnia (1844—1846). Tom 1.pdf|Szlachcic Zawalnia czyli Białoruś. Tomik pierwszy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:55%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Barszczewski|Jan Barszczewski]]
|style="text-align:right"|152
|
|2024-03-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">5352.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|198
|-
|[[Indeks:Szlachcic Zawalnia (1844—1846). Tom 2.pdf|Szlachcic Zawalnia czyli Białoruś. Tomik drugi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Barszczewski|Jan Barszczewski]]
|style="text-align:right"|118
|
|2026-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">373.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|335
|-
|[[Indeks:Szlachcic Zawalnia (1844—1846). Tom 3.pdf|Szlachcic Zawalnia czyli Białoruś. Tomik trzeci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Barszczewski|Jan Barszczewski]]
|style="text-align:right"|96
|
|2026-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">106.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|279
|-
|[[Indeks:Szlachcic Zawalnia (1844—1846). Tom 4.pdf|Szlachcic Zawalnia czyli Białoruś. Tomik czwarty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Barszczewski|Jan Barszczewski]]
|style="text-align:right"|78
|
|2026-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">225.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|217
|-
|[[Indeks:Rola (teksty Antoniego Stanisława Bassary)|Rola (teksty Antoniego Stanisława Bassary)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Stanisław Bassara|Antoni Stanisław Bassara]]
|style="text-align:right"|150
|
|2025-07-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">22.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|449
|-
|[[Indeks:Antoni Stanisław Bassara - Przez pogrom.pdf|Przez pogrom]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Stanisław Bassara|Antoni Stanisław Bassara]]
|style="text-align:right"|196
|
|2025-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">17.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|557
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieje Galicyi (IA dziejegalicyi00bart).pdf|Dzieje Galicyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Bartoszewicz|Kazimierz Bartoszewicz]]
|style="text-align:right"|236
|
|2021-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3630.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|428
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Bartoszewicz - Ostatnia wojewodzina wileńska.pdf|Ostatnia Wojewodzina Wileńska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Bartoszewicz|Kazimierz Bartoszewicz]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-09-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3487.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|127
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Charles Baudelaire - Kwiaty zła (tłum. Bohdan Wydżga).djvu|Kwiaty zła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Baudelaire|Charles Baudelaire]]
|style="text-align:right"|398
|
|2024-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6903.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|327
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Charles Baudelaire - Drobne poezye prozą.pdf|Drobne poezye prozą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:43%"></td><td class="pq3" style="width:52%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Baudelaire|Charles Baudelaire]]
|style="text-align:right"|188
|
|2024-06-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">8164.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|98
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Bellamy - Z przeszłości 2000-1887 r.pdf|Z przeszłości 2000-1887 r.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:40%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Bellamy|Edward Bellamy]]
|style="text-align:right"|280
|
|2019-09-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4776.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|420
|-
|[[Indeks:PL Siostra panny Ludington.pdf|Siostra panny Ludington]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Bellamy|Edward Bellamy]]
|style="text-align:right"|120
|
|2021-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">59.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|334
|-
|[[Indeks:Nierozsądne śluby (Bernatowicz)|Nierozsądne śluby]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Feliks Bernatowicz|Feliks Bernatowicz]]
|style="text-align:right"|592
|
|2012-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">74.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1733
|-
|[[Indeks:Nałęcz (Bernatowicz)|Nałęcz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Feliks Bernatowicz|Feliks Bernatowicz]]
|style="text-align:right"|496
|
|2012-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">143.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1440
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Annie Besant - Potęga myśli.pdf|Potęga myśli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Annie Besant|Annie Besant]]
|style="text-align:right"|114
|
|2023-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3529.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|198
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Annie Besant - Wtajemniczenie czyli droga do nadczłowieczeństwa.pdf|Wtajemniczenie czyli droga do nadczłowieczeństwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Annie Besant|Annie Besant]]
|style="text-align:right"|140
|
|2024-05-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3950.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|196
|-
|[[Indeks:Jan Kochanowski książę poetów polskich|Jan Kochanowski książę poetów polskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Biegeleisen|Henryk Biegeleisen]]
|style="text-align:right"|76
|OCR
|2013-05-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">844.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|206
|-
|[[Indeks:Matka i dziecko w obrzędach, wierzeniach i zwyczajach ludu polskiego|Matka i dziecko w obrzędach, wierzeniach i zwyczajach ludu polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:16%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Biegeleisen|Henryk Biegeleisen]]
|style="text-align:right"|405
|OCR
|2013-05-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">915.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1101
|-
|[[Indeks:Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego|Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:27%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:65%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Biegeleisen|Henryk Biegeleisen]]
|style="text-align:right"|368
|OCR
|2013-05-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">1340.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|930
|-
|[[Indeks:PL Marcin Bielski - Rozmowa nowych Proroków.djvu|Rozmowa nowych Proroków]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq2" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:26%"></td><td class="pqn" style="width:59%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcin Bielski|Marcin Bielski]]
|style="text-align:right"|46
|
|2021-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">294.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|99
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Marcin Bielski - Satyry.pdf|Satyry]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:26%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcin Bielski|Marcin Bielski]]
|style="text-align:right"|144
|
|2021-09-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">7671.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|88
|-
|[[Indeks:Polska w r. 1811 i 1813 T.1.djvu|Polska w r. 1811 i 1813 T.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:14%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Louis Pierre Édouard Bignon|Louis Pierre Édouard Bignon]]
|style="text-align:right"|172
|
|2018-09-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">758.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|463
|-
|[[Indeks:Polska w r. 1811 i 1813 T.2.djvu|Polska w r. 1811 i 1813 T.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Louis Pierre Édouard Bignon|Louis Pierre Édouard Bignon]]
|style="text-align:right"|182
|
|2018-09-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">251.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|503
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Birkenmajer - Łzy Chrystusowe.djvu|Łzy Chrystusowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Birkenmajer|Józef Birkenmajer]]
|style="text-align:right"|78
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">4607.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|110
|-
|[[Indeks:Józef Birkenmajer - Bogurodzica wobec hymnografji łacińskiej.djvu|Bogurodzica wobec hymnografji łacińskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:81%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Birkenmajer|Józef Birkenmajer]]
|style="text-align:right"|48
|
|2019-03-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">310.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|125
|-
|[[Indeks:Józef Birkenmajer - Bogarodzica Dziewica.djvu|Bogarodzica Dziewica]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Birkenmajer|Józef Birkenmajer]]
|style="text-align:right"|202
|
|2019-03-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">527.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|557
|-
|[[Indeks:Józef Birkenmajer - Zagadnienie autorstwa „Bogurodzicy”.djvu|Zagadnienie autorstwa „Bogurodzicy”]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Birkenmajer|Józef Birkenmajer]]
|style="text-align:right"|140
|
|2019-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">243.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|401
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Vicente Blasco Ibáñez - Katedra|Katedra]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Vicente Blasco Ibáñez|Vicente Blasco Ibáñez]]
|style="text-align:right"|304
|
|2018-10-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|554
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Vicente Blasco Ibáñez - Gabrjel Luna.djvu|Gabrjel Luna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Vicente Blasco Ibáñez|Vicente Blasco Ibáñez]]
|style="text-align:right"|308
|
|2018-10-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|599
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Vicente Blasco Ibáñez - Kwiat majowy.djvu|Kwiat majowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Vicente Blasco Ibáñez|Vicente Blasco Ibáñez]]
|style="text-align:right"|328
|
|2019-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|595
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Vicente Blasco Ibáñez - Mare nostrum.djvu|Mare nostrum]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Vicente Blasco Ibáñez|Vicente Blasco Ibáñez]]
|style="text-align:right"|334
|
|2019-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3383.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|655
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Vicente Blasco Ibáñez - Meksyk.djvu|Meksyk]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:16%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Vicente Blasco Ibáñez|Vicente Blasco Ibáñez]]
|style="text-align:right"|162
|
|2019-11-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3931.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|284
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Aleksander Błażejowski - Czerwony błazen.pdf|Czerwony błazen]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:33%"></td><td class="pq1" style="width:59%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Błażejowski|Aleksander Błażejowski]]
|style="text-align:right"|180
|OCR
|2019-07-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">4615.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|273
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Błażejowski Korytarz podziemny B.djvu|Korytarz podziemny "B"]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Błażejowski|Aleksander Błażejowski]]
|style="text-align:right"|190
|
|2025-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3388.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|357
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Błażejowski Tekturowy człowiek.djvu|Tekturowy człowiek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Błażejowski|Aleksander Błażejowski]]
|style="text-align:right"|202
|
|2025-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3436.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|380
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Błażejowski Zemsta Grzegorza Burowa.djvu|Zemsta Grzegorza Burowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Błażejowski|Aleksander Błażejowski]]
|style="text-align:right"|172
|
|2025-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3498.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|314
|-
|[[Indeks:PL Bô Yin Râ - Królestwo sztuki.djvu|Królestwo sztuki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Anton Schneiderfranken|Bô Yin Râ]]
|style="text-align:right"|212
|
|2018-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">311.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|590
|-
|[[Indeks:PL Bô Yin Râ - Księga człowieka.pdf|Księga człowieka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Anton Schneiderfranken|Bô Yin Râ]]
|style="text-align:right"|124
|
|2018-07-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">555.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|340
|-
|[[Indeks:PL Bô Yin Râ - Księga sztuki królewskiej.djvu|Księga sztuki królewskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:82%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Anton Schneiderfranken|Bô Yin Râ]]
|style="text-align:right"|162
|
|2018-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">536.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|423
|-
|[[Indeks:Szkice i studja historyczne|Szkice i studja historyczne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:85% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Bobrzyński|Michał Bobrzyński]]
|style="text-align:right"|680
|
|2013-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">318.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1943
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dyalog o zasadach i kompromisach|Dyalog o zasadach i kompromisach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Bobrzyński|Michał Bobrzyński]]
|style="text-align:right"|48
|
|2021-02-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3492.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|82
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JS Bogucki Klementyna.djvu|Klementyna czyli Życie sieroty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Symeon Bogucki|Józef Symeon Bogucki]]
|style="text-align:right"|1174
|
|2025-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6720.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1100
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JS Bogucki Kapitaliści.djvu|Kapitaliści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:80% !important"><tr><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Symeon Bogucki|Józef Symeon Bogucki]]
|style="text-align:right"|634
|
|2025-12-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1226
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JS Bogucki Rodin.djvu|Rodin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Symeon Bogucki|Józef Symeon Bogucki]]
|style="text-align:right"|1122
|
|2025-12-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3342.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2233
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Bogusławski Wojciech - Cud czyli Krakowiacy i Górale (1885).pdf|Cud mniemany, czyli Krakowiacy i górale]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:30%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:48%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wojciech Bogusławski|Wojciech Bogusławski]]
|style="text-align:right"|114
|
|2018-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">5987.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|124
|-
|[[Indeks:PL Bogusławski Wojciech - Dzieła dramatyczne 1820-23 t. 1.pdf|Dzieła dramatyczne 1820-23 t. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:34%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:61%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wojciech Bogusławski|Wojciech Bogusławski]]
|style="text-align:right"|546
|
|2022-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">1270.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1367
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Norbert Bonczyk - Góra Chełmska.pdf|Góra Chełmska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Norbert Bonczyk|Norbert Bonczyk]]<br>[[Autor:Wincenty Ogrodziński|Wincenty Ogrodziński]]
|style="text-align:right"|348
|
|2021-06-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3546.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|637
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stary Kościół Miechowski.djvu|Stary Kościół Miechowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:31%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Norbert Bonczyk|Norbert Bonczyk]]<br>[[Autor:Wincenty Ogrodziński|Wincenty Ogrodziński]]
|style="text-align:right"|348
|
|2017-06-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">4555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|557
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Bourget - Kosmopolis.djvu|Kosmopolis]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Bourget|Paul Bourget]]
|style="text-align:right"|484
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6680.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|474
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL P Bourget Kłamstwa.djvu|Kłamstwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Bourget|Paul Bourget]]
|style="text-align:right"|556
|
|2021-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6685.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|531
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL P Bourget Zbrodnia miłości.djvu|Zbrodnia miłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Bourget|Paul Bourget]]
|style="text-align:right"|276
|
|2021-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3382.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|542
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL P Bourget Widmo.djvu|Widmo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Bourget|Paul Bourget]]
|style="text-align:right"|312
|
|2023-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3465.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|594
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL P Bourget Po szczeblach.djvu|Po szczeblach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Bourget|Paul Bourget]]
|style="text-align:right"|512
|
|2023-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6707.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|482
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Boy-Żeleński - Flirt z Melpomeną.djvu|Flirt z Melpomeną]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:22%"></td><td class="pq3" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]]
|style="text-align:right"|282
|
|2016-11-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">7414.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|211
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tadeusz Boy-Żeleński - Obrachunki fredrowskie.djvu|Obrachunki fredrowskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:46%"></td><td class="pq3" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]]
|style="text-align:right"|272
|
|2020-02-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">8263.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|137
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tadeusz Boy-Żeleński - Marysieńka Sobieska.djvu|Marysieńka Sobieska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]]
|style="text-align:right"|393
|
|2021-10-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3404.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|742
|-
|[[Indeks:Nikolaj Breško-Breškovskij - Ppułkownik Miasojedow.pdf|Ppułkownik Miasojedow]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td><td class="pqn" style="width:82%"></td></tr></table>
|[[Autor:Nikołaj Brieszko-Brieszkowski|Nikołaj Brieszko-Brieszkowski]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">208.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|188
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nikolaj Breško-Breškovskij - Miłość wielkiego księcia.pdf|Miłość wielkiego księcia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Nikołaj Brieszko-Brieszkowski|Nikołaj Brieszko-Brieszkowski]]
|style="text-align:right"|71
|
|2025-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3444.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|118
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nikolaj Breško-Breškovskij - Powstanie gruzińskie w 1924 r.pdf|Powstanie gruzińskie w 1924 r.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Nikołaj Brieszko-Brieszkowski|Nikołaj Brieszko-Brieszkowski]]
|style="text-align:right"|72
|
|2025-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3446.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|116
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Brun - Gwiazdy filmowe.pdf|Gwiazdy filmowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Brun|Leon Brun]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-09-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3437.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|126
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Brun - Sprawa Joanny d'Arc.pdf|Sprawa Joanny d'Arc]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:32%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Brun|Leon Brun]]
|style="text-align:right"|38
|
|2025-09-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|50
|-
|[[Indeks:Aleksander Brückner - Średniowieczna proza polska.djvu|Średniowieczna proza polska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:84%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Brückner|Aleksander Brückner]]
|style="text-align:right"|258
|
|2011-05-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">677.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|674
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Psałterze polskie do połowy XVI wieku (Brückner)|Psałterze polskie do połowy XVI wieku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Brückner|Aleksander Brückner]]
|style="text-align:right"|94
|
|2011-05-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">4031.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|154
|-
|[[Indeks:PL Brueckner - Starożytna Litwa.djvu|Starożytna Litwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Brückner|Aleksander Brückner]]
|style="text-align:right"|182
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">38.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|511
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pierwsze czytanki (wyd. IX, 1914).pdf|Pierwsze czytanki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rozalia Brzezińska|Rozalia Brzezińska]]
|style="text-align:right"|156
|
|2025-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6851.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|136
|-
|[[Indeks:Czytanki drugie (1911).pdf|Czytanki drugie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:71%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rozalia Brzezińska|Rozalia Brzezińska]]
|style="text-align:right"|274
|
|2025-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">5107.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|386
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pamiętnik (Brzozowski)|Pamiętnik]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Brzozowski|Stanisław Brzozowski]]
|style="text-align:right"|234
|
|2015-01-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">7055.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|197
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Legenda Młodej Polski (Brzozowski)|Legenda Młodej Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:27%"></td><td class="pq1" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Brzozowski|Stanisław Brzozowski]]
|style="text-align:right"|608
|
|2015-01-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4536.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|954
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Brzozowski - Współczesna powieść polska.djvu|Współczesna powieść polska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Brzozowski|Stanisław Brzozowski]]
|style="text-align:right"|222
|
|2017-01-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7211.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|174
|-
|[[Indeks:Kazimierz Bujnicki - Biórko.djvu|Biórko. Część I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq1" style="width:43%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:54%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Bujnicki|Kazimierz Bujnicki]]
|style="text-align:right"|260
|
|2024-02-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">1468.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|645
|-
|[[Indeks:Kazimierz Bujnicki - Biórko. Część II.pdf|Biórko. Część II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Bujnicki|Kazimierz Bujnicki]]
|style="text-align:right"|243
|
|2025-08-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|708
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Byron-powieści poetyckie.pdf|Powieści poetyckie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:63%"></td><td class="pq1" style="width:33%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Gordon Byron|George Gordon Byron]]
|style="text-align:right"|492
|
|2015-09-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">5631.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|629
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu|Poemata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:44%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Gordon Byron|George Gordon Byron]]
|style="text-align:right"|605
|
|2017-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">5011.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|901
|-
|[[Indeks:PL George Gordon Byron - Don Juan.djvu|Don Juan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:81% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Gordon Byron|George Gordon Byron]]
|style="text-align:right"|644
|
|2019-03-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">5.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1901
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pedro Calderon de la Barca - Kochankowie nieba.djvu|Kochankowie nieba]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pedro Calderón de la Barca|Pedro Calderón de la Barca]]
|style="text-align:right"|218
|
|2018-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3611.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|391
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Pedro Calderon de la Barca - Dramata (1887).djvu|Dramata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pedro Calderón de la Barca|Pedro Calderón de la Barca]]
|style="text-align:right"|542
|
|2019-08-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3384.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1038
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Pedro Calderon de la Barca - Książę Niezłomny.djvu|Książę Niezłomny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pedro Calderón de la Barca|Pedro Calderón de la Barca]]
|style="text-align:right"|140
|
|2021-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3431.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|268
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Pedro Calderon de la Barca - Tajna krzywda – Skryta zemsta.djvu|Tajna krzywda – Skryta zemsta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pedro Calderón de la Barca|Pedro Calderón de la Barca]]
|style="text-align:right"|93
|
|2021-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|186
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Pedro Calderon de la Barca - Czarnoksiężnik.djvu|Czarnoksiężnik]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pedro Calderón de la Barca|Pedro Calderón de la Barca]]
|style="text-align:right"|78
|
|2021-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|156
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Čech - Pieśni niewolnika.djvu|Pieśni niewolnika]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Svatopluk Čech|Svatopluk Čech]]
|style="text-align:right"|96
|
|2019-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6969.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|70
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Świętopełk Czech - Jastrząb contra Hordliczka.djvu|Jastrząb contra Hordliczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Svatopluk Čech|Svatopluk Čech]]
|style="text-align:right"|152
|
|2019-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3483.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|260
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Świętopełk Czech - Klucze Piotrowe.djvu|Klucze Piotrowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:23%"></td><td class="pq3" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Svatopluk Čech|Svatopluk Čech]]
|style="text-align:right"|56
|
|2019-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">7500.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|39
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Czech - Wycieczki pana Brouczka.djvu|Wycieczki pana Brouczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Svatopluk Čech|Svatopluk Čech]]
|style="text-align:right"|362
|
|2020-01-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3380.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|699
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klęski zaraz w dawnym Lwowie.pdf|Klęski zaraz w dawnym Lwowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:32%"></td><td class="pq1" style="width:52%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Łucja Charewiczowa|Łucja Charewiczowa]]
|style="text-align:right"|102
|
|2021-05-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4851.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|139
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ukraiński ruch kobiecy.pdf|„Ukraiński“ Ruch Kobiecy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Łucja Charewiczowa|Łucja Charewiczowa]]
|style="text-align:right"|52
|
|2021-04-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|90
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Chateaubriand-Atala, René, Ostatni z Abenserażów.djvu|Atala, René, Ostatni z Abenserażów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:François-René de Chateaubriand|François-René de Chateaubriand]]
|style="text-align:right"|252
|
|2015-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">4490.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|395
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:O Buonapartem i o Burbonach.djvu|O Buonapartem i o Burbonach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:François-René de Chateaubriand|François-René de Chateaubriand]]
|style="text-align:right"|110
|
|2019-06-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3464.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|200
|-
|[[Indeks:PL Chateaubriand - Pamiętniki pogrobowe.djvu|Pamiętniki pogrobowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:François-René de Chateaubriand|François-René de Chateaubriand]]
|style="text-align:right"|1980
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">5.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|5916
|-
|[[Indeks:Oberżysta spod Białej sarny|Oberżysta z pod Białej sarny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq1" style="width:15%"></td><td class="pqn" style="width:85%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Chavette|Eugène Chavette]]
|style="text-align:right"|872
|
|2026-02-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">508.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2483
|-
|[[Indeks:PL E Chavette Pokój zbrodni.djvu|Pokój zbrodni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Chavette|Eugène Chavette]]
|style="text-align:right"|278
|
|2026-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">73.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|807
|-
|[[Indeks:Współczesni poeci polscy|Współczesni poeci polscy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:73%"></td></tr></table>
|[[Autor:Piotr Chmielowski|Piotr Chmielowski]]
|style="text-align:right"|510
|
|2013-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">1753.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1237
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Obraz literatury powszechnej tom I.djvu|Obraz literatury powszechnej tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:67% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:78%"></td><td class="pq1" style="width:16%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Piotr Chmielowski|Piotr Chmielowski]]
|style="text-align:right"|532
|
|2017-01-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6189.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|591
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Obraz literatury powszechnej tom II.djvu|Obraz literatury powszechnej tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:82% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Piotr Chmielowski|Piotr Chmielowski]]
|style="text-align:right"|652
|
|2018-09-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3394.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1286
|-
|[[Indeks:Pisma Ignacego Chodźki t.I.djvu|Pisma Ignacego Chodźki t.I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:41%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Chodźko|Ignacy Chodźko]]
|style="text-align:right"|482
|
|2017-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">1941.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1129
|-
|[[Indeks:Pisma Ignacego Chodźki t.II.djvu|Pisma Ignacego Chodźki t.II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:46%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Chodźko|Ignacy Chodźko]]
|style="text-align:right"|488
|
|2017-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">1820.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1168
|-
|[[Indeks:Pisma Ignacego Chodźki t.III.pdf|Pisma Ignacego Chodźki t.III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:18%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:78%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Chodźko|Ignacy Chodźko]]
|style="text-align:right"|544
|
|2025-04-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">783.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1471
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Colette - Siedm dyalogow zwierzęcych.pdf|Siedm dyalogow zwierzęcych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Colette|Colette]]
|style="text-align:right"|142
|
|2025-05-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6859.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|114
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Colette Klaudyna w szkole.djvu|Klaudyna w szkole]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Colette|Colette]]
|style="text-align:right"|360
|
|2025-09-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6695.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|338
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Colette Klaudyna w Paryżu.djvu|Klaudyna w Paryżu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Colette|Colette]]
|style="text-align:right"|320
|
|2025-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3408.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|613
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Colette - Ulubieniec.pdf|Ulubieniec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Colette|Colette]]
|style="text-align:right"|158
|
|2026-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3375.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|312
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Colette - Ta druga.pdf|Ta druga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Colette|Colette]]
|style="text-align:right"|192
|
|2026-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|352
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Colette - Niewiniątko.pdf|Niewiniątko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Colette|Colette]]
|style="text-align:right"|228
|
|2026-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|412
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ocalenie (Conrad)|Ocalenie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Conrad|Joseph Conrad]]
|style="text-align:right"|544
|
|2015-04-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6913.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|476
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Joseph Conrad - Opowieści niepokojące.djvu|Opowieści niepokojące]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:48%"></td><td class="pq2" style="width:43%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Conrad|Joseph Conrad]]
|style="text-align:right"|228
|
|2015-07-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3911.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|400
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Joseph Conrad - Między lądem a morzem.djvu|Między lądem a morzem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:60%"></td><td class="pq2" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Conrad|Joseph Conrad]]
|style="text-align:right"|292
|
|2015-11-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">5060.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|406
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Krzysztof Kolumb (Cooper)|Krzysztof Kolumb]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:James Fenimore Cooper|James Fenimore Cooper]]
|style="text-align:right"|174
|
|2014-10-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3514.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|323
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szpieg (James Fenimore Cooper)|Szpieg]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:James Fenimore Cooper|James Fenimore Cooper]]
|style="text-align:right"|852
|
|2017-03-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3384.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1689
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szpieg powieść historyczna na tle walk o niepodległość.pdf|Szpieg (tłum. Hajota)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:James Fenimore Cooper|James Fenimore Cooper]]
|style="text-align:right"|474
|
|2023-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3405.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|914
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Cooper - Pionierowie.djvu|Pionierowie nad źródłami Suskehanny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:James Fenimore Cooper|James Fenimore Cooper]]
|style="text-align:right"|480
|
|2019-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3369.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|925
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kuper - Ostatni Mohikan.djvu|Ostatni Mohikan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:James Fenimore Cooper|James Fenimore Cooper]]
|style="text-align:right"|980
|
|2019-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6559.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|967
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Cyceron - Sen Scypiona.pdf|Sen Scypiona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|84
|
|2021-12-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6981.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|67
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła M. T. Cycerona tłum. Rykaczewski t. 1 Mowy.djvu|Dzieła M. T. Cycerona t. 1 Mowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|628
|
|2022-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3355.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1214
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła M. T. Cycerona tłum. Rykaczewski t. 2 Mowy.djvu|Dzieła M. T. Cycerona t. 2 Mowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:79%"></td><td class="pq1" style="width:17%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|594
|
|2022-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">612.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1608
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła M. T. Cycerona tłum. Rykaczewski t. 3 Mowy.djvu|Dzieła M. T. Cycerona t. 3 Mowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:77% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:40%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|614
|
|2022-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">1930.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1392
|-
|[[Indeks:Dzieła M. T. Cycerona tłum. Rykaczewski t. 4 Listy.djvu|Dzieła M. T. Cycerona t. 4 Listy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:98% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|777
|
|2022-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">272.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2177
|-
|[[Indeks:Dzieła M. T. Cycerona tłum. Rykaczewski t. 5 Listy.djvu|Dzieła M. T. Cycerona t. 5 Listy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:94% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|748
|
|2022-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">137.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2154
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła M. T. Cycerona tłum. Rykaczewski t. 6 Pisma krasomówcze.djvu|Dzieła M. T. Cycerona t. 6 Pisma krasomówcze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:90% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq2" style="width:44%"></td><td class="pq1" style="width:40%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|716
|
|2022-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">2248.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1593
|-
|[[Indeks:Dzieła M. T. Cycerona tłum. Rykaczewski t. 7 Pisma filozoficzne.djvu|Dzieła M. T. Cycerona t. 7 Pisma filozoficzne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:81% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|644
|
|2022-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">204.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1819
|-
|[[Indeks:Dzieła M. T. Cycerona tłum. Rykaczewski t. 8 Pisma filozoficzne.djvu|Dzieła M. T. Cycerona t. 8 Pisma filozoficzne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:28%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:65%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|598
|
|2022-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">151.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1687
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kazimierz Czapiński - Faszyzm współczesny.pdf|Faszyzm współczesny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Czapiński|Kazimierz Czapiński]]
|style="text-align:right"|38
|
|2020-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">4408.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|52
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kazimierz Czapiński - Świat na wulkanie.pdf|Świat na wulkanie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Czapiński|Kazimierz Czapiński]]
|style="text-align:right"|44
|
|2024-11-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3763.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|58
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Życie płciowe i jego znaczenie (Czarnowski)|Życie płciowe i jego znaczenie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:19%"></td><td class="pq3" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Augustyn Czarnowski|Augustyn Czarnowski]]
|style="text-align:right"|248
|
|2014-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7348.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|179
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL August Czarnowski - Zielnik lekarski (wyd. 3).pdf|Zielnik lekarski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Augustyn Czarnowski|Augustyn Czarnowski]]
|style="text-align:right"|302
|
|2021-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6691.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|270
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rafał Czeczott - Walka tytanów.pdf|Walka Tytanów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Czeczott|Rafał Czeczott]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3645.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|122
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rafał Czeczott - Ucieczka Goeben i Breslau.pdf|Ucieczka Goeben i Breslau]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Czeczott|Rafał Czeczott]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3544.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|122
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rafał Czeczott - Co nam zapewnia marynarka wojenna.pdf|Co nam zapewnia marynarka wojenna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:31%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Czeczott|Rafał Czeczott]]
|style="text-align:right"|36
|
|2025-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3733.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|47
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rafał Czeczott - Bohaterowie Adrjatyku.pdf|Bohaterowie Adrjatyku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Czeczott|Rafał Czeczott]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3538.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|126
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rafał Czeczott - Admirał Makarow.pdf|Admirał Makarow]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Czeczott|Rafał Czeczott]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|124
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rafał Czeczott - Dogger Bank.pdf|Dogger Bank]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Czeczott|Rafał Czeczott]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3387.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|123
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Aleksander Czolowski. Wysoki zamek (1910).djvu|Wysoki zamek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:22%"></td><td class="pq3" style="width:29%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Czołowski|Aleksander Czołowski]]
|style="text-align:right"|130
|
|2017-01-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">5853.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|158
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mord rytualny.pdf|Mord rytualny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Czołowski|Aleksander Czołowski]]
|style="text-align:right"|44
|
|2021-05-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3763.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|58
|-
|[[Indeks:Ianiciana. Przyczynki do biografji i oceny utworów Klemensa Janickiego|Ianiciana. Przyczynki do biografji i oceny utworów Klemensa Janickiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Ćwikliński|Ludwik Ćwikliński]]
|style="text-align:right"|46
|
|2013-01-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">697.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|120
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ćwikliński Kilka uwag o zadaniach i organizacji nauki polskiej.pdf|Kilka uwag o zadaniach i organizacji nauki polskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Ćwikliński|Ludwik Ćwikliński]]
|style="text-align:right"|24
|
|2021-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|-
|[[Indeks:PL Ludwik Ćwikliński O przechowywanym w zbiorze pism Ksenofontowych Traktacie o dochodach.djvu|O przechowywanym w zbiorze pism Ksenofontowych Traktacie o dochodach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Ćwikliński|Ludwik Ćwikliński]]
|style="text-align:right"|63
|
|2021-01-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">2459.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|138
|-
|[[Indeks:PL Ćwikliński Opis zarazy ateńskiej.pdf|Opis zarazy ateńskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:53%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Ćwikliński|Ludwik Ćwikliński]]
|style="text-align:right"|66
|
|2023-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">1584.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|154
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Karel Čapek-Boża męka.pdf|Boża męka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:25%"></td><td class="pq3" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karel Čapek|Karel Čapek]]
|style="text-align:right"|244
|
|2019-09-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">7660.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|146
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Karel Čapek - Zwyczajne życie.pdf|Zwyczajne życie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:27%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karel Čapek|Karel Čapek]]
|style="text-align:right"|248
|
|2022-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4411.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|394
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Karel Čapek - Meteor.pdf|Meteor]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karel Čapek|Karel Čapek]]
|style="text-align:right"|175
|
|2022-10-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3597.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|315
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hordubal.pdf|Hordubal]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karel Čapek|Karel Čapek]]
|style="text-align:right"|160
|
|2022-10-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6924.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|131
|-
|[[Indeks:Karel Čapek - Fabryka absolutu.pdf|Fabryka absolutu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td><td class="pqn" style="width:26%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karel Čapek|Karel Čapek]]
|style="text-align:right"|206
|
|2025-10-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">2312.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|399
|-
|[[Indeks:J. Grabiec - Dzieje Polski Niepodległej.djvu|Dzieje Polski Niepodległej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Dąbrowski|Józef Dąbrowski]]
|style="text-align:right"|276
|
|2015-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">242.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|805
|-
|[[Indeks:J. Grabiec - Dzieje porozbiorowe Narodu Polskiego.djvu|Dzieje porozbiorowe Narodu Polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Dąbrowski|Józef Dąbrowski]]
|style="text-align:right"|344
|
|2015-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">116.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1020
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:J. Grabiec - Powstanie Styczniowe 1863—1864.djvu|Powstanie Styczniowe 1863—1864]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Dąbrowski|Józef Dąbrowski]]
|style="text-align:right"|224
|
|2015-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3513.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|432
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Grazia Deledda - Sprawiedliwość.djvu|Sprawiedliwość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Grazia Deledda|Grazia Deledda]]
|style="text-align:right"|260
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3372.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|505
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Grazia Deledda - Popiół|Popiół]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Grazia Deledda|Grazia Deledda]]
|style="text-align:right"|318
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3408.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|611
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Grazia Deledda - Po rozwodzie|Po rozwodzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Grazia Deledda|Grazia Deledda]]
|style="text-align:right"|304
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3460.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|565
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Grazia Deledda - Po grzesznej drodze|Po grzesznej drodze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Grazia Deledda|Grazia Deledda]]
|style="text-align:right"|344
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3463.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|655
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dickstein Szymon - Kto z czego żyje.pdf|Kto z czego żyje?]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Szymon Dickstein|Szymon Dickstein]]
|style="text-align:right"|45
|
|2024-09-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3739.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|77
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dickstein Szymon - Ojciec Szymon 1882.pdf|Ojciec Szymon]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Szymon Dickstein|Szymon Dickstein]]
|style="text-align:right"|28
|
|2024-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3611.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|46
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jodko-Narkiewicz, Dickstein - Polski socyalizm utopijny na emigracyi.pdf|Polski socyalizm utopijny na emigracyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Witold Jodko-Narkiewicz|Witold Jodko-Narkiewicz]]; [[Autor:Szymon Dickstein|Szymon Dickstein]]
|style="text-align:right"|124
|
|2024-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3456.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|212
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jana Długosza Dziejów Polskich ksiąg dwanaście - Tom I.djvu|Dziejów Polskich ksiąg dwanaście. Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Długosz|Jan Długosz]]
|style="text-align:right"|578
|
|2015-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3844.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1036
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jana Długosza Dziejów Polskich ksiąg dwanaście - Tom II.djvu|Dziejów Polskich ksiąg dwanaście. Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Długosz|Jan Długosz]]
|style="text-align:right"|570
|
|2015-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3369.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1108
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jana Długosza Dziejów Polskich ksiąg dwanaście - Tom III.djvu|Dziejów Polskich ksiąg dwanaście. Tom III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Długosz|Jan Długosz]]
|style="text-align:right"|598
|
|2015-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3367.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1164
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jana Długosza Dziejów Polskich ksiąg dwanaście - Tom IV.djvu|Dziejów Polskich ksiąg dwanaście. Tom IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:90% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Długosz|Jan Długosz]]
|style="text-align:right"|718
|
|2015-11-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1403
|-
|[[Indeks:Jana Długosza Dziejów Polskich ksiąg dwanaście - Tom V.djvu|Dziejów Polskich ksiąg dwanaście. Tom V]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:88% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:36%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:61%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Długosz|Jan Długosz]]
|style="text-align:right"|702
|
|2015-11-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">1309.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1799
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Ostatnia brygada.djvu|Ostatnia brygada]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Dołęga-Mostowicz|Tadeusz Dołęga-Mostowicz]]
|style="text-align:right"|328
|
|2019-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6899.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|293
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzy serca.djvu|Trzy serca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Dołęga-Mostowicz|Tadeusz Dołęga-Mostowicz]]
|style="text-align:right"|386
|
|2019-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6702.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|373
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Złota maska.djvu|Złota Maska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Dołęga-Mostowicz|Tadeusz Dołęga-Mostowicz]]
|style="text-align:right"|308
|
|2019-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6722.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|295
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Kiwony.djvu|Kiwony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Dołęga-Mostowicz|Tadeusz Dołęga-Mostowicz]]
|style="text-align:right"|110
|
|2021-07-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|110
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dostojewski - Wspomnienia z martwego domu.djvu|Wspomnienia z martwego domu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Fiodor Dostojewski|Fiodor Dostojewski]]
|style="text-align:right"|340
|
|2019-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6707.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|325
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Fiodor Dostojewski - Sen wujaszka (Z kronik miasta Mordasowa).pdf|Sen wujaszka (Z kronik miasta Mordasowa)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Fiodor Dostojewski|Fiodor Dostojewski]]
|style="text-align:right"|202
|
|2022-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3420.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|379
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Fiodor Dostojewski - Cudza żona i mąż pod łóżkiem.pdf|Cudza żona i mąż pod łóżkiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Fiodor Dostojewski|Fiodor Dostojewski]]
|style="text-align:right"|154
|
|2022-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3812.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|258
|-
|[[Indeks:PL EO Dreher - Słownik esperancko-polski polsko-esperancki.djvu|Słownik esperancko-polski polsko-esperancki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:14%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:72%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Ludwik Zamenhof; Leopold Dreher}}
|style="text-align:right"|36
|
|2019-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">909.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|90
|-
|[[Indeks:Leo Turno - Kompletny podręcznik języka esperanto dla początkujących.pdf|Kompletny podręcznik języka esperanto dla początkujących]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:27%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td><td class="pqn" style="width:54%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Dreher|Leopold Dreher]]
|style="text-align:right"|82
|
|2019-10-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">1497.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|176
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofia Dromlewiczowa - Płomienna obręcz.djvu|Płomienna obręcz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Dromlewiczowa|Zofia Dromlewiczowa]]
|style="text-align:right"|192
|
|2016-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">4065.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|324
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofia Dromlewiczowa - Przygody Tadzia.djvu|Przygody Tadzia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Dromlewiczowa|Zofia Dromlewiczowa]]
|style="text-align:right"|240
|
|2016-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3643.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|431
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofia Dromlewiczowa - Rycerze przestworzy.djvu|Rycerze przestworzy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Dromlewiczowa|Zofia Dromlewiczowa]]
|style="text-align:right"|256
|
|2016-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3469.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|480
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofia Dromlewiczowa - Szalona Jasia.djvu|Szalona Jasia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Dromlewiczowa|Zofia Dromlewiczowa]]
|style="text-align:right"|228
|
|2016-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3496.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|439
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofia Dromlewiczowa - Spadek którego nie było.pdf|Spadek którego nie było]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Dromlewiczowa|Zofia Dromlewiczowa]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-09-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3497.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|119
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofia Dromlewiczowa - Listy anonimowe.pdf|Listy anonimowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Dromlewiczowa|Zofia Dromlewiczowa]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-09-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3548.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|120
|-
|[[Indeks:Bigos hultayski czyli Szkoła trzpiotów.djvu|Bigos Hultayski czyli Szkoła Trzpiotów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq0" style="width:12%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Drozdowski|Jan Drozdowski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2018-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|180
|-
|[[Indeks:Jan Drozdowski - Literat z biedy.djvu|Literat z biedy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Drozdowski|Jan Drozdowski]]
|style="text-align:right"|112
|
|2018-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|312
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Sprawa Clemenceau T1-3.djvu|Sprawa Clemenceau]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (syn)|Aleksander Dumas (syn)]]
|style="text-align:right"|394
|
|2019-03-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6718.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|383
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Dumas Antonina.djvu|Antonina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (syn)|Aleksander Dumas (syn)]]
|style="text-align:right"|344
|
|2023-11-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3421.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|596
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Dumas Przygody czterech kobiet i jednej papugi.djvu|Przygody czterech kobiet i jednej papugi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (syn)|Aleksander Dumas (syn)]]
|style="text-align:right"|1461
|
|2023-11-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3450.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2737
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Eurypides - Ifigenja w Aulidzie.djvu|Ifigenja w Aulidzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eurypides|Eurypides]]
|style="text-align:right"|99
|
|2018-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3527.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|167
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Eurypidesa Tragedye (Kasprowicz)|Eurypidesa Tragedye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eurypides|Eurypides]]
|style="text-align:right"|1478
|
|2019-01-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3502.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2799
|-
|[[Indeks:PL Eurypides - Ifigenia w Tauryi.djvu|Ifigenia w Tauryi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eurypides|Eurypides]]
|style="text-align:right"|88
|
|2019-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">86.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|229
|-
|[[Indeks:PL Tragedye Eurypidesa (tłum. Węclewski).djvu|Tragedye Eurypidesa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eurypides|Eurypides]]
|style="text-align:right"|1382
|
|2019-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|4116
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Urke Nachalnik - Żywe grobowce.djvu|Żywe grobowce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Icek Boruch Farbarowicz|Icek Boruch Farbarowicz]]
|style="text-align:right"|312
|
|2017-07-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">4121.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|515
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Urke-Nachalnik - W matni.djvu|W matni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:60%"></td><td class="pq1" style="width:27%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Icek Boruch Farbarowicz|Icek Boruch Farbarowicz]]
|style="text-align:right"|262
|
|2017-07-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6102.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|297
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Urke-Nachalnik - Gdyby nie kobiety.djvu|Gdyby nie kobiety]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq2" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Icek Boruch Farbarowicz|Icek Boruch Farbarowicz]]
|style="text-align:right"|232
|
|2017-07-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3526.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|435
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Urke Nachalnik - Rozpruwacze.pdf|Rozpruwacze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Icek Boruch Farbarowicz|Icek Boruch Farbarowicz]]
|style="text-align:right"|316
|
|2020-10-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3376.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|612
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Urke Nachalnik - Miłość przestępcy.pdf|Miłość przestępcy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Icek Boruch Farbarowicz|Icek Boruch Farbarowicz]]
|style="text-align:right"|240
|
|2020-11-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3497.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|435
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Urke-Nachalnik - Wykolejeniec.pdf|Wykolejeniec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Icek Boruch Farbarowicz|Icek Boruch Farbarowicz]]
|style="text-align:right"|278
|
|2024-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3406.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|542
|-
|[[Indeks:F. W. Ferrer - Mrok i brzask.djvu|Mrok i brzask]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Frederic William Farrar|Frederic William Farrar]]
|style="text-align:right"|344
|
|2020-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">210.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|978
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. W. Ferrer - Światła i cienie|Światła i cienie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Frederic William Farrar|Frederic William Farrar]]
|style="text-align:right"|424
|
|2020-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3399.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|802
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu|Tajemnice Londynu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:87% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Féval|Paul Féval]]
|style="text-align:right"|690
|
|2020-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3382.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1336
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Feval - Żebrak murzyn.djvu |Żebrak murzyn]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Féval|Paul Féval]]
|style="text-align:right"|156
|
|2020-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3426.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|282
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Feval - Garbus.djvu|Garbus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Féval|Paul Féval]]
|style="text-align:right"|830
|
|2020-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3353.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1633
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:P Féval Pokwitowanie o północy.djvu|Pokwitowanie o północy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Féval|Paul Féval]]
|style="text-align:right"|178
|
|2020-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|174
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL P Féval Dziewice nocy.djvu|Dziewice nocy albo anioły rodziny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Féval|Paul Féval]]
|style="text-align:right"|1362
|
|2020-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2601
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL P Féval Łowy królewskie.djvu|Łowy królewskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:88% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Féval|Paul Féval]]
|style="text-align:right"|700
|
|2020-10-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3406.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1345
|-
|[[Indeks:Wacław Filochowski - Czarci młyn.djvu|Czarci młyn]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Filochowski|Wacław Filochowski]]
|style="text-align:right"|191
|
|2016-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">319.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|546
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Filochowski - Przez kraj duchów i zwierząt.djvu|Przez kraj duchów i zwierząt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Filochowski|Wacław Filochowski]]
|style="text-align:right"|160
|
|2016-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3924.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|288
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lud polski|Lud polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Fischer|Adam Fischer]]
|style="text-align:right"|244
|
|2014-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4019.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|436
|-
|[[Indeks:Etnografia dawnych Prusów.djvu|Etnografia dawnych Prusów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td><td class="pqn" style="width:73%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Fischer|Adam Fischer]]
|style="text-align:right"|70
|
|2014-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">1016.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|159
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kaszubi na tle etnografji Polski|Kaszubi na tle etnografji Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Fischer|Adam Fischer]]
|style="text-align:right"|124
|
|2014-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6751.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|115
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL_G_Flaubert_Salammbo.djvu|Salammbo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustave Flaubert|Gustave Flaubert]]
|style="text-align:right"|368
|
|2020-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3574.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|694
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL_G_Flaubert_Pani_Bovary.djvu|Pani Bovary]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq3" style="width:44%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustave Flaubert|Gustave Flaubert]]
|style="text-align:right"|608
|
|2022-01-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">4819.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|931
|-
|[[Indeks:August Forel - Hypnotyzm.djvu|Hypnotyzm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Auguste Forel|Auguste Forel]]
|style="text-align:right"|142
|
|2018-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">300.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|387
|-
|[[Indeks:August Forel - Zagadnienia seksualne.djvu|Zagadnienia seksualne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Auguste Forel|Auguste Forel]]
|style="text-align:right"|401
|
|2018-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">227.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1161
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kościół a Rzeczpospolita|Kościół a Rzeczpospolita]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anatole France|Anatole France]]
|style="text-align:right"|106
|
|2013-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3980.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|186
|-
|[[Indeks:Anatole France - Wyspa Pingwinów.djvu|Wyspa Pingwinów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anatole France|Anatole France]]
|style="text-align:right"|356
|
|2016-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">581.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|955
|-
|[[Indeks:Anatole France - Gospoda pod Królową Gęsią Nóżką.djvu|Gospoda pod Królową Gęsią Nóżką]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anatole France|Anatole France]]
|style="text-align:right"|318
|
|2017-01-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">521.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|873
|-
|[[Indeks:PL France - Bogowie łakną krwi.djvu|Bogowie łakną krwi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anatole France|Anatole France]]
|style="text-align:right"|352
|
|2019-03-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">176.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|999
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anatol France - Poglądy ks. Hieonima Coignarda.djvu|Poglądy ks. Hieonima Coignarda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anatole France|Anatole France]]
|style="text-align:right"|260
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3415.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|482
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G Füllborn Tajemnice stolicy świata.djvu|Tajemnice stolicy świata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Füllborn|George Füllborn]]
|style="text-align:right"|1352
|
|2021-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3343.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2632
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jan III Sobieski król Polski czyli Ślepa niewolnica z Sziras.djvu|Jan III Sobieski Król Polski czyli Ślepa Niewolnica z Sziras]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:80% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Füllborn|George Füllborn]]
|style="text-align:right"|640
|
|2021-12-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3396.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1260
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G Füllborn Izabella królowa Hiszpanii.djvu|Izabella królowa Hiszpanii]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Füllborn|George Füllborn]]
|style="text-align:right"|622
|
|2024-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3376.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1214
|-
|[[Indeks:PL É Gaboriau Nad przepaścią.djvu|Nad przepaścią]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Gaboriau|Émile Gaboriau]]
|style="text-align:right"|870
|
|2025-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">85.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2537
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Gaboriau Niewolnicy paryscy.djvu|Niewolnicy paryscy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Gaboriau|Émile Gaboriau]]
|style="text-align:right"|1016
|
|2025-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3384.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1929
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Gaboriau Biuraliści.djvu|Biuraliści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Gaboriau|Émile Gaboriau]]
|style="text-align:right"|186
|
|2025-04-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3390.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|349
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Gaboriau Akta kryminalne pod l. 113.djvu|Akta kryminalne pod l. 113]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Gaboriau|Émile Gaboriau]]
|style="text-align:right"|438
|
|2025-05-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3365.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|832
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Gaboriau Gdzie winowajca.djvu|Gdzie winowajca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Gaboriau|Émile Gaboriau]]
|style="text-align:right"|344
|
|2025-05-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3384.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|649
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu|Pan Lecoq]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Gaboriau|Émile Gaboriau]]
|style="text-align:right"|1056
|
|2025-05-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3339.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2066
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:John Galsworthy - Powszechne braterstwo.djvu|Powszechne braterstwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Galsworthy|John Galsworthy]]
|style="text-align:right"|277
|
|2015-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3382.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|538
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:John Galsworthy - Posiadacz.pdf|Saga rodu Forsytów tom I. Posiadacz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Galsworthy|John Galsworthy]]
|style="text-align:right"|462
|
|2017-05-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6696.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|443
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:John Galsworthy - Przebudzenie.pdf|Saga rodu Forsytów tom III. Przebudzenie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Galsworthy|John Galsworthy]]
|style="text-align:right"|408
|
|2017-05-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6734.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|384
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:John Galsworthy - Święty.pdf|Święty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Galsworthy|John Galsworthy]]
|style="text-align:right"|378
|
|2023-11-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3342.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|739
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gałuszka Biesiada kameleonów.pdf|Biesiada kameleonów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:24%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Gałuszka|Józef Gałuszka]]
|style="text-align:right"|170
|
|2021-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">4807.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|229
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gałuszka Głosy ziemi.pdf|Głosy ziemi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Gałuszka|Józef Gałuszka]]
|style="text-align:right"|92
|
|2021-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3728.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|143
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Garborg Górskie powietrze.pdf|Górskie powietrze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arne Garborg|Arne Garborg]]
|style="text-align:right"|176
|
|2021-08-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3394.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|325
|-
|[[Indeks:PL Garborg Utracony ojciec.pdf|Utracony ojciec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:49%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arne Garborg|Arne Garborg]]
|style="text-align:right"|92
|
|2021-08-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">1746.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|208
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Śmiertelny pocałunek|Śmiertelny pocałunek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jules de Gastyne|Jules de Gastyne]]
|style="text-align:right"|381
|
|2025-12-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|381
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Za winy ojca|Za winy ojca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jules de Gastyne|Jules de Gastyne]]
|style="text-align:right"|301
|
|2025-12-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3355.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|600
|-
|[[Indeks:Człowiek nocy|Człowiek nocy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jules de Gastyne|Jules de Gastyne]]
|style="text-align:right"|309
|
|2026-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">32.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|924
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Franciszek Zabłocki|Franciszek Zabłocki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Gawalewicz|Marian Gawalewicz]]
|style="text-align:right"|82
|
|2013-05-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3699.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|155
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maryan Gawalewicz - Szkice i obrazki.djvu|Szkice i obrazki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:54%"></td><td class="pq1" style="width:42%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Gawalewicz|Marian Gawalewicz]]
|style="text-align:right"|170
|
|2015-11-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">5289.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|236
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Marian Gawalewicz - Motyl.pdf|Motyl]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Gawalewicz|Marian Gawalewicz]]
|style="text-align:right"|202
|
|2025-06-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6706.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|165
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pani Walewska (Wacław Gąsiorowski)|Pani Walewska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:33%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Gąsiorowski|Wacław Gąsiorowski]]
|style="text-align:right"|822
|
|2013-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">4504.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1309
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Gąsiorowski - Emilja Plater.djvu|Emilja Plater]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Gąsiorowski|Wacław Gąsiorowski]]
|style="text-align:right"|411
|
|2018-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|788
|-
|[[Indeks:Wacław Gąsiorowski - Rok 1809|Rok 1809]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Gąsiorowski|Wacław Gąsiorowski]]
|style="text-align:right"|498
|
|2018-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">160.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1414
|-
|[[Indeks:Wacław Gąsiorowski - Huragan|Huragan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Gąsiorowski|Wacław Gąsiorowski]]
|style="text-align:right"|906
|
|2018-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">80.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2592
|-
|[[Indeks:Wacław Gąsiorowski - Szwoleżerowie gwardji.djvu|Szwoleżerowie gwardji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Gąsiorowski|Wacław Gąsiorowski]]
|style="text-align:right"|346
|
|2018-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">144.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1020
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Gębarski - W pruskich szponach (cz. I).pdf|W pruskich szponach (cz. I)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Gębarski|Stefan Gębarski]]
|style="text-align:right"|112
|
|2024-01-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3462.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|202
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Gębarski - W pruskich szponach (cz. II).pdf|W pruskich szponach (cz. II)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Gębarski|Stefan Gębarski]]
|style="text-align:right"|110
|
|2024-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|210
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Gębarski - W szponach pruskiej Hakaty.pdf|W szponach pruskiej Hakaty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Gębarski|Stefan Gębarski]]
|style="text-align:right"|155
|
|2024-12-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|266
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Podróż więźnia etapami do Syberyi|Podróż więźnia etapami do Syberyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:50%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Agaton Giller|Agaton Giller]]
|style="text-align:right"|520
|
|2011-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">5573.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|652
|-
|[[Indeks:Opisanie zabajkalskiej krainy w Syberyi|Opisanie zabajkalskiej krainy w Syberyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:15%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:71%"></td></tr></table>
|[[Autor:Agaton Giller|Agaton Giller]]
|style="text-align:right"|986
|OCR
|2011-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">1418.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2487
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Goethe - Cierpienia młodego Wertera.djvu|Cierpienia młodego Wertera (tłum. Mirandola)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:58%"></td><td class="pq1" style="width:36%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Johann Wolfgang von Goethe|Johann Wolfgang von Goethe]]
|style="text-align:right"|192
|
|2019-03-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">5421.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|250
|-
|[[Indeks:PL Goethe - Wilhelm Meister.pdf|Wilhelm Meister]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Johann Wolfgang von Goethe|Johann Wolfgang von Goethe]]
|style="text-align:right"|833
|
|2019-03-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">116.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2464
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Faust (Goethe, tłum. Zegadłowicz)|Faust (tłum. Zegadłowicz)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Johann Wolfgang von Goethe|Johann Wolfgang von Goethe]]
|style="text-align:right"|620
|
|2019-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3574.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1093
|-
|[[Indeks:PL Goethe - Herman i Dorota.djvu|Herman i Dorota]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Johann Wolfgang von Goethe|Johann Wolfgang von Goethe]]
|style="text-align:right"|140
|
|2021-10-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">25.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|398
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Problem istnienia Boga u Anzelma z Canterbury i problem prawdy u Henryka z Gandawy (Mieczysław Gogacz)|Problem istnienia Boga u Anzelma z Canterbury i problem prawdy u Henryka z Gandawy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Gogacz|Mieczysław Gogacz]]
|style="text-align:right"|121
|
|2011-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3638.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|229
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Filozofia bytu w „Beniamin Major” Ryszarda ze świętego Wiktora (Mieczysław Gogacz)|Filozofia bytu w „Beniamin Major” Ryszarda ze świętego Wiktora]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Gogacz|Mieczysław Gogacz]]
|style="text-align:right"|149
|
|2011-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3584.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|281
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Nikołaj Gogol - Rewizor z Petersburga.djvu|Rewizor z Petersburga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Nikołaj Gogol|Nikołaj Gogol]]
|style="text-align:right"|140
|
|2019-07-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3383.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|264
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Nikołaj Gogol - Powieści mniejsze.djvu|Powieści mniejsze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Nikołaj Gogol|Nikołaj Gogol]]
|style="text-align:right"|190
|
|2019-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3612.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|320
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Grabiński - Ciemne siły.djvu|Ciemne siły]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:25%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Grabiński|Stefan Grabiński]]
|style="text-align:right"|134
|
|2018-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4417.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|211
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Grabiński - Klasztor i morze.djvu|Klasztor i morze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Grabiński|Stefan Grabiński]]
|style="text-align:right"|234
|
|2018-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3558.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|429
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Grabiński - Wyspa Itongo.djvu|Wyspa Itongo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Grabiński|Stefan Grabiński]]
|style="text-align:right"|326
|
|2018-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3459.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|620
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Hadaczek Polygnotos.pdf|Polygnotos]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Hadaczek|Karol Hadaczek]]
|style="text-align:right"|30
|
|2023-09-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3456.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|53
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Hadaczek Kultura dorzecza Dniestru.pdf|Kultura dorzecza Dniestru w epoce cesarstwa rzymskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:18%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:25%"></td><td class="pq0" style="width:48%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Hadaczek|Karol Hadaczek]]
|style="text-align:right"|44
|
|2023-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6231.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|26
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Hadaczek Slady epoki tak zwanej archaiczno-mykenskiej.pdf|Ślady epoki tak zwanej archaiczno-mykeńskiej we wschodniej Galicji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:50%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Hadaczek|Karol Hadaczek]]
|style="text-align:right"|16
|
|2023-09-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|8
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Hadaczek Neolityczne cmentarzysko.pdf|Neolityczne cmentarzysko w Złotej w Sandomierskiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:29%"></td><td class="pq1" style="width:20%"></td><td class="pq0" style="width:51%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Hadaczek|Karol Hadaczek]]
|style="text-align:right"|45
|
|2023-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">5303.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Milionowa wdowa|Milionowa wdowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles d'Héricault|Charles d'Héricault]]
|style="text-align:right"|211
|
|2025-10-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|422
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Charles d'Héricault - Sielanka.djvu|Sielanka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles d'Héricault|Charles d'Héricault]]
|style="text-align:right"|200
|
|2025-11-8
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|190
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Teogonja Hezjoda.pdf|Teogonja Hezjoda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hezjod|Hezjod]]
|style="text-align:right"|64
|
|2018-06-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6989.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|56
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Roboty i Dnie Hezyoda.djvu|Roboty i Dnie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:26%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hezjod|Hezjod]]
|style="text-align:right"|54
|
|2019-01-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">7083.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|35
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ferdynand Hoesick - Szkice i opowiadania.djvu|Szkice i opowiadania historyczno-literackie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Hoesick|Ferdynand Hoesick]]
|style="text-align:right"|502
|
|2020-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3484.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|948
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Hoesick - Napoleon I i Józef Elsner.pdf|Napoleon I i Józef Elsner]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Hoesick|Ferdynand Hoesick]], [[Autor:Józef Elsner|Józef Elsner]]
|style="text-align:right"|3
|
|2025-10-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|6
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:E. T. A. Hoffmann - Opowieści.pdf|Opowieści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann|Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann]]
|style="text-align:right"|166
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3418.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|310
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:E. T. A. Hoffmann - Złoty garnek.pdf|Złoty garnek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann|Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann]]
|style="text-align:right"|186
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3428.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|345
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:E. T. A. Hoffmann - Szczęście graczy.pdf|Szczęście graczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann|Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann]]
|style="text-align:right"|36
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|68
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Powieści E. T. A. Hoffmanna|Powieści E. T. A. Hoffmanna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:23%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann|Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann]]
|style="text-align:right"|518
|
|2025-07-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">4277.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|836
|-
|[[Indeks:Dyable eliksyry (1910)|Dyable eliksyry]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:59% !important"><tr><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann|Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann]]
|style="text-align:right"|472
|
|2025-07-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1281
|-
|[[Indeks:E.T.A. Hoffmann - Panna Scuderi.pdf|Panna Scuderi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann|Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann]]
|style="text-align:right"|312
|
|2026-03-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|909
|-
|[[Indeks:E.T.A. Hoffmann - Panna Scudery - Kopalnie faluńskie.pdf|Panna Scudery - Kopalnie faluńskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann|Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann]]
|style="text-align:right"|156
|
|2026-03-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|468
|-
|[[Indeks:Wybór dzieł Klementyny z Tańskich Hofmanowej Tom I.djvu|Wybór dzieł Klementyny z Tańskich Hofmanowej Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klementyna Hoffmanowa|Klementyna Hoffmanowa]]
|style="text-align:right"|279
|
|2016-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">144.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|816
|-
|[[Indeks:Klementyna Hofmanowa - Pamiątka po dobrej matce.djvu|Pamiątka po dobrej matce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klementyna Hoffmanowa|Klementyna Hoffmanowa]]
|style="text-align:right"|184
|
|2016-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">449.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|510
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wybór powieści, opisów i opowiadań historycznych (Hoffmanowa)|Wybór powieści, opisów i opowiadań historycznych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klementyna Hoffmanowa|Klementyna Hoffmanowa]]
|style="text-align:right"|170
|
|2015-05-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">4171.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|285
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Iliada (Dmochowski)|Iliada (Dmochowski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Homer|Homer]]
|style="text-align:right"|1177
|
|2011-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3816.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2126
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Homer - Iliada (Popiel).djvu|Iliada]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Homer|Homer]]
|style="text-align:right"|506
|
|2019-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">6714.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|485
|-
|[[Indeks:Horacy - Poezje (tłum. Czubek)|Poezje]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Horacy|Horacy]]
|style="text-align:right"|512
|
|2018-08-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3653.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|971
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Horacy Wybór poezji.djvu|Wybór poezji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:16%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Horacy|Horacy]]
|style="text-align:right"|116
|
|2018-09-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">4556.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|178
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:E. W. Hornung - Włamywacz Raffles mój przyjaciel.pdf|Włamywacz Raffles mój przyjaciel]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernest William Hornung|Ernest William Hornung]]
|style="text-align:right"|218
|
|2020-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3365.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|414
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:E. W. Hornung - Pamiętnik złodzieja.pdf|Pamiętnik złodzieja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernest William Hornung|Ernest William Hornung]]
|style="text-align:right"|220
|
|2020-05-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6714.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|207
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paweł Hulka-Laskowski - Dynamitem ku bogactwu i sławie.pdf|Dynamitem ku bogactwu i sławie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Hulka-Laskowski|Paweł Hulka-Laskowski]]
|style="text-align:right"|77
|
|2025-11-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6827.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|59
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paweł Hulka-Laskowski - Matka Jezusa, matki bogów, królowe niebios.pdf|Matka Jezusa, matki bogów, królowe niebios]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Hulka-Laskowski|Paweł Hulka-Laskowski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-11-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3770.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|114
|-
|[[Indeks:Podróże po Rossyi (Humboldt)|Podróże po Rossyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:59% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:26%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:63%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alexander von Humboldt|Alexander von Humboldt]]
|style="text-align:right"|468
|
|2015-05-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">1502.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1165
|-
|[[Indeks:Obrazy natury (Aleksander Humboldt)|Obrazy natury]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alexander von Humboldt|Alexander von Humboldt]]
|style="text-align:right"|550
|
|2015-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">390.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1502
|-
|[[Indeks:Henryk Ibsen|Henryk Ibsen]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:81%"></td></tr></table>
|[[Autor:Georg Brandes|Georg Brandes]]
|style="text-align:right"|220
|OCR
|2013-02-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">781.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|578
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Ibsen - Peer Gynt.djvu|Peer Gynt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Ibsen|Henryk Ibsen]]
|style="text-align:right"|201
|
|2016-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">7250.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|165
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Ibsen - Wybór dramatów.djvu|Wybór dramatów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Ibsen|Henryk Ibsen]]
|style="text-align:right"|796
|
|2016-04-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6581.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|800
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ibsen - Brand.djvu|Brand]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Ibsen|Henryk Ibsen]]
|style="text-align:right"|236
|
|2020-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3390.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|460
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Washington Irving - Z podróży po stepach Ameryki.djvu|Z podróży po stepach zachodniej Ameryki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Washington Irving|Washington Irving]]
|style="text-align:right"|17
|
|2023-08-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|34
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Istrati - Kyra Kyralina.djvu|Kyra Kyralina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Panait Istrati|Panait Istrati]]
|style="text-align:right"|160
|
|2019-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3731.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|299
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Istrati - Żagiew i zgliszcza.djvu|Żagiew i zgliszcza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Panait Istrati|Panait Istrati]]
|style="text-align:right"|432
|
|2019-04-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3421.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|821
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maksymilian Jackowski - Rzut oka na nasze zasady, sprawy i potrzeby.pdf|Rzut oka na nasze zasady, sprawy i potrzeby]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maksymilian Jackowski|Maksymilian Jackowski]]
|style="text-align:right"|78
|
|2022-10-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3641.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|124
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maksymilian Jackowski - Ułomności nasze narodowe i społeczne oraz środki ku sprostowaniu tychże.pdf|Ułomności nasze narodowe i społeczne oraz środki ku sprostowaniu tychże]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maksymilian Jackowski|Maksymilian Jackowski]]
|style="text-align:right"|312
|
|2023-02-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|607
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Kryspin Jackowski - Przyszłość naszego ziemiaństwa w Wielkopolsce.pdf|Przyszłość naszego ziemiaństwa w Wielkopolsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Kryspin Jackowski|Tadeusz Kryspin Jackowski]]
|style="text-align:right"|28
|
|2023-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3611.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|46
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Kryspin Jackowski - Jak zachować narodowi ziemię.pdf|Jak zachować narodowi ziemię]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:32%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Kryspin Jackowski|Tadeusz Kryspin Jackowski]]
|style="text-align:right"|38
|
|2023-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|50
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Jankowski - Historje niezwykłe.djvu|Historje niezwykłe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Jankowski|Józef Jankowski]]
|style="text-align:right"|194
|
|2024-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6685.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|178
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jankowski Józef - Poezye (seria liryczna) 1910.pdf|Poezye (serya liryczna)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Jankowski|Józef Jankowski]]
|style="text-align:right"|186
|
|2025-12-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3664.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|306
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Skarbczyk poezyi chińskiej (tłum. Jankowski).pdf|Skarbczyk poezyi chińskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:27%"></td><td class="pq0" style="width:67%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Jankowski|Józef Jankowski]] (tłum.)
|style="text-align:right"|132
|
|2025-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7209.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|36
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Święty Franciszek Seraficki w pieśni.djvu|Święty Franciszek Seraficki w pieśni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:28%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Janocha|Andrzej Janocha]]
|style="text-align:right"|283
|
|2017-07-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">4918.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|404
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Andrzej Janocha-Krótki życiorys o. Wacława Nowakowskiego, kapucyna (Edwarda z Sulgostowa).pdf|Krótki życiorys o. Wacława Nowakowskiego, kapucyna (Edwarda z Sulgostowa)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Janocha|Andrzej Janocha]]
|style="text-align:right"|84
|
|2019-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3823.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|126
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Andrzej Janocha-Ostatnie chwile O. Wacława Nowakowskiego kapucyna.djvu|Ostatnie chwile O. Wacława Nowakowskiego kapucyna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Janocha|Andrzej Janocha]]
|style="text-align:right"|60
|
|2025-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3525.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|101
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Eugeniusz Janota - Przyczynki do znajomości Tatr.djvu|Przyczynki do znajomości Tatr]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugeniusz Janota|Eugeniusz Janota]]
|style="text-align:right"|27
|
|2022-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3703.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|51
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Eugeniusz Janota - Przewodnik w wycieczkach na Babią Górę, do Tatr i Pienin.djvu|Przewodnik w wycieczkach na Babią Górę, do Tatr i Pienin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugeniusz Janota|Eugeniusz Janota]]
|style="text-align:right"|106
|
|2022-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3614.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|182
|-
|[[Indeks:Elżbieta Jaraczewska - Wieczór adwentowy.djvu|Wieczór adwentowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elżbieta Jaraczewska|Elżbieta Jaraczewska]]
|style="text-align:right"|338
|
|2019-07-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|987
|-
|[[Indeks:Elżbieta Jaraczewska - Upominek dla dzieci.djvu|Upominek dla dzieci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elżbieta Jaraczewska|Elżbieta Jaraczewska]]
|style="text-align:right"|128
|
|2019-07-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">55.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|358
|-
|[[Indeks:Elżbieta Jaraczewska - Pierwsza młodość pierwsze uczucia|Pierwsza młodość pierwsze uczucia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:88% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elżbieta Jaraczewska|Elżbieta Jaraczewska]]
|style="text-align:right"|704
|
|2019-07-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2040
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gustawa Jarecka - Przed jutrem.pdf|Przed jutrem (Jarecka)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustawa Jarecka|Gustawa Jarecka]]
|style="text-align:right"|288
|
|2020-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3429.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|548
|-
|[[Indeks:PL Gustawa Jarecka - Inni ludzie.pdf|Inni ludzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustawa Jarecka|Gustawa Jarecka]]
|style="text-align:right"|246
|
|2022-01-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">238.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|697
|-
|[[Indeks:PL Gustawa Jarecka - Stare grzechy.pdf|Stare grzechy (Jarecka)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustawa Jarecka|Gustawa Jarecka]]
|style="text-align:right"|352
|
|2024-01-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">243.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1001
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Obraz Litwy pod względem jéj cywilizacyi, od czasów najdawniejszych do końca wieku XVIII t. 1.pdf|Obraz Litwy pod względem jéj cywilizacji, od czasów najdawniejszych do końca wieku XVIII. T. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Jaroszewicz|Józef Jaroszewicz]]
|style="text-align:right"|245
|
|2025-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3414.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|484
|-
|[[Indeks:Obraz Litwy pod względem jéj cywilizacji, od czasów najdawniejszych do końca wieku XVIII t. 2.pdf|Obraz Litwy pod względem jéj cywilizacji, od czasów najdawniejszych do końca wieku XVIII. T. 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Jaroszewicz|Józef Jaroszewicz]]
|style="text-align:right"|310
|
|2025-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|930
|-
|[[Indeks:Obraz Litwy pod względem jéj cywilizacji, od czasów najdawniejszych do końca wieku XVIII t. 3.pdf|Obraz Litwy pod względem jéj cywilizacji, od czasów najdawniejszych do końca wieku XVIII. T. 3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Jaroszewicz|Józef Jaroszewicz]]
|style="text-align:right"|286
|
|2025-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|858
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Franciszek Jaworski - Ratusz lwowski.pdf|Ratusz lwowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Jaworski|Franciszek Jaworski]]
|style="text-align:right"|103
|
|2025-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3723.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|177
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Franciszek Jaworski - Cmentarz Gródecki we Lwowie.pdf|Cmentarz Gródecki we Lwowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Jaworski|Franciszek Jaworski]]
|style="text-align:right"|56
|
|2025-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3809.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|91
|-
|[[Indeks:Franciszek Jaworski - Nobilitacya miasta Lwowa.pdf|Nobilitacya miasta Lwowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Jaworski|Franciszek Jaworski]]
|style="text-align:right"|72
|
|2025-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">2956.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|131
|-
|[[Indeks:Franciszek Jaworski - Lwów za Jagiełły.pdf|Lwów za Jagiełły]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Jaworski|Franciszek Jaworski]]
|style="text-align:right"|146
|
|2025-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|417
|-
|[[Indeks:Franciszek Jaworski - Uniwersytet Lwowski.pdf|Uniwersytet Lwowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Jaworski|Franciszek Jaworski]]
|style="text-align:right"|96
|
|2025-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|258
|-
|[[Indeks:Franciszek Jaworski - Królowie polscy we Lwowie.pdf|Królowie polscy we Lwowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Jaworski|Franciszek Jaworski]]
|style="text-align:right"|134
|
|2025-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|396
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ostatni Rzymianie (Teodor Jeske-Choiński)|Ostatni Rzymianie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:85% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:34%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Teodor Jeske-Choiński|Teodor Jeske-Choiński]]
|style="text-align:right"|676
|
|2013-08-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">5220.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|945
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Błyskawice (Teodor Jeske-Choiński)|Błyskawice]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Teodor Jeske-Choiński|Teodor Jeske-Choiński]]
|style="text-align:right"|556
|
|2013-08-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3833.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|986
|-
|[[Indeks:Tyara i Korona (Teodor Jeske-Choiński)|Tyara i Korona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:93% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Teodor Jeske-Choiński|Teodor Jeske-Choiński]]
|style="text-align:right"|742
|OCR
|2017-03-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">127.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2165
|-
|[[Indeks:Teodor Jeske-Choiński - Przyjaciółki, Przyjaciele Żony.djvu|Przyjaciółki, Przyjaciele Żony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Teodor Jeske-Choiński|Teodor Jeske-Choiński]]
|style="text-align:right"|304
|
|2018-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">89.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|889
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Jókai - Atlantyda.djvu|Atlantyda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mór Jókai|Mór Jókai]]
|style="text-align:right"|167
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6729.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|156
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Jókai - Czarna krew|Czarna krew]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mór Jókai|Mór Jókai]]
|style="text-align:right"|329
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3439.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|616
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Wywiad.djvu|Wywiad]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|6
|
|2026-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|6
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu|Walczyk i Polka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|18
|
|2026-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|18
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Klejnot.djvu|Klejnot]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|5
|
|2026-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|5
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Ofiara redukcji.djvu|Ofiara redukcji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|6
|
|2026-04-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|6
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Na skrzydłach bociana.djvu|Na skrzydłach bociana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|31
|
|2026-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|62
|-
|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Portret.djvu|Portret]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:32%"></td><td class="pqn" style="width:66%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|44
|
|2026-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">111.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|89
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Miłość strażaka.djvu|Miłość strażaka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|80
|
|2026-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|73
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Ogień swatem.djvu|Ogień swatem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|52
|
|2026-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|100
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Czy chcesz mieć dach nad głową.djvu|Czy chcesz mieć dach nad głową?]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|40
|
|2026-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|56
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu|KA-O-TSE]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|30
|
|2026-04-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Kaden-Bandrowski - Łuk.pdf|Łuk]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Kaden-Bandrowski|Juliusz Kaden-Bandrowski]]
|style="text-align:right"|426
|
|2015-12-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3446.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|814
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Kaden-Bandrowski - Generał Barcz.djvu|Generał Barcz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:23%"></td><td class="pq3" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Kaden-Bandrowski|Juliusz Kaden-Bandrowski]]
|style="text-align:right"|447
|
|2018-02-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">7440.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|334
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Kaden-Bandrowski - Czarne skrzydła Lenora.djvu|Czarne skrzydła Lenora]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Kaden-Bandrowski|Juliusz Kaden-Bandrowski]]
|style="text-align:right"|364
|
|2023-08-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3361.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|705
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Kaden-Bandrowski - Czarne skrzydła Tadeusz.djvu|Czarne skrzydła Tadeusz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Kaden-Bandrowski|Juliusz Kaden-Bandrowski]]
|style="text-align:right"|340
|
|2023-08-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3373.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|654
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL O. Rafał Kalinowski - Cześć Matki Boskiej w Karmelu Polskim.pdf|Cześć Matki Boskiej w Karmelu Polskim]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Kalinowski|Rafał Kalinowski]]
|style="text-align:right"|27
|
|2026-01-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|54
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf|Obrazek z objawów życia Zbawiciela w Kościele św. Katolickim]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Kalinowski|Rafał Kalinowski]]
|style="text-align:right"|12
|
|2026-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|22
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Najpiękniejsze myśli z pism Emanuela Kanta.pdf|Najpiękniejsze myśli z pism Emanuela Kanta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Immanuel Kant|Immanuel Kant]]
|style="text-align:right"|134
|
|2018-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3625.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|218
|-
|[[Indeks:PL Kant - Uzasadnienie metafizyki moralności.djvu|Uzasadnienie metafizyki moralności]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:17%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:75%"></td></tr></table>
|[[Autor:Immanuel Kant|Immanuel Kant]]
|style="text-align:right"|124
|
|2018-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">1027.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|323
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Karwowski - Historya Wielkiego Księstwa Poznańskiego T1.pdf|Historya Wielkiego Księstwa Poznańskiego (1815–1852)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Karwowski|Stanisław Karwowski]]
|style="text-align:right"|620
|
|2019-09-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3399.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1194
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kronika miasta Leszna (Karwowski)|Kronika miasta Leszna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Karwowski|Stanisław Karwowski]]
|style="text-align:right"|122
|
|2015-02-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3477.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|227
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Karwowski - Historya Wielkiego Księstwa Poznańskiego T2.pdf|Historya Wielkiego Księstwa Poznańskiego (1852–1889)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Karwowski|Stanisław Karwowski]]
|style="text-align:right"|540
|
|2021-05-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3358.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1048
|-
|[[Indeks:Stanisław Karwowski - Historya Wielkiego Księstwa Poznańskiego T3.pdf|Historya Wielkiego Księstwa Poznańskiego (1852–1889)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Karwowski|Stanisław Karwowski]]
|style="text-align:right"|482
|
|2025-07-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1437
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kasprowicz - O poecie.djvu|O poecie (tłum. Kasprowicz)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kasprowicz|Jan Kasprowicz]], [[Autor:Ralph Waldo Emerson|Ralph Waldo Emerson]], [[Autor:Carl Spitteler|Carl Spitteler]], [[Autor:Richard Dehmel|Richard Dehmel]], [[Autor:Hugo von Hofmannsthal|Hugo von Hofmannsthal]]
|style="text-align:right"|144
|
|2019-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3486.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|256
|-
|[[Indeks:Jan Kasprowicz - Obraz poezji angielskiej T. 1.djvu|Obraz poezji angielskiej T. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kasprowicz|Jan Kasprowicz]]
|style="text-align:right"|174
|
|2019-01-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">337.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|487
|-
|[[Indeks:Jan Kasprowicz - Obraz poezji angielskiej T. 2.djvu|Obraz poezji angielskiej T. 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kasprowicz|Jan Kasprowicz]]
|style="text-align:right"|86
|
|2019-01-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">682.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|232
|-
|[[Indeks:Jan Kasprowicz - Obraz poezji angielskiej T. 3.djvu|Obraz poezji angielskiej T. 3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kasprowicz|Jan Kasprowicz]]
|style="text-align:right"|112
|
|2019-01-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">366.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|315
|-
|[[Indeks:Jan Kasprowicz - Obraz poezji angielskiej T. 5.djvu|Obraz poezji angielskiej T. 5]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kasprowicz|Jan Kasprowicz]]
|style="text-align:right"|100
|
|2019-01-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">412.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|279
|-
|[[Indeks:Opis obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III|Opis obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:87% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jędrzej Kitowicz|Jędrzej Kitowicz]]
|style="text-align:right"|696
|wyd. II, załadowana nowa wersja, raczej dobrze zeskanowana
|2012-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">180.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2018
|-
|[[Indeks:Pamiętniki do panowania Augusta III i Stanisława Augusta.djvu|Pamiętniki do panowania Augusta III. i Stanisława Augusta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:18%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jędrzej Kitowicz|Jędrzej Kitowicz]]
|style="text-align:right"|259
|
|2016-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">736.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|717
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego (Turowski)|Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego (red. Turowski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kochanowski|Jan Kochanowski]]
|style="text-align:right"|545
|
|2011-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3437.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1012
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego (Altenberg)|Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego (wyd. Altenberg)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:85% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kochanowski|Jan Kochanowski]]
|style="text-align:right"|678
|
|2011-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3434.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1304
|-
|[[Indeks:Jana Kochanowskiego dzieła polskie (Mostowski)|Jana Kochanowskiego dzieła polskie (red. Mostowski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kochanowski|Jan Kochanowski]]
|style="text-align:right"|960
|
|2011-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">2350.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2141
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jana Kochanowskiego dzieła polskie (Lorentowicz)|Jana Kochanowskiego dzieła polskie (red. Lorentowicz)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kochanowski|Jan Kochanowski]]
|style="text-align:right"|1041
|
|2011-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4528.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1543
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Elegie Jana Kochanowskiego|Elegie Jana Kochanowskiego (tłum. Kazimierz Brodziński)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kochanowski|Jan Kochanowski]]
|style="text-align:right"|119
|
|2014-12-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3734.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|203
|-
|[[Indeks:Paul de Kock - Poczciwy koleżka|Poczciwy koleżka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:80% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul de Kock|Paul de Kock]]
|style="text-align:right"|638
|
|2016-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">148.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1797
|-
|[[Indeks:Paul de Kock - Dom biały|Dom biały]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:14%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:76%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul de Kock|Paul de Kock]]
|style="text-align:right"|1036
|
|2016-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">877.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2712
|-
|[[Indeks:Moje stosunki z Towiańskim i towiańczykami.pdf|Moje stosunki z Towiańskim i towiańczykami]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq0" style="width:16%"></td><td class="pqn" style="width:84%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Komierowski|Józef Komierowski]]
|style="text-align:right"|56
|
|2021-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|141
|-
|[[Indeks:Oskarżyciel przez Krajowskiego.pdf|Oskarżyciel]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:21%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Komierowski|Józef Komierowski]]
|style="text-align:right"|48
|
|2021-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">175.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|112
|-
|[[Indeks:Tadeusz Konczyński - Wieża ratunku.pdf|Wieża ratunku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Konczyński|Tadeusz Konczyński]]
|style="text-align:right"|252
|
|2025-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|726
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Konczyński - Ostatnia godzina.pdf|Ostatnia godzina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Konczyński|Tadeusz Konczyński]]
|style="text-align:right"|356
|
|2025-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3342.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|695
|-
|[[Indeks:Tadeusz Konczyński - Koniec świata.pdf|Koniec świata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Konczyński|Tadeusz Konczyński]]
|style="text-align:right"|267
|
|2025-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|774
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Konczyński - Głód szczęścia.pdf|Głód szczęścia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Konczyński|Tadeusz Konczyński]]
|style="text-align:right"|384
|
|2026-02-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6648.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|375
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Konczyński - Śmiertelny bieg.pdf|Śmiertelny bieg]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Konczyński|Tadeusz Konczyński]]
|style="text-align:right"|208
|
|2026-02-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|406
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Konczyński - Bunt.pdf|Bunt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Konczyński|Tadeusz Konczyński]]
|style="text-align:right"|350
|
|2026-02-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3362.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|679
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Konczyński - Raj odzyskany.pdf|Raj odzyskany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Konczyński|Tadeusz Konczyński]]
|style="text-align:right"|268
|
|2026-02-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6679.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|261
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye Ludwika Kondratowicza tom I-II|Poezye Ludwika Kondratowicza tom I-II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Kondratowicz|Ludwik Kondratowicz]]
|style="text-align:right"|622
|
|2012-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3829.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1120
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye Ludwika Kondratowicza tom III-IV|Poezye Ludwika Kondratowicza tom III-IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:77% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Kondratowicz|Ludwik Kondratowicz]]
|style="text-align:right"|616
|OCR
|2012-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3650.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1141
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI|Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:94% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Kondratowicz|Ludwik Kondratowicz]]
|style="text-align:right"|752
|
|2012-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3583.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1413
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Diaryvsz prawdziwy zwycięstwa nad Tatarami.pdf|Diaryvsz prawdziwy zwycięstwa nad Tatarami]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Koniecpolski|Stanisław Koniecpolski]]
|style="text-align:right"|16
|
|2023-01-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">4444.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|20
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ordynacya Woyska I K M Zaporoskiego.pdf|Ordynacya Woyská I. K. M. Zaporoskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Koniecpolski|Stanisław Koniecpolski]]
|style="text-align:right"|24
|
|2023-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3958.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|-
|[[Indeks:Korespondencja Stanisława Koniecpolskiego w zbiorach Archiwum Głównego Akt Dawnych.pdf|Korespondencja Stanisława Koniecpolskiego w zbiorach Archiwum Głównego Akt Dawnych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Koniecpolski|Stanisław Koniecpolski]] i inni
|style="text-align:right"|178
|
|2023-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">131.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|527
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wincenty Kosiakiewicz - Powrót z za świata.pdf|Powrót z za świata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Kosiakiewicz|Wincenty Kosiakiewicz]]
|style="text-align:right"|164
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3437.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|315
|-
|[[Indeks:Wincenty Kosiakiewicz - Przy budowie kolei.pdf|Przy budowie kolei]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Kosiakiewicz|Wincenty Kosiakiewicz]]
|style="text-align:right"|392
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">334.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1128
|-
|[[Indeks:Wincenty Kosiakiewicz - Druty telegraficzne.pdf|Druty telegraficzne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Kosiakiewicz|Wincenty Kosiakiewicz]]
|style="text-align:right"|276
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|711
|-
|[[Indeks:Wincenty Kosiakiewicz - Widmo (nowele).pdf|Widmo (nowele)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td><td class="pqn" style="width:82%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Kosiakiewicz|Wincenty Kosiakiewicz]]
|style="text-align:right"|262
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">565.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|651
|-
|[[Indeks:Wincenty Kosiakiewicz - Janek.pdf|Janek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Kosiakiewicz|Wincenty Kosiakiewicz]]
|style="text-align:right"|340
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1008
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła Krasickiego (Ignacy Krasicki)|Dzieła Krasickiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Krasicki|Ignacy Krasicki]]
|style="text-align:right"|927
|
|2010-09-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3968.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1661
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dzieła Ignacego Krasickiego T. 6.djvu|Dzieła (tom VI)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:59% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Krasicki|Ignacy Krasicki]]
|style="text-align:right"|472
|
|2018-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3354.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|941
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma Zygmunta Krasińskiego|Pisma Zygmunta Krasińskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Krasiński|Zygmunt Krasiński]]
|style="text-align:right"|1470
|
|2018-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3601.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2739
|-
|[[Indeks:Listy Zygmunta Krasińskiego (Gubrynowicz i Schmidt)|Listy Zygmunta Krasińskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:18%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Krasiński|Zygmunt Krasiński]]
|style="text-align:right"|1234
|
|2024-09-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">743.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3299
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kreczmar - Kwestja agrarna w starożytności.pdf|Kwestja agrarna w starożytności]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Kreczmar|Michał Kreczmar]]
|style="text-align:right"|86
|
|2023-11-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3455.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|161
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kreczmar - Społeczeństwo i państwo średniowiecza greckiego.pdf|Społeczeństwo i państwo średniowiecza greckiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Kreczmar|Michał Kreczmar]]
|style="text-align:right"|76
|
|2023-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3578.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|131
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Krotoski - Walka ekonomiczno-rasowa w Poznańskiem.pdf|Walka ekonomiczno-rasowa w Poznańskiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Krotoski|Kazimierz Krotoski]]
|style="text-align:right"|144
|
|2023-01-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3434.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|260
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Krotoski - Przyczyny upadku Polski.pdf|Przyczyny upadku Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:29%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Krotoski|Kazimierz Krotoski]]
|style="text-align:right"|62
|
|2023-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3484.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|86
|-
|[[Indeks:Edmund Jezierski - Wyspa Lenina.djvu|Wyspa Lenina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edmund Krüger|Edmund Krüger]]
|style="text-align:right"|284
|
|2018-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">158.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|809
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Edmund Jezierski - Katarzyna I.djvu|Katarzyna I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edmund Krüger|Edmund Krüger]]
|style="text-align:right"|134
|
|2018-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3514.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|251
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Edmund Jezierski - Andrzej Żarycz|Andrzej Żarycz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edmund Krüger|Edmund Krüger]]
|style="text-align:right"|262
|
|2018-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3442.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|482
|-
|[[Indeks:PL Xenophon - Sympozjon oraz wybór z pism.djvu|Sympozjon oraz wybór z pism]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:48%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ksenofont|Ksenofont]]
|style="text-align:right"|351
|
|2018-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">1719.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|867
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ksenofont Konopczyński Wspomnienia o Sokratesie.djvu|Wspomnienia o Sokratesie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ksenofont|Ksenofont]]
|style="text-align:right"|260
|
|2020-03-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3387.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|492
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mrongowiusz Slowo Xenofonta o Wyprawie Woienney Cyrusa.djvu|Słowo Xenofonta o Wyprawie Woienney Cyrusa po Grecku Anabasis]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ksenofont|Ksenofont]]
|style="text-align:right"|340
|
|2020-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3144.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|689
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Pseudo-Xenofont - Rzecz o ustawie ateńskiej.pdf|Rzecz o ustawie ateńskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:56%"></td><td class="pq0" style="width:35%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ksenofont|Ksenofont]]
|style="text-align:right"|34
|
|2020-11-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3787.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|41
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Xenofont - Hippika i Hipparch.djvu|Hippika i Hipparch czyli jazda konna i naczelnik jazdy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ksenofont|Ksenofont]]
|style="text-align:right"|98
|
|2021-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3411.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|168
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Xenofont - Ekonomik.djvu|Ekonomik]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ksenofont|Ksenofont]]
|style="text-align:right"|108
|
|2021-01-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3263.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|194
|-
|[[Indeks:Rola (teksty Antoniego Kucharczyka)|Rola (teksty Antoniego Kucharczyka)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:79%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Kucharczyk|Antoni Kucharczyk]]
|style="text-align:right"|196
|
|2021-02-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">8350.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|97
|-
|[[Indeks:Pamiętniki Icka Bombelesa obiwatela miasta Krzianowa.pdf|Pamiętniki Icka Bombelesa obiwatela miasta Krzianowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:78%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Kucharczyk|Antoni Kucharczyk]]
|style="text-align:right"|36
|
|2025-07-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">322.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|90
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antoni Kucharczyk - W żydowskiej niewoli.pdf|W żydowskiej niewoli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Kucharczyk|Antoni Kucharczyk]]
|style="text-align:right"|16
|
|2025-07-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3777.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:A. Kuprin - Straszna chwila.djvu|Straszna chwila]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksandr Kuprin|Aleksandr Kuprin]]
|style="text-align:right"|140
|
|2018-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3753.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|253
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:A. Kuprin - Szał namiętności.djvu|Szał namiętności]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksandr Kuprin|Aleksandr Kuprin]]
|style="text-align:right"|166
|
|2018-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3574.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|293
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:A. Kuprin - Miłość Sulamity.djvu|Miłość Sulamity]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksandr Kuprin|Aleksandr Kuprin]]
|style="text-align:right"|124
|
|2018-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3801.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|212
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Aleksander Kuprin - Jama|Jama]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksandr Kuprin|Aleksandr Kuprin]]
|style="text-align:right"|398
|
|2018-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3419.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|764
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ludwik Kurnatowski - Szpilka z trupią główką.pdf|Szpilka z trupią główką]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Kurnatowski|Ludwik Kurnatowski]]
|style="text-align:right"|100
|
|2025-08-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">6771.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|92
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ludwik Kurnatowski - Od 1908 do dzisiaj.pdf|Od r. 1908 do dzisiaj...]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Kurnatowski|Ludwik Kurnatowski]]
|style="text-align:right"|107
|
|2025-09-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6774.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|90
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ludwik Kurnatowski - Obłęd złota.pdf|Obłęd złota]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Kurnatowski|Ludwik Kurnatowski]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-09-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6772.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|61
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rus Jarema Kusztelan - Ks. Patron Augustyn Szamarzewski.pdf|Ks. Patron Augustyn Szamarzewski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rus Jarema Kusztelan|Rus Jarema Kusztelan]]
|style="text-align:right"|228
|
|2024-02-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3379.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|431
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rus Jarema Kusztelan - Rodowód spółek ludowych.pdf|Rodowód spółek ludowych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rus Jarema Kusztelan|Rus Jarema Kusztelan]]
|style="text-align:right"|68
|
|2024-11-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3672.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|112
|-
|[[Indeks:PL Lamartine - Rafael.djvu|Rafael]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse de Lamartine|Alphonse de Lamartine]]
|style="text-align:right"|334
|
|2020-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">93.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|957
|-
|[[Indeks:PL A de Lamartine Nowe pamiętniki.djvu|Nowe pamiętniki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse de Lamartine|Alphonse de Lamartine]]
|style="text-align:right"|172
|
|2025-01-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">79.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|497
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lange - Stypa.djvu|Stypa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Lange|Antoni Lange]]
|style="text-align:right"|215
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3531.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|392
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lange - Miranda.djvu|Miranda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Lange|Antoni Lange]]
|style="text-align:right"|196
|
|2020-04-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3571.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|351
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wrzesień - Lord Byron.djvu|Lord Byron]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Lange|Antoni Lange]]
|style="text-align:right"|100
|
|2021-07-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3497.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|158
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Joachim Lelewel - Mowy i pisma polityczne.djvu|Mowy i pisma polityczne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:82% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joachim Lelewel|Joachim Lelewel]]
|style="text-align:right"|649
|
|2014-12-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3452.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1265
|-
|[[Indeks:Joachima Lelewela Bibljograficznych ksiąg dwoje|Bibljograficznych ksiąg dwoje]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:93% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joachim Lelewel|Joachim Lelewel]]
|style="text-align:right"|738
|
|2015-06-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">95.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2187
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rzut oka na dawnosc litewskich narodow i związki ich z Herulami (IA lelewel-rzut-oka-na-dawnosc...-1808).pdf|Rzut oka na dawnosc litewskich narodow i związki ich z Herulami]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joachim Lelewel|Joachim Lelewel]]
|style="text-align:right"|75
|
|2023-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3468.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|145
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lelewel Odkrycia Karthagów i Greków.pdf|Odkrycia Karthagów i Greków na Oceanie Atlanckim]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joachim Lelewel|Joachim Lelewel]]
|style="text-align:right"|194
|
|2023-01-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3426.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|353
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieje Litwy i Rusi aż do unji z Polską w Lublinie 1569 roku zawartej (IA dzieje-litwy-i-rusi).pdf|Dzieje Litwy i Rusi aż do unji z Polską w Lublinie 1569 roku zawartej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joachim Lelewel|Joachim Lelewel]]
|style="text-align:right"|208
|
|2025-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3559.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|398
|-
|[[Indeks:PL J Lelewel Dzieje starożytne.djvu|Dzieje starożytne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joachim Lelewel|Joachim Lelewel]]
|style="text-align:right"|578
|
|2025-05-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">2639.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1199
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lemański - Bajki.pdf|Bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lemański|Jan Lemański]]
|style="text-align:right"|158
|
|2020-04-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">7375.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|100
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lemański - Proza ironiczna.djvu|Proza ironiczna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lemański|Jan Lemański]]
|style="text-align:right"|294
|
|2020-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3798.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|480
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jan Lemański Colloqvia albo Rozmowy.djvu|Colloqvia albo Rozmowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lemański|Jan Lemański]]
|style="text-align:right"|132
|
|2021-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3869.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|206
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jan Lemański Prawo mężczyzny.djvu|Prawo mężczyzny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lemański|Jan Lemański]]
|style="text-align:right"|106
|
|2021-04-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4257.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|143
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Le Rouge - Więzień na Marsie.pdf|Więzień na Marsie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:25%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustave Le Rouge|Gustave Le Rouge]]
|style="text-align:right"|216
|
|2020-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">4288.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|353
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Le Rouge - Niewidzialni.pdf|Niewidzialni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustave Le Rouge|Gustave Le Rouge]]
|style="text-align:right"|244
|
|2020-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3503.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|458
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ludwik Stanisław Liciński - Halucynacje.djvu|Halucynacje]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Stanisław Liciński|Ludwik Stanisław Liciński]]
|style="text-align:right"|206
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3494.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|363
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ludwik Stanisław Liciński - Z pamiętnika włóczęgi.djvu|Z pamiętnika włóczęgi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Stanisław Liciński|Ludwik Stanisław Liciński]]
|style="text-align:right"|148
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3864.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|254
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ludwik Stanisław Liciński - Szały miłości.djvu|Szały miłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Stanisław Liciński|Ludwik Stanisław Liciński]]
|style="text-align:right"|252
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3443.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|474
|-
|[[Indeks:Wacław Lipiński, Szlachta na Ukrainie (1909).djvu|Szlachta na Ukrainie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pqn" style="width:59%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Lipiński|Wacław Lipiński]]
|style="text-align:right"|85
|
|2017-02-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">1647.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|213
|-
|[[Indeks:Lipinski W. Z dziejow Ukrainy (1912).djvu|Z dziejów Ukrainy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:91% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Lipiński|Wacław Lipiński]]
|style="text-align:right"|725
|
|2017-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">83.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2127
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL London Biała cisza.pdf|Biała cisza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Griffith Chaney|Jack London]]
|style="text-align:right"|116
|
|2021-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3553.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|205
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL London - Martin Eden 1937.djvu|Martin Eden]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:80% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Griffith Chaney|Jack London]]
|style="text-align:right"|638
|
|2019-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3398.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1214
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jack London - John Barleycorn.djvu|John Barleycorn]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Griffith Chaney|Jack London]]
|style="text-align:right"|294
|
|2020-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3427.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|558
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jack London - Córa nocy.pdf|Córa nocy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Griffith Chaney|Jack London]]
|style="text-align:right"|138
|
|2023-03-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3489.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|250
|-
|[[Indeks:Metodyczny kurs języka niemieckiego Cz.1.djvu|Metodyczny kurs języka niemieckiego Cz.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Lorentz|Ludwik Lorentz]]
|style="text-align:right"|232
|
|2019-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">363.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|662
|-
|[[Indeks:Metodyczny kurs języka niemieckiego Cz.2.djvu|Metodyczny kurs języka niemieckiego Cz.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Lorentz|Ludwik Lorentz]]
|style="text-align:right"|216
|
|2019-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|624
|-
|[[Indeks:Metodyczny kurs języka niemieckiego Cz.3.djvu|Metodyczny kurs języka niemieckiego Cz.3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Lorentz|Ludwik Lorentz]]
|style="text-align:right"|186
|
|2019-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">54.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|546
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walery Łoziński - Zaklęty Dwór.djvu|Zaklęty Dwór]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Łoziński|Walery Łoziński]]
|style="text-align:right"|580
|
|2017-04-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4144.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1003
|-
|[[Indeks:Walery Łoziński - Czarny Matwij.djvu|Czarny Matwij]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Łoziński|Walery Łoziński]]
|style="text-align:right"|336
|
|2017-04-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">2965.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|688
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Walery Łoziński - Szlachcic chodaczkowy.pdf|Szlachcic chodaczkowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:22%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Łoziński|Walery Łoziński]]
|style="text-align:right"|262
|
|2022-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">4166.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|441
|-
|[[Indeks:PL Walery Łoziński - Szaraczek i karmazyn.pdf|Szaraczek i karmazyn]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Łoziński|Walery Łoziński]]
|style="text-align:right"|402
|
|2022-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1170
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Oko proroka (Łoziński)|Oko proroka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Łoziński|Władysław Łoziński]]
|style="text-align:right"|316
|
|2013-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3735.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|577
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Łoziński - Skarb Watażki.djvu|Skarb Watażki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Łoziński|Władysław Łoziński]]
|style="text-align:right"|408
|
|2016-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3392.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|787
|-
|[[Indeks:PL Władysław Łoziński - Życie polskie w dawnych wiekach (wiek XVI-XVIII).pdf|Życie polskie w dawnych wiekach (wiek XVI-XVIII)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Łoziński|Władysław Łoziński]]
|style="text-align:right"|248
|
|2022-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">70.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|709
|-
|[[Indeks:Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania T1.djvu|Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Łukaszewicz|Józef Łukaszewicz]]
|style="text-align:right"|451
|
|2016-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">162.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1331
|-
|[[Indeks:Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania T2.djvu|Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Łukaszewicz|Józef Łukaszewicz]]
|style="text-align:right"|444
|
|2016-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">30.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1328
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL H Mann Diana.djvu|Diana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Heinrich Mann|Heinrich Mann]]
|style="text-align:right"|284
|
|2021-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3394.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|541
|-
|[[Indeks:PL H Mann Minerwa.djvu|Minerwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Heinrich Mann|Heinrich Mann]]
|style="text-align:right"|274
|
|2021-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">101.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|784
|-
|[[Indeks:PL H Mann Wenus.djvu|Wenus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Heinrich Mann|Heinrich Mann]]
|style="text-align:right"|260
|
|2021-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">339.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|739
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL H Mann Błękitny anioł.djvu|Błękitny anioł]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Heinrich Mann|Heinrich Mann]]
|style="text-align:right"|282
|
|2021-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3447.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|515
|-
|[[Indeks:Lud ukraiński. T. 1.djvu|Lud ukraiński/Tom 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Jaksa-Marcinkowski|Antoni Jaksa-Marcinkowski]]
|style="text-align:right"|394
|
|2021-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">145.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1150
|-
|[[Indeks:Lud ukraiński. T. 2.pdf|Lud ukraiński/Tom 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Jaksa-Marcinkowski|Antoni Jaksa-Marcinkowski]]
|style="text-align:right"|296
|
|2021-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">255.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|839
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walki klasowe we Francji (Marx)|Walki klasowe we Francji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl Marx|Karl Marx]]
|style="text-align:right"|196
|
|2014-01-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3477.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|362
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma pomniejsze (Marx)|Pisma pomniejsze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:55%"></td><td class="pq1" style="width:39%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl Marx|Karl Marx]]
|style="text-align:right"|336
|
|2020-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">1484.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|820
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Marx Karl - Kapitał. Krytyka ekonomji politycznej, tom I, zeszyty 1-3|Kapitał (Marx, 1926-33)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:69%"></td><td class="pq1" style="width:26%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl Marx|Karl Marx]]
|style="text-align:right"|903
|
|2020-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">1040.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2341
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G de Maupassant Silna jak śmierć.djvu|Silna jak śmierć]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:59%"></td><td class="pq3" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Guy de Maupassant|Guy de Maupassant]]
|style="text-align:right"|326
|
|2024-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">8698.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|123
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G de Maupassant Mont-Oriol.djvu|Mont-Oriol]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Guy de Maupassant|Guy de Maupassant]]
|style="text-align:right"|368
|
|2024-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|356
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G de Maupassant Piękny chłopiec.djvu|Piękny chłopiec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Guy de Maupassant|Guy de Maupassant]]
|style="text-align:right"|576
|
|2024-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6721.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|541
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G de Maupassant Piotr i Jan.djvu|Piotr i Jan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Guy de Maupassant|Guy de Maupassant]]
|style="text-align:right"|171
|
|2024-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6686.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|167
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G de Maupassant Życie.djvu|Życie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Guy de Maupassant|Guy de Maupassant]]
|style="text-align:right"|394
|
|2024-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6756.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|362
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G de Maupassant Nasze serce.pdf|Nasze serce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Guy de Maupassant|Guy de Maupassant]]
|style="text-align:right"|252
|
|2024-07-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6693.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|242
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G de Maupassant Widma wojny.djvu|Widma wojny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Guy de Maupassant|Guy de Maupassant]]
|style="text-align:right"|148
|
|2024-07-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6957.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|115
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G de Maupassant Ojcobójca.djvu|Ojcobójca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Guy de Maupassant|Guy de Maupassant]]
|style="text-align:right"|154
|
|2026-01-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|260
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL W.B. Maxwell - Vivien.pdf|Vivien]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Babington Maxwell|William Babington Maxwell]]
|style="text-align:right"|298
|
|2025-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3686.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|519
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL W.B. Maxwell - Nowe życie Vivien.pdf|Nowe życie Vivien]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Babington Maxwell|William Babington Maxwell]]
|style="text-align:right"|278
|
|2025-04-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3382.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|534
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL W.B. Maxwell - Zwycięstwo Vivien.pdf|Zwycięstwo Vivien]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Babington Maxwell|William Babington Maxwell]]
|style="text-align:right"|296
|
|2025-04-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3405.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|548
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ch Mérouvel Bogaci i biedni.djvu|Bogaci i biedni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq3" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Mérouvel|Charles Mérouvel]]
|style="text-align:right"|632
|
|2025-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|624
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dziewczyna bezimienna|Dziewczyna bezimienna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Mérouvel|Charles Mérouvel]]
|style="text-align:right"|1170
|
|2025-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6669.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1169
|-
|[[Indeks:Hrabina Helena|Hrabina Helena]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Mérouvel|Charles Mérouvel]]
|style="text-align:right"|605
|
|2026-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">33.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1809
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nieprzejednana|Nieprzejednana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:40%"></td><td class="pq1" style="width:60%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Mérouvel|Charles Mérouvel]]
|style="text-align:right"|1436
|
|2026-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">4665.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2298
|-
|[[Indeks:Nienawiść i miłość|Nienawiść i miłość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Mérouvel|Charles Mérouvel]]
|style="text-align:right"|1098
|
|2026-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">21.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3287
|-
|[[Indeks:PL C Mérouvel Bandyta salonowy.djvu|Bandyta salonowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:81% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Mérouvel|Charles Mérouvel]]
|style="text-align:right"|646
|
|2026-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">36.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1922
|-
|[[Indeks:Gustaw Meyrink - Zielona twarz.djvu|Zielona twarz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:29%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustav Meyer|Gustav Meyrink]]
|style="text-align:right"|356
|
|2016-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">2469.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|802
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gustaw Meyrink - Golem.djvu|Golem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustav Meyer|Gustav Meyrink]]
|style="text-align:right"|272
|
|2016-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3926.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|481
|-
|[[Indeks:Gustaw Meyrink - Gabinet figur woskowych.djvu|Gabinet figur woskowych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustav Meyer|Gustav Meyrink]]
|style="text-align:right"|116
|
|2019-12-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|336
|-
|[[Indeks:Gustaw Meyrink - Demony perwersji.djvu|Demony perwersji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustav Meyer|Gustav Meyrink]]
|style="text-align:right"|180
|
|2019-12-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">256.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|494
|-
|[[Indeks:PL Miciński - Nietota.djvu|Nietota]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:59%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:37%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Miciński|Tadeusz Miciński]]
|style="text-align:right"|504
|
|2020-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">2161.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1157
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Miciński - Dęby Czarnobylskie.djvu|Dęby czarnobylskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Miciński|Tadeusz Miciński]]
|style="text-align:right"|218
|
|2020-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3398.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|408
|-
|[[Indeks:PL Miciński - Wita.djvu|Wita]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Miciński|Tadeusz Miciński]]
|style="text-align:right"|432
|
|2020-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1263
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Miciński - Xiądz Faust|Xiądz Faust]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Miciński|Tadeusz Miciński]]
|style="text-align:right"|382
|
|2020-05-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3413.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|739
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Miciński - Kniaź Patiomkin.djvu|Kniaź Patiomkin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Miciński|Tadeusz Miciński]]
|style="text-align:right"|132
|
|2020-05-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3474.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|231
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Miciński - W mrokach złotego pałacu czyli Bazylissa Teofanu.djvu|W mrokach złotego pałacu, czyli Bazylissa Teofanu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Miciński|Tadeusz Miciński]]
|style="text-align:right"|256
|
|2020-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3361.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|478
|-
|[[Indeks:Koloman Mikszath - Gołąbki w klatce.djvu|Gołąbki w klatce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kálmán Mikszáth|Kálmán Mikszáth]]
|style="text-align:right"|114
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|318
|-
|[[Indeks:Koloman Mikszáth - Parasol świętego Piotra|Parasol świętego Piotra]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kálmán Mikszáth|Kálmán Mikszáth]]
|style="text-align:right"|328
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|966
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Milewski - W sprawie utrzymania ziemi w naszem ręku.pdf|W sprawie utrzymania ziemi w naszem ręku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Milewski|Józef Milewski]]
|style="text-align:right"|86
|
|2023-11-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3423.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|146
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Milewski - O kredycie rolniczym.pdf|O kredycie rolniczym]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:26%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Milewski|Józef Milewski]]
|style="text-align:right"|38
|
|2023-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3809.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|52
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Milewski - Zagadnienie narodowej polityki.pdf|Zagadnienie narodowej polityki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Milewski|Józef Milewski]]
|style="text-align:right"|410
|
|2024-06-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3410.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|771
|-
|[[Indeks:PL Zygmunt Miłkowski - Sylwety emigracyjne.djvu|Sylwety emigracyjne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:17%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:81%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Miłkowski|Zygmunt Miłkowski]]
|style="text-align:right"|334
|
|2021-11-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">658.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|922
|-
|[[Indeks:Rzecz o obronie czynnej i o Skarbie Narodowym.pdf|Rzecz o obronie czynnej i o Skarbie Narodowym]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:22%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:67%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Miłkowski|Zygmunt Miłkowski]]
|style="text-align:right"|144
|
|2025-05-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">1127.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|354
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Miodonski Czas powstania historyi Florusa.pdf|Czas powstania historyi Florusa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:35%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Miodoński|Adam Miodoński]]
|style="text-align:right"|20
|
|2023-02-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">7435.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|10
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Miodonski O świadectwie duszy.pdf|„O świadectwie duszy“ Tertuliana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:28%"></td><td class="pq0" style="width:72%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Miodoński|Adam Miodoński]]
|style="text-align:right"|18
|
|2023-02-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|5
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. Mirandola - Kampania karpacka II. Brygady Legionów polskich.djvu|Kampania karpacka II. Brygady Legionów polskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:12%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Mirandola|Franciszek Mirandola]]
|style="text-align:right"|76
|
|2017-12-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4531.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|105
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Baba Jaga oraz inne bajki.pdf|Baba Jaga oraz inne bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:21%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bracia Grimm|Bracia Grimm]], [[Autor:Hans Christian Andersen|Hans Christian Andersen]], tłumaczenie: [[Autor:Franciszek Mirandola|Franciszek Mirandola]]
|style="text-align:right"|96
|
|2025-07-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3728.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|143
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jaś i Małgosia oraz inne bajki.pdf|Jaś i Małgosia oraz inne bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:59%"></td><td class="pq0" style="width:31%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bracia Grimm|Bracia Grimm]], tłumaczenie: [[Autor:Franciszek Mirandola|Franciszek Mirandola]]
|style="text-align:right"|96
|
|2025-07-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">4040.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|118
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Siedmiu zuchów oraz inne bajki.pdf|Siedmiu zuchów oraz inne bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bracia Grimm|Bracia Grimm]], [[Autor:Hans Christian Andersen|Hans Christian Andersen]], tłumaczenie: [[Autor:Franciszek Mirandola|Franciszek Mirandola]]
|style="text-align:right"|88
|
|2025-07-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3864.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|127
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sześć łabędzi oraz inne bajki.pdf|Sześć łabędzi oraz inne bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bracia Grimm|Bracia Grimm]], [[Autor:Hans Christian Andersen|Hans Christian Andersen]], tłumaczenie: [[Autor:Franciszek Mirandola|Franciszek Mirandola]]
|style="text-align:right"|90
|
|2025-07-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3552.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|147
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Octave Mirbeau - Ksiądz Juliusz.djvu|Ksiądz Juliusz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Octave Mirbeau|Octave Mirbeau]]
|style="text-align:right"|360
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|691
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mirbeau - Pamiętnik panny służącej (1923).djvu|Pamiętnik panny służącej (1923)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Octave Mirbeau|Octave Mirbeau]]
|style="text-align:right"|366
|
|2021-01-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3389.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|704
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Epidemia.djvu|Epidemia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Octave Mirbeau|Octave Mirbeau]], [[Autor:Jarosław Pieniążek|Jarosław Pieniążek]]
|style="text-align:right"|40
|
|2021-05-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">4000.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|54
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mirbeau - Życie neurastenika.djvu|Życie neurastenika]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Octave Mirbeau|Octave Mirbeau]]
|style="text-align:right"|136
|
|2021-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3385.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|254
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:L. M. Montgomery - Ania na uniwersytecie.djvu|Ania na uniwersytecie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:29%"></td><td class="pq3" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucy Maud Montgomery|Lucy Maud Montgomery]]
|style="text-align:right"|310
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">7673.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|208
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:L. M. Montgomery - Historynka.djvu|Historynka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:65%"></td><td class="pq1" style="width:32%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucy Maud Montgomery|Lucy Maud Montgomery]]
|style="text-align:right"|374
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">5567.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|484
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lucy Maud Montgomery - Dolina Tęczy.djvu|Dolina Tęczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucy Maud Montgomery|Lucy Maud Montgomery]]
|style="text-align:right"|296
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3672.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|541
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lucy Maud Montgomery - Rilla ze Złotego Brzegu.djvu|Rilla ze Złotego Brzegu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucy Maud Montgomery|Lucy Maud Montgomery]]
|style="text-align:right"|344
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6726.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|328
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Emilka_ze_Srebnego_Nowiu.pdf|Emilka ze Srebnego Nowiu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucy Maud Montgomery|Lucy Maud Montgomery]]
|style="text-align:right"|420
|
|2022-07-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6715.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|402
|-
|[[Indeks:Emilka dojrzewa.pdf|Emilka dojrzewa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:29%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:42%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucy Maud Montgomery|Lucy Maud Montgomery]]
|style="text-align:right"|368
|
|2022-12-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">4148.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|632
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Marceli Motty - Przechadzki po mieście 03.djvu|Przechadzki po mieście cz. 3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marceli Motty|Marceli Motty]]
|style="text-align:right"|257
|
|2017-01-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6887.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|240
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Marceli Motty - Przechadzki po mieście 04.djvu|Przechadzki po mieście cz. 4]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marceli Motty|Marceli Motty]]
|style="text-align:right"|250
|
|2017-01-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3427.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|491
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Marceli Motty - Przechadzki po mieście 05.djvu|Przechadzki po mieście cz. 5]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marceli Motty|Marceli Motty]]
|style="text-align:right"|303
|
|2017-01-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|603
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szczęsny Morawski - Sądecczyzna.djvu|Sądecczyzna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Feliks Jan Szczęsny Morawski|Feliks Jan Szczęsny Morawski]]
|style="text-align:right"|269
|
|2017-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3435.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|516
|-
|[[Indeks:Szczęsny Morawski - Sądecczyzna za Jagiellonów.djvu|Sądecczyzna za Jagiellonów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Feliks Jan Szczęsny Morawski|Feliks Jan Szczęsny Morawski]]
|style="text-align:right"|442
|
|2017-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">432.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1260
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hrabia Emil.djvu|Hrabia Emil]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Nałkowska|Zofia Nałkowska]]
|style="text-align:right"|270
|
|2017-09-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6692.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|256
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofja R. Nałkowska - Lodowe Pola.pdf|Lodowe Pola]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Nałkowska|Zofia Nałkowska]]
|style="text-align:right"|126
|
|2025-05-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">7017.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|102
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Piotr Nansen - Próba ogniowa.djvu|Próba ogniowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Peter Nansen|Peter Nansen]]
|style="text-align:right"|76
|
|2018-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|72
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Peter Nansen - Niebezpieczna miłość|Niebezpieczna miłość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Peter Nansen|Peter Nansen]]
|style="text-align:right"|272
|
|2018-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3409.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|518
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Němcová Babunia 1905.pdf|Babunia (tłum. Paweł Rybok, 1905)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Božena Němcová|Božena Němcová]]
|style="text-align:right"|294
|
|2023-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|588
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Němcová Babunia.djvu|Babunia (tłum. Paweł Hulka-Laskowski, 1927)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Božena Němcová|Božena Němcová]]
|style="text-align:right"|296
|
|2023-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6765.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|261
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Legendy (Niemojewski)|Legendy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Niemojewski|Andrzej Niemojewski]]
|style="text-align:right"|258
|
|2013-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">4545.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|360
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Andrzej Niemojewski - Bóg Jezus w świetle badań cudzych i własnych.djvu|Bóg Jezus w świetle badań cudzych i własnych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Niemojewski|Andrzej Niemojewski]]
|style="text-align:right"|400
|
|2017-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3658.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|721
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Andrzej Niemojewski - Tajemnice hierarchii rzymskiej.djvu|Tajemnice hierarchii rzymskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Niemojewski|Andrzej Niemojewski]]
|style="text-align:right"|44
|
|2017-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">4086.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|55
|-
|[[Indeks:PL Fryderyk Nietzsche - Ludzkie, arcyludzkie.djvu|Ludzkie, arcyludzkie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Fryderyk Nietzsche|Friedrich Nietzsche]]
|style="text-align:right"|496
|
|2019-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1433
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu|Tako rzecze Zaratustra]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Fryderyk Nietzsche|Friedrich Nietzsche]]
|style="text-align:right"|414
|
|2015-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3884.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|743
|-
|[[Indeks:PL Fryderyk Nietzsche - Wędrowiec i jego cień.djvu|Wędrowiec i jego cień]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:59% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Fryderyk Nietzsche|Friedrich Nietzsche]]
|style="text-align:right"|466
|
|2019-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1359
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Niezabitowski - Skarb Aarona.djvu|Skarb Aarona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Niezabitowski|Wacław Niezabitowski]]
|style="text-align:right"|234
|
|2020-06-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6710.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|227
|-
|[[Indeks:Wacław Niezabitowski - Huragan od Wschodu.pdf|Huragan od Wschodu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Niezabitowski|Wacław Niezabitowski]]
|style="text-align:right"|374
|
|2025-09-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1122
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Niezabitowski - Przez śniegi i pożogę.pdf|Przez śniegi i pożogę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Niezabitowski|Wacław Niezabitowski]]
|style="text-align:right"|172
|
|2025-09-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|336
|-
|[[Indeks:Wacław Niezabitowski - Golfsztrom.pdf|Golfsztrom]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Niezabitowski|Wacław Niezabitowski]]
|style="text-align:right"|230
|
|2025-09-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|690
|-
|[[Indeks:Telepatja a mistyka.pdf|Telepatja a mistyka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Nitecki|Marian Nitecki]]
|style="text-align:right"|344
|
|2026-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1020
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bakon Werulamski wobec filozofii wiecznej.pdf|Bakon Werulamski wobec filozofii wiecznej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq1" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Nitecki|Marian Nitecki]]
|style="text-align:right"|204
|
|2026-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|404
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye Cypriana Norwida|Poezye Cypriana Norwida]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyprian Kamil Norwid|Cyprian Kamil Norwid]]
|style="text-align:right"|306
|
|2013-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">7187.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|243
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła Cyprjana Norwida (Pini)|Dzieła Cyprjana Norwida]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:93% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:38%"></td><td class="pq1" style="width:52%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyprian Kamil Norwid|Cyprian Kamil Norwid]]
|style="text-align:right"|744
|
|2014-01-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">5016.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1054
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Adolf Nowaczyński - System doktora Caro.djvu|System doktora Caro]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Nowaczyński|Adolf Nowaczyński]]
|style="text-align:right"|176
|
|2024-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3470.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|333
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Adolf Nowaczyński - Figliki sowizdrzalskie.pdf|Figliki sowizdrzalskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Nowaczyński|Adolf Nowaczyński]]
|style="text-align:right"|202
|
|2025-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">7281.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|137
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Adam Nowicki - Tajemnica pochodzenia Franciszka Józefa.pdf|Tajemnica pochodzenia Franciszka Józefa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Nowicki|Adam Nowicki]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-10-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3435.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|128
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Adam Nowicki - Tragedja w Meyerlingu.pdf|Tragedja w Meyerlingu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Nowicki|Adam Nowicki]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-10-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3548.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|120
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Adam Nowicki - Zdrajca w rodzie Habsburgów.pdf|Zdrajca w rodzie Habsburgów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Nowicki|Adam Nowicki]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-10-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3435.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|128
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maksymilian Nowicki - Zapiski z fauny tatrzańskiéj (1867).djvu|Zapiski z fauny tatrzańskiéj (1867)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maksymilian Nowicki|Maksymilian Nowicki]]
|style="text-align:right"|28
|
|2023-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|56
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maksymilian Nowicki - Zapiski z fauny tatrzańskiéj (1868).djvu|Zapiski z fauny tatrzańskiéj (1868)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maksymilian Nowicki|Maksymilian Nowicki]]
|style="text-align:right"|24
|
|2023-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">4222.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|26
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye (Odyniec)|Poezye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:85% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Edward Odyniec|Antoni Edward Odyniec]]
|style="text-align:right"|676
|
|2013-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3800.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1235
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tłómaczenia (Odyniec)|Tłómaczenia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:62%"></td><td class="pq1" style="width:20%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Edward Odyniec|Antoni Edward Odyniec]]
|style="text-align:right"|1160
|
|2013-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6398.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1196
|-
|[[Indeks:PL G Ohnet Eliza Fleuron.djvu|Eliza Fleuron]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Georges Ohnet|Georges Ohnet]]
|style="text-align:right"|324
|
|2026-03-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">64.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|930
|-
|[[Indeks:PL G Ohnet Wielka Marglownia.djvu|Wielka Marglownia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Georges Ohnet|Georges Ohnet]]
|style="text-align:right"|458
|
|2026-03-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">22.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1341
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Okręt - Proces Bispinga.pdf|Proces Bispinga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Okręt|Leon Okręt]]
|style="text-align:right"|77
|
|2025-11-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|128
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Okręt - Półtora roku sali sądowej.pdf|Półtora roku sali sądowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Okręt|Leon Okręt]]
|style="text-align:right"|284
|
|2025-11-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6703.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|265
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye (Or-Ot)|Poezye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Artur Oppman|Artur Oppman]]
|style="text-align:right"|168
|
|2014-05-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4025.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|285
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mistrz Twardowski (Oppman)|Mistrz Twardowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Artur Oppman|Artur Oppman]], [[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|184
|
|2015-06-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">7186.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|130
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu|Herkules nowożytny i inne wesołe rzeczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:27%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Orkan|Władysław Orkan]]
|style="text-align:right"|205
|
|2017-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">4466.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|337
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Orkan - Drogą czwartaków od Ostrowca na Litwę.djvu|Drogą czwartaków od Ostrowca na Litwę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Orkan|Władysław Orkan]]
|style="text-align:right"|134
|
|2017-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3734.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|250
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Orkan - Warta.djvu|Warta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Orkan|Władysław Orkan]]
|style="text-align:right"|138
|
|2020-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3387.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|246
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Orkan - Miłość pasterska.djvu|Miłość pasterska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Orkan|Władysław Orkan]]
|style="text-align:right"|209
|
|2020-04-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3631.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|384
|-
|[[Indeks:PL Orkan - Czantorja.pdf|Czantorja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Orkan|Władysław Orkan]]
|style="text-align:right"|307
|
|2020-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">88.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|901
|-
|[[Indeks:Czwarta władza.pdf|Czwarta władza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Paczkowski|Andrzej Paczkowski]]
|style="text-align:right"|254
|
|2020-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">13.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|758
|-
|[[Indeks:Droga do „mniejszego zła”.pdf|Droga do „mniejszego zła”]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Paczkowski|Andrzej Paczkowski]]
|style="text-align:right"|329
|
|2020-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">182.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|966
|-
|[[Indeks:Od sfałszowanego zwycięstwa do prawdziwej klęski.pdf|Od sfałszowanego zwycięstwa do prawdziwej klęski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Paczkowski|Andrzej Paczkowski]]
|style="text-align:right"|244
|
|2020-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">178.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|716
|-
|[[Indeks:Strajki, bunty, manifestacje jako „polska droga” przez socjalizm.pdf|Strajki, bunty, manifestacje jako „polska droga” przez socjalizm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Paczkowski|Andrzej Paczkowski]]
|style="text-align:right"|143
|
|2020-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|429
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Trzy twarze Józefa Światły.pdf|Trzy twarze Józefa Światły. Przyczynek do historii komunizmu w Polsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Paczkowski|Andrzej Paczkowski]]
|style="text-align:right"|263
|
|2019-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3504.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|493
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Myśli (Blaise Pascal)|Myśli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:61%"></td><td class="pq3" style="width:36%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Blaise Pascal|Blaise Pascal]]
|style="text-align:right"|400
|
|2012-01-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">8776.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|142
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pascal - Prowincjałki.djvu|Prowincjałki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Blaise Pascal|Blaise Pascal]]
|style="text-align:right"|450
|
|2013-01-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3667.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|834
|-
|[[Indeks:Dramatyczne sześć miesięcy.pdf|Dramatyczne sześć miesięcy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Longin Pastusiak|Longin Pastusiak]]
|style="text-align:right"|142
|
|2019-08-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">434.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|396
|-
|[[Indeks:Dyplomacja Stanów Zjednoczonych (XVIII-XIX w.).pdf|Dyplomacja Stanów Zjednoczonych (XVIII-XIX w.)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:45%"></td></tr></table>
|[[Autor:Longin Pastusiak|Longin Pastusiak]]
|style="text-align:right"|794
|
|2019-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">1830.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1941
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Polacy w zaraniu Stanów Zjednoczonych.pdf|Polacy w zaraniu Stanów Zjednoczonych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:19%"></td><td class="pq3" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Longin Pastusiak|Longin Pastusiak]]
|style="text-align:right"|250
|
|2017-06-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">7306.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|198
|-
|[[Indeks:Roosevelt a sprawa polska 1939-1945.pdf|Roosevelt a sprawa polska 1939-1945]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Longin Pastusiak|Longin Pastusiak]]
|style="text-align:right"|460
|
|2019-08-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">29.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1373
|-
|[[Indeks:Stosunki polsko-amerykańskie 1945–1955.pdf|Stosunki polsko-amerykańskie 1945–1955]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:81% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Longin Pastusiak|Longin Pastusiak]]
|style="text-align:right"|648
|
|2019-08-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">56.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1933
|-
|[[Indeks:Z tajników archiwów dyplomatycznych (stosunki polsko-amerykańskie w latach 1948-1954).pdf|Z tajników archiwów dyplomatycznych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:28%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:69%"></td></tr></table>
|[[Autor:Longin Pastusiak|Longin Pastusiak]]
|style="text-align:right"|374
|
|2019-08-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">1090.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|989
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Pawlik - Wrażenia z Wielkopolski.pdf|Wrażenia z Wielkopolski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Pawlik|Stefan Pawlik]]
|style="text-align:right"|24
|
|2022-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">7333.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|12
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Pawlik - Z naukowej wycieczki Dublańczyków do Wielkopolski.pdf|Z naukowej wycieczki Dublańczyków do Wielkopolski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:34%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Pawlik|Stefan Pawlik]]
|style="text-align:right"|32
|
|2023-11-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3492.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|41
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Petöfi - Janosz Witeź.djvu|Janosz Witeź]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sándor Petőfi|Sándor Petőfi]]
|style="text-align:right"|48
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">4696.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|70
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szandor Petöfi - Wojak Janosz.djvu|Wojak Janosz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sándor Petőfi|Sándor Petőfi]]
|style="text-align:right"|98
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3712.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|166
|-
|[[Indeks:Aleksander Petöfi - Stryczek kata.djvu|Stryczek kata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sándor Petőfi|Sándor Petőfi]]
|style="text-align:right"|148
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">319.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|424
|-
|[[Indeks:Aleksander Petöfi - Oko za oko ząb za ząb.djvu|Oko za oko ząb za ząb]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sándor Petőfi|Sándor Petőfi]]
|style="text-align:right"|172
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|507
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Petofi - Wybór poezyj.pdf|Wybór poezyj]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sándor Petőfi|Sándor Petőfi]]
|style="text-align:right"|72
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3474.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|139
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:O życiu i dziełach Mikołaja Reja z Nagłowic|O życiu i dziełach Mikołaja Reja z Nagłowic]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:46%"></td><td class="pq1" style="width:44%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Czesław Pieniążek|Czesław Pieniążek]]
|style="text-align:right"|93
|OCR
|2013-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">5421.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|125
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:O autorkach polskich, a w szczególności o Sewerynie Duchińskiej|O autorkach polskich, a w szczególności o Sewerynie Duchińskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Czesław Pieniążek|Czesław Pieniążek]]
|style="text-align:right"|88
|OCR
|2013-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3486.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|170
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Agnieszka Pilchowa - Spojrzenie w przyszłość.pdf|Spojrzenie w Przyszłość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Agnieszka Pilchowa|Agnieszka Pilchowa]]
|style="text-align:right"|108
|
|2022-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3439.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|185
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Agnieszka Pilchowa - Pamiętniki jasnowidzącej tom I.pdf|Pamiętniki jasnowidzącej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Agnieszka Pilchowa|Agnieszka Pilchowa]]
|style="text-align:right"|280
|
|2022-11-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3848.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|502
|-
|[[Indeks:PL Plaut - Dwie komedye.djvu|Dwie komedye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Plaut|Plaut]]
|style="text-align:right"|236
|
|2019-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|690
|-
|[[Indeks:Komedye Plauta; Aulularia - Mostellaria - Trinummus - Capteivei (IA komedyeplautaaul00plau).pdf|Komedye Plauta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Plaut|Plaut]]
|style="text-align:right"|522
|
|2020-11-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1530
|-
|[[Indeks:PL Plautus - Komedyj pięciu parafrazy.djvu|Komedyj pięciu parafrazy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Plaut|Plaut]]
|style="text-align:right"|240
|
|2025-07-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">177.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|663
|-
|[[Indeks:Mikołaja Reja z Nagłowic etyka|Mikołaja Reja z Nagłowic etyka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Plenkiewicz|Roman Plenkiewicz]]
|style="text-align:right"|163
|
|2014-01-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">239.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|448
|-
|[[Indeks:Kształcenie Młodzieży (Plenkiewicz)|Kształcenie Młodzieży]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Plenkiewicz|Roman Plenkiewicz]]
|style="text-align:right"|162
|
|2014-01-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">244.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|439
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Edgar Allan Poe - Morderstwo na rue Morgue.djvu|Morderstwo na rue Morgue]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Allan Poe|Edgar Allan Poe]]
|style="text-align:right"|322
|
|2017-06-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">7012.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|268
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Poe - Opowieść Artura Gordona Pyma.djvu|Opowieść Artura Gordona Pyma]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Allan Poe|Edgar Allan Poe]]
|style="text-align:right"|284
|
|2019-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3395.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|533
|-
|[[Indeks:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą|Dzieła wierszem i prozą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:24%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:56%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Pol|Wincenty Pol]]
|style="text-align:right"|524
|OCR
|2010-05-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">2233.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1172
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wincenty Pol - Pieśni Janusza.djvu|Pieśni Janusza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:16%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Pol|Wincenty Pol]]
|style="text-align:right"|196
|OCR
|2015-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">5143.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|271
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Pontoppidan - Djabeł domowego ogniska.djvu|Djabeł domowego ogniska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henrik Pontoppidan|Henrik Pontoppidan]]
|style="text-align:right"|356
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3460.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|669
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Pontoppidan - Ziemia obiecana.djvu|Ziemia obiecana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henrik Pontoppidan|Henrik Pontoppidan]]
|style="text-align:right"|572
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3387.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1103
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wojna chocimska (Wacław Potocki)|Wojna chocimska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Potocki|Wacław Potocki]]
|style="text-align:right"|488
|
|2011-12-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">4362.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|778
|-
|[[Indeks:Ogród fraszek (Potocki)|Ogród fraszek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:25%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:73%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Potocki|Wacław Potocki]]
|style="text-align:right"|1191
|OCR
|2014-06-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">960.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3211
|-
|[[Indeks:Moralia (Potocki)|Moralia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Potocki|Wacław Potocki]]
|style="text-align:right"|2035
|OCR
|2014-06-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">195.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|5959
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol du Prel - Zagadka człowieka.djvu|Zagadka człowieka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl du Prel|Karl du Prel]]
|style="text-align:right"|112
|
|2020-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|203
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol du Prel - Spirytyzm (1908).djvu|Spirytyzm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl du Prel|Karl du Prel]]
|style="text-align:right"|158
|
|2020-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3376.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|306
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol du Prel - Spirytyzm (1923).djvu|Spirytyzm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl du Prel|Karl du Prel]]
|style="text-align:right"|140
|
|2020-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|272
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:W cieniu zakwitających dziewcząt (Proust)|W cieniu zakwitających dziewcząt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:63%"></td><td class="pq3" style="width:33%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|838
|
|2015-11-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">8861.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|276
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Strona Guermantes (Proust)|Strona Guermantes]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:57%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|568
|
|2015-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">5453.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|727
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Strona Guermantes część druga (Proust)|Strona Guermantes część druga<br>Sodoma i Gomora część pierwsza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:25%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|600
|
|2016-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">4304.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|962
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sodoma i Gomora część druga (Proust)|Sodoma i Gomora część druga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:39%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:56%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|850
|
|2016-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">4730.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1301
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Uwięziona (Proust)|Uwięziona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:83% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|664
|
|2016-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3453.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1251
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Adam Próchnik - Ignacy Daszyński życie praca walka.pdf|Ignacy Daszyński: życie, praca, walka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Próchnik|Adam Próchnik]]
|style="text-align:right"|96
|
|2020-04-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3493.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|162
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Adam Próchnik - Ku Polsce socjalistycznej dzieje polskiej myśli socjalistycznej.pdf|Ku Polsce socjalistycznej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:48%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Próchnik|Adam Próchnik]]
|style="text-align:right"|48
|
|2021-01-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">4907.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|55
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Próchnik Adam - Bolesław Limanowski.pdf|Bolesław Limanowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Próchnik|Adam Próchnik]]
|style="text-align:right"|24
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|-
|[[Indeks:Zawisza Czarny cz.I.pdf|Zawisza Czarny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:14%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|130
|
|2015-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">940.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|337
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tetmajer - Anioł śmierci.djvu|Anioł śmierci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|426
|
|2021-01-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6706.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|413
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Janosik król Tatr.pdf|Janosik król Tatr]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|178
|
|2021-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6741.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|173
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T.3.djvu|Na Skalnem Podhalu T. 3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:18%"></td><td class="pq3" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|152
|
|2023-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">7323.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|110
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T.4.djvu|Na Skalnem Podhalu T. 4]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|254
|
|2023-08-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6876.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|208
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Poezye T. 5.djvu|Poezye T. 5]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:14%"></td><td class="pq3" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|256
|
|2023-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">7229.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|182
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Poezye T. 6.djvu|Poezye T. 6]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|236
|
|2023-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">7138.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|182
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Poezye T. 7.djvu|Poezye T. 7]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|200
|
|2023-11-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">7052.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|153
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Poezje Ser. 8.djvu|Poezje Ser. 8]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:39%"></td><td class="pq3" style="width:45%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|206
|
|2023-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">8227.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|92
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Miriam - U poetów.djvu|U poetów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:21%"></td><td class="pq3" style="width:28%"></td><td class="pq1" style="width:48%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zenon Przesmycki|Zenon Przesmycki]]
|style="text-align:right"|348
|
|2018-11-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">5752.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|432
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Z czary młodości (Zenon Przesmycki)|Z czary młodości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zenon Przesmycki|Zenon Przesmycki]]
|style="text-align:right"|271
|
|2015-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3863.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|475
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Przybyszewski - Polska i święta wojna.djvu|Polska i święta wojna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Przybyszewski|Stanisław Przybyszewski]]
|style="text-align:right"|92
|
|2016-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3831.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|161
|-
|[[Indeks:Stanisław Przybyszewski - Taniec miłości i śmierci.djvu|Taniec miłości i śmierci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Przybyszewski|Stanisław Przybyszewski]]
|style="text-align:right"|125
|
|2016-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">437.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|350
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Przybyszewski - W godzinie cudu.djvu|W godzinie cudu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Przybyszewski|Stanisław Przybyszewski]]
|style="text-align:right"|94
|
|2016-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">4061.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|155
|-
|[[Indeks:Stanisław Przybyszewski - Dzieci nędzy.djvu|Dzieci nędzy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Przybyszewski|Stanisław Przybyszewski]]
|style="text-align:right"|312
|
|2016-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">139.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|917
|-
|[[Indeks:Stanisław Przybyszewski - Adam Drzazga.djvu|Adam Drzazga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Przybyszewski|Stanisław Przybyszewski]]
|style="text-align:right"|319
|
|2016-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">157.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|939
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walery Eljasz-Radzikowski - Z podróży po Spiżu.djvu|Z podróży po Spiżu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Eljasz-Radzikowski|Walery Eljasz-Radzikowski]]
|style="text-align:right"|21
|
|2022-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|42
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walery Eljasz-Radzikowski - Szkice z podróży w Tatry.djvu|Szkice z podróży w Tatry]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Eljasz-Radzikowski|Walery Eljasz-Radzikowski]]
|style="text-align:right"|308
|
|2022-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3424.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|574
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walery Eljasz-Radzikowski - Wspomnienie z pośród turni tatrzańskich.djvu|Wspomnienie z pośród turni tatrzańskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:27%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Eljasz-Radzikowski|Walery Eljasz-Radzikowski]]
|style="text-align:right"|44
|
|2022-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3645.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|61
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walery Eljasz-Radzikowski - Z nad jezior w Tatrach.djvu|Z nad jezior w Tatrach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Eljasz-Radzikowski|Walery Eljasz-Radzikowski]]
|style="text-align:right"|15
|
|2023-03-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bronisław Rajchman - Wycieczka na Łomnicę.djvu|Wycieczka na Łomnicę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bronisław Rajchman|Bronisław Rajchman]]
|style="text-align:right"|128
|
|2021-10-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|232
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bronisław Rejchman - Wycieczka do Morskiego Oka przez przełęcz Mięguszowiecką.djvu|Wycieczka do Morskiego Oka przez przełęcz Mięguszowiecką]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bronisław Rajchman|Bronisław Rejchman]]
|style="text-align:right"|63
|
|2021-10-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3386.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|125
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bronisław Rejchman - Wśród białéj nocy.djvu|Wśród białéj nocy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bronisław Rajchman|Bronisław Rejchman]]
|style="text-align:right"|15
|
|2021-10-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3777.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bronisław Rejchman - Wrażenia z podróży po południowych okolicach Królestwa Polskiego.djvu|Wrażenia z podróży po południowych okolicach Królestwa Polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bronisław Rajchman|Bronisław Rejchman]]
|style="text-align:right"|39
|
|2021-10-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3504.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|76
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wincenty Rapacki - Hanza.djvu|Hanza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Rapacki (ojciec)|Wincenty Rapacki (ojciec)]]
|style="text-align:right"|187
|
|2015-03-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3636.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|357
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wincenty Rapacki - Król Husytów.djvu|Król Husytów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Rapacki (ojciec)|Wincenty Rapacki (ojciec)]]
|style="text-align:right"|186
|
|2016-06-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3568.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|355
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Reid Jeździec bez głowy.pdf|Jeździec bez głowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Thomas Mayne Reid|Thomas Mayne Reid]]
|style="text-align:right"|232
|
|2021-08-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6775.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|207
|-
|[[Indeks:PL Reid Pobyt w pustyni.pdf|Pobyt w pustyni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Thomas Mayne Reid|Thomas Mayne Reid]]
|style="text-align:right"|362
|
|2021-08-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1062
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mikołaja Reya z Nagłowic Figliki|Mikołaja Reya z Nagłowic Figliki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj Rej|Mikołaj Rej]]
|style="text-align:right"|184
|
|2012-09-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3708.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|302
|-
|[[Indeks:Mikołaja Reja Wybór pism wierszem i prozą.djvu|Mikołaja Reja wybór pism wierszem i prozą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:36%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:55%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj Rej|Mikołaj Rej]]
|style="text-align:right"|248
|
|2015-12-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">1645.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|594
|-
|[[Indeks:PL Rej - Krótka rozprawa (1892).djvu|Krótka rozprawa między trzemi osobami panem, wójtem a plebanem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj Rej|Mikołaj Rej]]
|style="text-align:right"|100
|
|2021-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">34.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|290
|-
|[[Indeks:Żywot człowieka poczciwego|Żywot człowieka poczciwego (Rej, 1903)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:86% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj Rej|Mikołaj Rej]]
|style="text-align:right"|684
|
|2022-01-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">115.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1889
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mikołaj Rej – Żywot człowieka poczciwego (1881).djvu|Żywot człowieka poczciwego (Rej, 1881)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:83% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj Rej|Mikołaj Rej]]
|style="text-align:right"|664
|
|2024-07-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3348.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1309
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Żywot Michała Anioła (Rolland)|Żywot Michała Anioła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romain Rolland|Romain Rolland]]
|style="text-align:right"|252
|
|2015-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3805.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|420
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Clerambault (Rolland)|Clerambault]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:16%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romain Rolland|Romain Rolland]]
|style="text-align:right"|322
|
|2015-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">4104.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|543
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Rolland - Beethoven.djvu|Beethoven]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romain Rolland|Romain Rolland]]
|style="text-align:right"|172
|
|2019-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3742.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|306
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Rolland - Colas Breugnon.djvu|Colas Breugnon]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romain Rolland|Romain Rolland]]
|style="text-align:right"|367
|
|2019-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|691
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Rolland - Wycieczka w krainę muzyki przeszłości.djvu|Wycieczka w krainę muzyki przeszłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romain Rolland|Romain Rolland]]
|style="text-align:right"|240
|
|2019-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3363.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|438
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu|Dusza Zaczarowana I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romain Rolland|Romain Rolland]]
|style="text-align:right"|288
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3395.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|535
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana II.djvu|Dusza Zaczarowana II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romain Rolland|Romain Rolland]]
|style="text-align:right"|360
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3401.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|681
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana III.djvu|Dusza Zaczarowana III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romain Rolland|Romain Rolland]]
|style="text-align:right"|364
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3362.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|683
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wybór pism Mieczysława Romanowskiego Tom II.djvu|Wybór pism Mieczysława Romanowskiego Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Romanowski|Mieczysław Romanowski]]
|style="text-align:right"|128
|
|2013-12-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3385.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|252
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego|Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Romanowski|Mieczysław Romanowski]]
|style="text-align:right"|409
|
|2015-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3805.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|721
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mieczysław Romanowski - Dziewczę z Sącza.djvu|Dziewczę z Sącza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Romanowski|Mieczysław Romanowski]]
|style="text-align:right"|186
|
|2015-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3576.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|343
|-
|[[Indeks:Edmund Rostand - Cyrano de Bergerac tłum. Kasprowicz.djvu|Cyrano de Bergerac (tłum. Kasprowicz)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edmond Rostand|Edmond Rostand]]
|style="text-align:right"|390
|
|2019-03-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">26.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1146
|-
|[[Indeks:Edmund Rostand - Cyrano de Bergerac tłum. Londyński.djvu|Cyrano de Bergerac (tłum. Londyński)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edmond Rostand|Edmond Rostand]]
|style="text-align:right"|304
|
|2019-03-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|873
|-
|[[Indeks:Cyrano de Bergerac (tłum. Konopnicka i Zagórski)|Cyrano de Bergerac (tłum. Konopnicka i Zagórski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edmond Rostand|Edmond Rostand]]
|style="text-align:right"|326
|
|2019-03-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|948
|-
|[[Indeks:Józef Roth - Rodzina Bernheimów.pdf|Rodzina Bernheimów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Roth|Joseph Roth]]
|style="text-align:right"|274
|
|2025-06-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">292.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|763
|-
|[[Indeks:Józef Roth - Hotel Savoy.pdf|Hotel Savoy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Roth|Joseph Roth]]
|style="text-align:right"|204
|
|2025-06-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">1213.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|514
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Rzepecka - Kim był Karol Marcinkowski.pdf|Kim był Karol Marcinkowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Rzepecka|Helena Rzepecka]]
|style="text-align:right"|124
|
|2022-10-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3392.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|224
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Rzepecka - Poznań.pdf|Poznań]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Rzepecka|Helena Rzepecka]]
|style="text-align:right"|82
|
|2023-04-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3518.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|140
|-
|[[Indeks:PL Henryk Samsonowicz - Łokietkowe czasy.djvu|Łokietkowe czasy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq1" style="width:20%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Samsonowicz|Henryk Samsonowicz]]
|style="text-align:right"|84
|
|2021-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">674.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|235
|-
|[[Indeks:PL Henryk Samsonowicz - Rzemiosło wiejskie w Polsce.djvu|Rzemiosło wiejskie w Polsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq1" style="width:21%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:78%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Samsonowicz|Henryk Samsonowicz]]
|style="text-align:right"|252
|
|2021-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">698.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|692
|-
|[[Indeks:PL Henryk Samsonowicz - Późne średniowiecze miast nadbałtyckich.djvu|Późne średniowiecze miast nadbałtyckich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Samsonowicz|Henryk Samsonowicz]]
|style="text-align:right"|340
|
|2021-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">39.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1007
|-
|[[Indeks:PL Henryk Samsonowicz - Hanza władczyni mórz.djvu|Hanza władczyni mórz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Samsonowicz|Henryk Samsonowicz]]
|style="text-align:right"|278
|
|2021-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">61.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|805
|-
|[[Indeks:PL Badania nad kapitałem mieszczańskim Gdańska.djvu|Badania nad kapitałem mieszczańskim Gdańska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Samsonowicz|Henryk Samsonowicz]]
|style="text-align:right"|134
|
|2021-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">77.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|384
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sand - Flamarande.djvu|Flamarande]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Sand|George Sand]]
|style="text-align:right"|348
|
|2023-11-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|338
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G Sand Cezaryna Dietrich.djvu|Cezaryna Dietrich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Sand|George Sand]]
|style="text-align:right"|340
|
|2024-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3363.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|659
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu|Szkice i obrazki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józefa Sawicka|Józefa Sawicka]]
|style="text-align:right"|316
|
|2015-12-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|595
|-
|[[Indeks:PL Sawicka Nowelle.pdf|Nowelle]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józefa Sawicka|Józefa Sawicka]]
|style="text-align:right"|352
|
|2021-11-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3434.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|650
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Boris Savinkov - Jak zabiliśmy ministra Plehwego.pdf|Jak zabiliśmy ministra Plehwego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Boris Sawinkow|Boris Sawinkow]]
|style="text-align:right"|72
|
|2025-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3442.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|120
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Boris Savinkov - Jak zabiliśmy W. Ks. Sergjusza.pdf|Jak zabiliśmy W. Ks. Sergjusza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Boris Sawinkow|Boris Sawinkow]]
|style="text-align:right"|72
|
|2025-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|125
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Schneider Nowe poglądy.pdf|Nowe poglądy na cywilizacyę grecką]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Schneider|Stanisław Schneider]]
|style="text-align:right"|28
|
|2021-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">2916.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|51
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Schneider W sprawie Piasta.pdf|W sprawie Piasta, Rzepichy i Ziemowita]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq2" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:43%"></td><td class="pq0" style="width:43%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Schneider|Stanisław Schneider]]
|style="text-align:right"|28
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3958.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Schneider Dwie etyki.pdf|Dwie etyki w Antygonie Sofoklesa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:39%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Schneider|Stanisław Schneider]]
|style="text-align:right"|28
|
|2021-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">392.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|49
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Schneider Reforma Wilamowitza.pdf|Reforma Wilamowitza w nauczaniu greczyzny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq2" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Schneider|Stanisław Schneider]]
|style="text-align:right"|20
|
|2021-07-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3125.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|33
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walter Scott - Rob-Roy.djvu|Rob-Roy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walter Scott|Walter Scott]]
|style="text-align:right"|462
|
|2016-11-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6718.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|446
|-
|[[Indeks:PL Walter Scott - Waverley.djvu|Waverley]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:77% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walter Scott|Walter Scott]]
|style="text-align:right"|614
|
|2020-02-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">77.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1798
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Walter Scott - Czarny karzeł.djvu|Czarny karzeł]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walter Scott|Walter Scott]]
|style="text-align:right"|188
|
|2021-10-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3389.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|353
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:De Segur - Gospoda pod Aniołem Stróżem.djvu|Gospoda pod Aniołem Stróżem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:52%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sophie de Ségur|Sophie de Ségur]]
|style="text-align:right"|249
|
|2016-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">5161.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|360
|-
|[[Indeks:Sophie de Ségur - Grzeczne dziewczynki.djvu|Grzeczne dziewczynki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sophie de Ségur|Sophie de Ségur]]
|style="text-align:right"|402
|
|2019-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">58.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1187
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bajecznie kolorowa (Sewer)|Bajecznie kolorowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Maciejowski|Sewer]]
|style="text-align:right"|166
|
|2013-07-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3636.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|294
|-
|[[Indeks:Sewer - Bratnie dusze.djvu|Bratnie dusze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Maciejowski|Sewer]]
|style="text-align:right"|288
|
|2016-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">208.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|799
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lucjan Siemieński-Portrety literackie.djvu|Portrety literackie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucjan Siemieński|Lucjan Siemieński]]
|style="text-align:right"|549
|
|2011-09-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">4287.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|922
|-
|[[Indeks:Portrety literackie tom 3 (Lucjan Siemieński)|Portrety literackie tom 3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucjan Siemieński|Lucjan Siemieński]]
|style="text-align:right"|410
|
|2011-09-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">130.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1208
|-
|[[Indeks:Portrety literackie tom 4 (Lucjan Siemieński)|Portrety literackie tom 4]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucjan Siemieński|Lucjan Siemieński]]
|style="text-align:right"|397
|
|2011-09-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">194.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1159
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lucjan Siemieński-Listy Kościuszki.djvu|Listy Kościuszki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucjan Siemieński|Lucjan Siemieński]]
|style="text-align:right"|238
|
|2014-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3488.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|463
|-
|[[Indeks:PL Wieczory pod lipą.djvu|Wieczory pod lipą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucjan Siemieński|Lucjan Siemieński]]
|style="text-align:right"|372
|
|2021-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">626.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|973
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL M. A. Szimaczek - Obrazki z życia.djvu|Obrazki z życia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Matěj Anastasia Šimáček|Matěj Anastasia Šimáček]]
|style="text-align:right"|140
|
|2019-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3523.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|239
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL M. A. Szymaczek - Szczęście.djvu|Szczęście]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Matěj Anastasia Šimáček|Matěj Anastasia Šimáček]]
|style="text-align:right"|302
|
|2019-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3367.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|591
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Żywoty św. Pańskich (wyd. 6)|Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dnie roku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Piotr Skarga|Piotr Skarga]]
|style="text-align:right"|1335
|
|2014-03-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6952.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1214
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kazania sejmowe (1924).djvu|Kazania sejmowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Piotr Skarga|Piotr Skarga]]
|style="text-align:right"|188
|
|2019-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3371.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|350
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smereka - Cyceron nauczycielem i wychowawcą Rzymian.pdf|Cyceron nauczycielem i wychowawcą Rzymian]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:46%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Smereka|Jan Smereka]]
|style="text-align:right"|24
|
|2021-12-5
|class=center|<span style="visibility:hidden">3846.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|24
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smereka - Filologia klasyczna w Uniwersytecie Lwowskim.djvu|Filologia klasyczna w Uniwersytecie Lwowskim do czasów Zygmunta Węclewskiego i Ludwika Ćwiklińskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Smereka|Jan Smereka]]
|style="text-align:right"|20
|
|2021-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3921.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smereka - Filologja klasyczna wobec zagadnienia.djvu|Filologja klasyczna wobec zagadnienia: szkoła i państwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Smereka|Jan Smereka]]
|style="text-align:right"|17
|
|2021-12-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smereka - O retoryce w szkole średniej.pdf|O retoryce w szkole średniej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Smereka|Jan Smereka]]
|style="text-align:right"|24
|
|2021-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3913.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|42
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smereka - Pierwszy filolog.djvu|Pierwszy filolog - Polak w Uniwersytecie Jana Kazimierza Zygmunt Węclewski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Smereka|Jan Smereka]]
|style="text-align:right"|30
|
|2021-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3733.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|47
|-
|[[Indeks:Jerzy Smoleński - Morze i Pomorze.djvu|Morze i Pomorze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Smoleński|Jerzy Smoleński]]
|style="text-align:right"|168
|
|2019-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|474
|-
|[[Indeks:Jerzy Smoleński - Wielkopolska.djvu|Wielkopolska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Smoleński|Jerzy Smoleński]]
|style="text-align:right"|164
|
|2019-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|477
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smolka O zaginionej tragedyi Owidyusza.pdf|O zaginionej tragedyi Owidyusza pod tytułem „Medea“]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:27%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Ksawery Smolka|Franciszek Ksawery Smolka]]
|style="text-align:right"|48
|
|2021-09-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3428.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|69
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smolka Podstawowe monopole ptolemejskie.pdf|Podstawowe monopole ptolemejskie w świetle Pap. Tebt. 703]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:46%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Ksawery Smolka|Franciszek Ksawery Smolka]]
|style="text-align:right"|24
|
|2023-12-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|25
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smolka Konstytucya beocka.pdf|Konstytucya beocka w świetle Pap. Oxyrh. 842 i w świetle krytyki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:29%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Ksawery Smolka|Franciszek Ksawery Smolka]]
|style="text-align:right"|14
|
|2023-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3666.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|19
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smolka Akt rozwodowy.pdf|Akt rozwodowy z Dura-Europos]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Ksawery Smolka|Franciszek Ksawery Smolka]]
|style="text-align:right"|12
|
|2023-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">4333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|17
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Listy Jana Trzeciego Króla Polskiego.djvu|Listy Jana Trzeciego Króla Polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan III Sobieski|Jan III Sobieski]]
|style="text-align:right"|238
|
|2015-10-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3876.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|406
|-
|[[Indeks:Kopia rękopismów własnoręcznych Jana III.djvu|Kopia rękopismów własnoręcznych Jana III. Króla Polskiego y Xięcia Stanisława Lubomirskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:20%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:70%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan III Sobieski|Jan III Sobieski]],<br>[[Autor:Stanisław Lubomirski|Stanisław Lubomirski]]
|style="text-align:right"|108
|
|2017-01-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">740.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|275
|-
|[[Indeks:Benedykt de Spinoza - Dzieła Tom I.djvu|Dzieła Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Baruch de Spinoza|Baruch de Spinoza]]
|style="text-align:right"|516
|OCR
|2015-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">191.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1486
|-
|[[Indeks:Benedykt de Spinoza - Dzieła Tom II.djvu|Dzieła Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Baruch de Spinoza|Baruch de Spinoza]]
|style="text-align:right"|598
|OCR
|2015-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">242.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1730
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paweł Staśko - Białe widmo.djvu|Białe widmo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Staśko|Paweł Staśko]]
|style="text-align:right"|172
|
|2024-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6770.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|156
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paweł Staśko - Hetera.djvu|Hetera]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Staśko|Paweł Staśko]]
|style="text-align:right"|92
|
|2024-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6707.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|80
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paweł Staśko - Kain.djvu|Kain]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:35%"></td><td class="pq3" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Staśko|Paweł Staśko]]
|style="text-align:right"|150
|
|2024-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">7960.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|82
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paweł Staśko - Serce na śniegu.djvu|Serce na śniegu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Staśko|Paweł Staśko]]
|style="text-align:right"|210
|
|2024-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6716.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|196
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paweł Staśko - Tęcza dwóch krain. Błogosławiona królowa Kinga.djvu|Tęcza dwóch krain. Błogosławiona królowa Kinga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:50%"></td><td class="pq3" style="width:42%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Staśko|Paweł Staśko]]
|style="text-align:right"|112
|
|2024-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">8478.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|47
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Franciszek Stefczyk - O spółkach oszczędności i pożyczek.pdf|O spółkach oszczędności i pożyczek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Stefczyk|Franciszek Stefczyk]]
|style="text-align:right"|136
|
|2023-07-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3387.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|244
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Franciszek Stefczyk - Rolnicze spółki magazynowe.pdf|Franciszek Stefczyk - Rolnicze spółki magazynowe.pdf]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Stefczyk|Franciszek Stefczyk]]
|style="text-align:right"|56
|
|2023-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3398.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|101
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stendhal - Kroniki włoskie.djvu|Kroniki włoskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stendhal|Stendhal]]
|style="text-align:right"|228
|
|2018-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3742.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|398
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stendhal - Pamiętnik egotysty.djvu|Pamiętnik egotysty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stendhal|Stendhal]]
|style="text-align:right"|132
|
|2018-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">6991.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|111
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pustelnia parmeńska|Pustelnia parmeńska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stendhal|Stendhal]]
|style="text-align:right"|510
|
|2018-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3964.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|880
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stendhal - Życie Henryka Brulard.djvu|Życie Henryka Brulard]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stendhal|Stendhal]]
|style="text-align:right"|312
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6711.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|294
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stendhal - O miłości.djvu|O miłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stendhal|Stendhal]]
|style="text-align:right"|408
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3481.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|747
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Robert Louis Stevenson - Djament radży.djvu|Djament Radży]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Robert Louis Stevenson|Robert Louis Stevenson]]
|style="text-align:right"|158
|
|2017-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">7247.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|128
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Robert Louis Stevenson - Przygody księcia Ottona.djvu|Przygody księcia Ottona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Robert Louis Stevenson|Robert Louis Stevenson]]
|style="text-align:right"|254
|wyjątkowo starannie wydana publikacja, wymagająca znikomej ilości korekt
|2017-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3851.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|463
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Robert Ludwik Stevenson - Porwany za młodu.djvu|Porwany za młodu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Robert Louis Stevenson|Robert Louis Stevenson]]
|style="text-align:right"|352
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6846.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|316
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Robert Ludwik Stevenson - Pan dziedzic Ballantrae.djvu|Pan dziedzic Ballantrae]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Robert Louis Stevenson|Robert Louis Stevenson]]
|style="text-align:right"|424
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3357.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|815
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Robert Louis Stevenson - Człowiek o dwu twarzach.djvu|Człowiek o dwu twarzach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Robert Louis Stevenson|Robert Louis Stevenson]]
|style="text-align:right"|144
|
|2022-03-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3432.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|266
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Robert Louis Stevenson - Skarb z Franchard.pdf|Skarb z Franchard, Olalla, Markheim]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Robert Louis Stevenson|Robert Louis Stevenson]]
|style="text-align:right"|188
|
|2022-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3534.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|322
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stevenson Dziwne przygody Dawida Balfour'a.djvu|Dziwne przygody Dawida Balfour'a]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Robert Louis Stevenson|Robert Louis Stevenson]]
|style="text-align:right"|200
|
|2023-06-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|400
|-
|[[Indeks:PL Harriet Beecher Stowe - Biali i czarni - t. 1.pdf|Biali i czarni - t. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Harriet Beecher Stowe|Harriet Beecher Stowe]]
|style="text-align:right"|258
|
|2022-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|765
|-
|[[Indeks:PL Harriet Beecher Stowe - Biali i czarni - t. 2.pdf|Biali i czarni - t. 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Harriet Beecher Stowe|Harriet Beecher Stowe]]
|style="text-align:right"|284
|
|2022-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|846
|-
|[[Indeks:PL Harriet Beecher Stowe - Biali i czarni - t. 3.pdf|Biali i czarni - t. 3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Harriet Beecher Stowe|Harriet Beecher Stowe]]
|style="text-align:right"|248
|
|2022-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|726
|-
|[[Indeks:Ogrody północne, I.djvu|Ogrody północne, Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Strumiłło|Józef Strumiłło]]
|style="text-align:right"|424
|
|2017-04-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">718.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1136
|-
|[[Indeks:Ogrody północne, II.djvu|Ogrody północne, Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:85%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Strumiłło|Józef Strumiłło]]
|style="text-align:right"|388
|
|2017-04-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">514.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1070
|-
|[[Indeks:Ogrody północne, III.djvu|Ogrody północne, Tom III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Strumiłło|Józef Strumiłło]]
|style="text-align:right"|420
|
|2017-04-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">285.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1192
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nowy Sącz jego dzieje i pamiątki dziejowe (Jan Sygański)|Nowy Sącz jego dzieje i pamiątki dziejowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:62%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Sygański|Jan Sygański]]
|style="text-align:right"|124
|
|2015-01-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">4224.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|175
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Sygański - Z życia domowego szlachty sandeckiej.djvu|Z życia domowego szlachty sandeckiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Sygański|Jan Sygański]]
|style="text-align:right"|186
|
|2015-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6930.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|163
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Sygański - Historya Nowego Sącza.djvu|Historya Nowego Sącza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Sygański|Jan Sygański]]
|style="text-align:right"|865
|
|2015-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3391.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1711
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Sygański - Historya Nabożeństwa do Najśw. Serca Jezusowego.djvu|Historya Nabożeństwa do Najśw. Serca Jezusowego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Sygański|Jan Sygański]]
|style="text-align:right"|146
|
|2018-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3380.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|280
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Sygański - Analekta sandeckie.djvu|Analekta sandeckie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Sygański|Jan Sygański]]
|style="text-align:right"|120
|
|2018-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6837.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|111
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf|Czapka topielca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:20%"></td><td class="pq3" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Szarecki|Jerzy Szarecki]]
|style="text-align:right"|212
|
|2017-11-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">7356.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|161
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Szarecki - Groźny kapitan.pdf|Groźny kapitan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Szarecki|Jerzy Szarecki]]
|style="text-align:right"|166
|
|2023-05-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6755.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|146
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lucjan Szenwald - Scena przy strumieniu.djvu|Scena przy strumieniu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucjan Szenwald|Lucjan Szenwald]]
|style="text-align:right"|95
|
|2016-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6849.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|86
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lucjan Szenwald - Utwory poetyckie.djvu|Utwory poetyckie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucjan Szenwald|Lucjan Szenwald]]
|style="text-align:right"|258
|
|2017-01-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4534.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|364
|-
|[[Indeks:PL Józef Szujski - Poezye.djvu|Poezye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Szujski|Józef Szujski]]
|style="text-align:right"|462
|
|2021-07-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">29.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1337
|-
|[[Indeks:PL Józef Szujski - Dramata tłómaczone.djvu|Dramata tłómaczone]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Ajschylos; Arystofanes; William Shakespeare; Pedro Calderón de la Barca; [[Autor:Józef Szujski|Józef Szujski]] (tłum.)}}
|style="text-align:right"|608
|
|2021-07-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">17.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1710
|-
|[[Indeks:PL Józef Szujski - Dramata T.1.djvu|Dramata T.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Szujski|Józef Szujski]]
|style="text-align:right"|544
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1560
|-
|[[Indeks:PL Józef Szujski - Dramata T.2.djvu|Dramata T.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Szujski|Józef Szujski]]
|style="text-align:right"|524
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1491
|-
|[[Indeks:PL Józef Szujski - Dramata T.3.djvu|Dramata T.3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Szujski|Józef Szujski]]
|style="text-align:right"|418
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1179
|-
|[[Indeks:PL Józef Szujski - Powieści prozą.djvu|Powieści prozą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Szujski|Józef Szujski]]
|style="text-align:right"|598
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">23.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1730
|-
|[[Indeks:PL Józef Szujski - Literatura i krytyka.djvu|Literatura i krytyka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Szujski|Józef Szujski]]
|style="text-align:right"|588
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">42.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1652
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wojciech Szukiewicz - Spółdziałanie (kooperatyzm).pdf|Spółdziałanie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wojciech Szukiewicz|Wojciech Szukiewicz]]
|style="text-align:right"|130
|
|2023-12-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3362.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|231
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wojciech Szukiewicz - Zasady ruchu współdzielczego.pdf|Zasady ruchu współdzielczego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wojciech Szukiewicz|Wojciech Szukiewicz]]
|style="text-align:right"|168
|
|2025-02-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3395.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|317
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wojciech Szukiewicz - Co to jest współdzielczość.pdf|Co to jest współdzielczość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wojciech Szukiewicz|Wojciech Szukiewicz]]
|style="text-align:right"|60
|
|2025-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3600.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|96
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wojciech Szukiewicz - Czego może dokonać spółdzielczość.pdf|Czego może dokonać spółdzielczość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:24%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wojciech Szukiewicz|Wojciech Szukiewicz]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-03-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3397.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|103
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Świderska - Dorcia.pdf|Dorcia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Świderska|Maria Świderska]]
|style="text-align:right"|124
|
|2025-12-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6727.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|107
|-
|[[Indeks:Maria Świderska - Opowiadania historyczne dla młodzieży.pdf|Opowiadania historyczne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Świderska|Maria Świderska]]
|style="text-align:right"|176
|
|2026-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|528
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma VII (Aleksander Świętochowski)|Pisma VII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Świętochowski|Aleksander Świętochowski]]
|style="text-align:right"|314
|
|2010-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3471.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|615
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Świętochowski - O prawach człowieka i obywatela. O prawach mniejszości.djvu|O prawach człowieka i obywatela. O prawach mniejszości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Świętochowski|Aleksander Świętochowski]]
|style="text-align:right"|87
|
|2015-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3843.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|157
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tacyt - Germania.pdf|Germania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tacyt|Tacyt]]
|style="text-align:right"|88
|
|2021-03-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3376.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|155
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tacyt Kossowicz Agrykola.pdf|Agrykola]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tacyt|Tacyt]]
|style="text-align:right"|64
|
|2021-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3575.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|106
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Tarnowski-O Rusi i Rusinach.pdf|O Rusi i Rusinach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Tarnowski|Stanisław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|72
|
|2015-08-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3816.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|128
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Z pogrzebu Mickiewicza na Wawelu 4go Lipca 1890 roku.pdf|Z pogrzebu Mickiewicza na Wawelu 4go Lipca 1890 roku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|red. [[Autor:Stanisław Tarnowski|Stanisław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|65
|
|2015-08-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|130
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Tarnowski - Chopin i Grottger.djvu|Chopin i Grottger]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Tarnowski|Stanisław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|122
|
|2015-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3883.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|200
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tegner - Frytjof.djvu|Frytjof]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Esaias Tegnér|Esaias Tegnér]]
|style="text-align:right"|194
|
|2020-04-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3351.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|361
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tegner - Ulotne poezye.djvu|Ulotne poezye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:33%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Esaias Tegnér|Esaias Tegnér]]
|style="text-align:right"|100
|
|2020-05-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">4591.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|159
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Augustyn Thierry - Spiskowcy.djvu|Spiskowcy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gilbert Augustin Thierry|Gilbert Augustin Thierry]]
|style="text-align:right"|214
|
|2019-07-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3430.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|404
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Thierry - Za Drugiego Cesarstwa.djvu|Za Drugiego Cesarstwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gilbert Augustin Thierry|Gilbert Augustin Thierry]]
|style="text-align:right"|134
|
|2019-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3464.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|249
|-
|[[Indeks:T. Hodi - Pan Ślepy-Paweł.pdf|Pan Ślepy-Paweł]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Tokarzewicz|Józef Tokarzewicz]]
|style="text-align:right"|310
|OCR
|2016-10-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">112.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|875
|-
|[[Indeks:Józef Tokarzewicz - W dniach wojny i głodu.djvu|W dniach wojny i głodu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Tokarzewicz|Józef Tokarzewicz]]
|style="text-align:right"|162
|OCR
|2016-10-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">227.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|472
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lew Tołstoj - Chodźcie w światłości.djvu|Chodźcie w światłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:27%"></td><td class="pq1" style="width:59%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lew Tołstoj|Lew Tołstoj]]
|style="text-align:right"|109
|
|2018-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">4604.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|157
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lew Tołstoj - Djabeł.djvu|Djabeł]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lew Tołstoj|Lew Tołstoj]]
|style="text-align:right"|124
|
|2018-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3783.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|207
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lew Tołstoj - Wiatronogi.djvu|Wiatronogi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lew Tołstoj|Lew Tołstoj]]
|style="text-align:right"|80
|
|2018-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3970.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|123
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tołstoj - Zmartwychwstanie.djvu|Zmartwychwstanie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lew Tołstoj|Lew Tołstoj]]
|style="text-align:right"|555
|
|2018-12-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3449.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1069
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Karenina (1898)|Anna Karenina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lew Tołstoj|Lew Tołstoj]]
|style="text-align:right"|1164
|
|2019-06-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6723.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1105
|-
|[[Indeks:Mickiewicz i Puszkin|Mickiewicz i Puszkin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Tretiak|Józef Tretiak]]
|style="text-align:right"|341
|OCR
|2013-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">352.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|958
|-
|[[Indeks:Kto jest Mickiewicz|Kto jest Mickiewicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Tretiak|Józef Tretiak]]
|style="text-align:right"|168
|OCR
|2013-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">304.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|477
|-
|[[Indeks:Józef Tretiak - Bohdan Zaleski.djvu|Bohdan Zaleski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Tretiak|Józef Tretiak]]
|style="text-align:right"|528
|OCR
|2017-04-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">83.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1541
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hygiena polska (Teodor Tripplin)|Hygiena polska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Teodor Tripplin|Teodor Tripplin]]
|style="text-align:right"|608
|Brak skanów ilustracji
|2011-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6973.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|542
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tripplin - Podróż po księżycu, odbyta przez Serafina Bolińskiego.pdf|Podróż po księżycu, odbyta przez Serafina Bolińskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Teodor Tripplin|Teodor Tripplin]]
|style="text-align:right"|240
|
|2020-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6724.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|226
|-
|[[Indeks:PL Tripplin - Kalotechnika.pdf|Kalotechnika]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Teodor Tripplin|Teodor Tripplin]]
|style="text-align:right"|218
|
|2020-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|615
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Czary i czarty polskie oraz wypisy czarnoksięskie.pdf|Czary i czarty polskie / Wypisy czarnoksięskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julian Tuwim|Julian Tuwim]]
|style="text-align:right"|232
|
|2024-01-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3901.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|397
|-
|[[Indeks:Misja jedzie... Revue polityczne w 3-ch aktach.pdf|Misja jedzie... Revue polityczne w 3-ch aktach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julian Tuwim|Julian Tuwim]] (Tadeusz Ślaz), [[Autor:Andrzej Włast|Andrzej Włast]], [[Autor:Jerzy Boczkowski|Jerzy Boczkowski]]
|style="text-align:right"|76
|
|2024-01-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">410.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|187
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Umiński - Wygnańcy.djvu|Wygnańcy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Umiński|Władysław Umiński]]
|style="text-align:right"|300
|
|2025-01-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3390.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|575
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Umiński - Młody jeniec indyjski.pdf|Młody jeniec indyjski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Umiński|Władysław Umiński]]
|style="text-align:right"|179
|
|2025-12-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3526.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|336
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Miguel de Unamuno - Po prostu człowiek.djvu|Po prostu człowiek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Miguel de Unamuno|Miguel de Unamuno]]
|style="text-align:right"|208
|
|2018-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3542.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|370
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Unamuno - Mgła.djvu|Mgła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Miguel de Unamuno|Miguel de Unamuno]]
|style="text-align:right"|224
|
|2018-11-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3500.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|429
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lope de Vega - Don Felix de Mendoza.djvu|Don Felix de Mendoza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lope de Vega|Lope de Vega]]
|style="text-align:right"|104
|
|2021-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3403.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|188
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lope de Vega - Komedye wybrane.djvu|Komedye wybrane]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lope de Vega|Lope de Vega]]
|style="text-align:right"|264
|
|2021-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3492.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|490
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Vincenz - Na wysokiej połoninie Pasmo I.djvu|Prawda starowieku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Vincenz|Stanisław Vincenz]]
|style="text-align:right"|592
|
|2018-08-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">7041.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|505
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Vincenz - Na wysokiej połoninie Pasmo II Księga I.djvu|Zwada]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Vincenz|Stanisław Vincenz]]
|style="text-align:right"|622
|
|2018-08-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6710.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|603
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Vincenz - Na wysokiej połoninie Pasmo II Księga II.djvu|Listy z nieba]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Vincenz|Stanisław Vincenz]]
|style="text-align:right"|590
|
|2018-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6748.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|559
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Vincenz - Na wysokiej połoninie Pasmo III.djvu|Barwinkowy wianek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Vincenz|Stanisław Vincenz]]
|style="text-align:right"|582
|
|2018-08-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6737.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|552
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Wachholz - Z kazuistyki tak zwanych otruć mięsem.djvu|Z kazuistyki tak zwanych otruć mięsem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:40%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Wachholz|Leon Wachholz]]
|style="text-align:right"|20
|
|2023-03-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|12
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Wachholz - O morderstwie z lubieżności.djvu|O mordestwie z lubieżności]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Wachholz|Leon Wachholz]]
|style="text-align:right"|35
|
|2023-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|70
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Wachholz - Wojna a zbrodnia.djvu|Wojna a zbrodnia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:62%"></td><td class="pq0" style="width:35%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Wachholz|Leon Wachholz]]
|style="text-align:right"|26
|
|2023-06-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3529.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|33
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Wachholz - Z historyi trucizn i otruć.djvu|Z historyi trucizn i otruć]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Wachholz|Leon Wachholz]]
|style="text-align:right"|44
|
|2023-06-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3763.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|58
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Wachholz - O przerwaniu ciąży w świetle ustaw od czasów najdawniejszych.djvu|O przerwaniu ciąży w świetle ustaw od czasów najdawniejszych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Wachholz|Leon Wachholz]]
|style="text-align:right"|16
|
|2023-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|25
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Wachholz - O śmierci nagłej.djvu|O śmierci nagłej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Wachholz|Leon Wachholz]]
|style="text-align:right"|18
|
|2023-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3703.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|34
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Wachholz - Sacher Masoch i masochizm.djvu|Sacher Masoch i masochizm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Wachholz|Leon Wachholz]]
|style="text-align:right"|52
|
|2024-30-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3492.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|82
|-
|[[Indeks:PL Wallace - Biały zamek.djvu|Biały zamek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lewis Wallace|Lewis Wallace]]
|style="text-align:right"|170
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">125.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|474
|-
|[[Indeks:PL Wallace - Książę indyjski.djvu|Książę indyjski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lewis Wallace|Lewis Wallace]]
|style="text-align:right"|170
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">125.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|471
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lewis Wallace - Ben-Hur.djvu|Ben-Hur]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lewis Wallace|Lewis Wallace]]
|style="text-align:right"|512
|
|2016-12-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6778.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|491
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu|Ewa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakob Wassermann|Jakob Wassermann]]
|style="text-align:right"|378
|
|2013-08-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3875.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|678
|-
|[[Indeks:Jakob Wassermann - Dziecię Europy.djvu|Dziecię Europy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:32%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:51%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakob Wassermann|Jakob Wassermann]]
|style="text-align:right"|340
|
|2019-07-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">2115.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|790
|-
|[[Indeks:Jakób Wassermann - Rut.djvu|Rut]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakob Wassermann|Jakob Wassermann]]
|style="text-align:right"|316
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|942
|-
|[[Indeks:Jakob Wassermann - Golgota życia.djvu|Golgota życia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakob Wassermann|Jakob Wassermann]]
|style="text-align:right"|228
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|666
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Waszynski Dzierżawa i najem u społeczeństw starożytnych.pdf|Dzierżawa i najem u społeczeństw starożytnych. Cz. 1, Wschód]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq2" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Waszyński|Stefan Waszyński]]
|style="text-align:right"|42
|
|2020-12-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3418.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|77
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Waszyński Sady Laokrytow.pdf|Sądy Laokrytów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq2" style="width:47%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Waszyński|Stefan Waszyński]]
|style="text-align:right"|36
|
|2021-10-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">1388.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|62
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Waszynski Laokryci.pdf|Laokryci i τὸ κοινὸν δι(καστήριον) czyli „sędziowie ludu“ i „wspólny sąd“]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Waszyński|Stefan Waszyński]]
|style="text-align:right"|36
|
|2021-10-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">1111.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|64
|-
|[[Indeks:PL Waszyński Adam Mickiewicz.pdf|Adam Mickiewicz: jego historjozoficzne i społeczne poglądy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:40%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:51%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Waszyński|Stefan Waszyński]]
|style="text-align:right"|106
|
|2021-10-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">1700.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|249
|-
|[[Indeks:Nauka o rzeczach (Weryho)|Nauka o rzeczach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Weryho|Maria Weryho]]
|style="text-align:right"|318
|OCR
|2015-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">126.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|939
|-
|[[Indeks:Gimnastyka (Weryho)|Gimnastyka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Weryho|Maria Weryho]]
|style="text-align:right"|110
|OCR
|2015-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">618.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|273
|-
|[[Indeks:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:28%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:62%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Weryho|Maria Weryho]]
|style="text-align:right"|186
|OCR
|2024-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">1245.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|457
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wiland - Libussa.djvu|Libussa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Christoph Martin Wieland|Christoph Martin Wieland]]
|style="text-align:right"|75
|
|2018-09-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">4141.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|116
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wieland - Wędzidło z muła.djvu|Wędzidło z muła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Christoph Martin Wieland|Christoph Martin Wieland]]
|style="text-align:right"|56
|OCR
|2018-09-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">4615.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|84
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maciej Wierzbiński - Nowelle.djvu|Nowelle]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maciej Wierzbiński|Maciej Wierzbiński]]
|style="text-align:right"|181
|
|2016-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3450.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|334
|-
|[[Indeks:Maciej Wierzbiński - Dolar i spółka.djvu|Dolar i spółka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maciej Wierzbiński|Maciej Wierzbiński]]
|style="text-align:right"|290
|
|2017-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">153.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|836
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maciej Wierzbiński - Jak to Prusacy nagrodzili za służbę Ślązaka.pdf|Jak to Prusacy nagrodzili za służbę Ślązaka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maciej Wierzbiński|Maciej Wierzbiński]]
|style="text-align:right"|16
|
|2025-10-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maciej Wierzbiński - Stach Wichura.pdf|Stach Wichura]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maciej Wierzbiński|Maciej Wierzbiński]]
|style="text-align:right"|326
|
|2025-10-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6742.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|302
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bruno Winawer - Ziemia w malignie.djvu|Ziemia w malignie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:28%"></td><td class="pq3" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Winawer|Bruno Winawer]]
|style="text-align:right"|284
|
|2016-12-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">7650.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|191
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bruno Winawer - Lepsze czasy.djvu|Lepsze czasy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Winawer|Bruno Winawer]]
|style="text-align:right"|200
|
|2017-05-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3680.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|328
|-
|[[Indeks:Bruno Winawer - Promienie FF.djvu|Promienie FF]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Winawer|Bruno Winawer]]
|style="text-align:right"|164
|
|2024-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">63.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|471
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bruno Winawer - Boczna antena.djvu|Boczna antena]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Winawer|Bruno Winawer]]
|style="text-align:right"|218
|
|2025-02-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3434.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|388
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bruno Winawer - Literaturę trzeba przewietrzyć.pdf|Literaturę trzeba przewietrzyć]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Winawer|Bruno Winawer]]
|style="text-align:right"|172
|
|2025-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3681.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|290
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bruno Winawer - Boczna antena, seria 2.pdf|Boczna antena, seria 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Winawer|Bruno Winawer]]
|style="text-align:right"|188
|
|2025-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3542.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|339
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bruno Winawer - Tempo!.pdf|Tempo!]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Winawer|Bruno Winawer]]
|style="text-align:right"|100
|
|2025-09-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6737.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|92
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bruno Winawer - Ząb czasu.pdf|Ząb czasu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Winawer|Bruno Winawer]]
|style="text-align:right"|100
|
|2025-09-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6701.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|94
|-
|[[Indeks:Juliusz Kossak (Witkiewicz, wyd. 1906)|Juliusz Kossak]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Witkiewicz|Stanisław Witkiewicz (ojciec)]]
|style="text-align:right"|292
|
|2012-08-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">366.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|841
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Matejko (Witkiewicz)|Matejko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:46%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:36%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Witkiewicz|Stanisław Witkiewicz (ojciec)]]
|style="text-align:right"|351
|
|2012-08-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">7055.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|273
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Witkowski Autorowie greccy.pdf |Autorowie greccy odnalezieni po 1891 r.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq2" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:35%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Witkowski|Stanisław Witkowski]]
|style="text-align:right"|20
|
|2023-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|26
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Witkowski Studya nad Homerem.pdf|Studya nad Homerem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Witkowski|Stanisław Witkowski]]
|style="text-align:right"|98
|
|2023-06-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3445.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|175
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Witkowski Nowe odkrycia.pdf|Nowe odkrycia w dziedzinie muzyki greckiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq2" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:47%"></td><td class="pq0" style="width:36%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Witkowski|Stanisław Witkowski]]
|style="text-align:right"|36
|
|2023-06-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3623.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|44
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Witkowski Lekarz Mikołaj.pdf|Lekarz Mikołaj z Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Witkowski|Stanisław Witkowski]]
|style="text-align:right"|50
|
|2023-06-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3571.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|81
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Witkowski Sofoklesa Antygona a Shelleya Rodzina Cencich.pdf|Sofoklesa »Antygona« a Shelleya »Rodzina Cencich«]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:37%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Witkowski|Stanisław Witkowski]]
|style="text-align:right"|30
|
|2023-06-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3859.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|35
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wolski Włodzimierz - Poezye T. 1 (1859).pdf|Poezye, t. I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Włodzimierz Wolski|Włodzimierz Wolski]]
|style="text-align:right"|192
|
|2024-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|169
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wolski Włodzimierz - Poezye T. 2 (1859).pdf|Poezye, t. II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Włodzimierz Wolski|Włodzimierz Wolski]]
|style="text-align:right"|232
|
|2024-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6964.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|194
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wójcicki - Klechdy.djvu|Klechdy, starożytne podania i powieści ludowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:18%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:26%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Władysław Wóycicki|Kazimierz Władysław Wóycicki]]
|style="text-align:right"|304
|wyd. ilustr. 1876
|2021-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">5029.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|334
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Władysław Wójcicki - Klechdy starożytne podania i powieści ludowe.pdf|Klechdy starożytne podania i powieści ludowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Władysław Wóycicki|Kazimierz Władysław Wóycicki]]
|style="text-align:right"|212
|wyd. ilustr. 1922
|2021-10-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">4054.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|346
|-
|[[Indeks:Humoreski (Zagórski)|Humoreski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:22%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:72%"></td></tr></table>
|[[Autor:Włodzimierz Zagórski|Włodzimierz Zagórski]]
|style="text-align:right"|187
|OCR
|2013-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">1927.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|448
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Z teki Chochlika (O zmierzchu i świcie)|Z teki Chochlika. O zmierzchu i świcie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:14%"></td><td class="pq3" style="width:44%"></td><td class="pq1" style="width:42%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Włodzimierz Zagórski|Włodzimierz Zagórski]]
|style="text-align:right"|206
|
|2013-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">5739.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|262
|-
|[[Indeks:Włodzimierz Zagórski - Poezye. Z teki Chochlika. Nowa serya.djvu|Poezye. Z teki Chochlika. Nowa serya]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Włodzimierz Zagórski|Włodzimierz Zagórski]]
|style="text-align:right"|208
|
|2023-03-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">324.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|566
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Załęski - Jezuici w Polsce w skróceniu 5 tomów w jednym.djvu|Jezuici w Polsce 5 tomów w jednym]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Załęski|Stanisław Załęski]]
|style="text-align:right"|404
|
|2021-10-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3376.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|769
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Załęski - Jezuici w Polsce T. 1|Jezuici w Polsce T. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Załęski|Stanisław Załęski]]
|style="text-align:right"|851
|
|2022-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3329.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1649
|-
|[[Indeks:Stanisław Załęski - Jezuici w Polsce T. 2.djvu|Jezuici w Polsce T. 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Załęski|Stanisław Załęski]]
|style="text-align:right"|793
|
|2023-11-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">306.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2248
|-
|[[Indeks:Stanisław Załęski - O masonii w Polsce.djvu|O masonii w Polsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Załęski|Stanisław Załęski]]
|style="text-align:right"|538
|
|2023-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">12.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1597
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hugo Zapałowicz - Z Czarnohory do Alp Rodneńskich.djvu|Z Czarnohory do Alp Rodneńskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hugo Zapałowicz|Hugo Zapałowicz]]
|style="text-align:right"|63
|
|2023-03-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|126
|-
|[[Indeks:Szkice literackie (Zdziechowski)|Szkice literackie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Zdziechowski|Marian Zdziechowski]]
|style="text-align:right"|357
|OCR
|2013-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">210.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|978
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Marian Zdziechowski - Pestis perniciosissima.djvu|Pestis perniciosissima]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Zdziechowski|Marian Zdziechowski]]
|style="text-align:right"|106
|
|2016-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3980.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|186
|-
|[[Indeks:Emil Zegadłowicz - Głaz graniczny.djvu|Głaz graniczny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:12%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:76%"></td></tr></table>
|[[Autor:Emil Zegadłowicz|Emil Zegadłowicz]]
|style="text-align:right"|98
|
|2016-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">1241.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|247
|-
|[[Indeks:Emil Zegadłowicz - Gody pasterskie w beskidzie.djvu|Gody pasterskie w beskidzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Emil Zegadłowicz|Emil Zegadłowicz]]
|style="text-align:right"|104
|
|2016-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">388.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|297
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Motory (Zegadłowicz)|Motory]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Emil Zegadłowicz|Emil Zegadłowicz]]
|style="text-align:right"|855
|
|2013-01-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6992.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|693
|-
|[[Indeks:Emil Zegadłowicz - Z pod młyńskich kamieni.djvu|Z pod młyńskich kamieni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:24%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:68%"></td></tr></table>
|[[Autor:Emil Zegadłowicz|Emil Zegadłowicz]]
|style="text-align:right"|346
|
|2016-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">1988.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|810
|-
|[[Indeks:PL Juljusz Zeyer - Oczy królewicza.djvu|Oczy królewicza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:45%"></td><td class="pqn" style="width:52%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julius Zeyer|Julius Zeyer]]
|style="text-align:right"|214
|
|2019-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">170.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|345
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Juliusz Zeyer - Jego i jej świat.djvu|Jego i jej świat]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julius Zeyer|Julius Zeyer]]
|style="text-align:right"|162
|
|2019-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3522.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|309
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Juliusz Zeyer - Na pograniczu obcych światów.djvu|Na pograniczu obcych światów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julius Zeyer|Julius Zeyer]]
|style="text-align:right"|280
|
|2019-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3444.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|529
|-
|[[Indeks:PL Juliusz Zeyer - Raduz i Mahulena.djvu|Raduz i Mahulena]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julius Zeyer|Julius Zeyer]]
|style="text-align:right"|138
|
|2019-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">345.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|391
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii|Manuela]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustaw Zieliński|Gustaw Zieliński]]
|style="text-align:right"|200
|
|2019-07-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3666.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|361
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zieliński Gustaw - Poezye, tom I.pdf|Poezye Gustawa Zielińskiego Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:36%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustaw Zieliński|Gustaw Zieliński]]
|style="text-align:right"|370
|
|2019-09-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6057.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|414
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zieliński Gustaw - Poezye, tom II.pdf|Poezye Gustawa Zielińskiego Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustaw Zieliński|Gustaw Zieliński]]
|style="text-align:right"|416
|
|2019-09-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3593.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|738
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zieliński Grecja niepodległa.pdf|Grecja niepodległa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Zieliński|Tadeusz Zieliński]]
|style="text-align:right"|420
|
|2021-08-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3686.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|733
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zieliński Rzeczpospolita Rzymska.pdf|Rzeczpospolita Rzymska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Zieliński|Tadeusz Zieliński]]
|style="text-align:right"|552
|
|2023-08-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3405.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1009
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Roman Zmorski - Podania i baśni ludu w Mazowszu z dodatkiem kilku szlązkich i wielkopolskich.pdf|Podania i baśni ludu w Mazowszu z dodatkiem kilku szlązkich i wielkopolskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Zmorski|Roman Zmorski]]
|style="text-align:right"|228
|
|2023-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3394.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|430
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Roman Zmorski - Wieża siedmiu wodzów pieśń z podania.pdf|Wieża siedmiu wodzów pieśń z podania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Zmorski|Roman Zmorski]]
|style="text-align:right"|36
|
|2024-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3645.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|61
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stefan Żeromski - Projekt Akademii Literatury Polskiej.djvu|Projekt Akademii Literatury Polskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:24%"></td><td class="pq1" style="width:62%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Żeromski|Stefan Żeromski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2014-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">4623.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|100
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zamieć (Żeromski)|Walka z szatanem II. Zamieć]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:50%"></td><td class="pq1" style="width:45%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Żeromski|Stefan Żeromski]]
|style="text-align:right"|282
|
|2014-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">5153.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|394
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Charitas (Żeromski)|Walka z szatanem III. Charitas]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Żeromski|Stefan Żeromski]]
|style="text-align:right"|424
|
|2014-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3397.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|818
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Żeromski - Sułkowski.djvu|Sułkowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:26%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Żeromski|Stefan Żeromski]]
|style="text-align:right"|268
|
|2017-07-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">4550.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|412
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Narcyza Żmichowska - Biała róża.pdf|Biała róża]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Narcyza Żmichowska|Narcyza Żmichowska]]
|style="text-align:right"|238
|
|2023-01-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3478.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|450
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Narcyza Żmichowska - Czy to powieść.pdf|Czy to powieść]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Narcyza Żmichowska|Narcyza Żmichowska]]
|style="text-align:right"|332
|
|2023-01-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3364.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|635
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Narcyza Żmichowska - Prządki.pdf|Prządki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Narcyza Żmichowska|Narcyza Żmichowska]]
|style="text-align:right"|62
|
|2023-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6866.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|47
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zmigryder Sertorius a Pompeius na tle paktow z Mithradatesem.djvu|Sertorius a Pompeius na tle paktów z Mithradatesem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:35%"></td><td class="pq2" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:23%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Żmigryder-Konopka|Zdzisław Żmigryder-Konopka]]
|style="text-align:right"|40
|
|2020-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">4444.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|50
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Żmigryder-Konopka - Istota prawna relegacji obywatela rzymskiego.djvu|Istota prawna relegacji obywatela rzymskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Żmigryder-Konopka|Zdzisław Żmigryder-Konopka]]
|style="text-align:right"|36
|
|2021-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|68
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zmigryder-Konopka - Wystąpienie władzy rzymskiej przeciwko bachanaljom italskim.djvu|Wystąpienie władzy rzymskiej przeciwko bachanaljom italskim]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Żmigryder-Konopka|Zdzisław Żmigryder-Konopka]]
|style="text-align:right"|58
|
|2021-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|93
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Żmigryder-Konopka - Kampański urząd t. zw. meddices.djvu|Kampański urząd t. zw. meddices]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:28%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Żmigryder-Konopka|Zdzisław Żmigryder-Konopka]]
|style="text-align:right"|18
|
|2021-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|26
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zwycięzca (Jerzy Żuławski)|Zwycięzca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Żuławski|Jerzy Żuławski]]
|style="text-align:right"|346
|
|2011-03-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6839.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|311
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Żuławski - Ijola.djvu|Ijola]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:19%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Żuławski|Jerzy Żuławski]]
|style="text-align:right"|224
|
|2016-06-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">7294.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|181
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Żyznowski - Z podglebia.djvu|Z podglebia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Żyznowski|Jan Żyznowski]]
|style="text-align:right"|244
|
|2015-07-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6805.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|230
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Żyznowski - Krwawy strzęp.djvu|Krwawy strzęp]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Żyznowski|Jan Żyznowski]]
|style="text-align:right"|142
|
|2022-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3453.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|273
|- style="background-color:#90ff90"
|[[Indeks:„Wymysöjer śtytła” – miasteczko Wilamowice oraz jego osobliwości zawarte w zbiorze piosenek wilamowskich Józefa Gary|„Wymysöjer śtytła” – miasteczko Wilamowice oraz jego osobliwości zawarte w zbiorze piosenek wilamowskich Józefa Gary]]
|[[Autor:Józef Gara|Józef Gara]]
|style="text-align:right"|62
|polska część projektu ukończona
|2013-03-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">10000.</span>[[Plik:100%.svg|100% Przepisany i uwierzytelniony]]
|style="text-align:right"|0
|-
|[[Indeks:Mikołaja Kopernika Toruńczyka O obrotach ciał niebieskich ksiąg sześć|Mikołaja Kopernika Toruńczyka O obrotach ciał niebieskich ksiąg sześć]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:94% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:79%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj Kopernik|Mikołaj Kopernik]]
|style="text-align:right"|746
|
|2011-06-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">862.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2012
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rozkład jazdy pociągów 1919|Rozkład jazdy pociągów osobowych i mieszanych od dnia 15 Maja 1919r.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:PKP|PKP]]
|style="text-align:right"|35
|brak 4 stron
|2012-10-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3904.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|64
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Praktyczna Kucharka|Praktyczna Kucharka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:49%"></td><td class="pq1" style="width:40%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Chocieszyński|Franciszek Chocieszyński]]
|style="text-align:right"|122
|brak 2 stron
|2013-01-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">5498.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|158
|-
|[[Indeks:Dziennik praw Królestwa Polskiego. T. 1, nr 1-7 (1816).pdf|Dziennik praw Królestwa Polskiego. T. 1, nr 1-7 (1816)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:39%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:50%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|401
|brak 1 strony
|2012-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">2039.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|929
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Księżna de Langeais.djvu|Księżna de Langeais]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|156
|
|2020-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6734.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|144
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Chłopi (Balzac)|Chłopi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|516
|
|2021-10-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3441.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|970
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Blaski i nędze życia kurtyzany.djvu|Blaski i nędze życia kurtyzany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:29%"></td><td class="pq3" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|304
|
|2021-10-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">7686.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|202
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Córka Ewy; Sekrety księżnej de Cadignan.djvu|Córka Ewy; Sekrety księżnej de Cadignan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|298
|
|2021-10-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6713.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|280
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Dziewczyna o złotych oczach; Proboszcz z Tours.djvu|Dziewczyna o złotych oczach; Proboszcz z Tours]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|169
|
|2021-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3600.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|288
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Fałszywa kochanka; Podwójna rodzina.djvu|Fałszywa kochanka; Podwójna rodzina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|188
|
|2021-11-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3448.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|340
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Ferragus.djvu|Ferragus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|220
|
|2021-11-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3531.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|392
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Honoryna; Studjum kobiety; Pani Firmiani; Zlecenie.djvu|Honoryna; Studjum kobiety; Pani Firmiani; Zlecenie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|198
|
|2021-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3621.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|354
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Fizjologja małżeństwa (Balzac)|Fizjologja małżeństwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|404
|
|2021-11-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6754.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|370
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Kawalerskie gospodarstwo.pdf|Kawalerskie gospodarstwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|300
|
|2021-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6701.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|288
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Kobieta porzucona; Gobseck; Bank Nucingena.djvu|Kobieta porzucona; Gobseck; Bank Nucingena]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|264
|
|2021-12-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6760.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|241
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Kobieta trzydziestoletnia.djvu|Kobieta trzydziestoletnia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|196
|
|2021-12-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3387.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|369
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Kontrakt ślubny; Pułkownik Chabert.djvu|Kontrakt ślubny; Pułkownik Chabert]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|220
|
|2021-12-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3414.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|405
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Król Cyganerji; Znakomity Gaudissart; Bezwiedni aktorzy.djvu|Król Cyganerji; Znakomity Gaudissart; Bezwiedni aktorzy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|234
|
|2022-01-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6788.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|210
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Kuzyn Pons.djvu|Kuzyn Pons]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:14%"></td><td class="pq3" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|312
|
|2022-01-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">7139.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|260
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kuzynka Bietka (Balzac)|Kuzynka Bietka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|596
|
|2022-01-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">6841.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|542
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Lekarz wiejski.djvu|Lekarz wiejski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|254
|
|2022-02-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3360.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|486
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Ojciec Goriot.djvu|Ojciec Goriot]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:36%"></td><td class="pq3" style="width:59%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|280
|
|2022-02-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">7924.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|165
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Gabinet starożytności.djvu|Gabinet starożytności]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|216
|
|2022-03-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3350.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|397
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Muza z Zaścianka.djvu|Muza z Zaścianka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|192
|
|2022-03-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3406.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|362
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Podróż do Polski.djvu|Podróż do Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|124
|
|2022-03-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3549.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|209
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Pierwsze kroki; Msza Ateusza.djvu|Pierwsze kroki; Msza Ateusza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|258
|
|2022-03-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3360.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|494
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Kuratela i inne opowiadania.djvu|Kuratela i inne opowiadania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|235
|
|2022-03-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3671.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|412
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL H Balzac Eugenia Grandet.djvu|Eugenia Grandet]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|374
|
|2022-04-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6732.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|348
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Marany.djvu|Marany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|102
|
|2022-04-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|92
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Szuanie czyli Bretania w roku 1799.djvu|Szuanie czyli Bretania w roku 1799]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|293
|
|2022-10-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">6725.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|279
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Szkarłatna róża.djvu|Szkarłatna Róża Raju Boskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|108
|
|2016-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">4422.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|169
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Sosenka z wydm.djvu|Sosenka z wydm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:34%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|438
|
|2016-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">7859.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|269
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Pielgrzymi.djvu|Pielgrzymi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|206
|
|2016-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3417.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|393
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Niezwalczone sztandary.djvu|Niezwalczone sztandary]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|388
|
|2016-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3377.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|747
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Krwawa chmura.djvu|Krwawa chmura]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|220
|
|2016-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6825.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|200
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Na polskiej fali.djvu|Na polskiej fali]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|248
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3418.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|466
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Lintang.djvu|Lintang]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|264
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3385.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|506
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Czerwona rakieta.djvu|Czerwona rakieta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|284
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3392.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|555
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Czarci.djvu|Czarci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|208
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3402.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|384
|-
|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Biały lew.djvu|Biały lew]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:57%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|270
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">1367.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|663
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Ana Ta.djvu|Ana Ta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|232
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3410.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|427
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Szkatułka z czerwonej laki.djvu|Szkatułka z czerwonej laki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|154
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3378.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|296
|-
|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Syn Dniepru.djvu|Syn Dniepru]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|248
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">322.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|691
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Timurlenk.djvu|Timurlenk]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3641.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|124
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Śliczna Gabrysia.djvu|Śliczna Gabrysia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|258
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3386.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|498
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Romans Marty.djvu|Romans Marty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|416
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6723.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|400
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Przygody Komendanta Wilczka.djvu|Przygody Komendanta Wilczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|206
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|384
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Po tęczowej obręczy.djvu|Po tęczowej obręczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|290
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3426.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|564
|-
|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Pałac połamanych lalek.djvu|Pałac połamanych lalek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|348
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">228.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|985
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Osaczona i inne nowele.djvu|Osaczona i inne nowele]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|230
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3739.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|385
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - O małem miasteczku.djvu|O małem miasteczku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|80
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3513.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|144
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Wygrana partja.djvu|Wygrana partja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|122
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|226
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - W płomieniach.djvu|W płomieniach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|144
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3408.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|263
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Wieś mojej matki.djvu|Wieś mojej matki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|210
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3494.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|363
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Wieś czternastej mili.djvu|Wieś czternastej mili]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|200
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3420.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|379
|-
|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Widzenie Wokandy.djvu|Widzenie Wokandy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq1" style="width:33%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:66%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|230
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">1116.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|605
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Bajazet-Błyskawica.pdf|Bajazet-Błyskawica]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3440.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|122
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Leo Belmont-Rymy i rytmy t.1.pdf|Rymy i rytmy T. 1. Utwory oryginalne część 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|476
|
|2019-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3724.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|834
|-
|[[Indeks:PL Leo Belmont-Rymy i rytmy t.2.pdf|Rymy i rytmy T. 2. Utwory oryginalne część 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|350
|
|2019-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">29.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1017
|-
|[[Indeks:PL Leo Belmont-Rymy i rytmy t.3.pdf|Rymy i rytmy T. 3. Przekłady]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|324
|
|2019-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">520.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|893
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leo Belmont - Czego nie wiecie o waszych mężach.djvu|Czego nie wiecie o waszych mężach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:33%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|60
|
|2019-07-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">5939.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|67
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leo Belmont - A gdy zawieszono „Wolne Słowo”.djvu|A gdy zawieszono „Wolne Słowo”]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|84
|
|2019-07-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3785.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|110
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Oddajcie nam Barabasza!.djvu|Oddajcie nam Barabasza!]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|48
|
|2019-07-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|138
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Kwestia żydowska.djvu|Kwestia żydowska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:22%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td><td class="pqn" style="width:62%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|74
|
|2019-07-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">1282.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|170
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Powrót umarłych.djvu|Powrót umarłych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|236
|
|2019-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|693
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Kapłanka miłości.djvu|Kapłanka miłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|360
|
|2019-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1059
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leo Belmont - Złotowłosa czarownica z Glarus.djvu|Złotowłosa czarownica z Glarus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|300
|
|2019-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3530.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|557
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Niepotrzebny człowiek.djvu|Niepotrzebny człowiek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|228
|
|2019-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|672
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Pomiędzy sądem i sumieniem.djvu|Pomiędzy sądem i sumieniem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|202
|
|2019-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|570
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Zmora życia.djvu|Zmora życia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|62
|
|2019-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">320.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|151
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Pod gilotyną.djvu|Pod gilotyną]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|222
|
|2019-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">62.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|632
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Sprawa przy drzwiach zamkniętych.pdf|Sprawa przy drzwiach zamkniętych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|286
|
|2020-01-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">294.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|792
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leo Belmont - Jak nauczyć się esperanta.pdf|Jak nauczyć się Esperanta?]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:30%"></td><td class="pq3" style="width:25%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|20
|
|2020-02-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6481.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|19
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -80- Jednooki.pdf|Buffalo Bill. Nr 80. Jednooki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-03-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4222.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|26
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -01- U pala męczarni.pdf|Buffalo Bill. Nr 1. U pala męczarni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-03-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">7291.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|13
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -78- Czerwonoskóra władczyni.pdf|Buffalo Bill. Nr 78. Czerwonoskóra władczyni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -81- Człowiek z blizną.djvu|Buffalo Bill. Nr 81. Człowiek z blizną]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq2" style="width:44%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|16
|
|2020-03-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">1777.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|37
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -57- Olbrzym z opuszczonej kopalni.pdf|Buffalo Bill. Nr 57. Olbrzym z opuszczonej kopalni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -79- Córka wodza.pdf|Buffalo Bill. Nr 79. Córka wodza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3777.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -02- Pojedynek na tomahawki czyli Topór wojenny wykopany.pdf|Buffalo Bill. Nr 2. Pojedynek na tomahawki czyli Topór wojenny wykopany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -60- Czaszka Wielkiego Narbony.pdf|Buffalo Bill. Nr 60. Czaszka Wielkiego Narbony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2021-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -33- Góra Szaleńców.pdf|Buffalo Bill. Nr 33. Góra Szaleńców]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -19- Na ścieżce wojennej Apaczów.pdf|Buffalo Bill. Nr 19. Na ścieżce wojennej Apaczów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -13- Zdobywcy Zachodu.pdf|Buffalo Bill. Nr 13. Zdobywcy Zachodu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-06-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -59- Biały renegat.pdf|Buffalo Bill. Nr 59. Biały renegat]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-06-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -14- W krainie Czarnych Stóp.djvu|Buffalo Bill. Nr 14. W krainie Czarnych Stóp]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|16
|
|2025-08-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -58- Skarb z czarciej otchłani.pdf|Buffalo Bill. Nr 58. Skarb z czarciej otchłani]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-09-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -56- Legenda meksykańska.pdf|Buffalo Bill. Nr 56. Legenda meksykańska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-09-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -40- Szatany z palarni opium.pdf|Buffalo Bill. Nr 40. Szatany z palarni opium]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -77- Tajemnica wodza Sjuksów.pdf|Buffalo Bill. Nr 77. Tajemnica wodza Sjuksów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -76- Przeklęte ziemie.pdf|Buffalo Bill. Nr 76. Przeklęte ziemie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -16- Upiór prerii.pdf|Buffalo Bill. Nr 16. Upiór prerii]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -46- Magiczny skalp.pdf|Buffalo Bill. Nr 46. Magiczny skalp]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-11-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -15- Biały wódz.pdf|Buffalo Bill. Nr 15. Biały wódz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-11-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -17- Diabeł z nad Rio Grande.pdf|Buffalo Bill. Nr 17. Diabeł z nad Rio Grande]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-11-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -18- Klub Ślepych Graczy.pdf|Buffalo Bill. Nr 18. Klub Ślepych Graczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -20- Płonąca preria.pdf|Buffalo Bill. Nr 20. Płonąca preria]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2026-03-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -03- Pościg na lodzie.pdf|Buffalo Bill. Nr 3. Pościg na lodzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2026-03-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -37- Przeklęte złoto.pdf|Buffalo Bill. Nr 37. Przeklęte złoto]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2026-03-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -38- Na szlaku wodzów.pdf|Buffalo Bill. Nr 38. Na szlaku wodzów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2026-03-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -21- Miasto w dżungli.pdf|Buffalo Bill. Nr 21. Miasto w dżungli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2026-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|-
|[[Indeks:PL Buffalo Bill -04- Tajny związek.pdf|Buffalo Bill. Nr 4. Tajny związek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:21%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td><td class="pqn" style="width:46%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2026-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">1041.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|43
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Przygody Tartarina w Alpach (Alfons Daudet)|Przygody Tartarina w Alpach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:36%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|214
|
|2011-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">7896.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|130
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Safo (Daudet)|Safo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:28%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|328
|
|2014-08-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">4395.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|533
|-
|[[Indeks:PL Daudet - Mała parafia.djvu|Mała parafia (tłum. Anonim, wyd. Tygodnik „Romans i powieść“)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|320
|
|2018-12-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">114.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|946
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Daudet - Mała parafia (tłum. Neufeldówna).djvu|Mała parafia (tłum. Neufeldówna)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|356
|
|2019-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3411.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|676
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Daudet - Mała parafia (2).pdf|Mała parafia (tłum. Anonim, wyd. Przegląd Tygodniowy)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|458
|
|2019-09-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6696.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|443
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Daudet - Spowiedź królowej.djvu|Spowiedź królowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|286
|
|2020-04-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3405.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|546
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Daudet - Nowele z czasów oblężenia Paryża.pdf|Nowele z czasów oblężenia Paryża]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:21%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|192
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">4210.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|264
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Daudet Ewangelistka.djvu|Ewangelistka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|329
|
|2021-12-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6707.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|323
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Daudet Nieśmiertelny.djvu|Nieśmiertelny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|307
|
|2021-12-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|307
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Daudet Róża i Ninetka.djvu|Róża i Ninetka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|150
|
|2021-12-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6689.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|145
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Daudet Jack.djvu|Jack]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:90% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|720
|
|2021-12-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6760.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|688
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Daudet Nabob.djvu|Nabob]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|518
|
|2021-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6673.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|503
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Daudet Na zgubnej drodze.djvu|Na zgubnej drodze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|304
|
|2021-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6747.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|283
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Daudet Chudziak.djvu|Chudziak]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|158
|
|2021-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6711.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|147
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Daudet Skandal małżeński.djvu|Skandal małżeński]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|348
|
|2025-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3353.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|660
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Oliwer Twist|Oliwer Twist]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:12%"></td><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Dickens|Karol Dickens]]
|style="text-align:right"|846
|
|2013-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7073.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|720
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klub Pickwicka (Dickens)|Klub Pickwicka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:91% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:32%"></td><td class="pq1" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Dickens|Karol Dickens]]
|style="text-align:right"|721
|
|2015-06-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">4529.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1116
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Opowieść o dwóch miastach|Opowieść o dwóch miastach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Dickens|Karol Dickens]]
|style="text-align:right"|335
|
|2018-03-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6698.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|308
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wielkie nadzieje (Dickens)|Wielkie nadzieje]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:93% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:49%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Dickens|Karol Dickens]]
|style="text-align:right"|738
|
|2018-03-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">5742.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|880
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Karol Dickens - Maleńka Dorrit.djvu|Maleńka Dorrit]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq3" style="width:58%"></td><td class="pq1" style="width:39%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Dickens|Karol Dickens]]
|style="text-align:right"|274
|
|2018-06-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">5313.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|374
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dombi i syn (Dickens)|Dombi i syn]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Dickens|Karol Dickens]]
|style="text-align:right"|861
|
|2021-09-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3485.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1583
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL C Dickens Wspólny przyjaciel.djvu|Wspólny przyjaciel]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Dickens|Karol Dickens]]
|style="text-align:right"|850
|
|2023-05-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3460.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1542
|-
|[[Indeks:PL K Dickens Gracz czyli zegar ścienny pana Humphrey.djvu|Gracz czyli zegar ścienny pana Humphrey]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:40%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:42%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Dickens|Karol Dickens]]
|style="text-align:right"|1074
|
|2025-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">2378.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2220
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -86- W sidłach hypnozy.djvu|Harry Dickson. Nr 86. W sidłach hypnozy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|16
|
|2020-03-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -01- Wyspa grozy.pdf|Harry Dickson. Nr 1. Wyspa grozy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-03-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:CTP -236- Ze złotej serii przygód Harrego Dicksona - Czarny wampir.pdf|Co tydzień powieść. Nr 236. Ze złotej serii przygód Harrego Dicksona : Czarny wampir]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:32%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|28
|
|2020-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3859.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|35
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -34- Wilkołak.pdf|Harry Dickson. Nr 34. Wilkołak]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -73- Skarb na dnie morza.pdf|Harry Dickson. Nr 73. Skarb na dnie morza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-04-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -77- Tajemnica grobowca.pdf|Harry Dickson. Nr 77. Tajemnica grobowca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:43%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|28
|
|2020-07-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -20- Postrach Londynu.pdf|Harry Dickson. Nr 20. Postrach Londynu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -23- Zaginione królestwo.pdf|Harry Dickson. Nr 23. Zaginione królestwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -19- Miasto piratów.pdf|Harry Dickson. Nr 19. Miasto piratów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -13- Dom, w którym straszy.pdf|Harry Dickson. Nr 13. Dom, w którym straszy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-11-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Dolina trwogi.pdf|Dolina trwogi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq1" style="width:31%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|224
|
|2019-06-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">5712.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|274
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Czerwonym szlakiem.pdf|Czerwonym szlakiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|162
|
|2019-06-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6689.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|147
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle, tł. Neufeldówna - Z przygód Sherlocka Holmesa.pdf|Z przygód Sherlocka Holmesa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:21%"></td><td class="pq3" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|168
|
|2019-06-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">7421.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|123
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Tajemnica oblubienicy i inne nowele.pdf|Z przygód Sherlocka Holmesa. Tajemnica oblubienicy i inne nowele]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|248
|
|2019-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6855.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|217
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Świat zaginiony T1.pdf|Świat zaginiony T1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|132
|
|2019-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7005.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|115
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Świat zaginiony T2.pdf|Świat zaginiony T2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|196
|
|2019-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6788.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|184
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Świat w letargu.pdf|Świat w letargu : opowieść o nowej przygodzie profesora Challengera, lorda Roxtona, profesora Summerlee i Edwarda Malone]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|152
|
|2019-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6738.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|137
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Spiskowcy.pdf|Spiskowcy : powieść z czasów Napoleona I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|174
|Brak s. 71-72. Zła numeracja stron.
|2019-07-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3352.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|345
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - W sieci spisku.pdf|W sieci spisku : powieść]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|218
|
|2019-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|409
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Tragedja Koroska.pdf|Tragedja Koroska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|232
|
|2019-07-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3436.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|447
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Mistrz z Krocksley.pdf|Mistrz z Krocksley (zbiór opowiadań)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|176
|
|2019-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6726.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|163
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Wspomnienia i przygody T1.pdf|Wspomnienia i przygody : Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|160
|
|2020-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6758.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|141
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Wspomnienia i przygody T2.pdf|Wspomnienia i przygody : Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|154
|
|2020-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6808.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|135
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Arthur Conan Doyle - Tajemnicze krainy 01.pdf|Tajemnicze krainy: Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|158
|
|2025-12-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3442.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|299
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Arthur Conan Doyle - Tajemnicze krainy 02.pdf|Tajemnicze krainy: Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|150
|
|2025-12-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3452.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|275
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Arthur Conan Doyle - We dwoje (1900).pdf|We dwoje]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|160
|
|2025-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3355.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|297
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Arthur Conan Doyle - Zatrute kręgi (1917).pdf|Zatrute kręgi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|176
|
|2025-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3413.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|328
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dumas - Wojna kobieca|Wojna kobieca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|516
|
|2018-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3445.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|989
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Paulina.pdf|Paulina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|138
|
|2018-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3643.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|246
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anioł Pitoux|Anioł Pitoux]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|624
|
|2018-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6800.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|574
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dumas - Dwadzieścia lat później|Dwadzieścia lat później]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|800
|
|2018-11-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3415.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1529
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Pani de Monsoreau|Pani de Monsoreau]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|445
|
|2018-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3462.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|861
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - W pałacu carów.djvu|W pałacu carów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|170
|
|2018-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3354.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|321
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Kawaler de Maison Rouge.pdf|Kawaler de Maison Rouge]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|346
|
|2018-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3453.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|652
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Aleksander Dumas - Czarny tulipan.djvu|Czarny tulipan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|226
|
|2018-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4045.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|368
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Wilczyce T1-4.djvu|Wilczyce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|805
|
|2019-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3412.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1506
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mohikanowie paryscy|Mohikanowie paryscy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|2101
|
|2019-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|4034
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Pamiętniki D’Antony T1-2.djvu|Pamiętniki D’Antony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|319
|
|2019-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3433.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|591
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Benvenuto Cellini T1-3.djvu|Benvenuto Cellini]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|832
|
|2019-02-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3431.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1602
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Józef Balsamo.djvu|Józef Balsamo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|1896
|
|2019-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3471.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|3625
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Naszyjnik Królowej.djvu|Naszyjnik Królowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:85% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|675
|
|2019-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3405.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1276
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Karol Szalony.djvu|Karol Szalony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|400
|
|2019-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3447.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|747
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Hrabina Charny.djvu|Hrabina Charny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|1307
|
|2019-04-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3362.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2543
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Neron.djvu|Neron]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|226
|
|2019-04-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3411.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|423
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Karol Śmiały.djvu|Karol Śmiały]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:83% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|660
|
|2019-04-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3394.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1286
|-
|[[Indeks:PL Dumas - Królowa Margo.djvu|Królowa Margo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|464
|
|2019-04-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">132.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1341
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Michał-Anioł i Tycjan Vecelli.djvu|Michał-Anioł i Tycjan Vecelli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|260
|
|2019-04-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3441.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|486
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Amaury.djvu|Amaury de Leoville]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|516
|
|2019-05-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|980
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Kapitan Paweł.djvu|Kapitan Paweł]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|280
|
|2019-05-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3371.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|521
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Sylwandira.djvu|Sylwandira]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:95% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:71%"></td><td class="pq1" style="width:24%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|754
|
|2019-05-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">5925.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|902
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Życie jenerała Tomasza Dumas.djvu|Życie jenerała Tomasza Dumas]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|402
|
|2019-05-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3367.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|780
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Kawaler de Chanlay.djvu|Kawaler de Chanlay]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|402
|
|2019-05-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3384.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|780
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Czarny tulipan (1928).pdf|Czarny tulipan (1928)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|214
|
|2019-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3460.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|410
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Stuartowie.djvu|Stuartowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|548
|
|2020-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3420.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1052
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Kalifornia.djvu|Kalifornia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|184
|
|2020-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3409.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|344
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Trzej muszkieterowie (tłum. Sierosławski).djvu|Trzej muszkieterowie (tłum. Sierosławski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|880
|
|2021-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3622.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1586
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Hiszpania i Afryka.djvu|Hiszpania i Afryka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|632
|
|2021-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3365.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1222
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Towarzysze Jehudy.djvu|Towarzysze Jehudy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|573
|
|2021-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3399.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1091
|-
|[[Indeks:PL Dumas - Teressa.pdf|Teressa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|174
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">80.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|491
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Policzek Szarlotty Korday.pdf|Policzek Szarlott'y Korday]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|168
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3417.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|312
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Dumas Królowa Margot.djvu|Królowa Margot]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|1244
|
|2023-11-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3406.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2350
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Dumas Czterdziestu pięciu.djvu|Czterdziestu pięciu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|1378
|
|2023-11-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3424.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2586
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Dumas Córka rejenta.djvu|Córka rejenta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:98% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|782
|
|2023-11-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3320.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1515
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Dumas La San Felice.djvu|La San Felice]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|2326
|
|2023-11-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3396.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|4319
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Dumas Nieprawy syn de Mauleon.djvu|Nieprawy syn de Mauleon]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|1010
|
|2023-11-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3391.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1923
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Dumas Pani de Monsoreau.djvu|Pani de Monsoreau]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|1360
|
|2023-11-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3426.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2550
|-
|[[Indeks:PL Adolf Dygasiński - Nowe tajemnice Warszawy.djvu|Nowe tajemnice Warszawy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:85% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|680
|
|2021-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2019
|-
|[[Indeks:PL Adolf Dygasiński - Gorzałka.djvu|Gorzałka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|810
|
|2021-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2373
|-
|[[Indeks:PL Adolf Dygasiński - Z zagona i bruku.djvu|Z zagona i bruku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|444
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1323
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Adolf Dygasiński - Von Molken.pdf|Von Molken]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|172
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3481.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|309
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Adolf Dygasiński - Na pańskim dworze.pdf|Na pańskim dworze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|80
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3615.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|136
|-
|[[Indeks:PL Adolf Dygasiński - Z siół pól i lasów T.1.pdf|Z siół pól i lasów T.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|272
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|765
|-
|[[Indeks:PL Adolf Dygasiński - Z siół pól i lasów T.2.pdf|Z siół pól i lasów T.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|229
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|639
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Adolf Dygasiński - Beldonek.pdf|Beldonek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|120
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3363.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|219
|-
|[[Indeks:PL A. Dygasiński - Jarmark na Święty Onufry.pdf|Jarmark na Święty Onufry]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:81%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|72
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">447.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|192
|-
|[[Indeks:PL Nowele Adolfa Dygasińskiego T.1.pdf|Nowele Adolfa Dygasińskiego T.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|210
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|573
|-
|[[Indeks:PL Nowele Adolfa Dygasińskiego T.2.pdf|Nowele Adolfa Dygasińskiego T.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|248
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|687
|-
|[[Indeks:Samuel Bogumił Linde - Słownik języka polskiego|Słownik języka polskiego T. 1 Cz. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:95% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Bogumił Linde|Samuel Bogumił Linde]]
|style="text-align:right"|759
|
|2009-05-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">479.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2145
|-
|[[Indeks:Słownik języka polskiego (Linde, wyd. 2)|Słownik języka polskiego (wyd. 2)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Bogumił Linde|Samuel Bogumił Linde]]
|style="text-align:right"|4949
|
|2019-07-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">63.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|14517
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Encyklopedia kościelna (tom I)|Encyklopedja Kościelna Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:81% !important"><tr><td class="pq4" style="width:28%"></td><td class="pq3" style="width:72%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|646
|
|2010-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">7590.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|467
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Encyklopedia kościelna (tom II)|Encyklopedja Kościelna Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:80% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|636
|
|2010-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6735.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|621
|-
|[[Indeks:Encyklopedia kościelna (tom III)|Encyklopedja Kościelna Tom III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:88% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:45%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|700
|
|2010-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">4859.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1078
|-
|[[Indeks:Encyklopedia kościelna (tom IV)|Encyklopedja Kościelna Tom IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:84%"></td><td class="pq1" style="width:14%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|600
|
|2010-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">628.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1684
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Encyklopedia kościelna (tom V)|Encyklopedja Kościelna Tom V]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:86% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|688
|
|2010-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3367.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1367
|-
|[[Indeks:Encyklopedia kościelna (tom VI)|Encyklopedja Kościelna Tom VI]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:97%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|618
|OCR
|2010-05-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">135.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1823
|-
|[[Indeks:Encyklopedja Kościelna Tom VII.djvu|Encyklopedja Kościelna Tom VII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|628
|OCR
|2018-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">91.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1834
|-
|[[Indeks:Encyklopedja Kościelna Tom VIII.djvu|Encyklopedja Kościelna Tom VIII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:81% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|648
|OCR
|2018-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">220.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1866
|-
|[[Indeks:Encyklopedja Kościelna Tom IX.djvu|Encyklopedja Kościelna Tom IX]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:80% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|640
|OCR
|2018-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">52.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1877
|-
|[[Indeks:Encyklopedja Kościelna Tom X.djvu|Encyklopedja Kościelna Tom X]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:82% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|656
|OCR
|2018-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">46.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1923
|-
|[[Indeks:Encyklopedja Kościelna Tom XI.djvu|Encyklopedja Kościelna Tom XI]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|632
|OCR
|2018-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">37.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1856
|-
|[[Indeks:Encyklopedja Kościelna Tom XII.djvu|Encyklopedja Kościelna Tom XII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:82% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|656
|OCR
|2018-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">46.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1920
|-
|[[Indeks:Encyklopedja Kościelna Tom XIII.djvu|Encyklopedja Kościelna Tom XIII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|632
|
|2011-01-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">150.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1838
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Słownik etymologiczny języka polskiego (Brückner)|Słownik etymologiczny języka polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:47%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Brückner|Aleksander Brückner]]
|style="text-align:right"|828
|
|2011-06-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6038.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|971
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zygmunt Gloger-Słownik rzeczy starożytnych.djvu|Słownik rzeczy starożytnych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Gloger|Zygmunt Gloger]]
|style="text-align:right"|510
|
|2014-12-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6733.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|489
|-
|[[Indeks:Aleksander Berka-Słownik kaszubski porównawczy.djvu|Słownik kaszubski porównawczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:21%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:61%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Biskupski|Aleksander Berka]]
|style="text-align:right"|208
|
|2014-12-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">1708.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|495
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:M. Arcta słownik ilustrowany języka polskiego - Tom 1.djvu|M. Arcta słownik ilustrowany języka polskiego. Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:28%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Arct|Michał Arct]]
|style="text-align:right"|1066
|
|2016-01-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">4739.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1668
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:M. Arcta słownik ilustrowany języka polskiego - Tom 2.djvu|M. Arcta słownik ilustrowany języka polskiego. Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Arct|Michał Arct]]
|style="text-align:right"|910
|
|2016-01-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3537.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1745
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:M. Arcta słownik ilustrowany języka polskiego - Tom 3.djvu|M. Arcta słownik ilustrowany języka polskiego. Tom III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:88% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Arct|Michał Arct]]
|style="text-align:right"|702
|
|2016-01-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3468.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1358
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Goldman - Słownik Dux-Liliput.djvu|Słownik „Dux-Liliput“ angielsko-polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Goldman|Stanisław Goldman]]
|style="text-align:right"|564
|
|2016-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3657.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1058
|-
|[[Indeks:Samuel - Adalberg - Księga przysłów.djvu|Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:32%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:65%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Adalberg|Samuel Adalberg]]
|style="text-align:right"|865
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">1180.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2278
|-
|[[Indeks:Herbarz Polski (Boniecki) |Herbarz Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Boniecki|Adam Boniecki]], [[Autor:Artur Reiski|Artur Reiski]]
|style="text-align:right"|6363
|
|2020-10-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">21.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|19039
|-
|[[Indeks:S. Orgelbranda Encyklopedia Powszechna (1859)|S. Orgelbranda Encyklopedia Powszechna (1859)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:20%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:74%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|5185
|
|2020-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">1027.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|13833
|-
|[[Indeks:Burt's Polish-English dictionary in two parts, Polish-English, English Polish (IA burtspolishengli00kierrich).pdf|Burt's Słowniczek Polskiego I Angielskiego Języka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Kierst|Władysław Kierst]], [[Autor:Oskar Callier|Oskar Callier]]
|style="text-align:right"|840
|
|2021-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2493
|-
|[[Indeks:Nowy kieszonkowy polsko-rossyjski i rossyjsko-polski slownik (IA nowykieszonkowyp00schm).pdf|Nowy kieszonkowy polsko-rossyjski i rossyjsko-polski słownik]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:99% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:M. J. A. E. Schmidt|M. J. A. E. Schmidt]], [[Autor:Johann Adolf Erdmann|Johann Adolf Erdmann]]
|style="text-align:right"|786
|
|2021-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2343
|-
|[[Indeks:Dokadny niemiecko-polski sownik (IA dokadnyniemiecko00mron).pdf|Dokładny Niemiecko-Polski Słownik]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Krzysztof Celestyn Mrongovius|Krzysztof Celestyn Mrongovius]], [[Autor:Wilibald Wyszomierski|Wilibald Wyszomierski]]
|style="text-align:right"|984
|
|2021-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2934
|-
|[[Indeks:PL Kieszonkowy słownik języków łacińskiego i polskiego. Cz. 1, Słownik łacińsko-polski.djvu|Kieszonkowy słownik języków łacińskiego i polskiego. Cz. 1, Słownik łacińsko-polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hermann Menge|Hermann Menge]]
|style="text-align:right"|440
|
|2018-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">270.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1261
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Piekarski - Prawdy i herezje. Encyklopedja wierzeń wszystkich ludów i czasów.pdf|Prawdy i herezje. Encyklopedja wierzeń wszystkich ludów i czasów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Piekarski|Stanisław Piekarski]]
|style="text-align:right"|451
|
|2023-01-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3438.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|872
|-
|[[Indeks:PL Słownik języka polskiego. T. 1. A-G.pdf|Słownik języka polskiego. T. 1. A-G]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Jan Karłowicz; Adam Kryński; Władysław Niedźwiedzki}}
|style="text-align:right"|968
|
|2022-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">10.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2901
|-
|[[Indeks:PL Słownik języka polskiego. T. 2. H-M.pdf|Słownik języka polskiego. T. 2. H-M]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Jan Karłowicz; Adam Kryński; Władysław Niedźwiedzki}}
|style="text-align:right"|1104
|
|2022-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3312
|-
|[[Indeks:PL Słownik języka polskiego. T. 3. N-Ó.pdf|Słownik języka polskiego. T. 3. N-Ó]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Jan Karłowicz; Adam Kryński; Władysław Niedźwiedzki}}
|style="text-align:right"|950
|
|2022-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2850
|-
|[[Indeks:PL Słownik języka polskiego. T. 4. P-Prożyszcze.pdf|Słownik języka polskiego. T. 4. P-Prożyszcze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Jan Karłowicz; Adam Kryński; Władysław Niedźwiedzki}}
|style="text-align:right"|1052
|
|2022-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3156
|-
|[[Indeks:PL Słownik języka polskiego. T. 5. Próba-R.pdf|Słownik języka polskiego. T. 5. Próba-R]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Jan Karłowicz; Adam Kryński; Władysław Niedźwiedzki}}
|style="text-align:right"|843
|
|2022-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2529
|-
|[[Indeks:PL Słownik języka polskiego. T. 6. S-Ś.pdf|Słownik języka polskiego. T. 6. S-Ś]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Jan Karłowicz; Adam Kryński; Władysław Niedźwiedzki}}
|style="text-align:right"|810
|
|2022-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2430
|-
|[[Indeks:PL Słownik języka polskiego. T. 7. T-Y.pdf|Słownik języka polskiego. T. 7. T-Y]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Jan Karłowicz; Adam Kryński; Władysław Niedźwiedzki}}
|style="text-align:right"|1178
|
|2022-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3534
|-
|[[Indeks:PL Słownik języka polskiego. T. 8. Z-Ż.pdf|Słownik języka polskiego. T. 8. Z-Ż]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:96% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Jan Karłowicz; Adam Kryński; Władysław Niedźwiedzki}}
|style="text-align:right"|764
|
|2022-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2292
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Etnobiologia 2011 3.pdf|Kulturowe różnice we florze przedstawionej w ilustracjach dziecięcych bajek Wielkiej Brytanii i Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Łukasz Łuczaj|Łukasz Łuczaj]]
|style="text-align:right"|10
|
|2023-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|18
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Etnobiologia 2011 4.pdf|Etnobotanika miejska: perspektywy, tematy, metody]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Monika Kujawska|Monika Kujawska]]
|style="text-align:right"|12
|
|2023-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|24
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Etnobiologia 2011 5.pdf|Rośliny bez nazwy, rośliny o wielu nazwach – o wiedzy etnobotanicznej mieszkańców polskich wsi na Bukowinie Rumuńskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Iwona Kołodziejska-Degórska|Iwona Kołodziejska-Degórska]]
|style="text-align:right"|14
|
|2023-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|26
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Etnobiologia 2011 6.pdf|Dziko rosnące rośliny jadalne użytkowane w Polsce od połowy XIX w. do czasów współczesnych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:26%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td></tr></table>
|[[Autor:Łukasz Łuczaj|Łukasz Łuczaj]]
|style="text-align:right"|69
|
|2023-05-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">4202.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|120
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ślimaki bezskorupowe w medycynie ludowej; przegląd literatury.pdf|Ślimaki bezskorupowe w medycynie ludowej; przegląd literatury]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kinga Stawarczyk|Kinga Stawarczyk]], [[Autor:Michał Stawarczyk|Michał Stawarczyk]], [[Autor:Bartosz Piechowicz|Bartosz Piechowicz]]
|style="text-align:right"|6
|
|2023-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|12
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zwierzęta, rośliny i minerały w magii miłosnej Indian Jívaro.pdf|Zwierzęta, rośliny i minerały w magii miłosnej Indian Jívaro]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kacper Świerk|Kacper Świerk]]
|style="text-align:right"|20
|
|2023-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|40
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leczenie chorób ludowych za pomocą roślin przez Polonię argentyńską z Misiones.pdf|Leczenie chorób ludowych za pomocą roślin przez Polonię argentyńską z Misiones]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Monika Kujawska|Monika Kujawska]]
|style="text-align:right"|16
|
|2026-01-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Odpowiedź Antoniego Szymańskiego na ankietę etnobotaniczną Józefa Rostafińskiego (1850-1928) ogłoszoną w 1883 r.pdf|Odpowiedź Antoniego Szymańskiego na ankietę etnobotaniczną Józefa Rostafińskiego (1850-1928) ogłoszoną w 1883 r.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Piotr Köhler|Piotr Köhler]]
|style="text-align:right"|6
|
|2026-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|12
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Odpowiedź Romana Gutwińskiego (1860-1932) na ankietę etnobotaniczną Józefa Rostafińskiego (1850-1928) ogłoszoną w 1883 r.pdf|Odpowiedź Romana Gutwińskiego (1860-1932) na ankietę etnobotaniczną Józefa Rostafińskiego (1850-1928) ogłoszoną w 1883 r.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Piotr Köhler|Piotr Köhler]]
|style="text-align:right"|7
|
|2026-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|14
|-
|[[Indeks:Rośliny święcone w bukietach w dniu Matki Boskiej Zielnej w cerkwiach prawosławnych na przedpolu Puszczy Białowieskiej.pdf|Rośliny święcone w bukietach w dniu Matki Boskiej Zielnej w cerkwiach prawosławnych na przedpolu Puszczy Białowieskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pqn" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Łukasz Łuczaj|Łukasz Łuczaj]]
|style="text-align:right"|8
|
|2026-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">2083.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|19
|-
|[[Indeks:Rośliny użyteczne… Michała Fedorowskiego – dzieło odnalezione po 130 latach.pdf|Rośliny użyteczne… Michała Fedorowskiego – dzieło odnalezione po 130 latach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq1" style="width:33%"></td><td class="pqn" style="width:67%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maja Graniszewska|Maja Graniszewska]], [[Autor:Maja Graniszewska|Hanna Leśniewska]], [[Autor:Maja Graniszewska|Halina Galera]], [[Autor:Maja Graniszewska|Aleksandra Mankiewicz-Malinowska]]
|style="text-align:right"|58
|
|2023-01-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">1091.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|155
|-
|[[Indeks:Zielnik Zioła lecznicze... Michała Fedorowskiego jako dokumentacja badań etnograficznych.pdf|Zielnik Zioła lecznicze... Michała Fedorowskiego jako dokumentacja badań etnograficznych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maja Graniszewska|Maja Graniszewska]], [[Autor:Maja Graniszewska|Hanna Leśniewska]], [[Autor:Maja Graniszewska|Halina Galera]]
|style="text-align:right"|61
|
|2023-01-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|183
|-
|[[Indeks:Komedye t.1 (Aleksander Fredro)|Komedye t.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:82%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|382
|
|2010-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">867.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1000
|-
|[[Indeks:Komedye t.2 (Aleksander Fredro)|Komedye t.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|348
|
|2010-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">90.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|981
|-
|[[Indeks:Komedye t.3 (Aleksander Fredro)|Komedye t.3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|304
|
|2010-09-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">90.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|874
|-
|[[Indeks:Komedije t.4 (Aleksander Fredro)|Komedije t.4]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|450
|
|2010-09-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">83.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1303
|-
|[[Indeks:Komedije t.5 (Aleksander Fredro)|Komedije t.5]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|350
|
|2010-09-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">225.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|997
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.01 (Fredro)|Dzieła t.01]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|304
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6839.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|274
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.03 (Fredro)|Dzieła t.03]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|348
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3542.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|647
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.04 (Fredro)|Dzieła t.04]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|392
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3814.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|707
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.05 (Fredro)|Dzieła t.05]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:25%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|340
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">4365.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|546
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.06 (Fredro)|Dzieła t.06]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|276
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3807.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|483
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.07 (Fredro)|Dzieła t.07]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|338
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3707.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|606
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.08 (Fredro)|Dzieła t.08]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|266
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3466.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|490
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.09 (Fredro)|Dzieła t.09]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|254
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3540.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|467
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.10 (Fredro)|Dzieła t.10]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|308
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3502.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|575
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.11 (Fredro)|Dzieła t.11]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:32%"></td><td class="pq1" style="width:62%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|282
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">4552.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|438
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.12 (Fredro)|Dzieła t.12]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:41%"></td><td class="pq3" style="width:48%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|266
|
|2014-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">8193.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|129
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Baby placki i mazurki praktyczne przepisy.pdf|Baby, placki i mazurki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucyna Ćwierczakiewiczowa|Lucyna Ćwierczakiewiczowa]]
|style="text-align:right"|136
|
|2022-07-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|248
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stanisław Czerniecki - Compendium ferculorum.pdf|Compendium ferculorum]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Czerniecki|Stanisław Czerniecki]]
|style="text-align:right"|120
|
|2019-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">4017.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|201
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Doświadczone sekreta smażenia konfitur i soków.djvu|Doświadczone sekreta smażenia konfitur i soków]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Florentyna Niewiarowska|Florentyna Niewiarowska]], [[Autor:Wanda Malecka|Wanda Malecka]]
|style="text-align:right"|378
|
|2016-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">4048.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|657
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Anna Ciundziewicka - Gospodyni litewska.djvu|Gospodyni litewska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Ciundziewicka|Anna Ciundziewicka]], [[Autor:Wincenta Zawadzka|Wincenta Zawadzka]]
|style="text-align:right"|524
|
|2015-10-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3774.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|960
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kucharka litewska (1913).djvu|Kucharka litewska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenta Zawadzka|Wincenta Zawadzka]]
|style="text-align:right"|588
|
|2016-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3443.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1129
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kuchnia udzielna dla osób osłabionych w wieku podeszłym.djvu|Kuchmistrz nowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Szyttler|Jan Szyttler]]
|style="text-align:right"|260
|
|2017-01-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3574.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|480
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kuchnia koszerna 1904.djvu|Kuchnia koszerna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rebekka Wolf|Rebekka Wolf]]
|style="text-align:right"|286
|
|2017-01-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3855.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|518
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kuchnia polska.djvu|Kuchnia polska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anonimowy|Anonimowy]]
|style="text-align:right"|356
|{{f*|w=80%|Tekst przepisywany z użyciem stylów. Ich lista w uwagach na stronie indeksu.}}
|2017-01-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3459.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|675
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Praktyczna Kucharka|Praktyczna Kucharka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:49%"></td><td class="pq1" style="width:40%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Chocieszyński|Franciszek Chocieszyński]]
|style="text-align:right"|122
|brak 2 stron
|2013-01-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">5498.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|158
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sekreta różne|Sekreta różne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:20%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anonimowy|Anonimowy]]
|style="text-align:right"|10
|
|2017-01-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">7333.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|8
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Potrawy z cielęciny.djvu|Potrawy z cielęciny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elżbieta Kiewnarska|Elżbieta Kiewnarska]]
|style="text-align:right"|36
|
|2017-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3737.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|62
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Potrawy z kasz i mąki.djvu|Potrawy z kasz i mąki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elżbieta Kiewnarska|Elżbieta Kiewnarska]]
|style="text-align:right"|36
|
|2017-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">7083.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Potrawy z wołowiny.djvu|Potrawy z wołowiny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:22%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elżbieta Kiewnarska|Elżbieta Kiewnarska]]
|style="text-align:right"|36
|
|2017-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">5268.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|44
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zwierzyna - sposoby przyrządzania.djvu|Zwierzyna - sposoby przyrządzania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elżbieta Kiewnarska|Elżbieta Kiewnarska]]
|style="text-align:right"|46
|
|2016-08-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">7179.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|33
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Najnowsza kuchnia wytworna i gospodarska.djvu|Najnowsza kuchnia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marta Norkowska|Marta Norkowska]]
|style="text-align:right"|432
|{{f*|w=80%|Tekst przepisywany z użyciem stylów. Ich lista w uwagach na stronie indeksu.}}
|2017-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3685.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|790
|-
|[[Indeks:Piekarnia i cukiernia wytworna i gospodarska.djvu|Piekarnia i cukiernia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:27%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td><td class="pqn" style="width:50%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marta Norkowska|Marta Norkowska]]
|style="text-align:right"|180
|{{f*|w=80%|Tekst przepisywany z użyciem stylów. Ich lista w uwagach na stronie indeksu.}}
|2017-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">1786.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|377
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Śpiżarnia i zapasy zimowe.djvu|Śpiżarnia i zapasy zimowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marta Norkowska|Marta Norkowska]]
|style="text-align:right"|286
|
|2017-02-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3865.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|519
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wiktor Hugo - Człowiek śmiechu|Człowiek śmiechu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:90% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:46%"></td><td class="pq1" style="width:47%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|716
|
|2018-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">5027.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|995
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wiktor Hugo - Katedra Najświętszéj Panny Paryzkiéj.djvu|Katedra Najświętszéj Panny Paryzkiéj]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|450
|
|2018-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">4031.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|786
|-
|[[Indeks:Dzwonnik katedry „Notre Dame“ w Paryżu (Wiktor Hugo)|Dzwonnik katedry „Notre Dame“ w Paryżu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|450
|
|2019-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1323
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Katedra Notre-Dame w Paryżu (Wiktor Hugo)|Katedra Notre-Dame w Paryżu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:26%"></td><td class="pq3" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|904
|
|2019-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">7544.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|649
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kościół Panny Maryi w Paryżu (Wiktor Hugo)|Kościół Panny Maryi w Paryżu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq4" style="width:37%"></td><td class="pq3" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|608
|
|2019-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">7940.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|364
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wiktor Hugo - Han z Islandyi|Han z Islandyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:67% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|530
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3404.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1021
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wiktor Hugo - Rzeczy widziane 1848-1849.djvu|Rzeczy widziane 1848-1849]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|178
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3477.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|317
|-
|[[Indeks:Wiktor Hugo - Angelo.djvu|Angelo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|182
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|519
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL V Hugo Pracownicy morza.djvu|Pracownicy morza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|516
|
|2023-01-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3461.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|967
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL V Hugo Rok dziewięćdziesiąty trzeci.djvu|Rok dziewięćdziesiąty trzeci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|498
|
|2023-01-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3418.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|930
|-
|[[Indeks:PL Jachimecki - Fryderyk Chopin 1927.pdf|Fryderyk Chopin. Rys życia i twórczości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|171
|
|2026-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|513
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jachimecki - Historja muzyki polskiej (w zarysie) 1920.pdf|Historja muzyki polskiej (w zarysie)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|270
|
|2026-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3371.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|521
|-
|[[Indeks:PL Jachimecki - Józef Haydn 1910.pdf|Józef Haydn]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|91
|
|2026-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">151.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|260
|-
|[[Indeks:PL Jachimecki - Stanisław Moniuszko 1922.pdf|Stanisław Moniuszko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|318
|
|2026-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|954
|-
|[[Indeks:PL Jachimecki - Mozart w 150. rocznicę urodzin 1906.pdf|Mozart w 150. rocznicę urodzin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|186
|
|2026-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|558
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jachimecki - Muzyka na dworze króla Władysława Jagiełły 1424-1430 1915.pdf|Muzyka na dworze króla Władysława Jagiełły 1424–1430]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|52
|
|2026-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3416.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|79
|-
|[[Indeks:PL Jachimecki - Rozwój kultury muzycznej w Polsce 1914.pdf|Rozwój kultury muzycznej w Polsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|170
|
|2026-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|507
|-
|[[Indeks:PL Zdzisław Jachimecki - Ryszard Wagner 1922.pdf|Ryszard Wagner]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|496
|
|2026-03-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">141.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1464
|-
|[[Indeks:PL Kurpiński - Wspomnienia w podróży r. 1823 (Jachimecki 1911).pdf|Wspomnienia w podróży r. 1823]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Kurpiński|Karol Kurpiński]], [[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|138
|
|2026-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|414
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza-Chłopski mecenas.pdf|Chłopski mecenas]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:22%"></td><td class="pq3" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|98
|
|2015-08-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">7481.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|68
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza-Wybór pism Tom IV.djvu|Wybór pism w X tomach. Tom IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|232
|
|2018-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6711.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|220
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Z mazurskiej ziemi.djvu|Z mazurskiej ziemi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|378
|
|2018-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6730.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|357
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Z Warszawy.djvu|Z Warszawy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|248
|
|2018-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6765.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|230
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Przy kominku.djvu|Przy kominku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|294
|
|2018-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6815.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|257
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza-Wybór pism Tom I.djvu|Wybór pism w X tomach. Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|298
|
|2020-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6771.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|276
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza Wybór pism Tom V.djvu|Wybór pism w X tomach. Tom V]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|236
|
|2020-09-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6803.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|210
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Żywota i spraw imć pana Symchy Borucha Kaltkugla ksiąg pięcioro.djvu|Żywota i spraw imć pana Symchy Borucha Kaltkugla ksiąg pięcioro]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|288
|
|2020-12-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6690.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|278
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Z antropologii wiejskiej (nowa serya).djvu|Z antropologii wiejskiej (nowa serya)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|258
|
|2021-01-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6747.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|242
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Wyścig dystansowy.djvu|Wyścig dystansowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]], <br>[[Autor:Kazimierz Laskowski|Kazimierz Laskowski]]
|style="text-align:right"|116
|
|2021-01-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6730.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|103
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Wybór pism Tom VII.djvu|Wybór pism w X tomach. Tom VII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|244
|
|2021-02-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6748.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|237
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Syzyf.pdf|Syzyf]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|262
|
|2021-02-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6798.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|243
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Synowie pana Marcina.djvu|Synowie pana Marcina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|280
|
|2021-02-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6703.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|272
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Powtórne życie.pdf|Powtórne życie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|256
|
|2021-02-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6763.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|233
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Zagrzebani.djvu|Zagrzebani]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|272
|
|2021-02-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6743.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|256
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Monologi.djvu|Monologi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:27%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|208
|
|2021-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">7039.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|135
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu|Monologi. Serya druga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:12%"></td><td class="pq3" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:31%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|150
|
|2021-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">7249.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|85
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Suma na Kocimbrodzie.djvu|Suma na Kocimbrodzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|202
|
|2021-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6700.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|196
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Fotografie wioskowe.djvu|Fotografie wioskowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|230
|
|2021-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6727.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|215
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ochorowicz, Junosza - Listy. Do przyszłej narzeczonej. Do cudzej żony.djvu|Listy do przyszłej narzeczonej i Listy do cudzej żony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julian Ochorowicz|Julian Ochorowicz]]<br>[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|150
|
|2021-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6766.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|129
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Na ojcowskim zagonie.djvu|Na ojcowskim zagonie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|70
|
|2021-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6714.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|69
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Willa pana regenta.djvu|Willa pana regenta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|268
|
|2021-03-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6731.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|254
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Przeszkoda.djvu|Przeszkoda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|120
|
|2021-03-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6761.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|103
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Leśniczy.djvu|Leśniczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|88
|
|2021-03-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6893.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|82
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Milion za morzami.djvu|Milion za morzami]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|40
|
|2021-03-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6750.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|39
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Romans i powieść.djvu|Romans i powieść]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|21
|
|2021-03-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6825.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|20
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Na chlebie u dzieci.djvu|Na chlebie u dzieci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|88
|
|2022-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|80
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Dziadowski wychowanek.djvu|Dziadowski wychowanek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|84
|
|2022-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6755.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|73
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Król sam.djvu|Król sam]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:24%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|25
|
|2022-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6842.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|18
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Na łożu śmierci (Junosza)|Na łożu śmierci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|15
|
|2023-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">7111.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|13
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Światło które zagasło.djvu|Światło które zagasło]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|331
|
|2015-06-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3690.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|600
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Puk z Pukowej Górki.djvu|Puk z Pukowej Górki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|360
|
|2015-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7038.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|295
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu|Zwodne światło]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|374
|
|2015-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6694.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|361
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Od morza do morza (Kipling)|Od morza do morza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|336
|
|2015-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7270.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|262
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Druga księga dżungli.djvu|Druga księga dżungli (tłum. Mianowski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:21%"></td><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|223
|
|2016-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">7385.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|171
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Księga dżungli (1931).djvu|Księga dżungli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:41%"></td><td class="pq3" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|278
|
|2017-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">8129.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|147
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Stalky i Sp.djvu|Stalky i Sp. (tłum. Bandrowski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:24%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|376
|
|2018-03-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4222.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|624
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Stalky i spółka (tłum. Birkenmajer).djvu|Stalky i spółka (tłum. Birkenmajer)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|276
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3396.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|519
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Kapitanowie zuchy.djvu|Kapitanowie zuchy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|308
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3538.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|568
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Druga księga dżungli (tłum. Birkenmajer).djvu|Druga księga dżungli (tłum. Birkenmajer)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|276
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6741.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|263
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Rudyard Kipling - Takie sobie bajeczki.djvu|Takie sobie bajeczki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|128
|
|2021-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3615.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|226
|- style="background-color:#6495ED"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kalina.djvu|Kalina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq2" style="width:75%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Komorowski|Ignacy Komorowski]], [[Autor:Teofil Lenartowicz|Teofil Lenartowicz]]
|style="text-align:right"|12
|
|2017-04-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">333.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kwiaty.djvu|Kwiaty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq2" style="width:75%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Komorowski|Ignacy Komorowski]]
|style="text-align:right"|8
|
|2017-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">476.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|20
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Łza.djvu|Łza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq2" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Komorowski|Ignacy Komorowski]], [[Autor:Julian Korsak|Julian Korsak]]
|style="text-align:right"|8
|
|2017-04-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">1111.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Melodja (Moore).djvu|Melodja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq2" style="width:70%"></td><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Komorowski|Ignacy Komorowski]], [[Autor:Antoni Edward Odyniec|Antoni Edward Odyniec]]
|style="text-align:right"|10
|
|2017-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">1111.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|24
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pieśń wschodnia.djvu|Pieśń wschodnia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq2" style="width:79%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Komorowski|Ignacy Komorowski]], [[Autor:Aleksander Chodźko|Aleksander Chodźko]]
|style="text-align:right"|14
|
|2017-04-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">277.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|35
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Polonez (Chociaż to życie idzie po grudzie).djvu|Polonez (Chociaż to życie idzie po grudzie)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq2" style="width:70%"></td><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Komorowski|Ignacy Komorowski]], [[Autor:Wincenty Pol|Wincenty Pol]]
|style="text-align:right"|10
|
|2017-04-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">416.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|23
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Powiśle (śpiew).djvu|Powiśle]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq2" style="width:79%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Komorowski|Ignacy Komorowski]]
|style="text-align:right"|14
|
|2017-04-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">277.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|35
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Śpiew Żniwiarki z kantaty Rok w Pieśni.djvu|Śpiew Żniwiarki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq2" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Komorowski|Ignacy Komorowski]], [[Autor:Władysław Syrokomla|Władysław Syrokomla]]
|style="text-align:right"|12
|
|2017-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">740.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|25
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye T. 7 (Maria Konopnicka)|Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom VII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Konopnicka|Maria Konopnicka]]
|style="text-align:right"|280
|
|2010-09-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">4714.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|398
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye T. 8 (Maria Konopnicka)|Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom VIII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:50%"></td><td class="pq1" style="width:31%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Konopnicka|Maria Konopnicka]]
|style="text-align:right"|328
|
|2010-09-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">5894.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|367
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye T. 10 (Maria Konopnicka)|Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom X]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:22%"></td><td class="pq1" style="width:59%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Konopnicka|Maria Konopnicka]]
|style="text-align:right"|526
|
|2010-09-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">5167.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|735
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Konopnicka Noskowski - Śpiewnik dziecięcy.djvu|Śpiewnik dla dzieci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Konopnicka|Maria Konopnicka]]
|style="text-align:right"|136
|
|2013-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6908.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|115
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Maria Konopnicka - Cztery nowele.djvu|Cztery nowele]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:34%"></td><td class="pq3" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Konopnicka|Maria Konopnicka]]
|style="text-align:right"|324
|
|2015-07-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7868.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|195
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu|Ludzie i rzeczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Konopnicka|Maria Konopnicka]]
|style="text-align:right"|493
|
|2016-03-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">7246.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|399
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Konopnicka - Szkice.djvu|Szkice]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Konopnicka|Maria Konopnicka]]
|style="text-align:right"|246
|
|2018-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6988.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|215
|-
|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski-Wilno tom II.pdf|Wilno tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:30%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:62%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|546
|
|2010-09-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">1352.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1349
|-
|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski-Wilno tom III.pdf|Wilno tom III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|402
|
|2010-09-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">213.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1098
|-
|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski-Wilno tom IV.pdf|Wilno tom IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|434
|
|2010-09-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">120.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1227
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Sceny sejmowe.djvu|Sceny sejmowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|182
|
|2016-07-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6841.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|163
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Odczyty o cywilizacyi w Polsce.djvu|Odczyty o cywilizacyi w Polsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|155
|
|2016-07-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6868.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|140
|-
|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Dwie komedyjki.djvu|Dwie komedyjki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|246
|
|2016-07-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">96.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|722
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Boża czeladka (Kraszewski)|Boża czeladka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:62%"></td><td class="pq3" style="width:36%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|563
|
|2017-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">8785.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|200
|-
|[[Indeks:PL Kraszewski - Wybór Pism Tom VII.djvu|Utwory dramatyczne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|428
|
|2018-10-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">1063.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1134
|-
|[[Indeks:PL Kraszewski - Wybór Pism Tom VIII.djvu|Kartki z podróży 1858—1864]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|945
|
|2018-10-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">131.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2780
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kraszewski - Wybór pism Tom IX.djvu|Zarysy społeczne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|832
|
|2018-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6686.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|824
|-
|[[Indeks:Studya i szkice literackie.pdf|Studya i szkice literackie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:15%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:84%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|992
|
|2018-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">542.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2789
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kraszewski - Złote myśli.djvu|Złote myśli z dzieł J. I. Kraszewskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|235
|
|2018-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3823.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|428
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Podróż króla Stanisława Augusta do Kaniowa.djvu|Podróż króla Stanisława Augusta do Kaniowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|304
|
|2018-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6700.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|295
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kraszewski - Ostatni rok.djvu|Rok ostatni panowania Zygmunta III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|322
|
|2019-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3507.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|598
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kraszewski - Starościna Bełzka.djvu|Starościna Bełzka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|342
|
|2019-04-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3412.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|664
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Tryumf wiary.djvu|Tryumf wiary]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|144
|
|2019-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3406.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|271
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Niebieskie migdały.djvu|Niebieskie migdały]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:99% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|792
|
|2019-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6705.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|772
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Komedjanci.djvu|Komedjanci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|540
|
|2020-06-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6710.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|520
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Pod blachą.djvu|Pod blachą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|358
|
|2020-06-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6724.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|342
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:J. I. Kraszewski - Gawędy o literaturze i sztuce.djvu|Gawędy o literaturze i sztuce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|350
|
|2020-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6747.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|322
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:J. I. Kraszewski - Obrazy z życia i podróży T.I.djvu|Obrazy z życia i podróży T.I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|228
|
|2020-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6943.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|188
|-
|[[Indeks:J. I. Kraszewski - Obrazy z życia i podróży T.II.djvu|Obrazy z życia i podróży T.II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|216
|
|2020-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">598.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|581
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.X.djvu|Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.X]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|328
|
|2020-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6708.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|314
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.XI.djvu|Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.XI]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|392
|
|2020-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6701.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|374
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:J. I. Kraszewski - Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku|Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:26%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|921
|
|2020-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">4441.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1504
|-
|[[Indeks:J. I. Kraszewski - Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy.djvu|Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|506
|
|2020-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">53.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1477
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.I.djvu|Nowe studja literackie T.I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|208
|
|2020-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6839.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|183
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Skrypt Fleminga|Skrypt Fleminga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|372
|
|2020-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6722.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|355
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Okruszyny|Okruszyny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|496
|
|2020-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6745.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|453
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Trapezologjon.djvu|Trapezologjon]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|132
|
|2020-10-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6695.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|116
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Staropolska miłość.djvu|Staropolska miłość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|210
|
|2020-10-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6800.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|192
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pułkownikówna (Kraszewski)|Pułkownikówna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|352
|
|2020-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6716.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|329
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Na Polesiu|Na Polesiu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|440
|
|2020-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6713.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|424
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Czarna godzina.djvu|Czarna godzina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|421
|
|2021-02-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6724.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|398
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Złoty Jasieńko.djvu|Złoty Jasieńko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|360
|
|2021-02-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6695.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|347
|-
|[[Indeks:PL Kraszewski - Ikonotheka.djvu|Ikonotheka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|100
|
|2021-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">266.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|292
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Psiawiara.djvu|Psiawiara]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|90
|
|2021-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|90
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Nera|Nera]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|421
|
|2021-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6762.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|373
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Banita 1843.djvu|Banita powieść z 1843]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|77
|
|2021-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|77
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Przybłęda.djvu|Przybłęda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|63
|
|2021-03-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|63
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Wysokie progi|Wysokie progi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|113
|
|2021-03-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6696.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|112
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Listy do nieznajomego|Listy do nieznajomego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|67
|
|2021-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6716.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|66
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski W sprawie szkół ludowych na Szlązku kilka uwag dla nauczycieli.djvu|W sprawie szkół ludowych na Szlązku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|42
|
|2021-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6785.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|27
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Wieki katakombowe|Wieki katakombowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|127
|
|2021-06-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6692.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|126
|-
|[[Indeks:PL JI Kraszewski Listy ze wsi|Listy ze wsi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|109
|
|2021-07-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">214.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|320
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Pamiętnik Mroczka.pdf|Pamiętnik Mroczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|182
|
|2021-08-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6744.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|168
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - W mętnéj wodzie.djvu|W mętnéj wodzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|344
|
|2021-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6686.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|334
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Stańczykowa kronika od roku 1503 do 1508.djvu|Stańczykowa kronika od roku 1503 do 1508]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|82
|
|2021-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6800.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|72
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lublana (Kraszewski)|Lublana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|406
|
|2021-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6735.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|378
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sto djabłów (Kraszewski)|Sto djabłów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:89% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|712
|
|2021-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6700.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|693
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Morituri.djvu|Morituri]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|450
|
|2021-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6735.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|426
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Powieść składana.djvu|Powieść składana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|192
|
|2021-09-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6703.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|180
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Żyd obrazy współczesne (Kraszewski)|Żyd: obrazy współczesne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|920
|
|2021-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6689.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|877
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Kochajmy się.djvu|Kochajmy się]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|296
|
|2021-10-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">6701.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|282
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Resurrecturi.djvu|Resurrecturi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|381
|
|2021-10-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6720.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|363
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mogilna (Kraszewski)|Mogilna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|270
|
|2022-04-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6729.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|259
|-
|[[Indeks:Kraszewski Listy z zakątka|Listy z zakątka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:96% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|763
|
|2022-06-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">26.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2283
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Ewunia.djvu|Ewunia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|408
|
|2022-09-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6732.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|398
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Zagadki.djvu|Zagadki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|1078
|
|2022-09-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6669.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1038
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Listy z zakątka włoskiego|Listy z zakątka włoskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|77
|
|2022-10-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">7099.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|67
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Z Florencyi|Z Florencyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|29
|
|2022-10-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6781.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Śniehotowie|Śniehotowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|62
|
|2022-11-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|62
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Listy z zagranicy|Listy z zagranicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|58
|
|2022-12-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6724.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|57
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Sieroce dole.pdf|Sieroce dole]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|477
|
|2022-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6759.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|452
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Echa z Niemiec|Echa z Niemiec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:12%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|52
|
|2023-01-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">7051.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|46
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Dzieci wieku.djvu|Dzieci wieku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|480
|
|2023-01-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6724.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|450
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Ciche wody.djvu|Ciche wody]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|606
|
|2023-01-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">6795.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|574
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Metamorfozy.djvu|Metamorfozy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|436
|
|2023-01-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6690.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|417
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Para czerwona.djvu|Para czerwona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|478
|
|2023-02-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6717.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|449
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Złoto i błoto.djvu|Złoto i błoto]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|564
|
|2023-02-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6703.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|543
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wędrówki literackie, fantastyczne i historyczne|Wędrówki literackie, fantastyczne i historyczne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:82% !important"><tr><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|654
|
|2023-02-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|629
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Listy Świt|Listy (Świt)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|46
|
|2023-03-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6811.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|44
|-
|[[Indeks:Kronika (Strzecha)|Kronika]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|90
|
|2023-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">148.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|266
|-
|[[Indeks:Listy z Drezna, Wenecyi i Wiednia|Listy z Drezna, Wenecyi i Wiednia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|161
|
|2023-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|480
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Od kolébki do mogiły.djvu|Od kolébki do mogiły]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|528
|
|2023-06-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6706.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|500
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Na tułactwie.djvu|Na tułactwie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|556
|
|2023-08-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6697.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|540
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Dziś i lat temu trzysta.djvu|Dziś i lat temu trzysta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|304
|
|2023-08-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|291
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Zygzaki.djvu|Zygzaki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|324
|
|2023-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6729.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|310
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Dwa Bogi, dwie drogi.djvu|Dwa Bogi, dwie drogi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|420
|
|2023-09-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6715.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|400
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wielki nieznajomy|Wielki nieznajomy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|205
|
|2023-09-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|205
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lalki|Lalki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|122
|
|2023-10-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6693.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|121
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Miljon posagu.djvu|Miljon posagu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|274
|
|2023-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6758.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|246
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bratanki (Kraszewski)|Bratanki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|464
|
|2023-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6711.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|439
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Pamiętnik panicza.djvu|Pamiętnik panicza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|266
|
|2023-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6679.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|254
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Cztery wesela.pdf|Cztéry wesela]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|436
|
|2023-12-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6887.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|353
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Noce bezsenne.djvu|Noce bezsenne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|178
|
|2024-01-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6779.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|172
|-
|[[Indeks:Omnibus-Kraszewski|Omnibus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:15%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td><td class="pqn" style="width:65%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|384
|
|2024-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">997.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|875
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Projekt encyklopedyi starożytności polskich.djvu|Projekt encyklopedyi starożytności polskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:24%"></td><td class="pq1" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|50
|
|2024-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">4500.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|66
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Akta Babińskie|Akta Babińskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:70%"></td><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|228
|
|2024-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">9444.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|32
|-
|[[Indeks:PL JI Kraszewski System Trentowskiego.djvu|System Trentowskiego treścią i rozbiorem analityki loicznéj okazany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|264
|
|2024-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|762
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Typy i charaktery.pdf|Typy i charaktery]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|164
|
|2024-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6729.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|157
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - U babuni.pdf|U babuni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|368
|
|2024-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6685.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|354
|-
|[[Indeks:PL JI Kraszewski Litwa.djvu|Litwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|994
|
|2025-01-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">10.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2946
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Cet czy licho (Kraszewski)|Cet czy licho]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:59% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|472
|
|2025-01-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6710.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|446
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Kawał literata.pdf|Kawał literata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|286
|
|2025-01-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6751.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|268
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Na wschodzie.pdf|Na wschodzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|244
|
|2025-03-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6740.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|221
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Syrokomla (Ludwik Kondratowicz) (Kraszewski, 1863).pdf|Władysław Syrokomla]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|238
|
|2025-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6695.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|227
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Sama jedna.pdf|Sama jedna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|440
|
|2025-05-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6729.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|415
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Selma Lagerlöf - Maja Liza.djvu|Maja Liza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Selma Lagerlöf|Selma Lagerlöf]]
|style="text-align:right"|302
|
|2018-09-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3367.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|585
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Selma Lagerlöf - Królowe Kungachelli.pdf|Królowe Kungachelli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Selma Lagerlöf|Selma Lagerlöf]]
|style="text-align:right"|120
|
|2018-10-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3639.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|208
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Selma Lagerlöf - Legendy Chrystusowe.djvu|Legendy Chrystusowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Selma Lagerlöf|Selma Lagerlöf]]
|style="text-align:right"|220
|
|2018-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">4236.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|370
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Selma Lagerlöf - Tętniące serce.djvu|Tętniące serce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Selma Lagerlöf|Selma Lagerlöf]]
|style="text-align:right"|264
|
|2018-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3564.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|502
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gösta Berling (tłum. Mirandola).djvu|Gösta Berling, tłum. Mirandola]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Selma Lagerlöf|Selma Lagerlöf]]
|style="text-align:right"|368
|
|2018-12-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3462.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|706
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Selma Lagerlöf - Jerozolima|Jerozolima]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:92% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Selma Lagerlöf|Selma Lagerlöf]]
|style="text-align:right"|732
|
|2020-04-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3370.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1422
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Idealisci (Lam)|Idealiści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:36%"></td><td class="pq3" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lam|Jan Lam]]
|style="text-align:right"|351
|
|2015-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">7883.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|221
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wielki świat Capowic - Koroniarz w Galicyi.djvu|Wielki świat Capowic - Koroniarz w Galicyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:36%"></td><td class="pq1" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lam|Jan Lam]]
|style="text-align:right"|357
|
|2015-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4759.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|555
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rozmaitości i powiastki Jana Lama|Rozmaitości i powiastki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lam|Jan Lam]]
|style="text-align:right"|241
|
|2015-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4138.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|422
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jana Lama Kroniki lwowskie.djvu|Kroniki lwowskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:42%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lam|Jan Lam]]
|style="text-align:right"|324
|
|2016-01-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">4968.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|480
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Lam - Dziwne karyery.djvu|Dziwne karyery]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lam|Jan Lam]]
|style="text-align:right"|268
|
|2016-01-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3397.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|511
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Lam - Głowy do pozłoty|Głowy do pozłoty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lam|Jan Lam]]
|style="text-align:right"|510
|
|2016-01-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3442.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|958
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Leblanc - Zwierzenia Arsena Lupina.djvu|Zwierzenia Arsena Lupina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|182
|
|2018-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3740.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|323
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leblanc - Złoty trójkąt.djvu|Złoty trójkąt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|213
|
|2019-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6745.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|207
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:M.Leblanc - Kryształowy korek.djvu|Kryształowy korek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|212
|
|2019-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3428.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|414
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:M.Leblanc - Wydrążona igła.djvu|Wydrążona igła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|268
|
|2019-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6705.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|257
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leblanc - Straszliwe zdarzenie.djvu|Straszliwe zdarzenie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|184
|
|2019-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">4692.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|285
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leblanc - Czerwone koło.djvu|Czerwone koło]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|266
|
|2019-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6718.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|254
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leblanc - Zęby tygrysa (1926).djvu|Zęby tygrysa (1926)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|374
|
|2019-07-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3482.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|700
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Maurycy Leblanc - Odłamek pocisku.djvu|Odłamek pocisku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|208
|
|2022-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|414
|-
|[[Indeks:PL Maurycy Leblanc - Zbrodnia w zamku.pdf|Zbrodnia w zamku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|134
|
|2022-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|384
|-
|[[Indeks:PL Maurycy Leblanc - Troje oczu.pdf|Troje oczu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|228
|
|2022-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3243.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|452
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Maurice Leblanc - Eliksir zmartwychwstania.pdf|Eliksir zmartwychwstania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|218
|
|2022-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3349.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|415
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL M. Leblanc - Córka Józefa Balsamo hrabina Cagliostro (1926)|Córka Józefa Balsamo hrabina Cagliostro (1929)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|336
|
|2022-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3397.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|618
|-
|[[Indeks:PL Maurice Leblanc - Córka Józefa Balsamo hrabina Cagliostro (1929)|Córka Józefa Balsamo hrabina Cagliostro (1926)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|392
|
|2022-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1158
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Państwo i rewolucja (Lenin)|Państwo i rewolucja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:32%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|156
|
|2014-01-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">5011.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|214
|-
|[[Indeks:Lenin - Imperjalizm jako najnowszy etap.djvu|Imperjalizm jako najnowszy etap w rozwoju kapitalizmu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|128
|
|2016-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">277.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|350
|-
|[[Indeks:Lenin - O związkach zawodowych.djvu|O związkach zawodowych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|146
|
|2018-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">163.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|422
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lenin - O sprawie narodowościowej.djvu|O sprawie narodowościowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|72
|
|2018-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|138
|-
|[[Indeks:Lenin - O kwestji narodowościowej Cz. 1.djvu|O kwestji narodowościowej Cz. 1.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|152
|
|2018-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">133.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|444
|-
|[[Indeks:Lenin - Sprawa zbrojna proletarjatu.djvu|Sprawa zbrojna proletarjatu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|84
|
|2018-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">80.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|247
|-
|[[Indeks:Lenin - Wojna wojnie!.djvu|Wojna wojnie!]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|88
|
|2018-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">881.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|238
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lenin - O religii i kościele.djvu|O religii i kościele]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|80
|
|2018-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3376.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|155
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lenin - Co robić? (1933).pdf|Co robić?]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|177
|
|2024-09-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3392.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|333
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Encyklika Rerum Novarum.pdf|Encyklika „Rerum Novarum“]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-05-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|125
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika o Przenajświętszym Sakramencie.pdf|Encyklika o Przenajświętszym Sakramencie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|34
|
|2025-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3888.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|55
|-
|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika Providentissmus Deus.pdf|Encyklika Providentissmus Deus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:17%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:74%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|58
|
|2025-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">802.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|149
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika o pochodzeniu władzy państwowej.pdf|Encyklika o pochodzeniu władzy państwowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|28
|
|2025-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|45
|-
|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika o chrześcijańskim ustroju państw.pdf|Encyklika o chrześcijańskim ustroju państw]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|62
|
|2025-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|174
|-
|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika o małżeństwie chrześcijańskiem.pdf|Encyklika o małżeństwie chrześcijańskiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|32
|
|2025-05-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|90
|-
|[[Indeks:Leon XIII - List pasterski o masonerji.pdf|O masonerji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|48
|
|2025-05-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|129
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika do biskupów polskich.pdf|Encyklika do biskupów polskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:42%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-05-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">4047.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|25
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika do biskupów polskich (wyd. Miłkowski).pdf|Encyklika do biskupów polskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:26%"></td><td class="pq0" style="width:53%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|34
|
|2025-05-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">4791.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|25
|-
|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika o demokracyi chrześcijańskiej (Warszawa).pdf|Encyklika o demokracyi chrześcijańskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq0" style="width:50%"></td><td class="pqn" style="width:50%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|50
|
|2025-05-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|75
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika o demokracyi chrześcijańskiej (Lwów).pdf|Encyklika o demokracyi chrześcijańskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-05-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3623.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|44
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Leroux - Upiór opery.djvu|Upiór opery]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gaston Leroux|Gaston Leroux]]
|style="text-align:right"|302
|
|2019-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3424.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|576
|-
|[[Indeks:PL Leroux - Perfumy czarnej damy.djvu|Perfumy czarnej damy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gaston Leroux|Gaston Leroux]]
|style="text-align:right"|338
|
|2019-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|981
|-
|[[Indeks:PL Leroux - Mister Flow.pdf|Mister Flow]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gaston Leroux|Gaston Leroux]]
|style="text-align:right"|242
|
|2019-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">159.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|679
|-
|[[Indeks:PL Leroux - Małżonka słońca.pdf|Małżonka słońca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gaston Leroux|Gaston Leroux]]
|style="text-align:right"|178
|
|2019-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|510
|-
|[[Indeks:PL Leroux - Pan Rouletabille u cara.pdf|Pan Rouletabille u cara]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gaston Leroux|Gaston Leroux]]
|style="text-align:right"|272
|
|2019-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|783
|-
|[[Indeks:PL Leroux - Dziwne przygody miłosne Rouletabilla.pdf|Dziwne przygody miłosne Rouletabilla]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:48%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gaston Leroux|Gaston Leroux]]
|style="text-align:right"|288
|
|2019-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">2078.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|663
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - Danusia i Chińczycy.pdf|Danusia i Chińczycy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:22%"></td><td class="pq3" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|124
|
|2025-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">7523.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|78
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - Boże drzewko.pdf|Boże drzewko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:34%"></td><td class="pq3" style="width:55%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|108
|
|2025-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">7766.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|67
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - Życie jak bajka.pdf|Życie jak bajka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|120
|
|2025-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">7391.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|72
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - Wieczory wigilijne.pdf|Wieczory wigilijne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|120
|
|2025-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6815.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|107
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - Wielki czarodziej Tomasz Alva Edison.pdf|Wielki czarodziej Tomasz Alva Edison]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:20%"></td><td class="pq3" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|116
|
|2025-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">7411.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|80
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - Oyuki sierota japońska.pdf|Oyuki sierota japońska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|188
|
|2025-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6925.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|166
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - W Jasnej Wsi.pdf|W Jasnej Wsi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|160
|
|2025-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|295
|-
|[[Indeks:Anna Lewicka - Wśród dzieci i młodzieży różnych ludów.pdf|Wśród dzieci i młodzieży różnych ludów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|162
|
|2025-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|486
|-
|[[Indeks:Anna Lewicka - O wynalazkach z przed lat tysięcy i najnowszej doby.pdf|O wynalazkach z przed lat tysięcy i najnowszej doby]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|168
|
|2025-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|504
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - Z naszych pól i lasów (1922).pdf|Z naszych pól i lasów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|308
|
|2025-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3344.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|595
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - Wśród naszych łąk i borów (1930).pdf|Wśród naszych łąk i borów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|270
|
|2025-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3384.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|514
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski Bolesław - Socyjalizm jako konieczny objaw dziejowego rozwoju|Socyjalizm jako konieczny objaw dziejowego rozwoju]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|116
|
|2019-09-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|203
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bolesław Limanowski - Komuniści.djvu|Komuniści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:22%"></td><td class="pq1" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|186
|
|2019-09-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">4195.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|303
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski Bolesław - Rozwój polskiej myśli socjalistycznej|Rozwój polskiej myśli socjalistycznej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:36%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|44
|
|2020-01-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">4404.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|47
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski Bolesław - Historia ruchu społecznego w XIX stuleciu.pdf|Historia ruchu społecznego w XIX stuleciu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|503
|
|2020-11-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3353.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|999
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski - O kwestji robotniczej 1871.pdf|O kwestji robotniczej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|40
|
|2024-06-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|56
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski - Dzieje Inflant i Kurlandyi od r. 1385 do 1562 (Przegląd Europejski, R. 1, t. 1, wrzesień 1862).pdf|Dzieje Inflant i Kurlandyi od r. 1385 do 1562]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|20
|
|2024-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|40
|-
|[[Indeks:PL Limanowski - Stanisław Worcell życiorys.pdf|Stanisław Worcell]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|476
|
|2024-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">314.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1261
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski - Naród i państwo studyum socyologiczne.pdf|Naród i Państwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|116
|
|2024-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3495.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|201
|-
|[[Indeks:PL Limanowski - Stuletnia walka narodu o niepodległość 1906.pdf|Stuletnia walka narodu o niepodległość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|480
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">63.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1398
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski - Polityczna a społeczna rewolucja 1883.pdf|Polityczna a społeczna rewolucja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:29%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|28
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3500.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|39
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski - Patryjotyzm i socyjalizm 1881.pdf|Patryjotyzm i Socyjalizm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|32
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|64
|-
|[[Indeks:PL Limanowski - Socjologja cz. 1 1921.pdf|Socjologja cz. I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|326
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">73.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|941
|-
|[[Indeks:PL Limanowski - Socjologja cz. 2 1919.pdf|Socjologja cz. II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|164
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">189.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|465
|-
|[[Indeks:PL Limanowski - Historja ruchu społecznego w drugiej połowie XVIII 1888.pdf|Historja ruchu społecznego w drugiej połowie XVIII wieku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|450
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">30.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1316
|-
|[[Indeks:PL Limanowski - Plutarch Polski 1920.pdf|Plutarch polski: Hugo Kołłątaj, Tadeusz Kościuszko, Walerjan Łukasiński, Stanisław Staszic, Romuald Traugutt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|492
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">329.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1381
|-
|[[Indeks:PL Limanowski - Szermierze wolności 1911.pdf|Szermierze wolności]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:16%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:66%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|348
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">866.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|822
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski - Ferdynand Lassalle i jego polemiczno-agitacyjne pisma.pdf|Ferdynand Lassalle i jego polemiczno-agitacyjne pisma]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:31%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|32
|
|2024-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3484.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|43
|-
|[[Indeks:PL Limanowski - Historya demokracyi polskiej w epoce porozbiorowej 1901.pdf|Historya demokracyi polskiej w epoce porozbiorowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|506
|
|2024-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">278.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1429
|-
|[[Indeks:PL Maeterlinck - Wybór pism dramatycznych.djvu|Wybór pism dramatycznych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|324
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">194.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|909
|-
|[[Indeks:PL Maeterlinck - Zagrzebana świątynia.pdf|Zagrzebana świątynia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|266
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|774
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Maeterlinck - Piękno wewnętrzne.djvu|Piękno wewnętrzne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|152
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3429.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|274
|-
|[[Indeks:Maurycy Maeterlinck - Księżniczka Malena.djvu|Księżniczka Malena]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|172
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|507
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Maeterlinck - Monna Vanna.djvu|Monna Vanna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|104
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3498.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|197
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu|Joyzella]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|114
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3490.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|207
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Maeterlinck - Aglawena i Selizetta.djvu|Aglawena i Selizetta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|96
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">4214.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|151
|-
|[[Indeks:Maurycy Maeterlinck - Wielka tajemnica.djvu|Wielka tajemnica]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|300
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|825
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Maeterlinck - Życie pszczół.djvu|Życie pszczół (tłum. Mirandola)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|320
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6710.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|300
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Maeterlinck - Życie termitów.pdf|Życie termitów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|220
|
|2025-02-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3880.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|347
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Radosne i smutne.djvu|Radosne i smutne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|208
|
|2017-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3573.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|374
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Rzeczy wesołe.djvu|Rzeczy wesołe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:26%"></td><td class="pq1" style="width:45%"></td><td class="pq0" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|192
|
|2017-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">4988.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|224
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Makuszyński - Perły i wieprze.djvu|Perły i wieprze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|252
|
|2017-08-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3504.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|456
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Makuszyński - Połów gwiazd.djvu|Połów gwiazd]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|296
|
|2017-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">7338.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|194
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dusze z papieru|Dusze z papieru]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|457
|
|2017-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3945.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|732
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Makuszyński - Straszliwe przygody.djvu|Straszliwe przygody (1922)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|204
|
|2017-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3570.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|353
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Fatalna szpilka (1925).djvu|Fatalna szpilka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|176
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3414.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|324
|-
|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Listy zebrane (1929).djvu|Listy zebrane]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|328
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">10.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|965
|-
|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Moje listy (1923).pdf|Moje listy (1923)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|139
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|411
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Piąte przez dziesiąte (1925).djvu|Piąte przez dziesiąte]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|184
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3472.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|329
|-
|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Pieśń o Ojczyźnie (1928).djvu|Pieśń o Ojczyźnie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|204
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|612
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Po mlecznej drodze (1920).djvu|Po mlecznej drodze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|314
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3322.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|619
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Romantyczne i dziwne opowieści (1925).djvu|Romantyczne i dziwne opowieści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|310
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|576
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Żywot pani i inne świecidełka (1929).djvu|Żywot pani i inne świecidełka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|330
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|586
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Straszliwe przygody (1914).djvu|Straszliwe przygody (1914)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|136
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|252
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Słońce w herbie|Słońce w herbie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|512
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3445.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|938
|-
|[[Indeks:Kornel Makuszynski - Moje listy (1928).pdf|Moje listy (1928)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|120
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|333
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Pieśń o Ojczyźnie (1924).pdf|Pieśń o Ojczyźnie (1924)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|210
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6716.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|199
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Zabawa w szczęście (1912).pdf|Zabawa w szczęście]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|272
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|512
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Wycinanki (1926).pdf|Wycinanki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|318
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6704.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|264
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Romantyczne historye (1911).pdf|Romantyczne historye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|216
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|396
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Piosenki żołnierskie (1928).pdf|Piosenki żołnierskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:31%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|164
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|113
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Ponure igraszki (1927).pdf|Ponure igraszki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|296
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3309.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|552
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - O duchach djabłach i kobietach (1927).pdf|O duchach djabłach i kobietach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|206
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|194
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Król Azis (1928).pdf|Król Azis (zbiór)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|128
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6611.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|122
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Bezgrzeszne lata (1928).pdf|Bezgrzeszne lata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|258
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3402.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|475
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:January (Waleria Marrené)|January]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waleria Marrené|Waleria Marrené]]
|style="text-align:right"|335
|
|2011-04-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6768.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|316
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Waleria Marrené - Życie za życie.djvu|Życie za życie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waleria Marrené|Waleria Marrené]]
|style="text-align:right"|196
|na wikisource również inne wydanie
|2019-11-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6717.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|192
|-
|[[Indeks:PL Morzkowska Zycie za zycie.djvu|Życie za życie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waleria Marrené|Waleria Marrené]]
|style="text-align:right"|95
|uwaga na wikisource również inne wydanie
|2019-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|285
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Waleria Marrené - Wakacye w Warszawie.djvu|Wakacye w Warszawie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waleria Marrené|Waleria Marrené]]
|style="text-align:right"|172
|
|2019-11-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3394.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|325
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Marrene Dzieci szczescia.djvu|Dzieci szczęścia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waleria Marrené|Waleria Marrené]]
|style="text-align:right"|304
|
|2020-07-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6700.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|289
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Waleria Marrene Morzkowska Sewerka.djvu|Sewerka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waleria Marrené|Waleria Marrené]]
|style="text-align:right"|164
|
|2020-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6747.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|160
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walerya Marrené-Morzkowska - Cyganerya Warszawska.djvu|Cyganerya Warszawska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waleria Marrené|Waleria Marrené]]
|style="text-align:right"|161
|
|2021-07-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3396.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|313
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walerya Marrené - Przeciw prądowi|Przeciw prądowi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:95% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waleria Marrené|Waleria Marrené]]
|style="text-align:right"|754
|
|2021-07-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6698.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|729
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -14- Agencja matrymonialna.pdf|Lord Lister. Nr 14. Agencja matrymonialna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3958.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -16- Indyjski dywan.pdf|Lord Lister. Nr 16. Indyjski dywan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -17- Tajemnicza bomba.pdf|Lord Lister. Nr 17. Tajemnicza bomba]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -19- Sensacyjny zakład.pdf|Lord Lister. Nr 19. Sensacyjny zakład]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -21- Skradziony tygrys.pdf|Lord Lister. Nr 21. Skradziony tygrys]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -22- W szponach hazardu.pdf|Lord Lister. Nr 22. W szponach hazardu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -23- Tajemnica wojennego okrętu.pdf|Lord Lister. Nr 23. Tajemnica wojennego okrętu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -24- Oszustwo na biegunie.pdf|Lord Lister. Nr 24. Oszustwo na biegunie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -25- Tajemnica żelaznej kasy.pdf|Lord Lister. Nr 25. Tajemnica żelaznej kasy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -26- Skarb wielkiego Sziwy.pdf|Lord Lister. Nr 26. Skarb wielkiego Sziwy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -28- Indyjski pierścień.pdf|Lord Lister. Nr 28. Indyjski pierścień]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -29- Książę szulerów.pdf|Lord Lister. Nr 29. Książę szulerów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -31- W podziemiach Paryża.pdf|Lord Lister. Nr 31. W podziemiach Paryża]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -32- Klub jedwabnej wstęgi.pdf|Lord Lister. Nr 32. Klub jedwabnej wstęgi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -34- Podwodny skarbiec.pdf|Lord Lister. Nr 34. Podwodny skarbiec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -48- Przygoda w Marokko.pdf|Lord Lister. Nr 48. Przygoda w Marokko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -50- Upiorne Oko.pdf|Lord Lister. Nr 50. Upiorne Oko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -52- Detektyw i włamywacz.pdf|Lord Lister. Nr 52. Detektyw i włamywacz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -55- Kosztowny pojedynek.pdf|Lord Lister. Nr 55. Kosztowny pojedynek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -57- Sprzedana żona.pdf|Lord Lister. Nr 57. Sprzedana żona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -59- Papierośnica Nerona.pdf|Lord Lister. Nr 59. Papierośnica Nerona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -60- Chińska waza.pdf|Lord Lister. Nr 60. Chińska waza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -62- W szponach spekulantów.pdf|Lord Lister. Nr 62. W szponach spekulantów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -63- Tajny agent.pdf|Lord Lister. Nr 63. Tajny agent]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -64- Afera szpiegowska.pdf|Lord Lister. Nr 64. Afera szpiegowska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -65- Uwięziona księżniczka.pdf|Lord Lister. Nr 65. Uwięziona księżniczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -66- Walka o dziedzictwo.pdf|Lord Lister. Nr 66. Walka o dziedzictwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -67- Taniec duchów.pdf|Lord Lister. Nr 67. Taniec duchów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -68- Syn słońca.pdf|Lord Lister. Nr 68. Syn słońca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -69- Ponury dom.pdf|Lord Lister. Nr 69. Ponury dom]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -70- Dramat za kulisami.pdf|Lord Lister. Nr 70. Dramat za kulisami]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -72- Ząb za ząb.pdf|Lord Lister. Nr 72. Ząb za ząb]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -73- Zemsta włamywacza.pdf|Lord Lister. Nr 73. Zemsta włamywacza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -74- Skandal w pałacu.pdf|Lord Lister. Nr 74. Skandal w pałacu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -75- Herbaciane róże.pdf|Lord Lister. Nr 75. Herbaciane róże]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -76- Moloch.pdf|Lord Lister. Nr 76. Moloch]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -77- Syrena.pdf|Lord Lister. Nr 77. Syrena]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -78- Portret bajadery.pdf|Lord Lister. Nr 78. Portret bajadery]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -79- Książęcy jacht.pdf|Lord Lister. Nr 79. Książęcy jacht]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:29%"></td><td class="pq3" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">8125.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|9
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -80- Zatruty banknot.pdf|Lord Lister. Nr 80. Zatruty banknot]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -82- Elektryczny piec.pdf|Lord Lister. Nr 82. Elektryczny piec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -83- Spotkanie na moście.pdf|Lord Lister. Nr 83. Spotkanie na moście]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -84- Błękitne oczy.pdf|Lord Lister. Nr 84. Błękitne oczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:39%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|28
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3529.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|33
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -85- Skradzione skrzypce.pdf|Lord Lister. Nr 85. Skradzione skrzypce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -86- Tajemnicza choroba.pdf|Lord Lister. Nr 86. Tajemnicza choroba]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -87- Klejnoty amazonki.pdf|Lord Lister. Nr 87. Klejnoty amazonki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -88- Tajny dokument.pdf|Lord Lister. Nr 88. Tajny dokument]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -89- Tajemnicza dama.pdf|Lord Lister. Nr 89. Tajemnicza dama]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -90- W szponach wroga.pdf|Lord Lister. Nr 90. W szponach wroga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3958.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -92- Zatopiony skarb.pdf|Lord Lister. Nr 92. Zatopiony skarb]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3958.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -13- Złodziej okradziony.pdf|Lord Lister. Nr 13. Złodziej okradziony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:42%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">4791.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|25
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -15- Księżniczka dolarów.pdf|Lord Lister. Nr 15. Księżniczka dolarów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -18- Eliksir młodości.pdf|Lord Lister. Nr 18. Eliksir młodości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -27- Przeklęty talizman.pdf|Lord Lister. Nr 27. Przeklęty talizman]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -30- Diamentowy naszyjnik.pdf|Lord Lister. Nr 30. Diamentowy naszyjnik]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -33- Klub milionerów.pdf|Lord Lister. Nr 33. Klub milionerów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -35- Krzywdziciel sierot.pdf|Lord Lister. Nr 35. Krzywdziciel sierot]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -36- Zatruta koperta.pdf|Lord Lister. Nr 36. Zatruta koperta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -37- Niebezpieczna uwodzicielka.pdf|Lord Lister. Nr 37. Niebezpieczna uwodzicielka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -47- Obrońca pokrzywdzonych.pdf|Lord Lister. Nr 47. Obrońca pokrzywdzonych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -49- Kradzież w hotelu.pdf|Lord Lister. Nr 49. Kradzież w hotelu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -51- Tajemnicza wyprawa.pdf|Lord Lister. Nr 51. Tajemnicza wyprawa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -53- Niezwykły koncert.pdf|Lord Lister. Nr 53. Niezwykły koncert]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -54- Złoty klucz.pdf|Lord Lister. Nr 54. Złoty klucz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -56- Bracia szatana.pdf|Lord Lister. Nr 56. Bracia szatana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -58- Cudowny automat.pdf|Lord Lister. Nr 58. Cudowny automat]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -61- Sekret piękności.pdf|Lord Lister. Nr 61. Sekret piękności]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -71- Trzy zakłady.pdf|Lord Lister. Nr 71. Trzy zakłady]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -81- Porwany Pasza.pdf|Lord Lister. Nr 81. Porwany Pasza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -91- Skradzione perły.pdf|Lord Lister. Nr 91. Skradzione perły]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3958.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -38- Oszust w opałach.pdf|Lord Lister. Nr 38. Oszust w opałach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -39- Kradzież w muzeum.pdf|Lord Lister. Nr 39. Kradzież w muzeum]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -40- Zgubiony szal.pdf|Lord Lister. Nr 40. Zgubiony szal]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -41- Czarna ręka.pdf|Lord Lister. Nr 41. Czarna ręka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -42- Odzyskane dziedzictwo.pdf|Lord Lister. Nr 42. Odzyskane dziedzictwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -43- Rycerze cnoty.pdf|Lord Lister. Nr 43. Rycerze cnoty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -44- Fałszywy bankier.pdf|Lord Lister. Nr 44. Fałszywy bankier]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -46- Kontrabanda broni.pdf|Lord Lister. Nr 46. Kontrabanda broni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -45- Zemsta włamywacza.djvu|Lord Lister. Nr 45. Zemsta włamywacza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|16
|
|2020-03-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -94- Dwaj rywale.djvu|Lord Lister. Nr 94. Dwaj rywale]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|16
|
|2020-03-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">6875.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|15
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -20- Miasto Wiecznej Nocy.pdf|Lord Lister. Nr 20. Miasto Wiecznej Nocy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-06-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Oryla Michała Haliniaka wspomnienia z podróży Wisłą do Gdańska.djvu|Oryla Michała Haliniaka wspomnienia z podróży Wisłą do Gdańska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:14%"></td><td class="pq3" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:32%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|28
|
|2022-12-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">7368.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|15
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Z życia cyganów.djvu|Z życia cyganów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|26
|
|2022-12-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6933.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|23
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Świat i przyroda w wyobraźni chłopa.djvu|Świat i przyroda w wyobraźni chłopa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|36
|
|2022-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3580.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|52
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Z pod Sandomierza.djvu|Z pod Sandomierza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|36
|
|2022-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3666.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|57
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Dramat gminny polski.djvu|Dramat gminny polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|19
|
|2022-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3684.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|36
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Z za krakowskich rogatek.djvu|Z za krakowskich rogatek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|32
|
|2022-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|64
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Rabsice dawnej puszczy sandomierskiej.djvu|Rabsice dawnej puszczy sandomierskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|40
|
|2022-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3548.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|60
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Zapust - Popielec - Wielka Noc.djvu|Zapust - Popielec - Wielka Noc]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:56%"></td><td class="pq0" style="width:35%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|34
|
|2022-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3787.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|41
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Nowy Rok u ludu.djvu|Nowy Rok u ludu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|11
|
|2022-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|22
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Nasze sioło.djvu|Nasze sioło]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|64
|
|2022-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3653.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|99
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Słowniczek gwary ludu zamieszkującego wschodnio-południową najbliższą okolicę Nowego Sącza.djvu|Słowniczek gwary ludu zamieszkującego wschodnio-południową najbliższą okolicę Nowego Sącza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:31%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|26
|
|2022-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4074.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Z ust ludu.djvu|Z ust ludu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:37%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|30
|
|2022-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3508.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|37
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Wesele stalowskie.djvu|Wesele stalowskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:29%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|38
|
|2023-01-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">4074.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|48
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Kilka szczegółów z historyi naturalnej ludowej.djvu|Kilka szczegółów z historyi naturalnej ludowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|14
|
|2023-01-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Przezwiska ludowe.djvu|Przezwiska ludowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|99
|
|2023-01-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|196
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Ludowe nazwy miejscowe w powiecie Brzeskim w Galicyi.djvu|Ludowe nazwy miejscowe w powiecie Brzeskim w Galicyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|84
|
|2023-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|168
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Z poza rogatek krakowskich.djvu|Z poza rogatek krakowskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|14
|
|2023-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Skarb w Srebrnem Jeziorze (May)|Skarb w Srebrnem Jeziorze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|598
|
|2014-09-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6813.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|544
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Old Surehand (May)|Old Surehand]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|1612
|
|2015-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6801.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1445
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Król naftowy (May)|Król naftowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:93% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|742
|
|2015-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6806.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|663
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Rapir i tomahawk.djvu|Rapir i tomahawk]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|164
|
|2015-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|157
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Pantera Południa.djvu|Pantera Południa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|200
|
|2016-05-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6683.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|192
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Hadżi Halef Omar.djvu|Hadżi Halef Omar]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|142
|
|2016-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6744.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|126
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - W krainie Taru.djvu|W krainie Taru]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|230
|
|2016-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6710.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|225
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Przez pustynię|Przez pustynię]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|496
|
|2016-09-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6806.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|458
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Marah Durimeh.djvu|Marah Durimeh]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|256
|
|2016-09-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3453.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|489
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Sillan III.djvu|Sillan III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|140
|
|2016-09-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6871.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|122
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Osman Pasza.djvu|Osman Pasza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|124
|
|2018-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6696.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|112
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - W sidłach Sefira.djvu|W sidłach Sefira]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|132
|
|2018-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6745.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|124
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - U Haddedihnów.djvu|U Haddedihnów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|136
|
|2018-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6824.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|121
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Dżafar Mirza I.djvu|Dżafar Mirza I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|152
|
|2018-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|138
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Dżafar Mirza II.djvu|Dżafar Mirza II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|164
|
|2018-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|160
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Pod Siutem.djvu|Pod Siutem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|140
|
|2018-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">7201.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|110
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Reïs Effendina.djvu|Reïs Effendina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|166
|
|2018-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6687.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|157
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Jaszczurka.djvu|Jaszczurka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|140
|
|2018-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|136
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Fakir el Fukara.djvu|Fakir el Fukara]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|132
|
|2018-10-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6798.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|121
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Ostatnia przeprawa.djvu|Ostatnia przeprawa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|322
|
|2018-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3396.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|630
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Czarny Mustang.djvu|Czarny Mustang]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|362
|
|2018-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6882.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|303
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kara Ben Nemzi (May)|Kara Ben Nemzi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq2" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|424
|
|2018-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6368.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|450
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Sąd Boży.djvu|Sąd Boży]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|294
|
|2018-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6678.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|281
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May Sąd Boży 1930.djvu|Sąd Boży]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|270
|
|2020-04-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6945.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|219
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Na dzikim zachodzie.djvu|Na dzikim zachodzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|260
|
|2018-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6679.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|251
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - W Kraju Mahdiego|W Kraju Mahdiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|1554
|
|2018-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3537.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2852
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL May - Matuzalem.djvu|Błękitno-purpurowy Matuzalem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|566
|
|2019-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6715.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|541
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Przez dziki Kurdystan|Przez dziki Kurdystan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|484
|
|2019-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6745.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|452
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - W Kordylierach.djvu|W Kordylierach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|524
|
|2019-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6786.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|483
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - W wąwozach Bałkanu.djvu|W wąwozach Bałkanu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|522
|
|2019-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6746.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|486
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Pomarańcze i daktyle.djvu|Pomarańcze i daktyle]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|590
|
|2019-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3466.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1082
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu|Przez kraj Skipetarów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|510
|
|2019-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6756.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|471
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Szut.djvu|Szut]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|544
|
|2019-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6724.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|513
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Sapho & Carpio (Boże Narodzenie).djvu|Sapho & Carpio]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|524
|
|2019-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6777.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|496
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Kianglu czyli Chińscy rozbójnicy.djvu|Kianglu czyli Chińscy rozbójnicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|260
|
|2019-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6720.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|244
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Z Bagdadu do Stambułu.djvu|Z Bagdadu do Stambułu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|586
|
|2019-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6879.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|513
|-
|[[Indeks:PL May Karawana niewolników.djvu|Karawana niewolników]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:84%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|576
|
|2020-03-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">387.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1586
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL May Nad Rio de la Plata.djvu|Nad Rio de la Plata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|570
|
|2020-03-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6783.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|524
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tajemnica zamku Rodriganda|Tajemnica zamku Rodriganda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|2536
|
|2020-05-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6741.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2409
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Syn niedźwiednika|Syn niedźwiednika]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|461
|
|2020-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6795.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|422
|-
|[[Indeks:PL K May Przez dziki Kurdystan 1909.djvu|Przez dziki Kurdystan (1909)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|520
|
|2020-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1533
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Karol May Wśród dzikich plemion pustyni.djvu|Wśród dzikich plemion pustyni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|188
|
|2024-10-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3368.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|372
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antychryst.djvu|Piotr i Aleksy, Antychryst]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dmitrij Mereżkowski|Dmitrij Mereżkowski]]
|style="text-align:right"|474
|
|2016-01-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3424.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|935
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:D. M. Mereżkowski - Dekabryści.djvu|Dekabryści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dmitrij Mereżkowski|Dmitrij Mereżkowski]]
|style="text-align:right"|404
|
|2016-01-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3566.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|774
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:D. M. Mereżkowski - Zmartwychwstanie Bogów.djvu|Zmartwychwstanie Bogów. Leonard da Vinci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dmitrij Mereżkowski|Dmitrij Mereżkowski]]
|style="text-align:right"|280
|
|2018-03-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6802.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|259
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:D. M. Mereżkowski - Julian Apostata.pdf|Julian Apostata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:30%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dmitrij Mereżkowski|Dmitrij Mereżkowski]]
|style="text-align:right"|408
|
|2018-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4532.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|666
|-
|[[Indeks:D. M. Mereżkowski - Napoleon.djvu|Napoleon]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dmitrij Mereżkowski|Dmitrij Mereżkowski]]
|style="text-align:right"|402
|
|2018-06-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">1014.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|957
|-
|[[Indeks:D. M. Mereżkowski - Aleksander I|Aleksander I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dmitrij Mereżkowski|Dmitrij Mereżkowski]]
|style="text-align:right"|815
|
|2018-07-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">94.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2416
|-
|[[Indeks:D. M. Mereżkowski - Piotr Wielki.djvu|Piotr i Aleksy, Piotr Wielki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dmitrij Mereżkowski|Dmitrij Mereżkowski]]
|style="text-align:right"|319
|
|2018-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">108.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|914
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezje Adama Mickiewicza (1929)|Poezje Adama Mickiewicza (1929)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:67% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|531
|
|2014-09-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3900.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|935
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pan Tadeusz (1921)|Pan Tadeusz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|460
|
|2015-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3670.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|826
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Adam Mickiewicz - Dziady część III.djvu|Dziady część III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|280
|
|2017-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3680.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|510
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Adam Mickiewicz - Konrad Wallenrod.djvu|Konrad Wallenrod]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|92
|
|2019-03-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4208.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|139
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mickiewicz - Wykłady o literaturze słowiańskiej (tłum. Feliks Wrotnowski) 1900 t. 1.pdf|Wykłady o literaturze słowiańskiej t. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|456
|
|2024-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3355.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|883
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mickiewicz - Wykłady o literaturze słowiańskiej (tłum. Feliks Wrotnowski) 1900 t. 2.pdf|Wykłady o literaturze słowiańskiej t. 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|300
|
|2024-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3344.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|587
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mickiewicz - Wykłady o literaturze słowiańskiej (tłum. Feliks Wrotnowski) 1900 t. 3.pdf|Wykłady o literaturze słowiańskiej t. 3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|288
|
|2024-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|550
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mickiewicz - Wykłady o literaturze słowiańskiej (tłum. Feliks Wrotnowski) 1900 t. 4.pdf|Wykłady o literaturze słowiańskiej t. 4]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:54%"></td><td class="pq1" style="width:41%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|248
|
|2024-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">1541.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|609
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mickiewicz - Wykłady o literaturze słowiańskiej (tłum. Feliks Wrotnowski) 1900 t. 5.pdf|Wykłady o literaturze słowiańskiej t. 5]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:93%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|220
|
|2024-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">157.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|623
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mickiewicz - Wykłady o literaturze słowiańskiej (tłum. Feliks Wrotnowski) 1900 t. 6.pdf|Wykłady o literaturze słowiańskiej t. 6]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:96%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|194
|
|2024-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">172.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|569
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mickiewicz - Wykłady o literaturze słowiańskiej (tłum. Feliks Wrotnowski) 1900 t. 7.pdf|Wykłady o literaturze słowiańskiej t. 7]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:94%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|246
|
|2024-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">98.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|707
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Trędowata (Mniszek)|Trędowata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|456
|
|2014-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3595.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|832
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Powojenni (Mniszkówna)|Powojenni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|435
|
|2014-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">5425.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|597
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Gehenna|Gehenna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|556
|
|2017-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6739.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|539
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Prawa ludzi.djvu|Prawa ludzi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|154
|
|2017-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4102.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|230
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Królowa Gizella|Królowa Gizella]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|404
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3795.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|711
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Panicz.djvu|Panicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|296
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3486.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|553
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Pluton i Persefona.djvu|Pluton i Persefona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|194
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3718.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|326
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Verte|Verte]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|312
|
|2018-09-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6755.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|292
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Dziedzictwo.djvu|Dziedzictwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|368
|
|2018-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3380.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|707
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Pustelnik.djvu|Pustelnik]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|172
|
|2018-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3496.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|318
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Sfinks.djvu|Sfinks]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|296
|
|2018-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3392.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|563
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Zaszumiały pióra.djvu|Zaszumiały pióra]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|196
|
|2018-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3892.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|317
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Skąpiec (Molier)|Skąpiec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Molier|Molier]]
|style="text-align:right"|136
|
|2015-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">4400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|210
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom I.djvu|Dzieła tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Molier|Molier]]<br>[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]] (tłum.)
|style="text-align:right"|358
|
|2015-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4210.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|601
|-
|[[Indeks:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom IV.djvu|Dzieła tom IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Molier|Molier]]<br>[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]] (tłum.)
|style="text-align:right"|372
|
|2015-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">138.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1065
|-
|[[Indeks:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom VI.djvu|Dzieła tom VI]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Molier|Molier]]<br>[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]] (tłum.)
|style="text-align:right"|480
|
|2015-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">107.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1377
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom II.djvu|Dzieła tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Molier|Molier]]<br>[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]] (tłum.)
|style="text-align:right"|416
|
|2018-12-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3458.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|783
|-
|[[Indeks:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom III.djvu|Dzieła tom III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Molier|Molier]]<br>[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]] (tłum.)
|style="text-align:right"|344
|
|2018-12-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">692.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|927
|-
|[[Indeks:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom V.djvu|Dzieła tom V]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Molier|Molier]]<br>[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]] (tłum.)
|style="text-align:right"|352
|
|2018-12-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">98.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1010
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Molier - Świętoszek (tłum. Zalewski).djvu|Świętoszek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Molier|Molier]]
|style="text-align:right"|80
|
|2019-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|150
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL De Montepin - Róża i blanka.pdf|Róża i Blanka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:67% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|532
|
|2020-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6672.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|531
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL De Montepin - Zbrodnia porucznika.pdf|Rodzina de Presles]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|324
|
|2022-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|632
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL De Montepin - Potworna matka.pdf|Potworna matka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:90% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|716
|
|2022-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6671.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|704
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL De Montepin - Macocha.djvu|Macocha]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|522
|
|2022-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6752.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|490
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL De Montepin - Wierzyciele swatami.djvu|Wierzyciele swatami]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|211
|
|2022-03-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6683.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|201
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Dwie sieroty.djvu|Dwie sieroty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1080
|
|2022-03-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6607.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1089
753vvtlj43lni7k38zbqjc11nh5we3t
4078900
4078898
2026-04-08T23:12:45Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje Proofread skrócony.
4078900
wikitext
text/x-wiki
{{Nagłówek tabelki proofread}}
|-
|[[Indeks:Biblia Gdańska 1632|Biblia Gdańska (wyd. 1632)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|1586
|nieczytelne
|2010-02-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">92.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|4711
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Biblia Krolowej Zofii.djvu|Biblia królowej Zofii]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|405
|OCR
|2010-06-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3606.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|771
|-
|[[Indeks:Biblia Gdańska (1840)|Biblia Gdańska (wyd. 1840)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:39%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:60%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|1302
|
|2012-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">1366.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3349
|-
|[[Indeks:Biblia Wujka (1839-40)|Biblia Wujka (wyd. 1839-40)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakub Wujek|Jakub Wujek]] (tłumacz)
|style="text-align:right"|1963
|[http://archive.org/stream/bibliatojestksie00wuje/bibliatojestksie00wuje_djvu.txt OCR]
|2010-09-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">359.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|5611
|-
|[[Indeks:Słowa Pisma Świętego podane do rozmyślania. Genesis - Księga Rodzaju|Słowa Pisma Świętego podane do rozmyślania. (Genesis - Księga Rodzaju)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:15%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|191
|
|2015-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">585.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|531
|-
|[[Indeks:Biblia (tłum. Cylkow)|Biblia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Izaak Cylkow|Izaak Cylkow]] (tłumacz)
|style="text-align:right"|4347
|
|2020-07-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|12568
|-
|[[Indeks:Pismo Święte Starego Testamentu czyli Zakon Mojżeszowy i Prorocy.pdf|Pismo Święte Starego Testamentu czyli Zakon Mojżeszowy i Prorocy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Maria Michał Kowalski|Jan Maria Michał Kowalski]] (tłumacz)
|style="text-align:right"|569
|
|2022-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">160.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1653
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Książka do nabożeństwa O. Karola Antoniewicza.djvu|Książka do nabożeństwa: dzieło pośmiertne zebrane z pism autora]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:34%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Antoniewicz|Karol Bołoz Antoniewicz]]
|style="text-align:right"|526
|
|2010-07-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">5103.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|755
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ołtarzyk polski katolickiego nabożeństwa|Ołtarzyk polski katolickiego nabożeństwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Chociszewski|Józef Chociszewski]]
|style="text-align:right"|283
|
|2010-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3552.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|530
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Śpiewnik (Mioduszewski)|Śpiewnik kościelny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:37%"></td><td class="pq1" style="width:52%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Marcin Mioduszewski|Michał Marcin Mioduszewski]] (zebrał)
|style="text-align:right"|1044
|
|2011-12-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">5250.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1462
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pastorałki i kolędy z melodyjami (Mioduszewski)|Pastorałki i kolędy z melodyjami (Mioduszewski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Marcin Mioduszewski|Michał Marcin Mioduszewski]] (zebrał)
|style="text-align:right"|149
|
|2011-12-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3648.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|282
|-
|[[Indeks:Zbiór pieśni nabożnych katolickich do użytku kościelnego i domowego|Zbiór pieśni nabożnych katolickich do użytku kościelnego i domowego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|1062
|OCR
|2012-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">310.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3087
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anioł Stróż chrześcianina katolika|Anioł Stróż chrześcianina katolika]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq4" style="width:16%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:62%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|601
|
|2013-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">5082.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|866
|-
|[[Indeks:Święty Józef Oblubieniec Bogarodzicy|Święty Józef Oblubieniec Bogarodzicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:44%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|524
|
|2016-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">1883.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1271
|-
|[[Indeks:Biblioteka Warszawska 1860 tom 3.pdf|Biblioteka Warszawska 1860 tom 3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:93% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|739
|
|2017-11-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">54.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2202
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Chimera 1907 z. 28-30.djvu|Chimera 1907 zeszyty 28-30]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:27%"></td><td class="pq2" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|624
|
|2018-06-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">4332.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1044
|-
|[[Indeks:Józefa Ungra Kalendarz illustrowany 1878.djvu|Józefa Ungra Kalendarz illustrowany 1878]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:85%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|369
|
|2016-01-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">94.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|948
|-
|[[Indeks:Kwartalnik Historyczny. R. I (1887)|Kwartalnik Historyczny. R. I (1887)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:94% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|red. [[Autor:Ksawery Liske|Xawery Liske]]
|style="text-align:right"|747
|OCR
|2012-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">85.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2216
|-
|[[Indeks:Maski - literatura, sztuka i satyra - Zeszyt 20 1918.pdf|Maski - literatura, sztuka i satyra - Zeszyt 20 1918.pdf]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq2" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:32%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:50%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|22
|
|2017-12-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">1904.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|51
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nowy Przegląd Literatury i Sztuki 1920 nr 1.djvu|Nowy Przegląd Literatury i Sztuki 1920 nr 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:12%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:45%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|154
|
|2016-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">5238.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|170
|-
|[[Indeks:Pamiętnik dla Płci Pięknéj. T.2 p.2.djvu|Pamiętnik dla Płci Pięknéj Tom 2 Poszyt 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|40
|
|2018-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">250.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|117
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rocznik Krakowski. T.4 (1901)|Rocznik Krakowski. T.4 (1901)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|red. [[Autor:Stanisław Krzyżanowski|Stanisław Krzyżanowski]]
|style="text-align:right"|290
|OCR
|2012-01-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3914.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|524
|-
|[[Indeks:Rocznik na rok zwyczajny 1871.pdf|Rocznik na rok zwyczajny 1871.pdf]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|256
|
|2016-09-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">209.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|746
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Skaut Nr 2 (1911).djvu|Skaut Nr 2 (1911)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq2" style="width:25%"></td><td class="pq1" style="width:56%"></td></tr></table>
|red. nacz. [[Autor:Kazimierz Wyrzykowski|Kazimierz Wyrzykowski]]
|style="text-align:right"|16
|
|2013-08-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3125.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|33
|-
|[[Indeks:SKAUT Pismo młodzieży polskiej Tom I — Spis rzeczy.djvu|SKAUT Pismo młodzieży polskiej Tom I — Spis rzeczy.djvu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td><td class="pqn" style="width:63%"></td></tr></table>
|red. nacz. [[Autor:Kazimierz Wyrzykowski|Kazimierz Wyrzykowski]]
|style="text-align:right"|8
|
|2019-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">1428.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|18
|-
|[[Indeks:Świat tygodnik Rok I (1906)|Świat tygodnik Rok I (1906)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:52%"></td><td class="pqn" style="width:47%"></td></tr></table>
|zbiorowy, red. [[Autor:Stefan Krzywoszewski|Stefan Krzywoszewski]]
|style="text-align:right"|460
|
|2021-07-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">1818.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1129
|-
|[[Indeks:Tygodnik Illustrowany Nr. 9 (1900).djvu|Tygodnik Illustrowany Nr. 9/1900]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq2" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|19
|
|2020-05-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">175.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|56
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wieś Ilustrowana, marzec 1911.pdf|Wieś Ilustrowana, marzec 1911]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|red. nacz. [[Autor:Kazimierz Laskowski|Kazimierz Laskowski]]
|style="text-align:right"|56
|
|2015-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3488.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|84
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Życie tygodnik Rok I (1897) wybór|Życie tygodnik Rok I (1897) wybór]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td></tr></table>
|red. nacz. [[Autor:Ludwik Szczepański|Ludwik Szczepański]]
|style="text-align:right"|88
|
|2015-04-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">4015.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|158
|-
|[[Indeks:Inżynier Kolejowy - 1924 01|Inżynier Kolejowy - 1924 01]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:37%"></td><td class="pqn" style="width:63%"></td></tr></table>
|red. nacz. [[Autor:Stanisław Sztolcman|Stanisław Sztolcman]]
|style="text-align:right"|19
|
|2021-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">1228.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|50
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Odbiorca medialny w erze Web 2.0.pdf|Odbiorca medialny w erze Web 2.0]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jolanta Maćkiewicz|Jolanta Maćkiewicz]]
|style="text-align:right"|10
|
|2023-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|18
|-
|[[Indeks:Fandom Gry o tron. Władza i kultura w środowiskach fanowskich.pdf|Fandom Gry o tron. Władza i kultura w środowiskach fanowskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pqn" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Katarzyna Piórecka|Katarzyna Piórecka]]
|style="text-align:right"|16
|
|2023-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">2500.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|36
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wszystkie reklamy są narracjami.pdf|Wszystkie reklamy są narracjami]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Asa Berger|Arthur Asa Berger]]
|style="text-align:right"|12
|
|2023-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|12
|-
|[[Indeks:Volumina legum. Tom VII|Volumina legum. Tom VII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq2" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:37%"></td><td class="pqn" style="width:39%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|415
|
|2011-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">1734.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1029
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Konwencja haska IV|Konwencja haska IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zbiorowy|Państwa sygnatariusze]]
|style="text-align:right"|22
|
|2012-01-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3787.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|41
|-
|[[Indeks:Dziennik praw Królestwa Polskiego. T. 1, nr 1-7 (1816).pdf|Dziennik praw Królestwa Polskiego. T. 1, nr 1-7 (1816)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:39%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:50%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|401
|brak 1 strony
|2012-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">2039.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|929
|-
|[[Indeks:Volumina legum. Tom II|Volumina legum. Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|497
|
|2013-10-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">168.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1463
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Porozumienie w przedmiocie ścigania i karania głównych przestępców wojennych|Porozumienie w przedmiocie ścigania i karania głównych przestępców wojennych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:31%"></td><td class="pq3" style="width:69%"></td></tr></table>
|[[Autor:Polski ustawodawca|Polski ustawodawca]]
|style="text-align:right"|13
|
|2013-11-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">7692.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|9
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Projekt Konstytucji Państwa Polskiego (1917)|Projekt Konstytucji Państwa Polskiego i ordynacji wyborczej sejmowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|red. [[Autor:Józef Buzek|Józef Buzek]]
|style="text-align:right"|192
|
|2014-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4385.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|288
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Protokół - Mirosławiec katastrofa lotnicza.pdf|Protokół - Mirosławiec katastrofa lotnicza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:37%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td></tr></table>
|[[Autor:Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego|Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego]]
|style="text-align:right"|35
|
|2015-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">4571.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|57
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Jellinek - Deklaracja praw człowieka i obywatela.pdf|Deklaracja praw człowieka i obywatela]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Jellinek|Jerzy Jellinek]]
|style="text-align:right"|94
|
|2016-04-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3476.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|182
|-
|[[Indeks:Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst jednolity 2017).pdf|Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst jednolity 2017)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Polski ustawodawca|Polski ustawodawca]]
|style="text-align:right"|42
|
|2017-05-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|126
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Tarnowski - Projekt nowej ustawy konstytucyjnej.djvu|Projekt nowej ustawy konstytucyjnej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Stanisław Amor Tarnowski|Jan Stanisław Amor Tarnowski]]
|style="text-align:right"|100
|
|2017-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3745.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|167
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Statut ZHP (1936).djvu|Statut ZHP (1936)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:56%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:polski ustawodawca|polski ustawodawca]]
|style="text-align:right"|52
|
|2018-02-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">5075.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|65
|-
|[[Indeks:Zbior praw sądowych na mocy Konstytucyi Roku 1776.djvu|Zbior praw sądowych na mocy Konstytucyi Roku 1776]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:polski prawodawca|polski prawodawca]]
|style="text-align:right"|372
|
|2018-07-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">27.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1074
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Konstytucya Wolnego Miasta Krakowa i jego okręgu.djvu|Konstytucja Wolnego Miasta Krakowa i jego okręgu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|52
|
|2018-10-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3565.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|83
|-
|[[Indeks:Dziennik Praw Księstwa Warszawskiego 1-12 (1810).pdf|Dziennik Praw Księstwa Warszawskiego 1-12 (1810)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:52%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|382
|
|2019-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">1644.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|955
|-
|[[Indeks:Dziennik Praw Księstwa Warszawskiego. T. 4 (1812).pdf|Dziennik Praw Księstwa Warszawskiego. T. 4 (1812)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|451
|
|2019-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">104.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1330
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Traktat dodatkowy tyczący się miasta Krakowa, jego okręgu i konstytucyi między dworami rossyjskim, austryackim i pruskim.pdf|Traktat dodatkowy tyczący się miasta Krakowa, jego okręgu i konstytucyi między dworami rossyjskim, austryackim i pruskim]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|13
|
|2019-05-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|26
|-
|[[Indeks:Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst jednolity 2019).pdf|Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst jednolity 2019)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Polski ustawodawca|Polski ustawodawca]]
|style="text-align:right"|36
|
|2019-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">92.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|107
|-
|[[Indeks:Dziennik Praw Księstwa Warszawskiego. T. 2 (1810).pdf|Dziennik Praw Księstwa Warszawskiego. T. 2 (1810)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|488
|
|2019-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">34.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1450
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rozporządzenie Kierownika Resortu Rolnictwa i Reform Rolnych z dnia 10 października 1944 r. w sprawie ustalenia wykazu imiennego majątków i części majątków niepodlegających podziałowi.pdf|Rozporządzenie Kierownika Resortu Rolnictwa i Reform Rolnych z dnia 10 października 1944 r. w sprawie ustalenia wykazu imiennego majątków i części majątków niepodlegających podziałowi dla woj. białostockiego, lubelskiego i okręgu rzeszowskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|8
|
|2020-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Krolewska-Pruska gieneralna szkolna ustawa dla rzymskich-katolików w miastach i na wsiach samowładnego księstwa Sląska i hrabstwa Glacu 1765.djvu|Krolewska-Pruska gieneralna szkolna ustawa dla rzymskich-katolików w miastach i na wsiach samowładnego księstwa Sląska i hrabstwa Glacu 1765]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|20
|
|2020-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|38
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Traktat Pokoju między Polską a Rosją i Ukrainą podpisany w Rydze dnia 18 marca 1921 roku.djvu|PL Traktat Pokoju między Polską a Rosją i Ukrainą podpisany w Rydze dnia 18 marca 1921 roku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|34
|
|2021-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|62
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Układ o repatriacji zawarty między Polską z jednej strony a Rosją i Ukrainą z drugiej strony.djvu|Układ o repatriacji zawarty między Polską z jednej strony a Rosją i Ukrainą z drugiej strony w wykonaniu artykułu VII Umowy o Przedwstępnych Warunkach Pokoju z dnia 12 października 1920 roku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:29%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:60%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|16
|
|2021-04-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">1205.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|124
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rozporządzenie Ministrów: Administracji Publicznej i Ziem Odzyskanych z dnia 12 listopada 1946 r. o przywróceniu i ustaleniu urzędowych nazw miejscowości.pdf|Rozporządzenie Ministrów: Administracji Publicznej i Ziem Odzyskanych z dnia 12 listopada 1946 r. o przywróceniu i ustaleniu urzędowych nazw miejscowości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|9
|
|2021-09-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|18
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kodex karny wojskowy dekretem Rządu Narodowego z dnia 30 lipca 1863 roku.pdf|Kodex Karny Wojskowy dekretem Rządu Narodowego z dnia 30 lipca 1863 roku zatwierdzony i w wykonanie wprowadzony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:21%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|56
|
|2021-10-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3939.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|80
|-
|[[Indeks:Rozporządzenie Ministrów: Administracji Publicznej i Ziem Odzyskanych z dnia 15 marca 1947 r. o przywróceniu i ustaleniu urzędowych nazw miejscowości.pdf|Rozporządzenie Ministrów: Administracji Publicznej i Ziem Odzyskanych z dnia 15 marca 1947 r. o przywróceniu i ustaleniu urzędowych nazw miejscowości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|14
|
|2021-10-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|42
|-
|[[Indeks:PL Statut organiczny 1832.djvu|Statut organiczny dla Królestwa Polskiego z manifestem Najjaśniejszego Pana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq2" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td><td class="pqn" style="width:53%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj I Romanow|Mikołaj I Romanow]]
|style="text-align:right"|30
|
|2022-02-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">166.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|59
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rozporządzenie Ministra Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej z dnia 25 marca 2004 r. w sprawie warsztatów terapii zajęciowej.pdf|Rozporządzenie Ministra Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej w sprawie warsztatów terapii zajęciowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Polski ustawodawca|Polski ustawodawca]]
|style="text-align:right"|14
|
|2023-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Odezwa Rady Jedności Narodowej i p.o. Delegata Rządu Stefana Korbońskiego Do Narodu Polskiego.pdf|Odezwa Rady Jedności Narodowej i p.o. Delegata Rządu Stefana Korbońskiego Do Narodu Polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rada Jedności Narodowej|Rada Jedności Narodowej]]
|style="text-align:right"|11
|
|2023-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|22
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Instrukcja w sprawie regulacji Osady Sukienniczej w Łodzi|Instrukcja w sprawie regulacji Osady Sukienniczej w Łodzi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rajmund Rembieliński|Rajmund Rembieliński]]
|style="text-align:right"|5
|
|2023-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|10
|-
|[[Indeks:Śpiewnik kościelny katolicki (T. Flasza, 1930).djvu|Śpiewnik kościelny katolicki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tomasz Flasza|Tomasz Flasza]]
|style="text-align:right"|397
|
|2016-01-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">198.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1138
|-
|[[Indeks:Pieśni ludu polskiego (Kolberg, 1857)|Pieśni ludu polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oskar Kolberg|Oskar Kolberg]]
|style="text-align:right"|520
|
|2019-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">375.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1435
|-
|[[Indeks:Pierwszy śpiewnik domowy.djvu|Pierwszy śpiewnik domowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td><td class="pqn" style="width:82%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Moniuszko|Stanisław Moniuszko]]
|style="text-align:right"|76
|
|2019-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">353.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|191
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kantyczki (Miarka)|Kantyczki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:89% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:24%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|708
|
|2014-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">4313.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1201
|-
|[[Indeks:Zbiór wierszy o wilamowskich obrzędach i obyczajach oraz Słownik języka wilamowskiego|Zbiór wierszy o wilamowskich obrzędach i obyczajach oraz Słownik języka wilamowskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:29%"></td><td class="pqn" style="width:55%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Gara|Józef Gara]]
|style="text-align:right"|177
|
|2012-10-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">2053.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|298
|-
|[[Indeks:EBIP-R0-100-2205-zasady.pdf|Egzamin maturalny z biologii poziom rozszerzony – maj 2022 Zasady oceniania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pqn" style="width:44%"></td></tr></table>
|[[Autor:Centralna Komisja Egzaminacyjna|Centralna Komisja Egzaminacyjna]]
|style="text-align:right"|34
|Skomplikowane style wymagające szablonów dedykowanych dla tej publikacji.
|2022-11-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">1960.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|82
|-
|[[Indeks:MBIP-R0-100-200-300-400-Q00-2203-zasady.pdf|Egzamin maturalny z biologii poziom rozszerzony – marzec 2022 (Formuła 2023) Zasady oceniania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq2" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Centralna Komisja Egzaminacyjna|Centralna Komisja Egzaminacyjna]]
|style="text-align:right"|34
|Skomplikowane style wymagające szablonów dedykowanych dla tej publikacji.
|2022-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">196.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|100
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL O lepsze harcerstwo G.Całek, L.Czechowska, A.Czerwertyński.pdf|O lepsze harcerstwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Grzegorz Całek|Grzegorz Całek]], [[Autor:Lucyna Czechowska|Lucyna Czechowska]], [[Autor:Adam Czetwertyński|Adam Czetwertyński]]
|style="text-align:right"|162
|
|2022-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3419.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|304
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dobra nauczka (Abgarowicz)|Dobra nauczka. Ilko Szwabiuk]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:20%"></td><td class="pq3" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kajetan Abgarowicz|Kajetan Abgarowicz]]
|style="text-align:right"|270
|
|2015-03-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">7359.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|202
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kajetan Abgarowicz - Z carskiej imperyi.pdf|Z carskiej imperyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kajetan Abgarowicz|Kajetan Abgarowicz]]
|style="text-align:right"|252
|
|2022-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6794.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|225
|-
|[[Indeks:PL Kajetan Abgarowicz - Polubowna ugoda.pdf|Polubowna ugoda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kajetan Abgarowicz|Kajetan Abgarowicz]]
|style="text-align:right"|386
|
|2022-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">2693.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|822
|-
|[[Indeks:PL Kajetan Abgarowicz - Widziane i odczute.pdf|Widziane i odczute]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kajetan Abgarowicz|Kajetan Abgarowicz]]
|style="text-align:right"|352
|
|2022-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">20.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|985
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dziewosłęb.djvu|Dziewosłęb]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Abraham|Władysław Abraham]]
|style="text-align:right"|54
|
|2012-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">7152.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|41
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Początki prawa patronatu w Polsce|Początki prawa patronatu w Polsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Abraham|Władysław Abraham]]
|style="text-align:right"|54
|
|2012-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3962.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|96
|-
|[[Indeks:Powstanie organizacyi kościoła łacińskiego na Rusi. Tom I|Powstanie organizacyi kościoła łacińskiego na Rusi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Abraham|Władysław Abraham]]
|style="text-align:right"|434
|
|2012-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">147.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1271
|-
|[[Indeks:Organizacya Kościoła w Polsce do połowy wieku XII|Organizacya Kościoła w Polsce do połowy wieku XII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:34%"></td><td class="pqn" style="width:64%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Abraham|Władysław Abraham]]
|style="text-align:right"|272
|
|2012-02-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">1286.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|711
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma T.1 (Edward Abramowski)|Pisma T.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:53%"></td><td class="pq1" style="width:39%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Abramowski|Edward Abramowski]]
|style="text-align:right"|521
|
|2010-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">5504.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|681
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma T.2 (Edward Abramowski)|Pisma T.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Abramowski|Edward Abramowski]]
|style="text-align:right"|413
|
|2010-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3471.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|803
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma T.3 (Edward Abramowski)|Pisma T.3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Abramowski|Edward Abramowski]]
|style="text-align:right"|522
|
|2010-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3610.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|991
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma T.4 (Edward Abramowski)|Pisma T.4]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:12%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Abramowski|Edward Abramowski]]
|style="text-align:right"|308
|
|2010-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">7073.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|266
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Abramowski-braterstwo-solidarnosc-wspoldzialanie.pdf|Braterstwo, solidarność, współdziałanie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Abramowski|Edward Abramowski]]
|style="text-align:right"|269
|
|2015-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3594.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|515
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ajschylos - Oresteja II Ofiary.djvu|Ofiary]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ajschylos|Ajschylos]]
|style="text-align:right"|69
|
|2018-08-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">7030.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|49
|-
|[[Indeks:PL Tragedye Eschylosa (tłum. Węclewski).djvu|Tragedye Eschylosa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ajschylos|Ajschylos]]
|style="text-align:right"|458
|
|2019-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">44.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1335
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ajschylos - Oresteja III Święto pojednania.djvu|Oresteja III Święto pojednania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ajschylos|Ajschylos]]
|style="text-align:right"|58
|
|2018-08-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3801.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|106
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ajschylos - Cztery dramaty.djvu|Cztery dramaty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ajschylos|Ajschylos]]
|style="text-align:right"|429
|
|2018-08-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3666.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|760
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hans Christian Andersen - Obrazki.pdf|Obrazki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hans Christian Andersen|Hans Christian Andersen]]
|style="text-align:right"|48
|
|2023-02-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6950.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|43
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hans Christian Andersen - Baśnie (1929).djvu|Baśnie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hans Christian Andersen|Hans Christian Andersen]]
|style="text-align:right"|270
|
|2023-02-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">7362.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|178
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Andersen - Książę Świniarek oraz inne bajki (1928).pdf|Książę Świniarek oraz inne bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:19%"></td><td class="pq3" style="width:38%"></td><td class="pq1" style="width:24%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hans Christian Andersen|Hans Christian Andersen]]
|style="text-align:right"|96
|
|2023-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6450.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|82
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zaklęta królewna oraz inne bajki.pdf|Zaklęta królewna oraz inne bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hans Christian Andersen|Hans Christian Andersen]]
|style="text-align:right"|92
|
|2023-02-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6754.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|74
|-
|[[Indeks:Jacek Obrochta - Opowiadanie starego górala.pdf|Opowiadanie starego górala]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Emanuel Andrusikiewicz|Roman Emanuel Andrusikiewicz]]
|style="text-align:right"|42
|
|2025-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">92.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|107
|-
|[[Indeks:Rola (teksty Jacka Obrochty)|Rola (teksty Jacka Obrochty)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Emanuel Andrusikiewicz|Roman Emanuel Andrusikiewicz]]
|style="text-align:right"|17
|
|2025-07-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|51
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriele d’Annunzio - Notturno.djvu|Notturno]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:27%"></td><td class="pq3" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriele D’Annunzio|Gabriele D’Annunzio]]
|style="text-align:right"|274
|
|2017-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">7617.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|188
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabryel d’Annunzio - Ogień.djvu|Ogień]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriele D’Annunzio|Gabriele D’Annunzio]]
|style="text-align:right"|454
|
|2017-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3431.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|869
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabryel d’Annunzio - Intruz.djvu|Intruz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriele D’Annunzio|Gabriele D’Annunzio]]
|style="text-align:right"|464
|
|2017-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3354.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|923
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabryel d’Annunzio - Tryumf śmierci.djvu|Tryumf śmierci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriele D’Annunzio|Gabriele D’Annunzio]]
|style="text-align:right"|554
|
|2017-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3393.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1092
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gabryel d’Annunzio - Rozkosz.djvu|Rozkosz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriele D’Annunzio|Gabriele D’Annunzio]]
|style="text-align:right"|420
|
|2021-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3357.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|813
|-
|[[Indeks:PL Gabryel d’Annunzio - Niewinny.djvu|Niewinny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriele D’Annunzio|Gabriele D’Annunzio]]
|style="text-align:right"|364
|
|2021-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">18.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1066
|-
|[[Indeks:Pietro Aretino - O łajdactwach męskich.djvu|O łajdactwach męskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td><td class="pqn" style="width:78%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pietro Aretino|Pietro Aretino]]
|style="text-align:right"|136
|
|2018-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">353.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|327
|-
|[[Indeks:Pietro Aretino - Żywoty kurtyzan.djvu|Żywoty kurtyzan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pietro Aretino|Pietro Aretino]]
|style="text-align:right"|150
|
|2018-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">462.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|412
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pietro Aretino - Jak Nanna córeczkę swą Pippę na kurtyzanę kształciła.djvu|Jak Nanna córeczkę swą Pippę na kurtyzanę kształciła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:37%"></td><td class="pq1" style="width:52%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pietro Aretino|Pietro Aretino]]
|style="text-align:right"|156
|
|2018-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">4907.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|220
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Arystofanes - Lysistrata.djvu|Lysistrata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arystofanes|Arystofanes]]
|style="text-align:right"|200
|
|2019-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3458.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|365
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Arystofanes - Rycerze.djvu|Rycerze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arystofanes|Arystofanes]]
|style="text-align:right"|162
|
|2019-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3421.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|300
|-
|[[Indeks:PL Żaby komedya Arystofanesa.djvu|Żaby]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arystofanes|Arystofanes]]
|style="text-align:right"|124
|
|2023-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">59.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|334
|-
|[[Indeks:PL Chmury komedya Arystofanesa.djvu|Chmury tłum. Cięglewicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arystofanes|Arystofanes]]
|style="text-align:right"|177
|
|2023-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">20.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|488
|-
|[[Indeks:PL Gromiwoja komedya Arystofanesa.djvu|Gromiwoja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arystofanes|Arystofanes]]
|style="text-align:right"|156
|
|2023-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|438
|-
|[[Indeks:PL Aristofanesa Chmury.djvu|Chmury tłum. Motty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td><td class="pqn" style="width:81%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arystofanes|Arystofanes]]
|style="text-align:right"|73
|
|2023-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">161.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|183
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jogi Rama-Czaraka - Filozofja jogi i okultyzm wschodni.djvu|Filozofja jogi i okultyzm wschodni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Walker Atkinson|William Walker Atkinson]]
|style="text-align:right"|268
|
|2018-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3488.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|502
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Yogi Rāmacharaka - Hatha Joga.djvu|Hatha Joga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Walker Atkinson|William Walker Atkinson]]
|style="text-align:right"|212
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3382.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|401
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ramacharaka - Religje Indyj.pdf|Religje Indyj]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq2" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Walker Atkinson|William Walker Atkinson]]
|style="text-align:right"|34
|
|2022-10-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3225.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|63
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ramacharaka - Nauka o oddechaniu.pdf|Nauka o oddechaniu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Walker Atkinson|William Walker Atkinson]]
|style="text-align:right"|72
|
|2022-10-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3817.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|115
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Michał Bałucki-O kawał ziemi.djvu|O kawał ziemi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Bałucki|Michał Bałucki]]
|style="text-align:right"|328
|
|2014-01-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3517.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|632
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Michał Bałucki - Nowelle.djvu|Nowelle]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Bałucki|Michał Bałucki]]
|style="text-align:right"|374
|
|2016-06-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3594.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|686
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Michał Bałucki - Typy i obrazki krakowskie.djvu|Typy i obrazki krakowskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Bałucki|Michał Bałucki]]
|style="text-align:right"|272
|
|2016-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3717.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|490
|-
|[[Indeks:Mechanika w zakresie szkół akademickich|Mechanika w zakresie szkół akademickich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Banach|Stefan Banach]]
|style="text-align:right"|588
|
|2019-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">81.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1714
|-
|[[Indeks:Stefan Banach - Rachunek różniczkowy i całkowy. T. 1.djvu|Rachunek różniczkowy i całkowy. T. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Banach|Stefan Banach]]
|style="text-align:right"|312
|
|2024-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">89.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|886
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:A. Baranowski - O wzorach.pdf|O wzorach służących do obliczenia liczby liczb pierwszych nie przekraczających danej granicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antanas Baranauskas|Antoni Baranowski]]
|style="text-align:right"|34
|
|2016-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">4838.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|48
|-
|[[Indeks:Baranowski - O progresji transcendentalnej.pdf|O progresji transcendentalnej oraz o skali i siłach umysłu ludzkiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:12%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:73%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antanas Baranauskas|Antoni Baranowski]]
|style="text-align:right"|52
|
|2016-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">1111.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|128
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szlachcic Zawalnia (1844—1846). Tom 1.pdf|Szlachcic Zawalnia czyli Białoruś. Tomik pierwszy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:55%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Barszczewski|Jan Barszczewski]]
|style="text-align:right"|152
|
|2024-03-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">5352.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|198
|-
|[[Indeks:Szlachcic Zawalnia (1844—1846). Tom 2.pdf|Szlachcic Zawalnia czyli Białoruś. Tomik drugi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Barszczewski|Jan Barszczewski]]
|style="text-align:right"|118
|
|2026-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">373.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|335
|-
|[[Indeks:Szlachcic Zawalnia (1844—1846). Tom 3.pdf|Szlachcic Zawalnia czyli Białoruś. Tomik trzeci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Barszczewski|Jan Barszczewski]]
|style="text-align:right"|96
|
|2026-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">106.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|279
|-
|[[Indeks:Szlachcic Zawalnia (1844—1846). Tom 4.pdf|Szlachcic Zawalnia czyli Białoruś. Tomik czwarty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Barszczewski|Jan Barszczewski]]
|style="text-align:right"|78
|
|2026-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">225.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|217
|-
|[[Indeks:Rola (teksty Antoniego Stanisława Bassary)|Rola (teksty Antoniego Stanisława Bassary)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Stanisław Bassara|Antoni Stanisław Bassara]]
|style="text-align:right"|150
|
|2025-07-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">22.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|449
|-
|[[Indeks:Antoni Stanisław Bassara - Przez pogrom.pdf|Przez pogrom]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Stanisław Bassara|Antoni Stanisław Bassara]]
|style="text-align:right"|196
|
|2025-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">17.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|557
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieje Galicyi (IA dziejegalicyi00bart).pdf|Dzieje Galicyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Bartoszewicz|Kazimierz Bartoszewicz]]
|style="text-align:right"|236
|
|2021-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3630.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|428
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Bartoszewicz - Ostatnia wojewodzina wileńska.pdf|Ostatnia Wojewodzina Wileńska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Bartoszewicz|Kazimierz Bartoszewicz]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-09-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3487.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|127
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Charles Baudelaire - Kwiaty zła (tłum. Bohdan Wydżga).djvu|Kwiaty zła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Baudelaire|Charles Baudelaire]]
|style="text-align:right"|398
|
|2024-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6903.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|327
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Charles Baudelaire - Drobne poezye prozą.pdf|Drobne poezye prozą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:43%"></td><td class="pq3" style="width:52%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Baudelaire|Charles Baudelaire]]
|style="text-align:right"|188
|
|2024-06-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">8164.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|98
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Bellamy - Z przeszłości 2000-1887 r.pdf|Z przeszłości 2000-1887 r.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:40%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Bellamy|Edward Bellamy]]
|style="text-align:right"|280
|
|2019-09-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4776.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|420
|-
|[[Indeks:PL Siostra panny Ludington.pdf|Siostra panny Ludington]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Bellamy|Edward Bellamy]]
|style="text-align:right"|120
|
|2021-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">59.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|334
|-
|[[Indeks:Nierozsądne śluby (Bernatowicz)|Nierozsądne śluby]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Feliks Bernatowicz|Feliks Bernatowicz]]
|style="text-align:right"|592
|
|2012-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">74.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1733
|-
|[[Indeks:Nałęcz (Bernatowicz)|Nałęcz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Feliks Bernatowicz|Feliks Bernatowicz]]
|style="text-align:right"|496
|
|2012-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">143.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1440
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Annie Besant - Potęga myśli.pdf|Potęga myśli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Annie Besant|Annie Besant]]
|style="text-align:right"|114
|
|2023-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3529.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|198
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Annie Besant - Wtajemniczenie czyli droga do nadczłowieczeństwa.pdf|Wtajemniczenie czyli droga do nadczłowieczeństwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Annie Besant|Annie Besant]]
|style="text-align:right"|140
|
|2024-05-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3950.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|196
|-
|[[Indeks:Jan Kochanowski książę poetów polskich|Jan Kochanowski książę poetów polskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Biegeleisen|Henryk Biegeleisen]]
|style="text-align:right"|76
|OCR
|2013-05-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">844.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|206
|-
|[[Indeks:Matka i dziecko w obrzędach, wierzeniach i zwyczajach ludu polskiego|Matka i dziecko w obrzędach, wierzeniach i zwyczajach ludu polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:16%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Biegeleisen|Henryk Biegeleisen]]
|style="text-align:right"|405
|OCR
|2013-05-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">915.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1101
|-
|[[Indeks:Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego|Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:27%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:65%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Biegeleisen|Henryk Biegeleisen]]
|style="text-align:right"|368
|OCR
|2013-05-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">1340.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|930
|-
|[[Indeks:PL Marcin Bielski - Rozmowa nowych Proroków.djvu|Rozmowa nowych Proroków]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq2" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:26%"></td><td class="pqn" style="width:59%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcin Bielski|Marcin Bielski]]
|style="text-align:right"|46
|
|2021-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">294.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|99
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Marcin Bielski - Satyry.pdf|Satyry]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:26%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcin Bielski|Marcin Bielski]]
|style="text-align:right"|144
|
|2021-09-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">7671.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|88
|-
|[[Indeks:Polska w r. 1811 i 1813 T.1.djvu|Polska w r. 1811 i 1813 T.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:14%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Louis Pierre Édouard Bignon|Louis Pierre Édouard Bignon]]
|style="text-align:right"|172
|
|2018-09-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">758.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|463
|-
|[[Indeks:Polska w r. 1811 i 1813 T.2.djvu|Polska w r. 1811 i 1813 T.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Louis Pierre Édouard Bignon|Louis Pierre Édouard Bignon]]
|style="text-align:right"|182
|
|2018-09-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">251.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|503
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Birkenmajer - Łzy Chrystusowe.djvu|Łzy Chrystusowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Birkenmajer|Józef Birkenmajer]]
|style="text-align:right"|78
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">4607.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|110
|-
|[[Indeks:Józef Birkenmajer - Bogurodzica wobec hymnografji łacińskiej.djvu|Bogurodzica wobec hymnografji łacińskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:81%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Birkenmajer|Józef Birkenmajer]]
|style="text-align:right"|48
|
|2019-03-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">310.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|125
|-
|[[Indeks:Józef Birkenmajer - Bogarodzica Dziewica.djvu|Bogarodzica Dziewica]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Birkenmajer|Józef Birkenmajer]]
|style="text-align:right"|202
|
|2019-03-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">527.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|557
|-
|[[Indeks:Józef Birkenmajer - Zagadnienie autorstwa „Bogurodzicy”.djvu|Zagadnienie autorstwa „Bogurodzicy”]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Birkenmajer|Józef Birkenmajer]]
|style="text-align:right"|140
|
|2019-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">243.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|401
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Vicente Blasco Ibáñez - Katedra|Katedra]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Vicente Blasco Ibáñez|Vicente Blasco Ibáñez]]
|style="text-align:right"|304
|
|2018-10-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|554
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Vicente Blasco Ibáñez - Gabrjel Luna.djvu|Gabrjel Luna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Vicente Blasco Ibáñez|Vicente Blasco Ibáñez]]
|style="text-align:right"|308
|
|2018-10-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|599
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Vicente Blasco Ibáñez - Kwiat majowy.djvu|Kwiat majowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Vicente Blasco Ibáñez|Vicente Blasco Ibáñez]]
|style="text-align:right"|328
|
|2019-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|595
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Vicente Blasco Ibáñez - Mare nostrum.djvu|Mare nostrum]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Vicente Blasco Ibáñez|Vicente Blasco Ibáñez]]
|style="text-align:right"|334
|
|2019-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3383.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|655
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Vicente Blasco Ibáñez - Meksyk.djvu|Meksyk]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:16%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Vicente Blasco Ibáñez|Vicente Blasco Ibáñez]]
|style="text-align:right"|162
|
|2019-11-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3931.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|284
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Aleksander Błażejowski - Czerwony błazen.pdf|Czerwony błazen]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:33%"></td><td class="pq1" style="width:59%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Błażejowski|Aleksander Błażejowski]]
|style="text-align:right"|180
|OCR
|2019-07-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">4615.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|273
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Błażejowski Korytarz podziemny B.djvu|Korytarz podziemny "B"]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Błażejowski|Aleksander Błażejowski]]
|style="text-align:right"|190
|
|2025-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3388.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|357
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Błażejowski Tekturowy człowiek.djvu|Tekturowy człowiek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Błażejowski|Aleksander Błażejowski]]
|style="text-align:right"|202
|
|2025-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3436.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|380
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Błażejowski Zemsta Grzegorza Burowa.djvu|Zemsta Grzegorza Burowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Błażejowski|Aleksander Błażejowski]]
|style="text-align:right"|172
|
|2025-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3498.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|314
|-
|[[Indeks:PL Bô Yin Râ - Królestwo sztuki.djvu|Królestwo sztuki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Anton Schneiderfranken|Bô Yin Râ]]
|style="text-align:right"|212
|
|2018-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">311.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|590
|-
|[[Indeks:PL Bô Yin Râ - Księga człowieka.pdf|Księga człowieka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Anton Schneiderfranken|Bô Yin Râ]]
|style="text-align:right"|124
|
|2018-07-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">555.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|340
|-
|[[Indeks:PL Bô Yin Râ - Księga sztuki królewskiej.djvu|Księga sztuki królewskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:82%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Anton Schneiderfranken|Bô Yin Râ]]
|style="text-align:right"|162
|
|2018-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">536.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|423
|-
|[[Indeks:Szkice i studja historyczne|Szkice i studja historyczne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:85% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Bobrzyński|Michał Bobrzyński]]
|style="text-align:right"|680
|
|2013-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">318.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1943
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dyalog o zasadach i kompromisach|Dyalog o zasadach i kompromisach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Bobrzyński|Michał Bobrzyński]]
|style="text-align:right"|48
|
|2021-02-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3492.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|82
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JS Bogucki Klementyna.djvu|Klementyna czyli Życie sieroty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Symeon Bogucki|Józef Symeon Bogucki]]
|style="text-align:right"|1174
|
|2025-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6720.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1100
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JS Bogucki Kapitaliści.djvu|Kapitaliści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:80% !important"><tr><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Symeon Bogucki|Józef Symeon Bogucki]]
|style="text-align:right"|634
|
|2025-12-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1226
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JS Bogucki Rodin.djvu|Rodin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Symeon Bogucki|Józef Symeon Bogucki]]
|style="text-align:right"|1122
|
|2025-12-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3342.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2233
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Bogusławski Wojciech - Cud czyli Krakowiacy i Górale (1885).pdf|Cud mniemany, czyli Krakowiacy i górale]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:30%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:48%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wojciech Bogusławski|Wojciech Bogusławski]]
|style="text-align:right"|114
|
|2018-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">5987.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|124
|-
|[[Indeks:PL Bogusławski Wojciech - Dzieła dramatyczne 1820-23 t. 1.pdf|Dzieła dramatyczne 1820-23 t. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:34%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:61%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wojciech Bogusławski|Wojciech Bogusławski]]
|style="text-align:right"|546
|
|2022-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">1270.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1367
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Norbert Bonczyk - Góra Chełmska.pdf|Góra Chełmska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Norbert Bonczyk|Norbert Bonczyk]]<br>[[Autor:Wincenty Ogrodziński|Wincenty Ogrodziński]]
|style="text-align:right"|348
|
|2021-06-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3546.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|637
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stary Kościół Miechowski.djvu|Stary Kościół Miechowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:31%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Norbert Bonczyk|Norbert Bonczyk]]<br>[[Autor:Wincenty Ogrodziński|Wincenty Ogrodziński]]
|style="text-align:right"|348
|
|2017-06-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">4555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|557
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Bourget - Kosmopolis.djvu|Kosmopolis]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Bourget|Paul Bourget]]
|style="text-align:right"|484
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6680.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|474
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL P Bourget Kłamstwa.djvu|Kłamstwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Bourget|Paul Bourget]]
|style="text-align:right"|556
|
|2021-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6685.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|531
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL P Bourget Zbrodnia miłości.djvu|Zbrodnia miłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Bourget|Paul Bourget]]
|style="text-align:right"|276
|
|2021-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3382.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|542
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL P Bourget Widmo.djvu|Widmo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Bourget|Paul Bourget]]
|style="text-align:right"|312
|
|2023-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3465.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|594
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL P Bourget Po szczeblach.djvu|Po szczeblach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Bourget|Paul Bourget]]
|style="text-align:right"|512
|
|2023-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6707.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|482
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Boy-Żeleński - Flirt z Melpomeną.djvu|Flirt z Melpomeną]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:22%"></td><td class="pq3" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]]
|style="text-align:right"|282
|
|2016-11-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">7414.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|211
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tadeusz Boy-Żeleński - Obrachunki fredrowskie.djvu|Obrachunki fredrowskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:46%"></td><td class="pq3" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]]
|style="text-align:right"|272
|
|2020-02-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">8263.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|137
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tadeusz Boy-Żeleński - Marysieńka Sobieska.djvu|Marysieńka Sobieska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]]
|style="text-align:right"|393
|
|2021-10-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3404.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|742
|-
|[[Indeks:Nikolaj Breško-Breškovskij - Ppułkownik Miasojedow.pdf|Ppułkownik Miasojedow]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td><td class="pqn" style="width:82%"></td></tr></table>
|[[Autor:Nikołaj Brieszko-Brieszkowski|Nikołaj Brieszko-Brieszkowski]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">208.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|188
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nikolaj Breško-Breškovskij - Miłość wielkiego księcia.pdf|Miłość wielkiego księcia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Nikołaj Brieszko-Brieszkowski|Nikołaj Brieszko-Brieszkowski]]
|style="text-align:right"|71
|
|2025-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3444.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|118
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nikolaj Breško-Breškovskij - Powstanie gruzińskie w 1924 r.pdf|Powstanie gruzińskie w 1924 r.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Nikołaj Brieszko-Brieszkowski|Nikołaj Brieszko-Brieszkowski]]
|style="text-align:right"|72
|
|2025-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3446.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|116
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Brun - Gwiazdy filmowe.pdf|Gwiazdy filmowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Brun|Leon Brun]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-09-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3437.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|126
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Brun - Sprawa Joanny d'Arc.pdf|Sprawa Joanny d'Arc]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:32%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Brun|Leon Brun]]
|style="text-align:right"|38
|
|2025-09-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|50
|-
|[[Indeks:Aleksander Brückner - Średniowieczna proza polska.djvu|Średniowieczna proza polska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:84%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Brückner|Aleksander Brückner]]
|style="text-align:right"|258
|
|2011-05-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">677.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|674
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Psałterze polskie do połowy XVI wieku (Brückner)|Psałterze polskie do połowy XVI wieku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Brückner|Aleksander Brückner]]
|style="text-align:right"|94
|
|2011-05-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">4031.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|154
|-
|[[Indeks:PL Brueckner - Starożytna Litwa.djvu|Starożytna Litwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Brückner|Aleksander Brückner]]
|style="text-align:right"|182
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">38.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|511
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pierwsze czytanki (wyd. IX, 1914).pdf|Pierwsze czytanki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rozalia Brzezińska|Rozalia Brzezińska]]
|style="text-align:right"|156
|
|2025-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6851.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|136
|-
|[[Indeks:Czytanki drugie (1911).pdf|Czytanki drugie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:71%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rozalia Brzezińska|Rozalia Brzezińska]]
|style="text-align:right"|274
|
|2025-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">5107.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|386
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pamiętnik (Brzozowski)|Pamiętnik]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Brzozowski|Stanisław Brzozowski]]
|style="text-align:right"|234
|
|2015-01-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">7055.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|197
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Legenda Młodej Polski (Brzozowski)|Legenda Młodej Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:27%"></td><td class="pq1" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Brzozowski|Stanisław Brzozowski]]
|style="text-align:right"|608
|
|2015-01-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4536.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|954
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Brzozowski - Współczesna powieść polska.djvu|Współczesna powieść polska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Brzozowski|Stanisław Brzozowski]]
|style="text-align:right"|222
|
|2017-01-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7211.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|174
|-
|[[Indeks:Kazimierz Bujnicki - Biórko.djvu|Biórko. Część I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq1" style="width:43%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:54%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Bujnicki|Kazimierz Bujnicki]]
|style="text-align:right"|260
|
|2024-02-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">1468.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|645
|-
|[[Indeks:Kazimierz Bujnicki - Biórko. Część II.pdf|Biórko. Część II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Bujnicki|Kazimierz Bujnicki]]
|style="text-align:right"|243
|
|2025-08-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|708
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Byron-powieści poetyckie.pdf|Powieści poetyckie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:63%"></td><td class="pq1" style="width:33%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Gordon Byron|George Gordon Byron]]
|style="text-align:right"|492
|
|2015-09-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">5631.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|629
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu|Poemata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:44%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Gordon Byron|George Gordon Byron]]
|style="text-align:right"|605
|
|2017-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">5011.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|901
|-
|[[Indeks:PL George Gordon Byron - Don Juan.djvu|Don Juan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:81% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Gordon Byron|George Gordon Byron]]
|style="text-align:right"|644
|
|2019-03-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">5.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1901
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pedro Calderon de la Barca - Kochankowie nieba.djvu|Kochankowie nieba]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pedro Calderón de la Barca|Pedro Calderón de la Barca]]
|style="text-align:right"|218
|
|2018-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3611.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|391
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Pedro Calderon de la Barca - Dramata (1887).djvu|Dramata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pedro Calderón de la Barca|Pedro Calderón de la Barca]]
|style="text-align:right"|542
|
|2019-08-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3384.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1038
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Pedro Calderon de la Barca - Książę Niezłomny.djvu|Książę Niezłomny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pedro Calderón de la Barca|Pedro Calderón de la Barca]]
|style="text-align:right"|140
|
|2021-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3431.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|268
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Pedro Calderon de la Barca - Tajna krzywda – Skryta zemsta.djvu|Tajna krzywda – Skryta zemsta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pedro Calderón de la Barca|Pedro Calderón de la Barca]]
|style="text-align:right"|93
|
|2021-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|186
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Pedro Calderon de la Barca - Czarnoksiężnik.djvu|Czarnoksiężnik]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pedro Calderón de la Barca|Pedro Calderón de la Barca]]
|style="text-align:right"|78
|
|2021-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|156
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Čech - Pieśni niewolnika.djvu|Pieśni niewolnika]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Svatopluk Čech|Svatopluk Čech]]
|style="text-align:right"|96
|
|2019-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6969.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|70
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Świętopełk Czech - Jastrząb contra Hordliczka.djvu|Jastrząb contra Hordliczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Svatopluk Čech|Svatopluk Čech]]
|style="text-align:right"|152
|
|2019-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3483.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|260
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Świętopełk Czech - Klucze Piotrowe.djvu|Klucze Piotrowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:23%"></td><td class="pq3" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Svatopluk Čech|Svatopluk Čech]]
|style="text-align:right"|56
|
|2019-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">7500.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|39
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Czech - Wycieczki pana Brouczka.djvu|Wycieczki pana Brouczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Svatopluk Čech|Svatopluk Čech]]
|style="text-align:right"|362
|
|2020-01-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3380.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|699
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klęski zaraz w dawnym Lwowie.pdf|Klęski zaraz w dawnym Lwowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:32%"></td><td class="pq1" style="width:52%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Łucja Charewiczowa|Łucja Charewiczowa]]
|style="text-align:right"|102
|
|2021-05-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4851.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|139
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ukraiński ruch kobiecy.pdf|„Ukraiński“ Ruch Kobiecy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Łucja Charewiczowa|Łucja Charewiczowa]]
|style="text-align:right"|52
|
|2021-04-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|90
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Chateaubriand-Atala, René, Ostatni z Abenserażów.djvu|Atala, René, Ostatni z Abenserażów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:François-René de Chateaubriand|François-René de Chateaubriand]]
|style="text-align:right"|252
|
|2015-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">4490.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|395
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:O Buonapartem i o Burbonach.djvu|O Buonapartem i o Burbonach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:François-René de Chateaubriand|François-René de Chateaubriand]]
|style="text-align:right"|110
|
|2019-06-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3464.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|200
|-
|[[Indeks:PL Chateaubriand - Pamiętniki pogrobowe.djvu|Pamiętniki pogrobowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:François-René de Chateaubriand|François-René de Chateaubriand]]
|style="text-align:right"|1980
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">5.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|5916
|-
|[[Indeks:Oberżysta spod Białej sarny|Oberżysta z pod Białej sarny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq1" style="width:15%"></td><td class="pqn" style="width:85%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Chavette|Eugène Chavette]]
|style="text-align:right"|872
|
|2026-02-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">508.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2483
|-
|[[Indeks:PL E Chavette Pokój zbrodni.djvu|Pokój zbrodni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Chavette|Eugène Chavette]]
|style="text-align:right"|278
|
|2026-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">73.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|807
|-
|[[Indeks:Współczesni poeci polscy|Współczesni poeci polscy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:73%"></td></tr></table>
|[[Autor:Piotr Chmielowski|Piotr Chmielowski]]
|style="text-align:right"|510
|
|2013-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">1753.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1237
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Obraz literatury powszechnej tom I.djvu|Obraz literatury powszechnej tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:67% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:78%"></td><td class="pq1" style="width:16%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Piotr Chmielowski|Piotr Chmielowski]]
|style="text-align:right"|532
|
|2017-01-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6189.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|591
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Obraz literatury powszechnej tom II.djvu|Obraz literatury powszechnej tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:82% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Piotr Chmielowski|Piotr Chmielowski]]
|style="text-align:right"|652
|
|2018-09-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3394.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1286
|-
|[[Indeks:Pisma Ignacego Chodźki t.I.djvu|Pisma Ignacego Chodźki t.I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:41%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Chodźko|Ignacy Chodźko]]
|style="text-align:right"|482
|
|2017-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">1941.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1129
|-
|[[Indeks:Pisma Ignacego Chodźki t.II.djvu|Pisma Ignacego Chodźki t.II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:46%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Chodźko|Ignacy Chodźko]]
|style="text-align:right"|488
|
|2017-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">1820.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1168
|-
|[[Indeks:Pisma Ignacego Chodźki t.III.pdf|Pisma Ignacego Chodźki t.III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:18%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:78%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Chodźko|Ignacy Chodźko]]
|style="text-align:right"|544
|
|2025-04-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">783.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1471
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Colette - Siedm dyalogow zwierzęcych.pdf|Siedm dyalogow zwierzęcych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Colette|Colette]]
|style="text-align:right"|142
|
|2025-05-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6859.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|114
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Colette Klaudyna w szkole.djvu|Klaudyna w szkole]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Colette|Colette]]
|style="text-align:right"|360
|
|2025-09-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6695.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|338
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Colette Klaudyna w Paryżu.djvu|Klaudyna w Paryżu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Colette|Colette]]
|style="text-align:right"|320
|
|2025-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3408.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|613
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Colette - Ulubieniec.pdf|Ulubieniec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Colette|Colette]]
|style="text-align:right"|158
|
|2026-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3375.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|312
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Colette - Ta druga.pdf|Ta druga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Colette|Colette]]
|style="text-align:right"|192
|
|2026-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|352
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Colette - Niewiniątko.pdf|Niewiniątko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Colette|Colette]]
|style="text-align:right"|228
|
|2026-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|412
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ocalenie (Conrad)|Ocalenie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Conrad|Joseph Conrad]]
|style="text-align:right"|544
|
|2015-04-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6913.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|476
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Joseph Conrad - Opowieści niepokojące.djvu|Opowieści niepokojące]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:48%"></td><td class="pq2" style="width:43%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Conrad|Joseph Conrad]]
|style="text-align:right"|228
|
|2015-07-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3911.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|400
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Joseph Conrad - Między lądem a morzem.djvu|Między lądem a morzem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:60%"></td><td class="pq2" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Conrad|Joseph Conrad]]
|style="text-align:right"|292
|
|2015-11-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">5060.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|406
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Krzysztof Kolumb (Cooper)|Krzysztof Kolumb]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:James Fenimore Cooper|James Fenimore Cooper]]
|style="text-align:right"|174
|
|2014-10-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3514.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|323
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szpieg (James Fenimore Cooper)|Szpieg]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:James Fenimore Cooper|James Fenimore Cooper]]
|style="text-align:right"|852
|
|2017-03-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3384.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1689
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szpieg powieść historyczna na tle walk o niepodległość.pdf|Szpieg (tłum. Hajota)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:James Fenimore Cooper|James Fenimore Cooper]]
|style="text-align:right"|474
|
|2023-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3405.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|914
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Cooper - Pionierowie.djvu|Pionierowie nad źródłami Suskehanny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:James Fenimore Cooper|James Fenimore Cooper]]
|style="text-align:right"|480
|
|2019-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3369.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|925
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kuper - Ostatni Mohikan.djvu|Ostatni Mohikan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:James Fenimore Cooper|James Fenimore Cooper]]
|style="text-align:right"|980
|
|2019-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6559.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|967
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Cyceron - Sen Scypiona.pdf|Sen Scypiona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|84
|
|2021-12-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6981.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|67
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła M. T. Cycerona tłum. Rykaczewski t. 1 Mowy.djvu|Dzieła M. T. Cycerona t. 1 Mowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|628
|
|2022-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3355.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1214
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła M. T. Cycerona tłum. Rykaczewski t. 2 Mowy.djvu|Dzieła M. T. Cycerona t. 2 Mowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:79%"></td><td class="pq1" style="width:17%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|594
|
|2022-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">612.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1608
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła M. T. Cycerona tłum. Rykaczewski t. 3 Mowy.djvu|Dzieła M. T. Cycerona t. 3 Mowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:77% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:40%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|614
|
|2022-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">1930.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1392
|-
|[[Indeks:Dzieła M. T. Cycerona tłum. Rykaczewski t. 4 Listy.djvu|Dzieła M. T. Cycerona t. 4 Listy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:98% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|777
|
|2022-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">272.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2177
|-
|[[Indeks:Dzieła M. T. Cycerona tłum. Rykaczewski t. 5 Listy.djvu|Dzieła M. T. Cycerona t. 5 Listy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:94% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|748
|
|2022-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">137.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2154
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła M. T. Cycerona tłum. Rykaczewski t. 6 Pisma krasomówcze.djvu|Dzieła M. T. Cycerona t. 6 Pisma krasomówcze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:90% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq2" style="width:44%"></td><td class="pq1" style="width:40%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|716
|
|2022-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">2248.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1593
|-
|[[Indeks:Dzieła M. T. Cycerona tłum. Rykaczewski t. 7 Pisma filozoficzne.djvu|Dzieła M. T. Cycerona t. 7 Pisma filozoficzne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:81% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|644
|
|2022-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">204.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1819
|-
|[[Indeks:Dzieła M. T. Cycerona tłum. Rykaczewski t. 8 Pisma filozoficzne.djvu|Dzieła M. T. Cycerona t. 8 Pisma filozoficzne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:28%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:65%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyceron|Marcus Tullius Cicero]]
|style="text-align:right"|598
|
|2022-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">151.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1687
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kazimierz Czapiński - Faszyzm współczesny.pdf|Faszyzm współczesny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Czapiński|Kazimierz Czapiński]]
|style="text-align:right"|38
|
|2020-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">4408.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|52
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kazimierz Czapiński - Świat na wulkanie.pdf|Świat na wulkanie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Czapiński|Kazimierz Czapiński]]
|style="text-align:right"|44
|
|2024-11-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3763.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|58
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Życie płciowe i jego znaczenie (Czarnowski)|Życie płciowe i jego znaczenie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:19%"></td><td class="pq3" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Augustyn Czarnowski|Augustyn Czarnowski]]
|style="text-align:right"|248
|
|2014-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7348.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|179
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL August Czarnowski - Zielnik lekarski (wyd. 3).pdf|Zielnik lekarski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Augustyn Czarnowski|Augustyn Czarnowski]]
|style="text-align:right"|302
|
|2021-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6691.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|270
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rafał Czeczott - Walka tytanów.pdf|Walka Tytanów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Czeczott|Rafał Czeczott]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3645.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|122
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rafał Czeczott - Ucieczka Goeben i Breslau.pdf|Ucieczka Goeben i Breslau]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Czeczott|Rafał Czeczott]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3544.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|122
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rafał Czeczott - Co nam zapewnia marynarka wojenna.pdf|Co nam zapewnia marynarka wojenna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:31%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Czeczott|Rafał Czeczott]]
|style="text-align:right"|36
|
|2025-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3733.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|47
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rafał Czeczott - Bohaterowie Adrjatyku.pdf|Bohaterowie Adrjatyku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Czeczott|Rafał Czeczott]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3538.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|126
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rafał Czeczott - Admirał Makarow.pdf|Admirał Makarow]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Czeczott|Rafał Czeczott]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|124
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rafał Czeczott - Dogger Bank.pdf|Dogger Bank]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Czeczott|Rafał Czeczott]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3387.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|123
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Aleksander Czolowski. Wysoki zamek (1910).djvu|Wysoki zamek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:22%"></td><td class="pq3" style="width:29%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Czołowski|Aleksander Czołowski]]
|style="text-align:right"|130
|
|2017-01-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">5853.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|158
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mord rytualny.pdf|Mord rytualny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Czołowski|Aleksander Czołowski]]
|style="text-align:right"|44
|
|2021-05-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3763.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|58
|-
|[[Indeks:Ianiciana. Przyczynki do biografji i oceny utworów Klemensa Janickiego|Ianiciana. Przyczynki do biografji i oceny utworów Klemensa Janickiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Ćwikliński|Ludwik Ćwikliński]]
|style="text-align:right"|46
|
|2013-01-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">697.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|120
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ćwikliński Kilka uwag o zadaniach i organizacji nauki polskiej.pdf|Kilka uwag o zadaniach i organizacji nauki polskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Ćwikliński|Ludwik Ćwikliński]]
|style="text-align:right"|24
|
|2021-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|-
|[[Indeks:PL Ludwik Ćwikliński O przechowywanym w zbiorze pism Ksenofontowych Traktacie o dochodach.djvu|O przechowywanym w zbiorze pism Ksenofontowych Traktacie o dochodach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Ćwikliński|Ludwik Ćwikliński]]
|style="text-align:right"|63
|
|2021-01-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">2459.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|138
|-
|[[Indeks:PL Ćwikliński Opis zarazy ateńskiej.pdf|Opis zarazy ateńskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:53%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Ćwikliński|Ludwik Ćwikliński]]
|style="text-align:right"|66
|
|2023-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">1584.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|154
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Karel Čapek-Boża męka.pdf|Boża męka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:25%"></td><td class="pq3" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karel Čapek|Karel Čapek]]
|style="text-align:right"|244
|
|2019-09-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">7660.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|146
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Karel Čapek - Zwyczajne życie.pdf|Zwyczajne życie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:27%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karel Čapek|Karel Čapek]]
|style="text-align:right"|248
|
|2022-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4411.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|394
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Karel Čapek - Meteor.pdf|Meteor]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karel Čapek|Karel Čapek]]
|style="text-align:right"|175
|
|2022-10-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3597.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|315
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hordubal.pdf|Hordubal]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karel Čapek|Karel Čapek]]
|style="text-align:right"|160
|
|2022-10-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6924.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|131
|-
|[[Indeks:Karel Čapek - Fabryka absolutu.pdf|Fabryka absolutu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td><td class="pqn" style="width:26%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karel Čapek|Karel Čapek]]
|style="text-align:right"|206
|
|2025-10-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">2312.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|399
|-
|[[Indeks:J. Grabiec - Dzieje Polski Niepodległej.djvu|Dzieje Polski Niepodległej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Dąbrowski|Józef Dąbrowski]]
|style="text-align:right"|276
|
|2015-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">242.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|805
|-
|[[Indeks:J. Grabiec - Dzieje porozbiorowe Narodu Polskiego.djvu|Dzieje porozbiorowe Narodu Polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Dąbrowski|Józef Dąbrowski]]
|style="text-align:right"|344
|
|2015-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">116.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1020
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:J. Grabiec - Powstanie Styczniowe 1863—1864.djvu|Powstanie Styczniowe 1863—1864]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Dąbrowski|Józef Dąbrowski]]
|style="text-align:right"|224
|
|2015-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3513.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|432
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Grazia Deledda - Sprawiedliwość.djvu|Sprawiedliwość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Grazia Deledda|Grazia Deledda]]
|style="text-align:right"|260
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3372.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|505
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Grazia Deledda - Popiół|Popiół]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Grazia Deledda|Grazia Deledda]]
|style="text-align:right"|318
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3408.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|611
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Grazia Deledda - Po rozwodzie|Po rozwodzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Grazia Deledda|Grazia Deledda]]
|style="text-align:right"|304
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3460.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|565
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Grazia Deledda - Po grzesznej drodze|Po grzesznej drodze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Grazia Deledda|Grazia Deledda]]
|style="text-align:right"|344
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3463.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|655
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dickstein Szymon - Kto z czego żyje.pdf|Kto z czego żyje?]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Szymon Dickstein|Szymon Dickstein]]
|style="text-align:right"|45
|
|2024-09-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3739.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|77
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dickstein Szymon - Ojciec Szymon 1882.pdf|Ojciec Szymon]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Szymon Dickstein|Szymon Dickstein]]
|style="text-align:right"|28
|
|2024-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3611.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|46
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jodko-Narkiewicz, Dickstein - Polski socyalizm utopijny na emigracyi.pdf|Polski socyalizm utopijny na emigracyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Witold Jodko-Narkiewicz|Witold Jodko-Narkiewicz]]; [[Autor:Szymon Dickstein|Szymon Dickstein]]
|style="text-align:right"|124
|
|2024-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3456.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|212
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jana Długosza Dziejów Polskich ksiąg dwanaście - Tom I.djvu|Dziejów Polskich ksiąg dwanaście. Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Długosz|Jan Długosz]]
|style="text-align:right"|578
|
|2015-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3844.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1036
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jana Długosza Dziejów Polskich ksiąg dwanaście - Tom II.djvu|Dziejów Polskich ksiąg dwanaście. Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Długosz|Jan Długosz]]
|style="text-align:right"|570
|
|2015-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3369.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1108
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jana Długosza Dziejów Polskich ksiąg dwanaście - Tom III.djvu|Dziejów Polskich ksiąg dwanaście. Tom III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Długosz|Jan Długosz]]
|style="text-align:right"|598
|
|2015-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3367.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1164
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jana Długosza Dziejów Polskich ksiąg dwanaście - Tom IV.djvu|Dziejów Polskich ksiąg dwanaście. Tom IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:90% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Długosz|Jan Długosz]]
|style="text-align:right"|718
|
|2015-11-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1403
|-
|[[Indeks:Jana Długosza Dziejów Polskich ksiąg dwanaście - Tom V.djvu|Dziejów Polskich ksiąg dwanaście. Tom V]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:88% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:36%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:61%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Długosz|Jan Długosz]]
|style="text-align:right"|702
|
|2015-11-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">1309.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1799
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Ostatnia brygada.djvu|Ostatnia brygada]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Dołęga-Mostowicz|Tadeusz Dołęga-Mostowicz]]
|style="text-align:right"|328
|
|2019-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6899.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|293
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzy serca.djvu|Trzy serca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Dołęga-Mostowicz|Tadeusz Dołęga-Mostowicz]]
|style="text-align:right"|386
|
|2019-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6702.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|373
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Złota maska.djvu|Złota Maska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Dołęga-Mostowicz|Tadeusz Dołęga-Mostowicz]]
|style="text-align:right"|308
|
|2019-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6722.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|295
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Kiwony.djvu|Kiwony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Dołęga-Mostowicz|Tadeusz Dołęga-Mostowicz]]
|style="text-align:right"|110
|
|2021-07-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|110
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dostojewski - Wspomnienia z martwego domu.djvu|Wspomnienia z martwego domu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Fiodor Dostojewski|Fiodor Dostojewski]]
|style="text-align:right"|340
|
|2019-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6707.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|325
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Fiodor Dostojewski - Sen wujaszka (Z kronik miasta Mordasowa).pdf|Sen wujaszka (Z kronik miasta Mordasowa)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Fiodor Dostojewski|Fiodor Dostojewski]]
|style="text-align:right"|202
|
|2022-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3420.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|379
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Fiodor Dostojewski - Cudza żona i mąż pod łóżkiem.pdf|Cudza żona i mąż pod łóżkiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Fiodor Dostojewski|Fiodor Dostojewski]]
|style="text-align:right"|154
|
|2022-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3812.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|258
|-
|[[Indeks:PL EO Dreher - Słownik esperancko-polski polsko-esperancki.djvu|Słownik esperancko-polski polsko-esperancki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:14%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:72%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Ludwik Zamenhof; Leopold Dreher}}
|style="text-align:right"|36
|
|2019-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">909.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|90
|-
|[[Indeks:Leo Turno - Kompletny podręcznik języka esperanto dla początkujących.pdf|Kompletny podręcznik języka esperanto dla początkujących]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:27%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td><td class="pqn" style="width:54%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Dreher|Leopold Dreher]]
|style="text-align:right"|82
|
|2019-10-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">1497.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|176
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofia Dromlewiczowa - Płomienna obręcz.djvu|Płomienna obręcz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Dromlewiczowa|Zofia Dromlewiczowa]]
|style="text-align:right"|192
|
|2016-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">4065.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|324
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofia Dromlewiczowa - Przygody Tadzia.djvu|Przygody Tadzia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Dromlewiczowa|Zofia Dromlewiczowa]]
|style="text-align:right"|240
|
|2016-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3643.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|431
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofia Dromlewiczowa - Rycerze przestworzy.djvu|Rycerze przestworzy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Dromlewiczowa|Zofia Dromlewiczowa]]
|style="text-align:right"|256
|
|2016-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3469.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|480
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofia Dromlewiczowa - Szalona Jasia.djvu|Szalona Jasia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Dromlewiczowa|Zofia Dromlewiczowa]]
|style="text-align:right"|228
|
|2016-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3496.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|439
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofia Dromlewiczowa - Spadek którego nie było.pdf|Spadek którego nie było]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Dromlewiczowa|Zofia Dromlewiczowa]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-09-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3497.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|119
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofia Dromlewiczowa - Listy anonimowe.pdf|Listy anonimowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Dromlewiczowa|Zofia Dromlewiczowa]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-09-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3548.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|120
|-
|[[Indeks:Bigos hultayski czyli Szkoła trzpiotów.djvu|Bigos Hultayski czyli Szkoła Trzpiotów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq0" style="width:12%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Drozdowski|Jan Drozdowski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2018-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|180
|-
|[[Indeks:Jan Drozdowski - Literat z biedy.djvu|Literat z biedy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Drozdowski|Jan Drozdowski]]
|style="text-align:right"|112
|
|2018-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|312
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Sprawa Clemenceau T1-3.djvu|Sprawa Clemenceau]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (syn)|Aleksander Dumas (syn)]]
|style="text-align:right"|394
|
|2019-03-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6718.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|383
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Dumas Antonina.djvu|Antonina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (syn)|Aleksander Dumas (syn)]]
|style="text-align:right"|344
|
|2023-11-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3421.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|596
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Dumas Przygody czterech kobiet i jednej papugi.djvu|Przygody czterech kobiet i jednej papugi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (syn)|Aleksander Dumas (syn)]]
|style="text-align:right"|1461
|
|2023-11-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3450.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2737
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Eurypides - Ifigenja w Aulidzie.djvu|Ifigenja w Aulidzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eurypides|Eurypides]]
|style="text-align:right"|99
|
|2018-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3527.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|167
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Eurypidesa Tragedye (Kasprowicz)|Eurypidesa Tragedye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eurypides|Eurypides]]
|style="text-align:right"|1478
|
|2019-01-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3502.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2799
|-
|[[Indeks:PL Eurypides - Ifigenia w Tauryi.djvu|Ifigenia w Tauryi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eurypides|Eurypides]]
|style="text-align:right"|88
|
|2019-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">86.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|229
|-
|[[Indeks:PL Tragedye Eurypidesa (tłum. Węclewski).djvu|Tragedye Eurypidesa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eurypides|Eurypides]]
|style="text-align:right"|1382
|
|2019-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|4116
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Urke Nachalnik - Żywe grobowce.djvu|Żywe grobowce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Icek Boruch Farbarowicz|Icek Boruch Farbarowicz]]
|style="text-align:right"|312
|
|2017-07-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">4121.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|515
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Urke-Nachalnik - W matni.djvu|W matni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:60%"></td><td class="pq1" style="width:27%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Icek Boruch Farbarowicz|Icek Boruch Farbarowicz]]
|style="text-align:right"|262
|
|2017-07-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6102.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|297
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Urke-Nachalnik - Gdyby nie kobiety.djvu|Gdyby nie kobiety]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq2" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Icek Boruch Farbarowicz|Icek Boruch Farbarowicz]]
|style="text-align:right"|232
|
|2017-07-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3526.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|435
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Urke Nachalnik - Rozpruwacze.pdf|Rozpruwacze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Icek Boruch Farbarowicz|Icek Boruch Farbarowicz]]
|style="text-align:right"|316
|
|2020-10-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3376.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|612
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Urke Nachalnik - Miłość przestępcy.pdf|Miłość przestępcy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Icek Boruch Farbarowicz|Icek Boruch Farbarowicz]]
|style="text-align:right"|240
|
|2020-11-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3497.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|435
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Urke-Nachalnik - Wykolejeniec.pdf|Wykolejeniec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Icek Boruch Farbarowicz|Icek Boruch Farbarowicz]]
|style="text-align:right"|278
|
|2024-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3406.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|542
|-
|[[Indeks:F. W. Ferrer - Mrok i brzask.djvu|Mrok i brzask]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Frederic William Farrar|Frederic William Farrar]]
|style="text-align:right"|344
|
|2020-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">210.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|978
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. W. Ferrer - Światła i cienie|Światła i cienie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Frederic William Farrar|Frederic William Farrar]]
|style="text-align:right"|424
|
|2020-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3399.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|802
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu|Tajemnice Londynu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:87% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Féval|Paul Féval]]
|style="text-align:right"|690
|
|2020-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3382.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1336
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Feval - Żebrak murzyn.djvu |Żebrak murzyn]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Féval|Paul Féval]]
|style="text-align:right"|156
|
|2020-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3426.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|282
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Feval - Garbus.djvu|Garbus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Féval|Paul Féval]]
|style="text-align:right"|830
|
|2020-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3353.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1633
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:P Féval Pokwitowanie o północy.djvu|Pokwitowanie o północy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Féval|Paul Féval]]
|style="text-align:right"|178
|
|2020-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|174
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL P Féval Dziewice nocy.djvu|Dziewice nocy albo anioły rodziny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Féval|Paul Féval]]
|style="text-align:right"|1362
|
|2020-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2601
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL P Féval Łowy królewskie.djvu|Łowy królewskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:88% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Féval|Paul Féval]]
|style="text-align:right"|700
|
|2020-10-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3406.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1345
|-
|[[Indeks:Wacław Filochowski - Czarci młyn.djvu|Czarci młyn]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Filochowski|Wacław Filochowski]]
|style="text-align:right"|191
|
|2016-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">319.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|546
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Filochowski - Przez kraj duchów i zwierząt.djvu|Przez kraj duchów i zwierząt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Filochowski|Wacław Filochowski]]
|style="text-align:right"|160
|
|2016-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3924.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|288
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lud polski|Lud polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Fischer|Adam Fischer]]
|style="text-align:right"|244
|
|2014-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4019.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|436
|-
|[[Indeks:Etnografia dawnych Prusów.djvu|Etnografia dawnych Prusów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td><td class="pqn" style="width:73%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Fischer|Adam Fischer]]
|style="text-align:right"|70
|
|2014-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">1016.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|159
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kaszubi na tle etnografji Polski|Kaszubi na tle etnografji Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Fischer|Adam Fischer]]
|style="text-align:right"|124
|
|2014-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6751.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|115
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL_G_Flaubert_Salammbo.djvu|Salammbo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustave Flaubert|Gustave Flaubert]]
|style="text-align:right"|368
|
|2020-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3574.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|694
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL_G_Flaubert_Pani_Bovary.djvu|Pani Bovary]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq3" style="width:44%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustave Flaubert|Gustave Flaubert]]
|style="text-align:right"|608
|
|2022-01-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">4819.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|931
|-
|[[Indeks:August Forel - Hypnotyzm.djvu|Hypnotyzm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Auguste Forel|Auguste Forel]]
|style="text-align:right"|142
|
|2018-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">300.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|387
|-
|[[Indeks:August Forel - Zagadnienia seksualne.djvu|Zagadnienia seksualne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Auguste Forel|Auguste Forel]]
|style="text-align:right"|401
|
|2018-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">227.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1161
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kościół a Rzeczpospolita|Kościół a Rzeczpospolita]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anatole France|Anatole France]]
|style="text-align:right"|106
|
|2013-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3980.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|186
|-
|[[Indeks:Anatole France - Wyspa Pingwinów.djvu|Wyspa Pingwinów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anatole France|Anatole France]]
|style="text-align:right"|356
|
|2016-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">581.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|955
|-
|[[Indeks:Anatole France - Gospoda pod Królową Gęsią Nóżką.djvu|Gospoda pod Królową Gęsią Nóżką]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anatole France|Anatole France]]
|style="text-align:right"|318
|
|2017-01-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">521.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|873
|-
|[[Indeks:PL France - Bogowie łakną krwi.djvu|Bogowie łakną krwi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anatole France|Anatole France]]
|style="text-align:right"|352
|
|2019-03-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">176.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|999
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anatol France - Poglądy ks. Hieonima Coignarda.djvu|Poglądy ks. Hieonima Coignarda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anatole France|Anatole France]]
|style="text-align:right"|260
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3415.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|482
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G Füllborn Tajemnice stolicy świata.djvu|Tajemnice stolicy świata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Füllborn|George Füllborn]]
|style="text-align:right"|1352
|
|2021-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3343.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2632
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jan III Sobieski król Polski czyli Ślepa niewolnica z Sziras.djvu|Jan III Sobieski Król Polski czyli Ślepa Niewolnica z Sziras]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:80% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Füllborn|George Füllborn]]
|style="text-align:right"|640
|
|2021-12-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3396.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1260
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G Füllborn Izabella królowa Hiszpanii.djvu|Izabella królowa Hiszpanii]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Füllborn|George Füllborn]]
|style="text-align:right"|622
|
|2024-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3376.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1214
|-
|[[Indeks:PL É Gaboriau Nad przepaścią.djvu|Nad przepaścią]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Gaboriau|Émile Gaboriau]]
|style="text-align:right"|870
|
|2025-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">85.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2537
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Gaboriau Niewolnicy paryscy.djvu|Niewolnicy paryscy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Gaboriau|Émile Gaboriau]]
|style="text-align:right"|1016
|
|2025-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3384.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1929
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Gaboriau Biuraliści.djvu|Biuraliści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Gaboriau|Émile Gaboriau]]
|style="text-align:right"|186
|
|2025-04-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3390.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|349
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Gaboriau Akta kryminalne pod l. 113.djvu|Akta kryminalne pod l. 113]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Gaboriau|Émile Gaboriau]]
|style="text-align:right"|438
|
|2025-05-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3365.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|832
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Gaboriau Gdzie winowajca.djvu|Gdzie winowajca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Gaboriau|Émile Gaboriau]]
|style="text-align:right"|344
|
|2025-05-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3384.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|649
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Gaboriau Pan Lecoq.djvu|Pan Lecoq]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Gaboriau|Émile Gaboriau]]
|style="text-align:right"|1056
|
|2025-05-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3339.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2066
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:John Galsworthy - Powszechne braterstwo.djvu|Powszechne braterstwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Galsworthy|John Galsworthy]]
|style="text-align:right"|277
|
|2015-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3382.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|538
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:John Galsworthy - Posiadacz.pdf|Saga rodu Forsytów tom I. Posiadacz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Galsworthy|John Galsworthy]]
|style="text-align:right"|462
|
|2017-05-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6696.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|443
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:John Galsworthy - Przebudzenie.pdf|Saga rodu Forsytów tom III. Przebudzenie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Galsworthy|John Galsworthy]]
|style="text-align:right"|408
|
|2017-05-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6734.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|384
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:John Galsworthy - Święty.pdf|Święty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Galsworthy|John Galsworthy]]
|style="text-align:right"|378
|
|2023-11-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3342.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|739
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gałuszka Biesiada kameleonów.pdf|Biesiada kameleonów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:24%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Gałuszka|Józef Gałuszka]]
|style="text-align:right"|170
|
|2021-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">4807.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|229
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gałuszka Głosy ziemi.pdf|Głosy ziemi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Gałuszka|Józef Gałuszka]]
|style="text-align:right"|92
|
|2021-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3728.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|143
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Garborg Górskie powietrze.pdf|Górskie powietrze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arne Garborg|Arne Garborg]]
|style="text-align:right"|176
|
|2021-08-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3394.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|325
|-
|[[Indeks:PL Garborg Utracony ojciec.pdf|Utracony ojciec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:49%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arne Garborg|Arne Garborg]]
|style="text-align:right"|92
|
|2021-08-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">1746.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|208
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Śmiertelny pocałunek|Śmiertelny pocałunek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jules de Gastyne|Jules de Gastyne]]
|style="text-align:right"|381
|
|2025-12-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|381
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Za winy ojca|Za winy ojca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jules de Gastyne|Jules de Gastyne]]
|style="text-align:right"|301
|
|2025-12-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3355.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|600
|-
|[[Indeks:Człowiek nocy|Człowiek nocy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jules de Gastyne|Jules de Gastyne]]
|style="text-align:right"|309
|
|2026-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">32.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|924
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Franciszek Zabłocki|Franciszek Zabłocki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Gawalewicz|Marian Gawalewicz]]
|style="text-align:right"|82
|
|2013-05-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3699.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|155
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maryan Gawalewicz - Szkice i obrazki.djvu|Szkice i obrazki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:54%"></td><td class="pq1" style="width:42%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Gawalewicz|Marian Gawalewicz]]
|style="text-align:right"|170
|
|2015-11-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">5289.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|236
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Marian Gawalewicz - Motyl.pdf|Motyl]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Gawalewicz|Marian Gawalewicz]]
|style="text-align:right"|202
|
|2025-06-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6706.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|165
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pani Walewska (Wacław Gąsiorowski)|Pani Walewska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:33%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Gąsiorowski|Wacław Gąsiorowski]]
|style="text-align:right"|822
|
|2013-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">4504.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1309
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Gąsiorowski - Emilja Plater.djvu|Emilja Plater]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Gąsiorowski|Wacław Gąsiorowski]]
|style="text-align:right"|411
|
|2018-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|788
|-
|[[Indeks:Wacław Gąsiorowski - Rok 1809|Rok 1809]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Gąsiorowski|Wacław Gąsiorowski]]
|style="text-align:right"|498
|
|2018-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">160.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1414
|-
|[[Indeks:Wacław Gąsiorowski - Huragan|Huragan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Gąsiorowski|Wacław Gąsiorowski]]
|style="text-align:right"|906
|
|2018-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">80.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2592
|-
|[[Indeks:Wacław Gąsiorowski - Szwoleżerowie gwardji.djvu|Szwoleżerowie gwardji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Gąsiorowski|Wacław Gąsiorowski]]
|style="text-align:right"|346
|
|2018-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">144.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1020
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Gębarski - W pruskich szponach (cz. I).pdf|W pruskich szponach (cz. I)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Gębarski|Stefan Gębarski]]
|style="text-align:right"|112
|
|2024-01-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3462.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|202
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Gębarski - W pruskich szponach (cz. II).pdf|W pruskich szponach (cz. II)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Gębarski|Stefan Gębarski]]
|style="text-align:right"|110
|
|2024-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|210
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Gębarski - W szponach pruskiej Hakaty.pdf|W szponach pruskiej Hakaty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Gębarski|Stefan Gębarski]]
|style="text-align:right"|155
|
|2024-12-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|266
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Podróż więźnia etapami do Syberyi|Podróż więźnia etapami do Syberyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:50%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Agaton Giller|Agaton Giller]]
|style="text-align:right"|520
|
|2011-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">5573.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|652
|-
|[[Indeks:Opisanie zabajkalskiej krainy w Syberyi|Opisanie zabajkalskiej krainy w Syberyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:15%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:71%"></td></tr></table>
|[[Autor:Agaton Giller|Agaton Giller]]
|style="text-align:right"|986
|OCR
|2011-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">1418.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2487
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Goethe - Cierpienia młodego Wertera.djvu|Cierpienia młodego Wertera (tłum. Mirandola)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:58%"></td><td class="pq1" style="width:36%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Johann Wolfgang von Goethe|Johann Wolfgang von Goethe]]
|style="text-align:right"|192
|
|2019-03-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">5421.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|250
|-
|[[Indeks:PL Goethe - Wilhelm Meister.pdf|Wilhelm Meister]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Johann Wolfgang von Goethe|Johann Wolfgang von Goethe]]
|style="text-align:right"|833
|
|2019-03-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">116.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2464
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Faust (Goethe, tłum. Zegadłowicz)|Faust (tłum. Zegadłowicz)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Johann Wolfgang von Goethe|Johann Wolfgang von Goethe]]
|style="text-align:right"|620
|
|2019-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3574.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1093
|-
|[[Indeks:PL Goethe - Herman i Dorota.djvu|Herman i Dorota]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Johann Wolfgang von Goethe|Johann Wolfgang von Goethe]]
|style="text-align:right"|140
|
|2021-10-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">25.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|398
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Problem istnienia Boga u Anzelma z Canterbury i problem prawdy u Henryka z Gandawy (Mieczysław Gogacz)|Problem istnienia Boga u Anzelma z Canterbury i problem prawdy u Henryka z Gandawy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Gogacz|Mieczysław Gogacz]]
|style="text-align:right"|121
|
|2011-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3638.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|229
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Filozofia bytu w „Beniamin Major” Ryszarda ze świętego Wiktora (Mieczysław Gogacz)|Filozofia bytu w „Beniamin Major” Ryszarda ze świętego Wiktora]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Gogacz|Mieczysław Gogacz]]
|style="text-align:right"|149
|
|2011-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3584.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|281
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Nikołaj Gogol - Rewizor z Petersburga.djvu|Rewizor z Petersburga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Nikołaj Gogol|Nikołaj Gogol]]
|style="text-align:right"|140
|
|2019-07-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3383.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|264
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Nikołaj Gogol - Powieści mniejsze.djvu|Powieści mniejsze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Nikołaj Gogol|Nikołaj Gogol]]
|style="text-align:right"|190
|
|2019-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3612.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|320
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Grabiński - Ciemne siły.djvu|Ciemne siły]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:25%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Grabiński|Stefan Grabiński]]
|style="text-align:right"|134
|
|2018-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4417.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|211
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Grabiński - Klasztor i morze.djvu|Klasztor i morze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Grabiński|Stefan Grabiński]]
|style="text-align:right"|234
|
|2018-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3558.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|429
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Grabiński - Wyspa Itongo.djvu|Wyspa Itongo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Grabiński|Stefan Grabiński]]
|style="text-align:right"|326
|
|2018-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3459.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|620
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Hadaczek Polygnotos.pdf|Polygnotos]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Hadaczek|Karol Hadaczek]]
|style="text-align:right"|30
|
|2023-09-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3456.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|53
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Hadaczek Kultura dorzecza Dniestru.pdf|Kultura dorzecza Dniestru w epoce cesarstwa rzymskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:18%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:25%"></td><td class="pq0" style="width:48%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Hadaczek|Karol Hadaczek]]
|style="text-align:right"|44
|
|2023-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6231.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|26
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Hadaczek Slady epoki tak zwanej archaiczno-mykenskiej.pdf|Ślady epoki tak zwanej archaiczno-mykeńskiej we wschodniej Galicji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:50%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Hadaczek|Karol Hadaczek]]
|style="text-align:right"|16
|
|2023-09-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|8
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Hadaczek Neolityczne cmentarzysko.pdf|Neolityczne cmentarzysko w Złotej w Sandomierskiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:29%"></td><td class="pq1" style="width:20%"></td><td class="pq0" style="width:51%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Hadaczek|Karol Hadaczek]]
|style="text-align:right"|45
|
|2023-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">5303.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Milionowa wdowa|Milionowa wdowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles d'Héricault|Charles d'Héricault]]
|style="text-align:right"|211
|
|2025-10-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|422
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Charles d'Héricault - Sielanka.djvu|Sielanka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles d'Héricault|Charles d'Héricault]]
|style="text-align:right"|200
|
|2025-11-8
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|190
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Teogonja Hezjoda.pdf|Teogonja Hezjoda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hezjod|Hezjod]]
|style="text-align:right"|64
|
|2018-06-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6989.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|56
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Roboty i Dnie Hezyoda.djvu|Roboty i Dnie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:26%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hezjod|Hezjod]]
|style="text-align:right"|54
|
|2019-01-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">7083.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|35
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ferdynand Hoesick - Szkice i opowiadania.djvu|Szkice i opowiadania historyczno-literackie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Hoesick|Ferdynand Hoesick]]
|style="text-align:right"|502
|
|2020-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3484.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|948
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Hoesick - Napoleon I i Józef Elsner.pdf|Napoleon I i Józef Elsner]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Hoesick|Ferdynand Hoesick]], [[Autor:Józef Elsner|Józef Elsner]]
|style="text-align:right"|3
|
|2025-10-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|6
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:E. T. A. Hoffmann - Opowieści.pdf|Opowieści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann|Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann]]
|style="text-align:right"|166
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3418.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|310
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:E. T. A. Hoffmann - Złoty garnek.pdf|Złoty garnek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann|Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann]]
|style="text-align:right"|186
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3428.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|345
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:E. T. A. Hoffmann - Szczęście graczy.pdf|Szczęście graczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann|Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann]]
|style="text-align:right"|36
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|68
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Powieści E. T. A. Hoffmanna|Powieści E. T. A. Hoffmanna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:23%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann|Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann]]
|style="text-align:right"|518
|
|2025-07-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">4277.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|836
|-
|[[Indeks:Dyable eliksyry (1910)|Dyable eliksyry]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:59% !important"><tr><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann|Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann]]
|style="text-align:right"|472
|
|2025-07-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1281
|-
|[[Indeks:E.T.A. Hoffmann - Panna Scuderi.pdf|Panna Scuderi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann|Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann]]
|style="text-align:right"|312
|
|2026-03-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|909
|-
|[[Indeks:E.T.A. Hoffmann - Panna Scudery - Kopalnie faluńskie.pdf|Panna Scudery - Kopalnie faluńskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann|Ernst Theodor Wilhelm Hoffmann]]
|style="text-align:right"|156
|
|2026-03-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|468
|-
|[[Indeks:Wybór dzieł Klementyny z Tańskich Hofmanowej Tom I.djvu|Wybór dzieł Klementyny z Tańskich Hofmanowej Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klementyna Hoffmanowa|Klementyna Hoffmanowa]]
|style="text-align:right"|279
|
|2016-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">144.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|816
|-
|[[Indeks:Klementyna Hofmanowa - Pamiątka po dobrej matce.djvu|Pamiątka po dobrej matce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klementyna Hoffmanowa|Klementyna Hoffmanowa]]
|style="text-align:right"|184
|
|2016-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">449.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|510
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wybór powieści, opisów i opowiadań historycznych (Hoffmanowa)|Wybór powieści, opisów i opowiadań historycznych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klementyna Hoffmanowa|Klementyna Hoffmanowa]]
|style="text-align:right"|170
|
|2015-05-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">4171.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|285
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Iliada (Dmochowski)|Iliada (Dmochowski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Homer|Homer]]
|style="text-align:right"|1177
|
|2011-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3816.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2126
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Homer - Iliada (Popiel).djvu|Iliada]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Homer|Homer]]
|style="text-align:right"|506
|
|2019-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">6714.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|485
|-
|[[Indeks:Horacy - Poezje (tłum. Czubek)|Poezje]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Horacy|Horacy]]
|style="text-align:right"|512
|
|2018-08-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3653.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|971
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Horacy Wybór poezji.djvu|Wybór poezji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:16%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Horacy|Horacy]]
|style="text-align:right"|116
|
|2018-09-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">4556.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|178
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:E. W. Hornung - Włamywacz Raffles mój przyjaciel.pdf|Włamywacz Raffles mój przyjaciel]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernest William Hornung|Ernest William Hornung]]
|style="text-align:right"|218
|
|2020-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3365.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|414
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:E. W. Hornung - Pamiętnik złodzieja.pdf|Pamiętnik złodzieja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernest William Hornung|Ernest William Hornung]]
|style="text-align:right"|220
|
|2020-05-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6714.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|207
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paweł Hulka-Laskowski - Dynamitem ku bogactwu i sławie.pdf|Dynamitem ku bogactwu i sławie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Hulka-Laskowski|Paweł Hulka-Laskowski]]
|style="text-align:right"|77
|
|2025-11-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6827.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|59
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paweł Hulka-Laskowski - Matka Jezusa, matki bogów, królowe niebios.pdf|Matka Jezusa, matki bogów, królowe niebios]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Hulka-Laskowski|Paweł Hulka-Laskowski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-11-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3770.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|114
|-
|[[Indeks:Podróże po Rossyi (Humboldt)|Podróże po Rossyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:59% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:26%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:63%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alexander von Humboldt|Alexander von Humboldt]]
|style="text-align:right"|468
|
|2015-05-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">1502.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1165
|-
|[[Indeks:Obrazy natury (Aleksander Humboldt)|Obrazy natury]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alexander von Humboldt|Alexander von Humboldt]]
|style="text-align:right"|550
|
|2015-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">390.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1502
|-
|[[Indeks:Henryk Ibsen|Henryk Ibsen]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:81%"></td></tr></table>
|[[Autor:Georg Brandes|Georg Brandes]]
|style="text-align:right"|220
|OCR
|2013-02-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">781.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|578
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Ibsen - Peer Gynt.djvu|Peer Gynt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Ibsen|Henryk Ibsen]]
|style="text-align:right"|201
|
|2016-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">7250.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|165
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Ibsen - Wybór dramatów.djvu|Wybór dramatów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Ibsen|Henryk Ibsen]]
|style="text-align:right"|796
|
|2016-04-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6581.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|800
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ibsen - Brand.djvu|Brand]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Ibsen|Henryk Ibsen]]
|style="text-align:right"|236
|
|2020-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3390.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|460
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Washington Irving - Z podróży po stepach Ameryki.djvu|Z podróży po stepach zachodniej Ameryki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Washington Irving|Washington Irving]]
|style="text-align:right"|17
|
|2023-08-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|34
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Istrati - Kyra Kyralina.djvu|Kyra Kyralina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Panait Istrati|Panait Istrati]]
|style="text-align:right"|160
|
|2019-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3731.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|299
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Istrati - Żagiew i zgliszcza.djvu|Żagiew i zgliszcza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Panait Istrati|Panait Istrati]]
|style="text-align:right"|432
|
|2019-04-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3421.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|821
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maksymilian Jackowski - Rzut oka na nasze zasady, sprawy i potrzeby.pdf|Rzut oka na nasze zasady, sprawy i potrzeby]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maksymilian Jackowski|Maksymilian Jackowski]]
|style="text-align:right"|78
|
|2022-10-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3641.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|124
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maksymilian Jackowski - Ułomności nasze narodowe i społeczne oraz środki ku sprostowaniu tychże.pdf|Ułomności nasze narodowe i społeczne oraz środki ku sprostowaniu tychże]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maksymilian Jackowski|Maksymilian Jackowski]]
|style="text-align:right"|312
|
|2023-02-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|607
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Kryspin Jackowski - Przyszłość naszego ziemiaństwa w Wielkopolsce.pdf|Przyszłość naszego ziemiaństwa w Wielkopolsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Kryspin Jackowski|Tadeusz Kryspin Jackowski]]
|style="text-align:right"|28
|
|2023-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3611.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|46
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Kryspin Jackowski - Jak zachować narodowi ziemię.pdf|Jak zachować narodowi ziemię]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:32%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Kryspin Jackowski|Tadeusz Kryspin Jackowski]]
|style="text-align:right"|38
|
|2023-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|50
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Jankowski - Historje niezwykłe.djvu|Historje niezwykłe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Jankowski|Józef Jankowski]]
|style="text-align:right"|194
|
|2024-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6685.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|178
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jankowski Józef - Poezye (seria liryczna) 1910.pdf|Poezye (serya liryczna)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Jankowski|Józef Jankowski]]
|style="text-align:right"|186
|
|2025-12-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3664.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|306
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Skarbczyk poezyi chińskiej (tłum. Jankowski).pdf|Skarbczyk poezyi chińskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:27%"></td><td class="pq0" style="width:67%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Jankowski|Józef Jankowski]] (tłum.)
|style="text-align:right"|132
|
|2025-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7209.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|36
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Święty Franciszek Seraficki w pieśni.djvu|Święty Franciszek Seraficki w pieśni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:28%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Janocha|Andrzej Janocha]]
|style="text-align:right"|283
|
|2017-07-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">4918.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|404
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Andrzej Janocha-Krótki życiorys o. Wacława Nowakowskiego, kapucyna (Edwarda z Sulgostowa).pdf|Krótki życiorys o. Wacława Nowakowskiego, kapucyna (Edwarda z Sulgostowa)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Janocha|Andrzej Janocha]]
|style="text-align:right"|84
|
|2019-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3823.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|126
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Andrzej Janocha-Ostatnie chwile O. Wacława Nowakowskiego kapucyna.djvu|Ostatnie chwile O. Wacława Nowakowskiego kapucyna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Janocha|Andrzej Janocha]]
|style="text-align:right"|60
|
|2025-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3525.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|101
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Eugeniusz Janota - Przyczynki do znajomości Tatr.djvu|Przyczynki do znajomości Tatr]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugeniusz Janota|Eugeniusz Janota]]
|style="text-align:right"|27
|
|2022-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3703.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|51
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Eugeniusz Janota - Przewodnik w wycieczkach na Babią Górę, do Tatr i Pienin.djvu|Przewodnik w wycieczkach na Babią Górę, do Tatr i Pienin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugeniusz Janota|Eugeniusz Janota]]
|style="text-align:right"|106
|
|2022-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3614.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|182
|-
|[[Indeks:Elżbieta Jaraczewska - Wieczór adwentowy.djvu|Wieczór adwentowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elżbieta Jaraczewska|Elżbieta Jaraczewska]]
|style="text-align:right"|338
|
|2019-07-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|987
|-
|[[Indeks:Elżbieta Jaraczewska - Upominek dla dzieci.djvu|Upominek dla dzieci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elżbieta Jaraczewska|Elżbieta Jaraczewska]]
|style="text-align:right"|128
|
|2019-07-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">55.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|358
|-
|[[Indeks:Elżbieta Jaraczewska - Pierwsza młodość pierwsze uczucia|Pierwsza młodość pierwsze uczucia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:88% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elżbieta Jaraczewska|Elżbieta Jaraczewska]]
|style="text-align:right"|704
|
|2019-07-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2040
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gustawa Jarecka - Przed jutrem.pdf|Przed jutrem (Jarecka)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustawa Jarecka|Gustawa Jarecka]]
|style="text-align:right"|288
|
|2020-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3429.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|548
|-
|[[Indeks:PL Gustawa Jarecka - Inni ludzie.pdf|Inni ludzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustawa Jarecka|Gustawa Jarecka]]
|style="text-align:right"|246
|
|2022-01-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">238.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|697
|-
|[[Indeks:PL Gustawa Jarecka - Stare grzechy.pdf|Stare grzechy (Jarecka)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustawa Jarecka|Gustawa Jarecka]]
|style="text-align:right"|352
|
|2024-01-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">243.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1001
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Obraz Litwy pod względem jéj cywilizacyi, od czasów najdawniejszych do końca wieku XVIII t. 1.pdf|Obraz Litwy pod względem jéj cywilizacji, od czasów najdawniejszych do końca wieku XVIII. T. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Jaroszewicz|Józef Jaroszewicz]]
|style="text-align:right"|245
|
|2025-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3414.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|484
|-
|[[Indeks:Obraz Litwy pod względem jéj cywilizacji, od czasów najdawniejszych do końca wieku XVIII t. 2.pdf|Obraz Litwy pod względem jéj cywilizacji, od czasów najdawniejszych do końca wieku XVIII. T. 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Jaroszewicz|Józef Jaroszewicz]]
|style="text-align:right"|310
|
|2025-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|930
|-
|[[Indeks:Obraz Litwy pod względem jéj cywilizacji, od czasów najdawniejszych do końca wieku XVIII t. 3.pdf|Obraz Litwy pod względem jéj cywilizacji, od czasów najdawniejszych do końca wieku XVIII. T. 3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Jaroszewicz|Józef Jaroszewicz]]
|style="text-align:right"|286
|
|2025-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|858
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Franciszek Jaworski - Ratusz lwowski.pdf|Ratusz lwowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Jaworski|Franciszek Jaworski]]
|style="text-align:right"|103
|
|2025-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3723.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|177
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Franciszek Jaworski - Cmentarz Gródecki we Lwowie.pdf|Cmentarz Gródecki we Lwowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Jaworski|Franciszek Jaworski]]
|style="text-align:right"|56
|
|2025-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3809.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|91
|-
|[[Indeks:Franciszek Jaworski - Nobilitacya miasta Lwowa.pdf|Nobilitacya miasta Lwowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Jaworski|Franciszek Jaworski]]
|style="text-align:right"|72
|
|2025-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">2956.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|131
|-
|[[Indeks:Franciszek Jaworski - Lwów za Jagiełły.pdf|Lwów za Jagiełły]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Jaworski|Franciszek Jaworski]]
|style="text-align:right"|146
|
|2025-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|417
|-
|[[Indeks:Franciszek Jaworski - Uniwersytet Lwowski.pdf|Uniwersytet Lwowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Jaworski|Franciszek Jaworski]]
|style="text-align:right"|96
|
|2025-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|258
|-
|[[Indeks:Franciszek Jaworski - Królowie polscy we Lwowie.pdf|Królowie polscy we Lwowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Jaworski|Franciszek Jaworski]]
|style="text-align:right"|134
|
|2025-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|396
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ostatni Rzymianie (Teodor Jeske-Choiński)|Ostatni Rzymianie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:85% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:34%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Teodor Jeske-Choiński|Teodor Jeske-Choiński]]
|style="text-align:right"|676
|
|2013-08-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">5220.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|945
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Błyskawice (Teodor Jeske-Choiński)|Błyskawice]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Teodor Jeske-Choiński|Teodor Jeske-Choiński]]
|style="text-align:right"|556
|
|2013-08-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3833.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|986
|-
|[[Indeks:Tyara i Korona (Teodor Jeske-Choiński)|Tyara i Korona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:93% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Teodor Jeske-Choiński|Teodor Jeske-Choiński]]
|style="text-align:right"|742
|OCR
|2017-03-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">127.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2165
|-
|[[Indeks:Teodor Jeske-Choiński - Przyjaciółki, Przyjaciele Żony.djvu|Przyjaciółki, Przyjaciele Żony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Teodor Jeske-Choiński|Teodor Jeske-Choiński]]
|style="text-align:right"|304
|
|2018-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">89.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|889
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Jókai - Atlantyda.djvu|Atlantyda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mór Jókai|Mór Jókai]]
|style="text-align:right"|167
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6729.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|156
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Jókai - Czarna krew|Czarna krew]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mór Jókai|Mór Jókai]]
|style="text-align:right"|329
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3439.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|616
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Wywiad.djvu|Wywiad]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|6
|
|2026-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|6
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Walczyk i Polka.djvu|Walczyk i Polka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|18
|
|2026-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|18
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Klejnot.djvu|Klejnot]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|5
|
|2026-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|5
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Ofiara redukcji.djvu|Ofiara redukcji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|6
|
|2026-04-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|6
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Na skrzydłach bociana.djvu|Na skrzydłach bociana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|31
|
|2026-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|62
|-
|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Portret.djvu|Portret]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:32%"></td><td class="pqn" style="width:66%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|44
|
|2026-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">111.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|89
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Miłość strażaka.djvu|Miłość strażaka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|80
|
|2026-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|73
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Ogień swatem.djvu|Ogień swatem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|52
|
|2026-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|100
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - Czy chcesz mieć dach nad głową.djvu|Czy chcesz mieć dach nad głową?]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|40
|
|2026-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|56
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu|KA-O-TSE]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Junosza-Szaniawski|Władysław Junosza-Szaniawski]]
|style="text-align:right"|30
|
|2026-04-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Kaden-Bandrowski - Łuk.pdf|Łuk]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Kaden-Bandrowski|Juliusz Kaden-Bandrowski]]
|style="text-align:right"|426
|
|2015-12-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3446.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|814
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Kaden-Bandrowski - Generał Barcz.djvu|Generał Barcz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:23%"></td><td class="pq3" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Kaden-Bandrowski|Juliusz Kaden-Bandrowski]]
|style="text-align:right"|447
|
|2018-02-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">7440.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|334
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Kaden-Bandrowski - Czarne skrzydła Lenora.djvu|Czarne skrzydła Lenora]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Kaden-Bandrowski|Juliusz Kaden-Bandrowski]]
|style="text-align:right"|364
|
|2023-08-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3361.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|705
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Kaden-Bandrowski - Czarne skrzydła Tadeusz.djvu|Czarne skrzydła Tadeusz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Kaden-Bandrowski|Juliusz Kaden-Bandrowski]]
|style="text-align:right"|340
|
|2023-08-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3373.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|654
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL O. Rafał Kalinowski - Cześć Matki Boskiej w Karmelu Polskim.pdf|Cześć Matki Boskiej w Karmelu Polskim]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Kalinowski|Rafał Kalinowski]]
|style="text-align:right"|27
|
|2026-01-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|54
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf|Obrazek z objawów życia Zbawiciela w Kościele św. Katolickim]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Kalinowski|Rafał Kalinowski]]
|style="text-align:right"|12
|
|2026-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|22
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Najpiękniejsze myśli z pism Emanuela Kanta.pdf|Najpiękniejsze myśli z pism Emanuela Kanta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Immanuel Kant|Immanuel Kant]]
|style="text-align:right"|134
|
|2018-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3625.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|218
|-
|[[Indeks:PL Kant - Uzasadnienie metafizyki moralności.djvu|Uzasadnienie metafizyki moralności]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:17%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:75%"></td></tr></table>
|[[Autor:Immanuel Kant|Immanuel Kant]]
|style="text-align:right"|124
|
|2018-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">1027.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|323
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Karwowski - Historya Wielkiego Księstwa Poznańskiego T1.pdf|Historya Wielkiego Księstwa Poznańskiego (1815–1852)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Karwowski|Stanisław Karwowski]]
|style="text-align:right"|620
|
|2019-09-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3399.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1194
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kronika miasta Leszna (Karwowski)|Kronika miasta Leszna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Karwowski|Stanisław Karwowski]]
|style="text-align:right"|122
|
|2015-02-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3477.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|227
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Karwowski - Historya Wielkiego Księstwa Poznańskiego T2.pdf|Historya Wielkiego Księstwa Poznańskiego (1852–1889)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Karwowski|Stanisław Karwowski]]
|style="text-align:right"|540
|
|2021-05-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3358.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1048
|-
|[[Indeks:Stanisław Karwowski - Historya Wielkiego Księstwa Poznańskiego T3.pdf|Historya Wielkiego Księstwa Poznańskiego (1852–1889)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Karwowski|Stanisław Karwowski]]
|style="text-align:right"|482
|
|2025-07-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1437
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kasprowicz - O poecie.djvu|O poecie (tłum. Kasprowicz)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kasprowicz|Jan Kasprowicz]], [[Autor:Ralph Waldo Emerson|Ralph Waldo Emerson]], [[Autor:Carl Spitteler|Carl Spitteler]], [[Autor:Richard Dehmel|Richard Dehmel]], [[Autor:Hugo von Hofmannsthal|Hugo von Hofmannsthal]]
|style="text-align:right"|144
|
|2019-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3486.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|256
|-
|[[Indeks:Jan Kasprowicz - Obraz poezji angielskiej T. 1.djvu|Obraz poezji angielskiej T. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kasprowicz|Jan Kasprowicz]]
|style="text-align:right"|174
|
|2019-01-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">337.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|487
|-
|[[Indeks:Jan Kasprowicz - Obraz poezji angielskiej T. 2.djvu|Obraz poezji angielskiej T. 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kasprowicz|Jan Kasprowicz]]
|style="text-align:right"|86
|
|2019-01-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">682.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|232
|-
|[[Indeks:Jan Kasprowicz - Obraz poezji angielskiej T. 3.djvu|Obraz poezji angielskiej T. 3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kasprowicz|Jan Kasprowicz]]
|style="text-align:right"|112
|
|2019-01-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">366.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|315
|-
|[[Indeks:Jan Kasprowicz - Obraz poezji angielskiej T. 5.djvu|Obraz poezji angielskiej T. 5]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kasprowicz|Jan Kasprowicz]]
|style="text-align:right"|100
|
|2019-01-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">412.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|279
|-
|[[Indeks:Opis obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III|Opis obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:87% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jędrzej Kitowicz|Jędrzej Kitowicz]]
|style="text-align:right"|696
|wyd. II, załadowana nowa wersja, raczej dobrze zeskanowana
|2012-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">180.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2018
|-
|[[Indeks:Pamiętniki do panowania Augusta III i Stanisława Augusta.djvu|Pamiętniki do panowania Augusta III. i Stanisława Augusta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:18%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jędrzej Kitowicz|Jędrzej Kitowicz]]
|style="text-align:right"|259
|
|2016-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">736.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|717
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego (Turowski)|Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego (red. Turowski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kochanowski|Jan Kochanowski]]
|style="text-align:right"|545
|
|2011-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3437.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1012
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego (Altenberg)|Wszystkie dzieła polskie Jana Kochanowskiego (wyd. Altenberg)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:85% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kochanowski|Jan Kochanowski]]
|style="text-align:right"|678
|
|2011-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3434.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1304
|-
|[[Indeks:Jana Kochanowskiego dzieła polskie (Mostowski)|Jana Kochanowskiego dzieła polskie (red. Mostowski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kochanowski|Jan Kochanowski]]
|style="text-align:right"|960
|
|2011-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">2350.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2141
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jana Kochanowskiego dzieła polskie (Lorentowicz)|Jana Kochanowskiego dzieła polskie (red. Lorentowicz)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kochanowski|Jan Kochanowski]]
|style="text-align:right"|1041
|
|2011-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4528.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1543
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Elegie Jana Kochanowskiego|Elegie Jana Kochanowskiego (tłum. Kazimierz Brodziński)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Kochanowski|Jan Kochanowski]]
|style="text-align:right"|119
|
|2014-12-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3734.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|203
|-
|[[Indeks:Paul de Kock - Poczciwy koleżka|Poczciwy koleżka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:80% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul de Kock|Paul de Kock]]
|style="text-align:right"|638
|
|2016-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">148.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1797
|-
|[[Indeks:Paul de Kock - Dom biały|Dom biały]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:14%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:76%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul de Kock|Paul de Kock]]
|style="text-align:right"|1036
|
|2016-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">877.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2712
|-
|[[Indeks:Moje stosunki z Towiańskim i towiańczykami.pdf|Moje stosunki z Towiańskim i towiańczykami]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq0" style="width:16%"></td><td class="pqn" style="width:84%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Komierowski|Józef Komierowski]]
|style="text-align:right"|56
|
|2021-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|141
|-
|[[Indeks:Oskarżyciel przez Krajowskiego.pdf|Oskarżyciel]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:21%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Komierowski|Józef Komierowski]]
|style="text-align:right"|48
|
|2021-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">175.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|112
|-
|[[Indeks:Tadeusz Konczyński - Wieża ratunku.pdf|Wieża ratunku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Konczyński|Tadeusz Konczyński]]
|style="text-align:right"|252
|
|2025-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|726
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Konczyński - Ostatnia godzina.pdf|Ostatnia godzina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Konczyński|Tadeusz Konczyński]]
|style="text-align:right"|356
|
|2025-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3342.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|695
|-
|[[Indeks:Tadeusz Konczyński - Koniec świata.pdf|Koniec świata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Konczyński|Tadeusz Konczyński]]
|style="text-align:right"|267
|
|2025-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|774
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Konczyński - Głód szczęścia.pdf|Głód szczęścia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Konczyński|Tadeusz Konczyński]]
|style="text-align:right"|384
|
|2026-02-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6648.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|375
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Konczyński - Śmiertelny bieg.pdf|Śmiertelny bieg]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Konczyński|Tadeusz Konczyński]]
|style="text-align:right"|208
|
|2026-02-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|406
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Konczyński - Bunt.pdf|Bunt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Konczyński|Tadeusz Konczyński]]
|style="text-align:right"|350
|
|2026-02-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3362.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|679
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Konczyński - Raj odzyskany.pdf|Raj odzyskany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Konczyński|Tadeusz Konczyński]]
|style="text-align:right"|268
|
|2026-02-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6679.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|261
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye Ludwika Kondratowicza tom I-II|Poezye Ludwika Kondratowicza tom I-II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Kondratowicz|Ludwik Kondratowicz]]
|style="text-align:right"|622
|
|2012-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3829.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1120
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye Ludwika Kondratowicza tom III-IV|Poezye Ludwika Kondratowicza tom III-IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:77% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Kondratowicz|Ludwik Kondratowicz]]
|style="text-align:right"|616
|OCR
|2012-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3650.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1141
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI|Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:94% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Kondratowicz|Ludwik Kondratowicz]]
|style="text-align:right"|752
|
|2012-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3583.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1413
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Diaryvsz prawdziwy zwycięstwa nad Tatarami.pdf|Diaryvsz prawdziwy zwycięstwa nad Tatarami]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Koniecpolski|Stanisław Koniecpolski]]
|style="text-align:right"|16
|
|2023-01-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">4444.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|20
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ordynacya Woyska I K M Zaporoskiego.pdf|Ordynacya Woyská I. K. M. Zaporoskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Koniecpolski|Stanisław Koniecpolski]]
|style="text-align:right"|24
|
|2023-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3958.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|-
|[[Indeks:Korespondencja Stanisława Koniecpolskiego w zbiorach Archiwum Głównego Akt Dawnych.pdf|Korespondencja Stanisława Koniecpolskiego w zbiorach Archiwum Głównego Akt Dawnych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Koniecpolski|Stanisław Koniecpolski]] i inni
|style="text-align:right"|178
|
|2023-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">131.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|527
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wincenty Kosiakiewicz - Powrót z za świata.pdf|Powrót z za świata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Kosiakiewicz|Wincenty Kosiakiewicz]]
|style="text-align:right"|164
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3437.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|315
|-
|[[Indeks:Wincenty Kosiakiewicz - Przy budowie kolei.pdf|Przy budowie kolei]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Kosiakiewicz|Wincenty Kosiakiewicz]]
|style="text-align:right"|392
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">334.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1128
|-
|[[Indeks:Wincenty Kosiakiewicz - Druty telegraficzne.pdf|Druty telegraficzne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Kosiakiewicz|Wincenty Kosiakiewicz]]
|style="text-align:right"|276
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|711
|-
|[[Indeks:Wincenty Kosiakiewicz - Widmo (nowele).pdf|Widmo (nowele)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td><td class="pqn" style="width:82%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Kosiakiewicz|Wincenty Kosiakiewicz]]
|style="text-align:right"|262
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">565.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|651
|-
|[[Indeks:Wincenty Kosiakiewicz - Janek.pdf|Janek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Kosiakiewicz|Wincenty Kosiakiewicz]]
|style="text-align:right"|340
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1008
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła Krasickiego (Ignacy Krasicki)|Dzieła Krasickiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Krasicki|Ignacy Krasicki]]
|style="text-align:right"|927
|
|2010-09-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3968.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1661
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dzieła Ignacego Krasickiego T. 6.djvu|Dzieła (tom VI)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:59% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Krasicki|Ignacy Krasicki]]
|style="text-align:right"|472
|
|2018-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3354.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|941
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma Zygmunta Krasińskiego|Pisma Zygmunta Krasińskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Krasiński|Zygmunt Krasiński]]
|style="text-align:right"|1470
|
|2018-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3601.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2739
|-
|[[Indeks:Listy Zygmunta Krasińskiego (Gubrynowicz i Schmidt)|Listy Zygmunta Krasińskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:18%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Krasiński|Zygmunt Krasiński]]
|style="text-align:right"|1234
|
|2024-09-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">743.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3299
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kreczmar - Kwestja agrarna w starożytności.pdf|Kwestja agrarna w starożytności]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Kreczmar|Michał Kreczmar]]
|style="text-align:right"|86
|
|2023-11-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3455.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|161
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kreczmar - Społeczeństwo i państwo średniowiecza greckiego.pdf|Społeczeństwo i państwo średniowiecza greckiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Kreczmar|Michał Kreczmar]]
|style="text-align:right"|76
|
|2023-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3578.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|131
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Krotoski - Walka ekonomiczno-rasowa w Poznańskiem.pdf|Walka ekonomiczno-rasowa w Poznańskiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Krotoski|Kazimierz Krotoski]]
|style="text-align:right"|144
|
|2023-01-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3434.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|260
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Krotoski - Przyczyny upadku Polski.pdf|Przyczyny upadku Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:29%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Krotoski|Kazimierz Krotoski]]
|style="text-align:right"|62
|
|2023-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3484.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|86
|-
|[[Indeks:Edmund Jezierski - Wyspa Lenina.djvu|Wyspa Lenina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edmund Krüger|Edmund Krüger]]
|style="text-align:right"|284
|
|2018-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">158.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|809
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Edmund Jezierski - Katarzyna I.djvu|Katarzyna I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edmund Krüger|Edmund Krüger]]
|style="text-align:right"|134
|
|2018-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3514.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|251
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Edmund Jezierski - Andrzej Żarycz|Andrzej Żarycz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edmund Krüger|Edmund Krüger]]
|style="text-align:right"|262
|
|2018-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3442.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|482
|-
|[[Indeks:PL Xenophon - Sympozjon oraz wybór z pism.djvu|Sympozjon oraz wybór z pism]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:48%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ksenofont|Ksenofont]]
|style="text-align:right"|351
|
|2018-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">1719.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|867
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ksenofont Konopczyński Wspomnienia o Sokratesie.djvu|Wspomnienia o Sokratesie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ksenofont|Ksenofont]]
|style="text-align:right"|260
|
|2020-03-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3387.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|492
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mrongowiusz Slowo Xenofonta o Wyprawie Woienney Cyrusa.djvu|Słowo Xenofonta o Wyprawie Woienney Cyrusa po Grecku Anabasis]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ksenofont|Ksenofont]]
|style="text-align:right"|340
|
|2020-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3144.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|689
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Pseudo-Xenofont - Rzecz o ustawie ateńskiej.pdf|Rzecz o ustawie ateńskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:56%"></td><td class="pq0" style="width:35%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ksenofont|Ksenofont]]
|style="text-align:right"|34
|
|2020-11-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3787.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|41
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Xenofont - Hippika i Hipparch.djvu|Hippika i Hipparch czyli jazda konna i naczelnik jazdy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ksenofont|Ksenofont]]
|style="text-align:right"|98
|
|2021-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3411.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|168
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Xenofont - Ekonomik.djvu|Ekonomik]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ksenofont|Ksenofont]]
|style="text-align:right"|108
|
|2021-01-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3263.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|194
|-
|[[Indeks:Rola (teksty Antoniego Kucharczyka)|Rola (teksty Antoniego Kucharczyka)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:79%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Kucharczyk|Antoni Kucharczyk]]
|style="text-align:right"|196
|
|2021-02-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">8350.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|97
|-
|[[Indeks:Pamiętniki Icka Bombelesa obiwatela miasta Krzianowa.pdf|Pamiętniki Icka Bombelesa obiwatela miasta Krzianowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:78%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Kucharczyk|Antoni Kucharczyk]]
|style="text-align:right"|36
|
|2025-07-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">322.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|90
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antoni Kucharczyk - W żydowskiej niewoli.pdf|W żydowskiej niewoli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Kucharczyk|Antoni Kucharczyk]]
|style="text-align:right"|16
|
|2025-07-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3777.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:A. Kuprin - Straszna chwila.djvu|Straszna chwila]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksandr Kuprin|Aleksandr Kuprin]]
|style="text-align:right"|140
|
|2018-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3753.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|253
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:A. Kuprin - Szał namiętności.djvu|Szał namiętności]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksandr Kuprin|Aleksandr Kuprin]]
|style="text-align:right"|166
|
|2018-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3574.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|293
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:A. Kuprin - Miłość Sulamity.djvu|Miłość Sulamity]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksandr Kuprin|Aleksandr Kuprin]]
|style="text-align:right"|124
|
|2018-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3801.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|212
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Aleksander Kuprin - Jama|Jama]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksandr Kuprin|Aleksandr Kuprin]]
|style="text-align:right"|398
|
|2018-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3419.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|764
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ludwik Kurnatowski - Szpilka z trupią główką.pdf|Szpilka z trupią główką]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Kurnatowski|Ludwik Kurnatowski]]
|style="text-align:right"|100
|
|2025-08-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">6771.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|92
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ludwik Kurnatowski - Od 1908 do dzisiaj.pdf|Od r. 1908 do dzisiaj...]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Kurnatowski|Ludwik Kurnatowski]]
|style="text-align:right"|107
|
|2025-09-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6774.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|90
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ludwik Kurnatowski - Obłęd złota.pdf|Obłęd złota]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Kurnatowski|Ludwik Kurnatowski]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-09-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6772.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|61
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rus Jarema Kusztelan - Ks. Patron Augustyn Szamarzewski.pdf|Ks. Patron Augustyn Szamarzewski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rus Jarema Kusztelan|Rus Jarema Kusztelan]]
|style="text-align:right"|228
|
|2024-02-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3379.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|431
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rus Jarema Kusztelan - Rodowód spółek ludowych.pdf|Rodowód spółek ludowych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rus Jarema Kusztelan|Rus Jarema Kusztelan]]
|style="text-align:right"|68
|
|2024-11-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3672.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|112
|-
|[[Indeks:PL Lamartine - Rafael.djvu|Rafael]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse de Lamartine|Alphonse de Lamartine]]
|style="text-align:right"|334
|
|2020-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">93.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|957
|-
|[[Indeks:PL A de Lamartine Nowe pamiętniki.djvu|Nowe pamiętniki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse de Lamartine|Alphonse de Lamartine]]
|style="text-align:right"|172
|
|2025-01-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">79.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|497
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lange - Stypa.djvu|Stypa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Lange|Antoni Lange]]
|style="text-align:right"|215
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3531.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|392
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lange - Miranda.djvu|Miranda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Lange|Antoni Lange]]
|style="text-align:right"|196
|
|2020-04-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3571.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|351
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wrzesień - Lord Byron.djvu|Lord Byron]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Lange|Antoni Lange]]
|style="text-align:right"|100
|
|2021-07-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3497.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|158
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Joachim Lelewel - Mowy i pisma polityczne.djvu|Mowy i pisma polityczne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:82% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joachim Lelewel|Joachim Lelewel]]
|style="text-align:right"|649
|
|2014-12-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3452.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1265
|-
|[[Indeks:Joachima Lelewela Bibljograficznych ksiąg dwoje|Bibljograficznych ksiąg dwoje]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:93% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joachim Lelewel|Joachim Lelewel]]
|style="text-align:right"|738
|
|2015-06-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">95.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2187
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rzut oka na dawnosc litewskich narodow i związki ich z Herulami (IA lelewel-rzut-oka-na-dawnosc...-1808).pdf|Rzut oka na dawnosc litewskich narodow i związki ich z Herulami]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joachim Lelewel|Joachim Lelewel]]
|style="text-align:right"|75
|
|2023-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3468.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|145
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lelewel Odkrycia Karthagów i Greków.pdf|Odkrycia Karthagów i Greków na Oceanie Atlanckim]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joachim Lelewel|Joachim Lelewel]]
|style="text-align:right"|194
|
|2023-01-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3426.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|353
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieje Litwy i Rusi aż do unji z Polską w Lublinie 1569 roku zawartej (IA dzieje-litwy-i-rusi).pdf|Dzieje Litwy i Rusi aż do unji z Polską w Lublinie 1569 roku zawartej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joachim Lelewel|Joachim Lelewel]]
|style="text-align:right"|208
|
|2025-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3559.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|398
|-
|[[Indeks:PL J Lelewel Dzieje starożytne.djvu|Dzieje starożytne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joachim Lelewel|Joachim Lelewel]]
|style="text-align:right"|578
|
|2025-05-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">2639.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1199
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lemański - Bajki.pdf|Bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lemański|Jan Lemański]]
|style="text-align:right"|158
|
|2020-04-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">7375.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|100
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lemański - Proza ironiczna.djvu|Proza ironiczna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lemański|Jan Lemański]]
|style="text-align:right"|294
|
|2020-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3798.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|480
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jan Lemański Colloqvia albo Rozmowy.djvu|Colloqvia albo Rozmowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lemański|Jan Lemański]]
|style="text-align:right"|132
|
|2021-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3869.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|206
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jan Lemański Prawo mężczyzny.djvu|Prawo mężczyzny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lemański|Jan Lemański]]
|style="text-align:right"|106
|
|2021-04-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4257.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|143
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Le Rouge - Więzień na Marsie.pdf|Więzień na Marsie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:25%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustave Le Rouge|Gustave Le Rouge]]
|style="text-align:right"|216
|
|2020-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">4288.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|353
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Le Rouge - Niewidzialni.pdf|Niewidzialni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustave Le Rouge|Gustave Le Rouge]]
|style="text-align:right"|244
|
|2020-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3503.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|458
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ludwik Stanisław Liciński - Halucynacje.djvu|Halucynacje]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Stanisław Liciński|Ludwik Stanisław Liciński]]
|style="text-align:right"|206
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3494.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|363
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ludwik Stanisław Liciński - Z pamiętnika włóczęgi.djvu|Z pamiętnika włóczęgi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Stanisław Liciński|Ludwik Stanisław Liciński]]
|style="text-align:right"|148
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3864.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|254
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ludwik Stanisław Liciński - Szały miłości.djvu|Szały miłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Stanisław Liciński|Ludwik Stanisław Liciński]]
|style="text-align:right"|252
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3443.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|474
|-
|[[Indeks:Wacław Lipiński, Szlachta na Ukrainie (1909).djvu|Szlachta na Ukrainie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pqn" style="width:59%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Lipiński|Wacław Lipiński]]
|style="text-align:right"|85
|
|2017-02-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">1647.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|213
|-
|[[Indeks:Lipinski W. Z dziejow Ukrainy (1912).djvu|Z dziejów Ukrainy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:91% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Lipiński|Wacław Lipiński]]
|style="text-align:right"|725
|
|2017-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">83.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2127
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL London Biała cisza.pdf|Biała cisza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Griffith Chaney|Jack London]]
|style="text-align:right"|116
|
|2021-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3553.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|205
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL London - Martin Eden 1937.djvu|Martin Eden]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:80% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Griffith Chaney|Jack London]]
|style="text-align:right"|638
|
|2019-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3398.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1214
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jack London - John Barleycorn.djvu|John Barleycorn]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Griffith Chaney|Jack London]]
|style="text-align:right"|294
|
|2020-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3427.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|558
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jack London - Córa nocy.pdf|Córa nocy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Griffith Chaney|Jack London]]
|style="text-align:right"|138
|
|2023-03-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3489.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|250
|-
|[[Indeks:Metodyczny kurs języka niemieckiego Cz.1.djvu|Metodyczny kurs języka niemieckiego Cz.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Lorentz|Ludwik Lorentz]]
|style="text-align:right"|232
|
|2019-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">363.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|662
|-
|[[Indeks:Metodyczny kurs języka niemieckiego Cz.2.djvu|Metodyczny kurs języka niemieckiego Cz.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Lorentz|Ludwik Lorentz]]
|style="text-align:right"|216
|
|2019-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|624
|-
|[[Indeks:Metodyczny kurs języka niemieckiego Cz.3.djvu|Metodyczny kurs języka niemieckiego Cz.3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Lorentz|Ludwik Lorentz]]
|style="text-align:right"|186
|
|2019-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">54.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|546
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walery Łoziński - Zaklęty Dwór.djvu|Zaklęty Dwór]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Łoziński|Walery Łoziński]]
|style="text-align:right"|580
|
|2017-04-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4144.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1003
|-
|[[Indeks:Walery Łoziński - Czarny Matwij.djvu|Czarny Matwij]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Łoziński|Walery Łoziński]]
|style="text-align:right"|336
|
|2017-04-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">2965.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|688
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Walery Łoziński - Szlachcic chodaczkowy.pdf|Szlachcic chodaczkowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:22%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Łoziński|Walery Łoziński]]
|style="text-align:right"|262
|
|2022-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">4166.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|441
|-
|[[Indeks:PL Walery Łoziński - Szaraczek i karmazyn.pdf|Szaraczek i karmazyn]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Łoziński|Walery Łoziński]]
|style="text-align:right"|402
|
|2022-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1170
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Oko proroka (Łoziński)|Oko proroka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Łoziński|Władysław Łoziński]]
|style="text-align:right"|316
|
|2013-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3735.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|577
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Łoziński - Skarb Watażki.djvu|Skarb Watażki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Łoziński|Władysław Łoziński]]
|style="text-align:right"|408
|
|2016-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3392.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|787
|-
|[[Indeks:PL Władysław Łoziński - Życie polskie w dawnych wiekach (wiek XVI-XVIII).pdf|Życie polskie w dawnych wiekach (wiek XVI-XVIII)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Łoziński|Władysław Łoziński]]
|style="text-align:right"|248
|
|2022-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">70.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|709
|-
|[[Indeks:Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania T1.djvu|Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Łukaszewicz|Józef Łukaszewicz]]
|style="text-align:right"|451
|
|2016-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">162.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1331
|-
|[[Indeks:Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania T2.djvu|Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Łukaszewicz|Józef Łukaszewicz]]
|style="text-align:right"|444
|
|2016-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">30.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1328
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL H Mann Diana.djvu|Diana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Heinrich Mann|Heinrich Mann]]
|style="text-align:right"|284
|
|2021-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3394.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|541
|-
|[[Indeks:PL H Mann Minerwa.djvu|Minerwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Heinrich Mann|Heinrich Mann]]
|style="text-align:right"|274
|
|2021-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">101.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|784
|-
|[[Indeks:PL H Mann Wenus.djvu|Wenus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Heinrich Mann|Heinrich Mann]]
|style="text-align:right"|260
|
|2021-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">339.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|739
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL H Mann Błękitny anioł.djvu|Błękitny anioł]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Heinrich Mann|Heinrich Mann]]
|style="text-align:right"|282
|
|2021-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3447.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|515
|-
|[[Indeks:Lud ukraiński. T. 1.djvu|Lud ukraiński/Tom 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Jaksa-Marcinkowski|Antoni Jaksa-Marcinkowski]]
|style="text-align:right"|394
|
|2021-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">145.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1150
|-
|[[Indeks:Lud ukraiński. T. 2.pdf|Lud ukraiński/Tom 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Jaksa-Marcinkowski|Antoni Jaksa-Marcinkowski]]
|style="text-align:right"|296
|
|2021-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">255.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|839
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walki klasowe we Francji (Marx)|Walki klasowe we Francji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl Marx|Karl Marx]]
|style="text-align:right"|196
|
|2014-01-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3477.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|362
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma pomniejsze (Marx)|Pisma pomniejsze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:55%"></td><td class="pq1" style="width:39%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl Marx|Karl Marx]]
|style="text-align:right"|336
|
|2020-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">1484.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|820
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Marx Karl - Kapitał. Krytyka ekonomji politycznej, tom I, zeszyty 1-3|Kapitał (Marx, 1926-33)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:69%"></td><td class="pq1" style="width:26%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl Marx|Karl Marx]]
|style="text-align:right"|903
|
|2020-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">1040.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2341
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G de Maupassant Silna jak śmierć.djvu|Silna jak śmierć]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:59%"></td><td class="pq3" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Guy de Maupassant|Guy de Maupassant]]
|style="text-align:right"|326
|
|2024-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">8698.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|123
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G de Maupassant Mont-Oriol.djvu|Mont-Oriol]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Guy de Maupassant|Guy de Maupassant]]
|style="text-align:right"|368
|
|2024-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|356
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G de Maupassant Piękny chłopiec.djvu|Piękny chłopiec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Guy de Maupassant|Guy de Maupassant]]
|style="text-align:right"|576
|
|2024-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6721.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|541
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G de Maupassant Piotr i Jan.djvu|Piotr i Jan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Guy de Maupassant|Guy de Maupassant]]
|style="text-align:right"|171
|
|2024-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6686.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|167
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G de Maupassant Życie.djvu|Życie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Guy de Maupassant|Guy de Maupassant]]
|style="text-align:right"|394
|
|2024-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6756.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|362
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G de Maupassant Nasze serce.pdf|Nasze serce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Guy de Maupassant|Guy de Maupassant]]
|style="text-align:right"|252
|
|2024-07-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6693.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|242
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G de Maupassant Widma wojny.djvu|Widma wojny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Guy de Maupassant|Guy de Maupassant]]
|style="text-align:right"|148
|
|2024-07-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6957.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|115
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G de Maupassant Ojcobójca.djvu|Ojcobójca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Guy de Maupassant|Guy de Maupassant]]
|style="text-align:right"|154
|
|2026-01-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|260
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL W.B. Maxwell - Vivien.pdf|Vivien]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Babington Maxwell|William Babington Maxwell]]
|style="text-align:right"|298
|
|2025-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3686.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|519
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL W.B. Maxwell - Nowe życie Vivien.pdf|Nowe życie Vivien]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Babington Maxwell|William Babington Maxwell]]
|style="text-align:right"|278
|
|2025-04-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3382.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|534
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL W.B. Maxwell - Zwycięstwo Vivien.pdf|Zwycięstwo Vivien]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Babington Maxwell|William Babington Maxwell]]
|style="text-align:right"|296
|
|2025-04-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3405.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|548
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ch Mérouvel Bogaci i biedni.djvu|Bogaci i biedni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq3" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Mérouvel|Charles Mérouvel]]
|style="text-align:right"|632
|
|2025-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|624
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dziewczyna bezimienna|Dziewczyna bezimienna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Mérouvel|Charles Mérouvel]]
|style="text-align:right"|1170
|
|2025-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6669.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1169
|-
|[[Indeks:Hrabina Helena|Hrabina Helena]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Mérouvel|Charles Mérouvel]]
|style="text-align:right"|605
|
|2026-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">33.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1809
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nieprzejednana|Nieprzejednana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:40%"></td><td class="pq1" style="width:60%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Mérouvel|Charles Mérouvel]]
|style="text-align:right"|1436
|
|2026-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">4665.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2298
|-
|[[Indeks:Nienawiść i miłość|Nienawiść i miłość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Mérouvel|Charles Mérouvel]]
|style="text-align:right"|1098
|
|2026-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">21.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3287
|-
|[[Indeks:PL C Mérouvel Bandyta salonowy.djvu|Bandyta salonowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:81% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Mérouvel|Charles Mérouvel]]
|style="text-align:right"|646
|
|2026-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">36.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1922
|-
|[[Indeks:Gustaw Meyrink - Zielona twarz.djvu|Zielona twarz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:29%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustav Meyer|Gustav Meyrink]]
|style="text-align:right"|356
|
|2016-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">2469.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|802
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gustaw Meyrink - Golem.djvu|Golem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustav Meyer|Gustav Meyrink]]
|style="text-align:right"|272
|
|2016-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3926.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|481
|-
|[[Indeks:Gustaw Meyrink - Gabinet figur woskowych.djvu|Gabinet figur woskowych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustav Meyer|Gustav Meyrink]]
|style="text-align:right"|116
|
|2019-12-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|336
|-
|[[Indeks:Gustaw Meyrink - Demony perwersji.djvu|Demony perwersji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustav Meyer|Gustav Meyrink]]
|style="text-align:right"|180
|
|2019-12-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">256.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|494
|-
|[[Indeks:PL Miciński - Nietota.djvu|Nietota]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:59%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:37%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Miciński|Tadeusz Miciński]]
|style="text-align:right"|504
|
|2020-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">2161.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1157
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Miciński - Dęby Czarnobylskie.djvu|Dęby czarnobylskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Miciński|Tadeusz Miciński]]
|style="text-align:right"|218
|
|2020-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3398.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|408
|-
|[[Indeks:PL Miciński - Wita.djvu|Wita]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Miciński|Tadeusz Miciński]]
|style="text-align:right"|432
|
|2020-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1263
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Miciński - Xiądz Faust|Xiądz Faust]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Miciński|Tadeusz Miciński]]
|style="text-align:right"|382
|
|2020-05-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3413.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|739
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Miciński - Kniaź Patiomkin.djvu|Kniaź Patiomkin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Miciński|Tadeusz Miciński]]
|style="text-align:right"|132
|
|2020-05-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3474.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|231
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Miciński - W mrokach złotego pałacu czyli Bazylissa Teofanu.djvu|W mrokach złotego pałacu, czyli Bazylissa Teofanu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Miciński|Tadeusz Miciński]]
|style="text-align:right"|256
|
|2020-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3361.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|478
|-
|[[Indeks:Koloman Mikszath - Gołąbki w klatce.djvu|Gołąbki w klatce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kálmán Mikszáth|Kálmán Mikszáth]]
|style="text-align:right"|114
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|318
|-
|[[Indeks:Koloman Mikszáth - Parasol świętego Piotra|Parasol świętego Piotra]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kálmán Mikszáth|Kálmán Mikszáth]]
|style="text-align:right"|328
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|966
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Milewski - W sprawie utrzymania ziemi w naszem ręku.pdf|W sprawie utrzymania ziemi w naszem ręku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Milewski|Józef Milewski]]
|style="text-align:right"|86
|
|2023-11-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3423.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|146
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Milewski - O kredycie rolniczym.pdf|O kredycie rolniczym]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:26%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Milewski|Józef Milewski]]
|style="text-align:right"|38
|
|2023-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3809.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|52
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Milewski - Zagadnienie narodowej polityki.pdf|Zagadnienie narodowej polityki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Milewski|Józef Milewski]]
|style="text-align:right"|410
|
|2024-06-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3410.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|771
|-
|[[Indeks:PL Zygmunt Miłkowski - Sylwety emigracyjne.djvu|Sylwety emigracyjne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:17%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:81%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Miłkowski|Zygmunt Miłkowski]]
|style="text-align:right"|334
|
|2021-11-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">658.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|922
|-
|[[Indeks:Rzecz o obronie czynnej i o Skarbie Narodowym.pdf|Rzecz o obronie czynnej i o Skarbie Narodowym]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:22%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:67%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Miłkowski|Zygmunt Miłkowski]]
|style="text-align:right"|144
|
|2025-05-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">1127.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|354
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Miodonski Czas powstania historyi Florusa.pdf|Czas powstania historyi Florusa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:35%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Miodoński|Adam Miodoński]]
|style="text-align:right"|20
|
|2023-02-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">7435.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|10
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Miodonski O świadectwie duszy.pdf|„O świadectwie duszy“ Tertuliana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:28%"></td><td class="pq0" style="width:72%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Miodoński|Adam Miodoński]]
|style="text-align:right"|18
|
|2023-02-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|5
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. Mirandola - Kampania karpacka II. Brygady Legionów polskich.djvu|Kampania karpacka II. Brygady Legionów polskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:12%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Mirandola|Franciszek Mirandola]]
|style="text-align:right"|76
|
|2017-12-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4531.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|105
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Baba Jaga oraz inne bajki.pdf|Baba Jaga oraz inne bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:21%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bracia Grimm|Bracia Grimm]], [[Autor:Hans Christian Andersen|Hans Christian Andersen]], tłumaczenie: [[Autor:Franciszek Mirandola|Franciszek Mirandola]]
|style="text-align:right"|96
|
|2025-07-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3728.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|143
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jaś i Małgosia oraz inne bajki.pdf|Jaś i Małgosia oraz inne bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:59%"></td><td class="pq0" style="width:31%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bracia Grimm|Bracia Grimm]], tłumaczenie: [[Autor:Franciszek Mirandola|Franciszek Mirandola]]
|style="text-align:right"|96
|
|2025-07-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">4040.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|118
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Siedmiu zuchów oraz inne bajki.pdf|Siedmiu zuchów oraz inne bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bracia Grimm|Bracia Grimm]], [[Autor:Hans Christian Andersen|Hans Christian Andersen]], tłumaczenie: [[Autor:Franciszek Mirandola|Franciszek Mirandola]]
|style="text-align:right"|88
|
|2025-07-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3864.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|127
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sześć łabędzi oraz inne bajki.pdf|Sześć łabędzi oraz inne bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bracia Grimm|Bracia Grimm]], [[Autor:Hans Christian Andersen|Hans Christian Andersen]], tłumaczenie: [[Autor:Franciszek Mirandola|Franciszek Mirandola]]
|style="text-align:right"|90
|
|2025-07-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3552.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|147
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Octave Mirbeau - Ksiądz Juliusz.djvu|Ksiądz Juliusz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Octave Mirbeau|Octave Mirbeau]]
|style="text-align:right"|360
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|691
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mirbeau - Pamiętnik panny służącej (1923).djvu|Pamiętnik panny służącej (1923)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Octave Mirbeau|Octave Mirbeau]]
|style="text-align:right"|366
|
|2021-01-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3389.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|704
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Epidemia.djvu|Epidemia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Octave Mirbeau|Octave Mirbeau]], [[Autor:Jarosław Pieniążek|Jarosław Pieniążek]]
|style="text-align:right"|40
|
|2021-05-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">4000.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|54
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mirbeau - Życie neurastenika.djvu|Życie neurastenika]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Octave Mirbeau|Octave Mirbeau]]
|style="text-align:right"|136
|
|2021-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3385.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|254
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:L. M. Montgomery - Ania na uniwersytecie.djvu|Ania na uniwersytecie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:29%"></td><td class="pq3" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucy Maud Montgomery|Lucy Maud Montgomery]]
|style="text-align:right"|310
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">7673.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|208
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:L. M. Montgomery - Historynka.djvu|Historynka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:65%"></td><td class="pq1" style="width:32%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucy Maud Montgomery|Lucy Maud Montgomery]]
|style="text-align:right"|374
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">5567.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|484
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lucy Maud Montgomery - Dolina Tęczy.djvu|Dolina Tęczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucy Maud Montgomery|Lucy Maud Montgomery]]
|style="text-align:right"|296
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3672.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|541
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lucy Maud Montgomery - Rilla ze Złotego Brzegu.djvu|Rilla ze Złotego Brzegu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucy Maud Montgomery|Lucy Maud Montgomery]]
|style="text-align:right"|344
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6726.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|328
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Emilka_ze_Srebnego_Nowiu.pdf|Emilka ze Srebnego Nowiu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucy Maud Montgomery|Lucy Maud Montgomery]]
|style="text-align:right"|420
|
|2022-07-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6715.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|402
|-
|[[Indeks:Emilka dojrzewa.pdf|Emilka dojrzewa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:29%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:42%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucy Maud Montgomery|Lucy Maud Montgomery]]
|style="text-align:right"|368
|
|2022-12-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">4148.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|632
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Marceli Motty - Przechadzki po mieście 03.djvu|Przechadzki po mieście cz. 3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marceli Motty|Marceli Motty]]
|style="text-align:right"|257
|
|2017-01-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6887.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|240
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Marceli Motty - Przechadzki po mieście 04.djvu|Przechadzki po mieście cz. 4]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marceli Motty|Marceli Motty]]
|style="text-align:right"|250
|
|2017-01-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3427.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|491
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Marceli Motty - Przechadzki po mieście 05.djvu|Przechadzki po mieście cz. 5]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marceli Motty|Marceli Motty]]
|style="text-align:right"|303
|
|2017-01-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|603
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szczęsny Morawski - Sądecczyzna.djvu|Sądecczyzna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Feliks Jan Szczęsny Morawski|Feliks Jan Szczęsny Morawski]]
|style="text-align:right"|269
|
|2017-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3435.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|516
|-
|[[Indeks:Szczęsny Morawski - Sądecczyzna za Jagiellonów.djvu|Sądecczyzna za Jagiellonów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Feliks Jan Szczęsny Morawski|Feliks Jan Szczęsny Morawski]]
|style="text-align:right"|442
|
|2017-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">432.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1260
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hrabia Emil.djvu|Hrabia Emil]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Nałkowska|Zofia Nałkowska]]
|style="text-align:right"|270
|
|2017-09-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6692.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|256
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofja R. Nałkowska - Lodowe Pola.pdf|Lodowe Pola]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Nałkowska|Zofia Nałkowska]]
|style="text-align:right"|126
|
|2025-05-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">7017.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|102
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Piotr Nansen - Próba ogniowa.djvu|Próba ogniowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Peter Nansen|Peter Nansen]]
|style="text-align:right"|76
|
|2018-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|72
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Peter Nansen - Niebezpieczna miłość|Niebezpieczna miłość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Peter Nansen|Peter Nansen]]
|style="text-align:right"|272
|
|2018-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3409.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|518
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Němcová Babunia 1905.pdf|Babunia (tłum. Paweł Rybok, 1905)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Božena Němcová|Božena Němcová]]
|style="text-align:right"|294
|
|2023-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|588
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Němcová Babunia.djvu|Babunia (tłum. Paweł Hulka-Laskowski, 1927)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Božena Němcová|Božena Němcová]]
|style="text-align:right"|296
|
|2023-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6765.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|261
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Legendy (Niemojewski)|Legendy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Niemojewski|Andrzej Niemojewski]]
|style="text-align:right"|258
|
|2013-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">4545.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|360
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Andrzej Niemojewski - Bóg Jezus w świetle badań cudzych i własnych.djvu|Bóg Jezus w świetle badań cudzych i własnych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Niemojewski|Andrzej Niemojewski]]
|style="text-align:right"|400
|
|2017-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3658.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|721
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Andrzej Niemojewski - Tajemnice hierarchii rzymskiej.djvu|Tajemnice hierarchii rzymskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Niemojewski|Andrzej Niemojewski]]
|style="text-align:right"|44
|
|2017-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">4086.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|55
|-
|[[Indeks:PL Fryderyk Nietzsche - Ludzkie, arcyludzkie.djvu|Ludzkie, arcyludzkie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Fryderyk Nietzsche|Friedrich Nietzsche]]
|style="text-align:right"|496
|
|2019-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1433
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu|Tako rzecze Zaratustra]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Fryderyk Nietzsche|Friedrich Nietzsche]]
|style="text-align:right"|414
|
|2015-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3884.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|743
|-
|[[Indeks:PL Fryderyk Nietzsche - Wędrowiec i jego cień.djvu|Wędrowiec i jego cień]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:59% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Fryderyk Nietzsche|Friedrich Nietzsche]]
|style="text-align:right"|466
|
|2019-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1359
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Niezabitowski - Skarb Aarona.djvu|Skarb Aarona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Niezabitowski|Wacław Niezabitowski]]
|style="text-align:right"|234
|
|2020-06-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6710.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|227
|-
|[[Indeks:Wacław Niezabitowski - Huragan od Wschodu.pdf|Huragan od Wschodu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Niezabitowski|Wacław Niezabitowski]]
|style="text-align:right"|374
|
|2025-09-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1122
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Niezabitowski - Przez śniegi i pożogę.pdf|Przez śniegi i pożogę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Niezabitowski|Wacław Niezabitowski]]
|style="text-align:right"|172
|
|2025-09-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|336
|-
|[[Indeks:Wacław Niezabitowski - Golfsztrom.pdf|Golfsztrom]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Niezabitowski|Wacław Niezabitowski]]
|style="text-align:right"|230
|
|2025-09-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|690
|-
|[[Indeks:Telepatja a mistyka.pdf|Telepatja a mistyka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Nitecki|Marian Nitecki]]
|style="text-align:right"|344
|
|2026-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1020
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bakon Werulamski wobec filozofii wiecznej.pdf|Bakon Werulamski wobec filozofii wiecznej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq1" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Nitecki|Marian Nitecki]]
|style="text-align:right"|204
|
|2026-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|404
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye Cypriana Norwida|Poezye Cypriana Norwida]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyprian Kamil Norwid|Cyprian Kamil Norwid]]
|style="text-align:right"|306
|
|2013-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">7187.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|243
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła Cyprjana Norwida (Pini)|Dzieła Cyprjana Norwida]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:93% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:38%"></td><td class="pq1" style="width:52%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cyprian Kamil Norwid|Cyprian Kamil Norwid]]
|style="text-align:right"|744
|
|2014-01-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">5016.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1054
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Adolf Nowaczyński - System doktora Caro.djvu|System doktora Caro]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Nowaczyński|Adolf Nowaczyński]]
|style="text-align:right"|176
|
|2024-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3470.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|333
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Adolf Nowaczyński - Figliki sowizdrzalskie.pdf|Figliki sowizdrzalskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Nowaczyński|Adolf Nowaczyński]]
|style="text-align:right"|202
|
|2025-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">7281.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|137
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Adam Nowicki - Tajemnica pochodzenia Franciszka Józefa.pdf|Tajemnica pochodzenia Franciszka Józefa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Nowicki|Adam Nowicki]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-10-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3435.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|128
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Adam Nowicki - Tragedja w Meyerlingu.pdf|Tragedja w Meyerlingu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Nowicki|Adam Nowicki]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-10-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3548.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|120
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Adam Nowicki - Zdrajca w rodzie Habsburgów.pdf|Zdrajca w rodzie Habsburgów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Nowicki|Adam Nowicki]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-10-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3435.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|128
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maksymilian Nowicki - Zapiski z fauny tatrzańskiéj (1867).djvu|Zapiski z fauny tatrzańskiéj (1867)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maksymilian Nowicki|Maksymilian Nowicki]]
|style="text-align:right"|28
|
|2023-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|56
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maksymilian Nowicki - Zapiski z fauny tatrzańskiéj (1868).djvu|Zapiski z fauny tatrzańskiéj (1868)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maksymilian Nowicki|Maksymilian Nowicki]]
|style="text-align:right"|24
|
|2023-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">4222.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|26
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye (Odyniec)|Poezye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:85% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Edward Odyniec|Antoni Edward Odyniec]]
|style="text-align:right"|676
|
|2013-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3800.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1235
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tłómaczenia (Odyniec)|Tłómaczenia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:62%"></td><td class="pq1" style="width:20%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Edward Odyniec|Antoni Edward Odyniec]]
|style="text-align:right"|1160
|
|2013-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6398.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1196
|-
|[[Indeks:PL G Ohnet Eliza Fleuron.djvu|Eliza Fleuron]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Georges Ohnet|Georges Ohnet]]
|style="text-align:right"|324
|
|2026-03-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">64.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|930
|-
|[[Indeks:PL G Ohnet Wielka Marglownia.djvu|Wielka Marglownia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Georges Ohnet|Georges Ohnet]]
|style="text-align:right"|458
|
|2026-03-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">22.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1341
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Okręt - Proces Bispinga.pdf|Proces Bispinga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Okręt|Leon Okręt]]
|style="text-align:right"|77
|
|2025-11-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|128
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Okręt - Półtora roku sali sądowej.pdf|Półtora roku sali sądowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Okręt|Leon Okręt]]
|style="text-align:right"|284
|
|2025-11-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6703.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|265
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye (Or-Ot)|Poezye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Artur Oppman|Artur Oppman]]
|style="text-align:right"|168
|
|2014-05-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4025.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|285
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mistrz Twardowski (Oppman)|Mistrz Twardowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Artur Oppman|Artur Oppman]], [[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|184
|
|2015-06-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">7186.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|130
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu|Herkules nowożytny i inne wesołe rzeczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:27%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Orkan|Władysław Orkan]]
|style="text-align:right"|205
|
|2017-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">4466.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|337
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Orkan - Drogą czwartaków od Ostrowca na Litwę.djvu|Drogą czwartaków od Ostrowca na Litwę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Orkan|Władysław Orkan]]
|style="text-align:right"|134
|
|2017-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3734.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|250
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Orkan - Warta.djvu|Warta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Orkan|Władysław Orkan]]
|style="text-align:right"|138
|
|2020-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3387.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|246
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Orkan - Miłość pasterska.djvu|Miłość pasterska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Orkan|Władysław Orkan]]
|style="text-align:right"|209
|
|2020-04-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3631.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|384
|-
|[[Indeks:PL Orkan - Czantorja.pdf|Czantorja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Orkan|Władysław Orkan]]
|style="text-align:right"|307
|
|2020-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">88.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|901
|-
|[[Indeks:Czwarta władza.pdf|Czwarta władza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Paczkowski|Andrzej Paczkowski]]
|style="text-align:right"|254
|
|2020-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">13.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|758
|-
|[[Indeks:Droga do „mniejszego zła”.pdf|Droga do „mniejszego zła”]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Paczkowski|Andrzej Paczkowski]]
|style="text-align:right"|329
|
|2020-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">182.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|966
|-
|[[Indeks:Od sfałszowanego zwycięstwa do prawdziwej klęski.pdf|Od sfałszowanego zwycięstwa do prawdziwej klęski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Paczkowski|Andrzej Paczkowski]]
|style="text-align:right"|244
|
|2020-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">178.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|716
|-
|[[Indeks:Strajki, bunty, manifestacje jako „polska droga” przez socjalizm.pdf|Strajki, bunty, manifestacje jako „polska droga” przez socjalizm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Paczkowski|Andrzej Paczkowski]]
|style="text-align:right"|143
|
|2020-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|429
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Trzy twarze Józefa Światły.pdf|Trzy twarze Józefa Światły. Przyczynek do historii komunizmu w Polsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Paczkowski|Andrzej Paczkowski]]
|style="text-align:right"|263
|
|2019-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3504.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|493
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Myśli (Blaise Pascal)|Myśli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:61%"></td><td class="pq3" style="width:36%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Blaise Pascal|Blaise Pascal]]
|style="text-align:right"|400
|
|2012-01-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">8776.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|142
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pascal - Prowincjałki.djvu|Prowincjałki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Blaise Pascal|Blaise Pascal]]
|style="text-align:right"|450
|
|2013-01-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3667.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|834
|-
|[[Indeks:Dramatyczne sześć miesięcy.pdf|Dramatyczne sześć miesięcy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Longin Pastusiak|Longin Pastusiak]]
|style="text-align:right"|142
|
|2019-08-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">434.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|396
|-
|[[Indeks:Dyplomacja Stanów Zjednoczonych (XVIII-XIX w.).pdf|Dyplomacja Stanów Zjednoczonych (XVIII-XIX w.)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:45%"></td></tr></table>
|[[Autor:Longin Pastusiak|Longin Pastusiak]]
|style="text-align:right"|794
|
|2019-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">1830.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1941
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Polacy w zaraniu Stanów Zjednoczonych.pdf|Polacy w zaraniu Stanów Zjednoczonych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:19%"></td><td class="pq3" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Longin Pastusiak|Longin Pastusiak]]
|style="text-align:right"|250
|
|2017-06-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">7306.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|198
|-
|[[Indeks:Roosevelt a sprawa polska 1939-1945.pdf|Roosevelt a sprawa polska 1939-1945]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Longin Pastusiak|Longin Pastusiak]]
|style="text-align:right"|460
|
|2019-08-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">29.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1373
|-
|[[Indeks:Stosunki polsko-amerykańskie 1945–1955.pdf|Stosunki polsko-amerykańskie 1945–1955]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:81% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Longin Pastusiak|Longin Pastusiak]]
|style="text-align:right"|648
|
|2019-08-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">56.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1933
|-
|[[Indeks:Z tajników archiwów dyplomatycznych (stosunki polsko-amerykańskie w latach 1948-1954).pdf|Z tajników archiwów dyplomatycznych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:28%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:69%"></td></tr></table>
|[[Autor:Longin Pastusiak|Longin Pastusiak]]
|style="text-align:right"|374
|
|2019-08-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">1090.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|989
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Pawlik - Wrażenia z Wielkopolski.pdf|Wrażenia z Wielkopolski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Pawlik|Stefan Pawlik]]
|style="text-align:right"|24
|
|2022-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">7333.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|12
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Pawlik - Z naukowej wycieczki Dublańczyków do Wielkopolski.pdf|Z naukowej wycieczki Dublańczyków do Wielkopolski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:34%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Pawlik|Stefan Pawlik]]
|style="text-align:right"|32
|
|2023-11-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3492.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|41
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Petöfi - Janosz Witeź.djvu|Janosz Witeź]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sándor Petőfi|Sándor Petőfi]]
|style="text-align:right"|48
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">4696.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|70
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szandor Petöfi - Wojak Janosz.djvu|Wojak Janosz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sándor Petőfi|Sándor Petőfi]]
|style="text-align:right"|98
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3712.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|166
|-
|[[Indeks:Aleksander Petöfi - Stryczek kata.djvu|Stryczek kata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sándor Petőfi|Sándor Petőfi]]
|style="text-align:right"|148
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">319.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|424
|-
|[[Indeks:Aleksander Petöfi - Oko za oko ząb za ząb.djvu|Oko za oko ząb za ząb]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sándor Petőfi|Sándor Petőfi]]
|style="text-align:right"|172
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|507
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Petofi - Wybór poezyj.pdf|Wybór poezyj]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sándor Petőfi|Sándor Petőfi]]
|style="text-align:right"|72
|
|2019-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3474.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|139
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:O życiu i dziełach Mikołaja Reja z Nagłowic|O życiu i dziełach Mikołaja Reja z Nagłowic]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:46%"></td><td class="pq1" style="width:44%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Czesław Pieniążek|Czesław Pieniążek]]
|style="text-align:right"|93
|OCR
|2013-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">5421.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|125
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:O autorkach polskich, a w szczególności o Sewerynie Duchińskiej|O autorkach polskich, a w szczególności o Sewerynie Duchińskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Czesław Pieniążek|Czesław Pieniążek]]
|style="text-align:right"|88
|OCR
|2013-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3486.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|170
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Agnieszka Pilchowa - Spojrzenie w przyszłość.pdf|Spojrzenie w Przyszłość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Agnieszka Pilchowa|Agnieszka Pilchowa]]
|style="text-align:right"|108
|
|2022-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3439.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|185
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Agnieszka Pilchowa - Pamiętniki jasnowidzącej tom I.pdf|Pamiętniki jasnowidzącej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Agnieszka Pilchowa|Agnieszka Pilchowa]]
|style="text-align:right"|280
|
|2022-11-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3848.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|502
|-
|[[Indeks:PL Plaut - Dwie komedye.djvu|Dwie komedye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Plaut|Plaut]]
|style="text-align:right"|236
|
|2019-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|690
|-
|[[Indeks:Komedye Plauta; Aulularia - Mostellaria - Trinummus - Capteivei (IA komedyeplautaaul00plau).pdf|Komedye Plauta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Plaut|Plaut]]
|style="text-align:right"|522
|
|2020-11-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1530
|-
|[[Indeks:PL Plautus - Komedyj pięciu parafrazy.djvu|Komedyj pięciu parafrazy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Plaut|Plaut]]
|style="text-align:right"|240
|
|2025-07-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">177.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|663
|-
|[[Indeks:Mikołaja Reja z Nagłowic etyka|Mikołaja Reja z Nagłowic etyka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Plenkiewicz|Roman Plenkiewicz]]
|style="text-align:right"|163
|
|2014-01-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">239.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|448
|-
|[[Indeks:Kształcenie Młodzieży (Plenkiewicz)|Kształcenie Młodzieży]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Plenkiewicz|Roman Plenkiewicz]]
|style="text-align:right"|162
|
|2014-01-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">244.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|439
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Edgar Allan Poe - Morderstwo na rue Morgue.djvu|Morderstwo na rue Morgue]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Allan Poe|Edgar Allan Poe]]
|style="text-align:right"|322
|
|2017-06-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">7012.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|268
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Poe - Opowieść Artura Gordona Pyma.djvu|Opowieść Artura Gordona Pyma]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Allan Poe|Edgar Allan Poe]]
|style="text-align:right"|284
|
|2019-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3395.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|533
|-
|[[Indeks:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą|Dzieła wierszem i prozą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:24%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:56%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Pol|Wincenty Pol]]
|style="text-align:right"|524
|OCR
|2010-05-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">2233.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1172
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wincenty Pol - Pieśni Janusza.djvu|Pieśni Janusza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:16%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Pol|Wincenty Pol]]
|style="text-align:right"|196
|OCR
|2015-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">5143.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|271
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Pontoppidan - Djabeł domowego ogniska.djvu|Djabeł domowego ogniska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henrik Pontoppidan|Henrik Pontoppidan]]
|style="text-align:right"|356
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3460.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|669
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Pontoppidan - Ziemia obiecana.djvu|Ziemia obiecana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henrik Pontoppidan|Henrik Pontoppidan]]
|style="text-align:right"|572
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3387.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1103
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wojna chocimska (Wacław Potocki)|Wojna chocimska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Potocki|Wacław Potocki]]
|style="text-align:right"|488
|
|2011-12-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">4362.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|778
|-
|[[Indeks:Ogród fraszek (Potocki)|Ogród fraszek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:25%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:73%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Potocki|Wacław Potocki]]
|style="text-align:right"|1191
|OCR
|2014-06-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">960.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3211
|-
|[[Indeks:Moralia (Potocki)|Moralia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Potocki|Wacław Potocki]]
|style="text-align:right"|2035
|OCR
|2014-06-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">195.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|5959
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol du Prel - Zagadka człowieka.djvu|Zagadka człowieka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl du Prel|Karl du Prel]]
|style="text-align:right"|112
|
|2020-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|203
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol du Prel - Spirytyzm (1908).djvu|Spirytyzm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl du Prel|Karl du Prel]]
|style="text-align:right"|158
|
|2020-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3376.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|306
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol du Prel - Spirytyzm (1923).djvu|Spirytyzm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl du Prel|Karl du Prel]]
|style="text-align:right"|140
|
|2020-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|272
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:W cieniu zakwitających dziewcząt (Proust)|W cieniu zakwitających dziewcząt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:63%"></td><td class="pq3" style="width:33%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|838
|
|2015-11-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">8861.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|276
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Strona Guermantes (Proust)|Strona Guermantes]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:57%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|568
|
|2015-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">5453.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|727
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Strona Guermantes część druga (Proust)|Strona Guermantes część druga<br>Sodoma i Gomora część pierwsza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:25%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|600
|
|2016-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">4304.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|962
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sodoma i Gomora część druga (Proust)|Sodoma i Gomora część druga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:39%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:56%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|850
|
|2016-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">4730.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1301
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Uwięziona (Proust)|Uwięziona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:83% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|664
|
|2016-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3453.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1251
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Adam Próchnik - Ignacy Daszyński życie praca walka.pdf|Ignacy Daszyński: życie, praca, walka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Próchnik|Adam Próchnik]]
|style="text-align:right"|96
|
|2020-04-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3493.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|162
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Adam Próchnik - Ku Polsce socjalistycznej dzieje polskiej myśli socjalistycznej.pdf|Ku Polsce socjalistycznej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:48%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Próchnik|Adam Próchnik]]
|style="text-align:right"|48
|
|2021-01-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">4907.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|55
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Próchnik Adam - Bolesław Limanowski.pdf|Bolesław Limanowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Próchnik|Adam Próchnik]]
|style="text-align:right"|24
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|-
|[[Indeks:Zawisza Czarny cz.I.pdf|Zawisza Czarny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:14%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|130
|
|2015-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">940.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|337
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tetmajer - Anioł śmierci.djvu|Anioł śmierci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|426
|
|2021-01-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6706.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|413
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Janosik król Tatr.pdf|Janosik król Tatr]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|178
|
|2021-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6741.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|173
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T.3.djvu|Na Skalnem Podhalu T. 3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:18%"></td><td class="pq3" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|152
|
|2023-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">7323.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|110
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T.4.djvu|Na Skalnem Podhalu T. 4]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|254
|
|2023-08-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6876.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|208
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Poezye T. 5.djvu|Poezye T. 5]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:14%"></td><td class="pq3" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|256
|
|2023-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">7229.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|182
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Poezye T. 6.djvu|Poezye T. 6]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|236
|
|2023-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">7138.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|182
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Poezye T. 7.djvu|Poezye T. 7]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|200
|
|2023-11-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">7052.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|153
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Poezje Ser. 8.djvu|Poezje Ser. 8]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:39%"></td><td class="pq3" style="width:45%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Przerwa-Tetmajer|Kazimierz Przerwa-Tetmajer]]
|style="text-align:right"|206
|
|2023-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">8227.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|92
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Miriam - U poetów.djvu|U poetów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:21%"></td><td class="pq3" style="width:28%"></td><td class="pq1" style="width:48%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zenon Przesmycki|Zenon Przesmycki]]
|style="text-align:right"|348
|
|2018-11-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">5752.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|432
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Z czary młodości (Zenon Przesmycki)|Z czary młodości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zenon Przesmycki|Zenon Przesmycki]]
|style="text-align:right"|271
|
|2015-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3863.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|475
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Przybyszewski - Polska i święta wojna.djvu|Polska i święta wojna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Przybyszewski|Stanisław Przybyszewski]]
|style="text-align:right"|92
|
|2016-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3831.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|161
|-
|[[Indeks:Stanisław Przybyszewski - Taniec miłości i śmierci.djvu|Taniec miłości i śmierci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Przybyszewski|Stanisław Przybyszewski]]
|style="text-align:right"|125
|
|2016-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">437.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|350
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Przybyszewski - W godzinie cudu.djvu|W godzinie cudu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Przybyszewski|Stanisław Przybyszewski]]
|style="text-align:right"|94
|
|2016-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">4061.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|155
|-
|[[Indeks:Stanisław Przybyszewski - Dzieci nędzy.djvu|Dzieci nędzy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Przybyszewski|Stanisław Przybyszewski]]
|style="text-align:right"|312
|
|2016-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">139.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|917
|-
|[[Indeks:Stanisław Przybyszewski - Adam Drzazga.djvu|Adam Drzazga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Przybyszewski|Stanisław Przybyszewski]]
|style="text-align:right"|319
|
|2016-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">157.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|939
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walery Eljasz-Radzikowski - Z podróży po Spiżu.djvu|Z podróży po Spiżu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Eljasz-Radzikowski|Walery Eljasz-Radzikowski]]
|style="text-align:right"|21
|
|2022-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|42
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walery Eljasz-Radzikowski - Szkice z podróży w Tatry.djvu|Szkice z podróży w Tatry]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Eljasz-Radzikowski|Walery Eljasz-Radzikowski]]
|style="text-align:right"|308
|
|2022-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3424.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|574
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walery Eljasz-Radzikowski - Wspomnienie z pośród turni tatrzańskich.djvu|Wspomnienie z pośród turni tatrzańskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:27%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Eljasz-Radzikowski|Walery Eljasz-Radzikowski]]
|style="text-align:right"|44
|
|2022-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3645.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|61
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walery Eljasz-Radzikowski - Z nad jezior w Tatrach.djvu|Z nad jezior w Tatrach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Eljasz-Radzikowski|Walery Eljasz-Radzikowski]]
|style="text-align:right"|15
|
|2023-03-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bronisław Rajchman - Wycieczka na Łomnicę.djvu|Wycieczka na Łomnicę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bronisław Rajchman|Bronisław Rajchman]]
|style="text-align:right"|128
|
|2021-10-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|232
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bronisław Rejchman - Wycieczka do Morskiego Oka przez przełęcz Mięguszowiecką.djvu|Wycieczka do Morskiego Oka przez przełęcz Mięguszowiecką]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bronisław Rajchman|Bronisław Rejchman]]
|style="text-align:right"|63
|
|2021-10-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3386.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|125
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bronisław Rejchman - Wśród białéj nocy.djvu|Wśród białéj nocy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bronisław Rajchman|Bronisław Rejchman]]
|style="text-align:right"|15
|
|2021-10-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3777.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bronisław Rejchman - Wrażenia z podróży po południowych okolicach Królestwa Polskiego.djvu|Wrażenia z podróży po południowych okolicach Królestwa Polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bronisław Rajchman|Bronisław Rejchman]]
|style="text-align:right"|39
|
|2021-10-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3504.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|76
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wincenty Rapacki - Hanza.djvu|Hanza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Rapacki (ojciec)|Wincenty Rapacki (ojciec)]]
|style="text-align:right"|187
|
|2015-03-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3636.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|357
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wincenty Rapacki - Król Husytów.djvu|Król Husytów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Rapacki (ojciec)|Wincenty Rapacki (ojciec)]]
|style="text-align:right"|186
|
|2016-06-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3568.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|355
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Reid Jeździec bez głowy.pdf|Jeździec bez głowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Thomas Mayne Reid|Thomas Mayne Reid]]
|style="text-align:right"|232
|
|2021-08-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6775.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|207
|-
|[[Indeks:PL Reid Pobyt w pustyni.pdf|Pobyt w pustyni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Thomas Mayne Reid|Thomas Mayne Reid]]
|style="text-align:right"|362
|
|2021-08-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1062
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mikołaja Reya z Nagłowic Figliki|Mikołaja Reya z Nagłowic Figliki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj Rej|Mikołaj Rej]]
|style="text-align:right"|184
|
|2012-09-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3708.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|302
|-
|[[Indeks:Mikołaja Reja Wybór pism wierszem i prozą.djvu|Mikołaja Reja wybór pism wierszem i prozą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:36%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:55%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj Rej|Mikołaj Rej]]
|style="text-align:right"|248
|
|2015-12-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">1645.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|594
|-
|[[Indeks:PL Rej - Krótka rozprawa (1892).djvu|Krótka rozprawa między trzemi osobami panem, wójtem a plebanem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj Rej|Mikołaj Rej]]
|style="text-align:right"|100
|
|2021-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">34.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|290
|-
|[[Indeks:Żywot człowieka poczciwego|Żywot człowieka poczciwego (Rej, 1903)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:86% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj Rej|Mikołaj Rej]]
|style="text-align:right"|684
|
|2022-01-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">115.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1889
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mikołaj Rej – Żywot człowieka poczciwego (1881).djvu|Żywot człowieka poczciwego (Rej, 1881)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:83% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj Rej|Mikołaj Rej]]
|style="text-align:right"|664
|
|2024-07-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3348.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1309
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Żywot Michała Anioła (Rolland)|Żywot Michała Anioła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romain Rolland|Romain Rolland]]
|style="text-align:right"|252
|
|2015-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3805.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|420
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Clerambault (Rolland)|Clerambault]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:16%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romain Rolland|Romain Rolland]]
|style="text-align:right"|322
|
|2015-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">4104.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|543
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Rolland - Beethoven.djvu|Beethoven]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romain Rolland|Romain Rolland]]
|style="text-align:right"|172
|
|2019-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3742.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|306
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Rolland - Colas Breugnon.djvu|Colas Breugnon]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romain Rolland|Romain Rolland]]
|style="text-align:right"|367
|
|2019-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|691
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Rolland - Wycieczka w krainę muzyki przeszłości.djvu|Wycieczka w krainę muzyki przeszłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romain Rolland|Romain Rolland]]
|style="text-align:right"|240
|
|2019-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3363.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|438
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana I.djvu|Dusza Zaczarowana I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romain Rolland|Romain Rolland]]
|style="text-align:right"|288
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3395.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|535
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana II.djvu|Dusza Zaczarowana II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romain Rolland|Romain Rolland]]
|style="text-align:right"|360
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3401.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|681
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Romain Rolland - Dusza Zaczarowana III.djvu|Dusza Zaczarowana III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romain Rolland|Romain Rolland]]
|style="text-align:right"|364
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3362.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|683
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wybór pism Mieczysława Romanowskiego Tom II.djvu|Wybór pism Mieczysława Romanowskiego Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Romanowski|Mieczysław Romanowski]]
|style="text-align:right"|128
|
|2013-12-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3385.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|252
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego|Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Romanowski|Mieczysław Romanowski]]
|style="text-align:right"|409
|
|2015-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3805.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|721
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mieczysław Romanowski - Dziewczę z Sącza.djvu|Dziewczę z Sącza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Romanowski|Mieczysław Romanowski]]
|style="text-align:right"|186
|
|2015-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3576.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|343
|-
|[[Indeks:Edmund Rostand - Cyrano de Bergerac tłum. Kasprowicz.djvu|Cyrano de Bergerac (tłum. Kasprowicz)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edmond Rostand|Edmond Rostand]]
|style="text-align:right"|390
|
|2019-03-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">26.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1146
|-
|[[Indeks:Edmund Rostand - Cyrano de Bergerac tłum. Londyński.djvu|Cyrano de Bergerac (tłum. Londyński)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edmond Rostand|Edmond Rostand]]
|style="text-align:right"|304
|
|2019-03-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|873
|-
|[[Indeks:Cyrano de Bergerac (tłum. Konopnicka i Zagórski)|Cyrano de Bergerac (tłum. Konopnicka i Zagórski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edmond Rostand|Edmond Rostand]]
|style="text-align:right"|326
|
|2019-03-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|948
|-
|[[Indeks:Józef Roth - Rodzina Bernheimów.pdf|Rodzina Bernheimów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Roth|Joseph Roth]]
|style="text-align:right"|274
|
|2025-06-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">292.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|763
|-
|[[Indeks:Józef Roth - Hotel Savoy.pdf|Hotel Savoy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Roth|Joseph Roth]]
|style="text-align:right"|204
|
|2025-06-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">1213.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|514
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Rzepecka - Kim był Karol Marcinkowski.pdf|Kim był Karol Marcinkowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Rzepecka|Helena Rzepecka]]
|style="text-align:right"|124
|
|2022-10-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3392.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|224
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Rzepecka - Poznań.pdf|Poznań]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Rzepecka|Helena Rzepecka]]
|style="text-align:right"|82
|
|2023-04-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3518.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|140
|-
|[[Indeks:PL Henryk Samsonowicz - Łokietkowe czasy.djvu|Łokietkowe czasy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq1" style="width:20%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Samsonowicz|Henryk Samsonowicz]]
|style="text-align:right"|84
|
|2021-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">674.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|235
|-
|[[Indeks:PL Henryk Samsonowicz - Rzemiosło wiejskie w Polsce.djvu|Rzemiosło wiejskie w Polsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq1" style="width:21%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:78%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Samsonowicz|Henryk Samsonowicz]]
|style="text-align:right"|252
|
|2021-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">698.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|692
|-
|[[Indeks:PL Henryk Samsonowicz - Późne średniowiecze miast nadbałtyckich.djvu|Późne średniowiecze miast nadbałtyckich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Samsonowicz|Henryk Samsonowicz]]
|style="text-align:right"|340
|
|2021-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">39.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1007
|-
|[[Indeks:PL Henryk Samsonowicz - Hanza władczyni mórz.djvu|Hanza władczyni mórz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Samsonowicz|Henryk Samsonowicz]]
|style="text-align:right"|278
|
|2021-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">61.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|805
|-
|[[Indeks:PL Badania nad kapitałem mieszczańskim Gdańska.djvu|Badania nad kapitałem mieszczańskim Gdańska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Samsonowicz|Henryk Samsonowicz]]
|style="text-align:right"|134
|
|2021-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">77.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|384
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sand - Flamarande.djvu|Flamarande]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Sand|George Sand]]
|style="text-align:right"|348
|
|2023-11-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|338
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL G Sand Cezaryna Dietrich.djvu|Cezaryna Dietrich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Sand|George Sand]]
|style="text-align:right"|340
|
|2024-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3363.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|659
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu|Szkice i obrazki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józefa Sawicka|Józefa Sawicka]]
|style="text-align:right"|316
|
|2015-12-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|595
|-
|[[Indeks:PL Sawicka Nowelle.pdf|Nowelle]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józefa Sawicka|Józefa Sawicka]]
|style="text-align:right"|352
|
|2021-11-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3434.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|650
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Boris Savinkov - Jak zabiliśmy ministra Plehwego.pdf|Jak zabiliśmy ministra Plehwego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Boris Sawinkow|Boris Sawinkow]]
|style="text-align:right"|72
|
|2025-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3442.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|120
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Boris Savinkov - Jak zabiliśmy W. Ks. Sergjusza.pdf|Jak zabiliśmy W. Ks. Sergjusza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Boris Sawinkow|Boris Sawinkow]]
|style="text-align:right"|72
|
|2025-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|125
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Schneider Nowe poglądy.pdf|Nowe poglądy na cywilizacyę grecką]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Schneider|Stanisław Schneider]]
|style="text-align:right"|28
|
|2021-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">2916.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|51
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Schneider W sprawie Piasta.pdf|W sprawie Piasta, Rzepichy i Ziemowita]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq2" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:43%"></td><td class="pq0" style="width:43%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Schneider|Stanisław Schneider]]
|style="text-align:right"|28
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3958.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Schneider Dwie etyki.pdf|Dwie etyki w Antygonie Sofoklesa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:39%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Schneider|Stanisław Schneider]]
|style="text-align:right"|28
|
|2021-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">392.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|49
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Schneider Reforma Wilamowitza.pdf|Reforma Wilamowitza w nauczaniu greczyzny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq2" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Schneider|Stanisław Schneider]]
|style="text-align:right"|20
|
|2021-07-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3125.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|33
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walter Scott - Rob-Roy.djvu|Rob-Roy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walter Scott|Walter Scott]]
|style="text-align:right"|462
|
|2016-11-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6718.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|446
|-
|[[Indeks:PL Walter Scott - Waverley.djvu|Waverley]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:77% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walter Scott|Walter Scott]]
|style="text-align:right"|614
|
|2020-02-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">77.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1798
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Walter Scott - Czarny karzeł.djvu|Czarny karzeł]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walter Scott|Walter Scott]]
|style="text-align:right"|188
|
|2021-10-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3389.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|353
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:De Segur - Gospoda pod Aniołem Stróżem.djvu|Gospoda pod Aniołem Stróżem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:52%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sophie de Ségur|Sophie de Ségur]]
|style="text-align:right"|249
|
|2016-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">5161.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|360
|-
|[[Indeks:Sophie de Ségur - Grzeczne dziewczynki.djvu|Grzeczne dziewczynki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sophie de Ségur|Sophie de Ségur]]
|style="text-align:right"|402
|
|2019-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">58.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1187
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bajecznie kolorowa (Sewer)|Bajecznie kolorowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Maciejowski|Sewer]]
|style="text-align:right"|166
|
|2013-07-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3636.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|294
|-
|[[Indeks:Sewer - Bratnie dusze.djvu|Bratnie dusze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Maciejowski|Sewer]]
|style="text-align:right"|288
|
|2016-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">208.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|799
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lucjan Siemieński-Portrety literackie.djvu|Portrety literackie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucjan Siemieński|Lucjan Siemieński]]
|style="text-align:right"|549
|
|2011-09-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">4287.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|922
|-
|[[Indeks:Portrety literackie tom 3 (Lucjan Siemieński)|Portrety literackie tom 3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucjan Siemieński|Lucjan Siemieński]]
|style="text-align:right"|410
|
|2011-09-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">130.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1208
|-
|[[Indeks:Portrety literackie tom 4 (Lucjan Siemieński)|Portrety literackie tom 4]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucjan Siemieński|Lucjan Siemieński]]
|style="text-align:right"|397
|
|2011-09-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">194.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1159
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lucjan Siemieński-Listy Kościuszki.djvu|Listy Kościuszki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucjan Siemieński|Lucjan Siemieński]]
|style="text-align:right"|238
|
|2014-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3488.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|463
|-
|[[Indeks:PL Wieczory pod lipą.djvu|Wieczory pod lipą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucjan Siemieński|Lucjan Siemieński]]
|style="text-align:right"|372
|
|2021-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">626.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|973
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL M. A. Szimaczek - Obrazki z życia.djvu|Obrazki z życia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Matěj Anastasia Šimáček|Matěj Anastasia Šimáček]]
|style="text-align:right"|140
|
|2019-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3523.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|239
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL M. A. Szymaczek - Szczęście.djvu|Szczęście]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Matěj Anastasia Šimáček|Matěj Anastasia Šimáček]]
|style="text-align:right"|302
|
|2019-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3367.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|591
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Żywoty św. Pańskich (wyd. 6)|Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dnie roku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Piotr Skarga|Piotr Skarga]]
|style="text-align:right"|1335
|
|2014-03-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6952.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1214
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kazania sejmowe (1924).djvu|Kazania sejmowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Piotr Skarga|Piotr Skarga]]
|style="text-align:right"|188
|
|2019-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3371.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|350
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smereka - Cyceron nauczycielem i wychowawcą Rzymian.pdf|Cyceron nauczycielem i wychowawcą Rzymian]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:46%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Smereka|Jan Smereka]]
|style="text-align:right"|24
|
|2021-12-5
|class=center|<span style="visibility:hidden">3846.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|24
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smereka - Filologia klasyczna w Uniwersytecie Lwowskim.djvu|Filologia klasyczna w Uniwersytecie Lwowskim do czasów Zygmunta Węclewskiego i Ludwika Ćwiklińskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Smereka|Jan Smereka]]
|style="text-align:right"|20
|
|2021-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3921.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smereka - Filologja klasyczna wobec zagadnienia.djvu|Filologja klasyczna wobec zagadnienia: szkoła i państwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Smereka|Jan Smereka]]
|style="text-align:right"|17
|
|2021-12-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smereka - O retoryce w szkole średniej.pdf|O retoryce w szkole średniej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Smereka|Jan Smereka]]
|style="text-align:right"|24
|
|2021-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3913.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|42
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smereka - Pierwszy filolog.djvu|Pierwszy filolog - Polak w Uniwersytecie Jana Kazimierza Zygmunt Węclewski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Smereka|Jan Smereka]]
|style="text-align:right"|30
|
|2021-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3733.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|47
|-
|[[Indeks:Jerzy Smoleński - Morze i Pomorze.djvu|Morze i Pomorze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Smoleński|Jerzy Smoleński]]
|style="text-align:right"|168
|
|2019-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|474
|-
|[[Indeks:Jerzy Smoleński - Wielkopolska.djvu|Wielkopolska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Smoleński|Jerzy Smoleński]]
|style="text-align:right"|164
|
|2019-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|477
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smolka O zaginionej tragedyi Owidyusza.pdf|O zaginionej tragedyi Owidyusza pod tytułem „Medea“]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:27%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Ksawery Smolka|Franciszek Ksawery Smolka]]
|style="text-align:right"|48
|
|2021-09-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3428.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|69
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smolka Podstawowe monopole ptolemejskie.pdf|Podstawowe monopole ptolemejskie w świetle Pap. Tebt. 703]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:46%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Ksawery Smolka|Franciszek Ksawery Smolka]]
|style="text-align:right"|24
|
|2023-12-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|25
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smolka Konstytucya beocka.pdf|Konstytucya beocka w świetle Pap. Oxyrh. 842 i w świetle krytyki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:29%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Ksawery Smolka|Franciszek Ksawery Smolka]]
|style="text-align:right"|14
|
|2023-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3666.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|19
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Smolka Akt rozwodowy.pdf|Akt rozwodowy z Dura-Europos]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Ksawery Smolka|Franciszek Ksawery Smolka]]
|style="text-align:right"|12
|
|2023-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">4333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|17
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Listy Jana Trzeciego Króla Polskiego.djvu|Listy Jana Trzeciego Króla Polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan III Sobieski|Jan III Sobieski]]
|style="text-align:right"|238
|
|2015-10-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3876.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|406
|-
|[[Indeks:Kopia rękopismów własnoręcznych Jana III.djvu|Kopia rękopismów własnoręcznych Jana III. Króla Polskiego y Xięcia Stanisława Lubomirskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:20%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:70%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan III Sobieski|Jan III Sobieski]],<br>[[Autor:Stanisław Lubomirski|Stanisław Lubomirski]]
|style="text-align:right"|108
|
|2017-01-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">740.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|275
|-
|[[Indeks:Benedykt de Spinoza - Dzieła Tom I.djvu|Dzieła Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Baruch de Spinoza|Baruch de Spinoza]]
|style="text-align:right"|516
|OCR
|2015-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">191.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1486
|-
|[[Indeks:Benedykt de Spinoza - Dzieła Tom II.djvu|Dzieła Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Baruch de Spinoza|Baruch de Spinoza]]
|style="text-align:right"|598
|OCR
|2015-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">242.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1730
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paweł Staśko - Białe widmo.djvu|Białe widmo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Staśko|Paweł Staśko]]
|style="text-align:right"|172
|
|2024-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6770.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|156
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paweł Staśko - Hetera.djvu|Hetera]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Staśko|Paweł Staśko]]
|style="text-align:right"|92
|
|2024-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6707.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|80
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paweł Staśko - Kain.djvu|Kain]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:35%"></td><td class="pq3" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Staśko|Paweł Staśko]]
|style="text-align:right"|150
|
|2024-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">7960.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|82
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paweł Staśko - Serce na śniegu.djvu|Serce na śniegu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Staśko|Paweł Staśko]]
|style="text-align:right"|210
|
|2024-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6716.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|196
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paweł Staśko - Tęcza dwóch krain. Błogosławiona królowa Kinga.djvu|Tęcza dwóch krain. Błogosławiona królowa Kinga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:50%"></td><td class="pq3" style="width:42%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Staśko|Paweł Staśko]]
|style="text-align:right"|112
|
|2024-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">8478.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|47
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Franciszek Stefczyk - O spółkach oszczędności i pożyczek.pdf|O spółkach oszczędności i pożyczek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Stefczyk|Franciszek Stefczyk]]
|style="text-align:right"|136
|
|2023-07-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3387.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|244
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Franciszek Stefczyk - Rolnicze spółki magazynowe.pdf|Franciszek Stefczyk - Rolnicze spółki magazynowe.pdf]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Stefczyk|Franciszek Stefczyk]]
|style="text-align:right"|56
|
|2023-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3398.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|101
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stendhal - Kroniki włoskie.djvu|Kroniki włoskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stendhal|Stendhal]]
|style="text-align:right"|228
|
|2018-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3742.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|398
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stendhal - Pamiętnik egotysty.djvu|Pamiętnik egotysty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stendhal|Stendhal]]
|style="text-align:right"|132
|
|2018-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">6991.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|111
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pustelnia parmeńska|Pustelnia parmeńska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stendhal|Stendhal]]
|style="text-align:right"|510
|
|2018-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3964.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|880
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stendhal - Życie Henryka Brulard.djvu|Życie Henryka Brulard]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stendhal|Stendhal]]
|style="text-align:right"|312
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6711.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|294
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stendhal - O miłości.djvu|O miłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stendhal|Stendhal]]
|style="text-align:right"|408
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3481.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|747
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Robert Louis Stevenson - Djament radży.djvu|Djament Radży]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Robert Louis Stevenson|Robert Louis Stevenson]]
|style="text-align:right"|158
|
|2017-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">7247.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|128
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Robert Louis Stevenson - Przygody księcia Ottona.djvu|Przygody księcia Ottona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Robert Louis Stevenson|Robert Louis Stevenson]]
|style="text-align:right"|254
|wyjątkowo starannie wydana publikacja, wymagająca znikomej ilości korekt
|2017-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3851.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|463
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Robert Ludwik Stevenson - Porwany za młodu.djvu|Porwany za młodu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Robert Louis Stevenson|Robert Louis Stevenson]]
|style="text-align:right"|352
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6846.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|316
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Robert Ludwik Stevenson - Pan dziedzic Ballantrae.djvu|Pan dziedzic Ballantrae]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Robert Louis Stevenson|Robert Louis Stevenson]]
|style="text-align:right"|424
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3357.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|815
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Robert Louis Stevenson - Człowiek o dwu twarzach.djvu|Człowiek o dwu twarzach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Robert Louis Stevenson|Robert Louis Stevenson]]
|style="text-align:right"|144
|
|2022-03-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3432.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|266
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Robert Louis Stevenson - Skarb z Franchard.pdf|Skarb z Franchard, Olalla, Markheim]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Robert Louis Stevenson|Robert Louis Stevenson]]
|style="text-align:right"|188
|
|2022-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3534.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|322
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stevenson Dziwne przygody Dawida Balfour'a.djvu|Dziwne przygody Dawida Balfour'a]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Robert Louis Stevenson|Robert Louis Stevenson]]
|style="text-align:right"|200
|
|2023-06-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|400
|-
|[[Indeks:PL Harriet Beecher Stowe - Biali i czarni - t. 1.pdf|Biali i czarni - t. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Harriet Beecher Stowe|Harriet Beecher Stowe]]
|style="text-align:right"|258
|
|2022-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|765
|-
|[[Indeks:PL Harriet Beecher Stowe - Biali i czarni - t. 2.pdf|Biali i czarni - t. 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Harriet Beecher Stowe|Harriet Beecher Stowe]]
|style="text-align:right"|284
|
|2022-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|846
|-
|[[Indeks:PL Harriet Beecher Stowe - Biali i czarni - t. 3.pdf|Biali i czarni - t. 3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Harriet Beecher Stowe|Harriet Beecher Stowe]]
|style="text-align:right"|248
|
|2022-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|726
|-
|[[Indeks:Ogrody północne, I.djvu|Ogrody północne, Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Strumiłło|Józef Strumiłło]]
|style="text-align:right"|424
|
|2017-04-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">718.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1136
|-
|[[Indeks:Ogrody północne, II.djvu|Ogrody północne, Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:85%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Strumiłło|Józef Strumiłło]]
|style="text-align:right"|388
|
|2017-04-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">514.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1070
|-
|[[Indeks:Ogrody północne, III.djvu|Ogrody północne, Tom III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Strumiłło|Józef Strumiłło]]
|style="text-align:right"|420
|
|2017-04-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">285.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1192
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nowy Sącz jego dzieje i pamiątki dziejowe (Jan Sygański)|Nowy Sącz jego dzieje i pamiątki dziejowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:62%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Sygański|Jan Sygański]]
|style="text-align:right"|124
|
|2015-01-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">4224.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|175
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Sygański - Z życia domowego szlachty sandeckiej.djvu|Z życia domowego szlachty sandeckiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Sygański|Jan Sygański]]
|style="text-align:right"|186
|
|2015-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6930.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|163
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Sygański - Historya Nowego Sącza.djvu|Historya Nowego Sącza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Sygański|Jan Sygański]]
|style="text-align:right"|865
|
|2015-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3391.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1711
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Sygański - Historya Nabożeństwa do Najśw. Serca Jezusowego.djvu|Historya Nabożeństwa do Najśw. Serca Jezusowego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Sygański|Jan Sygański]]
|style="text-align:right"|146
|
|2018-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3380.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|280
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Sygański - Analekta sandeckie.djvu|Analekta sandeckie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Sygański|Jan Sygański]]
|style="text-align:right"|120
|
|2018-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6837.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|111
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf|Czapka topielca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:20%"></td><td class="pq3" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Szarecki|Jerzy Szarecki]]
|style="text-align:right"|212
|
|2017-11-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">7356.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|161
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Szarecki - Groźny kapitan.pdf|Groźny kapitan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Szarecki|Jerzy Szarecki]]
|style="text-align:right"|166
|
|2023-05-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6755.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|146
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lucjan Szenwald - Scena przy strumieniu.djvu|Scena przy strumieniu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucjan Szenwald|Lucjan Szenwald]]
|style="text-align:right"|95
|
|2016-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6849.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|86
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lucjan Szenwald - Utwory poetyckie.djvu|Utwory poetyckie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucjan Szenwald|Lucjan Szenwald]]
|style="text-align:right"|258
|
|2017-01-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4534.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|364
|-
|[[Indeks:PL Józef Szujski - Poezye.djvu|Poezye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Szujski|Józef Szujski]]
|style="text-align:right"|462
|
|2021-07-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">29.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1337
|-
|[[Indeks:PL Józef Szujski - Dramata tłómaczone.djvu|Dramata tłómaczone]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Ajschylos; Arystofanes; William Shakespeare; Pedro Calderón de la Barca; [[Autor:Józef Szujski|Józef Szujski]] (tłum.)}}
|style="text-align:right"|608
|
|2021-07-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">17.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1710
|-
|[[Indeks:PL Józef Szujski - Dramata T.1.djvu|Dramata T.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Szujski|Józef Szujski]]
|style="text-align:right"|544
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1560
|-
|[[Indeks:PL Józef Szujski - Dramata T.2.djvu|Dramata T.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Szujski|Józef Szujski]]
|style="text-align:right"|524
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1491
|-
|[[Indeks:PL Józef Szujski - Dramata T.3.djvu|Dramata T.3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Szujski|Józef Szujski]]
|style="text-align:right"|418
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1179
|-
|[[Indeks:PL Józef Szujski - Powieści prozą.djvu|Powieści prozą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Szujski|Józef Szujski]]
|style="text-align:right"|598
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">23.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1730
|-
|[[Indeks:PL Józef Szujski - Literatura i krytyka.djvu|Literatura i krytyka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Szujski|Józef Szujski]]
|style="text-align:right"|588
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">42.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1652
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wojciech Szukiewicz - Spółdziałanie (kooperatyzm).pdf|Spółdziałanie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wojciech Szukiewicz|Wojciech Szukiewicz]]
|style="text-align:right"|130
|
|2023-12-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3362.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|231
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wojciech Szukiewicz - Zasady ruchu współdzielczego.pdf|Zasady ruchu współdzielczego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wojciech Szukiewicz|Wojciech Szukiewicz]]
|style="text-align:right"|168
|
|2025-02-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3395.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|317
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wojciech Szukiewicz - Co to jest współdzielczość.pdf|Co to jest współdzielczość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wojciech Szukiewicz|Wojciech Szukiewicz]]
|style="text-align:right"|60
|
|2025-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3600.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|96
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wojciech Szukiewicz - Czego może dokonać spółdzielczość.pdf|Czego może dokonać spółdzielczość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:24%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wojciech Szukiewicz|Wojciech Szukiewicz]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-03-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3397.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|103
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Świderska - Dorcia.pdf|Dorcia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Świderska|Maria Świderska]]
|style="text-align:right"|124
|
|2025-12-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6727.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|107
|-
|[[Indeks:Maria Świderska - Opowiadania historyczne dla młodzieży.pdf|Opowiadania historyczne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Świderska|Maria Świderska]]
|style="text-align:right"|176
|
|2026-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|528
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma VII (Aleksander Świętochowski)|Pisma VII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Świętochowski|Aleksander Świętochowski]]
|style="text-align:right"|314
|
|2010-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3471.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|615
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Świętochowski - O prawach człowieka i obywatela. O prawach mniejszości.djvu|O prawach człowieka i obywatela. O prawach mniejszości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Świętochowski|Aleksander Świętochowski]]
|style="text-align:right"|87
|
|2015-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3843.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|157
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tacyt - Germania.pdf|Germania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tacyt|Tacyt]]
|style="text-align:right"|88
|
|2021-03-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3376.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|155
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tacyt Kossowicz Agrykola.pdf|Agrykola]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tacyt|Tacyt]]
|style="text-align:right"|64
|
|2021-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3575.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|106
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Tarnowski-O Rusi i Rusinach.pdf|O Rusi i Rusinach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Tarnowski|Stanisław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|72
|
|2015-08-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3816.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|128
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Z pogrzebu Mickiewicza na Wawelu 4go Lipca 1890 roku.pdf|Z pogrzebu Mickiewicza na Wawelu 4go Lipca 1890 roku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|red. [[Autor:Stanisław Tarnowski|Stanisław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|65
|
|2015-08-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|130
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Tarnowski - Chopin i Grottger.djvu|Chopin i Grottger]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Tarnowski|Stanisław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|122
|
|2015-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3883.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|200
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tegner - Frytjof.djvu|Frytjof]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Esaias Tegnér|Esaias Tegnér]]
|style="text-align:right"|194
|
|2020-04-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3351.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|361
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tegner - Ulotne poezye.djvu|Ulotne poezye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:33%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Esaias Tegnér|Esaias Tegnér]]
|style="text-align:right"|100
|
|2020-05-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">4591.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|159
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Augustyn Thierry - Spiskowcy.djvu|Spiskowcy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gilbert Augustin Thierry|Gilbert Augustin Thierry]]
|style="text-align:right"|214
|
|2019-07-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3430.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|404
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Thierry - Za Drugiego Cesarstwa.djvu|Za Drugiego Cesarstwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gilbert Augustin Thierry|Gilbert Augustin Thierry]]
|style="text-align:right"|134
|
|2019-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3464.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|249
|-
|[[Indeks:T. Hodi - Pan Ślepy-Paweł.pdf|Pan Ślepy-Paweł]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Tokarzewicz|Józef Tokarzewicz]]
|style="text-align:right"|310
|OCR
|2016-10-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">112.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|875
|-
|[[Indeks:Józef Tokarzewicz - W dniach wojny i głodu.djvu|W dniach wojny i głodu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Tokarzewicz|Józef Tokarzewicz]]
|style="text-align:right"|162
|OCR
|2016-10-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">227.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|472
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lew Tołstoj - Chodźcie w światłości.djvu|Chodźcie w światłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:27%"></td><td class="pq1" style="width:59%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lew Tołstoj|Lew Tołstoj]]
|style="text-align:right"|109
|
|2018-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">4604.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|157
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lew Tołstoj - Djabeł.djvu|Djabeł]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lew Tołstoj|Lew Tołstoj]]
|style="text-align:right"|124
|
|2018-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3783.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|207
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lew Tołstoj - Wiatronogi.djvu|Wiatronogi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lew Tołstoj|Lew Tołstoj]]
|style="text-align:right"|80
|
|2018-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3970.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|123
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tołstoj - Zmartwychwstanie.djvu|Zmartwychwstanie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lew Tołstoj|Lew Tołstoj]]
|style="text-align:right"|555
|
|2018-12-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3449.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1069
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Karenina (1898)|Anna Karenina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lew Tołstoj|Lew Tołstoj]]
|style="text-align:right"|1164
|
|2019-06-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6723.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1105
|-
|[[Indeks:Mickiewicz i Puszkin|Mickiewicz i Puszkin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Tretiak|Józef Tretiak]]
|style="text-align:right"|341
|OCR
|2013-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">352.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|958
|-
|[[Indeks:Kto jest Mickiewicz|Kto jest Mickiewicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Tretiak|Józef Tretiak]]
|style="text-align:right"|168
|OCR
|2013-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">304.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|477
|-
|[[Indeks:Józef Tretiak - Bohdan Zaleski.djvu|Bohdan Zaleski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Tretiak|Józef Tretiak]]
|style="text-align:right"|528
|OCR
|2017-04-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">83.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1541
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hygiena polska (Teodor Tripplin)|Hygiena polska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Teodor Tripplin|Teodor Tripplin]]
|style="text-align:right"|608
|Brak skanów ilustracji
|2011-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6973.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|542
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tripplin - Podróż po księżycu, odbyta przez Serafina Bolińskiego.pdf|Podróż po księżycu, odbyta przez Serafina Bolińskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Teodor Tripplin|Teodor Tripplin]]
|style="text-align:right"|240
|
|2020-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6724.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|226
|-
|[[Indeks:PL Tripplin - Kalotechnika.pdf|Kalotechnika]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Teodor Tripplin|Teodor Tripplin]]
|style="text-align:right"|218
|
|2020-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|615
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Czary i czarty polskie oraz wypisy czarnoksięskie.pdf|Czary i czarty polskie / Wypisy czarnoksięskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julian Tuwim|Julian Tuwim]]
|style="text-align:right"|232
|
|2024-01-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3901.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|397
|-
|[[Indeks:Misja jedzie... Revue polityczne w 3-ch aktach.pdf|Misja jedzie... Revue polityczne w 3-ch aktach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julian Tuwim|Julian Tuwim]] (Tadeusz Ślaz), [[Autor:Andrzej Włast|Andrzej Włast]], [[Autor:Jerzy Boczkowski|Jerzy Boczkowski]]
|style="text-align:right"|76
|
|2024-01-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">410.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|187
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Umiński - Wygnańcy.djvu|Wygnańcy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Umiński|Władysław Umiński]]
|style="text-align:right"|300
|
|2025-01-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3390.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|575
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Umiński - Młody jeniec indyjski.pdf|Młody jeniec indyjski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Umiński|Władysław Umiński]]
|style="text-align:right"|179
|
|2025-12-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3526.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|336
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Miguel de Unamuno - Po prostu człowiek.djvu|Po prostu człowiek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Miguel de Unamuno|Miguel de Unamuno]]
|style="text-align:right"|208
|
|2018-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3542.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|370
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Unamuno - Mgła.djvu|Mgła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Miguel de Unamuno|Miguel de Unamuno]]
|style="text-align:right"|224
|
|2018-11-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3500.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|429
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lope de Vega - Don Felix de Mendoza.djvu|Don Felix de Mendoza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lope de Vega|Lope de Vega]]
|style="text-align:right"|104
|
|2021-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3403.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|188
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lope de Vega - Komedye wybrane.djvu|Komedye wybrane]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lope de Vega|Lope de Vega]]
|style="text-align:right"|264
|
|2021-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3492.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|490
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Vincenz - Na wysokiej połoninie Pasmo I.djvu|Prawda starowieku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Vincenz|Stanisław Vincenz]]
|style="text-align:right"|592
|
|2018-08-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">7041.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|505
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Vincenz - Na wysokiej połoninie Pasmo II Księga I.djvu|Zwada]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Vincenz|Stanisław Vincenz]]
|style="text-align:right"|622
|
|2018-08-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6710.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|603
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Vincenz - Na wysokiej połoninie Pasmo II Księga II.djvu|Listy z nieba]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Vincenz|Stanisław Vincenz]]
|style="text-align:right"|590
|
|2018-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6748.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|559
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Vincenz - Na wysokiej połoninie Pasmo III.djvu|Barwinkowy wianek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Vincenz|Stanisław Vincenz]]
|style="text-align:right"|582
|
|2018-08-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6737.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|552
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Wachholz - Z kazuistyki tak zwanych otruć mięsem.djvu|Z kazuistyki tak zwanych otruć mięsem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:40%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Wachholz|Leon Wachholz]]
|style="text-align:right"|20
|
|2023-03-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|12
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Wachholz - O morderstwie z lubieżności.djvu|O mordestwie z lubieżności]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Wachholz|Leon Wachholz]]
|style="text-align:right"|35
|
|2023-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|70
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Wachholz - Wojna a zbrodnia.djvu|Wojna a zbrodnia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:62%"></td><td class="pq0" style="width:35%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Wachholz|Leon Wachholz]]
|style="text-align:right"|26
|
|2023-06-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3529.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|33
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Wachholz - Z historyi trucizn i otruć.djvu|Z historyi trucizn i otruć]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Wachholz|Leon Wachholz]]
|style="text-align:right"|44
|
|2023-06-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3763.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|58
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Wachholz - O przerwaniu ciąży w świetle ustaw od czasów najdawniejszych.djvu|O przerwaniu ciąży w świetle ustaw od czasów najdawniejszych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Wachholz|Leon Wachholz]]
|style="text-align:right"|16
|
|2023-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|25
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Wachholz - O śmierci nagłej.djvu|O śmierci nagłej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Wachholz|Leon Wachholz]]
|style="text-align:right"|18
|
|2023-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3703.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|34
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon Wachholz - Sacher Masoch i masochizm.djvu|Sacher Masoch i masochizm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Wachholz|Leon Wachholz]]
|style="text-align:right"|52
|
|2024-30-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3492.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|82
|-
|[[Indeks:PL Wallace - Biały zamek.djvu|Biały zamek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lewis Wallace|Lewis Wallace]]
|style="text-align:right"|170
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">125.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|474
|-
|[[Indeks:PL Wallace - Książę indyjski.djvu|Książę indyjski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lewis Wallace|Lewis Wallace]]
|style="text-align:right"|170
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">125.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|471
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lewis Wallace - Ben-Hur.djvu|Ben-Hur]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lewis Wallace|Lewis Wallace]]
|style="text-align:right"|512
|
|2016-12-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6778.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|491
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu|Ewa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakob Wassermann|Jakob Wassermann]]
|style="text-align:right"|378
|
|2013-08-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3875.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|678
|-
|[[Indeks:Jakob Wassermann - Dziecię Europy.djvu|Dziecię Europy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:32%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:51%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakob Wassermann|Jakob Wassermann]]
|style="text-align:right"|340
|
|2019-07-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">2115.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|790
|-
|[[Indeks:Jakób Wassermann - Rut.djvu|Rut]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakob Wassermann|Jakob Wassermann]]
|style="text-align:right"|316
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|942
|-
|[[Indeks:Jakob Wassermann - Golgota życia.djvu|Golgota życia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakob Wassermann|Jakob Wassermann]]
|style="text-align:right"|228
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|666
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Waszynski Dzierżawa i najem u społeczeństw starożytnych.pdf|Dzierżawa i najem u społeczeństw starożytnych. Cz. 1, Wschód]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq2" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Waszyński|Stefan Waszyński]]
|style="text-align:right"|42
|
|2020-12-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3418.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|77
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Waszyński Sady Laokrytow.pdf|Sądy Laokrytów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq2" style="width:47%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Waszyński|Stefan Waszyński]]
|style="text-align:right"|36
|
|2021-10-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">1388.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|62
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Waszynski Laokryci.pdf|Laokryci i τὸ κοινὸν δι(καστήριον) czyli „sędziowie ludu“ i „wspólny sąd“]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Waszyński|Stefan Waszyński]]
|style="text-align:right"|36
|
|2021-10-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">1111.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|64
|-
|[[Indeks:PL Waszyński Adam Mickiewicz.pdf|Adam Mickiewicz: jego historjozoficzne i społeczne poglądy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:40%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:51%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Waszyński|Stefan Waszyński]]
|style="text-align:right"|106
|
|2021-10-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">1700.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|249
|-
|[[Indeks:Nauka o rzeczach (Weryho)|Nauka o rzeczach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Weryho|Maria Weryho]]
|style="text-align:right"|318
|OCR
|2015-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">126.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|939
|-
|[[Indeks:Gimnastyka (Weryho)|Gimnastyka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Weryho|Maria Weryho]]
|style="text-align:right"|110
|OCR
|2015-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">618.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|273
|-
|[[Indeks:PL Maria Weryho - Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu.pdf|Gry i zabawy towarzyskie w pokoju oraz na wolnem powietrzu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:28%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:62%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Weryho|Maria Weryho]]
|style="text-align:right"|186
|OCR
|2024-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">1245.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|457
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wiland - Libussa.djvu|Libussa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Christoph Martin Wieland|Christoph Martin Wieland]]
|style="text-align:right"|75
|
|2018-09-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">4141.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|116
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wieland - Wędzidło z muła.djvu|Wędzidło z muła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Christoph Martin Wieland|Christoph Martin Wieland]]
|style="text-align:right"|56
|OCR
|2018-09-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">4615.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|84
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maciej Wierzbiński - Nowelle.djvu|Nowelle]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maciej Wierzbiński|Maciej Wierzbiński]]
|style="text-align:right"|181
|
|2016-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3450.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|334
|-
|[[Indeks:Maciej Wierzbiński - Dolar i spółka.djvu|Dolar i spółka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maciej Wierzbiński|Maciej Wierzbiński]]
|style="text-align:right"|290
|
|2017-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">153.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|836
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maciej Wierzbiński - Jak to Prusacy nagrodzili za służbę Ślązaka.pdf|Jak to Prusacy nagrodzili za służbę Ślązaka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maciej Wierzbiński|Maciej Wierzbiński]]
|style="text-align:right"|16
|
|2025-10-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maciej Wierzbiński - Stach Wichura.pdf|Stach Wichura]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maciej Wierzbiński|Maciej Wierzbiński]]
|style="text-align:right"|326
|
|2025-10-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6742.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|302
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bruno Winawer - Ziemia w malignie.djvu|Ziemia w malignie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:28%"></td><td class="pq3" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Winawer|Bruno Winawer]]
|style="text-align:right"|284
|
|2016-12-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">7650.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|191
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bruno Winawer - Lepsze czasy.djvu|Lepsze czasy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Winawer|Bruno Winawer]]
|style="text-align:right"|200
|
|2017-05-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3680.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|328
|-
|[[Indeks:Bruno Winawer - Promienie FF.djvu|Promienie FF]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Winawer|Bruno Winawer]]
|style="text-align:right"|164
|
|2024-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">63.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|471
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bruno Winawer - Boczna antena.djvu|Boczna antena]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Winawer|Bruno Winawer]]
|style="text-align:right"|218
|
|2025-02-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3434.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|388
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bruno Winawer - Literaturę trzeba przewietrzyć.pdf|Literaturę trzeba przewietrzyć]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Winawer|Bruno Winawer]]
|style="text-align:right"|172
|
|2025-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3681.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|290
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bruno Winawer - Boczna antena, seria 2.pdf|Boczna antena, seria 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Winawer|Bruno Winawer]]
|style="text-align:right"|188
|
|2025-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3542.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|339
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bruno Winawer - Tempo!.pdf|Tempo!]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Winawer|Bruno Winawer]]
|style="text-align:right"|100
|
|2025-09-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6737.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|92
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bruno Winawer - Ząb czasu.pdf|Ząb czasu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Winawer|Bruno Winawer]]
|style="text-align:right"|100
|
|2025-09-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6701.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|94
|-
|[[Indeks:Juliusz Kossak (Witkiewicz, wyd. 1906)|Juliusz Kossak]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Witkiewicz|Stanisław Witkiewicz (ojciec)]]
|style="text-align:right"|292
|
|2012-08-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">366.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|841
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Matejko (Witkiewicz)|Matejko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:46%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:36%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Witkiewicz|Stanisław Witkiewicz (ojciec)]]
|style="text-align:right"|351
|
|2012-08-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">7055.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|273
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Witkowski Autorowie greccy.pdf |Autorowie greccy odnalezieni po 1891 r.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq2" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:35%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Witkowski|Stanisław Witkowski]]
|style="text-align:right"|20
|
|2023-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|26
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Witkowski Studya nad Homerem.pdf|Studya nad Homerem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Witkowski|Stanisław Witkowski]]
|style="text-align:right"|98
|
|2023-06-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3445.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|175
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Witkowski Nowe odkrycia.pdf|Nowe odkrycia w dziedzinie muzyki greckiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq2" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:47%"></td><td class="pq0" style="width:36%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Witkowski|Stanisław Witkowski]]
|style="text-align:right"|36
|
|2023-06-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3623.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|44
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Witkowski Lekarz Mikołaj.pdf|Lekarz Mikołaj z Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Witkowski|Stanisław Witkowski]]
|style="text-align:right"|50
|
|2023-06-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3571.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|81
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Witkowski Sofoklesa Antygona a Shelleya Rodzina Cencich.pdf|Sofoklesa »Antygona« a Shelleya »Rodzina Cencich«]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:37%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Witkowski|Stanisław Witkowski]]
|style="text-align:right"|30
|
|2023-06-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3859.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|35
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wolski Włodzimierz - Poezye T. 1 (1859).pdf|Poezye, t. I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Włodzimierz Wolski|Włodzimierz Wolski]]
|style="text-align:right"|192
|
|2024-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|169
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wolski Włodzimierz - Poezye T. 2 (1859).pdf|Poezye, t. II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Włodzimierz Wolski|Włodzimierz Wolski]]
|style="text-align:right"|232
|
|2024-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6964.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|194
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wójcicki - Klechdy.djvu|Klechdy, starożytne podania i powieści ludowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:18%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:26%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Władysław Wóycicki|Kazimierz Władysław Wóycicki]]
|style="text-align:right"|304
|wyd. ilustr. 1876
|2021-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">5029.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|334
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Władysław Wójcicki - Klechdy starożytne podania i powieści ludowe.pdf|Klechdy starożytne podania i powieści ludowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Władysław Wóycicki|Kazimierz Władysław Wóycicki]]
|style="text-align:right"|212
|wyd. ilustr. 1922
|2021-10-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">4054.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|346
|-
|[[Indeks:Humoreski (Zagórski)|Humoreski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:22%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:72%"></td></tr></table>
|[[Autor:Włodzimierz Zagórski|Włodzimierz Zagórski]]
|style="text-align:right"|187
|OCR
|2013-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">1927.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|448
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Z teki Chochlika (O zmierzchu i świcie)|Z teki Chochlika. O zmierzchu i świcie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:14%"></td><td class="pq3" style="width:44%"></td><td class="pq1" style="width:42%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Włodzimierz Zagórski|Włodzimierz Zagórski]]
|style="text-align:right"|206
|
|2013-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">5739.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|262
|-
|[[Indeks:Włodzimierz Zagórski - Poezye. Z teki Chochlika. Nowa serya.djvu|Poezye. Z teki Chochlika. Nowa serya]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Włodzimierz Zagórski|Włodzimierz Zagórski]]
|style="text-align:right"|208
|
|2023-03-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">324.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|566
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Załęski - Jezuici w Polsce w skróceniu 5 tomów w jednym.djvu|Jezuici w Polsce 5 tomów w jednym]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Załęski|Stanisław Załęski]]
|style="text-align:right"|404
|
|2021-10-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3376.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|769
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Załęski - Jezuici w Polsce T. 1|Jezuici w Polsce T. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Załęski|Stanisław Załęski]]
|style="text-align:right"|851
|
|2022-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3329.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1649
|-
|[[Indeks:Stanisław Załęski - Jezuici w Polsce T. 2.djvu|Jezuici w Polsce T. 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Załęski|Stanisław Załęski]]
|style="text-align:right"|793
|
|2023-11-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">306.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2248
|-
|[[Indeks:Stanisław Załęski - O masonii w Polsce.djvu|O masonii w Polsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Załęski|Stanisław Załęski]]
|style="text-align:right"|538
|
|2023-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">12.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1597
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hugo Zapałowicz - Z Czarnohory do Alp Rodneńskich.djvu|Z Czarnohory do Alp Rodneńskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hugo Zapałowicz|Hugo Zapałowicz]]
|style="text-align:right"|63
|
|2023-03-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|126
|-
|[[Indeks:Szkice literackie (Zdziechowski)|Szkice literackie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Zdziechowski|Marian Zdziechowski]]
|style="text-align:right"|357
|OCR
|2013-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">210.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|978
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Marian Zdziechowski - Pestis perniciosissima.djvu|Pestis perniciosissima]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Zdziechowski|Marian Zdziechowski]]
|style="text-align:right"|106
|
|2016-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3980.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|186
|-
|[[Indeks:Emil Zegadłowicz - Głaz graniczny.djvu|Głaz graniczny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:12%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:76%"></td></tr></table>
|[[Autor:Emil Zegadłowicz|Emil Zegadłowicz]]
|style="text-align:right"|98
|
|2016-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">1241.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|247
|-
|[[Indeks:Emil Zegadłowicz - Gody pasterskie w beskidzie.djvu|Gody pasterskie w beskidzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Emil Zegadłowicz|Emil Zegadłowicz]]
|style="text-align:right"|104
|
|2016-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">388.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|297
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Motory (Zegadłowicz)|Motory]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Emil Zegadłowicz|Emil Zegadłowicz]]
|style="text-align:right"|855
|
|2013-01-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6992.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|693
|-
|[[Indeks:Emil Zegadłowicz - Z pod młyńskich kamieni.djvu|Z pod młyńskich kamieni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:24%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:68%"></td></tr></table>
|[[Autor:Emil Zegadłowicz|Emil Zegadłowicz]]
|style="text-align:right"|346
|
|2016-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">1988.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|810
|-
|[[Indeks:PL Juljusz Zeyer - Oczy królewicza.djvu|Oczy królewicza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:45%"></td><td class="pqn" style="width:52%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julius Zeyer|Julius Zeyer]]
|style="text-align:right"|214
|
|2019-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">170.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|345
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Juliusz Zeyer - Jego i jej świat.djvu|Jego i jej świat]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julius Zeyer|Julius Zeyer]]
|style="text-align:right"|162
|
|2019-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3522.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|309
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Juliusz Zeyer - Na pograniczu obcych światów.djvu|Na pograniczu obcych światów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julius Zeyer|Julius Zeyer]]
|style="text-align:right"|280
|
|2019-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3444.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|529
|-
|[[Indeks:PL Juliusz Zeyer - Raduz i Mahulena.djvu|Raduz i Mahulena]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julius Zeyer|Julius Zeyer]]
|style="text-align:right"|138
|
|2019-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">345.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|391
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii|Manuela]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustaw Zieliński|Gustaw Zieliński]]
|style="text-align:right"|200
|
|2019-07-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3666.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|361
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zieliński Gustaw - Poezye, tom I.pdf|Poezye Gustawa Zielińskiego Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:36%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustaw Zieliński|Gustaw Zieliński]]
|style="text-align:right"|370
|
|2019-09-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6057.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|414
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zieliński Gustaw - Poezye, tom II.pdf|Poezye Gustawa Zielińskiego Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustaw Zieliński|Gustaw Zieliński]]
|style="text-align:right"|416
|
|2019-09-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3593.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|738
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zieliński Grecja niepodległa.pdf|Grecja niepodległa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Zieliński|Tadeusz Zieliński]]
|style="text-align:right"|420
|
|2021-08-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3686.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|733
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zieliński Rzeczpospolita Rzymska.pdf|Rzeczpospolita Rzymska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Zieliński|Tadeusz Zieliński]]
|style="text-align:right"|552
|
|2023-08-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3405.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1009
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Roman Zmorski - Podania i baśni ludu w Mazowszu z dodatkiem kilku szlązkich i wielkopolskich.pdf|Podania i baśni ludu w Mazowszu z dodatkiem kilku szlązkich i wielkopolskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Zmorski|Roman Zmorski]]
|style="text-align:right"|228
|
|2023-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3394.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|430
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Roman Zmorski - Wieża siedmiu wodzów pieśń z podania.pdf|Wieża siedmiu wodzów pieśń z podania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Zmorski|Roman Zmorski]]
|style="text-align:right"|36
|
|2024-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3645.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|61
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stefan Żeromski - Projekt Akademii Literatury Polskiej.djvu|Projekt Akademii Literatury Polskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:24%"></td><td class="pq1" style="width:62%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Żeromski|Stefan Żeromski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2014-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">4623.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|100
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zamieć (Żeromski)|Walka z szatanem II. Zamieć]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:50%"></td><td class="pq1" style="width:45%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Żeromski|Stefan Żeromski]]
|style="text-align:right"|282
|
|2014-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">5153.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|394
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Charitas (Żeromski)|Walka z szatanem III. Charitas]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Żeromski|Stefan Żeromski]]
|style="text-align:right"|424
|
|2014-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3397.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|818
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Żeromski - Sułkowski.djvu|Sułkowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:26%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Żeromski|Stefan Żeromski]]
|style="text-align:right"|268
|
|2017-07-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">4550.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|412
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Narcyza Żmichowska - Biała róża.pdf|Biała róża]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Narcyza Żmichowska|Narcyza Żmichowska]]
|style="text-align:right"|238
|
|2023-01-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3478.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|450
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Narcyza Żmichowska - Czy to powieść.pdf|Czy to powieść]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Narcyza Żmichowska|Narcyza Żmichowska]]
|style="text-align:right"|332
|
|2023-01-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3364.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|635
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Narcyza Żmichowska - Prządki.pdf|Prządki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Narcyza Żmichowska|Narcyza Żmichowska]]
|style="text-align:right"|62
|
|2023-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6866.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|47
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zmigryder Sertorius a Pompeius na tle paktow z Mithradatesem.djvu|Sertorius a Pompeius na tle paktów z Mithradatesem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:35%"></td><td class="pq2" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:23%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Żmigryder-Konopka|Zdzisław Żmigryder-Konopka]]
|style="text-align:right"|40
|
|2020-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">4444.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|50
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Żmigryder-Konopka - Istota prawna relegacji obywatela rzymskiego.djvu|Istota prawna relegacji obywatela rzymskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Żmigryder-Konopka|Zdzisław Żmigryder-Konopka]]
|style="text-align:right"|36
|
|2021-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|68
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zmigryder-Konopka - Wystąpienie władzy rzymskiej przeciwko bachanaljom italskim.djvu|Wystąpienie władzy rzymskiej przeciwko bachanaljom italskim]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Żmigryder-Konopka|Zdzisław Żmigryder-Konopka]]
|style="text-align:right"|58
|
|2021-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|93
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Żmigryder-Konopka - Kampański urząd t. zw. meddices.djvu|Kampański urząd t. zw. meddices]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:28%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Żmigryder-Konopka|Zdzisław Żmigryder-Konopka]]
|style="text-align:right"|18
|
|2021-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|26
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zwycięzca (Jerzy Żuławski)|Zwycięzca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Żuławski|Jerzy Żuławski]]
|style="text-align:right"|346
|
|2011-03-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6839.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|311
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Żuławski - Ijola.djvu|Ijola]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:19%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Żuławski|Jerzy Żuławski]]
|style="text-align:right"|224
|
|2016-06-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">7294.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|181
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Żyznowski - Z podglebia.djvu|Z podglebia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Żyznowski|Jan Żyznowski]]
|style="text-align:right"|244
|
|2015-07-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6805.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|230
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Żyznowski - Krwawy strzęp.djvu|Krwawy strzęp]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Żyznowski|Jan Żyznowski]]
|style="text-align:right"|142
|
|2022-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3453.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|273
|- style="background-color:#90ff90"
|[[Indeks:„Wymysöjer śtytła” – miasteczko Wilamowice oraz jego osobliwości zawarte w zbiorze piosenek wilamowskich Józefa Gary|„Wymysöjer śtytła” – miasteczko Wilamowice oraz jego osobliwości zawarte w zbiorze piosenek wilamowskich Józefa Gary]]
|[[Autor:Józef Gara|Józef Gara]]
|style="text-align:right"|62
|polska część projektu ukończona
|2013-03-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">10000.</span>[[Plik:100%.svg|100% Przepisany i uwierzytelniony]]
|style="text-align:right"|0
|-
|[[Indeks:Mikołaja Kopernika Toruńczyka O obrotach ciał niebieskich ksiąg sześć|Mikołaja Kopernika Toruńczyka O obrotach ciał niebieskich ksiąg sześć]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:94% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:79%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj Kopernik|Mikołaj Kopernik]]
|style="text-align:right"|746
|
|2011-06-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">862.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2012
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rozkład jazdy pociągów 1919|Rozkład jazdy pociągów osobowych i mieszanych od dnia 15 Maja 1919r.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:PKP|PKP]]
|style="text-align:right"|35
|brak 4 stron
|2012-10-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3904.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|64
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Praktyczna Kucharka|Praktyczna Kucharka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:49%"></td><td class="pq1" style="width:40%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Chocieszyński|Franciszek Chocieszyński]]
|style="text-align:right"|122
|brak 2 stron
|2013-01-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">5498.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|158
|-
|[[Indeks:Dziennik praw Królestwa Polskiego. T. 1, nr 1-7 (1816).pdf|Dziennik praw Królestwa Polskiego. T. 1, nr 1-7 (1816)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:39%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:50%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|401
|brak 1 strony
|2012-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">2039.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|929
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Księżna de Langeais.djvu|Księżna de Langeais]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|156
|
|2020-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6734.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|144
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Chłopi (Balzac)|Chłopi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|516
|
|2021-10-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3441.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|970
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Blaski i nędze życia kurtyzany.djvu|Blaski i nędze życia kurtyzany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:29%"></td><td class="pq3" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|304
|
|2021-10-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">7686.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|202
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Córka Ewy; Sekrety księżnej de Cadignan.djvu|Córka Ewy; Sekrety księżnej de Cadignan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|298
|
|2021-10-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6713.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|280
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Dziewczyna o złotych oczach; Proboszcz z Tours.djvu|Dziewczyna o złotych oczach; Proboszcz z Tours]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|169
|
|2021-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3600.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|288
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Fałszywa kochanka; Podwójna rodzina.djvu|Fałszywa kochanka; Podwójna rodzina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|188
|
|2021-11-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3448.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|340
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Ferragus.djvu|Ferragus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|220
|
|2021-11-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3531.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|392
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Honoryna; Studjum kobiety; Pani Firmiani; Zlecenie.djvu|Honoryna; Studjum kobiety; Pani Firmiani; Zlecenie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|198
|
|2021-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3621.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|354
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Fizjologja małżeństwa (Balzac)|Fizjologja małżeństwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|404
|
|2021-11-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6754.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|370
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Kawalerskie gospodarstwo.pdf|Kawalerskie gospodarstwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|300
|
|2021-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6701.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|288
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Kobieta porzucona; Gobseck; Bank Nucingena.djvu|Kobieta porzucona; Gobseck; Bank Nucingena]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|264
|
|2021-12-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6760.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|241
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Kobieta trzydziestoletnia.djvu|Kobieta trzydziestoletnia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|196
|
|2021-12-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3387.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|369
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Kontrakt ślubny; Pułkownik Chabert.djvu|Kontrakt ślubny; Pułkownik Chabert]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|220
|
|2021-12-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3414.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|405
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Król Cyganerji; Znakomity Gaudissart; Bezwiedni aktorzy.djvu|Król Cyganerji; Znakomity Gaudissart; Bezwiedni aktorzy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|234
|
|2022-01-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6788.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|210
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Kuzyn Pons.djvu|Kuzyn Pons]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:14%"></td><td class="pq3" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|312
|
|2022-01-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">7139.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|260
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kuzynka Bietka (Balzac)|Kuzynka Bietka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|596
|
|2022-01-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">6841.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|542
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Lekarz wiejski.djvu|Lekarz wiejski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|254
|
|2022-02-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3360.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|486
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Ojciec Goriot.djvu|Ojciec Goriot]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:36%"></td><td class="pq3" style="width:59%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|280
|
|2022-02-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">7924.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|165
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Gabinet starożytności.djvu|Gabinet starożytności]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|216
|
|2022-03-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3350.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|397
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Muza z Zaścianka.djvu|Muza z Zaścianka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|192
|
|2022-03-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3406.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|362
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Podróż do Polski.djvu|Podróż do Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|124
|
|2022-03-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3549.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|209
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Pierwsze kroki; Msza Ateusza.djvu|Pierwsze kroki; Msza Ateusza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|258
|
|2022-03-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3360.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|494
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Kuratela i inne opowiadania.djvu|Kuratela i inne opowiadania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|235
|
|2022-03-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3671.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|412
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL H Balzac Eugenia Grandet.djvu|Eugenia Grandet]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|374
|
|2022-04-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6732.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|348
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Marany.djvu|Marany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|102
|
|2022-04-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|92
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Balzac - Szuanie czyli Bretania w roku 1799.djvu|Szuanie czyli Bretania w roku 1799]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Honoré de Balzac|Honoré de Balzac]]
|style="text-align:right"|293
|
|2022-10-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">6725.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|279
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Szkarłatna róża.djvu|Szkarłatna Róża Raju Boskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|108
|
|2016-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">4422.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|169
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Sosenka z wydm.djvu|Sosenka z wydm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:34%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|438
|
|2016-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">7859.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|269
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Pielgrzymi.djvu|Pielgrzymi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|206
|
|2016-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3417.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|393
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Niezwalczone sztandary.djvu|Niezwalczone sztandary]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|388
|
|2016-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3377.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|747
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Krwawa chmura.djvu|Krwawa chmura]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|220
|
|2016-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6825.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|200
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Na polskiej fali.djvu|Na polskiej fali]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|248
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3418.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|466
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Lintang.djvu|Lintang]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|264
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3385.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|506
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Czerwona rakieta.djvu|Czerwona rakieta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|284
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3392.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|555
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Czarci.djvu|Czarci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|208
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3402.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|384
|-
|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Biały lew.djvu|Biały lew]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:57%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|270
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">1367.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|663
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Ana Ta.djvu|Ana Ta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|232
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3410.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|427
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Szkatułka z czerwonej laki.djvu|Szkatułka z czerwonej laki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|154
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3378.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|296
|-
|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Syn Dniepru.djvu|Syn Dniepru]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|248
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">322.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|691
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Timurlenk.djvu|Timurlenk]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3641.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|124
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Śliczna Gabrysia.djvu|Śliczna Gabrysia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|258
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3386.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|498
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Romans Marty.djvu|Romans Marty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|416
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6723.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|400
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Przygody Komendanta Wilczka.djvu|Przygody Komendanta Wilczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|206
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|384
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Po tęczowej obręczy.djvu|Po tęczowej obręczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|290
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3426.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|564
|-
|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Pałac połamanych lalek.djvu|Pałac połamanych lalek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|348
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">228.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|985
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Osaczona i inne nowele.djvu|Osaczona i inne nowele]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|230
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3739.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|385
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - O małem miasteczku.djvu|O małem miasteczku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|80
|
|2020-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3513.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|144
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Wygrana partja.djvu|Wygrana partja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|122
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|226
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - W płomieniach.djvu|W płomieniach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|144
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3408.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|263
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Wieś mojej matki.djvu|Wieś mojej matki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|210
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3494.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|363
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Wieś czternastej mili.djvu|Wieś czternastej mili]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|200
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3420.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|379
|-
|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Widzenie Wokandy.djvu|Widzenie Wokandy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq1" style="width:33%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:66%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|230
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">1116.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|605
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Bandrowski - Bajazet-Błyskawica.pdf|Bajazet-Błyskawica]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Bandrowski|Jerzy Bandrowski]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3440.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|122
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Leo Belmont-Rymy i rytmy t.1.pdf|Rymy i rytmy T. 1. Utwory oryginalne część 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|476
|
|2019-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3724.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|834
|-
|[[Indeks:PL Leo Belmont-Rymy i rytmy t.2.pdf|Rymy i rytmy T. 2. Utwory oryginalne część 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|350
|
|2019-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">29.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1017
|-
|[[Indeks:PL Leo Belmont-Rymy i rytmy t.3.pdf|Rymy i rytmy T. 3. Przekłady]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|324
|
|2019-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">520.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|893
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leo Belmont - Czego nie wiecie o waszych mężach.djvu|Czego nie wiecie o waszych mężach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:33%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|60
|
|2019-07-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">5939.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|67
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leo Belmont - A gdy zawieszono „Wolne Słowo”.djvu|A gdy zawieszono „Wolne Słowo”]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|84
|
|2019-07-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3785.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|110
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Oddajcie nam Barabasza!.djvu|Oddajcie nam Barabasza!]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|48
|
|2019-07-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|138
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Kwestia żydowska.djvu|Kwestia żydowska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:22%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td><td class="pqn" style="width:62%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|74
|
|2019-07-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">1282.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|170
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Powrót umarłych.djvu|Powrót umarłych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|236
|
|2019-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|693
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Kapłanka miłości.djvu|Kapłanka miłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|360
|
|2019-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1059
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leo Belmont - Złotowłosa czarownica z Glarus.djvu|Złotowłosa czarownica z Glarus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|300
|
|2019-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3530.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|557
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Niepotrzebny człowiek.djvu|Niepotrzebny człowiek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|228
|
|2019-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|672
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Pomiędzy sądem i sumieniem.djvu|Pomiędzy sądem i sumieniem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|202
|
|2019-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|570
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Zmora życia.djvu|Zmora życia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|62
|
|2019-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">320.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|151
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Pod gilotyną.djvu|Pod gilotyną]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|222
|
|2019-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">62.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|632
|-
|[[Indeks:Leo Belmont - Sprawa przy drzwiach zamkniętych.pdf|Sprawa przy drzwiach zamkniętych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|286
|
|2020-01-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">294.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|792
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leo Belmont - Jak nauczyć się esperanta.pdf|Jak nauczyć się Esperanta?]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:30%"></td><td class="pq3" style="width:25%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold Blumental|Leo Belmont]]
|style="text-align:right"|20
|
|2020-02-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6481.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|19
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -80- Jednooki.pdf|Buffalo Bill. Nr 80. Jednooki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-03-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4222.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|26
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -01- U pala męczarni.pdf|Buffalo Bill. Nr 1. U pala męczarni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-03-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">7291.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|13
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -78- Czerwonoskóra władczyni.pdf|Buffalo Bill. Nr 78. Czerwonoskóra władczyni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -81- Człowiek z blizną.djvu|Buffalo Bill. Nr 81. Człowiek z blizną]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq2" style="width:44%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|16
|
|2020-03-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">1777.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|37
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -57- Olbrzym z opuszczonej kopalni.pdf|Buffalo Bill. Nr 57. Olbrzym z opuszczonej kopalni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -79- Córka wodza.pdf|Buffalo Bill. Nr 79. Córka wodza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3777.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -02- Pojedynek na tomahawki czyli Topór wojenny wykopany.pdf|Buffalo Bill. Nr 2. Pojedynek na tomahawki czyli Topór wojenny wykopany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -60- Czaszka Wielkiego Narbony.pdf|Buffalo Bill. Nr 60. Czaszka Wielkiego Narbony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2021-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -33- Góra Szaleńców.pdf|Buffalo Bill. Nr 33. Góra Szaleńców]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -19- Na ścieżce wojennej Apaczów.pdf|Buffalo Bill. Nr 19. Na ścieżce wojennej Apaczów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -13- Zdobywcy Zachodu.pdf|Buffalo Bill. Nr 13. Zdobywcy Zachodu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-06-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -59- Biały renegat.pdf|Buffalo Bill. Nr 59. Biały renegat]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-06-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -14- W krainie Czarnych Stóp.djvu|Buffalo Bill. Nr 14. W krainie Czarnych Stóp]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|16
|
|2025-08-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -58- Skarb z czarciej otchłani.pdf|Buffalo Bill. Nr 58. Skarb z czarciej otchłani]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-09-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -56- Legenda meksykańska.pdf|Buffalo Bill. Nr 56. Legenda meksykańska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-09-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -40- Szatany z palarni opium.pdf|Buffalo Bill. Nr 40. Szatany z palarni opium]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -77- Tajemnica wodza Sjuksów.pdf|Buffalo Bill. Nr 77. Tajemnica wodza Sjuksów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -76- Przeklęte ziemie.pdf|Buffalo Bill. Nr 76. Przeklęte ziemie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -16- Upiór prerii.pdf|Buffalo Bill. Nr 16. Upiór prerii]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -46- Magiczny skalp.pdf|Buffalo Bill. Nr 46. Magiczny skalp]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-11-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -15- Biały wódz.pdf|Buffalo Bill. Nr 15. Biały wódz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-11-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -17- Diabeł z nad Rio Grande.pdf|Buffalo Bill. Nr 17. Diabeł z nad Rio Grande]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-11-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -18- Klub Ślepych Graczy.pdf|Buffalo Bill. Nr 18. Klub Ślepych Graczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -20- Płonąca preria.pdf|Buffalo Bill. Nr 20. Płonąca preria]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2026-03-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -03- Pościg na lodzie.pdf|Buffalo Bill. Nr 3. Pościg na lodzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2026-03-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -37- Przeklęte złoto.pdf|Buffalo Bill. Nr 37. Przeklęte złoto]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2026-03-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -38- Na szlaku wodzów.pdf|Buffalo Bill. Nr 38. Na szlaku wodzów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2026-03-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Buffalo Bill -21- Miasto w dżungli.pdf|Buffalo Bill. Nr 21. Miasto w dżungli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2026-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|-
|[[Indeks:PL Buffalo Bill -04- Tajny związek.pdf|Buffalo Bill. Nr 4. Tajny związek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:21%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td><td class="pqn" style="width:46%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2026-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">1041.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|43
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Przygody Tartarina w Alpach (Alfons Daudet)|Przygody Tartarina w Alpach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:36%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|214
|
|2011-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">7896.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|130
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Safo (Daudet)|Safo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:28%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|328
|
|2014-08-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">4395.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|533
|-
|[[Indeks:PL Daudet - Mała parafia.djvu|Mała parafia (tłum. Anonim, wyd. Tygodnik „Romans i powieść“)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|320
|
|2018-12-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">114.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|946
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Daudet - Mała parafia (tłum. Neufeldówna).djvu|Mała parafia (tłum. Neufeldówna)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|356
|
|2019-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3411.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|676
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Daudet - Mała parafia (2).pdf|Mała parafia (tłum. Anonim, wyd. Przegląd Tygodniowy)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|458
|
|2019-09-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6696.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|443
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Daudet - Spowiedź królowej.djvu|Spowiedź królowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|286
|
|2020-04-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3405.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|546
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Daudet - Nowele z czasów oblężenia Paryża.pdf|Nowele z czasów oblężenia Paryża]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:21%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|192
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">4210.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|264
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Daudet Ewangelistka.djvu|Ewangelistka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|329
|
|2021-12-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6707.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|323
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Daudet Nieśmiertelny.djvu|Nieśmiertelny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|307
|
|2021-12-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|307
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Daudet Róża i Ninetka.djvu|Róża i Ninetka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|150
|
|2021-12-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6689.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|145
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Daudet Jack.djvu|Jack]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:90% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|720
|
|2021-12-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6760.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|688
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Daudet Nabob.djvu|Nabob]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|518
|
|2021-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6673.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|503
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Daudet Na zgubnej drodze.djvu|Na zgubnej drodze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|304
|
|2021-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6747.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|283
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Daudet Chudziak.djvu|Chudziak]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|158
|
|2021-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6711.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|147
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Daudet Skandal małżeński.djvu|Skandal małżeński]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alphonse Daudet|Alphonse Daudet]]
|style="text-align:right"|348
|
|2025-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3353.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|660
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Oliwer Twist|Oliwer Twist]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:12%"></td><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Dickens|Karol Dickens]]
|style="text-align:right"|846
|
|2013-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7073.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|720
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klub Pickwicka (Dickens)|Klub Pickwicka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:91% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:32%"></td><td class="pq1" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Dickens|Karol Dickens]]
|style="text-align:right"|721
|
|2015-06-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">4529.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1116
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Opowieść o dwóch miastach|Opowieść o dwóch miastach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Dickens|Karol Dickens]]
|style="text-align:right"|335
|
|2018-03-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6698.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|308
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wielkie nadzieje (Dickens)|Wielkie nadzieje]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:93% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:49%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Dickens|Karol Dickens]]
|style="text-align:right"|738
|
|2018-03-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">5742.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|880
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Karol Dickens - Maleńka Dorrit.djvu|Maleńka Dorrit]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq3" style="width:58%"></td><td class="pq1" style="width:39%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Dickens|Karol Dickens]]
|style="text-align:right"|274
|
|2018-06-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">5313.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|374
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dombi i syn (Dickens)|Dombi i syn]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Dickens|Karol Dickens]]
|style="text-align:right"|861
|
|2021-09-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3485.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1583
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL C Dickens Wspólny przyjaciel.djvu|Wspólny przyjaciel]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Dickens|Karol Dickens]]
|style="text-align:right"|850
|
|2023-05-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3460.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1542
|-
|[[Indeks:PL K Dickens Gracz czyli zegar ścienny pana Humphrey.djvu|Gracz czyli zegar ścienny pana Humphrey]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:40%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:42%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Dickens|Karol Dickens]]
|style="text-align:right"|1074
|
|2025-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">2378.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2220
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -86- W sidłach hypnozy.djvu|Harry Dickson. Nr 86. W sidłach hypnozy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|16
|
|2020-03-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -01- Wyspa grozy.pdf|Harry Dickson. Nr 1. Wyspa grozy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-03-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:CTP -236- Ze złotej serii przygód Harrego Dicksona - Czarny wampir.pdf|Co tydzień powieść. Nr 236. Ze złotej serii przygód Harrego Dicksona : Czarny wampir]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:32%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|28
|
|2020-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3859.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|35
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -34- Wilkołak.pdf|Harry Dickson. Nr 34. Wilkołak]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -73- Skarb na dnie morza.pdf|Harry Dickson. Nr 73. Skarb na dnie morza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-04-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -77- Tajemnica grobowca.pdf|Harry Dickson. Nr 77. Tajemnica grobowca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:43%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|28
|
|2020-07-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -20- Postrach Londynu.pdf|Harry Dickson. Nr 20. Postrach Londynu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -23- Zaginione królestwo.pdf|Harry Dickson. Nr 23. Zaginione królestwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -19- Miasto piratów.pdf|Harry Dickson. Nr 19. Miasto piratów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Harry Dickson -13- Dom, w którym straszy.pdf|Harry Dickson. Nr 13. Dom, w którym straszy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-11-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Dolina trwogi.pdf|Dolina trwogi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq1" style="width:31%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|224
|
|2019-06-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">5712.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|274
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Czerwonym szlakiem.pdf|Czerwonym szlakiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|162
|
|2019-06-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6689.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|147
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle, tł. Neufeldówna - Z przygód Sherlocka Holmesa.pdf|Z przygód Sherlocka Holmesa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:21%"></td><td class="pq3" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|168
|
|2019-06-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">7421.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|123
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Tajemnica oblubienicy i inne nowele.pdf|Z przygód Sherlocka Holmesa. Tajemnica oblubienicy i inne nowele]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|248
|
|2019-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6855.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|217
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Świat zaginiony T1.pdf|Świat zaginiony T1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|132
|
|2019-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7005.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|115
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Świat zaginiony T2.pdf|Świat zaginiony T2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|196
|
|2019-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6788.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|184
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Świat w letargu.pdf|Świat w letargu : opowieść o nowej przygodzie profesora Challengera, lorda Roxtona, profesora Summerlee i Edwarda Malone]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|152
|
|2019-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6738.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|137
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Spiskowcy.pdf|Spiskowcy : powieść z czasów Napoleona I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|174
|Brak s. 71-72. Zła numeracja stron.
|2019-07-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3352.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|345
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - W sieci spisku.pdf|W sieci spisku : powieść]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|218
|
|2019-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|409
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Tragedja Koroska.pdf|Tragedja Koroska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|232
|
|2019-07-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3436.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|447
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Mistrz z Krocksley.pdf|Mistrz z Krocksley (zbiór opowiadań)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|176
|
|2019-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6726.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|163
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Wspomnienia i przygody T1.pdf|Wspomnienia i przygody : Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|160
|
|2020-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6758.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|141
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Doyle - Wspomnienia i przygody T2.pdf|Wspomnienia i przygody : Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|154
|
|2020-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6808.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|135
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Arthur Conan Doyle - Tajemnicze krainy 01.pdf|Tajemnicze krainy: Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|158
|
|2025-12-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3442.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|299
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Arthur Conan Doyle - Tajemnicze krainy 02.pdf|Tajemnicze krainy: Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|150
|
|2025-12-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3452.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|275
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Arthur Conan Doyle - We dwoje (1900).pdf|We dwoje]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|160
|
|2025-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3355.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|297
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Arthur Conan Doyle - Zatrute kręgi (1917).pdf|Zatrute kręgi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Conan Doyle|Arthur Conan Doyle]]
|style="text-align:right"|176
|
|2025-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3413.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|328
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dumas - Wojna kobieca|Wojna kobieca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|516
|
|2018-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3445.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|989
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Paulina.pdf|Paulina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|138
|
|2018-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3643.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|246
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anioł Pitoux|Anioł Pitoux]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|624
|
|2018-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6800.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|574
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dumas - Dwadzieścia lat później|Dwadzieścia lat później]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|800
|
|2018-11-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3415.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1529
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Pani de Monsoreau|Pani de Monsoreau]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|445
|
|2018-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3462.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|861
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - W pałacu carów.djvu|W pałacu carów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|170
|
|2018-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3354.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|321
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Kawaler de Maison Rouge.pdf|Kawaler de Maison Rouge]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|346
|
|2018-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3453.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|652
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Aleksander Dumas - Czarny tulipan.djvu|Czarny tulipan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|226
|
|2018-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4045.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|368
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Wilczyce T1-4.djvu|Wilczyce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|805
|
|2019-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3412.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1506
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mohikanowie paryscy|Mohikanowie paryscy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|2101
|
|2019-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|4034
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Pamiętniki D’Antony T1-2.djvu|Pamiętniki D’Antony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|319
|
|2019-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3433.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|591
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Benvenuto Cellini T1-3.djvu|Benvenuto Cellini]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|832
|
|2019-02-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3431.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1602
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Józef Balsamo.djvu|Józef Balsamo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|1896
|
|2019-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3471.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|3625
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Naszyjnik Królowej.djvu|Naszyjnik Królowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:85% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|675
|
|2019-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3405.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1276
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Karol Szalony.djvu|Karol Szalony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|400
|
|2019-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3447.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|747
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Hrabina Charny.djvu|Hrabina Charny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|1307
|
|2019-04-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3362.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2543
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Neron.djvu|Neron]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|226
|
|2019-04-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3411.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|423
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Karol Śmiały.djvu|Karol Śmiały]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:83% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|660
|
|2019-04-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3394.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1286
|-
|[[Indeks:PL Dumas - Królowa Margo.djvu|Królowa Margo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|464
|
|2019-04-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">132.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1341
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Michał-Anioł i Tycjan Vecelli.djvu|Michał-Anioł i Tycjan Vecelli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|260
|
|2019-04-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3441.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|486
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Amaury.djvu|Amaury de Leoville]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|516
|
|2019-05-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|980
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Kapitan Paweł.djvu|Kapitan Paweł]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|280
|
|2019-05-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3371.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|521
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Sylwandira.djvu|Sylwandira]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:95% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:71%"></td><td class="pq1" style="width:24%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|754
|
|2019-05-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">5925.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|902
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Życie jenerała Tomasza Dumas.djvu|Życie jenerała Tomasza Dumas]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|402
|
|2019-05-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3367.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|780
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Kawaler de Chanlay.djvu|Kawaler de Chanlay]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|402
|
|2019-05-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3384.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|780
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Czarny tulipan (1928).pdf|Czarny tulipan (1928)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|214
|
|2019-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3460.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|410
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Stuartowie.djvu|Stuartowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|548
|
|2020-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3420.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1052
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Kalifornia.djvu|Kalifornia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|184
|
|2020-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3409.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|344
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Trzej muszkieterowie (tłum. Sierosławski).djvu|Trzej muszkieterowie (tłum. Sierosławski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|880
|
|2021-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3622.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1586
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Hiszpania i Afryka.djvu|Hiszpania i Afryka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|632
|
|2021-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3365.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1222
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Towarzysze Jehudy.djvu|Towarzysze Jehudy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|573
|
|2021-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3399.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1091
|-
|[[Indeks:PL Dumas - Teressa.pdf|Teressa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|174
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">80.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|491
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Dumas - Policzek Szarlotty Korday.pdf|Policzek Szarlott'y Korday]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|168
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3417.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|312
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Dumas Królowa Margot.djvu|Królowa Margot]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|1244
|
|2023-11-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3406.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2350
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Dumas Czterdziestu pięciu.djvu|Czterdziestu pięciu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|1378
|
|2023-11-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3424.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2586
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Dumas Córka rejenta.djvu|Córka rejenta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:98% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|782
|
|2023-11-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3320.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1515
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Dumas La San Felice.djvu|La San Felice]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|2326
|
|2023-11-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3396.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|4319
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Dumas Nieprawy syn de Mauleon.djvu|Nieprawy syn de Mauleon]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|1010
|
|2023-11-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3391.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1923
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Dumas Pani de Monsoreau.djvu|Pani de Monsoreau]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Dumas (ojciec)|Aleksander Dumas (ojciec)]]
|style="text-align:right"|1360
|
|2023-11-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3426.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2550
|-
|[[Indeks:PL Adolf Dygasiński - Nowe tajemnice Warszawy.djvu|Nowe tajemnice Warszawy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:85% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|680
|
|2021-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2019
|-
|[[Indeks:PL Adolf Dygasiński - Gorzałka.djvu|Gorzałka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|810
|
|2021-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2373
|-
|[[Indeks:PL Adolf Dygasiński - Z zagona i bruku.djvu|Z zagona i bruku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|444
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1323
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Adolf Dygasiński - Von Molken.pdf|Von Molken]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|172
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3481.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|309
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Adolf Dygasiński - Na pańskim dworze.pdf|Na pańskim dworze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|80
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3615.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|136
|-
|[[Indeks:PL Adolf Dygasiński - Z siół pól i lasów T.1.pdf|Z siół pól i lasów T.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|272
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|765
|-
|[[Indeks:PL Adolf Dygasiński - Z siół pól i lasów T.2.pdf|Z siół pól i lasów T.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|229
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|639
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Adolf Dygasiński - Beldonek.pdf|Beldonek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|120
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3363.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|219
|-
|[[Indeks:PL A. Dygasiński - Jarmark na Święty Onufry.pdf|Jarmark na Święty Onufry]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:81%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|72
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">447.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|192
|-
|[[Indeks:PL Nowele Adolfa Dygasińskiego T.1.pdf|Nowele Adolfa Dygasińskiego T.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|210
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|573
|-
|[[Indeks:PL Nowele Adolfa Dygasińskiego T.2.pdf|Nowele Adolfa Dygasińskiego T.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Dygasiński|Adolf Dygasiński]]
|style="text-align:right"|248
|
|2021-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|687
|-
|[[Indeks:Samuel Bogumił Linde - Słownik języka polskiego|Słownik języka polskiego T. 1 Cz. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:95% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Bogumił Linde|Samuel Bogumił Linde]]
|style="text-align:right"|759
|
|2009-05-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">479.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2145
|-
|[[Indeks:Słownik języka polskiego (Linde, wyd. 2)|Słownik języka polskiego (wyd. 2)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Bogumił Linde|Samuel Bogumił Linde]]
|style="text-align:right"|4949
|
|2019-07-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">63.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|14517
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Encyklopedia kościelna (tom I)|Encyklopedja Kościelna Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:81% !important"><tr><td class="pq4" style="width:28%"></td><td class="pq3" style="width:72%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|646
|
|2010-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">7590.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|467
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Encyklopedia kościelna (tom II)|Encyklopedja Kościelna Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:80% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|636
|
|2010-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6735.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|621
|-
|[[Indeks:Encyklopedia kościelna (tom III)|Encyklopedja Kościelna Tom III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:88% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:45%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|700
|
|2010-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">4859.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1078
|-
|[[Indeks:Encyklopedia kościelna (tom IV)|Encyklopedja Kościelna Tom IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:84%"></td><td class="pq1" style="width:14%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|600
|
|2010-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">628.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1684
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Encyklopedia kościelna (tom V)|Encyklopedja Kościelna Tom V]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:86% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|688
|
|2010-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3367.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1367
|-
|[[Indeks:Encyklopedia kościelna (tom VI)|Encyklopedja Kościelna Tom VI]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:97%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|618
|OCR
|2010-05-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">135.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1823
|-
|[[Indeks:Encyklopedja Kościelna Tom VII.djvu|Encyklopedja Kościelna Tom VII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|628
|OCR
|2018-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">91.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1834
|-
|[[Indeks:Encyklopedja Kościelna Tom VIII.djvu|Encyklopedja Kościelna Tom VIII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:81% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|648
|OCR
|2018-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">220.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1866
|-
|[[Indeks:Encyklopedja Kościelna Tom IX.djvu|Encyklopedja Kościelna Tom IX]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:80% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|640
|OCR
|2018-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">52.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1877
|-
|[[Indeks:Encyklopedja Kościelna Tom X.djvu|Encyklopedja Kościelna Tom X]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:82% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|656
|OCR
|2018-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">46.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1923
|-
|[[Indeks:Encyklopedja Kościelna Tom XI.djvu|Encyklopedja Kościelna Tom XI]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|632
|OCR
|2018-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">37.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1856
|-
|[[Indeks:Encyklopedja Kościelna Tom XII.djvu|Encyklopedja Kościelna Tom XII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:82% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|656
|OCR
|2018-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">46.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1920
|-
|[[Indeks:Encyklopedja Kościelna Tom XIII.djvu|Encyklopedja Kościelna Tom XIII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|632
|
|2011-01-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">150.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1838
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Słownik etymologiczny języka polskiego (Brückner)|Słownik etymologiczny języka polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:47%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Brückner|Aleksander Brückner]]
|style="text-align:right"|828
|
|2011-06-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6038.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|971
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zygmunt Gloger-Słownik rzeczy starożytnych.djvu|Słownik rzeczy starożytnych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Gloger|Zygmunt Gloger]]
|style="text-align:right"|510
|
|2014-12-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6733.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|489
|-
|[[Indeks:Aleksander Berka-Słownik kaszubski porównawczy.djvu|Słownik kaszubski porównawczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:21%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:61%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Biskupski|Aleksander Berka]]
|style="text-align:right"|208
|
|2014-12-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">1708.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|495
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:M. Arcta słownik ilustrowany języka polskiego - Tom 1.djvu|M. Arcta słownik ilustrowany języka polskiego. Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:28%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Arct|Michał Arct]]
|style="text-align:right"|1066
|
|2016-01-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">4739.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1668
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:M. Arcta słownik ilustrowany języka polskiego - Tom 2.djvu|M. Arcta słownik ilustrowany języka polskiego. Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Arct|Michał Arct]]
|style="text-align:right"|910
|
|2016-01-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3537.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1745
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:M. Arcta słownik ilustrowany języka polskiego - Tom 3.djvu|M. Arcta słownik ilustrowany języka polskiego. Tom III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:88% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Arct|Michał Arct]]
|style="text-align:right"|702
|
|2016-01-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3468.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1358
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Goldman - Słownik Dux-Liliput.djvu|Słownik „Dux-Liliput“ angielsko-polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Goldman|Stanisław Goldman]]
|style="text-align:right"|564
|
|2016-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3657.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1058
|-
|[[Indeks:Samuel - Adalberg - Księga przysłów.djvu|Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:32%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:65%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Adalberg|Samuel Adalberg]]
|style="text-align:right"|865
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">1180.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2278
|-
|[[Indeks:Herbarz Polski (Boniecki) |Herbarz Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Boniecki|Adam Boniecki]], [[Autor:Artur Reiski|Artur Reiski]]
|style="text-align:right"|6363
|
|2020-10-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">21.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|19039
|-
|[[Indeks:S. Orgelbranda Encyklopedia Powszechna (1859)|S. Orgelbranda Encyklopedia Powszechna (1859)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:20%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:74%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|5185
|
|2020-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">1027.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|13833
|-
|[[Indeks:Burt's Polish-English dictionary in two parts, Polish-English, English Polish (IA burtspolishengli00kierrich).pdf|Burt's Słowniczek Polskiego I Angielskiego Języka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Kierst|Władysław Kierst]], [[Autor:Oskar Callier|Oskar Callier]]
|style="text-align:right"|840
|
|2021-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2493
|-
|[[Indeks:Nowy kieszonkowy polsko-rossyjski i rossyjsko-polski slownik (IA nowykieszonkowyp00schm).pdf|Nowy kieszonkowy polsko-rossyjski i rossyjsko-polski słownik]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:99% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:M. J. A. E. Schmidt|M. J. A. E. Schmidt]], [[Autor:Johann Adolf Erdmann|Johann Adolf Erdmann]]
|style="text-align:right"|786
|
|2021-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2343
|-
|[[Indeks:Dokadny niemiecko-polski sownik (IA dokadnyniemiecko00mron).pdf|Dokładny Niemiecko-Polski Słownik]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Krzysztof Celestyn Mrongovius|Krzysztof Celestyn Mrongovius]], [[Autor:Wilibald Wyszomierski|Wilibald Wyszomierski]]
|style="text-align:right"|984
|
|2021-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2934
|-
|[[Indeks:PL Kieszonkowy słownik języków łacińskiego i polskiego. Cz. 1, Słownik łacińsko-polski.djvu|Kieszonkowy słownik języków łacińskiego i polskiego. Cz. 1, Słownik łacińsko-polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hermann Menge|Hermann Menge]]
|style="text-align:right"|440
|
|2018-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">270.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1261
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Piekarski - Prawdy i herezje. Encyklopedja wierzeń wszystkich ludów i czasów.pdf|Prawdy i herezje. Encyklopedja wierzeń wszystkich ludów i czasów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Piekarski|Stanisław Piekarski]]
|style="text-align:right"|451
|
|2023-01-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3438.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|872
|-
|[[Indeks:PL Słownik języka polskiego. T. 1. A-G.pdf|Słownik języka polskiego. T. 1. A-G]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Jan Karłowicz; Adam Kryński; Władysław Niedźwiedzki}}
|style="text-align:right"|968
|
|2022-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">10.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2901
|-
|[[Indeks:PL Słownik języka polskiego. T. 2. H-M.pdf|Słownik języka polskiego. T. 2. H-M]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Jan Karłowicz; Adam Kryński; Władysław Niedźwiedzki}}
|style="text-align:right"|1104
|
|2022-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3312
|-
|[[Indeks:PL Słownik języka polskiego. T. 3. N-Ó.pdf|Słownik języka polskiego. T. 3. N-Ó]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Jan Karłowicz; Adam Kryński; Władysław Niedźwiedzki}}
|style="text-align:right"|950
|
|2022-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2850
|-
|[[Indeks:PL Słownik języka polskiego. T. 4. P-Prożyszcze.pdf|Słownik języka polskiego. T. 4. P-Prożyszcze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Jan Karłowicz; Adam Kryński; Władysław Niedźwiedzki}}
|style="text-align:right"|1052
|
|2022-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3156
|-
|[[Indeks:PL Słownik języka polskiego. T. 5. Próba-R.pdf|Słownik języka polskiego. T. 5. Próba-R]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Jan Karłowicz; Adam Kryński; Władysław Niedźwiedzki}}
|style="text-align:right"|843
|
|2022-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2529
|-
|[[Indeks:PL Słownik języka polskiego. T. 6. S-Ś.pdf|Słownik języka polskiego. T. 6. S-Ś]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Jan Karłowicz; Adam Kryński; Władysław Niedźwiedzki}}
|style="text-align:right"|810
|
|2022-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2430
|-
|[[Indeks:PL Słownik języka polskiego. T. 7. T-Y.pdf|Słownik języka polskiego. T. 7. T-Y]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Jan Karłowicz; Adam Kryński; Władysław Niedźwiedzki}}
|style="text-align:right"|1178
|
|2022-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3534
|-
|[[Indeks:PL Słownik języka polskiego. T. 8. Z-Ż.pdf|Słownik języka polskiego. T. 8. Z-Ż]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:96% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Jan Karłowicz; Adam Kryński; Władysław Niedźwiedzki}}
|style="text-align:right"|764
|
|2022-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2292
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Etnobiologia 2011 3.pdf|Kulturowe różnice we florze przedstawionej w ilustracjach dziecięcych bajek Wielkiej Brytanii i Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Łukasz Łuczaj|Łukasz Łuczaj]]
|style="text-align:right"|10
|
|2023-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|18
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Etnobiologia 2011 4.pdf|Etnobotanika miejska: perspektywy, tematy, metody]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Monika Kujawska|Monika Kujawska]]
|style="text-align:right"|12
|
|2023-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|24
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Etnobiologia 2011 5.pdf|Rośliny bez nazwy, rośliny o wielu nazwach – o wiedzy etnobotanicznej mieszkańców polskich wsi na Bukowinie Rumuńskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Iwona Kołodziejska-Degórska|Iwona Kołodziejska-Degórska]]
|style="text-align:right"|14
|
|2023-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|26
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Etnobiologia 2011 6.pdf|Dziko rosnące rośliny jadalne użytkowane w Polsce od połowy XIX w. do czasów współczesnych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:26%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td></tr></table>
|[[Autor:Łukasz Łuczaj|Łukasz Łuczaj]]
|style="text-align:right"|69
|
|2023-05-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">4202.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|120
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ślimaki bezskorupowe w medycynie ludowej; przegląd literatury.pdf|Ślimaki bezskorupowe w medycynie ludowej; przegląd literatury]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kinga Stawarczyk|Kinga Stawarczyk]], [[Autor:Michał Stawarczyk|Michał Stawarczyk]], [[Autor:Bartosz Piechowicz|Bartosz Piechowicz]]
|style="text-align:right"|6
|
|2023-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|12
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zwierzęta, rośliny i minerały w magii miłosnej Indian Jívaro.pdf|Zwierzęta, rośliny i minerały w magii miłosnej Indian Jívaro]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kacper Świerk|Kacper Świerk]]
|style="text-align:right"|20
|
|2023-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|40
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leczenie chorób ludowych za pomocą roślin przez Polonię argentyńską z Misiones.pdf|Leczenie chorób ludowych za pomocą roślin przez Polonię argentyńską z Misiones]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Monika Kujawska|Monika Kujawska]]
|style="text-align:right"|16
|
|2026-01-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Odpowiedź Antoniego Szymańskiego na ankietę etnobotaniczną Józefa Rostafińskiego (1850-1928) ogłoszoną w 1883 r.pdf|Odpowiedź Antoniego Szymańskiego na ankietę etnobotaniczną Józefa Rostafińskiego (1850-1928) ogłoszoną w 1883 r.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Piotr Köhler|Piotr Köhler]]
|style="text-align:right"|6
|
|2026-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|12
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Odpowiedź Romana Gutwińskiego (1860-1932) na ankietę etnobotaniczną Józefa Rostafińskiego (1850-1928) ogłoszoną w 1883 r.pdf|Odpowiedź Romana Gutwińskiego (1860-1932) na ankietę etnobotaniczną Józefa Rostafińskiego (1850-1928) ogłoszoną w 1883 r.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Piotr Köhler|Piotr Köhler]]
|style="text-align:right"|7
|
|2026-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|14
|-
|[[Indeks:Rośliny święcone w bukietach w dniu Matki Boskiej Zielnej w cerkwiach prawosławnych na przedpolu Puszczy Białowieskiej.pdf|Rośliny święcone w bukietach w dniu Matki Boskiej Zielnej w cerkwiach prawosławnych na przedpolu Puszczy Białowieskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pqn" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Łukasz Łuczaj|Łukasz Łuczaj]]
|style="text-align:right"|8
|
|2026-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">2083.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|19
|-
|[[Indeks:Rośliny użyteczne… Michała Fedorowskiego – dzieło odnalezione po 130 latach.pdf|Rośliny użyteczne… Michała Fedorowskiego – dzieło odnalezione po 130 latach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq1" style="width:33%"></td><td class="pqn" style="width:67%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maja Graniszewska|Maja Graniszewska]], [[Autor:Maja Graniszewska|Hanna Leśniewska]], [[Autor:Maja Graniszewska|Halina Galera]], [[Autor:Maja Graniszewska|Aleksandra Mankiewicz-Malinowska]]
|style="text-align:right"|58
|
|2023-01-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">1091.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|155
|-
|[[Indeks:Zielnik Zioła lecznicze... Michała Fedorowskiego jako dokumentacja badań etnograficznych.pdf|Zielnik Zioła lecznicze... Michała Fedorowskiego jako dokumentacja badań etnograficznych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maja Graniszewska|Maja Graniszewska]], [[Autor:Maja Graniszewska|Hanna Leśniewska]], [[Autor:Maja Graniszewska|Halina Galera]]
|style="text-align:right"|61
|
|2023-01-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|183
|-
|[[Indeks:Komedye t.1 (Aleksander Fredro)|Komedye t.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:82%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|382
|
|2010-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">867.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1000
|-
|[[Indeks:Komedye t.2 (Aleksander Fredro)|Komedye t.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|348
|
|2010-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">90.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|981
|-
|[[Indeks:Komedye t.3 (Aleksander Fredro)|Komedye t.3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|304
|
|2010-09-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">90.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|874
|-
|[[Indeks:Komedije t.4 (Aleksander Fredro)|Komedije t.4]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|450
|
|2010-09-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">83.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1303
|-
|[[Indeks:Komedije t.5 (Aleksander Fredro)|Komedije t.5]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|350
|
|2010-09-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">225.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|997
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.01 (Fredro)|Dzieła t.01]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|304
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6839.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|274
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.03 (Fredro)|Dzieła t.03]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|348
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3542.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|647
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.04 (Fredro)|Dzieła t.04]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|392
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3814.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|707
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.05 (Fredro)|Dzieła t.05]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:25%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|340
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">4365.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|546
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.06 (Fredro)|Dzieła t.06]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|276
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3807.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|483
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.07 (Fredro)|Dzieła t.07]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|338
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3707.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|606
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.08 (Fredro)|Dzieła t.08]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|266
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3466.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|490
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.09 (Fredro)|Dzieła t.09]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|254
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3540.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|467
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.10 (Fredro)|Dzieła t.10]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|308
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3502.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|575
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.11 (Fredro)|Dzieła t.11]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:32%"></td><td class="pq1" style="width:62%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|282
|
|2014-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">4552.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|438
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła T.12 (Fredro)|Dzieła t.12]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:41%"></td><td class="pq3" style="width:48%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Fredro|Aleksander Fredro]]
|style="text-align:right"|266
|
|2014-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">8193.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|129
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Baby placki i mazurki praktyczne przepisy.pdf|Baby, placki i mazurki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucyna Ćwierczakiewiczowa|Lucyna Ćwierczakiewiczowa]]
|style="text-align:right"|136
|
|2022-07-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|248
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stanisław Czerniecki - Compendium ferculorum.pdf|Compendium ferculorum]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Czerniecki|Stanisław Czerniecki]]
|style="text-align:right"|120
|
|2019-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">4017.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|201
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Doświadczone sekreta smażenia konfitur i soków.djvu|Doświadczone sekreta smażenia konfitur i soków]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Florentyna Niewiarowska|Florentyna Niewiarowska]], [[Autor:Wanda Malecka|Wanda Malecka]]
|style="text-align:right"|378
|
|2016-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">4048.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|657
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Anna Ciundziewicka - Gospodyni litewska.djvu|Gospodyni litewska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Ciundziewicka|Anna Ciundziewicka]], [[Autor:Wincenta Zawadzka|Wincenta Zawadzka]]
|style="text-align:right"|524
|
|2015-10-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3774.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|960
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kucharka litewska (1913).djvu|Kucharka litewska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenta Zawadzka|Wincenta Zawadzka]]
|style="text-align:right"|588
|
|2016-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3443.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1129
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kuchnia udzielna dla osób osłabionych w wieku podeszłym.djvu|Kuchmistrz nowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Szyttler|Jan Szyttler]]
|style="text-align:right"|260
|
|2017-01-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3574.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|480
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kuchnia koszerna 1904.djvu|Kuchnia koszerna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rebekka Wolf|Rebekka Wolf]]
|style="text-align:right"|286
|
|2017-01-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3855.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|518
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kuchnia polska.djvu|Kuchnia polska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anonimowy|Anonimowy]]
|style="text-align:right"|356
|{{f*|w=80%|Tekst przepisywany z użyciem stylów. Ich lista w uwagach na stronie indeksu.}}
|2017-01-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3459.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|675
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Praktyczna Kucharka|Praktyczna Kucharka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:49%"></td><td class="pq1" style="width:40%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Chocieszyński|Franciszek Chocieszyński]]
|style="text-align:right"|122
|brak 2 stron
|2013-01-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">5498.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|158
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sekreta różne|Sekreta różne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:20%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anonimowy|Anonimowy]]
|style="text-align:right"|10
|
|2017-01-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">7333.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|8
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Potrawy z cielęciny.djvu|Potrawy z cielęciny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elżbieta Kiewnarska|Elżbieta Kiewnarska]]
|style="text-align:right"|36
|
|2017-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3737.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|62
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Potrawy z kasz i mąki.djvu|Potrawy z kasz i mąki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elżbieta Kiewnarska|Elżbieta Kiewnarska]]
|style="text-align:right"|36
|
|2017-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">7083.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Potrawy z wołowiny.djvu|Potrawy z wołowiny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:22%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elżbieta Kiewnarska|Elżbieta Kiewnarska]]
|style="text-align:right"|36
|
|2017-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">5268.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|44
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zwierzyna - sposoby przyrządzania.djvu|Zwierzyna - sposoby przyrządzania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elżbieta Kiewnarska|Elżbieta Kiewnarska]]
|style="text-align:right"|46
|
|2016-08-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">7179.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|33
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Najnowsza kuchnia wytworna i gospodarska.djvu|Najnowsza kuchnia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marta Norkowska|Marta Norkowska]]
|style="text-align:right"|432
|{{f*|w=80%|Tekst przepisywany z użyciem stylów. Ich lista w uwagach na stronie indeksu.}}
|2017-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3685.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|790
|-
|[[Indeks:Piekarnia i cukiernia wytworna i gospodarska.djvu|Piekarnia i cukiernia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:27%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td><td class="pqn" style="width:50%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marta Norkowska|Marta Norkowska]]
|style="text-align:right"|180
|{{f*|w=80%|Tekst przepisywany z użyciem stylów. Ich lista w uwagach na stronie indeksu.}}
|2017-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">1786.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|377
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Śpiżarnia i zapasy zimowe.djvu|Śpiżarnia i zapasy zimowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marta Norkowska|Marta Norkowska]]
|style="text-align:right"|286
|
|2017-02-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3865.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|519
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wiktor Hugo - Człowiek śmiechu|Człowiek śmiechu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:90% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:46%"></td><td class="pq1" style="width:47%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|716
|
|2018-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">5027.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|995
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wiktor Hugo - Katedra Najświętszéj Panny Paryzkiéj.djvu|Katedra Najświętszéj Panny Paryzkiéj]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|450
|
|2018-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">4031.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|786
|-
|[[Indeks:Dzwonnik katedry „Notre Dame“ w Paryżu (Wiktor Hugo)|Dzwonnik katedry „Notre Dame“ w Paryżu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|450
|
|2019-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1323
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Katedra Notre-Dame w Paryżu (Wiktor Hugo)|Katedra Notre-Dame w Paryżu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:26%"></td><td class="pq3" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|904
|
|2019-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">7544.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|649
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kościół Panny Maryi w Paryżu (Wiktor Hugo)|Kościół Panny Maryi w Paryżu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq4" style="width:37%"></td><td class="pq3" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|608
|
|2019-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">7940.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|364
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wiktor Hugo - Han z Islandyi|Han z Islandyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:67% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|530
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3404.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1021
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wiktor Hugo - Rzeczy widziane 1848-1849.djvu|Rzeczy widziane 1848-1849]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|178
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3477.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|317
|-
|[[Indeks:Wiktor Hugo - Angelo.djvu|Angelo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|182
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|519
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL V Hugo Pracownicy morza.djvu|Pracownicy morza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|516
|
|2023-01-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3461.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|967
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL V Hugo Rok dziewięćdziesiąty trzeci.djvu|Rok dziewięćdziesiąty trzeci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Hugo|Victor Hugo]]
|style="text-align:right"|498
|
|2023-01-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3418.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|930
|-
|[[Indeks:PL Jachimecki - Fryderyk Chopin 1927.pdf|Fryderyk Chopin. Rys życia i twórczości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|171
|
|2026-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|513
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jachimecki - Historja muzyki polskiej (w zarysie) 1920.pdf|Historja muzyki polskiej (w zarysie)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|270
|
|2026-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3371.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|521
|-
|[[Indeks:PL Jachimecki - Józef Haydn 1910.pdf|Józef Haydn]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|91
|
|2026-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">151.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|260
|-
|[[Indeks:PL Jachimecki - Stanisław Moniuszko 1922.pdf|Stanisław Moniuszko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|318
|
|2026-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|954
|-
|[[Indeks:PL Jachimecki - Mozart w 150. rocznicę urodzin 1906.pdf|Mozart w 150. rocznicę urodzin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|186
|
|2026-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|558
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jachimecki - Muzyka na dworze króla Władysława Jagiełły 1424-1430 1915.pdf|Muzyka na dworze króla Władysława Jagiełły 1424–1430]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|52
|
|2026-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3416.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|79
|-
|[[Indeks:PL Jachimecki - Rozwój kultury muzycznej w Polsce 1914.pdf|Rozwój kultury muzycznej w Polsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|170
|
|2026-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|507
|-
|[[Indeks:PL Zdzisław Jachimecki - Ryszard Wagner 1922.pdf|Ryszard Wagner]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|496
|
|2026-03-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">141.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1464
|-
|[[Indeks:PL Kurpiński - Wspomnienia w podróży r. 1823 (Jachimecki 1911).pdf|Wspomnienia w podróży r. 1823]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Kurpiński|Karol Kurpiński]], [[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|138
|
|2026-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|414
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza-Chłopski mecenas.pdf|Chłopski mecenas]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:22%"></td><td class="pq3" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|98
|
|2015-08-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">7481.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|68
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza-Wybór pism Tom IV.djvu|Wybór pism w X tomach. Tom IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|232
|
|2018-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6711.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|220
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Z mazurskiej ziemi.djvu|Z mazurskiej ziemi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|378
|
|2018-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6730.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|357
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Z Warszawy.djvu|Z Warszawy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|248
|
|2018-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6765.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|230
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Przy kominku.djvu|Przy kominku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|294
|
|2018-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6815.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|257
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza-Wybór pism Tom I.djvu|Wybór pism w X tomach. Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|298
|
|2020-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6771.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|276
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza Wybór pism Tom V.djvu|Wybór pism w X tomach. Tom V]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|236
|
|2020-09-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6803.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|210
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Żywota i spraw imć pana Symchy Borucha Kaltkugla ksiąg pięcioro.djvu|Żywota i spraw imć pana Symchy Borucha Kaltkugla ksiąg pięcioro]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|288
|
|2020-12-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6690.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|278
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Z antropologii wiejskiej (nowa serya).djvu|Z antropologii wiejskiej (nowa serya)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|258
|
|2021-01-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6747.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|242
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Wyścig dystansowy.djvu|Wyścig dystansowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]], <br>[[Autor:Kazimierz Laskowski|Kazimierz Laskowski]]
|style="text-align:right"|116
|
|2021-01-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6730.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|103
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Wybór pism Tom VII.djvu|Wybór pism w X tomach. Tom VII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|244
|
|2021-02-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6748.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|237
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Syzyf.pdf|Syzyf]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|262
|
|2021-02-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6798.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|243
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Synowie pana Marcina.djvu|Synowie pana Marcina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|280
|
|2021-02-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6703.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|272
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Powtórne życie.pdf|Powtórne życie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|256
|
|2021-02-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6763.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|233
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Zagrzebani.djvu|Zagrzebani]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|272
|
|2021-02-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6743.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|256
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Monologi.djvu|Monologi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:27%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|208
|
|2021-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">7039.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|135
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Monologi. Serya druga.djvu|Monologi. Serya druga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:12%"></td><td class="pq3" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:31%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|150
|
|2021-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">7249.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|85
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Suma na Kocimbrodzie.djvu|Suma na Kocimbrodzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|202
|
|2021-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6700.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|196
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Fotografie wioskowe.djvu|Fotografie wioskowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|230
|
|2021-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6727.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|215
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ochorowicz, Junosza - Listy. Do przyszłej narzeczonej. Do cudzej żony.djvu|Listy do przyszłej narzeczonej i Listy do cudzej żony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julian Ochorowicz|Julian Ochorowicz]]<br>[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|150
|
|2021-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6766.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|129
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Na ojcowskim zagonie.djvu|Na ojcowskim zagonie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|70
|
|2021-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6714.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|69
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Willa pana regenta.djvu|Willa pana regenta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|268
|
|2021-03-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6731.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|254
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Przeszkoda.djvu|Przeszkoda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|120
|
|2021-03-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6761.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|103
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Leśniczy.djvu|Leśniczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|88
|
|2021-03-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6893.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|82
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Milion za morzami.djvu|Milion za morzami]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|40
|
|2021-03-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6750.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|39
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Romans i powieść.djvu|Romans i powieść]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|21
|
|2021-03-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6825.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|20
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Na chlebie u dzieci.djvu|Na chlebie u dzieci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|88
|
|2022-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|80
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Dziadowski wychowanek.djvu|Dziadowski wychowanek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|84
|
|2022-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6755.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|73
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klemens Junosza - Król sam.djvu|Król sam]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:24%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|25
|
|2022-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6842.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|18
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Na łożu śmierci (Junosza)|Na łożu śmierci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Klemens Szaniawski|Klemens Junosza]]
|style="text-align:right"|15
|
|2023-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">7111.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|13
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Światło które zagasło.djvu|Światło które zagasło]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|331
|
|2015-06-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3690.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|600
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Puk z Pukowej Górki.djvu|Puk z Pukowej Górki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|360
|
|2015-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7038.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|295
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu|Zwodne światło]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|374
|
|2015-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6694.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|361
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Od morza do morza (Kipling)|Od morza do morza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|336
|
|2015-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7270.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|262
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Druga księga dżungli.djvu|Druga księga dżungli (tłum. Mianowski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:21%"></td><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|223
|
|2016-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">7385.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|171
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Księga dżungli (1931).djvu|Księga dżungli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:41%"></td><td class="pq3" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|278
|
|2017-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">8129.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|147
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Stalky i Sp.djvu|Stalky i Sp. (tłum. Bandrowski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:24%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|376
|
|2018-03-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4222.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|624
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Stalky i spółka (tłum. Birkenmajer).djvu|Stalky i spółka (tłum. Birkenmajer)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|276
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3396.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|519
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Kapitanowie zuchy.djvu|Kapitanowie zuchy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|308
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3538.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|568
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rudyard Kipling - Druga księga dżungli (tłum. Birkenmajer).djvu|Druga księga dżungli (tłum. Birkenmajer)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|276
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6741.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|263
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Rudyard Kipling - Takie sobie bajeczki.djvu|Takie sobie bajeczki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudyard Kipling|Rudyard Kipling]]
|style="text-align:right"|128
|
|2021-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3615.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|226
|- style="background-color:#6495ED"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kalina.djvu|Kalina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq2" style="width:75%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Komorowski|Ignacy Komorowski]], [[Autor:Teofil Lenartowicz|Teofil Lenartowicz]]
|style="text-align:right"|12
|
|2017-04-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">333.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kwiaty.djvu|Kwiaty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq2" style="width:75%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Komorowski|Ignacy Komorowski]]
|style="text-align:right"|8
|
|2017-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">476.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|20
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Łza.djvu|Łza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq2" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Komorowski|Ignacy Komorowski]], [[Autor:Julian Korsak|Julian Korsak]]
|style="text-align:right"|8
|
|2017-04-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">1111.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Melodja (Moore).djvu|Melodja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq2" style="width:70%"></td><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Komorowski|Ignacy Komorowski]], [[Autor:Antoni Edward Odyniec|Antoni Edward Odyniec]]
|style="text-align:right"|10
|
|2017-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">1111.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|24
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pieśń wschodnia.djvu|Pieśń wschodnia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq2" style="width:79%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Komorowski|Ignacy Komorowski]], [[Autor:Aleksander Chodźko|Aleksander Chodźko]]
|style="text-align:right"|14
|
|2017-04-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">277.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|35
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Polonez (Chociaż to życie idzie po grudzie).djvu|Polonez (Chociaż to życie idzie po grudzie)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq2" style="width:70%"></td><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Komorowski|Ignacy Komorowski]], [[Autor:Wincenty Pol|Wincenty Pol]]
|style="text-align:right"|10
|
|2017-04-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">416.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|23
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Powiśle (śpiew).djvu|Powiśle]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq2" style="width:79%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Komorowski|Ignacy Komorowski]]
|style="text-align:right"|14
|
|2017-04-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">277.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|35
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Śpiew Żniwiarki z kantaty Rok w Pieśni.djvu|Śpiew Żniwiarki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq2" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Komorowski|Ignacy Komorowski]], [[Autor:Władysław Syrokomla|Władysław Syrokomla]]
|style="text-align:right"|12
|
|2017-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">740.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|25
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye T. 7 (Maria Konopnicka)|Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom VII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Konopnicka|Maria Konopnicka]]
|style="text-align:right"|280
|
|2010-09-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">4714.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|398
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye T. 8 (Maria Konopnicka)|Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom VIII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:50%"></td><td class="pq1" style="width:31%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Konopnicka|Maria Konopnicka]]
|style="text-align:right"|328
|
|2010-09-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">5894.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|367
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye T. 10 (Maria Konopnicka)|Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom X]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:22%"></td><td class="pq1" style="width:59%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Konopnicka|Maria Konopnicka]]
|style="text-align:right"|526
|
|2010-09-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">5167.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|735
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Konopnicka Noskowski - Śpiewnik dziecięcy.djvu|Śpiewnik dla dzieci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Konopnicka|Maria Konopnicka]]
|style="text-align:right"|136
|
|2013-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6908.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|115
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Maria Konopnicka - Cztery nowele.djvu|Cztery nowele]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:34%"></td><td class="pq3" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Konopnicka|Maria Konopnicka]]
|style="text-align:right"|324
|
|2015-07-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7868.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|195
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Konopnicka - Ludzie i rzeczy.djvu|Ludzie i rzeczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Konopnicka|Maria Konopnicka]]
|style="text-align:right"|493
|
|2016-03-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">7246.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|399
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Konopnicka - Szkice.djvu|Szkice]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Konopnicka|Maria Konopnicka]]
|style="text-align:right"|246
|
|2018-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6988.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|215
|-
|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski-Wilno tom II.pdf|Wilno tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:30%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:62%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|546
|
|2010-09-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">1352.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1349
|-
|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski-Wilno tom III.pdf|Wilno tom III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|402
|
|2010-09-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">213.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1098
|-
|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski-Wilno tom IV.pdf|Wilno tom IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|434
|
|2010-09-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">120.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1227
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Sceny sejmowe.djvu|Sceny sejmowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|182
|
|2016-07-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6841.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|163
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Odczyty o cywilizacyi w Polsce.djvu|Odczyty o cywilizacyi w Polsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|155
|
|2016-07-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6868.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|140
|-
|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Dwie komedyjki.djvu|Dwie komedyjki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|246
|
|2016-07-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">96.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|722
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Boża czeladka (Kraszewski)|Boża czeladka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:62%"></td><td class="pq3" style="width:36%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|563
|
|2017-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">8785.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|200
|-
|[[Indeks:PL Kraszewski - Wybór Pism Tom VII.djvu|Utwory dramatyczne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|428
|
|2018-10-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">1063.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1134
|-
|[[Indeks:PL Kraszewski - Wybór Pism Tom VIII.djvu|Kartki z podróży 1858—1864]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|945
|
|2018-10-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">131.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2780
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kraszewski - Wybór pism Tom IX.djvu|Zarysy społeczne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|832
|
|2018-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6686.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|824
|-
|[[Indeks:Studya i szkice literackie.pdf|Studya i szkice literackie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:15%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:84%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|992
|
|2018-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">542.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2789
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kraszewski - Złote myśli.djvu|Złote myśli z dzieł J. I. Kraszewskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|235
|
|2018-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3823.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|428
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Podróż króla Stanisława Augusta do Kaniowa.djvu|Podróż króla Stanisława Augusta do Kaniowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|304
|
|2018-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6700.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|295
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kraszewski - Ostatni rok.djvu|Rok ostatni panowania Zygmunta III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|322
|
|2019-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3507.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|598
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kraszewski - Starościna Bełzka.djvu|Starościna Bełzka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|342
|
|2019-04-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3412.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|664
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Tryumf wiary.djvu|Tryumf wiary]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|144
|
|2019-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3406.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|271
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Niebieskie migdały.djvu|Niebieskie migdały]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:99% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|792
|
|2019-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6705.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|772
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Komedjanci.djvu|Komedjanci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|540
|
|2020-06-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6710.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|520
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Pod blachą.djvu|Pod blachą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|358
|
|2020-06-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6724.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|342
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:J. I. Kraszewski - Gawędy o literaturze i sztuce.djvu|Gawędy o literaturze i sztuce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|350
|
|2020-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6747.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|322
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:J. I. Kraszewski - Obrazy z życia i podróży T.I.djvu|Obrazy z życia i podróży T.I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|228
|
|2020-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6943.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|188
|-
|[[Indeks:J. I. Kraszewski - Obrazy z życia i podróży T.II.djvu|Obrazy z życia i podróży T.II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|216
|
|2020-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">598.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|581
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.X.djvu|Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.X]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|328
|
|2020-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6708.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|314
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.XI.djvu|Wybór pism J. I. Kraszewskiego T.XI]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|392
|
|2020-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6701.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|374
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:J. I. Kraszewski - Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku|Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:26%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|921
|
|2020-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">4441.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1504
|-
|[[Indeks:J. I. Kraszewski - Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy.djvu|Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|506
|
|2020-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">53.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1477
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:J. I. Kraszewski - Nowe studja literackie T.I.djvu|Nowe studja literackie T.I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|208
|
|2020-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6839.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|183
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Skrypt Fleminga|Skrypt Fleminga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|372
|
|2020-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6722.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|355
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Okruszyny|Okruszyny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|496
|
|2020-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6745.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|453
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Trapezologjon.djvu|Trapezologjon]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|132
|
|2020-10-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6695.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|116
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Staropolska miłość.djvu|Staropolska miłość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|210
|
|2020-10-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6800.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|192
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pułkownikówna (Kraszewski)|Pułkownikówna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|352
|
|2020-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6716.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|329
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Na Polesiu|Na Polesiu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|440
|
|2020-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6713.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|424
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Czarna godzina.djvu|Czarna godzina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|421
|
|2021-02-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6724.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|398
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Złoty Jasieńko.djvu|Złoty Jasieńko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|360
|
|2021-02-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6695.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|347
|-
|[[Indeks:PL Kraszewski - Ikonotheka.djvu|Ikonotheka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|100
|
|2021-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">266.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|292
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Psiawiara.djvu|Psiawiara]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|90
|
|2021-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|90
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Nera|Nera]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|421
|
|2021-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6762.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|373
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Banita 1843.djvu|Banita powieść z 1843]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|77
|
|2021-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|77
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Przybłęda.djvu|Przybłęda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|63
|
|2021-03-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|63
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Wysokie progi|Wysokie progi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|113
|
|2021-03-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6696.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|112
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Listy do nieznajomego|Listy do nieznajomego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|67
|
|2021-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6716.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|66
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski W sprawie szkół ludowych na Szlązku kilka uwag dla nauczycieli.djvu|W sprawie szkół ludowych na Szlązku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|42
|
|2021-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6785.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|27
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Wieki katakombowe|Wieki katakombowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|127
|
|2021-06-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6692.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|126
|-
|[[Indeks:PL JI Kraszewski Listy ze wsi|Listy ze wsi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|109
|
|2021-07-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">214.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|320
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Pamiętnik Mroczka.pdf|Pamiętnik Mroczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|182
|
|2021-08-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6744.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|168
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - W mętnéj wodzie.djvu|W mętnéj wodzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|344
|
|2021-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6686.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|334
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Stańczykowa kronika od roku 1503 do 1508.djvu|Stańczykowa kronika od roku 1503 do 1508]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|82
|
|2021-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6800.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|72
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lublana (Kraszewski)|Lublana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|406
|
|2021-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6735.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|378
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sto djabłów (Kraszewski)|Sto djabłów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:89% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|712
|
|2021-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6700.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|693
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Morituri.djvu|Morituri]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|450
|
|2021-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6735.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|426
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Powieść składana.djvu|Powieść składana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|192
|
|2021-09-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6703.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|180
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Żyd obrazy współczesne (Kraszewski)|Żyd: obrazy współczesne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|920
|
|2021-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6689.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|877
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Kochajmy się.djvu|Kochajmy się]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|296
|
|2021-10-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">6701.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|282
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Resurrecturi.djvu|Resurrecturi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|381
|
|2021-10-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6720.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|363
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mogilna (Kraszewski)|Mogilna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|270
|
|2022-04-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6729.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|259
|-
|[[Indeks:Kraszewski Listy z zakątka|Listy z zakątka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:96% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|763
|
|2022-06-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">26.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2283
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Ewunia.djvu|Ewunia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|408
|
|2022-09-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6732.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|398
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Zagadki.djvu|Zagadki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|1078
|
|2022-09-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6669.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1038
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Listy z zakątka włoskiego|Listy z zakątka włoskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|77
|
|2022-10-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">7099.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|67
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Z Florencyi|Z Florencyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|29
|
|2022-10-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6781.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Śniehotowie|Śniehotowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|62
|
|2022-11-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|62
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Listy z zagranicy|Listy z zagranicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|58
|
|2022-12-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6724.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|57
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Sieroce dole.pdf|Sieroce dole]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|477
|
|2022-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6759.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|452
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Echa z Niemiec|Echa z Niemiec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:12%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|52
|
|2023-01-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">7051.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|46
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Dzieci wieku.djvu|Dzieci wieku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|480
|
|2023-01-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6724.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|450
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Ciche wody.djvu|Ciche wody]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|606
|
|2023-01-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">6795.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|574
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Metamorfozy.djvu|Metamorfozy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|436
|
|2023-01-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6690.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|417
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Para czerwona.djvu|Para czerwona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|478
|
|2023-02-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6717.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|449
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Złoto i błoto.djvu|Złoto i błoto]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|564
|
|2023-02-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6703.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|543
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wędrówki literackie, fantastyczne i historyczne|Wędrówki literackie, fantastyczne i historyczne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:82% !important"><tr><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|654
|
|2023-02-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|629
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Listy Świt|Listy (Świt)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|46
|
|2023-03-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6811.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|44
|-
|[[Indeks:Kronika (Strzecha)|Kronika]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|90
|
|2023-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">148.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|266
|-
|[[Indeks:Listy z Drezna, Wenecyi i Wiednia|Listy z Drezna, Wenecyi i Wiednia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|161
|
|2023-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|480
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Od kolébki do mogiły.djvu|Od kolébki do mogiły]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|528
|
|2023-06-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6706.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|500
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Na tułactwie.djvu|Na tułactwie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|556
|
|2023-08-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6697.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|540
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Dziś i lat temu trzysta.djvu|Dziś i lat temu trzysta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|304
|
|2023-08-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|291
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Zygzaki.djvu|Zygzaki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|324
|
|2023-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6729.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|310
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Dwa Bogi, dwie drogi.djvu|Dwa Bogi, dwie drogi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|420
|
|2023-09-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6715.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|400
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wielki nieznajomy|Wielki nieznajomy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|205
|
|2023-09-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|205
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lalki|Lalki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|122
|
|2023-10-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6693.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|121
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Miljon posagu.djvu|Miljon posagu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|274
|
|2023-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6758.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|246
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bratanki (Kraszewski)|Bratanki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|464
|
|2023-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6711.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|439
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Pamiętnik panicza.djvu|Pamiętnik panicza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|266
|
|2023-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6679.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|254
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Cztery wesela.pdf|Cztéry wesela]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|436
|
|2023-12-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6887.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|353
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Noce bezsenne.djvu|Noce bezsenne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|178
|
|2024-01-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6779.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|172
|-
|[[Indeks:Omnibus-Kraszewski|Omnibus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:15%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td><td class="pqn" style="width:65%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|384
|
|2024-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">997.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|875
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL JI Kraszewski Projekt encyklopedyi starożytności polskich.djvu|Projekt encyklopedyi starożytności polskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:24%"></td><td class="pq1" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|50
|
|2024-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">4500.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|66
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Akta Babińskie|Akta Babińskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:70%"></td><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|228
|
|2024-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">9444.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|32
|-
|[[Indeks:PL JI Kraszewski System Trentowskiego.djvu|System Trentowskiego treścią i rozbiorem analityki loicznéj okazany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|264
|
|2024-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|762
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Typy i charaktery.pdf|Typy i charaktery]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|164
|
|2024-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6729.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|157
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - U babuni.pdf|U babuni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|368
|
|2024-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6685.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|354
|-
|[[Indeks:PL JI Kraszewski Litwa.djvu|Litwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|994
|
|2025-01-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">10.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2946
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Cet czy licho (Kraszewski)|Cet czy licho]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:59% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|472
|
|2025-01-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6710.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|446
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Kawał literata.pdf|Kawał literata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|286
|
|2025-01-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6751.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|268
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Na wschodzie.pdf|Na wschodzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|244
|
|2025-03-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6740.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|221
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Syrokomla (Ludwik Kondratowicz) (Kraszewski, 1863).pdf|Władysław Syrokomla]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|238
|
|2025-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6695.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|227
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Kraszewski - Sama jedna.pdf|Sama jedna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Kraszewski|Józef Ignacy Kraszewski]]
|style="text-align:right"|440
|
|2025-05-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6729.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|415
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Selma Lagerlöf - Maja Liza.djvu|Maja Liza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Selma Lagerlöf|Selma Lagerlöf]]
|style="text-align:right"|302
|
|2018-09-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3367.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|585
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Selma Lagerlöf - Królowe Kungachelli.pdf|Królowe Kungachelli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Selma Lagerlöf|Selma Lagerlöf]]
|style="text-align:right"|120
|
|2018-10-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3639.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|208
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Selma Lagerlöf - Legendy Chrystusowe.djvu|Legendy Chrystusowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Selma Lagerlöf|Selma Lagerlöf]]
|style="text-align:right"|220
|
|2018-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">4236.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|370
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Selma Lagerlöf - Tętniące serce.djvu|Tętniące serce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Selma Lagerlöf|Selma Lagerlöf]]
|style="text-align:right"|264
|
|2018-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3564.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|502
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gösta Berling (tłum. Mirandola).djvu|Gösta Berling, tłum. Mirandola]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Selma Lagerlöf|Selma Lagerlöf]]
|style="text-align:right"|368
|
|2018-12-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3462.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|706
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Selma Lagerlöf - Jerozolima|Jerozolima]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:92% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Selma Lagerlöf|Selma Lagerlöf]]
|style="text-align:right"|732
|
|2020-04-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3370.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1422
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Idealisci (Lam)|Idealiści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:36%"></td><td class="pq3" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lam|Jan Lam]]
|style="text-align:right"|351
|
|2015-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">7883.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|221
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wielki świat Capowic - Koroniarz w Galicyi.djvu|Wielki świat Capowic - Koroniarz w Galicyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:36%"></td><td class="pq1" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lam|Jan Lam]]
|style="text-align:right"|357
|
|2015-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4759.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|555
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rozmaitości i powiastki Jana Lama|Rozmaitości i powiastki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lam|Jan Lam]]
|style="text-align:right"|241
|
|2015-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4138.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|422
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jana Lama Kroniki lwowskie.djvu|Kroniki lwowskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:42%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lam|Jan Lam]]
|style="text-align:right"|324
|
|2016-01-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">4968.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|480
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Lam - Dziwne karyery.djvu|Dziwne karyery]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lam|Jan Lam]]
|style="text-align:right"|268
|
|2016-01-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3397.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|511
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Lam - Głowy do pozłoty|Głowy do pozłoty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lam|Jan Lam]]
|style="text-align:right"|510
|
|2016-01-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3442.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|958
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Leblanc - Zwierzenia Arsena Lupina.djvu|Zwierzenia Arsena Lupina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|182
|
|2018-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3740.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|323
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leblanc - Złoty trójkąt.djvu|Złoty trójkąt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|213
|
|2019-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6745.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|207
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:M.Leblanc - Kryształowy korek.djvu|Kryształowy korek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|212
|
|2019-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3428.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|414
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:M.Leblanc - Wydrążona igła.djvu|Wydrążona igła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|268
|
|2019-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6705.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|257
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leblanc - Straszliwe zdarzenie.djvu|Straszliwe zdarzenie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|184
|
|2019-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">4692.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|285
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leblanc - Czerwone koło.djvu|Czerwone koło]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|266
|
|2019-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6718.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|254
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leblanc - Zęby tygrysa (1926).djvu|Zęby tygrysa (1926)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|374
|
|2019-07-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3482.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|700
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Maurycy Leblanc - Odłamek pocisku.djvu|Odłamek pocisku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|208
|
|2022-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|414
|-
|[[Indeks:PL Maurycy Leblanc - Zbrodnia w zamku.pdf|Zbrodnia w zamku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|134
|
|2022-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|384
|-
|[[Indeks:PL Maurycy Leblanc - Troje oczu.pdf|Troje oczu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|228
|
|2022-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3243.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|452
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Maurice Leblanc - Eliksir zmartwychwstania.pdf|Eliksir zmartwychwstania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|218
|
|2022-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3349.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|415
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL M. Leblanc - Córka Józefa Balsamo hrabina Cagliostro (1926)|Córka Józefa Balsamo hrabina Cagliostro (1929)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|336
|
|2022-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3397.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|618
|-
|[[Indeks:PL Maurice Leblanc - Córka Józefa Balsamo hrabina Cagliostro (1929)|Córka Józefa Balsamo hrabina Cagliostro (1926)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Leblanc|Maurice Leblanc]]
|style="text-align:right"|392
|
|2022-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1158
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Państwo i rewolucja (Lenin)|Państwo i rewolucja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:32%"></td><td class="pq1" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|156
|
|2014-01-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">5011.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|214
|-
|[[Indeks:Lenin - Imperjalizm jako najnowszy etap.djvu|Imperjalizm jako najnowszy etap w rozwoju kapitalizmu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|128
|
|2016-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">277.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|350
|-
|[[Indeks:Lenin - O związkach zawodowych.djvu|O związkach zawodowych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|146
|
|2018-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">163.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|422
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lenin - O sprawie narodowościowej.djvu|O sprawie narodowościowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|72
|
|2018-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|138
|-
|[[Indeks:Lenin - O kwestji narodowościowej Cz. 1.djvu|O kwestji narodowościowej Cz. 1.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|152
|
|2018-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">133.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|444
|-
|[[Indeks:Lenin - Sprawa zbrojna proletarjatu.djvu|Sprawa zbrojna proletarjatu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|84
|
|2018-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">80.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|247
|-
|[[Indeks:Lenin - Wojna wojnie!.djvu|Wojna wojnie!]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|88
|
|2018-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">881.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|238
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lenin - O religii i kościele.djvu|O religii i kościele]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|80
|
|2018-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3376.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|155
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lenin - Co robić? (1933).pdf|Co robić?]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władimir Iljicz Uljanow|Włodzimierz Lenin]]
|style="text-align:right"|177
|
|2024-09-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3392.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|333
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Encyklika Rerum Novarum.pdf|Encyklika „Rerum Novarum“]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-05-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|125
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika o Przenajświętszym Sakramencie.pdf|Encyklika o Przenajświętszym Sakramencie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|34
|
|2025-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3888.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|55
|-
|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika Providentissmus Deus.pdf|Encyklika Providentissmus Deus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:17%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:74%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|58
|
|2025-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">802.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|149
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika o pochodzeniu władzy państwowej.pdf|Encyklika o pochodzeniu władzy państwowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|28
|
|2025-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|45
|-
|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika o chrześcijańskim ustroju państw.pdf|Encyklika o chrześcijańskim ustroju państw]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|62
|
|2025-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|174
|-
|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika o małżeństwie chrześcijańskiem.pdf|Encyklika o małżeństwie chrześcijańskiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|32
|
|2025-05-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|90
|-
|[[Indeks:Leon XIII - List pasterski o masonerji.pdf|O masonerji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|48
|
|2025-05-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|129
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika do biskupów polskich.pdf|Encyklika do biskupów polskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:42%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-05-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">4047.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|25
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika do biskupów polskich (wyd. Miłkowski).pdf|Encyklika do biskupów polskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:26%"></td><td class="pq0" style="width:53%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|34
|
|2025-05-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">4791.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|25
|-
|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika o demokracyi chrześcijańskiej (Warszawa).pdf|Encyklika o demokracyi chrześcijańskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq0" style="width:50%"></td><td class="pqn" style="width:50%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|50
|
|2025-05-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|75
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leon XIII - Encyklika o demokracyi chrześcijańskiej (Lwów).pdf|Encyklika o demokracyi chrześcijańskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon XIII|Leon XIII]]
|style="text-align:right"|24
|
|2025-05-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3623.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|44
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Leroux - Upiór opery.djvu|Upiór opery]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gaston Leroux|Gaston Leroux]]
|style="text-align:right"|302
|
|2019-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3424.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|576
|-
|[[Indeks:PL Leroux - Perfumy czarnej damy.djvu|Perfumy czarnej damy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gaston Leroux|Gaston Leroux]]
|style="text-align:right"|338
|
|2019-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|981
|-
|[[Indeks:PL Leroux - Mister Flow.pdf|Mister Flow]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gaston Leroux|Gaston Leroux]]
|style="text-align:right"|242
|
|2019-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">159.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|679
|-
|[[Indeks:PL Leroux - Małżonka słońca.pdf|Małżonka słońca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gaston Leroux|Gaston Leroux]]
|style="text-align:right"|178
|
|2019-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|510
|-
|[[Indeks:PL Leroux - Pan Rouletabille u cara.pdf|Pan Rouletabille u cara]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gaston Leroux|Gaston Leroux]]
|style="text-align:right"|272
|
|2019-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|783
|-
|[[Indeks:PL Leroux - Dziwne przygody miłosne Rouletabilla.pdf|Dziwne przygody miłosne Rouletabilla]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:48%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gaston Leroux|Gaston Leroux]]
|style="text-align:right"|288
|
|2019-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">2078.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|663
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - Danusia i Chińczycy.pdf|Danusia i Chińczycy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:22%"></td><td class="pq3" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|124
|
|2025-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">7523.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|78
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - Boże drzewko.pdf|Boże drzewko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:34%"></td><td class="pq3" style="width:55%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|108
|
|2025-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">7766.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|67
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - Życie jak bajka.pdf|Życie jak bajka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|120
|
|2025-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">7391.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|72
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - Wieczory wigilijne.pdf|Wieczory wigilijne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|120
|
|2025-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6815.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|107
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - Wielki czarodziej Tomasz Alva Edison.pdf|Wielki czarodziej Tomasz Alva Edison]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:20%"></td><td class="pq3" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|116
|
|2025-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">7411.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|80
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - Oyuki sierota japońska.pdf|Oyuki sierota japońska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|188
|
|2025-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6925.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|166
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - W Jasnej Wsi.pdf|W Jasnej Wsi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|160
|
|2025-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|295
|-
|[[Indeks:Anna Lewicka - Wśród dzieci i młodzieży różnych ludów.pdf|Wśród dzieci i młodzieży różnych ludów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|162
|
|2025-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|486
|-
|[[Indeks:Anna Lewicka - O wynalazkach z przed lat tysięcy i najnowszej doby.pdf|O wynalazkach z przed lat tysięcy i najnowszej doby]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|168
|
|2025-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|504
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - Z naszych pól i lasów (1922).pdf|Z naszych pól i lasów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|308
|
|2025-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3344.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|595
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Lewicka - Wśród naszych łąk i borów (1930).pdf|Wśród naszych łąk i borów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Lewicka|Anna Lewicka]]
|style="text-align:right"|270
|
|2025-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3384.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|514
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski Bolesław - Socyjalizm jako konieczny objaw dziejowego rozwoju|Socyjalizm jako konieczny objaw dziejowego rozwoju]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|116
|
|2019-09-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|203
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bolesław Limanowski - Komuniści.djvu|Komuniści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:22%"></td><td class="pq1" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|186
|
|2019-09-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">4195.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|303
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski Bolesław - Rozwój polskiej myśli socjalistycznej|Rozwój polskiej myśli socjalistycznej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:36%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|44
|
|2020-01-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">4404.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|47
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski Bolesław - Historia ruchu społecznego w XIX stuleciu.pdf|Historia ruchu społecznego w XIX stuleciu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|503
|
|2020-11-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3353.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|999
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski - O kwestji robotniczej 1871.pdf|O kwestji robotniczej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|40
|
|2024-06-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|56
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski - Dzieje Inflant i Kurlandyi od r. 1385 do 1562 (Przegląd Europejski, R. 1, t. 1, wrzesień 1862).pdf|Dzieje Inflant i Kurlandyi od r. 1385 do 1562]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|20
|
|2024-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|40
|-
|[[Indeks:PL Limanowski - Stanisław Worcell życiorys.pdf|Stanisław Worcell]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|476
|
|2024-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">314.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1261
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski - Naród i państwo studyum socyologiczne.pdf|Naród i Państwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|116
|
|2024-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3495.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|201
|-
|[[Indeks:PL Limanowski - Stuletnia walka narodu o niepodległość 1906.pdf|Stuletnia walka narodu o niepodległość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|480
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">63.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1398
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski - Polityczna a społeczna rewolucja 1883.pdf|Polityczna a społeczna rewolucja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:29%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|28
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3500.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|39
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski - Patryjotyzm i socyjalizm 1881.pdf|Patryjotyzm i Socyjalizm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|32
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|64
|-
|[[Indeks:PL Limanowski - Socjologja cz. 1 1921.pdf|Socjologja cz. I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|326
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">73.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|941
|-
|[[Indeks:PL Limanowski - Socjologja cz. 2 1919.pdf|Socjologja cz. II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|164
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">189.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|465
|-
|[[Indeks:PL Limanowski - Historja ruchu społecznego w drugiej połowie XVIII 1888.pdf|Historja ruchu społecznego w drugiej połowie XVIII wieku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|450
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">30.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1316
|-
|[[Indeks:PL Limanowski - Plutarch Polski 1920.pdf|Plutarch polski: Hugo Kołłątaj, Tadeusz Kościuszko, Walerjan Łukasiński, Stanisław Staszic, Romuald Traugutt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|492
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">329.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1381
|-
|[[Indeks:PL Limanowski - Szermierze wolności 1911.pdf|Szermierze wolności]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:16%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:66%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|348
|
|2024-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">866.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|822
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Limanowski - Ferdynand Lassalle i jego polemiczno-agitacyjne pisma.pdf|Ferdynand Lassalle i jego polemiczno-agitacyjne pisma]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:31%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|32
|
|2024-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3484.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|43
|-
|[[Indeks:PL Limanowski - Historya demokracyi polskiej w epoce porozbiorowej 1901.pdf|Historya demokracyi polskiej w epoce porozbiorowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Limanowski|Bolesław Limanowski]]
|style="text-align:right"|506
|
|2024-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">278.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1429
|-
|[[Indeks:PL Maeterlinck - Wybór pism dramatycznych.djvu|Wybór pism dramatycznych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|324
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">194.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|909
|-
|[[Indeks:PL Maeterlinck - Zagrzebana świątynia.pdf|Zagrzebana świątynia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|266
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|774
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Maeterlinck - Piękno wewnętrzne.djvu|Piękno wewnętrzne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|152
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3429.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|274
|-
|[[Indeks:Maurycy Maeterlinck - Księżniczka Malena.djvu|Księżniczka Malena]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|172
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|507
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Maeterlinck - Monna Vanna.djvu|Monna Vanna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|104
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3498.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|197
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Maeterlinck - Joyzella.djvu|Joyzella]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|114
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3490.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|207
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Maeterlinck - Aglawena i Selizetta.djvu|Aglawena i Selizetta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|96
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">4214.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|151
|-
|[[Indeks:Maurycy Maeterlinck - Wielka tajemnica.djvu|Wielka tajemnica]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|300
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|825
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Maeterlinck - Życie pszczół.djvu|Życie pszczół (tłum. Mirandola)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|320
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6710.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|300
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Maeterlinck - Życie termitów.pdf|Życie termitów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurice Maeterlinck|Maurice Maeterlinck]]
|style="text-align:right"|220
|
|2025-02-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3880.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|347
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Radosne i smutne.djvu|Radosne i smutne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|208
|
|2017-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3573.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|374
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Rzeczy wesołe.djvu|Rzeczy wesołe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:26%"></td><td class="pq1" style="width:45%"></td><td class="pq0" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|192
|
|2017-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">4988.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|224
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Makuszyński - Perły i wieprze.djvu|Perły i wieprze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|252
|
|2017-08-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3504.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|456
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Makuszyński - Połów gwiazd.djvu|Połów gwiazd]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|296
|
|2017-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">7338.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|194
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dusze z papieru|Dusze z papieru]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|457
|
|2017-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3945.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|732
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Makuszyński - Straszliwe przygody.djvu|Straszliwe przygody (1922)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|204
|
|2017-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3570.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|353
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Fatalna szpilka (1925).djvu|Fatalna szpilka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|176
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3414.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|324
|-
|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Listy zebrane (1929).djvu|Listy zebrane]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|328
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">10.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|965
|-
|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Moje listy (1923).pdf|Moje listy (1923)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|139
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|411
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Piąte przez dziesiąte (1925).djvu|Piąte przez dziesiąte]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|184
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3472.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|329
|-
|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Pieśń o Ojczyźnie (1928).djvu|Pieśń o Ojczyźnie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|204
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|612
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Po mlecznej drodze (1920).djvu|Po mlecznej drodze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|314
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3322.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|619
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Romantyczne i dziwne opowieści (1925).djvu|Romantyczne i dziwne opowieści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|310
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|576
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Żywot pani i inne świecidełka (1929).djvu|Żywot pani i inne świecidełka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|330
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|586
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Straszliwe przygody (1914).djvu|Straszliwe przygody (1914)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|136
|
|2025-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|252
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Słońce w herbie|Słońce w herbie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|512
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3445.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|938
|-
|[[Indeks:Kornel Makuszynski - Moje listy (1928).pdf|Moje listy (1928)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|120
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|333
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Pieśń o Ojczyźnie (1924).pdf|Pieśń o Ojczyźnie (1924)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|210
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6716.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|199
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Zabawa w szczęście (1912).pdf|Zabawa w szczęście]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|272
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|512
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Wycinanki (1926).pdf|Wycinanki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|318
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6704.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|264
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Romantyczne historye (1911).pdf|Romantyczne historye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|216
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|396
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Piosenki żołnierskie (1928).pdf|Piosenki żołnierskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:31%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|164
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|113
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Ponure igraszki (1927).pdf|Ponure igraszki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|296
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3309.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|552
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - O duchach djabłach i kobietach (1927).pdf|O duchach djabłach i kobietach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|206
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|194
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Król Azis (1928).pdf|Król Azis (zbiór)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|128
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6611.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|122
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kornel Makuszyński - Bezgrzeszne lata (1928).pdf|Bezgrzeszne lata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Makuszyński|Kornel Makuszyński]]
|style="text-align:right"|258
|
|2025-09-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3402.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|475
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:January (Waleria Marrené)|January]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waleria Marrené|Waleria Marrené]]
|style="text-align:right"|335
|
|2011-04-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6768.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|316
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Waleria Marrené - Życie za życie.djvu|Życie za życie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waleria Marrené|Waleria Marrené]]
|style="text-align:right"|196
|na wikisource również inne wydanie
|2019-11-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6717.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|192
|-
|[[Indeks:PL Morzkowska Zycie za zycie.djvu|Życie za życie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waleria Marrené|Waleria Marrené]]
|style="text-align:right"|95
|uwaga na wikisource również inne wydanie
|2019-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|285
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Waleria Marrené - Wakacye w Warszawie.djvu|Wakacye w Warszawie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waleria Marrené|Waleria Marrené]]
|style="text-align:right"|172
|
|2019-11-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3394.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|325
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Marrene Dzieci szczescia.djvu|Dzieci szczęścia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waleria Marrené|Waleria Marrené]]
|style="text-align:right"|304
|
|2020-07-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6700.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|289
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Waleria Marrene Morzkowska Sewerka.djvu|Sewerka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waleria Marrené|Waleria Marrené]]
|style="text-align:right"|164
|
|2020-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6747.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|160
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walerya Marrené-Morzkowska - Cyganerya Warszawska.djvu|Cyganerya Warszawska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waleria Marrené|Waleria Marrené]]
|style="text-align:right"|161
|
|2021-07-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3396.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|313
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walerya Marrené - Przeciw prądowi|Przeciw prądowi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:95% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waleria Marrené|Waleria Marrené]]
|style="text-align:right"|754
|
|2021-07-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6698.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|729
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -14- Agencja matrymonialna.pdf|Lord Lister. Nr 14. Agencja matrymonialna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3958.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -16- Indyjski dywan.pdf|Lord Lister. Nr 16. Indyjski dywan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -17- Tajemnicza bomba.pdf|Lord Lister. Nr 17. Tajemnicza bomba]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -19- Sensacyjny zakład.pdf|Lord Lister. Nr 19. Sensacyjny zakład]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -21- Skradziony tygrys.pdf|Lord Lister. Nr 21. Skradziony tygrys]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -22- W szponach hazardu.pdf|Lord Lister. Nr 22. W szponach hazardu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -23- Tajemnica wojennego okrętu.pdf|Lord Lister. Nr 23. Tajemnica wojennego okrętu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -24- Oszustwo na biegunie.pdf|Lord Lister. Nr 24. Oszustwo na biegunie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -25- Tajemnica żelaznej kasy.pdf|Lord Lister. Nr 25. Tajemnica żelaznej kasy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -26- Skarb wielkiego Sziwy.pdf|Lord Lister. Nr 26. Skarb wielkiego Sziwy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -28- Indyjski pierścień.pdf|Lord Lister. Nr 28. Indyjski pierścień]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -29- Książę szulerów.pdf|Lord Lister. Nr 29. Książę szulerów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -31- W podziemiach Paryża.pdf|Lord Lister. Nr 31. W podziemiach Paryża]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -32- Klub jedwabnej wstęgi.pdf|Lord Lister. Nr 32. Klub jedwabnej wstęgi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -34- Podwodny skarbiec.pdf|Lord Lister. Nr 34. Podwodny skarbiec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -48- Przygoda w Marokko.pdf|Lord Lister. Nr 48. Przygoda w Marokko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -50- Upiorne Oko.pdf|Lord Lister. Nr 50. Upiorne Oko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -52- Detektyw i włamywacz.pdf|Lord Lister. Nr 52. Detektyw i włamywacz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -55- Kosztowny pojedynek.pdf|Lord Lister. Nr 55. Kosztowny pojedynek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -57- Sprzedana żona.pdf|Lord Lister. Nr 57. Sprzedana żona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -59- Papierośnica Nerona.pdf|Lord Lister. Nr 59. Papierośnica Nerona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -60- Chińska waza.pdf|Lord Lister. Nr 60. Chińska waza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -62- W szponach spekulantów.pdf|Lord Lister. Nr 62. W szponach spekulantów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -63- Tajny agent.pdf|Lord Lister. Nr 63. Tajny agent]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -64- Afera szpiegowska.pdf|Lord Lister. Nr 64. Afera szpiegowska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -65- Uwięziona księżniczka.pdf|Lord Lister. Nr 65. Uwięziona księżniczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -66- Walka o dziedzictwo.pdf|Lord Lister. Nr 66. Walka o dziedzictwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -67- Taniec duchów.pdf|Lord Lister. Nr 67. Taniec duchów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -68- Syn słońca.pdf|Lord Lister. Nr 68. Syn słońca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -69- Ponury dom.pdf|Lord Lister. Nr 69. Ponury dom]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -70- Dramat za kulisami.pdf|Lord Lister. Nr 70. Dramat za kulisami]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -72- Ząb za ząb.pdf|Lord Lister. Nr 72. Ząb za ząb]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -73- Zemsta włamywacza.pdf|Lord Lister. Nr 73. Zemsta włamywacza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -74- Skandal w pałacu.pdf|Lord Lister. Nr 74. Skandal w pałacu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -75- Herbaciane róże.pdf|Lord Lister. Nr 75. Herbaciane róże]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -76- Moloch.pdf|Lord Lister. Nr 76. Moloch]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -77- Syrena.pdf|Lord Lister. Nr 77. Syrena]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -78- Portret bajadery.pdf|Lord Lister. Nr 78. Portret bajadery]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -79- Książęcy jacht.pdf|Lord Lister. Nr 79. Książęcy jacht]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:29%"></td><td class="pq3" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">8125.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|9
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -80- Zatruty banknot.pdf|Lord Lister. Nr 80. Zatruty banknot]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -82- Elektryczny piec.pdf|Lord Lister. Nr 82. Elektryczny piec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -83- Spotkanie na moście.pdf|Lord Lister. Nr 83. Spotkanie na moście]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -84- Błękitne oczy.pdf|Lord Lister. Nr 84. Błękitne oczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:39%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|28
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3529.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|33
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -85- Skradzione skrzypce.pdf|Lord Lister. Nr 85. Skradzione skrzypce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -86- Tajemnicza choroba.pdf|Lord Lister. Nr 86. Tajemnicza choroba]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -87- Klejnoty amazonki.pdf|Lord Lister. Nr 87. Klejnoty amazonki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -88- Tajny dokument.pdf|Lord Lister. Nr 88. Tajny dokument]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -89- Tajemnicza dama.pdf|Lord Lister. Nr 89. Tajemnicza dama]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -90- W szponach wroga.pdf|Lord Lister. Nr 90. W szponach wroga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3958.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -92- Zatopiony skarb.pdf|Lord Lister. Nr 92. Zatopiony skarb]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3958.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -13- Złodziej okradziony.pdf|Lord Lister. Nr 13. Złodziej okradziony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:42%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">4791.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|25
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -15- Księżniczka dolarów.pdf|Lord Lister. Nr 15. Księżniczka dolarów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -18- Eliksir młodości.pdf|Lord Lister. Nr 18. Eliksir młodości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -27- Przeklęty talizman.pdf|Lord Lister. Nr 27. Przeklęty talizman]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -30- Diamentowy naszyjnik.pdf|Lord Lister. Nr 30. Diamentowy naszyjnik]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -33- Klub milionerów.pdf|Lord Lister. Nr 33. Klub milionerów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -35- Krzywdziciel sierot.pdf|Lord Lister. Nr 35. Krzywdziciel sierot]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -36- Zatruta koperta.pdf|Lord Lister. Nr 36. Zatruta koperta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -37- Niebezpieczna uwodzicielka.pdf|Lord Lister. Nr 37. Niebezpieczna uwodzicielka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -47- Obrońca pokrzywdzonych.pdf|Lord Lister. Nr 47. Obrońca pokrzywdzonych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -49- Kradzież w hotelu.pdf|Lord Lister. Nr 49. Kradzież w hotelu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -51- Tajemnicza wyprawa.pdf|Lord Lister. Nr 51. Tajemnicza wyprawa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -53- Niezwykły koncert.pdf|Lord Lister. Nr 53. Niezwykły koncert]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -54- Złoty klucz.pdf|Lord Lister. Nr 54. Złoty klucz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -56- Bracia szatana.pdf|Lord Lister. Nr 56. Bracia szatana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -58- Cudowny automat.pdf|Lord Lister. Nr 58. Cudowny automat]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -61- Sekret piękności.pdf|Lord Lister. Nr 61. Sekret piękności]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -71- Trzy zakłady.pdf|Lord Lister. Nr 71. Trzy zakłady]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -81- Porwany Pasza.pdf|Lord Lister. Nr 81. Porwany Pasza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -91- Skradzione perły.pdf|Lord Lister. Nr 91. Skradzione perły]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3958.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -38- Oszust w opałach.pdf|Lord Lister. Nr 38. Oszust w opałach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -39- Kradzież w muzeum.pdf|Lord Lister. Nr 39. Kradzież w muzeum]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -40- Zgubiony szal.pdf|Lord Lister. Nr 40. Zgubiony szal]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -41- Czarna ręka.pdf|Lord Lister. Nr 41. Czarna ręka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -42- Odzyskane dziedzictwo.pdf|Lord Lister. Nr 42. Odzyskane dziedzictwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -43- Rycerze cnoty.pdf|Lord Lister. Nr 43. Rycerze cnoty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -44- Fałszywy bankier.pdf|Lord Lister. Nr 44. Fałszywy bankier]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -46- Kontrabanda broni.pdf|Lord Lister. Nr 46. Kontrabanda broni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -45- Zemsta włamywacza.djvu|Lord Lister. Nr 45. Zemsta włamywacza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|16
|
|2020-03-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -94- Dwaj rywale.djvu|Lord Lister. Nr 94. Dwaj rywale]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|16
|
|2020-03-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">6875.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|15
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lord Lister -20- Miasto Wiecznej Nocy.pdf|Lord Lister. Nr 20. Miasto Wiecznej Nocy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:58%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kurt Matull|Kurt Matull]], [[Autor:Matthias Blank|Matthias Blank]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-06-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Oryla Michała Haliniaka wspomnienia z podróży Wisłą do Gdańska.djvu|Oryla Michała Haliniaka wspomnienia z podróży Wisłą do Gdańska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:14%"></td><td class="pq3" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:32%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|28
|
|2022-12-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">7368.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|15
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Z życia cyganów.djvu|Z życia cyganów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|26
|
|2022-12-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6933.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|23
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Świat i przyroda w wyobraźni chłopa.djvu|Świat i przyroda w wyobraźni chłopa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|36
|
|2022-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3580.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|52
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Z pod Sandomierza.djvu|Z pod Sandomierza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|36
|
|2022-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3666.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|57
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Dramat gminny polski.djvu|Dramat gminny polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|19
|
|2022-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3684.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|36
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Z za krakowskich rogatek.djvu|Z za krakowskich rogatek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|32
|
|2022-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|64
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Rabsice dawnej puszczy sandomierskiej.djvu|Rabsice dawnej puszczy sandomierskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|40
|
|2022-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3548.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|60
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Zapust - Popielec - Wielka Noc.djvu|Zapust - Popielec - Wielka Noc]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:56%"></td><td class="pq0" style="width:35%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|34
|
|2022-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3787.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|41
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Nowy Rok u ludu.djvu|Nowy Rok u ludu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|11
|
|2022-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|22
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Nasze sioło.djvu|Nasze sioło]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|64
|
|2022-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3653.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|99
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Słowniczek gwary ludu zamieszkującego wschodnio-południową najbliższą okolicę Nowego Sącza.djvu|Słowniczek gwary ludu zamieszkującego wschodnio-południową najbliższą okolicę Nowego Sącza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:31%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|26
|
|2022-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4074.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Z ust ludu.djvu|Z ust ludu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:37%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|30
|
|2022-12-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3508.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|37
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Wesele stalowskie.djvu|Wesele stalowskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:29%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|38
|
|2023-01-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">4074.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|48
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Kilka szczegółów z historyi naturalnej ludowej.djvu|Kilka szczegółów z historyi naturalnej ludowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|14
|
|2023-01-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Przezwiska ludowe.djvu|Przezwiska ludowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|99
|
|2023-01-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|196
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Ludowe nazwy miejscowe w powiecie Brzeskim w Galicyi.djvu|Ludowe nazwy miejscowe w powiecie Brzeskim w Galicyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|84
|
|2023-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|168
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Mátyás - Z poza rogatek krakowskich.djvu|Z poza rogatek krakowskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Mátyás|Karol Mátyás]]
|style="text-align:right"|14
|
|2023-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Skarb w Srebrnem Jeziorze (May)|Skarb w Srebrnem Jeziorze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|598
|
|2014-09-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6813.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|544
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Old Surehand (May)|Old Surehand]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|1612
|
|2015-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6801.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1445
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Król naftowy (May)|Król naftowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:93% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|742
|
|2015-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6806.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|663
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Rapir i tomahawk.djvu|Rapir i tomahawk]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|164
|
|2015-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|157
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Pantera Południa.djvu|Pantera Południa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|200
|
|2016-05-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6683.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|192
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Hadżi Halef Omar.djvu|Hadżi Halef Omar]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|142
|
|2016-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6744.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|126
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - W krainie Taru.djvu|W krainie Taru]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|230
|
|2016-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6710.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|225
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Przez pustynię|Przez pustynię]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|496
|
|2016-09-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6806.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|458
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Marah Durimeh.djvu|Marah Durimeh]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|256
|
|2016-09-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3453.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|489
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Sillan III.djvu|Sillan III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|140
|
|2016-09-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6871.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|122
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Osman Pasza.djvu|Osman Pasza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|124
|
|2018-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6696.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|112
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - W sidłach Sefira.djvu|W sidłach Sefira]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|132
|
|2018-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6745.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|124
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - U Haddedihnów.djvu|U Haddedihnów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|136
|
|2018-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6824.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|121
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Dżafar Mirza I.djvu|Dżafar Mirza I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|152
|
|2018-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|138
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Dżafar Mirza II.djvu|Dżafar Mirza II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|164
|
|2018-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|160
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Pod Siutem.djvu|Pod Siutem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|140
|
|2018-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">7201.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|110
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Reïs Effendina.djvu|Reïs Effendina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|166
|
|2018-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6687.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|157
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Jaszczurka.djvu|Jaszczurka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|140
|
|2018-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|136
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Fakir el Fukara.djvu|Fakir el Fukara]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|132
|
|2018-10-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6798.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|121
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Ostatnia przeprawa.djvu|Ostatnia przeprawa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|322
|
|2018-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3396.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|630
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Czarny Mustang.djvu|Czarny Mustang]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|362
|
|2018-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6882.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|303
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kara Ben Nemzi (May)|Kara Ben Nemzi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq2" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|424
|
|2018-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6368.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|450
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Sąd Boży.djvu|Sąd Boży]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|294
|
|2018-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6678.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|281
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May Sąd Boży 1930.djvu|Sąd Boży]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|270
|
|2020-04-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6945.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|219
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Na dzikim zachodzie.djvu|Na dzikim zachodzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|260
|
|2018-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6679.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|251
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - W Kraju Mahdiego|W Kraju Mahdiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|1554
|
|2018-10-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3537.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2852
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL May - Matuzalem.djvu|Błękitno-purpurowy Matuzalem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|566
|
|2019-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6715.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|541
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Przez dziki Kurdystan|Przez dziki Kurdystan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|484
|
|2019-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6745.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|452
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - W Kordylierach.djvu|W Kordylierach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|524
|
|2019-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6786.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|483
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - W wąwozach Bałkanu.djvu|W wąwozach Bałkanu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|522
|
|2019-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6746.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|486
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Pomarańcze i daktyle.djvu|Pomarańcze i daktyle]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|590
|
|2019-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3466.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1082
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Przez kraj Skipetarów.djvu|Przez kraj Skipetarów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|510
|
|2019-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6756.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|471
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Szut.djvu|Szut]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|544
|
|2019-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6724.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|513
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Sapho & Carpio (Boże Narodzenie).djvu|Sapho & Carpio]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|524
|
|2019-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6777.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|496
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Kianglu czyli Chińscy rozbójnicy.djvu|Kianglu czyli Chińscy rozbójnicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|260
|
|2019-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6720.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|244
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Z Bagdadu do Stambułu.djvu|Z Bagdadu do Stambułu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|586
|
|2019-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6879.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|513
|-
|[[Indeks:PL May Karawana niewolników.djvu|Karawana niewolników]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:84%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|576
|
|2020-03-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">387.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1586
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL May Nad Rio de la Plata.djvu|Nad Rio de la Plata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|570
|
|2020-03-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6783.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|524
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tajemnica zamku Rodriganda|Tajemnica zamku Rodriganda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|2536
|
|2020-05-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6741.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2409
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Syn niedźwiednika|Syn niedźwiednika]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|461
|
|2020-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6795.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|422
|-
|[[Indeks:PL K May Przez dziki Kurdystan 1909.djvu|Przez dziki Kurdystan (1909)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|520
|
|2020-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1533
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Karol May Wśród dzikich plemion pustyni.djvu|Wśród dzikich plemion pustyni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol May|Karol May]]
|style="text-align:right"|188
|
|2024-10-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3368.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|372
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antychryst.djvu|Piotr i Aleksy, Antychryst]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dmitrij Mereżkowski|Dmitrij Mereżkowski]]
|style="text-align:right"|474
|
|2016-01-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3424.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|935
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:D. M. Mereżkowski - Dekabryści.djvu|Dekabryści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dmitrij Mereżkowski|Dmitrij Mereżkowski]]
|style="text-align:right"|404
|
|2016-01-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3566.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|774
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:D. M. Mereżkowski - Zmartwychwstanie Bogów.djvu|Zmartwychwstanie Bogów. Leonard da Vinci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dmitrij Mereżkowski|Dmitrij Mereżkowski]]
|style="text-align:right"|280
|
|2018-03-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6802.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|259
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:D. M. Mereżkowski - Julian Apostata.pdf|Julian Apostata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:30%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dmitrij Mereżkowski|Dmitrij Mereżkowski]]
|style="text-align:right"|408
|
|2018-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4532.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|666
|-
|[[Indeks:D. M. Mereżkowski - Napoleon.djvu|Napoleon]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dmitrij Mereżkowski|Dmitrij Mereżkowski]]
|style="text-align:right"|402
|
|2018-06-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">1014.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|957
|-
|[[Indeks:D. M. Mereżkowski - Aleksander I|Aleksander I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dmitrij Mereżkowski|Dmitrij Mereżkowski]]
|style="text-align:right"|815
|
|2018-07-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">94.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2416
|-
|[[Indeks:D. M. Mereżkowski - Piotr Wielki.djvu|Piotr i Aleksy, Piotr Wielki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dmitrij Mereżkowski|Dmitrij Mereżkowski]]
|style="text-align:right"|319
|
|2018-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">108.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|914
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezje Adama Mickiewicza (1929)|Poezje Adama Mickiewicza (1929)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:67% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|531
|
|2014-09-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3900.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|935
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pan Tadeusz (1921)|Pan Tadeusz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|460
|
|2015-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3670.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|826
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Adam Mickiewicz - Dziady część III.djvu|Dziady część III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|280
|
|2017-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3680.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|510
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Adam Mickiewicz - Konrad Wallenrod.djvu|Konrad Wallenrod]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|92
|
|2019-03-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4208.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|139
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mickiewicz - Wykłady o literaturze słowiańskiej (tłum. Feliks Wrotnowski) 1900 t. 1.pdf|Wykłady o literaturze słowiańskiej t. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|456
|
|2024-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3355.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|883
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mickiewicz - Wykłady o literaturze słowiańskiej (tłum. Feliks Wrotnowski) 1900 t. 2.pdf|Wykłady o literaturze słowiańskiej t. 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|300
|
|2024-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3344.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|587
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mickiewicz - Wykłady o literaturze słowiańskiej (tłum. Feliks Wrotnowski) 1900 t. 3.pdf|Wykłady o literaturze słowiańskiej t. 3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|288
|
|2024-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|550
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mickiewicz - Wykłady o literaturze słowiańskiej (tłum. Feliks Wrotnowski) 1900 t. 4.pdf|Wykłady o literaturze słowiańskiej t. 4]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:54%"></td><td class="pq1" style="width:41%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|248
|
|2024-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">1541.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|609
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mickiewicz - Wykłady o literaturze słowiańskiej (tłum. Feliks Wrotnowski) 1900 t. 5.pdf|Wykłady o literaturze słowiańskiej t. 5]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:93%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|220
|
|2024-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">157.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|623
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mickiewicz - Wykłady o literaturze słowiańskiej (tłum. Feliks Wrotnowski) 1900 t. 6.pdf|Wykłady o literaturze słowiańskiej t. 6]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:96%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|194
|
|2024-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">172.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|569
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mickiewicz - Wykłady o literaturze słowiańskiej (tłum. Feliks Wrotnowski) 1900 t. 7.pdf|Wykłady o literaturze słowiańskiej t. 7]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:94%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Mickiewicz|Adam Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|246
|
|2024-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">98.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|707
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Trędowata (Mniszek)|Trędowata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|456
|
|2014-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3595.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|832
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Powojenni (Mniszkówna)|Powojenni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|435
|
|2014-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">5425.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|597
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Gehenna|Gehenna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|556
|
|2017-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6739.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|539
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Prawa ludzi.djvu|Prawa ludzi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|154
|
|2017-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4102.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|230
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Królowa Gizella|Królowa Gizella]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|404
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3795.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|711
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Panicz.djvu|Panicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|296
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3486.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|553
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Pluton i Persefona.djvu|Pluton i Persefona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|194
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3718.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|326
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Verte|Verte]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|312
|
|2018-09-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6755.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|292
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Dziedzictwo.djvu|Dziedzictwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|368
|
|2018-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3380.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|707
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Pustelnik.djvu|Pustelnik]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|172
|
|2018-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3496.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|318
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Sfinks.djvu|Sfinks]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|296
|
|2018-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3392.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|563
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Helena Mniszek - Zaszumiały pióra.djvu|Zaszumiały pióra]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Mniszek|Helena Mniszek]]
|style="text-align:right"|196
|
|2018-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3892.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|317
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Skąpiec (Molier)|Skąpiec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Molier|Molier]]
|style="text-align:right"|136
|
|2015-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">4400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|210
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom I.djvu|Dzieła tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Molier|Molier]]<br>[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]] (tłum.)
|style="text-align:right"|358
|
|2015-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4210.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|601
|-
|[[Indeks:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom IV.djvu|Dzieła tom IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Molier|Molier]]<br>[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]] (tłum.)
|style="text-align:right"|372
|
|2015-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">138.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1065
|-
|[[Indeks:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom VI.djvu|Dzieła tom VI]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Molier|Molier]]<br>[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]] (tłum.)
|style="text-align:right"|480
|
|2015-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">107.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1377
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom II.djvu|Dzieła tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Molier|Molier]]<br>[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]] (tłum.)
|style="text-align:right"|416
|
|2018-12-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3458.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|783
|-
|[[Indeks:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom III.djvu|Dzieła tom III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Molier|Molier]]<br>[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]] (tłum.)
|style="text-align:right"|344
|
|2018-12-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">692.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|927
|-
|[[Indeks:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom V.djvu|Dzieła tom V]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Molier|Molier]]<br>[[Autor:Tadeusz Boy-Żeleński|Tadeusz Boy-Żeleński]] (tłum.)
|style="text-align:right"|352
|
|2018-12-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">98.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1010
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Molier - Świętoszek (tłum. Zalewski).djvu|Świętoszek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Molier|Molier]]
|style="text-align:right"|80
|
|2019-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|150
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL De Montepin - Róża i blanka.pdf|Róża i Blanka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:67% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|532
|
|2020-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6672.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|531
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL De Montepin - Zbrodnia porucznika.pdf|Rodzina de Presles]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|324
|
|2022-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|632
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL De Montepin - Potworna matka.pdf|Potworna matka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:90% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|716
|
|2022-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6671.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|704
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL De Montepin - Macocha.djvu|Macocha]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|522
|
|2022-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6752.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|490
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL De Montepin - Wierzyciele swatami.djvu|Wierzyciele swatami]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|211
|
|2022-03-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6683.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|201
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Dwie sieroty.djvu|Dwie sieroty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1080
|
|2022-03-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6607.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1089
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:X de Montépin Tajemnica grobowca.djvu|Tajemnica grobowca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq3" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|480
|
|2022-04-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|474
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Panna do towarzystwa.djvu|Panna do towarzystwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|228
|
|2022-04-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|448
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:X de Montépin Dziecię nieszczęścia.djvu|Dziecię nieszczęścia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|560
|
|2022-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6672.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|542
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Lekarz obłąkanych.djvu|Lekarz obłąkanych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:99% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|790
|
|2022-05-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6714.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|748
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jasnowidząca (Montépin)|Jasnowidząca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:97% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|774
|
|2022-05-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6692.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|756
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:X de Montépin Marta.djvu|Marta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|332
|
|2022-06-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|331
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Z dramatów małżeńskich.djvu|Z dramatów małżeńskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|142
|
|2022-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3380.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|282
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Tajemnica Tytana.djvu|Tajemnica Tytana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|630
|
|2022-08-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|608
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Kochanek Alicyi.djvu|Kochanek Alicyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|340
|
|2022-11-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6687.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|325
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dom tajemniczy|Dom tajemniczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1297
|
|2023-05-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6674.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1294
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Siostry bliźniaczki|Siostry bliźniaczki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|137
|
|2023-06-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6690.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|136
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Margrabina Castella|Margrabina Castella]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1173
|
|2023-06-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6669.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1172
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dramaty małżeńskie|Dramaty małżeńskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|836
|
|2023-06-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|836
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tragedje Paryża|Tragedje Paryża]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1420
|
|2023-07-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6669.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1349
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wielki los|Wielki los]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|863
|
|2023-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|863
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Zemsta za zemstę.djvu|Zemsta za zemstę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1572
|
|2024-02-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6673.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1454
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Podpalaczka.djvu|Podpalaczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1006
|
|2024-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6713.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|978
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Walka o miliony.djvu|Walka o miliony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1235
|
|2024-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6672.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1203
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Czerwony testament|Czerwony testament]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1598
|
|2024-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1598
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Marta (1898).djvu|Marta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|448
|
|2024-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6681.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|446
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL X de Montépin Bratobójca.djvu|Bratobójca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|451
|
|2024-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6681.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|448
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mąż za miljony|Mąż za miljony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|1073
|
|2024-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1073
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Margrabia d Espinchal|Margrabia d'Espinchal]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|281
|
|2024-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|281
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wielożeniec|Wielożeniec]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|336
|
|2025-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|336
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Córka Pajaca|Córka Pajaca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Xavier de Montépin|Xavier de Montépin]]
|style="text-align:right"|625
|
|2025-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|625
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Napierski - Drabina.pdf|Drabina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|172
|
|2020-01-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3436.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|319
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Napierski - Ziemia wolna.pdf|Ziemia wolna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|94
|
|2025-05-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">7196.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|74
|-
|[[Indeks:Stefan Napierski - Próby.pdf|Próby]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|150
|
|2025-05-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">396.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|412
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Napierski - Odjazd.pdf|Odjazd]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|88
|
|2025-05-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3539.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|157
|-
|[[Indeks:Stefan Napierski - Zapomniany polski modernista.pdf|Zapomniany polski modernista]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|66
|
|2025-05-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">218.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|179
|-
|[[Indeks:Stefan Napierski - Rozmowa z cieniem.pdf|Rozmowa z cieniem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|280
|
|2025-05-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">49.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|800
|-
|[[Indeks:Stefan Napierski - Cienie na wietrze.pdf|Cienie na wietrze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|146
|
|2025-05-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|408
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Napierski - List do przyjaciela.pdf|List do przyjaciela]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-05-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3564.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|139
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Napierski - List otwarty do M. J. Wielopolskiej.pdf|List otwarty do M. J. Wielopolskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|12
|
|2025-05-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">4000.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|18
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Napierski - Księżna Jurjewska.pdf|Księżna Jurjewska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Marek Eiger|Stefan Napierski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-05-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|126
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski - Wykaz zniesionych kościołów, kaplic i klasztorów w Krakowie.pdf|Wykaz zniesionych kościołów, kaplic i klasztorów w Krakowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|15
|
|2026-03-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jean-Joseph Huguet - Wstawienie się Ojca św. Piusa IX.pdf|Wstawienie się Ojca św. Piusa IX]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jean-Joseph Huguet|Jean-Joseph Huguet]], [[Autor:Józef Siekanowicz|Józef Siekanowicz]], [[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|52
|
|2025-11-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|78
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski - Modlitwy podczas Mszy św. żałobnej.pdf|Modlitwy podczas Mszy św. żałobnej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|64
|
|2025-11-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|110
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski - Zestawienie przedmiotów w dziełach Eustachego Heleniusza.pdf|Zestawienie przedmiotów w dziełach Eustachego Heleniusza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:21%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|28
|
|2025-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|44
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski-O cudownym obrazie Najśw. Maryi P. Ostrobramskiej w Wilnie wiadomość historyczna.pdf|O cudownym obrazie Najświętszej Maryi Panny Ostrobramskiej w Wilnie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:21%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-03-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3950.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|98
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski - Cudowne obrazy Przebłogosławionej Matki Bożej w Wilnie.pdf|Cudowne obrazy Przebłogosławionej Matki Bożej w Wilnie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|51
|
|2024-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|86
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski-Wianeczek z kwiatków majowych uwity na cześć i chwałę Przenajśw. Matce Bożej Królowej Korony Polskiej.pdf|Wianeczek z kwiatków majowych uwity na cześć i chwałę Przenajświętszej Matce Bożej Królowej Korony Polskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|182
|
|2024-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3412.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|334
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski-Wiadomość historyczna o cudownym obrazie Matki Bożej w Rokitnie w Wielkopolsce.pdf|Wiadomość historyczna o cudownym obrazie Matki Bożej w Rokitnie w Wielkopolsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:34%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|35
|
|2024-10-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3913.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|42
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski-O cudownym obrazie Najświętszej Maryi Panny Berdyczowskiej.djvu|O cudownym obrazie Najświętszej Maryi Panny Berdyczowskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|41
|
|2024-10-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3809.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|65
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski-O cudownym obrazie Matki Bożej w kościele oo. karmelitów w Białyniczach.pdf|O cudownym obrazie Matki Bożej w kościele OO. Karmelitów w Białyniczach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|77
|
|2024-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3864.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|127
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski-Uduszenie cara Pawła I.pdf|Uduszenie cara Pawła I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:23%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|30
|
|2024-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">5000.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|45
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski-Koronka kamedulska.pdf|Koronka kamedulska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michele Pini|Michele Pini]], [[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|24
|
|2024-02-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|48
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edward Nowakowski-Wspomnienie o duchowienstwie polskiem znajdujacem sie na wygnaniu w Syberyi w Tunce.pdf|Wspomnienie o duchowienstwie polskiem znajdujacem sie na wygnaniu w Syberyi w Tunce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Nowakowski|Edward Nowakowski]]
|style="text-align:right"|72
|
|2019-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6868.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|62
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nad Niemnem (wyd. 1899)|Nad Niemnem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|458
|
|2011-01-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3510.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|880
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bene nati (Orzeszkowa)|Bene nati]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|292
|
|2011-12-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3995.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|481
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Patryotyzm i kosmopolityzm|Patryotyzm i kosmopolityzm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|232
|
|2013-04-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3492.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|451
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Meir Ezofowicz (Eliza Orzeszkowa)|Meir Ezofowicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|306
|
|2013-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">4391.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|456
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ad astra Dwugłos (Orzeszkowa, Garbowski)|Ad astra]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Eliza Orzeszkowa; [[Autor:Tadeusz Garbowski|Juliusz Romski]]}}
|style="text-align:right"|334
|
|2013-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6798.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|316
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Melancholicy (Orzeszkowa)|Melancholicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|620
|
|2014-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6910.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|544
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Eliza Orzeszkowa - Mirtala.djvu|Mirtala]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|193
|
|2016-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">7093.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|150
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Eliza Orzeszkowa - Marta.djvu|Marta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:28%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|370
|
|2019-02-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4329.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|609
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Eliza Orzeszkowa - Gloria victis.djvu|Gloria victis]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|422
|
|2019-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6683.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|402
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zygmunt Sarnecki - Harde dusze.djvu|Harde dusze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Zygmunt Sarnecki; Eliza Orzeszkowa}}
|style="text-align:right"|160
|
|2019-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6688.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|150
|-
|[[Indeks:PL Orzeszkowa - Listy vol1.djvu|Listy Elizy Orzeszkowej: Tom I: Dwugłosy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|570
|
|2020-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">60.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1649
|-
|[[Indeks:PL Orzeszkowa - Listy vol2 part2.djvu|Listy Elizy Orzeszkowej: Tom II część II: Do literatów i ludzi nauki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|453
|
|2020-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">7.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1331
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Eliza Orzeszkowa - O powieściach T. T. Jeża.djvu|O powieściach T. T. Jeża]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eliza Orzeszkowa|Eliza Orzeszkowa]]
|style="text-align:right"|71
|
|2025-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|142
|-
|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Dzieje burzliwego okresu.djvu|Dzieje burzliwego okresu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|260
|
|2018-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">237.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|741
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. Antoni Ossendowski - Gasnące ognie.djvu|Gasnące ognie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|440
|
|2020-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6952.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|363
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ferdynand Antoni Ossendowski - Huragan.djvu|Huragan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq2" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|160
|
|2017-05-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6496.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|165
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Kruszenie kamienia.djvu|Kruszenie kamienia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|338
|
|2017-06-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3488.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|631
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Lisowczycy.djvu|Lisowczycy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|296
|
|2018-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3428.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|554
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ferdynand Antoni Ossendowski - Mocni ludzie.djvu|Mocni ludzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|182
|
|2017-05-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6740.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|176
|-
|[[Indeks:Ferdynand Antoni Ossendowski - Młode wino.djvu|Młode wino]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:12%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:82%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|438
|
|2018-12-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">483.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1182
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. Antoni Ossendowski - Na skrzyżowaniu dróg.djvu|Na skrzyżowaniu dróg]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:27%"></td><td class="pq3" style="width:56%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|178
|
|2016-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">7747.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|100
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu|Najwyższy lot]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|280
|
|2017-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3556.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|520
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Niewolnicy słońca|Niewolnicy Słońca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|579
|
|2016-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">4401.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|917
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antoni Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1924).djvu|Nieznanym szlakiem (1924)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|126
|
|2017-05-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3618.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|224
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Nieznanym szlakiem (1930).djvu|Nieznanym szlakiem (1930)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|216
|
|2017-05-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3449.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|395
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. Antoni Ossendowski - Ogień wykrzesany.djvu|Ogień wykrzesany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|352
|
|2018-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3677.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|643
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. Antoni Ossendowski - Pięć minut do północy.djvu|Pięć minut do północy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|300
|
|2016-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3390.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|577
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Płomienna północ.djvu|Płomienna północ]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|509
|
|2016-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6913.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|438
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antoni Ossendowski - Po szerokim świecie.djvu|Po szerokim świecie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|108
|
|2017-05-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6797.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|98
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu|Pod polską banderą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|301
|
|2017-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|590
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Pod sztandarami Sobieskiego.djvu|Pod sztandarami Sobieskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|156
|
|2018-01-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3982.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|269
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. Antoni Ossendowski - Polesie.djvu|Polesie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|209
|
|2018-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3853.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|378
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Skarb Wysp Andamańskich.djvu|Skarb Wysp Andamańskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|248
|
|2018-02-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3419.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|456
|-
|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Sokół pustyni.djvu|Sokół pustyni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|234
|
|2018-02-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">163.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|661
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szanchaj (Ossendowski)|Szanchaj]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:90% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|720
|
|2017-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">6348.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|781
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Tajemnica płonącego samolotu.djvu|Tajemnica płonącego samolotu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|248
|
|2017-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3709.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|451
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacek i jego pies.djvu|Wacek i jego pies]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|292
|
|2018-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3345.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|567
|-
|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Wańko z Lisowa.djvu|Wańko z Lisowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|346
|
|2018-06-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">120.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|984
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antoni Ossendowski - Za chińskim murem.djvu|Za chińskim murem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|270
|
|2017-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3540.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|498
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Zagończyk.djvu|Zagończyk]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|204
|
|2017-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3546.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|393
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. A. Ossendowski - Zbuntowane i zwyciężone.djvu|Zbuntowane i zwyciężone]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Ossendowski|Ferdynand Ossendowski]]
|style="text-align:right"|164
|
|2018-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3722.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|258
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Duch i krew kilka zarysów z życia towarzyskiego.pdf|Duch i krew]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|322
|
|2025-04-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3343.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|625
|-
|[[Indeks:Zupelny zbior pism Adama Pluga Serya 2 tomow szesc.pdf|Zupełny zbiór pism Adama Pługa Serya 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:21%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:76%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|344
|
|2025-04-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">746.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|930
|-
|[[Indeks:Zupelny zbior pism Adama Pluga Serya 1 tomow szesc.pdf|Zupełny zbiór pism Adama Pługa Serya 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:39%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|316
|
|2025-04-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">1991.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|728
|-
|[[Indeks:Duch i krew kilka zarysów z życia towarzyskiego. T.II.pdf|Duch i krew T. II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|304
|
|2025-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">11.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|896
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Syrokomla. Wspomnienie pośmiertne.pdf|Władysław Syrokomla. Wspomnienie pośmiertne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:27%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|44
|
|2025-05-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|64
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wigilia świętego Jana opowiadanie fantastyczne.pdf|Wigilia świętego Jana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|70
|
|2025-05-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|120
|-
|[[Indeks:Zagon rodzinny zbiór obrazków gawęd i fraszek rymowanych. T.I.pdf|Zagon rodzinny T. I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:49%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|294
|
|2025-05-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">1957.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|678
|-
|[[Indeks:Zagon rodzinny zbiór obrazków gawęd i fraszek rymowanych T.II.pdf|Zagon rodzinny T. II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|378
|
|2025-05-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">2750.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|796
|-
|[[Indeks:Zagon rodzinny zbiór obrazków gawęd i fraszek rymowanych. T. III.pdf|Zagon rodzinny T. III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|322
|
|2025-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|942
|-
|[[Indeks:Officyalista powieść. T. 1.pdf|Officyalista]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Pietkiewicz|Antoni Pietkiewicz]]
|style="text-align:right"|240
|
|2025-05-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|699
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Platon - Fileb.djvu|Fileb]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|154
|
|2018-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6761.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|137
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Platon - Protagoras; Eutyfron.pdf|Protagoras, Eutyfron]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|107
|
|2018-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6857.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|99
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Platon - Obrona Sokratesa.pdf|Obrona Sokratesa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:59%"></td><td class="pq1" style="width:27%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|86
|
|2018-05-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">5907.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|97
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Platona Apologia Sokratesa Kryton.pdf|Apologia Sokratesa, Kryton]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|72
|
|2018-06-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3602.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|119
|-
|[[Indeks:PL Platon - Dzieła Platona.pdf|Dzieła Platona (Kozłowski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:48%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|353
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">1701.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|839
|-
|[[Indeks:Dzieła Platona (Bronikowski)|Dzieła Platona (Bronikowski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|1222
|
|2018-12-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|3603
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Platon - Biesiada.djvu|Biesiada (tłum. Biela)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|69
|
|2018-06-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3913.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|126
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Platon - Biesiada Djalog o miłości.djvu|Biesiada (tłum. Okołów)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|115
|
|2018-08-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3391.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|228
|-
|[[Indeks:PL Platon - Laches, Apologia, Kryton.djvu|Laches, Apologia, Kryton]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|100
|
|2018-11-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">71.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|277
|-
|[[Indeks:PL Platon - Hippjasz mniejszy.pdf|Hippjasz Mniejszy, Hippjasz Większy, Ijon]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:31%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:65%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|186
|
|2019-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">1297.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|483
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Platon - Protagoras (1923).pdf|Protagoras]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|160
|
|2019-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6864.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|143
|-
|[[Indeks:PL Platon - Gorgjasz.djvu|Gorgjasz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pqn" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|224
|
|2019-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|672
|-
|[[Indeks:PL Platona Eutyfron; Obrona Sokratesa; Kriton.pdf|Eutyfron, Obrona Sokratesa, Kriton]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|208
|
|2019-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|576
|-
|[[Indeks:PL Platon - Fajdros.pdf|Fajdros]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:18%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:75%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|206
|
|2019-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">790.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|536
|-
|[[Indeks:PL Platon - Uczta (1921).djvu|Uczta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|190
|
|2019-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">36.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|550
|-
|[[Indeks:PL Platon - Fedon (tłum. Okołów).djvu|Fedon]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|118
|
|2019-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">117.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|335
|-
|[[Indeks:PL Platon - Gorgias (tłum. Siedlecki).pdf |Gorgias (tłum. Siedlecki)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Platon|Platon]]
|style="text-align:right"|140
|
|2019-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">102.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|386
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:W cieniu zakwitających dziewcząt (Proust)|W cieniu zakwitających dziewcząt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:63%"></td><td class="pq3" style="width:33%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|838
|
|2015-11-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">8861.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|276
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Strona Guermantes (Proust)|Strona Guermantes]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:57%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|568
|
|2015-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">5453.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|727
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Strona Guermantes część druga (Proust)|Strona Guermantes część druga<br />Sodoma i Gomora część pierwsza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:25%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|600
|
|2016-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">4304.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|962
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sodoma i Gomora część druga (Proust)|Sodoma i Gomora część druga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:39%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:56%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|850
|
|2016-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">4730.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1301
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Uwięziona (Proust)|Uwięziona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:83% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marcel Proust|Marcel Proust]]
|style="text-align:right"|664
|
|2016-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3453.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1251
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Komedyantka (Reymont)|Komedyantka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:41%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|442
|
|2014-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">4841.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|667
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Ostatni sejm Rzeczypospolitej.djvu|Rok 1794. Ostatni sejm Rzeczypospolitej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|474
|
|2016-12-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3382.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|937
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Nil desperandum.djvu|Rok 1794. Nil desperandum]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|492
|
|2017-02-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3368.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|955
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Stanisław Reymont - Rok 1794 - Insurekcja.djvu|Rok 1794. Insurekcja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|456
|
|2017-02-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3348.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|884
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Stanisław Reymont - Na zagonie.djvu|Na zagonie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|262
|
|2017-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3742.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|443
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Stanisław Reymont - Za frontem.djvu|Za frontem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|256
|
|2017-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3668.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|435
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Stanisław Reymont - Z ziemi chełmskiej.djvu|Z ziemi chełmskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|152
|
|2017-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3449.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|281
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Stanisław Reymont - Osądzona.djvu|Osądzona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|244
|
|2017-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3628.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|453
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Stanisław Reymont - Krosnowa i świat.djvu|Krosnowa i świat]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Stanisław Reymont|Władysław Stanisław Reymont]]
|style="text-align:right"|371
|
|2018-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|740
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Richebourg Dwie kołyski.djvu|Dwie kołyski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|560
|
|2024-12-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6678.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|548
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Richebourg Dwie matki.djvu|Dwie matki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:87% !important"><tr><td class="pq3" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|696
|
|2024-12-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|686
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu|Milion ojca Raclot]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|192
|
|2024-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|183
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Richebourg Przybrana córka.djvu|Przybrana córka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|340
|
|2024-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|308
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Richebourg Syn.djvu|Syn]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:88% !important"><tr><td class="pq3" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|704
|
|2024-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|694
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Richebourg Z letargu.djvu|Z letargu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|474
|
|2024-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6637.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|467
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL É Richebourg Dramaty w życiu.djvu|Dramaty w życiu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|1266
|
|2024-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6685.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1214
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Wilk|Jan Wilk]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|1303
|
|2025-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1303
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Piękna koronczarka|Piękna koronczarka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|570
|
|2025-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|570
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tajemnica przepaści|Tajemnica przepaści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|406
|
|2025-12-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|406
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zakwefiona dama|Zakwefiona dama]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|287
|
|2025-12-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|574
|-
|[[Indeks:Na Golgotę|Na Golgotę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Richebourg|Émile Richebourg]]
|style="text-align:right"|397
|
|2026-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">58.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1184
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Atma (Rodziewiczówna)|Atma]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:23%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|272
|
|2015-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4195.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|458
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Barbara Tryźnianka (Rodziewiczówna)|Barbara Tryźnianka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:23%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|354
|
|2015-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4166.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|602
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hrywda (Rodziewiczówna)|Hrywda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|390
|
|2015-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3465.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|741
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Lato leśnych ludzi (Rodziewiczówna)|Lato leśnych ludzi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|260
|
|2015-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4327.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|422
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dewajtis (Rodziewiczówna)|Dewajtis]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|231
|
|2015-03-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3703.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|425
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Kwiat lotosu.djvu|Kwiat lotosu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|265
|
|2015-11-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3398.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|503
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Czahary.djvu|Czahary]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|324
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3375.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|634
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Byli i będą.djvu|Byli i będą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|272
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3583.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|514
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Barcikowscy.djvu|Barcikowscy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|324
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3406.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|629
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Anima vilis.djvu|Anima vilis]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|260
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3508.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|481
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Błękitni.djvu|Błękitni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:38%"></td><td class="pq1" style="width:59%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|344
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4692.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|535
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Jerychonka.djvu|Jerychonka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|360
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|693
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Jaskółczym szlakiem.djvu|Jaskółczym szlakiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|262
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3462.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|506
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Czarny Bóg.djvu|Czarny Bóg]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|308
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3828.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|548
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Czarny chleb.djvu|Czarny chleb]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|288
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4014.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|501
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Klejnot.djvu|Klejnot]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:63%"></td><td class="pq1" style="width:34%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|484
|
|2018-01-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">5543.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|635
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Rupiecie.pdf|Rupiecie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|280
|
|2018-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">4316.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|416
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Nieoswojone Ptaki.djvu|Nieoswojone Ptaki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:58%"></td><td class="pq3" style="width:41%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|244
|
|2018-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">8630.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|99
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Światła.djvu|Światła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|248
|
|2018-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">6767.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|225
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Szary proch.djvu|Szary proch]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:65%"></td><td class="pq1" style="width:33%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|218
|
|2018-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">5596.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|284
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Ona.djvu|Ona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|236
|
|2018-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3464.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|447
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Na fali.djvu|Na fali]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|288
|
|2018-02-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3670.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|526
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Maria Rodziewiczówna - Ragnarök.djvu|Ragnarök]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|268
|
|2018-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6781.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|252
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Maria Rodziewiczówna - Pożary i zgliszcza.djvu|Pożary i zgliszcza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|372
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">5488.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|490
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Macierz.djvu|Macierz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|204
|
|2018-06-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3692.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|369
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Na wyżynach.djvu|Na wyżynach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|294
|
|2018-06-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3862.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|534
|-
|[[Indeks:Maria Rodziewiczówna - Lew w sieci.djvu|Lew w sieci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:24%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:61%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Rodziewiczówna|Maria Rodziewiczówna]]
|style="text-align:right"|364
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">1680.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|876
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Prawda o Sowietach (1937).pdf|Prawda o Sowietach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszak Alachnowicz|Franciszak Alachnowicz]]
|style="text-align:right"|178
|
|2023-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6706.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|166
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Edmund De Amicis - Marokko.djvu|Marokko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edmondo De Amicis|Edmondo De Amicis]]
|style="text-align:right"|504
|
|2016-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3441.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|972
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jerzy Andrzejewski - Miazga|Miazga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Andrzejewski|Jerzy Andrzejewski]]
|style="text-align:right"|358
|
|2016-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6791.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|333
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Arumugam książę indyjski.djvu|Arumugam książę indyjski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|92
|
|2016-08-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6777.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|87
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Historja proroków (1928).pdf|Historja Proroków]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|60
|
|2025-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3962.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|96
|-
|[[Indeks:Zabytek Dawnej Mowy Polskiej.djvu|Kazania gnieźnieńskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:31%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td><td class="pqn" style="width:45%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|108
|
|2015-12-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">1550.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|218
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Niedola Nibelungów.djvu|Niedola Nibelungów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|376
|
|2019-08-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3369.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|730
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Podróż Józefowej (1937).pdf|Podróż Józefowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|40
|
|2025-09-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3603.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|71
|-
|[[Indeks:Rozmyślanie o żywocie Pana Jezusa (wyd. Brückner, 1907).pdf|Rozmyślanie o żywocie Pana Jezusa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|500
|
|2024-12-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">178.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1429
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Witanie Na Pierwszy Wiazd Z Krolewca Do Kadłvbka Saskiego Wileńskiego Ixa Her N. Lvtermachra 1642.pdf|Witanie Na Pierwszy Wiazd Z Krolewca Do Kadłvbka Saskiego Wileńskiego Ixa Her N. Lvtermachra]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:50%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|16
|
|2024-12-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Astor - Podróż na Jowisza.djvu|Podróż na Jowisza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Jacob Astor|John Jacob Astor]]
|style="text-align:right"|190
|
|2020-07-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">7047.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|163
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wyznania świętego Augustyna.djvu|Wyznania świętego Augustyna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Augustyn z Hippony|Augustyn z Hippony]]
|style="text-align:right"|496
|
|2015-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3919.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|872
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Baczyński - Autografy utworów poetyckich (1939-1943).djvu|Autografy utworów poetyckich (1939-1943)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:36%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:44%"></td></tr></table>
|[[Autor:Krzysztof Kamil Baczyński|Krzysztof Kamil Baczyński]]
|style="text-align:right"|133
|
|2015-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6486.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|78
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Baka - Uwagi Rzeczy Ostatecznych Y Złosci Grzechowey.djvu|Uwagi Rzeczy Ostatecznych Y Złosci Grzechowey]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Baka|Józef Baka]]
|style="text-align:right"|68
|
|2017-03-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">4166.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|105
|-
|[[Indeks:Majer Bałaban - Dzielnica żydowska, jej dzieje i zabytki.pdf|Dzielnica żydowska, jej dzieje i zabytki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:84%"></td></tr></table>
|[[Autor:Majer Bałaban|Majer Bałaban]]
|style="text-align:right"|112
|
|2025-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">231.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|296
|-
|[[Indeks:Pierwszy ilustrowany przewodnik po Ciechocinku i Okolicy.djvu|Pierwszy ilustrowany przewodnik po Ciechocinku i Okolicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:36%"></td><td class="pqn" style="width:61%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Marian Bandrowski|Juliusz Marian Bandrowski]]
|style="text-align:right"|135
|
|2020-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">268.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|254
|-
|[[Indeks:PL x.Sadok Baracz – Bajki fraszki podania przysłowia i pieśni na Rusi.pdf|Bajki fraszki podania przysłowia i pieśni na Rusi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sadok Barącz|Sadok Barącz]]
|style="text-align:right"|258
|
|2022-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">94.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|737
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jules Barbey d’Aurévilly - Kawaler Des Touches.pdf|Kawaler Des Touches]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:37%"></td><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jules Amédée Barbey d’Aurevilly|Jules Amédée Barbey d’Aurevilly]]
|style="text-align:right"|238
|
|2022-09-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4751.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|359
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Barczewski - Kiermasy na Warmji.djvu|Kiermasy na Warmji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walenty Barczewski|Walenty Barczewski]]
|style="text-align:right"|140
|
|2018-08-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3452.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|275
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Barewicz O powstaniu mowy Demostenesa.pdf|O powstaniu mowy Demostenesa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Witołd Barewicz|Witołd Barewicz]]
|style="text-align:right"|40
|
|2023-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3245.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|77
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL J Bartoszewicz Historja literatury polskiej.djvu|Historja literatury polskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julian Bartoszewicz|Julian Bartoszewicz]]
|style="text-align:right"|824
|
|2010-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3708.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1508
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Marian Bartynowski - Obchód świąt Bożego Narodzenia w Polsce.pdf|Obchód świąt Bożego Narodzenia w Polsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Bartynowski|Marian Bartynowski]]
|style="text-align:right"|44
|
|2021-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3931.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|71
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Klejnoty poezji staropolskiej (red. Baumfeld).djvu|Klejnoty poezji staropolskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustaw Bolesław Baumfeld|Gustaw Bolesław Baumfeld]]
|style="text-align:right"|417
|
|2016-10-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">4120.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|695
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wawrzyniec Benzelstjerna-Engeström - Maksymilian Jackowski.pdf|Maksymilian Jackowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wawrzyniec Benzelstjerna-Engeström|Wawrzyniec Benzelstjerna-Engeström]]
|style="text-align:right"|78
|
|2022-11-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|130
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Bereza - Sztuka czytania.djvu|Sztuka czytania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Bereza|Henryk Bereza]]
|style="text-align:right"|343
|
|2019-07-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3635.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|632
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sarah Bernhardt - Wyznanie.djvu|Wyznanie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sarah Bernhardt|Sarah Bernhardt]]
|style="text-align:right"|19
|
|2024-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|38
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Élie Berthet - W Abisynii.pdf|W Abisynii]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Élie Berthet|Élie Berthet]]
|style="text-align:right"|144
|
|2025-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3358.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|269
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL M. Reichenbach - Na granicy.pdf|Na granicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Valeska von Bethusy-Huc|Valeska von Bethusy-Huc]]
|style="text-align:right"|102
|
|2021-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3408.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|176
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hugo Bettauer - Trzy godziny małżeństwa.djvu|Trzy godziny małżeństwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hugo Bettauer|Hugo Bettauer]]
|style="text-align:right"|244
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3490.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|457
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Listy O. Jana Beyzyma T. J. apostoła trędowatych na Madagaskarze|Listy O. Jana Beyzyma T. J. (pełniejsze wydanie z 1927)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:67% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Beyzym|Jan Beyzym]]
|style="text-align:right"|536
|
|2013-05-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4027.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|955
|-
|[[Indeks:Kobiety antyku.pdf|Kobiety antyku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Iza Bieżuńska-Małowist|Iza Bieżuńska-Małowist]]
|style="text-align:right"|306
|
|2019-08-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">2926.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|643
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nauczanie języka polskiego (Biliński)|Nauczanie języka polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Biliński|Jan Biliński]]
|style="text-align:right"|189
|
|2014-09-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3936.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|342
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Björnstjerne Björnson - Tomasz Rendalen.djvu|Tomasz Rendalen]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bjørnstjerne Bjørnson|Bjørnstjerne Bjørnson]]
|style="text-align:right"|362
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|687
|-
|[[Indeks:PL Bliziński - Komedye.djvu|Komedye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:48%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:46%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Bliziński|Józef Bliziński]]
|style="text-align:right"|248
|
|2018-12-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">1751.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|584
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Bliziński - Działalność spółdzielni i organizacyj rolniczych w Liskowie.pdf|Działalność spółdzielni i organizacyj rolniczych w Liskowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:24%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Bliziński|Wacław Bliziński]]
|style="text-align:right"|34
|
|2023-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|50
|-
|[[Indeks:PL Bobrowski - Pamiętniki.djvu|Pamiętniki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Bobrowski|Tadeusz Bobrowski]]
|style="text-align:right"|951
|
|2019-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">112.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2806
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Giovanni Boccaccio - Dekameron|Dekameron]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:98% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:26%"></td><td class="pq1" style="width:62%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Giovanni Boccaccio|Giovanni Boccaccio]]
|style="text-align:right"|778
|
|2018-02-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">4476.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1160
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wilhelm Bogusławski - Wizerunek czynności i zasług Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego.pdf|Wizerunek czynności i zasług Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wilhelm Bogusławski|Wilhelm Bogusławski]]
|style="text-align:right"|46
|
|2024-11-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|76
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Bogusławski - Bolesław Prus.djvu|Bolesław Prus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Bogusławski|Władysław Bogusławski]]
|style="text-align:right"|49
|
|2025-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|49
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jadwiga Bohuszewiczowa - Szlachetność serca.pdf|Szlachetność serca; Z Dzienniczka Małego Wisusa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jadwiga Bohuszewiczowa|Jadwiga Bohuszewiczowa]]; [[Autor:Metta Victoria Fuller Victor|Metta Victoria Fuller Victor]]
|style="text-align:right"|76
|
|2023-01-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">4010.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|115
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL F Boisgobey W obcej skórze.djvu|W obcej skórze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:91% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Fortuné du Boisgobey|Fortuné du Boisgobey]]
|style="text-align:right"|724
|
|2025-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3342.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1426
|-
|[[Indeks:Kodex Napoleona - Z przypisami - Xiąg trzy.djvu|Kodex Napoleona - Z przypisami - Xiąg trzy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:78% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Napoleon Bonaparte|Napoleon Bonaparte]]
|style="text-align:right"|617
|
|2016-11-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">230.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1779
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Waldemar Bonsels - Pszczółka Maja i jej przygody.pdf|Pszczółka Maja i jej przygody]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Waldemar Bonsels|Waldemar Bonsels]]
|style="text-align:right"|156
|
|2024-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6736.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|140
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Borowiecki - Lęki sytuacyjne Prusa.djvu|Lęki sytuacyjne Prusa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Borowiecki|Stefan Borowiecki]]
|style="text-align:right"|52
|
|2026-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|100
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Żywoty pań swowolnych|Żywoty pań swowolnych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:95% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pierre de Bourdeille|Pierre de Bourdeille]]
|style="text-align:right"|760
|
|2018-06-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3487.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1436
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Filozofija Lucyjusza Anneusza Seneki.pdf|Filozofija Lucyjusza Anneusza Seneki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alfred Roch Brandowski|Alfred Roch Brandowski]]
|style="text-align:right"|24
|
|2020-12-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|20
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Brete - Zwyciężony.pdf|Zwyciężony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jean La Brète|Jean La Brète]]
|style="text-align:right"|204
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3418.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|385
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Respha|Respha]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:41%"></td><td class="pq1" style="width:34%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Feliks Brodowski|Feliks Brodowski]]
|style="text-align:right"|268
|
|2013-05-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">5936.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|295
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Charlotte Brontë - Dziwne losy Jane Eyre.pdf|Dziwne losy Jane Eyre]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charlotte Brontë|Charlotte Brontë]]
|style="text-align:right"|582
|
|2022-12-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3463.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1102
|-
|[[Indeks:PL Jameson - Złota legenda artystów.djvu|Złota legenda artystów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Brownell Jameson|Anna Brownell Jameson]]
|style="text-align:right"|290
|
|2025-07-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">11.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|848
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Browning - Pippa.djvu|Pippa przechodzi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:22%"></td><td class="pq1" style="width:48%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Robert Browning|Robert Browning]]
|style="text-align:right"|112
|
|2019-03-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">5074.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|133
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Brownsford - Przyczynek do rozwoju kółek rolniczych.pdf|Przyczynek do rozwoju kółek rolniczych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Brownsford|Kazimierz Brownsford]]
|style="text-align:right"|52
|
|2023-05-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|96
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Bruchnalski Mickiewicz a Moore.pdf|Mickiewicz a Moore]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:44%"></td><td class="pq0" style="width:29%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wilhelm Bruchnalski|Wilhelm Bruchnalski]]
|style="text-align:right"|34
|
|2021-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">5000.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|36
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Bruun - Wyspa obiecana.pdf|Wyspa obiecana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Laurids Bruun|Laurids Bruun]]
|style="text-align:right"|184
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3371.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|350
|-
|[[Indeks:Karol Brzozowski – Poezye 1899.djvu|Poezye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:66%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Brzozowski|Karol Brzozowski]]
|style="text-align:right"|166
|
|2022-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">1729.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|392
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wincenty Korab Brzozowski - Dusza mówiąca.djvu|Dusza mówiąca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:58%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wincenty Korab-Brzozowski|Wincenty Korab-Brzozowski]]
|style="text-align:right"|293
|
|2019-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3743.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|229
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:E.L.Bulwer - Ostatnie dni Pompei (1926).djvu|Ostatnie dni Pompei]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Bulwer-Lytton|Edward Bulwer-Lytton]]
|style="text-align:right"|188
|
|2019-07-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3459.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|363
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Precz z Hitlerem! czy niech żyje Hitler! (1934).pdf|Precz z Hitlerem! czy niech żyje Hitler!]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Bułak-Bałachowicz|Stanisław Bułak-Bałachowicz]]
|style="text-align:right"|58
|
|2024-12-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3611.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|92
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Witold Bunikiewicz - Ballady.pdf|Ballady]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Witold Bunikiewicz|Witold Bunikiewicz]]
|style="text-align:right"|108
|
|2025-09-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|93
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Droga Chrześćianina Pielgrzymuiącego ku zbawiennéj Wiećznośći.pdf|Droga Chrześćianina Pielgrzymuiącego ku zbawiennéj Wiećznośći]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Bunyan|John Bunyan]]
|style="text-align:right"|282
|
|2022-09-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6730.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|258
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:F. H. Burnett - Mała księżniczka.djvu|Mała księżniczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Frances Hodgson Burnett|Frances Hodgson Burnett]]
|style="text-align:right"|344
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6747.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|321
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL De Bury - Philobiblon.djvu|Philobiblon]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:14%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq1" style="width:25%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Richard de Bury|Richard de Bury]]
|style="text-align:right"|122
|
|2020-08-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6308.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|134
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Włodzimierz Bzowski - Nie rzucim ziemi zkąd nasz ród.pdf|Nie rzucim ziemi zkąd nasz ród]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Włodzimierz Bzowski|Włodzimierz Bzowski]]
|style="text-align:right"|188
|
|2023-06-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3448.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|342
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Luís de Camões - Luzyady.djvu|Luzyady]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:24%"></td><td class="pq3" style="width:16%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Luís de Camões|Luís de Camões]]
|style="text-align:right"|284
|
|2019-03-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">5567.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|359
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf|Bohaterowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:31%"></td><td class="pq3" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Thomas Carlyle|Thomas Carlyle]]
|style="text-align:right"|368
|
|2015-11-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">7731.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|243
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Giacomo Casanova - Pamiętniki (1921).djvu|Pamiętniki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Giacomo Casanova|Giacomo Casanova]]
|style="text-align:right"|154
|
|2019-07-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3526.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|268
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Przedziwny Hidalgo Don Kichot z Manczy|Przedziwny Hidalgo Don Kichot z Manczy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Miguel de Cervantes y Saavedra|Miguel de Cervantes y Saavedra]]
|style="text-align:right"|1500
|
|2022-01-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3390.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2873
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL M de Cervantes Don Kiszot z Manszy.djvu|Don Kiszot z Manszy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Miguel de Cervantes y Saavedra|Miguel de Cervantes y Saavedra]]
|style="text-align:right"|1358
|
|2025-12-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3956.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2426
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ignacy Charszewski - Słońce szatana.djvu|Słońce szatana]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Charszewski|Ignacy Charszewski]]
|style="text-align:right"|162
|
|2023-01-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6845.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|141
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Odwet (Victor Cherbuliez)|Odwet]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Victor Cherbuliez|Victor Cherbuliez]]
|style="text-align:right"|337
|
|2025-11-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|337
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu|Charles Dickens]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gilbert Keith Chesterton|Gilbert Keith Chesterton]]
|style="text-align:right"|294
|
|2017-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3615.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|544
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Chęciński Jan - Straszny dwór (1896).pdf|Straszny dwór]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chęciński|Jan Chęciński]]
|style="text-align:right"|108
|
|2024-09-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3611.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|184
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dezydery Chłapowski - O rolnictwie.pdf|O rolnictwie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dezydery Chłapowski|Dezydery Chłapowski]]
|style="text-align:right"|268
|
|2019-05-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3748.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|482
|-
|[[Indeks:PL Nowe Ateny cz. 1.djvu|Nowe Ateny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Benedykt Chmielowski|Benedykt Chmielowski]]
|style="text-align:right"|938
|
|2015-02-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">421.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2658
|-
|[[Indeks:Żywot sługi bożego błogosławionego Rafała z Proszowic.pdf|Żywot sługi bożego błogosławionego Rafała z Proszowic]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:30%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:59%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Chodyński|Adam Chodyński]]
|style="text-align:right"|150
|
|2017-11-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">1583.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|356
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye Alexandra Chodźki.djvu|Poezye Alexandra Chodźki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Chodźko|Aleksander Chodźko]]
|style="text-align:right"|190
|
|2016-08-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3715.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|345
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Chudziński Thanatos.pdf|Thanatos]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Chudziński|Antoni Chudziński]]
|style="text-align:right"|88
|
|2023-05-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|156
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Cieszkowski August - Prolegomena do historyozofii 1908.pdf|Prolegomena do historyozofii]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:August Cieszkowski|August Cieszkowski]]
|style="text-align:right"|158
|
|2026-01-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|286
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Curwood - Kazan.djvu|Kazan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:James Oliver Curwood|James Oliver Curwood]]
|style="text-align:right"|248
|
|2020-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3513.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|467
|-
|[[Indeks:PL W Cybulski Odczyty o poezyi polskiéj.djvu|Odczyty o poezyi polskiéj]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wojciech Cybulski|Wojciech Cybulski]]
|style="text-align:right"|490
|
|2024-09-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">35.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1417
|-
|[[Indeks:Romantyzm a mesjanizm|Romantyzm a mesjanizm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:43%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:30%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Cywiński|Stanisław Cywiński]]
|style="text-align:right"|92
|
|2013-01-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3015.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|176
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pseudonimy i kryptonimy polskie (Czarkowski)|Pseudonimy i kryptonimy polskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Czarkowski|Ludwik Czarkowski]]
|style="text-align:right"|172
|
|2013-05-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4607.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|275
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Opis ziem zamieszkanych przez Polaków 1.djvu|Opis ziem zamieszkanych przez Polaków. Tom 1.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:32%"></td><td class="pq3" style="width:40%"></td><td class="pq1" style="width:24%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Czechowski|Aleksander Czechowski]]
|style="text-align:right"|548
|część tabelek wymaga korekty technicznej i ujednolicenia
|2009-10-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6955.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|485
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Czycz - Ajol.djvu|Ajol]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:76%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Czycz|Stanisław Czycz]]
|style="text-align:right"|234
|
|2016-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6505.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|239
|-
|[[Indeks:Czesław Czyński - Nauka Volapüka w 12-stu lekcjach.pdf|Nauka Volapük’a w 12-stu lekcjach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Czesław Czyński|Czesław Czyński]]
|style="text-align:right"|72
|
|2020-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3145.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|146
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jan Czyński - Bunt kobiet.pdf|Bunt kobiet]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Czyński|Jan Czyński]]
|style="text-align:right"|136
|
|2022-09-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3414.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|243
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paul Dahlke - Opowiadania buddhyjskie.djvu|Opowiadania buddhyjskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq1" style="width:37%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Dahlke|Paul Dahlke]]
|style="text-align:right"|165
|
|2016-05-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">5494.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|223
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antoni Danysz - Ś.p. Marceli Motty.pdf|Ś.p. Marceli Motty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Danysz|Antoni Danysz]]
|style="text-align:right"|68
|
|2024-11-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3448.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|114
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Darwin - O powstawaniu gatunków.djvu|O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Charles Darwin|Charles Darwin]]
|style="text-align:right"|456
|
|2020-06-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3612.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|868
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ignacy Daszyński - Sejm rząd król dyktator.pdf|Sejm, rząd, król, dyktator]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Daszyński|Ignacy Daszyński]]
|style="text-align:right"|92
|
|2020-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4250.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|138
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jeden trudny rok opowieść o pracy harcerskiej.pdf|Jeden trudny rok]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Juliusz Dąbrowski|Tadeusz Kwiatkowski}}
|style="text-align:right"|234
|
|2021-05-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4102.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|368
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Dąbski - Pokój ryski.djvu|Pokój ryski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Dąbski|Jan Dąbski]]
|style="text-align:right"|267
|
|2019-12-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3781.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|444
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Deczyński - Żywot chłopa polskiego na początku XIX stulecia - red. Marceli Handelsman PL.djvu|Żywot chłopa polskiego na początku XIX stulecia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Kazimierz Deczyński|Marceli Handelsman}}
|style="text-align:right"|106
|
|2024-02-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3429.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|205
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antologia współczesnych poetów polskich (Króliński)|Antologia współczesnych poetów polskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:77% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Denes|red. Jan Denes (Kazimierz Króliński)]]
|style="text-align:right"|615
|
|2015-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">7113.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|523
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Panienka z okienka (Deotyma)|Panienka z okienka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:59%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jadwiga Łuszczewska|Deotyma]]
|style="text-align:right"|400
|
|2013-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">5549.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|514
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Dębicki - O zasadniczych różnicach psychicznych pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem.pdf|O zasadniczych różnicach psychicznych pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Michał Dębicki|Władysław Michał Dębicki]]
|style="text-align:right"|48
|
|2025-10-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6756.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|36
|-
|[[Indeks:Pojęcia i metody matematyki (Dickstein)|Pojęcia i metody matematyki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:39%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:53%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Dickstein|Samuel Dickstein]]
|style="text-align:right"|272
|
|2014-08-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">1876.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|658
|-
|[[Indeks:Dzieła św. Dionizyusza Areopagity.djvu|Dzieła św. Dionizyusza Areopagity]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pseudo-Dionizy Areopagita|Pseudo-Dionizy Areopagita]]
|style="text-align:right"|577
|
|2017-08-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">234.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1664
|-
|[[Indeks:PL Disraeli - Henryka Temple.djvu|Henryka Temple]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Benjamin Disraeli|Benjamin Disraeli]]
|style="text-align:right"|312
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">54.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|907
|-
|[[Indeks:PL F.S.Dmochowski - Dawne obyczaje i zwyczaje szlachty i ludu wiejskiego.pdf|Dawne obyczaje i zwyczaje szlachty i ludu wiejskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Salezy Dmochowski|Franciszek Salezy Dmochowski]]
|style="text-align:right"|326
|
|2022-02-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">94.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|945
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Janusz Dmochowski - O kółkach i spółkach rolniczych.pdf|O kółkach i spółkach rolniczych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Janusz Dmochowski|Janusz Dmochowski]]
|style="text-align:right"|76
|
|2023-09-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3544.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|122
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:K. Wybranowski - Dziedzictwo.djvu|Dziedzictwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Dmowski|Roman Dmowski]]
|style="text-align:right"|224
|
|2018-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3515.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|426
|-
|[[Indeks:Mikrohistorie.pdf|Mikrohistorie. Spotkania w międzyświatach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ewa Domańska|Ewa Domańska]]
|style="text-align:right"|338
|
|2019-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">247.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|986
|-
|[[Indeks:J. W. Draper - Dzieje rozwoju umysłowego Europy 01.pdf|Dzieje rozwoju umysłowego Europy. Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:22%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:76%"></td></tr></table>
|[[Autor:John William Draper|John William Draper]]
|style="text-align:right"|388
|
|2016-05-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">848.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1057
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Dropiowski - Na turniach.djvu|Na turniach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Dropiowski|Tadeusz Dropiowski]]
|style="text-align:right"|248
|
|2021-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3389.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|470
|-
|[[Indeks:PL Elżbieta Drużbacka Poezye Tomik 1.djvu|Poezye (T. I)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elżbieta Drużbacka|Elżbieta Drużbacka]]
|style="text-align:right"|234
|
|2018-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">180.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|654
|-
|[[Indeks:Koronne zjazdy szlacheckie (Ewa Dubas-Urwanowicz)|Koronne zjazdy szlacheckie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ewa Dubas-Urwanowicz|Ewa Dubas-Urwanowicz]]
|style="text-align:right"|382
|
|2011-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">210.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1116
|-
|[[Indeks:PL Duchińska - Antologia poezyi francuskiej XIX wieku.djvu|Antologia poezyi francuskiej XIX wieku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Seweryna Duchińska|Seweryna Duchińska]]
|style="text-align:right"|477
|
|2018-11-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">70.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1400
|-
|[[Indeks:Emil Dunikowski - Meksyk.djvu|Meksyk]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:80% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Emil Dunikowski|Emil Dunikowski]]
|style="text-align:right"|638
|
|2020-07-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">26.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1885
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Teodor Dunin - O habitualnem zaparciu stolca, jego przyczynach i leczeniu.djvu|O habitualnem zaparciu stolca, jego przyczynach i leczeniu.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Teodor Dunin|Teodor Dunin]]
|style="text-align:right"|52
|
|2025-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|40
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Marya Dynowska - Hieronim Morsztyn i jego rękopiśmienna spuścizna|Hieronim Morsztyn i jego rękopiśmienna spuścizna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Dynowska|Maria Dynowska]]
|style="text-align:right"|72
|
|2017-11-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3750.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|105
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Natalia Dzierżkówna - Ela.djvu|Ela]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Natalia Dzierżkówna|Natalia Dzierżkówna]]
|style="text-align:right"|232
|
|2023-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6727.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|216
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anda Eker - Melodia chwili.pdf|Melodia chwili]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anda Eker|Anda Eker]]
|style="text-align:right"|150
|
|2025-06-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|127
|-
|[[Indeks:PL Eliot - Adam Bede.djvu|Adam Bede]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mary Ann Evans|George Eliot]]
|style="text-align:right"|436
|
|2020-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">31.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1274
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Elsner - Rozprawa o metryczności i rytmiczności języka polskiego (1818).pdf|Rozprawa o metryczności i rytmiczności języka polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Elsner|Józef Elsner]]
|style="text-align:right"|112
|
|2025-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3498.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|197
|-
|[[Indeks:PL L Engeström Pamiętniki.djvu|Pamiętniki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lars von Engeström|Lars von Engeström]]
|style="text-align:right"|298
|
|2025-01-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">279.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|834
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Erazm z Rotterdamu - Pochwała głupoty.djvu|Pochwała głupoty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:84% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Erazm z Rotterdamu|Erazm z Rotterdamu]]
|style="text-align:right"|672
|
|2025-07-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3338.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1321
|-
|[[Indeks:PL Szopka krakowska.djvu|Szopka krakowska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Estreicher|Stanisław Estreicher]]
|style="text-align:right"|134
|
|2020-06-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">127.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|388
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Biernata z Lublina Ezop (Ignacy Chrzanowski)|Biernata z Lublina Ezop]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ezop|Ezop]]<br>[[Autor:Biernat z Lublina|Biernat z Lublina]]<br>[[Autor:Ignacy Chrzanowski|Ignacy Chrzanowski]]
|style="text-align:right"|625
|
|2013-09-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3931.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1076
|-
|[[Indeks:Paweł Władysław Fabisz-Wiadomość o szkólności katolickiéj w dekanacie koźmińskim.djvu|Wiadomość o szkólności katolickiéj w Dekanacie Koźmińskim i o Gimnazyum Katolickiem w Ostrowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Władysław Fabisz|Paweł Władysław Fabisz]]
|style="text-align:right"|81
|
|2015-07-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">458.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|229
|-
|[[Indeks:Lud białoruski na Rusi Litewskiej T1.pdf|Lud białoruski na Rusi Litewskiej. Tom 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:67% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Federowski|Michał Federowski]]
|style="text-align:right"|536
|
|2020-04-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">183.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1549
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:My artyści (Feldman)|My artyści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wilhelm Feldman|Wilhelm Feldman]]
|style="text-align:right"|174
|
|2014-01-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3551.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|325
|-
|[[Indeks:Biszen i Menisze.djvu|Biszen i Menisze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:27%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:63%"></td></tr></table>
|[[Autor:Abol Ghasem Ferdousi|Abol Ghasem Ferdousi]]
|style="text-align:right"|140
|
|2017-05-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">1188.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|341
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Uwagi nad językiem Cyprjana Norwida|Uwagi nad językiem Cyprjana Norwida]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Fik|Ignacy Fik]]
|style="text-align:right"|95
|
|2013-01-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3727.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|175
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Adam Bełcikowski - Pies i jego obyczaje.djvu|Pies i jego obyczaje]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pawieł Fiłonow|Pawieł Fiłonow]]
|style="text-align:right"|60
|
|2015-09-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">6737.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|46
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Oskar Flatt - Opis miasta Łodzi pod względem historycznym, statystycznym i przemysłowym.djvu|Opis miasta Łodzi pod względem historycznym, statystycznym i przemysłowym]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oskar Flatt|Oskar Flatt]]
|style="text-align:right"|178
|
|2016-09-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3800.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|292
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Franko - Katechizm socjalistyczny.pdf|Katechizm socjalistyczny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Iwan Franko|Iwan Franko]]
|style="text-align:right"|24
|
|2024-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|30
|-
|[[Indeks:Fullerton - Święta Franciszka rzymianka.djvu|Święta Franciszka rzymianka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Georgiana Fullerton|Georgiana Fullerton]]
|style="text-align:right"|158
|
|2018-06-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">233.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|460
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paul Fuss - Stosunki w Poznańskiem.pdf|Stosunki w Poznańskiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:21%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Fuss|Paul Fuss]]
|style="text-align:right"|28
|
|2023-04-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3636.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|42
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ignacy Gajewski - Nowy Instytut Weterynaryjny w Warszawie.pdf|Nowy Instytut Weterynaryjny w Warszawie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:56%"></td><td class="pq0" style="width:31%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Gajewski|Ignacy Gajewski]]
|style="text-align:right"|16
|
|2024-03-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">4242.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|19
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gallus Anonymus - Kronika Marcina Galla.pdf|Kronika Marcina Galla]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:20%"></td><td class="pq3" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gall Anonim|Gall Anonim]]
|style="text-align:right"|268
|
|2015-10-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">7376.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|196
|-
|[[Indeks:Aleksander Świętochowski jako beletrysta.djvu|Aleksander Świętochowski jako beletrysta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Galle|Henryk Galle]]
|style="text-align:right"|102
|
|2019-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">137.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|287
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ludwik Gallet - Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac.djvu|Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:59% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:24%"></td><td class="pq1" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Louis Gallet|Louis Gallet]]
|style="text-align:right"|468
|
|2016-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">4245.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|782
|-
|[[Indeks:PL Pietro Gasparri - Katechizm większy pochwalony i zalecony przez Ojca św. Piusa X.pdf|Katechizm większy pochwalony i zalecony przez Ojca św. Piusa X]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pietro Gasparri|Pietro Gasparri]]
|style="text-align:right"|268
|
|2020-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">78.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|759
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pan Sędzic, 1839.pdf|Pan Sędzic]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Gasztowt|Jan Gasztowt]]
|style="text-align:right"|103
|
|2019-08-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3594.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|196
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gautier - Romans mumji.pdf|Romans mumji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Théophile Gautier|Théophile Gautier]]
|style="text-align:right"|230
|
|2020-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3484.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|432
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gustaw Geffroy - Więzień.djvu|Więzień]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustave Geffroy|Gustave Geffroy]]
|style="text-align:right"|528
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3371.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1032
|-
|[[Indeks:PL Marja Gerson-Dąbrowska - Polscy Artyści.pdf|Polscy artyści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Gerson-Dąbrowska|Maria Gerson-Dąbrowska]]
|style="text-align:right"|392
|
|2015-10-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">417.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1101
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gibess - Obozownictwo.pdf|Obozownictwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Gibess|Stanisław Gibess]]
|style="text-align:right"|202
|
|2020-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3458.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|365
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Gjellerup-Pielgrzym Kamanita.djvu|Pielgrzym Kamanita]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl Gjellerup|Karl Gjellerup]]
|style="text-align:right"|278
|
|2015-06-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3393.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|549
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jakub Glass - Stan prawny kościołów ewangelickich.pdf|Stan prawny kościołów ewangelickich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakub Glass|Jakub Glass]]
|style="text-align:right"|52
|
|2024-02-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|88
|-
|[[Indeks:Pieśni ludu (Gloger)|Pieśni ludu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:78%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Gloger|Zygmunt Gloger]]
|style="text-align:right"|364
|
|2014-12-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">851.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|999
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gordziałkowski Jan - Uczelnia weterynaryjna w Warszawie, jej przeszłość, stan obecny i dalsze losy 1924.pdf|Uczelnia weterynaryjna w Warszawie, jej przeszłość, stan obecny i dalsze losy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Gordziałkowski|Jan Gordziałkowski]]
|style="text-align:right"|12
|
|2026-01-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezje Wiktora Gomulickiego.djvu|Poezje Wiktora Gomulickiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:18%"></td><td class="pq3" style="width:61%"></td><td class="pq1" style="width:15%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wiktor Gomulicki|Wiktor Gomulicki]]
|style="text-align:right"|289
|
|2015-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6753.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|263
|-
|[[Indeks:PL Dramata Adama Gorczyńskiego Ser.2.djvu|Dramata Adama Gorczyńskiego. Serya druga]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Adam Gorczyński; William Shakespeare}}
|style="text-align:right"|462
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">7.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1331
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gorki Maksym - Matka, tłum. Halina Górska.pdf|Matka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maksim Gorki|Maksim Gorki]]
|style="text-align:right"|422
|
|2021-02-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3398.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|812
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Seweryn Goszczyński - Król zamczyska.pdf|Król zamczyska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Seweryn Goszczyński|Seweryn Goszczyński]]
|style="text-align:right"|106
|
|2025-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3398.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|204
|-
|[[Indeks:Dworzanin (Górnicki)|Dworzanin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Łukasz Górnicki|Łukasz Górnicki]]
|style="text-align:right"|308
|
|2015-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">212.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|875
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL-Rafał Górski-Bez państwa.pdf|Bez państwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rafał Górski|Rafał Górski]]
|style="text-align:right"|239
|
|2011-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3730.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|442
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Ignacy Grabowski - Uwagi nad powodami upadku majątków obywateli w Wielkiem Księstwie Poznańskiem.pdf|Uwagi nad powodami upadku majątków obywateli w Wielkiem Księstwie Poznańskiem.pdf]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Ignacy Grabowski|Józef Ignacy Grabowski]]
|style="text-align:right"|44
|
|2023-06-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3504.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|76
|-
|[[Indeks:O wolność i godność|O wolność i godność]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Artur Gruszecki|Artur Gruszecki]]
|style="text-align:right"|240
|
|2013-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">187.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|680
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Grzanowski Rzecz o układzie mowy Demostenesa.pdf|Rzecz o układzie mowy Demostenesa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bronisław Grzanowski|Bronisław Grzanowski]]
|style="text-align:right"|46
|
|2023-04-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3425.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|71
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Grzegorzewski - Pierwsza wyprawa zimowa przez Zawrat do Morskiego Oka.djvu|Pierwsza wyprawa zimowa przez Zawrat do Morskiego Oka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Grzegorzewski|Jan Grzegorzewski]]
|style="text-align:right"|50
|
|2021-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3611.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|92
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bronisław Gustawicz - Kilka wspomnień z Tatr.djvu|Kilka wspomnień z Tatr]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bronisław Gustawicz|Bronisław Gustawicz]]
|style="text-align:right"|50
|
|2023-11-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">7000.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|45
|-
|[[Indeks:Michael Haberlandt - Nauka o ludach.pdf|Nauka o ludach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michael Haberlandt|Michael Haberlandt]]
|style="text-align:right"|192
|
|2025-05-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">54.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|546
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Haggard - Kopalnie Króla Salomona.djvu|Kopalnie Króla Salomona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henry Rider Haggard|Henry Rider Haggard]]
|style="text-align:right"|320
|
|2019-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3399.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|596
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Feliks Hahn - Hotel pod wesołym kurkiem.pdf|Hotel pod wesołym kurkiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Feliks Hahn|Feliks Hahn]]
|style="text-align:right"|120
|
|2025-07-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3682.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|199
|-
|[[Indeks:PL Jasnowidze i wróżbici.pdf|Jasnowidze i wróżbici]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq1" style="width:31%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:61%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ola Hansson|Ola Hansson]]
|style="text-align:right"|172
|
|2021-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">1118.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|421
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Edward John Hardy - Świat kobiety.djvu|Świat kobiety]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward John Hardy|Edward John Hardy]]
|style="text-align:right"|292
|
|2019-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6725.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|279
|-
|[[Indeks:PL Francis Bret Harte Nowelle.pdf|Nowelle]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Francis Bret Harte|Francis Bret Harte]]
|style="text-align:right"|350
|
|2021-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">2534.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|757
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nagrobek Urszulki|Nagrobek Urszulki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Hartleb|Mieczysław Hartleb]]
|style="text-align:right"|160
|
|2013-02-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3668.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|302
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jaroslav Hašek - Przygody dobrego wojaka Szwejka.pdf|Przygody dobrego wojaka Szwejka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:75%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jaroslav Hašek|Jaroslav Hašek]]
|style="text-align:right"|1040
|
|2022-08-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">9270.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|218
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Verner von Heidenstam-Hans Alienus.djvu|Hans Alienus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:16%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Verner von Heidenstam|Verner von Heidenstam]]
|style="text-align:right"|445
|
|2015-06-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3912.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|789
|-
|[[Indeks:PL Heine - Atta Troll 1901.djvu|Atta Troll]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Heinrich Heine|Heinrich Heine]]
|style="text-align:right"|135
|
|2020-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">25.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|386
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Herodot - Dzieje.djvu|Dzieje]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:89% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herodot|Herodot]]
|style="text-align:right"|708
|
|2021-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3347.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1387
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Życie Buddy (Hérold)|Życie Buddy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:André-Ferdinand Hérold|André-Ferdinand Hérold]]
|style="text-align:right"|245
|
|2013-07-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3622.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|463
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ignàt Herrmann - Ojciec Kondelik i narzeczony Wejwara|Ojciec Kondelik i narzeczony Wejwara]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:27%"></td><td class="pq1" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignát Herrmann|Ignát Herrmann]]
|style="text-align:right"|506
|
|2019-09-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">4449.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|796
|-
|[[Indeks:PL Antologja poezji żydowskiej (red. Hirszhorn) 1921.pdf|Antologja poezji żydowskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Hirszhorn|Samuel Hirszhorn]]
|style="text-align:right"|282
|
|2025-11-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3130.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|542
|-
|[[Indeks:Karol Boromeusz Hoffman - O panslawizmie zachodnim.pdf|O panslawizmie zachodnim]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Boromeusz Hoffman|Karol Boromeusz Hoffman]]
|style="text-align:right"|162
|
|2022-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">2688.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|329
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Agnes Hoffmann - Czerwony domek.pdf|Czerwony domek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:24%"></td></tr></table>
|[[Autor:Agnes Hoffmann|Agnes Hoffmann]]
|style="text-align:right"|136
|
|2025-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3493.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|203
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ludzie i pomniki (Hollender)|Ludzie i pomniki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Hollender|Tadeusz Hollender]]
|style="text-align:right"|60
|
|2021-07-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3641.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|103
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Hudson Jej naga stopa.pdf|Jej naga stopa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:22%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Cadwalader Hudson|William Cadwalader Hudson]]
|style="text-align:right"|138
|
|2021-08-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">5108.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|135
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Przybłęda Boży|Przybłęda Boży]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Witold Hulewicz|Witold Hulewicz]]
|style="text-align:right"|408
|
|2013-01-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3888.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|704
|-
|[[Indeks:Huysmans - W drodze|W drodze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:83% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joris-Karl Huysmans|Joris-Karl Huysmans]]
|style="text-align:right"|660
|
|2025-05-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">114.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1907
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Irzykowski - Pałuba Sny Maryi Dunin.djvu|Pałuba; Sny Maryi Dunin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Irzykowski|Karol Irzykowski]]
|style="text-align:right"|550
|
|2018-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3415.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1041
|-
|[[Indeks:Budownictwo wiejskie (Iwanicki).djvu|Budownictwo wiejskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Iwanicki|Karol Iwanicki]]
|style="text-align:right"|261
|
|2012-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">583.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|726
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Eustachy Iwanowski-Pielgrzymka do Ziemi Świętej odbyta w roku 1863.djvu|Pielgrzymka do Ziemi Świętej odbyta w roku 1863]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eustachy Iwanowski|Eustachy Iwanowski]]
|style="text-align:right"|566
|
|2020-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3534.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1094
|-
|[[Indeks:Litwa w roku 1812.djvu|Litwa w roku 1812]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:59% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:12%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:85%"></td></tr></table>
|[[Autor:Janusz Iwaszkiewicz|Janusz Iwaszkiewicz]]
|style="text-align:right"|468
|
|2018-09-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">458.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1311
|-
|[[Indeks:PL F Jabłczyński Romans.djvu|Romans]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Feliks Jabłczyński|Feliks Jabłczyński]]
|style="text-align:right"|428
|
|2024-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">96.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1233
|-
|[[Indeks:PL A Jabłoński Dziesięć lat w niewoli moskiewskiej.djvu|Dziesięć lat w niewoli moskiewskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Jabłoński|Adolf Jabłoński]]
|style="text-align:right"|582
|
|2025-07-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1719
|-
|[[Indeks:PL Zdzisław Jachimecki - Ryszard Wagner 1922.pdf|Ryszard Wagner]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zdzisław Jachimecki|Zdzisław Jachimecki]]
|style="text-align:right"|496
|
|2026-03-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">141.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1464
|-
|[[Indeks:PL Helen Jackson Ramona.pdf|Ramona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helen Hunt Jackson|Helen Hunt Jackson]]
|style="text-align:right"|364
|
|2021-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">28.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1068
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antoni Józef Jagielski - Żywot doktora Karola Marcinkowskiego.pdf|Żywot doktora Karola Marcinkowskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:32%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Józef Jagielski|Antoni Józef Jagielski]]
|style="text-align:right"|44
|
|2022-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">4222.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|52
|-
|[[Indeks:William James - Pragmatyzm plus Dylemat determinizmu.pdf|Pragmatyzm. Dylemat determinizmu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:85%"></td></tr></table>
|[[Autor:William James|William James]]
|style="text-align:right"|266
|
|2015-11-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">553.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|734
|-
|[[Indeks:PL Jankowski - Tram wpopszek ulicy.pdf|Tram wpopszek ulicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Jankowski|Jerzy Jankowski]]
|style="text-align:right"|75
|
|2021-03-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|204
|-
|[[Indeks:Jan z Koszyczek - Rozmowy, które miał król Salomon mądry z Marchołtem.djvu|Rozmowy, które miał król Salomon mądry z Marchołtem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:35%"></td><td class="pqn" style="width:45%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan z Koszyczek|Jan z Koszyczek]]
|style="text-align:right"|164
|
|2016-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">2585.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|238
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Julian Jaraczewski - Bazar w Poznaniu.pdf|Bazar w Poznaniu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julian Jaraczewski|Julian Jaraczewski]]
|style="text-align:right"|60
|
|2024-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|56
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tadeusz Jaroszyński - Oko za oko.djvu|Oko za oko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Jaroszyński|Tadeusz Jaroszyński]]
|style="text-align:right"|224
|
|2017-07-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">4087.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|337
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jarry - Ubu-Król.djvu|Ubu król]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alfred Jarry|Alfred Jarry]]
|style="text-align:right"|202
|
|2020-04-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3705.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|321
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jarzębski Adam - Gościniec albo Opisanie Warszawy 1643 r. (1909).pdf|Gościniec albo Opisanie Warszawy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Jarzębski|Adam Jarzębski]]
|style="text-align:right"|230
|
|2026-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|402
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jaworski - Wesele hrabiego Orgaza.djvu|Wesele hrabiego Orgaza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Jaworski|Roman Jaworski]]
|style="text-align:right"|558
|
|2018-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3432.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1058
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Leopold Jaworski - Ze studiów nad faszyzmem.djvu|Ze studiów nad faszyzmem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Leopold Jaworski|Władysław Leopold Jaworski]]
|style="text-align:right"|18
|
|2023-08-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|36
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A. Jax - Pan redaktor czeka.pdf|Pan redaktor czeka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Jax|Antoni Jax]]
|style="text-align:right"|64
|
|2021-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3391.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|113
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jebb - Historya literatury greckiej.djvu|Historya literatury greckiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Richard Claverhouse Jebb|Richard Claverhouse Jebb]]
|style="text-align:right"|180
|
|2021-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3462.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|353
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Adolf Jełowicki-Przechadzki po Jerozolimie i bliższych jej okolicach.pdf|Przechadzki po Jerozolimie i bliższych jej okolicach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Józef Jełowicki|Adolf Józef Jełowicki]]
|style="text-align:right"|133
|
|2025-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3460.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|257
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kalewala - Pierwsza harfa Wainemoinena - tłum. Krahelska Przegląd Warszawski 1925 R. 5, z. 51, t. 17.pdf|Kalewala: Pierwsza harfa Wainemoinena]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|3
|
|2026-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|6
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kalewala - Turniej śpiewaczy - tłum. Krahelska Gazeta Literacka R.2, nr 11 (1 czerwca 1927).pdf|Kalewala: Turniej śpiewaczy (Wajnemonen)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|10
|
|2026-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|20
|-
|[[Indeks:PL Kālidāsa - Sakontala czyli Pierścień przeznaczenia.djvu|Sakontala czyli Pierścień przeznaczenia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kalidasa|Kalidasa]]
|style="text-align:right"|240
|
|2018-08-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">291.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|667
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Walerian Kalinka - Jenerał Dezydery Chłapowski.pdf|Jenerał Dezydery Chłapowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:42%"></td><td class="pq1" style="width:42%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walerian Kalinka|Walerian Kalinka]]
|style="text-align:right"|206
|
|2019-01-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">5300.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|258
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Maurycy Kamiński - O prostytucji.djvu|O prostytucji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Maurycy Kamiński|Jan Maurycy Kamiński]]
|style="text-align:right"|134
|
|2017-04-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">4666.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|200
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Fryderyk Chopin (Karasowski)|Fryderyk Chopin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurycy Karasowski|Maurycy Karasowski]]
|style="text-align:right"|547
|
|2015-12-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3605.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1034
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Allan Kardec - Księga duchów.djvu|Księga duchów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Allan Kardec|Allan Kardec]]
|style="text-align:right"|478
|
|2014-12-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3468.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|917
|-
|[[Indeks:Pisma wierszem i prozą.pdf|Pisma wierszem i prozą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:89% !important"><tr><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Karpiński|Franciszek Karpiński]]
|style="text-align:right"|707
|
|2022-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">344.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1987
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tymoteusz Karpowicz - Odwrócone światło.djvu|Odwrócone światło]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tymoteusz Karpowicz|Tymoteusz Karpowicz]]
|style="text-align:right"|432
|
|2019-07-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">4356.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|706
|-
|[[Indeks:Katarzyna II - Pamiętniki.djvu|Pamiętniki cesarzowej Katarzyny II. spisane przez nią samą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Katarzyna II|Katarzyna II]]
|style="text-align:right"|384
|
|2021-10-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">53.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1116
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Kautski - Od demokracji do niewolnictwa państwowego.djvu|Od demokracji do niewolnictwa państwowego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl Kautsky|Karl Kautsky]]
|style="text-align:right"|132
|
|2019-09-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3655.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|236
|-
|[[Indeks:Paweł Keller - Baśń ostatnia.djvu|Baśń ostatnia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Keller|Paul Keller]]
|style="text-align:right"|422
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">112.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1228
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kelles-Krauz Kazimierz - Czy teraz niema pańszczyzny? 1897.pdf|Czy teraz niema pańszczyzny?]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Kelles-Krauz|Kazimierz Kelles-Krauz]]
|style="text-align:right"|42
|
|2024-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|72
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wojciech Kętrzyński - O Mazurach.djvu|O Mazurach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:20%"></td><td class="pq3" style="width:31%"></td><td class="pq1" style="width:45%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wojciech Kętrzyński|Wojciech Kętrzyński]]
|style="text-align:right"|100
|
|2018-05-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">5798.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|121
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye Brunona hrabi Kicińskiego tom I|Poezye Brunona hrabi Kicińskiego tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:47%"></td><td class="pq3" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bruno Kiciński|Bruno Kiciński]]
|style="text-align:right"|298
|
|2014-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">8351.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|138
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Adolf Klęsk - Bolesne strony erotycznego życia kobiety.djvu|Bolesne strony erotycznego życia kobiety]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Klęsk|Adolf Klęsk]]
|style="text-align:right"|232
|
|2021-02-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4111.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|401
|-
|[[Indeks:Kapitał społeczny ludzi starych.pdf|Kapitał społeczny ludzi starych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq1" style="width:51%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:48%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Klimczuk|Andrzej Klimczuk]]
|style="text-align:right"|270
|
|2021-03-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">1728.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|665
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Heraldyka (Kochanowski).djvu|O heraldyce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Karol Kochanowski|Jan Karol Kochanowski]]
|style="text-align:right"|138
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">4552.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|201
|-
|[[Indeks:PL Komeński - Wielka dydaktyka.djvu|Wielka dydaktyka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Ámos Komenský|Jan Ámos Komenský]]
|style="text-align:right"|304
|
|2020-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">135.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|873
|-
|[[Indeks:Mikołaja Kopernika Toruńczyka O obrotach ciał niebieskich ksiąg sześć|Mikołaja Kopernika Toruńczyka O obrotach ciał niebieskich ksiąg sześć]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:94% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:79%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj Kopernik|Mikołaj Kopernik]]
|style="text-align:right"|746
|
|2011-06-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">862.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2012
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Defoe and Korotyńska - Robinson Kruzoe.pdf|Robinson Kruzoe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Elwira Korotyńska|Elwira Korotyńska]]
|style="text-align:right"|174
|
|2019-02-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3437.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|315
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL M Koroway Metelicki Poezye.djvu|Poezye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Koroway-Metelicki|Michał Koroway-Metelicki]]
|style="text-align:right"|214
|
|2021-05-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3539.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|376
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Euzebiusz Kosiński - Sprawa polska z roku 1846.pdf|Sprawa polska z roku 1846]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Euzebiusz Kosiński|Władysław Euzebiusz Kosiński]]
|style="text-align:right"|82
|
|2023-06-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|146
|-
|[[Indeks:Władysław Syrokomla. Studyum literackie (Kościałkowska, 1881).pdf|Władysław Syrokomla]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq0" style="width:18%"></td><td class="pqn" style="width:82%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wilhelmina Zyndram-Kościałkowska|Wilhelmina Zyndram-Kościałkowska]]
|style="text-align:right"|60
|
|2025-04-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|147
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofia Kowerska - Iluzya.pdf|Iluzya]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Kowerska|Zofia Kowerska]]
|style="text-align:right"|212
|
|2025-06-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3417.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|393
|-
|[[Indeks:PL Dzieło wielkiego miłosierdzia.pdf|Dzieło wielkiego miłosierdzia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:80% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:22%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:75%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Maria Franciszka Kozłowska|Jan Maria Michał Kowalski}}
|style="text-align:right"|640
|
|2021-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">812.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1731
|-
|[[Indeks:PL Kajetan Koźmian - Różne wiersze.djvu|Różne wiersze (Koźmian)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kajetan Koźmian|Kajetan Koźmian]]
|style="text-align:right"|202
|
|2018-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">603.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|561
|-
|[[Indeks:PL Richard von Krafft-Ebing - Zboczenia umysłowe na tle zaburzeń płciowych.djvu|Zboczenia umysłowe na tle zaburzeń płciowych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq1" style="width:20%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Richard von Krafft-Ebing|Richard von Krafft-Ebing]]
|style="text-align:right"|260
|
|2016-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">701.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|703
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Woyciech Zdarzyński życie i przypadki swoie opisuiący.djvu|Woyciech Zdarzyński życie i przypadki swoie opisuiący]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Dymitr Krajewski|Michał Dymitr Krajewski]]
|style="text-align:right"|254
|
|2016-08-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3414.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|484
|-
|[[Indeks:Kajetan Kraszewski -Tradycje kadeńskie.djvu|Tradycje kadeńskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:50%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kajetan Kraszewski|Kajetan Kraszewski]]
|style="text-align:right"|206
|
|2016-06-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">1748.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|505
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Franciszek Krček - Pisanki w Galicyi III.pdf|Pisanki w Galicyi III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Krček|Franciszek Krček]]
|style="text-align:right"|56
|
|2022-04-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3611.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|92
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju (Kropotkin)|Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Piotr Kropotkin|Piotr Kropotkin]]
|style="text-align:right"|204
|
|2015-04-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3844.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|373
|-
|[[Indeks:Jak wesolo spedzic czas.djvu|Jak wesoło spędzic czas]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:16%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:68%"></td></tr></table>
|[[Autor:Konstanty Krumłowski|Konstanty Krumłowski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2016-09-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">1927.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|155
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Franciszek Krupiński - Wczasy warszawskie.pdf|Wczasy warszawskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Krupiński|Franciszek Krupiński]]
|style="text-align:right"|126
|
|2023-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3448.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|228
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bajki Kryłowa z licznemi ilustracjami (1935).pdf|Bajki Kryłowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Iwan Kryłow|Iwan Kryłow]]
|style="text-align:right"|446
|
|2025-07-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">4223.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|740
|-
|[[Indeks:Mechanika życia ludzkiego czyli Budowa ciała i sprawy.pdf|Mechanika życia ludzkiego czyli Budowa ciała i sprawy żywotne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:12%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Kryszka|Antoni Kryszka]]
|style="text-align:right"|312
|
|2022-04-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">534.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|886
|-
|[[Indeks:Julian Krzewiński - W niewoli ziemi.djvu|W niewoli ziemi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:37%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:61%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juljan Krzewiński|Juljan Krzewiński]]
|style="text-align:right"|475
|
|2016-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">1392.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1224
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Na starych skrzypkach poezye Erazma Krzyszkowskiego.djvu|Na starych skrzypkach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Erazm Krzyszkowski; Sándor Petőfi}}
|style="text-align:right"|238
|
|2021-09-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6830.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|194
|-
|[[Indeks:Stanisław Kubista - Krzyż i słońce.pdf|Krzyż i słońce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Kubista|Stanisław Kubista]]
|style="text-align:right"|176
|
|2023-01-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">216.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|496
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dwa aspekty komunikacji.pdf|Dwa aspekty komunikacji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Emanuel Kulczycki|Emanuel Kulczycki]]
|style="text-align:right"|285
|
|2019-02-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3464.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|547
|-
|[[Indeks:Kumaniecki (red) - Zbiór najważniejszych dokumentów do powstania państwa polskiego.djvu|Zbiór najważniejszych dokumentów do powstania państwa polskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:28%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:68%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Władysław Kumaniecki|Kazimierz Władysław Kumaniecki]]
|style="text-align:right"|190
|
|2016-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">1216.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|498
|-
|[[Indeks:Rola (teksty Ferdynanda Kurasia)|Rola (teksty Ferdynanda Kurasia)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ferdynand Kuraś|Ferdynand Kuraś]]
|style="text-align:right"|20
|
|2025-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">333.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|58
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Kwiatkowski - Zwyczaje i obrzędy harcerskie.pdf|Zwyczaje i obrzędy harcerskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq2" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Kwiatkowski|Tadeusz Kwiatkowski]]
|style="text-align:right"|96
|
|2024-01-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3293.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|167
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antoni Lange - Dywan wschodni.djvu|Dywan wschodni (tłum. Antoni Lange)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq4" style="width:46%"></td><td class="pq3" style="width:48%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|403
|Brak dwóch stron
|2017-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">8188.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|207
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Julian Leszczynski - Z pola walki.pdf|Z pola walki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julian Leszczyński|Julian Leszczyński]]
|style="text-align:right"|40
|
|2023-12-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3666.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|57
|-
|[[Indeks:PL Lewandowski - Henryk Siemiradzki.djvu|Henryk Siemiradzki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Roman Lewandowski|Stanisław Roman Lewandowski]]
|style="text-align:right"|167
|
|2019-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">175.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|448
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:O wynalazku i rozwoju sztuki drukarskiej i o zakładach S Orgelbranda w Warszawie|O wynalazku i rozwoju sztuki drukarskiéj i o zakładach S Orgelbranda w Warszawie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Fryderyk Henryk Lewestam|Fryderyk Henryk Lewestam]]
|style="text-align:right"|73
|
|2026-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|146
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Libelt Karol - O miłości ojczyzny.pdf|O miłości ojczyzny (Libelt)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Libelt|Karol Libelt]]
|style="text-align:right"|150
|
|2020-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3403.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|281
|-
|[[Indeks:O godności i obowiązkach kapłańskich|O godności i obowiązkach kapłańskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alfons Liguori|Alfons Liguori]]
|style="text-align:right"|368
|
|2013-11-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">490.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1027
|-
|[[Indeks:PL Lindau - Państwo Bewerowie.pdf|Państwo Bewerowie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paul Lindau|Paul Lindau]]
|style="text-align:right"|196
|
|2020-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">52.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|567
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Toksykologja chemicznych środków bojowych (Włodzimierz Lindeman)|Toksykologja chemicznych środków bojowych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:26%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Włodzimierz Lindeman|Włodzimierz Lindeman]]
|style="text-align:right"|346
|
|2012-01-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">4682.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|536
|-
|[[Indeks:Lombroso - Geniusz i obłąkanie.djvu|Geniusz i obłąkanie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:80%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cesare Lombroso|Cesare Lombroso]]
|style="text-align:right"|389
|
|2015-10-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">576.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1029
|-
|[[Indeks:PL Duma o Hiawacie.pdf|Duma o Hiawacie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henry Wadsworth Longfellow|Henry Wadsworth Longfellow]]
|style="text-align:right"|302
|
|2021-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|864
|-
|[[Indeks:PL Loti - Pani chryzantem.djvu|Pani Chryzantem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pierre Loti|Pierre Loti]]
|style="text-align:right"|180
|
|2020-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">155.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|505
|-
|[[Indeks:PL Lukian - Wybrane pisma T. 1.pdf|Wybrane pisma T. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lukian z Samosat|Lukian z Samosat]]
|style="text-align:right"|308
|
|2020-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">77.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|902
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Luksemburg - Święto pierwszego maja.pdf|Święto pierwszego maja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Róża Luksemburg|Róża Luksemburg]]
|style="text-align:right"|36
|
|2020-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3437.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|63
|-
|[[Indeks:PL Czuj Duch X. Kazimierz Lutosławski.pdf|Czuj Duch!]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Lutosławski|Kazimierz Lutosławski]]
|style="text-align:right"|176
|
|2020-11-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">141.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|488
|-
|[[Indeks:PL Jan Łąpiński - Przewodnik po Ciechocinku.djvu|Przewodnik po Ciechocinku, jego historja i zasoby lecznicze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:18%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:64%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Łąpiński|Jan Łąpiński (red.)]]
|style="text-align:right"|152
|
|2016-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">1000.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|351
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Łebiński - Kółka rolniczo-włościańskie.pdf|Kółka rolniczo-włościańskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Łebiński|Władysław Łebiński]]
|style="text-align:right"|58
|
|2022-11-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3611.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|92
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:J. Łepkowski, J. Jerzmanowski - Ułamek z podróży archeologicznej po Galicyi odbytej w r. 1849.djvu|Ułamek z podróży archeologicznej po Galicyi odbytej w r. 1849]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Józef Łepkowski|Józef Jerzmanowski}}
|style="text-align:right"|82
|
|2022-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6901.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|66
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Marian Łomnicki - Wycieczka na Łomnicę tatrzańską.djvu|Wycieczka na Łomnicę tatrzańską]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Marian Łomnicki|Marian Łomnicki]]
|style="text-align:right"|43
|
|2023-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|86
|-
|[[Indeks:PL Jan Łoś - Wiersze polskie w ich dziejowym rozwoju.djvu|Wiersze polskie w ich dziejowym rozwoju]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Łoś|Jan Łoś]]
|style="text-align:right"|495
|
|2018-08-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">216.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1444
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Krach na giełdzie.pdf|Krach na giełdzie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Łukasiewicz|Juliusz Łukasiewicz]]
|style="text-align:right"|200
|
|2018-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3511.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|364
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Na Sobór Watykański.djvu|Na Sobór Watykański]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Maciątek|Stanisław Maciątek]]
|style="text-align:right"|232
|
|2016-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3625.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|436
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:J. K. Maćkowski - Wielkopolska wobec wywłaszczenia.pdf|Wielkopolska wobec wywłaszczenia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:26%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Karol Maćkowski|Jan Karol Maćkowski]]
|style="text-align:right"|62
|
|2022-09-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3478.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|90
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Koran|Koran]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:48%"></td><td class="pq1" style="width:41%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mahomet|Mahomet]]
|style="text-align:right"|1061
|
|2013-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">5545.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1391
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zdroje Raduni.djvu|Zdroje Raduni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:33%"></td><td class="pq1" style="width:44%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Majkowski|Aleksander Majkowski]]
|style="text-align:right"|126
|
|2014-06-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">5722.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|154
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Autobiografia Salomona Majmona|Autobiografia Salomona Majmona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Salomon Majmon|Salomon Majmon]]
|style="text-align:right"|486
|
|2013-01-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3499.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|899
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bronisław Malinowski - Wierzenia pierwotne i formy ustroju społecznego.pdf|Wierzenia pierwotne i formy ustroju społecznego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bronisław Malinowski|Bronisław Malinowski]]
|style="text-align:right"|364
|
|2015-10-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3517.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|704
|-
|[[Indeks:Biblioteka Powieści w Zeszytach Nr Nr 10-11|Biblioteka Powieści w Zeszytach Nr Nr 10-11]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugeniusz Małaczewski|Eugeniusz Małaczewski]]
|style="text-align:right"|64
|
|2017-01-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">317.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|183
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jak skauci pracują (Małkowski)|Jak skauci pracują]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Małkowski|Andrzej Małkowski]]
|style="text-align:right"|392
|
|2020-03-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3385.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|766
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Tatry. Przez Podtatrzanina.pdf|Tatry]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Konstanty Maniewski|Konstanty Maniewski]]
|style="text-align:right"|136
|
|2024-02-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">4213.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|217
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maurycy Mann - Literatura włoska.djvu|Literatura włoska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurycy Mann|Maurycy Mann]]
|style="text-align:right"|252
|
|2015-08-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3738.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|464
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mantegazza - Rok 3000-ny.pdf|Rok 3000-ny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paolo Mantegazza|Paolo Mantegazza]]
|style="text-align:right"|134
|
|2020-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3440.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|244
|-
|[[Indeks:PL G Manteuffel-Schoege Inflanty polskie.djvu|Inflanty polskie poprzedzone ogólnym rzutem oka na siedmiowiekową przeszłość całych Inflant]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustaw Manteuffel-Schoege|Gustaw Manteuffel-Schoege]]
|style="text-align:right"|237
|
|2024-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">30.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|658
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Narzeczeni (Manzoni)|Narzeczeni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alessandro Manzoni|Alessandro Manzoni]]
|style="text-align:right"|626
|
|2017-05-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3393.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1215
|-
|[[Indeks:PL Richard March - Ponury dom w Warszawie.djvu|Ponury dom w Warszawie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Richard March|Richard March]]
|style="text-align:right"|1032
|
|2021-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">68.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|3045
|-
|[[Indeks:Jadwiga Marcinowska - Vox clamantis.djvu|Vox clamantis]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jadwiga Marcinowska|Jadwiga Marcinowska]]
|style="text-align:right"|286
|
|2017-01-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">500.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|798
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Marcińczyk - Powstanie Wielkopolskie roku 1848.pdf|Powstanie Wielkopolskie roku 1848]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Marcińczyk|Jan Marcińczyk]]
|style="text-align:right"|52
|
|2023-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3478.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|90
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Michał Marczewski - Wyspa pływająca.pdf|Wyspa pływająca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Marczewski|Michał Marczewski]]
|style="text-align:right"|36
|
|2023-11-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3636.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|63
|-
|[[Indeks:Komedye (Marivaux)|Komedye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pierre de Marivaux|Pierre de Marivaux]]
|style="text-align:right"|560
|
|2015-02-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">980.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1472
|-
|[[Indeks:PL C Marlowe - Tragiczne dzieje doktora Fausta.djvu|Tragiczne dzieje doktora Fausta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Christopher Marlowe|Christopher Marlowe]]
|style="text-align:right"|124
|
|2021-10-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">545.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|312
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - W dżunglach Bengalu.djvu|W dżunglach Bengalu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anonimowy|K. May]]
|style="text-align:right"|260
|
|2019-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3413.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|490
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol May - Przez dzikie Gran Chaco.djvu|Przez dzikie Gran Chaco]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anonimowy|K. May]]
|style="text-align:right"|220
|
|2019-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3396.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|416
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Mączka - Starym szlakiem.pdf|Starym szlakiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:30%"></td><td class="pq3" style="width:53%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Mączka|Józef Mączka]]
|style="text-align:right"|142
|
|2023-08-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">7863.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|75
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Merimee - Dwór Karola IX-go.pdf|Dwór Karola IX-go]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Prosper Mérimée|Prosper Mérimée]]
|style="text-align:right"|184
|
|2021-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3390.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|345
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL J Méry Andrzej Chenier.djvu|Andrzej Chenier]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Méry|Joseph Méry]]
|style="text-align:right"|360
|
|2025-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|350
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Miarka - Dzwonek świętej Jadwigi.pdf|Dzwonek świętej Jadwigi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Miarka (ojciec)|Karol Miarka (ojciec)]]
|style="text-align:right"|57
|
|2016-08-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4035.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|102
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Franciszek Michejda - Polscy ewangelicy.pdf|Polscy ewangelicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Michejda|Franciszek Michejda]]
|style="text-align:right"|64
|
|2024-01-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3466.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|98
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Mickiewicz - Emigracya Polska 1860—1890.djvu|Emigracya Polska 1860—1890]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Mickiewicz|Władysław Mickiewicz]]
|style="text-align:right"|188
|
|2016-10-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3522.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|342
|-
|[[Indeks:PL Mill - O zasadzie użyteczności.pdf|O zasadzie użyteczności]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Stuart Mill|John Stuart Mill]]
|style="text-align:right"|140
|
|2021-12-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">214.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|411
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Milton - Raj utracony.djvu|Raj utracony]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Milton|John Milton]]
|style="text-align:right"|434
|
|2019-03-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6729.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|416
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Teodor Tomasz Jeż - W sprawie powieści (Lalka Prusa).djvu|W sprawie powieści (»Lalka« Prusa)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Miłkowski|Zygmunt Miłkowski]]
|style="text-align:right"|17
|
|2025-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|34
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Grignon de Montfort - O doskonałym nabożeństwie.djvu|O doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Marii Panny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Maria Grignion de Montfort|Ludwik Maria Grignion de Montfort]]
|style="text-align:right"|398
|
|2020-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3681.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|726
|-
|[[Indeks:Franciszek Wojciech Dzierżykraj-Morawski - Z zachodnich kresów.pdf|Z zachodnich kresów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Wojciech Dzierżykraj-Morawski|Franciszek Morawski]]
|style="text-align:right"|436
|
|2025-04-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3317.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|844
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Morris - Wieści z nikąd.pdf|Wieści z nikąd czyli Epoka spoczynku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Morris|William Morris]]
|style="text-align:right"|374
|
|2019-10-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3370.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|716
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Poezye oryginalne i tłomaczone|Poezye oryginalne i tłomaczone]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Andrzej Morsztyn|Jan Andrzej Morsztyn]]
|style="text-align:right"|480
|
|2013-04-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3586.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|887
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mosso - Fizyczne wychowanie młodzieży.djvu|Fizyczne wychowanie młodzieży]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Angelo Mosso|Angelo Mosso]]
|style="text-align:right"|196
|
|2015-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3641.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|372
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Iza Moszczeńska - Wielkopolska w niewoli.pdf|Wielkopolska w niewoli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Izabela Moszczeńska-Rzepecka|Izabela Moszczeńska-Rzepecka]]
|style="text-align:right"|52
|
|2023-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|93
|-
|[[Indeks:Ignacy Mościcki - Autobiografia|Autobiografia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Mościcki|Ignacy Mościcki]]
|style="text-align:right"|281
|
|2017-05-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">296.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|818
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Alfred de Musset - Poezye (tłum. Londyński).pdf|Poezye (Musset, tłum. Londyński)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alfred de Musset|Alfred de Musset]]
|style="text-align:right"|158
|
|2020-02-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3609.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|278
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Benito Mussolini - Pamiętnik z czasów wojny.djvu|Pamiętnik z czasów wojny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Benito Mussolini|Benito Mussolini]]
|style="text-align:right"|230
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">4029.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|369
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Nagiel - Kara Boża idzie przez oceany.pdf|Kara Boża idzie przez oceany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:91% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Nagiel|Henryk Nagiel]]
|style="text-align:right"|728
|
|2021-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3407.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1420
|-
|[[Indeks:Karolina Nakwaska - Powiesci dla dzieci.djvu|Powiesci dla dzieci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:67% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Nakwaska|Karolina Nakwaska]]
|style="text-align:right"|530
|
|2016-06-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">124.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1511
|-
|[[Indeks:O ziemi i czlowicku;dziesiec odezytow. (IA oziemiiczlowicku00nale).pdf|O ziemi i człowieku; dziesięć odczytów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Nałęcz-Koniuszewski|Władysław Nałęcz-Koniuszewski]]
|style="text-align:right"|138
|
|2021-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">50.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|394
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jednostka i ogół (Wacław Nałkowski)|Jednostka i ogół]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Nałkowski|Wacław Nałkowski]]
|style="text-align:right"|521
|
|2010-09-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3989.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|925
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wybór poezyj (Naruszewicz)|Wybór poezyj]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adam Naruszewicz|Adam Naruszewicz]]
|style="text-align:right"|542
|
|2013-01-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3802.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|978
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Negri Pieniądze.pdf|Pieniądze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ada Negri|Ada Negri]]
|style="text-align:right"|64
|
|2021-08-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3645.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|122
|-
|[[Indeks:PL Nekrasz - Pionierka harcerska.djvu|Pionierka Harcerska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Nekrasz|Władysław Nekrasz]]
|style="text-align:right"|331
|
|2020-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">73.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|944
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nowy Nick Carter -02- Skradziony król.pdf|Nowy Nick Carter. Tomik 2. Skradziony król]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karl Nerger|Karl Nerger]]
|style="text-align:right"|52
|
|2020-04-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6870.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|46
|-
|[[Indeks:Modły Starożytne Izraelitów|Modły Starożytne Izraelitów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Daniel Neufeld|Daniel Neufeld]]
|style="text-align:right"|595
|
|2014-10-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">274.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1701
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Felicjan Niegolewski - Miłość Ojczyzny — a praca obywatelska.pdf|Miłość Ojczyzny — a praca obywatelska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:62%"></td><td class="pq0" style="width:35%"></td></tr></table>
|[[Autor:Felicjan Niegolewski|Felicjan Niegolewski]]
|style="text-align:right"|26
|
|2023-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3529.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|33
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Władysław Niegolewski-Bieda Narodu Polskiego i Polskiego Języka.pdf|Bieda Narodu Polskiego i Polskiego Języka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Niegolewski|Władysław Niegolewski]]
|style="text-align:right"|32
|
|2025-05-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|64
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Śpiewy historyczne (Niemcewicz)|Śpiewy historyczne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:30%"></td><td class="pq1" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Julian Ursyn Niemcewicz|Julian Ursyn Niemcewicz]]
|style="text-align:right"|522
|
|2014-06-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">5278.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|721
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL L Niemojowski Trójlistek.djvu|Trójlistek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Niemojowski|Ludwik Niemojowski]]
|style="text-align:right"|430
|
|2024-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">7006.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|370
|-
|[[Indeks:Dzieje Polski (Cecylia Niewiadomska)|Dzieje Polski w obrazkach, legendach, podaniach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:59% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Cecylia Niewiadomska|Cecylia Niewiadomska]]
|style="text-align:right"|468
|
|2013-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">116.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1358
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tadeusz Michał Nittman - Balladyna - komentarz.pdf|Balladyna (komentarz)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Michał Nittman|Tadeusz Michał Nittman]]
|style="text-align:right"|36
|
|2020-07-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3737.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|62
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Nossig - Manru.pdf|Manru]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:87%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Alfred Nossig|Alfred Nossig]]
|style="text-align:right"|129
|
|2024-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3529.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|231
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Nossig Felicja - Emancypacya kobiet 1903.pdf|Emancypacya kobiet]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Felicja Nossig|Felicja Nossig]]
|style="text-align:right"|44
|
|2024-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3423.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|73
|-
|[[Indeks:Novalis - Henryk Offterdingen.djvu|Henryk Offterdingen]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Novalis|Novalis]]
|style="text-align:right"|268
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">50.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|785
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stanisław Tomasz Nowakowski - Kapitan Scott.pdf|Kapitan Scott]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Tomasz Nowakowski|Stanisław Tomasz Nowakowski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2024-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3508.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|111
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL H.P. - Nowy Instytut Weterynaryjny w Warszawie - Słowo nr 130, 28.05 (10.06) 1901.pdf|Nowy Instytut Weterynaryjny w Warszawie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|14
|
|2026-01-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|28
|-
|[[Indeks:Wieczory badeńskie (Ossoliński)|Wieczory badeńskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:85%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Maksymilian Ossoliński|Józef Maksymilian Ossoliński]]
|style="text-align:right"|248
|
|2014-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">413.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|673
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stefan Ossowiecki - Świat mego ducha i wizje przyszłości.pdf|Świat mego ducha i wizje przyszłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Ossowiecki|Stefan Ossowiecki]]
|style="text-align:right"|384
|
|2025-04-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">6684.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|373
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Przemiany (Owidiusz)|Przemiany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Owidiusz|Owidiusz]]
|style="text-align:right"|313
|
|2014-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3756.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|575
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ozanam A.F. - O poezyi włoskiej w średnich wiekach jako źródle do Boskiej Komedyi Danta.pdf|O poezyi włoskiej w średnich wiekach jako źródle do Boskiej Komedyi Danta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoine-Frédéric Ozanam|Antoine-Frédéric Ozanam]]
|style="text-align:right"|122
|
|2025-12-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|244
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rozkład jazdy pociągów 1919|Rozkład jazdy pociągów osobowych i mieszanych od dnia 15 Maja 1919r.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:PKP|PKP]]
|style="text-align:right"|35
|brak 4 stron
|2012-10-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3904.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|64
|-
|[[Indeks:PL Paszkowski - Poezye tłumaczone i oryginalne.djvu|Poezye tłumaczone i oryginalne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Paszkowski|Józef Paszkowski]]
|style="text-align:right"|256
|
|2018-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">274.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|744
|-
|[[Indeks:Aleksander Patkowski - Sandomierskie.djvu|Sandomierskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:84%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Patkowski|Aleksander Patkowski]]
|style="text-align:right"|246
|
|2019-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">476.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|680
|-
|[[Indeks:Adolf Pawiński - Portugalia.djvu|Portugalia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:26%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:37%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:32%"></td></tr></table>
|[[Autor:Adolf Pawiński|Adolf Pawiński]]
|style="text-align:right"|320
|
|2016-11-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3354.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|624
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:O początkach chrześcijaństwa|O początkach chrześcijaństwa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stefan Pawlicki|Stefan Pawlicki]]
|style="text-align:right"|228
|
|2013-11-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3469.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|431
|-
|[[Indeks:PL Pawlikowski - Czy Polacy mogą się wybić na niepodległość (1839).djvu|Czy Polacy mogą się wybić na niepodległość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Pawlikowski|Józef Pawlikowski]]
|style="text-align:right"|82
|
|2020-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">91.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|217
|-
|[[Indeks:Oskar Peschel - Historja wielkich odkryć geograficznych.djvu|Historja wielkich odkryć geograficznych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Peschel|Oscar Peschel]]
|style="text-align:right"|488
|
|2017-03-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">209.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1404
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Felicyana przekład Pieśni Petrarki|Pieśni Petrarki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Francesco Petrarca|Felicjan Faleński}}
|style="text-align:right"|304
|
|2013-12-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3545.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|579
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Petroniusz - Biesiada u miljonera rzymskiego za czasów Nerona.pdf|Biesiada u miljonera rzymskiego za czasów Nerona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Gajusz Petroniusz|Władysław Michał Dębicki}}
|style="text-align:right"|126
|
|2022-02-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3480.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|221
|-
|[[Indeks:Roger Peyre-Historja Sztuki|Historja Sztuki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roger Peyre|Roger Peyre]]
|style="text-align:right"|332
|
|2017-01-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">113.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|958
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Praktyczna nauka o wyrabianiu wódki z kukurydzy.pdf|Praktyczna nauka o wyrabianiu wódki z kukurydzy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:26%"></td></tr></table>
|[[Autor:Romuald Piątkowski|Romuald Piątkowski]]
|style="text-align:right"|38
|
|2021-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3928.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|51
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Przewodnik praktyczny dla użytku maszynistów i ich pomocników na drogach żelaznych (1873)|Przewodnik praktyczny dla użytku maszynistów i ich pomocników na drogach żelaznych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:91% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Pietraszek|Jan Pietraszek]]
|style="text-align:right"|722
|
|2022-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3367.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1355
|-
|[[Indeks:Pisma zbiorowe Józefa Piłsudskiego T04.djvu|Pisma zbiorowe Józefa Piłsudskiego Tom IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:49%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:46%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Piłsudski|Józef Piłsudski]]
|style="text-align:right"|428
|
|2015-08-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">1918.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1011
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Pinsker Leon - Samowyzwolenie 1900.pdf|Samowyzwolenie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:29%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Pinsker|Leon Pinsker]]
|style="text-align:right"|48
|
|2026-01-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3431.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|67
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Antoni Piotrowski - Od Bałtyku do Karpat.djvu|Od Bałtyku do Karpat]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:47%"></td><td class="pq0" style="width:24%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Piotrowski|Antoni Piotrowski]]
|style="text-align:right"|128
|
|2021-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">5017.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|145
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mieczysław Piotrowski - Złoty robak.djvu|Złoty robak]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:81% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Piotrowski|Mieczysław Piotrowski]]
|style="text-align:right"|647
|
|2018-03-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3478.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1217
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Aniela Piszowa - Kult zmarłych u różnych narodów.pdf|Kult zmarłych u różnych narodów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aniela Piszowa|Aniela Piszowa]]
|style="text-align:right"|98
|
|2025-04-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3448.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|171
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Plutarch - Perikles.pdf|Perikles]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Plutarch|Plutarch]]
|style="text-align:right"|52
|
|2021-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3953.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|78
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:E Porter Pollyanna dorasta.djvu|Pollyanna dorasta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eleanor H. Porter|Eleanor H. Porter]]
|style="text-align:right"|318
|
|2023-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">7009.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|279
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Posner - Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela.djvu|Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Posner|Stanisław Posner]]
|style="text-align:right"|40
|
|2020-05-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3796.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|67
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Postrzyżyny u Słowian i Germanów|Postrzyżyny u Słowian i Germanów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Potkański|Karol Potkański]]
|style="text-align:right"|108
|
|2014-01-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3993.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|173
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Potocki Stanisław Kostka - Podróż do Ciemnogrodu|Podróż do Ciemnogrodu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:17%"></td><td class="pq1" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Kostka Potocki|Stanisław Kostka Potocki]]
|style="text-align:right"|999
|
|2025-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3978.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1718
|-
|[[Indeks:Wprowadzenie do geopolityki.pdf|Wprowadzenie do geopolityki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakub Potulski|Jakub Potulski]]
|style="text-align:right"|386
|
|2019-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">2734.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|837
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Emil Pouvillon - Jep Bernadach.djvu|Jep Bernadach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Pouvillon|Émile Pouvillon]]
|style="text-align:right"|270
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3408.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|524
|-
|[[Indeks:Najogólniejsze Ideały Życiowe (Bolesław Prus)|Najogólniejsze Ideały Życiowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Głowacki|Bolesław Prus]]
|style="text-align:right"|320
|OCR
|2013-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">731.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|887
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Listy Annibala z Kapui (Aleksander Przezdziecki)|Listy Annibala z Kapui, arcy-biskupa neapolitańskiego, nuncyusza w Polsce, o bezkrólewiu po Stefanie Batorym i pierwszych latach panowania Zygmunta IIIgo, do wyjścia arcy-xsięcia Maxymiliana z niewoli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:24%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Przezdziecki|Aleksander Przezdziecki]]
|style="text-align:right"|296
|
|2011-06-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">4891.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|446
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szwedzi w Warszawie (Przyborowski)|Szwedzi w Warszawie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:32%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Walery Przyborowski|Walery Przyborowski]]
|style="text-align:right"|280
|
|2015-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">4558.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|444
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Melchior Pudłowski i jego pisma (Wierzbowski)|Melchior Pudłowski i jego pisma]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Melchior Pudłowski|Teodor Wierzbowski}}
|style="text-align:right"|115
|
|2015-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6725.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|112
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Puszkin Aleksander - Eugeniusz Oniegin.djvu|Eugeniusz Oniegin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aleksander Puszkin|Aleksander Puszkin]]
|style="text-align:right"|295
|
|2018-03-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3465.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|543
|-
|[[Indeks:Tadeusz Radkowski - Z biblijnego Wschodu.djvu|Z biblijnego Wschodu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tadeusz Radkowski|Tadeusz Radkowski]]
|style="text-align:right"|152
|
|2020-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">180.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|436
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ignacy Radliński - Apokryfy judaistyczno-chrześcijańskie.djvu|Apokryfy judaistyczno-chrześcijańskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Radliński|Ignacy Radliński]]
|style="text-align:right"|238
|
|2016-04-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3629.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|430
|-
|[[Indeks:Zarys dziejów miasta Tczewa.djvu|Zarys dziejów miasta Tczewa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:43%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:42%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edmund Raduński|Edmund Raduński]]
|style="text-align:right"|153
|
|2018-05-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">2406.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|344
|-
|[[Indeks:Manifest Od Prymasa Korony Polskiey Stanom Rzeczypospolitey, y całemu światu podany|Manifest Od Prymasa Korony Polskiey Stanom Rzeczypospolitey, y całemu światu podany]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq2" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:76%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Stefan Radziejowski|Michał Stefan Radziejowski]]
|style="text-align:right"|21
|
|2018-04-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">317.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|61
|-
|[[Indeks:Komedye y tragedye (Radziwiłłowa)|Komedye y tragedye...]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:90% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszka Urszula Radziwiłłowa|Franciszka Urszula Radziwiłłowa]]
|style="text-align:right"|713
|
|2012-11-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">99.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1981
|-
|[[Indeks:Karol Rais - Patryoci z zakątka|Patryoci z zakątka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karel Václav Rais|Karel Václav Rais]]
|style="text-align:right"|457
|
|2019-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">51.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1364
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:O stanie cywilnym dawnych Słowian.pdf|O stanie cywilnym dawnych Słowian]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ignacy Benedykt Rakowiecki|Ignacy Benedykt Rakowiecki]]
|style="text-align:right"|16
|
|2022-08-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|32
|-
|[[Indeks:PL A.Kieł - Sztuka przypodobania się płci pięknej sylwetki.pdf|Sztuka przypodobania się płci pięknej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zenon Rappaport|Zenon Rappaport]]
|style="text-align:right"|118
|
|2022-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">148.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|331
|-
|[[Indeks:Plato von Reussner - Luminarze świata.djvu|Luminarze świata]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Plato von Reussner|Plato von Reussner]]
|style="text-align:right"|264
|
|2021-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">54.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|728
|-
|[[Indeks:PL Paul - Hesperus.djvu|Hesperus]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:19%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:78%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jean Paul Richter|Jean Paul Richter]]
|style="text-align:right"|240
|
|2019-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">801.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|654
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Georges Rodenbach - Bruges umarłe.pdf|Bruges umarłe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Georges Rodenbach|Georges Rodenbach]]
|style="text-align:right"|144
|
|2023-05-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3733.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|235
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gustaw Rogulski - Słowniczek znakomitszych muzyków.djvu|Słowniczek znakomitszych muzyków]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gustaw Rogulski|Gustaw Rogulski]]
|style="text-align:right"|104
|
|2021-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3684.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|180
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Theodore Roosevelt - Życie wytężone.pdf|Życie wytężone]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Theodore Roosevelt|Theodore Roosevelt]]
|style="text-align:right"|168
|
|2023-11-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3457.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|316
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Rostafiński - Jechać, czy nie jechać w Tatry.djvu|Jechać, czy nie jechać w Tatry?]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:66%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Rostafiński|Józef Rostafiński]]
|style="text-align:right"|44
|
|2023-08-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">4040.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|59
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mieczysław Rostafiński - Czym jest i do czego dąży Związek Polski.pdf|Czym jest i do czego dąży Związek Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Rostafiński|Mieczysław Rostafiński]]
|style="text-align:right"|20
|
|2024-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3921.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|31
|-
|[[Indeks:Louis de Rougemont - Trzydzieści lat wśród dzikich.djvu|Trzydzieści lat wśród dzikich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:45%"></td></tr></table>
|[[Autor:Louis de Rougemont|Louis de Rougemont]]
|style="text-align:right"|220
|
|2016-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">1882.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|526
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Rosny - Vamireh.djvu|Vamireh]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:J.-H. Rosny|J.-H. Rosny]]
|style="text-align:right"|178
|
|2019-08-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3352.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|339
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL John Ruskin Gałązka dzikiej oliwy.djvu|Gałązka dzikiej oliwy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:John Ruskin|John Ruskin]]
|style="text-align:right"|168
|
|2023-06-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3490.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|289
|-
|[[Indeks:PL Rydel - Zaczarowane koło.djvu|Zaczarowane koło]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lucjan Rydel|Lucjan Rydel]]
|style="text-align:right"|290
|
|2018-09-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">143.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|825
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karol Rzepecki - Powstanie grudniowe w Wielkopolsce 27.12.1918.pdf|Powstanie grudniowe w Wielkopolsce 27.12.1918]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Rzepecki|Karol Rzepecki]]
|style="text-align:right"|172
|
|2022-12-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3439.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|309
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Rzewnicki - Moje przygody w Tatrach.djvu|Moje przygody w Tatrach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Rzewnicki|Jan Rzewnicki]]
|style="text-align:right"|338
|
|2023-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3786.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|589
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Rzewuski - Pamiątki JPana Seweryna Soplicy.djvu|Pamiątki JPana Seweryna Soplicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Rzewuski|Henryk Rzewuski]]
|style="text-align:right"|538
|
|2019-08-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3365.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1047
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Leopold von Sacher-Masoch - Demoniczne kobiety.djvu|Demoniczne kobiety]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leopold von Sacher-Masoch|Leopold von Sacher-Masoch]]
|style="text-align:right"|116
|
|2024-03-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3492.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|205
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sachs - Ferdynand Lassalle.djvu|Ferdynand Lassalle]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Feliks Sachs|Feliks Sachs]]
|style="text-align:right"|20
|
|2021-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3529.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|33
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:P. J. Szafarzyka słowiański narodopis|P. J. Szafarzyka słowiański narodopis]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Pavel Jozef Šafárik|Pavel Jozef Šafárik]]
|style="text-align:right"|241
|
|2010-10-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3709.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|451
|-
|[[Indeks:PL Saint-Pierre - Paweł i Wirginia.djvu|Paweł i Wirginia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jacques-Henri Bernardin de Saint-Pierre|Jacques-Henri Bernardin de Saint-Pierre]]
|style="text-align:right"|212
|
|2020-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">232.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|589
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Emilio Salgari - Dramat na Oceanie Spokojnym.djvu|Dramat na Oceanie Spokojnym]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Emilio Salgari|Emilio Salgari]]
|style="text-align:right"|302
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3449.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|566
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Załęski - Przekład pieśni Sarbiewskiego i inne poezye.pdf|Przekład pieśni Sarbiewskiego i inne poezye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Maciej Kazimierz Sarbiewski|Anzelm Załęski}}
|style="text-align:right"|90
|
|2024-06-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3377.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|151
|-
|[[Indeks:Opis powiatu jasielskiego.pdf|Opis powiatu jasielskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:95% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:17%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:81%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Sarna|Władysław Sarna]]
|style="text-align:right"|760
|
|2024-02-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">604.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2114
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:R. Henryk Savage - Moja oficjalna żona.djvu|Moja oficjalna żona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Richard Henry Savage|Richard Henry Savage]]
|style="text-align:right"|260
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3412.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|502
|-
|[[Indeks:Savitri - Utopia.djvu|Utopia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Savitri|Savitri]]
|style="text-align:right"|268
|
|2020-10-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">90.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|767
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ostatnie dni świata (zbiór).pdf|Ostatnie dni świata (zbiór)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Simon Sawczenko|Joshua Albert Flynn}}
|style="text-align:right"|128
|
|2020-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3419.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|229
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Friedrich Schiller - Zbójcy.djvu|Zbójcy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Friedrich Schiller|Friedrich Schiller]]
|style="text-align:right"|188
|
|2018-04-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3404.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|370
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antoni Schneider - Babiagóra w Beskidach.djvu|Babiagóra w Beskidach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Antoni Schneider|Antoni Schneider]]
|style="text-align:right"|28
|
|2022-10-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6790.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|26
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL A Scholl Najnowsze tajemnice Paryża.djvu|Najnowsze tajemnice Paryża]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aurélien Scholl|Aurélien Scholl]]
|style="text-align:right"|152
|
|2023-01-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3403.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|283
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Artur Schopenhauer - O wolności ludzkiej woli.djvu|O wolności ludzkiej woli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Schopenhauer|Arthur Schopenhauer]]
|style="text-align:right"|314
|
|2015-10-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3520.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|589
|-
|[[Indeks:PL Schure - Wielcy wtajemniczeni (tłum. Centnerszwerowa).pdf|Wielcy wtajemniczeni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:44%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:41%"></td></tr></table>
|[[Autor:Édouard Schuré|Édouard Schuré]]
|style="text-align:right"|540
|
|2024-09-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">463.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1482
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szkoła harcerza|Szkoła harcerza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:72%"></td><td class="pq1" style="width:25%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Sedlaczek|Stanisław Sedlaczek]]
|style="text-align:right"|229
|
|2015-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">5881.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|278
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Janina Sedlaczkówna - Karol Marcinkowski.pdf|Karol Marcinkowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Janina Sedlaczkówna|Janina Sedlaczkówna]]
|style="text-align:right"|44
|
|2024-11-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3513.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|72
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:J. Servieres - Orle skrzydła.djvu|Orle skrzydła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Joseph Servières|Joseph Servières]]
|style="text-align:right"|168
|
|2020-07-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3417.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|314
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ernest Thompson Seton - Opowiadania z życia zwierząt.pdf|Opowiadania z życia zwierząt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ernest Thompson Seton|Ernest Thompson Seton]]
|style="text-align:right"|240
|
|2022-09-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3510.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|440
|-
|[[Indeks:PL Sewer - Genealogie.djvu|Genealogie żyjących utytułowanych rodów polskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:98% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jerzy Sewer Dunin-Borkowski|Jerzy Sewer Dunin-Borkowski]]
|style="text-align:right"|784
|
|2020-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">47.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2311
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bernard Shaw - Socyalista na ustroniu.djvu|Socyalista na ustroniu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:George Bernard Shaw|George Bernard Shaw]]
|style="text-align:right"|428
|
|2021-03-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3372.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|837
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Siedlecki - Spadochronowy lot niektórych owadów.pdf|Spadochronowy lot niektórych owadów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:56%"></td><td class="pq0" style="width:33%"></td></tr></table>
|[[Autor:Michał Siedlecki|Michał Siedlecki]]
|style="text-align:right"|43
|
|2021-11-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">4252.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|50
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sikorski - Krótki rys historyi powszechnej muzyki 1859-1861.pdf|Krótki rys historyi powszechnej muzyki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Sikorski|Józef Sikorski]]
|style="text-align:right"|113
|
|2025-10-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|226
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Sienkiewicz - Wspomnienia sierżanta Legji Cudzoziemskiej.djvu|Wspomnienia sierżanta Legji Cudzoziemskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Sienkiewicz (żołnierz)|Henryk Sienkiewicz (żołnierz)]]
|style="text-align:right"|254
|
|2016-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3458.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|418
|-
|[[Indeks:Skibinski pamietnik0001.djvu|Pamiętnik aktora]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Michał Skibiński|Kazimierz Michał Skibiński]]
|style="text-align:right"|352
|
|2015-08-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1050
|-
|[[Indeks:PL Puszcza Kurpiowska w pieśni cz 1.pdf|Puszcza Kurpiowska w pieśni cz 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:49%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:41%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Skierkowski|Władysław Skierkowski]]
|style="text-align:right"|104
|
|2024-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">2121.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|234
|-
|[[Indeks:M. Skłodowska-Curie - Promieniotwórczość.djvu|Promieniotwórczość]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:83% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Skłodowska-Curie|Maria Skłodowska-Curie]]
|style="text-align:right"|664
|
|2016-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">300.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1807
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mieczysław Skrudlik - Bezbożnictwo w Polsce.djvu|Bezbożnictwo w Polsce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Skrudlik|Mieczysław Skrudlik]]
|style="text-align:right"|122
|
|2017-07-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3557.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|230
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Słomka - Pamiętniki włościanina od pańszczyzny do dni dzisiejszych.pdf|Pamiętniki włościanina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Słomka|Jan Słomka]]
|style="text-align:right"|590
|
|2025-02-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3464.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1094
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Śmierci z Mistrzem dwojakie gadania, Kraków 1542.pdf|Śmierci z Mistrzem dwojakie gadania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:anonimowy|anonimowy]]
|style="text-align:right"|40
|
|2025-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|80
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Arthur Howden Smith - Złoto z Porto Bello.djvu|Złoto z Porto Bello]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Arthur Howden Smith|Arthur Howden Smith]]
|style="text-align:right"|384
|
|2019-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6783.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|358
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Władysław Smoleński-Ksiądz Marek, cudotwórca i prorok konfederacyi barskiej szkic historyczny.pdf|Ksiądz Marek, cudotwórca i prorok konfederacyi barskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Smoleński|Władysław Smoleński]]
|style="text-align:right"|28
|
|2019-11-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|48
|-
|[[Indeks:Instrukcja synom moim do Paryża|Instrukcja synom moim do Paryża]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq2" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pqn" style="width:29%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakub Sobieski|Jakub Sobieski]]
|style="text-align:right"|14
|
|2012-07-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">2619.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|31
|-
|[[Indeks:Ciesz się, późny wnuku! (Jan Sowa)|Ciesz się, późny wnuku!]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Sowa|Jan Sowa]]
|style="text-align:right"|519
|
|2011-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">338.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1484
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Paweł Spandowski - Z praktyki spółek wielkopolskich.pdf|Z praktyki spółek wielkopolskich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Spandowski|Paweł Spandowski]]
|style="text-align:right"|122
|
|2023-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3423.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|219
|-
|[[Indeks:Karol Spitteler Imago.djvu|Imago]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:7%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Carl Spitteler|Carl Spitteler]]
|style="text-align:right"|288
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">268.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|835
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Staff LM Zgrzebna kantyczka.djvu|Zgrzebna kantyczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Maria Staff|Ludwik Maria Staff]]
|style="text-align:right"|110
|
|2020-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">4044.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|159
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pod jaką gwiazdą urodziłeś się. Horoskopy na każdy dzień roku.pdf|Pod jaką gwiazdą urodziłeś się. Horoskopy na każdy dzień roku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Starża-Dzierżbicki|Jan Starża-Dzierżbicki]]
|style="text-align:right"|382
|
|2023-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6684.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|368
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Helena Staś Kobieta wobec Chrystusa.pdf|Kobieta wobec Chrystusa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Helena Staś|Helena Staś]]
|style="text-align:right"|33
|
|2021-12-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4301.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|53
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Maria Steczkowska - Obrazki z podróży do Tatrów i Pienin.djvu|Obrazki z podróży do Tatrów i Pienin]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maria Steczkowska|Maria Steczkowska]]
|style="text-align:right"|324
|
|2022-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6709.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|306
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Steiner - Przygotowanie do nadzmysłowego poznania świata i przeznaczeń człowieka.djvu|Przygotowanie do nadzmysłowego poznania świata i przeznaczeń człowieka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rudolf Steiner|Rudolf Steiner]]
|style="text-align:right"|189
|
|2018-11-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3457.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|369
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dudki Króla Salomona i inne bajki.pdf|Dudki Króla Salomona i inne bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Konstancja Stępowska|Konstancja Stępowska]]
|style="text-align:right"|78
|
|2025-07-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3597.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|121
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jeden miesiąc życia (Sten)|Jeden miesiąc życia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:68%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ludwik Bruner|Jan Sten]]
|style="text-align:right"|206
|
|2015-03-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">4396.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|311
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mieczysław Sterling - Fra Angelico i jego epoka.djvu|Fra Angelico i jego epoka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:28%"></td><td class="pq1" style="width:48%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mieczysław Sterling|Mieczysław Sterling]]
|style="text-align:right"|188
|
|2016-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">5214.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|234
|-
|[[Indeks:Okolice Galicyi.pdf|Okolice Galicyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq0" style="width:26%"></td><td class="pqn" style="width:74%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maciej Stęczyński|Maciej Stęczyński]]
|style="text-align:right"|310
|
|2024-02-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|687
|-
|[[Indeks:Kuma Troska (Sudermann)|Kuma Troska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:19%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:78%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hermann Sudermann|Hermann Sudermann]]
|style="text-align:right"|340
|
|2015-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">715.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|922
|-
|[[Indeks:Folklor i literatura.pdf|Folklor i literatura]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roch Sulima|Roch Sulima]]
|style="text-align:right"|525
|
|2021-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">12.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1570
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Swinburne - Atalanta w Kalydonie.djvu|Atalanta w Kalydonie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Algernon Charles Swinburne|Algernon Charles Swinburne]]
|style="text-align:right"|128
|
|2018-12-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3746.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|212
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Mikołaj Swiniarski - Sześćdziesięciolecie Ziemianina.pdf|Sześćdziesięciolecie Ziemianina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:42%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Mikołaj Swiniarski|Wacław Mikołaj Swiniarski]]
|style="text-align:right"|132
|
|2024-12-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3419.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|152
|-
|[[Indeks:Lechicki początek Polski|Lechicki początek Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Szajnocha|Karol Szajnocha]]
|style="text-align:right"|360
|
|2013-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">243.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1042
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Taras Szewczenko - Poezje (1936) (wybór).djvu|Poezje (1936) (wybór)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:40%"></td><td class="pq0" style="width:54%"></td></tr></table>
|[[Autor:Taras Szewczenko|Taras Szewczenko]]
|style="text-align:right"|419
|
|2021-02-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3923.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|350
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Emil Szramek - Ks. Konstanty Damroth.pdf|Ks. Konstanty Damroth]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Emil Szramek|Emil Szramek]]
|style="text-align:right"|56
|
|2017-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">4347.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|78
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Henryk Szuman - O społeczeństwie poznańskiem.pdf|O społeczeństwie poznańskiem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Szuman|Henryk Szuman]]
|style="text-align:right"|36
|
|2023-01-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3456.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|53
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Szymanowski - Wychowawcza rola kultury muzycznej.djvu|Wychowawcza rola kultury muzycznej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:18%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Szymanowski|Karol Szymanowski]]
|style="text-align:right"|72
|
|2020-06-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6723.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|58
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Roman Szymański - Pracą i Oświatą.pdf|Pracą i Oświatą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Roman Szymański|Roman Szymański]]
|style="text-align:right"|40
|
|2023-03-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|62
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sielanki (1614) i inne wiersze polskie|Sielanki (1614) i inne wiersze polskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Szymon Szymonowic|Szymon Szymonowic]]
|style="text-align:right"|158
|
|2013-02-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">4126.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|259
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ściskała - Ostatni mnich w Orłowej.pdf|Ostatni mnich w Orłowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Dominik Ściskała|Dominik Ściskała]]
|style="text-align:right"|104
|
|2021-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3598.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|169
|-
|[[Indeks:Próżniacko-filozoficzna podróż po bruku|Próżniacko-filozoficzna podróż po bruku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jędrzej Śniadecki|Jędrzej Śniadecki]]
|style="text-align:right"|139
|
|2018-12-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">119.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|412
}}
|-
|[[Indeks:PL Taine - Historya literatury angielskiej 1.djvu|Historya literatury angielskiej, Część I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hippolyte Adolphe Taine|Hippolyte Adolphe Taine]]
|style="text-align:right"|547
|
|2018-08-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">432.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1547
|-
|[[Indeks:Ja, motyl i inne szkice krytyczne.pdf|Ja, motyl i inne szkice krytyczne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Paweł Tański|Paweł Tański]]
|style="text-align:right"|184
|
|2019-07-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">54.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|546
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jean Tarnowski - Nasze przedstawicielstwo polityczne w Paryżu i w Petersburgu 1905-1919.pdf|Nasze przedstawicielstwo polityczne w Paryżu i w Petersburgu 1905-1919]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Stanisław Amor Tarnowski|Jan Stanisław Amor Tarnowski]]
|style="text-align:right"|140
|
|2015-10-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3490.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|248
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Goffred albo Jeruzalem wyzwolona|Goffred albo Jeruzalem wyzwolona]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:94% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Torquato Tasso|Torquato Tasso]]
|style="text-align:right"|748
|
|2019-11-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3444.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1420
|-
|[[Indeks:Józef Teodorowicz - Stańczyk bez teki.djvu|Stańczyk bez teki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:5%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Teodorowicz|Józef Teodorowicz]]
|style="text-align:right"|114
|
|2017-03-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">244.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|319
|-
|[[Indeks:Thackeray - Snoby, utwór humorystyczny.djvu|Snoby]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Makepeace Thackeray|William Makepeace Thackeray]]
|style="text-align:right"|254
|
|2019-06-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">40.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|729
|-
|[[Indeks:PL Frida Złote serduszko.pdf|Frida, Złote serduszko]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|André Theuriet|Richard Harding Davis}}
|style="text-align:right"|136
|
|2021-08-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">53.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|370
|-
|[[Indeks:PL Tomasz a Kempis - O naśladowaniu Chrystusa (1938).djvu|O naśladowaniu Chrystusa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Thomas a Kempis|Thomas a Kempis]]
|style="text-align:right"|360
|
|2020-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">47.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1042
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Toeppen Max - Wierzenia mazurskie 1894.djvu|Wierzenia mazurskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Max Toeppen|Max Toeppen]]
|style="text-align:right"|196
|
|2019-04-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3423.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|363
|-
|[[Indeks:Jakuba Teodora Trembeckiego wirydarz poetycki|Jakuba Teodora Trembeckiego wirydarz poetycki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jakub Teodor Trembecki|Jakub Teodor Trembecki]]
|style="text-align:right"|1001
|
|2020-05-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2942
|-
|[[Indeks:Poezye Stanisława Trembeckiego (Bobrowicz)|Poezye Stanisława Trembeckiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Trembecki|Stanisław Trembecki]]
|style="text-align:right"|416
|
|2015-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">574.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1165
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Lew Trocki - Od przewrotu listopadowego do pokoju brzeskiego.pdf|Od przewrotu listopadowego do pokoju brzeskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Lew Trocki|Lew Trocki]]
|style="text-align:right"|120
|
|2021-12-1
|class=center|<span style="visibility:hidden">3455.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|214
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Tukidydes - Historya wojny peloponneskiéj.djvu|Historya wojny peloponneskiéj]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tukidydes|Tukidydes]]
|style="text-align:right"|464
|
|2024-01-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3348.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|906
|-
|[[Indeks:PL Tadeusz Kościuszko jego żywot i czyny.pdf|Tadeusz Kościuszko jego żywot i czyny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bolesław Twardowski|Bolesław Twardowski]]
|style="text-align:right"|74
|
|2021-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">95.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|208
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Władysław Tyszkiewicz - Półwysep Hel.pdf|Półwysep Hel]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Tyszkiewicz|Władysław Tyszkiewicz]]
|style="text-align:right"|20
|
|2024-08-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">4000.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|27
|-
|[[Indeks:Poezje Kornela Ujejskiego|Poezje Kornela Ujejskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:23%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:69%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kornel Ujejski|Kornel Ujejski]]
|style="text-align:right"|464
|
|2013-04-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">1085.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1182
|-
|[[Indeks:Jan Urban - Makryna Mieczysławska w świetle prawdy.djvu|Makryna Mieczysławska w świetle prawdy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Urban|Jan Urban]]
|style="text-align:right"|148
|
|2020-04-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">142.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|414
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zofia Urbanowska - Róża bez kolców.pdf|Róża bez kolców]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zofia Urbanowska|Zofia Urbanowska]]
|style="text-align:right"|478
|
|2020-01-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3383.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|921
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Maurycy Urstein-Eligjusz Niewiadomski w oświetleniu psychjatry.pdf|Eligjusz Niewiadomski w oświetleniu psychjatry]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Maurycy Urstein|Maurycy Urstein]]
|style="text-align:right"|114
|
|2023-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3464.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|200
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Vātsyāyana - Kama Sutra (1933).djvu|Kama Sutra]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:14%"></td><td class="pq3" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Vātsyāyana|Vātsyāyana]]
|style="text-align:right"|144
|
|2019-02-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">7226.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|99
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Leonardo da Vinci - Rozprawa o malarstwie.pdf|Rozprawa o malarstwie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leonardo da Vinci|Leonardo da Vinci]]
|style="text-align:right"|108
|
|2024-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|201
|-
|[[Indeks:Karol Wachtl - Szkolnictwo i wychowanie.djvu|Szkolnictwo i wychowanie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:28%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:64%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Wachtl|Karol Wachtl]]
|style="text-align:right"|200
|
|2017-06-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">1170.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|498
|-
|[[Indeks:Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego|Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:11%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:86%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Michał Zaleski|Wacław z Oleska]] (red.)
|style="text-align:right"|592
|
|2012-04-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">445.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1671
|-
|[[Indeks:Johannes Walther - Wstęp do gieologji.djvu|Wstęp do gieologji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Johannes Walther|Johannes Walther]]
|style="text-align:right"|218
|
|2024-01-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">196.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|600
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Leon Wasilewski - Litwa i jej ludy.pdf|Litwa i jej ludy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pq0" style="width:24%"></td></tr></table>
|[[Autor:Leon Wasilewski|Leon Wasilewski]]
|style="text-align:right"|106
|
|2025-04-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3497.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|158
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jean Webster - Tajemniczy opiekun.pdf|Tajemniczy opiekun]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jean Webster|Jean Webster]]
|style="text-align:right"|168
|
|2023-02-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3397.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|311
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wergilego Eneida.djvu|Eneida]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wergiliusz|Wergiliusz]]
|style="text-align:right"|341
|
|2019-02-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3374.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|644
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma wierszem i prozą Kajetana Węgierskiego.djvu|Pisma wierszem i prozą]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Tomasz Kajetan Węgierski|Tomasz Kajetan Węgierski]]
|style="text-align:right"|202
|
|2015-09-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3552.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|383
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wspomnienia z wygnania (Zygmunt Wielhorski)|Wspomnienia z wygnania 1865-1874]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Wielhorski|Zygmunt Wielhorski]]
|style="text-align:right"|140
|
|2013-07-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6936.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|125
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Historya o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim.djvu|Historya o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mikołaj z Wilkowiecka|Mikołaj z Wilkowiecka]]
|style="text-align:right"|100
|
|2021-06-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3411.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|168
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pisma pośmiertne Franciszka Wiśniowskiego.pdf|Pisma pośmiertne Franciszka Wiśniowskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Wiśniowski|Franciszek Wiśniowski]]
|style="text-align:right"|42
|
|2020-01-16
|class=center|<span style="visibility:hidden">3596.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|73
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bogdan Wojdowski - Chleb rzucony umarłym.djvu|Chleb rzucony umarłym]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Bogdan Wojdowski|Bogdan Wojdowski]]
|style="text-align:right"|512
|
|2016-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3418.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|999
|-
|[[Indeks:Wolff Józef. Kniaziowie litewsko-ruscy od końca czternastego wieku.djvu|Kniaziowie litewsko-ruscy od końca czternastego wieku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:91% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Wolff|Józef Wolff]]
|style="text-align:right"|724
|
|2019-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">60.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|2150
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Voltaire - Refleksye.djvu|Refleksye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Franciszek Maria Arouet|Wolter]]
|style="text-align:right"|214
|
|2015-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">4090.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|367
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wróblewski, Stanisław - Opinie o oficerach - 701-001-119-585.pdf|Opinie o oficerach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:18%"></td><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:64%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Wróblewski|Stanisław Wróblewski]]
|style="text-align:right"|11
|
|2019-02-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">5151.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Wyka - Modernizm polski.djvu|Modernizm polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:67% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Wyka|Kazimierz Wyka]]
|style="text-align:right"|534
|
|2016-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3672.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|989
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Aurelia Wyleżyńska - Biała Czarodziejka.pdf|Biała Czarodziejka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:17%"></td></tr></table>
|[[Autor:Aurelia Wyleżyńska|Aurelia Wyleżyńska]]
|style="text-align:right"|76
|
|2025-09-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3597.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|121
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:De Wyzewa - Gwalbert|Gwalbert]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Téodor de Wyzewa|Téodor de Wyzewa]]
|style="text-align:right"|268
|
|2025-05-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3421.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|448
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Anna Zahorska - Trucizny.djvu|Trucizny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Anna Zahorska|Anna Zahorska]]<br>[[Autor:Józef Teodorowicz|Józef Teodorowicz]]
|style="text-align:right"|264
|
|2016-09-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3409.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|520
|-
|[[Indeks:Księga pamiątkowa miasta Poznania|Księga pamiątkowa miasta Poznania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:44%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:31%"></td></tr></table>
|redaktor [[Autor:Zygmunt Zaleski|Zygmunt Zaleski]], wielu autorów poszczególnych rozdziałów
|style="text-align:right"|449
|nie wszystkie rozdziały są PD
|2013-05-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4485.</span>[[Plik:00%.svg|0% Poszukiwany, niezamieszczony]]
|style="text-align:right"|665
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nauka pływania.pdf|Nauka pływania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Zachariasz Zarzycki|Wacław Zachariasz Zarzycki]]
|style="text-align:right"|124
|
|2018-04-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3716.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|213
|-
|[[Indeks:Podania i legendy wileńskie (1925).pdf|Podania i legendy wileńskie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Zahorski|Władysław Zahorski]]
|style="text-align:right"|190
|
|2025-06-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|543
|-
|[[Indeks:PL Hugo Zathey - Antologia rzymska.djvu|Antologia rzymska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Hugo Zathey|Hugo Zathey]]
|style="text-align:right"|372
|
|2018-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">626.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1032
|-
|[[Indeks:Władysław Zawadzki - Obrazy Rusi Czerwonej.djvu|Obrazy Rusi Czerwonej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:87%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Zawadzki|Władysław Zawadzki]]
|style="text-align:right"|89
|
|2018-07-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">246.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|237
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Janina Zawisza-Krasucka - Anielka w mieście.pdf|Anielka w mieście]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:22%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Janina Zawisza-Krasucka|Janina Zawisza-Krasucka]]
|style="text-align:right"|264
|
|2023-08-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">4186.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|443
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Historia Polski (Henryk Zieliński)|Historia Polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Zieliński|Henryk Zieliński]]
|style="text-align:right"|429
|
|2011-05-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">4048.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|766
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Józef Zieliński - Czy w Polsce anarchizm ma racyę bytu.pdf|Czy w Polsce anarchizm ma racyę bytu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:28%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Zieliński|Józef Zieliński]]
|style="text-align:right"|32
|eksperymentalny format
|2022-11-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3478.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|45
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kazimierz Zimmermann - Ks. patron Wawrzyniak.pdf|Ks. patron Wawrzyniak]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Kazimierz Zimmermann|Kazimierz Zimmermann]]
|style="text-align:right"|74
|
|2021-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3548.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|120
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów|Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|Józef Bartłomiej Zimorowic|Szymon Zimorowic}}
|style="text-align:right"|172
|
|2014-05-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3497.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|316
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Żeligowski Edward - Jordan (wyd. 1870).pdf|Jordan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edward Żeligowski|Edward Żeligowski]]
|style="text-align:right"|176
|
|2024-05-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|318
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Początek i progres wojny moskiewskiej|Początek i progres wojny moskiewskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Żółkiewski|Stanisław Żółkiewski]]
|style="text-align:right"|126
|
|2013-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3821.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|228
|-
|[[Indeks:26 mm Pistolet sygnałowy wz. 1978 i wz. 1944 - opis i użytkowanie|26 mm Pistolet sygnałowy wz. 1978 i wz. 1944]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:7% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:71%"></td><td class="pqn" style="width:24%"></td></tr></table>
|[[Autor:Ministerstwo Obrony Narodowej|Ministerstwo Obrony Narodowej]]
|style="text-align:right"|49
|
|2021-11-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">2653.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|108
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1|Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:73% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:37%"></td><td class="pq1" style="width:51%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|580
|
|2014-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">5012.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|808
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.2|Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:76% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|601
|
|2017-06-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3559.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1082
|-
|[[Indeks:Co każdy o krótkofalarstwie wiedzieć powinien|Co każdy o krótkofalarstwie wiedzieć powinien]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq1" style="width:28%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:66%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zbiorowy|członkowie Wileńskiego Klubu Krótkofalowców]]
|style="text-align:right"|76
|
|2020-06-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">985.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|192
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieło_wielkiego_miłosierdzia.djvu|Dzieło wielkiego miłosierdzia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|336
|
|2021-07-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">4087.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|580
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Tarnowski z Dzikowa.djvu|Jan Tarnowski z Dzikowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|212
|
|2016-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3670.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|357
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wagner - Sztuka i rewolucya.pdf|Sztuka i rewolucya]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:20%"></td></tr></table>
|[[Autor:Richard Wagner|Richard Wagner]]
|style="text-align:right"|114
|
|2024-06-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|175
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zygmunt Zaleski - Z dziejów walki o handel polski.pdf|Z dziejów walki o handel polski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Zygmunt Zaleski|Zygmunt Zaleski]]
|style="text-align:right"|212
|
|2023-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|409
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mariusz Zaruski - Sonety morskie. Sonety północne.pdf|Sonety morskie. Sonety północne]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Mariusz Zaruski|Mariusz Zaruski]]
|style="text-align:right"|104
|
|2025-10-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|174
|-
|[[Indeks:Jeszcze Polska nie zginęła Cz.2.djvu|Jeszcze Polska nie zginęła. Część II. Słowa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|256
|
|2019-11-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">13.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|719
|-
|[[Indeks:PL Katechizm rzymski wg uchwały św Soboru Trydenckiego.djvu|Katechizm rzymski wg uchwały św. Soboru Trydenckiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:77% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|616
|
|2020-09-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">10.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1822
|-
|[[Indeks:PL Michałowski - Księga pamiętnicza.djvu|Księga pamiętnicza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|912
|
|2020-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">22.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2697
|-
|[[Indeks:Materyały i prace Komisyi Językowej Tom I|Materyały i prace Komisyi Językowej Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:6%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|525
|
|2013-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">413.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1461
|-
|[[Indeks:Materyały i prace Komisyi Językowej Tom II|Materyały i prace Komisyi Językowej Tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|477
|
|2013-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">129.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1368
|-
|[[Indeks:PL Stefan Surzyński - Nasze Hasło. Tomik I.pdf|Nasze Hasło. Tomik I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|204
|
|2021-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|591
|-
|[[Indeks:PL Stefan Surzyński - Nasze Hasło. Tomik II.pdf|Nasze Hasło. Tomik II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|204
|
|2021-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|591
|-
|[[Indeks:PL Stefan Surzyński - Nasze Hasło. Tomik III.pdf|Nasze Hasło. Tomik IIII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|200
|
|2021-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|579
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Opętana przez djabła.djvu|Opętana przez djabła]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|130
|
|2018-11-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">3760.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|219
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Pamiętniki lekarzy (1939).djvu|Pamiętniki lekarzy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:89% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:11%"></td><td class="pq2" style="width:33%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|706
|
|2016-05-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3097.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|1433
|-
|[[Indeks:Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydziału Historyczno-Filozoficznego Akademii Umiejętności. T. 19 (1887)|Rozprawy i Sprawozdania z Posiedzeń Wydziału Historyczno-Filozoficznego Akademii Umiejętności. Tom XIX]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:13%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:83%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|447
|
|2012-02-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">493.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1232
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sprawozdanie Stenograficzne z 36. posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej.pdf|Sprawozdanie Stenograficzne z 36. posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:12%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|120
|
|2020-04-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7058.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|105
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sprawozdanie Stenograficzne z 78. posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 14 marca 2019 r.pdf|Sprawozdanie Stenograficzne z 78. posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq3" style="width:14%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|136
|
|2020-04-30
|class=center|<span style="visibility:hidden">3805.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|249
|-
|[[Indeks:PL Teka Stańczyka.djvu|Teka Stańczyka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|162
|
|2018-08-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">167.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|469
|-
|[[Indeks:Unicode (HD Table)|Unicode]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq1" style="width:39%"></td><td class="pqn" style="width:61%"></td></tr></table>
|
|style="text-align:right"|225
|
|2014-01-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">1303.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|587
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf|Upominek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq4" style="width:30%"></td><td class="pq3" style="width:32%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|628
|
|2016-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6491.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|642
|-
|[[Indeks:PL Engestroem - Z szwedzkiej niwy.djvu|Z szwedzkiej niwy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td><td class="pqn" style="width:73%"></td></tr></table>
|[[Autor:zbiorowy|zbiorowy]]
|style="text-align:right"|92
|
|2020-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">562.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|218
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Lorentowicz - Zapolska w Theatre Libre.djvu|Zapolska w „Théâtre Libre”]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lorentowicz|Jan Lorentowicz]]
|style="text-align:right"|15
|
|2025-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3555.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|29
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Lorentowicz - Sztandar ze spódnicy.djvu|„Sztandar ze spódnicy”]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Lorentowicz|Jan Lorentowicz]]
|style="text-align:right"|13
|
|2025-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3589.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|25
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Ludwik Popławski - Sztandar ze spódnicy.djvu|Sztandar ze spódnicy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Ludwik Popławski|Jan Ludwik Popławski]]
|style="text-align:right"|10
|
|2025-10-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|20
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ziemie zachodnie a państwo narodowe.pdf|Ziemie zachodnie a państwo narodowe]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Stojanowski|Karol Stojanowski]]
|style="text-align:right"|9
|
|2026-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rasowe zróżnicowanie genitaliów męskich a circumcisio.pdf|Rasowe zróżnicowanie genitaliów męskich a circumcisio]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq1" style="width:62%"></td><td class="pq0" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Stojanowski|Karol Stojanowski]]
|style="text-align:right"|34
|
|2026-01-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|42
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Doktryna nuklearna Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej pod rządami Kim Dzong-Una.pdf|Doktryna nuklearna Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej pod rządami Kim Dzong-Una]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karol Starowicz|Karol Starowicz]]
|style="text-align:right"|20
|
|2026-01-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|38
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Burza.pdf|Burza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:21%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:74%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|184
|
|2016-01-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">847.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|486
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hamlet (William Shakespeare)|Hamlet]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:26%"></td><td class="pq3" style="width:23%"></td><td class="pq1" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|160
|
|2011-01-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">5942.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|185
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Król Ryszard III (Shakespeare)|Król Ryszard III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:16%"></td><td class="pq1" style="width:73%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|148
|
|2013-05-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">4184.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|239
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 1.djvu|Dzieła dramatyczne T.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:9%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|414
|
|2018-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">4027.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|697
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 2.djvu|Dzieła dramatyczne T.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:18%"></td><td class="pq3" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|326
|
|2018-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">7305.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|249
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 3.djvu|Dzieła dramatyczne T.3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|356
|
|2018-08-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">4053.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|603
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 4.djvu|Dzieła dramatyczne T.4]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:19%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|270
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4506.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|412
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 5.djvu|Dzieła dramatyczne T.5]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:26%"></td><td class="pq1" style="width:60%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|322
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4840.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|469
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 6.djvu|Dzieła dramatyczne T.6]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|262
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4016.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|438
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 7.djvu|Dzieła dramatyczne T.7]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:30%"></td><td class="pq1" style="width:52%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|308
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">5221.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|410
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 8.djvu|Dzieła dramatyczne T.8]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:30%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|306
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">5337.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|400
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 9.djvu|Dzieła dramatyczne T.9]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:9%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|292
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4271.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|464
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 10.djvu|Dzieła dramatyczne T.10]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|346
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4413.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|538
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 11.djvu|Dzieła dramatyczne T.11]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|368
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4113.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|611
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 12.djvu|Dzieła dramatyczne T.12]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:27%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|342
|
|2018-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">4613.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|522
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Shakespeare - Otello tłum. Paszkowski.djvu|Otello]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|128
|
|2018-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6720.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|123
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Shakespeare - Kupiec wenecki tłum. Paszkowski.djvu|Kupiec wenecki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|95
|
|2018-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3403.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|188
|-
|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. I.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:84% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|668
|
|2018-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">200.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1911
|-
|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. II.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|366
|
|2018-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3428.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|690
|-
|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. III.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:72% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:38%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:59%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|570
|
|2018-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">1324.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1447
|-
|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. IV.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|477
|
|2018-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">210.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1351
|-
|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. V.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. V]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|284
|
|2018-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">145.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|810
|-
|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. VI.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. VI]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|348
|
|2018-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">328.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|972
|-
|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. VII.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. VII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:28%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:66%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|310
|
|2018-11-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">1218.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|793
|-
|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. VIII.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. VIII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|290
|
|2018-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">261.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|818
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu|Dzieła Wiliama Szekspira T. IX]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|496
|
|2018-11-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4118.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|847
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Zimowa powieść tłum. Ehrenberg.djvu|Zimowa powieść tłum. Ehrenberg]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:85%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|134
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">303.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|352
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Tymon z Aten tłum. Lubowski.djvu|Tymon z Aten tłum. Lubowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|92
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">79.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|250
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Otello tłum. Kluczycki.djvu|Otello tłum. Kluczycki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|146
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">23.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|425
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Romeo i Julia tłum. Korsak.djvu|Romeo i Julia tłum. Korsak]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|108
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|303
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:William Shakespeare - Romeo i Julia tłum. Kasprowicz.djvu|Romeo i Julia tłum. Kasprowicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|136
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3333.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|262
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:William Shakespeare - Makbet tłum. Kasprowicz.djvu|Makbet tłum. Kasprowicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|112
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3520.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|208
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:William Shakespeare - Lukrecja.djvu|Lukrecja]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|86
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|155
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Król Lir tłum. Kasprowicz.djvu|Król Lir tłum. Kasprowicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|148
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|432
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Juljusz Cezar tłum. Kasprowicz.djvu|Juljusz Cezar tłum. Kasprowicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|118
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3157.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|234
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Juliusz Cezar tłum. Pajgert.djvu|Juliusz Cezar tłum. Pajgert]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|144
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|423
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Król Lir tłum. Pietkiewicz.djvu|Król Lir tłum. Pietkiewicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|232
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|660
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Makbet tłum. A.E. Koźmian.djvu|Makbet tłum. A.E. Koźmian]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|108
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">33.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|302
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Hamlet tłum. Skłodowski.djvu|Hamlet tłum. Skłodowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|164
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">104.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|475
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Hamlet tłum. Kasprowicz.djvu|Hamlet tłum. Kasprowicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|192
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|540
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Hamlet tłum. Ostrowski.djvu|Hamlet tłum. Ostrowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|184
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">19.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|524
|-
|[[Indeks:Tłomaczenia arcydzieł Szekspira przez Wojciecha Dzieduszyckiego.djvu|Tłomaczenia arcydzieł Szekspira przez Wojciecha Dzieduszyckiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|378
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1125
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Dramata Tom I tłum. Komierowski.djvu|Dramata Tom I tłum. Komierowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|462
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">88.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1341
|-
|[[Indeks:William Shakespeare - Dramata Tom II tłum. Komierowski.djvu|Dramata Tom II tłum. Komierowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:77% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:24%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:72%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|614
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">911.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1636
|-
|[[Indeks:Dzieła Williama Shakspeare III tłum. Jankowski.djvu|Dzieła Williama Shakspeare III tłum. Jankowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|354
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">66.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1049
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła Williama Shakspeare I tłum. Hołowiński.djvu|Dzieła Williama Shakspeare I tłum. Hołowiński]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|498
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3435.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|961
|-
|[[Indeks:Dzieła Williama Shakspeare II tłum. Hołowiński.djvu|Dzieła Williama Shakspeare II tłum. Hołowiński]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:26%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:68%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|438
|
|2018-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">1152.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1128
|-
|[[Indeks:Hamlet tłum. Tretiak.djvu|Hamlet tłum. Tretiak]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|272
|
|2019-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|792
|-
|[[Indeks:Hamlet królewic duński tłum. Matlakowski.djvu|Hamlet tłum. Matlakowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:98% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|778
|
|2019-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|2301
|-
|[[Indeks:Szekspir - Północna godzina.djvu|Północna godzina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:55%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:42%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|196
|
|2019-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">1937.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|462
|-
|[[Indeks:Szekspir - Puste kobiety z Windsor’u.djvu|Puste kobiety z Windsor’u]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|208
|
|2019-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|612
|-
|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Szekspira w skróceniu opowiedziane T.1.djvu|Dzieła dramatyczne Szekspira w skróceniu opowiedziane. T. I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|William Shakespeare; Stanisław Egbert Koźmian}}
|style="text-align:right"|348
|
|2021-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1017
|-
|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Szekspira w skróceniu opowiedziane T.2.djvu|Dzieła dramatyczne Szekspira w skróceniu opowiedziane. T. II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|William Shakespeare; Stanisław Egbert Koźmian}}
|style="text-align:right"|460
|
|2021-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1350
|-
|[[Indeks:Dzieła dramatyczne Szekspira w skróceniu opowiedziane T.3.djvu|Dzieła dramatyczne Szekspira w skróceniu opowiedziane. T. III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|{{Lista autorów|William Shakespeare; Stanisław Egbert Koźmian}}
|style="text-align:right"|452
|
|2021-07-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1326
|-
|[[Indeks:PL Dzieła dramatyczne Szekspira T.1 (przekład Stanisława Koźmiana).djvu|Dzieła dramatyczne Szekspira T.1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|418
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1233
|-
|[[Indeks:PL Dzieła dramatyczne Szekspira T.2 (przekład Stanisława Koźmiana).djvu|Dzieła dramatyczne Szekspira T.2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|316
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|921
|-
|[[Indeks:PL Dzieła dramatyczne Szekspira T.3 (przekład Stanisława Koźmiana).djvu|Dzieła dramatyczne Szekspira T.3]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|366
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1089
|-
|[[Indeks:PL Krystyn Ostrowski - Lichwiarz.djvu|Lichwiarz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|108
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|318
|-
|[[Indeks:PL William Shakespeare - Romeo i Julia (przekład Wiktorii Rosickiej).djvu|Romeo i Julia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|130
|
|2021-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|378
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:William Shakespeare - Cytaty.pdf|Cytaty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|82
|
|2022-01-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6859.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|65
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hamlet krolewicz dunski.djvu|Hamlet krolewicz dunski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]]
|style="text-align:right"|146
|
|2022-02-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3429.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|272
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Władysław Tarnawski - Autograf sonetów Szekspira|Sonety (Shakespeare, 1948)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:William Shakespeare|William Shakespeare]] tłum. [[Autor:Władysław Tarnawski|Władysław Tarnawski]]
|style="text-align:right"|76
|
|2022-10-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6710.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|75
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski-W matni.djvu|W matni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|312
|
|2016-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">7006.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|264
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski-Na kresach lasów.djvu|Na kresach lasów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|276
|
|2016-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3506.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|524
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Ol-Soni Kisań.djvu|Ol-Soni Kisań]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|249
|
|2016-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3468.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|484
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Brzask.djvu|Brzask]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|254
|
|2016-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3891.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|438
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - 12 lat w kraju Jakutów.djvu|12 lat w kraju Jakutów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:29%"></td><td class="pq1" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|440
|
|2016-01-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">4553.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|701
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Beniowski|Beniowski]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:75% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|594
|
|2017-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3420.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1135
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Bajka o Żelaznym Wilku.djvu|Bajka o Żelaznym Wilku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|244
|
|2017-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">7058.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|180
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Małżeństwo, Być albo nie być, Tułacze.djvu|Małżeństwo, Być albo nie być, Tułacze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|424
|
|2017-07-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3454.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|809
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - W szponach.djvu|W szponach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|252
|
|2017-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3457.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|475
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Łańcuchy.djvu|Łańcuchy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|396
|
|2017-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3385.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|764
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Topiel.djvu|Topiel]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|366
|
|2017-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3389.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|708
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Ocean|Ocean]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:82% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|650
|
|2017-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3396.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1256
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Dalaj-Lama|Dalaj-Lama]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|444
|
|2017-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3442.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|838
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Korea.djvu|Korea]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|506
|
|2017-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6951.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|428
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Brama na świat.djvu|Brama na świat]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|132
|
|2017-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|196
|-
|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Ucieczka.djvu|Ucieczka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|352
|
|2017-07-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">272.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|998
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Nowele (1914).djvu|Nowele]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|276
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6729.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|260
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Zacisze.djvu|Zacisze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|338
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3464.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|647
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Z fali na falę.djvu|Z fali na falę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|508
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3830.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|905
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Latorośle.djvu|Latorośle, Pustelnia w górach, Czukcze]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|327
|
|2018-06-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3484.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|561
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Bajki.pdf|Bajki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|310
|
|2025-04-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6924.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|239
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wacław Sieroszewski - Wrażenia z Anglji.pdf|Wrażenia z Anglji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Wacław Sieroszewski|Wacław Sieroszewski]]
|style="text-align:right"|68
|
|2025-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6820.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|62
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła Juliusza Słowackiego T1|Dzieła Juliusza Słowackiego tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:20%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:69%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Słowacki|Juliusz Słowacki]]
|style="text-align:right"|414
|OCR,<br>red. Henryk Biegeleisen
|2013-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">4931.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|590
|-
|[[Indeks:Dzieła Juliusza Słowackiego T2|Dzieła Juliusza Słowackiego tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Słowacki|Juliusz Słowacki]]
|style="text-align:right"|383
|OCR,<br>red. Henryk Biegeleisen
|2013-12-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">2809.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|783
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła Juliusza Słowackiego T3|Dzieła Juliusza Słowackiego tom III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Słowacki|Juliusz Słowacki]]
|style="text-align:right"|478
|red. Henryk Biegeleisen
|2013-12-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">4005.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|802
|-
|[[Indeks:Dzieła Juliusza Słowackiego T4|Dzieła Juliusza Słowackiego tom IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:42%"></td><td class="pq1" style="width:30%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Słowacki|Juliusz Słowacki]]
|style="text-align:right"|453
|OCR,<br>red. Henryk Biegeleisen
|2014-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">4716.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|672
|-
|[[Indeks:Dzieła Juliusza Słowackiego T5|Dzieła Juliusza Słowackiego tom V]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:16%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:79%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Biegeleisen|Henryk Biegeleisen]]
|style="text-align:right"|568
|
|2014-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">726.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1519
|-
|[[Indeks:Dzieła Juliusza Słowackiego T6|Dzieła Juliusza Słowackiego tom VI]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:70% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Henryk Biegeleisen|Henryk Biegeleisen]]
|style="text-align:right"|555
|
|2014-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">148.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1587
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieła Juliusza Słowackiego T1 (1909)|Dzieła Juliusza Słowackiego tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:29%"></td><td class="pq3" style="width:38%"></td><td class="pq1" style="width:25%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Słowacki|Juliusz Słowacki]]
|style="text-align:right"|445
|red. Bronisław Gubrynowicz
|2014-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6811.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|395
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Antygona (tłum. Kaszewski)|Antygona (tłum. Kaszewski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:18%"></td><td class="pq1" style="width:57%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|92
|
|2015-01-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4829.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|121
|-
|[[Indeks:PL Antygona (tłum. Węclewski).pdf|Antygona (tłum. Węclewski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|126
|
|2019-02-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">54.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|364
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sofokles - Elektra.djvu|Elektra]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|92
|
|2016-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3674.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|167
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sofokles - Król Edyp.djvu|Król Edyp]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|92
|
|2016-11-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6928.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|82
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu|Tragedye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|514
|
|2019-01-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3360.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|996
|-
|[[Indeks:PL Sofokles - Tragiedye Ajas Filoktet Elektra Trachinki.djvu|Tragiedye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|477
|
|2019-02-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">21.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1392
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sofokles - Edyp Król.djvu|Edyp Król (tłum. Wężyk)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|80
|
|2019-04-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">3476.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|137
|-
|[[Indeks:PL Tragedye Sofoklesa (tłum. Węclewski).djvu|Tragedye Sofoklesa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:79% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|630
|
|2019-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1869
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sofokles - Tropiciele (tłum. Bednarowski).djvu|Tropiciele]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Sofokles|Sofokles]]
|style="text-align:right"|40
|
|2020-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3703.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|68
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Andrzej Strug - Dzieje jednego pocisku.djvu|Dzieje jednego pocisku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|312
|
|2015-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">3420.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|606
|-
|[[Indeks:Andrzej Strug - Odznaka za wierną służbę.djvu|Odznaka za wierną służbę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|180
|
|2015-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">218.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|493
|-
|[[Indeks:Andrzej Strug - Pieniądz T. 1.djvu|Pieniądz T. 1]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|232
|
|2016-09-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">350.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|660
|-
|[[Indeks:Andrzej Strug - Pieniądz T.2.djvu|Pieniądz T. 2]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:63%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:32%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|237
|
|2016-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">2411.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|535
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Andrzej Strug-Pokolenie Marka Świdy.djvu|Pokolenie Marka Świdy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|414
|
|2015-10-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">4056.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|731
|-
|[[Indeks:Andrzej Strug - Portret.djvu|Portret]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:20%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:77%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|265
|
|2016-09-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">788.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|724
|-
|[[Indeks:Andrzej Strug - W twardej służbie.djvu|W twardej służbie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:4%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|169
|
|2016-02-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">359.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|483
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Andrzej Strug - Z powrotem.djvu|Z powrotem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|176
|
|2016-02-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3505.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|339
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Żółty krzyż - T.I - Tajemnica Renu (Andrzej Strug).djvu|Żółty krzyż - T.I - Tajemnica Renu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|386
|
|2015-10-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3446.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|755
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu|Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|352
|
|2015-10-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3447.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|686
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu|Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Andrzej Strug|Andrzej Strug]]
|style="text-align:right"|394
|
|2015-10-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3392.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|779
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Czarny miesiąc.djvu|Czarny miesiąc]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|414
|
|2019-11-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3367.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|786
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu|Żyd wieczny tułacz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|1308
|
|2019-11-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6679.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1264
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Tajemnice Paryża.djvu|Tajemnice Paryża]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:92% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|730
|
|2019-11-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6708.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|702
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu|Siedem grzechów głównych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|1916
|
|2020-01-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6691.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1866
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Awanturnik.djvu|Awanturnik (Czarcia góra)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|138
|
|2020-01-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3385.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|256
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Głownia piekielna.djvu|Głownia piekielna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|401
|
|2020-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3367.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|776
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Milijonery.djvu|Milijonery]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|343
|
|2020-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3393.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|658
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Kuzyn Michał.djvu|Kuzyn Michał]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|240
|
|2020-03-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3362.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|460
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Marcin podrzutek.djvu|Marcin Podrzutek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|1947
|
|2020-04-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6694.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1900
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Sue - Artur.djvu|Artur]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Sue|Eugène Sue]]
|style="text-align:right"|1038
|
|2020-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3362.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|2023
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Wszystko dla nich.djvu|Wszystko dla nich]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|19
|
|2023-02-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|19
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Dobrodziej mimo woli.djvu|Dobrodziej mimo woli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|18
|
|2023-02-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">7037.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Moja pierwsza wycieczka krajoznawcza.djvu|Moja pierwsza wycieczka „krajoznawcza“]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq4" style="width:25%"></td><td class="pq3" style="width:75%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|20
|
|2023-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">7500.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|15
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Fortel Pawełka.djvu|Fortel Pawełka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|41
|
|2023-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|41
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Sąsiadka.djvu|Sąsiadka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|31
|
|2023-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6989.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|28
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Bogacz.djvu|Bogacz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|126
|
|2024-07-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6869.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|108
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Przygody czyżyków.djvu|Przygody czyżyków]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:52%"></td><td class="pq3" style="width:48%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|229
|
|2024-07-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">8406.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|109
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Nacia.djvu|Nacia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|144
|
|2024-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|132
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Teatr dla dzieci.djvu|Teatr dla dzieci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:15%"></td><td class="pq3" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|248
|
|2024-10-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">7217.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|187
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Karolina Szaniawska - Joanka.djvu|Joanka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|13
|
|2024-10-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|13
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL K Szaniawska Na pensyi.djvu|Na pensyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|168
|
|2024-11-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6687.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|161
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL K Szaniawska Dwa światy.djvu|Dwa światy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:6% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Karolina Szaniawska|Karolina Szaniawska]]
|style="text-align:right"|46
|
|2025-01-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6811.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|44
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rabindranath Tagore-Sadhana.djvu|Sādhanā]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|303
|
|2015-06-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3898.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|529
|-
|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Dom i świat (tłum. Birkenmajer).djvu|Dom i świat (tłum. Birkenmajer)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|332
|
|2018-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">93.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|951
|-
|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Król ciemnej komnaty.djvu|Król ciemnej komnaty]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:90%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|120
|
|2018-12-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">294.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|329
|-
|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Gora.djvu|Gora]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|516
|
|2018-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">144.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1499
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Ogrodnik (tłum. Kasprowicz).djvu|Ogrodnik (tłum. Kasprowicz)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:14% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|108
|
|2018-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3660.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|194
|-
|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Rozbicie.djvu|Rozbicie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:51% !important"><tr><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|402
|
|2018-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1185
|-
|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Poszepty duszy; Dar miłującego.djvu|Poszepty duszy; Dar miłującego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:54% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|430
|
|2018-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">177.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1220
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Nacjonalizm.djvu|Nacjonalizm]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|76
|
|2018-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3926.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|133
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Ogrodnik (tłum. Dicksteinówna).djvu|Ogrodnik (tłum. Dicksteinówna)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|124
|
|2018-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6804.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|116
|-
|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Sadhana; Szept duszy; Zbłąkane ptaki.djvu|Sadhana; Szept duszy; Zbłąkane ptaki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|344
|
|2018-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">72.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|959
|-
|[[Indeks:Rabindranath Tagore - Noc ziszczenia.djvu|Noc ziszczenia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Rabindranath Tagore|Rabindranath Tagore]]
|style="text-align:right"|246
|
|2020-01-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|717
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Archiwum Wróblewieckie zeszyt II (Władysław Tarnowski)|Archiwum Wróblewieckie: Zeszyt II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Tarnowski|Władysław Tarnowski]] (red.)<br />[[Autor:Urszula Tarnowska|Urszula Tarnowska]]
|style="text-align:right"|148
|
|2013-02-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3521.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|276
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Archiwum Wróblewieckie zeszyt III (Władysław Tarnowski)|Archiwum Wróblewieckie: Zeszyt III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:18%"></td><td class="pq3" style="width:21%"></td><td class="pq1" style="width:50%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Tarnowski|Władysław Tarnowski]] (red.)
|style="text-align:right"|226
|
|2013-02-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">5450.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|273
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Szkice helweckie i Talia (Władysław Tarnowski)|Szkice helweckie i Talia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Tarnowski|Władysław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|256
|
|2013-03-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3784.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|455
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Bohaterowie Grecji (Yemeniz)|Bohaterowie Grecji]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Eugène Yemeniz|Eugène Yemeniz]]<br />[[Autor:Władysław Tarnowski|Władysław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|77
|
|2014-01-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6926.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|71
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Ernest Buława - Poezye studenta - tom I.pdf|Poezye studenta Tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Tarnowski|Władysław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|410
|
|2014-12-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3504.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|760
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu|Poezye studenta Tom III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:56% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:37%"></td><td class="pq1" style="width:61%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Tarnowski|Władysław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|444
|
|2014-12-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">4616.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|709
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:W. Tarnowski - Poezye studenta tom IV.djvu|Poezye studenta Tom IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Tarnowski|Władysław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|376
|
|2016-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3441.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|728
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Władysław Tarnowski - Przechadzki po Europie.djvu|Przechadzki po Europie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Władysław Tarnowski|Władysław Tarnowski]]
|style="text-align:right"|79
|
|2015-08-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|79
|-
|[[Indeks:Historja podwójnie detektywna.djvu|Historja podwójnie detektywna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|style="text-align:right"|112
|
|2018-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">228.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|299
|-
|[[Indeks:Pamiętniki o Joannie d’Arc.djvu|Pamiętniki o Joannie d’Arc]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|style="text-align:right"|362
|
|2018-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">415.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1015
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Przygody Tomka Sawyera tłum. Tarnowski.djvu|Przygody Tomka Sawyera (tłum. Tarnowski)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|style="text-align:right"|344
|
|2018-11-23
|class=center|<span style="visibility:hidden">3404.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|649
|-
|[[Indeks:Mark Twain - Humoreski i opowiadania I.djvu|Humoreski i opowiadania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:35%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td><td class="pqn" style="width:53%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|style="text-align:right"|98
|
|2020-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">1477.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|225
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mark Twain - Wartogłowy Wilson.djvu|Wartogłowy Wilson]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|style="text-align:right"|208
|
|2020-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3366.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|396
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mark Twain - Tom Sawyer jako detektyw.djvu|Tom Sawyer jako detektyw]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|style="text-align:right"|164
|
|2020-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3821.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|291
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Mark Twain - Pretendent z Ameryki.djvu|Pretendent z Ameryki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|style="text-align:right"|90
|
|2020-09-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">3449.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|169
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Mark Twain - Yankes na dworze króla Artura.pdf|Yankes na dworze króla Artura]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq3" style="width:5%"></td><td class="pq1" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Samuel Langhorne Clemens|Mark Twain]]
|style="text-align:right"|237
|
|2022-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3508.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|407
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dzieci kapitana Granta (Juljusz Verne)|Dzieci kapitana Granta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:60% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:10%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|476
|
|2011-08-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3848.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|860
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wyspa tajemnicza (Juljusz Verne)|Wyspa tajemnicza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|352
|
|2013-05-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">3992.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|611
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Miasto pływające (Verne)|Miasto pływające]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:10%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|124
|
|2013-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">7046.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|101
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dom parowy (Verne)|Dom parowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|372
|
|2013-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3435.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|707
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Przygody trzech Rossyan i trzech Anglików w Południowej Afryce (Verne)|Przygody trzech Rossyan i trzech Anglików w Południowej Afryce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:11%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|236
|
|2013-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3984.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|379
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Sfinks lodowy (Verne)|Sfinks lodowy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|356
|
|2013-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">6867.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|312
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Czarne Indje (Verne)|Czarne Indje]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|308
|
|2013-10-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">3482.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|569
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach (Verne)|Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|290
|
|2013-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3780.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|515
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Podróż Naokoło Księżyca (Verne)|Podróż Naokoło Księżyca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:20%"></td><td class="pq1" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|292
|
|2013-10-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">4397.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|479
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Hektor Servadac (Verne)|Hektor Servadac]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|551
|
|2014-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3458.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1044
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:500 milionów Begumy (Verne)|500 milionów Begumy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|284
|
|2014-09-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">3592.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|519
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Podróż podziemna (Verne)|Podróż podziemna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|248
|
|2014-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3530.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|460
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi (Verne, 1897)|Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|568
|
|2014-11-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3502.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1074
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Bez przewrotu.pdf|Bez przewrotu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|260
|
|2016-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3412.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|498
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Rozbitki.pdf|Rozbitki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|274
|
|2016-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3811.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|479
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 01.djvu|Walka Północy z Południem tom I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:74%"></td><td class="pq1" style="width:18%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|246
|
|2016-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6200.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|269
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Walka Północy z Południem 02.pdf|Walka Północy z Południem tom II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|238
|
|2016-03-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3463.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|451
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Na około Księżyca.djvu|Na około Księżyca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|286
|
|2016-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6909.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|254
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Podróż do środka Ziemi.djvu|Podróż do środka Ziemi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:19%"></td><td class="pq3" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|366
|
|2016-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">7314.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|286
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Przygody na okręcie Chancellor.djvu|Przygody na okręcie „Chancellor“]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|248
|
|2016-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3544.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|459
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Pięciotygodniowa podróż balonem nad Afryką.djvu|Pięciotygodniowa podróż balonem nad Afryką]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:25%"></td><td class="pq3" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|364
|
|2016-03-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">7516.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|263
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jules Verne - Piętnastoletni kapitan.djvu|Piętnastoletni kapitan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|322
|
|2016-07-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3603.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|593
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Promień zielony i dziesięć godzin polowania.djvu|Promień zielony i dziesięć godzin polowania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|278
|
|2016-10-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">3434.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|518
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - W puszczach Afryki.djvu|W puszczach Afryki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:13%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|226
|
|2017-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">7126.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|181
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Z Ziemi na Księżyc w 97 godzin 20 minut.djvu|Z Ziemi na Księżyc]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|288
|
|2018-12-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">3477.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|544
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu|Pięć tygodni na balonie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|322
|
|2019-03-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">3409.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|603
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Verne - Piętnastoletni kapitan.djvu|Piętnastoletni kapitan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|420
|
|2019-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3587.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|756
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Verne - Czarne Indye.pdf|Czarne Indye]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|280
|
|2019-11-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3433.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|522
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juliusz Verne - Cezar Kaskabel.djvu|Cezar Kaskabel]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|544
|
|2020-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6716.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|526
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Juljusz Verne - Wśród dzikich plemion Buchary|Wśród dzikich plemion Buchary]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq3" style="width:13%"></td><td class="pq1" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|542
|
|2020-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3790.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|937
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jules Verne Druga ojczyzna.djvu|Druga ojczyzna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:11% !important"><tr><td class="pq4" style="width:19%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|86
|
|2020-10-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">7286.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|70
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jules Verne Testament Dziwaka.djvu|Testament dziwaka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:68% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|542
|
|2020-10-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">3446.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1044
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Jules Verne - Zamek w Karpatach.djvu|Zamek w Karpatach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:17%"></td><td class="pq3" style="width:79%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|226
|
|2020-11-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">7265.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|178
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL J Verne Król przestrzeni.djvu|Król przestrzeni]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq3" style="width:6%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Juliusz Verne|Juliusz Verne]]
|style="text-align:right"|168
|
|2024-12-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3552.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|294
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Edgar Wallace - Pod biczem zgrozy.djvu|Pod biczem zgrozy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|162
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3418.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|308
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Edgar Wallace - Wills zbrodniarz.pdf|Wills zbrodniarz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|146
|
|2021-12-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3381.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|272
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edgar Wallace - Tajemnicza kula.pdf|Tajemnicza kula]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|220
|
|2021-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3426.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|424
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edgar Wallace - Rada sprawiedliwych.pdf|Rada sprawiedliwych]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|240
|
|2021-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3362.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|454
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edgar Wallace - Gabinet 13.pdf|Gabinet Nr 13]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|246
|
|2021-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3404.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|465
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Edgar Wallace - Bractwo Wielkiej Żaby.pdf|Bractwo Wielkiej Żaby]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|306
|
|2021-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">3378.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|580
|-
|[[Indeks:PL Edgar Wallace - Zielona rdza.pdf|Zielona rdza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|328
|
|2021-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">52.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|952
|-
|[[Indeks:PL Edgar Wallace - Potwór.pdf|Potwór]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|364
|
|2021-12-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">28.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1047
|-
|[[Indeks:Edgar Wallace - Melodja śmierci.pdf|Melodja śmierci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:16%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:75%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|208
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">731.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|545
|-
|[[Indeks:Edgar Wallace - Tajemniczy dżentelman.pdf|Tajemniczy dżentelman]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|240
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|690
|-
|[[Indeks:Edgar Wallace - Najazd Europy.pdf|Najazd Europy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|222
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|648
|-
|[[Indeks:Edgar Wallace - Drzwi o siedmiu zamkach.pdf|Drzwi o siedmiu zamkach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|240
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|684
|-
|[[Indeks:Edgar Wallace - Trzej sprawiedliwi.pdf|Trzej sprawiedliwi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:45% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|358
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1044
|-
|[[Indeks:Edgar Wallace - Zagadkowa hrabina.pdf|Zagadkowa hrabina]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:98%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|228
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">44.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|669
|-
|[[Indeks:Edgar Wallace - Jaśnie panienka.pdf|Jaśnie panienka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|154
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|435
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Edgar Wallace - Milczący mówca.pdf|Milczący mowca]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:33% !important"><tr><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|260
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3413.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|494
|-
|[[Indeks:Edgar Wallace - Romans z włamywaczem.pdf|Romans z włamywaczem]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Edgar Wallace|Edgar Wallace]]
|style="text-align:right"|232
|
|2025-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|669
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Herbert George Wells - Nowele.djvu|Nowele]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:21% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herbert George Wells|Herbert George Wells]]
|style="text-align:right"|162
|
|2018-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6909.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|140
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Herbert George Wells - Wojna światów|Wojna światów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herbert George Wells|Herbert George Wells]]
|style="text-align:right"|297
|
|2018-06-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6926.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|248
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Herbert George Wells - Podróż w czasie.djvu|Podróż w czasie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:4%"></td><td class="pq1" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herbert George Wells|Herbert George Wells]]
|style="text-align:right"|176
|
|2018-12-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">3595.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|317
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu|Człowiek niewidzialny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:28% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herbert George Wells|Herbert George Wells]]
|style="text-align:right"|220
|
|2019-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3462.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|404
|-
|[[Indeks:H. G. Wells - Wojna dwóch światów.djvu|Wojna dwóch światów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herbert George Wells|Herbert George Wells]]
|style="text-align:right"|192
|
|2020-01-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">53.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|558
|-
|[[Indeks:H. G. Wells - Wojna w przestworzu.djvu|Wojna w przestworzu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herbert George Wells|Herbert George Wells]]
|style="text-align:right"|374
|
|2020-01-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">46.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1063
|-
|[[Indeks:H. G. Wells - Janka i Piotr.djvu|Janka i Piotr]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:63% !important"><tr><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:99%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herbert George Wells|Herbert George Wells]]
|style="text-align:right"|504
|
|2020-01-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1497
|-
|[[Indeks:PL Herbert George Wells - Syrena.pdf|Syrena]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Herbert George Wells|Herbert George Wells]]
|style="text-align:right"|179
|
|2022-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|504
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Józef Weyssenhoff - Żywot i myśli Zygmunta Podfilipskiego.djvu|Żywot i myśli Zygmunta Podfilipskiego]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|334
|
|2019-03-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">3463.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|604
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Soból i panna.djvu|Soból i panna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:41%"></td><td class="pq3" style="width:54%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|251
|
|2016-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">8101.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|135
|-
|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Puszcza.djvu|Puszcza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:74%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:22%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|320
|Brak stron 106,107; powtórzone strony 110, 111.
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">2710.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|691
|-
|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Mój pamiętnik literacki.djvu|Mój pamiętnik literacki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|206
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|600
|-
|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Z Grecyi.djvu|Z Grecyi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|184
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">58.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|513
|-
|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Syn marnotrawny.djvu|Syn marnotrawny]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td><td class="pqn" style="width:89%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|412
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">315.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1168
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Syn Marnotrawny (1905).djvu|Syn Marnotrawny (1905)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|458
|
|2021-04-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3355.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|893
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - W ogniu.djvu|W ogniu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|188
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3424.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|359
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Narodziny działacza.djvu|Narodziny działacza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|184
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3499.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|353
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Sprawa Dołęgi.djvu|Sprawa Dołęgi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|388
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3376.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|759
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Unia.djvu|Unia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|460
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3370.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|895
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Nowele.djvu|Nowele]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|284
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3519.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|521
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Jan bez ziemi.djvu|Jan bez ziemi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:43% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|342
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3363.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|665
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Hetmani.djvu|Hetmani]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:39% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|312
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3390.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|579
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Gromada.djvu|Gromada]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:41% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|328
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3375.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|630
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Noc i świt.djvu|Noc i świt]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|484
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3431.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|940
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Józef Weyssenhoff - Cudno i ziemia cudeńska.djvu|Cudno i ziemia cudeńska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Józef Weyssenhoff|Józef Weyssenhoff]]
|style="text-align:right"|336
|
|2020-09-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">3403.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|657
|-
|[[Indeks:Oscar Wilde - Duch w zamku.pdf|Duch w zamku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq1" style="width:12%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:82%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|140
|
|2019-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">429.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|379
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Oscar Wilde - Duch z Kenterwilu.pdf|Duch z Kenterwilu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:41%"></td><td class="pq3" style="width:46%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|137
|
|2019-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">8235.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|63
|-
|[[Indeks:Oscar Wilde - Kobieta bez znaczenia.pdf|Kobieta bez znaczenia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td><td class="pqn" style="width:85%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|98
|
|2019-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">79.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|250
|-
|[[Indeks:Oscar Wilde - Portret Doriana Gray’a|Portret Doriana Gray’a]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:62% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td><td class="pqn" style="width:91%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|494
|tł. Tadeusz Jaroszyński
|2019-08-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">129.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|1371
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Oscar Wilde - Portret Dorjana Graya.djvu|Portret Dorjana Gray'a]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|286
|
|2018-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6818.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|272
|-
|[[Indeks:Oscar Wilde - Sztuka i życie.pdf|Sztuka i życie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:36% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:2%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:93%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|284
|
|2019-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">146.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|807
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Oscar Wilde - Zbrodnia lorda Artura Savile.pdf|Zbrodnia lorda Artura Savile]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:76%"></td><td class="pq0" style="width:16%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|112
|
|2019-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3865.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|173
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wilde Oscar - Dusza człowieka w epoce socyalizmu.pdf|Dusza człowieka w epoce socyalizmu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|76
|
|2021-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">3561.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|141
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Oscar Wilde - Prawdziwy przyjaciel (opowiadania).pdf|Prawdziwy przyjaciel]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:67%"></td><td class="pq0" style="width:21%"></td></tr></table>
|[[Autor:Oscar Wilde|Oscar Wilde]]
|style="text-align:right"|76
|
|2024-12-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">4055.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|107
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Ignacy Witkiewicz - Janulka, córka Fizdejki.djvu|Janulka, córka Fizdejki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:10% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:41%"></td><td class="pq0" style="width:58%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Ignacy Witkiewicz|Stanisław Ignacy Witkiewicz]]
|style="text-align:right"|76
|
|2018-05-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">3541.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|62
|-
|[[Indeks:Stanisław Ignacy Witkiewicz - Leon Chwistek - Demon Intelektu.djvu|Leon Chwistek - Demon Intelektu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:16% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:8%"></td><td class="pq0" style="width:52%"></td><td class="pqn" style="width:38%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Ignacy Witkiewicz|Stanisław Ignacy Witkiewicz]]
|style="text-align:right"|122
|OCR
|2016-01-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">747.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|161
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Nienasycenie II (Stanisław Ignacy Witkiewicz)|Nienasycenie cz. II. Obłęd]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Ignacy Witkiewicz|Stanisław Ignacy Witkiewicz]]
|style="text-align:right"|350
|
|2010-09-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6859.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|325
|-
|[[Indeks:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Nowe formy w malarstwie.djvu|Nowe formy w malarstwie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:9%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td><td class="pqn" style="width:79%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Ignacy Witkiewicz|Stanisław Ignacy Witkiewicz]]
|style="text-align:right"|205
|
|2010-09-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">677.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|523
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie istnienia.djvu|Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie istnienia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:83%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Ignacy Witkiewicz|Stanisław Ignacy Witkiewicz]]
|style="text-align:right"|194
|OCR
|2010-09-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">6967.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|161
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Teatr.djvu|Teatr]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:37% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Ignacy Witkiewicz|Stanisław Ignacy Witkiewicz]]
|style="text-align:right"|291
|
|2010-09-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3569.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|544
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Antoni Wotowski - George Sand.djvu|George Sand]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Antoni Wotowski|Stanisław Antoni Wotowski]]
|style="text-align:right"|138
|
|2021-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6718.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|126
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Antoni Wotowski - Duchy i zjawy.djvu|Duchy i zjawy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:12% !important"><tr><td class="pq4" style="width:11%"></td><td class="pq3" style="width:81%"></td><td class="pq0" style="width:9%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Antoni Wotowski|Stanisław Antoni Wotowski]]
|style="text-align:right"|94
|
|2022-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">7054.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|76
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Antoni Wotowski - Marja Wisnowska. W więzach tragicznej miłości.djvu|Marja Wisnowska. W więzach tragicznej miłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Antoni Wotowski|Stanisław Antoni Wotowski]]
|style="text-align:right"|140
|
|2022-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6770.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|125
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Antoni Wotowski - O kobiecie wiecznie młodej.djvu|O kobiecie wiecznie młodej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:17% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:80%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Antoni Wotowski|Stanisław Antoni Wotowski]]
|style="text-align:right"|130
|
|2022-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6932.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|104
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Antoni Wotowski - Tajemnice masonerji i masonów.djvu|Tajemnice masonerji i masonów]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:8% !important"><tr><td class="pq4" style="width:21%"></td><td class="pq3" style="width:64%"></td><td class="pq0" style="width:14%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Antoni Wotowski|Stanisław Antoni Wotowski]]
|style="text-align:right"|56
|
|2022-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">7500.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|36
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Antoni Wotowski - Magja i czary.djvu|Magja i czary]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:88%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Antoni Wotowski|Stanisław Antoni Wotowski]]
|style="text-align:right"|156
|
|2022-03-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6806.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|137
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Stanisław Antoni Wotowski - Wiedza tajemna.djvu|Wiedza tajemna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Antoni Wotowski|Stanisław Antoni Wotowski]]
|style="text-align:right"|234
|
|2022-07-25
|class=center|<span style="visibility:hidden">6725.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|224
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Stanisław Antoni Wotowski - Wiedźma.djvu|Wiedźma]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:18%"></td><td class="pq3" style="width:78%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Antoni Wotowski|Stanisław Antoni Wotowski]]
|style="text-align:right"|200
|
|2022-11-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">7277.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|156
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wiersze, fragmenty dramatyczne, uwagi (Wyspiański)|Wiersze, fragmenty dramatyczne, uwagi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:28%"></td><td class="pq3" style="width:65%"></td><td class="pq0" style="width:8%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Wyspiański|Stanisław Wyspiański]]
|style="text-align:right"|254
|
|2014-08-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">7663.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|164
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wyspiański - Akropolis.djvu|Akropolis]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:7%"></td><td class="pq3" style="width:75%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Wyspiański|Stanisław Wyspiański]]
|style="text-align:right"|208
|
|2019-03-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6942.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|155
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wyspiański - Legenda.djvu|Legenda II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:18% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:72%"></td><td class="pq0" style="width:19%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Wyspiański|Stanisław Wyspiański]]
|style="text-align:right"|141
|
|2019-03-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3918.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|208
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wyspiański - Wyzwolenie.djvu|Wyzwolenie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Wyspiański|Stanisław Wyspiański]]
|style="text-align:right"|202
|
|2019-03-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6719.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|186
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Wyspiański - Śpiewałem wielkość.djvu|Śpiewałem wielkość ojczystego kraju]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:8%"></td><td class="pq1" style="width:59%"></td><td class="pq0" style="width:25%"></td></tr></table>
|[[Autor:Stanisław Wyspiański|Stanisław Wyspiański]]
|style="text-align:right"|186
|
|2019-07-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">4404.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|235
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jarema.djvu|Wybór pism Jana Zacharyasiewicza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:27% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:12%"></td><td class="pq1" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|213
|
|2013-02-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">3902.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|386
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharyasiewicz - Zakopane Skarby.djvu|Zakopane Skarby]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:20% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq2" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|160
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3399.</span>[[File:Crystal 128 error.svg|9px|Problemy]]
|style="text-align:right"|299
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharjasiewicz - Milion na poddaszu.djvu|Milion na poddaszu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:31% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|248
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3389.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|472
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharyasiewicz - Powieści.djvu|Powieści Jana Zachariasiewicza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|330
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3478.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|628
|-
|[[Indeks:Zacharyasiewicz - Sebastyan Klonowicz.djvu|Sebastyan Klonowicz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:9% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td><td class="pqn" style="width:96%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|72
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">140.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|210
|-
|[[Indeks:Zacharyasiewicz - Św. Jur.djvu|Św. Jur]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:1%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td><td class="pqn" style="width:95%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|280
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">74.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|804
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharyasiewicz - Teorya pana Filipa.djvu|Teorya pana Filipa]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|204
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3431.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|400
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharyasiewicz - Nowele i opowiadania.djvu|Nowele i opowiadania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:29% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq1" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|228
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3489.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|418
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharyasiewicz - Nemezys.djvu|Nemezys]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|251
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3426.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|493
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharyasiewicz - „Moje szczęście”.djvu|„Moje szczęście”]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|376
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3422.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|738
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharjasiewicz - Chleb bez soli|Chleb bez soli]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:47% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|374
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3424.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|722
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zacharjasiewicz - Na kresach.djvu|Na kresach]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:7%"></td><td class="pq1" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|349
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3739.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|648
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Zachariasiewicz - Marek Poraj.djvu|Marek Poraj]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:0%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|235
|
|2018-05-13
|class=center|<span style="visibility:hidden">3390.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|464
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Jan Zacharyasiewicz - Przy Morskiem Oku.djvu|Przy Morskiem Oku]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Jan Chryzostom Zachariasiewicz|Jan Chryzostom Zachariasiewicz]]
|style="text-align:right"|37
|
|2022-07-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">3425.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|71
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Wodzirej (Zapolska)|Wodzirej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:88% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|699
|
|2011-03-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6740.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|666
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Kobieta bez skazy (Zapolska)|Kobieta bez skazy]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:32% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|250
|
|2013-08-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6807.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|227
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. I.djvu|Utwory dramatyczne T. I]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:53% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|422
|
|2019-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6748.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|398
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. II.djvu|Utwory dramatyczne T. II]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|276
|
|2019-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6717.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|258
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. III.djvu|Utwory dramatyczne T. III]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|334
|
|2019-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3416.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|630
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. IV.djvu|Utwory dramatyczne T. IV]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:3%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|302
|
|2019-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3518.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|560
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. V.djvu|Utwory dramatyczne T. V]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:40% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:93%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|318
|
|2019-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3400.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|594
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. VI.djvu|Utwory dramatyczne T. VI]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|274
|
|2019-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">3488.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|502
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Gabriela Zapolska - Utwory dramatyczne T. VII.djvu|Utwory dramatyczne T. VII]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:91%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|274
|
|2019-04-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6782.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|249
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabryela Zapolska - Córka Tuśki (1907).djvu|Córka Tuśki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:50% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|396
|
|2022-08-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6683.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|384
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Frania.djvu|Frania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|13
|
|2023-12-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|13
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Ostatni promień.djvu|Ostatni promień]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|16
|
|2023-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|16
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Dwie.djvu|Dwie]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|12
|
|2023-12-31
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|12
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Biały Jan.djvu|Biały Jan]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|13
|
|2024-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6923.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|12
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - W niedzielę.djvu|W niedzielę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq4" style="width:33%"></td><td class="pq3" style="width:67%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|6
|
|2024-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">7777.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|4
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Parya.djvu|Parya]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:1% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|7
|
|2024-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|7
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Dobrana para.djvu|Dobrana para]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|18
|
|2024-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|18
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Złoty ptaszek.djvu|Złoty ptaszek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|10
|
|2024-01-27
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|10
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Korale Maciejowej.djvu|Korale Maciejowej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|19
|
|2024-01-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|19
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Dwóch.djvu|Dwóch]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|11
|
|2024-02-09
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|11
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Do oddania - na własność.djvu|Do oddania - na własność]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:3% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|18
|
|2024-02-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|18
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Ojciec Richard.djvu|Ojciec Richard]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:5% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|40
|
|2024-03-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|40
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Zapomniał drogi.djvu|Zapomniał drogi....]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:6%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|16
|
|2024-03-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6875.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|15
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Krowięta.djvu|Krowięta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:2% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|12
|
|2024-03-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6944.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|11
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Zofja M.djvu|Zofja M.]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:4% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|32
|
|2024-03-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|32
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Znak zapytania.djvu|Znak zapytania]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:15% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:13%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|120
|
|2024-05-18
|class=center|<span style="visibility:hidden">6730.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|102
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Fin-de-siecleistka.djvu|Fin-de-siècle’istka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:83% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|664
|
|2024-05-19
|class=center|<span style="visibility:hidden">6702.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|641
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Jak tęcza.djvu|Jak tęcza]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|280
|
|2024-07-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6691.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|266
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Krzyż Pański.djvu|Krzyż Pański]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|184
|
|2024-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6965.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|142
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - I tacy bywają.djvu|I tacy bywają...]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:10%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|180
|
|2024-07-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6831.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|154
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - One.djvu|„One”]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:4%"></td><td class="pq3" style="width:89%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|412
|
|2024-08-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6797.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|367
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Staśka.djvu|Staśka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:19% !important"><tr><td class="pq4" style="width:8%"></td><td class="pq3" style="width:86%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|148
|
|2024-09-14
|class=center|<span style="visibility:hidden">6954.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|127
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Mężczyzna.djvu|Mężczyzna]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:22% !important"><tr><td class="pq4" style="width:5%"></td><td class="pq3" style="width:84%"></td><td class="pq0" style="width:12%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|172
|
|2024-09-22
|class=center|<span style="visibility:hidden">6842.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|144
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - A gdy w głąb duszy wnikniemy.djvu|„A gdy w głąb duszy wnikniemy”...]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|435
|
|2024-10-12
|class=center|<span style="visibility:hidden">6715.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|407
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - We krwi.djvu|We krwi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:64% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|506
|
|2025-04-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6700.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|491
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Szaleństwo.djvu|Szaleństwo]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|410
|
|2025-05-10
|class=center|<span style="visibility:hidden">6708.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|392
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Rajski ptak.djvu|Rajski ptak]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:49% !important"><tr><td class="pq4" style="width:3%"></td><td class="pq3" style="width:90%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|388
|
|2025-05-17
|class=center|<span style="visibility:hidden">6759.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|349
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Z dziejów boleści.djvu|Z dziejów boleści]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:30% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|240
|
|2025-05-20
|class=center|<span style="visibility:hidden">6709.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|228
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Szmat życia.djvu|Szmat życia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|368
|
|2025-05-26
|class=center|<span style="visibility:hidden">6685.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|358
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Modlitwa Pańska.djvu|Modlitwa Pańska]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:25% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:92%"></td><td class="pq0" style="width:6%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|194
|
|2025-06-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6721.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|179
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Janka.djvu|Janka]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:55% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|436
|
|2025-06-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6690.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|422
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Przedpiekle.pdf|Przedpiekle]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:58% !important"><tr><td class="pq4" style="width:27%"></td><td class="pq3" style="width:70%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|458
|
|2025-06-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">7582.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|322
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Pan policmajster Tagiejew.djvu|Pan policmajster Tagiejew]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:69% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|548
|
|2025-09-02
|class=center|<span style="visibility:hidden">6691.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|531
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Życie na żart.djvu|Życie na żart]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|192
|
|2025-09-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|184
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Zaszumi las.djvu|Zaszumi las]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:97% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|776
|
|2025-10-04
|class=center|<span style="visibility:hidden">6684.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|749
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - O czem się nie mówi.djvu|O czem się nie mówi]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:48% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|380
|
|2025-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6675.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|370
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - O czem się nawet myśleć nie chce.djvu|O czem się nawet myśleć nie chce]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:52% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|410
|
|2025-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">3358.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|791
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Frania Poranek. Jej dalsze losy.djvu|Frania Poranek]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:24% !important"><tr><td class="pq4" style="width:2%"></td><td class="pq3" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|190
|
|2025-11-06
|class=center|<span style="visibility:hidden">6721.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|178
|-
|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Nieśmiertelniki.djvu|Nieśmiertelniki]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:23% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:3%"></td><td class="pq0" style="width:7%"></td><td class="pqn" style="width:88%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|178
|
|2025-12-21
|class=center|<span style="visibility:hidden">242.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|483
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Przez moje okno.djvu|Przez moje okno]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:26% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:77%"></td><td class="pq0" style="width:23%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|204
|
|2026-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6687.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|157
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - W zamyśleniu.djvu|W zamyśleniu]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:34% !important"><tr><td class="pq3" style="width:85%"></td><td class="pq0" style="width:15%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|272
|
|2026-01-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|230
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Gabriela Zapolska - Kwiat śmierci|Kwiat śmierci]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:38% !important"><tr><td class="pq3" style="width:100%"></td></tr></table>
|[[Autor:Gabriela Zapolska|Gabriela Zapolska]]
|style="text-align:right"|302
|
|2026-01-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|302
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:Emil Zola - Germinal.djvu|Germinal]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:61% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|488
|
|2020-01-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3382.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|945
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Wzniesienie się Rougonów (1875).djvu|Wzniesienie się Rougon'ów (1875)]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:57% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|456
|
|2020-05-29
|class=center|<span style="visibility:hidden">6703.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|443
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Rozkosze życia.djvu|Rozkosze życia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:46% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|366
|
|2020-07-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">3398.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|705
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Płodność.djvu|Płodność]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:96%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|1165
|
|2021-02-28
|class=center|<span style="visibility:hidden">6687.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|1123
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Prawda|Prawda]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:100% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|868
|
|2021-03-07
|class=center|<span style="visibility:hidden">6674.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|843
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Kartka miłości.djvu|Kartka miłości]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:44% !important"><tr><td class="pq4" style="width:1%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|348
|
|2021-04-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6696.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|337
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Doktór Pascal.djvu|Doktór Pascal]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:71% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|568
|
|2021-04-11
|class=center|<span style="visibility:hidden">3369.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1106
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Błąd Abbé Moureta.djvu|Błąd Abbé Moureta]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:66% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|528
|
|2021-04-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3359.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1032
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Dzieło.djvu|Dzieło]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:82% !important"><tr><td class="pq3" style="width:0%"></td><td class="pq1" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|650
|
|2021-04-24
|class=center|<span style="visibility:hidden">3343.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1282
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Pieniądz.djvu|Pieniądz]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:92% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:99%"></td><td class="pq0" style="width:1%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|732
|
|2021-05-01
|class=center|<span style="visibility:hidden">6675.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|722
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Życzenie zmarłej.djvu|Życzenie zmarłej]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:13% !important"><tr><td class="pq3" style="width:95%"></td><td class="pq0" style="width:5%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|104
|
|2021-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|99
|-
|[[Indeks:PL Zola - Teatr.pdf|Teatr]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:42% !important"><tr><td class="pq0" style="width:3%"></td><td class="pqn" style="width:97%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|332
|
|2021-06-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">0.</span>[[Plik:25%.svg|25% Rozpoczęty]]
|style="text-align:right"|963
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Człowiek zwierzę|Człowiek zwierzę]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:65% !important"><tr><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|518
|
|2021-06-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6666.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|502
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Podbój Plassans.djvu|Podbój Plassans]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:88% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:98%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|700
|
|2021-06-05
|class=center|<span style="visibility:hidden">6676.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|684
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL Zola - Ziemia.pdf|Ziemia]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:35% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:15%"></td><td class="pq1" style="width:82%"></td><td class="pq0" style="width:3%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|280
|
|2021-06-15
|class=center|<span style="visibility:hidden">3860.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|501
|- style="background-color:#ff9"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL E Zola Magazyn nowości.djvu|Magazyn nowości pod firmą Au bonheur des dames]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:86% !important"><tr><td class="pq4" style="width:0%"></td><td class="pq3" style="width:97%"></td><td class="pq0" style="width:2%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|684
|
|2021-08-08
|class=center|<span style="visibility:hidden">6676.</span>[[Plik:75%.svg|75% Przepisany i skorygowany]]
|style="text-align:right"|666
|- style="background-color:#f99"
|style="background-color:#fff"|[[Indeks:PL E Zola Tajemnice Marsylii.djvu|Tajemnice Marsylii]]<table class="p_qb" style="height:0.95em;width:74% !important"><tr><td class="pq3" style="width:1%"></td><td class="pq1" style="width:94%"></td><td class="pq0" style="width:4%"></td></tr></table>
|[[Autor:Émile Zola|Émile Zola]]
|style="text-align:right"|590
|
|2025-09-03
|class=center|<span style="visibility:hidden">3380.</span>[[Plik:50%.svg|50% Przepisany]]
|style="text-align:right"|1120
|}<noinclude>
[[Kategoria:Wikiprojekt Proofread|**]]</noinclude>
bylpyrkwdmg5q7ce9rfughl2zaix6sn
Strona:Józef Weyssenhoff - Puszcza.djvu/236
100
1361169
4078601
4078493
2026-04-08T14:07:45Z
Seboloidus
27417
drobne redakcyjne
4078601
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Rosewood" /></noinclude>{{tab}}— Ot powiedział! toż i my tak samo chytre, a wódki nie dostali — rzekł Muraszko.<br>
{{tab}}— A wiedajesz ty sam Kotowicza zamysły — a? — zagadnął Szlaha.<br>
{{tab}}— Nu...<br>
{{tab}}— Tak i nie bresz! Dzieła u niego zamysłowate, dzienieg jemu trzeba, tak on Demianu, nie Demianu, a las przeda i nam będzie w zimie robota. Nie ta nasza bieda, a ta, że nam płacą mało. Tak my postanowim między sobą cenę wyższą za obróbkę i za spław, i nie ustąpim. Nas ciapier procić trzeba, nie my ich. — Ot wam rada ważna — za twoją wódkę, Babaryka!<br>
{{tab}}— “Ciapier tak razumno każsz” — przyznał pierwszy Naumowicz.<br>
{{tab}}Ale od dalszej dyskusyi odciągnął uwagę toporników nowy ruch w lesie. Na trakcie stanął powóz z Turowicz, którego zbliżania się nikt dotychczas nie zauważył, z powodu ożywionej rozmowy, a z powozu wysiadł dobrze wszystkim znajomy “komisarz” Juchniewicz, za nim dwóch panów obcego tutaj pozoru, gdyż nosili na sobie długie paltoty i okrągłe, czarne kapelusze, zwane melonami, właściwe wielkim miastom. Sam Janko Szlaha nie mógł się połapać, co to za ludzie — i nie żydy nawet, bo nie smutni, nie pyszni, owszem obyczajni i przyjemni. Gdy doszli do obozowiska, ukłonili się grzecznie, dotykając kapeluszy. Natychmiast szereg drabów zerwał się z powalonej sosny, na której siedział, i stanął jakby na rewię — w kubrakach, w półkożuszkach, w czapkach sukiennych lub baranich, przy siekierach — szereg pstrokaty, a jednak sharmonizowany zupełnie z ogromnem tłem puszczy, jednego z nią żywiołu i stylu.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
qnmz958iv99rg4btotv3fxtwnowbe74
Indeks:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu
102
1361524
4078769
4077678
2026-04-08T17:49:51Z
Alenutka
11363
4078769
proofread-index
text/x-wiki
{{:MediaWiki:Proofreadpage_index_template
|Tytuł=[[KA-O-TSE]]
|Autor=Władysław Junosza-Szaniawski
|Tłumacz=
|Redaktor=Zygmunt Wasilewski
|Ilustracje=
|Rok=1924
|Wydawca=Mieczysław Niklewicz
|Miejsce wydania=Warszawa
|Druk=Zakłady Drukarskie F. Wyszyńskiego i S-ki
|Źródło=[[commons:File:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu|Skany na Commons]]
|Ilustracja=[[Plik:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu|page=1|mały]]
|Strony=<pagelist />
|Spis treści=
|Uwagi=Utwór wydrukowany w ''Gazecie Warszawskiej'', 1924, nr 324-326, 328-329.
|Postęp=do uwierzytelnienia
|Status dodatkowy=nie zawiera dodatkowych
|Css=
|Width=
}}
dukm5s2wfs6i9jbwrhin17jxidkqb7p
Szablon:IndexPages/Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu
10
1361527
4078686
4077680
2026-04-08T16:09:19Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078686
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>30</pc><q4>0</q4><q3>3</q3><q2>0</q2><q1>27</q1><q0>0</q0>
8ztvst2n578kw3e5tqsou53omn908m6
4078723
4078686
2026-04-08T17:09:15Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078723
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>30</pc><q4>0</q4><q3>15</q3><q2>0</q2><q1>15</q1><q0>0</q0>
3w5ehyjlsv1ji7vhcorg4vmblanzwz3
4078773
4078723
2026-04-08T18:09:10Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078773
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>30</pc><q4>0</q4><q3>30</q3><q2>0</q2><q1>0</q1><q0>0</q0>
niys1so78ozdkvocfxb8o6bzwccgmxf
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/1
100
1361528
4078663
4077621
2026-04-08T15:55:37Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078663
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tns|{{c|1){{tab|210}}}}}}
{{c|WŁ. JUNOSZA SZANIAWSKI.}}
{{c|(Aramis).|w=90%|po=1em}}
{{c|KA-O-TSE|b|h=normal|w=200%}}
{{c|Humoreska.|przed=1em|po=1em}}
{{tab}}Po dłuższej obserwacji cała {{Korekta|rodzina.|rodzina,}} bliższa i dalsza, przyszła do wniosku, że Janek zwarjował.<br>
{{tab}}Smutny ten fakt dość trudny był do wytłumaczenia, bo anamneza osobista nie nasuwała żadnych przypuszczeń w tym kierunku, zaś o dziedzicznem obarczeniu też nie mogło być mowy. W rodzinie bliższej i dalszej, nikt umysłowo nie chorował, po mieczu i po kądzieli mieli wszyscy zdrowe głowy na karku, skoro prawie każdy potrafił zrobić majątek, a {{Korekta|nawett|nawet}} jeden ze stryjaszków wyróżnił się umysłem niepoślednim i zdolnościami, gdyż poślubił bardzo bogatą żydóweczkę, wyjechał z nią oraz jej posagiem do Ameryki i tam zbijał olbrzymią fortunę na konserwach mięsnych.<br>
{{tab}}Parę lat temu, pod wrażeniem odrodzenia Polski, przypomniał sobie nawet o kraju i nadesłał pięć dolarów z prośbą, by podzielono ten fundusz {{Korekta|po między|pomiędzy}} najbardziej potrzebujących z rodziny, resztę zaś kazał złożyć na skarb narodowy.<br>
{{tab}}Banknot ów znalazł się w sytuacji jedynego kotleta, którym uprzejma {{Korekta|go spodyni|gospodyni}} traktuje po kolei wygłodnia-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
b8lhitfz261cyzhqwtwqi47g1js6w7z
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/2
100
1361530
4078673
4077623
2026-04-08T16:00:23Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078673
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>łych gości — każdy ma na niego chrapkę, ale się krępuje i ostatecznie kotlet z tryumfem zostaje nietknięty na półmisku, a nazajutrz pan domu zabiera go na śniadanie do biura.<br>
{{tab}}Na ów pieniądz cudzoziemski cała rodzina spoglądała z taką czcią, jaką się słusznie należy obcej a mocnej {{Korekta|wa lucie|walucie}}, ale nikt nie śmiał go ruszyć i w konkluzji dolary powędrowały do szkatuły skarbu narodowego, {{Korekta|oczywi ście|oczywiście}} z wymienieniem w gazetach hojnego ofiarodawcy.<br>
{{tab}}Do niego zaś wystosowano od rodziny bardzo serdeczny list z podzięką, sprytnie zredagowany w tym mniej więcej sensie, że dziękujemy za już, a prosimy o jeszcze. Widocznie jednak pismo to w drodze zaginęło, zacny bowiem ofiarodawca nie odezwał się już wcale.<br>
{{tab}}Któż więc mógł przypuszczać, że jednostka, pochodząca z tak tęgiej pod względem rozumu rodziny, dostanie nagle obłędu?<br>
{{tab}}A jednak tak się stało. Janek zbzikował!<br>
{{tab}}Ni z tego ni z owego zaczął szukać dla siebie pokoju, wychodząc zapewne z tego może zbyt przesądnego założenia, że każda żywa istota musi {{Korekta|gdzieś kolwiek|gdzieśkolwiek}} mieszkać.<br>
{{tab}}Miał wprawdzie dotychczas wolny lokal dwupokojowy z kuchnią, który wypożyczyła mu siostra, wyjeżdżając z małżonkiem zaraz po ślubie na wieś i rezerwując sobie ten kąt w razie potrzeby.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
fsjh41m2fe412e0sfm9xynzb658deu8
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/3
100
1361532
4078681
4077625
2026-04-08T16:08:47Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078681
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tab}}Krótko mówiąc, Janek otrzymał to mieszkanie na czas zgóry określony, na termin prawdziwie ludzki, bo tylko na dziewięć miesięcy, przed których upływem przyrzekł najsolenniej się wynieść i nie robić żadnych {{Korekta|preten sji|pretensji}} do siostrzyczki, która istotnie zrobiła to, co mogła.<br>
{{tab}}Ów srogi termin już właśnie nadchodził, a był tem przykrzejszy, iż nie dał się w żaden sposób odroczyć, zaś siostra nadesłała już w tym {{Korekta|wzglę dzie|względzie}} parę alarmujących listów z wiadomością, że niebawem zjeżdża do Warszawy.<br>
{{tab}}Janek więc musiał szukać pokoju i ten pierwszy objaw bzika słusznie zaniepokoił całą rodzinę.<br>
{{tab}}Zdarzyło się to bowiem w czasach powojennych, gdy w stołecznem mieście Warszawie łatwiej było dostać żółtej febry, dżumy, lub paraliżu postępowego, aniżeli pokoju do wynajęcia.<br>
{{tab}}Nastąpił wtedy okres kupowania mieszkań, to znaczy, że amator lokalu, lub jakiejkolwiek mieszkalnej dziury, musiał przedewszystkiem uiścić olbrzymi haracz za prawo płacenia wygórowanego komornego, inaczej nie był dopuszczony do głosu w tym interesie; wolno mu było żyć na {{Korekta|świe cie|świecie}}, ale nie mieszkać.<br>
{{tab}}Było to prawo zwyczajowe, może niezbyt uczciwe, ale zgodnie z dążeniem czasu — powszechne, tajne i {{Korekta|bez pośrednie|bezpośrednie}}, może przykre nieco dla kupujących, ale słodkie dla tych, co<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
rpzmokofo5iih2wps2im3lch4drm54b
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/4
100
1361533
4078691
4077626
2026-04-08T16:11:21Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078691
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>sprzedawali pokoje lub całe mieszkanie.<br>
{{tab}}Nowa gałęź handlu rozwijała się w szybkiem tempie i ogarniała całe miasto, od suteryn do poddaszy.<br>
{{tab}}Nie dziw przeto, że Janek, który nie posiadał żadnego majątku, a rwał się lekkomyślnie do wynajmu bodaj jednego pokoju, musiał uchodzić w rodzinie za warjata.<br>
{{tab}}Miał wprawdzie dobrą posadę rządową i mógł płacić nawet wygórowane komorne, ale to w owe czasy nie dawało ostatecznych kwalifikacji na stanowisko lokatora.<br>
{{tab}}— Najpierw, robaczku, kup, a później pomówimy o komornem — głosiła ówczesna zasada, którą wyznawali wszyscy bez różnicy rasy, płci, wieku i przekonań politycznych.<br>
{{tab}}Janek chodził po mieście codziennie od obiadu do później nocy, nagabywał wszystkich znajomych, ogłaszał się w gazetach, czyniąc różne propozycje zamienne w postaci lekcji, prowadzenia meldunków, rządcostwa, ale ten groch o ścianę wypłoszył mu tylko sporo grosza z kieszeni, zaś owoców realnych nie przyniósł.<br>
{{tab}}Pisał nasz bohater do rodziców w lubelskie o smutnej sytuacji, lecz staruszkowie widocznie nie mogli się połapać w tem wszystkiem, bo zamiast pomocy lub rady praktycznej, nadesłali mu ćwiartkę papieru listowego, zapisaną całą masą narzekań na ciężkie czasy, ogrom podatków i marne ceny ziemiopłodów.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
hpah3gx985qj4wmczs4v6jrs87lrcqj
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/5
100
1361534
4078693
4077627
2026-04-08T16:14:22Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078693
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tab}}Dalsza rodzina, co dla sprawiedliwości podkreślić należy, nie była obojętna na cierpienia Janka, więc wedle sił i możności spieszyła z pomocą, a głównie z radami.<br>
{{tab}}Poczciwa ciotka Salomea proponowała, aby zamieszkał u niej na stałe i machnął ręką na wszystkie troski, a spełniła akt serdeczniej gościnności tem skwapliwiej, że jako wdowa samotna, uchodząca w okolicy za bardzo zamożną, obawiała się bandytów i chętnieby widziała mężczyznę pod swoim dachem.<br>
{{tab}}Mieszkała niezbyt daleko, bo od Włocławka piętnaście kilometrów, z {{Korekta|czeg otylko|czego tylko}} niecała połowa piasków, a zresztą szosa gładka, jak stół.<br>
{{tab}}Janek się uparł, że to byłoby bardzo niedogodne z uwagi na obowiązki biurowe w Warszawie, więc ciotka całkiem słusznie obraziła się na niego śmiertelnie.<br>
{{tab}}Ostatecznie cóż mu tak ogromnie zależało na Warszawie?<br>
{{tab}}Prawda, że tu się urodził, wychował, wykształcił, miał stałą posadę, kilka mogił ukochanych na Powązkach, prawda, że w chwili, gdy {{Korekta|nawa ła|nawała}} bolszewicka groziła miastu, bez namysłu chwycił za karabin i ruszył w pole, skąd po odparciu wroga powrócił z lekką kontuzją nogi — wszystko to prawda, ale cóż więcej?<br>
{{tab}}Lecz Janek był uparty i ani chciał słuchać o wyniesieniu się z miasta.<br>
{{tab}}Jedna z kuzynek ofiarowała mu ze staropolską gościnnością noclegi w<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
7wyrd5afihj3mk53mtg1fukway1nulr
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/6
100
1361535
4078695
4077629
2026-04-08T16:17:28Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078695
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>wannie i byłby może przystał, lecz przy bliższych oględzinach okazało się, że wanna jest stanowczo dla niego za krótka, więc pełna miłości rodzinnej propozycja też musiała upaść.<br>
{{tab}}Inna znów kuzyneczka posiadała bardzo wrażliwe serduszko, a jednocześnie prawie całe mieszkanie odnajęte za gruby grosz cudzoziemcom, przeto zaofiarowała to, co mogła, a więc nocowanie w kuchni na lodówce i olbrzymiej pace z węglami, które to sprzęty stały obok siebie i {{Korekta|zawiązy wały|zawiązywały}} ze sobą stałą spółkę z {{Korekta|ograniczo ną|ograniczoną}} odpowiedzialnością, mogłyby udawać w razie ostatecznym bodaj Madejowe łoże.<br>
{{tab}}Ale cała kombinacja uległa rozbiciu z przyczyn od inicjatorki całkiem {{Korekta|niezaelżnych|niezależnych}}, bo gdy młodsza chętnie się na owe noclegi zgadzała, kucharka widocznie mniej uczuciowa i obojętna na cudze cierpienia, postawiła bezwzględne veto, dowodząc, że chociaż pan Jan jest urzędnikiem {{Korekta|państwo wym|państwowym}}, ale w każdym razie jest jednocześnie mężczyzną.<br>
{{tab}}Ciocia Aniela, wdowa, majętna, {{Korekta|mia ła|miała}} ośmiopokojowy apartament, pięknie umeblowany jeszcze z dawnych czasów, ale z nią nawet traktować nie było można, ponieważ wciąż {{Korekta|spo dziewała|spodziewała}} się powrotu z Rosji serdecznych przyjaciół swoich z epoki przedwojennej, państwa Grigorjew.<br>
{{tns|<br>
(D. c. n.)}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
fs5kvm7xo6aduycfw584te49tzh0nm6
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/7
100
1361537
4078696
4077631
2026-04-08T16:19:47Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078696
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" />{{c|2){{tab|210}}}}
{{c|WŁ. JUNOSZA SZANIAWSKI.}}
{{c|(Aramis).|w=90%|po=1em}}
{{c|KA-O-TSE|b|h=normal|w=200%}}
{{c|Humoreska.|przed=1em|po=1em}}
{{c|(Ciąg dalszy).|w=90%|po=1em}}</noinclude>{{tab}}— Mam względem tych ludzi duże obowiązki — mawiała nieraz. — On doskonale grywał z nami w bridge‘a, a przytem nigdy się nie kłócił, ona zaś pomagała mi robić hafty Richelieu i znała się na pieczeniu przeróżnych pierożków. Jakże takich ludzi zostawić bez pomocy i ratunku? Skoro wrócą do Warszawy, mieszkania z pewnością nie znajdą i staną wtedy u mnie.<br>
{{tab}}A gdy poczciwej cioci tłómaczono, że wedle wiadomości z gazet, Grigorjew przestał już istnieć dzięki czrezwyczajce, zaś jego małżonkę zjedzono podczas głodu w jakiejś wiosce gubernji Tambowskiej, staruszka zatykała sobie uszy i powtarzała z uporem:<br>
{{tab}}— Nie uwierzę tym bredniom, dopóki sama nie zobaczę.<br>
{{tab}}Co ciocia właściwie chciała zobaczyć, trudno się było domyśleć, ale Janek, wiedząc o tem wszystkiem, nawet się do niej nie zwracał.<br>
{{tab}}I wogóle nikogo już z rodziny nie atakował, oni zaś poprostu uważali go za warjata, cichego, niegrożącego nikomu, ale w każdym razie za stra-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
1l9r8qxf6l7ce3bfrqg40s1vueuanjz
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/8
100
1361539
4078699
4077633
2026-04-08T16:23:18Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078699
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>conego już dla społeczeństwa i ze szmerem współczucia kiwali głowami nad losem młodego człowieka, rokującego niegdyś tyle nadziei na {{Korekta|przy szłość|przyszłość}}.<br>
{{tab}}Tymczasem koniec owego terminu {{Korekta|nad chodził|nadchodził}} z błyskawiczną szybkością, kartki z kalendarza spadały coraz prędzej, a nawet cienia nadziei na mieszkanie nie było.<br>
{{tab}}Janek stracił zupełnie wiarę w wynalezienie pokoju i zaniechał bezcelowych poszukiwań — dręczył się, nie mógł sypiać po nocach.<br>
{{tab}}Wreszcie udzielono mu w biurze tak zwanego zdrowotnego urlopu, gdyż ze zmartwienia rozchorował się na dobre... dostał żółtaczki.<br>
{{tab}}Pewnego dnia wpadł do niego {{Korekta|serdecz ny|serdeczny}} przyjaciel i kolega z ławy gimnazjalnej, Kazik.<br>
{{tab}}Zawsze wesoły, roześmiany, wtargnął do pokoju jak wicher, a za nim cała fala radości i ochoty do życia.<br>
{{tab}}W mieszkaniu zrobiło się jasno...<br>
{{tab}}— Jasiek, co tobie? — zawołał, spojrzawszy na zgnębionego przyjaciela, który wyglądał jak niezupełnie dojrzała cytryna.<br>
{{tab}}— Chory jestem, jak widzisz — odrzekł ponuro Janek. — Dostałem żółtaczki ze zgryzot.<br>
{{tab}}— {{Korekta|Śiczna|Śliczna}} choroba! Bajeczny kolor! Pokaż się do światła! Wyglądasz jak baumkuch wielkanocny!<br>
{{tab}}— Kaziu nie kpij, nie pora na żarty!...<br>
{{tab}}— Być może, ale powiedz mi otwarcie, z jakiej racji los pomalował cię tak na żółto?<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
ivwt0itzengrzkb8isaz6d7z12f9a53
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/9
100
1361543
4078700
4077645
2026-04-08T16:25:45Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078700
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tab}}— Gryzłem się wciąż o brak pokoju, aż nareszcie...<br>
{{tab}}— Co takiego? — zawołał zdumiony Kazik. — Przecież masz mieszkanie, czego się martwić?<br>
{{tab}}— Za dziesięć dni muszę się stąd wynosić i nie mam pojęcia dokąd. Chyba do szpitala?<br>
{{tab}}— Co znowu?<br>
{{tab}}— Całkiem serjo.<br>
{{tab}}— A czy nie dałoby się terminu jakoś sprolongować?<br>
{{tab}}— Spróbuj zaprolongować pojawienie się nowiu księżycowego na niebie!... Miałem lokal wypożyczony przez siostrę tylko na termin dziewięciu miesięcy... okres ten się już kończy... Rozumiesz?<br>
{{tab}}— No tak, sprawa dość jasno postawiona.<br>
{{tab}}W pokoju zapanowała głęboka cisza, tak, że słychać było tętno dwóch przyjaznych serc, z których jedno cierpiało, a drugie szczerze współczuło.<br>
{{tab}}Wreszcie Kazik zerwał się z krzesełka, popatrzył dłużej na zbolałego przyjaciela i rzekł dobitnie:<br>
{{tab}}— Jakiego chcesz mieszkania? Dysponuj, jestem na twoje usługi, bardzo cię proszę.<br>
{{tab}}— Kazik! nie kpij chociaż! — usiłował protestować chory.<br>
{{tab}}— Podkreślam, że niema mowy o żartach i daję ci słowo, że za kilka dni będziesz posiadaczem mieszkania. Jakie ma być?<br>
{{tab}}Janek spojrzał uważnie na przyjaciela i widząc, że ten wygląda całkiem serjo, rzekł:<br>
{{tab}}— Jeden pokój umeblowany.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
5nux5g2mps9ma3s1teqvs63w7g8646u
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/10
100
1361545
4078702
4077647
2026-04-08T16:28:37Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078702
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tab}}— Z utrzymaniem? bez? — dopytywał się Kazik.<br>
{{tab}}— Bez. Ale czy uda ci się istotnie zdobyć?<br>
{{tab}}— Dla ciebie? Wierzaj mi, że z {{Korekta|najwię kszą|największą}} łatwością.<br>
{{tab}}— Słowo?<br>
{{tab}}— Ależ najuroczystsze! Leż spokojnie, nie martw się, a ja {{Korekta|zakilka|za kilka}} dni wpadnę tu z radosną nowiną i ułatwię całą przeprowadzkę. Możesz liczyć z całą pewnością.<br>
{{tab}}Do duszy chorego zaczęła napływać wąskim strumykiem nadzieja. Zadumał się głęboko, przymknął oczy, a za chwilę zasnął tak głęboko, że nie słyszał nawet, jak przyjaciel rzucił parę słów pożegnania i wyszedł.<br>
{{tab}}I Kazik natychmiast po powrocie do domu zasiadł przy biurku, podumał chwilę, zagwizdał one-stepa, roześmiał się głośno i napisał na ćwiartce papieru {{Korekta|ogłosze nie|ogłoszenie}} do gazet takiej treści:<br>
{{f|{{tab}}Dyplomata, młody cudzoziemiec, {{Korekta|po szukuje|poszukuje}} pokoju umeblowanego przy inteligentnej rodzinie. Cena obojętna. Zapłata w funtach szterlingach. Oferty „Spokojnemu Chińczykowi“.|lewy=2em}}
{{tab}}Anons, zgodnie z przewidywaniem Kazika, zrobił swoje, bo w ciągu paru dni nadeszło około trzystu ofert.<br>
{{tab}}Pół dnia pochłonęło czytanie tych {{Korekta|prze różnych|przeróżnych}} listów, liścików i pocztówek, {{Korekta|peł nych|pełnych}} ogromnego ugrzecznienia, obietnic, propozycji, zapału do nawiązania interesu, a wszystko było przepojone staropolską gościnnością i uprzejmością wersalską.<br>
{{tab}}Kazik istotnie bardzo trudny miał wy-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
eiuollb29xshu5907nwwnhkoauf5l7j
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/11
100
1361546
4078703
4077648
2026-04-08T16:31:58Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078703
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>bór, bo prawie każdy adres z tych lub innych względów zasługiwał na wyróżnienie, wreszcie wzrok jego zatrzymał się dłużej nad kartką papieru, zapisaną trochę niezgrabnie, lecz dość oryginalnie:<br>
{{f|Szanowny Panie!|align=right|prawy=5em}}
{{f|{{tab}}Mówią u nas w Polsce, że która krowa dużo ryczy, daje zwykle mało {{Korekta|mle ka|mleka}}. Co tu wiele mówić i obiecywać? Niech Pan najlepiej przyjdzie sam, to z prawdziwą przyjemnością wszystko mu pokażę. Z poważaniem|lewy=2em}}
{{f|Adela Pępuszkowska.|align=right|prawy=3em}}
{{tab}}Uczynny przyjaciel Janka zanotował sobie ten adres, wszystkie pozostałe oferty wsypał do szuflady, zamknął na klucz i wyruszył na miasto.<br>
{{tab}}Po drodze wstąpił do sklepu, nabył podróżną miękką czapeczkę z czarnego jedwabiu, następnie u znajomego fryzjera wynajął największy warkocz kruczych włosów, wreszcie od siostry pożyczył {{Korekta|an gielskiego|angielskiego}} paszcza podróżnego z niebieskawego jedwabiu oraz rannych pantofli z pensowej skóry, wziął na ulicy samochód i zajechał po Janka.<br>
{{tab}}— Żyjesz, robaku? — zawołał, wpadając do pokoju.<br>
{{tab}}Janek, już widocznie mocniejszy na {{Korekta|du chu|duchu}}, z radością powitał przyjaciela, rzucając mu zaraz pełne niepokoju pytanie:<br>
{{tab}}— Cóż?<br>
{{tab}}— Wszystko w porządeczku! Mamy mieszkań {{Korekta|dość ,możemy|dość, możemy}} wybierać, jak w ulęgałkach.<br>
{{tab}}— Czy być może?<br>
{{tab}}— Wiesz, że nie lubię mówić na wiatr. Zresztą obiecałem ci solennie, a słowa zawsze dotrzymuję.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
ihlb4ldvn26c7bh2i31yfkwwr5b3w44
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/12
100
1361548
4078704
4077650
2026-04-08T16:34:46Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078704
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tab}}Janek zamyślił się głęboko, jak gdyby niezupełnie ufając zapewnieniom przyjaciela.<br>
{{tab}}Kazik to zauważył i zawołał nagle:<br>
{{tab}}— Patrzcie! Tak mu było pilno, a teraz zaczyna marudzić i namyślać się! Przebieraj się prędko, zaraz jedziemy, {{Korekta|sa mochód|samochód}} czeka przed bramą.<br>
{{tab}}— Jakto, przebieraj się? Co to znaczy?<br>
{{tab}}— Musisz, aniołku, przez czas jakiś udawać Chińczyka.<br>
{{tab}}— Co?<br>
{{tab}}— Chińczyka, o ile oczywiście trwasz w zamiarze zdobycia pokoju...<br>
{{tab}}— Ależ, człowieku, nie znam wcale {{Korekta|ję zyka|języka}} chińskiego!<br>
{{tab}}— A ja znam? A oni znają? Wreszcie, jak uważasz. Ja zrobiłem wszystko, reszta od ciebie tylko zależy — dorzucił nieco urażony, co znów nie uszło uwagi Janka.<br>
{{tab}}— Ależ! — zawołał zrywając się z otomany. — Djabła nawet udawać będę, jeśli się to na cośkolwiek przyda.<br>
{{tab}}— A więc, do dzieła! — krzyknął radośnie Kazik i zabrał się energicznie do pracy.<br>
{{tab}}Janek z całą uległością i głęboką wiarą w skuteczność pomysłów przyjaciela zasiadł na fotelu i poddał się biernie {{Korekta|zwin nym|zwinnym}} ruchom rąk Kazika, które pracowały skwapliwie, by na poczekaniu przekształcić bezdomnego inteligentnego proletarjusza na wspaniałego Chińczyka-dyplomatę.<br>
{{tns|<br>
(D. c. n.)}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
pkv0numhooltxxcodjwjtbo05krfo6h
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/13
100
1361549
4078705
4077651
2026-04-08T16:37:05Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078705
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" />{{c|3){{tab|210}}}}
{{c|WŁ. JUNOSZA SZANIAWSKI.}}
{{c|(Aramis).|w=90%|po=1em}}
{{c|KA-O-TSE|b|h=normal|w=200%}}
{{c|Humoreska.|przed=1em|po=1em}}
{{c|(Ciąg dalszy).|w=90%|po=1em}}</noinclude>{{tab}}Uczepiwszy za pomocą wstążki warkocz na głowie, nakrył ją zręcznie podróżną czapeczką jedwabną, przyczernił mocno brwi i nadał {{Korekta|m|im}} skośny kierunek, na nogi nałożył pantofle i wreszcie całość świeżo upieczonego dyplomaty włożył w siostrzany szlafrok podróżny.<br>
{{tab}}Trzeba przyznać, że wszystko mu się udało nieźle, zaś reszty dokonała {{Korekta|żółtacz ka|żółtaczka}}, a raczej jej barwa.<br>
{{tab}}Odstąpił kilka kroków, ogarnął {{Korekta|rozrze wnionym|rozrzewnionym}} wzrokiem przyjaciela, wreszcie, złożywszy ręce na piersiach, pochylił {{Korekta|głowy|głowę}} aż do ziemi i rzekł:<br>
{{tab}}— Witaj, Synu Słońca! Niech z cytrynowego oblicza twego zniknie wszelki uśmiech, idziemy bowiem stoczyć walną bitwę z wrogiem. Niech wszyscy bogowie chińscy czuwają nad nami, bo {{Korekta|zajrzy my|zajrzymy}} niebawem niebezpieczeństwu prosto w oczy! Chodźmy! Nasz tank czeka przed bramą.<br>
{{tab}}I poszli, a za dziesięć minut rozklekotany taksometr wysadził ich przed niepokaźną kamienicą na jednej z trzeciorzędnych ulic Warszawy.<br>
{{tab}}Na schodach szeptem odezwał się Janek:<br>
{{tab}}— Czekaj chwilę!... Nie wiem, czy to<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
flgrz41ozno1ry98si4734ld7nao79r
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/14
100
1361550
4078706
4077652
2026-04-08T16:39:28Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078706
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>z osłabienia, czy może z emocji, ale nogi formalnie drżą podemną.<br>
{{tab}}— Trudno, mój drogi. Pierwszy raz w życiu jesteś Chińczykiem, a każdy początek bywa zawsze trudny. Skoro się przyzwyczaisz...<br>
{{tab}}— Możeby lepiej dać spokój tej całej eskapadzie.<br>
{{tab}}— Co? — zawołał oburzony Kazik. — Odechciało ci się mieszkania, które z tak ciężkim wysiłkiem udało mi się zdobyć. Jak uważasz zresztą...<br>
{{tab}}I zaczął się cofać zniechęcony, ale {{Korekta|prze rażony|przerażony}} Janek pociągnął go za rękaw ku górze.<br>
{{tab}}— Chodź, już jestem silny! Rób teraz, co chcesz, nie będę wcale oponował.<br>
{{tab}}— To rozumiem — zawołał radośnie Kazik i po chwili nacisnął energicznie dzwonek lokalu frontowego na drugiem piętrze.<br>
{{tab}}Zamorusany kocmołuszek, pełniący widocznie funkcje służącej, uchylił ostrożnie drzwi z łańcucha, a ujrzawszy Janka, uciekł do pokoju, wrzeszcząc przeraźliwie.<br>
{{tab}}— Oj, rety!! Proszę pani!! Proszę pani!!<br>
{{tab}}Szybkim krokiem zbliżyła się pani domu, a otworzywszy drzwi, zaczęła najuprzejmiej prosić gości do salonu.<br>
{{tab}}Nie wiadomo było, co pierwej podziwiać należy — czy powłóczysty szlafrok w ogromne kwiaty, przerobiony najwidoczniej z podniszczonej portjery, czy mocno wypudrowaną twarz, na której tu i owdzie wyzierały nieogarnięte mąką ryżową piegi, czy olbrzymią szpakowatą koafjurę, spiętą na czubku głowy sporą<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
74vpt0t65en6is3r1grhjtkydm78eft
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/15
100
1361551
4078707
4077653
2026-04-08T16:42:35Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078707
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>agrafą ze szkiełkami, naśladującemi bezczelnie brylanty, czy też wytworną {{Korekta|uprzej mość|uprzejmość}}, z jaką odrazu na wstępie potraktowała gości.<br>
{{tab}}— Niech panowie spoczną i darują uprzejmie, że jeszcze nie umiem po chińsku, ale dla chcącego niema nic trudnego... Zresztą pan chyba do nas nie na tydzień się sprowadza — dorzuciła w stronę Janka, szczerząc wyzłocone uzębienie z radością, z jaką zwykle wita szczupak każdą tłuściejszą płotkę.<br>
{{tab}}— Chiński język nie jest znowu tak trudny — dodał Kazik — w Chinach wszyscy go używają i nikt nie narzeka.<br>
{{tab}}— To prawda, proszę pana, co kraj — to obyczaj. Ale z kim mam przyjemność?<br>
{{tab}}— Pan KA-O-TSE, doktór prawa, medycyny, filozofji, farmacji, chemji i {{Korekta|ekono mji|ekonomji}}, wytrawny dyplomata, który przybył na czas dłuższy do Polski dla zbadania stosunków ekonomicznych.<br>
{{tab}}Pani domu złożyła głęboki ukłon, Janek pochylił głowę i przymknął oczy, aby nie ryknąć ze śmiechu.<br>
{{tab}}— A pan dobrodziej? — zapytała Kazika.<br>
{{tab}}— Pełnię funkcję sekretarza i tłumacza. Znam wybornie język chiński, więc mogę ułatwić obojgu państwu załatwienie interesu mieszkaniowego, chociaż to jest taki drobiazg.<br>
{{tab}}— To zależy od tego, kto, jak i z kim. — dorzuciła sentencjonalnie dama w {{Korekta|szla froku|szlafroku}} i prawiła w dalszym ciągu:<br>
{{tab}}— Jest mi ogromnie przyjemnie! A teraz pozwolą panowie, że i ja się przedstawię. Jestem Adela Pępuszkowska, żo-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
r35qbczp2j8c6pxtmzwowv6n5bxo3hq
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/16
100
1361552
4078726
4077654
2026-04-08T17:12:34Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078726
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>na pensjonowanego c. k. starosty. Właściwie mąż mój, z pochodzenia Czech, miał piękne rodowe nazwisko Pępuszek, które, jak przystało na kochających się małżonków, dźwigaliśmy zgodnie przez lat prawie dwadzieścia.<br>
{{tab}}— No, i co? — zapytał z zaciekawieniem Kazik.<br>
{{tab}}— Dopiero, jak przyjechaliśmy tu do Kongresówy, mieszkanie się najęło i {{Korekta|pocz ciwy|poczciwy}} mój mąż zaczął się urządzać na posadzie, spostrzegłam, że nazwisko nasze nie podoba się królewiakom. Nie robiłam sobie nic z tego, ale gdy córce wypadło starać się o posadę...<br>
{{tab}}— Ten pępuszek zaczął przeszkadzać? — wtrącił z łobuzerskim uśmiechem Kazik.<br>
{{tab}}— Zgadł pan! A ponieważ mąż mój nie był jeszcze wtedy do niczego, więc zredagował koncepcik o zmianę nazwiska.<br>
{{tab}}— A co się dzieje z małżonkiem? — zapytuje Kazik.<br>
{{tab}}— Właściwie nic, niby jest, niby go niema.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Bo sparaliżowany akurat przez pół. Tu w Warszawie są straszne cugi, u nas w Kołomyi i w Drohobyczu nic podobnego nie bywa. Przytem ciągle się martwił, czasem za dużo wypił, ot i nieszczęście. Marysiu! — zawołała na służącą.<br>
{{tab}}We drzwiach ukazał się kocmołuch, mając ręce po łokcie umazane w mydlinach, bo widocznie w domu było większe pranie.<br>
{{tab}}— Przywieź tu pana! Panowie pozwo-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
86szllr2b5xiwtnjy4g75l7xahi0ax1
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/17
100
1361553
4078728
4077655
2026-04-08T17:15:03Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078728
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>lą? — rzekła, zwracając się ku gościom.<br>
{{tab}}— On pewno nigdy nie widział Chińczyka, a tak mało ma wogóle rozrywek i przyjemności.<br>
{{tab}}Za chwilę Marysia wtoczyła do pokoju wózek, na którym spoczywał napół obumarły były c. k. starosta. Mętnym {{Korekta|wzro kiem|wzrokiem}} spoglądał na gości, a maskowata twarz nie poruszała się wcale.<br>
{{tab}}— Kituś — rzekła pani domu, {{Korekta|zwraca jąc|zwracając}} się do męża — ta masz Chińczyka! Ta patrz, uśmiechnij się!<br>
{{tab}}Mumja wydała jakiś dziwny dźwięk, podobny do rzężenia.<br>
{{tab}}— Śmieje się biedaczek! On bardzo lubi Chińczyków! — rzekła zwracając się do gości. — A teraz pomówmy o interesie. Ty, Marysiu, postój koło pana.<br>
{{tab}}— A więc ma pani pokój? — zapytał Kazik.<br>
{{tab}}— Nareszcie mam! — zawołała z dumą.<br>
{{tab}}— Dlaczego nareszcie?<br>
{{tab}}— Bo, proszę pana, nie było nigdy siły ani sposobu na usunięcie mojego sublokatora. Codzień rano i wieczór prosiłam go, aby się wyniósł, a ten nic jakbym mówiła do ściany.<br>
{{tab}}— Przykry człowiek? — zapytał Kazik.<br>
{{tab}}— {{Korekta|Maoł|Mało}} powiedzieć przykry! To, panie, bandyta, cygan! Na cukiernię miał, matce pocztą co miesiąc posyłał, {{Korekta|papiero sy|papierosy}} palił, gazety kupował, raz nawet zauważyłam, jak sobie zafundował nowy {{Korekta|kra wat|krawat}}... a ze mną jak wychodził?<br>
{{tab}}— Nie płacił?<br>
{{tab}}— Niby płacił, ale taki drobiazg, że niema o czem mówić. I jeszcze przed ludź-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
r3exrfkvea9lepvg8wg299vjkdbvjja
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/18
100
1361554
4078730
4077656
2026-04-08T17:17:45Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078730
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>mi paskarką przezywał, choć mówię panu sumiennie, że nie miał racji. Tu, panie, wszystko codzień szło w górę, a ja mu komorne podnosiłam tylko co tydzień.<br>
{{tab}}— Nie umiał się poznać na rzeczy!<br>
{{tab}}— Ale skąd? Proszę posłuchać. Córeczka moja, Tecia, chodzi do biura. Pan rozumie, że wobec tego musi mieć pończochy jedwabne, lakierki, od czasu do czasu nową sukienkę, ładny kapelusz, rękawiczki... Wszystko to drożało, głowa człowiekowi pękała, a ta bestja, że się tak wyrażę, jeszcze narzekała przed ludźmi, że mu podwyższam co tydzień.<br>
{{tab}}— Jakże się go pani pozbyła? — zapytał Kazik.<br>
{{tab}}— Wcale się nie pozbyłam.<br>
{{tab}}— Jakto? Mieszka jeszcze?<br>
{{tab}}— Ale co znowu?<br>
{{tab}}— Więc się wyniósł?<br>
{{tab}}— Wynieśli go tydzień temu. Nie chciał się u mnie stołować, że niby moja kuchnia dla niego za słona. Jadał gdzieś na mieście, coś mu zaszkodziło widocznie, no i umarł...<br>
{{tab}}— To jedyny środek wyzbycia się dziś lokatora — dorzucił złośliwie Kazik.<br>
{{tab}}— Niestety, panie, i w te sprawy nie chce się wdać ani Sejm, ani rząd, jakby to ich nie obchodziło zupełnie. Żaden z tych panów sublokatorów, choćby zajmował nie wiem jakie stanowisko, nie {{Korekta|po trafi|potrafi}} liczyć, bo gdyby umiał, toby sam {{Korekta|wie dział|wiedział}}, ile się za pokój istotnie od niego należy.<br>
{{tns|<br>
(D. c. n.)}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
8zv9a5mgqqvpb7ywfzvhbkxd3mmtjww
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/19
100
1361555
4078731
4077657
2026-04-08T17:19:52Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078731
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" />{{c|4){{tab|210}}}}
{{c|WŁ. JUNOSZA SZANIAWSKI.}}
{{c|(Aramis).|w=90%|po=1em}}
{{c|KA-O-TSE|b|h=normal|w=200%}}
{{c|Humoreska.|przed=1em|po=1em}}
{{c|(Ciąg dalszy).|w=90%|po=1em}}</noinclude>{{tab}}— No? — zapytał zaciekawiony Kazik.<br>
{{tab}}— Rachunek prosty. Mam, proszę pana, mieszkanie czteropokojowe z kuchnią, wanną i wszystkiem, co potrzeba. Łazi tu stale za mną jeden jegomość i jak tylko na schodach frontowych złapie, to klęka i błaga, aby mu lokal mój sprzedać. Kładzie odrazu dwa tysiące dolarów i przemocą wtyka do ręki zadatek.<br>
{{tab}}— No, no!<br>
{{tab}}— Jak męża kocham! A drugi znów zawsze się czai na kuchennych schodach i jak mnie spotka, to zaraz buch na kolana, całuje po rękach i prosi, żebym w {{Korekta|ra zie|razie}} sprzedaży lokalu pożyczyła mu tych pieniędzy na dwadzieścia procent miesięcznie.<br>
{{tab}}— No, no!<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
cm59lwv47g3g58zh01v6kenteqm4kx1
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/20
100
1361556
4078735
4077662
2026-04-08T17:22:19Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078735
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tab}}— To już pan ma bez kramu czterysta dolarów miesięcznie. Więc gdyby taki sublokator był naprawdę rzetelny, to powinien mi dać za pokój te czterysta dolarów co miesiąc, bo mój kłopot też chyba coś wart! A teraz widzi pan, kto tu kogo okrada i komu dzieje się krzywda, — mnie, biednej kobiecie, czy jemu co nie ma żadnych obowiązków i jeszcze mu pensję ładną płacą?<br>
{{tab}}— To prawda, — wtrącił Kazik. — Ale ten pan, dyplomata, całkiem co innego.<br>
{{tab}}— O, ja wiem, — rzekła z uniesieniem dama. — Z cudzoziemcem zawsze dojdziemy do ładu, bo to zupełnie inni ludzie. Pan chciałby z życiem?<br>
{{tab}}— Na razie nie, bo, uważa pani, {{Korekta|Chiń czycy|Chińczycy}} żywią się robakami...<br>
{{tab}}— Fe! — skrzywiła się pani Pępuszewska.<br>
{{tab}}— Proszę pani, — wtrąciła {{Korekta|Marysia|Marysia. —}} Możeby go puścić na noc do kuchni, to wyjadłby nam karaluchy i prusaki.<br>
{{tab}}— Głupiaś, nie wtrącaj się nie w swoje rzeczy!<br>
{{tab}}Janek przymknął oczy i zaczął się dławić ze śmiechu, co zauważyła pani domu.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
1gn50da6rp8ir05kgozl4h151kjk0bj
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/21
100
1361557
4078738
4077663
2026-04-08T17:24:39Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078738
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tab}}— Co się dzieje z tym panem?<br>
{{tab}}— Modli się — zawołał Kazik. — To bardzo nabożny człowiek, nieraz przez sen jeszcze mówi chińskie pacierze. A wkłada w to dużo szczerego uczucia i wiary. Dziś mało takich ludzi na świecie!<br>
{{tab}}Jankiem aż trzęsło, a gospodyni trochę uspokojona traktowała dalej o interesie:<br>
{{tab}}— W takim razie któżby stołował pana dyplomatę?<br>
{{tab}}— Po miesiącu, gdy państwo bliżej się poznają i on oswoi się z tutejszą kuchnią, porozumienie co do stołowania nastąpi, tymczasem ma pewien zapas żywności.<br>
{{tab}}— Dobrze, a czy to robactwo nie rozlezie się po mieszkaniu? — zapytała {{Korekta|trwo żliwie|trwożliwie}}.<br>
{{tab}}— O nie. To wszystko w puszkach, konserwy. Ale powtarzam, że zapas niezbyt duży i chcąc nie chcąc, będzie się {{Korekta|pa ni|pani}} lokator musiał stołować. A teraz {{Korekta|chciał bym|chciałbym}} usłyszeć o warunkach pani.<br>
{{tab}}Dama zamyśliła się trochę, jakby coś obliczała, wreszcie rzekła:<br>
{{tab}}— Co tu mówić długo o warunkach? Pozwoli pan, że będę całkiem szczera?<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
ssf8c3i5bdo53w0an4bh880o05criti
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/22
100
1361558
4078741
4077664
2026-04-08T17:27:15Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078741
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tab}}— Ależ oczywiście! — zawołał Kazik z zapałem.<br>
{{tab}}— Nie chciałabym, szczególnie tam w Chinach, uchodzić za paskarkę, ale z drugiej strony nie mogę nikomu świadczyć dobrodziejstwa. Pan to rozumie?<br>
{{tab}}— Naturalnie.<br>
{{tab}}— Więc za pokój, niech już będzie moja krzywda, ten pan zapłaci tylko tyle, ile bierze od nas rządca co miesiąc za cały lokal. W ten sposób uniknę kontaktu z rządcą i gospodarzem, bo oni, jak te dziady, też co miesiąc łapy po podwyżki wyciągają, a ja się użerać nie mam już siły, za słabe mam nerwy, proszę mi wierzyć.<br>
{{tab}}— Wierzę najzupełniej — odparł z {{Korekta|po wagą|powagą}} Kazik.<br>
{{tab}}— Ale za warunek kładę stołowanie, bo inaczej cały ten interes wcale mi się nie opłaci.<br>
{{tab}}— A jak to stołowanie pani sobie wyobraża?<br>
{{tab}}— Rzecz najprostsza w świecie. Pan dyplomata winien dawać na życie tyle, aby starczyło dla nas wszystkich.<br>
{{tab}}— Tak? — zapytał z lekkiem niedowierzaniem Kazik.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
djju8zhpax87126509qnxkwbo4vpj7h
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/23
100
1361559
4078746
4077665
2026-04-08T17:36:09Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078746
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tab}}— Czy pana to dziwi?<br>
{{tab}}— Bynajmniej w interesach tego rodzaju nic mnie już nie dziwi, ale...<br>
{{tab}}— Ale boi się pan, że zrujnujemy tego cudzoziemca? — zapytała zjadliwie, wskazując oczami na Janka.<br>
{{tab}}— Nie jest nas znów tak wiele osób, wilczych apetytów też nie mamy. Ja mogę jadać mięso raz na dzień, zresztą jarzyny, byle tylko tłusto, służąca też nie ma zbyt wielkich wymagań, bo dziewczyna ze wsi i zdrowa. Mąż mój, człowiek chory, jada tylko potrawy lekkostrawne, pożywne i tu dogadzać mu trzeba, bo przecież to mąż, zaś co do córeczki, Teci, tu muszę się liczyć ze wskazówkami doktora.<br>
{{tab}}— Córeczka pani niedomaga? — zapytał z lekką ironją Kazik.<br>
{{tab}}— Niby zdrowa, ale, proszę pana, doktór grozi blednicą. Kazał ją forsownie odżywiać, więc kakao na śmietance z żółtkami, posilne, drugie śniadanie do biura, obiad i kolacja bardziej intensywne. Na to muszę kłaść ogromny nacisk. Rozumie pan? Albo się jest matką, albo....<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
9j6cqpo2ki8eaos7j5md1yzgw2zwtae
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/24
100
1361560
4078749
4077667
2026-04-08T17:37:45Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078749
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tab}}— O tak, pojmuję panią w zupełności! — zawołał z przejęciem Kazik.<br>
{{tab}}— A ten pan — rzekła wskazując na Janka — chyba wielkich wymagań jeszcze nie ma, skoro starczyły mu do tej pory robaki na pożywienie. Zresztą gdyby miał za mało jadła, lub mu cokolwiek nie smakowało, będzie mógł zawsze sobie dokupić. Pod tym względem nie lubię nikogo krępować, bo to byłoby nie po ludzku.<br>
{{tab}}— Istotnie nie po ludzku — szepnął w zamyśleniu Kazik.<br>
{{tab}}Chwila milczenia... Obie strony {{Korekta|pra cowały|pracowały}} widocznie nad ostatecznem zakończeniem interesu.<br>
{{tab}}— Więc? — zapytała pani domu.<br>
{{tab}}Kazik z całą powagą zabrał głos:<br>
{{tab}}— Warunki szanownej pani trudno nazwać wygórowanemi. Mogłaby pani żądać znacznie więcej...<br>
{{tab}}— A widzi pan! — zawołała z tryumfem. — Ale ja nie mam zwyczaju wyzyskiwania moich lokatorów. U mnie zwykle mieszkają długo...<br>
{{tab}}— Do śmierci — dorzucił złośliwie Kazik.<br>
{{tns|<br>
{{c|(Dokończenie nastąpi.)}}}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
db9wuzue9f7csp3pjfguibxzejbrao2
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/25
100
1361561
4078753
4077669
2026-04-08T17:39:05Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078753
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" />{{c|5){{tab|210}}}}
{{c|WŁ. JUNOSZA SZANIAWSKI.}}
{{c|(Aramis).|w=90%|po=1em}}
{{c|KA-O-TSE|b|h=normal|w=200%}}
{{c|Humoreska.|przed=1em|po=1em}}
{{c|(Dokończenie).|po=1em}}</noinclude>{{tab}}— Niech mi pan o tym bandycie nie wspomina. Cieszę się, że już mi przestał działać na nerwy.<br>
{{tab}}Kazik podumał chwilę, wreszcie rzekł:<br>
{{tab}}— Pozwoli pani, że pomówię z dyplomatą, boć przecież nie wynajmuję dla siebie.<br>
{{tab}}— Ależ naturalnie, bardzo proszę. Mogę się nawet usunąć z pokoju. {{Korekta|Cho ciaż|Chociaż}} to może zbyteczne, bo panowie pomówią po swojemu..<br>
{{tab}}— Niech pani sobie nie robi kłopotu — rzekł Kazik, a nachylając się ku Jankowi, zaczął mówić półgłosem:<br>
{{tab}}— KA - O - TSE!<br>
{{tab}}— Tian - Szań — odparł bez namysłu Janek.<br>
{{tab}}— Hoang - ho, Kuku - nor, Pei - ho, Wei - hai - wet, Szen - si, San - de -<nowiki/><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
hhfc02yxrblk10jh9nnxv4rg1w2gnny
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/26
100
1361562
4078757
4077670
2026-04-08T17:42:30Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078757
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>pu — prawił Kazik, {{Korekta|gestykulują dobit nie|gestykulując dobitnie}}.<br>
{{tab}}— Yan - tse - kiang — brzmiała odpowiedź.<br>
{{tab}}— Czing - shi? — zapytał jeszcze.<br>
{{tab}}— Nan - kin, Pe - kin, Pe - czi - li, Kan - ton! — krzyknął groźnie Janek i zapadł w głąb fotelu, przymykając oczy.<br>
{{tab}}— Co mówi dyplomata? — zapytała zaniepokojona pani Pępuszewska.<br>
{{tab}}— Dyktuje swoje warunki.<br>
{{tab}}— Więc nie przystaje na moje?<br>
{{Korekta|— Owszem|{{tab}}— Owszem}}, nawet gorąco pragnąłby tu zostać, bo mu zarówno osoba pani, jak całe otoczenie bardzo przypadło do gustu.<br>
{{tab}}— Więc?<br>
{{tab}}— Irytuje się tylko o stołowanie i mówi, że to się zrobi później, a tymczasem ma jeszcze do jedzenia trochę swojego zapasu, którego nie wyrzuci chyba za okno. Przecież nie można darów Bożych marnować?<br>
{{tab}}— Bardzo słusznie! zauważyła dama, wiercąc się niespokojnie na krześle. — Więc co proponuje ostatecznie?<br>
{{tab}}— Pan Ka-O-Tse nie zna tutejszego języka, przeto rozmowy z rządcą sprawiałyby mu kłopot... Ofiaruje za mieszkanie<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
9juwrgh2bd8gin63eagjzseia9pgz2g
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/27
100
1361563
4078761
4077671
2026-04-08T17:44:52Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078761
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>trzy funty miesięcznie, płatne z góry wprost na ręce szanownej pani, zaś kwestję stołowania trzyma w zawieszeniu, a po wyczerpaniu swoich zapasów pomówi z panią i z pewnością do zgody dojdzie. Jeśli warunki te nie odpowiadają szanownej pani, będziemy ją musieli z wielkim żalem pożegnać...<br>
{{tab}}Pani Pępuszewska, cała w ogniach, podniesiona do ostateczności, przytrzymała Kazika.<br>
{{tab}}— Ależ, panie, po co taki pośpiech? Ja się chyba zgodzę... Czy tylko aby ten pan dotrzyma później umowy?<br>
{{tab}}— Co? — zawołał z oburzeniem {{Korekta|Kazik|Kazik.}} — Mogę pani przysiąc, że jak Chiny długie i szerokie, nikt tam na niego jeszcze nie narzekał. Zresztą niech pani spojrzy na tę żółtą twarz... Czy ona byłaby zdolna do kłamstwa?<br>
{{tab}}— To prawda — rzekła dama. — Więc trzymam za słowo, a tymczasem prosiłabym o zadatek.<br>
{{tab}}— W Chinach zadatku się nie daje, tylko całą należność z góry — zawołał wzniośle Kozik i wręczył ostentacyjnie właścicielce lokalu trzy funty, które ona porwała z chciwością.<br>
{{tab}}— To mi pieniądze! — rzekła, tuląc papierki do łona. — Te nigdy nie spadną<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
8m79burkx4kvuvycmna0vqy593lu5p7
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/28
100
1361564
4078764
4077672
2026-04-08T17:46:41Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078764
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>— przyjemność doprawdy, gdy się je bierze do ręki! A pokwitowanie?<br>
{{tab}}— Zbyteczne! — wygłosił Kazik. — Chińczyk pokwitowania nie bierze, zwłaszcza gdy ma absolutną pewność, że ci ludzie go nie okpią!<br>
{{tab}}— Fu-czu-li — dorzucił, śmiejąc się Janek.<br>
{{tab}}— Istotnie poczciwie wygląda pan dyplomata — wyrzekła pani Pępuszewska, obejmując Janka od stóp do głowy przenikliwym wzrokiem.<br>
{{tab}}Goście wstali.<br>
{{tab}}— Formalności meldunkowe zaraz z rządcą załatwię sam — zawołał Kazik.<br>
{{tab}}— O tak, będę panu za to wdzięczna.<br>
{{tab}}— Może pani tymczasem wskaże lokatorowi wynajęty pokój, ja zaś sprowadzę i niebawem walizy i kufry dyplomatyczne.<br>
{{tab}}— Proszę panów — rzekła dama, puszczając gości naprzód. — Pierwsze drzwi z przedpokoju na lewo. Marysia niech pana odwiezie do sypialni, a sama idzie do kuchni kończyć obiad, bo {{Korekta|panien ka|panienka}} wkrótce przychodzi.<br>
{{tab}}Gdy przyjaciele po załatwieniu {{Korekta|formal ności|formalności}} meldunkowych, oraz przeprowadzki znaleźli się w pokoju sami, Janek rzucił się Kazikowi na szyję.<br>
{{tab}}— Zbawco! Uratowałeś mnie od zgu-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
0ofg85n25e9fi9mwwlhg555fcf980q7
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/29
100
1361565
4078766
4077673
2026-04-08T17:48:05Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078766
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>by! Chwilami obawiałem się, że cały ten interes przepadnie...<br>
{{tab}}— Drobiazg, niema o czem mówić, mój drogi! A gdyby ci tu było źle, nie przejmuj się wcale i pamiętaj, że mam w biurku jeszcze około trzystu ofert.<br>
{{tab}}— Co ty mówisz?<br>
{{tab}}— No tak, jest w czem wybierać. Jednak lepiej zostać na miejscu i nie przewłóczyć się.<br>
{{tab}}— Jestem tego samego zdania. A co będzie ze stołowaniem?<br>
{{tab}}— To od ciebie wyłącznie zależy.<br>
{{tab}}— Jakto?<br>
{{tab}}— Używaj zapasów robactwa oględnie, to ci starczy na rok.<br>
{{tab}}Janek wybuchnął serdecznym śmiechem.<br>
{{tab}}— Zresztą — dorzucił Kazik — ostatecznym terminem nie jesteś związany. A teraz jazda do łóżka, bierz lekarstwa, bądź dobrej myśli, to szybko wrócisz do zdrowia i pracy.<br>
{{tab}}Nazajutrz około południa Maryśka z przerażeniem wpadła do pokoju pani Pępuszewskiej:<br>
{{tab}}— Proszę pani! Oj, oj!<br>
{{tab}}— Co się stało? Mów!<br>
{{tab}}— Ten nasz lokator, ten żółtek zatracony...<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
ggcxzw54li0bfjvwl2u56vmoodvxpt6
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - KA-O-TSE.djvu/30
100
1361567
4078768
4077677
2026-04-08T17:49:25Z
Alenutka
11363
/* Skorygowana */
4078768
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="3" user="Alenutka" /></noinclude>{{tab}}— Umarł? — wrzasnęła wystraszona pani.<br>
{{tab}}— Gdzie zaś?! Żyje i wcale dobrze. Nie ma żadnego warkocza, ubrany jak się patrzy, śpiewa wesoło i mówi po naszemu...<br>
{{tab}}— Nie może być!<br>
{{tab}}Pani Pępuszewska rzuciła się jak zraniona tygrysica i momentalnie wpadła do pokoju.<br>
{{tab}}— Panie, co to wszystko znaczy?<br>
{{tab}}— Niech pani będzie łaskawa uprzedzić dziewczynę, aby mi podawała wodę do pokoju bez przypominania, bo tego nie lubię...<br>
{{tab}}— Kto pan jest? — zawołała przerażona.<br>
{{tab}}— Ka-O-Tse, sługa i wierny lokator pani aż do śmierci! — rzekł Janek z wersalskim ukłonem.<br>
{{tab}}Pani Pępuszewska padła zemdlona, Janek wyszedł najspokojniej na {{Korekta|miasto|miasto,}} a Marysia zaczęła cucić swoją chlebodawczynię, trzęsąc się ze strachu.<br>
<br>
{{c|KONIEC.}}
<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
hcf57u3xlvnqu38p3p2l8q8qq3l11e5
Strona:PL Demostenes Kowalski Wybór mów.pdf/200
100
1361835
4078970
4078419
2026-04-09T07:35:58Z
Draco flavus
2058
4078970
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Dzakuza21" /></noinclude>{{c|w=125%|SPIS TREŚCI}}
{{f|w=90%|align=right|str.}}
{{f|w=90%|align=left|[[Demostenes (Wybór mów)/Wstęp|WSTĘP]]}}
<section begin="WS"/>{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=I. [[Wybór mów/Wstęp/I|U schyłku niepodległości greckiej]]|page=3}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=II. [[Wybór mów/Wstęp/II|Wymowa sądowa w Atenach]]|page=14}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=III. [[Wybór mów/Wstęp/III|Demostenes]]|page=24}}<section end="WS" />
{{f|w=90%|align=left|MOWY}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Pierwsza Mowa przeciw Filipowi]]''|page=67}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Pierwsza Mowa Olintyjska]]''|page=79}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Druga Mowa Olintyjska]]''|page=86}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Trzecia Mowa Olintyjska]]''|page=94}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Druga Mowa przeciw Filipowi]]''|page=104}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Trzecia Mowa przeciw Filipowi]]''|page=112}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Mowa o Wieńcu]]''|page=128}}
{{---|przed=2em|po=2em}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
cnkfj2eg7zdfe0tq2jrhbtf5le3p14v
4078972
4078970
2026-04-09T07:37:05Z
Draco flavus
2058
4078972
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Dzakuza21" /></noinclude>{{c|w=125%|SPIS TREŚCI}}
{{f|w=90%|align=right|str.}}
{{f|w=90%|align=left|[[Demostenes (Wybór mów)/Wstęp|WSTĘP]]}}
<section begin="WS"/>{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=I. [[Wybór mów/Wstęp/I|U schyłku niepodległości greckiej]]|page=3|widths=2em}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=II. [[Wybór mów/Wstęp/II|Wymowa sądowa w Atenach]]|page=14|widths=2em}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=III. [[Wybór mów/Wstęp/III|Demostenes]]|page=24|widths=2em}}<section end="WS" />
{{f|w=90%|align=left|MOWY}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Pierwsza Mowa przeciw Filipowi]]''|page=67|widths=2em}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Pierwsza Mowa Olintyjska]]''|page=79|widths=2em}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Druga Mowa Olintyjska]]''|page=86|widths=2em}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Trzecia Mowa Olintyjska]]''|page=94|widths=2em}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Druga Mowa przeciw Filipowi]]''|page=104|widths=2em}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Trzecia Mowa przeciw Filipowi]]''|page=112|widths=2em}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Mowa o Wieńcu]]''|page=128|widths=2em}}
{{---|przed=2em|po=2em}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
53drf9dqeg00j384faytjygtv7ppnw8
4078974
4078972
2026-04-09T07:38:19Z
Draco flavus
2058
4078974
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Dzakuza21" /></noinclude>{{c|w=125%|SPIS TREŚCI}}
{{f|w=90%|align=right|str.}}
{{f|w=90%|align=left|[[Demostenes (Wybór mów)/Wstęp|WSTĘP]]}}
<section begin="WS"/>{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=I. [[Wybór mów/Wstęp/I|U schyłku niepodległości greckiej]]|page=3|widthp=2em}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=II. [[Wybór mów/Wstęp/II|Wymowa sądowa w Atenach]]|page=14|widthp=2em}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=III. [[Wybór mów/Wstęp/III|Demostenes]]|page=24|widthp=2em}}<section end="WS" />
{{f|w=90%|align=left|MOWY}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Pierwsza Mowa przeciw Filipowi]]''|page=67|widthp=2em}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Pierwsza Mowa Olintyjska]]''|page=79|widthp=2em}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Druga Mowa Olintyjska]]''|page=86|widthp=2em}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Trzecia Mowa Olintyjska]]''|page=94|widthp=2em}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Druga Mowa przeciw Filipowi]]''|page=104|widthp=2em}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Trzecia Mowa przeciw Filipowi]]''|page=112|widthp=2em}}
{{SpisPozycja|wciecie=2.5|tyt=''[[Mowa o Wieńcu]]''|page=128|widthp=2em}}
{{---|przed=2em|po=2em}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
duk5ad59dfi845s893ua50ab3fdrbgh
Indeks:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf
102
1361889
4078856
4078384
2026-04-08T18:46:13Z
Fallaner
12005
przepisany
4078856
proofread-index
text/x-wiki
{{:MediaWiki:Proofreadpage_index_template
|Tytuł=[[Obrazek z objawów życia Zbawiciela w Kościele św. Katolickim]]
|Autor=
|Tłumacz=Rafał Kalinowski
|Redaktor=
|Ilustracje=
|Rok=1898
|Wydawca=W. L. Anczyc i Spółka
|Miejsce wydania=Kraków
|Druk=W. L. Anczyc i Spółka
|Źródło=[[commons:file:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf|Skany na Commons]]
|Ilustracja=[[Plik:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf|page=1|mały]]
|Strony=<pagelist />
|Spis treści=
|Uwagi=
|Postęp=do skorygowania
|Status dodatkowy=brak ilustracji
|Css=
|Width=
}}
2da46nlc2edg9nwt4xgkp6nfnwbeiwg
Szablon:IndexPages/PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf
10
1361891
4078721
4078370
2026-04-08T17:09:11Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078721
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>12</pc><q4>0</q4><q3>0</q3><q2>0</q2><q1>7</q1><q0>1</q0>
ppwwv76ec7deu58000tamed92a2mfk7
4078866
4078721
2026-04-08T19:09:10Z
AkBot
6868
Bot aktualizuje szablon indeksu
4078866
wikitext
text/x-wiki
{{../n}}
<pc>12</pc><q4>0</q4><q3>0</q3><q2>0</q2><q1>11</q1><q0>1</q0>
p8s9a7oca72ymuabv0o22agrhjs3053
Strona:Józef Weyssenhoff - Puszcza.djvu/242
100
1361959
4078627
4078514
2026-04-08T14:45:46Z
Seboloidus
27417
drobne redakcyjne
4078627
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Rosewood" /></noinclude>{{tab}}Spłoszył ją szmer kroków. Obejrzała się ku dworowi. — Przystąpił do niej Jaś Dowbutt.<br>
{{tab}}— A ja zgaduję, o czem panna Renia myśli...<br>
{{tab}}— Doprawdy?...<br>
{{tab}}— Jestem psychologiem. — —<br>
{{tab}}Spojrzała bez ironii na studenta, oczyma oderwanemi od tajemnych namysłów, przeto obcemi.<br>
{{tab}}— Czy pan słucha takich wykładów?<br>
{{tab}}— Nie; jestem psychologiem z intuicyi. Dosyć mi zobaczyć panią — przypomnieć ten krajobraz, nastrój... Duża łódź, mała łódeczka, burza na jeziorze...<br>
{{tab}}— Ach tak... — uśmiechnęła się blado.<br>
{{tab}}— Widzi pani — zgadłem!<br>
{{tab}}Renia nie potwierdziła, ani zaprzeczyła — zamilkła. Więc młodzieniec, który miał pretensyę do przenikliwości, postarał się dowieść ubocznie i delikatnie, że się nie omylił.<br>
{{tab}}— Gdyby pani chciała, możnaby popływać i dzisiaj? — ja powiozę — ja wiosłuję przynajmniej tak dobrze, jak pan Edward. Wybrałem się raz z kolegami na morze Bałtyckie — o, taką łódką, jak ta, nie większą — na ratowanie załogi żaglowca, który nabrał wody. A morze było mocno wzburzone; zawsze Kniaź — to nie morze!<br>
{{tab}}— I wyratował pan kogoś? — zapytała Renia z większem zajęciem.<br>
{{tab}}— Ech, jednego tam pijaka! — bo inni wsiedli przedtem na parowiec, który podpłynął.<br>
{{tab}}— Zawsze to pięknie, panie Janie.<br>
{{tab}}Uczyniło się Jankowi przyjemnie i ztem lepszą fantazyą namawiał do wyprawy na Jezioro. Ale Renia stanowczo nie chciała:<br>
{{tab}}— Zimno, panie.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
qpjoofmjry34cenq9jnv96a86ghoayi
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No284 part05.jpg
100
1361987
4078571
2026-04-08T12:07:32Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078571
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>bardzo grzecznym, {{Korekta|kiody|kiedy}} pozwala żonie fatygować się w jego zastępstwie...<br>
{{tab}}Ale teraz nie ma go w domu, od dwóch dni jest w Mans, dokąd pojechał, aby sprzedać ostatnią naszą krowę... Tak nam się teraz źle wiedzie — odrzekła stara.<br>
{{tab}}W tej chwili wszedł Lambert i zapytał:<br>
{{tab}}— Czy mam zostawić konie na dworze, porucznika?<br>
{{tab}}Na wyraz „poruczniku“ wrażenie strachu odbiło się na twarzy kobiety i jakkolwiek szybko stłumionem zostało, Vasseur zauważył je jednak.<br>
{{tab}}Po tem wyrwaniu się Lamberta, trudno już było udawać wieśniaków, to też porucznik, nie zwróciwszy niby uwagi na nadany mu tytuł, odpowiedział:<br>
{{tab}}— Zapewne, że trzeba je zostawić na dworze, na ten kwadrans, który tu przepędzimy, nie opłaci się wprowadzać koni do stajni.<br>
{{tab}}W usposobieniu karczmarki zaszła nagła zmiana. Z kwaśnego humor jej stał się słodkim jak miód.<br>
{{tab}}— Na kwadrans tylko tu się zatrzymacie, obywatelu — rzekła z uśmiechem. Dla czego na tak krótko? Prze-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
2rmibb0vuqzg19iydf9o5ysc823lvfd
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No284 part06.jpg
100
1361988
4078575
2026-04-08T12:10:50Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078575
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>cież moja oberża taka dobra, jak każda inna.<br>
{{tab}}— Ha, moja kobieto, trzeba wam dać czas się wyspać, {{Korekta|przecieżżeśmy|przecież żeśmy}} wam sen przerwali.<br>
{{tab}}— Eh! czy jabym tam tak długo się wysypiała? Ot, drzemałabym jeszcze z godzinę najwyżej i kwita. Toć to już dzień na dworze. Już ja się wyśpię za to kiedy indziej. Zostań, obywatelu; tak mało mamy teraz gości...<br>
{{tab}}Vasseur podejrzywał szczerość tego nalegania ze strony karczmarki, nie chciał jednak odrazu zgodzić się na jej prośbę i odpowiedział:<br>
{{tab}}— Nie, nie, musimy jechać.<br>
{{tab}}— Co tam, obywatelu — rzekła kobieta z— ostaniecie u mnie do wieczora i odpoczniecie sobie.<br>
{{tab}}— Ha, kiedy tak namawiacie, to możemy zostać. Konie wytchną sobie trochę i bez zmęczenia doniosą nas do Mans.<br>
{{tab}}— To jedziecie do Mans? — zapytała baba śpiesznie, a w oczach jej odbił się niepokój.<br>
{{tab}}Następnie, zwracając się do Lamberta, zawołała:<br>
{{tab}}— Zostajecie tu do wieczora; chodźcie, pokażę wam stajnię.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
emqgouojkv780ky4ma3yxdbtpiuc3uw
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No284 part07.jpg
100
1361989
4078576
2026-04-08T12:12:26Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078576
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Skoro tylko karczmarka z Lambertem wyszli z pokoju, drugiemi drzwiami, wiodącemi na ulicę, wszedł Fichet.<br>
{{tab}}— Chodź tu bliżej, Fichet i odpowiedz bez żadnych {{Korekta|omówień|niedomówień}} o co się zapytam.<br>
{{tab}}— Jestem na usługi — odrzekł żołnierz.<br>
{{tab}}— Czy jesteś pewny, że wyjechało ztąd niedawno dwóch konnych i wózek?<br>
{{tab}}— Jestem o tem dokumentnie przekonany.<br>
{{tab}}— Dobrze, teraz pomóż Lambertowi umieścić konie w stajni.<br>
{{tab}}Nie ulegało wątpliwości, że stara, usłyszawszy wyraz „poruczniku“, domyśliła się zaraz z kim ma do czynienia i zmieniła taktykę. Zamiast pozbyć się ich najprędzej, chciała ich za trzymać, szczególniej, gdy się dowiedziała, że jadą do Mans.<br>
{{tab}}Dla czego ona to robiła?<br>
{{tab}}Zapewne dla tego, aby nie doścignęli oni wózka i owych dwóch jeźdźców, którzy przededniem opuścili karczmę, choć stara zaklinała się, że od dwóch tygodni nie widziała żadnego podróżnego.<br>
{{tab}}Niepotrzeba było więcej, aby pobudzić gorliwość porucznika. Wyjechałby<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
mkjdphryjstwb4lx1gpiazv7sf2nuih
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No284 part08.jpg
100
1361990
4078577
2026-04-08T12:13:22Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078577
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>też natychmiast, gdyby konie nie potrzebowały spoczynku.<br>
{{tab}}— Jeżeli zostanę tu jeszcze dwie lub trzy godziny — pomyślał — dogonię jednak tych tajemniczych podróżnych, którzy, eskortując wózek, muszą jechać daleko wolniej, niż my. A potem muszę przecież czekać na powrót Barnaby, który ma tu do mnie przybyć.<br>
{{tab}}Gdy tak myślał, spojrzenie jego padło na fuzję starannie wyczyszczoną, która wisiała przy kominku.<br>
{{tab}}— Trzeba to sobie obejrzeć — rzekł i zdjął ją z kołka.<br>
{{tab}}Przyjrzawszy się broni, porucznik zauważył, że pomimo, że była tak starannie utrzymywana, nie musiała być już używaną od lat kilku.<br>
{{tab}}— Mąż tej czarownicy nie musi być złodziejem zwierzyny, bo w takim razie miałby lepszą strzelbę — powiedział do siebie, wieszając ją napowrót.<br>
{{tab}}Ale Vasseur nader skłonnym był do podejrzeń i po tej uwadze nastąpiła znów inna.<br>
{{tab}}— Czy tylko przypadkiem ta fazja nie wisi tu tylko dla pozoru?<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
2lenjjcdsqig3qyt57u1325tiylv0aa
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No285 part01.jpg
100
1361991
4078578
2026-04-08T12:14:08Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078578
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Porucznik znał się na wybiegach. Rozpoczął on swój zawód wojskowy w tym właśnie kraju szuanów, w którym znajdował się obecnie i pamiętał, że gdy żołnierze republikańscy wchodzili, do chat szuanów, aby zabrać im broń, znajdowali same tylko strzelby zdezelowane i niezdatne do użycia jak ta fuzja karczmarza. A jednak w nocy, gdy ci tak spokojni napozór włościanie opuszczali swe domy i zaczajali się w krzakach i zagajnikach, żołnierze<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
fgk9bc0bsqwia1jgpskdyo6va7hwp3x
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No285 part02.jpg
100
1361992
4078579
2026-04-08T12:15:14Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078579
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>republikańscy padali jak muchy od kul tych strzelb niby popsutych. Tak więc każdy szuan oprócz fuzji zawieszonej na ścianie swej izby, posiadał inną jeszcze starannie ukrytą w jakimś kącie, a którą brał na ramię wtedy, gdy szedł czatować na nieprzyjaciela.<br>
{{tab}}Te właśnie wspomnienia nasunęły Vasseur’owi uwagę, że fuzja powieszona na ścianie obok kominka, jest może tylko pozorem.<br>
{{tab}}Potem myśł jego od broni przeniosła się do jej {{Korekta|właścisiela|właściciela}}.<br>
{{tab}}— Czy ten karczmarz — pomyślał, rzeczywiście pojechał do Mans, aby zbyć krowę, jak mówi jego żona?<br>
{{tab}}Tymczasem Lambert i Fichet umieścili konie w stajni i weszli do pokoju razem ze starą, niosącą na półmisku połowę tłustej gęsi.<br>
{{tab}}— No, rzekła wesoło, chodźcie do stołu, obywatele.<br>
{{tab}}To mówiąc, zajęła się nakrywaniem i chodząc od stołu do kredensu nie, przestawała gawędzić.<br>
{{tab}}— Skoro zaspokoicie głód, mówiła, pójdziecie się przespać, bo po całono-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
9l2xck9fstdcjon8bt4lmvc1f54zp0i
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No285 part03.jpg
100
1361993
4078580
2026-04-08T12:16:36Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078580
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>cnej podróży musicie być dobrze znużeni; a gdy się przebudzicie, przygotuję wam dobrą kolację, a potem dopiero wyruszycie w drogę.<br>
{{tab}}Chodziło jej widocznie o zatrzymanie gości do wieczora, aby przez czas ich pobytu w oberży, podróżni widziani przez Ficheta jak najwięcej się oddalili.<br>
{{tab}}Skoro siedli za stół i Lambert i Fichet poczęli z apetytem zajadać, porucznikowi przypomniał się Barnaba.<br>
{{tab}}Gdzież on może być u licha? pomyślał.<br>
{{tab}}{{Korekta|— Tymczasem|Tymczasem}} na dworze zupełnie się rozjaśniło, słońce weszło, poranek był piękny, choć chłodny nieco z powodu jesiennego wietrzyku, sprowadzającego zazwyczaj pierwsze szrony.<br>
{{tab}}Pomimo to, stara pozostawiła drzwi od ulicy otwarte. Nie było jej jednak za gorąco, bo kilka razy silnie pocierała rękę jedną o drugą, mówiąc.<br>
{{tab}}— Coś mroźno się robi.<br>
{{tab}}Vasseur zauważył to i zaraz przyszło mu na myśl, że karczmarka chce tym sposobem uprzedzić kogoś o obecności obcych w oberży.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
n9k03y8qi127kgfg4745uoztmm4kgyt
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No285 part05.jpg
100
1361994
4078581
2026-04-08T12:18:25Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078581
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>kobieto.<br>
{{tab}}Zamiast odpowiedzieć, stara wpuściła żebraka do pokoju, patrząc mu w oczy zdając się oczekiwać z jego strony jakiegoś znaku lub wyrazu. Miała go ona widać za tajemnego posłańca.<br>
{{tab}}Barnaba, widząc, że karczmarka milczy, dodał:<br>
{{tab}}— Nie jadłem już od dwóch dni chodzę tak boso po zimnie.<br>
{{tab}}Tu pokazał swe nogi w rzeczy samej pozbawione obuwia.<br>
{{tab}}Porucznik napozór zajęty śniadaniem nie stracił ani słowa, ani jednego: gestu z całej tej sceny.<br>
{{tab}}— Co Barnaba zrobił z swymi ogromnemi butami, które miał na nogach, gdy szedł z nami? pomyślał Vasseur zdziwiony. Lecz zdziwienie jego doszło do najwyższego stopnia, gdy usłyszał Barnabę wymawiającego po okropnym napadzie kaszlu, te słowa:<br>
{{tab}}— Bez trzewików łatwo dostać kataru.<br>
{{tab}}Coś jakby iskra elektryczna wstrząsnęło całem ciałem porucznika. Krótki frazes dopiero co wypowiedziany przez Barnabę, był jednym z nakreślonych na papierze, który Vasseur znalazł był w surducie pięknego Franka i którego Doublet u stóp rusztowania nie chciał mu objaśnić.<br>
{{tab}}Vasseur pamiętał doskonale treść o-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
mjfbqyhluhmyjpac5u48fl9pv0d5bp4
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No285 part06.jpg
100
1361995
4078582
2026-04-08T12:20:11Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078582
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>wego biletu i wiedział, że po tem zdaniu następowało inne, również zagadkowe<br>
{{tab}}— Siedm a cztery — dziewięć.<br>
{{tab}}Karczmarka po ostatnich słowach Barnaby nie zdecydowała się jeszcze dać mu cośkolwiek do zaspokojenia głodu. Potrząsnęła tylko głową i z powątpiewającą miną wyrzekła:<br>
{{tab}}— Nie zmyślaj lepiej, mój chłopcze. To twoje „od dwóch dni nie jadłem“, to taka sama prawda, jak to, że siedm a cztery dziewięć.<br>
{{tab}}Rozmowa zaczyna być zajmującą pomyślał Vasseur.<br>
{{tab}}— I wypróżniając szklankę z najobojętniejszą miną, wytężył słuch, aby uchwycić najmniejszy odcień głosu starej.<br>
{{tab}}Ta tymczasem ciągle jeszcze ociągała się z daniem jałmużny mniemanemu żebrakowi.<br>
{{tab}}— Nie wmówisz we mnie, kochanku mówiła że od dwóch dni nie znalazłeś nie do przekąszenia.<br>
{{tab}}— Orzechy pospadały... i inni je pozbierali dawno — odparł Barnaba — inaczej byłbym się niemi pożywił.<br>
{{tab}}Zaufanie Vasseur’a do Barnaby było prawie nieograniczone, bo w przeciwnym razie byłoby się zachwiało pod wrażeniem ostatnich jego wyrazów: „Orzechy pospadały.“<br>
{{tab}}Był to znowu {{Korekta|frezes|frazes}} z tajemniczego biletu. Jakimże to sposobem Barnaba<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
8jablfqdmt2n0yo3jfolmkzmh6a1ktz
Strona:Józef Weyssenhoff - Puszcza.djvu/243
100
1361996
4078587
2026-04-08T13:40:23Z
Rosewood
2020
/* Przepisana */
4078587
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Rosewood" /></noinclude>{{tab}}— To ... zejdźmy na sam brzeg i poszukajmy
muszli — są czasem bardzo ciekawe.<br>
{{tab}}Na to zgodziła się Renia. Więc poszli na najniższe wybrzeże, gdzie fala raz po raz wdzierała się cienkim, zapienionym ozorem, hucząc, potem znów cofała się ze zjadliwą chrypą złego psa, który nie może skoczyć po za granicę trzymającej go uwięzi. Czasami fala śmielsza już już miała podmyć nogi dwojga młodych, ale oboje zwinni, cofali się wstecz
szybkim kłusem, nie dając się ogarnąć.
<br>
{{tab}}W tem miejscu, na pasie spornym między falą i murawą, była mozajka ze szlifowanych kamyków, gładko wtłoczona w muł płowy, a między nią, wzorami kwiecistymi, barwiły się żebrowane
grzbiety muszel żółte i czarne, lub wnętrza ich perłowe, opalowe, różane — błyskotki, którym tylko mnogość ich niezmierna zagrodziła drogę do godności klejnotów. Jednak czuli na piękno mieszkańcy okoliczni lubią muszelkami nasadzać ramki i pudełka, a okazy większe i rzadsze dostępują zaszczytu spoczywania u ludzi znacznych pod lustrem, na pokrytej białym haftem komodzie.
<br>
{{tab}}
Janek i Renia zajęli się pilnie poszukiwaniem czegoś nadzwyczajnego w miryadzie wdzięcznych kształtów i barw delikatnych; coraz to które schyliło się, uszczknęło jakiś ułamek twardego kobierca, ale poznawszy rzecz pospolitą, ciskało napowrót o ziemię. Renia znalazła nareszcie coś godnego uwagi: kamyk gładki i różowy w kształcie serca.
<br>
{{tab}}— Niech pan patrzy: zupełnie serce!<br>
{{tab}} Student zauważył uśmiech, którego dawno już nie widział na twarzy Reni i odrzekł gorąco:<br>
{{tab}}— To ja je złożyłem pod stopy pani. — — —
<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
r55xxefql070qg2lz3kyjlppem9cs47
4078626
4078587
2026-04-08T14:44:35Z
Seboloidus
27417
drobne redakcyjne
4078626
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Rosewood" /></noinclude>{{tab}}— To... zejdźmy na sam brzeg i poszukajmy muszli — są czasem bardzo ciekawe.<br>
{{tab}}Na to zgodziła się Renia. Więc poszli na najniższe wybrzeże, gdzie fala raz po raz wdzierała się cienkim, zapienionym ozorem, hucząc, potem znów cofała się ze zjadliwą chrypą złego psa, który nie może skoczyć po za granicę trzymającej go uwięzi. Czasami fala śmielsza już już miała podmyć nogi dwojga młodych, ale oboje zwinni, cofali się wstecz szybkim kłusem, nie dając się ogarnąć.<br>
{{tab}}W tem miejscu, na pasie spornym między falą i murawą, była mozajka ze szlifowanych kamyków, gładko wtłoczona w muł płowy, a między nią, wzorami kwiecistymi, barwiły się żebrowane grzbiety muszel żółte i czarne, lub wnętrza ich perłowe, opalowe, różane — błyskotki, którym tylko mnogość ich niezmierna zagrodziła drogę do godności klejnotów. Jednak czuli na piękno mieszkańcy okoliczni lubią muszelkami nasadzać ramki i pudełka, a okazy większe i rzadsze dostępują zaszczytu spoczywania u ludzi znacznych pod lustrem, na pokrytej białym haftem komodzie.<br>
{{tab}}Janek i Renia zajęli się pilnie poszukiwaniem czegoś nadzwyczajnego w miryadzie wdzięcznych kształtów i barw delikatnych; coraz to które schyliło się, uszczknęło jakiś ułamek twardego kobierca, ale poznawszy rzecz pospolitą, ciskało napowrót o ziemię. Renia znalazła nareszcie coś godnego uwagi: kamyk gładki i różowy w kształcie serca.<br>
{{tab}}— Niech pan patrzy: zupełnie serce!<br>
{{tab}}Student zauważył uśmiech, którego dawno już nie widział na twarzy Reni i odrzekł gorąco:<br>
{{tab}}— To ja je złożyłem pod stopy pani. — —<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
fc2one6o8o4y65cspmm2iteue4r73q5
Strona:Józef Weyssenhoff - Puszcza.djvu/244
100
1361997
4078588
2026-04-08T13:47:30Z
Rosewood
2020
/* Przepisana */
4078588
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Rosewood" /></noinclude>{{tab}}— Ona trochę się zastanowiła, potem dobry jej
uśmiech zaigrał figlarnie:<br>
{{tab}}— Ależ to chyba serce ptaka?... i z kamienia.<br>
{{tab}}— Mówi się przez metaforę — odrzekł Dombutt, pokrywając rumieniec gestem, który usiłował być godny.<br>
{{tab}} — Ej, panie Janie, mówmy po dawnemu — dobrze? <br>
{{tab}}— Jak pani rozkaże... <br>
{{tab}}Renia trzymała w ręku różowy kamyk, przyglądała mu się z namysłem: co z nim począć? — Schować go, po tej rozmowie — toby coś znaczyło. Nie chciała tego znaczenia. Jednak przez wrodzoną
dobroć nie chciała też urazić przyjaznego chłopca. <br>
{{tab}}— Eh, to wcale nie serce... tylko z jednej strony tak wygląda, a z drugiej, niech pan patrzy — jak śliwka.<br>
{{tab}} I podała kamyk Jankowi. — On go wziął nerwowo, zamachnął ramieniem i puścił kamyk po powierzchni wody. Zawarczał, odbił się o falę raz — i utonął. <br>
{{tab}}A po tej wymianie... metafor odechciało się
obojgu szukać muszel.<br>
{{tab}} — Niema tu nic osobliwego — chodźmy do domu.<br>
{{tab}} Dowbutt skłonił się tragicznie i w drodze powrotnej do dworu zaczął ni stąd ni z owąd wykład o Bergsonie, którego “Ewolucyę twórczą” właśnie czytał. Choć referat nie bardzo się kleił studentowi, Renia słuchała uprzejmie i z uznaniem. Ale dwór był blizko jeziora, a przedmiot nie dawał się wyczerpać w kilku zdaniach — i młodzi, wchodząc do pokoju, pochłonięci zostali przez inne wrażenie.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
nths9g03tz6p9p4k0xvupv4dqd38wdz
4078625
4078588
2026-04-08T14:43:08Z
Seboloidus
27417
Proszę używać gadżetu "Popraw układ i najczęstsze błędy OCR"
4078625
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Rosewood" /></noinclude>{{tab}}— Ona trochę się zastanowiła, potem dobry jej uśmiech zaigrał figlarnie:<br>
{{tab}}— Ależ to chyba serce ptaka?... i z kamienia.<br>
{{tab}}— Mówi się przez metaforę — odrzekł Dombutt, pokrywając rumieniec gestem, który usiłował być godny.<br>
{{tab}}— Ej, panie Janie, mówmy po dawnemu — dobrze?<br>
{{tab}}— Jak pani rozkaże...<br>
{{tab}}Renia trzymała w ręku różowy kamyk, przyglądała mu się z namysłem: co z nim począć? — Schować go, po tej rozmowie — toby coś znaczyło. Nie chciała tego znaczenia. Jednak przez wrodzoną dobroć nie chciała też urazić przyjaznego chłopca.<br>
{{tab}}— Eh, to wcale nie serce... tylko z jednej strony tak wygląda, a z drugiej, niech pan patrzy — jak śliwka.<br>
{{tab}}I podała kamyk Jankowi. — On go wziął nerwowo, zamachnął ramieniem i puścił kamyk po powierzchni wody. Zawarczał, odbił się o falę raz — i utonął.<br>
{{tab}}A po tej wymianie... metafor odechciało się obojgu szukać muszel.<br>
{{tab}}— Niema tu nic osobliwego — chodźmy do domu.<br>
{{tab}}Dowbutt skłonił się tragicznie i w drodze powrotnej do dworu zaczął ni stąd ni z owąd wykład o Bergsonie, którego “Ewolucyę twórczą” właśnie czytał. Choć referat nie bardzo się kleił studentowi, Renia słuchała uprzejmie i z uznaniem. Ale dwór był blizko jeziora, a przedmiot nie dawał się wyczerpać w kilku zdaniach — i młodzi, wchodząc do pokoju, pochłonięci zostali przez inne wrażenie.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
c3bjzdbtf2esxg6mg0sgubeyctxoq43
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No285 part07.jpg
100
1361998
4078589
2026-04-08T13:52:12Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078589
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>znał owe {{Korekta|niezrozomiałe|niezrozumiałe}} hasła?<br>
{{tab}}Karczmarka pozwoliła się nareszcie przekonać, gdyż doszła do szafy, mówiąc:<br>
{{tab}}— Naści chleba, człowieku, może i nie prawdę mówisz, ale żal mi cię chudzino. Nieprawda, obywatelu, dodała zwracając się do Vasseur’a, że lepiej zostać oszukaną przez łgarza, niżeli odmówić prawdziwie głodnemu?<br>
{{tab}}Porucznik zwrócił niby całą swą uwagę na żebraka i obrzucając go znaczącem spojrzeniem od stóp do głów, rzekł:<br>
{{tab}}— Sądząc z jego tuszy, chleb wasz bardzo mu się przyda.<br>
{{tab}}— Tak, tak, obywatelu, powiedział płaczliwie Barnaba, mam żołądek tak pusty jak stodoła w lecie.<br>
{{tab}}— Idź, mój chłopcze, rzekła do niego stara, odpocznij sobie w stajni na słomie; przyniosę ci tam jeszcze chleba i sera.<br>
{{tab}}— Niech już ma dziś święto, ode zwał się Vasseur, wskazując na półmisek, na którym pozostał schab od gęsi; dajcie mu to także.<br>
{{tab}}Barnaba rzucił się z chciwością na ofiarowaną mu potrawę, zgiął się we dwoje, wyciągnął ręce do półmiska, a ponieważ w tem położeniu, usta jego znalazły się tuż obok ucha porucznika, szepnął mu nieznacznie:<br>
{{tab}}— Strzeżcie się!<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
coaivvvq7x27fqqmfycjh6u2oxui6lz
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No285 part08.jpg
100
1361999
4078590
2026-04-08T13:54:06Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078590
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Następnie, przyciskając półmisek do piersi i pożerając schab gęsi oczyma, poszedł za karczmarką, która po wymienieniu z nim umówionego hasła, śpieszyła się, aby {{Korekta|coprzędzej|co prędzej}} dokładnie się z nim rozmówić.<br>
{{tab}}— Pokażę ci wygodny kącik w stajni, gdzie się wyśpisz jak w łóżku, chodź za mną, mówiła do niego, idąc naprzód.<br>
{{tab}}Na progu Barnaba raz jeszcze odwrócił się do porucznika i oczyma powiedział mu raz jeszcze: „Strzeżcie się!“<br>
{{tab}}— Należy wnosić, że nas tu czeka dywertyzacja, szepnął Fichet, który usłyszał słowa Barnaby, wyrzeczone do porucznika.<br>
{{tab}}Po przyjemności górnego wyrażania się, najprzyjemniejszą dla Fichet’a rzeczą było częstowanie kulakami.<br>
{{tab}}Zsiadłszy z koni, żandarmi wyjęli z siodła pistolety i zatknęli je za pas.<br>
{{tab}}— Trzymać broń w pogotowiu i czekać, zakomenderował porucznik, który spodziewał się porozumieć się wkrótce z Barnabą i otrzymać od niego dokładniejsze wiadomości.<br>
{{tab}}Dla większego bezpieczeństwa, Vasseur zasunął rygle u drzwi, prowadzących na ulicę.<br>
{{tab}}Upłynęło dziesięć minut czasu.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
5tta7isz9huu4wkezfgm3s8vuq2jbie
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No286 part01.jpg
100
1362000
4078591
2026-04-08T13:55:07Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078591
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Vasseur, który dobrze słuch wytężył, usłyszał szmer jakiś niby szept kilkunastu ludzi.<br>
{{tab}}Gromada ludzi, którzy po cichu zbliżyli się do karczmy, widocznie się naradzała.<br>
{{tab}}Nagle zapukano do drzwi i głos jakiś szepnął:<br>
{{tab}}— Buchardowa, etwórzcie: basałyki śpią już, to cię od nich uwolnimy.<br>
{{tab}}Ponieważ drzwi się nie otworzyły,<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
esld19826yge3veqg9pjzv6t2bghlsl
4078767
4078591
2026-04-08T17:48:13Z
Wydarty
17971
4078767
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Vasseur, który dobrze słuch wytężył, usłyszał szmer jakiś niby szept kilkunastu ludzi.<br>
{{tab}}Gromada ludzi, którzy po cichu zbliżyli się do karczmy, widocznie się naradzała.<br>
{{tab}}Nagle zapukano do drzwi i głos jakiś szepnął:<br>
{{tab}}— Buchardowa, otwórzcie: basałyki śpią już, to cię od nich uwolnimy.<br>
{{tab}}Ponieważ drzwi się nie otworzyły,<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
342n069ni67mp0h05kfveh26aee09xf
Strona:Józef Weyssenhoff - Puszcza.djvu/245
100
1362001
4078592
2026-04-08T13:56:04Z
Rosewood
2020
/* Przepisana */
4078592
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Rosewood" /></noinclude>{{tab}}Od progu zamilkli i zbliżali się cicho do salonu,
skąd dochodził ich wyraźanie gwałtowny choć stłumiony głos Bronisława Dowbutta: <br>
{{tab}}—Na całe życie, moja najdroższa! jedyna!—
<br>
{{tab}}Janek chrząknął, Renia przyspieszyła kroku i
ujrzeli wkrótce Bronka siedzącego przy Marcelce na kanapie. Zdawało się nawet, że on zerwał się z klęczków, gdy usłyszał kroki. Teraz znowu, na widok wchodzących powstał szybko z kanapy i przeszedł się po pokoju. Marcelka zaś siedziała nieruchoma, z przymkniętemi oczyma. Po chwili dopiero odezwała się. <br>
{{tab}}— No więc, czy kończymy tę partyę szachów, czy nie?<br>
{{tab}} I parsknęła nerwowym śmiechem. <br>
{{tab}}— Kończymy... albo nie — — zdaję się na łaskę — jestem pobity... pobity — miotał się Bronisław w odpowiedzi bez sensu.<br>
{{tab}} W pokoju było radośnie i dramatycznie zarazem. Nikt nie mówił głosem, zastosowanym do treści słów. Renia spoglądała zdziwiona po obecnych. Trwało to krótko, bo Marcelka chwyciła młodszą siostrę wpół i wyprowadziła do dalszych pokojów. Bracia zaś także mieli sobie coś pilnego do powiedzenia. <br>
{{tab}}W pokoju gdzie obie razem mieszkały, Renia przystąpiła niecierpliwie do indagacyi siostry:<br>
{{tab}}— Więc cóż? co się stało? — powiedział papie?<br>
{{tab}}— Jak to: papie?! Mnie samej powiedział. <br>
{{tab}}— Ach, czy to się tak robi? — najprzód pannie?<br>
{{tab}}Ależ, Reniuś! przecie to o nas chodzi, nie o
papę!
<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
o3gc7rj7l4jgpn0d717qq4vkgn8unki
4078623
4078592
2026-04-08T14:39:30Z
Seboloidus
27417
drobne redakcyjne
4078623
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Rosewood" /></noinclude>{{tab}}Od progu zamilkli i zbliżali się cicho do salonu, skąd dochodził ich wyrażanie gwałtowny choć stłumiony głos Bronisława Dowbutta:<br>
{{tab}}— Na całe życie, moja najdroższa! jedyna! —<br>
{{tab}}Janek chrząknął, Renia przyspieszyła kroku i ujrzeli wkrótce Bronka siedzącego przy Marcelce na kanapie. Zdawało się nawet, że on zerwał się z klęczków, gdy usłyszał kroki. Teraz znowu, na widok wchodzących powstał szybko z kanapy i przeszedł się po pokoju. Marcelka zaś siedziała nieruchoma, z przymkniętemi oczyma. Po chwili dopiero odezwała się.<br>
{{tab}}— No więc, czy kończymy tę partyę szachów, czy nie?<br>
{{tab}}I parsknęła nerwowym śmiechem.<br>
{{tab}}— Kończymy... albo nie — — zdaję się na łaskę — jestem pobity... pobity — miotał się Bronisław w odpowiedzi bez sensu.<br>
{{tab}}W pokoju było radośnie i dramatycznie zarazem. Nikt nie mówił głosem, zastosowanym do treści słów. Renia spoglądała zdziwiona po obecnych. Trwało to krótko, bo Marcelka chwyciła młodszą siostrę wpół i wyprowadziła do dalszych pokojów. Bracia zaś także mieli sobie coś pilnego do powiedzenia.<br>
{{tab}}W pokoju gdzie obie razem mieszkały, Renia przystąpiła niecierpliwie do indagacyi siostry:<br>
{{tab}}— Więc cóż? co się stało? — powiedział papie?<br>
{{tab}}— Jak to: papie?! Mnie samej powiedział.<br>
{{tab}}— Ach, czy to się tak robi? — najprzód pannie?<br>
{{tab}}Ależ, Reniuś! przecie to o nas chodzi, nie o papę!<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
apa94y1kue73d4ru7ehekgaouhll6pd
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No286 part02.jpg
100
1362002
4078593
2026-04-08T13:56:27Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078593
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>myślano zapewne, że Buchardowa podejrzewa podstęp i głos ze dworu dodał te słowa, które snać rozproszyć miały wszelką nieufność:<br>
{{tab}}— Bez trzewików łatwo dostać kataru.<br>
{{tab}}W tejże chwili inny głos jakiś cichutko wymówił „psyt.“<br>
{{tab}}Vasseur obejrzał się i ujrzał Barnabę, stojącego na progu drzwi, wiodących na podwórze i dającego mu znaki, aby się zbliżył.<br>
{{tab}}Gdy żandarmi podeszli bliżej, Barnaba szepnął:<br>
{{tab}}— Osidłałem już konie. Uciekajmy przez podwórze, zanim dom otoczą.<br>
{{tab}}— Coś zrobił ze starą? zapytał porucznik wychodząc z Barnabą na podwórze, gdzie ich czekały konie.<br>
{{tab}}— Związałem ją, zakneblowałem jej buzie i... wpuściłem do studni.<br>
{{tab}}— Tam do licha, mój chłopcze, praktycznie się urządziłeś.<br>
{{tab}}— Oh! nie obawiaj się, poruczniku, ta wiedźma nic sobie nie nadwyrężyła gdym ją tam spuścił: studnia ma ze<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
hkhihl3h5amvbhdeo52m039f5goi7gr
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No286 part03.jpg
100
1362003
4078594
2026-04-08T13:58:02Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078594
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>dwanaście stóp wody.<br>
{{tab}}Gdy Lambert i Fichet byli już na koniach, Barnaba dodał:<br>
{{tab}}— Idę otworzyć bramę podwórza. Jeżeli łotry już dom otoczyli, trzeba będzie roztratować pierwszego, co się nawinie.<br>
{{tab}}— Ale ty nie masz konia! — rzekł Vasseur. który w tejże chwili zauważył, że Barnaba dokompletował swego kostjumu trzewikami i doskonałą fuzją.<br>
{{tab}}— Ja, odparł chudy, wsiądę razem z tobą, poruczniku; tak jestem lekki, że twój koń nie poczuje dodatku.<br>
{{tab}}Gdy żandarmi byli gotowi do odjazdu i pistolety ich nabite, Barnaba {{Korekta|ołworzył|otworzył}} bramę. Piętnastu ludzi, którzy zamierzali z tej strony dostać się do domu, nie wytrzymali naporu, dobrze zbrojnych żołnierzy i pozwolili im przejechać. Lecz zaledwie żandarmi ujechali trzydzieści sążni, gdy powitała ich kanonada.<br>
{{tab}}— Czy kto z was ranny? zapytał Vasseur.<br>
{{tab}}Nie dosłyszał jednak odpowiedzi, bo<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
haj0460rgx02odkmjgddgy446cp61c6
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No286 part04.jpg
100
1362004
4078595
2026-04-08T13:59:23Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078595
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>w tej samej chwili Barnaba tuż za nim zawołał:<br>
{{tab}}— Patrzcie to Bouchard, mąż tej jejmości co sobie siedzi w studni! Poczekaj tylko, bratku!<br>
{{tab}}I za Vasseur’em rozległ się wystrzał, a po nim przekleństwo, wymówione przez Barnabę.<br>
{{tab}}— Czyś go chybił? — zapytał porucznik, nie odwracając się.<br>
{{tab}}— Dowiodłem mojej zwykłej niezręczności celowałem w oko, a trafiłem w brew! — odpowiedział Barnaba.<br>
{{tab}}Przez dwie godziny pędzono galopem, poczem Barnaba oznajmił, że zsiądzie z konia.<br>
{{tab}}— Odległość pomiędzy nami a nieprzyjacielem jest już tak znaczna, że można zwolnić bieg koni. Pozwólcie więc i mnie iść pieszo.<br>
{{tab}}— Po cóż to? — odparł porucznik. Bardzo nam tak dobrze, a kiedy już siedzimy razem, opowiedz mi mój przyjacielu, jakim sposobem udało ci się przyjść do tej chałupy w sam czas, aby nas ocalić i wydobyć z matni i skąd<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
qe7yxhokrf9r00ubmio2x7fixarxpwh
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No286 part05.jpg
100
1362005
4078596
2026-04-08T14:01:29Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078596
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>się dowiedziałeś o tych hasłach, któreś zamieniał z {{kor|kaczmarką|karczmarką}}; powiedz mi też, dlaczego zdjąłeś obuwie, wchodząc do karczmy, a wreszcie, skąd wziąłeś tę ładną fuzję?<br>
{{tab}}— To wszystko rzeczy bardzo proste! odpowiedział chudy.<br>
{{tab}}— Nie wątpię ale opowiedz je jednak.<br>
{{tab}}— Udusiłem człowieka.<br>
{{tab}}— No, no, to coś u ciebie szybko idzie. Dusisz człowieka, palisz w łeb drugiemu... Można ci powinszować, mój chłopcze... I dlaczegóż to udusiłeś tego biedaka?<br>
{{tab}}— {{Korekta|A-uo|A-no}} potrzebna mi była jego {{Korekta|fnzja|fuzja}}.<br>
{{tab}}— Niezły sposób pożyczania broni.<br>
{{tab}}— Wiesz pewnie poruczniku, że to okazja robi złodzieja... otóż ten człowiek dał mi tę sposobność... o on mię skusił; powiedzcie sami, czy to moja wina, żem się nie mógł oprzeć pokusie?<br>
{{tab}}— Zapewne, że trudno ci nie przyznać słuszności.<br>
{{tab}}— Kiedy Lambert oznajmił nam, że ktoś nas szpieguje za krzakami przy drodze, pobiegłem zaraz w krzaki.<br>
{{tab}}— Tak nawet na czworakach, przerwał śmiejąc się, porucznik. Zapomniałem ci powinszować tego talentu.<br>
{{tab}}— Nabyłem go wtedy, gdym jeździł z moim panem po jarmarkach i udawałem czasem szympansa.<br>
{{tab}}— Z tym samym, co cię pokazywał<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
q781oo8x7b8zir81pfvlr76cmzc1c36
Strona:Józef Weyssenhoff - Puszcza.djvu/246
100
1362006
4078597
2026-04-08T14:03:02Z
Rosewood
2020
/* Przepisana */
4078597
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Rosewood" /></noinclude> {{tab}}— Więc dobrze. Prosił cię o rękę? <br>
{{tab}}— O rękę? — tak, już dawno, na wszystkie tony. Ale dzisiaj nareszcie mnie przekonał. <br>
{{tab}}— Więc jesteście zaręczeni?! — bo papa zgadza się, wiem napewno. <br>
{{tab}}— Jeszczeby też! — parsknęła Marcelka —
właśnie to mnie odsuwało od Bronka, że papa go sobie życzy za zięcia. Papa nas uważa za niewolnice, które może oddać komu chce... <br>
{{tab}}Renia nie była tego zdania, ale ominęła dyskusyę; aby się cała oddać radości. Tak, czy inaczej, wynik był upragniony i jeden z serdecznych zabiegów Reni zakończony szczęśliwie:<br>
{{tab}}Marcelka wychodzi dobrze za mąż! <br>
{{tab}}
— Marceleczko moja! jak się cieszę! — —<br>
{{tab}} Zaczęła całować siostrę raz po raz po twarzy, jak dziecko, które chce zaznaczyć swe mocne kochanie — aż prawie zmęczyła się i przestała.<br>
{{tab}}— Jak ty się dzisiaj uperfumowałaś inaczej? — zauważyła naraz. <br>
{{tab}}Marcelka zastrzygła rzęsami:<br>
{{tab}}— Nie... zdaje ci się... a może zresztą? — tak długo siedziałam dzisiaj obok Bronka, że może to iego perfumy? — zaśmiała się zmysłowo. Zamiast starszej, młodsza siostra mocno się zarumieniła, gdyż zrozumiała formę dzisiejszych oświadczyn. I Marcelka nie chciała się tłómaczyć, więc zmieniła rozmowę:<br>
{{tab}} — Teraz na ciebie kolej, Reniu. Masz tu przy sobie chłopca, który się w tobie kocha. Że trochę młody — cóż to szkodzi? Ma 21 lat, zawsze trzy lata więcej od ciebie — taka sama różnica, jak moja z Bronkiem. Bardzo dzielny chłopiec ten Jaś — i
przystojny. <br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
n31nkolggnl1piponqse9wwpnrms1p7
4078624
4078597
2026-04-08T14:41:49Z
Seboloidus
27417
Proszę używać gadżetu "Popraw układ i najczęstsze błędy OCR"
4078624
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Rosewood" /></noinclude>{{tab}}— Więc dobrze. Prosił cię o rękę?<br>
{{tab}}— O rękę? — tak, już dawno, na wszystkie tony. Ale dzisiaj nareszcie mnie przekonał.<br>
{{tab}}— Więc jesteście zaręczeni?! — bo papa zgadza się, wiem napewno.<br>
{{tab}}— Jeszczeby też! — parsknęła Marcelka — właśnie to mnie odsuwało od Bronka, że papa go sobie życzy za zięcia. Papa nas uważa za niewolnice, które może oddać komu chce...<br>
{{tab}}Renia nie była tego zdania, ale ominęła dyskusyę; aby się cała oddać radości. Tak, czy inaczej, wynik był upragniony i jeden z serdecznych zabiegów Reni zakończony szczęśliwie:<br>
{{tab}}Marcelka wychodzi dobrze za mąż!<br>
{{tab}}— Marceleczko moja! jak się cieszę! — —<br>
{{tab}}Zaczęła całować siostrę raz po raz po twarzy, jak dziecko, które chce zaznaczyć swe mocne kochanie — aż prawie zmęczyła się i przestała.<br>
{{tab}}— Jak ty się dzisiaj uperfumowałaś inaczej? — zauważyła naraz.<br>
{{tab}}Marcelka zastrzygła rzęsami:<br>
{{tab}}— Nie... zdaje ci się... a może zresztą? — tak długo siedziałam dzisiaj obok Bronka, że może to jego perfumy? — zaśmiała się zmysłowo.<br>
{{tab}}Zamiast starszej, młodsza siostra mocno się zarumieniła, gdyż zrozumiała formę dzisiejszych oświadczyn. I Marcelka nie chciała się tłómaczyć, więc zmieniła rozmowę:<br>
{{tab}}— Teraz na ciebie kolej, Reniu. Masz tu przy sobie chłopca, który się w tobie kocha. Że trochę młody — cóż to szkodzi? Ma 21 lat, zawsze trzy lata więcej od ciebie — taka sama różnica, jak moja z Bronkiem. Bardzo dzielny chłopiec ten Jaś — i przystojny.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
7tbr5osq8iay62r7tv2pqkji2bfbu4y
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No286 part06.jpg
100
1362007
4078598
2026-04-08T14:03:45Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078598
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>jako marynarza, który przez czterdzieści dni nie jadł a pił tylko łzy swoje?<br>
{{tab}}— Z nim właśnie. Lubił on zmieniać afisze i dla tego co drugi dzień musiałem włazić w skórę ogromnej małpy, zmarłej na suchoty, i przedstawiać {{Korekta|szympanza|szympansa}} króla szwedzkiego, który go sprzedał w chwil niedostatku.<br>
{{tab}}— Dobrze, a teraz wracajmy do tego coś robił w zaroślach, gdzieś się wśliznął na czworakach.<br>
{{tab}}— Lambert miał rację i śledzono nas. Gdym już był w krzakach człowiek jakiś przebiegł szybko koło mnie, ale mnie nie spostrzegł, bom się {{Korekta|nkrył|ukrył}} w gęstwinie. Ale nie biegł on daleko, bo o trzy kroki odemnie zastąpił mu drogę inny, który podniósł się był z ziemi gdzie leżał dotychczas i powiedział pół głosem: „Bez trzewików łatwo dostać kataru“. Na to pierwszy odpowiedział: „Siedem a cztery dziewięć“. A tamten znów: Orzechy pospadały“. Po wymienieniu tych zdań, zaczęli rozmawiać, a ja słyszałem wszystko co mówili. Bo też było czego słuchać.. ciągle tylko o was rozmawiali.<br>
{{tab}}— Ba, mieli też o czem mówić — rzekł porucznik.<br>
{{tab}}— Zdaje się, że od czasu jakeście pochwytali bandytów, łotrzy co się wam zdołali wymknąć, {{Korekta|czychają|czyhają}} na was bezustanku. Przez cały czas pobytu wa-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
3v6igb80kyb8q27n05ypxq9vjc58c5f
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No286 part07.jpg
100
1362008
4078599
2026-04-08T14:05:47Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078599
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>szego w Chartres szpiegowano was, czekając rychło wyjedziecie, aby was napaść w polu. Nie wiem jakim sposobem dowiedziano się, że przez całą drogę byliście szpiegowani przez straże rozstawione w niewielkiej od siebie od ległości, które jedna po drugiej uprzedzała następną o waszem zbliżeniu się.<br>
{{tab}}— Ale — wtrącił Vasseur — zamiast urządzać taką bieganinę, mogli mi byli przecie wpakować kulę w kark i koniec.<br>
{{tab}}— Pewnie, ale towarzyszyło wam dwóch ludzi. Strzelić do trzech ludzi i ani jednego nie chybić nie jest bardzo łatwą rzeczą. Gdyby więc chybili Fichet’a lub Lambert’a, ci nie omieszkaliby uciec i zaalarmować Chartres. Wtedy pułk huzarów, który tam stoi, wyruszyłby i banda zostałaby wziętą we dwa ognie, bo z drugiej strony wysłanoby przeciw niej garnizon z Mans, uprzedzony przez władze z Chartres za pomocą tej dużej maszyny ze skrzydłami, wynalezionej przez braci Chappe.<br>
{{tab}}— Telegrafem — dodał Vasseur, dodając tę znanę już wówczas nazwę, która oznaczała ów przyrząd do porozumiewania się znakami, wynaleziony przed kilku {{Korekta|wóczas|wówczas}} laty.<br>
{{tab}}— Ale — mówił dalej, gdyby Fichet lub Lambert nie zostali trafieni odrazu, mogliby wszakże paść od kuli jednej z licznych pikiet, rozstawionych po drodze.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
s1bxfpyrdpsa86dwjwoiagmqv7c5nar
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No286 part08.jpg
100
1362009
4078600
2026-04-08T14:07:28Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078600
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}— Eh! oni to inaczej chcieli urządzić, odparł Barnaba. Wszystkie te pikiety miały się z sobą połączyć, posuwając się ciągle naprzód jedna za drugą i uderzyć na was w oberży, gdzie prędzej czy później musielibyście się zatrzymać, aby dać spocząć koniom. Zebrałoby się ze trzydziestu lub czterdziestu tych gałganów i łatwoby im było zgładzić was ze świata razem z waszymi ludźmi.<br>
{{tab}}— Plan wcale nieźle obmyślany — rzekł Vasseur.<br>
{{tab}}— Tak dobrze ułożony, że przewidziano nawet, iż zatrzymacie się w oberży Bouchardów, położonej nawpół drogi z Chartres do Mans, której odosobnienie przypadnie wam pewno do gustu.<br>
{{tab}}— Odgadli wszystko.<br>
{{tab}}— Tak, na szczęście dla nas.<br>
{{tab}}— Dla czego na szczęście?<br>
{{tab}}— Bo tak byli pewni, że ułatwią się z wami w karczmie Bouchardów, iż tam właśnie był kres ich czujności i teraz już nikt nas nie śledzi... jesteśmy wolni i nie potrzebujemy się obawiać, gdyż łotrzy idą pieszo, a my mamy konie.<br>
{{tab}}— Wątpię też, czy idą za nami. Wiedząc, że mamy konie, nie mogą sobie wystawiać, iż dogonią nas pieszo.<br>
{{tab}}— Mylicie się, poruczniku, będziemy ich mieli za sobą aż do Mans, a nawet dalej może.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
505xkov6yvojb2gwi6wgd431wvsrnsl
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No287 part01.jpg
100
1362010
4078602
2026-04-08T14:08:01Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078602
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Barnaba z takim naciskiem wymówił ostatnie zdanie, że porucznik zdziwiony, zawołał:<br>
{{tab}}— Ale zkądże ty to wiesz?<br>
{{tab}}— Podsłuchując, można się wielu rzeczy dowiedzieć i ja też niemało skorzystałem na podsłuchaniu tych dwóch, co rozmawiali w krzakach, szczególniej ten, co mi pożyczył fuzji, był bardzo, wymowny i naplótł co niemiara.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
qlxmxkyv6znj2t6e3hze69y09xim1i0
Strona:Józef Weyssenhoff - Puszcza.djvu/247
100
1362011
4078617
2026-04-08T14:28:31Z
Rosewood
2020
/* Przepisana */
4078617
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Rosewood" /></noinclude>{{tab}} Renia odsunęła się od siostry z przerażeniem: <br>
{{tab}}
— Jak to?! i ty, Marcelko?! — przecież ty wiesz! przecie z tobą tyle mówiłam! <br>
{{tab}}— Tak nie można, Reniu. Nie można gonić za kimś, który od nas ucieka. Gdzież jest twój pan Edward? jaki ci dał znak życia od trzech miesięcy?<br>
{{tab}}
Przecie i ja kochałam się, jak głupia — — na szczęście tamten wywietrzył mi z głowy. — — Powiem ci jeszcze jedno, co powinnaś wiedzieć, bo przecie wkrótce będziesz zmuszona wybrać sobie kogoś: trzeba wybrać takiego, żebyś miała pewność panowania nad nim ... Poddawać się jakiemuś panu i władcy — to szaleństwo!<br>
{{tab}}
Renia słuchała z widoczną przykrością. Nie dziecięcy upór, raczej niezłomne, serdeczne przekonanie znać było na Jej twarzy przybladłej. Rzekła dobitnie: <br>
{{tab}}— Nie tak mi śpieszno do wyjścia za mąż. Mogę gospodarzyć dla was wszystkich w Kureniczach jeszcze długo może i zawsze, jeżeli... <br>
{{tab}}— Jeżeli on nie zechce? — podchwyciła Marcelka.<br>
{{tab}} — Tak, jeżeli on nie zechce — potwierdziła
Renia.<br>
{{tab}}Błysk ciemny zagrał w jej pięknych oczach i trwał — nie buntowniczy, lecz słodko a przemożnie zniewalający. Starsza siostra skłoniła głowę przed niespodziewanym majestatem kobiecym, który się pojawił w małej Reni.<br>
{{tab}} — Ha, w takim razie mogę ci tylko życzyć, abyś doczekała, czego pragniesz. — — <br>
{{tab}}— Tak, Marceleczko! ty przecie życzysz mi najlepiej? Ty sobie ta, a ja po swojemu — prawda? Jak ja się cieszę, żeś ty szczęśliwa!<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
f90circqxjul73fnvkyxpvhcbcl6c9k
4078637
4078617
2026-04-08T15:22:19Z
Seboloidus
27417
drobne redakcyjne, formatowanie tekstu
4078637
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Rosewood" /></noinclude>{{tab}}Renia odsunęła się od siostry z przerażeniem:<br>
{{tab}}— Jak to?! i ty, Marcelko?! — przecież ty wiesz! przecie z tobą tyle mówiłam!<br>
{{tab}}— Tak nie można, Reniu. Nie można gonić za kimś, który od nas ucieka. Gdzież jest twój pan Edward? jaki ci dał znak życia od trzech miesięcy?<br>
{{tab}}Przecie i ja kochałam się, jak głupia — — na szczęście tamten wywietrzył mi z głowy. — — Powiem ci jeszcze jedno, co powinnaś wiedzieć, bo przecie wkrótce będziesz zmuszona wybrać sobie kogoś: trzeba wybrać takiego, żebyś miała pewność panowania nad nim... Poddawać się jakiemuś panu i władcy — to szaleństwo!<br>
{{tab}}Renia słuchała z widoczną przykrością. Nie dziecięcy upór, raczej niezłomne, serdeczne przekonanie znać było na Jej twarzy przybladłej. Rzekła dobitnie:<br>
{{tab}}— Nie tak mi śpieszno do wyjścia za mąż. Mogę gospodarzyć dla was wszystkich w Kureniczach jeszcze długo może i zawsze, jeżeli...<br>
{{tab}}— Jeżeli on nie zechce? — podchwyciła Marcelka.<br>
{{tab}}— Tak, jeżeli on nie zechce — potwierdziła Renia.<br>
{{tab}}Błysk ciemny zagrał w jej pięknych oczach i trwał — nie buntowniczy, lecz słodko a przemożnie zniewalający. Starsza siostra skłoniła głowę przed niespodziewanym majestatem kobiecym, który się pojawił w małej Reni.<br>
{{tab}}— Ha, w takim razie mogę ci tylko życzyć, abyś doczekała, czego pragniesz. — —<br>
{{tab}}— Tak, Marceleczko! ty przecie życzysz mi najlepiej? Ty sobie ta, a ja po swojemu — prawda? Jak ja się cieszę, żeś ty szczęśliwa!<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
8105ozhelpr2fgxskkrqx01mq9szdae
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No291 part01.jpg
100
1362012
4078620
2026-04-08T14:31:54Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078620
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{c|'''V.'''|w=120%|po=12px}}
{{tab}}Porucznik zdołał zaledwie powstrzymać się od śmiechu, usłyszawszy dziwne pytanie Barnaby i odpowiedź Fichet’a.<br>
{{tab}}— Co to ma znaczyć? — spytał chudego.<br>
{{tab}}Lecz ten ostatni nie zdążył mu odpowiedzieć, gdy w tej samej chwili wyszedł z domu, przed którym stali, człowiek niezwykle tęgi a okrągły, z nadzwyczaj krótkiemi nogami, tak, że z kształtu przypominał serdelek.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
lerwxn00x8tqe7lsos04h6k60mvldz9
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No290 part08.jpg
100
1362013
4078621
2026-04-08T14:33:01Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078621
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}I teraz, gdy jechał wolno ze spuszczoną głową, spodziewając się niezadługo spotkać się z dobrym chudziną, który poszedł naprzód, porucznik szeptał do siebie z radością:<br>
{{tab}}— Barnaba wie, gdzie się znajduje Gerwazja.<br>
{{tab}}Na tę myśl podniósł głowę i niedaleko od siebie spostrzegł Barnabę, stojącego przed jakimś domem.<br>
{{tab}}— Tam, gdzie będę was oczekiwał, powiedział, żegnając się z nim Barnaba, dowiecie się czegoś nowego.<br>
{{tab}}— Będą więc świeże wiadomości, pomyślał, zobaczywszy go porucznik, i wraz z żandarmami puścił się galopem ku domowi.<br>
{{tab}}Gdy dojechali do miejsca, Barnaba, który dotychczas stał nieruchomy przed bramą, zbliżył się do Fichet’a i rzekł z powagą:<br>
{{tab}}— Ty, obywatelu, który umiesz tyle różnych rzeczy, możebyś też pomógł pewnej obywatelce, mającej za chwilę zostać matką?<br>
{{tab}}Żandarm zdumiony tem dziwnem pytaniem, spojrzał gniewnie na Barnabę, lecz twarz tego ostatniego, tyle wyrażała niekłamanej dobroduszności, że, nie można go było posądzić o złośliwość.<br>
{{tab}}To też Fichet odparł już zupełnie bez gniewu:<br>
{{tab}}— Nie mogę tego uczynić, albowiem fatalności nie podobało się, aby tajemnice akuszerji były mi wiadome.<br><br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
95am2of06pm2w4jcmetxu6xqaf9o0g5
Oberżysta z pod "Białej sarny"/Tom I/IV
0
1362014
4078622
2026-04-08T14:33:39Z
Wydarty
17971
—
4078622
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu2
|referencja = {{ROOTPAGENAME}}
}}
<br>
{{JustowanieStart2}}
<pages index="Oberżysta spod Białej sarny" from="PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No285 part04.jpg" fromsection="X" to="PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No290 part08.jpg" />
{{JustowanieKoniec2}}
{{ML}}
[[Kategoria:{{ROOTPAGENAME}}|O{{BieżącyU|1|2}}{{BieżącyU|2|3}}]]
rquv96mw7cqphaas6wbctuewin0qbnr
Strona:Mark Twain - Wartogłowy Wilson.djvu/8
100
1362015
4078632
2026-04-08T15:13:21Z
PG
3367
/* Przepisana */
4078632
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="PG" /></noinclude>{{c|Дозволено Цензурою.|przed=300px}}
{{c|Варшава, 20 Декабря 1895 года.}}
{{---|250|przed=300px}}
{{c|Warszawa. Druk Emila Skiwskiego.|kap}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
mocm146nee4ul650mwlyejn2o26sqr9
Strona:Mark Twain - Wartogłowy Wilson.djvu/7
100
1362016
4078647
2026-04-08T15:38:21Z
PG
3367
/* Przepisana */
4078647
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="PG" /></noinclude>{{c|Dodatek do N-ru 1 „Tygodnika Mód i Powieści”|w=180%|przed=30px|po=10px}}
{{---|480|w=4px}}
{{c|Marek Twain|w=180%|font=cursive|przed=60px|po=5px}}
{{c|(Samuel L. Clemens.)|przed=5px|po=20px)}}
{{---|30|w=2px|przed=20px}}
{{c|WARTOGŁOWY WILSON.|b|w=300%|font=Arial Narrow|przed=60px|po=40px}}
{{c|POWIEŚĆ.|w=120%|po=40px}}
{{c|Przekład z angielskiego|roz|przed=15px|po=15px}}
{{c|M. G.|b|w=120%|po=40px}}
{{---|100}}
{{c|WARSZAWA.|w=120%|roz|przed=100px}}
{{c|Nakładem Redakcyi „Tygodnika Mód i Powieści”|w=120%}}
{{c|Chmielna № 26.}}
{{---|10}}
{{c|1896.|w=120%}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
c43tis3uq10xly8u56z7244rzpdigu1
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No287 part02.jpg
100
1362017
4078654
2026-04-08T15:47:20Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078654
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}— Ten, który ci fuzji pożyczył, chciałeś zapewne powiedzieć ten, któregoś udusił.<br>
{{tab}}— No tak, udusiłem go i to właśnie skłoniło go do pożyczenia mi strzelby.<br>
{{tab}}— I od niego to dowiedziałeś się, że bandyci będą nas ścigali?<br>
{{tab}}— Tak i postanowili przy jednym ogniu dwie pieczenie upiec: naprzód was się pozbyć.<br>
{{tab}}— A potem?<br>
{{tab}}— A potem wynieść się stąd zupełnie. Te okolice już są dla nich niezdrowe i dla tego przeniosą do Bas Maine i Vendéi, gdzie, jak im herszt ich obiecał, będą mieli dużo roboty.<br>
{{tab}}— Więc idą tam za hersztem?<br>
{{tab}}— Tak, ale postępują za nim zdaleka. Tym ich naczelnikiem jest jeden z jeźdźców, eskortujących wózek, który wyjechał przededniem z karczmy Bouchardów; znacie go nawet, poruczniku.<br>
{{tab}}— Któż to jest?<br>
{{tab}}— Piękny Franek.<br>
{{tab}}— Do pioruna! — zaklął Vasseur i<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
ejdoiqf5s7fwx61h9fpmdfp857i2wnt
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No287 part03.jpg
100
1362018
4078655
2026-04-08T15:48:33Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078655
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>drgnął tak silnie, że Barnaba, siedzący za nim, zaledwie nie spadł z konia.<br>
{{tab}}Lecz odzyskawszy wkrótce wesołość i krew zimną, dodał z uśmiechem:<br>
{{tab}}— I ty, Barnabo, znasz pięknego Franka.<br>
{{tab}}— Ja! — zawołał chudy — ani razum go nie widział.<br>
{{tab}}— Owszem, widziałeś go raz... Pożyczyłeś mu nawet coś... to jest pożyczyłeś w ten sam mniej więcej sposób, w jaki ten łotr w krzakach pożyczył ci swej fuzji.<br>
{{tab}}— Cóżem ja mu mógł pożyczyć? — spytał Barnaba zdziwiony.<br>
{{tab}}— Swego surduta, mój chłopcze. Ten olbrzym, który w ową noc zimową pozbawił cię ciepłej odzieży, powaliwszy cię na ziemię uderzeniem pałki, nie był to nikt inny, jak piękny Franek, który dopiero co był uciekł z więzienia w Chartres przez tak wąski otwór, że aby się przezeń przecisnąć, musiał zdjąć surdut; twój więc wraz z leżącemi w jego kieszeni talarami, bardzo<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
3twn4omxica215av5cd0h6gw9cfsysa
4078763
4078655
2026-04-08T17:46:31Z
Wydarty
17971
4078763
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>drgnął tak silnie, że Barnaba, siedzący za nim, zaledwie nie spadł z konia.<br>
{{tab}}Lecz odzyskawszy wkrótce wesołość i krew zimną, dodał z uśmiechem:<br>
{{tab}}— I ty, Barnabo, znasz pięknego Franka.<br>
{{tab}}— Ja! — zawołał chudy — ani {{kor|razum|rozum}} go nie widział.<br>
{{tab}}— Owszem, widziałeś go raz... Pożyczyłeś mu nawet coś... to jest pożyczyłeś w ten sam mniej więcej sposób, w jaki ten łotr w krzakach pożyczył ci swej fuzji.<br>
{{tab}}— Cóżem ja mu mógł pożyczyć? — spytał Barnaba zdziwiony.<br>
{{tab}}— Swego surduta, mój chłopcze. Ten olbrzym, który w ową noc zimową pozbawił cię ciepłej odzieży, powaliwszy cię na ziemię uderzeniem pałki, nie był to nikt inny, jak piękny Franek, który dopiero co był uciekł z więzienia w Chartres przez tak wąski otwór, że aby się przezeń przecisnąć, musiał zdjąć surdut; twój więc wraz z leżącemi w jego kieszeni talarami, bardzo<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
2ts4sxfcr6eir98vf095oi6v6d2kj5v
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No287 part04.jpg
100
1362019
4078657
2026-04-08T15:50:04Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078657
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>mu się przydał.<br>
{{tab}}— A bodaj go kaczki zdeptały, tego gałgana! — zaklął z kolei Barnaba.<br>
{{tab}}Lecz w tem zabawnem przekleństwie dźwięczało tyle nienawiści, że można było liczyć na pewno, iż tego dnia jeden więcej śmiertelny nieprzyjaciel przybył zuchwałemu hersztowi bandy.<br>
{{tab}}— Tak więc — rzekł znowu porucznik — twierdzisz, mój Barnabo, że piękny Franek jest jednym z dwóch {{Korekta|jeźdzców|jeźdźców}} eskortujących wózek?<br>
{{tab}}— Tak mówili ci ludzie.<br>
{{tab}}— A kto jest drugim {{Korekta|jeźdzcem|jeźdżcem}} i co zawiera wózek?<br>
{{tab}}— Tego nie wiem. Najlepiej będzie o tem się przekonać {{Korekta|naocznie.Jeźdźcy|naocznie. Jeźdźcy}} i wózek wyjechali z karczmy wtedy, gdyśmy tam przybyli, to jest wyprzedzili nas o dobrą godzinę drogi, bo dłużej jak godzinę nie bawiliśmy tam przecież w tej miłej oberży. Nie mogli oni nawet skorzystać jak należało z tego czasu, musieli bowiem jechać dość wolno, eskortując wózek, podczas gdy<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
eyv0hxub2qo31bhrdvfqotdw3mmvy3r
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No287 part05.jpg
100
1362020
4078658
2026-04-08T15:51:47Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078658
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>my jedziemy wciąż galopem, zdaje mi się więc, że jeżeli jeszcze trochę, po męczymy nasze koniska, dogonimy ich napewno.<br>
{{tab}}Zamiast {{Korekta|oddpowiedzi|odpowiedzi}} Vasseur dał ostrogę swemu koniowi i zawołał:<br>
{{tab}}— Naprzód!<br>
{{tab}}Przez dziesięć minut konie biegły szalonym pędem.<br>
{{tab}}Nagle gniewny głos Lamberta przerwał ogólne milczenie:<br>
{{tab}}— Miljon, miljonów tysięcy kartaczów! — wołał rozjuszony żandarm.<br>
{{tab}}— Co ci się stało Lambercie?<br>
{{tab}}— To, że mój koń nie chce iść dalej — odparł żołnierz.<br>
{{tab}}— Albowiem i mój także wzbrania się szybować z taką szybkością, właściwą tylko orłom i sokołom — dodał elokwentny Fichet!<br>
{{tab}}Bayard, koń porucznika, był rzadkim biegunem, lecz konie żandarmów, były to sobie zwyczajne szkapy żołnierskie. Po całonocnej podróży, wypoczęły one zaledwie godzinę w stajni karczemnej. a teraz kazano im znowu biedz dalej.<br>
{{tab}}Biedne zwierzęta upadały ze zmęczenia i trzeba było koniecznie zatrzymać się w drodze, nie chcąc ich uczynić niezdatnemi do dalszej podróży.<br>
{{tab}}Vasseur’a ta zwłoka doprowadzała do wściekłości.<br>
{{tab}}— Ten opryszek znowu nam się wy-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
oit8z2g9vgrd2pte9xixu23kqmzn22s
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No287 part06.jpg
100
1362021
4078660
2026-04-08T15:53:24Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078660
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>ślizgnie wołał.<br>
{{tab}}— Cóż robić, kiedy nie da się inaczej postąpić — mówił Barnaba, który zeskoczył z konia i tupał nogami, chcąc rozgrzać zdrętwiałe swe stopy, co gdy doprowadził do skutku, rzekł, wskazując znajdujący się nieopodal lasek:<br>
{{tab}}— Tam możemy spocząć i pospać kilka godzin; nikt nas tam nie dostrzeże.<br>
{{tab}}— Czekać! — powtórzył porucznik — zapominasz chyba o kilkudziesięciu bandytach, którzy, jak sam mówiłeś, idą wciąż za nami?<br>
{{tab}}— Tak, ale rozmyśliłem się. Karczma nie ma teraz ani gospodarza, ani gospodyni, bo pierwszemu wpakowałem kulę w łeb, a drugą ulokowałem w studni. Otóż opryszki, gdy się rozgospodarują i zajrzą do piwnicy, gdzie jest sporo winka, zapomną o nas i ani po myślą o ściganiu nas; dla tego też możemy sobie spokojnie wypocząć.<br>
{{tab}}— Niech i tak będzie! — rzekł porucznik.<br>
{{tab}}Dojechano tedy do lasku, wyszukano tam niewielką polanę, zdjęto siodła z koni, które niezwłocznie legły sobie, na trawie i zaczęto wypoczywać.<br>
{{tab}}— Możebyśmy i my się położyli — zaproponował Barnaba porucznikowi. Lambert i Fichet, nie czekając rady, wyciągnęli się na ziemi, oparli głowy na siodłach i strudzone ich oczy mimo-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
piplqvxzr32cdxn32r71uu51o21nobl
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No287 part07.jpg
100
1362022
4078662
2026-04-08T15:55:09Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078662
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>woli kleiły się do snu.<br>
{{tab}}Porucznik, pomimo znużenia, nie zasnął zaraz.<br>
{{tab}}— Jakim sposobem? — zapytał Barnaby — wiesz, że w piwnicy Bouchardów opryszki znajdą wino?<br>
{{tab}}— Dowiedziałem się o tem, zdejmując trzewiki — odrzekł Barnaba.<br>
{{tab}}Porucznik patrzył nań, nie rozumiejąc tej zagadkowej odpowiedzi.<br>
{{tab}}— Powiem wszystko od początku:<br>
{{tab}}Gdy dwaj ludzie, których podsłuchałem w krzakach, porozumieli się już co do kawału, jaki wam mieli urządzić i co do emigracji w inne okolice, jeden z nich, Bouchard właśnie, powiedział do towarzysza: „Ja muszę tu zostać i czekać na naszych, a ty pobiegnij tymczasowo do naszej karczmy. Znasz przecież hasło i tym sposobem dasz się poznać mojej kobiecie. Wie ona, że ten piekielny Vasseur ma tam przybyć, ale nie wie, że przybędzie nie sam, ale jeszcze z dwoma, mogłaby więc wziąć go za zwykłego podróżnego i pozbyć go się jak najprędzej, aby oczyścić miejsce naszemu wrogowi. Powiedz jej więc, że to jest Vasseur ze swymi ludźmi i poleć, aby ich zatrzymała, dopóki nie przyjdę z naszymi.“<br>
{{tab}}— To ostrzeżenie Bouchardowej było niepotrzebne, bo zwietrzyła nas już przedtem, z powodu głupoty Lamberta, który nazwał mię przy niej poruczni-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
go3lcqo4pswpeqwlc4sv8i60au2gb3w
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No287 part08.jpg
100
1362023
4078666
2026-04-08T15:56:17Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078666
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>kiem.<br>
{{tab}}— Po tem zleceniu — mówił dalej Barnaba — Bouchard poszedł na spotkanie towarzyszy. Jeszcze gałęzie za nim trzeszczały, kiedy tamten już wywiesił język na pół łokcia. Był on tak blisko mnie, że potrzebowałem tylko wyciągnąć ramię, aby go pochwycić i ścisnąć za szyję, co jest najlepszym sposobem do zmuszenia kogoś, aby cicho siedział. Mój łotr nie pisnął nawet. Raz, dwa, trzy i było po wszystkiem.<br>
{{tab}}— I wtedy pożyczył ci swej fuzji? — rzekł ze śmiechem porucznik.<br>
{{tab}}— Tak, wraz z ładownicą i workiem do kul. Gdym się w to zaopatrzył, pomyślałem, że trzeba będzie was uprzedzić. Poszedłem ku karczmie, ale o dziesięć kroków od niej strach mię wziął jakoś. Przyszło mi na myśl, że prócz tych zbójów, którzy tam przyjść mieli, inni jeszcze łotrzykowie mogli się w karczmie ukrywać, czekając chwili, aby napaść na was. Obszedłem tedy chałupę wkoło i przelazłem sobie przez mur od podwórza, a stamtąd dostałem się do piwnicy, gdzie złożyłem fuzję i obuwie. Potem cicho jak mysz przeszukałem całą norę od piwnicy aż do poddasza... Oto jakim sposobem dowiedziałem się, że w karczmie nie ma ani jednego opryszka, ale za to w piwnicy znajduje się kilka beczek wina.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
m1i9cauwatgncm72063vkuegfhvgzoj
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No289 part01.jpg
100
1362024
4078668
2026-04-08T15:58:04Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078668
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Wszystko to, co Barnaba tak skromnie opowiedział, było usługą wielkiej wagi, oddaną porucznikowi.<br>
{{tab}}— Jestem ci winien życie, mój Barnabo — zawołał Vasseur wzruszony.<br>
{{tab}}— Ho! ho! nic to wielkiego — odparł chudzina wesoło — oddacie mi to przy sposobności.<br>
{{tab}}Choć porucznik nader był wytrzymałym i przywykłym do niewygód żołnierskiego życia, jednakże potrzeba wypoczynku i snu mocno już dawała mu się uczuć.<br>
{{tab}}— Zaśnijmy trochę — rzekł, ziewając do Barnaby.<br>
{{tab}}— Spijmy — odparł Barnaba, żałując jednak w duchu, że nie może dalej rozmawiać z porucznikiem i zaspokoić swej ciekawości co do przedmiotu, któ-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
pkzsp4lavmgjc3obi2hfdbqwrmn9c7k
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No289 part02.jpg
100
1362025
4078671
2026-04-08T15:59:40Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078671
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>ry go bardzo obchodził.<br>
{{tab}}— Jeszcze mi nie powiedział, jakim sposobem poznał się z Gerwazją — szepnął prawie przez sen, położywszy się obok Vasseur’a i {{Korekta|nsnął|usnął}} ze wspomnieniem uścisków, jakiemi go darzył młody oficer, gdy mu oznajmił, że wie, gdzie się znajduje Gerwazja.<br>
{{tab}}Gdy Barnaba się obudził, Vasseur spał jeszcze. Nieopodal od niego leżał rozciągnięty Lambert, chrapiąc z całych sił swych płuc potężnych.<br>
{{tab}}Fichet stał z otwartemi ustami, z rękoma w kieszeniach i zadartym w górę nosem.<br>
{{tab}}— I cóż, obywatelu Fichet, czy chcecie sobie nos na słońcu usmażyć? — zapytał Barnaba, zbliżywszy się do żandarma.<br>
{{tab}}— Albowiem myślałem w tej chwili indywidualnie o was — odrzekł żołnierz.<br>
{{tab}}— O mnie?<br>
{{tab}}— Tak, a mianowicie o tej niewieście, którą umieściłeś w studni, obywatelu.<br>
{{tab}}— Ha, cóż było robić, śpieszyłem się i ukryłem ją gdziebądź, byle nie zawadzała.<br>
{{tab}}— Wszelakoż podobna konduita względem płci pięknej wysoce jest naganną i rycerskości nieodpowiednią. Co do mnie, byłbym się na waszem miejscu będąc, zadowolił dość silnem<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
9pfd1dwdvfvxnqxrjoo7su9eo5kxer0
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No289 part03.jpg
100
1362026
4078674
2026-04-08T16:01:14Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078674
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>poklepaniem jej boków i w ten sposób dopełniłbym sprawiedliwości względem tej zdradzieckiej białogłowy.<br>
{{tab}}— Wyrażacie się bardzo pięknie, obywatelu Fichet, zazdroszczę wam talentu i nauki.<br>
{{tab}}— Tak, staram się unikać pospolitości i mówić z pewnym odcieniem estetyczności.<br>
{{tab}}Głos Vasseur’a, który, obudziwszy się w tej chwili, kazał siodłać konie, położył koniec tej rozmowie.<br>
{{tab}}Wypoczynek trwał prawie pięć godzin; konie mogły już biedz dalej.<br>
{{tab}}— Czy wsiadasz ze mną razem? — zapytał porucznik Barnaby.<br>
{{tab}}— Nie, wolę iść pieszo.<br>
{{tab}}— Ale nie będziesz mógł zdążyć za nami, bo będziemy jechali szybko.<br>
{{tab}}— Po cóż męczyć konie?<br>
{{tab}}— Czyś zapomniał, że mamy doścignąć pięknego Franka, który pożyczył twego surduta? — rzekł Vasseur ze śmiechem, chcąc tem przypomnieniem podburzyć nienawiść Barnaby.<br>
{{tab}}— Ale ten potrząsnął głową, mówiąc:<br>
{{tab}}— Hm, hm, wątpię, czy nam się uda doścignąć pięknego Franka; toż on jechał wciąż, podczas gdyśmy spali i teraz już jest zapewne w Mans.<br>
{{tab}}— W Mans nie może on długo {{Korekta|pozozostać|pozostać}}, rysopis jego znają tam doskonale i dla tego sądzę, że objedzie on miasto, zamiast przejechać je.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
pwo5xqixw311ucjn6q03e433kidvqqr
Strona:Józef Weyssenhoff - Puszcza.djvu/248
100
1362027
4078677
2026-04-08T16:02:13Z
Rosewood
2020
/* Przepisana */
4078677
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Rosewood" /></noinclude>{{***}}
{{tab}}
Antoni Olesza i Justyn Sas, jako wuj młodych Dowbuttów, prowadzili w zamkniętym pokoju trudne obrody. Nie były to bynajmniej targi; sąsiedzi, pewni jeden drugiego, jak siebie samych, wiedzieli, że Kurenicze przypadną kiedyś w równym dziale dwóm Oleszankom, Osowa zaś — braciom Dowbutto. Małżeństwo Bronisława z Marcelką było w zasadzie uplanowane, młodzi jawnie już godzili się z sobą; ta kombinacya zapowiadała się
dobrze. Ale wcale inaczej sprawa stała z „postanowieniem“ Reni. Ojciec Olesza nie był tyranem, żył i pracował dla córek; ale rozumiał ich szczęście po swojemu i przy niektórych na tę materyę poglądach upierał się stanowczo. Gdy mu się udało, i to łatwo, odprowadzić Marcelkę od poprzednich, niedorzecznych zamiarów małżeńskich i urządzić nowy, pomyślny związek jej z Bronisławem mniemał, że podobny system uda się z Renią. Ale tutaj trudności zaczęły się piętrzyć. Renia nie dała po sobie żadnego pozoru zapomnienia Edwarda Kotowicza, a była ona może równie uparta, jak ojciec, choć tak słodko przekonywująca do swych uczciwych i gorących uporów! Renia była przytem „skarbem w skarbcu” rodzinnym, osobą najcenniejszą, choć oddaną wszystkim na usługi. Renia musi być szczęśliwa, bo gdyby jej oczy przygasły, a głos przesłonił się niezadowoleniem z życia, jużby i życie ojca
Oleszy straciło wszelki urok. — — Więc pan Antoni nie miałby nic przeciw Edwardowi Kotowiczowi — owszem, ten zięć w innych warunkach możeby mu dogadzał i pochlebiał — ale się go bał z
powodu wielorakich niepewności, co do jego osoby i zamiarów. Zaproponował zatem na męża dla Re-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
ta0ik1qa6oz9577eb9a9qnxlmkm7o96
4078680
4078677
2026-04-08T16:04:49Z
Rosewood
2020
korekta bwd
4078680
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Rosewood" /></noinclude>{{***}}
{{tab}}
Antoni Olesza i Justyn Sas, jako wuj młodych Dowbuttów, prowadzili w zamkniętym pokoju trudne {{Korekta|obrody|obrady}}. Nie były to bynajmniej targi; sąsiedzi, pewni jeden drugiego, jak siebie samych, wiedzieli, że Kurenicze przypadną kiedyś w równym dziale dwóm Oleszankom, Osowa zaś — braciom Dowbutto. Małżeństwo Bronisława z Marcelką było w zasadzie uplanowane, młodzi jawnie już godzili się z sobą; ta kombinacya zapowiadała się
dobrze. Ale wcale inaczej sprawa stała z „postanowieniem“ Reni. Ojciec Olesza nie był tyranem, żył i pracował dla córek; ale rozumiał ich szczęście po swojemu i przy niektórych na tę materyę poglądach upierał się stanowczo. Gdy mu się udało, i to łatwo, odprowadzić Marcelkę od poprzednich, niedorzecznych zamiarów małżeńskich i urządzić nowy, pomyślny związek jej z Bronisławem mniemał, że podobny system uda się z Renią. Ale tutaj trudności zaczęły się piętrzyć. Renia nie dała po sobie żadnego pozoru zapomnienia Edwarda Kotowicza, a była ona może równie uparta, jak ojciec, choć tak słodko przekonywująca do swych uczciwych i gorących uporów! Renia była przytem „skarbem w skarbcu” rodzinnym, osobą najcenniejszą, choć oddaną wszystkim na usługi. Renia musi być szczęśliwa, bo gdyby jej oczy przygasły, a głos przesłonił się niezadowoleniem z życia, jużby i życie ojca
Oleszy straciło wszelki urok. — — Więc pan Antoni nie miałby nic przeciw Edwardowi Kotowiczowi — owszem, ten zięć w innych warunkach możeby mu dogadzał i pochlebiał — ale się go bał z
powodu wielorakich niepewności, co do jego osoby i zamiarów. Zaproponował zatem na męża dla Re-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
tu0fcjt6mzbv1vpqze5kom598uvnnfc
Strona:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf/3
100
1362028
4078697
2026-04-08T16:22:26Z
Fallaner
12005
nowa strona
4078697
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Fallaner" /></noinclude>{{c|{{roz|Przewielebna Siostr}}o!|w=130%}}
{{tab}}Pragnieniu Twemu nakoniec zadosyć się stało: doprowadziłaś do skutku zamiar Twój wydania żywota O. Augustyna Hermana w tłómaczeniu polskiem, i nadto sama wykonałaś to tłómaczenie. Nie oglądałaś się na podjętej pracy trudy, zachowując przy tem ścisłe wykonywanie obowiązków w Twem zakonnem zgromadzeniu; nie szczędziłaś sił wątłego zdrowia, przezwyciężałaś liczne przeszkody, a na łożu cierpienia jeszcześ wzdychała, by módz podzielić się pracą Twą z bliźnimi przez wydrukowanie tego dzieła.<br>
{{tab}}Bóg Cię wysłuchał, i wyszła teraz ta praca Twoja na widok publiczny. Pobudką główną, co Cię skłaniała do tej pracy, było gorące pragnienie Twej pobożnej duszy wykazanie potęgi Zbawiciela w Najświętszym Sakramencie, w nawróceniu z Judaizmu do wiary świętej światowca i artysty, i zarazem opisania dróg zaparcia się i pokuty jego w surowym zakonie, łącznie z ofiarnością zupełną na uczynki miłości bliźniego z miłości ku Zbawcy a posłuszeństwa podjęte.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
dapqvftb3aczb9sfrtfpc23fmmvxvya
4078698
4078697
2026-04-08T16:22:49Z
Fallaner
12005
szablon
4078698
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Fallaner" /></noinclude>{{Skan zawiera grafikę}}
{{c|{{roz|Przewielebna Siostr}}o!|w=130%}}
{{tab}}Pragnieniu Twemu nakoniec zadosyć się stało: doprowadziłaś do skutku zamiar Twój wydania żywota O. Augustyna Hermana w tłómaczeniu polskiem, i nadto sama wykonałaś to tłómaczenie. Nie oglądałaś się na podjętej pracy trudy, zachowując przy tem ścisłe wykonywanie obowiązków w Twem zakonnem zgromadzeniu; nie szczędziłaś sił wątłego zdrowia, przezwyciężałaś liczne przeszkody, a na łożu cierpienia jeszcześ wzdychała, by módz podzielić się pracą Twą z bliźnimi przez wydrukowanie tego dzieła.<br>
{{tab}}Bóg Cię wysłuchał, i wyszła teraz ta praca Twoja na widok publiczny. Pobudką główną, co Cię skłaniała do tej pracy, było gorące pragnienie Twej pobożnej duszy wykazanie potęgi Zbawiciela w Najświętszym Sakramencie, w nawróceniu z Judaizmu do wiary świętej światowca i artysty, i zarazem opisania dróg zaparcia się i pokuty jego w surowym zakonie, łącznie z ofiarnością zupełną na uczynki miłości bliźniego z miłości ku Zbawcy a posłuszeństwa podjęte.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
17es3tk2nyl0x4rjipmfe7nr0uhgajn
Strona:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf/4
100
1362029
4078701
2026-04-08T16:25:46Z
Fallaner
12005
nowa strona
4078701
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Fallaner" /></noinclude>{{tab}}Zdarza się niekiedy, że bieg zwyczajny niektórych na razie nie mających związku ze sobą wypadków układa się w jedną wspólną całość i wówczas przybierają one znamiona szczególniej wydatne.<br>
{{tab}}W czasie gdy już do druku podanem zostało Twoje tłómaczenie polskie żywota O. Hermana, wielebny ojciec W. udzielił mi do przejrzenia żywot nawróconej, ale ze schyzmy — Natalii Naryszkin, rodem z Moskwy,— a po nawróceniu Siostry w zakonie św. Wincentego a Paulo, wzmiankując przy tem, że w jej żywocie są ustępy dotyczące się Ojca Hermana. Nadarzyła mi się przez to sposobność do głębszego zastanowienia się nad tymi obu nawróconymi — i nie podobna mi było nie podziwiać i nie uwielbiać nieograniczonej żadnemi przeciwnościami ludzkiemi Wszechmocy Boskiej, która jest zawsze mocną stargać wszelką i z kogobądź zasłonę błędu, dla okazania światła prawdy i skierowania z ciemnoty wyzwolonych jednostek do spełnienia posłannictwa od wieków im wytkniętego!<br>
{{tab}}Obecnością swą w Sakramencie Przenajświętszym zdobył Pan Jezus Hermana; obecnością zaś swą w Kościele ś-tym pozyskał Natalię, — która tak długo spocząć nie mogła, aż Zbawcę swego w Kościele odzyskać zdołała. Mistrzem zaś duchownym przeznaczonym do ostatecznego wykształcenia piękna duszy Natalii Naryszkin był właśnie O. Augustyn Herman. Spotkali się oni ze sobą bezwiednie, jakby ręką Opatrzności sprowadzeni z różnych ognisk wrogich Kościołowi św-mu, na łonie Kościoła. Jeden po chrzcie ś-tym prowadzi życie pokutne w Karmelu, oddany pracy bogomyślnej i misyjnej; jako męczennik ofiarności swej przy duchownej posłu-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
5gs4wpbdv2fv14ghjk0yhvb00s0i3yo
Strona:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf/11
100
1362030
4078708
2026-04-08T16:43:42Z
Fallaner
12005
nowa strona
4078708
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Fallaner" /></noinclude>{|
|-
|1)
|„d’une jeune fille...“
|-
|
|{{f|wys=32px|<section begin="p.1"/>„przez wyraz twarzy i zewnętrzny układ dziewczynki po przyjęciu pierwszej Komunii św.“.<section end="p.1"/>}}
|-
|2)
|„Je suis heureuse...“
|-
|
|{{f|wys=32px|<section begin="p.2"/>„Nakoniec jestem szczęśliwą. Naprawdę szczęśliwą, bom wstąpiła do prawdziwego Kościoła, lecz smutna, że tego niegodna. — Dzisiaj o godz. 8-mej wyrzekłam się schyzmy“.<section end="p.2"/>}}
|-
|3)
|„Comment peut on...“
|-
|
|{{f|wys=32px|<section begin="p.3"/>„Czy podobna oprzeć się temu wezwaniu przenikającemu do głębi duszy, który nieustannie przemawia i niedopuszcza od niego się uchylić. O jak przedziwnie Pan Bóg w ten sposób troskliwością Swą nas otacza i zniewala pójść za Jego głosem“.<section end="p.3"/>}}
|}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
gs1j2gc4pndmvt4vb9l5kh45kfxcfp7
4078709
4078708
2026-04-08T16:46:10Z
Fallaner
12005
drobne techniczne
4078709
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Fallaner" /></noinclude>{|
|-
|1)
|„d’une jeune fille...“
|-
|
|<section begin="p.1"/>„przez wyraz twarzy i zewnętrzny układ dziewczynki po przyjęciu pierwszej Komunii św.“.<section end="p.1"/>
|-
|2)
|„Je suis heureuse...“
|-
|
|{{f|wys=32px|<section begin="p.2"/>„Nakoniec jestem szczęśliwą. Naprawdę szczęśliwą, bom wstąpiła do prawdziwego Kościoła, lecz smutna, że tego niegodna. — Dzisiaj o godz. 8-mej wyrzekłam się schyzmy“.<section end="p.2"/>}}
|-
|3)
|„Comment peut on...“
|-
|
|{{f|wys=32px|<section begin="p.3"/>„Czy podobna oprzeć się temu wezwaniu przenikającemu do głębi duszy, który nieustannie przemawia i niedopuszcza od niego się uchylić. O jak przedziwnie Pan Bóg w ten sposób troskliwością Swą nas otacza i zniewala pójść za Jego głosem“.<section end="p.3"/>}}
|}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
4v70zl6dhi57qsn5smb5eiyfvalweb8
4078710
4078709
2026-04-08T16:46:54Z
Fallaner
12005
drobne techniczne
4078710
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Fallaner" /></noinclude>{|
|-
|1)
|„d’une jeune fille...“
|-
|
|<section begin="p.1"/>„przez wyraz twarzy i zewnętrzny układ dziewczynki po przyjęciu pierwszej Komunii św.“.<section end="p.1"/>
|-
|2)
|„Je suis heureuse...“
|-
|
|<section begin="p.2"/>„Nakoniec jestem szczęśliwą. Naprawdę szczęśliwą, bom wstąpiła do prawdziwego Kościoła, lecz smutna, że tego niegodna. — Dzisiaj o godz. 8-mej wyrzekłam się schyzmy“.<section end="p.2"/>
|-
|3)
|„Comment peut on...“
|-
|
|<section begin="p.3"/>„Czy podobna oprzeć się temu wezwaniu przenikającemu do głębi duszy, który nieustannie przemawia i niedopuszcza od niego się uchylić. O jak przedziwnie Pan Bóg w ten sposób troskliwością Swą nas otacza i zniewala pójść za Jego głosem“.<section end="p.3"/>
|}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
0hokkg5hu3k5zz7ppmrawim776eehlf
Strona:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf/5
100
1362031
4078711
2026-04-08T16:48:03Z
Fallaner
12005
/* Przepisana */ —
4078711
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Fallaner" /></noinclude>dze jeńcom francuskim w czasie wojny francusko-pruskiej w Spandau żywot swój na obczyźnie kończy: — druga zaś Natalia — ucieka ze schyzmy i skarb swej niewinności w bezpieczne składa schronienie jako córka Zgromadzenia Szarytek, — i przez cały czas największych zamętów społecznych (1848-1874) zostaje w pracy bohatersko niekiedy podejmowanej dla niesienia pomocy bliźnim w najróżnorodniejszych potrzebach i trwa w poświęceniu się swem ofiarnem do ostatnich chwil życia swego.<br>
{{tab}}Wierni wezwaniu i posłannictwu swemu powiedzieć mogli ze św-tym Ap. Pawłem: ''„Cursum consumavi, fidem servavi“.''<br>
{{tab}}Nie mojem jest zadaniem dzisiaj, Przewielebna Siostro, trwać dłużej w tem zestawieniu obu postaci; myślą mą raczej spocząć w ognisku wiary ś-tej, w którem uwydatnił się związek tych dwóch dusz ze sobą.<br>
{{tab}}Ale przede wszystkiem, niepodobna nie postawić sobie pytania: dla czego Herman, opuszczając świat i ponęty jego, nie szukał pokuty w Judaizmie, w którem przedtem zostawał? Dla czego i Natalia, będąc dorosłą dziewicą i pozostając jeszcze w schyzmie, i wówczas już czyniąc wrażenie w otoczeniu katolickiem na zabawach światowych „d’une jeune fille à la physionomie et le maintien d’un jour de première communion“<ref>{{#section:Strona:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf/11|p.1}}</ref> — dla czego ona nie szukała w schyzmatyckiej cerkwi pomocy do trwania w tem pięknie swej niewinności? Gdzie źródło miłości Bożej zapałów po chrzcie ś-tym u Hermana; jaka zaś nieznana siła kierowała ręką Natalii do nakreślenia wnet po przejściu swem na łono Kościoła św-go następnego wyznania: „Je suis heureuse enfin!<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
9y90v2u39p9kj7o84g0yu9r07gj6cbw
Strona:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf/6
100
1362032
4078712
2026-04-08T16:52:59Z
Fallaner
12005
nowa strona
4078712
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Fallaner" /></noinclude>Oui, heureuse d’être rentrée au bercail, mais triste d’en être si indigne ce matin à 8 heures j’ai abjuré le schisme“<ref>{{#section:Strona:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf/11|p.2}}</ref>.<br>
{{tab}}Ach! źródłem, z którego wypłynęły potoki miłości, siłą, która sprowadziła wylew dotąd nieznanej radości była wiara święta. Nie ma jej ani w Judaizmie, ani w schyzmie, lecz tylko w jedynym prawdziwym Kościele Katolickim, i w tym Kościele jedynie każdy z obu naszych nawróconych źródło wody żywej dla duszy swej, spragnionej prawdy, mógł znaleźć.<br>
{{tab}}Sprawcą tu sam Bóg. Posłuchajmy samej Natalii: „Comment peut on y résister à cette voix pénétrante? Elle finit par ne laisser plus d’aise et de repos. Oh! comme ce Dieu, qui nous parle ainsi au coceur, est habile à nous environner de toutes parts! On est comme bloqué, et l’on sent enfin qu’il vous emporte d’assault!“<ref>{{#section:Strona:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf/11|p.3}}</ref>.<br>
{{tab}}I sam Bóg wracającym do swej owczarni zdejmuje zasłonę ciemnoty dla okazania dziwów swej Boskiej prawdy; otwiera też zdroje pokrzepiające przez obcowanie ze sobą swych wybranych. Nie patrzą oni na swe ziemskie pochodzenie, czy z tej lub owej jaskini błędów są wyzwoleni — w Bogu spoczywają, w Bogu pokrzepienie sobie wzajemnie przynoszą.<br>
{{tab}}„Jak ci się wywdzięczę za twój hojny dar“ pisze Natalia do swej siostry Katarzyny Naryszkin także ze schyzmy nawróconej, dziękując tej ostatniej za przysłaną jałmużnę „chyba rozdawnictwem w twem imieniu na uczynki miłosierdzia, w których serce twe pozwala mi brać udział. Żyjąc sama w ubóstwie, w odpłatę mogę ci tylko ofiarować obrazek, lecz obrazek ten nosi podpis świętego. Zważ tylko, przez dni piętnaście korzystać<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
ivmlbl19kkeadpihikjtojyrh02ytgd
Strona:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf/7
100
1362033
4078720
2026-04-08T17:04:40Z
Fallaner
12005
nowa strona
4078720
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Fallaner" /></noinclude>mogłam z obecności Ojca Hermana. Wiesz o jego w r. 1847 nawróceniu: Nie dałabyś może wiary, do jakiego stopnia silnie i ustawicznie łaska działa w tej duszy. Składajmy wspólnie za to Bogu dzięki. Towarzyszki moje — odrodzone i przejęte wonią wdzięczną tylu cnót. Ten Ojciec podoba sobie najbardziej w naszym domku; znajduje w nim prostotę serc dzieci św. Teresy. Zwyczajnie miewał u nas Mszę św., a dziatki śpiewały pieśni jego o Przenajświętszym Sakramencie. Podpisując się wczoraj na obrazku, który ci posyłam, w rozrzewnieniu i weselu ducha przemówił do nas: Na prawdę nie zasłużyłem na to, abym mógł przychodzić do tego domu: Jezus żyje tu wszędzie — w Sakramencie Przenajświętszym, w kapliczce, w sercach waszych, w tej izdebce — słowem w tym domu wszędzie się oddycha Jezusem i miłością Jego! Siostry jakby promieniały od szczęścia i wdzięczności. Więc i ty, droga Siostro dziękuj Bogu za łaski, które nam udziela. Nie podobna nie módz korzystać w jaki bądź sposób ze zbawiennego wpływu, który on wywiera“.<br>
{{tab}}W innym zaś liście do tejże siostry pisze: „dobry Ojciec Herman przybywa w poniedziałek... Jaka to rozkosz kochać Jezusa, jak Go miłowali święci, jak Go teraz miłują dusze święte... Miłość jak ogień ogarnia i przenika promieńmy swemi otaczających serca“.<br>
{{tab}}Nie przypuszczała Natalia, gdy te wyrazy kreśliła, myśli o wyroku, jaki był na nią samą wydany? Po nawróceniu się jej, jeszcze na świecie przed wstąpieniem do zakonu nazywano ją, „une échappée du ciel“ czyli zjawiskiem z nieba. A O. Herman o niej mówi: „że jest jedną z najpiękniejszych dusz w Kościele {{kor|św-tym.|św-tym.“}}<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
hv3i8gstentbxupazf15ge88fey7lz5
Strona:PL Maurycy Leblanc - Troje oczu.pdf/208
100
1362034
4078727
2026-04-08T17:13:03Z
Zbigad1970
39748
nowa strona
4078727
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Zbigad1970" /></noinclude>twierdził, że Velmot musiał tędy wejść. Istotnie, nieco dalej, obok samotnej drogi leśnej znaleźliśmy samochód. Ułożyliśmy w nim trupa, na siedzeniu porzuciliśmy rewolwer, a potem zaciągnęliśmy samochód o kilometr dalej i zostawiliśmy na skraju polanki. Nie spotkaliśmy nikogo. Bezwątpienia nie uwierzono w samobójstwo.<br>
{{tab}}W godzinę potem Beranżera wróciła do zamku i położyła się do łóżka, podając mi swoją rękę, którą okryłem pocałunkami. Byliśmy sami, nie mając już dokoła siebie wrogów. Żadna ohydna postać nie krążyła w ciemnościach. Nikt nie mógł nam przeszkodzić w zasłużonem szczęściu.<br>
{{tab}}— Widma zniknęły, — rzekłem do niej. — Niema dla nas żadnych przeszkód. Nie uciekniesz już teraz, nieprawdaż?<br>
{{tab}}Patrzyłem na nią ze wzruszeniem pełnem niepokoju. Kochana moja była jeszcze dla mnie nieznana i niezbadana i wiele jeszcze tajemnic kryło się w głębi tej duszy, której nigdy nie przejrzałem. powiedziałem to jej. Wtedy ona spojrzała na mnie znurzonemi i rozgorączkowanemi oczyma, tak różnemi od tych uśmiechniętych i beztroskliwych niegdyś oczu i szepnęła:<br>
{{tab}}— Tajemnice? Wiele tajemnic? Nie. Jedna jest tylko we mnie tajemnica i ta jest powodem wszystkiego.<br>
{{tab}}— Możesz mi ją wyjawić, Beranżero?<br>
{{tab}}— Kocham ciebie.<br>
{{tab}}Zadrżałem z radości. Przeczuwałem nieraz głęboko tę miłość, ale zgłuszyły to przeczucie nieufność, podejrzenie i uraza!<br>
{{tab}}I oto Beranżera wyznawała mi to poważnie i szczerze...<br>
{{tab}}— Kochasz mnie... kochasz... Dlaczego mi tego nie powiedziałaś? Ileż nieszczęść bylibyśmy uniknęli! Dlaczego mi tego nie powiedziałaś?<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
1nw1q3cna2ruf324ptcpschmdglke8o
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No289 part04.jpg
100
1362035
4078732
2026-04-08T17:20:02Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078732
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}— Objedzie, to zależy jeszcze.<br>
{{tab}}— Od czego?<br>
{{tab}}— Od tego, co zawiera wózek, któremu on towarzyszy. I od tego także, kto jest ten drugi jeździec... Być może, że w jednej z karczem po drodze dowiemy się, gdzie się piękny Franek udał.<br>
{{tab}}To mówiąc, Barnaba nabijał strzelbę z nadzwyczajną uwagą, wybierał kule, badał proch i nabiwszy ją wreszcie i obejrzawszy dokładnie, wyrzekł z zadowoleniem:<br>
{{tab}}— Dobra broń, dobra! z taką zabawką w ręku można sobie wszędzie dać radę. A teraz, poruczniku, do widzenia.<br>
{{tab}}— Jakto do widzenia, gdzie idziesz?<br>
{{tab}}— Pójdę sobie naprzód. Kiedy nie możemy już liczyć na doścignienie pięknego Franka, po cóż męczyć konie? Podczas, gdy wy i wasi ludzie będziecie wolno jechali, ja obejrzę sobie dokładnie każdą karczmę, stojącą przy drodze i zbadam ślad brzydkiej zwierzyny, którą tropimy.<br>
{{tab}}— Więc zejdziemy się dopiero w Mans — rzekł porucznik, któremu się myśl chudziny bardzo podobała.<br>
{{tab}}— W Mans albo w drodze, nie wiem jeszcze... Ale tam, gdzie mnie znajdziecie, to jest tam, gdzie będę na was czekał, dowiecie się czegoś nowego.<br>
{{tab}}Po tych słowach Barnaba zrobił kil-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
pcyw157rzr5ff7loshvx0ubxoukzvpo
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No289 part05.jpg
100
1362036
4078734
2026-04-08T17:22:03Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078734
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>ka olbrzymich kroków i wkrótce znikł z oczu jeźdźcom.<br>
{{tab}}Od czasu przybycia porucznika do karczmy Bouchardów, wypadki tak szybko następowały jeden po drugim, że myśl Vasseur’a zajętą była li tylko teraźniejszością.<br>
{{tab}}Widok dopiero niknącego mu z oczu Barnaby, nasunął mu na myśl wspomnienia.<br>
{{tab}}— Barnaba nie powiedział mi nawet, gdzie znajdę Gerwazję — szepnął do siebie.<br>
{{tab}}Młody oficer, którego piękne mieszkanki Chartres przezwały kochankiem księżyca za to, że nie chciał odmieniać z żadną z nich czasownika. „kochać“, był szalenie zakochany w Gerwazji.<br>
{{tab}}Jakimże sposobem poznał on tę młodą dziewczynę?<br>
{{tab}}Brygadjer Bondu, opowiadając swym towarzyszom historję otrucia klaczy Daublet’a, miał słuszność, twierdząc, że zwierzę zostało pozbawione życia przez żandarma, gdyż w przeciwnym razie inne konie, stojące z niem razem w stajni, narobiłyby hałasu, gdyby nie znały tego, kto nocną porą wślizgnął się do nich.<br>
{{tab}}Vasseur był obecnym, gdy zaprojektowano, aby nazajutrz posłużyć się in-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
dbmobe7kdr8oba6jrb2wx4vustquqop
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No289 part06.jpg
100
1362037
4078736
2026-04-08T17:23:30Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078736
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>stynktem konia Daublet’a, dla odkrycia jego skarbów.<br>
{{tab}}— Dobra to myśl — rzekł do siebie! — ale jej wypełnienia nie trzeba poruczyć niezgrabiaszom, którzy nie potrafiliby z niej skorzystać.<br>
{{tab}}Z nadejściem nocy, porucznik sam wyprowadził konia ze stajni i dosiadł go.<br>
{{tab}}Gdzie go też to zwierzę zaprowadzi? Czy do miejsca, w którem bandyci łupy swe ukrywali, czy też do schronienia, w którem znajdzie zbójców, co zdołali ujść sprawiedliwości? Jak w jednym, tak i w drugim przypadku odkrycie to posłuży mu do zniweczenia tych nędzników, których zgubę sobie zaprzysiagł. Wykryte skarby zostaną zwrócone poszkodowanym. Ujęcie bandytów dostarczy zajęcia katowi.<br>
{{tab}}— Kto wie — mówił sobie porucznik — czy nie natrafię na kryjówkę, gdzie od pięciu tygodni przebywa zbiegły herszt bandy, którego Daublet przed swem przytrzymaniem tak starannie zasłaniał i ukrywał?<br>
{{tab}}Koń, puszczony wolno, poniósł go daleko od miasta Chartres, do niewielkiego domku, stojącego nieco na ustroniu we wiosce Megin. Była godzina dziesiąta wieczorem. Światło, przedostające się przez okiennice, niezupeł-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
pmi2tsf3n0atxvfmjnd4bnp6i1svlok
4078760
4078736
2026-04-08T17:44:27Z
Wydarty
17971
4078760
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>stynktem konia Daublet’a, dla odkrycia jego skarbów.<br>
{{tab}}— Dobra to myśl — rzekł do siebie! — ale jej wypełnienia nie trzeba poruczyć niezgrabiaszom, którzy nie potrafiliby z niej skorzystać.<br>
{{tab}}Z nadejściem nocy, porucznik sam wyprowadził konia ze stajni i dosiadł go.<br>
{{tab}}Gdzie go też to zwierzę zaprowadzi? Czy do miejsca, w którem bandyci łupy swe ukrywali, czy też do schronienia, w którem znajdzie zbójców, co zdołali ujść sprawiedliwości? Jak w jednym, tak i w drugim przypadku odkrycie to posłuży mu do zniweczenia tych nędzników, których zgubę sobie zaprzysiagł. Wykryte skarby zostaną zwrócone poszkodowanym. Ujęcie bandytów dostarczy zajęcia katowi.<br>
{{tab}}— Kto wie — mówił sobie porucznik — czy nie natrafię na kryjówkę, gdzie od pięciu tygodni przebywa zbiegły herszt bandy, którego Daublet przed swem przytrzymaniem tak starannie zasłaniał i ukrywał?<br>
{{tab}}Koń, puszczony wolno, poniósł go daleko od miasta Chartres, do niewielkiego domku, stojącego nieco na ustroniu we wiosce {{kor|Megin|Mégin}}. Była godzina dziesiąta wieczorem. Światło, przedostające się przez okiennice, niezupeł-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
7t523urw1l4qy9w5hr8c7og3p8pazhk
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No289 part07.jpg
100
1362038
4078739
2026-04-08T17:25:57Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078739
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>nie zamknięte, wskazywało, że mieszkańcy nie śpią jeszcze.<br>
{{tab}}Uwiązawszy konia nieopodal od domku, porucznik zapukał do drzwi, a skoro mu otworzono, oznajmił, że jest podróżnym, dążącym do Chartres, głodnym i zbłąkanym.<br>
{{tab}}Anna nie byłaby mu otworzyła, lecz litościwa Gerwazja uprosiła ją, aby przyjęła podróżnego, pozwoliła mu spocząć choć godzinę pod ich dachem i zaspokoiła głód jego.<br>
{{tab}}Widok spokojnego życia dwóch kobiet, rozmowa Gerwazji i kilka zdań, wyrzeczonych przez Annę pozwoliły Vasseur’owi odgadnąć wszystko: W zepsutem sercu oberżysty Daublet’a znajdował się przecież kącik jeden, wypełniony czystem i świętem uczuciem: miłością ojcowską. Chęć zapewnienia dziecięciu szczęśliwej przyszłości popchnęła zapewne do zbrodni tego człowieka, lecz córka jego nic o tem nie wiedziała. Grange, bo takie było rzeczywiste nazwisko oberżysty, spędzał co miesiąc tylko dni kilka przy Gerwazji, która była przekonaną, że ojciec jej żyjący z handlu końmi, musi rok cały być w ciągłych podróżach. Nacieszywazy się widokiem dziewczęcia, Grange pod fałszywem imieniem Daublet’a powracał do Chartres, gdzie ja-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
8redlt3qr63d3m06m37x9p31j9awj2r
4078758
4078739
2026-04-08T17:43:22Z
Wydarty
17971
4078758
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>nie zamknięte, wskazywało, że mieszkańcy nie śpią jeszcze.<br>
{{tab}}Uwiązawszy konia nieopodal od domku, porucznik zapukał do drzwi, a skoro mu otworzono, oznajmił, że jest podróżnym, dążącym do Chartres, głodnym i zbłąkanym.<br>
{{tab}}Anna nie byłaby mu otworzyła, lecz litościwa Gerwazja uprosiła ją, aby przyjęła podróżnego, pozwoliła mu spocząć choć godzinę pod ich dachem i zaspokoiła głód jego.<br>
{{tab}}Widok spokojnego życia dwóch kobiet, rozmowa Gerwazji i kilka zdań, wyrzeczonych przez Annę pozwoliły Vasseur’owi odgadnąć wszystko: W zepsutem sercu oberżysty Daublet’a znajdował się przecież kącik jeden, wypełniony czystem i świętem uczuciem: miłością ojcowską. Chęć zapewnienia dziecięciu szczęśliwej przyszłości popchnęła zapewne do zbrodni tego człowieka, lecz córka jego nic o tem nie wiedziała. {{kor|Grange|Grangé}}, bo takie było rzeczywiste nazwisko oberżysty, spędzał co miesiąc tylko dni kilka przy Gerwazji, która była przekonaną, że ojciec jej żyjący z handlu końmi, musi rok cały być w ciągłych podróżach. Nacieszywazy się widokiem dziewczęcia, {{kor|Grange|Grangé}} pod fałszywem imieniem Daublet’a powracał do Chartres, gdzie ja-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
bczonrkm7o6jfhtctc46hpevk0ifvyz
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No289 part08.jpg
100
1362039
4078740
2026-04-08T17:27:13Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078740
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>ko poczciwy oberżysta a w rzeczy samej jako zbrodniarz, popełniał najohydniejsze postępki, aby zdobyć to złoto, którem pragnął zbogacić swe dziecko.<br>
{{tab}}Gdyby go nie zaaresztowano Daublet, mając już dosyć złota, opuściłby okolice Chartres i przeniósłby się wraz z córką w jakiś odległy zakątek Francji gdzie wydając się za byłego handlarza koni, żyłby tylko dla córki, niepotrzebując się obawiać dawnych swych wspólników.<br>
{{tab}}— Ta czysta i dobra istota nie wie czyją jest córką — pomyślał Vasseur, opuszczając domek Gerwazji i zbrakło mu odwagi do oświecenia jej o tem. Z wypadków, które nastąpić musiały, miała się młoda dziewczyna dowiedzieć jakim nędznikiem był jej ojciec.<br>
{{tab}}A jakież to dziewczę piękne było i pełne wdzięku, jak dobre przytem i niewinne! Spinając konia ostrogami, aby módz go na czas odstawić do stajni, porucznik wciąż tylko myślał o Gerwazji, o jej miłej twarzyczce, o oczach jej tak łagodnych i wymownych. Słowem, w sercu młodego żołnierza, które dla żadnej jeszcze kobiety nie zabiło silniej, nagle zrodziła się miłość.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
1hsc12p38h1722d7bo4e184k4ri3enj
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No290 part01.jpg
100
1362040
4078742
2026-04-08T17:28:13Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078742
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Vassenr pojechał jako żołnierz, powrócił zaś jako zakochany i to do tego stopnia, że po raz pierwszy w życiu postąpił nie tak jak mu obowiązek nakazywał. Wprowadziwszy konia do stajni i postawiwszy go przy żłobie, porucznik własną ręką wsypał mu do obroku całą paczkę trucizny, którą dzień przedtem odebrał był zaaresztowanemu przez siebie opryszkowi. Pomyślał on, że za kilka godzin zwierzę zaprowadzi innych do domku Gerwazji, że w ich oczach będzie ona uchodziła za wspólniczkę Daublet’a, niegodną zlitowania<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
ff8oox93nwhialeruadzdcmk6kgy9a7
4078748
4078742
2026-04-08T17:37:07Z
Wydarty
17971
4078748
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Vasseur pojechał jako żołnierz, powrócił zaś jako zakochany i to do tego stopnia, że po raz pierwszy w życiu postąpił nie tak jak mu obowiązek nakazywał. Wprowadziwszy konia do stajni i postawiwszy go przy żłobie, porucznik własną ręką wsypał mu do obroku całą paczkę trucizny, którą dzień przedtem odebrał był zaaresztowanemu przez siebie opryszkowi. Pomyślał on, że za kilka godzin zwierzę zaprowadzi innych do domku Gerwazji, że w ich oczach będzie ona uchodziła za wspólniczkę Daublet’a, niegodną zlitowania<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
g65ri6u91w9xi7zo10h582977s4pxqs
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No290 part02.jpg
100
1362041
4078743
2026-04-08T17:30:17Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078743
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>się i w to dziecię tak spokojne i uśmiechnięte, straszliwy piorun uderzy. Z początku porucznik {{Korekta|probował|próbował}} walczyć przeciwko miłości swej dla córki człowieka, który miał zginąć na rusztowaniu, lecz walka ta była daremną. Wkrótce Vasseur nie mógł się oprzeć pragnienia zobaczenia Gerwazji raz jeszcze. Z łagodnością i nieśmiałością właściwą zakochanym, potrafił on zmiękczyć strasznego cerbera, starą i gderliwą Annę. Wynalazł nawet doskonały pretekst dla powtórnych swych i przyszłych odwiedzin, wydając się za kupca z Chateldun, którego interesy często powołują do Orleanu i w przejeździe niby wstępując do Megin aby się dowiedzieć, czy młoda dziewczyna tak zaniepokojona o ojca swego za pierwszym jego pobytem, otrzymała jakieś od ojca tego wiadomości.<br>
{{tab}}Na tym temacie rozmawiał on długo z Gerwazją, wynajdując przyczyny milczenia, usprawiedliwiając długą nieobecność ojca rodzajem jego interesów, które raz tu, raz tam go powołują, zapewniając Gerwazję, że lada dzień go ujrzy z dobrze nabitym trzosem w dodatku. Czyż jej zresztą nie obiecał, że podróż ta będzie ostatnia i<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
kgugx0j5t3b74s93lzwq46tchqqhptz
4078747
4078743
2026-04-08T17:36:46Z
Wydarty
17971
4078747
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>się i w to dziecię tak spokojne i uśmiechnięte, straszliwy piorun uderzy. Z początku porucznik {{Korekta|probował|próbował}} walczyć przeciwko miłości swej dla córki człowieka, który miał zginąć na rusztowaniu, lecz walka ta była daremną. Wkrótce Vasseur nie mógł się oprzeć pragnienia zobaczenia Gerwazji raz jeszcze. Z łagodnością i nieśmiałością właściwą zakochanym, potrafił on zmiękczyć strasznego cerbera, starą i gderliwą Annę. Wynalazł nawet doskonały pretekst dla powtórnych swych i przyszłych odwiedzin, wydając się za kupca z Chateldun, którego interesy często powołują do Orleanu i w przejeździe niby wstępując do {{kor|Megin|Mégin}} aby się dowiedzieć, czy młoda dziewczyna tak zaniepokojona o ojca swego za pierwszym jego pobytem, otrzymała jakieś od ojca tego wiadomości.<br>
{{tab}}Na tym temacie rozmawiał on długo z Gerwazją, wynajdując przyczyny milczenia, usprawiedliwiając długą nieobecność ojca rodzajem jego interesów, które raz tu, raz tam go powołują, zapewniając Gerwazję, że lada dzień go ujrzy z dobrze nabitym trzosem w dodatku. Czyż jej zresztą nie obiecał, że podróż ta będzie ostatnia i<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
mfsq02gfk9fq2ilrms4wiqlq7lmkc7t
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No290 part03.jpg
100
1362042
4078744
2026-04-08T17:31:53Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078744
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>że po powrocie nie rozłączy się już z nią nigdy? Kiedy więc ta wycieczka miała być ostatnią, zależało mu na tem, aby ją jak najzyskowniejszą uczynić; stąd wypływało zapewne to jego opóźnienie się z powrotem. Utrzymując Gerwazję w nadziei powrotu jej ojca, Vasseur i sam w niego wierzył. Sądził on z początku, że Daublet należy do mniej winnych przestępców, a raczej miłość jego dla Gerwazji, jeżeli już nie zmniejszała w oczach jego winy jej ojca, to czyniła go przynajmniej pobłażliwszym względem zbrodniarza.<br>
{{tab}}Naj, nieszczęście, śledztwo sądowe w miarę rozwijania się procesu, wykryło tyle haniebnych zbrodni Daublet’a, że kara śmierci była dla niego nieuniknioną.<br>
{{tab}}Vasseur jednakże rozmyślał nad sposobem ocalenia go. W gruncie rzeczy, uwolni Daublet’a od kary śmierci znaczyło to zamienić ją na galery, ale z galer uciekają i... później, za granicą Francyi córka znalazłaby ojca.<br>
{{tab}}Porucznikowi udało się w samej rzeczy otrzymać rozkaz powstrzymania egzekucji Donblet’a, w razie gdyby ten zechciał poczynić zeznania. Lecz, jak nam wiadomo, uparty zbrodniarz u<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
f465l75xgx2ofw9scekdiiq5eqlfbur
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No290 part04.jpg
100
1362043
4078745
2026-04-08T17:33:23Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078745
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>stóp rusztowania nie chciał zeznawać i odpowiedział temu, który go chciał ocalić, cynicznym żartem.<br>
{{tab}}— Obywatelu, radzę ci wziąć gorącą kąpiel, to ściąga humory i zbytnią ciekawość.<br>
{{tab}}Nadzieje Vasseur’a zostały zawiedzione.<br>
{{tab}}Ogarnięty wówczas przez rodzaj wściekłości, która zaślepia i odejmuje wszelką rozwagę, porucznik odparł:<br>
{{tab}}— Dziękuję za radę, poproszę o gorącą wodę panny Gerwazji.<br>
{{tab}}Z temi słowy oddalił się, nie pomny na to, że zbrodniarz był zarazem ojcem, kochającym swe dziecię miłością bez granic.<br>
{{tab}}Daublet, widząc, że tajemnica jego jest znaną komuś, uczyniłby chętnie wszystko, byle tylko okrutna prawda nie doszła uszu córki, któraby go może przeklęła w duszy. Był on gotów do zeznania, lecz było już za późno: krzyki tłumu zagłuszyły jego słowa, zwrócone do porucznika, i kat pochwycił swą ofiarę.<br>
{{tab}}Zbolały i {{Korekta|zrospaczony|zrozpaczony}} Vasseur powrócił z miejsca kaźni do oberży pod „Miłym Spoczynkiem“, skąd miał wyruszyć dla ścigania herszta bandy.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
i5r073119bgy9znq3z8vu5kjllwbhec
Strona:PL Maurycy Leblanc - Troje oczu.pdf/209
100
1362044
4078750
2026-04-08T17:37:46Z
Zbigad1970
39748
nowa strona
4078750
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Zbigad1970" /></noinclude>{{tab}}— Nie mogłam.<br>
{{tab}}— A teraz możesz, ponieważ nie istnieją dla nas żadne przeszkody?<br>
{{tab}}— Istnieje dla nas zawsze ta sama przeszkoda.<br>
{{tab}}— Jaka?<br>
{{tab}}— Mój ojciec.<br>
{{tab}}Rzekłem cicho:
{{tab}}— Wiesz, że Teodor Massagnac nie żyje.<br>
{{tab}}— Wiem.<br>
{{tab}}— A więc...<br>
{{tab}}— Jestem córką Teodora Massagnaca.<br>
{{tab}}Zawołałem żywo:<br>
{{tab}}— Beranżero, pragnę ci wyznać jedno i zapewniam cię naprzód...<br>
{{tab}}Przerwała mi.<br>
{{tab}}— Nie mów dłużej, proszę cię. To nas rozdziela. Jest to przepaść, której nie można wypełnić słowami.<br>
{{tab}}Była tak wyczerpana, iż chciałem odejść. Ale zatrzymała mnie.<br>
{{tab}}— Nie — rzekła. — Nie będę chora... najwyżej parę dni. Najpierw chcę, aby wszystko wyjaśniło się między nami i abyś znał każdy mój postępek. Posłuchaj mnie...<br>
{{tab}}— Jutro, Beranżero.<br>
{{tab}}— Dzisiaj, — rzekła rozkazująco. — Muszę wyznać ci natychmiast. Nic nie uspokoi mnie bardziej. Posłuchaj.<br>
{{tab}}Nie potrzebowała prosić mnie długo. Czyż mogło mnie znudzić patrzenie na nią i słuchanie jej? Tyle bolesnych prześliśmy prób, gdyśmy byli zdala od siebie, Iż mimo wszystko bałem się, iż nie jestem koło niej!<br>
{{tab}}Objęła mnie za szyję, a piękne jej usta drżały pod mojem spojrzeniem. Ujrzawszy, że patrzę na nią, uśmiechnęła się.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
rdayy78qdk1a9q9vz07yp3h5o2suqbi
4078751
4078750
2026-04-08T17:38:12Z
Zbigad1970
39748
drobne techniczne
4078751
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Zbigad1970" /></noinclude>{{tab}}— Nie mogłam.<br>
{{tab}}— A teraz możesz, ponieważ nie istnieją dla nas żadne przeszkody?<br>
{{tab}}— Istnieje dla nas zawsze ta sama przeszkoda.<br>
{{tab}}— Jaka?<br>
{{tab}}— Mój ojciec.<br>
{{tab}}Rzekłem cicho:<br>
{{tab}}— Wiesz, że Teodor Massagnac nie żyje.<br>
{{tab}}— Wiem.<br>
{{tab}}— A więc...<br>
{{tab}}— Jestem córką Teodora Massagnaca.<br>
{{tab}}Zawołałem żywo:<br>
{{tab}}— Beranżero, pragnę ci wyznać jedno i zapewniam cię naprzód...<br>
{{tab}}Przerwała mi.<br>
{{tab}}— Nie mów dłużej, proszę cię. To nas rozdziela. Jest to przepaść, której nie można wypełnić słowami.<br>
{{tab}}Była tak wyczerpana, iż chciałem odejść. Ale zatrzymała mnie.<br>
{{tab}}— Nie — rzekła. — Nie będę chora... najwyżej parę dni. Najpierw chcę, aby wszystko wyjaśniło się między nami i abyś znał każdy mój postępek. Posłuchaj mnie...<br>
{{tab}}— Jutro, Beranżero.<br>
{{tab}}— Dzisiaj, — rzekła rozkazująco. — Muszę wyznać ci natychmiast. Nic nie uspokoi mnie bardziej. Posłuchaj.<br>
{{tab}}Nie potrzebowała prosić mnie długo. Czyż mogło mnie znudzić patrzenie na nią i słuchanie jej? Tyle bolesnych prześliśmy prób, gdyśmy byli zdala od siebie, Iż mimo wszystko bałem się, iż nie jestem koło niej!<br>
{{tab}}Objęła mnie za szyję, a piękne jej usta drżały pod mojem spojrzeniem. Ujrzawszy, że patrzę na nią, uśmiechnęła się.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
g9hvnz88qi1t62lhkrwlhmxzsvyye4s
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No290 part05.jpg
100
1362045
4078752
2026-04-08T17:38:55Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078752
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Nie zdołał ocalić Daublet’a od hańbiącej śmierci, a córka jego, gdy dowie się kiedyś prawdy, znienawidzi tego, kto wydał jej ojca w ręce sądu!!<br>
{{tab}}— Muszę choć raz jeszcze z nią się widzieć — pomyślał biedny zakochany i pojechał do Mégin, przed udaniem się na niebezpieczną wycieczkę w celu wytropienia herszta bandy. Zmrok zapadł, gdy dojechał do domku. Straszne przeczucie ścisnęło mu serce na widok zamkniętych hermetycznie drzwi i okiennic domu.<br>
{{tab}}Mieszkanie było puste.<br>
{{tab}}Co się stało z Gerwazją? Co było powodem jej zniknięcia? Czyżby się dowiedziała strasznej prawdy?<br>
{{tab}}Nie było już tej miłej uroczej dziewczyny, przy której młody oficer tak szczęśliwe pędził godziny. Jak żywo pamiętał on jej wdzięczny wstydliwy uśmiech; jej oczy, patrzące na niego z ufnością, gdy jej obiecywał powrót ojca!<br>
{{tab}}Poznał wówczas, że to uczucie, które uważał tylko za zajęcie się losem młodej zagrożonej nieszczęściem istoty, było głęboką, namiętną miłością.<br>
{{tab}}Gdy po raz dziesiąty może Vassenr obchodził wokoło domek Gerwazji, wieśniak jakiś dążący do wsi zapytał go:<br>
{{tab}}— Czy masz interes do Gerwazji {{Korekta|Granég|Grange}}, obywatelu?<br>
{{tab}}Vasseur nie śmiał dać twierdzącej odpowiedzi.<br>
{{tab}}— Chciałem się widzieć z moją krewną, Anną, odparł.<br>
{{tab}}— Anna pojechała ze swoją pa-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
a4p8etxcfsofwikj18kr9ogom78k0c8
4078756
4078752
2026-04-08T17:42:05Z
Wydarty
17971
4078756
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Nie zdołał ocalić Daublet’a od hańbiącej śmierci, a córka jego, gdy dowie się kiedyś prawdy, znienawidzi tego, kto wydał jej ojca w ręce sądu!!<br>
{{tab}}— Muszę choć raz jeszcze z nią się widzieć — pomyślał biedny zakochany i pojechał do Mégin, przed udaniem się na niebezpieczną wycieczkę w celu wytropienia herszta bandy. Zmrok zapadł, gdy dojechał do domku. Straszne przeczucie ścisnęło mu serce na widok zamkniętych hermetycznie drzwi i okiennic domu.<br>
{{tab}}Mieszkanie było puste.<br>
{{tab}}Co się stało z Gerwazją? Co było powodem jej zniknięcia? Czyżby się dowiedziała strasznej prawdy?<br>
{{tab}}Nie było już tej miłej uroczej dziewczyny, przy której młody oficer tak szczęśliwe pędził godziny. Jak żywo pamiętał on jej wdzięczny wstydliwy uśmiech; jej oczy, patrzące na niego z ufnością, gdy jej obiecywał powrót ojca!<br>
{{tab}}Poznał wówczas, że to uczucie, które uważał tylko za zajęcie się losem młodej zagrożonej nieszczęściem istoty, było głęboką, namiętną miłością.<br>
{{tab}}Gdy po raz dziesiąty może Vassenr obchodził wokoło domek Gerwazji, wieśniak jakiś dążący do wsi zapytał go:<br>
{{tab}}— Czy masz interes do Gerwazji {{Korekta|Granég|Grangé}}, obywatelu?<br>
{{tab}}Vasseur nie śmiał dać twierdzącej odpowiedzi.<br>
{{tab}}— Chciałem się widzieć z moją krewną, Anną, odparł.<br>
{{tab}}— Anna pojechała ze swoją pa-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
od428k0cecaadonmzdf6u8qmoz56lvr
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No290 part06.jpg
100
1362046
4078755
2026-04-08T17:41:24Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078755
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>nienką.<br>
{{tab}}— Ah! więc odjechały?<br>
{{tab}}— Tak jest, wczoraj wieczorem.<br>
{{tab}}— Dokąd? — zapytał drżącym głosem zakochany.<br>
{{tab}}— Tego nie wiem, obywatelu; mogę ci tylko powiedzieć, że Gerwazja pojechała do ojca.<br>
{{tab}}— Do ojca! — powtórzył Vasseur i dreszcz zimny go przejął.<br>
{{tab}}— Tak — rzekł wieśniak — zdaje się, że obywatel Grangé dobrze kabzę nabił i dla tego wyniósł się z naszej wioski na drugi koniec Francji i powołał do siebie córkę.<br>
{{tab}}Porucznik słuchał i dreszcz przerażenia przebiegł jego ciało. Więc ktoś jeszcze znał tajemnice Daublet’a i uprowadził gdzieś jego córkę! W jakim celu to uczyniono? Czy Gerwazja nie wpadła w jakieś sidła ohydne, zastawione przez wspólników Daublet’a, którzy uszli sprawiedliwości? Czyżby piękny Franek, ten znany uwodziciel płochych dziewcząt dowiedział się o istnieniu Gerwazji i rzucił na nią oko? Wszystkie te pytania w mgnieniu oka powstały w myśli młodego człowieka.<br>
{{tab}}— Tah — rzekł do stojącego przed nim wieśniaka — Grangé przysłał po swoją córkę!... Przyjechał po nią za pewne taki wysoki ładny blondyn, ten, co się zajmuje tresowaniem jego koni?<br>
{{tab}}— Eh, co to, to chyba nie! — odparł śmiejąc się wieśniak; — taki on ładny jak ja jestem niemy, a jeżeli tresował jego zwierzęta, to chyba niedźwiedzie.<br>
{{tab}}Vasseur lżej odetchnął, widząc, że piękny Franek nie wziął udziału w u-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
e98kk1s77xxb2zortease6yb6n7q221
4078759
4078755
2026-04-08T17:44:02Z
Wydarty
17971
4078759
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>nienką.<br>
{{tab}}— Ah! więc odjechały?<br>
{{tab}}— Tak jest, wczoraj wieczorem.<br>
{{tab}}— Dokąd? — zapytał drżącym głosem zakochany.<br>
{{tab}}— Tego nie wiem, obywatelu; mogę ci tylko powiedzieć, że Gerwazja pojechała do ojca.<br>
{{tab}}— Do ojca! — powtórzył Vasseur i dreszcz zimny go przejął.<br>
{{tab}}— Tak — rzekł wieśniak — zdaje się, że obywatel Grangé dobrze kabzę nabił i dla tego wyniósł się z naszej wioski na drugi koniec Francji i powołał do siebie córkę.<br>
{{tab}}Porucznik słuchał i dreszcz przerażenia przebiegł jego ciało. Więc ktoś jeszcze znał tajemnice Daublet’a i uprowadził gdzieś jego córkę! W jakim celu to uczyniono? Czy Gerwazja nie wpadła w jakieś sidła ohydne, zastawione przez wspólników Daublet’a, którzy uszli sprawiedliwości? Czyżby piękny Franek, ten znany uwodziciel płochych dziewcząt dowiedział się o istnieniu Gerwazji i rzucił na nią oko? Wszystkie te pytania w mgnieniu oka powstały w myśli młodego człowieka.<br>
{{tab}}— Tak — rzekł do stojącego przed nim wieśniaka — Grangé przysłał po swoją córkę!... Przyjechał po nią za pewne taki wysoki ładny blondyn, ten, co się zajmuje tresowaniem jego koni?<br>
{{tab}}— Eh, co to, to chyba nie! — odparł śmiejąc się wieśniak; — taki on ładny jak ja jestem niemy, a jeżeli tresował jego zwierzęta, to chyba niedźwiedzie.<br>
{{tab}}Vasseur lżej odetchnął, widząc, że piękny Franek nie wziął udziału w u-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
jbp7jc12phre63qh4ttdopk5xcpsphy
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No290 part07.jpg
100
1362047
4078770
2026-04-08T17:50:38Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078770
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>prowadzeniu Gerwazji.<br>
{{tab}}Wieśniak zaś kontent, że go słuchają i gadatliwy widać z natury, ciągnął dalej:<br>
{{tab}}— I sam on wygląda nie lepiej od niedźwiedzia: kudłaty cały, obrośnięty, nie wysoki, ale bary ma ot takie... a ramię jak nieprzymierzając moje udo... Niechciałbym się dostać w jego łapy, boby mię zgniótł jak placek... A jaki przyjemny, istny mruk, niemy jak ryba. Mruknie tylko czasem pod nosem tak albo nie — ot i cała z nim rozmowa. Już ta mała Gerwazja nie ma wcale szczęścia, trzeba to przyznać.<br>
{{tab}}— Jakto nie ma szczęścia? — zapytał porucznik.<br>
{{tab}}— Ano, spada jej z nieba jakiś wujaszek nieznany, brat niby matki, o której nikt jej nigdy nie wspominał, i to taki przyjemny w dodatku, że strach patrzeć na mego.<br>
{{tab}}— I Gerwazja pojechała z nim bez wahania?<br>
{{tab}}— Zdaje się, że pokazał jej list od ojca, który kazał jej słuchać tego wuja we wszystkiem i pójść z nim... Tak, mówiła Anna, kiedy przyszła się pożegnać z moją kobietą... Była nawet bardzo ciekawa, gdzie ich ten niedźwiedź zaprowadzi, bo on nic a nic im nie powiedział co i jak, tylko się kazał pakować i w drogę.<br>
{{tab}}Tak objaśniony i zaniepokojony do najwyższego stopnia, porucznik powrócił wieczorem do oberży pod „Miłym Spoczynkiem“, skąd niezwłocznie wyruszył w towarzystwie swych dwóch żandarmów i Barnaby.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
dm0m8gfitdop7orw6ufup0dwofkosxo
Strona:PL Maurycy Leblanc - Troje oczu.pdf/210
100
1362048
4078771
2026-04-08T18:04:56Z
Zbigad1970
39748
nowa strona
4078771
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Zbigad1970" /></noinclude>{{tab}}— Przypominasz sobie w Ogrodzeniu... pierwszy raz... W owym dniu znienawidziłam ciebie... i pokochałam. Byłam twoim wrogiem... i twoją niewolnicą... Tak, cała moja niezależna natura, trochę dzika, buntowała się przeciw jarzmu wspomnienia, które mi tak dokuczało... i radowało! Byłam pokonana. Uciekałam od ciebie i wracałam... i wróciłabym natychmiast, gdyby ten człowiek... którego znasz, nie zaczepil mnie raz...<br>
{{tab}}— Velmot! Czego chciał? Skąd on przyszedł?<br>
{{tab}}— Przyszedł od mego ojca. Chciał — czego się powoli domyśliłam — dzięki mnie zapoznać się z życiem Noela Dorgeroux i skraść mu tajemnicę jego wynalazku. Od pierwszej chwili Velmot prosił mnie o milczenie. Potem nakazał mi.<br>
{{tab}}— Nie powinnaś go była słuchać.<br>
{{tab}}Gdybym się była z czemkolwiek zdradziła, byłby ciebie zabił. Kochałam ciebie. Bałam się, i to tem bardziej, że Velmot prześladował mnie swoją miłością, która doprowadzała mnie do rozpaczy. Jakże wątpić, że groźba jego była poważna? Odtąd byłam w sidłach. Od kłamstwa do kłamstwa stawałam się jego spólniczką... a raczej ich spólniczką, gdyż ojciec mój przebywał z nim razem w ciągu zimy. Ach, co za męka. Ten człowiek, który mnie kochał... i ten niegodny ojciec! Żyłam w strachu i wstydzie... spodziewając się ciągle, że dadzą mi wreszcie spokój, gdyż wszystkie ich zamysły nie prowadziły do niczego...<br>
{{tab}}— A moje listy z Grenobles? A obawy mojego wuja?<br>
{{tab}}— Tak, wiem, wuj mówił mi często o tem, i nie zdradzając mu spisku, czuwałam nad nim. Na moje żądanie wuj posłał ci opis wynalazku, który został skradziony. Nigdy jednak nie przeczuwałam zbrodni. Myślałam o kradzieży, tak, i mimo mojego czuwania nie miałam siły przeszkodzić ojcu w<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
5oupxzzhn3xud9cgvxvfnumophsa0ue
Strona:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf/1
100
1362049
4078783
2026-04-08T18:16:34Z
Fallaner
12005
nowa strona
4078783
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Fallaner" /></noinclude>{{Skan zawiera grafikę}}
{{f|OBRAZEK|c|roz|w=130%}}
{{c|Z OBJAWÓW ŻYCIA ZBAWICIELA|w=200%|przed=0.5em|po=0.5em}}
{{c|W KOŚCIELE ŚW. KATOLICKIM.}}
{{Separator graficzny|przed=3em|po=3em}}
{{c|KRAKÓW.}}
{{c|NAKŁAD I DRUK W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI.|w=85%}}
{{c|1898.}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
nv9bitqto0n5cairaxrr5a3z3bj63gs
Strona:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf/8
100
1362050
4078796
2026-04-08T18:21:11Z
Fallaner
12005
nowa strona
4078796
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Fallaner" /></noinclude>{{tab}}Tak więc uwydatnia się w całej prawdzie i rzeczywistości jak urocza niwa Kościoła; na tej niwie składa się wieniec z kwiatów barwy zachwycającej i tworzy on prawdziwą koronę chwały Bożej. Lecz jeżeli się Bogu podobało postawić na widowni dla wszystkich te dwa głośne spółczesne nawrócenia się, nie dla tego jednak Opatrzność to sprawia, aby one miały być wyłączne w dziejach Kościoła; wielu i w zaciszu Pan Jezus do siebie pociąga, a także i w naszej Ojczyźnie. Oto przykłady:<br>
{{tab}}„Za przysłaną mi tak śliczną i dobrą książeczkę“, pisze w liście z d. 9 Sierpnia b. r. nawrócona żydóweczka: „Rączki i nóżki całuje. Zaraz po otrzymaniu rozcinałam kartki, i przeczytawszy (sic) napiszę jako do Wielebnego mego Ojca, że kiedy myślę o Męce Najdroższego Zbawiciela zawsze się rozpłaczę; mamy koło domu naszego kapliczkę z figurą, to jest Pan Jezus ukrzyżowany tam, ale tak było zaniechane; poszłam tam, wymiotłam, posprzątałam i zapaliłam lampkę. Czasem idę tam modlić się, a oglądać te straszne rany Pana Jezusa“.<br>
{{tab}}„Ja bym tak chciała“, pisze w r. 1892 z protestantyzmu nawrócona matka kilkorga dzieci, a dobrze znajoma niektórym siostrom waszego zgromadzenia „jabym tak chciała słyszeć kogoś bardzo kochającego Boga, aby mi mówił to, czego w żadnej książce nie znajdę, żebym i ja całem sercem i duszą oddaną była Bogu.
Niepotrafię wypowiedzieć czego chcę i pragnę, bo mi się zdaje, że bez mówienia wyczytasz w duszy mojej“. Matką teraz jest wzorową, prawdziwie jak mówi Wentura: une mère d’Eglise.<br>
{{tab}}Przed kilku laty młodziuchna dzieweczka rodem<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
n1b5e72rmavl9gwqhkmvpfsbusm2cwz
Strona:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf/9
100
1362051
4078807
2026-04-08T18:24:42Z
Fallaner
12005
nowa strona
4078807
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Fallaner" /></noinclude>z Anglii, wyrzekła się błędów anglikanizmu: w jednej kapliczce w Krakowie, warunkowo udzielony był jej chrzest święty. Bóg ją powołał do czuwania nad dziatkami w naszym kraju w rodzinie polskiej, wzorowo katolickiej.<br>
{{tab}}Do trzech wspomnianych w tym samym czasie przybyła jeszcze jedna ze schyzmy, jedna z luteranizmu — wszystkie więc szukały wyzwolenia się z niewiary — schyzmy i kacerstwa i znalazły to wyzwolenie na ziemi naszej. Świadczy to o posłannictwie narodu naszego w Kościele świętym — posłannictwie — niestety dzisiaj u nas mało rozumianem.<br>
{{tab}}Jeszcze jedno a ostatnie słowo, a to się dotyczy Twoich i Ciebie, Przewielebna Siostro. Niejednokrotnie zdarzało się widzieć w kaplicy naszej, jak dusze, które z drogi zbawienia były zeszły, uciekały się do nas i wolały o ratunek. Zbawca nasz z ołtarza na nie spoglądając, goił ich rany i kierował ku gospodzie, gdzieby dobre opatrzenie znaleźć mogły. Gospodą tą, — dom Waszego zgromadzenia, a Panią tej gospody — Marya — Matka Miłosierdzia.<br>
{{tab}}Jako synowi zakonu Maryi, do którego należał O. Herman, niech wolno mi będzie zwrócić do was słowa, które on wyrzekł do córek św. Wincentego a Paulo przed wielu laty w Paryżu: „W gospodzie waszej, Jezus wszędzie żyje, i życiem Jezusa wszędzie się tu oddycha: w kaplicy, w pracowniach, w ogrodzie, w izbach gościnnych, w celach waszych i w sercach waszych, a co większa w duszach pokutnic, które przedtem wygnały Go były ze siebie, a teraz pod opiekuńczą waszą strażą, Zbawcę swego czczą w sercach swych. W posłu-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
ngs5f25nb3a5orssmobmb4ia37uu8la
Strona:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf/10
100
1362052
4078841
2026-04-08T18:36:20Z
Fallaner
12005
nowa strona
4078841
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Fallaner" /></noinclude>gach Marty, żyjąc u stóp Jezusa, u Jego stóp nawróconych waszych trzymacie, i w Kościele świętym pracą waszą dowodem służycie, że w Kościele, a nie gdzie indziej Jezus woła: przyjdźcie do mnie wszyscy.<br>
{{tab}}Wróćmy teraz, Przewielebna Siostro, do O. Hermana, ale już złożonego na łożu śmiertelnem. Czując się blizkim zgonu zapytał siostrę szarytkę, która w czasie choroby nieodstępnie go doglądała, czy umie śpiewać Salve Regina. Umiem, odrzekła siostra. Zaśpiewajmy więc razem, powiedział, i zaczął śpiewać. W miarę śpiewu głos gasnacego Ojca cichł też powoli, aż całkiem przestał być słyszanym.<br>
{{tab}}Przed trzydziestu blizko laty złożono w grobie zmarłego. Zmarły jednak żyć z nami nie przestaje. Wdzięczność Ci się należy Przewielebna Siostro, że przez Twój przekład dałaś nam go bliżej poznać.<br>
{{tab}}Oby korzystać tylko chciano z twojej pracy, i oby ta praca w sercach czytających wydała owoce przez ciebie upragnione. Oby życiem O. Hermana i siostry Natalii Naryszkin zostający po za obrębem Kościoła zostali oświeceni, że tylko w Kościele św. Katolickim — ''wiara żywot wieczny daje.''<br>
{{f|{{tab|100}}Z wyrazem czci najgłębszej|przed=1em|po=1em}}
{{f|{{tab|280}}R.|w=130%|po=1em}}
{|width=200}}
|
{{c|W uroczystość Najśw. Imienia|w=85%}}
{{c|{{roz|MARY}}I}}
{{c|dnia 11-go Września|w=85%}}
{{c|1898.|w=85%}}
|}
<br><br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
suew8u5isqdjfhcmw832h5frb3i1oa1
Obrazek z objawów życia Zbawiciela w Kościele św. Katolickim
0
1362053
4078851
2026-04-08T18:39:32Z
Fallaner
12005
nowa strona
4078851
wikitext
text/x-wiki
{{Dane tekstu
|autor= Rafał Kalinowski
|tytuł= Obrazek z objawów życia Zbawiciela w Kościele św. Katolickim
|wydawca= W. L. Anczyc i Spółka
|druk=W. L. Anczyc i Spółka
|rok wydania= 1898
|miejsce wydania=Kraków
|okładka=PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf
|strona z okładką=1
|źródło=[[commons:file:PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf|Skany na Commons]]
|strona indeksu=PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf
|poprzedni =
|następny =
|inne = {{epub}}
}}
{{CentrujStart2}}
<pages index="PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf" from="1" to="2"/>
{{CentrujKoniec2}}
{{JustowanieStart2}}
<pages index="PL O. Rafał Kalinowski - Obrazek z Objawów Życia Zbawiciela.pdf" from="3" to="10"/>
{{JustowanieKoniec2}}
{{Przypisy}}
{{TekstPD|Rafał Kalinowski}}
[[Kategoria:Rafał Kalinowski]]
6a3lfkyj22ahvic6vkg60kxqogxebxb
Strona:PL Maurycy Leblanc - Troje oczu.pdf/211
100
1362054
4078852
2026-04-08T18:41:21Z
Zbigad1970
39748
nowa strona
4078852
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Zbigad1970" /></noinclude>przedostawaniu sie nocą do Ogrodzenia, gdyż miał on na to sposoby, których nie znałam. Ale do zbrodni było daleko! a zwłaszcza do morderstwa!... Nie, nie wierzyłam w to.<br>
{{tab}}— A w niedzielę, gdy Velmot przyszedł do ciebie do Ogrodzenia, w nieobecności Noela Dorgeroux?<br>
{{tab}}— Owej niedzieli powiedział mi, że mój ojciec odstąpił od swego zamysłu, że chce się pożegnać ze mną i że czeka na mnie koło kaplicy opuszczonego cmentarza, gdzie obaj czynili próby z kawałkami starego muru Ogrodzenia. Istotnie Velmot skorzystał z odwiedzin w Ogrodzeniu i ukradł jeden niebieski flakon, którego używał Dorgeroux. Skoro to zobaczyłam, Velmot wylał już część płynu na prowizoryczny ekran kaplicy. Udało mi się chwycić flakon i wrzucić do studni. W owej chwili zawołałeś mnie. Velmot rzucił się na mnie i zaniósł mnie do samochodu, gdzie ogłuszywszy mnie uderzeniem pięści i związawszy, zakrył mnie wielkim płaszczem. Obudziłam się w garażu w Batignolles. Był wieczór. Umiałam kierować samochodem. Udało mi się zbliżyć samochód do odsuwalnego okienka, otwierającego widok na ulicę i wyskoczyć. Jakiś pan i jakaś pani przechodzący tamtędy, podnieśli mnie, gdyż zwichnęłam nogę, spadając na ulicę. Zabrali mnie tu, do siebie. Nazajutrz {{kor|dowiedziałem|dowiedziałam}} się z gazet o zamordowaniu Noela Dorgeroux.<br>
{{tab}}Beranżera ukryła twarz w dłoniach.<br>
{{tab}}— Ach, jakże cierpiałam! Czyż nie byłam winna tej śmierci? Byłabym sama wyznała wszystko, gdyby państwo Roncherolles, bardzo przyjaźnie dla mnie usposobieni, nie zakazali mi tego. Wyjawić wszystko, to znaczyło zgubić mojego ojca a tem samem zniszczyć tajemnicę Noela Dorgeroux. Ta ostatnia myśl powstrzymała mnie. Należało naprawić zło, które wyrządziłam wbrew mej woli i walczyć przeciwko<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
jhgg3jiyxhi69d67rixfnt8vca0v0ke
Strona:PL Maurycy Leblanc - Troje oczu.pdf/212
100
1362055
4078862
2026-04-08T18:57:15Z
Zbigad1970
39748
/* Przepisana */ nowa strona
4078862
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Zbigad1970" /></noinclude>{{Skan zawiera grafikę|Śmierć Massagnaca (str. 197).}}<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
8gh55zn5bnl3wc8x4gww07dg7fevyf9
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No291 part02.jpg
100
1362056
4078906
2026-04-09T04:49:19Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078906
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Tłuścioch rzucił się w objęcia Barnaby, zaczął go ściskać i wołać wzruszonym głosem:<br>
{{tab}}— Syn, syn!<br>
{{tab}}Następnie, wyprostowawszy się i podnosząc z dumą głowę do góry, dodał:<br>
{{tab}}— Tak, syn... po sześciu miesiącach małżeństwa! A co, jaką ja mam żonę! I ręczę, że gdyby silne wzruszenie nie przyśpieszyło chwili urodzenia się waszego syna, miałbyś dwóch odrazu, obywatelu — rzekł Barnaba.<br>
{{tab}}— I ja tak myślę — odparł uszczęśliwiony papa.<br>
{{tab}}I potrząsnąwszy głową, dodał:<br>
{{tab}}— W samej rzeczy, moja Leosia doznała nader silnego wstrząśnienia... Drżę jeszcze cały na myśl o tem!<br>
{{tab}}Następnie, zbliżywszy się do żandarmów, którzy zsiedli z koni, powiedział uprzejmie:<br>
{{tab}}— Chodźcie ze mną, obywatele, zaprowadzę was do stajni.<br>
{{tab}}Gdy żołnierze poszli za szczęśliwym ojcem, Vasseur spytał ciekawie Barnaby:<br>
{{tab}}— Czyś tu odkrył coś nowego w tej oberży, żeś mię czekał tutaj zamiast w<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
rh95ie9tgn8h7u5uir8ctiewr07jx23
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No291 part03.jpg
100
1362057
4078907
2026-04-09T04:50:56Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078907
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>Mans, które zaledwie o dwie mile drogi jest stąd oddalone?<br>
{{tab}}— O i wiele nowego, poruczniku o— drzekł Barnaba.<br>
{{tab}}— I co mianowicie? bo sądzę, że masz mi jeszcze coś do powiedzenia, prócz wiadomości o chorobie tej obywatelki, do której wzywałeś Fichet’a.
— Ho, ho, ciekawym jesteś, poruczniku.<br>
{{tab}}— Nie zechcesz przecież, abym się kontentował wiadomością o urodzeniu się tego syna po sześciomiesięcznem pożyciu małżeńskiem.<br>
{{tab}}— Najwpierw powiem wam, że ten głupiec, któregoście tu dopiero co wiedzieli, nieposiadający się z radości z powodu swego ojcowstwa, ożenił się z kochanką innego i... zgadnijcie, kto był tym innym?<br>
{{tab}}— Powiedz lepiej sam.<br>
{{tab}}— Piękny Franek.<br>
{{tab}}Vasseur ze zdumieniem spojrzał na Barnabę.<br>
{{tab}}— Skądze wiesz o tem? — zapytał.<br>
{{tab}}Lecz nagle, nie czekając odpowiedzi, zawołał:<br>
{{tab}}— Cóż tam robisz, Barnabo!<br>
{{tab}}— Nic, nabijam fuzję.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
obz46k7m0qtjft3f29spzzbq1mz6pn3
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No291 part04.jpg
100
1362058
4078908
2026-04-09T04:52:17Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078908
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}— Przecież niedawno, gdyś się ze mną żegnał... także ją nabiłeś, strzelałeś więc chyba?<br>
{{tab}}— Tak, wystrzeliłem, ot dla śmiechu.<br>
{{tab}}— I któż to cię do tego śmiechu pobudził?<br>
{{tab}}Barnaba nie mógł odpowiedzieć, gdyż w tej chwili powrócił z podwórza tłuściutki oberżysta, mówiąc przyciszonym głosem:<br>
{{tab}}— Moja Leosia śpi... Biedaczka, po takiem wstrząśnieniu potrzebuje spoczynku... zostawiłem ją pod opieką tej dobrej kobiety i mojej służącej... Jak to dobrze, że ta kobieta znalazła się tu pod ręką, aby pomódz mojej Leosi.<br>
{{tab}}Potem, zwracając się do Barnaby, dodał:<br>
{{tab}}— Czy wiesz, obywatelu, że ona się niczego nie domyśla?<br>
{{tab}}Vasseur słuchał w milczeniu, patrząc na Barnabę, który oczyma radził mu nie przerywać mowy oberżysty. Zaczynał już jednak tracić cierpliwość, gdy wtem dwa zdania tłuściocha zwróciły jego uwagę:<br>
{{tab}}— Tak, tak, ta dobra Anna niczego się nie domyśla; zdaje jej się, że młoda dziewczyna ciągle jeszcze śpi w swoim<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
57jqnz96dve8dmpcg52e2xcgsicyovd
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No291 part05.jpg
100
1362059
4078909
2026-04-09T04:54:12Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078909
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>pokoiku.<br>
{{tab}}— Anna, młoda dziewczyna! — powtórzył Vasseur, sam nie wiedząc, dla czego serce jego ścisnęło się na dźwięk tych wyrazów.<br>
{{tab}}Głos jego zwrócił uwagę oberżysty, który zbliżył się do niego, mówiąc:<br>
{{tab}}— Prawda, wy nic nie wiecie, obywatelu. Muszę wam całą rzecz wytłomaczyć. Wiedzcie tedy, że walka właśnie się zaczęła, gdy Leosia uczuła pierwsze bóle...<br>
{{tab}}Poczciwiec opowiadał niezbyt zwięźle, gdyż, przerywając sobie nagle, uścisnął rękę Barnaby, wołając:<br>
{{tab}}— Ale wybaczcie mi, obywatelu, jeszcze wam nie podziękowałem.<br>
{{tab}}— Za cóż to macie mi dziękować? — zapytał Barnaba.<br>
{{tab}}— Za wasz wystrzał, który tak przestraszył Leosię, że... wiecie zapewne, że w podobnem położeniu przestrach bywa zbawienny.<br>
{{tab}}— Tak, nawet czkawka przechodzi, gdy się człowiek dobrze zlęknie.<br>
{{tab}}— Widać, że nietylko czkawka, bo w sekundę może po waszym wystrzale zostałem ojcem!!<br>
{{tab}}Objaśniwszy w ten sposób wpływ wystrzału, oberżysta zaczął ściskać ręce Barnaby, powtarzając:<br>
{{tab}}— Dzięki ci, obywatelu, stokrotne dzięki!<br>
{{tab}}Następnie znowu wzniósł głowę do<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
9o31efwpp7xuoqjhif2i8m4q49l01yl
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No291 part06.jpg
100
1362060
4078910
2026-04-09T04:56:08Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078910
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>góry i tonem tryumfującym wyrzekł:<br>
{{tab}}— Nie lubię się chwalić, ale zostać ojcem po szcześciu miesiącach małżeńskiego pożycia... to jest dopiero rzecz niezwykła, to dowód niezbity, jak wielką miłością żona ku mnie pała. Vasseur nie posiadał się z niecierpliwości, i przerywając ten nowy rodzaj małżeńskiego liryzmu, rzekł oschle:<br>
{{tab}}— Możebyście powrócili do wasze go opowiadania, obywatelu. Mówiliście o jakiejś Annie...<br>
{{tab}}Lecz w księdze przeznaczeń zapisane było widać, że ciekawość porucznika i tym razem jeszcze nie zostanie zaspokojoną, bo w tej chwili zjawiła się tęga dziewka wiejska, krzycząc w niebogłosy:<br>
{{tab}}— Gdzie mały? Kto wziął małego? Gdzie się podział mały?<br>
{{tab}}Dobiegłszy do oberżysty, dziewka schwyciła go za ramię bełkocąc:<br>
{{tab}}— To pan zapewne wypłatał mi tego figla i schował gdzieś dziecko.<br>
{{tab}}Okropny dreszcz przestrachu, przebiegł ciało tłuściocha i uczynił figurę jego podobną do olbrzymiej masy trzęsącej się galarety.<br>
{{tab}}Wzruszenie jego było tak wielkie, że głos nawet zmienił mu się zupełnie i zdawał się {{Korekta|zamierzć|zamierać}} w gardle.<br>
{{tab}}— Gdzie podziałaś mego syna, nędznico! — zapiszczał.<br>
{{tab}}Wyraz „nędznica“ oburzył dziewkę,<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
bmlg7ybglbcpw6aak3bt7avirtk68hl
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No291 part07.jpg
100
1362061
4078911
2026-04-09T04:57:41Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078911
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>a że była rezolutna i odważna, nie pozwoliła się obrażać bezkarnie i odparła:<br>
{{tab}}— Patrzcie go, jego syn! Jeszcze czego; taki on wasz, jak i mój.<br>
{{tab}}Oberżysta własnym uszom nie wierzył.<br>
{{tab}}— Co ona powiedziała? — zapytał.<br>
{{tab}}— Że gotowa poświęcić życie byle tylko syn wasz został znaleziony, rzekł Barnaba.<br>
{{tab}}— Tak, to widać źle słyszałem — odparł tłusty.<br>
{{tab}}— Służąca szybko pohamowała gniew swój, i przybrawszy znowu ton płaczliwy, mówiła dalej.<br>
{{tab}}— Musiałam wyczyścić koryto dla wieprzy... Więc wzięłam dziecko i....
nie pamiętam gdzie je położyłam...<br>
{{tab}}— Czy aby nie w koryto? — zapytał Barnaba. — To byłoby bardzo niebezpiecznie, bo wasze wieprze, o ile można sądzić z ich miny muszą być wygłodzone i mogłyby, ulegając pokusie...<br>
{{tab}}Barnaba dla tego zażartował w ten sposób, że ujrzał zbliżającego się Fichet’a, który niósł w ręku swój kapelusz, ale to tak ostrożnie jak gdyby obnosił półmisek pełen sosu.<br>
{{tab}}Zbliżywszy się do porucznika, żandarm pokazał mu kapelusz, i rzekł gniewnie:<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
7awibxj1hnag9o8e8uuz5gpvzhs9xmt
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No292 part01.jpg
100
1362062
4078912
2026-04-09T04:58:42Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078912
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}— Pałam żądzą poznania tego, kto zuchwalstwo swoje posunął do tego stopnia, że ulokował w moim kapeluszu to małe małpię.<br>
{{tab}}Owo małpię było to właśnie zgubione dziecię tłustego oberżysty.<br>
{{tab}}W uniesieniu radości, ojciec wsunął głowę do wnętrza kapelusza, aby uścisnąć syna, leżącego na dnie, lecz Fichet nagły ten ruch wziął widać za objaw żarłoczności, bo dodał:<br>
{{tab}}— Obywatelu, uprzedzam cię, że to nie jest ani gotowane, ani pieczone.<br>
{{tab}}Dla lepszego zrozumienia przez czytelników tego co nastąpi, musimy opuścić na chwilę naszych bohaterów i wdać się w pewne objaśnienia.<br>
{{tab}}W roku 1800, to jest w czasie kiedy<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
kzibv2h2r6ic0hgqxj5hbmbnjr9v406
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No292 part02.jpg
100
1362063
4078913
2026-04-09T05:00:30Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078913
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>miały miejsce opowiadane przez nas wypadki, podróże trwały długo, były uciążliwe a często i niebezpieczne. Środkami lokomocji były wówczas dyliżansy na lądzie, a stosunki na wodzie. Najmniej nużącą była podróż statkiem, który, płynąc rzekami i kanałami, odstawiał pasażerów na miejsce bez szwanku, lecz powodował {{Korekta|oogromną|ogromną}} stratę czasu, średnia bowiem przestrzeń, jaką w dwadzieścia cztery godzin przepływał, nie przenosiła siedmiu mil, to jest tyle ile za pomocą pary przebyć można w przeciągu czterdziestu minut. Prócz tego podróż wodą podlegała kaprysom temperatury, która już to osuszała rzeki, już pokrywała je krą lub lodem.<br>
{{tab}}Dyliżans szedł prędzej, lecz była to podróż nader kosztowna a nadewszystko niebezpieczna. Pomimo dość dobrego w kraju porządku, drogi tak były niepewne, że w niektórych departamentach dyliżansy nie ruszały w drogę inaczej jak pod eskortą pięciu żołnierzy, umieszczonych na wierzchu powozu. Stąd nazwa „wędrownych patroli,“ określająca tych pięciu żołnierzy, którzy w razie jeżeli powóz został atakowany, padali ugodzeni pierwszemi pięciu kulami.<br>
{{tab}}Towary przewożono z miejsca na miejsce frachtami. Furmani dla większego bezpieczeństwa jeździli całemi<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
72qua3e6gjx2n61ykhywdfmkaxrpz0h
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No292 part03.jpg
100
1362064
4078914
2026-04-09T05:02:29Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078914
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>kompanijami. Jądro takiej kompanii stanowiły wozy i duże, zajadłe brytany, które w potrzebie wielką pomoc okazywały swym panom; po bokach zaś wozów szli piesi biedacy, nie mogący z powodu braku środków podróżować inaczej jak na własnych nogach. Liczba furmanów w jednej kompanji dochodziła nieraz do trzydziestu lub czterdziestu, a wszyscy byli doskonale uzbrojeni. Tak liczne towarzystwo nie potrzebowało się obawiać napadu opryszków, którzy zadawalali się tylko śledzeniem go i wszystko szło dobrze dopóki wszyscy byli razem; lecz powoli w miarę posuwania się coraz dalej, frachtów i powożących je furmanów ciągle ubywało, rzadko bowiem wszyscy dążyli do jednego i tego samego miasta, a wtedy opryszki, podzieliwszy się na oddziały, napadali każdy wóz oddzielnie i rzadko bardzo który z nich dochodził swego przeznaczenia. Pod samym Paryżem, dokąd naturalnie wysyłano najpiękniejsze i najdroższe wyroby, trakt nie był wolny od band rozbójniczych.<br>
{{tab}}Pozostawała podróż konna, którą nie każdy mógł przedsiębrać, szczególniej zaś niemożliwa dla kobiet. Prócz {{Korekta|tego|tego,}} że nie każdy może być wprawnym jeźdźcem, podróż konna i tę jeszcze ma niedogodność, że zmusza podróżnego do ciągłego zajmowania się i myślenia<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
j6wi9sumub61vwfrjrlqyq5wtmcj2ky
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No292 part04.jpg
100
1362065
4078915
2026-04-09T05:04:08Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078915
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>o swym koniu i jego wygodzie. Stąd przymusowe odpoczynki i zatrzymywania się w karczmach i oberżach, gdzie trzeba było karmić i poić konia oraz dać mu kilka godzin wytchnienia.<br>
{{tab}}Wiele z przydrożnych karczem nie stanowiło bynajmniej bezpiecznego schronienia. Podróżny wchodził tam z zupełnem zaufaniem i niewychodził więcej. Później, lecz o wiele zapóźno, słudzy sprawiedliwości zbadali te jaskinie zbrodni, z których najsłynniejszą była jedna, nazwana po jej wykryciu „Oberżą morderców“.<br>
{{tab}}W czasach, jakie opisujemy, zajazdy te, szczególniej położone w miejscowościach, które najbardziej ucierpiały wskutek strasznej wojny domowej, cieszyły się zupełną {{Korekta|bezkarnościa|bezkarnością}}.<br>
{{tab}}Policja, na czele której stał Fouché, przedsięwzięła wytępienie rabusió w rozbijających po drogach, napadających na podróżnych i łupiących wioski; lecz było to bardzo trudne zadanie, wymagające wiele czasu, a przedewszystkiem dobrych i wprawnych tajemnych wytrapiaczy, którzyby grunt zbadali doskonale. To też władze rządowe okolic, trapionych przez bandytów, nie dawały niczem poznać, że ministerjum policji rozesłało tam kilkunastu najprzebieglejszych swych agentów, śledzących pilnie i wietrzących zdaleka plany opryszków.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
2ghqiggzbvt2vsldn9ij9swl25re6b2
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No293 part01.jpg
100
1362066
4078916
2026-04-09T05:05:08Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078916
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Teraz możemy powrócić do oberży „Pod białą sarną“, utrzymywanej przez obywatela Doulan’a, którego powierzchowność, niezwykłą odznaczająca się okrągłością, zyskała mu przydomek „Serdela“.<br>
{{tab}}O mile tylko oddalona od Mans, oberża „Pod białą sarną“ cieszyła się wybornem powodzeniem. Prócz ludności robotniczej, która co dekadę (za czasów pierwszej rzeczypospolitej we Francyi liczono czas na dekady zamiast na tygodnie), raczyła się tam dobrem białem winem; w oberży tej scho-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
5y19zxon6go8nowsv0ql3wkiz6971ml
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No293 part02.jpg
100
1362067
4078917
2026-04-09T05:06:22Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078917
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>dzili się furmani i przewoźnicy, bo o dwadzieścia kroków od jej zabudowań płynęła Sarta.<br>
{{tab}}Wszyscy woźnice frachtów z Mans lub z dalszych miast naznaczyli tam sobie punkt zborny i gościli dopóty, dopóki nie zebrało się ich tylu, że mogli już bez narażenia się na niebezpieczeństwo wyruszyć w drogę.<br>
{{tab}}Z drugiej znów strony przewoźnicy, przewożący towary Sartą i Mayenną na Loarę, także wstępowali do zakładu Doulan’a, aby posmakować jego dobrego winka i raczyli się nim nie śpiesząc.<br>
{{tab}}Goście „białej sarny“ mieli w wspomnianej oberży jeszcze jedną rozrywkę, mianowicie niepospolitą głupotę oberżysty, która stanowiła niewyczerpane źródło śmiechu dla nich. Śmiano się do rozpuku, gdy ten głupiec opowiadał historję swego ożenienia się:<br>
{{tab}}— Pojechałem do Mans — mówił — aby zakupić zapas kiełbasek. W tem, na ulicy spotykam Leosię płaczącą. Jakiem ją tylko spostrzegł, coś mię pod sercem kolnęło i wyobraźcie sobie, w tej samej chwili niebo, które dotychczas było zachmurzone, rozjaśniło się...<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
dgo7lyx2ja0jy7w1r9h7935ln0ypygm
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No293 part03.jpg
100
1362068
4078918
2026-04-09T05:07:43Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078918
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>Ja, naturalnie, na taką wróżbę pomyślałem sobie: „Wszystko ci przepowiada, że ta kobieta będzie szczęściem twego żywota“... Zapomniałem zupełnie o kiełbaskach i doszedłem do niej, mówiąc: „Czytam w oczach twoich, piękna obywatelko, że duszy twej brak drugiej duszy siostrzanej, któraby cię umiłowała wszystkiemi skarbami uczucia, ja ci ofiaruję tę duszę, weź ją, piękna obywatelko i chodźmy do przedstawiciela municypalności najbliższej sekcji, niechaj nas zwiąże słodkiemi węzły hymenu“. Natenczas ona ogarnęła mię wzrokiem wdzięczności pełnym i uśmiech łzy jej osuszył.<br>
{{tab}}— Ale czemuż ona płakała? — zapytywał zawsze jeden ze słuchaczy tego opowiadania.
<br>
{{tab}}— Kiedym jej o to zapytał odpowiedziała że z radości, że przeczuła, ż spotka wymarzonego przez siebie człowieka, i łzy szczęścia popłynęły z jej oczu i ażeby je ukryć przed przechodniami, musiała się {{Korekta|obrucić|obrócić}} do muru. W samej rzeczy, gdym ją spostrzegł, była obrócona do muru i udawała, że czyta afisz, który tam był przylepiony i oznajmiał, że w Chartres!<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
63fvp3sc04zjkhcychgryx7rot495m0
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No293 part04.jpg
100
1362069
4078921
2026-04-09T05:09:31Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078921
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>schwytano część bandy orgierskiej, hersztem jej, pięknym Frankiem.... Reasumując tedy jej przeczucie, i moją kolkę pod sercem, oraz nagłe wyjaśnienie się nieba, łatwo dojść do przekonania, że jesteśmy sobie wzajemnie przeznaczeni. To też w dziesięć minut po naszem spotkaniu, przedstawiciel municypalności, w imię miłości i rzeczy pospolitej, połączył nas węzłem małżeństwa.<br>
{{tab}}— A czyście czasem nie zauważyli, obywatelu — pytał nieraz jakiś sceptyk — że wasza wybrana nie miała dosyć wysmukłej figury, jak na niewinną dziewicę.<br>
{{tab}}— W naszej byłej religji — odpowiedział idjota — (podczas pierwszej rzeczypospolitej, religja chrześcijańska została oficjalnie zniesioną), pismo wszak wyraża się w ten sposób: „Wybierz sobie towarzyszkę o piersi potężnej i biodrach rozłożystych“. I ja zastosowałem się do eks-tekstów świętych, i przywiozłem sobie z Mans małżonkę, istnego anioła, który życie moje zamienił w potok szczęśliwości małżeńskiej.<br>
{{tab}}— Bardzo was kocha? — zapytano.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
hjhjv7chxma85jzmx4158guay77xfaf
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No293 part05.jpg
100
1362070
4078922
2026-04-09T05:10:57Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078922
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Na to pytanie, w którem przebijał się cień wątpliwości, małżonek Leosi uśmiechnął się i zniżonym głosem mówił.<br>
{{tab}}— Uwielbia mię do tego stopnia, że zwierzyła mi się, iż zostanie zapewne matką wcześniej niż to bywa zwykle.... A co? to mi dopiero miłość!<br>
{{tab}}Niezmierna głupota Doulan’a była więc znaną w całej okolicy, lecz zamiast szkodzić reputacji jego oberży, przeciwnie przyczyniała się do jej powodzenia, ponieważ zwiedzający ją raczyli się jednocześnie dobrem winem i niedorzecznemi konceptami gospodarza.<br>
{{tab}}Choć małżonka komicznego oberżysty nie mogła się pochwalić zbyt surową cnotą za czasów swego panieństwa, była ona jednak wcale dobrą żoną, a szczególniej rządną gospodynią i rozejrzawszy się tylko cokolwiek po oberży mężowskiej, zaprowadziła w niej wzorowy porządek. Furmani i przewoźnicy, którzy zbyt szerokim cieszyli się przedtem kredytem, musieli jej płacić gotówką, pieniądze ich płynęły do kasy, co było zupełnie słusznie, bo w całej okolicy nie można było znaleść wygodniejszych izb gościnnych, lepszych łóżek, smaczniejszej strawy i<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
2fi3lpl2ce3ud421u257rimubhhu4ek
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No293 part06.jpg
100
1362071
4078923
2026-04-09T05:12:56Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078923
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>lepszego wina jak „pod Białą sarną“.<br>
{{tab}}Lecz obywatel Doulan ze wszystkich tych talarków, co brzęczały w sakiewce jego połowicy, nie widział ani szeląga. Pani owładnęła kluczem od kasy, a pan robił zakupy na czem znał się doskonale. Za wszystko co kupował płaciła żona i trzeba jej oddać sprawiedliwość, że płaciła dobrze, bez zbytnie go targowania się.<br>
{{tab}}Obywatelka Leokadja Doulan była to ładna kobieta, wysoka, tęga, rumiana, która od {{Korekta|czsu|czasu}} swego zamążpójścia, to jest od sześciu miesięcy przeszła dwie fazy humoru.<br>
{{tab}}Przystąpiła ona do ślubu zalana łzami, jak to opowiadał jej małżonek, nazajutrz jednakże, czy to dla tego, że znalazła duszę harmonizującą z jej duszą; czy też dla tego, że ujrzała się panią oberży, przynoszącej piękne dochody, dość, że była w doskonałem usposobieniu a nawet bardzo czuła dla męża, na widok którego uśmiechała się wprawdzie nieznacznie, lecz któremu nie szczędziła pochlebnych epitetów aniołka, cherubina, a nawet swego „pięknego zwycięscy“. Mąż, widząc ją tak uprzejmą i kochającą, {{Korekta|probował|próbował}}, nieco zbyt późno, trzeba przyznać, poznać<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
8sg6wkm63lrxg0d6adgyo3e4rahlmew
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No293 part07.jpg
100
1362072
4078924
2026-04-09T05:14:56Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078924
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>niektóre szczegóły przeszłości tej, którą zaślubił pod wrażeniem kolki sercu. Jednakże piękna Leosia nie okazała się skłonną do zwierzeń i z najpowabniejszym w świecie uśmiechem pytała:<br>
{{tab}}— Jak ci smakował aniołku ten melon, któryś zjadł dziś rano?<br>
{{tab}}— Wyśmienity, spożyłem go z największą przyjemnością.<br>
{{tab}}— A wiesz z jakiego on pochodzi ogrodu?<br>
{{tab}}— Przyznaję, że nie pomyślałem wcale o tem.<br>
{{tab}}— A pomimo to znalazłeś go wyśmienitym, nieprawdaż mój cherubinku?<br>
{{tab}}— Powiedziałem ci już, że był wyborny.<br>
{{tab}}— A więc, piękny mój {{Korekta|zwycięsco|zwycięzco}}, zapatruj się na twoją żonę tak jak na ten melon. Ciesz się nią, nie myśląc z jakiego ogrodu pochodzi.<br>
{{tab}}I dowcipna gosposia, poprzestając na tem porównaniu, ani myślała wtajemniczać męża w historję swej przeszłości.<br>
{{tab}}Poczciwy oberżysta był na to zupełnie wyrozumiały, a głupota jego wytłumaczyła mu powód tego milczenia żony.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
l42kng5mgy7nogyv7f8g6n23t91yywy
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No293 part08.jpg
100
1362073
4078925
2026-04-09T05:16:59Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078925
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Opowiadał on nieraz swym gościom historję niefortunnej swej próby wybadania żony i dodawał:<br>
{{tab}}— Wiem ja przyczynę, zmuszającą moją Leosię do milczenia.<br>
{{tab}}— I cóż to za powód?<br>
{{tab}}— Jej niezmierna miłość dla mnie.<br>
{{tab}}— Doprawdy! — wołali słuchacze, wstrzymując się od śmiechu.<br>
{{tab}}— Tak, Leosia, jak to wskazują jej dystyngowane maniery, musi być jakąś księżniczką, którą rewolucja pozbawiła jej tytułu. Uwielbia mię ona do tego stopnia, że, aby mnie nie upokorzyć, nie mówi mi nic o swych sławnych przodkach. Miała ona prawo zamieszkać później w złoconych pałacach, ale ujrzawszy mię, przełożyła nad nie skromny dach ''białej sarny''.<br>
{{tab}}Co można było powiedzieć na tak kolosalną głupotę? Dziwiono się jej i ze śmiechem powtarzano opowiadanie małżonka eks-księżniczki, której dystyngowane maniery przypominały śledziarki z Mans.<br>
{{tab}}Taką była pierwsza faza humoru obywatelki Leokadji, humoru wesołego, który trwał dwa miesiące.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
9hg4ydf0wmsic5gdib4421xhn5i3vns
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No294 part01.jpg
100
1362074
4078926
2026-04-09T05:18:09Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078926
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}W owych czasach, kiedy dzienniki mało były rozpowszechnione po miastach a zupełnie nieznane na wsi, od podróżnych dowiadywano się o tem co zaszło nowego. Z tego powodu oberżyści byli najprędzej i najlepiej poinformowani o rozmaitych nowościach. Dnia jednego furmani, którzy przejeżdżali przez Chartres, opowiadali pod ''białą sarną'', że w mieście mówią tylko o ucieczce z więzienia pięknego Franka, herszta bandy orgierskiej.<br>
{{tab}}— Tak, że ci co myśleli, że gilotyna Oswobodzi ich od tego rozbójnika — dodał jeden z farmanów — dopiero ma ją przyjemną niespodziankę.<br>
{{tab}}Od czasu otrzymania tej wiadomości sposobienie Leokadji zupełnej uległo<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
di2n9ldcw55nyuwbmf8fxaj5di3nudp
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No294 part02.jpg
100
1362075
4078927
2026-04-09T05:19:34Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078927
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>zmianie. Stała się nerwową, niespokojną, kwaśną. Dla męża była szorstką i opryskliwą.<br>
{{tab}}— Co ci jest, Leosiu? — zapytywał troskliwy małżonek. — Wywnętrz się przedemna, aniele.<br>
{{tab}}A gdy połowica jego ruszała wzgardliwie ramionami zamiast się wywnętrzać, dodawał:<br>
{{tab}}— Powiedz mi, duszko, czem ci mogę stać się użytecznym?<br>
{{tab}}Wówczas Leosia obrzucała drwiącem spojrzeniem całą masę mięsa i tłuszczu, stanowiącą jej męża, zatrzymywała wzrok na jego idjotycznej twarzy i odpowiadała oschle:<br>
{{tab}}— Ładna lala z ciebie, nie ma co mówić. Stary indor z podwórza zdałby się na co więcej jak ty, głupcze. Nie wtrącaj się lepiej w moje interesy.<br>
{{tab}}Lala i indor, jako przydomki o wiele mniej pochlebne niżeli aniołek i cherubin, któremi go niedawno żoną tak Szczodrze darzyła, dotknęły nieco dumę tłuściocha, lecz zaledwie zdążył otworzyć usta w celu zaprotestowania przeciwko nim, gdy Loosia przerwała mu, wołając:<br>
{{tab}}— Cicho bądź! Dość tej głupiej gadaniny! Jesteś niedołęga, niezdatny do niczego, rozumiesz.<br>
{{tab}}— O, nie mów, żem, niezdatny do niczego! Jestem przecież....<br>
{{tab}}Ale i tym razem małżonka nie dała<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
g4m8bq6uc04y5sy0i8ksjsqampyb6ms
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No294 part03.jpg
100
1362076
4078928
2026-04-09T05:20:57Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078928
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>mu dokończyć rozpoczętego zdania:<br>
{{tab}}— Cichobyś był lepiej i głowy mi nie zawracał — mówiła.<br>
{{tab}}Ta opryskliwość Leosi nie martwiła bynajmniej dobrodusznego jej męża, który tę zmianę humoru przypisywał jej błogosławionemu stanowi i tłumaczył ją nawet przed gośćmi, mówiąc:<br>
{{tab}}— Trzeba jej wybaczyć; przyszłe macierzyństwo tak ją denerwuje, biedaczkę.<br>
{{tab}}Kilka już razy, Leokadja gotowa była zwierzyć się mężowi z powodów swej troski, lecz widok jego głupiej miny, odbierał jej chęć zupełnie.<br>
{{tab}}W nocy tylko, gdy spała, usta jej wymawiały wyrazy bez związku, głosem, w którym brzmiał przestrach. Mąż, zbudzony jej wykrzyknieniami, nachylał się wówczas nad jej łóżkiem i chciwem uchem chwytał wymawiane przez nią wyrazy, z których pragnął wyczytać przyczynę jej smutku.<br>
{{tab}}To co z nich zrozumiał pomieszane z pewnymi szczegółami opowiadania o ucieczce pięknego Franka, naprowadziło go widać na myśl, że historja o bandzie rozbójniczej i o zapadłym na nią wyroku, podziałały zgubnie na wyobraźnię jego Leosi. To też, skoro tylko kto z gości zaczynał o tem mówić, stroskany małżonek, mówił:<br>
{{tab}}— Tylko sza wobec mojej Leokadji;<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
nwb7a5poio6mg2gaz94ymkp4vgli8k0
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No294 part04.jpg
100
1362077
4078929
2026-04-09T05:23:27Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078929
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>nie opowiadajcie przy niej tych wszystkich okropności co się dzieją w Chartres. Kobieta w jej stanie, lada czem się przeraża i te wasze historje o zbójcach i gilotynie tak mi się jeszcze przysłużą, że moja żona wyda na świat dziecię bez głowy.<br>
{{tab}}— Ba — rzekł jeden żartowniś — przyjść na świat bez głowy, to jeszcze nie tak wielkie nieszczęście, a nawet ma pewne dobre strony, bo jest się wolnym przynajmniej od bólu zębów i migreny.<br>
{{tab}}— Tak — mówił inny — ale nie bardzo to dogodne dla ojca, mieć syna bez głowy.<br>
{{tab}}— Dlaczego?<br>
{{tab}}— Bo nie może nawet sprawdzić czy do niego podobny.<br>
{{tab}}— Jest jednak sposób, za pomocą którego możnaby się przekonać, czy syn choć bez głowy, jest podobny do ojca.<br>
{{tab}}— Naprzykład?<br>
{{tab}}— Zgilotynować papę.<br>
{{tab}}— Widzicie, obywatelu, dajemy wam dobrą radę.<br>
{{tab}}Pomimo tych żartów, {{Korekta|trzymano polecenia|trzymano się polecenia}} oberżysty i Leokadja nie {{Korekta|szała|słyszała}} odtąd ani słowa o tem, co działo w Chartres.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
4qwbn2qmxzoqpk0erqzx6oryjyzi8zo
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No295 part01.jpg
100
1362078
4078930
2026-04-09T05:25:10Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078930
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Przez dwa miesiące milczano o wypadkach w Chartres, gdy w tem dnia jednego do oberży pod „białą sarną“ wszedł wysoki trzydziestoletni może {{Korekta|męzczyzna|mężczyzna}} okazałej i pięknej, postawy choć rysów i wyrazu twarzy pospolitych, w oczach jego błyszczała brutalna jakaś energja i zuchwalstwo. Nie był on widocznie faworytem bogini fortuny, odzienie jego {{Korekta|zakużone|zakurzone}} składało się ze spodni z grubego płótna, podartych i sznurkami związanych trzewików, surduta z grubego sukna i zniszczonego kapelusza. Cały ten ubiór pokryty był warstwą kurzu, dowodzącą, że podróżny musiał przejść pieszo spory kawał drogi.<br>
{{tab}}Było jeszczce bardzo wcześnie i w oberży nie było nikogo z gości, tego samego bowiem poranku, wyruszyło stamtąd liczne towarzystwo furmanów. W jednym z kątów dużej sali gościnnej, małżonek Leosi zajęty był czyszczeniem półkwartówek i kubków mosiężnych.<br>
{{tab}}Na odgłos rzuconego na stół ogromnego kija i kapelusza nowoprzybyłego,<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
50ggm4t1n8ggn8rvoikuhxhmnndlg17
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No295 part02.jpg
100
1362079
4078931
2026-04-09T05:29:05Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078931
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>oberżysta odwrócił się z przestrachem.<br>
{{tab}}— Dajcie mi wina i coś do zjedzenia — rzekł gość szorstko.<br>
{{tab}}— Chociaż obywatel Doulan, miał się za arcydzieło stworzenia, umiał on jednak ocenić i piękność innych i dla tego, spojrzawszy na nowoprzybyłego, pomyślał:<br>
{{tab}}— Ho, ho, to mi dopiero chłop co się zowie!<br>
{{tab}}I pośpieszył do kredensu skąd wyjął ogromny kawał szynki i bochenek chleba, który położył przed gościem.<br>
{{tab}}— Teraz pójdę do piwnicy po wino — rzekł, za chwilę będę ci służył, {{Korekta|obywatolu|obywatalu}}.<br>
{{tab}}Do piwnicy schodziło się przez drzwiczki, wybite w podłodze sali gościnnej.<br>
{{tab}}Aby się tam dostać, oberżysta musiał przejść około drzwi otwartych, które prowadziły do kuchni, gdzie w tej chwili żona jego pisała rachunki.<br>
{{tab}}— Leosiu — zawołał przechodząc — schodzę do piwnicy, uważaj na salę.<br>
{{tab}}— Bądź spokojny — odparła Leokadja, a po chwili dodała:<br>
{{tab}}— Nie zapomnij tylko, że masz jechać do Mans i zakupić tam wszystko na obiad, który załoga nowego statku ma u nas wyprawić.<br>
{{tab}}— Za pół godziny ruszam w drogę — wyrzekł małżonek i postąpił ka drzwiczkom piwnicy, lecz żona znowu go zawołała:<br>
{{tab}}— Słuchaj no, jak będziesz w Mans, przeczytaj uważnie wszystkie ogłoszenia na rogach i opowiesz mi, co się dzieje nowego.<br>
{{tab}}— O jakie ci to wiadomości chodzi?<br>
{{tab}}— Chciałabym wiedzieć, czy nie schwytano pięknego Franka.<br>
{{tab}}— Co cię ten gałgan obchodzi?<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
7ge3nfwf61014n5pf6ws2qp5di97se8
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No295 part03.jpg
100
1362080
4078932
2026-04-09T05:31:22Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078932
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}— Obchodzi mię jako łotr, który po winien zostać słusznie ukarany.<br>
{{tab}}Rozmowa ta toczyła się na progu kuchni, głosem nieco przyciszonym, nie tak cicho jednak, aby podróżny, siedzący w sali, nie mógł jej dosłyszeć.<br>
{{tab}}Na dźwięk głosu Leokadji podniósł on głowę, nadstawił uszy i uśmiech szyderski i okrutny wykrzywił jego usta, skoro usłyszał wyrażone przez nią
życzenie co do kary, która powinna była spotkać pięknego Franka.<br>
{{tab}}— Dobrze, dobrze — rzekł oberżysta do żony, dowiem się w mieście, co się z tym hultajem stało.<br>
{{tab}}Z temi słowy Doulan otworzył drzwiczki i zeszedł do piwnicy.<br>
{{tab}}Lecz zaledwie zniknął w ciemnym otworze, podróżny wydał świst cichy i przeciągły.<br>
{{tab}}Na dźwięk ten ukazała się we drzwiach głowa Leokadji, której twarz bladą była jak chusta.<br>
{{tab}}Oberżystka stanęła w progu cała drżąca i rozszerzone przerażeniem źrenice utkwiła w twarzy gościa.<br>
{{tab}}Ten palcem wskazał na nogę stolika, przy którym siedział i głosem stłumionym lecz rozkazującym rzekł, jak gdyby się do psa zwracał:<br>
{{tab}}— {{Korekta|Pódź|Pójdź}} tu Leokadjo!<br>
{{tab}}Jak ptak magnetyzowany przez węża, oberżystka postąpiła powoli ku niemu.<br>
{{tab}}— Dziękuję ci — rzekł gość — za to, czegoś mi przed chwilą życzyła.<br>
{{tab}}Kobieta blada i drżąca, wyjąkała po chwili:<br>
{{tab}}— Mówiłam to dlatego tylko, aby omamić mego męża, ale...<br>
{{tab}}— Więc wyszłaś za tę małpę, którą tu widziałem? — zapytał piękny Franek?<br>
{{tab}}— Cóż miałam robić... ciebie schwy-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
q2o332y2jt6k5pbubolc58j4tg5v1e2
Strona:Dyplomacja Stanów Zjednoczonych (XVIII-XIX w.).pdf/627
100
1362081
4078934
2026-04-09T05:38:47Z
Fluokid
21907
/* Przepisana */ —
4078934
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Fluokid" /></noinclude>i na Hawajach. Choć rząd amerykański nie posiadał w pierwszej połowie XIX w. planów zajęcia tych wysp, oświadczył, że będzie zdecydowanie sprzeciwiał się wszelkim próbom aneksji wysp ze strony Wielkiej Brytanii czy Francji. W 1854 r. wynegocjowano układ o przyłączeniu Hawajów do Stanów Zjednoczonych. Układ ten jednak nie został ani podpisany ani ratyfikowany. Następca Kamehamehy III wycofał zresztą układ i zwolnił tych doradców amerykańskich, którzy byli rzecznikami aneksji. Od tej chwili żaden władca hawajski nigdy już więcej nie wystąpił z propozycją unii ze Stanami Zjednoczonymi. Kamehameha IV miał wątpliwości co do lojalności doradców amerykańskich, obawiał się, że misjonarze amerykańscy oraz doradcy mogą doprowadzić do obalenia monarchii i aneksji Hawajów przez Stany Zjednoczone.<br>
{{tab}}Struktura władz politycznych królestwa została w znacznym stopniu wypracowana przy udziale i pomocy doradców amerykańskich. Dotyczy to zarówno konstytucji 1840 r. jak i wielu organów rządowych. Stany Zjednoczone w 1843 r. dokonały quasi uznania Hawajów, a w 1849 r. podpisały z tym krajem układ handlowy.<br>
{{tab}}W latach pięćdziesiątych XIX w. wzrosło zainteresowanie Stanów Zjednoczonych aneksją Hawajów. Przyłączenie Kalifornii, uregulowanie sporu z Wielką Brytanią odnośnie Oregonu, innymi słowy opanowanie zachodniego wybrzeża sprzyjało zainteresowaniu wyspami na Oceanie Spokojnym. W Stanach Zjednoczonych popularna była doktryna Boskiego Przeznaczenia i jej zwolennicy mieli wyraźne apetyty na Hawaje. Król Hawajów Kamehameha III obawiał się, że Amerykanie wyślą ekspedycję zbrojną, która dokona aneksji wysp przy pomocy siły. Rząd amerykański nie myślał o takim kroku, ale interesował się przyłączeniem Hawajów do unii. Sekretarz stanu Marcy polecił przedstawicielowi Stanów Zjednoczonych, aby wysondował opinię króla w tej sprawie. Jak już wspomniano, układ na ten temat został uzgodniony, ale król Kamehameha III nagle zmarł, a jego następca był przeciwny ścisłym związkom ze Stanami Zjednoczonymi. W 1855 r. obydwa kraj podpisały układ handlowy.<br>
{{tab}}W czasie wojny domowej rząd amerykański był zbyt zaabsorbowany wewnętrznymi sprawami, aby zająć się aneksją Hawajów. Tuż po zakończeniu wojny domowej jednakże sekretarz stanu Seward upoważnił przedstawiciela USA na Hawajach do rozpoczęcia rokowań handlowych oraz na temat ewentualnego przyłączenia do Stanów Zjednoczonych. Podpisano w 1867 r. układ handlowy i prezydent Andrew Johnson zalecając jego aprobatę w Senacie stwierdził, że stanowi on {{korekta|zabezpieczeni|zabezpieczenie}} przed agresją innych mocarstw na Hawajach do czasu aż „mieszkańcy wysypy zwrócą się z prośbą o przyjęcie do unii”<ref>J. W. Foster, ''American Diplomacy in the Orient'', s. 367.</ref>.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
d8dxi6xrb1n8tkqng2j01lr1k8h2db9
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No295 part04.jpg
100
1362082
4078954
2026-04-09T07:22:13Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078954
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>tano, byłam sama.<br>
{{tab}}— I myślałaś, że mi już łeb utną? — rzekł z dzikim śmiechem bandyta. Nie bardzo się jakoś kłopoczesz o przyjaciół, gdy wpadną w biedę.<br>
{{tab}}Leokadja wiedziała zapewne, że piękny Franek pokrywał gniew swój ironją, bo głosem błagalnym odrzekła:<br>
{{tab}}— Nie myśl, żem o tobie zapomniala, nie, nie! Przysięgam że nie.<br>
{{tab}}— Wierzę, zostawiłem ci pamiątkę.<br>
{{tab}}Kobieta znała na wylot swego byłego kochanka, dlatego też pewniejszym nieco głosem dodała:<br>
{{tab}}— Na dowód, żem nie zapomniała o tobie, powiem ci, że od dnia, kiedy się dowiedziałam o twej ucieczce, zaczęłam ciułać pieniądze dla ciebie i zebrałam już ładną sumkę.<br>
{{tab}}Leokadja nie mogła jednak spostrzedz jakie wrażenie zrobiło to odkrycie na pięknym Franku, gdyż w tej chwili rozległ się głos jej męża, nucącego na schodkach piwnicy piosnkę, przed dwunastu laty śpiewaną w Paryżu, lecz na prowincji uchodzącą za rzecz zupełnie nową:
<poem>{{f|w=90%|Doktór Guillotin, polityk nielada,
Pomyślał sobie, że to nie wypada,
By dobrych ludzi wieszano,
Albo toporem ścinano.
Wynalazł tedy narzędzie
Które w lot zabijać będzie.
I dumny z owej maszyny
Dał jej imię „Guillotyny“.}}</poem>
{{tab}}— Umykaj, rzekł piękny Franek, jak tego błazna wyślesz, to powrócisz i pomówimy obszerniej.<br>
{{tab}}— Postaram się wyprawić go natychmiast — odparła Leokadja i weszła do kuchni.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
40zxjitfpd7i8s7nmjifcrxw326oyzs
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No298 part01.jpg
100
1362083
4078955
2026-04-09T07:23:00Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078955
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}W otworze od piwnicy ukazał się oberżysta, niosący dużą flaszę wina, którą postawił przed gościem, mówiąc:<br>
{{tab}}— Zadługo się trochę zabawiłem, ale za to będziecie mieli doskonałe wino; obywatelu, natoczyłem z najlepszej beczki.<br>
{{tab}}W tej chwili Leokadja zawołała:<br>
{{tab}}— Wiesz przecie aniołku, że masz się wybrać do Mans po zakupy.<br>
{{tab}}— Tak, tak, pamiętam i mam ci po wiedzieć za powrotem, co się stało z pięknym Frankiem.<br>
{{tab}}Przypomnienie to nie przypadło jakoś do gustu Leokadji.<br>
{{tab}}— Jedź już, jedź, gadatliwa sroko — odparła.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
2liz1pt06cbei8f5ks8y2oshzg7tmgj
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No298 part02.jpg
100
1362084
4078958
2026-04-09T07:24:49Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078958
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}— Zaprzęgnę tylko konia i jadę — odpowiedział aniołek, zamieniony w srokę.<br>
{{tab}}W dziesięć minut potem obywatel Doulan usadowił się z trudem w swej bryczce i pojechał do Mans.<br>
{{tab}}Leokadja powróciła do sali i siadła obok swego byłego kochanka.<br>
{{tab}}— Posłuchaj mię, moja miła — zaczął piękny Franek.<br>
{{tab}}Lecz niemógł mówić dalej, gdyż niewielki wózek wandejski zatoczył się i zatrzymał przed oberżą, a z niego wysiadł człowiek, który wszedłszy do sali zawołał:<br>
{{tab}}— Szklankę wina, obywatelko!<br>
{{tab}}Teraz Leokadja musiała zejść do piwnicy.<br>
{{tab}}Podczas jej nieobecności, nowoprzybyły, nie patrząc nawet na pięknego Franka, wyrzekł półgłosem, jakby namyślając się nad czemś głęboko:<br>
{{tab}}— Bez trzewików łatwo dostać kataru.<br>
{{tab}}— Siedma cztery dziewięć — odparł piękny Franek.<br>
{{tab}}— Orzechy pospadały — i wracając ku hersztowi bandy, rzekł:<br>
{{tab}}— Więc jesteś pięknym Frankiem.<br>
{{tab}}Herszt bandy orgierskiej był atletą o wspaniałych kształtach, o nowoprzybyłym niemożnaby tego powiedzieć, a jednak w razie walki pomiędzy tymi<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
ektywemczt59xx347tw7kphdwoggswu
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No298 part03.jpg
100
1362085
4078960
2026-04-09T07:26:56Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078960
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>dwoma ludźmi, piękny Franek nie zostałby zwycięzcą. Tamten musiał posiadać siłę iście niedźwiedzią. Małego wzrostu, nadzwyczaj szerokich ramion, rąk i nóg olbrzymich i porosłych gęstym włosem, twarz miał ponurą, czoło niskie, ocienione gęstą grzywą włosów, spadających w nieładzie, zarost, tak obfity, że tylko oczy, wyrażające okrucieństwo i gwałtowność, świeciły wśród niego.<br>
{{tab}}Piękny Franek nie wydawał się okrutnym na pierwszy rzut oka, tamten robił wrażenie nieubłaganego okrutnika.<br>
{{tab}}Gdy głosem gardłowym i ostrym wymówił:<br>
{{tab}}— Więc jesteś pięknym Frankiem? ten ostatni odparł śpiesznie:<br>
{{tab}}— A ty jesteś Marcassin.<br>
{{tab}}— Tak — odrzekł Marcassin — otrzymałem list — i siadając naprzeciw herszta ''rozgrzewaczy'', zapytał:<br>
{{tab}}— Co się {{Korekta|tało|stało}} z Daublet’em?<br>
{{tab}}— Szpiegi za wiele nań naszczekali, utną mu głowę.<br>
{{tab}}— Kiedy?<br>
{{tab}}— Zdaje się, że za dwa lub trzy dni.<br>
{{tab}}Oczy Marcassin’a zapałały wściekłością.<br>
{{tab}}— Dla czego Daublet nie uciekł razem z tobą? — zapytał:<br>
{{tab}}— Bo był za gruby. Znajdowal on<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
tqauhunp06iauy02ugduoq8uv9mdtfh
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No298 part04.jpg
100
1362086
4078962
2026-04-09T07:28:25Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078962
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>się w szpitalu tak jak ja, lecz nie mógł: przedostać się przez otwór, przez który trzeba było zmykać. I ja choć cieńszy od niego, musiałem zdjąć surdut, żeby przeleźć... Na szczęście mam dobrą pamięć.<br>
{{tab}}Marcassin patrzył na niego, nie rozumiejąc, co ma znaczyć ta pochwała jego pamięci.<br>
{{tab}}— To znaczy — rzekł piękny Franek: — że straciwszy surdut, nie straciłem jeszcze wszystkiego. Kiedyśmy się zmawiali z Daublet’em, aby razem uciec, Daublet mi mówił, że wartoby się przenieść do kraju szuanów do Wandei i zorganizować nową bandę. Wspominał także o tobie i obiecywał, że nam będziesz tam pomagał.<br>
{{tab}}— Dziwię się, że Daublet nie wiedział, jak się w Wandei wszystko pogorszyło od czasu jak się wojna skończyła — rzekł Marcasin.<br>
{{tab}}Piękny Franek nie zwrócił jednak uwagi na to zdanie i mówił dalej:<br>
{{tab}}— Ale Daublet był chłop ostrożny. Przewidział, że przypadek może nas rozłączyć... co się rzeczywiście zdarzyło, i dał mi kilka słów na piśmie, abyś za ich pomocą mógł mię poznać... W potrzebie jego własnoręczne pismo mogło mi służyć na świadectwo {{Korekta|wbec|wobec}} ciebie. Ale cóż z tego: papier, na którym mi Daublet te kilka wyrazów napisał,<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
s521n1ol2n1g5onqrd6uw59cvqm15ix
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No298 part05.jpg
100
1362087
4078963
2026-04-09T07:29:56Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078963
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>był zaszyty w kołnierz mego surduta, a ten surdut został tam skąd uciekłem.
Dla tego to właśnie cieszę się, że mam dobrą pamięć, bo gdyby tak nie było, nie mógłbym sobie nic przypomnieć nie wiedziałbym, gdzie cię znaleść, aby wypełnić polecenie, które mi dał Daublet. Ot słuchaj co mi mówił Daublet:<br>
{{tab}}„Jeżeli przypadek nas rozłączy, pójdziesz do departamentu Loary, do wsi Saint-Florent, tam znajdziesz Marcass’ina i powiesz mu, ażeby spełnił to o co go prosiłem“.<br>
{{tab}}Po tych słowach piękny Franek wybuchnął śmiechem i dodał:<br>
{{tab}}— Ot i powiedziałem com miał powiedzieć, ale niech mię djabli porwą, jeżeli choć słowo z tego rozumiem.<br>
{{tab}}Chciałżeby piękny Franek wywołać tym sposobem objaśnienie niezrozumiałego dlań polecenia? W takim razie chybił celu, bo Marcassin zamiast odpowiedzieć mu na to, zapytał:<br>
{{tab}}— Dla czegożeś pisał do mnie zamiast osobiście mi to powiedzieć w St.-Florent?<br>
{{tab}}— Ba — odparł piękny Franek — nie mogłem się inaczej urządzić, nie bardzo to dla mnie zdrowo włóczyć się po drogach; wszędzie już znają mój ryso-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
c251zprbzwg1zbypy2n5jd8ckp8d4b5
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No298 part06.jpg
100
1362088
4078965
2026-04-09T07:31:23Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078965
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>pis i dla tego czekałem, aż cały ten hałas o naszych trochę ucichnie i siedziałem sobie w bezpiecznem ukryciu, w oberży u Bouchard’ów... Kiedy zaś przewąchałem, że mogę już nos pokazać, napisałem do ciebie i naznaczyłem ci schadzkę pod Biała sarną, aby ci powiedzieć co mi kazał Daublet.<br>
{{tab}}Rozmawiając w ten sposób piękny Franek i Marcassin nie pomyśleli o tem, że są podsłuchiwani przez Leokadję, która powróciła już z piwnicy, nie wchodząc jednak do sali, zatrzymała się na schodach i pilnie słuchała, co dwaj goście mówili.<br>
{{tab}}— Co to za dzika bestja, co siedzi teraz przy Franku — rzekła sama do siebie.<br>
{{tab}}Z twarzy Marcassin’a, wzrok jej przeniósł się na twarz byłego jej kochanka.<br>
{{tab}}— A ty gburze — szepnęła — gdyby tylko mój nie był takim głupcem, miał byś się ty z pyszna za to, coś mi nadokuczał.<br>
{{tab}}W tej chwili Marcassin kląsknął głośno językiem i zawołał:<br>
{{tab}}— Do pioruna, pić mi się chcę!<br>
{{tab}}Leokadja w okamgnieniu znalazła się w pokoju z dzbankiem wina w ręku.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
3gu1movarx9trg49l50s2mrjko45plv
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No298 part07.jpg
100
1362089
4078966
2026-04-09T07:33:07Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078966
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Piękny Franek, zajęty rozmową z swym towarzyszem nie zwrócił uwagi na zbyt długą nieobecność oberżystki, lecz na jej widok podejrzenie zbudziło się w umyśle jego.<br>
{{tab}}— Jeszcze jeden dzban dla mnie! zawołał.<br>
{{tab}}— Zaraz idę, — odrzekła kobieta i zniknęła w otworze wiodącym do piwnicy.<br>
{{tab}}Zaledwie zeszła kilka stopni, gdy Franek skoczył do drzwiczek, zamknął je, zaryglował i zawołał:<br>
{{tab}}— Poczekaj tam, moja miła, dopóki cię nie zawołam.<br>
{{tab}}— Oh! Franciszku, odezwał się z dołu głos Leokadji, nie żartuj, proszę.<br>
{{tab}}A do siebie szepnęła z gniewem i ironją:<br>
{{tab}}— Głupiec!<br>
{{tab}}Piwnica miała bowiem drugie wyjście, wiodące do śpiżarni skąd łatwo można się było wydostać na wolność.<br>
{{tab}}— Teraz możemy rozmawiać swobodnie, rzekł, śmiejąc się piękny Franek.<br>
{{tab}}Marcassin zamyślił się i jak niedźwiedź kiwał ogromną swą głową w prawo i w lewo. Wreszcie wziął dzbanek z winem i wypróżnił go powoli, a po-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
pu478h5b59i7a0ibrs24rv4jjyod5lc
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No298 part08.jpg
100
1362090
4078968
2026-04-09T07:34:29Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078968
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>stawiwszy naczynie przed sobą, zapytał:<br>
{{tab}}— Czy znasz żandarma Vasseur’a, tego co się przysłużył Daublet’owi?<br>
{{tab}}— {{Korekta|Widziasem|Widziałem}} go jak ciebie teraz widzę.<br>
{{tab}}Marcassin wydał dziki okrzyk radości. Jego olbrzymie pięście zacisnęły się, a usta wyrzekły z wściekłością:<br>
{{tab}}— Niech-no on wpadnie w moje ręce!<br>
{{tab}}— Co on nam teraz szkodzić może, powiedział piękny Franek, w Wandei go nie będzie i tam pohulamy sobie co się nazywa.<br>
{{tab}}W czasie odpoczynku u Bouchardów zorganizowałem bandę z moich chłopców, co się wymknęli żołdakom i będziemy sobie żyli jak w raju.<br>
{{tab}}Marcassin wzruszył ramionami, jak gdyby nie ufał pięknym nadziejom towarzysza.<br>
{{tab}}— Eh! — rzekł, w Wandei nie ma co robić, strasznie się pogorszyło od czasu ukończenia wojny.<br>
{{tab}}Lecz pięknego Franka niełatwo było zniechęcić.<br>
{{tab}}— Nie będąc śledzonym przez takiego Vasseura, można się tam jeszcze pożywić, odparł.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
7110f371qkmrjajh24wt8algifdpcrk
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No299 part01.jpg
100
1362091
4078969
2026-04-09T07:35:20Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078969
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Ta pewność pięknego Franka rozśmieszyła Marcassin’a, choć śmiał się, on bardzo rzadko i niechętnie.<br>
{{tab}}— Jesteś głupi, mruknął.<br>
{{tab}}— Dlaczego?<br>
{{tab}}— Bo widzisz to tylko, co się dzieje pod twoim nosem, a dalej nic.<br>
{{tab}}— A cóż to się dalej dzieje, czego ja nie widzę?<br>
{{tab}}— To, że są na nas lepsze jeszcze bicze niżeli Vasseur i jego żandarmi.<br>
{{tab}}— Naprzykład?<br>
{{tab}}— Naprzykład choćby minister policji Fouchet i jego agenci... Żandarmów przynajmniej poznać można... ale szpiegów to nawet mędrsi od ciebie nie zwąchają.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
cmp2f5if657ylxbmam2p2um2uzxewl6
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No299 part02.jpg
100
1362092
4078989
2026-04-09T08:44:47Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078989
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Zaprzeczyć pięknemu Frankowi jego wyższości, było to dotknąć go do żywego.<br>
{{tab}}— Taki mądry jak ty pewnie nie pozna — odpowiedział chmurnie.<br>
{{tab}}— Ja też nie mam do tego pretensji, rzekł spokojnie Marcassin. Jakiś tam włóczęga wściubia mi nos do domu, albo za często mi się przygląda — wsadzam mu nóż w kark i kwita, nie pytam czy to żandarm, czy szpieg, czy inne jakie licho.<br>
{{tab}}Tymczasem Leokadja zamiast siedzieć w piwnicy, wyszła sobie przez drugie wyjście na podwórze, a stamtąd, zdjąwszy obuwie, dostała się do kuchni, tam zaś, przyłożywszy ucho do drzwi, słuchała.<br>
{{tab}}Gdy Marcassin opowiedział w jaki sposób pozbywa się tych, którzy zbyt ciekawie mu się przyglądają, piękny Franek wybuchnął śmiechem, a uspokoiwszy się po tym wybuchu wesołości, — rzekł szyderczo:<br>
{{tab}}— Więc jednak wychodzi na moje.<br>
{{tab}}— Jak to?<br>
{{tab}}— No, mówiłem przecież, że nie ma się czego obawiać tych szpiegów nasłanych przez ministra policji. Choć ich tam chwalą, że tacy przemyślni, ja mówię, że są głupcami, na dowód, że pozwalają się przez ciebie gładzić nożem po karku.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
rc2jj9skp3gfl5jma1q36fvs9zdqy89
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No299 part03.jpg
100
1362093
4078990
2026-04-09T08:46:18Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078990
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Marcassin nie był widać tak zarozumiałym jak jego towarzysz, bo potrząsając głową, powiedział:<br>
{{tab}}— Ci zanadto się spierzyli i za wiele chcieli pokazać gorliwości... Ale są i inni.<br>
{{tab}}— Przykład tamtych odstraszył innych.<br>
{{tab}}— Nie. Powiedz lepiej, że uczynił ich ostrożniejszymi. We wszystkich pięciu departamentach, gdzie minister policji posiał swoje ładne ziółka, szpiegi przygotowują nam powoli obławę. A gdzie ich szukać? Jakim rzemiosłem na pozór się trudnią? Jak wyglądają? Nie wiem. Furman, którego spotykasz, pastuch, parobek, żebrak, może być jednym z nich... Być może, że nawet właściciel tej tu oberży jest szpiegiem.<br>
{{tab}}Przypuszczenie, jakoby oberżysta z pod „Białej sarny“ był jednym ze zręczniejszych agentów policyjnych, wywołało szalony napad śmiechu pięknego Franka.<br>
{{tab}}— On! jąkał wśród śmiechu, ten grubas, znany na dziesięć mil wokoło ze swojej nadzwyczajnej głupoty; on miałby być szpiegiem!!<br>
{{tab}}Leokadja, podsłuchująca pode drzwiami, także śmiała się w duchu z dziwnego przypuszczenia Marcassin’a.<br>
{{tab}}— Już to trzeba przyznać mojemu<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
3aj8b8f5dx44pjjyb3n6otj8ccx2o0n
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No299 part04.jpg
100
1362094
4078991
2026-04-09T08:47:43Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078991
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>mężowi — pomyślała, — że głupi jest jak może nikt inny. Niedość, że się ze mną ożenił, ale wodzę go za nos, robię co mi się podoba i klucz od kasy wyłącznie do mnie należy.<br>
{{tab}}Tymczasem Franciszek mówił dalej.<br>
{{tab}}— Nietylko, że nie potrzebujemy się obawiać tego idjoty, ale oberżę jego możemy uważać za swoją, bo ożenił się on z dziewką, która dawniej należała do mojej bandy i która, chcąc nie chcąc, musi mię oszczędzać, bo najmniejsza zdrada z jej strony względem mnie, albo kogoś z bandy, zaprowadziłaby ją na rusztowanie.<br>
{{tab}}— Oj, to prawda! — pomyślała Leokadja, drżąc ze strachu.<br>
{{tab}}Marcassin zajęty ciągle myślą o szpiegach, zaczął znowu swym grubym, ponurym głosem:<br>
{{tab}}— Chowają się oni dobrze gałgany, ani ich zobaczysz, a tymczasem przędą swoje sieci i {{Korekta|czychają|czyhają}} na nas. Ostatniej dekady wyjechał z Nantes dyliżans, który wiózł huk pieniędzy do Paryża przez Châteaubriand i Laval. Nasi chłopcy uprzedzeni o tem, oczekiwali go w okolicach Cossé.<br>
{{tab}}— I {{Korekta|srpzątnęli|sprzątnęli}} pieniądze? — przerwał Franek.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
sdsyqk4bxaa25r7l7se8opvqc5aku9s
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No300 part01.jpg
100
1362095
4078992
2026-04-09T08:48:25Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078992
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Marcassin wzruszył ramionami i wymawiając każde słowo z naciskiem, rzekł:<br>
{{tab}}— Tak sprzątnęli; ich sprzątnęli: dziesięciu zostało na drodze. Wszyscy podróżni byli to przebrani żandarmi! O sześć mil od zasadzki naszych, prawdziwi podróżni wysiedli, a na ich miejsce wsiedli żandarmi... Kto ich uprzedził o naszych zamiarach, jeżeli nie jeden z tych przeklętych policjantów, co nam się pomiędzy palcami ślizgają, a złapać ich ani sposób.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
2bxsjbx24g898cji5ysicdvhwhi403q
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No300 part02.jpg
100
1362096
4078994
2026-04-09T08:50:08Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078994
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}— Co mi się widzi, że źle skończymy! — dodał po chwili ponuro, lecz jak, gdyby ta perspektywa złego końca, pobudziła jego wściekłość, zawołał z okrutna radością.<br>
{{tab}}— Źle się może skończy, ale dopóki nie przyjdzie na mnie koniec, przypieprzę ja dobrze tym wszystkim bestjom co mi przeszkadzają!<br>
{{tab}}Nagle podniósł się z krzesła, na którem siedział i rzekł krótko:<br>
{{tab}}— Odchodzę już.<br>
{{tab}}— Już, tak prędko? — zapytał piękny Franek ze zdziwieniem.<br>
{{tab}}— Przyszedłem tu, aby się dowiedzieć jakie to zlecenie Doublet dał ci dla mnie. Teraz, kiedy już wiem o co chodzi, idę je spełnić.<br>
{{tab}}— Ale ja liczyłem na ciebie; myślałem, że posłużysz mi za przewodnika w departamencie niższej Loary.<br>
{{tab}}— Nie mogę! Muszę być w stolicy Chartres. Zabawię tam ze trzy dni i powracam. Jeżeli chcesz, możesz pojechać ze mną.<br>
{{tab}}— Do Chartres! — powtórzył piękny Franek. — O, co to, to nie; na samo wspomnienie tego miasta, kark mię swędzić zaczyna.<br>
{{tab}}— To zaczekaj na mnie; wezmę cię z sobą, gdy powrócę. Zostań tutaj; za trzy dni się zobaczymy.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
51jwvk9apzifinp7rnmfgc5ioh5m0ad
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No300 part03.jpg
100
1362097
4078996
2026-04-09T08:51:57Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078996
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Piękny Franek gotów już był się zdecydować na kilkodniowy pobyt pod „białą sarną“, lecz po pewnym namyśle, rzekł:<br>
{{tab}}— Nie, wolę czekać na ciebie w oberży Bouchard’a.... Mam mu jeszcze dać pewne rozkazy, tyczące się bandy mojej; która ma się ze mną połączyć nad Loarą.<br>
{{tab}}Z temi słowy powstał także.<br>
{{tab}}— Jedźmy tedy do oberży Bouchard’a; tam ja zostaję do twojego powrotu, a później znowu pojedziemy razem.<br>
{{tab}}— Dobrze — odparł Marcassin.<br>
{{tab}}Leokadja widząc, że goście jej się żegnają, opuściła swój {{Korekta|posterunk|posterunek}} pode drzwiami.<br>
{{tab}}— Teraz trzeba powrócić do piwnicy — szepnęła sobie.<br>
{{tab}}Po zgodzeniu się na propozycję pięknego Franka, Marcassin wpadł w zadumę.<br>
{{tab}}— O czem myślisz? — zapytał go towarzysz.<br>
{{tab}}— Chcę ci dać jedną radę, mój chłopcze — odparł powoli Marcassin, patrząc na niego przenikliwym wzrokiem. — Chociaż jesteś bardzo duży, bardzo silny i bardzo odważny, nie zajmuj się za bardzo tem co przywiozę z z sobą, gdy powrócę z Chartres.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
ju1mv1r5ka15zty2t6uwv8hb1fmodtl
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No300 part04.jpg
100
1362098
4078998
2026-04-09T08:53:43Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4078998
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}— Co to, grozisz mi? — zapytał bandyta z ironicznym uśmiechem.<br>
{{tab}}— Nie grożę ci, radzę tylko — odrzekł Marcassim.<br>
{{tab}}Z temi słowy zbliżył się do drzwi.<br>
{{tab}}— Zatrzymaj się chwilę — powiedział piękny Franek, muszę się pożegnać jeszcze — i poszedłszy do drzwiczek piwnicy, otworzył je.<br>
{{tab}}— Na ostatnim stopniu schodów siedziała Leokadja, oczekując niby wyzwolenia.<br>
{{tab}}— Ach! — zawołała płaczliwie — jak mogłeś mię zamknąć w tej ciemnicy!<br>
{{tab}}— Wychodź, wychodź! — rzekł były kochanek krótko.<br>
{{tab}}A gdy kobieta znalazła się w pokoju, dodał:<br>
{{tab}}— Powiedziałaś mi, że myślałaś o mnie, i żeś uzbierała trochę pieniędzy, aby mi dopomódz w razie potrzeby.<br>
{{tab}}— Powiedziałam to i powtarzam — odrzekła Leokadja z uśmiechem, choć nie zupełnie szczerym, nie pozbawionym wszakże powabu.<br>
{{tab}}— A więc moja miła, potwierdź słowa czynem, jestem teraz w wielkiej potrzebie, nie mam prawie ani grosza.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
g8duh642hr4zlpjyktsqdvb2jz3vh9x
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No302 part01.jpg
100
1362099
4079000
2026-04-09T08:55:13Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4079000
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Pani Leokadja musiała mieć za sobą przeszłość okropną, przeszłość, która w samej rzeczy mogła była zaprowadzić ją na rusztowanie, jak to powiedział jej kochanek; inaczej bowiem nie byłaby tak uprzedzającą dla tego ostatniego, traktującego ją nieledwie że z pogardą.<br>
{{tab}}— Biegnę zaraz — rzekła — i przyniosę ci moje oszczędności.<br>
{{tab}}I szybko pobiegła na pierwsze piętro.<br>
{{tab}}W tej chwili z podwórza rozległ się głos Marcassin’a:<br>
{{tab}}— Chodźże już — wołał. Jakiś wóz u zajeżdża, nie chcę, aby nas {{Korekta|wiziano|widziano}}.<br>
{{tab}}Piękny Franek chciał coś odpowie-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
8c1anrwj9hxulrn3j53gdn08thd9p19
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No302 part02.jpg
100
1362100
4079001
2026-04-09T08:56:59Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4079001
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>dzieć, lecz na widok Leokadji, która schodziła już ze schodów blada, przerażona i drżąca z obawy.<br>
{{tab}}— Nic, nic mi nie zostawili — jąkała — wszystkie pieniądze znikły! Okradziono mię!<br>
{{tab}}Bandyta, sądząc, że była jego kochanka udaje, wpadł w wściekłość:<br>
{{tab}}— Dawaj pieniądze, albo cię uduszę — krzyknął, zgrzytając zębami i wyciągając ku niej ręce.<br>
{{tab}}Lecz na szczęście Leokadji zjawił się Marcassin, który, ujmując za barki zbójcę, odciągnął go od niej, mówiąc:<br>
{{tab}}— Chodź już, ktoś nadjeżdża.<br>
{{tab}}— Do widzenia, do widzenia z tobą — krzyknął groźnie piękny Franek, siadając do wózka.<br>
{{tab}}W chwili, gdy wózek Marcassin’a zniknął w oddali, przed oberżę zajechała bryczka, a z niej wysiadł małżonek Leokadji.<br>
{{tab}}Ta ostatnia zdążyła zaledwie przyjść de siebie po wzruszeniu, jakiego doznała z powodu zniknięcia swych pieniędzy i {{Korekta|groźb|gróźb}} bandyty.<br>
{{tab}}— Czyby to on mię okradł? — pomyślała, patrząc na męża, który zmachany i spocony wyłaził z bryczki.<br>
{{tab}}— Ah! mój aniołku — rzekł, wchodząc do pokoju — gdybyś wiedziała, jak mi się pić chce, umieram z pragnienia.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
tlv9qo35ikmpu678dwduuz4hr1t0d8w
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No302 part03.jpg
100
1362101
4079004
2026-04-09T08:59:57Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4079004
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}— Jakto, nie piłeś nic w Mans?<br>
{{tab}}Na to pytanie tłuścioch spojrzał na żonę zdziwiony.<br>
{{tab}}— Ja miałem coś wypić w mieście? Przecież nie dałaś mi ani szeląga... Nie zapłaciłem nawet za to, co kupiłem dla domu... Tak, tak, zazdrośnico, nie dajesz mi ani grosza, boisz się, abym nie kupił kwiatka jakiej damie.<br>
{{tab}}Słowa jego, twarz i mina zdradzały tak wielką głupotę, że Leokadja szepnęła:<br>
{{tab}}— Nie, to nie on wykradł mi pieniądze. Najlepszy dowód, że nie miał nawet za co pragnienia ugasić.<br>
{{tab}}Tymczasem mąż, zwracając się do zakrytego wnętrza bryczki, zawołał:<br>
{{tab}}— Wiktorjo! czyś tam zasnęła? Wyjdźże, pokaż się, dziewczyno!<br>
{{tab}}— Przywiozłem ci nową służącą — rzekł do żony — na miejsce Perpetui, która nas wczoraj tak nagle opuściła.<br>
{{tab}}Gdy żona przyglądała się służącej, która wysiadła z bryczki, oberżysta napuszył się i z miną pewnego swych wdzięków lowelasa, rzekł:<br>
{{tab}}— Patrzcie, patrzcie, jak to ona {{Korekta|badają|udaje}} i świdruje oczkami. Nie bój się, kochanie, wybrałem umyślnie brzydką, aby nie drażnić twej zazdrości.<br>
{{tab}}— Ha — odrzekła Leokadja — kiedy się ma przystojnego męża, chce go się mieć wyłącznie dla siebie.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
kcytbrh7xclrdqc29thauejn7buzhvz
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No302 part04.jpg
100
1362102
4079006
2026-04-09T09:02:11Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4079006
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}— Ale słuchaj tylko, moja duszo, co ci opowiem o tej Perpetui. Wiem już teraz, dla czego tak nagle odeszła... Miłość się w to wdała... Spotkałem ją w Mans na placu ubraną, jak pierwsza elegantka... Musi mieć widać szczodrego amanta.<br>
{{tab}}— To ta szelma skradła mi pieniądze — pomyślała Leokadja.<br>
{{tab}}— Niech Wiktorja powyjmuje wszystko z wózka — mówił dalej mąż — a ja wypiję sobie szklaneczkę wina.<br>
{{tab}}To mówiąc, obejrzał się wokoło po sali.<br>
{{tab}}— Czy niema już tego pięknego blondyna, któremu podałem wino przed odjazdem? — zapytał żony — chętniebym się z nim trącił; lubię podobnych sobie.<br>
{{tab}}Leokadja rozśmiała się, lecz mąż na swój sposób wytłomaczył śmiech jej.<br>
{{tab}}— Wiem, dla czego się śmiejesz — rzekł — pomyślałaś sobie pewnie, że wolabyś mnie, niż tamtego, co?<br>
{{tab}}— Idź lepiej do kuchni i pokręć się koło obiadu, który zamówiła załoga, nowego statku — rzekła Leokadja.<br>
{{tab}}We dwie godziny później w sali oberży pod „Białą Sarną“ rozlegały się wesołe okrzyki ludzi ze statku, który stał przymocowany kotwicą do brzegów Sarty. Statek ten miał pierwszą swo podróż odbyć do Nantes.<br><noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
1cuaolxv5xendg9by007913qtksys3y
Strona:PL Oberżysta spod Białej sarny by E Chavette from Kurjer Poranny Y1885 No304 part01.jpg
100
1362103
4079009
2026-04-09T09:05:02Z
Wydarty
17971
/* Przepisana */ —
4079009
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Wydarty" /></noinclude>{{tab}}Załoga jego, składająca z się pięciu ludzi, przez dwa dni obchodziła jego poświęcenie. W ciągu tych dwóch dni nadciągnęła też do oberży kompanja furmanów, idąca do Saint-Malo przez Laval i Fongéves. To też obywatel Doulan ciągle był zajęty krzątaniem około wielkiego ogniska, przy którem bezustanku piekło się coś i warzyło.<br>
{{tab}}Do tych licznych gości przyłączyło drugiego dnia dwóch furmanów z Chartres.<br>
{{tab}}— Dziś w Chartres wielkie święto — rzekł jeden z nich nie chciałbym jednak być w skórze jednej z dwudzie-<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
9d6z1zxki7htw88c7ct2ep1xysqupgt
Strona:Dyplomacja Stanów Zjednoczonych (XVIII-XIX w.).pdf/628
100
1362104
4079034
2026-04-09T10:02:02Z
Fluokid
21907
/* Przepisana */ —
4079034
proofread-page
text/x-wiki
<noinclude><pagequality level="1" user="Fluokid" /></noinclude>{{tab}}Układ nie został jednak zatwierdzony przez Senat. Przyczynili się do tego: a) producenci cukru w południowych stanach USA, którzy obawiali się konkurencji cukru hawajskiego oraz b) zwolennicy natychmiastowej aneksji Hawajów, którzy byli zdania, iż układ opóźnia taki krok.<br>
{{tab}}W czasie prezydentury Granta wznowiono rokowania na rzecz układu o wzajemności. Sekretarz stanu Hamilton Fish uważał, że układ taki zapobiegnie popadnięciu Hawajów w zależność od innych mocarstw. Rokowania rozpoczęły się w Honolulu, lecz król Kalakaua uważając, iż sprawa jest o wielkiej wadze wysłał dwóch swoich przedstawicieli do Waszyngtonu celem prowadzenia rokowań. Układ, który podpisano, przewidywał praktycznie nieograniczoną wymianę wzajemną produktów. Zwolennicy aneksji zostali uspokojeni tym razem klauzulą układu stwierdzającą, że żadna część Hawajów nie zostanie przekazana innemu {{korekta|mocarstwowi|mocarstwu}}. Po zatwierdzeniu przez Senat układ wszedł w życie w 1876 r.<br>
{{tab}}Układ ten był ważnym krokiem na drodze do aneksji Hawajów. Eksport z Hawajów do Stanów Zjednoczonych ulegał szybkiemu zwiększeniu. Gospodarka Hawajów rozwijała się. Wzrosło tam zapotrzebowanie na siłę roboczą. Układ ze Stanami Zjednoczonymi został zawarty na 7 lat, ale 1884 r. został przedłużony z dodatkowymi uzupełnieniami, w wyniku których Stany Zjednoczone uzyskały wyłączne prawo do korzystania z bazy morskiej w Pearl Harbor. Kilka lat wcześniej w 1873 r. prezydent Grant wydelegował generała Schofielda na wyspy z żądaniem znalezienia dogodnego miejsca na bazę. Generał Schofield zalecił wybór Pearl Harbor, będąc zdania, iż zbudowanie bazy w tym miejscu ułatwi Stanom Zjednoczonym w przyszłości kontrolę Wysp Hawajskich. Anglicy zaprotestowali przeciw temu, oskarżając króla Hawajów, że udostępnienie Amerykanom Pearl Harbor doprowadzi do utraty niepodległości Hawajów. Anglicy ponadto uznali tę decyzję za pogwałcenie układu angielsko-hawajskiego, na mocy którego brytyjskie okręty wojenne miały mieć dostęp do wszystkich portów hawajskich. Rząd hawajski nie zgadzał się z takimi poglądami.<br>
{{tab}}Administracja prezydenta Clevelanda podjęła dalsze kroki w celu wzmocnienia pozycji i wpływów amerykańskich na Hawajach. Jedną z pierwszych decyzji Clevelanda było odnowienie układu o wzajemności wraz z klauzulą dotyczącą Pearl Harbor. W 1887 r. poseł Wielkiej Brytanii w Waszyngtonie zaproponował, aby Stany Zjednoczone, Francja i Anglia udzieliły gwarancji neutralności i niepodległości Hawajów. Sekretarz stanu Thomas Bayard odrzucił tę propozycję stwierdzając, że w wyniku amerykańsko-hawajskiego układu o wzajemności Hawaje rozwijają się gospodarczo i nie odczuwają potrzeby uzyskania jakichkolwiek gwarancji. W rzeczywistości Stany Zjednoczone nie chciały zamykać lub utrudniać sobie drogi do aneksji Hawajów i wolały unikać jakichkolwiek zobowiązań, zwłaszcza międzynarodowych. Amerykanie byli całkowicie przekonani, że czas pracuje na ich korzyść. Za czasów pierwszej kadencji Clevelanda sekretarz stanu tak określił strategię polityczną USA wobec Hawajów: „Czekać spokojnie i cierpliwie, aż wyspy<noinclude><references/>
__NOEDITSECTION__</noinclude>
duen69cq7jrkoq8vp0qifj3a5dp60r8